[T] Związek na pokaz: Propozycja

sobota, 18 lipca 2026

 

Sowa przyleciała pięć dni po tym, jak Hermiona wysłała swoją aplikację na nowe stanowisko.

 

Szanowna Pani Granger,

z wielkim zainteresowaniem zapoznaliśmy się z Pani aplikacją na stanowisko starszego specjalisty ds. eliksirów i chcielibyśmy zaprosić Panią do siedziby Malfoy Holdings przy Upper Bank Street 45-2/3 na rozmowę kwalifikacyjną w poniedziałek, 15 marca, o godzinie dziesiątej. Prosimy o przesłanie odpowiedzi sowią pocztą.

Z poważaniem,

Thaddeus Picklebrick

Starszy Wiceprezes ds. Zasobów Ludzkich

 

W związku z tym, w następny poniedziałek rano, po wzięciu dnia wolnego w obecnej pracy, Hermiona przybyła do Malfoy Holdings o dziewiątej czterdzieści pięć i przedstawiła się recepcjonistce w holu. Budynek, położony w samym sercu mugolskiej, londyńskiej dzielnicy finansowej w Canary Wharf, z zewnątrz wyglądał jak magazyn, ale w środku był ewidentnie wielopiętrowym, bardzo nowoczesnym i imponującym budynkiem korporacyjnym, który zdawał się być zbudowany ze szkła, stali i marmuru. W holu było dość pusto, a obcasy Hermiony stukały nieprzyzwoicie głośno o lśniąco wypolerowane podłogi, gdy przechodziła przez hol od wejścia do recepcji.

— Granger — powtórzyła wiedźma, sprawdzając pergamin. — Ach, tak. Oczekują pani. Czterdzieste piąte piętro. Proszę skręcić w praco, a kiedy wyjdzie pani z windy, ktoś będzie czekał, by przyjąć panią na rozmowę kwalifikacyjną.

— Dziękuję — powiedziała Hermiona, a stukot jej obcasów rozbrzmiewał niczym odgłos strzałów z pistoletu, gdy szła w stronę wind.

Przyrzekła sobie, że jeśli kiedykolwiek dostanie tę pracę, będzie chodzić w tym budynku tylko w trampkach. Hałas, jaki wydawały jej buty, był nie do zniesienia.

Jednak gdy Hermiona wyszła z windy na czterdziestym piątym piętrze, stanęła na grubym, pluszowym dywanie i ujrzała rzędy dużych boksów z lśniącego, jasnego drewna i szkła, gdzie dobrze ubrani czarodzieje i czarownice pracowali przy biurkach.

Przywitała ją schludnie wyglądająca kobieta w średnim wieku w ciemnoczerwonych szatach, które, jak Hermiona przypuszczała, kosztowały więcej niż cała jej garderoba razem wzięta.

— Panna Granger?

Hermiona skinęła głową.

— Tak. Dzień dobry.

— Jestem asystentką pana Malfoya, Desiree Avery. Przyszłam zabrać panią na rozmowę kwalifikacyjną z panem Malfoyem.

— Rozmowa kwalifikacyjna z panem Malfoyem? — powtórzyła Hermiona z nagłym uczuciem przerażenia. — Ale… ubiegałam się o posadę starszego specjalisty ds. eliksirów. Przecież pan Malfoy… chyba nie przeprowadza rozmów z każdym, kto tu aplikuje?

— Jeśli wszystko pójdzie dobrze, pan Malfoy umówi panią na lunch z Mistrzem Eliksirów panem Bergenem, ale pan Malfoy wyraźnie prosił o wcześniejsze spotkanie z panią — wyjaśniła Desiree, prowadząc Hermionę przez szklane drzwi zewnętrzne do biura prezesa, na których widniał napis Draco L. Malfoy, prezes Malfoy Holdings, a następnie zatrzymała się przed imponującymi, podwójnymi, mahoniowymi drzwiami gabinetu prezesa. Zapukała dwa razy, a potem otworzyła drzwi. — Panie Malfoy, kandydatka z dziesiątej już przyszła.

Draco siedział przy biurku, przeglądając jakieś pergaminy. Spojrzał na nią przelotnie, a jego szare oczy błysnęły, gdy spotkały się z jej wzrokiem.

— Proszę usiąść. Zaraz z panią porozmawiam. Pani Avery, herbata, już.

— Oczywiście, panie Malfoy — rzekła Desiree.

Wskazała Hermionie krzesło przed biurkiem Draco, po czym wyszła z gabinetu.

Z suchym gardłem Hermiona przeszła przez pokój i usiadła na krześle, powoli opadając na nie. Czarna skóra siedzenia była miękka jak masło, co ją zaskoczyło. Irytacja z powodu nieuprzejmości Draco walczyła z niepokojem, jaki odczuwała w jego obecności. Czy był taki wobec wszystkich, którzy przychodzili na rozmowy kwalifikacyjne, czy też dlatego, że była mugolaczką? Przypomniała sobie, że potrzebuje tej pracy i znalazła w sobie pokłady cierpliwości. Podczas gdy Draco był zajęty papierami, ona szybko rozejrzała się po pokoju.

Gabinet był ogromny, z wielkimi oknami od podłogi do sufitu, z których roztaczał się rozległy widok na Londyn i Tamizę. Sam gabinet był urządzony w zaskakująco nowoczesnym stylu. Biurko Draco było ogromne, eleganckie i wypolerowane, zastawione schludnymi stosami pergaminów, pięknym piórnikiem i wieloma pojemnikami z atramentem, ale bez żadnych bibelotów. Nad biurkiem unosiły się magiczne światła, oświetlając pergamin, który czytał, i rozświetlając jego jasne, blond włosy. Wzdłuż jednej ściany ciągnęły się rzędy regałów z książkami, niektóre wypełnione tomami, a inne ozdobione pięknymi rzeźbami i dziełami sztuki. Ściany zdobiły — co podwójnie zaskoczyło Hermionę — nowoczesne, mugolskie dzieła sztuki. Mogłaby przysiąc, że jeden z nich to dzieło Jacksona Pollocka, i nie sądziła, żeby to była replika. Sekcja najbliżej okien była wyposażona w wygodne kanapy, fotele i stoliki kawowe, najwyraźniej przeznaczone do przyjmowania gości w bardziej swobodnej atmosferze. Z gabinetu wychodziło dwoje innych drzwi. Hermiona domyśliła się, że jedne prowadziły do prywatnej toalety, a drugie prawdopodobnie do prywatnego salonu z kominkiem podpiętym do Sieci Fiuu.

Desiree wróciła z serwisem do herbaty i w końcu Draco podniósł wzrok znad papierów. Nalała im herbaty, dodając dwie łyżeczki cukru i odrobinę śmietanki do herbaty Hermiony, co było jej ulubionym sposobem. Zmrużyła oczy, zastanawiając się, skąd Desiree wiedziała. Gdy herbata została podana, Draco powiedział:

— Dziękuję, pani Avery. To wszystko.

— Oczywiście, panie Malfoy — odparła i wyszła z gabinetu, zamykając za sobą drzwi.

Draco skupił teraz całą uwagę na Hermionie, a ona mogła tylko patrzeć w jego stronę, niepewna, co zrobić.

— Dobrze wyglądasz, Granger — rzekł w końcu.

Obserwując go, Hermiona zmuszona była stwierdzić, że sam Draco wyglądał bardzo dobrze. A nawet więcej niż dobrze. Ostatnim razem, gdy go widziała, był jeszcze chłopcem, ale mężczyzna przed nią nie miał w sobie nic chłopięcego. Mimo że siedział, czuła, że urósł od ukończenia szkoły i nabrał objętości. Miał sylwetkę sportowca, szczupłą i szeroką w ramionach, a kiedy się odchylił, by napić się herbaty, widziała napięte mięśnie poruszające się pod materiałem koszuli. Jego twarz zmieniła się w ostrej na kanciastą, a rysy twarzy były patrycjuszowskie, z wysokimi kośćmi policzkowymi i prostym nosem, który był odrobinę za długi, ale idealnie podkreślał rysy twarzy. Oczy miały uderzająco szary kolor, a jego najbardziej charakterystyczna cecha, jasne, blond włosy, były teraz krótsze niż w szkole, ale opadały kunsztownie gładkimi falami, otaczając twarz. Nawet w Hogwarcie Hermiona pamiętała, jak dziewczyny podziwiały jego urodę, ale teraz zapierał jej dech w piersiach jeszcze bardziej i poczuła falę pociągu oraz gniewu. To było tak niesprawiedliwe, że stał się jeszcze piękniejszy, a co gorsza, było oczywiste, że on o tym wiedział.

— Dziękuję, Mal… panie Malfoy — zmusiła się do dodania tytułu.

Draco uśmiechnął się ironicznie. Najwyraźniej wyłapał to przejęzyczenie. Sięgnął po teczkę, którą Hermiona uznała za jej i przekartkował dokumenty.

— Więc co cię sprowadza do Malfoy Holdingss?

— Jestem pewna, że wiesz, że ubiegam się o stanowisko starszego specjalisty ds. eliksirów — powiedziała Hermiona, starając się brzmieć spokojnie.

— Tak, co sądząc po twoim podaniu i CV, wydaje się całkowitą zmianą zawodu. Obecnie zajmujesz stanowisko starszego asystenta kierownika Departamentu Regulacji i Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. Co, o ile wiem, nie ma nic wspólnego z eliksirami. Skąd ta zmiana?

Hermiona zacisnęła zęby. Była gotowa porozmawiać z kimś z wydziału eliksirów i odpowiedzieć na pytania dotyczące ich warzenia. Zawsze dobrze sobie radziła z eliksirami, a nawet zdobyła mistrzostwo, równolegle pracując na pełen etat w Ministerstwie. Udoskonalała swoje umiejętności w warzeniu eliksirów w swoim małym, domowym laboratorium i zawsze była na bieżąco z najnowszymi artykułami naukowymi na ten temat. Zadbała o to, by odświeżyć sobie wszystkie przepisy dotyczące bezpieczeństwa kotłów, przechowywania składników i obsługi formuł czasowych. Ostatnie kilka dni spędziła, przygotowując się do odpowiedzi na tego typu pytania. Nie spodziewała się, że ktoś ją zapyta, dlaczego chce odejść z obecnej pracy. Nie chciała mówić Draco Malfoyowi o rozpaczy, jaką poczuła, gdy uświadomiła sobie, że praca w Departamencie Regulacji i Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami to duszący ślepy zaułek i że jeśli zostanie w Ministerstwie, będzie wiecznie gonić za przepisami i drobiazgami. Nie chciała mówić Draco o swoich problemach finansowych ani o rodzicach. Nie chciała mu nic mówić. Zmusiła się do bezpiecznej odpowiedzi.

— Pomyślałam, że to dobry moment na zmianę.

— To bzdura — powiedział Draco, patrząc jej prosto w oczy.

— Słucham?

Oczy Hermiony błysnęły. Wyprostowała się i odstawiła filiżankę na brzeg biurka Draco.

— Ludzie prawie nigdy nie zmieniają pracy z kaprysu, a ty, Granger, nigdy nie robisz niczego bez powodu. Spróbuj jeszcze raz.

Hermiona zagotowała się w duchu. Oczywiście, że Malfoy jej tego nie ułatwi. Zastanawiała się, czy nie bawi się jej kosztem. Kolejne walczenie o władzę, jak wtedy, gdy nie zwrócił na nią uwagi, gdy po raz pierwszy weszła do gabinetu. Przypomniała sobie o pensji w wysokości pięciu tysięcy galeonów i zmusiła się do zachowania spokoju. Wzięła głęboki oddech.

— Chciałam zmienić świat, ale prawie nikogo w Ministerstwie to nie obchodziło. Zawsze były przepisy, papierkowa robota, przepychanki z Wizengamotem i gierki polityczne, żeby załatwić choćby najdrobniejszą sprawę. Ja… to było po prostu bardzo wyczerpujące. Nie chcę tego robić przez następne pięćdziesiąt lat.

Draco zmrużył oczy, słysząc jej odpowiedź, jakby przyswajał jej słowa i syntezował je w myślach. W końcu powiedział:

— Ale wyobrażasz sobie, że będziesz warzyć eliksiry przez następne pięćdziesiąt lat?

— Jestem Mistrzynią Eliksirów. I jestem dobra w warzeniu ich. Wiesz… chodziliśmy razem na lekcje. Wiesz, że potrafię to robić dobrze…

— Nie wątpię, że znakomicie byś sobie poradziła — rzekł, przerywając jej. — Wiem, jakie masz kwalifikacje. Wiem, że jesteś genialna. Nie o to pytałem. Pytałem, czy widzisz siebie robiącą to przez następne pięćdziesiąt lat.

Urażona Hermiona wskazała gestem biurko Draco i jego papiery.

— Wyobrażasz sobie siebie robiącego to przez następne pięćdziesiąt lat?

Znów się uśmiechnął.

— Prawdę mówiąc, Granger, tak, wyobrażam sobie. Przyznaję, że nie chciałem tego robić, gdy byłem młodszy — przygotowywano mnie do podążania za ojcem i spędzania czasu na wkupywaniu się i manipulowaniu politykami. Ta firma, Malfoy Holdings, miała być powierzona podwładnym i księgowym. Ale potem, wraz z wojną, Czarny Pan zagarnął dla siebie z naszych skarbców blisko sto milionów galeonów — Hermiona jęknęła, słysząc sumę, ale Draco kontynuował: — Plus reparacje wojenne, które mój ojciec musiał zapłacić, dlatego interweniowałem, aby odbudować rodzinny majątek. Odkryłem, że to mi się podoba. Lubię robić interesy. Podoba mi się to, że firma tworzy rzeczy, które ludzie uważają za użyteczne. Lubię, kiedy opracowujemy nowe produkty. I lubię rywalizować z konkurencją. Więc tak, Granger, widzę siebie robiącego to przez następne pięćdziesiąt lat. Więc teraz, zamiast owijać w bawełnę, powiedz mi: czy warzenie eliksirów jest tym, co chcesz robić przez następne pięćdziesiąt lat?

Szczerze mówiąc, Hermiona ledwo widziała przyszłość. Tak bardzo martwiła się o rodziców i o to, żeby utrzymać się na powierzchni, zwłaszcza w kwestii finansów. Była po prostu zmęczona. Zmęczona toczeniem syzyfowych bitew w Ministerstwie. Zmęczona słuchaniem kolejnego eksperta medycznego, który mówi jej, że nic się nie da zrobić dla jej rodziców. Zmęczona obserwowaniem, jak jej konto bankowe się kurczy pomimo wszystkich oszczędności, jakie podjęła, żeby zaoszczędzić pieniądze na leczenie rodziców. Chciała po prostu mieć trochę luzu. Mogła później opracować swój plan na pięćdziesiąt lat. Ale nie chciała o tym rozmawiać z Draco Malfoyem.

— Tak — powiedziała, starając się, żeby to słowo nie brzmiało jak kłamstwo. Przynajmniej teraz mogła wrócić do dyskusji o eliksirach. — Wyobrażam sobie, że będę to robić przez następne pięćdziesiąt lat. Chciałabym mieć ten luksus, laboratorium i materiały, żeby móc tworzyć nowe eliksiry lub ulepszać istniejące. Mam przy sobie spis eliksirów, nad którymi pracowałam, jeśli jesteś zainteresowany zapoznaniem się z tym.

— Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, umówię cię na lunch z Mistrzem Eliksirów panem Bergenem. Wtedy będziesz mogła pokazać swój spis.

— Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem? — powtórzyła Hermiona.

Co, u licha, pozostało do omówienia, skoro nie chciał rozmawiać o jej kwalifikacjach dotyczących eliksirów?

Ale Draco wstał i wyglądał na nieco zaniepokojonego. Trzymał teczkę z dokumentami Hermiony i przeszedł się trochę po gabinecie, zerknął przez okno, a potem podszedł z powrotem do Hermiony. Przesunął się tuż przed nią, tak że stanął między nią a biurkiem. Jego nagła, fizyczna bliskość była nieco przytłaczająca i Hermiona z trudem powstrzymała się przed odsunięciem się od niego na swoim krześle.

Draco otworzył folder. Przejrzał go jeszcze raz, a potem odwrócił wzrok od Hermiony. Wyglądało na to, że podejmuje jakąś decyzję. W końcu, po kilku długich i niezręcznych chwilach, powiedział:

— Mam kilka eliksirów w fazie rozwoju, w których twój wkład byłby nieoceniony. Chciałbym zaproponować ci stanowisko starszego specjalisty ds. eliksirów, ale tylko jeśli będziesz gotowa podjąć się innej pracy, którą dla ciebie mam.

— Innej pracy? — powtórzyła jego słowa. Nie potrafiła sobie wyobrazić, czego od niej oczekiwał, ale sądząc po jego zachowaniu, była pewna, że powie nie. — Jakiej innej pracy?

Draco roześmiał się bez cienia radości.

— Moja… eee… propozycja jest dość wyjątkowa. Przejąłem tę firmę i zostałem głową rodziny o wiele wcześniej niż zakładałem. W normalnych okolicznościach prawdopodobnie pracowałbym dla ojca jeszcze co najmniej trzydzieści lat. Musiałem więc postępować trochę inaczej niż ode mnie oczekiwano.

Hermiona milczała, wciąż nieufnie go obserwując. Nie miała pojęcia, dokąd zmierza ta rozmowa.

— Więc… często, z powodów zawodowych, musze uczestniczyć w różnych imprezach: kolacjach, konferencjach i galach. Wszystko to służy nawiązywaniu kontaktów. Ale ze względu na to, kim jestem, nie mogę chodzić na nie samotnie. To… to komplikuje sprawy, kiedy chodzę sam. I niestety dla mnie, komplikuje sprawy, gdy chodzę tam z kimś.

Hermiona nadal nic nie mówiła, choć w jej głowie rodziło się niepokojące podejrzenie. O co właściwie miał ją poprosić?

— Krótko mówiąc, nie mam czasu na zaloty, ale potrzebuję kogoś na te towarzyskie spotkania biznesowe. Proponuję, żebyś została moją partnerką na te spotkania.

— Chcesz… chcesz ze mną chodzić? — zapytała Hermiona, szczypiąc się, żeby upewnić się, że to nie sen.

— Właściwie nie. Chcę, żebyś udawała, że ze mną chodzisz.

— Co? Co to w ogóle znaczy?

Hermiona czuła, że próbuje wypłynąć z mgły dezorientacji.

— Granger, właśnie powiedziałem, że nie mam czasu na zaloty. Jestem zbyt zajęty, żeby pić szampana, kupować kwiaty i rozpieszczać potrzebującą wiedźmę. Potrzebuję tylko kogoś, kto będzie mi towarzyszył podczas kolacji biznesowych, balów i przyjęć koktajlowych, bez komplikacji i oczekiwań, jakie niesie ze sobą obecność dziewczyny.

— I chcesz, żebym była twoją fałszywą dziewczyną i chodziła z tobą na te imprezy? — Hermiona zaczynała rozumieć, a jasność umysłu sprawiła, że poczuła złość. — Chcesz, żebym była twoją dziwką?

— Nie, nic z tych rzeczy! — powiedział nieco obrażony. — Nie oczekuję, że będziesz ze mną uprawiać seks. Chcę tylko, żebyś udawała. Udawała moją partnerkę.

— Nie wiem, czym to się różni od…

— Słuchaj, Granger, zatrudniam kobiety do pracy jako księgowe, asystentki, specjalistki ds. eliksirów, ekspedientki, a nawet pracownice w fabryce. Płacę im za wykonanie pracy i one to robią. Niczym się to nie różni. Zatrudniłbym cię do wykonania tej pracy.

— I dlaczego myślisz, że zniżyłabym się do czegoś takiego?

Hermiona wstała z krzesła. Nadal była o kilka centymetrów niższa od Draco, ale stojąc, czuła się mniej bezbronna.

— Potrzebujesz pieniędzy — powiedział.

Hermionie opadła szczęka. Nie mógł wiedzieć. To niemożliwe. Nikt nie wiedział o jej problemach.

— O czym ty mówisz?

Uniósł jej teczkę.

— Mam bardzo dobry zespół weryfikacyjny — rzekł, otwierając teczkę. — Są bardzo dokładni. Nawet to umieścili w twoich aktach… — Draco wyciągnął kartę Hermiony z Czekoladowych Żab, nieśmiało próbując zażartować — chociaż, szczerze mówiąc, ludzie Agryppy byli wobec ciebie bardzo niesprawiedliwi.

Hermiona jęknęła. Niedługo po Bitwie o Hogwart, Cukiernicy Agryppy, producenci Czekoladowych Żab i kart, zwrócili się do Harry’ego, Rona i Hermiony z prośbą o pozowanie do serii zdjęć do ich nowej serii Złotych Czekoladowych Żab. Hermiona niechętnie wzięła w tym udział, ale Ron tak bardzo chciał się znaleźć na karcie, że przedstawiciele Agryppy jasno dali do zrozumienia, że albo cała trójka, albo chcą tylko Harry’ego. Dla dobra Rona Hermiona zgodziła się pozować do jej zdjęć i dopiero gdy zaczęto produkować karty, dowiedziała się, że każdy z chłopaków otrzymał piętnaście tysięcy galeonów za swoje zdjęcia, podczas gdy ona otrzymała tylko tysiąc. Od tamtej pory był to dla niej drażliwy temat. A Draco Malfoy wiedział, że została przez nich oszukana.

Ale Draco nie skończył. Przejrzał teczkę.

— Dziś rano na koncie w Gringottcie miałaś dwa tysiące siedemset dwadzieścia dwa galeony, cztery sierpy i sześć knutów. Masz tysiąc czterdzieści siedem funtów i dwanaście pensów na koncie w Banku Anglia. Twoja obecna pensja to trzy tysiące dwanaście galeonów rocznie. Twój ostatni, długotrwały związek z Ronaldem Weasleyem zakończył się trzy lata i dwa miesiące temu, i od tamtej pory sporadycznie chodzisz na randki. Z tego co mi wiadomo, byłaś na dwóch. Mieszkasz sama ze swoim geriatrycznym Chowańcem, pół-kuguarem, pod adresem Cauldron Court 27. Czynsz za twoje mieszkanie wynosi sto siedem galeonów miesięcznie, a media w przybliżeniu to sto dwadzieścia galeonów. Ale płacisz dwieście sześćdziesiąt sześć galeonów miesięcznie Instytutowi Rehabilitacyjnemu w Parkwood na leczenie twoich rodziców, którzy nigdy nie doszli do siebie po nieudanym zaklęciu przywrócenia pamięci. Według moich obliczeń, twoje fundusze wyczerpią się do końca roku.

Hermiona słuchała wypowiedzi Draco z narastającym przerażeniem, strachem i furią. Skąd wiedział o jej rodzicach? Tylko jej najbliżsi przyjaciele i Kingsley Shacklebolt wiedzieli cokolwiek o sytuacji jej rodziców. A co do reszty informacji… jak on śmiał? Jak śmiał wydobyć te informacje o niej? Nawet mugolskie dane bankowe? I jak śmiał tak rzucać jej w twarz jej problemami?

— Nie miałeś prawa… — zaczęła.

— Wręcz przeciwnie, biorąc pod uwagę charakter mojej działalności, mam pełne prawo weryfikować potencjalnych, nowych pracowników. Eliksiry przynoszą największe dochody i posiadamy najbardziej zastrzeżone receptury w branży. Wszyscy moi pracownicy są proszeni o podpisanie umów o zaufaniu poufności, ale również dokładnie weryfikuję ich przed zatrudnieniem, ponieważ muszę mieć pewność, że nie pracują dla mojej konkurencji i że nie będą kuszeni pracą dla mojej konkurencji. Pensja, którą ofiaruję na stanowisku, o które się ubiegasz, jest z pewnością wyższa niż twoje obecne zarobki, ale ledwo pokrywa twoje wydatki. Bardzo potrzebujesz tej pracy. Więc przestań pieprzyć o potrzebie zmiany, Granger.

Hermiona była bliska łez.

— Nie miałeś prawa — powtórzyła, a jej dolna warga drżała.

Nie sądziła, że będzie mogła upaść niżej niż wtedy, gdy wypełniała podanie o pracę w Malfoy Holdings, ale teraz czuła się warta mniej niż ziemia pod jej butami.

Wyglądało na to, że Draco zdał sobie sprawę, że być może posunął się za daleko, a przynajmniej obrał zły ton w swojej rozmowie z nią.

— Granger — powiedział, a jego głos był o wiele łagodniejszy niż kiedykolwiek u niego słyszała. — Nie kpię z ciebie. Nie wiem, co się stało z twoimi rodzicami, ale na pewno nie mam o tobie gorszego zdania, bo próbujesz dźwigać ciężary, których nie spowodowałaś.

Po policzku Hermiony spłynęła łza. Oczywiście, że to była jej wina. To, że umysły jej rodziców zostały tak bardzo uszkodzone, całkowicie spowodowało jej działanie. Cofnęła się o krok.

— Nie sądzę, żeby to wypaliło, Malfoy — rzekła. — Dziękuję… dziękuję za twój czas.

Odwróciła się od niego, gdy jego ręka wyciągnęła się, by chwycić ją za ramię.

— Czekaj — mruknął. — Nie przedstawiłem ci mojej propozycji.

— Powiedziałeś wystarczająco dużo — odparła Hermiona, próbując zebrać resztki godności i wyrwać się z jego uścisku.

— Zapłaciłbym ci tysiąc galeonów miesięcznie oprócz twojej obecnej pensji, jeśli to zrobisz.

Umysł Hermiony zaciął się na chwilę. Tysiąc galeonów miesięcznie?

Ale znowu sobie przypomniała. Zapłaciłby jej za bycie fałszywą dziewczyną. Nawet jeśli nie płaciłby jej za bycie dziwką, to niczym nie różniłoby się od płacenia za usługi towarzyskie.

Jednak tysiąc galeonów jako dodatek do pensji. Przez krótką chwilę pozwoliła sobie wyobrazić całkowitą wolność od finansowego umartwiania się. Przestrzeń, jaką dawałaby jej ta ekstrawagancka suma. Może nawet byłoby ją stać na zabranie rodziców na inny kontynent, by spotkali się ze specjalistami zajmującymi się zaklęciem Obliviate. Może nawet będzie mogła kupić sobie cholerną filiżankę kawy bez posmaku winy przy każdym łyku.

— Tysiąc galeonów miesięcznie — powtórzyła Hermiona. — Nie możesz być aż tak zdesperowany, dla kogoś, kto ma być twoją ozdobą.

Draco przechylił głowę na bok.

— Co ty na to, Granger?

— Jak… jak długo potrzebowałbyś mnie w tej roli… — Hermiona zakrztusiła się, wypowiadając te słowa — W roli twojej udawanej dziewczyny?

W oczach Draco pojawił się błysk, jakby wiedział, że wygrał.

— Minimum sześć miesięcy. Może nawet rok.

Hermionie zaparło dech w piersiach. To było tak bardzo kuszące.

— Czy mogłabym… czy mogłabym mieć trochę czasu, żeby to przemyśleć? — zapytała w końcu.

— Oczywiście — rzekł Draco. Udało mu się uśmiechnąć do niej bez kpiny. — Poświęć na to kilka dni… wyślij mi sowę do końca przyszłego tygodnia, ale nie później.

Hermiona spojrzała na niego jeszcze raz. Próbowała wyobrazić sobie, jak chodzi z nim na przyjęcia i kolacje, udając, że jest w nim zakochana. Zdała sobie sprawę, że jej wyobraźnia ma granice.

— Dlaczego ja?

Pytanie od dawna błąkało się w jej głowie.

Draco spojrzał na nią ironicznie.

— Bo jesteś ostatnią czarownicą, która chciałaby mnie poślubić.

____________

Witajcie :) tak oto kończy się drugi rozdział tego opowiadania. Przyznam szczerze, że od początku bardzo mi się spodobał jego vibe i ogólny zamysł historii. Być może zachowanie Draco nie było idealne i rzeczywiście przegiął, ale chyba ta propozycja nie brzmi źle, prawda? Dajcie znać jak wrażenia.

Kolejne rozdziały prawdopodobnie wpadną w najbliższym tygodniu. Wyjeżdżam na wakacje, ale będę miała dużo wolnego czasu na tłumaczenie.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego weekendu! Enjoy!

[T] Związek na pokaz: Możliwości zatrudnienia

sobota, 18 lipca 2026

  

Witajcie :) w sobotnie popołudnie zapraszam na dwa rozdziały nowego tłumaczenia. Będzie intrygująco, zabawnie i oczywiście gorąco. A to lubimy najbardziej, prawda? Miłej lektury!


___________

 

Rozdział 1: Możliwości zatrudnienia

 

W sprawiedliwym świecie upadek Lorda Voldemorta w Bitwie o Hogwart zapoczątkowałby erę oświecenia i równości w społeczności czarodziejów, erę, w której mugolaki, czarodzieje czystej krwi i półkrwi nauczyliby się harmonijnie współistnieć i wspólnie dążyliby do lepszej przyszłości. Przez pewien czas, po niezwykłych wydarzeniach z drugiego maja tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego ósmego roku, brytyjska społeczność magiczna przez około sześć miesięcy starała się naprawić krzywdy i oddać hołd tym, którzy poświęcili życie zarówno w Pierwszej, jak i w Drugiej Wojnie Czarodziejów.

Śmierciożercy zostali złapani i postawieni przez Wizengamotem, a młot sprawiedliwości spadł na wielu z nich z całą siłą. Lucjusz Malfoy, który zdołał wywinąć się pod sprawiedliwości po Pierwszej Wojnie, został skazany na czterdzieści pięć lat więzienia w Azkabanie, stracił tytuł i prawa głowy rodu Malfoyów oraz na grzywnę w wysokości dziesięciu milionów galeonów ze skarbców Malfoyów. Wielu innych Śmierciożerców, takich jak Corban Yaxley, Antonin Dołohov i Theodore Nott senior, otrzymało równie długie wyroki i rozmaite inne kary. Niektórzy, jak Walden McNair, Rabastan LeStrange i Augustus Rookwood, zdołali wynegocjować łagodniejsze wyroki lub w ogóle uniknąć kary.

Dwie głośne sprawy przyciągnęły ogromną uwagę świata czarodziejów: procesy Narcyzy Malfoy i jej syna Draco. W obu sprawach słynny Chłopiec, Który Przeżył, Harry Potter, i Złota Dziewczyna, Hermiona Granger, zeznawali w imieniu oskarżonych, przez co oboje oskarżeni otrzymali łagodniejsze wyroki niż te, o które zabiegali prokuratorzy Ministerstwa. Narcyza została skazana na rok w zawieszeniu bez możliwości używania różdżki i areszt domowy w Dworze Malfoyów, a Draco otrzymał wyrok w zawieszeniu na rok z zastrzeżeniem, że w tym roku musi ukończyć naukę w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie oraz zdać co najmniej pięć owutemów na co najmniej powyżej oczekiwań, w tym z obowiązkowych zajęć z mugoloznawstwa.

Złota Trójka: Harry Potter, Hermiona Granger i Ronald Weasley, otrzymała Order Merlina Pierwszej Klasy oraz reparacje wojenne w wysokości dwudziestu tysięcy galeonów każdy. Mogli również wybrać powrót do Hogwartu lub ofertę pracy na stanowisku początkującym lub stażysty na dowolnym stanowisku oferowanym przez Ministerstwo Magii. Harry i Ron zdecydowali się na szkolenie na Aurorów, a Hermiona wybrała ukończenie nauki w Hogwarcie jako uczennica ósmego roku.

W samym Ministerstwie Magii, były członek Zakonu Feniksa, Kingsley Shacklebolt, został wybrany na nowego Ministra Magii. Wraz z objęciem przez wielu członków Zakonu stanowisk kierowniczych w departamentach Ministerstwa, Shacklebolt podjął próbę wprowadzenia gruntownych reform: zwiększenia ochrony mugolaków, wprowadzenia obowiązkowego nauczania mugoloznawstwa dla wszystkich uczniów Hogwartu, a nawet zmniejszenia liczby dziedzicznych miejsc w Wizengamocie, zmniejszając tym samym liczbę dziedzicznych miejsc w izbie z trzech czwartych do dwóch trzecich, z zamiarem dalszego obniżenia tego odsetka w przyszłości. Dementorzy zostali usunięci z Azkabanu, a w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów utworzono nową grupę zadaniową, której celem było schwytanie zbiegłych Śmierciożerców i ich sympatyków.

Przez jakiś czas wydawało się, że nadchodzą kolejne reformy, ale zachowawcze instytucje, takie jak Ministerstwo Magii, były bardzo odporne na jakiekolwiek realne zmiany, a do Bożego Narodzenia nowsze inicjatywy Ministerstwa, takie jak większa ochrona magicznych stworzeń i lepsze środki łączności z mugolami, powoli schodziły na dalszy plan pod naporem biurokratycznej machiny. W ciągu dwóch lat w Ministerstwie Magii wszystko wróciło do normy, a ci, którzy zawsze byli na szczycie, powoli, nieubłagalnie, w większości wracali na szczyt. Jedyną zauważalną zmianą było utrzymujące się społeczne tabu zakazujące afiszowania się ideologią czystej krwi, która napędzała wzrost władzy Voldemorta.

Sześć lat po zakończeniu Bitwy o Hogwart Hermiona Granger całkowicie rozczarowała się swoimi wcześniejszymi marzeniami o reformie i postępie. Była singielką, bliska bankructwa i gotowa rzucić beznadziejną pracę w Departamencie Regulacji i Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami.

I tak pewnego sobotniego poranka na początku marca Hermiona siedziała przy kuchennym stole, przeglądając wniosek o nową pracę, który właśnie wypełniła, podczas gdy Krzywołap kręcił się wokół jej kostek. Sześć lat temu, a może nawet dwa lata temu, nigdy nie pomyślałaby o ubieganiu się o to stanowisko, ale teraz była zdesperowana. Podpisała się na dole formularza, dodała CV, przewiązała zwoje wstążką i udała się do najbliższej sowiarni, by wysłać swoje podanie.

Wracając Ulicą Pokątną, postanowiła wstąpić do lodziarni Floriana Fortescue. Chciała spróbować czegoś innego niż zwykły, truskawkowy lód o smaku balsamicznym i wybrała ten, którego nigdy wcześniej nie jadła.

— Poproszę gałkę szafranu z kardamonem — powiedziała do dziewczyny za ladą.

— Hermiono!

Hermiona odwróciła się w stronę głosu za sobą i uśmiechnęła się.

— Ginny!

Wyciągnęła rękę ku Ginny Potter, żeby ją przytulić. Kasztanowe włosy były związane w zawadiacki kucyk, a brązowe oczy błyszczały z radości na widok Hermiony. Była w ciąży i niosła pół tuzina toreb na zakupy, które z wdzięcznością upuściła na ziemię, by odwzajemnić uścisk.

— Tak się cieszę, że cię widzę! Pozwól, że postawię ci lody! — zaproponowała Hermiona.

— Ratujesz mi życie, Hermiono — powiedziała Ginny, zwracając się do dziewczyny za ladą. — Poproszę gałkę lodów miętowych z podwójną czekoladą i ogórkami kiszonymi.

— To dziwne połączenie.

Hermiona zaśmiała się, wyciągając galeona z torebki, żeby zapłacić.

Ginny wzruszyła ramionami.

— Dziecko ma zachcianki. A ja wyglądam jak przerośnięty kafel.

— Ile jeszcze tygodni zostało? — zapytała Hermiona, biorąc swoje lody i resztę.

— Dziewięć — odpowiedziała Ginny, sięgając po swoje lody. — Ten ostatni trymestr zaczyna być denerwujący. Kiedy się kładę, czuję, jakby dziecko ściskało mi płuca do połowy i trudno mi zasnąć, kiedy ledwo mogę oddychać. Wczoraj w nocy leżałam godzinami, próbując znaleźć wygodną pozycję, a Harry chrapał i z całej siły powstrzymywałam się przed rzuceniem na niego klątwy.

Hermiona się roześmiała, gdy znalazły stolik, przy którym mogły usiąść.

— Trzy czwarte drogi za tobą — powiedziała, próbując dodać otuchy przyjaciółce. — A jak się miewa Harry? Nie widywałam go zbyt często przez ostatnie kilka tygodni.

— Był w terenie, żeby zbadać szereg spraw, które, jak twierdzi, mają coś wspólnego z mugolami… Nie znam szczegółów, ale uważają, że magia wchodzi w grę. Był w Walii, potem w Cotswolds, a finalnie na Hebrydach. Zasadniczo co kilka dni w innym miejscu. Więc pewnie dlatego go nie widziałaś.

— To ma sens — zgodziła się Hermiona. — Mam nadzieję, że wkrótce znajdą winnego tego wszystkiego. A tak w ogóle… — Wskazała na torby Ginny. — Kupowałaś coś dla dziecka? Dziwię się, że twoja mama nie poszła z tobą.

Ginny wzruszyła ramionami z lekkim zażenowaniem.

— Miała iść ze mną na zakupy, ale skończyło się na tym, że została wezwana do opieki nad bliźniakami.

— Ach.

Hermiona wiedziała, że lepiej nie pytać. Ten temat był jak Nundu, którego nie chciała drażnić.

Trzy lata temu Hermiona odniosła swój jedyny sukces legislacyjny podczas pracy w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. Z całych sił walczyła o to, by Wizengamot zaakceptował zmodyfikowaną wersję Ustawy o Prawach Skrzatów Domowych i Zaklęciach Ochronnych, która dawała skrzatom domowym prawo do wolności i prawo do wynagrodzenia za pracę (Hermiona chciała, aby skrzaty domowe otrzymywały wynagrodzenie porównywalne z wynagrodzeniem ludzi, ale organ ustawodawczy sprzeciwił się temu przepisowi i wprowadził znacznie niższe wymagania, ale Hermiona pocieszała się tym, że ustawa stanowi początek zmian). Wróciła do domu pełna ekscytacji i z butelką szampana, by świętować, ale zamiast tego zastała Rona i Lavender Brown na kanapie w ich mieszkaniu, świętujących coś zupełnie innego.

Hermiona się wyprowadziła, a sześć miesięcy później Ron i Lavender wzięli ślub. Bliźniaki urodziły się rok później.

Harry i Ginny wspierali Hermionę; Harry odmówił nawet pójścia na ślub Rona. Ginny poszła tylko dlatego, że Molly Weasley jej nakazała, ale Ginny jasno dała do zrozumienia, że w żaden sposób nie popiera tego związku. Hermiona nie mogła znieść faktu, że przyczyniła się do rozłamu w rodzinie Weasleyów i choć doceniała to wsparcie, starała się jak najbardziej ułatwić życie Harry’emu i Ginny. Przez ostatnie trzy święta Bożego Narodzenia powtarzała im, że świętuje z mugolskim kuzynami — kłamstwo, które nikogo nie krzywdziło, ale zostało przyjęte, żeby zachować pozory.

— A tak w ogóle, co cię tu dziś sprowadziło? — zapytała Ginny, oblizując łyżeczkę.

Hermiona wahała się, czy powiedzieć Ginny, że chce rzucić pracę, ale ostatecznie uznała, że to i tak nie pozostanie tajemnicą, jeśli w końcu dostanie nową pracę, więc wyznała prawdę.

— Myślę o odejściu z Ministerstwa. Właśnie wysłałam aplikację do nowej pracy.

Ginny odłożyła łyżeczkę.

— Naprawdę? Ale myślałam, że masz tyle planów!

Hermiona westchnęła, ponownie biorąc trochę lodów do ust.

— Rzeczywiście, miałam wiele planów. Ale one zdają się nie mieć sensu. Ciągle piszę wnioski i lądują w koszu. Biurokracja jest po prostu zbyt powolna, by cokolwiek zrobić.

— Ale została uchwalona ustawa o skrzatach domowych! — zaprotestowała Ginny.

— Tak. Trzy lata temu. I od tamtej pory praktycznie nic. Udało mi się przeforsować tę ustawę tylko dlatego, że sprzyjały mi układy polityczne. Właściwi ludzie w Wizengamocie byli po mojej stronie w tej jednej sprawie i nawet nie dlatego, że zależało im na skrzatach domowych. Chodziło o to, żeby się zemścić na innych członkach rady. Tego rodzaju polityka wbijania noża w plecy to po prostu… — Hermiona zadrżała. — Nie chcę tego robić do końca życia.

Jednak Ginny znała przyjaciółkę bardzo dobrze. Z zamyśleniem na nią spojrzała.

— Chodzi o coś więcej — powiedziała.

Hermiona nie odpowiedziała, choć Ginny miała rację. Chodziło o coś więcej niż frustrację związaną z pracą. Potrzebowała pieniędzy. Tuż przed wyruszeniem z Harrym i Ronem na poszukiwanie horkruksów, Hermiona rzuciła na rodziców Obliviate, żeby zapomnieli o niej i ich wspólnym życiu, i wysłała ich do Australii dla ich bezpieczeństwa. Latem po Bitwie o Hogwart udała się z Ginny do Australii, by odnaleźć rodziców. Zastały ich prowadzących bardzo dobrze prosperującą klinikę stomatologiczną w Melbourne. Z całą młodzieńczą pychą i pewnością siebie po wygranej wojnie, Hermiona próbowała odwrócić zaklęcie Obliviate, które rzuciła na rodziców, ale efekt był straszliwy. Pamięć rodziców uległa dalszemu zatarciu, przez co stali się zdezorientowani i niestabilni. Nie do końca pamiętali swoje życie w Wielkiej Brytanii, ale równocześnie przez obecny stan nie mogli kontynuować życia w Australii. Żaden z uzdrowicieli, których Hermiona znalazła w Australii, nie był w stanie jej pomóc i w końcu Hermiona sprowadziła rodziców z powrotem do Anglii, gdzie przebywali teraz w prywatnym ośrodku.

Prywatna opieka medyczna nie była tania. Dwadzieścia tysięcy galeonów, które Hermiona otrzymała w ramach reparacji wojennych, początkowo wydawało się bogactwem. Przeliczone na mugolskie pieniądze, stanowiło równowartość pół miliona funtów. Koszty opieki nad rodzicami były jednak tak horrendalnie wysokie, że wkrótce pieniądze miały się skończyć. Pensja Hermiony w Ministerstwie magii wynosiła trzy tysiące galeonów rocznie (około siedemdziesiąt pięć tysięcy funtów) i była uważana za dobrą dla bezdzietnej osoby samotnej, ale nie pokryłaby kosztów opieki nad rodzicami w przyszłości. Nowa praca, o którą się ubiegała, wiązała się z pensją pięciu tysięcy galeonów rocznie i pomyślała, że jeśli rozciągnie wydatki na utrzymanie, będzie w stanie opłacić opiekę nad rodzicami z wyższej pensji.

Ale Hermiona nie chciała mówić Ginny o swoich problemach finansowych. Wiedziała, że Ginny i Harry, którym bardzo dobrze się powodziło dzięki odziedziczeniu przez Harry’ego spadku po rodzicach, prawdopodobnie zaoferowaliby jej wsparcie finansowe, ale nie chciała być zależna od przyjaciół. Dlatego powiedziała:

— Po prostu poczułam, że potrzebuję zmiany kariery. Wiesz, że zrobiłam mistrzostwo z eliksirów po skończeniu szkoły. To praca w laboratorium eliksirów i myślę, że mogłabym poeksperymentować z nowymi rzeczami.

— Więc gdzie być pracowała? — zapytała Ginny.

Hermiona przygryzła wargę. To była najtrudniejsza część wyznania.

— Malfoy Holdings ma laboratorium eliksirów i właśnie ogłosili nabór na nowe stanowisko.

— Malfoy Holdings! — wykrzyknęła Ginny.

Kilka rozmów wokół nich ucichło.

Hermiona poczerwieniała jak burak.

— Dzięki, Ginny — mruknęła, zastanawiając się, czy wkrótce znów zobaczy siebie na pierwszej stronie Proroka Codziennego, przez wybuch Ginny.

— Przepraszam — rzekła, ściszając głos o dwadzieścia decybeli. — Ale serio? Malfoy? Dałabyś radę pracować dla niego, biorąc pod uwagę… całą waszą wspólną przeszłość?

Hermiona nie była gotowa na tę część.

— Cóż, tak naprawdę nie pracowałabym z nim bezpośrednio. Wątpię, żebym go w ogóle zobaczyła. Jego firma jest drugim co do wielkości pracodawcą w branży magicznej w Wielkiej Brytanii po Ministerstwie Magii i ma mnóstwo działów. Eliksiry to jeden z nich. Byłabym po prostu kolejnym pracownikiem laboratorium, całkowicie poza zasięgiem wzroku.

— To znaczy?

Usta Hermiony drgnęły.

— To mugolskie powiedzenie. To tak, jakbym pracowała pod peleryną-niewidką, Nigdy by mnie nie zobaczył.

— Prawdopodobnie tak. W sumie Harry mówił, że Malfoy jest mniejszym palantem niż w dzieciństwie.

— Dlaczego Harry miałby ta mówić? Widują się?

— Kiedy Narcyza Malfoy była w areszcie domowym, odnowiła kontakt ze swoją siostrą Andromedą. Malfoy jest kuzynem Teddy’ego Lupina… niech pomyślę… jest kuzynem pierwszego stopnia. A Harry jest ojcem chrzestnym Teddy’ego. Czasami spotykają się w domu Andromedy i spędzają czas z Teddym. Wygląda na to, że naprawdę się dogadują. A właśnie! Malfoy złożył petycję do Wizengamotu o przywrócenie Andromedy na drzewo genealogiczne Blacków, żeby Teddy dostał swoją część spadku po Blackach. Gobelin na Grimmauld Place został potem zaktualizowany.

— Kiedy to się stało i dlaczego o tym nie wiedziałam?

Ginny zastanowiła się przez chwilę, a potem poczerwieniała.

— Myślę, że to się stało mniej więcej wtedy, gdy rozstaliście się z Ronem… biorąc pod uwagę wszystko, co się z tobą działo, Harry chyba zapomniał ci o tym wspomnieć.

— Cóż, miło usłyszeć coś dobrego o Malfoyu, nawet jeśli nigdy go nie zobaczę. A uwierz mi, ta firma jest tak duża, że wątpię, żebyśmy się kiedykolwiek spotkali.

— Ale to ogromna zmiana — przejść z pracy w Ministerstwie do tego.

— Naprawdę czas na zmianę — upierała się Hermiona.

Ginny pokręciła głową.

— Myślę, że kryje się w tym coś, o czym mi nie mówisz.

— Ginny, zaufaj mi. Wiem, co robię — powiedziała Hermiona. — I myślę, że ta zmiana może mi wyjść na dobre. Możemy pogadać o czymś innym?

Ginny dokończyła jeść lody.

— Dobrze, nie będę cię przesłuchiwać. Daj mi znać, jeśli coś będzie nie tak i będę mogła pomóc, dobrze?

Hermiona uśmiechnęła się czule do przyjaciółki.

— Dobrze, dam znać. Więc powiedz mi, czy masz już przygotowany spis prezentów na bociankowe?

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Draco Malfoy, prezes Malfoy Holdings, odchylił się na krześle i zdjął z biurka kolejną teczkę, żeby ją przejrzeć. Jego asystentka właśnie poszła do domu, ale Draco był przyzwyczajony do pracy do późna w nocy. Odkrył, że naprawdę lubi te godziny, które spędzał samotnie w biurze po tym, jak wszyscy wyszli. Było cicho i spokojnie. Mógł przemyśleć problemy z poprzedniego dnia albo przeanalizować nowe pomysły dla firmy, bez zgiełku spotkań i zakłóceń ze strony sów, połączeń przez Sieć Fiuu i ciągłych wiadomości, które zakłócały jego tok myślenia.

Podniósł szklankę Ognistej Whisky, którą właśnie sobie nalał, i położył teczkę na kolanach. To było podanie o pracę i sprawdzenie przeszłości. Zazwyczaj Draco nie przeglądał wszystkich podań które wpływały do Malfoy Holdingss, konglomeratu wielu podmiotów gospodarczych produkujących i sprzedających wszelkiego rodzaju eliksiry, zaklęcia i magiczne przedmioty do użytku domowego i przemysłowego. Było po prostu zbyt wielu pracowników i aplikacji, aby mógł osobiście przejrzeć każdą, która napływała do firmy. Jednak dział eliksirów był dla niego ważny; Draco uzyskał mistrzostwo w eliksirach po opuszczeniu Hogwartu i ze szczególną starannością rozwijał linie produktów, które stworzył jego dział eliksirów. Jeden ze starszych Mistrzów Eliksirów odchodził na emeryturę i pojawił się wakat do obsadzenia. Draco rozważał awans młodszego specjalisty od eliksirów na stanowisko starszego albo zatrudnienie kogoś z zewnątrz. Ogłoszenie o pracę opublikowano w Proroku Codziennym zaledwie tydzień temu i jak dotąd wpłynęło pięć zgłoszeń. Draco nie był pod wrażeniem pierwszych czterech, a piąte nie budziło w nim wielkich nadziei.

A potem otworzył teczkę i zamrugał.

Zdjęcie cholernej Hermiony Granger wisiało przypięte do okładki. Nie widział jej od ósmego roku w Hogwarcie, roku, o którym Draco wolał zapomnieć. Trzymał wtedy głowę nisko, sporadycznie odzywał się i wchodził w interakcje z ludźmi spoza Slytherinu, i spędzał czas, uparcie ucząc się na owutemy (zdał siedem, ale oczywiście tak kujonka Granger musiała go przebić, zdając osiem). Prawie się z nią nie kontaktował przez cały rok, chociaż wysłał jej list z przeprosinami za to, jak ją traktował przez wszystkie poprzednie lata, i za wydarzenia we Dworze Malfoyów wcześniej tej wiosny, kiedy jego szalona ciotka ją zaatakowała i wyryła jej na ramieniu bliznę „Szlama”. Hermiona nigdy nie odpowiedziała na ten list, więc założył, że nie chce mieć z nim nic wspólnego i starał się jak mógł, żeby nie wchodzić jej w drogę.

Przyjrzał się teraz uważniej jej zdjęciu, które było typowym zdjęciem reklamowym. Granger nie przysłała zdjęcia osobiście; jedyne, co przesłała, to jej podanie o pracę i CV, ale Draco miał bardzo wyrafinowany zespół weryfikacyjny, który dokładnie badał przeszłość wszystkich, potencjalnych pracowników aplikujących na stanowiska uważane za wysoce wrażliwe lub związane z poufnymi informacjami). Granger na zdjęciu miała na sobie formalną, barwinkowo-niebieską szatę, a jej niegdyś bujne, brązowe włosy zostały ułożone w kuszące loki. Draco ze zdziwieniem zauważył, jak ładnie wyglądała jej twarz w kształcie serca i ciemne, bursztynowe oczy. Na nosie miała delikatne piegi i usta w uroczym kształcie. Właśnie gdy Draco o tym pomyślał, Granger z fotografii mrugnęła raz, przewróciła oczami, skrzyżowała ramiona i zmarszczyła brwi, patrząc na Draco, jakby ją obraził.

Typowe.

Ale to było ciekawe. Dlaczego akurat Granger miałaby ubiegać się o stanowisko w jego firmie? Czyż nie była cudownym dzieckiem Ministerstwa ze swoją krucjatą na rzecz uwolnienia skrzatów domowych i wspierania innych, magicznych stworzeń? Co skłoniło ją do pracy właśnie u niego?

Draco właśnie zaczął przeglądać informacje w pliku, gdy sowa zastukała w jego okno. To był Hermes, puchacz rodziny Malfoyów, co oznaczało, że jego matka wysłała mu wiadomość. Przeklinając, Draco wstał, żeby otworzyć okno. Wziął zwój od Hermesa i pogłaskał sowę po głowie z czułym uśmiechem. Dał Hermesowi garść smakołyków, a potem usiadł, żeby przeczytać wiadomość od matki. Hermes skończył jeść i odleciał, więc Draco wiedział, że matka nie potrzebuje odpowiedzi

 

Draco,

Zaprosiłam na piątkową herbatę Madame Beaulieu i jej córkę Veronique we Dworze, i bardzo bym chciała, żebyś przyszedł. Obiecałeś spędzić ze mną popołudnie w tym miesiącu. Nie zawiedź mnie, synu.

Z miłością,

Matka

 

Draco skrzywił się. Kolejna herbatka z inną, wysoko postawioną, czystej krwi czarownicą. Wiedział, że jego matka pragnęła, by się ustatkował, poślubił odpowiednią kobietę i miał dzieci, ale Draco naprawdę nie miał czasu ani energii na formalne zaloty. Nie miał nic przeciwko okazjonalnym romansom, ale zbyt często wiązały się one z pewnymi ograniczeniami. Kobiety, które go uwodziły, chciałby być Panią Malfoy i mieć dostęp do skarbców oraz biżuterii. Chciały być adorowane kwiatami, wykwintnymi restauracjami i drogimi prezentami. Spodziewały się egzotycznych wakacji i rejsów jachtem. To było wyczerpujące. Absolutnie nie chciał zajmować się tymi bzdurami, mając tak wiele spraw do załatwienia w pracy.

Draco wsunął notatkę matki do szuflady akurat w chwili, gdy jego kominek ożył i do gabinetu weszły trzy osoby: Theo Nott, Blaise Zabini i Pansy Parkinson.

Draco spojrzał na nich gniewnie, ale jego groźny wyraz twarzy nikogo nie zmylił. Ta trójka była jego najbliższymi przyjaciółmi i znała go od wczesnego dzieciństwa. Theo podbiegł do jego biurka z właściwym sobie entuzjazmem.

— Draco! Co jest grane? Myślałem, że godzinę temu miałeś się z nami spotkać na drinka!

Draco zmierzył przyjaciela surowym spojrzeniem.

— W przeciwieństwie do ciebie, leniuchu, ja naprawdę pracuję.

— Ciągłe pracowanie i brak zabawy czynią Draco nudnym chłopcem — odparł Theo. — Chodź, zjedzmy coś pysznego, napijmy się dobrego alkoholu i obiecajmy sobie, że dziś wieczorem nie wrócimy sami do domu.

Draco jęknął.

— Nie tym razem, Nott.

— Co masz na myśli?

Draco wyciągnął list od matki i pokazał go przyjaciołom.

— Cóż, czego się spodziewałeś? — zapytała Pansy, przeczytawszy treść. — Masz prawie dwadzieścia cztery lata i według jej obliczeń powinieneś był się ożenić lata temu.

— I to Veronique Beaulieu. Pamiętam, że widywałem ją kilka lat temu, kiedy byłem w Monte Carlo. Jest prześliczna — wtrącił Blaise. — Twoja matka mogła wybrać gorzej, nawet jeśli Veronique jest trochę…

— Jest prawdziwym koszmarem — rzekła Pansy beznamiętnie. — Zjadliwa, mała dziewucha. Jest tak wymagająca, że twoje skrzaty domowe będą miały koszmary. A poza tym wzięła podarunki od co najmniej sześciu innych czarodziejów i zostawiła ich bez grosza przy duszy.

— Nie mam na to czasu — warknął Draco, przewracając oczami. — Mam teraz wiele na głowie, prowadząc firmę. A żeby było zabawniej, dochodzą mnie słuchy, że jeden lub kilku uroczych kuzynów mojego ojca może próbować przejąć moją firmę.

— Jacy kuzyni? Twój dziadek Abraxas i twój ojciec byli jedynakami — powiedział Blaise.

Draco przewrócił oczami.

— Malfoyowie z Francji.

— Merlinie i Morgano, ci kuzyni są tak słabo z tobą spokrewnieni… prawdopodobnie masz bliższe pokrewieństwo z Weasleyami niż z nimi — wykrzyknęła Pansy.

— Dokładnie — rzekł Draco. — Ale w statusie firmy są pewne zapisy, które dają im pewną, niewielką szansę. Muszę się bronić przed tymi idiotami, a do tego pojawiły się problemy z łańcuchem dostaw…

W tym momencie Draco powstrzymał się od zdradzania dalszych szczegółów. Byli jego najlepszymi przyjaciółmi, ale Draco wiedział, że nawet pomimo dobrych intencji, zbyt wiele informacji może trafić w niepowołane ręce.

Poza irytacją związaną z plotkami o próbie przejęcia firmy przez jego dalekich krewnych, Draco miał również problemy z kilkoma dostawcami i był zaniepokojony. Surowce, były zbyt specyficzne, by je zignorować, a Draco sprawdzał, czy jego problemy z łańcuchem dostaw nie są związane z legalną konkurencją lub działalnością na czarnym rynku. Wszystko to stanowiło dodatek do jego zwyczajowych problemów z prezesem jednej z największych korporacji czarodziejów w Europie; Draco nie potrzebował rozpraszaczy, nawet jeśli były przyjemne.

— W każdym razie nie mam czasu na zaloty, adorowanie i martwienie się o wrażliwość napiętych debiutantek — poskarżył się Draco. — Potrzebuję tylko nieskomplikowanej ozdoby do ramion, którą mógłbym zabrać na gale i kolacje biznesowe, ale nawet niezobowiązujące randki z kobietami kończą się tym, że unikam ich tygodniami.

— Potrzebujesz udawanej dziewczyny, kolego — powiedział Theo z uśmiechem.

— Co takiego?

— Udawaną dziewczynę. Zatrudnij kogoś, kto będzie twoją dziewczyną przez jakiś czas, aż trochę ogarniesz swoje sprawy, a potem możesz dać tej udawanej dziewczynie spokój i zająć się prawdziwymi zalotami.

— Zwariowałeś? — zapytał Draco.

Blaise zachichotał.

— Byłoby zabawnie patrzeć, jak płacisz za to, żeby ktoś z tobą chodził.

— To nie jest zły pomysł. — Pansy zamyśliła się. — Znajdź kogoś, kto będzie udawał przez kilka miesięcy. Tylko upewnij się, że twoje zdjęcie pojawi się na łamach Proroka w dziale towarzyskim, a może uda ci się na jakiś czas zmusić Narcyzę do ustępstw. Tylko zmuś potencjalną dziewczymę do podpisania umowy o zachowaniu poufności, zapłać hojnie i kup jej kilka ładnych drobiazgów. Przecież możesz sobie na to pozwolić.

Draco zamilkł. Brzmiało to bardzo kusząco. Zatrudnić dziewczynę będącą na każde skinienie, niczym sekretarka. Z pewnością nie przejmował się wrażliwością swoich sekretarek. Robiły po prostu to, co im kazano, a on dopilnował, żeby co roku dostawały hojne premie świąteczne, by sprostać jego wymaganiom. Problemem było oczywiście znalezienie dziewczyny, która spełniałaby jego oczekiwania. Musiała być atrakcyjna, bo nikt by nie uwierzył, że Draco poważnie traktuje zwyczajną dziewczynę. Powinna być też inteligentna, dyskretna i trzymać się ustalonego scenariusza. A także kulturalna i nie wprawiać go w zakłopotanie przed współpracownikami ani na imprezach towarzyskich. A jednocześnie musiałaby być kimś, kto nie marzyłby o zostaniu następną Panią Malfoy i nie zacząłby mierzyć zasłon we Dworze. Gdzie, na Salazara, miałby znaleźć taką dziewczynę?

— Problemem w tym planie jest znalezienie dziewczyny — powiedział Blaise, jakby czytając w myślach Draco.

Theo kazał wszystkim opuścić gabinet Draco i udać się do Szmaragdowego Globu — ekskluzywnego klubu, który obsługiwał najbogatszą, starą gwardię czarodziejskiej społeczności — gdzie zamówili kolację. Theo spędził resztę wieczoru radośnie wyciągając nazwiska odpowiednich, samotnych czarownic czystej krwi i półkrwi, które kolejno odrzucali Draco, Pansy lub Blaise. Zbyt wymagające, zbyt pospolite, zbyt irytujące, zbyt wymagające, zbyt nudne lub było zbyt mało prawdopodobne, by zgodziły się na ten plan.

— Przepraszam, stary — rzekł w końcu Theo, nieco bełkocząc. — Uważałem, że to dobry plan. Chyba będziesz musiał po prostu unikać matki-swatki.

Draco zasalutował dwoma palcami, po czym pokręcił głową z uśmiechem, który był na wpół rozbawiony, na współ zirytowany. Mimo braku odpowiednich kandydatek do tego schematu podrywu, pomysł zakorzenił się w jego umyśle i czuł, że warto w to brnąć. Czuł, że rozwiązanie jest na wyciągnięcie ręki, ale teraz, po kilku drinkach Ognistej Whisky, nie był w stanie szukać rozwiązania tego dylematu. Rozsiadł się wygodnie i słuchał rozmów przyjaciół, czując wdzięczność za to, że ma takich przyjaciół, którzy zawsze go wspierają, i pragnąc, aby wszystko w życiu było tak proste, jak jego uczucia do nich.