Październik 2004
Draco próbował zasnąć. Kiedy oddech Granger stał
się ciężki — znacznie później niż zakładał, że kładła się spać — on również
próbował zapaść w błogi sen. Ale nie mógł.
Wciąż myślał o tym, co powiedział, o tym, że
nigdy więcej nie będzie musiała spać sama, chyba że tego zechce. Brzmiało to
desperacko i równie dobrze mógłby się jej oświadczyć; przecież to byłby
najszybszy sposób, żeby ją odstraszyć. Przecież nie zrobił już nic
imponującego, próbując ją odstraszyć, czy coś — nie, zupełnie normalne było
wciąganie osoby, której się pragnie ponad wszystko, w związek dominacji i
posłuszeństwa, udając, że to jedyny sposób, żeby ich zaakceptować.
Ręka lekko go mrowiła na myśl o Wieczystej
Przysiędze, którą złożył z Pansy. Musiał powiedzieć Granger wszystko, jeśli ona
wyzna uczucia Theo. To była głupia obietnica i powinien wiedzieć, że nie da się
sprowokować cholernej Pansy Parkinson. Bycie w łóżku Hermiony Granger stanowiło
wyczyn, o którym nigdy nie myślał, że będzie możliwy. Myślał, że jej obecność w
jego łóżku to coś niezwykłego, ale bycie tu, w jej mieszkaniu, jej
łóżku, jej życiu, było czymś, o czym
nigdy nie śmiał marzyć. Pachniało nią i było takie… ciepłe. Przytulne. Domowe.
Nawet ten bałagan wydawał się właściwy i pocieszający, jakby mógł opuścić gardę
w tych ścianach i po prostu istnieć.
A potem musiał zrobić coś, co niemal wszystko
zepsuło, zachowując się jak zakochany szczeniak. Na szczęście, nie odrzuciła
go. Miał nadzieję, że to dlatego, że naprawdę go chciała, a nie dlatego, że
uważała, że powinna spłacać dług albo zachowywać się dziwnie. Przynajmniej go
pocałowała. Próbował znaleźć sposób w myśli, że to ona to zainicjowała,
jednocześnie nie starając się doszukiwać w tym niczego zbytniego.
Starał się nie doszukiwać niczego w tym co
wydarzyło się tego wieczora — ale na Merlina! Nigdy nie czuł tak euforycznego
uniesienia, jak wtedy, gdy patrzył, jak tak dobrze bierze jego kutasa do ust.
Odkąd był nastolatkiem, chciał poczuć, jak to jest, gdy mu obciąga, i choć
rzeczywistość była o wiele lepsza od fantazji, to nie czyniło to tego tak
magicznym. W istocie, każda intymność z nią była niczym niebo, ale dziś
wieczorem poddała mu się, jakby naprawdę mu ufała,
i tego uczucia nigdy nie zapomni.
To była czysta moc, kontrola i więź głębsza niż
cokolwiek, co kiedykolwiek czuł. Był z innymi kobietami, które powierzyły mu
swoje życie, ale żadna z nich nie była nią.
Ufała mu na tyle, by pozwolić mu kontrolować powietrze, którym oddychała,
rozkoszując się nim, i robiła to bez chwili wytchnienia. To obudziło tę część
niego, która nie pasowała do nowego świata, i po raz pierwszy się tego nie
wstydził. Rozkoszował się tym, wręcz delektował. Mógł pozwolić jej ożyć,
wiedząc, że nadal ma pełną kontrolę, bo to była ona, i prędzej by umarł, niż
zrobił jej krzywdę. To było zdumiewające, niewiarygodne i absolutnie
druzgocące.
Gdyby tylko Theo miał rację, Draco nie
przeżywałby teraz takiego cierpienia. Gdyby nie dorównywała jego wyobrażonej
wersji siebie, nie przewyższyła jej, mógłby odpuścić; teraz, gdy to zrobiła, a
nawet więcej, był na zawsze zrujnowany i nigdy nie bał się czegoś tak bardzo,
jak tego, że to zepsuje.
Wiedział, co powiedzą jego przyjaciele;
powiedzieliby mu, żeby przestał się nad tym zastanawiać i po prostu cieszył się
chwilą, póki trwa, ale Draco nie mógł. Grał w szachy i jeśli chciał wygrać,
musiał upewnić się, że każdy ruch będzie zwycięski. Musiał znać wszystkie
możliwe kombinacje, wszystkie możliwe rozwiązania. Musiał być przygotowany na
wszystko, wiedzieć, kiedy się go boi i kiedy zbliża się do swoich granic.
A jego cel? Ona.
Uświadomienie jej, że nie może bez niego żyć, było jego szachem-matem. Nie
obchodziło go, czy poprowadzi ją do ołtarza — dopóki była jego, był zadowolony. Wiedział, że to zaborcza myśl, ale zupełnie
go to nie obchodziło.
A jednak w głębi duszy tliła się w nim
paraliżująca wątpliwość. Stawka była zbyt wysoka, by zmarnować tę szansę.
Widział przyszłość, której tak bardzo pragnął, była w jego zasięgu, ale tylko
pod warunkiem, że rozegra każdy ruch perfekcyjnie.
Granger poruszyła się przez sen, jej ciało wiło
się, a on zacisnął szczękę, by nie jęknąć. Nie mógł leżeć bezsennie obok niej w
tak małym łóżku, nie sztywniejąc, i chociaż mroczna część jego umysłu pragnęła
zrobić jej dobrze, dopóki się nie obudzi, a nawet więcej, jego racjonalny umysł
podpowiadał mu, że nie może. Jeszcze nie.
Nie, musiał na chwilę się od niej oddalić i
oczyścić umysł. Powoli wyczołgał się z łóżka. Granger westchnęła głęboko, ale
się nie obudziła, więc Draco ostrożnie się ubrał, zanim wślizgnął się do
zabałaganionej kuchni czarownicy.
Mieszkanie było stare i zniszczone. Tapety były
poplamione, a miejscami nawet odpadały. Widać było, że zrobiła, co mogła, żeby
je odnowić, ale mugolskimi metodami. Nie rozumiał dlaczego, bo nadal wyglądało
to jak, cóż, szmelc, ale zrobiła, co mogła, że utrzymać je na miejscu.
Nie było tam jednak wielkiego bałaganu.; kuchnia
była zagracona, ale wszystko schludnie ułożono na swoim miejscu. Stare garnki,
patelnie i talerze wymieszała z nowymi. Jedyne okno w kuchni było zasłonięte
przez zioła; tłoczyły się na parapecie, inne wisiały w doniczkach, rzucając
zielonkawe światło na cytrynowe ściany. Filiżanki wisiały na hakach nad zlewem,
czajnik był elektryczny, ale kuchenka gazowa. Lodówka zdawała się być równie
wiekowa co całe mieszkanie.
Ale najbardziej rzucającą się w oczy istotą w
kuchni Hermiony Granger był wielki, kudłaty kot, który wpatrywał się w Draco
niesamowicie inteligentnymi oczami. Puszysty ogon drgnął, a język musnął
spłaszczony nos. Ukrywał się od czasu jego przybycia, ale teraz wpatrywał się w
niego wyzywająco z kuchennego blatu.
Draco zmrużył oczy i oparł się o zlew, wpatrując
się w kota.
— Krzywołap — mruknął i z jakiegoś powodu nawet
skinął głową na powitanie.
Wąsy kota drgnęły, a on sam zaczął deptać łapami
po blacie. Draco nie wiedział, czy stworzenie jest ciekawe, czy nieufne, ale
wiedział, że lepiej nie ryzykować z pół-kuguarem z czterema parami ostrych
pazurów. Kot wydał z siebie głębokie, lecz pozornie ciche miauknięcie, a Draco zacisnął
szczękę.
— Nie musisz się martwić — powiedział, unosząc
brew. — Nie jestem tu po to, żeby skrzywdzić twoją Mamusię. No, przynajmniej
nie za bardzo.
Ogon kota zatrzepotał dziko.
Draco przewrócił oczami i zrobił sobie herbatę.
Granger miała tylko tanie torebki herbaty — będzie musiał to naprawić — ale na
razie musiało mu wystarczyć. Gdy herbata była gotowa, zapuścił się do salonu,
starając się z całych sił ignorować kota, który go śledził.
W ciszy nocy pomieszczenie wyglądało na spokojne.
Sofa, mimo że wcześniej tej nocy była miejscem bardzo przyjemnego aktu, była
wygodna i zdecydowanie używana. Zielone rośliny stały na prowizorycznych
powierzchniach w całym pokoju, a Draco mógł przysiąc, że gdzieś pod nimi kryje
się biurko.
Bukiety ze Świętego Munga były porozrzucane po
całym mieszkaniu. Brak tego od McLaggena był jak zwycięstwo, które zresztą
wywołało uśmiech na twarzy Draco. Samotna róża, którą jej przyniósł, leżała
starannie ułożona na kominku, niczym centralny punkt; to uradowało jego serce.
Zanim ją jej zostawił, rzucił na nią zaklęcie statyzujące, by mieć pewność, że
nigdy nie zwiędnie. Pamiętał, jak w szkole myślał, że Granger będzie
dziewczyną, która pragnie romantycznych prezentów i gestów, a Draco zaplanował
kilka rzeczy na wypadek, gdyby — co jest mało prawdopodobne — miał okazję się
do niej zalecać. Czy byłoby dziwne dać jej coś takiego teraz? Żeby ją
oczarować? Tak, cóż, może… albo zdecydowanie.
Jej regały były wypełnione po brzegi, książki
leżały w podwójnych rzędach, ściśnięte tak ciasno, że zastanawiał się, czy
kiedykolwiek je jeszcze wyciągnie. Znając Granger, prawdopodobnie przeczytała
je wszystkie. Dwa razy.
Z ręką w kieszeni i filiżanką herbaty w drugiej,
przeglądał tytuły. Rozpoznał niektóre z nich ze szkolnej literatury, ale wśród
nich było mnóstwo czarodziejskich klasyków, które widział już tysiąc razy.
Widok jej starego, zniszczonego egzemplarza Historii
Hogwartu wywołał uśmiech na jego twarzy. Ledwo zliczył, ile razy widział ją
czytającą tę książkę w bibliotece lub w Wielkiej Sali. Nie zdziwiłby się, gdyby
to była jej ulubiona pozycja.
Obok znalazł nowszą wersję; bez wątpienia
zawierającą relację z Bitwy o Hogwart. Być może jego nazwisko się tam pojawia,
nie sprawdził. Nie odważył się — nie chciał wiedzieć, czego uczniowie Hogwartu
uczą się o nim i jego rodzinie. Nie był nawet ciekaw. I tak słyszał już
wystarczająco dużo plotek.
Przeglądając dalej, dostrzegł kilka książek,
które czytał już wcześniej, tytułów, których znalezienie w biblioteczce Granger
nie było dla niego zaskoczeniem. Z pewnością była zapaloną czytelniczką, ale
nie musiał patrzeć na jej biblioteczkę, żeby się o tym przekonać. Bardziej
interesował go dział z beletrystyką. Przez lata randek z kobietami zdał sobie
sprawę, że mógłby wiele nauczyć się z literatury pięknej, którą lubiła. Draco
już wcześniej zrozumiał, że Granger ma słabość do klasycznych romansów, co go
specjalnie nie zaskoczyło, a szybsze przejrzenie jej kolekcji to potwierdziło.
Kompletna kolekcja książek Austen, sióstr Brontë, Dickensa, Szekspira, Alcotta,
Hardy’ego — lista ciągnęła się w nieskończoność. Wszystkie wydawały się mocno
zużyte i zniszczone, ale na stoliku obok sofy znalazł książkę, która zdawała
się niemal rozpadać.
Duma i
uprzedzenie była najwyraźniej
absolutną faworytką Granger. Draco uśmiechnął się, ostrożnie ją wziął do ręki i
wygodnie rozsiadł się na sofie.
~*~*~*~*~*~*~*~
Hermiona biegła. Serce podchodziło jej do gardła,
nogi płonęły, ale nie mogła już zwolnić. Złowrogi śmiech podążał za nią, a on był coraz bliżej, doganiając ją.
Biegła dalej, tłumiąc szloch, przelatując między drzewami. Jeśli ją złapie, to
będzie koniec. Harry nie będzie wiedział o wszystkim, czego się dowiedziała o
horkruksach, a Voldemort pozostanie niepowstrzymany. Nie mogła zawieść, ale on ją gonił.
Zerknęła przez ramię. Zbliżał się do niej, jego
czarny płaszcz powiewał za nim, a srebrna maska lśniła w świetle księżyca. Choć
nie widziała jego twarzy, wiedziała, że się uśmiecha.
Korzeń chwycił ją za stopę i runęła na ziemię, a
różdżka wypadła jej z ręki. Czołgała się w jej stronę, prawie już ją miała, ale
czarny but ze smoczej skóry nadepnął na nią i spojrzał w górę, w zimną,
metaliczną, pustą twarz Śmierciożercy.
— Nie — szepnęła. Odziana w skórę dłoń sięgnęła w
dół, by chwycić ją za włosy, i choć próbowała się bronić, jej kończyny odmówiły
współpracy, a on był silny. — Puść mnie!
— Cicho, mała szlamo — warknął, przyciągając ją
twarzą do siebie. — Teraz jesteś moja.
Nie byli już w lesie; nie, byli w celi, z rękami
związanymi za plecami. Jej odsłonięta skóra drżała, gdy jego dłonie w
rękawiczkach wędrowały po niej, a srebrne spojrzenie ukryte za maską było
godne. Jęknął, obejmując jej pierś, a Hermiona westchnęła. To było złe;
zawiodła, jej przyjaciele nie żyli, a ona była przetrzymywana wbrew swojej
woli, a jednak coś w jej wnętrzu zawyło.
Śmierciożerca mruknął coś i powoli postawił ją na
kolanach. Jedną ręką objął jej włosy, a drugą odpiął pasek.
— Bądź grzeczną dziewczynką i otwórz szeroko usta
— powiedział ochryple i Hermiona zrobiła to.
Rozchyliła usta, patrząc na przystojną twarz
Draco Malfoya, a w jej żołądku zebrały się oczekiwanie i pożądanie.
Obudziła się gwałtownie, zdezorientowana i nieco
zawstydzona. Nie pierwszy raz jej koszmar przybrał erotyczny obrót, ani nie
pierwszy raz Malfoy ją gonił, ale nowy dodatek — ona na klęczkach — był z
pewnością interesujący. Ziewając, poczuła napięcie w szczęce i skrzywiła się.
Niech go diabli wezmą za takie przypomnienia.
Przeciągając się, odwróciła się w stronę miejsca,
w którym, jak pamiętała, leżał Malfoy — nie, nie Malfoy, Draco — zanim zasnęła, i była boleśnie rozczarowana, gdy zauważyła,
że łóżko jest puste, a pościel zimna. Rozczarowana, ale nie zaskoczona.
Wzdychając, spojrzała na zegarek. Było kwadrans po szóstej. Nawet koszmary
wiedziały, jak obudzić ją na czas do pracy. Tylko, że nie szła do pracy. Nie,
była na zwolnieniu lekarskim.
Stękając, zwlekła się z łóżka. Myślała o tym,
żeby nie wstawać, ale gdyby to zrobiła, myślałaby tylko o Draco i o tym,
dlaczego czuł palącą potrzebę wyjścia w środku nocy. Czy zmienił zdanie? Czy
zdał sobie sprawę, jak mało mu na niej zależy i że nie chce spędzać czasu,
opiekując się szlamą? Mógł z nią
uprawiać perwersyjny seks, ale spanie w jej łóżku? Niemożliwe. Oczywiście, że
nie, bo Draco Malfoy w ogóle nie powinien przebywać w jej mieszkaniu. Jakby
materia świata miała pęknąć, gdyby spędzał zbyt dużo czasu w jej prywatnej
przestrzeni. Jej obecność u niego, budzenie się w jego łóżku, było dziwne,
owszem, ale o wiele łatwiej było jej zaakceptować to jako rzeczywistość niż to,
że on jest u niej. To było po prostu nienaturalne, jakby sprzeczne z jego
naturą. On był uosobieniem porządku i elegancji, a ona, cóż, chaosu i bałaganu.
Więc oczywiście wyszedł w środku nocy, nawet się nie żegnając.
Idealnie. Jej poranek był zrujnowany.
Jęczała, wlokąc się do kuchni, wiedząc, że dziś
będzie wymagała długiej kąpieli i herbaty uspokajającej od Ginny. Kiedy jednak
weszła do kuchni, zamarła w miejscu. Tam, oparty o zlew, stał Draco Malfoy we
własnej osobie, z rękami skrzyżowanymi na piersi i wzrokiem utkwionym w rudym
kocie na przeciwległym blacie. Wpatrywali się w siebie, a ogon Krzywołapa
drgnął niecierpliwie.
— Dzień dobry, Granger — przywitał się, nie
spuszczając wzroku z kota.
Hermiona była oszołomiona.
— Och… dzień dobry. Ja… myślałam, że wyszedłeś.
To sprawiło, że na nią spojrzał.
— Nie. Nie mogłem spać.
Mrugnęła na te słowa, czując, jak pieką ją
policzki.
— Och, przepraszam. Łóżko było niewygodne? Może
za małe? Oczywiście, że tak, a może chrapałam? Czy ja…
— Granger. — Uśmiechnął się i uniósł brew. — Nic
nie zrobiłaś źle. Twoje łóżko jest w porządku. Po prostu nie mogłem spać.
Westchnął, odepchnął się od zlewu i odwrócił do
blatu przy oknie. Tam Hermiona zauważyła duży kosz pełen jedzenia, zupełnie
taki sam, jak ten, który Poppy przyniosła do jego mieszkania.
Kiedy zdjął zaklęcie statyzujące, zapach świeżo
upieczonych bułeczek rozniósł się po pomieszczeniu, a Hermionie niemal pociekła
ślinka.
— Wiesz, że nie musiałeś tego robić.
— Wiem — powiedział i skinął głową. — Ale nie
będę z tobą dyskutował na ten temat. Poza tym Poppy by mnie zabiła, gdybym nie
pozwolił jej zająć się genialną Hermioną Granger.
— Jest przesłodka.
Hermiona uśmiechnęła się i stanęła obok niego.
— A ja nie? — prychnął, nachylając się.
Hermiona uniosła brew i spojrzała na niego. Był tak
niesprawiedliwie przystojny, że cała cierpiała. Musiała się powstrzymać od
powiedzenia czegoś żartobliwego, na przykład, że jest wytrawny a nie słodki,
ponieważ w tym momencie musiała oddzielić rzeczywistość od swoich dziewczęcych
fantazji o tym, co mogłoby się wydarzyć. Nie był jej chłopakiem, ona nie była
jego dziewczyną, a takie komentarze zdawały się nie pasować do związku, na jaki
się umówili.
Zamiast tego powiedziała:
— Proszę, powiedz Poppy, że jestem bardzo
wdzięczna.
Uśmiechnął się uroczo i spojrzał na jej usta.
Pochylając się, mruknął:
— Chodź tu, kochanie. Jak długo mam czekać na
całusa?
Hermiona poczuła ochotę, żeby stanąć na palcach i
pocałować go tu i teraz, ale musiała się opanować. Odwracając od niego twarz,
rzekła:
— Może po mojej porannej kawie. I na pewno po
umyciu zębów.
Tylko prychnął w odpowiedzi.
Hermiona nie zwróciła na niego uwagi i sięgnęła
po czajnik. Wciąż musiała pogodzić się z faktem, że Draco Malfoy jest w jej
kuchni i zaraz będzie jadł z nią śniadanie.
— Nie ma takiej potrzeby — powiedział, gdy
podstawiła czajnik pod kran. — Kawa już się zaparzyła.
Wtedy poczuła jej zapach.
— Och — jęknęła nieśmiało i odstawiła czajnik.
Wyjął z koszyka kawiarkę i nalał jej kawy.
Podając, patrzył na Hermionę zmartwionym wzrokiem.
— Wydajesz się trochę roztrzęsiona, Granger. Nic
ci nie jest?
Skinęła głową i upiła łyk kawy. Była pyszna.
— Tak — odparła. — Tak, ja… — Westchnęła i oparła
się o blat. — Ja tylko… Krzywołap, złaź. — Kot zamiauczał, zeskakując z blatu.
— Byłam po prostu zaskoczona, że cię tu widzę. Kiedy nie było cię w łóżku,
myślałam, że…
Zacisnęła usta, bojąc się, że zabrzmi zbyt
rozpaczliwie, jeśli powie, że była trochę rozczarowana brakiem jego obecności
obok siebie. Trochę to chyba mało powiedziane; to skutecznie zepsuło jej poranek.
— Przepraszam — powiedział, upijając łyk kawy. —
Nie mogłem spać, a leżenie obok ciebie było trochę torturą.
Hermiona zmarszczyła brwi, nie wiedząc, czy to
obelga, czy nie.
Draco uniósł dłoń, jakby czytał w jej myślach, i
wyjaśnił:
— Nie chciałem tam leżeć, twardy i obolały,
podczas gdy ty błogo spałaś. Po prostu nie wydawało mi się to właściwe.
Nagle twarz Hermiony zalała fala gorąca i szybko
upiła porządny łyk napoju. Pomyślała o tym, co powiedział jej poprzedniej nocy
— że nigdy więcej nie będzie musiała spać sama, chyba że sama tego zechce. Czy
mówił poważnie?
— Słuchaj — rzekł, podchodząc bliżej, kładąc
dłonie na jej biodrach. Nawet nie usłyszała, jak odstawia kubek. — Wkrótce
muszę iść do pracy, ale chciałem ci powiedzieć, że jeśli będziesz czegoś potrzebować
— czegokolwiek — nie wahaj się prosić. — Zacisnął szczękę i spuścił wzrok, a
Hermiona musiała powstrzymać się przed uniesieniem ręki i objęciem jego twarzy
dłońmi, wygładzeniem zmarszczek między jego kształtnymi brwiami. — Wiem, że
pewnie wolałabyś się zwrócić do Pottera albo Weasleyówny, ale jeśli czegoś ode
mnie potrzebujesz, powiedz. Dobrze?
Przygryzła wargę i skinęła głową.
— Dobrze.
Nie mogła się dłużej powstrzymywać. Niech to
szlag! Stając na palcach, przycisnęła swoje usta do jego.
Westchnął i pocałował ją mocniej, pieszcząc jej
język figlarną miękkością.
— Jak się dzisiaj czujesz? — zapytał, gdy się od
siebie oderwali, unosząc dłoń, by pogłaskać jej szczękę.
— Trochę boli — przyznała Hermiona, a jej
policzki poczerwieniały.
— Cóż, ciężko się napracowałaś, nie sądzisz? —
mruknął cicho, jego oddech musnął jej czoło.
Hermiona prychnęła i delikatnie uderzyła go w
pierś.
— Chcesz, żebym pochwaliła twój sprzęt?
Zaśmiał się i pocałował ją w czoło, po czym się
cofnął, by dokończyć picie kawy.
— Nie ma potrzeby, kochanie. Choć nie jestem
odporny na pochlebstwa, wiem, co mam w zanadrzu.
— Zarozumiały dupek — prychnęła i upiła łyk kawy.
Obrzucił ją karcącym spojrzeniem.
— Zbierasz niezłe żniwo, Granger.
Spojrzała na niego, czując ucisk w żołądku.
— Co?
— Cóż — rzucił nonszalancko i uniósł brew —
powiedzmy to tak: nasza gra nie kończy się tylko dlatego, że nie jesteśmy
nadzy. Nie oczekuję, że będziesz mi ślepo posłuszna poza sypialnią, ale nie
toleruję byle czego. Mam doskonałą pamięć i zapisuję każdy twój bezczelny
komentarz, a za każdy możesz spodziewać się kary.
Przygryzła wargę i zamrugała.
— Jakiego rodzaju kar?
Uśmiechnął się ironicznie.
— Powiedzmy, że to niespodzianka. Dałaś mi niezły
zestaw narzędzi do pracy.
Chciała znowu nazwać go draniem, ale się
powstrzymała. Zamiast tego przyjrzała się bułeczkom. Były parujące i świeże, a
Hermiona przygotowała sobie jedną i odważyła się zmienić temat.
— Rozmawiałeś z Harrym o tym, co znalazłam na
miejscu zbrodni?
— Granger — zaczął Draco, ale Hermiona uniosła
rękę.
— To ważne — powiedziała. — Chodzi o Greybacka.
To przykuło jego uwagę, bo mocno zmarszczył brwi
i odstawił kubek na blat.
Hermiona westchnęła i kontynuowała:
— Udało mi się odtworzyć jego aurę, kiedy badałam
miejsce zbrodni, i wyglądało na to, że ma do dyspozycji cały oddział młodych
wilkołaków. Takich, których sam przemienił. To mugolska dzielnica, Malfoy.
Musimy współpracować z mugolską policją.
Wyglądał na zamyślonego, wpatrując się w pustkę.
— Greyback, powiadasz?
Skinęła głową.
Zacisnął szczękę.
— Temu draniowi udało się ukrywać od czasów
wojny, ale znalazłem o nim wspomnienia podczas przesłuchania Rowle’a, ale nic
we wspomnieniach przesłuchiwanych po aresztowaniu. To było rzucające się w oczy
i bezceremonialne. Robi się zdesperowany.
— I niebezpieczny! — sapnęła. — W tej okolicy
mieszkają dzieci, Draco. Musimy je
ostrzec!
Obrzucił ją surowym spojrzeniem, które sprawiło,
że zamknęła usta, i mruknął:
— Ty nic
z tym nie zrobisz, Granger. Zajmę się tym.
Hermiona chciała mu zaufać, ale angażowanie Scotland
Yardu wymagało dyplomacji, cierpliwości i ogromnej dawki pokory. Mugole
zazwyczaj byli nieufni wobec czarodziejów, a Draco nie słynął z cierpliwości
ani pokory. Harry lub ona byli o wiele bardziej predysponowani do tego rodzaju
kontaktów.
— Wiesz, że posterunkowy Warrington jest trudny —
zaczęła ostrożnie. — Ale lubi Harry’ego.
Spojrzenie Draco stało się zimne.
— Zajmę się tym, Hermiono.
Zadrżała; nigdy się nie przyzwyczai do tego, że
wypowiada jej imię. Ale musiała zachować spokój i nie pozwolić, by jej umysł
szalał. Nie teraz. Złapanie Greybacka było ważniejsze.
— Przypomniałam sobie coś, co mówiłeś o panu
Crawleyu po tym, jak zbadaliśmy dom — mruknęła. Spojrzał na nią ostrzegawczo,
ale kontynuowała: — O tym, że sugerował oddanie mugolskich dzieci wilkołakom —
jak przypuszczam, żeby je przemienić.
Twarz Draco była ponura, a spojrzenie groźne.
Hermiona przełknęła ślinę.
— Gdybym mogła tam wrócić i jeszcze raz
przeanalizować jego ślady, mogłabym…
— Na Merlina, Granger! — warknął Draco i odbił
się od blatu. — Rozumiesz, co to znaczy zwolnienie
lekarskie?
— Nie jestem chora! — krzyknęła Hermiona i
skrzyżowała ramiona na piersi. — Nawet nie jestem zmęczona! Mogę bez problemu
pracować — to bzdura, którą Robards postanowił kryć własny tyłek! I tak jestem
tylko wywyższaną asystentką.
— Wyczerpałaś się — upierał się. — O mało nie
zaharowałaś się na śmierć, Granger.
Odpoczywasz w tym tygodniu i koniec tematu.
Prychnęła.
— Nie bądź śmieszny. Bez problemu mogę pracować.
— Nie obchodzi mnie to — mruknął chłodno. — Nie
postawisz stopy w Ministerstwie. Zrozumiano?
Skrzywiła się.
— Nie jesteś moim szefem, Malfoy!
Wyprostował się, a w najwyższym punkcie przybrał
bardzo onieśmielającą postawę.
— Zawiesiłem Gallaghera. Nie myśl, że nie zrobię
tego samego z tobą, jeśli będziesz sprawiać kłopoty. Nie obchodzi mnie, że
jesteś Złotą Dziewczyną.
Hermiona zjeżyła się.
— Więc zawiesisz
mnie, jeśli będę siedziała w moim cholernym biurze i pisała raporty?
— Tak.
Lodowaty ton w jego głosie był czymś, czego nie
doświadczyła od ich pierwszego razu.
Zaśmiała się bez wesołości.
— To szaleństwo, Malfoy. Nie jestem kaleką!
Jestem w pełni zdolna do pracy, a ty potrzebujesz mojego raportu! To Greyback, na Merlina!
Twarz Draco była beznamiętna, zimna, gdy
poprawiał mankiety, zanim wyszedł z kuchni. Hermiona poszła za nim, szalał w
niej gniew.
— Wiesz, że nawet nie muszę być w biurze, żeby
pracować — powiedziała piskliwym głosem. — Mogłabym pracować z domu i nic mi w
tym nie przeszkodzi.
Draco zerwał marynarkę z oparcia fotela i ją
włożył. W garniturze był w pełni profesjonalny, bez cienia ciepła.
— Nie obchodzi mnie, co robisz w wolnym czasie,
Granger — wycedził i poprawił mankiety koszuli pod rękawami marynarki. — Jestem
pewien, że to będzie strasznie stymulującego dla twojego umysłu, ale nie
wejdziesz do biura.
Hermiona spuściła nieco powietrza i oparła ręce
na biodrach.
— Jeśli skończę raport, przynajmniej go
przeczytasz?
Stojąc przy kominku, nawet nie obejrzał się przez
ramię, mówiąc:
— Przeczytam go, gdy wrócisz do pracy, ale nie
wcześniej.
— Teraz jesteś uciążliwy tylko po to, żeby być
uciążliwym, Malfoy — warknęła.
Draco obrócił się na pięcie i spiorunował ją
wzrokiem.
— Wyczerpałaś się do tego stopnia, że o mało nie
umarłaś i masz rozkaz odpoczywać. Kiedy wrócisz do pracy, będziesz mogła pisać
raporty do woli — ale teraz nie jesteś na służbie, prawda? Jestem pewny, że
jesteś wystarczająco mądra, żeby wiedzieć, kiedy, kurwa, przestać.
Coś w niej pękło, i to tak mocno, że zdziwiłaby
się, gdyby Draco tego nie usłyszał.
— Ty draniu! — krzyknęła, zaciskając pięści. — Co
jest z tobą nie tak? Tak bardzo
chcesz mnie kontrolować, że nie masz nic przeciwko zaniedbywaniu pracy? A może
to część twojego planu opieki nade
mną? Żeby powstrzymać mnie przed robieniem takich niebezpiecznych rzeczy jak papierkowa robota? Boże broń, mogłabym
się skaleczyć!
— Och, ależ to zabawne! Ze wszystkich rzeczy,
jakie robisz, nigdy nie wyglądałaś na arogancką,
Granger — naprawdę myślisz, że pieprzenie ciebie jest ważniejsze od mojej
pracy? — zaszydził. — To bardzo ryzykowna operacja. Potrzebuję ludzi w
szczytowej formie, a nie kogoś na wpół ugotowanego z wyczerpania. A teraz,
kurwa, odpocznij, żebyś mogła wrócić do swojej szczytowej formy, bo tego potrzebujemy.
Prychnęła i wymachiwała rękami, zdenerwowana i
wściekła.
— Och,
więc te wszystkie bzdury o tym, że chcesz się mną „opiekować”, to tylko po to,
żebym wróciła do formy, tak? — Zamachała rękami, rzucając w powietrze
cudzysłowy. — Nie daj Boże, żebym okazała bezbronność lub zmęczenie, bo jestem
Najbystrzejszą Czarownicą Swojego Pokolenia, prawda?
— Nie bądź śmieszna — warknął i ścisnął nasadę
nosa. — Nie o to mi chodziło i wiesz o tym. Gdyby mi na tobie nie zależało,
kazałbym ci wrócić do biura, gdy tylko się obudziłaś.
Hermiona zaśmiała się maniakalnie.
— To brzmi absurdalnie! Jakbyś kiedykolwiek
wcześniej się o mnie troszczył! Robisz to teraz tylko po to, żeby coś dostać w
zamian, sam tak mówiłeś! Nie jestem skrzatką domową, którą możesz pomiatać —
nie jestem nawet twoją dziewczyną!
Jestem w szczytowej formie i dobrze o tym wiesz. Jeśli chcę pracować, to zrobię
to, a jeśli skończę ten cholerny raport do popołudnia, radzę ci go przeczytać!
Nie możesz po prostu zawieszać ludzi,
bo nie postawisz na swoim. Ogarnij się, Malfoy, i przestań być takim
rozpieszczonym bachorem!
Jego oczy pociemniały i po raz pierwszy od dawna
Hermiona poczuła, jak w jej piersi rozpala się namacalny strach, który zaciska
stawy, przerażenie, które nie miało nic wspólnego z pożądaniem. W istocie,
szerokość jego napiętych ramion, wysportowana sylwetka Aurora, którą znała pod
drogim garniturem, i przewaga wynikająca z jego wyższego wzrostu czyniły go
zabójczym, ale to spojrzenie w jego oczach przerażało ją najbardziej. Tego
spojrzenia nie widziała od czasów Hogwartu, spojrzenia, które sprowadziło ją do
niczego; patrzył na nią, jakby była brudna, jakby mógł żałować wszystkiego, co
między nimi zaszło, każdego wypowiedzianego słowa, a potem, w jednej chwili,
jego oczy stały się zimne i puste. Używał oklumencji.
— Poppy dopilnuje, żebyś była nakarmiona. Uważaj
na siebie, Granger — powiedział beznamiętnie.
Stała tylko, gapiąc się, jak wrzuca garść proszku
Fiuu w płomienie i udaje się do Ministerstwa Magii. Kiedy zniknął, Hermiona
prychnęła gniewnie, tupiąc nogą o podłogę. Krzywołap zamiauczał z sofy, co
spowodowało, że Hermiona odwróciła się, by na niego spojrzeć.
— Wiem — mruknęła, a jej serce biło znacznie
szybciej niż zwykle, a strach i żal tliły się w jej wnętrzu. — Jest okropny.
Jęcząc, ukryła twarz w dłoniach. Ona była okropna.
~*~*~*~*~*~*~*~
Nie miała żadnych wieści od Draco przez resztę
dnia. Poppy pojawiła się z pysznym, ciepłym posiłkiem na lunch, a Hermiona
próbowała powiedzieć słodkiej, małej szkrzatce, że nie musi jej karmić, ale
Poppy nie chciała tego słuchać. To zaszczyt, powiedziała, opiekować się taką
bohaterką.
Kiedy Hermiona w końcu zdała sobie sprawę, że to
Draco za to zapłacił, poczuła się lepiej. Ten palant na to zasłużył. I nie
obchodził jej jego głupi wybuch — i zdecydowanie nie obchodziło jej, że czuła
się, jakby wszystko zepsuła. Nie, wcale nie. Była błogo szczęśliwa z faktu, że
być może zepsuła jedną z najlepszych rzeczy, jakie jej się przytrafiły w
dorosłym życiu. Tak, w rzeczy samej.
Całe popołudnie pracowała nad raportem, by
oderwać się od rozmyślań o tym, co by było, gdyby i dlaczego, przeglądając
notatki. Wchodzenie i wychodzenie ludzi, częstotliwość spotkań, oznaki
transformacji w wilkołaka. Zanim Poppy pojawiła się ponownie z kolacją,
Hermiona była wyczerpana do tego stopnia, że dostała migreny, ale skończyła
pierwszy szkic. Owszem, wyczerpała się na miejscu zbrodni, ale znalazła mnóstwo
bezcennych informacji, a i tak straciła zbyt wiele cennych dni, będąc
nieprzytomną.
W ramach podziękowania dla Poppy Hermiona chciała
dać jej kilka galeonów. W końcu to była dodatkowa praca i byłoby to
sprawiedliwe, ale skrzatka tylko wpatrywała się w nią z przerażeniem w oczach.
— Poppy nie może przyjąć galeonów panny Granger!
— krzyknęła. — Nie, nie! Nie, skoro panna Granger tyle zrobiła dla skrzatów!
Kiedy Hermiona nalegała, Poppy rozpłakała się.
Ostatecznie zadowoliła się kupionym w sklepie suchym ciasteczkiem, a Hermiona
poczuła się winna, że w ogóle próbowała.
Wiedziała, że wypad na Grimmauld Place po
dwudziestej to ryzyko, ale potrzebowała towarzystwa. Miała szczęście, że
zastała Harry’ego i Ginny na kanapie, oglądających telewizję. Harry był już na
wpół śpiący, ale cmoknął i podniósł się na nogi, gdy Hermiona pojawiła się w
kominku. Dołączyła do nich, gdy Harry robił herbatę.
— Jak minął pierwszy dzień w domu? — zapytała
Ginny, owijając wokół palca jeden z loków Hermiony.
Hermiona westchnęła i poruszyła się.
— No cóż… skończyłam raport. Prawie.
Ginny przewróciła oczami i westchnęła.
— No tak. Nie dziwię się. To ty siedziałaś do
późna w sobotnie wieczory, odrabiając lekcje.
Hermiona zerknęła w stronę kuchni, upewniając
się, że Harry ich nie słyszy, zanim powiedziała:
— Pokłóciłam się dziś rano z Malfoyem.
Oczy Ginny się rozszerzyły.
— Dziś rano?
Czy on… — Zmrużyła oczy, a na jej ustach pojawił się figlarny uśmieszek. —
Hermiono Granger, czy nocował u ciebie chłopak?
Hermiona walczyła z rumieńcem na policzkach.
— Tak. Ale głupio się pokłóciliśmy, zanim poszedł
do pracy.
— O co?
Hermiona na chwilę spuściła wzrok.
— Pracę. — Ginny rzuciła jej zachęcające
spojrzenie, a gdy Harry zaczął nucić coś w kuchni, podczas gdy woda na herbatę
się gotowała, Hermiona westchnęła i kontynuowała: — Uważam to zwolnienie
lekarskie za niedorzeczność. I tak rzadko robię cokolwiek poza siedzeniem w
biurze. Więc powiedziałam, że mogę wrócić do kryjówki i dokończyć raport, ale
on oświadczył, że jeśli to zrobię, zawiesi mnie w obowiązkach. Czy to nie jest
śmieszne?
Ginny zmarszczyła brwi.
— Hermiono, przykro mi to mówić, ale chyba
zgadzam się z Malfoyem w tej sprawie. Naprawdę nie powinnaś się przemęczać.
Uzdrowiciele powiedzieli…
— Uzdrowiciele powiedzieli, że powinnam
odpoczywać, wiem — mruknęła Hermiona — ale nie będę się fizycznie wyczerpywać
papierkową robotą, a Malfoy z
pewnością nie ma prawa decydować, co mogę, a czego nie mogę robić. Nie jest moim chłopakiem, a nawet gdyby
był, nie miałby prawa podejmować takich decyzji.
Ginny zmarszczyła brwi, gdy Harry wrócił,
lewitując przed nim trzy filiżanki herbaty. Ledwo usiadł, a Hermiona oznajmiła
mu, że skończyła pierwszy szkic raportu.
Harry zmarszczył brwi i spojrzał na pergamin.
— Więc żadnego zwolnienia lekarskiego dla ciebie?
Przewróciła oczami.
— Moje serce nie przestanie bić, bo napiszę kilka
stron.
Brwi Harry’ego poszybowały w górę.
— Nie, oczywiście, że nie, ale naprawdę nie
powinnaś…
— Harry Potterze! — krzyknęła, a on zesztywniał.
— Nie waż się mówić mi, co powinnam, a czego nie powinnam robić! Do jutra
skończę ten cholerny raport, a potem przyniosę go do ciebie na potrzeby
śledztwa. Rozumiesz?
Posłał jej spojrzenie, które robił już wiele razy
w szkole, spojrzenie, które mówiło, że jest jednocześnie rozbawiony i
przerażony.
— Dobrze — powiedział — ale wiesz, że to Malfoy
tu rządzi, nie ja, i to on zawiesił śledztwo.
— Ale to kompletna bzdura! — warknęła Hermiona. —
Greyback jest gdzieś tam, żerując na niewinnych, mugolskich dzieciach, a Malfoy
postanowił zawiesić śledztwo?
— No cóż, powiedziałem mu dzisiaj o Greybacku —
oświadczył Harry i uniósł palec. — Więc rozumie powagę sytuacji.
— To głupota wstrzymywać śledztwo tylko dlatego,
że nie wolno mi dokończyć cholernego raportu
— mruknęła Hermiona.
— Myślę, że zamierza zbadać źródło — rzucił Harry
i podrapał się po głowie. — To już drugi raz, kiedy anonimowy informator
przekazał nam informacje, które się sprawdzają.
Hermiona przygryzła wargę.
— Zgadza się… — Wpatrywała się w herbatę. — A co,
jeśli to wszystko jest ze sobą powiązane?
— Co masz na myśli?
— No cóż… — Hermiona przesunęła się, by spojrzeć
na Harry’ego i Ginny. — Pierwszy cynk dotyczył Selwyna. Znaleziono go martwego,
tak? Ślady w kryjówce pasowały do tych na miejscu zniknięcia pana Crawleya.
Malfoy powiedział mi o nim coś dość niepokojącego, kiedy zbadałam dom
Crawleyów. Zasugerował, że on chciał oddawać mugolskie dzieci wilkołakom na
przemianę! Wskazówka dotycząca domu wilkołaków pochodziła prawdopodobnie od tego samego, anonimowego informatora,
co w sprawie Selwyna — to wszystko jest ze sobą powiązane!
Harry westchnął głęboko, a cienie pod jego oczami
pogłębiły się jeszcze bardziej.
— Hermiono — zaczął i spojrzał na nią wzrokiem
pełnym troski. — Znowu to robisz.
— Co robię? — warknęła. — Używam mojego mózgu?
— Za bardzo analizujesz — kontynuował. — Tak,
jasne, wszystko pasuje, ale pamiętaj — ci ludzie to zwolennicy Voldemorta.
Oczywiście są ze sobą powiązani. I prawdopodobnie nawzajem się zabijają.
Wpatrywała się w niego z otwartymi ustami.
— Naprawdę mówisz to, co myślę?
— Cóż. — Poprawił okulary na nosie. — Jeśli
myślisz, że mówię ci, żebyś dała sobie spokój, to tak. — Westchnął i odsunął
się na skraj fotela. — Słuchaj, Hermiono, rozumiem. Naprawdę. Zajęło mi lata,
żeby zrozumieć, że teraz jest inaczej, ale, cholera, jakie to przyjemne! Naszym
priorytetem jest teraz Greyback. Masz rację, to pilne. Ale zanim zaczniesz
szukać jakiegoś ukrytego spisku, przypomnij sobie, z kim mamy do czynienia. To
zdesperowani ludzie, którzy ścigają się nawzajem jak bezgłowe kurczaki.
Zastanowiła się nad tym i przypomniała sobie, co
powiedziała jej Uzdrowicielka Ericson. Wojna się skończyła. Voldemort nie żył.
Pozostali zwolennicy byli rozproszeni i zdesperowani. Zupełnie jak Draco i jego
używanie Czarnej Magii. Harry miał rację; groziło jej wciągnięcie się w teorię
spiskową, którą sama wymyśliła.
Ale wszystko idealnie do siebie pasowało. Nie
mogła temu zaprzeczyć.
~*~*~*~*~*~*~*~
Jej sesja terapeutyczna z Uzdrowicielką Ericsson w
tym miesiącu była… interesująca.
Rozmawiały trochę o jej wyczerpaniu i jego przyczynach — i o jej strachu przed
zmianą stanowiska, bo nie pasowała do Aurorów — ale nie rozwodziły się nad tym
zbyt długo. Padło jedynie, że Hermiona musi popracować nad tym, żeby robić
wystarczająco dużo, z czym się zgodziła, choć nie była pewna, co tak naprawdę
znaczy wystarczająco dużo.
Hermiona skupiła się jednak na swojej irytacji i
frustracji wobec Draco. Przenikały one wszystko — każdą myśl, każdą troskę.
Zachowywał się, jakby mu na niej zależało, jakby byli dla siebie kimś więcej
niż tylko kochankami, ale potem ugiął się podczas małej sprzeczki i uciekł,
jakby nagle zdał sobie sprawę, że nie jest warta zachodu. I być może nie była.
Nie odzywał się przez cały weekend. Nie odpisał
nawet na jej SMS-y. Panowała z jego strony kompletna cisza i pomimo jej
dzielnych prób, by o nim zapomnieć, ta cisza ją wykańczała.
Nie była sama; Poppy sumiennie pojawiała się w
jej mieszkaniu kilka razy dziennie z jedzeniem, z jednym daniem pyszniejszym od
drugiego, zanim zajmowała się myciem naczyń i wszystkim innym, co wpadło jej w
ręce, a Ginny spędziła wiele godzin, zabawiając Hermionę i rozśmieszając — ale
mimo wszystko to nieobecność Draco miała pierwszeństwo i drażniła ją. Może
jednak nie była tego warta.
— Czy możesz opisać uczucia, jakie odczuwasz,
myśląc o kłótni z Draco? — zapytała Uzdrowicielka Ericson.
Hermiona westchnęła i odchyliła się na sofie.
— Złość, rozczarowanie, frustrację… — Przygryzła
wargę, przyglądając się paznokciom. — Porzucenie, jak sądzę.
— Chcę się trochę skupić na porzuceniu. Możesz
opisać to uczucie?
Hermiona przełknęła ślinę.
— To… to było miłe, że ktoś się mną tak opiekuje.
Że on się mną tak opiekuje. —
Zacisnęła szczękę i przeciągnęła palcem po stole. — Prawdopodobnie wszystko
zepsułam. Przez strach sabotowałam wszystko bez sensu i celu. Nie wiem,
dlaczego tak się wściekłam, po prostu tak się stało i czuję, jakbym zniszczyła
coś, co mogło być wspaniałe. I wiem… wiem…
nie jesteśmy razem, ale czasami, wiesz, czasami wydaje mi się, że… no cóż,
mogliśmy być, jak sądzę. — Westchnęła ciężko i wyjrzała przez okno. — Ale wiem,
że to się nie wydarzy.
— Dlaczego?
— Pochodzimy z różnych światów. — Nie musiała
nawet zastanawiać się nad odpowiedzią. Myślała o tym tyle razy przez lata, że
mogłaby odpowiedzieć na to pytanie nawet przez sen. — Oczekuje się od niego, że
będzie z kimś z jego świata, a nie… nie ze
mną. I nie sądzę, żeby był aż tak zainteresowany poważnym związkiem. Chyba
tamtego ranka zdał sobie sprawę, że po prostu zbyt przesadzam.
— Też tak się czujesz, gdy jesteście razem?
Hermiona pokręciła głową.
— Nie. Wtedy jest przyjemnie. Naturalnie. Łatwo.
— Och, te cholerne łzy; otarła je, zanim zdążyły spłynąć po jej policzkach. —
Odkąd byłam z Ronem, szukałam kogoś, kto mnie rozumie. Ron nigdy mnie nie
rozumiał. Nie do końca. A Draco… cóż, nie mogę powiedzieć, że znam go tak
dobrze jak Rona, ale zabawne jest to, że czuję, iż on zna mnie lepiej niż Ron
kiedykolwiek. Nawiązuję z nim kontakt wzrokowy na innym poziomie. — Pokręciła
głową i wbiła wzrok na swoje kolana. — Myślimy w podobny sposób. Patrzymy na
wiele rzeczy tak samo. On rozumie moje potrzeby i zaspokaja je. Nie zawstydza
mnie za nie.
— Czy to potrzeby, których sama się wstydzisz?
Hermionie zaschło w gardle i nie mogła wykrztusić
odpowiedzi. Zamiast tego po prostu skinęła głową.
Pióro Uzdrowicielki Ericson coś zapisało, podczas
gdy cisza zaległa w pokoju. Po chwili powiedziała:
— Wspomniałaś wcześniej, że zgodziłaś się na tę
relację. Czy omawialiście jej charakter?
Hermiona powiodła wzrokiem po suficie.
— Nie, nie do końca. My… cóż, powiedział, że pragnie wyłączności,
szczerości i zaufania, a biorąc pod uwagę kontekst tej rozmowy,
zinterpretowałam to tak, że chodzi mu o relację czysto seksualną. —
Zachichotała bez humoru i spojrzała na Uzdrowicielkę. — Nie trwało to nawet
tydzień, także…
— Zakończyłaś to?
— Jego ostatnie słowa, jakie do mnie powiedział,
brzmiały: Uważaj na siebie, Granger,
a to było cztery dni temu, więc podejrzewam, że to koniec, tak.
— Dlatego czujesz się porzucona?
Hermiona zacisnęła szczękę. Gardło bolało ją od
niewylanych łez i musiała kilka razy przełknąć ślinę, by nie zaszlochać. Wzięła
głęboki oddech i w końcu skinęła głową.
— Kiedy przedstawił swoje warunki, poprosił o
moje. Powiedziałam mu, że nie chcę, żeby mnie unikał, ale cóż, i tak to się
stało. Jednak nie chcę, żeby to się skończyło. Pokłóciliśmy się absurdalnie o
pracę, a jego reakcja była całkowicie nieuzasadniona, ale przypuszczam, że
fundamenty były w najlepszym razie kruche. Może to i lepiej.
— Byłaś zadowolona z takiej relacji z nim? —
zapytała Uzdrowicielka Ericson.
— Tak — odpowiedziała. — Nie jestem pewna, czy
jestem gotowa na coś poważniejszego, zwłaszcza z nim, ale to miłe. Czuję się z
nim bezpiecznie, a kiedy my… — Przełknęła ślinę, czując, jak narasta rumieniec
na jej policzkach. — Seks z nim działa na mnie oczyszczająco, stymulująco. To
jak… głęboki masaż; on odkrywa wszystkie więzy i to cholernie boli, ale potem czuję się o wiele
lżejsza, jakbym znów mogła normalnie oddychać. Mogę się poddać, uwolnić od tej
kontroli, o którą tak walczę, i to takie wyzwalające… ale przeraża mnie, że
nigdy nie znajdę tego z nikim innym.
Niespodziewanie zaszlochała i ukryła twarz w
dłoniach.
To była okropna prawda. Nie do końca rozumiała
swoje uczucia do Draco, ale wiedziała, że obawia się, iż nie znajdzie tego
poczucia wolności z nikim innym poza nim. Odetchnęła na chwilę, pozwalając
szlochom opaść z powrotem na swoje miejsce w piersi, zanim spojrzała na
Uzdrowicielkę.
— Wydaje mi się, że może między wami doszło do
nieporozumienia, jeśli chodzi o oczekiwania i pragnienia — powiedziała kobieta,
marszcząc ciemne brwi. — Czy Draco był już kiedyś w związku o takiej dynamice?
Hermiona uniosła brwi.
— Nie wiem. Jakiej dynamice?
Uzdrowicielka wydawała się zaskoczona. Poruszyła
się na krześle i po raz pierwszy, odkąd Hermiona zaczęła się z nią spotykać,
wydawała się speszona.
— Cóż, z tego, co mi powiedziałaś, wynika, że
jesteś uwikłana w relację dominacji i uległości z tym mężczyzną, ale może się
mylę.
— Och. — Hermiona poczuła, jak rumieniec sięga
jej aż do uszu. Nigdy wcześniej o tym tak nie myślała. Nie była głupia —
oczywiście wiedziała, że ich sypialniana dynamika nie jest, jak to ujęła Ginny,
typowa — ale nawet nie przyszło jej
do głowy, że to właśnie ta dynamika
jest w centrum. Myślała, że tak jest. Ich pragnienia. Ich potrzeby i
pragnienia. Mieli to na papierze, na swoich listach. Ale, cóż, tak; chciała,
żeby nad nią dominował. To było dość proste, naprawdę — a jednak zupełnie inne.
— Tak, chyba jestem. — Zmarszczyła brwi. — Czy to coś zmienia?
— Niekoniecznie — odparła Uzdrowicielka. — Ale
jeśli tak jest, może to pomóc ci zrozumieć naturę waszego związku i zarządzać
swoimi oczekiwaniami. Jeśli on ma doświadczenie, którego ty nie masz, może to
być źródłem konfliktu, zwłaszcza jeśli nie zakomunikujesz mu tej różnicy. Może
oczekiwać od siebie czegoś, czego nie znasz. W każdym razie, warto byłoby
omówić ograniczenia, które dotyczą nie tylko aktywności seksualnej, ale także
życia codziennego. Niektórzy ludzie w tego typu relacjach ograniczają się do
sypialni, podczas gdy u innych występuje tak zwana częściowa lub całkowita
wymiana władzy, co oznacza, że uległy partner oddaje znaczną część kontroli i
władzy, nawet poza sypialnią.
Hermiona przygryzła wargę, a w głowie kotłowało
jej się wiele myśli. Draco był z natury asertywny i dominujący, więc skąd miała
wiedzieć, czy próbuje ją kontrolować poprzez wymianę władzy (lub w tym
przypadku kradzież), czy po prostu jest sobą?
Wymienił się z nią swoją listą rzeczy, które jest gotów zrobić, i choć nie była
podświetlona, to była pogrubiona. Hermiona nie powiedziała, że tego nie chce.
Czy o to chodziło? Czy myślał, że odda mu całą władzę?
— W jakim zakresie on ma kontrolę? — kontynuowała
Uzdrowicielka. — W jakim zakresie ty? Jaki poziom zaangażowania emocjonalnego
jesteś gotowa zaakceptować, a jakiego on oczekuje? Jakiego poziomu
zaangażowania emocjonalnego oczekujesz od niego? Czy on traktuje waszą relację
inaczej niż ty? — Założyła nogę na nogę i pochyliła się ku Hermionie. — Nie
musisz sama wszystkiego rozgryzać. Zwłaszcza w związku.
— Ale o to właśnie chodzi. — Hermiona westchnęła
i spuściła wzrok. — Nie jestem pewna, czy w ogóle jeszcze jesteśmy w związku i
nie wiem, jak go uratować.
Uzdrowicielka Ericson westchnęła i odchyliła się
do tyłu.
— Poświęć trochę czasu na przemyślenie tego,
czego chcesz. Dla twojego procesu zdrowienia ważne jest, żebyś nie spieszyła
się z niczym, bo czujesz, że coś trzeba ratować. Tego rodzaju dynamika może być
intensywna i powodować wszelkiego rodzaju emocjonalne zawirowania, a być może w
połączeniu z twoją historią z Draco nieco utrudnia ci to jasne widzenie spraw.
Czy słusznie zakładam, że przez ostatnie kilka dni byłaś zbyt zajęta
martwieniem się o stan swojej relacji, żeby pomyśleć o tym, czego tak naprawdę
chcesz?
Hermiona zmarszczyła brwi.
— Chyba tak. Najbardziej frustruje mnie jego
dziecinna odmowa rozmowy ze mną. Martwi mnie to i uważam, że to
nieodpowiedzialne z jego strony, że zawiesił śledztwo, bo jestem na zwolnieniu
lekarskim, i… — Prychnęła, krzyżując ramiona na piersi. — Wiem, że pracują nad
złapaniem Greybacka. Wiem, że nie wstrzymał całkowicie śledztwa i wiem, że jest
bardzo dumny ze swojej pracy i nie zaniedbywałby obowiązków. Ale mam tak wiele
do powiedzenia na temat śledztwa, a konieczność informowania Harry’ego jest po
prostu… cóż, szczerze mówiąc, wyczerpująca.
— Za kilka dni wracasz do pracy.
— Wiem o tym.
— Chcesz o tym porozmawiać?
Hermiona zacisnęła szczękę.
— Nie wiem, o czym miałabym rozmawiać w tym
temacie.
— A co z faktem, że Draco prowadzi śledztwo?
Hermiona zagryzła wargi.
— Jesteśmy współpracownikami. Z pewnością zachowa
profesjonalizm. Tak czy inaczej, prawdopodobnie będzie używał oklumencji.
Uzdrowicielka Ericson zmarszczyła brwi.
— Czy to cię niepokoi?
— Cóż, niełatwo rozmawiać o uczuciach z kimś, kto
je odrzuca. — Hermiona pokręciła głową. — Ale chyba lepiej, żebyśmy razem
pracowali.
Uzdrowicielka zamyśliła się, a kiedy czas minął,
umówiły się na wizytę w przyszłym miesiącu, po czym Hermiona podziękowała jej
za poświęcony czas i wyszła.
W jej głowie kłębiło się wiele myśli, a prawie
wszystkie dotyczyły Draco. Nie powinna była być dla niego tak surowa, nie
powinna była nazywać go rozpieszczonym bachorem. Może po prostu martwił się o
nią i okazywał to w nieidealny sposób. Jego opanowanie i autorytarność były
atrakcyjnymi cechami, nie mogła temu zaprzeczyć, ale nie w taki sposób. Nie
wtedy, gdy stawką było życie mugolskich dzieci. Nie była delikatnym kwiatem —
walczyła na wojnie, na Merlina! — i nie zamierzała pozwolić, by ktokolwiek, a
tym bardziej mężczyzna, sprawił, że poczuje się mniej wartościowa. Jak na
ironię, Draco był również jedną z osób, które sprawiły, że poczuła się najbardziej wartościowa.
Och, Wszechświat ma okrutne poczucie humoru.
____________
Witajcie :) w niedzielny wieczór zapraszam na kolejny rozdział tłumaczenia. Mamy chwilowy kryzys, ale obiecuję, że niedługo wszystko się wyjaśni. Także czekajcie cierpliwie.
Na kolejny rozdział zapraszam za dwa tygodnie. Miłej lektury. Enjoy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)