poniedziałek, 6 kwietnia 2026

[T] To, co jest między nami: Powszechnie znana prawda

Październik 2004

 

Hermiona obudziła się, czując cudowny zapach kawy i bułeczek. Wtulona w łóżko Draco, nie miała ochoty się ruszyć, lecz aromat był zbyt kuszący, by mogła się oprzeć. Otworzyła zaspane oczy i ze zdziwieniem zobaczyła go obok siebie, opartego o wezgłowie łóżka z książką w dłoni.

— Dzień dobry, kochanie — mruknął, nie odrywając wzroku od tekstu.

Westchnęła głęboko, wtulając się głębiej w poduszki. Czy wszystkie zagarnęła dla siebie? Z pewnością. Wyciągnęła rękę, by musnąć męskie ramię i poczuła pod palcami gęsią skórkę.

— Dobrze spałaś? — zapytał.

Tylko mruknęła w odpowiedzi. Spała dobrze. Szczerze mówiąc, nigdy nie spała tak dobrze. Żadnych koszmarów, żadnych słów, nic. Oczywiście pomagało jej to, że była wyczerpana fizycznie i emocjonalnie po poprzedniej nocy — straciła rachubę, ile orgazmów przeżyła, ale pamiętała, że ostatni bolał.

— Zrobiłem ci kawę — powiedział i przewrócił stronę. — Jest na szafce nocnej obok ciebie.

Hermiona pozwoliła sobie na jeszcze kilka minut lenistwa, otulona miękką pościelą, zanim poruszyła się i usiadła. Jej ciało było ciężkie i ospałe, ale mimo wszystko czuła się… cóż, zadowolona. Nie odważyła się na szczęście, ponieważ jedną rzecz pamiętała wyjątkowo wyraźnie z poprzedniego wieczoru: chciał, żeby zastanowiła się nad swoimi ograniczeniami w ich relacji i nad tym, czego od niego chciała. Mogła to zinterpretować jedynie jako oczekiwane od niego zaangażowanie emocjonalne. Dlatego nie mogła twierdzić, że jest szczęśliwa, ponieważ otworzyłoby to wrota do uczuć, których żadne z nich nie było pewne.

Wyraźnie pamiętała też, jak oznajmił, że „nie ma nic przeciwko” idei ich prawdziwego związku i choć ten strzępek informacji napełnił ją dziwnym poczuciem nadziei, jednocześnie wzbudził w niej niepokój. To, że nie był przeciwny, nie oznaczało, że jest za. W rzeczywistości, opisując ich układ, powiedział, że „może być całkowicie prywatny, oddzielony od naszego życia towarzyskiego”. Oczywiście, nie chciał, aby ich związek został upubliczniony; on był Malfoyem, a ona mugolaczką. Co powiedziałaby Narcyza? Czy Lucjusz Malfoy umarłby z przerażenia w swojej celi w Azkabanie? Co powiedziałaby każda singielka czystej krwi w wieku od osiemnastu do trzydziestu lat, gdyby związał się z nią jeden z najbardziej rozchwytywanych kawalerów w Wielkiej Brytanii? Ale co to właśnie znaczyło, że nie jest „przeciwko” czemuś? Czy był wobec tego obojętny? Czy to oznaczało, że nie umrze z upokorzenia, jeśli przypadkowo się zakochają?

Nieświadomie przygryzła policzek. Zakochanie się w Draco Malfoyu było pomysłem, którego nigdy tak naprawdę nie odważyła się rozważać. W Hogwarcie był dla niej tak niedostępny jak królowa Anglii, a później — cóż, aż do niedawna — lubiła tylko na niego patrzeć i może od czasu do czasu fantazjować na jego temat.

Ale od tamtej pierwszej nocy w Taczce w jej wnętrzu szalała burza uczuć, które trudno jej było zidentyfikować. Czy to było zauroczenie? Czy była w nim zakochana, czy to po prostu silne, mylące emocje po intensywnym i wstrząsającym seksie? To  był klucz — nie liczył się tylko seks. Chodziło o niego, a zeszłej nocy to zauważył i wyleczył jej najgorszą ranę.

On to widział. Nie Harry, nie Ginny, nie Ron, ale Draco Malfoy. Chłopak, który doprowadzał ją do płaczu w szkole więcej razy, niż mogła zliczyć. Chłopak, który rzucił urok na jej wystające zęby, który wyzywał ją okropnymi obelgami i sprawiał, że czuła się bezwartościowa. Chłopak, który przyjął Mroczny Znak. Chłopak, który wpuścił Śmierciożerców do szkoły. Chłopak, który rozpoczął Wojnę.

To on zauważył, jak bardzo była samotna.

Ale z nim nie czuła samotności.

— Granger. — Ostrzegawczy ton sprawił, że spojrzała na niego pytająco. Nie patrzył na nią, ale wciąż się uśmiechał. — Prawie słyszę trybiki kręcące się w twojej głowie. Co cię gryzie? — W końcu zwrócił na nią swoje uderzające spojrzenie i poczuła, jak jej policzki się rumienią. — Nie mów mi, że pierwszą rzeczą, jaką robisz rano, jest nadmierne rozmyślanie?

Hermiona założyła kosmyk włosów za ucho i wzruszyła ramionami.

— Mam dużo na głowie.

Westchnął i uniósł brew. Kiwając głową za nią, powiedział:

— Może napijesz się kawy i zjesz jedną z pysznych bułeczek Poppy?

— Poppy tu była?

— Była. — Draco skinął głową. — Powiedziałem jej, że wczoraj miałaś dość ciężki wieczór, więc zrobiła ci trzy różne rodzaje dżemu do kremu. Chyba jagodowy, malinowy i truskawkowy.

Mrugnęła do niego oszołomiona.

— Nie musiała tego robić.

— Wie o tym — mruknął żartobliwie.

Wyprostowała się i zmarszczyła brwi.

— Która godzina?

— Już prawie popołudnie — powiedział Draco i włożył porządną zakładkę do książki, po czym ją odłożył, co wyglądało o wiele atrakcyjniej, niż powinno. Ron zawsze zaginał rogi tych kilku książek, które akurat czytał — wszystkie o Quidditchu, oczywiście. Draco był ostrożny, uważny. — Spałaś jak zabita.

— Och. — Hermiona odgarnęła włosy na bok. — Przepraszam. Powinnam iść do domu.

— Dlaczego? Spieszysz się?

— Nie, ale… — Przygryzła wargę. — A co z Krzywołapem? Nie jadł od wczoraj rano!

— Nie martw się. — Uśmiechnął się i sięgnął po kubek kawy po swojej stronie łóżka. — Nakarmiłem twoją pomarańczową bestię dziś rano.

Mrugnęła do niego z niedowierzaniem.

Ty?

Draco uniósł brwi i skinął głową, upijając łyk.

— Nie sądzę, żeby był szczególnie zadowolony na mój widok, ale jego zachowanie zmieniło się diametralnie, gdy zdał sobie sprawę, że przyniosłem prezenty.

— Ale… ale ty nawet nie wiesz, gdzie trzymam karmę dla kota!

— Owszem, nie wiem — skinął głową — dlatego kupiłem mały zapas. Uważaj, może zacząć oczekiwać czegoś bardziej wymyślnego niż to, co mu dawałaś.

Hermiona gapiła się na niego. Sam fakt, że pomyślał o nakarmieniu jej kota, był… cóż, właśnie taki, który ściskał jej serce. Ron nigdy by czegoś takiego nie zrobił. Nienawidził Krzywołapa i słyszała kiedyś, jak mówił: „Nie martw się, Miona. To kot! Nie umrze, jeśli nie dostanie jedzenia przez jeden wieczór”.

Draco jednak powiedział:

— Słyszałam, że pół-kuguary to całkiem inteligentne stworzenia. Skoro masz go od trzeciego roku, to musi uważać cię za godną zaufania, Granger. I mrugnął do mnie powoli, kiedy dałem mu tuńczyka i zapewniłem go, że się tobą opiekuję, więc myślę, że przynajmniej mnie toleruje.

Hermiona była wręcz oszołomiona, a serce waliło jej jak młotem.

— Więc — mamrotał miękko Draco — nie musisz się o niego martwić. Czy jest coś jeszcze, na co się spóźniasz? Jakieś plany na dziś?

Przełknęła ślinę i słabo pokręciła głową.

— Dobrze — mruknął żartobliwie. — Więc będę mógł mieć ciebie całą dla siebie.

Brzuch jej lekko zatrzepotał, a policzki poczerwieniały.

— I… i co masz na myśli?

— No cóż — powiedział i zapadł się głębiej w materac, bliżej niej — po pierwsze chciałbym zobaczyć, jak zjesz brunch, a potem, jeśli nie masz nic przeciwko, chciałbym się nauczyć, jak nie pisać wielkimi literami na telefonie. Wygląda to tak… średniowiecznie.

Hermiona uśmiechnęła się szeroko.

— Myślę, że da się to załatwić.

Draco uśmiechnął się krzywo i pochylił, by pocałować ją w usta.

— Grzeczna dziewczynka.

Zachichotała, przygryzając wargę.

— Dziękuję, mój lordzie. — Na jego krzywy uśmiech zmrużyła oczy. — Dlaczego chcesz, żebym cię tak nazywała? Myślałam, że to, nie wiem, temat wrażliwy?

Wzruszył ramionami.

— Dlaczego pozwalasz mi nazywać siebie szlamą?

Oblizała wargi i przełknęła ślinę.

— Odbierasz swój tytuł z powrotem?

— Szczerze mówiąc, to nigdy nie był mój — zaczął Draco. — Mój ojciec nawet nie jest lordem. Byliśmy, kiedyś, wieki temu, ale straciliśmy wszelkie tytuły wraz z wejściem w życie Ustawy o Tajności. — Wziął głęboki oddech i uniósł brwi. — Jeśli jest coś, czego mój ojciec nie mógł znieść to fakt, że musieliśmy nazywać Czarnego Pana naszym panem. Nigdy nie był szlachcicem — zadrwił. — Nie miał nawet czystej krwi. Mimo to musieliśmy się płaszczyć, a ci, którzy tego nie robili… cóż…

Zmarszczyła brwi, przybliżając się.

Draco westchnął.

— Kiedy wprowadzano mnie do świata Śmierciożerców, obiecano mi wielkość. Mojej rodzinie obiecano wspaniałe rzeczy. Znów będziemy lordami, gdy zapanuje właściwy porządek, powiedział nam Czarny Pan. — Zaśmiał się beznamiętnie. — To oczywiście nigdy się nie wydarzyło i nie obchodzi mnie to. Nie potrzebuję tytułu. Nigdy go nie potrzebowałem, nawet wtedy, nawet gdybym go chciał. — Spojrzał na nią, a jego wzrok powędrował na jej usta. — Chociaż brzmi uwodzicielsko i potężnie, a wydobywający się z twoich ust sprawia, że brzmi jeszcze lepiej.

Uśmiechnął się psotnie i pocałował ją w skroń.

— A teraz bądź grzeczną dziewczynką i zjedz brunch.

— Tak, mój panie.

Hermiona rozpromieniła się, sięgając po kawę i pyszne bułeczki stojące przy jej łóżku. Draco wyczarował tacę, która zawisła tuż nad ich kolanami, i wdali się w rozmowę o najlepszych rodzajach kawy i o tym, czy herbata rzeczywiście jest lepsza, czy też Anglicy się mylą.

Bułeczki Poppy były maślane i pyszne jak zawsze, a małe, porcelanowe filiżanki z różnymi dżemami sprawiły, że Hermionę zabolało serce. Odwróciła wzrok, pytając go, jaką książkę czyta, a on podał jej egzemplarz klasycznej powieści czarodziejskiego autora, którego miała na swojej liście twórczości do przeczytania.

Od tego momentu rozmowa przerodziła się w dość ożywioną debatę na temat różnych książek, które oboje przeczytali, i choć Hermiona spodziewała się, że będzie raczej czytelnikiem literatury faktu, okazał się zapalonym miłośnikiem literatury pięknej. Przyznał nawet, że woli autorów mugolskich od czarodziejskich.

— To pewnie przez tragedię mugolskiego życia — powiedział wyniośle, co sprawiło, że Hermiona parsknęła śmiechem, ale kiedy jego uśmieszek podsunął jej myśl, powiedział że to żart, roześmiała się.

Dziwnie było prowadzić swobodną, a zarazem wciągającą rozmowę na temat, który lubiła — nie Quidditch, nie ratowanie świata, nie czarnoksiężnicy, ale książki. Czuła się zawstydzona z tego powodu, co z kolei ją martwiło.

Musiała pamiętać o swoich granicach, być może bardziej przed sobą niż przed nim. Ale sposób, w jaki na nią patrzył, jak jego oczy ciemniały im dłużej się w nią wpatrywał, i jak jego wzrok opadał na jej usta, jakby chciał je pożreć… to wszystko rozpalało jej wnętrzności.

Nie była pewna, kto po kogo sięga, ale wkrótce leżeli na łóżku, całując się namiętnie. W jednej chwili znalazł się na niej, przygniatając ją do materaca i zanurzając się między jej nogami. Lizał jej szyję, dotykał skórę i skubał zębami. Hermiona westchnęła cicho, wiedząc, że jego pieszczoty pozostawią gniewny ślad, który będzie musiała później zakryć — ale nie dbała o to.

Po tym naparł na jej ciało z pełną determinacją. Naciągając zieloną koszulkę do Quidditcha na jej spiczaste piersi, ugniatał i ssał, ale to nie był jego cel. Nie, jego celem było rozłączenie jej nóg, gdzie jego pocałunki pozostawiły ją wilgotną i spragnioną uwagi.

To był trzeci raz w ciągu niecałych dwudziestu czterech godzin, kiedy zdjął jej majtki, ale nie narzekała. Nie, kiedy jego język robił z nią tak cudowne rzeczy.

Trzymał palce z dala od jej obolałego wejścia, skupiając się na łechtaczce. Sposób, w jaki się poruszał, sposób, w jaki brzmiał, sprawił, że pomyślała, że może — tylko może — sprawiało mu to tyle samo przyjemności, co jej.

Orgazm, który jej ofiarował, był rozkoszny. Nie tak silny jak ten, który miała poprzedniej nocy, ale wciąż całkowicie satysfakcjonujący. Był słodki, intymny i miłosierny dla jej obolałych mięśni.

Jej dłonie znajdowały się w jego włosach, głaszcząc je i pieszcząc, a kiedy pocałunkami wędrował w górę jej ciała, pozwoliła dłoniom opaść na jego ramiona, czując mięśnie, siłę.

— Smakujesz jak pieprzony sen, Hermiono — szepnął w jej usta, a ona zachichotała.

Znów się pocałowali, języki mieli splecione w zmysłowym tańcu, a kiedy ocierał się o nią biodrami, poczuła jego stwardniałego kutasa muskającego jej cipkę.

— Draco — szepnęła mu w usta — czy mogę… czy… — Przełknęła ślinę. — Czy mogę się odwdzięczyć?

— Panno Granger — zanucił Draco głosem, który zacisnął w niej wszystkie mięśnie. — Pytasz, czy możesz mi obciągnąć?

— Mój panie — mruknęła cicho — wolałbyś, żebym cię błagała?

Jego oczy pociemniały.

— Tak, chyba bym tak wolał.

Hermiona wyszeptała:

— Proszę, panie, pozwól mi cię posmakować. Proszę.

Mruknął, pocałował ją i przewrócił na plecy.

— Skoro tak ładnie prosisz, kochanie.

Hermiona szybko uklękła, a między jej nogami było mnóstwo śliny. Zawahała się na chwilę, patrząc na niego, a jej żołądek zacisnął się na widok zarysu jego podniecenia. Przełknęła ślinę, serce zabiło jej mocniej. Niepewnie wyciągnęła rękę, która zawisła nad wybrzuszeniem z przodu jego spodni dresowych. Draco włożył rękę za głowę i wygodnie się ułożył.

Ostatnim razem trzymał lejce i to dosłownie. Teraz będzie musiała zrobić to sama.

— No dalej — powiedział łagodnym, ale surowym głosem. — Wyjmuj go i weź w dłoń.

Hermiona powoli gładziła jego ciało ponad materiałem, a on jęknął z rozkoszą. Powoli obrysowała jego kształt; mimo że widziała go już kilka razy, wciąż była pod wrażeniem jego wielkości. Ostrożnie pociągnęła pasem w dół, pozwalając jego kutasowi wyskoczyć. Dotykał brzucha, gruby i długi, a złote loki lśniły w świetle wpadającym przez okno. Lekkimi jak piórko palcami dotknęła go, na co drgnął pod nią. Miękka skóra jego penisa zadrżała, a jądra napięły się, gdy ich dotknęła.

Westchnęła cicho, zafascynowana, że jej dotyk, choć skromny, mógł na niego tak oddziaływać. Poczuła się dziwnie potężna i pochyliła się, by pozwolić językowi pieścić całą długość, aż po spuchniętą główkę.

— Przepięknie, kochanie. Weź go do ust — zanucił.

To był rozkaz; rozpoznała, jak jego głos zniżył się do tonu ostatecznego, i poczuła w sobie coś przyciągającego, coś, co nie było ani obce, ani niechciane, ale uczucie, którego wcześniej tak naprawdę nie rozpoznała. Chciała go posłuchać. Chciała sprawić mu przyjemność.

Kiedy jej język po raz drugi zakręcił się wokół jego kutasa, objęła go ustami i opuściła się na całą długość. Draco ponownie jęknął, a dłoń wślizgnęła się w jej włosy, mocno chwytając. Hermiona jęczała, zasysając policzki i spijając wilgoć. Z lekkim pociągnięciem jego dłoni, gestem bardziej przypominającym skinienie niż rozkaz, zaczęła poruszać się w górę i w dół. Trafił ją w gardło zbyt szybko, a ona z trudem powstrzymywała się, by go nie wypluć.

— Rozluźnij szczękę — poinstruował tak jak za pierwszym razem, tygodnie temu.

Hermiona odsunęła się, by wziąć głęboki oddech, zanim znów wzięła go na język, a jego pewna dłoń powoli wpychała ją dalej. Chciało jej się wymiotować, ale uczucie jego pulsowania w ustach zmotywowało ją do dalszego pchania.

Umysł ponad materią, pomyślała, zatapiając się wokół niego głębiej. Draco masował jej skórę głowy, jego brzuch się zaciskał, a kiedy Hermiona uniosła się, by zaczerpnąć powietrza, poczuła przytłaczające poczucie spełnienia. Draco Malfoy miał potężnego kutasa i w tym momencie czuła, że jest na dobrej drodze, by go zdobyć.

Zacisnęła na nim pięść, masując go i głaszcząc, pompując namiętnie, a jednocześnie pozwalając językowi krążyć wokół główki. Wilgoć sączyła się z niego, a ona smakowała go z energią. Lekko słony, piżmowy, ale w większości nieszkodliwy — i nieskazitelnie jego.

Jej działania sprawiły, że ciężko oddychał, a dłoń w jej włosach się zacisnęła. Hermiona widziała, jak mięśnie jego brzucha napinają się, gdy stęknął, trzymając jej głowę w stalowym imadle, eksplodując w jej ustach i gardle.

Hermiona zakrztusiła się z szoku i nie miała innego wyjścia, jak wszystko połknąć. Lepka wydzielina z łatwością spłynęła jej do gardła, a lśniący sznurek połączył jej usta z jego kutasem, gdy odsunęła się, łapiąc powietrze.

— Taka grzeczna dziewczynka — stęknął, pieszcząc jej loki.

Hermiona uśmiechnęła się do niego i otarła trochę jego spermy z ust.

— Chodź tu, lisico — warknął i przyciągnął ją do siebie. Pocałował ją mocno, wślizgując język do jej ust z dziką determinacją, tłumiąc jej westchnienie. Oblizał jej wargę, odsuwając się i obdarzając ją tym swoim niebezpiecznym uśmieszkiem. — Nie planowałem tego dzisiaj.

— Więc co miałeś na myśli? — Hermiona zachichotała. — Jeśli nie seks, to co? Nie spodziewasz się, że nauczenie się niepisania drukowanymi literami zajmie ci cały dzień, prawda?

Uniósł brwi z rozbawieniem.

— Hermiono Granger, czy jestem dla ciebie tylko przedmiotem?

Przewróciła oczami i położyła się obok niego.

— Czasami naprawdę jesteś nie do zniesienia.

— Cieszę się, że nie postrzegasz mnie jako zupełnie innej osoby — zaśmiał się i wcisnął się z powrotem w dres.

Spojrzała na niego, dostrzegła ciepłe zadowolenie i iskierkę radości w jego oczach i szybko odwróciła wzrok. Wyglądał zbyt zachęcająco, by bezpiecznie było na niego patrzeć.

— Więc, ośmielę się zapytać, dlaczego chcesz mieć mnie tylko dla siebie, ale bez seksu?

Podparł się na łokciu i odwrócił do niej.

— Miałaś ciężki wieczór — rzekł i zmarszczył brwi. — Zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. Chcę się upewnić, że czujesz się na tyle dobrze, by być sama.

— Czuję się dobrze — powiedziała Hermiona i przygryzła wargę.

Draco wyciągnął do niej rękę i delikatnie przeczesał palcami jej loki.

— To dobrze, ale to, co robiliśmy razem, może spowodować, że emocje eksplodują później. Poczucie winy, smutek, strach, niepokój — to, co robimy w tych scenach, jest wymagające. Kiedy dym się rozwieje i cała adrenalina opadnie, możesz czuć się przygnębiona i niespokojna. Dlatego chcę dziś czuwać i upewnić się, że wszystko z tobą w porządku.

— Doświadczyłeś kiedyś czegoś takiego?

Poruszył szczęką.

— Owszem, gdy po raz pierwszy się w to wkręciłem.

— We Francji? Czy to tam wkręciłeś się w… no cóż, w to?

Zaśmiał się i delikatnie pomasował jej płatek ucha.

— Tak, we Francji.

— Opowiesz mi o tym? — zapytała.

Westchnął, podciągnął się do pozycji siedzącej i oparł o wezgłowie łóżka.

— Właśnie wyszedłem z Azkabanu. Byłem bardzo spragniony po dwóch latach bez seksu i pewnego wieczoru, gdy piłem, poznałem czarownicę. Zaczęliśmy rozmawiać, a ona dostrzegła moją potrzebę kontroli. A raczej potrzebę powierzenia jej kontroli. I moje upodobanie do, cóż, nieco niekonwencjonalnego seksu.

Uśmiechnął się do niej łobuzersko.

Hermiona prychnęła lekko, gdy pomyślała, że to zamknie usta Ginny. Niekonwencjonalność i nietypowość niczym się od siebie nie różniły.

— Nazywała się Lady Lunette i była francuską maîtresse. Miała duże doświadczenie i niejako wzięła mnie pod swoje skrzydła, a ja wiele się od niej nauczyłem, o sobie, o tym…

Przywołał wciąż ciepłą kawę z szafki nocnej.

Hermiona poruszyła się obok niego.

— Więc kim byłeś? Nauczyłeś się dominacji?

Prychnął.

— Można tak powiedzieć. Świetnie się razem bawiliśmy, a ona nauczyła mnie, jak być dobrym panem. — Westchnął i upił łyk kawy. — Moja pierwsza scena bez niej w pokoju była, cóż, w pewnym sensie, przełomowa dla mnie. Miałam pełną kontrolę, byłem w pełni świadomy i sprawiłem, że czuła się dobrze i wyjątkowo, mimo że scena była dość intensywna. Była piękna. To był haj, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Ale nie potrzebowała aż tak dużo opieki po sesji. Najwyraźniej była o wiele bardziej doświadczona ode mnie i wyszła jakieś pół godziny później po tym, jak skończyliśmy. Myślałem, że wszystko w porządku, ale zacząłem tracić kontrolę.

Hermiona milczała. Ledwo oddychała. Patrzyła tylko na niego, a serce bolało ją z żalu. Rzadko się zdarzało, żeby tak się otworzył.

— Dlaczego? — wyszeptała.

Popijał dalej kawę, choć wyraźnie niespokojny.

— Bałem się, że ją skrzywdzę. Wątpiłem w siebie, w moją moralność. Lady Lunette zawsze mówiła mi, jeśli zrobiłem coś złego — nadzorowała, jeśli wolisz — ale jej nie było, więc mogłem się opierać tylko na własnym osądzie. Ale nie wiedziałem. Mieliśmy umowę, podpisaliśmy dokumenty, wymieniliśmy się preferencjami, ale po prostu nie wiedziałem. Czy przekroczyłem jakąś granicę? Czy w ogóle wiedziałem, z jakiego była rodu? Czy byłem lepszy od innych Śmierciożerców? Czy zostałem za bardzo ukształtowany przez ciotkę i wuja? Czy byłem po prostu sadystą? — Zaśmiał się ponuro. — Na pewno pomyślałem, że coś jest ze mną nie tak, skoro czerpię przyjemność z chłostania kobiety do łez. — Przełknął ślinę, a jego gardło wyraźnie podskoczyło. — Zamknąłem się w sobie i używałem oklumencji. Byłem całkowicie odrętwiały przez niecałe dwa tygodnie, zanim odważyłem się zacząć przetwarzać te emocje.

Hermionie ścisnęło się gardło i delikatnie położyła dłoń na jego dłoni.

— To było za obopólną zgodą, Draco.

— Wiem. — Skinął głową i obdarzył ją tragicznie uroczym uśmiechem. — Ale widzisz, ten przypływ mocy, który moim zdaniem w innych okolicznościach byłby uważany za niebezpieczny, niestabilny, i chociaż wkraczamy w magiczny krąg, który oddziela scenę od naszego codziennego życia, wciąż krwawi. Emocje się przelewają. Lęki, niepokój… Miałem maîtresse, kiedy zacząłem to robić na poważnie, i wystarczyło kilka zadrapań, żeby moje mury się zawaliły. Wątpiłem w siebie, myśląc, że jestem tak zły, jak wszyscy mówili. Jak mógłbym nie być, skoro czerpię przyjemność z ranienia ludzi? — Prychnął, przełknął ślinę i po chwili milczenia kontynuował: — Utrzymywała mnie na powierzchni, pomagając mi uporać się z wieloma rzeczami z przeszłości, z którymi wcześniej nie miałem do czynienia. Wczoraj poddałaś się dość surowo, po raz pierwszy doznając prawdziwej kary cielesnej. Co więcej, sięgnęłaś głęboko w siebie, zdzierając skórę z pancerza. — Ujął jej twarz w dłonie i nachylił się bliżej, jego oddech był ciepły na jej ustach. — Jestem z ciebie taki dumny, Hermiono, i chcę się upewnić, że dojdziesz do siebie. A jeśli tobie się to uda, to mnie też.

Przełknęła ślinę, a jej serce pędziło. To wszystko było takie… rozczulające — i tak bardzo niebezpieczne. Zmarszczyła brwi.

— Więc po prostu… będziesz mnie obserwować cały dzień?

— Możemy rozmawiać, czytać razem książki, spacerować, wziąć kąpiel — oznajmił i wzruszył ramionami. — Cokolwiek chcesz zrobić, kiedy pragniesz poczuć się spokojnie, bezpiecznie i szczęśliwie.

Hermiona uniosła brwi.

— Czy zechciałbyś może kontynuować oglądanie ze mną Dumy i uprzedzenia?

Draco uśmiechnął się — i o, Boże, ten uśmiech! — pochylił się, by musnąć jej usta swoimi.

— Cóż, zastanawiałem się, co się teraz stanie, gdy Elizabeth i Jane opuściły Netherfeld.

To, że pamiętał, jak skończył się pierwszy odcinek, było niesamowicie seksowne. Uległa i pocałowała go namiętnie.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Draco Malfoy nie był słabym uczniem, gdy miał motywację. Nauka pisania małymi literami przyszła mu z łatwością, gdy zauważył, o ile bardziej „atrakcyjny” był tekst na ekranie.

— Nie mogę wysyłać niegrzecznych wiadomości drukowanymi literami — zażartował, gdy Hermiona uniosła brew. — To byłoby jak próba uwiedzenia cię wyjcami.

To ją rozbawiło i nawet mogła się z nim zgodzić. Po kilku testowych wiadomościach, w jednej z nich napisał Twoje cycki wyglądają fantastycznie w mojej koszulce, Granger, dała mu W za wybitne osiągnięcie i pocałunek w nagrodę. Dzień chylił się ku popołudniu, gdy wyszli z kominka w mieszkaniu Hermiony.

Łomot dochodzący z sypialni, a następnie ciche miauczenie w rytm tupotu łap, dały im znać, że Krzywołap się cieszy z powrotu Hermiony. Zawahał się na widok Draco, ale to nie zniechęciło kota. Z puszystym ogonem w górze, delikatnie otarł się o jej nogę. Wzięła go w ramiona i pocałowała puchaty łeb.

Draco wstawił wodę, podczas gdy Hermiona włączyła telewizor. Narzekał na jej głupią herbatę w torebkach, ale i tak ją wypił, i objął ramieniem, gdy się w niego wtuliła.

Pomimo dziwnej łatwości, z jaką łączyli się z sobą w organicznym rytmie, nie potrafiła się całkowicie zrelaksować. Musiała sobie nieustannie przypominać, że to nieprawda; on tylko dbał o to, żeby nie popadła w melancholię po spędzonej razem nocy. Poza tym, i tak było to zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe. Na pewno, pomyślała, gdyby byli parą, nie byłby tak troskliwy. Może na początku by tak było. Potem zdarzałoby się to coraz rzadziej, aż chwile takie jak ta, kiedy siedzieli zwinięci w kłębek przed telewizorem, oglądając jej ulubiony serial, stałyby się rzadkością.

Kłóciliby się, gdy faza miesiąca miodowego dobiegłaby końca. Ona nazywałaby go samolubnym i aroganckim, a on ją irytującą i rozdrażnioną. Oczywiście uprawialiby wspaniały seks na zgodę, ale uczucie to znikałoby następnego dnia. Denerwowałby ją sposób, w jaki przeżuwałby jedzenie, albo to, jak ciągle marszczyłby brwi, gdy nie byłby w pełni zadowolony, a on krytykowałby jej bałaganiarstwo i gotowanie.

W końcu miałby dość jej tendencji do tłumienia wszystkiego w sobie, a na pewno miałby dość jej płaczu po każdej brutalnej scenie, jakiej się oddawali. W końcu żałowałby, że kiedykolwiek jej powiedział, że może udźwignąć ten ciężar, bo nie chciał go dźwigać. Miał swój własny ciężar, jak wszyscy inni, którzy walczyli w tej cholernej wojnie, a ona miałaby dość jego ciągłego ukrywania się, żeby mieć wszystko pod kontrolą.

Zerwałby z nią dzień przed świętami, na przykład przed Bożym Narodzeniem, albo przed jej urodzinami, bo po prostu nie miałby siły, żeby przeżywać z nią taką okazję, i zostawiłby ją kompletnie załamaną, niezdolną do poskładania kawałków, bo ułożył je w układankę, którą tylko on mógł rozwiązać.

Ścisnęło ją w żołądku na samą myśl. Poczuła zimny pot na karku i nawet nie patrzyła już na telewizor. Serce biło szybko w jej piersi i poczuła mdłości. Delikatnie się od niego odsunęła, próbując złapać równowagę.

— Wszystko w porządku, Hermiono? — zapytał cicho Draco.

Przełknęła ślinę i skinęła głową.

— Tak — odpowiedziała potulnie. — Nic mi nie jest.

— Nie wydaje mi się — mruknął i odwrócił się do niej.

Byli w trakcie drugiego odcinka i właśnie leciała jedna z ulubionych scen Hermiony, ale nie mogła jej nawet oglądać. Łzy napłynęły jej do oczu, zanim zdążyła je powstrzymać, i schowała twarz w dłoniach.

Draco posadził ją na swoich kolanach i mocno przytulił, gdy szlochała. Pomimo przytłaczającego poczucia bezpieczeństwa, przeklęła siebie za to, że pozwoliła swoim emocjom szaleć. Bawili się tak dobrze, więc dlaczego, u licha, płakała?

Nie skomentował tego, nie próbował jej powstrzymać. Po prostu ją przytulił, oddychając spokojnie. Hermiona była mu za to wdzięczna. Nie chciała, żeby ją uciszał albo mówił, że wszystko będzie dobrze. Nie powiedział jej, żeby nie płakała. Po prostu ją tulił, kontynuując oglądanie telewizji.

Hermiona pozwoliła, by dźwięki znajomego serialu uśpiły jej zmysły. Nawet z zamkniętymi oczami same dźwięki pomagały jej wyobrazić sobie sceny rozgrywające się w jej głowie — taniec Lizzy z panem Darcym, piosenkę Mary i nieudane oświadczyny pana Collinsa.

W tym momencie Draco prychnął, a Hermiona poczuła, jak jej usta się wykrzywiają w uśmiechu, gdy pokręcił głową.

— Wiesz, co zabawne, znam kilku takich głupków.

— Naprawdę? — zaskomlała i spojrzała na niego. Łzy napłynęły jej do oczu, ale to było zbyt interesujące, by to zignorować. — Mówisz mi, że czarodziejska arystokracja zachowuje się jak ci z epoki regencji?

Draco uniósł brew i spojrzał na nią z góry.

— Cóż, chyba po prostu przestaliśmy ewoluować. Tak, właściwie bardzo podobnie. Pomijając taniec. I te absurdalne kostiumy.

Hermiona przewróciła oczami.

— No tak, jakby czarodziejskie szaty były o wiele lepsze?

Draco zaśmiał się.

— Nigdy nie lekceważ potęgi dobrze skrojonych szat, Granger.

— Tak, pamiętam twój złowrogi strój z balu charytatywnego — przypomniała żartobliwym tonem.

— No cóż, pomijając kolor, myślę, że podkreślał moją figurę.

Uśmiechnął się ironicznie.

Hermiona zmrużyła oczy. Nie mogła zaprzeczyć, że prezentował się wyjątkowo dobrze na balu charytatywnym, ubrany w czarną, wojskową marynarkę i efektowny płaszcz, ale wydawał się zbyt zarozumiały, żeby kiedykolwiek się do tego przyznać. Chichocząc, powoli zsunęła się z jego kolan i wróciła do skulonej pozycji u jego boku.

— Czujesz się lepiej? — zapytał, patrząc na nią.

Hermiona skinęła głową i potarła oczy.

— Tak.

— Chcesz o tym porozmawiać?

Spuściła wzrok i bawiła się pasem jego spodni — uparł się, że musi się przebrać z luźnego ubrania, wychodząc z domu, podczas gdy Hermiona założyła tylko spodnie, wciąż mając na sobie jego koszulkę do Quidditcha. Nawet nie zadała sobie trudu, żeby założyć stanik. Wzdychając, pokręciła głową. Nie chciała go spłoszyć, mówiąc mu, jak nagle pogrążyła się w myślach o tym, jak źle potoczy się ich potencjalny związek. Gdyby to zrobiła, zdecydowanie by się temu sprzeciwił.

— W porządku — powiedział i delikatnie uniósł jej brodę. Jego oczy były ciepłe, spokojne, a on dodał cicho: — To zupełnie normalne, kochanie. Jak mówiłem, to tylko adrenalina opuszczająca twoje ciało.

Hermiona rozważała to, gdy ich usta niemal się zetknęły; wiedziała, że jej skłonność do nadmiernego myślenia nie wynikała z tego, że poprzedniej nocy dawał jej klapsy wiosłem, ale może jej nagłe łzy miały z tym coś wspólnego. To prawda, że emocję ją rozsadzały, a fakt, że Draco był tak blisko, a jednocześnie tak daleko, ani trochę nie łagodził jej zmartwień.

Ale teraz był przy niej i mogła się tym rozkoszować. Pochyliła się i przycisnęła usta do niego w niepewnym pocałunku, a Draco mruknął coś pod nosem. Było to ciepły, uwodzicielski moment, któremu nie próbowała się opierać.

Całowanie Draco Malfoya było niemal religijnym doświadczeniem. Nigdy nie wiedziała, że może to być aż tak przyjemne i chociaż nigdy nie będą razem, wciąż mogła się nim tak rozkoszować. Tak samo jak mogła go nienawidzić i jednocześnie uważać za nieodparcie atrakcyjnego.

Wiedział dokładnie, co zrobić z językiem, jak poruszać wargami, a jego pocałunki nie były ani niechlujne, ani nudne i suche; zawsze idealne, dopasowane do okazji, a on sam zawsze smakował wyjątkowo świeżo. Dziś na jego języku wyczuwalna była nuta kawy, zmieszana z kwaskowatością malin i niepowtarzalnym smakiem jego samego.

Nie, nie był i nie będzie jej chłopakiem, ale był cholernie dobry w całowaniu.

Hermiona była tak pochłonięta pocałunkiem, że ledwo zauważyła buchający kominek, gdy migotały zielone płomienie; sapnęła i odsunęła się od niego na drugą stronę swojej małej sofy, akurat gdy Ginny wyszła z małym Jamesem na rękach.

— Ginny! — wykrzyknęła Hermiona nieco piskliwie i szybko wstała. — Cześć! Ja… nie wiedziałam, że wpadniesz. Eee… Dra… Malfoy przyszedł tylko… żeby porozmawiać o pracy.

Ginny uniosła brew z niedowierzaniem i spojrzała to na Hermionę, to na irytująco zrelaksowanego Draco, po czym zmarszczyła brwi.

— O pracy, mówisz? No dobrze. — Zuchwałym krokiem podeszła do Draco na sofie i podała mu dziecko. — Więc pewnie nie masz nic przeciwko pilnowaniu Jamiego, kiedy będę rozmawiała z Hermioną w kuchni.

Zszokowany Draco zmarszczył brwi, ale nie mógł zrobić nic innego, jak tylko ostrożnie przyjąć pulchną kulę z czarnymi włosami, ponieważ Ginny niemal wrzuciła mu dziecko w ramiona i ponagliła przyjaciółkę, by poszła za nią do kuchni.

Hermiona gapiła się na Draco, nie wiedząc, co powiedzieć.

— Prze.. przepraszam, ja…

— Pospiesz się, Granger — mruknął, marszcząc brwi i patrząc na dziecko gaworzące w jego ramionach.

Jak na rozkaz Hermiona pobiegła do kuchni, ale w głowie miała raczej… pustkę. Nie wiedziała nawet, że Ginny na nią syczy, dopóki czarownica delikatnie nie pstryknęła ją w nos. Hermiona spojrzała na nią szeroko otwartymi oczami, ale musiała zerknąć na framugę drzwi, by zobaczyć Draco Malfoya trzymającego dziecko w ramionach. James był podtrzymywany w zagłębieniu jego łokcia, bezpiecznie otoczony szerokim przedramieniem, gdy odchylił się na kanapie, wciąż marszcząc brwi. Od czasu do czasu zerknął w dół i choć wydawał się głęboko zaniepokojony sytuacją, było oczywiste, że obchodził się z dzieckiem z najwyższą ostrożnością — niemal z szacunkiem.

Serce Hermiony zamarło, a w ustach zaschło.

— Hej! — syknęła ponownie Ginny i szarpnęła Hermionę za ramię, by zwrócić jej uwagę. — Przestań się ślinić, muszę z tobą porozmawiać.

Hermiona zamknęła mocno oczy i potrząsnęła głową, jakby chciała odgonić obraz, który wypalił się w jej siatkówkach.

— Tak, wybacz! — Mrugając do przyjaciółki, zapytała: — C-co ty tu robisz?

Ale Ginny miała inne pomysły.

— Praca? Serio? Myślisz, że jestem głupia? Masz na sobie jego cholerną koszulkę do Quidditcha, Miona. Bez stanika. Jeśli to nie jest przechwałka zdziry, to nie wiem, co nią jest.

Oczy Hermiony się rozszerzyły, szybko zakryła piersi ramieniem i syknęła:

— On nie wie, że ty wiesz! Więc ani słowa, Gin!

Ta uśmiechnęła się szeroko, unosząc brwi.

— Szczerze mówiąc, po jego minie nie sądzę, żeby go to obchodziło. Widziałam cię odsuwającą się od niego, zanim wyszłam z kominka, ale Miona, ten arogancki palant oblizał usta, a twoje są spuchnięte. Spuchnięte jak po całowaniu.

Hermiona poczuła krew napływającą do policzków, gdy potarła twarz dłonią i jęknęła cicho.

— Dlaczego tu jesteś?

— Tak, jasne. — Ginny skinęła głową, teraz już poważniejąc. Wzięła głęboki oddech. — Mam nadzieję, że jutro wieczorem nie będziesz zajęta, bo idziesz do nas na kolację. Ron i Vanessa też. — Spojrzenie Ginny stało się ostrożne. — Oni… oni mają wieści do przekazania.

— Dobrze — powiedziała niepewnie Hermiona i zmarszczyła brwi. — A co, to coś ważnego?

Ginny zacisnęła zęby i wzięła jej rękę.

— Biorą ślub.

Hermiona zamrugała. Ron żeni się z Vanessą, kobietą, którą znał od niecałego roku. Wiedziała, że powinna coś czuć, ale w tej chwili nie czuła niczego poza… pustką.

— Ron powiedział dzisiaj Harry’emu, gdy grali w Quidditcha w Norze — mruknęła Ginny. — Nie sądzę, żeby miał to na myśli… zaproponował kolację z nami wszystkimi i chyba po prostu mu się wymsknęło. Chyba nawet myślał, że to dobry pomysł, żeby przekazać ci tę nowinę jutro wieczorem. Ale, Miona… Ginny westchnęła i zmarszczyła brwi. — Naprawdę nie chciałam, żeby cię tym zaskoczył.

Hermiona przełknęła ślinę i wzruszyła ramionami.

— Dlaczego miałoby mnie to obchodzić? Rozstaliśmy się lata temu.

Mimo to pustka w jej wnętrzu rosła.

— Tak, wiem — powiedziała Ginny — ale pamiętam, jak kiedyś rozmawialiśmy o tym, że będziemy siostrami. Że nasze dzieci zostaną kuzynami. Słuchaj, wiem, że już nie kochasz Rona. Nie w ten sposób. Ale nie powinnaś się o tym dowiadywać w ten sposób.

Hermiona wymusiła uśmiech i skinęła głową.

— Dzięki, Ginny.

Ginny na chwilę zmarszczyła brwi, po czym rozluźniła się, uśmiechnęła ironicznie, a potem powoli pochyliła się, żeby zerknąć na spektakl w salonie. Jęknęła cicho i zmarszczyła brwi.

— To cholernie niesprawiedliwe. Gdybym nie była z Harrym, wdrapałabym się na niego jak na drzewo.

— Ginny! — Hermiona sapnęła i lekko klepnęła ją w ramię.

— Ale on jest taki wysportowany! — syknęła.

— Tak, i bardzo zajęty — mruknęła z przekąsem.

Ginny spojrzała na nią z uniesionymi brwiami.

Bardzo zajęty?

Hermiona zacisnęła szczękę i spuściła wzrok.

— Nie. Nie bardzo zajęty. Tylko… tylko trochę.

Ginny prychnęła i zasłużyła na ponure spojrzenie Hermiony, zanim uniosła dłonie.

— Dobrze, rozumiem. Ale wiesz, jeśli wszystko pójdzie dobrze, możesz rozważyć zaproszenie go jako osoby towarzyszącej na ślub. To byłaby świetna zemsta na Ronie, wiesz. On kompletnie oszaleje, jeśli przyprowadzisz Malfoya na jego ślub.

Hermiona odpowiedziała kolejnym gniewnym spojrzeniem.

Ginny skrzyżowała ramiona i wzruszyła ramionami.

— Dobrze. W porządku. — Wzięła głęboki oddech, wyprostowała się i głośniej dodała: — No cóż, pozwolę ci wrócić do pracy.

Poruszyła sugestywnie brwiami, zanim weszła do salonu, a Hermiona poszła za nią.

Draco spojrzał w górę z irytacją i ostrożnie podał dziecko matce.

— Weasley.

Skinął krótko głową.

— Teraz Potter — zażartowała. — Co się stało z Łasicą? W szkole lubiłeś to określenie, prawda?

Draco uniósł brew.

— Różnie nazywałem cię w szkole. Jeszcze gorzej na boisku do Quidditcha.

— No cóż — Ginny westchnęła dramatycznie — łasice, fretki — wszyscy mieliśmy wzloty i upadki, latając do woli na miotłach, prawda?

Uśmiechnęła się do niego figlarnie, tak jak Hermiona rozpoznała to po latach przyjaźni; Ginevra Potter flirtowała z Draco Malfoyem.

On też to zauważył i zaśmiał się serdecznie.

Hermiona odprowadziła Ginny do kominka.

— Wspaniale. Dziękuję, że wpadłaś. A teraz idź już. Do zobaczenia jutro, Gin.

— Dobra, dobra — zachichotała, a potem spojrzała na nią znacząco. — Wiesz, naprawdę powinnaś zamknąć Sieć Fiuu, jeśli chcecie pracować bez przeszkód.

Hermiona prychnęła i niemal wrzuciła proszek Fiuu w płomienie, krzycząc:

— Grimmauld Place 12!

Potem Ginny dodała żartobliwym tonem:

— No cóż, powodzenia w ćwiczeniu taktyki przesłuchań, czy czegokolwiek nad czym pracujecie.

Hermiona westchnęła ciężko, a jej napięte ramiona nieco się rozluźniły. Kiedy odwróciła się do Draco, zobaczyła, że uśmiecha się z rozbawieniem.

— Więc kiedy jej powiedziałaś? — zapytał.

Hermiona poczuła, jak jej policzki płoną, gdy rzuciła się na sofę obok niego z wyczerpanym prychnięciem.

— W lipcu — wyznała. — Po… po naszym pierwszym razie w twoim mieszkaniu. — Przełknęła ślinę. — Przepraszam. Nie chciałam… Rozumiem, jeśli jesteś na mnie zły.

— Za co? — zapytał i położył rękę na oparciu sofy.

— No cóż, ja… — Przygryzła wargę i spojrzała na niego. — Nie rozmawialiśmy o mówieniu o nas ludziom, więc po prostu założyłam…

Zmarszczył brwi.

— Granger, jest różnica między mówieniem ludziom a mówieniem przyjaciołom.

Tak, pomyślała gorzko, bo powiedzenie ludziom oznaczałoby upublicznienie, a on najwyraźniej tego nie chciał. Pokręciła głową.

— Nie, nie. Nie powiedziałam… ludziom.

Uśmiech zagościł na jego ustach, gdy pochylił się do przodu, opierając łokcie na kolanach.

— I zakładam, że ani ty, ani Łasica jeszcze nie powiedziałyście Potterowi. Czy powinienem się martwić? Mam się spodziewać różdżki na gardle w poniedziałek?

— Nie. — Hermiona zaśmiała się cicho. — Nie, Harry nie wie. I nikt inny też nie. Tylko Ginny.

I jej Uzdrowicielka Umysłu, ale nie było sensu mu tego mówić.

Draco mruknął i skinął głową.

Hermiona poruszyła się.

— Powiedziałeś komuś o mnie? Znaczy, zrozumiem, jeśli nie. To nie jest tak… no cóż. I wiem, że twoja mama wie — przepraszam za to — ale… czy powiedziałeś komuś ze swoich przyjaciół?

Jej serce biło o wiele mocniej, niż by chciała, i nie rozumiała, dlaczego to było tak obciążające. Jeśli nie powiedział swoim przyjaciołom, mogła jedynie założyć, że to dlatego, że nie chciał, może dlatego, że się wstydził. Ale jeśli tak, bała się dowiedzieć, co powiedział. Słyszała już wcześniej, jak Harry i Ron rozmawiają o dziewczynach i chociaż rzadko mówili coś aż nazbyt sprośnego i okrutnego, to i tak było wystarczająco źle; nawet nie chciała sobie wyobrazić, co powiedzieliby o niej Ślizgoni.

— Theo wie — oznajmił Draco i wzruszył ramionami. — Oczywiście nie zna żadnych szczegółów. — Uśmiechnął się do niej łobuzersko. — Ale wie, że się z tobą spotykam.

Spotykam się. Nie umawiam. Ale oczywiście, nie umawiali się. Musiała o tym pamiętać. Odchrząknęła i skinęła głową.

— Dobrze.

— Powiedziałaś Łasicy? — dopytywał. — O szczegółach.

Policzki Hermiony natychmiast zapłonęły i objęła się ramionami.

— Ja… mogłam wspomnieć coś na ten temat.

Spodziewała się, że zadrwi, skrzywi się, ale tego nie zrobił. Zaśmiał się, co zaskoczyło ją tak bardzo, że musiała spojrzeć mu w oczy. Uśmiechnął się.

— Stąd ten flirt, rozumiem. — Puścił do niej oko. Puścił oko. — Zawsze wiedziałem, że ma charakterek. — Potem westchnął i opuścił rękę na jej ramiona. — Więc co sprawiło, że wparowała do twojego mieszkania?

Klatka piersiowa Hermiony natychmiast się ścisnęła. Właśnie. Ron. Ślub. Z Vanessą. Spuściła wzrok i wykręciła szczękę.

— To… to nic takiego. Jutro idę do nich na kolację.

Draco mruknął sceptycznie, ale nie naciskał.

Hermiona przygryzła wargę, czując, jak gorycz trawi ją od środka. Ginny miała rację, nie kochała już Rona w ten sposób, ale myśl, że poślubi kogoś innego niż ona — cóż, bolała bardziej, niż chciała przyznać. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że nie była to dziewczyna, którą znał od lat i z którą był w związku co najmniej od roku. Nie, to była dziewczyna, którą ledwo znał i z którą był zaledwie od kilku miesięcy. Ile to trwało? Osiem miesięcy? Za mało, żeby zacząć myśleć o małżeństwie.

Jednak w jej żołądku kłębiło się również inne uczucie, które mogła określić jako żal. Tak, żałowała, że to nie ona pójdzie z nim do ołtarza — nie dlatego, że tak rozpaczliwie pragnęła go poślubić, ale z powodu życia, którego nigdy nie będzie miała. Nie będzie rudowłosych dzieci, Rose i Hugo. Nie będzie domku na wzgórzu, nie będzie wspólnego starzenia się. Jej życie miałoby jakiś cel. Znalazłaby swoje miejsce. Nie byłaby piątym kołem u wozu na kolacjach i nie musiałaby słuchać Molly, która bez przerwy martwi się, że zostanie starą panną.

Była zła na siebie za to, że bezmyślnie uległa społecznym normom małżeńskim i archaicznym wartościom rodzinnym — była młodą kobietą żyjącą w dwudziestym pierwszym wieku, mogącą żyć swoim życiem — ale gdyby nie fakt, że wszyscy jej przyjaciele już się ustatkowali, mogłaby cieszyć się byciem singielką po dwudziestce.

Nawet od Draco, pomimo jego beztroskich poglądów na związki i tak dalej, oczekiwano, że prędzej czy później się ożeni. Od skandalicznego rozstania z Astorią Greengrass, co miesiąc Tygodnik Czarownica publikował ranking najatrakcyjniejszych kawalerów w kraju, a Draco zawsze znajdował się na tej liście. Zawsze.

Co więcej, Malfoy był również uznawany za najbogatszego czarodzieja w całej Wielkiej Brytanii. Hermiona nie wiedziała dokładnie, jak bogaty jest i nie była nawet pewna, czy chce to wiedzieć. Pamiętała jednak, jak kiedyś czytała felieton w Proroku Codziennym o korupcji w Ministerstwie, która pozwoliła Śmierciożercom-milionerom pozostać milionerami nawet po upadku Voldemorta, a Malfoyów przedstawiano jako najgorszych z nich. Autor artykułu stwierdził nawet, że trzyosobowa rodzina posiadała większość majątku czarodziejskiej społeczności w kraju, a ich bogactwo nie miało żadnych moralnych źródeł.

Ale niewiele bogactw miało moralne źródła — a kiedy ta ogromna fortuna należała do tak przystojnego i pociągającego mężczyzny jak Draco Malfoy, kobiety nie przejmowały się tym, skąd wziął pieniądze, tylko tym, że je ma.

Powszechnie znaną prawdą jest, że samotny mężczyzna z dużym majątkiem musi pragnąć żony, jak to kiedyś trafnie ujęła Jane Austen. Mimo oczywistego sarkazmu w słowach Austen, Hermiona teraz poczuła ciężar tych słów.

Przełknęła ślinę. Pewnego dnia, niezbyt daleko, to Draco poprowadzi kogoś do ołtarza, i to nie będzie Hermiona. Może nie był „przeciwko” prawdziwemu związkowi z nią, ale nigdy nie wyjdzie poza to. Nie, zostanie z boku, cierpliwie czekając na kogoś, kto uzna ją za godną swojego czasu i wysiłku.

Niepokój wpełzł jej do gardła, gdy wzięła głęboki oddech i odsunęła się od niego.

— Ja… — zaczęła, ale tak naprawdę nie wiedziała, co powiedzieć. — Dzisiaj było cudownie, Draco. Dziękuję.

— Skończyło się? — zapytał ostrożnie.

Hermiona odważyła się spojrzeć na niego i zobaczyła dociekliwą minę. Zmarszczyła brwi i spuściła wzrok na swoje dłonie.

— Chyba… chyba potrzebuję trochę czasu dla siebie.

Przez chwilę milczał, zanim przełknął ślinę i wstał z sofy. Ta zmiana sprawiła, że natychmiast za nim zatęskniła, ale go nie powstrzymała. Musiała postawić granicę. Jeśli to miało do niczego nie prowadzić, jeśli to miał być tylko seks z odrobiną, a może i dużą, opieki, musiała zdystansować się od nadmiaru, który groził, że popchnie ją w stronę potrzeby czegoś innego.

— Rozumiem — powiedział. — Masz w domu coś do jedzenia, czy…

— Zamówię coś na dowóz. — Hermiona skinęła głową i spojrzała na niego. Wyglądał na nieco spiętego, ale nie używał oklumencji. Uśmiechnęła się do niego blado. — Naprawdę, Draco, to był cudowny dzień. Po prostu… muszę pobyć sama i wszystko sobie poukładać. — Poruszyła się, szukając słów, które by go utwierdziły. — Naprawdę dobrze się bawiłam zeszłej nocy. Wszystko mi się podobało. Dziękuję.

Skinął głową i obdarzył ją rozdzierającym serce uśmiechem.

— Cała przyjemność po mojej stronie, Granger.

Skubała paznokcie, przygryzając wargę. Nie chciała, żeby odszedł.

Ciepłe dłonie objęły jej dłonie, powstrzymując ją od skubania i Draco kucnął przed nią.

— Przestań — zrugał ją cicho. — Robisz to, kiedy jesteś zdenerwowana, a to nie jest dobre dla twoich dłoni. — Powoli uniósł jedną z jej rąk, by złożyć delikatny pocałunek na jej kostkach, pozostawiając Hermionę bez tchu. — Jesteś pewna, że wszystko w porządku?

Jego oczy błyszczały i lśniły od obietnic, których nie mógł dotrzymać.

Przełknęła ślinę.

— Tak. Nic mi nie jest. Muszę się tylko zrelaksować.

Wstał, a chłód, jaki zostawiły za sobą jego dłonie, przyprawił ją o dreszcz. Część jej pragnęła, żeby został, chciała, żeby ją tulił przez całą noc i delikatnie całował, ale wiedziała, że to nic nie da. Bała się chwili, w której zostanie sama ze swoimi myślami, ale on nie mógł zostać.

Spoglądając na swoje kolana, zdała sobie sprawę, że wciąż ma na sobie jego koszulkę do Quidditcha. Sapnęła i wstała, kierując się do sypialni.

— Twoja koszulka! Przebiorę się tylko, żebyś mógł…

— Nie — powiedział i zatrzymał się, delikatnie kładąc dłoń na jej łokciu. Spojrzała na niego, a on się uśmiechnął. — Zatrzymaj ją, Granger. Koniec ze spaniem w koszulce Weasleya. — Pochylił się, jego twarz zawisła tuż nad jej. — Chcę cię w swojej.

Jej serce zabiło mocniej.

— Naprawdę?

Skinął powoli głową, a na jego ustach pojawił się chytry uśmieszek. Przyciągnął ją bliżej.

— Naprawdę.

Pocałunek był czuły, delikatny, ale nie mniej zaborczy niż wszystkie jego inne pocałunki, i sprawił, że Hermiona się rozpłynęła. Kiedy się odsunął, jego oddech musnął jej twarz, gdy szepnął:

— Mam nadzieję, że nie zgłosisz mnie za molestowanie seksualne, jeśli przypadkiem wyślę ci niegrzeczne wiadomości na komórkę w poniedziałek w pracy.

Uśmiechnęła się i poczuła ulgę.

— To zależy.

— Od czego?

— Czy mi się spodobają, czy nie.

Uśmiechnął się groźnie.

— Och, kotku, spodobają ci się.

— Jesteś strasznie pewny siebie jak na nowicjusza w SMS-ach.

Uniósł brew.

— Może i jestem nowicjuszem w mugolskiej technologii, ale w języku angielskim? Proszę, Granger, nie rozśmieszaj mnie. — Pochylił się, muskając ustami małżowinę jej ucha i szepcząc: — Mogę sprawić, że twoja słodka cipka będzie ociekać z pragnienia zaledwie dwoma słowami.

— Tak? — wyszeptała, a jej puls przyspieszył. — Jakimi?

Zaśmiał się ponuro.

— Grzeczna dziewczynka.

Wzięła drążący oddech, prawie tracąc równowagę, gdy się od niej odsunął. Jego spojrzenie było mroczne, a uśmiech pewny siebie, gdy chwycił garść proszku Fiuu i zniknął. Hermiona przełknęła ślinę i położyła dłoń na piersi. Jej serce biło szybko, brzuch trzepotał, ale uczucie to szybko uleciało, gdy ogarnęła ją samotność.

_____________

Witajcie :) w poniedziałkowe popołudnie zapraszam na kolejny rozdział tłumaczenia. W taki oto sposób kończymy pierwszą część tej historii. Rozmowy i słodkie momenty to coś, co bardzo lubię w tym opowiadaniu. Ale to dopiero początek wielu ciekawych momentów. 

Na następny rozdział zapraszam za dwa tygodnie. Miłej lektury!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Obserwatorzy