[T] Come To Claim: Rozdział 45

sobota, 27 czerwca 2026

— Opowiedz mi wszystko — poprosiłam go, gdy wróciliśmy do domu.

— Wszystko?

Pociągnęłam go na kanapę i położyłam mu nogi na kolanach.

— Wszystko, Draco.

Przyglądał mi się. Na jego wyrazistych rysach twarzy malowała się niechęć.

— A co, jeśli już nie będziesz mnie chciała? — zapytał. — Nie jestem dobrym człowiekiem, Hermiono.

Chciałam przewrócić oczami. Właśnie spędził ostatnie kilka lat na przywracaniu pamięci moim rodzicom. Nic nie mogło zmienić mojego nastawienia do niego.

— Nigdy nie byłeś czarny lub biały — rzekłam. — Uwielbiałam twoją szarość i nadal będę ją uwielbiać.

Uścisnął moją dłoń.

— Mam nadzieję.

Zaczął od moich rodziców. Pracował z Ronem i Harrym nad sprawą i podsłuchał, jak rozmawiają o utracie wspomnień przez moich rodziców. Ron był nieczuły, co nikogo nie zaskoczyło, ale Draco się zainteresował. Poprosił Theo o zasięgnięcie informacji i dowiedział się, że to ja rzuciłam na nich Obliviate i wysłałam do Australii.

— Broniłaś mnie podczas procesu — powiedział. — Wspierałaś moje uwolnienie. Chyba na początku czułem, że próbuję to naprawić. Żeby ci się odwdzięczyć. Nadal byłem zagubiony, ale myślałem, że jeśli nie będę ci nic winien, poczuję się lepiej. Ale potem zacząłem zdawać sobie sprawę, że chcę, by twoi rodzice wyzdrowieli, bo to by cię uszczęśliwiło. Bo wtedy byłaś nieszczęśliwa.

— Theo wiedział?

Draco pokręcił głową.

— Powiedziałem tylko matce.

Trzymał mnie za jedną rękę, a drugą ściskał moje udo, zataczając kciukiem małe kółka.

— Kilka razy próbowałem przyspieszyć sprawę — przyznał. — Widziałaś jednej nocy. Ale w końcu byłaś tutaj i tak blisko mnie, a ja po prostu chciałem, żeby się udało.

— Nigdy nie miałabym odwagi, by tego spróbować, Draco — powiedziałam. — Za bardzo bałabym się, że stracę ich po raz drugi. Jestem ci tak wdzięczna, że poświęciłeś na to tyle lat.

Pochylił się i pocałował mnie.

— Sprowadziłbym na ziemię cholerny księżyc, gdybyś o to poprosiła.

Wiedziałam, że by to zrobił. Ten dziki, szalony człowiek zrobiłby dla mnie wszystko.

— Namówiłem Notta, żeby cię zaprowadził do Nox. Myślałem, że jeśli cię tam spotkam, przekonam cię, żebyś odeszła od Weasleya. Nigdy nie zachowałem się honorowo w sprawie twojego rozwodu. Przeleciałbym cię na wszystkie możliwe sposoby, żeby cię przekonać. Zamierzałem walczyć nieczysto.

Zdecydowanie w to wierzyłam.

— Ale tej pierwszej nocy, kiedy cię tam zobaczyłem, zamarłem. Nigdy tak naprawdę nie wierzyłem, że przyjdziesz, a Nott mnie nie ostrzegł.

— Potrzebowałam, żebyś walczył nieczysto — wtrąciłam. — Nie winię cię za to, ani nie osądzam.

Zamilkł na chwilę.

— Ale nie rozumiesz mojej potrzeby zemsty.

Wpatrywałam się w niego, przygotowując się na wagę jego zaraz wypowiedzianych słów.

Czy to zmieni moje zdanie na jego temat?

Prawda?

— Zabiłem Goldsteina.

Zaskoczyło mnie to.

W ogóle się tego nie spodziewałam.

Ron mógł uniknąć kary.

— Goldstein zawarł układ z prawnikami z Ministerstwa. Miał zeznawać przeciwko Weaselyowi i co najwyżej dostać wyrok w zawieszeniu. Widziałem umysł Goldsteina. Widziałem, co robił kobietom. Co tobie chciał zrobić. Więc go złapałem. Rozdarłem jego umysł jak płatki kwiatu. I zmusiłem go do samobójstwa.

Złapałam się na tym, że analizuję w myślach opowieść Draco. Anthony był gwałcicielem. Okropnym człowiekiem. Świat był lepszy bez niego.

— Ale jego zeznania…

— Wiedziałem, że jeśli okaże się martwy, wzbudzę wystarczająco dużo podejrzeń wokół Weasleya, by zmusić Kingsleya do użycia Veritaserum. I miałem rację.

Wciągnęłam powietrze. Ryzyko, jakie podjął, przyprawiło mnie o dreszcz. Twarz Draco była maską chłodnej obojętności, którą nosił na co dzień. Musnęłam kciukiem jego policzek, a on skierował moją dłoń w stronę swoich ust, składając na nich pocałunek.

— Zapytaj mnie, dlaczego zaproponowałem, żeby Weasley nie trafił do Azkabanu.

Mrugnęłam kilka razy.

Chciałam odpowiedzi.

Ale teraz stawałam z nimi twarzą w twarz i nie wiedziałam, czy zniosę kolejną niespodziankę.

— Dlaczego?

— Szybko by umarł w Azkabanie. Narobił sobie zbyt wielu wrogów jako Auror i bohater wojenny.

Przewrócił oczami i wychrypiał ostatnią część zdania.

— Nie jestem dobrym człowiekiem, Hermiono. Znacznie częściej rządzi mną Potwór niż czarodziej. A kiedy wypuszczam go z klatki…

Czułam się tak, jakby wstrzymywała oddech.

Potrzebowałam, żeby to po prostu powiedział.

— Chodzę do Nory.

Serce mi waliło w piersi.

— A kiedy ten gnojek śpi, wślizguję się do jego umysłu.

Zaschło mi w ustach.

— I spędzam godziny, torturując go.

W milczeniu chłonęłam szok wywołany tymi słowami.

— I uwielbiam to.

Część mnie myślała, że to może być jego powód. Gdyby Ron był w Azkabanie, Draco nie mógłby się do niego dostać. Ale bezbronna Nora była łatwym celem.

— Co, jeśli cię złapią? — zapytałam. — To może wszystko zrujnować. Wszystko to, na co tak ciężko pracowałeś. Możesz wylądować w Azkabanie.

— Bez obaw. A nawet gdyby, Główny Auror odpowiada za losowe meldunki osób objętych surowymi, magicznymi ograniczeniami. Po prostu wykazałbym, że przyszedłem na wizytę domową, albo oskarżyłbym go o wyłączenie czujnika.

Nie chciałam wiedzieć, jak go torturował.

Nie obchodziło mnie to.

Nie za bardzo.

Nie, skoro Ron był na tyle chory, że sprzedał mnie do agencji towarzyskiej. Miesiącami próbował kompletnie zrujnować mi życie.

— Widziałem jego myśli, Hermiono. Ma szczęście, że tylko go torturuję po tym, co myślał. Zwłaszcza na twój temat.

— Nie chcę wiedzieć — wyszeptałam.

I nie chciałam.

— Pragnę go dalej torturować — przyznał. — Ale jeśli poprosisz mnie, żebym przestał, zrobię to. Zrobię dla ciebie wszystko.

Spojrzałam na jego zimne, szare oczy i dostrzegłam w nich intensywność jego uczuć. Nienawidził Rona. Nienawidził go od lat. Ale ta nienawiść się zmieniła. Wiedza, którą posiadał, sprawiła, że stała się głębsza, bardziej osobista.

Rozważałam poproszenie go, żeby przestał.

Rozważałam okazanie Ronowi łaski.

Ale żadne słowa nie padły.

Nie byłam gotowa na ułaskawienie Rona.

Być może nigdy nie będę.

Ale miałam wybór, jeśli kiedykolwiek chciałam z niego skorzystać.

I to mi wystarczyło.

Pochyliłam się i delikatnie pocałowałam Draco.

— Jakie jeszcze masz sekrety?

Przyglądał mi się z zakłopotanym wyrazem twarzy. Oczekiwał mojej rekacji, ale nic nie powiedziałam, tylko czekałam.

— Chcę cię poślubić. Chcę, żeby wszyscy na świecie wiedzieli, że jesteś moja. Rozważałem dolanie eliksiru do twojej kawy, żeby zatrzymać działanie twojego zaklęcia antykoncepcyjnego, abyśmy mogli mieć dzieci.

Moje brwi poszybowały w górę na to wyznanie.

— Naprawdę?

— Nie. Ale ciągle o tym myślę.

Nie wiedziałam, czy powinnam się śmiać, czy schować głowę pod poduszkami na kanapie. Ten zaborczy Potwór był niemożliwy.

— Chcę zostać Ministrem Magii, żeby za dwadzieścia lat, kiedy skończy się okres próbny Weasleya, móc go zwolnić i wymierzyć zupełnie nowe kary. Ta nadzieja to jedyny powód, dla którego jeszcze go nie zabiłem. Przyjemność torturowania go przez dekady gasi moją żądzę krwi. Ale ledwo.

Przygryzłam wargę, obserwując, jak wypływa z niego prawda.

— Jedynym powodem, dla którego tak naprawdę nie zabiłem Pottera i jego kochanka, jest to, że wiem, jak bardzo popieprzone są ich własne umysły. Są słabi. Ale cię nienawidzą. I uważają, że Weasley się myli. Są po prostu zbyt tchórzliwi, żeby cokolwiek z tym zrobić.

Zadrwił z bycia Gryfonem.

— Nie chcę, żebyś zabił ani torturował Ginny — powiedziałam.

— Nie zrobię tego — odparł. — Jest najbardziej odważna z tej rodziny. I nienawidzi swojej matki i brata. Poza tym, jestem ciekawy, jak to wszystko się potoczy.

Nie do końca rozumiałam, ale dałam temu spokój.

— To wszystko?

Draco zastanowił się przez chwilę, zanim pokręcił głową.

— Cóż, nie. Chyba myślę o zabiciu Blaise’a za każdym razem, gdy wspomina o waszych dzieciach. Ale to chyba nie jest tajemnicą.

Uśmiechnęłam się.

— Nie, to oczywiste.

— Och, i nie torturowałem Kruma. Ale byłem blisko.

To mnie zaskoczyło.

Przybliżyłam się do Draco i usiadłam mu na kolanach, obejmując go za szyję.

— Nic z tego nie zmienia moich uczuć — wyznałam. — Kocham cię. Ale chyba najpierw pokochałam Potwora.

Roześmiał się i wtulił twarz w moją szyję, lekko skubiąc skórę.

— Może zrobię ci malinkę i wpędzę pracowników Ministerstwa w spiralę plotek.

Przewróciłam oczami.

Ale potem zastanowiłam się nad jego wcześniejszymi słowami.

Chciał, żeby wszyscy wiedzieli, że należę do niego.

Był taki cierpliwy. Minęły tygodnie od zakończenia procesu, a on nigdy nie wspomniał o podjęciu dalszych kroków. Wiedziałam, że tego nie zrobi. Czekałby w nieskończoność, aż będę gotowa. Ale dziś wieczorem rozmawialiśmy o małżeństwie i dzieciach. Właśnie tego pragnął. Te myśli go pochłaniały.

— Chyba czas, żebym pokazała ci, jak bardzo jestem wdzięczna — wyszeptałam mu do ucha.

Stężał pode mną niemal natychmiast.

— Co ci chodzi po głowie?

— Tylko rzeczy, które pokochałby Potwór.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Luna wpadła do mnie pod koniec tygodnia po południu, żeby popracować nad artykułem, który pisała. Zapomniałam, że się zgodziłam, dopóki nie przyleciała sowa z prośbą o wspólne spędzenie czasu. Po pracy poszłyśmy do małej kawiarni niedaleko Ministerstwa i porozmawiałyśmy.

Z Luną zawsze łatwo się rozmawiało. Pomimo jej dziwactwa, była wspaniałą słuchaczką i zawsze sprawiała, że czułam się swobodnie.

Niczego nie ukrywałam w wywiadzie z Luną. Nie chciałam, by w artykule zawarto jakiekolwiek tajemnice. Opowiedziałam o moim rozczarowaniu małżeństwem z Ronem. O tym, jak zdrada potrafi naprawdę namieszać w głowie.

Ale przede wszystkim mówiłam o uzdrowieniu.

O pójściu naprzód.

O odnalezieniu szczęścia i przyjaźni w najmroczniejszych momentach.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

W następnym tygodniu, jak zawsze, Draco i ja szliśmy razem po Ministerstwie. Jego ręka spoczywała na moich plecach, prowadził mnie przez korytarze i windy, a ja wtulałam się w każdy jego dotyk. Kochałam go.

Dzisiaj, gdy wsiadaliśmy do windy, rzucano nam o wiele więcej spojrzeń. Draco obok mnie zesztywniał. Wiedziałam, że grzebie w myślach otaczających nas osób. I powstrzymałam uśmiech, gdy dostrzegłam Żonglera w czyjejś dłoni.

Draco miał spotkanie z samego rana, więc jechał dziś na inne piętro. Dojechaliśmy na nie i dyskretnie pogłaskał mnie po plecach, podczas gdy ja czekałam w windzie.

— Draco — zawołałam za nim.

W windzie było z nami co najmniej osiem innych osób i każda z nich zamarła, patrząc na mnie. Draco znieruchomiał i powoli odwrócił się do mnie.

— Kocham cię — powiedziałam.

Jego oczy były szeroko otwarte z szoku, jakby nie do końca rozumiał, co słyszy.

— Ja też cię kocham, Hermiono — odpowiedział, a na naszych twarzach pojawiły się uśmiechy.

Mrugnęłam do niego, gdy drzwi windy się zamknęły i zawiozły mnie na drugie piętro. Przygryzłam wargę, by nie wybuchnąć śmiechem na widok szoku na jego twarzy i wszystkich wokół. Wątpiłam, by kiedykolwiek słyszeli, żeby Draco kiedykolwiek zwrócił się do kogokolwiek tak czułymi słowami. Ale cieszyłam się, że to mnie spotkał ten zaszczyt.

Kiedy weszłam do gabinetu, Theo już emanował ekscytacją, czytając artykuł Luny.

— Czy on to, do cholery, widział?

Zaśmiał się.

Uśmiechnęłam się, kręcąc głową.

— Myślisz, że byłabym tu, gdyby tak było?

Theo znów się roześmiał.

— Nie, podejrzewam, że będziesz przykuta do łóżka do końca tygodnia.

— W takim razie wypełnię wniosek o urlop.

Theo odłożył gazetę i znowu parsknął śmiechem.

— Planowałaś zrobić z tego sensację, prawda, Granger?

Luna przysłała mi korektę artykułu kilka dni temu. Wszystko było dokładnie tak, jak chciałam.

— Ile minie, zanim tu wparuje? — zastanawiał się Theo. — Minuty? Sekundy?

— Ma dziś rano dość ważne spotkanie z Wizengamotem. Więc może o dziesiątej? Jedenastej?

Drzwi otworzyły się z hukiem.

— Cholera, powinienem był się założyć.

Theo parsknął śmiechem.

Draco miał łobuzerski błysk w oku, gdy szedł w moim kierunku, całkowicie ignorując Theo. Przygryzłam wargę, żeby ukryć rozbawienie. Wyglądał jak Potwór, gdy to robił. Trzymał gazetę w dłoni.

— Nie powinieneś być na spotkaniu?

Udawałam niewiniątko, opierając się o biurko.

Draco nic nie mówił, wsuwając palce w moje włosy i przyciągając moje usta do swoich. Przywitał mnie głodnym żądaniem, całując mnie i drażniąc ugryzieniami.

Nie mogłam złapać oddechu, gdy w końcu się odsunął. Oparł czoło o moje.

— Dziękuję.

Pocałował mnie po raz ostatni, zanim odwrócił się w stronę drzwi.

— Nott — rzucił, wychodząc i ocierając dolną wargę kciukiem.

Śmiech Theo odbił się echem po podłodze, gdy drzwi zamknęły się za Draco.

— Czas najwyższy — powiedział, rzucając gazetę w moją stronę.

Spojrzałam na zdjęcie, które pozwoliłam wykorzystać Lunie. To, które Blaise nam zrobił.

Hermiona i jej szczęśliwe zakończenie: Historia o odzyskiwaniu życia po zdradzie i skandalu, głosił tytuł. Uśmiechnęłam się. Bo w końcu to była moja historia. Moja narracja. W końcu byłam na tyle odważna, żeby ją opowiedzieć.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Ręce mnie bolały, gdy stałam przykuta do krzyża św. Andrzeja, a Potwór klęczał przede mną. Lizał mnie, jakbym była oazą na pustyni, a on człowiekiem spragnionym wody. W Nox były dziś tłumy ludzi. Oboje poszliśmy na czarne piętro, czarna, delikatna tasiemka owinęła się wokół mojej szyi. Byłam naga. Oboje mieliśmy maski.

Byłam blisko orgazmu. I Potwór o tym wiedział.

Odsunął się, a ja jęknęłam z powodu jego straty.

Taka była zasada.

Nikt nie mógł zobaczyć, jak każde z nas osiąga orgazm.

To było tylko dla nas.

Ale szaleństwo wzajemnego doprowadzania się do granic szaleństwa też było uzależniające.

— Moja kolej, kotku.

Nagle zeszłam z krzyża i padłam na kolana przed nim. Ręce miałam związane za plecami, a on objął moją szyję swoją wielką dłonią. Przyjęłam go tak głęboko w ustach, jak tylko mogłam, podczas gdy on napinał biodra w moim kierunku. Starałam się wypuszczać powietrze nosem, gdy wchodził głębiej.

— Rozluźnij gardło, kotku — warknął nade mną, masując mi gardło i wpychając się głębiej.

Łzy piekły mnie w oczach, ale kochałam go. Uwielbiałam patrzeć, jak jest tak dziki dla mnie. Świadomość, że to ja tak na niego działałam, podniecała mnie. Kochałam go. Zapadałam policzki, a on jęczał nade mną. Żałowałam, że nie mogę w pełni korzystać z rąk, bo trzymałabym go w objęciach i wbijała paznokcie w jego udo.

Kontynuował kierowanie mną, trzymając dłoń na mojej szyi, podczas gdy ja pochłaniałam go całego. Byłam tak podniecona, tak blisko krawędzi, że potrzebowałam ulgi.

On też.

Z sfrustrowanym warknięciem wysunął się ze mnie, zanim zdążył osiągnąć orgazm. Nie zadał sobie nawet trudu, by ukryć naszą nagość, przerzucił mnie przez ramię i pomaszerował do prywatnego pokoju. Podczas niektórych nocy udawało nam się dotrzeć do kominka i wrócić do domu, by dokończyć. W inne ledwo docieraliśmy do jednego z pokoi.

Kiedy mnie niósł, uśmiechałam się do siebie. Wiedziałam, że długo nie wytrzymam. Torturujące opóźnienie niemal dobiegło końca.

Skręciliśmy za róg i dostrzegłam Theo wciągającego kogoś do prywatnego pokoju. Tylko jedną dziewczynę. Nie jego typowy harem.

Miał na sobie czarną wstążkę i ściskał dłoń kobiety z różową wstążką.

I mogłabym przysiąc, że dostrzegłam przelotny błysk jej rudych włosów, zanim drzwi się zatrzasnęły.

— Chcę cię posiąść, kotku — powiedział Draco, przywracając moje myśli do teraźniejszości.

Uśmiechnął się łobuzersko, gdy nasze maski zniknęły.

— Zrób coś gorszego — rzuciłam mu wyzwanie.

Wszedł we mnie, a ja krzyknęłam. Nigdy nie przyzwyczaję się do jego rozmiaru. Był tak przytłaczający. Tak sycący.

— Więcej — nalegałam, wbijając paznokcie w jego szyję i włosy. — Mocniej.

I odpowiedział z brutalną siłą. Przygwoździł mnie do ściany, wchodząc we mnie. Moje nogi były tak słabe, że ledwo mogłam utrzymać się wokół jego bioder.

— Tak bardzo cię kocham — warknął mi do ucha. — Jesteś moja. Cała moja.

— Tak — wydyszałam. — Proszę, Draco, tak. Cała twoja. Proszę.

— Kurwa!

Wcisnął dłoń między moje nogi i odnalazł łechtaczkę.

Krzyknęłam, czując delikatny nacisk, który sprawił, że omal nie doszłam. Draco już dochodził z rykiem, wypełniając mnie. A potem podążyłam za nim, wpadając w euforyczny wir, który pozostawił mnie oszołomioną i pozbawioną tchu.

— Kocham cię — wyszeptałam, całując go w policzek. — Dziękuję. Dziękuję.

— Na zawsze — obiecał.

— Na zawsze.

__________

Witajcie :) tak oto kończy się ta historia. Było wiele dramatów, tajemnic, seksu i ogólnego zgorszenia, ale koniec końców jest super. Wszystko dobrze się skończyło, Draco wyznał prawdę, Hermiona go nie odrzuciła, więc wszyscy zadowoleni. Dajcie znać jak ogólne wrażenie.

Dziękuję wszystkim za odzew, komentarze, gwiazdki i kudosy. To naprawdę wiele dla mnie znaczy, że tu jesteście i wspieracie mnie w tej czasem bardzo trudnej tłumaczeniowej drodze.

Jeśli chodzi o dalsze plany, to potrzebuję chwili oddechu od częstych publikacji. Ale to nie znaczy, że nie będę nic tłumaczyć. Planuję przygotować coś, na co prawdopodobnie od dawna czekacie. W międzyczasie wyjeżdżam na tydzień nad morze, także najbliższe publikacje są przewidziane na ostatni tydzień lipca. Wiem, że to daleko, ale będziecie zadowoleni, obiecuję. :) Oczywiście, następny rozdział „To, co jest między nami” zostanie opublikowany w następny weekend bądź w poniedziałek.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego weekendu! Enjoy. 

[T] Come To Claim: Rozdział 44

sobota, 27 czerwca 2026

Draco nie mógł wyjść po rozprawie, tak jak reszta z nas. Było już grubo po północy, kiedy w końcu wrócił do domu. Ja jeszcze nie spałam. Trzymałam książkę na kolanach, kiedy znalazł mnie na balkonie.

Oparł się o drzwi, a ja spojrzałam na jego przystojny profil. Był wyraźnie wyczerpany i w nieładzie. Jego włosy wyglądały tak, jakby kilkakrotnie przeczesał je dłońmi. Podwinięta koszula odsłaniała tatuaże na przedramionach. Okulary wisiały na idealnie kanciastym nosie, dodając mu jeszcze bardziej ponurego uroku.

— Przepraszam, że wróciłem tak późno.

— Nic się nie stało — odpowiedziałam szczerze.

I tak było.

Nie obchodziło mnie to, że musiał zostać po godzinach w pracy. Wiedziałam, że miał piekielny tydzień.

I ufałam Draco.

Ale nauczyłam się, że sprawy z Draco zawsze wiązały się z czymś głębszym. Nie mogłam niczego brać za pewnik. Musiałam wychodzić przed szereg. Zagłębiać się. Był skomplikowany. Miał powód wszystkich swoich czynów i zawsze w pełni się w to angażował.

I właśnie w to wierzyłam, idąc naprzód.

Wstałam i lekko pociągnęłam go za krawat, przybliżając jego szyję do siebie.

— Wyjaśnisz mi to — powiedziałam. — Kiedy nadejdzie czas. Wyjaśnisz mi wszystko.

— Gdy tylko będziesz gotowa to usłyszeć — obiecał.

Ale to nie miało się wydarzyć dziś wieczorem.

I prawdopodobnie nie jutro.

Ani w przyszłym tygodniu.

Ale prędzej czy później się poddam. Moja ciekawość da mi popalić. I poproszę go, żeby mi wszystko opowiedział. Ale do tego czasu spróbuję samodzielnie snuć teorie dotyczące rozwiązania zagadki.

Otarł się ustami o moje.

— Chodź się ze mną kochać, Granger — wyszeptał.

— Z przyjemnością, Malfoy.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Czułam się tak, jakbym właśnie dotknęła głową poduszki, kiedy Draco obudził mnie potrząśnięciem.

Minęło prawie sześć tygodni od przesłuchania Rona, a życie ewoluowało w nową rutynę. Niektóre elementy naszej dawnej rutyny pozostały bez zmian. Nadal odprowadzał mnie do pracy każdego ranka.

Byłam szczęśliwa.

Moja kariera w końcu osiągnęła pożądany poziom. Nasze badania trwały i były w pełni finansowane, a my realizowaliśmy kilka projektów edukacyjnych.

Moje grono przyjaciół rozrosło się wykładniczo. Prawdziwych przyjaciół. Takich, który bardzo się o mnie troszczyli.

I uprawiałam najbardziej otępiający i satysfakcjonujący seks w moim życiu. Z mężczyzną, który mnie kochał.

Jedyne myśli, które mnie dręczyły, dotyczyły tajemniczych zniknięć Draco.

Niezmiennie, dwa razy w miesiącu, znikał w środku nocy i nie wracał aż do końca następnego dnia.

Byłam cierpliwa.

Powiedział, że mi powie.

I musiałam zaufać, że to zrobi. Ale gdzieś z tyłu głowy wciąż się martwiłam. Bo jeśli to coś, czego nie będę mogła zignorować… coś, z czym nie będę w stanie sobie poradzić, to mnie zniszczy.

— Obudź się, kochanie — wyszeptał obok mojego policzka. — Chodź ze mną.

Wyjechał zaledwie kilka godzin temu na kolejny ze swoich tajemniczych weekendów. I już wrócił.

— Chodź, Hermiono. Już czas.

Pochylił się i mocno pocałował mnie w usta, pomagając wstać.

— Musimy iść na przyjęcie urodzinowe.

Spojrzałam na niego sennym, sceptycznym wzrokiem. Moje urodziny były w poniedziałek.

— Draco, możemy iść jutro do klubu? Już spałam.

— Nie idziemy do klubu. — Pocałował mnie ponownie. — Weź sweter. Jest zimno.

— Mamy wrzesień — sprzeciwiłam się. — Dzisiaj było gorąco.

— Nie tam, dokąd idziemy, kochanie.

Przyjrzałam się jego ubraniu. Miał na sobie sweter, dżinsy i buty. Ubrałam się podobnie i splótł swoje palce z moimi.

Zaprowadził mnie do obrazu w holu głównym, gdzie ukryty był jego świstoklik. Pocałował mnie w kostki i poprowadził dalej. Nie wiedziałam, czy chcę stawić czoła rzeczywistości tamtego miejsca.

— To przyjęcie urodzinowe, czy w końcu dowiem się, dokąd znikasz?

— Jedno i drugie.

Jego odpowiedź nie przyniosła mi ulgi.

Po prostu ścisnął moją dłoń i podszedł do świstoklika.

— Gotowa?

Wzięłam głęboki oddech i zrobiłam krok naprzód z wyciągniętą ręką.

Zmrużyłam oczy przez światło i zdałam sobie sprawę, że jesteśmy gdzieś na zewnątrz. Było tu chłodniej i był środek dnia.

Na drugim końcu świstoklika znajdował się karmnik dla ptaków w ogromnym ogrodzie czyjegoś domu. Zapach owiał mnie znajomą nostalgią. Duże i jaskrawe dalie wypełniały przestrzeń po mojej lewej stronie.

Draco puścił moją dłoń.

Odwróciłam się, żeby na niego spojrzeć, ale uśmiechnął się do mnie delikatnie, wskazując na dom.

— Śmiało — zachęcił.

Zmarszczyłam brwi.

— Co to jest? Gdzie jesteśmy?

— Ufasz mi?

Cholera.

Znowu padło to pytanie.

Nie miałam powodu, by mu nie ufać.

Zebrałam się w sobie i skinęłam głową.

Ufałam mu.

Wyciągnęłam do niego rękę.

— Chodź ze mną.

Wiedziałam, że jesteśmy na podwórku za domem, ale go nie rozpoznałam.

Wplótł swoje palce pomiędzy moje i ruszyliśmy do drzwi. Słyszałam głosy w środku i jakiś stukot w kuchni, która, jak przypuszczałam, znajdowała się po drugiej stronie drzwi. Zasłony były zaciągnięte, więc nie mogłam zajrzeć do środka. Serce waliło mi jak młotem.

Nie lubiłam niespodzianek.

Draco wyciągnął rękę i otworzył przesuwane drzwi. Wszedł pierwszy do środka i usłyszałam znajomy głos.

— Draco, kochanie, miło cię widzieć.

Całe moje ciało zamarło.

— Zaufaj mi — nalegał, pociągając mnie za sobą.

Mój mózg nie potrafił zrozumieć tego, co usłyszał.

To niemożliwe.

Bo…

Z trudem przetworzyłam to, co widziałam.

— Hermiono.

Zdławiłam szloch.

— Hermiono — powiedziała ponownie, a jej szloch zrównał się z moim.

Okrążyłam wysoką postać Draco.

— Mama?

Jean Granger wyglądała dokładnie tak, jak ją zapamiętałam. Minęły lata, odkąd widziałam ją przed jej nowym gabinetem.

Australia.

Teraz to miało sens.

Różnica czasu.

Różnica warunków atmosferycznych.

Moja mama wypowiedziała moje imię.

Ale ostatni raz, kiedy ją widziałam, przebiegł zupełnie inaczej.

Wspomnienia mojej matki nie zostały odzyskane.

Nie mogłam ich przywrócić.

Uzdrowiciele, z którymi rozmawiałam, mówili, że to niemożliwe, biorąc pod uwagę powagę i siłę mojej klątwy.

Mama podeszła i objęła mnie najmocniej, jak się dało.

— David! — krzyknęła. — David, chodź szybko!

Szlochałam w ramionach mamy. Ochrypłym, urywanym, rozdzierającym szlochem, który rozdzierał całe moje ciało.

To był szalony sen. Musiał nim być.

Nagle mój tata też mnie objął.

— Hermiono — wykrztusił. — Witaj, kochanie.

Nie wiem, jak długo tak staliśmy. Moje łzy zlały się z ich łzami w powodzi dezorientacji i emocji.

Zaraz się obudzę.

Zrozumiem, że to okrutny żart mojego pogrążonego w żałobie umysłu.

— Mają się dobrze — powiedział głos.

Głos, który rozpoznałam.

Niechętnie oderwałam głowę od ramienia mamy i zobaczyłam Sabine stojącą obok Draco i przeglądającą kartę w dłoni.

Spojrzałam na Draco, który podniósł wzrok znad pergaminów w dłoni Sabine. Uzdrowicielki umysłu. Powiedział, ze zna je od lat…

— Jak? — wychrypiałam.

Mama odsunęła się i otarła oczy chusteczką taty.

— Usiądźmy — zaproponowała.

Złapała mnie za rękę i zaprowadziła na kanapę w salonie. Tata szedł tuż za mną, delikatnie masując moje ramiona.

Rozejrzałam się po salonie i zobaczyłam swoje zdjęcia. Nie było żadnych z dzieciństwa. Ale wszystkie pochodziły z wycinków z gazet po wojnie. Jedno z nich pochodziło z oznaczenia mnie przez Ministerstwo za zasługi podczas wojny. Potem zaczęłam dostrzegać inne. Ja śmiejąca się z Astorią i Pansy. Theo i ja wygłaszający przemówienie. Draco i ja siedzący na kanapie w jego domu, moje nogi oplatały jego nogi, a ręce obejmowały szyję, gdy całowałam go w policzek. Blaise zrobił to zdjęcie dwa tygodnie temu. Draco powiesił je na lodówce.

— Może powinniśmy zacząć?

Sabine zrobiła krok naprzód, a Gemma podeszła z drugiego końca pokoju.

— Oczywiście — rzekła mama.

Usiadła tuż obok mnie, a mój ojciec zajął krzesło po drugiej stronie. Draco oparł się o ścianę z boku i puścił do mnie oko, kiedy nawiązaliśmy kontakt wzrokowy.

— Draco poznał nas kilka lat temu — zaczęła Gemma. — Okrył nasze badania i skontaktował się z nami w sprawie szczególnego przypadku, o którym wiedział.

Spojrzałam na niego, dłoń mamy ścisnęła moją.

— Lata?

Nie odpowiedział, gdy Sabine mówiła.

— Nigdy nie widziałyśmy tak dobrze rzuconego zaklęcia Obliviate — pochwaliła mnie, a ja miałam ochotę zapaść się pod ziemię.

Nigdy nie byłam dumna ze skuteczności tego zaklęcia. Odebrało mi rodziców na zawsze.

— Musieliśmy postępować ostrożnie — kontynuowała Gemma. — Zajęło nam prawie cztery lata, zanim perfekcyjnie wdrożyliśmy ten poziom odbudowy.

— Zaczął jako klient. — Jean uśmiechnęła się. — Przychodził na czyszczenie zębów. Ma takie śliczne zęby.

Mrugnęła do Draco. Moje myśli pędziły. Nie mogłam sobie wyobrazić Draco Malfoya udającego mugola i chodzącego do dentysty.

— Ważne było, aby Draco zapoznał się z twoimi rodzicami, by stworzyć okazję do komunikacji. Nie znał ich przed rzuceniem zaklęcia, więc nie istniało ryzyko, że wspomnienia o nim wywołają o nim stres, gdy wypłyną na powierzchnię. Draco mógł być dla nich bezpieczną bazą.

— Gdybyś to ty próbowała być kotwicą, mogłoby to być traumatyczne dla ich umysłów i zrujnować nasz postęp — wyjaśniła Sabine.

— Każdego miesiąca planowaliśmy interakcje z Draco. Sklepy, restauracje, plaże, spotkania. Stał się ważnym elementem ich życia — powiedziała Gemma. — To pomogło zbudować zaufanie.

— Dar Legilimencji Draco był niezastąpiony. Potrafił odczytać, jak daleko się posuwamy i czy nie przekraczamy swoich możliwości. Pomógł nam natychmiast wyznaczyć granice.

— Na początku byliśmy bardzo ostrożni — rzekła Sabine. — I słusznie. Nigdy wcześniej nie robiliśmy takiego odwrócenia. A on był bardzo opiekuńczy. Jeśli tylko pojawiał się cień dyskomfortu, wycofywał się. Dlatego zajęło nam to tak dużo czasu.

— Odzyskałam swoje pierwsze wspomnienie dwa lata temu — wtrąciła Jean. — Twój ojciec tak samo.

— Nikt z nas nie był pewien, jak fizyczne spotkanie z tobą wpłynie na nasze umysły — odparł David. — Nie chcieliśmy zrujnować wszystkich postępów, jakie poczyniliśmy.

—Domyślałam się, że czekaliśmy bardzo długo. Poczekalibyśmy tak długo, jak tylko trzeba, żeby mieć pewność, że będzie idealnie — dodała Jean.

— Jest idealnie — powiedziałam, a emocje ścisnęły moje gardło. — Wszystko jest idealne. I bardzo prze…

Czknęłam szlochem.

— Ochroniłaś nas — zapewniła mnie, odgarniając moje włosy. — Uratowałaś nam życie.

— Twoja rodzina stanowiła cel — rzekł Draco. — Tylko w ten sposób mogłaś ich uratować.

Moje oczy spotkały się z jego. Moje obawy się potwierdziły. Śmierciożercy by ich ścigali.

Jak wiele z tego wiedzieli moi rodzice?

— Wszystko — odpowiedział na głos.

— Gwoli ścisłości — powiedziała moja mama surowym tonem. — Byłam zdecydowanie przeciwna samookaleczeniu blizną Szlama.

Otworzyłam szeroko oczy, odwracając się do Draco. Naprawdę powiedział im wszystko.

— Może powinniśmy dać im trochę prywatności — zasugerował, prostując się. — Mam kilka spraw do załatwienia.

Skinął na Gemmę i Sabine. Obie spojrzały jeszcze raz na swoje karty, zanim skinęły głowami ku nam.

— Wszystko idzie dobrze. Nie widzę traumy — powiedziała Gemma. — Ale zawołajcie Draco, jeśli coś się zmieni. On się z nami skontaktuje.

— Dziękuję — zdołałam wyszeptać. — Dziękuję za to wszystko.

Sabine puściła oko, gdy szły za Draco do drzwi wejściowych.

— Wrócę — zapewnił. — Użyj sygnetu, jeśli będziecie mnie potrzebować.

A potem zostałam sama.

Z rodzicami.

I wiedzieli, kim jestem.

Pamiętali.

Wydusiłam z siebie dźwięk przypominający śmiech i szloch, gdy znów rzuciłam się w ramiona mamy.

Pocałowała mnie w policzki i głowę, trzymając.

— Tak bardzo cię kochamy — powiedziała. — Tak bardzo.

— Mam wam tak wiele do opowiedzenia. Sporo się wydarzyło.

— Większość naszych sesji z Draco w ciągu ostatniego roku polegała na opowiadaniu nam o tym, co się działo i sprawdzaniu, jak nasze umysły sortują i przechowują te informacje — rzekł mój tata, wskazując na stos gazet.

Ścisnęło mnie w żołądku.

— Czytaliście gazety?

— Hermiono. — Mama uniosła mój podbródek. — To, co ci się przydarzyło, było straszne. Musieliśmy się przekonać, czy potrafimy sobie poradzić ze złymi wiadomościami tak samo dobrze, jak z dobrymi wspomnieniami. Ale jesteśmy zdruzgotani, że nie mogliśmy być przy tobie i cię wspierać.

— Ale jesteśmy z ciebie cholernie dumni — powiedział tata, a jego oczy błyszczały łzami. — Jesteś taka silna.

— Nie przetrwałabym tego roku bez Draco — mruknęłam szczerze. — Nie wiem, gdzie bym teraz była.

Chciałam wymiotować. Mogłabym być teraz w Scry.

Mama znów pocałowała mnie w głowę i zaczęła wypytywać o moje badania. Tata również. Zupełnie jak za dawnych lat. Wracałam ze szkoły, a oni oboje całkowicie zanurzali się w moim świecie. Zawsze tak dobrze im szło, że moje życie wydawało się połączone z ich życiem, mimo że większość roku przebywaliśmy w zupełnie innych społecznościach. Nigdy nie czuliśmy się mugolami ani magicznymi istotami. Po prostu czuliśmy się jak w domu.

Straciłam poczucie czasu, nadrabiając zaległości. W końcu Draco wrócił i dołączył do nas w salonie, aż mama wstała, żeby przygotować kolację. Dołączyłam do niej i zaczęłam pomagać obierać i myć ziemniaki. Tak jak zawsze przed przygotowaniem niedzielnej pieczeni.

Draco i mój tata zaczęli oglądać mecz piłki nożnej, a Draco był zaskakująco na bieżąco z faktami dotyczącymi ulubionej drużyny mojego taty.

Obserwowałam ich z oszołomioną miłością.

Czy to działo się naprawdę?

— Całkiem niezwykły młody człowiek.

Mama uśmiechnęła się.

Zerknęłam na nią i zobaczyłam, jak uśmiecha się ironicznie. Poczułam, że się rumienię.

— Opowiedział nam wszystko — wyznała cicho. — Wszystkie wspomnienia związane z tobą ze szkoły. O czystości krwi. O wojnie. O wszystkim. Powiedział nam, jak ważne będzie zbudowanie między nami zaufania i zasłużenie na nasze przebaczenie.

Powstrzymałam wzruszenie. Byłam tak przejęta aktem miłości Draco, że ledwo mogłam to wszystko przetworzyć. Ten poziom uwielbienia i miłości przekraczał wszystko, co mogłabym mu dać w zamian.

— Zasłużył na nie?

Uśmiechnęła się, patrząc na niego i mojego tatę.

— Wybaczenie Draco jego czynów z przeszłości przyszło nam tak łatwo, jak oddychanie — odpowiedziała.

— Ja miałam tak samo — przyznałam.

Zjedliśmy razem kolację. Kupili mi nawet kilka prezentów urodzinowych. Dostałam od nich pięć zawieszek do bransoletki, którą zaczęli tworzyć, kiedy poszłam do Hogwartu. Po jednej na każdy rok, który przegapiliśmy.

Tata znalazł też pierwsze wydanie książki o alchemii w jednym ze swoich antykwariatów. Zawsze uwielbiał znajdować dla mnie małe nawiązania do magii w mugolskim świecie.

Wszystko było takie idealne.

Najbardziej idealny dzień.

— Kiedy mogę wrócić? — zapytałam po kolacji. — Mogę do was napisać? Jak to działa?

— Uzdrowicielki oczyściły ich umysły — powiedział Draco. — Nie ma powodu, dla którego wasze życie nie miałoby wrócić do normalnego poziomu interakcji sprzed zaklęcia.

— Więc znajdziemy nową normalność — rzekł tata, przytulając mnie.

— Może wrócimy do Londynu. — Mama puściła do mnie oko. — Wiesz, że nie mogę się doczekać, żeby poznać twoją matkę.

Draco się uśmiechnął.

— Powiedzcie słowo, a spakujemy was i przeprowadzimy w mgnieniu oka.

Objęłam mamę, gdy Draco i mój tata się przytulali.

— Kocham cię — wyszeptałam do niej. — Jestem taka wdzięczna, że was odzyskałam.

Pocałowała mnie w policzek i objęłam tatę.

— Wkrótce się zobaczymy, kochanie — zapewnił.

Mama mocno przytuliła Draco i szeptała do niego coś, czego nie słyszałam. Uśmiechnął się i kiwał głową w odpowiedzi, ale ona kontynuowała rozmowę.

Po kolejnej minucie w końcu odsunęła się i pocałowała go w oba policzki.

— Wkrótce się zobaczymy, kochanie — obiecała mi, gdy wychodziliśmy tylnymi drzwiami.

Draco niósł moje prezenty w jednej ręce, a drugą trzymał mnie za rękę.

— Kocham cię — wyznałam.

Bo właśnie tak było. To był jedyny sposób, w jaki mogłam pomyśleć o wyrażeniu słowami lub próbie zrozumienia ogromnego daru, jaki mi dziś podarował. Przywrócił całe moje życie. Moją rodzinę. I robił to od lat. Kiedy jeszcze byłam mężatką. Kiedy cierpiałam każdego dnia i nie widziałam sensu życia. Draco pracował. Dla mnie.

Pocałował mnie, zanim dotarliśmy do świstoklika. Rzuciłam jeszcze jedno spojrzenie przez ramię i pomachałam rodzicom.

Miałam drugą szansę.

Mój dom w końcu wydawał się kompletny.

_____________

Witajcie :) wiem, że w tym opowiadaniu rzadko piszę coś od siebie pod rozdziałami, ale ten jest dla mnie wyjątkowy. Ten rozdział jest moim ulubionym w całej historii. Ten rozdział sprawił, że pokochałam to opowiadanie. To, co Draco zrobił dla Hermiony jest nie do opisania. Osobiście wiele to dla mnie znaczy, bo sama niedawno straciłam bliską osobę i zrobiłabym wszystko, by ją odzyskać. Ale nie mogę. Może jestem emocjonalna, wybaczcie. Ale po prostu uwielbiam ten rozdział. 

Przed nami jeszcze ostatni, zatem zapraszam!