[T] To, co jest między nami: To coś głębszego

poniedziałek, 27 lipca 2026

 

Witajcie : ) w poniedziałkowy wieczór zapraszam na kolejny rozdział tłumaczenia. Mogę zdradzić, że dziś ktoś dowie się o relacji Draco i Hermiony. Jestem ciekawa Waszych reakcji.

Na kolejny rozdział zapraszam za dwa tygodnie! Enjoy!

 

___________

 

Rozdział 32: To coś głębszego

 

Październik 2004

 

— Jesteś pewna, że to był Greyback? — zapytał Harry i skrzyżował ramiona na piersi.

Hermiona przewróciła oczami i zrobiła to samo.

— Po raz setny, Harry, tak! Zbadałam jego magiczne ślady wystarczająco dokładnie, żeby je rozpoznać. To był on. Domyślam się, że chciał mnie nastraszyć, kiedy nie mógł przejść przez moje osłony.

Harry zacisnął szczękę i przesunął dłonią po ustach.

— To niedobrze, Hermiono. Skąd on, do cholery, wie, gdzie mieszkasz?

— Myślałam o tym — powiedziała spokojnie. — Moja krew. — Kiedy Harry spojrzał na nią zniecierpliwiony, westchnęła. — Ostatnio, kiedy byłam w domu wilkołaków, doszło do, cóż, wypadku. Malfoy i Cross pokłócili się, co skończyło się pojedynkiem. Zaklęcie odbiło się rykoszetem od lustra i odłamek szkła rozciął mi policzek. Krew kapała na podłogę. Wilkołaki mają niesamowicie czuły węch, wiesz, i…

Ale Harry uniósł rękę, by jej przerwać.

— Czekaj, Malfoy i Cross pokłócili się? Gdzie zostałaś ranna? Dlaczego tego nie zgłoszono?

— Zgłoszono. — Hermiona westchnęła. — Malfoy to zgłosił. To on zaatakował pierwszy i wziął na siebie pełną odpowiedzialność. Nieważne — stało się, a moja krew skapała na podłogę. Co oznacza, że Greyback musiał tam być.

Harry stęknął, krążąc po salonie przy Grimmauld Place 12 długimi, pospiesznymi krokami.

— Czemu nie przyszłaś tu wczoraj w nocy? Czemu zostałaś w swoim mieszkaniu?

— Zabezpieczenia wytrzymały — odparła. — Nie miałam powodu, żeby gdziekolwiek iść. Poza tym było już bardzo późno. I tak wszyscy spaliście.

— Greyback był u ciebie w domu! — warknął i spiorunował ją wzrokiem. — Kto wie, co by ci zrobił, gdyby cię dorwał?

— Sama nałożyłam te zabezpieczenia, Harry — zbeształa go i oparła ręce na biodrach. — Wiem, co robię.

— Tak, ale temu draniowi udało się uniknąć aresztowania przez sześć lat, Hermiono — mruknął. — Kto wie, jaką przeklętą magią włada?

— Gdyby chciał przełamać moje zaklęcia, nie sądzisz, że zrobiłby to zeszłej nocy? — Hermiona westchnęła. — Naprawdę, Harry.

— Mógł sprawdzać to miejsce, planując atak — mruknął. — Powinnaś ty zostać.

Hermionie opadła szczęka.

— Nie ma mowy! Nie będę się bała przebywać we własnym mieszkaniu!

— Ten dom jest chroniony zaklęciem Fideliusa — oznajmił, ignorując ją — a ty będziesz z Ginny i ze mną. Pokój gościnny jest gotowy, możesz się wprowadzić.

Zmarszczyła brwi i zrobiła krok w jego stronę.

— Harry, jeśli jestem poszukiwana przez Greybacka, naprawdę myślisz, że chcę go zaprowadzić tam, gdzie przebywa twój syn?

— Jesteśmy tu bezpieczni — rzekł Harry.

— Och, czyli nigdy nie wyjdziesz z domu? — prychnęła.

— A ty nigdy nie opuścisz swojego mieszkania? — odparł podobnym tonem.

Hermiona zjeżyła się i zacisnęła pięść.

— Jesteś niemożliwy, Harry Potterze!

— Jestem realistą — powiedział. — Jesteś singielką, która mieszka sama w obskurnej dzielnicy Londynu. Kto wie, czy nie pójdzie za tobą i nie złapie cię poza twoimi osłonami?

— Właśnie dlatego nie mogę go tu przyprowadzić! — wrzasnęła Hermiona. — Bóg mi świadkiem, Harry!

— Dobra — warknął i spiorunował ją wzrokiem. — Więc pozwól Malfoyowi rzucić zaklęcia wokół twojego mieszkania. To najlepszy specjalista w tej dziedzinie, jakiego mamy i to jego sprawa.

Hermiona poczuła, że robi jej się gorąco w uszach, gdy sapnęła.

— Ja… co?

Harry przewrócił oczami.

— Nie zaczynaj, Hermiono. Pracujesz z nim — Merlinie, nawet z nim tańczyłaś! — i jeszcze go nie zamordowałaś. Zabiłoby cię, gdybyś przyznała, że jest w czymś dobry?

— Nie, ale… — Poruszyła się niezręcznie i skrzyżowała ręce na piersi. — Nie chcę, żeby wiedział, gdzie mieszkam.

To była dziecinna wymówka, wiedziała o tym, ale co innego mogła powiedzieć? Jakie miała inne wytłumaczenie? Draco był ich najlepszym specjalistą od zaklęć i chociaż tylko się pieprzyli, była pewna, że włoży dodatkowy wysiłek w zabezpieczenie jej mieszkania. Ale nie mogła, do cholery, pokazać Harry’emu, jak bardzo cieszy ją myśl, że Draco zabezpieczy jej mieszkanie, bo to z pewnością wzbudziłoby podejrzenia.

Co z tobą, Miona? Pieprzysz się z nim, czy co?

Co? Cieszysz się, że Malfoy ochroni twoje mieszkanie? Obciągasz mu?

Czekaj, nie chcesz go udusić? Rany, Hermiono, zakochałaś się w nim, czy co?

Harry zamrugał.

— Naprawdę? To cię martwi? Nie chcesz najlepszych zaklęć, bo nie chcesz, żeby Malfoy wiedział, gdzie mieszkasz? Czemu miałoby go obchodzić, gdzie mieszkasz? Przecież nie wpadnie ot tak, prawda?

Sposób, w jaki to powiedział, prawdopodobnie nie miał brzmieć podejrzanie, ale Hermiona nie mogła nie dostrzec podejrzliwości w jego głosie.

Dramatycznie przewróciła oczami, próbując zbagatelizować swoją nagłą niepewność.

— Nie bądź śmieszny, Harry.

— I co jeszcze? — krzyknął, unosząc ręce w powietrze. — Boisz się, że będzie się z ciebie śmiał i kpił, widząc twoją pościel, kołdry i przepełnione regały z książkami?

Uwielbia moje regały z książkami, bardzo dziękuję! Właśnie to chciała mu powiedzieć, ale oczywiście nie mogła.

— Gówno mnie obchodzi, co Malfoy myśli o moim mieszkaniu. Po prostu nie chcę go tam widzieć.

— Wiesz, szczerze mówiąc, nie sądzę, żebyś miała jakikolwiek wybór — oznajmił. — Kiedy Malfoy się dowie, myślę, że to będzie środek ostrożności, którego tak czy inaczej będziesz potrzebowała. Albo bezpieczny dom dla ciebie. Wybierz sama.

Hermiona prychnęła.

— Sądzę, że mylisz go z kimś, kto naprawdę troszczy się o ludzi.

Nawet nie wiedziała, dlaczego to mówi. Nie myślała tak. Wiedziała, że to nieprawda i że niesprawiedliwie z jej strony było rozsiewać o nim kłamstwa tylko dlatego, że bała się, że ktoś się dowie, że się spotykają.

Cóż złego mogłoby się stać, gdyby Harry dowiedział się, że ona i Draco uprawiają seks? Harry polubił Draco; cóż polubił to gruba przesada, ale nie byli już wrogami. Byli uprzejmi wobec siebie, czasem nawet przyjacielscy. Z pewnością, pomyślała, zaakceptowałby jej związek z Draco, tak jak Ginny. Dlaczego więc tak się bała?

Podczas gdy Harry mógł to zaakceptować, Ron nigdy. Nie chciała nawet wiedzieć, jak zareaguje, gdyby kiedykolwiek dowiedział się, że Hermiona przeleciała Draco Malfoya. Z drugiej strony, jakaś małostkowa część jej zdecydowanie chciała obserwować jego reakcję — i chociaż Draco mógł nie chcieć, żeby ludzie wiedzieli, że przeleciał szlamę, Hermiona była pewna, że on również ucieszyłby się na widok miny Rona. Właściwie, wyobrażała sobie zadowoloną minę Draco, kiedy Ron się dowie.

— Hermiono — zaczął Harry i spojrzał na nią tymi swoimi wiedzącymi oczami. — Zawiesił Gallaghera za to, że nie było go przy tobie, kiedy się wyczerpywałaś. Naprawdę myślisz, że byłby na tyle złośliwy, żeby nie zabezpieczyć twojego mieszkania przed Greybackiem? Powinnaś okazać mu trochę zaufania.

Hermiona poruszyła się niezręcznie i przygryzła wargę.

— Dobrze.

Harry od razu wysłał do niego sowę.

Ginny zrobiła herbatę i we trójkę się przy niej zrelaksowali, zanim w okno zapukał piękny puchacz. Na kartce widniała szybko nabazgrana notatka, na której widniał tylko napis: Mieszkanie Granger. Teraz. Bez imienia, bez podpisu, ale wszyscy wiedzieli, kto to napisał. Hermiona wszędzie rozpoznałaby jego staranne pismo.

— Cóż. — Harry westchnął i przeczesał włosy dłonią. — Dzięki Merlinowi, nie jest tak rygorystyczny w kwestii pracy w weekendy.

Hermiona tylko jęknęła.

Draco był już na miejscu, kiedy ona i Harry wyszli przez kominek. Miał podwinięte rękawy ciemnoszarej koszuli — widok, który sprawił, że Hermiona przygryzła wargę i zacisnęła uda. Jego różdżka już była w pogotowiu, kiedy mamrotał zaklęcia w każdym kącie salonu.

Nawet nie spojrzał na nich, kiedy powiedział pod nosem:

— Powinnaś się uważać za cholerną szczęściarę, że Greyback nie przeszedł przez twoje osłony, Granger.

Sapnęła i oparła ręce na biodrach.

— Z moimi osłonami jest wszystko w porządku!

Draco odwrócił głowę, a jego oczy były zimniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. W jego spojrzeniu nie było nic ciepłego ani kojącego. Używał oklumencji — i to od dłuższego czasu, sądząc po wyglądzie. Tylko prychnął, zanim wrócił do pracy.

Hermiona zacisnęła usta i odważyła się zerknąć na Harry’ego, ale on obserwował Draco z zainteresowaniem. Rozumiała dlaczego; zaklęcia Draco były piękne. Jego ruchy były płynne, ale zdecydowane, pewne siebie i wyraźnie było widać, że to on steruje magią, a nie odwrotnie. To była ogromna zmiana w porównaniu z kapryśnym dzieckiem, którym był za szkolnych czasów. Teraz władał nią z takim samym autorytetem jak każdą inną rzeczą, a z każdym rzucanym zaklęciem Hermiona czuła, jak atmosfera w pokoju się zmienia.

Bezpieczeństwo. Ochrona. Obrona. Wszystko było na swoim miejscu, a ściany stawały się grubsze z każdym rzucanym zaklęciem.

Kiedy skończył z salonem, poszedł do kuchni. Harry i Hermiona ruszyli za nim, podobnie jak Krzywołap. Kot wskoczył na blat, nastawił uszy i przechylił głowę, obserwując ruchy Draco. Kiedy ten odwrócił się, by skupić wzrok na innym kącie, pozwolił dłoni delikatnie pogłaskać kota po głowie. Krzywołap sięgnął po jego dotyk i szturchnął go.

Brwi Harry’ego uniosły się do linii włosów.

Serce Hermiony omal nie stanęło. Aby rozproszyć uwagę przyjaciela, warknęła:

— Co jest nie tak z moimi osłonami, Malfoy?

Draco zacisnął szczękę, prostując ramię. Odwrócił się z morderczym spojrzeniem.

— Po pierwsze, Granger, mówisz, że twoje osłony powinny chronić się przed ludźmi ze złymi intencjami, a ja przyszedłem tu z bardzo wielką chęcią uduszenia cię za to, że nie poszłaś od razu do Pottera!

— Moje zaklęcia wytrzymały! — prychnęła.

— Po drugie — kontynuował, ignorując jej sprzeciw — złe intencje według kogo? Ciebie czy tego, kto przejdzie przez osłony? To niejednoznaczne. Po trzecie, masz za mało osłon. Nie masz żadnego zabezpieczenia, żadnej opcji awaryjnej na wypadek, gdyby twoje „intencyjne” osłony zawiodły lub zostały przerwane. Naprawdę, Granger. Myślałem, że jesteś sprytniejsza.

— Hej — wtrącił Harry. — Rozumiemy.

Draco ledwo słuchał, otwierając drzwi wejściowe i wychodząc na zewnątrz. Rozejrzał się, rzucając kilka zaklęć, po czym odwrócił się i zobaczył ślady pazurów na drzwiach. Zacisnął szczękę i spiorunował wzrokiem Harry’ego i Hermionę, a chłód w jego oczach sprawił, że zadrżała gwałtownie.

Wskazując na ślady, warknął:

— Zabezpieczenia wytrzymały, powiadasz? To dlaczego oznaczył twoje drzwi? Jak mógł zajść tak daleko?

Szerokie ramiona i klatka piersiowa wypełniały drzwi do tego stopnia, że wyglądało, jakby ledwo się w nich mieścił, a w jego szarych oczach wirowała zimna furia.

Hermiona przełknęła ślinę i cofnęła się o krok. Jej instynkt podpowiadał, żeby przeprosić, powiedzieć mu, że jest jej przykro i że jest bardzo wdzięczna, że rozstawia swoje potężne osłony, ale nie wtedy, gdy tak wyglądał. Nie wtedy, gdy wyglądał na tak zniesmaczonego i rozczarowanego. Jakby chciał przerzucić ją sobie przez kolano i uderzyć, aż zapłacze prawdziwymi łzami.

Harry skrzyżował ramiona na piersi, stając przed Hermioną.

— Malfoy, rozumiemy. Było blisko, ale nic jej nie jest. Przyszła do mnie, gdy tylko pomyślała, że nie będzie przeszkadzać mnie i mojej rodzinie. To nie jej wina.

Draco przechylił głowę i cofnął się o krok, zamykając za sobą drzwi.

— Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, co Greyback mógłby jej zrobić, gdyby wszedł do środka. Są źli ludzie, są psychopaci i jest Greyback. Zrobiłby z nią, co by chciał, torturując, a potem pewnie by ją zabił i zbezcześcił jej zwłoki. — Jego głos był niebezpiecznie spokojny, graniczący z niepokojem i przerażeniem, a Hermiona nawet widziała, jak Harry się spina. Szare oczy były onieśmielające — równie opalizujące, co przenikliwe. Ale Draco nie przejmował się ich dyskomfortem. — Najgorsze? On nie jest, kurwa, głupi. Gdyby kiedykolwiek zrozumiał, że te osłony oceniają intencje, znalazłby sposób, żeby je ominąć. Znalazłby sposób, żeby nimi manipulować. Może i nie miał czasu ubiegłej nocy, ale wróci. Oznaczył to miejsce. Wróci.

— Naprawdę, stary? — mruknął Harry. — Musiałeś ją tak nastraszyć?

Draco prychnął i wrócił do rzucania zaklęć.

— Dlatego rzucam tu wszystkie zaklęcia, jakie znam.

— Wiesz w ogóle, w jaki sposób ją znalazł? — zapytał Harry.

— Przez jej krew — odpowiedział bez wahania. — Krwawiła w domu wilkołaków. Wystarczy jedna kropla, żeby wilkołak wytropił cię przez pół kraju.

— Tak, bo zaatakowałeś…

— Nie zaatakowałem jej — warknął Draco i odwrócił się do Harry’ego — ale tak, to była moja wina. Więc to moja cholerna wina, że Greyback ją tu znalazł. Dlatego rzucam wokół jej mieszkania wszystkie znane mi zaklęcia. Kiedy skończę, to miejsce będzie bezpieczniejsze niż Gringott. Jakieś uwagi w tym temacie, Potter?

Harry i Draco spojrzeli na siebie gniewnie, obaj gotowi skoczyć sobie do gardeł. Żaden z nich nie miał ku temu powodu. 

— Dziękuję — powiedziała delikatnie i to wystarczyło, by nagłe napięcie w pomieszczeniu zniknęło. Harry i Draco spojrzeli na nią. Przygryzła wargę. — Naprawdę to doceniam.

Wyraz twarzy Draco nieznacznie złagodniał. Harry mógł tego nawet nie zauważyć.

— Nie ma problemu, Granger — mruknął. — Jeśli znowu się pojawi, chcę, żebyś mnie natychmiast powiadomiła.

Skinęła głową.

— Zrobię to.

Draco wykręcił szczękę i skinął krótko głową, zanim kontynuował rzucanie zaklęć. Hermiona wymieniła spojrzenia z Harrym, a on uśmiechnął się do niej pocieszająco i poklepał ją po ramieniu.

Draco potrzebował trochę czasu, żeby nałożyć osłony i Harry w końcu musiał wrócić do Ginny i dziecka. Spojrzał na Hermionę z zaniepokojonym grymasem, a ona skinęła głową i zapewniła go, że nie będzie próbowała zabić czarodzieja czystej krwi. Nie rzucił jej w pełni przekonanego zapewnieniami spojrzenia, ale wszedł do kominka, zostawiając ją samą z bardzo wkurzonym Draco.

Westchnęła głęboko, zebrała się w sobie i weszła do sypialni, gdzie blondyn właśnie skończył rzucać zaklęcia na trzeci kąt. Oparła się o framugę i obserwowała go, doceniając napięcie w jego mięśniach przedramion podczas pracy.

— Harry poszedł — powiedziała. — Musiał wrócić do Ginny i Jamesa.

Draco westchnął i opuścił ramiona, ale nie odwrócił się od razu. Jego dłonie opadły wzdłuż ciała, głowa była lekko pochylona, a głos brzmiał ponuro, gdy powiedział:

— Wcześniej mówiłem cholernie poważnie.

Hermiona z trudem przełknęła ślinę.

— O czym?

— O wszystkim. — Odwrócił się do niej, jego spojrzenie było teraz nieco cieplejsze, ale wciąż wściekłe. — Twoje osłony były okropne, Hermiono. Jestem pewien, że wystarczają na większość zagrożeń, ale na Śmieciożerców? Nie. Pokręcił głową i powoli podszedł do niej. — Jesteś „szlamą Pottera”. Każdy chciałby cię dorwać, dla samej przyjemności.

— A ty? — zapytała, gdy stanął jeszcze bliżej.

Jego dłoń zacisnęła się na jej gardle, gdy przycisnął ją do siebie i warknął:

— Chciałbym myśleć, że już cię mam. — Pochylił głowę, jego oddech musnął jej twarz. — I nie dzielę się. Zabiłbym każdego cholernego Śmierciożercę, który choćby na ciebie spojrzał.

— To chyba lekka przesada — szepnęła. Uścisk na jej gardle był mocny i karzący, ale nieduszący, a nacisk sprawił, że jej głowa pulsowała z podniecenia, a jej wnętrze z nagłego pożądania. — Nie sądzisz?

— Nigdy w życiu — warknął, zanim pocałował ją zaborczym pocałunkiem, który sprawił, że Hermiona zmiękła w jego ramionach.

Przesunął ją, przyparł do ściany i przycisnął, nie odrywając ust od jej ust. Hermiona jęknęła, ale on przełknął ślinę i wsunął język do jej ust. Pocałunek był odurzający, wymagający — karzący — i jeśli jego dłoń, która już zaczęła podciągać jej koszulę, nie świadczyła o jego zamiarach, to stwardniały koniec na jego udzie już to zrobił.

Hermiona sapnęła, gdy gwałtownie odchylił jej głowę, by pocałować ją w szyję, ale ona przeczesała palcami jego włosy, gdy sięgnął pod jej koszulę, by objąć pierś.

— Myślałem, że masz iść dziś do Weasleyów — warknął Draco między pocałunkami.

Hermiona zanuciła, nie mogąc się skupić.

— Nie… tak, ale… ale Harry… ach! — Draco uszczypnął ją w sutek, jednocześnie gryząc skórę, a połączenie tego i jego duszenia sprawiło, że poczuła żądzę. Jęknęła z trudem. — Kurwa!

— Wydaje mi się — mruknął cicho i zanurzył dłoń w pasie jej dżinsów — że próbowałaś mnie unikać.

— Nie!

Zachichotała i sapnęła, gdy ugryzł ją ponownie, rozpinając guzik.

Byli tak zaabsorbowani sobą, gdy Draco wsunął dłoń pod jej dżinsy i majtki, celowo obejmując jej cipkę, że żadne z nich nie usłyszało huku ognia w salonie.

— Hej, Miona, zapomniałem ci powiedzieć… co do cholery?

Draco odskoczył od Hermiony, która wrzasnęła i szybko zapięła rozporek swoich dżinsów, szczypiąc się przy tym w palec.

Harry stał w drzwiach jej sypialni, jego zielone oczy były szeroko otwarte z przerażenia i zaskoczenia, a szczęka mu opadła. Wpatrywał się w nich oboje, przeskakując wzrokiem między nimi.

Draco oblizał zęby i przeczesał włosy dłonią, nie starając się wyglądać na winnego ani zawstydzonego. Nie wyglądał nawet w połowie na tak rozczochranego, jak Hermiona, a jej policzki płonęły jaskrawą czerwienią, gdy szybko poprawiała koszulę.

— Co tu się, kurwa, dzieje? — warknął Harry i zmarszczył brwi. Zwracając się do Draco, uniósł różdżkę i dodał: — Co jej zrobiłeś, Malfoy? Co zrobiłeś?

Wzrok Draco, dziki i nieostrożny, stał się lodowaty w ciągu kilku sekund, zanim wyprostował się i uniósł brodę.

— Użyj swoich zdolności obserwacyjnych, Potter. — Pojawił się jego charakterystyczny uśmieszek, ten, o którym Hermiona wiedziała, że potrafi przyprawić Harry’ego o zawrót głowy. — Co jej robiłem?

Harry zmrużył oczy.

— Ty pieprzony gnoju…

— Nie! — Hermiona szybko złapała go za ramię. — Harry, nie. Nie rozumiesz!

— Nie rozumiem? — Harry zaśmiał się maniakalnie. — On cię zaatakował! Dusił cię, kurwa, trzymając rękę w twoich spodniach!

Hermiona przewróciła oczami.

— Nie bądź głupi, Harry. Nie zaatakował mnie. To było za obopólną zgodą.

Szczęka Harry’ego znowu opadła z wrażenia.

— Co? — Pokręcił głową. — Nie… co? — A potem jego oczy zrobiły się okrągłe. — Czekaj… mówisz mi, że… że Malfoy to ten Tajemniczy Mężczyzna?

Wskazał oskarżycielsko na blondyna, który prychnął z udawaną zniewagą.

Poczuła, jak gorąco sięga jej uszu i skrzyżowała ramiona. Przygryzła wargę i sztywno skinęła głową.

Harry uderzył się dłonią w czoło i cofnął o krok.

— Nie mogę w to uwierzyć. Naprawdę nie mogę w to uwierzyć. Żartujesz sobie ze mnie, Hermiono. Malfoy?

— Nie bądź taki zaskoczony, Potter — wycedził Draco i wsunął ręce do kieszeni. — Przecież zawsze tak się nią interesujesz.

— Co to, kurwa, ma znaczyć? — warknął i spiorunował go wzrokiem. — Co ty wiesz?

Draco zaśmiał się ponuro i zmarszczył brwi, ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, Hermiona stanęła między nimi.

— Przestańcie, obaj! — zganiła ich. — Jesteśmy dorośli i nie zamierzam słuchać waszych kłótni o coś kompletnie bezsensownego! Tak, Harry, Mal… Draco i ja się spotykamy. Draco, wiesz, dlaczego to jest szok dla Harry’ego. Próbujesz go sprowokować, a ja tego nie toleruję.

Draco prychnął, ale nic nie powiedział.

Hermiona wypuściła powietrze i odwróciła się do Harry’ego.

— Przykro mi, że dowiedziałeś się w ten sposób…

— Powinieneś nauczyć się pukać, Potter.

Draco! — Spojrzała na niego gniewnie przez ramię, po czym odwróciła się z powrotem do swojego najlepszego przyjaciela — swojego bardzo zszokowanego najlepszego przyjaciela. — Nie wiedziałam, jak ci o tym powiedzieć, chociaż w sumie nie musiałeś wiedzieć.

Twarz Harry’ego zmieniła się z gniewy w zaniepokojenie, gdy zmarszczył brwi.

— Co masz na myśli, mówiąc, że nie musiałem wiedzieć? Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć, że z kimś się spotykasz, nawet jeśli tym kimś jest on?

Hermiona westchnęła i zamknęła oczy. Bo wiedziała, że to tylko tymczasowe? Bo wiedziała, że Harry powie jej, iż Draco złamie jej serce? Bo bała się jego osądu? Bo nie chciała go tak przedstawiać, bo to oznaczałoby coś innego niż to, co ich łączyło?

— My nie… — zaczęła, otwierając oczy. Zaciskając szczękę, westchnęła ponownie. — Nie randkujemy, Harry. To nie tak.

To coś więcej. To coś głębszego. Bardziej realnego.

Harry zmarszczył brwi, a myśli w jego zielonych oczach szalały.

— Nie rozumiem… jak długo to trwa?

Hermiona przełknęła ślinę.

— Kilka miesięcy.

Kilka miesięcy? Hermiono! Czemu mi nie powiedziałaś?

— Nie słuchałeś? — mruknął Draco z kąta.

Hermiona odwróciła się, żeby go uciszyć, ale uniósł dłoń w geście poddania. Przewróciła oczami i spojrzała na Harry’ego.

— Możemy o tym porozmawiać innym razem? Draco wciąż nie skończył rzucać osłon i myślę, że powinniśmy…

— Gdyby poświęcał więcej czasu na rzucanie osłon niż na wpychanie rąk w twoje majtki…

— Harry Potterze! — Hermiona uniosła głos i zmarszczyła brwi. — To, co robię we własnym mieszkaniu i z kim, to nie twoja sprawa. Jestem w pełni zdolna do samodzielności, dziękuję bardzo, i nie będę tolerować twoich prób pouczania mnie w tej kwestii!

Harry zacisnął zęby i zmarszczył brwi, po czym westchnął, opuścił ramiona i pokręcił głową.

— Nie. Nie, masz rację. Przepraszam. Po prostu… jestem zszokowany, nic więcej.

— Rozumiem to! — powiedziała i zmarszczyła brwi. Wzdychając, pokręciła głową. — Możemy porozmawiać o tym później, Harry? Mogę wpaść na Grimmauld Place, jak Draco skończy rzucać zaklęcia.

Harry zacisnął usta i skinął głową, zanim przełknął ślinę. Patrząc na Draco, powiedział:

— Jeśli ją skrzywdzisz, zabiję cię.

Draco uniósł brew i oparł się o ścianę.

— W porządku.

Harry nie wydawał się przekonany, ale nie odpowiedział. Zamiast tego skinął głową ku Hermionie, po czym odwrócił się i ruszył z powrotem do kominka.

— Czekaj! — krzyknęła Hermiona i pospiesznie poszła za nim, a Harry się zatrzymał. — O czym zapomniałeś mi powiedzieć?

Harry zamrugał, zmarszczył brwi, a potem pokręcił głową.

— Nic ważnego. Ginny chciała, żebym zaprosił cię jutro na kolację.

— Z chęcią przyjdę.

Hermiona uśmiechnęła się.

Skinął głową.

— Powiem Ginny.

Posłał jej pocieszający uśmiech, taki, który sprawił, że supeł w jej brzuchu rozpuścił się, choć nie dosięgał jego oczu, zanim wrzucił proszek Fiuu do ognia i zniknął.

Westchnęła i przetarła twarz dłońmi, po czym wróciła do sypialni. Draco siedział na jej łóżku, odchylony do tyłu w wygodnej pozycji, z kostką skrzyżowaną na kolanie.

— Czy Potterowie mają zły nawyk pojawiania się bez zaproszenia? — prychnął. — Co powiedział Święty Potter?

Hermiona zjeżyła się i zacisnęła pięści.

— Musiałeś go tak zdenerwować?

Prychnął i przewrócił oczami.

— Daj spokój, Granger. Nie uważasz, że widok jego twarzy był trochę zabawny?

Nie! — wrzasnęła Hermiona.

Draco wygładził rysy twarzy i zacisnął szczękę. Z mrocznym błyskiem w oczach powoli wstał i spojrzał na nią znad nosa.

— Powiedziałaś, co należało powiedzieć, Hermiono. Jesteś dorosłą kobietą, która sama podejmuje decyzje. — Podszedł blisko niej i wyciągnął rękę, by pogłaskać ją po brodzie. — Nie obchodzi mnie, co Potter o mnie myśli, ale nie pozwól mu cię moralizować za to, co jest między nami.

Przełknęła ślinę, przeklinając się za to, że była taka słaba w jego obecności. Kilka miesięcy temu tak nie było i przez chwilę brakowało jej możliwości, by mu się oprzeć.

Draco pozwolił, by jego knykcie i palce delikatnie musnęły jej brodę i szyję, pozostawiając po sobie ogień. Powoli przesunął dłoń na tył jej głowy, palce wplątały się w jej loki, a koniuszki palców zataczały koła na skórze głowy. Hermiona jęknęła i zamknęła oczy, pozwalając mu przytulić się do piersi, podczas gdy on kontynuował masaż. Wciągnęła w nozdrza zapach cytrusów i drzewa cedrowego, i ogarnęła ją fala spokoju. Zacisnęła pięści na jego koszuli, przytuliła się do niego i pozwoliła mu się unieruchomić. Harry wiedział; wiedział, że jest w intymnej relacji z Draco Malfoyem, jej dręczycielem z dzieciństwa, i że świat się z tego powodu nie skończy.

Jego ciepło było kojące, dotyk łagodzący, a oddech uspokajający. Mogłaby tak wiecznie stać w jego ramionach. Nie chciała myśleć o tym, że wkrótce w jego ramionach znajdzie się inna kobieta.

— Powinienem dokończyć rzucanie zaklęć — mruknął w jej włosy. — Chcesz, żebym tu był, kiedy wrócisz od Pottera?

Hermiona odsunęła się i spojrzała na niego. To, jak serce podskoczyło jej na myśl o wpełzaniu na jego kolana po tym, co wiedziała, że będzie wyczerpującą rozmową, sprawiło, że żołądek ścisnął jej się z żalu. Chciała, żeby był przy niej, kiedy wróci. Pragnęła tego. Pragnęła tego tak bardzo, że wiedziała, że musi odmówić. Uśmiechnęła się lekko i pokręciła głową.

— Nie, to niepotrzebne. Chyba dziś wieczorem powinnam być sama.

Draco zacisnął szczękę i odgarnął jej włosy za ucho.

— Nie podoba mi się myśl, że będziesz tu sama.

Uniosła brew.

— Czyli nie ufasz swoim własnym zaklęciom?

Skrzywił się.

— Oczywiście, że ufam. Ale sama myśl o tym cholernym wilkołaku krążącym po twojej okolicy przyprawia mnie o mdłości. Powinnaś zostać u mnie, dopóki go nie złapiemy.

Westchnęła i pokręciła głową.

— Ufam tobie i twoim osłonom. Wiem, że jestem w tym lepszy ode mnie i ufam, że zadbasz o to, żeby były najlepsze.

Nie wydawał się z tego zadowolony.

— Musimy porozmawiać o twoim bezpieczeństwie poza tym mieszkaniem, Hermiono. Jeśli Greyback cię ściga, nie przestanie, póki cię nie dopadnie, a na to nie mogę pozwolić.

Westchnęła głęboko.

— Możemy to zrobić w poniedziałek?

Zmrużył oczy.

— Dobrze, jeśli obiecasz, że do tego czasu nie pójdziesz w miejsca bez zabezpieczeń.

— Dobrze — mruknęła.

— I chcę rzucić na ciebie zaklęcie śledzące — powiedział.

Zmarszczyła brwi.

— Nie potrzebuję nadzoru, Draco.

— Nie, ale ochroniarza.

— Nie potrzebuję ochroniarza.

— Nie zgadzam się.

— Walczyłam na wojnie.

— On walczył na dwóch.

— Draco.

— Hermiono.

Skrzywiła się i oparła ręce na biodrach.

— Naprawdę!

Uniósł brew i spojrzał na nią wyzywająco.

— Dobrze, to zawrzyjmy umowę. Skoro trochę wyszłaś z wprawy w pojedynkach, chcę cię trenować.

— I co mi to da? — mruknęła.

— Poza lepszymi umiejętnościami pojedynkowania się? — prychnął Draco. — Cóż, ujmę to tak: jeśli nie zgodzisz się na trening, nie spuszczę cię z oka.

Hermiona otworzyła usta, żeby odpyskować, ale w jego spojrzeniu zobaczyła, że rzeczywiście mówi poważnie. Śmiertelnie poważnie. Przełknęła ślinę i zacisnęła zęby.

— Dobrze.

— I rzucę na ciebie zaklęcie śledzące — mruknął.

— Żebyś mógł mnie śledzić?

Wzrok Draco stwardniał.

— Naprawdę chcesz się ze mną o to kłócić?

Rzuciła mu wyzwanie, ale w jego spojrzeniu było coś, co sprawiło, że włosy stanęły jej dęba na karku. Władza? Zastraszenie? Podniecenie? Może to była mieszanka tego wszystkiego — w końcu nie była pewna, czy w ogóle potrafiłaby je teraz odróżnić. Przygryzając wargę, skinęła głową.

— Dobrze, ale musisz obiecać, że nie będziesz go nadużywać.

Westchnął głęboko.

— Boisz się, że to zrobię?

Poruszyła się niespokojnie.

— Nie.

Uniósł brew, ale nie odpowiedział. Delikatnie odsunął kosmyk włosów z jej ramienia. Palce musnęły szyję, zanim dotknął czubkiem różdżki jej skóry. Ton głosu był mroczny, gdy mamrotał zaklęcie, którego Hermiona nie rozpoznała, i poczuła lekkie mrowienie jego magii, która wnikała w jej skórę.

Kiedy wyciągnął różdżkę, zapytała:

— Co to było za zaklęcie? Chyba nigdy wcześniej go nie słyszałam.

— Jedno z moich własnych dzieł.

Hermiona zmrużyła oczy i spojrzała na niego.

— Jak często tworzysz własne zaklęcia?

Uśmiechnął się ironicznie.

— Kiedy zajdzie taka potrzeba.

— Co odróżnia to zaklęcie od innych śledzących?

Draco westchnął, odwracając się, by kontynuować rzucanie zaklęć ochronnych.

— To zaklęcie jest aktywne, dopóki go nie dezaktywuję. Mogę go użyć, by precyzyjnie określić położenie osoby lub przedmiotu w dowolnym miejscu w kraju, i pozwala mi skierować moją magię do aportacji w to miejsce. W dowolnym miejscu na świecie, tak naprawdę, jeśli włożę w to wystarczająco dużo mocy.

Hermiona przygryzła wargę i zacisnęła dłonie.

— Czy to jest legalne?

Wzruszył ramionami.

— Kto wie? Przecież nie daję wszystkich moich innowacyjnych zaklęć Ministerstwu do sprawdzenia.

— Naprawdę powinieneś, Draco.

Odwrócił się, by spojrzeć na nią przez ramię.

— Naprawdę teraz będziesz mnie pouczać w tym temacie?

— Ale jesteś na zwolnieniu warunkowym, prawda?

Zanucił i wrócił do pracy.

— To cienka granica, przyznaję, ale mam doskonałe poczucie równowagi.

Przygryzła wargę.

— Ale nie… nie będziesz go nadużywać?

Ponownie spojrzał na nią przez ramię.

— Mogę być zaborczy, kochanie, ale nie jestem prześladowcą. — Odwracając się w czwarty kąt pokoju, dodał: — Użyję tego zaklęcia tylko wtedy, gdy będę podejrzewał, że jesteś w niebezpieczeństwie. Obiecuję.

Kiedy skończył rzucanie swoich licznych zaklęć, odwrócił się do niej i przeczesał włosy dłonią. Wyglądał na zaniepokojonego.

Hermiona usiadła na łóżku, kontemplując magię, która wibrowała pod jej skórą. Z pewnością jej nie czuła, ale świadomość, że zaszczepił w niej coś z siebie, sprawiła, że poczuła… ciepło. Patrząc na niego, widząc, jak bardzo się zmęczył, otaczając każdy kąt znanymi sobie osłonami, poczuła ucisk w sercu. Czy zrobiłby to, gdyby mu na niej nie zależało? Nie. Nie, zrobiłby tego.

— Zrobione — powiedział i wsunął ręce do kieszeni spodni. — Jeśli przebije się przez te osłony, świat się skończy.

Hermiona przełknęła ślinę i skinęła głową.

— Dziękuję.

Draco uśmiechnął się i usiadł obok niej, kładąc dłoń na jej kolanie.

— Nie musisz mi dziękować, kochanie. To najmniej, co mogłem zrobić. Ale… — jego dłoń objęła ją, ściskając pewnie i ostrzegawczo — oczekuję, że natychmiast mi powiesz, jeśli on znów się tu pojawi. Zostawiłem otwarte połączenia Sieci Fiuu z Potterami, Ministerstwem i moim mieszkaniem. Wiem, że nie mogę ci niczego zabronić, ale zabraniam ci korzystać z mugolskiego wejścia. Koniec z mugolskim jedzeniem na wynos, Granger. Tylko pod moją obecność. — Rzucił jej znaczące, psotne spojrzenie, które sprawiło, że Hermiona przewróciła oczami, zanim kontynuował: — Jeśli się tu pojawi, nie wdawaj się w dyskusję. Nie rozmawiaj z nim, nie zachowuj się jak lekkomyślna Gryfonka. Możesz to dla mnie zrobić?

Mówił swoim dominującym głosem, tym samym, który sprawił, że jej palce u stóp podkurczyły się w nagłej chęci bycia bardzo grzeczną.

Przełknęła ślinę i skinęła głową.

— Tak.

Dodanie do tego mój panie, choć bardzo tego chciała, byłoby całkowicie niestosowne. Naprawdę tego chciała.

Zanucił, zmysłowo masując dłonią jej udo.

— Moja grzeczna dziewczynka. — Pochylił się, muskając ustami jej usta. — Chyba nie przekonam cię do szybkiej zabawy przed pójściem do Pottera?

Hermiona uśmiechnęła się i delikatnie wzięła jego dolną wargę między swoje.

— Chcesz mi powiedzieć, że nie związałbyś mnie i nie wykorzystał przez cały wieczór, nie pozwalając mi pójść do Harry’ego, gdybym się zgodziła?

Draco się skrzywił i zaśmiał.

— Och, kochanie, tak dobrze mnie znasz.

Pocałował ją wtedy, delikatnie, ale namiętnie, pocałunkiem, który pozbawił ją tchu. Wiedział, co robi, wiedział, jak jego dotyk na nią działał; potrafił grać na jej ciele jak na precyzyjnie nastrojonym instrumencie i sprawił, że przemyślała swój wybór — bo czy byłoby aż tak źle być przywiązaną do łóżka i pieprzoną tak, że ledwo widziała?

Ale odsunął się, doskonale wiedząc, jak ważna będzie to rozmowa, a Hermiona uśmiechnęła się do niego blado.

— Przepraszam.

— Nie — mruknął, kręcąc głową. — Nie przepraszaj, kochanie. Ale jeśli ten Cross będzie się kręcił po twoim gabinecie przez cały tydzień, to się wścieknę.

Hermiona zachichotała, klepiąc go żartobliwie po ramieniu, a on westchnął i wstał z łóżka. Odprowadziła go do kominka. Pocałował ją w kostki dłoni, zanim zniknął w płomieniach. Gdy Hermiona została sama, wzięła głęboki oddech. Mieszkanie było inne — bezpieczne — ale wciąż czuła ucisk w brzuchu, który szybko narastał.

Ciche miauknięcie obok niej sprawiło, że spojrzała w dół. Krzywołap siedział koło jej nogi i patrzył na nią swoimi mądrymi, żółtymi oczami.

— Wiem — westchnęła. — Harry pewnie wątpi w moje zdrowie psychiczne. To wszystko jest do bani.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Słychać było tylko zegar z korytarza, gdy siedziała przed Harrym w kuchni przy Grimmauld Place 12. Herbata w jej filiżance wystygła i żadne z nich nie powiedziało ani słowa przez prawie dziesięć minut. Hermiona nie wiedziała, jak zacząć, a Harry prawdopodobnie nie wiedział, o co zapytać.

Westchnął, poprawił okulary na nosie i odchylił się do tyłu.

— Więc, Malfoy.

Hermiona spojrzała na niego i przygryzła wargę.

— Tak. Malfoy.

Harry zmarszczył brwi i pokręcił głową.

— Chyba wiedziałem. Po prostu nie chciałem się do tego przyznać. Znaczy, nie wiedziałem, ale podejrzewałem. Po prostu… nigdy, nawet w najśmielszych snach, się tego nie spodziewałem! Za każdym razem, gdy ta myśl pojawia się w mojej głowie, odrzucałem ją, bo wydawała się tak nieprawdopodobna. Nienawidzisz go! Tak bardzo wahałaś się, żeby go nie wpuścić, żeby mu wybaczyć, a teraz go pieprzysz? Przepraszam, ale mam wrażenie, że umyka mi coś bardzo ważnego.

Hermiona westchnęła głęboko i zamknęła oczy. Jak mogła to wszystko wyjaśnić Harry’emu, nie wdając się w swoją ewidentną słabość do niebezpieczeństwa i bólu? Nie chciała, żeby o tym wiedział. Kiedy ponownie otworzyła oczy, napotkała jego przenikliwe spojrzenie i zacisnęła zęby.

— To… skomplikowane. Draco i ja zaczęliśmy jako, nie wiem, ujście? — Zmarszczyła brwi i wbiła wzrok w herbatę. — Dał mi coś, czego potrzebowałam, a ja chyba dałam mu coś, czego on potrzebował.

— Pejcze i łańcuchy? — odparł Harry z kamienną twarzą, a Hermiona westchnęła, odwracając wzrok w jego stronę. Jej policzki zarumieniły się w mgnieniu oka. Skinął głową i uniósł brew. — Tak, Miona. Vanessa powiedziała wszystko Ronowi. A Ron powiedział mnie. On też był tym strasznie wstrząśnięty. — Skrzywił się. — Nawet nie chcę wiedzieć, co zrobi, gdy się dowie, że to Malfoy.

Hermiona była zbyt zawstydzona, żeby się odezwać.

Harry prychnął i pokręcił głową.

— Szczerze mówiąc, nie obchodzi mnie, co robisz prywatnie, dopóki wszystko odbywa się za obopólną zgodą — ale świadomość, że robisz to z Malfoyem? Nie zrozum mnie źle, on jest zdecydowanie lepszy od McLaggena, ale…

— McLagenna? — wykrztusiła Hermiona. — Dlaczego miałabym być z McLaggenem?

— Nie wiem! — krzyknął Harry. — Vanessa była przekonana, że to on po tym spotkaniu w restauracji, ale ja nigdy nie myślałem… nieważne. Wiesz, Malfoy ma o wiele więcej sensu. To po prostu… cóż, to po prostu bardzo trudna pigułka do przełknięcia.

Jęknęła i ukryła twarz w dłoniach.

— Przepraszam! Nie chciałam, żeby to wyszło na jaw! Ja… miałam już dość Nessy i Ronniego i ciągłego Kiedy w końcu kogoś sobie znajdziesz, Hermiono? i To takie smutne, że nie masz nikogo, Hermiono! — Spojrzała na niego z oszołomieniem. — On się żeni, Harry. Byłam tak cholernie samotna przez tyle lat, odkąd złamał mi serce, a teraz się żeni. — Łzy napłynęły jej do oczu. — Kiedyś chciałam po prostu być w jej skórze, a teraz spotykam się z kimś, kto sprawia, że czuję się dobrze w sposób, w jaki Ron nigdy nie potrafił!

Harry skrzywił się boleśnie, opierając ręce na stole.

— Rozumiem, Hermiono, ale dlaczego to musiał być on?

Hermiona poczuła ogarniającą ją złość.

— A dlaczego nie, do cholery? Latami próbowałeś mnie namówić, żebym mu wybaczyła! I wiesz co, wybaczam mu.

— Wybaczyć tak. — Harry skinął głową. — Ale nigdy nie kazałem ci się z nim pieprzyć.

Hermiona przewróciła oczami i jęknęła.

— Cóż, wybacz, jeśli mój wybór partnera cię uraził. Przepraszam, że moje potrzeby są tak nieistotne, że twoja aprobata mężczyzny, z którym sypiam, jest ważniejsza niż moje uczucia do niego. Przepraszam, że to mój wróg z dzieciństwa. Przepraszam, że to ten cholerny Draco Malfoy. Czy chciałam, żeby to był on? Nie, ale tak jest. Po prostu. I sprawia, że czuję się widziana, słyszana, kochana, ważna i ceniona, i ja… — Szloch wybuchł bez ostrzeżenia i zakryła usta dłońmi. Słowa tryskały z jej ust i nie mogła ich powstrzymać. Chociaż naprawdę próbowała… — Zakochałam się w nim, Harry!

Gdy tylko te słowa wybrzmiały, Hermiona poczuła się pokonana. Jakby coś, co tłumiła miesiącami, rozplątało się w jej piersi, ukryła twarz w dłoniach i płakała. Nie chciała tego. Nie mogła chcieć. Urodzona w mugolskiej rodzinie Hermiona Granger nie mogła być zakochana w czarodzieju czystej krwi Draco Malfoyu. Po prostu nie mogła.

— Zakochałam się w nim — szlochała słabo, chowając twarz w dłoniach — i wiem, że nigdy nie będzie z tego nic więcej. On poślubi jakąś czarownicę czystej krwi, a ja zostanę sama.

Poczuła, jak Harry kuca obok niej, a jego ręka obejmuje ją.

— Hermiono — powiedział cicho. — Wszystko w porządku. — Pocałował ją we włosy. — Nic ci nie jest.

— Nie! — krzyknęła i spojrzała na niego, a łzy zasłaniały jej wzrok. — Nie jest ze mną dobrze. Nie słyszałeś? Zakochałam się w nim! Ja! Szlama!

Harry zmarszczył brwi i zacisnął szczękę.

— Daj spokój, Miona. Nie mów tak.

Szlochała i otarła twarz rękawem.

— Ale to prawda. Jestem mugolaczką, a on Malfoyem. W jakim świecie to byłoby akceptowalne? Fajnie się bawimy i czuję się z nim bezpiecznie, ale chcę czegoś więcej. Ja… chcę się budzić obok niego, chcę czytać z nim poranną gazetę, chcę kupować z nim rośliny, książki, meble, chcę się z nim kłócić o błahostki…

Zakrztusiła się kolejnym szlochem, ocierając nos.

Harry pogłaskał jej skroń kciukiem, kładąc dłonie na jej głowie.

— Powiedziałaś mu o tym wszystkim?

Hermiona szybko pokręciła głową i wzięła drżący oddech.

— Nie. Boję się, że się wycofa i położy kres temu, co mamy.

Harry westchnął i usiadł na krześle obok niej.

— Ale nigdy nie dowiesz się, czego on chce, jeśli mu nie powiesz, czego ty chcesz, prawda?

Spojrzała na niego i uśmiechnęła się żałośnie.

— Harry, czy myślisz, że Draco Malfoy to mężczyzna, który chciałby mieć mugolaczkę za swoją dziewczynę? Bo ja nie.

Zacisnął szczękę i wyglądał, jakby szukał słów.

— Nie wiem. On się o ciebie troszczy, tyle mogę ci powiedzieć. Nie rozpętałby takiej burzy, gdybym to ja magicznie się wyczerpał, albo gdyby Greyback zapukał do moich drzwi. — Złapał ją za rękę i powoli pogłaskał. — Wiem, że bardzo się zmienił od czasów szkoły. Dorósł. Nie słyszałem, żeby użył słowa na „Sz” ani razu od czasów wojny i naprawdę nie jest takim palantem, za jakiego go ludzie uważają. Może cię zaskoczyć.

Hermiona zacisnęła zęby i odwróciła wzrok.

— Może. Ale nie mogę ryzykować. Nie chcę.

Harry westchnął.

— Więc jesteś z nim w związku, nie będąc w związku?

— Mamy umowę — powiedziała.

— Umowę — powtórzył z kamienną twarzą. — No tak.

Hermiona spojrzała na niego.

— Myślisz, że jestem głupia, angażując się w to, prawda?

Harry uniósł brwi i odchylił się na krześle.

— Cóż, jeśli wiesz, że to tylko złamie ci serce, to tak, uważam, że to głupota. Gwoli ścisłości, masochizm. Ale… — Westchnął głęboko. — Jeśli naprawdę lubisz być z nim, to chyba rozumiem, nawet jeśli uważam, że powinnaś mu powiedzieć.

Hermiona zmarszczyła brwi.

— Harry, nie mogę. Co jeśli on to skończy, kiedy dowie się, że naprawdę coś do niego czuję? Nie jestem na to gotowa. — Jęknęła, prostując się. — Muszę to zrobić na własnych warunkach. Kiedy będę gotowa to zakończyć, jeśli będzie trzeba. Do tego czasu po prostu… będę udawać, że te uczucia nie istnieją.

— Możesz to zrobić?

— Muszę.