niedziela, 22 lutego 2026

[T] Odkupienie: Rozdział 7

— Dobra, możemy do niego sięgnąć? — zapytała Hermiona, zaglądając przez otwór.

Draco wypuścił powietrze, pot spływał mu po czole od wysiłku wbijania się w ścianę.

— Mam nadzieję — mruknął pod nosem, cofając się, by Hermiona mogła spróbować.

— Tak! — krzyknęła, gdy klucz bez problemu się przekręcił, a słyszalne kliknięcie wywołało u obojga podwójne westchnienie ulgi.

Otworzyła sejf i sięgnęła do środka, znajdując tylko jedną fiolkę.

Hermiona zmarszczyła brwi.

— Wygląda jak wspomnienie.

Draco oderwał wzrok od fiolki i spojrzał na nią.

— To dobrze, prawda?

— No cóż — zastanowiła się — a co, jeśli to wspomnienie nie ma nic wspólnego ze sprawą?

Zmrużył oczy.

— W jakim innym celu miałby ukrywać wspomnienie?

— Nie wiem — mruknęła Hermiona. — Może ma dziecko na boku i potrzebował kogoś, kto dopilnuje, żeby nadal otrzymywało alimenty.

— Tak, jestem pewny, że gdyby tak było, to zamiast wpisać to do testamentu, wysłałby ci ten absurdalny klucz, nie mówiąc, gdzie znajduje się zamek — zauważył żartobliwie Draco.

— Cóż, jak tak to ujmujesz, to chyba ma związek ze sprawą — przyznała. — Chyba po prostu nie chcę sobie robić nadziei.

Skinął głową ze współczuciem.

— Dobrze, musimy tylko znaleźć myślodsiewnię.

— Na szczęście mam jedną w mieszkaniu.

Uśmiechnęła się.

— Oczywiście, że masz.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Po co ci myślodsiewnia?

Draco przechylił głowę, patrząc, jak wyciąga urządzenie z szafy.

— Mówiłam ci, Malfoy, jestem skomplikowaną kobietą — mruknęła ironicznie, skupiając wzrok na zadaniu. — Dobrze — prychnęła, kładąc myślodsiewnię na kuchenny stół. — Gotowy?

— Nic tam nie będziemy robić, prawda? Po prostu mamy stać i patrzyć, jak wspomnienie się rozwija?

— Chodziło mi o to, że mamy być gotowi emocjonalnie lub intelektualnie na cokolwiek, co tam zobaczymy.

Przewróciła oczami.

— Nie będę, dopóki tam nie wejdziemy.

— Jesteś bezużyteczny. Mamy tylko kilka godzin do zachodu słońca. Chodźmy.

Wlała zawartość fiolki do myślodsiewni i chwyciła Draco za rękę, zanim się zanurzyła.

Gdy mgła rozwiała wspomnienie, Draco uświadomił sobie, że byli na Ulicy Pokątnej nocą. Wieńce i światełka zdobiły sklepy i latarnie, co potwierdzało, że musiało to być gdzieś w okolicach Bożego Narodzenia.

— Jak myślisz, kiedy to było?

Hermiona zmarszczyła brwi, gdy biegli, by dotrzymać kroku Kingsleyowi.

Draco wskazał na wieńce.

— Boże Narodzenie…

Przewróciła oczami.

— Tak, domyśliłam się. Chodziło mi o rok.

Zmarszczył brwi, kiwając głową na jej słowa. Minęli Puraclavvę, ale Kingsley się nie zatrzymał. W końcu zwolnił, zbliżając się do małego sklepu z eliksirami. Draco spojrzał na Hermionę, zauważając jej głęboko zmarszczone brwi.

— O co chodzi? — zapytał.

Pokręciła głową, otwierając usta, po czym je zamknęła. W końcu gdy weszli za nim do środka, powiedziała:

— To nie ma sensu.

Percy Weasley stał w drzwiach wejściowych.

— Kingsley, dziękuję za przybycie.

— Przyszedłem, gdy tylko otrzymałem twojego Patronusa. Jak to się stało? — zapytał Kingsley, marszcząc brwi.

Wyglądał na przejętego; miał poplamione szaty i siedział krzywo. Sam Percy był w podobnym stanie, z opuchniętymi oczami i drżącymi rękami.

— Ja, eee, nie wiem, on wyjaśni — powiedział Percy, skinieniem głowy wskazując mężczyźnie zaplecze.

Draco rozejrzał się, zaniepokojony tym, jak znajomy był ten sklep, ale nie potrafił przywołać wspomnienia.

— O, bogowie! — krzyknęła Hermiona, zakrywając usta jedną ręką, a drugą ściskając dłoń Draco z całych sił.

— Co się stało? — Draco zmarszczył brwi, delikatnie przyciągając jej dłoń do siebie, by mogli iść za Kingsleyem. Pokręciła głową, uparcie stojąc w bezruchu. — Musimy za nim iść.

Po prostu stała, potrząsając głową, a jej oddech stawał się coraz cięższy.

— Nie chcę tego widzieć.

— Hej. — Stanął przed nią, odgarniając jej kosmyk włosów z czoła i zmuszając ją do spojrzenia mu w oczy. — Dasz radę. Powiedz mi, co się dzieje.

Przełknęła ślinę, lekko skinęła głową, ale odmówiła odpowiedzi.

— Chodźmy.

Reakcja Kingsleya i Percy’ego oraz drżenie stojącej obok niego czarownicy sprawiły, że Draco przeraził się tego, co tam zastaną. Otworzyli drzwi i nagle zdał sobie sprawę, dlaczego sklep wyglądał tak znajomo.

To był sklep z eliksirami, w którym pracowała Ginny Weasley, gdzie miała ten słynny wypadek i zmarła.

Ale patrząc na Harry’ego Pottera trzymającego jej bezwładne ciało na podłodze w pokoju, Draco poczuł ucisk w żołądku.

Ginny Weasley wyglądała strasznie. Jej ciało pokrywały świeże siniaki, ubranie było podarte — choć przykrywał ją jakiś koc. Krew znajdowała się wszędzie, rozbryzgana po całym pomieszczeniu, pokrywając koszulę Harry’ego i wsiąkała we włosy Ginny.

Minęło kilka minut, zanim Draco odwrócił wzrok. Spojrzał na Hermionę i zobaczył jej bladą twarz i łzy spływające po twarzy.

— Nie tak było — wyszeptała, potrząsając głową.

Przyciągnął ją do siebie, obejmując opiekuńczo ramieniem, gdy obserwowali rozwój sytuacji.

— Harry.

Shacklebolt powoli podszedł do mężczyzny, kucając kilka kroków od niego.

Draco w końcu zwrócił uwagę na mężczyznę, o którym mowa. Wyglądał jak postać z horroru, pokryty krwią swojej zmarłej żony. Kołysał Ginny, z twarzą mokrą od płaczu, a Draco nagle poczuł, że jego powieki robią się ciężkie. Przytulił Hermionę odrobinę mocniej.

— Harry, co się stało? — zapytał Shacklebolt.

Kątem oka Draco zauważył, że Percy siedzi pod ścianą w najdalszym kącie, z głową zasłoniętą rękami.

— Spóźniłem się — wyszeptał Harry.

Draco niechętnie przyciągnął Hermionę do siebie, żeby mogli usłyszeć przebieg rozmowy.

— Cokolwiek się stało, to nie twoja wina — Kingsley próbował go uspokoić.

— To moja wina. Zrobili to przez to, co reprezentuję, przez to, co zrobiłem. Oczywiście, że to moja wina! — krzyknął Harry, spluwając na koniec.

Jego oczy były szeroko otwarte, oszalałe. Wyglądał przerażająco.

Kingsley zamrugał i wziął kilka głębokich oddechów.

— To nie twoja wina.

— Nigdy nie powinni być wolni! — warknął Harry. — Fawley, Avery, Blishwick. Grozili jej, ale byłem pewien, że nie… — Pokręcił głową, kipiąc ze złości. — Zabiję ich, kurwa, Kingsley.

Ten uważnie na niego patrzył.

— Harry, nie możesz.

Harry rzucił mu mordercze spojrzenie.

— Myślisz, że możesz mnie powstrzymać?

— Myślę, że to, co się stało, było przerażające i niewyobrażalne. Ale jeśli zaatakujesz ich, wszystko, co kiedykolwiek zrobiłeś, całe dobro, które osiągnąłeś, pójdzie na marne — wyjaśnił Kingsley.

Harry pokręcił głową z niedowierzaniem.

— Chcesz, żebym się odsunął i pozwolił im gnić w więzieniu?

Wzrok Kingsleya przeskakiwał z Harry’ego na Ginny.

— Harry — zaczął — nie możemy pozwolić, by ludzie dowiedzieli się, co tu się wydarzyło.

— Co?

— Jeśli ogłosimy, że Ginny Potter została zamordowana przez trzech fanatyków, nikt nie poczuje się bezpiecznie. Całe poczynione dobro, postęp, pójdzie na marne. Aresztujemy potwory, które to zrobiły, wrzucimy ich do Azkabanu na dożywocie. Ale nikt nie może się dowiedzieć — dokończył.

— Nie możemy tego zrobić — odezwał się w końcu Percy, kręcąc głową. — Nie możemy po prostu tworzyć fałszywych doniesień, pozwolić, by to zamieciono pod dywan! Jaki precedens to stworzy?

— Właśnie to musimy zrobić. — Kingsley był stanowczy. — Znajdziemy winnych i postawimy ich przed sądem. Ale Harry — jego głos złagodniał — jeśli ujawnimy, co tu zrobili, jeśli pozwolimy, by ich czyny trafiły na pierwsze strony gazet, to wygrają. Ale jeśli powiemy, że Ginny zginęła w straszliwym wypadku z eliksirami, to ci, którzy to zrobili, umrą w zapomnieniu. I niczego nie osiągną.

Draco poczuł palce Hermiony wbijające się w jego ciało, jej płytki oddech na skórze i niezrozumiałe mamrotanie. Czuł, jak pulsuje mu w głowie i miał tysiące różnych pytań, które chciał zadać.

— Zabiję ich, kurwa, Kingsley — obiecał Harry, ale jego głos nie był już przepełniony jadem, tylko głosem załamanego człowieka.

Nagle wspomnienie rozmyło się, zastąpione kłębem dymu, a Draco poczuł, że stoi twardo na ziemi, ramię w ramię z Hermioną. Stali naprzeciwko siebie, a Draco zobaczył na jej twarzy echo własnego niedowierzania.

— Fawley, Blishwich i Avery… trzej mężczyźni, którzy zginęli w Azkabanie. Zabili Ginny — wyszeptała Hermiona, rozglądając się po pokoju.

 

Zmrużyła oczy.

— Trzy z naszych ofiar miały rodziny w Azkabanie.

Draco zamrugał.

— Jakie były na to szanse?

Wiele z ich ofiar było krewnymi Śmierciożerców, więc założył, że to logiczne, iż mieli krewnych w więzieniu.

— Na początku myślałam, że to całkiem prawdopodobne, biorąc pod uwagę nazwiska. Ale — zaczęła chodzić tam i z powrotem, a Draco nie mógł powstrzymać się od uśmieszku — trafili do Azkabanu po wojnie.

— Dobra, mów dalej.

Draco uśmiechnął się, obserwując, jak jej oczy błyszczą, gdy przerzucała materiały i artykuły prasowe.

— Trzy ofiary — Avery, Blishwick i Fawley — są blisko spokrewnione z mężczyznami, którzy trafili do Azkabanu co najmniej trzy lata po zakończeniu wojny, na podstawie publicznych relacji o nich — zakończyła triumfalnie. — Złożyłam wniosek o wyciągnięcie ich akt, ale jakie jest prawdopodobieństwo, że trzech mężczyzn osadzonych w Azkabanie jest blisko spokrewnionych z trzema naszymi ofiarami?

 

— Dlatego ich akta były opatrzone Czarnym Kodem — mruknął Draco, a jego oczy rozszerzyły się, gdy zrozumiał kolejny element. — O cholera! Jak mogłem zapomnieć?

— Co?

 

— Jak poznałeś tego czarodzieja?

— Na wakacjach — mruknął Theo.

 

— Theo powiedział mi w lutym. Spiknął się z Potterem na wakacjach. — Serce Draco waliło jak młotem. — To dlatego dziwnie się zachowuje, nie chce być z nim widziany. Merlinie. — Pokręcił głową. — Potter wykorzystał Theo.

Oczy Hermiony rozszerzyły się na chwilę, kręcąc z niedowierzaniem głową.

— Percy rozmawiał z nim, kiedy wypowiedział swoje ostatnie słowa — zauważyła w końcu.

 

Odwróciła się, gdy drzwi zaskrzypiały, a Harry wszedł do pokoju z szeroko otwartymi oczami.

— ZATRZYMAJ GO! — wrzasnął Draco, a Hermiona odwróciła się gwałtownie i zobaczyła Percy’ego z pianą na ustach oraz pustą fiolkę zsuwającą się na podłogę obok niego.

— Czy zostałem rozgrzeszony, Omnia Scienti? Czy ona mi teraz wybaczy? — wymamrotał Percy bez ładu i składu.

 

— To Harry — wyszeptała Hermiona. — Harry jest Omnia Scienti.

___________

Witajcie :) szczęka opadła, co nie? Wiem, że to wszystko wydaje się odrealnione, ale wspomnienie Kingsleya pokazało Harry'ego jako kochającego męża, który chce pomścić zabójców żony. Jestem ciekawa, czy go podejrzewaliście? Dajcie znać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Obserwatorzy