piątek, 6 lutego 2026

[T] Rozgrzeszenie: Rozdział 8

Hermiona wyczuła bariery, gdy zbliżali się do wejścia Jaskini.

— Są starożytne — powiedziała na głos, marszcząc brwi na odczyty z różdżki.

— Co one robią? — zapytał Malfoy nieufnym tonem.

Wypuściła powietrze.

— Wygląda na to, że bariery zostały zaprojektowane tak, by trzymać ludzi wewnątrz, a nie na zewnątrz — wyjaśniła, idąc wzdłuż progu, by sprawdzić, czy nie ma żadnych luk lub rozbieżności.

— Więc… jeśli wejdziemy, to jesteśmy uwięzieni?

Zmarszczył brwi.

Hermiona wzruszyła ramionami.

— Mogłabym zasugerować, żebyśmy spróbowali je zniszczyć, ale są starożytne i przetrwały tysiące lat. Przypuszczam, że jeśli nam się uda, pojawi się alternatywne wyjście.

Oko Malfoya drgnęło.

— Dobra, sprecyzujmy. Wchodzimy, jeśli się nie uda, prawdopodobnie po prostu zginiemy, a jeśli się uda, liczymy na inne wyjście?

Uśmiechnęła się do niego protekcjonalnie.

— Świetne podsumowanie, Malfoy.

Przewrócił oczami.

— Tak, taki był mój cel.

— Więc tchórzysz? — dopytywała, unosząc jedną brew.

Westchnął.

— Nie mogę pozwolić, żebyś weszła tam sama, prawda?

— Och, Malfoy, nie wiedziałam, że tak się mną przejmujesz.

Zmarszczyła nos i chwyciła go za rękę. Wzięli głęboki oddech, jakby szykowali się do pływania pod wodą, i przeszli przez barierę, ściskając różdżki po bokach.

Natychmiast zostali przeniesieni do jakiejś dużej, pustej jaskini. Hermiona puściła dłoń Malfoya, rzuciła Lumos i zaczęli rozglądać się… cóż, za czymś. Gdyby miała zgadywać, powiedziałaby, że znajdowali się gdzieś pod Jaskinią; ściany i podłoże wyglądały na mieszaninę ziemi i kamienia.

— Granger! — krzyk Malfoya rozbrzmiał echem po komnacie. Znalazła go zwróconego twarzą do jednej ze ścian. — Tam coś jest.

Zmarszczył brwi, widząc coś, co wyglądało na wyrwę w kamiennej ścianie.

— Powinniśmy to pchnąć, prawda? — zastanawiała się.

— Chyba tak? — odpowiedział niepewnie.

Hermiona przewróciła oczami, wpatrując się w mężczyznę.

—Dobra, zrobię to… raz, dwa…

— Czekaj! — Złapał ją za rękę. — Jesteśmy pewni, że to dobry pomysł?

— Nie, Malfoy — mruknęła. — Ale w tym momencie naprawdę nie mamy wyboru.

— Może to ja powinienem to zrobić? — zasugerował.

Hermiona zmarszczyła brwi.

— Dlaczego?

Malfoy wzruszył ramionami.

— Cóż, jestem Aurorem.

Może zrobiła to, żeby skomentować jego nagłą protekcjonalność, a może po prostu po to, by mieć to za sobą, ale bez zastanowienia nacisnęła szparę, zasłaniając oczy, gdy pomieszczenie nagle się rozświetliło i pojawił się stół.

Oboje zamarli, jakby czekali na coś jeszcze.

— To dobrze, prawda? — upewniała się Hermiona.

Malfoy po prostu wzruszył ramionami i podeszli do stołu, na którym leżała kamienna tablica.

— Cóż, to dziwne — zauważyła Hermiona.

— Hmm?

— Tekst jest napisany po angielsku. Założyłam, że skoro to jaskinia w Grecji, to tekst będzie napisany po grecku — wyjaśniła, wskazując na napis na tablicy.

— Nie mam nic przeciwko.

Draco wzruszył ramionami, pochylając się nad stołem, by odczytać tekst.

 

Sekrety Mechanizmu

Są ukryte w tych murach.

Tylko ci, którzy szukając prawości,

Okażą się inteligentni, odważni i prawdomówni,

Mogą je znaleźć.

Wszyscy inni zginą.

Na początek włóż do koszyka po mojej lewej stronie

To, co wiesz, że jest prawdą.

 

Hermiona ponownie zmarszczyła brwi i prychnęła.

— Dobra, o co chodzi tym razem?

Malfoy zmrużył oczy, patrząc na nią.

— Więc, to jest w miarę zgodne z legendą, tak? Sugerowano, że Alchemik, który to tu zostawił, chciał mieć pewność, że ktokolwiek zdoła się przedostać, będzie w stanie poradzić sobie z Mechanizmem, zarówno dosłownie, czyli dysponując znaczną inteligencją, jak i etycznie — wyjaśniła.

Zmarszczył brwi.

— Więc jak Omnia Scienti sobie z tym poradził?

Hermiona rozpromieniła się z przejęcia.

— Dokładnie! Tego właśnie nie mogę pojąć! Teoretycznie, cokolwiek to są za próby, powinny zapewnić, że tylko „dobrzy” ludzie będą w stanie przez nie przejść… — zmarszczyła brwi — chyba jest kilka sensownych alternatyw: być może informacje od Theo były błędne, albo czarodziej, który wszedł do Jaskini, to nie Omnia Scienti. — Westchnęła, po czym kontynuowała: — Inną możliwością jest to, że Omnia Scienti być może wierzy w słuszność swojej sprawy i ta wiara wystarczyła, by pokonać przeszkody — jakiekolwiek by one były. A ostatnia możliwość… — przygryzła policzek i wzięła oddech — to, że ktokolwiek to zorganizował, prawdopodobnie miał inną moralność niż my w obecnych czasach. Oczywiście nie ma nic przeciwno temu, by pozwolić ludziom umierać, więc są powody, by sądzić, że nie podzielamy tych samych wartości — dokończyła.

Spojrzał na nią wyczekująco.

— I co w związku z tym?

— To, że musimy ostrożnie stąpać.

— Naprawdę? Myślałem, że po prostu tu pochodzimy. Miałem zamiar zacząć wrzucać rzeczy do kosza, bo dlaczego by nie — odparł beznamiętnie.

— A może warto rozważyć sytuację w której się znajdujemy?

Przewróciła oczami.

— Jestem ostrożny i rozważny, Granger, po prostu myślę, że powinniśmy rozważyć wykonanie pierwszego zadania, zamiast tu stać i filozofować — argumentował.

Otworzyła usta, żeby odpyskować, ale zamknęła je z furią.

— Nieważne, Malfoy.

Pokazała mu język i podeszła do kosza, skupiając się na zadaniu.

— Dobrze, musimy włożyć do kosza to, co wiemy, że jest prawdą — mruknęła, rozglądając się.

W mgnieniu oka na stole pojawiło się kilka przedmiotów: pióro, książka, kość, małe liczydło i kawałek papirusu.

Hermiona poczuła, jak Malfoy podchodzi do niej i mówi:

— Więc przypuszczalnie to wszystko jest metaforą, tak? — Zatrzymał się, omiatając wzrokiem przedmioty. — Pióro odnosiłoby się do pisma, książka prawdopodobnie do wiedzy, kość do człowieka, liczydło do matematyki, a papirus do słowa pisanego?

Zmarszczył brwi.

— Więc myślisz, że książka to coś, co wiemy, że istnieje? — zapytała.

Wzruszył ramionami.

— Szczerze mówiąc, wydaje mi się to najlepszym wyborem.

Pokiwała głową z lewa na prawo.

— Jednak nie sądzę, żeby to był słuszny wybór. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w starożytnej Grecji; wiele dzieł literackich nie opierało się na faktach, lecz na mitach. Więc raczej nie uznaliby tego za prawdę. Ale może liczydło… — urwała, zwisając ręką nad liczydłem.

— To, co wiemy, że jest prawdą — mruknął Malfoy, a jego wzrok błądził po przedmiotach.

— Nie wiem. — Hermiona zmarszczyła brwi. — Nawet matematyka — to, co pamiętam z geometrii euklidesowej, to same założenia i twierdzenia — niekoniecznie przyjmowane jako fakt czy coś znanego.

Zmarszczył brwi.

— Jaka jest różnica?

Zawahała się, nie chcąc znów zostać zruganą za filozofowanie.

— Istnieją trzy „poziomy” wiedzy, że tak powiem: Wiara, Wiedza i Pewność. Chodzi o to, że aby coś wiedzieć, trzeba najpierw w to uwierzyć, a żeby mieć pewność, trzeba to wiedzieć. Nasze rozumienie liczb opiera się na założeniach dotyczących świata fizycznego, które mogą być prawdziwe lub nie, zatem można by argumentować, że ich nie znamy, a jedynie wierzymy, że są prawdziwe.

— Więc… co teraz?

— Och! — wykrzyknęła. — Sokrates! To może być to.

— Co?!

— Nic! Sokrates twierdził, że jedyną prawdą, jaką możemy poznać, jest to, że nic nie wiemy! — krzyknęła, a w jamie zapadła całkowita ciemność.

Chwyciła Malfoya za rękę i oboje bezskutecznie krzyknęli:

Lumos!

Ziemia zadrżała, a Hermiona objęła Malfoya ramionami, mając szeroko otwarte oczy. Ich serca biły w tym samym rytmie.

— Granger? — zapytał cicho, jego oddech musnął jej szyję. — Co twoim zdaniem się dzieje?

— Ja, eee. — Pokręciła głową, czekając na jakiś znak światła, czegokolwiek. — Zakładam, że to dobrze, prawda? Reaguje na to, że rozwiązałam zagadkę.

Drżenie ustało, ale miała wrażenie, jakby się poruszali. Nadal nic nie widziała, ale miała wyraźną świadomość, że powoli opadają.

Nagle znaleźli się w zupełnie innej przestrzeni i było tam coś więcej niż tylko światło. Według niej to wyglądało jak… restauracja na Pokątnej? Poczuła urywany oddech Malfoya i mocno go objęła, czując, jak jego dłonie zaciskają się wokół niej.

Siedzieli tam klienci, mamrocząc coś pod nosem i zajadając się różnymi potrawami. Ściany były pokryte gustownymi obrazami, kelnerzy ubrani nienagannie i nagle, niespodziewanie, podeszła do nich drobna brunetka.

— Draco, chodź — mruknęła pod nosem, przywołując Malfoya.

— Co do cholery? — wyszeptała Hermiona, próbując zrozumieć, jak to się stało, że z jaskini wylądowali tutaj.

— To niemożliwe — wydyszał Malfoy, szeroko otwierając oczy.

— O co chodzi?

Zmarszczyła brwi, patrząc na jego spanikowaną twarz.

— To jest… — zaczął, a jego szyja poczerwieniała, gdy oddech stawał się coraz cięższy i Hermiona martwiła się, że jest na skraju ataku paniki.

Stanęła do niego twarzą.

— Malfoy, MALFOY. Po prostu oddychaj ze mną, dobrze. Nie jesteś sam. Nie zostawię cię. — Skinął głową i poszedł za jej przykładem, próbując uregulować oddech. Trzymała go za ręce, nie spuszczając z niego wzroku. — Świetnie ci idzie, Malfoy.

Nigdy nie widziała go w takim stanie; tak przyzwyczaiła się do jego stoicyzmu i opanowania, że widok nagłego ataku paniki był niepokojący.

W końcu zaczął się uspokajać.

— To wieczór, podczas którego Astoria — skinął głową na brunetkę — ze mną zerwała.

To wcale nie brzmiało tak strasznie, a Hermiona starała się zignorować dziwny ucisk, narastający w jej brzuchu.

— Dobrze. Domyślasz się, dlaczego tu jesteśmy?

Jego wzrok co chwila przeskakiwał na kobietę — Astorię.

— To było pięć lat temu. Po jej odejściu wpadłem w ciąg, który trwał dwa miesiące. Straciłbym pracę, gdyby nie Angelina.

Hermiona zmarszczyła brwi, próbując poskładać wszystko w całość.

— Dobrze. Więc jesteśmy testowani pod kątem inteligencji, odwagi i prawdomówności. Zakładam, że właśnie zdaliśmy test na inteligencję. Może to odwaga? — zasugerowała.

Zmarszczył brwi.

— Jak to?

Wzruszyła ramionami.

— Nie jestem pewna. Może musisz wykazać się odwagą, żeby przejść przez to jeszcze raz — stawić temu czoła?

Przyłożył kciuki do skroni; Hermiona wiedziała, że to znak, iż rozpaczliwie potrzebuje kawy.

— To był jeden z najgorszych momentów w moim życiu, Granger. Nie chcę znów przez to przechodzić.

Uśmiechnęła się smutno.

— Obawiam się, że o to właśnie chodzi.

— Draco.

Astoria wróciła ponownie, ubrana w sukienkę koktajlową w kolorze leśnej zieleni i spiorunowała go wzrokiem. Tym razem pozwolił jej wziąć się za rękę i podszedł do stolika, ale nie spuszczał wzroku z Hermiony.

Poszła za nimi, siadając przy jednym z pustych stolików w pobliżu i obserwując zachodzące między nimi interakcje.

— Poproszę lampkę czerwonego wina — powiedziała Astoria do kelnera z delikatnym uśmiechem.

Malfoy zamrugał.

— Dla mnie kawa.

Poruszył się, wyglądając na dość zakłopotanego.

Astoria prychnęła, a na jej twarzy malowało się rozczarowanie.

— Wolałabym, żebyś tego nie robił.

Malfoy pokręcił głową.

— Co?

Astoria spojrzała w sufit z niedowierzaniem.

— Żebyś nie zamawiał kawy do kolacji. Kto tak robi? Weź whisky albo coś.

— Mówiłem ci, Astoria, że nie piję — wycedził Malfoy, obserwując, jak kelner stawia przed nimi zamówienie.

— To absurdalne. Jeśli będziesz miał kaca, możesz po prostu wziąć eliksir. Wszyscy piją alkohol.

Jakby na dowód, Astoria wzięła długi łyk wina.

— To nie takie proste, Tori.

Malfoy pokręcił głową.

— Mam wrażenie, że nigdy nie możemy się dobrze bawić, Draco. Wszyscy nasi znajomi wychodzą, a ty po prostu chcesz posiedzieć i napić się kawy — wyznała, delikatnie ocierając usta serwetką.

— Nie chodzi o zabawę. Chodzi o to, żebym potrafił panować nad sobą. Nie jestem sobą, kiedy piję — zauważył, upijając łyk kawy.

— Zawsze tak będzie? — zapytała Astoria, wpatrując się w nią.

— Co masz na myśli? — wyjaśnił.

— Zawsze będziesz tak siedzieć z kawą i rozmyślać? — prychnęła.

— Tak — odpowiedział cicho Malfoy.

— Nie mogę — zaczęła Astoria, kręcąc głową. — Nie dam rady. Jestem za młoda. Przepraszam, Draco.

Po czym wstała i wyszła, znikając całkowicie z pola widzenia. Hermiona zmarszczyła brwi, wątpiąc, czy to właśnie tak doszło do rozstania, ale być może tak zapamiętał to Malfoy.

Scena nagle się zmieniła, a może minął jakiś nieokreślony czas. Malfoy wciąż siedział przy stole, przerzucając makaron na talerzu, gdy podszedł do niego kelner ze szklanką Ognistej Whisky.

— Proszę pana — powiedział mężczyzna do Malfoya — pani z baru przesyła pozdrowienia.

Malfoy i Hermiona w jednym momencie spojrzeli w bok i zobaczyli śliczną blondynkę trzymająca w ręku kieliszek.

— Nie, Malfoy — mruknęła Hermiona.

Próbowała do niego dotrzeć, podejść do stolika, krzyknąć, ale utknęła.

Wyglądało na to, że będzie musiał stoczyć tę walkę sam.

Widziała, jak jego klatka piersiowa unosi się i blednie, ale pokręcił głową.

— Nie — powiedział kelnerowi, który skłonił się i odszedł.

Hermiona założyła, i sądząc po minie Malfoya, on myślał tak samo, że to koniec symulacji.

Ale tak się nie stało. Blondynka zeszła z krzesła przy barze, wzięła dwa szoty i bez słowa zajęła miejsce Astorii. Malfoy otworzył oczy, rozglądając się po restauracji. Wpadł w panikę.

— Draco Malfoy — powiedziała blondynka, krzyżując nogi i odrzucając włosy do tyłu.

— Znamy się? — zapytał.

Zaśmiała się.

— Nie. Po prostu zauważyłam, że siedzisz tu sam i pomyślałam, że przyda ci się towarzystwo.

Podsunęła mu drinka.

Zmarszczył brwi, kręcąc głową.

— Nie piję.

Naburmuszyła się.

— Wszyscy piją, kochanie.

— Zaufaj mi — mruknął z lekką drwiną — nie spodobałbym ci się, gdybym pił.

Blondynka zacisnęła usta, po czym wygięła je w uśmiechu.

— Skarbie, mam coś, co zapewni ci dobrą zabawę.

Wyciągnęła dwie tabletki.

Hermiona patrzyła, jak Malfoy przełyka ślinę, a jego pierś znów unosi się i opada.

— Co to jest? — dopytywał.

— Jakie to ma znaczenie?

Wzruszyła ramionami, oblizując wargi i kładąc jedną z tabletek na języku.

Hermiona krzyczała do niego ale bez skutku; Draco zdawał się być uwięziony we wspomnieniach tego, kim był pięć lat temu, uwięziony w uczuciach, z tamtego momentu.

— Proszę — błagała, obserwując go uważnie.

Uniósł dłoń nad tabletkę, wpatrując się w nią jak zahipnotyzowany, z zamglonymi oczami. Kobieta uśmiechnęła się zwycięsko, szepcząc mu do ucha czułe słówka:

— To nic złego — to tylko na dzisiejszy wieczór. Zapomnisz o wszystkim.

Skinął głową, a Hermiona była pewna, że to już koniec, ale wtedy chwycił kubek z kawą i rzucił go na tabletkę, roztrzaskując ją w pył i rozlewając kawę na stolik.

Hermiona westchnęła z ulgą, obserwując, jak scena przed nią ciemnieje. Malfoy wstał i zdała sobie sprawę, że już nie jest uwięziona. Podbiegła do niego, wtulając się w jego pierś i trzymając go kurczowo.

— Zrobiłeś to — mruknęła, ściskając jego koszulę.

— To było cholernie okropne — odpowiedział.

Czuła, że się trzęsie, jakby stał na szpilkach.

— Już po wszystkim — powiedziała, obejmując go i masując plecy.

Światło znów zgasło, a iluzja restauracji zniknęła. Hermiona nie bała się już ciemności, lecz była przerażona czekającą ją próbą.

— Więc to była odwaga — mruknął Malfoy.

Skinęła głową, choć nie mógł dostrzec gestu.

— Zmierzyliśmy się z wiedzą i odwagą… została tylko…

— Prawda.

Podskoczyli na dźwięk głębokiego głosu. Padł na nich reflektor, nagły blask był tak jasny, że Hermiona musiała zasłonić oczy ramieniem. Kiedy w końcu jej wzrok oswoił się z rzeczywistością, mrugnęła i ujrzała starca w klasycznym, czarodziejskim stroju.

— Wykazaliście się wiedzą i odwagą — ryknął mężczyzna.

— To pewnie kolejna iluzja — mruknęła go Malfoya, ściskając jego dłoń i czując się pewniej, gdy musnął kciukiem wnętrze jej dłoni.

— Teraz musicie udowodnić swoją prawdziwość — dokończył, znikając.

Nic się nie stało; pozostali nieruchomo, trzymając się za ręce pod reflektorem, czekając.

— Co robimy? — zapytał Malfoy, przełykając ślinę.

Hermiona nie widziała niczego poza małym obszarem, który oświetlało światło. Zaczęła się oddalać od światła, ale natrafiła na jakąś niewidzialną granicę.

— Dobra, musimy tu zostać — powiedziała głupio.

— Hmm.

— Więc… prawda. Mamy udowodnić naszą prawdziwość — zaczęła Hermiona, łamiąc sobie głowę. — Może powinniśmy wyjaśnić, po co tu jesteśmy?

— Nie zaszkodziłoby.

Malfoy wzruszył ramionami.

— Dobra, więc przybyliśmy tu, bo ktoś zabija czarodziejów w Londynie. Szukamy sposobu, by ustalić tożsamość sprawcy i zapobiec kolejnym zabójstwom — krzyknęła Hermiona, mając nadzieję, że podobnie jak wcześniej, magia rządząca tym miejscem uzna ich odpowiedź za prawidłową i pozwoli kontynuować.

Jednak nic się nie stało.

— Może to nie jest prawda, o którą mu chodzi? — zasugerował cicho Malfoy.

Parsknęła.

— Więc mówiłam prawdę o intencjach, ale może szuka prawdy o duszy? Udowodnić swoją prawdziwość, nie przyczynę naszej podróży, ale samych siebie?

Poczuła ucisk w żołądku na samą myśl.

— Co to dokładnie znaczy? — zapytał, marszcząc brwi.

— Myślę, że musimy mówić wyznać naszą prawdę, że tak powiem.

Przygryzła wargę.

— W porządku — Malfoy wzruszył ramionami — nazywam się Draco Malfoy i jestem alkoholikiem.

Zatrzymał się, czekając.

— Myślę, że chodzi o coś głębszego — rzuciła pomysłem.

— Dobrze.

Skinął głową, puszczając jej dłoń. Rozprostowała palce, marszcząc brwi z powodu dziwnego chłodu, jaki poczuła, nie dotykając jego skóry. Draco odchrząknął, wyprostował się i rozejrzał dookoła, jakby próbował znaleźć swojego sędziego.

— Boję się — przyznał.

Przed nimi pojawił się mały promień światła. Draco wpełzł w nową przestrzeń, a Hermiona odetchnęła z ulgą, że najwyraźniej są na dobrej drodze.

Jej umysł wirował, gdy próbowała odnaleźć jakąś podstawową prawdę.

— Jestem samotna — rzekła cicho Hermiona i pojawił się kolejny promyk światła.

Były to jednak drobne punkciki w porównaniu z otaczająca ich bezkresną pustką i zdała sobie sprawę, że jeśli chcą się stąd wydostać, będą musieli wyznać o wiele więcej niż tylko swoje podstawowe lęki.

Wypuściła powietrze i kontynuowała:

— Wciąż dręczy mnie poczucie winy z powodu rodziców. Każdego dnia. Wiem, że to nie to samo, ale jakaś część mnie czuje, jakbym ich zabiła. Zabrałam coś, czego nie miałam prawa brać. Wiem, że miałam dobry powód — ale czy to ma znaczenie? Zrozumiałam, że cel nigdy nie uświęca środków. Nie ma większego dobra, bo liczy się nie cel, a podróż. To, jak działamy, a nie dokąd nad to zaprowadzi, decyduje o naszej wartości, naszej użyteczności.

Zatrzymała się i patrzyła, jak rozświetla się kilkumetrowy, kwadratowy obszar.

Malfoy podszedł do nowo oświetlonej powierzchni, zerkając na Hermionę, zanim ponownie skupił wzrok na otchłani przed sobą.

— Tak bardzo boję się pozwolić sobie na szczęście, poczuć coś ważnego… — wziął kilka głębokich oddechów — boję się być szczęśliwym… pozwolić sobie poczuć cokolwiek, co mogłoby być… uzależniające. Ale jednocześnie przeraża mnie myśl, że nigdy nie będę szczęśliwy.

Pojawiło się kolejne kilka metrów światła. Hermiona weszła w nie, przysuwając się do Malfoya.

— Straciłam swoją tożsamość w Hogwarcie. Stałam się mózgiem Harry’ego i najlepszą przyjaciółką Rona, ale przestałam być Hermioną. Po sytuacji z rodzicami, po prostu potrzebowałam odnaleźć siebie. I boję się przestać. Boję się, że jeśli zwiążę się z czymś lub kimś, znowu się zatracę. Poza tym odkryłam, że całkiem lubię siebie.

Nie była pewna, nie było żadnej wskazówki, gdzie skończy się światło, ale wydawało się, że są już blisko.

— Byłem Śmierciożercą. — Malfoy przełknął ślinę. — Byłem okropny dla wszystkich. Wierzyłem całym sercem we wszystko, co mówiłem i robiłem. Po wojnie, kiedy moi rodzice zginęli, byłem bardzo zagubiony — bardzo samotny. Jedyne, co sprawiało, że czułem cokolwiek, to alkohol. Nie raz o mało nie umarłem. Pansy musiała mnie zawieść do szpitala na płukanie żołądka. Raz potrąciło mnie mugolskie auto. Byłem… byłem z tym pogodzony. Z myślą o byciu ciężarem dla przyjaciół albo o śmierci w samotności w mugolskim szpitalu. Ale już nie jestem. Chcę żyć, próbować nowych rzeczy, może nawet podróżować. I nie chcę tego robić sam.

Hermiona spojrzała pytająco na Malfoya, ale on nie odwrócił wzroku.

Przełknęła ślinę i powiedziała:

— Ja też się boję. — Malfoy spojrzał na nią, gdy mówiła. — Uciekam od dziesięciu lat, ale już nie chcę tego robić. Znalazłam coś — kogoś — co sprawia, że chcę siedzieć w miejscu. Chcę zaryzykować, zrezygnować z mojej upartej niezależności.

Oddech jej się skrócił i chwyciła go za rękę. Nie miała już wiele do powiedzenia.

— Ty — zwróciła się do niego bezpośrednio — pokazałeś mi, co to znaczy mieć partnera i nie być zawsze samą. Nie wiem, czy dałabym radę bez ciebie.

Światło sięgało jeszcze głębiej.

To było przerażające i miała wrażenie, że serce zaraz wyskoczy jej z piersi. Mogła mówić o swoich problemach całymi dniami, ale o uczuciach? Do niego? To właśnie ukrywała nawet przed sobą. I zdała sobie sprawę, że będą mogli przejść dalej tylko wtedy, gdy będą wierni sobie.

Malfoy zamrugał, a jego twarz przybrała nieprzenikniony wyraz. Nie spuszczał z niej oczu.

— Ja — zmarszczył brwi, chwytając ją za rękę — od pięciu lat nie pozwalam sobie na nic. Byłem tak zraniony. Myślałem, że ból nigdy nie będzie tego wart, ale… Hermiono. Jesteś tego warta. Wszystko jest tego warte.

Nagle cała jaskinia rozbłysła. Odetchnęli z ulgą, rozglądając się po nowym otoczeniu.

— Ściany — zauważył Malfoy. — Są pokryte napisami.

Hermiona mrugała szybko, starając się uchwycić każdą literę.

— To starogrecki. Chyba Jaskinia już nic nam nie tłumaczy.

Powoli obeszła krawędź jaskini, mając nadzieję sfotografować każdy jej centymetr.

— Tam jest piedestał.

Malfoy wskazał na podium kilka metrów od niej.

Poczuła zacisk żołądka, gdy tylko do niego dotarli. Tam, gdzie spodziewała się zobaczyć sekret Mechanizmu, a może nawet sam Mechanizm, leżał tylko kawałek pergaminu.

Z Runami Omnia Scienti namalowanymi krwią.

___________

Witajcie :) oj podziało się w tym rozdziale. Powiem szczerze, że jestem pod wielkim wrażeniem wyobraźni autorki tej historii. Wszystko jest spójne i ciągle zaskakuje, ale chyba takie lubimy najbardziej, prawda? Dajcie znać jak wrażenia.

Tak jak pisałam pod poprzednim rozdziałem, jutro wieczorem pojawią się dwa ostatnie rozdziały tego tomu. Później czeka nas mała przerwa, myślę, że około dwutygodniowa. Muszę mieć trochę czasu na nadrobienie tłumaczenia. Także mam nadzieję, że zrozumiecie. :)

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego weekendu! Enjoy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Obserwatorzy