Następnego
ranka zeszła po rozległych, marmurowych schodach, prawą ręką zsuwając się po
poręczy, a lewą trzymając otwartą przed sobą książkę. Zatrzymała się na
półpiętrze, by przewrócić stronę, po czym wznowiła podróż w dół w kierunku
Wielkiej Sali.
Plotki
nie były niczym niezwykłym w Hogwarcie i na początku nie dostrzegła szeptów ani
chichotów, które za nią podążały. Fraza „szlama Malfoya” przykuła jej uwagę i
potknęła się, a książka wypadła jej z ręki, gdy spadała po schodach. Jej torba
listonoszka rozdarła się, pergamin i pióra rozsypały, kałamarz rozbił, a
atrament powoli rozlał po podłodze. Zarumieniła się, zawstydzona i rzuciła się,
żeby to wszystko pozbierać. Jej upokorzenie jeszcze bardziej się nasiliło, gdy
spojrzała w górę i zobaczyła duży banner, na którym ona i Malfoy kręcili się w
kółko nad wejściem do Wielkiej Sali. Mniejsze plakaty z tym samym wizerunkiem
przyklejono do ścian, kolumn i drzwi na każdym piętrze zamku. Pomieszczenie
wirowało wokół niej i poczuła, że jest jej słabo.
Słyszała,
jak o niej rozmawiają, choć nie wyróżniały się żadne kluczowe słowa ani frazy.
Uciekła, wybiegając na tereny wokół szkoły, z dala od wszystkiego. Malfoy
szybko ją dogonił, obejmując za łokieć i obracając.
—
Hermiono, co się dzieje…
Przerwała
mu, patrząc na niego wściekle:
—
Czy ty oszalałeś?
Cofnął
się, marszcząc brwi w konsternacji.
—
Co?
—
Czy scena w Gringocie nie była wystarczająco upokarzająca?
—
Nie rozumiem, wyglądasz wspaniale na portrecie — uspokoił ją, wyciągając rękę
ku niej.
Odsunęła
się poza zasięg.
—
Mówiłam ci, że wolę pozostać niewidzialna. Co sprawiło, że myślałeś, że
kiedykolwiek mogłabym chcieć powiększyć swój portret i rozwieszać go w całej
szkole?
Jej
twarz płonęła, a łzy groziły wylaniem się.
—
Potrzebowałaś plakatów na Galę, więc pomyślałem…
Podniosła
rękę, zatrzymując go. Wpatrywał się w nią, milczący i czekający, z niespokojną
twarzą.
—
Myślę, że powinniśmy po prostu wrócić do tego, co było wcześniej — powiedziała
powoli.
Zmarszczył
brwi.
—
Wcześniej? — powtórzył.
—
Kiedy nie wiedziałeś, że istnieję — wyjaśniła — i byłam szczęśliwsza.
Zignorowała
ból, który na krótko przemknął przez jego twarz, odwracając się i odchodząc od
niego i zamku. Nie obejrzała się, żeby sprawdzić, czy ją obserwuje.
Okrążyła
zamek, wślizgując się tylnym wejściem, które pokazała jej Ginny dzięki
uprzejmości starszych braci. Weszła do toalety dziewcząt, ochlapując twarz
zimną wodą. Była taka głupia, ufając mu. Jego ojciec się nie mylił: nic dla
niego nie znaczyła i byłą głupia, myśląc, że spacer po Ulicy Pokątnej i
kręcenie się w wymyślnej sukience nagle wymazały lata jego wyższości krwi.
Ginny
weszła, rzucając się do Hermiony, gdy ją zauważyła.
—
Hermiono, wszystko w porządku?
—
To nic.
—
Nie wygląda na to. Też byłaś zdenerwowana, kiedy wczoraj wróciłaś z Gringotta.
Coś się stało między tobą a Malfoyem?
Twarz
Hermiony się skrzywiła, wstyd i łzy popłynęły.
—
Jego ojciec mnie wyrzucił. Nazwał brudną szlamą i tak dalej, a Malfoy po prostu
tam stał i patrzył. Nie wiem, dlaczego udajesz, że cię to obchodzi. Przecież ty
też być mnie nie broniła, gdyby twoja rodzina była akceptowalna jako
pełnoprawni członkowie społeczności, a nie sympatycy.
Pożałowała
tych słów, gdy tylko je wypowiedziała. Napaść Ginny z powodu zażenowania i
zawstydzenia, była błędem. Wyciągnęła rękę ku niej, ale spojrzała na nią wrogo.
—
Miło wiedzieć, że masz o mnie niskie mniemanie, Granger — wyrzuciła z siebie
zjadliwie z czerwonymi uszami.
Po
czym obróciła się na pięcie i wyszła z pomieszczenia, trzaskając za sobą
drzwiami. Hermiona opadła z powrotem na zlew. Dlaczego wszystko szło źle?
~*~*~*~*~*~*~*~
Pobiegła
na zajęcia, przepraszająco pochylając głowę przed Pippą, gdy ta siadała.
Miejsce Malfoya było puste. Pansy rzuciła jej gniewne spojrzenie. Blaise i
Dominick śmiali się z czegoś, a jej policzki zapłonęły.
—
Dzisiaj będziemy ćwiczyć rozmowy kwalifikacyjne. Nie każdy czuje się komfortowo
przed tłumem, ale to umiejętność, której można się nauczyć. Panno Granger,
mogłabyś? — zapytała Pippa, gestem pokazując jej, żeby dołączyła go niej przy
biurku.
Hermiona
wstała, jej kolana drżały. Oczywiście, że Pippa ją wybrała, skoro już była
bardzo zdenerwowana. Odwróciła się, żeby spojrzeć na resztę klasy. Blaise
prychnął, a Pansy uśmiechnęła się krzywo. Wzrok Hermiony skupił się na pustym
krześle Malfoya.
—
Panno Granger, dlaczego uważasz, że byłabyś idealną kandydatką na Oksford?
Hermiona
poruszyła się niespokojnie. Wiedziała, że powinna się wiercić, ale nie mogła
się powstrzymać. Jej mundurek stał się obcy i niewygodny. Kok ciągnął ją za
skórę głowy. Szew skarpetek nieprzyjemnie ocierał się o miejsce, w którym buty
uciskały jej palce. Puste miejsce Malfoya doprowadzało ją do szału.
—
Oksford przyjmuje zarówno magicznych, jak i mugolskich uczniów, nawet jeśli nie
są świadomi swojego istnienia. Idee inkluzyjności i równości…
—
Nuda! — powiedział Blaise, jego słowa były ukryte pod przesadnie udawanym
kaszlem. — Może zamiast tego opowiesz nam, co się wydarzyło z Draco?
Uniósł
brwi sugestywnie.
—
Możesz się zachowywać albo wyjść, panie Zabini — zrugała Pippa, po czym
zwróciła się do Hermiony. — Zapytałam cię, panno Granger, dlaczego byłabyś
idealną kandydatką, a nie o to, co podziwiasz w uczelni.
—
Oksford różni się od starych elitarnych uczelni — zaczęła Hermiona, ale
rozproszyło ją wspomnienie Malfoya całującego jej knykcie i nazywającego ją
piękną, jakby naprawdę tak myślał.
Głos
Lucjusza Malfoya, nazywającego ją brudną szlamą, rozbrzmiał w jej głowie, a po
nim szyderczy uśmieszek Malfoya „nie masz
żadnego domu, tytułów, znajomości”, który brzmiał, jakby potwierdzał słowa
swojego ojca. Wyobraziła sobie siebie z nim wcześniej tego ranka, mówiącą mu,
że chce wrócić do tego, co było wcześniej. Łza spłynęła po jej policzku. Pippa
zrobiła krok do przodu z zaniepokojoną twarzą. Hermiona przepchnęła się obok
niej, idąc wzdłuż przejścia, zapominając o swoich rzeczach, gdy wślizgnęła się
na korytarz i pobiegła.
Zamarła,
zauważając Draco Malfoya siedzącego przed drzwiami jej dormitorium, z jedną
ręką opartą na kolanie, a drugą wyciągniętą w poprzek korytarza. Oparł głowę o
framugę drzwi. Słysząc, jak się zbliża, otworzył oczy, podniósł głowę i
spojrzał w jej stronę. Zatrzymała się przed nim, patrząc na niego.
—
Hej — westchnął przepraszającym głosem. — Wczoraj byłem… kompletnym dupkiem,
wiem o tym. Proszę, uwierz mi, kiedy mówię, że to nie przez ciebie. Mój ojciec
i ja…
Pokręciła
głową.
—
Byłeś zawstydzony — oskarżyła.
—
Swoim zachowaniem — wyjaśnił. — Zrobiłem te banery i plakaty, żeby ci
udowodnić, że nie jestem taki.
—
Jaki?
—
Nie traktuję ludzi, których lubię jak śmieci.
Zmarszczyła
brwi.
—
Jestem pośmiewiskiem.
Wstał,
podszedł do niej, niepewnie opierając dłoń na jej ramieniu.
—
Oni się z ciebie nie śmieją. Po prostu chcą cię poznać i myślę, że powinnaś im
na to pozwolić.
Cofnęła
się, mocniej obejmując się ramionami.
—
Czy to nie powinna być moja decyzja?
Podszedł
bliżej, nie dając jej przestrzeni, której tak rozpaczliwie pragnęła.
—
Nie chcę wracać do tego, co było wcześniej — przyznał. Jej warga zadrżała i
lekko pokręciła głową. Otworzyła usta, ale przerwał jej: — Dominick urządza
dziś wieczorem imprezę. Są mili, gdy się ich pozna.
—
Draco — westchnęła zrezygnowanym głosem. — Londyn, Hogwart, impreza u Dominicka
– to wszystko twój świat. Nigdy nie będę pasować, nigdy się nie wpasuję. Nigdy
mnie nie zaakceptują i nie jestem pewna, czy tego chcę. — Jego twarz
posmutniała, a ręka opadła z powrotem na bok. — Mam swój własny świat, swoje
życie. Proszę nie próbuj wciągać mnie do swojego, to nie zadziała.
Westchnął,
skinął głową i odsunął się od niej.
Przeszła
obok niego, trzymając rękę na klamce. Słyszała, jak odchodzi. Oparła głowę o
framugę drzwi i zamarła. Część niej miała nadzieję, że będzie szedł dalej, a
inna, że się odwróci i spróbuje jeszcze raz ją przekonać. Otworzyła drzwi, gdy
jego kroki stały się zbyt odległe, by je usłyszeć.
Później
Ginny weszła do pokoju, rzucając dużą paczkę na łóżko Hermiony.
—
To było przy drzwiach do ciebie.
Hermiona
otworzyła usta, by przeprosić za wcześniej, ale Ginny wdrapała się na łóżko i
zasunęła zasłony, całkowicie ignorując Hermionę. Usłyszała, jak przyjaciółka
wymruczała Silencio dla pewności,
ruch zarówno biernie agresywny, jak i niepotrzebny. Hermiona prychnęła,
przewracając oczami dla własnej korzyści i otworzyła paczkę, by znaleźć w niej
wiktoriańską suknię ze skarbca Malfoya. Była tam też koperta wciśnięta w
opakowanie z herbem Malfyów wciśniętym w woskową pieczęć. Jego eleganckie pismo
widniało na pergaminie.
Ta sukienka była zrobiona dla
ciebie, tylko kilka stuleci za wcześnie. Załóż ją na Galę. Wyglądasz w niej
przepięknie.
D.L.M.
Hermiona
nie mogła powstrzymać uśmiechu, który rozlał się na jej twarzy.
~*~*~*~*~*~*~*~
Następnego
dnia Hermiona usiadła obok Ginny na eliksirach.
—
Przepraszam za to, co wczoraj powiedziałam — wymamrotała, zanim Ginny zdążyła
odejść od stołu i olać ją, przeszukując szafkę za składnikami do eliksirów. —
Miałam gówniany dzień i wyładowałam się na tobie. Przepraszam.
—
W porządku — westchnęła Ginny. — Może nie rozmawiałabym z tobą, gdyby moja
rodzina nie została odrzucona, ale obecna sytuacja mnie cieszy. Mogłabym być
suką jak Pansy czy Lavender, gdybyśmy należeli do elity.
Zachichotały,
zapominając o swojej kłótni.
—
Draco zaprosił mnie na imprezę — powiedziała Hermiona pod nosem, gdy Snape
rozpoczął lekcję.
—
Draco Malfoy?
Hermiona
skinęła głową.
—
Przeprosił za to, co się wydarzyło w Gringotcie. Powiedział, że nie chce wracać
do tego, co wcześniej było między nami.
—
Draco? — dopytywała Ginny nieco
głośniejszym tonem. Kilku uczniów zwróciło się ku nim, a Hermiona się
zarumieniła. — Merlinie — mruknęła
pod nosem Ginny. — Powiedz, że idziesz!
Hermiona
pokręciła głową, a Ginny jęknęła z irytacji.
—
Najseksowniejszy facet w szkole, najbardziej
pożądany kawaler w czarodziejskiej społeczności chce ciebie. Idź! Pokaż
reszcie tych czystokrwistych idiotów, kim do cholery jest Hermiona Granger. Bądź
wszystkowiedzącą, zakochaną w sobie kujonką. Draco z pewnością nie ma nic
przeciwko.
Po
wielu nagabywaniach i poradach modowych od Ginny Hermiona zdecydowała się
pójść. Ubrana w mugolską, modelującą sylwetkę, mini sukienkę, która była lekko
skandaliczna w porównaniu z sukniami, które nosiłyby bardziej purytańskie
czarownice czystej krwi, Hermiona przybyła na imprezę.
Szła
nerwowo przez rozległą posiadłość, potrącana i popychana przez tłum. Pansy
stanęła jej na drodze, jej słowa były lekko nieskładne.
—
Hermiona Granger. Nie mów, że Dominick
cię zaprosił?
—
Właściwie to był twój brat.
Pansy
spojrzała na nią, skanując wzrokiem Hermionę od góry do dołu. Wyglądała, jakby
uważała ją za niedoskonałą.
—
Proszę, proszę, z pewnością teraz czujesz się bardzo potężna. Owinęłaś sobie
Draco wokół palca i wiesz o moim małym… dylemacie. Wiesz, co jest zabawne? —
Pansy prychnęła, jakby wcale takie nie było. — Możesz sobie mówić, co chcesz —
wycedziła przez zęby. — Nie ma o czym. Zostawił mnie, dlatego, że nas widziałaś.
—
Przepraszam — powiedziała Hermiona, niepewna, czy to właściwe słowo do
powiedzenia.
Czuła,
że tym razem nie ma dobrej odpowiedzi.
Pansy
przewróciła oczami.
—
Nie potrzebuję ani nie chcę twojego współczucia. Zrozum jedno, Granger. Draco i
ja zawsze będziemy się o siebie troszczyć i stać za sobą murem. Więc jeśli
złamiesz mu serce, wykończę cię.
Spojrzała
gniewnie na Hermionę, po czym ją odepchnęła i zniknęła w tłumie. Hermiona
patrzyła za nią, a potem odwróciła się, by uderzyć w szeroką klatkę piersiową. Dłonie
Draco wyciągnęły się, by ją podtrzymać, a ona się zarumieniła. Spojrzał na nią
z uśmieszkiem igrającym w kąciku ust.
—
Przyszłaś — powiedział, brzmiąc, jakby nie do końca w to wierzył.
Popatrzyła
na niego, chłonąc go. Miał luźno rozpiętą koszulę i odsłoniętą klatkę
piersiową. Rękawy podwinięte do łokci, odsłonięte przedramiona. Był
oszałamiająco piękny, w równym stopniu surowy i wyrafinowany. Jego maniery
ciężko było się nauczyć. To ją oszołomiło. Podeszła bliżej, patrząc mu w oczy.
Zerknął na nią z góry z ostrożnym rozbawieniem.
—
Tak sobie pomyślałam — wyszeptała, opierając palce na jego piersi — że
przeszłość jest przereklamowana.
Uśmiechnął
się w swoim stylu i podał jej rękę, jego sygnety zalśniły pod migoczącymi
światełkami, rzucając na nie dziwne kolory. Przyjęła ją, podążając za nim na
parkiet. Był pewny siebie w sposób, który wymazał jej obawy. Nie obchodziło go,
czy potrafiła tańczyć. Miał gdzieś czy jest odpowiednio ubrana. Nie obchodziło
go, gdzie dorastała, ani kto ją wychował. Patrzył na nią w sposób, w który nie
patrzyli inni. Odpuściła, muzyka i jego ręce ją prowadziły, a serce biło
nieregularnie. Piosenka zwolniła, a on przyciągnął ją bliżej, prowadząc jej
ręce w górę i wokół swoich ramion. Ich ciała stykały się, a jej palce zaplątały
w jego włosy u nasady szyi. Obrócił ją tak, jak poprzedniego dnia, plecami do
siebie, przyciskając usta do jej szyi.
Astoria
przeszła obok, wylewając swój drink na sukienkę Hermiony.
—
Ups. — Zachichotała, jej głos był przesadnie słodki. — Trochę tu tłoczno —
powiedziała, co brzmiało jak fałszywe przeprosiny.
—
Nic się nie stało — odpowiedziała Hermiona, splatając palce z Draco. — Trochę
tu gorąco, właśnie mieliśmy wychodzić.
Draco
uśmiechnął się z zadowoleniem na widok szoku malującego się na twarzy Astorii.
Wyprowadził Hermionę do ogrodu, staw błyszczał w świetle księżyca.
Grupa
chłopaków grała w Quiddtcha nieopodal, ścigając się i przelatując nisko. Ręce
Dominicka objęły ją w talii, a potem poleciała razem z nimi, jej nogi zwisały
nad otwartą przestrzenią. Zamknęła oczy z szoku i krzyknęła:
—
Proszę, postaw mnie!
Łzy
spływały po jej twarzy, gdy go ściskała. On śmiał się kpiąco.
—
Skoro nalegasz.
Puścił
ją, a ona przez chwilę była oszołomiona swobodnym spadaniem, a potem bez
ostrzeżenia wpadła do stawu, pozbawiona tchu. Machała rękami, kopiąc w stronę
powierzchni. Jej kostka zaplątała się w chwasty i była zbyt przerażona lataniem
i spadaniem, by móc się udowodnić. Draco skoczył do wody za nią, obejmując ją
ramionami i ciągnąc na powierzchnię. Przylgnęła do niego, spanikowana.
Kaszlała, a woda tryskała jej z ust.
—
Już dobrze, nic ci nie jest, mam cię — szeptał jej do ucha raz po raz.
Aportował
się i nagle znaleźli się w nieznanym pokoju. Było ciepło i pachniało nim, a ona
zakopała twarz w jego szyi, szlochając. Wymamrotał zaklęcie i jej ubrania
momentalnie wyschły. Owinął ją kocem.
—
Nic ci nie jest, nic ci nie jest, nic ci nie jest — powtarzał, szeptają w jej
włosy i delikatnie kołysząc, dłońmi ściskając jej talię i udo.
W
końcu się uspokoiła, jego palce kreśliły powolne okręgi na jej plecach.
—
Wiesz, czym jest narciarstwo? — zapytała cicho, jej słowa opadły na jego
obojczyk.
—
Tak — szepnął delikatnie.
—
Kiedy byłam małą dziewczynką, rodzice zabrali mnie na narty w Alpy. Byłam tak
podekscytowana, że w końcu byłam wystarczająco duża, żeby jeździć wyciągiem
narciarskim. Mój tata trzymał mnie za rękę, a ja patrzyłam na góry, śnieg i
innych narciarzy daleko pod nami. Miałam ze sobą książkę, którą dostałam w
prezencie świątecznym.
Wypuścił
powietrze przez nos, cichy dźwięk, prawie jak początek śmiechu. Nie mogła się
zmusić, by się śmiać razem z nim.
—
Książka się wyślizgnęła, sięgnęłam po nią automatycznie, po czym sama zaczęłam
spadać. Mój tata krzyknął ostrzegawczo i zobaczyłam, jak sięga po mnie. To
pierwszy magiczny epizod, jaki pamiętam: jakoś wróciłam na wyciąg i patrzyłam,
jak mój tata spada na ziemię. Złamał kręgosłup. Medycyna mugoli nie jest w
stanie sobie z tym poradzić, tak jak mógłby to zrobić uzdrowiciel. Od tamtej
pory porusza się na wózku inwalidzkim. To moja wina — wyznała, łamiącym się
głosem, po jej twarzy spływały łzy. — Uraz jest już za stary. Prawdopodobnie
nawet uzdrowień ze Św. Munga nie byłby w stanie nic poradzić, ale… dlatego
muszę iść na Oksford. Potrzebuję zaawansowanych kursów z uzdrawiania, żebym
przynajmniej mogła spróbować.
Wpatrywał
się w nią, jego wyraz twarzy był smutny i zamyślony, gdy spojrzała na niego.
—
Myliłem się wcześniej — przyznał cicho. — Słyszałem plotkę o tobie – tylko
jedną. Że nienawidzisz latać. Nie chcesz nawet oglądać meczów Quidditcha;
dlatego tamtego dnia odwróciłaś się plecami, prawda?
Skinęła
głową.
—
Przypomina mi to moment, kiedy spadałam. Bezradność, którą czułam, kiedy nagle
poczułam się bezpieczna i patrzyłam, jak on spada.
Draco
przyciągnął ją bliżej, ściskając jej włosy i całując w czoło.
—
To nie była twoja wina — próbował ją uspokoić.
Wiedziała,
że mówi serio, ale nie potrafiła w to uwierzyć. Wtuliła się w niego, jego
ciepło wsiąknęło w nią, bezpieczne, pocieszające uczucie. Przytulił ją,
składając ostatni, delikatny pocałunek na jej czole, po czym zasnęła.
_______________
Witajcie :) Tak, jak obiecywałam, pojawiam się z nowym rozdziałem tłumaczenia. W tej historii wszystko dzieje się bardzo szybko, no ale mimo wszystko dynamika jest fajna. Dajcie znać jak wrażenia.
Kolejny rozdział pojawi się w weekend. Ten tydzień chcę poświęcić na tłumaczenie "To, co jest między nami". Te rozdziały są długie i wymagają szczególnej staranności. Także czekajcie cierpliwie.
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!