niedziela, 11 stycznia 2026

[T] To, co jest między nami: Kim dla ciebie jestem?

 Październik 1995

 

Draco spiorunował wzrokiem listę uczniów, starając się ukryć rozczarowanie, podczas gdy Prefekt Naczelny i Prefekt Naczelna rozdzielali zadania na wieczór.

— Cholerny Łasic — mruknął pod nosem.

— O co chodzi? — Pansy oparła się o niego, wpatrując się w kartkę. — O, patrz! Znów jesteśmy razem!

Jej melodyjny głos dowodził, że była o wiele bardziej zadowolona z tej sytuacji niż on.

Zaciskając szczękę, Draco odrzucił kartkę.

— Myślę, że powinno się wprowadzić zasadę mieszania domów podczas patroli. Granger z Weasleyem? Pewnie odkryją kolejną, starożytną, szkolną tajemnicę, złamią mnóstwo zasad, a potem dzięki temu zdobędą Puchar Domów, podczas gdy my będziemy musieli mozolnie brnąć i odbierać punkty podłym Puchonom obściskującym się w spiżarni.

Pansy parsknęła śmiechem.

— Co? Chcesz odkryć jakąś niebezpieczną, szkolną tajemnicę?

Zmarszczył brwi.

— Nie. Mówię tylko, że nie powinno im się pozwalać tak swobodnie włóczyć po terenie szkoły.

Znów się roześmiała.

— Masz rację. Każdy Gryfon potrzebuje opiekuna.

Draco prychnął, zerkając na brunetkę po drugiej stronie sali. Zachęcała Weasleya do słuchania Przełożonych, ale on nie wydawał się tym specjalnie zainteresowany. Stracona okazja, Łasicu.

— Wiesz, zawsze się nad tym zastanawiałam — powiedziała cicho Pansy i nachyliła się bliżej, również wpatrując się w dwójkę Gryfonów. — Myślisz, że Granger by się załamała, gdybym pocałowała Łasica?

Draco zmarszczył brwi i odwrócił do niej głowę.

— Co? Dlaczego?

Przepraszam. — Prefekt Naczelna z Ravenclawu utkwiła swoje mroczne spojrzenie w Draco i Pansy. — Słuchacie w ogóle?

— Słuchamy. — Pansy uśmiechnęła się słodko, ale oboje Prefekci Naczelni tylko spojrzeli na nią gniewnie, zanim kontynuowali swoją przemowę. — Dlaczego? — syknęła Pansy, unosząc brew i patrząc na Draco. — Bo szlama za nim szaleje, oczywiście.

Ogarnął go chłód. Oczywiście wiedział o tym — trzeba być nieświadomym głupcem, żeby tego nie zauważyć — ale i tak go to wkurzało. Zebrał się w sobie i prychnął:

— Nie o to chodzi. Dlaczego miałabyś całować Weasleya?

Psotny uśmieszek rozlał się na twarzy Pansy.

— Bo fajnie byłoby zniszczyć ich oboje, nie sądzisz?

Draco skrzywił się.

— Raczej obrzydliwie.

Przewróciła oczami.

— Nie umiesz się bawić.

— Co? — mruknął. — Myślisz, że powinienem pocałować Granger?

To sprawiło, że Pansy parsknęła śmiechem, przyciągając ciekawskie oczy pozostałych osób w pomieszczeniu i jadowite spojrzenia ze strony Przełożonych. Zakryła usta dłonią i wyszeptała:

— Draco, oboje wiemy, że wolałbyś umrzeć, niż się do tego zniżyć.

Znów spojrzał na Granger. Jej loki były dziś niesforne i próbowała je związać, ale większość z nich wyszło z gumki. Policzki miała zarumienione, prawdopodobnie od kłótni z Weasleyem o coś bezsensownego. Skupił się na jej ustach, pełnych i spuchniętych, i wyobraził sobie, jak je całuje. Czy to byłoby poniżające? Czy naraziłby na szwank czystość swojej krwi, ulegając zauroczeniu? Po Balu Bożonarodzeniowym w grudniu zeszłego roku nie mógł wrócić do patrzenia na nią jak na irytującą szlamę — nie, wszystko się zmieniło i nie potrafił przestać o niej myśleć.

Całe lato zaprzątała jego myśli. Wiosną dostrzegał w niej coraz więcej rzeczy, którym nie mógł się oprzeć, na przykład temu, jak jej oczy lśniły niczym złoto w słońcu, albo temu, jak nowe zęby sprawiały, że jej uśmiech był olśniewający; zdał sobie sprawę, że musiał podobać mu się również jej dawny uśmiech. Uderzające było to, że nawet sam jej głos wywoływał wstrząsy jego ciała. Obwiniał za to hormony, ale nic nie mógł na to poradzić.

Unosząc brew, wycedził:

— Świat by się nie skończył, gdybym pocałował jedną szlamę.

Pansy przestała się śmiać i wpatrywała się w niego, po czym prychnęła.

— Może i nie, ale Granger? Uważaj, bo twój kutas może się skurczyć i opaść.

Draco skrzywił się.

— Wątpię, Pansy.

Wiedział, że Pansy go karci, ale nie obchodziło go to. Granger skrzyżowała ramiona na piersi i zamknęła usta, wpatrując się w Weasleya morderczym wzrokiem, po czym odwróciła się od niego, a jej wzrok powędrował ku Draco.

Elektryczność. Iskry. Ogień.

Wyglądała na zaskoczoną, jakby w ogóle się nie spodziewała, że ją obserwuje, ale on utrzymywał stalowe spojrzenie; zachęcał ją, by patrzyła dalej i poczuł między nimi wzajemne przyciąganie. Czy ona też to czuła?

Jednak zdała sobie sprawę z tego, co się dzieje, skrzywiła się i odwróciła wzrok, odwracając się do niego plecami. Draco zacisnął szczękę. Właśnie wtedy usłyszał jęk Pansy obok siebie.

— To wszystko na dzisiaj — powiedział Prefekt Naczelny z Hufflepuffu. — Raz, dwa. Czas na patrol.

Gdy wychodzili z sali, wśród prefektów rozległy się stłumione pomruki. Kiedy Granger minęła Draco, upewnił się, że wciągnął w nozdrza jej zapach, który napełnił go wieloma niestosownymi myślami.

Pansy pociągnęła go za sobą, gdy ruszyli do lochów, by rozpocząć patrol.

— Draco — mruknęła, gdy byli już wystarczająco daleko od reszty uczniów — bądź ze mną szczery. Podoba ci się Granger?

Prychnął i roześmiał się.

— Co? Dlaczego tak myślisz?

Pansy spojrzała na niego z niedowierzaniem.

To twój nerwowy śmiech, ten, którego używasz, gdy kłamiesz.

Skrzywił się.

— Nie kłamię! Czemu, na Salazara, miałaby mi się podobać akurat Granger?

— Bo ciągle się na nią gapisz! — wrzasnęła. — Robisz to od Balu Bożonarodzeniowego i nie próbuj mnie przekonywać, że wtedy nie uważałeś jej za ładną!

Przewrócił oczami.

— Pansy, nie będziemy znów o tym rozmawiać.

Prychnęła.

— Wiesz, nie obchodzi mnie, że myślisz o innych dziewczynach — przecież nie jesteśmy sobie pisani czy coś w tym stylu — ale o niej? Serio?

Westchnął głęboko i napiął się.

— Dobra. Przyznaję, że dobrze wyglądała na Balu Bożonarodzeniowym. Ale to wszystko.

— Doprawdy? — zadrwiła. — Mówisz mi, że kiedy rozmawialiśmy o całowaniu się z nimi, nie zastanowiłeś się nad tym? Mówisz mi, że nie byłeś nadąsany, bo nie sparowano cię z Granger?

Draco z trudnością łapał oddech. Skąd mogła wiedzieć?

Wzrok Pansy złagodniał — wyraz twarzy, który widzieli tylko jej bliscy.

— Draco, nigdy tak na mnie nie patrzyłeś.

Poczuł żar w policzkach i z trudem przełknął ślinę, odwracając wzrok.

Pansy westchnęła i otrzepała niewidzialny pyłek ze swetra.

— Ale nie dziwi mnie to.

— Nie?

Uniósł brew.

— Jesteś rozpieszczony — powiedziała z uśmieszkiem. — Zawsze pragniesz tego, czego nie możesz mieć.

Prawie się zjeżył. Sama myśl, że nie zdobędzie Granger, doprowadzała go do szału, ale wiedział, że ma rację. Oczywiście, że jej nie zdobędzie. Nie było mu to pisane. Była szlamą i najlepszą przyjaciółką Świętego Pottera. Nigdy nie spojrzy na niego inaczej niż z obrzydzeniem, bez względu na to, jak bardzo starał się być dla niej czarujący. To było przesądzone i boleśnie zdawał sobie z tego sprawę.

— Więc — zaczęła i objęła go ramionami — co w niej jest takiego wspaniałego? I nie mów mi, że jest ładna — nie przyjmę tego jako jedynego powodu.

Draco westchnął ciężko i przewrócił oczami.

— Jest… inna.

— Och — prychnęła. — Czy to coś w stylu „nie jest taka jak inne dziewczyny?”.

— Nie — mruknął. — Nie w takim sensie. Ona jest po prostu, cóż, inna. Jest inna od wszystkiego, czego powinienem pragnąć, jest inna od wszystkiego, co posiadałem w przeszłości i jest inna od tego, czego myślałem, że pragnę. To po prostu… ona.

— Więc nie dlatego, że ciągle cię ripostuje i jest pyskata?

— Może, tak, częściowo o to chodzi.

— I co zamierzasz z tym zrobić?

— Zamknąć myśli o niej w pudełku i trzymać w pamięci tak głęboko, jak to możliwe.

— Myślisz, że ci się to uda?

Wątpię.

— Tak, zdecydowanie.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Wrzesień 2004

 

Obecność Draco Malfoya w jej mieszkaniu była trudna do przełknięcia. Hermiona patrzyła na niego częściej niż na telewizor, na którym był skupiony. Miał ściągnięte brwi i usta zaciśnięte w wąską linię, gdy obserwował i analizował ekranizację jej ulubionej książki.

— Śmiałe posunięcie z ich strony. Próbują zekranizować tak ukochane arcydzieło — powiedział, unosząc brew.

Hermiona nie przejmowała się jego komentarzem bardziej niż tym, że nazwał Dumę i uprzedzenie arcydziełem.

Kiedy Poppy wróciła z jedzeniem, Hermionie burczało w brzuchu. Mała skrzatka zdawała się bardziej skupiać na informowaniu Hermiony, co jest w zupie, niż na tym, że Malfoy wciąż tam jest, oglądając z nią mugolską telewizję w jej zagraconym salonie.

Gdy skończyli posiłek, odcinek dobiegł końca. Hermiona obserwowała jego twarz, gotowa na osąd. Przygryzając wargę, cierpliwie czekała.

Potarł brodę, uniósł brew i odwrócił głowę w jej stronę.

— Cóż, nie było okropne, to muszę ci przyznać.

Uśmiechnęła się. Nieokropne wydawało się najbliższe pozytywnej nocie dla mugolskiej telewizji.

— Więc — zaczęła i podeszła bliżej — chcesz, żebym cię nauczyła pisać SMS-y małymi literami?

Przerzucił rękę przez oparcie sofy i uśmiechnął się łobuzersko, po czym pochylił się bliżej, łaskocząc ją w twarz.

— To może poczekać. Czas na deser.

Oddech uwiązł jej w gardle, policzki zapiekły i poczuła ucisk w lędźwiach, gdy jego usta zbliżyły się do jej.

— Powinnam… powinnam odpocząć — wychrypiała.

Malfoy musnął jej usta delikatnym pocałunkiem.

— Och, nie zmęczę cię, obiecuję. Poczekam z tym, aż wydobrzejesz.

Przyciągnął jej dolną wargę do swoich ust, delikatnie ssąc.

Hermiona jęknęła, nagle czując zawroty głowy. Jego dłoń objęła jej szyję, przysuwając bliżej, podczas gdy wodził pocałunkami po jej szyi. Poczuła motylki w brzuchu i pożądanie wzbierające się między nogami. Szybkim manewrem położył ją plecami na kanapie, a jego gorące pocałunki muskały jej obojczyki.

Przeczesała palcami jego włosy, mierzwiąc je, ale on się tym nie przejął. Zamiast tego wsunął dłoń pod jej koszulkę, ściskając piersi, aż stwardniały jej sutki. Nie potrafiła tego nazwać, ale sposób, w jaki ją traktował, różnił się od chłopaków i mężczyzn, z którymi była. Jego dotyk był zdecydowany, pewny siebie, autorytatywny — jakby nie miała wątpliwości, jakim prawem ją tak dotykał, żeby jęknęła. Wkrótce naciągnął materiał na jej klatkę piersiową i głowę, ale zamiast uwolnić jej ręce, skręcił koszulkę za jej nadgarstki, wiążąc je ze sobą.

Drażniące pocałunki spłynęły w dół jej piersi, jego język muskał napięte sutki, wirując wokół nich. Powoli i kusząco całował jej brzuch, wsuwając palce w pasek jej spodni od piżamy. Był niewiarygodnie powolny, ściągając je w dół na jej biodra, całując przy tym jej delikatną skórę. Hermiona wiła się i jęczała, a jej cipka pulsowała pożądaniem. Malfoy skubnął wewnętrzną stronę jej uda, co sprawiło, że zamarła, zanim ściągnął jej spodnie i majtki, rzucając je na podłogę.

Wsunął się między jej uda, rozsuwając je kolanami, gdy przetoczył się na pięty. Jego spojrzenie było drapieżne, kiedy oblizywał usta.

— Jesteś tak cholernie piękna, Granger — niemal warknął, powoli ogarniając ją wzrokiem.

Hermiona ciężko oddychała, jej ciało drżało. Leżenie nago na kanapie, gdy Draco Malfoy wpatrywał się w nią tym wzrokiem, jakby chciał ją pożreć, wydawało się zupełnie surrealistyczne. W tej chwili pragnęła, żeby to zrobił.

Szarość jego oczu była niczym więcej jak cienkimi obwódkami wokół bezdennej czerni, gdy jego dłonie zacisnęły się na jej kolanach, szybko przyciskając się do jej ramion.

Krzyknęła przenikliwie, lekki strach zmieszał się z palącym pożądaniem; spojrzenie w jego oczach było niebezpieczne, palące i złowieszcze. Uwielbiała to.

— Powiedz mi — mruknął ponuro, powoli kierując dłonie ku niej — jak bardzo tego pragniesz?

Hermiona przygryzła wargę, wyginając plecy.

— Proszę, Draco!

— Och, myślę, że stać cię na więcej — zadrwił i rozchylił jej usta.

Skomlała z pożądania, wijąc się i czując speszona.

— P-proszę… Potrzebuję cię!

Zamruczał, gdy jego kciuki ugniatały delikatną miękkość w miejscu, gdzie jej uda stykały się ze wzwodem.

— Tak? Jak bardzo mnie potrzebujesz, mała szlamo?

— Proszę — wyszeptała, poruszając biodrami. — Proszę, panie!

Wciągnął gwałtownie powietrze, jego oczy pociemniały, a uścisk zacieśnił się. Podobało mu się to.

— Grzeczna dziewczynka — warknął i pochylił się, by pocałować jej cipkę.

To uczucie poraziło ją niczym prąd, a szczęki Hermiony opadły, gdy załkała. Węzeł na nadgarstkach nie był ciasny, ale samo uczucie skrępowania sprawiało, że jej ciało wiło się, gdy jego język muskał jej wargi i łechtaczkę, leniwie i z rozkoszą. Przyjemność przeszyła ją, pociągnęła za sznur w jej wnętrzu i rozpaliła. Jej oddech przyspieszył, a brzuch się ścisnął, gdy roztopiona lawa spływała niżej, paląc ją dzikością i pożądaniem.

— O, kurwa — jęknęła, gdy rozkosz zebrała się w tym delikatnym punkcie, który pocierał językiem. — O, kurwa!

Mruknął, obejmując ustami jej łechtaczkę i ssąc ją.

Biodra Hermiony drgnęły, wszystko pędziło do granic wytrzymałości; jej ciało napięło się jak cięciwa łuku, palce u stóp podwijały się w oczekiwaniu na orgazm, a oddech stawał się ciężki i urywany. Zabiegi Malfoya były równie okrutne, co zręczne, spychając ją z determinacją na skraj przepaści.

Plamy zaczęły wypełniać jej pole widzenia, pot spływał po plecach, a gardło ścisnęło się w krzyku — i wtedy odchylił się, a jego usta opuściły jej cipkę.

Zdezorientowana i oszołomiona, zamrugała, wzbierając łzy i unosiła głowę, by na niego spojrzeć.

— C-co?

Oblizał usta, zdobiąc je makiawelicznym uśmieszkiem.

— Och, ty chętny kociaku. Słyszałaś kiedyś o orgazmie kontrolowanym?

Hermionie zaschło w gardle, w głowie się kręciło, a ciało drżało w odmówionym orgazmie.

— Ja… nie…

— Nie — powtórzył cicho, powoli przesuwając kciukami po jej nabrzmiałej skórze. — To forma kontroli orgazmu. Technika, w której jesteś na granicy orgazmu, a potem go odmawiasz. Powtarzamy to raz po raz… — Mówiąc, głaskał ją tak blisko miejsca, w którym chciała, żeby ją dotknął, a jednocześnie tak daleko. Jęknęła, a on cmoknął z dezaprobatą. — Cierpliwości, kochanie. — Polizał ją szybko, a ten prosty gest sprawił, że podskoczyła i krzyknęła. Zaśmiał się ponuro. — Taka wrażliwa.

— Proszę — wyszeptała i zmarszczyła brwi. — Proszę, pozwól mi dojść.

— W swoim czasie — mruknął i polizał ją ponownie, płaską stroną języka delikatnie muskając spód jej łechtaczki.

Odchylił się i pozwolił palcom pieścić wilgoć wokół jej wejścia, doprowadzając Hermionę do szału.

— Draco! — wyszeptała. — Proszę!

Znów zanucił i przeraźliwie powolnymi ruchami wsunął w nią dwa palce, ale tylko na tyle, by ją podrażnić. Hermiona jęknęła i poruszyła biodrami, by ujeżdżać jego dłoń, ale on unieruchomił ją drugą ręką, mrucząc:

— Zwolnij, kochanie. Lubię delektować się moimi smakołykami.

Jednak nieustępliwie ją podniecał. Hermiona przygryzła wargę, płacząc, a jej cipka pulsowała pożądaniem pod jego palcami, którego nie chciał wpychać dalej. Jego kciuk pieścił jej mokre wargi, delikatnie je głaszcząc aż do nabrzmiałej łechtaczki. Kręcił palcem wokół niej, ale nawet nie dotknął, a podniecenie sprawiło, że żar w brzuchu Hermiony spotęgował się. Orgazm był tuż o krok, na skraju otchłani, a ona potrzebowała tylko pchnięcia — ale tymczasem dyszał jej w kark. Ale każdy oddech, każde powolne muśnięcie jego kciuka zbliżało ją do szczytu.

— Och, proszę, Draco! — niemal szlochała, a jej ciało drżało z rozkoszy. — Ja… ja muszę… proszę!

Kusząco wolno wsunął się głębiej, sięgając drugą ręką, a jego palce rozciągały ją tak rozkosznie. Sapnęła, zarzuciła związane dłonie na głowę i sięgnęła po niego.

Nagle zatrzymał się. Błyskawicznie objął ją mocno za nadgarstki. Jednym, szybkim ruchem zmusił je do powrotu nad głowę.

— Nie ruszaj się, szlamo — warknął, a Hermiona złapała oddech, strach w niej wzmógł się do czerwoności, rozpalając wszystko. To prawie wystarczyło, by przepadła. Spojrzał na nią gniewnie, jego ciemne oczy płonęły. — Czy ja powiedziałem, że możesz się ruszać?

— N-nie — wychrypiała.

— Właśnie, kurwa — warknął i zbliżył nos do jej. — Więc, chyba że powiem inaczej, będziesz leżeć w takiej pozycji, jak powiem. Zrozumiałaś?

Przełknęła ślinę, a jej łechtaczka pulsowała w rytm serca.

— Tak.

— Tak, co, szlamo? Kim dla ciebie jestem?

— Tak, panie? — spróbowała.

Zmrużył oczy.

— Tak, ale mam już dość ciągłego przypominania ci o tym. Właściwie moglibyśmy wymyślić coś lepszego od „panie”.

Jej myśli krążyły, próbując zrozumieć, co miał na myśli. Kim dla niej był? Co miał na myśli?

— Ja… nie wiem — wyszeptała. — Paniczu?

Zanucił głęboko.

— Chociaż podoba mi się to, nie jesteś skrzatem domowym, kochanie. — Wsunął palce głębiej w jej wnętrze, a ona głośno sapnęła, wyginając plecy, ale nimi nie poruszył. Po prostu trzymał je w niej, kusząc możliwością czegoś innego. Uśmiechnął się szyderczo, a jego włosy opadły mu na czoło i musnęły jej. — Jesteś gorsza ode mnie, szlamo. Jestem czarodziejem czystej krwi, Malfoyem, a ty jesteś gorsza ode mnie. Użyj swojego rozumu. Kim. Dla. Ciebie. Jestem?

— Ja… nie wiem! — jęknęła. W jej myślach przewijały się tytuły i nazwiska, ale nie miała pojęcia, jak chce, żeby go nazywała. Kim był dla niej? Nie wiedziała. — Jak chcesz, żebym do ciebie mówiła? — omal nie szlochała. — Proszę, nie wiem.

Zanucił ponownie, poruszając lekko palcami i sprawił, że zawyła.

— Jak ktoś z nizin społecznych nazwałby arystokratę, szlamo?

— P-panem? — krzyknęła, rozpaczliwie szukając w głowie odpowiedniego tytułu. — Lordem?

— Właśnie tak — mruknął cicho i wsunął dłoń w jej ciało, sprawiając, że krzyknęła. — Więc spróbujmy jeszcze raz, dobrze? Tak, co?

— Tak, lordzie — jęknęła.

— Grzeczna dziewczynka — zanucił, muskając kciukiem jej łechtaczkę.

Słowa spłynęły na nią niczym słodki, letni deszcz, a rozkosz ogarnęła ją, ciskając nią w przepaść. Łkała, jęczała i energicznie wymachiwała biodrami.

— Tak… tak!

— Nie, nie — zganił ją i znów przerwał swoje działania, a Hermiona zawyła z rozpaczy.

— Proszę! — szlochała, zaciskając dłonie na materiale koszuli.

— Chcesz dojść? — zapytał z uśmieszkiem.

— Tak — wyszeptała. — Tak, proszę. Draco… nie mogę… proszę!

— Skoro jesteś taka dobra w błaganiu, Granger — mruknął — pozwolę ci wybrać, a kiedy skończę, podziękujesz mi. Palce czy język?

Chciała się rozpłakać; pozwolenie jej na wybór było dla niego tylko kolejnym sposobem na torturowanie jej.

— Język — jęknęła. — O, Boże! Proszę, Draco, użyj języka!

Warknął i zanurkował w jej cipkę, jego oddech owiał ją gorącym powietrzem.

— Dzięki Bogu — syknął.

Nie było w tym delikatności, subtelności, gdy objął ją ustami, pożerając z namiętnością.

Hermiona jęknęła, sznur pękł i rozerwał się z siłą porównywalną z językiem Malfoya na jej łechtaczce. Wiła się, gdy orgazm rozdzierał ją na strzępy. Rozkoszował się nią, jego wielkie dłonie wbijały się w miękką skórę jej ud, gdy dochodziła na jego języku. Szarpiąc się, drgała i krzyczała tak, że cały pokój zdawał się trząść. Jej sąsiedzi musieli myśleć, że jest torturowana. Biedna pani Jenkins z sąsiedztwa mogłaby nawet wezwać policję, gdyby to trwało zbyt długo — albo, co gorsza, wezwałaby księdza na egzorcyzm, gdyby wiedziała, co się naprawdę dzieje. Prawdopodobnie zadzwoniłaby do pana Fullera, by wyrzucił Hermionę z mieszkania.

Ciemność ogarnęła jej wzrok, serce waliło w piersi, a gdy mięśnie w końcu się rozluźniły, wstrząsy wtórne sprawiły, że zadrżała gwałtownie.

Ledwo mogła oddychać, ale to uczucie było zbyt błogie, by się tym przejmować.

— Pięknie, Granger — wyszeptał i pocałował ją w wewnętrzną stronę uda. — Tak cholernie pyszna.

— Dziękuję, Draco — szepnęła i poczuła, jak na jej ustach pojawia się głupkowaty uśmiech. — Mój lordzie.

Przesunął się nad nią, jego twarz znajdowała się zaledwie kilka centymetrów od jej.

— Uwielbiam, kiedy wypowiadasz moje imię.

Spojrzała na niego, jej wzrok był zamglony, a wokół pulsowały plamy; Draco Malfoy, w jej mieszkaniu, po prostu ją wylizał, aż doszła z krzykiem. Zastanawiała się, czy może wciąż jest w szpitalu Świętego Munga, śpi w swoim łóżku, podczas gdy jej ciało dochodzi do siebie po wyczerpaniu.

Ale on ją pocałował, namiętnie, lecz delikatnie, jej smak wciąż był wyczuwalny na jego języku. Jedną ręką, tuż przy jej głowie, powstrzymywał go przed przewróceniem się na nią, a drugą głaskał jej włosy i twarz. Byli tak blisko, aż to bolało.

— Podobało ci się?

Skinęła głową i nuciła coś pod nosem, nie mogąc znaleźć słów. Och, bardzo jej się to podobało.

— Byłem agresywny. Nie przeszkadzało ci to? — zapytał.

Hermiona przygryzła wargę i skinęła głową.

— Nie, było dobrze.

— A kontrolowany orgazm, odpowiada ci to?

Hermiona ponownie skinęła głową, a jej usta wygięły się w uśmiechu.

— Tak, podobało mi się. Nawet bardzo.

Pocałował ją ponownie i wsunął dolną wargę między zęby.

— Jesteś pieprzonym snem, Granger.

Mrugnęła do niego, a serce waliło jej jak młotem. Przełknęła ślinę i zebrała siły, by wykrztusić:

— Naprawdę tak myślisz?

Jego przenikliwe spojrzenie musnęło jej rysy, usta wykrzywiły się w uśmieszku.

— Po co miałbym to mówić? Żeby cię uwieść? — Pocałował ją ponownie, leniwie i zmysłowo, i mruknął w jej usta: — Chcesz, żebym cię uwiódł, Granger?

Przygryzła wargę, by stłumić nerwowy chichot.

— Całkiem nieźle mnie uwodzisz, mój lordzie.

Zaśmiał się i pocałował ją ponownie, zanim mruknął:

— Nie bądź taka pyskata, szlamo. Pamiętaj, że leżysz pode mną naga.

— Och. — Westchnęła z udawaną niewinnością, powoli ocierając się o niego biodrami. — Naprawdę? Prawie zapomniałam. Jestem taka głupiutka. Dziękuję za twoje niezwykle spostrzegawcze przypomnienie, jak miałabym to zauważyć?

Malfoy warknął i zacisnął dłoń na jej gardle.

— Widzę, że jesteś niesamowicie krnąbrna.

Hermiona jęknęła, a jej oczy się rozszerzyły na widok jego nagłej zmiany. Poczuła ucisk w brzuchu i choć wciąż dochodziła do siebie po niesamowitym orgazmie, poczuła, jak znów narasta w niej żar. Malfoy zagrażał jej zdrowiu psychicznemu.

— Może powinienem wepchnąć ci coś do ust, by cię uciszyć? — mruknął, zawisając tuż nad jej uchem.

Hermiona przełknęła ślinę, jej gardło podskakiwało niespokojnie w jej mocnym uścisku, a serce biło jej trzykrotnie szybciej. Malfoy odsunął się od niej i chwycił ją za ramię, by pociągnąć do pozycji siedzącej, podczas gdy sam wstał z kanapy. Wyrwał jej z rąk koszulkę do Quidditcha i uśmiechnął się szyderczo — w końcu to była koszulka Gryffindoru — zanim ją rzucił. Hermiona zadrżała, siedząc przed nim naga, zdając sobie sprawę, że wciąż jest w pełni ubrany, a Malfoy spiorunował ją wyniosłym spojrzeniem. Przesunął dłonie po jej włosach, delikatnie masując skórę głowy, po czym ostrożnie rozplątał gumkę, która je trzymała.

— Idealne włosy do ciągnięcia — mruknął i zacisnął je pięścią na tyle mocno, że skrzywiła się, zanim ją puścił. Wzdychając, powoli odpiął pasek, jego długie palce pracowały zręcznie.

— Ssałaś kiedyś kutasa, Hermiono?

Poczuła, jak jej twarz się rumieni, gdy przygryzła wargę i lekko skinęła głową. Zrobiła to z Ronem, ale nie chciała mu o tym mówić. Nawet na niego nie spojrzała. Nie, jej wzrok był utkwiony w jego kroczu, gdzie widziała zarys twardego kutasa.

Mruknął coś pod nosem i powoli rozpiął guzik spodni.

— Wpisałaś seks oralny na swojej liście. Zwykle tego nie dodaję, bo to dla mnie nieodłączny element każdej aktywności seksualnej, ale masz rację. Powinniśmy wszystko doprecyzować. W razie gdybyś jeszcze nie zrozumiała, bardzo chętnie zrobiłbym ci minetę, ale czy mam rację, zakładając, że seks oralny oznacza przyjemność w obie strony?

Hermiona spojrzała na niego i przełknęła ślinę. Nie zastanawiała się nad tym, bo kiedy to zapisywała, jedyne, o czym mogła pomyśleć, to jego usta na jej cipce, ale tak, to zdecydowanie było branie i dawanie. Więc skinęła głową.

Przechylił głowę.

— Grzeczna dziewczynka. Założę się, że to będzie trochę inne niż to, do czego jesteś przyzwyczajona.

Och, zdecydowanie. Kutas Malfoya był… cóż, nigdy nie zmieściłaby go całego w ustach, ale niech ją diabli wezmą, jeśli nie spróbuje. Kiedy go wyciągnął, grubego i długiego w jego dłoni, poczuła, jak strach ściska jej płuca. Patrząc na niego, zauważyła nabrzmiałe żyły, szeroki spód i lekko ciemnoróżowy, spuchnięty czubek. Kiedy przesunął po nim pięścią, skóra gładko przesunęła się po całej długości, a ona podążyła za ruchem jego dłoni, do blond loków przy jego łonie. Był cholernie wspaniały.

Jego druga ręka wciąż głaskała jej włosy.

— Pokaż mi, co potrafisz, Granger.

Ostrożnie oblizała wargi, niepewna, jak powinna się do tego zabrać. Sięgnęła, by objąć go palcami, ale spojrzała na niego, szukając potwierdzenia. Uśmiechnął się tylko z aroganckim uniesieniem brwi. Och, ten zarozumiały palant wiedział, że to będzie dla niej wyzwanie. Przygryzając wargę, zacisnęła palce na jego kutasie; jeden nie wystarczył, by objąć całego, a jej oddech zadrżał do grubości, ciężaru i ciepła. Ale był też miękki, kuszący. Zabawne, pomyślała, myśląc o kutasie jako o kuszącym. Przełknęła ślinę, niepewnie pochyliła się i rozchyliła usta, gdy obie jego dłonie objęły jej włosy.

Szybkie polizanie czubka pozwoliło jej poczuć piżmo i sól, a przez jej ciało przeszedł dreszcz. Zaczerpnęła powietrza, a jej twarz rozgorzała; jej instynktowna reakcja była nieoczekiwana, jakby jego smak był po prostu… idealny. Z Ronem wyglądało to zupełnie inaczej. Ośmielona tą świadomością, zamknęła usta wokół niego, wywołując mroczne chrząknięcie z jego gardła.

Nie mogła do wziąć całego do ust, ale starała się z całych sił. Pozwoliła, by język masował spód kutasa i jąder, i kiwała głową w górę i w dół, głaszcząc go. Stękał, syczał, gdy jego dłonie zaciskały się na jej włosach. Wciągnęła policzki, ssąc i jednocześnie poruszając językiem. Malfoy jęknął głęboko, a jego pięści zacisnęły się w jej włosach jeszcze mocniej. To tylko ją pobudziło, rzuciło wyzwanie, by pchnąć dalej, pomimo jego rozmiaru.

Z głębokim warknięciem odsunął ją od siebie, a jego oddech był chrapliwy.

— Zwolnij, kociaku — mruknął. — Nie planuję jeszcze dojść. — Pogłaskał jej policzek aż do brody i otarł ślinę z jej ust. — Widzisz — mruknął głębokim tonem i wsunął kciuk między jej zęby, naciskając na język — wyrucham te twoje śliczne usta, a ty przyjmiesz to jak grzeczna dziewczynka.

Brzuch Hermiony zatrzepotał, krew w niej zawrzała z pożądania. Zacisnęła usta na jego kciuku; zmrużył oczy i przygryzł wargę. Chwytając kutasa, poruszył nim z jękiem. Jej wzrok powędrował na niego, wciąż wilgotnego.

— Jeśli to będzie dla ciebie za dużo — mruknął i wyciągnął kciuk z jej ust, by ściągnąć jej policzki — stuknij mnie dwa razy w udo, a przestanę. Rozumiesz?

Skinęła potulnie głową, oczarowana jego słowami.

— Nie, nie — zganił ją i zmusił do uniesienia twarzy, a ona spojrzała mu w oczy. Jego twarz była surowa. — Musisz to powiedzieć. Bardzo ważne jest, żebyś dała znać, kiedy będzie ci za ciężko.

— Rozumiem — wyszeptała i oblizała wargi.

Szczęka Malfoya opadła, a jego oczy płonęły pożądaniem. Puszczając jej policzki, chwycił ją za włosy i przysunął jej głowę do swojego kutasa.

— Więc bądź grzeczną dziewczynką i otwórz szeroko usta.

Hermiona przełknęła ślinę. To będzie coś innego. Rozchyliła usta, ale nie mogła poruszyć głową, gdy ją trzymał. Powoli, przysunął ją o centymetr niżej i delikatnym ruchem wepchnął swojego kutasa między jej wargi. Poczuła, jak ciepła skóra przesuwa się po jej języku i wystarczyło zaledwie pięć centymetrów, żeby stał się zbyt duży w jej ustach.

Ściskając jej włosy obiema dłońmi, Malfoy powoli wypchnął biodra do przodu, a kutas wsunął się do jej gardła.

Hermiona zakrztusiła się, całe jej ciało drgnęło w palącej potrzebie wymiotowania. Cofnął się i pozwolił jej się zebrać w sobie.

— Rozluźnij szczękę — poinstruował cicho, wykonując kilka pociągnięć dłonią. — Oddychaj głęboko, a potem przytrzymaj przez kilka sekund, kiedy będę pchał.

Przylgnął do niej, opierając czubek kutasa na jej ustach, i poczekał, aż znów je otworzy. Tym razem jego pchnięcie było mniej ostrożne, ale bardziej pewne.

Hermiona walczyła z chęcią kaszlnięcia i wrażeniem krztuszenia się. Znów unieruchomił jej głowę.

Stęknął cicho, a dźwięk wibrował aż do palców u stóp. Łzy napłynęły jej do oczu, gdy wbijał się głębiej w jej gardło; wstrzymywała oddech przez co najmniej pięć, sześć sekund, podczas gdy wypełniał jej usta swoją długością.

— Właśnie tak — warknął. — Bierz kutasa Śmieciożercy, Granger.

Chciała jęknąć, a ciepło skapywało jej między nogi pod wpływem tonu jego głosu. Czuła, jak spód kutasa ślizga się po jej języku, żyły na podniebieniu i tępy ból w szczęce, spowodowany tym, że została tak zaatakowana. Ucisk na jej włosach piekł, sprawiając, że jej sutki się napinały, gdy łzy napływały jej do oczu, a ona zaczynała czuć zawroty głowy. Wycofał się, by pozwolić jej oddychać.

Dał jej niewiele wytchnienia, zanim wsunął się z powrotem, głębiej i jęknął. Pchając raz, drugi i trzeci wbił się w jej gardło, a Hermiona drżała przy każdym pchnięciu. Próbowała odchylić głowę, ale on trzymał mocno. Naparła na jego uda, ale jego uścisk był stalowy, a pchnięcia nieustępliwe. Łzy napłynęły jej do oczu, gdy brak powietrza zaczął palić ją w płucach.

Malfoy napierał, powoli, ale mocno, za każdym razem wsuwając się głębiej, i właśnie wtedy, gdy myślała, że musi mu dać znać, że nie wytrzyma dłużej, wycofał się.

Wydała z siebie urywany jęk, jej ciężki oddech był bolesny i nierówny. Zamrugała, by odpędzić łzy i spojrzała na niego, z jednej strony pragnąc, żeby to już było to, z drugiej pragnąc, żeby wcisnął się jeszcze dalej.

— Wszystko w porządku? — zapytał cicho.

Hermiona wzięła kilka trudów i skinęła głową.

— T-tak.

Mruknął coś pod nosem i spojrzał na nią spod przymkniętych powiek, pozornie niewzruszony jej zmaganiami.

— Spójrz na siebie — rzekł. — Załamana i w rozsypce.

Zamrugała, przełknęła ślinę, gardło ją bolało. Prawie szlochała, ale on tylko przysunął kutasa z powrotem do jej ust i jednym, szybkim ruchem wsunął się w nią.

Hermiona parsknęła, ale on nie przejął się tym, a sama ta myśl pozostawiła ją w stanie bezmyślnego oddania. Jakaś mroczna, opuszczona część jej rozkwitła na myśl o byciu wykorzystaną przez Draco Malfoya, a odgłosy przyjemności, które wydawał, gdy jego dłonie ściskały ją tak mocno, wepchnęły ją brutalnie w nicość, gdzie istniało tylko ich dwoje i ich przyjemność.

Stęknął dziko, jego pchnięcia stawały się coraz szybsze. Dał jej chwilę wytchnienia, ale tylko na krótkie westchnienia, zanim wsunął się z powrotem, a odgłosy z jej ust brzmiały sprośnie w cichym pomieszczeniu. Oparła się o jego uda i poddała się temu uczuciu, ufając, że dopilnuje, by mogła oddychać, kiedy będzie trzeba, i ta świadomość — że naprawdę mu ufa — sprawiła, że wszystko, co przypominało niepokój, rozpłynęło się w mgnieniu oka. On panował nad sytuacją, a ona musiała tylko wykonywać jego polecenia. To uczucie było niebezpiecznie uzależniające.

Jego smak ją odurzał, a tępy ból jego kutasa wbijającego się w jej usta i gardło emanował do jej cipki. Choć odczuła ulgę, gdy odsunął jej głowę, była nieco zasmucona, że wkrótce będzie musiała opuścić tę cudowną, błogą bańkę wytchnienia.

Zacisnął pięść i szarpnął wściekle, stękając przez zaciśnięte zęby, a ręka wciąż tkwiąca w jej włosach zacisnęła się boleśnie.

— Trzymaj gębę otwartą, szlamo.

Jego oddech był nierówny i zanim się zorientowała, doszedł z głębokim jękiem, a strumienie jego wytrysku pokryły jej usta i język.

Smakował słono, nieszkodliwie i bez cienia skruchy, a Hermiona oparła się pokusie, by przełknąć wszystko w oczekiwaniu na jego instrukcje.

Dyszał ciężko, jego oczy błyszczały czymś niebezpiecznym, gdy zacisnął dłoń na jej gardle.

— Jesteś nadzwyczaj grzeczną dziewczynką. A teraz, przełknij.

Zrobiła to, a jej twarz poczerwieniała z wysiłku i zażenowania. Uczucie, jak jego wytrysk spływa jej po obolałym gardle, było osobliwe, ale wcale nie nieprzyjemne, a wyraz twarzy Malfoya — czystej, nieskażonej satysfakcji i uwielbienia — sprawił, że w jej piersi narastało gorące i przyjemne uczucie. Udało jej się uśmiechnąć pomimo drżących ust.

Uścisk Malfoya złagodniał do pieszczoty, zanim wsunął się z powrotem w spodnie i usiadł obok niej. Usadził ją na swoich kolanach i objął, pozwalając jej się do siebie przytulić, i tak zrobiła, rozpływając się w jego cieple. Głaskał jej włosy, ramię, udo i szeptał jej do ucha pocieszające słowa.

— Świetnie ci poszło — powiedział, całując ją w czoło. — Jestem z ciebie taki dumny.

Hermiona tylko zanuciła, wtulając się w niego i wdychając jego zapach. Drżała, podniebienie i tył ust bolały ją, tak jak szczęka, wciąż miała lekkie zawroty głowy, ale głęboko w jej wnętrzu tlił się spokój i satysfakcja.

Siedzieli tak przez chwilę, aż oboje się uspokoili. Wyczarował jej szklankę wody, którą podał jej do wypicia, a zimny płyn koił jej podrażnione gardło. Jego pieszczoty ją ukoiły, uspokoiły i cicho jęknęła, gdy delikatnie się przesunął, żeby na nią spojrzeć.

— Wszystko w porządku? — zapytał i pogłaskał ją po brodzie.

— Tak — wyszeptała.

— Czy to było dla ciebie za ostre?

Poruszyła się na jego kolanach, a jej brzuch zaczął się zaciskać. Wraz z powrotem do rzeczywistości powoli wracało do niej sumienie. Nie powinno jej się to podobać. Wiedziała, że nie powinno jej się to podobać, ale jednak się podobało.

— Było ostro, tak, ale… podobało mi się.

Zanucił i musnął kciukiem jej usta.

— Nie musisz się martwić, kochanie. Wiem, że to dużo i nie będę cię na to narażał zbyt często.

Jego dotyk był lekki jak piórko, gdy przesunął kostkami palców po jej szczęce.

— Nie podobało ci się? — zapytała, a zmartwienie nagle ścisnęło ją za pierś.

Zawiodła go? Była kiepska w robieniu loda?

Ale on się roześmiał, zaskakująco szczerym śmiechem.

— Nie podobało mi się? Kochanie, to było idealne.

Przygryzła wargę, czując ulgę, ale wciąż zdezorientowana.

— Ale dlaczego nie mielibyśmy tego robić często? Już kilka razy robiłeś mi minetę.

Jego uśmiech zmienił się w chytry uśmieszek.

— Jeśli chcesz mi obciągnąć, Granger, wystarczy, że poprosisz. — Jego wzrok pieścił jej twarz z szacunkiem. — Chodziło mi o tę szorstkość. Wiesz, za co?

Spojrzała mu w oczy. Teraz były ciepłe, czułe.

— Byłam pyskata?

Zmarszczył brwi i skinął głową.

— Byłaś i wiesz, co o tym myślę.

— Nie pozwalasz na to — powiedziała, po raz kolejny przypominając sobie, że była naga, a on nie.

— Nie — odparł, muskając palcami jej gardło. — Nie pozwalam na to. Ale przyjęłaś moją karę z godnością.

— Naprawdę?

Zaśmiał się cicho.

— Już mówiłem, że jesteś idealna. Chcesz mieć ślad, Granger?

Uśmiechnęła się.

— A mogę? Proszę?

Uniósł brew i uśmiechnął się ironicznie.

— Jaki kształt przybrały twoje usta, kiedy ssałaś mojego kutasa?

Jęknęła, krzywiąc się.

— Naprawdę? W taki sposób uwodzisz kobiety?

Zmarszczył arogancko brwi i prychnął.

— W twojej obecnej sytuacji, nie powinnaś wygłaszać takich komentarzy, kochanie.

— Znowu mnie ukarzesz?

Uśmiechnęła się szeroko i poruszyła pośladkami na jego kolanach.

Jego oczy pociemniały, gdy powoli objął ją dłonią za szyję.

— Masz szczęście, że rozkazali ci odpoczywać — mruknął. — W przeciwnym razie mógłbym cię karać całą noc.

Hermiona zadrżała na samą myśl, ale nie mogła się oprzeć pokusie. Przygryzła wargę i spojrzała na niego. Przez chwilę znów zastanawiała się, czy to wszystko jest prawdziwe. Czy naprawdę siedziała na kolanach Draco Malfoya? Kiedy rozluźnił uścisk, by znów ją pieścić, zadrżała, a jej skóra pokryła się gęsią skórką. Wyrwało jej się ciche jęknięcie, gdy przyciągnął ją bliżej i objął ramionami.

Wstając z sofy, zaniósł ją w głąb mieszkania, kierując się do łazienki. Przygotował dla niej kąpiel, ugościł winem i winogronami, które Poppy przyniosła wcześniej, podgrzewając magicznie wodę, gdy stawała się zbyt zimna. Nie wszedł do środka, narzekając, że jej wanna jest zdecydowanie za mała, ale przemienił stołek w wygodny fotel, zapalił świece w łazience i dołączył do niej, by porozmawiać.

Hermiona była oszołomiona. Przed ich lipcową schadzką w ciemnościach, a nawet długo potem, sama myśl o rozmowie z Draco Malfoyem w takim miejscu byłaby równie zabawna, co perwersyjna — i zdecydowanie nie do pomyślenia — ale teraz musiała zmagać się z myślą o tym, jak bardzo nieperwersyjna była. W istocie, gdyby zatrzymała się i pomyślała o tym, co robili wcześniej tego wieczoru, jej policzki by się zarumieniły, a głos w jej głowie z pewnością podpowiedziałby jej, że jest szalona, pozwalając mu się tak wykorzystać, jednocześnie błagając ją, by pozwoliła mu to zrobić jeszcze raz. Seks to jedno, ekscytujący i oszałamiający, ale nigdy by nie przypuszczała, jak naturalna będzie rozmowa z nim w ten sposób.

Unikali rozmów o pracy — patrzył na nią surowo i ostrzegał: „Granger”, gdy tylko zaczynała ten temat — i skupiali się na przyziemnych sprawach. Rozmawiali o reakcji jego matki, o gotowaniu Poppy, o małym Jamesie i absurdalnym bukiecie od Cormaca McLaggena. Najwyraźniej Malfoy nie przepadał za tym tematem, ku rozbawieniu Hermiony.

Dowiedziała się, że Poppy nauczyła go grać w czarodziejskie szachy, gdy był chłopcem, i że Narcyza poważnie rozważała odnowienie więzi z Andromedą. Dowiedziała się, że Malfoy lubił dzieci, ale rzadko ich rodziców, i że połączenie Pottera z Weasley mogło oznaczać jedynie „całkowitą katastrofę w kwestiach manier”.

Hermiona podzieliła się z nim wspomnieniami z dzieciństwa, tymi, które tylko ona nosiła w sobie, bo jej rodzice ich nie mieli, i powiedziała mu, że nigdy nie potrafiła opanować gry w Szachy Czarodziejów. Z chichotem dodała, że tak naprawdę uważa, że James może wyrosnąć na dość rozbrykanego dzieciaka, ale że zrobi wszystko, co w jej mocy, by został wychowany w odpowiedni sposób. Powiedziała mu również, że Harry będzie wspaniałym ojcem, że miał ogromny wpływ na życie Teddy’ego i że ogromnie pomógł Andromedzie. Na to Draco zmarszczył brwi i zacisnął szczękę, ale nie wyglądał na niedowierzającego, lecz na zasmuconego.

Zanim jej skóra się pomarszczyła, wyprowadził ją z wanny i kazał iść spać. Krzywołap odważył się zerknąć na Malfoya, ale gdy tylko blondyn spojrzał na kota, biedactwo uciekło, by schować się gdzieś, gdzie prawdopodobnie nawet nie powinno się zmieścić.

Kiedy Hermiona ponownie założyła piżamę (Malfoy niechętnie podał jej starą koszulkę Rona), stanęła z Malfoyem przy kominku, szykując się do pożegnania, ale to zabolało. Nie chciała, żeby odchodził, i to uświadomiło jej, że po prostu musiał. Musieli gdzieś postawić granicę.

— Dziękuję — powiedziała, powoli przesuwając palcami po guzikach jego koszuli. — Za wszystko.

Jego dłonie spoczywały na jej plecach, a on wziął głęboki oddech, delikatnie przyciągając ją bliżej.

— Nie musisz mi dziękować, Granger. Już wystarczająco mi dziś dziękowałaś.

Poczuła gorąco w uszach, gdy spojrzała na niego spod rzęs. Był tak rozdzierająco piękny, a jeszcze bardziej, gdy wiedziała, jaka niegodziwość czai się tuż pod powierzchnią. Nie przypominał żadnego mężczyzny w jej życiu i zawsze taki był, niezależnie od tego, czy nim gardziła, czy nie. Niewielu ludzi potrafiło wzbudzić takie pożądanie — a on stał tam, w jej salonie, patrząc na nią, jakby coś dla niego znaczyła.

Nie powinna tego mówić. Nie powinna. Naprawdę nie powinna…

— Mógłbyś zostać, wiesz?

Och, niech to szlag!

Spiął się, badawczo na nią patrząc. Zmarszczył brwi i mruknął:

— Naprawdę tego chcesz?

Hermiona uniosła głowę i zamrugała, czując, jak płonie jej cała twarz. Czy zniszczy cokolwiek, jeśli powie „nie”? Czy zrobiłaby to, gdyby powiedziała „tak”? Serce waliło jej w piersi, dudniąc w uszach, a oddech stawał się płytki. To tylko sen. Nic więcej. A jednak to robiło różnicę. Ale dlaczego miałoby? Ostatnim razem, gdy byli razem, zatrzymała się u niego i obudziła się w jego ramionach następnego ranka. To było uczucie, którego pragnęła tak bardzo, że powinno ją zniechęcić. Powinno ją ostrzec — ostrzegało — ale nie mogła się zdecydować, czy posłuchać.

W końcu przygryzła wargę i skinęła głową, odrzucając wszelką ostrożność. Nie mogła znać odpowiedzi na wszystkie pytania. Nauczyła ją tego Uzdrowicielka Ericson.

Coś błysnęło w oczach Malfoya, gdy pochylił się, by złożyć delikatny pocałunek na jej ustach.

— Dobrze, skoro tak ładnie prosisz.

Jęknęła, ale nie sprzeciwiła się. Zamiast tego, chwyciła go za rękę i zaprowadziła do swojej sypialni. Na starym fotelu w kącie leżały porozrzucane ubrania, na łóżku leżała kołdra, którą Molly dała jej na Boże Narodzenie po rozstaniu z Ronem, a zepsuty kominek był zawalony książkami, które nie mieściły się w jej przepełnionej biblioteczce.

Hermiona zerknęła na niego, niepewna, co robić dalej. Nie wydawał się zdenerwowany — tylko zaciekawiony. Wsunął ręce do kieszeni i swobodnie przeszedł się po jej małym pokoju, przeglądając biblioteczkę i kilka zdjęć, które powiesiła na ścianach. Zwyczajne, mugolskie zdjęcia.

— To twoi rodzice? — zapytał, wskazując na zdjęcie jej mamy i taty.

Hermiona przełknęła ślinę i objęła się rękami.

— Tak. Dostałam je kilka lat temu. To chyba z drugiego dnia świąt Bożego Narodzenia.

— Na plaży?

Zaśmiał się i uniósł brew, patrząc na nią.

— No cóż. — Wzruszyła ramionami. — Są po drugiej stronie świata, wiesz. Dla nich Boże Narodzenie jest w lato.

— To nie w porządku — mruknął i ponownie spojrzał na zdjęcie. Wzdychając głęboko, zaczął rozpinać koszulę. — Czy mam się bać twojego futrzanego stwora?

— Krzywołapa? — Zachichotała. — Nie. Nie lubi spać w łóżku, gdy nie jestem tam sama.

Uniósł brew.

— A jak często nie jesteś sama w tym łóżku, Granger?

Zarumieniła się i spuściła wzrok.

— Niezbyt często. Właściwie nigdy.

Malfoy podszedł bliżej, gdy jego klatka piersiowa była już obnażona, i objął jej twarz swoimi dużymi dłońmi.

— Hermiono — powiedział cicho, wodząc wzrokiem po jej twarzy — nie będziesz musiała spędzać kolejnych nocy sama w tym łóżku, chyba że zechcesz.

Jej wzrok przeskakiwał między jego oczami, a serce i umysł waliły jej jak młotem. Te słowa… były niebezpieczne. Próbowała sobie przypomnieć, kim on był, czego mogła się po nim spodziewać, ale to sprawiało, że jej umysł wyczarowywał rzeczy, które po prostu nie istniały. To, że jej to powiedział, nie oznaczało tego, czego pragnęło jej romantyczne serce, i musiała to zrozumieć. Dlatego nie powinna była prosić go, żeby został, a jednak stanęła na palcach i pocałowała go nieśmiało.

Poszedł za jej przykładem, powoli i delikatnie, aż ich języki musnęły się w delikatnym uścisku, co tylko przyspieszyło bicie jej serca. To nie był odurzający i erotyczny pocałunek — nie, to był romantyczny pocałunek, który sprawił, że jej kolana zadrżały, gdy cichy dźwięk dzwoneczków rozbrzmiał głęboko w jej umyśle, budząc dziecięce marzenie o byciu z Ronem.

Wiedziała, że Draco złamie jej serce. Ginny ją ostrzegała i wiedziała, że do tego dojdzie, ale gdy weszli pod kołdrę, ona w piżamie, a on w samych bokserkach, zmusiła się do znalezienia w tym wszystkim racjonalnego wytłumaczenia. Łączyła ich intymna relacja dwojga świadomych siebie dorosłych. Oboje wiedzieli, że nie może być niczego innego, bo ona była Hermioną Granger, mugolaczką i bohaterką wojenną, a on Draco Malfoyem, czarodziejem czystej krwi i byłym Śmierciożercą.

To było wszystko, co mogli mieć, a ona musiała oddzielić, co było czym. Jej marzenie o przyszłości to jedno, a Malfoy to drugie.

Nie. Nie Malfoy. Draco.

_______________

Witajcie :) w niedzielne popołudnie zapraszam na nowy rozdział tłumaczenia. Więź między naszą dwójką się zacieśnia i coraz więcej się dzieje. Uwielbiam to opowiadanie, mam nadzieję, że Wam też się podoba.

Kolejny rozdział zostanie opublikowany za dwa tygodnie. U mnie ostatnio wiele się dzieje. W pracy poświąteczny sajgon, a jeśli chodzi o tłumaczenia i przerwę, to aktualnie jaram się okładkami do opowiadań, które opublikuję wiosną. Mogę obiecać, że wiele będzie się działo, bo te historie są niesamowite. Zatem czekajcie, bo jest na co. :)

Tyle ode mnie. Miłego tygodnia! Enjoy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Obserwatorzy