niedziela, 22 lutego 2026

[T] Odkupienie: Rozdział 6

Kim jesteście? Czego chcecie?

Hermiona i Draco spojrzeli na siebie z identycznymi, skonsternowanymi minami. Hermiona odezwała się pierwsza:

— Jesteśmy tu, żeby dowiedzieć się więcej o Mechanizmie, by powstrzymać kogoś przed próbą jego użycia.

— Nie o to pytałem — oznajmił mężczyzna wprost. Widziała teraz, że jest starszy, ma siwiejące włosy i ubranie wyraźnie pochodzące z innej epoki. — Kim jesteście? Czego chcecie?

Hermiona była pewna, że to kolejny test i, podobnie jak w przypadku jaskini, w pytaniach kryło się głębsze znaczenie.

— Jesteś Leonardo Da Vinci? — zapytał Draco, a Hermiona miała ochotę się uderzyć za to, że nie zauważyła czegoś tak oczywistego.

— Nieważne, kim jestem ani kim byłem. Zapytałem, kim wy jesteście.

Da Vinci, jak przypuszczała Hermiona, mówił wyłącznie zagadkami, co było dość irytujące.

— Jestem Hermiona Granger — odezwała się.

Mężczyzna po prostu stał, jakby w ogóle nic nie powiedziała. Próbowała zrozumieć, co to może znaczyć, ale powiedział niewiele poza zadaniem dwóch pytań.

— No dobrze — mruknęła Hermiona — więc „kim jesteście” ma coś wspólnego z tożsamością? Jesteśmy komplikacją każdej poprzedniej chwili. Sumą naszych wspomnień i przekonań.

— Kim. Wy. Jesteście — powtórzył, wyraźnie akcentując słowo wy i wskazując na nich oskarżycielsko laską.

— Jestem czarodziejem — spróbował Draco z niepewną miną.

Łup! Da Vinci uderzył laską w bok Draco. Ten złapał się za biodro, krzywiąc się z bólu.

Hermiona podbiegła do niego.

— Wszystko w porządku? — zapytała, marszcząc brwi ze zmieszania.

— Tak — zapewnił ją, wpatrując się w starca.

— Pytałem, kim jesteście! — ryknął na nich Da Vinci.

— Przestań — błagała Hermiona, a mężczyzna uderzył ją w ramię. — Co do cholery? — mruknęła na głos, masując obolałe miejsce.

— Staracie się powstrzymać kogoś przed użyciem Mechanizmu, a nie potraficie powiedzieć, kim jesteście i czego chcecie.

Da Vinci wziął głęboki oddech.

— Próbujemy! — krzyknęła Hermiona. — Ale to nie ma żadnego sensu!

Mężczyzna ponownie uniósł laskę w jej stronę, ale tym razem Draco odepchnął ją, gotowy przyjąć na siebie impet ciosu. Starzec zatrzymał się w pół ruchu i przechylił głowę na bok.

— Cierpiałbyś?

Draco zamrugał, a Hermiona uważnie obserwowała grę słów, mając nadzieję, ze dostrzeże coś z intencji Da Vinciego.

— Cierpiałbym, ale to by oznaczało, że ona nie cierpi — powiedział do starszego mężczyzny.

Da Vinci skinął głową.

— Więc kim jesteście?

— O, Boże — mruknęła Hermiona, rozglądając się dookoła, próbując znaleźć jakąś drogę ucieczki. Ale ściany były nieskazitelne, bez żadnej szczeliny ani wgłębienia. — Czego chcesz? — błagała.

— Nie! Czego wy chcecie? — warknął, ponownie kierując laskę w jej stronę, ale Draco znów stanął między nimi.

— Przestań! — krzyknął. — Nie rób jej krzywdy.

Hermiona poczuła, że lekko drgnęła; choć doceniała heroizm Draco, wydawał się on nieco mizoginiczny.

— Draco, nie musisz mnie chronić.

— Wiem o tym — zmarszczył brwi — ale wolałbym nie patrzeć, jak cię rani.

Ogarnęło ją niedowierzanie.

— Myślisz, że mogę patrzeć, jak cię bije? — Zamarł, jakby nigdy się nad tym nie zastanawiał. Hermiona kontynuowała: — Nie możemy po prostu powstrzymywać go przed zrobieniem nam krzywdy, nie o to tu chodzi.

Wskazała na nich gestem.

Zauważyła, że Da Vinci im się przygląda, jego wzrok błądził między nimi, a usta miał zaciśnięte w prostą linię.

Tym jesteście? — zapytał.

— Nie — odpowiedziała Hermiona automatycznie. Nie należała do niego; sama myśl o tym tkwiła u podstaw jej lęków, że się zatraci. — Jestem sobą. Nie jestem przedmiotem ani niczym takim, nasza relacja to tylko jeden aspekt tego, kim jestem.

— A ty?

Da Vinci zwrócił się teraz do Draco.

Twarz Draco była nieprzenikniona.

— Jestem nikim — wyszeptał cicho.

Hermiona odwróciła się do niego.

— Co?

Podszedł do Da Vinciego, najwyraźniej ją ignorując.

— Właśnie o to chodzi, prawda? Nie jestem wyjątkowy. Nie ma dosłownie żadnego powodu, żebyś zdradzał mi swoje sekrety. Jestem nikim. Kiedy opuszczę ten świat, zostanę zapomniany albo zapamiętany za najgorsze czyny, jakich kiedykolwiek się dopuściłem. Jestem nikim, i tak powinno być. Ale to mi odpowiada, choć być może kiedyś bym się zmienił. Teraz rozumiem, że nie liczy się, jak historia nas ocenia, ale jacy naprawdę jesteśmy — powiedział, po czym kontynuował: — Nie chcę korzystać z Mechanizmu; nigdy nie próbowałbym narzucać komuś swojej woli. Pomimo wszystkich moich żalów, pomimo każdego popełnionego błędu, nigdy nie chciałbym o nich zapomnieć, ponieważ są częścią mnie.

Gdy skończył mówić, patrzył wyczekująco na Da Vinciego.

Starzec skinął głową niemal niezauważalnie.

— W rzeczy samej.

Hermiona westchnęła z ulgą, na chwilę wierząc, że rozwiązali jego zagadkę, zanim się do niej zwrócił:

— A kim ty jesteś?

Jęknęła.

— Jestem nikim? — spróbowała, ale znów została uderzona laską. Tym razem Draco zachował dystans, wzdrygając się na dźwięk uderzenia laski o jej prawe biodro. — Czemu ciągle mnie bijesz?

— Bo nie słuchasz! Kim jesteś?

Głos Da Vinci rozbrzmiał w małej przestrzeni.

— Jestem. — Nagle ogarnęła ją panika, jakby oblała test. Co jeśli obleje i nie uda im się zdobyć poszukiwanych informacji? Wszystko będzie jej winą. — Jestem sobą.

— Ale co to znaczy? — zapytał Da Vinci, a w jego oku pojawił się lekki błysk.

— Kiedyś zmieniłam wspomnienia — wyznała, przełykając ślinę. — Zmieniłam wspomnienia moich rodziców, żeby byli bezpieczni podczas wojny. Ale — poczuła przyspieszający oddech — to było złe. To, co zrobiłam, było czymś, czego nikt nie powinien mieć prawa robić. Usunięcie czyjejś tożsamości to odebranie tej osoby. Dlatego tak ważne jest, żebyśmy powstrzymali Omnia Scienti.

— A co zrobicie, żeby powstrzymać Omnia Scienti? — dopytywał Da Vinci, splatając ręce za plecami i trzymając w dłoniach straszliwą laskę.

— Cokolwiek będziemy musieli — wyznała Hermiona.

— Co poświęcicie? — napierał Da Vinci, krążąc wokół nich.

Oczy Hermiony rozbłysły.

— Właśnie dlatego nas uderzyłeś. Chciałeś wiedzieć, czy poświęcimy siebie nawzajem? — Da Vinci uśmiechnął się lekko. — Ale poświęcenie nie jest najważniejsze, prawda? To nie Draco musi mnie poświęcić, ani ja jego. To nasza własna decyzja! W tym tkwi sedno sprawy — w wyborze. Jeśli zdecyduję się coś zrobić, Draco będzie to szanował. I vice versa.

— Więc powiedz mi — zaczął ponownie Da Vinci — czego właściwie chcecie?

Wyczuła na sobie wzrok Draco, ale nie spuszczała oczu z Da Vinciego, próbując wywnioskować sens pytania. Wiedział, że muszą powstrzymać Omnia Scienti i dążył do głębszego zrozumienia Mechanizmu.

— Chcemy — Hermiona przerwała, starannie dobierając słowa — uratować świat.

Dłonie Da Vinciego poruszyły się i uderzył laską o ziemię, a dźwięk rozniósł się echem po niewielkiej przestrzeni.

— Dlaczego?

— Bo Omnia Scienti nie ma prawa niczego zmieniać — odezwał się Draco, robiąc mały krok do przodu.

Odwróciła się do niego i skinęła krótko głową.

— Więc powiedzcie mi — zaczął raz jeszcze Da Vinci.

— Dlaczego?

— Ponieważ wolna wola jest fundamentalna. — Hermiona uświadomiła to sobie, wypowiadając te słowa na głos, szeroko otwierając oczy. — Nasze życie, nasze czyny mają sens tylko wtedy, gdy są podejmowane z własnej woli. Zmieniając sposób myślenia ludzi, sposób podejmowania decyzji, Omnia Scienti dąży do zniesienia wolnej woli, do nagięcia nas wszystkich ku swojej woli. Niezależnie od tego, czy przyniesie to dobry czy zły skutek, nie będzie miało znaczenia. Nie ma w tym sensu.

W pomieszczeniu panowała cisza. Da Vinci stał nieruchomo, uważnie obserwując Hermionę i Draco.

Pstryknął palcami. W jakiś sposób znaleźli się w gabinecie. Ciemne, drewniane biurko stało na widocznym miejscu, a jedynym oświetleniem była pojedyncza świeca. Przy biurku siedział mężczyzna, pogrążony w myślach i mamroczący coś pod nosem.

Hermiona próbowała zwrócić na siebie uwagę mężczyzny.

— Dzień dobry? — zaczęła, ale zdała sobie sprawę, że jej nie słyszy. Odwróciła się i zobaczyła, że Draco rozgląda się dookoła, a w jego oczach wyraźnie widać było rozpoznanie. — O co tu chodzi? — zapytała.

Skinął głową na mężczyznę przy biurku.

— To Da Vinci, ale z młodości. Chyba jesteśmy we wspomnieniach.

Hermiona zdała sobie sprawę, że ma rację i podeszła do mężczyzny, obserwując, jak bazgroli w notatniku — Manuskrypcie, jak sobie uświadomiła.

— È troppo pericoloso — mruknął mężczyzna. — Non ci si può fidare dell'uomo — dokończył po włosku.

— Co on mówi? — zapytał Draco, marszcząc brwi.

Hermiona pokręciła głową.

— Mój włoski nie jest najlepszy, ale coś o niebezpieczeństwie… i zaufaniu?

Wyciągnęła różdżkę i rzuciła zaklęcie tłumaczące.

— Zostawiam to wspomnienie tylko tym, którzy rozumieją wartość Mechanizmu. Tylko tym, którzy cenią wolność — wyjaśnił Da Vinci, patrząc w pustą przestrzeń między Hermioną a Draco. — Mechanizm jest zasilany przez słońce i można go w pełni wykorzystać o zachodzie słońca podczas przesilenia letniego.

Spuścił wzrok z powrotem na notes, ponownie ich ignorując.

Pokój znów się zmienił i wylądowali w Bibliotece Yale, wpatrując się w Manuskrypt, który wyglądał zupełnie inaczej.

— Draco. — Hermiona odwróciła się i zobaczyła w jego oczach odbicie własnej paniki. — U nas jest już dwudziesty czerwca.

Skinął głową.

— Kończy nam się czas.

Przynajmniej teraz rozumieli, dlaczego Omnia Scienti milczał.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Gdy odłożyli szkło na miejsce, wymknęli się z biblioteki i wrócili do Anglii, był już ranek. Oboje byli wyczerpani. Draco sprawdził, co u Rubena, którego zostawili na razie w mieszkaniu Draco, na wypadek gdyby miał jakieś wieści.

Ruben wzruszył ramionami, patrząc z niepokojem na kredową cerę Draco i głębokie cienie pod oczami.

— Niestety, znowu to samo. Ostrzeżenia, nie używać i tak dalej. Wszystko w porządku?

Draco zamrugał.

— Eee, tak, jest dobrze. Po prostu… musimy iść. Wyślij sowę, jeśli coś znajdziesz.

Po czym aportował się do salonu Hermiony.

— Co teraz zrobimy? — jęknęła, krążąc po tablicy i agresywnie żując gumę z nikotyną.

— Dobra. — Draco trzymał w dłoni kawę i usiadł na sofie, uważnie obserwując Hermionę. — Przejrzyjmy wszystko jeszcze raz, od początku.

Skinęła głową.

— Więc Omnia Scienti chce coś zmienić; prawdopodobnie po to, by wykorzenić uprzedzenia ze świata. Tylko że on chce to zrobić siłą. Planuje użyć do tego Mechanizmu i potrzebuje energii z zachodu słońca w przesilenie letnie — dokończyła, marszcząc brwi.

— Co jeszcze? — drążył temat.

Nerwowo przeżuwała językiem.

— Wiemy, że musiał być w Grecji. Że musi znać starożytne runy, a także alchemię. Istnieje realne prawdopodobieństwo, że ma powiązania z Ministerstwem i że w jakiś sposób udało mu się przekonać lub podstępem nakłonić Percy’ego do dołączenia do niego.

Zamarła, patrząc w punkt daleko poza Draco.

— O co chodzi? — zapytał ostrożnie.

— Przykro mi — miała płytki oddech — ale chyba musimy jednak wziąć pod uwagę Theo.

Draco pokręcił głową.

— Ale przesłuchałaś go pod wpływem Veritaserum!

— Tak! — potwierdziła. — Ale to Mistrz Eliksirów. Przesłuchiwałam go kilka minut po tym, jak zgodził się przyjąć eliksir, kiedy ciebie i mnie nie było w pokoju. Mógł z łatwością przyjąć antidotum.

Draco kipiał złością.

— I tak nagle na to wpadłaś.

Zawahała się.

— Nie. Słuchaj… naprawdę chcę, by był niewinny. I myślałam, że znajdziemy kogoś innego. Ale nie chcę, żebyśmy byli ślepi na jakąkolwiek możliwość.

— Ale to nie ma sensu! Dlaczego miałby to robić? Dlaczego Theo miałby czuć potrzebę powstrzymania fanatyków czystej krwi?

Draco pokręcił głową.

Oczy Hermiony się rozszerzyły.

— A co, jeśli nie chodzi o to?

— Co?

— Znaczy — pokiwała głową na boki, próbując znaleźć odpowiednie słowa — co, jeśli w ten sposób chciał zmusić Percy’ego do użycia magii mentalnej? Może tak naprawdę chce zniweczyć inne uprzedzenia? Na przykład homofonię.

— Ale i tak Percy nie poszedłby za Theo Nottem.

Draco zmrużył oczy.

— Nie powiedziałam, że to bezbłędna teoria. Ale musisz przyznać, że ma pewne plusy! Poza tym kompletnie nie mamy pomysłów! — przypomniała mu.

— A co z Kingsleyem?

— Co z nim?

Przewrócił oczami.

— Dlaczego Kingsley miałby usuwać akta, skoro dotyczyły Theo?

— Nie wiem! — prychnęła Hermiona.

— Widzisz? To nie ma sensu!

— Nic z tego nie ma sensu. — Opadła na kanapę obok niego, opierając się o jego ramię. Westchnął ciężko, przyciągając ją do siebie. — Przepraszam. Przysięgam, że nie chcę, żeby to był Theo… po prostu… To przez nadmiar emocji dzisiejszego dnia.

— W porządku. — Ziewnął i zaczął masować jej łopatki. — Co nam umyka?

— Kingsley. — Skinęła głową, przymykając oczy na jego pieszczoty. — Musi to być powiązane z tymi trzema mężczyznami, którzy zginęli w Azkabanie, jakiś związek, którego nie dostrzegamy.

— Dobra, więc jak się dowiemy, co się stało bez Kingsleya i akt z Czarnym Kodem?

Pokręciła głową, a potem zamarła.

— O, cholera.

— Co?

Znieruchomiał i spojrzał na nią wyczekująco.

— Tego ranka, kiedy konfrontowaliśmy się z Percym, dostałam paczkę. Była od Kingsleya — zerwała się na równe nogi i pobiegła do sypialni, żeby ją złapać — był tam liścik, w którym zaznaczono, że jeśli umrze, chce, bym poznała jego sekret. — Pokazała Draco klucz; duży i ozdobny. — Założyłam, że to świstoklik albo coś innego, ale… nie. Próbowałam przez tydzień po całej tej historii z Percym wydobyć z niego sekrety, ale nic się nie stało.

Zmarszczył brwi, odsuwając rękę.

— Dlaczego nic nie powiedziałaś?

Pokręciła głową.

— Szczerze? Początkowo nie połączyłam tego ze sprawą. Znałam Kingsleya od czasów Zakonu. Domyśliłam się, że to może zupełnie inna tajemnica. Ale skoro akta zostały całkowicie zniszczone… — urwała.

Draco chwycił klucz, delikatnie go obracając i sprawdzając pod każdym kątem. Przyłożył do niego różdżkę, mamrocząc kilka zaklęć. Zaśmiał się cicho i przyciągnął Hermionę do siebie.

— Co? — zapytała nerwowo.

— To tylko klucz, Granger — zażartował, całując ją w czoło.

— Wiem.

Jej powieka drgnęła.

Pokręcił głową, a z jego ust wyrwał się kolejny cichy śmiech.

— Za długo jesteś w świecie czarodziejów. Chodzi mi o to, że nie jest zaczarowany. Otwiera zamek.

Hermiona poczerwieniała.

— Ale jest ogromny! To jak… klucz do miasta albo jakiś inny przedmiot dekoracyjny! Po co ktoś miałby tworzyć zamek albo coś w tym stylu?

Draco wzruszył ramionami.

— Kto wie? Ale zgaduję, że właśnie o to chodzi.

— Do jakich drzwi twoim zdaniem on pasuje?

Zatrzymał się.

— Gdybym miał obstawiać, powiedziałbym, że do jego domu. Skoro wysłał go do ciebie, to celowo wybrał miejsce poza Ministerstwem.

— Dobra — skinęła głową, biorąc głęboki oddech — chodźmy.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Dom Kingsleya na szczęście wciąż był niezamieszkały, bo toczyła się wyjątkowo brutalna walka o majątek między dwoma, dalekimi krewnymi mężczyzny. Z łatwością przebili się przez zaklęcia i weszli do upiornie cichego domu.

— Cóż, to było proste — zauważył Draco, wchodząc do salonu posiadłości Shacklebolta.

Hermiona uderzyła go w ramię.

— Nie możesz tak mówić!

— Dlaczego?

— Przyniesiesz nam pecha.

Pokręciła głową, a on się zaśmiał.

— Naprawdę? Nie wierzysz we wróżbiarstwo, ale boisz się, że powiem to było proste?

Prychnęła.

— To logiczny wniosek. Jak dotąd, za każdym razem, gdy mamy trop, wpadamy w jakąś pułapkę lub labirynt. Weźmy na przykład jaskinię. Albo, jeśli o tym zapomniałeś, przypomnij sobie, jak kilka godzin temu okładał nas laską dawno zmarły człowiek z renesansu.

Uśmiech Draco nie zgasł nawet na chwilę.

— Ale przecież takie rzeczy działy się dlatego, że starzy czarodzieje zastawiali pułapki, a nie dlatego, że któreś z nas zauważyło, jak łatwo je znajdujemy.

— Mimo to wolałabym nie wystawiać losu na próbę.

Uniosła wysoko brodę.

Uścisnął jej dłoń, pochylając się, by złożyć delikatny pocałunek na jej ustach.

— Więc cofam to.

Odwróciła się do niego, a kącik jej ust drgnął niechętnie.

— Dziękuję.

— Wszystko dla ciebie, wiedźmo.

Ścisnął jej dłoń jeszcze raz i rozdzielili się, rozglądają się po regałach i szufladach w pokoju. Przeszukiwali każde pomieszczenie w nadziei na znalezienie jakiejś szafki lub czegoś, do czego pasowałby klucz.

— Coś nowego? — zawołał do niej.

Wyszła z gabinetu Kingsleya, trzymając jakieś papiery i kręcąc głową.

— Nie, ale wszystko jest na swoim miejscu.

Draco zmarszczył brwi.

— Przepraszam… co?

Przechyliła głowę na bok.

— Po prostu… wszystko. Draco, on nie miał pojęcia.

— Musiał mieć jakiś powód, by wysłać ci ten klucz — zauważył.

Wzruszyła ramionami.

— Może. Nadal nie wiemy, jak dawno to zaplanował. Ale był w połowie tak wielu spraw. To po prostu… dość przygnębiające.

— Jakieś oznaki, że kontaktował się z Theo? — zapytał Draco z neutralnym wyrazem twarzy.

Hermiona pokręciła głową.

— Nie… nic.

Draco poczuł się nieco winny, czując ulgę na te słowa. Był przekonany o niewinności Theo, ale z trudem potrafił komukolwiek zaufać. Ta dręcząca wątpliwość po prostu wisiała w powietrzu…

Draco wszedł na górę, coraz bardziej sfrustrowany, im bliżej było zachodu słońca.

— Draco! — krzyknęła Hermiona, a on zszedł po schodach, widząc, jak marszczy brwi i uderza dłonią w ścianę.

— O co chodzi? — zapytał Draco.

— Chodź tutaj. — Skinęła na niego, by podszedł bliżej, ponownie uderzając w ścianę. — Słyszysz? Jest pusta.

— I co z tego?

Przechylił głowę na bok.

Przewróciła oczami, po czym zapukała w inną część ściany.

— Słyszysz różnicę?

Naśladował jej gesty.

— Masz rację, ale co to znaczy?

Uśmiechnęła się.

— Gdybym miała zgadywać, to coś tam jest. Problem w tym, jak się do tego dostać.

Przygryzła wargę, wpatrując się w ścianę.

— Magia? — zasugerował Draco.

— No cóż, tak, ale nie chcę uszkodzić tego, co jest po drugiej stronie.

Zamyśliła się na chwilę.

— Może po prostu… brutalna siła? — Wzruszył ramionami. — W ten sposób nie musisz się martwić wpływem magii.

Uniosła brwi, jakby się zastanawiała.

— Nie sądzisz, że zostaniemy rzuceni na głęboką wodę, kiedy to otworzymy, prawda?

— Jeśli tak, to jakoś sobie poradzimy. Jak zawsze.

— Nie bądź taki sentymentalny, Malfoy. Przyprawiasz mnie o rumieniec — odparła beznamiętnie.

— Ha ha. Dobra, znajdźmy jakiś młot kowalski albo coś w tym stylu. — Wzruszył ramionami, obserwując, jak szybko go wyczaruje. — Nie martwisz się o magię, jeśli użyjesz wyczarowanego przedmiotu?

— Ach… ale to nie jest wyczarowane. Po prostu teleportowane z mojego mieszkania.

Uśmiechnęła się ironicznie.

— Miałaś młot kowalski w swoim mieszkaniu?

Opadła mu szczęka.

Uniosła jedną brew.

— Tak. A teraz jest tutaj.

— Po co ci młot kowalski?

Wzruszyła ramionami i wbiła prawe biodro w bok Draco.

— Jestem skomplikowaną kobietą, Draco. Nie mogę ci po prostu zdradzić wszystkich moich sekretów.

— Powinienem się martwić?

Uśmiechnęła się ironicznie, ignorując go i uderzając młotem w ścianę. Uderzyła osiem razy, zanim zdyszana upuściła narzędzie.

— Pomóc ci? — zapytał z rozbawieniem.

Wzruszyła ramionami.

— Ja, eee — wzięła kilka głębokich wdechów — znaczy, jeśli chcesz.

Machnęła ręką.

— Tak, Hermiono, zdecydowanie chcę wybić dziury w tej ścianie — odparł beznamiętnie, ale chwycił młot i zaczął uderzać w cel, sapiąc z zadowolenia, gdy po około dziesięciu uderzeniach pojawiła się dziura o rozsądnych rozmiarach.

Oboje podeszli bliżej, zaglądając przez dziurę i uśmiechając się do siebie, gdy zobaczyli stary sejf ze znajomą dziurką od klucza.

Wyglądało na to, że w końcu dostaną jakieś odpowiedzi.

_____________

Witajcie :) w tym rozdziale mieliśmy bliskie spotkanie z Leonardo Da Vinci i kolejne puzzle do układanki. Nie wiem jak Wam, ale mnie ta historia bardzo się podoba i z wypiekami na twarzy tłumaczę kolejne rozdziały. Dajcie znać jak wrażenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Obserwatorzy