Ministerstwo
było praktycznie nie do poznania — nie szczędzono wydatków na zorganizowanie balu
upamiętniającego nominację Harry’ego na Ministra Magii. Hermiona i Draco weszli
przez kominek, światła w holu Ministerstwa były przyciemnione, a wokół nich
unosiły się jasne żarówki. Światła na podłodze zaprowadziły ich do rzadko
używanej Sali Balowej Ministerstwa, gdzie zameldował ich Młodszy Auror.
—
Wygląda drogo — zauważyła Hermiona, marszcząc brwi.
Draco
zaśmiał się do jej ucha, obejmując ją władczo w talii.
—
Po prostu dobrze się baw.
—
To za moje pieniądze z podatków — mruknęła, unosząc brwi. — Właściwie to pewnie
płacisz o wiele więcej niż ja. Nie powinieneś być kompletnie oburzony?
Wzruszył
ramionami.
—
Szczerze mówiąc, chyba to rozumiem. Pamiętasz, jak wszyscy się czuli po śmierci
Kingsleya? Po Percym i całej reszcie? Wszyscy byli przestraszeni i stracili
zaufanie do Ministerstwa. Myślę, że czasami taki ekstrawagancki wydatek pomaga
ludziom poczuć się lepiej.
—
To wszystko wydaje się takie powierzchowne. Tak naprawdę niewiele się zmieniło.
A Harry’ego, który choć jest uroczy, nie ma żadnych kwalifikacji, mianowaliśmy
Ministrem Magii! — rzekła z oburzeniem.
Draco
lekko się do niej uśmiechnął.
—
Wiem. Ale pomyśl, mogło być gorzej.
—
Co za optymizm.
Uśmiechnęła
się ironicznie.
—
Hmm. — Przez chwilę wyglądał na zamyślonego, po czym się otrząsnął. —
Zatańczymy?
Hermiona
skinęła głową i pozwoliła Draco wyciągnąć się na parkiet. Nie była największą
fanką czarodziejskiej muzyki, ale grały Fatalne Jędze i dobrze się bawiła,
czując ramiona Draco obejmujące ją.
—
Wiesz — powiedział, kołysząc biodrami na boki razem z nią — to niezły wyczyn —
obecność Fatalnych Jędz. Jestem pewien, że w przypadku każdego innego Ministra
zatrudniono by kwartet smyczkowy i bylibyśmy zmuszeni do odprawiania formalnych
rytuałów tanecznych.
Stęknęła
na ten ruch, nieświadomie oblizując usta.
—
Naprawdę? — zapytała w końcu.
—
Hmm. — Uśmiechnął się, jego usta delikatnie musnęły jej szyję. Była pewna, że
doskonale wie, jak na nią działa, i postanowiła się odwdzięczyć, dyskretnie
przyciskając dłoń do jego krocza. — Jesteś niegrzeczną czarownicą — wyszeptał.
—
Swój spotka swego — zażartowała, lekko unosząc dłoń.
Spojrzała
w górę i zobaczyła w jego oczach odbicie własnej żądzy. Przycisnął usta do jej
warg, karcąc ją pocałunkiem.
Zapomniała,
że tańczą, jej dłoń przyciskała się do jego bioder. Złapał ją za pośladek i
miała ochotę podciągnąć nogę, by owinąć ją wokół niego. W końcu przycisnął
język do jej ust, domagając się wejścia do jej ust…
—
AAA!
Podskoczyli
i odwrócili się, by zobaczyć Rona Weasleya stojącego z rękami zakrywającymi
oczy, a obok niego rozbawioną Hannę Abbott-Weasley, która trzymała dłoń na
brzuchu.
—
Eee — zaczęła Hermiona, wygładzając bordową sukienkę i poprawiając włosy. —
Cześć — powiedziała w końcu, dość niezręcznie.
—
Cześć — mruknął Ron, w końcu poruszając rękami i wzdychając z ulgą, gdy zdał
sobie sprawę, że już się nie całują.
—
Przepraszam — wymamrotał Draco, choć Hermiona domyśliła się po jego zadowolonej
minie, że był bardziej rozbawiony niż ktokolwiek.
Wbiła
mu łokieć w żebra, karcąco marszcząc brwi, ale on wydawał się zupełnie
niewzruszony.
—
Jak się macie?
Hermiona
w końcu się ogarnęła.
—
Dobrze — mruknął Ron, ledwo słyszalnie.
—
Świetnie. — Hanna uśmiechnęła się, obejmując Rona ramieniem. — I cieszymy się,
że między wami jest dobrze.
—
Serio? — zapytał Ron, marszcząc brwi.
—
Tak. — Hanna spojrzała na niego surowo. — U nas też wszystko gra. Dziurawy
Kocioł działa całkiem nieźle. Wygląda na to, że będę mogła wziąć sześć miesięcy
wolnego, kiedy urodzi się mała Ginny.
—
Wspaniale! — powiedziała szczerze Hermiona.
—
Jest Theo? — spytała Hanna, rozglądając się.
Hermiona
i Draco spojrzeli na siebie z oczekiwaniem; Theo, a konkretnie jego obecność u
boku Harry’ego, gdy ten został mianowany Ministrem, była w ciągu ostatniego
tygodnia powodem sprzeczek między Hermioną a Draco. Najwyraźniej Harry prosił
Theo, żeby do niego dołączył, ale Theo uważał, że to nie jest odpowiedni moment
na ujawnienie się jako para.
Draco
był zdezorientowany i uparcie twierdził, że Theo zawsze nienawidził
konieczności utrzymywania związku w tajemnicy, bo że przed Harrym mógł
randkować wyłącznie w świecie mugoli i to go denerwowało. Hermiona natomiast
uważała to za zrozumiałe i w pewnym stopniu rozumiała punkt widzenia Theo. W
końcu nie chciała, żeby jej związek z Draco stał się jedynie widowiskiem dla
publiczności.
—
Postanowił nie przychodzić — odpowiedziała w końcu Hermiona z wymuszonym
uśmiechem.
—
Och.
Hanna
zamrugała, wyglądając na zaskoczoną. Draco obrzucił Hermionę przenikliwym
spojrzeniem, które celowo zignorowała.
—
Hej wam.
Usłyszeli
głos Harry’ego i odwrócili się, by zobaczyć gwiazdę wieczoru, z rękami w
kieszeniach i z przerażeniem rozglądającego się po sali. Hermiona uśmiechnęła
się do niego ciepło; wydawało się, że niezależnie od wieku czy wpływów, jakie
miał, zawsze przebijała się w nim jakaś cecha nieśmiałego chłopaka, którego
znała z Hogwartu.
—
Gratulację, Harry.
Uścisnęła
go. Pomimo wszelkich zastrzeżeń co do jego roli Ministra, zawsze uważała, że
zasługuje na więcej, niż mu się wydaje. Pozostali członkowie ich małej grupy
wygłaszali podobne oświadczenia, niezręcznie się przytulając i ściskając
dłonie.
—
Dzięki.
Uśmiechnął
się nieśmiało, czując się nieswojo z powodu pochwał.
To
była interesująca dynamika: Harry, Draco, Ron, Hanna i ona, krążący przy barze
i z rozbawieniem obserwujący, jak Harry jest zmuszony uścisnąć dłonie niemal
wszystkim.
—
Myślisz, że jesteś na to gotowy, Potter? — zapytał Draco z wyraźnie rozbawionym
błyskiem w oku.
Harry
prychnął, unosząc lewy kącik ust.
—
Absolutnie nie. Ale ktoś musi to zrobić.
Wzruszył
ramionami, jakby zgadzał się zabić pająka, a nie rządzić Ministerstwem Magii.
Ona
i Draco zostali z Ronem i Hanną przez większość wieczoru, i Hermiona była zaskoczona,
jak miłe było to całe wydarzenie.
—
O czym myślisz? — wyszeptał jej później Draco do ucha, gdy powoli tańczyli,
kołysząc biodrami w rytm muzyki.
—
Po prostu, że świetnie się bawię.
Spojrzała
na niego, lekko wspięła się na palce, by niewinnie go pocałować.
Jego
uśmiech był promienny, a oczy błyszczały w jej oczach.
—
Widzisz? Niektóre rzeczy są tego warte.
Zgodziła
się z nim, przytulając się do niego mocniej, przyciskając lewe ucho do jego
piersi i rozkoszując się biciem jego serca. Oddech muskał jej szyję, spływając
po kręgosłupie i przyprawiając o dreszcz.
—
Masz rację — mruknęła. — Byłam tak zajęta strachem, że mogłam to przegapić.
Poczuła
swój urywany oddech i szybciej bijące serce.
—
Naprawdę? — zapytał.
Wiedziała,
co miał na myśli, że była gotowa przestać się bać i dać szansę ich związkowi.
—
Tak, Draco. Myślę… że tego chcę.
Uniosła
głowę, by spojrzeć mu w oczy, wyraźnie widząc jego ciepło i podziw.
Przycisnął
usta do jej ust, a ona poczuła jego uśmiech i euforię.
—
Wiesz — szepnęła — może powinniśmy pójść w jakieś spokojniejsze miejsce?
Uśmiechnął
się psotnie i odsunął, chwytając ją za rękę i prowadząc. Musiała praktycznie
biec, żeby za nim nadążyć, ale w końcu wciągnął ją do czegoś, co wyglądało na
garderobę. Gdy weszli, lustro próbowało krzyknąć, by wyszli, ale Draco rzucił
na nie Muffiato, co wywołało u
Hermiony wybuch śmiechu.
Przycisnął
ją do zamkniętych drzwi i pocałował, lewą ręką opierając się o nie, a prawą
podciągając jej sukienkę. Rozpłynęła się w nim, gdy wędrował palcami w górę jej
nogi, a język tańczył wraz z jej językiem. Czuła jego entuzjazm w każdym dotyku
i muśnięciu ust. W końcu mu coś wyznała, więc chciał jej pokazać, jak wiele to dla
niego znaczy.
Jęknęła,
przyciskając biodra do jego i domagając się więcej. Odsunął się na chwilę, z
twarzą czerwoną od wysiłku i krótkim oddechem. Zdjął z niej sukienkę jednym,
szybkim ruchem, omiatając ją wzrokiem od stóp do głów. Spojrzenie sprawiało, że
poczuła się dziwnie skrępowana i zakryła brzuch rękami.
—
Przestań — powiedział odsuwając jej ręce, po czym dodał: — Jesteś idealna.
Przycisnął
z powrotem usta do jej ust, przesuwając palcami po jej bokach i ściągając jej
stanik. Zaczęła szarpać jego spodnie, koszulę, chcąc dotknąć jego skórę. Zdjął
pospiesznie ubrania, po czym popchnął ją na toaletkę, ponownie uciszając
magiczny mebel.
Siedziała,
a właściwie stała, nogi Draco okrakiem na niej, a jego rosnąca erekcja
delikatnie muskała jej cipkę. Musnął ustami jej szyję i poczuła, jak każdy nerw
w niej szaleje. Usłyszeli dźwięki dochodzące z korytarza i oboje na chwilę
zamarli, patrząc na siebie w panice, zanim śmiech i kroki ucichły.
—
Wychodzimy? — zapytał z żalem w głosie.
Złapała
go za bokserki, uwalniając jego kutasa.
—
Nie sądzę.
Uśmiechnęła
się chytrze, nie spuszczając z niego wzroku, gdy zsunęła majtki, które owinęły
się wokół kostek. Złapał ją za twarz, przyciskając usta do jej, gdy w nią
wchodził.
—
Szybciej — wyszeptała mu do ucha, pozwalając ustom opaść na jego szyję, gdy
oplatała nogami jego talię.
Natychmiast
spełnił jej prośbę, chwytając mocniej i wbijając się w nią z nową energią.
Czuła ciężki oddech na swoim policzku, jego uda drżały w kontakcie z jej
własnymi. Pot spływał mu po brwiach, a ona patrzyła, jak powoli dochodzi.
Zamknęła oczy, gdy opuścił dłoń, zataczając żwawo koła na jej łechtaczce.
Odchyliła się do tyłu, wtulając się w niego, pozwalając, by ogarnęła ją
rozkosz.
Było
coś podniecającego w ich nielegalnej naturze schadzek, ukrytych w rzadko
używanej garderobie; możliwość, choćby odległa, że ktoś mógłby po prostu wejść,
przyłapać Draco na bezmyślnym wchodzeniu w nią, zobaczyć, jak wije się pod nim.
Miała potargane włosy, sterczące na wszystkie strony. Włożył w nie dłoń, mocno
trzymając ją, podczas gdy druga kontynuowała swoją pieszczotę.
—
O, cholera — jęknęła, gdy doszła, opuszczając głowę na jego pierś. Poczuła, jak
przypiera ją całym ciężarem, a policzek uderza w jej czubek głowy. — Powinniśmy
częściej przychodzić do Ministerstwa.
~*~*~*~*~*~*~*~
—
Przepraszam, Harry, będziesz musiał powtórzyć, bo najwyraźniej źle usłyszałam.
Chcesz mi powiedzieć, że Kingsley
zniszczył akta, których szukamy?
Hermiona
gwałtownie wypuściła powietrze przez nos, a w jej głosie wyraźnie słychać było
furię. Czuła wibrującą falami frustrację Draco.
—
Przepraszam. — Harry potarł oczy, wyraźnie sfrustrowany. — Nie wiem, co jeszcze
powiedzieć. Nic nie wskazuje na to, że akta kiedykolwiek tu były, poza
odnośnikiem w głównym archiwum.
—
Nie ma żadnych zbędnych kopii? Jakiegoś wsparcia? Jak to możliwe?
Hermiona
była wściekła; liczyli, że to spotkanie przyniesie pozytywny rezultat. Jak to
możliwe, że akta po prostu zniknęły?
—
Zazwyczaj tak, ale akt z Czarnym Kodem nie da się fizycznie skopiować.
Chciałbym móc być bardziej pomocny, ale wygląda na to, że nie istniały.
Był
zirytowany, marszcząc brwi ze współczuciem na Hermionę i Draco.
—
Nie rozumiem — Draco pokręcił głową — dlaczego Kingsley miałby się ich pozbyć?
To nie ma sensu.
Hermiona
skinęła głową, bo o tym samym pomyślała.
—
Czy to możliwe, że był powiązany z
Omnia Scienti? Może chciał się od tego odciąć?
Harry
wyglądał na skrępowanego, wiercąc się niespokojnie za biurkiem.
—
Nie wyobrażam sobie, żeby Kingsley sprzymierzył się z kimś takim.
—
Wiem — westchnęła — po prostu czuję, że kończą się nam możliwości.
—
Przykro mi — powtórzył Harry, zanim niezręcznie zmienił temat. — Będziecie na
comiesięcznej kolacji w piątek, tak?
—
Oczywiście.
Hermiona
uśmiechnęła się do niego fałszywie i oboje z Draco wyszli z gabinetu Ministra,
bardzo rozczarowani.
—
Wszystko gra? — zapytał Draco, kiedy w końcu wyszli na korytarz.
—
Oprócz tego, że nasz najlepszy trop się wymknął? — odgryzła się.
—
Tak. Wyglądasz na wyjątkowo spiętą.
Przygryzł
wargę. Hermiona zdała sobie sprawę, że musiał pomyśleć, iż jest zdenerwowana
albo ma wątpliwości co do nich.
—
Och, wciąż jestem — prychnęła, z trudem znajdując odpowiednie słowa — nie
chodzi o nas.
Złapała
go za rękę, żeby go uspokoić.
—
Więc o co?
Zmarszczył
brwi.
—
Nie paliłam od ponad piętnastu godzin — przyznała.
Jego
lewe oko drgnęło.
—
Eee, nie żebym uważał to za coś złego,
ale dlaczego?
Przełknęła
ślinę, czując się bezbronna.
—
Po prostu… chyba po tym, jak uświadomiłam sobie, że chcę zaryzykować, pokonać
strach, zdałam sobie sprawę, że palenie było moją podporą. Więc pomyślałam, że
po prostu sobie odpuszczę.
Promiennie
się do niej uśmiechnął i musiała stłumić przewrócenie oczami.
—
Cóż, jestem z ciebie dumny.
—
Zamknij się.
Draco
się roześmiał.
—
Więc co dalej?
Wzruszyła
ramionami.
—
Chyba jutro udamy się do Ameryki?
~*~*~*~*~*~*~*~
Hermiona
i Draco odkryli, że sam Manuskrypt nie jest dostępny dla ogółu, więc zamiast
próbować dostać się do środka za pomocą przebrania, postanowili włamać się
nocą.
Rzucili
na siebie zaklęcie kameleona; woleliby skorzystać z peleryny niewidki
Harry’ego, ale nie chcieli nikomu z Ministerstwa, nawet Harry’emu, tłumaczyć,
co dokładnie robią, dlatego zdecydowali się na mniej niezawodne metody.
Hermionie
udało się wyłączyć alarm za pomocą magicznego zakłócasza częstotliwości
opracowanego przez George’a Weasleya.
—
W porządku — wyszeptała, poganiając Draco, gdy skradali się przez hol, skutecznie
unikając ochroniarzy.
Powoli
zbliżali się do pomieszczenia, w którym przechowywano rękopisy z epoki
włoskiego renesansu i inne dzieła. Pomieszczenie było puste, z wyjątkiem kilku
nielicznych dzieł, a temperatura wyraźnie niższa, prawdopodobnie po to, by
bezcenne przedmioty w nich przechowywane nie uległy zniszczeniu.
—
Gdzie to jest? — wyszeptał Draco, rozglądając się i marszcząc brwi.
—
Jestem pewna, że nie może być na wierzchu, tylko w jednej z tych szafek.
Przygryzła
wargę.
—
To może sprawdzimy?
—
Boję się nieprzewidzianych środków bezpieczeństwa. — Podkradła się do jednej z
szafek, rzucając kilka zaklęć szeptem, po czym westchnęła. — Dobra, wygląda na
to, że to zwykły alarm. Muffiato
powinno wystarczyć.
Wyglądał,
jakby był pod wrażeniem.
—
Jakiego zaklęcia użyłaś?
Uniosła
brwi.
—
Jedno z moich dzieł. — Kiedy lekko zmarszczył brwi, dodała: — Bawię się.
Wzruszył
ramionami i poszedł za jej przykładem, podchodząc do szafki, rzucając Muffiato i sprawdzając zawartość. Szło
im mozolnie; rzędy szafek stały w miejscu, a żadne z nich nie potrafiło
zidentyfikować systemu segregacji.
—
Draco — wyszeptała Hermiona, znajdując się kilka szafek niżej.
Poczuł,
jak jego usta drgnęły, gdy to zobaczył — Manuskrypt Wojnicza leżący samotnie,
chroniony dodatkową, szklaną osłoną.
—
Co zrobimy? — zapytał, sprawdzając, czy da się łatwo usunąć szkło. — Usuniemy
je?
Przechyliła
głowę na bok, jakby chciała zyskać inny punkt obserwacyjny.
—
Nie jestem pewna, w miarę możliwości nie chcę zostawić żadnego śladu, że tu
byliśmy. — Zmarszczyła brwi na chwilę, zanim zaczęła od nowa: — Może zaklęcie
zmieniające wymiar, w którym znajduje się szkło.
—
Słucham?
—
Jeśli uda nam się tymczasowo przenieść szkło do innego wymiaru, będziemy mieli
dostęp do księgi, a po zakończeniu zaklęcia będzie tak, jakby nas tu nigdy nie
było — wyjaśniła cicho.
—
Ale… jak?
—
Cóż, nigdy wcześniej nie robiłam czegoś podobnego, ale wyciągałam już rzeczy z
innych wymiarów. Kiedy pracowałam dla Munro, zbieraliśmy zioła i inne
przedmioty, których nie było w naszym wymiarze. Może jeśli po prostu odwrócę
zaklęcie, wypchnie ono szkło, a wtedy zwykłe Finite powinno wszystko przywrócić.
W
jej oczach lśniło to znajome podekscytowanie.
—
Dobrze.
Draco
wzruszył ramionami, gestem dając jej znak, żeby kontynuowała.
—
Spatium Relinquo — wyszeptała, a na
jej ustach pojawił się uśmieszek na widok migoczącego szkła, które zniknęło.
Draco
ostrożnie machnął ręką i skinął głową z zadowoleniem, potwierdzając, że szkło
rzeczywiście zniknęło.
Spojrzeli
krytycznie na Manuskrypt, jakby chcieli, żeby ujawnił swoje sekrety. Wyciągnęli
różdżki, każde rzucając różne zaklęcia i uroki.
—
Zdecydowanie jest zaczarowany — potwierdził Draco.
—
Hmm — Hermiona zmarszczyła brwi — coś mi przypomina.
—
Co?
Pokręciła
głową.
—
Nie potrafię tego wyjaśnić.
—
Dobrze, to może powinniśmy to dotknąć? — zapytał.
Magiczne
przedmioty były znane z kapryśności i nie mieli powodu, by sądzić, że to będzie
wyjątek.
Wzruszyła
ramionami, a oni policzyli do trzech, kładąc dłonie na Manuskrypcie.
—
To było rozczarowujące — mruknęła, gdy nic się nie wydarzyło, przewracając
stronę.
Zgodnie
z oczekiwaniami, język brzmiał bezsensownie, nic nie wskazywało na to, że bycie
czarodziejem pozwoli im zobaczyć cokolwiek więcej niż mugolom, którzy badali
ten przedmiot przez ponad wiek.
Draco
przewrócił kolejną stronę i nagle słowa i rysunki na stronie zmieniły się,
odsłaniając tylko dwa pytania:
Kim jesteście?
Czego chcecie?
Odwrócił
się do Hermiony, marszcząc brwi.
—
Czy… mamy z nim rozmawiać?
Przechyliła
głowę na bok, szepcząc do książki.
—
Jesteśmy Hermiona Granger i Draco Malfoy. Chcemy się dowiedzieć czegoś o
Mechanizmie, który powstrzyma czarodzieja nazywającego siebie Omnia Scienti.
Strona
znów się przesunęła, słowa zbladły i pozostało tylko jedno zdanie:
Odpowiedzi, których szukacie, są w
zasięgu ręki.
—
To pomocne — odparł Draco beznamiętnie.
Hermiona
zmarszczyła brwi.
—
Może wystarczy, że dotkniemy Manuskryptu? I wtedy wszystko się wyjaśni?
Wzruszył
ramionami.
—
Nie zaszkodzi.
Co
okazało się nieodpowiednim stwierdzeniem.
Wspólnie
dotknęli księgi i poczuli, że natychmiast przenoszą się do zupełnie pustego
pokoju, jasnego od białych ścian.
—
No nie, tylko nie to — jęknęła Hermiona, gdy podszedł do nich mężczyzna.
—
Kim jesteście? — Jego kroki rozbrzmiały echem w pustce, gdy mówił. — Czego
chcecie?
___________
Witajcie :) niedzielne popołudnie to też czas na kolejne cztery rozdziały trylogii. W tym nasza dwójka zaczyna rozwikłanie zagadki. Wiele się jeszcze wydarzy. Zapraszam na kolejne rozdziały. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)