piątek, 20 lipca 2018

Rozdział 18: Wszystkie zakończenia są początkami


Rozdział betowały: Princess Expecto, Katja

Wczesnym rankiem powietrze było bardzo zimne, więc owinąłem kocem swoje trzęsące się ciało. Przetoczyłem się na plecy i spokojnie spałem. W zamku było cicho, mogłeś usłyszeć upadającą szpilkę. Cóż, czego można się spodziewać o trzeciej nad ranem? Konkursu w Limbo? Tańca Conga? Wszyscy są w łóżkach i śpią. Drgnąłem, gdy zrozumiałem, że moje nogi są wystawione na chłodne powietrze, więc schowałem je pod koc i powoli otworzyłem oczy.
Po kilku minutach zapamiętałem każdą szramę i pęknięcie na suficie. Nie mogłem zasnąć. Od tamtego dnia na boisku słowa Neville’a nie opuściły mojego umysłu.
— Hmm, wschód słońca. Nigdy o tym nie pomyślałem. Hermiona nigdy nie powiedziała mi czegoś tak osobistego.
Ponownie westchnąłem i zacząłem podziwiać upiorną mgiełkę wydobywających się z moich ust.
Potem usłyszałem coś. Ciche skrzypnięcie.
I kroki. Ciche kroki, których prawie nie słyszałem, ale ponieważ było bardzo cicho, dotarły do mych uszu. I znowu. Uderzenia na drewnianej podłodze. Potem inny dźwięk. Kliknięcie zamka. Szybko sięgnąłem po różdżkę i usiadłem. Zmroziło mnie, kiedy drzwi powoli się otworzyły. Machnąłem różdżką i krzyknąłem:
— Drętwota!

— Ogłuszyłeś nas, Malfoy! Cholera, ogłuszyłeś swoich niewinnych przyjaciół!
— Kto o zdrowych zmysłach wchodzi do mojego pokoju o trzeciej nad ranem, ubrany w długi, czarny płaszcz i szepcze moje imię przerażającym głosem?
Moi cholerni przyjaciele, oczywiście. Więc teraz siedzę w dormitorium Prefektów Naczelnych razem z tumanami, których nazywam swoimi przyjaciółmi. Słyszałem, że ona cały dzień siedziała w dormitorium dziewczyn. Ech.
Wpatrywałem się w nich zirytowanym wzrokiem.
— Co do cholery, chłopaki? — zapytałem, a oni jęknęli.
— Cóż, przepraszamy. Nie wiedzieliśmy, że nas ogłuszysz zamiast być wdzięcznym za tak miły gest z naszej strony.
Uderzyłem się w czoło.
— Miły gest? Weszliście do mojego pokoju przebrani za śmierć. W jaki sposób to miało być miłe?
Popatrzyli na mnie i powiedzieli:
— Martwiliśmy się i przyszliśmy tutaj, żeby ci pomóc. Zrobiliśmy to, bo jesteśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi i tak bardzo cię kochamy.
Przewróciłem oczami.
— A co planowaliście robić?
Uśmiechnęli się i przybliżyli do mnie.
— Chcieliśmy dać ci coś, co mogą tylko prawdziwi przyjaciele.
Jęknąłem. Cokolwiek mogliby mi dać, zapewne jest głupie, straszliwe lub bliznowate. Albo wszystkie z powyższych. Twoi przyjaciele zapewne dają ci fajne prezenty, takie jak misie, ale moi? Och nie. Pamiętaj, że przyjaźnię się z Blaise’em Zabinim, Harrym Potterem i Ronem Weasleyem. Oni nie są fajni. Robią tylko głupie rzeczy. Och, szkoda mi siebie. Co teraz wymyślili?

Przemowa motywująca.
— Przyszliście tu i wystraszyliście, żeby mnie zmotywować?
Najwyraźniej tak. Ech. Mówiłem ci, że to będzie coś głupiego albo bliznowatego.
Opadłem na sofę, patrząc z niedowierzaniem na ich twarze.
— Panowie… dlaczego? — zapytałem rozpaczliwie, próbując ich przekonać, że to zły pomysł. Cóż, oni wszyscy mieli mózgi z grochu, jedynie zachichotali i zaciągnęli mnie do mojego pokoju, gdzie miałem czekać, aż ktokolwiek z nich przyjdzie.
Zanim zdążyli wyjść z pokoju, Blaise powiedział mi:
— Nie martw się, Draco. Będzie zabawnie! To świetny plan! Harry pomyślał o wszystkim…
Och, to pomysł Harry’ego. Tak przypuszczałem.
— Powiedz mi, Potter, jak właściwie się urodziłeś? Czy twoi rodzice przypadkowo bądź celowo uderzyli tobą w mur?

Gdzieś

Lilllllllly! On coś podejrzewa! Och, moja Rowling, nie może wiedzieć, że wpadł na ścianę, kiedy był niemowlęciem! — krzyknął James, ściskając żonę, która przewróciła oczami, uśmiechając się do swojego syna, który próbował dusić poduszką młodego Malfoya.
— Harry nigdy nie wpadł na ścianę, James. Nawet nie pozwoliłeś mu latać. Naprawdę dobrze zajmowaliśmy się naszym dzieckiem.
James uspokoił się i uśmiechnął do żony. Lily zamyśliła się.
— Wiesz co? Myślę, że to Syriusz wpadł na ścianę, kiedy był młody.
James zaśmiał się.
— To by wiele wyjaśniło. Może dzięki temu zrozumielibyśmy wszystkie niewyjaśnione rzeczy, które zrobił w swoim życiu.
Syriusz skrzywił się.
— Uduszę was.

— Mmmmmp! Fmmmp! Hhhmmmp!
— Harry, on umiera.
— Ymmmmp! Hmmmp!
— Harry… on robi się niebieski.
— Hhhhmmmmmp!
— Harry, jeśli on umrze, Hermiona cię zabije.
— Hmmmp… Aaaaaaah! Powietrze! Słodkie powietrze! Moje płuca umierają! Zawołajcie czarodziejską karetkę, pomocy! Pomocy! Pomocy! Więc, Potter, słyszałem, że boisz się Hermiony.
— A kto nie?
— Ja.
To sprawiło, że wybuchli śmiechem. Przekląłem ich i rzuciłem w nich budzikiem. Zaśmiali się głośniej i powoli wyszli z pokoju, mówiąc:
— Nadszedł czas, aby wlać w twoje myśli trochę szczęścia i pozytywnego myślenia. Zacznijmy przemowę!

Zamknęli głośno drzwi, a ja zszedłem z łóżka, starając się uciec.
Plany ucieczki Draco Malfoya:
Jeśli wyskoczę przez okno, zginę.
Jeśli schowam się pod łóżkiem, potwór może mnie dopaść i umrę.
Jeśli schowam się w szafie, uduszę się i umrę.
Jeśli schowam się pod kołdrą, to byłoby głupie, więc przypuszczam, że umrę.
Jeśli się zabiję, umrę.
Jeśli zejdę i powiem im, żeby dali mi spokój, zaciągną mnie tutaj i przykują do zagłówka łóżka.
Po prostu przeżyję tę torturę.

3:15

Westchnąłem. To będzie długi poranek. Usiadłem na kanapie w pobliżu okna i cieszyłem się wspaniałą scenerią zamglonych terenów. Księżyc nadal był widoczny i wokół panowała ciemność. Byłem zbyt pochłonięty obserwacją, by spostrzec, że ktoś wszedł do środka.
Odchrząknął, a ja wróciłem do rzeczywistości. Świetnie, zaczyna się tortura. Weasley idzie na pierwszy ogień. Świetnie, po prostu świetnie.
Patrzyłem na niego ze skrzywdzoną miną, a on przewrócił oczami. Usiadł na moim łóżku, po mojej drugiej stronie, i wlepił we mnie swoje niebieskie oczy. Pozostałem spokojny i gapiłem się z daleka. Nagle westchnął, uśmiechając się lekko.
— Malfoy. — Jego głos sprawił, że podskoczyłem i spadłem z parapetu. Co do cholery…
Zrobił minę „Jeśli-mi-przerwiesz-rozerwę-cię-na-strzępy”, po czym odchrząknął.
— Ułatwię to nam obu. Wiesz mi, też nie podoba mi się pomysł Harry’ego. Wiem, że ma swoje zalety, bo cię torturujemy. — Spojrzałem na niego, co skomentował wzruszeniem ramionami. — My mamy cię motywować? Ciebie? To absurdalne i irytujące, choćby dlatego, że muszę ci doradzać. Cóż, niewiele o tobie wiem, Malfoy, ale myślę, że Harry miał w tym ukryty motyw. Powodzenia.
Jęknąłem i osunąłem się na mój dywan, mając nadzieję, że gdy będę wdychać wiele zarazków, umrę bardzo szybko, na przykład w momencie, gdy Weasley zacznie swoją przemowę.
— Po prostu nie skrzywdź Hermiony, dobra? Chociaż raz zrób coś dobrze. — Zerknąłem na niego, przytakując. Uśmiechnął się. — Jest naprawdę wyjątkowa. Wszyscy to wiemy.
— O tak. — Odetchnąłem, uśmiechając się lekko.
— Zawsze ją kochałem, oczywiście jak najlepszą przyjaciółkę. I jak wiesz, była moją, emm, dziewczyną przez kilka miesięcy.
Moja twarz poczerniała, gdy przypomniałem sobie wszystkie momenty, kiedy chciałem rozszarpać go na strzępy, gdy usłyszałem o ich związku. To był najbardziej niepokojący i dezorientujący miesiąc, jaki kiedykolwiek przeżyłem od czasów wojny. Po długim i szalonym miesiącu stwierdziłem, że jestem zadurzony w Hermionie Granger. Stąd ta cała rzecz z zaproszeniem jej, bla, bla, bla, sam wiesz, co stało się potem.
Zerknąłem na Rona i zauważyłem, że marszczy brwi. Wyglądał tak, jakby czegoś żałował czy coś.
— Weasley, co…
— Kiedy ja i Hermiona byliśmy, no wiesz, parą, w ciągu tych kilku miesięcy nazywałem ją swoją dziewczyną, ale nigdy nie powiedziałem, że ją… ją…
— Że ją kochasz — skończyłem za niego i popatrzył na mnie z żalem.
— Bądź facetem, którym ja nigdy nie byłem. Bądź facetem, na którego ona zasługuje. Jeśli ją skrzywdzisz, będę na ciebie polował i zabiję cię. Harry z pewnością mi pomoże — powiedział, uśmiechając się, kiedy moja twarz wróciła do naturalnej barwy.
Wstał i poklepał mnie po plecach.
— Cóż, to koniec mojej przemowy. Powodzenia i pamiętaj, że jeśli złamiesz jej serce, my połamiemy wszystkie dwieście sześć kości w twoim ciele. I wyczarujemy ci piersi na plecach.
Piersi na plecach na stałe.
Panowie.
Piersi na plecach na stałe.
Cholera jasna.
A tak w ogóle, Weasley, informacja na zaś: to nie była przemowa motywacyjna. To były groźby śmierci. Zagrożenie śmiercią z powodu trwale przymocowanych piersi na plecach. Okej, kto by chciał je mieć? Kto w ogóle myśli o tym, żeby je mieć na plecach? Jak bardzo trzeba być chorym, żeby o tym myśleć? Odpowiedz mi, zaczynam panikować…
— Dracusiu!
Och, Merlinie, aż tak mnie kochasz?
Nadchodzi drugi oprawca. Blaise wariat Zabini. Cóż, pieprzyć to wszystko.
Usiadł naprzeciw mnie z ogromnym uśmiechem na twarzy, który sprawił, że odchyliłem się do tyłu, bo bałem się, że jego głowa wybuchnie lada moment.
To znaczy, to byłoby niesamowite, wiesz, jego eksplodująca głowa, ale nie na mojej pościeli. Nie, proszę pana, nie na mojej czystej i świeżo wyprasowanej pościeli. Mógł to zrobić na łóżku Pottera, pewnie nie miałby nic przeciwko.. Taa.
— Blaise.
— Ta?
— Czy nie boli cię twarz od tego szerokiego uśmiechu?
— Właściwie nic nie czuję. Uśmiecham się, odkąd się obudziłem. Jestem tak podekscytowany twoją sytuacją, stary.
Wow, to było. Emm, autorko możesz mi pomóc? Czuję coś dziwnego i osobistego na raz.
To wdzięczność, Draco. Cieszysz się, że Blaise jest twoim najlepszym przyjacielem.
Dziękuję, Blaise.
Właściwie powinieneś też podziękować mnie, bo ja opisałam Blaise’a w taki sposób.
Och, nie. Blaise zawsze taki był. Nie bądź aż tak głupia, autorko.
(zduszone okrzyki publiczności)
Och? Myślisz, że jestem głupia? Jeszcze zobaczymy.

Kilka minut później, kiedy podkręciłam tę część z Blaise’em.

Przewijanie do tyłu

— Draco Lucjuszu Malfoyu, kochanie!
Okej, co się dzieje?
Co…
Świeczki?
Dlaczego mój pokój jest pokryty płatkami róż… hej! Co to za muzyka? To ten gatunek muzyki, po którym ludzie, no wiesz… Aaaaarrrrrgggghhhh!
Nadchodzi drugi oprawca. Blaise wariat Zabini. Cóż, pieprzyć to wszystko… co on założył?!
To znak, że czas na dramatyczną utratę przytomności.  

Kilka minut później

Dlaczego mi to zrobiłaś?
Powiedziałeś, że jestem głupia.
Wystraszyłaś mnie na śmierć! Domyślasz się, co właśnie zrobiłaś?
Cóż, tak. Dzięki mnie Blaise założył…
Sprawiłaś, że Blaise na moich oczach założył damską bieliznę. Zdajesz sobie sprawę z tego, jak bardzo mnie wystraszyłaś w tym momencie?
Taa i zasłużyłeś na to. Ale teraz muszę iść, zanim moi czytelnicy pomyślą, że opóźniamy całą akcję, bo nie chcemy, żeby historia skończyła się zbyt szybko. Pff.
Okej, trzymaj się.
Dzięki, Draco.
Nie, poważnie. Uważaj na siebie.

Kilka minut później

Dlaczego czerpiesz radość z torturowania mnie? Znowu to przewinęłaś?
Tak.
Pięć razy?
Tak.
Och, wielki Merlinie, zabierz mnie tam, gdzie aktualnie się znajdujesz, jak najdalej od niej.
Okej, wracam do historii. Przepraszam za to.

Nadchodzi drugi oprawca. Blaise wariat Zabini. Cóż, pieprzyć to wszystko.
Usiadł naprzeciw mnie z ogromnym uśmiechem na twarzy, który sprawił, że odchyliłem się do tyłu, bo bałem się, że jego głowa wybuchnie lada moment.
To znaczy, to byłoby niesamowite, wiesz, jego eksplodująca głowa, ale nie na mojej pościeli. Nie, proszę pana, nie na mojej czystej i świeżo wyprasowanej pościeli. Mógł to zrobić na łóżku Pottera, pewnie nie miałby nic przeciwko.. Taa.
— Blaise.
— Ta?
— Czy nie boli cię twarz od tego szerokiego uśmiechu?
— Właściwie nic nie czuję. Uśmiecham się, odkąd się obudziłem. Jestem tak podekscytowany twoją sytuacją, stary.
Uśmiechnąłem się do niego z wdzięcznością i poklepałem go po ramieniu. Milczał przez chwilę, nadal się uśmiechając i patrząc mi prosto w twarz. Wreszcie odezwał się, a to, co powiedział, zwróciło moją uwagę.
— Tak bardzo się zmieniłeś.
Nie wiedziałem, co powiedzieć, dlatego milczałem. Roześmiał się.
— Bardzo się cieszę, że zakochałeś się w Hermionie.
Po raz pierwszy, odkąd tu wszedł, uśmiechnąłem się do niego szczerze. Poruszył brwiami i powiedział:
— Och, nie martw się tym. Przecież Hermiona cię kocha, a ty jesteś niesamowity, tak jak ja, więc to niedorzeczne. Będzie dobrze. Zaufaj mi!
W tej chwili zdałem sobie sprawę, że ufam Blaise’owi. Wpadliśmy sobie w ramiona i być może pojawiła się najmniejsza, malutka, najdrobniejsza, mikroskopijna kropelka męskich łez, którą mogliśmy uronić.
Podziękowałem Merlinowi, że podarował mi najlepszego przyjaciela, który pozwoliłby mi zawstydzić się przed wieloma osobami, który ciągle się ze mną droczy, rujnuje moje plany, przejmuje się mną, wyzywa na przytulane igrzyska, żartuje na temat mojego zakochania, śmieje się, gdy próbuję spojrzeć na swój nos, jest spokojny, gdy moje włosy stają w ogniu, o piątej nad ranem bierze prysznic w mojej łazience, używając mojej odżywki i nigdy mnie nie opuszcza. A przede wszystkim za to, że mój cholerny najlepszy przyjaciel jest najprzystojniejszym kolesiem, jakiego znam.
Wyszedł z pokoju, patrząc wesoło prosto na moją twarz, co spowodowało, że poczułem się niedorzecznie szczęśliwszy niż kilka minut później. Przy okazji, była 3:30 rano. Dwie godziny do wschodu słońca. Do powiedzenia Hermionie, co do niej czuję.
Drzwi powoli się otworzyły i ujrzałem głowę pełną sterczących włosów. Potter.
Okej, to będzie katastrofa. Wszedł do środka, ale nie podszedł do mnie. Potter, nie mam piersi na plecach. Możesz do mnie podejść.
Uniosłem brew, gdy pozostał w miejscu, trzymając ręce w kieszeniach i uśmiechając się radośnie.
— Potter — zawołałem po kilku minutach ciszy.
Jego jasne, zielone oczy wpatrywały się w moją twarz i najbardziej szczerym tonem, jaki kiedykolwiek słyszałem, odkąd zaczarowałem go, tak aby zalecał się do McGonagall, powiedział:
— Naprawdę się cieszę, że się przyjaźnimy, Malfoy. Nie żałuję naszej przyjaźni.
Okej, najpierw Blaise, a teraz Potter. Autorko, nie mów, że to też wdzięczność.
Nie, właściwie to zabroniona żądza.
Co?
Och, rozchmurz się. Tak, to, co czujesz, to wdzięczność. Cóż, po raz pierwszy w historii jesteś za coś wdzięczny Potterowi.
Więc też powinienem go uściskać w męski sposób i trochę popłakać?
Możesz, jeśli chcesz.
I zrobiliśmy to, ale początkowo było bardzo dziwnie. To znaczy, znowu przytulałem Pottera. To nie dzieje się często. Było dziwnie, ale potem poczułem rozprzestrzeniające się ciepło i szczęście. Cóż, przynajmniej nie usłyszałem gróźb śmierci…
— Och, zapomniałem ci przypomnieć! Jeśli chcesz mieć swoje nerki i płuca, nigdy, przenigdy nie skrzywdź Hermiony. Jeśli to zrobisz, skończysz gorzej niż Voldemort. Zrozumiałeś?
Przełknąłem. Cholera jasna.
— Pan… tak… panie.
Jego oczy błysnęły złośliwie. Ten koleś się tym cieszy. Co za mały…
Spojrzał w bok, a potem wyjął coś z kieszeni. Chwycił mnie za rękę, położył coś na dłoni i zamknął. Co, u licha…
— Możesz tego potrzebować albo i nie. Ale odkąd stałeś się tchórzem, prawdopodobnie będziesz potrzebował pomocy. Cóż, powodzenia, stary. Skorzystaj z tego.
I zostawił mnie samego zirytowanego, zmieszanego i rozbawionego jednocześnie, z maleńką fiolką sławnego Felix Felicis.
Autorko, odczuwam teraz coś dziwnego, takie miłe uczucia względem Pottera.
Proszę, nie mów, że to seksualne frustracje.
O nie! To znowu wdzięczność! Nie lubię być wdzięczny. No, może czasem, ale to i tak dziwne.
Weź się w garść i skoncentruj się na ważniejszej sprawie.
Okej, racja. Przepraszam. Więc mam jeszcze godzinę. Co powinienem robić, hę?

— Draco, nie będziemy tego znowu robić!
— Proszę, odejdźcie. Ktoś próbuje utopić się w toalecie, więc nie powinno się go rozpraszać, to niegrzeczne.
Ach tak, znowu jestem w łazience. Co innego mógłbym robić z wolną godziną?
— Może nie być głupim? — wtrącili.
Tak, lubię podtapiać się w wodzie z toalety.
— Draco…
— Tak, Blaise?
— Chcę się, no wiesz... wysiusiać??
Cholera.

Później

— Nie, nie, nie! Nie w mojej łazience! Nie będziesz się tutaj załatwiał! Nie otworzę drzwi!
— Dracooooooo, proszę, błagam! Wyjdź! Nie mogę się poruszyć! Czy możesz wyjść z tej pieprzonej łazienki czy mam zniszczyć twoją kolekcję pluszowych misiów?
— Nie mam kolekcji pluszowych misiów… Potter, Weasley przestańcie się śmiać… Hej, przestańcie!

Później

— Nienawidzę was. Naprawdę, naprawdę was nienawidzę — westchnąłem, patrząc na wszystkich, gdy położyłem się na kanapie w salonie dormitorium.
Tak, zdołali mnie wydostać i trzymali tu wbrew mej woli. Siedzieliśmy w milczeniu, słuchając tykania zegara. Zerknąłem na niego i zobaczyłem, że jest piąta. Pół godziny do mojej śmierci. Powinienem teraz się napić, pomyślałem, spoglądając na Felix Felicis.
Łyk.
O tak.

— Witajcie, moi wspaniali przyjaaaaaaaciele! Co za piękny dzień, nieprawdaż? Jestem taki radosny i szczęśliwy…
— Cóż, wypiłeś płynne szczęście…
— Takie pomarańczowe. Nie zepsuj tego pięknego, pięknego poranka. Hihihihihi.
— Myślę, że to zabawne.
— Ach, mój najlepszy druh, Blaise. Kocham cię, Blaise…
— Potter, dawaj antidotum. Szybko.
— Och, nic z tego, Zabini. Hihihihihi. Och, Harry Potter! Tak się cieszę, że wciąż żyjesz.
— …
— …
— Blaise?
— Tak, Ron?
— Czy Draco dobrowolnie przytulił Harry’ego?
— Tak.
— Wow.
— Potter, wszystko w porządku?
— … Okej, to już nie jest zabawne, ale nie mam antidotum.

Tymczasem w dormitorium dziewczyn…

— Hermiono, obudź się! — zawołała Ginny, dźgając dziewczynę z bujnymi włosami na czwartym łóżku.
Hermiona jęknęła i zastanowiła się:
— Dlaczego, do cholery, jestem w dormitorium dziewczyn?
Ginny przewróciła oczami i usiadła obok swojej zdezorientowanej przyjaciółki.
— Wczoraj byłaś bardzo śpiąca, kiedy płakałaś i przeklinałaś, emm, fretkę.
Hermiona jęknęła i chciała znowu zasnąć, ale Ginny ją powstrzymała.
— O nie, nie będziesz spać, panienko. Wyjdziesz ze mną na zewnątrz i razem pospacerujemy.
Hermiona znowu jęknęła, zastanawiając się nad zdrowym rozsądkiem swojej przyjaciółki.
— Jestem zdrowa, dziękuję za troskę. Chodź, idziemy na spacer.
— Jest piąta rano!
— I taki ładny dzień!
— Ładny dzień? Słońce jeszcze nie wzeszło!
Ginny uśmiechnęła się.
— Więc poczekamy na nie. Dobre rzeczy, naprawdę dobre rzeczy, zazwyczaj mają miejsce o wschodzie słońca. — Hermiona zmrużyła oczy, a uśmiech Ginny się poszerzył. — Poza tym kochasz wschody słońca, prawda?
Hermiona zerknęła podejrzliwie, ale potem się poddała.
— Tak, kocham. Chodź, przejdziemy się.

Tymczasem gdzieś w zamku...

Ach, Filchy! Pięknie wyglądasz i pachniesz! Kim jest ta szczęściara?
— Profesorze Flitwick! Urósł pan o pół cala, widzę to!
— Witaaaam, profesorze Dumbledore! Ładna ramka do zdjęcia!
— Czy to uśmiech, profesorze Snape?
— Och, Millicento, obcięłaś włosy?
Draco odszedł, podskakując, zostawiając przerażoną Millicentę Bulstrode w kącie, kiedy chłopcy go znaleźli i wyciągnęli na zewnątrz.
Raban, jaki zrobił, obudził cały zamek. Nie mogąc zasnąć, wszyscy wstali i udali się na wczesne śniadanie albo skończyli eseje, a inni wyszli na spacer.
Piętnaście minut przed wschodem słońca Ginny wciąż spacerowała z podejrzliwą Hermioną, która czuła, że coś się dzieje i że to coś jest związane ze wschodem słońca. Nie mogła już tego znieść.
— Ginny, powiedz mi prawdę. Dlaczego tu jesteśmy?
Jej przyjaciółka przygryzła wargę i odpowiedziała:
— Nie mam żadnych ukrytych powodów. Chciałam po prostu pochodzić po trawie…
Taa, pierwszy raz od siedmiu lat! Nienawidzisz poranków, Weasley. Więc gadaj.
Zrobiły kółko wokół jeziora i teraz skierowały się na małe wzgórze niedaleko sławnej Wierzby Bijącej.
Hermiona prychnęła i chciała uciec, ale Ginny złapała ją za rękę i powiedziała:
— Pomagam ci zacząć nową historię swojego życia. Po prostu mi zaufaj.
— Nie rozumiem…

— Harry! Dlaczego przestaliśmy biec? Zostało piętnaście minut! — krzyknął Ron gorączkowo, mijając małą grupę uczniów pierwszego roku, którzy postanowili wyjść na dwór.
Harry opadł na ziemię obok nieprzytomnego Draco Malfoya.
— Zdaje się, że przypadkiem gdzieś go upuściłem, więc upadł, no i cóż, jest nieprzytomny. Przepraszam?
Blaise przewrócił oczami.
— O której godzinie Wiewióra przyprowadzi Hermionę na wzgórze?
— Pięć minut przed wschodem słońca.
— Okej… musimy skołować wiadro pełne zimnej wody z lodem.

— Wkrótce zrozumiesz. — Ginny uśmiechnęła się, a Hermiona fuknęła z irytacją. – Więc na co czekasz? No dalej, Granger, zacznijmy nową historię razem z pięknym wschodem słońca.
Kiedy wspinały się na wzgórze, przez cały zamek przebiegł dźwięk przerażonego krzyku. Ginny parsknęła, a Hermiona zmarszczyła brwi, mrucząc:
— Co to było?
Ginny zaśmiała się.
— Właściwie... powinnaś się zastanowić, kto to był.
— Aaaaaaaaaaaaaacccccccchhhhhhh uuuuffffff uuuuuugggggghhhh ababababa yagagagag ucccccccccchhhhhhhhhhh!
— Wow, co to za język?
— Harry, po prostu go wytrzyj. Tworzy nowy język i powoli umiera.

Hermiona i Ginny kontynuowały swój spacer, do momentu, gdy rudowłosa zaprowadziła swoją przyjaciółkę na małe wzgórze. Gdy tam dotarły, Ginny zaczęła czegoś szukać, a raczej kogoś.
Hermiona po prostu czekała i podziwiała widok. Na jej twarzy pojawił się mały uśmiech, gdy zobaczyła Hogsmeade i wielkie góry za Zakazanym Lasem. Patrzyła radosnym wzrokiem, gdy ujrzała piękne słońce za górami.
Nagle coś zaszeleściło w krzakach, dlatego podskoczyła zaskoczona i rozejrzała się, ale zrozumiała, że przyjaciółka ją zostawiła. Westchnęła, szukając źródła hałasu i znowu się zdziwiła.
Stał tam Draco Malfoy, w piżamie, z wargami niebieskimi od zimna i nerwową miną. Jej serce podskoczyło, gdy zobaczyła najbardziej dystyngowaną osobę wyglądającą jak mała przerażona wiewiórka. Chłopak podniósł wzrok, a jego szare oczy spojrzały na brązowe, po czym zapadła cisza.
Stali bez ruchu, jakby wrośnięci w ziemię, aż wreszcie Draco wziął głęboki oddech i przechodząc kilka kroków, podczas których drgał niepokojąco, stanął przed kobietą, która powodowała więcej jego bólów serca i migren niż wszyscy inni w Hogwarcie.
Ciało Hermiony trzęsło się strasznie, chcąc uciec i zostać tutaj w tym samym czasie, serce i rozum toczyły właśnie epicki pojedynek. Jednak pozostała, wargi jej drżały i łzy pojawiły się w oczach. Po prostu wpatrywała się w człowieka, którego bała się stracić bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu procent na egzaminie z zaklęć.
W momencie gdy powoli słońce unosiło się coraz wyżej i wyżej, zachrypnięty głos mężczyzny rozpoczął nowy rozdział w życiu Hermiony Granger.
— Kocham cię, Hermiono.
To był najprostszy początek prawdziwej historii. Miał najprostsze ustawienia. Najprostszy moment. Ale te postacie nie były nieskomplikowanymi ludźmi, podobnie jak ich życie i ludzie, których kochali. Byli ważni, a ich historia była czymś czego się nie spodziewali. Nienawidzili się przez lata, a teraz zakochali się w sobie po uszy.
Proste, ale znaczące.
Kiedy Draco podszedł bliżej i wziął płaczącą dziewczynę w ramiona, przyrzekł, że poślubi ją i będą żyć razem do końca życia. Hermiona uspokoiła się, czując dłonie chłopaka na swoich plecach. Spojrzała w górę, uśmiechając się do niego. Słońce wschodziło w górę, świat otulił ciepły blask, a dwoje kochanków połączyło usta w długim pocałunku, wreszcie wiedząc i wierząc, że los dał im szansę wygrać walkę z przeznaczeniem i dał im to, na co tak długo czekaliśmy.
Pocałunek był długi i słodki, a wszystko, co chcieli powiedzieć, przekazali właśnie w nim. Wtedy usłyszeli hałas.
Oklaski.
Rozdzieliwszy się, spojrzeli na dół wzgórza. Draco jęknął, a Hermiona roześmiała się głośno.
— Chcę to usłyszeć, Draco! Po prostu to powiedz!
To był Blaise. Draco przewrócił oczami i wziął głęboki oddech.
— To nie miłość! Miłość to jednorożce, tęcza i duże pluszowe misie.
Wszyscy się śmiali. Blaise odezwał się znowu:
— Więc co to jest?
Draco uśmiechnął się rozbawiony do Blaise’a, który przebrał się w śmieszny strój misia, Harry i Ron za jednorożce, a Ginny ozdobiła ich tęczą.
— Nie jesteś wystarczająco pluszowy, Zabini. Ale myślę, że to miłość. To zdecydowanie miłość.
A potem wszyscy płakali. Tak, nawet chłopcy. I tak, Draco także był wśród nich.

— A kiedy zeszli ze wzgórza, przyjęli gratulacje od swoich przyjaciół. Ciocia Ginny płakała, gdy trzymał ją wuj Harry, a wujek Blaise i wujek Ron trzymali się wzajemnie, płacząc jak niemowlęta!
Starszy Draco Malfoy siedział w salonie, a dziecko z blond włosami na jego kolanach.
— I wujek Blaise zobaczył jednorożca, więc pociągnął za sobą wujka Rona, który wciąż był w kostiumie i…
— Draco! — zawołała kobieta, więc przestał mówić przez chwilę, kładąc dziecko z boku.
— Tak, Astorio? Tutaj jesteśmy.
Piękna kobieta weszła do pokoju, a dziecko zeskoczyło z kanapy.
— Mamuuuusia!
Astoria złapała dziecko i je wycałowała. Draco uśmiechnął się do nich. Wstał, ruszając za nimi do drzwi.
— Pora iść…
— Poczekaj, poczekaj, poczekaj… — Szalony głos wypełnił dom, a druga kobieta podbiegła do nich. Miała twarz przypudrowaną mąką i trzymała w dłoniach pudełko z ciasteczkami. — Astorio, to dla ciebie. Mały Sander je kocha.
Wskazała na dziecko, które uśmiechnęło się szeroko. Astoria rozpromieniła się i uściskała ją. Potem odwróciła się do Draco.
— Masz wspaniałą żonę, Malfoy.
Zaśmiał się i otoczył zarumienioną kobietę ramieniem.
— No cóż, to w końcu Hermiona Granger. Bycie wspaniałą żoną to dodatek do pakietu inteligencji.
Hermiona uderzyła męża w ramię, zostawiając białą plamę na niebieskiej koszuli.
— Och! — Astoria roześmiała się, widząc ich droczenie i podziękowała za dbanie o jej syna, kiedy była w podróży służbowej.
Zapewnili ją, że wszystko było w porządku, po czym znowu im podziękowała i wyszła.
Para wróciła do salonu i usiadła na kanapie obok kominka. Ramię Draco otoczyło Hermionę, a ona oparła na nim swoją głowę. Siedzieli w milczeniu, a Draco delikatnie wziął ją za rękę i splótł ze swoją.
Hermiona odezwała się radosnym głosem:
— Sander zrobił dla mnie kartkę z podziękowaniami. Jest taki słodki.
Draco skrzywił się.
— To tylko dziecko.
Hermiona uśmiechnęła się z rozbawieniem.
— Czy to, co słyszę w twoim głosie, to zazdrość? Draco Malfoy jest zazdrosny o małego chłopca?
Draco usiadł prosto i patrzył na nią.
— Nie jestem!
Hermiona zachichotała.
— O tak! Nie mogę w to uwierzyć! Rumienisz się!
— Hej, przestań. Nie jestem, Granger!
Rzucił ostre spojrzenie i zaczął ją łaskotać. Roześmiała się głośno i wyrywała. Przestał po kilku minutach, gdy zaczęła grozić, że go zabije, i popatrzył na swoją roześmianą żonę.
— Nie jestem zazdrosny o pięcioletniego chłopca. Jestem bardziej romantyczny niż on. Pocałowałem cię o wschodzie słońca, płacząc głośno!
Uśmiechnęła się, przypominając sobie tamte wydarzenia.
— Słyszałam, że znowu opowiadałeś tę historię. Opowiadasz mu ją za każdym razem, gdy nas odwiedza, chociaż zapewne nie rozumie jej do końca.
Draco uśmiechnął się.
— Podoba mu się początek. To znaczy, samiec jednorożca próbujący nawiązać kontakt z Ronem. To przejdzie do historii Hogwartu!
Hermiona przewróciła oczami.
— Nie przypominaj mi tego. Ostatnim razem, kiedy o tym opowiadałeś, ziemniak utknął ci w nosie. I nie, nie jesteś bardziej romantyczny od Sandera. Uważam nawet, że w ogóle nie jesteś romantykiem.
Draco jęknął dramatycznie i stawił czoło Hermionie.
— Pięknie wyglądasz. — Kobieta uśmiechnęła się do niego. — I co do cholery masz na twarzy?
Przewróciła oczami. Mężowie.
— Masło orzechowe. I nie, nadal nie jesteś romantyczny.
— A moje oświadczyny na zakończenie siódmego roku?
— To było mało romantyczne. Przez trzy godziny musieliśmy usuwać odchody fretek!
Cóż, podczas ich ostatniego dnia w Hogwarcie przyjaciele zaciągnęli Hermionę do biblioteki. Stanęła jak wryta, gdy zobaczyła panią Prince związaną sznurem i zakneblowaną taśmą, wiszącą w powietrzu, i fretki. Nie, nie klony Draco Malfoya. Prawdziwe, żywe fretki, które pod wpływem czarów czytały książki. A przy stole, gdzie po raz pierwszy się z nią umówił, siedział Draco w stroju fretki, prawdopodobnie pochodzącym z tego samego sklepu, co kostiumy Blaise’a, Harry’ego i Rona. Tam właśnie chłopak jej się oświadczył, mówiąc:
— Fretki potrafią czytać, Granger. Jeśli nie masz nic przeciwko, zanim je stąd usuniemy, chciałbym, żebyś wiedziała, że jestem szaleńczo i głęboko w tobie zakochany i chciałbym spędzić resztę mojego fretkowego życia z osobą, która jako pierwsza zakwestionowała moje umiejętności czytania.
Ktoś klasnął, pani Prince się uwolniła i Hermiona krzyknęła: „Tak”, a potem para pocałowała się namiętnie i cóż, rozległo się więcej oklasków.
Oboje zaśmiali się do swoich wspomnień i westchnęli szczęśliwie, przytulając się na kanapie. I powoli z ich ust wypłynęły słowa:
— Kocham cię.
W taki oto sposób kończy się opowieść, która zaczęła się w dniu, kiedy się pocałowali.
Następnego dnia pan Malfoy znalazł żonę płaczącą na kanapie w salonie. Zaczęli rozmawiać.
I tak zaczęła się następna historia życia Hermiony.
A wszystko zaczęło się od słów:
— Będziemy rodzicami.

KONIEC
______________

Witajcie :) Rozdział miał być opublikowany za tydzień, ale nie miałam czasu przygotować czegoś innego, a on był gotowy, więc nie wahałam się ani chwili. Historia dobiegła końca. Można odetchnąć z ulgą. Cieszę się, że w tak krótkim czasie udało się przygotować dwa ostatnie rozdziały. Moje bety są niesamowite, bardzo im za to dziękuję, a zwłaszcza Katji. Przy okazji pozwolę sobie podziękować wszystkim betom „Fretki”. Wiem, że to opowiadanie momentami przepełniał kicz i nie raz łapałyście się za głowy. Ja sama miałam wiele problemów z tłumaczeniem, bo autorkę momentami ponosiło w tę złą stronę. Jednak mam nadzieję, że końcowy efekt zadowala czytelników.
Wam, czytelnikom, dziękuję za wiele komentarzy i miłych słów. Cieszę się, że z przyjemnością czytaliście poszczególne części. Mam nadzieję, że będziecie wracać do tego fanfiction. 
Tyle ode mnie. Za tydzień spodziewajcie się ostatniej części Zakazanych. Miłego weekendu! Enjoy!

Obserwatorzy