[T] Związek na pokaz: Urodziny Draco

czwartek, 6 sierpnia 2026

 

Witajcie :) w czwartkowy wieczór zapraszam na nowy rozdział tłumaczenia. Trochę się tu podzieje, także miłej lektury!

Od razu informuję, że w weekend lub w poniedziałek wleci tylko nowy rozdział „To, co jest między nami”. Wypadł mi weekendowy wyjazd i nie dam rady przygotować więcej. Ale powinniście być zadowoleni, bo ten rozdział będzie dość długi i pikantny.

 

___________

 

Rozdział 11: Urodziny Draco

 

Draco skończył dwadzieścia cztery lata tydzień po tym, jak Hermiona wprowadziła się do jego mieszkania. Ponieważ jego urodziny wypadały w sobotę, przyjaciele zadbali o to, by odpowiednio je uczcić.

Zjedli kolację w Szmaragdowym Globie w prywatnym pokoju. Pansy wszystko zorganizowała i zaprosiła Theo, Blaise’a, Daphne, Grega Goyle’a i Millicentę Bulstrode, wszystkich ze Slytherinu. Daphne zaprosiła Mandy Brocklehurst z Ravenclawu jako towarzyszkę Theo tego wieczoru. Ku zaskoczeniu Hermiony, Pansy zaprosiła także Neville’a Longbottoma, z którym zaczęła się spotykać, a także Harry’ego i Ginny Potterów.

— Cuda się zdarzają — mruknął Theo pod nosem do Hermiony. — Harry Potter przybył na urodziny Draco.

Skinęła głową na znak zgody, choć wewnątrz była bardzo zadowolona. Podobał jej się pomysł, by dawni, szkolni rywale znaleźli wspólny język, zwłaszcza, że łączył ich przeuroczy, sześcioletni, metamorfomag i pasja do Quidditcha.

Hermiona, ubrana w otulającą ciało, lśniącą, zieloną, satynową sukienkę, jedną z kreacji Pansy, siedziała obok Draco podczas posiłku i obserwowała jego reakcje na docinki i komentarze przyjaciół. Starał się zachować stoicki wyraz twarzy — twarz Oklumenta, jak to nazywała — który przybierał, gdy nie chciał okazywać emocji, ale widziała, jak jego dłonie się napinały i rozluźniały pod stołem, jak drgała mu noga, jak zaciskał palce na jej dłoniach, gdy trzymała go za rękę. Zaczęła się przyzwyczajać do jego tików i widziała, że jest wzruszony troską przyjaciół o niego, nawet gdy starał się udawać nonszalancję.

W końcu obsługa wniosła tort urodzinowy Draco — dwupoziomowy tort cytrynowy, który był jego ulubionym. Kremowo-żółte motyle zaczarowano tak, by latały nad tortem, a zaczarowane pąki fiołków cukrowych rozkwitały, gdy zapalono świecie, a wszyscy goście zaśpiewali „Sto lat”.

Potem Draco otworzył prezenty. Theo podarował mu najnowszy model Błyskawicy. Miała wyjść na rynek dopiero za trzy miesiące, ale Theo miał koneksje z rodziną Spudmore, która produkowała miotły, i użył swoich sztuczek, by otrzymać wczesny prototyp, posiadający lepsze hamowanie i zwrotność. Blaise i Daphne obdarowali Draco świstoklikiem na tygodniowy pobyt w wilii Blaise’a w Toskanii. Pansy dała mu nowe szaty na Galę Przesilenia Letniego. Harry i Ginny ofiarowali rzadką butelkę Bourbona, wyprodukowaną przed Statuą Tajemnicy, jedną z ostatnich butelek wyprodukowanych połączoną metodą mugolską i magiczną. Greg i Millicenta, którzy prowadzili dobrze prosperującą piekarnię i cukiernię na Ulicy Pokątnej, upiekli ciasto, które właśnie zjedli. Mandy dała Draco lupę ze srebrną rączką, zaczarowaną tak, by rozpoznawała kłamstwa. Neville podarował sadzonkę rzadkiej, świecącej rośliny majny, której nasiona, jak wiadomo, naśladowały właściwości innych substancji. Hermiona, która długo i intensywnie zastanawiała się, co podarować mężczyźnie, który ma wszystko, w końcu znalazła dla niego coś wyjątkowego. Wydała część swoich wygranych w pokera galeonów i kupiła mu bilety do loży dla VIPów na mecz otwarcia sezonu Manchesteru United na Old Trafford w sierpniu.

— Niesamowite, Granger! — Draco uśmiechnął się z zachwytem. — Naprawdę nie mogę się tego doczekać.

— Nadal mówisz do niej Granger? — zaprotestowała Ginny. — Wiesz, jak ma na imię, prawda?

Uśmiechnął się szeroko.

— To imię jest zarezerwowane na specjalne okazje… i specjalne miejsca.

Hermiona zarumieniła się po same końce włosów, słysząc tę sugestię. Ale siedzące naprzeciwko Węże były bezlitosne.

— Nie podziękujesz swojej dziewczynie za prezent? — zapytał Theo.

— Draco, nie możesz zawstydzić swojego Domu! — dodał Blaise.

Uśmiechnął się do przyjaciół, ale gdy pochylił się ku Hermionie, jego zachowanie się zmieniło.

— Nie masz nic przeciwko, Granger? — spytał niskim, łagodnym głosem.

Jego oczy pociemniały, a szarość niemal całkowicie ustąpiła miejsca czerni.

Skinęła głową. Wiedziała, że ta chwila nadchodzi. Zamknęła oczy i pochyliła się ku niemu, by go pocałować. To nie jest prawdziwe, to nie jest prawdziwe, to nie…

A potem jej umysł ogarnęła pustka, gdy usta Draco opadły na jej, a ona poczuła smak wina z jego języka i silne oraz pewne ramiona obejmujące ją. Czuła, jak drży, serce wali jej jak młotem, a mgła pożądania ogarnia umysł. Na chwilę zapomniała o wszystkim i wszystkich wokół, oprócz dotyku jego ust na swoich, o leniwych ruchach jego języka, o tym, jak ich oddechy zdawały się zawieszone między nimi i o poczuciu, że rozpływa się w jego uścisku.

Seria gwizdów przywróciła ją do rzeczywistości, i odsunęła się od niego, wciąż nie mogąc złapać tchu, lekko oszołomiona. Wpatrywała się w jego usta, zaróżowione, opuchnięte i rozchylone, jakby on również był w szoku.

— No dobra — powiedziała Ginny, nachylając się do Hermiony. — Przyznaję, że miałam wątpliwości co do prawdziwości tego związku, ale po tym pocałunku stało się jasne, że oszaleliście na swoim punkcie.

— Co masz na myśli?

— Cóż, ten pocałunek był tak namiętny, że myślałam, że zaczniecie się pieprzyć na podłodze.

Ginevra!

Ginny uśmiechnęła się szeroko.

— To najdłuższa impreza, na której jestem od miesiąca. Byliśmy tak niewyspani, że chcieliśmy skorzystać z każdej okazji, żeby zrobić sobie przerwę od opieki nad małym, nawet jeśli to oznaczało pójście na urodziny fretki, ale muszę przyznać, że świetnie się bawię. Ze Ślizgonami się naprawdę dobrze rozmawia, jedzenie było wyśmienite — będę musiała poprosić Goyle’a, by upiekł tort dla Harry’ego w przyszłym miesiącu, bo ten był boski — a potem ty i Draco zapewniliście nam rozrywkę na najwyższym poziomie. Po tym wszystkim nie mogę się doczekać, żeby pójść do klubu na tańce.

Blaise i Daphne zebrali prezenty i wyświadczyli Draco przysługę, zabierając je do mieszkania Draco, podczas gdy reszta zebrała się, by udać się do klubu nocnego na tańce i drinki, co zorganizowała Pansy.

Jak można było się spodziewać, w klubie było głośno, tłocznie i ciemno, z migającymi światłami i głośną muzyką. Ginny i Harry jako pierwsi uciekli na parkiet, a Hermiona zrozumiała, że Ginny naprawdę mówiła poważnie, mówiąc, że potrzebuje przerwy od dziecka. Para po parze, ich przyjaciele zmierzali na parkiet i tańczyli w blasku dyskotekowych świateł.

W końcu w narożnej loży pozostali tylko Draco i Hermiona, popijając drinki. Hermiona, która wcześniej wieczorem czuła się zrelaksowana, teraz poczuła skrępowanie, siedząc obok Draco. W pomieszczeniu było trochę za gorąco. Oświetlenie za ciemne. Muzyka za głośna. Czuła się niezręcznie, plątał jej się język i nie była w stanie sformułować żadnej, sensownej myśli, by rozpocząć rozmowę lub zdanie. Ciągle rozmyślała o ich pocałunku i z trudem powstrzymywała się od patrzenia na jego usta.

Przestań! Przestań! — upomniała samą siebie. — To wszystko jest udawane. Jesteś tu, żeby udawać jego dziewczynę. Twoim zadaniem jest siedzieć tutaj i trzymać się z dala od niego łowczynie fortuny i księżniczki czystej krwi, a całowanie się to po prostu część pracy. Przestań próbować doszukiwać się w tym czegoś więcej.

Skupiła uwagę na parach tańczących na parkiecie. Na drinku w swojej dłoni. Walczyła ze sobą, sprawdzając, jak długo wytrzyma. Liczyła, ile razy kelnerzy mijali ich stolik. Recytowała w myślach składniki eliksirów. Wszystko, byle tylko nie myśleć o mężczyźnie siedzącym obok niej, którego każdy ruch sprawiał, że czuła jego obecność.

O mało nie podskoczyła, gdy Draco nachylił się i wyszeptał jej do ucha:

— Nie przepadam za szybkimi piosenkami, ale ta jest wolniejsza. Zatańczysz ze mną, Granger?

Wyciągnął do niej rękę i stłumiła nagłą, paniczną chęć ucieczki. Ujęła ją i poszła z nim na parkiet. To był wolny kawałek, taki, w którym pary trzymają się blisko siebie i powoli tańczą obok siebie. Pomimo późnej pary, wciąż wyglądał świeżo i przystojnie, jak wtedy, gdy wychodzili z mieszkania na kolację. Pachniał brandy, którą właśnie wypił, i jego własnym, leśnym i cytrusowym zapachem. Trzymające ją dłonie były ciepłe, suche i pewne. Miał jędrną klatkę piersiową, a ciepło bijące od jego skóry przez delikatną, jedwabną koszulę emanowało aż do kości. Położyła głowę na jego piersi. Był tak wysoki, że czubek jej głowy, nawet w szpilkach sięgał mu tuż za brodę. Kołnierzyk koszuli łaskotał ją w policzek i czuła, jak jego klatka piersiowa unosi się i opada, gdy oddychał.

— Mówiłem ci, że ślicznie dziś wyglądasz? — mruknął.

— Wytworny strój — powiedziała nieco drżącym głosem, mając na myśli swoją sukienkę.

Ta bliskość z nim zaburzała jej równowagę.

— Nie, chodziło mi o ciebie.

— Nikt nas nie słyszy, Draco, nie musisz udawać — rzekła, desperacko starając się zachować pozory obojętności.

Chciała, żeby zabrzmiało to swobodnie, ale nie potrafiła utrzymać spokojnego tonu głosy, mówiąc to.

Draco nic nie odpowiedział, więc przygryzła wargę, wdzięczna, że nie widzi jej twarzy.

Uratowali ją Greg i Milicenta, którzy przyszli pożegnać się z Draco. Musieli zająć się piekarnią i potrzebowali trochę odpoczynku przed pracą następnego dnia.

— Miło było cię znów widzieć, Goyle — powiedział Draco, przerywając taniec i wyciągając rękę do kumpla. — Millie, to zawsze przyjemność. — Pochylił się, by pocałować ją w policzek. — Dziękuję, że przyszliście. I zanim zapomnę — chcę złożyć zamówienie na wasze tartaletki z malinami i czekoladą na następne zebranie zarządu. Muszę trochę zmiękczyć tych starych dziadów.

Greg i Millicenta również pożegnali się z Hermioną. Greg pocałował ją w policzek, czego w ogóle się nie spodziewała, a Millicenta uśmiechnęła się do niej ironicznie, mówiąc:

— Jesteś fajniejsza, niż myślałam. Miło było cię widzieć, Granger.

— Was też — powiedziała.

Para wyszła, a Hermiona, desperacko próbując zmienić nastrój, zwróciła się do Draco:

— Mówiłam ci kiedyś, że przemieniłam się w kota Millicenty po zażyciu Eliksiru Wielosokowego?

Draco zamrugał.

— Co zrobiłaś?

Jej warga drgnęła.

— Na drugim roku. Harry, Ron i ja chcieliśmy się wkraść do Pokoju Wspólnego Slytherinu, bo Harry był przekonany, że jesteś Dziedzicem Slytherinu i chcieliśmy zdobyć dowód. Uwarzyłam porcję Eliksiru Wielosokowego w Łazience Jęczącej Marty, potem Harry i Ron zdobyli włosy Goyle’a i Crabbe’a, i sami zażyli eliksir, ale ja przypadkiem dostałam włosy kota Millie zamiast jej. I zmieniłam się w koto-człowieka. Tygodnie zajęło pani Pomfrey przemienienie mnie do właściwej postaci.

Draco zaczął się śmiać.

— Nawet nie wiem, od czego zacząć, Granger. Uwarzyłaś Eliksir Wielosokowy na drugim roku? I czego właściwie dowiedzieli się Potter i Weasley, udając Crabbe’a i Goyle’a?

— Cóż, oczywiście, nie byłeś Dziedzicem Slytherina — powiedziała.

— Jak to było być kotem Millie?

— Ugh! — jęknęła. — Nadal byłam sobą. Po prostu wyglądałam jak kot i miałam tendencję do miauczenia, gdy czymś się denerwowałam. Przez jakiś czas miałam niesamowicie dobry wzrok w nocy, ale tak naprawdę pamiętam tylko, jak bardzo denerwowałam się tym, że przez powód w Skrzydle Szpitalnym, opuszczę zajęcia.

Draco wciąż się śmiał, gdy Theo podszedł do nich i zaproponował, żeby wrócili do stolika na ostatniego drinka na cześć jubilata.

Obecne w klubie pary wzniosły toast za Draco i siedziały jeszcze przez chwilę, rozmawiając i dopijając drinki. Chwilę przed drugą Draco i Hermiona w końcu wyszli z klubu. Hermiona była tak zmęczona, że ziewała i trochę się zataczała. Draco aportował ich z powrotem do swojego mieszkania i musiał jej pomóc w utrzymaniu się na nogach, gdy szli korytarzem w stronę jej sypialni. Pomógł jej wejść do środka i posadził na ławce u stóp łóżka.

Pochylił się, żeby zdjąć jej buty.

— Dobrze się bawiłeś na urodzinach? — mruknęła sennym głosem, chwiejąc się na swoim miejscu.

Wyprostował się.

— Możesz wstać, Granger? — zapytał, zanim podniósł ją na nogi, zaprowadził do łóżka i przykrył kołdrą. — Świetnie się bawiłem. Dziękuję za prezent. — Dał jej lekkiego całusa w czoło. — Bardzo mi się podoba.

— Ty mi się bardzo podobasz — mruknęła, po czym zasnęła.

Stał nad nią przez kilka, długich minut, aż jej oddech ustabilizował się we śnie.

— To przez alkohol — powiedział do samego siebie, zanim zgasił światło i wyszedł z jej sypialni.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Powtarzała sobie, że to zauroczenie.

Przeżyła już zauroczenia i umiała sobie z nimi poradzić. Na drugim roku była młodzieńczo zafascynowana Gilderoyem Lockhartem. Był też Auror, którego widywała czasami w stołówce, kiedy jeszcze pracowała w Ministerstwie i który lubił do niej mrugać w windzie. Jak on się nazywał? Andrew? Aaron? Próbowała sobie przypomnieć. Wciąż była wtedy z Ronem i pamiętała nawet, jak czuła się winna, że pociągał ją ktoś inny, kiedy była w związku. Aż pewnego dnia usłyszała, że się zaręczył i nawet się tym nie przejęła. Oczywiście, był też Ron, ale nie musiała wkładać dużo wysiłku w wyleczenie złamanego serca po tym, co jej zrobił. Więc jeśli była zakochana w Draco, musiała po prostu stłumić swoje uczucia, przetrwać z nim te kilka miesięcy, a potem iść dalej i ta głupia, niewinna fascynacja minie.

Nie stosowała Oklumencji, ale potrafiła do pewnego stopnia segregować myśli. Musiała to robić, będąc uczennicą, aby utrzymać porządek podczas zajęć i zadań. Dźwigała większość mentalnego obciążenia, kiedy ona, Harry i Ron szukali horkruksów. Potrafiła segregować swoje plany, ich obowiązki i ból, który poczuła, gdy Ron ich porzucił, aby sprawnie funkcjonować w chaosie ich ucieczki. A później, gdy odkryła zdradę Rona z Lavender, udało jej się oddzielić pracę od prywatnych spraw i tak dobrze ukrywała swoje uczucia, że została nawet oskarżona (podsłuchiwała plotki na korytarzach Ministerstwa) o tak zimne serce, że nic dziwnego, że Ron zbłądził. Cóż, lepiej, żeby uważano ją za oziębłą niż za żałosną.

A w Wielkiej Brytanii nie było wystarczająco dużo galeonów, by skusić ją do powiedzenia Draco Malfoyowi, że się w nim podkochuje. Mogła sobie wyobrazić te przymilne spojrzenia i uśmieszki. Jego ego z pewnością nie musiało poszybować jeszcze wyżej, a nawet jeśli był dla niej miły przez ostatnie kilka tygodni, wiedziała, że z pewnością byłby w stanie ją zniszczyć, gdyby tylko chciał, a ostatnią rzeczą, jakiej chciała, było dawanie mu amunicji. W jakimś mrocznym zakamarku umysłu Hermiony tliła się myśl, że choć zdrada Rona bolała, udało jej się otrząsnąć, ale Draco Malfoy miał moc, by ją wykończyć. Musiała ukryć swoje uczucia. Zachowywać się naturalnie.

Rankiem po urodzinach Draco wstała o zwykłej porze. Po tygodniu mieszkania z nim zaczęła dostrzegać jego codzienną rutynę.

W dni powszednie wstawał dość wcześnie. Lubił, żeby kawa była gotowa, gdy tylko skończy brać prysznic, więc Mipsy lub Tippy pojawiały się, by przygotować kawę. Skrzaty zawsze robiły tak, by była gotowa w momencie otwierania drzwi do jego pokoju. Wychodził — wciąż niepokojąco mokry i z ręcznikiem owiniętym wokół pasa — żeby wypić poranną kawę, zanim wracał do swojego pokoju, by się ubrać. Pierwszego, poniedziałkowego poranka, kiedy Hermiona wyszła do kuchni i zobaczyła Draco w takim stanie, zamarła na całe trzydzieści sekund, zanim przełknęła ślinę i zmusiła się, żeby przejść obok niego i odebrać swoją filiżankę od skrzatów. Były tak przyzwyczajone do porannego stanu Draco, że nawet nie patrzyły na niego, niemal wychodząc z siebie, by pomóc Hermionie. Draco wziął filiżankę, skinął głową do Hermiony i powiedział Dzień dobry, Granger, po czym wolnym krokiem wrócił do swojego pokoju. Hermiona patrzyła na jego oddalające się plecy zahipnotyzowana tym, jak wyglądały jego włosy — mokre i potargane — i tym, jak mięśnie na jego ramionach falowały, gdy szedł korytarzem. Ten widok tak ją zaniepokoił, że popełniła trzy błędy w swoim pierwszym tego dnia eliksirze i otrzymała reprymendę od Mistrza Bergena, który nie był przyzwyczajony do jej rozkojarzenia i niechlujstwa.

Ale w weekendy Draco zdawał się lubić dłużej pospać, podczas gdy Hermiona zawsze budziła się przed siódmą. Ranek po urodzinach Draco wypadał w niedzielę i kiedy się obudziła, zauważyła, że wciąż ma na sobie sukienkę z poprzedniego wieczoru. Zdała sobie sprawę, że musiała być tak zmęczona, że Draco położył ją spać. Wzięła szybki prysznic, a następnie ubrała się w za duży T-shirt i kraciaste spodnie od piżamy, po czym cicho przeszła korytarzem do kuchni. Lodówka i spiżarnia wciąż świeciły pustkami, ale Hermiona powoli zaczęła je wypełniać rzeczami, które lubiła jeść. Otworzyła spiżarnię, wyjęła pudełko płatków śniadaniowych, a następie poszła do kuchni, żeby wsypać sobie trochę do miski, dolać mleka i włożyć do środka łyżkę. Zaniosła śniadanie do salonu, a następnie usiadła na podłodze przed dużym, szklanym stolikiem kawowym, który stanowił centralny punkt pomieszczenia. Szary, pluszowy dywan chronił ją przez zmarznięciem, gdy siedziała, a bose stopy wpiła w puszysty materiał. Włączyła telewizor, starając się ustawić niską głośność i przełączyła na BBC. Nie przepadała za oglądaniem telewizji, ale lubiła być na bieżąco z wiadomościami.

Właśnie zaczęła jeść płatki, gdy usłyszała otwierające się drzwi od pokoju Draco. Szedł korytarzem w stronę salonu, z włosami wciąż potarganymi po spaniu, ubrany w czarny, jedwabny szlafrok bez paska, narzucony na czarne spodnie od piżamy. Był boso. I miał nagi tors. Jego pojawienie się natychmiast wystawiło na próbę jej postanowienie o zachowaniu spokoju i opanowania.

— Przepraszam, obudziłam cię? — zapytała, starając się nie patrzeć tak otwarcie.

Ziewnął.

— Dzień dobry, Granger. Nie, nie obudziłaś mnie. Musiałem iść do toalety, więc pomyślałem, że przy okazji napiję się kawy. — Zmrużył oczy, wpatrując się w Hermionę i miskę przed nią. — Wiesz, że są tu trzy kanapy. Dlaczego siedzisz na podłodze? I na Salazara, co ty jesz?

Wzięła drżący oddech, a potem zmusiła się do normalnego tonu.

— Robiłam tak w weekendy, kiedy byłam dzieckiem. Wstawałam przed rodzicami, szłam do kuchni, robiłam sobie miskę płatków, a potem siadałam, żeby obejrzeć telewizję albo poczytać książkę. Ale jeśli już oglądałam telewizję, zawsze siadałam na podłodze w miską na stole. Mniejsze ryzyko rozlania i narobienia bałaganu.

— I nadal jesz jak dwulatka.

Przeszedł przez salon i usiadł na kanapie tuż za nią.

— Stare nawyki trudno wyplenić.

— Co to za dziwna, kolorowa zupa? — dopytywał, wpatrując się z przerażeniem w jej miskę z płatkami.

— Cap’n Crunch. Pamiętasz te płatki, które kupiłam w Sainsbury’s? Ja… hej! Co ty wyprawiasz? — Hermiona nagle krzyknęła z oburzeniem, gdy Draco pochylił się nad nią i wyrwał jej miskę z rąk.

Zanurzył łyżkę w mleku, które przybrało nienaturalny, niebiesko-szary kolor od powoli rozpływających się chrupiących jagód w płatkach, i z fascynacją spojrzał na jaskrawo kolorowe kawałki płatków pływające w mleku. Nabrał na łyżkę pojedynczą, fioletową, chrupiącą jagodę i ugryzł.

— To moje śniadanie! — powiedziała, klękając, by wyrwać mu miskę z rąk.

— Och, Merlinie i Morgano, jak ty możesz to jeść? — zapytał, krzywiąc się przez smak.

Hermiona rzuciła się na miskę, ale Draco, z refleksem Szukającego, uniósł ją poza jej zasięg, przez co wylądowała mu na kolanach.

— Uważaj, ty okrutna wiedźmo! — ostrzegł ze śmiechem w głosie.

Za bardzo skupiona na odzyskaniu płatków, by przejąć się upadkiem na kolana Draco, zerwała się z miejsca i zwinnie wskoczyła na kanapę. Udało jej się sięgnąć po miskę z płatkami i wyrwać ją Draco, ale pociągnęła trochę za mocno i miska się obróciła, rozlewając mleko i płatki na nich oboje, na kanapę i na dywan.

Jęknęła z przerażeniem.

— Och… och, bardzo przepraszam!

Przyglądała się bałaganowi, jaki zrobili w nieskazitelnym dotąd salonie Draco, a także temu, jak mleko spływało mu po włosach. Dostrzegła w nich też jagody i była pewna, że jej własne włosy również muszą być w opłakanym stanie.

Jednak Draco nie mógł powstrzymać śmiechu, a jego beztroska była zaraźliwa. Hermiona również zachichotała, a ich śmiech sprawił, że więcej mleka spłynęło po ich ubraniach, na kanapę i dywan poniżej.

— Naprawdę przepraszam — powtórzyła, nadal chichocząc — nawet jeśli to była twoja wina.

Moja wina?

— Zajmowałam się swoimi sprawami, jedząc śniadanie, kiedy ty tak niegrzecznie…

— Nazywasz to mugolskie coś śniadaniem?

— Draco!

— Rozejm — powiedział, wciąż się śmiejąc. — Tippy! — zawołał.

Skrzat się pojawił, ubrany w czerwoną koszulkę piłkarską.

— Panie Draco?

— Mieliśmy mały wypadek — rzekł. — Czy mógłbyś nam pomóc tu posprzątać? Pójdę się umyć.

— Oczywiście, panie Draco!

Tippy zaczął rzucać zaklęcie czyszczące na kanapę, wysysając mleko z poduszek.

— Och, i poproszę kawę — dodał.

— Tak, oczywiście, panie Draco — rzekł skrzat.

— Nie musiałeś wołać Tippy — zganiła go Hermiona. — Mogłam…

— Granger, już o tym rozmawialiśmy. To jego praca i dla niej żyje. Poza tym…

Nagle Draco umilkł, gdy coś w telewizji przykuło jego uwagę. Hermiona podążyła za jego wzrokiem w stronę ekranu telewizora.

Prezenterka BBC relacjonowała serię tajemniczych przypadków amnezji na wyspie Wight.

…a wszystkie ofiary zostały znalezione, błąkając się, nie znając swoich imion, nie rozpoznając domów, miejsc, pracy, przyjaciół i rodziny. Badania lekarskie nie wykazują żadnych oznak urazów ani chorób współistniejących. Władze badają dokumentację finansową, rejestry połączeń i firm, by ustalić jakiekolwiek powiązania między ofiarami. Przypadki te następują po doniesieniach o podobnych zdarzeniach, które miały miejsce wcześniej w tym roku w Walii, w Cotswolds, a nawet dalej na północ, w Hebrydach. Badane są również zanieczyszczenia wód gruntowych środkami przemysłowymi lub inne, możliwe przyczyny tych zagadkowych i niepokojących przypadków. Relacjonując na żywo z Ryde na wyspie Wight, nadawała Kirsten McNamara…

— Draco? — Hermionę zaniepokoił wyraz jego twarzy. — Co… wiesz coś o tym?

Odwrócił wzrok od telewizora i spojrzał na nią. Wydawał się zastanawiać, co powiedzieć, aż w końcu się odezwał.

— Śledzę tę historię od kilku miesięcy. Te sprawy w Cotswolds, Walii i na Hebrydach miały ślady magicznego skażenia. Nie wiemy, co je powoduje, ale…

— Jak to możliwe, że ta informacja nie dotarła do Proroka ani żadnych czarodziejskich gazet? — zapytała, a mgliste wspomnienie ją poruszyło.

Ta kombinacja miejsc. Gdzie wcześniej słyszała cokolwiek o tych trzech miejscach?

— Bo wszystkie ofiary to mugole. Czarodziejska prasa uważa, że to nieistotne. Ale ja myślę, że warto się im przyjrzeć. Potter badał te sprawy…

— Omawialiście te sprawy z Harrym?

Nagle przypomniała sobie, że Ginny wspominała miesiące temu, że Harry badał sprawy w tych miejscach.

Westchnął.

— Tam dzieje się coś innego, bo nie tylko mugole tracą pamięć. Czy Mistrz Bergen powiedział ci, jak zaczął pracować nad eliksirem przywracającym pamięć?

— Tak, powiedział, że współpracuje z Instytutem DuPont w Szwajcarii.

— Mistrz Bergen pokłócił się z dyrektorem instytutu, ponieważ dyrektor Lespere chciał stworzyć eliksir, który pozwalałby na Oklumencję myśli, a Mistrz Bergen chciał umożliwić dostęp do utraconych wspomnień. Ponieważ Obliviate jest zazwyczaj używane tylko na mugolach, aby zachować klauzulę tajemnicy, nie było dużego zainteresowania jego odwróceniem. Tak więc ta fala utraconych wspomnień wśród mugoli sprawia, że zastanawiam się, czy w Instytucie DuPont lub wśród powiązanych z nim osób nie prowadzone są jakieś eksperymenty na mugolach.

— A co Oklumencja ma wspólnego z utraconymi wspomnieniami?

— Większość Oklumentów ukrywa swoje myśli za ścianami lub w innych obiektach. Robimy to, by Legilimenci nie mogli ich znaleźć. Ale gdy Oklument jest słabo wyszkolony lub bardzo niedoświadczony, czasami może ukryć swoje myśli w miejscu, w którym nawet on ich nie znajdzie. Więc zły eliksir Oklumencyjny może to naśladować.

— Co skłania cię do myślenia, że to eliksir za tym stoi, a nie ludzie rzucający silne Obliviate na przypadkowych mugoli?

— Z powodu innej rzeczy, na którą zwracałem uwagę, czyli surowców. Składników używanych do warzenia eliksirów. Kilka surowców nagle stało się bardzo trudno dostępnych. Skóra boomslanga, serce krokodyla, jad akromantuli i moc asfodelu, które wpływają na umysł, potroiły swoją cenę. A skóra boomslanga była tak trudna do zdobycia, że wysłałem zespół do Indonezji, by sprawdzić, czy uda im się zdobyć świeżo zrzuconą skórę, którą tutaj przetworzymy. Ktoś wykupuje lub monopolizuje ten rynek i myślę, że te dwie rzeczy są ze sobą powiązane.

— Musimy też jak najszybciej skończyć eliksir przywracający wspomnienia, który tworzymy. Skoro ludzie rzucają zaklęcia na niczego niepodejrzewających mugoli, musimy im pomóc! — powiedziała.

— Czego potrzebujesz?

— Potrzebuję… myślisz, że mógłbyś mnie dziś zabrać do biblioteki we Dworze Malfoyów? Od jakiegoś czasu myślę, że możecie mieć tam więcej książek na ten temat, które mogłabym przejrzeć.

— Dobrze, chodźmy się ogarnąć, a potem zabiorę cię do Dworu.

— Jedno pytanie — mruknęła. — Czy możemy ominąć salon w drodze do biblioteki?

Jego twarz złagodniała.

— Jeśli to jakkolwiek pomoże, to skrzydło zostało całkowicie odnowione i salon zniknął. Ale aportuję nas bezpośrednio do biblioteki i nie będziemy musieli przechodzić obok niczego, co mogłoby przywołać te złe wspomnienia.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Pół godziny później, po prysznicu i ubraniu się, Draco opartował ich do biblioteki we Dworze Malfoyów.

Twarz Hermiony, gdy po raz pierwszy ujrzała bibliotekę, była pełna podziwu i szacunku. To było jak wprowadzenie bardzo wierzącej osoby do świętego sanktuarium. Kilka razy przełknęła ślinę, zanim się odezwała.

— Mówiłeś… że jest tu sześćset tysięcy tomów, tak?

Obróciła się powoli. Biblioteka Dworu zajmowała dwa piętra. Połączona była z dużym, kopulastym, szklanym sufitem, który wpuszczał naturalne światło słoneczne go Atrium biblioteki. Sama biblioteka została podzielona na kilka sekcji, niczym szprychy koła, wszystkie łączące się w centralnym Atrium, gdzie stały stoły, krzesła, a nawet kanapy do czytania. Wzdłuż tylnej ściany usytuowany był kominek, a po obu stronach Atrium dwie spiralne klatki schodowe prowadzące na piętro.

Draco chciał pokazać Hermionie pokój z rzadkimi książkami w bibliotece, ale wiedział, że gdyby kiedykolwiek tam się udała, wyciągnięcie jej stamtąd zajęłoby godziny, a czasu mieli niewiele. Zamiast tego pokazał jej zaklęcie, które stworzyła jego rodzina, aby można było przywołać określone książki na podstawie słów kluczowych.

Rzuciła zaklęcie, a potem z fascynacją patrzyła, jak książki z całej biblioteki nadciągają w jej stronę.

— Musi być ich ponad trzysta! — zawołała, gdy tomy skończyły się układać na podłodze przed nimi. — Bierzemy wszystkie?

Pokręcił głową.

— Myślę, że powinniśmy trochę bardziej doprecyzować nasze poszukiwania. Może zabierzemy dziś dwadzieścia pięć książek? Szybko wszystkie przejrzymy i weźmiemy te najbardziej przydatne. Resztę zostawimy tutaj, a jeśli zajdzie taka potrzeba, mogę wrócić po więcej.

Zgodziła się i zaczęli przeglądać książki w stosach, segregując je na te „do zabrania dzisiaj” i „do zostawienia”.

Gdy przedzierali się przez książki, jedne z drzwi biblioteki się otworzyły i rozległ się głos:

— Draco, jesteś tam?

Podniósł wzrok. To była jego matka. Musiała wyczuć jego obecność przez osłony. Nie uprzedził jej o swoim przyjściu i nie chciał teraz, kiedy próbowali zajmować się pracą, skupiać się na oficjalnym przedstawieniu matki Hermionie. Jęknął.

— Zostań tutaj, Granger. Ja się nią zajmę.

Przeszedł przez bibliotekę do frontu, gdzie weszła jego matka.

— Dzień dobry, matko — powiedział, podchodząc do niej i całując ją w policzek. Narcyza Malfoy była jak zawsze nienagannie ubrana, z jasnymi blond włosami upiętymi w gładki kok, w szarą, wyjściową szatę obszytą srebrem. — Miałem wpaść dziś wieczorem po południu na herbatę, żeby podziękować ci za prezent urodzinowy.

Matka podarowała mu rzymski zwój papirusu z trzeciego wieku, na którym znajdowała się instrukcja sporządzania eliksiru, który podobno wzmacniał magię. Nie dało się tego udowodnić, ponieważ dwa z wymienionych składników były już niedostępne, ale sam zwój był praktycznie bezcenny.

— Podobał ci się? — zapytała. — Widziałam go w zeszłym miesiącu, kiedy wyjechałam na wakacje do Rzymu z twoją ciotką Andromedą i pomyślałam, że będzie to idealny prezent dla ciebie.

Uśmiechnął się.

— Jest idealny, matko. Ale musiał kosztować fortunę.

— Nie codziennie mój syn kończy dwadzieścia cztery lata — odparła gładko, dodając: — Dlaczego tu teraz jesteś, skoro miałeś wpaść na herbatę później? I dlaczego mi nie powiedziałeś, że przyjdziesz? Mogłabym przygotować śniadanie.

— Musieliśmy znaleźć kilka książek do badań — odpowiedział i natychmiast pożałował swoich słów.

— Musieliście? — Szybko wyłapała kontekst. — Kto jeszcze tu jest?

— Hermiona Granger. Prowadzimy badania nad eliksirem, który jest opracowywany w mojej firmie.

— Hermiona Granger. — Narcyza milczała przez chwilę, nawet nie mrugając. Draco poczuł się tak, jakby miał pięć lat i wpadł w kłopoty za to, że naniósł brud na cenny, perski dywan w jadalni. Ale wytrzymał jej spojrzenie. Po chwili zapytała: — Czyli mam założyć, że doniesienia… — w jej głosie słychać było pogardę — …artykuły na pierwszych stronach Proroka Codziennego i Tygodnika Czarownica o tym, że spotykasz się z panną Granger, są prawdziwe?

Nie odpowiedział od razu, ale kiedy to zrobił, jego słowa były wyważone.

— Wiesz, że tak jest, matko. Jestem przekonany, że Tippy i Mipsy powiedziały ci, że Hermiona się do mnie wprowadziła.

— Więc mieszkasz z czarownicą. Bez ślubu. To formalny układ? Zalecasz się do niej? Nie słyszałam, żeby ze skarbca zniknęły jakieś klejnoty.

Zesztywniał.

— Nie, to jeszcze nie jest formalne. Robimy wszystko krok po kroku.

— Cóż, ewidentnie się cofasz i robisz to z niewłaściwą osobą.

— Z niewłaściwą osobą?

— Draco, jesteś spadkobiercą dwóch starożytnych, czystokrwistych rodów. Jesteś młody, bogaty i możesz posiadać wielką władzę i wpływy. Twoja przyszła żona powinna być tego wszystkiego godna.

— Matko, proszę cię, żebyś przerwała, zanim powiesz coś, czego nie powinnaś. Nie jestem nic dłużny tobie, a tym bardziej ojcu. Zaręczyny z Astorią zostały zerwane i mogę sam podejmować decyzje.

— W takim razie powinieneś dokonywać właściwych wyborów. Jest tak wiele uroczych, pożądanych, młodych dam do wyboru. Dlaczego…

— Jak te wszystkie nijakie dziewczyny z matkami żądnymi bogactwa, które mi przedstawiałaś? Mam już tego dość, matko.

— Kochasz tę dziewczynę?

— Nie nazywaj jej „tą dziewczyną”, jakby nie zasługiwała na imię. To Hermiona Granger. Bohaterka wojenna. Jest błyskotliwa, miła, czarująca i piękna, a ja czerpię radość z każdej chwili spędzonej z nią.

— Draco — ton matki był przymilny, jakby wciąż był małym chłopcem, którego mogła przekonać do czegoś, czego chciał. — Przebywanie w towarzystwie młodej damy, która cię interesuje to jedno, ale jeśli szukasz partnerki na całe życie…

— Matko, pozwól, że ci przerwę. Miałem zamiar poprosić cię, żebyś zaprosiła ją kiedyś na herbatę, byś mogła z nią się spotkać i zobaczyć, jaka jest, ale jeśli zamierzasz tylko rzucać zawoalowanymi obelgami i ją lekceważyć... cóż, nie zamierzam narażać jej na takie traktowanie przez nikogo, a zwłaszcza przez ciebie.

— Draco! — Narcyza była głęboko zszokowana. — Pomyśl o rodzinie!

Podwinął rękaw lewego ramienia, odsłaniając Mroczny Znak.

— Od dawna myślałem o tej rodzinie, zanim w ogóle powinienem. Przyjąłem ten znak za tę rodzinę i od tamtej pory płacę za to cenę. Może tym razem rodzina powinna pomyśleć o mnie.

— Draco… — zaczęła, ale ją powstrzymał.

Położył ręce na jej ramionach, uciszając ją.

— Proszę, przerwijmy w tym miejscu. Muszę wrócić i pomóc Hermionie znaleźć potrzebne książki. I obawiam się, że nie będę mógł wpaść do ciebie na herbatę dziś po południu.

Pochylił się, żeby pożegnać matkę pocałunkiem w policzek, ale Narcyza w ostatniej chwili się odsunęła.

— Dobrego dnia, matko — powiedział i odwrócił się od niej, by wrócić do bibliotecznego Atrium, gdzie Hermiona wciąż przeglądała stosy książek dotyczące eliksirów.

Kiedy do niej dotarł, wiedział, że słyszała rozmowę. On i jego matka nie zachowywali się głośno, ale na tyle dobrze znał akustykę biblioteki, że wiedział, dokąd niesie się dźwięk.

— Przykro mi, że to słyszałaś — mruknął.

— W porządku — odparła, ale jej ton głosu był oschły.

— Nie, nie jest w porządku — odparł. — Nigdy nie powinnaś się czuć mniej niż idealna.

— Cóż, nie jestem idealna — powiedziała nieco spokojniejszym głosem. — Ale to nie ma znaczenia. Przecież nasz związek nie jest prawdziwy…

Granger! — ostrzegł ją ostro.

Nie wiedział, czy jego matka wciąż kręci się przy drzwiach biblioteki, ale nie chciał, żeby usłyszała Hermionę mówiącą, że to, co ich łączy, nie jest prawdziwe, ponieważ w dużej mierze powodem, dla którego „spotykał się” z Hermioną, było to, żeby matka przestała go nękać spotkaniami z pożądanymi kobietami. Po rozmowie zdał sobie sprawę, że zupełnie przekalkulował jej gotowość do akceptowania jego wyborów. Wiedział, że nie powinno go obchodzić, że matka nie lubi Hermiony, skoro to miał być udawany związek, ale rozmowa z Narcyzą pozostawiła w nim niesmak i poczucie rozczarowania rodzicem, które sprawiło, że poczuł gorycz.

Hermiona zrozumiała, co niemal wyznała, i przygryzła wargę. Spojrzała na stosy książek, które przeglądała.

— Myślę, że te książki… — wskazała na stosik najbliżej swoich stóp — to te, od których powinniśmy zacząć.

— W porządku.

Skinął głową. Przekartkował tomy. Większość zawierała bardziej standardowe teksty, głównie współczesne. Te książki skurczył, by ułatwić transport. Trzy ze stosu były starsze i zamiast poddawać je zaklęciom zmniejszającym, wsunął je pod pachę. Potem wyciągnął rękę do Hermiony i aportował ich z powrotem do swojego mieszkania.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Nie powinno jej to obchodzić. Wiedziała, że nie powinno jej to obchodzić. Dlaczego miałoby ją obchodzić, co myśli o niej Narcyza Malfoy? I tak nie było przyszłości między nią a Draco. O ile wiedziała, ich układ miał się zakończyć za niecały rok, a potem on poślubi czarownicę czystej krwi, spłodzi dzieci czystej krwi i będzie żył życiem, jakiego się po nim oczekuje. A ona… ona sobie poradzi. Jak zwykle.

— Wszystko w porządku, Hermiono, kochanie? — zapytała jej mama.

Dziś była Monicą Wilkins, radośnie spędzającą wakacje na plaży w Kornwalii z mężem i wierzącą, że za dwa tygodnie wróci do Australii.

— Tak, pani Wilkins — odpowiedziała, przywołując na twarz uśmiech.

— Bo te wzdychania brzmią jakby dotyczyły chłopaka — rzekła Monica z przebiegłym uśmiechem. — Pamiętam tamte czasy. Wiele razy wzdychałam przez Richarda… znaczy przez Wendella. — Nagle zmarszczyła brwi. — Dziwne. Nie mogę sobie przypomnieć, dlaczego nagle nazwałam go Richardem. — Roześmiała się. — Chyba za długo przebywałam na słońcu.

Hermiona spojrzała na nią z zaniepokojeniem.

— Dobrze się czujesz? Może chciałabyś się położyć?

— Och, nie, kochanie — odparła. — Ale wracając do problemów z chłopakami… masz chłopaka, kochanie? Nie? Och, jesteś taka ładna, chłopaki zapewne ustawiają się w kolejce, by gdzieś cię zaprosić…

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona wróciła do mieszkania Draco wczesnym wieczorem wyczerpana i nieco przygnębiona. Tak trudno było jej przebywać z rodzicami tydzień po tygodniu, będąc tak blisko, a jednocześnie tak daleko od nich.

Draco czekał na nią, kiedy przybyła.

— Hej, Granger — powiedział delikatnie, gdy wyszła z kominka. Podał jej kieliszek wina. — Pomyślałem, że ci się przyda.

Jej usta wygięły się w wdzięcznym uśmiechu. Zrzuciła buty i machnięciem różdżki posłała je do swojego pokoju, po czym wzięła wino.

— Dziękuję, Draco.

— Jak się dzisiaj miewali twoi rodzice?

Westchnęła.

— Mama miała dzisiaj moment, podczas którego nazwała mojego tatę Richardem, ale potem ją to speszyło. Powiedziała, że powinnam znaleźć sobie chłopaka.

Uśmiechnął się i wziął ją za rękę.

— Chodź na górę. Kazałem skrzatom przygotować dla nas kolację na świeżym powietrzu.

Poszła za nim po schodach na taras, gdzie skrzaty rozstawiły stół nakryty lnianym obrusem i udekorowany świecami oraz kwiatami. Podano makaron carbonara z krewetkami i kalmarami oraz porcję świeżych groszków cukrowych. Wcześniej nie była głodna, ale kolacja wyglądała bardzo apetycznie. Wiał przyjemny, wieczorny wietrzyk, a zachodzące słońce i fioletowo-pomarańczowe niebo tworzyły piękny widok. Draco odsunął krzesło dla Hermiony, pomagając jej usiąść, po czym usiadł naprzeciwko.

— Co robiłeś dziś po południu? — zapytała, kładąc serwetkę na kolanach.

— Odwiedziłem ciotkę Andromedę. Po porannej sprzeczce z matką poczułem, że potrzebuję życzliwej porady od kogoś, kto ją zna. Potem spędziłem trochę czasu, pomagając Teddy’emu w opanowaniu techniki latania na miotle. Po herbatce wróciłem tutaj i zacząłem przeglądać książki, które wzięliśmy z biblioteki. Pomyślałem, że po kolacji, jeśli oczywiście masz ochotę, moglibyśmy spędzić wieczór na analizowaniu książek pod kątem eliksiru.

Rozmowa przy kolacji przebiegała gładko. Draco znalazł kilka interesujących smaczków w książkach, które pobieżnie przejrzał; niektóre uznał za przydatne w ich badaniach, a niektóre były po prostu pełne tajemniczych ciekawostek, które, jak sądził, mogłyby się spodobać Hermionie. I miał rację. Była zafascynowana. Podczas jedzenia, w jej oczach znów pojawił się błysk. Niebo zmieniło się w zmierzch, a potem w ciemną noc, a nad Londynem, gdy siedzieli, rozkoszując się rześkim, wieczornym powietrzem, wznosił się księżyc. W pewnym momencie potarła lekko ramiona, a Draco szarmancko narzucił jej swoją marynarkę na ramiona. Przez chwilę zastanawiała się, czy jego palce wciąż spoczywają na jej ramionach, czy też tylko jej się wydaje. Gdy poruszyła się, by mocniej otulić się marynarką, ich palce się dotknęły.

[T] Związek na pokaz: Mieszkanie z (udawaną) dziewczyną

poniedziałek, 3 sierpnia 2026

 

Witajcie :) w poniedziałkowy wieczór zapraszam na kolejny rozdział tłumaczenia. Wiem, że obiecywałam więcej, ale wczoraj miałam ogromny problem z Dokumentami Google i musiałam od nowa przygotować sobie tę historię do tłumaczenia. Poza tym wróciłam dziś do pracy i teraz jedynie mogę tłumaczyć wieczorami. Także trzeba uzbroić się w cierpliwość. Na kolejny rozdział zapraszam w okolicy środy/czwartku.


__________

 

Rozdział 10: Mieszkanie z (udawaną) dziewczyną

 

Butik Szafa Kirke znajdował się tuż przy skrzyżowaniu ulic Pokątnej i Horyzontu. Główne wejście nie było zrównane z chodnikiem, jak w innych sklepach, tylko prowadziło do niego krótkie przejście wybrukowane piaskowcem. Lokal znajdował się za imponującym, kutym, żelaznym ogrodzeniem, ze starannie wypielęgnowanym ogrodem. Wszystko wyglądało bardzo dyskretnie i elegancko, a klienci Pansy wyraźnie byli zamożni.

— Witaj w Szafie Kirke — powitała ją Pansy, gdy Hermiona przyszła na konsultację. — Jak się czujesz od zeszłego tygodnia?

— Dzień dobry, Pansy, dobrze się czuję — powiedziała, wchodząc do sklepu i niemal natychmiast czując atmosferę luksusu i ekskluzywności, emanującą z wnętrza. Oświetlenie było kameralne, a meble luksusowe z lśniącymi, drewnianym blatami i mosiężnymi elementami. Suknie wieczorowe i inne ubrania, które Pansy wystawiła, były doskonale skrojone i piękne, wykonane z rzadkich i drogich tkanin, z fantastycznymi haftami i koralikami na wielu bardziej wykwintnych elementach. — A ty?

— Zajęta — odpowiedziała.

Sama miała na sobie jedną ze swoich kreacji, jasnoróżową suknię wieczorową, która była jednocześnie elegancka i biznesowa, a jej krój podkreślał kobiece kształty. Lśniące, czarne włosy Pansy były obcięte na boba, a na szyi miała potrójny sznur bardzo długich pereł, które idealnie pasowały do stylu lat dwudziestych. Tak jak tydzień wcześniej na wieczorze u Theo, wyglądała bardzo ładnie, groźnie i elegancko.

— Cieszę się, że interes się kręci — rzekła.

— Zaczyna się sezon letni i wszyscy chcą odświeżyć szafy. Interesy idą bardzo dobrze. — Pansy się wyszczerzyła. — Może otworzę drugi lokal w Hogsmeade, jeśli w tym sezonie będę miała wystarczająco duże przychody.

— Gratulacje — odparła Hermiona, próbując sobie przypomnieć, kiedy przed poprzednim weekendem rozmawiała z Pansy Parkinson bez rzucania obelgami i klątwami.

— Dziękuję. Może napijesz się herbaty, zanim zrobimy pomiary? — zasugerowała. — Rozejrzyj się i pokaż mi, jakie stroje cię interesują, a ja wszystko dopasuję.

— W porządku — zgodziła się.

Poszła za Pansy na tyły sklepu, zatrzymując się na chwilę, by spojrzeć na kremowy komplet szat wyjściowych ze skośnym krojem i złotym haftem, który przykuł jej uwagę. Przypadkiem zobaczyła też metkę z ceną i jej oczy lekko wyszły z orbit. Kosztował z pewnością więcej niż jej miesięczna pensja.

Pansy to dostrzegła i się roześmiała.

— Nie przejmuj się cenami. Draco płaci i stać go na to.

— Och, eee…

Twarz Hermiony poczerwieniała.

— Więc ty i Draco — zaczęła Pansy nieco łobuzerskim tonem. — To z pewnością zaskakujące.

— Tak — zgodziła się Hermiona. — Z pewnością nie przewidziałabym tego w Hogwarcie.

— Cóż, wiele się zmieniło od czasów Hogwartu, w tym Draco — powiedziała Pansy, prowadząc Hermionę do swojego pokoju pomiarowego na zapleczu.

Serwis do herbaty stał już na stole.

— Usiądź — poprosiła. — Herbaty?

— Herbaty, tak, poproszę — rzekła, dodając: — Co twoim zdaniem zmieniło się w Draco?

— Draco to wciąż Draco w swej istocie — odpowiedziała. — Wciąż cwaniak, nadal przekonany, że jest najmądrzejszym człowiekiem w towarzystwie. Wciąż bezwzględny w dążeniu do tego, czego chce. Wciąż z ego kruchym jak szkło. Zawsze był lojalny wobec przyjaciół i rodziny. Ale myślę, że cierpienie nauczyło go empatii. I jest bardziej cierpliwy niż kiedyś.

Wyciągnęła różdżkę i wypowiedziała zaklęcie Mensura. Przed Hermioną zmaterializowała się miarka krawiecka i zaczęła mierzyć.

— Jest bardziej czarujący, niż pamiętałam — rzekła Hermiona.

— Och, zawsze używał tego uroku, gdy chciał. Po prostu był zbyt rozpieszczony albo niecierpliwy, żeby się tym przejmować za dawnych lat — powiedziała sucho Pansy. Zaczęła nalewać Hermionie herbatę. — Mleko? Cukier?

— Tak, odrobina mleka i dwie łyżeczki cukru — odparła.

— Znam Draco od małego — Pansy kontynuowała, podając Hermionie filiżankę. — Ale mogę ci powiedzieć, że jest bardzo zaborczy. Nie dzieli się. I lubi się popisywać. Więc będzie się chciał tobą pochwalić. — Wyciągnęła katalog z pobliskiej półki. — To nasza wiosenna kolekcja. Po prostu wyciągnij różdżkę i stuknij w dowolny strój, który wpadnie ci w oko. Nie krępuj się. Dowolne stroje. Próbuję wyrobić sobie zdanie o twoich ogólnych preferencjach.

— Czy ty… czy ty to robisz dla wszystkich jego dziewczyn? — zapytała Hermiona.

— Nie. Randkował z wieloma kobietami — odpowiedziała. — I miał kilka przelotnych romansów. Ale nigdy nie miał prawdziwej dziewczyny przed tobą, pomijając mnie, o ile dobrze pamiętam. Oczywiście można by liczyć Astorię, ale nikt tego nie robi, bo to były zaaranżowane zaręczyny, a Draco nigdy nie był nią specjalnie zainteresowany.

Oczy Hermiony się rozszerzyły. Nie zapomniała, że Pansy i Draco spotykali się na czwartym, piątym, a może nawet szóstym roku w szkole, ale to było tak dawno temu. I nic z interakcji Draco i Pansy z wieczoru u Theo nie wskazywało na to, żeby wciąż coś między nimi było, ani żeby któraś ze stron darzyła drugą jakimkolwiek zainteresowaniem. Nie bądź śmieszna, zganiła się w duchu. Gdyby wciąż coś między nimi było, nie musiałby sobie szukać udawanej dziewczyny, bo miałby prawdziwą. I choć w myślach się ganiła, Hermiona zastanawiała się, dlaczego w ogóle miałoby ją to obchodzić.

— Co się wydarzyło między wami?

Nie mogła się powstrzymać od pytania.

Pansy parsknęła śmiechem.

— Och, Merlinie. Mogłabym powiedzieć, że przyczyniła się do tego wojna, ale oddaliliśmy się od siebie jeszcze przed przyjęciem przez niego Mrocznego Znaku. Nie moglibyśmy być bardziej niedopasowani, nawet gdybyśmy próbowali. Jesteśmy zbyt do siebie podobni i oboje potrzebujemy kogoś zupełnie innego. On potrzebuje kogoś, kto będzie dla niego wyzwaniem intelektualnym, a mimo wszystkich jego przechwałek w stylu samca alfa, potrzebuje kogoś, kto pokaże mu, gdzie jego miejsce. I kogoś, kto będzie go kochał zarówno ze względu na jego wady, jak i pomimo ich. Jedyne, co mnie to niego przyciągało, to jego uroda, bo, powiedzmy sobie szczerze, jest przystojny i ma boskie ciało. Jak wiesz, jest cudowny w łóżku, ale to za mało, żeby stworzyć związek bez reszty.

Hermiona poczuła, jak jej twarz czerwienieje na myśl o seksie i łatwym założeniu Pansy, że już ze sobą spali, ale ta była zajęta szukaniem drugiego katalogu w szafce pod półką.

— Zerknij też na ten. To zeszłoroczna, jesienna kolekcja, ale może tam być więcej wzorów, które cię zainteresują.

Kiedy Hermiona przeglądała katalog, który podała jej Pansy, czarownica poszła na sklep, żeby wybrać dla niej kilka próbnych sukienek i inny strojów. Ubrania z katalogu przyciągały wzrok, niektóre miały odważniejsze wcięcia i dekolty, i były bardziej dopasowane niż większość dominujących, czarodziejskich stylów. Wszystkie były eleganckie i bardzo twarzowe. Hermiona zauważyła, że stuka w wiele strojów.

— Hmm — mruknęła Pansy, wracając z tuzinem strojów zaczarowanych tak, by unosiły się za nią. Spojrzała z zaciśniętymi zębami na niektóre z wyborów Hermiony. — Interesujące. Cieszę się, że nie boisz się pokazać trochę ciała. Dobrze, Granger, podejdź do tego lustra.

Hermiona stanęła przed lustrem, które wskazała.

— Teraz poproszę cię o przymierzenie każdego z tych strojów. Mogą nie być w stylu, który ci odpowiada, ale cierpliwości. Próbuję się zorientować, jaki krój i fason najbardziej ci pasuje. No więc… — Pansy wyciągnęła słoneczno-żółtą szatę. — Zacznijmy od tej. — Stuknęła różdżką w strój, a potem w ubranie Hermiony i nagle miała na sobie żółte szaty. Jęknęła z zaskoczenia. Pansy się roześmiała. — To zaklęcie zmieniające garderobę. Musiałam się go nauczyć, bo inaczej naszym klientom zajęłoby kilka dni, zanim wybraliby, co chcą założyć. Co o tym myślisz?

Hermiona spojrzała na siebie w lustrze. Szaty były z lekkiego materiału i wyglądała w nich ślicznie. Bardzo kobieco i elegancko. Mimo to, to niekoniecznie było w jej stylu. Trochę zbyt eleganckie na cokolwiek, czego mogłaby potrzebować, i trochę za mało eleganckie na jakieś wystawne przyjęcia.

— Hmm… — Pansy zacisnęła usta i po kolei przeglądała pozostałe ubrania, które wybrała, szczegółowo omawiając zalety każdego stroju.

Co chwila wskazywała elementy, które, jej zdaniem, mogłyby się spodobać Draco. Hermiona starała się nie przewrócić oczami. W końcu kazała jej przymierzyć suknię balową z bardzo odważnym dekoltem. Oryginalny kolor był jaskrawoczerwony, kojarząc się Hermionie z budkami telefonicznymi, ale był wspaniały. Od razu wpadł jej w oko.

— Zbyt czerwony — powiedziała Pansy. — Postawimy na zielony.

Stuknęła w suknię i zmieniła kolor na zielony.

— Nie — zaprotestowała Hermiona. — Podobała mi się w oryginalnym kolorze.

— Ale Draco o wiele bardziej lubi zielony.

— Draco będzie się musiał przełknąć rozczarowanie — warknęła. — Wolę czerwony.

Ku jej zaskoczeniu, Pansy się roześmiała.

— Brawo, Granger. Nie pozwól mu się tak traktować. Miałam cię prosić, żebyś czasem mu się postawiła, ale widzę, że nie muszę.

Hermiona uśmiechnęła się z satysfakcją.

— Chyba lubię cię o wiele bardziej niż w szkole — rzekła.

Pansy zaśmiała się krótko.

— Ja ciebie też. Będzie fajnie popatrzeć na ciebie i Draco. Jak już przejrzysz te ubrania, udamy się na zaplecze, by obejrzeć bieliznę.

Hermiona poczerwieniała jak burak.

— Naprawdę nie sądzę, żebyśmy musiały…

— Tak, naprawdę musimy. Ciesz się, że ktoś cię rozpieszcza. Każdy zasługuje na to od czasu do czasu. Poza tym Draco powinien znać wartość swoich pieniędzy — odparła Pansy. — Myślisz, że bardziej interesuje go twój strój, a nie to, co masz pod spodem?

Hermiona nie mogła dać Pansy do zrozumienia, że nie zamierza pokazać Draco Malfoyowi nawet skrawka swojej bielizny, ale ta błędnie zinterpretowała jej powściągliwość jako skromność.

— Poza tym, Granger, może o tym nie wiesz, ale dobry biustonosz lub gorset często sprawia, że ubranie wygląda lepiej. A odpowiednie majtki to podstawa. No więc, ruszajmy. Mamy sporo do rozważenia.

Późnym popołudniem Hermiona opuściła butik. Pansy powiedziała jej, że sukienka będzie gotowa jeszcze w tym tygodniu, ale Hermiona musi przyjść na ostatnią przymiarkę. W odpowiedzi na obawy dotyczące kosztów, zapewniła ją, że lepiej wykorzystać galeony Draco na strój niż żeby gniły w skarbcu Banku Gringotta.

Później Hermiona siedziała przy komodzie, dopracowując strój na wieczór, kiedy to miała po raz pierwszy zobaczyć mieszkanie Draco. Choć planowali zjeść kolację w jego mieszkaniu, wciąż nie czuła, że może sobie odpuścić eleganckie stroje. Bezlitośnie przeszukała swoją szafę i po godzinie w końcu wybrała taki, który wydawał jej się odpowiedni: kremowy, koronkowy top i ciemnozieloną spódnicę z kopertowym rozcięciem na udzie, które dobrała do czarnych, zamszowych botków. Związała włosy wstążką, którą przefarbowała na kolor spódnicy. Ubierając się, przypomniała sobie popołudnie spędzone z Pansy, i to, że bawiła się lepiej niż kiedykolwiek.

— Pansy ma rację — powiedziała do swojego odbicia — naprawdę miło jest być rozpieszczaną choć raz.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Mieszkanie Draco było dokładnie takie, jakiego Hermiona oczekiwała, ale mimo to zapierało dech w piersiach. Był to dwupoziomowy penthouse na szczycie bardzo eleganckiego budynku w Mayfair, jednej z najbardziej ekskluzywnych dzielnic Londynu. Okna na parterze sięgały od podłogi do sufitu, wysokie sufity i otwarta przestrzeń sprawiały, że pokoje wydawały się ogromne. Meble były nowoczesne — elegancka skóra, chrom, marmur i wspornikowe szkło, a bezcenne dzieła sztuki zrobiły ściany i liczne zakamarki wokół pokoi. Olbrzymie, kryształowe wazony wypełnione kwiatami, ustawione w strategicznych miejscach, dodawały przestrzeni odrobinę ciepła i elegancji. W rogu pokoju stał fortepian. Hermiona wyszła z kominka do małego przedsionka tuż przy przestronnym salonie, głównym pomieszczeniu na parterze, i zamarła, widząc Draco siedzącego na kanapie, podpisującego stos pergaminów, oglądającego telewizję.

Podniósł wzrok, słysząc, jak wchodzi przez kominek, i uśmiechnął się, wstając. Szybko podszedł do niej i wziął butelkę wina, którą ze sobą przyniosła.

— Granger — przywitał się, lekko całując ją w czoło. — Witaj. Ślicznie wyglądasz. — Przyjrzał się winu i mruknął z uznaniem: — Idealne. Czerwone wino i dobry rocznik. Pozwól, że je napowietrzę i wypijemy po kieliszku do kolacji. Zapraszam za mną.

Hermiona weszła za nim do środka i wyciągnęła z torebki z koralikami mały pakunek.

— Co to jest? — Spojrzał w dół. — Żelki o smaku kwaśnego jabłka?

— Wydawało mi się, że bardzo ci smakowały tamtego dnia, kiedy robiliśmy zakupy spożywcze. Byłam dziś po południu w Sainsbury’s i pomyślałam, że chciałbyś trochę.

Uśmiechnął się do niej promiennie i wziął torebkę.

— Granger, właśnie dlatego nazywają cię Najbystrzejszą Czarownicą Naszego Pokolenia. Dziękuję!

Przeszli dalej do salonu i rzekła:

— Nie mogę uwierzyć, że oglądasz telewizję.

Rozpromienił się, wchodząc do kuchni i zajmując się winem.

— Theo wciągnął mnie w telewizję i teraz uwielbiamy razem oglądać piłkę nożną. Przychodzi do mnie czasami wieczorem i oglądamy mecze, bo najwyraźniej nie ma zasięgu w swoim domu.

— Której drużynie kibicujesz? — zapytała, odwracając się, by spojrzeć na ogromny, płaski ekran zamontowany na ścianie.

— Znasz się na piłce nożnej?

Był wyraźnie zaskoczony.

— Niewiele więcej niż na Quidditchu — przyznała. — Ale byłam po prostu ciekawa.

— Manchester United — odpowiedział.

— Ale nawet nie mieszkasz w pobliżu Manchesteru. Ani tu, ani we Dworze! — krzyknęła.

— Owszem, ale chciałem wybrać najlepszą drużynę, której będę kibicować.

— Kogo wspiera Theo?

Westchnął.

— Próbowałem go odwieść od jego błędnego rozumowania, ale kibicuje Liverpoolowi.

— Byłeś kiedyś na meczu? — dopytywała.

— Oglądam je cały czas.

— Nie. — Pokręciła głową. — Chodziło mi o mecz na stadionie. Naprawdę to zupełnie inne odczucia być tam niż oglądać mecz w domu w telewizji.

— Myślałem, że nie lubisz piłki nożnej.

Hermiona zastanowiła się nad odpowiedzią.

— Nie pasjonuje mnie. Ale oglądałam mecze zarówno w telewizji, jak i na stadionie. Mój tata kibicuje Arsenalowi i zabrał mnie na kilka meczów, gdy byłam młodsza. Nie przepadałam za nimi, ale jakoś tak się składa, że emocje związane z grą są zupełnie inne, kiedy jest się na stadionie, ze względu na tłumy i energię, jaka na ciebie spływa.

— To ma sens — powiedział. — Wyobrażam sobie, że oglądanie Quidditcha w telewizji też byłoby zupełnie inne niż na żywo na stadionie. Może kiedyś będę miał okazję pójść. A tymczasem, chciałabyś obejrzeć mieszkanie, zanim zjemy?

Skinęła głową.

— Cóż, to pomieszczenia agent nieruchomości nazywał salonem. Matka nazwałaby to bawialnią, ale właśnie tu spędzam najwięcej czasu, kiedy jestem w mieszkaniu. Mam też jadalnię i kuchnię.

Wskazał na stół z marmurowym blatem, stojący w połowie drogi między salonem a kuchnią, wokół którego mogłoby usiąść sześć osób, a potem na kuchnię, otwartą na salon i wyposażoną we wszystkie najnowsze i najnowocześniejsze sprzęty kuchenne. Weszła do kuchni i otworzyła kilka szuflad oraz szafek. Były w pełni wyposażone i wszystko wyglądało nieskazitelnie.

— Gotujesz? — zapytała, wyciągają z jednej z szuflad zestaw miarek.

— Nie. Posiadam dobrze zaopatrzoną winiarnię, ale jeśli jem w domu, to albo zamawiam jedzenie na wynos, albo skrzaty mi przynoszą.

Draco zaprowadził ją do małego korytarza z boku kuchni, za spiżarnią i winiarnią, i otworzył dwoje drzwi, które znajdowały się obok siebie. Jedne prowadziły do ogromnego pokoju z eleganckimi, nowoczesnymi meblami, w tym łóżkiem kontynentalnym, które dominowało w przestrzeni. Okna głównej sypialni oferowały panoramiczny widok na Londyn oraz Tamizę i zdawały się wychodzić na balkon.

— To mój pokój — oświadczył. Odsunął się i następnie zaprowadził ją do drugiego pokoju, który był o połowę mniejszy od głównej sypialni, ale wciąż prawdopodobnie większy niż całe jej mieszkanie. — Ten należy do ciebie. Ma własną łazienkę, a tu znajduje się twoja garderoba.

Otworzył drzwi do pustej, ale ogromnej garderoby. Mniejsza sypialnia również miała widok na Londyn, ale znajdowała się z dala od Tamizy, a okna, choć nadal duże, nie sięgały od podłogi do sufitu. Mimo to, była to zdecydowanie najładniejsza sypialnia, jaką Hermiona kiedykolwiek miała. Meble, podobnie jak te w pokoju Draco, były bardzo nowoczesne i eleganckie, a ku uciesze Hermiony, na jednej ze ścian wbudowano regały na książki.

— Och, i dodałem ci to — rzekł. Stuknął różdżką w regały, które rozszerzyły się jak harmonijka, odsłaniając trzy kolejne rzędy regałów za pierwszym. — Zaklęcie Rozszerzające zatwierdzone przez Ministerstwo.

— Fenomenalne! — wykrzyknęła zachwycona.

— Więc podoba ci się ten pokój?

— Jest… całkiem śliczny — powiedziała, choć nagle uświadomiła sobie, na co się zgodziła, na wprowadzenie się i zamieszkanie z Draco Malfoyem, i poczuła się nieswojo.

Przełknęła ślinę. To stawało się zbyt realne. To udawanie, to udawanie, to udawanie, przypomniała sobie, myśląc jednocześnie o tym, jak Draco przekroczył wszelkie granice, żeby uzyskać pozwolenia Ministerstwa na Zaklęcie Rozszerzające specjalnie dla niej.

— Daj mi znać, jeśli chcesz wprowadzić jakieś zmiany.

— Zmiany?

— Będziesz tu mieszkać, więc chciałbym, żebyś czuła się komfortowo — odpowiedział, wzruszając ramionami.

— Kiedy… kiedy powinnam się przeprowadzić? — dopytywała.

— Cóż, oficjalnie spotykamy się od około trzech tygodni. Może w przyszły weekend? — zasugerował. — Masz dużo rzeczy, które chcesz ze sobą zabrać?

— Tylko ubrania i książki. Kilka drobiazgów. I Krzywołap, oczywiście.

— Oczywiście — zgodził się. — Chodź, pokażę ci piętro.

Hermiona podeszła za nim do spiralnych schodów, których wcześniej nie widziała, i wspięła się na piętro, które było mniejsze od parteru, ponieważ połowę jego powierzchni zajmował taras wyglądający jak idealne miejsce do organizowania przyjęć na dachu. Pozostałymi pomieszczeniami na piętrze były biblioteka, biuro, małe laboratorium eliksirów, dwie sypialnie, dwie toalety i siłownia, wyposażona we wszystkie niezbędne sprzęty do podnoszenia ciężarów, a także bieżnię, rower stacjonarny i ergometr wioślarski. Tuż za siłownią, w przeszklonym pomieszczeniu z rozsuwanym dachem, znajdował się dwutorowy basen i sauna. Rozglądając się po siłowni, Hermiona w końcu zrozumiała, dlaczego Draco tak dobrze wyglądał.

Spędziła sporo czasu w bibliotece, przeglądając tytuły. Znalazła sporo książek o eliksirach, ale też o zaklęciach i powieści. Zanotowała sobie w pamięci konkretne pozycje, które chciałaby przeczytać w przyszłości. Po tym, jak Draco pokazał jej siłownię, wyszła przez przesuwane, szklane drzwi na taras. Wieczór był ciepły i z tarasu widziała cały Londyn rozciągający się na dole. Spojrzała na zachód, gdzie słońce już zaszło, ale niebo wciąż miało ślady fioletu i magenty. Czuła, jakby znajdowała się na szczycie świata.

— Co o tym myślisz? — zapytał, wychodząc, by stanąć obok niej przy balustradzie, skąd patrzyła na ulice miasta w dole.

Hermiona prychnęła smutno.

— Nie wiem, czy dam radę tu mieszkać.

— Dlaczego nie?

— Po tym, każde inne miejsce, w którym zamieszkam, zawsze będzie rozczarowujące — zażartowała. — To zdecydowanie najbardziej luksusowe mieszkanie, jakie w życiu widziałam.

— Cieszę się, że ci się podoba — powiedział, ujmując jej dłoń. — Chodź na dół, zjemy kolację.

Weszła za nim z powrotem do mieszkania i zeszła po schodach. W czasie, gdy zwiedzali mieszkanie, skrzaty Draco przygotowały dla nich kolację. Stół w jadalni był teraz zastawiony sztućcami, kieliszkami, talerzami i półmiskami. Zapalono dwie, długie świece, a światła przyciemniono. Telewizor został wyłączony, a z ukrytych głośników, których Hermiona nie widziała, płynęła muzyka.

— Jadasz tak co wieczór? — zapytała.

Roześmiał się.

— Nie, zazwyczaj szykują jeden talerz, widelec, nóż i kieliszek do wina. Chyba skrzaty próbują ci zaimponować.

Na kolację podano smażoną pierś z kaczki z glazurą wiśniową, risotto z grzybami i duszone karczochy w lekkim sosie holenderskim. Była też sałatka i przepysznie chrupiący bochenek świeżo upieczonego chleba. Wino przyniesione przez Hermionę idealnie dopełniało posiłek i cieszyła się, że po raz pierwszy poczuła, iż dokłada cegiełkę od siebie.

— Jak było u Pansy dziś po południu? — dopytywał. — Dobrze się tobą zaopiekowała?

Uśmiechnęła się.

— Jest zupełnie inna, niż ją pamiętam. Nadal ma ten ostry ton, kiedy mówi, ale traktowała mnie bardzo dobrze i naprawdę fajnie się bawiłam, szukając wraz z nią sukienek i odpowiednich projektów. Myślę, że mogłybyśmy się zaprzyjaźnić.

Oczy Draco się rozszerzyły.

— Naprawdę? — Zaśmiał się, ale dodał: — Wszyscy cię polubili tamtego wieczora. Theo nawet grozi, że nie mogę wrócić do jego domu, nie przyprowadzając ciebie ze sobą.

Zarumieniła się z radości. Tak miło było czuć się chcianą.

— Miło jest poznawać nowych przyjaciół — powiedziała.

— Tak, zgadzam się — odparł.

W wyrazie jego twarzy było coś, co sprawiło, że zaparło jej dech w piersiach. Szybko zmieniła temat, zanim sytuacja mogłaby stać się niezręczna.

— Byłeś kiedyś w jej sklepie?

— Raz. Przyprowadziłem tam matkę, kiedy potrzebowała szat wyjściowych na zeszłoroczną Galę Świąteczną Ministerstwa. Nawet ona była pod wrażeniem, a to o czymś świadczy. Ale Pansy zawsze była w tym dobra: moda, projektowanie, dodatki. Ma wyczucie, wie, co pasuje, a co nie.

— Wybrałyśmy sukienkę na Galę Przesilenia Letniego, która, jak sądzę, przypadnie ci do gustu — powiedziała. — I wiem, że zignorujesz moje protesty dotyczące ceny, więc po prostu podziękuję za gest.

— Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, jak będziesz wyglądać — odparł. Spojrzał na jej talerz. — Skończyłaś jeść, czy chcesz jeszcze jedną porcję kaczki?

— Była cudowna, ale mam już dość.

Draco odesłał ich talerze do zlewu i stuknął różdżką, by wyjąć deser. Skrzaty upiekły tort szwarcwaldzki, a jako dodatki do wyboru były herbata, kawa i brandy. Odkroił kawałek ciasta i podał go Hermionie, a potem odkroił kawałek dla siebie.

— Czego chciałabyś się napić? — zapytał.

— Poproszę herbatę.

Nalał jej herbaty, dodał dwie łyżeczki cukru i mleko, tak jak lubiła. Podał jej filiżankę ze spodkiem, a następnie sobie nalał brandy.

— Mistrz Bergen mówił, że dokonałaś przełomu z eliksirem? — zręcznie zmienił temat.

— Tak! — odparła z uśmiechem. — Wczoraj testowaliśmy nową formułę i jej moc wzrosła ośmiokrotnie. Przynajmniej w badaniach in vitro. Zamierzamy od przyszłego tygodnia przetestować eliksir na szczurach laboratoryjnych, a następnie na ludzkich ochotnikach. Mam nadzieję, że się uda i mam pomysł, który mógłby zwiększyć moc o kolejne trzy punkty.

— Co zmieniłaś w formule?

— Wszyscy używają piór jobberknolla w eliksirach przywracających pamięć, ale ja dodałam też pióra żmijoptaka. Pamiętam tekst z szesnastego wieku, w którym czarownica użyła piór żmijoptaka w eliksirze leczącym fizyczne uszkodzenia mózgu. Rozdrobniła pióra i dodała je do swojego eliksiru, więc poeksperymentowaliśmy z tym i wygląda na to, że działa. Myślałam też o dodaniu do eliksiru trochę płynnego srebra, żeby sprawdzić, czy wzmocni to działanie piór żmijoptaka.

— Genialne — powiedział. — Daj mi znać, jak się sprawdzi.

— Oczywiście — odparła, dodając: — To ciasto jest boskie. Kto je upiekł? Mipsy?

— Tak, Mipsy jest genialna w pieczeniu i deserach — rzekł. — Nieczęsto jej na to pozwalam, bo ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuję, są pokusy, ale skoro miałaś przyjść, pomyśleliśmy, że zrobimy z tego specjalną okazję.

— Proszę, przekaż jej, że przeszła samą siebie.

— Sama jej to powiedz — powiedział. — Będzie zachwycona, słysząc to od ciebie. Mipsy!

Rozległ się głośny trzask i Mipsy stanęła przed nimi. Tym razem miała na sobie czarną marynarkę ze złotymi paskami i pasujące do niej spodnie, a pod spodem czarną, jedwabną bluzkę. Wyglądała tak, jakby się szykowała do pójścia na zebranie zarządu.

— Panie?

— Panna Hermiona chciałaby coś ci powiedzieć.

— Mipsy, ta kolacja i deser były po prostu cudowne.

— Dziękuję, panienko Hermiono.

Mipsy uśmiechnęła się promiennie.

— Mipsy — kontynuował Draco — panna Hermiona wprowadza się tu w przyszłym tygodniu. Więc kiedy tu będzie, ty i Tippy macie reagować na jej wezwania.

— Draco, nie — Hermiona zaprotestowała, a w tym samym momencie wielkie, przypominające piłkę tenisową oczy Mipsy napełniły się łzami szczęścia.

— Och! Mipsy lubi panienkę Hermionę! To wspaniała wiadomość. Tippy też się ucieszy! Tak! Proszę wołać Mipsy, jeśli będzie panienka czegoś potrzebować!

Po czym aportowała się z głośnym trzaskiem.

— Serio, Draco? Skrzaty domowe?

Hermiona się oburzyła.

— Granger. To wolne skrzaty! — zaprotestował. — I zarabiają dwa razy więcej niż średnia, rynkowa stawka. Spójrz tylko na Mipsy. Ten garnitur, który miała na sobie, kosztował pewnie tyle, co twoja miesięczna pensja. A poza tym, jeśli ich nie zawołasz, zanudzą się. Są do tego stworzone!

— Nigdy się do tego nie przyzwyczaję — mruknęła.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Przeprowadzka Hermiony do mieszkania Draco w następny weekend była zarówno stresująca, jak i rozczarowująca. Powiedział jej, że przeprogramował zabezpieczenia w mieszkaniu, aby ją rozpoznawały i mogła się aportować w każdej chwili, i poinformował portierów na dole, że się wprowadza na wypadek, gdyby kiedykolwiek zechciała skorzystać z mugolskiego wejścia do budynku. W jeden wieczór spakowała swoje rzeczy i przybyła do mieszkania Draco z dwiema walizkami, dwudziestoma, magicznie zmniejszonymi pudłami książek, które zmieściły się w jej torebce z koralikami, trzema pudłami wypełnionymi rzeczami osobistymi, od zdjęć rodziców po własną szczoteczkę do zębów, oraz transporterem dla kota z wściekłym Krzywołapem w środku.

Po tym, jak kot został uwolniony z transportera, rudy pół-kuguar natychmiast zniknął gdzieś w czeluściach mieszkania, by móc żalić się, że został tak bezceremonialnie wepchnięty do małego, płóciennego pojemnika, a następnie magicznie przeleciał przez pół Londynu.

Draco zaprowadził Hermionę do jej pokoju i pomógł jej uporządkować książki na półkach. Wyjęła swoje rzeczy osobiste, rozstawiając je w różnych miejscach pokoju i w łazience. Następnie wciągnęła walizki do garderoby, gdzie zatrzymała się w pół kroku.

W zeszłym tygodniu garderoba była pusta, ale teraz wisiały w niej rzędy wspaniałych, stylowych strojów. Bluzki, kurtki, sukienki, eleganckie spodnie, szaty i swetry w olśniewającej gamie kolorów. Szuflady były wypełnione większą ilością ubrań, piżamami, bielizną wywołującą rumieniec, a na półkach na dole szafy stało co najmniej dwadzieścia par butów, kozaków i sandałów.

Hermiona rozpoznała ubrania z katalogów w butiku Pansy. Po prostu stuknij w cokolwiek, powiedziała jej Pansy. A Hermiona, zupełnie niczego nie podejrzewając, stuknęła we wszystko, co wpadło jej w oko. A Draco najwyraźniej kupił wszystko.

— Co zrobiłeś? — zapytała, choć było oczywiste, co zrobił.

— Myślałem, że ci się podobają. Pansy powiedziała, że to stroje, które przykuły twoją uwagę.

Poczuła się rozdarta, dotykając delikatnych jedwabi i kaszmirów wiszących teraz w szafie. Z jednej strony uwielbiała te ubrania. Były piękne, wyrafinowane i modne. Kto nie chciałby zupełnie nowej garderoby pełnej drogich, luksusowych rzeczy, które sama wybrała? Z drugiej strony, w sposobie, w jaki Draco i Pansy zrobili to za jej plecami, szarzyła się arogancja, która ją drażniła. A do tego dochodziło poczucie, że Draco próbował zrobić dla niej coś miłego i przynajmniej za to była mu winna jakiś gest wdzięczności.

W końcu po krótkiej kłótni z samą sobą, spojrzała na Draco, który zdawał się uważnie oceniać jej reakcję. W jego spojrzeniu było coś przepełnionego zapałem, nadzieją i nieskrępowaniem, czego nigdy wcześniej nie widziała, i odpowiedziała na to spojrzenie wbrew rozsądkowi. Uśmiechnęła się krzywo.

— Bardzo mi się podobają, ale chcę, żebyś obiecał, że nigdy więcej czegoś takiego nie zrobisz.

Draco zdawał się słyszeć tylko pierwszą część jej wypowiedzi. Jego charakterystyczny uśmieszek powrócił.

— Czy czarodziej nie może rozpieszczać swojej czarownicy?

— Udawanej — poprawiła go, dodając stanowczo: — Draco, dziękuję za ubrania, ale to naprawdę za dużo. Za tą całą garderobę można by kupić dom. A nie sądzę, żebym założyła wszystko podczas tego roku!

— Po prostu ciesz się nimi — rzekł. — Potraktuj je jak szafę pełną strojów roboczych, jeśli tak wolisz.

Jej usta drgnęły, gdy otworzyła przyniesione ze sobą walizki i wyciągnęła swoje ubrania. Wieszając je obok nowych, które przysłała Pansy, te stare wyglądały na sfatygowane i biedne.

— Zostawię cię, żebyś dokończyła rozpakowywanie — powiedział. — Czuj się tu jak u siebie w domu. Jeśli będziesz czegoś potrzebować, daj znać mnie lub skrzatom.

Po czym wyszedł i mogła dokończyć rozkładanie ubrań. Wyszła z garderoby, rozglądając się po pokoju. Regały z książkami były pełne, a Draco ułożył je w kolejności, jaką chciała, pogrupowane według tematu i autora. Na ogromnym łóżku leżały puszyste poduszki. Rozłożyła na nim swój wydziergany kocyk z kotami intarsjowanymi, aby nadać mu bardziej przytulny charakter. U stóp łóżka stała długa, wyścielana ława. Po obu stronach łóżka ustawiono dwie szafki nocne, ozdobione pięknymi lampami w artystycznym stylu. Na stoliku stał kryształowy wazon wypełniony ogromnymi, różowymi kaliami, do którego Hermiona dodała swoje zdjęcie z rodzicami. Na ścianie nad stolikiem wisiał impresjonistyczny obraz przedstawiający morski pejzaż w pięknych błękitach i zieleniach, który dla niewprawnego oka Hermiony wyglądał jak dzieło Moneta. Legowisko i drapak Krzywołapa stały przy oknach, a na ścianie naprzeciwko łóżka wisiał płaski telewizor. Pomimo domowych akcentów, które starała się dodać do pokoju, czuła się jak na wakacjach w najbardziej luksusowym pokoju hotelowym, jaki kiedykolwiek widziała.

Kiedy próbowała oswoić się z myślą o życiu w tym miejscu, drzwi się rozsunęły i wszedł Krzywołap, który sam przeszedł się po salonie. Zamiauczał zrzędliwie, po czym wskoczył na ławkę u stóp łóżka i wygodnie ułożył się na poduszce.

Hermiona usiadła obok niego, drapiąc kota za uszami.

— Co o tym myślisz, Krzywołapie? — wyszeptała. — Mógłbyś tu zostać na kilka miesięcy? — Kot podwinął tylne łapy, oparł głowę na przednich i zaczął mruczeć. — Dobrze, więc ja też mogę.

Pocałowała swojego chowańca w czoło, po czym wyszła z pokoju, by ponownie rozejrzeć się po mieszkaniu.

Zastała Draco siedzącego w salonie, podpisującego różnego rodzaju pergaminy. Najpierw poszła do kuchni, gdzie odkryła, że lodówka i spiżarnia są prawie całkowicie puste. W swojej ogromnej lodówce miał mleko i oliwki, a w spiżarni znalazła tylko kilka przypraw. Sama kuchnia była w pełni wyposażona jak kuchnia szefa kuchni, z pięknym zestawem miedzianych patelni i wszelkiego rodzaju sprzętem kuchennym. Widziała nowoczesną kuchenkę, piekarnik, mikser, kuchenkę mikrofalową i zmywarkę. Blaty wykonano z pięknego, jasnoszarego granitu. Ta kuchnia błagała, żeby ktoś z niej skorzystał. Hermiona przygryzła wargę, a potem poszła rozejrzeć się po pozostałych pomieszczeniach.

Salon nie krył żadnych niespodzianek, ponieważ spędziła tam większość czasu podczas ostatniej wizyty w mieszkaniu, więc poszła na górę i rozejrzała się po pokojach. Laboratorium eliksirów było małe, ale dość dobrze wyposażone. W dwóch kotłach bulgotała woda, ale widać było, że rzucono na nie zaklęcie statyzujące. Próbowała zgadnąć, co się w nich znajduje i doszła do wniosku, że w jednym z nich jest eliksir pieprzowy. Drugi był zagadką; miał ostry, ale przyjemny zapach i ładny, słoneczno-żółty kolor. Zanotowała w głowie, żeby później zapytać Draco, co to jest. Dwa pozostałe kotły stały puste i zastanawiała się, czy Draco miałby coś przeciwko, gdyby od czasu do czasu eksperymentowała w tym laboratorium, kiedy nie będzie w pracy.

Mała biblioteka była oczywiście jej ulubionym pomieszczeniem. Ponownie przejrzała regały i wyciągnęła pół tuzina książek, żeby później znieść je na dół. Draco pokazał jej zaklęcie do wyjmowania i przekładania książek w tej bibliotece, więc wypróbowała je, uśmiechając się, gdy książki śmigały w jej kierunku, a potem wracały na swoje miejsce na półkach.

W końcu, z książkami w ręku, poszła na siłownię i obejrzała sprzęt. Wszystko było zupełnie nowe i w stu procentach mugolskie. Bieżnia posiadała stojak na książki i Hermionie spodobał się pomysł, że będzie mogła jednocześnie ćwiczyć i czytać. Myśląc o tym, wyszła na taras. Było popołudnie i cudownie słoneczny dzień końcówki maja. Na tarasie znajdowało się wiele stołów i krzeseł oraz dwa leżaki. Położyła stos książek na pobliskim, małym stoliku, a następnie rozsiadła się na jednym z leżaków, sięgnęła po książkę i zaczęła czytać.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Jak ci się tu podoba? — zapytał Draco, zaskakując Hermionę prawie godzinę później.

— Och! — Wyprostowała się na leżaku z nieśmiałym uśmiechem. — Po prostu rozkoszowałam się piękną pogodą.

— Trochę się martwiłem, że tak długo cię nie widziałem — powiedział, siadając na leżaku obok niej.

Miał na sobie jasnoniebieską koszulę i jasnobrązowe spodnie; rękawy miał podwinięte, a na nosie okulary przeciwsłoneczne. Na Merlina, Hermiono, pomyślała, że gdyby Draco był jeszcze bardziej przystojny, mogłaby doszczętnie spłonąć.

Wyciągnęła książkę. Była to biografia Seliny Starkiss, czarownicy z szesnastego wieku, o której uważano, że wynalazła kilka zaklęć, z których do dziś korzystają uzdrowiciele. Zawsze chciała o niej poczytać i dopiero teraz, gdy usiadła, zajrzała do książki.

— To taka fascynująca książka. I pogoda jest piękna. Chyba zamieszkam tu tego lata. Jest tak cudownie.

Rzucił jej leniwy uśmiech.

— Cieszę się, że ci się podoba.

— Często tu przychodzisz?

Pokręcił głową.

— Nie, i teraz zaczynam zdawać sobie sprawę, co straciłem. Masz rację; to idealne miejsce na spędzenie spokojnego popołudnia. Chyba brakuje tylko czegoś do picia. Napijesz się czegoś?

— Zimna mrożona herbata byłaby idealna.

Hermiona zamyśliła się.

— Mipsy! — zawołał.

Mała skrzatka z trzaskiem pojawiła się na tarasie. Dziś miała na sobie jaskrawożółtą, letnią sukienkę w groszki, a wokół szyi zawiązała śliczną, pomarańczową chustkę w zawadiacką kokardę. Hermiona mogłaby przysiąc, że widziała na chustce metkę z napisem „Hermes”.

— Panie Draco! Panienko Hermiono! — przywitała się. — W czym mogę wam dzisiaj służyć?

— Mipsy, poproszę zimną, mrożoną herbatę dla panny Hermiony. A dla mnie likier miętowy.

— Oczywiście! Już się robi!

Mipsy aportowała się.

Hermiona osłoniła oczy przed słońcem, patrząc na Draco.

— Nic dziwnego, że zawsze byłeś rozpieszczonym bachorem. To najbardziej dekadencka rzecz, jaką w życiu widziałam.

Uśmiechnął się szeroko.

— Przyznaj, Granger, trochę ci się podoba.

Niechętnie skinęła głową.

— Dobra, tak, trochę mi się podoba. Nie wiem, czy powinnam się do tego przyzwyczajać, bo trudno byłoby mi za tym nie tęsknić, kiedy się stąd wyprowadzę, ale…

— Potem będziesz się tym martwić, Granger. Jesteśmy tu i teraz. Ciesz się tym.

Zanim Hermiona zdążyła odpowiedzieć, Mipsy wróciła z drinkami.

— Życzą sobie państwo coś jeszcze? — zapytała.

— Myślę, że mamy wszystko, Mipsy — powiedział Draco. — Przygotujcie kolację na dziewiętnastą.

— Oczywiście, panie Draco — odparła skrzatka i ponownie się deportowała.

Hermiona upiła łyk mrożonej herbaty.

— Jest idealna — mruknęła z błogim uśmiechem.

— Lubię sprawiać przyjemność, Granger — rzekł z uśmieszkiem.

Przywołał plik pergaminów z salonu i rozsiadł się wygodnie na leżaku, żeby je przejrzeć. Patrzyła na niego z niedowierzaniem.

— Będziesz tu pracował?

Pochylił się do przodu i przechylił głowę.

— Czemu nie? Pogoda jest idealna, jak sama zauważyłaś. A teraz, kiedy mam chłodny napój i dobre towarzystwo, czego chcieć więcej?

Usadowił się wygodnie i kontynuował przeglądanie papierów.

Hermiona odchyliła się na swoim leżaku z mrożoną herbatą w jednej ręce i książką w drugiej. W pewnym momencie, odkąd Draco wszedł na górę, Krzywołap również znalazł drogę na górę, na taras i wskoczył na leżak Hermiony, wygodnie układając się na jej nogach. Przerwała na chwilę czytanie, by przyjrzeć się scenie przed sobą. Gdyby trzy miesiące temu ktoś powiedział jej, że skończy, wprowadzając się do mieszkania Draco Malfoya, będzie rozpieszczana przez jego skrzaty domowe i wiodła luksusowe życie na londyńskim dachu, pomyślałaby, że ma urojenia, ale tak było. I chociaż część jej uparcie twierdziła, że to udawane i przeminie, i że jest tu tylko po to, by odgrywać rolę, inna część zaczynała bardzo pragnąć, żeby tak nie było.