[T] To, co jest między nami: Jesteś moja, mała Szlamo

niedziela, 9 sierpnia 2026

 

Witajcie :) w niedzielny wieczór zapraszam na nowy rozdział tłumaczenia. Od razu zaznaczam, że przedstawia on scenę, którą zaplanowali Draco i Hermiona. Nie chcę, żebyście pomyśleli, że to opowiadanie jest totalnie powalone. To tylko scena. Tylko trochę ostrzejsza niż pozostałe.

W ten weekend miałam trochę czasu na odpoczynek psychiczny od wszystkiego, w tym od tłumaczeń. Nie ukrywam, że mam tego wszystkiego teraz bardzo dużo i ciężko jest to ogarnąć bez nakładanej przez samą siebie presji. Więc cieszę się, że udało mi się zresetować głowę. Najbliższy tydzień zapewne nie będzie obfity w publikacje. Prawdopodobnie potłumaczę tę historię, bo zapas się kończy. Także mam nadzieję, że zrozumiecie i to uszanujecie. Jestem tylko człowiekiem i czasem potrzebuję trochę luzu.

Na kolejny rozdział tego tłumaczenia zapraszam za dwa tygodnie. Miłej lektury!

 

__________

 

Rozdział 33: Jesteś moja, mała Szlamo

 

Październik 2004

 

Instrukcje Draco były jasne, choć omówili je krótko w gabinecie Hermiony podczas poniedziałkowej przerwy obiadowej. Stworzył dla niej świstoklik, który miał czekać na stoliku kawowym w jego mieszkaniu. Ustalili, że założy ubrania, które nosiła podczas wojny, i nie ma przejmować się takimi szczegółami jak seksowna bielizna — i tak nie będzie jej długo miała na sobie, powiedział z figlarnym uśmiechem.

Był bardzo skrupulatny, kiedy omawiali tę wielką scenę.

— Mam nadzieję, że rozumiesz, iż niezwykle ważne jest, abyś używała słów, jeśli to będzie konieczne — powiedział rzeczowo i wprost. — To dotknie twoich najciemniejszych lęków i najbardziej wstydliwych myśli, a jeśli będziesz choć odrobinę się wahać, bez względu na to, czy tego chcesz, przerwiemy to.

Powiedziała mu, że tego pragnie, że o tym fantazjowała i że jest gotowa. Chciał wiedzieć, czy ona rozumie, że zawsze ma wyjście.

— To może nie wyglądać jak gra.

— Rozumiem.

— Ta scena będzie prawdziwa.

— Wiem.

— Nie będę delikatny.

— Wiem.

— Nie będę miły.

— Wiem.

— Przestraszę cię.

— Wiem.

— Muszę wiedzieć, że wystarczająco mi ufasz.

— Ufam.

— Musisz mi jasno powiedzieć, jeśli zbliżę się do twoich granic.

— Zrobię to.

Próbowała z nim ponownie porozmawiać w ciągu tygodnia — szczerze porozmawiać, może o tym, dokąd zmierzają — ale był nieobecny. Zadanie specjalne, poinformował ją Collins. Nie powiedział tego wprost, bo, podobnie jak Harry, prawdopodobnie wiedział, że nie wolno im o tym z nikim rozmawiać, ale wspomniał o tym niejasno, a Hermiona była na tyle bystra, żeby zrozumieć, co miał na myśli.

Kiedy nadeszła sobota, trzydziestego października, Hermiona przechadzała się po mieszkaniu z bijącym sercem. Miała na sobie dżinsy i bluzę z kapturem, a włosy spięła w kucyk. Świstoklik miał się aktywować punktualnie o osiemnastej. Było za kwadrans, a Hermiona niemal płonęła z nerwów.

Nie wiedziała, z czym przyjdzie jej się zmierzyć. Wiedziała, jaką maskę widziała w snach, ale nie wiedziała, jak będzie wyglądała maska Draco. Gdyby była inna, czy cała ta sytuacja by się nie udała? Ale puls walił jej w żyłach, a sama myśl o zobaczeniu go w masce podniecała ją.

To się działo. Zamierzał ją wziąć w masce, a Hermiona w końcu chciała się poddać. Ulec. Wiedziała, że prawdopodobnie nie powinna być tak podekscytowana — ale, Boże, była!

Dziesięć minut do wyjścia.

Draco powiedział jej, że wszystko się zacznie w chwili, gdy go zobaczy, żeby nie zamarła ze strachu. Był taki troskliwy, ale nie sądziła, żeby to było konieczne. Powie „Dobrze” i scena się zacznie. Mogła z nim walczyć, jeśli chciała, powiedzieć „nie” i krzyczeć na niego — a nawet spróbować go uderzyć, jak jej powiedział — ale nie przestanie, dopóki nie powie pauza albo hipogryf. Czuła się dziwnie, niebezpiecznie i ekscytująco jednocześnie. Nie miała pojęcia, co zaplanował, ale ufała, że to będzie doświadczenie, którego nigdy nie zapomni.

Pięć minut do wyjścia.

Hermiona zaczynała się martwić. Czy to naprawdę był dobry pomysł? Czy powinna porozmawiać z Uzdrowicielką Ericson, nim spróbuje czegoś takiego? Czy to cofnie jej proces leczenia? Czy zacznie się bać Draco? Czy jego mrok okaże się dla niej zbyt mroczny? Czy jej mrok okaże się dla niego zbyt mroczny?

Cholera, jej serce biło boleśnie w piersi.

Dwie minuty do wyjścia.

Ledwo mogła oddychać i musiała oprzeć się na kolanach.

Minuta

Taka grzeczna Szlama.

Może nie powinna tego robić? Jak daleko w tę króliczą norę była gotowa się zapuścić? Czy świadomość, że żywi do niego uczucia, których nie mogła dłużej ignorować, zrujnuje wszystko? Czy to był najgorszy pomysł na świecie?

Wzięła głęboki, drżący oddech i przeszła przez kominek do mieszkania Draco. Zanim szczotka zdążyła ją otrzepać z sadzy, podeszła do stolika kawowego. Leżała na nim pojedyncza, czarna, skórzana rękawica i gdyby nie była tak zdenerwowana, prychnęłaby z politowaniem. Podniosła ją i gdy zegar wybił osiemnastą, odwróciła się w miejscu i została wessana w pustkę.

Wylądowała w lesie i poczuła ucisk w piersi. Przypominało jej to Forest Dean, przeniosło z powrotem do czasów, gdy uciekała przed szmalcownikami, ale nie była pewna, czy naprawdę było to te miejsce. Wyciągnęła różdżkę i ścisnęła go mocno. Rozglądając się, szukała Draco, lecz zdawała się być sama. To, wręcz przeciwnie, sprawiło, że jej płuca boleśnie się ścisnęły. Serce waliło jej w piersi, a po ciele przeszedł lekki dreszcz niepokoju. Czy to może głupota z jej strony, stać samotnie w środku lasu, skoro była na celowniku cholernego wilkołaka?

Przełknęła ślinę i obróciła się, gałązki i liście chrzęściły pod jej butami. Wieczór zapadał wokół niej, pozostawiając ją w gasnącym, niebieskim świetle, a między szeleszczącymi drzewami ciemność gęstniała.

Krzyknęła, gdy nad lasem rozległ się trzask donośny niczym grzmot, i znów się odwróciła. Kiedy jej wzrok padł na zakapturzoną postać, zaledwie kilka metrów od niej, każdy mięsień w jej ciele zamarł, a serce zabiło mocniej. Wpatrywała się w niego, groźnie wysokiego i szerokiego, z różdżką gotową w dłoni ubranej w skórzane rękawiczki, i poczuła mdłości, widząc błysk srebrnej maski.

Nie była taka, jak w jej śnie. Wyobrażała sobie ją raczej pustą, pozbawioną wyrazu, prostą maskę. Nie — ta była szczotkowaną, metaliczną twarzą szkieletu, pod której ciemnym kapturem wszystko zdawało się znikać w otchłani ciemności.

Zaschło jej w gardle, nogi zaczęły drżeć, a panika osiadła w jej piersi niczym lód. Czarne szaty Śmierciożercy powiewały za nim niczym dym, jego oczy były blade, gdy wpatrywał się w nią drapieżnym wzrokiem, a kiedy powoli przechylił głowę, Hermiona poczuła nudności.

To nie było prawdziwe, próbowała sobie wmówić. To był tylko Draco. Draco. Ale czarna postać wydawała się niemal nieludzka w gasnącym świetle, jakby jego spojrzenie przykuło jego duszę do tego miejsca. W ciszy słyszała nawet skrzypienie skóry, gdy zaciskał dłoń na różdżce.

I wtedy panika przerodziła się w coś na kształt pierwotnego pożądania w jej podbrzuszu, a żądza zaczęła narastać. Przełknęła ślinę, czując, jak jej policzki płoną na jego widok. To właśnie się działo, jej koszmar stawał się rzeczywistością, a ona tego pragnęła.

Jej głos ledwo się niósł, gdy wychrypiała:

— Dobrze.

Po czym odwróciła się na pięcie i pobiegła.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Serce dudniło jej w uszach, gdy biegła między drzewami. Wiatr smagał jej twarz, stopy fruwały nad listowiem na ziemi, a włosy odbijały się od pleców, gdy biegła przez las.

Nie odważyła się obejrzeć przez ramię, ale czuła go tam, zaledwie kilka kroków za sobą. Tuż obok niej błysnęła liana, a ona krzyknęła i zakryła głowę rękami, odwracając się od podmuchu. O mało się nie potknęła, zbiegając ze wzgórza, ale udało jej się utrzymać na nogach.

Kolejny podmuch ponownie zmusił ją do zmiany kierunku i krzyknęła, gdy czarne liany pełzły w jej kierunku, próbując pochwycić jej stopy. Zamachnęła różdżką i wrzasnęła:

Bombarda!

Zaklęcie spowodowało, że liany eksplodowały.

Wciąż mogła walczyć. Wojna jej tego nie odebrała. Kiedy pierś paliła ją ze zmęczenia, ryknęła, odwracając się, by stawić czoło zagrożeniu, ale las za nią był pusty. Dyszała z oszołomienia, a jej knykcie zbielały wokół różdżki. Obróciła głowę, próbując go znaleźć, ale znów była sama. Gdzie on się podział?

Rozglądała się, gorączkowo szukając, serce waliło jej jak młotem. Gdzie on był? Gdzie…

Szeroka, czarna klatka piersiowa, koścista, srebrzysta twarz; dłoń w rękawicy owinęła się wokół jej szyi, zanim zdążyła choćby westchnąć, i upuściła różdżkę w szuraniu, sięgając po jego nadgarstek.

Jego oddech był zimny, gdy owiał jej twarz spod maski, a jego głos miał niski ton, kiedy cmoknął i powiedział:

— Jesteś moja, mała Szlamo.

Hermiona wpatrywała się w lodowate oczy za maską, jej stopy ledwo sięgały ziemi. Sapnęła, czując czubek jego różdżki na skroni, i nie zdążyła zaprotestować, zanim jego zaklęcie w nią uderzyło.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona ocknęła się z dziwnym przeczuciem w ciele. Jakby coś w niej kazało jej uciekać, walczyć, zrobić wszystko, co w jej mocy, żeby po prostu wstać, ale kiedy się ocknęła z bezwładnego stanu, zdała sobie sprawę, że jest skuta grubymi łańcuchami, które wystawały ze ściany.

Ściany z kamienia, na której tańczyły odbicia ognia.

Spojrzała w górę i zauważyła, że jest w celi, a na zewnątrz, za grubymi, żelaznymi kratami, pali się pochodnia. Niski, łukowaty sufit zdradzał, że znajduje się w jakimś lochu, i poczuła mdłości. Na moment przeraziła się, że była głupią i naiwną dziewczyną. Czy to od początku był mistrzowski plan Draco Malfoya? Czy po prostu odegrał swoją rolę tak dobrze, że nawet nie pomyślała, że mógłby nadal wyznawać idee Śmierciożerców? Czy nadal był jednym z nich? Czy kiedykolwiek uwolni się z więzów? Czy po prostu sprzedała się jak naiwne dziecko?

Hipogryf! Czemu nie mogła tego po prostu powiedzieć? Czy zaczarował jej głos?

— Halo? — Nie. Przełknęła ślinę, walcząc ze łzami, które napływały jej do oczu. — Halo?

Szarpała łańcuchy, klęcząc, ale niemal średniowieczne kajdany trzymały ją jak imadło.

Drzwi zaskrzypiały, gdy się otworzyły, złowieszczy dźwięk poniósł się echem między kamiennymi ścianami. Hermiona sapnęła i zamarła, serce podskoczyło jej do gardła. Powolny stukot butów o kamień sprawił, że drgnęła, a kiedy czarna postać pojawiła się za kratami celi niczym złowrogi cień, wypełniając ciasną przestrzeń, Hermiona przywarła do ściany. Wystarczył prosty gest dłoni, by otworzyć drzwi i wszedł do środka.

Hermiona ledwo oddychała, skulona pod ścianą; chłód ogarnął ją, gdy patrzyła na postać. Każda komórka jej ciała walczyła o właściwą reakcję. Czuła to w kościach, że powinna walczyć — ale nie mogła. Gapiąc się na mężczyznę w pelerynie, wiedziała, że w obliczu samotnego niebezpieczeństwa walka nie jest jej naturalną reakcją.

Śmierciożerca — nie, Draco! — wszedł do środka i kucnął przed nią, powoli i pewnie. Jego dotyk był zwodniczo delikatny, gdy ujął jej podbródek w dłoń, a kciuk w rękawicy musnął wargę. Skóra była ciepła, a w chłodzie pomieszczenia niemal parzyła. Ten ruch sprawił, że odetchnęła z ulgą, bo wszędzie rozpoznałaby ten dotyk, w rękawicach czy bez. A gdy spojrzała w szare oczy mężczyzny, wiedziała, że to on. To Draco. I pomimo mrożącej krew w żyłach rtęci, były głodne pożądania i przesiąknięte troską. Była bezpieczna.

Bezpieczna.

A jednak strach wciąż się utrzymywał, owijając się wokół pożądania, które obudził w nim jego dotyk. Rozchylił jej wargi i wsunął kciuk do środka, a jej szczęka natychmiast ustąpiła, gdy pogłaskał jej język i zęby. Smak skóry posłał w nią fale uderzeniowe, podniecając ją bardziej niż powinien, a ciepło i miękkość wydawały się dziwnie obce, a jednocześnie tak znajome. Kiedy się odsunął, pociągnął ją za dolną wargę, puszczając z trzaskiem.

— Myślałaś, że uda ci się ode mnie uciec, prawda? — Jego głos rzeczywiście należał do niego, ale był mroczniejszy. Bardziej złowieszczy. Bardziej… drapieżny. Zanucił cicho, obejmując ją za szyję. — Pokażę ci, ile warte są takie małe Szlamy jak ty.

Hermiona jęknęła, nagłe powietrze wypełniło jej płuca bólem; wiedziała, że nie powinno jej się to podobać, ale strach spływał między jej wargi, mocząc bawełniane majtki.

Draco puścił ją tylko po to, by wyciągnąć coś z szaty i uniósł to przed nią. Był to skórzany pasek ze srebrną obręczą zwisającą pośrodku. Nie rozumiała, co to jest, dopóki nie owinął go wokół jej szyi, mocno zapinając. To była obroża.

— Na wypadek, gdybyś zapomniała, kim jesteś — warknął jej do ucha i pociągnąć za obręcz, zmuszając ją do przyciągnięcia do siebie.

Hermiona nie mogła stłumić krzyku, upadając do przodu. Skute dłonie uniemożliwiały jej złapanie się czegokolwiek poza jego udami. Dłońmi musnęła jego naprężoną erekcję.

Warknął i mocno chwycił ją za włosy, zmuszając do wstania.

— Uważaj, Szlamo.

Zaskomlała i mrugając, odpędziła łzy, czując, jak jej ciało drży. Barwa jego głosu, chłód w jego słowach, sprawiły, że poczuła ucisk w piersi. Czy była w stanie się z tym zmierzyć? Czy podpisała na siebie wyrok śmierci? Czy posłuchałby jej, gdyby kazała mu przestać?

— Pauza — wyszeptała, a serce waliło jej w uszach. — Proszę, pauza.

Uścisk na jej włosach rozluźnił się, tworząc delikatną kołyskę, a jego wzrok się przesunął.

— Co się stało, kochanie? Za ciasno?

Ta nagła zmiana była dziwna — ale, och, jakież to było pocieszające! Hermiona z trudem przełknęła ślinę, a łzy napłynęły jej do oczu. Pokręciła głową.

— Nie. Nie, wszystko w porządku. Ja tylko… ja tylko chciałam się upewnić.

— W czym? — zapytał i delikatnie objął drugą dłonią jej dłoń.

Skóra była ciepła i miękka, a jego uścisk pewny i uziemiający. Napięcie w pomieszczeniu ustąpiło, a wszechogarniający strach zniknął, pozostawiając jedynie dreszcz w powietrzu.

Wzięła kilka oddechów, zbierając odwagę, zanim powiedziała:

— Że to wciąż ty.

Zamrugał, a konsternacja w jego oczach sprawiła, że maska wydała się nieco mniej przerażająca. Przybliżył się, ciepło bijące od niego było przyjemne w chłodnej celi.

— To wciąż ja, kochanie. Chcesz przestać?

Przestać. To słowo brzmiało dla niej obco, choć wiedziała, że nie powinno. Sama właśnie pomyślała o tym, żeby przestać. Wręcz przeciwnie, powinno to być racjonalne. Ale nie chciała przestać, nie wtedy, gdy widziała tak wyraźnie, że to Draco — jej Draco — kryje się za tą maską, więc pokręciła głową. Była w tym uparta.

Pogładził kciukiem bok jej szyi.

— Potrzebujesz minuty?

Przełknęła ślinę i pokręciła głową. Rekonwalescencja tylko wyrwałaby ją z immersji, a tego nie chciała.

— Nie. Możemy kontynuować.

— Jesteś pewna?

— Tak.

Jej paraliżujący strach był dowodem na to, że to działa.

— Łagodniej? — zapytał.

Hermiona pokręciła głową.

— Nie. Proszę.

Łagodność tylko wydawałaby się nie na miejscu.

Lekko skinął jej głową i mrugnął, a jego wzrok wyostrzył się i zmroził. Nie używał Oklumencji — widziała to wystarczająco wiele razy, by wiedzieć, że to nie to — ale zauważyła, że ta delikatna i troskliwa osoba, którą znała, zniknęła gdzieś za mrokiem i nikczemną żądzą. To było tak, jakby pokój nagle się poruszył, gdy wślizgnął się z powrotem w swoją nazbyt przekonującą rolę, a Hermionie znów ścisnęło się serce. Był tak genialnym aktorem, że zastanawiała się, czy w ogóle gra.

Jego dłoń ponownie zacisnęła się na jej włosach i wziął głęboki oddech.

— No to, Szlamo — wycedził — idziesz ze mną.

Postawił ją na nogi, a łańcuchy zdawały się rozpływać na ścianach, łącząc się z obręczą na obroży. Były krótkie, zmuszając ją do skrzyżowania rąk na piersi.

Kiedy się cofnął, kolejny łańcuch wysunął się do rączki w jego dłoni i szybkim szarpnięciem pociągnął ją do przodu. O mało się nie potknęła, ale udało jej się utrzymać równowagę.

Była jak pies na smyczy, a w głębi żołądka strach mieszał się z wielkim niepokojem. Czy tak potraktowaliby ją Śmierciożercy? Jak brudnego psa? Była szlamą i niewiele byłoby z niej pożytku. Być może byłaby tylko cipką do zalania. Cipką Draco. Ta myśl powinna ją odrzucić, ale jakoś tak się nie stało.

Pociągnął ją ciemnym korytarzem; na końcu czekały prymitywne, drewniane drzwi z zakratowanym oknem. Wciągnął ją do środka, a Hermiona sapnęła na dźwięk nagłego trzasku łańcucha. Obroża ciasno oplatała jej szyję. Ucisk był jednocześnie przerażający i podniecający.

Dwa paleniska rozświetliły małą komnatę, a Draco pociągnął ją do drewnianego stołu na środku. Przystrojony w pasy i obręcze, wyglądał dość średniowiecznie, ale możliwości sprawiły, że zacisnęła uda w oczekiwaniu. Dziwne było, doprawdy, jak coś, co chwilę wcześniej wydawało się wyrokiem śmierci, teraz wydawało się obietnicą czegoś niezwykłego — przerażającego, ale niezwykłego.

Znów szarpnął ją za obrożę, a ona zatoczyła się do przodu, niemal wpadając na niego. Złapał ją za twarz, ścisnął policzki i skierował jej wzrok na stół.

— Widzisz to? — zamruczał jej do ucha. — To właśnie tu brudne szlamy poznają swoją wartość. Ty również. — Popchnął ją na stół. Nie mogąc się powstrzymać, pochyliła się nad nim, a Draco wykorzystał okazję, by się do niej przycisnąć, napierając biodrami na jej pośladki. Pochylił się nad nią i warknął: — Ale te ubrania się do tego nie nadają, prawda?

Hermiona przełknęła ślinę, ale nie odpowiedziała. Ledwo mogła oddychać, strach i oczekiwanie walczyły w jej piersi.

Draco przesunął różdżkę z jej szyi, przez plecy i w dół po pośladkach, mamrocząc przy tym mroczne zaklęcia. Materiał jej ubrania rozpadł się wokół niej, kurcząc się jak więdnące kwiaty. Pomimo ciepła bijącego od jego ciała i płonących palenisk, chłód i wilgoć celi uderzyły w jej skórę, wywołując gwałtowny dreszcz.

Wkrótce palce w rękawicach zastąpiły trajektorię różdżki, jego dotyk na jej skórze był lekki jak piórko.

— Jaka z ciebie śliczna Szlama — zanucił. — Nieskazitelna. Idealna.

Hermiona ledwo zdążyła się wtopić w jego dotyk, gdy złapał ją za włosy i zmusił do wstania. Skrzywiła się z bólu. Obrócił ją twarzą do siebie i poczuła, jak jej sutki stają na baczność. Były ukryte pod pachami, ale Draco cichym, głębokim mruczeniem nakazał jej je unieść i pozwolić mu zobaczyć. Zrobiła to, na ile pozwalały jej łańcuchy, choć jej kończyny drżały bardziej, niż się spodziewała.

Zanucił, ciepłą dłonią obejmując jej miękkość, czując ciężar piersi. Muskając kciukiem jej sztywny sutek, wydobył z niej ostry jęk. Nucąc ponownie, ugniatał, a jęk wibrował mu w gardle.

— Pomyśleć, że ukrywałaś to przede mną — powiedział. — Nigdy więcej.

Hermiona zadrżała, jej ciało na przemian rozgrzewało się i chłodziło, gdy stała przed nim, skrępowana i skuta. Chciała się do niego przytulić, poczuć jego zapach, ale jednocześnie chciała uciec i walczyć. Bitwa zmysłów, instynktów, przyprawiała ją o zawrót głowy, ale skórzany pasek wokół szyi przypominał jej, że już się poddała.

I nie miała nic przeciwko temu.

Była z nim bezpieczna, pomimo jego nikczemności. Jego zaborczy dotyk sprawił, że coś w jej wnętrzu się poruszyło, jakby świat wokół niej zanikł, a wola walki zniknęła, zastąpiona wolą zadowolenia. Złagodzenia. Szaleństwa.

Kiedy Draco odsunął się od niej, brak jego ciepła omal nie sprawił, że się przewróciła i zachwiała. Odsunął się o kilka kroków, powoli i łapczywie omiatając jej ciało wzrokiem. Hermiona miała chwilę, by przyjrzeć mu się uważnie. Szkieletowa maska wciąż tam była, wystające detale lśniły szczotkowanym srebrem, a niewypolerowane części dodawały jej cienia i głębi. Kaptur, który zwisał mu z głowy, był duży i ciemny, skrywając resztę twarzy w całkowitej czerni. Szaty podkreślały jego szerokie ramiona i wzrost, nadając mu nieco bardziej onieśmielającą posturę niż zwykle, taką, która z pewnością wzbudziłaby strach w sercach wrogów.

Szaty również były szokująco gustowne; dopasowany, długi, czarny tren wisiał pod bogatym płaszczem, który opadał na jego ramiona niczym kamizelka. Jego skórzane rękawice również były czarne, obcisłe i luksusowe, a całość uzupełniały czarne spodnie i czarne, skórzane buty do jazdy konnej.

Jego strój miał w sobie pewien arystokratyczny charakter, choć nie powinien być aż tak intrygujący. Wciąż świadoma część jej umysłu powędrowała ku mugolskiej historii, ku temu, jak faszyści często używali schludnych i odpowiednich ubrań, próbując zbudować fasadę władzy i znaczenia. Szaty Śmierciożercy przypominały ten sentyment; eleganckie, drogie i budzące grozę. W połączeniu ze srebrną czaszką na twarzy i nienaganną postawą, był uosobieniem potęgi i dominacji.

Przechylił głowę, a upiorna maska zalśniła w blasku ognia. Podszedł o krok bliżej i zmusił Hermionę do przełknięcia śliny, cofając się do stołu.

— Taka śliczna, mała czarownica — zanucił — i taka brudna, brudna krew.

Kolana Hermiony zadrżały pod nią, a ona jęknęła, gdy wsunął palec w obręcz obroży i powoli przyciągnął ją do siebie.

— Będziesz śliczną niewolnicą — powiedział — a z moim kutasem w ustach będziesz jeszcze piękniejsza. Uklęknij przede mną.

Chociaż puścił obręcz, Hermiona uklękła z własnej woli. Serce zabiło jej mocniej, oddech się zacisnął, a do ust napłynęła ślina na myśl o tym, co miało nastąpić. Nie przejmowała się nawet twardą, kamienną podłogą. Draco musiał rzucić zaklęcie amortyzujące tuż przed uderzeniem.

Wplótł palce w jej włosy, lekko rozluźniając jej kucyk, zanim stanął przed nią.

— No dalej — mruknął. — Wyjmij go.

Hermiona z trudem przełknęła ślinę, pochylając się do przodu. Łańcuchy pozwalały jej sięgnąć tylko do pewnego punktu, a jej nos niemal otarł się o materiał jego płaszcza, gdy ostrożnie rozpinała srebrną klamrę paska. Mocowała się z guzikami jego spodni, a palce jej drżały. Dłoń Draco pulsowała w jej włosach, zaciskając się i rozluźniając, mocniej z każdą sekundą, gdy nie chwyciła jego kutasa. Kiedy w końcu wsunęła dłoń w jego bokserki, by wyciągnąć nabrzmiałego penisa, wystająca uderzyła ją w policzek, a ona jęknęła.

— Dosyć tego — warknął Draco. — Bądź grzeczną dziewczynką i weź go do ust. Czcij go.

Hermiona wzięła płytki oddech, muskając językiem czubek kutasa. Pokrywał go preejakulat, rozlewając się do jej ust niczym miód; uzależniający i niebezpieczny. Wykorzystała swój niewielki zasięg, by objąć go palcami i pogłaskać jego całą długość.

Obie jego dłonie zacisnęły się na jej włosach, a z jego gardła wydobył się jęk, gdy go dotykała. Poruszała językiem w górę i w dół jego penisa, wsunęła czubek między wargi i ssała krople, które z niego kapały.

— Grzeczna dziewczynka — wyszeptał, delikatnie kołysząc biodrami. — Grzeczna, mała Szlama.

Hermiona zataczała się, a jej cipka drżała z pragnienia. Była grzeczną dziewczynką — udowodni mu, że jest najlepsza. Warto było ją zatrzymać. Jej brzuch się ścisnął, gdy opadała na kutasa, biorąc go do ust tak głęboko, jak się dało, zanim cofnęła się, by zaczerpnąć powietrza.

— Wróć na tego kutasa — warknął i odepchnął ją.

Udało jej się wziąć głęboki oddech, zanim było za późno, i pozwoliła mu przejąć kontrolę. Trzymał jej głowę nieruchomo, napierając na nią, a dźwięki wydawały się obsceniczne w ciasnej przestrzeni celi. Połykała kaszel, chrząknięcia i jęki razem z jego podnieceniem. Każdy ruch jego bioder zdawał się wpychać go głębiej w jej gardło, a oczy łzawiły jej z wysiłku.

Jego dłonie mocno zaciskały się na jej włosach, boleśnie, i sprawiały, że wiła się w bezmyślnym uporze. Pomimo sytuacji — obroży, kajdan, celi, poddania — czuła, jakby właśnie miała rozłożyć skrzydła i polecieć.

Oddech Draco był urywany, gdy jego pchnięcia stawały się coraz krótsze. Nie był delikatny. Ostrzegał ją przed tym wcześniej, ale nie było mowy o żadnym rozluźnieniu, o porządnej rozgrzewce. Jej dłonie były ograniczone i mogła dosięgnąć tylko jego uda, jeśli zajdzie taka potrzeba, ale margines był niewielki. Traktował jej usta szorstko i bezlitośnie, karząc, ale jakby czuł jej ciało swoim, dawał jej wytchnienie, kiedy tego potrzebowała, zwalniał, gdy walczyła za bardzo, i napierał mocniej, gdy dawała radę. Skąd mógł wiedzieć, nie rozumiała, ale i tak zaakceptowała to jako coś w rodzaju magii i pozwoliła sobie upaść, pozwolić, by ją doprowadzono do granic możliwości.

Mogła być jego niewolnicą — tylko jego.

Stęknął, odciągając jej głowę do tyłu, z dala od pulsującego kutasa. Przełknęła wilgoć w ustach, zakaszlała i łapała powietrze, kiedy tylko mogła. Łzy napłynęły jej do oczu, czuła, jak głowa pulsuje jej z braku tlenu, a puls dudni w uszach. Otarł jej usta dłonią i mruknął z zadowoleniem.

— Masz ochotę na mojego kutasa? — mruknął i wsunął się z powrotem w spodnie, a Hermiona była oczarowana jego widokiem. Kiedy mu nie odpowiedziała, objął ją dłonią i odchylił jej głowę do tyłu. — Zadałem ci cholerne pytanie, Szlamo!

— T-tak, panie! — jęknęła i spojrzała w jego blade oczy.

Wpatrywał się w nią z góry, z twarzą w połowie zasłoniętą kapturem.

— Dobrze. A teraz wstawaj.

Ponownie pociągnął ją za obrożę i nie miała innego wyboru, jak pójść za jego przykładem. Kręciło jej się w głowie, gdy stała, płuca bolały ją z braku powietrza, a gardło piekło po jego ataku, ale on ją unieruchomił, utrzymał w równowadze. Oblizując usta, spojrzała na niego spod rzęs; wiedziała, że jej policzki płoną, a piersi nie potrafiły ukryć podniecenia.

Draco powoli ją pieścił, po bokach klatki piersiowej aż do kości biodrowej. Chwytając ją obiema rękami, uniósł ją na stół i poczuła szorstkie drewno pod nagą skórą.

— Połóż się — rozkazał, a ona ostrożnie ruszyła się, by wykonać jego polecenie.

Ponownie, nie poczuła twardego drewna pod sobą, gdy jego magia zmiękczyła je dla jej komfortu.. Chłód celi przyprawiał ją o dreszcze, a leżenie w ten sposób sprawiało, że czuła się jeszcze bardziej odsłonięta.

Chodził wokół niej, stukot jego butów rozbrzmiewał echem między ścianami. Nic, co robił, nie było pospieszne; każdy jego krok był przemyślany i celowy, każdy dotyk drażniący i rozkoszny. Dłoń przesunęła się wzdłuż jej ciała, sprawiając, że zamarła i drgnęła, gdy jego palce musnęły włoski między jej nogami. Tylko cmoknął z niezadowolenia, podchodząc do końca stołu.

Wyjął różdżkę z szaty i jednym, lekkim stuknięciem w drewno czarne pnącza owinęły się wokół jej kostek, rozchylając nogi i otwierając przed nim miednicę. Z jej ust wyrwał się zawstydzony szloch. Zadrżała na widok nagłego odsłonięcia. Pnącza owinęły się wokół jej ciała, przytrzymując ją przy stole, a im silniejsze były, tym bardziej czuła, jak wszystkie jej zmartwienia odpływają.

Należała do niego.

Niego.

Niego.

— Spójrz na tę piękną cipkę — powiedział, niepewnie przesuwając palcami po wewnętrznej stronie jej uda, stojąc obok niej. — Taka mokra, taka gotowa, taka chętna.

— Proszę — wyszeptała, a jej brzuch ścisnął się z palącego pożądania.

Był tu, by ją wziąć, wykorzystać, bo miał do tego prawo. Miał do tego prawo

— Proszę, co, Szlamo? — mruknął.

— Proszę, panie! — krzyknęła. — Dotknij mnie!

Zanucił, przesuwając dłoń wyżej po jej udzie, aż do wypukłości jej krocza.

— Tutaj?

— Tak — wyszeptała. — Proszę!

— Więc Szlama chce moich czysto krwistych palców w swojej cipce, tak? — zapytał kpiąco.

— Tak, panie — wychrypiała.

Mlasnął językiem.

— Myślisz, że zasługujesz na taką przyjemność?

— Będę grzeczna — spróbowała. — Zrobię, co zechcesz! Proszę, panie, proszę!

Zaśmiał się ponuro.

— Oczywiście, że tak. Nie masz dużego wyboru. Ale jeśli chcesz być małą, szlamowatą dziwką… — Pozwolił, by palce w rękawicach przesunęły się po jej ociekających wargach, dwa palce pieściły obie strony jej nabrzmiałego sromu; ten ruch sprawił, że jej brzuch się ścisnął, płonąc w nieokiełznanej rozkoszy. Odruchowo uniosła biodra. — Nie będę tym, który by cię powstrzymywał.

Poruszał się wzdłuż jej cipki leniwie, lecz celowo, zmysłowo masując jej nabrzmiałość, miękką skórę śliską od bolącej łechtaczki. To uczucie było niebezpieczne i rozkoszne, iskrząc kolorami w ciemności, która ogarnęła jej umysł.

— Taka mokra — mruknął i szybko, mocno klepnął ją w cipkę, sprawiając, że zapłakała i szarpnęła się, zanim wsunął palec do środka. — Taka ciasna.

Wsunął kolejny. Hermiona krzyknęła z rozpaczliwej potrzeby, a jej wewnętrzne ścianki zacisnęły się wokół niego.

Szarpała się z pnączami, ale trzymały ją w miejscu, pozwalając mu torturować ją tak okrutnie, jak tylko zechciał. Wszystko dla niego, pomyślała. Wszystko dla niego. To było jego. Ona była jego. Nic innego się nie liczyło ani nie istniało; byli tylko oni dwoje tu i teraz, Śmierciożerca i Szlama.

Ciepła skóra wydawała się obca w kontakcie z jej wrażliwą skórą, ale jego ruchy były znajome. Znał ją, znał jej ciało i wiedział, jak nim manipulować. Wkrótce wiła się w więzach, pot spływał po jej skórze, gdy sznur zaciskał się w jej wnętrzu.

Powolnym ruchem odsunął palce od niej i przysunął je do jej ust.

— Otwórz.

Hermiona zrobiła, jak jej kazano, a Draco wsunął przemoczone palce głęboko do jej ust.

— Ssij — rozkazał.

Ostry, lekko słony smak jej soków wraz z żelazną nutą skóry spłynął jej do gardła, gdy je wyssała do czysta, a kiedy je odsunął, lekko ją klepnął w policzek — znacznie mocniej niż klepnięcie, ale nie na tyle mocno, by można to było nazwać uderzeniem — zanim znów zaczął ją pieścić.

— Sprawię, że dojdziesz, Szlamo — warknął i ponownie poklepał jej w krocze, a ona przełknęła jęk zaskoczenia. — A potem będziesz mi dziękować jak grzeczne zwierzątko, rozumiesz?

— T-tak.

Uderzył ją ponownie, znacznie mocniej niż poprzednio.

— Tak, co?

— Tak, mój panie! — jęknęła.

— Naucz się… — Klepnięcie. — Szacunku… — Klepnięcie. — Do lepszych od ciebie! — Klepnięcie.

Hermiona wrzasnęła, jej biedne łono piekło od uderzenia i bolało z pożądania.

Nie czekał na przeprosiny, zanim ponownie wsunął w nią palce, długo i pewnie. Drugą dłoń przycisnął ciężko na jej podbrzusze, zanim zaczął poruszać się w kuszącym rytmie. Hermiona jęczała i kwiliła, kiedy jej ciało płonęło narastającą rozkoszą.

— O, Boże! — krzyknęła. — O, Boże!

Wwiercał się w nią palcami, pocierając jej wnętrze z przebiegłą intencją, a wszystko w niej się napinało, rozciągało, paliło i toczyło; wiła się na stole, na więzach i na dłoni w rękawicy, która przyciskała jej brzuch, i jęczała przeraźliwie, gdy on zręcznie manipulował jej nerwami.

Do tej pory działo się tak tylko w jej najgłębszych, najmroczniejszych fantazjach, tylko w zaciszu jej najbardziej strzeżonych i zawstydzonych myśli; teraz to naprawdę przeżywała., Jej umysł był bliski zwarcia.

Rozpętał w niej burzę, która nie okazywała ani powściągliwości, ani litości. Wiła się, wyrywała, płakała; burza narastała, pioruny raziły ją od środka. Jej mięśnie napięły się, wszystkie zakończenia nerwowe stanęły w płomieniach, drgając w rytm jego dłoni w rękawicy uderzającej o jej łechtaczkę. To nadchodziło. Nadchodziło…

— Nie tak szybko, Szlamo — mruknął okrutnie i szybko się odsunął, zostawiając ją zaciskającą się rozpaczliwie w poszukiwaniu czegoś, czego mogłaby się chwycić, a burza nagle się wycofała.

Nie — zapłakała, a jej ciało zacisnęło się w ciasny węzeł. — Proszę, panie!

— Niecierpliwa mała — zadrwił i uderzył ją w wilgotną cipkę, tak mocno, że o mało nie spadła w przepaść.

Zadrżała, a łzy spływały jej po policzkach.

Draco stęknął, pieszcząc jej uda, rozprowadzając wilgoć z jej gorąca.

— Chcę zobaczyć, jak się wijesz, maleńka. — Szybkie muśnięcia kciukiem jej łechtaczki sprawiły, że zaszlochała, a on tylko zanucił. — Chcę usłyszeć, jak błagasz.

— Proszę — zajęczała. — Proszę, panie! Pozwól mi dojść! Proszę!

Ale to go nie udobruchało. Nie — roześmiał się.

— Spójrz na siebie, Szlamo. Jesteś taka zdesperowana, błagasz Śmierciożercę. Święty Potter i Łasic nie mogli sprawić, że dojdziesz, prawda? Nie mogliby cię zadowolić? Czekałaś na kogoś na tyle okrutnego, kto cię ukarze, prawda? Żeby potraktował cię jak małą Szlamę, którą jesteś.

Hermionie ścisnęło się serce, myśląc o wszystkich chwilach, gdy czuła pragnienie, polując na horkruksy, wszystkich miesiącach tęsknoty za Ronem, tylko po to, by uświadomić sobie, że to tylko napięcie wojny; wszystkie te noce, gdy fantazjowała o srebrnych maskach i dłoniach w rękawicach wędrujących po jej skrępowanym ciele, podczas gdy swoje własne wsuwała między nogi, odwrócona plecami do chłopców w namiocie. Przeszywał ją tak wielki wstyd z tego powodu, a teraz ten wstyd zniknął. Wszystko to prowadziło do tego i nie było sensu dłużej temu zaprzeczać.

Jakaś jej część pragnęła upokorzenia, poniżenia i niebezpieczeństwa. Pragnęła tego, bo chciała przetrwać. Nie było w tym gryfońskiej odwagi; była tylko ona, Hermiona Granger, pragnąca, by już nie walczyć, poddając się losowi, który ją czekał.

— Proszę, panie — wychrypiała. — Proszę, wykorzystaj mnie. Jestem twoja. Proszę.

Zamruczał z rozbawieniem, krążąc wokół stołu, a wilgoć na jego rękawicy odbijała ogień z palenisk. Podszedł do stołu, którego Hermiona dotąd nie widziała, zaciemnionego za ogniem, a kiedy wrócił, trzymał w dłoni pejcz, na co Hermiona zadrżała.

— Jesteś dobra w błaganiu — powiedział — ale myślę, że stać cię na więcej. — Skórzany materiał wylądował na jej nodze, sprawiając, że drgnęła, gdy przeciągnął go po wewnętrznej stronie jej uda. — Chcę usłyszeć desperację w twoim głosie, kochanie. Chcę zobaczyć, jak bardzo potrafisz się rozpuścić.

Szybki ruch nadgarstka i powietrze zagwizdało, gdy opuścił bar na jej cipkę, a skórzany płat uderzył w łechtaczkę. Hermiona krzyczała, szarpała się w więzach i szlochała.

Proszę! — płakała. — Proszę, panie! Wykorzystaj mnie! Pieprz mnie!

— Co za mierny występ — wycedził i ponownie ją uderzył.

Hermiona płakała i podwijała palce u stóp. Ból piekł przez chwilę, zanim przerodził się w nieznośne pożądanie.

— Chcę… chcę być twoja, panie! Twoją n-niewolnicą!

Zanucił, cmoknął i uderzył batem o złotą powierzchnię jej uda.

— Spróbuj jeszcze raz.

Hermiona wrzasnęła, a pieczenie od uderzenia rozprzestrzeniło się po jej skórze niczym igły.

— Możesz robić, co chcesz! Weź mnie, jak tylko zechcesz… — Uderzył ją w drugie udo, a ona zapłakała z trudem. — Proszę! — Zaszlochała głośno. — Proszę, panie! Po prostu mnie pieprz!

— Nie zanudzaj mnie, Szlamo — wycedził i obsypał jej łechtaczkę krótkimi, następującymi po sobie uderzeniami, sprawiając, że omal się nie przewróciła — ale oczywiście odsunął się, gdy była bliska szczytu.

Drugi zrujnowany orgazm w niecałe dziesięć minut.

Hermiona była skrajnie zdesperowana, ślina zbierała się w kącikach jej ust.

— Proszę, panie — wychrypiała, potrzeba wytrysku była zbyt silna, by przejmować się zasadami dobrego wychowania. — Proszę… proszę, po prostu pieprz mnie swoim wielkim kutasem! Spraw, żebym doszła, spraw, żebym krzyczała — chcę krzyczeć dla ciebie, wielbić cię! Proszę, panie! Użyj mnie jak brudnego, szlamowatego zwierzęcia!

Słowa po prostu wypłynęły z jej ust, a ona była zbyt oszołomiona, by przejmować się wstydem.

Przechylił głowę, ogień tańczył w srebrnej masce, i zaśmiał się ponuro.

— No, no… co za słownictwo, kochanie. — Przysunął się bliżej i ponownie położył dłoń na jej dolnej części brzucha, naciskając mocno, jednocześnie wsuwając palce z powrotem do środka, podczas gdy ona sapała i jęczała z bolesnej ulgi. — Dobrze. Nie zawiedź mnie.

Kiedy znów zaczął się poruszać, naciskając palcami na ten wrażliwy punkt w jej wnętrzu, burza powróciła ze zdwojoną siłą. Hermiona poczuła, jak całe jej ciało drży, a elektryczność przeszywa jej skórę; mięśnie się napięły, palce u stóp się podwinęły, a ona była zszokowana siłą tego doznania. Paliło ją od środka, piekło i paliło, a jego tempo nie zwalniało. Był zdecydowany, stanowczy, a jego szare spojrzenie wwiercało się w jej duszę.

— Dojdź dla mnie, Szlamo — rozkazał, a jego głos spłynął po niej niczym płynne pożądanie.

Rozkosz wybuchła w niej, zaczynając od brzucha i uderzając na zewnątrz — niczym gigantyczna fala wybuchająca po trzęsieniu ziemi o sile nieosiągalnej — i doszła, przepięknie.

Krzyk, który rozdarł jej gardło, odbił się od ścian, gdy jej ciało wyrzuciło z siebie burzę, którą wyczarował, rozkosz niemal doprowadziła ją do drgawek na pnączach. Rozdarła ją, zmuszając palce u stóp do jeszcze większego zaciśnięcia, a palce do desperackiego chwycenia obroży wokół szyi.

Och, prawie straciła przytomność, napięcie było tak ogromne, że nie dało się go zatrzymać.

Kurwa! — zajęczała łamiącym się głosem, gdy jej mięśnie w końcu pozwoliły jej uformować słowa, choć może nie był to najbardziej wyrafinowany dobór słów. — O… KURWA!

— Właśnie tak, Szlamo — syknął, a w jego głosie słychać było pierwotny głód. — To wszystko moje! Każda, kurwa, kropla twojego orgazmu należy do mnie!

Tak! — krzyknęła. — Tak, Boże, tak! Dziękuję! Dziękuję!

To wciąż trwało. A może to był nowy orgazm. Nie wiedziała. Jej oczy niemal wywróciły się w tył głowy, język niemal wypadł z ust i z trudem łapała oddech. Czuła, jak pot oblewa jej skórę, wilgotne dźwięki w małej przestrzeni brzmiały makabrycznie, a zapach seksu unosił się w powietrzu, ale Draco jeszcze nie skończył.

Stękał i jęczał przekleństwami, zmuszając ją do orgazmu. Jego palce bezlitośnie ją masowały, a dłoń wciąż drażniła łechtaczkę. Naprzemiennie wykonywał krótkie i intensywne ruchy, po czym szybko się wycofał i uderzył ją raz, drugi i kolejny. Wykorzystywał ją, wydobywając z niej desperację do granic możliwości, i w końcu Hermiona po prostu nie mogła tego znieść. Paliło, piekło, pożerało ją w całości; było to zbyt bolesne i jednocześnie zbyt przyjemne. Za dużo. Zbyt dużo. Kąciki jej pola widzenia zanikały.

Draco po raz ostatni oderwał od niej palce, jakby wyczuwając jej nadmierną stymulację, a jej ciało zaczęło drżeć niekontrolowanie. Pnącza się cofnęły, a Hermiona skuliła się w sobie, a ostatnie fale jednego, długiego, a może wielu następujących po sobie orgazmów spłynęły po niej.

Pieścił ją delikatnie, jego oddech był prowokacyjnie spokojny.

— Dosyć tego, mała Szlamo. Poczuj przyjemność, którą jestem w stanie ci dać. — Stęknął spod maski. — Pomimo tego, że jesteś brudną szlamą, oszałamiająco dochodzisz.

Próbowała wykrztusić słowa, ale jej usta ledwo chciały współpracować. W końcu wykrztusiła:

— N-naprawdę, panie?

Zaśmiał się, ale z maską na twarzy zabrzmiało to groźnie.

— Widziałem już twój wytrysk, Granger, ale to… cholernie wspaniałe. — Delikatne muśnięcia jego dłoni na jej biodrze uspokajały, pocieszały. — Wszystko w porządku? Chcesz przestać?

— Nie, panie — wyszeptała ledwo słyszalnym głosem i przełknęła ślinę. — Nie, ja po prostu… potrzebuję tylko minuty.

Zanucił i głaskał ją, delikatnie masując jej drżące mięśnie.

Hermiona próbowała odzyskać kontrolę nad własnym ciałem, a jej puls pędził jak szalony przez adrenalinę. Jej łechtaczka pulsowała wściekle, wciąż piekąc od pejcza, a cipka zaciskała się rozpaczliwie; być może to wszystko — więzy, maska, cela — otwierało zamkniętą bramę. Draco dał jej kilka intensywnych i gwałtownych orgazmów podczas ich wspólnych miesięcy, ale to było… Cóż, to było coś przekraczającego granice.

Wszystko wydawało się miękkie, dobre i przyjemne, ale też zimne, twarde i nieprzyjemne. To była silnie uzależniająca mikstura, taka, która sprawiała, że w jej głowie wirowały myśli o tym, co by było, gdyby i może. Jej ręce wciąż były przykute do obroży na szyi i prawie tęskniła za pnączami, które owinęły jej ciało niczym kocyk bezpieczeństwa.

Ugniatanie Draco ogrzewało ją, uspokajało, niemal uśpiło; była to tak sprzeczna myśl, że on, ubrany w przerażający strój Śmierciożercy, zdołał wyczarować tak wielkie bezpieczeństwo, a ona po prostu chciała się w niego wtulić i zapomnieć o wszystkim.

Jednak wkrótce jego dotyk stał się chciwy i zbliżył zamaskowaną twarz do jej ucha, i mruknął:

— Gotowa kontynuować, kochanie?

Hermiona przełknęła ślinę, wzięła kilka głębokich oddechów i skinęła głową. Wiedziała, że nadal będzie wrażliwa, ale uspokoiła się i nie chciała opuszczać tej bańki, tego własnego świata, nieważnie jak zdeprawowanego, mrocznego czy niebezpiecznego. Tutaj mogła swobodnie upaść i ulec — i cholera, to było przyjemne.

Z głębi jego gardła wydobył się niski pomruk, gdy jego ugniatająca dłoń powędrowała ku jej włosom. Unosząc jej głowę do jego wychudzonej twarzy, warknął:

— Teraz cię przelecę, mała Szlamo, i mam nadzieję, że lubisz na ostro. Jeśli nie — cóż, trudno.

Hermiona jęknęła bez tchu i prawdopodobnie wspominając tę chwilę, zadziwi się zdolnością Draco do przejścia od łagodnego i słodkiego do przerażającego w mgnieniu oka. Nie żeby jej to przeszkadzało; wręcz przeciwnie, umieściło ją to w samym centrum immersji, a jej serce waliło ze strachu — prawdziwego i pierwotnego.

Draco miał rację; strach i podniecenie rzeczywiście pochodziły z tego samego miejsca i w tej chwili nie dało się ich odróżnić.

Merlinie, ona była zdecydowanie inaczej skonstruowana.

Zdjął ją ze stołu i zmusił, by stanęła na trzęsących się nogach. Spojrzał na nią z góry, a ona w podniosła wzrok; w tej konkretnej pozycji wydawał się jeszcze szerszy i bardziej onieśmielający niż kiedykolwiek wcześniej. Wyższy. Maska w kształcie czaszki lśniła złowieszczo, a jego miarowy oddech sprawiał, że czuła się kompletnie pozbawiona kontroli. Jak on mógł oddychać tak równo, skoro ona ledwo brała oddech?

Jego kciuk, wciąż wilgotny po wytrysku, przytknął się do jej wargi, gdy powiedział:

— Będziesz patrzeć, jak rucham twoją śliczną cipkę, Szlamo. — Wsunął kciuk między jej wargi i pochylił się. — Chcę, żebyś zobaczyła, jak twój pan cię rości sobie, posiada, wypełnia, i chcę, żebyś spojrzała mi w twarz, prosto w moją pieprzoną maskę, kiedy będziesz na mnie napierać. Rozumiesz?

Skinęła głową na tyle, na ile pozwalał mu jego uścisk, a jej oczy utkwione były w jego twarzy za maską. Mruknął krótko, zanim chwycił ją za biodra i posadził z powrotem na stole. Nie zauważyła tego wcześniej, ale wysokość była idealna.. Oczywiście. Pomyślał o wszystkim.

Ponownie postukał różdżką w drewno, a pnącza spełzły z powrotem na stół i owinęły się wokół jej kostek. Krzyknęła, gdy jej nogi znów się rozłożyły, unieruchamiając ją w pożądanej pozycji, i gdyby nie zaczepił palcem o jej obrożę, upadłaby z powrotem.

Z jej mocno ułożonym ciałem sięgnął w dół, by rozpiąć spodnie. Jego kutas był gruby i twardy, żylasty i wściekły. Pociągnął ją za obrożę i syknął:

— Patrz! Chcę, żebyś patrzyła, jak cię pieprzę!

Hermiona jęknęła. Widząc jego kutasa zaledwie kilka centymetrów od swojego wejścia, ledwo mogła uwierzyć, że kiedykolwiek była w stanie go przyjąć. Był wspaniały, owszem, ale i onieśmielający. Jednak elektryzujące uczucie, gdy ocierał czubkiem jej mokre wargi, sprawiło, że krzyknęła z rozpaczy. Potrzebowała go w sobie — teraz.

Ale tak jak poprzednio, Draco nie spieszył się. Muskał ją swoją długością i zmusił Hermionę, by patrzyła, jak się dla niego rozchyla, gdy on pokrywał się jej wilgocią. Uczucie paliło jej nadwrażliwą cipkę, ale podniecenie było nieubłagalne; przeszywał ją ból, a jedną myślą, na której mogła się skupić, jedyną, jaka w tej chwili istniała w jej głowie, było to, że chce, by jej pan ją posiadł. Pieprzył ją. Posiadał ją. Była jego. Jego.

Jej szczęka opadła w pobłażliwym jęku, gdy powoli wszedł do środka. Patrzyła, jak się rozciąga, by go przyjąć, jak miękka skóra jego kutasa porusza się, gdy wciskał się do środka, i jak bogaty połysk jej podniecenia lśni na jego ciele, gdy się cofał. To było piękne.

Draco jęknął, wchodząc z powrotem, a jego oddech w końcu się zaciął, gdy chwycił ją w talii w stalowy uścisk.

Kurwa, przyjmujesz mnie tak dobrze.

Hermiona patrzyła ze zdumieniem; kurczowo się go trzymała, gdy się wycofywał, i połykała go, gdy wpychał się w nią, a ten widok należał prawdopodobnie do najbardziej erotycznych doznań, jakie kiedykolwiek widziała.

Wyjątkowo mocne pchnięcie sprawiło, że zamknęła oczy i krzyknęła, a potem odchyliła głowę do tyłu, wtulona w jego obrożę.

— Nie, nie tak — syknął i szarpnął ją do tyłu, aż znów odchyliła głowę do przodu. — Trzymaj oczy szeroko otwarte, Szlamo. Spójrz na ten bałagan, jaki robisz wokół mojego kutasa.

Jęknęła przeraźliwie, patrząc, a widok jego wślizgującego się i wysuwającego z jej spuchniętej, mokrej cipki sprawił, że zamarła z pożądania. Ociekała wokół niego, tak chętna i pragnąca. To było nieczyste, drastyczne i tak bardzo podniecające. Ciało mrowiło narastającą potrzebą i pozornie nienasyconym pożądaniem; jego biodra uderzały o nią, jego dłoń kołysała ją ku sobie, jego jęki i stęknięcia wibrowały w jej wnętrzu, odgłos mokrej skóry odbijał się echem między ścianami, jej jęki brzmiały wyraźnie, a zapach ich połączenia sprawiał, że wirowała z rozkoszy.

To było pieprzenie — cielesne, pierwotne, grzeszne. Pomimo ciągłego wyrazu na masce w kształcie czaszki, w czarnych oczach Draco błyszczał surowy głód i chociaż kazał jej patrzeć, gdzie ich ciała się stykają, nie mogła się powstrzymać od zatracenia się w tych oczach, źrenicach tak czarnych jak reszta jego twarzy, a cienkich, szarych obwódkach wokół nich, lśniących niczym srebro maski.

— Dosyć tego, Szlamo — mruknął, jego oddech był szorstki i gorący. — Weź mojego kutasa jak grzeczna dziewczynka, ty brudna, mała istotko.

Jej myśli wirowały, a zdrowy rozsądek i trzeźwość wyleciały przez okno.

Gdyby to była przyszłość, w której przegraliby wojnę, gdyby stała się jego niewolnicą, pragnęłaby tego. Podczas gdy wszyscy wokół niej umierali, ginęli, ona byłaby zamknięta, by mógł ją wykorzystać. Jego osobista zabawka, jego zwierzątko. Śmierciożerca pieprzący Szlamę.

Jego. Jego. Jego. Należę do niego.

Pociąg był nieubłagalny, jej mięśnie napinały się; rozkosz zalewała ją, przeskakując z palców u rąk i nóg, gromadząc się w podbrzuszu w szalejącym piekle. Jej oddech zamarł, krzyki stały się ostrzejsze, a oczy Draco powędrowały w jej stronę.

Jego dłoń mocno zacisnęła się na jej gardle, tłumiąc z niej zaskoczony jęk.

— Patrz na mnie, kurwa, gdy dochodzisz — warknął, a jego zamaskowana twarz górowała nad jej.

Hermiona, pozbawiona powietrza i płonąca, spojrzała na niego, zajrzała mu w duszę, kiedy doszła.

Chrzęszcząc w jego ciasnym uścisku, Hermiona wybuchła atakiem zdławionych jęków i urywanych krzyków. Jej oczy napełniły się łzami, cipka dziko się zaciskała, a wszystko było niczym, a nic wszystkim. Srebrna czaszka stała przed nią — Śmierciożerca! Śmierciożerca! — i pnącza ją przytrzymywały, ale nic w jej wnętrzu nie było spokojne. Płuca paliły ją, głowa wydawała się dziwnie lekka, a kiedy Draco w końcu puścił, by ponownie chwycić ją za obrożę, kolejna fala przyjemności przetoczyła się przez nią, gdy powietrze wypełniło jej płuca, sprawiając, że zacisnęła się wokół niego tak mocno, że i on stracił równowagę.

Jęknął szorstkim głosem, wbijając się mocno i drżąc w jej ciele. Jego kutas pulsował w niej, podczas gdy on się opróżniał. Uścisk na jej talii robił siniaki, kajdany na nadgarstkach ocierały, skóra wokół szyi ją uciskała, a cipka bolała. Drżała, wyczerpana i jęknęła, gdy poczuła chłód maski, gdy oparł czoło o jej.

— Kurwa — mruknął, a jego oddech wydobył się spod kościstej twarzy. — Na Salazara, Granger! — Pchnął jeszcze raz, głęboko, a ona jęknęła. — Właśnie tak, kochanie — syknął. — Przyjmuj to wszystko. Tak po prostu. — Kolejne powolne pchnięcie. — Jesteś taka cholernie dobra, kochanie. Jesteś… — Stęknął, okręcił biodrami ku niej i przyciągnął ją bliżej, zarumienioną. — Jesteś idealna.

Opuścił głowę na jej ramię, gdy się otrząsnął, a gdy jego ramiona powoli ją objęły, przyciskając ją mocno do siebie, Hermiona nie mogła powstrzymać łez. Przez ile lat czuła tak ogromny wstyd za te fantazje? Ile razy patrzyła na przyjaciółki i czuła się okropną osobą? Zboczoną? Pomyślała, że skoro to sobie wyobraża, to musi być coś, czego naprawdę pragnie w głębi duszy i nienawidzi siebie za to.

To… cóż, ledwo pojmowała, jak bardzo to było satysfakcjonujące. Będąc tam, objęta jego ciepłem, podczas gdy świeże wspomnienie tego, co właśnie zrobili, wciąż tkwiło w jej umyśle, gdy on wciąż ciasno w niej tkwił, poczuła ulgę. Wolność.

Nie była szalona, nie była zboczona; to był ból, strach i pragnienie czegoś prostszego. To było przetrwanie w czasach ciągłego strachu przed śmiercią, a oddawanie się temu teraz, kiedy wojna się skończyła, było jak podziękowanie tym samym myślom, które utrzymywały ją przy zdrowych zmysłach.

— Wszystko w porządku, kochanie — wyszeptał Draco. — Już po wszystkim. Świetnie sobie poradziłaś. Jesteś bezpieczna.

— Nie jestem smutna — jęknęła. — Po prostu… po prostu… — Przełknęła szloch i sięgnęła po jego szatę, ocierając się o nią resztką luzu. — Nie chcę, żeby to się skończyło.

Nie chciała. Nie chciała, żeby to się kiedykolwiek skończyło. Nie sama scena, choć była zachwycająca — nie, to coś między nimi. Ta więź. Sama myśl o nim z inną kobietą sprawiała, że serce podchodziło jej do gardła. Myśl, że kiedykolwiek znajdzie kogoś, kto przygarnie ją tak jak on, ugnie ją tak jak on — była nie do pomyślenia.

Draco mruknął.

— Kochanie, drżysz.

Delikatnie poruszył się, by z niej wyjść. Syknęła, a dziwna mieszanka bólu i ulgi przeszyła ją. Gdy już nie byli połączeni, wymamrotał zaklęcie i kajdany rozpięły się z jej dłoni, łańcuchy opadły, a Hermiona potarła nadgarstki, przewidując nadchodzące siniaki. Kolejne ciche zaklęcie i pnącza odpełzły. Jej stopy spadły ze stołu, a uczucie uwolnienia sprawiło, że poczuła się, jakby latała.

— Wszystko w porządku? — zapytał Draco, powoli zdejmując maskę z twarzy.

Z jego przystojnej, pięknej twarzy. Blond włosy opadły na oczy, dalekie od nieskazitelnej fryzury, a kaptur opadł na ramiona.

Uśmiechnęła się przez łzy, sięgając po jego policzki drżącymi palcami.

— Nic mi nie jest. A tobie?

Jego oczy były senne, zamglone, wciąż czarne jak noc, gdy posłał jej krzywy uśmiech.

— Kochanie, jestem w doskonałej formie. Czuję się jak cholerny latawiec.

Wyciągnęła do niego ręce, gdy się do niej pochylił, a pocałunek wydał się jej najsłodszą nagrodą po walce. Nadal czuła się nieco zdezorientowana, emocje i rozsądek walczyły, by kierować jej myślami. Wciąż unosiła się w tej błogiej nicości, w jej głowie wirowały bardzo realne myśli o nim jako jej panie Śmierciożercy, choć wiedziała, że to nieprawda.

No, prawie.

Czule głaskał ją po plecach, szepcząc:

— Chcesz, żebym zabrał cię do domu?

— Gdzie jesteśmy? — wyszeptała.

— Nie martw się tym, kochanie — powiedział. — Owiń mnie nogami, a ja nas aportuję.

Hermiona zrobiła, jak jej kazano, oplatając osłabione nogi wokół jego talii. Mięśnie ją bolały, ale trzymała się go kurczowo, zanim poczuła znajome przyciąganie, rozpływając się i materializując z głośnym trzaskiem. Wylądowali w łazience Draco i natychmiast usłyszała, jak wanna się napełnia.

Ostrożnie postawił ją na ziemi, opierając dłonie na jej biodrach, by utrzymać jej drżące ciało w pozycji pionowej.

— Jesteś ranna?

Hermiona pokręciła głową.

— Nie.

Założył jej za ucho kilka niesfornych kosmyków włosów.

— Byłaś naprawdę dzielna, kochanie. — Jego rtęciowe oczy opadły poniżej jej brody i zatrzymały się na gardle; widziała, jak jego źrenice się rozszerzają, gdy mięsień napina mu szczękę. Zanim zdążyła zapytać, co widzi, poczuła, jak głaszcze skórzany pasek, który wciąż był zapięty wokół jej szyi, i cicho mruknął: — Wygląda na tobie cholernie pysznie.

— Naprawdę? — wyszeptała, a Draco delikatnie obrócił ją twarzą do lustra.

Była oszołomiona własnym odbiciem; policzki płonęły czerwienią, oczy były opuchnięte od łez, włosy miała potargane pomimo kucyka, a w lustrze dostrzegła zaczerwienione ślady po pnączach, kajdanach i pejczu, rumieniec między nogami i zaczątki siniaków od jego dłoni na biodrach i szyi.

Jednak to, co najbardziej przykuło jej uwagę, to czarny, skórzany naszyjnik na szyi. Była to solidna, skórzana obroża z grubą, srebrną obręczą zwisającą pośrodku, i nie mogła powstrzymać się od uczucia, jakby żołądek ścisnął jej się na widok siebie zupełnie nagiej — i Draco w szatach Śmierciożercy tuż za nią, a jego skórzane rękawice zaciskały się na jej ramionach.

Wzięła głęboki oddech i pozwoliła, by palce niepewnie dotknęły obroży. Powinno ją to odrzucić, ale nie odrzuciło. Naprawdę nie odrzuciło. Jak na ironię, sprawiło, że poczuła się… cóż, doceniona. Westchnęła głęboko i oparła się o jego krzepkie ciało. Poczuła ból, wyczerpanie po kilku druzgocących orgazmach i rozpłynęła się, gdy jego ramiona objęły ją w czułym uścisku.

Och, wiedziała, że powinna się od niego oddalić. Powinna się odsunąć, bo to się dobrze nie skończy. Ginny miała rację, złamie jej serce.

— Chodź, kochanie — wyszeptał. — Zaprowadzę cię do wanny.

Hermiona tylko westchnęła i pozwoliła mu zaprowadzić się do kąpieli. Woda była idealnie ciepła.. Tępy ból między nogami nasilił się, zanim zdążył ustąpić, i pozwoliła sobie zsunąć się głębiej, obserwując, jak Draco się rozbierał.

Po zostawieniu tego wszystkiego za sobą, traktował swoje szaty niemal z szacunkiem, gdy się rozbierał. Powiesił je na oparciu eleganckiego leżaka i pozwolił, by srebrna maska spoczęła na siedzisku. Hermiona przesunęła się, by pozwolić mu się wsunąć do wanny za sobą i wtuliła się w niego, gdy już był na swoim miejscu.

Przypomniała sobie, że wciąż ma na sobie obrożę, gdy Draco delikatnie postukał palcami w klamrę.

— Unieś włosy, kochanie — powiedział.

Rozpiął klamrę, a w chwili, gdy kawałek skóry zniknął z jej szyi, poczuła bolesny dreszcz przebiegający po kręgosłupie.

— Podobało mi się — oznajmiła cicho.

Draco zaśmiał się.

— Zdejmowanie?

— Nie, noszenie jej.

Zerknęła przez ramię, ale nie widziała jego oczu. Słyszała tylko jego gwałtowny wdech. Westchnęła, oparła się o niego, a on nic więcej nie powiedział, obejmując ją ramionami.

Wyczarował dla niej szklankę wody, masował jej obolałe mięśnie i czule pocałował. Kontrast z jego wcześniejszą szorstkością był oszałamiający, ale tylko przypomniał jej, kim naprawdę był, i zrobił na niej jeszcze większe wrażenie.

Po kąpieli wylądowali w jego łóżku, splątani jak kochankowie. Ale Draco był troskliwy. Całował całe jej ciało, kierując się w dół między nogami i pożerał ją, aż doszła z cichym krzykiem, a jej dłonie wtulone były w jego włosy. Potem sam się doszedł, a jego sperma pokryła jej cipkę i brzuch.

Szybkim ruchem ręki usunął to wszystko, po czym przyciągnął ją w ramiona i położył się na łóżku.

— Było tak, jak sobie wyobrażałaś? — wyszeptał.

— Lepiej — odpowiedziała Hermiona.

To prawda. To było więcej, niż kiedykolwiek mogła mieć nadzieję — albo się obawiać.

— Możesz mi o tym opowiedzieć?

Jego kciuk musnął skórę tuż pod jej piersią.

Hermiona przygryzła wargę i spojrzała na pieszczącą ją dłoń, rozważając swoje słowa. To było więcej, niż kiedykolwiek mogłaby opisać, lepsze, a jej żołądek ścisnął się, gdy ogarnął ją wstyd. Podobało jej się to. Naprawdę za bardzo. Wydobył z niej prawdziwy strach. Przerażenie. Reakcję walcz albo uciekaj. Prawie myślała, że to prawda. Od czasu do czasu ją o tym przekonywał, przebłyski urojeń, że jest prawdziwą niewolnicą, myśl, która powinna ją przerażać.

Każdy racjonalny człowiek uznałby to za naganne. Każdy rozsądny człowiek byłby zniesmaczony i przerażony. Hermiona uważała się za osobę rozsądną i racjonalną, więc dlaczego jej się to podobało? Dlaczego czuła, że w jakiś sposób pokonała swój strach, mimo że mu uległa, poddając się swojemu wewnętrznemu demonowi? Dlaczego nigdy nie czuła się swobodniejsza? Dlaczego tak desperacko pragnęła ponownie to zrobić? Zatracając się w głębi czerni Mrocznego Znaku na jego ramieniu, poczuła, jak wiruje.

— Kochanie?

Jego głos był ostrożny, ale cierpliwy, podobnie jak dotyk.

Hermiona zamknęła oczy i przełknęła ślinę.

— To było przerażające. Przez chwilę myślałam, że dzieje się naprawdę. — Przygryzając wargę, powoli otworzyła oczy. — Uwielbiałam to — wyszeptała. — Wiem, że nie powinnam, ale tak było. Było idealnie. Byłeś idealny. — Odwróciła się, by na niego spojrzeć. — Jak ty się czułeś? Znaczy… — Obróciła się w jego ramionach i stanęła z nim twarzą w twarz. — Musiałeś czuć się dziwnie, zakładając z powrotem tę maskę.

Zmarszczył brwi, patrząc na nią, a jego szczęka lekko się zacisnęła.

— Owszem, ale było to też znajome i pocieszające. — Westchnął i delikatnie pogłaskał ją po twarzy. — Ta maska była moją zbroją podczas wojny. Kiedy ją założyłem, przestałem się bać. Stałem się pewny siebie, władczy; trzymałem głowę wysoko i stawiałem czoło niebezpieczeństwom, na które nigdy bym się bez niej nie naraził. Dzięki tej masce wiele się o sobie nauczyłem, choć brzmi to okropnie, ale myślenie o tym, co ona symbolizuje, utrudnia mi pogodzenie się z faktem, że za tym tęsknię.

Zmarszczyła brwi i delikatnie musnęła palcami zarys jego mięśni piersiowych.

— Nie brakuje ci ideałów, ale poczucia władzy i kontroli. Prawda?

Uśmiechnął się.

— Tak.

Przysunęła się bliżej.

— Nigdy cię tak naprawdę nie pytałam, jak to jest przechodzić przez to wszystko. Wiem tylko, jak to jest być po drugiej stronie, ale ty… — Przełknęła ślinę i pozwoliła palcom podążać po jego srebrnych bliznach. — To musiało być dla ciebie straszne.

— Cóż — mruknął ponuro, patrząc na pokój — z pewnością przeżyłem w życiu przyjemniejsze rzeczy.

Przełknęła ślinę.

— Nie musisz mi mówić, jeśli nie chcesz.

Mięsień na jego szczęce drgnął, gdy zamknął oczy i westchnął.

— To naprawdę nie jest przyjemna historia, Hermiono. Ani trochę.

— Nie musisz nic mówić, jeśli nie chcesz — zapewniła go — ale wiedz, że posłucham, jeśli zechcesz o tym porozmawiać. Nie obchodzi mnie, jak nieprzyjemna jest ta historia.

Lekki uśmiech rozciągnął się na jego ustach, gdy na nią spojrzał, i odgarnął jej włosy za ucho.

— Wolę nie psuć tej chwili. To było okropne doświadczenie, ale też coś, co mnie ukształtowało na wskroś. Ta maska mnie chroniła, dawała mi pewność siebie i nigdy nie chciałbym się rozstać z tym uczuciem, nieważne jak straszne by ono było.

Przyglądała mu się przez chwilę, podziwiając piękne rysy jego twarzy, zanim powiedziała:

— Więc jak to było, znowu wcielić się w tę rolę?

— Z tobą? — mruknął, jego oddech owiał jej twarz gorącym oddechem. — Uzależniające.

Hermiona przygryzła wargę, jej usta instynktownie szukały jego.

— Dlaczego twój Znak wciąż jest taki czarny? — wyszeptała.

Nie to miała powiedzieć, ale po prostu jej się wymknęło.

Draco poruszył się, westchnął i zacisnął szczękę.

— Nie wiem — powiedział cicho. — Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Tak po prostu… jest. — Zmarszczył brwi. — Dlaczego pytasz?

Głos z tyłu głowy kazał jej przeanalizować ton jego głosu, ale brzmiał szczerze.

— To musi być trudne — mruknęła. — To ciągłe przypominanie o tym wszystkim, coś, czego nie możesz zdjąć. Nie chcę ci tego utrudniać.

Pozwolił, by jego palce lekko musnęły jej ramię i rękę, pogłębiając zmarszczkę na czole.

— Wierz lub nie, kochanie, ale mogłabyś tylko to poprawić. Wiem, że bez względu na to, co by się stało, gdyby Czarny Pan wygrał Wojnę, nigdy nie byłoby tak jak dziś, nawet gdybyśmy zrobili to samo. Nie byłabyś skłonna, a ja byłbym okrutny, a jedną z najlepszych rzeczy tego wieczoru, dla mnie, było potwierdzenie, że to nie jest ten rodzaj władzy, którego pragnę. — Pocałował ją w czoło. — Nie wierzę już w ich bzdury o supremacji i nikt nie przekona mnie, że władza, którą odebrali, jest lepsza od tej, którą otrzymali. Nic nie jest lepsze od tego, od tej chwili.

Tak, pomyślała gorzko, tuląc się do niego mocniej, a ból wciąż przypominał jej, że żyje. Nic nie było lepsze od tej chwili.