—
Po co ja w ogóle tu jestem? — mruknął Draco do siebie, obserwując, jak Granger
i Theo znów zaczynają dywagować na temat eliksirów.
Upił
łyk kawy, obserwując rozmowę z umiarkowanym zainteresowaniem.
—
Nigdy nie ma powodu, żeby mieszać w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek
zegara nieparzystą liczbę razy, Granger.
Theo
przewrócił oczami.
—
Czy kiedykolwiek próbowałeś uwarzyć
Wywar Wieczności? Albo Wywar Paryski? — zapytała, unosząc wzrok z papierosem
zwisającym z jej ust.
Po
kilku frustrujących dniach bez nowych informacji, ponownie spróbowali
analizować Runy z Theo, mając nadzieję, że świeża perspektywa i ponowna ocena
pomoże im odkryć coś, co przeoczyli. Niestety, Granger i Nott mieli skłonność
do rozmowy na inne tematy.
—
Nie próbowałem, ponieważ żaden z tych eliksirów nie jest szczególnie przydatny.
Ale jestem pewien, że gdybym to zrobił, bardziej efektywne byłoby użycie
parzystej liczby mieszań w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara, a
potem zmiana na mieszania w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara —
zauważył Theo.
—
Czuję się tak, jakby mnie tu w ogóle nie było — mruknął Draco z rozbawieniem.
—
Mówiłeś coś?
Granger
odwróciła głowę ku niemu.
—
Och! Cześć! Myślałem, że jestem niewidzialny — odparł Draco beznamiętnie.
—
Ha ha, Draco. To nie nasza wina, że nie interesujesz się eliksirami.
Theo
przewrócił oczami.
Draco
poczuł się bardzo urażony.
—
Bardzo interesują mnie eliksiry! Muszę powiedzieć, że jestem zapalonym
czytelnikiem Eliksirów Miesiąca — i
to od trzeciego roku…
—
Och, słyszałaś, Granger? Czyta Eliksiry
Miesiąca — zadrwił Theo.
—
To urocze. Brawo, Draco.
Granger
uśmiechnęła się protekcjonalnie i pogłaskała
go po głowie.
Jego
lewe oko drgnęło i znów skupił się na kawie, wpatrując się w tablicę z
dotychczasowymi poszlakami. Na razie pracowali w mieszkaniu Granger,
postanowili przenieść większość śledztwa poza Ministerstwo. Im dłużej on i
Granger rozważali sprawę, tym bardziej mieli przeczucie, że sprawca musi mieć
jakieś powiązania z Ministerstwem, choć nie było jasne, jakie.
—
…nia Scienti.
Odwrócił
głowę na dźwięk głosu Theo.
—
Co? — warknął Draco.
Theo
przewrócił oczami.
—
Hej, ogarniaj. — Draco rzucił drugiemu mężczyźnie surowe spojrzenie. — Tak, tak
— mówiłem tylko, że zainteresowanie mediów waszą sprawą wzmogło plotki o tym
wariacie.
Granger
zmarszczyła brwi.
—
Jak to?
—
Runy używane na zwłokach w ten sposób są niezwykle rzadkie — zwłaszcza trzy
zgony w tak krótkim czasie. A jednym z nich jest Minister Magii… Krążą
pogłoski, wiele osób w społeczności Runicznej jest przerażonych. Ludzie zaczęli
mówić o jakimś Mechanizmie.
Theo
wzruszył ramionami.
—
Co? — zapytał Draco, kompletnie oszołomiony.
Theo
nerwowo podrapał się po ramieniu.
—
Szczerze? Nie wiem. Tak naprawdę nie
jestem mistrzem Run, jak wielu z tych ludzi, tylko hobbystą. Ale słyszę różne
rzeczy. Czymkolwiek jest ten Mechanizm, przeraża wielu ludzi, a plotki głoszą,
że Omnia Scienti go szuka, albo ma — to nie jest jasne.
—
Co to robi? — dopytywała Granger.
—
Nie jestem pewny. Ale czymkolwiek jest, jest stary i potężny, nie w magiczny
sposób, lecz żywiołowy — wyjaśnił Theo.
—
To brzmi… przerażająco.
Draco
zadrżał na samą myśl.
—
Słyszałeś coś jeszcze? — drążyła Granger, gasząc papierosa.
Theo
wyglądał na zamyślonego, uważnie się im przyglądając.
—
Jest jedna rzecz.
Draco
wpatrywał się w mężczyznę, na próżno czekając, aż się odezwie. Theo
przestępował z nogi na nogę, wpatrując się w wyjątkowo nijaki obraz na drugim
końcu pokoju.
—
Theo — upomniał go w końcu Draco.
Theo
przełknął ślinę.
—
To plotka, którą słyszałem w kręgach alchemicznych — mówią, że czarodziej
podbił Jaskinię Daveliego w Atenach.
—
Jaskinię Daveliego? — zapytał Draco na głos. — Dlaczego to brzmi znajomo?
—
To alchemiczna legenda. — Granger pokręciła głową. — Mówią, że grecki alchemik
stworzył coś tak potężnego, że nawet on sam nie mógł tego zniszczyć. Zamiast
tego umieścił to w bezpiecznym miejscu, żeby nie wpadło w niepowołane ręce. —
Spojrzała na Theo wyrachowanym wzrokiem. — Myślisz, że to Mechanizm?
Ten
wzruszył ramionami.
—
Właśnie dlatego nie chciałem nic mówić, bo to chwytanie się brzytwy. Ale jeśli
ten Omnia Scienti szukał Mechanizmu, Jaskinia mogła być jego pierwszym
przystankiem.
Draco
usłyszał zgrzytanie zębów Granger i zwrócił się do niej.
—
O czym myślisz?
—
Myślę… — przerwała, przygryzając dolną wargę — że musimy się tam udać.
—
To fatalny pomysł — powiedział Theo, marszcząc brwi.
—
Chodzi mi o to, że jeśli są tam sekrety dotyczące Mechanizmu, to być może przez
to moglibyśmy poznać ogólne cele Omnia Scienti — wyjaśniła.
—
Granger — Theo pokręcił głową — jest powód,
dla którego Jaskinia jest legendą. Mówią, że czarodzieje na przestrzeni dziejów
próbowali do niej wejść i wszyscy zginęli.
Przerwała
mu, kręcąc głową.
—
Ale szukali sekretów Mechanizmu, prawda? Celem Jaskini jest powstrzymanie tych,
którzy by chcieli tego nadużyć. Więc jeśli Malfoy i ja po prostu szukamy Omnia
Scienti, zakładam, że zostaniemy wpuszczeni.
Draco
zamrugał, starając się zachować neutralny wyraz twarzy. Niezależnie od tego,
czy zdawała sobie z tego sprawę, czy nie, właśnie dała mu do zrozumienia, że mu
ufa; że jego motywy są czyste i że nie dąży do zdobycia władzy. Dziwne, mogli
się całować, przekomarzać i badać sprawę, ale dopóki tego nie powiedziała, nie
był pewien, na czym stoi.
—
Zgadzam się — powiedział z delikatnym uśmiechem, ignorując jęk niedowierzania
Theo.
—
No cóż, kiedy oboje umrzecie, nie pójdę na wasz pogrzeb — mruknął uparcie.
—
Nie bądź śmieszny, Nott, Harry będzie cię potrzebował — odparła Granger z
kamienną twarzą.
—
Ha… zabawne. A skoro o nim mowa, muszę iść i przygotować się na dzisiejszą
randkę. Postarajcie nie dać się zabić.
Zasalutował
im szyderczo i aportował się.
—
Dobrze — zaczął Draco, gdy w pomieszczeniu zapadła niezręczna cisza. — Mamy
Runy w ręku, przejrzymy wszystko wzdłuż i w szerz, zobaczymy, czy uda nam się
coś znaleźć, zanim wyruszymy na tą szaloną misję.
Granger
uśmiechnęła się i zrelacjonowała:
—
W porządku, więc pierwsze trzy ofiary miały całkowicie wymazaną pamięć i zostały
znalezione przed Puraclavą. Słyszano, jak mamroczą przez sen esse mutationem, czyli bądź zmianą. Następnie mamy trzy
zabójstwa: dwa w Ministerstwie i jedno przed Puraclavą. Wszystkie z tymi samymi
runicznymi znakami, które wskazują na manipulowanie harmonią lub coś w tym
rodzaju. Dwóch zabójstw dokonano za pomocą trucizny, a jednego za pomocą
klątwy. Wiemy, że trzy ofiary, dwie z ofiar z wymazaną pamięcią i jednak z
ofiar morderstwa, są powiązane z więźniami Azkabanu, którzy popełnili ściśle
tajne przestępstwa. Zakładamy, że Kingsley został zabity, aby zapobiec
odtajnieniu akt, albo dlatego, że okrył sprawcę. Wciąż nie wiemy, dlaczego
ostatnia ofiara, Carrow, w ogóle przebywała w Ministerstwie. Zespół próbował
ustalić, gdzie przebywał i z kim się spotykał, ale nie udało się uzyskać
żadnych konkretnych informacji. To dodatkowo sugeruje, że sprawca jest
powiązany z Ministerstwem. Od Theo mamy plotki i domysły, ale biorąc pod uwagę
rytualny charakter tych ataków, musimy traktować takie rzeczy poważnie. Krążą
pogłoski o rosnącej potędze, osoby lub grupy, Omnia Scienti. Co może oznaczać, choć nie jest to dosłowne
tłumaczenie Wszystkowiedzącego, co
uwiarygodnia tezę, że ten człowiek jest kimś aspirującym do miana Czarnego Pana
— dokończyła Hermiona, uważnie wpatrując się w tablicę, jakby chciała, żeby
odpowiedzi same się ułożyły.
Ale
tak się nie stało.
~*~*~*~*~*~*~*~
Dwa
dni później odkryto kolejne ciało, dokładnie w tym samym miejscu poza
Ministerstwem, co Carrow. Hermiona mrugała, patrząc na zwłoki, tworząc palcami
prostokąt, próbując ustalić, czy ciało było ułożone w identycznym miejscu.
—
Jest tak samo — potwierdził Malfoy.
—
To niedorzeczne — ubolewała Hermiona. — Jeśli ciała w jakiś sposób znajdowały
się w tym samym miejscu i były ułożone dokładnie w ten sam sposób, sugeruje to,
że wszystko zostało zaaranżowane,
prawdopodobnie skrupulatnie zaplanowane. Jak można kogoś otruć i upewnić się,
że padnie martwy dokładnie w wyznaczonym miejscu?
Było
wtorkowe popołudnie, co oznaczało, że sprawca nie mógł pozostać niezauważony. Malfoy wzruszył ramionami.
—
Myślę, że musimy założyć, że umierają gdzie indziej i są przenoszeni tutaj.
Chwytał
się brzytwy, ale z drugiej strony, ona też. Prasa siała panikę, a ludzie
zamykali się w domach, poruszając się tylko w grupach z przerażeniem w oczach. Choć było to irytujące,
niekoniecznie mogła ich winić; nie mieli podejrzanych, a do zabójstw dochodziło
coraz częściej.
—
Chwila. — Draco przechylił głowę na bok i przykucnął na chodniku. — Pergamin
pod nim leży.
Hermiona
kucnęła obok niego, unosząc zwłoki zaledwie centymetr nad ziemię, żeby Malfoy
mógł go wyjąć.
Przywołał
pergamin, owijając zaklęciem unieruchamiającym i mrużąc oczy, by odczytać
zmięte słowa.
—
Granger — zawołał — jest na zwolnieniu warunkowym… eee, Rogan Bulstrode, to
nasza ofiara. Przyszedł tu, żeby zobaczyć się ze swoim kuratorem.
—
Kto był jego kuratorem?
Malfoy
ponownie zmrużył oczy, próbując odczytać wyblakły atrament.
—
Wygląda na Shaylę Partridge.
—
Chyba mamy kogoś do przesłuchania.
~*~*~*~*~*~*~*~
—
Pani Partridge, dziękuję za przybycie.
Malfoy
obdarzył kobietę rozbrajającym uśmiechem.
—
O co chodzi?
Poruszyła
się niespokojnie w pokoju przesłuchań DPPC. Była starsza i wyglądała na
przeciętną pracownicę Ministerstwa. Siwiejące włosy nosiła związane w ciasny
kok, a na nosie miała okulary w rogowej oprawie, które ciągle się zsuwały.
Hermiona
nie rozpoznała kobiety ani jej nazwiska, a jej ministerialne akta osobowe nie
zawierały niczego istotnego. Kiedy wysłano jej wezwanie na przesłuchanie,
natychmiast odpowiedziała.
—
Rogan Bulstrode — powiedział Draco. — Nie wiem, czy zdaje sobie pani z tego
sprawę, ale znaleziono go martwego przed Ministerstwem jakąś godzinę temu.
Jej
oczy się rozszerzyły.
—
Kolejny?
Hermiona
skinęła głową i przemówiła:
—
Tak. Znaleźliśmy w jego kieszeni pergamin — potwierdzenie jego spotkania z panią.
Partridge
skinęła głową.
—
Zgadza się, miałam z nim rutynowe spotkanie.
—
Może nam pani powiedzieć, kiedy wyszedł? — zapytała Hermiona, uważnie
obserwując kobietę.
Ta
na chwilę zmarszczyła brwi, zanim odpowiedziała:
—
Może dziewięćdziesiąt minut temu?
Po
czym wzruszyła ramionami.
Hermiona
odwróciła się do Malfoya, który uśmiechał się w zamyśleniu. Zmarszczyła brwi,
rozważając tę nową informację; jeśli ta ofiara została otruta, co, biorąc pod uwagę podobieństwo do Carrowa, mieli
powody sądzić, że kuratorka jest za to odpowiedzialna, albo że okno czasowe
między otruciem a śmiercią było dłuższe, niż zakładali.
—
Jak to możliwe, że dwóch moich podopiecznych nie żyje? — mruknęła pod nosem
Partridge, przygryzając wargę.
Hermiona
szeroko otworzyła oczy. Chciała coś powiedzieć, ale Malfoy ją uprzedził.
—
Carrow był pani podopiecznym?
Kobieta
zamrugała, a jej twarz pobladła.
—
Tak. Założyłam, że wiecie. W odpowiedzi na wezwanie wysłałam wiadomość z prośbą
o informację.
Hermiona
spojrzała na Malfoya, a jej oczach wyraźnie malowało się niewypowiedziane
pytanie. Po chwili przełknęła ślinę, wracając wzrokiem do kuratorki.
—
Ma pani jakieś potwierdzenie wysłania tej wiadomości?
Partirdge
spojrzała na nich nieswojo.
—
Tak przypuszczam? Powinien być jakiś zapis w sekretariacie.
Hermiona
oniemiała. Kilka razy otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale za każdym razem
zabrakło jej słów. Ta kobieta stanowiła wyraźne
powiązanie między dwiema ofiarami; gdyby nie była tak szczera, stałaby się
główną podejrzaną.
—
Powinniśmy być w stanie to namierzyć — powiedział Malfoy, rzucając różdżką
szybkie zaklęcie. — Mogłaby nam pani powiedzieć, gdzie była w te dni?
Nad
stołem unosił się obraz pokazujący konkretne daty i godziny poprzednich ataków.
Hermiona
uważnie obserwowała kobietę, mając nadzieję, że dostrzeże oznaki paniki lub
dziwnego zachowania. Partridge przez chwilę wyglądała na zaniepokojoną, po czym
pokręciła głową, drapiąc się po włosach.
—
Przez cały luty byłam w mugolskim szpitalu.
Hermiona
zamrugała ze zdziwienia i ponownie spojrzała na kobietę, dostrzegając jej
wyjątkowo bladą cerę i głębokie cienie pod oczami.
—
Dziękuję — powiedziała. — Mogłaby nam pani podać nazwę szpitala, żebyśmy mogli
to potwierdzić? To tylko procedury.
Kobieta
nadal wydawała się zdenerwowana, ale odetchnęła i skinęła głową.
—
Szpital Królewski w Londynie. Może pani
się skontaktować z doktorem Haseebem Searsem.
Hermiona
spojrzała na Malfoya, lekko kiwając głową. Odchrząknął.
—
Dziękuję, pani Partridge. To wszystko.
Kobieta
westchnęła głośno i natychmiast wyszła. Hermiona pozostała na swoim miejscu,
kręcąc głową.
—
Wierzę jej.
Malfoy
wstał i zaczął chodzić po pokoju.
—
Ja też. Nie wyglądało na to, żeby kłamała… Powinniśmy być w stanie namierzyć tę
wiadomość może to potrwać kilka dni, ale jeśli uda nam się ustalić, czy ktoś
ingerował… — urwał, wyglądając na zaniepokojonego.
—
O co chodzi?
Zmarszczyła
brwi.
Pokręcił
głową.
—
Angelina kieruje grupą operacyjną, ale jestem pewien, że to nie ona.
Jego
głos zdradzał niepewność, a Hermiona zdała sobie sprawę, że dotarli do punktu,
w którym każdy jest podejrzany.
—
Dobrze, Malfoy — skinęła głową — sprawdźmy alibi Partridge i przejrzymy
wiadomości. Nie sądzę, żebyśmy musieli dzielić się tymi informacjami z kimkolwiek.
Malfoy
wyglądał na nieco zakłopotanego, ale zgodził się:
—
Dobrze. Powiem Potterowi, że pracujemy nad poszlakami.
—
Myślę też, że powinniśmy udać się do Aten. Mamy cztery zgony — odzyskanie
informacji zajmie kilka dni — i, jak sam powiedziałeś, wszystko, co dostajemy
od Ministerstwa, jest podejrzane. Myślę, że przeszukanie Jaskini byłoby lepszym
sposobem na spędzenie czasu niż siedzenie z założonymi rękami.
Malfoy
skinął głową.
—
Chyba masz rację.
~*~*~*~*~*~*~*~
Zorganizowanie
wszystkiego zajęło im kolejny dzień. Malfoyowi udało się zdobyć świstoklik z
prawdopodobnie wątpliwego źródła i przekonać Harry’ego, że w najlepszym
interesie śledztwa leży, by na jakiś czas zniknęli. Hermiona za pomocą Sieci
Fiuu weszła do mieszkania Malfoya, po raz pierwszy widząc, gdzie mieszka.
—
Ładnie — powiedziała, krytycznie mierząc wzrokiem liczne, skórzane meble.
Wzruszył
ramionami.
—
Chyba tak.
—
O co chodzi z tą skórą?
Naprawdę
nadawała mieszkaniu wygląd kawalerki.
Patrzył
obojętnie.
—
Pansy urządziła to mieszkanie; ja też nie mam co do tego żadnych zastrzeżeń.
Skinęła
głową, nagle czując się skrępowana, że znajduje się w mieszkaniu Draco Malfoya.
To było irracjonalne, wiedziała o tym; w końcu on przebywał u niej wiele razy.
Ale w tym było coś dziwnie intymnego.
—
Gotowa? — zapytał, wyrywając ją z zamyślenia.
Przyjrzała
mu się; miał na sobie spodnie bojówki, czarną koszulę i trampki — praktyczny
mugolski strój. Wciąż nie mogła uwierzyć, że widzi go w takim stanie — pomimo
wszystkiego, czego dowiedziała się o nim w ciągu ostatniego miesiąca.
—
Tak — zgodziła się, ściskając drugą stronę świstoklika, niewinnego patyka, i
zamknęła oczy, czując znajomy ucisk w żołądku.
Wylądowali
w zaułku ateńskiej enklawy czarodziejów. Hermiona wyprostowała się,
przyzwyczajając do nagłego ciepła i zbierając myśli. Była już kiedyś w Atenach
podczas swoich podróży, więc przejęła inicjatywę, ciągnąc Malfoya główną ulicą
do sklepu dla turystów.
Ateńska
enklawa była stara, z pewnością starsza od brytyjskiego odpowiednika. Budynki
były otoczone kolumnami i kamieniem, a czarownice i czarodzieje kręcili się po
nich w mugolskich strojach odpowiednich na wiosenny dzień.
Malfoy
rozglądał się z szeroko otwartymi oczami jak dziecko podróżujące po raz
pierwszy.
—
Nigdy tu nie byłeś? — zapytała Hermiona Malfoya.
Pokręcił
głową.
—
Nie podróżuję zbyt często.
Zmarszczyła
brwi.
—
Dlaczego?
Zawahał
się, przełknął ślinę, zanim odpowiedział:
—
Przekonałem się, że posiadanie rutyny jest kluczowe dla mojej trzeźwości, co
zazwyczaj nie wiąże się z włóczeniem się po świecie.
Nie
była specjalnie zaskoczona; rozumiała, że Malfoy potrzebował rygoru
Ministerstwa. Nadal uważała myśl o tkwieniu w jednym miejscu za nieco
niepokojącą.
—
Czy kiedykolwiek ci się to nudzi? Chciałbyś gdzieś pojechać lub porobić coś
innego?
Potarł
kark, rozglądając się po enklawie.
—
Może. Po moim ostatnim… nawrocie, chyba po prostu nie widziałem sensu w
podejmowaniu takiego ryzyka.
Skinęła
głową, kończąc serię pytań, ponieważ wyraźnie czuł się nieswojo.
—
Domyślam się, że ty sporo podróżujesz? — zapytał Malfoy.
—
Cóż… tak. Studiowałam na uniwersytecie we Francji i zdobyłam Mistrzostwo w
eliksirach w Niemczech. Kiedy pracowałam w aptekach Munro, mogłam sporo
podróżować, co było cudowne. Gdyby nie te korporacyjne drobiazgi, mogłabym
nadal tam pracować — wyszeptała.
Uniósł
brew.
—
Jestem zaskoczony, że wróciłaś do Londynu.
—
Hmm — kontynuowała z wymuszonym uśmiechem — chyba Anglia to mój dom, wiesz?
Przez
chwilę milczeli, idąc obok siebie po ciepłym bruku, ich dłonie lekko się
ocierały. Panował dziwny spokój.
—
Wiesz — powiedział nagle — chyba chciałbym
gdzieś pojechać.
—
Dobrze, Malfoy. Dokąd?
Spojrzał
na nią zamyślony.
—
Nie wiem. Ty mi powiedz.
Odwzajemniła
jego spojrzenie, figlarnie przygryzając wargę.
—
Byłeś w Kapsztadzie? — Kiedy obrzucił ją protekcjonalnym spojrzeniem,
kontynuowała: — No tak, oczywiście, nigdzie nie byłeś. Kapsztad to jedno z
moich ulubionych miejsc. Są tam plaże i góry. I jest takie miejsce, gdzie
Atlantyk spotyka się z Pacyfikiem. Zapiera dech w piersiach.
Uśmiechnęła
się na wspomnienie, czując widmo bryzy na czole.
—
To chyba daleko — mruknął, marszcząc brwi.
Wzruszyła
ramionami, prowadząc go do sklepu dla turystów.
—
Niektóre rzeczy są tego warte.
—
Dzień dobry — przywitał ich uprzejmie mężczyzna za ladą.
Hermiona
rzuciła na siebie zaklęcie tłumaczące, po czym odpowiedziała:
—
Dzień dobry. Mamy nadzieję, że znajdziemy przewodnika, który zaprowadzi nas do
magicznego wejścia do Jaskini Daveliego.
Wyraz
twarzy mężczyzny natychmiast się zmienił, a w jego oczach pojawiła się nieufność.
—
Jestem pewien, że jest wiele innych atrakcji, które wolelibyście zobaczyć.
Hermiona
spojrzała przelotnie na Malfoya, po czym ponownie skupiła uwagę na sprzedawcy.
—
Niestety, nie ma. Przybyliśmy tu, by zobaczyć Jaskinię.
Pokręcił
głową.
—
Nie mogę was z czystym sumieniem tam zabrać.
—
Zapłacimy ci, ile zażądasz — wtrącił Malfoy.
Mężczyzna
zaśmiał się beznamiętnie.
—
Nie chodzi o pieniądze — nie chcę być odpowiedzialny za waszą śmierć.
—
A co, jeśli obiecamy, że nie umrzemy? — zasugerowała bezczelnym tonem Hermiona.
Uśmiechnął
się do niej ironicznie.
—
Wszyscy, którzy wędrują do Jaskini, umierają.
—
Ale słyszeliśmy, że jest ktoś, kto nie umarł.
Przyjrzała
się mężczyźnie uważnie, ciekawa, czy zdaje sobie sprawę z plotek.
—
To tylko legenda. Nie dajcie się zwieść.
Machnął
ręką.
—
Proszę pana — Hermiona zrobiła krok naprzód, patrząc mężczyźnie w oczy —
pójdziemy do Jaskini. Wiem, że trudno ją znaleźć, jeśli się nie wie, gdzie się
znajduje. Więc albo zapłacimy za pana pomoc i obiecuję, że żadna z naszych rodzin
nie obarczy pana odpowiedzialnością za naszą śmierć, albo zginiemy w trakcie
wyprawy. I wszystko pójdzie na marne. Proszę — rozumiemy ryzyko, jakie
podejmujemy, ale i tak to zrobimy.
Przyjrzał
im się od góry do dołu, jakby próbował ocenić autentyczność ich zapewnień.
—
Zabiorę was, ale musicie podpisać tę umowę.
Mężczyzna
machnął różdżką, odsłaniając kawałek pergaminu, na którym dużymi, pogrubionymi
literami napisano: „PODRÓŻUJ Z DYMITREM”
NIE BĘDZIE POCIĄGNIĘTE DO ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA NIEUCHRONNĄ ŚMIERĆ. To było…
dość niepokojące, ale i tak to zrobili. Po uzgodnieniu ceny, Dymitr zamknął
sklep i zabrał ich na tyły do jeepa.
Malfoy
spojrzał z zaciekawieniem na samochód, a Dymitr wyjaśnił:
—
Miejsce, do którego jedziemy, jest chronione przed teleportacją i innymi
formami magicznego transportu. Zabiorę was tam i wrócę po was dziś wieczorem.
Jeśli was nie będzie w wyznaczonym miejscu, spróbuję jutro… ale nic poza tym.
Biorąc
pod uwagę pewność mężczyzny, że rzeczywiście umrą, Hermiona była bardzo
wdzięczna, że w ogóle zgodził się ich zawieść.
—
Widzisz, Malfoy — uśmiechnęła się, siedząc po lewej stronie — podróżowanie jest
fajne.
—
Tak, Granger — odparł beznamiętnie.
To
była wyboista, dwugodzinna jazda z dala od głównych dróg. Gdy Hermiona i Malfoy
pokonywali ostatnie metry do złowieszczej jaskini, Draco zażartował:
—
Ostatnia szansa, żeby się wycofać.
Uśmiechnęła
się do niego.
—
Nigdy.
__________
Witajcie :) w piątkowy wieczór zapraszam na dwa nowe rozdziały tłumaczenia. Początkowo planowałam jutro opublikować wszystkie, ale te są już gotowe, a jestem w trakcie oglądania Ceremonii Otwarcia Igrzysk Olimpijskich i ciężko jest się skupić na tłumaczeniu. Ale bez obaw, jutro wieczorem opublikuję dwa ostatnie rozdziały pierwszego tomu tej trylogii.
Akcja wreszcie się rozwija i teraz czas na najlepsze. Dajcie znać jak wrażenia po tym rozdziale. Zapraszam od razu na kolejny. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)