[T] Złączeni: Rozdział 6

wtorek, 14 kwietnia 2026

Zasada Przyjaźni numer 11: HG i DM będą starać się być mili i uprzejmi oraz integrować się ze swoimi grupami przyjaciół.

(Propozycja: HG | Zatwierdzone: DM)

Zasada Przyjaźni numer 11a: Wyjątek: nie dotyczy Bliznowatego i Łasicy.

(Propozycja: DM | Odrzucone: HG)

 

Weranda była ciepła, a delikatne, poranne światło wpadało przez wysokie, przeszklone okna. W powietrzu unosił się zapach herbaty Earl Grey i kruchych ciasteczek, przeplatając się z delikatnym brzdękiem porcelany i sporadycznym skrzeczeniem pobliskiego pawia przechadzającego się po ogrodach.

Harry wyglądał tu komicznie nie na miejscu, siedząc sztywno przy delikatnym stoliku naprzeciwko Hermiony i, nieco niechętnie, Draco. Ich zwykłe pogawędki odbywały się tylko we dwoje, na miękkich kanapach w mieszkaniu Hermiony lub na Grimmauld Place, w towarzystwie obtłuczonych kubków i ciasteczek prosto z paczki. Żadnych wypolerowanych porcelanowych zastaw ani lnianych serwetek.

Stuknął filiżanką o spodek odrobinę za głośno i Draco wzdrygnął się obok Hermiony, z otwartą książką na stole, której ewidentnie nie czytał.

Hermiona rozważała rzucenie zaklęcia prywatności na siebie i Harry’ego, ale szczerze? Draco uwielbiał plotki jak wścibska ciotka na przyjęciu w ogrodzie. Odmawianie mu rozrywki wydawało się okrutne.

— Jak się miewa mój ulubiony, magicznie połączony duet zniszczenia? — zapytał Harry, chwytając trzecie ciastko, jakby miało zniknąć, gdyby czekał zbyt długo.

— Tak dobrze, jak można się spodziewać — odpowiedziała Hermiona, chwytając morelowe ciasteczko, na które tak długo zerkał.

Harry wziął długi, dramatyczny łyk herbaty. Hermiona nie miała wątpliwości, że robił to tylko po to, by zdenerwować Draco.

— Poważne pytanie — wymamrotał z ustami pełnymi jedzenia. — Jak w ogóle się ubieracie?

— Mipsy zakłada je za pomocą czarów każdego ranka — wyjaśniła Hermiona. — Gdyby nie to włóczylibyśmy się po Dworze topless.

— Nie żebym miał coś przeciwko — mruknął Draco, wciąż udając, że czyta.

Łup. Mocny kopniak pod stołem od Harry’ego wycelował prosto w goleń Draco.

— To musi być dla ciebie trudny czas — kontynuował Harry z przejęciem, odwracając się do Hermiony.

— Och, tak — odpowiedziała z udawaną powagą. — Czuję, jak moje IQ spada o pięć punktów każdego dnia.

Draco popijał herbatę, ignorując ich z miną człowieka, który głęboko żałuje swoich życiowych wyborów.

— No dobra, ale… jak korzystacie z toalety? — dopytywał Harry, a jego ciekawość wzięła górę.

Draco nie podniósł wzroku.

— Z pewnością opanowałeś tę umiejętność za dzieciaka, Potter.

Kolejny kopniak.

Hermiona bez ostrzeżenia machnęła ręką i werbalnie rzuciła na głowę Draco zmodyfikowane Zaklęcie Bąblogłowego. Harry podskoczył.

— Przerobiłam go, by blokował dźwięk, widok i zapach — wyjaśniła.

Draco anulował zaklęcie i mruknął.

— Następnym razem mogłabyś mnie ostrzec, Granger.

— Genialne zaklęcie — powiedział Harry, wyraźnie będąc pod wrażeniem. — Nauczysz mnie?

Draco w końcu zamknął książkę z dramatycznym westchnieniem.

— Planujesz użyć go na Theo, co?

Harry uśmiechnął się ironicznie.

— Zazdrosny, Malfoy?

— Ani trochę — odpowiedział Draco. — Jestem po prostu zafascynowany tym, jak szybko Wybraniec stał się gryzakiem Theo.

— On naprawdę lubi używać zębów — odparł Harry.

Malfoy! — ostrzegła Hermiona, lekko się śmiejąc. — Jak on się miewa? — zapytała, łagodniejąc. — Opowiedział nam bardzo szczegółowo o przebiegu jego urodzin.

Harry uśmiechnął się szczerym, prawdziwym uśmiechem. Takim, który sprawił, że serce Hermiony pękało z dumy. Zaszedł tak daleko od czasów Cedrika. Ciężko pracował. Chodził na terapię. Czas leczył rany. Dowiedział się, czego chce. Czego potrzebuje.

— Jest dobrze — powiedział po prostu. — Naprawdę dobrze.

Hermiona wyciągnęła rękę i ciepło go uścisnęła. Wiedziała, jak trudna była ta podróż. Jak zmieniły się relacje z Ronem po tym, jak Harry się ujawnił, i jak niezręcznie było na początku. Ale teraz siedział tutaj. Szczęśliwy.

— Skoro o intymnych sprawach mowa… — wymamrotał Harry, unosząc brew. — Jak sobie radzicie z… tymi sprawami?

Draco nachylił się, jego głos był niski i psotny.

— Och, Granger i ja? Robimy to bez przerwy. Rano, w południe, w nocy. Jak króliki.

Harry zamarł, trzymając ciastko w połowie drogi do ust.

— Czekaj, co?

Hermiona szturchnęła Draco ramieniem.

— Nie słuchaj go, Harry, nie robimy tego. Używamy Zaklęcia Bąblogłowego, kiedy potrzebujemy… chwili samotności.

Harry zamrugał. A potem powoli skinął głową.

— Och. Jasne. To ma sens. — Po chwili zastanowienia zapytał delikatnie: — A Astoria… zgadza się na to wszystko?

Draco prychnął.

— Nie ma wyboru. Jesteśmy dosłownie magicznie złączeni.

Harry uniósł brew.

— Mimo to… ile godzin, twoim zdaniem, przygotowuje się do dzisiejszego wieczoru?

— Cóż, to nie jest nasza zwykła randka, tylko rodzinna kolacja — odpowiedział Draco, wyraźnie smutniejąc. — Negocjacje w sprawie kontraktu małżeńskiego. Czyli… kilka. Możliwe, że cały dzień w spa.

Hermiona tylko westchnęła. Nie była pewna, kogo bardziej jej żal: Draco czy manicurzystki Astorii.

— Zostaje na noc? — zapytał Harry nonszalancko, sięgając po kolejne ciastko.

Draco skrzywił się.

— Wątpię.

Często narzekał, że Astoria nocowała u niego tylko raz w tygodniu, po randce, zazwyczaj w pełni zrobiona i przygotowując włosy godzinami.

Hermiona zamrugała. Nawet o tym nie pomyślała. Myśl, że Astoria zostanie na noc, nagle sprawiła, że poczuła się jak niechciane, piąte koło u wozu.

— Mogę wziąć eliksir nasenny, jeśli chcecie, no wiesz…

Urwała, wykonując niejasny, ale nieomylny gest.

Draco prychnął.

Na Merlina, Granger. Jak mówiłem wczoraj, jeśli tak zrobisz, to naprawdę potrzebujesz pomocy.

Harry uniósł brew.

— Czekaj. Będziesz leżeć obok nich w łóżku, podczas gdy Draco i Astoria…

Powtórzył gest Hermiony.

Hermiona wzruszyła ramionami.

— Nie obchodzi mnie to. Będę spać. Zrobię nawet mały fort z poduszek między nami.

— Mogę porozmawiać z Astorią po kolacji — zaproponował Draco, choć jego ton jasno dawał do zrozumienia, że nie spodziewa się, że ta rozmowa pójdzie dobrze.

Choć może i miał ochotę na chwilę intymności, przeczuwał, że Astoria nie będzie zachwycona Hermioną leżącą dosłownie na wyciągnięcie ręki.

— Więc Hermiona może zaprosić… — zaczął Harry, ale nie dokończył.

Bo właśnie wtedy rozległ się znajomy trzask.

Pojawiła się Mipsy, trzymając wielki dzban mimozy. I wszyscy wiedzieli, co to oznacza.

Zwrócili się ku drzwiom werandy, gdy tylko się otworzyły, by wszedł Theo, uśmiechając się jak zadowolony z siebie kot.

— Och, kogo Hermiona zaprasza do sypialni Draco? — zapytał Theo, całując Harry’ego w czubek głowy i wsuwając się na krzesło obok niego.

Dzbanek magicznie nalał mu wysoką szklankę.

— Mówimy o jej kochanku?  — dodał, przeciągając ostatnie słowo i sugestywnie poruszając brwiami.

Tym razem to Hermiona kopnęła Harry’ego pod stołem.

— Chwila — powiedział Draco, mrużąc oczy. — Wiesz, kto to jest?

Spojrzał na nich podejrzliwie.

Harry, nagle skupiony na dolewaniu mleka do herbaty, nic nie powiedział.

— Nie mamy sekretów — rzekł w końcu. — Już nie.

To była prawda. Od czasów wojny, a zwłaszcza od polowania na horkruksy i czasu spędzonego w namiocie, Harry i Hermiona obiecali sobie, że będą wobec siebie całkowicie szczerzy. Czasami aż do bólu.

— Potter — Draco rozpromienił się — dam ci tysiąc galeonów, jeśli powiesz mi, kto to jest.

— Podwoję stawkę — dodał Theo, unosząc szklankę.

Hermiona jęknęła.

— Theo, nie zachęcaj go.

Harry po prostu wziął głośny, irytujący łyk herbaty.

— Nie potrzebuję twoich pieniędzy, Malfoy. Właściwie lubię patrzeć, jak się miotasz.

— Dobra — mruknął Draco. — Jeśli mi nie powiesz, po prostu rzucę nazwiskami, a ty daj znać, czy jestem blisko.

Harry ugryzł kolejny kawałek ciastka. Nic nie powiedział.

— Macmillan — zgadł Draco.

Hermiona zakrztusiła się.

— Merlinie, nie.

— Abercrombie ze Świętego Munga? — zaproponował Draco z nadzieją.

— Och, fajna zabawa — powiedział Theo, promieniejąc. — McLaggen!

Cisza.

Wszyscy się odwrócili, by na niego spojrzeć.

— Nie, Theo. Po prostu… nie — odpowiedziała Hermiona beznamiętnie.

Draco wyraźnie zadrżał.

Harry wyglądał, jakby miał zwymiotować.

McLaggen był najgorszy.

— Dobra. — Draco zamyślił się, głaszcząc się po brodzie. — Spróbujmy z prawdziwym kandydatem, Poskramiacz Smoków Weasley?

— Och, to dobry kandydat — zgodził się Theo, kiwając głową.

— Nie. Ta gra jest skończona — wtrąciła Hermiona, prostując się.

— Aha! — zawołał Draco. — To nie była odmowa! Zwycięstwo!

Zacisnął pięść.

Hermiona powoli odwróciła głowę, unosząc w jego stronę niezachwianą brew.

— Co? — Draco wzruszył ramionami. — To zdecydowanie najprzystojniejszy Weasley.

Theo energicznie skinął głową, a Hermiona przewróciła oczami.

— No to się z nim prześpij. Ja mam ręce pełne roboty z kimś innym.

A potem jak gdyby nigdy nic, zaczęła pić herbatę, zostawiając Draco z opadniętą szczęką i Theo szepczącego do Harry’ego:

Kocham ją.

Później Theo raczył ich opowieściami ze Świętego Munga, w tym o ostatniej katastrofie związanej z Seamusem, która w jakiś sposób wiązała się z rejestrem eliksirów zakazanych, miotłą i niefortunną eksplozją.

Mówił też, już poważniej, o swoich badaniach nad nowym eliksirem ułatwiającym odrastanie skóry u ofiar poparzeń.

Choć Theo sprawiał pozory beztroskiego, imprezowicza, ci, którzy znali go dobrze, tak naprawdę znali, rozumieli głębię jego oddania pracy i pasję do innowacji w dziedzinie eliksirów medycznych.

Po niedługim czasie dzban mimozy został opróżniony, Harry zjadł resztę ciasta i Theo odsunął krzesło z uśmiechem.

— Chodź, kochanie — powiedział, podając Harry’emu rękę. — Oprowadzę cię po bibliotece Malfoyów.

Harry bez wahania ujął ją i odeszli, trzymając się za ręce, znikając w przejściu do sąsiadującego pomieszczenia.

Draco wrócił do czytania, a Hermiona dopijała ostatni łyk herbaty, wpatrując się w skąpane w słońcu ogrody za szybą.

Po kilku minutach spojrzała na niego, uśmiechając się psotnie.

— Wiesz, że będą się tam pieprzyć, prawda?

Draco nawet nie podniósł wzroku.

— Wysoce nieprawdopodobne. Mój ojciec tam jest.

Zapadła chwila ciszy.

Potem ich oczy się spotkały.

Hermiona wybuchła śmiechem.

— Naprawdę myślisz, że Lucjusz Malfoy powstrzyma zdeterminowanego Theodore’a Notta?

Twarz Draco zbladła.

— Czy powinniśmy… powinniśmy kogoś ostrzec? — wyjąkał. — Harry’ego? Mojego ojca?

— To którego? — zapytała Hermiona, ocierając łzę z oka. — Harry’ego czy Lucka?

— Eee… każdego lub obu?

Draco wyglądał teraz na autentycznie zaniepokojonego.

Hermiona zaśmiała się jeszcze głośniej.

— Daj spokój. Niech Lucjusz ich zobaczy. Zasłużył na mękę.

Zanim Draco zdążył odpowiedzieć, rozległ się cichy szelest drogich szat, a potem na werandę wszedł sam Lucjusz z laską w dłoni, wyglądając na nienagannie opanowanego.

— Dzieci — rzekł, kiwając głową, subtelnie poprawiając mankiet dopasowanego rękawa — czy któreś z was widziało moją ukochaną? Nagle czuję potrzebę… małżeńskiego pocieszenia.

Draco zrobił się wręcz zielony.

Mocno ścisnęli złączone dłonie. Żadne z nich nie wiedziało, czy śmiać się, czy płakać.

Hermiona, zbierając w sobie całą uncję profesjonalizmu, zdołała wyjąkać:

— Jest w swoim gabinecie. Przegląda księgi rachunkowe.

— Doskonale.

Lucjusz niemal wyleciał z werandy z prędkością, która powinna być niemożliwa dla człowieka o ograniczonym dostępie do magii.

W chwili, gdy drzwi zamknęły się za nim, Draco jęknął i ukrył twarz w wolnej dłoni.

— Och, Godryku, nie — mruknął.

Potem, zdając sobie sprawę z tego, co mogło się wydarzyć, zerwał się na równe nogi, ciągnąc Hermionę za sobą, trzymając ją za ręce.

— To tylko dwa budynki dalej — syknął.

Hermiona, szeroko otwierając oczy, skinęła głową z furią.

— Czuję nagłą potrzebę… odwiedzenia pawi — oznajmił Draco, prowadząc ją niemal biegiem w stronę szklanych drzwi do ogrodu.

— Świetny pomysł — powiedziała Hermiona, ledwo powstrzymując śmiech, gdy wybiegli przez drzwi.

Połączeni magią i solidną dawką wzajemnego przerażenia, udali się do ogrodu.

W jakiś sposób takie absurdalne i komiczne sytuacje wciąż przydarzały się Hermionie w tym najbezpieczniejszym i najszczęśliwszym miejscu na ziemi, ale czuła się w nim jak w domu.

 __________

Witajcie :) to opowiadanie to kopalnia mega zabawnych scen, także nie wiem jak Wy, ale ja świetnie się bawię przy tym tłumaczeniu. Dajcie znać jak wrażenia.

Kolejne rozdziały zostaną opublikowane w weekend. Chciałabym dobić do dziesiątego, ale zobaczymy jak pójdzie. Trzymajcie kciuki.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia! Enjoy!



[T] Złączeni: Rozdział 5

wtorek, 14 kwietnia 2026

Zasada Przyjaźni numer 3: Żadnego seksu.

(Propozycja: HG | Zatwierdzone: DM)

Zasada Przyjaźni numer 3a: Wyjaśnienie: żadnego seksu między sobą, a nie żadnego seksu w ogóle.

(Propozycja: DM | Szybko zatwierdzone: HG)

 

Kompromis.

To był temat rozmów podczas ich pierwszego, oficjalnego, pełnego dnia jako magicznie połączonych łamaczy klątw.

Draco chciał latać. Hermiona stanowczo odmówiła.

Więc Draco, będąc Draco, oszołomił ją, przycisnął jej plecy do siebie szybkim zaklęciem i ocucił, gdy już byli w powietrzu.

W odwecie Hermiona, z kamienną twarzą i słodkim tonem głosu, spokojnie złamała Drugą Zasadę Przyjaźni i zagroziła poważnym uszkodzeniem jego idealnych włosów. Precyzyjnym uszkodzeniem. Transmutowanymi nożyczkami.

W końcu doszli do porozumienia: godzina lotu, maksymalna wysokość dwieście metrów, żadnych niebezpiecznych wahnięć i Hermiona miała pełne prawo użyć zmodyfikowanego Zaklęcia Bąblogłowego, jeśli Draco spróbuje czegoś głupiego.

Narzekała przez cały czas.

On uśmiechał się, a ich złączone dłonie mocno obejmowały mocno jej talię.

W zamian Draco zgodził się towarzyszyć jej na Nocy Filmowej Mugoli — w prawdziwym kinie.

Wciąż nie do końca rozumiał, co to oznacza. Dopiero niedawno dowiedział się, czym w ogóle jest kino. Miał mgliste wyobrażenie o słodkich przekąskach, czymś zwanym zwiastunem, co niewiadomo co zwiastowało, i siedzeniu w ciemności z dziesiątkami nieznajomych, oglądając dużą wersję mugolskiej telewizji na ścianie.

Brzmiało to zarówno przerażająco, jak i niewiarygodnie nieefektywnie.

Ale mimo wszystko, godzina lotu dla jednej nocy w mugolskim Londynie… Kompromis.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Draco miał erekcję.

Zaczęło się na miotle, krągły, obcisły przez dżinsy tyłek Hermiony przycisnął się do niego. Jej wiercenie się i wyginanie nie pomagało. Miał nadzieję, że po locie jego erekcja zniknie, ale nie, uparcie pozostała gruba i twarda, wbijając się w jego brzuch.

Prysznic był torturą, woda spadająca na jego kutasa sprawiała, że zaciskał zęby z frustracji. Hermiona to zauważyła, oczywiście, że tak, jej oczy zrobiły się wielkie, gdy spojrzała w dół. Policzki zarumieniły się uroczym odcieniem czerwieni, zanim spróbowała się odwrócić, co oczywiście, biorąc pod uwagę ich złączone dłonie, oznaczało, że niechcący przyciągnęła cały przód Draco do swoich pleców, swoich bardzo nagich, mokrych i śliskich pleców.

— Błagam, stój nieruchomo — jęknął w jej kark.

— Tak, przepraszam — powiedziała cicho, nie chcąc na niego spojrzeć, skupiając się na namydlaniu ramion.

W chwili desperacji rozważał wizytę w toalecie i strategiczne użycie Zaklęcia Bąblogłowego na Hermionie. Ale z ich połączeniem nerwowym? Nie był przekonany, że ona nie wyczuje od razu, że coś jest nie tak.

Teraz, leżąc w łóżku obok niej, całkowicie rozbudzony i czując się bardzo nieswojo, przygotowywał się na prawdopodobnie najbardziej niezręczną rozmowę w swoim życiu.

Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, Hermiona westchnęła.

— Malfoy, jesteśmy dorośli.

Odwrócił głowę w jej stronę, z rezerwą.

Niejasno wskazała na kołdrę unoszącą się nad jego kroczem.

— Musisz… eee… się tym zająć, tak?

Draco jęknął i zakrył oczy ręką.

— To oczywiste?

— Tylko dla wszystkich z działającym wzrokiem.

Zapadła chwila ciszy, a potem…

— Dobrze — mruknęła nonszalancko — bo ja też muszę… no wiesz

Wykonała nieokreślony gest, na który Draco nie mógł się powstrzymać od parsknięcia.

— Co to było? — zapytał, tocząc się w jej stronę. — Bo jeśli to twoja technika, Granger, to mamy większe problemy.

Roześmiała się i szturchnęła go w pierś, a napięcie między nimi pękło niczym magiczna bariera.

Kilka chwil później usiadła, kopnęła kołdrę i pociągnęła ich złączone dłonie, żeby poszedł za nią.

— Muszę coś przynieść z mieszkania — rzekła, już kierując się do gabinetu.

Teraz? — zapytał Draco, sugestywnie zerkając w dół. — Mamy tu… problem do rozwiązania.

— Potrzebuję kilku… rzeczy do tego — odpowiedziała Hermiona, ciągnąc go w stronę kominka w jego gabinecie.

Draco powlókł się za nią.

— Nie używasz po prostu…

Uniósł palec wskazujący i środkowy. Hermiona spojrzała na niego przez ramię i prychnęła.

— Po co jeść hamburgery, skoro można jeść stek każdego wieczoru — powiedziała, chwytając proszek Fiuu.

Draco pokręcił głową, wchodząc w szmaragdowe płomienie. O czym ona, na Merlina, mówiła?

Hermiona nie musiała zapalać światła w swoim mieszkaniu, bez namysłu lawirowała między fotelami i drzwiami, jakby robiła to już tysiące razy. Podeszła do nocnego stolika, uklękła i wyjęła spod łóżka drewnianą skrzynię wielkości pudełka na buty. Przytuliła ją pod pachą i skinęła głową.

— Dobra — rzekła. — Wracajmy.

Draco zajęło chwilę zrozumienie sytuacji.

Kiedy wrócili do Dworu i szli korytarzem, zerknął na skrzynię. Potem znowu na Hermionę.

— Granger… czy to jest pełne mugolskich zabawek erotycznych?

— Tak — odparła beztrosko. — A także innych fajnych rzeczy, takich jak puszyste kajdanki.

Wydał z siebie dźwięk przypominający stłumiony kaszel.

Wróciwszy do jego sypialni, Hermiona postawiła skrzynię na łóżku i usiadła obok niej po turecku, a ich złączone dłonie pociągnęły go w dół razem z nią. Draco pochylił się, żeby zajrzeć do środka.

Ale zatrzasnęła wieko.

Opadł z powrotem na poduszki.

— Dobrze. Może po prostu to zrobimy?

Zamarła.

— Razem?

Wzruszył ramionami.

— Cóż, chyba najlepiej będzie, jeśli nie będziemy patrzeć sobie w oczy.

Hermiona złapała ich ręce i pociągnęła.

— Nie. Nie. To byłoby jawne naruszenie Trzeciej Zasady Przyjaźni.

Draco jęknął.

— Nie sądzę, żeby tak było, zgłasza że to desperacki moment, Granger. To się nie liczy.

— Zdecydowanie się liczy, głupolu — powiedziała. — Gdyby Astoria się dowiedziała, pewnie rzuciłaby mi Avadę w twarz — dodała, wyciągając jego błądzącą rękę spod swoich spodni do spania. — Słuchaj. Będziemy się zmieniać. Rzucimy Zaklęcie Bąblogłowego. Prywatność będzie zachowana. Zero kontaktu wzrokowego. Płyny ustrojowe tylko dla siebie.

Draco westchnął dramatycznie.

— Dobra. Ale nadal uważam, że to stracona okazja do zacieśniania więzi.

Hermiona prychnęła.

— Lepiej bądź pierwszy.

Chwyciła różdżkę i zgasiła światło, umieszczając wokół głowy Zaklęcie Bąblogłowego i opadając na poduszki.

Z Hermioną bezpiecznie owiniętą zaklęciem, Draco sięgnął po jej drewniane pudełko, prychając z irytacją, gdy zdał sobie sprawę, że zaczarowała je tak, by otwierało się tylko dla niej.

Warto było spróbować.

Owinąwszy dłoń wokół swojego kutasa, po raz kolejny był wdzięczny, że klątwa połączyła ich niedominujące dłonie.

Wiedząc, że to nie potrwa długo, zamknął oczy i wyobraził sobie piękną, bezimienną kobietę ujeżdżającą jego kutasa. Ocierała się o niego w górę i w dół, a jego dłoń dotrzymywała kroku boleśnie twardej erekcji, głaszcząc w górę i w dół.

Bezimienna kobieta miała niesamowite krągłości, a dłonie Draco z wyobraźni muskały jej szerokie biodra, podążając wzdłuż linii talii i klatki piersiowej, aż do zapierających dech w piersiach cycków. Draco w milczeniu pochwalił swoje wzorowe zdolności do wyobrażania sobie rzeczy.

Obejmując każdą pierś w swoje duże dłonie i podziwiając, jak idealnie do siebie pasowały, Draco w wyobraźni przyciągnął ją do siebie, by móc zatopić twarz w jej piersi, pieszcząc ją dłońmi, ustami otaczając różowy, spiczasty sutek, zębami drapiąc go, a bezimienna kobieta jęczała z rozkoszy, jej dłonie przeczesywały jego włosy, lekko szarpiąc krótkie włoski na karku i ten ruch sprawił, że przewrócił oczami na tył głowy.

W wyobraźni Draco wyjął sutek z ust, zwracając baczną uwagę na drugi, wyraźnie zaniedbany. Usta muskały wrażliwy spód jej piersi, a potem całowały obojczyk i szyję, a jej długie, kasztanowe loki wciąż mu przeszkadzały.

Czekaj, cholerażadnych kasztanowych loków, powiedział sobie, próbując zmienić obraz.

Ale było za późno, był tak blisko, brzuch się zaciskał — jądra także, poruszał szybko dłonią, podczas gdy bezimienna kobieta poruszała się po nim coraz szybciej, piersi podskakiwały, kręcone włosy spływały kaskadami do talii, obraz rozpadł się, gdy mocno doszedł, rozkosz i ulga go przytłaczały, strumienie spermy pokrywały jego dłoń i brzuch.

— Kurwa — mruknął, oddychając głęboko i dając sobie chwilę na delektowanie się euforią, zanim rzucił zaklęcie werbalne, by posprzątać bałagan.

Włożył kutasa z powrotem w spodnie i obrzucił wzrokiem siebie i łóżko, po czym zdjął zaklęcie z Hermiony.

— Twoja kolej — powiedział, czując się dziwnie z powodu kontaktu wzrokowego.

Ale kiedy to zrobili, ona tylko przewróciła oczami, ścisnęła ich złączone dłonie i otworzyła drewniane pudełko — lecz zanim Draco zdążył zobaczyć, co jest w środku, usłyszał, jak mamrocze zaklęcie, które teraz potrafiła rzucać werbalnie, imponujące, i otoczył go mrok oraz cisza. Opadł z powrotem na łóżko i czekał.

To była absurdalna tortura.

Nic w jego życiu nie przygotowało go na to. Choć niczego nie słyszał ani nie widział, czuł wibracje jej zabawki przez łóżko, ruch materaca uginającego się, gdy jej biodra rytmicznie poruszały się w przód i w tył. Połączone nerwy w ich dłoniach, płonęły niczym ogień, rozkosz płynęła przez ich oboje, gdy zbliżała się coraz bardziej i bardziej, do orgazmu.

Cholera… To była rozkoszna agonia.

Leżał tak, z twarzą zwróconą ku sufitowi, choć nie mógł tego dostrzec, z jedną ręką na piersi, a drugą w mocnym uścisku Hermiony, nieruchomo i spokojnie, podczas gdy jedyne, czego pragnął, to… No cóż, właściwie starał się nie myśleć za bardzo o tym, co dokładnie chciał zrobić. Zasada Przyjaźni numer 3, powiedział sobie.

Czy tak to przeżywają kobiety? — zastanawiał się. To napiecie, było zupełnie inne niż to, co czuł on, trudno było to opisać słowami.

Zamiast myśleć o swoim boleśnie twardym kutasie, zastanawiał się, czy Hermiona kiedykolwiek zgodzi się, żeby użyli eliksiru wielosokowego, by móc doświadczyć nawzajem swojego orgazmu.

Chwila… to byłoby dziwne, czy zgodziłaby się na to?

Wiedział, że nie uda mu się o tym zapomnieć i współpracować jak gdyby nigdy nic. Może gdyby potraktował to jako pytanie naukowe, rzeczywiście lubili dyskutować o odkryciach naukowych i godzinami kłócić się na temat nowych artykułów w czasopismach. Może mógłby powiedzieć, że napiszą o tym artykuł do czasopisma.

Niestety, jego bitwa myśli zakończyła się, gdy orgazm Hermiony wystrzelił przez ich złączone dłonie, a jej uścisk na ich zaciśniętych palcach był mocny jak imadło. Przez więź zalała go rozkosz, rozlewająca się po wszystkich kończynach — to było uczcie tak niesamowite, podobne, a zarazem odrębne od jego własnego.

Z jego kutasa wyciekał preejakulat i z trudem powstrzymywał się przed masturbacją. Wziął głęboki oddech, a potem kolejny, próbując się uspokoić, gdy Hermiona zdjęła zaklęcie.

Leżała na poduszkach, jej pudełka z zabawkami nigdzie nie było widać, wilgotne loki przyklejały się do jej szyi, a czoło lśniło od lekkiego potu. Obróciwszy głowę w jego stronę, posłała mu leniwy, zadowolony uśmiech.

Uniosła ich złączone dłonie.

— Bogowie, więź była tak nieoczekiwana, prawie zaczęłam się dotykać, kiedy doszedłeś — wyszeptała.

Kurwa, ja też, to było intensywne.

Odpowiedź Draco została zduszona, gdy wciąż walczył, by opanować swojego zdradzieckiego kutasa.

Hermiona zauważyła, jak jego spodnie się wybrzuszają, a plama preejakulatu powiększa się i uśmiechnęła się.

— Chyba jeszcze nie skończyłeś — zażartowała i ponownie rzuciła na siebie zaklęcie.

Sięgając po kutasa, Draco doszedł w trzech ruchach.

Miał nadzieję, że Hermiona nie będzie się z niego podśmiewywać rano.

Oczywiście, zrobiła to.

[T] Złączeni: Rozdział 4

wtorek, 14 kwietnia 2026

Zasada Przyjaźni numer 6: Theodore Nott jest najlepszym przyjacielem na świecie DM i HG

(Propozycja: TN | Zaakceptowane: DM | Przyjęte z niechęcią: HG)

Zasada Przyjaźni numer 6a: Tylko HG i DM mogą tworzyć przyszłe Zasady Przyjaźni

(Propozycja: HG | Zaakceptowane: DM | Zakwestionowane przez: TN | Odrzucenie zakwestionowania: DM i HG)

 

Draco umierał.

Zawsze zakładał, że umrze przez klątwę odbitą rykoszetem, tragiczny wypadek na miotle, albo, co najlepsze, przez zawał serca po spektakularnej nocy z gromadką pięknych kobiet. Mrzonka.

Nie wziął pod uwagę włosów Granger.

Gdzieś w nocy stoczyła się na niego, jej głowa spoczywała teraz na jego piersi, a ich magicznie połączone dłonie niezgrabnie leżały między nimi.

A jej włosy. Były. Wszędzie.

Zagrożenie biologiczne piątego stopnia.

Nie żeby mógł to powiedzieć, oczywiście; Zasada Przyjaźni numer 2 Zakaz szydzenia z włosów.

Krzywiąc się, delikatnie wyciągnął z ust kasztanowe pasmo i oparł się o wezgłowie łóżka. Hermiona mruknęła coś przez sen i zakopała się głębiej w kołdrę, wciąż cicho chrapiąc.

Uśmiechnął się szeroko. Chrapała. Zdecydowanie zamierzał się z niej podśmiewywać z tego powodu.

Wtedy jakiś ruch w kącie pokoju przykuł jego uwagę.

Odwrócił głowę i omal nie spadł z łóżka.

Tori?! — wykrztusił. — Co do cholery

— Dzień dobry, kochanie — powiedziała słodko Astoria, stawiając delikatnie porcelanową filiżankę na stoliku.

Jej oczy błyszczały, trochę za bardzo. Coś pomiędzy elegancją a lekkim szaleństwem.

Zerknął na zegarek.

— Jest szósta dwadzieścia. Co ty tu robisz?

— Nie mogłam spać — rzekła gładko — myśląc o tobie i o niej.

Sposób, w jaki to powiedziała, sprawił, że poczuł się nieswojo.

Hermiona zawsze była miła dla Astorii.

Wysilała się, przynosząc przemyślane prezenty, zapraszając ją na spotkania grupy przyjaciół, zawsze robiąc jej miejsce przy stole, zarówno dosłownie, jak i w przenośni.

W te święta Hermiona spędziła godziny, ręcznie szydełkując kocyk. Miękki, misterny i ozdobiony delikatnym, rozgrzewającym amuletem, był wykonany w ulubionych odcieniach Astorii: szałwii, kości słoniowej i szarości.

Astoria uśmiechnęła się, podziękowała, a tydzień później, ponieważ nie zadała sobie trudu, by dać jej cokolwiek na święta, podarowała Hermionie voucher na kurs makijażu.

— Od jednej kobiety dla drugiej — powiedziała lekko, jej ton głosu był słodki jak syrop. — Masz w sobie tyle surowego potencjału, Hermiono. Potrzebujesz tylko kilku wskazówek.

Hermiona mrugnęła, podziękowała jej uprzejmie, a później pożyczyła z biblioteki Malfoyów siedem książek o zaklęciach kosmetycznych. Przeczytała je wszystkie. Dwa razy.

Draco to zauważył.

Dostrzegł też lekki smutek w oczach Hermiony, kiedy myślała, że nikt nie patrzy.

I wpadł we wściekłość, gdy kilka tygodni później znalazł spalone resztki ręcznie zrobionego koca w kominku w salonie Astorii.

Twierdziła, że lekki podmuch wiatru strącił go z kanapy w płomienie.

— Astoria, jesteśmy w środku — rzekł beznamiętnie.

— Miałam otwarte okna — odpowiedziała, wzruszając ramionami. — Wiesz, jaka delikatna jest moja skóra. Potrzebowałam świeżego powietrza.

Innym razem Hermiona zaproponowała pomoc w planowaniu menu na charytatywną imprezę Greengrassów, którą Astoria organizowała. Imprezę, na którą zaproszenie Hermiony jakimś cudem zaginęło w sowiej poczcie. Astoria uśmiechnęła się wtedy i powiedziała:

— To miłe z twojej strony, Hermiono, ale mamy już firmę cateringową. Są przyjaźnie nastawieni do mugolaków, nie martw się, wszystko jest już dogadane, bez urazy.

A kiedy Hermiona wspomniała, że zaczęła zajmować się ogrodnictwem z Narcyzą, Astoria zaśmiała się cicho i rzekła:

— Och, urocze. Chyba miło jest mieć hobby, kiedy nie pochodzi się z rodzin posiadających ziemie.

Za każdym razem Hermiona się uśmiechała. Zbywała to. Czasami nawet śmiała się razem z nią, jakby wcale jej to nie ukuło.

Nie powiedziała o tym Draco ani słowa.

A to pogarszało sprawę.

Bo on to widział. Dostrzegał każdy wysiłek Hermiony, jej starania, by być gościnną i otwartą, i to, jak Astoria na każdą życzliwość reagowała z protekcjonalnością owianą uprzejmością.

Chciał się odezwać. Naprawdę chciał.

Ale wtedy przypominał sobie rodzinę Greengrassów, kontrakt i oczekiwania.

Więc milczał.

A Hermiona po prostu próbowała dalej.

Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, Astoria podeszła i szarpnęła kołdrę, odsłaniając Hermionę ubraną w top bez ramiączek i krótkie spodenki oraz Draco w jego zwykłych, spodniach dresowych. Ich złączone dłonie spoczywały między nimi.

— Tori, proszę — mruknął, opiekuńczo naciągając kołdrę na Hermionę, która wciąż smacznie spała. — Musisz mi zaufać.

Mówił poważnie. Nigdy nie doszło do niczego niestosownego między nim a Hermioną. Ani razu.

Oczywiście… zanim wiążące warunki umowy o zaręczynach z Astorią zostały spisane, pozwolił sobie mieć nadzieję na coś więcej. Po cichu. Nigdy na głos. Nigdy na tyle, by zaryzykować ich przyjaźń.

— Naprawimy to, Drakusiu — powiedziała sztywno Astoria. — Porozmawiam z ojcem.

Naprawimy to.

Draco odetchnął. Zanim zdążył odpowiedzieć, drzwi sypialni otworzyły się szeroko.

Theo wszedł, pomięty, promienny i zdecydowanie zbyt radosny jak na porę dnia. Popijał z ogromnego dzbana mimozy, jakby to była woda.

— Tori — powitał się uprzejmie, jakby jej obecność, wystrojonej od stóp do głów, w sypialni Draco o wschodzie słońca była czymś zupełnie zwyczajnym.

— Muszę porozmawiać z moim najstarszym przyjacielem — kontynuował, machając dzbanem dla podkreślenia — o wszystkich tych niesamowitych, sprośnych rzeczach, które robiliśmy z Potterem wczoraj wieczorem.

Astoria spojrzała na niego z pogardą, prychnęła i bez słowa wyszła.

Theo poczekał, aż drzwi się zamkną, po czym nachylił się i wyszeptał teatralnie:

— Myślę, że może być homofobką.

To… niestety nie było tajemnicą. Nawet gdy jej siostra Daphne poślubiła kobietę, reszta Greengrassów pozostała głęboko zakorzeniona w swoich czystokrwistych, tradycjonalistycznych zwyczajach.

Theo opadł na fotel i wziął kolejny, długi, zamyślony łyk mimozy.

— Dobra — powiedział, wzdychając z rozmarzonym, ostatecznym przekonaniem. — Zaczynajmy. Oficjalnie się zakochałem.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona obudziła się jakieś trzydzieści minut po tym, jak Theo zaczął obrazowo opowiadać o swojej nocy.

Draco pił już drugą filiżankę bardzo mocnej kawy, wpatrując się tępo przed siebie, jak człowiek, który robi wszystko, co w jego mocy, by nie przetworzyć zawartości przemienionej tablicy, którą Theo wyczarował u stóp jego łóżka.

Wspomniana tablica wyświetlała teraz szokująco szczegółową chronologię wydarzeń, uzupełnioną o podpisane diagramy dwóch ludzików w najróżniejszych pozycjach, z których jeden miał bliznę błyskawicy i nosił okulary — bardzo pomocne.

Hermiona zamrugała niewyraźnie, po czym z wdzięcznością przyjęła kawę, którą Draco bez słowa jej podał. Przechyliła głowę, studiując tablicę jak zaawansowaną arytmetykę.

Po chwili cichego namysłu zapytała:

— Numer trzy… jak?

Theo rozpromienił się.

— Jestem wygimnastykowany.

Hermiona skinęła głową, wyraźnie będąc pod wrażeniem.

— Zanotowano.

Theo przeciągnął się z westchnieniem szczęścia.

— W każdym razie, idę. Chłopak, Który Umarł Dwa Razy, wciąż grzeje moje łóżko.

— Czekaj — powiedział Draco, marszcząc brwi. — Zostawiłeś go, by tu przyjść?

— Był wyczerpany — odparł Theo, zupełnie niewzruszony. Po czym puścił oko. — Poza tym musiałem omówić z moimi najlepszymi przyjaciółmi moją jak dotąd najlepszą noc w życiu.

Skierował się do drzwi, po czym zawołał radośnie:

Mipsy! Jeszcze jeden dzbanek twoich wyjątkowych mimoz, proszę! Mój ukochany czeka!

I z tymi słowami zniknął, zostawiając za sobą tablicę pełną grzechów, wciąż rozbudzoną Hermionę i Draco zastanawiającego się, czy nie jest za wcześnie, by poprosić Mipsy o coś mocniejszego.

_____________

Witajcie :) we wtorkowy wieczór zapraszam na trzy nowe rodziały tłumaczenia. Są zabawne, zatem miłej lektury! ;)