[T] To, co jest między nami: Bicze, łańcuchy i cała reszta

poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Październik 2004

 

Narcyza Malfoy opiekowała się przepięknym ogrodem różanym. W czasie wojny i nieszczęść zawsze dbała o to, by jej kwiaty były zdrowe i piękne. Jedną z jej ulubionych czynności, gdy musiała nad czymś pomyśleć, był spacer po różanej promenadzie, gdzie zatrzymywała się co jakiś czas, by powąchać delikatne kwiaty.

Kiedy nie chciała spacerować samotnie, towarzyszył jej mąż. Gdy Draco był dzieckiem, jego rodzice często przechadzali się wśród róż. Rozmawiali wtedy o rzeczach, o których nie chcieli, by słyszał, na przykład o problemach w związku lub gdy musieli omówić sprawy związane właśnie z nim. Później rozmawiali o sprawach związanych z Czarnym Panem i nadchodzącą wojną.

Przez dwa lata Narcyza była sama, nie miała nikogo oprócz siebie, ale odkąd Draco wyszedł na wolność, zabierała go na promenadę, aby zdobyć jak najwięcej informacji o jego życiu.

Draco o tym wiedział. To był sposób matki na szpiegowanie, choć nie chciała tego przyznać. W tę niedzielę, na początku października, gdy słońce przebijało się przez czerwone liście róż, a ramię Narcyzy mocno trzymało się silnej ręki syna, Draco wiedział, że chce szpiegować. I był prawie pewien, jaki temat interesował ją najbardziej.

— Jak się masz, kochanie? — zapytała, idąc powoli. Powietrze było rześkie, ale nie za chłodne. Zadała mu to pytanie przed lunchem, ale wtedy to było tylko z grzeczności. Teraz brzmiała bardziej przekonująco. — Mam wrażenie, jakbyśmy się nie widzieli od tygodni.

Draco zacisnął zęby.

— Czuję się świetnie, matko. Mam mnóstwo spraw na głowie w pracy, ale poza tym wszystko w porządku. A ty? Jak się czujesz?

Narcyza westchnęła, i nawet to było eleganckie.

— Och, nie martw się o te stare kości. Jak zwykle daję radę. Słyszałam, że Poppy od jakiegoś czasu jest bardzo zajęta. Jest zachwycona, że może poznać pannę Granger osobiście.

Draco napiął się. No i proszę, zaczęło się.

— Czyli to znaczy, że nadal spędzasz czas z panną Granger? — zapytała ostrożnie.

Westchnął.

— Tak.

Narcyza mruknęła pod nosem. Był pewien, że chciała, by to zabrzmiało jak obojętność, ale wiedział, że jest w siódmym niebie.

— Trzymajcie się z daleka od gazet po tym okropnym artykule Skeeter. Napisałam do niej, wiesz, ale nie otrzymałam odpowiedzi.

— Jestem pewien, że Skeeter dostaje sporo listów dziennie, matko — wycedził. — I jak sądzę też kilka wyjców.

— Więc jak się czuje? Wyzdrowiała? — dopytywała Narcyza, patrząc na syna.

Draco opuścił brodę.

— Całkowicie wyzdrowiała, tak.

— Co jej się stało?

Narcyza zmarszczyła brwi, a gdyby Draco nie znał jej lepiej, pomyślałby, że w jej oczach maluje się prawdziwa troska.

— Wyczerpanie magii — wyjaśnił.

Cicho sapnęła i otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale tego nie zrobiła. Przez chwilę panowała cisza, zanim ostrożnie zapytała:

— Czy to dlatego, że jest mugolaczką?

— Co? — prychnął, marszcząc brwi. — Nie! To dlatego, że wyczerpała się, robiąc coś, co powinno wymagać co najmniej dwóch czarodziejów — niezależnie od ich statusu krwi.

— Och — jęknęła. — Dlaczego, u licha, zrobiła coś takiego?

— Po pierwsze, jest cholerną Gryfonką — mruknął Draco. — Po drugie Montague i Robards namówili ją do tego. — Westchnął głęboko. — Rano przed akcją powiedziała im, że na tak dużą operację powinno być co najmniej dwóch śledczych na miejscu zbrodni, ale wysłali tylko ją. A jako Hermiona Granger nie chciała ich zawieść. Oczywiście, nie zrobiła tego. Po prostu o mało nie umarła.

— No cóż — powiedziała Narcyza, delikatnie klepiąc go po ramieniu — miło z twojej strony, że się nią zaopiekowałeś, kochanie.

Draco zacisnął szczękę. Nie wszystko poszło zgodnie z planem, ale nie chciał tego wyjawiać matce. Zrugałaby go tylko za to, że jest nadąsany i nierozsądny. Nie potrzebował więcej karcenia. Wiedział, że mógłby spędzić cały tydzień, opiekując się Hermioną i spędzając z nią czas, ale musiał pozwolić, by duma mu to uniemożliwiła. Bycie swoim najgorszym wrogiem było dla niego cholernie typowe.

— Powiedz mi, czy ty… spędzasz czas tylko z nią?

Matka posłała mu znaczące spojrzenie.

— Tak — wycedził przez zaciśnięte zęby.

— A ona z tobą?

Ton, jakim wypowiedziała te słowa, świadczył o jej wahaniu.

Przez to i on zamilkł na moment.

— Chyba tak — mruknął.

— To dlaczego jeszcze tego nie sformalizowaliście?

— Matko…

— Wiem, że nie chcesz jej wciągać w żadne rozmowy o małżeństwie — kontynuowała Narcyza, przewracając oczami — ale Draco, kochanie, jeśli naprawdę ci na niej zależy, mam nadzieję, że będziesz na tyle pewny siebie, żeby to okazać! Czasy się zmieniają, mówiłam ci. Panna Granger to bardzo szanowana, młoda kobieta, a jej czyny świadczą o sobie bardziej niż jej pochodzenie. Nawet to nie jest już modne.

— Więzy krwi nie były modne, matko — mruknął. — Nigdy.

— Chodzi mi o to, że społeczeństwo nie będzie cię gnębić za to, że pokazujesz się z Hermioną Granger u boku.

— Nie — warknął Draco i zatrzymał się, by spojrzeć na matkę — ale mogą ją za to dręczyć. — Prychnął i cofnął się o krok. — Wielu nadal uważa mnie za czarnoksiężnika i zawsze będę byłym Śmierciożercą. Noszę ten cholerny dowód na skórze, na Merlina! Ona nie chce być ze mną widziana, matko — fuknął z frustracji i zacisnął szczękę. — Moja reputacja jest dla niej szkodliwa, jej przyjaciele mnie nienawidzą. Jest tak uparcie niezależna, a ewidentnie potrzebuje kogoś, kto by ją wspierał. Mógłbym to zrobić, gdyby tylko mi pozwoliła.

Wziął głęboki oddech i oparł ręce na biodrach. Nie wiedział, dlaczego tak się otworzył, ale to mu pomogło. Musiał wyrzucić to z siebie, bo frustracja niszczyła go od środka.

Wiedział, że coś jest nie tak od chwili, gdy Potterowa weszła przez kominek. Choć minął zaledwie ułamek sekundy, zanim zorientowała się, że on tam jest i że całował się z Hermioną, on ją dostrzegł od razu. A także reakcję Hermiony. Była ponura i zdystansowana. Sposób, w jaki się od niego odsunęła. Jak się jąkała, tłumacząc, że musi zostać sama. Bolało go to, że zamykała się w sobie.

Nie zdziwił się, że to ona przez tak długi czas dźwigała emocjonalny ciężar za przyjaciół; z pewnością nie byli złymi ludźmi — zapatrzonymi w siebie i nieświadomymi, owszem, ale nie złymi. Nie mogli jednak rozbroić Hermiony Granger. A może, pomyślał z goryczą, nie chcieli.

Przypomniał sobie siebie, jak bardzo był zamknięty w sobie w latach szkolnych, a zwłaszcza po ucieczce ciotki Belli. Przyjaciele próbowali do niego dotrzeć, ale odmówił. Widzieli, że coś jest nie tak i nie chcieli tak go zostawiać, ale nie naciskali wystarczająco mocno. Dopiero gdy Dumbledore umarł, a wojna stała się faktem, załamał się i powiedział im o wszystkim, i żałował, że nie zrobił tego wcześniej.

Nikt jednak nie wydawał się naciskać na Hermionę. Być może myśleli, że jeśli nie chce o tym rozmawiać, to nie chce, ale nie dostrzegli — mimo że byli jej najlepszymi przyjaciółmi przez prawie piętnaście cholernych lat — że tacy ludzie jak Hermiona potrzebowali bodźca i zapewnienia, że jej problemy nie będą ciężarem.

Nie byłyby nim dla Draco. Ona nigdy nie będzie dla niego ciężarem.

— Kochanie — powiedziała cicho Narcyza, głaskając go po policzku. Przesunęła dłonią po jego ramieniu i chwyciła go za dłoń. — Jesteś dobrym, cierpliwym, młodym człowiekiem. Z pewnością najlepszym z nas. Jeśli ona coś dla ciebie znaczy, zrozumie to, a jeśli naprawdę żywisz do niej tak mocne uczucia, zrobisz wszystko, co w twojej mocy, żeby jej to udowodnić. Niestety, twoja reputacja to jedno, ale zawsze możesz temu zaradzić, mając ją u swojego boku.

Draco nie odważył się spojrzeć matce w oczy. Nigdy nie potrafił jej okłamać, nigdy niczego nie ukrywał. Mógł kiedyś tak myśleć, ale z wiekiem stało się jasne, że nie potrafi. Gdyby teraz na nią spojrzał, zobaczyłaby, jak bardzo był przerażony.

— Draco — zaczęła niemal szeptem. — Co cię gryzie?

Westchnął głęboko i zamknął oczy.

— Nigdy w życiu niczego nie pragnąłem tak bardzo jak jej. Walczyłem z tym przez tyle lat, próbowałem jej nienawidzić i dręczyć, ale nic nie działało. A potem, nagle… jestem z nią i panicznie się boję, że ją odstraszę. — Pokręcił głową. — Nie wiem, jak jej powiedzieć, co czuję. Jest taka silna i krucha jednocześnie, i nie jestem do końca pewien, czy chce czegoś poważnego — a tym bardziej ze mną.

Narcyza wzięła głęboki oddech i delikatnie pociągnęła go, by szedł dalej.

— Wiesz, niektóre niezależne kobiety takie są, bo muszą takie być i nie znają niczego innego. Udowodnij jej, że może na ciebie liczyć i ci zaufać, a jestem pewna, że jej sympatia do ciebie wzrośnie.

Na jego twarzy pojawił się grymas.

— Twój ojciec chce się z tobą zobaczyć — oświadczyła. — W czwartek jest dzień odwiedzin i wyraził chęć rozmowy z tobą.

— Dlaczego miałby tego chcieć? — zapytał wyraźnie zaskoczony Draco. — Dlaczego nie chce rozmawiać z tobą?

Narcyza zaśmiała się.

— Och, chce. — Spojrzała na niego. — Ale ma też syna, którego bardzo kocha. Syna, z którym nie rozmawiał od ponad roku.

Draco jęknął i wbił wzrok w ścieżkę przed sobą.

— Nie lubię tam wracać.

— Wiem, kochanie, jest tego świadomy. Zapewne zrozumiałby, gdybyś odmówił, ale… cóż, myślę, że dobrze by wam zrobiło, gdybyście się zobaczyli po tak długim czasie.

Draco skinął głową.

— Dobrze. O której?

— O trzeciej po południu.

— Muszę wypełnić jakiś formularz?

— Zrobię to za ciebie, kochanie. Myślisz, że mógłbyś wyrwać się z pracy?

— Oczywiście, nie będzie z tym problemu.

Westchnął głęboko. Ulga zmieszana z przerażeniem wypełniła jego ciało na myśl o powrocie do Azkabanu. Tatuaż na szyi swędział, a kończyny mrowiły. Oczywiście, że chciał zobaczyć ojca i nie byłoby w porządku, gdyby go ignorowano tylko dlatego, że Draco uważał powrót w to okropne miejsce za trudny — zwłaszcza że Lucjusz tkwił w tym piekle przez sześć lat z rzędu.

— I, kochanie — dodała Narcyza — on będzie potrzebował o wiele bardziej konkretnych odpowiedzi na temat twoich intencji wobec panny Granger.

Draco posłał wzrok w niebo, jęcząc w duchu. Nie ma wątpliwości, że tradycje czarodziejów czystej krwi niszczą wszystko, co można nazwać namiętnością. Intencje? Och, poważnie, czy żyjemy w Erze Regresji?

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona starała się zachować uśmiech na twarzy. Harry i Ginny gratulowali Ronowi i Vanessie wspaniałych wieści, jakby o tym nie wiedzieli, a Hermiona udawała, że też gratuluje.

Vanessa pokazała im pierścionek zaręczynowy i był o wiele piękniejszy niż cokolwiek, co Ron kiedykolwiek kupił Hermionie. Wyglądał też na drogi. To ją zniesmaczyło. Ron nigdy nie kupował jej dobrego wina, bo uważał, że jest za drogie i mówił, że „i tak nie czuć różnicy”.

Wszystko było tak obrzydliwie słodkie; Ron uklęknął na jedno kolano, kiedy zabrał Vanessę na piknik. Powiedział jej, że nigdy wcześniej nie czuł czegoś takiego do nikogo i że chce spędzić z nią resztę życia. Że go dopełnia. Że uratowała mu życie.

Ona, Vanessa, uratowała mu życie.

Jeśli Vanessa uratowała mu życie, to co, do cholery, Hermiona robiła odkąd byli dziećmi?

Uśmiechając się tak szeroko, że aż bolały ją policzki, dopiła resztę wina i nalała sobie kolejny kieliszek.

Ciągle rozmawiali o ślubie. Vanessa chciała ślubu latem, a Ron uważał, że letnie śluby przynoszą pecha, bo ślub Billa i Fleur zakończył się katastrofą. Wolał więc zaplanować ceremonię na zimę.

— Boże Narodzenie to moje ulubione święta. — Uśmiechnął się. — Więc czemu nie uczynić ich jeszcze lepszymi?

Wszyscy się zgodzili i wiwatowali, ale Hermiona była tak cholernie przytłoczona, że ledwo wiedziała, jak się zachować.

— Kocham cię, Ronnie — zanuciła Vanessa i przytuliła się do niego.

— Ja ciebie też kocham, Nesso — odpowiedział.

Hermionie chciało się wymiotować.

Mimo że był to niedzielny wieczór, Harry i Ron udali się do salonu na „męską pogawędkę” przy Ognistej Whisky, podczas gdy dziewczyny zostały w jadalni z kolejną butelką wina.

— O, Merlinie! — jęknęła Vanessa z szerokim uśmiechem na twarzy. — Nie mogę w to uwierzyć!

— Jest wspaniale.

Ginny uśmiechnęła się.

Hermiona wzięła tylko kolejny łyk wina. Nie wiedziała, czy to jej czwarty, czy może piąty kieliszek. Nie obchodziło jej to.

— Ginny, gdzie kupiłaś suknię ślubną? — zapytała Vanessa.

Ginny krótko, ale rzeczowo opisała miejsce, które znalazła. Rozmawiały o stylu i cenach, a Vanessa poruszyła brwiami i powiedziała, że Ron obiecał nie oszczędzać w ich wielki dzień. Sklep prosperował znakomicie i jej narzeczony wymarzył sobie coś niezwykłego.

Dla Rona „niezwykłe” mogło równie dobrze oznaczać zapiekankę pasterską z winem zamiast octu, pomyślała z goryczą Hermiona.

Im bardziej opróżniały butelki, tym bardziej ich rozmowa stawała się lubieżna. Vanessa nie wstydziła się rozmawiać o ich życiu intymnym, ku przerażeniu Ginny, ale w pewnym momencie zwróciła się do Hermiony. W końcu była byłą dziewczyną Rona i musiała widzieć, jak tańczył „taniec brzucha”.

Po około dwudziestu minutach rozpływania się nad umiejętnościami latania Rona i jego namiętnością w łóżku po dobrym meczu Quidditcha, zachichotała dziewczęco i powiedziała:

— No cóż, on jest bardzo przystojny, nawet jeśli nie przypomina Olivera Wooda ani Blaise’a Zabiniego — ani, na Merlina, Draco Malfoya! Och, wyobraźcie sobie, gdyby tak wyglądał!

Przygryzła wargę w rozmarzonym wyrazie twarzy, a Hermiona była bliska wyplucia trunku. Zerkając na Ginny, miała wrażenie, że ta zaraz zrobi to samo.

Vanessa odwróciła się do Hermiony z chytrym uśmieszkiem i powiedziała:

— Daj spokój, Hermiono! Z pewnością chciałabyś w końcu kogoś mieć?

Gdyby Granger dostawała galeona za każdym razem, gdy ktoś próbował ingerować w jej życie miłosne, nie byłaby bogata, ale z pewnością miałaby kilka galeonów w zapasie. Miała już dość ciągłego dopytywania, czy chciałaby kogoś poznać. Pragnęła spojrzeć Vanessie prosto w oczy i powiedzieć, że ze wszystkich ludzi pieprzy Draco Malfoya; chciała jej powiedzieć, że śniła o nim zeszłej nocy. Mogłaby jej opowiedzieć, jak gonił ją we śnie, jak ją złapał i przerzucił przez stół w ciemnej celi. Mogłaby jej opowiedzieć, jak potem dotykał ją palcami w rękawicach i mówił: Bądź grzeczną szlamą i rozsuń nogi przede mną, po czym wyciągnął swojego potężnego kutasa i bezlitośnie ją pieprzył. Wtedy mogłaby usunąć wszystkie uroki i pokazać ślady, które jej zostawił, udowadniając, że pieprzy ją równie bezlitośnie również w prawdziwym życiu.

Mogła jej to wszystko powiedzieć, zgorszyć ją ponad wszelką miarę, ale może to nie był najlepszy czas na taką rozmowę. Miała jednak dość tego nonsensu. Powiedzenie jej prawdy z pewnością by ją uciszyło.

Nie wiedziała, czy to wina nadmiaru alkoholu, czy przekroczenia limitu, który został osiągnięty godzinę temu, ale zwróciła się do Vanessy i powiedziała:

— Właściwie to z kimś się spotykam.

To przykuło uwagę Ginny.

Vanessa rozpromieniła się jak choinka.

— Naprawdę? Kto to jest?

— Zwykły facet — odpowiedziała Hermiona skromnie i wzruszyła ramionami. — Przystojny, całkiem dobrze sytuowany finansowo, a seks jest absolutnie niesamowity.

Ginny zachichotała, chowając twarz w dłoniach, a Vanessa sapnęła.

— Nie bądź taka skryta! — krzyknęła blondynka. — Powiedz nam!

Ale Hermiona się tylko uśmiechnęła.

— Nie. Lubię odrobinę tajemnicy.

— Ale skąd możemy wiedzieć, że ten Tajemniczy Mężczyzna w ogóle istnieje? — dopytywała Vanessa, odchylając się na krześle. Bełkotała coś, a jej policzki poczerwieniały od wina. — Zaledwie kilka miesięcy temu mówiłaś, że nie masz czasu na takie rzeczy, z teraz nam wmawiasz, że kogoś poznałaś? To coś poważnego?

— Po prostu się pieprzymy — odparła, ale poczuła ogromną chęć przyćmienia Vanessy i jej Ronniego. — Ale na Kirke, on jest niesamowity! I, Boże, ten jego kutas! — Pochyliła się nad stołem i zniżyła głos. — Kiedy ludzie mówią, że rozmiar nie ma znaczenia, najwyraźniej nie byli z kimś wartym uwagi. — Ośmielona oszołomioną miną Vanessy, gdy zademonstrowała rozmiar Draco, mierząc przestrzeń między dłońmi, dodała: — Przysięgam, nigdy w życiu nie miałam tyle orgazmów w ciągu jednej nocy, co z nim. Nie odpuści, dopóki nie dojdę co najmniej dwa razy, a to tylko gra wstępna! To się nazywa hojny kochanek.

Dwa razy?

Oczy Vanessy się rozszerzyły, a Ginny uśmiechnęła się maniakalnie.

Co najmniej.

Hermiona skinęła głową. Czuła mściwą satysfakcję; Ron nie miał szans z Draco, jeśli chodzi o seks. A właściwie w czymkolwiek, jeśli się nad tym zastanowić.

Przyszła pani Weasley upiła duży łyk wina i nachyliła się do Hermiony, a w jej głosie było słychać desperacką ciekawość.

— Co? Niby przypadkiem spotkałaś faceta, który jest aż tak dobry?

Hermiona wzruszyła ramionami i upiła łyk wina.

— Trochę podróżował w przeszłości. Był we Francji przez jakiś czas. To stary znajomy, spotkaliśmy się pewnego wieczoru, gdy byłam w pubie. Bardzo chciał mi pokazać wszystkie nieprawe rzeczy, których się nauczył.

— Jakie rzeczy? — pisnęła Vanessa, a jej oczy błysnęły.

— Tak, Hermiono — Ginny zachichotała, patrząc na nią psotnym wzrokiem — jakie rzeczy?

Nie przejmując się palącą ciekawością Ginny, Hermiona spojrzała prosto na Vanessę. Wiedziała, że nie wypada poruszać tematu braku seksualnych umiejętności Rona w wieczór ich zaręczyn, ale w tamtej chwili nie potrafiła się tym przejąć.

Wzruszyła ramionami.

— Cóż, lubi mnie wiązać, krępować nogi i ręce — biczami, łańcuchami i całą resztą — i robi taką dziwną sztuczkę, że doprowadza mnie do tak mocnego orgazmu, że widzę gwiazdy, zanim jeszcze zrzuci z siebie choć jedną część ubrania.

Vanessa szeroko otworzyła oczy, a Ginny zaczęła obgryzać palce.

Hermiona natomiast zakręciła winem w kieliszku.

— Oczywiście, zawsze nosi nienaganne garnitury. Eleganckie, szyte na miarę, drogie; zawsze wiem, że jest poważny, gdy podwija rękawy. I jest zbudowany jak bóg! — Upiła łyk, rozkoszując się mieszaniną podziwu i zazdrości na twarzy Vanessy. — I, no wiesz, mając taki sprzęt, zawsze upewnia się, że jestem na niego gotowa. — Westchnęła dramatycznie i marzycielsko, opierając brodę dłoni. — Może mnie lizać przez, jak mi się wydaje, wieczność i uwielbia to.

— N-naprawdę?

To cichy, niemal rozdzierający serce ton głosu Vanessy uświadomił Hermionę, co próbuje zrobić. Odchrząknęła i dodała:

— No wiesz, on jest raczej… kontynentalny.

Vanessa przełknęła ślinę i skinęła głową, po czym dopiła wino i dolała sobie ponownie.

— Tak, jasne. Anglicy tak nie robią.

Ginny natychmiast spojrzała na swoje paznokcie, a Hermiona przygryzła wargę. Vanessa wyglądała na nieco zaniepokojoną, upijając kolejny łyk wina.

A więc Ron się nie zmienił, pomyślała Hermiona. Nie chodziło o nią — tylko o niego. Nie lubił robić dziewczynom minety i choć samo to nie stanowiło powodu do krytyki, Hermiona mogła dać sobie rękę uciąć, że spodziewał się, że Vanessa mu obciągnie. Tak było z Hermioną, a nawet miał czelność komentować jej technikę. Była albo zbyt ostrożna, albo niewystarczająco ostrożna; zbyt powolna lub zbyt szybka. Z jakiegoś powodu nawet współczuła tej dziewczynie.

— Wiesz — powiedziała Hermiona, poddając się własnemu sumieniu — on nie zamierza mi się oświadczać, ani nic z tych rzeczy. — Westchnęła. — Właściwie myślę, że jestem ostatnią osobą, którą chciałby poślubić.

Vanessa zdawała się ożywić i posłała Hermionie swoje firmowe współczujące spojrzenie.

— Dlaczego tak uważasz? Jesteś taka śliczna!

— Powtórzę to po raz kolejny — mruknęła, powoli mrugając. — Nigdy nie powiedziałam, że jestem brzydka. On jest po prostu zamożnym człowiekiem i musi dbać o swój wizerunek.

Vanessa przechyliła głowę na bok, obdarzając ją tym okropnym, żałosnym uśmiechem i powiedziała:

— Och, nie martw się, Hermiono. Ty też kogoś znajdziesz. Jeśli będziesz wystarczająco cierpliwa, znajdziesz swojego Ronniego. Jestem tego pewna.

Hermiona uśmiechnęła się boleśnie, chociaż w głębi duszy chciała umrzeć.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

W poniedziałek rano bolała ją głowa. To był błąd, że wypiła tyle wina poprzedniego wieczoru, ale jak miała przebrnąć bez alkoholu przez niekończące się wywody Vanessy o „uroczych piegach” Rona i o tym, jak marszczył nos, gdy intensywnie o czymś myślał?

Ale zdecydowanie przesadziła. I za dużo wypaplała. Wpatrując się rano w filiżankę z kawą, żałowała wszystkiego, co powiedziała poprzedniego wieczoru. Co ją opętało, że w ogóle wyjawiła tak wiele o swojej relacji z Draco? Nie żeby Vanessa wiedziała, że to o nim mowa, ale mimo to — a co gorsza — zrobiła to, by się zemścić na Ronie, raniąc Vanessę. Pamiętając spojrzenie dziewczyny, domyśliła się, że Ron wciąż jest tak samo mało doświadczony, jak wtedy, gdy był z Hermioną, i niesprawiedliwie byłoby z jej strony wypominać to przy Vanessie.

Ciche miauknięcie Krzywołapa wyrwało ją z zamyślenia i spojrzała w żółte oczy kota, który siedział na blacie. Uśmiechnęła się.

— Krzywołap, wiesz, że nie powinieneś tu być.

Kot znowu zamiauczał.

Westchnęła.

— Wiem, wiem. Powinnam przeprosić. Ale jak mam to zrobić? Wysłać jej sowę o treści Przepraszam, że wypomniałam to, że twój narzeczony jest kiepski w łóżku? — Prychnęła i wzięła łyk kawy. Wciąż była gorąca, ale gorzki smak to rekompensował. — Jeśli Ron jest teraz w innym etapie życia, a taką mam nadzieję, może będzie podatny na krytykę.

Krzywołap zamachał puszystym ogonem i warknął z dezaprobatą.

— Tak — mruknęła. — Wiem, że nigdy nie przepadał za krytyką, ale ma już dwadzieścia cztery lata! I niedługo się żeni!

Kiedy to powiedziała, zrobiło jej się niedobrze.

Ron brał ślub, ale nie z nią.

Wzdychając głęboko, oparła się o blat.

— Wiesz, może to wcale nie chodziło o niego. Może to ja. A raczej my. Może po prostu nie pasowaliśmy do siebie. On i Vanessa mogliby. Powinnam się cieszyć ich szczęściem. Jest moim najlepszym przyjacielem! Powinnam była go przytulić, pocałować i powiedzieć mu, jak bardzo się cieszę, że znalazł miłość! — jęcząc, rzuciła kubek na blat. — Krzywołap, czemu nie potrafię się cieszyć jego szczęściem?

Kot tylko polizał swój nos i powoli mrugnął.

Z torebki w salonie dobiegł dźwięk jej telefonu. Zacisnęła szczękę i poszła sprawdzić, kto to.

 

Jak minął ci wczorajszy wieczór? — DM

 

Hermiona poczuła ucisk w sercu. Czemu wszystko musiało się wydarzyć w tym samym czasie? Czemu Ron musiał się zaręczyć akurat wtedy, gdy ona zmagała się z nieuzasadnionymi uczuciami do Draco Malfoya? To nie było sprawiedliwe i nie wiedziała, czym sobie na to zasłużyła. Wzięła głęboki oddech i odpisała.

 

Okropnie. Ron tam był ze swoją dziewczyną. Wypiłam trochę za dużo. Jak twój wieczór? — HG

 

Umyła zęby i poprawiła włosy, czekając na odpowiedź. Telefon zabrzęczał akurat wtedy, gdy szła korytarzem do swojej sypialni.

 

Drinki w niedzielny wieczór? W sumie może masz w sobie coś ze Ślizgonki.

 

Nie mogła powstrzymać chichotu.

 

Nie sądzę, żeby Domy miały znaczenie, gdy stajesz twarzą w twarz z „Nessą” i „Ronnim”.

 

Uważaj, bo zwymiotuję śniadanie.

 

Trochę współczucia, dziękuję.

 

Tak, jakie to niegrzeczne z mojej strony. Oczywiście, musiałaś to zapić.

 

Hermiona uśmiechała się, ubierając się tego ranka, a kiedy wrzuciła proszek Fiuu do kominka, uświadomiła sobie, że nawet się spóźniła. Od lat jej się to nie zdarzyło, ale tego ranka nie potrafiła się tym przejąć. Wciąż bolała ją głowa, skończył jej się ibuprofen, a nie miała żadnych eliksirów, które ukoiłyby jej ból albo wyleczyły kaca.

Potter uśmiechnął się do niej sugestywnie, gdy przechodziła obok jego boksu i powiedział:

— Ciężki poranek?

— Odwal się, Harry — mruknęła, piorunując go wzrokiem.

Zaśmiał się i wstał z krzesła, żeby zerknąć przez przegrodę.

— Wybacz, nie chcę ci psuć poranka, ale Malfoy wpadł kilka minut temu. Powiedział, że zostawił coś na twoim biurku. Nadal pracujesz nad tą sprawą z domu wilkołaków?

Hermiona zamrugała, oszołomiona.

— Był tutaj? Czego… czego chciał?

Harry wzruszył ramionami.

— Zostawił jakieś akta czy coś, nie wiem. Nadal pracujesz nad tą sprawą?

Zmarszczyła brwi.

— Ja… nie. Nie wiem. Nie miałam czasu z nim o tym porozmawiać. W ogóle go nie było w zeszłym tygodniu.

— Nie, chyba miał jakieś specjalne zadanie — mruknął.

Hermiona zmrużyła oczy i podeszła bliżej, zniżając głos.

— Co to za specjalne zadania, Harry? Jak to możliwe, że on może znikać na cały tydzień, gdy prowadzimy śledztwo w sprawie Greybacka?

Zacisnął szczękę i rozejrzał się dookoła.

— Nie wiem, Hermiono, ale mówiłem ci, żebyś się w to nie mieszała. Nawet ja nie chcę wiedzieć.

Uniosła brew.

— Harry Potter nie chce wiedzieć, co knuje Malfoy? — Cofnęła się o krok, prychając. — W ogóle w to nie wierzę.

— Cóż, wierz, w co chcesz. Planuję zostać Głównym Aurorem i nie chcę niczego narażać.

— Ale nie rozumiem — powiedziała Hermiona i zanurkowała do jego boksu. — Dlaczego tak niechętnie rozmawiasz o tych specjalnych zadaniach?

Harry zerknął na nią gniewnie, poprawiając okulary.

— Bo kiedy Auror dostaje specjalne zadanie, Hermiono, jest ono tak tajne, że nawet jego szef nie wie, o co chodzi… — Zniżył głos do ledwo słyszalnego szeptu. — To prawdopodobnie ma coś wspólnego z bardzo, bardzo poufnymi operacjami. Tak naprawdę nic o tym nie wiem, ale domyślam się, że działa pod przykrywką lub pod własnym nazwiskiem. Cokolwiek to jest, nikt nie powinien wiedzieć. Nikt. Więc zostaw to w spokoju.

Hermiona prychnęła i wygładziła spódnicę.

— Dobra. Po prostu go zapytam.

Harry uniósł brew.

Ty? Z własnej woli chcesz porozmawiać o tym z Malfoyem?

— Dlaczego nie?

Wzruszyła ramionami.

Harry uśmiechnął się szeroko.

— Chętnie bym to zobaczył. Tylko poinformuj mnie wcześniej, żebym mógł obstawić, które z was szybciej polegnie, dobrze?

Hermiona zmarszczyła brwi i parsknęła śmiechem, po czym skierowała się do swojego gabinetu.

— Harry Potterze, to strasznie dziecinne.

Usłyszała tylko jego chichot, zanim zamknęła drzwi i rzuciła torebkę z koralikami i płaszcz na krzesło w kącie.

Zerknęła na biurko i zauważyła piękną, karmazynową różę, szklaną fiolkę i karteczkę, którą od razu podniosła i przeczytała treść.

 

Orzeźwiający eliksir na kaca z moich prywatnych zapasów. I tak, możesz dostać recepturę, jeśli będziesz grzeczną dziewczynką. — DM

 

Coś ciepłego zatrzepotało jej w brzuchu i szybko schowała liścik do kieszeni. Z porcelanowego wazonu usunęła kilka wyblakłych plastikowych kwiatów i włożyła do niego różę. Była przepiękna i sprawiła, że jej całe ciało zadrżało.

Powoli opadając na fotel biurowy, obserwowała fiolkę. Płyn był perłowy, a kiedy go otworzyła, poczuła zapach wiosennych kwiatów i świeżej bawełny. Pachniał przyjemnie, ale nie tak, żeby go pić; bardziej przypominał delikatny detergent albo luksusowe mydła.

Marszcząc brwi, wypiła zawartość. Nie smakował jak mydło. Właściwie, prawie w ogóle nie miał smaku. Poczuła, jak spływa po gardle, a w piersi rozlało się dziwne, ale nie nieprzyjemne uczucie. Już po chwili czuła się świetnie. Ból głowy minął, ospałość była tylko wspomnieniem, a nawet poczuła się trochę lepiej na myśl o swoim wczorajszym paplaniu.

Och, na pewno będzie grzeczną dziewczynką i dostanie od niego recepturę.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Harry zapytał, czy chciałaby z nim pójść do kawiarni kupić coś do jedzenia, ale odmówiła. Miała za dużo pracy, przeglądając raporty o zaginięciach, którymi Scotland Yard podzielił się z Ministerstwem. Zaproponował, że jej coś kupi i zostawił ją samą.

Niecałe pięć minut później Hermiona usłyszała pukanie do drzwi. Podnosząc wzrok, zobaczyła Draco opartego o framugę. Wróciła myślami do jego pierwszego dnia w Biurze Aurorów i serce podskoczyło jej do gardła. Uśmiechał się uroczo, trzymając ręce w kieszeniach spodni. Miał nawet na sobie trzyczęściowy garnitur, tak jak tamtego dnia.

— A więc nie masz ochoty na lunch? — zapytał, wchodząc swobodnie do jej gabinetu i zamykając za sobą drzwi.

— Nie. — Westchnęła Hermiona i wskazała na swoje biurko. — Mam za dużo na głowie. Muszę znaleźć wzór na Greybacka…

— Granger. — Ton jego głosu był ostrzegawczy, ale na Merlina, jak ją to rozpaliło! Zerknęła na niego i zobaczyła, że jego oczy są ciemne. Zręcznym ruchem nadgarstka zamknął drzwi i rzucił na pokój zaklęcie wyciszające. — Jest pora lunchu. Potem możesz wrócić do pracy.

Przełknęła ślinę, opierając dłonie na kolanach.

— Cóż, zamknąłeś drzwi, więc nie mogę wyjść. Co mogę na to poradzić?

Jego uśmieszek nabrał złowrogiej nuty. Draco spojrzał na jej biurko i machnął różdżką. Wszystkie jej papiery uniosły się i wylądowały w równych stosikach na podłodze, wazon z różą stanął na szafce na dokumenty, a jego wzrok wrócił do niej.

— Miałaś kiedyś orgazm w pracy, Granger?

Zaparło jej dech w piersiach.

— Co?

Spojrzał na nią beznamiętnie.

— Orgazm. W pracy. Miałaś kiedyś?

— N-nie!

Uśmiechnął się ironicznie i uniósł brwi.

— Tak myślałem.

— Co, ty miałeś? — załkała.

— Spuszczałem się w pracy? — Zaśmiał się. — Wiele razy.

Opadła jej szczęka.

— Naprawdę?

Uniósł brew, a jego uśmiech się poszerzył. Zanucił, muskając dolną wargę zębami, gdy na nią patrzył.

— Wiesz, twoje krótkie spódniczki bardzo mnie kręcą. Nie mogę się powstrzymać.

Ledwo mogła oddychać, czując rozpalający się żar między nogami. Sama myśl o czymś takim w biurze była po prostu… podniecająca.

Jego oczy nagle stały się wymagające.

— Na biurko, Granger. Jeszcze nie jadłem lunchu.

Zalała ją fala gorąca, policzki poczerwieniały.

— T-tutaj?

Uniósł tylko brew, prowokując ją do wykonania zadania.

Z trudem przełknęła ślinę, czując, jak pot spływa po jej dekolcie.

— Jak… jak mnie chcesz, mój panie?

Stęknął głęboko, podchodząc. Stając obok niej, gestem wskazał, by usiadła na biurku, podczas gdy on zdejmował marynarkę.

Przygryzła wargę i ostrożnie wspięła się na biurko, kiedy Draco usiadł na jej krześle, tuż przed nią. Ciężko oddychała, brzuch dziko trzepotał, a jego oczy wpatrywały się w niego, gdy podwijał rękawy czarnej koszuli. Jego spojrzenie było niebezpieczne i kuszące, i aż sapnęła, gdy objął dłońmi jej łydki, powoli zaczynając je pieścić.

— Zakładam, że cały ranek ciężko pracowałaś — mruknął, powoli wsuwając dłonie pod rąbek jej spódnicy. Nie była obcisła, dzięki Merlinowi. — Myśląc, kombinując i łącząc fakty.

— T-to moja praca — wyszeptała i musiała oprzeć się na dłoniach, by się uspokoić.

Posłał jej surowe spojrzenie spod zmarszczonych brwi i pochylił się, by rozchylić jej kolana.

— Nie w czasie lunchu.

Jego oddech był gorący na wewnętrznej stronie jej ud, więc wstrzymała oddech, gdy delikatnie pocałował jej wrażliwą skórę. Po pocałowaniu drugiego uda, podciągnął jej spódnicę na biodra, przysuwając Hermionę ku sobie.

O mało nie upadła na łokcie, mając zaschnięte usta.

Draco sięgnął po jej majtki, zachęcając ją, by uniosła biodra, żeby mógł je zdjąć. Przygryzła wargę, a on ściągnął je z jej nóg, aż na buty, w przerażająco wolnym tempie, finalnie zrzucając je na podłogę.

— Postaw obcasy na biurku — rozkazał ponuro, a Hermiona o mało nie odmówiła. To było zbyt intymne, zbyt krępujące, obnażać się przed nim w ten sposób, w jej gabinecie! Ale kiedy to zrobiła, rozsuwając przy tym kolana i cipkę, uśmiechnął się. — Grzeczna dziewczynka.

Hermiona jęknęła cicho i odchyliła głowę, gdy pocałował jej łechtaczkę. Był to słodki, niemal dżentelmeński pocałunek. Potem warknął i objął ją ramionami wokół ud, obejmując ustami i pożerając.

Oparła się na łokciach, jej włosy opadły na krawędź biurka.

— K-kurwa…

Zamruczał, wysysając z niej podniecenie.

— Jesteś rozkoszna, kochanie.

Hermiona nie mogła wykrztusić ani słowa, gdy poruszał ustami, całując, liżąc i ssąc. Zamknęła oczy i odchyliła głowę, a jej szczęka opadła. Mimo że w pomieszczeniu panowała cisza, starała się stłumić jęki. Nie było to łatwe, zwłaszcza gdy robił ten trik z płaskim językiem po spodniej części łechtaczki, usztywniając ją dokładnie tak, że jej uda drżały.

— Draco, o Boże! — wyszeptała i opadła na plecy. Sięgnęła do jego głowy między swoimi udami, wplatając palce w jego włosy. — Draco, ja… ja dochodzę!

Przyciągnął ją bliżej siebie, obejmując biodra i utrzymując tak mocny rytm, jak to tylko możliwe.

Całe ciało Hermiony napięło się i wygięło nad drewnianą powierzchnią; sutki stwardniały pod stanikiem, i nie mogła powstrzymać krzyku, gdy doszła z oślepiającym wytryskiem.

Wciąż ją całował, wciąż ssał jej wargi, gdy opadła na biurko, zadowolona i wniebowzięta. Jego uwaga nie osłabła od razu, mimo że ruchy języka stały się leniwe, a dźwięki wilgotne od jej orgazmu.

W końcu Draco zaśmiał się, skubnął ją w udo, po czym wstał i postawił ją na nogi. Jej kolana drżały, serce waliło jak młotem i patrzyła na niego jak oniemiała.

— To było… — zaczęła, ale musiała przełknąć ślinę. — To było niesamowite. Dziękuję.

Jego oczy błysnęły, źrenice niemal pochłonęły szarość jego tęczówek.

— Och, mała Szlamo, jeszcze nie skończyliśmy. — Chwycił ją za biodra, obrócił ją, zmuszając do krzyku. Mocno kładąc dłoń na jej szyi, warknął: — Pochyl się, rozstaw stopy.

Hermiona z zadowoleniem poczuła ucisk w piersi. Przerażenie tylko spotęgowało to doznanie, jak zauważyła, i powoli pochyliła się nad biurkiem. Poprowadził ją stanowczo, przyciskając policzek do drewna, wciąż ciepłego od jej ciała. Nie był delikatny i Hermiona dziękowała za to bogom.

— Ręce na plecy — rozkazał, a ona posłuchała.

Poczuła, jak zaklęcie wiążące oplata jej nadgarstki, i jęknęła, gdy uniósł jej spódnicę ponad jej nagi tyłek.

— Harry przyjdzie z czymś do jedzenia dla mnie — wyszeptała.

— Będzie musiał poczekać, aż z tobą skończę — powiedział krótko Draco i odpiął pasek.

Pchnięcie odebrało jej dech w piersiach, gdy wsunął się do środka. Poczuła łzy w oczach. Kolejne mocne pchnięcie sprawiło, że krawędź biurka wbiła się w jej kość biodrową. Było to niewygodne, wręcz bolesne — i to nie w dobrym tego słowa znaczeniu.

Po trzecim pchnięciu zamknęła oczy i jęknęła:

Pauza!

Draco wysunął się, ciężko oddychając za nią.

— Co się stało?

— To… to biurko — powiedziała potulnie. — Krawędź…

Przełknęła ślinę i poruszyła biodrami.

Jego dłonie pieściły jej pośladki i biodra; usłyszała, jak szepta zaklęcie amortyzujące, a krawędź nagle wydała się miękka i plastyczna.

— Lepiej?

Skinęła głową.

— T-tak, dziękuję. Znacznie lepiej.

— Dobrze — mruknął, wciąż czule ją pieszcząc, a jego uścisk teraz był zupełnie inny niż wcześniej. — Dziękuję, że mi powiedziałaś, Hermiono. Mogę kontynuować?

— Tak.

Stęknął; w sekundę jego uścisk znów stał się szorstki, a dłonie chwyciły jej biodra w stalowe imadło, zanim zatopił się w niej.

Sapnęła w blat.

Merlinie, jak dobrze było mieć go w sobie! Dźwięki, które wydawali, odgłosy ich mokrego zbliżenia, stukot biurka o drewnianą podłogę, uczucie jego kutasa wbijającego się w nią, kajdany na nadgarstkach; Hermiona prawie zapomniała, gdzie są i pozwoliła, by jej krzyki rozbrzmiały w całym pomieszczeniu. Pieprzył ją z determinacją, wbijając ją w biurko i dziękowała Kirke za zaklęcia amortyzujące i wyciszające.

Stanęła na palcach, jej nogi kołysały się przy każdym pchnięciu, i czuła, jak jej własne podniecenie spływa z nabrzmiałej cipki; ogień przeszył całe jej ciało, od czubków palców u stóp aż po czubek głowy, a nieustanna stymulacja najgłębszego punktu sprawiała, że sznur zaciskał się i zaciskał, aż pękł w druzgocącym zachwycie.

Wołała jego imię, powtarzała je, gdy jej nogi drżały niekontrolowanie. Poruszał się, wciąż uderzając biodrami w jej ciało, aż i on doszedł z jękiem. Rozlał się w niej, kiedy się pochylił i nawet czuła jego pulsowanie w sobie. Doznanie było równie niebiańskie, co dekadenckie, i była wdzięczna samej sobie, że nie przestała przyjmować swoich comiesięcznych eliksirów.

Ciepły oddech musnął jej loki, gdy skończył. Skrzywiła się, kiedy się wycofał, a sperma spływała po jej nogach. Słyszała, jak zapina spodnie i pasek, zanim puścił jej nadgarstki i delikatnie pomógł jej wstać.

— Wszystko w porządku? — zapytał, kładąc dłonie na jej ramionach.

— Tak. — Uśmiechnęła się i oparła o jego pierś. — Czuję się świetnie.

— Dobrze — mruknął, całując ją w czubek głowy.

Odwróciła się do niego twarzą, gdy schylił się, by podnieść bawełniane majtki, które odrzucił na bok. Kucając, gestem wskazał, by je założyła, a ona, wspierając się na jego silnych ramionach, podniosła jedną stopę po drugiej. Powoli i rozważnie wciągnął jej majtki przez łydki i kolana, ale sapnęła, gdy dotarł do ud.

— Czekaj! — powiedziała i rozejrzała się za różdżką.

— Nie — odparł surowo, a ona wpatrywała się w niego z zaskoczeniem. Jego oczy były ciemne. — Chcę, żebyś dzisiaj tak chodziła, ociekając mną.

— Jesteśmy w pracy, Draco! — wysapała.

Jego twarz była pełna powagi, gdy wstał.

— Nie pozbędziesz się mojej spermy, dopóki ci na to nie pozwolę. Zrozumiano?

Hermiona przełknęła ślinę i zamrugała. Czy on, kurwa, mówił serio?

Wykręcił szczękę, patrząc na nią spode łba. Spojrzenie było elektryzujące, zdradliwe — i cholernie hipnotyzujące. Och, mówił poważnie. Coś zamigotało w jej piersi, ściskając kręgosłup, strach zmieszał się z podnieceniem; to było to samo uczucie, które towarzyszyło jej, gdy po raz pierwszy w życiu jechała kolejką górską, to hipnotyzujące uczucie strachu i radości, gdy spadała w dół, by zaraz potem wystrzelić w górę. Część jej chciała mu się przeciwstawić, a część bała się to zrobić.

Skinęła lekko głową.

— Tak, mój panie.

Jego rysy złagodniały, ale nie do końca. Wyciągnął do niej rękę, pogłaskał ją po brodzie i mruknął:

— Grzeczna dziewczynka.

Potem pochylił się, by ją pocałować.

O tak, Hermiona uwielbiała jego pocałunki. Do tego stopnia, że zupełnie nie przejmowała się tym, że jego sperma już przesiąka przez majtki; dopóki nie przestanie jej całować, wszystko będzie dobrze. Ale przestał i odsunął się z uśmieszkiem.

Przeczesując dłonią swoje wystylizowane włosy, powiedział:

— Czekaj na moje instrukcje.

Zaklęciem przeniósł wszystkie jej dokumenty na biurko, po czym opuścił rękawy, ponownie zakrywając swój Mroczny Znak, i włożył marynarkę. Podszedł do drzwi, jednym ruchem ręki usunął jej wytrysk ze swoich ust i zdjął zaklęcia rzucone na pomieszczenie. Gdy tylko położył dłoń na klamce, odwrócił się i powiedział:

— Upewnij się, że dobrze się odżywiasz i nawadniasz. Zrozumiano?

Przełknęła ślinę.

— Tak, panie.

— Szybko się uczysz, Granger — mruknął.

Kiedy otworzył drzwi, Harry stał po drugiej stronie progu, trzymając w dłoniach croissanta i kubek z kawą.

Hermiony serce zamarło i szybko wygładziła włosy i ubranie, by nie wyglądać na niechlujną.

— Potter — przywitał się Draco i skinął głową, zanim wyszedł z gabinetu.

Harry stał w drzwiach, patrząc na blondyna z uniesionymi brwiami. Kiedy wszedł do środka, jego brwi sięgały prawie do linii włosów.

— O co chodziło? Nic ci nie jest? Wyglądasz na trochę zdenerwowaną?

Postawił kubek i serwetkę z rogalikiem na tym samym biurku, na którym właśnie ją wypieprzono, i przeniósł torebkę oraz płaszcz z jej dodatkowego krzesła, po czym usiadł.

Hermiona wpatrywała się w blat, a jej myśli gorączkowo szukały odpowiedniego wytłumaczenia. Czemu była taka zdenerwowana, przez przebywanie z Draco Malfoyem za zamkniętymi drzwiami? Dlaczego? Dlaczego?

Och, to nic takiego. Po prostu wziął mnie od tyłu na biurku i pieprzył na ślepo, po tym jak mnie wylizał. Racja. Tak. To powinno wystarczyć.

Przełknęła ślinę i uśmiechnęła się do niego boleśnie.

— My… pokłóciliśmy się. Jak zwykle. — Machnęła lekceważąco ręką i usiadła na fotelu. Wciąż czuła ich zapach, zapach seksu, i modliła się w duchu, żeby Harry tego nie dostrzegł. — To nic takiego, serio.

Brwi Harry’ego wciąż nie opadły.

— Pytałaś go o… no wiesz?

— Nie.

Pokręciła głową i sięgnęła po kubek z kawą.

— Hermiono. — Głos Harry’ego był teraz przesiąknięty troską. — Trzęsiesz się. Co ci powiedział?

— Nic!

Hermiona zaśmiała się, ale wiedziała, że to brzmi sztucznie.

Zielone oczy przyjaciela tylko zmierzyły ją wzrokiem.

— Naprawdę, Miona. Mam go dopaść i przekląć? Bo mogę!

— Nie. — Westchnęła, kręcąc głową. Odłamując kawałek rogalika, dodała: — Ja… właściwie go o to zapytałam, ale nie był zadowolony, jak możesz sobie wyobrazić. Zbeształ mnie i kazał trzymać się od tego z daleka. Zrobił się trochę niemiły, ale nie powiedział niczego, czego wcześniej nie słyszałam. To wszystko.

Zmrużył oczy i obserwował ją przez chwilę, po czym westchnął i wzruszył ramionami.

— Jakoś mnie to nie dziwi.

— Oczywiście też powiedziałam mu, co o tym myślę! — prychnęła, wpychając sobie kawałek wypieku do ust.

Harry parsknął śmiechem.

— Och, nie wątpię. Był cholernie czerwony, kiedy stąd wychodził! — Pokręcił głową i skrzyżował ręce, uśmiechając się szeroko. — Szczerze mówiąc, trochę to dziwnie na nim wyglądało. Rany, Miona, nigdy się nie zmieniaj.

Hermiona mogła tylko posłać mu lekki uśmiech, czując spermę Draco między swoimi udami.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Nie minęło wiele czasu od momentu, gdy dotarła do mieszkania tego popołudnia, zanim usłyszała wibrujący telefon.

 

Czy wykonałaś moje polecenia? — DM

 

Hermiona przygryzła wargę, czując wciąż lekko wilgotny klin między udami.

 

Tak, mój panie.

 

Grzeczne, małe zwierzątko. Jak się dzisiaj czułaś?

 

Upokorzona, ale podniecona.

 

Za bardzo?

 

Nie, ale moje tętno nie wróciło do normy przez całe popołudnie.

 

Niewielka cena. Gotowa na kolejne zadanie?

 

Co mam zrobić, mój panie?

 

Chcę, żebyś wzięła długą i relaksującą kąpiel, zanim zrobisz cokolwiek innego. Możesz to dla mnie zrobić?

 

Oparła się o ścianę w kuchni z głupkowatym uśmiechem na ustach. Czytając jego słowa raz po raz, ledwo mogła uwierzyć, że to jego polecenie. To było takie… słodkie.

 

Tak, panie.

 

Grzeczna dziewczynka.

 

Pozwolenie sobie na długą, gorącą kąpiel przed zrobieniem czegokolwiek było niemal niespotykane. Zwykle wykonywała dodatkową pracę, karmiła Krzywołapa, robiła sobie kolację, zmywała naczynia, czytała książkę i potem brała kąpiel — jeśli miała na to czas. Poza tym szybki prysznic był zazwyczaj najbezpieczniejszą opcją. Kąpiel zaraz po powrocie z pracy była zaskakująco samozadawalająca. Ale nie czuła się tak, jakby robiła to tylko dla siebie. Po prostu wykonywała polecenia Draco. Dziwne było to, że nie czuła się tak, jakby robiła to dla niego, ale raczej, jakby to on robił to dla niej. To było obce uczucie, takie, które sprawiało, że nawet palce u stóp ją mrowiły, gdy siedziała w ciepłej wodzie, otoczona pianą o zapachu jaśminu. Myśl, że był gdzie indziej, troszcząc się o jej komfort, była pocieszająca, a uczucie to sprawiło, że jej serce zapadło się jak kamień.

 _____________

Witajcie :) w poniedziałkowy wieczór zapraszam na pierwszy rozdział części drugiej tej historii. Trochę się tu podzieje, ale ogólnie powinno się Wam podobać.

Na kolejny rozdział zapraszam za dwa tygodnie. Miłej lektury!