[T] Związek na pokaz: Mieszkanie z (udawaną) dziewczyną

poniedziałek, 3 sierpnia 2026

 

Witajcie :) w poniedziałkowy wieczór zapraszam na kolejny rozdział tłumaczenia. Wiem, że obiecywałam więcej, ale wczoraj miałam ogromny problem z Dokumentami Google i musiałam od nowa przygotować sobie tę historię do tłumaczenia. Poza tym wróciłam dziś do pracy i teraz jedynie mogę tłumaczyć wieczorami. Także trzeba uzbroić się w cierpliwość. Na kolejny rozdział zapraszam w okolicy środy/czwartku.


__________

 

Rozdział 10: Mieszkanie z (udawaną) dziewczyną

 

Butik Szafa Kirke znajdował się tuż przy skrzyżowaniu ulic Pokątnej i Horyzontu. Główne wejście nie było zrównane z chodnikiem, jak w innych sklepach, tylko prowadziło do niego krótkie przejście wybrukowane piaskowcem. Lokal znajdował się za imponującym, kutym, żelaznym ogrodzeniem, ze starannie wypielęgnowanym ogrodem. Wszystko wyglądało bardzo dyskretnie i elegancko, a klienci Pansy wyraźnie byli zamożni.

— Witaj w Szafie Kirke — powitała ją Pansy, gdy Hermiona przyszła na konsultację. — Jak się czujesz od zeszłego tygodnia?

— Dzień dobry, Pansy, dobrze się czuję — powiedziała, wchodząc do sklepu i niemal natychmiast czując atmosferę luksusu i ekskluzywności, emanującą z wnętrza. Oświetlenie było kameralne, a meble luksusowe z lśniącymi, drewnianym blatami i mosiężnymi elementami. Suknie wieczorowe i inne ubrania, które Pansy wystawiła, były doskonale skrojone i piękne, wykonane z rzadkich i drogich tkanin, z fantastycznymi haftami i koralikami na wielu bardziej wykwintnych elementach. — A ty?

— Zajęta — odpowiedziała.

Sama miała na sobie jedną ze swoich kreacji, jasnoróżową suknię wieczorową, która była jednocześnie elegancka i biznesowa, a jej krój podkreślał kobiece kształty. Lśniące, czarne włosy Pansy były obcięte na boba, a na szyi miała potrójny sznur bardzo długich pereł, które idealnie pasowały do stylu lat dwudziestych. Tak jak tydzień wcześniej na wieczorze u Theo, wyglądała bardzo ładnie, groźnie i elegancko.

— Cieszę się, że interes się kręci — rzekła.

— Zaczyna się sezon letni i wszyscy chcą odświeżyć szafy. Interesy idą bardzo dobrze. — Pansy się wyszczerzyła. — Może otworzę drugi lokal w Hogsmeade, jeśli w tym sezonie będę miała wystarczająco duże przychody.

— Gratulacje — odparła Hermiona, próbując sobie przypomnieć, kiedy przed poprzednim weekendem rozmawiała z Pansy Parkinson bez rzucania obelgami i klątwami.

— Dziękuję. Może napijesz się herbaty, zanim zrobimy pomiary? — zasugerowała. — Rozejrzyj się i pokaż mi, jakie stroje cię interesują, a ja wszystko dopasuję.

— W porządku — zgodziła się.

Poszła za Pansy na tyły sklepu, zatrzymując się na chwilę, by spojrzeć na kremowy komplet szat wyjściowych ze skośnym krojem i złotym haftem, który przykuł jej uwagę. Przypadkiem zobaczyła też metkę z ceną i jej oczy lekko wyszły z orbit. Kosztował z pewnością więcej niż jej miesięczna pensja.

Pansy to dostrzegła i się roześmiała.

— Nie przejmuj się cenami. Draco płaci i stać go na to.

— Och, eee…

Twarz Hermiony poczerwieniała.

— Więc ty i Draco — zaczęła Pansy nieco łobuzerskim tonem. — To z pewnością zaskakujące.

— Tak — zgodziła się Hermiona. — Z pewnością nie przewidziałabym tego w Hogwarcie.

— Cóż, wiele się zmieniło od czasów Hogwartu, w tym Draco — powiedziała Pansy, prowadząc Hermionę do swojego pokoju pomiarowego na zapleczu.

Serwis do herbaty stał już na stole.

— Usiądź — poprosiła. — Herbaty?

— Herbaty, tak, poproszę — rzekła, dodając: — Co twoim zdaniem zmieniło się w Draco?

— Draco to wciąż Draco w swej istocie — odpowiedziała. — Wciąż cwaniak, nadal przekonany, że jest najmądrzejszym człowiekiem w towarzystwie. Wciąż bezwzględny w dążeniu do tego, czego chce. Wciąż z ego kruchym jak szkło. Zawsze był lojalny wobec przyjaciół i rodziny. Ale myślę, że cierpienie nauczyło go empatii. I jest bardziej cierpliwy niż kiedyś.

Wyciągnęła różdżkę i wypowiedziała zaklęcie Mensura. Przed Hermioną zmaterializowała się miarka krawiecka i zaczęła mierzyć.

— Jest bardziej czarujący, niż pamiętałam — rzekła Hermiona.

— Och, zawsze używał tego uroku, gdy chciał. Po prostu był zbyt rozpieszczony albo niecierpliwy, żeby się tym przejmować za dawnych lat — powiedziała sucho Pansy. Zaczęła nalewać Hermionie herbatę. — Mleko? Cukier?

— Tak, odrobina mleka i dwie łyżeczki cukru — odparła.

— Znam Draco od małego — Pansy kontynuowała, podając Hermionie filiżankę. — Ale mogę ci powiedzieć, że jest bardzo zaborczy. Nie dzieli się. I lubi się popisywać. Więc będzie się chciał tobą pochwalić. — Wyciągnęła katalog z pobliskiej półki. — To nasza wiosenna kolekcja. Po prostu wyciągnij różdżkę i stuknij w dowolny strój, który wpadnie ci w oko. Nie krępuj się. Dowolne stroje. Próbuję wyrobić sobie zdanie o twoich ogólnych preferencjach.

— Czy ty… czy ty to robisz dla wszystkich jego dziewczyn? — zapytała Hermiona.

— Nie. Randkował z wieloma kobietami — odpowiedziała. — I miał kilka przelotnych romansów. Ale nigdy nie miał prawdziwej dziewczyny przed tobą, pomijając mnie, o ile dobrze pamiętam. Oczywiście można by liczyć Astorię, ale nikt tego nie robi, bo to były zaaranżowane zaręczyny, a Draco nigdy nie był nią specjalnie zainteresowany.

Oczy Hermiony się rozszerzyły. Nie zapomniała, że Pansy i Draco spotykali się na czwartym, piątym, a może nawet szóstym roku w szkole, ale to było tak dawno temu. I nic z interakcji Draco i Pansy z wieczoru u Theo nie wskazywało na to, żeby wciąż coś między nimi było, ani żeby któraś ze stron darzyła drugą jakimkolwiek zainteresowaniem. Nie bądź śmieszna, zganiła się w duchu. Gdyby wciąż coś między nimi było, nie musiałby sobie szukać udawanej dziewczyny, bo miałby prawdziwą. I choć w myślach się ganiła, Hermiona zastanawiała się, dlaczego w ogóle miałoby ją to obchodzić.

— Co się wydarzyło między wami?

Nie mogła się powstrzymać od pytania.

Pansy parsknęła śmiechem.

— Och, Merlinie. Mogłabym powiedzieć, że przyczyniła się do tego wojna, ale oddaliliśmy się od siebie jeszcze przed przyjęciem przez niego Mrocznego Znaku. Nie moglibyśmy być bardziej niedopasowani, nawet gdybyśmy próbowali. Jesteśmy zbyt do siebie podobni i oboje potrzebujemy kogoś zupełnie innego. On potrzebuje kogoś, kto będzie dla niego wyzwaniem intelektualnym, a mimo wszystkich jego przechwałek w stylu samca alfa, potrzebuje kogoś, kto pokaże mu, gdzie jego miejsce. I kogoś, kto będzie go kochał zarówno ze względu na jego wady, jak i pomimo ich. Jedyne, co mnie to niego przyciągało, to jego uroda, bo, powiedzmy sobie szczerze, jest przystojny i ma boskie ciało. Jak wiesz, jest cudowny w łóżku, ale to za mało, żeby stworzyć związek bez reszty.

Hermiona poczuła, jak jej twarz czerwienieje na myśl o seksie i łatwym założeniu Pansy, że już ze sobą spali, ale ta była zajęta szukaniem drugiego katalogu w szafce pod półką.

— Zerknij też na ten. To zeszłoroczna, jesienna kolekcja, ale może tam być więcej wzorów, które cię zainteresują.

Kiedy Hermiona przeglądała katalog, który podała jej Pansy, czarownica poszła na sklep, żeby wybrać dla niej kilka próbnych sukienek i inny strojów. Ubrania z katalogu przyciągały wzrok, niektóre miały odważniejsze wcięcia i dekolty, i były bardziej dopasowane niż większość dominujących, czarodziejskich stylów. Wszystkie były eleganckie i bardzo twarzowe. Hermiona zauważyła, że stuka w wiele strojów.

— Hmm — mruknęła Pansy, wracając z tuzinem strojów zaczarowanych tak, by unosiły się za nią. Spojrzała z zaciśniętymi zębami na niektóre z wyborów Hermiony. — Interesujące. Cieszę się, że nie boisz się pokazać trochę ciała. Dobrze, Granger, podejdź do tego lustra.

Hermiona stanęła przed lustrem, które wskazała.

— Teraz poproszę cię o przymierzenie każdego z tych strojów. Mogą nie być w stylu, który ci odpowiada, ale cierpliwości. Próbuję się zorientować, jaki krój i fason najbardziej ci pasuje. No więc… — Pansy wyciągnęła słoneczno-żółtą szatę. — Zacznijmy od tej. — Stuknęła różdżką w strój, a potem w ubranie Hermiony i nagle miała na sobie żółte szaty. Jęknęła z zaskoczenia. Pansy się roześmiała. — To zaklęcie zmieniające garderobę. Musiałam się go nauczyć, bo inaczej naszym klientom zajęłoby kilka dni, zanim wybraliby, co chcą założyć. Co o tym myślisz?

Hermiona spojrzała na siebie w lustrze. Szaty były z lekkiego materiału i wyglądała w nich ślicznie. Bardzo kobieco i elegancko. Mimo to, to niekoniecznie było w jej stylu. Trochę zbyt eleganckie na cokolwiek, czego mogłaby potrzebować, i trochę za mało eleganckie na jakieś wystawne przyjęcia.

— Hmm… — Pansy zacisnęła usta i po kolei przeglądała pozostałe ubrania, które wybrała, szczegółowo omawiając zalety każdego stroju.

Co chwila wskazywała elementy, które, jej zdaniem, mogłyby się spodobać Draco. Hermiona starała się nie przewrócić oczami. W końcu kazała jej przymierzyć suknię balową z bardzo odważnym dekoltem. Oryginalny kolor był jaskrawoczerwony, kojarząc się Hermionie z budkami telefonicznymi, ale był wspaniały. Od razu wpadł jej w oko.

— Zbyt czerwony — powiedziała Pansy. — Postawimy na zielony.

Stuknęła w suknię i zmieniła kolor na zielony.

— Nie — zaprotestowała Hermiona. — Podobała mi się w oryginalnym kolorze.

— Ale Draco o wiele bardziej lubi zielony.

— Draco będzie się musiał przełknąć rozczarowanie — warknęła. — Wolę czerwony.

Ku jej zaskoczeniu, Pansy się roześmiała.

— Brawo, Granger. Nie pozwól mu się tak traktować. Miałam cię prosić, żebyś czasem mu się postawiła, ale widzę, że nie muszę.

Hermiona uśmiechnęła się z satysfakcją.

— Chyba lubię cię o wiele bardziej niż w szkole — rzekła.

Pansy zaśmiała się krótko.

— Ja ciebie też. Będzie fajnie popatrzeć na ciebie i Draco. Jak już przejrzysz te ubrania, udamy się na zaplecze, by obejrzeć bieliznę.

Hermiona poczerwieniała jak burak.

— Naprawdę nie sądzę, żebyśmy musiały…

— Tak, naprawdę musimy. Ciesz się, że ktoś cię rozpieszcza. Każdy zasługuje na to od czasu do czasu. Poza tym Draco powinien znać wartość swoich pieniędzy — odparła Pansy. — Myślisz, że bardziej interesuje go twój strój, a nie to, co masz pod spodem?

Hermiona nie mogła dać Pansy do zrozumienia, że nie zamierza pokazać Draco Malfoyowi nawet skrawka swojej bielizny, ale ta błędnie zinterpretowała jej powściągliwość jako skromność.

— Poza tym, Granger, może o tym nie wiesz, ale dobry biustonosz lub gorset często sprawia, że ubranie wygląda lepiej. A odpowiednie majtki to podstawa. No więc, ruszajmy. Mamy sporo do rozważenia.

Późnym popołudniem Hermiona opuściła butik. Pansy powiedziała jej, że sukienka będzie gotowa jeszcze w tym tygodniu, ale Hermiona musi przyjść na ostatnią przymiarkę. W odpowiedzi na obawy dotyczące kosztów, zapewniła ją, że lepiej wykorzystać galeony Draco na strój niż żeby gniły w skarbcu Banku Gringotta.

Później Hermiona siedziała przy komodzie, dopracowując strój na wieczór, kiedy to miała po raz pierwszy zobaczyć mieszkanie Draco. Choć planowali zjeść kolację w jego mieszkaniu, wciąż nie czuła, że może sobie odpuścić eleganckie stroje. Bezlitośnie przeszukała swoją szafę i po godzinie w końcu wybrała taki, który wydawał jej się odpowiedni: kremowy, koronkowy top i ciemnozieloną spódnicę z kopertowym rozcięciem na udzie, które dobrała do czarnych, zamszowych botków. Związała włosy wstążką, którą przefarbowała na kolor spódnicy. Ubierając się, przypomniała sobie popołudnie spędzone z Pansy, i to, że bawiła się lepiej niż kiedykolwiek.

— Pansy ma rację — powiedziała do swojego odbicia — naprawdę miło jest być rozpieszczaną choć raz.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Mieszkanie Draco było dokładnie takie, jakiego Hermiona oczekiwała, ale mimo to zapierało dech w piersiach. Był to dwupoziomowy penthouse na szczycie bardzo eleganckiego budynku w Mayfair, jednej z najbardziej ekskluzywnych dzielnic Londynu. Okna na parterze sięgały od podłogi do sufitu, wysokie sufity i otwarta przestrzeń sprawiały, że pokoje wydawały się ogromne. Meble były nowoczesne — elegancka skóra, chrom, marmur i wspornikowe szkło, a bezcenne dzieła sztuki zrobiły ściany i liczne zakamarki wokół pokoi. Olbrzymie, kryształowe wazony wypełnione kwiatami, ustawione w strategicznych miejscach, dodawały przestrzeni odrobinę ciepła i elegancji. W rogu pokoju stał fortepian. Hermiona wyszła z kominka do małego przedsionka tuż przy przestronnym salonie, głównym pomieszczeniu na parterze, i zamarła, widząc Draco siedzącego na kanapie, podpisującego stos pergaminów, oglądającego telewizję.

Podniósł wzrok, słysząc, jak wchodzi przez kominek, i uśmiechnął się, wstając. Szybko podszedł do niej i wziął butelkę wina, którą ze sobą przyniosła.

— Granger — przywitał się, lekko całując ją w czoło. — Witaj. Ślicznie wyglądasz. — Przyjrzał się winu i mruknął z uznaniem: — Idealne. Czerwone wino i dobry rocznik. Pozwól, że je napowietrzę i wypijemy po kieliszku do kolacji. Zapraszam za mną.

Hermiona weszła za nim do środka i wyciągnęła z torebki z koralikami mały pakunek.

— Co to jest? — Spojrzał w dół. — Żelki o smaku kwaśnego jabłka?

— Wydawało mi się, że bardzo ci smakowały tamtego dnia, kiedy robiliśmy zakupy spożywcze. Byłam dziś po południu w Sainsbury’s i pomyślałam, że chciałbyś trochę.

Uśmiechnął się do niej promiennie i wziął torebkę.

— Granger, właśnie dlatego nazywają cię Najbystrzejszą Czarownicą Naszego Pokolenia. Dziękuję!

Przeszli dalej do salonu i rzekła:

— Nie mogę uwierzyć, że oglądasz telewizję.

Rozpromienił się, wchodząc do kuchni i zajmując się winem.

— Theo wciągnął mnie w telewizję i teraz uwielbiamy razem oglądać piłkę nożną. Przychodzi do mnie czasami wieczorem i oglądamy mecze, bo najwyraźniej nie ma zasięgu w swoim domu.

— Której drużynie kibicujesz? — zapytała, odwracając się, by spojrzeć na ogromny, płaski ekran zamontowany na ścianie.

— Znasz się na piłce nożnej?

Był wyraźnie zaskoczony.

— Niewiele więcej niż na Quidditchu — przyznała. — Ale byłam po prostu ciekawa.

— Manchester United — odpowiedział.

— Ale nawet nie mieszkasz w pobliżu Manchesteru. Ani tu, ani we Dworze! — krzyknęła.

— Owszem, ale chciałem wybrać najlepszą drużynę, której będę kibicować.

— Kogo wspiera Theo?

Westchnął.

— Próbowałem go odwieść od jego błędnego rozumowania, ale kibicuje Liverpoolowi.

— Byłeś kiedyś na meczu? — dopytywała.

— Oglądam je cały czas.

— Nie. — Pokręciła głową. — Chodziło mi o mecz na stadionie. Naprawdę to zupełnie inne odczucia być tam niż oglądać mecz w domu w telewizji.

— Myślałem, że nie lubisz piłki nożnej.

Hermiona zastanowiła się nad odpowiedzią.

— Nie pasjonuje mnie. Ale oglądałam mecze zarówno w telewizji, jak i na stadionie. Mój tata kibicuje Arsenalowi i zabrał mnie na kilka meczów, gdy byłam młodsza. Nie przepadałam za nimi, ale jakoś tak się składa, że emocje związane z grą są zupełnie inne, kiedy jest się na stadionie, ze względu na tłumy i energię, jaka na ciebie spływa.

— To ma sens — powiedział. — Wyobrażam sobie, że oglądanie Quidditcha w telewizji też byłoby zupełnie inne niż na żywo na stadionie. Może kiedyś będę miał okazję pójść. A tymczasem, chciałabyś obejrzeć mieszkanie, zanim zjemy?

Skinęła głową.

— Cóż, to pomieszczenia agent nieruchomości nazywał salonem. Matka nazwałaby to bawialnią, ale właśnie tu spędzam najwięcej czasu, kiedy jestem w mieszkaniu. Mam też jadalnię i kuchnię.

Wskazał na stół z marmurowym blatem, stojący w połowie drogi między salonem a kuchnią, wokół którego mogłoby usiąść sześć osób, a potem na kuchnię, otwartą na salon i wyposażoną we wszystkie najnowsze i najnowocześniejsze sprzęty kuchenne. Weszła do kuchni i otworzyła kilka szuflad oraz szafek. Były w pełni wyposażone i wszystko wyglądało nieskazitelnie.

— Gotujesz? — zapytała, wyciągają z jednej z szuflad zestaw miarek.

— Nie. Posiadam dobrze zaopatrzoną winiarnię, ale jeśli jem w domu, to albo zamawiam jedzenie na wynos, albo skrzaty mi przynoszą.

Draco zaprowadził ją do małego korytarza z boku kuchni, za spiżarnią i winiarnią, i otworzył dwoje drzwi, które znajdowały się obok siebie. Jedne prowadziły do ogromnego pokoju z eleganckimi, nowoczesnymi meblami, w tym łóżkiem kontynentalnym, które dominowało w przestrzeni. Okna głównej sypialni oferowały panoramiczny widok na Londyn oraz Tamizę i zdawały się wychodzić na balkon.

— To mój pokój — oświadczył. Odsunął się i następnie zaprowadził ją do drugiego pokoju, który był o połowę mniejszy od głównej sypialni, ale wciąż prawdopodobnie większy niż całe jej mieszkanie. — Ten należy do ciebie. Ma własną łazienkę, a tu znajduje się twoja garderoba.

Otworzył drzwi do pustej, ale ogromnej garderoby. Mniejsza sypialnia również miała widok na Londyn, ale znajdowała się z dala od Tamizy, a okna, choć nadal duże, nie sięgały od podłogi do sufitu. Mimo to, była to zdecydowanie najładniejsza sypialnia, jaką Hermiona kiedykolwiek miała. Meble, podobnie jak te w pokoju Draco, były bardzo nowoczesne i eleganckie, a ku uciesze Hermiony, na jednej ze ścian wbudowano regały na książki.

— Och, i dodałem ci to — rzekł. Stuknął różdżką w regały, które rozszerzyły się jak harmonijka, odsłaniając trzy kolejne rzędy regałów za pierwszym. — Zaklęcie Rozszerzające zatwierdzone przez Ministerstwo.

— Fenomenalne! — wykrzyknęła zachwycona.

— Więc podoba ci się ten pokój?

— Jest… całkiem śliczny — powiedziała, choć nagle uświadomiła sobie, na co się zgodziła, na wprowadzenie się i zamieszkanie z Draco Malfoyem, i poczuła się nieswojo.

Przełknęła ślinę. To stawało się zbyt realne. To udawanie, to udawanie, to udawanie, przypomniała sobie, myśląc jednocześnie o tym, jak Draco przekroczył wszelkie granice, żeby uzyskać pozwolenia Ministerstwa na Zaklęcie Rozszerzające specjalnie dla niej.

— Daj mi znać, jeśli chcesz wprowadzić jakieś zmiany.

— Zmiany?

— Będziesz tu mieszkać, więc chciałbym, żebyś czuła się komfortowo — odpowiedział, wzruszając ramionami.

— Kiedy… kiedy powinnam się przeprowadzić? — dopytywała.

— Cóż, oficjalnie spotykamy się od około trzech tygodni. Może w przyszły weekend? — zasugerował. — Masz dużo rzeczy, które chcesz ze sobą zabrać?

— Tylko ubrania i książki. Kilka drobiazgów. I Krzywołap, oczywiście.

— Oczywiście — zgodził się. — Chodź, pokażę ci piętro.

Hermiona podeszła za nim do spiralnych schodów, których wcześniej nie widziała, i wspięła się na piętro, które było mniejsze od parteru, ponieważ połowę jego powierzchni zajmował taras wyglądający jak idealne miejsce do organizowania przyjęć na dachu. Pozostałymi pomieszczeniami na piętrze były biblioteka, biuro, małe laboratorium eliksirów, dwie sypialnie, dwie toalety i siłownia, wyposażona we wszystkie niezbędne sprzęty do podnoszenia ciężarów, a także bieżnię, rower stacjonarny i ergometr wioślarski. Tuż za siłownią, w przeszklonym pomieszczeniu z rozsuwanym dachem, znajdował się dwutorowy basen i sauna. Rozglądając się po siłowni, Hermiona w końcu zrozumiała, dlaczego Draco tak dobrze wyglądał.

Spędziła sporo czasu w bibliotece, przeglądając tytuły. Znalazła sporo książek o eliksirach, ale też o zaklęciach i powieści. Zanotowała sobie w pamięci konkretne pozycje, które chciałaby przeczytać w przyszłości. Po tym, jak Draco pokazał jej siłownię, wyszła przez przesuwane, szklane drzwi na taras. Wieczór był ciepły i z tarasu widziała cały Londyn rozciągający się na dole. Spojrzała na zachód, gdzie słońce już zaszło, ale niebo wciąż miało ślady fioletu i magenty. Czuła, jakby znajdowała się na szczycie świata.

— Co o tym myślisz? — zapytał, wychodząc, by stanąć obok niej przy balustradzie, skąd patrzyła na ulice miasta w dole.

Hermiona prychnęła smutno.

— Nie wiem, czy dam radę tu mieszkać.

— Dlaczego nie?

— Po tym, każde inne miejsce, w którym zamieszkam, zawsze będzie rozczarowujące — zażartowała. — To zdecydowanie najbardziej luksusowe mieszkanie, jakie w życiu widziałam.

— Cieszę się, że ci się podoba — powiedział, ujmując jej dłoń. — Chodź na dół, zjemy kolację.

Weszła za nim z powrotem do mieszkania i zeszła po schodach. W czasie, gdy zwiedzali mieszkanie, skrzaty Draco przygotowały dla nich kolację. Stół w jadalni był teraz zastawiony sztućcami, kieliszkami, talerzami i półmiskami. Zapalono dwie, długie świece, a światła przyciemniono. Telewizor został wyłączony, a z ukrytych głośników, których Hermiona nie widziała, płynęła muzyka.

— Jadasz tak co wieczór? — zapytała.

Roześmiał się.

— Nie, zazwyczaj szykują jeden talerz, widelec, nóż i kieliszek do wina. Chyba skrzaty próbują ci zaimponować.

Na kolację podano smażoną pierś z kaczki z glazurą wiśniową, risotto z grzybami i duszone karczochy w lekkim sosie holenderskim. Była też sałatka i przepysznie chrupiący bochenek świeżo upieczonego chleba. Wino przyniesione przez Hermionę idealnie dopełniało posiłek i cieszyła się, że po raz pierwszy poczuła, iż dokłada cegiełkę od siebie.

— Jak było u Pansy dziś po południu? — dopytywał. — Dobrze się tobą zaopiekowała?

Uśmiechnęła się.

— Jest zupełnie inna, niż ją pamiętam. Nadal ma ten ostry ton, kiedy mówi, ale traktowała mnie bardzo dobrze i naprawdę fajnie się bawiłam, szukając wraz z nią sukienek i odpowiednich projektów. Myślę, że mogłybyśmy się zaprzyjaźnić.

Oczy Draco się rozszerzyły.

— Naprawdę? — Zaśmiał się, ale dodał: — Wszyscy cię polubili tamtego wieczora. Theo nawet grozi, że nie mogę wrócić do jego domu, nie przyprowadzając ciebie ze sobą.

Zarumieniła się z radości. Tak miło było czuć się chcianą.

— Miło jest poznawać nowych przyjaciół — powiedziała.

— Tak, zgadzam się — odparł.

W wyrazie jego twarzy było coś, co sprawiło, że zaparło jej dech w piersiach. Szybko zmieniła temat, zanim sytuacja mogłaby stać się niezręczna.

— Byłeś kiedyś w jej sklepie?

— Raz. Przyprowadziłem tam matkę, kiedy potrzebowała szat wyjściowych na zeszłoroczną Galę Świąteczną Ministerstwa. Nawet ona była pod wrażeniem, a to o czymś świadczy. Ale Pansy zawsze była w tym dobra: moda, projektowanie, dodatki. Ma wyczucie, wie, co pasuje, a co nie.

— Wybrałyśmy sukienkę na Galę Przesilenia Letniego, która, jak sądzę, przypadnie ci do gustu — powiedziała. — I wiem, że zignorujesz moje protesty dotyczące ceny, więc po prostu podziękuję za gest.

— Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, jak będziesz wyglądać — odparł. Spojrzał na jej talerz. — Skończyłaś jeść, czy chcesz jeszcze jedną porcję kaczki?

— Była cudowna, ale mam już dość.

Draco odesłał ich talerze do zlewu i stuknął różdżką, by wyjąć deser. Skrzaty upiekły tort szwarcwaldzki, a jako dodatki do wyboru były herbata, kawa i brandy. Odkroił kawałek ciasta i podał go Hermionie, a potem odkroił kawałek dla siebie.

— Czego chciałabyś się napić? — zapytał.

— Poproszę herbatę.

Nalał jej herbaty, dodał dwie łyżeczki cukru i mleko, tak jak lubiła. Podał jej filiżankę ze spodkiem, a następnie sobie nalał brandy.

— Mistrz Bergen mówił, że dokonałaś przełomu z eliksirem? — zręcznie zmienił temat.

— Tak! — odparła z uśmiechem. — Wczoraj testowaliśmy nową formułę i jej moc wzrosła ośmiokrotnie. Przynajmniej w badaniach in vitro. Zamierzamy od przyszłego tygodnia przetestować eliksir na szczurach laboratoryjnych, a następnie na ludzkich ochotnikach. Mam nadzieję, że się uda i mam pomysł, który mógłby zwiększyć moc o kolejne trzy punkty.

— Co zmieniłaś w formule?

— Wszyscy używają piór jobberknolla w eliksirach przywracających pamięć, ale ja dodałam też pióra żmijoptaka. Pamiętam tekst z szesnastego wieku, w którym czarownica użyła piór żmijoptaka w eliksirze leczącym fizyczne uszkodzenia mózgu. Rozdrobniła pióra i dodała je do swojego eliksiru, więc poeksperymentowaliśmy z tym i wygląda na to, że działa. Myślałam też o dodaniu do eliksiru trochę płynnego srebra, żeby sprawdzić, czy wzmocni to działanie piór żmijoptaka.

— Genialne — powiedział. — Daj mi znać, jak się sprawdzi.

— Oczywiście — odparła, dodając: — To ciasto jest boskie. Kto je upiekł? Mipsy?

— Tak, Mipsy jest genialna w pieczeniu i deserach — rzekł. — Nieczęsto jej na to pozwalam, bo ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuję, są pokusy, ale skoro miałaś przyjść, pomyśleliśmy, że zrobimy z tego specjalną okazję.

— Proszę, przekaż jej, że przeszła samą siebie.

— Sama jej to powiedz — powiedział. — Będzie zachwycona, słysząc to od ciebie. Mipsy!

Rozległ się głośny trzask i Mipsy stanęła przed nimi. Tym razem miała na sobie czarną marynarkę ze złotymi paskami i pasujące do niej spodnie, a pod spodem czarną, jedwabną bluzkę. Wyglądała tak, jakby się szykowała do pójścia na zebranie zarządu.

— Panie?

— Panna Hermiona chciałaby coś ci powiedzieć.

— Mipsy, ta kolacja i deser były po prostu cudowne.

— Dziękuję, panienko Hermiono.

Mipsy uśmiechnęła się promiennie.

— Mipsy — kontynuował Draco — panna Hermiona wprowadza się tu w przyszłym tygodniu. Więc kiedy tu będzie, ty i Tippy macie reagować na jej wezwania.

— Draco, nie — Hermiona zaprotestowała, a w tym samym momencie wielkie, przypominające piłkę tenisową oczy Mipsy napełniły się łzami szczęścia.

— Och! Mipsy lubi panienkę Hermionę! To wspaniała wiadomość. Tippy też się ucieszy! Tak! Proszę wołać Mipsy, jeśli będzie panienka czegoś potrzebować!

Po czym aportowała się z głośnym trzaskiem.

— Serio, Draco? Skrzaty domowe?

Hermiona się oburzyła.

— Granger. To wolne skrzaty! — zaprotestował. — I zarabiają dwa razy więcej niż średnia, rynkowa stawka. Spójrz tylko na Mipsy. Ten garnitur, który miała na sobie, kosztował pewnie tyle, co twoja miesięczna pensja. A poza tym, jeśli ich nie zawołasz, zanudzą się. Są do tego stworzone!

— Nigdy się do tego nie przyzwyczaję — mruknęła.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Przeprowadzka Hermiony do mieszkania Draco w następny weekend była zarówno stresująca, jak i rozczarowująca. Powiedział jej, że przeprogramował zabezpieczenia w mieszkaniu, aby ją rozpoznawały i mogła się aportować w każdej chwili, i poinformował portierów na dole, że się wprowadza na wypadek, gdyby kiedykolwiek zechciała skorzystać z mugolskiego wejścia do budynku. W jeden wieczór spakowała swoje rzeczy i przybyła do mieszkania Draco z dwiema walizkami, dwudziestoma, magicznie zmniejszonymi pudłami książek, które zmieściły się w jej torebce z koralikami, trzema pudłami wypełnionymi rzeczami osobistymi, od zdjęć rodziców po własną szczoteczkę do zębów, oraz transporterem dla kota z wściekłym Krzywołapem w środku.

Po tym, jak kot został uwolniony z transportera, rudy pół-kuguar natychmiast zniknął gdzieś w czeluściach mieszkania, by móc żalić się, że został tak bezceremonialnie wepchnięty do małego, płóciennego pojemnika, a następnie magicznie przeleciał przez pół Londynu.

Draco zaprowadził Hermionę do jej pokoju i pomógł jej uporządkować książki na półkach. Wyjęła swoje rzeczy osobiste, rozstawiając je w różnych miejscach pokoju i w łazience. Następnie wciągnęła walizki do garderoby, gdzie zatrzymała się w pół kroku.

W zeszłym tygodniu garderoba była pusta, ale teraz wisiały w niej rzędy wspaniałych, stylowych strojów. Bluzki, kurtki, sukienki, eleganckie spodnie, szaty i swetry w olśniewającej gamie kolorów. Szuflady były wypełnione większą ilością ubrań, piżamami, bielizną wywołującą rumieniec, a na półkach na dole szafy stało co najmniej dwadzieścia par butów, kozaków i sandałów.

Hermiona rozpoznała ubrania z katalogów w butiku Pansy. Po prostu stuknij w cokolwiek, powiedziała jej Pansy. A Hermiona, zupełnie niczego nie podejrzewając, stuknęła we wszystko, co wpadło jej w oko. A Draco najwyraźniej kupił wszystko.

— Co zrobiłeś? — zapytała, choć było oczywiste, co zrobił.

— Myślałem, że ci się podobają. Pansy powiedziała, że to stroje, które przykuły twoją uwagę.

Poczuła się rozdarta, dotykając delikatnych jedwabi i kaszmirów wiszących teraz w szafie. Z jednej strony uwielbiała te ubrania. Były piękne, wyrafinowane i modne. Kto nie chciałby zupełnie nowej garderoby pełnej drogich, luksusowych rzeczy, które sama wybrała? Z drugiej strony, w sposobie, w jaki Draco i Pansy zrobili to za jej plecami, szarzyła się arogancja, która ją drażniła. A do tego dochodziło poczucie, że Draco próbował zrobić dla niej coś miłego i przynajmniej za to była mu winna jakiś gest wdzięczności.

W końcu po krótkiej kłótni z samą sobą, spojrzała na Draco, który zdawał się uważnie oceniać jej reakcję. W jego spojrzeniu było coś przepełnionego zapałem, nadzieją i nieskrępowaniem, czego nigdy wcześniej nie widziała, i odpowiedziała na to spojrzenie wbrew rozsądkowi. Uśmiechnęła się krzywo.

— Bardzo mi się podobają, ale chcę, żebyś obiecał, że nigdy więcej czegoś takiego nie zrobisz.

Draco zdawał się słyszeć tylko pierwszą część jej wypowiedzi. Jego charakterystyczny uśmieszek powrócił.

— Czy czarodziej nie może rozpieszczać swojej czarownicy?

— Udawanej — poprawiła go, dodając stanowczo: — Draco, dziękuję za ubrania, ale to naprawdę za dużo. Za tą całą garderobę można by kupić dom. A nie sądzę, żebym założyła wszystko podczas tego roku!

— Po prostu ciesz się nimi — rzekł. — Potraktuj je jak szafę pełną strojów roboczych, jeśli tak wolisz.

Jej usta drgnęły, gdy otworzyła przyniesione ze sobą walizki i wyciągnęła swoje ubrania. Wieszając je obok nowych, które przysłała Pansy, te stare wyglądały na sfatygowane i biedne.

— Zostawię cię, żebyś dokończyła rozpakowywanie — powiedział. — Czuj się tu jak u siebie w domu. Jeśli będziesz czegoś potrzebować, daj znać mnie lub skrzatom.

Po czym wyszedł i mogła dokończyć rozkładanie ubrań. Wyszła z garderoby, rozglądając się po pokoju. Regały z książkami były pełne, a Draco ułożył je w kolejności, jaką chciała, pogrupowane według tematu i autora. Na ogromnym łóżku leżały puszyste poduszki. Rozłożyła na nim swój wydziergany kocyk z kotami intarsjowanymi, aby nadać mu bardziej przytulny charakter. U stóp łóżka stała długa, wyścielana ława. Po obu stronach łóżka ustawiono dwie szafki nocne, ozdobione pięknymi lampami w artystycznym stylu. Na stoliku stał kryształowy wazon wypełniony ogromnymi, różowymi kaliami, do którego Hermiona dodała swoje zdjęcie z rodzicami. Na ścianie nad stolikiem wisiał impresjonistyczny obraz przedstawiający morski pejzaż w pięknych błękitach i zieleniach, który dla niewprawnego oka Hermiony wyglądał jak dzieło Moneta. Legowisko i drapak Krzywołapa stały przy oknach, a na ścianie naprzeciwko łóżka wisiał płaski telewizor. Pomimo domowych akcentów, które starała się dodać do pokoju, czuła się jak na wakacjach w najbardziej luksusowym pokoju hotelowym, jaki kiedykolwiek widziała.

Kiedy próbowała oswoić się z myślą o życiu w tym miejscu, drzwi się rozsunęły i wszedł Krzywołap, który sam przeszedł się po salonie. Zamiauczał zrzędliwie, po czym wskoczył na ławkę u stóp łóżka i wygodnie ułożył się na poduszce.

Hermiona usiadła obok niego, drapiąc kota za uszami.

— Co o tym myślisz, Krzywołapie? — wyszeptała. — Mógłbyś tu zostać na kilka miesięcy? — Kot podwinął tylne łapy, oparł głowę na przednich i zaczął mruczeć. — Dobrze, więc ja też mogę.

Pocałowała swojego chowańca w czoło, po czym wyszła z pokoju, by ponownie rozejrzeć się po mieszkaniu.

Zastała Draco siedzącego w salonie, podpisującego różnego rodzaju pergaminy. Najpierw poszła do kuchni, gdzie odkryła, że lodówka i spiżarnia są prawie całkowicie puste. W swojej ogromnej lodówce miał mleko i oliwki, a w spiżarni znalazła tylko kilka przypraw. Sama kuchnia była w pełni wyposażona jak kuchnia szefa kuchni, z pięknym zestawem miedzianych patelni i wszelkiego rodzaju sprzętem kuchennym. Widziała nowoczesną kuchenkę, piekarnik, mikser, kuchenkę mikrofalową i zmywarkę. Blaty wykonano z pięknego, jasnoszarego granitu. Ta kuchnia błagała, żeby ktoś z niej skorzystał. Hermiona przygryzła wargę, a potem poszła rozejrzeć się po pozostałych pomieszczeniach.

Salon nie krył żadnych niespodzianek, ponieważ spędziła tam większość czasu podczas ostatniej wizyty w mieszkaniu, więc poszła na górę i rozejrzała się po pokojach. Laboratorium eliksirów było małe, ale dość dobrze wyposażone. W dwóch kotłach bulgotała woda, ale widać było, że rzucono na nie zaklęcie statyzujące. Próbowała zgadnąć, co się w nich znajduje i doszła do wniosku, że w jednym z nich jest eliksir pieprzowy. Drugi był zagadką; miał ostry, ale przyjemny zapach i ładny, słoneczno-żółty kolor. Zanotowała w głowie, żeby później zapytać Draco, co to jest. Dwa pozostałe kotły stały puste i zastanawiała się, czy Draco miałby coś przeciwko, gdyby od czasu do czasu eksperymentowała w tym laboratorium, kiedy nie będzie w pracy.

Mała biblioteka była oczywiście jej ulubionym pomieszczeniem. Ponownie przejrzała regały i wyciągnęła pół tuzina książek, żeby później znieść je na dół. Draco pokazał jej zaklęcie do wyjmowania i przekładania książek w tej bibliotece, więc wypróbowała je, uśmiechając się, gdy książki śmigały w jej kierunku, a potem wracały na swoje miejsce na półkach.

W końcu, z książkami w ręku, poszła na siłownię i obejrzała sprzęt. Wszystko było zupełnie nowe i w stu procentach mugolskie. Bieżnia posiadała stojak na książki i Hermionie spodobał się pomysł, że będzie mogła jednocześnie ćwiczyć i czytać. Myśląc o tym, wyszła na taras. Było popołudnie i cudownie słoneczny dzień końcówki maja. Na tarasie znajdowało się wiele stołów i krzeseł oraz dwa leżaki. Położyła stos książek na pobliskim, małym stoliku, a następnie rozsiadła się na jednym z leżaków, sięgnęła po książkę i zaczęła czytać.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Jak ci się tu podoba? — zapytał Draco, zaskakując Hermionę prawie godzinę później.

— Och! — Wyprostowała się na leżaku z nieśmiałym uśmiechem. — Po prostu rozkoszowałam się piękną pogodą.

— Trochę się martwiłem, że tak długo cię nie widziałem — powiedział, siadając na leżaku obok niej.

Miał na sobie jasnoniebieską koszulę i jasnobrązowe spodnie; rękawy miał podwinięte, a na nosie okulary przeciwsłoneczne. Na Merlina, Hermiono, pomyślała, że gdyby Draco był jeszcze bardziej przystojny, mogłaby doszczętnie spłonąć.

Wyciągnęła książkę. Była to biografia Seliny Starkiss, czarownicy z szesnastego wieku, o której uważano, że wynalazła kilka zaklęć, z których do dziś korzystają uzdrowiciele. Zawsze chciała o niej poczytać i dopiero teraz, gdy usiadła, zajrzała do książki.

— To taka fascynująca książka. I pogoda jest piękna. Chyba zamieszkam tu tego lata. Jest tak cudownie.

Rzucił jej leniwy uśmiech.

— Cieszę się, że ci się podoba.

— Często tu przychodzisz?

Pokręcił głową.

— Nie, i teraz zaczynam zdawać sobie sprawę, co straciłem. Masz rację; to idealne miejsce na spędzenie spokojnego popołudnia. Chyba brakuje tylko czegoś do picia. Napijesz się czegoś?

— Zimna mrożona herbata byłaby idealna.

Hermiona zamyśliła się.

— Mipsy! — zawołał.

Mała skrzatka z trzaskiem pojawiła się na tarasie. Dziś miała na sobie jaskrawożółtą, letnią sukienkę w groszki, a wokół szyi zawiązała śliczną, pomarańczową chustkę w zawadiacką kokardę. Hermiona mogłaby przysiąc, że widziała na chustce metkę z napisem „Hermes”.

— Panie Draco! Panienko Hermiono! — przywitała się. — W czym mogę wam dzisiaj służyć?

— Mipsy, poproszę zimną, mrożoną herbatę dla panny Hermiony. A dla mnie likier miętowy.

— Oczywiście! Już się robi!

Mipsy aportowała się.

Hermiona osłoniła oczy przed słońcem, patrząc na Draco.

— Nic dziwnego, że zawsze byłeś rozpieszczonym bachorem. To najbardziej dekadencka rzecz, jaką w życiu widziałam.

Uśmiechnął się szeroko.

— Przyznaj, Granger, trochę ci się podoba.

Niechętnie skinęła głową.

— Dobra, tak, trochę mi się podoba. Nie wiem, czy powinnam się do tego przyzwyczajać, bo trudno byłoby mi za tym nie tęsknić, kiedy się stąd wyprowadzę, ale…

— Potem będziesz się tym martwić, Granger. Jesteśmy tu i teraz. Ciesz się tym.

Zanim Hermiona zdążyła odpowiedzieć, Mipsy wróciła z drinkami.

— Życzą sobie państwo coś jeszcze? — zapytała.

— Myślę, że mamy wszystko, Mipsy — powiedział Draco. — Przygotujcie kolację na dziewiętnastą.

— Oczywiście, panie Draco — odparła skrzatka i ponownie się deportowała.

Hermiona upiła łyk mrożonej herbaty.

— Jest idealna — mruknęła z błogim uśmiechem.

— Lubię sprawiać przyjemność, Granger — rzekł z uśmieszkiem.

Przywołał plik pergaminów z salonu i rozsiadł się wygodnie na leżaku, żeby je przejrzeć. Patrzyła na niego z niedowierzaniem.

— Będziesz tu pracował?

Pochylił się do przodu i przechylił głowę.

— Czemu nie? Pogoda jest idealna, jak sama zauważyłaś. A teraz, kiedy mam chłodny napój i dobre towarzystwo, czego chcieć więcej?

Usadowił się wygodnie i kontynuował przeglądanie papierów.

Hermiona odchyliła się na swoim leżaku z mrożoną herbatą w jednej ręce i książką w drugiej. W pewnym momencie, odkąd Draco wszedł na górę, Krzywołap również znalazł drogę na górę, na taras i wskoczył na leżak Hermiony, wygodnie układając się na jej nogach. Przerwała na chwilę czytanie, by przyjrzeć się scenie przed sobą. Gdyby trzy miesiące temu ktoś powiedział jej, że skończy, wprowadzając się do mieszkania Draco Malfoya, będzie rozpieszczana przez jego skrzaty domowe i wiodła luksusowe życie na londyńskim dachu, pomyślałaby, że ma urojenia, ale tak było. I chociaż część jej uparcie twierdziła, że to udawane i przeminie, i że jest tu tylko po to, by odgrywać rolę, inna część zaczynała bardzo pragnąć, żeby tak nie było.

[T] Apartament 9 i 3/4: Rozdział 30

sobota, 1 sierpnia 2026


W dniu przed wyjazdem Neville’a wszyscy byli w słodko-gorzkim nastroju. Cieszyli się, że Neville ma nową pracę, ale wiedzieli też, że będą za nim strasznie tęsknić. Ron i Neville spakowali połowę jego rzeczy, by wystarczyły aż do świąt, a resztę Neville miał zabrać później. Ron zmusił go, żeby poszedł z nim do parku, aby „zacieśnić więzi” przed wyjazdem. Neville nie był przekonany, ale i tak poszedł, podczas gdy pozostali dekorowali mieszkanie na imprezę. Draco zamówił pizzę i jedyne, co musieli zrobić, to czekać.

— Kiedy przyjdą? — jęknął niecierpliwie Theo.

— Spokojnie, zaraz tu będą — powiedziała Luna.

— Lepiej niech się pospieszą, bo Gandalf Zgredek nie może się doczekać — mruknęła Ginny, wiercąc się nieswojo.

— Nie zamierzasz go tak nazwać, prawda?

Blaise uśmiechnął się krzywo.

— Oczywiście! — krzyknęła.

Za nią Harry pokręcił głową i udawał, że odcina sobie głowę. Ginny nadal się wierciła i musiała odchrząknąć.

— Jesteś pewna, że wszystko dobrze? — zapytała zaniepokojona Hermiona.

— Nie to tylko skurcze Braxtona-Hicksa, nic jej nie będzie — zapewnił Harry.

— Nie masz macicy, to się nie wypowiadaj — warknęła Ginny.

— Przestań cytować Przyjaciół! — krzyknął Draco, rozśmieszając resztę.

— Ale to prawda — dodała. — Jakbyś się czuł, gdybym kopała cię w brzuch dwadzieścia cztery godziny na dobę!

— Zapewne by to mi się nie podobało — odparł sarkastycznie.

Ginny odpowiedziała mu niegrzecznym gestem. Po chwili usłyszeli kroki na zewnątrz i dwa głosy.

— Szybko! — wyszeptała Luna i wszyscy schowali się pod stołem.

— Gin, chodź! — mruknął Theo.

— Naprawdę prosisz ciężarną kobietę, żeby weszła pod stół? — syknęła, idąc do kuchni, by się schować.

Drzwi się otworzyły i weszły dwie osoby. Ron zapalił światło i wszyscy wyskoczyli.

— NIESPODZIANKA! — krzyknęli, sprawiając, że Neville podskoczył.

Uśmiechnął się do przyjaciół i odwiesił kurtkę na wieszak.

— Nie musieliście tego robić — powiedział z przejęciem. — Ale dziękuję!

Wszyscy z wyjątkiem Draco, Theo i Blaise’a przytulili się do Neville’a w grupowym uścisku. Następnie usiedli przy stole w kuchni i rozmawiali, jedząc pizzę.

— Denerwujesz się? — zapytała Hermiona.

— Denerwuję? — Neville prychnął. — Jestem cholernie przerażony.

— Och, świetnie ci pójdzie — zapewniła go Ginny.

— Co powiedziała twoja babcia, gdy się dowiedziała o twojej nowej pracy? — dopytywał Harry.

— Cóż, ona… eee… nic nie powiedziała, bo ja… eee… jej nie powiedziałem — wyznał.

— Dlaczego? — Luna załkała. — Musisz jej powiedzieć, przeprowadzasz się i to świetna okazja dla ciebie! Na pewno będzie niesamowicie dumna.

Neville spojrzał na nią, a potem z powrotem na stół, wzruszając ramionami.

— Jej nigdy nie cieszą moje sukcesy. Mógłbym zostać cholernym Ministrem Magii, a ona i tak znalazłaby sposób, żeby się czepiać. Pewnie powie coś w stylu No wiesz, jak to mówią, ci, którzy nie umieją grać, nauczają.

Westchnął.

— Nie bądź głupi, będzie zachwycona. Tak ciężko na to pracowałeś, zasługujesz na to, bez względu na to, co ona sądzi — odparła Pansy.

— I wszyscy jesteśmy z ciebie dumni — dodał Harry.

— Dzięki — powiedział.

Po zjedzeniu pizzy wszyscy przenieśli się do salonu.

— Dobra, pytanie od czapy — mruknął Blaise. — Kto z was całował się z kimś z naszej paczki?

— Rzeczywiście od czapy.

Hermiona skrzywiła się.

— Całowałam Blaise’a i Draco — powiedziała Pansy.

— Ach tak, zawsze zapominam, że spotykaliście się na piątym roku — wymamrotał Theo. — Całowałem tylko Lunę.

— Całowałam Harry’ego, mamy gdzieś nagranie, jak całowałam Rona za dzieciaka, ale nie sądzę, żeby to się liczyło. — Ginny się uśmiechnęła. — I Lunę.

— Chwila, chwila, chwila, wróć. Całowałyście się?! — wykrzyknęła Pansy.

— O tak! Pewnego wieczoru wszyscy weszliśmy pod pelerynę-niewidkę, wypiliśmy kilka drinków i Harry rzucił nam wyzwanie, żebyśmy się pocałowały. W zamian zmusiłyśmy jego i Rona do tego samego — odpowiedziała Luna.

Obaj chłopaki poczerwienieli na twarzach i skulili się, gdy reszta zgromadzonych wybuchła śmiechem.

— Nienawidzę cię — mruknął Ron.

— Też cię kocham!

Ginny spojrzała na niego uroczo.

— Ginny, Hermionę, Rona i Pansy — wyznał Harry. — Ożeniłem się z Gin, odważyłem się pocałować Rona, szukałem horkruksy z Mioną i w zeszłym miesiącu podczas Prawdy i wyzwania pocałowałem Pansy.

— O tak, zapomniałam o tym — zauważyła Pansy.

— Chyba Harry prowadzi. — Neville się zaśmiał. — Przegrałem, bo całowałem się tylko z Luną, ale nie mam nic przeciwko.

— Harry’ego i Hermionę — powiedział Ron.

— Draco, Harry’ego i Rona — dodała Hermiona.

— Hermionę, Pansy i eee.

Draco odchrząknął.

— Nie rób tego. Nie rób tego, stary — syknął Blaise.

— Blaise’a, ale to była chwila, o której NIGDY nie będziemy rozmawiać, jasne?

Draco się skrzywił, a wszyscy się roześmiali i zaczęli z nich szydzić.

— Dobra muszę dowiedzieć się, jak do tego doszło, bo nigdy o tym nie mówiliście — rzekła Luna, wskazując na Harry’ego i Hermionę.

— To nic spektakularnego, Hermiona była zła, bo Ron zachował się jak cham i odszedł, więc próbowałem ją pocieszyć i tańczyliśmy. Trwało to jakąś sekundę i już nigdy o tym nie wspomnieliśmy — wyjaśnił Harry.

— Wow, Harry, musisz być naprawdę kiepski w całowaniu, skoro Pansy zapomniała, Hermiona nigdy o tym nie wspomniała, a Ron się krzywi.

Draco uśmiechnął się sugestywnie.

— A jak było z Blaise’em? — Harry rzucił mu wyzwanie.

Wszyscy zaczęli się śmiać, a Draco zmarszczył brwi. Rozmawiali między sobą i Luna wykorzystała swoją szansę. Podeszła do Neville’a i poklepała go po ramieniu.

— Mogę z tobą chwilę porozmawiać? Na osobności? — zapytała.

— Eee, jasne — mruknął niezręcznie i wstał.

— Powodzenia! — zawołali jednocześnie Theo i Draco.

— Odwalcie się! — warknęła.

Przyjaciele wrócili do rozmów, a Neville zaprowadził Lunę do swojego pokoju. Wszystkie jego rzeczy znajdowały się w pudłach i dziwnie to wyglądało. Luna zamknęła drzwi i wzięła głęboki oddech. Odwróciła się do niego, widząc, że niezręcznie wpatruje się w podłogę i drapie po karku.

— Więc… o czym chciałaś porozmawiać? — zapytał.

— Cóż, o tamtym wieczorze — odpowiedziała cicho.

— Racja. O co chodzi?

— Ja po prostu… — Westchnęła głęboko. — Nie miałam pojęcia, że tak się czujesz i.. I to, co zrobił Ron, było złe i głupie, i wiem, że się wstydzisz, ja też się wstydzę, ale… Nie chcę, żeby między nami było niezręcznie. Wyjeżdżasz i będę za tobą bardzo tęsknić i…

Wypowiedź Luny została przerwana przez Neville’a, który przycisnął swoje usta do jej ust. Była zszokowana jego zachowaniem, ale odwzajemniła pocałunek i objęła ramionami jego szyję. Po chwili oderwali się od siebie i Neville włożył ręce do kieszeni, wyglądając jeszcze bardziej niezręcznie niż wcześniej.

— Przepraszam. Nie powinienem był tego robić… Nie wiem dlaczego.. Przepraszam — powiedział szybko.

— Nie, nie, nic się nie stało, jest dobrze… Tak.

Cicho jęknęła. Może to nie był dobry pomysł. Sytuacja robiła się coraz bardziej niezręczna i zaczęła żałować, gdy Neville zaskoczył ją po raz drugi tego wieczoru.

— Kocham cię, Lu. Jesteś jedną z moich najlepszych przyjaciółek i zawsze nią będziesz — powiedział.

Uśmiechnęła się do niego i mocno przytuliła, opierając głowę na jego piersi i słuchając bicia serca.

Ale jutro wyjeżdżasz, pomyślała ze smutnym uśmiechem. Oderwali się od siebie i wrócili do salonu, chcąc spędzić czas z pozostałymi.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Następnego dnia Luna obudziła Theo, Hermionę i Draco wczesnym rankiem, żeby mogli pożegnać Neville’a. Narzekając, poszli na górę. Zastali Rona i Neville’a jedzących śniadanie.

— Hej, przyszliśmy się pożegnać — oznajmiła Luna.

— Dzięki, ale wyjeżdżam dopiero za dwie godziny — powiedział Neville z uśmieszkiem.

Wszyscy jęknęli, Hermiona, Draco i Theo poszli jeszcze pospać, ale Luna została z nimi i ukradła Ronowi jednego tosta.

— Hej! — warknął.

— Przeżyjesz, jesz jakieś pięć razy dziennie — mruknęła, rozśmieszając Neville’a, a Ron wzruszył ramionami, nie mogąc temu zaprzeczyć.

Godzinę później wszyscy zebrali się w ich mieszkaniu. Rozmawiali chwilę, a Hermiona pomogła Neville’owi rzucić na jego rzeczy zaklęcie zmniejszająco-zwiększające, tak jak to robiła podczas szukania horkruksów. O dziesiątej trzydzieści nadszedł czas, gdy Neville miał się teleportować na dworzec.

— Cóż, było fajnie — powiedział. — Wszyscy mnie wkurzaliście na swój sposób i będzie mi brakowało krzyków Ginny, żenujących historii Rona i sarkastycznych komentarzy Draco, ale z drugiej strony cieszę się, że nie będę już w tym uczestniczył.

Wszyscy się roześmiali, a Ginny wystawiła język.

— Zaraz na was nakrzyczę — rzekła ostrym tonem.

— Nie, serio, naprawdę będzie mi was brakowało. Więc do zobaczenia w święta! — Przytulił wszystkich, Lunę nieco dłużej niż resztę, po czym chwycił swoją torbę. — Do zobaczenia.

— Na razie! Trzymaj się! — krzyknęli chórem i w mgnieniu oka zniknął.

Potem wszyscy oprócz Luny usiedli. Theo podszedł do niej i ją objął.

— Nie martw się — wyszeptał. — Wkrótce wróci.

— Tak. — Uśmiechnęła się. — Zawsze wraca.