[T] Złączeni: Rozdział 17

sobota, 16 maja 2026


Zasada Przyjaźni numer 34: Mipsy jest drugą najlepszą przyjaciółką na świecie DM i HG.

(Propozycja: HG | Zaakceptowane: DM | Zakwestionowane przez: TN | Odrzucone przez: DM i HG)

 

Draco zdecydował, że najlepszym rozwiązaniem będzie po prostu całkowite unikanie Astorii.

Jej ostatni list był arcydziełem pełnym oburzenia, długim na metr i pełnym dramatycznych pociągnięć piórem. Wyznała w nim, że jest głęboko rozczarowana, że Draco zdradzał ją z masażystkami.

To, naturalnie, wywołało ostrą debatę między nim a Hermioną (obie strony w odwecie rzuciły klątwy żądlące) na temat tego, czy technicznie rzecz biorąc, jest to zdrada, skoro:

 

1.     To Astoria umówiła masaże.

2.    Draco nie zdawał sobie sprawy, że masaże zazwyczaj nie są tak… interaktywne.

 

Ostatecznie zgodzili się, że to nie jest zdrada. Poza tym w liście Astoria zaznaczyła, że odwołała pozostałe masaże, spieranie się w tym temacie, było bezprzedmiotowe. Zakończyła tyradę żądaniem, by Draco natychmiast stawił się we Dworze Greengrassów i przeprosił.

Draco, oczywiście, stanowczo twierdził, że nie ma za co przepraszać. Zamiast tego po prostu przestał odpisywać na jej sowy i zaczął unikać jej w coraz bardziej absurdalny sposób.

Wszystko osiągnęło punkt kulminacyjny tydzień później, gdy pewnego popołudnia Astoria pojawiła się w ich gabinecie bez zapowiedzi.

Draco zareagował natychmiast, nurkując pod biurkiem niczym ścigany zbieg i ciągnąc Hermionę za sobą dzięki ich nieustannie złączonym dłoniom.

Zejdź ze mnie, Malfoy — syknęła, a jej kolana boleśnie uderzyły o krawędź biurka.

Ratuję nas — wyszeptał Draco, zasłaniając ich pudełkiem na dokumenty. — Powinnaś mi dziękować.

— Chowasz się przed narzeczoną pod własnym biurkiem.

— Tak — rzekł z godnością. — Wspaniały pomysł, prawda?

Niestety, Astoria postanowiła nie wchodzić i wychodzić jak burza, jak się spodziewał. Zamiast tego, usiadła na krześle dla interesantów po drugiej stronie biurka, zgrabnie skrzyżowała nogi w kostkach i oznajmiła Norze, że poczeka.

Hermiona jęknęła, ściskając nasadę nosa.

— Nie mogę uwierzyć, że mnie to spotyka.

— Cicho — wyszeptał Draco. — Ona ma słuch jak jastrząb.

— Jastrzębie nie mają…

— Granger, nie teraz!

Sytuacja stawała się coraz bardziej absurdalna z upływem minut. Astoria nuciła pod nosem. Stukała paznokciami o biurko. W pewnym momencie wyciągnęła lusterko i zaczęła nakładać szminkę tuż nad głową Draco.

— Jeśli upuści tę szminkę i ona stoczy się tutaj, to cię ogłuszę i będę twierdzić, że to nie ja — mruknęła Hermiona.

— Ależ to dramatyczne — powiedział sucho Draco.

Po pół godzinie Hermionie zdrętwiały nogi, chciało jej się siku, a włosy Draco sterczały w różnych kierunkach od ocierania się od spód biurka. Atmosfera była tak napięta, że aż piekło.

Wtedy Nora, prawdziwa bohaterka dnia, wpadła z szeroko otwartymi oczami i westchnieniem.

— Och! Astorio! Minęłaś się z nimi, byli w Atrium niecałe pięć minut temu.

Astoria natychmiast zerwała się na równe nogi, domagając się wskazówek i wybiegła z szelestem szat.

W chwili, gdy drzwi się zamknęły, Draco osunął się bokiem do Hermiony z dramatycznym westchnieniem ulgi.

— Widzisz? Genialny plan. Ani jednego zadrapania.

Hermiona popchnęła go na podłogę.

— Jeśli znów będę musiała wchodzić pod to biurko przez ciebie, Malfoy, przysięgam, że wyleję twoje eliksiry do włosów do umywalki.

Wyglądał na przerażonego.

— Granger, proszę, nie bądź taka okrutna, wiesz, z czym aktualnie się zmagam.

Rozciągnął się jak człowiek, który właśnie przeżył wielką bitwę.

Później tego samego dnia on i Hermiona zgłosili nominację do tytułu Pracownika Miesiąca za błyskotliwe myślenie Nory. Uprzejmie poinformowano ich, że nagroda nie istnieje — bo inaczej Granger wygrywałaby ją co miesiąc.

Draco był zgorszony.

Hermiona tylko się uśmiechnęła.

Zabrali więc Norę i jej dziewczynę Mary na drinka.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Lucjusz i Narcyza zaprosili ich, by dołączyli do nich w gabinecie po kolacji tego wieczoru.

Minęło prawie dziesięć dni, odkąd Hermiona przypomniała Narcyzie o wyprzedaży orchidei przy śniadaniu, a przez ten czas ona i Draco widzieli jego rodziców jedynie przelotnie. Ukrywali coś, to było oczywiste.

Hermiona zapytała Draco, o co może chodzić, ale on tylko wzruszył ramionami. Mimo to w obojgu płonęła cicha nadzieja, silniejsza u Hermiony, oparta na tym, co, jak podejrzewała, Narcyza poskładała w całość.

Kiedy weszli, Narcyza siedziała dostojnie na krześle, a Lucjusz stał za nią, oboje pochyleni nad dokumentem rozłożonym na dużym, ostentacyjnym biurku Lucjusza.

Podnieśli wzrok, gdy Draco i Hermiona zajęli miejsca naprzeciwko.

Narcyza bez słowa przesunęła pergamin po biurku.

Hermiona i Draco pochylili się razem, a ich wzrok padł na nagłówek.

 

Zawiadomienie o rozwiązaniu kontraktu małżeńskiego

między Draco Lucjuszem Malfoyem a Astorią Aquilą Greengrass

 

Pod spodem widniały eleganckie podpisy Lucjusza i Narcyzy.

Poniżej nich widniało imię Draco i puste miejsce na jego podpis.

Hermiona poczuła, jak Draco ściska ich złączone dłonie. Jego gardło drgnęło, a kiedy udało mu się wykrztusić słowa, wydobyły się z niego stłumione.

— Nie możemy — powiedział ochryple, odsuwając pergamin w ich stronę. — Stracimy wszystko — firmy, organizacje charytatywne, nieruchomości, złoto.

Narcyza wyciągnęła rękę przez biurko i złapała jego dłoń, zanim zdążyła się cofnąć. Jej uśmiech był delikatny, a oczy błyszczały od niewylanych łez.

— Nie, kochanie — rzekła spokojny, ale pełnym emocji głosem. — Nie stracimy.

Lucjusz ścisnął jej ramię i przemówił z cichym triumfem.

— Twoja matka ma rację, synu. Biznesy są zabezpieczone. Organizacje charytatywne mają zapewnione finansowanie na wiele lat. Nieruchomości… sprzedane. A złoto… — jego usta wygięły się w chytrym, znajomym uśmieszku, przepełnionym starą, malfoyowską arogancją — Cóż, technicznie rzecz biorąc, przepadło. Ale mniejsza z tym. Ledwie galeon wpadnie w ręce Greengrassów.

— Jak? — zapytał Draco, a jego głos brzmiał niewiele głośniej niż zduszony szept.

Uśmiech Narcyzy złagodniał, gdy zwróciła się Hermiona.

— To wszystko dzięki naszej wspaniałej i najbystrzejszej Hermionie.

Jej słowa emanowały szczerością, a wyraz twarzy Lucjusza odzwierciedlał jej, z dumą unoszącą kąciki ust.

Draco gwałtownie odwrócił głowę w stronę Hermiony, oszołomiony. Odruchowo pokręciła głową.

— Nie… ja tylko przypomniałam twojej matce o czymś. Przy odrobinie szczęścia to mogło dawać nadzieję…

— Proszę — przerwał jej Draco, patrząc na nich wszystkich z desperacją w oczach. — Niech mi ktoś powie, co się dzieje.

Narcyza odchyliła się lekko do tyłu, elegancko łącząc dłonie.

— Hermiona przypomniała mi małą firmę storczykową, którą Andromeda i ja odziedziczyłyśmy po matce wiele lat temu. To tak maleńka, mało znana firma, że Hermiona podejrzewała, że mogła zostać pominięta, gdy po moim ślubie Malfoyowie przejmowali majątek Blacków. — Zatrzymała się, pozwalając, by ciężar myśli opadł, po czym kontynuowała z błyszczącymi oczami. — Po przeszukaniu bardzo starych dokumentów rodziny Blacków odkryliśmy, że miała rację. Firma była zarejestrowana wyłącznie na rodzinę Blacków — mnie i Andromedę. I tak pozostało do dziś. Ponieważ Andromeda jest moją starszą siostrą, posiada pięćdziesiąt jeden procent udziałów. W chwili mojego ślubu nie miałyśmy ze sobą kontaktu, dlatego firmy nie ujawniono podczas konsolidacji prawnej. Po prostu… przeoczyliśmy ją. — Jej uśmiech stał się ciepły i triumfalny. — Skoro Andromeda nadal jest głównym udziałowcem, nasi prawnicy są pewni, że firma jest bezpieczna. Na tyle bezpieczna, by sprawować pieczę nad wszystkimi innymi interesami Blacków i Malfoyów, i by chronić je przed wszelkimi roszczeniami ze strony rodziny Greengrassów.

Hermiona siedziała oszołomiona, z lekko otwartymi ustami. Spojrzała na Draco, który wyglądał na równie zszokowanego, co ona.

— A nieruchomości? — wydusił z siebie Draco.

Lucjusz płynnie przejął pałeczkę, wpadając w stary, znany Hermionie rytm opowieści.

— Niestety, wszystkie oprócz Dworu zostały sprzedane, ale przyjaciołom. Takim, który za rok lub dwa mogą być całkowicie… zmęczeni ich utrzymywaniem. Wtedy mogą poczuć się skłonni je odsprzedać.

Mrugnął porozumiewawczo do syna i przez ułamek sekundy Hermiona dostrzegła w nim intryganta, którym kiedyś był.

— Organizacje charytatywne. Złoto — naciskał Draco, a jego głos zmienił się z szoku w coś niebezpiecznie bliskiego nadziei.

Lucjusz lekko wykrzywił usta.

— Miniony tydzień był… pracowity. Prawie każdy skarbiec opustoszał. Galeony szły na cele charytatywne, zarówno magiczne, jak i mugolskie. Zasoby ze skarbców Gringotta przeznaczono dla nowych uczniów mugolskiego pochodzenia, na co najmniej dziesięć lat do przodu. I, jak to bywa w życiu, kilku naszych drogich przyjaciół desperacko potrzebowało pożyczek. — Jego oczy błyszczały. — Zwłaszcza pan Nott i pan Zabini.

Hermiona parsknęła zaskoczonym śmiechem, nie mogąc się powstrzymać. Ani Theo, ani Blaise nigdy w życiu nie byli w rozpaczliwej potrzebie.

W głosie Draco znów zagościła pewność siebie, gdy zapytał:

— Jak będziemy żyć bez pieniędzy? Jak mamy utrzymać siebie i skrzaty? Moja pensja nie wystarczy na utrzymanie nas wszystkich.

Hermiona o mało nie wybuchła śmiechem. Wątpiła, czy Draco w ogóle wie, ile zarabia. Przez wszystkie lata wspólnej pracy ani razu nie prosił o podwyżkę, ani razu nie zerknął na pasek wypłaty.

Narcyza odpowiedziała łagodnie:

— Wszystkim firmom, z których regularnie korzystamy, zapłaciliśmy już z góry, więc nasze codzienne potrzeby będą zaspokojone przez co najmniej rok. Wszyscy nasi pracownicy, w tym skrzaty, również otrzymali zaliczki. Pan Nott uprzejmie zaoferował pokrycie ewentualnych braków.

Lucjusz wtrącił się energicznie, ale uspokajająco.

— Nasi prawnicy zalecają, aby przez rok i jeden dzień po rozwiązaniu kontraktu nie przyjmować płatności w formie dywidend, darowizn i pożyczek. Dlatego podjęliśmy stosowne kroki. W tym czasie wszystko będzie działało, a firmy pozostaną pod parasolem Blacków i Andromeda będzie je tymczasowo nadzorować.

Draco powoli skinął głową, próbując to wszystko ogarnąć.

— Więc… wszystko przepadło?

Narcyza i Lucjusz wymienili spojrzenia, uśmiechnęli się cicho, ale szczerze. Lucjusz mówił z pewnością siebie, która miała o wiele większą wagę niż złoto.

— Od dzisiejszego popołudnia jesteśmy jedną z najbiedniejszych czarodziejskich rodzin, przynajmniej w kwestii ilości posiadanych galeonów. Ale, mój synu, pieniądze przychodzą i odchodzą. To niewielka cena za moje liczne błędy z przeszłości. Odbudujemy wszystko. A co ważniejsze, twoja przyszłość, twoje życie, należy do ciebie.

Słowa zapadły w serce Draco niczym kamień wrzucony do stojącej wody, rozchodząc się falami. Spojrzał na rodziców, potem na Hermionę i na dokument przed sobą.

Uśmiech, który pojawił się na jego twarzy, był jednym z najpiękniejszych, jakie Hermiona kiedykolwiek widziała. Uścisnęła jego dłoń, a on odwzajemnił uścisk, niemal boleśnie mocno i jego szczęście rozlało się na nią, aż ona też nie mogła powstrzymać uśmiechu.

Draco sięgnął po pióro, gotowy do podpisania, ale głos Lucjusza go powstrzymał.

— Jest jeszcze jedna drobna sprawa do załatwienia, zanim to oficjalnie ogłosimy. — Przesunął kolejny pergamin po biurku. — Twój skarbiec, Draco, również jest częścią kontaktu. Po podpisaniu zawiadomienia, całe złoto w nim zawarte przejdzie na konto Greengrassów. — Odczekał chwilę, zanim dodał, lekko unosząc brwi z zadowoleniem: — Lub… przekażesz zawartość na fundusz stypendialny Hogwartu. Jeśli zdecydujesz się to podpisać, darowizna zostanie przeniesiona na wczoraj. — Jego wzrok sugestywnie przeskakiwał z Draco na Hermionę. — Ponieważ formalnie oboje jesteście Aurorami, a to kwalifikuje się jako nieco wątpliwa magia, muszę prosić, żebyście przymknęli na to oko.

Nieco wątpliwa, pomyślała Hermiona z ironią, doskonale wiedząc, że to absurdalnie nielegalne.

Lucjusz kontynuował płynnie:

— Po podpisaniu Gringott zostanie natychmiast powiadomiony. Galeony zostaną przelane, zanim kontrakt małżeński zostanie rozwiązany.

Draco nawet się nie zawahał. Podpisał pergamin, a jego imię zabłysło złotym pismem, zanim magia go zapieczętowała. W ten sposób zawartość jego skarbca zmniejszyła się do jednego galeona, a mimo to bardzo mu ulżyło.

Lucjusz zabrał kontrakt Draco dotyczący osobistego skarbca, zostawiając przed nim jedynie ten dotyczący zerwania zaręczyn. Tym razem Draco zawahał się, patrząc na rodziców.

— Poradzicie sobie? — zapytał cicho.

Miłość na twarzach Lucjusza i Narcyzy niemal powaliła Hermionę. Oczy Narcyzy błyszczały, gdy szepnęła:

— Oczywiście, że tak, kochanie.

Lucjusz delikatnie ścisnął jej ramię, przytakując stanowczo.

Draco spojrzał na Hermionę, niemal szukając jej wzrokiem. Zaśmiała się przez łzy, ocierając je wolną ręką.

— Na co czekasz?

Skinął głową i wziął głęboki oddech, po czym pochylił się nad pergaminem i złożył podpis. Świecąca pieczęć rozbłysła raz i zniknęła. W ten sposób kontrakt został zerwany.

Draco Malfoy był wolny, jego życie w końcu należało do niego.

— Kiedy Greengrassowie się dowiedzą? — zapytała cicho Hermiona.

Lucjusz odchylił się na krześle, wyglądając na zadowolonego z siebie.

— Ich prawnicy zostali natychmiast powiadomieni. Skontaktują się z nimi bezpośrednio. Podejrzewam, że jutro będzie wiele do zrobienia przez.. to wszystko. — Machnął ręką nad podpisanym pergaminem. — Będziesz potrzebny, Draco.

Hermiona skinęła głową, wyciągając telefon z kieszeni.

— Wyślę wiadomość do Robardsa, by dać mu znać, że jutro nas nie będzie.

Lucjusz skinął głową w podziękowaniu.

Głośny trzask oznajmił przybycie Mipsy. Rzuciła się na Draco, mocno obejmując do małymi rączkami.

— Mipsy tak się cieszy, panie Draco! Mipsy nigdy nie przepadała za panną Greengrass — szlochała między napadami radości. — Mipsy przygotowała szampana w salonie!

— Doskonały pomysł, Mipsy — powiedział Lucjusz lekko, wstając i podając Narcyzie rękę.

Hermiona również zaczęła się podnosić, ale Draco delikatnie pociągnął ją z powrotem.

— Zaraz przyjdziemy. Potrzebuję chwili.

Rodzice skinęli głowami ze zrozumieniem i wyszli, a drzwi gabinetu zamknęły się z cichym kliknięciem.

Hermiona odwróciła się do niego, wstała, weszła między jego kolana i objęła go mocno. Jego głowa spoczywała na jej piersi, a ona czuła jego oddech, drżący, ale lekki.

— Jesteś wolny — wyszeptała, a słowa smakowały jak coś świętego.

Uniósł twarz w jej stronę i zobaczyła chłopięcy i nieskrępowany uśmiech.

— Wiesz, co zrobię jako pierwsze?

Udała, że się zastanawia, a jej usta zadrżały.

— Wyślesz sowę do Madam Blanchard i przywrócisz cotygodniowe masaże?

Draco zaśmiał się ciepło, śmiejąc się przy jej obojczyku, ale pokręcił głową. Wstał i pociągnął ją za sobą, ich złączone dłonie przycisnęły się do jego serca.

— Nie. Zrobię to, czego pragnę bardziej niż cokolwiek innego.

Ujął jej policzek, musnął kciukiem kość policzkową i uniósł jej podbródek. Potem bez wahania ją pocałował.

Jego usta pochwyciły jej z intensywnością, która zaparła Hermionie dech w piersiach. Przesunął językiem po jej dolnej wardze, a następnie wsunął się głęboko w jej usta, natychmiast pogłębiając pocałunek. Wzdychając, przesunęła wolną dłoń na jego kark, przyciągając go jeszcze bliżej. Poruszali się jak zsynchronizowani, smakowali i badali, aż Hermionie zakręciło się w głowie.

Poczuł jej uśmiech na swoich ustach i lekko się odsunął. Chwyciła zębami jego dolną wargę.

— Tego pragnąłeś bardziej niż czegokolwiek innego? — zapytała, wciąż muskając jego usta.

— Tego i dużo więcej — mruknął w odpowiedzi, obsypując ją pocałunkami, przesuwając usta do jej ucha. — Ale moi rodzice na nas czekają.

Przyciągnął ją jeszcze bliżej, ich ciała przywarły do siebie, by mogła poczuć, jak bardzo pragnął czegoś więcej. Jęknęła, czując jego erekcję mocno wciśniętą w jej biodro. Chwyciła go za szyję, by znów przyciągnąć jego usta do swoich, gdy usłyszeli piskliwy głos i szybki stukot obcasów.

— Gdzie jest mój narzeczony?

— Nie znajdzie nas tutaj — wyszeptał Draco, muskając ustami skórę Hermiony, składając na jej szyi wilgotne pocałunki, zatrzymując się w zagłębieniu, co sprawiało, że rozpływała się w jego objęciach.

Zamierzał spędzić niezliczone godziny na szukaniu każdego miejsca na jej ciele, które sprawiało, że jęczała i drżała.

Drzwi gabinetu otworzyły się z trzaskiem. Astoria stała w progu, z nierównym oddechem, rozczochranymi włosami i oczami płonącymi furią. Lucjusz i Narcyza podążali kilka kroków za nią, oboje obserwując nadciągającą burzę z wyraźnie różnymi wyrazami twarzy.

Krzyk wyrwał się z gardła Astorii, gdy ich zobaczyła. Zarumieniony Draco przywarł do Hermiony, jej dłoń wplątała się w jego włosy, a on zaciskał dłoń na jej talii. Oboje mieli spuchnięte i zaczerwienione usta. Nie było wątpliwości, co robili.

Draco spojrzał ponad ramieniem Astorii, dostrzegając Lucjusza. Na ułamek sekundy na twarzy ojca pojawiło się zaskoczenie, które po chwili przerodziło się w coś nie do pomyślenia — dumę. Znajomy, malfoyowski uśmieszek błąkał się po jego ustach. Wyraźnie był dumny, że pierwszym, co Draco wybrał, prawdziwie wybrał dla siebie, była Hermiona.

Narcyza, jak zawsze dyplomatycznie, ruszyła naprzód. Z łagodną, lecz żelazną determinacją odwróciła Astorię od sceny, kierując ją do salonu cichymi, spokojnymi słowami, które nie do końca maskowały stal, jaka kryła się pod nimi.

Lucjusz został chwilę dłużej, by gestem nakazać Draco i Hermionie się ogarnąć i iść za nimi. Gdy Draco go minął, Lucjusz nachylił się bliżej, a jego głos brzmiał sucho jak szmer w uchu syna.

— Nie mogłeś poczekać nawet pięciu minut.

Draco bez wahania spotkał się ze wzrokiem ojca, odpowiadając cicho i stanowczo:

— Nie zamierzam tracić ani minuty dłużej.

Ojciec poklepał go po ramieniu.

— Moja szkoła.

Atmosfera świętowania w salonie była lekko ostudzona. Rozlano szampana, kredens lśnił kryształowymi kieliszkami, a skrzaty domowe wiwatowały, gdy weszli Draco i Hermiona, wznosząc toast małymi kieliszkami.

Astoria na ten widok znów zaszlochała.

Niewzruszony Lucjusz wcisnął kieliszek w wolną dłoń Draco, a potem drugi w dłoń Hermiony, a wyraz jego twarzy sprawiał, że nikt nie protestował. Następnie spojrzał na Astorię, unosząc kieliszek z uprzejmym uniesieniem brwi, tylko po to, by opuścić go ponownie na wymowne spojrzenie Narcyzy, gdy Astoria odpowiedziała mu jeszcze głośniejszym szlochem.

Postanawiając, że nie pozwoli jej zepsuć tej chwili, Lucjusz odwrócił się od niej całkowicie i uniósł kieliszek.

— Za Draco — oznajmił, a jego głos niósł dawną, władczą nutę — za przyszłość wolną od błędów rodziców, bez oczekiwań, bez kajdan, bez obciążeń poza tymi, które samodzielnie wybierze.

Wszystkie skrzaty w pokoju, Narcyza i Lucjusz unieśli wysoko swoje kieliszki. Nawet Hermiona, z błyszczącymi oczami, delikatnie stuknęła się kieliszkami z Draco.

Tylko Astoria pozostała nieruchoma, pomarszczona i pokryta plamami tuszu do rzęs, patrząca przez łzy.

Draco uśmiechnął się, uniósł kieliszek do ust, a potem pochylił się, by pocałować Hermionę w loki.

To najwyraźniej przelało czarę goryczy.

— Jesteś mój, Draco Lucjuszu Malfoyu! — powiedziała Astoria powoli, ale stanowczo.

Draco pokręcił głową.

— Nie, Astorio, kontrakt został zerwany, nie jesteśmy i nigdy nie będziemy razem.

Szloch Astorii przeszedł w krzyk.

— Nie rozumiesz? — wrzasnęła, a jej głos się załamał i pierś uniosła gwałtownie. — Wszystko straciliście! Wasze pieniądze, interesy — wszystko teraz należy do mojego ojca. Oszalałeś?

Rozpaczliwie rozglądała się po pokoju, szukając kogoś, kogokolwiek, kto by ją poparł.

Ale Malfoyowie obserwowali ją tylko z niepokojącym spokojem, a ich milczenie przeszyło ją głębiej niż jakakolwiek kłótnia. Skrzaty, które zamarły w połowie toastu, wpatrywały się w nią szeroko otwartymi oczami.

Nie wiedziała. Jeszcze nie. Greengrassowie mieli się dowiedzieć dopiero jutro, że gra skończona, że Lucjusz i Narcyza wymknęli się z uścisku z chirurgiczną precyzją.

Kiedy nikt się nie ruszył, by ją poprzeć, opanowanie Astorii prysło.

To wszystko twoja wina! — wrzasnęła, a jej głos podniósł się do tak wysokiego tonu, że kieliszki zadrżały na kredensie, gdy zwróciła się do Hermiony.

Ta, wyczuwając, że atmosfera się zmienia, mówiła cicho, spokojnie, niemal kojąco:

— Nie, Astorio. Powodem było to, jak ty i twoja rodzina traktowaliście Draco.

Zamknij się! — kontynuowała Astoria, krzywiąc się. — Przez to złączenie, wplotłaś w jego żyły swoją szlamowatą, brudną magię, ty…

Tego było za wiele.

Draco zrobił krok naprzód, wyprostował ramiona, a jego głos był ostry jak bicz.

Dosyć tego, Astorio. Musisz stąd wyjść. TERAZ.

A potem wszystko wydarzyło się naraz, a jednak z ckliwą powolnością katastrofy.

Dłoń Astorii błysnęła, jej różdżka gwałtownie się uniosła. Usta zaczęły wymawiać pierwsze sylaby zaklęcia Niewybaczalnego. Powietrze zdawało się gęstnieć, wibrując od niesprawiedliwości klątwy, której nie dało się powstrzymać.

Draco nie myślał. Ich związane ręce dały mu przewagę — szarpnął Hermionę za siebie, osłaniając ją własnym ciałem, unosząc instynktownie rękę z różdżką, choć wiedział, że jest zbyt wolny.

Klątwa nie została wypowiedziana.

Zamiast tego rozległ się głuchy, mdły trzask i Astoria bezwładnie osunęła się na ziemię, a jej różdżka potoczyła się po wypolerowanej podłodze.

Za nią stała Narcyza, elegancka jak zawsze, trzymająca za szyjkę ociekającą butelkę szampana. Nawet nie wyglądała na zdyszaną. Jedynie lekkie drżenie szczęki zdradzało adrenalinę wywołaną uderzeniem.

W pokoju zapadła całkowita cisza, zakłócana jedynie sykiem pieniącego się szampana na dywanie.

Mipsy, wciąż trzymając kieliszek do szampana w jednej ręce, jakby był do niej przyklejony, podeszła do leżącej Astorii z powagą sanitariuszki z pola bitwy. Kopnęła Astorię zaskakująco mocno w żebra.

— O nie! — pisnęła, poruszając uszami. — Mipsy tylko sprawdza, czy panna Greengrass oddycha, po tym jak… tragicznie poślizgnęła się na wypolerowanej podłodze.

Astoria jęknęła cicho. Pokrzepiona Mipsy chwyciła garść włosów blondynki, uniosła głowę, wpatrywała się w jej puste oczy, jakby oglądała warzywa, po czym z głuchym odgłosem upuściła na parkiet.

— Tak, panna Greengrass żyje — oznajmiła energicznie skrzatka. — Prawdopodobnie. Mipsy zabierze ją do domu, zanim zrobi sobie krzywdę.

Pozostałe skrzaty klasnęły w dłonie z uroczystą aprobatą, a Plim wtrąciła:

— Czy Mipsy potrzebuje tacę, by ją zaciągnąć?

— Nie, nie — skrzatka pociągnęła nosem, wypinając drobną pierś — Mipsy ma silne ramiona. Sama wyniesie śmieci — znaczy, gościa.

Wsunęła ręce pod pachy Astorii, wciąż trzymając w dłoni kieliszek szampana, i zaczęła ciągnąć ją przez pokój z godnością worka ziemniaków. Zostawiła za sobą ledwo widoczny ślad śliny i szampana.

W międzyczasie Lucjusz podbiegł do Narcyzy, zręcznie wyrwał jej butelkę z rąk i odstawił na bok. Odetchnął z ulgą, jego głos był przepełniony podziwem, gdy mamrotał pochwały i składał namiętne pocałunki na skroni żony, zupełnie nie przejmując się faktem, że prawie zabiła dziedziczkę Greengrassów Dom Pérignonem.

Draco był znacznie mniej opanowany. Chwycił Hermionę za ich złączone dłonie, wolną przesuwając w górę jej ramienia, badając ją z gorączkową dokładnością.

— Jesteś ranna? Czy ona…

Hermiona mocno położyła dłoń na jego sercu, uspokajając go lekkim i pewnym siebie uśmiechem.

— Nic mi nie jest, naprawdę. Ale — jej ton stał się poważny — sugeruję, żebyśmy poprosili Harry’ego o załatwienie zakazu zbliżania.

Draco przyciągnął ją do siebie, wciąż osłaniając ją na wpół, jakby Astoria mogła w każdej chwili odzyskać przytomność. Razem obserwowali, jak Mipsy, nucąc radośnie pod nosem, ciągnie Astorię, po drodze bezceremonialnie uderzając jej głową o framugę drzwi.

 ______________

Witajcie :) no i pozbyliśmy się Astorii, teraz zostały tylko przyjemne rozdziały pełne pikantnych i zabawnych scen. Swoją drogą, Mipsy wykazała się niezwykłą empatią, prawda? :) Dajcie znać jak wrażenia po rozdziale.

Kolejne rozdziały planuję opublikować w najbliższym tygodniu. Miałam chwilowy kryzys spowodowany nawałem pracy i kompletną niechęcią do niczego. Ale powoli wracam, więc inne opowiadania również na dniach powinnam ruszyć.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Enjoy!

[T] Złączeni: Rozdział 16

sobota, 16 maja 2026

Witajcie :) dość późnym wieczorem zapraszam na dwa nowe rozdziały tłumaczenia. Trochę dobrego się tu podzieje. Miłej lektury! :)

___________


Następne kilka dni zacierało się Hermionie. Nie była pewna, co ją opętało, by przyznać, że żywi uczucia do Draco, zwłaszcza że sama przed sobą się do nich nie przyznawała. Tej nocy przewracała się z boku na bok, martwiąc się, że wszystko zepsuła, aż Draco przyciągnął ją do siebie i wyszeptał Przestań tak intensywnie myśleć. I jakimś cudem udało jej się to.

Od tamtej pory o tym nie rozmawiali, a ich relacja pozostała taka sama jak zawsze… tyle że teraz patrzyli na siebie odrobinę za długo, a nocami przytulał ją do piersi, jakby od zawsze zamierzał ją przy sobie mieć.

A jednak rozmowa z Neville’em o orchidei wciąż nie dawała jej spokoju. Pewnej nocy, gdy cichy, równy oddech Draco podpowiedział jej, że spał, odtwarzała sobie powoli wspomnienie zakupu, tak szczegółowo, jak tylko potrafiła.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Co najmniej dziesięć lat wcześniej

 

Tego ranka po raz pierwszy zobaczyła ogłoszenie w Proroku Codziennym: charytatywna wyprzedaż rzadkich orchidei, zorganizowana w szklarni na wsi. Właśnie rozpoczęła szkolenie z łamania klątw i z powodu opóźnień w dokumentach Goblinów, dotyczących przydzielonego jej skarbca, niespodziewanie miała wolne popołudnie. Wydawało się, że to przeznaczenie.

Ale w chwili, gdy weszła do oranżerii, zdała sobie sprawę ze swojego błędu.

W Proroku nie wspomniano, że to wydarzenie dla arystokracji, jedno z tych dyskretnie ekskluzywnych, gdzie wszyscy „po prostu znają” niepisane zasady. Powietrze było ciepłe i wilgotne, przesycone zapachem orchidei, światło wpadło przez łukowane tafle szkła, a wszędzie, gdzie spojrzała, stały nienagannie ubrane czarownice w eleganckich szatach, których obcasy cicho stukały o kafelkową podłogę. Hermiona, w ciężkich, roboczych butach i mugolskich dżinsach, wyglądała, jakby przywędrowała z niewłaściwego stulecia.

Dostrzegła nie jedno oceniające oraz lekceważące spojrzenie i poczuła ciepło wpełzające na kark. Już miała się odwrócić, gdy ciepła dłoń chwyciła ją za ramię.

— Hermiono! Nie wiedziałam, że jesteś miłośniczką storczyków!

Andromeda Tonks stała tam, uśmiechając się, jakby nic w stroju ani w pochodzeniu Hermiony nie mogło tu nie pasować.

Zaskoczona Hermiona przyznała:

— Po prostu… chciałam coś znaleźć dla Neville’a Longbottoma, by uczcić otwarcie jego nowej apteki.

Uśmiech Andromedy poszerzył się jeszcze bardziej.

— Z pewnością znajdziemy coś idealnego.

Po czym bez wahania objęła Hermionę ramieniem i poprowadziła ją w głąb szklarni, jakby była honorowym gościem.

Ekspozycja była niezwykła: miniaturowe storczyki nie większe od paznokcia, ogromne kaskady z dziesiątkami pojedynczych kwiatów większych od jej dłoni o kolorach tak żywych, że niemal świeciły. Andromeda swobodnie rozmawiała, pytając, co mogłoby się spodobać Neville’owi, i słuchała opowieści Hermiony z autentycznym zainteresowaniem.

Mimo to szepty nie ustawały. Hermiona czuła je jak komary na karku, oceniające jej roboczy strój, jej status krwi, a może jedno i drugie.

Podchodząc bliżej, Andromeda mruknęła:

— Moja siostra jest gospodynią. Idzie się przywitać. Mogę… ją od tego odwieść, jeśli to dla ciebie niezręczne.

Hermiona pokręciła głową. Po wojnie i po tym, jak Narcyza uratowała życie Harry’emu, nie miała problemu z rozmawianiem z nią, choć zdała sobie sprawę, że nigdy tak naprawdę nie rozmawiała z nią bezpośrednio.

Andromeda skinęła lekko głową i Narcyza podeszła. Była pełna elegancji i opanowania, każdy gest był idealnie wyważony… a jednak jej powitanie emanowało ciepłem. Zapytała o pracę i przyjaciół Hermiony, a kiedy się uśmiechnęła, poczuła szczere zainteresowanie, a nie uprzejmy chłód, na który Hermiona się przygotowywała.

Siostry wspólnie pomogły jej wybrać idealną orchideę dla Neville’a: rzadką odmianę nietopezią. Po zakupie zaprowadzono Hermionę do stołu zastawionego delikatną porcelaną i ciastami. Próbowała protestować, Narcyza z pewnością miała swoje obowiązki jako gospodyni, ale kobieta machnęła ręką, beztrosko rozmawiając z Andromedą, jakby nic innego się nie liczyło.

Między kęsami najwspanialszego, cytrynowego ciasta, jakie kiedykolwiek jadła, Hermiona zapytała:

— To sprzedaż na cele charytatywne?

Andromeda wygięła usta, wymieniając spojrzenia z siostrą.

— Tak i nie.

Narcyza wyjaśniła:

— Zaczęło się od naszej matki. Orchidee były jej pasją — podróżowała po świecie, znajdując i rozmnażając rzadkie gatunki. Dojrzewanie ich zajmuje dekadę, więc mniej więcej co dziesięć lat sprzedawała niewielką partię innym pasjonatom.

Andromeda kontynuowała łagodniejszym tonem:

— Zmarła, kiedy jeszcze byłyśmy w Hogwarcie. Bella nigdy nie przepadała za ogrodnictwem, więc interes trafił do Cyzi i mnie. Prowadziłyśmy go, bardziej z miłości do jej pamięci niż z jakiegokolwiek powodu, a zyski przekazywałyśmy na cele charytatywne. Kilka osób w tajemnicy przed wszystkimi, dba o tej biznes między sprzedażami.

Narcyza uśmiechnęła się niemal ze smutkiem.

— Zwykle zapominamy o nim, dopóki nie przyleci sowa z wiadomością, że storczyki są gotowe na sprzedaż.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Wspomnienie śmiechu Narcyzy, lekkiego, szczerego, tak odmiennego od wyuczonego, towarzyskiego chichotu, który nosiła niczym zbroję, nie opuszczało Hermiony, gdy leżała w łóżku jeszcze tej nocy. Oddech Draco był wolny i równomierny, jego palce luźno obejmowały ich złączone dłonie, a ciężar jego dłoni ogrzewał jej dłoń.

To było takie małe, mało znane przedsięwzięcie, nie można go było nawet nazwać biznesem w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Czy zostało pominięte, gdy reszta majątku Blacków trafiła do Malfoyów po ślubie Narcyzy z Lucjuszem? Możliwe. A jeśli tak…

Umysł Hermiony zaczął wszystko łączyć w całość, trybiki wskakiwały na swoje miejsce. Firma wciąż należąca do Narcyzy, nieodebrany interes Blacków, stanowiłby lukę prawną, mogliby legalnie przenieść pod jej skrzydła inne przedsięwzięcia Malfoyów, chroniąc je przed roszczeniami Greengrassów. W ramach kontaktu nie pozostałoby już nic, w co mogliby wbić swoje pazury, poza złotem w ich skarbcach i nieruchomościami.

Żadnego zajęcia aktywów. Żadnego upadku rodzinnych firm. A Draco mógłby zrezygnować, bez konsekwencji roszczeń Greengrassów do ani jednej firmy, ich działalność charytatywna byłaby bezpieczna, choć złoto i nieruchomości to zupełnie inna bitwa do rozegrania.

Nie odważyła się wspomnieć o tym wprost, jeszcze nie. Ale może uda jej się to podrzucić. Delikatnie nawiązać do wspomnienia.

To był strzał w ciemno. Ale warto było spróbować.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Poranne słońce wpadało przez wysokie okna, odbijając się w srebrnych sztućcach, podczas gdy przy stole śniadaniowym Malfoyów toczyła się zwykła mieszanka eleganckiej i ledwie skrywanej dyskusji. Lucjusz i Hermiona w końcu zawarli tymczasowy rozejm w związku z ich ciągłą kłótnią o pochodzenie wampirów, rozmową, która krążyła wokół nich niczym sęp od trzech dni. Mimo to Hermiona podkreśliła zawieszenie broni, wbijając widelec w jajka z nieco większą siłą, niż to było konieczne. W końcu miała całkowitą rację, a on wciąż się mylił.

Gdy talerze zostały sprzątnięte, a herbata nalana, Lucjusz i Draco pochylili się ku sobie, rozmawiając cicho o jakieś sprawie biznesowej i ich słowa brzmiały jak jednostajny szum w tle. Hermiona, wykorzystując okazję, odblokowała telefon i skierowała ekran w stronę Narcyzy.

— To orchidea Neville’a — powiedziała szybko. — W końcu zakwitła. Kupiłam ją jakieś dziesięć czy jedenaście lat temu?

Usta Narcyzy wygięły się, gdy podziwiała dziwne, nietopezie kwiaty, w jej oczach pojawiło się rozpoznanie.

— Oszałamiająca — rzekła. — Pan Longbottom najwyraźniej ma talent. Wiem, ile trzeba się natrudzić, żeby zakwitła.

Hermiona pozwoliła, by na jej ustach pojawił się lekki uśmiech.

— Myślę, że tego dnia po raz pierwszy szczerze porozmawiałyśmy.

Spojrzenie Narcyzy złagodniało.

— Bardzo się cieszę, że przyszłaś tamtego dnia. To był początek pięknej przyjaźni.

Wyciągnęła rękę i delikatnie uścisnęła wolną dłoń Hermiony.

Hermiona odwzajemniła gest.

— Zobaczenie jej ponownie przypomniało mi historię, którą opowiadałyście mi tamtego dnia z Andromedą, o storczykach waszej matki.

Odczekała chwilę, aż zdanie zawiśnie w powietrzu, patrząc Narcyzie w oczy w sposób, który miał o wiele większe znaczenie, niż sugerował swobodny ton.

Narcyza przez chwilę siedziała nieruchomo. Potem jej wzrok się przesunął, oczy lekko zmrużyły, gdy jej myśli przeniosły się gdzie indziej. Hermiona widziała, jak wspomnienie migocze, szczegóły są analizowane, ważone. Narcyza powoli zacisnęła dłoń na jej dłoni, zaciskając się w celowym uścisku.

Wstała z krzesła z opanowaną gracją.

— Proszę mi wybaczyć — powiedziała lekko, choć jej wzrok na chwilę znów powędrował w stronę Hermiony, zanim przeniósł się na Lucjusza i Draco. — Mam sprawę do załatwienia.

Brwi Draco uniosły się z lekką ciekawością, ale Narcyza już wychodziła z pokoju, równie pospiesznym, co celowym tempem.

Hermiona odchyliła się do tyłu, a cień uśmiechu zagościł na jej ustach. Narcyza sobie przypomniała. A jeśli Hermiona się nie myliła… to mogła być właśnie ta nić, za którą mogliby pociągnąć, by zerwać kontrakt.

Nie minęło dużo czasu, gdy rozległ się głośny trzask i Mipsy pojawiła się w jadalni, trzepocząc uszami z podniecenia, gdy szybko podbiegła do Lucjusza.

— Panie, pani prosi, aby natychmiast pan się udał do gabinetu — powiedziała skrzatka energicznym, ale… dziwnie pogodnym tonem.

Lucjusz zmarszczył brwi.

— Coś się stało, Mipsy?

Zamiast spodziewanego zaniepokojenia, usta Mipsy rozciągnęły się w szerokim, niemal konspiracyjnym uśmiechu.

— Nie, Panie. Ale proszę natychmiast udać się do gabinetu.

To wzbudziło iskierkę ciekawości u Draco, ale Lucjusz już wstał, trzymając laskę w dłoni, i pewnym krokiem podążył za skrzatem korytarzem.

— Jak myślisz, o co chodzi? — zapytał Draco, nonszalancko napełniając filiżankę.

Hermiona celowo starała się zachować łagodny ton.

— Nie mam pojęcia.

Nie chciała go drażnić, jeśli jej przeczucia co do Narcyzy były błędne.

Zamiast tego, podniosła się z krzesła, unosząc go przez ich złączone ręce i ignorując przesadnie zmarszczone brwi, gdy filiżanka niebezpiecznie zadrżała mu przy ustach.

— Chodź — powiedziała, ciągnąc go w stronę drzwi. — Spóźnimy się do pracy.

Draco wziął długi, prowokujący łyk, zanim poszedł za nią, machając ich złączonymi dłońmi. Cokolwiek działo się w gabinecie Narcyzy, Hermiona przeczuwała, że wkrótce się o tym dowiedzą.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona i Draco przez następne kilka dni tylko przelotnie widzieli Narcyzę i Lucjusza.

Pierwszego wieczoru, gdy wrócili z pracy, Narcyza minęła ich na korytarzu, trzymając w rękach coś, co wyglądało na stary pergamin. Zatrzymała się na ich widok, przyciskając papiery do piersi i przytulając mocno Hermionę. Bez wyjaśnień. Bez czczej paplaniny. Rzucając tylko ten nikły, sugestywny uśmiech, zanim odeszła. Hermiona poczuła iskierkę nadziei płonącą nieco jaśniej.

Następnego wieczoru zjedli kolację we dwójkę, a potem udali się do biblioteki, gdzie usadowili się na kanapie przed kominkiem, z książkami w dłoniach. We dworze panowała upiorna cisza, a trzask ognia wypełniał pokój.

Lucjusz wszedł bez zapowiedzi, stukając laską o wypolerowaną podłogę. Podszedł prosto do barku i nalał sobie dużą porcję Ognistej Whisky. Jego wyraz twarzy był nieprzenikniony… ale wzrok zatrzymał się na Hermionie i Draco dłużej niż to konieczne, niemal coś sugerując.

— Matka mówiła, że cały dzień mieliście spotkania z prawnikami — zaczął nonszalancko Draco, podnosząc wzrok.

Lucjusz powoli skinął głową. Wyglądał na zmęczonego, ale na jego ustach malował się delikatny grymas, skryta satysfakcja, którą szybko zamaskował, gdy napełniał szklankę. Hermiona rozpoznała ten wyraz twarzy; widziała go w lustrze, kiedy myślała, że w końcu wymyśliła skomplikowane przeciwzaklęcie.

Wychodząc, zatrzymał się za kanapą. Bez słowa pochylił się i pocałował Hermionę w czubek głowy — to był gest tak niespodziewanie delikatny, że aż zamrugała. Potem zniknął, stukając lekko laską, gdy znikał w korytarzu.

Draco patrzył za nim, po czym ze zdumieniem zwrócił się do Hermiony.

— Za co to było?

Hermiona wzruszyła ramionami.

— Mamy namiętny romans. Właśnie dowiedział się, że jestem w ciąży i będziemy mieli trojaczki.

Draco skinął głową z powagą.

— Jasne. Więc zostaniesz moją nową mamusią?

— Oczywiście.

— Wiesz, Granger, jeśli aż tak bardzo pragniesz KCCK…

Wskazał na swoje krocze, poruszając brwiami. Przerwał z sykiem, gdy jej klątwa użądliła go w ramię i oboje wybuchli śmiechem, a blask ognia oświetlał pokój.

[T] Ciężar mojego uczucia: Gdziekolwiek pójdziesz

wtorek, 5 maja 2026

Hermionie było zimno. Nie miało znaczenia, ile czarów grzewczych rzuciła, ani ile drewna dorzuciła do swojego przytulnego kominka, chłód zdawał się przenikać ją do szpiku kości. To było absurdalne, że jej nowoczesny, nowatorski dom w Fulham był mniej przyjazny do życia niż przytulny domek Luny w Szkocji.

Ale musiała tu być.

Wiedziała, że to nie miało nic wspólnego z ogrzewaniem. Czuła w sobie pustkę, której po prostu nie potrafiła zapełnić. Pustkę. Minął zaledwie tydzień, a ona bardzo tęskniła za Draco i najwyraźniej nic nie mogła na to poradzić.

Pomyślała o wysłaniu do niego listu, ale każda wersja leżała teraz zwinięta w kulkę w koszu na śmieci obok jej biurka. Prawie każda zaczynała się tak samo.

 

Drogi Draco,

tęsknię za Tobą…

 

W tym momencie zawsze się rozpadała. To właśnie czuła. Pragnęła zobaczyć jego delikatny poranny uśmiech i usłyszeć niski baryton. Problem polegał na tym, że to było uczucie, jakie wyraża się bliskiemu przyjacielowi lub ukochanej osobie, a ona tak naprawdę nie wiedziała, co było między nimi. Nie był jej zwierzęciem, ale nie była pewna, czy uzna ich okres przymusowego zamieszkania razem za przyjaźń. Było wysoce prawdopodobne, że potraktował to jak szantaż. Jego towarzystwo w zamian za jej milczenie na temat jego miejsca pobytu. Oczywiście, miała nadzieję, że się myli, ale wątpliwości dręczyły ją jak muchy.

Zamiast tego zwinęła się w kłębek na kanapie i drżąc, próbowała oglądać telewizję. Krzywołap próbował jej pomóc, ale nawet jego ciężkie ciało nie pomagało. W końcu mógł jedynie złagodzić chłód, który ją dręczył, powierzchowny. Niewiele mógł zrobić, by zaradzić samotności, która zżerała ją od środka.

Była tak pochłonięta swoim cierpieniem, że prawie nie słyszała stukania w okno. Dopiero gdy Krzywołap zeskoczył z jej kolan, by zamiauczeć do szyby, zdała sobie sprawę, że coś tam może być.

Albo ktoś…

Hermiona początkowo widziała tylko cień, zaparowany na szybie i oślepiający blask ulicznych świateł. Dopiero gdy Draco zatrzepotał skrzydłami, drapiąc pazurami po szybie, przyspieszyła kroku. Poczuła drżące podniecenie, gdy biegła do okna.

Wpadł przez szczelinę z rozbryzgiem wody i omal nie zderzył się z Krzywołapem, zanim znów zatrzepotał skrzydłami i wylądował na oparciu kanapy. Krzywołap natychmiast skoczył za nim, co sprawiło, że Draco skrzeczał z niezadowolenia i kłapnął dziobem. Niezrażony kot przysiadł na tylnych łapach i owinął ogon wokół siebie, nie dając znaku, że zamierza się ruszyć.

— Krzywołap — zbeształa go Hermiona, zamykając okno. — Zostaw go w spokoju.

Krzywołap rzucił jej paskudne spojrzenie, po czym zeskoczył i ruszył na drapak w rogu.

— Wybacz — przeprosiła. — On naprawdę cię kocha.

Draco wpatrywał się w nią z tym samym, pustym wyrazem twarzy, który miał, kiedy wychodziła. Tym, który sprawiał, że kwestionowała wszystko, co się wydarzyło.

— Zamierzasz coś powiedzieć? — zapytała w ogłuszającej ciszy między nimi.

Myślałem, że nie podoba ci się, że siedzę w twojej głowie?

Nogi prawie się pod nią ugięły. Brzmiał dokładnie tak samo. Ten głęboki głos, który sprawiał, że jej głowa wibrowała, z nutą rozbawienia. O Boże, nie myśl o tym, jak się przez niego czujesz. Mógłby w tej chwili czytać w twoich myślach.

Zakryła oczy dłońmi, a jej twarz znów zapłonęła.

— Nie podoba mi się — zgodziła się z nutą paniki w głosie. — Oboje doskonale wiemy, że znasz inne sposoby komunikacji.

— Hermiono.

Mówił jej prosto do ucha, przyprawiając o dreszcze, a jej ramiona pokryły się gęsią skórką. Jego ucisk na nadgarstku był tak znajomy, że aż bolał. To delikatne pociągnięcie w dół, odsłaniające jego zatroskaną twarz. Sposób, w jaki jego wzrok zdawał się pochłaniać ją całą.

— Tęskniłam za tobą.

Słowa opuściły ją bez pozwolenia, jakby czekały pod powierzchnią na tę właśnie chwilę.

— Ja… — Przełknął ślinę, a gardło uniosło się i opadło. — Nie byłem pewien, czy chcesz mnie widzieć. Tak szybko zniknęłaś. Myślałem…

— Właściwie nie miałam wyboru — przerwała Hermiona. — Co miałam powiedzieć? Że całe moje życie to jeden, wielki bałagan, a to miejsce to jedyne, co ma sens? To jej dom i jej sklep!

— Chciałaś zostać? — zapytał szybko.

Jej odpowiedź była absurdalnie chrapliwa.

— Oczywiście, że tak.

— Dlaczego?

Jego uścisk na jej nadgarstkach sięgnął aż do czubków łokci.

Zaśmiała się wysokim, nerwowym głosem.

— Podobała mi się przytulność tego domku i ptaki były takie słodkie.

Odpowiedział warknięciem, które czuła aż do palców u stóp.

— Nie kłam.

— Chodziło o ciebie — wyznała, a słowa same wypłynęły z jej ust. — Pragnęłam cię i nie wiedziałam, jak to możliwe bez tego miejsca. Nawet nie lubię handlu…

Kilka rzeczy wydarzyło się naraz. Zmniejszył dystans między nimi, obejmując ją jedną ręką w talii, a drugą jej szczękę, i uniósł podbródek tak, by jej usta spotkały się z jego. Pocałunek był stanowczy. Jego usta musnęły jej wargi, gdy skradł jej oddech.

Dłońmi drapała jego koszulę i klatkę piersiową. Nie wiedziała, gdzie je położyć, wiedziała tylko, że chce, by był bliżej. Było między nimi za dużo miejsca. Minęło za dużo czasu. Jedynym lekarstwem było ciepło jego ciała na niej.

— Wiedziałem — mruknął, przysuwając usta do jej ust. — Luna ma cholernie kiepskie wyczucie czasu.

Hermiona nie odpowiedziała. Nie mogła. Teraz, kiedy to się działo, kompletnie oniemiała. Poruszał się leniwie, jakby mieli mnóstwo czasu. Jego palce przesunęły się w górę jej szczęki, we włosy, a kiedy dłoń zanurzyła się w ich ciężarze, jęknął. Był to cichy, urywany dźwięk, jakby trzymał go w sobie o wiele za długo.

Hermiona czuła, że płonęła. Nagle uświadomiła sobie, jak materiał koszuli ociera się o nią, w miejscu, gdzie jego ramię obejmowało ją niczym imadło. Jej sutki wciskały się w niego, gdy je trzymał. A niżej, coś twardego i natarczywego leżało na jej brzuchu.

Wyobrażała sobie, że ogień wypalał drogę od czubków palców u stóp, kiedy wyciągnęła szyję, by się z nim spotkać. Miejsce, w którym ocierali się o siebie, bolało jak poparzone. Na szczycie jej ud biło ciepło jak z pieca.

— To właśnie chciałeś zrobić tamtego dnia? — zapytała, a jej głos brzmiał niemal jak jęk.

Wygięła szyję do tyłu, a on odebrał to jako zaproszenie do posmakowania jej skóry. Hermiona westchnęła, gdy zaczął ssać skórę. Delikatne, szybkie pocałunki, łaskotały w sposób, który ją parzył. Dłoń w jej włosach zacisnęła się, a pieczenie w jego uścisku sprawiło, że zamarła.

— Tego chciałaś? — odpowiedział, wciąż z ustami zajętymi jej szyją.

— Tak — wyznała. — Myślę, że… od tamtej pierwszej nocy. Stałeś w ciemności i wzdychałeś, kiedy jadłeś moją pieczeń.

Zatrzymał się, opierając czoło o jej ramię, gdy jego gorący oddech musnął wciąż wilgotną skórę szyi.

— Hermiono, minęły lata. Ledwo pamiętam, kiedy ostatni raz całowałem kobietę.

— Och — jęknęła, starając się nie czuć rozczarowania.

To miało sens. Przez lata ukrywał się jako ptak.

Jego głos był cichym dudnieniem na jej skórze.

— Nie… chcę tego. Nawet nie wiesz, jak bardzo. Po prostu… potrzebuję, żebyś ze mną rozmawiała. Powiedz mi, jeśli zrobię coś, czego nie lubisz. — Przechylił głowę, żeby móc mówić jej prosto do ucha. — Ale krzycz moje imię, gdy zrobię wszystko poprawnie.

— O, bogowie — zaklęła, gdy jego dłoń sięgnęła jej piersi, a jej wrażliwe sutki stanęły, gdy je otarł.

— Gdzie jest twoja sypialnia? — zapytał, przesuwając drugą dłoń w dół, by objąć jej pośladki.

— Drzwi po prawej. Te… — jęknęła, gdy ugryzł ją w ramię. — Te obok regału z książkami.

— Dobrze.

Pociągnął ją przez salon i przez drzwi do jej pokoju. Serce waliło jej jak młotem, gdy szedł obok mebli, które wzięła z domu rodzinnego, i podwójnego łóżka, które w porównaniu z nimi wyglądało na jaskrawo nowe i nie na miejscu.

Znów była w jego ramionach i nie obchodziło jej, jak impulsywne to było. Pomimo wszystkich swoich wad, ta wersja Draco Malfoya, ta cicha i powściągliwa, sprawiała, że czuła się bezpieczniej i swobodniej niż z którymkolwiek z mężczyzn, z którymi wcześniej się spotykała. Patrzył na nią jak na coś cennego. Skarb, który tylko on mógł dostrzec.

Zdjął jej bluzkę z ciała i wciągnął głęboko powietrze. Jego dłonie przyciągnęły ją do siebie, gdy usiadł na łóżku i musnął ustami sutki pod jej stanikiem. Kiedy go zdjęła, zatrzymał się, otwierając szeroko oczy z nabożnym szacunkiem, zanim ponownie wziął je do ust.

Jej dżinsy to była zupełnie inna sprawa. Nie znał zapięć i nie wiedział, jak trudno będzie je zdjąć. Kiedy w końcu je rozpiął i ściągnął w dół jej pośladków, była gotowa się rozpaść. Potrzebowała jego rąk na sobie.

Hermiona wdrapała się na jego kolana i pocałowała go namiętnie. Jęknął, gdy oparła się o niego.

— Hermiono, proszę.

— Muszę cię widzieć — błagała.

Świat zakręcił się wokół niej i wylądowała płasko na plecach, zanim się zorientowała, co się dzieje. Patrzyła, jak Draco ściąga koszulę przez głowę i zdejmuje spodnie. Był piękny. Ich wspólne posiłki przywróciły jędrność jego ciała. Klatka piersiowa była mocno wyrzeźbiona. Kiedy w końcu ściągnął spodnie, jej usta otworzyły się szeroko.

A potem był na niej. Jego usta były gorące, zostawiając na jej wargach palące pocałunki. Długimi, zwinnymi palcami badał jej ciało, sprawdzając, co sprawia, że jęczy i krzyczy. Kiedy odnalazł strefę erogenną, krzyknęła jego imię.

Czuła jego ciężar na swoim udzie, ale on się nie spieszył. Palce masowały ją, gdy obserwował jej reakcję. Jedyne, co mogła zrobić, to chwycić go za ramiona, gdy doprowadzał ją do orgazmu.

Kiedy leżała, dysząc w błogiej mgle, która ją ogarnęła, jego kutas szturchnął jej cipkę. Z bolesną powolnością wchodził z nią, rozciągając, cal po calu, boleśnie. Dyszał jej do ucha, gdy już całkowicie w nią wszedł. Jej ciało powitało to z bólem, który, jak wiedziała, doprowadzi do czegoś więcej.

Potem się poruszył. Jakby byli sobie przeznaczeni, połączeni na zawsze. Jego oczy płonęły niczym księżyc w bezchmurną noc, skupione całkowicie i intensywnie na niej. Każde jej westchnienie i każdy jęk nagradzane były pocałunkiem. Słowa uwielbienia wylewały się z jego ust z każdym wygięciem pleców.

— Jesteś idealna.

— Nigdy bym nie pomyślała, że…

— Właśnie tak. Kurwa, tak. Powiedz moje imię.

Krzyknęła Draco, gdy doszła drugi raz. Była tak pełna, że skurcze tylko pogłębiły ich połączenie, rozciągając je jak smyczek na strunie. Jedna melodyjna nuta, która wypełniła jej uszy dzwonieniem.

Nie wytrzymał długo. Zamknął oczy, uniósł głowę, nasłuchując dźwięku, którego ona nie słyszała. Zadrżał, otwierając usta w ekstazie. Kiedy opadł na nią, jego kutas miękł w środku, poczuła potrzebę, by go trzymać i nigdy nie puścić.

— Było ci dobrze? — zapytał.

Widziała, że ukrywa nerwowość w swoich słowach.

— Draco — zażartowała Hermiona. — Zatrzęsłeś moim światem.

Spojrzał na nią gniewnie, co sprawiło, że wybuchła śmiechem. Wysunął się z niej i poczuła, jakby traciła część siebie. Natychmiast ogarnął ją strach, że odejdzie. Czy to wszystko, czego pragnął? Chwila ekstazy, podczas gdy ona liczyła na o wiele więcej.

Położył się obok niej z pustym wyrazem twarzy, bawiąc się kosmykiem jej włosów.

— Jesteś moim światem — wymamrotał w ciszy.

— Draco…

— Mówię poważnie — przerwał jej. — Zrezygnowałem ze wszystkiego. Byłem zadowolony, że mogę się ukrywać do końca życia w tym malutkim sklepiku, bojąc się spróbować zrobić cokolwiek innego. — Przysunął się do niej, przytulając ją. Jego usta delikatnie musnęły jej policzek. — Teraz czuję, że jestem pełen pragnienia. Chcę wszystkiego, ale najbardziej ciebie.

— Jesteś gotowy przestać się ukrywać? — zapytała z zapartym tchem.

Przewrócił się na plecy, a ona patrzyła, jak jego klatka piersiowa się unosi i opada. Wpatrywała się w sufit, ale widziała, że patrzy w przyszłość.

— Chcę spróbować.

— Nie mogę się doczekać.

Hermiona nie mogła powstrzymać uśmiechu.

Zawahał się, a jego wzrok znów powędrował w je stronę.

— Mogę u ciebie zostać? Tylko do czasu, aż się ogarnę. Nie mogę wrócić do domu.

Zaśmiała się.

— Mieszkamy razem praktycznie od kilku miesięcy. Nie zapowiada się, cokolwiek się zmieni.

— Na pewno nie masz nic przeciwko?

Był spięty, miał szeroko otwarte oczy.

Wyciągnęła rękę, by objąć jego twarz dłońmi, głaszcząc kciukiem jego kości policzkowe. Zamknął powieki, gdy pochylił się ku jej dotykowi.

— To będzie dla mnie przyjemność.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona nie była pewna, kiedy zasnęła, ale obudził ją Krzywołap, który irytująco miauczał pod drzwiami. Słońce wschodziło już za ramę okna, zalewając pokój ciepłym światłem. Draco leżał obok niej, wciąż pogrążony w głębokim śnie.

Był uroczy, gdy spał. Zachował wszystkie swoje sowie nawyki. Zmarszczył brwi, jakby próbował wymyślić, jak naprawić wszystko, co złe na świecie. Mamrotał półsłowa i dźwięki. Światło sprawiało, że jego blond włosy lśniły, gdy opadały na twarz.

Kiedy ruszyła, by nakarmić kota, poruszył się i westchnął:

— Hermiono.

Jej serce stopniało.

Wymknęła się z pokoju i poszła do kuchni, żeby nakarmić irytujące zwierzę. Krzywołap nie dawał jej chwili spokoju, uderzając głową o kostki, gdy szła. Zawył z rozpaczą, słysząc jej lakoniczne tempo.

— Nie umierasz — odparła Hermiona.

Krzywołap wskoczył na blat i uniósł dumnie głowę.

Hermiona westchnęła.

— Nie umierasz.

Nie przestawał być utrapieniem, dopóki nie udało jej się nałożyć jedzenia na jego miskę, po czym zniknęła. Utrapienie przykucnęło tyłem do niej. Delektował się jedzeniem.

Hermiona roześmiała się i zabrała do przygotowywania śniadania. Nie mogła przestać się zastanawiać, co będzie dalej. Jej życie i tak było w rozsypce. Teraz dodała bezrobotnego potomka jednej z najstarszych rodzin w świecie czarodziejów. Może znajdzie pracę w branży dostawczej. W końcu miał już jakieś doświadczenie.

Kiedy Draco wszedł przez drzwi, z włosami potarganymi od snu i dłonią pocierającą oko, uznała, że to jej nie obchodzi. Jego uśmiech był krzywy, gdy okrążał ladę i objął ją ramionami.

— Co gotujemy?

— Jajecznicę — odpowiedziała, ubijając jajka.

— Mogę pomóc?

Jego głowa spoczywała na jej ramieniu, a oddech łaskotał w ucho.

Odwróciła się w jego ramionach, stając twarzą do niego. Nie zadał sobie trudu, by założyć koszulę, co uznała za mądrą decyzję. Jego skóra była ciepła, gdy przesunęła dłonie po jego piersi, wplatając je w jego włosy. Kiedy pochylił się, by ją pocałować, poczuła się jak w domu.

— Myślałem, że gotujemy? — zapytał ironicznie.

— Rozproszyłeś mnie — zbeształa go.

Przysunął się, żeby polizać jej ucho.

— Mogę zrobić coś o wiele gorszego.

Jego dłonie spoczywały na jej biodrach, gdy przyciągnął ją do siebie. Znów był twardy, a ona była tak bardzo kusząca.

— Draco — westchnęła, gdy ocierał się o nią, ssąc podbródek. — Musimy coś zjeść.

— Dlaczego? — dopytywał żartobliwym i irytującym głosem.

— Draco — jęknęła, kiedy objął jej piersi dłońmi.

— Hermiono — ostrzegł — jeśli będziesz tak dalej jęczeć, naprawdę zjem cię na śniadanie.

— Obiecanki cacanki — odgryzła się.

— Ty…

W tym momencie srebrzysty zając wskoczył przez okno i zaczął chaotycznie hasać wokół nich. Kiedy otworzył pysk, rozległ się głos Luny.

Hermiono. Draco. Mam nadzieję, że już się obudziliście. Mam dla was propozycję, jeśli moglibyście wpaść.

Draco oparł głowę na ramieniu Hermiony.

— Luna i jej cholerne wyczucie czasu — zaklął.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Luna siedziała przy małym stoliku, gdzie jadali każdego ranka. Na środku stał dzbanek herbaty i trzy, delikatne filiżanki. Hermiona aportowała ich oboje, żeby Draco mógł przybyć w swojej sowiej postaci. Żadne z nich nie miało pojęcia, czego Luna może chcieć, a Draco nie był jeszcze gotowy, by ujawnić światu swoją tożsamość.

Kiedy z trzaskiem wpadli do salonu, Luna cmoknęła językiem.

— Draco, proszę, rozgość się. Nie musisz się ukrywać, jestem tu tylko ja.

Draco przemienił się i podszedł do stołu.

— Co robisz?

— Herbatę — odpowiedziała niewinnie. — Twoja ulubiona. Chcesz trochę?

Skrzyżował ramiona przed sobą, westchnął i usiadł na krześle. Po chwili nalał sobie pełną filiżankę i zanurzał w niej ciasteczko.

— O co ci właściwie chodzi?

Luna gestem nakazała Hermionie usiąść, zanim kontynuowała. Cała sytuacja była dla niej bardzo dziwna. Wiedziała, że Luna i Draco mieszkają razem od ponad pięciu lat, ale obserwowanie ich interakcji na własne oczy było nieco dziwne.

— Hermiono, chciałabym ci podziękować za wyciągnięcie Draco z jego skorupy — powiedziała drobna blondynka lekkim i uroczym głosem. — Koszmarem było znoszenie go przez ostatni tydzień przez dąsanie się i pytania.

Draco spojrzał na nią z niedowierzaniem.

— Nie dąsałem się.

Luna się roześmiała.

— Oczywiście, że tak. — Zmarszczyła brwi i ściszyła głos. — Chodziłeś za mną i pytałeś prawie sto razy, czy wiem, o co chodzi Hermionie.

Hermiona roześmiała się z komicznego, choć bardzo trafnego opisu mężczyzny, który w tej chwili robił dokładnie taką samą minę.

— To była dla mnie przyjemność? — odpowiedziała, unosząc brew ku Draco.

— Luna, przejdźmy do rzeczy — mruknął.

— Draco, nie musisz być taki opryskliwy — zganiła go Luna.

Draco wydał z siebie zduszony dźwięk frustracji i schował dłonie we włosach. Luna roześmiała się i konspiracyjnie zwróciła do Hermiony.

— Uwielbiam go drażnić.

— Wyobrażam sobie, że to całkiem zabawne — zgodziła się Hermiona, gdy Draco spiorunował ją wzrokiem.

— No tak — powiedziała Luna nagle poważnym tonem. — Od dawna przygotowywałam się do tego dnia.

Wyraz twarzy Draco zmienił się na poważny.

— Luno…

Wyciągnęła rękę, by uścisnąć jego dłoń.

— Draco, kocham cię. Jesteś dla mnie jak rodzina, ale zawsze wiedziałam, że nie zostaniesz ze mną. — Wskazała gestem dom i sklep za nim. — Wspólnie stworzyliśmy to miejsce, ale nigdy nie byłam do niego przywiązana. Jeśli ta ostatnia podróż czegoś mnie nauczyła, to tego, że moje miejsce jest tam.

Draco zmarszczył brwi i zakrył dłoń Luny swoją.

— Nigdy nie chciałem cię ograniczać. Dałbym sobie radę. Znalazłbym sposób, żeby dać sobie szansę.

Luna zmrużyła oczy, patrząc na niego z litością.

— Nie zrobiłbyś tego. Draco, wiele dla mnie znaczysz i nigdy nie byłeś ciężarem, ale teraz jesteś gotowy i chcę ci podarować to miejsce.

— Luno.

Po tym jednym słowie Draco zaniemówił.

To był monumentalny dar. Taki, który mógł być wszystkim, czego Draco potrzebował. Domem. Miejscem, w którym nie musiałby polegać na rodzinie.

— Nie mogę… tego przyjąć. To za dużo.

Uśmiechnęła się do niego z taką czułością, że Hermionę zabolało serce.

— Draco, spędziłam trzy miesiące w tym lochu. Trzy miesiące, nie wiedząc, czy przeżyję, czy umrę w każdej chwili. Za cenę ogromnego poświęcenia okazałeś mi dobroć. Te chwile, kiedy skradałeś się w środku nocy, żeby rzucić zaklęcie poduszkowe i dać mi dodatkowe koce. To wiele dla mnie znaczyło. Jestem tu dziś tylko dzięki tobie. To najmniej, co mogłabym zrobić.

— Nie wiem, czy jestem gotowy na to wszystko — wyznał. — Z czasem, tak, mogę…

Luna mu przerwała:

— Hermiona może ci pomóc. Sama jest na rozdrożu. To może być stopniowa zmiana, a potem, kiedy będziesz gotowy to przejąć, ona może już rozgryzie, co chce robić.

Hermiona zesztywniała. Czasami rozmowa z Luną była głęboko niepokojąca. Nie trzeba było jej zdradzać najskrytszych myśli. Luna już wiedziała i po prostu pytała o nie, jakby to była codzienna rozmowa.

— Jasne.

Hermiona skrzywiła się.

— Doskonale — oznajmiła Luna, klaszcząc w dłonie. — Porozmawiamy o tym później. Wyobrażam sobie, że macie mnóstwo tematów do rozmowy.

Po tym zniknęła, a trzask zjawy i pusta filiżanka były jedynym znakiem, że kiedykolwiek tu była.

Draco jęknął.

— Nienawidzę, kiedy tak robi.

— Znika czy wie, co myślisz, zanim o tym pomyślisz? — zapytała Hermiona, a jej ręka drżała, gdy sięgała po herbatę.

Draco parsknął śmiechem.

— Obydwa. — Wyciągnął do niej rękę w tym samym momencie, w którym ona. — Nie musisz tego robić. Luna ciągle ma szalone pomysły.

— Nie, ja — zarumieniła się — myślę, że to świetny pomysł. Uwielbiam to miejsce. Nie czułam się swobodnie w domu od ponad roku, ale tutaj w końcu mogę odetchnąć. — Wzięła drżący oddech. — I choć niechętnie się do tego przyznaję, potrzebuję czegoś, czym mogłabym się zająć, próbując wszystko ogarnąć. Byłam taka zagubiona i nienawidzę tego.

Uśmiechnął się do niej krzywo.

— Więc… partnerzy?

Uśmiech boleśnie rozciągnął jej usta.

— Partnerzy.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Draco potrzebował prawie roku, by w pełni się dostosować. Nie było to łatwe. Ponowna integracja ze społeczeństwem nigdy nie jest. Przetrwali procesy karne, interwencje, nowych i starych przyjaciół, a jednocześnie musieli radzić sobie z wymaganiami klientów i świętami w sklepie. Draco nadal lubił przemieniać się w Silvera i przerażać nastolatków, ale odkrył, że w ludzkiej postaci może to być równie zabawne.

Władał sowiarnią niczym jakiś król. Ptaki postrzegały go jako jednego ze swoich i szanowały jego życzenia, zwłaszcza jeśli chodziło o psoty i chaos — aspekt jego natury, z którego nigdy tak naprawdę nie wyrósł.

Draco pogodził się z rodzicami, dając im jasno do zrozumienia, że nie chce być częścią ich świata. Mogli go odwiedzać w jego świecie albo wcale. Hermiona od czasu do czasu widywała jego matkę pijącą herbatę w małej kuchni, podczas gdy jego ojciec stał pod ścianą.

Hermiona zajęła się nauczaniem. Droga z Hogsmeade do Hogwartu nie była długa i pokonywała ją tam i z powrotem każdego dnia. W końcu poczuła, że coś znaczy i pomaga zmieniać świat, raz za razem. Jej uczniowie często pytali o sposób na złagodzenie pogardy przerażającego naczelnika Poczty w Hogsmeade, ale ona tylko się uśmiechała.

To nie było idealne życie, ale życie spędzone na wspieraniu się nawzajem.

______________

Witajcie :) we wtorkowy wieczór zapraszam na ostatni rozdział tej historii. Wszystko skończyło się dobrze i o to chodziło. Takie opowiadania są moimi ulubionymi, a Luna okazała się niezłą swatką, prawda?

Dziękuję, że śledziliście tę historię i czytaliście. Wasza obecność i wsparcie wiele dla mnie znaczą.

Tyle ode mnie. Miłego tygodnia! Enjoy!