Październik 2004
Hermiona obudziła się, czując cudowny zapach kawy
i bułeczek. Wtulona w łóżko Draco, nie miała ochoty się ruszyć, lecz aromat był
zbyt kuszący, by mogła się oprzeć. Otworzyła zaspane oczy i ze zdziwieniem
zobaczyła go obok siebie, opartego o wezgłowie łóżka z książką w dłoni.
— Dzień dobry, kochanie — mruknął, nie odrywając
wzroku od tekstu.
Westchnęła głęboko, wtulając się głębiej w
poduszki. Czy wszystkie zagarnęła dla siebie? Z pewnością. Wyciągnęła rękę, by
musnąć męskie ramię i poczuła pod palcami gęsią skórkę.
— Dobrze spałaś? — zapytał.
Tylko mruknęła w odpowiedzi. Spała dobrze.
Szczerze mówiąc, nigdy nie spała tak
dobrze. Żadnych koszmarów, żadnych słów, nic. Oczywiście pomagało jej to, że
była wyczerpana fizycznie i emocjonalnie po poprzedniej nocy — straciła
rachubę, ile orgazmów przeżyła, ale pamiętała, że ostatni bolał.
— Zrobiłem ci kawę — powiedział i przewrócił
stronę. — Jest na szafce nocnej obok ciebie.
Hermiona pozwoliła sobie na jeszcze kilka minut
lenistwa, otulona miękką pościelą, zanim poruszyła się i usiadła. Jej ciało
było ciężkie i ospałe, ale mimo wszystko czuła się… cóż, zadowolona. Nie
odważyła się na szczęście, ponieważ jedną rzecz pamiętała wyjątkowo wyraźnie z
poprzedniego wieczoru: chciał, żeby zastanowiła się nad swoimi ograniczeniami w
ich relacji i nad tym, czego od niego chciała.
Mogła to zinterpretować jedynie jako oczekiwane od niego zaangażowanie
emocjonalne. Dlatego nie mogła twierdzić, że jest szczęśliwa, ponieważ otworzyłoby to wrota do uczuć, których żadne z
nich nie było pewne.
Wyraźnie pamiętała też, jak oznajmił, że „nie ma
nic przeciwko” idei ich prawdziwego związku i choć ten strzępek informacji
napełnił ją dziwnym poczuciem nadziei, jednocześnie wzbudził w niej niepokój.
To, że nie był przeciwny, nie oznaczało, że jest za. W rzeczywistości, opisując
ich układ, powiedział, że „może być całkowicie prywatny, oddzielony od naszego
życia towarzyskiego”. Oczywiście, nie chciał, aby ich związek został
upubliczniony; on był Malfoyem, a ona
mugolaczką. Co powiedziałaby Narcyza? Czy Lucjusz Malfoy umarłby z przerażenia
w swojej celi w Azkabanie? Co powiedziałaby każda singielka czystej krwi w
wieku od osiemnastu do trzydziestu lat, gdyby związał się z nią jeden z najbardziej rozchwytywanych
kawalerów w Wielkiej Brytanii? Ale co to właśnie znaczyło, że nie jest
„przeciwko” czemuś? Czy był wobec tego obojętny? Czy to oznaczało, że nie umrze
z upokorzenia, jeśli przypadkowo się zakochają?
Nieświadomie przygryzła policzek. Zakochanie się
w Draco Malfoyu było pomysłem, którego nigdy tak naprawdę nie odważyła się
rozważać. W Hogwarcie był dla niej tak niedostępny jak królowa Anglii, a
później — cóż, aż do niedawna — lubiła tylko na niego patrzeć i może od czasu
do czasu fantazjować na jego temat.
Ale od tamtej pierwszej nocy w Taczce w jej
wnętrzu szalała burza uczuć, które trudno jej było zidentyfikować. Czy to było
zauroczenie? Czy była w nim zakochana, czy to po prostu silne, mylące emocje po
intensywnym i wstrząsającym seksie? To był klucz — nie liczył się tylko
seks. Chodziło o niego, a zeszłej
nocy to zauważył i wyleczył jej najgorszą ranę.
On to widział. Nie Harry, nie Ginny, nie Ron, ale
Draco Malfoy. Chłopak, który
doprowadzał ją do płaczu w szkole więcej razy, niż mogła zliczyć. Chłopak,
który rzucił urok na jej wystające zęby, który wyzywał ją okropnymi obelgami i
sprawiał, że czuła się bezwartościowa. Chłopak, który przyjął Mroczny Znak.
Chłopak, który wpuścił Śmierciożerców do szkoły. Chłopak, który rozpoczął
Wojnę.
To on
zauważył, jak bardzo była samotna.
Ale z nim nie czuła samotności.
— Granger. — Ostrzegawczy ton sprawił, że
spojrzała na niego pytająco. Nie patrzył na nią, ale wciąż się uśmiechał. —
Prawie słyszę trybiki kręcące się w twojej głowie. Co cię gryzie? — W końcu
zwrócił na nią swoje uderzające spojrzenie i poczuła, jak jej policzki się
rumienią. — Nie mów mi, że pierwszą rzeczą, jaką robisz rano, jest nadmierne
rozmyślanie?
Hermiona założyła kosmyk włosów za ucho i
wzruszyła ramionami.
— Mam dużo na głowie.
Westchnął i uniósł brew. Kiwając głową za nią,
powiedział:
— Może napijesz się kawy i zjesz jedną z pysznych
bułeczek Poppy?
— Poppy tu była?
— Była. — Draco skinął głową. — Powiedziałem jej,
że wczoraj miałaś dość ciężki wieczór, więc zrobiła ci trzy różne rodzaje dżemu
do kremu. Chyba jagodowy, malinowy i truskawkowy.
Mrugnęła do niego oszołomiona.
— Nie musiała tego robić.
— Wie o tym — mruknął żartobliwie.
Wyprostowała się i zmarszczyła brwi.
— Która godzina?
— Już prawie popołudnie — powiedział Draco i
włożył porządną zakładkę do książki, po czym ją odłożył, co wyglądało o wiele
atrakcyjniej, niż powinno. Ron zawsze zaginał rogi tych kilku książek, które
akurat czytał — wszystkie o Quidditchu, oczywiście. Draco był ostrożny, uważny.
— Spałaś jak zabita.
— Och. — Hermiona odgarnęła włosy na bok. —
Przepraszam. Powinnam iść do domu.
— Dlaczego? Spieszysz się?
— Nie, ale… — Przygryzła wargę. — A co z
Krzywołapem? Nie jadł od wczoraj rano!
— Nie martw się. — Uśmiechnął się i sięgnął po
kubek kawy po swojej stronie łóżka. — Nakarmiłem twoją pomarańczową bestię dziś
rano.
Mrugnęła do niego z niedowierzaniem.
— Ty?
Draco uniósł brwi i skinął głową, upijając łyk.
— Nie sądzę, żeby był szczególnie zadowolony na
mój widok, ale jego zachowanie zmieniło się diametralnie, gdy zdał sobie
sprawę, że przyniosłem prezenty.
— Ale… ale ty nawet nie wiesz, gdzie trzymam
karmę dla kota!
— Owszem, nie wiem — skinął głową — dlatego
kupiłem mały zapas. Uważaj, może zacząć oczekiwać czegoś bardziej wymyślnego
niż to, co mu dawałaś.
Hermiona gapiła się na niego. Sam fakt, że
pomyślał o nakarmieniu jej kota, był… cóż, właśnie taki, który ściskał jej
serce. Ron nigdy by czegoś takiego nie zrobił. Nienawidził Krzywołapa i
słyszała kiedyś, jak mówił: „Nie martw się, Miona. To kot! Nie umrze, jeśli nie dostanie jedzenia przez jeden wieczór”.
Draco jednak powiedział:
— Słyszałam, że pół-kuguary to całkiem
inteligentne stworzenia. Skoro masz go od trzeciego roku, to musi uważać cię za
godną zaufania, Granger. I mrugnął do mnie powoli, kiedy dałem mu tuńczyka i
zapewniłem go, że się tobą opiekuję, więc myślę, że przynajmniej mnie toleruje.
Hermiona była wręcz oszołomiona, a serce waliło
jej jak młotem.
— Więc — mamrotał miękko Draco — nie musisz się o
niego martwić. Czy jest coś jeszcze, na co się spóźniasz? Jakieś plany na dziś?
Przełknęła ślinę i słabo pokręciła głową.
— Dobrze — mruknął żartobliwie. — Więc będę mógł
mieć ciebie całą dla siebie.
Brzuch jej lekko zatrzepotał, a policzki
poczerwieniały.
— I… i co masz na myśli?
— No cóż — powiedział i zapadł się głębiej w
materac, bliżej niej — po pierwsze chciałbym zobaczyć, jak zjesz brunch, a
potem, jeśli nie masz nic przeciwko, chciałbym się nauczyć, jak nie pisać
wielkimi literami na telefonie. Wygląda to tak… średniowiecznie.
Hermiona uśmiechnęła się szeroko.
— Myślę, że da się to załatwić.
Draco uśmiechnął się krzywo i pochylił, by
pocałować ją w usta.
— Grzeczna dziewczynka.
Zachichotała, przygryzając wargę.
— Dziękuję, mój lordzie. — Na jego krzywy uśmiech
zmrużyła oczy. — Dlaczego chcesz, żebym cię tak nazywała? Myślałam, że to, nie
wiem, temat wrażliwy?
Wzruszył ramionami.
— Dlaczego pozwalasz mi nazywać siebie szlamą?
Oblizała wargi i przełknęła ślinę.
— Odbierasz swój tytuł z powrotem?
— Szczerze mówiąc, to nigdy nie był mój — zaczął
Draco. — Mój ojciec nawet nie jest lordem. Byliśmy, kiedyś, wieki temu, ale
straciliśmy wszelkie tytuły wraz z wejściem w życie Ustawy o Tajności. — Wziął
głęboki oddech i uniósł brwi. — Jeśli jest coś, czego mój ojciec nie mógł
znieść to fakt, że musieliśmy nazywać Czarnego Pana naszym panem. Nigdy nie był szlachcicem — zadrwił. — Nie miał nawet
czystej krwi. Mimo to musieliśmy się płaszczyć, a ci, którzy tego nie robili…
cóż…
Zmarszczyła brwi, przybliżając się.
Draco westchnął.
— Kiedy wprowadzano mnie do świata
Śmierciożerców, obiecano mi wielkość. Mojej rodzinie obiecano wspaniałe rzeczy.
Znów będziemy lordami, gdy zapanuje właściwy porządek, powiedział nam Czarny
Pan. — Zaśmiał się beznamiętnie. — To oczywiście nigdy się nie wydarzyło i nie
obchodzi mnie to. Nie potrzebuję tytułu. Nigdy go nie potrzebowałem, nawet
wtedy, nawet gdybym go chciał. — Spojrzał na nią, a jego wzrok powędrował na
jej usta. — Chociaż brzmi
uwodzicielsko i potężnie, a wydobywający się z twoich ust sprawia, że brzmi
jeszcze lepiej.
Uśmiechnął się psotnie i pocałował ją w skroń.
— A teraz bądź grzeczną dziewczynką i zjedz
brunch.
— Tak, mój panie.
Hermiona rozpromieniła się, sięgając po kawę i
pyszne bułeczki stojące przy jej łóżku. Draco wyczarował tacę, która zawisła
tuż nad ich kolanami, i wdali się w rozmowę o najlepszych rodzajach kawy i o
tym, czy herbata rzeczywiście jest lepsza, czy też Anglicy się mylą.
Bułeczki Poppy były maślane i pyszne jak zawsze,
a małe, porcelanowe filiżanki z różnymi dżemami sprawiły, że Hermionę zabolało
serce. Odwróciła wzrok, pytając go, jaką książkę czyta, a on podał jej
egzemplarz klasycznej powieści czarodziejskiego autora, którego miała na swojej
liście twórczości do przeczytania.
Od tego momentu rozmowa przerodziła się w dość
ożywioną debatę na temat różnych książek, które oboje przeczytali, i choć
Hermiona spodziewała się, że będzie raczej czytelnikiem literatury faktu,
okazał się zapalonym miłośnikiem literatury pięknej. Przyznał nawet, że woli
autorów mugolskich od czarodziejskich.
— To pewnie przez tragedię mugolskiego życia —
powiedział wyniośle, co sprawiło, że Hermiona parsknęła śmiechem, ale kiedy
jego uśmieszek podsunął jej myśl, powiedział że to żart, roześmiała się.
Dziwnie było prowadzić swobodną, a zarazem
wciągającą rozmowę na temat, który lubiła — nie Quidditch, nie ratowanie
świata, nie czarnoksiężnicy, ale książki.
Czuła się zawstydzona z tego powodu, co z kolei ją martwiło.
Musiała pamiętać o swoich granicach, być może
bardziej przed sobą niż przed nim. Ale sposób, w jaki na nią patrzył, jak jego
oczy ciemniały im dłużej się w nią wpatrywał, i jak jego wzrok opadał na jej
usta, jakby chciał je pożreć… to wszystko rozpalało jej wnętrzności.
Nie była pewna, kto po kogo sięga, ale wkrótce
leżeli na łóżku, całując się namiętnie. W jednej chwili znalazł się na niej,
przygniatając ją do materaca i zanurzając się między jej nogami. Lizał jej
szyję, dotykał skórę i skubał zębami. Hermiona westchnęła cicho, wiedząc, że
jego pieszczoty pozostawią gniewny ślad, który będzie musiała później zakryć —
ale nie dbała o to.
Po tym naparł na jej ciało z pełną determinacją.
Naciągając zieloną koszulkę do Quidditcha na jej spiczaste piersi, ugniatał i
ssał, ale to nie był jego cel. Nie, jego celem było rozłączenie jej nóg, gdzie
jego pocałunki pozostawiły ją wilgotną i spragnioną uwagi.
To był trzeci raz w ciągu niecałych dwudziestu
czterech godzin, kiedy zdjął jej majtki, ale nie narzekała. Nie, kiedy jego
język robił z nią tak cudowne rzeczy.
Trzymał palce z dala od jej obolałego wejścia,
skupiając się na łechtaczce. Sposób, w jaki się poruszał, sposób, w jaki
brzmiał, sprawił, że pomyślała, że może — tylko może — sprawiało mu to tyle
samo przyjemności, co jej.
Orgazm, który jej ofiarował, był rozkoszny. Nie
tak silny jak ten, który miała poprzedniej nocy, ale wciąż całkowicie
satysfakcjonujący. Był słodki, intymny i miłosierny dla jej obolałych mięśni.
Jej dłonie znajdowały się w jego włosach,
głaszcząc je i pieszcząc, a kiedy pocałunkami wędrował w górę jej ciała,
pozwoliła dłoniom opaść na jego ramiona, czując mięśnie, siłę.
— Smakujesz jak pieprzony sen, Hermiono — szepnął
w jej usta, a ona zachichotała.
Znów się pocałowali, języki mieli splecione w
zmysłowym tańcu, a kiedy ocierał się o nią biodrami, poczuła jego stwardniałego
kutasa muskającego jej cipkę.
— Draco — szepnęła mu w usta — czy mogę… czy… —
Przełknęła ślinę. — Czy mogę się odwdzięczyć?
— Panno Granger — zanucił Draco głosem, który
zacisnął w niej wszystkie mięśnie. — Pytasz, czy możesz mi obciągnąć?
— Mój panie — mruknęła cicho — wolałbyś, żebym
cię błagała?
Jego oczy pociemniały.
— Tak, chyba bym tak wolał.
Hermiona wyszeptała:
— Proszę, panie, pozwól mi cię posmakować. Proszę.
Mruknął, pocałował ją i przewrócił na plecy.
— Skoro tak ładnie prosisz, kochanie.
Hermiona szybko uklękła, a między jej nogami było
mnóstwo śliny. Zawahała się na chwilę, patrząc na niego, a jej żołądek zacisnął
się na widok zarysu jego podniecenia. Przełknęła ślinę, serce zabiło jej
mocniej. Niepewnie wyciągnęła rękę, która zawisła nad wybrzuszeniem z przodu jego
spodni dresowych. Draco włożył rękę za głowę i wygodnie się ułożył.
Ostatnim razem trzymał lejce i to dosłownie.
Teraz będzie musiała zrobić to sama.
— No dalej — powiedział łagodnym, ale surowym
głosem. — Wyjmuj go i weź w dłoń.
Hermiona powoli gładziła jego ciało ponad
materiałem, a on jęknął z rozkoszą. Powoli obrysowała jego kształt; mimo że
widziała go już kilka razy, wciąż była pod wrażeniem jego wielkości. Ostrożnie
pociągnęła pasem w dół, pozwalając jego kutasowi wyskoczyć. Dotykał brzucha,
gruby i długi, a złote loki lśniły w świetle wpadającym przez okno. Lekkimi jak
piórko palcami dotknęła go, na co drgnął pod nią. Miękka skóra jego penisa
zadrżała, a jądra napięły się, gdy ich dotknęła.
Westchnęła cicho, zafascynowana, że jej dotyk,
choć skromny, mógł na niego tak oddziaływać. Poczuła się dziwnie potężna i
pochyliła się, by pozwolić językowi pieścić całą długość, aż po spuchniętą
główkę.
— Przepięknie, kochanie. Weź go do ust — zanucił.
To był rozkaz; rozpoznała, jak jego głos zniżył
się do tonu ostatecznego, i poczuła w sobie coś przyciągającego, coś, co nie
było ani obce, ani niechciane, ale uczucie, którego wcześniej tak naprawdę nie
rozpoznała. Chciała go posłuchać.
Chciała sprawić mu przyjemność.
Kiedy jej język po raz drugi zakręcił się wokół
jego kutasa, objęła go ustami i opuściła się na całą długość. Draco ponownie
jęknął, a dłoń wślizgnęła się w jej włosy, mocno chwytając. Hermiona jęczała,
zasysając policzki i spijając wilgoć. Z lekkim pociągnięciem jego dłoni, gestem
bardziej przypominającym skinienie niż rozkaz, zaczęła poruszać się w górę i w
dół. Trafił ją w gardło zbyt szybko, a ona z trudem powstrzymywała się, by go
nie wypluć.
— Rozluźnij szczękę — poinstruował tak jak za
pierwszym razem, tygodnie temu.
Hermiona odsunęła się, by wziąć głęboki oddech,
zanim znów wzięła go na język, a jego pewna dłoń powoli wpychała ją dalej.
Chciało jej się wymiotować, ale uczucie jego pulsowania w ustach zmotywowało ją
do dalszego pchania.
Umysł ponad materią, pomyślała, zatapiając się
wokół niego głębiej. Draco masował jej skórę głowy, jego brzuch się zaciskał, a
kiedy Hermiona uniosła się, by zaczerpnąć powietrza, poczuła przytłaczające
poczucie spełnienia. Draco Malfoy miał potężnego kutasa i w tym momencie czuła,
że jest na dobrej drodze, by go zdobyć.
Zacisnęła na nim pięść, masując go i głaszcząc,
pompując namiętnie, a jednocześnie pozwalając językowi krążyć wokół główki.
Wilgoć sączyła się z niego, a ona smakowała go z energią. Lekko słony, piżmowy,
ale w większości nieszkodliwy — i nieskazitelnie jego.
Jej działania sprawiły, że ciężko oddychał, a
dłoń w jej włosach się zacisnęła. Hermiona widziała, jak mięśnie jego brzucha
napinają się, gdy stęknął, trzymając jej głowę w stalowym imadle, eksplodując w
jej ustach i gardle.
Hermiona zakrztusiła się z szoku i nie miała
innego wyjścia, jak wszystko połknąć. Lepka wydzielina z łatwością spłynęła jej
do gardła, a lśniący sznurek połączył jej usta z jego kutasem, gdy odsunęła
się, łapiąc powietrze.
— Taka grzeczna dziewczynka — stęknął, pieszcząc
jej loki.
Hermiona uśmiechnęła się do niego i otarła trochę
jego spermy z ust.
— Chodź tu, lisico — warknął i przyciągnął ją do
siebie. Pocałował ją mocno, wślizgując język do jej ust z dziką determinacją,
tłumiąc jej westchnienie. Oblizał jej wargę, odsuwając się i obdarzając ją tym
swoim niebezpiecznym uśmieszkiem. — Nie planowałem tego dzisiaj.
— Więc co miałeś na myśli? — Hermiona
zachichotała. — Jeśli nie seks, to co? Nie spodziewasz się, że nauczenie się
niepisania drukowanymi literami zajmie ci cały dzień, prawda?
Uniósł brwi z rozbawieniem.
— Hermiono Granger, czy jestem dla ciebie tylko
przedmiotem?
Przewróciła oczami i położyła się obok niego.
— Czasami naprawdę jesteś nie do zniesienia.
— Cieszę się, że nie postrzegasz mnie jako
zupełnie innej osoby — zaśmiał się i wcisnął się z powrotem w dres.
Spojrzała na niego, dostrzegła ciepłe zadowolenie
i iskierkę radości w jego oczach i szybko odwróciła wzrok. Wyglądał zbyt
zachęcająco, by bezpiecznie było na niego patrzeć.
— Więc, ośmielę się zapytać, dlaczego chcesz mieć
mnie tylko dla siebie, ale bez seksu?
Podparł się na łokciu i odwrócił do niej.
— Miałaś ciężki wieczór — rzekł i zmarszczył
brwi. — Zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. Chcę się upewnić, że czujesz się
na tyle dobrze, by być sama.
— Czuję się dobrze — powiedziała Hermiona i
przygryzła wargę.
Draco wyciągnął do niej rękę i delikatnie
przeczesał palcami jej loki.
— To dobrze, ale to, co robiliśmy razem, może
spowodować, że emocje eksplodują później. Poczucie winy, smutek, strach,
niepokój — to, co robimy w tych scenach, jest wymagające. Kiedy dym się
rozwieje i cała adrenalina opadnie, możesz czuć się przygnębiona i niespokojna.
Dlatego chcę dziś czuwać i upewnić się, że wszystko z tobą w porządku.
— Doświadczyłeś kiedyś czegoś takiego?
Poruszył szczęką.
— Owszem, gdy po raz pierwszy się w to wkręciłem.
— We Francji? Czy to tam wkręciłeś się w… no cóż,
w to?
Zaśmiał się i delikatnie pomasował jej płatek
ucha.
— Tak, we Francji.
— Opowiesz mi o tym? — zapytała.
Westchnął, podciągnął się do pozycji siedzącej i
oparł o wezgłowie łóżka.
— Właśnie wyszedłem z Azkabanu. Byłem bardzo
spragniony po dwóch latach bez seksu i pewnego wieczoru, gdy piłem, poznałem
czarownicę. Zaczęliśmy rozmawiać, a ona dostrzegła moją potrzebę kontroli. A
raczej potrzebę powierzenia jej kontroli. I moje upodobanie do, cóż, nieco
niekonwencjonalnego seksu.
Uśmiechnął się do niej łobuzersko.
Hermiona prychnęła lekko, gdy pomyślała, że to
zamknie usta Ginny. Niekonwencjonalność
i nietypowość niczym się od siebie
nie różniły.
— Nazywała się Lady Lunette i była francuską maîtresse. Miała duże doświadczenie i
niejako wzięła mnie pod swoje skrzydła, a ja wiele się od niej nauczyłem, o
sobie, o tym…
Przywołał wciąż ciepłą kawę z szafki nocnej.
Hermiona poruszyła się obok niego.
— Więc kim byłeś? Nauczyłeś się dominacji?
Prychnął.
— Można tak powiedzieć. Świetnie się razem
bawiliśmy, a ona nauczyła mnie, jak być dobrym panem. — Westchnął i upił łyk
kawy. — Moja pierwsza scena bez niej w pokoju była, cóż, w pewnym sensie,
przełomowa dla mnie. Miałam pełną kontrolę, byłem w pełni świadomy i sprawiłem,
że czuła się dobrze i wyjątkowo, mimo że scena była dość intensywna. Była
piękna. To był haj, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Ale nie
potrzebowała aż tak dużo opieki po sesji. Najwyraźniej była o wiele bardziej
doświadczona ode mnie i wyszła jakieś pół godziny później po tym, jak
skończyliśmy. Myślałem, że wszystko w porządku, ale zacząłem tracić kontrolę.
Hermiona milczała. Ledwo oddychała. Patrzyła tylko
na niego, a serce bolało ją z żalu. Rzadko się zdarzało, żeby tak się otworzył.
— Dlaczego? — wyszeptała.
Popijał dalej kawę, choć wyraźnie niespokojny.
— Bałem się, że ją skrzywdzę. Wątpiłem w siebie,
w moją moralność. Lady Lunette zawsze mówiła mi, jeśli zrobiłem coś złego —
nadzorowała, jeśli wolisz — ale jej nie było, więc mogłem się opierać tylko na
własnym osądzie. Ale nie wiedziałem. Mieliśmy umowę, podpisaliśmy dokumenty,
wymieniliśmy się preferencjami, ale po prostu nie wiedziałem. Czy przekroczyłem jakąś granicę? Czy w ogóle
wiedziałem, z jakiego była rodu? Czy byłem lepszy od innych Śmierciożerców? Czy
zostałem za bardzo ukształtowany przez ciotkę i wuja? Czy byłem po prostu
sadystą? — Zaśmiał się ponuro. — Na pewno pomyślałem, że coś jest ze mną nie
tak, skoro czerpię przyjemność z chłostania kobiety do łez. — Przełknął ślinę,
a jego gardło wyraźnie podskoczyło. — Zamknąłem się w sobie i używałem
oklumencji. Byłem całkowicie odrętwiały przez niecałe dwa tygodnie, zanim
odważyłem się zacząć przetwarzać te emocje.
Hermionie ścisnęło się gardło i delikatnie
położyła dłoń na jego dłoni.
— To było za obopólną zgodą, Draco.
— Wiem. — Skinął głową i obdarzył ją tragicznie
uroczym uśmiechem. — Ale widzisz, ten przypływ mocy, który moim zdaniem w
innych okolicznościach byłby uważany za niebezpieczny, niestabilny, i chociaż
wkraczamy w magiczny krąg, który oddziela scenę od naszego codziennego życia,
wciąż krwawi. Emocje się przelewają. Lęki, niepokój… Miałem maîtresse, kiedy zacząłem to robić na poważnie,
i wystarczyło kilka zadrapań, żeby moje mury się zawaliły. Wątpiłem w siebie,
myśląc, że jestem tak zły, jak wszyscy mówili. Jak mógłbym nie być, skoro
czerpię przyjemność z ranienia ludzi? — Prychnął, przełknął ślinę i po chwili
milczenia kontynuował: — Utrzymywała mnie na powierzchni, pomagając mi uporać
się z wieloma rzeczami z przeszłości, z którymi wcześniej nie miałem do
czynienia. Wczoraj poddałaś się dość surowo, po raz pierwszy doznając
prawdziwej kary cielesnej. Co więcej, sięgnęłaś głęboko w siebie, zdzierając
skórę z pancerza. — Ujął jej twarz w dłonie i nachylił się bliżej, jego oddech
był ciepły na jej ustach. — Jestem z ciebie taki dumny, Hermiono, i chcę się
upewnić, że dojdziesz do siebie. A jeśli tobie się to uda, to mnie też.
Przełknęła ślinę, a jej serce pędziło. To
wszystko było takie… rozczulające — i tak bardzo niebezpieczne. Zmarszczyła
brwi.
— Więc po prostu… będziesz mnie obserwować cały
dzień?
— Możemy rozmawiać, czytać razem książki,
spacerować, wziąć kąpiel — oznajmił i wzruszył ramionami. — Cokolwiek chcesz
zrobić, kiedy pragniesz poczuć się spokojnie, bezpiecznie i szczęśliwie.
Hermiona uniosła brwi.
— Czy zechciałbyś może kontynuować oglądanie ze
mną Dumy i uprzedzenia?
Draco uśmiechnął się — i o, Boże, ten uśmiech! — pochylił się, by musnąć jej usta swoimi.
— Cóż, zastanawiałem się, co się teraz stanie,
gdy Elizabeth i Jane opuściły Netherfeld.
To, że pamiętał, jak skończył się pierwszy
odcinek, było niesamowicie seksowne.
Uległa i pocałowała go namiętnie.
~*~*~*~*~*~*~*~
Draco Malfoy nie był słabym uczniem, gdy miał
motywację. Nauka pisania małymi literami przyszła mu z łatwością, gdy zauważył,
o ile bardziej „atrakcyjny” był tekst na ekranie.
— Nie mogę wysyłać niegrzecznych wiadomości
drukowanymi literami — zażartował, gdy Hermiona uniosła brew. — To byłoby jak
próba uwiedzenia cię wyjcami.
To ją rozbawiło i nawet mogła się z nim zgodzić.
Po kilku testowych wiadomościach, w jednej z nich napisał Twoje cycki wyglądają fantastycznie w mojej koszulce, Granger, dała
mu W za wybitne osiągnięcie i
pocałunek w nagrodę. Dzień chylił się ku popołudniu, gdy wyszli z kominka w
mieszkaniu Hermiony.
Łomot dochodzący z sypialni, a następnie ciche
miauczenie w rytm tupotu łap, dały im znać, że Krzywołap się cieszy z powrotu
Hermiony. Zawahał się na widok Draco, ale to nie zniechęciło kota. Z puszystym
ogonem w górze, delikatnie otarł się o jej nogę. Wzięła go w ramiona i
pocałowała puchaty łeb.
Draco wstawił wodę, podczas gdy Hermiona włączyła
telewizor. Narzekał na jej głupią herbatę w torebkach, ale i tak ją wypił, i
objął ramieniem, gdy się w niego wtuliła.
Pomimo dziwnej łatwości, z jaką łączyli się z
sobą w organicznym rytmie, nie potrafiła się całkowicie zrelaksować. Musiała
sobie nieustannie przypominać, że to nieprawda; on tylko dbał o to, żeby nie
popadła w melancholię po spędzonej razem nocy. Poza tym, i tak było to zbyt
piękne, żeby mogło być prawdziwe. Na pewno, pomyślała, gdyby byli parą, nie
byłby tak troskliwy. Może na początku by tak było. Potem zdarzałoby się to coraz
rzadziej, aż chwile takie jak ta, kiedy siedzieli zwinięci w kłębek przed
telewizorem, oglądając jej ulubiony
serial, stałyby się rzadkością.
Kłóciliby się, gdy faza miesiąca miodowego
dobiegłaby końca. Ona nazywałaby go samolubnym i aroganckim, a on ją irytującą
i rozdrażnioną. Oczywiście uprawialiby wspaniały seks na zgodę, ale uczucie to
znikałoby następnego dnia. Denerwowałby ją sposób, w jaki przeżuwałby jedzenie,
albo to, jak ciągle marszczyłby brwi, gdy nie byłby w pełni zadowolony, a on
krytykowałby jej bałaganiarstwo i gotowanie.
W końcu miałby dość jej tendencji do tłumienia
wszystkiego w sobie, a na pewno miałby dość jej płaczu po każdej brutalnej
scenie, jakiej się oddawali. W końcu żałowałby, że kiedykolwiek jej powiedział,
że może udźwignąć ten ciężar, bo nie chciał go dźwigać. Miał swój własny
ciężar, jak wszyscy inni, którzy walczyli w tej cholernej wojnie, a ona miałaby
dość jego ciągłego ukrywania się, żeby mieć wszystko pod kontrolą.
Zerwałby z nią dzień przed świętami, na przykład
przed Bożym Narodzeniem, albo przed jej urodzinami, bo po prostu nie miałby
siły, żeby przeżywać z nią taką okazję, i zostawiłby ją kompletnie załamaną,
niezdolną do poskładania kawałków, bo ułożył je w układankę, którą tylko on
mógł rozwiązać.
Ścisnęło ją w żołądku na samą myśl. Poczuła zimny
pot na karku i nawet nie patrzyła już na telewizor. Serce biło szybko w jej
piersi i poczuła mdłości. Delikatnie się od niego odsunęła, próbując złapać
równowagę.
— Wszystko w porządku, Hermiono? — zapytał cicho
Draco.
Przełknęła ślinę i skinęła głową.
— Tak — odpowiedziała potulnie. — Nic mi nie
jest.
— Nie wydaje mi się — mruknął i odwrócił się do
niej.
Byli w trakcie drugiego odcinka i właśnie leciała
jedna z ulubionych scen Hermiony, ale nie mogła jej nawet oglądać. Łzy napłynęły
jej do oczu, zanim zdążyła je powstrzymać, i schowała twarz w dłoniach.
Draco posadził ją na swoich kolanach i mocno
przytulił, gdy szlochała. Pomimo przytłaczającego poczucia bezpieczeństwa,
przeklęła siebie za to, że pozwoliła swoim emocjom szaleć. Bawili się tak
dobrze, więc dlaczego, u licha, płakała?
Nie skomentował tego, nie próbował jej
powstrzymać. Po prostu ją przytulił, oddychając spokojnie. Hermiona była mu za
to wdzięczna. Nie chciała, żeby ją uciszał albo mówił, że wszystko będzie dobrze.
Nie powiedział jej, żeby nie płakała. Po prostu ją tulił, kontynuując oglądanie
telewizji.
Hermiona pozwoliła, by dźwięki znajomego serialu
uśpiły jej zmysły. Nawet z zamkniętymi oczami same dźwięki pomagały jej
wyobrazić sobie sceny rozgrywające się w jej głowie — taniec Lizzy z panem
Darcym, piosenkę Mary i nieudane oświadczyny pana Collinsa.
W tym momencie Draco prychnął, a Hermiona
poczuła, jak jej usta się wykrzywiają w uśmiechu, gdy pokręcił głową.
— Wiesz, co zabawne, znam kilku takich głupków.
— Naprawdę? — zaskomlała i spojrzała na niego.
Łzy napłynęły jej do oczu, ale to było zbyt interesujące, by to zignorować. —
Mówisz mi, że czarodziejska arystokracja zachowuje się jak ci z epoki regencji?
Draco uniósł brew i spojrzał na nią z góry.
— Cóż, chyba po prostu przestaliśmy ewoluować.
Tak, właściwie bardzo podobnie. Pomijając taniec. I te absurdalne kostiumy.
Hermiona przewróciła oczami.
— No tak, jakby czarodziejskie szaty były o wiele
lepsze?
Draco zaśmiał się.
— Nigdy nie lekceważ potęgi dobrze skrojonych
szat, Granger.
— Tak, pamiętam twój złowrogi strój z balu
charytatywnego — przypomniała żartobliwym tonem.
— No cóż, pomijając kolor, myślę, że podkreślał
moją figurę.
Uśmiechnął się ironicznie.
Hermiona zmrużyła oczy. Nie mogła zaprzeczyć, że
prezentował się wyjątkowo dobrze na balu charytatywnym, ubrany w czarną,
wojskową marynarkę i efektowny płaszcz, ale wydawał się zbyt zarozumiały, żeby
kiedykolwiek się do tego przyznać. Chichocząc, powoli zsunęła się z jego kolan
i wróciła do skulonej pozycji u jego boku.
— Czujesz się lepiej? — zapytał, patrząc na nią.
Hermiona skinęła głową i potarła oczy.
— Tak.
— Chcesz o tym porozmawiać?
Spuściła wzrok i bawiła się pasem jego spodni —
uparł się, że musi się przebrać z luźnego ubrania, wychodząc z domu, podczas
gdy Hermiona założyła tylko spodnie, wciąż mając na sobie jego koszulkę do
Quidditcha. Nawet nie zadała sobie trudu, żeby założyć stanik. Wzdychając,
pokręciła głową. Nie chciała go spłoszyć, mówiąc mu, jak nagle pogrążyła się w
myślach o tym, jak źle potoczy się ich potencjalny związek. Gdyby to zrobiła,
zdecydowanie by się temu sprzeciwił.
— W porządku — powiedział i delikatnie uniósł jej
brodę. Jego oczy były ciepłe, spokojne, a on dodał cicho: — To zupełnie
normalne, kochanie. Jak mówiłem, to tylko adrenalina opuszczająca twoje ciało.
Hermiona rozważała to, gdy ich usta niemal się
zetknęły; wiedziała, że jej skłonność do nadmiernego myślenia nie wynikała z
tego, że poprzedniej nocy dawał jej klapsy wiosłem, ale może jej nagłe łzy
miały z tym coś wspólnego. To prawda, że emocję ją rozsadzały, a fakt, że Draco
był tak blisko, a jednocześnie tak daleko, ani trochę nie łagodził jej
zmartwień.
Ale teraz był przy niej i mogła się tym
rozkoszować. Pochyliła się i przycisnęła usta do niego w niepewnym pocałunku, a
Draco mruknął coś pod nosem. Było to ciepły, uwodzicielski moment, któremu nie
próbowała się opierać.
Całowanie Draco Malfoya było niemal religijnym
doświadczeniem. Nigdy nie wiedziała, że może to być aż tak przyjemne i chociaż
nigdy nie będą razem, wciąż mogła się
nim tak rozkoszować. Tak samo jak mogła go nienawidzić i jednocześnie uważać za
nieodparcie atrakcyjnego.
Wiedział dokładnie, co zrobić z językiem, jak
poruszać wargami, a jego pocałunki nie były ani niechlujne, ani nudne i suche; zawsze
idealne, dopasowane do okazji, a on sam zawsze smakował wyjątkowo świeżo. Dziś
na jego języku wyczuwalna była nuta kawy, zmieszana z kwaskowatością malin i
niepowtarzalnym smakiem jego samego.
Nie, nie był i nie będzie jej chłopakiem, ale był
cholernie dobry w całowaniu.
Hermiona była tak pochłonięta pocałunkiem, że
ledwo zauważyła buchający kominek, gdy migotały zielone płomienie; sapnęła i
odsunęła się od niego na drugą stronę swojej małej sofy, akurat gdy Ginny
wyszła z małym Jamesem na rękach.
— Ginny! — wykrzyknęła Hermiona nieco piskliwie i
szybko wstała. — Cześć! Ja… nie wiedziałam, że wpadniesz. Eee… Dra… Malfoy
przyszedł tylko… żeby porozmawiać o pracy.
Ginny uniosła brew z niedowierzaniem i spojrzała
to na Hermionę, to na irytująco zrelaksowanego Draco, po czym zmarszczyła brwi.
— O pracy, mówisz? No dobrze. — Zuchwałym krokiem
podeszła do Draco na sofie i podała mu dziecko. — Więc pewnie nie masz nic
przeciwko pilnowaniu Jamiego, kiedy będę rozmawiała z Hermioną w kuchni.
Zszokowany Draco zmarszczył brwi, ale nie mógł
zrobić nic innego, jak tylko ostrożnie przyjąć pulchną kulę z czarnymi włosami,
ponieważ Ginny niemal wrzuciła mu dziecko w ramiona i ponagliła przyjaciółkę,
by poszła za nią do kuchni.
Hermiona gapiła się na Draco, nie wiedząc, co
powiedzieć.
— Prze.. przepraszam, ja…
— Pospiesz się, Granger — mruknął, marszcząc brwi
i patrząc na dziecko gaworzące w jego ramionach.
Jak na rozkaz Hermiona pobiegła do kuchni, ale w
głowie miała raczej… pustkę. Nie wiedziała nawet, że Ginny na nią syczy, dopóki
czarownica delikatnie nie pstryknęła ją w nos. Hermiona spojrzała na nią
szeroko otwartymi oczami, ale musiała zerknąć na framugę drzwi, by zobaczyć
Draco Malfoya trzymającego dziecko w ramionach. James był podtrzymywany w
zagłębieniu jego łokcia, bezpiecznie otoczony szerokim przedramieniem, gdy
odchylił się na kanapie, wciąż marszcząc brwi. Od czasu do czasu zerknął w dół
i choć wydawał się głęboko zaniepokojony sytuacją, było oczywiste, że obchodził
się z dzieckiem z najwyższą ostrożnością — niemal z szacunkiem.
Serce Hermiony zamarło, a w ustach zaschło.
— Hej! — syknęła ponownie Ginny i szarpnęła
Hermionę za ramię, by zwrócić jej uwagę. — Przestań się ślinić, muszę z tobą
porozmawiać.
Hermiona zamknęła mocno oczy i potrząsnęła głową,
jakby chciała odgonić obraz, który wypalił się w jej siatkówkach.
— Tak, wybacz! — Mrugając do przyjaciółki,
zapytała: — C-co ty tu robisz?
Ale Ginny miała inne pomysły.
— Praca? Serio? Myślisz, że jestem głupia? Masz
na sobie jego cholerną koszulkę do Quidditcha, Miona. Bez stanika. Jeśli to nie jest przechwałka zdziry, to nie wiem, co
nią jest.
Oczy Hermiony się rozszerzyły, szybko zakryła
piersi ramieniem i syknęła:
— On nie wie, że ty wiesz! Więc ani słowa, Gin!
Ta uśmiechnęła się szeroko, unosząc brwi.
— Szczerze mówiąc, po jego minie nie sądzę, żeby
go to obchodziło. Widziałam cię odsuwającą się od niego, zanim wyszłam z
kominka, ale Miona, ten arogancki palant oblizał usta, a twoje są spuchnięte.
Spuchnięte jak po całowaniu.
Hermiona poczuła krew napływającą do policzków,
gdy potarła twarz dłonią i jęknęła cicho.
— Dlaczego tu jesteś?
— Tak, jasne. — Ginny skinęła głową, teraz już
poważniejąc. Wzięła głęboki oddech. — Mam nadzieję, że jutro wieczorem nie
będziesz zajęta, bo idziesz do nas na kolację. Ron i Vanessa też. — Spojrzenie
Ginny stało się ostrożne. — Oni… oni mają wieści do przekazania.
— Dobrze — powiedziała niepewnie Hermiona i
zmarszczyła brwi. — A co, to coś ważnego?
Ginny zacisnęła zęby i wzięła jej rękę.
— Biorą ślub.
Hermiona zamrugała. Ron żeni się z Vanessą,
kobietą, którą znał od niecałego roku. Wiedziała, że powinna coś czuć, ale w
tej chwili nie czuła niczego poza… pustką.
— Ron powiedział dzisiaj Harry’emu, gdy grali w
Quidditcha w Norze — mruknęła Ginny. — Nie sądzę, żeby miał to na myśli…
zaproponował kolację z nami wszystkimi i chyba po prostu mu się wymsknęło.
Chyba nawet myślał, że to dobry pomysł, żeby przekazać ci tę nowinę jutro
wieczorem. Ale, Miona… Ginny westchnęła i zmarszczyła brwi. — Naprawdę nie
chciałam, żeby cię tym zaskoczył.
Hermiona przełknęła ślinę i wzruszyła ramionami.
— Dlaczego miałoby mnie to obchodzić? Rozstaliśmy
się lata temu.
Mimo to pustka w jej wnętrzu rosła.
— Tak, wiem — powiedziała Ginny — ale pamiętam,
jak kiedyś rozmawialiśmy o tym, że będziemy siostrami. Że nasze dzieci zostaną
kuzynami. Słuchaj, wiem, że już nie kochasz Rona. Nie w ten sposób. Ale nie
powinnaś się o tym dowiadywać w ten sposób.
Hermiona wymusiła uśmiech i skinęła głową.
— Dzięki, Ginny.
Ginny na chwilę zmarszczyła brwi, po czym
rozluźniła się, uśmiechnęła ironicznie, a potem powoli pochyliła się, żeby
zerknąć na spektakl w salonie. Jęknęła cicho i zmarszczyła brwi.
— To cholernie niesprawiedliwe. Gdybym nie była z
Harrym, wdrapałabym się na niego jak na drzewo.
— Ginny! — Hermiona sapnęła i lekko klepnęła ją w
ramię.
— Ale on jest taki wysportowany! — syknęła.
— Tak, i bardzo zajęty — mruknęła z przekąsem.
Ginny spojrzała na nią z uniesionymi brwiami.
— Bardzo
zajęty?
Hermiona zacisnęła szczękę i spuściła wzrok.
— Nie. Nie bardzo zajęty. Tylko… tylko trochę.
Ginny prychnęła i zasłużyła na ponure spojrzenie
Hermiony, zanim uniosła dłonie.
— Dobrze, rozumiem. Ale wiesz, jeśli wszystko
pójdzie dobrze, możesz rozważyć zaproszenie go jako osoby towarzyszącej na
ślub. To byłaby świetna zemsta na Ronie, wiesz. On kompletnie oszaleje, jeśli
przyprowadzisz Malfoya na jego ślub.
Hermiona odpowiedziała kolejnym gniewnym
spojrzeniem.
Ginny skrzyżowała ramiona i wzruszyła ramionami.
— Dobrze. W porządku. — Wzięła głęboki oddech,
wyprostowała się i głośniej dodała: — No cóż, pozwolę ci wrócić do pracy.
Poruszyła sugestywnie brwiami, zanim weszła do
salonu, a Hermiona poszła za nią.
Draco spojrzał w górę z irytacją i ostrożnie
podał dziecko matce.
— Weasley.
Skinął krótko głową.
— Teraz Potter — zażartowała. — Co się stało z Łasicą? W szkole lubiłeś to określenie,
prawda?
Draco uniósł brew.
— Różnie nazywałem cię w szkole. Jeszcze gorzej
na boisku do Quidditcha.
— No cóż — Ginny westchnęła dramatycznie —
łasice, fretki — wszyscy mieliśmy wzloty i upadki, latając do woli na miotłach,
prawda?
Uśmiechnęła się do niego figlarnie, tak jak
Hermiona rozpoznała to po latach przyjaźni; Ginevra Potter flirtowała z Draco Malfoyem.
On też to zauważył i zaśmiał się serdecznie.
Hermiona odprowadziła Ginny do kominka.
— Wspaniale. Dziękuję, że wpadłaś. A teraz idź
już. Do zobaczenia jutro, Gin.
— Dobra, dobra — zachichotała, a potem spojrzała
na nią znacząco. — Wiesz, naprawdę powinnaś zamknąć Sieć Fiuu, jeśli chcecie
pracować bez przeszkód.
Hermiona prychnęła i niemal wrzuciła proszek Fiuu
w płomienie, krzycząc:
— Grimmauld Place 12!
Potem Ginny dodała żartobliwym tonem:
— No cóż, powodzenia w ćwiczeniu taktyki
przesłuchań, czy czegokolwiek nad czym pracujecie.
Hermiona westchnęła ciężko, a jej napięte ramiona
nieco się rozluźniły. Kiedy odwróciła się do Draco, zobaczyła, że uśmiecha się
z rozbawieniem.
— Więc kiedy jej powiedziałaś? — zapytał.
Hermiona poczuła, jak jej policzki płoną, gdy
rzuciła się na sofę obok niego z wyczerpanym prychnięciem.
— W lipcu — wyznała. — Po… po naszym pierwszym
razie w twoim mieszkaniu. — Przełknęła ślinę. — Przepraszam. Nie chciałam…
Rozumiem, jeśli jesteś na mnie zły.
— Za co? — zapytał i położył rękę na oparciu
sofy.
— No cóż, ja… — Przygryzła wargę i spojrzała na
niego. — Nie rozmawialiśmy o mówieniu o nas ludziom, więc po prostu założyłam…
Zmarszczył brwi.
— Granger, jest różnica między mówieniem ludziom
a mówieniem przyjaciołom.
Tak, pomyślała gorzko, bo powiedzenie ludziom
oznaczałoby upublicznienie, a on najwyraźniej
tego nie chciał. Pokręciła głową.
— Nie, nie. Nie powiedziałam… ludziom.
Uśmiech zagościł na jego ustach, gdy pochylił się
do przodu, opierając łokcie na kolanach.
— I zakładam, że ani ty, ani Łasica jeszcze nie
powiedziałyście Potterowi. Czy powinienem się martwić? Mam się spodziewać
różdżki na gardle w poniedziałek?
— Nie. — Hermiona zaśmiała się cicho. — Nie,
Harry nie wie. I nikt inny też nie. Tylko Ginny.
I jej Uzdrowicielka Umysłu, ale nie było sensu mu
tego mówić.
Draco mruknął i skinął głową.
Hermiona poruszyła się.
— Powiedziałeś komuś o mnie? Znaczy, zrozumiem,
jeśli nie. To nie jest tak… no cóż. I wiem, że twoja mama wie — przepraszam za
to — ale… czy powiedziałeś komuś ze swoich przyjaciół?
Jej serce biło o wiele mocniej, niż by chciała, i
nie rozumiała, dlaczego to było tak obciążające. Jeśli nie powiedział swoim przyjaciołom, mogła jedynie założyć, że to
dlatego, że nie chciał, może dlatego, że się wstydził. Ale jeśli tak, bała się
dowiedzieć, co powiedział. Słyszała już wcześniej, jak Harry i Ron rozmawiają o
dziewczynach i chociaż rzadko mówili coś aż nazbyt sprośnego i okrutnego, to i
tak było wystarczająco źle; nawet nie chciała sobie wyobrazić, co powiedzieliby
o niej Ślizgoni.
— Theo wie — oznajmił Draco i wzruszył ramionami.
— Oczywiście nie zna żadnych szczegółów. — Uśmiechnął się do niej łobuzersko. —
Ale wie, że się z tobą spotykam.
Spotykam
się. Nie umawiam. Ale oczywiście, nie
umawiali się. Musiała o tym pamiętać. Odchrząknęła i skinęła głową.
— Dobrze.
— Powiedziałaś Łasicy? — dopytywał. — O
szczegółach.
Policzki Hermiony natychmiast zapłonęły i objęła
się ramionami.
— Ja… mogłam wspomnieć coś na ten temat.
Spodziewała się, że zadrwi, skrzywi się, ale tego
nie zrobił. Zaśmiał się, co zaskoczyło ją tak bardzo, że musiała spojrzeć mu w
oczy. Uśmiechnął się.
— Stąd ten flirt, rozumiem. — Puścił do niej oko.
Puścił oko. — Zawsze wiedziałem, że
ma charakterek. — Potem westchnął i opuścił rękę na jej ramiona. — Więc co
sprawiło, że wparowała do twojego mieszkania?
Klatka piersiowa Hermiony natychmiast się
ścisnęła. Właśnie. Ron. Ślub. Z Vanessą. Spuściła wzrok i wykręciła szczękę.
— To… to nic takiego. Jutro idę do nich na
kolację.
Draco mruknął sceptycznie, ale nie naciskał.
Hermiona przygryzła wargę, czując, jak gorycz
trawi ją od środka. Ginny miała rację, nie kochała już Rona w ten sposób, ale
myśl, że poślubi kogoś innego niż ona — cóż, bolała bardziej, niż chciała
przyznać. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że nie była to dziewczyna, którą
znał od lat i z którą był w związku co najmniej od roku. Nie, to była
dziewczyna, którą ledwo znał i z którą był zaledwie od kilku miesięcy. Ile to
trwało? Osiem miesięcy? Za mało, żeby zacząć myśleć o małżeństwie.
Jednak w jej żołądku kłębiło się również inne
uczucie, które mogła określić jako żal. Tak, żałowała, że to nie ona pójdzie z
nim do ołtarza — nie dlatego, że tak rozpaczliwie pragnęła go poślubić, ale z
powodu życia, którego nigdy nie będzie miała. Nie będzie rudowłosych dzieci,
Rose i Hugo. Nie będzie domku na wzgórzu, nie będzie wspólnego starzenia się.
Jej życie miałoby jakiś cel. Znalazłaby swoje miejsce. Nie byłaby piątym kołem
u wozu na kolacjach i nie musiałaby słuchać Molly, która bez przerwy martwi
się, że zostanie starą panną.
Była zła na siebie za to, że bezmyślnie uległa
społecznym normom małżeńskim i archaicznym wartościom rodzinnym — była młodą
kobietą żyjącą w dwudziestym pierwszym wieku, mogącą żyć swoim życiem — ale
gdyby nie fakt, że wszyscy jej przyjaciele już się ustatkowali, mogłaby cieszyć
się byciem singielką po dwudziestce.
Nawet od Draco, pomimo jego beztroskich poglądów
na związki i tak dalej, oczekiwano, że prędzej czy później się ożeni. Od
skandalicznego rozstania z Astorią Greengrass, co miesiąc Tygodnik Czarownica publikował ranking najatrakcyjniejszych
kawalerów w kraju, a Draco zawsze znajdował się na tej liście. Zawsze.
Co więcej, Malfoy był również uznawany za
najbogatszego czarodzieja w całej Wielkiej Brytanii. Hermiona nie wiedziała
dokładnie, jak bogaty jest i nie była nawet pewna, czy chce to wiedzieć.
Pamiętała jednak, jak kiedyś czytała felieton w Proroku Codziennym o korupcji w Ministerstwie, która pozwoliła
Śmierciożercom-milionerom pozostać milionerami nawet po upadku Voldemorta, a
Malfoyów przedstawiano jako najgorszych z nich. Autor artykułu stwierdził
nawet, że trzyosobowa rodzina posiadała większość majątku czarodziejskiej
społeczności w kraju, a ich bogactwo nie miało żadnych moralnych źródeł.
Ale niewiele bogactw miało moralne źródła — a
kiedy ta ogromna fortuna należała do tak przystojnego i pociągającego mężczyzny
jak Draco Malfoy, kobiety nie przejmowały się tym, skąd wziął pieniądze, tylko
tym, że je ma.
Powszechnie
znaną prawdą jest, że samotny mężczyzna z dużym majątkiem musi pragnąć żony, jak to kiedyś trafnie ujęła Jane Austen. Mimo
oczywistego sarkazmu w słowach Austen, Hermiona teraz poczuła ciężar tych słów.
Przełknęła ślinę. Pewnego dnia, niezbyt daleko,
to Draco poprowadzi kogoś do ołtarza, i to nie będzie Hermiona. Może nie był
„przeciwko” prawdziwemu związkowi z nią, ale nigdy nie wyjdzie poza to. Nie,
zostanie z boku, cierpliwie czekając na kogoś, kto uzna ją za godną swojego
czasu i wysiłku.
Niepokój wpełzł jej do gardła, gdy wzięła głęboki
oddech i odsunęła się od niego.
— Ja… — zaczęła, ale tak naprawdę nie wiedziała,
co powiedzieć. — Dzisiaj było cudownie, Draco. Dziękuję.
— Skończyło się? — zapytał ostrożnie.
Hermiona odważyła się spojrzeć na niego i
zobaczyła dociekliwą minę. Zmarszczyła brwi i spuściła wzrok na swoje dłonie.
— Chyba… chyba potrzebuję trochę czasu dla
siebie.
Przez chwilę milczał, zanim przełknął ślinę i
wstał z sofy. Ta zmiana sprawiła, że natychmiast za nim zatęskniła, ale go nie
powstrzymała. Musiała postawić granicę. Jeśli to miało do niczego nie
prowadzić, jeśli to miał być tylko seks z odrobiną, a może i dużą, opieki, musiała
zdystansować się od nadmiaru, który groził, że popchnie ją w stronę potrzeby
czegoś innego.
— Rozumiem — powiedział. — Masz w domu coś do
jedzenia, czy…
— Zamówię coś na dowóz. — Hermiona skinęła głową
i spojrzała na niego. Wyglądał na nieco spiętego, ale nie używał oklumencji.
Uśmiechnęła się do niego blado. — Naprawdę, Draco, to był cudowny dzień. Po
prostu… muszę pobyć sama i wszystko sobie poukładać. — Poruszyła się, szukając
słów, które by go utwierdziły. — Naprawdę dobrze się bawiłam zeszłej nocy.
Wszystko mi się podobało. Dziękuję.
Skinął głową i obdarzył ją rozdzierającym serce
uśmiechem.
— Cała przyjemność po mojej stronie, Granger.
Skubała paznokcie, przygryzając wargę. Nie
chciała, żeby odszedł.
Ciepłe dłonie objęły jej dłonie, powstrzymując ją
od skubania i Draco kucnął przed nią.
— Przestań — zrugał ją cicho. — Robisz to, kiedy
jesteś zdenerwowana, a to nie jest dobre dla twoich dłoni. — Powoli uniósł
jedną z jej rąk, by złożyć delikatny pocałunek na jej kostkach, pozostawiając
Hermionę bez tchu. — Jesteś pewna, że wszystko w porządku?
Jego oczy błyszczały i lśniły od obietnic,
których nie mógł dotrzymać.
Przełknęła ślinę.
— Tak. Nic mi nie jest. Muszę się tylko
zrelaksować.
Wstał, a chłód, jaki zostawiły za sobą jego
dłonie, przyprawił ją o dreszcz. Część jej pragnęła, żeby został, chciała, żeby
ją tulił przez całą noc i delikatnie całował, ale wiedziała, że to nic nie da.
Bała się chwili, w której zostanie sama ze swoimi myślami, ale on nie mógł
zostać.
Spoglądając na swoje kolana, zdała sobie sprawę,
że wciąż ma na sobie jego koszulkę do Quidditcha. Sapnęła i wstała, kierując
się do sypialni.
— Twoja koszulka! Przebiorę się tylko, żebyś
mógł…
— Nie — powiedział i zatrzymał się, delikatnie
kładąc dłoń na jej łokciu. Spojrzała na niego, a on się uśmiechnął. — Zatrzymaj
ją, Granger. Koniec ze spaniem w koszulce Weasleya. — Pochylił się, jego twarz
zawisła tuż nad jej. — Chcę cię w swojej.
Jej serce zabiło mocniej.
— Naprawdę?
Skinął powoli głową, a na jego ustach pojawił się
chytry uśmieszek. Przyciągnął ją bliżej.
— Naprawdę.
Pocałunek był czuły, delikatny, ale nie mniej
zaborczy niż wszystkie jego inne pocałunki, i sprawił, że Hermiona się
rozpłynęła. Kiedy się odsunął, jego oddech musnął jej twarz, gdy szepnął:
— Mam nadzieję, że nie zgłosisz mnie za
molestowanie seksualne, jeśli przypadkiem wyślę ci niegrzeczne wiadomości na
komórkę w poniedziałek w pracy.
Uśmiechnęła się i poczuła ulgę.
— To zależy.
— Od czego?
— Czy mi się spodobają, czy nie.
Uśmiechnął się groźnie.
— Och, kotku, spodobają ci się.
— Jesteś strasznie pewny siebie jak na nowicjusza
w SMS-ach.
Uniósł brew.
— Może i jestem nowicjuszem w mugolskiej
technologii, ale w języku angielskim? Proszę, Granger, nie rozśmieszaj mnie. —
Pochylił się, muskając ustami małżowinę jej ucha i szepcząc: — Mogę sprawić, że
twoja słodka cipka będzie ociekać z pragnienia zaledwie dwoma słowami.
— Tak? — wyszeptała, a jej puls przyspieszył. —
Jakimi?
Zaśmiał się ponuro.
— Grzeczna dziewczynka.
Wzięła drążący oddech, prawie tracąc równowagę, gdy się od niej odsunął. Jego spojrzenie było mroczne, a uśmiech pewny siebie, gdy chwycił garść proszku Fiuu i zniknął. Hermiona przełknęła ślinę i położyła dłoń na piersi. Jej serce biło szybko, brzuch trzepotał, ale uczucie to szybko uleciało, gdy ogarnęła ją samotność.
_____________
Witajcie :) w poniedziałkowe popołudnie zapraszam na kolejny rozdział tłumaczenia. W taki oto sposób kończymy pierwszą część tej historii. Rozmowy i słodkie momenty to coś, co bardzo lubię w tym opowiadaniu. Ale to dopiero początek wielu ciekawych momentów.
Na następny rozdział zapraszam za dwa tygodnie. Miłej lektury!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)