[T] To, co jest między nami: Jesteś moja, mała Szlamo
Witajcie :) w niedzielny wieczór zapraszam na nowy rozdział tłumaczenia. Od razu zaznaczam, że przedstawia on scenę, którą zaplanowali Draco i Hermiona. Nie chcę, żebyście pomyśleli, że to opowiadanie jest totalnie powalone. To tylko scena. Tylko trochę ostrzejsza niż pozostałe.
W ten weekend miałam trochę czasu na odpoczynek psychiczny od
wszystkiego, w tym od tłumaczeń. Nie ukrywam, że mam tego wszystkiego teraz
bardzo dużo i ciężko jest to ogarnąć bez nakładanej przez samą siebie presji.
Więc cieszę się, że udało mi się zresetować głowę. Najbliższy tydzień zapewne
nie będzie obfity w publikacje. Prawdopodobnie potłumaczę tę historię, bo zapas
się kończy. Także mam nadzieję, że zrozumiecie i to uszanujecie. Jestem tylko
człowiekiem i czasem potrzebuję trochę luzu.
Na kolejny rozdział tego tłumaczenia zapraszam za dwa tygodnie.
Miłej lektury!
__________
Rozdział 33: Jesteś moja, mała Szlamo
Październik 2004
Instrukcje Draco były jasne, choć omówili je
krótko w gabinecie Hermiony podczas poniedziałkowej przerwy obiadowej. Stworzył
dla niej świstoklik, który miał czekać na stoliku kawowym w jego mieszkaniu.
Ustalili, że założy ubrania, które nosiła podczas wojny, i nie ma przejmować
się takimi szczegółami jak seksowna bielizna — i tak nie będzie jej długo miała
na sobie, powiedział z figlarnym uśmiechem.
Był bardzo skrupulatny, kiedy omawiali tę wielką
scenę.
— Mam nadzieję, że rozumiesz, iż niezwykle ważne
jest, abyś używała słów, jeśli to będzie konieczne — powiedział rzeczowo i
wprost. — To dotknie twoich najciemniejszych lęków i najbardziej wstydliwych
myśli, a jeśli będziesz choć odrobinę się wahać, bez względu na to, czy tego
chcesz, przerwiemy to.
Powiedziała mu, że tego pragnie, że o tym
fantazjowała i że jest gotowa. Chciał wiedzieć, czy ona rozumie, że zawsze ma
wyjście.
— To może nie wyglądać jak gra.
— Rozumiem.
— Ta scena będzie prawdziwa.
— Wiem.
— Nie będę delikatny.
— Wiem.
— Nie będę miły.
— Wiem.
— Przestraszę cię.
— Wiem.
— Muszę wiedzieć, że wystarczająco mi ufasz.
— Ufam.
— Musisz mi jasno powiedzieć, jeśli zbliżę się do
twoich granic.
— Zrobię to.
Próbowała z nim ponownie porozmawiać w ciągu
tygodnia — szczerze porozmawiać, może o tym, dokąd zmierzają — ale był
nieobecny. Zadanie specjalne, poinformował ją Collins. Nie powiedział tego
wprost, bo, podobnie jak Harry, prawdopodobnie wiedział, że nie wolno im o tym
z nikim rozmawiać, ale wspomniał o tym niejasno, a Hermiona była na tyle
bystra, żeby zrozumieć, co miał na myśli.
Kiedy nadeszła sobota, trzydziestego
października, Hermiona przechadzała się po mieszkaniu z bijącym sercem. Miała
na sobie dżinsy i bluzę z kapturem, a włosy spięła w kucyk. Świstoklik miał się
aktywować punktualnie o osiemnastej. Było za kwadrans, a Hermiona niemal
płonęła z nerwów.
Nie wiedziała, z czym przyjdzie jej się zmierzyć.
Wiedziała, jaką maskę widziała w snach, ale nie wiedziała, jak będzie wyglądała
maska Draco. Gdyby była inna, czy cała ta sytuacja by się nie udała? Ale puls
walił jej w żyłach, a sama myśl o zobaczeniu go w masce podniecała ją.
To się działo. Zamierzał ją wziąć w masce, a
Hermiona w końcu chciała się poddać. Ulec. Wiedziała, że prawdopodobnie nie
powinna być tak podekscytowana — ale, Boże, była!
Dziesięć minut do wyjścia.
Draco powiedział jej, że wszystko się zacznie w
chwili, gdy go zobaczy, żeby nie zamarła ze strachu. Był taki troskliwy, ale
nie sądziła, żeby to było konieczne. Powie „Dobrze” i scena się zacznie. Mogła
z nim walczyć, jeśli chciała, powiedzieć „nie” i krzyczeć na niego — a nawet
spróbować go uderzyć, jak jej powiedział — ale nie przestanie, dopóki nie powie
pauza albo hipogryf. Czuła się dziwnie, niebezpiecznie i ekscytująco
jednocześnie. Nie miała pojęcia, co zaplanował, ale ufała, że to będzie
doświadczenie, którego nigdy nie zapomni.
Pięć minut do wyjścia.
Hermiona zaczynała się martwić. Czy to naprawdę
był dobry pomysł? Czy powinna porozmawiać z Uzdrowicielką Ericson, nim spróbuje
czegoś takiego? Czy to cofnie jej proces leczenia? Czy zacznie się bać Draco?
Czy jego mrok okaże się dla niej zbyt mroczny? Czy jej mrok okaże się dla niego zbyt mroczny?
Cholera, jej serce biło boleśnie w piersi.
Dwie minuty do wyjścia.
Ledwo mogła oddychać i musiała oprzeć się na
kolanach.
Minuta
Taka
grzeczna Szlama.
Może nie powinna tego robić? Jak daleko w tę
króliczą norę była gotowa się zapuścić? Czy świadomość, że żywi do niego
uczucia, których nie mogła dłużej ignorować, zrujnuje wszystko? Czy to był
najgorszy pomysł na świecie?
Wzięła głęboki, drżący oddech i przeszła przez
kominek do mieszkania Draco. Zanim szczotka zdążyła ją otrzepać z sadzy,
podeszła do stolika kawowego. Leżała na nim pojedyncza, czarna, skórzana
rękawica i gdyby nie była tak zdenerwowana, prychnęłaby z politowaniem.
Podniosła ją i gdy zegar wybił osiemnastą, odwróciła się w miejscu i została
wessana w pustkę.
Wylądowała w lesie i poczuła ucisk w piersi.
Przypominało jej to Forest Dean, przeniosło z powrotem do czasów, gdy uciekała
przed szmalcownikami, ale nie była pewna, czy naprawdę było to te miejsce.
Wyciągnęła różdżkę i ścisnęła go mocno. Rozglądając się, szukała Draco, lecz
zdawała się być sama. To, wręcz przeciwnie, sprawiło, że jej płuca boleśnie się
ścisnęły. Serce waliło jej w piersi, a po ciele przeszedł lekki dreszcz
niepokoju. Czy to może głupota z jej strony, stać samotnie w środku lasu, skoro
była na celowniku cholernego wilkołaka?
Przełknęła ślinę i obróciła się, gałązki i liście
chrzęściły pod jej butami. Wieczór zapadał wokół niej, pozostawiając ją w
gasnącym, niebieskim świetle, a między szeleszczącymi drzewami ciemność
gęstniała.
Krzyknęła, gdy nad lasem rozległ się trzask
donośny niczym grzmot, i znów się odwróciła. Kiedy jej wzrok padł na
zakapturzoną postać, zaledwie kilka metrów od niej, każdy mięsień w jej ciele
zamarł, a serce zabiło mocniej. Wpatrywała się w niego, groźnie wysokiego i
szerokiego, z różdżką gotową w dłoni ubranej w skórzane rękawiczki, i poczuła
mdłości, widząc błysk srebrnej maski.
Nie była taka, jak w jej śnie. Wyobrażała sobie
ją raczej pustą, pozbawioną wyrazu, prostą maskę. Nie — ta była szczotkowaną,
metaliczną twarzą szkieletu, pod której ciemnym kapturem wszystko zdawało się
znikać w otchłani ciemności.
Zaschło jej w gardle, nogi zaczęły drżeć, a
panika osiadła w jej piersi niczym lód. Czarne szaty Śmierciożercy powiewały za
nim niczym dym, jego oczy były blade, gdy wpatrywał się w nią drapieżnym
wzrokiem, a kiedy powoli przechylił głowę, Hermiona poczuła nudności.
To nie
było prawdziwe, próbowała sobie
wmówić. To był tylko Draco. Draco. Ale czarna postać wydawała się niemal
nieludzka w gasnącym świetle, jakby jego spojrzenie przykuło jego duszę do tego
miejsca. W ciszy słyszała nawet skrzypienie skóry, gdy zaciskał dłoń na
różdżce.
I wtedy panika przerodziła się w coś na kształt
pierwotnego pożądania w jej podbrzuszu, a żądza zaczęła narastać. Przełknęła
ślinę, czując, jak jej policzki płoną na jego widok. To właśnie się działo, jej
koszmar stawał się rzeczywistością, a ona tego pragnęła.
Jej głos ledwo się niósł, gdy wychrypiała:
— Dobrze.
Po czym odwróciła się na pięcie i pobiegła.
~*~*~*~*~*~*~*~
Serce dudniło jej w uszach, gdy biegła między
drzewami. Wiatr smagał jej twarz, stopy fruwały nad listowiem na ziemi, a włosy
odbijały się od pleców, gdy biegła przez las.
Nie odważyła się obejrzeć przez ramię, ale czuła
go tam, zaledwie kilka kroków za sobą. Tuż obok niej błysnęła liana, a ona
krzyknęła i zakryła głowę rękami, odwracając się od podmuchu. O mało się nie
potknęła, zbiegając ze wzgórza, ale udało jej się utrzymać na nogach.
Kolejny podmuch ponownie zmusił ją do zmiany
kierunku i krzyknęła, gdy czarne liany pełzły w jej kierunku, próbując
pochwycić jej stopy. Zamachnęła różdżką i wrzasnęła:
— Bombarda!
Zaklęcie spowodowało, że liany eksplodowały.
Wciąż mogła walczyć. Wojna jej tego nie odebrała.
Kiedy pierś paliła ją ze zmęczenia, ryknęła, odwracając się, by stawić czoło
zagrożeniu, ale las za nią był pusty. Dyszała z oszołomienia, a jej knykcie zbielały
wokół różdżki. Obróciła głowę, próbując go znaleźć, ale znów była sama. Gdzie
on się podział?
Rozglądała się, gorączkowo szukając, serce waliło
jej jak młotem. Gdzie on był? Gdzie…
Szeroka, czarna klatka piersiowa, koścista,
srebrzysta twarz; dłoń w rękawicy owinęła się wokół jej szyi, zanim zdążyła
choćby westchnąć, i upuściła różdżkę w szuraniu, sięgając po jego nadgarstek.
Jego oddech był zimny, gdy owiał jej twarz spod
maski, a jego głos miał niski ton, kiedy cmoknął i powiedział:
— Jesteś moja, mała Szlamo.
Hermiona wpatrywała się w lodowate oczy za maską,
jej stopy ledwo sięgały ziemi. Sapnęła, czując czubek jego różdżki na skroni, i
nie zdążyła zaprotestować, zanim jego zaklęcie w nią uderzyło.
~*~*~*~*~*~*~*~
Hermiona ocknęła się z dziwnym przeczuciem w
ciele. Jakby coś w niej kazało jej uciekać, walczyć, zrobić wszystko, co w jej
mocy, żeby po prostu wstać, ale kiedy
się ocknęła z bezwładnego stanu, zdała sobie sprawę, że jest skuta grubymi
łańcuchami, które wystawały ze ściany.
Ściany z kamienia, na której tańczyły odbicia
ognia.
Spojrzała w górę i zauważyła, że jest w celi, a
na zewnątrz, za grubymi, żelaznymi kratami, pali się pochodnia. Niski, łukowaty
sufit zdradzał, że znajduje się w jakimś lochu, i poczuła mdłości. Na moment
przeraziła się, że była głupią i naiwną dziewczyną. Czy to od początku był
mistrzowski plan Draco Malfoya? Czy po prostu odegrał swoją rolę tak dobrze, że
nawet nie pomyślała, że mógłby nadal wyznawać idee Śmierciożerców? Czy nadal
był jednym z nich? Czy kiedykolwiek uwolni się z więzów? Czy po prostu
sprzedała się jak naiwne dziecko?
Hipogryf! Czemu nie mogła tego po prostu powiedzieć? Czy
zaczarował jej głos?
— Halo? — Nie. Przełknęła ślinę, walcząc ze
łzami, które napływały jej do oczu. — Halo?
Szarpała łańcuchy, klęcząc, ale niemal
średniowieczne kajdany trzymały ją jak imadło.
Drzwi zaskrzypiały, gdy się otworzyły,
złowieszczy dźwięk poniósł się echem między kamiennymi ścianami. Hermiona
sapnęła i zamarła, serce podskoczyło jej do gardła. Powolny stukot butów o
kamień sprawił, że drgnęła, a kiedy czarna postać pojawiła się za kratami celi
niczym złowrogi cień, wypełniając ciasną przestrzeń, Hermiona przywarła do
ściany. Wystarczył prosty gest dłoni, by otworzyć drzwi i wszedł do środka.
Hermiona ledwo oddychała, skulona pod ścianą;
chłód ogarnął ją, gdy patrzyła na postać. Każda komórka jej ciała walczyła o
właściwą reakcję. Czuła to w kościach, że powinna walczyć — ale nie mogła. Gapiąc się na mężczyznę w pelerynie,
wiedziała, że w obliczu samotnego niebezpieczeństwa walka nie jest jej naturalną reakcją.
Śmierciożerca — nie, Draco! — wszedł do środka i kucnął przed nią, powoli i pewnie.
Jego dotyk był zwodniczo delikatny, gdy ujął jej podbródek w dłoń, a kciuk w
rękawicy musnął wargę. Skóra była ciepła, a w chłodzie pomieszczenia niemal
parzyła. Ten ruch sprawił, że odetchnęła z ulgą, bo wszędzie rozpoznałaby ten
dotyk, w rękawicach czy bez. A gdy spojrzała w szare oczy mężczyzny, wiedziała,
że to on. To Draco. I pomimo mrożącej krew w żyłach rtęci, były głodne pożądania
i przesiąknięte troską. Była bezpieczna.
Bezpieczna.
A jednak strach wciąż się utrzymywał, owijając
się wokół pożądania, które obudził w nim jego dotyk. Rozchylił jej wargi i
wsunął kciuk do środka, a jej szczęka natychmiast ustąpiła, gdy pogłaskał jej
język i zęby. Smak skóry posłał w nią fale uderzeniowe, podniecając ją bardziej
niż powinien, a ciepło i miękkość wydawały się dziwnie obce, a jednocześnie tak
znajome. Kiedy się odsunął, pociągnął ją za dolną wargę, puszczając z trzaskiem.
— Myślałaś, że uda ci się ode mnie uciec, prawda?
— Jego głos rzeczywiście należał do niego, ale był mroczniejszy. Bardziej
złowieszczy. Bardziej… drapieżny. Zanucił cicho, obejmując ją za szyję. —
Pokażę ci, ile warte są takie małe Szlamy jak ty.
Hermiona jęknęła, nagłe powietrze wypełniło jej
płuca bólem; wiedziała, że nie powinno jej się to podobać, ale strach spływał
między jej wargi, mocząc bawełniane majtki.
Draco puścił ją tylko po to, by wyciągnąć coś z
szaty i uniósł to przed nią. Był to skórzany pasek ze srebrną obręczą zwisającą
pośrodku. Nie rozumiała, co to jest, dopóki nie owinął go wokół jej szyi, mocno
zapinając. To była obroża.
— Na wypadek, gdybyś zapomniała, kim jesteś —
warknął jej do ucha i pociągnąć za obręcz, zmuszając ją do przyciągnięcia do siebie.
Hermiona nie mogła stłumić krzyku, upadając do
przodu. Skute dłonie uniemożliwiały jej złapanie się czegokolwiek poza jego
udami. Dłońmi musnęła jego naprężoną erekcję.
Warknął i mocno chwycił ją za włosy, zmuszając do
wstania.
— Uważaj, Szlamo.
Zaskomlała i mrugając, odpędziła łzy, czując, jak
jej ciało drży. Barwa jego głosu, chłód w jego słowach, sprawiły, że poczuła
ucisk w piersi. Czy była w stanie się z tym zmierzyć? Czy podpisała na siebie
wyrok śmierci? Czy posłuchałby jej, gdyby kazała mu przestać?
— Pauza — wyszeptała, a serce waliło jej w
uszach. — Proszę, pauza.
Uścisk na jej włosach rozluźnił się, tworząc
delikatną kołyskę, a jego wzrok się przesunął.
— Co się stało, kochanie? Za ciasno?
Ta nagła zmiana była dziwna — ale, och, jakież to
było pocieszające! Hermiona z trudem przełknęła ślinę, a łzy napłynęły jej do
oczu. Pokręciła głową.
— Nie. Nie, wszystko w porządku. Ja tylko… ja
tylko chciałam się upewnić.
— W czym? — zapytał i delikatnie objął drugą
dłonią jej dłoń.
Skóra była ciepła i miękka, a jego uścisk pewny i
uziemiający. Napięcie w pomieszczeniu ustąpiło, a wszechogarniający strach
zniknął, pozostawiając jedynie dreszcz w powietrzu.
Wzięła kilka oddechów, zbierając odwagę, zanim
powiedziała:
— Że to wciąż ty.
Zamrugał, a konsternacja w jego oczach sprawiła,
że maska wydała się nieco mniej przerażająca. Przybliżył się, ciepło bijące od
niego było przyjemne w chłodnej celi.
— To wciąż ja, kochanie. Chcesz przestać?
Przestać. To słowo brzmiało dla niej obco, choć
wiedziała, że nie powinno. Sama właśnie pomyślała o tym, żeby przestać. Wręcz
przeciwnie, powinno to być racjonalne.
Ale nie chciała przestać, nie wtedy, gdy widziała tak wyraźnie, że to Draco — jej Draco — kryje się za tą maską, więc
pokręciła głową. Była w tym uparta.
Pogładził kciukiem bok jej szyi.
— Potrzebujesz minuty?
Przełknęła ślinę i pokręciła głową.
Rekonwalescencja tylko wyrwałaby ją z immersji, a tego nie chciała.
— Nie. Możemy kontynuować.
— Jesteś pewna?
— Tak.
Jej paraliżujący strach był dowodem na to, że to
działa.
— Łagodniej? — zapytał.
Hermiona pokręciła głową.
— Nie. Proszę.
Łagodność tylko wydawałaby się nie na miejscu.
Lekko skinął jej głową i mrugnął, a jego wzrok
wyostrzył się i zmroził. Nie używał Oklumencji — widziała to wystarczająco
wiele razy, by wiedzieć, że to nie to — ale zauważyła, że ta delikatna i
troskliwa osoba, którą znała, zniknęła gdzieś za mrokiem i nikczemną żądzą. To
było tak, jakby pokój nagle się poruszył, gdy wślizgnął się z powrotem w swoją
nazbyt przekonującą rolę, a Hermionie znów ścisnęło się serce. Był tak
genialnym aktorem, że zastanawiała się, czy w ogóle gra.
Jego dłoń ponownie zacisnęła się na jej włosach i
wziął głęboki oddech.
— No to, Szlamo — wycedził — idziesz ze mną.
Postawił ją na nogi, a łańcuchy zdawały się
rozpływać na ścianach, łącząc się z obręczą na obroży. Były krótkie, zmuszając
ją do skrzyżowania rąk na piersi.
Kiedy się cofnął, kolejny łańcuch wysunął się do
rączki w jego dłoni i szybkim szarpnięciem pociągnął ją do przodu. O mało się
nie potknęła, ale udało jej się utrzymać równowagę.
Była jak pies na smyczy, a w głębi żołądka strach
mieszał się z wielkim niepokojem. Czy tak potraktowaliby ją Śmierciożercy? Jak
brudnego psa? Była szlamą i niewiele byłoby z niej pożytku. Być może byłaby
tylko cipką do zalania. Cipką Draco. Ta myśl powinna ją odrzucić, ale jakoś tak
się nie stało.
Pociągnął ją ciemnym korytarzem; na końcu czekały
prymitywne, drewniane drzwi z zakratowanym oknem. Wciągnął ją do środka, a
Hermiona sapnęła na dźwięk nagłego trzasku łańcucha. Obroża ciasno oplatała jej
szyję. Ucisk był jednocześnie przerażający i podniecający.
Dwa paleniska rozświetliły małą komnatę, a Draco
pociągnął ją do drewnianego stołu na środku. Przystrojony w pasy i obręcze,
wyglądał dość średniowiecznie, ale możliwości sprawiły, że zacisnęła uda w
oczekiwaniu. Dziwne było, doprawdy, jak coś, co chwilę wcześniej wydawało się
wyrokiem śmierci, teraz wydawało się obietnicą czegoś niezwykłego — przerażającego, ale niezwykłego.
Znów szarpnął ją za obrożę, a ona zatoczyła się
do przodu, niemal wpadając na niego. Złapał ją za twarz, ścisnął policzki i
skierował jej wzrok na stół.
— Widzisz to? — zamruczał jej do ucha. — To
właśnie tu brudne szlamy poznają swoją wartość. Ty również. — Popchnął ją na
stół. Nie mogąc się powstrzymać, pochyliła się nad nim, a Draco wykorzystał
okazję, by się do niej przycisnąć, napierając biodrami na jej pośladki.
Pochylił się nad nią i warknął: — Ale te ubrania się do tego nie nadają,
prawda?
Hermiona przełknęła ślinę, ale nie odpowiedziała.
Ledwo mogła oddychać, strach i oczekiwanie walczyły w jej piersi.
Draco przesunął różdżkę z jej szyi, przez plecy i
w dół po pośladkach, mamrocząc przy tym mroczne zaklęcia. Materiał jej ubrania
rozpadł się wokół niej, kurcząc się jak więdnące kwiaty. Pomimo ciepła bijącego
od jego ciała i płonących palenisk, chłód i wilgoć celi uderzyły w jej skórę,
wywołując gwałtowny dreszcz.
Wkrótce palce w rękawicach zastąpiły trajektorię
różdżki, jego dotyk na jej skórze był lekki jak piórko.
— Jaka z ciebie śliczna Szlama — zanucił. —
Nieskazitelna. Idealna.
Hermiona ledwo zdążyła się wtopić w jego dotyk,
gdy złapał ją za włosy i zmusił do wstania. Skrzywiła się z bólu. Obrócił ją
twarzą do siebie i poczuła, jak jej sutki stają na baczność. Były ukryte pod
pachami, ale Draco cichym, głębokim mruczeniem nakazał jej je unieść i pozwolić
mu zobaczyć. Zrobiła to, na ile pozwalały jej łańcuchy, choć jej kończyny
drżały bardziej, niż się spodziewała.
Zanucił, ciepłą dłonią obejmując jej miękkość,
czując ciężar piersi. Muskając kciukiem jej sztywny sutek, wydobył z niej ostry
jęk. Nucąc ponownie, ugniatał, a jęk wibrował mu w gardle.
— Pomyśleć, że ukrywałaś to przede mną —
powiedział. — Nigdy więcej.
Hermiona zadrżała, jej ciało na przemian
rozgrzewało się i chłodziło, gdy stała przed nim, skrępowana i skuta. Chciała
się do niego przytulić, poczuć jego zapach, ale jednocześnie chciała uciec i
walczyć. Bitwa zmysłów, instynktów, przyprawiała ją o zawrót głowy, ale
skórzany pasek wokół szyi przypominał jej, że już się poddała.
I nie miała nic przeciwko temu.
Była z nim bezpieczna, pomimo jego nikczemności.
Jego zaborczy dotyk sprawił, że coś w jej wnętrzu się poruszyło, jakby świat
wokół niej zanikł, a wola walki zniknęła, zastąpiona wolą zadowolenia.
Złagodzenia. Szaleństwa.
Kiedy Draco odsunął się od niej, brak jego ciepła
omal nie sprawił, że się przewróciła i zachwiała. Odsunął się o kilka kroków,
powoli i łapczywie omiatając jej ciało wzrokiem. Hermiona miała chwilę, by
przyjrzeć mu się uważnie. Szkieletowa maska wciąż tam była, wystające detale
lśniły szczotkowanym srebrem, a niewypolerowane części dodawały jej cienia i
głębi. Kaptur, który zwisał mu z głowy, był duży i ciemny, skrywając resztę
twarzy w całkowitej czerni. Szaty podkreślały jego szerokie ramiona i wzrost,
nadając mu nieco bardziej onieśmielającą posturę niż zwykle, taką, która z
pewnością wzbudziłaby strach w sercach wrogów.
Szaty również były szokująco gustowne;
dopasowany, długi, czarny tren wisiał pod bogatym płaszczem, który opadał na
jego ramiona niczym kamizelka. Jego skórzane rękawice również były czarne,
obcisłe i luksusowe, a całość uzupełniały czarne spodnie i czarne, skórzane
buty do jazdy konnej.
Jego strój miał w sobie pewien arystokratyczny
charakter, choć nie powinien być aż tak intrygujący. Wciąż świadoma część jej
umysłu powędrowała ku mugolskiej historii, ku temu, jak faszyści często używali
schludnych i odpowiednich ubrań, próbując zbudować fasadę władzy i znaczenia.
Szaty Śmierciożercy przypominały ten sentyment; eleganckie, drogie i budzące
grozę. W połączeniu ze srebrną czaszką na twarzy i nienaganną postawą, był
uosobieniem potęgi i dominacji.
Przechylił głowę, a upiorna maska zalśniła w
blasku ognia. Podszedł o krok bliżej i zmusił Hermionę do przełknięcia śliny,
cofając się do stołu.
— Taka śliczna, mała czarownica — zanucił — i
taka brudna, brudna krew.
Kolana Hermiony zadrżały pod nią, a ona jęknęła,
gdy wsunął palec w obręcz obroży i powoli przyciągnął ją do siebie.
— Będziesz śliczną niewolnicą — powiedział — a z
moim kutasem w ustach będziesz jeszcze piękniejsza. Uklęknij przede mną.
Chociaż puścił obręcz, Hermiona uklękła z własnej
woli. Serce zabiło jej mocniej, oddech się zacisnął, a do ust napłynęła ślina
na myśl o tym, co miało nastąpić. Nie przejmowała się nawet twardą, kamienną
podłogą. Draco musiał rzucić zaklęcie amortyzujące tuż przed uderzeniem.
Wplótł palce w jej włosy, lekko rozluźniając jej
kucyk, zanim stanął przed nią.
— No dalej — mruknął. — Wyjmij go.
Hermiona z trudem przełknęła ślinę, pochylając
się do przodu. Łańcuchy pozwalały jej sięgnąć tylko do pewnego punktu, a jej
nos niemal otarł się o materiał jego płaszcza, gdy ostrożnie rozpinała srebrną
klamrę paska. Mocowała się z guzikami jego spodni, a palce jej drżały. Dłoń
Draco pulsowała w jej włosach, zaciskając się i rozluźniając, mocniej z każdą
sekundą, gdy nie chwyciła jego kutasa. Kiedy w końcu wsunęła dłoń w jego
bokserki, by wyciągnąć nabrzmiałego penisa, wystająca uderzyła ją w policzek, a
ona jęknęła.
— Dosyć tego — warknął Draco. — Bądź grzeczną
dziewczynką i weź go do ust. Czcij go.
Hermiona wzięła płytki oddech, muskając językiem
czubek kutasa. Pokrywał go preejakulat, rozlewając się do jej ust niczym miód;
uzależniający i niebezpieczny. Wykorzystała swój niewielki zasięg, by objąć go
palcami i pogłaskać jego całą długość.
Obie jego dłonie zacisnęły się na jej włosach, a
z jego gardła wydobył się jęk, gdy go dotykała. Poruszała językiem w górę i w
dół jego penisa, wsunęła czubek między wargi i ssała krople, które z niego
kapały.
— Grzeczna dziewczynka — wyszeptał, delikatnie
kołysząc biodrami. — Grzeczna, mała Szlama.
Hermiona zataczała się, a jej cipka drżała z
pragnienia. Była grzeczną dziewczynką — udowodni mu, że jest najlepsza. Warto
było ją zatrzymać. Jej brzuch się ścisnął, gdy opadała na kutasa, biorąc go do
ust tak głęboko, jak się dało, zanim cofnęła się, by zaczerpnąć powietrza.
— Wróć na tego kutasa — warknął i odepchnął ją.
Udało jej się wziąć głęboki oddech, zanim było za
późno, i pozwoliła mu przejąć kontrolę. Trzymał jej głowę nieruchomo,
napierając na nią, a dźwięki wydawały się obsceniczne w ciasnej przestrzeni
celi. Połykała kaszel, chrząknięcia i jęki razem z jego podnieceniem. Każdy
ruch jego bioder zdawał się wpychać go głębiej w jej gardło, a oczy łzawiły jej
z wysiłku.
Jego dłonie mocno zaciskały się na jej włosach,
boleśnie, i sprawiały, że wiła się w bezmyślnym uporze. Pomimo sytuacji —
obroży, kajdan, celi, poddania — czuła, jakby właśnie miała rozłożyć skrzydła i
polecieć.
Oddech Draco był urywany, gdy jego pchnięcia
stawały się coraz krótsze. Nie był delikatny. Ostrzegał ją przed tym wcześniej,
ale nie było mowy o żadnym rozluźnieniu, o porządnej rozgrzewce. Jej dłonie
były ograniczone i mogła dosięgnąć tylko jego uda, jeśli zajdzie taka potrzeba,
ale margines był niewielki. Traktował jej usta szorstko i bezlitośnie, karząc,
ale jakby czuł jej ciało swoim, dawał jej wytchnienie, kiedy tego potrzebowała,
zwalniał, gdy walczyła za bardzo, i napierał mocniej, gdy dawała radę. Skąd
mógł wiedzieć, nie rozumiała, ale i tak zaakceptowała to jako coś w rodzaju
magii i pozwoliła sobie upaść, pozwolić, by ją doprowadzono do granic
możliwości.
Mogła być jego niewolnicą — tylko jego.
Stęknął, odciągając jej głowę do tyłu, z dala od
pulsującego kutasa. Przełknęła wilgoć w ustach, zakaszlała i łapała powietrze,
kiedy tylko mogła. Łzy napłynęły jej do oczu, czuła, jak głowa pulsuje jej z
braku tlenu, a puls dudni w uszach. Otarł jej usta dłonią i mruknął z
zadowoleniem.
— Masz ochotę na mojego kutasa? — mruknął i
wsunął się z powrotem w spodnie, a Hermiona była oczarowana jego widokiem.
Kiedy mu nie odpowiedziała, objął ją dłonią i odchylił jej głowę do tyłu. —
Zadałem ci cholerne pytanie, Szlamo!
— T-tak, panie! — jęknęła i spojrzała w jego
blade oczy.
Wpatrywał się w nią z góry, z twarzą w połowie
zasłoniętą kapturem.
— Dobrze. A teraz wstawaj.
Ponownie pociągnął ją za obrożę i nie miała
innego wyboru, jak pójść za jego przykładem. Kręciło jej się w głowie, gdy
stała, płuca bolały ją z braku powietrza, a gardło piekło po jego ataku, ale on
ją unieruchomił, utrzymał w równowadze. Oblizując usta, spojrzała na niego spod
rzęs; wiedziała, że jej policzki płoną, a piersi nie potrafiły ukryć
podniecenia.
Draco powoli ją pieścił, po bokach klatki
piersiowej aż do kości biodrowej. Chwytając ją obiema rękami, uniósł ją na stół
i poczuła szorstkie drewno pod nagą skórą.
— Połóż się — rozkazał, a ona ostrożnie ruszyła
się, by wykonać jego polecenie.
Ponownie, nie poczuła twardego drewna pod sobą,
gdy jego magia zmiękczyła je dla jej komfortu.. Chłód celi przyprawiał ją o
dreszcze, a leżenie w ten sposób sprawiało, że czuła się jeszcze bardziej
odsłonięta.
Chodził wokół niej, stukot jego butów
rozbrzmiewał echem między ścianami. Nic, co robił, nie było pospieszne; każdy
jego krok był przemyślany i celowy, każdy dotyk drażniący i rozkoszny. Dłoń
przesunęła się wzdłuż jej ciała, sprawiając, że zamarła i drgnęła, gdy jego
palce musnęły włoski między jej nogami. Tylko cmoknął z niezadowolenia,
podchodząc do końca stołu.
Wyjął różdżkę z szaty i jednym, lekkim
stuknięciem w drewno czarne pnącza owinęły się wokół jej kostek, rozchylając
nogi i otwierając przed nim miednicę. Z jej ust wyrwał się zawstydzony szloch.
Zadrżała na widok nagłego odsłonięcia. Pnącza owinęły się wokół jej ciała,
przytrzymując ją przy stole, a im silniejsze były, tym bardziej czuła, jak
wszystkie jej zmartwienia odpływają.
Należała do niego.
Niego.
Niego.
— Spójrz na tę piękną cipkę — powiedział,
niepewnie przesuwając palcami po wewnętrznej stronie jej uda, stojąc obok niej.
— Taka mokra, taka gotowa, taka chętna.
— Proszę — wyszeptała, a jej brzuch ścisnął się z
palącego pożądania.
Był tu, by ją wziąć, wykorzystać, bo miał do tego
prawo. Miał do tego prawo…
— Proszę, co, Szlamo? — mruknął.
— Proszę, panie! — krzyknęła. — Dotknij mnie!
Zanucił, przesuwając dłoń wyżej po jej udzie, aż
do wypukłości jej krocza.
— Tutaj?
— Tak — wyszeptała. — Proszę!
— Więc Szlama chce moich czysto krwistych palców
w swojej cipce, tak? — zapytał kpiąco.
— Tak, panie — wychrypiała.
Mlasnął językiem.
— Myślisz, że zasługujesz na taką przyjemność?
— Będę grzeczna — spróbowała. — Zrobię, co
zechcesz! Proszę, panie, proszę!
Zaśmiał się ponuro.
— Oczywiście, że tak. Nie masz dużego wyboru. Ale
jeśli chcesz być małą, szlamowatą dziwką… — Pozwolił, by palce w rękawicach
przesunęły się po jej ociekających wargach, dwa palce pieściły obie strony jej
nabrzmiałego sromu; ten ruch sprawił, że jej brzuch się ścisnął, płonąc w
nieokiełznanej rozkoszy. Odruchowo uniosła biodra. — Nie będę tym, który by cię
powstrzymywał.
Poruszał się wzdłuż jej cipki leniwie, lecz
celowo, zmysłowo masując jej nabrzmiałość, miękką skórę śliską od bolącej
łechtaczki. To uczucie było niebezpieczne i rozkoszne, iskrząc kolorami w
ciemności, która ogarnęła jej umysł.
— Taka mokra — mruknął i szybko, mocno klepnął ją
w cipkę, sprawiając, że zapłakała i szarpnęła się, zanim wsunął palec do
środka. — Taka ciasna.
Wsunął kolejny. Hermiona krzyknęła z rozpaczliwej
potrzeby, a jej wewnętrzne ścianki zacisnęły się wokół niego.
Szarpała się z pnączami, ale trzymały ją w
miejscu, pozwalając mu torturować ją tak okrutnie, jak tylko zechciał. Wszystko
dla niego, pomyślała. Wszystko dla niego. To było jego. Ona była jego. Nic
innego się nie liczyło ani nie istniało; byli tylko oni dwoje tu i teraz,
Śmierciożerca i Szlama.
Ciepła skóra wydawała się obca w kontakcie z jej
wrażliwą skórą, ale jego ruchy były znajome. Znał ją, znał jej ciało i
wiedział, jak nim manipulować. Wkrótce wiła się w więzach, pot spływał po jej
skórze, gdy sznur zaciskał się w jej wnętrzu.
Powolnym ruchem odsunął palce od niej i przysunął
je do jej ust.
— Otwórz.
Hermiona zrobiła, jak jej kazano, a Draco wsunął
przemoczone palce głęboko do jej ust.
— Ssij — rozkazał.
Ostry, lekko słony smak jej soków wraz z żelazną
nutą skóry spłynął jej do gardła, gdy je wyssała do czysta, a kiedy je odsunął,
lekko ją klepnął w policzek — znacznie mocniej niż klepnięcie, ale nie na tyle
mocno, by można to było nazwać uderzeniem — zanim znów zaczął ją pieścić.
— Sprawię, że dojdziesz, Szlamo — warknął i
ponownie poklepał jej w krocze, a ona przełknęła jęk zaskoczenia. — A potem
będziesz mi dziękować jak grzeczne zwierzątko, rozumiesz?
— T-tak.
Uderzył ją ponownie, znacznie mocniej niż
poprzednio.
— Tak, co?
— Tak, mój panie! — jęknęła.
— Naucz się… — Klepnięcie. — Szacunku… — Klepnięcie.
— Do lepszych od ciebie! — Klepnięcie.
Hermiona wrzasnęła, jej biedne łono piekło od
uderzenia i bolało z pożądania.
Nie czekał na przeprosiny, zanim ponownie wsunął
w nią palce, długo i pewnie. Drugą dłoń przycisnął ciężko na jej podbrzusze,
zanim zaczął poruszać się w kuszącym rytmie. Hermiona jęczała i kwiliła, kiedy
jej ciało płonęło narastającą rozkoszą.
— O, Boże!
— krzyknęła. — O, Boże!
Wwiercał się w nią palcami, pocierając jej
wnętrze z przebiegłą intencją, a wszystko w niej się napinało, rozciągało,
paliło i toczyło; wiła się na stole, na więzach i na dłoni w rękawicy, która
przyciskała jej brzuch, i jęczała przeraźliwie, gdy on zręcznie manipulował jej
nerwami.
Do tej pory działo się tak tylko w jej
najgłębszych, najmroczniejszych
fantazjach, tylko w zaciszu jej najbardziej strzeżonych i zawstydzonych myśli;
teraz to naprawdę przeżywała., Jej umysł był bliski zwarcia.
Rozpętał w niej burzę, która nie okazywała ani
powściągliwości, ani litości. Wiła się, wyrywała, płakała; burza narastała,
pioruny raziły ją od środka. Jej mięśnie napięły się, wszystkie zakończenia
nerwowe stanęły w płomieniach, drgając w rytm jego dłoni w rękawicy uderzającej
o jej łechtaczkę. To nadchodziło.
Nadchodziło…
— Nie tak szybko, Szlamo — mruknął okrutnie i
szybko się odsunął, zostawiając ją zaciskającą się rozpaczliwie w poszukiwaniu
czegoś, czego mogłaby się chwycić, a burza nagle się wycofała.
— Nie —
zapłakała, a jej ciało zacisnęło się w ciasny węzeł. — Proszę, panie!
— Niecierpliwa mała — zadrwił i uderzył ją w
wilgotną cipkę, tak mocno, że o mało nie spadła w przepaść.
Zadrżała, a łzy spływały jej po policzkach.
Draco stęknął, pieszcząc jej uda, rozprowadzając
wilgoć z jej gorąca.
— Chcę zobaczyć, jak się wijesz, maleńka. —
Szybkie muśnięcia kciukiem jej łechtaczki sprawiły, że zaszlochała, a on tylko
zanucił. — Chcę usłyszeć, jak błagasz.
— Proszę — zajęczała. — Proszę, panie! Pozwól mi
dojść! Proszę!
Ale to go nie udobruchało. Nie — roześmiał się.
— Spójrz na siebie, Szlamo. Jesteś taka
zdesperowana, błagasz Śmierciożercę. Święty Potter i Łasic nie mogli sprawić,
że dojdziesz, prawda? Nie mogliby cię zadowolić? Czekałaś na kogoś na tyle
okrutnego, kto cię ukarze, prawda? Żeby potraktował cię jak małą Szlamę, którą
jesteś.
Hermionie ścisnęło się serce, myśląc o wszystkich
chwilach, gdy czuła pragnienie, polując na horkruksy, wszystkich miesiącach
tęsknoty za Ronem, tylko po to, by uświadomić sobie, że to tylko napięcie
wojny; wszystkie te noce, gdy fantazjowała o srebrnych maskach i dłoniach w
rękawicach wędrujących po jej skrępowanym ciele, podczas gdy swoje własne
wsuwała między nogi, odwrócona plecami do chłopców w namiocie. Przeszywał ją
tak wielki wstyd z tego powodu, a teraz ten wstyd zniknął. Wszystko to
prowadziło do tego i nie było sensu dłużej temu zaprzeczać.
Jakaś jej część pragnęła upokorzenia, poniżenia i
niebezpieczeństwa. Pragnęła tego, bo chciała przetrwać. Nie było w tym gryfońskiej odwagi; była tylko ona,
Hermiona Granger, pragnąca, by już nie walczyć, poddając się losowi, który ją
czekał.
— Proszę, panie — wychrypiała. — Proszę,
wykorzystaj mnie. Jestem twoja. Proszę.
Zamruczał z rozbawieniem, krążąc wokół stołu, a
wilgoć na jego rękawicy odbijała ogień z palenisk. Podszedł do stołu, którego
Hermiona dotąd nie widziała, zaciemnionego za ogniem, a kiedy wrócił, trzymał w
dłoni pejcz, na co Hermiona zadrżała.
— Jesteś dobra w błaganiu — powiedział — ale
myślę, że stać cię na więcej. — Skórzany materiał wylądował na jej nodze,
sprawiając, że drgnęła, gdy przeciągnął go po wewnętrznej stronie jej uda. —
Chcę usłyszeć desperację w twoim głosie, kochanie. Chcę zobaczyć, jak bardzo
potrafisz się rozpuścić.
Szybki ruch nadgarstka i powietrze zagwizdało,
gdy opuścił bar na jej cipkę, a skórzany płat uderzył w łechtaczkę. Hermiona
krzyczała, szarpała się w więzach i szlochała.
— Proszę!
— płakała. — Proszę, panie! Wykorzystaj mnie! Pieprz mnie!
— Co za mierny występ — wycedził i ponownie ją
uderzył.
Hermiona płakała i podwijała palce u stóp. Ból
piekł przez chwilę, zanim przerodził się w nieznośne pożądanie.
— Chcę… chcę być twoja, panie! Twoją
n-niewolnicą!
Zanucił, cmoknął i uderzył batem o złotą
powierzchnię jej uda.
— Spróbuj jeszcze raz.
Hermiona wrzasnęła, a pieczenie od uderzenia
rozprzestrzeniło się po jej skórze niczym igły.
— Możesz robić, co chcesz! Weź mnie, jak tylko
zechcesz… — Uderzył ją w drugie udo, a ona zapłakała z trudem. — Proszę! — Zaszlochała głośno. — Proszę,
panie! Po prostu mnie pieprz!
— Nie zanudzaj mnie, Szlamo — wycedził i obsypał
jej łechtaczkę krótkimi, następującymi po sobie uderzeniami, sprawiając, że
omal się nie przewróciła — ale oczywiście odsunął się, gdy była bliska szczytu.
Drugi zrujnowany orgazm w niecałe dziesięć minut.
Hermiona była skrajnie zdesperowana, ślina
zbierała się w kącikach jej ust.
— Proszę, panie — wychrypiała, potrzeba wytrysku
była zbyt silna, by przejmować się zasadami dobrego wychowania. — Proszę…
proszę, po prostu pieprz mnie swoim wielkim kutasem! Spraw, żebym doszła,
spraw, żebym krzyczała — chcę krzyczeć dla ciebie, wielbić cię! Proszę, panie!
Użyj mnie jak brudnego, szlamowatego zwierzęcia!
Słowa po prostu wypłynęły z jej ust, a ona była
zbyt oszołomiona, by przejmować się wstydem.
Przechylił głowę, ogień tańczył w srebrnej masce,
i zaśmiał się ponuro.
— No, no… co za słownictwo, kochanie. — Przysunął
się bliżej i ponownie położył dłoń na jej dolnej części brzucha, naciskając
mocno, jednocześnie wsuwając palce z powrotem do środka, podczas gdy ona sapała
i jęczała z bolesnej ulgi. — Dobrze. Nie zawiedź mnie.
Kiedy znów zaczął się poruszać, naciskając
palcami na ten wrażliwy punkt w jej wnętrzu, burza powróciła ze zdwojoną siłą.
Hermiona poczuła, jak całe jej ciało drży, a elektryczność przeszywa jej skórę;
mięśnie się napięły, palce u stóp się podwinęły, a ona była zszokowana siłą
tego doznania. Paliło ją od środka, piekło i paliło, a jego tempo nie
zwalniało. Był zdecydowany, stanowczy, a jego szare spojrzenie wwiercało się w
jej duszę.
— Dojdź dla mnie, Szlamo — rozkazał, a jego głos
spłynął po niej niczym płynne pożądanie.
Rozkosz wybuchła w niej, zaczynając od brzucha i
uderzając na zewnątrz — niczym gigantyczna fala wybuchająca po trzęsieniu ziemi
o sile nieosiągalnej — i doszła, przepięknie.
Krzyk, który rozdarł jej gardło, odbił się od
ścian, gdy jej ciało wyrzuciło z siebie burzę, którą wyczarował, rozkosz niemal
doprowadziła ją do drgawek na pnączach. Rozdarła ją, zmuszając palce u stóp do
jeszcze większego zaciśnięcia, a palce do desperackiego chwycenia obroży wokół
szyi.
Och, prawie straciła przytomność, napięcie było
tak ogromne, że nie dało się go zatrzymać.
— Kurwa!
— zajęczała łamiącym się głosem, gdy jej mięśnie w końcu pozwoliły jej
uformować słowa, choć może nie był to najbardziej wyrafinowany dobór słów. — O…
KURWA!
— Właśnie tak, Szlamo — syknął, a w jego głosie
słychać było pierwotny głód. — To wszystko moje! Każda, kurwa, kropla twojego
orgazmu należy do mnie!
— Tak!
— krzyknęła. — Tak, Boże, tak! Dziękuję! Dziękuję!
To wciąż trwało. A może to był nowy orgazm. Nie
wiedziała. Jej oczy niemal wywróciły się w tył głowy, język niemal wypadł z ust
i z trudem łapała oddech. Czuła, jak pot oblewa jej skórę, wilgotne dźwięki w
małej przestrzeni brzmiały makabrycznie, a zapach seksu unosił się w powietrzu,
ale Draco jeszcze nie skończył.
Stękał i jęczał przekleństwami, zmuszając ją do
orgazmu. Jego palce bezlitośnie ją masowały, a dłoń wciąż drażniła łechtaczkę.
Naprzemiennie wykonywał krótkie i intensywne ruchy, po czym szybko się wycofał
i uderzył ją raz, drugi i kolejny. Wykorzystywał ją, wydobywając z niej
desperację do granic możliwości, i w końcu Hermiona po prostu nie mogła tego
znieść. Paliło, piekło, pożerało ją w całości; było to zbyt bolesne i
jednocześnie zbyt przyjemne. Za dużo. Zbyt dużo. Kąciki jej pola widzenia
zanikały.
Draco po raz ostatni oderwał od niej palce, jakby
wyczuwając jej nadmierną stymulację, a jej ciało zaczęło drżeć
niekontrolowanie. Pnącza się cofnęły, a Hermiona skuliła się w sobie, a
ostatnie fale jednego, długiego, a może wielu następujących po sobie orgazmów
spłynęły po niej.
Pieścił ją delikatnie, jego oddech był prowokacyjnie
spokojny.
— Dosyć tego, mała Szlamo. Poczuj przyjemność,
którą jestem w stanie ci dać. — Stęknął spod maski. — Pomimo tego, że jesteś
brudną szlamą, oszałamiająco
dochodzisz.
Próbowała wykrztusić słowa, ale jej usta ledwo
chciały współpracować. W końcu wykrztusiła:
— N-naprawdę, panie?
Zaśmiał się, ale z maską na twarzy zabrzmiało to
groźnie.
— Widziałem już twój wytrysk, Granger, ale to…
cholernie wspaniałe. — Delikatne muśnięcia jego dłoni na jej biodrze
uspokajały, pocieszały. — Wszystko w porządku? Chcesz przestać?
— Nie, panie — wyszeptała ledwo słyszalnym głosem
i przełknęła ślinę. — Nie, ja po prostu… potrzebuję tylko minuty.
Zanucił i głaskał ją, delikatnie masując jej
drżące mięśnie.
Hermiona próbowała odzyskać kontrolę nad własnym
ciałem, a jej puls pędził jak szalony przez adrenalinę. Jej łechtaczka
pulsowała wściekle, wciąż piekąc od pejcza, a cipka zaciskała się rozpaczliwie;
być może to wszystko — więzy, maska, cela — otwierało zamkniętą bramę. Draco
dał jej kilka intensywnych i gwałtownych orgazmów podczas ich wspólnych
miesięcy, ale to było… Cóż, to było coś przekraczającego granice.
Wszystko wydawało się miękkie, dobre i przyjemne,
ale też zimne, twarde i nieprzyjemne. To była silnie uzależniająca mikstura,
taka, która sprawiała, że w jej głowie wirowały myśli o tym, co by było, gdyby
i może. Jej ręce wciąż były przykute do obroży na szyi i prawie tęskniła za
pnączami, które owinęły jej ciało niczym kocyk bezpieczeństwa.
Ugniatanie Draco ogrzewało ją, uspokajało, niemal
uśpiło; była to tak sprzeczna myśl, że on, ubrany w przerażający strój
Śmierciożercy, zdołał wyczarować tak wielkie bezpieczeństwo, a ona po prostu
chciała się w niego wtulić i zapomnieć o wszystkim.
Jednak wkrótce jego dotyk stał się chciwy i
zbliżył zamaskowaną twarz do jej ucha, i mruknął:
— Gotowa kontynuować, kochanie?
Hermiona przełknęła ślinę, wzięła kilka głębokich
oddechów i skinęła głową. Wiedziała, że nadal będzie wrażliwa, ale uspokoiła
się i nie chciała opuszczać tej bańki, tego własnego świata, nieważnie jak zdeprawowanego,
mrocznego czy niebezpiecznego. Tutaj mogła swobodnie upaść i ulec — i cholera,
to było przyjemne.
Z głębi jego gardła wydobył się niski pomruk, gdy
jego ugniatająca dłoń powędrowała ku jej włosom. Unosząc jej głowę do jego
wychudzonej twarzy, warknął:
— Teraz cię przelecę, mała Szlamo, i mam
nadzieję, że lubisz na ostro. Jeśli nie — cóż, trudno.
Hermiona jęknęła bez tchu i prawdopodobnie
wspominając tę chwilę, zadziwi się zdolnością Draco do przejścia od łagodnego i
słodkiego do przerażającego w mgnieniu oka. Nie żeby jej to przeszkadzało;
wręcz przeciwnie, umieściło ją to w samym centrum immersji, a jej serce waliło
ze strachu — prawdziwego i pierwotnego.
Draco miał rację; strach i podniecenie
rzeczywiście pochodziły z tego samego miejsca i w tej chwili nie dało się ich
odróżnić.
Merlinie, ona była zdecydowanie inaczej
skonstruowana.
Zdjął ją ze stołu i zmusił, by stanęła na
trzęsących się nogach. Spojrzał na nią z góry, a ona w podniosła wzrok; w tej
konkretnej pozycji wydawał się jeszcze szerszy i bardziej onieśmielający niż
kiedykolwiek wcześniej. Wyższy. Maska w kształcie czaszki lśniła złowieszczo, a
jego miarowy oddech sprawiał, że czuła się kompletnie pozbawiona kontroli. Jak
on mógł oddychać tak równo, skoro ona ledwo brała oddech?
Jego kciuk, wciąż wilgotny po wytrysku, przytknął
się do jej wargi, gdy powiedział:
— Będziesz patrzeć, jak rucham twoją śliczną
cipkę, Szlamo. — Wsunął kciuk między jej wargi i pochylił się. — Chcę, żebyś
zobaczyła, jak twój pan cię rości sobie, posiada, wypełnia, i chcę, żebyś
spojrzała mi w twarz, prosto w moją pieprzoną maskę, kiedy będziesz na mnie
napierać. Rozumiesz?
Skinęła głową na tyle, na ile pozwalał mu jego
uścisk, a jej oczy utkwione były w jego twarzy za maską. Mruknął krótko, zanim
chwycił ją za biodra i posadził z powrotem na stole. Nie zauważyła tego
wcześniej, ale wysokość była idealna.. Oczywiście. Pomyślał o wszystkim.
Ponownie postukał różdżką w drewno, a pnącza
spełzły z powrotem na stół i owinęły się wokół jej kostek. Krzyknęła, gdy jej nogi
znów się rozłożyły, unieruchamiając ją w pożądanej pozycji, i gdyby nie
zaczepił palcem o jej obrożę, upadłaby z powrotem.
Z jej mocno ułożonym ciałem sięgnął w dół, by
rozpiąć spodnie. Jego kutas był gruby i twardy, żylasty i wściekły. Pociągnął
ją za obrożę i syknął:
— Patrz! Chcę, żebyś patrzyła, jak cię pieprzę!
Hermiona jęknęła. Widząc jego kutasa zaledwie
kilka centymetrów od swojego wejścia, ledwo mogła uwierzyć, że kiedykolwiek
była w stanie go przyjąć. Był wspaniały, owszem, ale i onieśmielający. Jednak
elektryzujące uczucie, gdy ocierał czubkiem jej mokre wargi, sprawiło, że
krzyknęła z rozpaczy. Potrzebowała go w sobie — teraz.
Ale tak jak poprzednio, Draco nie spieszył się.
Muskał ją swoją długością i zmusił Hermionę, by patrzyła, jak się dla niego
rozchyla, gdy on pokrywał się jej wilgocią. Uczucie paliło jej nadwrażliwą
cipkę, ale podniecenie było nieubłagalne; przeszywał ją ból, a jedną myślą, na
której mogła się skupić, jedyną, jaka w tej chwili istniała w jej głowie, było
to, że chce, by jej pan ją posiadł. Pieprzył ją. Posiadał ją. Była jego. Jego.
Jej szczęka opadła w pobłażliwym jęku, gdy powoli
wszedł do środka. Patrzyła, jak się rozciąga, by go przyjąć, jak miękka skóra
jego kutasa porusza się, gdy wciskał się do środka, i jak bogaty połysk jej
podniecenia lśni na jego ciele, gdy się cofał. To było piękne.
Draco jęknął, wchodząc z powrotem, a jego oddech
w końcu się zaciął, gdy chwycił ją w talii w stalowy uścisk.
— Kurwa,
przyjmujesz mnie tak dobrze.
Hermiona patrzyła ze zdumieniem; kurczowo się go
trzymała, gdy się wycofywał, i połykała go, gdy wpychał się w nią, a ten widok
należał prawdopodobnie do najbardziej erotycznych doznań, jakie kiedykolwiek
widziała.
Wyjątkowo mocne pchnięcie sprawiło, że zamknęła
oczy i krzyknęła, a potem odchyliła głowę do tyłu, wtulona w jego obrożę.
— Nie, nie tak — syknął i szarpnął ją do tyłu, aż
znów odchyliła głowę do przodu. — Trzymaj oczy szeroko otwarte, Szlamo. Spójrz
na ten bałagan, jaki robisz wokół mojego kutasa.
Jęknęła przeraźliwie, patrząc, a widok jego
wślizgującego się i wysuwającego z jej spuchniętej, mokrej cipki sprawił, że
zamarła z pożądania. Ociekała wokół niego, tak chętna i pragnąca. To było
nieczyste, drastyczne i tak bardzo podniecające. Ciało mrowiło narastającą
potrzebą i pozornie nienasyconym pożądaniem; jego biodra uderzały o nią, jego
dłoń kołysała ją ku sobie, jego jęki i stęknięcia wibrowały w jej wnętrzu,
odgłos mokrej skóry odbijał się echem między ścianami, jej jęki brzmiały
wyraźnie, a zapach ich połączenia sprawiał, że wirowała z rozkoszy.
To było pieprzenie
— cielesne, pierwotne, grzeszne. Pomimo ciągłego wyrazu na masce w kształcie
czaszki, w czarnych oczach Draco błyszczał surowy głód i chociaż kazał jej
patrzeć, gdzie ich ciała się stykają, nie mogła się powstrzymać od zatracenia
się w tych oczach, źrenicach tak czarnych jak reszta jego twarzy, a cienkich,
szarych obwódkach wokół nich, lśniących niczym srebro maski.
— Dosyć tego, Szlamo — mruknął, jego oddech był
szorstki i gorący. — Weź mojego kutasa jak grzeczna dziewczynka, ty brudna,
mała istotko.
Jej myśli wirowały, a zdrowy rozsądek i trzeźwość
wyleciały przez okno.
Gdyby to była przyszłość, w której przegraliby
wojnę, gdyby stała się jego niewolnicą, pragnęłaby tego. Podczas gdy wszyscy
wokół niej umierali, ginęli, ona byłaby zamknięta, by mógł ją wykorzystać. Jego
osobista zabawka, jego zwierzątko. Śmierciożerca pieprzący Szlamę.
Jego.
Jego. Jego. Należę do niego.
Pociąg był nieubłagalny, jej mięśnie napinały
się; rozkosz zalewała ją, przeskakując z palców u rąk i nóg, gromadząc się w
podbrzuszu w szalejącym piekle. Jej oddech zamarł, krzyki stały się ostrzejsze,
a oczy Draco powędrowały w jej stronę.
Jego dłoń mocno zacisnęła się na jej gardle,
tłumiąc z niej zaskoczony jęk.
— Patrz na mnie, kurwa, gdy dochodzisz — warknął,
a jego zamaskowana twarz górowała nad jej.
Hermiona, pozbawiona powietrza i płonąca,
spojrzała na niego, zajrzała mu w duszę, kiedy doszła.
Chrzęszcząc w jego ciasnym uścisku, Hermiona
wybuchła atakiem zdławionych jęków i urywanych krzyków. Jej oczy napełniły się
łzami, cipka dziko się zaciskała, a wszystko było niczym, a nic wszystkim.
Srebrna czaszka stała przed nią — Śmierciożerca!
Śmierciożerca! — i pnącza ją przytrzymywały, ale nic w jej wnętrzu nie było
spokojne. Płuca paliły ją, głowa wydawała się dziwnie lekka, a kiedy Draco w
końcu puścił, by ponownie chwycić ją za obrożę, kolejna fala przyjemności
przetoczyła się przez nią, gdy powietrze wypełniło jej płuca, sprawiając, że
zacisnęła się wokół niego tak mocno, że i on stracił równowagę.
Jęknął szorstkim głosem, wbijając się mocno i
drżąc w jej ciele. Jego kutas pulsował w niej, podczas gdy on się opróżniał.
Uścisk na jej talii robił siniaki, kajdany na nadgarstkach ocierały, skóra
wokół szyi ją uciskała, a cipka bolała. Drżała, wyczerpana i jęknęła, gdy
poczuła chłód maski, gdy oparł czoło o jej.
— Kurwa — mruknął, a jego oddech wydobył się spod
kościstej twarzy. — Na Salazara, Granger! — Pchnął jeszcze raz, głęboko, a ona
jęknęła. — Właśnie tak, kochanie — syknął. — Przyjmuj to wszystko. Tak po
prostu. — Kolejne powolne pchnięcie. — Jesteś taka cholernie dobra, kochanie.
Jesteś… — Stęknął, okręcił biodrami ku niej i przyciągnął ją bliżej,
zarumienioną. — Jesteś idealna.
Opuścił głowę na jej ramię, gdy się otrząsnął, a
gdy jego ramiona powoli ją objęły, przyciskając ją mocno do siebie, Hermiona
nie mogła powstrzymać łez. Przez ile lat czuła tak ogromny wstyd za te
fantazje? Ile razy patrzyła na przyjaciółki i czuła się okropną osobą?
Zboczoną? Pomyślała, że skoro to sobie wyobraża, to musi być coś, czego
naprawdę pragnie w głębi duszy i nienawidzi siebie za to.
To… cóż, ledwo pojmowała, jak bardzo to było
satysfakcjonujące. Będąc tam, objęta jego ciepłem, podczas gdy świeże
wspomnienie tego, co właśnie zrobili, wciąż tkwiło w jej umyśle, gdy on wciąż
ciasno w niej tkwił, poczuła ulgę. Wolność.
Nie była szalona, nie była zboczona; to był ból,
strach i pragnienie czegoś prostszego. To było przetrwanie w czasach ciągłego
strachu przed śmiercią, a oddawanie się temu teraz, kiedy wojna się skończyła,
było jak podziękowanie tym samym myślom, które utrzymywały ją przy zdrowych
zmysłach.
— Wszystko w porządku, kochanie — wyszeptał
Draco. — Już po wszystkim. Świetnie sobie poradziłaś. Jesteś bezpieczna.
— Nie jestem smutna — jęknęła. — Po prostu… po prostu…
— Przełknęła szloch i sięgnęła po jego szatę, ocierając się o nią resztką luzu.
— Nie chcę, żeby to się skończyło.
Nie chciała. Nie chciała, żeby to się kiedykolwiek skończyło. Nie sama scena,
choć była zachwycająca — nie, to coś między nimi. Ta więź. Sama myśl o nim z inną kobietą sprawiała, że serce
podchodziło jej do gardła. Myśl, że kiedykolwiek znajdzie kogoś, kto przygarnie
ją tak jak on, ugnie ją tak jak on — była nie do pomyślenia.
Draco mruknął.
— Kochanie, drżysz.
Delikatnie poruszył się, by z niej wyjść.
Syknęła, a dziwna mieszanka bólu i ulgi przeszyła ją. Gdy już nie byli
połączeni, wymamrotał zaklęcie i kajdany rozpięły się z jej dłoni, łańcuchy
opadły, a Hermiona potarła nadgarstki, przewidując nadchodzące siniaki. Kolejne
ciche zaklęcie i pnącza odpełzły. Jej stopy spadły ze stołu, a uczucie
uwolnienia sprawiło, że poczuła się, jakby latała.
— Wszystko w porządku? — zapytał Draco, powoli
zdejmując maskę z twarzy.
Z jego przystojnej, pięknej twarzy. Blond włosy
opadły na oczy, dalekie od nieskazitelnej fryzury, a kaptur opadł na ramiona.
Uśmiechnęła się przez łzy, sięgając po jego
policzki drżącymi palcami.
— Nic mi nie jest. A tobie?
Jego oczy były senne, zamglone, wciąż czarne jak
noc, gdy posłał jej krzywy uśmiech.
— Kochanie, jestem w doskonałej formie. Czuję się
jak cholerny latawiec.
Wyciągnęła do niego ręce, gdy się do niej
pochylił, a pocałunek wydał się jej najsłodszą nagrodą po walce. Nadal czuła
się nieco zdezorientowana, emocje i rozsądek walczyły, by kierować jej myślami.
Wciąż unosiła się w tej błogiej nicości, w jej głowie wirowały bardzo realne
myśli o nim jako jej panie Śmierciożercy, choć wiedziała, że to nieprawda.
No, prawie.
Czule głaskał ją po plecach, szepcząc:
— Chcesz, żebym zabrał cię do domu?
— Gdzie jesteśmy? — wyszeptała.
— Nie martw się tym, kochanie — powiedział. —
Owiń mnie nogami, a ja nas aportuję.
Hermiona zrobiła, jak jej kazano, oplatając
osłabione nogi wokół jego talii. Mięśnie ją bolały, ale trzymała się go
kurczowo, zanim poczuła znajome przyciąganie, rozpływając się i materializując
z głośnym trzaskiem. Wylądowali w łazience Draco i natychmiast usłyszała, jak
wanna się napełnia.
Ostrożnie postawił ją na ziemi, opierając dłonie
na jej biodrach, by utrzymać jej drżące ciało w pozycji pionowej.
— Jesteś ranna?
Hermiona pokręciła głową.
— Nie.
Założył jej za ucho kilka niesfornych kosmyków
włosów.
— Byłaś naprawdę dzielna, kochanie. — Jego
rtęciowe oczy opadły poniżej jej brody i zatrzymały się na gardle; widziała,
jak jego źrenice się rozszerzają, gdy mięsień napina mu szczękę. Zanim zdążyła
zapytać, co widzi, poczuła, jak głaszcze skórzany pasek, który wciąż był
zapięty wokół jej szyi, i cicho mruknął: — Wygląda na tobie cholernie pysznie.
— Naprawdę? — wyszeptała, a Draco delikatnie
obrócił ją twarzą do lustra.
Była oszołomiona własnym odbiciem; policzki
płonęły czerwienią, oczy były opuchnięte od łez, włosy miała potargane pomimo
kucyka, a w lustrze dostrzegła zaczerwienione ślady po pnączach, kajdanach i
pejczu, rumieniec między nogami i zaczątki siniaków od jego dłoni na biodrach i
szyi.
Jednak to, co najbardziej przykuło jej uwagę, to
czarny, skórzany naszyjnik na szyi. Była to solidna, skórzana obroża z grubą,
srebrną obręczą zwisającą pośrodku, i nie mogła powstrzymać się od uczucia,
jakby żołądek ścisnął jej się na widok siebie zupełnie nagiej — i Draco w
szatach Śmierciożercy tuż za nią, a jego skórzane rękawice zaciskały się na jej
ramionach.
Wzięła głęboki oddech i pozwoliła, by palce
niepewnie dotknęły obroży. Powinno ją to odrzucić, ale nie odrzuciło. Naprawdę
nie odrzuciło. Jak na ironię, sprawiło, że poczuła się… cóż, doceniona.
Westchnęła głęboko i oparła się o jego krzepkie ciało. Poczuła ból, wyczerpanie
po kilku druzgocących orgazmach i rozpłynęła się, gdy jego ramiona objęły ją w
czułym uścisku.
Och, wiedziała, że powinna się od niego oddalić.
Powinna się odsunąć, bo to się dobrze nie skończy. Ginny miała rację, złamie
jej serce.
— Chodź, kochanie — wyszeptał. — Zaprowadzę cię
do wanny.
Hermiona tylko westchnęła i pozwoliła mu
zaprowadzić się do kąpieli. Woda była idealnie ciepła.. Tępy ból między nogami
nasilił się, zanim zdążył ustąpić, i pozwoliła sobie zsunąć się głębiej,
obserwując, jak Draco się rozbierał.
Po zostawieniu tego wszystkiego za sobą,
traktował swoje szaty niemal z szacunkiem, gdy się rozbierał. Powiesił je na
oparciu eleganckiego leżaka i pozwolił, by srebrna maska spoczęła na siedzisku.
Hermiona przesunęła się, by pozwolić mu się wsunąć do wanny za sobą i wtuliła
się w niego, gdy już był na swoim miejscu.
Przypomniała sobie, że wciąż ma na sobie obrożę,
gdy Draco delikatnie postukał palcami w klamrę.
— Unieś włosy, kochanie — powiedział.
Rozpiął klamrę, a w chwili, gdy kawałek skóry
zniknął z jej szyi, poczuła bolesny dreszcz przebiegający po kręgosłupie.
— Podobało mi się — oznajmiła cicho.
Draco zaśmiał się.
— Zdejmowanie?
— Nie, noszenie jej.
Zerknęła przez ramię, ale nie widziała jego oczu.
Słyszała tylko jego gwałtowny wdech. Westchnęła, oparła się o niego, a on nic
więcej nie powiedział, obejmując ją ramionami.
Wyczarował dla niej szklankę wody, masował jej
obolałe mięśnie i czule pocałował. Kontrast z jego wcześniejszą szorstkością
był oszałamiający, ale tylko przypomniał jej, kim naprawdę był, i zrobił na
niej jeszcze większe wrażenie.
Po kąpieli wylądowali w jego łóżku, splątani jak
kochankowie. Ale Draco był troskliwy. Całował całe jej ciało, kierując się w
dół między nogami i pożerał ją, aż doszła z cichym krzykiem, a jej dłonie
wtulone były w jego włosy. Potem sam się doszedł, a jego sperma pokryła jej
cipkę i brzuch.
Szybkim ruchem ręki usunął to wszystko, po czym
przyciągnął ją w ramiona i położył się na łóżku.
— Było tak, jak sobie wyobrażałaś? — wyszeptał.
— Lepiej — odpowiedziała Hermiona.
To prawda. To było więcej, niż kiedykolwiek mogła
mieć nadzieję — albo się obawiać.
— Możesz mi o tym opowiedzieć?
Jego kciuk musnął skórę tuż pod jej piersią.
Hermiona przygryzła wargę i spojrzała na
pieszczącą ją dłoń, rozważając swoje słowa. To było więcej, niż kiedykolwiek
mogłaby opisać, lepsze, a jej żołądek ścisnął się, gdy ogarnął ją wstyd.
Podobało jej się to. Naprawdę za bardzo. Wydobył z niej prawdziwy strach.
Przerażenie. Reakcję walcz albo uciekaj. Prawie myślała, że to prawda. Od czasu
do czasu ją o tym przekonywał, przebłyski urojeń, że jest prawdziwą niewolnicą, myśl, która powinna ją przerażać.
Każdy racjonalny człowiek uznałby to za naganne.
Każdy rozsądny człowiek byłby zniesmaczony i przerażony. Hermiona uważała się
za osobę rozsądną i racjonalną, więc dlaczego
jej się to podobało? Dlaczego czuła, że w jakiś sposób pokonała swój
strach, mimo że mu uległa, poddając się swojemu wewnętrznemu demonowi? Dlaczego
nigdy nie czuła się swobodniejsza? Dlaczego tak desperacko pragnęła ponownie to
zrobić? Zatracając się w głębi czerni Mrocznego Znaku na jego ramieniu, poczuła,
jak wiruje.
— Kochanie?
Jego głos był ostrożny, ale cierpliwy, podobnie
jak dotyk.
Hermiona zamknęła oczy i przełknęła ślinę.
— To było przerażające. Przez chwilę myślałam, że
dzieje się naprawdę. — Przygryzając wargę, powoli otworzyła oczy. — Uwielbiałam
to — wyszeptała. — Wiem, że nie powinnam, ale tak było. Było idealnie. Byłeś
idealny. — Odwróciła się, by na niego spojrzeć. — Jak ty się czułeś? Znaczy… —
Obróciła się w jego ramionach i stanęła z nim twarzą w twarz. — Musiałeś czuć
się dziwnie, zakładając z powrotem tę maskę.
Zmarszczył brwi, patrząc na nią, a jego szczęka
lekko się zacisnęła.
— Owszem, ale było to też znajome i pocieszające.
— Westchnął i delikatnie pogłaskał ją po twarzy. — Ta maska była moją zbroją
podczas wojny. Kiedy ją założyłem, przestałem się bać. Stałem się pewny siebie,
władczy; trzymałem głowę wysoko i stawiałem czoło niebezpieczeństwom, na które
nigdy bym się bez niej nie naraził. Dzięki tej masce wiele się o sobie
nauczyłem, choć brzmi to okropnie, ale myślenie o tym, co ona symbolizuje,
utrudnia mi pogodzenie się z faktem, że za tym tęsknię.
Zmarszczyła brwi i delikatnie musnęła palcami
zarys jego mięśni piersiowych.
— Nie brakuje ci ideałów, ale poczucia władzy i
kontroli. Prawda?
Uśmiechnął się.
— Tak.
Przysunęła się bliżej.
— Nigdy cię tak naprawdę nie pytałam, jak to jest
przechodzić przez to wszystko. Wiem tylko, jak to jest być po drugiej stronie,
ale ty… — Przełknęła ślinę i pozwoliła palcom podążać po jego srebrnych
bliznach. — To musiało być dla ciebie straszne.
— Cóż — mruknął ponuro, patrząc na pokój — z
pewnością przeżyłem w życiu przyjemniejsze rzeczy.
Przełknęła ślinę.
— Nie musisz mi mówić, jeśli nie chcesz.
Mięsień na jego szczęce drgnął, gdy zamknął oczy
i westchnął.
— To naprawdę nie jest przyjemna historia,
Hermiono. Ani trochę.
— Nie musisz nic mówić, jeśli nie chcesz —
zapewniła go — ale wiedz, że posłucham,
jeśli zechcesz o tym porozmawiać. Nie obchodzi mnie, jak nieprzyjemna jest ta
historia.
Lekki uśmiech rozciągnął się na jego ustach, gdy
na nią spojrzał, i odgarnął jej włosy za ucho.
— Wolę nie psuć tej chwili. To było okropne
doświadczenie, ale też coś, co mnie ukształtowało na wskroś. Ta maska mnie
chroniła, dawała mi pewność siebie i nigdy nie chciałbym się rozstać z tym
uczuciem, nieważne jak straszne by ono było.
Przyglądała mu się przez chwilę, podziwiając
piękne rysy jego twarzy, zanim powiedziała:
— Więc jak to było, znowu wcielić się w tę rolę?
— Z tobą? — mruknął, jego oddech owiał jej twarz
gorącym oddechem. — Uzależniające.
Hermiona przygryzła wargę, jej usta instynktownie
szukały jego.
— Dlaczego twój Znak wciąż jest taki czarny? —
wyszeptała.
Nie to miała powiedzieć, ale po prostu jej się
wymknęło.
Draco poruszył się, westchnął i zacisnął szczękę.
— Nie wiem — powiedział cicho. — Nigdy się nad
tym nie zastanawiałem. Tak po prostu… jest. — Zmarszczył brwi. — Dlaczego
pytasz?
Głos z tyłu głowy kazał jej przeanalizować ton
jego głosu, ale brzmiał szczerze.
— To musi być trudne — mruknęła. — To ciągłe
przypominanie o tym wszystkim, coś, czego nie możesz zdjąć. Nie chcę ci tego
utrudniać.
Pozwolił, by jego palce lekko musnęły jej ramię i
rękę, pogłębiając zmarszczkę na czole.
— Wierz lub nie, kochanie, ale mogłabyś tylko to
poprawić. Wiem, że bez względu na to, co by się stało, gdyby Czarny Pan wygrał
Wojnę, nigdy nie byłoby tak jak dziś, nawet gdybyśmy zrobili to samo. Nie
byłabyś skłonna, a ja byłbym okrutny, a jedną z najlepszych rzeczy tego
wieczoru, dla mnie, było potwierdzenie, że to nie jest ten rodzaj władzy,
którego pragnę. — Pocałował ją w czoło. — Nie wierzę już w ich bzdury o
supremacji i nikt nie przekona mnie, że władza, którą odebrali, jest lepsza od
tej, którą otrzymali. Nic nie jest lepsze od tego, od tej chwili.
Tak, pomyślała gorzko, tuląc się do niego mocniej, a ból wciąż przypominał jej, że żyje. Nic nie było lepsze od tej chwili.