sobota, 20 maja 2017

Rozdział 11: Plan #236!

Rozdział betowały: Patronuska i Acrimonia

Już czas. Niech się zastanowię:
1. Blaise śpi i chrapie w swoim łóżku — jest;
2. Determinacja i rozsądek potrzebne do zrobienia tego — jest;
3. Piekielnie przystojny i niewiarygodny wygląd — jest przekleństwem, odkąd się urodziłem.
Cóż, pora zrealizować plan #236.

***

Narracja pierwszoosobowa z perspektywy Hermiony

Co to za hałas, do cholery?!
Usłyszałam pukanie w moje okno, bardzo głośne, irytujące pukanie. Usiadłam zła, szukając jego źródła.
Draco Malfoy znajdował się na zewnętrznym parapecie, dygocząc i uśmiechając się. Wyskoczyłam z łóżka, aby otworzyć okno. Wciągnęłam go do środka, po czym spoliczkowałam.
— Straciłeś rozum? Jest — zerknęłam na zegarek — czwarta nad ranem, a ty trzęsiesz się przy moim oknie… J-jak się tu dostałeś?
Usiadł na kanapie i wzruszył ramionami.
— Wspiąłem się.
Otworzyłam szeroko  oczy.
— Straciłeś zdrowy rozsądek, Malfoy? Dlaczego w ogóle pomyślałeś, żeby coś takiego zrobić? Mogłeś spaść lub gorzej…
— Myślisz, że nie byłem szczery, kiedy prosiłem cię o wybaczenie — powiedział, patrząc na mnie poważnie. — Chciałem ci pokazać, jak bardzo jestem zdeterminowany, żeby naprawić sytuację między nami. I mam nadzieję, że nie zignorujesz moich wysiłków. Jestem poważny, tak bardzo poważny, żeby wspiąć się do ciebie w piżamie o tak wczesnej porze, więc powinnaś rozważyć przebaczenie mi tego głupiego błędu.
Westchnął ciężko, a ja zwiesiłam głowę ze wstydu. Widziałam, jak  starał się naprawić sytuację między nami, chociaż każdy plan okazywał się fiaskiem. Widziałam także jego determinację. I zignorowałam to, bo nie wiedziałam, co miałabym zrobić. Nie można po prostu wybaczyć komuś po tym, jak nazwał cię szlamą. Potrzebowałam trochę czasu, żeby ochłonąć.
Westchnęłam i przygryzłam wargę.
— Przepraszam, że zwątpiłam w twoją powagę i wcześniej pytałam o zdrowy rozsądek.
Jego wargi uniosły się ku górze, moje zachowały się tak samo. Utkwiłam w nim swój wzrok, na co on zmarszczył brwi.
— Więc mi wybaczasz?
Zachichotałam. Brakowało mi tego świrusa.
— Dobrze, wybaczam ci.
Słysząc moje słowa, Draco wyszczerzył się wesoło. Zaśmiałam się nerwowo i wtedy przytulił mnie mocno.
Rechotał, gdy próbowałam wyrwać się z jego ramion. Ścisnął mnie mocniej i zignorował ostre spojrzenie, które mu rzuciłam. Wreszcie rozluźnił uścisk, byłam wolna, więc korzystając z okazji, walnęłam go w ramię. Całkowicie niezrażony, posłał mi jeden ze swoich uśmieszków i zapytał:
— Nie żartowałaś, prawda? Naprawdę mi wybaczyłaś?
Kąciki moich ust uniosły się mimowolnie. Czyżby mój upór sprawił, że nie mógł uwierzyć, w to, co powiedziałam?
— Nie żartowałam, Draco. Wybaczyłam ci. — Podskoczył z radości, a ja dodałam: — Ale to, co dziś zrobiłeś, było głupie.
— Być może masz rację, ale to najlepszy z moich genialnych pomysłów.
Zaśmiał się, próbując znowu mnie ścisnąć. Krzyknęłam i uciekłam przed nim. Wszystko powoli wracało do normy.

***

Narracja pierwszoosobowa z perspektywy Draco

Znasz to uczucie, kiedy zdajesz sobie sprawę z tego, że zbliża się Boże Narodzenie, albo twoje urodziny, i jesteś naprawdę, naprawdę szczęśliwy? Taa, taki rodzaj szczęścia. A teraz pomnóż to przez dziesięć — tak bardzo szczęśliwy byłem w tamtym momencie.
Hermiona i ja leżeliśmy na kanapie w salonie blisko kominka, a jej cudowny chichot odbijał się echem po pomieszczeniu. Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się. Była czerwona na twarzy i trzymała się za brzuch, nadal głośno śmiejąc.
— Czekaj… widziałeś prawie nagiego Filcha?
Zarumieniłem się.
— Prawie, Merlin jeden wie, że nie powinienem być tak przerażony w tak młodym wieku.
Wybuchła śmiechem.
— Chodziłeś łysy, zakrztusiłeś się orzeszkami ziemnymi, zdeptały cię zmutowane pingwiny, powieszono cię za palce u stóp i zobaczyłeś Filcha… okej, prawie… nagiego Filcha. Dość niebezpieczny dzień. — Wyliczała na palcach, śmiejąc się przez cały czas.
Skrzywiłem się.
— To wina pieprzonego Blaise’a Zabiniego.
— Och, przestań mnie obwiniać. — Blaise wyszedł z naszej łazienki.
Popatrzyliśmy na niego z niedowierzaniem.
— Jak się tu dostałeś?
Wzruszył ramionami.
— Nie mam pojęcia. Po prostu obudziłem się w wannie.
Patrzyliśmy na siebie przez kilka sekund, po czym spokojnie wyszedł z dormitorium Prefektów Naczelnych.
Hermiona odchrząknęła.
— Cóż, to nie dzieje się każdego dnia.
Chwyciła książkę i zaczęła czytać. Nie mogłem się powstrzymać przed patrzeniem na nią.
— Nie chciałabym być spalona w płomieniach, więc dziękuję. — Uśmiechnąłem się. — Przestań się na mnie gapić, idioto.
— Czujesz ciepło kominka? — zapytałem, a ona parsknęła.
— Wszystko, co czuję, to głód, błaźnie.
— Cóż, więc czeka nas przechadzka do kuchni!
Wstała i podeszła do schodów.
— Idź pierwszy, dogonię cię.
Przytaknąłem i udałem się do kuchni. Zawołałem Cukiereczka, jedną ze skrzatek domowych.
— Panicz Malfoy. — Skłoniła się nisko. — W czym Cukiereczek może paniczowi pomóc?
Na samą myśl o swoich zamiarach, uśmiechnąłem się.
— Chciałbym coś przygotować, czy mogłabyś…

***

Narracja trzecioosobowa

Kilka minut później Hermiona weszła do kuchni witana przez inną skrzatkę, Migotkę, która, kłaniając się, powiedziała ochrypłym głosem:
— Dzień dobry, panience. Panicz Malfoy powiedział mi, że mam panienkę zaprowadzić do waszego stolika. Niech panienka idzie za Migotką.
Hermiona uśmiechnęła się do szczęśliwego stworzenia. Szła za nią, dopóki nie dotarły do stolika dla dwojga naprzeciwko wielkiego okna, ukazującego wspaniałą górską scenerię. Uśmiechnęła się szerzej i zajęła miejsce. Skrzatka stanęła obok niej, odpowiadając nieśmiałym uśmiechem.
Dziewczyna spojrzała na nią.
— Gdzie jest Draco?
Skrzatka rozpromieniła się i odpowiedziała:
— Niech panienka się nie martwi, panicz Draco niedługo tu będzie. Jest czymś zajęty, jak zawsze.
Hermiona uniosła brew.
— Jest tutaj cały czas?
Migotka zachichotała.
— Nie cały czas, panienko, chociaż skrzaty nie miałyby nic przeciwko temu. Traktuje nas o wiele lepiej niż inni czarodzieje czystej krwi. Panicz Draco jest bardzo dobrym towarzyszem i my skrzaty bardzo go szanujemy.
Hermiona uśmiechnęła się, słysząc to i była bardzo zaskoczona faktem, że Draco, pochodzący z rodziny, która nie dba o wszystko poniżej ich poziomu, tak bardzo lubi te stworzenia. Gdzie on w ogóle jest?
— Perfekcyjne wyczucie czasu, Hermiono, jeszcze jest gorące.
Odwróciła się i zobaczyła jego promienną twarz oraz dwa talerze ze stertami złotych naleśników, unoszących się za nim. Usiadł obok niej, a talerze ostrożnie opadły przed nimi. Hermiona jęknęła z głodu, gdy pyszny syrop spłynął jak wodospad po górze naleśników. Draco roześmiał się, widząc jej wyraz twarzy i postanowił, że nie będzie jej powstrzymywał.
— Częstuj się, Hermiono.
Od razu zaczęła pochłaniać jeden naleśnik za drugim, wyglądając tak jak Ron Weasley próbujący zmierzyć się z kurczakiem.
— Masz pewne cechy Weasleya w kwestii jedzenia, wiesz o tym? — Uśmiechnął się, a ona zarumieniła się.
— Jestem bardzo głodna i kocham naleśniki.
Skinął głową z rozbawieniem.
— Cieszę się, że lubisz to, co przygotowałem.
Przerwała na moment, rejestrując to, co powiedział, a potem wypaliła:
— Ty je zrobiłeś?
Uśmiechnął się dumnie.
— Cóż, tak. Ja je przyrządziłem. Pyszne, prawda?
Hermiona parsknęła.
— Prawdę mówiąc, okropne — mruknęła, biorąc kolejny kawałek wspomnianego przed sekundą okropnego naleśnika.
— Okropne, mówisz? Mógłbym ci je zabrać, skoro nie chcesz mieć w zasięgu wzroku tych okropnych rzeczy…
— Nie, nie, nie! Lubię okropne rzeczy. Lubię ciebie, prawda? — Uśmiechnęła się do niego, czekając aż ta wiadomość do niego dotrze.
— Cóż, dziękuję… Ej!
Zachichotała niekontrolowanie, a potem zaśmiała się o wiele głośniej.
— No dalej, Hermiono. Przyznaj, że jestem niesamowitym kucharzem, niewątpliwie przystojny i doskonały pod każdym względem.
Hermiona skrzywiła się.
— Doskonały? To, że potrafisz piec, nie sprawia, że jesteś doskonały pod każdym względem.
Draco uśmiechnął się szeroko i wezwał Migotkę. Pochyliła się i także lekko uśmiechnęła.
— Co Migotka może zrobić dla pana Malfoya?
— Przynieś wypieki, które przygotowałem wcześniej, Migotko.
Pstryknęła palcami i przed Hermioną pojawiła się taca pełna jagodowych babeczek. Wzięła jedną ostrożnie i wpatrywała się w Draco. Posłał jej arogancki uśmiech.
— Czyż nie jestem doskonały pod każdym względem? — Przewróciła oczami i obróciła babeczką, którą trzymała w ręce. — Nie martw się, Hermiono, nie napełniłem jej trucizną.
Znowu na niego zerknęła i lekko ugryzła ciastko. Przez chwilę zatrzymała się, wpatrując się bez ruchu w babeczkę. Potem jej usta uniosły się ku górze.
— Doskonały pod każdym względem.
Draco uśmiechnął się triumfalnie.
— Wiem, wiem.
Zmierzyła go wzrokiem, ale potem zaczęła jeść.
— Jest niesamowita. Mmmm…
Draco zachichotał i także ugryzł kęs.
— To nic wielkiego. Robię je już od dłuższego czasu.
Oczy dziewczyny rozszerzyły się.
— Mogłabym je jeść zawsze i nigdy bym nie była zmęczona. — Wzięła kolejny kęs. — Serio, wezmę z tobą ślub, Malfoy. Potrzebuję tych babeczek w swoim życiu!
Draco zachichotał i pokręcił głową.
— Nie możesz mnie poślubić, dlatego że piekę tak dobrze.
Pomachała ręką.
— Mogę. To twoja szansa, możesz mi się oświadczyć. Tu i teraz.
Draco patrzył na nią jakby straciła zdrowy rozsądek. Cóż, więc jest ich dwoje. Wziął jedną babeczkę, uklęknął przed nią i przybrał poważny wyraz twarzy. Przewróciła oczami, obserwując jego poczynania.
— Hermiono, czy dla swojej pilnej potrzeby posiadania moich wypieków, wyjdziesz za mnie?
Zaśmiała się.
— Tak, oczywiście! Babeczki na zawsze!
Co?
Harry!
— Potter.
Malfoy!
— Łasic.
Draco!
Draco?
Ron.
— Hermiono.
Hermiono?
Harry, Ron…
— Potter i Łasic…
Draco!
— Hermiono.
Blaise Zabini!
— Blaise! Gdzie… Jak…?
Co ja mam zrobić?

Czytaj dalej →
 _____________

Witajcie :) W to sobotnie popołudnie publikuję kolejny rozdział historii. Być może wydaje Wam się, że nic wielkiego się w nim nie działo, ale to tylko pozory. Ta część zwiastuje kłopoty, bardzo duże kłopoty, ale nie będę nic zdradzać, ponieważ chcę, żebyście się dobrze bawili, czytając kolejne rozdziały. Jestem ciekawa Waszych wrażeń po tej części. Z przyjemnością o nich poczytam, więc możecie się nimi podzielić w komentarzach.
Podejrzewam, że spodziewaliście się, iż rozdział pojawi się wcześniej. Cóż, ostatnie tygodnie były bardzo intensywne. Zaczęłam szukać pracy i muszę wyznać, że nie należy to do najłatwiejszych zadań. Ciągłe wysyłanie życiorysu i brak odzewu nie napawa wielkim optymizmem, ale może z biegiem czasu uda mi się coś znaleźć. 
W ostatnim czasie przygotowałam dla Was kilka niespodzianek, które ukażą się w najbliższym czasie, więc oczekujcie :)
Tradycyjnie proszę o komentarze dotyczące treści rozdziału, a nie zapytania o kolejną publikację. Sama nie wiem, kiedy pojawi się kolejna część. Być może dopiero pod koniec maja, więc bądźcie cierpliwi.
To tyle. Komentujcie i oceniajcie. Miłego weekendu i zbliżającego się tygodnia!


Mia Land of Grafic