[T] Związek na pokaz: Mieszkanie z (udawaną) dziewczyną
Witajcie :) w poniedziałkowy wieczór zapraszam na kolejny rozdział tłumaczenia. Wiem, że obiecywałam więcej, ale wczoraj miałam ogromny problem z Dokumentami Google i musiałam od nowa przygotować sobie tę historię do tłumaczenia. Poza tym wróciłam dziś do pracy i teraz jedynie mogę tłumaczyć wieczorami. Także trzeba uzbroić się w cierpliwość. Na kolejny rozdział zapraszam w okolicy środy/czwartku.
__________
Rozdział 10: Mieszkanie z (udawaną) dziewczyną
Butik
Szafa Kirke znajdował się tuż przy
skrzyżowaniu ulic Pokątnej i Horyzontu. Główne wejście nie było zrównane z
chodnikiem, jak w innych sklepach, tylko prowadziło do niego krótkie przejście
wybrukowane piaskowcem. Lokal znajdował się za imponującym, kutym, żelaznym
ogrodzeniem, ze starannie wypielęgnowanym ogrodem. Wszystko wyglądało bardzo
dyskretnie i elegancko, a klienci Pansy wyraźnie byli zamożni.
—
Witaj w Szafie Kirke — powitała ją
Pansy, gdy Hermiona przyszła na konsultację. — Jak się czujesz od zeszłego
tygodnia?
—
Dzień dobry, Pansy, dobrze się czuję — powiedziała, wchodząc do sklepu i niemal
natychmiast czując atmosferę luksusu i ekskluzywności, emanującą z wnętrza.
Oświetlenie było kameralne, a meble luksusowe z lśniącymi, drewnianym blatami i
mosiężnymi elementami. Suknie wieczorowe i inne ubrania, które Pansy wystawiła,
były doskonale skrojone i piękne, wykonane z rzadkich i drogich tkanin, z
fantastycznymi haftami i koralikami na wielu bardziej wykwintnych elementach. —
A ty?
—
Zajęta — odpowiedziała.
Sama
miała na sobie jedną ze swoich kreacji, jasnoróżową suknię wieczorową, która
była jednocześnie elegancka i biznesowa, a jej krój podkreślał kobiece
kształty. Lśniące, czarne włosy Pansy były obcięte na boba, a na szyi miała
potrójny sznur bardzo długich pereł, które idealnie pasowały do stylu lat
dwudziestych. Tak jak tydzień wcześniej na wieczorze u Theo, wyglądała bardzo
ładnie, groźnie i elegancko.
—
Cieszę się, że interes się kręci — rzekła.
—
Zaczyna się sezon letni i wszyscy chcą odświeżyć szafy. Interesy idą bardzo
dobrze. — Pansy się wyszczerzyła. — Może otworzę drugi lokal w Hogsmeade, jeśli
w tym sezonie będę miała wystarczająco duże przychody.
—
Gratulacje — odparła Hermiona, próbując sobie przypomnieć, kiedy przed
poprzednim weekendem rozmawiała z Pansy Parkinson bez rzucania obelgami i klątwami.
—
Dziękuję. Może napijesz się herbaty, zanim zrobimy pomiary? — zasugerowała. —
Rozejrzyj się i pokaż mi, jakie stroje cię interesują, a ja wszystko dopasuję.
—
W porządku — zgodziła się.
Poszła
za Pansy na tyły sklepu, zatrzymując się na chwilę, by spojrzeć na kremowy
komplet szat wyjściowych ze skośnym krojem i złotym haftem, który przykuł jej
uwagę. Przypadkiem zobaczyła też metkę z ceną i jej oczy lekko wyszły z orbit.
Kosztował z pewnością więcej niż jej miesięczna pensja.
Pansy
to dostrzegła i się roześmiała.
—
Nie przejmuj się cenami. Draco płaci i stać go na to.
—
Och, eee…
Twarz
Hermiony poczerwieniała.
—
Więc ty i Draco — zaczęła Pansy nieco łobuzerskim tonem. — To z pewnością
zaskakujące.
—
Tak — zgodziła się Hermiona. — Z pewnością nie przewidziałabym tego w
Hogwarcie.
—
Cóż, wiele się zmieniło od czasów Hogwartu, w tym Draco — powiedziała Pansy,
prowadząc Hermionę do swojego pokoju pomiarowego na zapleczu.
Serwis
do herbaty stał już na stole.
—
Usiądź — poprosiła. — Herbaty?
—
Herbaty, tak, poproszę — rzekła, dodając: — Co twoim zdaniem zmieniło się w
Draco?
—
Draco to wciąż Draco w swej istocie — odpowiedziała. — Wciąż cwaniak, nadal
przekonany, że jest najmądrzejszym człowiekiem w towarzystwie. Wciąż
bezwzględny w dążeniu do tego, czego chce. Wciąż z ego kruchym jak szkło.
Zawsze był lojalny wobec przyjaciół i rodziny. Ale myślę, że cierpienie
nauczyło go empatii. I jest bardziej cierpliwy niż kiedyś.
Wyciągnęła
różdżkę i wypowiedziała zaklęcie Mensura.
Przed Hermioną zmaterializowała się miarka krawiecka i zaczęła mierzyć.
—
Jest bardziej czarujący, niż pamiętałam — rzekła Hermiona.
—
Och, zawsze używał tego uroku, gdy chciał. Po prostu był zbyt rozpieszczony
albo niecierpliwy, żeby się tym przejmować za dawnych lat — powiedziała sucho
Pansy. Zaczęła nalewać Hermionie herbatę. — Mleko? Cukier?
—
Tak, odrobina mleka i dwie łyżeczki cukru — odparła.
—
Znam Draco od małego — Pansy kontynuowała, podając Hermionie filiżankę. — Ale
mogę ci powiedzieć, że jest bardzo zaborczy. Nie dzieli się. I lubi się
popisywać. Więc będzie się chciał tobą pochwalić. — Wyciągnęła katalog z
pobliskiej półki. — To nasza wiosenna kolekcja. Po prostu wyciągnij różdżkę i
stuknij w dowolny strój, który wpadnie ci w oko. Nie krępuj się. Dowolne
stroje. Próbuję wyrobić sobie zdanie o twoich ogólnych preferencjach.
—
Czy ty… czy ty to robisz dla wszystkich jego dziewczyn? — zapytała Hermiona.
—
Nie. Randkował z wieloma kobietami — odpowiedziała. — I miał kilka przelotnych
romansów. Ale nigdy nie miał prawdziwej dziewczyny przed tobą, pomijając mnie,
o ile dobrze pamiętam. Oczywiście można by liczyć Astorię, ale nikt tego nie
robi, bo to były zaaranżowane zaręczyny, a Draco nigdy nie był nią specjalnie
zainteresowany.
Oczy
Hermiony się rozszerzyły. Nie zapomniała, że Pansy i Draco spotykali się na
czwartym, piątym, a może nawet szóstym roku w szkole, ale to było tak dawno
temu. I nic z interakcji Draco i Pansy z wieczoru u Theo nie wskazywało na to,
żeby wciąż coś między nimi było, ani żeby któraś ze stron darzyła drugą
jakimkolwiek zainteresowaniem. Nie bądź
śmieszna, zganiła się w duchu. Gdyby
wciąż coś między nimi było, nie musiałby sobie szukać udawanej dziewczyny, bo
miałby prawdziwą. I choć w myślach się ganiła, Hermiona zastanawiała się,
dlaczego w ogóle miałoby ją to obchodzić.
—
Co się wydarzyło między wami?
Nie
mogła się powstrzymać od pytania.
Pansy
parsknęła śmiechem.
—
Och, Merlinie. Mogłabym powiedzieć, że przyczyniła się do tego wojna, ale
oddaliliśmy się od siebie jeszcze przed przyjęciem przez niego Mrocznego Znaku.
Nie moglibyśmy być bardziej niedopasowani, nawet gdybyśmy próbowali. Jesteśmy
zbyt do siebie podobni i oboje potrzebujemy kogoś zupełnie innego. On
potrzebuje kogoś, kto będzie dla niego wyzwaniem intelektualnym, a mimo
wszystkich jego przechwałek w stylu samca alfa, potrzebuje kogoś, kto pokaże
mu, gdzie jego miejsce. I kogoś, kto będzie go kochał zarówno ze względu na
jego wady, jak i pomimo ich. Jedyne, co mnie to niego przyciągało, to jego
uroda, bo, powiedzmy sobie szczerze, jest przystojny i ma boskie ciało. Jak
wiesz, jest cudowny w łóżku, ale to za mało, żeby stworzyć związek bez reszty.
Hermiona
poczuła, jak jej twarz czerwienieje na myśl o seksie i łatwym założeniu Pansy,
że już ze sobą spali, ale ta była zajęta szukaniem drugiego katalogu w szafce
pod półką.
—
Zerknij też na ten. To zeszłoroczna, jesienna kolekcja, ale może tam być więcej
wzorów, które cię zainteresują.
Kiedy
Hermiona przeglądała katalog, który podała jej Pansy, czarownica poszła na
sklep, żeby wybrać dla niej kilka próbnych sukienek i inny strojów. Ubrania z
katalogu przyciągały wzrok, niektóre miały odważniejsze wcięcia i dekolty, i
były bardziej dopasowane niż większość dominujących, czarodziejskich stylów.
Wszystkie były eleganckie i bardzo twarzowe. Hermiona zauważyła, że stuka w
wiele strojów.
—
Hmm — mruknęła Pansy, wracając z tuzinem strojów zaczarowanych tak, by unosiły
się za nią. Spojrzała z zaciśniętymi zębami na niektóre z wyborów Hermiony. —
Interesujące. Cieszę się, że nie boisz się pokazać trochę ciała. Dobrze,
Granger, podejdź do tego lustra.
Hermiona
stanęła przed lustrem, które wskazała.
—
Teraz poproszę cię o przymierzenie każdego z tych strojów. Mogą nie być w
stylu, który ci odpowiada, ale cierpliwości. Próbuję się zorientować, jaki krój
i fason najbardziej ci pasuje. No więc… — Pansy wyciągnęła słoneczno-żółtą
szatę. — Zacznijmy od tej. — Stuknęła różdżką w strój, a potem w ubranie Hermiony
i nagle miała na sobie żółte szaty. Jęknęła z zaskoczenia. Pansy się
roześmiała. — To zaklęcie zmieniające garderobę. Musiałam się go nauczyć, bo
inaczej naszym klientom zajęłoby kilka dni, zanim wybraliby, co chcą założyć.
Co o tym myślisz?
Hermiona
spojrzała na siebie w lustrze. Szaty były z lekkiego materiału i wyglądała w
nich ślicznie. Bardzo kobieco i elegancko. Mimo to, to niekoniecznie było w jej
stylu. Trochę zbyt eleganckie na cokolwiek, czego mogłaby potrzebować, i trochę
za mało eleganckie na jakieś wystawne przyjęcia.
—
Hmm… — Pansy zacisnęła usta i po kolei przeglądała pozostałe ubrania, które
wybrała, szczegółowo omawiając zalety każdego stroju.
Co
chwila wskazywała elementy, które, jej zdaniem, mogłyby się spodobać Draco.
Hermiona starała się nie przewrócić oczami. W końcu kazała jej przymierzyć
suknię balową z bardzo odważnym dekoltem. Oryginalny kolor był
jaskrawoczerwony, kojarząc się Hermionie z budkami telefonicznymi, ale był
wspaniały. Od razu wpadł jej w oko.
—
Zbyt czerwony — powiedziała Pansy. — Postawimy na zielony.
Stuknęła
w suknię i zmieniła kolor na zielony.
—
Nie — zaprotestowała Hermiona. — Podobała mi się w oryginalnym kolorze.
—
Ale Draco o wiele bardziej lubi zielony.
—
Draco będzie się musiał przełknąć rozczarowanie — warknęła. — Wolę czerwony.
Ku
jej zaskoczeniu, Pansy się roześmiała.
—
Brawo, Granger. Nie pozwól mu się tak traktować. Miałam cię prosić, żebyś
czasem mu się postawiła, ale widzę, że nie muszę.
Hermiona
uśmiechnęła się z satysfakcją.
—
Chyba lubię cię o wiele bardziej niż w szkole — rzekła.
Pansy
zaśmiała się krótko.
—
Ja ciebie też. Będzie fajnie popatrzeć na ciebie i Draco. Jak już przejrzysz te
ubrania, udamy się na zaplecze, by obejrzeć bieliznę.
Hermiona
poczerwieniała jak burak.
—
Naprawdę nie sądzę, żebyśmy musiały…
—
Tak, naprawdę musimy. Ciesz się, że ktoś cię rozpieszcza. Każdy zasługuje na to
od czasu do czasu. Poza tym Draco powinien znać wartość swoich pieniędzy —
odparła Pansy. — Myślisz, że bardziej interesuje go twój strój, a nie to, co
masz pod spodem?
Hermiona
nie mogła dać Pansy do zrozumienia, że nie zamierza pokazać Draco Malfoyowi
nawet skrawka swojej bielizny, ale ta błędnie zinterpretowała jej
powściągliwość jako skromność.
—
Poza tym, Granger, może o tym nie wiesz, ale dobry biustonosz lub gorset często
sprawia, że ubranie wygląda lepiej. A odpowiednie majtki to podstawa. No więc,
ruszajmy. Mamy sporo do rozważenia.
Późnym
popołudniem Hermiona opuściła butik. Pansy powiedziała jej, że sukienka będzie
gotowa jeszcze w tym tygodniu, ale Hermiona musi przyjść na ostatnią
przymiarkę. W odpowiedzi na obawy dotyczące kosztów, zapewniła ją, że lepiej
wykorzystać galeony Draco na strój niż żeby gniły w skarbcu Banku Gringotta.
Później
Hermiona siedziała przy komodzie, dopracowując strój na wieczór, kiedy to miała
po raz pierwszy zobaczyć mieszkanie Draco. Choć planowali zjeść kolację w jego
mieszkaniu, wciąż nie czuła, że może sobie odpuścić eleganckie stroje.
Bezlitośnie przeszukała swoją szafę i po godzinie w końcu wybrała taki, który
wydawał jej się odpowiedni: kremowy, koronkowy top i ciemnozieloną spódnicę z
kopertowym rozcięciem na udzie, które dobrała do czarnych, zamszowych botków.
Związała włosy wstążką, którą przefarbowała na kolor spódnicy. Ubierając się,
przypomniała sobie popołudnie spędzone z Pansy, i to, że bawiła się lepiej niż
kiedykolwiek.
—
Pansy ma rację — powiedziała do swojego odbicia — naprawdę miło jest być
rozpieszczaną choć raz.
~*~*~*~*~*~*~*~
Mieszkanie
Draco było dokładnie takie, jakiego Hermiona oczekiwała, ale mimo to zapierało
dech w piersiach. Był to dwupoziomowy penthouse na szczycie bardzo eleganckiego
budynku w Mayfair, jednej z najbardziej ekskluzywnych dzielnic Londynu. Okna na
parterze sięgały od podłogi do sufitu, wysokie sufity i otwarta przestrzeń
sprawiały, że pokoje wydawały się ogromne. Meble były nowoczesne — elegancka
skóra, chrom, marmur i wspornikowe szkło, a bezcenne dzieła sztuki zrobiły
ściany i liczne zakamarki wokół pokoi. Olbrzymie, kryształowe wazony wypełnione
kwiatami, ustawione w strategicznych miejscach, dodawały przestrzeni odrobinę
ciepła i elegancji. W rogu pokoju stał fortepian. Hermiona wyszła z kominka do
małego przedsionka tuż przy przestronnym salonie, głównym pomieszczeniu na parterze,
i zamarła, widząc Draco siedzącego na kanapie, podpisującego stos pergaminów,
oglądającego telewizję.
Podniósł
wzrok, słysząc, jak wchodzi przez kominek, i uśmiechnął się, wstając. Szybko
podszedł do niej i wziął butelkę wina, którą ze sobą przyniosła.
—
Granger — przywitał się, lekko całując ją w czoło. — Witaj. Ślicznie wyglądasz.
— Przyjrzał się winu i mruknął z uznaniem: — Idealne. Czerwone wino i dobry
rocznik. Pozwól, że je napowietrzę i wypijemy po kieliszku do kolacji.
Zapraszam za mną.
Hermiona
weszła za nim do środka i wyciągnęła z torebki z koralikami mały pakunek.
—
Co to jest? — Spojrzał w dół. — Żelki o smaku kwaśnego jabłka?
—
Wydawało mi się, że bardzo ci smakowały tamtego dnia, kiedy robiliśmy zakupy
spożywcze. Byłam dziś po południu w Sainsbury’s i pomyślałam, że chciałbyś
trochę.
Uśmiechnął
się do niej promiennie i wziął torebkę.
—
Granger, właśnie dlatego nazywają cię Najbystrzejszą Czarownicą Naszego
Pokolenia. Dziękuję!
Przeszli
dalej do salonu i rzekła:
—
Nie mogę uwierzyć, że oglądasz telewizję.
Rozpromienił
się, wchodząc do kuchni i zajmując się winem.
—
Theo wciągnął mnie w telewizję i teraz uwielbiamy razem oglądać piłkę nożną.
Przychodzi do mnie czasami wieczorem i oglądamy mecze, bo najwyraźniej nie ma
zasięgu w swoim domu.
—
Której drużynie kibicujesz? — zapytała, odwracając się, by spojrzeć na ogromny,
płaski ekran zamontowany na ścianie.
—
Znasz się na piłce nożnej?
Był
wyraźnie zaskoczony.
—
Niewiele więcej niż na Quidditchu — przyznała. — Ale byłam po prostu ciekawa.
—
Manchester United — odpowiedział.
—
Ale nawet nie mieszkasz w pobliżu Manchesteru. Ani tu, ani we Dworze! —
krzyknęła.
—
Owszem, ale chciałem wybrać najlepszą drużynę, której będę kibicować.
—
Kogo wspiera Theo?
Westchnął.
—
Próbowałem go odwieść od jego błędnego rozumowania, ale kibicuje Liverpoolowi.
—
Byłeś kiedyś na meczu? — dopytywała.
—
Oglądam je cały czas.
—
Nie. — Pokręciła głową. — Chodziło mi o mecz na stadionie. Naprawdę to zupełnie
inne odczucia być tam niż oglądać mecz w domu w telewizji.
—
Myślałem, że nie lubisz piłki nożnej.
Hermiona
zastanowiła się nad odpowiedzią.
—
Nie pasjonuje mnie. Ale oglądałam mecze zarówno w telewizji, jak i na
stadionie. Mój tata kibicuje Arsenalowi i zabrał mnie na kilka meczów, gdy
byłam młodsza. Nie przepadałam za nimi, ale jakoś tak się składa, że emocje związane z grą są zupełnie inne,
kiedy jest się na stadionie, ze względu na tłumy i energię, jaka na ciebie
spływa.
—
To ma sens — powiedział. — Wyobrażam sobie, że oglądanie Quidditcha w telewizji
też byłoby zupełnie inne niż na żywo na stadionie. Może kiedyś będę miał okazję
pójść. A tymczasem, chciałabyś obejrzeć mieszkanie, zanim zjemy?
Skinęła
głową.
—
Cóż, to pomieszczenia agent nieruchomości nazywał salonem. Matka nazwałaby to
bawialnią, ale właśnie tu spędzam najwięcej czasu, kiedy jestem w mieszkaniu.
Mam też jadalnię i kuchnię.
Wskazał
na stół z marmurowym blatem, stojący w połowie drogi między salonem a kuchnią,
wokół którego mogłoby usiąść sześć osób, a potem na kuchnię, otwartą na salon i
wyposażoną we wszystkie najnowsze i najnowocześniejsze sprzęty kuchenne. Weszła
do kuchni i otworzyła kilka szuflad oraz szafek. Były w pełni wyposażone i
wszystko wyglądało nieskazitelnie.
—
Gotujesz? — zapytała, wyciągają z jednej z szuflad zestaw miarek.
—
Nie. Posiadam dobrze zaopatrzoną winiarnię, ale jeśli jem w domu, to albo
zamawiam jedzenie na wynos, albo skrzaty mi przynoszą.
Draco
zaprowadził ją do małego korytarza z boku kuchni, za spiżarnią i winiarnią, i
otworzył dwoje drzwi, które znajdowały się obok siebie. Jedne prowadziły do
ogromnego pokoju z eleganckimi, nowoczesnymi meblami, w tym łóżkiem
kontynentalnym, które dominowało w przestrzeni. Okna głównej sypialni oferowały
panoramiczny widok na Londyn oraz Tamizę i zdawały się wychodzić na balkon.
—
To mój pokój — oświadczył. Odsunął się i następnie zaprowadził ją do drugiego
pokoju, który był o połowę mniejszy od głównej sypialni, ale wciąż
prawdopodobnie większy niż całe jej mieszkanie. — Ten należy do ciebie. Ma
własną łazienkę, a tu znajduje się twoja garderoba.
Otworzył
drzwi do pustej, ale ogromnej garderoby. Mniejsza sypialnia również miała widok
na Londyn, ale znajdowała się z dala od Tamizy, a okna, choć nadal duże, nie
sięgały od podłogi do sufitu. Mimo to, była to zdecydowanie najładniejsza
sypialnia, jaką Hermiona kiedykolwiek miała. Meble, podobnie jak te w pokoju
Draco, były bardzo nowoczesne i eleganckie, a ku uciesze Hermiony, na jednej ze
ścian wbudowano regały na książki.
—
Och, i dodałem ci to — rzekł. Stuknął różdżką w regały, które rozszerzyły się
jak harmonijka, odsłaniając trzy kolejne rzędy regałów za pierwszym. — Zaklęcie
Rozszerzające zatwierdzone przez Ministerstwo.
—
Fenomenalne! — wykrzyknęła zachwycona.
—
Więc podoba ci się ten pokój?
—
Jest… całkiem śliczny — powiedziała, choć nagle uświadomiła sobie, na co się
zgodziła, na wprowadzenie się i zamieszkanie z Draco Malfoyem, i poczuła się
nieswojo.
Przełknęła
ślinę. To stawało się zbyt realne. To
udawanie, to udawanie, to udawanie, przypomniała sobie, myśląc jednocześnie
o tym, jak Draco przekroczył wszelkie granice, żeby uzyskać pozwolenia
Ministerstwa na Zaklęcie Rozszerzające specjalnie dla niej.
—
Daj mi znać, jeśli chcesz wprowadzić jakieś zmiany.
—
Zmiany?
—
Będziesz tu mieszkać, więc chciałbym, żebyś czuła się komfortowo —
odpowiedział, wzruszając ramionami.
—
Kiedy… kiedy powinnam się przeprowadzić? — dopytywała.
—
Cóż, oficjalnie spotykamy się od około trzech tygodni. Może w przyszły weekend?
— zasugerował. — Masz dużo rzeczy, które chcesz ze sobą zabrać?
—
Tylko ubrania i książki. Kilka drobiazgów. I Krzywołap, oczywiście.
—
Oczywiście — zgodził się. — Chodź, pokażę ci piętro.
Hermiona
podeszła za nim do spiralnych schodów, których wcześniej nie widziała, i
wspięła się na piętro, które było mniejsze od parteru, ponieważ połowę jego
powierzchni zajmował taras wyglądający jak idealne miejsce do organizowania
przyjęć na dachu. Pozostałymi pomieszczeniami na piętrze były biblioteka,
biuro, małe laboratorium eliksirów, dwie sypialnie, dwie toalety i siłownia,
wyposażona we wszystkie niezbędne sprzęty do podnoszenia ciężarów, a także
bieżnię, rower stacjonarny i ergometr wioślarski. Tuż za siłownią, w
przeszklonym pomieszczeniu z rozsuwanym dachem, znajdował się dwutorowy basen i
sauna. Rozglądając się po siłowni, Hermiona w końcu zrozumiała, dlaczego Draco
tak dobrze wyglądał.
Spędziła
sporo czasu w bibliotece, przeglądając tytuły. Znalazła sporo książek o
eliksirach, ale też o zaklęciach i powieści. Zanotowała sobie w pamięci
konkretne pozycje, które chciałaby przeczytać w przyszłości. Po tym, jak Draco
pokazał jej siłownię, wyszła przez przesuwane, szklane drzwi na taras. Wieczór
był ciepły i z tarasu widziała cały Londyn rozciągający się na dole. Spojrzała
na zachód, gdzie słońce już zaszło, ale niebo wciąż miało ślady fioletu i magenty.
Czuła, jakby znajdowała się na szczycie świata.
—
Co o tym myślisz? — zapytał, wychodząc, by stanąć obok niej przy balustradzie,
skąd patrzyła na ulice miasta w dole.
Hermiona
prychnęła smutno.
—
Nie wiem, czy dam radę tu mieszkać.
—
Dlaczego nie?
—
Po tym, każde inne miejsce, w którym zamieszkam, zawsze będzie rozczarowujące —
zażartowała. — To zdecydowanie najbardziej luksusowe mieszkanie, jakie w życiu
widziałam.
—
Cieszę się, że ci się podoba — powiedział, ujmując jej dłoń. — Chodź na dół,
zjemy kolację.
Weszła
za nim z powrotem do mieszkania i zeszła po schodach. W czasie, gdy zwiedzali
mieszkanie, skrzaty Draco przygotowały dla nich kolację. Stół w jadalni był
teraz zastawiony sztućcami, kieliszkami, talerzami i półmiskami. Zapalono dwie,
długie świece, a światła przyciemniono. Telewizor został wyłączony, a z
ukrytych głośników, których Hermiona nie widziała, płynęła muzyka.
—
Jadasz tak co wieczór? — zapytała.
Roześmiał
się.
—
Nie, zazwyczaj szykują jeden talerz, widelec, nóż i kieliszek do wina. Chyba
skrzaty próbują ci zaimponować.
Na
kolację podano smażoną pierś z kaczki z glazurą wiśniową, risotto z grzybami i
duszone karczochy w lekkim sosie holenderskim. Była też sałatka i przepysznie
chrupiący bochenek świeżo upieczonego chleba. Wino przyniesione przez Hermionę
idealnie dopełniało posiłek i cieszyła się, że po raz pierwszy poczuła, iż
dokłada cegiełkę od siebie.
—
Jak było u Pansy dziś po południu? — dopytywał. — Dobrze się tobą zaopiekowała?
Uśmiechnęła
się.
—
Jest zupełnie inna, niż ją pamiętam. Nadal ma ten ostry ton, kiedy mówi, ale
traktowała mnie bardzo dobrze i naprawdę fajnie się bawiłam, szukając wraz z
nią sukienek i odpowiednich projektów. Myślę, że mogłybyśmy się zaprzyjaźnić.
Oczy
Draco się rozszerzyły.
—
Naprawdę? — Zaśmiał się, ale dodał: — Wszyscy cię polubili tamtego wieczora.
Theo nawet grozi, że nie mogę wrócić do jego domu, nie przyprowadzając ciebie
ze sobą.
Zarumieniła
się z radości. Tak miło było czuć się chcianą.
—
Miło jest poznawać nowych przyjaciół — powiedziała.
—
Tak, zgadzam się — odparł.
W
wyrazie jego twarzy było coś, co sprawiło, że zaparło jej dech w piersiach.
Szybko zmieniła temat, zanim sytuacja mogłaby stać się niezręczna.
—
Byłeś kiedyś w jej sklepie?
—
Raz. Przyprowadziłem tam matkę, kiedy potrzebowała szat wyjściowych na
zeszłoroczną Galę Świąteczną Ministerstwa. Nawet ona była pod wrażeniem, a to o
czymś świadczy. Ale Pansy zawsze była w tym dobra: moda, projektowanie,
dodatki. Ma wyczucie, wie, co pasuje, a co nie.
—
Wybrałyśmy sukienkę na Galę Przesilenia Letniego, która, jak sądzę, przypadnie
ci do gustu — powiedziała. — I wiem, że zignorujesz moje protesty dotyczące
ceny, więc po prostu podziękuję za gest.
—
Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, jak będziesz wyglądać — odparł. Spojrzał
na jej talerz. — Skończyłaś jeść, czy chcesz jeszcze jedną porcję kaczki?
—
Była cudowna, ale mam już dość.
Draco
odesłał ich talerze do zlewu i stuknął różdżką, by wyjąć deser. Skrzaty upiekły
tort szwarcwaldzki, a jako dodatki do wyboru były herbata, kawa i brandy.
Odkroił kawałek ciasta i podał go Hermionie, a potem odkroił kawałek dla
siebie.
—
Czego chciałabyś się napić? — zapytał.
—
Poproszę herbatę.
Nalał
jej herbaty, dodał dwie łyżeczki cukru i mleko, tak jak lubiła. Podał jej
filiżankę ze spodkiem, a następnie sobie nalał brandy.
—
Mistrz Bergen mówił, że dokonałaś przełomu z eliksirem? — zręcznie zmienił
temat.
—
Tak! — odparła z uśmiechem. — Wczoraj testowaliśmy nową formułę i jej moc
wzrosła ośmiokrotnie. Przynajmniej w badaniach in vitro. Zamierzamy od przyszłego tygodnia przetestować eliksir na
szczurach laboratoryjnych, a następnie na ludzkich ochotnikach. Mam nadzieję,
że się uda i mam pomysł, który mógłby zwiększyć moc o kolejne trzy punkty.
—
Co zmieniłaś w formule?
—
Wszyscy używają piór jobberknolla w eliksirach przywracających pamięć, ale ja
dodałam też pióra żmijoptaka. Pamiętam tekst z szesnastego wieku, w którym
czarownica użyła piór żmijoptaka w eliksirze leczącym fizyczne uszkodzenia
mózgu. Rozdrobniła pióra i dodała je do swojego eliksiru, więc
poeksperymentowaliśmy z tym i wygląda na to, że działa. Myślałam też o dodaniu
do eliksiru trochę płynnego srebra, żeby sprawdzić, czy wzmocni to działanie
piór żmijoptaka.
—
Genialne — powiedział. — Daj mi znać, jak się sprawdzi.
—
Oczywiście — odparła, dodając: — To ciasto jest boskie. Kto je upiekł? Mipsy?
—
Tak, Mipsy jest genialna w pieczeniu i deserach — rzekł. — Nieczęsto jej na to
pozwalam, bo ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuję, są pokusy, ale skoro miałaś
przyjść, pomyśleliśmy, że zrobimy z tego specjalną okazję.
—
Proszę, przekaż jej, że przeszła samą siebie.
—
Sama jej to powiedz — powiedział. — Będzie zachwycona, słysząc to od ciebie.
Mipsy!
Rozległ
się głośny trzask i Mipsy stanęła przed nimi. Tym razem miała na sobie czarną
marynarkę ze złotymi paskami i pasujące do niej spodnie, a pod spodem czarną,
jedwabną bluzkę. Wyglądała tak, jakby się szykowała do pójścia na zebranie
zarządu.
—
Panie?
—
Panna Hermiona chciałaby coś ci powiedzieć.
—
Mipsy, ta kolacja i deser były po prostu cudowne.
—
Dziękuję, panienko Hermiono.
Mipsy
uśmiechnęła się promiennie.
—
Mipsy — kontynuował Draco — panna Hermiona wprowadza się tu w przyszłym
tygodniu. Więc kiedy tu będzie, ty i Tippy macie reagować na jej wezwania.
—
Draco, nie — Hermiona zaprotestowała, a w tym samym momencie wielkie,
przypominające piłkę tenisową oczy Mipsy napełniły się łzami szczęścia.
—
Och! Mipsy lubi panienkę Hermionę! To wspaniała wiadomość. Tippy też się
ucieszy! Tak! Proszę wołać Mipsy, jeśli będzie panienka czegoś potrzebować!
Po
czym aportowała się z głośnym trzaskiem.
—
Serio, Draco? Skrzaty domowe?
Hermiona
się oburzyła.
—
Granger. To wolne skrzaty! — zaprotestował. — I zarabiają dwa razy więcej niż
średnia, rynkowa stawka. Spójrz tylko na Mipsy. Ten garnitur, który miała na
sobie, kosztował pewnie tyle, co twoja miesięczna pensja. A poza tym, jeśli ich
nie zawołasz, zanudzą się. Są do tego stworzone!
—
Nigdy się do tego nie przyzwyczaję — mruknęła.
~*~*~*~*~*~*~*~
Przeprowadzka
Hermiony do mieszkania Draco w następny weekend była zarówno stresująca, jak i
rozczarowująca. Powiedział jej, że przeprogramował zabezpieczenia w mieszkaniu,
aby ją rozpoznawały i mogła się aportować w każdej chwili, i poinformował
portierów na dole, że się wprowadza na wypadek, gdyby kiedykolwiek zechciała
skorzystać z mugolskiego wejścia do budynku. W jeden wieczór spakowała swoje
rzeczy i przybyła do mieszkania Draco z dwiema walizkami, dwudziestoma,
magicznie zmniejszonymi pudłami książek, które zmieściły się w jej torebce z
koralikami, trzema pudłami wypełnionymi rzeczami osobistymi, od zdjęć rodziców
po własną szczoteczkę do zębów, oraz transporterem dla kota z wściekłym
Krzywołapem w środku.
Po
tym, jak kot został uwolniony z transportera, rudy pół-kuguar natychmiast
zniknął gdzieś w czeluściach mieszkania, by móc żalić się, że został tak
bezceremonialnie wepchnięty do małego, płóciennego pojemnika, a następnie
magicznie przeleciał przez pół Londynu.
Draco
zaprowadził Hermionę do jej pokoju i pomógł jej uporządkować książki na
półkach. Wyjęła swoje rzeczy osobiste, rozstawiając je w różnych miejscach
pokoju i w łazience. Następnie wciągnęła walizki do garderoby, gdzie zatrzymała
się w pół kroku.
W
zeszłym tygodniu garderoba była pusta, ale teraz wisiały w niej rzędy
wspaniałych, stylowych strojów. Bluzki, kurtki, sukienki, eleganckie spodnie,
szaty i swetry w olśniewającej gamie kolorów. Szuflady były wypełnione większą
ilością ubrań, piżamami, bielizną wywołującą rumieniec, a na półkach na dole
szafy stało co najmniej dwadzieścia par butów, kozaków i sandałów.
Hermiona
rozpoznała ubrania z katalogów w butiku Pansy. Po prostu stuknij w cokolwiek, powiedziała jej Pansy. A Hermiona,
zupełnie niczego nie podejrzewając, stuknęła we wszystko, co wpadło jej w oko.
A Draco najwyraźniej kupił wszystko.
—
Co zrobiłeś? — zapytała, choć było oczywiste, co zrobił.
—
Myślałem, że ci się podobają. Pansy powiedziała, że to stroje, które przykuły
twoją uwagę.
Poczuła
się rozdarta, dotykając delikatnych jedwabi i kaszmirów wiszących teraz w
szafie. Z jednej strony uwielbiała te ubrania. Były piękne, wyrafinowane i
modne. Kto nie chciałby zupełnie nowej garderoby pełnej drogich, luksusowych
rzeczy, które sama wybrała? Z drugiej strony, w sposobie, w jaki Draco i Pansy
zrobili to za jej plecami, szarzyła się arogancja, która ją drażniła. A do tego
dochodziło poczucie, że Draco próbował zrobić dla niej coś miłego i
przynajmniej za to była mu winna jakiś gest wdzięczności.
W
końcu po krótkiej kłótni z samą sobą, spojrzała na Draco, który zdawał się
uważnie oceniać jej reakcję. W jego spojrzeniu było coś przepełnionego zapałem,
nadzieją i nieskrępowaniem, czego nigdy wcześniej nie widziała, i odpowiedziała
na to spojrzenie wbrew rozsądkowi. Uśmiechnęła się krzywo.
—
Bardzo mi się podobają, ale chcę, żebyś obiecał, że nigdy więcej czegoś takiego
nie zrobisz.
Draco
zdawał się słyszeć tylko pierwszą część jej wypowiedzi. Jego charakterystyczny
uśmieszek powrócił.
—
Czy czarodziej nie może rozpieszczać swojej czarownicy?
—
Udawanej — poprawiła go, dodając stanowczo: — Draco, dziękuję za ubrania, ale
to naprawdę za dużo. Za tą całą garderobę można by kupić dom. A nie sądzę,
żebym założyła wszystko podczas tego roku!
—
Po prostu ciesz się nimi — rzekł. — Potraktuj je jak szafę pełną strojów
roboczych, jeśli tak wolisz.
Jej
usta drgnęły, gdy otworzyła przyniesione ze sobą walizki i wyciągnęła swoje
ubrania. Wieszając je obok nowych, które przysłała Pansy, te stare wyglądały na
sfatygowane i biedne.
—
Zostawię cię, żebyś dokończyła rozpakowywanie — powiedział. — Czuj się tu jak u
siebie w domu. Jeśli będziesz czegoś potrzebować, daj znać mnie lub skrzatom.
Po
czym wyszedł i mogła dokończyć rozkładanie ubrań. Wyszła z garderoby,
rozglądając się po pokoju. Regały z książkami były pełne, a Draco ułożył je w
kolejności, jaką chciała, pogrupowane według tematu i autora. Na ogromnym łóżku
leżały puszyste poduszki. Rozłożyła na nim swój wydziergany kocyk z kotami
intarsjowanymi, aby nadać mu bardziej przytulny charakter. U stóp łóżka stała
długa, wyścielana ława. Po obu stronach łóżka ustawiono dwie szafki nocne,
ozdobione pięknymi lampami w artystycznym stylu. Na stoliku stał kryształowy
wazon wypełniony ogromnymi, różowymi kaliami, do którego Hermiona dodała swoje
zdjęcie z rodzicami. Na ścianie nad stolikiem wisiał impresjonistyczny obraz
przedstawiający morski pejzaż w pięknych błękitach i zieleniach, który dla
niewprawnego oka Hermiony wyglądał jak dzieło Moneta. Legowisko i drapak
Krzywołapa stały przy oknach, a na ścianie naprzeciwko łóżka wisiał płaski
telewizor. Pomimo domowych akcentów, które starała się dodać do pokoju, czuła
się jak na wakacjach w najbardziej luksusowym pokoju hotelowym, jaki
kiedykolwiek widziała.
Kiedy
próbowała oswoić się z myślą o życiu w tym miejscu, drzwi się rozsunęły i
wszedł Krzywołap, który sam przeszedł się po salonie. Zamiauczał zrzędliwie, po
czym wskoczył na ławkę u stóp łóżka i wygodnie ułożył się na poduszce.
Hermiona
usiadła obok niego, drapiąc kota za uszami.
—
Co o tym myślisz, Krzywołapie? — wyszeptała. — Mógłbyś tu zostać na kilka
miesięcy? — Kot podwinął tylne łapy, oparł głowę na przednich i zaczął mruczeć.
— Dobrze, więc ja też mogę.
Pocałowała
swojego chowańca w czoło, po czym wyszła z pokoju, by ponownie rozejrzeć się po
mieszkaniu.
Zastała
Draco siedzącego w salonie, podpisującego różnego rodzaju pergaminy. Najpierw
poszła do kuchni, gdzie odkryła, że lodówka i spiżarnia są prawie całkowicie
puste. W swojej ogromnej lodówce miał mleko i oliwki, a w spiżarni znalazła
tylko kilka przypraw. Sama kuchnia była w pełni wyposażona jak kuchnia szefa
kuchni, z pięknym zestawem miedzianych patelni i wszelkiego rodzaju sprzętem
kuchennym. Widziała nowoczesną kuchenkę, piekarnik, mikser, kuchenkę
mikrofalową i zmywarkę. Blaty wykonano z pięknego, jasnoszarego granitu. Ta
kuchnia błagała, żeby ktoś z niej skorzystał. Hermiona przygryzła wargę, a
potem poszła rozejrzeć się po pozostałych pomieszczeniach.
Salon
nie krył żadnych niespodzianek, ponieważ spędziła tam większość czasu podczas
ostatniej wizyty w mieszkaniu, więc poszła na górę i rozejrzała się po
pokojach. Laboratorium eliksirów było małe, ale dość dobrze wyposażone. W dwóch
kotłach bulgotała woda, ale widać było, że rzucono na nie zaklęcie statyzujące.
Próbowała zgadnąć, co się w nich znajduje i doszła do wniosku, że w jednym z
nich jest eliksir pieprzowy. Drugi był zagadką; miał ostry, ale przyjemny
zapach i ładny, słoneczno-żółty kolor. Zanotowała w głowie, żeby później
zapytać Draco, co to jest. Dwa pozostałe kotły stały puste i zastanawiała się,
czy Draco miałby coś przeciwko, gdyby od czasu do czasu eksperymentowała w tym
laboratorium, kiedy nie będzie w pracy.
Mała
biblioteka była oczywiście jej ulubionym pomieszczeniem. Ponownie przejrzała
regały i wyciągnęła pół tuzina książek, żeby później znieść je na dół. Draco
pokazał jej zaklęcie do wyjmowania i przekładania książek w tej bibliotece,
więc wypróbowała je, uśmiechając się, gdy książki śmigały w jej kierunku, a
potem wracały na swoje miejsce na półkach.
W
końcu, z książkami w ręku, poszła na siłownię i obejrzała sprzęt. Wszystko było
zupełnie nowe i w stu procentach mugolskie. Bieżnia posiadała stojak na książki
i Hermionie spodobał się pomysł, że będzie mogła jednocześnie ćwiczyć i czytać.
Myśląc o tym, wyszła na taras. Było popołudnie i cudownie słoneczny dzień
końcówki maja. Na tarasie znajdowało się wiele stołów i krzeseł oraz dwa
leżaki. Położyła stos książek na pobliskim, małym stoliku, a następnie
rozsiadła się na jednym z leżaków, sięgnęła po książkę i zaczęła czytać.
~*~*~*~*~*~*~*~
—
Jak ci się tu podoba? — zapytał Draco, zaskakując Hermionę prawie godzinę
później.
—
Och! — Wyprostowała się na leżaku z nieśmiałym uśmiechem. — Po prostu
rozkoszowałam się piękną pogodą.
—
Trochę się martwiłem, że tak długo cię nie widziałem — powiedział, siadając na
leżaku obok niej.
Miał
na sobie jasnoniebieską koszulę i jasnobrązowe spodnie; rękawy miał podwinięte,
a na nosie okulary przeciwsłoneczne. Na
Merlina, Hermiono, pomyślała, że gdyby Draco był jeszcze bardziej
przystojny, mogłaby doszczętnie spłonąć.
Wyciągnęła
książkę. Była to biografia Seliny Starkiss, czarownicy z szesnastego wieku, o
której uważano, że wynalazła kilka zaklęć, z których do dziś korzystają
uzdrowiciele. Zawsze chciała o niej poczytać i dopiero teraz, gdy usiadła,
zajrzała do książki.
—
To taka fascynująca książka. I pogoda jest piękna. Chyba zamieszkam tu tego
lata. Jest tak cudownie.
Rzucił
jej leniwy uśmiech.
—
Cieszę się, że ci się podoba.
—
Często tu przychodzisz?
Pokręcił
głową.
—
Nie, i teraz zaczynam zdawać sobie sprawę, co straciłem. Masz rację; to idealne
miejsce na spędzenie spokojnego popołudnia. Chyba brakuje tylko czegoś do picia.
Napijesz się czegoś?
—
Zimna mrożona herbata byłaby idealna.
Hermiona
zamyśliła się.
—
Mipsy! — zawołał.
Mała
skrzatka z trzaskiem pojawiła się na
tarasie. Dziś miała na sobie jaskrawożółtą, letnią sukienkę w groszki, a wokół
szyi zawiązała śliczną, pomarańczową chustkę w zawadiacką kokardę. Hermiona
mogłaby przysiąc, że widziała na chustce metkę z napisem „Hermes”.
—
Panie Draco! Panienko Hermiono! — przywitała się. — W czym mogę wam dzisiaj
służyć?
—
Mipsy, poproszę zimną, mrożoną herbatę dla panny Hermiony. A dla mnie likier
miętowy.
—
Oczywiście! Już się robi!
Mipsy
aportowała się.
Hermiona
osłoniła oczy przed słońcem, patrząc na Draco.
—
Nic dziwnego, że zawsze byłeś rozpieszczonym bachorem. To najbardziej
dekadencka rzecz, jaką w życiu widziałam.
Uśmiechnął
się szeroko.
—
Przyznaj, Granger, trochę ci się podoba.
Niechętnie
skinęła głową.
—
Dobra, tak, trochę mi się podoba. Nie wiem, czy powinnam się do tego
przyzwyczajać, bo trudno byłoby mi za tym nie tęsknić, kiedy się stąd
wyprowadzę, ale…
—
Potem będziesz się tym martwić, Granger. Jesteśmy tu i teraz. Ciesz się tym.
Zanim
Hermiona zdążyła odpowiedzieć, Mipsy wróciła z drinkami.
—
Życzą sobie państwo coś jeszcze? — zapytała.
—
Myślę, że mamy wszystko, Mipsy — powiedział Draco. — Przygotujcie kolację na
dziewiętnastą.
—
Oczywiście, panie Draco — odparła skrzatka i ponownie się deportowała.
Hermiona
upiła łyk mrożonej herbaty.
—
Jest idealna — mruknęła z błogim uśmiechem.
—
Lubię sprawiać przyjemność, Granger — rzekł z uśmieszkiem.
Przywołał
plik pergaminów z salonu i rozsiadł się wygodnie na leżaku, żeby je przejrzeć.
Patrzyła na niego z niedowierzaniem.
—
Będziesz tu pracował?
Pochylił
się do przodu i przechylił głowę.
—
Czemu nie? Pogoda jest idealna, jak sama zauważyłaś. A teraz, kiedy mam chłodny
napój i dobre towarzystwo, czego chcieć więcej?
Usadowił
się wygodnie i kontynuował przeglądanie papierów.
Hermiona odchyliła się na swoim leżaku z mrożoną herbatą w jednej ręce i książką w drugiej. W pewnym momencie, odkąd Draco wszedł na górę, Krzywołap również znalazł drogę na górę, na taras i wskoczył na leżak Hermiony, wygodnie układając się na jej nogach. Przerwała na chwilę czytanie, by przyjrzeć się scenie przed sobą. Gdyby trzy miesiące temu ktoś powiedział jej, że skończy, wprowadzając się do mieszkania Draco Malfoya, będzie rozpieszczana przez jego skrzaty domowe i wiodła luksusowe życie na londyńskim dachu, pomyślałaby, że ma urojenia, ale tak było. I chociaż część jej uparcie twierdziła, że to udawane i przeminie, i że jest tu tylko po to, by odgrywać rolę, inna część zaczynała bardzo pragnąć, żeby tak nie było.