piątek, 6 lutego 2026

[T] Rozgrzeszenie: Rozdział 7

— Po co ja w ogóle tu jestem? — mruknął Draco do siebie, obserwując, jak Granger i Theo znów zaczynają dywagować na temat eliksirów.

Upił łyk kawy, obserwując rozmowę z umiarkowanym zainteresowaniem.

— Nigdy nie ma powodu, żeby mieszać w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara nieparzystą liczbę razy, Granger.

Theo przewrócił oczami.

— Czy kiedykolwiek próbowałeś uwarzyć Wywar Wieczności? Albo Wywar Paryski? — zapytała, unosząc wzrok z papierosem zwisającym z jej ust.

Po kilku frustrujących dniach bez nowych informacji, ponownie spróbowali analizować Runy z Theo, mając nadzieję, że świeża perspektywa i ponowna ocena pomoże im odkryć coś, co przeoczyli. Niestety, Granger i Nott mieli skłonność do rozmowy na inne tematy.

— Nie próbowałem, ponieważ żaden z tych eliksirów nie jest szczególnie przydatny. Ale jestem pewien, że gdybym to zrobił, bardziej efektywne byłoby użycie parzystej liczby mieszań w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara, a potem zmiana na mieszania w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara — zauważył Theo.

— Czuję się tak, jakby mnie tu w ogóle nie było — mruknął Draco z rozbawieniem.

— Mówiłeś coś?

Granger odwróciła głowę ku niemu.

— Och! Cześć! Myślałem, że jestem niewidzialny — odparł Draco beznamiętnie.

— Ha ha, Draco. To nie nasza wina, że nie interesujesz się eliksirami.

Theo przewrócił oczami.

Draco poczuł się bardzo urażony.

— Bardzo interesują mnie eliksiry! Muszę powiedzieć, że jestem zapalonym czytelnikiem Eliksirów Miesiąca — i to od trzeciego roku…

— Och, słyszałaś, Granger? Czyta Eliksiry Miesiąca — zadrwił Theo.

— To urocze. Brawo, Draco.

Granger uśmiechnęła się protekcjonalnie i pogłaskała go po głowie.

Jego lewe oko drgnęło i znów skupił się na kawie, wpatrując się w tablicę z dotychczasowymi poszlakami. Na razie pracowali w mieszkaniu Granger, postanowili przenieść większość śledztwa poza Ministerstwo. Im dłużej on i Granger rozważali sprawę, tym bardziej mieli przeczucie, że sprawca musi mieć jakieś powiązania z Ministerstwem, choć nie było jasne, jakie.

— …nia Scienti.

Odwrócił głowę na dźwięk głosu Theo.

— Co? — warknął Draco.

Theo przewrócił oczami.

— Hej, ogarniaj. — Draco rzucił drugiemu mężczyźnie surowe spojrzenie. — Tak, tak — mówiłem tylko, że zainteresowanie mediów waszą sprawą wzmogło plotki o tym wariacie.

Granger zmarszczyła brwi.

— Jak to?

— Runy używane na zwłokach w ten sposób są niezwykle rzadkie — zwłaszcza trzy zgony w tak krótkim czasie. A jednym z nich jest Minister Magii… Krążą pogłoski, wiele osób w społeczności Runicznej jest przerażonych. Ludzie zaczęli mówić o jakimś Mechanizmie.

Theo wzruszył ramionami.

— Co? — zapytał Draco, kompletnie oszołomiony.

Theo nerwowo podrapał się po ramieniu.

— Szczerze? Nie wiem. Tak naprawdę nie jestem mistrzem Run, jak wielu z tych ludzi, tylko hobbystą. Ale słyszę różne rzeczy. Czymkolwiek jest ten Mechanizm, przeraża wielu ludzi, a plotki głoszą, że Omnia Scienti go szuka, albo ma — to nie jest jasne.

— Co to robi? — dopytywała Granger.

— Nie jestem pewny. Ale czymkolwiek jest, jest stary i potężny, nie w magiczny sposób, lecz żywiołowy — wyjaśnił Theo.

— To brzmi… przerażająco.

Draco zadrżał na samą myśl.

— Słyszałeś coś jeszcze? — drążyła Granger, gasząc papierosa.

Theo wyglądał na zamyślonego, uważnie się im przyglądając.

— Jest jedna rzecz.

Draco wpatrywał się w mężczyznę, na próżno czekając, aż się odezwie. Theo przestępował z nogi na nogę, wpatrując się w wyjątkowo nijaki obraz na drugim końcu pokoju.

— Theo — upomniał go w końcu Draco.

Theo przełknął ślinę.

— To plotka, którą słyszałem w kręgach alchemicznych — mówią, że czarodziej podbił Jaskinię Daveliego w Atenach.

— Jaskinię Daveliego? — zapytał Draco na głos. — Dlaczego to brzmi znajomo?

— To alchemiczna legenda. — Granger pokręciła głową. — Mówią, że grecki alchemik stworzył coś tak potężnego, że nawet on sam nie mógł tego zniszczyć. Zamiast tego umieścił to w bezpiecznym miejscu, żeby nie wpadło w niepowołane ręce. — Spojrzała na Theo wyrachowanym wzrokiem. — Myślisz, że to Mechanizm?

Ten wzruszył ramionami.

— Właśnie dlatego nie chciałem nic mówić, bo to chwytanie się brzytwy. Ale jeśli ten Omnia Scienti szukał Mechanizmu, Jaskinia mogła być jego pierwszym przystankiem.

Draco usłyszał zgrzytanie zębów Granger i zwrócił się do niej.

— O czym myślisz?

— Myślę… — przerwała, przygryzając dolną wargę — że musimy się tam udać.

— To fatalny pomysł — powiedział Theo, marszcząc brwi.

— Chodzi mi o to, że jeśli są tam sekrety dotyczące Mechanizmu, to być może przez to moglibyśmy poznać ogólne cele Omnia Scienti — wyjaśniła.

— Granger — Theo pokręcił głową — jest powód, dla którego Jaskinia jest legendą. Mówią, że czarodzieje na przestrzeni dziejów próbowali do niej wejść i wszyscy zginęli.

Przerwała mu, kręcąc głową.

— Ale szukali sekretów Mechanizmu, prawda? Celem Jaskini jest powstrzymanie tych, którzy by chcieli tego nadużyć. Więc jeśli Malfoy i ja po prostu szukamy Omnia Scienti, zakładam, że zostaniemy wpuszczeni.

Draco zamrugał, starając się zachować neutralny wyraz twarzy. Niezależnie od tego, czy zdawała sobie z tego sprawę, czy nie, właśnie dała mu do zrozumienia, że mu ufa; że jego motywy są czyste i że nie dąży do zdobycia władzy. Dziwne, mogli się całować, przekomarzać i badać sprawę, ale dopóki tego nie powiedziała, nie był pewien, na czym stoi.

— Zgadzam się — powiedział z delikatnym uśmiechem, ignorując jęk niedowierzania Theo.

— No cóż, kiedy oboje umrzecie, nie pójdę na wasz pogrzeb — mruknął uparcie.

— Nie bądź śmieszny, Nott, Harry będzie cię potrzebował — odparła Granger z kamienną twarzą.

— Ha… zabawne. A skoro o nim mowa, muszę iść i przygotować się na dzisiejszą randkę. Postarajcie nie dać się zabić.

Zasalutował im szyderczo i aportował się.

— Dobrze — zaczął Draco, gdy w pomieszczeniu zapadła niezręczna cisza. — Mamy Runy w ręku, przejrzymy wszystko wzdłuż i w szerz, zobaczymy, czy uda nam się coś znaleźć, zanim wyruszymy na tą szaloną misję.

Granger uśmiechnęła się i zrelacjonowała:

— W porządku, więc pierwsze trzy ofiary miały całkowicie wymazaną pamięć i zostały znalezione przed Puraclavą. Słyszano, jak mamroczą przez sen esse mutationem, czyli bądź zmianą. Następnie mamy trzy zabójstwa: dwa w Ministerstwie i jedno przed Puraclavą. Wszystkie z tymi samymi runicznymi znakami, które wskazują na manipulowanie harmonią lub coś w tym rodzaju. Dwóch zabójstw dokonano za pomocą trucizny, a jednego za pomocą klątwy. Wiemy, że trzy ofiary, dwie z ofiar z wymazaną pamięcią i jednak z ofiar morderstwa, są powiązane z więźniami Azkabanu, którzy popełnili ściśle tajne przestępstwa. Zakładamy, że Kingsley został zabity, aby zapobiec odtajnieniu akt, albo dlatego, że okrył sprawcę. Wciąż nie wiemy, dlaczego ostatnia ofiara, Carrow, w ogóle przebywała w Ministerstwie. Zespół próbował ustalić, gdzie przebywał i z kim się spotykał, ale nie udało się uzyskać żadnych konkretnych informacji. To dodatkowo sugeruje, że sprawca jest powiązany z Ministerstwem. Od Theo mamy plotki i domysły, ale biorąc pod uwagę rytualny charakter tych ataków, musimy traktować takie rzeczy poważnie. Krążą pogłoski o rosnącej potędze, osoby lub grupy, Omnia Scienti. Co może oznaczać, choć nie jest to dosłowne tłumaczenie Wszystkowiedzącego, co uwiarygodnia tezę, że ten człowiek jest kimś aspirującym do miana Czarnego Pana — dokończyła Hermiona, uważnie wpatrując się w tablicę, jakby chciała, żeby odpowiedzi same się ułożyły.

Ale tak się nie stało.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Dwa dni później odkryto kolejne ciało, dokładnie w tym samym miejscu poza Ministerstwem, co Carrow. Hermiona mrugała, patrząc na zwłoki, tworząc palcami prostokąt, próbując ustalić, czy ciało było ułożone w identycznym miejscu.

— Jest tak samo — potwierdził Malfoy.

— To niedorzeczne — ubolewała Hermiona. — Jeśli ciała w jakiś sposób znajdowały się w tym samym miejscu i były ułożone dokładnie w ten sam sposób, sugeruje to, że wszystko zostało zaaranżowane, prawdopodobnie skrupulatnie zaplanowane. Jak można kogoś otruć i upewnić się, że padnie martwy dokładnie w wyznaczonym miejscu?

Było wtorkowe popołudnie, co oznaczało, że sprawca nie mógł pozostać niezauważony. Malfoy wzruszył ramionami.

— Myślę, że musimy założyć, że umierają gdzie indziej i są przenoszeni tutaj.

Chwytał się brzytwy, ale z drugiej strony, ona też. Prasa siała panikę, a ludzie zamykali się w domach, poruszając się tylko w grupach z przerażeniem  w oczach. Choć było to irytujące, niekoniecznie mogła ich winić; nie mieli podejrzanych, a do zabójstw dochodziło coraz częściej.

— Chwila. — Draco przechylił głowę na bok i przykucnął na chodniku. — Pergamin pod nim leży.

Hermiona kucnęła obok niego, unosząc zwłoki zaledwie centymetr nad ziemię, żeby Malfoy mógł go wyjąć.

Przywołał pergamin, owijając zaklęciem unieruchamiającym i mrużąc oczy, by odczytać zmięte słowa.

— Granger — zawołał — jest na zwolnieniu warunkowym… eee, Rogan Bulstrode, to nasza ofiara. Przyszedł tu, żeby zobaczyć się ze swoim kuratorem.

— Kto był jego kuratorem?

Malfoy ponownie zmrużył oczy, próbując odczytać wyblakły atrament.

— Wygląda na Shaylę Partridge.

— Chyba mamy kogoś do przesłuchania.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Pani Partridge, dziękuję za przybycie.

Malfoy obdarzył kobietę rozbrajającym uśmiechem.

— O co chodzi?

Poruszyła się niespokojnie w pokoju przesłuchań DPPC. Była starsza i wyglądała na przeciętną pracownicę Ministerstwa. Siwiejące włosy nosiła związane w ciasny kok, a na nosie miała okulary w rogowej oprawie, które ciągle się zsuwały.

Hermiona nie rozpoznała kobiety ani jej nazwiska, a jej ministerialne akta osobowe nie zawierały niczego istotnego. Kiedy wysłano jej wezwanie na przesłuchanie, natychmiast odpowiedziała.

— Rogan Bulstrode — powiedział Draco. — Nie wiem, czy zdaje sobie pani z tego sprawę, ale znaleziono go martwego przed Ministerstwem jakąś godzinę temu.

Jej oczy się rozszerzyły.

— Kolejny?

Hermiona skinęła głową i przemówiła:

— Tak. Znaleźliśmy w jego kieszeni pergamin — potwierdzenie jego spotkania z panią.

Partridge skinęła głową.

— Zgadza się, miałam z nim rutynowe spotkanie.

— Może nam pani powiedzieć, kiedy wyszedł? — zapytała Hermiona, uważnie obserwując kobietę.

Ta na chwilę zmarszczyła brwi, zanim odpowiedziała:

— Może dziewięćdziesiąt minut temu?

Po czym wzruszyła ramionami.

Hermiona odwróciła się do Malfoya, który uśmiechał się w zamyśleniu. Zmarszczyła brwi, rozważając tę nową informację; jeśli ta ofiara została otruta, co, biorąc pod uwagę podobieństwo do Carrowa, mieli powody sądzić, że kuratorka jest za to odpowiedzialna, albo że okno czasowe między otruciem a śmiercią było dłuższe, niż zakładali.

— Jak to możliwe, że dwóch moich podopiecznych nie żyje? — mruknęła pod nosem Partridge, przygryzając wargę.

Hermiona szeroko otworzyła oczy. Chciała coś powiedzieć, ale Malfoy ją uprzedził.

— Carrow był pani podopiecznym?

Kobieta zamrugała, a jej twarz pobladła.

— Tak. Założyłam, że wiecie. W odpowiedzi na wezwanie wysłałam wiadomość z prośbą o informację.

Hermiona spojrzała na Malfoya, a jej oczach wyraźnie malowało się niewypowiedziane pytanie. Po chwili przełknęła ślinę, wracając wzrokiem do kuratorki.

— Ma pani jakieś potwierdzenie wysłania tej wiadomości?

Partirdge spojrzała na nich nieswojo.

— Tak przypuszczam? Powinien być jakiś zapis w sekretariacie.

Hermiona oniemiała. Kilka razy otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale za każdym razem zabrakło jej słów. Ta kobieta stanowiła wyraźne powiązanie między dwiema ofiarami; gdyby nie była tak szczera, stałaby się główną podejrzaną.

— Powinniśmy być w stanie to namierzyć — powiedział Malfoy, rzucając różdżką szybkie zaklęcie. — Mogłaby nam pani powiedzieć, gdzie była w te dni?

Nad stołem unosił się obraz pokazujący konkretne daty i godziny poprzednich ataków.

Hermiona uważnie obserwowała kobietę, mając nadzieję, że dostrzeże oznaki paniki lub dziwnego zachowania. Partridge przez chwilę wyglądała na zaniepokojoną, po czym pokręciła głową, drapiąc się po włosach.

— Przez cały luty byłam w mugolskim szpitalu.

Hermiona zamrugała ze zdziwienia i ponownie spojrzała na kobietę, dostrzegając jej wyjątkowo bladą cerę i głębokie cienie pod oczami.

— Dziękuję — powiedziała. — Mogłaby nam pani podać nazwę szpitala, żebyśmy mogli to potwierdzić? To tylko procedury.

Kobieta nadal wydawała się zdenerwowana, ale odetchnęła i skinęła głową.

 Szpital Królewski w Londynie. Może pani się skontaktować z doktorem Haseebem Searsem.

Hermiona spojrzała na Malfoya, lekko kiwając głową. Odchrząknął.

— Dziękuję, pani Partridge. To wszystko.

Kobieta westchnęła głośno i natychmiast wyszła. Hermiona pozostała na swoim miejscu, kręcąc głową.

— Wierzę jej.

Malfoy wstał i zaczął chodzić po pokoju.

— Ja też. Nie wyglądało na to, żeby kłamała… Powinniśmy być w stanie namierzyć tę wiadomość może to potrwać kilka dni, ale jeśli uda nam się ustalić, czy ktoś ingerował… — urwał, wyglądając na zaniepokojonego.

— O co chodzi?

Zmarszczyła brwi.

Pokręcił głową.

— Angelina kieruje grupą operacyjną, ale jestem pewien, że to nie ona.

Jego głos zdradzał niepewność, a Hermiona zdała sobie sprawę, że dotarli do punktu, w którym każdy jest podejrzany.

— Dobrze, Malfoy — skinęła głową — sprawdźmy alibi Partridge i przejrzymy wiadomości. Nie sądzę, żebyśmy musieli dzielić się tymi informacjami z kimkolwiek.

Malfoy wyglądał na nieco zakłopotanego, ale zgodził się:

— Dobrze. Powiem Potterowi, że pracujemy nad poszlakami.

— Myślę też, że powinniśmy udać się do Aten. Mamy cztery zgony — odzyskanie informacji zajmie kilka dni — i, jak sam powiedziałeś, wszystko, co dostajemy od Ministerstwa, jest podejrzane. Myślę, że przeszukanie Jaskini byłoby lepszym sposobem na spędzenie czasu niż siedzenie z założonymi rękami.

Malfoy skinął głową.

— Chyba masz rację.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Zorganizowanie wszystkiego zajęło im kolejny dzień. Malfoyowi udało się zdobyć świstoklik z prawdopodobnie wątpliwego źródła i przekonać Harry’ego, że w najlepszym interesie śledztwa leży, by na jakiś czas zniknęli. Hermiona za pomocą Sieci Fiuu weszła do mieszkania Malfoya, po raz pierwszy widząc, gdzie mieszka.

— Ładnie — powiedziała, krytycznie mierząc wzrokiem liczne, skórzane meble.

Wzruszył ramionami.

— Chyba tak.

— O co chodzi z tą skórą?

Naprawdę nadawała mieszkaniu wygląd kawalerki.

Patrzył obojętnie.

— Pansy urządziła to mieszkanie; ja też nie mam co do tego żadnych zastrzeżeń.

Skinęła głową, nagle czując się skrępowana, że znajduje się w mieszkaniu Draco Malfoya. To było irracjonalne, wiedziała o tym; w końcu on przebywał u niej wiele razy. Ale w tym było coś dziwnie intymnego.

— Gotowa? — zapytał, wyrywając ją z zamyślenia.

Przyjrzała mu się; miał na sobie spodnie bojówki, czarną koszulę i trampki — praktyczny mugolski strój. Wciąż nie mogła uwierzyć, że widzi go w takim stanie — pomimo wszystkiego, czego dowiedziała się o nim w ciągu ostatniego miesiąca.

— Tak — zgodziła się, ściskając drugą stronę świstoklika, niewinnego patyka, i zamknęła oczy, czując znajomy ucisk w żołądku.

Wylądowali w zaułku ateńskiej enklawy czarodziejów. Hermiona wyprostowała się, przyzwyczajając do nagłego ciepła i zbierając myśli. Była już kiedyś w Atenach podczas swoich podróży, więc przejęła inicjatywę, ciągnąc Malfoya główną ulicą do sklepu dla turystów.

Ateńska enklawa była stara, z pewnością starsza od brytyjskiego odpowiednika. Budynki były otoczone kolumnami i kamieniem, a czarownice i czarodzieje kręcili się po nich w mugolskich strojach odpowiednich na wiosenny dzień.

Malfoy rozglądał się z szeroko otwartymi oczami jak dziecko podróżujące po raz pierwszy.

— Nigdy tu nie byłeś? — zapytała Hermiona Malfoya.

Pokręcił głową.

— Nie podróżuję zbyt często.

Zmarszczyła brwi.

— Dlaczego?

Zawahał się, przełknął ślinę, zanim odpowiedział:

— Przekonałem się, że posiadanie rutyny jest kluczowe dla mojej trzeźwości, co zazwyczaj nie wiąże się z włóczeniem się po świecie.

Nie była specjalnie zaskoczona; rozumiała, że Malfoy potrzebował rygoru Ministerstwa. Nadal uważała myśl o tkwieniu w jednym miejscu za nieco niepokojącą.

— Czy kiedykolwiek ci się to nudzi? Chciałbyś gdzieś pojechać lub porobić coś innego?

Potarł kark, rozglądając się po enklawie.

— Może. Po moim ostatnim… nawrocie, chyba po prostu nie widziałem sensu w podejmowaniu takiego ryzyka.

Skinęła głową, kończąc serię pytań, ponieważ wyraźnie czuł się nieswojo.

— Domyślam się, że ty sporo podróżujesz? — zapytał Malfoy.

— Cóż… tak. Studiowałam na uniwersytecie we Francji i zdobyłam Mistrzostwo w eliksirach w Niemczech. Kiedy pracowałam w aptekach Munro, mogłam sporo podróżować, co było cudowne. Gdyby nie te korporacyjne drobiazgi, mogłabym nadal tam pracować — wyszeptała.

Uniósł brew.

— Jestem zaskoczony, że wróciłaś do Londynu.

— Hmm — kontynuowała z wymuszonym uśmiechem — chyba Anglia to mój dom, wiesz?

Przez chwilę milczeli, idąc obok siebie po ciepłym bruku, ich dłonie lekko się ocierały. Panował dziwny spokój.

— Wiesz — powiedział nagle — chyba chciałbym gdzieś pojechać.

— Dobrze, Malfoy. Dokąd?

Spojrzał na nią zamyślony.

— Nie wiem. Ty mi powiedz.

Odwzajemniła jego spojrzenie, figlarnie przygryzając wargę.

— Byłeś w Kapsztadzie? — Kiedy obrzucił ją protekcjonalnym spojrzeniem, kontynuowała: — No tak, oczywiście, nigdzie nie byłeś. Kapsztad to jedno z moich ulubionych miejsc. Są tam plaże i góry. I jest takie miejsce, gdzie Atlantyk spotyka się z Pacyfikiem. Zapiera dech w piersiach.

Uśmiechnęła się na wspomnienie, czując widmo bryzy na czole.

— To chyba daleko — mruknął, marszcząc brwi.

Wzruszyła ramionami, prowadząc go do sklepu dla turystów.

— Niektóre rzeczy są tego warte.

— Dzień dobry — przywitał ich uprzejmie mężczyzna za ladą.

Hermiona rzuciła na siebie zaklęcie tłumaczące, po czym odpowiedziała:

— Dzień dobry. Mamy nadzieję, że znajdziemy przewodnika, który zaprowadzi nas do magicznego wejścia do Jaskini Daveliego.

Wyraz twarzy mężczyzny natychmiast się zmienił, a w jego oczach pojawiła się nieufność.

— Jestem pewien, że jest wiele innych atrakcji, które wolelibyście zobaczyć.

Hermiona spojrzała przelotnie na Malfoya, po czym ponownie skupiła uwagę na sprzedawcy.

— Niestety, nie ma. Przybyliśmy tu, by zobaczyć Jaskinię.

Pokręcił głową.

— Nie mogę was z czystym sumieniem tam zabrać.

— Zapłacimy ci, ile zażądasz — wtrącił Malfoy.

Mężczyzna zaśmiał się beznamiętnie.

— Nie chodzi o pieniądze — nie chcę być odpowiedzialny za waszą śmierć.

— A co, jeśli obiecamy, że nie umrzemy? — zasugerowała bezczelnym tonem Hermiona.

Uśmiechnął się do niej ironicznie.

— Wszyscy, którzy wędrują do Jaskini, umierają.

— Ale słyszeliśmy, że jest ktoś, kto nie umarł.

Przyjrzała się mężczyźnie uważnie, ciekawa, czy zdaje sobie sprawę z plotek.

— To tylko legenda. Nie dajcie się zwieść.

Machnął ręką.

— Proszę pana — Hermiona zrobiła krok naprzód, patrząc mężczyźnie w oczy — pójdziemy do Jaskini. Wiem, że trudno ją znaleźć, jeśli się nie wie, gdzie się znajduje. Więc albo zapłacimy za pana pomoc i obiecuję, że żadna z naszych rodzin nie obarczy pana odpowiedzialnością za naszą śmierć, albo zginiemy w trakcie wyprawy. I wszystko pójdzie na marne. Proszę — rozumiemy ryzyko, jakie podejmujemy, ale i tak to zrobimy.

Przyjrzał im się od góry do dołu, jakby próbował ocenić autentyczność ich zapewnień.

— Zabiorę was, ale musicie podpisać tę umowę.

Mężczyzna machnął różdżką, odsłaniając kawałek pergaminu, na którym dużymi, pogrubionymi literami napisano: „PODRÓŻUJ Z DYMITREM” NIE BĘDZIE POCIĄGNIĘTE DO ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA NIEUCHRONNĄ ŚMIERĆ. To było… dość niepokojące, ale i tak to zrobili. Po uzgodnieniu ceny, Dymitr zamknął sklep i zabrał ich na tyły do jeepa.

Malfoy spojrzał z zaciekawieniem na samochód, a Dymitr wyjaśnił:

— Miejsce, do którego jedziemy, jest chronione przed teleportacją i innymi formami magicznego transportu. Zabiorę was tam i wrócę po was dziś wieczorem. Jeśli was nie będzie w wyznaczonym miejscu, spróbuję jutro… ale nic poza tym.

Biorąc pod uwagę pewność mężczyzny, że rzeczywiście umrą, Hermiona była bardzo wdzięczna, że w ogóle zgodził się ich zawieść.

— Widzisz, Malfoy — uśmiechnęła się, siedząc po lewej stronie — podróżowanie jest fajne.

— Tak, Granger — odparł beznamiętnie.

To była wyboista, dwugodzinna jazda z dala od głównych dróg. Gdy Hermiona i Malfoy pokonywali ostatnie metry do złowieszczej jaskini, Draco zażartował:

— Ostatnia szansa, żeby się wycofać.

Uśmiechnęła się do niego.

— Nigdy.

__________

Witajcie :) w piątkowy wieczór zapraszam na dwa nowe rozdziały tłumaczenia. Początkowo planowałam jutro opublikować wszystkie, ale te są już gotowe, a jestem w trakcie oglądania Ceremonii Otwarcia Igrzysk Olimpijskich i ciężko jest się skupić na tłumaczeniu. Ale bez obaw, jutro wieczorem opublikuję dwa ostatnie rozdziały pierwszego tomu tej trylogii.

Akcja wreszcie się rozwija i teraz czas na najlepsze. Dajcie znać jak wrażenia po tym rozdziale. Zapraszam od razu na kolejny. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Obserwatorzy