Sierpień 2004
—
Dziękuję za współpracę, Atticusie.
—
Draco, nie musisz tego robić. Moglibyśmy współpracować, moglibyśmy…
—
Avada Kedavra.
~*~*~*~*~*~*~*~
Grudzień 1994
Wpatrywał
się w nią gniewnie. Tańczyła w tłumie, a ręce Kruma przesunęły się na jej
biodra. Jak, na Salazara, udało jej się tak drastycznie zmienić, a jednocześnie
nie zmienić wcale? Przez cały wieczór próbował wymyślić coś niemiłego do
powiedzenia na jej temat, ale za każdym razem, gdy coś przychodziło mu do
głowy, tłumiły to kontrargumenty.
Po
prostu… promieniała. Jej zęby były perfekcyjne, lepsze niż przed jego urokiem,
dzikie włosy zostały ujarzmione, a spod tych workowatych, mundurkowych szat
zaczęły prześwitywać jej krągłości. Szlama Granger była najpiękniejszą
dziewczyną na balu, a Draco nie wiedział, co o tym myśleć.
Poczuł
ukłucie jej dłoni na policzku, niczym cień dotyku, i coś ścisnęło go w żołądku.
To była najbardziej ekscytująca rzecz, jaka kiedykolwiek mu się przytrafiła w
młodości — dotknięcie przez kogoś takiego jak ona — nawet jeśli było to
uderzenie — i od tamtej pory w jego głowie zaczęły kłębić się dziwne myśli, a
głównie te dotyczące miejsc, w które jej dłonie mogłyby go dotknąć. Stłumił je,
próbował zignorować, ale tej nocy te myśli odżyły.
Ciepło
rozlało się po jego piersi, gdy spiorunował Granger wzrokiem — uśmiechała się
od ucha do ucha, z błyszczącymi oczami, idealnie wyprofilowanymi zębami,
promieniująca pewnością siebie — i ogarnęło go coś brzydkiego i gorącego, gdy
rzucił wściekłe spojrzenie na Kruma. Był dla niej o wiele za stary, patrzył na
nią jak na kawałek mięsa. Na litość boską, właśnie skończyła piętnaście lat, a
on ile miał? Dwadzieścia pięć?
—
Nie sądzisz, że to dość niepokojące, że pozwalają Krumowi tańczyć z dziećmi? —
mruknął do Pansy, która stała obok niego.
Uniosła
ciemną brew.
—
Draco, on ma osiemnaście lat.
—
No cóż — prychnął — osiemnaście czy dwadzieścia pięć, co za różnica jeśli
obmacujesz czternastolatki?
Zaśmiała
się.
—
Co cię opętało? On tańczy z Granger, na Salazara! A nawiasem mówiąc, ona ma
piętnaście lat. Wiesz, gdyby nie to, że jest sławnym graczem w Quidditcha, a
naprawdę nie sądzę, żeby na to zasługiwała, błagałabym
go, żeby zabrał ją ze sobą do Bułgarii, żebyśmy się jej pozbyli. — Westchnęła.
— Szczerze mówiąc, nie rozumiem, co on w niej widzi. Blaise i Theo mówią, że
musiała mu obciągnąć, czy coś, ale nie wiem. Może jest mu obiecana.
Przeszyły
go gorące i piekące kolce, i zacisnął szczękę. Nie, Granger nigdy by czegoś
takiego nie zrobiła. Była uosobieniem przyzwoitości.
—
Draco? — Pansy nagle powiedziała napiętym głosem, ale nie zwrócił na nią uwagi.
— Draco!
Spojrzał
na nią.
—
Co?
Zmrużyła
oczy.
—
Dlaczego patrzysz na nią cały wieczór? Myślisz, że jest ładna?
Poczuł,
jak rumieniec oblewa jego policzki, ale tylko zmarszczył brwi i skrzyżował
ramiona.
—
Nie, Merlinie, Pansy, nie przyprawiaj mnie o mdłości.
—
Cóż — prychnęła — to dlaczego ciągle na nich patrzysz?
—
Czuję się urażony — warknął i wykrzywił usta. — To miejsce jest wręcz skażone
ich obecnością. To naprawdę odrażające.
Pansy
mruknęła coś pod nosem, nie do końca przekonana.
Ponownie
skupił wzrok na tłumie, z łatwością odnajdując barwinkową sukienkę, która
rozświetlała jej złocistobrązowe oczy. To było niesprawiedliwe. Granger nie
powinna być taka ładna — była szlamą, niegodną takiej uwagi, ale Draco nie mógł
oderwać od niej wzroku. Zacisnął dłonie w pięści. Skoro on tak na nią patrzył,
był pewien, że inni też. Zastanawiał się, z iloma osobami rozmawiali Blaise i
Theo, ilu z nich gadało, że Granger obciągnęła Krumowi i ilu spodziewało się,
że będzie tak łatwa.
Draco
wcale nie oczekiwał, że taka będzie. Spodziewał się, że pragnęła prawdziwego
romansu: kwiatów, prezentów, komplementów, niewinnych buziaków na korytarzu,
jeszcze bardziej namiętnych pocałunków po godzinach, tęsknych spojrzeń przez
Wielką Salę i listów z poruszającymi wierszami. Przez ułamek sekundy wyobrażał
sobie, że jej to wszystko ofiaruje, ale potem z przerażeniem odpędził tę myśl.
Hermiona
Granger była kujonowatą, wszystkowiedzącą szlamą i nie przepadał za nią. Mimo
to nie mógł się powstrzymać, gdy zauważył, że zostawiła Kruma i poszła po coś
do picia.
Draco
wstał, nerwowo oblizując wargi.
—
Przyniosę nam drinki, zaczekaj tutaj.
Odszedł,
szybko przeciskając się przez tańczący tłum. Znalazł ją przy stole z ponczem i
bez skrupułów wcisnął się przed kolejkę, ku wielkiemu niezadowoleniu
pozostałych. Uśmiechnął się do nich szyderczo i stanął obok Granger. Jeszcze go
nie zauważyła, napełniając dwie szklanki, nucąc melodię w rytm muzyki, z
szerokim uśmiechem na ustach. Cholera, nawet jej głos był magiczny.
Uderzył
go zapach jabłka połączonego z jaśminem. Zakręciło mu się w głowie, przełknął
ślinę, niepewny, co dalej. Dlaczego w ogóle za nią poszedł? Jaki miał plan?
Poczuł ścisk w brzuchu, spodnie drgnęły, a policzki się zarumieniły. Nie, pomyślał, powinien odejść. Nie powinien tu być, nie powinien…
Wtedy
Granger odwróciła się, tym samym wpadając w jego ramiona. Sapnęła cicho,
starając się nie rozlać zawartości szklanek i spojrzała w górę z
przepraszającym uśmiechem.
Przez
sekundę lub dwie, moment stracony w czasie, promieniała; jej uśmiech ukazywał
jej śnieżnobiałe zęby, które wyglądały… cóż, były idealne. Na jej policzkach
pojawiał się rumieniec, który nadawał jej absolutnie uroczy wygląd, a kilka
loków opadło na czoło, dodając dzikości. Draco wolał jej nieokiełznane loki od
gładkich fryzur i nagle poczuł ochotę, by delikatnie schować jeden z nich za
jej ucho. Jej oczy błyszczały, pokryte złotymi drobinkami, a na nosie miała
piegi. Była… cholernie olśniewająca.
Jednak
gdy tylko zdała sobie sprawę, że to on,
jej uśmiech zmienił się w grymas, a z oczu zniknęła ta iskierka. Oczywiście, bo
go nienawidziła.
Na
szczęście Draco szybko się otrząsnął.
—
Uważaj, jak chodzisz, szlamo! — warknął niskim tonem, a jej policzki
poczerwieniały jeszcze bardziej.
Podobało
mu się to.
Szybko
rozejrzała się dookoła, wyraźnie czując się nieco nieswojo; wokół nich tłoczyli
się ludzie, a Draco bardzo jej przeszkadzał.
—
Mógłbyś się przesunąć.
Uniósł
brew z rozbawieniem.
—
Grzeczniej, Granger.
Nie
miał zamiaru się ruszać i z chęcią usłyszałby jej błaganie.
Popatrzyła
mu prosto w oczy i zacisnęła usta.
—
Cóż, więc powiem Victorowi Krumowi,
dlaczego tak długo musiał czekać na swojego drinka.
Draco
nie mógł powstrzymać uśmieszku. Nawet nie chciał.
—
Jak myślisz, w co on gra?
Zmrużyła
oczy.
—
Gra?
Pochylił
się lekko do przodu, czując jej zapach jeszcze wyraźniej. Zniżył głos i
mruknął:
—
Dlaczego cię zaprosił? Myśli, że może cię uznawać za egzotyczną? Wiesz, w
Durmstrangu nie ma szlam. Może chce cię wypróbować.
Tak, Granger, czego osiemnastolatek
mógłby chcieć od najpiękniejszej dziewczyny na balu?
—
Zamknij się, Malfoy! — syknęła i zmarszczyła brwi.
Parsknął
śmiechem, jego wzrok tańczył po jej sylwetce. Przypominało mu to trochę tę
bajkę Kopciuszka, czy jak to tam się
nazywało.
—
To naprawdę zdumiewające, że zaprosił cię przed wieczorem. Może powinnaś zgubić
pantofelek o północy, na wypadek gdyby cię rano nie rozpoznał.
Jej
duże oczy rozszerzyły się bardziej, błyszcząc pierwszymi łzami, usta lekko się
rozchyliły — różowe, pełne wargi — a Draco rozkoszował się faktem, że udało mu
się sprawić, że Hermiona Granger zaniemówiła. Wpatrywali się w siebie, a chwila
zdawała się znów zastygać w czasie. Draco poczuł ciepło w środku, serce waliło
mu jak młotem; jej oczy lśniły niczym bezkresne, nocne niebo, rumieniec na
policzkach dodawał jej życia, a te usta…
Czar
prysł, gdy Pansy wcisnęła się przed niego.
—
Tu jesteś, Draco! — krzyknęła. — Czekałam! Spragniona! — Kiedy jej wzrok
spoczął na Granger, wykrzywiła usta z pogardą i wycedziła: — Och. To ty.
Zaciskając
usta, Granger natychmiast przepchnęła się łokciami obok Pansy i Draco.
Pansy
spiorunowała go wzrokiem i syknęła:
—
Mówiłeś, że nie wygląda dziś ładnie!
—
Dalej tak myślę — odparł, ale bez większego zapału.
Niech
szlag trafi Granger. Będzie rozmyślał o tej chwili tygodniami.
~*~*~*~*~*~*~*~
Wrzesień 2004
KLĄTWA
TEGO, KTÓREGO IMIENIA NIE WOLNO WYMAWIAĆ WCIĄŻ ISTNIEJE!
ATTICUS
CRAWLEY ZAGINIONY!
W zeszłym tygodniu, rankiem ósmego
września, Józefina Crawley wróciła do domu z podróży po Francji i zastała dom
rodu Crawley całkiem pusty. Po przerażającym morderstwie lorda Ebenezera
Selwyna, słynnego zwolennika Czarnego Pana, na początku tego roku, coraz więcej
osób obawia się o swoje życie — zwłaszcza tych, którzy mają mroczną przeszłość.
Pan Atticus Crawley stanął przed
sądem za pomocnictwo i podżeganie do ataku przez „Tego, Którego Imienia Nie
Wolno Wymawiać” podczas Drugiej Wojny Czarodziejów, ale został uniewinniony z
powodu braku dowodów dopiero w maju tego roku.
— On (pan Crawley) jest mocno
zaangażowany w działalność charytatywną na rzecz praw i ustawodawstwa mugoli —
powiedziała pani Crawley. — Dawno już zostawił przeszłość za sobą.
Prorok Codzienny poszukiwał Otto
Winwatera, szefa Patrolu ds. Egzekwowania Prawa Czarodziejów, ale ten pisemnie
odmówił komentarza.
Hermiona
przygryzła wargę, czytając artykuł. Rita Skeeter z pewnością miała talent do
dramatyzowania. Klątwa Tego, Którego
Imienia Nie Wolno Wymawiać wciąż istnieje? Absurdalne. Ale nie mogła
zaprzeczyć pytaniom, które w niej się zrodziły. Pomyślała o mężczyźnie w windzie,
który powiedział jej, że zwolennicy Voldemorta niszczą się nawzajem w obawie
przed złapaniem. Czy Crawley mógł wydać nazwiska innych?
Opuściła
gazetę, idąc przez korytarz, i powitała Harry’ego, gdy dotarła do jego boksu.
—
Jak tam James?
Harry
powoli zamrugał, a wokół jego oczu pojawiły się cienie.
—
Tak. Śmiało. Pytaj o dziecko, które teraz smacznie śpi w swoim łóżeczku — czego
nie zrobił zeszłej nocy.
Hermiona
uśmiechnęła się przepraszająco.
—
Wybacz. Jak się masz?
Przewrócił
oczami, ale się uśmiechnął.
—
Za późno, Miona.
—
Potter — mamrotanie Malfoya sprawiło, że oboje podnieśli wzrok, gdy blondyn
szedł korytarzem, wpatrując się w jakieś papiery w dłoni. — Potrzebuję
protokołów przesłuchań z… — Nieomal zatrzymał się, gdy dostrzegł Hermionę i
zacisnął szczękę. Jego oczy zaszkliły się, zastygły w mroźnym stanie, jakby sam
jej widok napełniał go bezdenną pogardą. Odwrócił się do Harry’ego. —
Potrzebuję protokołów ze sprawy Barnswooda.
Harry
uniósł brwi, jakby próbował zrozumieć, o co został zapytany. Po chwili pokręcił
głową i westchnął.
—
Tak. Tak, oczywiście. Mam je gdzieś tutaj.
Odwrócił
się na krześle i zaczął grzebać w piętrzących się pergaminach.
—
Wyglądasz okropnie — zadrwił Malfoy. — Życie rodzica nie jest tak sielankowe,
jak sobie wyobrażałeś?
—
Nawet nie zamierzam cię zaszczycić odpowiedzią — mruknął Harry i wyciągnął
teczkę ze stosu papierów, które powinny były trafić do archiwum już kilka
tygodni temu.
—
Granger!
Cała
trójka podskoczyła na dźwięk krzyku Głównego Aurora, a Hermiona gwałtownie podniosła
głowę.
—
Robards — przywitała się i skinęła uprzejmie głową ku mężczyźnie, który do niej
podszedł.
—
Czytałaś poranną gazetę? — zapytał, unosząc egzemplarz Proroka Codziennego.
—
Tak, proszę pana.
Skinęła
głową.
Robards
mruknął coś pod nosem i zmarszczył brwi.
—
Chcę, żebyś się tam udała i rzuciła
okiem.
Hermiona
wpatrywała się w niego, mrugając, podobnie jak Harry i Malfoy.
—
A-ale proszę pana — wyjąkała — to sprawa patrolu czarodziejskiej policji, nie
nasza.
Robards
tylko rzucił lekceważąco:
—
Ci z patrolu czarodziejskiej policji są niekompetentni nawet w obecnych
czasach. Nie. Chcę, żebyś tam się udała.
—
To zniknięcie — wycedził Malfoy z pogardą cieknącą mu z ust, a Robards
skierował na niego wzrok. — Biuro Aurorów nie ma z tym nic wspólnego.
—
Atticus Crawley od lat jest na naszej liście osób obserwowanych — warknął
Robards. — Więc kiedy człowiek obserwowany
przez Aurorów znika bez śladu, nie uważacie, że to sprawa dla Aurorów?
Harry
i Hermiona spojrzeli na siebie.
Malfoy
zacisnął szczękę, ale poza tym zachował spokój.
—
Granger nie jest Aurorką.
Robards
westchnął i wyprostował się, ale wciąż nie dorównał wzrostem Malfoyowi.
—
Masz rację — powiedział. — Nie jest. Ale ty
jesteś. — Odwrócił się w miejscu, by wrócić do swojego gabinetu. — Zabierz Granger
ze sobą i sprawdź rezydencję Crawleyów.
—
Ależ, proszę pana! — zawołał Malfoy, a jego twarz wykrzywiła się w grymasie. —
Nie mam na to czasu!
—
Chcę pełnego raportu do końca dnia — padła jedyna odpowiedź Robardsa, zanim
zatrzasnął drzwi.
Hermiona
przygryzła wargę, zerkając na Malfoya. Wyglądał na wręcz wściekłego, a w jego
oczach błyszczała frustracja.
Harry
natomiast zaśmiał się złowieszczo.
—
Co cię tak śmieszy, Potter? — warknął.
Brzmiał
upiornie jak jego piętnastoletnie ja.
—
Nic. — Harry nadal się śmiał. — Właśnie sobie przypomniałem, jak byłeś
kompletnie zszokowany, że dostałeś szlaban za to, że nie spałeś, kiedy chciałeś
donieść na mnie, Rona i Hermionę za pomoc Hagridowi ze smokiem.
Wspomnienie
również wdarło się do umysłu Hermiony i choć tamtej nocy w Zakazanym Lesie była
przerażona, wciąż pamiętała wyraz twarz Malfoya, więc również się zaśmiała.
—
Wyśpij się, Potter. Masz urojenia — zadrwił Malfoy, chociaż po jego ustach
błąkał się mały uśmiech.
~*~*~*~*~*~*~*~
Oboje
milczeli, idąc podjazdem w stronę królewskiej rezydencji w Bristolu. Hermiona
czuła ucisk w żołądku, który nie chciał się rozpuścić, bez względu na to, jak
bardzo starała się wmówić sobie, że są tylko znajomymi — powinni umieć radzić
sobie w takich sytuacjach w cywilizowany sposób. Nie byli w tym samym zespole,
o nie, ale oboje pracowali w Biurze Aurorów i skoro Robards kazał im pracować
razem, nie mieli powodu, żeby się sprzeciwiać.
Gdyby
tylko Hermiona mogła iść dalej ze swoim życiem. Próbowała, naprawdę próbowała;
po ich rozmowie przy toaletach w Taczce, robiła wszystko, by o nim zapomnieć i
odpuścić. Próbowała wrócić do antagonizowania go, zamknąć wszystkie te stare
uczucia z powrotem w wyznaczonym pudełku, ale poniosła porażkę.
Jeśli mnie nie chcesz, to w
porządku.
Chcesz.
To wszystko wydawało się takie dziwne, gdy to mówił. Co miał na myśli? Może
doszukiwała się w tym więcej, niż zamierzał przekazać, ale dla niej pragnienie
i pragnienie go to dwie różne rzeczy. Nie to żeby powiedział Jeśli nie chcesz pójść ze mną do domu
albo Jeśli nie chcesz mnie przelecieć.
Gdyby rzucił cokolwiek w tym stylu, zrozumiałaby, co miał na myśli. Nie,
zamiast tego powiedział Jeśli mnie nie
chcesz. Jakby miała nie chcieć
Draco Malfoya.
Ostatnie
tygodnie były emocjonalną mgłą. Kiedy nie pracowała, starała się pomagać
Harry’emu i Ginny, jak tylko mogła, choćby po to, by oderwać się od myśli o
tym, jak pozwoliła swojej paranoi i uporowi zniszczyć coś, co mogłoby być
interesujące w jej życiu. Coś nowego. Może nawet dobrego. To było dziwne uczucie, ale wspomnienie łagodności Malfoya po tym,
jak skończyli tamtej nocy w jego łóżku, sprawiło, że pomyślała, że być może
kryje się w nim coś więcej, niż on sam daje po sobie poznać.
Czasami,
w najgorszych chwilach, pozwalała sobie wierzyć, że był zazdrosny tamtej nocy,
kiedy rozmawiała z Collinsem. Wiedziała, że to nieprawda, skoro nie brakowało
mu kobiet, z którymi mógłby się umawiać, ale Uzdrowicielka Ericson pomogła jej
przetrawić te uczucia i myśli. Ron był zazdrosny, ale nigdy o tym nie
wiedziała. Myślała po prostu, że zazdrościł jej tego, że ktoś ją naprawdę lubi, na przykład Krum czy McLaggen.
Kiedy role się odwróciły i zaczął spotykać się z Lavender Brown, traktował ją
jak dziecko chore z miłości.
Może,
jak powiedziała Uzdrowicielka Ericson, Hermiona dlatego w głębi duszy miała
nadzieję, że Malfoy jest zazdrosny i to okazywał.
Jeśli mnie nie chcesz, to w
porządku — ale nie będę siedzieć i patrzeć, jak jebany Collins dobiera się do
twoich majtek.
Ron
nigdy by tak się nie zachował. Nigdy nie powiedział: Jeśli nie chcesz iść ze mną na bal, to w porządku, ale nie będę
tolerował twojego tańca z Victorem Krumem. Zamiast tego powiedział, że
brata się z wrogiem i sabotuje Harry’ego. Co prawda, Ron miał wtedy czternaście
lat, a Malfoy dwadzieścia cztery, ale jej uczucia nie przejmowały się tą
różnicą.
Ale
być może przede wszystkim, jak zasugerowała uzdrowicielka, Hermiona pragnęła
kogoś, kto by pragnął niej. Kogoś takiego jak Draco Malfoy. A dokładniej, tylko
Draco Malfoy.
—
Czy kiedykolwiek rozważałaś możliwość, że coś do niego czujesz, Hermiono? —
zapytała Ericson podczas wizyty w zeszłym miesiącu. — Czy może to być powód,
dla którego tak silnie reagujesz na jego sprzeczne sygnały?
W
tamtym momencie Hermiona chciała temu wszystkiemu zaprzeczyć, tak jak wcześniej
w rozmowie z Ginny. Powiedziała, że kiedyś mogło to być lekkie zauroczenie, ale
to uczucie dawno przeminęło. Uzdrowicielka Ericson jej nie uwierzyła. Nigdy
tego nie powiedziała, ale Hermiona i tak widziała to na jej twarzy.
—
Zamiast tracić czas na rozmyślanie o jego powodach — powiedziała kobieta —
chcę, żebyś pomyślała o swoich. Ból, który czujesz — porzucenie; czy rozważyłaś
możliwość, że powstrzymuje cię strach?
—
Strach przed czym? — zapytała Hermiona.
—
Strach przed byciem pożądaną i strach przed byciem niechcianą.
Hermiona
przełknęła ślinę, a supeł w jej żołądku zacisnął się jeszcze mocniej. Starała
się ignorować jego zapach, gdy szli po marmurowych schodach do drzwi
wejściowych. Wciąż myślała o słowach Uzdrowicielki, o tym, że boi się, że
będzie pożądana, i zerkając ukradkiem na wysokiego blondyna obok, zastanawiała
się, czy rzeczywiście taki był jego zamiar, czy jej pragnął? A jeśli nie już,
to czy wtedy, gdy byli w intymnej relacji?
Był
dość zdystansowany od ich ostatniego spotkania w Taczce, kilka tygodni temu —
nie był podły i mściwy, jak wcześniej, ale zimny i niewzruszony. Skeeter
opublikowała kilka artykułów, w których przedstawiła pikantną historię
romantycznych eskapad młodego pana Malfoya z modelkami i bogatymi
dziedziczkami, dowodząc, że rzeczywiście poszedł naprzód. Wyglądało na to, że
Granger nie pozostawiła po sobie śladu, żadnego wrażenia, a jakiekolwiek
uczucia, jakie mogła sobie wyobrazić, że do niej żywił, po prostu zdawały się
nie istnieć. A jeśli w ogóle istniały, to prawdopodobnie nie była warta
zachodu. Rozumiała to.
Ciężka
kołatka zadrżała, a potem dźwięk dzwonka rozniósł się echem po całym terenie.
Chwilę później drzwi się otworzyły i powitał ich stary skrzat domowy.
—
Tak? — wycedziło stworzenie.
—
Jesteśmy z Ministerstwa Magii — oznajmił Draco. — Czy pani jest w domu?
—
W rzeczy samej. — Skrzat ukłonił się. — Pugsley przyprowadzi panią Józefinę.
Proszę tu zaczekać.
Skrzat
zniknął z trzaskiem, a Hermiona zerknęła na Malfoya, który prychnął.
—
Czekać tu? Nie ma mowy. No dalej, Granger. Zaczaruj nasze buty.
Uniosła
brwi.
—
Co?
—
Nasze buty — mruknął niecierpliwie, wskazując na swoje drogie obuwie ze smoczej
skóry. — Żeby nie zanieczyścić miejsca zbrodni.
—
Och! — Szybko wyciągnęła różdżkę i rzuciła zaklęcie. Wszedł do środka, jakby
był właścicielem tego miejsca, a Hermiona przełknęła ślinę i pospieszyła za
nim. — Malfoy! Chyba powinniśmy…
—
Jesteśmy tu, żeby pomóc jej odnaleźć męża — wycedził — a jakiś cholerny skrzat domowy każe nam czekać na progu?
Absurdalne.
—
Cóż, jestem pewna, że dostał surowy rozkaz, żeby…
—
Wiem, że darzysz te stworzenia dziwną sympatią, Granger, ale najwyraźniej nie
spędziłaś z nimi wystarczająco dużo czasu, żeby wiedzieć, że niektóre z nich
potrafią być wyjątkowo aroganckie.
Opadła
jej szczęka, spojrzała na niego z wściekłością.
—
Och, z pewnością uczą się tego i owego od swoich panów!
—
Jeśli tak — mruknął — to należałoby oczekiwać dobrych manier.
Zanim
zdążyła odpowiedzieć, rozległ się trzask, gdy skrzat znów się pojawił.
—
Pani Józefina zaraz zejdzie — powiedział i skłonił się. — Proszę tu zaczekać.
Znów
zniknął z trzaskiem, a Malfoy ponownie nie posłuchał. Wszedł prosto do
pobliskiego, ogromnego salonu i usiadł w jednym z foteli.
Hermiona
dreptała za nim, machnęła na niego palcem i prychnęła:
—
Jesteśmy na służbie, Malfoy! Nie możesz tak po prostu wchodzić do cudzych domów
i…
—
Draco Malfoy! — cichy głos dobiegł zza pleców Granger. Szybko się obróciła i
zobaczyła elegancką kobietę w średnim wieku z siwiejącymi włosami spiętymi w
ciasny kok. Uśmiechnęła się, wchodząc do salonu, a jej wzrok utkwiony był w
Malfoyu. — Jak cudownie cię widzieć, kochanie! Minęły lata!
—
Józefina, moja droga. — Malfoy uśmiechnął się czarująco, wstając i wyciągając
ręce do kobiety. Ujął jej dłonie w swoje i pocałował w oba policzki, odsłaniając
stronę, o której Hermiona tylko słyszała, ale nigdy jej tak naprawdę nie
widziała — dobrze wychowanego dżentelmena czystej krwi. — To przyjemność. Nic
się nie zmieniłaś.
Kobieta
zarumieniła się i zaśmiała, a jej duże oczy błyszczały, gdy patrzyła na
przystojnego czarodzieja.
—
Z pewnością wyrosłeś na wspaniałego mężczyznę, Draco. Tak bardzo przypominasz
mi swojego ojca.
Uśmiechnął
się.
—
Tak słyszałem. — Potem podszedł bliżej. — Chciałbym tu przybyć w mniej
tragicznych okolicznościach, ale jestem tu w imieniu Ministerstwa. To moja
koleżanka, Hermiona Granger. Jestem pewien, że ją pani rozpoznaje.
Serce Hermiony na
chwilę zamarło, gdy na niego spojrzała. Wypowiedział jej imię. Nie mogła sobie
nawet przypomnieć, czy kiedykolwiek słyszała, żeby używał jej imienia. Na samą
myśl o tym jej policzki się gwałtownie zarumieniły.
—
Ach, panna Granger! — zaćwierkała Józefina Crawley. — Jak miło pannę poznać. —
Wyciągnęła dłoń do Hermiony, którą ta ścisnęła, i zrobiła to, ale nieśmiało.
Pani Crawley uśmiechnęła się ciepło i spojrzała na Malfoya. — Tak bardzo się
cieszę, że Ministerstwo w końcu przysyła kompetentnych
ludzi na pomoc. Zaczynałam już myśleć, że mnie porzucili.
—
Wcale nie — odparł poważnie. — Granger jest specjalistką od kryminalistyki.
Hermiona
zamrugała, gdy dwie pary oczu spojrzały na nią z oczekiwaniem. Poczuła suchość
w ustach, dźwięk jej imienia wciąż krążył jej po głowie.
—
T-tak — wydukała w końcu i przełknęła ślinę. — Właściwie śledczą. Specjalista
jest… nieważne. Rzucę kilka zaklęć śledzących i zobaczę, czy uda nam się czegoś
dowiedzieć. — Wzięła głęboki oddech i rozejrzała się. Nie wiedziała, od czego
zacząć. Ilu ludzi kręciło się po tych korytarzach po zniknięciu pana Crawleya?
Przygryzła wargę i spojrzała na kobietę. — Pani Crawley, czy miałaby pani coś
przeciwko, gdybym pożyczyła coś, co pani mąż nosił na sobie?
—
Co na przykład, moja droga?
Pani
Crawley zamrugała do niej dużymi, piwnymi oczami.
—
To może być cokolwiek — powiedziała. — Kamizelka, spodnie, buty — potrzebuję
czegoś na tyle przesiąkniętego jego magiczną aurą, żebym wiedziała, jakiego
tropu szukać.
—
Mam jego płaszcz. — Kobieta skinęła głową. — Pugsley! — Skrzat pojawił się z
trzaskiem. — Przynieś płaszcz Atticusa dla panny Granger. Ten granatowy.
—
Już przynoszę, proszę pani — powiedział skrzat i zniknął, by pojawić się po
kilku sekundach z długim, granatowym płaszczem w ramionach.
Podał
go Hermionie.
Przyjęła
go z podziękowaniem i uśmiechem, po czym położyła na stole. Przesunęła po nim
różdżką i wymamrotała zaklęcie wykrywające, a wkrótce płaszcz zaczął mienić się
niebieskim kolorem. Skinęła głową do siebie i zwróciła się do kobiety.
—
Pani Crawley, czy są jakieś oznaki, że pani mąż mógłby wyjechać z własnej woli?
Brakuje torby? Ubrań?
—
O nie — powiedziała kobieta. — Wszystko było na swoim miejscu, kiedy wróciłam z
Francji. Wszystkie jego rzeczy wciąż tu są — nawet różdżka! Chociaż ludzie z
Ministerstwa zabrali ją, kiedy byli tu kilka dni temu.
Hermiona
mruknęła i zmarszczyła brwi. Przytaknęła ze zrozumieniem i ponownie poruszyła
nadgarstkiem, mamrocząc skomplikowaną inkantację. W całym domu słychać było
kroki, a ona dostrzegała granatowy kolor, otaczający pana Crawleya — ale potem,
zobaczyła ślady stóp, wychodzące z kominka, z tym samym delikatnym, srebrnym
połyskiem, co w domu Selwyna.
Szybko
dostosowała zaklęcie, skupiając się na niebieskich i srebrnych odciskach.
Poczuła, jak jej ręka zaczyna lekko mrowić; zaklęcie było wyczerpujące i
zazwyczaj wymagało co najmniej dwóch czarodziejów, ale dała radę, przywołując
notatnik i pióro z torby.
—
Sprawca wychodzi z kominka — szepnęła, a pióro zapisało jej słowa. — Wie, dokąd
iść — nie wydaje się, żeby się wahał. — Zignorowała spojrzenia Malfoya; mogła
się tylko domyślać, co sądził, ale jeśli go dobrze znała, myślał o tym, jak
wielką stratą czasu to było. Hermiona kontynuowała: — Zostaje razem z ofiarą w
tym salonie przez nieokreślony czas. — Obserwowała ślady stóp. — Sprawca
podchodzi do ofiary, stoją blisko przez chwilę, a potem… — Kroki zniknęły, oba.
Hermiona mruknęła coś pod nosem. — Aportują się. — Czekała, aż granatowe ślady
stóp powrócą, ale tak się nie stało, a aura zniknęła. Przełknęła ślinę. — To
była ostatnia jak dotąd wizyta pana Crawleya w tym domu.
Pani
Crawley jęknęła, a z jej gardła wyrwał się szloch.
Hermiona
zamrugała i spojrzała na nią przepraszająco.
—
Bardzo mi przykro, pani Crawley.
—
A-ale znajdzie go pani, prawda? —
zapłakała. — Draco?
—
Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, Józefino — powiedział i położył jej dłoń na
ramieniu.
Oparła
się o niego. Hermiona była zdumiona, jak bardzo się znali.
Zostali
na filiżankę herbaty. Pani Crawley uspokoiła się, ale wciąż była wstrząśnięta.
Opowiedziała im o wytężonej pracy męża na rzecz praw mugoli, patrząc Hermionie
prosto w oczy i mówiąc:
—
Jego zniknięcie powinno być dla was wszystkich ważne. Od lat jest patronem
nieszczęśników, a świat bez niego będzie o wiele mroczniejszy.
Hermiona
nie wiedziała, co na to odpowiedzieć. Nigdy wcześniej nie słyszała o Atticusie
Crawleyu.
—
Rzeczywiście — powiedział Malfoy. — Był uosobieniem dobroci i sprawiedliwości.
Hermiona
spojrzała na niego. Wiedziała, że to sarkazm, znając ten specyficzny ton od
ponad dekady, ale pani Crawley wydawała się być przekonana, że mówi szczerze.
—
Mam ogromną nadzieję, że zostanie odnaleziony cały i zdrowy przed następnym
weekendem — rzekła kobieta. — Nie wiem, jak poradzę sobie z organizacją imprezy
charytatywnej bez niego!
—
Miejmy nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
Malfoy
skinął głową.
Wkrótce
potem wyszli, aportując się prosto z domu do atrium Ministerstwa. W windzie
Hermiona odwróciła się do Malfoya i spojrzała na niego zmrużonymi oczami.
—
Dlaczego nie powiedziałeś Robardsowi, że ich znasz? — zapytała. —
Prawdopodobnie nie musiałbyś iść tam ze mną, gdyby o tym wiedział. To mógłby
być konflikt interesów.
Prychnął
i przeniósł na nią zimne spojrzenie.
—
Konflikt interesów? Pani Crawley jest przyjaciółką mojej matki. Razem
debiutowały i bywają na wszystkich imprezach charytatywnych oraz balach w
Wielkiej Brytanii i Francji. Ja jednak mam bardzo mało wspólnego z tą rodziną.
Nie ma tu właściwie żadnego konfliktu interesów.
—
Cóż — mruknęła — może nie powinieneś się w to angażować ze względu na osobiste
powiązania.
Żebyś nie musiał tracić ze mną
czasu.
Prychnął
i skupił wzrok na drzwiach.
Hermiona
spojrzała w podłogę i zdała sobie sprawę, że na ich buty wciąż jest rzucone
zaklęcie ochronne. Machnęła różdżką i cofnęła je. Lekki połysk zniknął z
czarnych, skórzanych butów Malfoya — eleganckich i wypolerowanych — i
zauważyła, jak małe i zwyczajne wydają się jej buty w porównaniu z jego
obuwiem. Jej były praktyczne, ale nudne, podczas gdy jego wyglądały drogo i
pewnie. Były duże.
Zmarszczyła
brwi. Teraz, kiedy się nad tym zastanowiła, ich kształt przypominał te sprawcy
— a właściwie był bardzo podobny.
—
Malfoy — powiedziała nagle, nie mogąc inaczej ubrać tego w słowa. — Jaki masz
rozmiar buta?
—
Co? — prychnął.
—
Twoje buty — powtórzyła, wskazując na nie palcem, podnosząc wzrok. — Jaki masz
rozmiar?
Wyglądał
na zaniepokojonego i poirytowanego, jakby była uciążliwym dzieckiem.
—
Jedenaście i pół. A co?
—
A ile masz wzrostu?
Zamrugała,
czując, jak jej policzki płoną. Już wiedziała, że musi mieć jakiś metr
dziewięćdziesiąt, ledwie o cal niższy od Rona.
Zmrużył
oczy, jego zimne spojrzenie przesunęło się po niej.
—
Dlaczego? Profilujesz mnie, Granger?
Przewróciła
oczami, próbując zignorować rumieniec, który oblewał jej szyję.
—
Gdzie kupiłeś te buty?
—
Po co te wszystkie pytania?
—
Proszę — westchnęła. — Po prostu mi powiedz.
—
Są robione na zamówienie — warknął w końcu i skrzyżował ramiona. — Włoskie.
Dlaczego pytasz?
Hermiona
wpatrywała się w niego — a właściwie gapiła się — a on patrzył na nią, jakby w
ogóle nie rozumiał. Pokręciła głową i powiedziała:
—
Pomyśl, Malfoy! Sprawca musi być kimś z arystokracji!
Zmarszczył
brwi, gdy winda się zatrzymała, i z niej wyszli.
Hermionie
kręciło się w głowie.
—
To była ta sama magiczna aura — wyjaśniła. — Ślady stóp, które widzieliśmy, te
należące do towarzysza pana Crawleya, miały tę samą aurę, co te z domu Selwyna.
Więc jeśli założymy, że to ta sama osoba, możemy na tej podstawie wyciągnąć
wnioski. Lord Selwyn i pan Crawley należą do tych samych kręgów, prawda?
Czystokrwiści, stare rody, oskarżone o powiązania z Voldemortem, ale nigdy
nieskazani.
—
A co to ma wspólnego z moimi butami?
— prychnął.
—
Cóż — westchnęła, nie mogąc nadążyć za własnymi myślami. — Odcisk z pewnością
wskazuje na bardziej eleganckie buty, prawda? Powiedziałabym, że pasujesz
rozmiarem, więc może także wzrostem. To znaczy, że szukamy kogoś z
czarodziejskiej arystokracji, kto jest wystarczająco bogaty, żeby kupować
eleganckie buty, i jest równie wysoki jak ty!
Wyprostowała
się, czując się nagle lżejsza. Nawet znieruchomiała. Och, praca w ten sposób
była pełna entuzjazmu!
—
To mnóstwo domysłów na podstawie śladów stóp, Granger — powiedział Malfoy,
przeciągając słowa, stojąc obok niej. — Nawet nie wiemy, czy to ta sama osoba,
i dlaczego miałaby być? Lord Selwyn i pan Crawley mogli się znać, ale szczerze
wątpię, żeby mieli ze sobą coś wspólnego. Selwyn był zatwardziałym draniem, a
pan Crawley starał się pomagać nieszczęśnikom.
—
Nie uwierzyłeś w ani jedno słowo — prychnęła. — Słyszałam to w twoim głosie, a
skoro znasz tę parę, podejrzewam, że znasz także prawdę. — Dotarli do holu,
mijając boksy, ale zamiast wejść do jej gabinetu, Hermiona minęła go i
skierowała się w stronę jednej z sal konferencyjnych. — Twoja wiedza na ich
temat będzie nieoceniona, kiedy stworzę oś czasu i profil. Mógłbyś?
Spojrzała
na niego, wskazując gestem salę konferencyjną, starając się brzmieć profesjonalnie.
Malfoy
uniósł brew, jego twarz nie wyrażała żadnego zainteresowania. Westchnął głęboko
i wszedł do pomieszczenia, a Hermiona odetchnęła z ulgą, zamykając drzwi.
Przywołała notatnik i pióro, i usiadła.
—
No więc — zaczęła, ale zdała sobie sprawę, że wkrótce otoczy ją jego cudowny
zapach, co ją zdenerwowało. — Pan Crawley jest obserwowany przez Biuro Aurorów
od lat, ale działa charytatywnie, wspierając prawa mugoli…
Spojrzała
na Malfoya, ale on odwrócił wzrok; jego srebrne oczy były intensywniejsze.
—
Dalej, Granger — rzekł, wsuwając ręce do kieszeni, a na jego ustach pojawił się
uśmieszek. — Co o tym myślisz? Jakie są twoje wnioski?
Spojrzenie,
którym ją obdarzył, było teraz dalekie od chłodu i sprawiło, że jej serce
zabiło mocniej. Przełknęła ślinę, czując, jak nagle zasycha jej w gardle.
—
Ja… zauważyłam twój sarkazm, kiedy powiedziałeś, że jest wzorem dobroci, więc
myślę, że nim nie jest.
Uniósł
kącik ust.
—
Mów dalej.
—
Pani Crawley jednak zdawała się kompletnie nie rozumieć tonu twojego głosu —
kontynuowała, próbując odepchnąć od siebie wszelkie myśli o tym, jak
przystojnie wyglądał w tym garniturze, tylko po to, by uporządkować myśli. —
Więc albo ona zaprzecza, albo ty wiesz coś, czego ona nie wie. — Przełknęła
ślinę. — Może on w ogóle nie działa charytatywnie.
Wzrok
Malfoya nie odrywał się od niej, wwiercając się w jej duszę; patrzył na nią
zamyślony, ale w jego spojrzeniu była duma, podziw. To sprawiło, że jej
policzki zapłonęły, a powietrze między nimi zdawało się gęstnieć, skwiercząc
niemal z napięcia i oczekiwania.
Przygryzła
wargę.
—
Może jest uwikłany w coś, w czym nie jest jego żona, w coś, w co ty też kiedyś byłeś uwikłany.
Jego
uśmieszek był druzgocący, a oczy mu pociemniały.
—
Grzeczna dziewczynka — zanucił, a atmosfera w tej małej sali konferencyjnej
zgęstniała.
Hermiona
ledwo oddychała, jej płuca ściskały się w nieokiełznanej żądzy; żar buchał z
jej piersi i spływał do brzucha, a stamtąd jeszcze niżej. Dwa krótkie słowa i
musiała stłumić ciche jęknięcie, które chciało się z niej wyrwać, gdy nagle
ocierała uda o siebie w gwałtownym pragnieniu. Wspomnienie jego dłoni klepiącej
ją w pośladek dudniło w jej wnętrzu i musiała powstrzymać się od wiercenia na
krześle. Niech go diabli wezmą za to, jak na nią działał!
Malfoy
przyglądał się temu z rozbawieniem i bezwstydną satysfakcją. W końcu
powiedział:
—
To nie przypadek, że Biuro Aurorów trzymało go pod obserwacją, ponieważ był
zagorzałym zwolennikiem Czarnego Pana. Ale, jak większość społeczeństwa, nie
chciał afiszować się ze swoim poparciem, dopóki Wojna nie została wygrana.
Nawet nie zdrajca — po prostu czysty oportunista. — Zmierzył ją wzrokiem,
powoli ogarniając oczami jej zarumienioną twarz. Jego uśmieszek poszerzył się.
— Masz rację, Granger. Niesamowity instynkt. Byłem sarkastyczny, kiedy Józefina
Crawley mówiła o hojności męża wobec nieszczęśników,
bo to on podsunął Dolores Umbridge pomysł Komisji Rejestracji Mugolaków.
Przeszedł
ją zimny dreszcz. Komisja Rejestracji Mugolaków. Dążenie do wytępienia ich.
Blizna na jej ramieniu zadrżała, rechot czarownicy rozbrzmiał echem w oddali
jej wspomnień, i Hermiona z trudem przełknęła ślinę.
Uśmiech
Malfoya stał się gorzki, gdy odwrócił wzrok.
—
Oczywiście, miał inne plany niż tylko ich rejestrowanie, a wszystkie fundusze
powiernicze, które założył na cele charytatywne — na które, trzeba przyznać,
ludzie wpłacali całkiem sporo pieniędzy — miały sfinansować jego pomysły. Przez
lata dopuścił się wielu nagannych czynów. W żadnym wypadku nie jest „wzorem
dobroci”. To degenerat, który z pasją nienawidził mugoli i mugolaków.
Zasugerował nawet, by dostarczać mugolskie dzieci wilkołakom, by stały się
„użyteczne”.
Krew
Hermiony zmroziła się w żyłach.
—
Nie jest Śmierciożercą, nie — mruknął — ale tylko dlatego, że nigdy nie
otrzymał Znaku. Jest tak samo zły, jak reszta.
Hermiona
poczuła żółć podchodzącą do gardła. Zerknęła na swoje notatki i zdała sobie
sprawę, że pióro zapisało każde słowo Malfoya. Nawet przez te na papierze,
drżała.
—
Więc — wykrztusiła niemal bez tchu — czy sprawcą jest ktoś, kto boi się tego,
co ludzie tacy jak Ebenezer Selwyn i Atticus Crawley mogliby ujawnić, czy ktoś,
kto pragnie zemsty? Ktoś z ich własnego kręgu.
Malfoy
cmoknął językiem i westchnął.
—
Taka zimna zemsta? Nie brzmi to jak ludzie sprzeciwiający się Czarnemu Panu.
Nie, postawiłbym na przerażonego czarnoksiężnika.
Spojrzała
na niego i napotkała jego wzrok.
—
A co, jeśli jedno i drugie?
Coś
błysnęło w jego oczach, twarz niemal zamieniła się w kamień.
—
Co masz na myśli?
—
A co, jeśli to czarnoksiężnik pragnie zemsty?
Kącik
jego ust drgnął.
—
Myślisz, że to dobry czarnoksiężnik?
Hermiona
przygryzła wargę.
—
Czarna Magia sama w sobie nie jest oznaką zła. Jej użycie też nie. Żadna magia
nie jest zła — po prostu nas, ludzi łatwo można zepsuć mocą, jaką daje nam
Czarna Magia.
Jego
oczy niemal zabłysły z intrygi.
—
Cóż, nie bez powodu nazywają cię Najbystrzejszą Czarownicą Swojego Pokolenia,
prawda? Sprytna dziewczyna.
Hermiona
poruszyła się na krześle, a ciepło pod ubraniem zrobiło się niemal nie do
zniesienia.
—
Więc nie wszyscy czarnoksiężnicy podążają za Voldemortem. Nie każdy jest
fanatykiem.
—
Dobrze powiedziane. — Skinął głową, a na jego ustach pojawił się delikatny, ale
uroczy uśmieszek. — Gdyby tylko więcej ludzi było tak mądrych.
Odchrząknąwszy,
powiedziała:
—
Więc nie wszyscy praktykujący Czarną Magię pragną tego samego. Ten
czarnoksiężnik może chcieć tego samego, co my.
Przez
chwilę milczał, zamyślony, po czym wzruszył ramionami.
—
Więc ta osoba rzeczywiście bardzo by nam pomogła. — Westchnął i poprawił
marynarkę. — Usatysfakcjonowana, czy chciałabyś ode mnie czegoś jeszcze,
Granger? Wystarczy zapytać.
Hermiona
przygryzła wargę, nie mogąc zignorować podwójnej aluzji w jego pytaniu. Chciała
zapytać, czy pójdzie w piątek do Taczki, albo może czy chciałby pójść razem z
nią na kawę; chciała mu powiedzieć, że nie wróciła tamtego wieczoru do domu z
Collinsem, nawet jeśli prawdopodobnie już o tym wiedział. Chciała… tak wiele
rzeczy, ale była przerażona. Najpewniej umówił się już z tą piękną modelką. Po
co miałby chcieć spędzać czas z nią, z tą paranoiczną i niezdarną idiotką?
Przełknęła ślinę i pokręciła głową.
—
N-nie, mam wszystko, czego potrzebuję. Dziękuję.
Skinął
głową i skierował się do drzwi. Gdy już miał wyjść, odwrócił się do niej i
powiedział:
—
Świetnie ci poszło, Granger. Naprawdę dobrze. Jestem pod wrażeniem i denerwuje
mnie fakt, że Robards i Montague nie wiedzą, jakim jesteś atutem dla Biura
Aurorów. — Spojrzał na nią ponownie. — Niewiele rzeczy wydaje mi się bardziej
atrakcyjnymi niż kobieta o takim umyśle jak twój. Uważam to za całkiem…
rozkoszne.
Hermiona
zamrugała, tracąc oddech, ale nie zdążyła odpowiedzieć, bo wyszedł z
pomieszczenia. Gdy została sama, opadła na krzesło, a serce waliło jej w
uszach. Było jej ciepło, ubrania nagle stały się niewygodne, a między udami czuła
pulsowanie.
Och,
Draco Malfoy był diabłem i doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
___________________
Witajcie :) w sobotnie popołudnie zapraszam na nowy rozdział tłumaczenia. Umiejętności śledczej ostatnio coraz bardziej się Hermionie przydają, prawda? Cieszy mnie fakt, że Draco to docenia. Zresztą zawsze to widział, jak można było się domyślić. Mogę tylko zdradzić, że w kolejnym rozdziale dojdzie do pewnego rodzaju przełomu. Warto czekać :)
Kolejny rozdział pojawi się za dwa tygodnie czyli 13 września. A jutro końcówka Hot for Teacher. Zatem intensywny weekend przede mną.
Tyle ode mnie. Komentarze i oceny mile widziane. Miłego weekendu!