[T] Związek na pokaz: Oficjalnie jego (w pewnym sensie)

czwartek, 23 lipca 2026

 

Witajcie :) w czwartkowe popołudnie zapraszam na kolejny rozdział tłumaczenia. Idzie zaskakująco szybko, ale to dobrze, bo od sierpnia chciałabym publikować regularnie obie historie, zobaczymy, czy to wypali na dłuższą metę. Kolejnego rozdziału spodziewajcie się w weekend. Miłej lektury!


_____________

 

Rozdział 4: Oficjalnie jego (w pewnym sensie)

 

Dzień był wyjątkowo ciepły jak na tę porę roku, a noc wciąż niosła ślady tego ciepła, gdy Draco wyszedł na balkon swojego mieszkania ze szklanką Ognistej Whisky w dłoni. Było późno, już po północy, ale był zbyt wyczerpany by zasnąć. Zdjął już kamizelkę i krawat, które nosił wcześniej tego wieczoru, a rękawy koszuli podwinął do łokci, odsłaniając Mroczny Znak, który rzadko pokazywał. Oparł ręce o balustradę balkonu i obserwował świat z wysokości dwudziestego piątego piętra.

W dole migotały londyńskie światła i słyszał odległe odgłosy ruchu ulicznego, cichsze o tej porze dnia, ale ledwo je dostrzegał, bo jego myśli wróciły do kolacji z Granger wcześniej tego wieczoru.

Brzmiało to tak prosto, kiedy Theo żartobliwie zaproponował, żeby znalazł sobie dziewczynę na niby. Po prostu wybrać dziewczynę i udawać. Oczywiście, znalezienie takiej osoby nie było proste. Po rozważeniu dziesiątek innych, uznał Granger za idealną kandydatkę. Nie skłamał, mówiąc, że byłaby jego wymarzoną dziewczyną, gdyby nie ich wzajemna niechęć. Była Złotą Dziewczyną dla reszty czarodziejskiej społeczności, ale przez lata również żywym ucieleśnieniem wszystkich jego porażek i kłamstw dotyczących supremacji czystej krwi i jego miejsca na świecie, i nienawidził ją za to. Ta nienawiść zniknęła w chwili, gdy zobaczył ją pod nożem ciotki Bellatrix, kiedy nie widział już szlamy, a przerażoną dziewczynę, która nie zasługiwała na tortury, tylko dlatego, że jej rodzice byli mugolami.

Ale nawet jeśli już jej nienawidził, przez lata myślał, że ona nienawidzi jego. Co prawda, broniła go podczas procesu, ale nie miał złudzeń, że spowodowane to było jej upartą determinacją w walce o sprawiedliwość, a nie jakimkolwiek osobistym zainteresowaniem jego osobą. I nigdy nie odpisała na jego list z podziękowaniami i przeprosinami, który jej wysłał.

Naprawdę zaskoczył go fakt, że złożyła podanie o pracę w jego firmie. Zespół weryfikacyjny jasno dał do zrozumienia, że jej sytuacja finansowa staje się fatalna, ale jakaś część jego duszy wierzyła, że bez względu na to, jak fatalna by ona nie była, nigdy nie ubiegałaby się o pracę w jego firmie, gdyby nadal go nienawidziła. W końcu kiedyś wolała znosić tortury niż wyzbyć się swoich zasad.

Dziewczyna ze wszystkimi idealnymi cechami, ale bez ryzyka wzajemnego pociągu, była idealną kandydatką na jego udawaną partnerkę. Myślał, że mogliby po prostu udawać kilka razy w tygodniu — eskortowałby ją na kolacje i gale, udawałby uczucie przez kilka minut, ewentualnie zatańczyłby raz czy dwa razy i po prostu pozbył się matek z towarzystwa, debiutantek i własnej matki na kilka miesięcy. Granger z kolei miałaby wystarczająco dużo pieniędzy, żeby móc odetchnąć. Wzajemna transakcja biznesowa. Łatwizna.

Okazało się jednak, że wcale nie było to łatwe. Nie spodziewał się, że uzna ją za tak atrakcyjną, i to nie tylko za jej śliczną buzię. Zawsze wiedział, że jest inteligentna, ale przede wszystkim w pracowity i kujonowaty sposób. Nie spodziewał się, że będzie im się tak łatwo rozmawiało. Nie spodziewał się, że uzna ją za zabawną czy interesującą. Ale łatwo mu się z nią gawędziło. Nie czuł potrzeby, żeby się przed tym bronić, tak jak to robił podczas spotkań z poprzednimi dziewczynami, bo nie próbował zaciągnąć jej do łóżka i nie martwił się, że ona próbuje zaprowadzić go do ołtarza. Pod koniec trochę ją podpuszczał, kiedy zapytała o fizyczną stronę ich związku. Była tak zdenerwowana, że uznał to za urocze. Zamierzał się z nią tylko beztrosko pobawić, ale kiedy ją pocałował…

Pomyślał o tym pocałunku i poczuł, jak jego jądra się zaciskają. Na Merlina, jeszcze tego ranka założyłby się o wszystkie galeony ze swojego skarbca, że Hermiona Granger nigdy nie będzie w stanie tak na niego wpłynąć, ale kiedy już ją objął, nie chciał jej puścić. Była taka nieuważna i wrażliwa, i wydawała się równie zaskoczona swoim pożądaniem, co on. Smakowała jak miód, pachniała wanilią, goździkami i świeżymi jabłkami, a kiedy ją pocałował, miał wrażenie, że wszystkie myśli w jego umyśle uleciały wraz z dymem.

Po tym, jak się od niego odsunęła, zajęło mu dobrą minutę, żeby zebrać myśli, a nawet wtedy był zahipnotyzowany czerwonym śladem, który zostawił na jej szyi, który zapewne jutro zamieni się w siniak. I myślał tylko o przypływie satysfakcji, że naznaczył ją jako swoją.

I w tym tkwił jego dylemat. Nie powinien jej pragnąć. Nie powinien się nią przejmować. Cały sens posiadania udawanej dziewczyny polegał na uniknięciu min prawdziwego związku. Widział, że ona doszła do tego samego wniosku, a racjonalna, ostrożna część jego umysłu krzyczała, że powinien to wszystko przerwać, zanim zaangażuje się za bardzo. Mógł zapomnieć o dzisiejszym wieczorze, odepchnąć od siebie wspomnienia pocałunku. Mógł odejść, pewnego dnia poślubić czarownicę czystej krwi i mieć z nią dziecko albo cały miot, i po prostu wspominać Granger jako miły przerywnik. Ale potem wyznała, że już złożyła rezygnację i wiedział, że kości zostały rzucone. Potrzebowała pieniędzy, nigdy nie przyjmie od niego niczego w prezencie. Zdecydował, że doprowadzi to do końca.

— To relacja zawodowa. Utrzymamy ją na poziomie profesjonalnym — powiedział sam do siebie, upijając łyk Ognistej Whisky.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona dotarła do Malfoy Holdings o siedemnastej i tym razem miała się spotkać z Draco na trzydziestym drugim piętrze. Była zdenerwowana. Pocałunek z poprzedniego wieczoru nie dawał jej spokoju, wyżłobił się w jej pamięci i całą noc nie spała zbyt wiele. Bała się spojrzeć mu w oczy, bała się, że nie będzie w stanie przestać o nim myśleć. Bała się, że będzie zbytnio się z nią spoufalał. Jak miała sobie poradzić z tą relacją i utrzymać ją na zawodowym poziomie? Musiała zachować profesjonalizm, choćby dla własnego zdrowia psychicznego.

Wyglądało na to, że Draco miał ten sam pomysł. Wyglądał bardzo profesjonalnie, kiedy Hermiona wyszła z windy na trzydziestym drugim piętrze, gdzie na nią czekał.

— W porządku, Granger? — zapytał.

— Wszystko dobrze, dziękuję — powiedziała, starając się zachować spokój.

— Później na górze omówimy warunki twojej umowy o pracę, ale Mistrz Bergen już cię oczekuje. Tędy. — Wskazał drzwi na końcu korytarza i ruszyli. — Na tym piętrze i na dwóch niższych znajdują się pracownie eliksirów, ale laboratoria i biura Mistrza Bergena są na tym piętrze i tu też będziesz pracować.

— Jaka jest różnica między tym piętrem a pozostałymi piętrami?

— Mistrz Bergen zajmuje się nowymi produktami, zastrzeżonymi. Tworzę nowe eliksiry zarówno dla Świętego Munga, jak i Ministerstwa Magii. Kontrakt Ministerstwa obejmuje Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów i w ramach naszego podstawowego kontraktu wytwarzamy dla nich takie eliksiry jak Veritaserum czy Eliksir Wielosokowy, ale opracowujemy również kilka eksperymentalnym eliksirów, których Aurorzy mogą używać w terenie. Współpracujemy z uzdrowicielami ze Świętego Munga, aby opracować eliksiry lecznicze dotyczące konkretnych chorób. Wszystkie nowe eliksiry eksperymentalne są tutaj projektowane i testowane. Na piętrze pod nami wytwarzane są finalne eliksiry dla szpitala i Ministerstwa, a jeszcze niżej warzone są eliksiry sprzedawane do użytku domowego; eliksiry czyszczące, szampony i tym podobne.

Dotarli do drzwi na końcu korytarza. Nad nimi widniał napis Eliksiry Poziom 3. Drzwi wyglądały jak wszystkie inne w budynku, z tą różnicą, że nad klamką znajdowała się okrągła tabliczka. Draco wyjął różdżkę i nakreślił na niej serię run, a drzwi się otworzyły.

— Więc zwykła Alohomora tu nie zadziała? — zażartowała Hermiona.

— Absolutnie nie — odparł Draco, wpuszczając ją do środka.

W drzwiach powitał ich szczupły, starszy mężczyzna z łysiną, siwą brodą i wąsami. Miał rumianą cerę i nosił stare, szare szaty robocze, które wyglądały, jakby pamiętały lepsze czasy co najmniej dekadę temu, ale miał miłe oczy i promienny uśmiech na twarzy.

— Draco, mój chłopcze! A to jest urocza Fräulein Granger, jak mniemam? Miło poznać!

Wyciągnął rękę do uścisku.

— To dla mnie zaszczyt, Mistrzu Bergen — powiedziała Hermiona, ściskając jego dłoń. — Słyszałam o panu tak wiele i nie mogę się doczekać, aż będę miała okazję z panem pracować.

— Proszę, zapraszam, oprowadzę cię po moim laboratorium! — rzekł Mistrz Bergen z entuzjazmem małego dziecka w sklepie ze słodyczami.

Hermionie nie umknęło uwadze, że Mistrz Bergen uważał laboratorium za swoje, mimo że Draco stał tuż obok. Draco wyszeptał bezgłośnie Jego laboratorium, co sprawiło, że Hermiona stłumiła chichot, idąc za starszym czarodziejem.

Przestrzeń była ogromna. Jeden koniec zajmowały boksy biurowe. Była tam również strefa przechowywania składników na eliksiry, podzielona na suche i mokre, chłodnia, a także miejsce do kontroli temperatury i spełniania wymogów magicznego zabezpieczenia. Znajdowały się tu wszystkie składniki, które tylko mogła sobie wyobrazić.

— … i wszystkie nasze składniki pochodzą z etycznych źródeł, Fräulein — rzekł Mistrz Bergen. — Nalegałem na to. Wierzę, że sposób, w jaki pozyskujemy składniki, wpływa na końcowy efekt eliksirów, prawda?

— Tak!

Hermiona się rozpromieniła, szczypiąc się, żeby się upewnić, że to prawda.

W końcu dotarli do właściwych warzelni, gdzie znajdowało się około pięćdziesiąt stanowisk roboczych z różnymi rodzajami kotłów. Dziesiątki czarownic i czarodziejów pracowało przy swoich stanowiskach. Wszystko wyglądało na bardzo czyste i uporządkowane, a Hermiona była pewna, że to zasługa Mistrza Bergena. Niektórzy z pracowników podnosili wzrok, gdy ich mijali, skinieniem głowy witając Mistrza Bergena i Draco, a następnie z zainteresowaniem patrzyli na Hermionę.

— To moja drużyna — rzekł Mistrz Bergen, machając ręką. — Przedstawię ci ich, jak tylko zaczniesz tu pracować. — Podszedł do drzwi na końcu pomieszczenia i różdżką narysował runy na podkładce nad klamką. Otworzył drzwi. — A to moje laboratorium eksperymentalne.

Wprowadził Hermionę i Draco do środka.

To laboratorium było znacznie mniejsze niż główne, ale znajdowało się tu kilkanaście stanowisk roboczych. Trzy osoby pracowały przy swoich kotłach i wszyscy na chwilę podnieśli wzrok, gdy drzwi się otworzyły.

Mistrz Bergen szybko przedstawił Nicholasa, Alanę i Siergieja, pozostałych trzech starszych specjalistów ds. eliksirów, którzy pracowali z nim w wewnętrznym laboratorium eliksirów i nadzorowali pracowników z zewnętrznej części.

— Więc, tu będziesz pracować, Fräulein. Przygotuję dla ciebie stanowisko pracy i omówię projekty, które mam dla ciebie przygotowane, kiedy zaczniesz tu pracować. Od jakiegoś czasu pracuję nad eksperymentalnym eliksirem przywracającym pamięć, i jak sądzę, przydałaby mi się twoja wiedza w tym temacie. Zaczniemy od niego.

Hermiona spojrzała ostro na Draco, pewna, że to nie mógł być przypadek. Spotkał się z jej wzrokiem, a jego spokojne spojrzenie potwierdziło, że celowo wybrał dla niej ten projekt.

Mistrz Bergen zakończył oprowadzanie po laboratorium i powiedział:

— Miło było poznać, Fräulein Granger. Draco wspominał, że zaczynasz pracę u nas za około półtora tygodnia, ja?

— Tak — odparła Hermiona.

Mistrz Bergen podał jej pergamin.

— Oto kilka książek, które chciałbym, żebyś przejrzała, zanim zaczniesz tu pracować. Draco powiedział, że ci je zorganizuje, jeśli ich nie posiadasz.

Z zapałem wzięła listę, wykrzywiając usta z rozbawienia, że Mistrz Bergen nadal traktował Draco jak ucznia, a nie jak swojego szefa. Schowała listę do kieszeni.

— Zacznij od książek, a ich treść omówimy, jak zaczniesz, Fräulein — rzekł mężczyzna, podając jej dłoń.

Hermiona uścisnęła mu dłoń.

— Tak się cieszę, że będę z panem pracować — powiedziała, a jej oczy rozbłysły entuzjazmem.

Coś musiała mieć na twarzy, bo kiedy odwróciła się, żeby Draco odprowadził ją do swojego gabinetu, by omówić warunki umowy o pracę, na jego twarzy pojawił się zakłopotany uśmiech.

Weszli do jego gabinetu na czterdziestym piątym piętrze.

— Jesteś głodna, Granger? — zapytał Draco, przechodząc przez próg. — Mógłbym zamówić kolację, żebyśmy mogli ją zjeść, gdy będziemy omawiać umowy.

— Och — Głos Hermiony zadrżał. — Nie… nie spodziewałam się, że zjem z tobą kolację. Mam już plany na wieczór.

Nic nie powiedział, ale wyczuła w jego mowie ciała pewne napięcie, gdy podniósł z biurka plik pergaminów, co świadczyło o jego niezadowoleniu z odpowiedzi.

— To tylko Harry, Ginny i Luna — wyjaśniła, choć zastanawiała się, dlaczego zależało jej na tym, żeby go udobruchać.

Nie był jej chłopakiem. Nie był nawet jej udawanym chłopakiem. Mimo to, udobruchanie zdawało się działać, ponieważ napięcie nieco ustąpiło z jego ramion.

— Chociaż napijmy się herbaty — zasugerował, wołając: — Mipsy!

Skrzatka aportowała się do gabinetu Draco z trzaskiem. Hermiona aż się zawahała, widząc Mipsy ubraną w coś, co wyglądało na miniaturową, różową, satynową suknię balową, z małą, czerwoną czapeczką baseballową na głowie.

— Panie?

— Poproszę serwis do herbaty — rozkazał.

— Tak, Panie — powiedziała skrzatka i zniknęła z kolejnym trzaskiem.

— Usiądź, Granger — mruknął, wskazując na kanapy przy oknach. Usiedli na tej samej kanapie i Draco podał jej kilka pergaminów. — Normalnie zlecam kadrom zajmowanie się umowami o pracę, ale ponieważ mamy zawrzeć także umowę między nami, powiedziałem im, że sam się tym zajmę. To jest umowa o pracę dotycząca twojej pracy w laboratorium eliksirów. Obejmuje wynagrodzenie, urlop i zwolnienie lekarskie. Jest też dożywotnia klauzula poufności, która stanie się magicznie wiążąca po podpisaniu umowy.

Wyczarował piękne, nakrapiane pióro oraz kałamarz i podał je Hermionie, gdy ta przeglądała umowę.

W międzyczasie Mipsy wróciła z ogromną tacą zawierającą serwis do herbaty, kanapki, malutkie tarty na słono i słodko oraz ciasteczka. Nalała im herbaty, a Draco skinął głową, pozwalając jej zniknąć.

— Zjedz kanapkę, Granger — zaproponował.

— Nie jestem głodna — powiedziała, przesuwając wzrokiem po pergaminie.

— Wiem, że nie zjadłaś obiadu — mruknął. — Zjedz kanapkę.

— Skąd możesz to wiedzieć? — zapytała, odwracając uwagę.

— Znam cię od dziecka — odparł. — W dni egzaminów zawsze byłaś w bibliotece i potrafiłaś nie jeść cały dzień. Założę się o wszystko, że cały dzień próbowałaś wszystko zorganizować dla swojego zastępcy w Ministerstwie i przez to nie zjadłaś obiadu.

Hermiona zamrugała. Zwracał na nią uwagę podczas szkolnych lat? Oszołomiona, wzięła małą kanapkę z ogórkiem, którą podał jej Draco, i ugryzła ją. Właśnie wtedy zdała sobie sprawę, jak bardzo była głodna. Kanapka była przepyszna.

— Dziękuję — powiedziała.

Jadła, kończąc przeglądać dokumenty, które jej podał, a potem nieświadomie upiła łyk herbaty.

— Jakieś pytania? — zapytał, kiedy odłożyła pergaminy.

Pokręciła głową.

— To wszystko jest oczywiste.

Wzięła pióro i podpisała umowę oraz klauzulę o zachowaniu poufności. Kiedy ją podpisała, poczuła mrowienie w ramieniu, gdy magia klauzuli ją zawiązała. Oddała dokumenty Draco.

— Jeśli chodzi o listę książek, którą dał ci Mistrz Bergen, masz którąś z nich?

Wyciągnęła z kieszeni listę. Tytuły ją zaskoczyły, ponieważ były to zarówno magiczne jak i mugolskie książki. Księgi o warzeniu eliksirów, a także te dotyczące współczesnej, mugolskiej numerologii i podręczniki do farmakologii.

— Mam dwie książki z tej listy, ale o pozostałych siedmiu nic nie słyszałam.

— Które?

Podała mu listę.

— Te dwie mam.

Wskazała tytuły.

Draco przez chwilę analizował spis.

— Pozostałe wyślę ci sową do mieszkania w ten weekend, żebyś mogła się z nimi zapoznać.

— Dziękuję — powiedziała, spinając się. Przypomniała sobie pytanie, które chciała mu wcześniej zadać: — Panie Malfoy…

— Mów mi Draco — poprosił. — Przynajmniej kiedy jesteśmy sami.

Policzki Hermiony poczerwieniały.

— Nadal mówisz do mnie Granger.

— Z przyzwyczajenia — odparł z uśmiechem. — Ale dziwnie słyszeć, że mówisz do mnie panie Malfoy.

— Mal… Draco, czy poprosiłeś Mistrza Bergena, żebym pracowała z nim nad eliksirem przywracającym pamięć?

— Oczywiście.

— Czy… czy on wie o moich rodzicach? — zapytała z napięciem w głosie.

Część jej wciąż była zła, że Draco dowiedział się o jej rodzicach od osób trzecich, a część niepokoiła się, że teraz więcej osób pozna jej sekret.

— Nie — rzekł. — Tylko powiedziałem mu, że możesz być zainteresowana tym projektem. Ale pomyślałem, że chciałabyś nad nim popracować, bo to może być coś, co potencjalnie pomoże twoim rodzicom. Mistrz Bergen współpracuje z naukowcami z Instytutu DuPont w Szwajcarii i uważają, że jeśli uda im się sprawić, by ten eliksir zadziałał, może on pomóc pacjentom zmagającym się z utratą pamięci spowodowaną udarami, wypadkami i magicznymi zaklęciami.

— Och — jęknęła i gniew, który czuła, nieco zmalał. Nie spodziewała się po nim takiej troskliwości. — Masz rację. Bardzo chętnie zajmę się tym projektem.

— Dobrze — powiedział, podając jej ciasteczko. — Spróbuj kruchych ciasteczek.

Wzięła jedno, a Draco wyciągnął drugi plik pergaminów.

— To jest… eee… druga umowa — zaczął. — Określa warunki, które omawialiśmy. Minimum trzy wyjścia tygodniowo, chyba że w międzyczasie coś wypadnie, ale zostaniesz o tym poinformowana z wyprzedzeniem. Niedzielne popołudnia masz wolne, z zastrzeżeniem, że gdyby zaszły zmiany, zostaniesz o tym poinformowana. Wynagrodzenie będzie wpłacane do twojego skarbca w Banku Gringotta pierwszego dnia każdego miesiąca. Plus magicznie wiążąca klauzula o zachowaniu poufności. Oraz zobowiązanie, że nie będziesz spotykać się z innymi czarodziejami ani mugolami w okresie obowiązywania tej umowy.

Hermiona odłożyła ciasteczko i wzięła od niego pergamin. Czytając go, ponownie uderzyła ją bliskość Draco. Ledwo mogła na niego patrzeć, nie myśląc o pocałunku z zeszłego wieczora. Byłoby o wiele łatwiej, gdyby był tym zimnym Draco, którego znała przez szkolne lata. Mogłaby zachować zimną krew przy tamtym Draco. Ten, który ją całował, karmił kanapkami i myślał o jej rodzicach, wytrącał ją z równowagi. Musiała sobie przypomnieć, że to nie jest równorzędna relacja i że kiedy to podpisze, będzie do niego należeć w sposób, w jaki nigdy wcześniej nie należała do nikogo. Kolejna myśl przyszła jej do głowy, gdy czytała zapisy w dokumencie.

— Ale chwila! — zaprotestowała. — Nie ma tu żadnego zapisu, który zabraniałby ci spotykać się z innymi czarownicami podczas naszej relacji.

— Cały sens tego układu polega na tym, że nie chcę spotykać się z innymi czarownicami — mruknął.

— Malfoy!

— Draco — przypomniał jej. — Dobrze. Poprawię to — obiecał, biorąc pióro do ręki i zmieniając treść umowy. — Teraz oboje jesteśmy dla siebie na wyłączność. Pasuje ci to?

Skinęła głową, zastanawiając się, dlaczego ją to obchodzi. Przecież nie zdradzałby jej tak naprawdę, skoro nie byli w prawdziwym związku. Czy to dlatego, że nie chciała wyjść na idiotkę? A może po prostu dlatego, że niesprawiedliwie byłoby z jego strony wymuszać od niej wierność bez wzajemności? A może po prostu jakaś jej cząstka naprawdę przejmowała się tym, czy Draco mógłby spotykać się z innymi kobietami?

Skończyła czytać dokumenty i siedziała przez chwilę z piórem uniesionym nad miejscem, w którym miała złożyć podpis. Czy naprawdę to robiła? Pomyślała o rodzicach i o pracowaniu nad eliksirem przywracającym pamięć. Musiała zrobić wszystko, co w jej mocy, by pomóc im się otrząsnąć po tym, co zrobiła. Była im to winna. Spojrzała Draco w oczy i zebrała się w sobie. Dam radę, powiedziała sobie.

Podpisała umowę.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— No to już oficjalnie — powiedziała Hermiona Harry’emu, Ginny i Lunie podczas kolacji tego wieczoru. — Za półtora tygodnia zaczynam pracę w Malfoy Holdings w laboratorium eliksirów.

— Wciąż nie mogę uwierzyć, że będziesz pracować dla fretki — powiedziała Ginny, popijając sok dyniowy.

— Będę pracować w laboratorium eliksirów, a nie w biurze Malfoya. Mistrz Eliksirów… Mistrz Bergen był taki uroczy i wiem, że wiele się od niego nauczę — rzekła, starając się przedstawić swoje plany w jak najlepszym świetle. — Poza tym chyba mówiłaś, że Malfoy nie jest już taki zły?

— Dogadujemy się lepiej niż w szkole — odparł powoli Harry. — I muszę przyznać, że ma świetną relację z Teddym. Ale… Miona, czy na pewno wszystko w porządku? To po prostu takie niepodobne do siebie, żeby dokonać tak drastycznych zmian w życiu.

Nie masz pojęcia, jak drastycznie się wszystko zmieni, pomyślała.

— To dla mnie wspaniała okazja — nalegała, dodając: — Chciałabym, żebyście przestali się o mnie martwić i chociaż raz cieszyli się moim szczęściem.

— Hermiona ma rację — wtrąciła Luna. — Myślę, że to będzie dla niej dobra zmiana.

— Dlaczego tak mówisz?

— Przez ostatnie kilka miesięcy jej aura słabła, ale dziś czuję, że stała się silniejsza niż ostatnim razem, gdy ją widziałam. Jest o wiele mniej gnębiwtrysków wokół ciebie. Kilka miesięcy temu byłaś nimi otoczona. Malfoy musi wydobywać z ciebie coś dobrego.

— Och, nie pracuję z Malfoyem! — zaprotestowała Hermiona, czując, że jej głos staje się nieco za wysoki i głośny przez kłamstwo, które właśnie wypowiedziała.

— Hmmm… — Westchnęła Luna, przechylając głowę. Ponownie spojrzała na Hermionę krytycznym wzrokiem. — Może powinnaś.

[T] Związek na pokaz: W Szmaragdowym Globie

wtorek, 21 lipca 2026

 

Witajcie :) we wtorkowy wieczór zapraszam na kolejny rozdział tłumaczenia. Będzie dość długi, ale powinien Wam się spodobać, bo opisuje pierwszą, szczerą rozmowę naszej ulubionej pary. Możliwe, że kolejny rozdział wpadnie pod koniec tego tygodnia. Miłej lektury!

 

____________

 

Rozdział 3: W Szmaragdowym Globie

 

Hermiona potrzebowała trzech dni, żeby przemyśleć propozycję Draco. W sumie, zanim opuściła jego gabinet, podjęła decyzję o jej przyjęciu. Te trzy dni miały jej pomóc w pogodzeniu się z tym, co zamierzała zrobić. Miały stłumić panikę, którą czuła, próbując wyobrazić sobie konsekwencje bycia udawaną dziewczyną Draco Malfoya. Powiedział, że nie będą uprawiali seksu, ale czego od niej oczekiwał? Jak często będzie musiała się z nim widywać? Wzdrygnęła się, wyobrażając sobie nagłówki w Proroku Codziennym. Drżała na samą myśl o tym, co powiedzą jej przyjaciele. Co pomyślą Ginny lub Harry? I jak się będzie czuła, gdy przez długi czas będzie musiała przebywać w bliskim kontakcie z Draco Malfoyem? Czy będzie oczekiwał, że zamieszka z nim we Dworze Malfoyów? Ta myśl sprawiła, że blizna „Szlama” na jej ramieniu zaczęła swędzieć i piec.

Kilka razy dziennie decydowała się na odmówienie i odrzucenie oferty. Często spoglądała również na wyciąg z konta z Banku Gringotta i rachunki z Instytutu w Parkwood, przypominając sobie, jak bardzo potrzebowała takiej okazji.

W końcu wysłała Draco sowę z prośbą o spotkanie, podczas którego chciała zadać mu kilka pytań.

Godzinę później nadeszła jego odpowiedź, w której zaproponował spotkanie na kolacji tego wieczoru w lokalu zwanym Szmaragdowym Globem. Do zwoju dołączony był mały kluczyk ze szmaragdem w środku. Ponieważ nie jesteś członkinią klubu, będziesz potrzebować tego klucza, żeby wejść do środka — głosiła notatka.

Hermiona przeszukała swoją szafę, próbując znaleźć coś, co uznałaby za stosowne. Większość jej roboczych szat była zbyt formalna lub zbyt sztywna. Jej mugolskie ubrania były przeważnie zbyt swobodne, ale znalazło się tam kilka ładnych sukienek, które kiedyś należały do jej matki. Ostatecznie wybrała szarą, jedwabną sukienkę w kształcie litery A z dekoltem w łódkę, która ładnie podkreślała jej kształty, ale była na tyle skromna, że nie wzbudzałaby zbytniego zainteresowania czarodziejów. Rzadko akcentowała swoją garderobę, ale tym razem dodała do niej jedyny skarb, jaki posiadała — broszkę z diamentami i różowym szafirem w kształcie irysa, która kiedyś należała do jej babci.

Chwytając mały kluczyk, który Draco jej podarował, wzięła różdżkę i aportowała się przed wejściem do Szmaragdowego Globu. Pokazała kluczyk czarodziejowi przy drzwiach i została wprowadzona do środka, gdzie ładna kelnerka zaprowadziła ją do loży z tyłu. Otaczały ją ciemnozielone, jedwabne zasłony, które kelnerka odsunęła, by wpuścić Hermionę.

Draco już czekał w środku. Wstał, kiedy weszła. Gdy Hermiona usiadła, kelnerka podała im menu.

— Wystarczy stuknąć różdżką w menu, żeby zamówić — poinstruowała, po czym zasunęła zasłony i odeszła.

Hermiona poczuła lekką klaustrofobię, uświadamiając sobie, że siedzi w bardzo intymnym miejscu, z jedynym czarodziejem w całej Wielkiej Brytanii, który najbardziej ją niepokoił. Był ubrany tak, jakby dopiero co wrócił z pracy, choć zdjął marynarkę, a na białą koszulę nałożył granatową kamizelkę w jodełkę. Pod szyją miał zawiązany szary krawat. Pomimo późnej pory wyglądał świeżo i elegancko, jakby dopiero co rozpoczął dzień. I był przystojny. Zbyt przystojny. Hermiona poczuła dreszcz zdenerwowania przez jego bliskość.

— Witaj, Granger — powiedział, siadając z powrotem. — Wyglądasz bardzo ładnie.

— Dziękuję — odpowiedziała, starając się usiąść tak, by uniknąć przypadkowego otarcia się o niego, nie wyglądając jednocześnie na osobę, która stara się go unikać.

Draco nie dał się nabrać i zobaczyła, jak wykrzywia usta — nie wiedziała, czy z rozbawienia, czy z irytacji.

— Czy siedzenie z byłym Śmierciożercą jest naprawdę takie odrażające? — zapytał.

— Jestem zaskoczona, że chcesz siedzieć tak blisko szlamy — wyrzuciła z siebie, zanim zdała sobie sprawę z tego, co powiedziała.

Zaczerwieniła się. Musiała pamiętać, że nie jest na równym poziomie z tym mężczyzną.

Draco z kolei zbladł na jej słowa.

— Granger… ja… ja już taki nie jestem. Nie obchodzą mnie takie rzeczy i to od dawna. Przepraszam, że kiedykolwiek cię tak nazywałem. I przepraszam za to, jak okropnie cię traktowałem, kiedy byliśmy dziećmi. I… za to, co ci się przydarzyło, kiedy byłaś we Dworze.

Hermiona była zaskoczona przeprosinami. Nigdy nie winiła go za to, co wydarzyło się we Dworze, a poza tym chciała wierzyć, że wybaczyła mu to, że dawno temu nazywał ją szlamą, że był dzieckiem, które papugowało fanatyzm, którego nauczył się od rodziców. Poza tym, lata temu dostała od niego list z przeprosinami za te same rzeczy, o których wspomniał dzisiaj. Jednak dopiero gdy wypowiedział te słowa na głos, Hermiona uświadomiła sobie, jak bardzo pragnęła — a właściwie potrzebowała — usłyszeć te słowa od niego. Poczuła, jak jej sztywność wobec niego nieco maleje i uśmiechnęła się lekko.

— Dziękuję, że to powiedziałeś — mruknęła w końcu.

— Mówiłem poważnie, że wyglądasz bardzo ładnie — powtórzył, najwyraźniej zadowolony z odejścia od drażliwego tematu. — A to bardzo efektowna broszka. Dzieło goblinów?

— Nie, pochodzenie tej broszki jest bardzo mugolskie. Należała do mojej babci — powiedziała. — Otrzymała ją w prezencie za zasługi dla Rodziny Królewskiej od Królowej Matki, gdy była młoda.

— Królowej Matki? — dopytywał, wciąż wpatrując się w broszkę.

— Słyszałeś o matce obecnej królowej Anglii? Zmarła niedawno, ale po owdowieniu w latach pięćdziesiątych wybrano ją na królową i również nazywała się królowa Elżbieta, więc dla odróżnienia od jej córki, nazywano ją Królową Matką. Brzmi to głupio, kiedy się to tak interpretuje, ale my, Brytyjczycy, jesteśmy specyficznym narodem.

Usta Draco drgnęły.

— Wiedziałaś, że jeden z moich przodków próbował oświadczyć się pierwszej królowej Elżbiecie w szesnastym wieku?

— Cóż, skoro nigdy nie wyszła za mąż, założę się, że odmówiła. Jak on się nazywał?

— To był pierwszy Lucjusz Malfoy — rzekł.

— Więc to imię nigdy nie wróżyło nic dobrego, prawda? — mruknęła bez namysłu.

Zakryła usta dłonią, uświadamiając sobie, co powiedziała, ale Draco był rozbawiony.

— Masz rację, Granger — powiedział. Potem, ponieważ wciąż wyglądała na zawstydzoną, wskazał na menu. — Może zajrzysz do środka i wybierzesz, co chcesz zamówić na kolację? Cielęcina jest dobra, ale polecam kaczkę. Szef kuchni ma bardzo dobry sos z malin zredukowany winem porto. Ale wybierz, co chcesz.

Hermiona oderwała wzrok od Draco i spojrzała na swoje menu, czując się nieco zdezorientowana. W poprzednich ich interakcjach Draco nie starał się być dla niej miły, ale zdała sobie sprawę, że kiedy chciał, potrafił być bardzo czarujący. Przez ułamek sekundy czuła się, jakby była z nim na prawdziwej randce, a nie na spotkaniu biznesowym, na którym mieli omówić zasady bycia jego udawaną dziewczyną.

Zapadła chwila ciszy, podczas której analizowali swoje menu. Hermiona zdecydowała się wybrać kaczkę, którą polecił Draco. Lubiła kaczkę i czuła, że może go trochę zmiękczyć, decydując się na danie przez niego sugerowane. Wybrała lekką sałatkę na przystawkę, a następnie stuknęła w menu, aby wybrać danie główne.

— Też zamówiłeś kaczkę? — zapytała, widząc, jak Draco stuka w menu.

— Wybrałem jagnięcinę — powiedział.

— Ale myślałam, że kaczka jest najlepsza!

— Tak, Granger, ale jadałem tu kaczkę wiele razy. Potrzebuję odmiany. Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza, ale zamówiłem dla nas wino Bordeaux.

— Dziękuję — mruknęła.

Zapadła cisza i Hermiona rozpaczliwie szukała tematu do rozmowy. Zdała sobie sprawę, że ostatnim razem rozmawiali głównie o niej, więc postanowiła zacząć wypytywać o niego. W końcu, skoro miała być jego udawaną dziewczyną, to może warto dowiedzieć się o nim czegoś więcej.

— Więc, co robiłeś odkąd opuściliśmy Hogwart? Poza prowadzeniem firmy?

— Zanim zacząłem pracę w rodzinnej firmie, pojechałem do Niemiec i spędziłem tam rok, zdobywając mistrzostwo z eliksirów pod okiem Mistrza Stefana Bergena.

— Och! — wykrzyknęła. — Nie wiedziałam, że posiadasz mistrzostwo z eliksirów. Co uwarzyłeś na prace dyplomową?

Płynne Szczęście.

— Wow! — Hermiona była pod wrażeniem. To był wyjątkowo trudny eliksir do uwarzenia. Nigdy nie próbowała, ale czytała wiele opowieści o katastrofach, które się wydarzyły po źle uwarzonym Płynnym Szczęściu. — To takie… gratulacje, Malfoy. Gratulacje!

Draco się uśmiechnął. Szczerym uśmiechem.

— To chyba najmilsza rzecz, jaką kiedykolwiek mi powiedziałaś, Granger.

— Daj spokój, kiedyś nazwałam cię wstrętnym karaluchem. Co może być milszego od tego?

— Oczywiście, to każdy trzynastolatek chciałby usłyszeć od dziewczyny — zadrwił, wciąż się do niej uśmiechając.

Szybko odwróciła wzrok. Uśmiechający się Draco Malfoy siał spustoszenie w jej nerwach.

— Dlaczego wybrałeś Płynne Szczęście? Tylko ze względu na jego złożoność?

Draco wzruszył ramionami.

— Miałem wtedy dość mroczny czas. Właśnie skończyłem okres próbny i nie mogłem wyjść na Pokątną czy do Hogsmeade bez narażania się na zaczepki. Nie byłem w stanie przejąć rodzinnych interesów. Moje zaręczyny z Astorią Greengrass zostały zerwane, ponieważ jej rodzina nie chciała mieć ze mną nic wspólnego. Wyjechałem do Niemiec, ponieważ Mistrz Bergen był jedynym Mistrzem Eliksirów w Europie, który przyjął mnie na ucznia. Wiele wymagał, ale był bardzo sprawiedliwy. Mimo to, pod koniec tego wszystkiego, czułem, że po prostu potrzebuję odrobiny szczęścia, rozumiesz, o co mi chodzi?

Hermiona poczuła nutkę współczucia. Owszem, był tyranem i palantem, i strasznie go nie lubiła w latach szkolnych, ale czuła też, że zawiodła go rodzina i czarodziejskie społeczeństwo, i cierpiał za nie swoje grzechy.

— Czy kiedykolwiek używałeś Płynnego Szczęścia, które uwarzyłeś?

— Mistrz Bergen dał mi dwie fiolki. Jedną zużyłem od razu i rzeczywiście spędziłem cudowny dzień. Moi przyjaciele, których nie widziałem przez cały rok, przylecieli tego dnia do Berlina, żeby zrobić mi niespodziankę. Mieliśmy idealną pogodę i spędziliśmy dzień na zabawie i śmiechu. Jedliśmy dobre jedzenie i piliśmy wyśmienite wino, i myślę, że to był pierwszy dzień od lat, zanim przyjąłem Mroczny Znak, kiedy czułem się szczęśliwy.

Hermiona uśmiechnęła się wbrew sobie. Miło było usłyszeć, że proste przyjemności wystarczają, by uszczęśliwić Draco.

— Co zrobiłeś z drugą fiolką?

— Och, zachowałem ją. Może kiedyś się przyda — powiedział.

— Sprytne — przyznała.

— Co ty uwarzyłaś na mistrzostwo? — zapytał.

— Nie masz tych informacji w swoich szczegółowych aktach na mój temat? — rzuciła mu wyzwanie.

— Bezczelnie, Granger. Prawdę mówiąc, nie mam. Najwyraźniej będę musiał zwolnić mój zespół weryfikacyjny za to niedopatrzenie.

Hermiona uśmiechnęła się szeroko. Nigdy wcześniej nie słyszała, żeby opowiedział żart.

— Uwarzyłam tojad — rzekła, odpowiadając na jego wcześniejsze pytanie. — Luna Lovegood odbywała wtedy praktykę w Świętym Mungu i powiedziała mi, że ciągle brakuje im tojadu, więc pomyślałam, że spróbuję zrobić coś przydatnego.

Usta Draco drgnęły.

— Zawsze jesteś dobrą duszyczką, prawda, Granger?

Zarumieniła się.

— Nie to miałam…

— Spokojnie, Granger — powiedział. — Nie miałem nic obraźliwego na myśli. Właściwie miło wiedzieć, że się nie zmieniłaś.

— Och — jęknęła, nieco udobruchana.

Ten miły Draco strasznie ją dezorientował.

Właśnie wtedy podano im przystawki i kelnerka postawiła przed nimi talerze. Towarzyszył jej sommelier, który dopełnił formalności, pokazując Draco butelkę wina, odkorkował ją i podał do rytualnej degustacji do akceptacji, po czym nalał im wina i odszedł. Przez chwilę jedli w ciszy.

Po skończeniu sałatki Hermiona zapytała:

— Więc, Starszy Mistrz Eliksirów Bergen, ten, z którym, jak mówiłeś, mam się spotkać — to ten sam Mistrz Eliksirów, u którego się szkoliłeś?

Draco uśmiechnął się.

— Tak. Miał laboratorium w Berlinie i wykładał na Uniwersytecie Berlińskim, ale miałem środki, by zapewnić mu jeszcze nowocześniejsze laboratorium eliksirów, a także wszelkie niezbędne składniki, bez względu na ich rzadkość. Chciał uwarzyć kilka eliksirów, ale nigdy nie udało mu się wyjść poza fazę teoretyczną z powodu braku funduszy, więc skorzystał z okazji, by pracować w moim laboratorium.

— Podobała ci się praca pod jego okiem podczas szkolenia?

— Tak. Prowadzi laboratorium twardą ręką i nie chciałabyś być obiektem jego drwin, ale personel go uwielbia. Mogę być jego szefem na papierze, ale w tym laboratorium to on wszystkim rządzi. Nigdy nie odważyłbym się mu przeszkadzać. Ale myślę, że cię polubi.

Hermiona upiła łyk wina, a w jej głowie tańczyły radosne wizje pracy pod okiem światowej sławy Mistrza Eliksirów i uczenia się od niego. Przez chwilę pragnęła zacząć od razu, ale potem przypomniała sobie, po co tu przyszła. Nie po to, by miło pogawędzić z Draco Malfoyem. Po to, by porozmawiać o pracy jako jego udawana dziewczyna. A sama myśl o tym sprawiła, że Hermiona poczuła, że w jej żołądku zadomowiła się gromada Chochlików Kornwalijskich.

Kelnerka wróciła, żeby zabrać przystawki i podała dania główne. Sommelier dolał im wina, po czym kelnerka powiedziała:

— Proszę pociągnąć za sznurek, jeśli by państwo czegoś potrzebowali.

Po czym obsługa wyszła, zasłaniając zasłony.

Draco uniósł kieliszek wina w stronę Hermiony.

— Na zdrowie, Granger — powiedział.

— Na zdrowie — powtórzyła, stukając się z nim swoim kieliszkiem.

Wypili wino i zabrali się za jedzenie. Hermiona wciąż była nieco zdenerwowana czekająca ją rozmową, ale wzięła kęs kaczki i zamknęła oczy, delektując się smakiem.

— To jest przepyszne! — wykrzyknęła.

Draco uśmiechnął się szeroko.

— Cieszę się, że ci smakuje. Chcesz spróbować mojej jagnięciny?

Uwielbiała jagnięcinę, ale perspektywa dzielenia się jedzeniem z Draco nieco ją niepokoiła. Kryła się w tym pewna intymność, na którą nie miała ochoty, przynajmniej na razie.

— Nie, dziękuję — mruknęła, ale z grzeczności zaproponowała: — Chcesz trochę mojej kaczki?

— Już jadłem tu kaczkę. Smacznego, Granger — rzekł.

Hermiona zamierzała zjeść resztę kaczki, ale po kilku kęsach zaczęła się jeszcze bardziej denerwować rozmową, która mieli przeprowadzić. W końcu odłożyła widelec.

— Malfoy, jeśli chodzi o twoją… o twoją propozycję…

Draco ją powstrzymał.

— Porozmawiajmy o tym po jedzeniu, Granger.

Przygryzła wargę.

— Dobrze — zgodziła się, choć daleko jej było do zgody w tym temacie. Jej myśli zaczęły podążać niepokojącymi ścieżkami i żeby powstrzymać atak paniki, zaczęła szukać innego tematu do rozmowy. — Więc… mówiłeś, że nie masz czasu na randki z czarownicami? Nigdy nie było nikogo, do kogo chciałbyś… się zalecać?

Draco zaśmiał się beztrosko.

— Spotykałem się z wieloma czarownicami. Przeważnie to były przelotne znajomości. Ale poza Astorią — która nigdy nie była moim wyborem — nigdy nie rozważałem poważnie poślubienia kogoś.

— Poślubiłbyś Astorię, gdyby nie zerwała zaręczyn?

— Prawdopodobnie. Nigdy nie spodziewałem się, że będę miał wybór w tej sprawie. Całe życie wmawiano mi, że moje małżeństwo będzie zaaranżowane. Astoria wydawała się całkiem miłą dziewczyną. A jej siostrę Daphne znałem od lat. Prawdopodobnie powinienem być bardziej zawiedziony, kiedy jej ojciec zerwał zaręczyny, ale szczerze mówiąc, poczułem ulgę.

— Dlaczego?

— Bo przez większość życia mówiono mi, co mam robić. Musiałem bronić honoru rodziny Malfoyów. Wyznawać ich zasady. Powiedziano mi, że muszę poślubić dziewczynę, którą wybiorą moi rodzice. A potem kazano mi przyjąć Mroczny Znak i zostać szeregowym żołnierzem największego czarodzieja-psychopaty, jaki stąpał po Ziemi. Po zakończeniu wojny dostałem wyrok w zawieszeniu i musiałem wrócić do szkoły. Miałem już dość tego, że zmuszano mnie do robienia różnych rzeczy. Tamten dzień zmienił wszystko. Zrobiłem mistrzostwo, mając kontrolę nad tym, kogo chcę poślubić i prowadząc firmę. Po raz pierwszy czuję, że decyduję o swoim życiu.

Hermiona rozważała sens jego słów, ale jej myśli wciąż krążyły wokół zerwanych zaręczyn.

— Więc gdybyś miał szansę, wybrałbyś teraz Astorię?

— Nie — odparł szczerze.

— Och? — Hermiona usłyszała lekceważenie w jego głosie. — Dlaczego nie?

— Stary Horacjusz zerwał zaręczyny, bo nie chciał, żeby Malfoyowie wciągnęli jego rodzinę w bagno. Potem, kiedy Malfoy Holdings znów zaczęło przynosić zyski, a ja odzyskałem szacunek, zobaczył galeony i chciał powrotu. Próbował wmawiać, że zaręczyny nigdy nie zostały zerwane i zmuszał mnie do powrotu do Astorii. To całkiem miła dziewczyna, ale nie byłem nią na tyle zainteresowany, żeby chcieć się z nią ożenić.

— Twoi rodzice naciskają, żebyś się z nią ożenił?

Draco się zaśmiał.

— Mają gdzieś, czy to będzie Astoria. Po prostu uważają, że powinienem był się ożenić lata temu. Nie obchodzi mnie, co myśli Lucjusz, ale moja matka nie przestaje dawać aluzji i próbować mnie swatać.

— Ale chcieliby, żebyś poślubił czarownicę czystej krwi?

— Najlepiej, tak.

— Czy wybranie mnie na udawaną dziewczynę to akt jakiegoś buntu?

— Myślałem, że nie będziemy rozmawiać o tym podczas jedzenia.

— Nie będziemy. To nie jest… temat na osobną dyskusję. Po prostu byłam ciekawa…

— Pozwól mi zająć się moją matką, Granger.

Ton głosu Draco był beznamiętny i nieznoszący sprzeciwu, więc Hermiona porzuciła temat.

— Skoro już mowa o związkach — dodał — co właściwie się stało między tobą a Weasleyem? Wiem, że jest żonaty z tą Brown, co nie ma sensu, bo ona nie dorasta ci do pięt. Ale co się stało?

— Znalazłam ich razem na naszej kanapie — odpowiedziała, a jej upokorzenie z powodu konieczności przyznania się do tego nieco złagodziła satysfakcja ze świadomości, że Draco uważał Lavender za gorszą od niej.

— Co za palant — mruknął.

— Tak — zgodziła się. — Zniszczyli moją dobrą kanapę.

Draco zaśmiał się na jej sarkazm.

Uśmiechnęła się do niego krzywo, po czym westchnęła.

— Chyba w pewnym sensie dobrze się stało. Lepiej, że nie zostałam z nim i nie poczułam się zraniona, kiedy byłoby na to za późno, na przykład po ślubie albo po urodzeniu dzieci. Po prostu bardzo zraniło mnie to, że zniszczona została przyjaźń, która trwała ponad dekadę. Nie tylko między mną a Ronem, ale także między mną, Ronem i Harrym.

— Kto wpłynął na Pottera?

— Nikt — odparła. — Harry odmówił pójścia na ślub Rona, ale jest w trudnej sytuacji, bo jest mężem Ginny. Nie chciałam sprawiać kłopotów ich rodzinie, więc powiedziałam Harry’emu, że zrozumiem, jeśli nadal będzie się spotykał z Ronem i chodził na rodzinne spotkania, żeby nie komplikować im życia.

— Jesteś o wiele bardziej wyrozumiała w tej kwestii niż ja bym był — rzekł, zaciskając usta w cienką linię.

Skończyli jeść danie główne i kelnerka wróciła z menu deserów. Draco zamówił tartę cytrynową i kieliszek rieslinga. Hermiona zamówiła herbatę. Kiedy deser został podany, Draco odłamał widelcem kawałek.

— Musisz tego spróbować, Granger — powiedział.

— Jestem za bardzo najedzona — zaprotestowała.

— Nikt nie jest za bardzo najedzony na deser — mruknął, namawiając. — No dalej, Granger, spróbuj i powiedz mi, czy to nie jest najlepsza tarta cytrynowa, jaką jadłaś w życiu.

Hermiona ugryzła kawałek z grzeczności, ale potem odkryła, że ciasto było naprawdę pyszne i zanim Draco zdążył cofnąć widelec, dokończyła kęs, który jej podał. Uśmiechnął się lekko.

— Dobre, prawda?

— Yhmmm — zgodziła się, wciąż przeżuwając.

— Chcesz jeszcze?

— Ty zjedz — powiedziała. — Ale dziękuję.

Upiła łyk herbaty i patrzyła, jak Draco kończy deser. Kiedy kelnerka podeszła, żeby zabrać talerz, powiedział:

— Dam znać, kiedy będę chciał rachunek.

— Dobrze, proszę pana — rzekła kelnerka, wycofując się.

Draco rzucił Muffiato na ich stolik. Skinął głową w stronę Hermiony.

— Dobrze, Granger, do dzieła. Pewnie masz mnóstwo pytań.

Hermiona miała mnóstwo pytań, ale nie chciała zagłębiać się w te najtrudniejsze, więc zaczęła od prostego.

— Mówiłeś, że będziesz mnie potrzebował przez sześć do dwunastu miesięcy. Jak my — ty — zdecydujesz, czy to będzie trwało sześć, czy dwanaście miesięcy?

— Ustalmy, że dwanaście miesięcy — powiedział — ale możemy to zakończyć wcześniej, jeśli nie wypali.

— Możemy oboje zrezygnować w dowolnym momencie? A co, jeśli ty podejmiesz taką decyzję w połowie miesiąca? Moja wypłata wtedy będzie proporcjonalna, czy…

Draco zaśmiał się pod nosem.

— Salazarze, to będzie długi wieczór. To może tak, każde z nas może odejść w dowolnym momencie. Będę ci płacił każdego pierwszego dnia miesiąca, a jeśli zdecydujesz się odejść, zatrzymasz to, co ci zapłaciłem za dany miesiąc. A jeśli to ja zakończę tę znajomość, zapłacę ci za obecny miesiąc i bez względu na wszystko otrzymasz co najmniej trzymiesięczne wynagrodzenie. Co ty na to?

— Cóż, to mocno przechyla się na moją korzyść — odpowiedziała, a jej wrodzone poczucie sprawiedliwości zaprotestowało, mimo że kusiło ją, by się zgodzić.

— Wiem o tym — odparł cierpliwie. — Wiem, że potrzebujesz pieniędzy o wiele bardziej niż ja, więc nie będę ci tego zbytnio utrudniał.

— Och, dobrze — mruknęła z ulgą. — A jak często będę musiała się z tobą widywać, póki będziemy w tym układzie?

— Trzy do czterech razy w tygodniu przez pierwszy miesiąc. Potem będziesz musiała się do mnie wprowadzić.

Hermiona otworzyła szeroko oczy.

— Wprowadzić się… chwila! Mówiłeś, że to relacja bez seksu!

— Spokojnie, Granger, dostaniesz własny pokój. Ma nawet prywatną łazienkę, więc nie będziemy wpadać na siebie rano, by umyć zęby. Poza tym, chcę mieć w swoim łóżku tylko chętne czarownice. Ale gdybyś tam mieszkała, to byłby dla mnie jasny sygnał, że jestem całkowicie poza zasięgiem.

— Gdzie miałby być ten pokój? We Dworze?

— Nie, nie mieszkam tam. Moja matka tam mieszka i od czasu do czasu ją odwiedzam, ale mam mieszkanie w Londynie. Zabiorę cię tam, jeśli chcesz je zobaczyć. Jest wystarczająco duże dla dwóch osób. Po prostu łatwiej byłoby mi wszystko załatwić, gdy mieszkalibyśmy w tym samym miejscu. Jeśli chcesz, pokryję czynsz za twoje mieszkanie, dopóki umowa się nie skończy.

— Ja… ja nie… — Hermiona zaczęła protestować.

— Tak bardzo kochasz swoje obecne mieszkanie, że nie możesz się z nim rozstać na kilka miesięcy?

Nie mogła powiedzieć, że aż tak bardzo je lubi. Początkowo to było rozwiązanie tymczasowe, bo wynajęła je po rozstaniu z Ronem, ale nie mogła sobie pozwolić na nic lepszego. Było małe, z odpryskująca farbą i stęchlizną, której nigdy nie udało jej się całkowicie usunąć, mimo odświeżaczy i otwartych okien, żeby wpuścić jak najwięcej świeżego powietrza. Mimo to, myśl o codziennym życiu z Draco Malfoyem była niepokojąca, pomimo jego zapewnień.

— Mam kota — rzekła cicho. — Musiałabym go zabrać do ciebie.

— Merlinie. — Draco przewrócił oczami. — Tak, pamiętam go. Rudy, prawda? Czasami zakradał się do lochów Slytherinu. Lubił siadać mi w nocy na piersi.

— Naprawdę? — Hermiona całkowicie zapomniała o swoim niepokoju związanym z całą tą sytuacją, gdy dowiedziała się o sekretnym życiu Krzywołapa. — I nie miałeś nic przeciwko?

— Dlaczego miałbym mieć coś przeciwko? Był bardzo przyjazny. Jedyne, co mi się nie podobało, to zostawiana wszędzie ruda sierść.

— Był dla ciebie przyjazny? Nienawidził Rona.

— To zwierzę o ponadprzeciętnej inteligencji.

Hermiona się roześmiała.

— Jesteś pewny, że mówimy o tym samym kocie?

— Rudy. Pół-kuguar. Rozgnieciony pysk. Wielkie kocisko. Musiał ważyć prawie dwadzieścia funtów.

— Tak — zgodziła się Hermiona. — To Krzywołap.

— Kot może zostać, ale porozmawiaj z nim o tym, żeby nie zostawiał sierści na moich garniturach.

Usta Hermiony drgnęły.

— To sprawiedliwe.

W jakiś sposób myśl, że Draco i Krzywołap się dogadują, sprawiła, że mieszkanie z nim wydawało się o wiele mniej przerażające.

— Więc, idąc dalej, następne pytanie?

— Mówiłeś, że przez pierwszy miesiąc będziemy się widywać trzy do czterech razy w tygodniu. W jakie dni tygodnia?

— Granger, nie mogę tego przewidzieć. Zawsze, gdy będzie jakieś przyjęcie, w którym będę musiał uczestniczyć.

— Potrzebuję wolnego w niedzielne popołudnia — powiedziała.

— Dlaczego?

— Wtedy odwiedzam rodziców — odpowiedziała. — Mogłabym… mogłabym to przesunąć na inny dzień, jeśli zostanę wcześniej powiadomiona, ale nie chcę opuszczać tych wizyt.

— Rozsądnie, Granger.

— Więc w te dni, kiedy musiałabym coś z tobą robić, co byśmy robili?

— Kolacje, przyjęcia, gale, przyjęcia koktajlowe, wieczory w teatrze. Czasem wyjeżdżam służbowo za granicę. Towarzyszyłabyś mi, ale zadbałbym o to, żebyśmy mieli oddzielne, sąsiadujące pokoje. Gdybym urządzał przyjęcie w swoim mieszkaniu, pełniłabyś rolę gospodyni.

— Ale nie wiem, jak…

— Nie musiałabyś nic gotować i serwować. Zatrudniam pół tuzina skrzatów domowych. I zanim rozpoczniesz swoją tyradę, Granger, płacę im bardzo dobrze. Miałabyś po prostu witać gości, prowadzić luźne pogawędki i tym podobne.

— Nadal nie rozumiem, dlaczego mnie to zaproponowałeś — powiedziała. — Mówiłeś, że jestem ostatnią czarownicą, która chciałaby ciebie poślubić. Czy to jedyny powód?

Draco przyglądał jej się przez chwilę, jakby zastanawiał się, jak jej odpowiedzieć.

— Spełniasz wszystkie kryteria na moją wymarzoną dziewczynę, tyle że nigdy się nie lubiliśmy. Uznałem, że nasze szanse na zakochanie się są małe i sytuacja jest tak bardzo skomplikowana, że będziesz dobrą kandydatką.

— Powiedziałeś, że spełniam wszystkie kryteria na twoją wymarzoną dziewczynę? Jestem… jestem mugolaczką!

Draco pokręcił głową.

— Przyznaję, że celowo nie szukałbym mugolaczki do randkowania, ale tak naprawdę już mnie to nie obchodzi. Podoba mi się to, że jesteś inteligentna. Potrafisz prowadzić rozmowę i dochować tajemnicy. Najwyraźniej pochodzisz z dobrego domu i jesteś dobrze wychowana. Nie każda babcia dostaje prezenty od królowej Anglii. I… jesteś całkiem ładna.

Hermionie opadła szczęka.

— Latami naśmiewałeś się z mojego wyglądu.

— Robiłem mnóstwo głupich rzeczy, kiedy byłem młodszy.

— Myślisz, że jestem ładna? — dopytywała, rumieniąc się.

— Granger, przestań domagać się komplementów.

Hermiona nie była odporna na komplementy od jednego z najprzystojniejszych mężczyzn, jakich kiedykolwiek widziała. Poczuła dreszcz podniecenia, zanim jej myśli się odwróciły i przez chwilę milczała, zastanawiając się, jak zadać kolejne pytanie.

— O co chodzi? — zapytał. — Wiem, że masz więcej pytań.

Teraz przeszła do tych, które dręczyły ją najbardziej od momentu, kiedy Draco złożył jej tę propozycję. Wyprostowała ramiona i spojrzała na niego. Siedząc obok niego przez cały wieczór, była pod ogromnym wrażeniem jego obecności. Nie dotykali się, ale zdawała się czuć go wszędzie. Był od niej znacznie wyższy i siedząc obok, dominował w loży z leniwą nonszalancją pantery obserwującej swoją ofiarę. Jego zapach, mieszanka cytrusów i lasu, łaskotał ją w nos cały wieczór. A teraz, patrząc mu prosto w oczy, coś, czego Hermiona subtelnie unikała, poczuła się zahipnotyzowana. Szarość tęczówek, kiedy był rozbawiony, ciemniała, gdy się nad czymś zastanawiał i zauważyła w nich drobinki złota i to, jak gęste były jego ciemne, blond rzęsy. W wyrazie twarzy malowało się rozbawienie, ale było w nim coś jeszcze, czego nie potrafiła zidentyfikować. Ostrożność? Czujność? Pożądanie?

— Czy musiałabym… znaczy, musiałabym… cię dotykać? — zapytała, a jej głos zniżył się do szeptu.

— Zdefiniuj dotyk.

— Wiedziałam, że to powiesz — mruknęła. — Jaki kontakt fizyczny jest wymagany?

— A co w ogóle o tym myślisz? — dopytywał. — Na co byłabyś gotowa?

— Merlinie, nie ułatwiasz mi tego — odparła wyraźnie zirytowana. — Trzymanie się za ręce?

— Tak.

— Przytulanie?

— Tak.

— A co z tańcem?

— Potrzebujesz lekcji, Granger?

— Nie, babcia dopilnowała, żebym się nauczyła. Chociaż mogłam trochę zardzewieć.

— Więc dasz sobie radę. Dobrze prowadzę.

— Oczekujesz też c-całowania?

Hermiona nie mogła oderwać wzroku od jego pięknie ukształtowanych i zmysłowych ust. Tych, które wypowiadały słowa mogące ją zniszczyć. Widziała siebie całującą te usta i ta myśl niepokoiła ją w sposób, którego nie potrafiła opisać.

— Tak, Granger.

Oderwała wzrok od jego ust i z trudem zadała kolejne pytanie.

— Czy… czy kiedykolwiek będę musiała siedzieć na twoich kolanach?

— Możliwe.

— Och.

Nerwowo na niego zerknęła, próbując sobie wyobrazić siebie robiącą te rzeczy.

— A teraz pytanie za dwanaście tysięcy galeonów, Granger — rzekł, nachylając się ku niej. — Czy potrafisz robić to wszystko i sprawiać wrażenie, że ci się to podoba?

Hermionie zaschło w gardle. Powtarzała sobie, że robiła to wszystko z Ronem. Robiła to z Viktorem Krumem. Chodziła na randki z innymi mężczyznami po zakończeniu związku z Ronem. Z pewnością mogłaby to zrobić z Malfoyem. A jednak czuła się jak królik złapany w pułapkę, jej serce nagle przyspieszyło, a dłonie zrobiły się wilgotne.

— Ja… oczywiście — pisnęła.

— Pokaż mi.

Draco nie wykonał żadnego ruchu w jej stronę, ale jego spojrzenie było prowokujące. Opierał się o tapicerowane poduszki w loży, lewą rękę nonszalancko kładąc na udzie, a prawą wciąż trzymając kieliszek z resztką rieslinga. Jego poza była swobodna, ale wzrok intensywny.

Hermiona zaczęła od najłatwiejszego. Siedziała po jego lewej stronie, ale sięgnęła po jego prawą dłoń. Była duża i elegancka, palce długie i smukłe. Taką dłoń jej ojciec nazywał dłonią chirurga. Na palcu serdecznym błyszczał sygnet. Delikatnie wzięła kieliszek z jego dłoni i postawiła na stole, po czym chwyciła jego dłoń. Opuszki palców były zimne od trzymania szkła, ale dłoń sucha, skóra lekko szorstka od odcisków, które, jak przypuszczała, mogły powstać od latania na miotle. Delikatnie przesunęła palcami po jego dłoni i westchnęła, gdy nagle splótł swoje palce z jej i zaczął delikatnie przesuwać kciukiem po jej dłoni. Jak to możliwe, że ten prosty dotyk wystarczył, by przyprawić ją o dreszcz?

— Usiądź bliżej, Granger — rzekł cicho i ochryple.

Zmienił pozycję, by przyciągnąć ją bliżej siebie, i uniósł lewą rękę, obejmując ją, aż jej głowa oparła się na jego ramieniu, wciąż trzymając jego prawą dłoń. Próbowała usiąść naturalnie w jego objęciach, ale była zbyt zdenerwowana i trzymała się sztywno, czując, że jest oddech jest zbyt płytki. Jej dłoń, wciąż spoczywająca w jego dłoni, zadrżała.

— Rozluźnij się — wyszeptał jej do ucha.

— Próbuję — wycedziła.

— Zamknij oczy i weź głęboki oddech — polecił.

Posłuchała go, ale wciąż czuła się zbyt przytłoczona, by się zrelaksować.

Westchnął.

— Opowiedz mi o swojej ulubionej książce — namawiał.

— Co?

— Jaka jest twoja ulubiona książka, Granger? Na pewno jakąś masz.

— Magiczna czy mugolską?

Zaśmiał się.

— Oczywiście, że masz po jednej z każdej kategorii. Dobrze, w takim razie magiczna.

Historia Hogwartu — odpowiedziała natychmiast.

— Naprawdę? Dlaczego akurat ta?

Z zamkniętymi oczami Hermiona rozmyślała o tym, nie zdając sobie sprawy, że zaczęła się opierać o jego klatkę piersiową, a sztywność ustąpiła z kończyn, gdy się uspokajała.

— Zawsze wiedziałam, że coś jest ze mną nie tak, ale oczywiście nie wiedziałam, dlaczego, dopóki profesor McGonagall nie przyszła do mnie do domu, żeby wręczyć mi list i wyjaśnić rodzicom, że jestem czarownicą. Nawet nie wiesz… nawet nie wiesz jakiej zaznałam ulgi, odkrywając, że wszystko to, co się ze mną działo, miało swój powód, że istnieją ludzie tacy jak ja… — W tym momencie palce Draco zacisnęły się na jej dłoni, ale Hermiona nie skończyła. — Historia Hogwartu była pierwszą magiczną książką, jaką kupiłam, kiedy McGonagall zabrała nas na Ulicę Pokątną. Myślę, że właśnie to czyni ją tak wyjątkową. To była pierwsza rzecz, którą przeczytałam, która sprawiła, że magia stała się dla mnie naprawdę realna.

Otworzyła oczy i spojrzała na niego.

Wpatrywał się w nią intensywnie i otworzyła usta, czując, że nie może oderwać od niego wzroku.

— Hermiono — mruknął. — Pocałuj mnie.

Jego usta znajdowały się zaledwie kilka centymetrów od jej i nagle poczuła, jakby pod jej skórą wybuchały fajerwerki. Zebrała w sobie gryfońską odwagę i nachyliła się ku niemu. Na chwilę przycisnęła swoje usta do jego, a potem się odsunęła, niezdolna spojrzeć mu w oczy.

— To nie był pocałunek — zganił ją.

Podniosła wzrok.

— Oczywiście, że był! — zaprotestowała.

Miała właśnie zacząć się bronić, że na sto procent to był pocałunek, gdy Draco chwycił jej usta swoimi.

Jego pocałunek był początkowo delikatny, lekko muskający jej usta, miękki, czuły, niemal drażniący. Hermiona wciąż była zbyt nakręcona, by odwzajemnić pocałunek, a jej usta biernie i niepewnie podążały za jego. Potem wcisnął język w szczelinę jej ust, a ona otworzyła się dla niego, i nagle zmienił pozycję. Jego język otarł się o jej, sprawiając, że jęknęła, więc pogłębił pocałunek, wplatając dłoń w jej włosy, przyciskając ją bliżej siebie. Instynktownie wolna ręka Hermiony powędrowała wzdłuż jego karku i trzymała się go, jakby tylko on utrzymywał ją w pozycji pionowej. Jej oddech drżał, a usta trzęsły się pod jego. Pożądanie wysyłało płynne ciepło między jej uda i odwzajemniła pocałunek z desperacją i tęsknotą, jakiej nigdy wcześniej nie czuła.

Mogli tak trwać minuty lub godziny. Straciła poczucie czasu, nawet myśli. Wiedziała tylko, że tego pragnie. Chciała tego i więcej. Pragnęła jego pocałunków, które wywoływały w niej to cudowne uczucie, jakiego nigdy wcześniej nie czuła. Jej dłonie wplątały się w jedwabiste, jasne, blond włosy. Każde muśnięcie i ugryzienie między ich ustami wywoływało dreszcze. Serce waliło jej tak mocno, że myślała, iż zaraz wyskoczy. Wiła się w jego ramionach, niemal wibrując z pożądania. Odsunął się od jej ust i pocałował ją w policzek, łaskocząc małżowinę ucha, a potem zszedł na szyję, muskając wargami miejsce między szyją a ramieniem i poczuła swój urywany oddech. Delikatnie wgryzał się w jej skórę. Jedna z dłoni powędrowała w górę i w dół po jej plecach, a druga obejmowała jej pierś przez materiał sukienki, a palce szczypały stwardniały sutek.

Kurwa, Granger — wymamrotał w jej szyję i nagle czar prysł, a zimny wstrząs świadomości przeszył ciało Hermiony.

Wyrwała się z jego uścisku, ciężko dysząc, odpychając go gwałtownym pchnięciem. Miała otwarte usta, wciąż będąc w szoku po tym, co zrobiła i czuła, jak cała drżała. Draco również wyglądał na oszołomionego. Jego oczy, początkowo pociemniałe z pożądania, wkrótce powróciły do swojej zwykłej, nieprzeniknionej szarości, ale policzki miał zarumienione i blond włosy potargane. Hermiona mogła tylko zgadywać, w jakim nieładzie musiały być jej włosy.

I nagle ogarnęło ją przerażenie, gdy miała na niego spojrzeć. Poczuła, że jej twarz płonie, i spuściła wzrok na stół, sztywno się trzymając.

— Granger — powiedział, a jego wzrok zabrzmiał jak ciche dudnienie.

Wciąż nie mogła na niego spojrzeć. Wciąż była wstrząśnięta tym, jak na niego zareagowała, nie mogąc uwierzyć, że to właśnie on, ze wszystkich ludzi, potrafił wzbudzić w niej takie pożądanie. Nikt nigdy jej tak nie pocałował, a ona z pewnością nigdy nie odwzajemniła pocałunku z taką beztroską. Ta myśl jednocześnie ją podniecała i przerażała.

— Granger — powtórzył, a ona zmusiła się, by podnieść wzrok i spojrzeć mu w oczy. — Nic ci nie jest? — zapytał.

Pokręciła głową, a jej wzrok przesunął się między jego oczami a ustami.

— Wszystko… Wszystko dobrze — wyszeptała w końcu. — Czy… ten pocałunek był wystarczający?

Wystarczający? — powtórzył z ponurym chichotem. — Tak, Granger. Tak… tak. Był wystarczający. — Odczekał chwilę, a potem zapytał: — Nadal chcesz to zrobić?

Odpowiedź brzmiała tak, ale tak naprawdę nie było prostej odpowiedzi na to pytanie. Była tu tylko dlatego, że desperacko potrzebowała pieniędzy. Nienawidziła siebie za to, że znalazła się w takiej sytuacji, wiedząc, że musi przystać na warunki Draco, nawet gdy jej godność buntowała się przeciwko temu, na co się zgadzała. Spodziewała się, że będzie nienawidzić każdą minutę spędzoną z nim. Ale dziś wieczorem był rozkrająco przyjacielski i czarujący. A ten pocałunek wzbudził w niej uczucia, o których istnieniu nie wiedziała. Nie mogła nawet skłamać, że nie podobał jej się ten pocałunek. Kiedy wyrwała się z jego objęć, instynktownie wiedziała, że gdyby od razu wyciągnął do niej ręce, rozpłynęłaby się w jego objęciach, pocałowała go ponownie, a nawet pozwoliłaby mu się wziąć tutaj, w tej loży. Nawet teraz, gdy to początkowe ciepło wyparowało, jakaś część niej wciąż pragnęła powtórki. I to ją przerażało. Myślała, że najgorsze, co Draco Malfoy mógł zrobić, to zniszczyć jej godność. Teraz wiedziała, że jeśli mu na to pozwoli, może ją doszczętnie wykończyć.

— Tak — powiedziała cicho. Mogłaby przysiąc, że słyszała, jak wypuścił powietrze, kiedy się zgodziła. — Kiedy… kiedy zaczynamy?

— Złożyłaś rezygnację w Ministerstwie?

— Tak. — Westchnęła. — We wtorek. Mój ostatni dzień jest za półtora tygodnia.

Draco uniósł brwi, słysząc to.

— Podjęłaś decyzję, zanim tu przyszłaś?

— Tak naprawdę nie miałam wielkiego wyboru — rzekła ze smutkiem. — Po prostu musiałam wiedzieć, w co dokładnie się pakuję, zanim ci powiem, że się zgadzam. Ale nasunęło mi się jeszcze jedno pytanie: jeśli zacznę się z tobą spotykać w tym samym czasie, kiedy zacznę dla ciebie pracować, czy nie będzie to wyglądało tak, jakbyś zatrudnił swoją dziewczynę?

— Tak, myślałem o tym, Granger — odparł. — Dlatego właśnie chciałem zasugerować, żebyśmy poczekali do miesiąca po tym, jak zaczniesz pracę, zanim rozpoczniemy… naszą umowę.

— Ale i tak dosięgną mnie oskarżenia o faworyzowanie — zaprotestowała.

— Mistrz Bergen kieruje laboratorium eliksirów i wiadomo, że ja nie ingeruję w to, jak traktuje swoją załogę — rzekł. — I nie będę, gdy zaczniesz tam pracować. Nie mogę cię całkowicie uchronić przed oskarżeniami o faworyzowanie, ale to wszystko, co mogę zrobić. Więc… jakieś inne obiekcje?

Westchnęła.

— Nie.

Draco sięgnął po dłoń Hermiony, co sprawiło, że przeszedł ją dreszcz aż do ramienia. Ujął jej dłoń w swoje, delikatnie wodząc po żyłach na grzbiecie jej dłoni, a następnie uniósł ją do ust, by złożyć delikatny pocałunek.

— Przyjdź jutro do mojego biura po siedemnastej. Spotkasz się z Mistrzem Bergenem i omówimy warunki twojej umowy o pracę.