[T] Złączeni: Rozdział 15

wtorek, 5 maja 2026

Zasada Przyjaźni numer 19: W razie wątpliwości, idź z tym do rady

(Propozycja: DM | Zatwierdzone: HG)

 

W piątek wieczorem spóźnili się do apartamentu Pansy, czekając na wciąż skruszoną Astorię, która miała udać się do Dworu, by podróżowali razem.

Mieszkanie Pansy, jak zawsze, było idealnym odbiciem jej osoby — elegancki, dyskretny luksus, każdy szczegół przemyślany. Hermiona zauważyła jedną zmianę: o wiele więcej roślin rosło wzdłuż szerokich, szklanych okien z widokiem na Londyn niż podczas jej ostatniej wizyty. Być może to znak, że Neville stale tu bywał.

Pansy, jak zawsze nieskazitelna gospodyni, powitała ich, niosąc tacę z koktajlami, a jej oczy powędrowały ku Astorii i lekko się rozszerzyły. Nie skomentowała, ale Hermiona dostrzegła niemal niezauważalne uniesienie brwi. Astoria była praktycznie przyklejona do Draco od… wizyty Narcyzy… w posiadłości Greengrassów w poniedziałkowy poranek.

Hermiona żałowała, że nie była muchą na ścianie. Mipsy próbowała właśnie uzyskać od skrzatów domowych Greengrassów szczegółowy opis tego, co się wydarzyło, ale jeszcze nie zdążyła się z nią skontaktować.

Niedługo potem podeszli Harry i Ron. Harry rzucił zaklęcie prywatności na całą trójkę, a właściwie na czwórkę, gdy Theo wcisnął się obok Hermiony. Zaklęcie wyciszało na tyle, by wyłączyć Draco z rozmowy, pozostawiając go fizycznie obok niej, przez wciąż złączone dłonie, pogrążonego w swobodnej konwersacji z Ginny i Lavender. Astoria, jak można było się spodziewać, przywarła do jego drugiego boku jak małpka.

— Co się dzieje, Miona? — zapytał Ron, wskazując brodą Astorię. — Harry powiedział, że zrobiła scenę w Ministerstwie.

Hermionie udało się przekazać Harry’emu jedynie szczątkowe podsumowanie w SMS-ie, aż do teraz nie mieli okazji porządnie pogawędzić. Rzuciwszy szybkie spojrzenie, by upewnić się, że zaklęcie jest skuteczne, wzięła głęboki oddech i zaczęła opowiadać o rocznicowej kolacji, Veritaserum, dociekliwych pytaniach, groźbach i reakcji Malfoyów następnego ranka.

Kiedy skończyła, trzy pary oczu wpatrywały się w nią, wszystkie szeroko otwarte i z opadniętymi szczękami.

Theo nie powiedział ani słowa. Zrobił krok naprzód, nachylił się do przestrzeni osobistej Draco i odezwał się cicho i ostro, tak że Astoria wyraźnie się wzdrygnęła. Jedną ręką odsunął ją od Draco, a drugą rzucił wokół siebie i Draco bańkę prywatności. W ciągu kilku sekund znaleźli się w sytuacji, która wyglądała na bardzo napiętą.

Harry, Ron i Hermiona odwrócili się do siebie dopiero po tym, jak zdecydowali, że Theo nie zamierza od razu skazać Astorii na Avadę.

— Draco może wnieść oskarżenie, wiesz? — powiedział Harry, teraz już całkiem poważnie.

Rozmawiała już o tym z Draco. Ale po tym, jak Lucjusz skonsultował się z zespołem prawnym, który potwierdził, że użycie Veritaserum do sprawdzenia wierności Draco nie jest podstawą do zerwania zaręczyn, Draco uznał, że to nie ma sensu.

— To tylko pogorszyłoby sprawę — mruknął, osuwając się na jej ramię po tym, jak Lucjusz przekazał jej wiadomość.

Hermiona pokręciła teraz głową i wyjaśniła, jak ściśle Malfoyowie są związani kontraktem.

Harry, jak na Aurora przystało, naciskał dalej.

— Powinien przynajmniej to zgłosić. Mieć dowód, na wypadek eskalacji.

Skinęła głową.

— Porozmawiam z nim. W przyszłym tygodniu.

Po drugiej stronie pomieszczenia Draco wciąż tkwił w bańce prywatności Theo. Wydawało się, że minęła wieczność, zanim Theo w końcu cofnął zaklęcie, a kiedy to zrobił, Hermiona była niemal pewna, że powodem, dla którego Astoria wierciła się na krześle, rozmawiając z Pansy, Neville’em i bliźniakami, był nie tyle dyskomfort, co swędzący urok. Zadowolona mina Theo nie do końca to ukrywała.

Blaise wybrał ten moment, by się pojawić, powitany wiwatami na tyle głośnymi, że niosły się po całym penthousie. Praca trzymała go z dala od większości ich ostatnich spotkań, ale jego wejście było równie płynne jak zawsze.

Draco patrzył, jak Blaise i Hermiona witają się, bez żadnej poufałości, żadnego znaku, że jeszcze w zeszłym tygodniu pieprzyli się na jej kanapie. Niestety mimowolnie obraz T-Rexa błysnął w umyśle Draco i teraz był prawie pewien, że rzucono na niego zaklęcie, by myślał o dinozaurach, ilekroć przebywali w tym samym pomieszczeniu.

Hermiona pochyliła się ku Draco, ściszając głos.

— Dobra, czas na radę. Gotowy przyznać się do porażki, Malfoy?

Uśmiechnął się ironicznie, pstrykając ją w nos.

— Nie ma mowy, Granger. Przygotuj się na schowanie dumy do kieszeni.

Hermiona machnięciem różdżki ściszyła muzykę.

— Dobra, ludzie, ważna sprawa.

To nie było niczym niezwykłym. Grupa dyskutowała o wszystkim: z którą drużyną podpisać kontrakt po wygaśnięciu obecnego (łatwe zwycięstwo Armat z Chudley), czy Harry powinien zamienić okulary na soczewki kontaktowe (głosowaniem jednogłośnie odrzucono), a nawet o etyce kradzieży z prywatnej piwniczki Lucjusza (głosowanie podzielone, w toku ponowne liczenie głosów).

Grupa weszła do salonu. Pansy jak zwykle siedziała na kolanach Neville’a. Astoria podeszła do Draco, próbując ułożyć się na nim, naśladując Pansy i Neville’a. Przesunął się na tyle, że wylądowała niezręcznie wciśnięta między niego a podłokietnik. Sądząc po uśmieszkach w całym pokoju, wszyscy to zauważyli.

— To — zaczęła Hermiona poważnym tonem — może być najpoważniejszą sprawą, jaką kiedykolwiek omawialiśmy. Malfoy i ja jesteśmy w impasie, a ja byłam świadkiem rzeczy, których nigdy — nigdy — nie zapomnę.

Draco skinął poważnie głową obok niej i oboje wyglądali tak, jakby mieli zamiar zaproponować projekt ustawy w Ministerstwie Magii, a nie kolejne absurdalne głosowanie grupowe.

— Pierwsze pytanie — powiedziała Hermiona. — Kto z was miał masaż?

Wszyscy unieśli ręce.

— Świetnie. — Uśmiechnęła się promiennie do Draco. Krok pierwszy wykonany. — Trzymajcie rękę w górze, jeśli to była magiczna firma.

Hermiona, Draco, Astoria, Pansy, Theo, Ginny, Lavender, Fred i Blaise unieśli ręce.

— Dobrze. A teraz — trzymajcie rękę w górze, jeśli wasz magiczny masaż zakończył się, powiedzmy… szczęśliwym zakończeniem.

Cisza.

Astoria spojrzała ze zdezorientowaniem na Draco.

Wszystkie ręce opadły. Z wyjątkiem Draco.

Theo niepewnie uniósł rękę.

— Liczy się, jeśli masuję się sam?

— Nie, palancie — zawołał George. — To tylko masturbacja.

Theo skinął głową, opuszczając rękę.

— Słuszna uwaga.

Wszyscy odwrócili się z powrotem do Draco. Ręka, którą uniósł tak pewnie, opadła, podobnie jak jego pewność siebie i błądził wzrokiem z niedowierzaniem.

— Więc… po prostu macie masaż i tyle? — zapytał, szczerze zbity z tropu.

Pansy przechyliła głowę.

— Draco… mówisz mi, że co tydzień, kiedy masz masaż… obciągają ci?

— Oczywiście, Pansy — odpowiedział Draco rzeczowym tonem. — To masaż.

Fred pochylił się do przodu.

— To nie masaż, Malfoy. To pocieranie i szarpanie.

Wszyscy wybuchli śmiechem. Twarz Ginny była tak czerwona, że musiała chwycić Rona za ramię, żeby się nie przewrócić.

— Chwila — wydyszała między chichotami — byliście tam razem, z powodu tej całej… sytuacji z ręką, i co, musiałaś patrzeć, jak mu zwaliła?

Hermiona skinęła głową.

— Gdy tylko się zorientowałam, co się dzieje, zatrzymałam masażystę, zanim zdążył… no wiecie… — znów wykonała ten dziwny gest — i szczerze mówiąc, powinnam była się domyślić, że coś jest nie tak, skoro spędził nieprzyzwoicie dużo czasu masując mi cycki.

— Opowiedz nam więcej o masażu cycków! — zawołał George, przekrzykując chaos.

Hermiona przewróciła oczami.

— Więc leżałam tam, bardzo starając się nie nawiązywać kontaktu wzrokowego, podczas gdy Draco… eee… kończył. A potem jego masażystka powiedziała… — Hermiona zmieniła akcent na przesadny, francuski — Brawo, Monsieur Draco!

Próbowała klaskać dla efektu, choć ich złączone dłonie sprawiały, że to było niezręczne.

To znowu wszystkich rozbawiło, bliźniaki wysyłali teraz do Draco buziaczki, skandując chórem:

Brawo, Monsieur Draco!

W tym momencie Astoria zerwała się na równe nogi, a złość emanowała z niej falami.

— Chyba się mylisz, Hermiono. — Wypowiedziała jej imię, jakby to było przekleństwo. — Zamówiłam masaż z renomowanej firmy, tej samej, z której usług ojciec korzysta dwa razy w tygodniu.

W pomieszczeniu na chwilę zapadła głucha cisza, gdy wszyscy zrozumieli jej słowa.

Pansy pierwsza się otrząsnęła.

— Tori… wynajęłaś dla Draco tę samą firmę… z której korzysta twój ojciec?

Astoria skinęła głową, jakby to kończyło dyskusję.

— A nazwa tej renomowanej firmy? — naciskała Pansy, głosem pełnym niewinności.

— Nie jestem pewna — odparła Astoria — ale ojciec kazał mi wysłać sowę do Madame Blanchard.

Madame Blanchard właścicielki burdelu? — zapytał Harry, zanim jego umysł dogonił usta.

Wszystkie głowy zwróciły się ku niemu.

Uniósł ręce w obronnym geście.

— W zeszłym roku zgłosiła się do Aurorów po pomoc w sprawie o wymuszenie. Cudowna kobieta. Ale, hmm… tak, zdecydowanie prowadzi burdel. Całkowicie legalnie... ale jednak… burdel.

— To musi być jakaś pomyłka — powtórzyła Astoria, a w jej głosie zagościła desperacja. — Specjalnie prosiłam ich, by wykonywali tę samą usługę, co ojcu!

Uśmiech Theo promieniał czystym, niefiltrowanym złem. Powoli upił łyk drinka, pozwalając ciszy się przeciągnąć, zanim powiedział wystarczająco głośno, by usłyszała go cała sala:

— Cóż. Wygląda na to, że Malcolm Greengrass lubi być regularnie macany przez obcych. Jaki teść… — celowo przesunął wzrok na Draco — taki zięć.

Pokój znów eksplodował śmiechem. Pansy zgięła się wpół, parkając. Fred i George omal nie spadli z kanapy. Ginny trzymała się za żebra, łapiąc powietrze. Nawet Harry ukrył twarz w dłoniach, a jego ramiona drżały.

— Na Merlina — wykrztusiła Ginny między śmiechami — musisz teraz wysłać ojcu Astorii kosz owoców z podziękowaniami.

Draco przewrócił oczami, ale nie próbował się bronić, co tylko sprawiło, że wszyscy zawyli jeszcze głośniej.

Astoria jednak się nie śmiała. Zamarła, a krew z jej twarzy odpłynęła, gdy zrozumiała, o co chodzi.

— Nie… nie, ojciec nie mógłby… ty nie mógłbyś…

Patrzyła między Draco, a grupą przyjaciół, jakby podłoga miała ją połknąć.

Pokonany Draco tylko wzruszył ramionami.

— Myślałem, że to normalne.

— W jakim świecie — wtrącił Ron, autentycznie zbity z tropu — to, że na masażu umówionym przez twoją narzeczoną, obca osoba ci obciąga, jest normalne, Fretko?

— Nie obciągali! — wrzasnęła Astoria, a jej głos odbił się echem od ścian.

— Och, oczywiście, że tak — odparł spokojnie Draco — co tydzień. Ty to umawiałaś.

— Nie! To musi być jakaś pomyłka! — powtórzyła, niemal błagalnie. — Muszę natychmiast porozmawiać z ojcem.

Po tych słowach obróciła się na pięcie i pobiegła do kominka z Siecią Fiuu znajdującego się w drugim pokoju, a drzwi zatrzasnęły się za nią.

Hermiona rozkoszowała się zwycięstwem, a samozadowolenie wręcz emanowało z niej. Draco, trzeba mu przyznać, niechętnie przyznał, że miała rację. Od tamtej pory, za każdym razem, gdy podawał komuś drinka lub odpowiadał na pytanie, w pokoju rozbrzmiewało chóralne Brawo, Monsieur Draco!.

W miarę jak wieczór mijał, Blaise podszedł do niego. Hermiona tańczyła na prowizorycznym parkiecie z Harrym, a właściwie próbowała to robić, choć ich złączone dłonie sprawiały, że ramię Draco od czasu do czasu poruszało się w rytm muzyki. Theo wkrótce dołączył do nich, więc Hermiona była teraz wciśnięta między dwóch mężczyzn, kołysząc się i tańcząc.

Blaise machnął różdżką, rzucając zaklęcie wyciszające, by nie musieli przekrzykiwać muzyki.

— Spodziewałem się, że dziś wieczorem mnie uderzysz — powiedział nonszalancko, popijając Ognistą Whisky.

Draco zaśmiał się krótko.

— Już nie jestem tym chłopakiem, Blaise.

Obaj spojrzeli z powrotem na parkiet. Hermiona używała teraz pustej butelki po winie jako mikrofonu, z rozwianymi włosami i błyszczącymi oczami. Draco poczuł, jak jego usta mimowolnie wyginając się w uśmiechu.

— Kochasz ją? — zapytał nagle Blaise’a.

Ten milczał przez chwilę, zanim odpowiedział:

— Mógłbym. Bardzo łatwo. — W jego głosie słychać było melancholię. — Ale nie jestem tym, którego ona chce i wolę, żeby była szczęśliwa.

Wzrok Draco zatrzymał się na Hermionie jeszcze przez chwilę, zanim się odwrócił, tylko po to, by zobaczyć, że Blaise uważnie mu się przygląda.

— Chcę, żebyście oboje byli szczęśliwi — powiedział cicho Blaise, mocno klepiąc go po ramieniu, po czym odszedł, by dołączyć do Neville’a.

Draco obserwował taniec Hermiony, a jego myśli wirowały.

Był tak zmęczony udawaniem.

Nie chciał już udawać.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

W końcu Hermiona wyślizgnęła się spomiędzy Harry’ego i Theo, gdy zaczęli się całować przez jej ramię. Po tym, jak zabłąkany język przycisnął się do jej ucha, szybko się wymknęła.

Znalazła się na kanapie, a Pansy pogrążona była w rozmowie z Draco o Astorii. Neville usiadł po jej drugiej stronie z ciepłym uśmiechem — zawsze dobrze się dogadywali — i po krótkiej rozmowie (w trakcie której Neville śmiał się z ich ostatniej, magicznej wpadki), wyciągnął telefon.

— Po dziesięciu latach w końcu zakwitł — powiedział dumnie, odwracając ekran w jej stronę.

Zdjęcie przedstawiało efektowną orchideę nietopezią w pełnym, dramatycznym rozkwicie.

Uśmiech Hermiony poszerzył się, gdy go rozpoznała. Kupiła tę rzadką orchideę jako prezent dla Neville’a dekadę temu, aby uczcić otwarcie jego apteki, mimo że nie miała ręki do roślin i prawdopodobnie nie powinien być jej powierzany na opiekę nawet kaktus. Pamiętała charytatywną wyprzedaż orchidei, na której ją znalazła… właściwie to był jeden z pierwszych razy, kiedy rozmawiała z Narcyzą po wojnie.

Coś ją dręczyło w głębi umysłu. Lekkie swędzenie.

Coś ważnego.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Ogień trzaskał w kominku pokoju Draco, gdy wrócili do Dworu. Przyjemnie podchmielony, Draco przyciągnął Hermionę do siebie, obejmując ją ramieniem za szyję tak, że ich złączone dłonie wpiły się w klatki piersiowe. Drugą rękę przesunął na jej plecy, przyciągając bliżej.

— Co robimy? — zapytała ciepłym, sennym głosem.

— Tańczymy — odpowiedział Draco po prostu.

Nie zadawała pytań, po prostu oparła głowę o jego pierś, gdy się kołysali.

— Dlaczego nie chcesz wyjść za Blaise’a? — zapytał po chwili.

Milczała, biorąc oddech, jakby chciała się uspokoić, i mruknęła, nie podnosząc głowy:

— Myślę, że z tego samego powodu, dla którego ty tak naprawdę nie chcesz poślubić Astorii.

Serce Draco podskoczyło śmiesznie. Nigdy o tym nie rozmawiali, nigdy nie mówili na głos o możliwości, że mogliby być kimś więcej.

— Jest ktoś inny — powiedział cicho.

Skinęła głową.

— No właśnie.

Jej oczy uniosły się ku niemu — miodowo-brązowe, lśniące od niewylanych łez — a to, co tam zobaczył, sprawiło, że chciał się śmiać lub płakać, widząc, jak bardzo jest to popieprzone. Uśmiechnęła się do niego blado, smutno.

Jak ktoś może wyglądać tak szczęśliwie, a jednocześnie tak boleśnie smutno? Wiedział, że jego twarz musi odzwierciedlać jej.

Miał już dość okłamywania samego siebie, udawania, odpychania myśli i uczuć, które zawsze czaiły się gdzieś w zakamarkach jego umysłu.

Wolną ręką objął jej policzek, kciukiem muskając skórę. Wsunęła palce we włosy na jego karku.

Nie był pewien, czy to szaleństwo, czy jasność umysłu, a może jedno i drugie, ale pochylił się i pocałował ją. Był to prawdopodobnie najbardziej niewinny pocałunek w jego życiu, a jednak czuł go do szpiku kości. Gwałtowny wdech, a potem jej usta musnęły jego, na ułamek sekundy.

Kiedy się od siebie odsunęli, ich usta zawisły w powietrzu na odległość zaledwie jednego oddechu. Przyjrzał się jej twarzy, upewniając się, że niczego nie przeoczył.

Nie przeoczył.

— Będę na ciebie czekać, Draco — wyszeptała łamiącym się głosem. — Tyle, ile będzie trzeba. — Zawahała się. — Jeśli mnie chcesz.

Oszołomiony Draco mógł tylko skinąć głową, mimowolnie roniąc łzy. Ona również przytaknęła i oparła głowę o jego pierś.

Przytulił ją mocniej, kołysząc się w rytm muzyki, którą tylko oni słyszeli.

Teraz, bardziej niż kiedykolwiek, musiał znaleźć sposób na wyrwanie się z tego kontraktu.

________________

Witajcie :) wreszcie doszło do pocałunku, cieszycie się? Szkoda tylko, że wszystko jest tak pogmatwane, ale mogę zapewnić, że niedługo nastąpi przełom. I to nie dlatego, że zostało tylko pięć rozdziałów. Możecie snuć teorie, co się wydarzy, z chęcią poczytam! :)

Następne rozdziały chciałabym opublikować w tym tygodniu, ale nie wiem jeszcze kiedy, możliwe że w okolicach weekendu.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Enjoy!

[T] Złączeni: Rozdział 14

wtorek, 5 maja 2026

Zasada Przyjaźni numer 34: Nie każde doświadczenie musi być wspólne.

(Propozycja: HG | Zatwierdzone: DM)

 

Po licznych szeptanych rozmowach między Draco i Astorią, na szczęście niesłyszanych przez Hermionę dzięki słuchawkom i stale odtwarzanej playliście, wydawało się, że osiągnięto swego rodzaju rozejm.

Pomijając fakt, że Astoria poskakiwała jak spłoszony kot za każdym razem, gdy Narcyza wchodziła do pokoju, wszystko wydawało się względnie spokojne. Draco nadal odmawiał całowania, a kiedy zapytała, czy mogłaby zostać na noc w środę, grzecznie, lecz stanowczo odmówił. Czyli lodowato? Tak. Wybuchowo? Nie dzisiaj.

Ale Hermiona była po prostu szczęśliwa, widząc Draco lekko podekscytowanego, ponieważ był czwartek.

Dzień Masażu.

I na Merlina, ten czarodziej uwielbiał masaże!

Astoria organizowała je dla Draco co tydzień, niedługo po zaręczynach, i zawsze miał zarezerwowany czas na szesnastą w czwartki.

Zapytał z wahaniem, czy powinien odwołać, póki byli złączeni, ale Hermiona, która kochała dobry masaż równie mocno, jak każda przepracowana czarownica, machnęła na to ręką.

Ona i Lavender od lat chodziły raz w miesiącu do tajskiego salonu masażu niedaleko jej mieszkania. Zawsze to był cudownie spędzony czas.

Gdy popołudnie zbliżało się ku końcowi, Draco znów się pojawił.

— Jesteś pewna, że nie powinienem odwołać dzisiejszej sesji? Albo następnych kilku tygodni?

— Nie, Draco — powiedziała Hermiona, drapiąc piórem zawzięcie po stercie papierów, które odziedziczyła jako Asystentka Głównego Aurora w tym miesiącu. — Powiedz im po prostu, że przyjdziemy razem. Będzie dobrze.

— Naprawdę nie masz nic przeciwko? — dopytywał, wciąż na nią patrząc.

Hermiona się roześmiała.

— Malfoy, masaże są całkiem normalne. Miałam pierwszy masaż w wieku dwunastu lat.

Oczy Draco o mało nie wyszły z orbit.

— Co? — wychrypiał.

— Byliśmy w Tajlandii. Tam są tak tanie, że chodziłyśmy z mamą codziennie.

— Miałaś dwanaście lat. I chodziłaś z mamą? — powtórzył, wyraźnie przerażony.

Powoli skinęła głową, teraz niepewna.

— Tak? Było cudownie.

Draco wciąż patrzył na nią tak, jakby wyrosła jej dodatkowa kończyna.

— Wiesz, że Lavender i ja też chodzimy na masaż raz w miesiącu — dodała, zerkając na niego.

Mrugnął.

— Weasley o tym wie? — zapytał ledwie słyszalnym szeptem.

— Eee, oczywiście? Uwielbia, kiedy robimy coś razem.

— Wow — mruknął niemal do siebie. — Nie sądziłem, że Łasica mógłby…

Hermiona rzuciła mu podejrzliwe spojrzenie.

Uśmiechnął się promiennie.

— Dobrze. Dam znać pani Blanchard.

Hermiona zatrzymała się na chwilę. Pani Blanchard? To było… bardzo formalne nazwisko jak na masażystkę. Ale z drugiej strony, nigdy nie korzystała z masażu w magicznym świecie, może to była jedna z tych eleganckich, francuskich firm, które Astoria chętnie rezerwowała. Pewnie mieli zaczarowane rękawice i egzotyczne, rzadkie olejki eteryczne.

Wzruszyła ramionami i wróciła do papierkowej roboty.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Draco niemal zaciągnął ją do kominka Ministerstwa, zdecydowany wrócić do Dworu punktualnie o szesnastej. Najwyraźniej stoły do masażu były już rozstawione w jednym z pokoi gościnnych w skrzydle Draco.

— Poprosiłem o masażystę dla ciebie — powiedział nonszalancko, czekając w kolejce.

— Och, nie mam nic przeciwko. Mężczyzna, kobieta — obojętnie.

Wzruszyła ramionami.

Draco uśmiechnął się szeroko, wyraźnie zachwycony.

— Wow, Granger. Dzięki temu dowiaduję się o tobie tylu rzeczy.

Uniósł ich splecione dłonie w teatralnym geście.

— A ty? — zapytała, gdy podeszli do kominka.

— No cóż, kobieta, oczywiście — powiedział, unosząc brew — ale czasami lubię masaż wykonywany przez mężczyzn, co przypomina mi moje eksperymenty sprzed lat.

Puścił jej figlarne oko.

Niepewna, jak to się ma do masażu, przewróciła oczami, ale nie mogła powstrzymać uśmiechu. Miło było widzieć Draco naprawdę radosnego po tym piekle, którego ostatnio doświadczył.

Zwykle Draco mówił, że przebiera się w puszysty szlafrok na masaże, ale zgodzili się, że łatwiej będzie owinąć się ogromnymi, białymi ręcznikami, które dla nich przygotowano — bez rękawów, bez zamieszania.

Draco drażnił się z nią, gdy zostawiła na sobie majtki, ale to był standard na wszystkich masażach, które miała w przeszłości. Mimo to, nie chcąc wyglądać na pruderyjną podczas swojego pierwszego, magicznego masażu, niechętnie je zdjęła. Draco, jak można było się spodziewać, rozebrał się do naga.

W pomieszczeniu było ciemno i ciepło, oświetlonym delikatnym migotaniem zaczarowanego światła świecy. Cicha muzyka sączyła się do wnętrza, a zapach wanilii i cynamonu unosił się w powietrzu, natychmiast ją relaksując.

Potem pojawili się masażyści.

Hermiona zamrugała.

Oboje wyglądali jak… postacie z pornosa o tematyce masażu.

Jej masażysta, Phillipe, był bez wątpienia jednym z najprzystojniejszych mężczyzn, jakich kiedykolwiek widziała. Wysoki, szeroki, umięśniony, ubrany jedynie w bardzo krótkie, białe szorty. Musiała świadomie zamknąć usta, zanim cokolwiek krępującego się z nich wydobyło.

Masażystka Draco, Soline, miała na sobie coś, co ledwie można było nazwać ubraniem — białe, obcisłe i tak krótkie, że Hermiona przysięgała, że jej sukienka sięgała do pasa. Obfite piersi wyglądały tak, jakby za chwilę miały wyskoczyć spod zapinanego na suwak topu, a długie, blond włosy miała zaplecione w elegancki warkocz.

Draco, ku jej zaskoczeniu, powitał ich oboje jak starych przyjaciół.

Oczywiście, że tak.

Stoły ustawiono blisko siebie, z wystarczającą ilością miejsca, by masażyści mogli się między nimi poruszać. Niewielkie przedłużenie łączyło boki, tak że ich złączone dłonie mogły spocząć na środku.

Ułożywszy się na brzuchu, Hermiona pozwoliła, by łagodna muzyka i kojące zapachy ją zrelaksowały, podczas gdy Phillipe zaczął masować. Choć wyglądał jak model prosto z wybiegu, mężczyzna wiedział, jak masować. Jego dłonie z wprawą przesuwały się po jej ramionach i plecach, ugniatając napięcie, o którym nawet nie wiedziała.

Pozwoliła myślom odpłynąć, gdy pracował niżej, przesuwając się w dół do jej nóg. Ten dotyk był mocny, ale kojący i wkrótce czuła się jak ciepła i pozbawiona kości papka. Potem odsunął ręcznik i zaczął masować jej pośladki.

Drgnęła z zaskoczenia.

To zazwyczaj było niedopuszczalne podczas mugolskiego masażu. Ale może to normalne w magicznym świecie? Mimo to nie mogła nie zauważyć, jak jego dłonie się zatrzymują, skupiając się na jej pośladkach.

Lekko się wierciła, gdy jego kciuki musnęły wewnętrzną stronę jej ud, ale gdy już miała coś powiedzieć, przesunął się w górę, na jej szyję i skórę głowy. Ten kojący ruch sprawił, że znów się rozpłynęła, a myśli odpłynęły.

Kiedy nadszedł czas, by przewrócić się na plecy, musieli wstać i niezręcznie zamienić się miejscami, mocno owijając się ręcznikami. Hermiona unikała kontaktu wzrokowego z innymi, usadawiając się na swoim miejscu, starając się udawać, że… nic ją nie rusza.

Gdy tylko się położyła, Philiipe ostrożnie otulił ręcznikiem jej biodra — tylko biodra — pozostawiając jej klatkę piersiową całkowicie odsłoniętą.

Otworzyła szeroko oczy i odwróciła głowę, by spojrzeć na Draco, ale zobaczyła, że jest całkowicie pochłonięty widokiem dekoltu Soline, unoszącego się nad jego twarzą. Jej top wyglądał tak, jakby w każdej chwili miał pęknąć i udusić go, ocierając się o niego w połowie ramienia.

Szczerze mówiąc, uduszenie przez wielkie piersi byłoby prawdopodobnie jego ulubionym sposobem na śmierć, pomyślała z chichotem.

Phillipe, po masowaniu jej ramion i dłoni, przeniósł się na brzuch i dolną część klatki piersiowej, powoli przesuwając dłonie w górę po jej bokach. Ale kiedy kontynuował masaż i zaczął masować jej piersi, Hermiona wydała z siebie zduszony dźwięk, coś pomiędzy westchnieniem a krzykiem.

No dobrze, to zdecydowanie nie był zwykły masaż.

Niestety, był… bardzo przyjemny. Nie chodziło o to, że Hermiona nie lubiła, gdy zwracano uwagę na jej biust, wręcz przeciwnie, bardzo jej się to podobało, ale wolałaby to robić w sypialni, a nie na stole do masażu z prawie obcym mężczyzną i najlepszym przyjacielem leżącym pół metra dalej.

Ale… może to było normalne?

Otworzyła jedno oko. Phillipe wyglądał na całkowicie pochłoniętego pracą, z pogodnym uśmiechem na twarzy. Spojrzała w dół i tak, sądząc po sytuacji w jego ciasnych spodenkach, zdecydowanie dobrze się bawił.

Zaczęło ją palić i mrowić, zdecydowanie nie powinna tego czuć podczas profesjonalnego masażu, więc poczuła ulgę, gdy w końcu zajął się jej nogami, zaczynając od kostek.

Draco obok niej jęknął. Głośno.

Pewnie bolał go mięsień, pomyślała. Dłonie Phillipe’a przesuwały się teraz w górę jej goleni i ud, ugniatając i wygładzając z wprawą.

Jęki Draco stawały się coraz głośniejsze.

Dużo głośniejsze.

Dłonie Phillipe’a przesunęły się wyżej, niebezpiecznie blisko…

I wtedy ją oświeciło.

Oczy Hermiony gwałtownie się otworzyły.

Odwróciła głowę na bok i natychmiast tego pożałowała. Dłonie Soline mocno zacisnęły się na Draco…

— O, Merlinie.

Zamknęła oczy, desperacko pragnąc zapomnieć o tym, co właśnie zobaczyła, akurat gdy dłonie Phillipe’a przesunęły się z jej ud na…

O, MERLINIE.

Zacisnęła wolną dłoń na jego nadgarstku z prędkością błyskawicy. Phillipe pochylił się i cicho wyszeptał jej do ucha:

— Pani nie pragnie la petite mort?

Oczy Hermiony rozszerzyły się z przerażenia. Słyszała jęki Draco, które teraz przybrały zupełnie obsceniczny ton. Soline szeptała coś chrapliwie i zachęcająco obok niego.

Hermiona stanowczo pokręciła głową.

— Nie, dziękuję. Możemy tu skończyć.

I mówiąc to…

Draco, również dość głośno, skończył.

— Brawo, Monsieur Draco! — wykrzyknęła radośnie Soline, klaszcząc w dłonie, jakby właśnie zdał egzamin.

Hermiona miała ochotę wpełznąć pod stół do masażu i umrzeć.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Dyskusja trwała przez cały prysznic, ubieranie się, aż do jadalni.

— To praca seksualna — powiedziała Hermiona, a irytacja przebijała się przez każdą sylabę.

— Nie, nie — odparł Draco, wciąż przekonany, że to był zwykły masaż.

— Jeśli kończy się orgazmem, to praca seksualna — odparła beznamiętnie Hermiona. — Wiesz, że nie mam nic przeciwko branży seksualnej… — kontynuowała, ale Draco przerwał jej leniwym machnięciem ręki.

— Tak, tak, wiem — istotny aspekt społeczeństwa, a wszechobecna, głęboko zakorzeniona mizoginia sprawia, że jest postrzegana, a przede wszystkim kobiety, za gorszą — Draco wyrecytował to jak dobrze wyuczoną przemowę.

— Pieprzyć patriarchat — powiedzieli chórem, uśmiechając się do siebie.

— Więc mówisz mi — zaczął powoli Draco — że na każdym masażu, który kiedykolwiek miałaś… po prostu cię masowali i tyle?

Patrzył tak, jakby to nie mogła być właściwa odpowiedź.

Hermiona stanowczo skinęła głową.

— Cóż, w pewnym sensie mi ulżyło — mruknął — bo kiedy powiedziałaś, że mając dwanaście lat, chodziłaś na masaż z mamą, zacząłem wątpić w swoje zdrowie psychiczne.

Patrzył naprawdę poważnym wzrokiem.

Hermiona wybuchła śmiechem, natychmiast podążając za tokiem jego myśli.

— O mój Boże — nie!

Popchnęła go na zbroję stojącą w korytarzu.

— Więc mówisz mi — powiedziała, a jej głos wciąż był rozbawiony — że każdy masaż, jaki kiedykolwiek miałeś, kończył się w ten sposób?

Wykonała niewyraźny gest dłonią, żeby uniknąć nieporozumienia.

Skinął głową bez zażenowania.

— Czy kiedykolwiek korzystałeś z masażu, zanim Astoria zaczęła je rezerwować? — dopytywała.

Draco zastanowił się przez chwilę.

— Chyba pani Pomfrey masowała mi nogę, kiedy złamałem ją w meczu Slytherin-Ravenclaw na czwartym roku.

— I ona…?

Hermiona powtórzyła ten sam wulgarny gest.

Draco cofnął się, odpychając ją najdalej, jak tylko pozwalały ich złączone dłonie.

Spierdalaj!

— Widzisz? — odgryzła się z samozadowoleniem.

— Mylisz się. To było lecznicze. Poza tym, miałem wtedy czternaście lat — odpowiedział Draco, pociągając nosem.

— Dobra, jest tylko jedno wyjście — powiedziała, a jej oczy błyszczały.

Spojrzał na nią podejrzliwie.

— Jakie?

— Pójdziemy z tym do rady.

___________

Witajcie :) ten rozdział to istny chaos i uśmiałam się jak nigdy. Ale kolejny będzie jeszcze lepszy, więc zapraszam. :D

[T] Złączeni: Rozdział 13

wtorek, 5 maja 2026

Witajcie :) dziś pora na kolejne rozdziały tego tłumaczenia. Dziś zostaną opublikowane trzy, zatem miłej lektury! :) 

_____________


Zasada Przyjaźni numer 33: Termin „KCCK” nigdy więcej nie zostanie wymówiony

(Propozycja: HG | Zatwierdzone z żalem: DM)

 

Śniadanie następnego ranka było skromne.

Hermiona nic nie powiedziała, kiedy się obudziła. Fort z poduszek zniknął, podobnie jak Astoria, a Draco wtulił się w jej plecy, ich złączone ramiona ciasno obejmowały jej talię. Coś ewidentnie poszło nie tak poprzedniej nocy, ale nie chciała ingerować w jego związek. Pogada z nią, gdy będzie gotowy.

Pośrodku delikatnego brzęku sztućców i delikatnej porcelany, Draco przemówił:

— Astoria odurzyła mnie wczoraj wieczorem Veritaserum.

Cisza. Trzy głowy gwałtownie odwróciły się w jego stronę — Lucjusz, Narcyza i Hermiona — i miały na twarzach ten sam wyraz oszołomienia i niedowierzania.

Co. Zrobiła?

Głos był ostry jak brzytwa, tak ostry, że Hermiona założyła, iż należał do Lucjusza.

Ale to nie był on.

Tylko Narcyza.

Ton jej głosu był niski i zimny, lecz płonął skrywanym gniewem. Jej twarz była jak krzemień, a niebieskie oczy stwardniały niczym stal. Hermiona zawsze wiedziała, że Narcyza ma tę stronę, ale nigdy nie była tego świadkiem.

Narcyza odsunęła krzesło, szykując się do wstania, ale Lucjusz wyciągnął rękę przez stół i delikatnie położył ją na jej dłoni.

— Zaczekaj, Cyziu — powiedział cicho. — Najpierw musimy wszystko usłyszeć.

— Draco — zachęcił syna Lucjusz, ciszej, ale władczym tonem mężczyzny, którym kiedyś był.

Nie był skierowany do samego Draco, ale odnosił się do powagi sytuacji.

Draco wziął głęboki oddech.

— Po kolacji… Hermiona zażyła eliksir na sen bez snów, więc Astoria i ja…

Wykonał ten sam niesprecyzowany gest dłonią, którym drażniła go Hermiona, co sprawiło, że natychmiast zapragnęła zażartować, że sam go teraz używa. Ale to nie był odpowiedni moment.

— Wlała mi go do Ognistej Whisky. Nie miałem pojęcia.

Twarz Narcyzy nawet nie drgnęła, ale biel jej kostek odbijała się na tle obrusu.

Draco kontynuował spokojnym głosem:

— Miała przygotowane pytania. O to, co myślę o jej ojcu. O posiadłości Malfoyów. Chciała znać szczegółowe dane na temat ilości złota, interesów i inwestycji.

Lucjusz wyraźnie się wzdrygnął. Kultura wymagała, by nie pytać o finanse innej rodziny. To było ordynarne. Wulgarne.

— A potem — dodał Draco, zerkając na rodziców — chciała wiedzieć, czy nadal mamy te same przekonania, co podczas wojny.

Hermiona zamrugała. Och.

No cóż… to w sumie miało sens.

Oczywiście Greengrassowie, zagorzali tradycjonaliści, chcieliby wiedzieć, czy odkupienie Malfoyów było autentyczne, czy chodziło tylko o dobry PR. Astoria nie tylko przyjmowała nazwisko, ale jednocześnie miała otrzymać dziedzictwo. Albo próbowała to zrobić.

— Coś jeszcze? — zapytał Lucjusz.

Draco skinął głową.

— Chcieli wiedzieć, czy próbujemy zerwać kontakt małżeński.

Lucjusz mruknął zamyślony, upijając łyk herbaty. Hermiona wiedziała, że Malfoyowie mają cały zespół prawników, którzy analizują drobny druk. Jeśli była jakaś luka prawna, na pewno ją znajdą.

— Dostałem ostrzeżenie — kontynuował Draco. — Jeśli wycofamy się z tego zobowiązania, Greengrassowie zamkną każdą organizację charytatywną dotyczącą mugoli i mugolaków, którą prowadzimy lub sponsorujemy.

Gwałtowny wdech przyciągnął wzrok Hermiony do Narcyzy.

Działalność charytatywna była całym życiem kobiety. I nie chodziło tylko o wybór ładnych ozdób na stół i zorganizowanie przekąsek. Spędzała dni na badaniu najtrudniejszych spraw, sprawdzaniu, kto i gdzie potrzebuje najwięcej pomocy, i spotykaniu się z ludźmi w terenie, alby upewnić się, że nikt nie zostanie pominięty. Była siłą napędową Lucjusza, doradzając mu, gdzie i kiedy wykorzystać swoje wpływy w Ministerstwie. Spędzała godziny na komisjach budżetowych i nadzorczych. A kiedy odkrywała nadużycia w wydawaniu pieniędzy z funduszy charytatywnych, bez wahania niszczyła reputację.

Grożenie organizacjom charytatywnym Narcyzy było jak wypowiedzenie wojny.

— I… — Draco zawahał się, zerkając na Hermionę i delikatnie ściskając jej dłoń — zapytała o Hermionę. O, eee… naturę naszej znajomości.

Brzuch Hermiony zaburczał. Bezgłośnie powiedziała Przepraszam do Draco, który wzruszył ramionami. Oczywiście, że przesłuchanie skierowałoby się w ich stronę. Jak mogłoby być inaczej?

— O co pytała, Draco?

Głos Narcyzy był spokojny, ale lodowaty.

— Czy jesteśmy w… intymnej relacji. Czymś więcej niż przyjaciółmi. — Lucjusz otworzył usta, żeby o coś zapytać, ale Draco szybko kontynuował. — Powiedziałem jej prawdę, oczywiście. Byliśmy i nadal jesteśmy przyjaciółmi. To wszystko.

Powiedział to ze spokojną pewnością siebie. Ale Hermiona nie przegapiła krótkiego błysku zaskoczenia, który przemknął między Lucjuszem a Narcyzą.

Zaraz… czy oni myśleli, że ona i Draco…

Nie.

Na pewno nie.

Narcyza zwróciła się do Lucjusza, a jej głos był ostry i wyrachowany.

— Czy użycie serum na Draco bez jego zgody wystarczy, by uruchomić klauzulę dobrostanu?

Lucjusz zastanowił się przez chwilę, po czym pokręcił głową.

— Nie. Mogliby wnieść kontrpropozycję, wykorzystując jako podstawę domniemaną niewierność.

— Nawet jeśli jest bezpodstawna? — zapytała Narcyza.

Lucjusz skinął głową.

— Jeśli będą naciskać, roszczenie nadal może się utrzymać. Wierność to jedna z kluczowych klauzul.

Narcyza skinęła głową, bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego, i wstała od stołu, wygładzając szaty z elegancką precyzją.

— Proszę mi wybaczyć — powiedziała chłodno. — Wygląda na to, że muszę kogoś odwiedzić.

Jej ton głosu był perfekcyjnie uprzejmy, ale każda wypowiedziana sylaba dźwięczała stalą. Szpony miała wysunięte i posługiwała się nimi z właściwą dla czarownicy czystej krwi gracją. Greengrassowie mieli kłopoty.

Gdy przechodziła, Lucjusz chwycił jej dłoń i z szacunkiem uniósł ją do ust.

— Moja dzielna żono — wymamrotał głosem przepełnionym oddaniem.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Astoria znalazła ich w Atrium Ministerstwa Magii. Hermiona i Draco wychodzili właśnie na lunch z Pansy i Ginny, gdy Astoria zmaterializowała się znikąd i rzuciła się na Draco.

Drakusiu, tak bardzo przepraszam! — zajęczała, a powietrze z sykiem wyleciało mu z płuc z głośnym „uff”, gdy uderzyła go w pierś.

To zupełnie nie pasowało do chłodnej, spokojnej i opanowanej Astorii Greengrass, którą Hermiona znała. Draco wyglądał na równie oszołomionego, niezręcznie wyciągając rękę, aż złapał ją za ramię i delikatnie oderwał. Jej oczy były zaczerwienione, idealnie ułożone włosy potargane i Hermiona mogła tylko stać z szeroko otwartymi ustami.

A potem Astoria padła na kolana.

Na kolana. Na środku Atrium Ministerstwa.

Przyciskając dłoń do ust, szlochała głośno — bardzo głośno — błagając o wybaczenie głosem przeznaczonym dla jak największej publiczności.

Hermiona i Draco wymienili spojrzenia nad głową Astorii, oboje z identycznymi minami w stylu co tu się, kurwa, działo?. Za nimi błysnęła lampa błyskowa aparatu.

Genialnie.

Hermiona rzuciła się do akcji, próbując przepchnąć ich w cichszy kąt Atrium. Jedną ręką starała się jak mogła, fizycznie odganiając gromadzący się tłum. Złapała wzrok Harry’ego, gdy przechodził, a jego twarzy miała dokładnie ten sam wyraz twarzy, który pytał co tu się dzieje, do cholery. Powiedziała bezgłośnie Później, a on bez słowa skręcił do kantyny.

Draco kucał teraz przed Astorią, mówiąc spokojnym, opanowanym tonem. Na szczęście, dzięki Merlinowi, głośne zawodzenie ucichło. Po kilku minutach oboje wstali, a Draco pomógł jej wstać, jak na dżentelmena przystało. Astoria najwyraźniej odebrała to jako sygnał do uścisku, ale Draco gwałtownie się cofnął, skutecznie ją odtrącając.

I czas na drugą rundę.

Hermiona odwróciła się, starając się zapewnić im odrobinę prywatności, podczas gdy całe Atrium udawało, że nie patrzy. Z wyjątkiem Cormaca McLaggena, który obserwował to tak, jakby to był najbardziej ekscytujący dramat roku. Kiedy dostrzegł, że Hermiona patrzy na niego gniewnie, miał czelność mrugnąć i wyciągnąć telefon.

Chwilę później jej własny zawibrował w kieszeni.

Dupek to była nazwa kontaktu — Draco kiedyś ją zmienił. Nie zadała sobie trudu, żeby przywrócić pierwotną.

 

Cześć piękna, kłopoty w raju? Podobno mam ci towarzyszyć podczas tego wielkiego dnia. Nie mogę się doczekać, aż zobaczę cię w czymś obcisłym… lub w niczym.

 

Żołądek Hermiony się ścisnął.

 

Spierdalaj, Cormac.

 

Wcisnęła Wyślij i spojrzała w górę akurat w momencie, gdy posyłał jej całusa, odchodząc.

Fuj.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Co zrobiła?

Głos Pansy rozbrzmiał piskliwie nad stolikiem w kawiarni, gdzie cała czwórka jadła lunch. Jej ciemne oczy zwęziły się w szparki, stanowiąc niesamowitą imitację Narcyzy z poranka.

— Zabiję ją — wrzasnęła, wibrując z wściekłości. — Draco, zabiję twoją narzeczoną.

— Uspokój się, Pansy. Proszę — powiedział Draco, podsuwając jej pełny kieliszek białego wina.

Wzięła łyk. Potem kolejny. Zatrzymała się. I wzięła trzeci.

— Dobrze. — odetchnęła głęboko. — Wyjaśnij.

I Draco to zrobił. Opowiedział wszystko. Pansy i Ginny były bardzo przejęte, miały szeroko otwarte oczy, łapczywie wzdychały, a idealnie zsynchronizowane Nie! podkreślało każdy moment opowieści.

Pansy i Ginny były takie same jak Draco i Hermiona. Bliźniacze płomienie. Ludzie, którzy po prostu się rozumieli. Ich przyjaźń wydawała się nieoczekiwana, ale teraz nabrała sensu.

Wszystko zaczęło się niedługo po wojnie. Po powrocie i ukończeniu ostatniego roku w Hogwarcie, rodzice Pansy natychmiast wydali ją za mąż za bardzo bogatego i bardzo starego czarodzieja czystej krwi z Belgii. Podobnie jak Draco, nie miała nic do powiedzenia. Kontrakt podpisano lata temu. W wieku dziewiętnastu lat wyszła więc za mąż za mężczyznę trzy razy starszego od siebie i przeprowadziła się do innego kraju.

To był smutny i samotny czas. Jej mąż nie interesował się nią poza spłodzeniem dziedzica, czego Pansy absolutnie odmawiała. Zdesperowana, zapisała się na lokalny, mugolski uniwersytet i studiowała prawo, kurczowo trzymając się nikłej nadziei, że nauczy się czegoś wystarczająco pożytecznego, by uwolnić się od kłopotów.

Nieświadoma tego Ginny właśnie przeniosła się do niższej ligi Quidditcha w Belgii po katastrofalnym pierwszym sezonie w Harpiach z Holyhead (Któż by pomyślał, że trauma wojenna i chłopak gej mogą wpłynąć na grę?). Spotkały się przypadkowo w piekarni w Brukseli — dwie wyczerpane czarownice, obie lekko załamane i spragnione bliskiej znajomości. Z nudów lub samotności zgodziły się spotkać ponownie. Nigdy nie przestały.

Przyjaźń rozkwitła natychmiast.

Ginny szybko doszła do siebie dzięki uzdrawianiu umysłu i odpowiedniemu treningowi, ale postanowiła zostać w Belgii dla Pansy. A kiedy mąż Pansy nagle zmarł na tajemniczą chorobę, wkrótce po tym, jak matka Blaise’a przyjechała z wizytą (której mężowie zazwyczaj umierali w niefortunny sposób), wreszcie była wolna.

Teraz była wykwalifikowaną prawniczką i kobietą z pokaźnym majątkiem. Razem wróciły do Anglii. Ginny dołączyła do drużyny bliżej domu, często podróżując, ale zawsze wracając. A Pansy? Nigdy się od niej nie oddalała.

Po tym, jak rozłożyły na czynniki pierwsze płonące ruiny zaręczyn Draco, Hermiona zwróciła się do Pansy.

— Więc… widziałam cię w ramionach Neville’a tamtego wieczoru na urodzinach Theo?

Oczy Ginny rozbłysły ledwo powstrzymaną radością, gdy Pansy uśmiechnęła się nieśmiało i skinęła głową.

— Wiesz, jak to mówią.. nie mogę się oprzeć KCCK — mruknęła, popijając wino.

— KCCK? — zapytała Hermiona, rozglądając się po stole.

Draco uśmiechnął się ironicznie.

— Kutas Czarodzieja Czystej Krwi — wyjaśniła Pansy.

— Największy i najlepszy, jaki istnieje — dodała Ginny, rozkładając szeroko ręce w geście, który sprawił, że Hermionie zakręciło się w głowie.

— To klątwa, drogie panie.

Draco westchnął dramatycznie, odchylając się do tyłu, jakby został zmuszony do dźwigania ciężaru strasznej choroby.

— Nie. — Hermiona się zaśmiała. — To nieprawda. Prawda?

Rozejrzała się.

Wszyscy skinęli głowami, śmiertelnie poważnie.

— Myślałby kto, że cały ten chów wsobny sprowadza się do hemofilii, a nie do... gigantycznych kutasów — mruknęła Pansy, wzruszając ramionami. — Ale ja nie narzekam. No weź, Hermiono, przecież wiesz, o czym mówię.

Mrugnęła.

Hermiona się zakrztusiła. Wiedziały o niej i Blaisie? A może, Merlinie broń, myślały, że sypia z Draco?

— Ron — dodała Pansy nonszalancko, widząc panikę na jej twarzy.

Ginny obok niej się zakrztusiła.

— Och — jęknęła Hermiona i ulga zalała ją falą.

Draco złapał jej spojrzenie i uśmiechnął się znacząco. Tak, zdecydowanie wiedział, o czym pomyślała.

— Cóż — rzekła, przypominając sobie swoje letnie, młodzieńcze schadzki z Ronem — mogę z absolutną pewnością powiedzieć, że dla mnie liczą się umiejętności, a nie rozmiar.

Pansy i Ginny wybuchły śmiechem.

Draco pochylił się, a jego głos zabrzmiał ciepło w uchu.

— Nie wolałabyś obu, Granger?

Zadrżała.