niedziela, 15 marca 2026

[T] Come To Claim: Rozdział 8

Wpatrywałam się w Draco.

Z pewnością nie powiedział tego, co mi się zdawało…

To niemożliwe…

Theo by nie mógł…

Draco ze stoickim spokojem siedział na krześle naprzeciwko mnie.

— Dlaczego?

To była jedyna sensowna myśl, jaka przyszła mi do głowy.

— Nie jestem pewny, czy rozumiem twoje pytanie, Granger.

Zastanawiałam się jeszcze przez kilka sekund.

— Dlaczego, u licha, miałbyś zgodzić się, bym tu mieszkała? — wydusiłam w końcu.

Draco wyciągnął różdżkę i przed nami pojawił się wózek z herbatą. Były na nim kanapki, słodycze i parzona, pysznie gorzka herbata.

— Tak należało postąpić.

Musiałam stłumić głuchy śmiech, który groził mi wydostaniem się z moich ust. Draco Malfoy, czarodziej czystej krwi i były Śmierciożerca, pozwalał mi tu mieszkać, bo tak należało postąpić. Nie. To nie miało sensu. Nic z tego nie miało sensu.

— Theo nigdy nie powinien był tego na ciebie zrzucać — mruknęłam. — Bardzo przepraszam. Gdybym wiedziała… Wymyślę coś innego. Mogę zatrzymać się…

— Zostaniesz tu tak długo, jak będzie trzeba.

To był jego głos Głównego Aurora. Mówił z tak bezpośrednią, autorytatywną postawą, że nie miało się wyboru i musiało mu ulec. Skuliłam się na kanapie, gryząc kciuk i rozważając konsekwencje mieszkania tutaj.

— Pomyśl logicznie, Granger — powiedział, popychając wózek w moją stronę. — Weasley będzie przeszukiwał całe miasto w poszukiwaniu ciebie. Najpierw zacznie od mieszkania Notta. A Nott ma kawalerkę z jednym łóżkiem. Więc, jeśli nie chcesz zostać znaleziona i dzielić łóżka z Nottem, powiedziałbym, że moje mieszkanie jest najlepszą opcją dla ciebie. Ta Sieć Fiuu jest niewykrywalna w Ministerstwie ze względu na moje stanowisko. Mam całodobową ochronę. A penthouse jest zarejestrowany na Johna Watsona. Wszyscy zakładają, że mieszkam we Dworze, bo tamten adres mam w dokumentach.

Merlinie, miał rację. Byłam tu praktycznie niewidzialna.

— Jesteś Głównym Aurorem. I szefem Rona.

Uniósł brew w znajomy, szkolny sposób.

— Nie jestem twoim szefem.

Przysunął wózek z herbatą jeszcze bliżej.

— Napij się — zaproponował. — Zjedz coś.

Spojrzałam na wózek. Kilka rzeczy przykuło moją uwagę i rzeczywiście pysznie pachniało. Ustąpiłam i usiadłam bliżej. Oczywiście, ta sytuacja życiowa nie była idealna. Ale miał rację. Najbardziej sensownym było pozostanie w ukryciu. Nawet prawnik, Doddsworth, zdawał się zgadzać z twierdzeniem, że Ron najprawdopodobniej wpadnie w szał, próbując mnie przekonać do zostania. Trzymanie się z dala od niego byłoby najlepszym rozwiązaniem. Ron nie będzie próbował niczego w pracy. Wokół było za dużo ludzi. A Theo zawsze będzie tam obecny.

Wlałam mleko do herbaty i zamieszałam. Draco wpatrywał się we mnie. Chciałam się odsunąć. Większość czasu spędzałam, starając się nie wchodzić mu w drogę. I nagle zostałam jego współlokatorką. Prawie się zarumieniłam, myśląc o tym, jak bezczelnie podchodziłam do wcześniejszych poszukiwań. Weszłam do jego sypialni. Przeglądałam jego rzeczy. Nawet w szafie. Poczułam zażenowanie. Nigdy nie wyszłabym z sypialni, gdybym wiedziała, że to jego mieszkanie. Cóż, to nie do końca prawda. Gdybym wiedziała, że to mieszkanie Draco, prawdopodobnie w ogóle bym tu nie weszła.

— Co się stało?

Moje oczy błysnęły.

— Hmm?

— Nie smakuje ci?

Gestem wskazał herbatę.

— Och, nie, jest smaczna, dziękuję.

Obserwował mnie, popijając swoją. Prawie się skuliłam pod jego spojrzeniem. Nie miałam pojęcia, jak Ron mógł go tak okłamać. Nie sądzę, żebym kiedykolwiek potrafiła.

— Więc w czym problem? — dopytywał, biorąc kanapkę i zjadając ją jednym kęsem.

— Theo kazał mi wędrować — wyrzuciłam szybko z siebie. — I tak zrobiłam. Tylko że nie zrobiłabym tego, gdybym wiedziała, że to nie jego mieszkanie. Że to twój dom. Weszłam do twojego pokoju i przejrzałam twoją szafę, książki, wyszłam na balkon, i bardzo za to przepraszam. Nie ruszę się już z mojego pokoju. To było całkowicie niestosowne i całkowicie szanuję twoją przestrzeń osobistą.

Gadałam bez sensu. Oboje o tym wiedzieliśmy. Ale on uniósł rękę i spojrzał na mnie z rozbawieniem.

— Moje mieszkanie stoi przed tobą otworem w całej okazałości — powiedział. — Nie ma miejsca, gdzie nie byłabyś mile widziana.

Roztargniona, skubałam koronkową serwetkę pod filiżanką. Jakież to wszystko było irytujące. Nie mógł szczerze powiedzieć, że nie przeszkadza mu, że grzebię w jego szufladach. Oczywiście, że nie. Rodzina Malfoyów słynęła z prywatności.

Chociaż ten penthouse ani trochę nie przypominał Dworu Malfoyów. I zastanawiałam się, czy zrobił to celowo.

Przypomniałam sobie chłód ciemnych, marmurowych podłóg na plecach.

Ciężar Bellatrix pochylającej się nade mną.

Zaklęcie Crucio rozrywające moją czaszkę.

Zatrute ostrze rozcinające moją skórę.

Zerwałam się na równe nogi. Herbata rozlała się na podłogę. Draco poderwał się razem ze mną, zszokowany moim nagłym ruchem.

— Chyba odpocznę.

Odstawiłam filiżankę na wózek i zmusiłam bogi, by się ruszyły. Nie mogłam płakać. Nie w ten sposób. Nie na jego oczach.

Stara blizna na ramieniu paliła na samo wspomnienie. Musiałam się po prostu położyć.

To wszystko.

Po prostu odpocząć.

Wystarczająco, by zapomnieć.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Obudziłam się kilka godzin później, czując najbardziej odurzający zapach. Rozmaryn, czosnek i coś jeszcze. Wkroczyłam do kuchni i zastałam najbardziej zaskakujący widok. Draco był ubrany w dżinsy z niskim stanem i obcisłą, niebieską koszulę, stał boso przy kuchence. Zamrugałam kilka razy, przyzwyczajając się do widoku, który miałam przed sobą. Gotował, Draco Malfoy gotował. Ze wszystkich domowych, mugolskich zajęć, jakie można było wykonywać, jedyne, co mogłam zrobić, to stać i patrzeć na niego. Byłam kompletnie zahipnotyzowana tym widokiem. W tle grała cicha muzyka; klasyczna, ale rozpoznałam kompozytora. Kiwał głową w rytm i coś kroił. Kark miał wciąż lekko wilgotny po prysznicu.

— Zrób coś pożytecznego i zajmij się bakłażanem, dobrze?

Podskoczyłam.

Jak mnie zauważył?

Zerknął przez ramię. Zupełnie oniemiałam, widząc grube, czarne oprawki na jego nosie. Draco nosił okulary? Zdawałam sobie sprawę, że się starzejemy, ale nie sądziłam, że będzie ich potrzebował. Z pewnością miał wystarczająco dużo pieniędzy i wpływów, żeby po prostu zapłacić za korektę wady wzroku. Uniósł brew, a ja rzuciłam się do działania. Obeszłam kuchenną wyspę i wzięłam bakłażany, które tam stały.

— Noże są tam.

Wskazał łokciem na szufladę.

Wyjął wcześniej deskę do krojenia. Umyłam warzywa i osuszyłam je.

— Ze skórką — powiedział. — Muszę je trochę podpiec. Wystarczy przekroić na pół.

Stałam obok niego, gdy siekał czosnek. Przestałam się gapić i skupiłam uwagę na bakłażanach. Pachniało cudownie. Draco sięgnął i chwycił jeden z przekrojonych kawałków. Przeciągnął nożem po mięsistej stronie, tworząc kratkę i pokazał mi.

— W taki wzór, dobrze?

Skinęłam głową ze zrozumieniem. Posolił, popieprzył i posmarował oliwą z oliwek, po czym zostawił na blasze do pieczenia. Naśladowałam jego kroki i nie umknęło mi, jak nasze ramiona ocierają się o siebie podczas pracy. Co chwila zerkałam ukradkiem na jego profil. Jego okulary wciąż mnie dezorientowały.

Może wciąż śniłam? Draco w domowym wydaniu nie pasował do narracji jego życia. Czy nie powinno tu biegać pół tuzina skrzatów domowych?

Moje dłonie były mokre od oliwy, więc wyciągnął rękę przede mną i chwycił blachę. Wsunął ją do piekarnika, podczas gdy ja myłam ręce.

— Wykrztuś to, Granger.

Spojrzałam na niego szeroko otwartymi oczami. Co miałam powiedzieć?

Westchnął, siekając.

— Zdaję sobie sprawę, że plotki na mój temat na pewno do ciebie dotarły — kontynuował. — Ale nie mam zamiaru ingerować w twoje myśli. Chciałbym wierzyć, że będziesz się ze mną swobodnie komunikować.

Zacisnęłam usta.

Legilimencja.

Zapomniałam o tym aż do teraz. Ron ciągle powtarzał, że to był jedyny powód, dla którego Draco został Głównym Aurorem. Nie przyszło mi do głowy, że mógłby tego użyć na mnie.

— Nigdy nie czytałem w twoich myślach — uspokoił mnie. — Poza tym jesteś na tyle sprytna, żeby to zauważyć, gdybym spróbował.

Prawdę mówiąc, nie wiedziałam, czy bym to zauważyła. Nie przez ostatnie kilka lat. Byłam tak zatopiona w myślach, że wtargnięcie byłoby kolejną rzeczą, którą bym zignorowała.

— Nie wiem, czy bym to zauważyła — przyznałam.

Draco siekał teraz zioła, ale patrzył na mnie, kiedy to robił. Byłam zdumiona szybkością i precyzją, z jaką posługiwał się nożem.

— To takie uczucie łaskotania gdzieś w głębi umysłu — wyjaśnił. — Jakby ktoś szeptał ci do ucha albo jakby ktoś wsuwał ci paznokieć w szyję.

Przypomniałam sobie uczucie jego dłoni na swoim karku. Chłodny dotyk jego sygnetu.

— Myślałam, że to bolesne.

Wzruszył ramionami.

— Mogę sprawić, że będzie bardzo bolesne.

Zignorowałam włosy jeżące się na moich rękach.

— Mógłbyś mnie nauczyć?

— Legilimencji?

Pokręciłam głową.

— Nie. Oklumencji. Harry uczył się jej w szkole.

Mój głos ucichł i przełknęłam ślinę.

— Dlaczego nie chcesz się uczyć Legilimencji?

Skrzyżowałam ramiona na piersi, żałując, że nie mam na sobie obszernego swetra, tylko tą sukienkę na cienkich ramiączkach.

— Nie chcę wiedzieć, co myślą inni.

— Mogłabyś przyłapać swojego zdradzającego męża znacznie wcześniej.

Nie wiem, dlaczego jego słowa zabolały, ale zabolały.

— Zajrzałeś mu do głowy? — zapytałam, zaskakując siebie jak i jego.

Przyglądał mi się przez kilka sekund, zanim odpowiedział. Wyglądał tak, jakby się zastanawiał, ile mi powiedzieć. W końcu skinął głową.

— We wtorek, gdy wrócił do pracy — powiedział. — Wiedziałem, że nie był chory. Spisałem go za to.

— Więc wiesz, gdzie był.

Mój głos był trochę głośniejszy od szeptu.

Zastanawiałam się, czy kiedykolwiek będę miała odwagę zapytać, gdzie był. Czy chciałam się tego dowiedzieć? Miałam mgliste pragnienie, ale było coś innego w tej pewności. I nie sądziłam, że jestem na to wystarczająco silna.

— Nauczę cię — obiecał Draco.

Byłam wdzięczna, że po tym zmienił temat rozmowy. Opowiedział mi o ziołach, które trzymał na balkonie znajdującym się w bibliotece. Rosło tam kilka małych, ale zazwyczaj rosły tylko w lecie. Nawet z magiczną temperaturą regulująca balkon, zdawały się tęsknić za słońcem. Powiedział, że jego matka uwielbiała ogrodnictwo, a on nie miał tyle szczęścia, żeby odziedziczyć po niej talent do ogrodnictwa, ani nie zwracał zbytniej uwagi na nasze zajęcia z zielarstwa. Ale lubił mieć pod ręką pospolite zioła, bo bardzo lubił gotować.

— Musiałem znaleźć sobie zajęcie — powiedział. — Ciężko było po… no cóż, po tym wszystkim, mieć wolny czas. Odebrali mi magię na kilka miesięcy podczas śledztwa. Potrzebowałem czegoś innego, by wypełnić tę bezdźwięczną pustkę. Musiałem coś jeść, więc po prostu zacząłem uczyć się gotować.

Rozumiałam, co miał na myśli. Cisza była najtrudniejsza po zakończeniu wojny. To było tak, jakby najmroczniejsze wspomnienia czekały w zakamarkach umysłu na ciche okazje, by się ujawnić. Dźwięki wojny. Zapachy wojny. Wszystkie atakowały zmysły w tych wrażliwych momentach i sprawiały, że czułam się bezradna.

— Potrzebujemy soku z cytryny — powiedział, turlając ku mnie cytrynę.

Wycisnęłam sok i z podziwem patrzyłam na to, jak surrealistyczne było to doświadczenie. Gotowałam obok Draco Malfoya. I świetnie się bawiłam. Przywołało to wspomnienia o mojej mamie. Zawsze pomagałam jej w kuchni. I tutaj pełniłam tę samą rolę.

Ron nigdy nie gotował. Jego rodzina jadła zupełnie inaczej niż moja. Desery, kiełbaski, ciasta i inne dania zdawały się nie mieć końca. Moi rodzice byli inni. Uwielbiali przyprawy, różne kultury i potrawy, a ja zawsze eksperymentowałam z różnymi kuchniami. Weasleyowie nigdy tego nie robili. Ron nigdy nie zjadłby bakłażana.

Draco wyjął blachę z piekarnika i wciągnęłam nosem przypaloną i dymną nutę.

— Co gotujesz?

— To do baba ghanoush — wyjaśnił, wskazując na bakłażana, którego właśnie obierał, mimo że był gorący. — W drugim piekarniku dochodzi jagnięcina, a w garnku kuskus.

Otworzyłam szeroko oczy.

— Uwielbiam kuchnię Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej — powiedział, jakby musiał uzasadniać swoje wybory.

— Ja też. — Skinęłam głową. — Falafel jest jednym z moich ulubionych.

— Uwielbiam falafel. Jadłaś już tego z Chaucer Street?

Pokręciłam głową. Ron i ja rzadko wychodziliśmy do restauracji. Teraz, gdy lepiej rozumiałam swoją sytuację finansową, wiedziałam, dlaczego nigdy nie mieliśmy na to funduszy.

— Pójdziemy kiedyś.

— Chętnie.

— Świetnie tu pachnie.

Głos Theo rozbrzmiał w korytarzu.

Wszedł do kuchni z dużym pokrowcem. Położył go na oparciu jednego z krzeseł i obszedł wyspę dookoła. Pocałował mnie w oba policzki i udawał, że nachyla się do Draco, który spojrzał na niego znudzonym wzrokiem. W ostatniej chwili odwrócił się i wgryzł się w baba ghanoush, maczając plasterkiem ogórka.

Jęknął z aprobatą i zajrzał do piekarnika oraz w garnek na kuchence.

— Zadomowiłaś się? — zapytał, siadając naprzeciwko mnie.

Nieustannie sięgał po pitę i warzywa, żeby maczać je w sobie, ale odepchnęłam jego dłoń.

— Tak.

— Widzę, że poznałaś swojego współlokatora, Draco Malfoya.

Spojrzałam na Theo obojętnie. Ryknął w odpowiedzi.

— Myślałem, że to oczywiste! Komu innemu mógłbym powierzyć opiekę nad moją ulubioną czarownicą niż mojemu najlepszemu przyjacielowi?

— Przynieś wino, Nott — powiedział Draco, ratując mnie przed dalszym zażenowaniem.

Zasalutował i podszedł do drzwi spiżarni, w których najwyraźniej znajdował się stojak na wino. Wyszedł, niosąc dwie butelki.

Rozmawialiśmy swobodnie przy kolacji. Theo mniej więcej podtrzymywał rozmowę o postępach w pracy, co mi odpowiadało. Draco okazał się całkiem przydatny, gdy rozmawialiśmy o kontrklątwach. Starałam się ograniczyć moje zachwyty podczas kolacji do minimum, ale było to prawie niemożliwe. Draco był fantastycznym kucharzem. Wszystko było doprawione i perfekcyjnie ugotowane. To był najlepszy posiłek, jaki jadłam od dawna.

— Kto jest gotowy na małe, nocne szaleństwo?

Theo spojrzał na mnie z łobuzerskim błyskiem w oku, mrugając i wskazując na pokrowiec.

No tak. To było do mnie. Mogłam sobie tylko wyobrazić, jaki skąpy strój kryje się za zamkiem błyskawicznym, ale na samą myśl o powrocie do Nox moja skóra się naelektryzowała.

— Idziesz? — zapytałam Draco, zastanawiając się, jaki kolor mógłby wybrać.

Uśmiechnął się krzywo.

— Trochę trudno byłoby się wszystkim tam odprężyć, gdyby Główny Auror Ministerstwa Magii patrzył na nich z politowaniem.

Starałam się nie okazywać swojego rozczarowania. Jeśli był ktoś, kogo chciałabym tam zobaczyć, to właśnie jego. Ale rozumiałam. Stanowisko stawiało go w niekomfortowej sytuacji. Nikt nie mógł się przy nim tak naprawdę rozluźnić. Wszyscy ciągle oglądaliby się przez ramię.

— Udanej zabawy — powiedział. — Nie pozwól, by Theo był za bardzo natarczywy.

____________

Witajcie :) nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię fakt, że Draco mieszka razem z Hermioną i podobają mi się te sceny, w których razem gotowali. Myślę, że motywy Theo były dość oczywiste, ale nigdy się do tego nie przyzna.

Kolejne rozdziały zostaną opublikowane za dwa tygodnie. Więc czekajcie, bo jest na co.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Obserwatorzy