poniedziałek, 6 kwietnia 2026

[T] Promyk radości: Rozdział 4

Draco prowadził ją cichymi korytarzami Dworu. Ich kroki tłumiły stare dywany, a delikatne światło księżyca wpadało przez wysokie, wieloskrzydłowe okna. Jego palce, zgrubiałe od lat trzymania miotły, były ciepłe i pewne — splecione z jej palcami, jakby zawsze tam były. Gdy szli, blask ognia z ogrodu tańczył na szkle, malując na ścianach migoczące złote wstęgi.

Hermiona czuła się, jakby wkroczyła w historię szeptaną tuż przed snem — utkaną z delikatnego światła, prastarego kamienia i cichej obecności mężczyzny, który tej nocy wydawał się niebezpiecznie bliski bycia księciem z bajki.

Zatrzymali się przed parą wysokich, łukowato sklepionych, podwójnych drzwi na końcu długiego korytarza. Draco otworzył jedne z nich i gestem wskazał jej, by weszła pierwsza.

Pokój rozkwitł wokół niej: oranżeria, rozległa i lśniąca pod nocnym niebem. Każda ściana była ze szkła, a sufit sięgał wysoko, tworząc kryształowe tafle, odsłaniające morze gwiazd, rozsypanych niczym diamenty na aksamicie. Miała wrażenie, jakby weszła do śnieżnej kuli wypełnionej wiosną.

Powietrze zgęstniało od zapachu kwitnących tulipanów, a przestrzeń tętniła kolorami. Rzędy ciągnęły się w każdym kierunku, a każdy kwiat malowany był delikatnymi pastelami — różem, lawendą, bladą żółcią, błękitem jaja drozda. Kalejdoskop wiosny, niczym żywa akwarela, która ożyła.

Pośrodku pomieszczenia, pod gwiazdami, rozciągał się długi basen. Oprawiony w jasny kamień, jego powierzchnia była nieruchoma i odbijająca, niczym lustro niebios.

Hermiona przechadzała się wśród kwiatów, muskając opuszkami palców płatki delikatnych róży i lilii. Potem powoli ruszyła w stronę brzegu basenu, szeroko otwierając oczy ze zdumienia.

Za nią Draco stał nieruchomo. Obserwował ją. Oświetlony jedynie blaskiem gwiazd.

— Bukiet, który mi dałeś — powiedziała cicho, odwracając się do niego. — Kwiaty… były stąd.

— Owszem.

Potem Draco zrobił krok naprzód, jego buty cicho odbijały się echem od kamiennej podłogi, a wzrok wciąż był w niej utkwiony. Podszedł bliżej, pokonując dzielący ich dystans, i sięgnął po jej dłoń. Uniósł ją do ust, składając pocałunek, który przyprawił ją o dreszcz.

Delikatnie położył jej dłoń na swojej piersi, tuż nad sercem. Czuła ją, silną i pewną pod opuszkami palców, ciepło jego skóry przenikające jej.

Spojrzała mu w oczy — zazwyczaj chłodne, szare, teraz złagodzone do bladego srebra, lśniącego w słabym świetle. Jego źrenice były rozszerzone, wpatrzone w nią, jakby była jedyną rzeczą na świecie wartą uwagi. Powoli przesunęła dłonie w górę jego piersi, czując mięśnie pod materiałem, po czym oplotła go ramionami za szyję.

Ręce Draco owinęły się wokół jej talii, przyciągając do siebie. Czuła go — jędrne mięśnie torsu, unoszenie się i opadanie klatki piersiowej, gdy oddychał, ciepło skóry nawet przez koszulę. Jego usta unosiły się tuż nad jej, oddech z nutą mięty był chłodny na jej policzku.

Zatrzymali się tam, zawieszeni w ciszy między uderzeniami serca, delektując się przestrzenią, w której niemal wszystko stawało się wszystkim.

A potem ją pocałował.

Na początku wolno, jakby nie chciał przerwać tej chwili. Jego usta spotkały się z jej z najdelikatniejszym naciskiem, pytaniem ukształtowanym w cieple. Pocałunek, który nie żądał, lecz ofiarowywał, rozwijając się niczym pierwszy wiosenny kwiat po długiej, niechcianej zimie. Jak obietnica. Jak wyznanie, na które czekali latami.

To nie był zwykły pocałunek. To było wspomnienie, nadzieja i lata milczenia, które rozwijały się w jednej chwili. Każde muśnięcie jego ust wyrażało prawdę, której nie odważył się wypowiedzieć, delikatne i pewne, niczym przysięga spisana bez słów.

Kiedy odwzajemniła pocałunek, poczuła to instynktownie. Jak wydech po zbyt długim wstrzymywaniu oddechu. Jak powiedzenie „tak” czemuś, co jej serce już postanowiło.

Palce Hermiony wplątały się w jego włosy, a jej ciało reagowało na jego dotyk w sposób, który przyprawiał ją o zawroty głowy z pożądania.

Draco ścisnął ją mocniej w talii, jego usta napierały na jej z rosnącą natarczywością. Językiem musnął dolną wargę, wyrywając bezwładny oddech, gdy otworzyła się na niego.

Ich języki spotkały się w powolnym, desperackim tańcu, każdy ruch pogłębiał więź między nimi. Jej palce zacisnęły się na jego ramionach, paznokcie wbiły się w materiał jego koszuli i błądził palcami po jej plecach, przyciągając jeszcze bliżej. Ich oddechy były splątane, ciała przywierały tak mocno, że nie sposób było stwierdzić, gdzie jedno się kończy, a drugie zaczyna.

Hermiona pierwsza się odsunęła, jej usta musnęły jego po raz ostatni, zanim odchyliła się do tyłu, patrząc mu w oczy. Jego usta wciąż były rozchylone i zarumienione po pocałunku, a ona nagle poczuła, że trudno jej złapać oddech.

Ramiona opadły na boki, gdy powoli cofnęła się o krok, a potem o kolejny. Przestrzeń między nimi się wydłużała, ale jego wzrok ani drgnął. Podążał za nią, mroczny i płonący, jakby był przywiązany do jej wzroku.

Nie spuszczała z niego wzroku, pochylając się i zdejmując buty jeden po drugim. Każdy z nich lądował z cichym hukiem na kamiennej posadzce.

Potem, z bolesną powolnością, sięgnęła po delikatne ramiączka sukienki. Jedno po drugim, delikatnie zsunęła je z ramion, materiał ślizgał się po jej skórze, zanim bezszelestnie opadł u jej stóp.

Wzrok Draco błądził po niej, zatrzymując się na krągłości bioder i wypukłości piersi, zanim znów spojrzał jej w oczy. Wyraźnie się powstrzymywał, zaciskając szczękę i napinając dłonie wzdłuż ciała.

Hermiona wsunęła palce za pasek majtek i zsunęła je wolnym ruchem po nogach. Stała przed nim naga, jej skóra lśniła w świetle księżyca, które sączyło się przez szklany sufit.

Przechylając głowę, podeszła bliżej, figlarny uśmiech rozświetlił jej usta, gdy wspięła się na palce, by złożyć na jego ustach pojedynczy, długi pocałunek. Potem odwróciła się i ruszyła w stronę basenu. Woda była chłodna i szklista, gdy się wchodziła, a woda lizała jej uda. Zanurzyła się powoli, woda sięgała do dolnej części jej pleców.

Zanurkowała pod powierzchnię, pozwalając jej obmyć się, a potem wypłynęła — loki odgarnęły się do tyłu, a skóra była wilgotna od wody.

On wciąż tam stał, patrząc na nią z uwielbieniem. W końcu się ruszył, zdejmując marynarkę i rzucając ją na podłogę. Różdżka poszła w jej ślady, lądując z cichym hukiem na stercie materiału. Zsunął buty, po czym zaczął rozpinać spinki do mankietów. Każdy guzik jego czystej, białej koszuli rozpinał z bolesną powolnością, odsłaniając szczupłą, muskularną klatkę piersiową, wciąż nienaznaczoną klątwą, którą kiedyś rzuciła na niego Harry.

Jej oczy się rozszerzyły, gdy odpinał pasek. Cichy trzask skóry przesuwającej się przez szlufki wywołał trzepotanie w dole jej brzucha. Wzrok powędrował ku niej, jakby dokładnie wiedział, co robi.

Zdjął spodnie i został w samych bokserkach. Hermiona przygryzła wargę, a jej wzrok błądził po nim z jawnym pożądaniem. Był tak idealny, jak sobie wyobrażała — wysportowany, silny, zapierający dech w piersiach.

Draco wszedł do basenu, woda falowała wokół jego nóg. Hermiona cofnęła się z figlarnym uśmiechem, zanurzając się głębiej w lśniącą wodę, a jej oczy wpatrywały się w niego. Jej spojrzenie było przepełnione ciepłem, a jego ogniem.

Ruszył ku niej, jego ruchy były drapieżne, a twarz ponura z pragnienia. Nie zatrzymała się, dopóki jej plecy nie dotknęły krawędzi basenu. A on nie zatrzymał się, dopóki jego dłonie nie opadły na jej boki, blokując ją.

— Grasz w niebezpieczną grę — mruknął.

Hermiona przygryzła wargę, jej dłonie przesunęły się na jego klatkę piersiową, palce wodziły po bliznach, które znaczyły jego skórę.

— Czyżby? — wyszeptała. — Dlaczego tak myślisz, Draco?

Jego dłonie zsunęły się po biodrach, chwytając jej uda, gdy ją uniósł, oplatając jej nogi wokół swojej talii i przyciskając jej ciało do swojej rosnącej erekcji. Jedyną rzeczą, która ich rozdzielała, był cienki materiał jego bokserek. Tarcie sprawiło, że zamarła, ciało instynktownie się wygięło, a wszystkie zakończenia nerwowe wyczuły jego bliskość.

Pociągnął ją za włosy, zmuszając, by na niego spojrzała, jego oczy były ciemne z pożądania. Potem pochylił się, muskając ustami jej ucho.

— Bo za chwilę dowiesz się, o czym dokładnie myślałem, odkąd zobaczyłem cię w tej sukience.

Jej nogi zacisnęły się wokół jego talii, palce wpiły się w jego ramiona, a ciepło kumulowało się w jej brzuchu.

— Chyba — wyszeptała bez tchu — chcę dokładnie wiedzieć, o czym myślisz.

Wzrok Draco pociemniał, a potem był już na niej, jego usta pochłonęły jej w pocałunku, który wcale nie był delikatny. Chwycił jej biodra, przyciągając ją mocniej do siebie, a Hermiona jęknęła w jego usta, wplatając palce w jego włosy. Woda wokół nich zdawała się nagrzewać, a powietrze trzeszczało od intensywności ich pożądania.

Jego usta powędrowały wzdłuż jej linii szczęki, zostawiając za sobą płonący ślad. Kiedy dotarł do jej szyi, wygięła się w łuk, odchylając głowę do tyłu z jękiem. Jego dłonie wędrowały po jej ciele, badając każdy centymetr jej ciała z pożądaniem, które sprawiło, że zadrżała.

— Nie masz pojęcia, jak długo tego pragnąłem, Hermiono — mruknął. — Jak długo cię pragnąłem.

Jej serce ścisnęło się na jego słowa, lata niewypowiedzianego napięcia w końcu eksplodowały.

— Ja też zawsze cię pragnęłam, Draco — przyznała drżącym głosem. — Proszę… Potrzebuję cię.

Jego odpowiedź była instynktowna.

Uniósł ją z wody, mokra skóra otarła się o jego, gdy usadził ją na krawędzi basenu. Chłodne powietrze musnęło jej rozgrzane ciało, sprawiając, że jej sutki stwardniały, gdy Draco się przybliżył. Woda, która wydawała się głęboka, ledwo sięgała do jego brzucha, a Hermiona czuła się odsłonięta i całkowicie zdana na jego łaskę.

Jego dłonie przesunęły się w górę jej ud, rozchylając je szerzej. Wstrzymała oddech, gdy palce musnęły wrażliwą skórę wewnętrznej strony. Odgarnął jej włosy na ramiona, odsłaniając piersi na nocne powietrze. Jęknęła cicho, gdy jego usta zamknęły się na jednym z sutków, a język muskał i drażnił go, aż zaczęła dyszeć.

— Draco… — jęknęła, chwytając go za ramiona, gdy zszedł niżej, zostawiając na jej brzuchu płonący ślad.

Uklęknął między jej nogami, ściskając uda i złożył delikatny pocałunek tuż nad łechtaczką. Jej biodra drgnęły w odpowiedzi.

— Proszę... — wyszeptała niemal bezgłośnie.

Zaczął powoli, język ślizgał się po jej cipce długimi, niespiesznymi ruchami, które sprawiały, że jęczała i wyginała się w łuk, odrywając się od kamiennej podłogi. Każdy ruch wywoływał drżący jęk z jej ust. Kiedy okrążał jej łechtaczkę, wplotła dłonie w jego włosy, a jej ciało odpowiedziało falą rozkoszy.

Palcami drażnił jej wejście, krążąc, zanim wślizgnął je do środka. Krzyknęła, gdy dołożył drugi palec, zawijając je idealnie, a językiem muskał jej łechtaczkę z porażającą precyzją.

Czuła się całkiem odsłonięta przed nim — nie bezbronna, lecz potężna. Pożądana. Seksowna w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie doznała. Widok jego między  nogami, jego silnych dłoni otulających ją, był nie do zniesienia. Odchyliła głowę do tyłu z jękiem, gdy napięcie narastało.

Wtedy się rozpadła.

Orgazm uderzył gwałtownymi, pięknymi falami, jej ciało zacisnęło się wokół jego palców. Nie przestawał. Namawiał ją, by przezwyciężyła każdy dreszcz, wielbiąc ją ustami, aż drżała i traciła oddech. Ramiona odmówiły posłuszeństwa, a ona osunęła się na chłodny kamień, unosząc gwałtownie klatkę piersiową.

Draco wstał, woda spływała mu po ciele i uniósł ją z krawędzi. Instynktownie owinęła nogi wokół jego talii. Przywarła do niego, twarz schowała w zagłębieniu jego szyi, mokre loki oblepiły jego pierś. Jej ciało wydawało się bezwładne, wciąż drżące od intensywności orgazmu, a ona ledwo wyczuła chłodne powietrze muskające jej wilgotną skórę.

Niósł ją z łatwością, mięśnie napisały się pod nią, gdy szedł po kamiennej posadzce. Niedbałym ruchem palców przywołał różdżkę do dłoni, ruchem tak płynnym, że wydawał się czymś naturalnym. Hermiona zadrżała, czując jego dłoń na jej udzie, tak blisko jej wciąż wrażliwej cipki.

Machnięciem różdżki poduszki z pobliskich leżaków uniosły się w powietrze, tworząc miękkie, przytulne, prowizoryczne łóżko przy basenie. Rzucił różdżkę na poduszki, po czym delikatnie położył Hermionę na wyścielanej powierzchni, a jego ciało unosiło się nad nią.

Objął dłońmi jej głowę, zatapiając dłonie w poduszkach, gdy patrzył na nią z góry. Mokre loki Hermiony rozłożyły się wokół niej, otaczając jej twarz niczym mroczna aureola. Czuła twardego kutasa wciskającego się w jej udo przez cienki materiał bokserek, wysyłając falę gorąca i oczekiwania.

Ich oczy się spotkały i na chwilę czas zdawał się stanąć w miejscu. Gwiazdy nad nimi migotały przez szklany sufit, rzucając delikatną poświatę na bladą skórę i złote włosy Draco. Wyglądał eterycznie, niczym bóg zstępujący z niebios. W porównaniu z nim Hermiona, z rumieńcami na policzkach i bijącym sercem, wydawała się przytłaczająco ludzka.

Zaczęła się nieśmiałość i poczuła chęć zakrycia piersi ramieniem, ale Draco natychmiast to zauważył, wyciągając rękę i chwytając ją za nadgarstek, zanim zdążyła to zrobić.

— Nie rób tego — powiedział cicho i władczo. — Nigdy się przede mną nie zakrywaj.

Spojrzała na jego usta, a potem z powrotem w oczy, a jej głos był ledwie słyszalny.

— Dlaczego ja, Draco? Dlaczego… dlaczego wybrałeś mnie?

Przez chwilę coś przemknęło przez jego twarz — może gniew — a Hermiona ścisnęła się w piersi, przestraszona, że zniszczyła coś kruchego.

Ale potem złagodniał. Odgarnął wilgotny loczek z jej policzka i z powrotem stanął na piętach, z nabożnym szacunkiem przesuwając dłonie po jej nogach, co sprawiło, że stanęło jej serce. Uniósł jedną stopę, opierając ją o klatkę piersiową, jakby była czymś cennym.

— Bo ta stopa — mruknął, całując delikatny łuk — kopnęła mnie, kiedy byłem głupim chłopcem, który myślał, że okrucieństwo to siła. A ty byłaś jedyną, która kiedykolwiek się broniła.

Hermiona zamarła, uwięziona gdzieś pomiędzy szlochem a śmiechem.

Przesunął palcami po jej kostce i również ją pocałował — tym razem wolniej, jak przyrzeczenie.

— Bo ta kostka niosła cię przez wojnę i z powrotem, by odbudować świat. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jaka jesteś silna.

Jego dłoń przesunęła się wyżej, zatrzymując się na miękkiej krzywiźnie jej uda. Pocałował ją od wewnątrz, jego oddech owiał nagą skórę ciepłym tchnieniem.

— Bo to udo podskakiwało podczas każdej sesji powtórkowej, każdej nieprzespanej nocy, każdego upartego planu, którego nie chciałaś porzucić. Nawet gdy stałaś w miejscu — zawsze walczyłaś. O coś lepszego. Dla wszystkich.

Pierś Hermiony zadrżała, siła jego słów rozdarła ją w sposób, w jaki dotyk nigdy nie potrafił.

Dłonie Draco chwyciły ją za biodra, przyciągając bliżej, jego usta znalazły płaszczyznę jej brzucha. Tam tez złożył pocałunki, zatrzymując się na nich, jakby uczył się jej na pamięć.

— Bo stąd pochodzi twój śmiech. Niedorzeczny, uroczy śmiech, który próbujesz ukryć, gdy myślisz, że nikt nie słucha. Chyba mógłbym się zakochać w samym tym dźwięku.

Jej dłonie drgnęły po bokach, pragnąc go dotknąć.

Złapał jedną z nich, splótł ich palce i pocałował ją w kostki.

— I te dłonie — powiedział szorstkim głosem, w którym słychać było coś niewypowiedzianego. — Bo uderzyłaś mnie raz na trzecim roku i jakimś cudem to jedno z moich ulubionych wspomnień.

Zaśmiała się łzawo, a serce boleśnie podskoczyło jej do gardła.

Pocałował ją w ramię, w delikatne miejsce, gdzie szyja łączyła się z obojczykiem.

— Bo to są ramiona, które toczyły wojnę. I nawet po tym wszystkim — wciąż stawałaś w obronie takich ludzi jak ja. Nie zapomniałaś. Mogłaś, ale nie. Zostałaś. Walczyłaś znowu, o coś lepszego. O ludzi, którzy na to nie zasłużyli. Takich jak ja.

W końcu jego dłoń uniosła się, obejmując jej szczękę. Kciukiem musnął policzek, unosząc jej twarz tak, by spotkała się z jego.

Pochylił się, lekko przyciskając czoło do jej czoła i wciągając głęboko powietrze.

— I ten umysł — wyszeptał głosem przesiąkniętym podziwem — ten, który mnie przerażał. Upokarzał. Zmieniał. Ten błyskotliwy, uparty umysł, który nie chciał uwierzyć, że świat nie może być lepszy.

A potem ją pocałował.

Delikatnie, niemal niewinnie, ale całkowicie ją zniszczył.

W jej usta wyszeptał słowa, które na zawsze miały zapaść jej w pamięci:

— I te usta… bo zawsze mnie kusiły. To zawsze byłaś ty, Hermiono. To zawsze będziesz ty.

Drżała pod nim, a jej dłonie wpiły się w tkaninę po bokach.

Pocałował ją.

— Zdecydowana.

Kolejny pocałunek, wolniejszy.

— Niesamowita.

Następny pocałunek, ale głębszy.

— Doprowadzająca do szału.

Odsunął się na tyle, by na nią spojrzeć. Ich oddechy się zmieszały.

— Dlaczego ty? — mruknął, a jego ciepły oddech otulał jej usta. — Bo to zawsze byłaś ty. Wszystko, co z tobą związane. Każda twoja cząstka, Hermiono. Dlatego. Dlatego to zawsze byłaś ty.

Hermiona nie mogła mówić. Gardło miała ściśnięte, a łzy piekły w kącikach oczu, gdy uniosła rękę, by dotknąć jego twarzy.

— Draco… — wyszeptała, a jej głos się załamał.

Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, pocałował ją ponownie — tym razem mocniej — chwytając jej usta z palącą, desperacką namiętnością, która odebrała jej oddech.

Hermiona rozpłynęła się w nim, jej ciało wygięło się, a bliskość nagiej skóry przyprawiała ją o zawroty głowy. Błądził dłońmi po niej, badając każdy centymetr.

Owinęła ręce wokół jego ramion, wplatając palce w jego wilgotne włosy, trzymając go przy sobie, jakby bała się, że zniknie. Sutki stwardniały, gdy musnęły jego klatkę piersiową. Z ust wyrwał się jęk, gdy plecy instynktownie się wygięły, przyciskając do niego, gdy pocałunek się pogłębiał.

Usta Draco powędrowały w dół jej szyi, zostawiając za sobą palącą linię. Musnął zębami jej skórę i cicho jęknęła, zaciskając palce na jego włosach. Pocałował jej obojczyk, przesuwając dłonie na jej biodra, gdy ułożył się między jej nogami.

Czuła ciężar jego ciała wciskającego ją w poduszki i twardego kutasa przy swoim udzie — i pragnęła go.

— Proszę, Draco — wyszeptała mu w usta, przesuwając dłońmi po jego plecach, by chwycić go za biodra.

— Powiedz mi, czego chcesz, Hermiono — mruknął, muskając ustami jej usta. — Dam ci wszystko.

Jej serce waliło jak młotem, pożądanie pochłaniało każdą myśl.

— Pragnę cię, Draco — powiedziała spokojnym głosem, pomimo motyli w brzuchu. — Potrzebuję cię.

Cichy jęk rozległ się w jego piersi, a dźwięk ten wywołał dreszcz wzdłuż jej kręgosłupa. Czuła, jak jej słowa na niego działają, jak jego ciało napina się z pożądania. Jej dłoń wcisnęła się między nich, a palce muskały twardego kutasa przez wciąż mokre bokserki. Drgnął pod jej dotykiem, kutas napinał się pod materiałem, a ona objęła go dłonią, rozkoszując się pulsowaniem pod jej dłonią.

— Hermiono — wyszeptał, ściskając jej biodra i wtulając się w jej dłoń.

Draco zsunął bokserki, jego ciało było teraz całkowicie odsłonięte. Dłoń wsunęła się między jej uda, a palce musnęły jej już śliską cipkę.

— Jesteś taka mokra dla mnie, kochanie.

Jęczała, gdy jego kciuk okrążał jej łechtaczkę, a to uczucie wysyłało fale przyjemności. Palcami pieścił jej cipkę, więc chwyciła go za biodra, wbijając paznokcie w jego skórę, błagając bezgłośnie, by ją wziął.

Przyciskając czoło do jego ramienia, kołysała biodrami o jego dłoń, tracąc oddech. Jego usta natrafiły na wrażliwy punkt tuż pod jej uchem i lekko ją ugryzł, jęcząc.

Powoli zbliżył się do niej, czubkiem wciskając się w jej cipkę. Hermionie zaparło dech w piersiach, a jej dłonie zacisnęły się na poduszkach pod nią, gdy zaczął napierać — centymetr po centymetrze — rozciągając ją, wypełniając i przytłaczając jej zmysły.

Sapnęła, przesuwając palcami po plecach, gdy wciskał się głębiej. Ostre, lecz ulotne pieczenie zastąpiła tak intensywna fala przyjemności, że odchyliła głowę do tyłu.

— Draco… — jęknęła.

Całkowicie w niej zanurzony, znieruchomiał na chwilę, opierając czoło o jej, dając jej ciału czas na adaptację i pozwalając poczuć go całego.

Zaczął się poruszać, powolnymi, miarowymi pchnięciami, które wywoływały iskry pod jej powiekami i tarcie nie do zniesienia w najlepszym tego słowa znaczeniu. Dźwięk ich śliskich ciał poruszających się razem niósł się echem po oranżerii, mieszając się z przerywanymi jękami wydobywającymi się  z jej ust.

Biodra Hermiony wygięły się ku niemu, nogi owinęły się wokół jego talii, gdy wchodził głębiej, pod idealnym kątem. Kutas sięgnął punktu G, przez co widziała gwiazdy. Ponownie sapnęła, jej palce przesuwały się po jego palcach, zostawiając delikatne, czerwone linie na skórze.

Napięcie rosło szybko z każdym pchnięciem. Czuła, jak zaciska się wokół niego, ciało ściskało się jak imadło, gdy stawał się jeszcze bardziej twardy w jej wnętrzu.

Jego usta znów odnalazły jej usta, pocałunek był głęboki i namiętny, gdy w kółko szeptał jej imię, niczym modlitwę.

— Hermiona… moja Hermiona…

Gdy ich ciała się poruszyły, Hermiona poczuła więź głębszą niż cokolwiek, czego kiedykolwiek doświadczyła. To było coś więcej niż tylko fizyczne — to było spotkanie umysłów, serc i dusz. I w tym momencie zdała sobie sprawę, że to początek czegoś niezwykłego.

Dłoń Draco wślizgnęła się pod nią, unosząc lekko biodra i dając mu jeszcze głębszy dostęp. Nowy kąt sprawił, że krzyknęła.

Przywarła do niego, ciasno oplatając nogami jego talię, gdy przyciągnął ją bliżej krawędzi.

— Draco, jestem tak blisko… — wydyszała.

Jęknął, przyspieszając, gdy zatopił twarz w jej szyi.

— Dojdź dla mnie, kochanie — wyszeptał. — Teraz.

I tak zrobiła. Jej ciało rozpłynęło się wokół niego, gdy wołała jego imię.

Wytrzymał tylko kilka pchnięć, zanim doszedł w niej, a jego nasienie mieszało się z jej orgazmem, gdy oboje drżeli od intensywności rozkoszy.

Przez chwilę trwali tak; ich ciała wciąż złączone, oddechy mieszały się, gdy opadali z haju.

W końcu Draco się wycofał, a jego ciało opadło obok niej. Hermiona odwróciła się do niego twarzą, wodząc dłonią po delikatnych bliznach na jego piersi, pozostawionych przez klątwę Harry’ego — pamiątkom bitew, które stoczył, i mężczyzny, którym się stał.

Leżeli tak przez dłuższą chwilę, tuląc się do siebie z wciąż bijącymi sercami. Nagle, jednym ruchem palców, Draco przywołał koc i owinął ich nim, osłaniając przed nocnym powietrzem.

Delikatnie pocałował ją w czoło, jakby nie chciał jej puścić.

— Jesteś niesamowita — mruknął, odgarniając wilgotny loczek z jej skroni.

Hermiona uśmiechnęła się, kładąc dłoń na jego sercu.

— Ty też nie jesteś taki zły — wyszeptała.

Draco zaśmiał się, a dźwięk ten zabrzmiał cicho i ciepło w ciszy oranżerii. Otulił ich ciaśniej wyczarowanym kocem, przytulając ją do siebie, gdy oboje spojrzeli w górę. Nad nimi, przez szklany sufit, migotał bezkresny, gwieździsty horyzont, morze konstelacji zawierzone w granatowym kolorze.

Hermiona uniosła palec, kreśląc palcem niewidzialne linie w powietrzu.

— Aquilo — mruknęła. — Orzeł. Podobno nosił pioruny Zeusa. A tam… Lyra. Lira Orfeusza. — Uśmiechnęła się blado. — Pieśń zaginiona wśród gwiazd.

Ale Draco nie patrzył w niebo — tylko na nią.

— Zawsze byłaś dobra w astronomii — powiedział cicho.

Hermiona wciąż studiowała konstelacje.

— Spójrz, tam — kontynuowała, wskazując w górę. — Skorpion.

Draco podążył za jej gestem, a raczej próbował, ale jego wzrok wciąż wędrował w jej stronę.

— Nawet nie patrzysz — zadrwiła, odwracając się do niego.

— Nie muszę — mruknął, odgarniając kolejny loczek z jej czoła. — Najjaśniejsza jest tutaj.

Hermiona zaśmiała się cicho, odwracając twarz z powrotem ku gwiazdom.

— Czy twoje nazwisko nie pochodzi od konstelacji? — zapytała, opierając się o jego pierś.

Parsknął cichym śmiechem, przyciągając ją mocniej do siebie i składając kolejny pocałunek na jej skroni.

— Obawiam się, że to tragicznie przewidywalne. Wieki Blacków i Malfoyów, a ani krzty wyobraźni.

Hermiona uśmiechnęła się blado, wciąż wodząc wzrokiem po niebie.

— Może — rzekła cicho. — Ale jest w tym też coś pięknego. W znalezieniu czegoś nieskończonego i rozległego… i nadaniu temu nazwy. Oznaczeniu tego. Mówieniu, że należysz do mnie i zawsze będę o tobie pamiętać.

Odwróciła twarz w jego stronę, palcami muskając jego klatkę piersiową.

— Może wcale nie chodzi o wyobraźnię. Może chodzi o miłość. O pragnienie kawałka czegoś nieśmiertelnego… czegoś, co można przekazać dalej.

Draco nie odpowiedział od razu, po prostu wpatrywał się w niebo wzrokiem, którego Hermiona nie miała odwagi nazwać.

Wtuliła głowę pod jego brodę. Przez chwilę trwali tak, wymieniając ciche uwagi o gwiazdach — opowieściach, mitach, starych, na wpół zapomnianych lekcjach z Hogwartu — otuleni cichą magią tego wszystkiego.

Cisza, która w końcu zapadła, była ciężka, ale nie niezręczna. Po prostu pełna. Jakby żadne z nich nie chciało zakłócić tej chwili.

Hermiona pierwsza ją przerwała, a jej głos był ledwo słyszalny.

— Kiedy wyjeżdżasz?

Leżący obok niej Draco zesztywniał, tak niepostrzeżenie, że mogłaby tego nie dostrzec, gdyby nie była tak blisko. Jego dłoń zatrzymała się tam, gdzie kreśliła powolne kręgi na jej plecach.

— Jutro — powiedział po długiej chwili, a słowo spadło między nich niczym kamień.

Bolało ją to, ale tylko skinęła głową, tuląc się mocniej do niego, wtulając twarz w zagłębienie jego szyi. Nie chciała rozmawiać o wyjeździe. O tym, jak długo go nie będzie. O tym, jak bardzo wszystko się skomplikowało.

Jeszcze trzy miesiące. Kolejny etap rozgrywek. Kolejny ciąg dni i nocy bez niego. Mogła go zapytać, co oznacza ta noc. Co teraz z nimi będzie. Czy będą wystarczająco silni, by przetrwać rozłąkę.

Ale nie.

Zamiast tego po prostu wciągnęła jego zapach — wiatr, lakier do drewna i coś, co rozdzierało jej serce — i pozwoliła, by słowa rozpłynęły się na jej języku.

Na razie chciała po prostu być tu z nim.

— Zostań — wyszeptał, muskając ustami jej linię włosów.

Skinęła głową, przyciskając dłoń do jego piersi.

Na razie da radę.

Otulona nim.

Pod niebem pełnym gwiazd.

___________

Witajcie :) w poniedziałkowe popołudnie zapraszam także na ostatni rozdział tej krótkiej historii. Wiem, że pewnie spodziewaliście się słodkiego fanfika bez ognistych scen, ale autorka zdecydowanie miała inne plany na tę historię. Ja osobiście bardzo lubię taki rozwój sytuacji. Dajcie znać jak wrażenia.

Jeśli chodzi o inne opowiadania to w najbliższym czasie chcę usiąść do Come To Claim, a potem do Złączonych. Możliwe, że w międzyczasie wrzucę rozdział lub dwa pewnej niespodzianki, która od kilku dni zaprząta mi głowę i po prostu nie mogę się oderwać od tego fanfika. Także czekajcie, bo warto.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia! Enjoy!

Obserwatorzy