[T] Ciężar mojego uczucia: Gdziekolwiek pójdziesz

wtorek, 5 maja 2026

Hermionie było zimno. Nie miało znaczenia, ile czarów grzewczych rzuciła, ani ile drewna dorzuciła do swojego przytulnego kominka, chłód zdawał się przenikać ją do szpiku kości. To było absurdalne, że jej nowoczesny, nowatorski dom w Fulham był mniej przyjazny do życia niż przytulny domek Luny w Szkocji.

Ale musiała tu być.

Wiedziała, że to nie miało nic wspólnego z ogrzewaniem. Czuła w sobie pustkę, której po prostu nie potrafiła zapełnić. Pustkę. Minął zaledwie tydzień, a ona bardzo tęskniła za Draco i najwyraźniej nic nie mogła na to poradzić.

Pomyślała o wysłaniu do niego listu, ale każda wersja leżała teraz zwinięta w kulkę w koszu na śmieci obok jej biurka. Prawie każda zaczynała się tak samo.

 

Drogi Draco,

tęsknię za Tobą…

 

W tym momencie zawsze się rozpadała. To właśnie czuła. Pragnęła zobaczyć jego delikatny poranny uśmiech i usłyszeć niski baryton. Problem polegał na tym, że to było uczucie, jakie wyraża się bliskiemu przyjacielowi lub ukochanej osobie, a ona tak naprawdę nie wiedziała, co było między nimi. Nie był jej zwierzęciem, ale nie była pewna, czy uzna ich okres przymusowego zamieszkania razem za przyjaźń. Było wysoce prawdopodobne, że potraktował to jak szantaż. Jego towarzystwo w zamian za jej milczenie na temat jego miejsca pobytu. Oczywiście, miała nadzieję, że się myli, ale wątpliwości dręczyły ją jak muchy.

Zamiast tego zwinęła się w kłębek na kanapie i drżąc, próbowała oglądać telewizję. Krzywołap próbował jej pomóc, ale nawet jego ciężkie ciało nie pomagało. W końcu mógł jedynie złagodzić chłód, który ją dręczył, powierzchowny. Niewiele mógł zrobić, by zaradzić samotności, która zżerała ją od środka.

Była tak pochłonięta swoim cierpieniem, że prawie nie słyszała stukania w okno. Dopiero gdy Krzywołap zeskoczył z jej kolan, by zamiauczeć do szyby, zdała sobie sprawę, że coś tam może być.

Albo ktoś…

Hermiona początkowo widziała tylko cień, zaparowany na szybie i oślepiający blask ulicznych świateł. Dopiero gdy Draco zatrzepotał skrzydłami, drapiąc pazurami po szybie, przyspieszyła kroku. Poczuła drżące podniecenie, gdy biegła do okna.

Wpadł przez szczelinę z rozbryzgiem wody i omal nie zderzył się z Krzywołapem, zanim znów zatrzepotał skrzydłami i wylądował na oparciu kanapy. Krzywołap natychmiast skoczył za nim, co sprawiło, że Draco skrzeczał z niezadowolenia i kłapnął dziobem. Niezrażony kot przysiadł na tylnych łapach i owinął ogon wokół siebie, nie dając znaku, że zamierza się ruszyć.

— Krzywołap — zbeształa go Hermiona, zamykając okno. — Zostaw go w spokoju.

Krzywołap rzucił jej paskudne spojrzenie, po czym zeskoczył i ruszył na drapak w rogu.

— Wybacz — przeprosiła. — On naprawdę cię kocha.

Draco wpatrywał się w nią z tym samym, pustym wyrazem twarzy, który miał, kiedy wychodziła. Tym, który sprawiał, że kwestionowała wszystko, co się wydarzyło.

— Zamierzasz coś powiedzieć? — zapytała w ogłuszającej ciszy między nimi.

Myślałem, że nie podoba ci się, że siedzę w twojej głowie?

Nogi prawie się pod nią ugięły. Brzmiał dokładnie tak samo. Ten głęboki głos, który sprawiał, że jej głowa wibrowała, z nutą rozbawienia. O Boże, nie myśl o tym, jak się przez niego czujesz. Mógłby w tej chwili czytać w twoich myślach.

Zakryła oczy dłońmi, a jej twarz znów zapłonęła.

— Nie podoba mi się — zgodziła się z nutą paniki w głosie. — Oboje doskonale wiemy, że znasz inne sposoby komunikacji.

— Hermiono.

Mówił jej prosto do ucha, przyprawiając o dreszcze, a jej ramiona pokryły się gęsią skórką. Jego ucisk na nadgarstku był tak znajomy, że aż bolał. To delikatne pociągnięcie w dół, odsłaniające jego zatroskaną twarz. Sposób, w jaki jego wzrok zdawał się pochłaniać ją całą.

— Tęskniłam za tobą.

Słowa opuściły ją bez pozwolenia, jakby czekały pod powierzchnią na tę właśnie chwilę.

— Ja… — Przełknął ślinę, a gardło uniosło się i opadło. — Nie byłem pewien, czy chcesz mnie widzieć. Tak szybko zniknęłaś. Myślałem…

— Właściwie nie miałam wyboru — przerwała Hermiona. — Co miałam powiedzieć? Że całe moje życie to jeden, wielki bałagan, a to miejsce to jedyne, co ma sens? To jej dom i jej sklep!

— Chciałaś zostać? — zapytał szybko.

Jej odpowiedź była absurdalnie chrapliwa.

— Oczywiście, że tak.

— Dlaczego?

Jego uścisk na jej nadgarstkach sięgnął aż do czubków łokci.

Zaśmiała się wysokim, nerwowym głosem.

— Podobała mi się przytulność tego domku i ptaki były takie słodkie.

Odpowiedział warknięciem, które czuła aż do palców u stóp.

— Nie kłam.

— Chodziło o ciebie — wyznała, a słowa same wypłynęły z jej ust. — Pragnęłam cię i nie wiedziałam, jak to możliwe bez tego miejsca. Nawet nie lubię handlu…

Kilka rzeczy wydarzyło się naraz. Zmniejszył dystans między nimi, obejmując ją jedną ręką w talii, a drugą jej szczękę, i uniósł podbródek tak, by jej usta spotkały się z jego. Pocałunek był stanowczy. Jego usta musnęły jej wargi, gdy skradł jej oddech.

Dłońmi drapała jego koszulę i klatkę piersiową. Nie wiedziała, gdzie je położyć, wiedziała tylko, że chce, by był bliżej. Było między nimi za dużo miejsca. Minęło za dużo czasu. Jedynym lekarstwem było ciepło jego ciała na niej.

— Wiedziałem — mruknął, przysuwając usta do jej ust. — Luna ma cholernie kiepskie wyczucie czasu.

Hermiona nie odpowiedziała. Nie mogła. Teraz, kiedy to się działo, kompletnie oniemiała. Poruszał się leniwie, jakby mieli mnóstwo czasu. Jego palce przesunęły się w górę jej szczęki, we włosy, a kiedy dłoń zanurzyła się w ich ciężarze, jęknął. Był to cichy, urywany dźwięk, jakby trzymał go w sobie o wiele za długo.

Hermiona czuła, że płonęła. Nagle uświadomiła sobie, jak materiał koszuli ociera się o nią, w miejscu, gdzie jego ramię obejmowało ją niczym imadło. Jej sutki wciskały się w niego, gdy je trzymał. A niżej, coś twardego i natarczywego leżało na jej brzuchu.

Wyobrażała sobie, że ogień wypalał drogę od czubków palców u stóp, kiedy wyciągnęła szyję, by się z nim spotkać. Miejsce, w którym ocierali się o siebie, bolało jak poparzone. Na szczycie jej ud biło ciepło jak z pieca.

— To właśnie chciałeś zrobić tamtego dnia? — zapytała, a jej głos brzmiał niemal jak jęk.

Wygięła szyję do tyłu, a on odebrał to jako zaproszenie do posmakowania jej skóry. Hermiona westchnęła, gdy zaczął ssać skórę. Delikatne, szybkie pocałunki, łaskotały w sposób, który ją parzył. Dłoń w jej włosach zacisnęła się, a pieczenie w jego uścisku sprawiło, że zamarła.

— Tego chciałaś? — odpowiedział, wciąż z ustami zajętymi jej szyją.

— Tak — wyznała. — Myślę, że… od tamtej pierwszej nocy. Stałeś w ciemności i wzdychałeś, kiedy jadłeś moją pieczeń.

Zatrzymał się, opierając czoło o jej ramię, gdy jego gorący oddech musnął wciąż wilgotną skórę szyi.

— Hermiono, minęły lata. Ledwo pamiętam, kiedy ostatni raz całowałem kobietę.

— Och — jęknęła, starając się nie czuć rozczarowania.

To miało sens. Przez lata ukrywał się jako ptak.

Jego głos był cichym dudnieniem na jej skórze.

— Nie… chcę tego. Nawet nie wiesz, jak bardzo. Po prostu… potrzebuję, żebyś ze mną rozmawiała. Powiedz mi, jeśli zrobię coś, czego nie lubisz. — Przechylił głowę, żeby móc mówić jej prosto do ucha. — Ale krzycz moje imię, gdy zrobię wszystko poprawnie.

— O, bogowie — zaklęła, gdy jego dłoń sięgnęła jej piersi, a jej wrażliwe sutki stanęły, gdy je otarł.

— Gdzie jest twoja sypialnia? — zapytał, przesuwając drugą dłoń w dół, by objąć jej pośladki.

— Drzwi po prawej. Te… — jęknęła, gdy ugryzł ją w ramię. — Te obok regału z książkami.

— Dobrze.

Pociągnął ją przez salon i przez drzwi do jej pokoju. Serce waliło jej jak młotem, gdy szedł obok mebli, które wzięła z domu rodzinnego, i podwójnego łóżka, które w porównaniu z nimi wyglądało na jaskrawo nowe i nie na miejscu.

Znów była w jego ramionach i nie obchodziło jej, jak impulsywne to było. Pomimo wszystkich swoich wad, ta wersja Draco Malfoya, ta cicha i powściągliwa, sprawiała, że czuła się bezpieczniej i swobodniej niż z którymkolwiek z mężczyzn, z którymi wcześniej się spotykała. Patrzył na nią jak na coś cennego. Skarb, który tylko on mógł dostrzec.

Zdjął jej bluzkę z ciała i wciągnął głęboko powietrze. Jego dłonie przyciągnęły ją do siebie, gdy usiadł na łóżku i musnął ustami sutki pod jej stanikiem. Kiedy go zdjęła, zatrzymał się, otwierając szeroko oczy z nabożnym szacunkiem, zanim ponownie wziął je do ust.

Jej dżinsy to była zupełnie inna sprawa. Nie znał zapięć i nie wiedział, jak trudno będzie je zdjąć. Kiedy w końcu je rozpiął i ściągnął w dół jej pośladków, była gotowa się rozpaść. Potrzebowała jego rąk na sobie.

Hermiona wdrapała się na jego kolana i pocałowała go namiętnie. Jęknął, gdy oparła się o niego.

— Hermiono, proszę.

— Muszę cię widzieć — błagała.

Świat zakręcił się wokół niej i wylądowała płasko na plecach, zanim się zorientowała, co się dzieje. Patrzyła, jak Draco ściąga koszulę przez głowę i zdejmuje spodnie. Był piękny. Ich wspólne posiłki przywróciły jędrność jego ciała. Klatka piersiowa była mocno wyrzeźbiona. Kiedy w końcu ściągnął spodnie, jej usta otworzyły się szeroko.

A potem był na niej. Jego usta były gorące, zostawiając na jej wargach palące pocałunki. Długimi, zwinnymi palcami badał jej ciało, sprawdzając, co sprawia, że jęczy i krzyczy. Kiedy odnalazł strefę erogenną, krzyknęła jego imię.

Czuła jego ciężar na swoim udzie, ale on się nie spieszył. Palce masowały ją, gdy obserwował jej reakcję. Jedyne, co mogła zrobić, to chwycić go za ramiona, gdy doprowadzał ją do orgazmu.

Kiedy leżała, dysząc w błogiej mgle, która ją ogarnęła, jego kutas szturchnął jej cipkę. Z bolesną powolnością wchodził z nią, rozciągając, cal po calu, boleśnie. Dyszał jej do ucha, gdy już całkowicie w nią wszedł. Jej ciało powitało to z bólem, który, jak wiedziała, doprowadzi do czegoś więcej.

Potem się poruszył. Jakby byli sobie przeznaczeni, połączeni na zawsze. Jego oczy płonęły niczym księżyc w bezchmurną noc, skupione całkowicie i intensywnie na niej. Każde jej westchnienie i każdy jęk nagradzane były pocałunkiem. Słowa uwielbienia wylewały się z jego ust z każdym wygięciem pleców.

— Jesteś idealna.

— Nigdy bym nie pomyślała, że…

— Właśnie tak. Kurwa, tak. Powiedz moje imię.

Krzyknęła Draco, gdy doszła drugi raz. Była tak pełna, że skurcze tylko pogłębiły ich połączenie, rozciągając je jak smyczek na strunie. Jedna melodyjna nuta, która wypełniła jej uszy dzwonieniem.

Nie wytrzymał długo. Zamknął oczy, uniósł głowę, nasłuchując dźwięku, którego ona nie słyszała. Zadrżał, otwierając usta w ekstazie. Kiedy opadł na nią, jego kutas miękł w środku, poczuła potrzebę, by go trzymać i nigdy nie puścić.

— Było ci dobrze? — zapytał.

Widziała, że ukrywa nerwowość w swoich słowach.

— Draco — zażartowała Hermiona. — Zatrzęsłeś moim światem.

Spojrzał na nią gniewnie, co sprawiło, że wybuchła śmiechem. Wysunął się z niej i poczuła, jakby traciła część siebie. Natychmiast ogarnął ją strach, że odejdzie. Czy to wszystko, czego pragnął? Chwila ekstazy, podczas gdy ona liczyła na o wiele więcej.

Położył się obok niej z pustym wyrazem twarzy, bawiąc się kosmykiem jej włosów.

— Jesteś moim światem — wymamrotał w ciszy.

— Draco…

— Mówię poważnie — przerwał jej. — Zrezygnowałem ze wszystkiego. Byłem zadowolony, że mogę się ukrywać do końca życia w tym malutkim sklepiku, bojąc się spróbować zrobić cokolwiek innego. — Przysunął się do niej, przytulając ją. Jego usta delikatnie musnęły jej policzek. — Teraz czuję, że jestem pełen pragnienia. Chcę wszystkiego, ale najbardziej ciebie.

— Jesteś gotowy przestać się ukrywać? — zapytała z zapartym tchem.

Przewrócił się na plecy, a ona patrzyła, jak jego klatka piersiowa się unosi i opada. Wpatrywała się w sufit, ale widziała, że patrzy w przyszłość.

— Chcę spróbować.

— Nie mogę się doczekać.

Hermiona nie mogła powstrzymać uśmiechu.

Zawahał się, a jego wzrok znów powędrował w je stronę.

— Mogę u ciebie zostać? Tylko do czasu, aż się ogarnę. Nie mogę wrócić do domu.

Zaśmiała się.

— Mieszkamy razem praktycznie od kilku miesięcy. Nie zapowiada się, cokolwiek się zmieni.

— Na pewno nie masz nic przeciwko?

Był spięty, miał szeroko otwarte oczy.

Wyciągnęła rękę, by objąć jego twarz dłońmi, głaszcząc kciukiem jego kości policzkowe. Zamknął powieki, gdy pochylił się ku jej dotykowi.

— To będzie dla mnie przyjemność.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona nie była pewna, kiedy zasnęła, ale obudził ją Krzywołap, który irytująco miauczał pod drzwiami. Słońce wschodziło już za ramę okna, zalewając pokój ciepłym światłem. Draco leżał obok niej, wciąż pogrążony w głębokim śnie.

Był uroczy, gdy spał. Zachował wszystkie swoje sowie nawyki. Zmarszczył brwi, jakby próbował wymyślić, jak naprawić wszystko, co złe na świecie. Mamrotał półsłowa i dźwięki. Światło sprawiało, że jego blond włosy lśniły, gdy opadały na twarz.

Kiedy ruszyła, by nakarmić kota, poruszył się i westchnął:

— Hermiono.

Jej serce stopniało.

Wymknęła się z pokoju i poszła do kuchni, żeby nakarmić irytujące zwierzę. Krzywołap nie dawał jej chwili spokoju, uderzając głową o kostki, gdy szła. Zawył z rozpaczą, słysząc jej lakoniczne tempo.

— Nie umierasz — odparła Hermiona.

Krzywołap wskoczył na blat i uniósł dumnie głowę.

Hermiona westchnęła.

— Nie umierasz.

Nie przestawał być utrapieniem, dopóki nie udało jej się nałożyć jedzenia na jego miskę, po czym zniknęła. Utrapienie przykucnęło tyłem do niej. Delektował się jedzeniem.

Hermiona roześmiała się i zabrała do przygotowywania śniadania. Nie mogła przestać się zastanawiać, co będzie dalej. Jej życie i tak było w rozsypce. Teraz dodała bezrobotnego potomka jednej z najstarszych rodzin w świecie czarodziejów. Może znajdzie pracę w branży dostawczej. W końcu miał już jakieś doświadczenie.

Kiedy Draco wszedł przez drzwi, z włosami potarganymi od snu i dłonią pocierającą oko, uznała, że to jej nie obchodzi. Jego uśmiech był krzywy, gdy okrążał ladę i objął ją ramionami.

— Co gotujemy?

— Jajecznicę — odpowiedziała, ubijając jajka.

— Mogę pomóc?

Jego głowa spoczywała na jej ramieniu, a oddech łaskotał w ucho.

Odwróciła się w jego ramionach, stając twarzą do niego. Nie zadał sobie trudu, by założyć koszulę, co uznała za mądrą decyzję. Jego skóra była ciepła, gdy przesunęła dłonie po jego piersi, wplatając je w jego włosy. Kiedy pochylił się, by ją pocałować, poczuła się jak w domu.

— Myślałem, że gotujemy? — zapytał ironicznie.

— Rozproszyłeś mnie — zbeształa go.

Przysunął się, żeby polizać jej ucho.

— Mogę zrobić coś o wiele gorszego.

Jego dłonie spoczywały na jej biodrach, gdy przyciągnął ją do siebie. Znów był twardy, a ona była tak bardzo kusząca.

— Draco — westchnęła, gdy ocierał się o nią, ssąc podbródek. — Musimy coś zjeść.

— Dlaczego? — dopytywał żartobliwym i irytującym głosem.

— Draco — jęknęła, kiedy objął jej piersi dłońmi.

— Hermiono — ostrzegł — jeśli będziesz tak dalej jęczeć, naprawdę zjem cię na śniadanie.

— Obiecanki cacanki — odgryzła się.

— Ty…

W tym momencie srebrzysty zając wskoczył przez okno i zaczął chaotycznie hasać wokół nich. Kiedy otworzył pysk, rozległ się głos Luny.

Hermiono. Draco. Mam nadzieję, że już się obudziliście. Mam dla was propozycję, jeśli moglibyście wpaść.

Draco oparł głowę na ramieniu Hermiony.

— Luna i jej cholerne wyczucie czasu — zaklął.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Luna siedziała przy małym stoliku, gdzie jadali każdego ranka. Na środku stał dzbanek herbaty i trzy, delikatne filiżanki. Hermiona aportowała ich oboje, żeby Draco mógł przybyć w swojej sowiej postaci. Żadne z nich nie miało pojęcia, czego Luna może chcieć, a Draco nie był jeszcze gotowy, by ujawnić światu swoją tożsamość.

Kiedy z trzaskiem wpadli do salonu, Luna cmoknęła językiem.

— Draco, proszę, rozgość się. Nie musisz się ukrywać, jestem tu tylko ja.

Draco przemienił się i podszedł do stołu.

— Co robisz?

— Herbatę — odpowiedziała niewinnie. — Twoja ulubiona. Chcesz trochę?

Skrzyżował ramiona przed sobą, westchnął i usiadł na krześle. Po chwili nalał sobie pełną filiżankę i zanurzał w niej ciasteczko.

— O co ci właściwie chodzi?

Luna gestem nakazała Hermionie usiąść, zanim kontynuowała. Cała sytuacja była dla niej bardzo dziwna. Wiedziała, że Luna i Draco mieszkają razem od ponad pięciu lat, ale obserwowanie ich interakcji na własne oczy było nieco dziwne.

— Hermiono, chciałabym ci podziękować za wyciągnięcie Draco z jego skorupy — powiedziała drobna blondynka lekkim i uroczym głosem. — Koszmarem było znoszenie go przez ostatni tydzień przez dąsanie się i pytania.

Draco spojrzał na nią z niedowierzaniem.

— Nie dąsałem się.

Luna się roześmiała.

— Oczywiście, że tak. — Zmarszczyła brwi i ściszyła głos. — Chodziłeś za mną i pytałeś prawie sto razy, czy wiem, o co chodzi Hermionie.

Hermiona roześmiała się z komicznego, choć bardzo trafnego opisu mężczyzny, który w tej chwili robił dokładnie taką samą minę.

— To była dla mnie przyjemność? — odpowiedziała, unosząc brew ku Draco.

— Luna, przejdźmy do rzeczy — mruknął.

— Draco, nie musisz być taki opryskliwy — zganiła go Luna.

Draco wydał z siebie zduszony dźwięk frustracji i schował dłonie we włosach. Luna roześmiała się i konspiracyjnie zwróciła do Hermiony.

— Uwielbiam go drażnić.

— Wyobrażam sobie, że to całkiem zabawne — zgodziła się Hermiona, gdy Draco spiorunował ją wzrokiem.

— No tak — powiedziała Luna nagle poważnym tonem. — Od dawna przygotowywałam się do tego dnia.

Wyraz twarzy Draco zmienił się na poważny.

— Luno…

Wyciągnęła rękę, by uścisnąć jego dłoń.

— Draco, kocham cię. Jesteś dla mnie jak rodzina, ale zawsze wiedziałam, że nie zostaniesz ze mną. — Wskazała gestem dom i sklep za nim. — Wspólnie stworzyliśmy to miejsce, ale nigdy nie byłam do niego przywiązana. Jeśli ta ostatnia podróż czegoś mnie nauczyła, to tego, że moje miejsce jest tam.

Draco zmarszczył brwi i zakrył dłoń Luny swoją.

— Nigdy nie chciałem cię ograniczać. Dałbym sobie radę. Znalazłbym sposób, żeby dać sobie szansę.

Luna zmrużyła oczy, patrząc na niego z litością.

— Nie zrobiłbyś tego. Draco, wiele dla mnie znaczysz i nigdy nie byłeś ciężarem, ale teraz jesteś gotowy i chcę ci podarować to miejsce.

— Luno.

Po tym jednym słowie Draco zaniemówił.

To był monumentalny dar. Taki, który mógł być wszystkim, czego Draco potrzebował. Domem. Miejscem, w którym nie musiałby polegać na rodzinie.

— Nie mogę… tego przyjąć. To za dużo.

Uśmiechnęła się do niego z taką czułością, że Hermionę zabolało serce.

— Draco, spędziłam trzy miesiące w tym lochu. Trzy miesiące, nie wiedząc, czy przeżyję, czy umrę w każdej chwili. Za cenę ogromnego poświęcenia okazałeś mi dobroć. Te chwile, kiedy skradałeś się w środku nocy, żeby rzucić zaklęcie poduszkowe i dać mi dodatkowe koce. To wiele dla mnie znaczyło. Jestem tu dziś tylko dzięki tobie. To najmniej, co mogłabym zrobić.

— Nie wiem, czy jestem gotowy na to wszystko — wyznał. — Z czasem, tak, mogę…

Luna mu przerwała:

— Hermiona może ci pomóc. Sama jest na rozdrożu. To może być stopniowa zmiana, a potem, kiedy będziesz gotowy to przejąć, ona może już rozgryzie, co chce robić.

Hermiona zesztywniała. Czasami rozmowa z Luną była głęboko niepokojąca. Nie trzeba było jej zdradzać najskrytszych myśli. Luna już wiedziała i po prostu pytała o nie, jakby to była codzienna rozmowa.

— Jasne.

Hermiona skrzywiła się.

— Doskonale — oznajmiła Luna, klaszcząc w dłonie. — Porozmawiamy o tym później. Wyobrażam sobie, że macie mnóstwo tematów do rozmowy.

Po tym zniknęła, a trzask zjawy i pusta filiżanka były jedynym znakiem, że kiedykolwiek tu była.

Draco jęknął.

— Nienawidzę, kiedy tak robi.

— Znika czy wie, co myślisz, zanim o tym pomyślisz? — zapytała Hermiona, a jej ręka drżała, gdy sięgała po herbatę.

Draco parsknął śmiechem.

— Obydwa. — Wyciągnął do niej rękę w tym samym momencie, w którym ona. — Nie musisz tego robić. Luna ciągle ma szalone pomysły.

— Nie, ja — zarumieniła się — myślę, że to świetny pomysł. Uwielbiam to miejsce. Nie czułam się swobodnie w domu od ponad roku, ale tutaj w końcu mogę odetchnąć. — Wzięła drżący oddech. — I choć niechętnie się do tego przyznaję, potrzebuję czegoś, czym mogłabym się zająć, próbując wszystko ogarnąć. Byłam taka zagubiona i nienawidzę tego.

Uśmiechnął się do niej krzywo.

— Więc… partnerzy?

Uśmiech boleśnie rozciągnął jej usta.

— Partnerzy.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Draco potrzebował prawie roku, by w pełni się dostosować. Nie było to łatwe. Ponowna integracja ze społeczeństwem nigdy nie jest. Przetrwali procesy karne, interwencje, nowych i starych przyjaciół, a jednocześnie musieli radzić sobie z wymaganiami klientów i świętami w sklepie. Draco nadal lubił przemieniać się w Silvera i przerażać nastolatków, ale odkrył, że w ludzkiej postaci może to być równie zabawne.

Władał sowiarnią niczym jakiś król. Ptaki postrzegały go jako jednego ze swoich i szanowały jego życzenia, zwłaszcza jeśli chodziło o psoty i chaos — aspekt jego natury, z którego nigdy tak naprawdę nie wyrósł.

Draco pogodził się z rodzicami, dając im jasno do zrozumienia, że nie chce być częścią ich świata. Mogli go odwiedzać w jego świecie albo wcale. Hermiona od czasu do czasu widywała jego matkę pijącą herbatę w małej kuchni, podczas gdy jego ojciec stał pod ścianą.

Hermiona zajęła się nauczaniem. Droga z Hogsmeade do Hogwartu nie była długa i pokonywała ją tam i z powrotem każdego dnia. W końcu poczuła, że coś znaczy i pomaga zmieniać świat, raz za razem. Jej uczniowie często pytali o sposób na złagodzenie pogardy przerażającego naczelnika Poczty w Hogsmeade, ale ona tylko się uśmiechała.

To nie było idealne życie, ale życie spędzone na wspieraniu się nawzajem.

______________

Witajcie :) we wtorkowy wieczór zapraszam na ostatni rozdział tej historii. Wszystko skończyło się dobrze i o to chodziło. Takie opowiadania są moimi ulubionymi, a Luna okazała się niezłą swatką, prawda?

Dziękuję, że śledziliście tę historię i czytaliście. Wasza obecność i wsparcie wiele dla mnie znaczą.

Tyle ode mnie. Miłego tygodnia! Enjoy!

[T] Złączeni: Rozdział 15

wtorek, 5 maja 2026

Zasada Przyjaźni numer 19: W razie wątpliwości, idź z tym do rady

(Propozycja: DM | Zatwierdzone: HG)

 

W piątek wieczorem spóźnili się do apartamentu Pansy, czekając na wciąż skruszoną Astorię, która miała udać się do Dworu, by podróżowali razem.

Mieszkanie Pansy, jak zawsze, było idealnym odbiciem jej osoby — elegancki, dyskretny luksus, każdy szczegół przemyślany. Hermiona zauważyła jedną zmianę: o wiele więcej roślin rosło wzdłuż szerokich, szklanych okien z widokiem na Londyn niż podczas jej ostatniej wizyty. Być może to znak, że Neville stale tu bywał.

Pansy, jak zawsze nieskazitelna gospodyni, powitała ich, niosąc tacę z koktajlami, a jej oczy powędrowały ku Astorii i lekko się rozszerzyły. Nie skomentowała, ale Hermiona dostrzegła niemal niezauważalne uniesienie brwi. Astoria była praktycznie przyklejona do Draco od… wizyty Narcyzy… w posiadłości Greengrassów w poniedziałkowy poranek.

Hermiona żałowała, że nie była muchą na ścianie. Mipsy próbowała właśnie uzyskać od skrzatów domowych Greengrassów szczegółowy opis tego, co się wydarzyło, ale jeszcze nie zdążyła się z nią skontaktować.

Niedługo potem podeszli Harry i Ron. Harry rzucił zaklęcie prywatności na całą trójkę, a właściwie na czwórkę, gdy Theo wcisnął się obok Hermiony. Zaklęcie wyciszało na tyle, by wyłączyć Draco z rozmowy, pozostawiając go fizycznie obok niej, przez wciąż złączone dłonie, pogrążonego w swobodnej konwersacji z Ginny i Lavender. Astoria, jak można było się spodziewać, przywarła do jego drugiego boku jak małpka.

— Co się dzieje, Miona? — zapytał Ron, wskazując brodą Astorię. — Harry powiedział, że zrobiła scenę w Ministerstwie.

Hermionie udało się przekazać Harry’emu jedynie szczątkowe podsumowanie w SMS-ie, aż do teraz nie mieli okazji porządnie pogawędzić. Rzuciwszy szybkie spojrzenie, by upewnić się, że zaklęcie jest skuteczne, wzięła głęboki oddech i zaczęła opowiadać o rocznicowej kolacji, Veritaserum, dociekliwych pytaniach, groźbach i reakcji Malfoyów następnego ranka.

Kiedy skończyła, trzy pary oczu wpatrywały się w nią, wszystkie szeroko otwarte i z opadniętymi szczękami.

Theo nie powiedział ani słowa. Zrobił krok naprzód, nachylił się do przestrzeni osobistej Draco i odezwał się cicho i ostro, tak że Astoria wyraźnie się wzdrygnęła. Jedną ręką odsunął ją od Draco, a drugą rzucił wokół siebie i Draco bańkę prywatności. W ciągu kilku sekund znaleźli się w sytuacji, która wyglądała na bardzo napiętą.

Harry, Ron i Hermiona odwrócili się do siebie dopiero po tym, jak zdecydowali, że Theo nie zamierza od razu skazać Astorii na Avadę.

— Draco może wnieść oskarżenie, wiesz? — powiedział Harry, teraz już całkiem poważnie.

Rozmawiała już o tym z Draco. Ale po tym, jak Lucjusz skonsultował się z zespołem prawnym, który potwierdził, że użycie Veritaserum do sprawdzenia wierności Draco nie jest podstawą do zerwania zaręczyn, Draco uznał, że to nie ma sensu.

— To tylko pogorszyłoby sprawę — mruknął, osuwając się na jej ramię po tym, jak Lucjusz przekazał jej wiadomość.

Hermiona pokręciła teraz głową i wyjaśniła, jak ściśle Malfoyowie są związani kontraktem.

Harry, jak na Aurora przystało, naciskał dalej.

— Powinien przynajmniej to zgłosić. Mieć dowód, na wypadek eskalacji.

Skinęła głową.

— Porozmawiam z nim. W przyszłym tygodniu.

Po drugiej stronie pomieszczenia Draco wciąż tkwił w bańce prywatności Theo. Wydawało się, że minęła wieczność, zanim Theo w końcu cofnął zaklęcie, a kiedy to zrobił, Hermiona była niemal pewna, że powodem, dla którego Astoria wierciła się na krześle, rozmawiając z Pansy, Neville’em i bliźniakami, był nie tyle dyskomfort, co swędzący urok. Zadowolona mina Theo nie do końca to ukrywała.

Blaise wybrał ten moment, by się pojawić, powitany wiwatami na tyle głośnymi, że niosły się po całym penthousie. Praca trzymała go z dala od większości ich ostatnich spotkań, ale jego wejście było równie płynne jak zawsze.

Draco patrzył, jak Blaise i Hermiona witają się, bez żadnej poufałości, żadnego znaku, że jeszcze w zeszłym tygodniu pieprzyli się na jej kanapie. Niestety mimowolnie obraz T-Rexa błysnął w umyśle Draco i teraz był prawie pewien, że rzucono na niego zaklęcie, by myślał o dinozaurach, ilekroć przebywali w tym samym pomieszczeniu.

Hermiona pochyliła się ku Draco, ściszając głos.

— Dobra, czas na radę. Gotowy przyznać się do porażki, Malfoy?

Uśmiechnął się ironicznie, pstrykając ją w nos.

— Nie ma mowy, Granger. Przygotuj się na schowanie dumy do kieszeni.

Hermiona machnięciem różdżki ściszyła muzykę.

— Dobra, ludzie, ważna sprawa.

To nie było niczym niezwykłym. Grupa dyskutowała o wszystkim: z którą drużyną podpisać kontrakt po wygaśnięciu obecnego (łatwe zwycięstwo Armat z Chudley), czy Harry powinien zamienić okulary na soczewki kontaktowe (głosowaniem jednogłośnie odrzucono), a nawet o etyce kradzieży z prywatnej piwniczki Lucjusza (głosowanie podzielone, w toku ponowne liczenie głosów).

Grupa weszła do salonu. Pansy jak zwykle siedziała na kolanach Neville’a. Astoria podeszła do Draco, próbując ułożyć się na nim, naśladując Pansy i Neville’a. Przesunął się na tyle, że wylądowała niezręcznie wciśnięta między niego a podłokietnik. Sądząc po uśmieszkach w całym pokoju, wszyscy to zauważyli.

— To — zaczęła Hermiona poważnym tonem — może być najpoważniejszą sprawą, jaką kiedykolwiek omawialiśmy. Malfoy i ja jesteśmy w impasie, a ja byłam świadkiem rzeczy, których nigdy — nigdy — nie zapomnę.

Draco skinął poważnie głową obok niej i oboje wyglądali tak, jakby mieli zamiar zaproponować projekt ustawy w Ministerstwie Magii, a nie kolejne absurdalne głosowanie grupowe.

— Pierwsze pytanie — powiedziała Hermiona. — Kto z was miał masaż?

Wszyscy unieśli ręce.

— Świetnie. — Uśmiechnęła się promiennie do Draco. Krok pierwszy wykonany. — Trzymajcie rękę w górze, jeśli to była magiczna firma.

Hermiona, Draco, Astoria, Pansy, Theo, Ginny, Lavender, Fred i Blaise unieśli ręce.

— Dobrze. A teraz — trzymajcie rękę w górze, jeśli wasz magiczny masaż zakończył się, powiedzmy… szczęśliwym zakończeniem.

Cisza.

Astoria spojrzała ze zdezorientowaniem na Draco.

Wszystkie ręce opadły. Z wyjątkiem Draco.

Theo niepewnie uniósł rękę.

— Liczy się, jeśli masuję się sam?

— Nie, palancie — zawołał George. — To tylko masturbacja.

Theo skinął głową, opuszczając rękę.

— Słuszna uwaga.

Wszyscy odwrócili się z powrotem do Draco. Ręka, którą uniósł tak pewnie, opadła, podobnie jak jego pewność siebie i błądził wzrokiem z niedowierzaniem.

— Więc… po prostu macie masaż i tyle? — zapytał, szczerze zbity z tropu.

Pansy przechyliła głowę.

— Draco… mówisz mi, że co tydzień, kiedy masz masaż… obciągają ci?

— Oczywiście, Pansy — odpowiedział Draco rzeczowym tonem. — To masaż.

Fred pochylił się do przodu.

— To nie masaż, Malfoy. To pocieranie i szarpanie.

Wszyscy wybuchli śmiechem. Twarz Ginny była tak czerwona, że musiała chwycić Rona za ramię, żeby się nie przewrócić.

— Chwila — wydyszała między chichotami — byliście tam razem, z powodu tej całej… sytuacji z ręką, i co, musiałaś patrzeć, jak mu zwaliła?

Hermiona skinęła głową.

— Gdy tylko się zorientowałam, co się dzieje, zatrzymałam masażystę, zanim zdążył… no wiecie… — znów wykonała ten dziwny gest — i szczerze mówiąc, powinnam była się domyślić, że coś jest nie tak, skoro spędził nieprzyzwoicie dużo czasu masując mi cycki.

— Opowiedz nam więcej o masażu cycków! — zawołał George, przekrzykując chaos.

Hermiona przewróciła oczami.

— Więc leżałam tam, bardzo starając się nie nawiązywać kontaktu wzrokowego, podczas gdy Draco… eee… kończył. A potem jego masażystka powiedziała… — Hermiona zmieniła akcent na przesadny, francuski — Brawo, Monsieur Draco!

Próbowała klaskać dla efektu, choć ich złączone dłonie sprawiały, że to było niezręczne.

To znowu wszystkich rozbawiło, bliźniaki wysyłali teraz do Draco buziaczki, skandując chórem:

Brawo, Monsieur Draco!

W tym momencie Astoria zerwała się na równe nogi, a złość emanowała z niej falami.

— Chyba się mylisz, Hermiono. — Wypowiedziała jej imię, jakby to było przekleństwo. — Zamówiłam masaż z renomowanej firmy, tej samej, z której usług ojciec korzysta dwa razy w tygodniu.

W pomieszczeniu na chwilę zapadła głucha cisza, gdy wszyscy zrozumieli jej słowa.

Pansy pierwsza się otrząsnęła.

— Tori… wynajęłaś dla Draco tę samą firmę… z której korzysta twój ojciec?

Astoria skinęła głową, jakby to kończyło dyskusję.

— A nazwa tej renomowanej firmy? — naciskała Pansy, głosem pełnym niewinności.

— Nie jestem pewna — odparła Astoria — ale ojciec kazał mi wysłać sowę do Madame Blanchard.

Madame Blanchard właścicielki burdelu? — zapytał Harry, zanim jego umysł dogonił usta.

Wszystkie głowy zwróciły się ku niemu.

Uniósł ręce w obronnym geście.

— W zeszłym roku zgłosiła się do Aurorów po pomoc w sprawie o wymuszenie. Cudowna kobieta. Ale, hmm… tak, zdecydowanie prowadzi burdel. Całkowicie legalnie... ale jednak… burdel.

— To musi być jakaś pomyłka — powtórzyła Astoria, a w jej głosie zagościła desperacja. — Specjalnie prosiłam ich, by wykonywali tę samą usługę, co ojcu!

Uśmiech Theo promieniał czystym, niefiltrowanym złem. Powoli upił łyk drinka, pozwalając ciszy się przeciągnąć, zanim powiedział wystarczająco głośno, by usłyszała go cała sala:

— Cóż. Wygląda na to, że Malcolm Greengrass lubi być regularnie macany przez obcych. Jaki teść… — celowo przesunął wzrok na Draco — taki zięć.

Pokój znów eksplodował śmiechem. Pansy zgięła się wpół, parkając. Fred i George omal nie spadli z kanapy. Ginny trzymała się za żebra, łapiąc powietrze. Nawet Harry ukrył twarz w dłoniach, a jego ramiona drżały.

— Na Merlina — wykrztusiła Ginny między śmiechami — musisz teraz wysłać ojcu Astorii kosz owoców z podziękowaniami.

Draco przewrócił oczami, ale nie próbował się bronić, co tylko sprawiło, że wszyscy zawyli jeszcze głośniej.

Astoria jednak się nie śmiała. Zamarła, a krew z jej twarzy odpłynęła, gdy zrozumiała, o co chodzi.

— Nie… nie, ojciec nie mógłby… ty nie mógłbyś…

Patrzyła między Draco, a grupą przyjaciół, jakby podłoga miała ją połknąć.

Pokonany Draco tylko wzruszył ramionami.

— Myślałem, że to normalne.

— W jakim świecie — wtrącił Ron, autentycznie zbity z tropu — to, że na masażu umówionym przez twoją narzeczoną, obca osoba ci obciąga, jest normalne, Fretko?

— Nie obciągali! — wrzasnęła Astoria, a jej głos odbił się echem od ścian.

— Och, oczywiście, że tak — odparł spokojnie Draco — co tydzień. Ty to umawiałaś.

— Nie! To musi być jakaś pomyłka! — powtórzyła, niemal błagalnie. — Muszę natychmiast porozmawiać z ojcem.

Po tych słowach obróciła się na pięcie i pobiegła do kominka z Siecią Fiuu znajdującego się w drugim pokoju, a drzwi zatrzasnęły się za nią.

Hermiona rozkoszowała się zwycięstwem, a samozadowolenie wręcz emanowało z niej. Draco, trzeba mu przyznać, niechętnie przyznał, że miała rację. Od tamtej pory, za każdym razem, gdy podawał komuś drinka lub odpowiadał na pytanie, w pokoju rozbrzmiewało chóralne Brawo, Monsieur Draco!.

W miarę jak wieczór mijał, Blaise podszedł do niego. Hermiona tańczyła na prowizorycznym parkiecie z Harrym, a właściwie próbowała to robić, choć ich złączone dłonie sprawiały, że ramię Draco od czasu do czasu poruszało się w rytm muzyki. Theo wkrótce dołączył do nich, więc Hermiona była teraz wciśnięta między dwóch mężczyzn, kołysząc się i tańcząc.

Blaise machnął różdżką, rzucając zaklęcie wyciszające, by nie musieli przekrzykiwać muzyki.

— Spodziewałem się, że dziś wieczorem mnie uderzysz — powiedział nonszalancko, popijając Ognistą Whisky.

Draco zaśmiał się krótko.

— Już nie jestem tym chłopakiem, Blaise.

Obaj spojrzeli z powrotem na parkiet. Hermiona używała teraz pustej butelki po winie jako mikrofonu, z rozwianymi włosami i błyszczącymi oczami. Draco poczuł, jak jego usta mimowolnie wyginając się w uśmiechu.

— Kochasz ją? — zapytał nagle Blaise’a.

Ten milczał przez chwilę, zanim odpowiedział:

— Mógłbym. Bardzo łatwo. — W jego głosie słychać było melancholię. — Ale nie jestem tym, którego ona chce i wolę, żeby była szczęśliwa.

Wzrok Draco zatrzymał się na Hermionie jeszcze przez chwilę, zanim się odwrócił, tylko po to, by zobaczyć, że Blaise uważnie mu się przygląda.

— Chcę, żebyście oboje byli szczęśliwi — powiedział cicho Blaise, mocno klepiąc go po ramieniu, po czym odszedł, by dołączyć do Neville’a.

Draco obserwował taniec Hermiony, a jego myśli wirowały.

Był tak zmęczony udawaniem.

Nie chciał już udawać.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

W końcu Hermiona wyślizgnęła się spomiędzy Harry’ego i Theo, gdy zaczęli się całować przez jej ramię. Po tym, jak zabłąkany język przycisnął się do jej ucha, szybko się wymknęła.

Znalazła się na kanapie, a Pansy pogrążona była w rozmowie z Draco o Astorii. Neville usiadł po jej drugiej stronie z ciepłym uśmiechem — zawsze dobrze się dogadywali — i po krótkiej rozmowie (w trakcie której Neville śmiał się z ich ostatniej, magicznej wpadki), wyciągnął telefon.

— Po dziesięciu latach w końcu zakwitł — powiedział dumnie, odwracając ekran w jej stronę.

Zdjęcie przedstawiało efektowną orchideę nietopezią w pełnym, dramatycznym rozkwicie.

Uśmiech Hermiony poszerzył się, gdy go rozpoznała. Kupiła tę rzadką orchideę jako prezent dla Neville’a dekadę temu, aby uczcić otwarcie jego apteki, mimo że nie miała ręki do roślin i prawdopodobnie nie powinien być jej powierzany na opiekę nawet kaktus. Pamiętała charytatywną wyprzedaż orchidei, na której ją znalazła… właściwie to był jeden z pierwszych razy, kiedy rozmawiała z Narcyzą po wojnie.

Coś ją dręczyło w głębi umysłu. Lekkie swędzenie.

Coś ważnego.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Ogień trzaskał w kominku pokoju Draco, gdy wrócili do Dworu. Przyjemnie podchmielony, Draco przyciągnął Hermionę do siebie, obejmując ją ramieniem za szyję tak, że ich złączone dłonie wpiły się w klatki piersiowe. Drugą rękę przesunął na jej plecy, przyciągając bliżej.

— Co robimy? — zapytała ciepłym, sennym głosem.

— Tańczymy — odpowiedział Draco po prostu.

Nie zadawała pytań, po prostu oparła głowę o jego pierś, gdy się kołysali.

— Dlaczego nie chcesz wyjść za Blaise’a? — zapytał po chwili.

Milczała, biorąc oddech, jakby chciała się uspokoić, i mruknęła, nie podnosząc głowy:

— Myślę, że z tego samego powodu, dla którego ty tak naprawdę nie chcesz poślubić Astorii.

Serce Draco podskoczyło śmiesznie. Nigdy o tym nie rozmawiali, nigdy nie mówili na głos o możliwości, że mogliby być kimś więcej.

— Jest ktoś inny — powiedział cicho.

Skinęła głową.

— No właśnie.

Jej oczy uniosły się ku niemu — miodowo-brązowe, lśniące od niewylanych łez — a to, co tam zobaczył, sprawiło, że chciał się śmiać lub płakać, widząc, jak bardzo jest to popieprzone. Uśmiechnęła się do niego blado, smutno.

Jak ktoś może wyglądać tak szczęśliwie, a jednocześnie tak boleśnie smutno? Wiedział, że jego twarz musi odzwierciedlać jej.

Miał już dość okłamywania samego siebie, udawania, odpychania myśli i uczuć, które zawsze czaiły się gdzieś w zakamarkach jego umysłu.

Wolną ręką objął jej policzek, kciukiem muskając skórę. Wsunęła palce we włosy na jego karku.

Nie był pewien, czy to szaleństwo, czy jasność umysłu, a może jedno i drugie, ale pochylił się i pocałował ją. Był to prawdopodobnie najbardziej niewinny pocałunek w jego życiu, a jednak czuł go do szpiku kości. Gwałtowny wdech, a potem jej usta musnęły jego, na ułamek sekundy.

Kiedy się od siebie odsunęli, ich usta zawisły w powietrzu na odległość zaledwie jednego oddechu. Przyjrzał się jej twarzy, upewniając się, że niczego nie przeoczył.

Nie przeoczył.

— Będę na ciebie czekać, Draco — wyszeptała łamiącym się głosem. — Tyle, ile będzie trzeba. — Zawahała się. — Jeśli mnie chcesz.

Oszołomiony Draco mógł tylko skinąć głową, mimowolnie roniąc łzy. Ona również przytaknęła i oparła głowę o jego pierś.

Przytulił ją mocniej, kołysząc się w rytm muzyki, którą tylko oni słyszeli.

Teraz, bardziej niż kiedykolwiek, musiał znaleźć sposób na wyrwanie się z tego kontraktu.

________________

Witajcie :) wreszcie doszło do pocałunku, cieszycie się? Szkoda tylko, że wszystko jest tak pogmatwane, ale mogę zapewnić, że niedługo nastąpi przełom. I to nie dlatego, że zostało tylko pięć rozdziałów. Możecie snuć teorie, co się wydarzy, z chęcią poczytam! :)

Następne rozdziały chciałabym opublikować w tym tygodniu, ale nie wiem jeszcze kiedy, możliwe że w okolicach weekendu.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Enjoy!