sobota, 31 marca 2018

Rozdział 21: To, co było


Siedzimy w ciszy przy stole śniadaniowym. Stworek nuci radośnie, stawiając przed nami jedzenie. Ron mrużąc oczy, przenosi wzrok między Draco i panią Malfoy. Mięśnie Draco napinają się na plecach, gdy siedzi prosto, jak gdyby nic się nie działo. Jego matka rzuca zdradzieckie spojrzenia na swego syna i obrzuca pełnymi nienawiści resztę grupy.
Pan Lovegood gapi się dziwnie na skromny żyrandol wiszący nad stołem, przechylając głowę w bok i mamrocząc coś pod nosem. Luna uśmiecha się do wszystkich, zerkając swoim przenikliwym spojrzeniem. Jedynie Harry wygląda na spokojnego. Oczyszczam gardło.
— Więc, wielu z was może być zdezorientowanych obecnymi wydarzeniami — zaczynam, a pani Malfoy prycha pod nosem, jednak nikt nie reaguje, ponieważ są wpatrzeni we mnie. — To dość długa, skomplikowana opowieść, ale zrobię wszystko co w mojej mocy, aby odpowiedzieć na wszelkie pytania z waszej strony.
Jak na komendę wszyscy przytakują.
Mówię im wszystko. Nie pomijam długiej i bolesnej wojny, którą ostatecznie przegraliśmy. Wspominam zaklęcie, które przekazał mi portret Dumbledore’a tuż po ostatniej bitwie, ale nie koncentruję się na szczegółach. Pani Malfoy patrzy na Draco, gdy mówię, że wszedł do gabinetu podczas rzucania zaklęcia i wszystko pamięta. Blondyn nie chcąc skurczyć się pod jej spojrzeniem, siada wyżej.
Kiedy wyjaśniam, że zaklęcie niesie za sobą konsekwencje, Harry ściska moją dłoń, wiedząc, iż muszę powiedzieć, że moją ceną za życie w naszym świecie, była śmierć moich rodziców. Wszyscy są osłupieni i nawet pani Malfoy patrzy na mnie z politowaniem.
— Zostałam porwana przez Voldemorta — mówię — i uwięziona.
Zerkam na Draco, wiedząc, że nie mogę powiedzieć nic więcej.
— Uwięziono ją w Dworze Malfoyów — wyjaśnia chłopak.
— Ty draniu — rzuca Ron w jego kierunku.
— Ron — ostrzegam, a oczy Draco zwężają się, gdy patrzy na rudzielca.
— Codziennie była torturowana, czasem za bardzo przez Bellatrix — kontynuuje Draco, patrząc spokojnie na Rona, który wygląda tak, jakby był gotowy rzucić zaklęcia lub ciosy, ewentualnie wybrać to, co prostsze.
— Draco — skarżę się — akurat o tym nie musieli wiedzieć.
W odpowiedzi przewraca oczami.
— Czarny Pan także ją torturował i to właśnie wtedy coś mu zaproponowała — mówi dalej chłopak — śmierć Dumbledore’a.
Wszyscy z wyjątkiem Malfoyów i Luny wyglądają na zdradzonych. Harry patrzy na mnie z niedowierzaniem płonącym w jego oczach. Spuszczam wzrok na kolana, gdy na jego twarzy pojawia się ponury grymas.
— Przysięgła — mówi Draco trochę głośniej niż wcześniej — przysięgą wieczystą, że Dumbledore umrze przed końcem roku i że nie powie o tym nikomu, z wyjątkiem tych, którzy o tym już wiedzą.
— Wyjaśnij — żąda Harry ode mnie, niebezpiecznym tonem głosu. Nie podnoszę wzroku znad mych kolan.
— Z właściwej linii czasu wiedziałam, że Dumbledore był chory. Umarł na koniec szóstego roku, ale to nie choroba go zabrała. On… on poprosił Snape’a o zabicie go, odkąd zaczął słabnąć, a jego śmierć była okazją, aby Snape wykazał się lojalnością. Kiedy mnie porwano, wszedł Voldemort i… i… chciał dowiedzieć się, co zniszczył Dumbledore. Prawdopodobnie bredząc, powiedziałam mu, że Dumbledore umrze. Wziął to za propozycję. Wiedziałam, że tak czy inaczej umrze, więc złożyłam ślubowanie, aby mnie wypuścił.
— Dlaczego mi nie powiedział? — szepta Harry.
— Nie chciał, abyś ty lub ktokolwiek go opłakiwał za życia — odpowiadam cicho. — Chciał cieszyć się tymi ostatnimi dniami.
Harry przytakuje powoli, a ja sięgam po jego dłoń i ściskam mocno.
— Pracowaliśmy z Dumbledore’em, aby w tej czasoprzestrzeni było inaczej — mówię, odwracając się do grupy. — Draco mi pomagał, jesteśmy o wiele lepiej przygotowani niż wtedy. Wygramy to.
Pani Malfoy drwi i odwraca wzrok.
— Skąd pewność, że możemy mu zaufać? — pyta Ron, patrząc na Draco, którego oczy pałają taką samą nienawiścią.
— Ja mu ufam — odpowiadam. Ron zerka na mnie, ale gniew w jego oczach nie maleje, tylko miesza się z niedowierzaniem i zdradą.
— Prawdopodobnie sobie z tobą pogrywa — odpowiada szorstko Ron.
— Draco spędził rok, pomagając mi — wyjaśniam, nie chcąc się wycofać. Najlepiej wszystko załatwić od razu, nie przejmując się faktem, że jesteśmy zmęczeni i pogrążeni w żałobie. — Nie bylibyśmy w tak doskonałej pozycji, gdyby nie on.
— To z nim spędzałaś tyle czasu? — Obrzydzenie pojawia się na jego twarzy, a usta wykrzywiają w szyderstwie. Nie wycofam się.
— Tak.
— To, że się z nim bzykasz, nie oznacza, że można mu zaufać — oświadcza Ron. — Powiedziałbym, że to stwarza jeszcze więcej powodów, aby tego nie robić.
Pani Malfoy otwiera szeroko oczy i patrzy na mnie z przerażeniem.
— To dlatego nas tu sprowadziłeś? — żąda. — Dla twojej szlamy?
Draco rumieni się, ale wygląda na rozzłoszczonego. Moje brwi niemal dotykają linii włosów.
— Ronaldzie Biliusie Weasley — krzyczę nagle, ignorując pytające spojrzenia. — Jak śmiesz. Nie bzykam się z nikim, w przeciwieństwie do niektórych ludzi. — Ron czerwieni się pod moim spojrzeniem. — Draco pamięta wojnę i właśnie dlatego zmienił stronę, było okropnie i być może tego nie zrozumiesz, ale nie będę tolerowała twojego dziecinnego zachowania. Toczymy wojnę i jeśli nie potrafisz odłożyć na bok przeszłości, nie możesz tu zostać. Nie możemy sobie pozwolić na walkę między sobą.
Ron warczy, szukając wsparcia u Harry’ego, jednak ten nie odwraca wzroku, tylko potrząsa głową ze smutkiem. Oczy Rona zwężają się jeszcze bardziej.
— Możesz po prostu porzucić przyjaciół, Łasico — zachęca go Draco.
— Nigdy bym tego nie zrobił — krzyczy Gryfon.
— A jednak kiedyś miało to miejsce — odpowiada spokojnie Draco, powodując, że Ron oddycha coraz ciężej.
— Ron — mówię cicho. — Myślę, że wszyscy potrzebujemy czasu na przeanalizowanie nowych informacji. Zjedzmy śniadanie i pozwólmy, żeby opadły emocje.
Weasley chwyta swój talerz i wstaje.
— Nie jem z nimi — syczy i odchodzi.
Pani Malfoy podnosi się po tym, jak niknie z pola widzenia.
— Myślę, że będzie lepiej jeśli zjem śniadanie w swoim pokoju — mówi chłodno. — Draco? — Chłopak jedynie kręci głową, co kobieta komentuje prychnięciem. — Stworku, przynieś mi jedzenie — nakazuje. Skrzat spogląda na Harry’ego, który powoli przytakuje i skrzat znika razem z kobietą.
— Co to miało być? — szeptam do Draco, który wzdycha ciężko.
— Polityka czystej krwi w najlepszym wydaniu — mówi ze znużeniem, wreszcie siadając na siedzenie. — Ona nie chce łamać się chlebem z tym towarzystwem, a jedzenie z wrogiem jest aktem sojuszu lub przynajmniej zgodą, by nie działać przeciwko drugiemu.
Przytakuję.
— To poszło całkiem nieźle — mówi Luna rozmarzonym głosem, a Harry lekko się uśmiecha. — Jeden z lepszych możliwych wyników — dodaje.
Co miała na myśli? Zapytam ją o to na osobności.
W ciszy jemy śniadanie. Ten poranek jest zdecydowanie za długi.

~*~*~*~*~*~

Po południu samotnie wędruję korytarzami. Zdaje się, że pani Malfoy rozmawia z obrazem pani Black.
— Zabił jej syna — szeptam, a pani Malfoy obraca się w moim kierunku.
— Przepraszam? — odpowiada zimno.
— PLUGAWA SZLAMA! — krzyczy obraz, a Narcyza przewraca oczami, wymawia zaklęcie, którego nie da się usłyszeć przez ten wrzask, po czym wszystko cichnie.
— Odpocznij. — Patrzy na obraz wzrokiem nie znoszącym sprzeciwu.
— Voldemort — mówię, a kobieta odwraca się do mnie. — Voldemort zabił jej syna.
— Syriusz praktycznie nie był jej synem, gdy nadszedł jego koniec — odpowiada, a ja kręcę głową ze smutkiem.
— Regulus, jej młodszy syn. Voldemort też go zabił. — Kobieta nie odpowiada. — Zmienił zdanie, uświadomił sobie, że ból i śmierć nie były tym, czego chciał w swoim życiu lub dla tego świata, a kiedy jego pan to odkrył, pozbawił go życia.
Obrzuca mnie chłodnym, wyrachowanym spojrzeniem, układając wargi w wąską kreskę.
— Myślisz, że zawahałby się, zabijając twojego syna? — pytam.
Jej usta zaciskają się jeszcze bardziej, a brwi zwężają. Odchodzę. Na razie może o tym myśleć, a ja muszę się nauczyć tego przeklętego zaklęcia.

~*~*~*~*~*~

Harry, Draco, Lovegoodowie i ja jemy razem kolację. Ron i pani Malfoy nalegali, aby jeść w swoich pokojach.
— Myślisz, że zdecyduje się odejść? — pytam Harry’ego niskim głosem. Draco spogląda na nas groźnie zza stołu, a Harry wzrusza ramionami.
— Jest 82% szans, że zostanie — odpowiada Luna między kęsami.
— Słucham?
— Chociaż spadną do 37,2% jeśli Draco do niego pójdzie i „porozmawia” z nim o tobie.
— Że co?
Patrzę na Draco, który zabija wzrokiem blondynkę.
— Chce, żeby Ron zrozumiał, że nie może do ciebie mówić w ten sposób i to nie jest jego sprawa co robisz i kogo nie bzykasz — kontynuuje dziewczyna, jakby nic się nie stało.
Moja twarz przybiera purpurowy odcień, a Draco bardziej zielony.
— Mógłbyś? — szeptam.
— 64% szansy, że się na to zdecyduje, ponieważ warto — dodaje Luna. — Właściwie — dotyka krawędzią widelca dolnej wargi — teraz już 97,1%, bo ma świadomość, że jest bardziej prawdopodobne, iż Ron odejdzie. Przepraszam za to. — Uśmiecha się i bierze kolejny kawałek ziemniaka. Pan Lovegood odwraca wzrok, bo kilka słonych łez spływa po jego twarzy. Luna spogląda pytająco na ojca, a potem na swój posiłek, nieco bardziej przytłumiona.
— Skąd to wszystko wiesz, Luno? — pyta Harry, a dziewczyna uśmiecha się wesoło.
— Widzę to — odpowiada, co Harry komentuje roztargnionym skinieniem głowy, chociaż tak naprawdę nic nie rozumie.
— Obawiam się, że muszę wracać do pokoju — mówi nagle pan Lovegood, wstając. — Nargle próbują przejąć nade mną kontrolę, sami widzicie.
Po czym kiwa głową i odchodzi, nie oglądając się za sobą.
— Co masz na myśli, mówiąc „widzę” — Zwracam uwagę na tę sprawę. Luna chichocze.
— Moimi oczami.
Ostatkiem sił tłumię westchnienie pełne irytacji.
— Co widzisz? — naciskam.
Przesuwa głowę w bok, a potem wzrusza ramionami.
— Wszystko — odpowiada.
— Wszystko?
— Tak. — Uśmiecha się szeroko.
— Ja… nie rozumiem.
— Co jest… co może być… jak prawdopodobne… wszystko. — Znów wzrusza ramionami.
— Jak… jasnowidz? — pyta Harry. — Proroctwa?
Twarz chłopaka jest blada jak ściana, a Luna wykonuje niezobowiązujący ruch głową.
— Jasnowidz nie pamięta proroctw — przypominam.
— Jasnowidz widzi proroctwa i protokoły — mówi Luna. — To dość rzadkie, ale tak.
— Jesteś jasnowidzem? — Draco wstrzymuje oddech. Luna wzrusza ramionami, ale kiwa głową. — Sądziłem, że to legenda, ponieważ od ośmiuset lat nie odnotowano żadnego przypadku i żaden z nich nie został zidentyfikowany.
Może nie było także Insygniów Śmierci, myślę.
— Myślę, że słowo „jasnowidz” jest zbyt wyszukane — mówi Luna, przewracając oczami. — Mama też tak mówiła.
— Twoja mama była jasnowidzem? — pyta Draco z oczywistym niedowierzaniem.
— Właśnie tak — Luna rozpromienia się. — Tęsknię za nią.
— Pozwól mi to rozpracować — mówi Harry. — Widzisz przyszłość.
— Niezupełnie — poprawiam. — Książki, w których o tym czytałam, mówią, że widzą możliwą przyszłość, ponieważ to, co nie zostało zamienione w kamień jest tylko prawdopodobieństwem każdego wydarzenia.
Luna kiwa głową.
— Czy możesz nam powiedzieć, czy wygramy? — Harry szepta z niepokojem.
Jej uśmiech gaśnie, gdy lekko potrząsa głową.
— Jeszcze daleko do tego — mamrocze. — Tak wiele może się zmienić między teraz a potem. Nie mogę nic więcej powiedzieć, poza tym, że musimy się przygotować, aby być gotowym na to, co będzie miało miejsce przez następne dwa tygodnie.
— Dwa tygodnie? — jęczy Draco. — Widzisz dwa tygodnie bez medytacji. Jak wielką moc posiadasz? — Jego oczy omiatają młodą czarownicę, która wzrusza ramionami.
— Mogę cię o coś zapytać? —pytam nerwowo, ale można wyczuć mój sceptycyzm. Luna zgadza się. — Czy możesz dzisiaj wieczorem spisać możliwe warianty mojej przyszłości wraz z prawdopodobieństwem i schować do koperty? Chciałabym je jutro przeczytać.
Odpowiada wszechwiedzącym uśmiechem.
— Jasne.
Tak czy inaczej, będę wiedziała rano. Chociaż mam wrażenie, że dzisiaj wieczorem będę musiała porozmawiać z Draco.
 ________

Witajcie :) w ten przedświąteczny wieczór publikuję kolejny rozdział tłumaczenia. Szczerze mówiąc, sama jestem zaskoczona tym, co miało tutaj miejsce. Autorka bardzo fajnie kreuje Lunę i mogę Wam zdradzić, że dalej będzie jeszcze lepiej. Piszcie, co sądzicie.
U mnie w domu istny szał, ale tak jest w każde święta, więc w sumie powinnam się przyzwyczaić. Na szczęście ominęły mnie świąteczne porządki, ponieważ dopiero wczoraj przyjechałam do domu. A jak tam u Was? Dajecie radę?
Korzystając z okazji, chciałabym złożyć serdeczne życzenia świąteczne. Zdrowych, wesołych i rodzinnych świąt Wielkanocnych, a także mokrego dyngusa! Spędzajcie czas z najbliższymi i cieszcie się chwilą! 
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Enjoy!

Obserwatorzy