niedziela, 22 lutego 2026

[T] Odkupienie: Rozdział 5

Ministerstwo było praktycznie nie do poznania — nie szczędzono wydatków na zorganizowanie balu upamiętniającego nominację Harry’ego na Ministra Magii. Hermiona i Draco weszli przez kominek, światła w holu Ministerstwa były przyciemnione, a wokół nich unosiły się jasne żarówki. Światła na podłodze zaprowadziły ich do rzadko używanej Sali Balowej Ministerstwa, gdzie zameldował ich Młodszy Auror.

— Wygląda drogo — zauważyła Hermiona, marszcząc brwi.

Draco zaśmiał się do jej ucha, obejmując ją władczo w talii.

— Po prostu dobrze się baw.

— To za moje pieniądze z podatków — mruknęła, unosząc brwi. — Właściwie to pewnie płacisz o wiele więcej niż ja. Nie powinieneś być kompletnie oburzony?

Wzruszył ramionami.

— Szczerze mówiąc, chyba to rozumiem. Pamiętasz, jak wszyscy się czuli po śmierci Kingsleya? Po Percym i całej reszcie? Wszyscy byli przestraszeni i stracili zaufanie do Ministerstwa. Myślę, że czasami taki ekstrawagancki wydatek pomaga ludziom poczuć się lepiej.

— To wszystko wydaje się takie powierzchowne. Tak naprawdę niewiele się zmieniło. A Harry’ego, który choć jest uroczy, nie ma żadnych kwalifikacji, mianowaliśmy Ministrem Magii! — rzekła z oburzeniem.

Draco lekko się do niej uśmiechnął.

— Wiem. Ale pomyśl, mogło być gorzej.

— Co za optymizm.

Uśmiechnęła się ironicznie.

— Hmm. — Przez chwilę wyglądał na zamyślonego, po czym się otrząsnął. — Zatańczymy?

Hermiona skinęła głową i pozwoliła Draco wyciągnąć się na parkiet. Nie była największą fanką czarodziejskiej muzyki, ale grały Fatalne Jędze i dobrze się bawiła, czując ramiona Draco obejmujące ją.

— Wiesz — powiedział, kołysząc biodrami na boki razem z nią — to niezły wyczyn — obecność Fatalnych Jędz. Jestem pewien, że w przypadku każdego innego Ministra zatrudniono by kwartet smyczkowy i bylibyśmy zmuszeni do odprawiania formalnych rytuałów tanecznych.

Stęknęła na ten ruch, nieświadomie oblizując usta.

— Naprawdę? — zapytała w końcu.

— Hmm. — Uśmiechnął się, jego usta delikatnie musnęły jej szyję. Była pewna, że doskonale wie, jak na nią działa, i postanowiła się odwdzięczyć, dyskretnie przyciskając dłoń do jego krocza. — Jesteś niegrzeczną czarownicą — wyszeptał.

— Swój spotka swego — zażartowała, lekko unosząc dłoń.

Spojrzała w górę i zobaczyła w jego oczach odbicie własnej żądzy. Przycisnął usta do jej warg, karcąc ją pocałunkiem.

Zapomniała, że tańczą, jej dłoń przyciskała się do jego bioder. Złapał ją za pośladek i miała ochotę podciągnąć nogę, by owinąć ją wokół niego. W końcu przycisnął język do jej ust, domagając się wejścia do jej ust…

— AAA!

Podskoczyli i odwrócili się, by zobaczyć Rona Weasleya stojącego z rękami zakrywającymi oczy, a obok niego rozbawioną Hannę Abbott-Weasley, która trzymała dłoń na brzuchu.

— Eee — zaczęła Hermiona, wygładzając bordową sukienkę i poprawiając włosy. — Cześć — powiedziała w końcu, dość niezręcznie.

— Cześć — mruknął Ron, w końcu poruszając rękami i wzdychając z ulgą, gdy zdał sobie sprawę, że już się nie całują.

— Przepraszam — wymamrotał Draco, choć Hermiona domyśliła się po jego zadowolonej minie, że był bardziej rozbawiony niż ktokolwiek.

Wbiła mu łokieć w żebra, karcąco marszcząc brwi, ale on wydawał się zupełnie niewzruszony.

— Jak się macie?

Hermiona w końcu się ogarnęła.

— Dobrze — mruknął Ron, ledwo słyszalnie.

— Świetnie. — Hanna uśmiechnęła się, obejmując Rona ramieniem. — I cieszymy się, że między wami jest dobrze.

— Serio? — zapytał Ron, marszcząc brwi.

— Tak. — Hanna spojrzała na niego surowo. — U nas też wszystko gra. Dziurawy Kocioł działa całkiem nieźle. Wygląda na to, że będę mogła wziąć sześć miesięcy wolnego, kiedy urodzi się mała Ginny.

— Wspaniale! — powiedziała szczerze Hermiona.

— Jest Theo? — spytała Hanna, rozglądając się.

Hermiona i Draco spojrzeli na siebie z oczekiwaniem; Theo, a konkretnie jego obecność u boku Harry’ego, gdy ten został mianowany Ministrem, była w ciągu ostatniego tygodnia powodem sprzeczek między Hermioną a Draco. Najwyraźniej Harry prosił Theo, żeby do niego dołączył, ale Theo uważał, że to nie jest odpowiedni moment na ujawnienie się jako para.

Draco był zdezorientowany i uparcie twierdził, że Theo zawsze nienawidził konieczności utrzymywania związku w tajemnicy, bo że przed Harrym mógł randkować wyłącznie w świecie mugoli i to go denerwowało. Hermiona natomiast uważała to za zrozumiałe i w pewnym stopniu rozumiała punkt widzenia Theo. W końcu nie chciała, żeby jej związek z Draco stał się jedynie widowiskiem dla publiczności.

— Postanowił nie przychodzić — odpowiedziała w końcu Hermiona z wymuszonym uśmiechem.

— Och.

Hanna zamrugała, wyglądając na zaskoczoną. Draco obrzucił Hermionę przenikliwym spojrzeniem, które celowo zignorowała.

— Hej wam.

Usłyszeli głos Harry’ego i odwrócili się, by zobaczyć gwiazdę wieczoru, z rękami w kieszeniach i z przerażeniem rozglądającego się po sali. Hermiona uśmiechnęła się do niego ciepło; wydawało się, że niezależnie od wieku czy wpływów, jakie miał, zawsze przebijała się w nim jakaś cecha nieśmiałego chłopaka, którego znała z Hogwartu.

— Gratulację, Harry.

Uścisnęła go. Pomimo wszelkich zastrzeżeń co do jego roli Ministra, zawsze uważała, że zasługuje na więcej, niż mu się wydaje. Pozostali członkowie ich małej grupy wygłaszali podobne oświadczenia, niezręcznie się przytulając i ściskając dłonie.

— Dzięki.

Uśmiechnął się nieśmiało, czując się nieswojo z powodu pochwał.

To była interesująca dynamika: Harry, Draco, Ron, Hanna i ona, krążący przy barze i z rozbawieniem obserwujący, jak Harry jest zmuszony uścisnąć dłonie niemal wszystkim.

— Myślisz, że jesteś na to gotowy, Potter? — zapytał Draco z wyraźnie rozbawionym błyskiem w oku.

Harry prychnął, unosząc lewy kącik ust.

— Absolutnie nie. Ale ktoś musi to zrobić.

Wzruszył ramionami, jakby zgadzał się zabić pająka, a nie rządzić Ministerstwem Magii.

Ona i Draco zostali z Ronem i Hanną przez większość wieczoru, i Hermiona była zaskoczona, jak miłe było to całe wydarzenie.

— O czym myślisz? — wyszeptał jej później Draco do ucha, gdy powoli tańczyli, kołysząc biodrami w rytm muzyki.

— Po prostu, że świetnie się bawię.

Spojrzała na niego, lekko wspięła się na palce, by niewinnie go pocałować.

Jego uśmiech był promienny, a oczy błyszczały w jej oczach.

— Widzisz? Niektóre rzeczy są tego warte.

Zgodziła się z nim, przytulając się do niego mocniej, przyciskając lewe ucho do jego piersi i rozkoszując się biciem jego serca. Oddech muskał jej szyję, spływając po kręgosłupie i przyprawiając o dreszcz.

— Masz rację — mruknęła. — Byłam tak zajęta strachem, że mogłam to przegapić.

Poczuła swój urywany oddech i szybciej bijące serce.

— Naprawdę? — zapytał.

Wiedziała, co miał na myśli, że była gotowa przestać się bać i dać szansę ich związkowi.

— Tak, Draco. Myślę… że tego chcę.

Uniosła głowę, by spojrzeć mu w oczy, wyraźnie widząc jego ciepło i podziw.

Przycisnął usta do jej ust, a ona poczuła jego uśmiech i euforię.

— Wiesz — szepnęła — może powinniśmy pójść w jakieś spokojniejsze miejsce?

Uśmiechnął się psotnie i odsunął, chwytając ją za rękę i prowadząc. Musiała praktycznie biec, żeby za nim nadążyć, ale w końcu wciągnął ją do czegoś, co wyglądało na garderobę. Gdy weszli, lustro próbowało krzyknąć, by wyszli, ale Draco rzucił na nie Muffiato, co wywołało u Hermiony wybuch śmiechu.

Przycisnął ją do zamkniętych drzwi i pocałował, lewą ręką opierając się o nie, a prawą podciągając jej sukienkę. Rozpłynęła się w nim, gdy wędrował palcami w górę jej nogi, a język tańczył wraz z jej językiem. Czuła jego entuzjazm w każdym dotyku i muśnięciu ust. W końcu mu coś wyznała, więc chciał jej pokazać, jak wiele to dla niego znaczy.

Jęknęła, przyciskając biodra do jego i domagając się więcej. Odsunął się na chwilę, z twarzą czerwoną od wysiłku i krótkim oddechem. Zdjął z niej sukienkę jednym, szybkim ruchem, omiatając ją wzrokiem od stóp do głów. Spojrzenie sprawiało, że poczuła się dziwnie skrępowana i zakryła brzuch rękami.

— Przestań — powiedział odsuwając jej ręce, po czym dodał: — Jesteś idealna.

Przycisnął z powrotem usta do jej ust, przesuwając palcami po jej bokach i ściągając jej stanik. Zaczęła szarpać jego spodnie, koszulę, chcąc dotknąć jego skórę. Zdjął pospiesznie ubrania, po czym popchnął ją na toaletkę, ponownie uciszając magiczny mebel.

Siedziała, a właściwie stała, nogi Draco okrakiem na niej, a jego rosnąca erekcja delikatnie muskała jej cipkę. Musnął ustami jej szyję i poczuła, jak każdy nerw w niej szaleje. Usłyszeli dźwięki dochodzące z korytarza i oboje na chwilę zamarli, patrząc na siebie w panice, zanim śmiech i kroki ucichły.

— Wychodzimy? — zapytał z żalem w głosie.

Złapała go za bokserki, uwalniając jego kutasa.

— Nie sądzę.

Uśmiechnęła się chytrze, nie spuszczając z niego wzroku, gdy zsunęła majtki, które owinęły się wokół kostek. Złapał ją za twarz, przyciskając usta do jej, gdy w nią wchodził.

— Szybciej — wyszeptała mu do ucha, pozwalając ustom opaść na jego szyję, gdy oplatała nogami jego talię.

Natychmiast spełnił jej prośbę, chwytając mocniej i wbijając się w nią z nową energią. Czuła ciężki oddech na swoim policzku, jego uda drżały w kontakcie z jej własnymi. Pot spływał mu po brwiach, a ona patrzyła, jak powoli dochodzi. Zamknęła oczy, gdy opuścił dłoń, zataczając żwawo koła na jej łechtaczce. Odchyliła się do tyłu, wtulając się w niego, pozwalając, by ogarnęła ją rozkosz.

Było coś podniecającego w ich nielegalnej naturze schadzek, ukrytych w rzadko używanej garderobie; możliwość, choćby odległa, że ktoś mógłby po prostu wejść, przyłapać Draco na bezmyślnym wchodzeniu w nią, zobaczyć, jak wije się pod nim. Miała potargane włosy, sterczące na wszystkie strony. Włożył w nie dłoń, mocno trzymając ją, podczas gdy druga kontynuowała swoją pieszczotę.

— O, cholera — jęknęła, gdy doszła, opuszczając głowę na jego pierś. Poczuła, jak przypiera ją całym ciężarem, a policzek uderza w jej czubek głowy. — Powinniśmy częściej przychodzić do Ministerstwa.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Przepraszam, Harry, będziesz musiał powtórzyć, bo najwyraźniej źle usłyszałam. Chcesz mi powiedzieć, że Kingsley zniszczył akta, których szukamy?

Hermiona gwałtownie wypuściła powietrze przez nos, a w jej głosie wyraźnie słychać było furię. Czuła wibrującą falami frustrację Draco.

— Przepraszam. — Harry potarł oczy, wyraźnie sfrustrowany. — Nie wiem, co jeszcze powiedzieć. Nic nie wskazuje na to, że akta kiedykolwiek tu były, poza odnośnikiem w głównym archiwum.

— Nie ma żadnych zbędnych kopii? Jakiegoś wsparcia? Jak to możliwe?

Hermiona była wściekła; liczyli, że to spotkanie przyniesie pozytywny rezultat. Jak to możliwe, że akta po prostu zniknęły?

— Zazwyczaj tak, ale akt z Czarnym Kodem nie da się fizycznie skopiować. Chciałbym móc być bardziej pomocny, ale wygląda na to, że nie istniały.

Był zirytowany, marszcząc brwi ze współczuciem na Hermionę i Draco.

— Nie rozumiem — Draco pokręcił głową — dlaczego Kingsley miałby się ich pozbyć? To nie ma sensu.

Hermiona skinęła głową, bo o tym samym pomyślała.

— Czy to możliwe, że był powiązany z Omnia Scienti? Może chciał się od tego odciąć?

Harry wyglądał na skrępowanego, wiercąc się niespokojnie za biurkiem.

— Nie wyobrażam sobie, żeby Kingsley sprzymierzył się z kimś takim.

— Wiem — westchnęła — po prostu czuję, że kończą się nam możliwości.

— Przykro mi — powtórzył Harry, zanim niezręcznie zmienił temat. — Będziecie na comiesięcznej kolacji w piątek, tak?

— Oczywiście.

Hermiona uśmiechnęła się do niego fałszywie i oboje z Draco wyszli z gabinetu Ministra, bardzo rozczarowani.

— Wszystko gra? — zapytał Draco, kiedy w końcu wyszli na korytarz.

— Oprócz tego, że nasz najlepszy trop się wymknął? — odgryzła się.

— Tak. Wyglądasz na wyjątkowo spiętą.

Przygryzł wargę. Hermiona zdała sobie sprawę, że musiał pomyśleć, iż jest zdenerwowana albo ma wątpliwości co do nich.

— Och, wciąż jestem — prychnęła, z trudem znajdując odpowiednie słowa — nie chodzi o nas.

Złapała go za rękę, żeby go uspokoić.

— Więc o co?

Zmarszczył brwi.

— Nie paliłam od ponad piętnastu godzin — przyznała.

Jego lewe oko drgnęło.

— Eee, nie żebym uważał to za coś złego, ale dlaczego?

Przełknęła ślinę, czując się bezbronna.

— Po prostu… chyba po tym, jak uświadomiłam sobie, że chcę zaryzykować, pokonać strach, zdałam sobie sprawę, że palenie było moją podporą. Więc pomyślałam, że po prostu sobie odpuszczę.

Promiennie się do niej uśmiechnął i musiała stłumić przewrócenie oczami.

— Cóż, jestem z ciebie dumny.

— Zamknij się.

Draco się roześmiał.

— Więc co dalej?

Wzruszyła ramionami.

— Chyba jutro udamy się do Ameryki?

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona i Draco odkryli, że sam Manuskrypt nie jest dostępny dla ogółu, więc zamiast próbować dostać się do środka za pomocą przebrania, postanowili włamać się nocą.

Rzucili na siebie zaklęcie kameleona; woleliby skorzystać z peleryny niewidki Harry’ego, ale nie chcieli nikomu z Ministerstwa, nawet Harry’emu, tłumaczyć, co dokładnie robią, dlatego zdecydowali się na mniej niezawodne metody.

Hermionie udało się wyłączyć alarm za pomocą magicznego zakłócasza częstotliwości opracowanego przez George’a Weasleya.

— W porządku — wyszeptała, poganiając Draco, gdy skradali się przez hol, skutecznie unikając ochroniarzy.

Powoli zbliżali się do pomieszczenia, w którym przechowywano rękopisy z epoki włoskiego renesansu i inne dzieła. Pomieszczenie było puste, z wyjątkiem kilku nielicznych dzieł, a temperatura wyraźnie niższa, prawdopodobnie po to, by bezcenne przedmioty w nich przechowywane nie uległy zniszczeniu.

— Gdzie to jest? — wyszeptał Draco, rozglądając się i marszcząc brwi.

— Jestem pewna, że nie może być na wierzchu, tylko w jednej z tych szafek.

Przygryzła wargę.

— To może sprawdzimy?

— Boję się nieprzewidzianych środków bezpieczeństwa. — Podkradła się do jednej z szafek, rzucając kilka zaklęć szeptem, po czym westchnęła. — Dobra, wygląda na to, że to zwykły alarm. Muffiato powinno wystarczyć.

Wyglądał, jakby był pod wrażeniem.

— Jakiego zaklęcia użyłaś?

Uniosła brwi.

— Jedno z moich dzieł. — Kiedy lekko zmarszczył brwi, dodała: — Bawię się.

Wzruszył ramionami i poszedł za jej przykładem, podchodząc do szafki, rzucając Muffiato i sprawdzając zawartość. Szło im mozolnie; rzędy szafek stały w miejscu, a żadne z nich nie potrafiło zidentyfikować systemu segregacji.

— Draco — wyszeptała Hermiona, znajdując się kilka szafek niżej.

Poczuł, jak jego usta drgnęły, gdy to zobaczył — Manuskrypt Wojnicza leżący samotnie, chroniony dodatkową, szklaną osłoną.

— Co zrobimy? — zapytał, sprawdzając, czy da się łatwo usunąć szkło. — Usuniemy je?

Przechyliła głowę na bok, jakby chciała zyskać inny punkt obserwacyjny.

— Nie jestem pewna, w miarę możliwości nie chcę zostawić żadnego śladu, że tu byliśmy. — Zmarszczyła brwi na chwilę, zanim zaczęła od nowa: — Może zaklęcie zmieniające wymiar, w którym znajduje się szkło.

— Słucham?

— Jeśli uda nam się tymczasowo przenieść szkło do innego wymiaru, będziemy mieli dostęp do księgi, a po zakończeniu zaklęcia będzie tak, jakby nas tu nigdy nie było — wyjaśniła cicho.

— Ale… jak?

— Cóż, nigdy wcześniej nie robiłam czegoś podobnego, ale wyciągałam już rzeczy z innych wymiarów. Kiedy pracowałam dla Munro, zbieraliśmy zioła i inne przedmioty, których nie było w naszym wymiarze. Może jeśli po prostu odwrócę zaklęcie, wypchnie ono szkło, a wtedy zwykłe Finite powinno wszystko przywrócić.

W jej oczach lśniło to znajome podekscytowanie.

— Dobrze.

Draco wzruszył ramionami, gestem dając jej znak, żeby kontynuowała.

Spatium Relinquo — wyszeptała, a na jej ustach pojawił się uśmieszek na widok migoczącego szkła, które zniknęło.

Draco ostrożnie machnął ręką i skinął głową z zadowoleniem, potwierdzając, że szkło rzeczywiście zniknęło.

Spojrzeli krytycznie na Manuskrypt, jakby chcieli, żeby ujawnił swoje sekrety. Wyciągnęli różdżki, każde rzucając różne zaklęcia i uroki.

— Zdecydowanie jest zaczarowany — potwierdził Draco.

— Hmm — Hermiona zmarszczyła brwi — coś mi przypomina.

— Co?

Pokręciła głową.

— Nie potrafię tego wyjaśnić.

— Dobrze, to może powinniśmy to dotknąć? — zapytał.

Magiczne przedmioty były znane z kapryśności i nie mieli powodu, by sądzić, że to będzie wyjątek.

Wzruszyła ramionami, a oni policzyli do trzech, kładąc dłonie na Manuskrypcie.

— To było rozczarowujące — mruknęła, gdy nic się nie wydarzyło, przewracając stronę.

Zgodnie z oczekiwaniami, język brzmiał bezsensownie, nic nie wskazywało na to, że bycie czarodziejem pozwoli im zobaczyć cokolwiek więcej niż mugolom, którzy badali ten przedmiot przez ponad wiek.

Draco przewrócił kolejną stronę i nagle słowa i rysunki na stronie zmieniły się, odsłaniając tylko dwa pytania:

 

Kim jesteście?

Czego chcecie?

 

Odwrócił się do Hermiony, marszcząc brwi.

— Czy… mamy z nim rozmawiać?

Przechyliła głowę na bok, szepcząc do książki.

— Jesteśmy Hermiona Granger i Draco Malfoy. Chcemy się dowiedzieć czegoś o Mechanizmie, który powstrzyma czarodzieja nazywającego siebie Omnia Scienti.

Strona znów się przesunęła, słowa zbladły i pozostało tylko jedno zdanie:

 

Odpowiedzi, których szukacie, są w zasięgu ręki.

 

— To pomocne — odparł Draco beznamiętnie.

Hermiona zmarszczyła brwi.

— Może wystarczy, że dotkniemy Manuskryptu? I wtedy wszystko się wyjaśni?

Wzruszył ramionami.

— Nie zaszkodzi.

Co okazało się nieodpowiednim stwierdzeniem.

Wspólnie dotknęli księgi i poczuli, że natychmiast przenoszą się do zupełnie pustego pokoju, jasnego od białych ścian.

— No nie, tylko nie to — jęknęła Hermiona, gdy podszedł do nich mężczyzna.

— Kim jesteście? — Jego kroki rozbrzmiały echem w pustce, gdy mówił. — Czego chcecie?

___________

Witajcie :) niedzielne popołudnie to też czas na kolejne cztery rozdziały trylogii. W tym nasza dwójka zaczyna rozwikłanie zagadki. Wiele się jeszcze wydarzy. Zapraszam na kolejne rozdziały. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Obserwatorzy