piątek, 15 września 2017

Rozdział 15: Głupi Draco, głupia Hermiona, głupi bal!

Rozdział betowały: PrincessExpecto, Patronuska

Narracja pierwszoosobowa z perspektywy Draco

Głupota (rzeczownik) — 1: cecha lub stan bycia głupim; 2: cecha, która zaskakuje nas wszystkich.

Korytarz w Hogwarcie pełen głupoty:
1) Blaise Zabini — Nie powiedział mi z kim przyjdzie! Ja powinienem to wiedzieć! I dlatego, że mi tego nie powiedział, oświadczam, że jest głupi.
2) Ronald Weasley — Zabiera kurczaka na tańce. Komentarz jest zbędny.
3) Harry Potter — Cóż, to Harry Potter, co samo przez się oznacza, że jest głupi. I jest drętwy, drętwy w tańcu. Współczuje stopom Wiewióry, bo będą dzisiaj cierpieć przez Chłopca-Który-Żył z trzema lewymi nogami.
4) Draco Malfoy — (Nie jest głupi. Jest niesamowity, ale według autora w tej właśnie chwili jest.) Okej, zabiera Hermionę na tańce, prawda? Draco Malfoy zabiera Hermionę Granger na tańce. Więc zapytasz: „Co w tym złego?” Normalny człowiek odpowiedziałby: „Sądzę, że nie ma w tym nic złego”. Ale gdybyś powiedział to  komukolwiek obecnemu teraz w Hogwarcie, pewnie spojrzeli by na ciebie jak na głupka i uciekli myśląc, że świat się kończy. Draco zapomniał o tym, więc tak, to było dość głupie. Ale oczywiście znając Draco Malfoya, jedyne słowa, które by w tej sytuacji wypowiedział, brzmiałyby: „Pieprzyć ich!”
5) Hermiona Granger — Nie zgadzała się z dewizą pana Malfoya i naprawdę się martwiła. Mówiła, że nie może aż tak ryzykować, więc odrzuciła zaproszenie Draco. Och, złamała mu serce. To prawdopodobnie jedna z najgłupszych decyzji, które podjęła w swoim życiu. Zgadzasz się ze mną?
6) Pansy Parkinson — Rozpowiada plotki o tym, że zabieram ją na bal i opowiada głupoty o Hermionie. „Założę się, że nikt nie zaprosił szlamy. Bo niby kto? Ona jest taka paskudna”. Tak, a ty wyglądasz jak pachy trolla.
7) Reszta ludzi w Hogwarcie — Po prostu są.

Narracja pierwszoosobowa z perspektywy Hermiony

— Pozwól mi to ogarnąć — zaczęła Ginny głosem, trzęsącym się od gniewu. — Odrzuciłaś zaproszenie Draco, bo martwisz się tym, co się potencjalnie stanie, gdy cała szkoła zobaczy was razem? — Przytaknęłam. — Myślisz, że nastąpi chaos? Bal okaże się katastrofą? A ludzie następnego dnia zaczną się mordować? — kontynuowała.
Westchnęłam z ulgą.
Tak! Sama widzisz, że nie mogę z nim iść!
Ginny wpatrywała się we mnie, jakby nie chciała niczego innego, tylko skręcić mi kark. Lepiej się od niej odsunę. Zaczęła drżeć, a ja czekałam aż wybuchnie.
— To najgłupsze wyjaśnienie, jakie kiedykolwiek słyszałam! I to najgłupsza decyzja, jaką kiedykolwiek podjęłaś!
I wybuchła. Westchnęłam i potarłam skronie.
— To nic, w sumie nawet tego nie żałuję.
Westchnęła ze zmęczenia.
— Cóż, ludzie mogliby panikować, gdyby zobaczyli was razem…
— Właśnie.
— Ale to nie znaczy, że powinnaś go odrzucić. Możesz sobie z tym poradzić. Cały tydzień czekałaś aż cię zaprosi. Odrzucałaś zaproszenia od innych przystojnych chłopaków w szkole, tylko dlatego, że on miał być twoim partnerem. Naprawdę chcesz to tak zostawić?
Jęknęłam i opadłam na swoje łóżko.
— Nie wiem, Ginny. Boli mnie głowa. Nie wiem, co powinnam zrobić ze sobą, z Draco i ze wszystkim!
Gin usiadła obok mnie i przytuliła.
— Wiesz co, Hermiono. Nie przejmuj się niczym. Pieprzyć ich!
Zachichotałam zupełnie tak, jak wtedy, kiedy Draco to do mnie powiedział. Ale gdy oznajmiłam, że się nie zgadzam i z nim nie pójdę, wzruszył ramionami i szybko wyszedł.
— Nie, Ginny. Nie rozumiesz. Nasze życie jest bardzo skomplikowane. On jest Ślizgonem, ja Gryfonką, żyjemy w różnych środowiskach. To jeden wielki bałagan, a najgorsze jest to, że nie możemy być razem. My — westchnęłam z niedowierzaniem — to niemożliwe.
Ginny popatrzyła na mnie ze smutkiem i mocniej przytuliła. Skrzywiłam się.
— Nawet nie wiem, czy on też mnie lubi.
Roześmiała się i odsunęła.
— Wspinał się na wieżę, żebyś mu wybaczyła. Zgodził się na przyjaźń z ludźmi, których obiecał nienawidzić do końca swoich dni. Jeśli to nie oznacza, że chce ciebie zachwycić, to ja nie wiem, co to jest.
Ponownie zachichotałam i ją uściskałam.
— Och, Ginny. Daj mi chwilę na zastanowienie się, okej? W międzyczasie nie chcę go spotkać. Możesz go gdzieś ukryć? Rozprasza mnie.
Ginny uśmiechnęła się i przewróciła oczami.
— Naprawdę masz zamiar go ignorować?
Kiwnęłam głową.
— Taa.
Wzruszyła ramionami.
— Jak chcesz. Jak tylko skończysz myśleć, idź do niego i całuj się aż do upadłego, dobrze?
Zaczerwieniłam się i spojrzałam na nią.
— To za szybko.
— Jego to nie obchodzi, ta świnia…
— Co robi fretka?
Ginny wzruszyła ramionami.
— Prawdopodobnie szuka innej partnerki albo radośnie spędza czas z Harrym, Ronem i Blaise’em.

Narracja pierwszoosobowa z perspektywy Draco

— O Boże, odrzuciła mnie, nie mam po co żyć, żegnaj okrutny świecie!
Blaise, Harry i Ron przewrócili oczami.
— Oj, ty królowo dramatu! Czy mógłbyś otworzyć drzwi, kiedy skończysz wydrapywać sobie oczy? Niektórzy z nas mają pęcherze i muszą je opróżnić.
Jęknąłem i kopnąłem mydło. Łazienka była jednym wielkim bałaganem. Po tym jak rozmawiałem z Hermioną, wbiegłem do łazienki Prefektów Naczelnych i emm, zacząłem pocić się przez oczy, obficie wykrzykując przekleństwa i dewastując toaletę. Jestem przygnębiony, a moi przyjaciele w ogóle się tym nie przejmują. To niegrzeczne.
— Do diabła z waszymi pęcherzami! Powiedzcie im, żeby sobie poszły i eksplodowały! — krzyknąłem w złości i praktycznie słyszałem jak przewracają oczami.
— Umrzemy, gdy to się stanie.
— Więc to bonus.
— Jesteś bardzo niegrzeczny.
— Nie jestem, ale wy tak i to bardzo — odpowiedziałem, siedząc na sedesie, ukrywając twarz w rękach. — Wszystko, czym się przejmujecie to wasze cholerne pęcherze. Mam na myśli, kto w ogóle się nimi przejmuje…
— Osoby, które muszą się wysikać…
— Hermiona po prostu mnie odrzuciła. Jestem smutny i zły. Bardzo smutny i bardzo zły, a wy powinniście być miłymi przyjaciółmi…
— Jesteśmy, ale chcemy się wysikać…
— Ciągle narzekacie na swoje głupie pęcherze…
— Wybuchną jeśli się nie pospieszysz…
— I jestem tutaj, nieszczęśliwy jak zwykle. Aktualnie biję sam siebie i niedługo umrę…
— Och to smutne. Umierasz? Czy to dlatego nadal gadasz i nie otwierasz drzwi?
— Po prostu idźcie sobie, wszyscy…
— Otwieraj te cholerne drzwi, bo przysięgam na Merlina, że utnę ci jaja!
— Dobra, otworzę. Idź i sikaj, jeeeeny.
Kiedy wszyscy się uspokoili, porozmawiałem z nimi o tym, co się stało i jęknęli.
— Zrobiła to? Boże, Hermiono, dlaczego jesteś taka głupia?
Potter poklepał mnie po plecach.
— Nie martw się, stary. Może ona po prostu się martwi. Wkrótce odzyska zdrowy rozsądek.
Jęknąłem.
— Mam nadzieję, że Merlin nawiedzi ją w ciągu doby, bo jak nie to wydłubię wszystkim oczy.
Zbledli i przełknęli ślinę.
— Spokojnie, kolego. Uspokój swojego wewnętrznego kanibala. Odpocznij, dobrze? Jutro będzie lepiej.

Hermiona
Co muszę zrobić:
1) Ignorować Sam-Wiesz-Kogo (Nie Voldemorta. Wiesz o kim mówię)
2) Wysterylizować Pansy Parkinson.
3) Spróbować dobrze się bawić na balu bez niego.

Draco
Co muszę zrobić:
1) Ignorować ją (znasz ją, prawda?)
2) Spisać każdego faceta, który zaprosi ją do tańca i następnego dnia wrzucić trochę swędzącego proszku do jego bokserek.
3) Spróbować dobrze bawić się na tym głupim balu (tak bardzo tego nie chcę *wzdycha*)

Następnego dnia

Zegar wybił siódmą i uczniowie, ubrani w kolorowe szaty, powoli wyszli ze swoich dormitoriów i udali się prosto do Wielkiej Sali, gdzie miał odbyć się bal. Głośno rozmawiali, z podekscytowaniem oczekując na tegoroczny temat zabawy.
Gdy podeszli do wielkich drewnianych drzwi, odetchnęli nerwowo i otworzyli je powoli, podziwiając pomieszczenie.
Prefekci Naczelni przeszli samych siebie. Uczniowie podeszli nieśmiało na czarno-biały parkiet do tańca i z zapartym tchem oglądali Wielką Salę. Cztery długie stoły zastąpiono małymi stolikami ozdobionymi efektownymi lampami.
Patrząc na słynny sufit Hogwartu, uczniowie wstrzymywali oddechy, kiedy konstelacje gwiazd mrugały do nich, oświetlając całe pomieszczenie. Pary uśmiechały się trzymając za ręce, gdy spadające gwiazdy przelatywały przez oświetlony sufit.
Po kilku minutach sala była wypełniona po brzegi uczniami śmiejącymi się, rozmawiającymi i podziwiającymi przygotowane niespodzianki. Jednak nie wszyscy ekscytowali się pięknymi dekoracjami. Byli tacy, którzy aktualnie znajdowali się w swoich dormitoriach, nie chcąc widzieć się nawzajem i mając nadzieję, że spędzą tę noc, wzajemnie się ignorując. Ale los miał inny pomysł.
— Okej, możesz to zrobić — szepnął Draco.
Po przekonaniu siebie przed lustrem milionowy raz tej doby, wziął głęboki oddech i wyszedł z sypialni. Kolejny raz odczytał wiadomość, którą ktoś włożył mu do kieszeni, skinął głową i udał się prosto do Wielkiej Sali. Notatka pochodziła od McGonagall, która poprosiła go, żeby spotkał się z nią na głównym korytarzu. Szedł dziarskim krokiem, wciąż trzymając wiadomość w ręce i myśląc cały czas o Hermionie.
— Postaraj się, Draco. Pamiętaj, masz udawać, że jej tam nie ma. Ignoruj ją, baw się dobrze i może upij. Taa, brzmi całkiem nieźle — instruował się na głos.
Młody Draco Malfoy nie był jedynym uczniem, który mamrotał do siebie przez cały dzień. W innym dormitorium na łóżku leżała Hermiona Granger, której twarz skrzywiła się, gdy walczyła z motylami latającymi w jej brzuchu i lepkimi dłońmi. Wstała próbując się opanować. Po kilku głębokich oddechach, skierowała się na schody i stamtąd do Wielkiej Sali, ignorując głupią fretkę i szalejące motyle.
— Okej, Hermiono. Uspokój się i po prostu zignoruj chłopaka Który-Powinien-Być-Ignorowany.
Ale znowu los miał inne plany. I były one bardzo dalekie od tego, co zamierzała nasza para. Gdy Draco czekał przy wejściu, jego uwagę zwrócił stukot obcasów, spojrzał w tamtym kierunku i momentalnie poczuł skurcz żołądka. Blisko niego stała dziewczyna, którą planował zignorować. Ona też zareagowała tak samo, wiedząc doskonale, że jedyne czego potrzebuje, to nie go widzieć. Ale jak już powiedziałam, los zaplanował inną przyszłość dla obojga. Więc, gdy Draco ją zobaczył, zapomniał o wszystkim. Miał problemy z oddychaniem, a oczy skanowały jej figurę. Zarumieniła się ślicznie, widząc jego reakcję i poprosiła w myślach Merlina, żeby motyle odleciały daleko stąd. Była ubrana w piękną błękitną sukienkę, odsunęła loki z twarzy i wpatrywała się w chłopaka stojącego o krok od niej.
Wyglądał przystojnie i elegancko w klasycznej czarnej szacie, z włosami zaczesanymi do tyłu, tak jak lubiła. Uśmiechnęła się sama do siebie i przyznała, że dzisiejszego wieczoru wyglądał niesamowicie. Odpychając napływające uczucia i odkrycia, zachowywała się cicho i patrzyła na ścianę. Draco zrobił to samo, starając się pozbierać. Odchrząknął.
— Emm, idziesz do środka?
Odwróciła się do niego i uniosła brwi.
— Pani dyrektor poprosiła mnie o spotkanie. A co z tobą? Nie chcesz tam wejść?
— Mnie też poprosiła…
— Och, wy dwoje! Chodźcie tu, chodźcie — powiedziała szybko pani dyrektor, ubrana w szmaragdowe szaty powiewające na wietrze. Spojrzała na oboje. — Zapomniałam wam powiedzieć, że macie ze sobą zatańczyć. Prefekci Naczelni będą pierwszymi, którzy zatańczą. Mam nadzieję, że to nie problem.
Obydwoje zamarli, ledwo rejestrując, to co powiedziała i oboje mruknęli:
— Cholera.
Dyrektor skinęła głową, nie słuchając tego, co powiedzieli i poprosiła żeby się przygotowali. Wzdychając nerwowo, ruszyli w kierunku sali, ich dłonie stały się lepkie, a żołądki skręcały się ze zdenerwowania. Gdy zbliżyli się do siebie, Draco pochylił się i powoli wziął ją za rękę.
Przygryzła wargę, gdy zauważyła, że jego ręka jest spocona tak jak jej. Nigdy nie widziała go w takim stanie. Chłopak był zdenerwowany, ale gdy tylko ją dotknął, poczuł motyle w brzuchu i musiał się powstrzymać od uśmiechu, kiedy ich dłonie się połączyły. Nerwowi i spanikowani, ale szczęśliwi w tym samym czasie, weszli do sali, trzymając się za ręce w akompaniamencie wiwatów wszystkich zgromadzonych uczniów i nauczycieli. Wydawało się, że przygotowane przez nich dekoracje zyskały aprobatę, więc oboje byli dumni.
Kiedy dotarli na środek parkietu, muzyka zaczęła grać i wszyscy ich obserwowali.
Draco delikatnie położył dłoń na jej talii, a ona na jego ramieniu. Wziął ją za drugą dłoń i powoli zaczęli tańczyć walca. Hermiona musiała przyznać, że Draco był niesamowitym tancerzem. W przeszłości tańczyła z Harrym i Ronem, ale nie byli tak sprawni. Nie mogła się powstrzymać i była pod wielkim wrażeniem tego, jak płynnie przemieszcza się po podłodze. Trzymał ją delikatnie i niemal poczuła jak uśmiecha się sama do siebie.
Natomiast Draco czuł się wspaniale. Trzymał w ramionach miłość swojego życia i tańczył razem z nią. Wydawało mu się, że jej się podoba, bo zobaczył jej usta lekko unoszące się ku górze.
Kiedy obrócił ją drugi raz, przyciągnął do siebie i wyszeptał niemal bez tchu:
— Wyglądasz niesamowicie, Hermiono.
Zarumieniła się i uśmiechnęła pierwszy raz tego wieczora. Nie mogła się powstrzymać. Muzyka była piękna, a ona świetnie się z nim bawiła. W tym krótkim czasie uświadomiła sobie, że nie ma nic przeciwko temu, co inni by powiedzieli. Chciała tego, chciała jego i nie chciała o tym zapomnieć tylko dlatego, że inni mogą coś mówić. Rozpromieniła się, gdy zobaczyła  jego uśmiech, bo wiedziała, że on myśli tak samo.
Ale los tym razem też był niesprawiedliwy, bo muzyka się skończyła, a przy okazji magia między nimi. Oderwali się od siebie, szybko ukłonili i odeszli w różne strony, gorączkowo szukając swoich przyjaciół.
Tak rozpoczął się bal. Wszyscy prawie wbiegli na parkiet, prowadząc swoich partnerów i partnerki, kołysali się w rytm muzyki. Draco podszedł do stolika, gdzie Pansy próbowała namówić swojego partnera na taniec. Rozejrzał się po otaczających go parach, wypatrywał głowy pełnej brązowych loków. Starał się coś dojrzeć, ale umożliwiały to wznoszące się w górę ramiona pląsających par. Serce go bolało na samą myśl, że Hermiona mogłaby tańczyć z kimś innym, trzymając ręce wokół jego szyi. Znalazłby go i upewnił się, że jutro będzie żałował swoich narodzin.
— Hej, fretko! — Odwrócił się i zobaczył Harry’ego i Rona za jego plecami, trzymających się w dużej odległości, żeby uniknąć podejrzeń. Obydwaj byli w czarnych szatach, a na ich twarzach malowały się dziwne uśmiechy. — Świetny bal, stary. Dekoracje są niesamowite…
— Cóż, zrobiłem je, więc to oczywiste, że takie są…
— Nieważne. Wiesz co, właściwie pozwolimy ci się tym napawać. Zasłużyłeś na to, bo w sumie i tak nas przewyższasz.
Draco zaczął się śmiać i chłonął chwilę triumfu. Po kilku minutach chłopcy zaczęli żałować swoich decyzji. Draco kipiał pewnością siebie, więc zagrozili, że jeśli nie przestanie, utopią go w misce ponczu. Niechętnie uległ groźbie i znowu zaczął się rozglądać za Hermioną, która była tam… och.
Faceci, którzy powinni umrzeć, bo tańczą z piękną Hermioną Granger:
Anthony Goldstein — Ocho! Pan Jestem-Inteligentny-I-Przystojny dostał szansę zatańczenia z nią. Szczęściarz. I zobacz — on trzyma obie ręce na jej talii. Nie, nie, nie. Och nie, nie powinien tego robić. Jutro będzie miał bardzo zły dzień — dlaczego on ją obwąchuje? Zamierzam go zabić!
Harry i Ron zostawili Draco, który planował kilka morderstw i zaczęli tańczyć ze swoimi partnerkami. Nie będę się zagłębiała w to, w jaki sposób Ron to robił. Sposób tańczenia z kurczakiem jest starożytną tajemnicą, którą można udostępniać tylko tym, którzy kochają go bardziej niż ludzi. Więc tak, Ron ją zna.
W kilka godzin lista Dracona była dłuższa, niż początkowo przewidywał. Zacisnął zęby, widząc faceta, który trzymał Hermionę w swoich ramionach, kręcił nią i powodował, że się uśmiechała. Miał ochotę go pożreć.
Po Anthonym Goldsteinem byli:
Neville Longbottom — Cooooo? No weź, poważnie? Wcale mnie to nie cieszy. Nie, absolutnie nie. Mam nadzieję, że nie mają nic przeciwko głowie Longbottoma w jutrzejszej zupie. Longbottom przestań deptać jej stopy. O mój Boże… czy ty próbowałeś ją pocałować? Koleś!
Ten koleś z Hufflepuffu — Stary jesteś przystojny i w ogóle, ale poważnie, zrób jej trochę miejsca. Zachowaj dystans od niej, albo upewnię się, że pewne części twojego ciała nie będą funkcjonowały tak jak należy.
Dean Thomas — Jesteś spoko, Thomas, ale przepraszam, ty też musisz umrzeć.
Seamus Finnigan — Tylko jej nie wysadź, dobrze?
6, 7, 8, 9…15… 20… Dobry Boże, aż tylu facetów? Zapowiada się niezła masakra.
21) Ronald Weasley — Och? Już nie tańczysz ze swoim kurczakiem, więc myślałeś, że bezpiecznie jest tańczyć z Hermioną. Czy nie powiedziałem ci, że uszkodzę każdego gościa, który będzie z nią wywijał? Weasley, zamierzam na nich polować. Naprawdę chcesz do nich dołączyć?
22) O Boże. Harry wariat Potter — trzy lewe stopy, pamiętasz? Potter jeśli będziesz tak mocno deptać jej piękne stopy, utnę ci twoje. To byłoby najlepsze dla wszystkich.
Draco zacisnął zęby, gdy Anthony poprosił ją do tańca po raz drugi. Zamgliło go i jedyne czego chciał, to kopnąć Goldsteina między nogi. Zazdroszcząc mu nie na żarty, złapał najbliższą dziewczynę, którą niestety była Pansy Parkinson i pociągnął w kierunku Hermiony i Anthony’ego. Zaczął tańczyć z Pansy, która uśmiechała się szeroko.
— Och, Draco wiedziałam, że prędzej czy później poprosisz mnie do tańca.
Zacisnęła ręce na jego szyi, przybliżając go do siebie. Draco kątem oka zauważył zmrożoną Hermionę. Uśmiechnął się i odpowiedział:
— Jak mogłem z tobą nie zatańczyć? Jesteś oszałamiająca.
Pansy zachichotała niekontrolowanie, a chłopak zmusił się do uśmiechu.
Dziewczyna uspokoiła się po kilku minutach, po czym zaczęła wpatrywać się w niego z oczekiwaniem. Pieściła jego szyję, a oczy Hermiony obserwowały każdy jej ruch.
— Draco — wyszeptała, Pansy. — Wiem, że na trzecim piętrze jest opuszczona sala, może potem się tam zabawimy?
Draco zakrztusił się wewnętrznie, ale zmusił się do uwodzicielskiego uśmiechu.
— Dlaczego nie pójdziemy tam teraz, Parkinson? Chcę…
— Hermiono, dobrze się czujesz? — Przerwał mu głos Anthony’ego i Draco odwrócił się, żeby zobaczyć samego Goldsteina wołającego uciekającą Hermionę. Widział, że wycierała oczy i nagle odepchnął Pansy i pobiegł za Gryfonką, która już wybiegła z sali.
Gdy był na zewnątrz, zawołał za nią:
— Gdzie idziesz?
Zatrzymała się, ale nie odwróciła. Charczącym głosem powiedziała:
— Wracam do dormitorium. Jestem bardzo zmęczona.
Ruszyła przed siebie, Draco podbiegł do niej i przytrzymał ją za ramię. Zerknęła na jego dłoń i wyrwała się z uścisku. Prawie udałoby jej się uciec, ale złapał ją za nadgarstek.
Kiedy ujrzał jej twarz, jego gardło się zacisnęło. Jej oczy były lekko opuchnięte i czerwone, a wargi lekko drżały.
— Czego chcesz? — mruknęła słabo.
Draco złagodził uchwyt.
— Dlaczego płaczesz?
Odetchnęła głęboko i powiedziała:
— Nieważne. Po prostu pozwól mi odejść, okej?
Draco znów ścisnął jej nadgarstek, gdy próbowała odejść.
— Hermiono — powiedział mocnym głosem — dlaczego płaczesz? Coś się stało?
Roześmiała się gorzko.
— Jakby cię to obchodziło. Nie widziałam cię przez resztę balu. Prawdopodobnie migdaliłeś się z innymi dziewczynami.
Skrzywił się. Gdybyś tylko wiedziała, jak spędziłem ten wieczór, myślał. Zerknął na nią ostro.
— Nie robię tego, Granger.
Parsknęła.
— Taa jasne i niby nie będziesz się zabawiać z Parkinson w opuszczonej sali.
Oczy Draco rozszerzyły się, gdy to do niego dotarło.
— J-j-jesteś zazdrosna?
Hermiona zaczerwieniła się.
— N-nie. Ja tylko zwracam uwagę, że jesteś zboczoną świnią, która chce pozbawić dziewictwa kolejne dziewczyny. Nie chcę, żebyś to robił.
Draco kipiał ze złości.
— Cóż, pozwól, że będę robić, co będę chciał! Nie jestem taki jak ty. Tańczyłaś dzisiaj ze wszystkimi swoimi ulubieńcami, prawda? Zapewne masz jakieś plany z Goldsteinem na wieczór, prawda?
Hermiona popatrzyła na niego.
— Nie jestem taka jak inni, Malfoy, pamiętaj o tym. I tak jak wiesz, przejmuję się drobiazgami.
Westchnął zmęczony.
— Nieprawda. Wszystko, co robiłaś, to tańczenie z kolesiami, którzy ciągle cię obwąchiwali i próbowali cię pocałować.
— I?
— Nie podobało mi się to!
— Och, więc ja nie mogę ci mówić, co masz robić, ale mimo to mówisz mi jak ja powinnam się zachowywać?
— Boże… Granger, to dlatego, że mi zależy! Nie mogłem patrzeć na to, jak dotykali cię rękami! Byłem zły i zirytowany. Chciałem ich zamordować.
— Dlaczego?
— Nie wiem!
— To nie ma sensu, Malfoy. Powinieneś wiedzieć!
— Ale nie wiem. Jestem skołowany i już nic nie rozumiem. Domyślasz się, jak bardzo to jest ciężkie?
— Wiem. Przez cały tydzień byłam skołowana.
— Dlaczego?
— Nie wiem!
Zatrzymali się na chwilę, biorąc głębokie oddechy. Obserwowali siebie nawzajem, Draco zacisnął mocniej palce na ręku Hermiony.
— Co się stało, Hermiono? Nic nie mówisz.
Oczy dziewczyny błysnęły i wpatrywała się w niego.
— Powinnam cię zapytać o to samo.
— Nic się ze mną nie dzieje.
— Kłamca.
— Nie kłamię. Właściwie, to ty kłamiesz. Powiedz mi, co się stało.
— Nie.
— No weź, powiedz, przecież się przyjaźnimy, prawda?
— Nie, już nie.
Draco zamarł i wpatrywał się z zakłopotaniem w jej twarz.
— Co masz na myśli?
Hermiona wyrwała dłoń z uścisku i uciekła. Draco ścigał ją, gdy wspinała się na schody i biegła korytarzami. Gdy dotarli na trzecie piętro, złapał ją i przyparł do ściany. Oddychając ciężko, zapytał:
— Co powiedziałaś?
Wyrwała się, ale nadal była w pułapce między nim a ścianą. Kipiąc gniewem, wzięła głęboki oddech i odpowiedziała drżącym głosem:
— Chciałeś wiedzieć, co mi przeszkadzało. Chodzi o ciebie, Malfoy. Ciebie, będącego moim przyjacielem, to wszystko ma związek z tobą.
— Czy chodzi o to, co powiedziałaś wczoraj? O naszej relacji? Nadal myślisz, co wszyscy by powiedzieli? O to chodzi?
Tak, o to mi chodzi. W przeciwieństwie do ciebie, Malfoy, mnie zależy na opinii ludzi. Nie spodoba im się to, Malfoy. Gryfoni i Ślizgoni nie wychodzą nigdzie razem. A najgorsze jest to, że jesteś czystej krwi. Nie zaakceptują tego, że spotykasz się z osobą o brudnej krwi…
— Cóż, nie dbam o to, co będą myśleć! Ja nie dbam o to! Nie obchodzą mnie rywalizacje domów i różnice w krwi…
— Właśnie to powiedziałeś!
— Nie powiedziałem! Posłuchaj, Hermiono. Nie chcę, żeby to tak wyglądało, przez nich. Chciałbym, żebyś o nich zapomniała, dobrze? Nie chcę cię stracić! Jesteś dla mnie kimś wyjątkowym, a ja nie mówię takich rzeczy wielu osobom. Właściwie, nikomu tego nie mówię.
— Nie rozumiem.
— Ja-ja…

Cóż, pozwól mi przerwać w punkcie kulminacyjnym tej historii. Więc, jak minął ci dzień? Och, niezbyt dobrze, bo nie pozwalam ci dowiedzieć się, co stało się potem? Rany, uspokój się, weź głęboki oddech, bo kiedy dowiesz się, co miało miejsce, prawdopodobnie zabraknie ci tlenu.
Zrelaksowany? Okej, dobrze. Więc to działo się później.

Narracja pierwszoosobowa z perspektywy Draco

Okej, kto jest najgłupszą osobą, która chodzi po tej planecie?
Harry Potter? Tak, to poprawna odpowiedź, ale kto jeszcze?
Draco Lucjusz Malfoy? Zgadza się!
Prawdopodobnie zastanawiasz się, co wydarzyło się później. Zanim zaczniesz czytać, pozwól mi coś wyjaśnić. Cokolwiek zrobiłem było spowodowane upałem i to dlatego, że jestem drugą najgłupszą osobą na świecie.
Zabiłem Hermionę Granger? Emm, właściwie to nie.
Zamieniłem w żabę? Nie.
Uderzyłem ją? Nie, nigdy bym tego nie zrobił.
Pocałowałem ją? Nie.
Czekaj.
— Ja-ja…
Co? Powiedz mi co jest z tobą nie tak, Malfoy, bo nic nie rozumiem…
— …
— …
Umm, tak, pocałowałem ją. Pocałowałem ją. Pocałowałem ją. Czy powiedziałem ci, że ją pocałowałem?
Jej wargi były miękkie, a zapach odurzający. Słodki Merlinie, pocałowałem Hermionę Granger.
Co zrobiłem potem?
Zabrałem ją do opuszczonej sali? Nie.
Zostałem tam i nadal się z nią migdaliłem? Nie.
Oświadczyłem się jej? Jeszcze nie, dobrzy ludzie.
Uciekłem? Pff, oczywiście, że nie…
Okej, zrobiłem to. Uciekłem, krzycząc głośno, zostawiając ją tam, gapiącą się na mnie. Wow, to było głupie. Teraz uderzam głową w ścianę aż do krwi. Świetnie, pocałowałem ją, a potem uciekłem. Pewnie pomyśli, że to był błąd. Cholera, co ja mam teraz zrobić?
____________

Witajcie :) Zaczął się weekend, więc czas na nowy rozdział „Zakochanej Fretki”. Zapewne się tego nie spodziewaliście, a przynajmniej ja mam nadzieję, że zrobiłam Wam małą niespodziankę. Ten rozdział to początek kluczowego wątku tego opowiadania. Przed nami jeszcze kilka zaskakujących akcji, ale mam nadzieję, że nieźle się bawiliście, czytając tę część. Dajcie znać w komentarzach.
U mnie nadal intensywnie i ciągle żyję na walizkach, bo w zbliżającym się tygodniu czeka mnie kolejna podróż do Warszawy. Oby tylko przyniosło to jakiś skutek. Dlatego ciężko mi cokolwiek napisać o dalszych publikacjach. W planach mam kolejną część „Zakazanych”, dlatego oczekujcie. Naprawdę warto.
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Enjoy!



Obserwatorzy