[T] Związek na pokaz: W Szmaragdowym Globie

wtorek, 21 lipca 2026

 

Witajcie :) we wtorkowy wieczór zapraszam na kolejny rozdział tłumaczenia. Będzie dość długi, ale powinien Wam się spodobać, bo opisuje pierwszą, szczerą rozmowę naszej ulubionej pary. Możliwe, że kolejny rozdział wpadnie pod koniec tego tygodnia. Miłej lektury!

 

____________

 

Rozdział 3: W Szmaragdowym Globie

 

Hermiona potrzebowała trzech dni, żeby przemyśleć propozycję Draco. W sumie, zanim opuściła jego gabinet, podjęła decyzję o jej przyjęciu. Te trzy dni miały jej pomóc w pogodzeniu się z tym, co zamierzała zrobić. Miały stłumić panikę, którą czuła, próbując wyobrazić sobie konsekwencje bycia udawaną dziewczyną Draco Malfoya. Powiedział, że nie będą uprawiali seksu, ale czego od niej oczekiwał? Jak często będzie musiała się z nim widywać? Wzdrygnęła się, wyobrażając sobie nagłówki w Proroku Codziennym. Drżała na samą myśl o tym, co powiedzą jej przyjaciele. Co pomyślą Ginny lub Harry? I jak się będzie czuła, gdy przez długi czas będzie musiała przebywać w bliskim kontakcie z Draco Malfoyem? Czy będzie oczekiwał, że zamieszka z nim we Dworze Malfoyów? Ta myśl sprawiła, że blizna „Szlama” na jej ramieniu zaczęła swędzieć i piec.

Kilka razy dziennie decydowała się na odmówienie i odrzucenie oferty. Często spoglądała również na wyciąg z konta z Banku Gringotta i rachunki z Instytutu w Parkwood, przypominając sobie, jak bardzo potrzebowała takiej okazji.

W końcu wysłała Draco sowę z prośbą o spotkanie, podczas którego chciała zadać mu kilka pytań.

Godzinę później nadeszła jego odpowiedź, w której zaproponował spotkanie na kolacji tego wieczoru w lokalu zwanym Szmaragdowym Globem. Do zwoju dołączony był mały kluczyk ze szmaragdem w środku. Ponieważ nie jesteś członkinią klubu, będziesz potrzebować tego klucza, żeby wejść do środka — głosiła notatka.

Hermiona przeszukała swoją szafę, próbując znaleźć coś, co uznałaby za stosowne. Większość jej roboczych szat była zbyt formalna lub zbyt sztywna. Jej mugolskie ubrania były przeważnie zbyt swobodne, ale znalazło się tam kilka ładnych sukienek, które kiedyś należały do jej matki. Ostatecznie wybrała szarą, jedwabną sukienkę w kształcie litery A z dekoltem w łódkę, która ładnie podkreślała jej kształty, ale była na tyle skromna, że nie wzbudzałaby zbytniego zainteresowania czarodziejów. Rzadko akcentowała swoją garderobę, ale tym razem dodała do niej jedyny skarb, jaki posiadała — broszkę z diamentami i różowym szafirem w kształcie irysa, która kiedyś należała do jej babci.

Chwytając mały kluczyk, który Draco jej podarował, wzięła różdżkę i aportowała się przed wejściem do Szmaragdowego Globu. Pokazała kluczyk czarodziejowi przy drzwiach i została wprowadzona do środka, gdzie ładna kelnerka zaprowadziła ją do loży z tyłu. Otaczały ją ciemnozielone, jedwabne zasłony, które kelnerka odsunęła, by wpuścić Hermionę.

Draco już czekał w środku. Wstał, kiedy weszła. Gdy Hermiona usiadła, kelnerka podała im menu.

— Wystarczy stuknąć różdżką w menu, żeby zamówić — poinstruowała, po czym zasunęła zasłony i odeszła.

Hermiona poczuła lekką klaustrofobię, uświadamiając sobie, że siedzi w bardzo intymnym miejscu, z jedynym czarodziejem w całej Wielkiej Brytanii, który najbardziej ją niepokoił. Był ubrany tak, jakby dopiero co wrócił z pracy, choć zdjął marynarkę, a na białą koszulę nałożył granatową kamizelkę w jodełkę. Pod szyją miał zawiązany szary krawat. Pomimo późnej pory wyglądał świeżo i elegancko, jakby dopiero co rozpoczął dzień. I był przystojny. Zbyt przystojny. Hermiona poczuła dreszcz zdenerwowania przez jego bliskość.

— Witaj, Granger — powiedział, siadając z powrotem. — Wyglądasz bardzo ładnie.

— Dziękuję — odpowiedziała, starając się usiąść tak, by uniknąć przypadkowego otarcia się o niego, nie wyglądając jednocześnie na osobę, która stara się go unikać.

Draco nie dał się nabrać i zobaczyła, jak wykrzywia usta — nie wiedziała, czy z rozbawienia, czy z irytacji.

— Czy siedzenie z byłym Śmierciożercą jest naprawdę takie odrażające? — zapytał.

— Jestem zaskoczona, że chcesz siedzieć tak blisko szlamy — wyrzuciła z siebie, zanim zdała sobie sprawę z tego, co powiedziała.

Zaczerwieniła się. Musiała pamiętać, że nie jest na równym poziomie z tym mężczyzną.

Draco z kolei zbladł na jej słowa.

— Granger… ja… ja już taki nie jestem. Nie obchodzą mnie takie rzeczy i to od dawna. Przepraszam, że kiedykolwiek cię tak nazywałem. I przepraszam za to, jak okropnie cię traktowałem, kiedy byliśmy dziećmi. I… za to, co ci się przydarzyło, kiedy byłaś we Dworze.

Hermiona była zaskoczona przeprosinami. Nigdy nie winiła go za to, co wydarzyło się we Dworze, a poza tym chciała wierzyć, że wybaczyła mu to, że dawno temu nazywał ją szlamą, że był dzieckiem, które papugowało fanatyzm, którego nauczył się od rodziców. Poza tym, lata temu dostała od niego list z przeprosinami za te same rzeczy, o których wspomniał dzisiaj. Jednak dopiero gdy wypowiedział te słowa na głos, Hermiona uświadomiła sobie, jak bardzo pragnęła — a właściwie potrzebowała — usłyszeć te słowa od niego. Poczuła, jak jej sztywność wobec niego nieco maleje i uśmiechnęła się lekko.

— Dziękuję, że to powiedziałeś — mruknęła w końcu.

— Mówiłem poważnie, że wyglądasz bardzo ładnie — powtórzył, najwyraźniej zadowolony z odejścia od drażliwego tematu. — A to bardzo efektowna broszka. Dzieło goblinów?

— Nie, pochodzenie tej broszki jest bardzo mugolskie. Należała do mojej babci — powiedziała. — Otrzymała ją w prezencie za zasługi dla Rodziny Królewskiej od Królowej Matki, gdy była młoda.

— Królowej Matki? — dopytywał, wciąż wpatrując się w broszkę.

— Słyszałeś o matce obecnej królowej Anglii? Zmarła niedawno, ale po owdowieniu w latach pięćdziesiątych wybrano ją na królową i również nazywała się królowa Elżbieta, więc dla odróżnienia od jej córki, nazywano ją Królową Matką. Brzmi to głupio, kiedy się to tak interpretuje, ale my, Brytyjczycy, jesteśmy specyficznym narodem.

Usta Draco drgnęły.

— Wiedziałaś, że jeden z moich przodków próbował oświadczyć się pierwszej królowej Elżbiecie w szesnastym wieku?

— Cóż, skoro nigdy nie wyszła za mąż, założę się, że odmówiła. Jak on się nazywał?

— To był pierwszy Lucjusz Malfoy — rzekł.

— Więc to imię nigdy nie wróżyło nic dobrego, prawda? — mruknęła bez namysłu.

Zakryła usta dłonią, uświadamiając sobie, co powiedziała, ale Draco był rozbawiony.

— Masz rację, Granger — powiedział. Potem, ponieważ wciąż wyglądała na zawstydzoną, wskazał na menu. — Może zajrzysz do środka i wybierzesz, co chcesz zamówić na kolację? Cielęcina jest dobra, ale polecam kaczkę. Szef kuchni ma bardzo dobry sos z malin zredukowany winem porto. Ale wybierz, co chcesz.

Hermiona oderwała wzrok od Draco i spojrzała na swoje menu, czując się nieco zdezorientowana. W poprzednich ich interakcjach Draco nie starał się być dla niej miły, ale zdała sobie sprawę, że kiedy chciał, potrafił być bardzo czarujący. Przez ułamek sekundy czuła się, jakby była z nim na prawdziwej randce, a nie na spotkaniu biznesowym, na którym mieli omówić zasady bycia jego udawaną dziewczyną.

Zapadła chwila ciszy, podczas której analizowali swoje menu. Hermiona zdecydowała się wybrać kaczkę, którą polecił Draco. Lubiła kaczkę i czuła, że może go trochę zmiękczyć, decydując się na danie przez niego sugerowane. Wybrała lekką sałatkę na przystawkę, a następnie stuknęła w menu, aby wybrać danie główne.

— Też zamówiłeś kaczkę? — zapytała, widząc, jak Draco stuka w menu.

— Wybrałem jagnięcinę — powiedział.

— Ale myślałam, że kaczka jest najlepsza!

— Tak, Granger, ale jadałem tu kaczkę wiele razy. Potrzebuję odmiany. Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza, ale zamówiłem dla nas wino Bordeaux.

— Dziękuję — mruknęła.

Zapadła cisza i Hermiona rozpaczliwie szukała tematu do rozmowy. Zdała sobie sprawę, że ostatnim razem rozmawiali głównie o niej, więc postanowiła zacząć wypytywać o niego. W końcu, skoro miała być jego udawaną dziewczyną, to może warto dowiedzieć się o nim czegoś więcej.

— Więc, co robiłeś odkąd opuściliśmy Hogwart? Poza prowadzeniem firmy?

— Zanim zacząłem pracę w rodzinnej firmie, pojechałem do Niemiec i spędziłem tam rok, zdobywając mistrzostwo z eliksirów pod okiem Mistrza Stefana Bergena.

— Och! — wykrzyknęła. — Nie wiedziałam, że posiadasz mistrzostwo z eliksirów. Co uwarzyłeś na prace dyplomową?

Płynne Szczęście.

— Wow! — Hermiona była pod wrażeniem. To był wyjątkowo trudny eliksir do uwarzenia. Nigdy nie próbowała, ale czytała wiele opowieści o katastrofach, które się wydarzyły po źle uwarzonym Płynnym Szczęściu. — To takie… gratulacje, Malfoy. Gratulacje!

Draco się uśmiechnął. Szczerym uśmiechem.

— To chyba najmilsza rzecz, jaką kiedykolwiek mi powiedziałaś, Granger.

— Daj spokój, kiedyś nazwałam cię wstrętnym karaluchem. Co może być milszego od tego?

— Oczywiście, to każdy trzynastolatek chciałby usłyszeć od dziewczyny — zadrwił, wciąż się do niej uśmiechając.

Szybko odwróciła wzrok. Uśmiechający się Draco Malfoy siał spustoszenie w jej nerwach.

— Dlaczego wybrałeś Płynne Szczęście? Tylko ze względu na jego złożoność?

Draco wzruszył ramionami.

— Miałem wtedy dość mroczny czas. Właśnie skończyłem okres próbny i nie mogłem wyjść na Pokątną czy do Hogsmeade bez narażania się na zaczepki. Nie byłem w stanie przejąć rodzinnych interesów. Moje zaręczyny z Astorią Greengrass zostały zerwane, ponieważ jej rodzina nie chciała mieć ze mną nic wspólnego. Wyjechałem do Niemiec, ponieważ Mistrz Bergen był jedynym Mistrzem Eliksirów w Europie, który przyjął mnie na ucznia. Wiele wymagał, ale był bardzo sprawiedliwy. Mimo to, pod koniec tego wszystkiego, czułem, że po prostu potrzebuję odrobiny szczęścia, rozumiesz, o co mi chodzi?

Hermiona poczuła nutkę współczucia. Owszem, był tyranem i palantem, i strasznie go nie lubiła w latach szkolnych, ale czuła też, że zawiodła go rodzina i czarodziejskie społeczeństwo, i cierpiał za nie swoje grzechy.

— Czy kiedykolwiek używałeś Płynnego Szczęścia, które uwarzyłeś?

— Mistrz Bergen dał mi dwie fiolki. Jedną zużyłem od razu i rzeczywiście spędziłem cudowny dzień. Moi przyjaciele, których nie widziałem przez cały rok, przylecieli tego dnia do Berlina, żeby zrobić mi niespodziankę. Mieliśmy idealną pogodę i spędziliśmy dzień na zabawie i śmiechu. Jedliśmy dobre jedzenie i piliśmy wyśmienite wino, i myślę, że to był pierwszy dzień od lat, zanim przyjąłem Mroczny Znak, kiedy czułem się szczęśliwy.

Hermiona uśmiechnęła się wbrew sobie. Miło było usłyszeć, że proste przyjemności wystarczają, by uszczęśliwić Draco.

— Co zrobiłeś z drugą fiolką?

— Och, zachowałem ją. Może kiedyś się przyda — powiedział.

— Sprytne — przyznała.

— Co ty uwarzyłaś na mistrzostwo? — zapytał.

— Nie masz tych informacji w swoich szczegółowych aktach na mój temat? — rzuciła mu wyzwanie.

— Bezczelnie, Granger. Prawdę mówiąc, nie mam. Najwyraźniej będę musiał zwolnić mój zespół weryfikacyjny za to niedopatrzenie.

Hermiona uśmiechnęła się szeroko. Nigdy wcześniej nie słyszała, żeby opowiedział żart.

— Uwarzyłam tojad — rzekła, odpowiadając na jego wcześniejsze pytanie. — Luna Lovegood odbywała wtedy praktykę w Świętym Mungu i powiedziała mi, że ciągle brakuje im tojadu, więc pomyślałam, że spróbuję zrobić coś przydatnego.

Usta Draco drgnęły.

— Zawsze jesteś dobrą duszyczką, prawda, Granger?

Zarumieniła się.

— Nie to miałam…

— Spokojnie, Granger — powiedział. — Nie miałem nic obraźliwego na myśli. Właściwie miło wiedzieć, że się nie zmieniłaś.

— Och — jęknęła, nieco udobruchana.

Ten miły Draco strasznie ją dezorientował.

Właśnie wtedy podano im przystawki i kelnerka postawiła przed nimi talerze. Towarzyszył jej sommelier, który dopełnił formalności, pokazując Draco butelkę wina, odkorkował ją i podał do rytualnej degustacji do akceptacji, po czym nalał im wina i odszedł. Przez chwilę jedli w ciszy.

Po skończeniu sałatki Hermiona zapytała:

— Więc, Starszy Mistrz Eliksirów Bergen, ten, z którym, jak mówiłeś, mam się spotkać — to ten sam Mistrz Eliksirów, u którego się szkoliłeś?

Draco uśmiechnął się.

— Tak. Miał laboratorium w Berlinie i wykładał na Uniwersytecie Berlińskim, ale miałem środki, by zapewnić mu jeszcze nowocześniejsze laboratorium eliksirów, a także wszelkie niezbędne składniki, bez względu na ich rzadkość. Chciał uwarzyć kilka eliksirów, ale nigdy nie udało mu się wyjść poza fazę teoretyczną z powodu braku funduszy, więc skorzystał z okazji, by pracować w moim laboratorium.

— Podobała ci się praca pod jego okiem podczas szkolenia?

— Tak. Prowadzi laboratorium twardą ręką i nie chciałabyś być obiektem jego drwin, ale personel go uwielbia. Mogę być jego szefem na papierze, ale w tym laboratorium to on wszystkim rządzi. Nigdy nie odważyłbym się mu przeszkadzać. Ale myślę, że cię polubi.

Hermiona upiła łyk wina, a w jej głowie tańczyły radosne wizje pracy pod okiem światowej sławy Mistrza Eliksirów i uczenia się od niego. Przez chwilę pragnęła zacząć od razu, ale potem przypomniała sobie, po co tu przyszła. Nie po to, by miło pogawędzić z Draco Malfoyem. Po to, by porozmawiać o pracy jako jego udawana dziewczyna. A sama myśl o tym sprawiła, że Hermiona poczuła, że w jej żołądku zadomowiła się gromada Chochlików Kornwalijskich.

Kelnerka wróciła, żeby zabrać przystawki i podała dania główne. Sommelier dolał im wina, po czym kelnerka powiedziała:

— Proszę pociągnąć za sznurek, jeśli by państwo czegoś potrzebowali.

Po czym obsługa wyszła, zasłaniając zasłony.

Draco uniósł kieliszek wina w stronę Hermiony.

— Na zdrowie, Granger — powiedział.

— Na zdrowie — powtórzyła, stukając się z nim swoim kieliszkiem.

Wypili wino i zabrali się za jedzenie. Hermiona wciąż była nieco zdenerwowana czekająca ją rozmową, ale wzięła kęs kaczki i zamknęła oczy, delektując się smakiem.

— To jest przepyszne! — wykrzyknęła.

Draco uśmiechnął się szeroko.

— Cieszę się, że ci smakuje. Chcesz spróbować mojej jagnięciny?

Uwielbiała jagnięcinę, ale perspektywa dzielenia się jedzeniem z Draco nieco ją niepokoiła. Kryła się w tym pewna intymność, na którą nie miała ochoty, przynajmniej na razie.

— Nie, dziękuję — mruknęła, ale z grzeczności zaproponowała: — Chcesz trochę mojej kaczki?

— Już jadłem tu kaczkę. Smacznego, Granger — rzekł.

Hermiona zamierzała zjeść resztę kaczki, ale po kilku kęsach zaczęła się jeszcze bardziej denerwować rozmową, która mieli przeprowadzić. W końcu odłożyła widelec.

— Malfoy, jeśli chodzi o twoją… o twoją propozycję…

Draco ją powstrzymał.

— Porozmawiajmy o tym po jedzeniu, Granger.

Przygryzła wargę.

— Dobrze — zgodziła się, choć daleko jej było do zgody w tym temacie. Jej myśli zaczęły podążać niepokojącymi ścieżkami i żeby powstrzymać atak paniki, zaczęła szukać innego tematu do rozmowy. — Więc… mówiłeś, że nie masz czasu na randki z czarownicami? Nigdy nie było nikogo, do kogo chciałbyś… się zalecać?

Draco zaśmiał się beztrosko.

— Spotykałem się z wieloma czarownicami. Przeważnie to były przelotne znajomości. Ale poza Astorią — która nigdy nie była moim wyborem — nigdy nie rozważałem poważnie poślubienia kogoś.

— Poślubiłbyś Astorię, gdyby nie zerwała zaręczyn?

— Prawdopodobnie. Nigdy nie spodziewałem się, że będę miał wybór w tej sprawie. Całe życie wmawiano mi, że moje małżeństwo będzie zaaranżowane. Astoria wydawała się całkiem miłą dziewczyną. A jej siostrę Daphne znałem od lat. Prawdopodobnie powinienem być bardziej zawiedziony, kiedy jej ojciec zerwał zaręczyny, ale szczerze mówiąc, poczułem ulgę.

— Dlaczego?

— Bo przez większość życia mówiono mi, co mam robić. Musiałem bronić honoru rodziny Malfoyów. Wyznawać ich zasady. Powiedziano mi, że muszę poślubić dziewczynę, którą wybiorą moi rodzice. A potem kazano mi przyjąć Mroczny Znak i zostać szeregowym żołnierzem największego czarodzieja-psychopaty, jaki stąpał po Ziemi. Po zakończeniu wojny dostałem wyrok w zawieszeniu i musiałem wrócić do szkoły. Miałem już dość tego, że zmuszano mnie do robienia różnych rzeczy. Tamten dzień zmienił wszystko. Zrobiłem mistrzostwo, mając kontrolę nad tym, kogo chcę poślubić i prowadząc firmę. Po raz pierwszy czuję, że decyduję o swoim życiu.

Hermiona rozważała sens jego słów, ale jej myśli wciąż krążyły wokół zerwanych zaręczyn.

— Więc gdybyś miał szansę, wybrałbyś teraz Astorię?

— Nie — odparł szczerze.

— Och? — Hermiona usłyszała lekceważenie w jego głosie. — Dlaczego nie?

— Stary Horacjusz zerwał zaręczyny, bo nie chciał, żeby Malfoyowie wciągnęli jego rodzinę w bagno. Potem, kiedy Malfoy Holdings znów zaczęło przynosić zyski, a ja odzyskałem szacunek, zobaczył galeony i chciał powrotu. Próbował wmawiać, że zaręczyny nigdy nie zostały zerwane i zmuszał mnie do powrotu do Astorii. To całkiem miła dziewczyna, ale nie byłem nią na tyle zainteresowany, żeby chcieć się z nią ożenić.

— Twoi rodzice naciskają, żebyś się z nią ożenił?

Draco się zaśmiał.

— Mają gdzieś, czy to będzie Astoria. Po prostu uważają, że powinienem był się ożenić lata temu. Nie obchodzi mnie, co myśli Lucjusz, ale moja matka nie przestaje dawać aluzji i próbować mnie swatać.

— Ale chcieliby, żebyś poślubił czarownicę czystej krwi?

— Najlepiej, tak.

— Czy wybranie mnie na udawaną dziewczynę to akt jakiegoś buntu?

— Myślałem, że nie będziemy rozmawiać o tym podczas jedzenia.

— Nie będziemy. To nie jest… temat na osobną dyskusję. Po prostu byłam ciekawa…

— Pozwól mi zająć się moją matką, Granger.

Ton głosu Draco był beznamiętny i nieznoszący sprzeciwu, więc Hermiona porzuciła temat.

— Skoro już mowa o związkach — dodał — co właściwie się stało między tobą a Weasleyem? Wiem, że jest żonaty z tą Brown, co nie ma sensu, bo ona nie dorasta ci do pięt. Ale co się stało?

— Znalazłam ich razem na naszej kanapie — odpowiedziała, a jej upokorzenie z powodu konieczności przyznania się do tego nieco złagodziła satysfakcja ze świadomości, że Draco uważał Lavender za gorszą od niej.

— Co za palant — mruknął.

— Tak — zgodziła się. — Zniszczyli moją dobrą kanapę.

Draco zaśmiał się na jej sarkazm.

Uśmiechnęła się do niego krzywo, po czym westchnęła.

— Chyba w pewnym sensie dobrze się stało. Lepiej, że nie zostałam z nim i nie poczułam się zraniona, kiedy byłoby na to za późno, na przykład po ślubie albo po urodzeniu dzieci. Po prostu bardzo zraniło mnie to, że zniszczona została przyjaźń, która trwała ponad dekadę. Nie tylko między mną a Ronem, ale także między mną, Ronem i Harrym.

— Kto wpłynął na Pottera?

— Nikt — odparła. — Harry odmówił pójścia na ślub Rona, ale jest w trudnej sytuacji, bo jest mężem Ginny. Nie chciałam sprawiać kłopotów ich rodzinie, więc powiedziałam Harry’emu, że zrozumiem, jeśli nadal będzie się spotykał z Ronem i chodził na rodzinne spotkania, żeby nie komplikować im życia.

— Jesteś o wiele bardziej wyrozumiała w tej kwestii niż ja bym był — rzekł, zaciskając usta w cienką linię.

Skończyli jeść danie główne i kelnerka wróciła z menu deserów. Draco zamówił tartę cytrynową i kieliszek rieslinga. Hermiona zamówiła herbatę. Kiedy deser został podany, Draco odłamał widelcem kawałek.

— Musisz tego spróbować, Granger — powiedział.

— Jestem za bardzo najedzona — zaprotestowała.

— Nikt nie jest za bardzo najedzony na deser — mruknął, namawiając. — No dalej, Granger, spróbuj i powiedz mi, czy to nie jest najlepsza tarta cytrynowa, jaką jadłaś w życiu.

Hermiona ugryzła kawałek z grzeczności, ale potem odkryła, że ciasto było naprawdę pyszne i zanim Draco zdążył cofnąć widelec, dokończyła kęs, który jej podał. Uśmiechnął się lekko.

— Dobre, prawda?

— Yhmmm — zgodziła się, wciąż przeżuwając.

— Chcesz jeszcze?

— Ty zjedz — powiedziała. — Ale dziękuję.

Upiła łyk herbaty i patrzyła, jak Draco kończy deser. Kiedy kelnerka podeszła, żeby zabrać talerz, powiedział:

— Dam znać, kiedy będę chciał rachunek.

— Dobrze, proszę pana — rzekła kelnerka, wycofując się.

Draco rzucił Muffiato na ich stolik. Skinął głową w stronę Hermiony.

— Dobrze, Granger, do dzieła. Pewnie masz mnóstwo pytań.

Hermiona miała mnóstwo pytań, ale nie chciała zagłębiać się w te najtrudniejsze, więc zaczęła od prostego.

— Mówiłeś, że będziesz mnie potrzebował przez sześć do dwunastu miesięcy. Jak my — ty — zdecydujesz, czy to będzie trwało sześć, czy dwanaście miesięcy?

— Ustalmy, że dwanaście miesięcy — powiedział — ale możemy to zakończyć wcześniej, jeśli nie wypali.

— Możemy oboje zrezygnować w dowolnym momencie? A co, jeśli ty podejmiesz taką decyzję w połowie miesiąca? Moja wypłata wtedy będzie proporcjonalna, czy…

Draco zaśmiał się pod nosem.

— Salazarze, to będzie długi wieczór. To może tak, każde z nas może odejść w dowolnym momencie. Będę ci płacił każdego pierwszego dnia miesiąca, a jeśli zdecydujesz się odejść, zatrzymasz to, co ci zapłaciłem za dany miesiąc. A jeśli to ja zakończę tę znajomość, zapłacę ci za obecny miesiąc i bez względu na wszystko otrzymasz co najmniej trzymiesięczne wynagrodzenie. Co ty na to?

— Cóż, to mocno przechyla się na moją korzyść — odpowiedziała, a jej wrodzone poczucie sprawiedliwości zaprotestowało, mimo że kusiło ją, by się zgodzić.

— Wiem o tym — odparł cierpliwie. — Wiem, że potrzebujesz pieniędzy o wiele bardziej niż ja, więc nie będę ci tego zbytnio utrudniał.

— Och, dobrze — mruknęła z ulgą. — A jak często będę musiała się z tobą widywać, póki będziemy w tym układzie?

— Trzy do czterech razy w tygodniu przez pierwszy miesiąc. Potem będziesz musiała się do mnie wprowadzić.

Hermiona otworzyła szeroko oczy.

— Wprowadzić się… chwila! Mówiłeś, że to relacja bez seksu!

— Spokojnie, Granger, dostaniesz własny pokój. Ma nawet prywatną łazienkę, więc nie będziemy wpadać na siebie rano, by umyć zęby. Poza tym, chcę mieć w swoim łóżku tylko chętne czarownice. Ale gdybyś tam mieszkała, to byłby dla mnie jasny sygnał, że jestem całkowicie poza zasięgiem.

— Gdzie miałby być ten pokój? We Dworze?

— Nie, nie mieszkam tam. Moja matka tam mieszka i od czasu do czasu ją odwiedzam, ale mam mieszkanie w Londynie. Zabiorę cię tam, jeśli chcesz je zobaczyć. Jest wystarczająco duże dla dwóch osób. Po prostu łatwiej byłoby mi wszystko załatwić, gdy mieszkalibyśmy w tym samym miejscu. Jeśli chcesz, pokryję czynsz za twoje mieszkanie, dopóki umowa się nie skończy.

— Ja… ja nie… — Hermiona zaczęła protestować.

— Tak bardzo kochasz swoje obecne mieszkanie, że nie możesz się z nim rozstać na kilka miesięcy?

Nie mogła powiedzieć, że aż tak bardzo je lubi. Początkowo to było rozwiązanie tymczasowe, bo wynajęła je po rozstaniu z Ronem, ale nie mogła sobie pozwolić na nic lepszego. Było małe, z odpryskująca farbą i stęchlizną, której nigdy nie udało jej się całkowicie usunąć, mimo odświeżaczy i otwartych okien, żeby wpuścić jak najwięcej świeżego powietrza. Mimo to, myśl o codziennym życiu z Draco Malfoyem była niepokojąca, pomimo jego zapewnień.

— Mam kota — rzekła cicho. — Musiałabym go zabrać do ciebie.

— Merlinie. — Draco przewrócił oczami. — Tak, pamiętam go. Rudy, prawda? Czasami zakradał się do lochów Slytherinu. Lubił siadać mi w nocy na piersi.

— Naprawdę? — Hermiona całkowicie zapomniała o swoim niepokoju związanym z całą tą sytuacją, gdy dowiedziała się o sekretnym życiu Krzywołapa. — I nie miałeś nic przeciwko?

— Dlaczego miałbym mieć coś przeciwko? Był bardzo przyjazny. Jedyne, co mi się nie podobało, to zostawiana wszędzie ruda sierść.

— Był dla ciebie przyjazny? Nienawidził Rona.

— To zwierzę o ponadprzeciętnej inteligencji.

Hermiona się roześmiała.

— Jesteś pewny, że mówimy o tym samym kocie?

— Rudy. Pół-kuguar. Rozgnieciony pysk. Wielkie kocisko. Musiał ważyć prawie dwadzieścia funtów.

— Tak — zgodziła się Hermiona. — To Krzywołap.

— Kot może zostać, ale porozmawiaj z nim o tym, żeby nie zostawiał sierści na moich garniturach.

Usta Hermiony drgnęły.

— To sprawiedliwe.

W jakiś sposób myśl, że Draco i Krzywołap się dogadują, sprawiła, że mieszkanie z nim wydawało się o wiele mniej przerażające.

— Więc, idąc dalej, następne pytanie?

— Mówiłeś, że przez pierwszy miesiąc będziemy się widywać trzy do czterech razy w tygodniu. W jakie dni tygodnia?

— Granger, nie mogę tego przewidzieć. Zawsze, gdy będzie jakieś przyjęcie, w którym będę musiał uczestniczyć.

— Potrzebuję wolnego w niedzielne popołudnia — powiedziała.

— Dlaczego?

— Wtedy odwiedzam rodziców — odpowiedziała. — Mogłabym… mogłabym to przesunąć na inny dzień, jeśli zostanę wcześniej powiadomiona, ale nie chcę opuszczać tych wizyt.

— Rozsądnie, Granger.

— Więc w te dni, kiedy musiałabym coś z tobą robić, co byśmy robili?

— Kolacje, przyjęcia, gale, przyjęcia koktajlowe, wieczory w teatrze. Czasem wyjeżdżam służbowo za granicę. Towarzyszyłabyś mi, ale zadbałbym o to, żebyśmy mieli oddzielne, sąsiadujące pokoje. Gdybym urządzał przyjęcie w swoim mieszkaniu, pełniłabyś rolę gospodyni.

— Ale nie wiem, jak…

— Nie musiałabyś nic gotować i serwować. Zatrudniam pół tuzina skrzatów domowych. I zanim rozpoczniesz swoją tyradę, Granger, płacę im bardzo dobrze. Miałabyś po prostu witać gości, prowadzić luźne pogawędki i tym podobne.

— Nadal nie rozumiem, dlaczego mnie to zaproponowałeś — powiedziała. — Mówiłeś, że jestem ostatnią czarownicą, która chciałaby ciebie poślubić. Czy to jedyny powód?

Draco przyglądał jej się przez chwilę, jakby zastanawiał się, jak jej odpowiedzieć.

— Spełniasz wszystkie kryteria na moją wymarzoną dziewczynę, tyle że nigdy się nie lubiliśmy. Uznałem, że nasze szanse na zakochanie się są małe i sytuacja jest tak bardzo skomplikowana, że będziesz dobrą kandydatką.

— Powiedziałeś, że spełniam wszystkie kryteria na twoją wymarzoną dziewczynę? Jestem… jestem mugolaczką!

Draco pokręcił głową.

— Przyznaję, że celowo nie szukałbym mugolaczki do randkowania, ale tak naprawdę już mnie to nie obchodzi. Podoba mi się to, że jesteś inteligentna. Potrafisz prowadzić rozmowę i dochować tajemnicy. Najwyraźniej pochodzisz z dobrego domu i jesteś dobrze wychowana. Nie każda babcia dostaje prezenty od królowej Anglii. I… jesteś całkiem ładna.

Hermionie opadła szczęka.

— Latami naśmiewałeś się z mojego wyglądu.

— Robiłem mnóstwo głupich rzeczy, kiedy byłem młodszy.

— Myślisz, że jestem ładna? — dopytywała, rumieniąc się.

— Granger, przestań domagać się komplementów.

Hermiona nie była odporna na komplementy od jednego z najprzystojniejszych mężczyzn, jakich kiedykolwiek widziała. Poczuła dreszcz podniecenia, zanim jej myśli się odwróciły i przez chwilę milczała, zastanawiając się, jak zadać kolejne pytanie.

— O co chodzi? — zapytał. — Wiem, że masz więcej pytań.

Teraz przeszła do tych, które dręczyły ją najbardziej od momentu, kiedy Draco złożył jej tę propozycję. Wyprostowała ramiona i spojrzała na niego. Siedząc obok niego przez cały wieczór, była pod ogromnym wrażeniem jego obecności. Nie dotykali się, ale zdawała się czuć go wszędzie. Był od niej znacznie wyższy i siedząc obok, dominował w loży z leniwą nonszalancją pantery obserwującej swoją ofiarę. Jego zapach, mieszanka cytrusów i lasu, łaskotał ją w nos cały wieczór. A teraz, patrząc mu prosto w oczy, coś, czego Hermiona subtelnie unikała, poczuła się zahipnotyzowana. Szarość tęczówek, kiedy był rozbawiony, ciemniała, gdy się nad czymś zastanawiał i zauważyła w nich drobinki złota i to, jak gęste były jego ciemne, blond rzęsy. W wyrazie twarzy malowało się rozbawienie, ale było w nim coś jeszcze, czego nie potrafiła zidentyfikować. Ostrożność? Czujność? Pożądanie?

— Czy musiałabym… znaczy, musiałabym… cię dotykać? — zapytała, a jej głos zniżył się do szeptu.

— Zdefiniuj dotyk.

— Wiedziałam, że to powiesz — mruknęła. — Jaki kontakt fizyczny jest wymagany?

— A co w ogóle o tym myślisz? — dopytywał. — Na co byłabyś gotowa?

— Merlinie, nie ułatwiasz mi tego — odparła wyraźnie zirytowana. — Trzymanie się za ręce?

— Tak.

— Przytulanie?

— Tak.

— A co z tańcem?

— Potrzebujesz lekcji, Granger?

— Nie, babcia dopilnowała, żebym się nauczyła. Chociaż mogłam trochę zardzewieć.

— Więc dasz sobie radę. Dobrze prowadzę.

— Oczekujesz też c-całowania?

Hermiona nie mogła oderwać wzroku od jego pięknie ukształtowanych i zmysłowych ust. Tych, które wypowiadały słowa mogące ją zniszczyć. Widziała siebie całującą te usta i ta myśl niepokoiła ją w sposób, którego nie potrafiła opisać.

— Tak, Granger.

Oderwała wzrok od jego ust i z trudem zadała kolejne pytanie.

— Czy… czy kiedykolwiek będę musiała siedzieć na twoich kolanach?

— Możliwe.

— Och.

Nerwowo na niego zerknęła, próbując sobie wyobrazić siebie robiącą te rzeczy.

— A teraz pytanie za dwanaście tysięcy galeonów, Granger — rzekł, nachylając się ku niej. — Czy potrafisz robić to wszystko i sprawiać wrażenie, że ci się to podoba?

Hermionie zaschło w gardle. Powtarzała sobie, że robiła to wszystko z Ronem. Robiła to z Viktorem Krumem. Chodziła na randki z innymi mężczyznami po zakończeniu związku z Ronem. Z pewnością mogłaby to zrobić z Malfoyem. A jednak czuła się jak królik złapany w pułapkę, jej serce nagle przyspieszyło, a dłonie zrobiły się wilgotne.

— Ja… oczywiście — pisnęła.

— Pokaż mi.

Draco nie wykonał żadnego ruchu w jej stronę, ale jego spojrzenie było prowokujące. Opierał się o tapicerowane poduszki w loży, lewą rękę nonszalancko kładąc na udzie, a prawą wciąż trzymając kieliszek z resztką rieslinga. Jego poza była swobodna, ale wzrok intensywny.

Hermiona zaczęła od najłatwiejszego. Siedziała po jego lewej stronie, ale sięgnęła po jego prawą dłoń. Była duża i elegancka, palce długie i smukłe. Taką dłoń jej ojciec nazywał dłonią chirurga. Na palcu serdecznym błyszczał sygnet. Delikatnie wzięła kieliszek z jego dłoni i postawiła na stole, po czym chwyciła jego dłoń. Opuszki palców były zimne od trzymania szkła, ale dłoń sucha, skóra lekko szorstka od odcisków, które, jak przypuszczała, mogły powstać od latania na miotle. Delikatnie przesunęła palcami po jego dłoni i westchnęła, gdy nagle splótł swoje palce z jej i zaczął delikatnie przesuwać kciukiem po jej dłoni. Jak to możliwe, że ten prosty dotyk wystarczył, by przyprawić ją o dreszcz?

— Usiądź bliżej, Granger — rzekł cicho i ochryple.

Zmienił pozycję, by przyciągnąć ją bliżej siebie, i uniósł lewą rękę, obejmując ją, aż jej głowa oparła się na jego ramieniu, wciąż trzymając jego prawą dłoń. Próbowała usiąść naturalnie w jego objęciach, ale była zbyt zdenerwowana i trzymała się sztywno, czując, że jest oddech jest zbyt płytki. Jej dłoń, wciąż spoczywająca w jego dłoni, zadrżała.

— Rozluźnij się — wyszeptał jej do ucha.

— Próbuję — wycedziła.

— Zamknij oczy i weź głęboki oddech — polecił.

Posłuchała go, ale wciąż czuła się zbyt przytłoczona, by się zrelaksować.

Westchnął.

— Opowiedz mi o swojej ulubionej książce — namawiał.

— Co?

— Jaka jest twoja ulubiona książka, Granger? Na pewno jakąś masz.

— Magiczna czy mugolską?

Zaśmiał się.

— Oczywiście, że masz po jednej z każdej kategorii. Dobrze, w takim razie magiczna.

Historia Hogwartu — odpowiedziała natychmiast.

— Naprawdę? Dlaczego akurat ta?

Z zamkniętymi oczami Hermiona rozmyślała o tym, nie zdając sobie sprawy, że zaczęła się opierać o jego klatkę piersiową, a sztywność ustąpiła z kończyn, gdy się uspokajała.

— Zawsze wiedziałam, że coś jest ze mną nie tak, ale oczywiście nie wiedziałam, dlaczego, dopóki profesor McGonagall nie przyszła do mnie do domu, żeby wręczyć mi list i wyjaśnić rodzicom, że jestem czarownicą. Nawet nie wiesz… nawet nie wiesz jakiej zaznałam ulgi, odkrywając, że wszystko to, co się ze mną działo, miało swój powód, że istnieją ludzie tacy jak ja… — W tym momencie palce Draco zacisnęły się na jej dłoni, ale Hermiona nie skończyła. — Historia Hogwartu była pierwszą magiczną książką, jaką kupiłam, kiedy McGonagall zabrała nas na Ulicę Pokątną. Myślę, że właśnie to czyni ją tak wyjątkową. To była pierwsza rzecz, którą przeczytałam, która sprawiła, że magia stała się dla mnie naprawdę realna.

Otworzyła oczy i spojrzała na niego.

Wpatrywał się w nią intensywnie i otworzyła usta, czując, że nie może oderwać od niego wzroku.

— Hermiono — mruknął. — Pocałuj mnie.

Jego usta znajdowały się zaledwie kilka centymetrów od jej i nagle poczuła, jakby pod jej skórą wybuchały fajerwerki. Zebrała w sobie gryfońską odwagę i nachyliła się ku niemu. Na chwilę przycisnęła swoje usta do jego, a potem się odsunęła, niezdolna spojrzeć mu w oczy.

— To nie był pocałunek — zganił ją.

Podniosła wzrok.

— Oczywiście, że był! — zaprotestowała.

Miała właśnie zacząć się bronić, że na sto procent to był pocałunek, gdy Draco chwycił jej usta swoimi.

Jego pocałunek był początkowo delikatny, lekko muskający jej usta, miękki, czuły, niemal drażniący. Hermiona wciąż była zbyt nakręcona, by odwzajemnić pocałunek, a jej usta biernie i niepewnie podążały za jego. Potem wcisnął język w szczelinę jej ust, a ona otworzyła się dla niego, i nagle zmienił pozycję. Jego język otarł się o jej, sprawiając, że jęknęła, więc pogłębił pocałunek, wplatając dłoń w jej włosy, przyciskając ją bliżej siebie. Instynktownie wolna ręka Hermiony powędrowała wzdłuż jego karku i trzymała się go, jakby tylko on utrzymywał ją w pozycji pionowej. Jej oddech drżał, a usta trzęsły się pod jego. Pożądanie wysyłało płynne ciepło między jej uda i odwzajemniła pocałunek z desperacją i tęsknotą, jakiej nigdy wcześniej nie czuła.

Mogli tak trwać minuty lub godziny. Straciła poczucie czasu, nawet myśli. Wiedziała tylko, że tego pragnie. Chciała tego i więcej. Pragnęła jego pocałunków, które wywoływały w niej to cudowne uczucie, jakiego nigdy wcześniej nie czuła. Jej dłonie wplątały się w jedwabiste, jasne, blond włosy. Każde muśnięcie i ugryzienie między ich ustami wywoływało dreszcze. Serce waliło jej tak mocno, że myślała, iż zaraz wyskoczy. Wiła się w jego ramionach, niemal wibrując z pożądania. Odsunął się od jej ust i pocałował ją w policzek, łaskocząc małżowinę ucha, a potem zszedł na szyję, muskając wargami miejsce między szyją a ramieniem i poczuła swój urywany oddech. Delikatnie wgryzał się w jej skórę. Jedna z dłoni powędrowała w górę i w dół po jej plecach, a druga obejmowała jej pierś przez materiał sukienki, a palce szczypały stwardniały sutek.

Kurwa, Granger — wymamrotał w jej szyję i nagle czar prysł, a zimny wstrząs świadomości przeszył ciało Hermiony.

Wyrwała się z jego uścisku, ciężko dysząc, odpychając go gwałtownym pchnięciem. Miała otwarte usta, wciąż będąc w szoku po tym, co zrobiła i czuła, jak cała drżała. Draco również wyglądał na oszołomionego. Jego oczy, początkowo pociemniałe z pożądania, wkrótce powróciły do swojej zwykłej, nieprzeniknionej szarości, ale policzki miał zarumienione i blond włosy potargane. Hermiona mogła tylko zgadywać, w jakim nieładzie musiały być jej włosy.

I nagle ogarnęło ją przerażenie, gdy miała na niego spojrzeć. Poczuła, że jej twarz płonie, i spuściła wzrok na stół, sztywno się trzymając.

— Granger — powiedział, a jego wzrok zabrzmiał jak ciche dudnienie.

Wciąż nie mogła na niego spojrzeć. Wciąż była wstrząśnięta tym, jak na niego zareagowała, nie mogąc uwierzyć, że to właśnie on, ze wszystkich ludzi, potrafił wzbudzić w niej takie pożądanie. Nikt nigdy jej tak nie pocałował, a ona z pewnością nigdy nie odwzajemniła pocałunku z taką beztroską. Ta myśl jednocześnie ją podniecała i przerażała.

— Granger — powtórzył, a ona zmusiła się, by podnieść wzrok i spojrzeć mu w oczy. — Nic ci nie jest? — zapytał.

Pokręciła głową, a jej wzrok przesunął się między jego oczami a ustami.

— Wszystko… Wszystko dobrze — wyszeptała w końcu. — Czy… ten pocałunek był wystarczający?

Wystarczający? — powtórzył z ponurym chichotem. — Tak, Granger. Tak… tak. Był wystarczający. — Odczekał chwilę, a potem zapytał: — Nadal chcesz to zrobić?

Odpowiedź brzmiała tak, ale tak naprawdę nie było prostej odpowiedzi na to pytanie. Była tu tylko dlatego, że desperacko potrzebowała pieniędzy. Nienawidziła siebie za to, że znalazła się w takiej sytuacji, wiedząc, że musi przystać na warunki Draco, nawet gdy jej godność buntowała się przeciwko temu, na co się zgadzała. Spodziewała się, że będzie nienawidzić każdą minutę spędzoną z nim. Ale dziś wieczorem był rozkrająco przyjacielski i czarujący. A ten pocałunek wzbudził w niej uczucia, o których istnieniu nie wiedziała. Nie mogła nawet skłamać, że nie podobał jej się ten pocałunek. Kiedy wyrwała się z jego objęć, instynktownie wiedziała, że gdyby od razu wyciągnął do niej ręce, rozpłynęłaby się w jego objęciach, pocałowała go ponownie, a nawet pozwoliłaby mu się wziąć tutaj, w tej loży. Nawet teraz, gdy to początkowe ciepło wyparowało, jakaś część niej wciąż pragnęła powtórki. I to ją przerażało. Myślała, że najgorsze, co Draco Malfoy mógł zrobić, to zniszczyć jej godność. Teraz wiedziała, że jeśli mu na to pozwoli, może ją doszczętnie wykończyć.

— Tak — powiedziała cicho. Mogłaby przysiąc, że słyszała, jak wypuścił powietrze, kiedy się zgodziła. — Kiedy… kiedy zaczynamy?

— Złożyłaś rezygnację w Ministerstwie?

— Tak. — Westchnęła. — We wtorek. Mój ostatni dzień jest za półtora tygodnia.

Draco uniósł brwi, słysząc to.

— Podjęłaś decyzję, zanim tu przyszłaś?

— Tak naprawdę nie miałam wielkiego wyboru — rzekła ze smutkiem. — Po prostu musiałam wiedzieć, w co dokładnie się pakuję, zanim ci powiem, że się zgadzam. Ale nasunęło mi się jeszcze jedno pytanie: jeśli zacznę się z tobą spotykać w tym samym czasie, kiedy zacznę dla ciebie pracować, czy nie będzie to wyglądało tak, jakbyś zatrudnił swoją dziewczynę?

— Tak, myślałem o tym, Granger — odparł. — Dlatego właśnie chciałem zasugerować, żebyśmy poczekali do miesiąca po tym, jak zaczniesz pracę, zanim rozpoczniemy… naszą umowę.

— Ale i tak dosięgną mnie oskarżenia o faworyzowanie — zaprotestowała.

— Mistrz Bergen kieruje laboratorium eliksirów i wiadomo, że ja nie ingeruję w to, jak traktuje swoją załogę — rzekł. — I nie będę, gdy zaczniesz tam pracować. Nie mogę cię całkowicie uchronić przed oskarżeniami o faworyzowanie, ale to wszystko, co mogę zrobić. Więc… jakieś inne obiekcje?

Westchnęła.

— Nie.

Draco sięgnął po dłoń Hermiony, co sprawiło, że przeszedł ją dreszcz aż do ramienia. Ujął jej dłoń w swoje, delikatnie wodząc po żyłach na grzbiecie jej dłoni, a następnie uniósł ją do ust, by złożyć delikatny pocałunek.

— Przyjdź jutro do mojego biura po siedemnastej. Spotkasz się z Mistrzem Bergenem i omówimy warunki twojej umowy o pracę.

[T] Związek na pokaz: Propozycja

sobota, 18 lipca 2026

 

Sowa przyleciała pięć dni po tym, jak Hermiona wysłała swoją aplikację na nowe stanowisko.

 

Szanowna Pani Granger,

z wielkim zainteresowaniem zapoznaliśmy się z Pani aplikacją na stanowisko starszego specjalisty ds. eliksirów i chcielibyśmy zaprosić Panią do siedziby Malfoy Holdings przy Upper Bank Street 45-2/3 na rozmowę kwalifikacyjną w poniedziałek, 15 marca, o godzinie dziesiątej. Prosimy o przesłanie odpowiedzi sowią pocztą.

Z poważaniem,

Thaddeus Picklebrick

Starszy Wiceprezes ds. Zasobów Ludzkich

 

W związku z tym, w następny poniedziałek rano, po wzięciu dnia wolnego w obecnej pracy, Hermiona przybyła do Malfoy Holdings o dziewiątej czterdzieści pięć i przedstawiła się recepcjonistce w holu. Budynek, położony w samym sercu mugolskiej, londyńskiej dzielnicy finansowej w Canary Wharf, z zewnątrz wyglądał jak magazyn, ale w środku był ewidentnie wielopiętrowym, bardzo nowoczesnym i imponującym budynkiem korporacyjnym, który zdawał się być zbudowany ze szkła, stali i marmuru. W holu było dość pusto, a obcasy Hermiony stukały nieprzyzwoicie głośno o lśniąco wypolerowane podłogi, gdy przechodziła przez hol od wejścia do recepcji.

— Granger — powtórzyła wiedźma, sprawdzając pergamin. — Ach, tak. Oczekują pani. Czterdzieste piąte piętro. Proszę skręcić w praco, a kiedy wyjdzie pani z windy, ktoś będzie czekał, by przyjąć panią na rozmowę kwalifikacyjną.

— Dziękuję — powiedziała Hermiona, a stukot jej obcasów rozbrzmiewał niczym odgłos strzałów z pistoletu, gdy szła w stronę wind.

Przyrzekła sobie, że jeśli kiedykolwiek dostanie tę pracę, będzie chodzić w tym budynku tylko w trampkach. Hałas, jaki wydawały jej buty, był nie do zniesienia.

Jednak gdy Hermiona wyszła z windy na czterdziestym piątym piętrze, stanęła na grubym, pluszowym dywanie i ujrzała rzędy dużych boksów z lśniącego, jasnego drewna i szkła, gdzie dobrze ubrani czarodzieje i czarownice pracowali przy biurkach.

Przywitała ją schludnie wyglądająca kobieta w średnim wieku w ciemnoczerwonych szatach, które, jak Hermiona przypuszczała, kosztowały więcej niż cała jej garderoba razem wzięta.

— Panna Granger?

Hermiona skinęła głową.

— Tak. Dzień dobry.

— Jestem asystentką pana Malfoya, Desiree Avery. Przyszłam zabrać panią na rozmowę kwalifikacyjną z panem Malfoyem.

— Rozmowa kwalifikacyjna z panem Malfoyem? — powtórzyła Hermiona z nagłym uczuciem przerażenia. — Ale… ubiegałam się o posadę starszego specjalisty ds. eliksirów. Przecież pan Malfoy… chyba nie przeprowadza rozmów z każdym, kto tu aplikuje?

— Jeśli wszystko pójdzie dobrze, pan Malfoy umówi panią na lunch z Mistrzem Eliksirów panem Bergenem, ale pan Malfoy wyraźnie prosił o wcześniejsze spotkanie z panią — wyjaśniła Desiree, prowadząc Hermionę przez szklane drzwi zewnętrzne do biura prezesa, na których widniał napis Draco L. Malfoy, prezes Malfoy Holdings, a następnie zatrzymała się przed imponującymi, podwójnymi, mahoniowymi drzwiami gabinetu prezesa. Zapukała dwa razy, a potem otworzyła drzwi. — Panie Malfoy, kandydatka z dziesiątej już przyszła.

Draco siedział przy biurku, przeglądając jakieś pergaminy. Spojrzał na nią przelotnie, a jego szare oczy błysnęły, gdy spotkały się z jej wzrokiem.

— Proszę usiąść. Zaraz z panią porozmawiam. Pani Avery, herbata, już.

— Oczywiście, panie Malfoy — rzekła Desiree.

Wskazała Hermionie krzesło przed biurkiem Draco, po czym wyszła z gabinetu.

Z suchym gardłem Hermiona przeszła przez pokój i usiadła na krześle, powoli opadając na nie. Czarna skóra siedzenia była miękka jak masło, co ją zaskoczyło. Irytacja z powodu nieuprzejmości Draco walczyła z niepokojem, jaki odczuwała w jego obecności. Czy był taki wobec wszystkich, którzy przychodzili na rozmowy kwalifikacyjne, czy też dlatego, że była mugolaczką? Przypomniała sobie, że potrzebuje tej pracy i znalazła w sobie pokłady cierpliwości. Podczas gdy Draco był zajęty papierami, ona szybko rozejrzała się po pokoju.

Gabinet był ogromny, z wielkimi oknami od podłogi do sufitu, z których roztaczał się rozległy widok na Londyn i Tamizę. Sam gabinet był urządzony w zaskakująco nowoczesnym stylu. Biurko Draco było ogromne, eleganckie i wypolerowane, zastawione schludnymi stosami pergaminów, pięknym piórnikiem i wieloma pojemnikami z atramentem, ale bez żadnych bibelotów. Nad biurkiem unosiły się magiczne światła, oświetlając pergamin, który czytał, i rozświetlając jego jasne, blond włosy. Wzdłuż jednej ściany ciągnęły się rzędy regałów z książkami, niektóre wypełnione tomami, a inne ozdobione pięknymi rzeźbami i dziełami sztuki. Ściany zdobiły — co podwójnie zaskoczyło Hermionę — nowoczesne, mugolskie dzieła sztuki. Mogłaby przysiąc, że jeden z nich to dzieło Jacksona Pollocka, i nie sądziła, żeby to była replika. Sekcja najbliżej okien była wyposażona w wygodne kanapy, fotele i stoliki kawowe, najwyraźniej przeznaczone do przyjmowania gości w bardziej swobodnej atmosferze. Z gabinetu wychodziło dwoje innych drzwi. Hermiona domyśliła się, że jedne prowadziły do prywatnej toalety, a drugie prawdopodobnie do prywatnego salonu z kominkiem podpiętym do Sieci Fiuu.

Desiree wróciła z serwisem do herbaty i w końcu Draco podniósł wzrok znad papierów. Nalała im herbaty, dodając dwie łyżeczki cukru i odrobinę śmietanki do herbaty Hermiony, co było jej ulubionym sposobem. Zmrużyła oczy, zastanawiając się, skąd Desiree wiedziała. Gdy herbata została podana, Draco powiedział:

— Dziękuję, pani Avery. To wszystko.

— Oczywiście, panie Malfoy — odparła i wyszła z gabinetu, zamykając za sobą drzwi.

Draco skupił teraz całą uwagę na Hermionie, a ona mogła tylko patrzeć w jego stronę, niepewna, co zrobić.

— Dobrze wyglądasz, Granger — rzekł w końcu.

Obserwując go, Hermiona zmuszona była stwierdzić, że sam Draco wyglądał bardzo dobrze. A nawet więcej niż dobrze. Ostatnim razem, gdy go widziała, był jeszcze chłopcem, ale mężczyzna przed nią nie miał w sobie nic chłopięcego. Mimo że siedział, czuła, że urósł od ukończenia szkoły i nabrał objętości. Miał sylwetkę sportowca, szczupłą i szeroką w ramionach, a kiedy się odchylił, by napić się herbaty, widziała napięte mięśnie poruszające się pod materiałem koszuli. Jego twarz zmieniła się w ostrej na kanciastą, a rysy twarzy były patrycjuszowskie, z wysokimi kośćmi policzkowymi i prostym nosem, który był odrobinę za długi, ale idealnie podkreślał rysy twarzy. Oczy miały uderzająco szary kolor, a jego najbardziej charakterystyczna cecha, jasne, blond włosy, były teraz krótsze niż w szkole, ale opadały kunsztownie gładkimi falami, otaczając twarz. Nawet w Hogwarcie Hermiona pamiętała, jak dziewczyny podziwiały jego urodę, ale teraz zapierał jej dech w piersiach jeszcze bardziej i poczuła falę pociągu oraz gniewu. To było tak niesprawiedliwe, że stał się jeszcze piękniejszy, a co gorsza, było oczywiste, że on o tym wiedział.

— Dziękuję, Mal… panie Malfoy — zmusiła się do dodania tytułu.

Draco uśmiechnął się ironicznie. Najwyraźniej wyłapał to przejęzyczenie. Sięgnął po teczkę, którą Hermiona uznała za jej i przekartkował dokumenty.

— Więc co cię sprowadza do Malfoy Holdingss?

— Jestem pewna, że wiesz, że ubiegam się o stanowisko starszego specjalisty ds. eliksirów — powiedziała Hermiona, starając się brzmieć spokojnie.

— Tak, co sądząc po twoim podaniu i CV, wydaje się całkowitą zmianą zawodu. Obecnie zajmujesz stanowisko starszego asystenta kierownika Departamentu Regulacji i Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. Co, o ile wiem, nie ma nic wspólnego z eliksirami. Skąd ta zmiana?

Hermiona zacisnęła zęby. Była gotowa porozmawiać z kimś z wydziału eliksirów i odpowiedzieć na pytania dotyczące ich warzenia. Zawsze dobrze sobie radziła z eliksirami, a nawet zdobyła mistrzostwo, równolegle pracując na pełen etat w Ministerstwie. Udoskonalała swoje umiejętności w warzeniu eliksirów w swoim małym, domowym laboratorium i zawsze była na bieżąco z najnowszymi artykułami naukowymi na ten temat. Zadbała o to, by odświeżyć sobie wszystkie przepisy dotyczące bezpieczeństwa kotłów, przechowywania składników i obsługi formuł czasowych. Ostatnie kilka dni spędziła, przygotowując się do odpowiedzi na tego typu pytania. Nie spodziewała się, że ktoś ją zapyta, dlaczego chce odejść z obecnej pracy. Nie chciała mówić Draco Malfoyowi o rozpaczy, jaką poczuła, gdy uświadomiła sobie, że praca w Departamencie Regulacji i Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami to duszący ślepy zaułek i że jeśli zostanie w Ministerstwie, będzie wiecznie gonić za przepisami i drobiazgami. Nie chciała mówić Draco o swoich problemach finansowych ani o rodzicach. Nie chciała mu nic mówić. Zmusiła się do bezpiecznej odpowiedzi.

— Pomyślałam, że to dobry moment na zmianę.

— To bzdura — powiedział Draco, patrząc jej prosto w oczy.

— Słucham?

Oczy Hermiony błysnęły. Wyprostowała się i odstawiła filiżankę na brzeg biurka Draco.

— Ludzie prawie nigdy nie zmieniają pracy z kaprysu, a ty, Granger, nigdy nie robisz niczego bez powodu. Spróbuj jeszcze raz.

Hermiona zagotowała się w duchu. Oczywiście, że Malfoy jej tego nie ułatwi. Zastanawiała się, czy nie bawi się jej kosztem. Kolejne walczenie o władzę, jak wtedy, gdy nie zwrócił na nią uwagi, gdy po raz pierwszy weszła do gabinetu. Przypomniała sobie o pensji w wysokości pięciu tysięcy galeonów i zmusiła się do zachowania spokoju. Wzięła głęboki oddech.

— Chciałam zmienić świat, ale prawie nikogo w Ministerstwie to nie obchodziło. Zawsze były przepisy, papierkowa robota, przepychanki z Wizengamotem i gierki polityczne, żeby załatwić choćby najdrobniejszą sprawę. Ja… to było po prostu bardzo wyczerpujące. Nie chcę tego robić przez następne pięćdziesiąt lat.

Draco zmrużył oczy, słysząc jej odpowiedź, jakby przyswajał jej słowa i syntezował je w myślach. W końcu powiedział:

— Ale wyobrażasz sobie, że będziesz warzyć eliksiry przez następne pięćdziesiąt lat?

— Jestem Mistrzynią Eliksirów. I jestem dobra w warzeniu ich. Wiesz… chodziliśmy razem na lekcje. Wiesz, że potrafię to robić dobrze…

— Nie wątpię, że znakomicie byś sobie poradziła — rzekł, przerywając jej. — Wiem, jakie masz kwalifikacje. Wiem, że jesteś genialna. Nie o to pytałem. Pytałem, czy widzisz siebie robiącą to przez następne pięćdziesiąt lat.

Urażona Hermiona wskazała gestem biurko Draco i jego papiery.

— Wyobrażasz sobie siebie robiącego to przez następne pięćdziesiąt lat?

Znów się uśmiechnął.

— Prawdę mówiąc, Granger, tak, wyobrażam sobie. Przyznaję, że nie chciałem tego robić, gdy byłem młodszy — przygotowywano mnie do podążania za ojcem i spędzania czasu na wkupywaniu się i manipulowaniu politykami. Ta firma, Malfoy Holdings, miała być powierzona podwładnym i księgowym. Ale potem, wraz z wojną, Czarny Pan zagarnął dla siebie z naszych skarbców blisko sto milionów galeonów — Hermiona jęknęła, słysząc sumę, ale Draco kontynuował: — Plus reparacje wojenne, które mój ojciec musiał zapłacić, dlatego interweniowałem, aby odbudować rodzinny majątek. Odkryłem, że to mi się podoba. Lubię robić interesy. Podoba mi się to, że firma tworzy rzeczy, które ludzie uważają za użyteczne. Lubię, kiedy opracowujemy nowe produkty. I lubię rywalizować z konkurencją. Więc tak, Granger, widzę siebie robiącego to przez następne pięćdziesiąt lat. Więc teraz, zamiast owijać w bawełnę, powiedz mi: czy warzenie eliksirów jest tym, co chcesz robić przez następne pięćdziesiąt lat?

Szczerze mówiąc, Hermiona ledwo widziała przyszłość. Tak bardzo martwiła się o rodziców i o to, żeby utrzymać się na powierzchni, zwłaszcza w kwestii finansów. Była po prostu zmęczona. Zmęczona toczeniem syzyfowych bitew w Ministerstwie. Zmęczona słuchaniem kolejnego eksperta medycznego, który mówi jej, że nic się nie da zrobić dla jej rodziców. Zmęczona obserwowaniem, jak jej konto bankowe się kurczy pomimo wszystkich oszczędności, jakie podjęła, żeby zaoszczędzić pieniądze na leczenie rodziców. Chciała po prostu mieć trochę luzu. Mogła później opracować swój plan na pięćdziesiąt lat. Ale nie chciała o tym rozmawiać z Draco Malfoyem.

— Tak — powiedziała, starając się, żeby to słowo nie brzmiało jak kłamstwo. Przynajmniej teraz mogła wrócić do dyskusji o eliksirach. — Wyobrażam sobie, że będę to robić przez następne pięćdziesiąt lat. Chciałabym mieć ten luksus, laboratorium i materiały, żeby móc tworzyć nowe eliksiry lub ulepszać istniejące. Mam przy sobie spis eliksirów, nad którymi pracowałam, jeśli jesteś zainteresowany zapoznaniem się z tym.

— Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, umówię cię na lunch z Mistrzem Eliksirów panem Bergenem. Wtedy będziesz mogła pokazać swój spis.

— Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem? — powtórzyła Hermiona.

Co, u licha, pozostało do omówienia, skoro nie chciał rozmawiać o jej kwalifikacjach dotyczących eliksirów?

Ale Draco wstał i wyglądał na nieco zaniepokojonego. Trzymał teczkę z dokumentami Hermiony i przeszedł się trochę po gabinecie, zerknął przez okno, a potem podszedł z powrotem do Hermiony. Przesunął się tuż przed nią, tak że stanął między nią a biurkiem. Jego nagła, fizyczna bliskość była nieco przytłaczająca i Hermiona z trudem powstrzymała się przed odsunięciem się od niego na swoim krześle.

Draco otworzył folder. Przejrzał go jeszcze raz, a potem odwrócił wzrok od Hermiony. Wyglądało na to, że podejmuje jakąś decyzję. W końcu, po kilku długich i niezręcznych chwilach, powiedział:

— Mam kilka eliksirów w fazie rozwoju, w których twój wkład byłby nieoceniony. Chciałbym zaproponować ci stanowisko starszego specjalisty ds. eliksirów, ale tylko jeśli będziesz gotowa podjąć się innej pracy, którą dla ciebie mam.

— Innej pracy? — powtórzyła jego słowa. Nie potrafiła sobie wyobrazić, czego od niej oczekiwał, ale sądząc po jego zachowaniu, była pewna, że powie nie. — Jakiej innej pracy?

Draco roześmiał się bez cienia radości.

— Moja… eee… propozycja jest dość wyjątkowa. Przejąłem tę firmę i zostałem głową rodziny o wiele wcześniej niż zakładałem. W normalnych okolicznościach prawdopodobnie pracowałbym dla ojca jeszcze co najmniej trzydzieści lat. Musiałem więc postępować trochę inaczej niż ode mnie oczekiwano.

Hermiona milczała, wciąż nieufnie go obserwując. Nie miała pojęcia, dokąd zmierza ta rozmowa.

— Więc… często, z powodów zawodowych, musze uczestniczyć w różnych imprezach: kolacjach, konferencjach i galach. Wszystko to służy nawiązywaniu kontaktów. Ale ze względu na to, kim jestem, nie mogę chodzić na nie samotnie. To… to komplikuje sprawy, kiedy chodzę sam. I niestety dla mnie, komplikuje sprawy, gdy chodzę tam z kimś.

Hermiona nadal nic nie mówiła, choć w jej głowie rodziło się niepokojące podejrzenie. O co właściwie miał ją poprosić?

— Krótko mówiąc, nie mam czasu na zaloty, ale potrzebuję kogoś na te towarzyskie spotkania biznesowe. Proponuję, żebyś została moją partnerką na te spotkania.

— Chcesz… chcesz ze mną chodzić? — zapytała Hermiona, szczypiąc się, żeby upewnić się, że to nie sen.

— Właściwie nie. Chcę, żebyś udawała, że ze mną chodzisz.

— Co? Co to w ogóle znaczy?

Hermiona czuła, że próbuje wypłynąć z mgły dezorientacji.

— Granger, właśnie powiedziałem, że nie mam czasu na zaloty. Jestem zbyt zajęty, żeby pić szampana, kupować kwiaty i rozpieszczać potrzebującą wiedźmę. Potrzebuję tylko kogoś, kto będzie mi towarzyszył podczas kolacji biznesowych, balów i przyjęć koktajlowych, bez komplikacji i oczekiwań, jakie niesie ze sobą obecność dziewczyny.

— I chcesz, żebym była twoją fałszywą dziewczyną i chodziła z tobą na te imprezy? — Hermiona zaczynała rozumieć, a jasność umysłu sprawiła, że poczuła złość. — Chcesz, żebym była twoją dziwką?

— Nie, nic z tych rzeczy! — powiedział nieco obrażony. — Nie oczekuję, że będziesz ze mną uprawiać seks. Chcę tylko, żebyś udawała. Udawała moją partnerkę.

— Nie wiem, czym to się różni od…

— Słuchaj, Granger, zatrudniam kobiety do pracy jako księgowe, asystentki, specjalistki ds. eliksirów, ekspedientki, a nawet pracownice w fabryce. Płacę im za wykonanie pracy i one to robią. Niczym się to nie różni. Zatrudniłbym cię do wykonania tej pracy.

— I dlaczego myślisz, że zniżyłabym się do czegoś takiego?

Hermiona wstała z krzesła. Nadal była o kilka centymetrów niższa od Draco, ale stojąc, czuła się mniej bezbronna.

— Potrzebujesz pieniędzy — powiedział.

Hermionie opadła szczęka. Nie mógł wiedzieć. To niemożliwe. Nikt nie wiedział o jej problemach.

— O czym ty mówisz?

Uniósł jej teczkę.

— Mam bardzo dobry zespół weryfikacyjny — rzekł, otwierając teczkę. — Są bardzo dokładni. Nawet to umieścili w twoich aktach… — Draco wyciągnął kartę Hermiony z Czekoladowych Żab, nieśmiało próbując zażartować — chociaż, szczerze mówiąc, ludzie Agryppy byli wobec ciebie bardzo niesprawiedliwi.

Hermiona jęknęła. Niedługo po Bitwie o Hogwart, Cukiernicy Agryppy, producenci Czekoladowych Żab i kart, zwrócili się do Harry’ego, Rona i Hermiony z prośbą o pozowanie do serii zdjęć do ich nowej serii Złotych Czekoladowych Żab. Hermiona niechętnie wzięła w tym udział, ale Ron tak bardzo chciał się znaleźć na karcie, że przedstawiciele Agryppy jasno dali do zrozumienia, że albo cała trójka, albo chcą tylko Harry’ego. Dla dobra Rona Hermiona zgodziła się pozować do jej zdjęć i dopiero gdy zaczęto produkować karty, dowiedziała się, że każdy z chłopaków otrzymał piętnaście tysięcy galeonów za swoje zdjęcia, podczas gdy ona otrzymała tylko tysiąc. Od tamtej pory był to dla niej drażliwy temat. A Draco Malfoy wiedział, że została przez nich oszukana.

Ale Draco nie skończył. Przejrzał teczkę.

— Dziś rano na koncie w Gringottcie miałaś dwa tysiące siedemset dwadzieścia dwa galeony, cztery sierpy i sześć knutów. Masz tysiąc czterdzieści siedem funtów i dwanaście pensów na koncie w Banku Anglia. Twoja obecna pensja to trzy tysiące dwanaście galeonów rocznie. Twój ostatni, długotrwały związek z Ronaldem Weasleyem zakończył się trzy lata i dwa miesiące temu, i od tamtej pory sporadycznie chodzisz na randki. Z tego co mi wiadomo, byłaś na dwóch. Mieszkasz sama ze swoim geriatrycznym Chowańcem, pół-kuguarem, pod adresem Cauldron Court 27. Czynsz za twoje mieszkanie wynosi sto siedem galeonów miesięcznie, a media w przybliżeniu to sto dwadzieścia galeonów. Ale płacisz dwieście sześćdziesiąt sześć galeonów miesięcznie Instytutowi Rehabilitacyjnemu w Parkwood na leczenie twoich rodziców, którzy nigdy nie doszli do siebie po nieudanym zaklęciu przywrócenia pamięci. Według moich obliczeń, twoje fundusze wyczerpią się do końca roku.

Hermiona słuchała wypowiedzi Draco z narastającym przerażeniem, strachem i furią. Skąd wiedział o jej rodzicach? Tylko jej najbliżsi przyjaciele i Kingsley Shacklebolt wiedzieli cokolwiek o sytuacji jej rodziców. A co do reszty informacji… jak on śmiał? Jak śmiał wydobyć te informacje o niej? Nawet mugolskie dane bankowe? I jak śmiał tak rzucać jej w twarz jej problemami?

— Nie miałeś prawa… — zaczęła.

— Wręcz przeciwnie, biorąc pod uwagę charakter mojej działalności, mam pełne prawo weryfikować potencjalnych, nowych pracowników. Eliksiry przynoszą największe dochody i posiadamy najbardziej zastrzeżone receptury w branży. Wszyscy moi pracownicy są proszeni o podpisanie umów o zaufaniu poufności, ale również dokładnie weryfikuję ich przed zatrudnieniem, ponieważ muszę mieć pewność, że nie pracują dla mojej konkurencji i że nie będą kuszeni pracą dla mojej konkurencji. Pensja, którą ofiaruję na stanowisku, o które się ubiegasz, jest z pewnością wyższa niż twoje obecne zarobki, ale ledwo pokrywa twoje wydatki. Bardzo potrzebujesz tej pracy. Więc przestań pieprzyć o potrzebie zmiany, Granger.

Hermiona była bliska łez.

— Nie miałeś prawa — powtórzyła, a jej dolna warga drżała.

Nie sądziła, że będzie mogła upaść niżej niż wtedy, gdy wypełniała podanie o pracę w Malfoy Holdings, ale teraz czuła się warta mniej niż ziemia pod jej butami.

Wyglądało na to, że Draco zdał sobie sprawę, że być może posunął się za daleko, a przynajmniej obrał zły ton w swojej rozmowie z nią.

— Granger — powiedział, a jego głos był o wiele łagodniejszy niż kiedykolwiek u niego słyszała. — Nie kpię z ciebie. Nie wiem, co się stało z twoimi rodzicami, ale na pewno nie mam o tobie gorszego zdania, bo próbujesz dźwigać ciężary, których nie spowodowałaś.

Po policzku Hermiony spłynęła łza. Oczywiście, że to była jej wina. To, że umysły jej rodziców zostały tak bardzo uszkodzone, całkowicie spowodowało jej działanie. Cofnęła się o krok.

— Nie sądzę, żeby to wypaliło, Malfoy — rzekła. — Dziękuję… dziękuję za twój czas.

Odwróciła się od niego, gdy jego ręka wyciągnęła się, by chwycić ją za ramię.

— Czekaj — mruknął. — Nie przedstawiłem ci mojej propozycji.

— Powiedziałeś wystarczająco dużo — odparła Hermiona, próbując zebrać resztki godności i wyrwać się z jego uścisku.

— Zapłaciłbym ci tysiąc galeonów miesięcznie oprócz twojej obecnej pensji, jeśli to zrobisz.

Umysł Hermiony zaciął się na chwilę. Tysiąc galeonów miesięcznie?

Ale znowu sobie przypomniała. Zapłaciłby jej za bycie fałszywą dziewczyną. Nawet jeśli nie płaciłby jej za bycie dziwką, to niczym nie różniłoby się od płacenia za usługi towarzyskie.

Jednak tysiąc galeonów jako dodatek do pensji. Przez krótką chwilę pozwoliła sobie wyobrazić całkowitą wolność od finansowego umartwiania się. Przestrzeń, jaką dawałaby jej ta ekstrawagancka suma. Może nawet byłoby ją stać na zabranie rodziców na inny kontynent, by spotkali się ze specjalistami zajmującymi się zaklęciem Obliviate. Może nawet będzie mogła kupić sobie cholerną filiżankę kawy bez posmaku winy przy każdym łyku.

— Tysiąc galeonów miesięcznie — powtórzyła Hermiona. — Nie możesz być aż tak zdesperowany, dla kogoś, kto ma być twoją ozdobą.

Draco przechylił głowę na bok.

— Co ty na to, Granger?

— Jak… jak długo potrzebowałbyś mnie w tej roli… — Hermiona zakrztusiła się, wypowiadając te słowa — W roli twojej udawanej dziewczyny?

W oczach Draco pojawił się błysk, jakby wiedział, że wygrał.

— Minimum sześć miesięcy. Może nawet rok.

Hermionie zaparło dech w piersiach. To było tak bardzo kuszące.

— Czy mogłabym… czy mogłabym mieć trochę czasu, żeby to przemyśleć? — zapytała w końcu.

— Oczywiście — rzekł Draco. Udało mu się uśmiechnąć do niej bez kpiny. — Poświęć na to kilka dni… wyślij mi sowę do końca przyszłego tygodnia, ale nie później.

Hermiona spojrzała na niego jeszcze raz. Próbowała wyobrazić sobie, jak chodzi z nim na przyjęcia i kolacje, udając, że jest w nim zakochana. Zdała sobie sprawę, że jej wyobraźnia ma granice.

— Dlaczego ja?

Pytanie od dawna błąkało się w jej głowie.

Draco spojrzał na nią ironicznie.

— Bo jesteś ostatnią czarownicą, która chciałaby mnie poślubić.

____________

Witajcie :) tak oto kończy się drugi rozdział tego opowiadania. Przyznam szczerze, że od początku bardzo mi się spodobał jego vibe i ogólny zamysł historii. Być może zachowanie Draco nie było idealne i rzeczywiście przegiął, ale chyba ta propozycja nie brzmi źle, prawda? Dajcie znać jak wrażenia.

Kolejne rozdziały prawdopodobnie wpadną w najbliższym tygodniu. Wyjeżdżam na wakacje, ale będę miała dużo wolnego czasu na tłumaczenie.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego weekendu! Enjoy!