[T] Związek na pokaz: Propozycja
Sowa
przyleciała pięć dni po tym, jak Hermiona wysłała swoją aplikację na nowe
stanowisko.
Szanowna Pani Granger,
z wielkim zainteresowaniem zapoznaliśmy
się z Pani aplikacją na stanowisko starszego specjalisty ds. eliksirów i chcielibyśmy
zaprosić Panią do siedziby Malfoy Holdings przy Upper Bank Street 45-2/3 na
rozmowę kwalifikacyjną w poniedziałek, 15 marca, o godzinie dziesiątej. Prosimy
o przesłanie odpowiedzi sowią pocztą.
Z poważaniem,
Thaddeus Picklebrick
Starszy Wiceprezes ds. Zasobów
Ludzkich
W
związku z tym, w następny poniedziałek rano, po wzięciu dnia wolnego w obecnej
pracy, Hermiona przybyła do Malfoy Holdings o dziewiątej czterdzieści pięć i
przedstawiła się recepcjonistce w holu. Budynek, położony w samym sercu
mugolskiej, londyńskiej dzielnicy finansowej w Canary Wharf, z zewnątrz
wyglądał jak magazyn, ale w środku był ewidentnie wielopiętrowym, bardzo
nowoczesnym i imponującym budynkiem korporacyjnym, który zdawał się być zbudowany
ze szkła, stali i marmuru. W holu było dość pusto, a obcasy Hermiony stukały nieprzyzwoicie
głośno o lśniąco wypolerowane podłogi, gdy przechodziła przez hol od wejścia do
recepcji.
—
Granger — powtórzyła wiedźma, sprawdzając pergamin. — Ach, tak. Oczekują pani.
Czterdzieste piąte piętro. Proszę skręcić w praco, a kiedy wyjdzie pani z
windy, ktoś będzie czekał, by przyjąć panią na rozmowę kwalifikacyjną.
—
Dziękuję — powiedziała Hermiona, a stukot jej obcasów rozbrzmiewał niczym odgłos
strzałów z pistoletu, gdy szła w stronę wind.
Przyrzekła
sobie, że jeśli kiedykolwiek dostanie tę pracę, będzie chodzić w tym budynku
tylko w trampkach. Hałas, jaki wydawały jej buty, był nie do zniesienia.
Jednak
gdy Hermiona wyszła z windy na czterdziestym piątym piętrze, stanęła na grubym,
pluszowym dywanie i ujrzała rzędy dużych boksów z lśniącego, jasnego drewna i
szkła, gdzie dobrze ubrani czarodzieje i czarownice pracowali przy biurkach.
Przywitała
ją schludnie wyglądająca kobieta w średnim wieku w ciemnoczerwonych szatach,
które, jak Hermiona przypuszczała, kosztowały więcej niż cała jej garderoba
razem wzięta.
—
Panna Granger?
Hermiona
skinęła głową.
—
Tak. Dzień dobry.
—
Jestem asystentką pana Malfoya, Desiree Avery. Przyszłam zabrać panią na
rozmowę kwalifikacyjną z panem Malfoyem.
—
Rozmowa kwalifikacyjna z panem Malfoyem? — powtórzyła Hermiona z nagłym
uczuciem przerażenia. — Ale… ubiegałam się o posadę starszego specjalisty ds.
eliksirów. Przecież pan Malfoy… chyba nie przeprowadza rozmów z każdym, kto tu
aplikuje?
—
Jeśli wszystko pójdzie dobrze, pan Malfoy umówi panią na lunch z Mistrzem Eliksirów
panem Bergenem, ale pan Malfoy wyraźnie prosił o wcześniejsze spotkanie z panią
— wyjaśniła Desiree, prowadząc Hermionę przez szklane drzwi zewnętrzne do biura
prezesa, na których widniał napis Draco
L. Malfoy, prezes Malfoy Holdings, a następnie zatrzymała się przed
imponującymi, podwójnymi, mahoniowymi drzwiami gabinetu prezesa. Zapukała dwa
razy, a potem otworzyła drzwi. — Panie Malfoy, kandydatka z dziesiątej już
przyszła.
Draco
siedział przy biurku, przeglądając jakieś pergaminy. Spojrzał na nią
przelotnie, a jego szare oczy błysnęły, gdy spotkały się z jej wzrokiem.
—
Proszę usiąść. Zaraz z panią porozmawiam. Pani Avery, herbata, już.
—
Oczywiście, panie Malfoy — rzekła Desiree.
Wskazała
Hermionie krzesło przed biurkiem Draco, po czym wyszła z gabinetu.
Z
suchym gardłem Hermiona przeszła przez pokój i usiadła na krześle, powoli
opadając na nie. Czarna skóra siedzenia była miękka jak masło, co ją
zaskoczyło. Irytacja z powodu nieuprzejmości Draco walczyła z niepokojem, jaki
odczuwała w jego obecności. Czy był taki
wobec wszystkich, którzy przychodzili na rozmowy kwalifikacyjne, czy też dlatego,
że była mugolaczką? Przypomniała sobie, że potrzebuje tej pracy i znalazła
w sobie pokłady cierpliwości. Podczas gdy Draco był zajęty papierami, ona
szybko rozejrzała się po pokoju.
Gabinet
był ogromny, z wielkimi oknami od podłogi do sufitu, z których roztaczał się
rozległy widok na Londyn i Tamizę. Sam gabinet był urządzony w zaskakująco
nowoczesnym stylu. Biurko Draco było ogromne, eleganckie i wypolerowane,
zastawione schludnymi stosami pergaminów, pięknym piórnikiem i wieloma pojemnikami
z atramentem, ale bez żadnych bibelotów. Nad biurkiem unosiły się magiczne
światła, oświetlając pergamin, który czytał, i rozświetlając jego jasne, blond
włosy. Wzdłuż jednej ściany ciągnęły się rzędy regałów z książkami, niektóre
wypełnione tomami, a inne ozdobione pięknymi rzeźbami i dziełami sztuki. Ściany
zdobiły — co podwójnie zaskoczyło Hermionę — nowoczesne, mugolskie dzieła
sztuki. Mogłaby przysiąc, że jeden z nich to dzieło Jacksona Pollocka, i nie
sądziła, żeby to była replika. Sekcja najbliżej okien była wyposażona w wygodne
kanapy, fotele i stoliki kawowe, najwyraźniej przeznaczone do przyjmowania
gości w bardziej swobodnej atmosferze. Z gabinetu wychodziło dwoje innych
drzwi. Hermiona domyśliła się, że jedne prowadziły do prywatnej toalety, a
drugie prawdopodobnie do prywatnego salonu z kominkiem podpiętym do Sieci Fiuu.
Desiree
wróciła z serwisem do herbaty i w końcu Draco podniósł wzrok znad papierów. Nalała
im herbaty, dodając dwie łyżeczki cukru i odrobinę śmietanki do herbaty
Hermiony, co było jej ulubionym sposobem. Zmrużyła oczy, zastanawiając się,
skąd Desiree wiedziała. Gdy herbata została podana, Draco powiedział:
—
Dziękuję, pani Avery. To wszystko.
—
Oczywiście, panie Malfoy — odparła i wyszła z gabinetu, zamykając za sobą
drzwi.
Draco
skupił teraz całą uwagę na Hermionie, a ona mogła tylko patrzeć w jego stronę,
niepewna, co zrobić.
—
Dobrze wyglądasz, Granger — rzekł w końcu.
Obserwując
go, Hermiona zmuszona była stwierdzić, że sam Draco wyglądał bardzo dobrze. A
nawet więcej niż dobrze. Ostatnim razem, gdy go widziała, był jeszcze chłopcem,
ale mężczyzna przed nią nie miał w sobie nic chłopięcego. Mimo że siedział,
czuła, że urósł od ukończenia szkoły i nabrał objętości. Miał sylwetkę
sportowca, szczupłą i szeroką w ramionach, a kiedy się odchylił, by napić się
herbaty, widziała napięte mięśnie poruszające się pod materiałem koszuli. Jego
twarz zmieniła się w ostrej na kanciastą, a rysy twarzy były patrycjuszowskie,
z wysokimi kośćmi policzkowymi i prostym nosem, który był odrobinę za długi,
ale idealnie podkreślał rysy twarzy. Oczy miały uderzająco szary kolor, a jego
najbardziej charakterystyczna cecha, jasne, blond włosy, były teraz krótsze niż
w szkole, ale opadały kunsztownie gładkimi falami, otaczając twarz. Nawet w
Hogwarcie Hermiona pamiętała, jak dziewczyny podziwiały jego urodę, ale teraz
zapierał jej dech w piersiach jeszcze bardziej i poczuła falę pociągu oraz
gniewu. To było tak niesprawiedliwe, że stał się jeszcze piękniejszy, a co
gorsza, było oczywiste, że on o tym wiedział.
—
Dziękuję, Mal… panie Malfoy — zmusiła się do dodania tytułu.
Draco
uśmiechnął się ironicznie. Najwyraźniej wyłapał to przejęzyczenie. Sięgnął po
teczkę, którą Hermiona uznała za jej i przekartkował dokumenty.
—
Więc co cię sprowadza do Malfoy Holdingss?
—
Jestem pewna, że wiesz, że ubiegam się o stanowisko starszego specjalisty ds.
eliksirów — powiedziała Hermiona, starając się brzmieć spokojnie.
—
Tak, co sądząc po twoim podaniu i CV, wydaje się całkowitą zmianą zawodu.
Obecnie zajmujesz stanowisko starszego asystenta kierownika Departamentu
Regulacji i Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. Co, o ile wiem, nie ma nic
wspólnego z eliksirami. Skąd ta zmiana?
Hermiona
zacisnęła zęby. Była gotowa porozmawiać z kimś z wydziału eliksirów i
odpowiedzieć na pytania dotyczące ich warzenia. Zawsze dobrze sobie radziła z
eliksirami, a nawet zdobyła mistrzostwo, równolegle pracując na pełen etat w
Ministerstwie. Udoskonalała swoje umiejętności w warzeniu eliksirów w swoim
małym, domowym laboratorium i zawsze była na bieżąco z najnowszymi artykułami
naukowymi na ten temat. Zadbała o to, by odświeżyć sobie wszystkie przepisy
dotyczące bezpieczeństwa kotłów, przechowywania składników i obsługi formuł
czasowych. Ostatnie kilka dni spędziła, przygotowując się do odpowiedzi na tego
typu pytania. Nie spodziewała się, że ktoś ją zapyta, dlaczego chce odejść z
obecnej pracy. Nie chciała mówić Draco Malfoyowi o rozpaczy, jaką poczuła, gdy
uświadomiła sobie, że praca w Departamencie Regulacji i Kontroli nad Magicznymi
Stworzeniami to duszący ślepy zaułek i że jeśli zostanie w Ministerstwie,
będzie wiecznie gonić za przepisami i drobiazgami. Nie chciała mówić Draco o swoich
problemach finansowych ani o rodzicach. Nie chciała mu nic mówić. Zmusiła się
do bezpiecznej odpowiedzi.
—
Pomyślałam, że to dobry moment na zmianę.
—
To bzdura — powiedział Draco, patrząc jej prosto w oczy.
—
Słucham?
Oczy
Hermiony błysnęły. Wyprostowała się i odstawiła filiżankę na brzeg biurka
Draco.
—
Ludzie prawie nigdy nie zmieniają pracy z kaprysu, a ty, Granger, nigdy nie
robisz niczego bez powodu. Spróbuj jeszcze raz.
Hermiona
zagotowała się w duchu. Oczywiście, że Malfoy jej tego nie ułatwi. Zastanawiała
się, czy nie bawi się jej kosztem. Kolejne walczenie o władzę, jak wtedy, gdy
nie zwrócił na nią uwagi, gdy po raz pierwszy weszła do gabinetu. Przypomniała
sobie o pensji w wysokości pięciu tysięcy galeonów i zmusiła się do zachowania
spokoju. Wzięła głęboki oddech.
—
Chciałam zmienić świat, ale prawie nikogo w Ministerstwie to nie obchodziło.
Zawsze były przepisy, papierkowa robota, przepychanki z Wizengamotem i gierki
polityczne, żeby załatwić choćby najdrobniejszą sprawę. Ja… to było po prostu bardzo
wyczerpujące. Nie chcę tego robić przez następne pięćdziesiąt lat.
Draco
zmrużył oczy, słysząc jej odpowiedź, jakby przyswajał jej słowa i syntezował je
w myślach. W końcu powiedział:
—
Ale wyobrażasz sobie, że będziesz warzyć eliksiry przez następne pięćdziesiąt lat?
—
Jestem Mistrzynią Eliksirów. I jestem dobra w warzeniu ich. Wiesz… chodziliśmy
razem na lekcje. Wiesz, że potrafię to robić dobrze…
—
Nie wątpię, że znakomicie byś sobie poradziła — rzekł, przerywając jej. — Wiem,
jakie masz kwalifikacje. Wiem, że jesteś genialna. Nie o to pytałem. Pytałem,
czy widzisz siebie robiącą to przez następne pięćdziesiąt lat.
Urażona
Hermiona wskazała gestem biurko Draco i jego papiery.
—
Wyobrażasz sobie siebie robiącego to
przez następne pięćdziesiąt lat?
Znów
się uśmiechnął.
—
Prawdę mówiąc, Granger, tak, wyobrażam sobie. Przyznaję, że nie chciałem tego
robić, gdy byłem młodszy — przygotowywano mnie do podążania za ojcem i
spędzania czasu na wkupywaniu się i manipulowaniu politykami. Ta firma, Malfoy Holdings,
miała być powierzona podwładnym i księgowym. Ale potem, wraz z wojną, Czarny
Pan zagarnął dla siebie z naszych skarbców blisko sto milionów galeonów —
Hermiona jęknęła, słysząc sumę, ale Draco kontynuował: — Plus reparacje
wojenne, które mój ojciec musiał zapłacić, dlatego interweniowałem, aby
odbudować rodzinny majątek. Odkryłem, że to mi się podoba. Lubię robić
interesy. Podoba mi się to, że firma tworzy rzeczy, które ludzie uważają za
użyteczne. Lubię, kiedy opracowujemy nowe produkty. I lubię rywalizować z
konkurencją. Więc tak, Granger, widzę siebie robiącego to przez następne
pięćdziesiąt lat. Więc teraz, zamiast owijać w bawełnę, powiedz mi: czy
warzenie eliksirów jest tym, co chcesz robić przez następne pięćdziesiąt lat?
Szczerze
mówiąc, Hermiona ledwo widziała przyszłość. Tak bardzo martwiła się o rodziców
i o to, żeby utrzymać się na powierzchni, zwłaszcza w kwestii finansów. Była po
prostu zmęczona. Zmęczona toczeniem syzyfowych bitew w Ministerstwie. Zmęczona
słuchaniem kolejnego eksperta medycznego, który mówi jej, że nic się nie da
zrobić dla jej rodziców. Zmęczona obserwowaniem, jak jej konto bankowe się
kurczy pomimo wszystkich oszczędności, jakie podjęła, żeby zaoszczędzić
pieniądze na leczenie rodziców. Chciała po prostu mieć trochę luzu. Mogła
później opracować swój plan na pięćdziesiąt lat. Ale nie chciała o tym
rozmawiać z Draco Malfoyem.
—
Tak — powiedziała, starając się, żeby to słowo nie brzmiało jak kłamstwo.
Przynajmniej teraz mogła wrócić do dyskusji o eliksirach. — Wyobrażam sobie, że
będę to robić przez następne pięćdziesiąt lat. Chciałabym mieć ten luksus,
laboratorium i materiały, żeby móc tworzyć nowe eliksiry lub ulepszać
istniejące. Mam przy sobie spis eliksirów, nad którymi pracowałam, jeśli jesteś
zainteresowany zapoznaniem się z tym.
—
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, umówię cię na lunch z Mistrzem
Eliksirów panem Bergenem. Wtedy będziesz mogła pokazać swój spis.
—
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem? — powtórzyła Hermiona.
Co, u licha, pozostało do
omówienia, skoro nie chciał rozmawiać o jej kwalifikacjach dotyczących
eliksirów?
Ale
Draco wstał i wyglądał na nieco zaniepokojonego. Trzymał teczkę z dokumentami
Hermiony i przeszedł się trochę po gabinecie, zerknął przez okno, a potem podszedł
z powrotem do Hermiony. Przesunął się tuż przed nią, tak że stanął między nią a
biurkiem. Jego nagła, fizyczna bliskość była nieco przytłaczająca i Hermiona z
trudem powstrzymała się przed odsunięciem się od niego na swoim krześle.
Draco
otworzył folder. Przejrzał go jeszcze raz, a potem odwrócił wzrok od Hermiony.
Wyglądało na to, że podejmuje jakąś decyzję. W końcu, po kilku długich i
niezręcznych chwilach, powiedział:
—
Mam kilka eliksirów w fazie rozwoju, w których twój wkład byłby nieoceniony.
Chciałbym zaproponować ci stanowisko starszego specjalisty ds. eliksirów, ale
tylko jeśli będziesz gotowa podjąć się innej pracy, którą dla ciebie mam.
—
Innej pracy? — powtórzyła jego słowa. Nie potrafiła sobie wyobrazić, czego od
niej oczekiwał, ale sądząc po jego zachowaniu, była pewna, że powie nie. —
Jakiej innej pracy?
Draco
roześmiał się bez cienia radości.
—
Moja… eee… propozycja jest dość wyjątkowa. Przejąłem tę firmę i zostałem głową
rodziny o wiele wcześniej niż zakładałem. W normalnych okolicznościach
prawdopodobnie pracowałbym dla ojca jeszcze co najmniej trzydzieści lat. Musiałem
więc postępować trochę inaczej niż ode mnie oczekiwano.
Hermiona
milczała, wciąż nieufnie go obserwując. Nie miała pojęcia, dokąd zmierza ta
rozmowa.
—
Więc… często, z powodów zawodowych, musze uczestniczyć w różnych imprezach:
kolacjach, konferencjach i galach. Wszystko to służy nawiązywaniu kontaktów.
Ale ze względu na to, kim jestem, nie mogę chodzić na nie samotnie. To… to
komplikuje sprawy, kiedy chodzę sam. I niestety dla mnie, komplikuje sprawy,
gdy chodzę tam z kimś.
Hermiona
nadal nic nie mówiła, choć w jej głowie rodziło się niepokojące podejrzenie. O
co właściwie miał ją poprosić?
—
Krótko mówiąc, nie mam czasu na zaloty, ale potrzebuję kogoś na te towarzyskie
spotkania biznesowe. Proponuję, żebyś została moją partnerką na te spotkania.
—
Chcesz… chcesz ze mną chodzić? — zapytała Hermiona, szczypiąc się, żeby upewnić
się, że to nie sen.
—
Właściwie nie. Chcę, żebyś udawała, że ze mną chodzisz.
—
Co? Co to w ogóle znaczy?
Hermiona
czuła, że próbuje wypłynąć z mgły dezorientacji.
—
Granger, właśnie powiedziałem, że nie mam czasu na zaloty. Jestem zbyt zajęty,
żeby pić szampana, kupować kwiaty i rozpieszczać potrzebującą wiedźmę.
Potrzebuję tylko kogoś, kto będzie mi towarzyszył podczas kolacji biznesowych,
balów i przyjęć koktajlowych, bez komplikacji i oczekiwań, jakie niesie ze sobą
obecność dziewczyny.
—
I chcesz, żebym była twoją fałszywą dziewczyną i chodziła z tobą na te imprezy?
— Hermiona zaczynała rozumieć, a jasność umysłu sprawiła, że poczuła złość. —
Chcesz, żebym była twoją dziwką?
—
Nie, nic z tych rzeczy! — powiedział nieco obrażony. — Nie oczekuję, że
będziesz ze mną uprawiać seks. Chcę tylko, żebyś udawała. Udawała moją
partnerkę.
—
Nie wiem, czym to się różni od…
—
Słuchaj, Granger, zatrudniam kobiety do pracy jako księgowe, asystentki,
specjalistki ds. eliksirów, ekspedientki, a nawet pracownice w fabryce. Płacę
im za wykonanie pracy i one to robią. Niczym się to nie różni. Zatrudniłbym cię
do wykonania tej pracy.
—
I dlaczego myślisz, że zniżyłabym się do czegoś takiego?
Hermiona
wstała z krzesła. Nadal była o kilka centymetrów niższa od Draco, ale stojąc,
czuła się mniej bezbronna.
—
Potrzebujesz pieniędzy — powiedział.
Hermionie
opadła szczęka. Nie mógł wiedzieć. To niemożliwe. Nikt nie wiedział o jej
problemach.
—
O czym ty mówisz?
Uniósł
jej teczkę.
—
Mam bardzo dobry zespół weryfikacyjny — rzekł, otwierając teczkę. — Są bardzo
dokładni. Nawet to umieścili w twoich aktach… — Draco wyciągnął kartę Hermiony
z Czekoladowych Żab, nieśmiało próbując zażartować — chociaż, szczerze mówiąc,
ludzie Agryppy byli wobec ciebie bardzo niesprawiedliwi.
Hermiona
jęknęła. Niedługo po Bitwie o Hogwart, Cukiernicy Agryppy, producenci
Czekoladowych Żab i kart, zwrócili się do Harry’ego, Rona i Hermiony z prośbą o
pozowanie do serii zdjęć do ich nowej serii Złotych Czekoladowych Żab. Hermiona
niechętnie wzięła w tym udział, ale Ron tak bardzo chciał się znaleźć na
karcie, że przedstawiciele Agryppy jasno dali do zrozumienia, że albo cała
trójka, albo chcą tylko Harry’ego. Dla dobra Rona Hermiona zgodziła się pozować
do jej zdjęć i dopiero gdy zaczęto produkować karty, dowiedziała się, że każdy
z chłopaków otrzymał piętnaście tysięcy galeonów za swoje zdjęcia, podczas gdy
ona otrzymała tylko tysiąc. Od tamtej pory był to dla niej drażliwy temat. A Draco
Malfoy wiedział, że została przez nich oszukana.
Ale
Draco nie skończył. Przejrzał teczkę.
—
Dziś rano na koncie w Gringottcie miałaś dwa tysiące siedemset dwadzieścia dwa
galeony, cztery sierpy i sześć knutów. Masz tysiąc czterdzieści siedem funtów i
dwanaście pensów na koncie w Banku Anglia. Twoja obecna pensja to trzy tysiące
dwanaście galeonów rocznie. Twój ostatni, długotrwały związek z Ronaldem
Weasleyem zakończył się trzy lata i dwa miesiące temu, i od tamtej pory
sporadycznie chodzisz na randki. Z tego co mi wiadomo, byłaś na dwóch.
Mieszkasz sama ze swoim geriatrycznym Chowańcem, pół-kuguarem, pod adresem
Cauldron Court 27. Czynsz za twoje mieszkanie wynosi sto siedem galeonów
miesięcznie, a media w przybliżeniu to sto dwadzieścia galeonów. Ale płacisz
dwieście sześćdziesiąt sześć galeonów miesięcznie Instytutowi Rehabilitacyjnemu
w Parkwood na leczenie twoich rodziców, którzy nigdy nie doszli do siebie po
nieudanym zaklęciu przywrócenia pamięci. Według moich obliczeń, twoje fundusze
wyczerpią się do końca roku.
Hermiona
słuchała wypowiedzi Draco z narastającym przerażeniem, strachem i furią. Skąd wiedział o jej rodzicach? Tylko jej najbliżsi przyjaciele i Kingsley
Shacklebolt wiedzieli cokolwiek o sytuacji jej rodziców. A co do reszty
informacji… jak on śmiał? Jak śmiał wydobyć te informacje o niej? Nawet
mugolskie dane bankowe? I jak śmiał tak rzucać jej w twarz jej problemami?
—
Nie miałeś prawa… — zaczęła.
—
Wręcz przeciwnie, biorąc pod uwagę charakter mojej działalności, mam pełne
prawo weryfikować potencjalnych, nowych pracowników. Eliksiry przynoszą
największe dochody i posiadamy najbardziej zastrzeżone receptury w branży.
Wszyscy moi pracownicy są proszeni o podpisanie umów o zaufaniu poufności, ale
również dokładnie weryfikuję ich przed zatrudnieniem, ponieważ muszę mieć
pewność, że nie pracują dla mojej konkurencji i że nie będą kuszeni pracą dla mojej konkurencji.
Pensja, którą ofiaruję na stanowisku, o które się ubiegasz, jest z pewnością
wyższa niż twoje obecne zarobki, ale ledwo pokrywa twoje wydatki. Bardzo
potrzebujesz tej pracy. Więc przestań pieprzyć o potrzebie zmiany, Granger.
Hermiona
była bliska łez.
—
Nie miałeś prawa — powtórzyła, a jej dolna warga drżała.
Nie
sądziła, że będzie mogła upaść niżej niż wtedy, gdy wypełniała podanie o pracę
w Malfoy Holdings, ale teraz czuła się warta mniej niż ziemia pod jej butami.
Wyglądało
na to, że Draco zdał sobie sprawę, że być może posunął się za daleko, a
przynajmniej obrał zły ton w swojej rozmowie z nią.
—
Granger — powiedział, a jego głos był o wiele łagodniejszy niż kiedykolwiek u niego
słyszała. — Nie kpię z ciebie. Nie wiem, co się stało z twoimi rodzicami, ale
na pewno nie mam o tobie gorszego zdania, bo próbujesz dźwigać ciężary, których
nie spowodowałaś.
Po
policzku Hermiony spłynęła łza. Oczywiście, że to była jej wina. To, że umysły
jej rodziców zostały tak bardzo uszkodzone, całkowicie spowodowało jej
działanie. Cofnęła się o krok.
—
Nie sądzę, żeby to wypaliło, Malfoy — rzekła. — Dziękuję… dziękuję za twój
czas.
Odwróciła
się od niego, gdy jego ręka wyciągnęła się, by chwycić ją za ramię.
—
Czekaj — mruknął. — Nie przedstawiłem ci mojej propozycji.
—
Powiedziałeś wystarczająco dużo — odparła Hermiona, próbując zebrać resztki
godności i wyrwać się z jego uścisku.
—
Zapłaciłbym ci tysiąc galeonów miesięcznie oprócz twojej obecnej pensji, jeśli
to zrobisz.
Umysł
Hermiony zaciął się na chwilę. Tysiąc
galeonów miesięcznie?
Ale
znowu sobie przypomniała. Zapłaciłby jej za bycie fałszywą dziewczyną. Nawet
jeśli nie płaciłby jej za bycie dziwką, to niczym nie różniłoby się od płacenia
za usługi towarzyskie.
Jednak
tysiąc galeonów jako dodatek do pensji. Przez krótką chwilę pozwoliła sobie
wyobrazić całkowitą wolność od finansowego umartwiania się. Przestrzeń, jaką
dawałaby jej ta ekstrawagancka suma. Może nawet byłoby ją stać na zabranie
rodziców na inny kontynent, by spotkali się ze specjalistami zajmującymi się
zaklęciem Obliviate. Może nawet
będzie mogła kupić sobie cholerną filiżankę kawy bez posmaku winy przy każdym
łyku.
—
Tysiąc galeonów miesięcznie — powtórzyła Hermiona. — Nie możesz być aż tak
zdesperowany, dla kogoś, kto ma być twoją ozdobą.
Draco
przechylił głowę na bok.
—
Co ty na to, Granger?
—
Jak… jak długo potrzebowałbyś mnie w tej roli… — Hermiona zakrztusiła się,
wypowiadając te słowa — W roli twojej udawanej dziewczyny?
W
oczach Draco pojawił się błysk, jakby wiedział, że wygrał.
—
Minimum sześć miesięcy. Może nawet rok.
Hermionie
zaparło dech w piersiach. To było tak bardzo kuszące.
—
Czy mogłabym… czy mogłabym mieć trochę czasu, żeby to przemyśleć? — zapytała w
końcu.
—
Oczywiście — rzekł Draco. Udało mu się uśmiechnąć do niej bez kpiny. — Poświęć
na to kilka dni… wyślij mi sowę do końca przyszłego tygodnia, ale nie później.
Hermiona
spojrzała na niego jeszcze raz. Próbowała wyobrazić sobie, jak chodzi z nim na
przyjęcia i kolacje, udając, że jest w nim zakochana. Zdała sobie sprawę, że
jej wyobraźnia ma granice.
—
Dlaczego ja?
Pytanie
od dawna błąkało się w jej głowie.
Draco
spojrzał na nią ironicznie.
— Bo jesteś ostatnią czarownicą, która chciałaby mnie poślubić.
____________
Witajcie :) tak oto kończy się drugi rozdział tego opowiadania. Przyznam szczerze, że od początku bardzo mi się spodobał jego vibe i ogólny zamysł historii. Być może zachowanie Draco nie było idealne i rzeczywiście przegiął, ale chyba ta propozycja nie brzmi źle, prawda? Dajcie znać jak wrażenia.
Kolejne rozdziały prawdopodobnie wpadną w najbliższym tygodniu. Wyjeżdżam na wakacje, ale będę miała dużo wolnego czasu na tłumaczenie.
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego weekendu! Enjoy!