niedziela, 23 września 2018

Rozdział 32: Bitwa o Norę


— Jesteś gotowy? — pytam, siadając obok Rona.
Luna powiedziała, że wszystko rozegra się za kilka godzin, ale mimo to znajdujemy się w salonie i czekamy.
— Nie — odpowiada, nie podnosząc wzroku znad różdżki w dłoniach. — Nie sądzę bym kiedykolwiek był gotowy. A ty?
Spogląda na mnie.
— Czy jestem gotowa? Nie wiem, ale po tych trzech latach my wszyscy tak tego… chcemy — odpowiadam. — Wszystko będzie dobrze.
Ron wzrusza ramionami i znów patrzy na różdżkę.
— Mam nadzieję.

~*~*~*~*~*~

— Już czas — mówi Luna cztery i pół godziny później.
Siedzi w kącie, mając przez cały czas zamknięte oczy. Natychmiast ruszamy z miejsc i stajemy w centrum pokoju wokół świstoklika.
— Tracy, trzymaj się mocno — ostrzega Luna w momencie, gdy czujemy ucisk w okolicach pępka.
Lądujemy na ziemi na polu przed Norą. Ron wstaje na nogi i czaruje błyskawicę, taką jaką ma Harry na swoim czole, kierując się w stronę domu. Harry pomaga wstać mnie i Tracy.
— Chodźmy — mówi i każde z nas idzie w inną stronę domu. Spędziliśmy godziny na obmyślaniu strategii i analizowaniu wspomnień Luny. Wiemy, że będzie dziesięciu silnych wojowników i ośmiu przeciętnych. Mamy także informacje, pod jaką maską są ukryci.
Rzucam osłony, czekając na ich uruchomienie. Kilka zaklęć Blacków ma sprawić, że będziemy mieli chociaż odrobinę przewagi. Mają odbijać rykoszetem mroczne klątwy, aby ochronić mieszkańców tego domu.
Tracy krząta się po prawej stronie pola, czekając na śmierciożerców, aby od razu zaatakować. Harry ukrył się w zbożu przed domem. Ron stoi przy drzwiach. Gdy już udzielił odpowiedzi na wszystkie pytania, matka niemal ściska go w uścisku.
— Nie mamy dużo czasu — mówi Ron. — Zmierza tu grupa śmierciożerców.
— Więc musimy iść — panikuje Molly.
— Nie — odpowiada Ron stanowczo. Jego głos jest silny, a oczy nieugięte, chociaż wiem, że pęka mu serce. — Już za późno, zaraz tu będą. Przepraszam, że nie pojawiłem się wcześniej, aby pomóc wam uciec, ale oni przybędą tu za minutę i chcą cię zabrać, mamo.
— Co? — krzyczy Molly.
Dobiega do nas głośny dźwięk aportacji. Widzę, jak osiemnastu śmierciożerców rusza w naszym kierunku. Jeden macha różdżką i dach staje w płomieniach.
— Mamo — mówi Ron, naciskając. — Muszę iść walczyć. Tracy, Harry i Hermiona są tutaj, aby pomóc. — Chłopak rozgląda się po rodzinie. — Ukryjcie ją, przejdziemy przez to.

~*~*~*~*~*~

Tymczasem Tracy wślizguje się w grupę śmierciożerców, ukryta pod peleryną-niewidką Harry’ego. Kilka zaklęć sprawiło, że porusza się niemal bezszelestnie. Staje za Antoninem Dołohovem, który znajduje się z tyłu grupy. Czarna strzała, wyczarowana przez Pottera, spoczywa w dłoni dziewczyny. Pod wpływem wyszeptanego zaklęcia końcówka staje się czerwona. Tracy wbija strzałę w plecy mężczyzny, łamiąc przy tym kości. Przesuwa ją do przodu przez serce i płuca.
— Za moją matkę — szepcze, po czym odskakuje.
Dołohov kaszle krwią i pada na kolana. To sygnał dla mnie. Aktywuję osłony, gdy Antonin przestaje oddychać.

~*~*~*~*~*~

Molly chwyta ramię Rona, gdy ten sięga do klamki frontowych drzwi. Dostrzega śmigające w powietrzu zaklęcia, co oznacza, że nadszedł czas, aby dołączyć do walki.
— Musimy iść, możemy użyć sieci Fiuu — naciska kobieta.
Ron przytula ją.
— Oddziały nam na to nie pozwolą, mamo — mówi smutno. — Ale jesteśmy Weasleyami, będziemy walczyć i wszystko się uda. Kocham cię.
Z tymi słowami wychodzi na zewnątrz w wir walki.
Molly, Artur, Bill, Fred, George i Ginny patrzą za nim. Na zewnątrz krzyki mieszają się z wybuchami.
— Ginny, wracaj do środka i nie waż się wychodzić — mówi Molly,
— Nie, mamo — odpowiada dziewczyna. — Nigdzie się nie wybieram i wiesz, że i tak się tu zakradnę. Jesteśmy silniejsi jako rodzina.
Molly przyznaje jej rację i wychodzi przez frontowe drzwi.
Zaklęcia latają wokół posiadłości. Trzech śmierciożerców poległo. Harry wyrzuca kolejnego w pole i jest mało prawdopodobne, że się podniesie.
— Grayback — krzyczy Harry, a zaklęcie zwiększające głośność sprawia, że wszyscy go słyszą. Wilkołak patrzy na chłopaka. — Wyzywam się na pojedynek alf.
Grayback macha głową na boki i zaczyna iść w jego stronę. Jeden ze śmierciożerców wskazuje różdżką Harry’ego, ale wilkołak podchodzi do niego, owijając ramię wokół jego gardła.
— On jest mój — warczy Grayback. Śmierciożerca upada, jego oczy są puste, a tchawica zmiażdżona.
Wilkołak nawet nie zaszczyca go spojrzeniem, koncentrując całą swoją uwagę na Harrym. Czarny Pan chce go mieć żywego, ale Grayback nie jest pewny, czy będzie w stanie spełnić tę obietnicę.
W międzyczasie atakuje mnie pięciu śmierciożerców i ledwo mogę odbijać ich zaklęcia lub spowolnić działanie. Na szczęście dołącza do mnie Bill i kolejni dwaj przeciwnicy zostają pokonani. Ron stoi u boku Tracy, walcząc z dwoma poplecznikami Voldemorta. Pozostała piątka rusza na rodzinę Weasleyów. Z siedmiu do tej pory zabitych, tylko Dołohov był silnym wojownikiem. Być może jesteśmy blisko celu, ale jeszcze długa droga do zwycięstwa.

~*~*~*~*~*~

Grayback i Harry krążą po okręgu. Pan Lovegood powiedział, że najważniejszy jest proces udowodnienia, że jesteś godnym przeciwnikiem. Szczęka Graybacka drga lekko nim mężczyzna wyskakuje do przodu. Harry odskakuje, unikając klątwy. Trenował do tego. Obraca różdżkę w dłoni, wyczarowując dziesięć ogonów, które owijają wilkołaka.
Skóra skwierczy, gdy mężczyzna zaczyna warczeć. Sięga po Harry’ego, ale chwyta powietrze, zanim jego ramię pokrywa się głębokimi ranami. Jeszcze dwie noce do nowiu, więc jego wilcza natura nie jest w stanie przejąć nad nim władzy.
Harry nadal pozwala Graybackowi atakować, jednocześnie podejmując działania odwetowe. Chociaż pomaga innym, nie mógłby pozwolić, żeby ręka wilkołaka zdołała go dosięgnąć.
Grayback ponownie rzuca się na Harry’ego, chociaż zmienia kierunek w połowie szarży. Chłopak cofa się, gdy pazury dotykają jego torsu. Upada do tyłu, słychać tylko skrzypnięcie żeber. W odwecie oślepia Graybacka i rzuca zaklęcia cięcia, gdy wstaje i wycofuje się na swoje miejsce.
Grayback nie może się podnieść, krew cieknie z jego ciała. Zaklęcie leczące nie jest w stanie powstrzymać krwotoku. Jego czarne oczy patrzą na Harry’ego, który unosi swą różdżkę.
Sectumsempra — mówi.
Grayback wije się, gdy zaklęcie w niego uderza. Przecina prawą stronę szyi od linii szczęki aż do klatki piersiowej. Gdy głowa odpada od ciała, żywot Graybacka dobiega końca.

~*~*~*~*~*~

Molly pokonuje śmierciożercę, kiedy bliźniacy, Artur i Ginny zajmują się pozostałą czwórką, aby nie zburzyli ich domu. Tracy i Ron uzupełniają się, walcząc razem. Bill jest po mojej stronie. Umieszczam przeszkody na drodze śmierciożerców, a on zadaje im cios. Kolejny został pokonany dzięki tej metodzie. Jeden z silniejszych walczy z Ronem i Tracy, więc pozostało tylko siedmiu.
— NIE — rozlega się głos Molly.
Przeciwnicy moi i Billa patrzą w tamtym kierunku, a my nie wahamy się ani chwili i rzucamy potężne zaklęcia, pokonując obu jednocześnie. Bill biegnie do matki, która tuli Ginny w swoich ramionach. Dziewczyna z trudem łapie oddech. Zaklęcie diagnostyczne ujawnia, że krwawi wewnętrznie. Wszystkie naczynia krwionośne w jej tułowiu zostały rozerwane. Nie zdąży do Świętego Mungo. Nic nie możemy zrobić.
Weasleyowie są znani ze swej potęgi i temperamentu. Widząc, jak upada jeden z nich, nawet śmierciożercy nie wykorzystują swojej szansy.
Molly płacze nad swoją córką, gdy wszyscy je otaczamy.
— Kocham was — mówi Ginny. — Przepraszam… powiedzcie Deanowi…. — Bierze ostatni dech, zamykając oczy.
Rodzina opada na kolana wokół matki i córki. Szloch Molly miesza się ze spadającymi wokół łzami.
Harry zakopał ciała w okolicy posiadłości Weasleyów w masowym grobie, stawiając nad nim tablicę z osiemnastoma kreskami. Kiedy wraca, podchodzę do niego.
— Niedługo będziemy musieli iść — szepcę.
Kiwa głową i idzie do Billa. Po kilku minutach cichej rozmowy, Bill przytakuje. Artur, Molly i ciało Ginny teleportują się do Muszelki, gdzie czekają Charlie i Fleur. Bill, bliźniacy i Ron zajęli się magicznym pakowaniem rzeczy. Po chwili Harry, Tracy i ja do nich dołączamy.

~*~*~*~*~*~

Pół godziny później zawartość domu mieści się w dużej torbie z rozsuwanym zamkiem. Bliźniacy podchodzą i stawiają przed Harrym inną. Spogląda na nich zdezorientowany.
— Idziemy z wami — mówi Fred.
— Nie próbuj nawet się z nami kłócić — dodaje George.
Harry bezradnie kiwa głową. Bill rozgląda się po domu, zanim podnosi torbę.
— Uważajcie na siebie — mówi, a potem teleportuje się do żony.
Tracy przytula Rona, a Harry i ja chwytamy bliźniaków. Najwyższy stopień przed Gimmauld Place 12 jest bardzo zatłoczony, gdy Draco otwiera drzwi. Jego oczy rozszerzają się.
— Babcia Jean i zabraliśmy kilku pasażerów na gapę — mówię, przechodząc obok blondyna.
— Nikt nie wie, który jest starszy — oznajmia Ron, wchodząc do środka.
— Flitwick — mówi Tracy, podążając za swoim chłopakiem.
— Dudley i zbieraj szczękę z podłogi, Malfoy — dodaje Harry.
Bliźniacy gapią się na Draco, ale wciągam ich do kuchni.
— Draco, leczenie — przypominam.
Chłopak mruga i rzuca na każdego zaklęcia diagnostyczne, po czym idzie do szafki. Wyciąga mikstury i lewituje je na stół. Zaklęciem pozbywa się koszuli Rona, po czym nakłada na lewą rękę i tors maść na oparzenia.
— Tracy znów się na ciebie wściekła? — żartuje Draco, kontynuując pracę i badając głębokość ran.
Usta Rona unoszą się lekko.
— Nie tym razem — odpowiada.
Draco macha różdżką i na ranie pojawia się opatrunek.
— Będę musiał zmienić go rano, ale powinno się wygoić w kilka dni — oznajmia Draco, przechodząc do Harry’ego.
Chłopak jest pokryty brudem, potem, kilkoma ranami i zadrapaniami. Draco ściąga mu koszulę i oczyszcza ciało za pomocą zaklęcia Chłoszczyć.
— Czy któraś z nich pochodzi od wilkołaka? — pyta Draco, gdy zatrzymuje się przy ranach na ramieniu, klatce i twarzy.
— Tylko siniak — odpowiada Harry.
Duży siniak sięga do żeber. Chłopak kręci się pod wpływem zaklęcia diagnostycznego.
— Jest kilka małych złamań w żebrach. Ciesz się, że nie usunąłem kości jak Lockhart — żartuje Draco.
— To nie było zabawne — dodaje Harry, ale chwilę później sam się śmieje.
— Myślę, że źle wymierzył, bo te złamania nie są poważne — mówi Draco, rzucając więcej zaklęć diagnostycznych.
— Coś było nie tak z jego ramieniem, ale się cofnąłem, gdy uderzył.
— Dobrze. — Draco podwija nogawkę spodni Harry’ego. — Skręciłeś także kostkę.
— Cóż, jeśli to wszystkie skutki walki z wilkołakiem, to mogę uważać się za szczęściarza — mówi Harry.
Draco owija nogę chłopaka bandażem, po czym podaje eliksir.
— Wypij to i jesteś najszczęśliwszym draniem jakiego kiedykolwiek spotkałem.
Harry uśmiecha się i bierze eliksir.
— Panno Granger, zapraszam za mną — oznajmia blondyn, zwracając się do mnie.
Przechodzę za zasłonkę i siadam na krześle. Przygląda mi się badawczo, a potem pomaga wejść na wysokie łóżko, zanim wychodzi.
— Tracy, potrzebuje tylko odpoczynku i tego fioletowego eliksiru — mówi Draco, pojawiając się kilka minut później. — Bliźniakom nic nie jest, reszta uspokoi się i zaśnie nawet bez pomocy mikstur.
— Nieźle się urządziłaś — mamrocze.
— Uwierz mi, to nie ja jestem powodem tego wszystkiego — drażnię się.
Draco patrzy mi w oczy, jego twarz nie wyraża żadnych emocji.
— Będę musiał to zobaczyć — mówi cicho.
Przytakuję. Pozbywa się moich ubrań, więc zostaję tylko w bieliźnie. Rumienię się, ale jego oczy natychmiast kierują się na głębokie rozcięcie z boku nogi, kończące się tuż przed biodrem. Delikatnie dotyka ranę, czyszcząc ją i uszczelniając, zanim przenosi wzrok na mój brzuch. Skórę pokrywają zadrapania ze skał i innych odpadów wyrzuconych na drogę.
— Czy odczuwasz jakikolwiek ból? — pyta, gdy kończy leczenie ran.
— Wcześniej nie, ale pod wpływem adrenaliny zaczęło trochę boleć — odpowiadam.
Draco kiwa głową i wyciąga zielony płyn. Odmierza łyżeczkę i podaje mi ją. Jego oczy przesuwają się po moim ciele, po czym potrząsa głową i odwraca się.
— Powinnaś przez przynajmniej jeden dzień nie obciążać tej nogi — mówi do ściany. — Stworku? — Skrzat aportuje się obok nas. — Proszę, zabierz Hermionę do łóżka, nie wolno jej obciążać prawej nogi. Przynieś jej czystą piżamę. Przyjdę za chwilę.
Skrzat przytakuje i teleportuje się razem ze mną do sypialni.

~*~*~*~*~*~

Zgodnie ze swoimi słowami, Draco pojawia się w pomieszczeniu, gdy ubrana w czystą piżamę leżę pod kołdrą.
— Dziękuję, że się nami zająłeś — mówię.
Wzrusza ramionami.
— Powiesz mi, dlaczego tutaj są bliźniacy? — pyta.
— Ginny umarła, chcą się bardziej zaangażować — wyjaśniam.
Kiwa głową i odgarnia włosy z mojej twarzy.
— Śpij, kochanie — mówi, wślizgując się do łóżka i zdmuchując świece.

Czytaj dalej →
__________

Witajcie :) w niedzielne popołudnie publikuję kolejny rozdział tłumaczenia. Tak jak zapowiadałam, rozegrała się bitwa w Norze. Wiem, że pewnie spodziewaliście się większej ilości akcji, ale mimo tego, że te rozdziały są tak krótkie, działo się wiele. Piszcie, co sądzicie!
Powoli zbliżamy się do końca opowiadania. Jak widzę tę malejącą ilość stron to czuję się tak... dziwnie. Bo z jednej strony radość, że kończę tak długie tłumaczenie, a z drugiej smutek, ponieważ uwielbiam sposób w jaki autorka ukazała relację Draco i Hermiony. Szkoda mi tylko, że tak mało osób czyta tę historię... cóż może czekają na całość? Myślę, że niedługo się go doczekają, bo zostało tylko osiem rozdziałów! Trzymajcie kciuki żebym znalazła na to czas i przede wszystkim chęci.
Tyle ode mnie. Miłego tygodnia! Enjoy!

Obserwatorzy