Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Józefina Crawley. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Józefina Crawley. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 sierpnia 2025

[T] To, co jest między nami: Kobieta z umysłem takim jak twój

 Sierpień 2004

 

— Dziękuję za współpracę, Atticusie.

— Draco, nie musisz tego robić. Moglibyśmy współpracować, moglibyśmy…

Avada Kedavra.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Grudzień 1994

 

Wpatrywał się w nią gniewnie. Tańczyła w tłumie, a ręce Kruma przesunęły się na jej biodra. Jak, na Salazara, udało jej się tak drastycznie zmienić, a jednocześnie nie zmienić wcale? Przez cały wieczór próbował wymyślić coś niemiłego do powiedzenia na jej temat, ale za każdym razem, gdy coś przychodziło mu do głowy, tłumiły to kontrargumenty.

Po prostu… promieniała. Jej zęby były perfekcyjne, lepsze niż przed jego urokiem, dzikie włosy zostały ujarzmione, a spod tych workowatych, mundurkowych szat zaczęły prześwitywać jej krągłości. Szlama Granger była najpiękniejszą dziewczyną na balu, a Draco nie wiedział, co o tym myśleć.

Poczuł ukłucie jej dłoni na policzku, niczym cień dotyku, i coś ścisnęło go w żołądku. To była najbardziej ekscytująca rzecz, jaka kiedykolwiek mu się przytrafiła w młodości — dotknięcie przez kogoś takiego jak ona — nawet jeśli było to uderzenie — i od tamtej pory w jego głowie zaczęły kłębić się dziwne myśli, a głównie te dotyczące miejsc, w które jej dłonie mogłyby go dotknąć. Stłumił je, próbował zignorować, ale tej nocy te myśli odżyły.

Ciepło rozlało się po jego piersi, gdy spiorunował Granger wzrokiem — uśmiechała się od ucha do ucha, z błyszczącymi oczami, idealnie wyprofilowanymi zębami, promieniująca pewnością siebie — i ogarnęło go coś brzydkiego i gorącego, gdy rzucił wściekłe spojrzenie na Kruma. Był dla niej o wiele za stary, patrzył na nią jak na kawałek mięsa. Na litość boską, właśnie skończyła piętnaście lat, a on ile miał? Dwadzieścia pięć?

— Nie sądzisz, że to dość niepokojące, że pozwalają Krumowi tańczyć z dziećmi? — mruknął do Pansy, która stała obok niego.

Uniosła ciemną brew.

— Draco, on ma osiemnaście lat.

— No cóż — prychnął — osiemnaście czy dwadzieścia pięć, co za różnica jeśli obmacujesz czternastolatki?

Zaśmiała się.

— Co cię opętało? On tańczy z Granger, na Salazara! A nawiasem mówiąc, ona ma piętnaście lat. Wiesz, gdyby nie to, że jest sławnym graczem w Quidditcha, a naprawdę nie sądzę, żeby na to zasługiwała, błagałabym go, żeby zabrał ją ze sobą do Bułgarii, żebyśmy się jej pozbyli. — Westchnęła. — Szczerze mówiąc, nie rozumiem, co on w niej widzi. Blaise i Theo mówią, że musiała mu obciągnąć, czy coś, ale nie wiem. Może jest mu obiecana.

Przeszyły go gorące i piekące kolce, i zacisnął szczękę. Nie, Granger nigdy by czegoś takiego nie zrobiła. Była uosobieniem przyzwoitości.

— Draco? — Pansy nagle powiedziała napiętym głosem, ale nie zwrócił na nią uwagi. — Draco!

Spojrzał na nią.

— Co?

Zmrużyła oczy.

— Dlaczego patrzysz na nią cały wieczór? Myślisz, że jest ładna?

Poczuł, jak rumieniec oblewa jego policzki, ale tylko zmarszczył brwi i skrzyżował ramiona.

— Nie, Merlinie, Pansy, nie przyprawiaj mnie o mdłości.

— Cóż — prychnęła — to dlaczego ciągle na nich patrzysz?

— Czuję się urażony — warknął i wykrzywił usta. — To miejsce jest wręcz skażone ich obecnością. To naprawdę odrażające.

Pansy mruknęła coś pod nosem, nie do końca przekonana.

Ponownie skupił wzrok na tłumie, z łatwością odnajdując barwinkową sukienkę, która rozświetlała jej złocistobrązowe oczy. To było niesprawiedliwe. Granger nie powinna być taka ładna — była szlamą, niegodną takiej uwagi, ale Draco nie mógł oderwać od niej wzroku. Zacisnął dłonie w pięści. Skoro on tak na nią patrzył, był pewien, że inni też. Zastanawiał się, z iloma osobami rozmawiali Blaise i Theo, ilu z nich gadało, że Granger obciągnęła Krumowi i ilu spodziewało się, że będzie tak łatwa.

Draco wcale nie oczekiwał, że taka będzie. Spodziewał się, że pragnęła prawdziwego romansu: kwiatów, prezentów, komplementów, niewinnych buziaków na korytarzu, jeszcze bardziej namiętnych pocałunków po godzinach, tęsknych spojrzeń przez Wielką Salę i listów z poruszającymi wierszami. Przez ułamek sekundy wyobrażał sobie, że jej to wszystko ofiaruje, ale potem z przerażeniem odpędził tę myśl.

Hermiona Granger była kujonowatą, wszystkowiedzącą szlamą i nie przepadał za nią. Mimo to nie mógł się powstrzymać, gdy zauważył, że zostawiła Kruma i poszła po coś do picia.

Draco wstał, nerwowo oblizując wargi.

— Przyniosę nam drinki, zaczekaj tutaj.

Odszedł, szybko przeciskając się przez tańczący tłum. Znalazł ją przy stole z ponczem i bez skrupułów wcisnął się przed kolejkę, ku wielkiemu niezadowoleniu pozostałych. Uśmiechnął się do nich szyderczo i stanął obok Granger. Jeszcze go nie zauważyła, napełniając dwie szklanki, nucąc melodię w rytm muzyki, z szerokim uśmiechem na ustach. Cholera, nawet jej głos był magiczny.

Uderzył go zapach jabłka połączonego z jaśminem. Zakręciło mu się w głowie, przełknął ślinę, niepewny, co dalej. Dlaczego w ogóle za nią poszedł? Jaki miał plan? Poczuł ścisk w brzuchu, spodnie drgnęły, a policzki się zarumieniły. Nie, pomyślał, powinien odejść. Nie powinien tu być, nie powinien…

Wtedy Granger odwróciła się, tym samym wpadając w jego ramiona. Sapnęła cicho, starając się nie rozlać zawartości szklanek i spojrzała w górę z przepraszającym uśmiechem.

Przez sekundę lub dwie, moment stracony w czasie, promieniała; jej uśmiech ukazywał jej śnieżnobiałe zęby, które wyglądały… cóż, były idealne. Na jej policzkach pojawiał się rumieniec, który nadawał jej absolutnie uroczy wygląd, a kilka loków opadło na czoło, dodając dzikości. Draco wolał jej nieokiełznane loki od gładkich fryzur i nagle poczuł ochotę, by delikatnie schować jeden z nich za jej ucho. Jej oczy błyszczały, pokryte złotymi drobinkami, a na nosie miała piegi. Była… cholernie olśniewająca.

Jednak gdy tylko zdała sobie sprawę, że to on, jej uśmiech zmienił się w grymas, a z oczu zniknęła ta iskierka. Oczywiście, bo go nienawidziła.

Na szczęście Draco szybko się otrząsnął.

— Uważaj, jak chodzisz, szlamo! — warknął niskim tonem, a jej policzki poczerwieniały jeszcze bardziej.

Podobało mu się to.

Szybko rozejrzała się dookoła, wyraźnie czując się nieco nieswojo; wokół nich tłoczyli się ludzie, a Draco bardzo jej przeszkadzał.

— Mógłbyś się przesunąć.

Uniósł brew z rozbawieniem.

— Grzeczniej, Granger.

Nie miał zamiaru się ruszać i z chęcią usłyszałby jej błaganie.

Popatrzyła mu prosto w oczy i zacisnęła usta.

— Cóż, więc powiem Victorowi Krumowi, dlaczego tak długo musiał czekać na swojego drinka.

Draco nie mógł powstrzymać uśmieszku. Nawet nie chciał.

— Jak myślisz, w co on gra?

Zmrużyła oczy.

— Gra?

Pochylił się lekko do przodu, czując jej zapach jeszcze wyraźniej. Zniżył głos i mruknął:

— Dlaczego cię zaprosił? Myśli, że może cię uznawać za egzotyczną? Wiesz, w Durmstrangu nie ma szlam. Może chce cię wypróbować.

Tak, Granger, czego osiemnastolatek mógłby chcieć od najpiękniejszej dziewczyny na balu?

— Zamknij się, Malfoy! — syknęła i zmarszczyła brwi.

Parsknął śmiechem, jego wzrok tańczył po jej sylwetce. Przypominało mu to trochę tę bajkę Kopciuszka, czy jak to tam się nazywało.

— To naprawdę zdumiewające, że zaprosił cię przed wieczorem. Może powinnaś zgubić pantofelek o północy, na wypadek gdyby cię rano nie rozpoznał.

Jej duże oczy rozszerzyły się bardziej, błyszcząc pierwszymi łzami, usta lekko się rozchyliły — różowe, pełne wargi — a Draco rozkoszował się faktem, że udało mu się sprawić, że Hermiona Granger zaniemówiła. Wpatrywali się w siebie, a chwila zdawała się znów zastygać w czasie. Draco poczuł ciepło w środku, serce waliło mu jak młotem; jej oczy lśniły niczym bezkresne, nocne niebo, rumieniec na policzkach dodawał jej życia, a te usta…

Czar prysł, gdy Pansy wcisnęła się przed niego.

— Tu jesteś, Draco! — krzyknęła. — Czekałam! Spragniona! — Kiedy jej wzrok spoczął na Granger, wykrzywiła usta z pogardą i wycedziła: — Och. To ty.

Zaciskając usta, Granger natychmiast przepchnęła się łokciami obok Pansy i Draco.

Pansy spiorunowała go wzrokiem i syknęła:

— Mówiłeś, że nie wygląda dziś ładnie!

— Dalej tak myślę — odparł, ale bez większego zapału.

Niech szlag trafi Granger. Będzie rozmyślał o tej chwili tygodniami.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Wrzesień 2004

 

KLĄTWA TEGO, KTÓREGO IMIENIA NIE WOLNO WYMAWIAĆ WCIĄŻ ISTNIEJE!

ATTICUS CRAWLEY ZAGINIONY!

 

W zeszłym tygodniu, rankiem ósmego września, Józefina Crawley wróciła do domu z podróży po Francji i zastała dom rodu Crawley całkiem pusty. Po przerażającym morderstwie lorda Ebenezera Selwyna, słynnego zwolennika Czarnego Pana, na początku tego roku, coraz więcej osób obawia się o swoje życie — zwłaszcza tych, którzy mają mroczną przeszłość.

Pan Atticus Crawley stanął przed sądem za pomocnictwo i podżeganie do ataku przez „Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać” podczas Drugiej Wojny Czarodziejów, ale został uniewinniony z powodu braku dowodów dopiero w maju tego roku.

— On (pan Crawley) jest mocno zaangażowany w działalność charytatywną na rzecz praw i ustawodawstwa mugoli — powiedziała pani Crawley. — Dawno już zostawił przeszłość za sobą.

Prorok Codzienny poszukiwał Otto Winwatera, szefa Patrolu ds. Egzekwowania Prawa Czarodziejów, ale ten pisemnie odmówił komentarza.

 

Hermiona przygryzła wargę, czytając artykuł. Rita Skeeter z pewnością miała talent do dramatyzowania. Klątwa Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać wciąż istnieje? Absurdalne. Ale nie mogła zaprzeczyć pytaniom, które w niej się zrodziły. Pomyślała o mężczyźnie w windzie, który powiedział jej, że zwolennicy Voldemorta niszczą się nawzajem w obawie przed złapaniem. Czy Crawley mógł wydać nazwiska innych?

Opuściła gazetę, idąc przez korytarz, i powitała Harry’ego, gdy dotarła do jego boksu.

— Jak tam James?

Harry powoli zamrugał, a wokół jego oczu pojawiły się cienie.

— Tak. Śmiało. Pytaj o dziecko, które teraz smacznie śpi w swoim łóżeczku — czego nie zrobił zeszłej nocy.

Hermiona uśmiechnęła się przepraszająco.

— Wybacz. Jak się masz?

Przewrócił oczami, ale się uśmiechnął.

— Za późno, Miona.

— Potter — mamrotanie Malfoya sprawiło, że oboje podnieśli wzrok, gdy blondyn szedł korytarzem, wpatrując się w jakieś papiery w dłoni. — Potrzebuję protokołów przesłuchań z… — Nieomal zatrzymał się, gdy dostrzegł Hermionę i zacisnął szczękę. Jego oczy zaszkliły się, zastygły w mroźnym stanie, jakby sam jej widok napełniał go bezdenną pogardą. Odwrócił się do Harry’ego. — Potrzebuję protokołów ze sprawy Barnswooda.

Harry uniósł brwi, jakby próbował zrozumieć, o co został zapytany. Po chwili pokręcił głową i westchnął.

— Tak. Tak, oczywiście. Mam je gdzieś tutaj.

Odwrócił się na krześle i zaczął grzebać w piętrzących się pergaminach.

— Wyglądasz okropnie — zadrwił Malfoy. — Życie rodzica nie jest tak sielankowe, jak sobie wyobrażałeś?

— Nawet nie zamierzam cię zaszczycić odpowiedzią — mruknął Harry i wyciągnął teczkę ze stosu papierów, które powinny były trafić do archiwum już kilka tygodni temu.

— Granger!

Cała trójka podskoczyła na dźwięk krzyku Głównego Aurora, a Hermiona gwałtownie podniosła głowę.

— Robards — przywitała się i skinęła uprzejmie głową ku mężczyźnie, który do niej podszedł.

— Czytałaś poranną gazetę? — zapytał, unosząc egzemplarz Proroka Codziennego.

— Tak, proszę pana.

Skinęła głową.

Robards mruknął coś pod nosem i zmarszczył brwi.

— Chcę, żebyś się tam udała i rzuciła okiem.

Hermiona wpatrywała się w niego, mrugając, podobnie jak Harry i Malfoy.

— A-ale proszę pana — wyjąkała — to sprawa patrolu czarodziejskiej policji, nie nasza.

Robards tylko rzucił lekceważąco:

— Ci z patrolu czarodziejskiej policji są niekompetentni nawet w obecnych czasach. Nie. Chcę, żebyś tam się udała.

— To zniknięcie — wycedził Malfoy z pogardą cieknącą mu z ust, a Robards skierował na niego wzrok. — Biuro Aurorów nie ma z tym nic wspólnego.

— Atticus Crawley od lat jest na naszej liście osób obserwowanych — warknął Robards. — Więc kiedy człowiek obserwowany przez Aurorów znika bez śladu, nie uważacie, że to sprawa dla Aurorów?

Harry i Hermiona spojrzeli na siebie.

Malfoy zacisnął szczękę, ale poza tym zachował spokój.

— Granger nie jest Aurorką.

Robards westchnął i wyprostował się, ale wciąż nie dorównał wzrostem Malfoyowi.

— Masz rację — powiedział. — Nie jest. Ale ty jesteś. — Odwrócił się w miejscu, by wrócić do swojego gabinetu. — Zabierz Granger ze sobą i sprawdź rezydencję Crawleyów.

— Ależ, proszę pana! — zawołał Malfoy, a jego twarz wykrzywiła się w grymasie. — Nie mam na to czasu!

— Chcę pełnego raportu do końca dnia — padła jedyna odpowiedź Robardsa, zanim zatrzasnął drzwi.

Hermiona przygryzła wargę, zerkając na Malfoya. Wyglądał na wręcz wściekłego, a w jego oczach błyszczała frustracja.

Harry natomiast zaśmiał się złowieszczo.

— Co cię tak śmieszy, Potter? — warknął.

Brzmiał upiornie jak jego piętnastoletnie ja.

— Nic. — Harry nadal się śmiał. — Właśnie sobie przypomniałem, jak byłeś kompletnie zszokowany, że dostałeś szlaban za to, że nie spałeś, kiedy chciałeś donieść na mnie, Rona i Hermionę za pomoc Hagridowi ze smokiem.

Wspomnienie również wdarło się do umysłu Hermiony i choć tamtej nocy w Zakazanym Lesie była przerażona, wciąż pamiętała wyraz twarz Malfoya, więc również się zaśmiała.

— Wyśpij się, Potter. Masz urojenia — zadrwił Malfoy, chociaż po jego ustach błąkał się mały uśmiech.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Oboje milczeli, idąc podjazdem w stronę królewskiej rezydencji w Bristolu. Hermiona czuła ucisk w żołądku, który nie chciał się rozpuścić, bez względu na to, jak bardzo starała się wmówić sobie, że są tylko znajomymi — powinni umieć radzić sobie w takich sytuacjach w cywilizowany sposób. Nie byli w tym samym zespole, o nie, ale oboje pracowali w Biurze Aurorów i skoro Robards kazał im pracować razem, nie mieli powodu, żeby się sprzeciwiać.

Gdyby tylko Hermiona mogła iść dalej ze swoim życiem. Próbowała, naprawdę próbowała; po ich rozmowie przy toaletach w Taczce, robiła wszystko, by o nim zapomnieć i odpuścić. Próbowała wrócić do antagonizowania go, zamknąć wszystkie te stare uczucia z powrotem w wyznaczonym pudełku, ale poniosła porażkę.

Jeśli mnie nie chcesz, to w porządku.

Chcesz. To wszystko wydawało się takie dziwne, gdy to mówił. Co miał na myśli? Może doszukiwała się w tym więcej, niż zamierzał przekazać, ale dla niej pragnienie i pragnienie go to dwie różne rzeczy. Nie to żeby powiedział Jeśli nie chcesz pójść ze mną do domu albo Jeśli nie chcesz mnie przelecieć. Gdyby rzucił cokolwiek w tym stylu, zrozumiałaby, co miał na myśli. Nie, zamiast tego powiedział Jeśli mnie nie chcesz. Jakby miała nie chcieć Draco Malfoya.

Ostatnie tygodnie były emocjonalną mgłą. Kiedy nie pracowała, starała się pomagać Harry’emu i Ginny, jak tylko mogła, choćby po to, by oderwać się od myśli o tym, jak pozwoliła swojej paranoi i uporowi zniszczyć coś, co mogłoby być interesujące w jej życiu. Coś nowego. Może nawet dobrego. To było dziwne uczucie, ale wspomnienie łagodności Malfoya po tym, jak skończyli tamtej nocy w jego łóżku, sprawiło, że pomyślała, że być może kryje się w nim coś więcej, niż on sam daje po sobie poznać.

Czasami, w najgorszych chwilach, pozwalała sobie wierzyć, że był zazdrosny tamtej nocy, kiedy rozmawiała z Collinsem. Wiedziała, że to nieprawda, skoro nie brakowało mu kobiet, z którymi mógłby się umawiać, ale Uzdrowicielka Ericson pomogła jej przetrawić te uczucia i myśli. Ron był zazdrosny, ale nigdy o tym nie wiedziała. Myślała po prostu, że zazdrościł jej tego, że ktoś ją naprawdę lubi, na przykład Krum czy McLaggen. Kiedy role się odwróciły i zaczął spotykać się z Lavender Brown, traktował ją jak dziecko chore z miłości.

Może, jak powiedziała Uzdrowicielka Ericson, Hermiona dlatego w głębi duszy miała nadzieję, że Malfoy jest zazdrosny i to okazywał.

Jeśli mnie nie chcesz, to w porządku — ale nie będę siedzieć i patrzeć, jak jebany Collins dobiera się do twoich majtek.

Ron nigdy by tak się nie zachował. Nigdy nie powiedział: Jeśli nie chcesz iść ze mną na bal, to w porządku, ale nie będę tolerował twojego tańca z Victorem Krumem. Zamiast tego powiedział, że brata się z wrogiem i sabotuje Harry’ego. Co prawda, Ron miał wtedy czternaście lat, a Malfoy dwadzieścia cztery, ale jej uczucia nie przejmowały się tą różnicą.

Ale być może przede wszystkim, jak zasugerowała uzdrowicielka, Hermiona pragnęła kogoś, kto by pragnął niej. Kogoś takiego jak Draco Malfoy. A dokładniej, tylko Draco Malfoy.

— Czy kiedykolwiek rozważałaś możliwość, że coś do niego czujesz, Hermiono? — zapytała Ericson podczas wizyty w zeszłym miesiącu. — Czy może to być powód, dla którego tak silnie reagujesz na jego sprzeczne sygnały?

W tamtym momencie Hermiona chciała temu wszystkiemu zaprzeczyć, tak jak wcześniej w rozmowie z Ginny. Powiedziała, że kiedyś mogło to być lekkie zauroczenie, ale to uczucie dawno przeminęło. Uzdrowicielka Ericson jej nie uwierzyła. Nigdy tego nie powiedziała, ale Hermiona i tak widziała to na jej twarzy.

— Zamiast tracić czas na rozmyślanie o jego powodach — powiedziała kobieta — chcę, żebyś pomyślała o swoich. Ból, który czujesz — porzucenie; czy rozważyłaś możliwość, że powstrzymuje cię strach?

— Strach przed czym? — zapytała Hermiona.

— Strach przed byciem pożądaną i strach przed byciem niechcianą.

Hermiona przełknęła ślinę, a supeł w jej żołądku zacisnął się jeszcze mocniej. Starała się ignorować jego zapach, gdy szli po marmurowych schodach do drzwi wejściowych. Wciąż myślała o słowach Uzdrowicielki, o tym, że boi się, że będzie pożądana, i zerkając ukradkiem na wysokiego blondyna obok, zastanawiała się, czy rzeczywiście taki był jego zamiar, czy jej pragnął? A jeśli nie już, to czy wtedy, gdy byli w intymnej relacji?

Był dość zdystansowany od ich ostatniego spotkania w Taczce, kilka tygodni temu — nie był podły i mściwy, jak wcześniej, ale zimny i niewzruszony. Skeeter opublikowała kilka artykułów, w których przedstawiła pikantną historię romantycznych eskapad młodego pana Malfoya z modelkami i bogatymi dziedziczkami, dowodząc, że rzeczywiście poszedł naprzód. Wyglądało na to, że Granger nie pozostawiła po sobie śladu, żadnego wrażenia, a jakiekolwiek uczucia, jakie mogła sobie wyobrazić, że do niej żywił, po prostu zdawały się nie istnieć. A jeśli w ogóle istniały, to prawdopodobnie nie była warta zachodu. Rozumiała to.

Ciężka kołatka zadrżała, a potem dźwięk dzwonka rozniósł się echem po całym terenie. Chwilę później drzwi się otworzyły i powitał ich stary skrzat domowy.

— Tak? — wycedziło stworzenie.

— Jesteśmy z Ministerstwa Magii — oznajmił Draco. — Czy pani jest w domu?

— W rzeczy samej. — Skrzat ukłonił się. — Pugsley przyprowadzi panią Józefinę. Proszę tu zaczekać.

Skrzat zniknął z trzaskiem, a Hermiona zerknęła na Malfoya, który prychnął.

— Czekać tu? Nie ma mowy. No dalej, Granger. Zaczaruj nasze buty.

Uniosła brwi.

— Co?

— Nasze buty — mruknął niecierpliwie, wskazując na swoje drogie obuwie ze smoczej skóry. — Żeby nie zanieczyścić miejsca zbrodni.

— Och! — Szybko wyciągnęła różdżkę i rzuciła zaklęcie. Wszedł do środka, jakby był właścicielem tego miejsca, a Hermiona przełknęła ślinę i pospieszyła za nim. — Malfoy! Chyba powinniśmy…

— Jesteśmy tu, żeby pomóc jej odnaleźć męża — wycedził — a jakiś cholerny skrzat domowy każe nam czekać na progu? Absurdalne.

— Cóż, jestem pewna, że dostał surowy rozkaz, żeby…

— Wiem, że darzysz te stworzenia dziwną sympatią, Granger, ale najwyraźniej nie spędziłaś z nimi wystarczająco dużo czasu, żeby wiedzieć, że niektóre z nich potrafią być wyjątkowo aroganckie.

Opadła jej szczęka, spojrzała na niego z wściekłością.

— Och, z pewnością uczą się tego i owego od swoich panów!

— Jeśli tak — mruknął — to należałoby oczekiwać dobrych manier.

Zanim zdążyła odpowiedzieć, rozległ się trzask, gdy skrzat znów się pojawił.

— Pani Józefina zaraz zejdzie — powiedział i skłonił się. — Proszę tu zaczekać.

Znów zniknął z trzaskiem, a Malfoy ponownie nie posłuchał. Wszedł prosto do pobliskiego, ogromnego salonu i usiadł w jednym z foteli.

Hermiona dreptała za nim, machnęła na niego palcem i prychnęła:

— Jesteśmy na służbie, Malfoy! Nie możesz tak po prostu wchodzić do cudzych domów i…

— Draco Malfoy! — cichy głos dobiegł zza pleców Granger. Szybko się obróciła i zobaczyła elegancką kobietę w średnim wieku z siwiejącymi włosami spiętymi w ciasny kok. Uśmiechnęła się, wchodząc do salonu, a jej wzrok utkwiony był w Malfoyu. — Jak cudownie cię widzieć, kochanie! Minęły lata!

— Józefina, moja droga. — Malfoy uśmiechnął się czarująco, wstając i wyciągając ręce do kobiety. Ujął jej dłonie w swoje i pocałował w oba policzki, odsłaniając stronę, o której Hermiona tylko słyszała, ale nigdy jej tak naprawdę nie widziała — dobrze wychowanego dżentelmena czystej krwi. — To przyjemność. Nic się nie zmieniłaś.

Kobieta zarumieniła się i zaśmiała, a jej duże oczy błyszczały, gdy patrzyła na przystojnego czarodzieja.

— Z pewnością wyrosłeś na wspaniałego mężczyznę, Draco. Tak bardzo przypominasz mi swojego ojca.

Uśmiechnął się.

— Tak słyszałem. — Potem podszedł bliżej. — Chciałbym tu przybyć w mniej tragicznych okolicznościach, ale jestem tu w imieniu Ministerstwa. To moja koleżanka, Hermiona Granger. Jestem pewien, że ją pani rozpoznaje.

Serce Hermiony na chwilę zamarło, gdy na niego spojrzała. Wypowiedział jej imię. Nie mogła sobie nawet przypomnieć, czy kiedykolwiek słyszała, żeby używał jej imienia. Na samą myśl o tym jej policzki się gwałtownie zarumieniły.

— Ach, panna Granger! — zaćwierkała Józefina Crawley. — Jak miło pannę poznać. — Wyciągnęła dłoń do Hermiony, którą ta ścisnęła, i zrobiła to, ale nieśmiało. Pani Crawley uśmiechnęła się ciepło i spojrzała na Malfoya. — Tak bardzo się cieszę, że Ministerstwo w końcu przysyła kompetentnych ludzi na pomoc. Zaczynałam już myśleć, że mnie porzucili.

— Wcale nie — odparł poważnie. — Granger jest specjalistką od kryminalistyki.

Hermiona zamrugała, gdy dwie pary oczu spojrzały na nią z oczekiwaniem. Poczuła suchość w ustach, dźwięk jej imienia wciąż krążył jej po głowie.

— T-tak — wydukała w końcu i przełknęła ślinę. — Właściwie śledczą. Specjalista jest… nieważne. Rzucę kilka zaklęć śledzących i zobaczę, czy uda nam się czegoś dowiedzieć. — Wzięła głęboki oddech i rozejrzała się. Nie wiedziała, od czego zacząć. Ilu ludzi kręciło się po tych korytarzach po zniknięciu pana Crawleya? Przygryzła wargę i spojrzała na kobietę. — Pani Crawley, czy miałaby pani coś przeciwko, gdybym pożyczyła coś, co pani mąż nosił na sobie?

— Co na przykład, moja droga?

Pani Crawley zamrugała do niej dużymi, piwnymi oczami.

— To może być cokolwiek — powiedziała. — Kamizelka, spodnie, buty — potrzebuję czegoś na tyle przesiąkniętego jego magiczną aurą, żebym wiedziała, jakiego tropu szukać.

— Mam jego płaszcz. — Kobieta skinęła głową. — Pugsley! — Skrzat pojawił się z trzaskiem. — Przynieś płaszcz Atticusa dla panny Granger. Ten granatowy.

— Już przynoszę, proszę pani — powiedział skrzat i zniknął, by pojawić się po kilku sekundach z długim, granatowym płaszczem w ramionach.

Podał go Hermionie.

Przyjęła go z podziękowaniem i uśmiechem, po czym położyła na stole. Przesunęła po nim różdżką i wymamrotała zaklęcie wykrywające, a wkrótce płaszcz zaczął mienić się niebieskim kolorem. Skinęła głową do siebie i zwróciła się do kobiety.

— Pani Crawley, czy są jakieś oznaki, że pani mąż mógłby wyjechać z własnej woli? Brakuje torby? Ubrań?

— O nie — powiedziała kobieta. — Wszystko było na swoim miejscu, kiedy wróciłam z Francji. Wszystkie jego rzeczy wciąż tu są — nawet różdżka! Chociaż ludzie z Ministerstwa zabrali ją, kiedy byli tu kilka dni temu.

Hermiona mruknęła i zmarszczyła brwi. Przytaknęła ze zrozumieniem i ponownie poruszyła nadgarstkiem, mamrocząc skomplikowaną inkantację. W całym domu słychać było kroki, a ona dostrzegała granatowy kolor, otaczający pana Crawleya — ale potem, zobaczyła ślady stóp, wychodzące z kominka, z tym samym delikatnym, srebrnym połyskiem, co w domu Selwyna.

Szybko dostosowała zaklęcie, skupiając się na niebieskich i srebrnych odciskach. Poczuła, jak jej ręka zaczyna lekko mrowić; zaklęcie było wyczerpujące i zazwyczaj wymagało co najmniej dwóch czarodziejów, ale dała radę, przywołując notatnik i pióro z torby.

— Sprawca wychodzi z kominka — szepnęła, a pióro zapisało jej słowa. — Wie, dokąd iść — nie wydaje się, żeby się wahał. — Zignorowała spojrzenia Malfoya; mogła się tylko domyślać, co sądził, ale jeśli go dobrze znała, myślał o tym, jak wielką stratą czasu to było. Hermiona kontynuowała: — Zostaje razem z ofiarą w tym salonie przez nieokreślony czas. — Obserwowała ślady stóp. — Sprawca podchodzi do ofiary, stoją blisko przez chwilę, a potem… — Kroki zniknęły, oba. Hermiona mruknęła coś pod nosem. — Aportują się. — Czekała, aż granatowe ślady stóp powrócą, ale tak się nie stało, a aura zniknęła. Przełknęła ślinę. — To była ostatnia jak dotąd wizyta pana Crawleya w tym domu.

Pani Crawley jęknęła, a z jej gardła wyrwał się szloch.

Hermiona zamrugała i spojrzała na nią przepraszająco.

— Bardzo mi przykro, pani Crawley.

— A-ale znajdzie go pani, prawda? — zapłakała. — Draco?

— Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, Józefino — powiedział i położył jej dłoń na ramieniu.

Oparła się o niego. Hermiona była zdumiona, jak bardzo się znali.

Zostali na filiżankę herbaty. Pani Crawley uspokoiła się, ale wciąż była wstrząśnięta. Opowiedziała im o wytężonej pracy męża na rzecz praw mugoli, patrząc Hermionie prosto w oczy i mówiąc:

— Jego zniknięcie powinno być dla was wszystkich ważne. Od lat jest patronem nieszczęśników, a świat bez niego będzie o wiele mroczniejszy.

Hermiona nie wiedziała, co na to odpowiedzieć. Nigdy wcześniej nie słyszała o Atticusie Crawleyu.

— Rzeczywiście — powiedział Malfoy. — Był uosobieniem dobroci i sprawiedliwości.

Hermiona spojrzała na niego. Wiedziała, że to sarkazm, znając ten specyficzny ton od ponad dekady, ale pani Crawley wydawała się być przekonana, że mówi szczerze.

— Mam ogromną nadzieję, że zostanie odnaleziony cały i zdrowy przed następnym weekendem — rzekła kobieta. — Nie wiem, jak poradzę sobie z organizacją imprezy charytatywnej bez niego!

— Miejmy nadzieję, że wszystko będzie dobrze.

Malfoy skinął głową.

Wkrótce potem wyszli, aportując się prosto z domu do atrium Ministerstwa. W windzie Hermiona odwróciła się do Malfoya i spojrzała na niego zmrużonymi oczami.

— Dlaczego nie powiedziałeś Robardsowi, że ich znasz? — zapytała. — Prawdopodobnie nie musiałbyś iść tam ze mną, gdyby o tym wiedział. To mógłby być konflikt interesów.

Prychnął i przeniósł na nią zimne spojrzenie.

— Konflikt interesów? Pani Crawley jest przyjaciółką mojej matki. Razem debiutowały i bywają na wszystkich imprezach charytatywnych oraz balach w Wielkiej Brytanii i Francji. Ja jednak mam bardzo mało wspólnego z tą rodziną. Nie ma tu właściwie żadnego konfliktu interesów.

— Cóż — mruknęła — może nie powinieneś się w to angażować ze względu na osobiste powiązania.

Żebyś nie musiał tracić ze mną czasu.

Prychnął i skupił wzrok na drzwiach.

Hermiona spojrzała w podłogę i zdała sobie sprawę, że na ich buty wciąż jest rzucone zaklęcie ochronne. Machnęła różdżką i cofnęła je. Lekki połysk zniknął z czarnych, skórzanych butów Malfoya — eleganckich i wypolerowanych — i zauważyła, jak małe i zwyczajne wydają się jej buty w porównaniu z jego obuwiem. Jej były praktyczne, ale nudne, podczas gdy jego wyglądały drogo i pewnie. Były duże.

Zmarszczyła brwi. Teraz, kiedy się nad tym zastanowiła, ich kształt przypominał te sprawcy — a właściwie był bardzo podobny.

— Malfoy — powiedziała nagle, nie mogąc inaczej ubrać tego w słowa. — Jaki masz rozmiar buta?

— Co? — prychnął.

— Twoje buty — powtórzyła, wskazując na nie palcem, podnosząc wzrok. — Jaki masz rozmiar?

Wyglądał na zaniepokojonego i poirytowanego, jakby była uciążliwym dzieckiem.

— Jedenaście i pół. A co?

— A ile masz wzrostu?

Zamrugała, czując, jak jej policzki płoną. Już wiedziała, że musi mieć jakiś metr dziewięćdziesiąt, ledwie o cal niższy od Rona.

Zmrużył oczy, jego zimne spojrzenie przesunęło się po niej.

— Dlaczego? Profilujesz mnie, Granger?

Przewróciła oczami, próbując zignorować rumieniec, który oblewał jej szyję.

— Gdzie kupiłeś te buty?

— Po co te wszystkie pytania?

— Proszę — westchnęła. — Po prostu mi powiedz.

— Są robione na zamówienie — warknął w końcu i skrzyżował ramiona. — Włoskie. Dlaczego pytasz?

Hermiona wpatrywała się w niego — a właściwie gapiła się — a on patrzył na nią, jakby w ogóle nie rozumiał. Pokręciła głową i powiedziała:

— Pomyśl, Malfoy! Sprawca musi być kimś z arystokracji!

Zmarszczył brwi, gdy winda się zatrzymała, i z niej wyszli.

Hermionie kręciło się w głowie.

— To była ta sama magiczna aura — wyjaśniła. — Ślady stóp, które widzieliśmy, te należące do towarzysza pana Crawleya, miały tę samą aurę, co te z domu Selwyna. Więc jeśli założymy, że to ta sama osoba, możemy na tej podstawie wyciągnąć wnioski. Lord Selwyn i pan Crawley należą do tych samych kręgów, prawda? Czystokrwiści, stare rody, oskarżone o powiązania z Voldemortem, ale nigdy nieskazani.

— A co to ma wspólnego z moimi butami? — prychnął.

— Cóż — westchnęła, nie mogąc nadążyć za własnymi myślami. — Odcisk z pewnością wskazuje na bardziej eleganckie buty, prawda? Powiedziałabym, że pasujesz rozmiarem, więc może także wzrostem. To znaczy, że szukamy kogoś z czarodziejskiej arystokracji, kto jest wystarczająco bogaty, żeby kupować eleganckie buty, i jest równie wysoki jak ty!

Wyprostowała się, czując się nagle lżejsza. Nawet znieruchomiała. Och, praca w ten sposób była pełna entuzjazmu!

— To mnóstwo domysłów na podstawie śladów stóp, Granger — powiedział Malfoy, przeciągając słowa, stojąc obok niej. — Nawet nie wiemy, czy to ta sama osoba, i dlaczego miałaby być? Lord Selwyn i pan Crawley mogli się znać, ale szczerze wątpię, żeby mieli ze sobą coś wspólnego. Selwyn był zatwardziałym draniem, a pan Crawley starał się pomagać nieszczęśnikom.

— Nie uwierzyłeś w ani jedno słowo — prychnęła. — Słyszałam to w twoim głosie, a skoro znasz tę parę, podejrzewam, że znasz także prawdę. — Dotarli do holu, mijając boksy, ale zamiast wejść do jej gabinetu, Hermiona minęła go i skierowała się w stronę jednej z sal konferencyjnych. — Twoja wiedza na ich temat będzie nieoceniona, kiedy stworzę oś czasu i profil. Mógłbyś?

Spojrzała na niego, wskazując gestem salę konferencyjną, starając się brzmieć profesjonalnie.

Malfoy uniósł brew, jego twarz nie wyrażała żadnego zainteresowania. Westchnął głęboko i wszedł do pomieszczenia, a Hermiona odetchnęła z ulgą, zamykając drzwi. Przywołała notatnik i pióro, i usiadła.

— No więc — zaczęła, ale zdała sobie sprawę, że wkrótce otoczy ją jego cudowny zapach, co ją zdenerwowało. — Pan Crawley jest obserwowany przez Biuro Aurorów od lat, ale działa charytatywnie, wspierając prawa mugoli…

Spojrzała na Malfoya, ale on odwrócił wzrok; jego srebrne oczy były intensywniejsze.

— Dalej, Granger — rzekł, wsuwając ręce do kieszeni, a na jego ustach pojawił się uśmieszek. — Co o tym myślisz? Jakie są twoje wnioski?

Spojrzenie, którym ją obdarzył, było teraz dalekie od chłodu i sprawiło, że jej serce zabiło mocniej. Przełknęła ślinę, czując, jak nagle zasycha jej w gardle.

— Ja… zauważyłam twój sarkazm, kiedy powiedziałeś, że jest wzorem dobroci, więc myślę, że nim nie jest.

Uniósł kącik ust.

— Mów dalej.

— Pani Crawley jednak zdawała się kompletnie nie rozumieć tonu twojego głosu — kontynuowała, próbując odepchnąć od siebie wszelkie myśli o tym, jak przystojnie wyglądał w tym garniturze, tylko po to, by uporządkować myśli. — Więc albo ona zaprzecza, albo ty wiesz coś, czego ona nie wie. — Przełknęła ślinę. — Może on w ogóle nie działa charytatywnie.

Wzrok Malfoya nie odrywał się od niej, wwiercając się w jej duszę; patrzył na nią zamyślony, ale w jego spojrzeniu była duma, podziw. To sprawiło, że jej policzki zapłonęły, a powietrze między nimi zdawało się gęstnieć, skwiercząc niemal z napięcia i oczekiwania.

Przygryzła wargę.

— Może jest uwikłany w coś, w czym nie jest jego żona, w coś, w co ty też kiedyś byłeś uwikłany.

Jego uśmieszek był druzgocący, a oczy mu pociemniały.

— Grzeczna dziewczynka — zanucił, a atmosfera w tej małej sali konferencyjnej zgęstniała.

Hermiona ledwo oddychała, jej płuca ściskały się w nieokiełznanej żądzy; żar buchał z jej piersi i spływał do brzucha, a stamtąd jeszcze niżej. Dwa krótkie słowa i musiała stłumić ciche jęknięcie, które chciało się z niej wyrwać, gdy nagle ocierała uda o siebie w gwałtownym pragnieniu. Wspomnienie jego dłoni klepiącej ją w pośladek dudniło w jej wnętrzu i musiała powstrzymać się od wiercenia na krześle. Niech go diabli wezmą za to, jak na nią działał!

Malfoy przyglądał się temu z rozbawieniem i bezwstydną satysfakcją. W końcu powiedział:

— To nie przypadek, że Biuro Aurorów trzymało go pod obserwacją, ponieważ był zagorzałym zwolennikiem Czarnego Pana. Ale, jak większość społeczeństwa, nie chciał afiszować się ze swoim poparciem, dopóki Wojna nie została wygrana. Nawet nie zdrajca — po prostu czysty oportunista. — Zmierzył ją wzrokiem, powoli ogarniając oczami jej zarumienioną twarz. Jego uśmieszek poszerzył się. — Masz rację, Granger. Niesamowity instynkt. Byłem sarkastyczny, kiedy Józefina Crawley mówiła o hojności męża wobec nieszczęśników, bo to on podsunął Dolores Umbridge pomysł Komisji Rejestracji Mugolaków.

Przeszedł ją zimny dreszcz. Komisja Rejestracji Mugolaków. Dążenie do wytępienia ich. Blizna na jej ramieniu zadrżała, rechot czarownicy rozbrzmiał echem w oddali jej wspomnień, i Hermiona z trudem przełknęła ślinę.

Uśmiech Malfoya stał się gorzki, gdy odwrócił wzrok.

— Oczywiście, miał inne plany niż tylko ich rejestrowanie, a wszystkie fundusze powiernicze, które założył na cele charytatywne — na które, trzeba przyznać, ludzie wpłacali całkiem sporo pieniędzy — miały sfinansować jego pomysły. Przez lata dopuścił się wielu nagannych czynów. W żadnym wypadku nie jest „wzorem dobroci”. To degenerat, który z pasją nienawidził mugoli i mugolaków. Zasugerował nawet, by dostarczać mugolskie dzieci wilkołakom, by stały się „użyteczne”.

Krew Hermiony zmroziła się w żyłach.

— Nie jest Śmierciożercą, nie — mruknął — ale tylko dlatego, że nigdy nie otrzymał Znaku. Jest tak samo zły, jak reszta.

Hermiona poczuła żółć podchodzącą do gardła. Zerknęła na swoje notatki i zdała sobie sprawę, że pióro zapisało każde słowo Malfoya. Nawet przez te na papierze, drżała.

— Więc — wykrztusiła niemal bez tchu — czy sprawcą jest ktoś, kto boi się tego, co ludzie tacy jak Ebenezer Selwyn i Atticus Crawley mogliby ujawnić, czy ktoś, kto pragnie zemsty? Ktoś z ich własnego kręgu.

Malfoy cmoknął językiem i westchnął.

— Taka zimna zemsta? Nie brzmi to jak ludzie sprzeciwiający się Czarnemu Panu. Nie, postawiłbym na przerażonego czarnoksiężnika.

Spojrzała na niego i napotkała jego wzrok.

— A co, jeśli jedno i drugie?

Coś błysnęło w jego oczach, twarz niemal zamieniła się w kamień.

— Co masz na myśli?

— A co, jeśli to czarnoksiężnik pragnie zemsty?

Kącik jego ust drgnął.

— Myślisz, że to dobry czarnoksiężnik?

Hermiona przygryzła wargę.

— Czarna Magia sama w sobie nie jest oznaką zła. Jej użycie też nie. Żadna magia nie jest zła — po prostu nas, ludzi łatwo można zepsuć mocą, jaką daje nam Czarna Magia.

Jego oczy niemal zabłysły z intrygi.

— Cóż, nie bez powodu nazywają cię Najbystrzejszą Czarownicą Swojego Pokolenia, prawda? Sprytna dziewczyna.

Hermiona poruszyła się na krześle, a ciepło pod ubraniem zrobiło się niemal nie do zniesienia.

— Więc nie wszyscy czarnoksiężnicy podążają za Voldemortem. Nie każdy jest fanatykiem.

— Dobrze powiedziane. — Skinął głową, a na jego ustach pojawił się delikatny, ale uroczy uśmieszek. — Gdyby tylko więcej ludzi było tak mądrych.

Odchrząknąwszy, powiedziała:

— Więc nie wszyscy praktykujący Czarną Magię pragną tego samego. Ten czarnoksiężnik może chcieć tego samego, co my.

Przez chwilę milczał, zamyślony, po czym wzruszył ramionami.

— Więc ta osoba rzeczywiście bardzo by nam pomogła. — Westchnął i poprawił marynarkę. — Usatysfakcjonowana, czy chciałabyś ode mnie czegoś jeszcze, Granger? Wystarczy zapytać.

Hermiona przygryzła wargę, nie mogąc zignorować podwójnej aluzji w jego pytaniu. Chciała zapytać, czy pójdzie w piątek do Taczki, albo może czy chciałby pójść razem z nią na kawę; chciała mu powiedzieć, że nie wróciła tamtego wieczoru do domu z Collinsem, nawet jeśli prawdopodobnie już o tym wiedział. Chciała… tak wiele rzeczy, ale była przerażona. Najpewniej umówił się już z tą piękną modelką. Po co miałby chcieć spędzać czas z nią, z tą paranoiczną i niezdarną idiotką? Przełknęła ślinę i pokręciła głową.

— N-nie, mam wszystko, czego potrzebuję. Dziękuję.

Skinął głową i skierował się do drzwi. Gdy już miał wyjść, odwrócił się do niej i powiedział:

— Świetnie ci poszło, Granger. Naprawdę dobrze. Jestem pod wrażeniem i denerwuje mnie fakt, że Robards i Montague nie wiedzą, jakim jesteś atutem dla Biura Aurorów. — Spojrzał na nią ponownie. — Niewiele rzeczy wydaje mi się bardziej atrakcyjnymi niż kobieta o takim umyśle jak twój. Uważam to za całkiem… rozkoszne.

Hermiona zamrugała, tracąc oddech, ale nie zdążyła odpowiedzieć, bo wyszedł z pomieszczenia. Gdy została sama, opadła na krzesło, a serce waliło jej w uszach. Było jej ciepło, ubrania nagle stały się niewygodne, a między udami czuła pulsowanie.

Och, Draco Malfoy był diabłem i doskonale zdawał sobie z tego sprawę.

___________________

Witajcie :) w sobotnie popołudnie zapraszam na nowy rozdział tłumaczenia. Umiejętności śledczej ostatnio coraz bardziej się Hermionie przydają, prawda? Cieszy mnie fakt, że Draco to docenia. Zresztą zawsze to widział, jak można było się domyślić. Mogę tylko zdradzić, że w kolejnym rozdziale dojdzie do pewnego rodzaju przełomu. Warto czekać :)

Kolejny rozdział pojawi się za dwa tygodnie czyli 13 września. A jutro końcówka Hot for Teacher. Zatem intensywny weekend przede mną.

Tyle ode mnie. Komentarze i oceny mile widziane. Miłego weekendu!

Obserwatorzy