niedziela, 22 lutego 2026

[T] Odkupienie: Rozdział 8

— To Harry — wyszeptała Hermiona. — Harry jest Omnia Scienti.

— Jak to możliwe? — mruknął Draco zerkając z lewa na prawo.

Harry był potomkiem dobra. Było oczywiste, że stanie po stronie dobra. Draco poczuł, jakby jego porządek świata nagle się zmienił; Percy Weasley to jedno, ale Harry Potter? Jednak jedno spojrzenie na Hermionę uświadomiło mu, że niezależnie od tego, jak bardzo jest rozbity, musi się dla niej ogarnąć.

— Nie… Draco… nie mogę. — Pokręciła głową, jej oczy zaszły łzami. Oddech się skrócił, a powieki zaczęły szybko mrugać. Nogi jej drżały i chwyciła się krawędzi kuchennego stołu, by utrzymać równowagę. — Jak? — wyszeptała niemal bezgłośnie.

— Hermiono. — Delikatnie przeczesał jej włosy, unosząc jej brodę do swojej twarzy. — Wiem, że to dużo do ogarnięcia, ale mamy mniej niż trzydzieści minut do zachodu słońca. Musimy go powstrzymać.

Oczy Hermiony zamigotały, a potem jej wzrok zamarł, zastygł w bezruchu.

— Hermiono! — krzyknął, potrząsając nią. — Musisz się z tego otrząsnąć, później będziemy mieli czas, żeby się załamać, ale musimy teraz go powstrzymać. Pamiętasz Da Vinciego? Zrobimy wszystko, co trzeba, prawda?

Zdawało się to do niej docierać i spojrzała na niego, kompletnie zagubiona.

— Draco, jak to się mogło stać? — wyszeptała, opierając na nim cały swój ciężar.

— Nie wiem. Ale musimy teraz znaleźć Pottera. Gdzie on może być?

Draco starał się mówić spokojnie, mocno trzymając ją za ramiona. Wisiała na włosku, a on robił wszystko, co mógł, żeby utrzymać ją w równowadze, żeby nie pękła jej ciasna powłoka, którą się owinęła.

Próbował się na niej skupić, ale w jego głowie wciąż roiło się od myśli; o tym, jak Harry Potter oszukał ich wszystkich i co zrobił Theo.

Theo, o którym Draco myślał, że w końcu jest z kimś szczęśliwy… ale wszystko wskazywało na to, że to był podstęp. Harry Potter nie miał wystarczającej wiedzy o runach i alchemii, żeby to osiągnąć, potrzebował kogoś takiego jak Theo. To właśnie dlatego Theo przez cały czas pozostawał prawdopodobnym podejrzanym.

Błądząc w myślach, poczuł zaciskający się żołądek, gdy nie mógł pojąć, jak bardzo Harry manipulował Theo. Czy chodziło mu tylko o informacje? Manipulował jego pamięcią? A może zmieniał jego osobowość?

— Jest piątek — mruknęła.

— O, cholera. Comiesięczna kolacja.

Jego oczy rozbłysły, gdy to do niego dotarło.

— W tym miesiącu u Harry’ego. O, Boże… Ron i Hanna.

Zakryła usta, szeroko otwierając oczy.

— Dobra, wyślę Patronusa do Angeliny, niech się tam z nami spotka. Wejdziemy ostrożnie, nie chcemy powtórki z Weasleyem.

Nie czekając na potwierdzenie, Draco rzucił Patronusa.

— Co robimy? — mruknęła Hermiona.

Draco nigdy nie widział jej tak bezradnej, tak… zależnej.

— Wchodzimy, rzucamy tarcze. Weź swoje gadżety; miejmy nadzieję, że uda nam się go powstrzymać przed zachodem słońca.

Wzrok Draco przesunął się po jej twarzy, czekając na rozpoznanie, jakiś znak, że zrozumie.

— A co jeśli się nie uda? — wyszeptała.

— Poradzimy sobie. — Przesunął kciukiem po jej policzku, chłonąc jej nawiedzone spojrzenie, drżącą wargę. Poczuł przerażający strach i przycisnął usta do jej ust z impetem, jakby się bał, że to może być ostatni raz. — Razem?

Wyglądała na roztrzęsioną, ale szept determinacji przebijał się przez nią i dostrzegł ledwo dostrzegalny błysk w oku.

— Razem — szepnęła w odpowiedzi, chwytając go za rękę i aportując ich prosto na Grimmauld Place.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Na parterze panowała pustka i przerażająca cisza. Hermiona podeszła do okna, wpatrując się w niebo.

— Zostało nam może piętnaście minut.

Przygryzła wewnętrzną stronę policzka, marszcząc brwi.

— Gdzie oni mogą być? — zapytał Draco.

Przyłożyła palec do ust i poszła na tył domu, wydychając coś w rodzaju mieszanki ulgi i niepokoju, gdy zobaczyła, że ogród jest pusty.

— I?

Draco tupnął nogą. Hermionie przemknęła w głowie myśl, że prawdopodobnie nie wypił zbyt wiele kawy tego dnia.

Wybrała zły dzień na rzucenie palenia.

— Na dach! — Oczy Hermiony błysnęły. — W sensie, gdybyś miał wykonać jakiś mroczny rytuał zmiany rzeczywistości, zrobiłbyś to na dachu, prawda?

Draco skinął głową.

— Za tobą.

Wspięli się szybko na dach, na palcach po rozchwianych schodach. Kiedy dotarli na górę, Draco rzucił zaklęcie na drzwi, pozwalając im zajrzeć na zewnątrz. Odwrócił się do Hermiony z nieprzeniknionym wyrazem twarzy, choć czuła, że ogarnia ją niepokój.

— Co? O co chodzi? — zapytała, przesuwając się w jego stronę, żeby zobaczyć, co się dzieje.

— Ma ich: Theo, Rona i Hannę, są związani — powiedział, odsuwając się, by mogła widzieć.

— Hanna! — krzyknęła Hermiona, szeroko otwierając oczy na ten widok. Pokręciła głową. — Dobrze — zacisnęła powieki — czyli jedno z nas musi rozbroić Harry’ego, a drugie rzucić zaklęcie tarczy?

Draco przygryzł wargę.

— Mam inny pomysł.

— Oczywiście, że masz — prychnęła Hermiona.

— Myślałem, że wejdziesz, udasz spóźnienie na kolację, będziesz naprawdę zaskoczona i odwrócisz jego uwagę. Potem ja wejdę i go rozbroję — zasugerował.

— A co mam powiedzieć, kiedy zapyta, gdzie jesteś?

Hermiona położyła ręce na biodrach.

— Nie wiem! Powiedz, że nie chciałem przyjść albo że zerwaliśmy i dlatego się spóźniłaś — odpowiedział, przełykając ślinę.

Błądziła wzrokiem po jego twarzy, próbując rozszyfrować, czego nie mówi. Część jej zastanawiała się, dlaczego miałby coś takiego zasugerować — rozstanie. Ale potem słowa Da Vinciego wróciły do niej, uświadamiając, że muszą zrobić wszystko, co konieczne.

Ale zdała sobie również sprawę z tego, że Draco jej ufał, że znał ją wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że sobie z tym poradzi.

Ta myśl dodała jej otuchy.

— Dobrze — zgodziła się. — Nie podoba mi się to, że się rozdzielimy, ale…

Rozluźnił ramiona i pokręcił głową, przerywając jej.

— Mnie też nie, ale tylko na chwilę.

Hermiona skinęła głową i przeszła przez drzwi, przygotowując się do walki.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Harry?

Hermiona starała się brzmieć na zaskoczoną, wychodząc na taras.

— Hermiono.

Harry uśmiechnął się do niej ciepło.

Spojrzała na Rona, Theo i Hannę, dostrzegając więzy na nadgarstkach i kostkach, i odetchnęła z ulgą, że wydają się być w dobrej kondycji. Starała się rzucić im uspokajające spojrzenie, dać znać, że wszystko będzie dobrze, jednocześnie uważając, żeby nie sprowokować Harry’ego.

Cokolwiek to w tej chwili oznaczało.

Ron naciskał na sznur, jego wzrok błądził na boki, desperacko próbując pomóc Hannie. To było przerażające. Hermiona robiła wszystko, co w jej mocy, by zachować spokój, skupiając się na obecnym zagrożeniu. Później będzie czas na dogłębną analizę wszystkiego.

— Zechcesz mi powiedzieć, co się dzieje?

Przechyliła głowę, starając się wyglądać na zdezorientowaną, a nie podejrzliwą.

Parsknął.

— Jeszcze tego nie rozgryzłaś?

— Czego, Harry? — zapytała, próbując przesunąć się tam, gdzie znajdowali się związani, by odwrócić wzrok Harry’ego od drzwi.

— Że jestem Omnia Scienti, oczywiście.

Uśmiechnął się ironicznie, odsuwając się na bok i odsłaniając Mechanizm.

Krew zawrzała w niej na jego słowa, na jego bezczelność i pychę. Był cholernie dumny z siebie.

— Dlaczego? — pisnęła.

Bo pomimo tego, co zobaczyła we wspomnieniu, wciąż nie do końca rozumiała, dlaczego. Znała Harry’ego odkąd miał jedenaście lat; razem ratowali świat. Zawsze był taki miły, empatyczny i wyrozumiały. Jak on mógł to zrobić?

— Bo ten świat odebrał jej wszystko! — splunął na nią jadem. — Fanatycy czystej krwi zamordowali Ginny! Nie zginęła w wypadku przy eliksirach, została brutalnie zaatakowana. — W oczach Harry’ego pojawił się cień cierpienia, który Hermiona dostrzegła we wspomnieniach Kingsleya. — Voldemort zabił moich rodziców, jego poplecznicy zabili Syriusza, Remusa i niezliczoną ilość innych. A wiesz, co się ze mną stało? Po prostu w kółko mówiono mi, jak mam się zachowywać, jak postępować i co czuć.

Hermiona przypomniała sobie Kingsleya zastraszającego Harry’ego, jego naleganie, żeby Harry skłamał w sprawie śmierci Ginny.

— Więc chcesz odebrać wszystkim wolną wolę?

Zaśmiał się ponuro.

— Och, więc uważasz, że wszyscy inni na to zasługują? Że to w porządku, że wybrani zostają poświęceni, skoro to oznacza, że wszyscy inni są wolni?

— Nie — poprawiła się Hermiona — wszyscy na to zasługujemy. W tym ty. Przykro mi, że odebrano ci możliwość podejmowania decyzji, ale to narzucanie swojej woli światu, to twoja decyzja.

— Jesteś tak cholernie zadufana w sobie. — Pokręcił głową, bez słowa ją rozbrajając. Zamknęła oczy, zła na siebie, że znowu do tego dopuściła. — Myślisz, że skoro przeszłaś jakiś metafizyczny kryzys związany z tożsamością rodziców, wiesz, co to znaczy być wolną? Nikt nie jest wolny. — Jego słowa dudniły, zawisając w powietrzu i wsiąkając w jej skórę. — Dopóki istnieją fanatycy i potwory, świat nigdy nie będzie wolny. Naprawię to wszystko, Hermiono. Ta blizna na twoim ramieniu — zaśmiał się Harry, gdy chwycił ją za przedramię — zgadza się. Przestanie istnieć. Świat zostanie przepisany na nowo, jakby nigdy nic się nie stało.

— Ale co się z nami stanie? — zapytała. — Tymi, którymi jesteśmy teraz. My też zostaniemy przepisani.

Pokręcił głową.

— Ale nadal byś tu była… Bezpieczna i nie musiałabyś się bać potworów.

Spojrzał na zegarek i podszedł do miejsca, gdzie stali związani Theo, Ron i Hanna.

— Co im zrobisz? — dopytywała napiętym głosem. Bez żadnych wstępów została przyparta do ściany, obok Hanny. — Co… — krzyknęła, ale ucichła, gdy knebel zacisnął jej usta.

— Bez obaw, to tylko tymczasowe. Musimy się poświęcić, jeśli chcemy coś zmienić. Ale wszystkich, których straciliśmy, będziemy mogli odzyskać.

Uśmiechnął się maniakalnie.

Hermiona wzięła kilka głębokich oddechów, czekając, bo nie była sama.

Harry podszedł do podium, czytając jakąś starą księgę, gdy Hermiona poczuła, jak luzują się jej liny. Przekręciła głowę i zobaczyła Draco używającego zaklęcia kameleona, stojącego w cieniu, z palcem przyciśniętym do ust. Skinęła głową, a jej oczy zamrugały z ulgą.

Odwrócił się, by rozbroić Harry’ego, ale były Główny Auror był zbyt szybki, rozbrajając Draco, którego różdżka żałośnie potoczyła się u stóp Hermiony. Harry rzucił na Draco zaklęcie żądlące, po czym ponownie skupił się na rytuale.

— Powinienem był się domyślić.

Harry pokręcił głową i podszedł do Theo, ściskając nóż. Ten próbował wyrwać się ze swoich więzów, ale bezskutecznie.

Draco spojrzał znacząco na Hermionę, przenosząc wzrok z niej na różdżkę u jej stóp. Uniósł rękę, dając jej znak, by poczekała, a ona skinęła głową, obserwując, jak jego palce odliczają do trzech.

Zerwała się na ziemię, chwytając różdżkę Draco w chwili, gdy ten podskoczył i rzucił się na Harry’ego.

Harry’emu udało się dźgnąć Draco w ramię, ale w zwarciu Hermiona go rozbroiła. Uniosła różdżkę Draco, jej ręka drżała.

— Nie — krzyknął Harry, zrywając się, by stanąć za Draco, z nożem przyciśniętym do jego gardła. — Hermiono, nie zabijesz mnie. Oddaj mi moją różdżkę albo poderżnę gardło twojemu kochasiowi.

Patrzyła, jak słońce w końcu chowa się za horyzontem i pokręciła głową, wzdychając z ulgą.

— To koniec, Harry. Nie będziesz mógł użyć Mechanizmu.

Oczy Harry’ego były szeroko otwarte i przerażające, jego dłoń drżała na gardle Draco, czubek noża wcinał się w skórę, z której kapała kropla krwi. Harry jej nie słuchał; wyraźnie krążył myślami, próbując naprawić sytuację.

Hermiona była przerażona.

Uniosła różdżkę, jej ręka stawała się pewniejsza.

— Wiemy, co się stało. Kingsley zostawił mi swoje wspomnienie. Widzieliśmy, co zrobili Ginny, to było straszne — przyznała Hermiona. — Możemy powiedzieć prawdę. Proszę, nie rób tego.

— Skoro widziałaś, to wiesz, że trzeba to zrobić.

Harry wzmocnił ucisk na Draco.

— Proszę, Harry, nie chcę tego robić.

— Nie zabijesz mnie, Hermiono. Nie bądź absurdalna. — Przycisnął nóż mocniej do szyi Draco. — Po prostu oddaj mi moją różdżkę.

— Przepraszam — krzyknęła, posyłając Drętwotę ku Draco. Natychmiast upadł, a zanim Harry zdążył zareagować, krzyknęła: — Avada Kedavra!

To było zaklęcie, którego nigdy nie sądziła, że zdoła rzucić, ale w tej chwili przeszył ją strach, bezgraniczna nienawiść.

Zielony błysk światła uderzył w pierś Harry’ego, jego oczy rozszerzyły się w chwili, gdy całe jego ciało zamarło, bezceremonialnie osuwając się na ziemię. Hermiona zamarła, jej wzrok był utkwiony w nieprzytomnej postaci Draco i martwym ciele jej niegdyś najlepszego przyjaciela. Brzęczenie przywierało do jej czaszki, mgła blokowała jej zmysły, aż w końcu stłumiony krzyk Rona wyrwał ją z zamyślenia.

Wciągnęła głęboko powietrze, dysząc. Panika ją przytłaczała, ale stłumiła ją.

Ennervate — krzyknęła do Draco, odetchnąwszy z ulgą, gdy zaczął się ruszać. — Przepraszam — powiedziała, pomagając mu wstać i szybko posyłając Episkey ku jego szyi.

Złapał ją za policzek, a w jego oczach pojawił się smutek.

— Dobrze ci poszło. — Ich interakcję przerwały jęki dochodzące zza pleców. — Wybacz — mruknął Draco, wyrywając Hermionie różdżkę i uwalniając przyjaciół z więzów.

Ron mocno trzymał Hannę, mamrocząc jej coś do ucha. Hermiona obserwowała ich z dystansu, czując się dziwnie oderwana od rzeczywistości, jakby oglądała scenę z filmu.

Theo stał z załzawionymi oczami i nie było jasne, czy jego zachowanie to wynik traumy, czy wcześniejszych manipulacji Harry’ego. Draco podbiegł, by mu pomóc.

— Co tu się, kurwa, stało?

Angelina wpadła przez drzwi, chłonąc scenę. Wszystkie oczy zwróciły się na nią, Draco instynktownie wyciągnął różdżkę. Angelina w końcu ujrzała martwe ciało Harry’ego na podłodze i jej oczy się rozszerzyły.

Draco odetchnął, opuszczając różdżkę.

— Harry Potter był Omnia Scienti.

Angelina zamrugała, pozostając w bezruchu, z palcami zaciśniętymi na własnej różdżce i wzrokiem błądzącym po tarasie.

Draco kontynuował:

— Ginny Weasley nie zginęła w wypadku przy eliksirach. Została zamordowana przez trzech fanatyków czystej krwi — tych trzech, którzy zginęli w Azkabanie, a których krewni padli ofiarą Percy’ego Weasleya.

— Dobra — powiedziała powoli Angelina — mówisz mi, że Harry Potter, zbawca świata czarodziejów, nasz Minister Magii, był ostatecznie odpowiedzialny za cztery zgony i trzy wymazania pamięci? A także za całkowitą i nieodwracalną zmianę tożsamości Marcusa Flinta?

Draco skinął głową.

Hermiona poczuła, jak mgła zaczyna się unosić, a szum w oczach powoli ustępuje.

— Był w Grecji. I… przyznał się do wszystkiego — wyjaśniła.

— Więc go zabiłeś?

Wzrok Angeliny był utkwiony w Draco.

Właśnie miał odpowiedzieć, gdy odezwała się Hermiona:

— Nie. Ja go zabiłam. Nie miałam wyboru. On oszalał. Przystawił Draco nóż do gardła.

W grupie zapadła cisza, a Angelina czekała, aż ktoś zaprzeczy wersji wydarzeń Hermiony.

Kiedy nikt się nie zgłosił, Angelina ostrożnie przeczesała włosy dłonią.

— Jak my to, kurwa, wytłumaczymy?

— Powiemy prawdę? — zasugerowała Hermiona.

Draco lekko się do niej uśmiechnął.

— Nie możemy.

— Dlaczego nie? — Hermiona odgryzła się, próbując zrozumieć smutek, który wkradł się w jego spojrzenie. — Widzieliście już, do czego prowadzi kłamstwo.

— Hermiono — Angelina pokręciła głową — Ministerstwo wisi na włosku. Harry to ikona. Jeśli świat się dowie, co zrobił, zapanuje chaos.

— I co? Powiemy, że padł ofiarą Omnia Scienti? — Hermiona zmarszczyła brwi, kręcąc głową. — To nie zadziała…

— Masz rację. Potrzebujemy złoczyńcy — powiedział cicho Draco. — To jedyny sposób, żeby ludzie zaakceptowali jego śmierć; że zginął, ratując ludzi.

Skinął głową w stronę Rona, Hanny i Theo.

— Nie — Hermiona pokręciła głową — to nieprawda. Powiemy prawdę. Jeśli Ministerstwo sobie z tym nie poradzi, to tylko ich problem.

— Hermiono, mają rację. Świat nie zniesie Harry’ego Pottera jako czarnego charakteru. To zdyskredytowałoby wszystko to, co dobrego uczynił. Uwiarygodniłoby to zwolenników czystej krwi.

Ron podszedł do nich drżącym głosem. Delikatnie chwycił Hermionę za ramię, patrząc na nią pocieszająco.

— Ale co mielibyśmy powiedzieć? — kłóciła się Hermiona.

— Powiedzmy, że to ja. — Głos Draco był cichy, a słowa beznamiętne. — Powiedzmy, że to ja byłem Omnia Scienti.

— Nie. — Hermiona pokręciła głową, a z jej ust wyrwał się śmiech. — Nie bądź śmieszny. Ludzie wiedzą, że prowadziłeś śledztwo…

— Dokładnie — przerwał jej Draco, a ton jego głosu stał się pewniejszy — możecie powiedzieć, że dlatego tak długo zajęło mi złapanie mnie. I że Potter się domyślił.

— Jesteś tego pewien? — zapytała Angelina.

To było absurdalne.

Hermiona nie mogła powstrzymać kolejnego wybuchu śmiechu.

— Żartujecie, prawda? Nikt w to nie uwierzy! Nie możesz po prostu wziąć na siebie winy! Co… wylądujesz w Azkabanie? Uciekniesz?

Oczy Draco uważnie ją obserwowały i na jego twarzy pojawił się grymas.

— Hermiono… uwierzą, że to ja.

Przestała się śmiać, szeroko otwierając oczy. Nagle przypomniała sobie, jak pierwszy raz zobaczyła go w Puraclavie i jak szybko była gotowa uwierzyć, że jest tylko kolejnym czarodziejem czystej krwi.

— Nie, Draco. Nie możesz…

— Ucieknę. — Odwrócił się do Angeliny. — Możesz mówić, co chcesz. Wyjadę z kraju.

— Nie — krzyknęła Hermiona, zmniejszając dystans między nią a Draco. — Nie możesz tego zrobić! Świat pomyśli, że jesteś potworem.

Położył dłoń na jej policzku, a jego wzrok błądził po jej rysach, jakby próbował ją zapamiętać. I to było niczym cios w brzuch, gdy uświadomiła sobie, że właśnie to robi.

— Spędziłem ostatnie osiem lat mojego życia, starając się czynić dobro. Starając się, by moje życie było czymś więcej niż tylko najgorszymi decyzjami, jakie kiedykolwiek podjąłem.

— To się nie uda! To będzie twoje dziedzictwo…

— Nie chodzi o moje dziedzictwo. Chodzi o to, by móc zrobić to, co ważne. To coś, co tak naprawdę tylko ja mogę zrobić. To drobiazg, poświęcenie życia, by Świat Czarodziejów mógł żyć w pokoju. To… — przeczesał włosy dłońmi i przycisnął czoło do jej czoła — moje odkupienie.

— Myślałam, że mówiłeś, iż nie szukasz odkupienia — przypomniała mu, a jej powieki stały się ciężkie.

Wbiła dłonie w jego boki, jakby chciała, żeby po prostu tam został.

— Nie szukałem odkupienia, ale to nie znaczy, że nie chcę zostać odkupiony. — Zwilżył usta, palcem muskając jej policzek. — W ten… w ten sposób udowodnię sobie, że jestem kimś więcej niż tym tchórzliwym dzieciakiem z Hogwartu albo pijakiem, którym stałem się później. To coś znaczy, bo świat się nie dowie. Dam radę, mogę być złoczyńcą, którego potrzebujemy, żeby Harry nadal mógł być bohaterem. Hermiono — przełknął ślinę — chcę, żebyś żyła w najlepszym świecie, jaki istnieje, bo cię kocham, a teraz to oznacza, że muszę odejść.

— To nie w porządku! Nie musisz niczego udowadniać!

Pokręciła głową i przycisnęła policzek do jego piersi.

Westchnął z rezygnacją, jego oddech zawisł na jej czole.

Odchyliła głowę do tyłu.

— A co ze mną? Po prostu chcesz, żebym się przed tobą otworzyła? Mówisz mi, że mnie kochasz i co? Tak po prostu… odejdziesz?

— Nie chcę cię zostawiać, Hermiono. Musisz mi uwierzyć.

Przełknął ślinę.

— Nie ma innego sposobu? — zapytała, odsuwając się od Draco i zwracając się do Angeliny.

— Ja — Angelina wyglądała na rozdartą — nie musisz tego robić, Draco. Znajdziemy inny sposób.

Draco pokręcił głową.

— Nie mamy czasu. — Obrócił się, by spojrzeć z żalem na ciało Harry’ego. — Poza tym, to moja różdżka go zabiła. Łatwo będzie to sprzedać.

Hermiona stłumiła szloch.

— Kurwa — zaklęła, kręcąc głową.

— To nie twoja wina. — Draco zamknął oczy. — Chodziło mi tylko o to, że jeśli ktoś musi to zrobić, to ja, jasne?

— Więc pójdę z tobą… my… uciekniemy razem! — argumentowała Hermiona z szeroko otwartymi oczami.

— Nie możesz. — Ron podszedł do nich. — Jeśli to zrobisz, wszystko pójdzie na marne.

— Co masz na myśli? — broniła się Hermiona.

— To znaczy — odpowiedział Draco — że musisz zostać, by sprzedać tę wersję wydarzeń, jako skrzywdzonej najlepszej przyjaciółki.

— Więc o to chodzi? — wyszeptała Hermiona.

— Właśnie tak.

Przyciągnął ją do siebie, a ona mu na to pozwoliła, wbijając mu pięści w plecy.

Była rozdarta między gniewem a smutkiem. Zaledwie kilka dni temu tańczyli w Ministerstwie, jak to możliwe, że to się działo?

— Może — zaczęła — kiedyś cię znajdę.

Głos jej się łamał, słowa się plątały. Widziała, jak próbuje się uśmiechnąć, ale na jego twarzy maluje się rozpacz.

— Może.

Pochylił się i ją pocałował.

Chwyciła go za szyję, przyciskając usta do jego ust, byle tylko przeżyć. Poczuła swoje łzy mieszające się z jego łzami, i zanurzyła dłonie w jego włosach. Pocałunek był karzący i pełen cierpienia. Czuła, jak jego usta desperacko próbują go zatrzymać, uczepić się tej chwili.

— Przepraszam — przerwała im w końcu Angelina — ale musimy ruszać. Nie możemy… już za długo z tym zwlekaliśmy.

— Muszę iść — wyszeptał Draco do Hermiony.

Ta pokręciła głową, ale rozluźniła uścisk. Otworzyła usta, nie mogąc znaleźć odpowiednich słów.

— Wiem — powiedział, uśmiechając się smutno, zanim się aportował.

Poczuła, jak Ron objął ją ramieniem i przycisnął jej twarz do swojej piersi, rozpaczliwie pragnąć ciepła i ludzkiego dotyku.

— Wszystko będzie dobrze. — Hanna chwyciła ją z drugiej strony. — Będzie dobrze.

Gdy Aurorzy i technicy tłoczyli się na dachu, dźwięki zlewały się w dziwny dysonans. Przytuliła się do przyjaciół, egoistycznie kurczowo trzymając się ich ciepła.

I to przypomniało jej, że nie jest sama.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Pięć lat później

 

Siedział na plaży, niewzruszony chłodną bryzą, rozkoszując się dotykiem piasku między palcami stóp. Sezon turystyczny dobiegł końca, a plaża przed jego małym domkiem letniskowym na szczęście pozostała pusta.

Odgłos kroków przykuł jego uwagę i odwrócił się, pewien przez chwilę, że śni, kiedy ją zobaczył.

— Hermiona?

Zmarszczył brwi, a serce waliło mu jak młotem. Wątpliwości narastały, gdy zobaczył jej ściągniętą twarz i brak ciepła w oczach.

— Malfoy. — Skinęła głową, mówiąc chłodnym tonem. — Czas wracać do domu.

_____________

Witajcie :) tak oto kończy się drugi tom Trylogii Odkupienia. Stała się tragedia, ale jak zwykle najbardziej cierpią Hermiona i Draco. Wam też zrobiło się mega smutno? 

Na szczęście została jeszcze jedna część. Myślę, że opublikuję ją na początku marca, ale nie wiem dokładnie kiedy. Muszę chwilę odpocząć. W nadchodzącym tygodniu może być z tym ciężko, bo mam sajgon w pracy, ale może w weekend znajdę czas na nadrobienie tłumaczenia. Także czekajcie, bo warto. Poza tym napisałam kiedyś, że jeszcze jedna osoba z sagi zostanie w tej trylogii pokazana zupełnie inaczej niż w książkach. Możecie jedynie się domyślać, o kogo chodzi. :)

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Obserwatorzy