Październik 1995
Draco spiorunował wzrokiem listę uczniów,
starając się ukryć rozczarowanie, podczas gdy Prefekt Naczelny i Prefekt Naczelna
rozdzielali zadania na wieczór.
— Cholerny Łasic — mruknął pod nosem.
— O co chodzi? — Pansy oparła się o niego,
wpatrując się w kartkę. — O, patrz! Znów jesteśmy razem!
Jej melodyjny głos dowodził, że była o wiele
bardziej zadowolona z tej sytuacji niż on.
Zaciskając szczękę, Draco odrzucił kartkę.
— Myślę, że powinno się wprowadzić zasadę
mieszania domów podczas patroli. Granger z Weasleyem? Pewnie odkryją kolejną,
starożytną, szkolną tajemnicę, złamią mnóstwo zasad, a potem dzięki temu
zdobędą Puchar Domów, podczas gdy my
będziemy musieli mozolnie brnąć i odbierać punkty podłym Puchonom obściskującym
się w spiżarni.
Pansy parsknęła śmiechem.
— Co? Chcesz odkryć jakąś niebezpieczną, szkolną
tajemnicę?
Zmarszczył brwi.
— Nie. Mówię tylko, że nie powinno im się
pozwalać tak swobodnie włóczyć po terenie szkoły.
Znów się roześmiała.
— Masz rację. Każdy Gryfon potrzebuje opiekuna.
Draco prychnął, zerkając na brunetkę po drugiej
stronie sali. Zachęcała Weasleya do słuchania Przełożonych, ale on nie wydawał
się tym specjalnie zainteresowany. Stracona
okazja, Łasicu.
— Wiesz, zawsze się nad tym zastanawiałam —
powiedziała cicho Pansy i nachyliła się bliżej, również wpatrując się w dwójkę
Gryfonów. — Myślisz, że Granger by się załamała, gdybym pocałowała Łasica?
Draco zmarszczył brwi i odwrócił do niej głowę.
— Co? Dlaczego?
— Przepraszam.
— Prefekt Naczelna z Ravenclawu utkwiła swoje mroczne spojrzenie w Draco i
Pansy. — Słuchacie w ogóle?
— Słuchamy. — Pansy uśmiechnęła się słodko, ale
oboje Prefekci Naczelni tylko spojrzeli na nią gniewnie, zanim kontynuowali
swoją przemowę. — Dlaczego? — syknęła
Pansy, unosząc brew i patrząc na Draco. — Bo szlama za nim szaleje, oczywiście.
Ogarnął go chłód. Oczywiście wiedział o tym —
trzeba być nieświadomym głupcem, żeby tego nie zauważyć — ale i tak go to
wkurzało. Zebrał się w sobie i prychnął:
— Nie o to
chodzi. Dlaczego miałabyś całować
Weasleya?
Psotny uśmieszek rozlał się na twarzy Pansy.
— Bo fajnie byłoby zniszczyć ich oboje, nie
sądzisz?
Draco skrzywił się.
— Raczej obrzydliwie.
Przewróciła oczami.
— Nie umiesz się bawić.
— Co? — mruknął. — Myślisz, że powinienem
pocałować Granger?
To sprawiło, że Pansy parsknęła śmiechem,
przyciągając ciekawskie oczy pozostałych osób w pomieszczeniu i jadowite
spojrzenia ze strony Przełożonych. Zakryła usta dłonią i wyszeptała:
— Draco, oboje
wiemy, że wolałbyś umrzeć, niż się do tego zniżyć.
Znów spojrzał na Granger. Jej loki były dziś
niesforne i próbowała je związać, ale większość z nich wyszło z gumki. Policzki
miała zarumienione, prawdopodobnie od kłótni z Weasleyem o coś bezsensownego.
Skupił się na jej ustach, pełnych i spuchniętych, i wyobraził sobie, jak je
całuje. Czy to byłoby poniżające? Czy naraziłby na szwank czystość swojej krwi,
ulegając zauroczeniu? Po Balu Bożonarodzeniowym w grudniu zeszłego roku nie
mógł wrócić do patrzenia na nią jak na irytującą szlamę — nie, wszystko się
zmieniło i nie potrafił przestać o niej myśleć.
Całe lato zaprzątała jego myśli. Wiosną
dostrzegał w niej coraz więcej rzeczy, którym nie mógł się oprzeć, na przykład
temu, jak jej oczy lśniły niczym złoto w słońcu, albo temu, jak nowe zęby
sprawiały, że jej uśmiech był olśniewający; zdał sobie sprawę, że musiał
podobać mu się również jej dawny uśmiech. Uderzające było to, że nawet sam jej
głos wywoływał wstrząsy jego ciała. Obwiniał za to hormony, ale nic nie mógł na
to poradzić.
Unosząc brew, wycedził:
— Świat by się nie skończył, gdybym pocałował
jedną szlamę.
Pansy przestała się śmiać i wpatrywała się w
niego, po czym prychnęła.
— Może i nie, ale Granger? Uważaj, bo twój kutas może się skurczyć i opaść.
Draco skrzywił się.
— Wątpię, Pansy.
Wiedział, że Pansy go karci, ale nie obchodziło
go to. Granger skrzyżowała ramiona na piersi i zamknęła usta, wpatrując się w
Weasleya morderczym wzrokiem, po czym odwróciła się od niego, a jej wzrok
powędrował ku Draco.
Elektryczność. Iskry. Ogień.
Wyglądała na zaskoczoną, jakby w ogóle się nie
spodziewała, że ją obserwuje, ale on utrzymywał stalowe spojrzenie; zachęcał
ją, by patrzyła dalej i poczuł między nimi wzajemne przyciąganie. Czy ona też
to czuła?
Jednak zdała sobie sprawę z tego, co się dzieje,
skrzywiła się i odwróciła wzrok, odwracając się do niego plecami. Draco
zacisnął szczękę. Właśnie wtedy usłyszał jęk Pansy obok siebie.
— To wszystko na dzisiaj — powiedział Prefekt
Naczelny z Hufflepuffu. — Raz, dwa. Czas na patrol.
Gdy wychodzili z sali, wśród prefektów rozległy
się stłumione pomruki. Kiedy Granger minęła Draco, upewnił się, że wciągnął w
nozdrza jej zapach, który napełnił go wieloma niestosownymi myślami.
Pansy pociągnęła go za sobą, gdy ruszyli do
lochów, by rozpocząć patrol.
— Draco — mruknęła, gdy byli już wystarczająco
daleko od reszty uczniów — bądź ze mną szczery. Podoba ci się Granger?
Prychnął i roześmiał się.
— Co? Dlaczego tak myślisz?
Pansy spojrzała na niego z niedowierzaniem.
— To
twój nerwowy śmiech, ten, którego używasz, gdy kłamiesz.
Skrzywił się.
— Nie kłamię! Czemu, na Salazara, miałaby mi się
podobać akurat Granger?
— Bo ciągle się na nią gapisz! — wrzasnęła. —
Robisz to od Balu Bożonarodzeniowego i nie próbuj mnie przekonywać, że wtedy
nie uważałeś jej za ładną!
Przewrócił oczami.
— Pansy, nie będziemy znów o tym rozmawiać.
Prychnęła.
— Wiesz, nie obchodzi mnie, że myślisz o innych
dziewczynach — przecież nie jesteśmy sobie pisani czy coś w tym stylu — ale o niej? Serio?
Westchnął głęboko i napiął się.
— Dobra. Przyznaję, że dobrze wyglądała na Balu
Bożonarodzeniowym. Ale to wszystko.
— Doprawdy? — zadrwiła. — Mówisz mi, że kiedy rozmawialiśmy o całowaniu się z nimi,
nie zastanowiłeś się nad tym? Mówisz mi, że nie byłeś nadąsany, bo nie
sparowano cię z Granger?
Draco z trudnością łapał oddech. Skąd mogła
wiedzieć?
Wzrok Pansy złagodniał — wyraz twarzy, który
widzieli tylko jej bliscy.
— Draco, nigdy tak na mnie nie patrzyłeś.
Poczuł żar w policzkach i z trudem przełknął
ślinę, odwracając wzrok.
Pansy westchnęła i otrzepała niewidzialny pyłek
ze swetra.
— Ale nie dziwi mnie to.
— Nie?
Uniósł brew.
— Jesteś rozpieszczony — powiedziała z
uśmieszkiem. — Zawsze pragniesz tego, czego nie możesz mieć.
Prawie się zjeżył. Sama myśl, że nie zdobędzie
Granger, doprowadzała go do szału, ale wiedział, że ma rację. Oczywiście, że
jej nie zdobędzie. Nie było mu to pisane. Była szlamą i najlepszą przyjaciółką
Świętego Pottera. Nigdy nie spojrzy na niego inaczej niż z obrzydzeniem, bez
względu na to, jak bardzo starał się być dla niej czarujący. To było
przesądzone i boleśnie zdawał sobie z tego sprawę.
— Więc — zaczęła i objęła go ramionami — co w
niej jest takiego wspaniałego? I nie mów mi, że jest ładna — nie przyjmę tego
jako jedynego powodu.
Draco westchnął ciężko i przewrócił oczami.
— Jest… inna.
— Och — prychnęła. — Czy to coś w stylu „nie jest
taka jak inne dziewczyny?”.
— Nie — mruknął. — Nie w takim sensie. Ona jest
po prostu, cóż, inna. Jest inna od
wszystkiego, czego powinienem pragnąć, jest inna od wszystkiego, co posiadałem
w przeszłości i jest inna od tego, czego myślałem, że pragnę. To po prostu… ona.
— Więc nie dlatego, że ciągle cię ripostuje i
jest pyskata?
— Może, tak, częściowo o to chodzi.
— I co zamierzasz z tym zrobić?
— Zamknąć myśli o niej w pudełku i trzymać w
pamięci tak głęboko, jak to możliwe.
— Myślisz, że ci się to uda?
Wątpię.
— Tak, zdecydowanie.
~*~*~*~*~*~*~*~
Wrzesień 2004
Obecność Draco Malfoya w jej mieszkaniu była
trudna do przełknięcia. Hermiona patrzyła na niego częściej niż na telewizor,
na którym był skupiony. Miał ściągnięte brwi i usta zaciśnięte w wąską linię,
gdy obserwował i analizował ekranizację jej ulubionej książki.
— Śmiałe posunięcie z ich strony. Próbują
zekranizować tak ukochane arcydzieło — powiedział, unosząc brew.
Hermiona nie przejmowała się jego komentarzem
bardziej niż tym, że nazwał Dumę i
uprzedzenie arcydziełem.
Kiedy Poppy wróciła z jedzeniem, Hermionie
burczało w brzuchu. Mała skrzatka zdawała się bardziej skupiać na informowaniu
Hermiony, co jest w zupie, niż na tym, że Malfoy wciąż tam jest, oglądając z
nią mugolską telewizję w jej zagraconym salonie.
Gdy skończyli posiłek, odcinek dobiegł końca.
Hermiona obserwowała jego twarz, gotowa na osąd. Przygryzając wargę, cierpliwie
czekała.
Potarł brodę, uniósł brew i odwrócił głowę w jej
stronę.
— Cóż, nie było okropne, to muszę ci przyznać.
Uśmiechnęła się. Nieokropne wydawało się najbliższe pozytywnej nocie dla mugolskiej
telewizji.
— Więc — zaczęła i podeszła bliżej — chcesz,
żebym cię nauczyła pisać SMS-y małymi literami?
Przerzucił rękę przez oparcie sofy i uśmiechnął
się łobuzersko, po czym pochylił się bliżej, łaskocząc ją w twarz.
— To może poczekać. Czas na deser.
Oddech uwiązł jej w gardle, policzki zapiekły i
poczuła ucisk w lędźwiach, gdy jego usta zbliżyły się do jej.
— Powinnam… powinnam odpocząć — wychrypiała.
Malfoy musnął jej usta delikatnym pocałunkiem.
— Och, nie zmęczę cię, obiecuję. Poczekam z tym, aż wydobrzejesz.
Przyciągnął jej dolną wargę do swoich ust,
delikatnie ssąc.
Hermiona jęknęła, nagle czując zawroty głowy.
Jego dłoń objęła jej szyję, przysuwając bliżej, podczas gdy wodził pocałunkami
po jej szyi. Poczuła motylki w brzuchu i pożądanie wzbierające się między
nogami. Szybkim manewrem położył ją plecami na kanapie, a jego gorące pocałunki
muskały jej obojczyki.
Przeczesała palcami jego włosy, mierzwiąc je, ale
on się tym nie przejął. Zamiast tego wsunął dłoń pod jej koszulkę, ściskając
piersi, aż stwardniały jej sutki. Nie potrafiła tego nazwać, ale sposób, w jaki
ją traktował, różnił się od chłopaków i mężczyzn, z którymi była. Jego dotyk
był zdecydowany, pewny siebie, autorytatywny — jakby nie miała wątpliwości,
jakim prawem ją tak dotykał, żeby jęknęła. Wkrótce naciągnął materiał na jej
klatkę piersiową i głowę, ale zamiast uwolnić jej ręce, skręcił koszulkę za jej
nadgarstki, wiążąc je ze sobą.
Drażniące pocałunki spłynęły w dół jej piersi,
jego język muskał napięte sutki, wirując wokół nich. Powoli i kusząco całował
jej brzuch, wsuwając palce w pasek jej spodni od piżamy. Był niewiarygodnie
powolny, ściągając je w dół na jej biodra, całując przy tym jej delikatną
skórę. Hermiona wiła się i jęczała, a jej cipka pulsowała pożądaniem. Malfoy
skubnął wewnętrzną stronę jej uda, co sprawiło, że zamarła, zanim ściągnął jej
spodnie i majtki, rzucając je na podłogę.
Wsunął się między jej uda, rozsuwając je
kolanami, gdy przetoczył się na pięty. Jego spojrzenie było drapieżne, kiedy
oblizywał usta.
— Jesteś tak cholernie piękna, Granger — niemal
warknął, powoli ogarniając ją wzrokiem.
Hermiona ciężko oddychała, jej ciało drżało.
Leżenie nago na kanapie, gdy Draco Malfoy wpatrywał się w nią tym wzrokiem,
jakby chciał ją pożreć, wydawało się zupełnie surrealistyczne. W tej chwili
pragnęła, żeby to zrobił.
Szarość jego oczu była niczym więcej jak cienkimi
obwódkami wokół bezdennej czerni, gdy jego dłonie zacisnęły się na jej
kolanach, szybko przyciskając się do jej ramion.
Krzyknęła przenikliwie, lekki strach zmieszał się
z palącym pożądaniem; spojrzenie w jego oczach było niebezpieczne, palące i
złowieszcze. Uwielbiała to.
— Powiedz mi — mruknął ponuro, powoli kierując
dłonie ku niej — jak bardzo tego pragniesz?
Hermiona przygryzła wargę, wyginając plecy.
— Proszę, Draco!
— Och, myślę, że stać cię na więcej — zadrwił i
rozchylił jej usta.
Skomlała z pożądania, wijąc się i czując
speszona.
— P-proszę… Potrzebuję cię!
Zamruczał, gdy jego kciuki ugniatały delikatną
miękkość w miejscu, gdzie jej uda stykały się ze wzwodem.
— Tak? Jak bardzo mnie potrzebujesz, mała szlamo?
— Proszę — wyszeptała, poruszając biodrami. —
Proszę, panie!
Wciągnął gwałtownie powietrze, jego oczy pociemniały,
a uścisk zacieśnił się. Podobało mu się to.
— Grzeczna dziewczynka — warknął i pochylił się,
by pocałować jej cipkę.
To uczucie poraziło ją niczym prąd, a szczęki
Hermiony opadły, gdy załkała. Węzeł na nadgarstkach nie był ciasny, ale samo
uczucie skrępowania sprawiało, że jej ciało wiło się, gdy jego język muskał jej
wargi i łechtaczkę, leniwie i z rozkoszą. Przyjemność przeszyła ją, pociągnęła
za sznur w jej wnętrzu i rozpaliła. Jej oddech przyspieszył, a brzuch się
ścisnął, gdy roztopiona lawa spływała niżej, paląc ją dzikością i pożądaniem.
— O, kurwa — jęknęła, gdy rozkosz zebrała się w
tym delikatnym punkcie, który pocierał językiem. — O, kurwa!
Mruknął, obejmując ustami jej łechtaczkę i ssąc
ją.
Biodra Hermiony drgnęły, wszystko pędziło do
granic wytrzymałości; jej ciało napięło się jak cięciwa łuku, palce u stóp
podwijały się w oczekiwaniu na orgazm, a oddech stawał się ciężki i urywany.
Zabiegi Malfoya były równie okrutne, co zręczne, spychając ją z determinacją na
skraj przepaści.
Plamy zaczęły wypełniać jej pole widzenia, pot
spływał po plecach, a gardło ścisnęło się w krzyku — i wtedy odchylił się, a
jego usta opuściły jej cipkę.
Zdezorientowana i oszołomiona, zamrugała,
wzbierając łzy i unosiła głowę, by na niego spojrzeć.
— C-co?
Oblizał usta, zdobiąc je makiawelicznym
uśmieszkiem.
— Och, ty chętny kociaku. Słyszałaś kiedyś o
orgazmie kontrolowanym?
Hermionie zaschło w gardle, w głowie się kręciło,
a ciało drżało w odmówionym orgazmie.
— Ja… nie…
— Nie — powtórzył cicho, powoli przesuwając
kciukami po jej nabrzmiałej skórze. — To forma kontroli orgazmu. Technika, w
której jesteś na granicy orgazmu, a potem go odmawiasz. Powtarzamy to raz po
raz… — Mówiąc, głaskał ją tak blisko miejsca, w którym chciała, żeby ją
dotknął, a jednocześnie tak daleko. Jęknęła, a on cmoknął z dezaprobatą. —
Cierpliwości, kochanie. — Polizał ją szybko, a ten prosty gest sprawił, że
podskoczyła i krzyknęła. Zaśmiał się ponuro. — Taka wrażliwa.
— Proszę — wyszeptała i zmarszczyła brwi. —
Proszę, pozwól mi dojść.
— W swoim czasie — mruknął i polizał ją ponownie,
płaską stroną języka delikatnie muskając spód jej łechtaczki.
Odchylił się i pozwolił palcom pieścić wilgoć
wokół jej wejścia, doprowadzając Hermionę do szału.
— Draco! — wyszeptała. — Proszę!
Znów zanucił i przeraźliwie powolnymi ruchami
wsunął w nią dwa palce, ale tylko na tyle, by ją podrażnić. Hermiona jęknęła i
poruszyła biodrami, by ujeżdżać jego dłoń, ale on unieruchomił ją drugą ręką,
mrucząc:
— Zwolnij, kochanie. Lubię delektować się moimi
smakołykami.
Jednak nieustępliwie ją podniecał. Hermiona
przygryzła wargę, płacząc, a jej cipka pulsowała pożądaniem pod jego palcami,
którego nie chciał wpychać dalej.
Jego kciuk pieścił jej mokre wargi, delikatnie je głaszcząc aż do nabrzmiałej
łechtaczki. Kręcił palcem wokół niej, ale nawet nie dotknął, a podniecenie
sprawiło, że żar w brzuchu Hermiony spotęgował się. Orgazm był tuż o krok, na skraju otchłani, a ona
potrzebowała tylko pchnięcia — ale tymczasem dyszał jej w kark. Ale każdy
oddech, każde powolne muśnięcie jego kciuka zbliżało ją do szczytu.
— Och, proszę,
Draco! — niemal szlochała, a jej ciało drżało z rozkoszy. — Ja… ja muszę…
proszę!
Kusząco wolno wsunął się głębiej, sięgając drugą
ręką, a jego palce rozciągały ją tak rozkosznie. Sapnęła, zarzuciła związane
dłonie na głowę i sięgnęła po niego.
Nagle zatrzymał się. Błyskawicznie objął ją mocno
za nadgarstki. Jednym, szybkim ruchem zmusił je do powrotu nad głowę.
— Nie ruszaj się, szlamo — warknął, a Hermiona
złapała oddech, strach w niej wzmógł się do czerwoności, rozpalając wszystko.
To prawie wystarczyło, by przepadła. Spojrzał na nią gniewnie, jego ciemne oczy
płonęły. — Czy ja powiedziałem, że możesz się ruszać?
— N-nie — wychrypiała.
— Właśnie, kurwa — warknął i zbliżył nos do jej.
— Więc, chyba że powiem inaczej, będziesz leżeć w takiej pozycji, jak powiem.
Zrozumiałaś?
Przełknęła ślinę, a jej łechtaczka pulsowała w
rytm serca.
— Tak.
— Tak, co,
szlamo? Kim dla ciebie jestem?
— Tak, panie? — spróbowała.
Zmrużył oczy.
— Tak, ale mam już dość ciągłego przypominania ci
o tym. Właściwie moglibyśmy wymyślić coś lepszego od „panie”.
Jej myśli krążyły, próbując zrozumieć, co miał na
myśli. Kim dla niej był? Co miał na myśli?
— Ja… nie wiem — wyszeptała. — Paniczu?
Zanucił głęboko.
— Chociaż podoba mi się to, nie jesteś skrzatem
domowym, kochanie. — Wsunął palce głębiej w jej wnętrze, a ona głośno sapnęła,
wyginając plecy, ale nimi nie poruszył. Po prostu trzymał je w niej, kusząc
możliwością czegoś innego. Uśmiechnął się szyderczo, a jego włosy opadły mu na
czoło i musnęły jej. — Jesteś gorsza ode mnie, szlamo. Jestem czarodziejem
czystej krwi, Malfoyem, a ty jesteś gorsza ode mnie. Użyj swojego rozumu. Kim.
Dla. Ciebie. Jestem?
— Ja… nie wiem! — jęknęła. W jej myślach
przewijały się tytuły i nazwiska, ale nie miała pojęcia, jak chce, żeby go
nazywała. Kim był dla niej? Nie wiedziała. — Jak chcesz, żebym do ciebie
mówiła? — omal nie szlochała. — Proszę, nie wiem.
Zanucił ponownie, poruszając lekko palcami i
sprawił, że zawyła.
— Jak ktoś z nizin społecznych nazwałby
arystokratę, szlamo?
— P-panem? — krzyknęła, rozpaczliwie szukając w
głowie odpowiedniego tytułu. — Lordem?
— Właśnie tak — mruknął cicho i wsunął dłoń w jej
ciało, sprawiając, że krzyknęła. — Więc spróbujmy jeszcze raz, dobrze? Tak, co?
— Tak, lordzie — jęknęła.
— Grzeczna dziewczynka — zanucił, muskając
kciukiem jej łechtaczkę.
Słowa spłynęły na nią niczym słodki, letni
deszcz, a rozkosz ogarnęła ją, ciskając nią w przepaść. Łkała, jęczała i
energicznie wymachiwała biodrami.
— Tak… tak!
— Nie, nie — zganił ją i znów przerwał swoje
działania, a Hermiona zawyła z rozpaczy.
— Proszę! — szlochała, zaciskając dłonie na
materiale koszuli.
— Chcesz dojść? — zapytał z uśmieszkiem.
— Tak — wyszeptała. — Tak, proszę. Draco… nie
mogę… proszę!
— Skoro jesteś taka dobra w błaganiu, Granger —
mruknął — pozwolę ci wybrać, a kiedy skończę, podziękujesz mi. Palce czy język?
Chciała się rozpłakać; pozwolenie jej na wybór
było dla niego tylko kolejnym sposobem na torturowanie jej.
— Język — jęknęła. — O, Boże! Proszę, Draco, użyj
języka!
Warknął i zanurkował w jej cipkę, jego oddech
owiał ją gorącym powietrzem.
— Dzięki Bogu — syknął.
Nie było w tym delikatności, subtelności, gdy
objął ją ustami, pożerając z namiętnością.
Hermiona jęknęła, sznur pękł i rozerwał się z
siłą porównywalną z językiem Malfoya na jej łechtaczce. Wiła się, gdy orgazm
rozdzierał ją na strzępy. Rozkoszował się nią, jego wielkie dłonie wbijały się
w miękką skórę jej ud, gdy dochodziła na jego języku. Szarpiąc się, drgała i
krzyczała tak, że cały pokój zdawał się trząść. Jej sąsiedzi musieli myśleć, że
jest torturowana. Biedna pani Jenkins z sąsiedztwa mogłaby nawet wezwać
policję, gdyby to trwało zbyt długo — albo, co gorsza, wezwałaby księdza na
egzorcyzm, gdyby wiedziała, co się naprawdę dzieje. Prawdopodobnie zadzwoniłaby
do pana Fullera, by wyrzucił Hermionę z mieszkania.
Ciemność ogarnęła jej wzrok, serce waliło w
piersi, a gdy mięśnie w końcu się rozluźniły, wstrząsy wtórne sprawiły, że
zadrżała gwałtownie.
Ledwo mogła oddychać, ale to uczucie było zbyt
błogie, by się tym przejmować.
— Pięknie, Granger — wyszeptał i pocałował ją w
wewnętrzną stronę uda. — Tak cholernie pyszna.
— Dziękuję, Draco — szepnęła i poczuła, jak na
jej ustach pojawia się głupkowaty uśmiech. — Mój lordzie.
Przesunął się nad nią, jego twarz znajdowała się
zaledwie kilka centymetrów od jej.
— Uwielbiam, kiedy wypowiadasz moje imię.
Spojrzała na niego, jej wzrok był zamglony, a
wokół pulsowały plamy; Draco Malfoy, w jej mieszkaniu, po prostu ją wylizał, aż
doszła z krzykiem. Zastanawiała się, czy może wciąż jest w szpitalu Świętego
Munga, śpi w swoim łóżku, podczas gdy jej ciało dochodzi do siebie po
wyczerpaniu.
Ale on ją pocałował, namiętnie, lecz delikatnie,
jej smak wciąż był wyczuwalny na jego języku. Jedną ręką, tuż przy jej głowie,
powstrzymywał go przed przewróceniem się na nią, a drugą głaskał jej włosy i
twarz. Byli tak blisko, aż to bolało.
— Podobało ci się?
Skinęła głową i nuciła coś pod nosem, nie mogąc
znaleźć słów. Och, bardzo jej się to
podobało.
— Byłem agresywny. Nie przeszkadzało ci to? —
zapytał.
Hermiona przygryzła wargę i skinęła głową.
— Nie, było dobrze.
— A kontrolowany orgazm, odpowiada ci to?
Hermiona ponownie skinęła głową, a jej usta
wygięły się w uśmiechu.
— Tak, podobało mi się. Nawet bardzo.
Pocałował ją ponownie i wsunął dolną wargę między
zęby.
— Jesteś pieprzonym snem, Granger.
Mrugnęła do niego, a serce waliło jej jak młotem.
Przełknęła ślinę i zebrała siły, by wykrztusić:
— Naprawdę tak myślisz?
Jego przenikliwe spojrzenie musnęło jej rysy,
usta wykrzywiły się w uśmieszku.
— Po co miałbym to mówić? Żeby cię uwieść? —
Pocałował ją ponownie, leniwie i zmysłowo, i mruknął w jej usta: — Chcesz,
żebym cię uwiódł, Granger?
Przygryzła wargę, by stłumić nerwowy chichot.
— Całkiem nieźle mnie uwodzisz, mój lordzie.
Zaśmiał się i pocałował ją ponownie, zanim
mruknął:
— Nie bądź taka pyskata, szlamo. Pamiętaj, że leżysz pode mną naga.
— Och. — Westchnęła z udawaną niewinnością,
powoli ocierając się o niego biodrami. — Naprawdę? Prawie zapomniałam. Jestem
taka głupiutka. Dziękuję za twoje niezwykle spostrzegawcze przypomnienie, jak
miałabym to zauważyć?
Malfoy warknął i zacisnął dłoń na jej gardle.
— Widzę, że jesteś niesamowicie krnąbrna.
Hermiona jęknęła, a jej oczy się rozszerzyły na
widok jego nagłej zmiany. Poczuła ucisk w brzuchu i choć wciąż dochodziła do
siebie po niesamowitym orgazmie, poczuła, jak znów narasta w niej żar. Malfoy
zagrażał jej zdrowiu psychicznemu.
— Może powinienem wepchnąć ci coś do ust, by cię
uciszyć? — mruknął, zawisając tuż nad jej uchem.
Hermiona przełknęła ślinę, jej gardło
podskakiwało niespokojnie w jej mocnym uścisku, a serce biło jej trzykrotnie
szybciej. Malfoy odsunął się od niej i chwycił ją za ramię, by pociągnąć do
pozycji siedzącej, podczas gdy sam wstał z kanapy. Wyrwał jej z rąk koszulkę do
Quidditcha i uśmiechnął się szyderczo — w końcu to była koszulka Gryffindoru —
zanim ją rzucił. Hermiona zadrżała, siedząc przed nim naga, zdając sobie
sprawę, że wciąż jest w pełni ubrany, a Malfoy spiorunował ją wyniosłym
spojrzeniem. Przesunął dłonie po jej włosach, delikatnie masując skórę głowy,
po czym ostrożnie rozplątał gumkę, która je trzymała.
— Idealne włosy do ciągnięcia — mruknął i
zacisnął je pięścią na tyle mocno, że skrzywiła się, zanim ją puścił.
Wzdychając, powoli odpiął pasek, jego długie palce pracowały zręcznie.
— Ssałaś kiedyś kutasa, Hermiono?
Poczuła, jak jej twarz się rumieni, gdy
przygryzła wargę i lekko skinęła głową. Zrobiła to z Ronem, ale nie chciała mu
o tym mówić. Nawet na niego nie spojrzała. Nie, jej wzrok był utkwiony w jego
kroczu, gdzie widziała zarys twardego kutasa.
Mruknął coś pod nosem i powoli rozpiął guzik
spodni.
— Wpisałaś seks oralny na swojej liście. Zwykle
tego nie dodaję, bo to dla mnie nieodłączny element każdej aktywności
seksualnej, ale masz rację. Powinniśmy wszystko doprecyzować. W razie gdybyś
jeszcze nie zrozumiała, bardzo chętnie
zrobiłbym ci minetę, ale czy mam rację, zakładając, że seks oralny oznacza
przyjemność w obie strony?
Hermiona spojrzała na niego i przełknęła ślinę.
Nie zastanawiała się nad tym, bo kiedy to zapisywała, jedyne, o czym mogła
pomyśleć, to jego usta na jej cipce, ale tak, to zdecydowanie było branie i
dawanie. Więc skinęła głową.
Przechylił głowę.
— Grzeczna dziewczynka. Założę się, że to będzie
trochę inne niż to, do czego jesteś przyzwyczajona.
Och,
zdecydowanie. Kutas Malfoya był…
cóż, nigdy nie zmieściłaby go całego w ustach, ale niech ją diabli wezmą, jeśli
nie spróbuje. Kiedy go wyciągnął, grubego i długiego w jego dłoni, poczuła, jak
strach ściska jej płuca. Patrząc na niego, zauważyła nabrzmiałe żyły, szeroki
spód i lekko ciemnoróżowy, spuchnięty czubek. Kiedy przesunął po nim pięścią,
skóra gładko przesunęła się po całej długości, a ona podążyła za ruchem jego
dłoni, do blond loków przy jego łonie. Był cholernie wspaniały.
Jego druga ręka wciąż głaskała jej włosy.
— Pokaż mi, co potrafisz, Granger.
Ostrożnie oblizała wargi, niepewna, jak powinna
się do tego zabrać. Sięgnęła, by objąć go palcami, ale spojrzała na niego,
szukając potwierdzenia. Uśmiechnął się tylko z aroganckim uniesieniem brwi.
Och, ten zarozumiały palant wiedział, że to będzie dla niej wyzwanie.
Przygryzając wargę, zacisnęła palce na jego kutasie; jeden nie wystarczył, by
objąć całego, a jej oddech zadrżał do grubości, ciężaru i ciepła. Ale był też
miękki, kuszący. Zabawne, pomyślała,
myśląc o kutasie jako o kuszącym.
Przełknęła ślinę, niepewnie pochyliła się i rozchyliła usta, gdy obie jego
dłonie objęły jej włosy.
Szybkie polizanie czubka pozwoliło jej poczuć
piżmo i sól, a przez jej ciało przeszedł dreszcz. Zaczerpnęła powietrza, a jej
twarz rozgorzała; jej instynktowna reakcja była nieoczekiwana, jakby jego smak
był po prostu… idealny. Z Ronem
wyglądało to zupełnie inaczej. Ośmielona tą świadomością, zamknęła usta wokół
niego, wywołując mroczne chrząknięcie z jego gardła.
Nie mogła do wziąć całego do ust, ale starała się
z całych sił. Pozwoliła, by język masował spód kutasa i jąder, i kiwała głową w
górę i w dół, głaszcząc go. Stękał, syczał, gdy jego dłonie zaciskały się na
jej włosach. Wciągnęła policzki, ssąc i jednocześnie poruszając językiem.
Malfoy jęknął głęboko, a jego pięści zacisnęły się w jej włosach jeszcze
mocniej. To tylko ją pobudziło, rzuciło wyzwanie, by pchnąć dalej, pomimo jego
rozmiaru.
Z głębokim warknięciem odsunął ją od siebie, a
jego oddech był chrapliwy.
— Zwolnij, kociaku — mruknął. — Nie planuję
jeszcze dojść. — Pogłaskał jej policzek aż do brody i otarł ślinę z jej ust. —
Widzisz — mruknął głębokim tonem i wsunął kciuk między jej zęby, naciskając na
język — wyrucham te twoje śliczne usta, a ty przyjmiesz to jak grzeczna
dziewczynka.
Brzuch Hermiony zatrzepotał, krew w niej zawrzała
z pożądania. Zacisnęła usta na jego kciuku; zmrużył oczy i przygryzł wargę.
Chwytając kutasa, poruszył nim z jękiem. Jej wzrok powędrował na niego, wciąż
wilgotnego.
— Jeśli to będzie dla ciebie za dużo — mruknął i
wyciągnął kciuk z jej ust, by ściągnąć jej policzki — stuknij mnie dwa razy w
udo, a przestanę. Rozumiesz?
Skinęła potulnie głową, oczarowana jego słowami.
— Nie, nie — zganił ją i zmusił do uniesienia
twarzy, a ona spojrzała mu w oczy. Jego twarz była surowa. — Musisz to
powiedzieć. Bardzo ważne jest, żebyś dała znać, kiedy będzie ci za ciężko.
— Rozumiem — wyszeptała i oblizała wargi.
Szczęka Malfoya opadła, a jego oczy płonęły
pożądaniem. Puszczając jej policzki, chwycił ją za włosy i przysunął jej głowę
do swojego kutasa.
— Więc bądź grzeczną dziewczynką i otwórz szeroko
usta.
Hermiona przełknęła ślinę. To będzie coś innego. Rozchyliła usta, ale nie mogła poruszyć
głową, gdy ją trzymał. Powoli, przysunął ją o centymetr niżej i delikatnym
ruchem wepchnął swojego kutasa między jej wargi. Poczuła, jak ciepła skóra
przesuwa się po jej języku i wystarczyło zaledwie pięć centymetrów, żeby stał
się zbyt duży w jej ustach.
Ściskając jej włosy obiema dłońmi, Malfoy powoli
wypchnął biodra do przodu, a kutas wsunął się do jej gardła.
Hermiona zakrztusiła się, całe jej ciało drgnęło
w palącej potrzebie wymiotowania. Cofnął się i pozwolił jej się zebrać w sobie.
— Rozluźnij szczękę — poinstruował cicho,
wykonując kilka pociągnięć dłonią. — Oddychaj głęboko, a potem przytrzymaj
przez kilka sekund, kiedy będę pchał.
Przylgnął do niej, opierając czubek kutasa na jej
ustach, i poczekał, aż znów je otworzy. Tym razem jego pchnięcie było mniej
ostrożne, ale bardziej pewne.
Hermiona walczyła z chęcią kaszlnięcia i
wrażeniem krztuszenia się. Znów unieruchomił jej głowę.
Stęknął cicho, a dźwięk wibrował aż do palców u
stóp. Łzy napłynęły jej do oczu, gdy wbijał się głębiej w jej gardło;
wstrzymywała oddech przez co najmniej pięć, sześć sekund, podczas gdy wypełniał
jej usta swoją długością.
— Właśnie tak — warknął. — Bierz kutasa
Śmieciożercy, Granger.
Chciała jęknąć, a ciepło skapywało jej między
nogi pod wpływem tonu jego głosu. Czuła, jak spód kutasa ślizga się po jej
języku, żyły na podniebieniu i tępy ból w szczęce, spowodowany tym, że została
tak zaatakowana. Ucisk na jej włosach piekł, sprawiając, że jej sutki się
napinały, gdy łzy napływały jej do oczu, a ona zaczynała czuć zawroty głowy.
Wycofał się, by pozwolić jej oddychać.
Dał jej niewiele wytchnienia, zanim wsunął się z
powrotem, głębiej i jęknął. Pchając raz, drugi i trzeci wbił się w jej gardło,
a Hermiona drżała przy każdym pchnięciu. Próbowała odchylić głowę, ale on
trzymał mocno. Naparła na jego uda, ale jego uścisk był stalowy, a pchnięcia
nieustępliwe. Łzy napłynęły jej do oczu, gdy brak powietrza zaczął palić ją w
płucach.
Malfoy napierał, powoli, ale mocno, za każdym
razem wsuwając się głębiej, i właśnie wtedy, gdy myślała, że musi mu dać znać,
że nie wytrzyma dłużej, wycofał się.
Wydała z siebie urywany jęk, jej ciężki oddech był
bolesny i nierówny. Zamrugała, by odpędzić łzy i spojrzała na niego, z jednej
strony pragnąc, żeby to już było to, z drugiej pragnąc, żeby wcisnął się
jeszcze dalej.
— Wszystko w porządku? — zapytał cicho.
Hermiona wzięła kilka trudów i skinęła głową.
— T-tak.
Mruknął coś pod nosem i spojrzał na nią spod
przymkniętych powiek, pozornie niewzruszony jej zmaganiami.
— Spójrz na siebie — rzekł. — Załamana i w
rozsypce.
Zamrugała, przełknęła ślinę, gardło ją bolało.
Prawie szlochała, ale on tylko przysunął kutasa z powrotem do jej ust i jednym,
szybkim ruchem wsunął się w nią.
Hermiona parsknęła, ale on nie przejął się tym, a
sama ta myśl pozostawiła ją w stanie bezmyślnego oddania. Jakaś mroczna,
opuszczona część jej rozkwitła na myśl o byciu wykorzystaną przez Draco
Malfoya, a odgłosy przyjemności, które wydawał, gdy jego dłonie ściskały ją tak
mocno, wepchnęły ją brutalnie w nicość, gdzie istniało tylko ich dwoje i ich
przyjemność.
Stęknął dziko, jego pchnięcia stawały się coraz
szybsze. Dał jej chwilę wytchnienia, ale tylko na krótkie westchnienia, zanim
wsunął się z powrotem, a odgłosy z jej ust brzmiały sprośnie w cichym
pomieszczeniu. Oparła się o jego uda i poddała się temu uczuciu, ufając, że
dopilnuje, by mogła oddychać, kiedy będzie trzeba, i ta świadomość — że
naprawdę mu ufa — sprawiła, że wszystko, co przypominało niepokój, rozpłynęło
się w mgnieniu oka. On panował nad sytuacją, a ona musiała tylko wykonywać jego
polecenia. To uczucie było niebezpiecznie uzależniające.
Jego smak ją odurzał, a tępy ból jego kutasa
wbijającego się w jej usta i gardło emanował do jej cipki. Choć odczuła ulgę,
gdy odsunął jej głowę, była nieco zasmucona, że wkrótce będzie musiała opuścić
tę cudowną, błogą bańkę wytchnienia.
Zacisnął pięść i szarpnął wściekle, stękając przez
zaciśnięte zęby, a ręka wciąż tkwiąca w jej włosach zacisnęła się boleśnie.
— Trzymaj gębę otwartą, szlamo.
Jego oddech był nierówny i zanim się
zorientowała, doszedł z głębokim jękiem, a strumienie jego wytrysku pokryły jej
usta i język.
Smakował słono, nieszkodliwie i bez cienia
skruchy, a Hermiona oparła się pokusie, by przełknąć wszystko w oczekiwaniu na
jego instrukcje.
Dyszał ciężko, jego oczy błyszczały czymś
niebezpiecznym, gdy zacisnął dłoń na jej gardle.
— Jesteś nadzwyczaj grzeczną dziewczynką. A
teraz, przełknij.
Zrobiła to, a jej twarz poczerwieniała z wysiłku
i zażenowania. Uczucie, jak jego wytrysk spływa jej po obolałym gardle, było
osobliwe, ale wcale nie nieprzyjemne, a wyraz twarzy Malfoya — czystej,
nieskażonej satysfakcji i uwielbienia — sprawił, że w jej piersi narastało
gorące i przyjemne uczucie. Udało jej się uśmiechnąć pomimo drżących ust.
Uścisk Malfoya złagodniał do pieszczoty, zanim
wsunął się z powrotem w spodnie i usiadł obok niej. Usadził ją na swoich
kolanach i objął, pozwalając jej się do siebie przytulić, i tak zrobiła,
rozpływając się w jego cieple. Głaskał jej włosy, ramię, udo i szeptał jej do
ucha pocieszające słowa.
— Świetnie ci poszło — powiedział, całując ją w
czoło. — Jestem z ciebie taki dumny.
Hermiona tylko zanuciła, wtulając się w niego i
wdychając jego zapach. Drżała, podniebienie i tył ust bolały ją, tak jak
szczęka, wciąż miała lekkie zawroty głowy, ale głęboko w jej wnętrzu tlił się
spokój i satysfakcja.
Siedzieli tak przez chwilę, aż oboje się
uspokoili. Wyczarował jej szklankę wody, którą podał jej do wypicia, a zimny
płyn koił jej podrażnione gardło. Jego pieszczoty ją ukoiły, uspokoiły i cicho
jęknęła, gdy delikatnie się przesunął, żeby na nią spojrzeć.
— Wszystko w porządku? — zapytał i pogłaskał ją po
brodzie.
— Tak — wyszeptała.
— Czy to było dla ciebie za ostre?
Poruszyła się na jego kolanach, a jej brzuch
zaczął się zaciskać. Wraz z powrotem do rzeczywistości powoli wracało do niej
sumienie. Nie powinno jej się to podobać. Wiedziała, że nie powinno jej się to
podobać, ale jednak się podobało.
— Było ostro, tak, ale… podobało mi się.
Zanucił i musnął kciukiem jej usta.
— Nie musisz się martwić, kochanie. Wiem, że to
dużo i nie będę cię na to narażał zbyt często.
Jego dotyk był lekki jak piórko, gdy przesunął
kostkami palców po jej szczęce.
— Nie podobało ci się? — zapytała, a zmartwienie
nagle ścisnęło ją za pierś.
Zawiodła go? Była kiepska w robieniu loda?
Ale on się roześmiał, zaskakująco szczerym
śmiechem.
— Nie podobało mi się? Kochanie, to było idealne.
Przygryzła wargę, czując ulgę, ale wciąż
zdezorientowana.
— Ale dlaczego nie mielibyśmy tego robić często?
Już kilka razy robiłeś mi minetę.
Jego uśmiech zmienił się w chytry uśmieszek.
— Jeśli chcesz mi obciągnąć, Granger, wystarczy,
że poprosisz. — Jego wzrok pieścił jej twarz z szacunkiem. — Chodziło mi o tę
szorstkość. Wiesz, za co?
Spojrzała mu w oczy. Teraz były ciepłe, czułe.
— Byłam pyskata?
Zmarszczył brwi i skinął głową.
— Byłaś i wiesz, co o tym myślę.
— Nie pozwalasz na to — powiedziała, po raz
kolejny przypominając sobie, że była naga, a on nie.
— Nie — odparł, muskając palcami jej gardło. —
Nie pozwalam na to. Ale przyjęłaś moją karę z godnością.
— Naprawdę?
Zaśmiał się cicho.
— Już mówiłem, że jesteś idealna. Chcesz mieć
ślad, Granger?
Uśmiechnęła się.
— A mogę? Proszę?
Uniósł brew i uśmiechnął się ironicznie.
— Jaki kształt przybrały twoje usta, kiedy ssałaś
mojego kutasa?
Jęknęła, krzywiąc się.
— Naprawdę? W taki sposób uwodzisz kobiety?
Zmarszczył arogancko brwi i prychnął.
— W twojej obecnej sytuacji, nie powinnaś
wygłaszać takich komentarzy, kochanie.
— Znowu mnie ukarzesz?
Uśmiechnęła się szeroko i poruszyła pośladkami na
jego kolanach.
Jego oczy pociemniały, gdy powoli objął ją dłonią
za szyję.
— Masz szczęście, że rozkazali ci odpoczywać —
mruknął. — W przeciwnym razie mógłbym cię karać całą noc.
Hermiona zadrżała na samą myśl, ale nie mogła się
oprzeć pokusie. Przygryzła wargę i spojrzała na niego. Przez chwilę znów
zastanawiała się, czy to wszystko jest prawdziwe. Czy naprawdę siedziała na
kolanach Draco Malfoya? Kiedy rozluźnił uścisk, by znów ją pieścić, zadrżała, a
jej skóra pokryła się gęsią skórką. Wyrwało jej się ciche jęknięcie, gdy
przyciągnął ją bliżej i objął ramionami.
Wstając z sofy, zaniósł ją w głąb mieszkania,
kierując się do łazienki. Przygotował dla niej kąpiel, ugościł winem i
winogronami, które Poppy przyniosła wcześniej, podgrzewając magicznie wodę, gdy
stawała się zbyt zimna. Nie wszedł do środka, narzekając, że jej wanna jest
zdecydowanie za mała, ale przemienił stołek w wygodny fotel, zapalił świece w
łazience i dołączył do niej, by porozmawiać.
Hermiona była oszołomiona. Przed ich lipcową
schadzką w ciemnościach, a nawet długo potem, sama myśl o rozmowie z Draco
Malfoyem w takim miejscu byłaby równie zabawna, co perwersyjna — i zdecydowanie
nie do pomyślenia — ale teraz musiała zmagać się z myślą o tym, jak bardzo nieperwersyjna była. W istocie, gdyby
zatrzymała się i pomyślała o tym, co robili wcześniej tego wieczoru, jej
policzki by się zarumieniły, a głos w jej głowie z pewnością podpowiedziałby
jej, że jest szalona, pozwalając mu się tak wykorzystać, jednocześnie błagając
ją, by pozwoliła mu to zrobić jeszcze raz. Seks to jedno, ekscytujący i
oszałamiający, ale nigdy by nie przypuszczała, jak naturalna będzie rozmowa z nim w ten sposób.
Unikali rozmów o pracy — patrzył na nią surowo i
ostrzegał: „Granger”, gdy tylko zaczynała ten temat — i skupiali się na
przyziemnych sprawach. Rozmawiali o reakcji jego matki, o gotowaniu Poppy, o
małym Jamesie i absurdalnym bukiecie od Cormaca McLaggena. Najwyraźniej Malfoy
nie przepadał za tym tematem, ku rozbawieniu Hermiony.
Dowiedziała się, że Poppy nauczyła go grać w
czarodziejskie szachy, gdy był chłopcem, i że Narcyza poważnie rozważała
odnowienie więzi z Andromedą. Dowiedziała się, że Malfoy lubił dzieci, ale
rzadko ich rodziców, i że połączenie Pottera z Weasley mogło oznaczać jedynie
„całkowitą katastrofę w kwestiach manier”.
Hermiona podzieliła się z nim wspomnieniami z
dzieciństwa, tymi, które tylko ona nosiła w sobie, bo jej rodzice ich nie
mieli, i powiedziała mu, że nigdy nie potrafiła opanować gry w Szachy
Czarodziejów. Z chichotem dodała, że tak naprawdę uważa, że James może wyrosnąć
na dość rozbrykanego dzieciaka, ale że zrobi wszystko, co w jej mocy, by został
wychowany w odpowiedni sposób. Powiedziała mu również, że Harry będzie
wspaniałym ojcem, że miał ogromny wpływ na życie Teddy’ego i że ogromnie pomógł
Andromedzie. Na to Draco zmarszczył brwi i zacisnął szczękę, ale nie wyglądał
na niedowierzającego, lecz na zasmuconego.
Zanim jej skóra się pomarszczyła, wyprowadził ją
z wanny i kazał iść spać. Krzywołap odważył się zerknąć na Malfoya, ale gdy
tylko blondyn spojrzał na kota, biedactwo uciekło, by schować się gdzieś, gdzie
prawdopodobnie nawet nie powinno się zmieścić.
Kiedy Hermiona ponownie założyła piżamę (Malfoy
niechętnie podał jej starą koszulkę Rona), stanęła z Malfoyem przy kominku,
szykując się do pożegnania, ale to zabolało. Nie chciała, żeby odchodził, i to
uświadomiło jej, że po prostu musiał. Musieli gdzieś postawić granicę.
— Dziękuję — powiedziała, powoli przesuwając
palcami po guzikach jego koszuli. — Za wszystko.
Jego dłonie spoczywały na jej plecach, a on wziął
głęboki oddech, delikatnie przyciągając ją bliżej.
— Nie musisz mi dziękować, Granger. Już
wystarczająco mi dziś dziękowałaś.
Poczuła gorąco w uszach, gdy spojrzała na niego
spod rzęs. Był tak rozdzierająco piękny, a jeszcze bardziej, gdy wiedziała,
jaka niegodziwość czai się tuż pod powierzchnią. Nie przypominał żadnego
mężczyzny w jej życiu i zawsze taki był, niezależnie od tego, czy nim gardziła,
czy nie. Niewielu ludzi potrafiło wzbudzić takie pożądanie — a on stał tam, w
jej salonie, patrząc na nią, jakby coś dla niego znaczyła.
Nie powinna tego mówić. Nie powinna. Naprawdę nie
powinna…
— Mógłbyś zostać, wiesz?
Och,
niech to szlag!
Spiął się, badawczo na nią patrząc. Zmarszczył
brwi i mruknął:
— Naprawdę tego chcesz?
Hermiona uniosła głowę i zamrugała, czując, jak
płonie jej cała twarz. Czy zniszczy cokolwiek, jeśli powie „nie”? Czy zrobiłaby
to, gdyby powiedziała „tak”? Serce waliło jej w piersi, dudniąc w uszach, a
oddech stawał się płytki. To tylko sen. Nic więcej. A jednak to robiło różnicę.
Ale dlaczego miałoby? Ostatnim razem, gdy byli razem, zatrzymała się u niego i
obudziła się w jego ramionach następnego ranka. To było uczucie, którego
pragnęła tak bardzo, że powinno ją
zniechęcić. Powinno ją ostrzec — ostrzegało
— ale nie mogła się zdecydować, czy posłuchać.
W końcu przygryzła wargę i skinęła głową,
odrzucając wszelką ostrożność. Nie mogła znać odpowiedzi na wszystkie pytania.
Nauczyła ją tego Uzdrowicielka Ericson.
Coś błysnęło w oczach Malfoya, gdy pochylił się,
by złożyć delikatny pocałunek na jej ustach.
— Dobrze, skoro tak ładnie prosisz.
Jęknęła, ale nie sprzeciwiła się. Zamiast tego,
chwyciła go za rękę i zaprowadziła do swojej sypialni. Na starym fotelu w kącie
leżały porozrzucane ubrania, na łóżku leżała kołdra, którą Molly dała jej na
Boże Narodzenie po rozstaniu z Ronem, a zepsuty kominek był zawalony książkami,
które nie mieściły się w jej przepełnionej biblioteczce.
Hermiona zerknęła na niego, niepewna, co robić
dalej. Nie wydawał się zdenerwowany — tylko zaciekawiony. Wsunął ręce do
kieszeni i swobodnie przeszedł się po jej małym pokoju, przeglądając biblioteczkę
i kilka zdjęć, które powiesiła na ścianach. Zwyczajne, mugolskie zdjęcia.
— To twoi rodzice? — zapytał, wskazując na
zdjęcie jej mamy i taty.
Hermiona przełknęła ślinę i objęła się rękami.
— Tak. Dostałam je kilka lat temu. To chyba z
drugiego dnia świąt Bożego Narodzenia.
— Na plaży?
Zaśmiał się i uniósł brew, patrząc na nią.
— No cóż. — Wzruszyła ramionami. — Są po drugiej
stronie świata, wiesz. Dla nich Boże Narodzenie jest w lato.
— To nie w porządku — mruknął i ponownie spojrzał
na zdjęcie. Wzdychając głęboko, zaczął rozpinać koszulę. — Czy mam się bać
twojego futrzanego stwora?
— Krzywołapa? — Zachichotała. — Nie. Nie lubi
spać w łóżku, gdy nie jestem tam sama.
Uniósł brew.
— A jak często nie jesteś sama w tym łóżku, Granger?
Zarumieniła się i spuściła wzrok.
— Niezbyt często. Właściwie nigdy.
Malfoy podszedł bliżej, gdy jego klatka piersiowa
była już obnażona, i objął jej twarz swoimi dużymi dłońmi.
— Hermiono — powiedział cicho, wodząc wzrokiem po
jej twarzy — nie będziesz musiała spędzać kolejnych nocy sama w tym łóżku,
chyba że zechcesz.
Jej wzrok przeskakiwał między jego oczami, a
serce i umysł waliły jej jak młotem. Te słowa… były niebezpieczne. Próbowała
sobie przypomnieć, kim on był, czego mogła się po nim spodziewać, ale to
sprawiało, że jej umysł wyczarowywał rzeczy, które po prostu nie istniały. To,
że jej to powiedział, nie oznaczało tego, czego pragnęło jej romantyczne serce,
i musiała to zrozumieć. Dlatego nie powinna była prosić go, żeby został, a
jednak stanęła na palcach i pocałowała go nieśmiało.
Poszedł za jej przykładem, powoli i delikatnie,
aż ich języki musnęły się w delikatnym uścisku, co tylko przyspieszyło bicie
jej serca. To nie był odurzający i erotyczny pocałunek — nie, to był
romantyczny pocałunek, który sprawił, że jej kolana zadrżały, gdy cichy dźwięk
dzwoneczków rozbrzmiał głęboko w jej umyśle, budząc dziecięce marzenie o byciu
z Ronem.
Wiedziała, że Draco złamie jej serce. Ginny ją
ostrzegała i wiedziała, że do tego dojdzie, ale gdy weszli pod kołdrę, ona w
piżamie, a on w samych bokserkach, zmusiła się do znalezienia w tym wszystkim
racjonalnego wytłumaczenia. Łączyła ich intymna relacja dwojga świadomych
siebie dorosłych. Oboje wiedzieli, że nie może być niczego innego, bo ona była
Hermioną Granger, mugolaczką i bohaterką wojenną, a on Draco Malfoyem,
czarodziejem czystej krwi i byłym Śmierciożercą.
To było wszystko, co mogli mieć, a ona musiała oddzielić, co było czym. Jej marzenie o przyszłości to jedno, a Malfoy to drugie.
Nie. Nie Malfoy. Draco.
_______________
Witajcie :) w niedzielne popołudnie zapraszam na nowy rozdział tłumaczenia. Więź między naszą dwójką się zacieśnia i coraz więcej się dzieje. Uwielbiam to opowiadanie, mam nadzieję, że Wam też się podoba.
Kolejny rozdział zostanie opublikowany za dwa tygodnie. U mnie ostatnio wiele się dzieje. W pracy poświąteczny sajgon, a jeśli chodzi o tłumaczenia i przerwę, to aktualnie jaram się okładkami do opowiadań, które opublikuję wiosną. Mogę obiecać, że wiele będzie się działo, bo te historie są niesamowite. Zatem czekajcie, bo jest na co. :)
Tyle ode mnie. Miłego tygodnia! Enjoy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)