Zasada Przyjaźni numer 11: HG i DM będą starać się być mili i uprzejmi oraz integrować się ze swoimi grupami przyjaciół.
(Propozycja: HG | Zatwierdzone: DM)
Zasada Przyjaźni numer 11a: Wyjątek: nie dotyczy Bliznowatego i Łasicy.
(Propozycja: DM | Odrzucone: HG)
Weranda
była ciepła, a delikatne, poranne światło wpadało przez wysokie, przeszklone
okna. W powietrzu unosił się zapach herbaty Earl Grey i kruchych ciasteczek,
przeplatając się z delikatnym brzdękiem porcelany i sporadycznym skrzeczeniem
pobliskiego pawia przechadzającego się po ogrodach.
Harry
wyglądał tu komicznie nie na miejscu, siedząc sztywno przy delikatnym stoliku
naprzeciwko Hermiony i, nieco niechętnie, Draco. Ich zwykłe pogawędki odbywały
się tylko we dwoje, na miękkich kanapach w mieszkaniu Hermiony lub na Grimmauld
Place, w towarzystwie obtłuczonych kubków i ciasteczek prosto z paczki. Żadnych
wypolerowanych porcelanowych zastaw ani lnianych serwetek.
Stuknął
filiżanką o spodek odrobinę za głośno i Draco wzdrygnął się obok Hermiony, z
otwartą książką na stole, której ewidentnie nie
czytał.
Hermiona
rozważała rzucenie zaklęcia prywatności na siebie i Harry’ego, ale szczerze?
Draco uwielbiał plotki jak wścibska ciotka na przyjęciu w ogrodzie. Odmawianie
mu rozrywki wydawało się okrutne.
—
Jak się miewa mój ulubiony, magicznie połączony duet zniszczenia? — zapytał
Harry, chwytając trzecie ciastko, jakby miało zniknąć, gdyby czekał zbyt długo.
—
Tak dobrze, jak można się spodziewać — odpowiedziała Hermiona, chwytając
morelowe ciasteczko, na które tak długo zerkał.
Harry
wziął długi, dramatyczny łyk herbaty. Hermiona nie miała wątpliwości, że robił
to tylko po to, by zdenerwować Draco.
—
Poważne pytanie — wymamrotał z ustami pełnymi jedzenia. — Jak w ogóle się ubieracie?
—
Mipsy zakłada je za pomocą czarów każdego ranka — wyjaśniła Hermiona. — Gdyby
nie to włóczylibyśmy się po Dworze topless.
—
Nie żebym miał coś przeciwko — mruknął Draco, wciąż udając, że czyta.
Łup. Mocny kopniak pod stołem od Harry’ego wycelował
prosto w goleń Draco.
—
To musi być dla ciebie trudny czas — kontynuował Harry z przejęciem, odwracając
się do Hermiony.
—
Och, tak — odpowiedziała z udawaną powagą. — Czuję, jak moje IQ spada o pięć
punktów każdego dnia.
Draco
popijał herbatę, ignorując ich z miną człowieka, który głęboko żałuje swoich
życiowych wyborów.
—
No dobra, ale… jak korzystacie z toalety? — dopytywał Harry, a jego ciekawość
wzięła górę.
Draco
nie podniósł wzroku.
—
Z pewnością opanowałeś tę umiejętność za dzieciaka, Potter.
Kolejny
kopniak.
Hermiona
bez ostrzeżenia machnęła ręką i werbalnie rzuciła na głowę Draco zmodyfikowane
Zaklęcie Bąblogłowego. Harry podskoczył.
—
Przerobiłam go, by blokował dźwięk, widok i zapach — wyjaśniła.
Draco
anulował zaklęcie i mruknął.
—
Następnym razem mogłabyś mnie ostrzec,
Granger.
—
Genialne zaklęcie — powiedział Harry, wyraźnie będąc pod wrażeniem. — Nauczysz
mnie?
Draco
w końcu zamknął książkę z dramatycznym westchnieniem.
—
Planujesz użyć go na Theo, co?
Harry
uśmiechnął się ironicznie.
—
Zazdrosny, Malfoy?
—
Ani trochę — odpowiedział Draco. — Jestem po prostu zafascynowany tym, jak
szybko Wybraniec stał się gryzakiem Theo.
—
On naprawdę lubi używać zębów — odparł Harry.
—
Malfoy! — ostrzegła Hermiona, lekko
się śmiejąc. — Jak on się miewa? — zapytała, łagodniejąc. — Opowiedział nam
bardzo szczegółowo o przebiegu jego urodzin.
Harry
uśmiechnął się szczerym, prawdziwym uśmiechem. Takim, który sprawił, że serce
Hermiony pękało z dumy. Zaszedł tak daleko od czasów Cedrika. Ciężko pracował.
Chodził na terapię. Czas leczył rany. Dowiedział się, czego chce. Czego
potrzebuje.
—
Jest dobrze — powiedział po prostu. — Naprawdę dobrze.
Hermiona
wyciągnęła rękę i ciepło go uścisnęła. Wiedziała, jak trudna była ta podróż.
Jak zmieniły się relacje z Ronem po tym, jak Harry się ujawnił, i jak
niezręcznie było na początku. Ale teraz siedział tutaj. Szczęśliwy.
—
Skoro o intymnych sprawach mowa… — wymamrotał Harry, unosząc brew. — Jak sobie
radzicie z… tymi sprawami?
Draco
nachylił się, jego głos był niski i psotny.
—
Och, Granger i ja? Robimy to bez przerwy. Rano, w południe, w nocy. Jak
króliki.
Harry
zamarł, trzymając ciastko w połowie drogi do ust.
—
Czekaj, co?
Hermiona
szturchnęła Draco ramieniem.
—
Nie słuchaj go, Harry, nie robimy tego. Używamy Zaklęcia
Bąblogłowego, kiedy potrzebujemy… chwili samotności.
Harry
zamrugał. A potem powoli skinął głową.
—
Och. Jasne. To ma sens. — Po chwili zastanowienia zapytał delikatnie: — A
Astoria… zgadza się na to wszystko?
Draco
prychnął.
—
Nie ma wyboru. Jesteśmy dosłownie magicznie
złączeni.
Harry
uniósł brew.
—
Mimo to… ile godzin, twoim zdaniem, przygotowuje się do dzisiejszego wieczoru?
—
Cóż, to nie jest nasza zwykła randka, tylko rodzinny obiad — odpowiedział
Draco, wyraźnie smutniejąc. — Negocjacje w sprawie kontraktu małżeńskiego.
Czyli… kilka. Możliwe, że cały dzień w spa.
Hermiona
tylko westchnęła. Nie była pewna, kogo bardziej jej żal: Draco czy
manicurzystki Astorii.
—
Zostaje na noc? — zapytał Harry nonszalancko, sięgając po kolejne ciastko.
Draco
skrzywił się.
—
Wątpię.
Często
narzekał, że Astoria nocowała u niego
tylko raz w tygodniu, po randce, zazwyczaj w pełni zrobiona i przygotowując
włosy godzinami.
Hermiona
zamrugała. Nawet o tym nie pomyślała. Myśl, że Astoria zostanie na noc, nagle
sprawiła, że poczuła się jak niechciane, piąte koło u wozu.
—
Mogę wziąć eliksir nasenny, jeśli chcecie, no wiesz…
Urwała,
wykonując niejasny, ale nieomylny gest.
Draco
prychnął.
—
Na Merlina, Granger. Jak mówiłem
wczoraj, jeśli tak zrobisz, to naprawdę
potrzebujesz pomocy.
Harry
uniósł brew.
—
Czekaj. Będziesz leżeć obok nich w łóżku, podczas gdy Draco i Astoria…
Powtórzył
gest Hermiony.
Hermiona
wzruszyła ramionami.
—
Nie obchodzi mnie to. Będę spać. Zrobię nawet mały fort z poduszek między nami.
—
Mogę porozmawiać z Astorią po kolacji — zaproponował Draco, choć jego ton jasno
dawał do zrozumienia, że nie spodziewa się, że ta rozmowa pójdzie dobrze.
Choć
może i miał ochotę na chwilę intymności, przeczuwał, że Astoria nie będzie
zachwycona Hermioną leżącą dosłownie na wyciągnięcie ręki.
—
Więc Hermiona może zaprosić… — zaczął Harry, ale nie dokończył.
Bo
właśnie wtedy rozległ się znajomy trzask.
Pojawiła
się Mipsy, trzymając wielki dzban mimozy. I wszyscy wiedzieli, co to oznacza.
Zwrócili
się ku drzwiom werandy, gdy tylko się otworzyły, by wszedł Theo, uśmiechając
się jak zadowolony z siebie kot.
—
Och, kogo Hermiona zaprasza do sypialni Draco?
— zapytał Theo, całując Harry’ego w czubek głowy i wsuwając się na krzesło obok
niego.
Dzbanek
magicznie nalał mu wysoką szklankę.
—
Mówimy o jej kochanku? — dodał,
przeciągając ostatnie słowo i sugestywnie poruszając brwiami.
Tym
razem to Hermiona kopnęła Harry’ego pod stołem.
—
Chwila — powiedział Draco, mrużąc oczy. — Wiesz,
kto to jest?
Spojrzał
na nich podejrzliwie.
Harry,
nagle skupiony na dolewaniu mleka do herbaty, nic nie powiedział.
—
Nie mamy sekretów — rzekł w końcu. — Już nie.
To
była prawda. Od czasów wojny, a zwłaszcza od polowania na horkruksy i czasu
spędzonego w namiocie, Harry i Hermiona obiecali sobie, że będą wobec siebie
całkowicie szczerzy. Czasami aż do bólu.
—
Potter — Draco rozpromienił się — dam ci tysiąc galeonów, jeśli powiesz mi, kto
to jest.
—
Podwoję stawkę — dodał Theo, unosząc szklankę.
Hermiona
jęknęła.
—
Theo, nie zachęcaj go.
Harry
po prostu wziął głośny, irytujący łyk herbaty.
—
Nie potrzebuję twoich pieniędzy, Malfoy. Właściwie lubię patrzeć, jak się
miotasz.
—
Dobra — mruknął Draco. — Jeśli mi nie powiesz, po prostu rzucę nazwiskami, a ty
daj znać, czy jestem blisko.
Harry
ugryzł kolejny kawałek ciastka. Nic nie powiedział.
—
Macmillan — zgadł Draco.
Hermiona
zakrztusiła się.
—
Merlinie, nie.
—
Abercrombie ze Świętego Munga? — zaproponował Draco z nadzieją.
—
Och, fajna zabawa — powiedział Theo, promieniejąc. — McLaggen!
Cisza.
Wszyscy
się odwrócili, by na niego spojrzeć.
—
Nie, Theo. Po prostu… nie — odpowiedziała
Hermiona beznamiętnie.
Draco
wyraźnie zadrżał.
Harry
wyglądał, jakby miał zwymiotować.
McLaggen
był najgorszy.
—
Dobra. — Draco zamyślił się, głaszcząc się po brodzie. — Spróbujmy z prawdziwym
kandydatem, Poskramiacz Smoków Weasley?
—
Och, to dobry kandydat — zgodził się
Theo, kiwając głową.
—
Nie. Ta gra jest skończona — wtrąciła Hermiona, prostując się.
—
Aha! — zawołał Draco. — To nie była odmowa! Zwycięstwo!
Zacisnął
pięść.
Hermiona
powoli odwróciła głowę, unosząc w jego stronę niezachwianą brew.
—
Co? — Draco wzruszył ramionami. — To zdecydowanie najprzystojniejszy Weasley.
Theo
energicznie skinął głową, a Hermiona przewróciła oczami.
—
No to się z nim prześpij. Ja mam ręce pełne roboty z kimś innym.
A
potem jak gdyby nigdy nic, zaczęła pić herbatę, zostawiając Draco z opadniętą
szczęką i Theo szepczącego do Harry’ego:
—
Kocham ją.
Później
Theo raczył ich opowieściami ze Świętego Munga, w tym o ostatniej katastrofie
związanej z Seamusem, która w jakiś sposób wiązała się z rejestrem eliksirów
zakazanych, miotłą i niefortunną eksplozją.
Mówił
też, już poważniej, o swoich badaniach nad nowym eliksirem ułatwiającym
odrastanie skóry u ofiar poparzeń.
Choć
Theo sprawiał pozory beztroskiego, imprezowicza, ci, którzy znali go dobrze,
tak naprawdę znali, rozumieli głębię jego oddania pracy i pasję do innowacji w
dziedzinie eliksirów medycznych.
Po
niedługim czasie dzban mimozy został opróżniony, Harry zjadł resztę ciasta i
Theo odsunął krzesło z uśmiechem.
—
Chodź, kochanie — powiedział, podając Harry’emu rękę. — Oprowadzę cię po
bibliotece Malfoyów.
Harry
bez wahania ujął ją i odeszli, trzymając się za ręce, znikając w przejściu do
sąsiadującego pomieszczenia.
Draco
wrócił do czytania, a Hermiona dopijała ostatni łyk herbaty, wpatrując się w
skąpane w słońcu ogrody za szybą.
Po
kilku minutach spojrzała na niego, uśmiechając się psotnie.
—
Wiesz, że będą się tam pieprzyć, prawda?
Draco
nawet nie podniósł wzroku.
—
Wysoce nieprawdopodobne. Mój ojciec tam jest.
Zapadła
chwila ciszy.
Potem
ich oczy się spotkały.
Hermiona
wybuchła śmiechem.
—
Naprawdę myślisz, że Lucjusz Malfoy powstrzyma zdeterminowanego Theodore’a
Notta?
Twarz
Draco zbladła.
—
Czy powinniśmy… powinniśmy kogoś ostrzec? — wyjąkał. — Harry’ego? Mojego ojca?
—
To którego? — zapytała Hermiona, ocierając łzę z oka. — Harry’ego czy Lucka?
—
Eee… każdego lub obu?
Draco
wyglądał teraz na autentycznie zaniepokojonego.
Hermiona
zaśmiała się jeszcze głośniej.
—
Daj spokój. Niech Lucjusz ich zobaczy. Zasłużył na mękę.
Zanim
Draco zdążył odpowiedzieć, rozległ się cichy szelest drogich szat, a potem na
werandę wszedł sam Lucjusz z laską w dłoni, wyglądając na nienagannie
opanowanego.
—
Dzieci — rzekł, kiwając głową, subtelnie poprawiając mankiet dopasowanego
rękawa — czy któreś z was widziało moją ukochaną? Nagle czuję potrzebę… małżeńskiego pocieszenia.
Draco
zrobił się wręcz zielony.
Mocno
ścisnęli złączone dłonie. Żadne z nich nie wiedziało, czy śmiać się, czy
płakać.
Hermiona,
zbierając w sobie całą uncję profesjonalizmu, zdołała wyjąkać:
—
Jest w swoim gabinecie. Przegląda księgi rachunkowe.
—
Doskonale.
Lucjusz
niemal wyleciał z werandy z prędkością, która powinna być niemożliwa dla
człowieka o ograniczonym dostępie do magii.
W
chwili, gdy drzwi zamknęły się za nim, Draco jęknął i ukrył twarz w wolnej
dłoni.
—
Och, Godryku, nie — mruknął.
Potem,
zdając sobie sprawę z tego, co mogło się wydarzyć, zerwał się na równe nogi,
ciągnąc Hermionę za sobą, trzymając ją za ręce.
—
To tylko dwa budynki dalej — syknął.
Hermiona,
szeroko otwierając oczy, skinęła głową z furią.
—
Czuję nagłą potrzebę… odwiedzenia pawi — oznajmił Draco, prowadząc ją niemal
biegiem w stronę szklanych drzwi do ogrodu.
—
Świetny pomysł — powiedziała Hermiona, ledwo powstrzymując śmiech, gdy wybiegli
przez drzwi.
Połączeni
magią i solidną dawką wzajemnego przerażenia, udali się do ogrodu.
W
jakiś sposób takie absurdalne i komiczne sytuacje wciąż przydarzały się
Hermionie w tym najbezpieczniejszym i najszczęśliwszym miejscu na ziemi, ale
czuła się w nim jak w domu.
Witajcie :) to opowiadanie to kopalnia mega zabawnych scen, także nie wiem jak Wy, ale ja świetnie się bawię przy tym tłumaczeniu. Dajcie znać jak wrażenia.
Kolejne rozdziały zostaną opublikowane w weekend. Chciałabym dobić do dziesiątego, ale zobaczymy jak pójdzie. Trzymajcie kciuki.
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia! Enjoy!