[T] Związek na pokaz: Obejście

czwartek, 30 lipca 2026

  

Witajcie :) w czwartkowe popołudnie zapraszam na kolejny rozdział tłumaczenia. Dowiemy się dziś trochę o rodzicach Hermiony. I będziemy świadkami pierwszej kłótni naszej ulubionej pary.

Na kolejny rozdział zapraszam w poniedziałek. Miłej lektury!

 

___________

 

Rozdział 7: Obejście

 

Przez ostatnie pięć lat Hermiona odwiedzała rodziców w każdą niedzielę w Domowym Ośrodku Rehabilitacji Magicznej w Parkwood. Zbudowano go na miejscu dawnej, okazałej posiadłości w Kornwalii, która popadła w ruinę po śmierci ostatniego właściciela, który nie pozostawił po sobie spadkobierców. Długa, kręta droga prowadząca do posiadłości była zamknięta dla mugoli, którzy uważali te tereny za opustoszałe złomowisko, ale dla odwiedzających ją czarodziejów widok był zupełnie inny. Obecny ośrodek mieścił się w odnowionym szesnastowiecznym dworze, w którym było ponad sześćdziesiąt pokoi w głównym budynku, a trzy inne pełniły funkcje administracyjne. Stał na klifie z widokiem na ocean. Przed nim rozciągał się szeroki, piękny trawnik, a za nim wypielęgnowane ogrody. Za głównym budynkiem znajdowały się schody wbudowane w ścianę klifu, po których goście schodzili na małą, prywatną plażę.

— Panno Granger — powitała Hermionę wiedźma z recepcji, gdy przybyła dzień po przyjęciu Teddy’ego. — Oto pani przepustka — powiedziała, wręczając małą, drewnianą odznakę doczepioną do smyczy. Na odznace widniało logo Parkwood, imię Hermiony, pod nim napis GOŚĆ oraz data — wszystko magicznie wypalone w drewnie. — Panny rodzice są dziś na plaży.

Hermiona podziękowała czarownicy, wzięła odznakę i zawiesiła ją sobie na szyi. Była w ośrodku tak wiele razy, że nie musiała pytać o drogę, tylko szybko przeszła na tyły budynku, a następnie zeszła długimi i wąskimi schodami wzdłuż krawędzi klifu na plażę.

Kilkoro pensjonariuszy było na plaży, korzystając z pięknego popołudnia. Niektórzy siedzieli na piasku, wygrzewając się na słońcu. Inni pluskali się w wodzie pod czujnym okiem uzdrowicieli. Hermiona zastała rodziców siedzących na kocu pod dużym parasolem. Jej tata zdawał się drzemać, a mama czytała powieść.

— Dzień dobry — przywitała się.

Helen Granger, która teraz myślała, że nazywa się Monica Wilkins, podniosła wzrok znad książki, którą czytała i szeroko się uśmiechnęła.

— Dzień dobry! Hermiona, prawda? — zapytała.

— Tak — przyznała, odwzajemniając uśmiech.

Pamięć następcza jej mamy zdawała się wracać. Po latach wielokrotnego przedstawiania się, zanim mama przestała patrzeć na Hermionę jak na kogoś zupełnie obcego za każdym razem, gdy ją odwiedzała. Teraz rozpoznawała Hermionę, choć uważała ją za dziewczynę, która po prostu zatrzymała się w tym samym hotelu co Grangerowie. Helen uważała, że ona i jej mąż nadal prowadzą gabinet stomatologiczny w Melbourne, ale są na kilkutygodniowych wakacjach nad morzem w Anglii.

— Wendell!! — Helen szturchnęła śpiącego męża. — Patrz, kto wpadł do nas z wizytą!

Wendell Wilkins, dawniej Richard Granger, ocknął się, zamrugał i zobaczył Hermionę. Zdezorientowany, zmarszczył na chwilę brwi.

— To Hermiona — rzekła Helen. — Pamiętasz Hermionę? Tę miłą, młodą damę, która zatrzymała się w naszym hotelu? Chodź, Hermiono, usiądź z nami. Pogadamy trochę.

— Ach, tak! — Richard usiadł i się uśmiechnął. — Oczywiście. Nie widywaliśmy się ostatnio zbyt często. Jak się masz?

— Bardzo dobrze — odparła, siadając na brzegu plażowego koca rodziców. — Właśnie zaczęłam nową pracę.

— Naprawdę? I dali ci wolne na wakacje? Co za hojny pracodawca — mruknęła Helen. — Co to za praca?

— W lab… w przemyśle farmaceutycznym — odpowiedziała Hermiona.

— Fascynujące — rzekł Richard. — W jakiej firmie pracujesz? Pfizer? Novartis? Astra Zeneca?

— Nie, to mała firma — wyjaśniła. — Ale zajmuję się badaniami i wytwarzaniem.

— Jakieś leki do użytku stomatologicznego? Środki znieczulające, antybiotyki czy leki przeciwpróchnicze?

Hermiona się uśmiechnęła. Jej rodzice uwielbiali rozmawiać o pracy.

— Nic z tych rzeczy. Ale proszę, powiedzcie mi, co robiliście w tym tygodniu?

Hermiona rozmawiała z rodzicami prawie godzinę. To był jeden z ich lepszych dni i poczuła się podniesiona na duchu, zostawiając ich samych przed wieczorem. Rozmawiała z uzdrowicielką opiekującą się ich oddziałem.

— Wydają się być całkiem zadowoleni i pamięć mamy zdaje się poprawiać.

Uzdrowicielka się uśmiechnęła.

— Zalecamy ostrożny optymizm, ale Helen radzi sobie lepiej w niektórych wskaźnikach poznawczych. Czasami jednak takie postępy wywołują pogorszenie, więc będziemy ją obserwować i powiadomimy panią, jeśli się coś zmieni.

— Dziękuję — powiedziała. — Do zobaczenia w przyszłym tygodniu.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Pogorszenie, przed którym ostrzegali Hermionę uzdrowiciele, nastąpiło bardzo szybko.

W następną sobotę po południu, gdy Hermiona stała przed szafą, zastanawiając się, co na siebie włożyć tego wieczoru na swoją pierwszą, „oficjalną” randkę z Draco o dziewiętnastej, nadszedł Patronus z wiadomością z Parkwood, oznajmiającą, że jest problem z jej mamą i wymagają natychmiastowej obecności Hermiony.

Rzuciła sukienki na podłogę, złapała swój ulubiony, niebieski kardigan z pobliskiego krzesła i pobiegła do kominka. Chwilę później była w Parkwood, gdzie czekała na nią uzdrowicielka.

— Jak się czuje moja mama? — zapytała, gdy tylko dotarła na miejsce.

— Ma jeden z tych dni — powiedziała uzdrowicielka, wręczając Hermionie przepustkę.

Wsunęła ją do kieszeni swetra i poszła korytarzem za uzdrowicielką. Poczuła, że serce jej zamiera, bo wiedziała, co kobieta miała na myśli, mówiąc, że jej mama ma jeden z tych dni.

Przez większość czasu jej matka uważała się za Monicę Wilkins, dentystkę posiadającą gabinet w Melbourne, ale przebywającą w Anglii na wakacjach. Jednak czasem przypominała sobie, że nazywa się Helen Granger. A kiedy to się działo, stawała się zdezorientowana, niespokojna, a czasami bardzo agresywna. Personel od czasu do czasu musiał używać eliksirów lub zaklęć, aby obezwładnić pacjentów, którzy zachowywali się niewłaściwie, a Hermiona wydała surowe instrukcje, aby powiadomić ją, jeśli jej matka kiedykolwiek znajdzie się w takim stanie.

Kiedy dotarli do sali szpitalnej jej mamy, zastali Helen Granger, a nie Monicę Wilkins.

— Mam na imię Helen! — krzyknęła. — Przestańcie nazywać mnie Monica! Muszę znaleźć moją córkę! Nie możecie mnie więzić!

— Pani Wilkins, proszę — błagała uzdrowicielka, próbując ją unieruchomić.

Doktor Granger, jak już! Kim, u licha, jest pani Wilkins? I gdzie jest moja córka? Muszę znaleźć moją córkę! Gdzie jest Hermiona?

— Mamo! — powiedziała Hermiona, biegnąc do matki. — Jestem tutaj!

Kobieta umilkła i spojrzała na nią podejrzliwie.

— Kim jesteś?

— Mamo! To ja, Hermiona!

Próbowała powstrzymać łzy. To nie był pierwszy raz, kiedy się to zdarzyło i zawsze bolało.

— Nie jesteś moją Hermioną! Moja córka ma jedenaście lat! Nie znam cię. Zabrałaś moją córkę? Gdzie ona jest?

Do sali weszła kolejna uzdrowicielka. Helen nieufnie rozejrzała się dookoła.

— Czy możesz nam powiedzieć, kim jesteś i co pamiętasz? — zapytała spokojnie uzdrowicielka.

Wciąż z miną spłoszonego zwierzęcia, Helen powiedziała:

— Nazywam się Helen Granger. Jestem dentystką. Mieszkam w Hampstead. Mam męża o imieniu Richard. On też jest dentystą. Posiadamy córkę o imieniu Hermiona. Gdzie jest mój mąż? Gdzie jest moja córka?

— Gdzie jest mój tata? — zapytała Hermiona szeptem najbliżej strojąca uzdrowicielkę.

— Pani tata znajduje się w pokoju rekreacyjnym — szepnęła. — Uznaliśmy, że w takich okolicznościach najlepiej będzie ich rozdzielić, ponieważ nie chcieliśmy, aby epizod pani mamy wywołał podobny u pani taty.

Hermiona skinęła głową. Epizody utraty świadomości i dezorientacji u jej taty zdarzały się znacznie rzadziej niż u mamy, ale zazwyczaj były gorsze. Trudniej było go uspokoić i uśpić, a czasami stawał się agresywny. Jeden z epizodów sprzed roku wymagał użycia zaklęć ogłuszających przez trzech różnych uzdrowicieli, którzy go uspokajali przez dwa dni. Hermiona nadal czasami miała koszmary po tym incydencie.

— Który mamy rok? — kontynuowała spokojnie uzdrowicielka. — Pamiętasz datę?

— Jest pierwszy września tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego pierwszego roku — powiedziała Helen. — Mamy odwieść córkę na dworzec King’s Cross, żeby zdążyła na pociąg podczas jej pierwszego dnia w szkole i nie możemy się spóźnić. Nie wiem, gdzie oni są i dlaczego jestem tu przetrzymywana wbrew mojej woli.

Pomimo tego, że data była błędna, było to najbardziej spójne wspomnienie, jakie Hermiona słyszała od mamy, odkąd próbowała odwrócić zaklęcie Obliviate rzucone na jej rodziców.

— Mamo! — jęknęła rozpaczliwie. — To ja, Hermiona.

— Przestań tak mówić! — warknęła Helen. — Moja córka ma jedenaście lat!

— Mamo, nie jest już tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty pierwszy rok, tylko dwa tysiące czwarty. To ja, Hermiona. Mogę to udowodnić! Na moje dziesiąte urodziny kupiłaś mi lalkę Barbie i prenumeratę Encyklopedii Britannica. Na moje szóste urodziny dostałam od ciebie małą, pluszową wydrę, którą nazwałam Ollie Ottie. Moim… moim ulubionym deserem jest sernik. Ty… masz dwie obrączki ślubne, bo pewnego dnia myślałaś, że w pracy zgubiłaś oryginalną, ale znalazłaś ją kilka miesięcy później, krótko po tym jak tata kupił ci nową. Ty i tata tańczyliście do Unforgettable na swoim ślubie!

Podczas przepełnionej paniką wypowiedzi Hermiony, wyraz twarzy Helen zmienił się ze sceptycznego na podejrzliwy, później na niedowierzający, a na końcu w gniew.

— Przestań! Przestań! — krzyknęła Helen. — Kim jesteś? Skąd to wiesz?

— Mamo, proszę!

Hermiona była bliska płaczu.

Helen uderzyła ją w twarz.

— Nie jestem twoją mamą! Nie wiem, kim jesteś! Nie wiem… puśćcie mnie! — krzyknęła, gdy dwie uzdrowicielki odciągnęły ją od Hermiony i zaczęły fizycznie podtrzymywać przed ponownym uderzeniem.

Jedna z czarownic zwróciła się do Hermiony:

— Przykro mi, panno Granger, ale musi pani wyjść. Stan pani mamy się pogarsza i musimy ją uspokoić, inaczej będzie jeszcze gorzej.

W tym samym momencie, gdy uzdrowicielka wezwała fiolkę eliksiru uspokajającego, przyszła czarownica, by zabrać Hermionę z pokoju. Jej mama wciąż wołała swoją córkę i wyrywała się z magicznych kajdanek, gdy drzwi zamknęły się przed oczami Hermiony.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Uspokojenie mamy Hermiony i ułożenie jej do snu zajęło więcej czasu niż zwykle, a kiedy Hermiona opuściła Parkwood, była już prawie dziewiętnasta. Aportując się z powrotem do mieszkania, uświadomiła sobie, że nie zdążyła się przygotować do kolacji z Draco. Myślała gorączkowo nad wysłaniem sowy z prośbą o odwołanie spotkania, ale jakaś resztka wrodzonej dumy nie pozwoliła jej wycofać się ze zobowiązania. Pogodziła się z kilkuminutowym spóźnieniem i szybko rzuciła na siebie zaklęcie oczyszczające. Włożyła pierwszą sukienkę, jaką rozważała założyć — czarną, satynową, lejącą z koronkowym dekoltem — i pomalowała usta jaskrawoczerwoną szminką. Najbardziej frustrowały ją włosy. Planowała spędzić popołudnie na prostowaniu i układaniu włosów, ale teraz mogła je tylko skręcić i upiąć kok dodatkowymi spinkami. Efekt końcowy, który zobaczyła w lustrze, był znośny, ale daleki od tego, co pierwotnie planowała. Spóźniała się już prawie dwadzieścia minut. Draco podał jej adres Gwiezdnego Pyłu — nowej restauracji, którą niedawno otworzono na Ulicy Pokątnej niedaleko banku. Wzięła głęboki oddech i aportowała się pod wskazany adres.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Było chwilę po dwudziestej pierwszej, kiedy Draco wrócił do mieszkania. Stało się to znacznie wcześniej, niż planował, ale wieczór okazał się katastrofą i był w fatalnym humorze. Na początek Hermiona spóźniła się dwadzieścia minut, bez żadnego wyjaśnienia poza lakonicznym Przepraszam za spóźnienie, Malfoy.

Brak wyjaśnienia, w połączeniu z tym, że przez prawie cały wieczór unikała jego wzroku, był frustrujący, ale starał się stłumić irytację i wciągnąć ją w rozmowę, stworzyć odpowiedni nastrój, a nawet spróbować ją zrelaksować.

Lecz Hermiona była spięta przez całą noc. Udzielała krótkich, mało wylewnych odpowiedzi. Na powtarzające się pytania Draco odpowiadała Wszystko w porządku, nic mi nie jest. Wypiła o wiele więcej, niż powinna, i prawie w ogóle nie jadła. Nawet się nie wystroiła. Draco zawsze uważał Hermionę za atrakcyjną kobietę, ale widział ją w poprzednich latach na świątecznych galach Ministerstwa i innych imprezach, gdzie się stroiła, i wiedział, że potrafi włożyć w to o wiele więcej wysiłku.

I pomimo ostrzeżeń Draco, że zamawiane przez nią koktajle mogą być mocniejsze, niż myślała, zamawiała drinka za drinkiem, aż w końcu zaczęła bełkotać i chichotać.

Draco zaczynał żałować każdego wyboru życiowego, który kiedykolwiek doprowadził go do tej sytuacji. Poprosił o rachunek i możliwość skorzystania z prywatnej Sieci Fiuu restauracji, żeby zabrać Hermionę do jej mieszkania, zamiast wyprowadzać ją frontowymi drzwiami, gdzie z pewnością stali reporterzy i fotografowie, który relacjonowali, komu dzisiejszego wieczoru udało się zarezerwować stolik w Gwiezdnym Pyle.

Udało mu się ją obudzić na tyle, by zaciągnąć ją do kominka i podała mu swój adres. Wyniósł ją z kominka do jej mieszkania, gdzie omal nie potknął się o Krzywołapa, próbując zanieść ją do sypialni. Hermiona chrapała z głową wtuloną w jego ramię i gdyby nie był na nią tak wściekły, mógłby uznać to za urocze. Zaniósł ją krótkim korytarzem i położył na łóżku o wąskiej i bardzo nierównej konstrukcji, która zajmowała większość jej bardzo ciasnej sypialni. Zdjął jej buty i przykrył kołdrą. Przez chwilę zastanawiał się, czy powinien to robić, ale w końcu wyciągnął z kieszeni małą fiolkę eliksiru na kaca i postawił ją na szafce nocnej obok jej łóżka.

Rzucił Hermionie ostatnie spojrzenie i skrzywił usta. Wyprostował się i po raz pierwszy rozejrzał po otoczeniu. Mieszkanie było małe i zaniedbane, rozpaczliwie wymagające malowania. W ścianach znajdowały się drobne pęknięcia, przez które odpadał tynk i widać było cegły. W sypialni Hermiony panował bałagan: sukienki walały się po podłodze, a na rozchwianej komodzie, nad którą wisiało małe lusterko, stały krzywo opakowania i słoiki z kosmetykami. Przechodząc przez mieszkanie w stronę kominka, zobaczył, że jej salon był średniej wielkości, ale zdominowany przez trzy przepełnione regały na książki. Stała tam mała, sfatygowana kanapa, stolik kawowy i wytarty, skórzany fotel, tworzące kącik wypoczynkowy, oraz kominek z imitacji marmuru, będący podpiętym do Sieciu Fiuu. Na kominku, w prostej, mosiężnej ramce stało pojedyncze zdjęcie Hermiony z rodzicami, zrobione w okresie jej nastoletnich lat. W rogu pokoju, między regałami a ścianą, stał drapak dla kota, pod którym leżało legowisko. W przeciwieństwie do sypialni, salon wyglądał schludnie. Poza tym zdjęciem, regałami i kocimi gadżetami całe mieszkanie wyglądało na bardzo niedopracowane i bezosobowe, jakby było jedynie przystankiem. Draco uważał to miejsca za wyjątkowo przygnębiające.

Gdy wrócił do swojego mieszkania, nalał sobie szklankę Ognistej Whisky i udał się na balkon. Cały wieczór był koszmarem. Czy Hermionie sama myśl o byciu z nim, a nawet udawaniu, wydawała się tak odrażająca, że wolała się upić? Że wolałaby mieszkać w obskurnym, nieprzyjaznym mieszkaniu, niż wziąć od niego pieniądze i poprawić swoją sytuację? Myślał, że ich znajomość, jaka by ona nie była, poprawiła się w ciągu ostatnich kilku tygodni. Myślał, że mieli szansę, żeby wszystko się udało.

Ognista Whisky paliła go w gardle, a Mroczny Znak pulsował. Rzadko mu dokuczał od czasu śmierci Voldemorta, ale czasami, gdy jego tarcze słabły i nawet Oklumencja nie mogła uchronić go przed natrętnymi myślami i nienawiścią do samego siebie, Znak znów dawał o sobie znać.

Czasami Draco czuł, jakby powoli odzyskiwał szacunek. Przywracał prestiż nazwisku Malfoy. W końcu mógł kroczyć przez czarodziejską Wielką Brytanię z podniesioną głową. Prowadził legalny biznes. Malfoy Holdings było jednym z największych pracodawców zatrudniających czarodziejów i czarodziejki w Wielkiej Brytanii. Dbał o to, by jego pracownicy byli dobrze traktowani. Jego matka przekazywała ogromne sumy galeonów na wiele szczytnych celów: na rzecz Szpitala Świętego Munga, organizacji pomagającym wdowom i sierotom wojennym oraz organizacjom, które co miesiąc podawały tojad ofiarom Fenrira Greybacka.

Powoli, ale nieubłagalnie, te czyny przynosiły efekty. Przez większość dni ludzie traktowali go z szacunkiem, respektem, a przynajmniej tolerowali. Nawet artykuły o nim w Proroku Codziennym zdawały się być mniej irytujące w ciągu ostatnich kilku lat, choć prawdopodobnie wpływ na to miał również fakt, że Tygodnik Czarownica zaczął umieszczać go na liście Najbardziej Uprzywilejowanych Kawalerów Czarodziejskiej Wielkiej Brytanii, i te egzemplarza sprzedawały się dobrze.

Ale od czasu do czasu dochodziło do nieprzyjemnych incydentów, które dobitnie przypominały mu, że ludzie wciąż pamiętają: czasem zaczepiano go na ulicy, a nawet opluwano. Czasami do Dworu lub jego gabinetu wysyłano groźby i przeklęte przedmioty. Do dziś nie wolno mu było wchodzić do Trzech Mioteł w Hogsmeade, pomimo szczerych przeprosin, które wysłał Madame Rosmercie, zanim opuścił Hogwart na ósmym roku.

I najwyraźniej, mimo że Hermiona Granger zapewniała go, że wybaczyła mu jego zachowanie wobec niej w dzieciństwie i to, co wydarzyło się w salonie Dworu Malfoyów, nie potrafiła przezwyciężyć nieufności i niechęci wobec niego.

To nie powinno go aż tak bardzo obchodzić. Granger była kimś, kogo zatrudnił do wykonania zadania. Po prostu nie nadawała się do niego. Jak każdego, innego pracownika, który się nie sprawdził, powinien móc zastąpić ją kimś innym. Po prostu powie jej, że to się nie uda, a potem poszuka bardziej odpowiedniej kandydatki na to stanowisko. Proste.

Tyle że to nie było łatwe. Dręczyło go to do szpiku kości. Może dlatego, że byli kolegami z pracy. Może dlatego, że z opóźnieniem zdał sobie sprawę z tego, że jest naprawdę atrakcyjna. Może dlatego, że…

Może dlatego, że przez ostatnie kilka razy, kiedy spędzał czas z Granger, czuł, że mogą się dogadać. Może dlatego, że kiedy ją pocałował w Szmaragdowym Globie, myślał, że coś do niego poczuła — z pewnością tak było. Może dlatego, że kiedy uśmiechała się do niego na przyjęciu urodzinowym Teddy’ego, uwierzył, że była szczera. Może był pieprzonym idiotą, szukając sensu gestów, które nic dla niej nie znaczyły.

Z całej siły wzmocnił tarcze w umyśle. Nic nie zyska, zanurzając się głęboko w te makabryczne i niepokojące myśli. A jednak zastanawiał się, czy dzisiejszy wieczór nie byłby dla niego mniej stresujący, gdyby od początku uważał ją za całkowicie chłodną i obojętną?

Pociągnął długi łyk Ognistej Whisky. Alkohol palił w gardle i skupił na tym całą swoją uwagę, wpatrując się nieobecnym wzrokiem w sznury samochodów przemykające ulicami Londynu daleko w dole.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Mama Hermiony spała, kiedy następnego dnia przyjechała do Parkwood na cotygodniową, niedzielną wizytę. Połączenie środków uspokajających i fizycznego wyczerpania po epizodzie sprawiło, że przespała większość dnia i pomimo poczucia winy, Hermiona czuła ulgę, że tego dnia nie będzie już świadkiem kolejnego załamania ani komplikacji. Spędziła prawie godzinę z uzdrowicielką, omawiając to, co przydarzyło się jej mamie poprzedniego dnia, i rozważając dalsze opcje leczenia oraz plany, zanim udała się do taty.

Richard Granger/Wendell Wilkins znajdował się w ogrodzie, kiedy Hermiona przybyła. Siedział na drewnianej ławce pod klonem, mogąc patrzeć na klify i ocean. W dłoniach trzymał egzemplarz Dzieł Williama Szekspira z komentarzem.

— Ach, Hermiono, miło cię widzieć — powiedział. — Jak ci mijają wakacje?

Zdołała się uśmiechnąć, siadając obok taty, który zdawał się nie zauważać, że jego wakacje nad morzem trwają już kilka lat.

— W porządku — odparła. Skinęła głową na książkę. — Którą sztukę czytasz?

— Czytam Zimową opowieść — rzekł. — A teraz fragment o królowej Hermionie. Niezły zbieg okoliczności, prawda?

— Tak, całkiem — zgodziła się, dodając: — Czytaj dalej. Po prostu chciałam do ciebie dołączyć.

Sięgnęła do swojej torebki z koralikami i wyciągnęła powieść do czytania. Otwierając książkę, spojrzała na tatę i nostalgia uderzyła ją z całej siły. Uwielbiali siedzieć obok siebie i czytać. Niezliczone, szczęśliwe godziny spędzili na kanapie w salonie ich londyńskiego domu, siedząc obok siebie, czytając w miłej atmosferze i od czasu do czasu rozmawiając o książkach, które czytali. Kiedy przeniosła wzrok na swoją książkę, po jej policzku spłynęła pojedyncza łza.

Tego wieczoru, gdy wróciła do domu, wyciągnęła wszystkie książki o eliksirach, jakie miała, i zaczęła je przeglądać. Uzdrowiciele w Parkwood robili, co mogli, ale czuła, że kończą im się możliwości. Teraz zaufała eliksirowi przywracającemu pamięć, który opracowywał Mistrz Bergen, i była bardziej niż kiedykolwiek zdeterminowana, by pomóc mu dokończyć pracę. Zaznaczała strony, robiła adnotacje, notatki i spisywała pomysły, pracując do późna, aż w końcu poddała się zmęczeniu i poszła spać.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Wezwanie dotarło w poniedziałek rano, gdy Hermiona była w trakcie testowania nowego wariantu eliksiru. Notatka, zaczarowana w kształt smoka, wylądowała przed nią na roboczym blacie.

Obawiała się spotkania z Draco odkąd obudziła się poprzedniego dnia w swoim mieszkaniu, nie mając pojęcia, jak się tu znalazła. Domyślała się, że ich kolacja nie poszła dobrze, skoro zostawił fiolkę eliksiru na kaca na jej szafce nocnej. Ale jej myśli tamtego dnia zdominował stan psychiczny rodziców i to, co mogłaby zrobić, by przywrócić im pamięć. Myślała o tym tak intensywnie, że udało jej się stłumić myśli o kolacji z Draco. Teraz jednak, w obliczu notatki wzywającej ją do jego gabinetu, poczuła skurcz w żołądku, gdy starała się jak najlepiej przypomnieć sobie, co dokładnie się wydarzyło podczas kolacji z nim, i zastanawiała się, jakie będą tego konsekwencje.

Rzuciła szybkie zaklęcie statyczne na eliksir, nad którym pracowała, i dotarła na czterdzieste piąte piętro.

Weszła do zewnętrznej recepcji, gdzie Desiree Avery przeglądała poranną sowią pocztę.

— Mal… znaczy, pan Malfoy prosił, abym do niego przyszła — wyjaśniła Hermiona.

Desiree skinęła głową w stronę drzwi.

— Pan Malfoy na panią czeka.

— Dziękuję — odparła.

— Jest w złym humorze — ostrzegła jego asystentka.

Serce Hermiony podskoczyło. Dziesięć kroków, które trzeba było zrobić, żeby przejść przez recepcję do gabinetu Draco, wydawało się ciągnąć w nieskończoność. Zatrzymała się przed drzwiami, zebrała w sobie, wzięła głęboki oddech i pchnęła drzwi.

— Panie Malfoy, chciał mnie pan widzieć? — zapytała.

— Zamknij drzwi, Granger — powiedział, podnosząc wzrok znad dokumentów.

Hermiona zamknęła za sobą drzwi i przeszła przez pokój w jego stronę. Wstał, a kiedy na nią spojrzał, jego szare oczy wypaliły dziury w jej sumieniu. Omiótł ją oceniającym wzrokiem od góry do dołu i zdała sobie sprawę, że nie jest ubrana w strój zgodny z zasadami firmy. Ponieważ personel laboratorium eliksirów nosił obszerne szaty laboratoryjne, zaczęła nosić pod spodem luźne, mugolskie ubrania. Miała na sobie dżinsy i koszulkę, na którą narzuciła swój ulubiony, niebieski kardigan — strój bardziej odpowiedni na kampus uniwersytecki niż do pracy w wielomiliardowej korporacji. Pod przenikliwym spojrzeniem Draco czuła się, jakby stała przed nim naga.

— Zakładam, że wiesz, dlaczego poprosiłem cię o spotkanie — zaczął.

Jego słowa i ton głosu ociekały jadem i wściekłością.

— Przepraszam za tamten wieczór… — wymamrotała.

— Myślałem, że to była zwykła prośba — kontynuował, jakby w ogóle się nie odezwała. Nadal wpatrywał się w nią, a jego słowa raniły niczym bicz. — Zwykła, nieformalna kolacja. Może nawet przyjacielska. — Ostatnie słowo brzmiało w jego ustach jak przekleństwo. Hermiona się skrzywiła, a on mówił dalej: — Chciałem, żeby ludzie przyzwyczaili się do widoku nas razem. W końcu zgodziłaś się słownie i pisemnie, że możesz to zrobić.

Przygryzła wargę. Nie była pewna, co zrobiła ani co mogła zrobić poza przeproszeniem za swoje zachowanie. Ale jak mogła go porządnie przeprosić, skoro nie pamiętała, co zrobiła?

Jakby słysząc pytanie w jej głowie, zapytał:

— Czy ty w ogóle wiesz, co robiłaś tamtego wieczoru?

— Proszę — wyszeptała. — Ja…

— Po pierwsze, spóźniłaś się bez żadnego wyjaśnienia, wyglądając tak, jakbyś w ostatniej chwili coś na siebie założyła. Potem nie chciałaś jeść, nie chciałaś ze mną rozmawiać, nawet na mnie nie spojrzałaś. Wyglądałaś tak, jakbyś się spodziewała, że rzucę na ciebie Crucio! A potem się upiłaś na umór w niecałą godzinę!

— Nie chciałam aż tyle pić. Przepraszam!

— Nie wierzę w żadne z twoich słów, Granger oraz nie wierzę w to, że nie znasz swoich granic w temacie alkoholu. To nie był przypadek. Wiesz, twoim jedynym zadaniem tego wieczoru było zjedzenie kolacji, uśmiechając się przy tym. Tak podchodzisz do swoich obowiązków? Myślałaś, że uda ci się przetrwać, gdy się upijesz? Wiem, że jesteś cholerną Hermioną Granger, najmądrzejszą czarownicą swojego pokolenia, ale czy myślałaś, że reszta z nas… myślisz, że jestem aż tak głupi?

— Malfoy…

— Nawet teraz nie potrafisz spełnić prostej prośby, żebyś zwracała się do mnie po imieniu!

— Przepraszam… Dr-Draco! Proszę…

— Myślałem, że mogę z tobą zaryzykować, Granger. Myślałem, że jesteś ponad to. W końcu i tak nigdy nie będę dla ciebie nikim więcej niż Śmierciożercą, prawda?

Hermiona pokręciła głową.

— Nie! To nie…

Podeszła bliżej, mówiąc to, ale uderzyła biodrem o krawędź biurka i zatoczyła się do przodu.

Instynktownie wyciągnął rękę, żeby ją podtrzymać, i kiedy to zrobił, zobaczył, jak coś wypada z kieszeni jej kardiganu. Sięgnął, żeby to podnieść i zobaczył, że to przepustka gościa z Parkwood. Było na niej napisane imię Hermiony i data odwiedzin.

Zmarszczył brwi.

— To przepustka sprzed dwóch dni.

— Tak — powiedziała, wyciągając po nią rękę. — Proszę, Draco, ja…

Ale on wciąż wpatrywał się w datę.

— Myślałem, że odwiedzasz rodziców w niedzielę.

— Tak.

— Więc… dlaczego byłaś tam w sobotę?

Wzięła głęboki oddech.

— Moja… moja mama miała tego dnia zły dzień i uzdrowiciele mnie o tym poinformowali. Byłam z nią całe popołudnie.

Napięcie i gniew zdawały się z niego ulatniać.

— Dlatego spóźniłaś się na kolację?

Skinęła głową.

— Przepraszam. Przeszło mi przez myśl, żeby wysłać do ciebie sowę z prośbą o odwołanie, ale nie chciałam, żebyś pomyślał, że chcę się wycofać… ale z drugiej strony… nie chciałam tak spieprzyć…

— Na Godryka, Granger! — jęknął, oddając jej przepustkę. — Dlaczego, na Salazara, nie powiedziałaś mi o tym w sobotę?

— Czy to by coś zmieniło?

Wyglądał tak, jakby ktoś uderzył go w twarz.

— Za jakiego potwora mnie masz?

Przygryzła wargę.

— To… to, co jest między nami, nie jest prawdziwe. Moi rodzice to moja prywatna sprawa i nie chciałam cię w to mieszać. Oni nie są twoim problemem. Oni…

— Granger — przerwał jej. — Co się stało twojej mamie?

Znów przygryzła wargę, a potem westchnęła. Spojrzała na swoje dłonie, które bawiły się brzegiem swetra. Po chwili znów podniosła wzrok.

— Przez większość dni moi rodzice mają się dobrze i są szczęśliwi. Myślą, że nazywają się Monica i Wendell Wilkins. Są przekonani, że nadal prowadzą klinikę stomatologiczną w Melbourne, a po prostu wyjechali na wakacje do Kornwalii. Kiedy ich odwiedzam, myślą, że jestem gościem, który zatrzymał się w tym samym ośrodku co oni.

— Przez większość dni?

Odwróciła wzrok.

— Od czasu do czasu wraca jakieś wspomnienie. Zdarza się to częściej mojej mamie niż tacie. Kiedy ma epizod, pamięta, kim jest, ale myśli, że jest rok tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty pierwszy. Zaczyna panikować, że nie może znaleźć córki.

— Co się dzieje, gdy ciebie zobaczy?

Po policzku Hermiony spłynęła łza.

— Ona… ona mnie nie poznaje. Szuka mojej jedenastoletniej wersji. Nieważne, co powiem, gdy jest w takim stanie, nigdy mi nie wierzy, że jestem jej córką. Ona… się boi. Albo się wścieka.

— Bywa agresywna?

Draco podał Hermionie chusteczkę, którą przyjęła.

— Dzięki. Cóż… zazwyczaj nie.

— Zazwyczaj? Ale bywa?

Skrzywiła się.

— Myśli, że porwałam jej córkę albo że próbuję ją oszukać. Uspokojenie jej zazwyczaj zajmuje sporo czasu. Nawet eliksiry słabo działają, ale starają się nie używać zbyt wielu zaklęć na pacjentach w tym stanie, bo boją się, że to wszystko pogorszy, ale od czasu do czasu, gdy jest zbyt pobudzona, muszą ją ogłuszać, żeby… żeby jej umysł się wyciszył.

— To zrobili w sobotę?

Skinęła głową.

— Kiedy… kiedy była ogłuszona, zdawało się… przez chwilę, że nagle zrozumiała, co się dzieje. Wiedziała, że używają na niej magii. I patrzyła na nas. Patrzyła na mnie… i na jej twarzy malowała się zdrada i zranienie, zanim straciła przytomność. — Głos Hermiony się załamał. Draco zrobił krok ku niej, by ją objąć. Zesztywniała na chwilę, nie spodziewając się, że zostanie przytulona, ale potem uległa potrzebie pocieszenia i szlochała wtulona w jego pierś. — Przepraszam, że tyle wypiłam w sobotę… Po prostu nie mogłam wyrzucić tego spojrzenia z głowy przez cały wieczór.

— Ciii…

Draco ją uspokajał, powoli pocierając dłonią jej plecy.

— Miała taki sam wyraz twarzy, kiedy rzucałam na nią Obliviate — wyznała Hermiona, a łzy spływały jej po twarzy, wsiąkając w przód koszuli Draco. — Tuż przed tym, jak o mnie zapomniała, wiedziała. Wiedziała…

Draco trzymał ją jeszcze przez kilka minut, podczas których Hermiona próbowała się uspokoić. W końcu udało jej się przestać myśleć o twarzy mamy i poczuła leśny, cytrusowy zapach, który kojarzyła z Draco, połączony z ciepłem jego piersi przez częściowo przemoczony przód koszuli i delikatny, kojący ruch dłoni, przeciągającej się po jej plecach. Część niej chciała tak po prostu stać, podczas gdy inna poczuła nagłą, desperacką potrzebę odsunięcia się.

Przełknęła ślinę i puściła go.

— Dziękuję — powiedziała, czując ulgę, że jej głos brzmi już normalniej. Spojrzała ze smutkiem na jego koszulę. — Przepraszam, że zmoczyłam ci koszulę.

— Nie przejmuj się tym, Granger — rzekł, wyciągając ręce i ujmując jej dłonie, patrząc prosto w oczy. — Jesteś pewna, że wszystko w porządku?

Skinęła głową. Spojrzenie w jego oczach było pełne troski, co jednocześnie ją rozgrzało i zaniepokoiło. Wciąż spodziewała się po nim szyderczego uśmiechu albo typowego uśmieszku, siłą nawyku z lat spędzonych razem w Hogwarcie. Ale Draco, którego znała od pierwszego spotkania w tym gabinecie dwa miesiące temu, był miły i pełen szacunku. A nawet droczył się z nią. Wytrącał ją z równowagi w sposób, który w jakiś sposób przerażał ją bardziej niż kiedykolwiek, gdy był okrutnym i wrednym nastolatkiem.

— Więc jak się czuje twoja mama? Przypuszczam, że widziałaś się wczoraj z rodzicami?

— Odpoczywała. Jej… jej epizody bardzo ją wykańczają, więc zajrzałam do niej na chwilę, kiedy spała. Spędziłam popołudnie z tatą. Rozmawialiśmy… rozmawialiśmy o książkach, które czytaliśmy. — Uśmiechnęła się smutno. — A potem zapytał mnie, czy moje imię pochodzi od Hermiony z Zimowej opowieści.

— Naprawdę? — dopytywał. — Zawsze myślałem, że otrzymałaś imię po córce Heleny Trojańskiej.

— Dlaczego tak myślisz?

— Bo Helena była najpiękniejszą kobietą na świecie — odpowiedział, jakby to było oczywiste.

Hermiona zamrugała.

— Draco… — wydusiła z siebie, ale on najwyraźniej chciał poruszyć inny wątek.

— To, co mówiłaś wcześniej, że ten.. że ten związek nie jest… prawdziwy — mruknął, a jego słowa wydawały się starannie dobrane. — To nie znaczy, że nie jesteśmy prawdziwymi ludźmi. Nie chcę, żebyś myślała, że nie możesz mi powiedzieć, że masz zły dzień lub problemy z rodzicami. Możesz i rób to.

Przygryzła dolną wargę i skinęła głową.

— Dziękuję.

Jego usta wykrzywiły się w coś, co można było uznać za uśmiech.

— Myślisz, że możemy wyrzucić z pamięci tamten wieczór i spróbować jeszcze raz w najbliższą sobotę?

Zdołała się uśmiechnąć.

— Tak, Draco. Jesteśmy umówieni.

[T] Związek na pokaz: Urodziny Teddy'ego Lupina

wtorek, 28 lipca 2026

 

Witajcie :) późnym wieczorem zapraszam na kolejny rozdział tłumaczenia. Tym razem weźmiemy udział w urodzinach Teddy’ego Lupina. Sporo się na nich wydarzy, więc miłej lektury!

Na następny rozdział zapraszam w czwartek.

 

___________

 

Rozdział 6: Urodziny Teddy’ego Lupina

 

— Z wielką przyjemnością ogłaszam, że nowym starszym specjalistą ds. eliksirów została Fräulein Hermiona Granger — oznajmił Mistrz Bergen zgromadzonym pracownikom laboratorium eliksirów podczas porannego zebrania personelu pierwszego dnia pracy Hermiony. — Fräulein Granger będzie pracować w laboratorium eksperymentalnym oraz będzie miała mały udział w opracowywaniu eliksirów medycznych. Powitajmy Fräulein Granger z otwartymi ramionami!

Pracownicy klaskali entuzjastycznie, a Hermiona się uśmiechnęła, rumieniąc się z radości na powitanie, jakie ją spotkało. To było dalekie od rozczarowania, jakiego doświadczyła ostatniego dnia pracy w Departamencie Regulacji i Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami Ministerstwa Magii, który rozpoczął się i zakończył bez rozgłosu. Jej bezpośrednia przełożona, pani Donnelly, szefowa departamentu, nie była zadowolona z rezygnacji Hermiony (Jak mam obsadzić to stanowisko w niecałe dwa tygodnie?). Pani Donnelly w desperacji zaproponowała Hermionie podwyżkę w wysokości dwudziestu galeonów miesięcznie, ale Hermiona, najdelikatniej jak potrafiła, odrzuciła tę ofertę. Przygotowała wszystkie teczki i księgi z jasnymi instrukcjami dla swojego następcy i po cichu życzyła nowo wybranej czarownicy lub czarodziejowi powodzenia na tym stanowisku.

Nie poinformowano o jej odejściu, ani nie zorganizowano przyjęcia pożegnalnego. Zakończyła swój ostatni dzień i wyszła z małym, kartonowym pudełkiem wypełnionym jej rzeczami osobistymi, tym samym pudełkiem, które przyniosła dziś rano do laboratorium eliksirów w Malfoy Holdings. Pudełko zawierało zdjęcie jej rodziców, czarodziejskie zdjęcie Krzywołapa, z którym Hermiona nie mogła się rozstać ze względu na wartość sentymentalną, nawet jeśli uważała Rona za dupka. Ron na zdjęciu zdawał się to wyczuwać, ponieważ najczęściej próbował wymknąć się z kadru. Przyniosła też egzemplarze wszystkich książek, które Mistrz Bergen kazał jej przeczytać, a które, oczywiście, pochłonęła w ciągu ostatnich kilku dni. Znajdował się tam też mały, zaczarowany przycisk do papieru w kształcie wydry, który Harry dał jej na Boże Narodzenie oraz jej osobisty zestaw bezpieczeństwa, którego używała w laboratorium: okulary ochronne, rękawice ze smoczej skóry i bandaże nasączone esencją szczuroszczęta.

Zajęła się organizowaniem swojego biurka, zanim Mistrz Bergen zawołał ją do swojego gabinetu, by omówić eliksir przywracający pamięć, nad którym pracował.

— Czy udało ci się przeczytać książki, które poleciłem? — zapytał.

Jeśli Hermiona Granger była w czymś mistrzynią, to w odrabianiu prac domowych przed czasem.

— Tak — odparła, przywołując stos podręczników, które przyniosła ze sobą.

Do stron książek przykleiła setki małych, neonowych karteczek, przez co książki łopotały jak egzotyczne ptaki, wlatując do gabinetu Mistrza Bergena.

Zamrugał na widok karteczek samoprzylepnych, a potem wybuchnął głośnym śmiechem.

— Draco powiedział, że nie tylko przeczytasz książki przed rozpoczęciem pracy, ale i nauczysz się ich na pamięć. Miał rację!

— Lubię być przygotowana — rozpromieniła się.

— Tak trzymaj, a dobrze ci pójdzie, Fräulein — rzekł. — Czy masz jakieś pytania, zanim zacznę omawiać eliksir?

— Owszem. Co pana skłoniło do pracy nad eliksirem przywracającym pamięć? — zapytała.

— Nie specjalizuję się w tworzeniu eliksirów, ale współpracuję z Instytutem DuPont w Szwajcarii zajmującym się badaniami nad magicznymi chorobami. Robimy to z założeniem, że wszystkie udane eliksiry będą sprzedawane wyłącznie za pośrednictwem Malfoy Holdings, a Draco nawet dał mi procentowy udział w zyskach z eliksirów opracowanych w naszym laboratorium. Część badań wynikała z zainteresowania Oklumencją i Legilimencją, ponieważ Czarny Pan tak często stosował je na swoich zwolennikach i ofiarach. Pracowaliśmy nad eliksirami, które pozwalałyby ludziom ukrywać myśli, ale podczas wczesnych eksperymentów odkryliśmy, że eliksiry stymulowały hipokamp i ciało migdałowe ludzkiego mózgu, gdzie przechowywane są wspomnienia, i faktycznie poprawiały ich retencję. Naukowcy z DuPont wciąż pracują nad eliksirami dotyczącymi Oklumencji, które mogą mieć zastosowanie wojskowe, ale ja chciałem popracować nad aspektem pamięciowym. Dlatego kolejnym krokiem było udoskonalenie eliksiru bazowego i próba ulepszenia go tak, aby umożliwiał przywracanie pamięci, zwłaszcza osobom, które zostały poddane zaklęciu Obliviate.

— To niesamowite — mruknęła.

— Draco powiedział mi, że interesujesz się przywracaniem pamięci, ale nie wyjaśnił dlaczego. Nie musisz mi niczego zdradzać, ale interesują mnie ogólne okoliczności — musiałaś mieć do czynienia z zaklęciem przywracającym pamięć, które nie zadziałało, albo znasz kogoś mającego problemy z pamięcią.

Zawahała się przez chwilę, ale w końcu postanowiła powierzyć swój sekret Mistrzowi Bergenowi; gdyby znał jej sytuację, być może mógłby wiedzieć, czy eliksir przywracający pamięć, nad którym pracował, przyniesie pożytek jej rodzicom. Wzięła głęboki oddech i opowiedziała historię o tym, jak zmieniła wspomnienia rodziców, aby chronić ich podczas wojny, oraz o katastrofalnych konsekwencjach, jakich doświadczyła, próbując zdjąć zaklęcie, które rzuciła.

Mistrz Bergen był doskonałym słuchaczem, zadając bardzo wnikliwe pytania o to, w jaki sposób rzuciła zaklęcie, a zwłaszcza skupiając się na stanie umysłu Hermiony zarówno podczas rzucania zaklęcia, jak i podczas próby jego zdjęcia.

— Rozumiesz lepiej niż ktokolwiek inny, jak podstępne potrafią być zaklęcia odwracające, Commemimi Totalus i Commemimi Partialis, skoro ludzki mózg jest tak plastyczny i podatny na kształtowanie. Moja teoria na temat pamięci jest taka, że pomimo najlepiej rzuconego zaklęcia Obliviate, żadna pamięć nie zostaje w pełni utracona, ponieważ ludzki mózg przechowuje informacje w wielu obszarach. Wierzę, że nasze zaklęcia po prostu usuwają wspomnienia z najbardziej oczywistych miejsc. Mam nadzieję, że ten eliksir przywracający pamięć, nad którym pracujemy, w połączeniu z zaklęciami, umożliwi rozwój ścieżek neurotycznych w mózgu, które będą mogły wyciągać wspomnienia z głębszych, rzadziej używanych obszarów pamięci i zwracać je w łatwiejszy sposób do hipokampu, gdzie zintegrują się z innymi wspomnieniami, tworząc bardziej płynną historię mózgu.

Hermiona poczuła, że w jej oczach tworzą się łzy. To mogło być to, czego potrzebowali jej rodzice. I może będzie mogła pomóc.

— Na jak zaawansowanym etapie jest opracowywanie tego eliksiru? W czym będę mogła pomóc?

— Jak dotąd mamy słaby eliksir, który, jak wykazano, na krótko przywraca utracone wspomnienia. Pracujemy nad jego wzmocnieniem, a także nad znalezieniem substancji stabilizującej, aby eliksir można było przygotować i przechowywać. Obecnie eliksiry muszą być używane na świeżo, co czyni je nieco uciążliwymi i trudniej dostępnymi. Na przykład w Szpitalu Świętego Munga może być potrzeba duża ilość tego eliksiru i są skłonni go przechowywać.

Resztę poranka spędzili na omawianiu formuły eliksiru i pokazywaniu Hermionie, jakie kroki zostały już podjęte, co zadziałało, a co nie. Chociaż minęły cztery godziny, Hermiona czuła się, jakby spędziła tam zaledwie pół godziny, zanim Draco przyszedł do laboratorium i zapytał, jak sobie radzi.

Mistrz Bergen nie szczędził pochwał dla Hermiony.

— Zawsze miło jest pracować z kimś inteligentnym i ciekawym świata! — powiedział. — Pytania, które zadaje, dają mi do myślenia. Bardzo się martwiłem, że ten projekt się nie powiedzie, ale teraz, gdy jest tu Fräulein Granger, myślę, że przełom to tylko kwestia czasu.

Draco się uśmiechnął.

— Mówiłem ci, że jest najmądrzejszą osobą z mojego roku.

Mistrz Bergen się rozpromienił.

— Mogłaby być nawet lepszym uczniem niż ty, Draco.

Ten pokręcił głową z zadowoleniem.

— Oddaję jej wszystko inne, ale nie, byłem najlepszy z eliksirów na naszym roku.

— Jestem tutaj! — zaprotestowała Hermiona.

— I mam nadzieję, że zostaniesz tu przez wiele lat — rzekł Mistrz Bergen z uśmiechem, po czym zwrócił się do Draco. — Właściwie dobrze, że przyszedłeś. Miałem z tobą porozmawiać o naszych zapasach. Siergiej mówi, że kilka składników eliksirów: proszek asfodelowy, skóra boomslanga i serce krokodyla mamy prawie na wyczerpaniu. Cena samej skóry boomslanga gwałtownie wzrosła w ciągu ostatnich czterech tygodni.

— Wiem — powiedział Draco. — Już się tym zajmuję. Na razie zwiększę budżet na zaopatrzenie, żebyś nadal mógł sobie pozwolić na to, co jest dostępne. Powiedz Siergiejowi, żeby dawał mi znać o wszelkich dalszych brakach. Chcę dokończyć ten eliksir.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Czas mijał Hermionie błyskawicznie przez kolejne kilka tygodni. Fascynowała ją praca, którą wykonywała, i była nią żywo zainteresowana, co uświadomiło jej, jak stagnacyjne było jej poprzednie stanowisko. Nie chodziło o to, że Departament Regulacji i Kontroli nad Magicznym Stworzeniami był bezużyteczny, po prostu jej stanowisko straciło swój impet z powodu nadmiaru biurokracji, która tłumiła wszelkie próby kreatywności czy zmian. Tutaj Hermiona robiła coś, co mogło zrewolucjonizować jedną dziedzinę medycyny. Pomyślała o wszystkich ludziach, którym ten eliksir mógłby pomóc, oprócz jej rodziców. Pomyślała o Neville’u Longbottomie, którego rodzice przebywali w Szpitalu Świętego Munga przez ćwierć wieku po tym, jak Bellatrix Lestrange torturowała ich do szaleństwa. Część ich choroby psychicznej objawiała się również utratą pamięci i być może, gdyby udało im się ją przewrócić, Neville w końcu miałby szansę poznać swoich rodziców.

Uwielbiała też współpracować z Mistrzem Bergenem i innymi specjalistami w laboratorium. O dziwo było tu zaskakująco mało sporów. Mistrz Bergen bardzo dobrze radził sobie z równoważeniem przepływu pracy w laboratorium i dbaniem o to, by przebiegała ona sprawnie.

Pozostali starsi specjaliści ds. eliksirów, Nicholas Babbington, Alana Achen i Siergiej Romanov, również byli błyskotliwi. Nicholas, podobnie jak Hermiona, pochodził z mugolskiej rodziny i ku jej zaskoczeniu, był nie tylko Mistrzem Eliksirów, ale również posiadał doktorat z chemii zdobyty na Uniwersytecie Cambridge. Pracował nad znalezieniem sposobów na połączenie nauki mugolskich i magicznych podczas warzenia eliksirów, a Hermiona uważała, że nawet krótkie rozmowy z nim były fascynujące. Alana była znacznie starsza, bliższa wiekiem Mistrzowi Bergenowi i przyjechała z nim z Niemiec. Wiedziała więcej o interakcjach składników w warzeniu eliksirów niż ktokolwiek inny, kogo Hermiona kiedykolwiek spotkała. A Siergiej, rosyjski emigrant, który mieszkał w Wielkiej Brytanii od trzydziestu lat, był tym, który dbał o porządek w całym laboratorium eliksirów pod względem harmonogramu, sprzętu, zapasów i składników.

— Jeśli Siergiej nie może czegoś znaleźć, to nie da się tego znaleźć — rzekł Mistrz Bergen Hermionie.

Dwie noce w miesiącu Hermiona odbywała nocną zmianę. W laboratorium stale warzono eliksiry, a niektóre z nich wymagały ponad dwudziestu czterech godzin ciągłego warzenia. Dlatego każdej nocy dwóch pracowników laboratorium przydzielano do nadzoru warzenia, które wymagało nocnych korekt, mieszania, rzucania zaklęć lub dodawania składników.

Na swojej pierwszej nocnej zmianie Hermiona została przydzielona do pracy z młodszym specjalistą o imieniu Joe, który niecały rok temu ukończył Hogwart. Był na drugim roku, gdy Voldemort został pokonany i patrzył na Hermionę z podziwem, jak na bohaterkę wojenną. Pomiędzy odliczaniem czasu pomiędzy kolejnymi etapami warzenia, zasypywał Hermionę pytaniami dotyczącymi jej udziału w wojnie, ale jego pytania były przepełnione szacunkiem i wnikliwością. Pytał ją, jakie zaklęcia były najskuteczniejsze, gdy ona, Harry i Ron uciekali. Dopytywał też o skuteczne mugolskie umiejętności. Prosił o opowieści dotyczące bohaterów, którzy zginęli. Hermiona rzadko rozmawiała o wojnie, ponieważ zbyt wiele pytań miało sprośny charakter, z uwagi na to, że ludzie wyobrażali sobie, iż przebywając w namiocie z dwoma chłopakami, mogło dojść do dwuznacznych sytuacji. Poza tym większość reporterów interesowała się tylko wywiadami z Harrym. Jednak przemyślenia Joego sprawiły, że po raz pierwszy zastanowiła się, czy warto byłoby napisać relację z pierwszej ręki o tym, przez co ona, Harry i Ron przeszli w ciągu roku poszukiwań horkruksów.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Po pierwszym dniu, kiedy Draco przyszedł, by zaprosić na lunch ją i Mistrza Bergena, nie pojawił się w laboratorium. Właściwie, minęło kilka dni, odkąd Hermiona go widziała. Przyłapała się na tym, że myśli o nim w pracy, a czasem nawet w trakcie bardziej nużącego warzenia. Zastanawiała się, co robił. I co taka nieobecność oznaczała dla ich udawanego związku. Ale dopóki Draco się z nią nie kontaktował, mogła spokojnie czekać i skupić się na czekającej ją pracy.

Trzy tygodnie po rozpoczęciu pracy w laboratorium dostała wiadomość od Harry’ego, który przypomniał jej, że w weekend odbędą się urodziny Teddy’ego Lupina. W przeszłości urodziny chłopca były rodzinnym wydarzeniem, na które przychodziło może dziesięć osób, wliczając Harry’ego, ale teraz Teddy miał mieć sześć lat i chciał zorganizować duże przyjęcie. Andromeda postanowiła zorganizować je w ogrodzie, dlatego Hermiona również została zaproszona.

Plan zakładał, że uda się na Grimmauld Place, a następnie do domu Andromedy Tonks, aby przybyć tam z Potterami, ponieważ istniało bezpośrednie połączenie między domem Harry’ego a domem Andromedy.

Hermiona przybyła na Grimmauld Place w sobotni poranek tuż przed południem, niosąc fantazyjnie zapakowany prezent dla jubilata. Weszła do domu przez Sieć Fiuu i powitała ją Ginny, która była blisko rozwiązania. Podeszła do niej, ale ledwo była w stanie ją przytulić.

— Jesteś już gotowa na dziecko? — zapytała Hermiona.

Podczas bociankowego upewniła się, że Potterowie mają już wszystkie niezbędne rzeczy dla dziecka (plus ubranka dla dziesięciorga maluchów), ale wiedziała też, że żadne przygotowania nie są w stanie psychicznie przygotować na tak wielką zmianę.

— Jestem na takim etapie, że absolutnie nie mogę się doczekać, aż ten maluch ze mnie wyjdzie — powiedziała Ginny, czule głaszcząc brzuch. — Harry chyba wciąż trochę się boi odpowiedzialności, ale też jest podekscytowany. Ale dość o nas! Jak ci idzie w nowej pracy? Opowiadaj.

Hermiona uśmiechnęła się szeroko.

— Jest cudownie. Mistrz Bergen to ktoś, kogo chciałam mieć jako mentora w Hogwarcie. Jest genialny, ale nie tak straszny jak Snape czy…

— Chciwy i samolubny jak Slughorn? — podpowiedziała.

— Dokładnie!

W tym momencie Harry wszedł do salonu z kominkiem podłączonym do Sieciu Fiuu, niosąc duży, zapakowany prezent.

— Hermiono! — przywitał się, a potem zwrócił do żony. — Jesteś gotowa? Idziemy?

Cała trójka udała się do Andromedy przez kominek. Impreza już trwała, gdy dotarli na miejsce. Wyszli z salonu i przeszli na tyłu domu i stamtąd prosto do przestronnego ogrodu. Hermiona zobaczyła kilkoro biegających dzieci; wśród nich rozpoznała Teddy’ego Lupina i Victoire Weasley. Spośród dorosłych, którzy zgromadzili się wokół stołów i krzeseł, Hermiona dostrzegła Andromedę, kilku członków Zakonu Feniksa, których ostatnio rzadko widywała, Ministra Magii, Kingsleya Shacklebolta, Molly i Artura Weasleyów, Billa i Fleur, George’a Weasleya z narzeczoną Angeliną Johnson, Lunę Lovegood, Neville’a Longbottoma, Deana Thomasa, Hannę Abbott, Susan Bones… i Narcyzę Malfoy.

Hermiona rozglądała się za Draco, ale nigdzie go nie dostrzegła. Kilkoro uczestników przyjęcia przywitało Hermionę, Harry’ego i Ginny, wielu z nich zachwycało się ciążowym brzuchem Ginny. Hermiona położyła prezent dla Teddy’ego na małym stoliku, gdzie znajdowały się podarunki od innych gości, i podeszła przywitać się z gospodynią.

— Hermiono! Miło znów cię widzieć! — powiedziała radośnie Andromeda, przytulając ją. — Teddy będzie zachwycony. Minęło sporo czasu odkąd się widzieliście.

— Bardzo dziękuję za zaproszenie — odparła z uśmiechem.

Nigdy nie mogła się nadziwić, jak genetyka lubi płatać figle. Andromeda była niemal lustrzanym odbiciem swojej siostry Bellatrix; podczas gdy Bellatrix zawsze uśmiechała się wyniośle i miała błysk szaleństwa w oczach, a twarz Andromedy była pełna życzliwości.

Andromeda skinęła na czarownicę obok niej.

— Hermiono, poznałaś moją siostrę Narcyzę? Narcyzo, to jest Hermiona Granger.

Na twarzy Narcyzy pojawił się cień niepokoju, gdy Andromeda przedstawiała ich sobie nawzajem. Hermiona mogła przysiąc, że to zaniepokojenie, ale minęło tak szybko, że później się zastanawiała, czy sobie tego nie wyobraziła. Z opanowaniem królowej Narcyza powiedziała:

— Panno Granger, proszę pozwolić mi przeprosić za to, co się pani przydarzyło, kiedy była pani w moim domu, gdy się ostatnio widzieliśmy. I proszę pozwolić mi również podziękować za złożenie zeznań, które pomogły mojemu synowi.

Hermiona uśmiechnęła się do niej lekko.

— To było lata temu, pani Malfoy. Mówiłam poważnie o Mal… Draco. I miło mi panią widzieć.

— Gdzie jest Draco? — zapytała Andromeda siostrę. — Teddy dopytywał o niego od rana.

— Mówił, że przyjdzie — odparła Narcyza. — Jestem pewna, że przybędzie lada chwila.

Hermiona skłoniła się grzecznie i skierowała się do stolików, żeby nalać sobie kieliszek korzennego ponczu dyniowego Andromedy. Właśnie upiła pierwszy łyk, gdy nagle Ginny podeszła do niej i rzekła:

— Uwaga, na dziewiątej. Mój głupi brat.

Kiedy Hermiona odwróciła głowę, zobaczyła Rona Weasleya i Lavender, niosących swoje dzieci. Molly Weasley podbiegła, by zająć się wnukami, a Hermiona dostrzegła, że głowa Rona obraca się w jej stronę. Pomimo zaawansowanej ciąży, Ginny poruszała się z zaskakującą szybkością, zręcznie kierując Hermionę w sam środek ich grupy przyjaciół, tak że wkrótce została otoczona przez Harry’ego, Lunę, Deana, Hannę, Susan i Neville’a. Rona zatrzymała rodzina i stał w grupie z braćmi i rodzicami.

— To niesamowite! Gratulacje! — powiedziała Susan, gdy Hermiona i Ginny dołączyły do grupy.

— Co jest niesamowite? — dopytywała Ginny.

— Cóż, nie chcieliśmy przyćmiewać urodzin Teddy’ego, więc proszę, nie róbcie wokół tego zbyt dużo zamieszania — odparła Hanna, wystawiając rękę, by pokazać pierścionek z kwadratowym diamentem.

— Ty i Dean? — zapytała Hermiona. — Gratulacje!

I pomimo prośby Hanny, by zachować to dla siebie, grupa przyjaciół uściskała nowo zaręczoną parę i złożyła im serdeczne życzenia.

Przez kilka następnych minut grupa swobodnie rozmawiała o wspólnych znajomych i pracy, nadrabiając zaległości. Nagle, czując mrowienie w karku, Hermiona odwróciła się i zobaczyła Draco wchodzącego do ogrodu, niosącego nieporęczny, zapakowany prezent, który położył koło stołu z prezentami, ponieważ był zbyt duży, by postawić go na stole. Przeszedł, by powitać matkę i ciotkę. Miał na sobie kremową koszulę z kołnierzykiem, brązowe spodnie i brązowe mokasyny. Hermiona nie widziała go tak swobodnie ubranego od czasów szkolnych, ale wciąż zachowywał tę samą aurę eleganckiego mężczyzny, którą miał w eleganckich szatach i garniturach.

— Malfoy bardzo dobrze wygląda — mruknęła Susan, zerkając na boczne podwórko, gdzie Draco rozmawiał z matką i ciotką.

— Jeśli lubisz fretki — odparł Dean, przewracając oczami.

Wszystkie czarownice zatrzymały się, by popatrzeć, jak Draco kończy rozmowę i rusza w ich stronę. Przez długi i lekki krok oraz swobodną grację Hermiona pomyślała, że wygląda, jakby zszedł wybiegu w Mediolanie.

— Panie, wszystkie dziś pięknie wyglądacie — powitał je, dołączając do grupy. Skinął głową w stronę czarodziejów. — Potter. Longbottom. Thomas. — A potem jego wzrok padł na Ginny i uśmiechnął się w swoim stylu. — Potterowa, gratulacje. Wygląda na to, że urodzisz lada moment.

— Mniej więcej — powiedziała. — Andromeda ma otwarte połączenie Sieci Fiuu ze Szpitalem Świętego Munga, na wszelki wypadek.

— Daj znać, gdybym mógł w czymś pomóc — zaproponował uprzejmie. Odwrócił się do Hermiony. — Granger, mogę prosić na słówko?

Hermiona poczerwieniała, a potem poszła za nim, oddalając się od grupy na boczny trawnik, doskonale świadoma spojrzeń przyjaciół i plotkowania, które z pewnością zaraz nastąpi.

— Co ty wyprawiasz, Malfoy? — syknęła. — Wszyscy się na nas gapią!

— Draco — powiedział.

Oczy Hermiony się rozszerzyły.

— Serio?

— Powinnaś mówić do mnie po imieniu — odparł beznamiętnie.

Zamrugała, a potem jej usta drgnęły.

— Jesteś okropnym człowiekiem — mruknęła w końcu.

— Spokojnie, Granger — rzekł, uśmiechając się swobodnie w odpowiedzi na jej kąśliwą uwagę. — Chciałem tylko powiedzieć, że naprawdę ładnie dziś wyglądasz.

— Och. — Znów się zarumieniła. Miała na sobie dopasowany liliowy sweter nałożony na szaro-fioletową sukienkę z plisowaną spódnicą, jasnoszare rajstopy i czarne, skórzane botki. Typowe mugolskie ubranie, ale wiedziała, że podkreśla jej cerę i figurę. Kiedy ubierała się tego ranka, powtarzała sobie, że szykuje się na imprezę, ale jakaś część jej zdecydowanie się wystroiła, wiedząc, że Draco będzie ją widział. Nie chciała analizować, dlaczego to miałoby mieć znaczenie, ale nie uszło jej uwadze, jak jego wzrok zatrzymał się na jej nogach. — Dziękuję — mruknęła, dodając: — Ty też nieźle wyglądasz, zresztą jak zawsze.

— Naprawdę? — Jego uśmiech zamienił się w sugestywny uśmieszek. — Zawsze?

— Przestań domagać się komplementów — warknęła, ale kącik jej ust znów drgnął. Aby to ukryć, uniosła kieliszek z resztką ponczu, który piła, i wymamrotała: — Ten poncz jest naprawdę dobry. Ciekawe, co twoja ciotka do niego dodaje.

— Sprite.

— Że co?

Zamrugała i spojrzała do kieliszka.

Draco uśmiechnął się szeroko.

— Ten mugolski napój. Sprite. Dodaje go, żeby poncz był gazowany.

— Co ty możesz wiedzieć o mugolskich napojach bezalkoholowych? — dopytywała z zaskoczeniem.

— Mówiłem ci, że przez całe dwa miesiące musiałem żyć jak mugol. Tak się składa, że lubię mugolskie napoje.

Hermiona miała to skomentować, gdy kątem oka dostrzegła jakiś ruch i powiedziała:

— Andromeda i twoja matka gapią się na nas.

— Tak, wiem — odparł swobodnie. — Chciałem, żeby nas zobaczyły.

Hermiona przełknęła ślinę. Czyli się zaczęło. Ich udawany związek. Przypuszczała, że popołudniowe przyjęcie urodzinowe wśród znajomych twarzy to równie dobry moment, jak każdy inny, by rozsiewać plotki o ich związku, ale niepokoiła ją myśl o tych wszystkich oczach wpatrzonych w nich.

— Nie zamierzasz… nic zrobić przy tych wszystkich ludziach, prawda? — wyszeptała.

Coś błysnęło w jego oczach.

— Co myślisz, że mógłbym zrobić na oczach tych wszystkich ludzi?

— Malfoy!

— Draco — powtórzył. — Mam na imię Draco.

Zacisnęła zęby.

— Może jeśli pocałuję cię w obecności tych wszystkich ludzi, w końcu zapamiętasz moje imię?

— Draco! — omal krzyknęła całkowicie spanikowana.

Znów się złośliwie uśmiechnął, ale pokręcił głową.

— Spokojnie. Chcę tylko, żeby zaczęli rozmawiać. Rozpuścić plotki. Jest za wcześnie, żeby dać im jakieś konkretne podstawy. I nie chcę dziś odwracać uwagi od Teddy’ego. Jeśli cię zapytają, o czym rozmawialiśmy, możesz po prostu powiedzieć, że to było związane z pracą, na przykład z obliczaniem proporcji eliksirów…

— Nikt by w to nie uwierzył — zaprotestowała.

— W twoje słowa by uwierzyli — rzekł stanowczo, dodając: — Ale chciałem omówić plan działania i zaprosić cię na kolację w przyszłą sobotę.

Przygryzła wargę, ale skinęła głową. Miała tydzień na przygotowania. Wyprostowała ramiona. Da radę. Uśmiechnęła się do niego nerwowo.

— Wszystko w porządku?

Spojrzał na nią zmrużonymi oczami.

Nagły krzyk uchronił ją przed odpowiedzią.

— Wujek Draco! Hermiona!

Teddy Lupin właśnie ich zobaczył i podbiegł, by się przytulić.

Hermiona się ogarnęła i uśmiechnęła. Minęło sporo czasu, odkąd widziała Teddy’ego, i była zachwycona, że wciąż ją pamięta. Pochyliła się i szybko go przytuliła.

— Tęskniłem za tobą! — krzyknął chłopiec.

— Ja za tobą też, Teddy. Wszystkiego najlepszego!

— Dziękuję! — odpowiedział, zanim się odwrócił i wpadł prosto w nogi Draco. — Wujku Draco! W górę! W górę!

Draco się roześmiał i podniósł kuzyna, trzymając go równolegle do ziemi, zanim zaczął biec. Teddy rozłożył ręce jak skrzydła ptaka i udawał, że lata.

Hermiona była zahipnotyzowana widokiem, który miała przed sobą, a zwłaszcza twarzą Draco. Zazwyczaj był taki ostrożny, nieprzenikniony z powodu Oklumencji, którą na co dzień stosował. Ale w kontakcie z Teddym pozwolił sobie na rozkoszowanie się jego niczym niezmąconą radością i było jasne, że żywił ogromną sympatię do swojego małego kuzyna. Na każdy śmiech Teddy’ego, Draco odpowiadał śmiechem, kiedy podrzucał chłopca ku jego uciesze. Teddy był tak szczęśliwy, że jego włosy zmieniały się we wszystkie kolory tęczy. Wkrótce obu zakręciło się w głowie i Draco postawił chłopca na ziemi.

— Wszystkiego najlepszego, Teddy! — powiedział Draco, gdy maluch ponownie go przytulił.

Po chwili podeszli ich przyjaciele i Teddy zobaczył Harry’ego. Podbiegł do niego, a Harry zaśmiał się swobodnie i podniósł chłopca, podczas gdy zebrana wokół nich grupa ludzi składała mu życzenia.

Draco, zostawiwszy chłopca, odsunął się od grupy i stanął koło Hermiony. Obserwował Harry’ego z Teddym, wciąż uśmiechając się w ten nieudawany sposób, gdy nagle zdał sobie sprawę, że Hermiona na niego patrzy. Odwrócił się do niej i mrugnął, a ona poczuła, że zapiera jej dech w piersiach. Ale mimo to zachowała neutralny ton.

— Masz z nim naprawdę bliską relację. Nie spodziewałam się tego.

— Nie mam już zbyt dużej rodziny — odparł. — Mówiłem ci już wcześniej, że żałuję, że nie poznałem Tonks.

— Jak często tu przychodzisz?

— Staram się tu bywać kilka razy w miesiącu. — Wzruszył ramionami. — Chciałbym częściej, ale zazwyczaj mam wolne tylko wieczorami, długo po tym, jak mały idzie spać. Od czasu do czasu przychodzę po prostu pogadać z ciotką Andromedą, ale staram się przychodzić częściej dla Teddy’ego, bo myślę, że on mnie bardziej potrzebuje.

Hermiona rozważała jego słowa.

— Nie byłabym tego taka pewna — powiedziała. — Andromeda straciła swoje jedyne dziecko. Założę się, że bardzo docenia te chwile, kiedy spędzasz z nią czas.

Draco nie odpowiedział. Jego wzrok na chwilę powędrował do ciotki i matki, które kazały skrzatom z Dworu, wypożyczonym od Narcyzy, dokończyć roznoszenie jedzenia na stoły.

Ginny, która obserwowała Harry’ego bawiącego się z Teddym, podeszła do Hermiony i Draco.

— Uwielbiam patrzeć, jak się razem bawią — rzekła.

— Będzie wspaniałym tatą — dodała Hermiona. — Nie minie dużo czasu i będzie się bawił z waszym dzieckiem tak samo jak z Teddym.

Ginny się uśmiechnęła.

— Myślę, że robi z Teddym wszystkie te rzeczy, które chciałby, żeby ktoś zrobił dla niego w dzieciństwie. — Spojrzała na Draco. — Jestem przekonana, że Lucjusz nigdy się tak z tobą nie bawił, prawda?

Draco prychnął.

— Lucjusz byłby przerażony, widząc, jak bawię się z Teddym. Mówiłby mi, że przesadzam i przez Teddy’ego robię się miękki. A poza tym wspomniałby o tych farmazonach i fanatyzmie, który wyznawał.

— Hermiona mówiła, że teraz dla ciebie pracuje — zaczęła Ginny.

— Wygląda na to, że tak — odparł Draco.

— Dobrze ją traktuj, bo się z tobą policzę — ostrzegła.

— Jak dotąd świetnie sobie radzi.

— Jestem tutaj! — Hermiona zaprotestowała, a Draco uśmiechnął się ironicznie.

Właśnie wtedy Andromeda oznajmiła, że podano jedzenie i goście skierowali się do stołów bufetowych. Ginny objęła Hermionę ramieniem i ruszyły do stołu, a Draco podążył za nimi.

Ginny podeszła do Harry’ego, a Hermiona stanęła twarzą w twarz z resztą Weasleyów, którzy wcześniej przebywali w towarzystwie innych osób. Molly, trzymająca jedno z bliźniaków Rona, przytuliła Hermionę matczynie, pytając:

— Jak się masz, moja droga?

Hermiona odwzajemniła uścisk, myśląc, że jedyną rzeczą, za którą tak naprawdę tęskniła po zakończeniu związku z Ronem, była jego matka, która zawsze traktowała ją jak drugą córkę. Artur, trzymający drugie z bliźniaków, pocałował ją szybko w policzek i poklepał po dłoni, po czym stanął w kolejce po jedzenie. Uściskała Billa, Fleur i George’a. Tego ostatniego zapytała:

— Jak się masz?

— Dobrze, Miona. — Uśmiechnął się. Od śmierci Freda podczas Bitwy o Hogwart Hermiona zawsze szczególną uwagą otaczała George’a. Wysyłała mu sowy co dwa tygodnie i widywała się z nim przynajmniej raz w miesiącu na drinka. Nawet gdy mieli problemy z Ronem, nie zaniedbywała jego brata. Był bardzo wściekły, gdy dowiedział się o zdradzie swojego młodszego brata. Tylko interwencja Molly powstrzymała go przed zwolnieniem Rona z pracy w Czarodziejskich Dowcipach Weasleyów. — Słyszałem, że zaczęłaś pracować u fretki?

— George! — skarciła go.

Roześmiał się.

— W sumie jest w porządku. Współpracowaliśmy przy kilku produktach, które wytwarza jego firma, a ja sprzedaję w sklepach. I… no cóż, widziałaś go wcześniej z Teddym, prawda? Ktoś, kto tak bawi się z dzieckiem, nie może być złym człowiekiem. Więc co robisz w jego firmie?

— Pracuję w jego laboratorium eliksirów. To naprawdę ekscytujące — powiedziała. — Czuję, że jestem częścią czegoś wielkiego.

George się roześmiał. Nadeszła ich kolej na wybór jedzenia. Podał jej talerz. Zobaczyła, że rzucił komuś za nią mordercze spojrzenie i odwróciła się, by zobaczyć Rona z Lavender. Ron wyglądał na skrępowanego, a Lavender była jak pantera szykująca się do walki. Minęło sporo czasu, odkąd ostatni raz widziała którekolwiek z nich; starała się unikać imprez, jeśli wiedziała, że byli zaproszeni, ale nie chciała przegapić urodzin Teddy’ego z powodu cholernego Ronalda Weasleya i Lavender.

— Miona — rzekł Ron.

— Cześć, Hermiono — przywitała się Lavender.

— Ronaldzie. Lavender.

Ton głosu Hermiony był lodowaty.

— Ładnie wyglądasz — rzekł Ron.

— Dziękuję — odparła krótko, a ponieważ wymagało tego dobre wychowanie, dodała: — Gratuluję narodzin bliźniaków.

Twarz Rona rozpogodziła się w uśmiechu.

— Dzięki, Miona! Powiedz…

Ale zanim zdążyła wysłuchać, co Ron ma do powiedzenia, po jej drugiej stronie pojawił się Draco.

— Granger.

Ron zmarszczył brwi, słysząc, że to on mu przerwał.

— Spierdalaj, fretko, rozmawiamy.

— Jak zawsze z klasą, Łasicu — wycedził, nie odrywając wzroku od Hermiony. — Moja ciotka chciałaby z tobą porozmawiać.

Hermiona chciała podziękować Merlinowi. Poszła za Draco w stronę Andromedy.

— O co chodzi? — zapytała Draco.

— O nic, Granger. Ciotka Andromeda nic od ciebie nie chciała. Po prostu wyglądało na to, że potrzebowałaś ratunku.

Próbowała coś powiedzieć, ale zaskoczyła ją niespodziewana spostrzegawczość i uwaga Draco. Obserwował ją przez cały czas? Skąd wiedział, że musi interweniować? W międzyczasie dotarli do Andromedy, która rozmawiała z Daedalusem Diggle’em i Kingsleyem Shackleboltem.

Hermiona i Draco powitali ich, a potem Draco powiedział:

— Hermiona zastawiała się, co dodajesz do ponczu. Naprawdę jej smakuje.

— Och, naprawdę, kochanie? — Andromeda się uśmiechnęła. — Cóż, to mugolski napój Sprite. Pewnie go znasz. Ted lubił go czasami pić.

— Słyszałam o nim — odparła. Stojąc nieco za ciotką, Draco puścił do niej oko i stłumiła uśmiech. — Chętnie kiedyś wezmę od ciebie przepis.

— Oczywiście, moja droga. Ale teraz musisz coś zjeść, a przepis wyślę ci sową po przyjęciu.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Gdy wszyscy zjedli, zebrali się, by pokroić wspaniały tort, będący dziełem Andromedy — dwupoziomowy wypiek w kształcie boiska do Quidditcha, z całą drużyną Quidditcha wykonaną z zaczarowanego fondantu, latającą po boisku. Zaczarowany znicz z fondantu rozbłyskiwał iskrami, latając wokół tortu. Wszyscy zaśpiewali „Sto lat”, a Teddy usiadł Harry’emu na ramionach, aby zdmuchnąć świeczki unoszące się nad tortem.

Potem Teddy otworzył prezenty. Otrzymał mnóstwo ubrań i zabawek. George i Ron obdarowali go świstohukami i innymi przedmiotami ze sklepu. Hermiona dała Teddy’emu książkę o gwiazdach i konstelacjach, która miała wyświetlać astralne wzory w zaciemnionym pokoju. Ale najbardziej zaskoczyło ją to, że Harry i Draco dali chłopcu wspólny prezent: jego pierwszą miotłę i pierwszy, kompletny zestaw do Quidditcha, wraz z ochraniaczami, wszystkimi piłkami, kijami i zniczem.

Obaj poszli pomóc Teddy’emu wypróbować nową miotłę i zestaw do pielęgnacji, a reszta dzieci poszła za nimi.

Hermiona stała obok George’a i Ginny, obserwując wszystko.

— Co jest między tobą a fretką? — zapytał nagle George.

Hermiona była zbyt zaskoczona, by ukryć nagły rumieniec na policzkach.

— Co masz na myśli?

— Nie mógł oderwać od ciebie wzroku przez cały dzień — powiedziała Ginny.

— To nieprawda! — Hermiona broniła się, choć wspomnienie tego, jak Draco pomógł jej uniknąć trudnej rozmowy z Ronem, wciąż tkwiło w jej umyśle, przez co jej zaprzeczanie zabrzmiało słabo.

— Poza tym Narcyza całe popołudnie cię obserwuje — dodała Ginny.

— Miał na ciebie oko przez cały czas, kiedy jadłaś i dużo między sobą rozmawialiście — rzekł George.

— Pracuję dla niego! Pracuję nad projektem, który go bardzo interesuje i gawędziliśmy o pracy. Co do Narcyzy Malfoy, nie mam kontroli nad tym, na co patrzy. Poza tym — skinęła głową w stronę Draco, który prowadził z Harrym poważną rozmowę. — wydaje się, że mają sobie wiele do powiedzenia i nie sądzę, żebyście oskarżyli któregokolwiek z nich o zainteresowanie sobą nawzajem.

— Wspólnie zajmują się Teddym — mruknął George. — Są dla niego jak zastępczy ojcowie. Spójrz na nich. Gdybyś mi powiedziała kilka lat temu, że Harry Potter i Draco Malfoy będą wychowywać to samo dziecko, pomyślałbym, że oszalałaś.

— W każdym razie, jeśli jeszcze się do ciebie nie zbliżył, to na pewno to zrobi — przewidziała Ginny. — I lepiej żebyś mi opowiedziała o każdym pikantnym szczególe, kiedy to się stanie.

— Ginevro Molly Potter!

Nawet jeśli teraz Hermiona protestowała, w myślach przeglądała swoje sukienki z szafy i zastanawiała się, co założy na kolację z Draco w przyszłą sobotę.

Ginny uśmiechnęła się szeroko.

— Zaraz urodzę to dziecko, a potem będę zajęta karmieniem, zmienianiem pieluch i brakiem snu. Twoje życie uczuciowe będzie moją jedyną rozrywką.