[T] Come To Claim: Rozdział 32

niedziela, 7 czerwca 2026

Biały jedwab na mojej szyi dziwnie się komponował z maską w kształcie czaszki na mojej twarzy. Gdyby Potwór mógł wymierzać kary, stałabym się taka jak on.

Mój strój był w całości wykonany z czarnej skóry. Wysokie buty sięgały mi do ud, a na torsie miałam kombinezon ze strategicznie rozmieszczonymi wycięciami. Moje piersi były uniesione przez gorset sznurowany na plecach. Nigdy w życiu nie czułam się silniejsza. Przemierzałam Nox z zabójczą determinacją.

Odzyskiwałam swój tron.

Wiedziałam, że znajdzie mnie prędzej czy później. Część mnie była przekonana, że jakimś cudem zainstalował na mnie urządzenie śledzące.

Był sprytny.

Rozgryzie to.

Nie poszłam dziś wieczorem do wind. Pobiegłam prosto na główną scenę.

— Moja kolej — powiedziałam do pracownika.

Zdziwił się, ale na jego ustach pojawił się głodny uśmiech.

— Tak, proszę pani.

— Nie zejdę, dopóki nie powiem, dobrze?

— Jasne — zgodził się. — Prawo zasiedzenia.

Uśmiechnęłam się z jego żartu.

Pomógł mi wejść do środka, gdzie usiadłam na huśtawce. Złapałam łańcuchy i uśmiechnęłam się do siebie, unosząc się w powietrze. Siedziałam teraz w jednej z czterech klatek dla ptaków ustawionych wokół głównej sceny Nox. Na środku wysiała mała huśtawka, a mimo to miałam wystarczająco dużo miejsca, żeby stać, chodzić i tańczyć. I nie było mowy, żebym stąd wyszła, dopóki nie dostanę tego, czego chcę.

Był jeszcze wczesny wieczór, więc w klubie nie było teraz tak wielu ludzi. Ale miałam tylko czas. Postanowiłam się swobodnie huśtać. Czerwone światła odbijały się od błyszczącej skóry moich butów i gorsetu. Zdecydowanie przyciągałam uwagę. Ale zignorowałam to. Mój wzrok był skierowany na wejście na główną scenę.

Nie wiem, ile czasu minęło, ale w końcu zobaczyłam zamyśloną postać Theo wchodzącą na główne piętro. Spojrzał na mnie gniewnie i pokręcił głową. Ale ja dalej się huśtałam, podczas gdy on sięgnął po drinka i usiadł w jednej z bocznych loży.

Draco wiedział, gdzie jestem.

Dobrze.

Dostrzegłam charakterystyczną maskę nad rosnącym tłumem i uśmiechnęłam się do siebie.

Przyszedł.

Jeszcze mnie nie zauważył. Ale znalazł Theo.

Miał na sobie spodnie od garnituru, które nosił w pracy. Zniknęły marynarka i krawat, białe rękawy koszuli miał podwinięte i kilka górnych guzików rozpięte. Blask maski wciąż barwił jego włosy na ciemno. Wstałam z huśtawki, wyciągając głowę i chwytając za kraty klatki. Przywarłam do nich.

Widziałam, że rozmawiają. Theo uśmiechnął się, wskazując gestem na mnie. Draco powoli się odwrócił, pozwalając mi dostrzec napiętą postawę całego jego ciała. Jego wzrok przebiegł po całej scenie, aż spotkał się z moim.

Przechyliłam twarz w masce, tak on to robił.

Jego oczy płonęły. Pomachałam mu lekko palcami.

Uniósł w moją stronę cztery palce.

Zaśmiałam się.

Nic mu dziś nie ujdzie na sucho.

Posłałam mu całusa, zaczynając tańczyć.

Skradał się do sceny, emanując dziką i gniewną energią jak te czerwone światła i pulsująca muzyka.

— Ktoś chce do ciebie dołączyć — zawołał do mnie pracownik na dole.

— Nie — odpowiedziałam.

Draco przesunął dłońmi po zamaskowanej twarzy. Wiedziałam, że rozważa rzucenie uroku na pracownika i włamanie się do klatki. Ale nie zrobiłby tego. Spojrzałam na Theo, który teraz opierał się o bar, kręcąc głową z szerokim uśmiechem na twarzy.

Ucieszyłam się, że już się na mnie nie gniewa.

Przeprosiłam go bezgłośnie.

Odpowiedział bezgłośnie Powodzenia.

Draco zostawił klatkę w spokoju i natychmiast wyrzucił ludzi siedzących w loży naprzeciwko mnie.

Usiadł na środku, wpatrując się we mnie gniewnie.

Uniósł pięć palców.

Uśmiechnęłam się do niego.

Jego wściekłość mną nie wstrząsnęła. Moja sprawiła, że się tu dzisiaj znalazłam. Stałam się kimś innym. Kobietą-Potworem, która mogła wyrządzić tyle samo krzywdy, co Mężczyzna-Potwór. Mogłam torturować. Mogłam napierać.

Więc to właśnie zrobiłam.

Doprowadzę go do takiego szału, że zrozumie, jak bardzo źle zrobił, nie mówiąc mi niczego. I pozbawię go tego, czego pragnął. Czego potrzebował.

Dotyku.

Uosabiałam odważne i seksowne kobiety, które widywałam tu każdej nocy. Poruszały biodrami w hipnotyzujący sposób, który sprawiał, że ludzie gapili się na nie z zachwytem. Właśnie tego chciałam. Żeby wszystkie oczy były zwrócone na mnie. Chciałam tej mocy, choć raz.

Wyjęłam różdżkę z buta i utkałam czarną zasłonę wokół klatki.

Czas trochę podkręcić napięcie.

Stuknęłam się w głowę i mój drugi strój mnie otulił. Dotknęłam szyi i zmieniłam wstążkę.

Opuściłam czarną zasłonę i zobaczyłam stojącego Draco. Czy on myślał, że zniknę? Uśmiechnęłam się do niego. Miałam teraz na sobie prostą, jedwabną sukienkę w delikatnym, różowym odcieniu. Moje piersi wciąż były uwydatnione przez ciasny stanik, który nosiłam pod spodem. Teraz miałam na sobie pasującą do kompletu różową wstążkę. Wsunęłam różdżkę z powrotem w nogawkę buta i kontynuowałam taniec.

Nie spuszczałam wzroku z Draco.

Znów usiadł.

Po jego niezręcznym ruchu poznałam, że jest podniecony.

Dobrze.

Tańczyłam jeszcze prawie godzinę, zanim zsunęłam ramiączko z jednego ramienia.

Wzrok Draco powędrował w moją stronę.

Powoli pokręcił głową.

Cienkie ramiączko opadło.

Patrzyłam, jak bierze głęboki wdech i zrobiłam to samo z drugim ramieniem.

Zaciskał pięści tak mocno, że widziałam je z góry.

Upuściłam luźną sukienkę na stopy.

W rosnącym tłumie rozległo się kilka gwizdów i wiwatów, gdy nie spuszczałam wzroku z Draco.

Uniósł kciuk i bezgłośnie powiedział szósta.

Mrugnęłam.

Zacisnęłam dłonie na szyi.

— Czarny.

Tłum sapnął, ale twarz Draco emanowała wściekłością przez mój bezczelny upór.

Przesunęłam dłonie w dół ciała, po jaskrawoczerwonej bieliźnie, którą miałam na sobie. Podwiązki podtrzymywały czarne pończochy z siateczki, a moje buty zmieniły się w wysokie, czarne szpilki. Stringi i stanik były jednym z dopasowanych, czerwonych kompletów, które Pansy zaprojektowała do swojej nowej, jesiennej kolekcji bielizny. Dała Astorii i mnie kilka sztuk w prezencie.

Odwróciłam się, upewniając się, że dobrze zobaczy wszystko, czego nie mógł mieć, odcinając się ode mnie.

Wściekłość Draco była nie do opisania. Niemal na poziomie tego, co czułam, podczas ataku Rona na korytarzu. Ale nie przestawałam. Kusiłam go i prowokowałam. Chciałam, żeby był sfrustrowany. Chciałam, żeby był zły. Bo czułam to wszystko przez to, co mi zrobił. Czułam się wykluczona. Czułam się odrzucona. Czułam się pominięta. I po raz pierwszy działałam pod wpływem tych uczuć. Słusznie, niesłusznie czy obojętnie — walczyłam. I walczyłam nieczysto.

Draco nie ruszył się ze swojego miejsca w loży. Siedział zgarbiony, łokcie trzymał na kolanach, palce miał złączone i patrzył na mnie gniewnie. Tańczyłam tylko dla niego. Od czasu do czasu kręcił głową albo mamrotał pod nosem przekleństwa, których nie słyszałam. Ale każda rysa w tej opanowanej fasadzie kontroli i spokoju tylko mnie nakręcała.

Im dłużej się poruszałam, tym silniejsze stawało się moje pragnienie. Jeśli byłam aż tak podniecona, mogłam sobie tylko wyobrazić, co on czuje. Pulsujące ciepło jego erekcji kusiło mnie. Potrzebowałam go. Moje mgliste, przepełnione pożądaniem myśli powoli przejmowały kontrolę.

Dotykałam się otwarcie. Piersi, tułowia, nóg i brzucha. Przelotne ruchy moich dłoni zdawały się rozdzierać kolejną warstwę irytacji Draco. Jego wzrok podążał za moimi dłońmi wzdłuż mojego ciała.

Robiliśmy to już kilka godzin. Ale moja uparta determinacja sięgała zenitu.

— Opuść mnie — poleciłam pracownikowi.

Postawa Draco natychmiast się zmieniła. Usiadł i patrzył ponad tłumem, jak zjeżdżam. Piorunował wzrokiem każdego, kto pomyślał, by do mnie podejść, gdy wyjdę z klatki.

— Jest twoja, kiedy tylko zechcesz — powiedział mężczyzna z uśmiechem.

— Zapamiętam to, dzięki — odparłam.

Podeszłam do Draco.

— Jestem gotowa — oświadczyłam, stając przed nim.

Wiedziałam, że z bliska widzi przezroczystość stanika i majtek. Jego oczy pociemniały, gdy wpatrywał się w moje stwardniałe sutki.

— Na co, kotku?

Uśmiechnęłam się i pochyliłam do przodu, opierając ręce po obu jego stronach w loży.

— Na twoje przeprosiny, oczywiście. I dogłębne omówienie wydarzeń, które miały miejsce od piątku, kiedy wyjechałeś. I wyjaśnienie, dlaczego byłeś takim bezdusznym draniem.

Przyglądał mi się przez dłuższą chwilę, jakby prowokował mnie do powiedzenia czegoś więcej. Ale nie zrobiłam tego. Czekałam.

— Nie zaryzykuję rozmawiania tutaj, gdzie ktoś może nas podsłuchać.

Przytaknęłam. Rozumiałam ten strach. To była ściśle tajna informacja.

— Dobra.

Wstał z kanapy i jednym ruchem wylądowałam na jego ramieniu, i dodatkowo klepnął mnie w tyłek.

Wzdrygnęłam się, ale to jeszcze bardziej mnie rozzłościło. To nie on miał wymierzać mi kary. Nie zasługiwałam na żadną z nich. To on kłamał i ukrywał przede mną różne rzeczy.

— Postaw mnie — wycedziłam.

Zignorował mnie, gdy szliśmy do kominka. Theo zasalutował mi, stojąc w pobliżu kilku innych kobiet, a ja odpowiedziałam mu wulgarnym gestem. To jednak tylko go rozbawiło.

Gdy wróciliśmy do mieszkania Draco, jego maska natychmiast zniknęła. Postawił mnie na podłodze, a kiedy się odwróciłam, zobaczyłam jego różdżkę wycelowaną we mnie i moja maska również zniknęła.

Wyraz jego twarzy był bardziej surowy, niż kiedykolwiek widziałam u Potwora.

Otworzyłam usta, by zacząć go wypytywać, ale jego twarde i dominujące usta wbiły się w moje.

Zaborczo szarpnął mój język swoim. Szukał, drapał i rościł do mnie pretensje. Odwzajemniłam go z równą siłą. Byłam na niego tak zła, ale jednocześnie tak podniecona, że prawdopodobnie doszłabym od samego tego pocałunku.

Byliśmy dla siebie bezlitości. Drapałam go, błagając, by stanął bliżej, żeby mnie przytulił, żeby mnie dotknął. I tak zrobił. Podniósł mnie, a moje nogi natychmiast owinęły się wokół jego talii. Wbiłam się w jego erekcję i jęknęłam w jego usta. Czuł to samo co ja. Frustracja, niepokój i strach targały nami obojgiem.

Poprowadził mnie do kuchennego blatu. Lodowaty dotyk granitu na mojej nagiej skórze przyprawiał mnie o dreszcze. Moja skóra płonęła. Potrzebowałam go.

— Po prostu chciałem, żebyś była bezpieczna — warknął.

Pociągnęłam za guziki jego koszuli.

— Jestem bezpieczna — broniłam się.

Zacisnął dłonie na moich włosach, gdy rozrywałam kolejne guziki jego koszuli. Moje nogi wciąż były splecione wokół jego talii, więc przyciągnęłam go bliżej siebie.

Odsunął się ode mnie i spojrzał mi w oczy. Jego emanowały srebrzysto-niebieskim płomieniem gorąca.

— Weasley obiecał Goldsteinowi, że może cię mieć, kiedy tylko zechce — wycedził. — Taka była ich umowa.

Zaskoczyło mnie to. Dlatego Goldstein się zgodził? Chciał mnie?

Zwalczyłam żółć podchodzącą do gardła i ściągnęłam resztę koszuli Draco. Odepchnęłam myśli o Anthonym i skupiłam się na tym, jak Draco zrywa mi stanik.

— Szłaś do domu z pokazu Pansy — warknął. — Sama!

Rozdarł na boki moje majtki, zostawiając skrawek materiału na blacie, ale nie ruszył podwiązek i siateczki.

— Tak, i nic się nie stało — powiedziałam, ściągając jego spodnie i bokserki. — Goldstein zrobił zdjęcia. To wszystko.

Przyciągnął mnie bliżej i wszedł we mnie mocnym pchnięciem. Krzyknęłam, w końcu otrzymując ulgę, której tak pragnęłam.

— To nie były zdjęcia Goldsteina!

Cofnęłam się i spojrzałam na niego.

— Co? — wysapałam.

Wszedł we mnie ponownie i zakręciło mi się w głowie od uczucia pełności.

— To były zdjęcia Scry.

Wbił się na całą długość, zatapiając się we mnie coraz głębiej.

Każde słowo wycedził jak przekleństwo, a mój umysł zawirował od informacji, które przekazywał.

— Szli po ciebie — mruknął. — A ja…

Zatrzymał się, krztusząc się emocjami.

Moja furia osłabła.

Czy on…

— A ja byłem w Paryżu — wycedził. — Byłem tak daleko. A ty mogłaś zostać…

Nie mógł dokończyć zdania. Jego czoło oparło się o moje, gdy z trudem mógł zaczerpnąć powietrza.

Bogowie. Nigdy nie widziałam go tak roztrzęsionego. Pociągnęłam go za twarz, patrząc mu prosto w oczy. Błysk nieprzelanych łez złamał mi serce.

— Nie wiedziałam — wyszeptałam. — Bardzo przepraszam. Nie wiedziałam.

— Powinienem był ci powiedzieć, żebyś nigdzie nie szła sama. Po prostu starałem się nie być nachalny i przytłaczający. Powinienem dać ci ogon.

Ogarnęło mnie poczucie winy.

Kiedy wrócił dziś wieczorem do domu, zobaczył, że mnie nie ma.

Zamknęłam oczy.

Bogowie. Co za głupota.

— Nie rozmawiałeś ze mną — broniłam się. — Nie miałam pojęcia. Byłeś tu wczoraj wieczorem. Mogłeś ze mną porozmawiać!

— Nie wiedziałem, co się dzieje, aż do wczorajszego poranka.

Odsunął się od blatu i naciągnął z powrotem bokserki. Chodził tam i z powrotem, próbując ponownie stłumić wściekłość.

— Blaise dowiedział się o Goldsteinie w weekend. Byłem w Paryżu, więc poszedł do Thomasa. Thomas i dwóch innych przyprowadzili Goldsteina na przesłuchanie w poniedziałek rano. Poleciałem przez Sieć Fiuu prosto do Ministerstwa i zacząłem go przesłuchiwać. Wtedy dowiedziałem się o Weasleyu i Scry. A potem przesłuchiwałem ciebie. Musiałem być wobec ciebie zimny i bezduszny, Hermiono. Wszyscy moi przełożeni mnie obserwowali. Gdybym pokazał choć cień naszej relacji, zostałbym odsunięty od sprawy.

Kurwa.

Miałam wrażenie, jakby z pokoju uchodził tlen.

To było za dużo. Zbyt przytłaczające.

— Kiedy usłyszałem krzyki na korytarzu.

Przełknął ślinę, odwracając się ode mnie.

Przetarł twarz dłońmi.

Myślał, że zostałam poważnie ranna.

— Mało brakowało, żebym się nie zatrzymał — wyszeptał. — Mógłbym go zgnieść jak robaka. Był tuż obok, w mojej garści.

Zaszlochałam, gdy usłyszałam, jak bardzo był załamany.

Wyciągnęłam rękę do jego dłoni i pozwolił mi ją chwycić.

Cała jego kariera ległaby w gruzach, gdyby zabił Rona.

— Chciałem. Nadal chcę.

— Nie jest tego wart — błagałam, by zrozumiał.

— Nikt cię nie skrzywdzi.

Słodko pocałował mnie w policzek, smakując łzy, gdy jego usta zawisły na mojej twarzy.

— Wróciłem do domu dopiero o trzeciej nad ranem — powiedział. — Nie spałem. Nie mogłem. Chciałem tylko siedzieć i patrzeć na ciebie. W końcu spałaś. Spokojnie. I chciałem tylko, żebyś była bezpieczna. Bo jeśli cokolwiek…

Zatrzymał się, ponownie się ogarniając.

— Jeśli coś ci się stanie, zabiję ich wszystkich, Hermiono. Każdego, kto cię skrzywdzi.

Skierowałam jego usta ku moim i spotkaliśmy się w namiętnym uścisku.

— Kocham cię — wyszeptał ochrypłym głosem. — Potrzebuję, byś była bezpieczna.

— Jestem bezpieczna — obiecałam. — Jestem bezpieczna z tobą. Nie odtrącaj mnie. Nie odsuwaj mnie na boczny tor, gdy walczysz. Razem jesteśmy silniejsi.

Nasze pocałunki znów stały się desperackie, a on niósł mnie przez mieszkanie do sypialni. Zrzucił bokserki i wspiął się wyżej, składając leniwe pocałunki na moich udach i brzuchu, jednocześnie zdejmując moje pończochy i pas do pończoch.

— Proszę, Draco — jęknęłam, gdy jego język torturował moją łechtaczkę.

W końcu spełnił moją prośbę. Jego twardy kutas wsunął się we mnie z bolesną powolnością. Czułam każdy ruch, gdy moje ciało dopasowywało się do niego.

— Obiecaj mi — wysapałam, kiedy nasze ciała się poruszały. — Obiecaj, że będziesz transparentny. Zaangażuj mnie. Rozmawiaj ze mną.

— Obiecuję — powiedział. — Obiecaj, że nie uciekniesz. Że nie będziesz sama.

— Obiecuję — zgodziłam się, ciesząc się, że znów poczułam jak mnie wypełnia.

— Nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić. Nikomu.

I uwierzyłam mu.

Kochał się ze mną jeszcze kilka razy tej nocy. Za każdym razem szepcząc mi go ucha namiętne błagania o wybaczenie i uwielbienie. Było to tak cudowne, tak wzruszające, że łzy napłynęły mi do oczu. Nigdy wcześniej nie byłam tak kochana. Tak idealnie i całkowicie kochana.

Ale nie wyznałam mu swoich uczuć. Nie mogłam.

Byłam tchórzem.

Wciąż miałam męża.

Wyznawanie mu miłości wydawało się absurdalne, skoro wciąż czułam więź z Ronem.

Ale może w przyszłym tygodniu wszystko może się zmienić.

Wtedy mogłabym to powiedzieć.

Ale co by to oznaczało?

Czy pozwoliłby mi spróbować życia w samotności?

Zaborczość Draco nie znała granic. Gdybym wyznała, że go kocham, nigdy by mnie nie puścił. Chciałby mnie zatrzymać taką, jaką jestem. W tym domu, schowaną przed wszystkimi, chronioną przed światem.

Był tak opiekuńczy, ale co by się stało, gdyby groźny zniknęły? Czy kiedykolwiek byłby w stanie uwolnić się od kontrolowania mnie?

Pocałowałam go, odkładając moje zmartwienia na inny dzień, na inny czas. Bo dziś wieczorem chciałam się nasycić błogim oczyszczeniem. Bez etykietek. Bez oczekiwań. Tylko boskim doświadczeniem bycia doskonale kochaną przez tego zaborczego szaleńca.

______________

Witajcie :) tak kończy się ta partia rozdziałów. Sporo się tu podziało i jestem bardzo ciekawa Waszych odczuć. Więc dajcie znać!

Nie wiem dlaczego, ale przez cały czas myślałam, że to opowiadanie ma 44 rozdziały. Okazuje się, że jest ich 45. Więc mój pomysł o skończeniu tego tłumaczenia w najbliższym tygodniu raczej wydaje się nierealny, zwłaszcza że przechodzimy do głównej akcji i rozdziały będą nieco dłuższe niż zazwyczaj. Ale myślę, że uda mi się skończyć to tłumaczenie w ciągu dwóch najbliższych tygodni. Jednak nie przejdę od razu do Twojego idealnego połączenia, bo mam dla Was niespodziankę od autorki jednego z moich poprzednich tłumaczeń. Możecie snuć domysły w komentarzach o jaką historię chodzi. :)

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia!

[T] Come To Claim: Rozdział 31

niedziela, 7 czerwca 2026

Przewróciłam się na drugi bok i zobaczyłam, że łóżko jest puste. Frustracja wezbrała we mnie. Wyobraziłam to sobie zeszłej nocy. Potwora, Draco, wszystko. Nie było go tu. Fotel był pusty i nie było po nim śladu.

Zerknęłam na zegarek i zobaczyłam, że jest tuż po siódmej rano. Westchnęłam. Mój wzrok powędrował do stosu rysunków, które Draco dla mnie narysował. Na górze widniał rysunek przedstawiający moje kręcone włosy pożerające go w środku nocy. Owijały go niczym diabelskie sidła. Uśmiechnęłam się smutno do rysunku. Na czym stoimy? Nie otrzymałam żadnego wyjaśnienia. Żadnego usprawiedliwienia. Niczego.

Przeszłam obok gabinetu, wychodząc z jego pokoju. Też był pusty, choć gdzieś w głębi duszy miałam nadzieję, że zobaczę go siedzącego tam z książką w ręce.

Kuchnia była posprzątana od czasy, gdy Theo parzył zioła poprzedniego dnia. Spojrzałam gniewnie na ekspres do kawy. Dam radę. Zmuszę się. Potrzebowałam ka…

Zatrzymałam się.

Na całym ekspresie wisiały szczegółowe notatki przyklejone do każdego mechanizmu. Były opisane w kolejności, w jakiej powinnam ich użyć.

Obok ekspresu stała fiolka z domowym eliksirem Theo na migreny Draco. Ta, którą wczoraj dałam Deanowi.

Ogarnęła mnie furia.

Był tu.

Wrócił do domu.

I nie miał dość przyzwoitości, żeby mnie obudzić. Żeby mi wytłumaczyć, co się wczoraj, kurwa, wydarzyło. Poszłam z powrotem do jego pokoju, desperacko pragnąc go znaleźć. Ale go tam nie było. Ani w innych pokojach.

Theo spał w pokoju gościnnym i ocknął się gwałtownie, gdy trzasnęłam drzwiami.

— Ubieraj się — warknęłam. — Idę do pracy.

— Chwila, chwila, chwila. — Powlókł się za mną w samych bokserkach. — Draco powiedział, że musimy się ukryć na…

— Jeśli Draco ma dla mnie jakieś instrukcje, może mi je sam przekazać albo wcale — kipiałam ze złości. — Wychodzę za dwadzieścia minut, niezależnie od tego, czy pójdziesz ze mną, czy nie.

Theo bez słowa skinął głową i pobiegł z powrotem do swojego pokoju. Ubrałam się i przygotowałam, starając się nie skrzywić z bólu żeber. To było bardzo uciążliwe.

Ubrałam się w obcisły, biały golf bez rękawów i obcisłą, niebieską, ołówkową spódnicę. Obcasy miały dobre dziesięć centymetrów. Dzisiaj upięłam włosy i oparłam je na prostych, srebrnych kolczykach w uszach.

Elegancko ubrany Theo czekał na mnie w kuchni, kiedy wyszłam. Wykorzystał też instrukcje Draco, żeby zrobić dla mnie espresso. Chociaż w głębi duszy miałam ochotę rzucić filiżanką przez salon.

Theo poszedł za mną do kominka i przez Atrium Ministerstwa. Dzisiaj patrzyłam prosto przed siebie z bezlitosnym oburzeniem wymalowanym na twarzy. Byłam wściekła na Draco. Wściekła na to, że myślał, że może mi po prostu rozkazywać bez żadnych wyjaśnień. Wściekła na niego za to, że oczekuje, iż będę ślepo wykonywać jego polecenia. Wściekła na niego za to, że mnie nie pocieszył.

Ludzie omijali mnie z daleka, gdy szłam do wind. Słyszałam szepty. Wiedziałam, że słyszeli o tym, co się wczoraj wydarzyło. Ale pozwalałam im mówić. To była moja praca i byłam tu, żeby ją wykonywać, tak jak wszyscy inni. Nie obchodziło mnie, że Draco chciał mnie zamknąć w wieży z kości słoniowej, którą nazywał domem. Jeśli myślał, że tam jest bezpieczniej, powinien był sam mi to powiedzieć.

Kiedy wyszłam z windy i znalazłam się w swoim gabinecie, bez słowa usiadłam przy biurku. Theo patrzył na mnie, jakby spodziewał się, że w każdej chwili wybuchnę. Na jego czole malowała się ostrożna ciekawość, ale ja na każde spojrzenie odpowiadałam grymasem, co sprawiło, że zajął się swoją pracą.

Wysłałam wiadomość do Deana i poinformowałam go, że jeśli będę potrzebować Aurora, to powinien być postawiony przed moim gabinetem do końca dnia. W końcu Dean ze mną rozmawiał. Był na tyle uprzejmy, że chociaż próbował odpowiedzieć na niektóre z moich pytań.

Draco może skoczyć z cholernej Wieży Astronomicznej.

Drzwi mojego gabinetu otworzyły się i zamknęły, ale nie podniosłam wzroku znad pracy, którą wykonywałam. Wiedziałam, kto to był. Wiedziałam, że Dean by mu powiedział. Ale skoro mógł spędzić ze mną całą noc w jednym pokoju i nie odzywać się ani słowem, ja też mogłam.

Widziałam Theo wiercącego się niespokojnie w moim polu widzenia, ale zignorowałam go.

Byłam tu, by pracować. A nie po to, by gawędzić z przydzielonym mi Aurorem.

— Idź. Do. Domu.

Zjeżyłam się na jego ostry ton.

Moja wściekłość w końcu miała eksplodować i miałam przetoczyć się przez gabinet jak mina lądowa.

Przewróciłam stronę dokumentów.

Zgarnął papiery z mojego biurka i przerzucił je na inne. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech.

— Weasley wpłacił kaucję dziś rano — powiedział. — To ostatnie miejsce, w którym, kurwa, chcę, żebyś była.

W końcu podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy. Nadal nosił okulary i wyglądał na wyczerpanego. Pod oczami tworzyły mu się cienie, które sprawiały, że szarość jego tęczówek była jeszcze bardziej niepokojąca.

— Och, przepraszam — mruknęłam z udawaną troską. — Nie mam pojęcia, czego sobie życzysz, biorąc pod uwagę, że nie rozmawiałam z tobą od kilku dni.

Jego usta zacisnęły się w cienką linię.

— Idź. Do. Domu. Hermiono. Staram się zapewnić ci bezpieczeństwo.

— Tak, świetnie ci idzie dbanie o mnie. Musiałeś mi to mówić co najmniej kilkanaście razy w ciągu ostatnich trzydziestu sześciu godzin… a nie, czekaj…

Posłałam mu najlepsze, inspirowane Draco, spojrzenie.

— Wciąż analizuję logistykę tego wszystkiego, co się wydarzyło w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin — warknął. — Wolałabyś zostać wytropiona przez bandytów pracujących w Scry? Czy to lepsza alternatywa niż twoja nędzna bezpieczna kryjówka?

— Skoro tak słabo wierzysz we własny zespół Aurorów, to ewidentnie świadczy o twoich brakach zdolności przywódczych.

W jego oczach błysnęło wyzwanie, a szczęka się zacisnęła.

— To pierwsza — wyszeptał.

Wzruszyłam ramionami, rzucając mu kolejne wyzwanie, udając obojętność.

— Nie mogę tu stać cały dzień i cię obserwować. Mam pilne śledztwo, które wymaga mojej uwagi.

— Więc odejdź. Już się przyzwyczaiłam do twojej nieobecności.

Tym jednym zdaniem naprawdę go zaskoczyłam. Jego oczy w tym momencie dosłownie się stopiły, gdy wpatrywały się we mnie.

— Druga.

Ten szept był ledwo słyszalny.

— Musiałbyś być przy mnie, by wykonać te groźby — powiedziałam. — Więc wybacz, że nie drżę u twoich stóp. Mam robotę do zrobienia. Drzwi są tam.

— Trzecia — ryknął. — Wyniosę cię na moim cholernym ramieniu przez Ministerstwo.

— Wyjdę z tobą o siedemnastej. Jeśli nie dołączysz do mnie dziś wieczorem, będę spała tutaj. Zrób więc, co możesz do tego czasu, bo dziś o siedemnastej jesteś mi winien wyjaśnienie. I to duże.

Spojrzał na mnie gniewnie, ale ja siedziałam nieruchomo. Spałabym na tym cholernym biurku, gdybym musiała. Mówiłam poważnie. I drążyłam temat tak głęboko, jak tylko mogłam. Nie spędzę kolejnej nocy sama. I nie obchodzi mnie, jak bardzo chciał, żeby to wszystko minęło. Zasługiwałam na to, by wiedzieć wszystko.

— Nie możesz jej nieść, stary — odezwał się w końcu Theo. — Jej żebra są nadal potłuczone.

To najwyraźniej dotarło do Draco i powoli zamrugał. Jego wzrok powędrował do Theo.

— Mówiłem ci, żebyś podał jej dyptam.

— Zrobiłem to — powiedział Theo. — Ale minie jeszcze jeden dzień, zanim w pełni zadziała i wszystko się wygoi. I nie dostała jeszcze dzisiejszej dawki.

Draco ścisnął nasadę nosa, po czym odgarnął włosy. Odwrócił się do mnie.

— Przez cały dzień będzie tu czterech Aurorów. Dwóch w środku. Dwóch na zewnątrz. Nie opuścisz tego gabinetu pod żadnym pozorem, chyba że Thomas lub ja będziemy z tobą. — Spojrzał gniewnie na moją filiżankę z espresso. — Zorganizuję dla siebie śniadanie i lunch. I weźmiesz jeszcze dwie dawki dyptamu przed końcem dnia.

Wyciągnęłam rękę.

Spojrzał na nią, a ja mrugnęłam.

— Moje dokumenty.

Spojrzał na mnie gniewnie, przenosząc stos papierów na moje biurko.

— Możesz odejść, Główny Aurorze Malfoy — powiedziałam, machając ręką w stronę drzwi.

Palce Draco zbielały, gdy pochylił się nad moim biurkiem. Jego nos prawie dotknął mojego.

— Twój cięty język narobi ci kłopotów, kotku.

Spojrzałam gniewnie na to pieszczotliwe przezwisko. Nie mógł go używać, kiedy byłam na niego wściekła.

— Wciąż zastanawiam się nad twoją karą — skomentowałam. — Ale dopilnuję, żeby była choć w połowie tak nie do zniesienia, jak twoje maniery i zachowanie.

W jego oczach błyszczał bunt.

— Zobaczymy.

Zignorowałam go i wpatrywałam się w dokumenty przede mną. Wyszedł z gabinetu, tupiąc nogami i słyszałam, jak warczy rozkazy biednym głupcom, których tu za sobą zaciągnął. Do gabinetu weszło dwóch Aurorów i stanęło przy drzwiach.

Theo podjechał krzesłem do mojego biurka, szeroko otwierając oczy.

— Na złote cycki Godryka, Granger — westchnął, ocierając twarz dłonią. — Chyba jesteś obłąkana.

Posłałam mu znudzone spojrzenie i wróciłam do lektury.

— Nikt nie zwraca się w ten sposób do Draco Malfoya.

— Właśnie to zrobiłam.

— Wiem. — Zaśmiał się. — Dlatego muszę zacząć pisać mowę pogrzebową na twój temat.

Parsknęłam i machnęłam ręką, żeby go odprawić.

Reszta dnia przebiegła nadzwyczaj normalnie. Theo i ja nie mogliśmy wydobyć żadnych informacji od strażników, których Draco nam przydzielił. Theo kilka razy wymykał się z gabinetu, żeby zebrać plotki z innych działów, ale nie wydawało się, żeby krążyło wiele informacji. Ludzie wiedzieli, że Ron został aresztowany i że mnie zaatakował. Niektóre plotki wynikały z zazdrości o Kruma; inne z obwiniania porywczego charakteru Rona.

Większość dnia spędziłam, planując unicestwienie Draco. Nie żartowałam, mówiąc, że rozważam jego karę. On tak szybko zaproponował moją, ale jego zachowanie było okropne.

Odciął się ode mnie. Podejmował decyzje za mnie, a nie razem ze mną. Miałam już jeden taki związek. I byłam zdecydowanie przeciwna powtórce. Nie żebyśmy z Draco byli w związku. Nie mogliśmy być. Byłam mężatką. Przynajmniej do przyszłego tygodnia. I nie sądziłam, że wkroczenie od razu w kolejny związek będzie mądre lub korzystne.

Może powinnam mieszkać sama przez jakiś czas. Rozkoszować się własną niezależnością i dorosłością. Zaoszczędziłam już sporo pieniędzy, skoro nie ciążyły na mnie żadne obciążenia finansowe (jak rudy mąż). Najważniejsze było, żebym podjęła decyzję.

Kilka minut przed siedemnastą poczułam, że krew wrze mi w żyłach. Jeśli Draco Malfoy będzie próbował wymigać się od omówienia ze mną pewnych spraw, zrobię w tym gabinecie cholerne widowisko, niezależnie od obecności Aurorów.

Theo też wyczuwał napięcie. Od ponad dziesięciu minut bębnił palcami w biurko. Oboje wpatrywaliśmy się w zegar.

Nie byłby na tyle głupi, żeby mi odmówić.

Zależało mu.

Powiedział, że mu zależy.

Da mi wyjaśnienie, na które zasługiwałam.

Błagałam o to siłą woli.

Musiał.

Za pięć siedemnasta drzwi gabinetu się otworzyły.

Wszedł Dean.

Theo syknął pod nosem przekleństwo, a ja zebrałam się w sobie, by stawić czoła kolosalnemu rozczarowaniu, które poczułam.

— Draco chciał, żebym cię odprowadził do jego biura — powiedział. — Jest teraz w Wizengamocie, ale posiedzenie powinno się szybko zakończyć. Wnosi o zgodę na wydalenie Rona z Ministerstwa i zakaz wstępu do niego w przyszłości.

Dotrzymałam słowa. Draco wybrał swoje, a ja swoje.

— Dobrze dla niego — mruknęłam chłodno. — Ale to niekonieczne. Idę do domu.

Theo zerwał się na równe nogi i nawet Dean wyglądał na zaskoczonego.

— Znaleźliście pióro? — zapytałam.

Dean skinął głową.

— W jego biurku.

Wypuściłam oddech, o którym nie wiedziałam, że wstrzymywałam.

Było dobrze.

Będzie dobrze.

Miałam rację. To było to głupie pióro, które zaprojektował jego brat.

Nie zwariowałam.

Nie podpisywałam rzeczy, których nie pamiętałam.

Będzie dobrze.

Wypuściłam kolejny, powolny oddech.

— Zakładam, że mój prawnik został powiadomiony?

— Wysłałem sowę dziś rano.

Złapałam torebkę i wstałam. Dwie dodatkowe dawki dyptamu bardzo mi pomogły. Nie żebym chciała przypisywać Draco zasługi za cokolwiek z tego. Ale już nie byłam obolała.

Dean zaprowadził mnie do wind, czterech Aurorów i Theo szli za nami. Wokół było teraz o wiele więcej ludzi i wszyscy patrzyli na mnie z dziesiątkami pytań na twarzach. W głębi duszy żałowałam, że tak szybko się wyleczyłam. Może widok ran, jakie spowodował Ron, byłyby dla nich bardziej przekonujące.

Nikt z nas się nie odezwał, kiedy weszłam z Theo do kominka. Dean obdarzył mnie lekkim uśmiechem. Ale go nie odwzajemniłam.

Weszliśmy z Theo do pustego mieszkania.

— Idę pod prysznic — powiedziałam. — Potem chciałabym usiąść z tobą na balkonie przy gabinecie. Może napijemy się wina lub czegoś mocniejszego.

— Oczywiście — zgodził się. — Nie spiesz się, Granger.

Prawie poczułam się winna, że go okłamałam. Ale dziś po południu postanowiłam, co zrobię, gdy Draco nie pojawi się o siedemnastej. I zamiast spać w swoim gabinecie, wymyśliłam lepszą formę zemsty.

Poczekałam, aż Theo pójdzie do gabinetu i wyjdzie na zewnątrz. Przebrałam się i na palcach weszłam do kominka.

Zniknęłam, zanim zdążył to zauważyć.

[T] Come To Claim: Rozdział 30

niedziela, 7 czerwca 2026

Dean wyprowadził mnie na korytarz, gdzie mój prawnik powiedział, że będzie ze mną w kontakcie. Po czym skręcił w lewo, a Dean poprowadził mnie w prawo.

Gdy szliśmy, rozległ się potężny wybuch przekleństw i krzyków. Właśnie gdy się odwracałam, żeby zobaczyć, co się dzieje, moje ciało zostało odrzucone. Uderzyłam głową o ścianę. Czułam się tak, jakby właśnie została potrącona przez autobus. Zamrugałam i zobaczyłam Rona zaciekle walczącego z trzema Aurorami. Dean został uderzony tą samą siłą i stał obok mnie, z krwawiącym czołem i wyciągniętą różdżką.

— Ty jebana suko — wrzasnął na mnie. — Co im powiedziałaś? Co zrobiłaś?

Ledwo rejestrowałam, co się właśnie wydarzyło. Potrzebowałam różdżki. Gdzie poleciała moja torebka?

Dean też krzyczał, razem z innymi Aurorami zgromadzonymi na korytarzu. Harry wyszedł ze swojego gabinetu i rzucił okiem na scenę przed sobą. Zamarł kompletnie, w jego oczach malowało się przerażenie, że to Ron został pojmany.

— To byłeś ty? — oskarżył Harry’ego. — Zdradziłeś swojego najlepszego przyjaciela? Naprawdę?

Harry wyglądał na równie zdezorientowanego jak ja.

Drzwi do jednego z pozostałych pokoi przesłuchań otworzyły się w hukiem.

Draco.

Wydawało mi się, że już kiedyś widziałam go wściekłego. Ale teraz zdałam sobie sprawę, że to był tylko grymas. Ale to? To była furia. Czułam się tak, jakby na korytarzu pojawił się dementor. Moja skóra pokryła się lodem.

Jego oczy spoczęły na mnie, szeroko otwarte z furii i strachu.

Wrzaski Rona na mnie i domysły o zdradzie Harry’ego wciąż odbijały się echem po korytarzu, gdy pozostali trzej Aurorzy go przytrzymywali. Jego różdżka była teraz po drugiej stronie korytarza, ale to nie powstrzymywało szaleństwa, które go ogarnęło. Walczył z ich uściskami i przeklinał nas wszystkich.

Draco gwałtownie odwrócił głowę w stronę Rona. Jego szare oczy lśniły w świetle jarzeniówek. Nawet się nie odezwał. Ron padł na podłogę, krzycząc i ściskając głowę, jakby rozcinano ją gorącym nożem. To był przeraźliwy wrzask. Draco nie przejmował się tym. Patrzył tylko z góry na zwinięte ciało Rona. Wiedziałam, że chce go złamać. Wiedziałam, że chce zamienić jego umysł w kałużę nicości. Ale Draco Malfoy panował nad sytuacją. I po kilku kolejnych sekundach błagalnego szlochu Rona, Draco ustąpił. Ron cicho pochlipywał w dywan, podczas gdy Draco gestem nakazał całek trójce, żeby go złapali i zaprowadzili do pokoju przesłuchań.

Dean pomógł mi wstać i znalazł moją torebkę w gruzach ściany, którą Ron zniszczył.

Draco w końcu odwrócił się do mnie. Wokół było tyle osób. Ale ja chciałam rzucić się w jego ramiona. Chciałam go błagać, żeby po prostu wrócił ze mną do domu. Chciałam, żeby mi wyjaśnił, co się do cholery dzieje i powiedział, jak długo o tym wszystkim wie. Byłam wściekła, ale jednocześnie przerażona. Czy Scry naprawdę po mnie przyjdzie?

— Ona krwawi, Thomas.

Ton głosu Draco był równie lodowaty, jak wcześniej w pokoju przesłuchań.

— Proszę pana.

Dean skinął głową, a między nimi pojawiło się niewypowiedziane porozumienie.

Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że krwawię. Tyle śmieci latało dookoła i wszystko wydarzyło się tak szybko.

— Chcę, żeby ktoś posprzątał ten bajzel i odłożył wszystko na miejsce — warknął na resztę Aurorów. — I niech ktoś lepiej znajdzie tę cholerną różdżkę Weasleya.

Jak na zawołanie Aurorzy ruszyli do działania. Dean objął mnie ramieniem i ponownie poprowadził w stronę wind. Nie zdawałam sobie sprawy, że drżę, dopóki nie zaczął szeptać cichych zapewnień, że wszystko dobrze.

— Hermiono.

Harry wyciągnął do mnie rękę, ale niezdarnie ją puścił.

Odwróciłam się do niego, wbijając mu palec w pierś.

— Pieprz się — krzyknęłam na całe gardło. — Sprzedał mnie Scry, Harry. Podrobił mój podpis w umowie i sprzedał mnie jak cholerną krowę na rzeź.

Nie obchodziło mnie, kto mnie słyszy. Niech całe cholerne Ministerstwo wie, jakim nędznym gnojem jest mój były mąż. Łzy spływały mi po policzkach.

— Wszystko dlatego, że nie przyznałeś się, że jesteś przez niego szantażowany. Jesteś pieprzonym tchórzem, Harry Potterze.

Ręce Deana ciągnęły mnie korytarzem.

— Nie tutaj, Hermiono — uspokajał mnie.

— Mogłeś to wszystko powstrzymać — odwróciłam się i krzyknęłam, gdy Dean ciągnął mnie dalej.

Harry wyglądał na zawstydzonego. Jego twarz nabrała upiornie bladego odcienia, gdy przeczesywał dłońmi niesforną czuprynę czarnych włosów. Lata przyjaźniłam się z nimi dwoma i dokąd mnie to zaprowadziło? Tu. Zostałam wbrew swojej woli sprzedana agencji towarzyskiej i oskarżona o unikanie płacenia podatków. Jeden z nich rzucał oskarżeniami, a drugi na to pozwolił. To było obrzydliwe.

Ciche łzy spływały mi po policzkach, podczas gdy Dean trzymał rękę na moich plecach. Zawsze lubiłam Deana. Jego spokojny, cichy głos niósł ukojenie, gdy szeptał mi słowa otuchy. Był dobrym człowiekiem i utalentowanym Aurorem. Kiedy razem z Ginny byli parą, myślałam, że to on przyczyniał się do wielu ich kłótni. Ale po ślubie z Weasleyem miałam zupełnie inne zdanie.

— Uciekłeś w samą porę — powiedziałam mu.

Zaśmiał się i ścisnął mnie za ramię.

— Cholerni Weasleyowie.

Zjechaliśmy windą i przeszliśmy przez Atrium, unikając westchnień, spojrzeń i szeptów. Jestem pewna, że oboje wyglądaliśmy absurdalnie. Ale plotki o szaleństwie Rona na górze rozprzestrzenią się lotem błyskawicy. Byłam tego pewna.

Wyszliśmy przez Sieć Fiuu do mieszkania Draco. Spojrzałam na Deana, a on w odpowiedzi wzruszył ramionami z zakłopotaniem.

— Bezpieczna kryjówka?

— Za dużo oczu i uszu — powiedział. — To najbezpieczniejsze miejsce. Zabezpieczenia są tak silne, że cholerny Minister Magii nie dałby rady się tu włamać.

— Ale mają zdjęcia, na których tu wchodzę — szepnęłam.

— Teraz będziesz przychodzić i wychodzić tylko przez Sieć Fiuu. Nikt cię nie zobaczy.

— Granger!

Odwróciłam się i zobaczyłam Theo spieszącego w moim kierunku.

— Cholera jasna, co się, kurwa, stało?

Przytulił mnie mocno i rozpłynęłam się w jego dotyku. Łzy płynęły jeszcze mocniej, teraz, gdy w końcu byłam w domu. Co to był za dzień?

— Muszę wracać — rzekł Dean. — Na razie nie wychodź. Nott zostanie z tobą, dopóki nie załatwimy spraw w Ministerstwie.

— Czekaj — powiedziałam, wyrywając się z uścisku Theo. — Poczekaj tu, dobrze?

Dean spojrzał na mnie pytająco, ale skinął głową. Pobiegłam do gabinetu i znalazłam małą fiolkę w szufladzie.

Przyniosłam ją do salonu i włożyłam Deanowi do ręki.

— Daj mu to.

Uśmiechnął się i schował fiolkę do kieszeni.

— Bardzo mi przykro z powodu tego wszystkiego, Hermiono — mruknął. — Nie zasługujesz na to.

Uśmiechnęłam się do niego lekko, gdy odwrócił się do Theo.

— Wkrótce przyjdzie uzdrowicielka — odparł. — Może przejść przez osłony. Ale nikt poza mną i Draco nie może skąd wyjść i tu wchodzić. Jasne?

Theo się zgodził i Dean wyszedł.

— Nie sądzę, żeby magia Parkinsonów mogła to naprawić.

Wskazał na moją podartą i poszarpaną sukienkę.

Byłam rozczarowana, naprawdę mi się podobała.

— Zaraz wrócę — wymamrotałam i poszłam do pokoju Draco.

Przebrałam się w jedną z jego za dużych koszulek do Quidditcha i bokserki. Patrzyłam na siebie w lustrze, związując włosy w niedbały kok na czubku głowy. Miałam rozciętą brew, opuchniętą wargę, a na jednym z policzków już tworzył mi się siniak. Znalazłam też kilka płytkich ran na rękach i nogach, ale nie wyglądały groźnie. Wiedziałam jednak, że jutro będę obolała. Niektóre żebra nadal mnie bolały, gdy poruszałam się zbyt szybko.

Theo nalał dwa kieliszki wina i siedział na kanapie.

— Wydawało mi się to konieczne.

Wskazał na wino.

Tak było.

Theo w milczeniu chłonął moją odpowiedź, o tym, czego się dowiedziałam. Jego szczęka była zaciśnięta z wściekłości, ale nie przerywał. Po prostu trzymał mnie za rękę i słuchał. Płakałam przez większość czasu. Powiedziałam mu, jaki zimny i zdystansowany był Draco. Opowiedziałam mu, jak powalił Rona bez słowa. Oraz o mojej kłótni z Harrym.

— Słyszałam, że ktoś potrzebuje uzdrowienia — powiedział głos za nami.

Odwróciłam się na dźwięk miękkiego, kobiecego tonu i o mało się nie udławiłam. Narcyza Malfoy stała za kanapą. Miała na sobie szytą na miarę sukienkę i designerskie szpilki. Torebkę Channel ściskała w idealnie wypielęgnowanych dłoniach. Wyglądała, jakby właśnie zeszła z czerwonego dywanu. Nie, żeby przyszła mnie uleczyć.

Theo wstał i pocałował ją dwa razy w policzki.

— Draco powiedział, że ma dyptam, więc nie spakowałam swojego.

Rozmawiała z Draco. Zdusiłam w sobie przypływ zazdrości. Nie mogłam się doczekać, by z nim porozmawiać. Albo skręcić mu kark. Może jedno i drugie.

— Na balkonie przy gabinecie — poinstruowałam.

Theo skinął głową i zostawił nas dwie.

Narcyza przeszła wokół kanapy i stanęła przede mną.

— Dzień dobry, pani Malfoy — przywitałam się.

Nagle poczułam się naga pod jej spojrzeniem. W samej koszulce Draco i bokserkach czułam się, jakbym miała na sobie najbardziej skąpą bieliznę na świecie.

— Narcyza w zupełności wystarczy — rzekła z uśmiechem. — Miło cię znowu widzieć, Hermiono.

Starałam się nie skupiać na tym, w jakim cholernym wszechświecie dzisiaj żyłam. Draco traktował mnie dziś w chłodną obojętnością, a potem wysłał swoją matkę, żeby mnie uzdrowiła? Nic z tego nie miało sensu.

— Mogę? — zapytała, wskazując na miejsce obok mnie.

Skinęłam głową.

Wiedziała o nas wszystko. Draco powiedział, że ją o wszystkim poinformował. Mimo to Narcyza nie traktowała mnie z pogardą. Wyjęła różdżkę i kilka innych fiolek. Lekkie jak piórko dotknięcie moich ran przypominało mi moją matkę. Była taka delikatna i ostrożna w stosunku do wszystkich swoich pacjentów. Trudno było to znieść.

Narcyza w pewnym momencie chwyciła mnie za rękę i zaczęła leczyć drobne zadrapania na moim ramieniu, kiedy je odwróciła.

Zamarłyśmy oboje, patrząc na ślad, który zostawiła mi jej siostra prawie dziesięć lat temu. Palce Narcyzy drżały, kiedy trzymała mnie za ramię, i usłyszałam, jak głośno przełknęła ślinę.

— Ja… — wyjąkała i znowu przełknęła ślinę. — Bardzo przepraszam.

Zastawiałam się, czy była świadkiem tego, co Draco wyrył sobie na ciele w ramach pokuty.

— Nie ma czego wybaczać — wyszeptałam.

Narcyza była ofiarą tej cholernej wojny, tak jak my wszyscy. Draco opowiedział mi pewnej nocy o Wieczystej Przysiędze, którą złożyła z Severusem. Wiedziałam, że zrobiłaby wszystko dla swojego syna. I nigdy bym jej za to nie winiła. Draco wyjaśnił, że małżeństwo jego rodziców zostało zaaranżowane zaraz po narodzinach. Narcyza nigdy nie miała wyboru. Sama doświadczyła przemocy fizycznej, a także bólu, jaki odczuwała, patrząc, jak jej jedyne dziecko również jest katowane.

— Zbyt łatwo wybaczasz.

Uśmiechnęła się smutno.

— Nie trzymałaś noża w ręku.

— To był mój dom.

— Twoim obowiązkiem była ochrona syna. Zwłaszcza przed własną rodziną.

Jej oczy długo wpatrywały się w moje, jakby próbowała zrozumieć mój tok myślenia. Zastanawiałam się, czy nie próbuje czytać mi w myślach za pomocą Legilimencji, ale Draco powiedział, że poczułabym, gdyby ktoś próbował wejść do mojej głowy. I nie czułam żadnego wtargnięcia.

— Dziękuję.

Jej szept był ochrypły i pełen emocji. Zamrugała kilka razy i wróciła do leczenia. Poleciła Theo zaparzyć więcej dyptamu, więc był tym zajęty w kuchni.

Pozostałyśmy w komfortowej ciszy przez resztę badania. Pracowała metodycznie, opracowując każde zadrapanie, każdy siniak, każdy opuchnięty fragment mojego ciała. Byłaby z niej imponująca uzdrowicielka, gdyby tylko chciała.

— Żadnego wstrząsu mózgu — powiedziała. — Więc to dobrze. Tylko kilka stłuczonych żeber, które będą cię boleć przez kilka następnych dni.

Spojrzała na mnie jeszcze raz, zadowolona ze swojej diagnostyki.

— Mam nadzieję, że pan Weasley został za to pojmany? — zapytała ostrożnie.

— Sam wtrącę go do cholernego Azkabanu — rzekł Theo z kuchni.

— Nie za to — mruknęłam. — Sfałszował dokumenty, żeby sprzedać mnie agencji towarzyskiej i spłacić długi.

Nigdy nie widziałam, żeby Narcyza była tak oburzona. Szybko się uspokoiła, ale chwilę jej zajęło, zanim doszła do siebie.

— Jak udało mu się sfałszować twój podpis z różdżki?

Wzruszyłam ramionami. To było najważniejsze pytanie. Stało się to dwa tygodnie temu, a ja nie użyłam podpisu z różdżki od czasu założenia nowego konta w Gringocie. I nie było mowy, żeby którykolwiek z tych pracowników dał mu ten podpis. Zbyt łatwo fałszował dokumenty. Musiał mieć kogoś, kto mu pomaga. Jakieś zaklęcie albo…

— O mój Boże — wyszeptałam.

W moment wszystko zrozumiałam.

— O co chodzi? — zapytał Theo, wchodząc do salonu.

— Sklep z dowcipami.

Nie mogłam uwierzyć w to, co do mnie dotarło. George eksperymentował z piórem, żeby uczniowie mogli podrabiać podpisy rodziców z różdżek. Pomysł przyszedł mu do głowy, kiedy Harry nie mógł iść z nami do Hogsmeade.

— Znajome Pióro — wyjaśniłam. — Nie wiem, czy kiedykolwiek je sprzedawał, ale zrobił kilka na próbę. Może nie wystawił ich na sklepowe półki. Ale trzyma je na zapleczu. Ron zawsze pomagał w sklepie.

— Musimy powiedzieć Draco — powiedział Theo, zwracając się do Narcyzy.

— Pójdę prosto do Ministerstwa — zapewniła, pakując swoją małą torebkę.

— Możesz powiedzieć Deanowi, jeśli Draco będzie zajęty — dodałam. — Deanowi Thomasowi. Draco mu ufa.

— Załatwimy to — rzekła. — Zostań tutaj i odpocznij. Wypij napar z dyptamu, gdy Theodore skończy parzyć napar. Pomoże na żebra i ból.

— Dziękuję, Narcyzo — powiedziałam. — Za wszystko.

Miałam nadzieję, że zrozumiała, iż mam na myśli jej akceptację i tolerancję.

Uścisnęła moją dłoń, zanim poszła do kominka.

— Wyślę sowę z aktualizacją.

Theo i ja spędziliśmy resztę popołudnia na kanapie, oglądając stare filmy i zamawiając chińskie jedzenie na wynos. Narcyza wysłała sowę, że przekazała wiadomość, i natychmiast podjęli działania. O mało nie odetchnęłam z ulgą. Znalezienie pióra w jego posiadaniu dowiodłoby, że jestem niewinna. Musieli je znaleźć. Theo poinformował naszego przełożonego, że przez dwa kolejne dni nie będzie nas w pracy i byłam wdzięczna, że miałam o jedno mniej na głowie, ale to rozproszenie uwagi mogło być miłe.

W końcu sen wziął górę i obudziłam się w środku nocy, sama na środku łóżka Draco.

Przewróciłam się na drugi bok, jęcząc przez ból żeber, ale mimo wszystko udało mi się zasnąć. Rano wypiję więcej naparu, ale na razie chciałam pozostać nieprzytomna. Bez Rona, bez Draco, bez kłamstw, bez uczuć. Po prostu chciałam spać.

Zasypiając, mogłabym przysiąc, że widziałam Potwora siedzącego w kącie pokoju. Na jego twarzy malował się okrutny grymas, a szare oczy błyszczały w świetle księżyca.