niedziela, 25 stycznia 2026

[T] To, co jest między nami: Tak bardzo chcesz mnie kontrolować

Październik 2004

 

Draco próbował zasnąć. Kiedy oddech Granger stał się ciężki — znacznie później niż zakładał, że kładła się spać — on również próbował zapaść w błogi sen. Ale nie mógł.

Wciąż myślał o tym, co powiedział, o tym, że nigdy więcej nie będzie musiała spać sama, chyba że tego zechce. Brzmiało to desperacko i równie dobrze mógłby się jej oświadczyć; przecież to byłby najszybszy sposób, żeby ją odstraszyć. Przecież nie zrobił już nic imponującego, próbując ją odstraszyć, czy coś — nie, zupełnie normalne było wciąganie osoby, której się pragnie ponad wszystko, w związek dominacji i posłuszeństwa, udając, że to jedyny sposób, żeby ich zaakceptować.

Ręka lekko go mrowiła na myśl o Wieczystej Przysiędze, którą złożył z Pansy. Musiał powiedzieć Granger wszystko, jeśli ona wyzna uczucia Theo. To była głupia obietnica i powinien wiedzieć, że nie da się sprowokować cholernej Pansy Parkinson. Bycie w łóżku Hermiony Granger stanowiło wyczyn, o którym nigdy nie myślał, że będzie możliwy. Myślał, że jej obecność w jego łóżku to coś niezwykłego, ale bycie tu, w jej mieszkaniu, jej łóżku, jej życiu, było czymś, o czym nigdy nie śmiał marzyć. Pachniało nią i było takie… ciepłe. Przytulne. Domowe. Nawet ten bałagan wydawał się właściwy i pocieszający, jakby mógł opuścić gardę w tych ścianach i po prostu istnieć.

A potem musiał zrobić coś, co niemal wszystko zepsuło, zachowując się jak zakochany szczeniak. Na szczęście, nie odrzuciła go. Miał nadzieję, że to dlatego, że naprawdę go chciała, a nie dlatego, że uważała, że powinna spłacać dług albo zachowywać się dziwnie. Przynajmniej go pocałowała. Próbował znaleźć sposób w myśli, że to ona to zainicjowała, jednocześnie nie starając się doszukiwać w tym niczego zbytniego.

Starał się nie doszukiwać niczego w tym co wydarzyło się tego wieczora — ale na Merlina! Nigdy nie czuł tak euforycznego uniesienia, jak wtedy, gdy patrzył, jak tak dobrze bierze jego kutasa do ust. Odkąd był nastolatkiem, chciał poczuć, jak to jest, gdy mu obciąga, i choć rzeczywistość była o wiele lepsza od fantazji, to nie czyniło to tego tak magicznym. W istocie, każda intymność z nią była niczym niebo, ale dziś wieczorem poddała mu się, jakby naprawdę mu ufała, i tego uczucia nigdy nie zapomni.

To była czysta moc, kontrola i więź głębsza niż cokolwiek, co kiedykolwiek czuł. Był z innymi kobietami, które powierzyły mu swoje życie, ale żadna z nich nie była nią. Ufała mu na tyle, by pozwolić mu kontrolować powietrze, którym oddychała, rozkoszując się nim, i robiła to bez chwili wytchnienia. To obudziło tę część niego, która nie pasowała do nowego świata, i po raz pierwszy się tego nie wstydził. Rozkoszował się tym, wręcz delektował. Mógł pozwolić jej ożyć, wiedząc, że nadal ma pełną kontrolę, bo to była ona, i prędzej by umarł, niż zrobił jej krzywdę. To było zdumiewające, niewiarygodne i absolutnie druzgocące.

Gdyby tylko Theo miał rację, Draco nie przeżywałby teraz takiego cierpienia. Gdyby nie dorównywała jego wyobrażonej wersji siebie, nie przewyższyła jej, mógłby odpuścić; teraz, gdy to zrobiła, a nawet więcej, był na zawsze zrujnowany i nigdy nie bał się czegoś tak bardzo, jak tego, że to zepsuje.

Wiedział, co powiedzą jego przyjaciele; powiedzieliby mu, żeby przestał się nad tym zastanawiać i po prostu cieszył się chwilą, póki trwa, ale Draco nie mógł. Grał w szachy i jeśli chciał wygrać, musiał upewnić się, że każdy ruch będzie zwycięski. Musiał znać wszystkie możliwe kombinacje, wszystkie możliwe rozwiązania. Musiał być przygotowany na wszystko, wiedzieć, kiedy się go boi i kiedy zbliża się do swoich granic.

A jego cel? Ona. Uświadomienie jej, że nie może bez niego żyć, było jego szachem-matem. Nie obchodziło go, czy poprowadzi ją do ołtarza — dopóki była jego, był zadowolony. Wiedział, że to zaborcza myśl, ale zupełnie go to nie obchodziło.

A jednak w głębi duszy tliła się w nim paraliżująca wątpliwość. Stawka była zbyt wysoka, by zmarnować tę szansę. Widział przyszłość, której tak bardzo pragnął, była w jego zasięgu, ale tylko pod warunkiem, że rozegra każdy ruch perfekcyjnie.

Granger poruszyła się przez sen, jej ciało wiło się, a on zacisnął szczękę, by nie jęknąć. Nie mógł leżeć bezsennie obok niej w tak małym łóżku, nie sztywniejąc, i chociaż mroczna część jego umysłu pragnęła zrobić jej dobrze, dopóki się nie obudzi, a nawet więcej, jego racjonalny umysł podpowiadał mu, że nie może. Jeszcze nie.

Nie, musiał na chwilę się od niej oddalić i oczyścić umysł. Powoli wyczołgał się z łóżka. Granger westchnęła głęboko, ale się nie obudziła, więc Draco ostrożnie się ubrał, zanim wślizgnął się do zabałaganionej kuchni czarownicy.

Mieszkanie było stare i zniszczone. Tapety były poplamione, a miejscami nawet odpadały. Widać było, że zrobiła, co mogła, żeby je odnowić, ale mugolskimi metodami. Nie rozumiał dlaczego, bo nadal wyglądało to jak, cóż, szmelc, ale zrobiła, co mogła, że utrzymać je na miejscu.

Nie było tam jednak wielkiego bałaganu.; kuchnia była zagracona, ale wszystko schludnie ułożono na swoim miejscu. Stare garnki, patelnie i talerze wymieszała z nowymi. Jedyne okno w kuchni było zasłonięte przez zioła; tłoczyły się na parapecie, inne wisiały w doniczkach, rzucając zielonkawe światło na cytrynowe ściany. Filiżanki wisiały na hakach nad zlewem, czajnik był elektryczny, ale kuchenka gazowa. Lodówka zdawała się być równie wiekowa co całe mieszkanie.

Ale najbardziej rzucającą się w oczy istotą w kuchni Hermiony Granger był wielki, kudłaty kot, który wpatrywał się w Draco niesamowicie inteligentnymi oczami. Puszysty ogon drgnął, a język musnął spłaszczony nos. Ukrywał się od czasu jego przybycia, ale teraz wpatrywał się w niego wyzywająco z kuchennego blatu.

Draco zmrużył oczy i oparł się o zlew, wpatrując się w kota.

— Krzywołap — mruknął i z jakiegoś powodu nawet skinął głową na powitanie.

Wąsy kota drgnęły, a on sam zaczął deptać łapami po blacie. Draco nie wiedział, czy stworzenie jest ciekawe, czy nieufne, ale wiedział, że lepiej nie ryzykować z pół-kuguarem z czterema parami ostrych pazurów. Kot wydał z siebie głębokie, lecz pozornie ciche miauknięcie, a Draco zacisnął szczękę.

— Nie musisz się martwić — powiedział, unosząc brew. — Nie jestem tu po to, żeby skrzywdzić twoją Mamusię. No, przynajmniej nie za bardzo.

Ogon kota zatrzepotał dziko.

Draco przewrócił oczami i zrobił sobie herbatę. Granger miała tylko tanie torebki herbaty — będzie musiał to naprawić — ale na razie musiało mu wystarczyć. Gdy herbata była gotowa, zapuścił się do salonu, starając się z całych sił ignorować kota, który go śledził.

W ciszy nocy pomieszczenie wyglądało na spokojne. Sofa, mimo że wcześniej tej nocy była miejscem bardzo przyjemnego aktu, była wygodna i zdecydowanie używana. Zielone rośliny stały na prowizorycznych powierzchniach w całym pokoju, a Draco mógł przysiąc, że gdzieś pod nimi kryje się biurko.

Bukiety ze Świętego Munga były porozrzucane po całym mieszkaniu. Brak tego od McLaggena był jak zwycięstwo, które zresztą wywołało uśmiech na twarzy Draco. Samotna róża, którą jej przyniósł, leżała starannie ułożona na kominku, niczym centralny punkt; to uradowało jego serce. Zanim ją jej zostawił, rzucił na nią zaklęcie statyzujące, by mieć pewność, że nigdy nie zwiędnie. Pamiętał, jak w szkole myślał, że Granger będzie dziewczyną, która pragnie romantycznych prezentów i gestów, a Draco zaplanował kilka rzeczy na wypadek, gdyby — co jest mało prawdopodobne — miał okazję się do niej zalecać. Czy byłoby dziwne dać jej coś takiego teraz? Żeby ją oczarować? Tak, cóż, może… albo zdecydowanie.

Jej regały były wypełnione po brzegi, książki leżały w podwójnych rzędach, ściśnięte tak ciasno, że zastanawiał się, czy kiedykolwiek je jeszcze wyciągnie. Znając Granger, prawdopodobnie przeczytała je wszystkie. Dwa razy.

Z ręką w kieszeni i filiżanką herbaty w drugiej, przeglądał tytuły. Rozpoznał niektóre z nich ze szkolnej literatury, ale wśród nich było mnóstwo czarodziejskich klasyków, które widział już tysiąc razy. Widok jej starego, zniszczonego egzemplarza Historii Hogwartu wywołał uśmiech na jego twarzy. Ledwo zliczył, ile razy widział ją czytającą tę książkę w bibliotece lub w Wielkiej Sali. Nie zdziwiłby się, gdyby to była jej ulubiona pozycja.

Obok znalazł nowszą wersję; bez wątpienia zawierającą relację z Bitwy o Hogwart. Być może jego nazwisko się tam pojawia, nie sprawdził. Nie odważył się — nie chciał wiedzieć, czego uczniowie Hogwartu uczą się o nim i jego rodzinie. Nie był nawet ciekaw. I tak słyszał już wystarczająco dużo plotek.

Przeglądając dalej, dostrzegł kilka książek, które czytał już wcześniej, tytułów, których znalezienie w biblioteczce Granger nie było dla niego zaskoczeniem. Z pewnością była zapaloną czytelniczką, ale nie musiał patrzeć na jej biblioteczkę, żeby się o tym przekonać. Bardziej interesował go dział z beletrystyką. Przez lata randek z kobietami zdał sobie sprawę, że mógłby wiele nauczyć się z literatury pięknej, którą lubiła. Draco już wcześniej zrozumiał, że Granger ma słabość do klasycznych romansów, co go specjalnie nie zaskoczyło, a szybsze przejrzenie jej kolekcji to potwierdziło. Kompletna kolekcja książek Austen, sióstr Brontë, Dickensa, Szekspira, Alcotta, Hardy’ego — lista ciągnęła się w nieskończoność. Wszystkie wydawały się mocno zużyte i zniszczone, ale na stoliku obok sofy znalazł książkę, która zdawała się niemal rozpadać.

Duma i uprzedzenie była najwyraźniej absolutną faworytką Granger. Draco uśmiechnął się, ostrożnie ją wziął do ręki i wygodnie rozsiadł się na sofie.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona biegła. Serce podchodziło jej do gardła, nogi płonęły, ale nie mogła już zwolnić. Złowrogi śmiech podążał za nią, a on był coraz bliżej, doganiając ją. Biegła dalej, tłumiąc szloch, przelatując między drzewami. Jeśli ją złapie, to będzie koniec. Harry nie będzie wiedział o wszystkim, czego się dowiedziała o horkruksach, a Voldemort pozostanie niepowstrzymany. Nie mogła zawieść, ale on ją gonił.

Zerknęła przez ramię. Zbliżał się do niej, jego czarny płaszcz powiewał za nim, a srebrna maska lśniła w świetle księżyca. Choć nie widziała jego twarzy, wiedziała, że się uśmiecha.

Korzeń chwycił ją za stopę i runęła na ziemię, a różdżka wypadła jej z ręki. Czołgała się w jej stronę, prawie już ją miała, ale czarny but ze smoczej skóry nadepnął na nią i spojrzał w górę, w zimną, metaliczną, pustą twarz Śmierciożercy.

— Nie — szepnęła. Odziana w skórę dłoń sięgnęła w dół, by chwycić ją za włosy, i choć próbowała się bronić, jej kończyny odmówiły współpracy, a on był silny. — Puść mnie!

— Cicho, mała szlamo — warknął, przyciągając ją twarzą do siebie. — Teraz jesteś moja.

Nie byli już w lesie; nie, byli w celi, z rękami związanymi za plecami. Jej odsłonięta skóra drżała, gdy jego dłonie w rękawiczkach wędrowały po niej, a srebrne spojrzenie ukryte za maską było godne. Jęknął, obejmując jej pierś, a Hermiona westchnęła. To było złe; zawiodła, jej przyjaciele nie żyli, a ona była przetrzymywana wbrew swojej woli, a jednak coś w jej wnętrzu zawyło.

Śmierciożerca mruknął coś i powoli postawił ją na kolanach. Jedną ręką objął jej włosy, a drugą odpiął pasek.

— Bądź grzeczną dziewczynką i otwórz szeroko usta — powiedział ochryple i Hermiona zrobiła to.

Rozchyliła usta, patrząc na przystojną twarz Draco Malfoya, a w jej żołądku zebrały się oczekiwanie i pożądanie.

Obudziła się gwałtownie, zdezorientowana i nieco zawstydzona. Nie pierwszy raz jej koszmar przybrał erotyczny obrót, ani nie pierwszy raz Malfoy ją gonił, ale nowy dodatek — ona na klęczkach — był z pewnością interesujący. Ziewając, poczuła napięcie w szczęce i skrzywiła się. Niech go diabli wezmą za takie przypomnienia.

Przeciągając się, odwróciła się w stronę miejsca, w którym, jak pamiętała, leżał Malfoy — nie, nie Malfoy, Draco — zanim zasnęła, i była boleśnie rozczarowana, gdy zauważyła, że łóżko jest puste, a pościel zimna. Rozczarowana, ale nie zaskoczona. Wzdychając, spojrzała na zegarek. Było kwadrans po szóstej. Nawet koszmary wiedziały, jak obudzić ją na czas do pracy. Tylko, że nie szła do pracy. Nie, była na zwolnieniu lekarskim.

Stękając, zwlekła się z łóżka. Myślała o tym, żeby nie wstawać, ale gdyby to zrobiła, myślałaby tylko o Draco i o tym, dlaczego czuł palącą potrzebę wyjścia w środku nocy. Czy zmienił zdanie? Czy zdał sobie sprawę, jak mało mu na niej zależy i że nie chce spędzać czasu, opiekując się szlamą? Mógł z nią uprawiać perwersyjny seks, ale spanie w jej łóżku? Niemożliwe. Oczywiście, że nie, bo Draco Malfoy w ogóle nie powinien przebywać w jej mieszkaniu. Jakby materia świata miała pęknąć, gdyby spędzał zbyt dużo czasu w jej prywatnej przestrzeni. Jej obecność u niego, budzenie się w jego łóżku, było dziwne, owszem, ale o wiele łatwiej było jej zaakceptować to jako rzeczywistość niż to, że on jest u niej. To było po prostu nienaturalne, jakby sprzeczne z jego naturą. On był uosobieniem porządku i elegancji, a ona, cóż, chaosu i bałaganu. Więc oczywiście wyszedł w środku nocy, nawet się nie żegnając.

Idealnie. Jej poranek był zrujnowany.

Jęczała, wlokąc się do kuchni, wiedząc, że dziś będzie wymagała długiej kąpieli i herbaty uspokajającej od Ginny. Kiedy jednak weszła do kuchni, zamarła w miejscu. Tam, oparty o zlew, stał Draco Malfoy we własnej osobie, z rękami skrzyżowanymi na piersi i wzrokiem utkwionym w rudym kocie na przeciwległym blacie. Wpatrywali się w siebie, a ogon Krzywołapa drgnął niecierpliwie.

— Dzień dobry, Granger — przywitał się, nie spuszczając wzroku z kota.

Hermiona była oszołomiona.

— Och… dzień dobry. Ja… myślałam, że wyszedłeś.

To sprawiło, że na nią spojrzał.

— Nie. Nie mogłem spać.

Mrugnęła na te słowa, czując, jak pieką ją policzki.

— Och, przepraszam. Łóżko było niewygodne? Może za małe? Oczywiście, że tak, a może chrapałam? Czy ja…

— Granger. — Uśmiechnął się i uniósł brew. — Nic nie zrobiłaś źle. Twoje łóżko jest w porządku. Po prostu nie mogłem spać.

Westchnął, odepchnął się od zlewu i odwrócił do blatu przy oknie. Tam Hermiona zauważyła duży kosz pełen jedzenia, zupełnie taki sam, jak ten, który Poppy przyniosła do jego mieszkania.

Kiedy zdjął zaklęcie statyzujące, zapach świeżo upieczonych bułeczek rozniósł się po pomieszczeniu, a Hermionie niemal pociekła ślinka.

— Wiesz, że nie musiałeś tego robić.

— Wiem — powiedział i skinął głową. — Ale nie będę z tobą dyskutował na ten temat. Poza tym Poppy by mnie zabiła, gdybym nie pozwolił jej zająć się genialną Hermioną Granger.

— Jest przesłodka.

Hermiona uśmiechnęła się i stanęła obok niego.

— A ja nie? — prychnął, nachylając się.

Hermiona uniosła brew i spojrzała na niego. Był tak niesprawiedliwie przystojny, że cała cierpiała. Musiała się powstrzymać od powiedzenia czegoś żartobliwego, na przykład, że jest wytrawny a nie słodki, ponieważ w tym momencie musiała oddzielić rzeczywistość od swoich dziewczęcych fantazji o tym, co mogłoby się wydarzyć. Nie był jej chłopakiem, ona nie była jego dziewczyną, a takie komentarze zdawały się nie pasować do związku, na jaki się umówili.

Zamiast tego powiedziała:

— Proszę, powiedz Poppy, że jestem bardzo wdzięczna.

Uśmiechnął się uroczo i spojrzał na jej usta. Pochylając się, mruknął:

— Chodź tu, kochanie. Jak długo mam czekać na całusa?

Hermiona poczuła ochotę, żeby stanąć na palcach i pocałować go tu i teraz, ale musiała się opanować. Odwracając od niego twarz, rzekła:

— Może po mojej porannej kawie. I na pewno po umyciu zębów.

Tylko prychnął w odpowiedzi.

Hermiona nie zwróciła na niego uwagi i sięgnęła po czajnik. Wciąż musiała pogodzić się z faktem, że Draco Malfoy jest w jej kuchni i zaraz będzie jadł z nią śniadanie.

— Nie ma takiej potrzeby — powiedział, gdy podstawiła czajnik pod kran. — Kawa już się zaparzyła.

Wtedy poczuła jej zapach.

— Och — jęknęła nieśmiało i odstawiła czajnik.

Wyjął z koszyka kawiarkę i nalał jej kawy. Podając, patrzył na Hermionę zmartwionym wzrokiem.

— Wydajesz się trochę roztrzęsiona, Granger. Nic ci nie jest?

Skinęła głową i upiła łyk kawy. Była pyszna.

— Tak — odparła. — Tak, ja… — Westchnęła i oparła się o blat. — Ja tylko… Krzywołap, złaź. — Kot zamiauczał, zeskakując z blatu. — Byłam po prostu zaskoczona, że cię tu widzę. Kiedy nie było cię w łóżku, myślałam, że…

Zacisnęła usta, bojąc się, że zabrzmi zbyt rozpaczliwie, jeśli powie, że była trochę rozczarowana brakiem jego obecności obok siebie. Trochę to chyba mało powiedziane; to skutecznie zepsuło jej poranek.

— Przepraszam — powiedział, upijając łyk kawy. — Nie mogłem spać, a leżenie obok ciebie było trochę torturą.

Hermiona zmarszczyła brwi, nie wiedząc, czy to obelga, czy nie.

Draco uniósł dłoń, jakby czytał w jej myślach, i wyjaśnił:

— Nie chciałem tam leżeć, twardy i obolały, podczas gdy ty błogo spałaś. Po prostu nie wydawało mi się to właściwe.

Nagle twarz Hermiony zalała fala gorąca i szybko upiła porządny łyk napoju. Pomyślała o tym, co powiedział jej poprzedniej nocy — że nigdy więcej nie będzie musiała spać sama, chyba że sama tego zechce. Czy mówił poważnie?

— Słuchaj — rzekł, podchodząc bliżej, kładąc dłonie na jej biodrach. Nawet nie usłyszała, jak odstawia kubek. — Wkrótce muszę iść do pracy, ale chciałem ci powiedzieć, że jeśli będziesz czegoś potrzebować — czegokolwiek — nie wahaj się prosić. — Zacisnął szczękę i spuścił wzrok, a Hermiona musiała powstrzymać się przed uniesieniem ręki i objęciem jego twarzy dłońmi, wygładzeniem zmarszczek między jego kształtnymi brwiami. — Wiem, że pewnie wolałabyś się zwrócić do Pottera albo Weasleyówny, ale jeśli czegoś ode mnie potrzebujesz, powiedz. Dobrze?

Przygryzła wargę i skinęła głową.

— Dobrze.

Nie mogła się dłużej powstrzymywać. Niech to szlag! Stając na palcach, przycisnęła swoje usta do jego.

Westchnął i pocałował ją mocniej, pieszcząc jej język figlarną miękkością.

— Jak się dzisiaj czujesz? — zapytał, gdy się od siebie oderwali, unosząc dłoń, by pogłaskać jej szczękę.

— Trochę boli — przyznała Hermiona, a jej policzki poczerwieniały.

— Cóż, ciężko się napracowałaś, nie sądzisz? — mruknął cicho, jego oddech musnął jej czoło.

Hermiona prychnęła i delikatnie uderzyła go w pierś.

— Chcesz, żebym pochwaliła twój sprzęt?

Zaśmiał się i pocałował ją w czoło, po czym się cofnął, by dokończyć picie kawy.

— Nie ma potrzeby, kochanie. Choć nie jestem odporny na pochlebstwa, wiem, co mam w zanadrzu.

— Zarozumiały dupek — prychnęła i upiła łyk kawy.

Obrzucił ją karcącym spojrzeniem.

— Zbierasz niezłe żniwo, Granger.

Spojrzała na niego, czując ucisk w żołądku.

— Co?

— Cóż — rzucił nonszalancko i uniósł brew — powiedzmy to tak: nasza gra nie kończy się tylko dlatego, że nie jesteśmy nadzy. Nie oczekuję, że będziesz mi ślepo posłuszna poza sypialnią, ale nie toleruję byle czego. Mam doskonałą pamięć i zapisuję każdy twój bezczelny komentarz, a za każdy możesz spodziewać się kary.

Przygryzła wargę i zamrugała.

— Jakiego rodzaju kar?

Uśmiechnął się ironicznie.

— Powiedzmy, że to niespodzianka. Dałaś mi niezły zestaw narzędzi do pracy.

Chciała znowu nazwać go draniem, ale się powstrzymała. Zamiast tego przyjrzała się bułeczkom. Były parujące i świeże, a Hermiona przygotowała sobie jedną i odważyła się zmienić temat.

— Rozmawiałeś z Harrym o tym, co znalazłam na miejscu zbrodni?

— Granger — zaczął Draco, ale Hermiona uniosła rękę.

— To ważne — powiedziała. — Chodzi o Greybacka.

To przykuło jego uwagę, bo mocno zmarszczył brwi i odstawił kubek na blat.

Hermiona westchnęła i kontynuowała:

— Udało mi się odtworzyć jego aurę, kiedy badałam miejsce zbrodni, i wyglądało na to, że ma do dyspozycji cały oddział młodych wilkołaków. Takich, których sam przemienił. To mugolska dzielnica, Malfoy. Musimy współpracować z mugolską policją.

Wyglądał na zamyślonego, wpatrując się w pustkę.

— Greyback, powiadasz?

Skinęła głową.

Zacisnął szczękę.

— Temu draniowi udało się ukrywać od czasów wojny, ale znalazłem o nim wspomnienia podczas przesłuchania Rowle’a, ale nic we wspomnieniach przesłuchiwanych po aresztowaniu. To było rzucające się w oczy i bezceremonialne. Robi się zdesperowany.

— I niebezpieczny! — sapnęła. — W tej okolicy mieszkają dzieci, Draco. Musimy je ostrzec!

Obrzucił ją surowym spojrzeniem, które sprawiło, że zamknęła usta, i mruknął:

Ty nic z tym nie zrobisz, Granger. Zajmę się tym.

Hermiona chciała mu zaufać, ale angażowanie Scotland Yardu wymagało dyplomacji, cierpliwości i ogromnej dawki pokory. Mugole zazwyczaj byli nieufni wobec czarodziejów, a Draco nie słynął z cierpliwości ani pokory. Harry lub ona byli o wiele bardziej predysponowani do tego rodzaju kontaktów.

— Wiesz, że posterunkowy Warrington jest trudny — zaczęła ostrożnie. — Ale lubi Harry’ego.

Spojrzenie Draco stało się zimne.

— Zajmę się tym, Hermiono.

Zadrżała; nigdy się nie przyzwyczai do tego, że wypowiada jej imię. Ale musiała zachować spokój i nie pozwolić, by jej umysł szalał. Nie teraz. Złapanie Greybacka było ważniejsze.

— Przypomniałam sobie coś, co mówiłeś o panu Crawleyu po tym, jak zbadaliśmy dom — mruknęła. Spojrzał na nią ostrzegawczo, ale kontynuowała: — O tym, że sugerował oddanie mugolskich dzieci wilkołakom — jak przypuszczam, żeby je przemienić.

Twarz Draco była ponura, a spojrzenie groźne.

Hermiona przełknęła ślinę.

— Gdybym mogła tam wrócić i jeszcze raz przeanalizować jego ślady, mogłabym…

— Na Merlina, Granger! — warknął Draco i odbił się od blatu. — Rozumiesz, co to znaczy zwolnienie lekarskie?

— Nie jestem chora! — krzyknęła Hermiona i skrzyżowała ramiona na piersi. — Nawet nie jestem zmęczona! Mogę bez problemu pracować — to bzdura, którą Robards postanowił kryć własny tyłek! I tak jestem tylko wywyższaną asystentką.

— Wyczerpałaś się — upierał się. — O mało nie zaharowałaś się na śmierć, Granger. Odpoczywasz w tym tygodniu i koniec tematu.

Prychnęła.

— Nie bądź śmieszny. Bez problemu mogę pracować.

— Nie obchodzi mnie to — mruknął chłodno. — Nie postawisz stopy w Ministerstwie. Zrozumiano?

Skrzywiła się.

— Nie jesteś moim szefem, Malfoy!

Wyprostował się, a w najwyższym punkcie przybrał bardzo onieśmielającą postawę.

— Zawiesiłem Gallaghera. Nie myśl, że nie zrobię tego samego z tobą, jeśli będziesz sprawiać kłopoty. Nie obchodzi mnie, że jesteś Złotą Dziewczyną.

Hermiona zjeżyła się.

— Więc zawiesisz mnie, jeśli będę siedziała w moim cholernym biurze i pisała raporty?

— Tak.

Lodowaty ton w jego głosie był czymś, czego nie doświadczyła od ich pierwszego razu.

Zaśmiała się bez wesołości.

— To szaleństwo, Malfoy. Nie jestem kaleką! Jestem w pełni zdolna do pracy, a ty potrzebujesz mojego raportu! To Greyback, na Merlina!

Twarz Draco była beznamiętna, zimna, gdy poprawiał mankiety, zanim wyszedł z kuchni. Hermiona poszła za nim, szalał w niej gniew.

— Wiesz, że nawet nie muszę być w biurze, żeby pracować — powiedziała piskliwym głosem. — Mogłabym pracować z domu i nic mi w tym nie przeszkodzi.

Draco zerwał marynarkę z oparcia fotela i ją włożył. W garniturze był w pełni profesjonalny, bez cienia ciepła.

— Nie obchodzi mnie, co robisz w wolnym czasie, Granger — wycedził i poprawił mankiety koszuli pod rękawami marynarki. — Jestem pewien, że to będzie strasznie stymulującego dla twojego umysłu, ale nie wejdziesz do biura.

Hermiona spuściła nieco powietrza i oparła ręce na biodrach.

— Jeśli skończę raport, przynajmniej go przeczytasz?

Stojąc przy kominku, nawet nie obejrzał się przez ramię, mówiąc:

— Przeczytam go, gdy wrócisz do pracy, ale nie wcześniej.

— Teraz jesteś uciążliwy tylko po to, żeby być uciążliwym, Malfoy — warknęła.

Draco obrócił się na pięcie i spiorunował ją wzrokiem.

— Wyczerpałaś się do tego stopnia, że o mało nie umarłaś i masz rozkaz odpoczywać. Kiedy wrócisz do pracy, będziesz mogła pisać raporty do woli — ale teraz nie jesteś na służbie, prawda? Jestem pewny, że jesteś wystarczająco mądra, żeby wiedzieć, kiedy, kurwa, przestać.

Coś w niej pękło, i to tak mocno, że zdziwiłaby się, gdyby Draco tego nie usłyszał.

— Ty draniu! — krzyknęła, zaciskając pięści. — Co jest z tobą nie tak? Tak bardzo chcesz mnie kontrolować, że nie masz nic przeciwko zaniedbywaniu pracy? A może to część twojego planu opieki nade mną? Żeby powstrzymać mnie przed robieniem takich niebezpiecznych rzeczy jak papierkowa robota? Boże broń, mogłabym się skaleczyć!

— Och, ależ to zabawne! Ze wszystkich rzeczy, jakie robisz, nigdy nie wyglądałaś na arogancką, Granger — naprawdę myślisz, że pieprzenie ciebie jest ważniejsze od mojej pracy? — zaszydził. — To bardzo ryzykowna operacja. Potrzebuję ludzi w szczytowej formie, a nie kogoś na wpół ugotowanego z wyczerpania. A teraz, kurwa, odpocznij, żebyś mogła wrócić do swojej szczytowej formy, bo tego potrzebujemy.

Prychnęła i wymachiwała rękami, zdenerwowana i wściekła.

Och, więc te wszystkie bzdury o tym, że chcesz się mną „opiekować”, to tylko po to, żebym wróciła do formy, tak? — Zamachała rękami, rzucając w powietrze cudzysłowy. — Nie daj Boże, żebym okazała bezbronność lub zmęczenie, bo jestem Najbystrzejszą Czarownicą Swojego Pokolenia, prawda?

— Nie bądź śmieszna — warknął i ścisnął nasadę nosa. — Nie o to mi chodziło i wiesz o tym. Gdyby mi na tobie nie zależało, kazałbym ci wrócić do biura, gdy tylko się obudziłaś.

Hermiona zaśmiała się maniakalnie.

— To brzmi absurdalnie! Jakbyś kiedykolwiek wcześniej się o mnie troszczył! Robisz to teraz tylko po to, żeby coś dostać w zamian, sam tak mówiłeś! Nie jestem skrzatką domową, którą możesz pomiatać — nie jestem nawet twoją dziewczyną! Jestem w szczytowej formie i dobrze o tym wiesz. Jeśli chcę pracować, to zrobię to, a jeśli skończę ten cholerny raport do popołudnia, radzę ci go przeczytać! Nie możesz po prostu zawieszać ludzi, bo nie postawisz na swoim. Ogarnij się, Malfoy, i przestań być takim rozpieszczonym bachorem!

Jego oczy pociemniały i po raz pierwszy od dawna Hermiona poczuła, jak w jej piersi rozpala się namacalny strach, który zaciska stawy, przerażenie, które nie miało nic wspólnego z pożądaniem. W istocie, szerokość jego napiętych ramion, wysportowana sylwetka Aurora, którą znała pod drogim garniturem, i przewaga wynikająca z jego wyższego wzrostu czyniły go zabójczym, ale to spojrzenie w jego oczach przerażało ją najbardziej. Tego spojrzenia nie widziała od czasów Hogwartu, spojrzenia, które sprowadziło ją do niczego; patrzył na nią, jakby była brudna, jakby mógł żałować wszystkiego, co między nimi zaszło, każdego wypowiedzianego słowa, a potem, w jednej chwili, jego oczy stały się zimne i puste. Używał oklumencji.

— Poppy dopilnuje, żebyś była nakarmiona. Uważaj na siebie, Granger — powiedział beznamiętnie.

Stała tylko, gapiąc się, jak wrzuca garść proszku Fiuu w płomienie i udaje się do Ministerstwa Magii. Kiedy zniknął, Hermiona prychnęła gniewnie, tupiąc nogą o podłogę. Krzywołap zamiauczał z sofy, co spowodowało, że Hermiona odwróciła się, by na niego spojrzeć.

— Wiem — mruknęła, a jej serce biło znacznie szybciej niż zwykle, a strach i żal tliły się w jej wnętrzu. — Jest okropny.

Jęcząc, ukryła twarz w dłoniach. Ona była okropna.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Nie miała żadnych wieści od Draco przez resztę dnia. Poppy pojawiła się z pysznym, ciepłym posiłkiem na lunch, a Hermiona próbowała powiedzieć słodkiej, małej szkrzatce, że nie musi jej karmić, ale Poppy nie chciała tego słuchać. To zaszczyt, powiedziała, opiekować się taką bohaterką.

Kiedy Hermiona w końcu zdała sobie sprawę, że to Draco za to zapłacił, poczuła się lepiej. Ten palant na to zasłużył. I nie obchodził jej jego głupi wybuch — i zdecydowanie nie obchodziło jej, że czuła się, jakby wszystko zepsuła. Nie, wcale nie. Była błogo szczęśliwa z faktu, że być może zepsuła jedną z najlepszych rzeczy, jakie jej się przytrafiły w dorosłym życiu. Tak, w rzeczy samej.

Całe popołudnie pracowała nad raportem, by oderwać się od rozmyślań o tym, co by było, gdyby i dlaczego, przeglądając notatki. Wchodzenie i wychodzenie ludzi, częstotliwość spotkań, oznaki transformacji w wilkołaka. Zanim Poppy pojawiła się ponownie z kolacją, Hermiona była wyczerpana do tego stopnia, że dostała migreny, ale skończyła pierwszy szkic. Owszem, wyczerpała się na miejscu zbrodni, ale znalazła mnóstwo bezcennych informacji, a i tak straciła zbyt wiele cennych dni, będąc nieprzytomną.

W ramach podziękowania dla Poppy Hermiona chciała dać jej kilka galeonów. W końcu to była dodatkowa praca i byłoby to sprawiedliwe, ale skrzatka tylko wpatrywała się w nią z przerażeniem w oczach.

— Poppy nie może przyjąć galeonów panny Granger! — krzyknęła. — Nie, nie! Nie, skoro panna Granger tyle zrobiła dla skrzatów!

Kiedy Hermiona nalegała, Poppy rozpłakała się. Ostatecznie zadowoliła się kupionym w sklepie suchym ciasteczkiem, a Hermiona poczuła się winna, że w ogóle próbowała.

Wiedziała, że wypad na Grimmauld Place po dwudziestej to ryzyko, ale potrzebowała towarzystwa. Miała szczęście, że zastała Harry’ego i Ginny na kanapie, oglądających telewizję. Harry był już na wpół śpiący, ale cmoknął i podniósł się na nogi, gdy Hermiona pojawiła się w kominku. Dołączyła do nich, gdy Harry robił herbatę.

— Jak minął pierwszy dzień w domu? — zapytała Ginny, owijając wokół palca jeden z loków Hermiony.

Hermiona westchnęła i poruszyła się.

— No cóż… skończyłam raport. Prawie.

Ginny przewróciła oczami i westchnęła.

— No tak. Nie dziwię się. To ty siedziałaś do późna w sobotnie wieczory, odrabiając lekcje.

Hermiona zerknęła w stronę kuchni, upewniając się, że Harry ich nie słyszy, zanim powiedziała:

— Pokłóciłam się dziś rano z Malfoyem.

Oczy Ginny się rozszerzyły.

— Dziś rano? Czy on… — Zmrużyła oczy, a na jej ustach pojawił się figlarny uśmieszek. — Hermiono Granger, czy nocował u ciebie chłopak?

Hermiona walczyła z rumieńcem na policzkach.

— Tak. Ale głupio się pokłóciliśmy, zanim poszedł do pracy.

— O co?

Hermiona na chwilę spuściła wzrok.

— Pracę. — Ginny rzuciła jej zachęcające spojrzenie, a gdy Harry zaczął nucić coś w kuchni, podczas gdy woda na herbatę się gotowała, Hermiona westchnęła i kontynuowała: — Uważam to zwolnienie lekarskie za niedorzeczność. I tak rzadko robię cokolwiek poza siedzeniem w biurze. Więc powiedziałam, że mogę wrócić do kryjówki i dokończyć raport, ale on oświadczył, że jeśli to zrobię, zawiesi mnie w obowiązkach. Czy to nie jest śmieszne?

Ginny zmarszczyła brwi.

— Hermiono, przykro mi to mówić, ale chyba zgadzam się z Malfoyem w tej sprawie. Naprawdę nie powinnaś się przemęczać. Uzdrowiciele powiedzieli…

— Uzdrowiciele powiedzieli, że powinnam odpoczywać, wiem — mruknęła Hermiona — ale nie będę się fizycznie wyczerpywać papierkową robotą, a Malfoy z pewnością nie ma prawa decydować, co mogę, a czego nie mogę robić. Nie jest moim chłopakiem, a nawet gdyby był, nie miałby prawa podejmować takich decyzji.

Ginny zmarszczyła brwi, gdy Harry wrócił, lewitując przed nim trzy filiżanki herbaty. Ledwo usiadł, a Hermiona oznajmiła mu, że skończyła pierwszy szkic raportu.

Harry zmarszczył brwi i spojrzał na pergamin.

— Więc żadnego zwolnienia lekarskiego dla ciebie?

Przewróciła oczami.

— Moje serce nie przestanie bić, bo napiszę kilka stron.

Brwi Harry’ego poszybowały w górę.

— Nie, oczywiście, że nie, ale naprawdę nie powinnaś…

— Harry Potterze! — krzyknęła, a on zesztywniał. — Nie waż się mówić mi, co powinnam, a czego nie powinnam robić! Do jutra skończę ten cholerny raport, a potem przyniosę go do ciebie na potrzeby śledztwa. Rozumiesz?

Posłał jej spojrzenie, które robił już wiele razy w szkole, spojrzenie, które mówiło, że jest jednocześnie rozbawiony i przerażony.

— Dobrze — powiedział — ale wiesz, że to Malfoy tu rządzi, nie ja, i to on zawiesił śledztwo.

— Ale to kompletna bzdura! — warknęła Hermiona. — Greyback jest gdzieś tam, żerując na niewinnych, mugolskich dzieciach, a Malfoy postanowił zawiesić śledztwo?

— No cóż, powiedziałem mu dzisiaj o Greybacku — oświadczył Harry i uniósł palec. — Więc rozumie powagę sytuacji.

— To głupota wstrzymywać śledztwo tylko dlatego, że nie wolno mi dokończyć cholernego raportu — mruknęła Hermiona.

— Myślę, że zamierza zbadać źródło — rzucił Harry i podrapał się po głowie. — To już drugi raz, kiedy anonimowy informator przekazał nam informacje, które się sprawdzają.

Hermiona przygryzła wargę.

— Zgadza się… — Wpatrywała się w herbatę. — A co, jeśli to wszystko jest ze sobą powiązane?

— Co masz na myśli?

— No cóż… — Hermiona przesunęła się, by spojrzeć na Harry’ego i Ginny. — Pierwszy cynk dotyczył Selwyna. Znaleziono go martwego, tak? Ślady w kryjówce pasowały do tych na miejscu zniknięcia pana Crawleya. Malfoy powiedział mi o nim coś dość niepokojącego, kiedy zbadałam dom Crawleyów. Zasugerował, że on chciał oddawać mugolskie dzieci wilkołakom na przemianę! Wskazówka dotycząca domu wilkołaków pochodziła prawdopodobnie od tego samego, anonimowego informatora, co w sprawie Selwyna — to wszystko jest ze sobą powiązane!

Harry westchnął głęboko, a cienie pod jego oczami pogłębiły się jeszcze bardziej.

— Hermiono — zaczął i spojrzał na nią wzrokiem pełnym troski. — Znowu to robisz.

— Co robię? — warknęła. — Używam mojego mózgu?

— Za bardzo analizujesz — kontynuował. — Tak, jasne, wszystko pasuje, ale pamiętaj — ci ludzie to zwolennicy Voldemorta. Oczywiście są ze sobą powiązani. I prawdopodobnie nawzajem się zabijają.

Wpatrywała się w niego z otwartymi ustami.

— Naprawdę mówisz to, co myślę?

— Cóż. — Poprawił okulary na nosie. — Jeśli myślisz, że mówię ci, żebyś dała sobie spokój, to tak. — Westchnął i odsunął się na skraj fotela. — Słuchaj, Hermiono, rozumiem. Naprawdę. Zajęło mi lata, żeby zrozumieć, że teraz jest inaczej, ale, cholera, jakie to przyjemne! Naszym priorytetem jest teraz Greyback. Masz rację, to pilne. Ale zanim zaczniesz szukać jakiegoś ukrytego spisku, przypomnij sobie, z kim mamy do czynienia. To zdesperowani ludzie, którzy ścigają się nawzajem jak bezgłowe kurczaki.

Zastanowiła się nad tym i przypomniała sobie, co powiedziała jej Uzdrowicielka Ericson. Wojna się skończyła. Voldemort nie żył. Pozostali zwolennicy byli rozproszeni i zdesperowani. Zupełnie jak Draco i jego używanie Czarnej Magii. Harry miał rację; groziło jej wciągnięcie się w teorię spiskową, którą sama wymyśliła.

Ale wszystko idealnie do siebie pasowało. Nie mogła temu zaprzeczyć.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Jej sesja terapeutyczna z Uzdrowicielką Ericsson w tym miesiącu była… interesująca. Rozmawiały trochę o jej wyczerpaniu i jego przyczynach — i o jej strachu przed zmianą stanowiska, bo nie pasowała do Aurorów — ale nie rozwodziły się nad tym zbyt długo. Padło jedynie, że Hermiona musi popracować nad tym, żeby robić wystarczająco dużo, z czym się zgodziła, choć nie była pewna, co tak naprawdę znaczy wystarczająco dużo.

Hermiona skupiła się jednak na swojej irytacji i frustracji wobec Draco. Przenikały one wszystko — każdą myśl, każdą troskę. Zachowywał się, jakby mu na niej zależało, jakby byli dla siebie kimś więcej niż tylko kochankami, ale potem ugiął się podczas małej sprzeczki i uciekł, jakby nagle zdał sobie sprawę, że nie jest warta zachodu. I być może nie była.

Nie odzywał się przez cały weekend. Nie odpisał nawet na jej SMS-y. Panowała z jego strony kompletna cisza i pomimo jej dzielnych prób, by o nim zapomnieć, ta cisza ją wykańczała.

Nie była sama; Poppy sumiennie pojawiała się w jej mieszkaniu kilka razy dziennie z jedzeniem, z jednym daniem pyszniejszym od drugiego, zanim zajmowała się myciem naczyń i wszystkim innym, co wpadło jej w ręce, a Ginny spędziła wiele godzin, zabawiając Hermionę i rozśmieszając — ale mimo wszystko to nieobecność Draco miała pierwszeństwo i drażniła ją. Może jednak nie była tego warta.

— Czy możesz opisać uczucia, jakie odczuwasz, myśląc o kłótni z Draco? — zapytała Uzdrowicielka Ericson.

Hermiona westchnęła i odchyliła się na sofie.

— Złość, rozczarowanie, frustrację… — Przygryzła wargę, przyglądając się paznokciom. — Porzucenie, jak sądzę.

— Chcę się trochę skupić na porzuceniu. Możesz opisać to uczucie?

Hermiona przełknęła ślinę.

— To… to było miłe, że ktoś się mną tak opiekuje. Że on się mną tak opiekuje. — Zacisnęła szczękę i przeciągnęła palcem po stole. — Prawdopodobnie wszystko zepsułam. Przez strach sabotowałam wszystko bez sensu i celu. Nie wiem, dlaczego tak się wściekłam, po prostu tak się stało i czuję, jakbym zniszczyła coś, co mogło być wspaniałe. I wiem… wiem… nie jesteśmy razem, ale czasami, wiesz, czasami wydaje mi się, że… no cóż, mogliśmy być, jak sądzę. — Westchnęła ciężko i wyjrzała przez okno. — Ale wiem, że to się nie wydarzy.

— Dlaczego?

— Pochodzimy z różnych światów. — Nie musiała nawet zastanawiać się nad odpowiedzią. Myślała o tym tyle razy przez lata, że mogłaby odpowiedzieć na to pytanie nawet przez sen. — Oczekuje się od niego, że będzie z kimś z jego świata, a nie… nie ze mną. I nie sądzę, żeby był aż tak zainteresowany poważnym związkiem. Chyba tamtego ranka zdał sobie sprawę, że po prostu zbyt przesadzam.

— Też tak się czujesz, gdy jesteście razem?

Hermiona pokręciła głową.

— Nie. Wtedy jest przyjemnie. Naturalnie. Łatwo. — Och, te cholerne łzy; otarła je, zanim zdążyły spłynąć po jej policzkach. — Odkąd byłam z Ronem, szukałam kogoś, kto mnie rozumie. Ron nigdy mnie nie rozumiał. Nie do końca. A Draco… cóż, nie mogę powiedzieć, że znam go tak dobrze jak Rona, ale zabawne jest to, że czuję, iż on zna mnie lepiej niż Ron kiedykolwiek. Nawiązuję z nim kontakt wzrokowy na innym poziomie. — Pokręciła głową i wbiła wzrok na swoje kolana. — Myślimy w podobny sposób. Patrzymy na wiele rzeczy tak samo. On rozumie moje potrzeby i zaspokaja je. Nie zawstydza mnie za nie.

— Czy to potrzeby, których sama się wstydzisz?

Hermionie zaschło w gardle i nie mogła wykrztusić odpowiedzi. Zamiast tego po prostu skinęła głową.

Pióro Uzdrowicielki Ericson coś zapisało, podczas gdy cisza zaległa w pokoju. Po chwili powiedziała:

— Wspomniałaś wcześniej, że zgodziłaś się na tę relację. Czy omawialiście jej charakter?

Hermiona powiodła wzrokiem po suficie.

— Nie, nie do końca. My… cóż, powiedział, że pragnie wyłączności, szczerości i zaufania, a biorąc pod uwagę kontekst tej rozmowy, zinterpretowałam to tak, że chodzi mu o relację czysto seksualną. — Zachichotała bez humoru i spojrzała na Uzdrowicielkę. — Nie trwało to nawet tydzień, także…

— Zakończyłaś to?

— Jego ostatnie słowa, jakie do mnie powiedział, brzmiały: Uważaj na siebie, Granger, a to było cztery dni temu, więc podejrzewam, że to koniec, tak.

— Dlatego czujesz się porzucona?

Hermiona zacisnęła szczękę. Gardło bolało ją od niewylanych łez i musiała kilka razy przełknąć ślinę, by nie zaszlochać. Wzięła głęboki oddech i w końcu skinęła głową.

— Kiedy przedstawił swoje warunki, poprosił o moje. Powiedziałam mu, że nie chcę, żeby mnie unikał, ale cóż, i tak to się stało. Jednak nie chcę, żeby to się skończyło. Pokłóciliśmy się absurdalnie o pracę, a jego reakcja była całkowicie nieuzasadniona, ale przypuszczam, że fundamenty były w najlepszym razie kruche. Może to i lepiej.

— Byłaś zadowolona z takiej relacji z nim? — zapytała Uzdrowicielka Ericson.

— Tak — odpowiedziała. — Nie jestem pewna, czy jestem gotowa na coś poważniejszego, zwłaszcza z nim, ale to miłe. Czuję się z nim bezpiecznie, a kiedy my… — Przełknęła ślinę, czując, jak narasta rumieniec na jej policzkach. — Seks z nim działa na mnie oczyszczająco, stymulująco. To jak… głęboki masaż; on odkrywa wszystkie więzy i to cholernie boli, ale potem czuję się o wiele lżejsza, jakbym znów mogła normalnie oddychać. Mogę się poddać, uwolnić od tej kontroli, o którą tak walczę, i to takie wyzwalające… ale przeraża mnie, że nigdy nie znajdę tego z nikim innym.

Niespodziewanie zaszlochała i ukryła twarz w dłoniach.

To była okropna prawda. Nie do końca rozumiała swoje uczucia do Draco, ale wiedziała, że obawia się, iż nie znajdzie tego poczucia wolności z nikim innym poza nim. Odetchnęła na chwilę, pozwalając szlochom opaść z powrotem na swoje miejsce w piersi, zanim spojrzała na Uzdrowicielkę.

— Wydaje mi się, że może między wami doszło do nieporozumienia, jeśli chodzi o oczekiwania i pragnienia — powiedziała kobieta, marszcząc ciemne brwi. — Czy Draco był już kiedyś w związku o takiej dynamice?

Hermiona uniosła brwi.

— Nie wiem. Jakiej dynamice?

Uzdrowicielka wydawała się zaskoczona. Poruszyła się na krześle i po raz pierwszy, odkąd Hermiona zaczęła się z nią spotykać, wydawała się speszona.

— Cóż, z tego, co mi powiedziałaś, wynika, że jesteś uwikłana w relację dominacji i uległości z tym mężczyzną, ale może się mylę.

— Och. — Hermiona poczuła, jak rumieniec sięga jej aż do uszu. Nigdy wcześniej o tym tak nie myślała. Nie była głupia — oczywiście wiedziała, że ich sypialniana dynamika nie jest, jak to ujęła Ginny, typowa — ale nawet nie przyszło jej do głowy, że to właśnie ta dynamika jest w centrum. Myślała, że tak jest. Ich pragnienia. Ich potrzeby i pragnienia. Mieli to na papierze, na swoich listach. Ale, cóż, tak; chciała, żeby nad nią dominował. To było dość proste, naprawdę — a jednak zupełnie inne. — Tak, chyba jestem. — Zmarszczyła brwi. — Czy to coś zmienia?

— Niekoniecznie — odparła Uzdrowicielka. — Ale jeśli tak jest, może to pomóc ci zrozumieć naturę waszego związku i zarządzać swoimi oczekiwaniami. Jeśli on ma doświadczenie, którego ty nie masz, może to być źródłem konfliktu, zwłaszcza jeśli nie zakomunikujesz mu tej różnicy. Może oczekiwać od siebie czegoś, czego nie znasz. W każdym razie, warto byłoby omówić ograniczenia, które dotyczą nie tylko aktywności seksualnej, ale także życia codziennego. Niektórzy ludzie w tego typu relacjach ograniczają się do sypialni, podczas gdy u innych występuje tak zwana częściowa lub całkowita wymiana władzy, co oznacza, że uległy partner oddaje znaczną część kontroli i władzy, nawet poza sypialnią.

Hermiona przygryzła wargę, a w głowie kotłowało jej się wiele myśli. Draco był z natury asertywny i dominujący, więc skąd miała wiedzieć, czy próbuje ją kontrolować poprzez wymianę władzy (lub w tym przypadku kradzież), czy po prostu jest sobą? Wymienił się z nią swoją listą rzeczy, które jest gotów zrobić, i choć nie była podświetlona, to była pogrubiona. Hermiona nie powiedziała, że tego nie chce. Czy o to chodziło? Czy myślał, że odda mu całą władzę?

— W jakim zakresie on ma kontrolę? — kontynuowała Uzdrowicielka. — W jakim zakresie ty? Jaki poziom zaangażowania emocjonalnego jesteś gotowa zaakceptować, a jakiego on oczekuje? Jakiego poziomu zaangażowania emocjonalnego oczekujesz od niego? Czy on traktuje waszą relację inaczej niż ty? — Założyła nogę na nogę i pochyliła się ku Hermionie. — Nie musisz sama wszystkiego rozgryzać. Zwłaszcza w związku.

— Ale o to właśnie chodzi. — Hermiona westchnęła i spuściła wzrok. — Nie jestem pewna, czy w ogóle jeszcze jesteśmy w związku i nie wiem, jak go uratować.

Uzdrowicielka Ericson westchnęła i odchyliła się do tyłu.

— Poświęć trochę czasu na przemyślenie tego, czego chcesz. Dla twojego procesu zdrowienia ważne jest, żebyś nie spieszyła się z niczym, bo czujesz, że coś trzeba ratować. Tego rodzaju dynamika może być intensywna i powodować wszelkiego rodzaju emocjonalne zawirowania, a być może w połączeniu z twoją historią z Draco nieco utrudnia ci to jasne widzenie spraw. Czy słusznie zakładam, że przez ostatnie kilka dni byłaś zbyt zajęta martwieniem się o stan swojej relacji, żeby pomyśleć o tym, czego tak naprawdę chcesz?

Hermiona zmarszczyła brwi.

— Chyba tak. Najbardziej frustruje mnie jego dziecinna odmowa rozmowy ze mną. Martwi mnie to i uważam, że to nieodpowiedzialne z jego strony, że zawiesił śledztwo, bo jestem na zwolnieniu lekarskim, i… — Prychnęła, krzyżując ramiona na piersi. — Wiem, że pracują nad złapaniem Greybacka. Wiem, że nie wstrzymał całkowicie śledztwa i wiem, że jest bardzo dumny ze swojej pracy i nie zaniedbywałby obowiązków. Ale mam tak wiele do powiedzenia na temat śledztwa, a konieczność informowania Harry’ego jest po prostu… cóż, szczerze mówiąc, wyczerpująca.

— Za kilka dni wracasz do pracy.

— Wiem o tym.

— Chcesz o tym porozmawiać?

Hermiona zacisnęła szczękę.

— Nie wiem, o czym miałabym rozmawiać w tym temacie.

— A co z faktem, że Draco prowadzi śledztwo?

Hermiona zagryzła wargi.

— Jesteśmy współpracownikami. Z pewnością zachowa profesjonalizm. Tak czy inaczej, prawdopodobnie będzie używał oklumencji.

Uzdrowicielka Ericson zmarszczyła brwi.

— Czy to cię niepokoi?

— Cóż, niełatwo rozmawiać o uczuciach z kimś, kto je odrzuca. — Hermiona pokręciła głową. — Ale chyba lepiej, żebyśmy razem pracowali.

Uzdrowicielka zamyśliła się, a kiedy czas minął, umówiły się na wizytę w przyszłym miesiącu, po czym Hermiona podziękowała jej za poświęcony czas i wyszła.

W jej głowie kłębiło się wiele myśli, a prawie wszystkie dotyczyły Draco. Nie powinna była być dla niego tak surowa, nie powinna była nazywać go rozpieszczonym bachorem. Może po prostu martwił się o nią i okazywał to w nieidealny sposób. Jego opanowanie i autorytarność były atrakcyjnymi cechami, nie mogła temu zaprzeczyć, ale nie w taki sposób. Nie wtedy, gdy stawką było życie mugolskich dzieci. Nie była delikatnym kwiatem — walczyła na wojnie, na Merlina! — i nie zamierzała pozwolić, by ktokolwiek, a tym bardziej mężczyzna, sprawił, że poczuje się mniej wartościowa. Jak na ironię, Draco był również jedną z osób, które sprawiły, że poczuła się najbardziej wartościowa.

Och, Wszechświat ma okrutne poczucie humoru.

____________

Witajcie :) w niedzielny wieczór zapraszam na kolejny rozdział tłumaczenia. Mamy chwilowy kryzys, ale obiecuję, że niedługo wszystko się wyjaśni. Także czekajcie cierpliwie.

Na kolejny rozdział zapraszam za dwa tygodnie. Miłej lektury. Enjoy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Obserwatorzy