Wpatrywałam
się w Draco.
Z
pewnością nie powiedział tego, co mi się zdawało…
To
niemożliwe…
Theo
by nie mógł…
Draco
ze stoickim spokojem siedział na krześle naprzeciwko mnie.
—
Dlaczego?
To
była jedyna sensowna myśl, jaka przyszła mi do głowy.
—
Nie jestem pewny, czy rozumiem twoje pytanie, Granger.
Zastanawiałam
się jeszcze przez kilka sekund.
—
Dlaczego, u licha, miałbyś zgodzić się, bym tu mieszkała? — wydusiłam w końcu.
Draco
wyciągnął różdżkę i przed nami pojawił się wózek z herbatą. Były na nim
kanapki, słodycze i parzona, pysznie gorzka herbata.
—
Tak należało postąpić.
Musiałam
stłumić głuchy śmiech, który groził mi wydostaniem się z moich ust. Draco
Malfoy, czarodziej czystej krwi i były Śmierciożerca, pozwalał mi tu mieszkać,
bo tak należało postąpić. Nie. To nie
miało sensu. Nic z tego nie miało sensu.
—
Theo nigdy nie powinien był tego na ciebie zrzucać — mruknęłam. — Bardzo
przepraszam. Gdybym wiedziała… Wymyślę coś innego. Mogę zatrzymać się…
—
Zostaniesz tu tak długo, jak będzie trzeba.
To
był jego głos Głównego Aurora. Mówił z tak bezpośrednią, autorytatywną postawą,
że nie miało się wyboru i musiało mu ulec. Skuliłam się na kanapie, gryząc
kciuk i rozważając konsekwencje mieszkania tutaj.
—
Pomyśl logicznie, Granger — powiedział, popychając wózek w moją stronę. —
Weasley będzie przeszukiwał całe miasto w poszukiwaniu ciebie. Najpierw zacznie
od mieszkania Notta. A Nott ma kawalerkę z jednym łóżkiem. Więc, jeśli nie
chcesz zostać znaleziona i dzielić łóżka z Nottem, powiedziałbym, że moje
mieszkanie jest najlepszą opcją dla ciebie. Ta Sieć Fiuu jest niewykrywalna w
Ministerstwie ze względu na moje stanowisko. Mam całodobową ochronę. A
penthouse jest zarejestrowany na Johna Watsona. Wszyscy zakładają, że mieszkam
we Dworze, bo tamten adres mam w dokumentach.
Merlinie, miał rację. Byłam tu
praktycznie niewidzialna.
—
Jesteś Głównym Aurorem. I szefem Rona.
Uniósł
brew w znajomy, szkolny sposób.
—
Nie jestem twoim szefem.
Przysunął
wózek z herbatą jeszcze bliżej.
—
Napij się — zaproponował. — Zjedz coś.
Spojrzałam
na wózek. Kilka rzeczy przykuło moją uwagę i rzeczywiście pysznie pachniało.
Ustąpiłam i usiadłam bliżej. Oczywiście, ta sytuacja życiowa nie była idealna.
Ale miał rację. Najbardziej sensownym było pozostanie w ukryciu. Nawet prawnik,
Doddsworth, zdawał się zgadzać z twierdzeniem, że Ron najprawdopodobniej
wpadnie w szał, próbując mnie przekonać do zostania. Trzymanie się z dala od
niego byłoby najlepszym rozwiązaniem. Ron nie będzie próbował niczego w pracy.
Wokół było za dużo ludzi. A Theo zawsze będzie tam obecny.
Wlałam
mleko do herbaty i zamieszałam. Draco wpatrywał się we mnie. Chciałam się
odsunąć. Większość czasu spędzałam, starając się nie wchodzić mu w drogę. I
nagle zostałam jego współlokatorką. Prawie się zarumieniłam, myśląc o tym, jak
bezczelnie podchodziłam do wcześniejszych poszukiwań. Weszłam do jego sypialni.
Przeglądałam jego rzeczy. Nawet w szafie. Poczułam zażenowanie. Nigdy nie
wyszłabym z sypialni, gdybym wiedziała, że to jego mieszkanie. Cóż, to nie do
końca prawda. Gdybym wiedziała, że to mieszkanie Draco, prawdopodobnie w ogóle
bym tu nie weszła.
—
Co się stało?
Moje
oczy błysnęły.
—
Hmm?
—
Nie smakuje ci?
Gestem
wskazał herbatę.
—
Och, nie, jest smaczna, dziękuję.
Obserwował
mnie, popijając swoją. Prawie się skuliłam pod jego spojrzeniem. Nie miałam
pojęcia, jak Ron mógł go tak okłamać. Nie sądzę, żebym kiedykolwiek potrafiła.
—
Więc w czym problem? — dopytywał, biorąc kanapkę i zjadając ją jednym kęsem.
—
Theo kazał mi wędrować — wyrzuciłam szybko z siebie. — I tak zrobiłam. Tylko że
nie zrobiłabym tego, gdybym wiedziała, że to nie jego mieszkanie. Że to twój
dom. Weszłam do twojego pokoju i przejrzałam twoją szafę, książki, wyszłam na
balkon, i bardzo za to przepraszam. Nie ruszę się już z mojego pokoju. To było
całkowicie niestosowne i całkowicie szanuję twoją przestrzeń osobistą.
Gadałam
bez sensu. Oboje o tym wiedzieliśmy. Ale on uniósł rękę i spojrzał na mnie z
rozbawieniem.
—
Moje mieszkanie stoi przed tobą otworem w całej okazałości — powiedział. — Nie
ma miejsca, gdzie nie byłabyś mile widziana.
Roztargniona,
skubałam koronkową serwetkę pod filiżanką. Jakież to wszystko było irytujące.
Nie mógł szczerze powiedzieć, że nie przeszkadza mu, że grzebię w jego
szufladach. Oczywiście, że nie. Rodzina Malfoyów słynęła z prywatności.
Chociaż
ten penthouse ani trochę nie przypominał Dworu Malfoyów. I zastanawiałam się,
czy zrobił to celowo.
Przypomniałam
sobie chłód ciemnych, marmurowych podłóg na plecach.
Ciężar
Bellatrix pochylającej się nade mną.
Zaklęcie
Crucio rozrywające moją czaszkę.
Zatrute
ostrze rozcinające moją skórę.
Zerwałam
się na równe nogi. Herbata rozlała się na podłogę. Draco poderwał się razem ze
mną, zszokowany moim nagłym ruchem.
—
Chyba odpocznę.
Odstawiłam
filiżankę na wózek i zmusiłam bogi, by się ruszyły. Nie mogłam płakać. Nie w
ten sposób. Nie na jego oczach.
Stara
blizna na ramieniu paliła na samo wspomnienie. Musiałam się po prostu położyć.
To
wszystko.
Po
prostu odpocząć.
Wystarczająco,
by zapomnieć.
~*~*~*~*~*~*~*~
Obudziłam
się kilka godzin później, czując najbardziej odurzający zapach. Rozmaryn,
czosnek i coś jeszcze. Wkroczyłam do kuchni i zastałam najbardziej zaskakujący
widok. Draco był ubrany w dżinsy z niskim stanem i obcisłą, niebieską koszulę,
stał boso przy kuchence. Zamrugałam kilka razy, przyzwyczajając się do widoku,
który miałam przed sobą. Gotował, Draco
Malfoy gotował. Ze wszystkich domowych, mugolskich zajęć, jakie można było
wykonywać, jedyne, co mogłam zrobić, to stać i patrzeć na niego. Byłam
kompletnie zahipnotyzowana tym widokiem. W tle grała cicha muzyka; klasyczna,
ale rozpoznałam kompozytora. Kiwał głową w rytm i coś kroił. Kark miał wciąż
lekko wilgotny po prysznicu.
—
Zrób coś pożytecznego i zajmij się bakłażanem, dobrze?
Podskoczyłam.
Jak mnie zauważył?
Zerknął
przez ramię. Zupełnie oniemiałam, widząc grube, czarne oprawki na jego nosie.
Draco nosił okulary? Zdawałam sobie sprawę, że się starzejemy, ale nie
sądziłam, że będzie ich potrzebował. Z pewnością miał wystarczająco dużo
pieniędzy i wpływów, żeby po prostu zapłacić za korektę wady wzroku. Uniósł
brew, a ja rzuciłam się do działania. Obeszłam kuchenną wyspę i wzięłam
bakłażany, które tam stały.
—
Noże są tam.
Wskazał
łokciem na szufladę.
Wyjął
wcześniej deskę do krojenia. Umyłam warzywa i osuszyłam je.
—
Ze skórką — powiedział. — Muszę je trochę podpiec. Wystarczy przekroić na pół.
Stałam
obok niego, gdy siekał czosnek. Przestałam się gapić i skupiłam uwagę na
bakłażanach. Pachniało cudownie. Draco sięgnął i chwycił jeden z przekrojonych
kawałków. Przeciągnął nożem po mięsistej stronie, tworząc kratkę i pokazał mi.
—
W taki wzór, dobrze?
Skinęłam
głową ze zrozumieniem. Posolił, popieprzył i posmarował oliwą z oliwek, po czym
zostawił na blasze do pieczenia. Naśladowałam jego kroki i nie umknęło mi, jak
nasze ramiona ocierają się o siebie podczas pracy. Co chwila zerkałam ukradkiem
na jego profil. Jego okulary wciąż mnie dezorientowały.
Może
wciąż śniłam? Draco w domowym wydaniu nie pasował do narracji jego życia. Czy
nie powinno tu biegać pół tuzina skrzatów domowych?
Moje
dłonie były mokre od oliwy, więc wyciągnął rękę przede mną i chwycił blachę.
Wsunął ją do piekarnika, podczas gdy ja myłam ręce.
—
Wykrztuś to, Granger.
Spojrzałam
na niego szeroko otwartymi oczami. Co miałam powiedzieć?
Westchnął,
siekając.
—
Zdaję sobie sprawę, że plotki na mój temat na pewno do ciebie dotarły —
kontynuował. — Ale nie mam zamiaru ingerować w twoje myśli. Chciałbym wierzyć,
że będziesz się ze mną swobodnie komunikować.
Zacisnęłam
usta.
Legilimencja.
Zapomniałam
o tym aż do teraz. Ron ciągle powtarzał, że to był jedyny powód, dla którego
Draco został Głównym Aurorem. Nie przyszło mi do głowy, że mógłby tego użyć na
mnie.
—
Nigdy nie czytałem w twoich myślach — uspokoił mnie. — Poza tym jesteś na tyle
sprytna, żeby to zauważyć, gdybym spróbował.
Prawdę
mówiąc, nie wiedziałam, czy bym to zauważyła. Nie przez ostatnie kilka lat.
Byłam tak zatopiona w myślach, że wtargnięcie byłoby kolejną rzeczą, którą bym
zignorowała.
—
Nie wiem, czy bym to zauważyła — przyznałam.
Draco
siekał teraz zioła, ale patrzył na mnie, kiedy to robił. Byłam zdumiona
szybkością i precyzją, z jaką posługiwał się nożem.
—
To takie uczucie łaskotania gdzieś w głębi umysłu — wyjaśnił. — Jakby ktoś
szeptał ci do ucha albo jakby ktoś wsuwał ci paznokieć w szyję.
Przypomniałam
sobie uczucie jego dłoni na swoim karku. Chłodny dotyk jego sygnetu.
—
Myślałam, że to bolesne.
Wzruszył
ramionami.
—
Mogę sprawić, że będzie bardzo bolesne.
Zignorowałam
włosy jeżące się na moich rękach.
—
Mógłbyś mnie nauczyć?
—
Legilimencji?
Pokręciłam
głową.
—
Nie. Oklumencji. Harry uczył się jej w szkole.
Mój
głos ucichł i przełknęłam ślinę.
—
Dlaczego nie chcesz się uczyć Legilimencji?
Skrzyżowałam
ramiona na piersi, żałując, że nie mam na sobie obszernego swetra, tylko tą
sukienkę na cienkich ramiączkach.
—
Nie chcę wiedzieć, co myślą inni.
—
Mogłabyś przyłapać swojego zdradzającego męża znacznie wcześniej.
Nie
wiem, dlaczego jego słowa zabolały, ale zabolały.
—
Zajrzałeś mu do głowy? — zapytałam, zaskakując siebie jak i jego.
Przyglądał
mi się przez kilka sekund, zanim odpowiedział. Wyglądał tak, jakby się
zastanawiał, ile mi powiedzieć. W końcu skinął głową.
—
We wtorek, gdy wrócił do pracy — powiedział. — Wiedziałem, że nie był chory.
Spisałem go za to.
—
Więc wiesz, gdzie był.
Mój
głos był trochę głośniejszy od szeptu.
Zastanawiałam
się, czy kiedykolwiek będę miała odwagę zapytać, gdzie był. Czy chciałam się
tego dowiedzieć? Miałam mgliste pragnienie, ale było coś innego w tej pewności.
I nie sądziłam, że jestem na to wystarczająco silna.
—
Nauczę cię — obiecał Draco.
Byłam
wdzięczna, że po tym zmienił temat rozmowy. Opowiedział mi o ziołach, które
trzymał na balkonie znajdującym się w bibliotece. Rosło tam kilka małych, ale
zazwyczaj rosły tylko w lecie. Nawet z magiczną temperaturą regulująca balkon,
zdawały się tęsknić za słońcem. Powiedział, że jego matka uwielbiała
ogrodnictwo, a on nie miał tyle szczęścia, żeby odziedziczyć po niej talent do
ogrodnictwa, ani nie zwracał zbytniej uwagi na nasze zajęcia z zielarstwa. Ale
lubił mieć pod ręką pospolite zioła, bo bardzo lubił gotować.
—
Musiałem znaleźć sobie zajęcie — powiedział. — Ciężko było po… no cóż, po tym wszystkim,
mieć wolny czas. Odebrali mi magię na kilka miesięcy podczas śledztwa.
Potrzebowałem czegoś innego, by wypełnić tę bezdźwięczną pustkę. Musiałem coś jeść,
więc po prostu zacząłem uczyć się gotować.
Rozumiałam,
co miał na myśli. Cisza była najtrudniejsza po zakończeniu wojny. To było tak,
jakby najmroczniejsze wspomnienia czekały w zakamarkach umysłu na ciche okazje,
by się ujawnić. Dźwięki wojny. Zapachy wojny. Wszystkie atakowały zmysły w tych
wrażliwych momentach i sprawiały, że czułam się bezradna.
—
Potrzebujemy soku z cytryny — powiedział, turlając ku mnie cytrynę.
Wycisnęłam
sok i z podziwem patrzyłam na to, jak surrealistyczne było to doświadczenie.
Gotowałam obok Draco Malfoya. I świetnie się bawiłam. Przywołało to wspomnienia
o mojej mamie. Zawsze pomagałam jej w kuchni. I tutaj pełniłam tę samą rolę.
Ron
nigdy nie gotował. Jego rodzina jadła zupełnie inaczej niż moja. Desery,
kiełbaski, ciasta i inne dania zdawały się nie mieć końca. Moi rodzice byli
inni. Uwielbiali przyprawy, różne kultury i potrawy, a ja zawsze
eksperymentowałam z różnymi kuchniami. Weasleyowie nigdy tego nie robili. Ron
nigdy nie zjadłby bakłażana.
Draco
wyjął blachę z piekarnika i wciągnęłam nosem przypaloną i dymną nutę.
—
Co gotujesz?
—
To do baba ghanoush — wyjaśnił, wskazując na bakłażana, którego właśnie
obierał, mimo że był gorący. — W drugim piekarniku dochodzi jagnięcina, a w
garnku kuskus.
Otworzyłam
szeroko oczy.
—
Uwielbiam kuchnię Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej — powiedział, jakby
musiał uzasadniać swoje wybory.
—
Ja też. — Skinęłam głową. — Falafel jest jednym z moich ulubionych.
—
Uwielbiam falafel. Jadłaś już tego z Chaucer Street?
Pokręciłam
głową. Ron i ja rzadko wychodziliśmy do restauracji. Teraz, gdy lepiej
rozumiałam swoją sytuację finansową, wiedziałam, dlaczego nigdy nie mieliśmy na
to funduszy.
—
Pójdziemy kiedyś.
—
Chętnie.
—
Świetnie tu pachnie.
Głos
Theo rozbrzmiał w korytarzu.
Wszedł
do kuchni z dużym pokrowcem. Położył go na oparciu jednego z krzeseł i obszedł
wyspę dookoła. Pocałował mnie w oba policzki i udawał, że nachyla się do Draco,
który spojrzał na niego znudzonym wzrokiem. W ostatniej chwili odwrócił się i
wgryzł się w baba ghanoush, maczając plasterkiem ogórka.
Jęknął
z aprobatą i zajrzał do piekarnika oraz w garnek na kuchence.
—
Zadomowiłaś się? — zapytał, siadając naprzeciwko mnie.
Nieustannie
sięgał po pitę i warzywa, żeby maczać je w sobie, ale odepchnęłam jego dłoń.
—
Tak.
—
Widzę, że poznałaś swojego współlokatora, Draco Malfoya.
Spojrzałam
na Theo obojętnie. Ryknął w odpowiedzi.
—
Myślałem, że to oczywiste! Komu innemu mógłbym powierzyć opiekę nad moją
ulubioną czarownicą niż mojemu najlepszemu przyjacielowi?
—
Przynieś wino, Nott — powiedział Draco, ratując mnie przed dalszym
zażenowaniem.
Zasalutował
i podszedł do drzwi spiżarni, w których najwyraźniej znajdował się stojak na
wino. Wyszedł, niosąc dwie butelki.
Rozmawialiśmy
swobodnie przy kolacji. Theo mniej więcej podtrzymywał rozmowę o postępach w
pracy, co mi odpowiadało. Draco okazał się całkiem przydatny, gdy rozmawialiśmy
o kontrklątwach. Starałam się ograniczyć moje zachwyty podczas kolacji do
minimum, ale było to prawie niemożliwe. Draco był fantastycznym kucharzem.
Wszystko było doprawione i perfekcyjnie ugotowane. To był najlepszy posiłek,
jaki jadłam od dawna.
—
Kto jest gotowy na małe, nocne szaleństwo?
Theo
spojrzał na mnie z łobuzerskim błyskiem w oku, mrugając i wskazując na pokrowiec.
No
tak. To było do mnie. Mogłam sobie tylko wyobrazić, jaki skąpy strój kryje się
za zamkiem błyskawicznym, ale na samą myśl o powrocie do Nox moja skóra się naelektryzowała.
—
Idziesz? — zapytałam Draco, zastanawiając się, jaki kolor mógłby wybrać.
Uśmiechnął
się krzywo.
—
Trochę trudno byłoby się wszystkim tam odprężyć, gdyby Główny Auror
Ministerstwa Magii patrzył na nich z politowaniem.
Starałam
się nie okazywać swojego rozczarowania. Jeśli był ktoś, kogo chciałabym tam
zobaczyć, to właśnie jego. Ale rozumiałam. Stanowisko stawiało go w
niekomfortowej sytuacji. Nikt nie mógł się przy nim tak naprawdę rozluźnić.
Wszyscy ciągle oglądaliby się przez ramię.
— Udanej zabawy — powiedział. — Nie pozwól, by Theo był za bardzo natarczywy.
____________
Witajcie :) nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię fakt, że Draco mieszka razem z Hermioną i podobają mi się te sceny, w których razem gotowali. Myślę, że motywy Theo były dość oczywiste, ale nigdy się do tego nie przyzna.
Kolejne rozdziały zostaną opublikowane za dwa tygodnie. Więc czekajcie, bo jest na co.
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)