[T] Come To Claim: Rozdział 42

środa, 24 czerwca 2026

Zaparło mi dech w piersiach, a plecy się wygięły. Skóra ławki pod kolanami zaskrzypiała, gdy zostałam popchnięta do przodu. Skórzane kajdanki, które trzymały moje dłonie, napinały się, pokonując mój opór. Palący ucisk narastał we mnie. Pot spływał po skórze. Czułam go wszędzie. W całej okazałości.

Jego biodra wystrzeliły do przodu, a ja znów krzyknęłam.

Był nieustępliwy.

Jęczałam, czując szorstkie i przytłaczające uczucie pulsującego kutasa Draco wchodzącego we mnie.

Minęły tygodnie od mojego procesu i w końcu wszystko wróciło do normy. Wróciliśmy do Nox, a ja znów rozkoszowałam się obecnością Potwora.

Nasze maski były szczelnie dopasowane do naszych twarzy. Miałam długi, czarny kucyk zwisający z tyłu głowy, który zwinął wokół pięści, wtulając się we mnie. Drugą rękę zacisnął na moim biodrze.

Inni zebrali się, obserwując nas. Mój gładki, czarny kucyk pasował do wstążki na mojej szyi. Mojego daru dla Potwora. Czułam go gdzieś z tyłu głowy. Dałam mu stały dostęp. I w takich chwilach czułam się idealnie. Czytał każdą myśl i reagował w ten sam sposób. Jeśli potrzebowałam, żeby mnie dotknął, pocałował i ugryzł w jakieś miejsce, robił to.

Mocno uderzył mnie w lewy pośladek, a ja syknęłam z przyjemności. Rozkoszowałam się tym pieczeniem.

Byłam blisko.

Prędkość.

Nacisk.

Tego było za dużo.

A potem się odsunął.

Warknęłam. Nie! Byłam tak blisko!

— To tylko dla mnie — powiedział Draco wbrew mojej woli. — Nie dla nich.

Jęknęłam.

— Kocham cię — wyszeptał.

Dał mi klapsa po raz ostatni, zanim zdjął kajdanki. Podniósł mnie i przerzucił sobie przez ramię, po czym zszedł ze sceny i ruszył ku windom. Wyrywałam się z jego uścisku, ale znowu dał mi klapsa w tyłek.

Znosiłam jego zaborcze zapędy jaskiniowca. Uśmiechnęłam się i pomachałam Lunie i Astorii, które dzieliły jedną z tanecznych klatek. Theo siedział przy stoliku z Blaise’em i kilkoma innymi kobietami. Blaise i Theo również pomachali i mrugnęli do mnie. Zasalutowałam im, gdy Draco skręcił do holu.

Kiedy wyszliśmy z kominka do jego salonu, postawił mnie na podłodze.

— Chyba musimy coś dokończyć.

Uśmiechnął się do mnie szeroko, gdy nasze maski zniknęły.

— Czego potrzebujesz, kotku?

Miałam na sobie tylko czarne podwiązki, pończochy i skrawek koronki, który ledwo służył za stanik. Usunął wszystko jednym machnięciem różdżki.

— Wykończ mnie.

Jego oczy pociemniały.

Usunął swoje ubranie.

— Z przyjemnością.

Owinęłam się wokół niego, gdy rzucił się na mnie. Nasze ciała się połączyły, a ciepło było tak intensywne, jakbyśmy oboje się spalali. Skubał i drażnił moje ciało, jego usta były wszędzie.

Przesuwałam dłońmi po grubych i jędrnych mięśniach. Moje palce wędrowały po wypukłościach jego ciała, gdzie tatuaże wirowały na skórze. Uwielbiałam je. Przyzwyczaił mnie do tego, że chodzi bez koszulki po domu i rozkoszowałam się ciągłym widokiem tych tatuaży. Powoli zapamiętywałam każdy wers, każdą literę.

Zaniósł mnie do swojego pokoju i położył na łóżku. Rozłożył mi nogi i natychmiast zanurzył się między nimi swoimi głodnymi ustami. Jęknęłam z wrażenia. Jego język okrążył moją łechtaczkę, drażniąc ją i przyciągając bliżej orgazmu.

Potrzebowałam kilku sekund. Jego palce połączyły się z jego ustami, wysysając ze mnie każdą spójną myśl. To było dokładnie to, czego pragnęłam. Było idealnie. On był idealny.

Światło eksplodowało pod moimi powiekami. Zakręciło mi się w głowie od euforii i ulgi. Nie przestawał. Przedłużał moją przyjemność, aż moje ciało zadrżało pod nim.

Czułam go głęboko pod skórą. Cała drżałam.

A potem wstał, zarzucił moje nogi na swoją szyję i wszedł we mnie. Zaśmiałam się ze zdziwienia, widząc, jak głęboko wszedł. Tak dobrze mnie wypełniał. Nie odpuszczał. Raz po raz pulsował we mnie.

Znów wszedł do mojej głowy. Znajoma obecność popychała mnie dalej.

— Dojdź dla mnie — powiedział, przesuwając palcami po ścianach mojego umysłu. — Pozwól mi zobaczyć cię rozwiązłą. Tylko dla mnie. Nikt inny tego nie zobaczy.

Krzyknęłam, łapiąc oddech.

Moje ciało się napięło.

Zamierzałam znowu dojść.

Jego kciuk trafił na moją łechtaczkę i moje ciało zapłonęło.

— Draco!

Był nieustępliwy.

Czułam zbyt wiele emocji.

Tak wiele presji.

Nie mogłam złapać oddechu.

Płonęłam.

A on eksplodował we mnie, wypełniając mnie całkowicie. Ryknął, a ja krzyknęłam, gdy nasze orgazmy zmieszały się w płomiennej namiętności.

Opadł na łóżko i pociągnął mnie na siebie, tuląc do swojej piersi.

— Moja kochana.

Pocałował mnie w głowę.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Cholernie cudowny weekend — powiedział Theo, splatając palce za głową pod koniec poniedziałku. — Nigdy nie dojdę do siebie. Przez ostatnie dwa dni musiałem okładać kutasa lodem.

Przewróciłam oczami i zerknęłam na najnowszy komiks od Draco. Dzisiejszy przedstawiał mnie, jak rzucam urok na Theo i zamieniam go w ropuchę. Nie miałam pojęcia, że Draco ma też dar jasnowidztwa, a jednak.

— Dziś wieczorem mam randkę z jedną z nich — mruknął. — Nie masz nic przeciwko, że wyjdę wcześniej?

— Idź — namawiałam go. — Baw się dobrze.

Wyszedł, a ja zajęłam się przeglądaniem naszych ostatnich formularzy, które miały zostać wysłane do Hogwartu z prośbą o pozwolenie na pracę z uczniami.

Usłyszałam, jak drzwi się otwierają i uśmiechnęłam się. Draco dotrzymał obietnicy z rana. Spojrzał na mnie w tej sukience i całą jazdę windą opowiadał o wszystkich okropnych rzeczach, które zamierzał mi zrobić, kiedy wrócę z pracy. Odwróciłam się i zamarłam.

Artur Weasley opierał się o jedno z biurek przy drzwiach.

— Witaj, Hermiono.

Zerknęłam na zegarek.

Draco miał się tu pojawić dopiero za godzinę.

Ale mój wzrok padł na srebrny sygnet na moim lewym palcu.

Nie wiedziałam też, jak daleko sięgała Legilimencja. Wątpiłam jednak, że mógłby się ze mną połączyć mimo dzielących nas czterech pięter. Nie zdjęłam jeszcze sygnetu. Miałam czas do namysłu.

Skłoniłam głowę, ale nic nie powiedziałam.

— Pomyślałem, że moglibyśmy chwilę porozmawiać.

Zachowałam kamienną twarz, gdy Artur poruszył się niespokojnie.

— Otrzymałam kolejne trzy wyjce od Molly, Arturze. Jest jasne, jakie jest wasze stanowisko.

Zacisnęłam zęby. Wysyłała po jednym co tydzień od procesu. Każdy był bardziej ohydny od poprzedniego. Kobietę należało zamknąć w pokoju bez klamek. Po trzecim Draco złożył w Ministerstwie skargę o nękanie i Molly dostała sowę z żądaniem zaprzestania.

— Wyjce to akt desperacji cierpiącej kobiety. — Artur pokręcił głową. — Przykro mi. Ale musisz zrozumieć. Molly nie może się otrząsnąć po stracie, którą przeżywa. A perspektywa, że teraz może stracić Rona? To za dużo, Hermiono.

Stałam w milczeniu.

Nie obchodziło mnie, jak wielką stratę poniosła Molly. Nie dawało jej to pretekstu do bycia suką dla kogoś, kogo torturował jej syn.

— Przyszedłem, by porozmawiać o Ginevrze.

Uniosłam brew.

— Nie wiem, co o niej wiesz ani w jaki sposób zmuszasz ją do odwrócenia się od rodziny, ale Hermiono, to musi się skończyć. Proszę. Dla naszego wspólnego dobra. Kiedyś byliśmy twoją jedyną rodziną. Proszę.

Zaśmiałam się bez humoru. Naprawdę to mówił? Czy naprawdę myślał, że to ja doprowadziłam Ginny do zbuntowania się przeciwko rodzinie?

— To, że myślisz, że to ja stoję za zachowaniem Ginny, pokazuje, jak słabo mnie znasz.

— Zniszczyłaś naszą całą rodzinę, Hermiono. Co innego mam myśleć?

Szczęka bolała mnie od zaciskania zębów.

— Musisz wyjść — powiedziałam. — Przegiąłeś. I nie mam ci ni do powiedzenia w tej sprawie. Jeśli masz problem z córką, możesz z nią o tym porozmawiać.

— Hermiono, proszę, przejrzyj na oczy.

— Nie słuchasz! — warknęłam. — Najwyraźniej ty i Molly macie problem ze słuchaniem faktów. Wasza córka siedziała na sali sądowej i powiedziała całą prawdę, a żadne z was nie chce jej uwierzyć. Więc możecie żyć z Ronaldem. Możecie trzymać go blisko siebie, bo to chyba jedyna cholerna osoba, która cokolwiek dla was znaczy.

Drzwi do mojego gabinetu otworzyły się z hukiem. Moc emanująca od Draco Malfoya wystarczyła, żeby nas powalić. Chwyciłam się biurka, próbując się uspokoić. Artur również zachwiał się niespokojnie, ale odzyskał równowagę.

— Wynoś się. Natychmiast.

Patrzyłam, jak Draco chwieje się przy drzwiach. Nie skupiał się na mnie. Był wściekły. Zbyt wściekły, by unicestwić pana Weasleya.

Artur rzucił mi ostatnie błagalne spojrzenie, zanim wyszedł z gabinetu. Draco trząsł się, ocierając twarz dłonią.

— Co się stało? — zapytałam.

Odwrócił się i złapał moje rzeczy, zanim zdążyłam zaprotestować. Musiałam prawie biec truchtem, żeby za nim nadążyć. Cokolwiek się stało, było złe. Bardzo złe.

— Wynoście się — warknął do ludzi w windzie, gdy drzwi się otworzyły.

Czarownice i czarodzieje szybko wyszli z windy, a ja weszłam z nim do środka. Jechaliśmy w milczeniu, aż dotarliśmy na jego piętro.

Poszłam za nim do jego gabinetu, gdzie przebywali już Dean i Harry.

Draco zamknął drzwi i zabezpieczył je zaklęciami wyciszającymi.

— Goldstein nie żyje.

Szczęka mi opadła.

Krew uderzyła do głowy.

Czułam się jak w tunelu aerodynamicznym.

Usiadłam na krześle obok biurka Draco. To się nie mogło dziać. To nie działo się naprawdę.

— Ale on był w ministerialnym areszcie — powiedział Harry.

— Wiem, gdzie był, Potter.

Ton głosu Draco był równie zabójczy, co emanująca z niego wściekłość.

— Jak? — zdołałam wykrztusić.

— Samobójstwo — odpowiedział Dean.

Jego proces został przesunięty o dwa tygodnie. Teraz nigdy do niego nie dojdzie. Odszedł. Podobnie jak kolejna odpowiedzialność Rona. Została nam tylko Astrid. I nawet ona okazywała się trudna w niewoli.

Spojrzałam na Harry’ego, odczytując jego wyraz twarzy. Ale nic nie zobaczyłam. Wpatrywał się w dywan i poprawiał okulary, tak jak zawsze, gdy się odcinał.

— Może teraz masz szansę się ujawnić — rzekł Draco. — Zeznanie potwierdzające to, co wiesz o jego charakterze, mogłoby tylko pomóc.

Patrzyłam na Harry’ego. Wstrzymałam oddech, czekając na jego odpowiedź.

— To nie takie proste — odparł Harry. — Nie mam pojęcia, co planowali z Goldsteinem.

— Ale wiesz, jaki jest Ron. Oświadczenie o tym, jak traktuje swojego najlepszego przyjaciela, wiele by dało.

— Wciąż macie Astrid — bronił się, krążąc po pokoju. — Jej oświadczenie wystarczy.

— A co jeśli nie będzie współpracować?

Niecierpliwość Draco rosła. Z trudem mógł się opanować.

— Macie sfałszowaną umowę — rzekł. — Macie pióro.

— Potter, jestem o krok od złamania twojego tchórzliwego karku za cały ten bajzel. Przysięgam na bogów, że odpłacę się w najokrutniejszy sposób, jaki znam.

— Nawet ty nie byłbyś tak impulsywny i bezmyślnie głupi, Malfoy — odparł Harry. — W tej chwili próbujesz po prostu zniszczyć Rona!

— Tak! Próbuję, kurwa, bo on chce skrzywdzić tak wiele istnień!

Draco i Harry stali teraz niemal nos w nos, krzycząc na siebie.

— On jest chory!

— Jesteś głupcem, Potter!

— Akceptujesz to, co zrobił? — zapytałam Harry’ego.

Obaj zamarli i odwrócili się w moją stronę.

— Akceptujesz to? — powtórzyłam.

— Nie, Hermiono — wyszeptał. — Oczywiście, że nie.

— Więc pomóż to naprawić.

Powoli pokręcił głową.

— Przepraszam. Ale to jedyna rodzina, jaka mi została. Nie mogę ich skrzywdzić.

Spodziewałam się takiej odpowiedzi. Ale zebrałam się w sobie, by stawić czoła fali emocji, które we mnie zawrzały. Gniew. Zdrada. Ale również nadzieja. Wiedziałam, że on się nie zmieni. Wiedziałam, że będzie trzymał się swojej wersji.

— Mam nadzieję, że los ci odpłaci za twoje czyny, Harry.

— Wynoś się z mojego gabinetu, Potter — rzekł Draco.

Nie płakałam. Nawet nie miałam na to ochoty. Nie mogłam wiecznie rozpaczać przez Harry’ego Pottera. Będzie miał życie, na które zasługuje. Karma się o to zatroszczy. Weasleyowie będą go nadal wykorzystywać i znęcać się nad nim. A on zasługiwał na każdy gram bólu, którego doświadczył.

Harry przełknął ślinę, ale skinął głową i wyszedł. Odważny chłopak, który walczył z Voldemortem, pozostał już tylko wspomnieniem. Być może w końcu znalazł coś, z czym bał się walczyć. Samotność stanowiła jego największy strach, a mierząc się z Ronem, w końcu będzie musiał stawić czoła samotności, której się lękał.

Dean wstał, ale Draco uniósł rękę, żeby go powstrzymać.

— Chcę, żeby Astrid była pod całodobową obserwacją — poinstruował go Draco. — Samobójstwo nie wchodzi w grę.

Dean skinął głową i wyszedł.

Odwróciłam się i spojrzałam na Draco.

— Bardzo mi przykro — wyszeptał, odgarniając moje loki.

Jego usta delikatnie musnęły moje ramię.

— Nie jestem na ciebie zła.

— Powinnaś. To ogromna strata, Hermiono. I był pod moją opieką.

Musnęłam ustami jego usta.

— Rozwiodłam się. Jestem bezpieczna. To były moje priorytety.

— Zabiję Weasleya i Pottera, zanim to się skończy.

— Nie, nie zabijesz.

Uniósł brew, rzucając mi wyzwanie. Pokręciłam głową.

— Dobra. Tylko Weasleya.

Zmrużyłam oczy.

— Chyba zapominasz, kto jest prawdziwym Potworem, Granger.

_____________

Witajcie :) trochę się podziało w tych rozdziałach. Jestem ciekawa, czy Wy też zawiedliście się na Harrym? Ja czułam mega zawód, ale mimo wszystko Hermiona dobrze to zniosła. A jego dopadnie karma. Oby tak było...

Zostały trzy rozdziały, w tym mój ulubiony z całej tej historii. Planuję opublikować je najpóźniej w sobotę. Także czekajcie.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłej końcówki tygodnia! Enjoy!

[T] Come To Claim: Rozdział 41

środa, 24 czerwca 2026

  

Witajcie :) w środowy wieczór zapraszam na dwa nowe rozdziały tłumaczenia. Można je uznać za przejściowe, ale również bardzo ważne dla dalszego rozwoju wydarzeń. Nie przedłużając, miłej lektury!


___________


Mozolnie szarpałam rąbek spódnicy, siedząc na stołku przy blacie, podczas gdy Draco gotował.

Musiałam z nim porozmawiać. Ale gula w gardle wielkości tłuczka blokowała słowa za każdym razem, gdy próbowałam. Nie wiedziałam, jak wyrazić wszystkie moje uczucia. Byłam tak przytłoczona i spanikowana. Nie chciałam, żeby Draco odszedł. Nie chciałam odchodzić. Pragnęłam go. Chciałam zostać z nim i zgłębiać tę szaloną więź. Ale presja i oczekiwania społeczne wciąż wdzierały się do mojej podświadomości.

Ale on mnie kochał. Bardziej niż ktokolwiek inny przez całe moje życie. I to też wiązało się z ogromną presją. Co, jeśli nie spełnię jego oczekiwań? Co, jeśli go zawiodę? Co, jeśli go zranię? Co, jeśli nie będę w stanie kochać go aż tak mocno? Co, jeśli, jeśli, jeśli. Wszystkie te myśli mnie dręczyły!

Potem dała o sobie znać moja logiczna strona. Czy naprawdę byłam w wystarczająco stabilnym stanie psychicznym, żeby skupić się na czymś innym? Kimś innym? Psychologia zachęcałaby mnie do poświęcenia trochę czasu samej sobie. Powinnam dojść do siebie, zanim wkroczę w kolejny związek. I nie miałam pojęcia, co psychiatra powiedziałby o Nox. Ale czy byłam gotowa zrezygnować z tej strony siebie? Czułam się tak, jakbym dopiero zaczynała doświadczać głębokiego przebudzenia seksualnego. I nie byłam gotowa zrobić tego z nikim innym poza Potworem.

Moje oczy przesunęły się po jego ciele. Wrócił do domu i przebrał się w dresy i koszulkę. Nigdy nie znudzi mi się widok Draco tak zrelaksowanego i swobodnego. Jego tatuaże były dla mnie kolejnym powodem fascynacji. Miałam wrażenie, że za każdym razem, gdy go podziwiałam, odkrywałam nowy wzór lub symbol wytatuowany na jego skórze. Nosił okulary, ale nie pytałam, co doprowadziło go dziś do tego stanu. Wiedziałam, że stres w pracy się nasila, zwłaszcza w obliczu nadchodzących procesów.

— Granger, wariuję, zastanawiając się, dlaczego milczysz.

Użył tonu głosu Głównego Aurora i miałam ochotę jeszcze bardziej wtopić się w krzesło.

Słyszałam głos Theo w mojej głowie, który nakazywał mi wziąć się w garść.

Nie wiedziałam, od czego zacząć. Jak zacząć. Nie wiedziałam, jak uporządkować myśli w mojej głowie.

Dziś dostałam wiadomość, że muszę przejrzeć rzeczy z mojego starego domu przed sprzedażą. Nic stamtąd mnie nie interesowało, ale to stanowiło tylko kolejny element chaosu w mojej głowie. Dzisiaj jednak zaktualizowałam dokumenty. Więc jedną rzecz mogłam odhaczyć na mojej wyimaginowanej liście. Ale reszta? Kiedy to się skończy?

Wciąż dręczyły mnie koszmary. Przysięgam, że przeraźliwy krzyk Astrid będzie mnie prześladował do końca życia. Bóle fantomowe po Cruciatusie też wciąż dawały o sobie znać, zwłaszcza gdy byłam skrajnie wyczerpana. Co nagminnie mi doskwierało. Moje mechanizmy obronne słabły. Nie potrafiłam myśleć poza tą mentalną mgłą, która blokowała każdą drogę, jaką ostatnio próbowałam podążać. To wszystko było po prostu zbyt przytłaczające. I czułam się samotna. Jak mogłam wyrazić słowami takie uczucia? Nie rozumiałam większości z nich.

Draco nagle stanął przede mną, obejmując moją brodę dłonią i unosząc twarz ku sobie.

— Przerażasz mnie.

Westchnęłam.

Czułam gorzkie łzy, które groziły spłynięciem po twarzy. Kurwa. Nie chciałam płakać. Jeśli zacznę, mogę już nie przestać.

— Po prostu nie wiem, od czego zacząć — powiedziałam. — Za dużo tego.

Przyglądał mi się uważnie, muskając kciukiem moją wargę.

— Jestem po prostu przytłoczona.

Skinął głową, akceptując moją odpowiedź, mimo że była niejasna. Byłam przytłoczona. Po prostu nie potrafiłam rozszyfrować wszystkich stresorów, które powodowały mój stan. To wykraczało poza sprawę z Ronem.

— Zjedzmy coś — zaproponował i słodko mnie pocałował.

Dziś wieczorem jedliśmy na kanapie. Przebrałam się w jeden z jego starych swetrów do Quidditcha i pływałam w za dużym materiale.

Oglądaliśmy konkurs pieczenia ciast i rozsiedliśmy się w ciszy. Po tak długim siedzeniu w tej samej pozycji bolały mnie stawy. Kolejny efekt uboczny Cruciatusa.

— Relaksująca kąpiel by pomogła — rzekł Draco, masując moje plecy. — Co ty na to?

Kiedy skinęłam głową, objął mnie i mocno przytulił. Pozwoliłam mu przygotować kąpiel i dołączył do mnie. Wtuliłam się w jego pierś, gdy opieraliśmy się o marmur i rozkoszowaliśmy tym uczuciem. Poczułam, że po raz pierwszy dzisiaj wypuszczam powietrze z płuc.

Czułam narastające między nami napięcie. Chciał się wtrącać, naciskać, ale szanował moje milczenie. Wiedziałam, czego potrzebował, ale nie mogłam się przemóc, żeby się odezwać. Nie wiedziałam nawet, od czego zacząć. Marzyłam tylko o tym, żeby wszedł do mojej głowy i się rozejrzał. W ten sposób nie musiałabym się odzywać. Mógł po prostu usiąść i zobaczyć na własne oczy, w jakie chaotyczne piekło zamienił się mój umysł.

Gwałtownie otworzyłam oczy.

— Draco, gdybym cię o coś poprosiła, zrobiłbyś to?

Spojrzałam na bok wanny, gdzie położył okulary na ręcznikach. Był wyczerpany. Ale może jutro? Albo innego dnia? Byle tylko wyrzucić to z siebie i zaspokoić jego ciekawość.

— Powiedz mi, czego potrzebujesz — powiedział, przyciskając usta do mojej głowy. — Zrobię wszystko.

Zebrałam się w sobie.

— Mógłbyś użyć Legilimencji?

Nie wiem, jak długo tak siedzieliśmy, ale cisza była ogłuszająca. Pomógł mi uporać się z koszmarami w szpitalu. Z pewnością był gotów interweniować dalej. Czy prosiłam o zbyt wiele?

— Proszę — błagałam. — Nie mogę… — Przełknęłam ślinę. — Za dużo się dzieje, żeby próbować to wytłumaczyć.

— Hermiono — westchnął moje imię. — Naruszenie twojej prywatności w ten sposób… twoich myśli…

— Daję ci pozwolenie.

— A co z tym, czego nie chcesz, żebym zobaczył?

Na przykład moich prawdziwych uczuć.

Uczuć, których bałam się wypowiedzieć na głos.

Uczuć, które próbowałam powstrzymać.

Westchnęłam.

Byłam zbyt wyczerpana, żeby martwić się o ukrycie przed nim tej jednej rzeczy. Kiedy będę gotowa, powiem to na głos. Ale do tego czasu tylko to mogłam mu zaoferować.

— Nie mam przed tobą nic do ukrycia, Draco. Chcę, żebyś to wszystko zobaczył.

Nachylił moją twarz ku swojej i przyglądał mi się.

— Jesteś pewna?

Skinęłam głową.

— Powiedz, gdy będziesz chciała, żebym się wycofał. Odepchnij mnie. Rozumiesz?

Znów skinęłam głową.

— Będzie bolało? — zapytałam.

— Nie. — Pocałował mnie. — Nigdy bym cię nie skrzywdził.

Oparłam się o jego pierś, a on objął mnie jeszcze mocniej. Poczułam jego usta tuż przy uchu i dreszcze przebiegły mi po karku, ramionach i nogach.

A potem poczułam, jak przenika do mojego umysłu niczym mgła pod drzwiami. Czułam jego obecność wokół siebie. Jakbyśmy oboje byli stworzeni z wiatru lub chmur i istnieli w każdym zakamarku mojego umysłu. To było delikatne, jak miękka mgiełka. Poczułam jego usta muskające moje ciało i znów się rozluźniłam. Ufałam mu.

Nie powstrzymywałam żadnych zbłąkanych myśli, które krążyły po mojej głowie. Pozwoliłam im napłynąć, jakby czekały przez cały dzień. Widział wspomnienia ze Scry. Czuł mój ból. Widział wspomnienia dotyczące małżeństwa z Ronem. Widział dzień, w którym mój były mąż się ze mnie śmiał, czarną torbę i pornografię. Widział naszą biedę. Nasze cierpienie.

Widział, jak wyglądało moje dzieciństwo. Moi rodzice i ja byliśmy sobie tak bliscy. Widział nasze rodzinne wakacje i podróże. Widział piękne wspomnienia, które ceniłam bardziej niż cokolwiek innego w moim życiu. Patrzył, jak siedzę przed ich gabinetem dentystycznym w Australii. Patrzył, jak przechodzą obok, nie rozpoznając mnie. Widział, jak to wszystko znowu mnie załamuje.

Czułam go w tle każdego wspomnienia i myśli, które przychodziły mi do głowy. Pokazałam mu, jak długo byłam nim zauroczona. Pokazałam mu, jak bardzo go pragnęłam od samego początku. Był świadkiem mojej rozmowy z Theo. Widział mój strach.

A kiedy woda z kąpieli wystygła, wiedział o mnie wszystko. Moja dusza była obnażona i teraz ujrzała światło dzienne.

Jako dziecko zawsze dużo mówiłam i potrafiłam wyrażać swoje myśli oraz uczucia. To było łatwe. Moi rodzice i ja niesamowicie sobie ufaliśmy. Ale te uczucia wykraczały poza nich. Zwłaszcza po wojnie. Wycofałam się tak bardzo, że teraz ledwo rozpoznawałam tę beztroską, szczerą dziewczynę. Chciałam ją odzyskać. Być może to był krok w tym kierunku. Dałam Draco pełen dostęp do najbardziej intymnej części mnie. A teraz musiałam poczekać i zobaczyć, co zrobi z tą wiedzą.

Prawie nic nie robiłam, ale byłam fizycznie wyczerpana. Mogłam sobie tylko wyobrazić, jak bardzo Draco musiał się męczyć. Przywołałam eliksir z gabinetu i podałam mu fiolkę, kiedy wychodziliśmy z wanny. Z wdzięcznością zażył kilka kropli i mocno mnie przytulił.

W milczeniu wdrapaliśmy się na jego łóżko, tuląc się do siebie. Moja głowa spoczywała na jego piersi, a ja wodziłam wzrokiem po wirującym wzorze tatuażu wzdłuż jego boku.

— Nie wywieram na ciebie żadnej presji — rzekł. — Nie będę cię zatrzymywał swoimi oczekiwaniami. Możesz robić, co zechcesz. Chcę, żebyś o tym wiedziała. Będę tu tak długo, jak zechcesz.

Emocje narastały w mojej piersi.

— Dziękuję.

Mój szept był ochrypły.

W mojej głowie wciąż huczało od informacji, scenariuszy i wspomnień. Nie byłam na tyle naiwna, by wierzyć, że to wszystko naprawi. Ale to uświadomiło mi, że nie jestem już sama. Miałam kogoś, kto mnie znał. Widział mój ból oraz niepokój i został.

Spojrzałam na niego i mnie pocałował. Jego język badał mnie zmysłowym rytmem. Poczułam, jak moje palce u stóp się podwijają, a kręgosłup prostuje, gdy wtulałam się w niego mocniej. Ta uzależniająca jakość bycia z nim nigdy mi się nie znudzi.

Draco znów się ze mną kochał tego wieczoru. Jedyna różnica polegała na tym, że tym razem użył swojej Legilimencji. Dostrzegał każde uczucie w głębszy sposób. Połączenie, namiętność i miłość. Było tak intymnie, że trudno mi było zdecydować, czy powinnam się zarumienić, czy rozpłakać.

Ale to było piękne.

I nasze.

Dał mi coś, czego się nie spodziewałam — czas. Miałam czas i przestrzeń, żeby zrozumieć wszystko wokół, bez wywieranej presji, by nazywać lub finalizować to, co było między nami.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— W porządku, Granger?

Theo obserwował mnie, jak nerwowo wierciłam się przed drzwiami sali konferencyjnej.

Minęło kilka tygodni, odkąd pozwoliłam Draco użyć na mnie Legilimencji, i czułam, że w końcu wszystko się uspokaja. Od kilku dni nie miałam koszmarów i jedynie kilka razy doskwierał mi uporczywy ból. Mój ogólny poziom lęku znacznie zmalał. W gazetach pisano o nagłym rozwodzie, ale nie zostało to aż tak rozdmuchane, jak się spodziewałam.

Dziś jednak byłam zdenerwowana. Minął ponad miesiąc od tragicznego incydentu z zarządem. Nie mogłam uwierzyć, że znów będziemy się do nich zwracać o pomoc. Co prawda, Theo powiedział, że doszło do gruntownej zmiany składu, ale nie wiedziałam, jak daleko można się posunąć bez zbędnego wydawania pieniędzy.

Ręka mi drżała, gdy sięgałam do klamki. Dam radę. Miałam świetny pomysł i znalezienie zaawansowanych i długotrwałych metod leczenia Cruciatusa było teraz dla mnie jeszcze ważniejsze.

Wypuściłam powietrze i pchnęłam drzwi.

Musiałam mrugnąć kilka razy, żeby w pełni zrozumieć, co się dzieje w pomieszczeniu przede mną. Theo ścisnął moje ramię i poprowadził mnie na przód sali. Siedziało tam prawie dwadzieścia osób, a uczestnicy byli zupełnie inni niż poprzedni skład. W samym centrum siedziała uśmiechnięta Pansy Parkinson.

Starałam się nie jęknąć z szoku. Jak jej się to udało? Jak to się stało, że to przede mną ukryła?

Rozpoznałam kilka innych twarzy, rozglądając się po tłumie. Zauważyłam Cho Chang, Padmę Patil, Olivera Wooda, Erniego MacMillana, Neville’a Longbottoma i Lunę Lovegood. Widziałam dwie dziewczyny z drużyny Quidditcha Ginny, jedną z głównych uzdrowicielek ze Świętego Munga, Narcyzę Malfoy, Daphne Greengrass i Sabine, moją uzdrowicielkę sprzed kilku tygodni. Były tam również dwa gobliny i trzy uwolnione skrzaty domowe. A na końcu, na ostatnim miejscu, zobaczyłam Dyrektor McGonagall.

Skłoniła głowę w moją stronę, kiedy nawiązaliśmy kontakt wzrokowy, a ja poczułam, jak moje oczy napełniają się łzami. Minęły lata, odkąd ją widziałam. Uśmiechnęłam się szeroko i zajęłam miejsce obok Theo.

— Witam wszystkich — zaczął Theo. — Jest nam niezmiernie miło, że mogliście przyjść. Chcielibyśmy porozmawiać z wami o znaczeniu naszych badań nad Cruciatusem i o tym, nad czym pracujemy.

To była wspaniała prezentacja. Zauważyła, że w połowie Draco wślizgnął się tylnymi drzwiami i usiadł na samym końcu pomieszczenia. Mrugnął do mnie, a ja uśmiechnęłam się i kontynuowałam.

Pod koniec prezentacji Theo otworzył dyskusję.

— Tak, profesorze Longbottom?

Uśmiechnęłam się do Neville’a, a on odwzajemnił gest, niezdarnie jak zawsze. Pod nauczycielską szatą dostrzegłam pogniecioną koszulę.

— Czy jest szansa na to, aby uczniowie z zielarstwa o najwyższych osiągnięciach odbywali staże i pomagali w niektórych z waszych badań? Czy istnieje możliwość współpracy?

Theo i ja uśmiechnęliśmy się promiennie.

— Chętnie skorzystamy z pomocy uczniów — powiedział Theo. — Jeśli dyrektor McGonagall pozwoli, chcielibyśmy rozszerzyć możliwości badawcze również o zaawansowane kursy eliksirów.

McGonagall skinęła głową z dumnym uśmiechem.

Theo chwycił mnie za rękę. Właśnie o to nam chodziło. O coś, na czym można by budować, o coś, co mogłoby się rozwinąć.

— Czy jest możliwość badań międzygatunkowych? Czy teraz są one dostępne tylko dla czarownic i czarodziejów?

Uśmiechnęłam się do skrzatki domowej, a ona odwzajemniła uśmiech.

— Oczywiście, chętnie poszerzylibyśmy wiedzę. Uważam, że powinniśmy lepiej zrozumieć, jak klątwa wpływa na wszystkie stworzenia, rasy, płcie i istoty. Na mugoli i niemugoli.

Skrzatka i goblin odetchnęli cicho.

— Panno Granger — odezwała się McGonagall i nie umknęło mi podkreślenie słowa „panno”. — Panie Nott. Czy mogę mówić otwarcie?

Theo i ja skinęliśmy głowami.

— Jak dobrze wiecie, przyjaźnię się z Sybillą Trelawney. To ona uświadomiła mnie i profesorowi Longbottomowi, że powinniśmy tu dziś przyjść. Najwyraźniej postępy i informacje, które oboje zdobędziecie podczas tych badań, będą przełomowe i zmienią życie wszelkiego rodzaju stworzeń. Poinstruowała mnie, że wkrótce będę aktualizować podręczniki. Mając to na uwadze, chcę was zapewnić, że macie pełne wsparcie i zaufanie Hogwartu.

Mrugnęłam gwałtownie, próbując stłumić łzy.

— Pani Przewodnicząca.

Pansy uśmiechnęła się i skinęła głową w stronę Narcyzy.

Ta wstała i uśmiechnęła się do nas. Odetchnęłam głęboko. To ona została nową przewodniczącą?

— Jako Przewodnicząca Komitetu ds. Rozwoju Badań Medycznych i Magicznych, chciałabym przejść do głosowania. Osoby, które są za wsparciem całości badań panny Granger i pana Notta, niech powiedzą „tak”.

Wszyscy powiedzieli „tak”.

— Osoby, które są przeciwko?

Można było usłyszeć dźwięk spadającej szpilki.

Przygryzłam wargę, żeby powstrzymać łzy.

— Kwota cztery miliony siedemset tysięcy galeonów zostanie przelana dziś po południu na konto Ministerstwa na te badania. — Skinęła głową na goblina, a on odwzajemnił gest. — Obrady zakończone. Do końca przyszłego miesiąca otrzymamy aktualizacje i raporty.

Theo zaśmiał się donośnie i uniósł mnie w mocnym uścisku. Obracał mną, gdy się śmiałam. To było niesamowite! Kwota wzrosła czterokrotnie! Byłam kompletnie oszołomiona miłością i hojnością wszystkich tych ludzi.

Zaczęli podchodzić i ściskać nasze dłonie, gdy im dziękowaliśmy. Starałam się powstrzymać łzy, ale z trudem mi to wychodziło.

— Dość paskudne tygodnie, co? — powiedział Neville, przytulając mnie. — Z drugiej strony nic mnie nie zaskoczyło. Cieszę się, że w końcu się obudziłaś i zdałaś sobie sprawę, że jesteś za dobra dla tego głupka.

Zaśmiałam się, a on przytulił mnie mocniej.

— Nigdy nie wierzyłem w to, co o tobie pisali.

— Dziękuję, Neville.

Mrugnął do mnie i uścisnął dłoń Theo. Słowa Neville’a sprawiły, że moje serce się radowało. Przywitałam się i uściskałam resztę, aż w sali zostali tylko McGonagall i Neville. Minerva podeszła do nas, podpierając się laską. Szpiczasty kapelusz, który zawsze nosiła, wywołał uśmiech na mojej twarzy, bo przywoływał nostalgiczne wspomnienia.

— Cóż. — Zacisnęła usta. — Powiedziałabym, że większość tego sukcesu zawdzięczamy wyjątkowym wysiłkom włożonym w wysokiej jakości lekcje transmutacji. Hmm?

Theo i ja stanowczo się zgodziliśmy. Pochyliła się i przytuliła mnie, a potem Theo.

— Podejdź tu, panie Malfoy, nie mam całego dnia — powiedziała, nie odwracając się.

Draco stał teraz znacznie bliżej i opierał się o stół tuż za nią. Ręce miał schowane w kieszeniach, a jedną nogę skrzyżował na drugiej. Kiedy go zawołała, zaśmiał się i podszedł bliżej.

— Przepraszam, pani dyrektor — rzekł. — Nic pani nie umknie.

— Oczywiście, że nie — dodała i przytuliła go. — Zachowuj się, dobrze?

Draco skinął głową, gdy poklepała go po policzku. Neville pojawił się u jej boku i wyciągnął do niej rękę. Ujęła go za łokieć i ruszyła w stronę drzwi.

— A, i panno Granger? — Odwróciła się do mnie z poważną miną. — Muszę powiedzieć, że najwyższy czas, bo zawsze do siebie pasowaliście. Intelekt to o wiele lepszy dodatek niż głupota.

Potem skinęła głową na Draco, a Neville się roześmiał.

— Mówiłem — mruknął i poprowadził ją do drzwi.

Theo się zaśmiał, a Draco poszedł w jego ślady. Ja byłam zbyt oszołomiona.

— Nic jej nie umyka — skomentował Draco, ściskając moje ramię.

— Nigdy nie umykało — powiedziałam, uśmiechając się.

[T] To, co jest między nami: Nazwij mnie zaborczym

poniedziałek, 22 czerwca 2026

Witajcie :) w poniedziałkowy wieczór zapraszam na nowy rozdział tłumaczenia. Nasza dwójka szczerze ze sobą porozmawia i oczywiście będzie bardzo… miło. ;)

Na kolejny rozdział zapraszam za dwa tygodnie. Miłej lektury!

______________

 Rozdział 30: Nazwij mnie zaborczym

 

Październik 2004

 

Draco był już w jej mieszkaniu, kiedy wróciła do domu tego popołudnia. Krążył po salonie, jak zwykle był schludny i elegancki, lecz jego koszula była pognieciona. Włosy opadły mu na czoło, jakby wcześniej za nie szarpał. Gdy tylko zauważył jej przybycie, gwałtownie odwrócił głowę.

W kilku długich krokach dotarł do niej i objął jej twarz dłońmi.

— Hermiono — wyszeptał. — Tak cholernie przepraszam.

— Draco, jest dobrze — westchnęła i wzięła go za ręce. — Nic mi nie jest. Wszystko zostało wyleczone.

Zmarszczył brwi i przyjrzał się jej policzkowi. Szare oczy błyszczały niepokojem, a mięśnie szczęki drżały. Kiedy dokładnie ją obejrzał, westchnął głęboko, a jego ramiona opadły.

— Straciłem panowanie nad sobą. Przepraszam.

Teraz to Hermiona dotknęła jego policzka.

— Cross cię podjudził.

Spojrzał na nią z niedowierzaniem.

— Zamierzałem go zaatakować.

Hermiona przewróciła oczami.

— Chciałeś go ogłuszyć. Szczerze mówiąc, należało mu się.

Zmrużył oczy.

— Dlaczego jesteś taka spokojna?

Przygryzła wargę i poczuła, jak jej policzki się rumienią. Delikatnie musnęła kciukiem gładką skórę jego silnej, ogolonej szczęki.

— Teraz rozumiem powagę sytuacji.

Jego gardło podskoczyło, gdy przełknął ślinę i odsunął się, przeczesując włosy dłonią.

— Tak. Ja… przyznaję, że czuję się teraz wyjątkowo rozdrażniony. Zwłaszcza w twojej obecności. — Zacisnął szczękę. — To, co ci wyznałem…

— Rozumiem, Draco — powiedziała szybko i zacisnęła dłonie. — Naprawdę. Cóż, może nie rozumiem wszystkiego, bo nie jestem… w każdym razie… rozumiem wystarczająco. Rozumiem, jaki zamęt wywołuje w tobie konflikt i rozumiem, z jakimi trudnościami musisz się mierzyć każdego dnia.

Mrugnął do niej, a w jego oczach pojawiły się chmury.

— Te trudności nie są takie ciężkie. Nie muszę codziennie walczyć o to, by postępować właściwie. Nie chodzi o to, by postępować właściwie. Nie chodzi o to, że po prostu korci mnie, by rzucić na kogoś Crucio albo ogłosić się panem świata.

— Nie! — Hermiona westchnęła i wyciągnęła do niego rękę. — Nie, nie o to mi chodziło. — Jęknęła, delikatnie ciągnąc go za sobą na sofę. Siadając, powiedziała: — Znam to uczucie wewnętrznego konfliktu. Ja… Nie śniłam tylko o Śmierciożercach. Czasami, podczas Wojny myślałam o tym, żeby odpuścić. Poddać się. — Przełknęła ślinę i spuściła wzrok na kolana. Jedyną osobą, której kiedykolwiek o tym powiedziała, była Uzdrowicielka Ericson. Mimo to czuła, że powinna powiedzieć Draco. Zrozumiałby to w sposób, w jaki Harry i Ron nie potrafiliby. — Myślałam o tym, jak miło by było po prostu przestać walczyć. Wiedziałam, że czeka mnie okropny los, ale gdzieś w głębi duszy chyba myślałam, że… będzie dobrze. Ta myśl wciąż mi towarzyszy. Czasami mnie prześladuje, ale czasami… cóż, nadal pociesza.

Spojrzała na niego i zobaczyła, że patrzy na nią, słuchając każdego słowa.

Usiadł zwrócony do niej twarzą, otwartą i uważną.

— Nie sądzisz, że zrobilibyśmy ci krzywdę? — zapytał sceptycznie.

Przełknęła ślinę.

— Nie, ja… wiedziałam, że prawdopodobnie zostanę ukarana, zraniona, ale… — Pokręciła głową, a jej policzki zapłonęły. — Chodzi mi tylko o to, że rozumiem twoją walkę, twoją, no cóż, dwoistość. Chyba w głębi duszy myślałam, że… nie. To głupia myśl, nieważne.

— Nie. — Położył dłoń na jej kolanie. — Cokolwiek to jest, to nie jest głupia myśl.

Hermiona przygryzła wargę.

— Myślałam, że mnie nie zabiją, jeśli się poddam. Bo, pomimo mojego pochodzenia, jestem czarownicą. — Spojrzała na niego z nadzieją i prawdopodobnie nieco naiwnie. Racjonalnie wiedziała, że Śmierciożercy by ją zabili, gdyby ją dopadli. Racjonalnie. A w najgłębszych pragnieniach? Cóż, w najciemniejszej godzinie chciała się poddać, mając nadzieję, że docenią jej wartość akademicką — a może jakąś inną, bardziej złowrogą. To byłby mroczny świat, owszem, ale ona by żyła i nie musiałaby walczyć. Policzki ją paliły, gdy spuściła wzrok i wymamrotała: — Najbystrzejsza Czarownica Swojego Pokolenia. Z pewnością byłabym do czegoś przydatna… — Zażenowanie paliło ją, ale nie mogła się powstrzymać. Musiała to powiedzieć. — Nawet gdyby to miało być tylko moje ciało.

Dłoń Draco wydawała się delikatna, gdy ogarnął jej włosy za ucho i pochylił się do przodu. Jego usta musnęły jej policzki, gdy wyszeptał:

— Udawajmy, że skończyłabyś ze mną.

O mało nie zachłysnęła się powietrzem, cofając się na tyle, by na niego spojrzeć.

— Jak to?

Wpatrywał się w nią.

— Moje nazwisko byłoby potężne. Byłbym potężny. — Obrysował palcami jej usta i pochylił się bliżej. — Masz rację, jest we mnie dwoistość i tak, myśl o przyszłości, w której mógłbym być wystarczająco potężny, by stawiać takie żądania, czasami daje mi ukojenie. Powiedzmy więc, że bym cię pragnął. — Przełknął ślinę, jego oddech owiał jej skórę gorącym oddechem. — Mogłem cię pragnąć nawet od lat.

Wstrzymała oddech, a jej brzuch zatrzepotał gwałtownie z nagłego pragnienia.

— Lat?

Cóż za piękna fantazja.

Poczuła jego oddech na swoich ustach.

— Tak. A gdybym usłyszał, że Złota Dziewczyna została pojmana, musiałbym ją po prostu mieć. Byłbym wystarczająco silny, by jej zażądać. — Objął ją dłonią za kark i pochylił się ku niej. — Chciałbym, żebyś była moja.

Jego usta zderzyły się z jej. Natarczywość w jego pocałunku była podsycana przez odsłonięty mrok Hermiony. Wlewał się w nią, w każdą szczelinę jej istoty, rozpalając duszę.

Myśl o tym, że jest więźniem we Dworze Malfoyów, zawładnęła jej umysłem; Draco będzie jej porywaczem, bo jej pragnie. Będzie ją chronił i wykorzystywał na równi, bo była jego. Wiedziała, że to nie będzie romantyczne ani nawet erotyczne; to była toksyczna myśl, która w prawdziwym życiu byłaby okropna i upokarzająca, ale w nie jej umyśle. W jej umyśle to było wszystko, jak Draco sprawiał, że się czuła; ból połączony z przyjemnością, strach połączony z podnieceniem. To była gotowość poddania się, oddania mu kontroli, a fantazja przytłoczyła ją, gdy jęknęła w jego pocałunku.

W ciągu kilku sekund był już na niej, jego dłonie krępowały jej nadgarstki, gdy całował jej szyję.

— Co byś mi zrobił? — zdołała wykrztusić.

Draco nie tracił czasu. Sięgnął dłonią do spódnicy, wsunął się pod jej rąbek i odsunął majtki. Hermiona sapnęła, a nagłość pożądania bezlitośnie ją przeszyła. W każdym innym stanie umysłu byłaby zafascynowana tym, z jaką łatwością Draco Malfoy potrafi ją podniecić, ale teraz mogła się tym tylko cieszyć. Jej ciało było o krok od orgazmu, gdy tylko jego palce dotknęły jej cipki, a kiedy ją pocierał, jej ciało reagowało jak na rozkaz.

Wsunął w nią dwa palce, gdy zatopił zęby w jej szyi, gryząc z taką siłą, że powstał siniak. Hermiona krzyknęła, wypięła biodra i instynktownie walczyła z jego dłonią, która trzymała jej oba nadgarstki. Był silny, miał żelazny uścisk, gdy wsuwał i wysuwał z niej palce.

Hermiona poczuła, jak się zaciska, a rozkosz zbliża się do krawędzi szybciej niż zwykle. Nie mogła sobie wyobrazić, jaką ulgę przyniesie jej ujawnienie swojej ciemności komuś, o kim wiedziała, że ją zrozumie, komuś, kto nie będzie jej oceniał, ani próbował naprawić. Czuła taki wstyd, takie nieopisane upokorzenie, na samą myśl o tym, jak leżała bezsennie w namiocie, rozmyślając o tym, jak miło byłoby po prostu przestać, poddać się, nawet jeśli oznaczałoby to bycie niewolnicą kapryśnych Śmierciożeców.

Ta myśl prześladowała ją od lat, ciążyła jej. Za każdym razem, gdy patrzyła na Harry’ego, Chłopca, Który Przeżył — dwa razy! — czuła wstyd. Za każdym razem, gdy patrzyła na Rona, który stracił brata, czuła wstyd. Za każdym razem, gdy patrzyła na Ginny, która czuła w swojej głowie natrętną magię Voldemorta, czuła wstyd.

Z Draco nie czuła wstydu, lecz ulgę.

Unosiła się na obłokach, gdy usuwał jej ubrania niecierpliwymi ruchami nadgarstka, i nie stawiała oporu, gdy przewrócił ją na brzuch i jednym, zdecydowanym ruchem wszedł w nią.

Wtuliła się w poduszki, wbijając paznokcie w materiał, a jej ciało walczyło i radowało się z wtargnięcia. Draco poruszał się zdecydowanie, narzucając tempo, które pozbawiało ją tchu i pozbawiało sił. Bez litości, bez wytchnienia; pieprzył ją tak, jakby od tego zależało ich życie, namiętność i furia naprzemiennie, a siła jego pchnięć smagała jej wnętrzności w najlepszy możliwy sposób.

Nie minęło dużo czasu, zanim jego nieustanne pchnięcia doprowadziły ją do szału, a Draco rzucił się na nią. Byli wirem potu, wydzielin, dyszenia, jęków i stęknięć, gdy opróżniał się w niej, a jego oddech zmagał jej szyję.

— Kurwa — mruknął w jej ramię. — Przepraszam.

— Nie — wyszeptała, a serce waliło jej jak szalone. — W porządku. Po prostu było… bardzo wybuchowo.

Zadrżała, gdy jego usta musnęły jej łopatkę.

— Nie lubię tego detektywa.

Hermiona odwróciła głowę, by oprzeć policzek o siedzenie.

— Dlaczego? Wydaje się bardzo kompetentny.

Zamruczał za nią, przygniatając ją ciężarem swojego ciała.

— Nazwij mnie zaborczym.

Uśmiechnęła się, mimo że jej usta drżały. Słysząc, jak mówi to, leżąc na niej, wciąż w niej, poczuła ucisk w żołądku.

— Chcesz być moim asystentem?

— Lepiej ja niż on — mruknął i poruszył się.

Hermiona jęknęła, gdy się wycofał, a jego sperma spływała między jej bolące wargi.

— Draco — mruknęła, ale nie musiała nic mówić, zanim usłyszała, jak usuwa bałagan między jej nogami.

Odwrócenie się wymagało od niej ogromnego wysiłku; jego szaleńcze tempo sprawiało, że seks przypominał szybki, ale niezwykle intensywny trening, a całe jej ciało mrowiło z nagłego zmęczenia.

Draco wciągał spodnie i wkrótce wyglądał równie schludnie jak zawsze. Zdradziły go jedynie zaczerwienienia na szyi i zapadnięte policzki. Hermiona nawet nie zwróciła uwagi na to, że jest naga, a on nie. Teraz było to naturalne, ale brakowało jej widoku jego boskiej sylwetki.

— Wszystko w porządku?

Zwyczajowe pytanie było jak urwisko w czasie burzy — stanowcze i pewne.

— Tak. — Hermiona skinęła głową i podwinęła nogi. — Myślę, że to powinna być scena.

Uniósł brew.

— Co?

Hermiona przygryzła wargę.

— Że… że skończę z tobą. Że ty mnie, cóż, złapiesz. Kiedy… kiedy się przebierzemy.

Zmrużył oczy, zastanawiając się; obawiała się, że mogła przecenić jego chęć do uległości, a może źle zrozumieć jego intencje, gdy nagle dotarło do niej, co się stało, a jego usta wykrzywiły się w szelmowskim uśmiechu.

— Jesteś tego pewna, Granger?

Jej serce zabiło mocniej, gdy uśmiechnęła się nerwowo.

— Jeśli oczywiście tego chcesz.

— W sensie czy chcę sprawować nad tobą tak rozkoszną władzę? — Uśmiechnął się szeroko. Wyciągając rękę, by pogłaskać ją po włosach, powiedział: — Pytasz, czy chcę cię związać, trochę nastraszyć i poćwiczyć na tobie jakieś podejrzane i wątpliwe taktyki władzy, zanim wyrucham cię do nieprzytomności? Co o tym myślisz, kochanie?

Hermiona poczuła, jak puls przyspiesza jej na samą myśl, a w ustach robi jej się sucho. Pomysł był diabelnie kuszący, choć wiedziała, że nie powinien. Ale to, co zakazane, było tak bardzo intrygujące. Zamrugała, czując bijące w piersi serce.

— Jesteś pewien, że tego chcesz?

Coś zmieniło się w jego oczach, gdy westchnął.

— Muszę przyznać, że mam pewne obawy.

Przełknęła ślinę i odsunęła się.

— Draco, nie powinniśmy, jeśli nie…

— Och, zrobimy to — powiedział stanowczo. — Mam pewne obawy, że mogę chcieć tego trochę za bardzo. — Spojrzał na jej usta i odgarnął kosmyk włosów za ucho. — Bardzo chcę to zrobić, ale nie chcę, żebyś potem patrzyła na mnie inaczej, kochanie.

Hermiona oblizała wargi.

— Nie będę. Przynajmniej nie negatywnie. Jestem tego pewna.

— Naprawdę? — zapytał, marszcząc brwi. — To może wydawać się realne, wiesz. Może cię przestraszyć. Na serio. Nie chcę wyrządzić ci żadnej krzywdy, fizycznej ani psychicznej. Nie chcę cię hamować w procesie gojenia ran.

Pokręciła głową i podeszła bliżej.

— Myślę, że to mnie popchnie do przodu — powiedziała. — Pomoże mi przezwyciężyć moje lęki. — Przygryzła wargę i przeciągnęła dłonią po jego piersi. — Chyba muszę to poczuć, ten strach. Chyba muszę się porządnie przestraszyć… a potem ktoś się mną zaopiekuje.

Westchnął i pieścił jej policzek czułymi ruchami.

— Złoczyńca i bohater. Będę jednym i drugim.

Mrugnęła, a jej serce niemal podwoiło rytm. Och, to było zbyt piękne, by mogło być prawdziwe. Niebezpieczne. Odwracając wzrok, zmartwiona, że dostrzeże desperację w jej oczach, odsunęła się i zapytała:

— Gdzie moje ubrania?

— Nie wiem — wycedził i westchnął. — Chyba gdzieś tam?

Wskazał na sypialnię, a Hermiona dostrzegła białą bluzkę wystającą z otwartych drzwi.

Draco spojrzał na nią, jego oczy wciąż były czarne od pożądania, gdy ją mijał. Zatrzymał się na chwilę na jej piersiach, a na jego twarzy znów pojawił się uśmieszek, po czym powoli podniósł wzrok.

— Jesteś cholernie piękna, Hermiono.

Chociaż z pewnością zarumieniła się od seksu, poczuła, jak policzki płoną jej od komplementu. Nie, to nie był tylko komplement — to była deklaracja.

Jego burzliwe oczy błysnęły.

— Detektyw też to widzi.

Hermiona początkowo była zaskoczona, ale szybko westchnęła i uśmiechnęła się.

— Draco, on jest żonaty. I to szczęśliwie.

Twarz Draco zmieniła się na jej oczach. Najpierw wydawał się zdezorientowany, a potem zawstydzony. Zamknął oczy i westchnął ciężko, opierając twarz na dłoni.

— Kurwa. Oczywiście, że tak, a ja jestem głupcem.

— Tak, ale jesteś bardzo słodkim głupcem. — Zachichotała i podeszła bliżej. — Tylko… proszę, nie groź mu sparaliżowaniem.

Draco zacisnął szczękę i objął ją w talii. Krzyknęła i zaśmiała się, gdy pociągnął ją na swoje kolana, chowając twarz w zagłębieniu jej szyi.

— Nie mogę składać takich obietnic. Małżeństwo niekoniecznie zapewnia mężczyznom bezpieczeństwo.

— Co? Zdradziłbyś swoją żonę? — prychnęła.

Uniósł głowę i spojrzał na nią. Coś zmieniło się w jego szarych oczach, tęczówki były otchłanią niewypowiedzianych uczuć.

— To zależy.

Hermiona poczuła ucisk w piersi.

— Od czego?

Jego wzrok powędrował na jej usta, zatrzymał się na chwilę, zanim wrócił do jej oczu.

— Od tego, z kim jestem żonaty.

Coś ścisnęło Hermionę w żołądku, coś przypominającego tęsknotę. Ale wiedziała, że to nieosiągalne marzenie, coś, co będzie istnieć tylko w jej umyśle. Zagryzła wargi, odpędzając myśli, delikatnie zsunęła się z jego kolan i wstała.

— Umieram z głodu. Może chciałabyś zostać i zamówić coś do jedzenia, a może obejrzeć jeszcze jeden odcinek?

Draco odchylił się do tyłu, jego wzrok błądził po jej nagości.

— Tylko pozostaniesz w takim stanie, z cyckami i tyłkiem na wierzchu.

Prychnęła i skierowała się do sypialni. Ubrania, które z niej usunął, wylądowały rozrzucone na podłodze, a stanik zwisał z gałki jednej z kolumn łóżka. Hermiona uśmiechnęła się i pokręciła głową. Koszulka Draco do Quidditcha leżała na jej łóżku, sięgnęła po nią i włożyła. Co zabawne, sprawiła, że poczuła się kochana w sposób, w jaki nigdy nie czuła się w koszulce Rona. Ukradła koszulkę Ronowi, a on zawsze narzekał, że nie ma wystarczająco dużo pieniędzy, żeby kupić nową — choć wiedziała, że to kłamstwo. Nigdy nie patrzył na nią w swojej koszulce tak, jak Draco na nią patrzył. Poza tym, koszulka Malfoya była większa. Och, Ron byłby zażenowany.

Para ładnych, białych, koronkowych majtek dopełniała srebro koszulki i postanowiła okazać mu tę odrobinę łaski.

— Zawsze mogę znaleźć złoty środek — powiedziała, wchodząc do salonu.

Jednak zamarła, gdy zobaczyła coś, czego nigdy się nie spodziewała: Draco siedział na sofie, a obok niego Krzywołap uformowany w futrzany bochenek chleba. Miał przymknięte oczy i uszy lekko na skos. Kot był zadowolony.

Draco spojrzał na nią niedowierzającym spojrzeniem i jego usta natychmiast wykrzywiły się w drapieżnym uśmiechu.

— Ta koszulka nigdy nie wyglądała na mnie nawet w połowie tak dobrze jak na tobie.

Hermiona przygryzła wargę, żeby powstrzymać uśmiech.

— A to?

Powoli uniosła rąbek koszulki, odsłaniając koronkową bieliznę. Obróciła się powoli, upewniając się, że zauważył, jak dobrze te majtki wyglądają na jej tyłku.

Źrenice Draco rozszerzyły się, a jego usta rozchyliły. To było absurdalne, zważywszy na to, że pieprzył ją zaledwie kilka minut wcześniej.

— Jesteś cholerną kusicielką, Granger.

Zachichotała i sięgnęła po swoją torebkę z koralikami, żeby przywołać telefon.

— Lubisz indyjskie jedzenie?

Uniósł brwi i wzruszył ramionami.

— Nigdy nie próbowałem.

— A próbowałeś kiedykolwiek mugolskiego?

Spojrzał na nią zmęczonym wzrokiem i zacisnął usta w cienką linię.

— Tak, Granger. Próbowałem mugolskiego jedzenia. Nie jestem kompletnym ignorantem. Zdajesz sobie sprawę, że to tylko jedzenie, prawda?

— Wow — zażartowała, wybierając numer indyjskiej restauracji za rogiem. — Draco Malfoy, znawca mugolskiej kuchni. Chodziło mi o jedzenie, którego nie przyrządziły skrzaty.

Przewrócił oczami, gdy zamówiła kurczaka w maśle, kormę, palak paneer i naan. Gdy skończyła, wzięła Krzywołapa na ręce i rozsiadła się wygodnie na sofie z kotem na kolanach.

— Naprawdę byłeś zazdrosny? — zapytała ostrożnie.

Draco prychnął i przerzucił rękę przez oparcie sofy, dotykając palcami jej włosów. Bawiąc się lokami, powiedział:

— Mówiłem ci, jestem zaborczy. Nie lubię się dzielić. Nigdy nie lubiłem. Jestem jedynakiem i tak dalej. Nie lubię, kiedy inni gapią się na to, co jest moje.

— Więc jestem twoja? — spróbowała, a serce zabiło jej mocniej.

Uśmiechnął się z samozadowoleniem, głaszcząc palcami tył jej głowy.

— Oczywiście.

— To bezczelne z twojej strony — powiedziała, nie mogąc powstrzymać uśmiechu.

— Uważaj, Granger — ostrzegł żartobliwie, wplatając palce w jej włosy.

— Cóż, przede wszystkim należę do Krzywołapa.

Podrapała kota za uszami, tak jak Draco drapał za jej uszami.

— Więc muszę rywalizować z kotem? — wycedził i uniósł brew. — Bo będę.

Kot odwrócił głowę do Draco i wyciągnął swoje potężne łapy.

Hermiona zachichotała.

— Myślę, że przyjmuje to wyzwanie.

Kiedy przywieziono jedzenie, Hermiona rzuciła się do drzwi, mimo sprzeciwu Draco. Potem jeszcze trochę ją zrugał, że nie rozumie powagi jego zaborczości.

— Jesteś praktycznie naga! Chcesz, żebym poszedł za tym facetem i go przeklął? — dodał jeszcze mroczniejszym tonem. — A może przydałaby ci się porządna kara za to, że mnie tak drażnisz.

Hermiona uśmiechnęła się, zdeterminowana, by pozwolić sobie na tę grę. Być może w jego niechęci do dzielenia się było ziarno prawdy; Draco był jedynakiem, tak jak Hermiona, i wiedziała z własnego doświadczenia, że większość osób wychowywanych jako jedynacy nie chce się dzielić.

Z pewnością nie chciał się podzielić kurczakiem w maśle i kormą. Zjadł oba, razem z ponad połową chleba naan. Hermiona musiała ukraść kilka łyżek kormy i prawie ukryć kawałek chleba, żeby mieć pewność, że zje choć trochę.

— Nie, nie — mruknął z ustami pełnymi pysznego kurczaka — jedz te serowe rzeczy. Jagnięcina i kurczak są moje.

Hermiona pękała ze śmiechu.

Kiedy skończyli (a Draco nawet wydrapał pojemnik z „serowymi rzeczami”), jego głowa zastąpiła Krzywołapa na jej kolanach. 

Delikatnie przeczesywała palcami jego jedwabiste włosy, podczas gdy Elizabeth próbowała przetrwać kolację w Ronign’s Park. Było miło. Zbyt miło.

Gdzieś w połowie zrobili sobie przerwę i zaparzyli herbatę, i choć Draco wciąż narzekał na jej herbatę w torebkach, zdawał się ją lubić. Przez resztę odcinka Hermiona wtuliła się w niego, zarzucił dłoń na jej ramiona, a jej głowa opierała się o jego pierś.

Kiedy odcinek dobiegał końca, pan Darcy wpadł do pokoju Elizabeth, gotowy wyznać jej miłość.

Draco delikatnie uniósł jej podbródek, by stanęła z nim twarzą w twarz, i uśmiechnął się ironicznie, ten zadufany w sobie dupek.

— Czujesz coś szczególnego?

Chciała wystawić język — prawie to zrobiła — ale nie mogła zaprzeczyć, że poczuła ucisk w żołądku, gdy te słowa padły na ekranie.

Musisz pozwolić mi powiedzieć, jak żarliwie cię podziwiam i kocham.

W istocie, oświadczyny pana Darcy’ego na zawsze zmieniły swój sens w jej głowie.

Odcinek zakończył się przy dźwiękach piosenki przewodniej. Draco pogłaskał Hermionę po ramieniu i westchnął głęboko, jakby szykował się do wyjścia.

— Ron się żeni. — Nie planowała mu tego mówić; po prostu wyrwało jej się to z piersi. Ale Draco znieruchomiał pod nią i z trudem przełknęła ślinę. — Żeni się z Vanessą Clearwater.

— Tego dotyczyła ta kolacja? — zapytał.

Hermiona westchnęła i skinęła głową. Słyszała bicie jego serca, równe i mocne.

— I dlatego Ginny pojawiła się bez zapowiedzi. Ron chciał przekazać wieści podczas kolacji.

— Elokwentny jak zawsze — wycedził.

— To nie powinno być problemem — mruknęła i przygryzła wargę. — Nie mam prawa być zła. Zerwaliśmy lata temu.

— Ale się zdenerwowałaś.

To nie było pytanie, a ton jego głosu był kwaśny, zupełnie jak ten zwykły ton z czasów szkolnych.

Hermiona westchnęła i odsunęła się.

— Tak, zdenerwowałam się.

Draco miał napiętą szczękę, a jego wzrok był mocny. Skinął głową i spojrzał w drugą stronę.

— Cóż, pewnie zawsze będziesz coś czuła do Łasica.

— Co? — wyszeptała Hermiona. — Nie! — Westchnęła. — Nie, nie o to chodzi. Nie żywię już do Ronalda żadnych romantycznych uczuć. Nie żywiłam do niego takich od dawna.

Zmarszczył brwi i spojrzał na nią.

— To dlaczego się zdenerwowałaś?

— Bo to on się żeni! — prychnęła. Potem westchnęła z frustracją i spojrzała w sufit. — On się żeni, a ja nie. Zawsze myślałam, że Ron i ja założymy razem rodzinę, że nasze dzieci będą kuzynami dzieci Harry’ego i Ginny. — Pokręciła głową i przygryzła wewnętrzną stronę policzka. — Nie wiem — mruknęła i odwróciła wzrok. — Jestem zła, bo nie musiał niczego poświęcać dla naszego związku. Zawsze krytykował mnie za to, że nie byłam dla niego wystarczająco dobrą „dziewczyną”. On zakończył nasz związek, a teraz się żeni. Jestem zła, bo to niesprawiedliwe. Czuję się porzucona. Zapomniana. Jego i Harry’ego dzieci będą dorastać razem, będą przyjaciółmi, a moje… — Ugryzła się w język i spojrzała na paznokcie, które zaciekle obgryzała. — Nie jestem pewna, czy w ogóle będę miała dzieci.

Draco milczał przez chwilę, a Hermiona czekała, aż powie jej, jak późno się robi i że musi wracać do domu. Ale on wybrał coś innego. Objął jej dłoń, powstrzymując ją od obgryzania, i zapytał:

— Dlaczego? Nie chcesz dzieci?

Spojrzała na niego zaskoczona.

— Tak, chcę. Cóż, chyba chcę — powiedziała cicho i wzruszyła ramionami. — Nie wiem. Po prostu… zawsze wyobrażałam sobie, że jestem częścią rodziny Potterów i Weasleyów. Urodziny, Boże Narodzenie, wakacje — nie wiem, czy naprawdę chcę dużej rodziny, ale zawsze czułam jakąś dziwną pustkę w środku, widząc interakcję Rona z jego rodzeństwem. Jakbym czegoś nie rozumiała. — Westchnęła, opuszczając ramiona. — Moi rodzice i ja byliśmy jednością. Robiliśmy wszystko razem. Kiedy dowiedzieliśmy się, że jestem czarownicą, ta jedność… pękła. Jakbym już do nich nie pasowała. — Przełknęła ślinę i objęła się, a dłoń Draco opadła na jej kolana. — A wkraczając do Świata Czarodziejów jako mugolaczka… cóż, też tam nie pasowałam. Ale z Weasleyami czułam, że tu pasuję. — Spojrzała na niego i zaskoczył ją nieufny grymas na jego twarzy. Zacisnęła szczękę. — Przepraszam — mruknęła. — Rozumiem, że nie chcesz o tym słuchać.

— Hermiono — ostrzegł i ponownie chwycił ją za rękę. — Mów dalej, kochanie.

Walczyła ze łzami, które paliły ją w oczach; niech ją diabli wezmą, jeśli znów będzie przy nim płakać. Nagle stała się płaczką? Pokręciła głową.

— Nic nie czuję do Rona. Nie chcę być jego żoną. Po prostu… cóż, jego ślub to okrutne przypomnienie, że nią nie jestem. Harry i Ginny mają już swoją małą rodzinę, a teraz Ron ma nową beze mnie, a ja zostałam sama. Moja własna rodzina… cóż, zniszczyłam ją. Teraz mama i tata żyją najlepszym życiem po drugiej stronie świata, bez żadnych wspomnień o mnie, jakbym nigdy nie istniała. — Mocno zacisnęła szczękę, mrugając, by powstrzymać łzy. — Utrzymałam ich wszystkich na powierzchni, ale czuję się, jakbym została sama, tonąc.

Draco uniósł jej dłoń do swoich ust.

— Nie toniesz, Hermiono. Mam cię. Obiecuję.

To wywołało uśmiech na jej twarzy, ale był to bolesny uśmiech. Chciała go zapytać, jak długo. Jaki ma plan? Co miała zrobić, kiedy już znajdzie miłą dziewczynę czystej krwi, z którą mógłby się ożenić? Hermiona nie miała złudzeń. Draco Malfoy nigdy nie zmarnowałby wszystkiego dla mugolaczki.

Odchrząknęła i pokręciła głową, by pozbyć się melancholii. Zmieniła pozycję i spojrzała na niego poważnie.

— Przepraszam, ciągle mówię tylko o sobie. A co z tobą? Nie chcesz kiedyś mieć własnej rodziny?

Draco uniósł brew, najwyraźniej nieco zaskoczony tą zmianą. Westchnął i odwrócił się do niej, opierając jedną rękę na oparciu sofy.

— Kiedyś. — Jego wzrok powędrował na chwilę ku jej ustom, a potem znowu do oczu. — Kiedy nadejdzie właściwy czas.

Serce Hermiony waliło jak młotem. Pragnął rodziny. Może nie chodziło tylko o obowiązek — może aktywnie szukał odpowiedniej kobiety, kogoś, kto przedłuży jego rodowe nazwisko. Pięknej, opanowanej, czarownicy czystej krwi.

— Chciałbym mieć możliwość naprawienia wszystkich krzywd wyrządzonych przez moich rodziców — kontynuował, marszcząc brwi.

Hermiona przełknęła ślinę, próbując ukryć rozczarowanie.

— Miałeś trudne dzieciństwo?

Poruszył się i prychnął.

— Na początku nie. Miałem bardzo szczęśliwe dzieciństwo, dopóki nie powrócił Czarny Pan. Byłem kochany zarówno przez matkę, jak i ojca, rozpieszczany jak nikt inny, ale z tym nazwiskiem zawsze wiązały się oczekiwania i ograniczenia, i chciałbym wychować moje dzieci z dużo mniej antagonistycznym spojrzeniem na świat. — Zacisnął szczękę. — Przypuszczam, że większość ludzi uważa, że miałem okropne dzieciństwo z powodu przestępstw mojego ojca, ale to nieprawda. To nie on był powodem, dla którego moje nastoletnie lata były, cóż, trudne. Zawsze był dobrym ojcem, tylko niezbyt dobrym wzorem do naśladowania.

Hermiona przygryzła dolną wargę i obciągnęła rąbek koszulki, którą miała na sobie.

— Więc chciałbyś być lepszy.

— Idealny. — Zaśmiał się. — Nie wiem, czy mi się to uda, ale chyba mimo wszystko chciałbym spróbować.

Spojrzała na niego, czując ucisk w piersi i uniesienie serca; Draco byłby wspaniałym ojcem, czuła to. Byłby troskliwy, wyrozumiały i cierpliwy, a co najważniejsze, wierzyła mu, gdy mówił, że chce wychować swoje dzieci na ludzi o otwartych umysłach. Być może los naprawdę się odwracał, a dominacja czystej krwi odchodziła w zapomnienie; Draco miał być tego częścią, pokazując światu, że potrafi utrzymać czystej krwi rodzinę, która nie patrzyłaby z góry na innych. Ale to był klucz — rodzina o czystej krwi.

Przełknęła ślinę i spuściła wzrok.

— Jestem pewna, że kiedyś ci się uda.

Prychnął i zamiast odpowiedzieć, przyciągnął ją do siebie, całując w czubek głowy. Został nawet na kolejny odcinek Dumy i Uprzedzenia. Nie musiała nawet o to prosić.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

W ciągu dwóch lat (dwudziestu czterech miesięcy) od ceremonii zaślubin, musi urodzić się zdrowe, magiczne potomstwo rodu Malfoyów. W przypadku niespełnienia tego warunku, małżeństwo zostanie rozpatrzone pod kątem dobra rodu Malfoyów.

Dodatkowy rok po upływie początkowych dwudziestu czterech miesięcy może być dozwolony, pod warunkiem medycznego potwierdzenia płodności obojga małżonków oraz pisemnego zamiaru poczęcia.

Nieurodzenie legalnego, magicznego dziecka w wyznaczonym terminie od dwudziestu czterech do trzydziestu sześciu miesięcy skutkuje natychmiastowym rozwiązaniem więzi małżeńskiej. W takim przypadku osoba trzecia nie będzie miała żadnych udziałów w majątku Malfoyów. W przypadku istnienia posagu, kwota ta zostanie zwrócona w całości. Wszelkie koszty leczenia związane z próbami poczęcia w rodzie Malfoyów zostaną pokryte z krypty Malfoyów.

 

Draco przeczytał tekst jeszcze raz z zaciśniętymi zębami. To było cholernie brutalne.

Po rozmowie z Hermioną na początku tego tygodnia pozwolił sobie na nadzieję, jakiej nie miał wcześniej; chciała wyjść za mąż. Chciała mieć rodzinę. Jeśli będzie miał szczęście, może nawet zgodzi się ją z nim założyć. Nie żeby cokolwiek brał za pewnik i nie był na tyle głupi, by zakładać, że zaakceptuje go tylko dlatego, że uprawiają seks. Ale chodziło o coś więcej niż seks — Hermiona Granger z pewnością była wystarczająco mądra, żeby to wiedzieć. Jeszcze niedawno twierdziła, że nawet się nie przyjaźnią, ale Draco chciał w to wierzyć. Dzielili się ze sobą rzeczami, o których nie mówili innym ludziom, sprawami głęboko prywatnymi. Ufał jej, że zachowa jego sekrety dla siebie, tak jak miał nadzieję, że ona również mu zaufa.

Wątpił, by rozmawiała z wieloma ludźmi o swoich uczuciach dotyczących ślubu Łasica. Być może Potterowa wiedziała, może nawet Potter, ale jeśli Draco zaliczał się do tych nielicznych, uważał się za szczęściarza. Spośród wszystkich losów, jakie można było wygrać, i spośród tych, jakie Draco kiedykolwiek wygrał, zaufanie Hermiony było najcenniejsze.

Ale nigdy nie zaakceptowałby kontraktu małżeńskiego, który zmuszałby ją do zajścia w ciążę w ciągu trzech lat od ceremonii zaślubin. Nawet jeśli chciała dzieci, ten warunek był po prostu zbyt dużą presją. To nie było sprawiedliwe, a zwłaszcza nie wobec kobiety.

Draco poczuł, jak w piersi zaciska mu się mocny węzeł, gdy myślał o matce; została zmuszona do przyjęcia podobnej umowy i wiedział, że jej ciąża miała bardzo ciężki przebieg. Narodziny Draco były traumatycznym przeżyciem dla Narcyzy i dlatego był jedynakiem. Myśl o tym, że wywierana jest na nią presja tradycyjnego kontraktu małżeńskiego, jeszcze bardziej wszystko utrudniała. Nie chciał, żeby jego żona przechodziła przez to samo.

Prawnik, pan Ainsworth, siedział po drugiej stronie biurka, okulary niepewnie spoczywały na czubku jego nosa, a niemal turkusowe oczy wpatrywały się w Draco.

— Czy jest jakiś problem, panie Malfoy?

Draco westchnął i podniósł wzrok.

— Wydaje się niesprawiedliwe, że mamy tylko trzy lata na spłodzenie dziecka.

Prawnik mruknął coś pod nosem i skinął głową.

— Rozumiem pańskie obawy, ale obawiam się, że pańscy przodkowie byli bardzo wybredni w tej kwestii. — Spojrzał na Draco znad okularów, jego usta opadły. — Z tego, co rozumiem, panna młoda, o której mowa, jest mugolaczką. Zgadza się?

Draco przejechał językiem po zębach.

— Tak.

Pan Ainsworth skinął głową i poprawił okulary.

— Oczywiście, dlatego warunkiem jest magiczne potomstwo.

— Ale co to ma znaczyć? — mruknął Draco i zmrużył oczy. — Myśli pan, że mugolaki mają mniejsze szanse na spłodzenie magicznych dzieci?

— Nic z tych rzeczy — odparł. — Po prostu nie ma danych na ten temat tak jak o czarodziejach czystej krwi lub półkrwi.

Draco wykrzywił usta z pogardą.

Prawnik uniósł ręce.

— Ale oczywiście ród Malfoyów jest bardzo silny. Pradawna krew i pradawna magia.

— Chcę zmienić ten warunek — powiedział Draco. — Nie chcę, żeby istniał limit czasowy. Sama intencja poczęcia wystarczy.

— Jak powiedziałem — naciskał mężczyzna — twoi przodkowie byli nieugięci. Nie mogę tego zmienić.

— Nie możesz — wycedził Draco — czy nie chcesz?

Pan Ainsworth westchnął.

— To i to. Ale, jak widzisz, ten warunek zależy od ceremonii zaślubin. Zawsze możesz przełożyć ceremonię, aż będziesz pewien, że twoja narzeczona spodziewa się dziecka.

— Więc nie mogę się z nią ożenić, dopóki nie zajdzie w ciążę? — dopytywał Draco.

— Możesz ją poślubić — powiedział prawnik. — Ale ceremonia zaślubin wymaga urodzenia dziecka w ciągu trzech lat.

Draco przewrócił oczami. Małżeństwo, ceremonia zaślubin — to było to samo. Wiedział, że mogliby wziąć mugolski ślub, ale to nie związałoby jego przyszłej żony z magią jego rodziny i nie dałoby jej żadnych praw do majątku Malfoyów. Dla niezależnej kobiety, takiej jak Hermiona Granger, mogło to nie mieć znaczenia, ale jeśli Draco chciał spędzić z nią resztę życia, chciał to zrobić jako mąż i żona, magicznie połączeni miłością i oddaniem, lecz ona nigdy nie zgodziłaby się na taki warunek.

— Przedłuż ten warunek do pięciu lat — powiedział Draco. — Sześćdziesiąt miesięcy. Trzy lata na naturalne poczęcie i dwa kolejne po tym. Jeśli się nie uda… jeśli ona nie zajdzie w ciążę, a ja będę w pełni sił witalnych, ożenię się ponownie.

Pan Ainsworth odchylił się na krześle i zmarszczył brwi.

— Mógłbym sporządzić wniosek do rozpatrzenia przez pańskiego ojca.

— Z całym szacunkiem, panie Ainsworth — wycedził Draco — jestem jedynym zarządzającym majątkiem Malfoyów. Mój ojciec odsiaduje dożywocie w Azkabanie za udział w Wojnie. Nigdy więcej nie będzie głową tej rodziny, nawet jeśli zostanie zwolniony z aresztu. — Spojrzał na starca lodowatym wzrokiem. — Zmień ten warunek.

Prawnik zmrużył oczy, jakby oceniając Draco, ale westchnął po chwili.

— Dobrze. Czy jest coś jeszcze w kontrakcie, co się panu nie podoba?

— Poza tym warunkiem?

— Tak, dokładnie.

Draco westchnął i ponownie spojrzał w kontrakt. Były w nim punkty mówiące o tym, że osoba trzecia nie powinna robić ani mówić niczego, co mogłoby splamić nazwisko Malfoyów, nawet w przypadku niewierności. Były punkty mówiące o okazywaniu publicznego wsparcia w jakimkolwiek przedsięwzięciu. Były nawet zapisy mówiące o tym, że osoba trzecia musi przyjąć nazwisko Malfoyów. Nie miało znaczenia, czy osoba trzecia była mężczyzną czy kobietą — musiała przyjąć nazwisko Malfoyów. Były punkty opisujące procedurę na wypadek śmierci potomka Malfoyów przed pojawieniem się spadkobiercy, a najdłuższy punkt kontraktu dotyczył szczegółów na wypadek rozwodu. Wcześniej ustalono pewną kwotę i widząc ją, Draco nie mógł powstrzymać się od śmiechu. Była to absurdalnie mała suma, biorąc pod uwagę ogrom majątku Malfoyów. Ale, jak pomyślał, nazwisko Malfoy nie przetrwałoby wieków, emanując skrupulatnością i egoizmem.

Westchnął głęboko.

— Nie w tej chwili.

— Dobrze, panie Malfoy — powiedział pan Ainsworth i zebrał papiery. Wkładając je do teczki, wyciągnął kolejny i podał Draco. — Oto lista wszystkich rezydencji Malfoyów w Europie. Zwyczajowo w kontrakcie małżeńskim uwzględnia się główną rezydencję nowożeńców.

Draco przyjrzał się liście. Była zaskakująco długa.

— Nie wiedziałem, że mamy ich aż tyle. Kto się tym wszystkim zajmuje?

Prawnik poprawił się na krześle.

— Twój ojciec zlecił mi to zadanie, kiedy został skazany. Mogę cię tego nauczyć, jeśli chciałbyś…

— Nie — mruknął i przejrzał listę. — Nie jestem tym zainteresowany. Jestem pewny, że świetnie sobie dajesz radę.

— Lokalizacje oznaczone gwiazdką są obecnie zamieszkane — powiedział pan Ainsworth. — Ale w razie potrzeby można przenieść lokatorów.

Spoglądając na listę, posiadłość tuż obok Hampstead Heath w Londynie wydało mu się szczególnie interesujące.

— A to?

— Och — powiedział pan Ainsworth z uśmiechem. — To śliczny, mały domek z widokiem na dzicz. O ile się nie mylę, twój dziadek, Abraxas, mieszkał tam z twoją babcią, zanim przeprowadzili się do Dworu, ale przez lata posiadłość była utrzymywana w dobrym stanie. To urokliwa okolica. Powinieneś go obejrzeć.

— Jest pusty?

— Tak. — Pan Ainsworth skinął głową. — Dom Hampstead nie jest do wynajęcia.

Draco mruknął pod nosem, bardzo zaintrygowany.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Padał deszcz, ale podczas gdy nieliczni londyńczycy, którzy przechodzili obok, rozłożyli parasole, Draco rzucił na siebie dyskretny urok odpychający deszcz. Parasole po prostu nie pasowały do jego trzyczęściowego garnituru.

Dom przed nim znajdował się za zamkniętą, dużą, czarną, żelazną bramą. Podjazd prowadził na niewielkie wzniesienie, gdzie stał uroczy domek z widokiem na Hampstead Heath. Draco zmarszczył brwi, obserwując podwórko; było trochę zbyt osobliwe jak na jego gust, ale przypuszczał, że to miejsce emanowało pewnym, cóż, spokojem. Urokiem. Może trochę zbyt romantycznym jak na jego gust, ale z pewnością zawierało w sobie nutę sentymentalizmu.

Wyciągnął rękę i musnął palcami metalową bramę, a powietrze przed nim zadrżało, gdy potężne zaklęcia rozpoznały jego krew. Brama z cichym skrzypnięciem otworzyła się, a Draco wszedł na podjazd. Natychmiast po zamknięciu, odgłosy ulicy ucichły. Powietrze było świeże i przyjazne, ptaki ćwierkały na okolicznościowych drzewach, a zapach deszczu na kolorowych liściach koił.

Dom, niewielki zdaniem Draco, miał wejście z parą wąskich drzwi. Były ciemnoczerwone na tle ciemnoszarego kamienia, ze złotymi kołatkami i klamkami. Zmarszczył nos, nie mogąc zignorować niepokojącego zestawienia kolorów na domu jego rodziny. Jedynym znajomym elementem była zieleń otulająca ściany i otaczająca karmazynowe drzwi.

Westchnął i sięgnął do klamki, wiedząc, że otworzy się dla niego. Wchodząc do środka, ogarnęło go dziwne poczucie komfortu. Dom był jakby owiany urokiem zastoju; żadnego kurzu, żadnego dziwnego zapachu, żadnego śladu opuszczenia — był przytulny, gościnny i ciepły. Drewniane podłogi skrzypiały cicho, gdy wchodził głębiej do głównego holu. Schody prowadziły na piętro, kuchnia była po prawej stronie, duża jadalnia po lewej, a za nią salon i kolejne dwoje drzwi dalej.

Draco najpierw wszedł do kuchni. Była stara i nieco przestarzała, ale nienagannie utrzymana. Czuł niemal zapach świeżo upieczonych bułeczek i kawy w powietrzu. Było cudownie.

Za kuchnią znajdował się mniejszy pokój, który wyglądał na pokój gościnny lub gabinet, z oknem wychodzącym na piękny ogród z dużym drzewem glicynii rosnącym na trawniku.

Jadalnia była pokaźnych rozmiarów i z łatwością można było ją  przekształcić w małą, wiejską salę balową, ale i tak była mniejsza niż ta, do której Draco był przyzwyczajony. Salon był znacznie mniejszy niż we Dworze, ale kominek był duży i dobrze utrzymany, meble wyglądały na uwodzicielsko wygodne, a regały na książki wzdłuż ścian świadczyły o obsesji babci Draco na punkcie książek. Z drugiej strony, były puste i Draco podejrzewał, że dziadkowie zabrali książki, kiedy wprowadzili się do Dworu.

Przypomniał sobie pierwszą książkę, którą dostał od babci; była to gruba książka historyczna, zdecydowanie zbyt zaawansowana dla czterolatka, ale Adelaide Malfoy zawsze powtarzała, że nigdy nie jest za wcześnie, by nauczyć się czytać prawdziwe książki. Draco nie pamiętał nawet, czy w ogóle przeczytał tę książkę, ale pamiętał, że dostawał książkę od babci na każde urodziny, aż do jej śmierci, gdy miał jedenaście lat.

Wzdychając na wspomnienie, przeszedł do następnego pokoju. Jeśli regały z książkami w salonie świadczyły o miłości Adelaide do książek, to były niczym w porównaniu z tym, co Draco mógł jedynie przypuszczać, że było czytelnią jego babci. Regały zajmowały wszystkie cztery ściany, otaczały okna, a nawet kominek. Pokój był pusty, lecz wyobrażał sobie, że kiedyś stało tu biurko i fotel, a może nawet sofa. Większość podłogi musiał pokrywać duży dywan, sądząc po zmianie koloru drewna, a w pokoju panowała niewątpliwa aura, niczym z baśni. Uśmiechnął się, gdy szedł przez korytarz do miejsca, które, jak przypuszczał, kiedyś należało do jego dziadka. W tym pokoju również znajdowały się regały z książkami, ale nie tak wiele. Zamiast nich znalazł skórzaną sofę i fotel obok wózka, na którym leżała otwarta butelka Ognistej Whisky. Zdecydowanie pokój Abraxasa.

Idąc na górę, znalazł prawdopodobnie główną sypialnię i dwa mniejsze pokoje. Łazienka na piętrze była przestronna i wystarczająca, z dużą wanną w kształcie lwiego pazura i uroczą, zabytkową toaletką. Obok schodów znajdowała się wysuwana drabina prowadząca na strych i pomimo niewielkich rozmiarów, Draco musiał przyznać, że było tam naprawdę uroczo. Przede wszystkim czuł się tu jak w domu.

Czuł się tu jak u niej.