wtorek, 14 kwietnia 2026

[T] Złączeni: Rozdział 6

Zasada Przyjaźni numer 11: HG i DM będą starać się być mili i uprzejmi oraz integrować się ze swoimi grupami przyjaciół.

(Propozycja: HG | Zatwierdzone: DM)

Zasada Przyjaźni numer 11a: Wyjątek: nie dotyczy Bliznowatego i Łasicy.

(Propozycja: DM | Odrzucone: HG)

 

Weranda była ciepła, a delikatne, poranne światło wpadało przez wysokie, przeszklone okna. W powietrzu unosił się zapach herbaty Earl Grey i kruchych ciasteczek, przeplatając się z delikatnym brzdękiem porcelany i sporadycznym skrzeczeniem pobliskiego pawia przechadzającego się po ogrodach.

Harry wyglądał tu komicznie nie na miejscu, siedząc sztywno przy delikatnym stoliku naprzeciwko Hermiony i, nieco niechętnie, Draco. Ich zwykłe pogawędki odbywały się tylko we dwoje, na miękkich kanapach w mieszkaniu Hermiony lub na Grimmauld Place, w towarzystwie obtłuczonych kubków i ciasteczek prosto z paczki. Żadnych wypolerowanych porcelanowych zastaw ani lnianych serwetek.

Stuknął filiżanką o spodek odrobinę za głośno i Draco wzdrygnął się obok Hermiony, z otwartą książką na stole, której ewidentnie nie czytał.

Hermiona rozważała rzucenie zaklęcia prywatności na siebie i Harry’ego, ale szczerze? Draco uwielbiał plotki jak wścibska ciotka na przyjęciu w ogrodzie. Odmawianie mu rozrywki wydawało się okrutne.

— Jak się miewa mój ulubiony, magicznie połączony duet zniszczenia? — zapytał Harry, chwytając trzecie ciastko, jakby miało zniknąć, gdyby czekał zbyt długo.

— Tak dobrze, jak można się spodziewać — odpowiedziała Hermiona, chwytając morelowe ciasteczko, na które tak długo zerkał.

Harry wziął długi, dramatyczny łyk herbaty. Hermiona nie miała wątpliwości, że robił to tylko po to, by zdenerwować Draco.

— Poważne pytanie — wymamrotał z ustami pełnymi jedzenia. — Jak w ogóle się ubieracie?

— Mipsy zakłada je za pomocą czarów każdego ranka — wyjaśniła Hermiona. — Gdyby nie to włóczylibyśmy się po Dworze topless.

— Nie żebym miał coś przeciwko — mruknął Draco, wciąż udając, że czyta.

Łup. Mocny kopniak pod stołem od Harry’ego wycelował prosto w goleń Draco.

— To musi być dla ciebie trudny czas — kontynuował Harry z przejęciem, odwracając się do Hermiony.

— Och, tak — odpowiedziała z udawaną powagą. — Czuję, jak moje IQ spada o pięć punktów każdego dnia.

Draco popijał herbatę, ignorując ich z miną człowieka, który głęboko żałuje swoich życiowych wyborów.

— No dobra, ale… jak korzystacie z toalety? — dopytywał Harry, a jego ciekawość wzięła górę.

Draco nie podniósł wzroku.

— Z pewnością opanowałeś tę umiejętność za dzieciaka, Potter.

Kolejny kopniak.

Hermiona bez ostrzeżenia machnęła ręką i werbalnie rzuciła na głowę Draco zmodyfikowane Zaklęcie Bąblogłowego. Harry podskoczył.

— Przerobiłam go, by blokował dźwięk, widok i zapach — wyjaśniła.

Draco anulował zaklęcie i mruknął.

— Następnym razem mogłabyś mnie ostrzec, Granger.

— Genialne zaklęcie — powiedział Harry, wyraźnie będąc pod wrażeniem. — Nauczysz mnie?

Draco w końcu zamknął książkę z dramatycznym westchnieniem.

— Planujesz użyć go na Theo, co?

Harry uśmiechnął się ironicznie.

— Zazdrosny, Malfoy?

— Ani trochę — odpowiedział Draco. — Jestem po prostu zafascynowany tym, jak szybko Wybraniec stał się gryzakiem Theo.

— On naprawdę lubi używać zębów — odparł Harry.

Malfoy! — ostrzegła Hermiona, lekko się śmiejąc. — Jak on się miewa? — zapytała, łagodniejąc. — Opowiedział nam bardzo szczegółowo o przebiegu jego urodzin.

Harry uśmiechnął się szczerym, prawdziwym uśmiechem. Takim, który sprawił, że serce Hermiony pękało z dumy. Zaszedł tak daleko od czasów Cedrika. Ciężko pracował. Chodził na terapię. Czas leczył rany. Dowiedział się, czego chce. Czego potrzebuje.

— Jest dobrze — powiedział po prostu. — Naprawdę dobrze.

Hermiona wyciągnęła rękę i ciepło go uścisnęła. Wiedziała, jak trudna była ta podróż. Jak zmieniły się relacje z Ronem po tym, jak Harry się ujawnił, i jak niezręcznie było na początku. Ale teraz siedział tutaj. Szczęśliwy.

— Skoro o intymnych sprawach mowa… — wymamrotał Harry, unosząc brew. — Jak sobie radzicie z… tymi sprawami?

Draco nachylił się, jego głos był niski i psotny.

— Och, Granger i ja? Robimy to bez przerwy. Rano, w południe, w nocy. Jak króliki.

Harry zamarł, trzymając ciastko w połowie drogi do ust.

— Czekaj, co?

Hermiona szturchnęła Draco ramieniem.

— Nie słuchaj go, Harry, nie robimy tego. Używamy Zaklęcia Bąblogłowego, kiedy potrzebujemy… chwili samotności.

Harry zamrugał. A potem powoli skinął głową.

— Och. Jasne. To ma sens. — Po chwili zastanowienia zapytał delikatnie: — A Astoria… zgadza się na to wszystko?

Draco prychnął.

— Nie ma wyboru. Jesteśmy dosłownie magicznie złączeni.

Harry uniósł brew.

— Mimo to… ile godzin, twoim zdaniem, przygotowuje się do dzisiejszego wieczoru?

— Cóż, to nie jest nasza zwykła randka, tylko rodzinny obiad — odpowiedział Draco, wyraźnie smutniejąc. — Negocjacje w sprawie kontraktu małżeńskiego. Czyli… kilka. Możliwe, że cały dzień w spa.

Hermiona tylko westchnęła. Nie była pewna, kogo bardziej jej żal: Draco czy manicurzystki Astorii.

— Zostaje na noc? — zapytał Harry nonszalancko, sięgając po kolejne ciastko.

Draco skrzywił się.

— Wątpię.

Często narzekał, że Astoria nocowała u niego tylko raz w tygodniu, po randce, zazwyczaj w pełni zrobiona i przygotowując włosy godzinami.

Hermiona zamrugała. Nawet o tym nie pomyślała. Myśl, że Astoria zostanie na noc, nagle sprawiła, że poczuła się jak niechciane, piąte koło u wozu.

— Mogę wziąć eliksir nasenny, jeśli chcecie, no wiesz…

Urwała, wykonując niejasny, ale nieomylny gest.

Draco prychnął.

Na Merlina, Granger. Jak mówiłem wczoraj, jeśli tak zrobisz, to naprawdę potrzebujesz pomocy.

Harry uniósł brew.

— Czekaj. Będziesz leżeć obok nich w łóżku, podczas gdy Draco i Astoria…

Powtórzył gest Hermiony.

Hermiona wzruszyła ramionami.

— Nie obchodzi mnie to. Będę spać. Zrobię nawet mały fort z poduszek między nami.

— Mogę porozmawiać z Astorią po kolacji — zaproponował Draco, choć jego ton jasno dawał do zrozumienia, że nie spodziewa się, że ta rozmowa pójdzie dobrze.

Choć może i miał ochotę na chwilę intymności, przeczuwał, że Astoria nie będzie zachwycona Hermioną leżącą dosłownie na wyciągnięcie ręki.

— Więc Hermiona może zaprosić… — zaczął Harry, ale nie dokończył.

Bo właśnie wtedy rozległ się znajomy trzask.

Pojawiła się Mipsy, trzymając wielki dzban mimozy. I wszyscy wiedzieli, co to oznacza.

Zwrócili się ku drzwiom werandy, gdy tylko się otworzyły, by wszedł Theo, uśmiechając się jak zadowolony z siebie kot.

— Och, kogo Hermiona zaprasza do sypialni Draco? — zapytał Theo, całując Harry’ego w czubek głowy i wsuwając się na krzesło obok niego.

Dzbanek magicznie nalał mu wysoką szklankę.

— Mówimy o jej kochanku?  — dodał, przeciągając ostatnie słowo i sugestywnie poruszając brwiami.

Tym razem to Hermiona kopnęła Harry’ego pod stołem.

— Chwila — powiedział Draco, mrużąc oczy. — Wiesz, kto to jest?

Spojrzał na nich podejrzliwie.

Harry, nagle skupiony na dolewaniu mleka do herbaty, nic nie powiedział.

— Nie mamy sekretów — rzekł w końcu. — Już nie.

To była prawda. Od czasów wojny, a zwłaszcza od polowania na horkruksy i czasu spędzonego w namiocie, Harry i Hermiona obiecali sobie, że będą wobec siebie całkowicie szczerzy. Czasami aż do bólu.

— Potter — Draco rozpromienił się — dam ci tysiąc galeonów, jeśli powiesz mi, kto to jest.

— Podwoję stawkę — dodał Theo, unosząc szklankę.

Hermiona jęknęła.

— Theo, nie zachęcaj go.

Harry po prostu wziął głośny, irytujący łyk herbaty.

— Nie potrzebuję twoich pieniędzy, Malfoy. Właściwie lubię patrzeć, jak się miotasz.

— Dobra — mruknął Draco. — Jeśli mi nie powiesz, po prostu rzucę nazwiskami, a ty daj znać, czy jestem blisko.

Harry ugryzł kolejny kawałek ciastka. Nic nie powiedział.

— Macmillan — zgadł Draco.

Hermiona zakrztusiła się.

— Merlinie, nie.

— Abercrombie ze Świętego Munga? — zaproponował Draco z nadzieją.

— Och, fajna zabawa — powiedział Theo, promieniejąc. — McLaggen!

Cisza.

Wszyscy się odwrócili, by na niego spojrzeć.

— Nie, Theo. Po prostu… nie — odpowiedziała Hermiona beznamiętnie.

Draco wyraźnie zadrżał.

Harry wyglądał, jakby miał zwymiotować.

McLaggen był najgorszy.

— Dobra. — Draco zamyślił się, głaszcząc się po brodzie. — Spróbujmy z prawdziwym kandydatem, Poskramiacz Smoków Weasley?

— Och, to dobry kandydat — zgodził się Theo, kiwając głową.

— Nie. Ta gra jest skończona — wtrąciła Hermiona, prostując się.

— Aha! — zawołał Draco. — To nie była odmowa! Zwycięstwo!

Zacisnął pięść.

Hermiona powoli odwróciła głowę, unosząc w jego stronę niezachwianą brew.

— Co? — Draco wzruszył ramionami. — To zdecydowanie najprzystojniejszy Weasley.

Theo energicznie skinął głową, a Hermiona przewróciła oczami.

— No to się z nim prześpij. Ja mam ręce pełne roboty z kimś innym.

A potem jak gdyby nigdy nic, zaczęła pić herbatę, zostawiając Draco z opadniętą szczęką i Theo szepczącego do Harry’ego:

Kocham ją.

Później Theo raczył ich opowieściami ze Świętego Munga, w tym o ostatniej katastrofie związanej z Seamusem, która w jakiś sposób wiązała się z rejestrem eliksirów zakazanych, miotłą i niefortunną eksplozją.

Mówił też, już poważniej, o swoich badaniach nad nowym eliksirem ułatwiającym odrastanie skóry u ofiar poparzeń.

Choć Theo sprawiał pozory beztroskiego, imprezowicza, ci, którzy znali go dobrze, tak naprawdę znali, rozumieli głębię jego oddania pracy i pasję do innowacji w dziedzinie eliksirów medycznych.

Po niedługim czasie dzban mimozy został opróżniony, Harry zjadł resztę ciasta i Theo odsunął krzesło z uśmiechem.

— Chodź, kochanie — powiedział, podając Harry’emu rękę. — Oprowadzę cię po bibliotece Malfoyów.

Harry bez wahania ujął ją i odeszli, trzymając się za ręce, znikając w przejściu do sąsiadującego pomieszczenia.

Draco wrócił do czytania, a Hermiona dopijała ostatni łyk herbaty, wpatrując się w skąpane w słońcu ogrody za szybą.

Po kilku minutach spojrzała na niego, uśmiechając się psotnie.

— Wiesz, że będą się tam pieprzyć, prawda?

Draco nawet nie podniósł wzroku.

— Wysoce nieprawdopodobne. Mój ojciec tam jest.

Zapadła chwila ciszy.

Potem ich oczy się spotkały.

Hermiona wybuchła śmiechem.

— Naprawdę myślisz, że Lucjusz Malfoy powstrzyma zdeterminowanego Theodore’a Notta?

Twarz Draco zbladła.

— Czy powinniśmy… powinniśmy kogoś ostrzec? — wyjąkał. — Harry’ego? Mojego ojca?

— To którego? — zapytała Hermiona, ocierając łzę z oka. — Harry’ego czy Lucka?

— Eee… każdego lub obu?

Draco wyglądał teraz na autentycznie zaniepokojonego.

Hermiona zaśmiała się jeszcze głośniej.

— Daj spokój. Niech Lucjusz ich zobaczy. Zasłużył na mękę.

Zanim Draco zdążył odpowiedzieć, rozległ się cichy szelest drogich szat, a potem na werandę wszedł sam Lucjusz z laską w dłoni, wyglądając na nienagannie opanowanego.

— Dzieci — rzekł, kiwając głową, subtelnie poprawiając mankiet dopasowanego rękawa — czy któreś z was widziało moją ukochaną? Nagle czuję potrzebę… małżeńskiego pocieszenia.

Draco zrobił się wręcz zielony.

Mocno ścisnęli złączone dłonie. Żadne z nich nie wiedziało, czy śmiać się, czy płakać.

Hermiona, zbierając w sobie całą uncję profesjonalizmu, zdołała wyjąkać:

— Jest w swoim gabinecie. Przegląda księgi rachunkowe.

— Doskonale.

Lucjusz niemal wyleciał z werandy z prędkością, która powinna być niemożliwa dla człowieka o ograniczonym dostępie do magii.

W chwili, gdy drzwi zamknęły się za nim, Draco jęknął i ukrył twarz w wolnej dłoni.

— Och, Godryku, nie — mruknął.

Potem, zdając sobie sprawę z tego, co mogło się wydarzyć, zerwał się na równe nogi, ciągnąc Hermionę za sobą, trzymając ją za ręce.

— To tylko dwa budynki dalej — syknął.

Hermiona, szeroko otwierając oczy, skinęła głową z furią.

— Czuję nagłą potrzebę… odwiedzenia pawi — oznajmił Draco, prowadząc ją niemal biegiem w stronę szklanych drzwi do ogrodu.

— Świetny pomysł — powiedziała Hermiona, ledwo powstrzymując śmiech, gdy wybiegli przez drzwi.

Połączeni magią i solidną dawką wzajemnego przerażenia, udali się do ogrodu.

W jakiś sposób takie absurdalne i komiczne sytuacje wciąż przydarzały się Hermionie w tym najbezpieczniejszym i najszczęśliwszym miejscu na ziemi, ale czuła się w nim jak w domu.

 __________

Witajcie :) to opowiadanie to kopalnia mega zabawnych scen, także nie wiem jak Wy, ale ja świetnie się bawię przy tym tłumaczeniu. Dajcie znać jak wrażenia.

Kolejne rozdziały zostaną opublikowane w weekend. Chciałabym dobić do dziesiątego, ale zobaczymy jak pójdzie. Trzymajcie kciuki.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia! Enjoy!

Obserwatorzy

Etykiety

Albus Dumbledore Albus Potter Angelina Weasley Apartament 9 i 3/4 Archibald Stokes Astoria Greengrass AU dramione Bellatrix Lestrage Bezwzględna gra Bibliotekarka Blaise Zabini blansy Cambridge Blue Charlie Weasley Ciemność i Światło Come To Claim Cormac McLaggen Czas cudów Draco Malfoy dramione Dziesięć na dziesięć efekt Pericuscia Facet z sąsiedztwa Fred Weasley Gemma George Weasley Ginny Weasley Harry Potter Hermiona Granger hinny Hogwart Hot for Teacher impreza James Potter Józefina Crawley Kamari Kingsley Shacklebolt klątwa klątwa Glacios Klub Nox Lavender Brown Lilie słonowodne Live Again [PL] Lord Voldemort Lucjusz Malfoy Luna Lovegood M.B. Malfoy Manor Malus Orbis Mark Collins marriage law Maxton Hall miłość Mine Minerva McGonagall miniaturka Mrużka Narcyza Malfoy Neville Longbottom Nora Jenkins Ocean między nami Odkupienie Ogień i Lód Padma Patil Pani Pince Pani Pomfrey Pansy Parkinson Percy Weasley Piękna i bestia plan Podróż z nieznajomym porwanie Promyk radości Przewodnik randka w ciemno Ron Weasley Rose Weasley Rozgrzeszenie Rzeczy których nie nauczysz się z książek Scorpius Malfoy Severus Snape Siedem dni w grudniu smutek sojusz Still Life Susan Weasley śmierciożercy Śpiewka Teodor Nott terapia Theodor Nott thuna To co jest między nami To co najlepsze Tracy Davis Travis Diggle Trylogia Odkupienia Twoje idealne dopasowanie Uchwalenie ucieczka Viktor Krum Voldemort walka Wiktor Krum Zakazani Zakochana fretka Zamaskowany mężczyzna Złączeni Złota Trójca