— To Harry — wyszeptała Hermiona. —
Harry jest Omnia Scienti.
—
Jak to możliwe? — mruknął Draco zerkając z lewa na prawo.
Harry
był potomkiem dobra. Było oczywiste, że stanie po stronie dobra. Draco poczuł,
jakby jego porządek świata nagle się zmienił; Percy Weasley to jedno, ale Harry Potter? Jednak jedno spojrzenie na
Hermionę uświadomiło mu, że niezależnie od tego, jak bardzo jest rozbity, musi
się dla niej ogarnąć.
—
Nie… Draco… nie mogę. — Pokręciła głową, jej oczy zaszły łzami. Oddech się
skrócił, a powieki zaczęły szybko mrugać. Nogi jej drżały i chwyciła się
krawędzi kuchennego stołu, by utrzymać równowagę. — Jak? — wyszeptała niemal
bezgłośnie.
—
Hermiono. — Delikatnie przeczesał jej włosy, unosząc jej brodę do swojej
twarzy. — Wiem, że to dużo do ogarnięcia, ale mamy mniej niż trzydzieści minut
do zachodu słońca. Musimy go powstrzymać.
Oczy
Hermiony zamigotały, a potem jej wzrok zamarł, zastygł w bezruchu.
—
Hermiono! — krzyknął, potrząsając nią. — Musisz się z tego otrząsnąć, później
będziemy mieli czas, żeby się załamać, ale musimy teraz go powstrzymać.
Pamiętasz Da Vinciego? Zrobimy wszystko, co trzeba, prawda?
Zdawało
się to do niej docierać i spojrzała na niego, kompletnie zagubiona.
—
Draco, jak to się mogło stać? — wyszeptała, opierając na nim cały swój ciężar.
—
Nie wiem. Ale musimy teraz znaleźć Pottera. Gdzie on może być?
Draco
starał się mówić spokojnie, mocno trzymając ją za ramiona. Wisiała na włosku, a
on robił wszystko, co mógł, żeby utrzymać ją w równowadze, żeby nie pękła jej
ciasna powłoka, którą się owinęła.
Próbował
się na niej skupić, ale w jego głowie wciąż roiło się od myśli; o tym, jak Harry
Potter oszukał ich wszystkich i co zrobił Theo.
Theo,
o którym Draco myślał, że w końcu jest z kimś szczęśliwy… ale wszystko
wskazywało na to, że to był podstęp. Harry Potter nie miał wystarczającej
wiedzy o runach i alchemii, żeby to osiągnąć, potrzebował kogoś takiego jak Theo. To właśnie dlatego Theo przez cały
czas pozostawał prawdopodobnym podejrzanym.
Błądząc
w myślach, poczuł zaciskający się żołądek, gdy nie mógł pojąć, jak bardzo Harry
manipulował Theo. Czy chodziło mu tylko o informacje? Manipulował jego
pamięcią? A może zmieniał jego osobowość?
—
Jest piątek — mruknęła.
—
O, cholera. Comiesięczna kolacja.
Jego
oczy rozbłysły, gdy to do niego dotarło.
—
W tym miesiącu u Harry’ego. O, Boże… Ron i Hanna.
Zakryła
usta, szeroko otwierając oczy.
—
Dobra, wyślę Patronusa do Angeliny, niech się tam z nami spotka. Wejdziemy ostrożnie, nie chcemy powtórki z
Weasleyem.
Nie
czekając na potwierdzenie, Draco rzucił Patronusa.
—
Co robimy? — mruknęła Hermiona.
Draco
nigdy nie widział jej tak bezradnej, tak… zależnej.
—
Wchodzimy, rzucamy tarcze. Weź swoje gadżety; miejmy nadzieję, że uda nam się
go powstrzymać przed zachodem słońca.
Wzrok
Draco przesunął się po jej twarzy, czekając na rozpoznanie, jakiś znak, że
zrozumie.
—
A co jeśli się nie uda? — wyszeptała.
—
Poradzimy sobie. — Przesunął kciukiem po jej policzku, chłonąc jej nawiedzone
spojrzenie, drżącą wargę. Poczuł przerażający strach i przycisnął usta do jej
ust z impetem, jakby się bał, że to może być ostatni raz. — Razem?
Wyglądała
na roztrzęsioną, ale szept determinacji przebijał się przez nią i dostrzegł
ledwo dostrzegalny błysk w oku.
—
Razem — szepnęła w odpowiedzi, chwytając go za rękę i aportując ich prosto na
Grimmauld Place.
~*~*~*~*~*~*~*~
Na
parterze panowała pustka i przerażająca cisza. Hermiona podeszła do okna,
wpatrując się w niebo.
—
Zostało nam może piętnaście minut.
Przygryzła
wewnętrzną stronę policzka, marszcząc brwi.
—
Gdzie oni mogą być? — zapytał Draco.
Przyłożyła
palec do ust i poszła na tył domu, wydychając coś w rodzaju mieszanki ulgi i
niepokoju, gdy zobaczyła, że ogród jest pusty.
—
I?
Draco
tupnął nogą. Hermionie przemknęła w głowie myśl, że prawdopodobnie nie wypił
zbyt wiele kawy tego dnia.
Wybrała
zły dzień na rzucenie palenia.
—
Na dach! — Oczy Hermiony błysnęły. — W sensie, gdybyś miał wykonać jakiś
mroczny rytuał zmiany rzeczywistości, zrobiłbyś to na dachu, prawda?
Draco
skinął głową.
—
Za tobą.
Wspięli
się szybko na dach, na palcach po rozchwianych schodach. Kiedy dotarli na górę,
Draco rzucił zaklęcie na drzwi, pozwalając im zajrzeć na zewnątrz. Odwrócił się
do Hermiony z nieprzeniknionym wyrazem twarzy, choć czuła, że ogarnia ją
niepokój.
—
Co? O co chodzi? — zapytała, przesuwając się w jego stronę, żeby zobaczyć, co
się dzieje.
—
Ma ich: Theo, Rona i Hannę, są związani — powiedział, odsuwając się, by mogła
widzieć.
—
Hanna! — krzyknęła Hermiona, szeroko otwierając oczy na ten widok. Pokręciła
głową. — Dobrze — zacisnęła powieki — czyli jedno z nas musi rozbroić Harry’ego,
a drugie rzucić zaklęcie tarczy?
Draco
przygryzł wargę.
—
Mam inny pomysł.
—
Oczywiście, że masz — prychnęła Hermiona.
—
Myślałem, że wejdziesz, udasz spóźnienie na kolację, będziesz naprawdę
zaskoczona i odwrócisz jego uwagę. Potem ja wejdę i go rozbroję — zasugerował.
—
A co mam powiedzieć, kiedy zapyta, gdzie jesteś?
Hermiona
położyła ręce na biodrach.
—
Nie wiem! Powiedz, że nie chciałem przyjść albo że zerwaliśmy i dlatego się
spóźniłaś — odpowiedział, przełykając ślinę.
Błądziła
wzrokiem po jego twarzy, próbując rozszyfrować, czego nie mówi. Część jej
zastanawiała się, dlaczego miałby coś takiego zasugerować — rozstanie. Ale
potem słowa Da Vinciego wróciły do niej, uświadamiając, że muszą zrobić
wszystko, co konieczne.
Ale
zdała sobie również sprawę z tego, że Draco jej ufał, że znał ją wystarczająco
dobrze, by wiedzieć, że sobie z tym poradzi.
Ta
myśl dodała jej otuchy.
—
Dobrze — zgodziła się. — Nie podoba mi się to, że się rozdzielimy, ale…
Rozluźnił
ramiona i pokręcił głową, przerywając jej.
—
Mnie też nie, ale tylko na chwilę.
Hermiona
skinęła głową i przeszła przez drzwi, przygotowując się do walki.
~*~*~*~*~*~*~*~
—
Harry?
Hermiona
starała się brzmieć na zaskoczoną, wychodząc na taras.
—
Hermiono.
Harry
uśmiechnął się do niej ciepło.
Spojrzała
na Rona, Theo i Hannę, dostrzegając więzy na nadgarstkach i kostkach, i
odetchnęła z ulgą, że wydają się być w dobrej kondycji. Starała się rzucić im
uspokajające spojrzenie, dać znać, że wszystko będzie dobrze, jednocześnie
uważając, żeby nie sprowokować Harry’ego.
Cokolwiek
to w tej chwili oznaczało.
Ron
naciskał na sznur, jego wzrok błądził na boki, desperacko próbując pomóc
Hannie. To było przerażające. Hermiona robiła wszystko, co w jej mocy, by
zachować spokój, skupiając się na
obecnym zagrożeniu. Później będzie czas na dogłębną analizę wszystkiego.
—
Zechcesz mi powiedzieć, co się dzieje?
Przechyliła
głowę, starając się wyglądać na zdezorientowaną, a nie podejrzliwą.
Parsknął.
—
Jeszcze tego nie rozgryzłaś?
—
Czego, Harry? — zapytała, próbując przesunąć się tam, gdzie znajdowali się
związani, by odwrócić wzrok Harry’ego od drzwi.
—
Że jestem Omnia Scienti, oczywiście.
Uśmiechnął
się ironicznie, odsuwając się na bok i odsłaniając Mechanizm.
Krew
zawrzała w niej na jego słowa, na jego bezczelność i pychę. Był cholernie dumny
z siebie.
—
Dlaczego? — pisnęła.
Bo
pomimo tego, co zobaczyła we wspomnieniu, wciąż nie do końca rozumiała, dlaczego. Znała Harry’ego odkąd miał
jedenaście lat; razem ratowali świat. Zawsze był taki miły, empatyczny i
wyrozumiały. Jak on mógł to zrobić?
—
Bo ten świat odebrał jej wszystko! — splunął na nią jadem. — Fanatycy czystej
krwi zamordowali Ginny! Nie zginęła w
wypadku przy eliksirach, została brutalnie zaatakowana. — W oczach Harry’ego
pojawił się cień cierpienia, który Hermiona dostrzegła we wspomnieniach
Kingsleya. — Voldemort zabił moich rodziców, jego poplecznicy zabili Syriusza,
Remusa i niezliczoną ilość innych. A wiesz, co się ze mną stało? Po prostu w
kółko mówiono mi, jak mam się zachowywać, jak postępować i co czuć.
Hermiona
przypomniała sobie Kingsleya zastraszającego Harry’ego, jego naleganie, żeby
Harry skłamał w sprawie śmierci Ginny.
—
Więc chcesz odebrać wszystkim wolną wolę?
Zaśmiał
się ponuro.
—
Och, więc uważasz, że wszyscy inni na to zasługują? Że to w porządku, że wybrani zostają poświęceni, skoro to
oznacza, że wszyscy inni są wolni?
—
Nie — poprawiła się Hermiona — wszyscy
na to zasługujemy. W tym ty. Przykro mi, że odebrano ci możliwość podejmowania
decyzji, ale to narzucanie swojej
woli światu, to twoja decyzja.
—
Jesteś tak cholernie zadufana w sobie. — Pokręcił głową, bez słowa ją
rozbrajając. Zamknęła oczy, zła na siebie, że znowu do tego dopuściła. —
Myślisz, że skoro przeszłaś jakiś metafizyczny kryzys związany z tożsamością
rodziców, wiesz, co to znaczy być wolną?
Nikt nie jest wolny. — Jego słowa dudniły, zawisając w powietrzu i wsiąkając w
jej skórę. — Dopóki istnieją fanatycy i potwory, świat nigdy nie będzie wolny. Naprawię to wszystko, Hermiono. Ta
blizna na twoim ramieniu — zaśmiał się Harry, gdy chwycił ją za przedramię —
zgadza się. Przestanie istnieć. Świat zostanie przepisany na nowo, jakby nigdy
nic się nie stało.
—
Ale co się z nami stanie? — zapytała. — Tymi, którymi jesteśmy teraz. My też
zostaniemy przepisani.
Pokręcił
głową.
—
Ale nadal byś tu była… Bezpieczna i nie musiałabyś się bać potworów.
Spojrzał
na zegarek i podszedł do miejsca, gdzie stali związani Theo, Ron i Hanna.
—
Co im zrobisz? — dopytywała napiętym głosem. Bez żadnych wstępów została
przyparta do ściany, obok Hanny. — Co… — krzyknęła, ale ucichła, gdy knebel
zacisnął jej usta.
—
Bez obaw, to tylko tymczasowe. Musimy się poświęcić, jeśli chcemy coś zmienić.
Ale wszystkich, których straciliśmy, będziemy mogli odzyskać.
Uśmiechnął
się maniakalnie.
Hermiona
wzięła kilka głębokich oddechów, czekając,
bo nie była sama.
Harry
podszedł do podium, czytając jakąś starą księgę, gdy Hermiona poczuła, jak
luzują się jej liny. Przekręciła głowę i zobaczyła Draco używającego zaklęcia
kameleona, stojącego w cieniu, z palcem przyciśniętym do ust. Skinęła głową, a
jej oczy zamrugały z ulgą.
Odwrócił
się, by rozbroić Harry’ego, ale były Główny Auror był zbyt szybki, rozbrajając
Draco, którego różdżka żałośnie potoczyła się u stóp Hermiony. Harry rzucił na
Draco zaklęcie żądlące, po czym ponownie skupił się na rytuale.
—
Powinienem był się domyślić.
Harry
pokręcił głową i podszedł do Theo, ściskając nóż. Ten próbował wyrwać się ze
swoich więzów, ale bezskutecznie.
Draco
spojrzał znacząco na Hermionę, przenosząc wzrok z niej na różdżkę u jej stóp.
Uniósł rękę, dając jej znak, by poczekała, a ona skinęła głową, obserwując, jak
jego palce odliczają do trzech.
Zerwała
się na ziemię, chwytając różdżkę Draco w chwili, gdy ten podskoczył i rzucił
się na Harry’ego.
Harry’emu
udało się dźgnąć Draco w ramię, ale w zwarciu Hermiona go rozbroiła. Uniosła
różdżkę Draco, jej ręka drżała.
—
Nie — krzyknął Harry, zrywając się, by stanąć za Draco, z nożem przyciśniętym do
jego gardła. — Hermiono, nie zabijesz mnie. Oddaj
mi moją różdżkę albo poderżnę gardło twojemu kochasiowi.
Patrzyła,
jak słońce w końcu chowa się za horyzontem i pokręciła głową, wzdychając z
ulgą.
—
To koniec, Harry. Nie będziesz mógł użyć Mechanizmu.
Oczy
Harry’ego były szeroko otwarte i przerażające, jego dłoń drżała na gardle
Draco, czubek noża wcinał się w skórę, z której kapała kropla krwi. Harry jej
nie słuchał; wyraźnie krążył myślami, próbując naprawić sytuację.
Hermiona
była przerażona.
Uniosła
różdżkę, jej ręka stawała się pewniejsza.
—
Wiemy, co się stało. Kingsley zostawił mi swoje wspomnienie. Widzieliśmy, co
zrobili Ginny, to było straszne — przyznała Hermiona. — Możemy powiedzieć
prawdę. Proszę, nie rób tego.
—
Skoro widziałaś, to wiesz, że trzeba to zrobić.
Harry
wzmocnił ucisk na Draco.
—
Proszę, Harry, nie chcę tego robić.
—
Nie zabijesz mnie, Hermiono. Nie bądź absurdalna. — Przycisnął nóż mocniej do
szyi Draco. — Po prostu oddaj mi moją
różdżkę.
—
Przepraszam — krzyknęła, posyłając Drętwotę
ku Draco. Natychmiast upadł, a zanim Harry zdążył zareagować, krzyknęła: — Avada Kedavra!
To
było zaklęcie, którego nigdy nie sądziła, że zdoła rzucić, ale w tej chwili
przeszył ją strach, bezgraniczna nienawiść.
Zielony
błysk światła uderzył w pierś Harry’ego, jego oczy rozszerzyły się w chwili,
gdy całe jego ciało zamarło, bezceremonialnie osuwając się na ziemię. Hermiona
zamarła, jej wzrok był utkwiony w nieprzytomnej postaci Draco i martwym ciele
jej niegdyś najlepszego przyjaciela. Brzęczenie przywierało do jej czaszki,
mgła blokowała jej zmysły, aż w końcu stłumiony krzyk Rona wyrwał ją z
zamyślenia.
Wciągnęła
głęboko powietrze, dysząc. Panika ją przytłaczała, ale stłumiła ją.
—
Ennervate — krzyknęła do Draco,
odetchnąwszy z ulgą, gdy zaczął się ruszać. — Przepraszam — powiedziała,
pomagając mu wstać i szybko posyłając Episkey
ku jego szyi.
Złapał
ją za policzek, a w jego oczach pojawił się smutek.
—
Dobrze ci poszło. — Ich interakcję przerwały jęki dochodzące zza pleców. —
Wybacz — mruknął Draco, wyrywając Hermionie różdżkę i uwalniając przyjaciół z
więzów.
Ron
mocno trzymał Hannę, mamrocząc jej coś do ucha. Hermiona obserwowała ich z
dystansu, czując się dziwnie oderwana od rzeczywistości, jakby oglądała scenę z
filmu.
Theo
stał z załzawionymi oczami i nie było jasne, czy jego zachowanie to wynik
traumy, czy wcześniejszych manipulacji Harry’ego. Draco podbiegł, by mu pomóc.
—
Co tu się, kurwa, stało?
Angelina
wpadła przez drzwi, chłonąc scenę. Wszystkie oczy zwróciły się na nią, Draco
instynktownie wyciągnął różdżkę. Angelina w końcu ujrzała martwe ciało Harry’ego
na podłodze i jej oczy się rozszerzyły.
Draco
odetchnął, opuszczając różdżkę.
—
Harry Potter był Omnia Scienti.
Angelina
zamrugała, pozostając w bezruchu, z palcami zaciśniętymi na własnej różdżce i
wzrokiem błądzącym po tarasie.
Draco
kontynuował:
—
Ginny Weasley nie zginęła w wypadku przy eliksirach. Została zamordowana przez
trzech fanatyków czystej krwi — tych trzech, którzy zginęli w Azkabanie, a
których krewni padli ofiarą Percy’ego Weasleya.
—
Dobra — powiedziała powoli Angelina — mówisz mi, że Harry Potter, zbawca świata
czarodziejów, nasz Minister Magii,
był ostatecznie odpowiedzialny za cztery zgony i trzy wymazania pamięci? A
także za całkowitą i nieodwracalną zmianę tożsamości Marcusa Flinta?
Draco
skinął głową.
Hermiona
poczuła, jak mgła zaczyna się unosić, a szum w oczach powoli ustępuje.
—
Był w Grecji. I… przyznał się do wszystkiego — wyjaśniła.
—
Więc go zabiłeś?
Wzrok
Angeliny był utkwiony w Draco.
Właśnie
miał odpowiedzieć, gdy odezwała się Hermiona:
—
Nie. Ja go zabiłam. Nie miałam
wyboru. On oszalał. Przystawił Draco nóż do gardła.
W
grupie zapadła cisza, a Angelina czekała, aż ktoś zaprzeczy wersji wydarzeń
Hermiony.
Kiedy
nikt się nie zgłosił, Angelina ostrożnie przeczesała włosy dłonią.
—
Jak my to, kurwa, wytłumaczymy?
—
Powiemy prawdę? — zasugerowała Hermiona.
Draco
lekko się do niej uśmiechnął.
—
Nie możemy.
—
Dlaczego nie? — Hermiona odgryzła się, próbując zrozumieć smutek, który wkradł
się w jego spojrzenie. — Widzieliście już, do czego prowadzi kłamstwo.
—
Hermiono — Angelina pokręciła głową — Ministerstwo wisi na włosku. Harry to ikona. Jeśli świat się dowie, co zrobił,
zapanuje chaos.
—
I co? Powiemy, że padł ofiarą Omnia Scienti? — Hermiona zmarszczyła brwi,
kręcąc głową. — To nie zadziała…
—
Masz rację. Potrzebujemy złoczyńcy — powiedział cicho Draco. — To jedyny
sposób, żeby ludzie zaakceptowali jego śmierć; że zginął, ratując ludzi.
Skinął
głową w stronę Rona, Hanny i Theo.
—
Nie — Hermiona pokręciła głową — to nieprawda. Powiemy prawdę. Jeśli
Ministerstwo sobie z tym nie poradzi, to tylko ich problem.
—
Hermiono, mają rację. Świat nie zniesie Harry’ego Pottera jako czarnego
charakteru. To zdyskredytowałoby wszystko to, co dobrego uczynił.
Uwiarygodniłoby to zwolenników czystej krwi.
Ron
podszedł do nich drżącym głosem. Delikatnie chwycił Hermionę za ramię, patrząc na
nią pocieszająco.
—
Ale co mielibyśmy powiedzieć? — kłóciła się Hermiona.
—
Powiedzmy, że to ja. — Głos Draco był cichy, a słowa beznamiętne. — Powiedzmy,
że to ja byłem Omnia Scienti.
—
Nie. — Hermiona pokręciła głową, a z jej ust wyrwał się śmiech. — Nie bądź
śmieszny. Ludzie wiedzą, że prowadziłeś śledztwo…
—
Dokładnie — przerwał jej Draco, a ton jego głosu stał się pewniejszy — możecie
powiedzieć, że dlatego tak długo zajęło mi złapanie mnie. I że Potter się
domyślił.
—
Jesteś tego pewien? — zapytała Angelina.
To
było absurdalne.
Hermiona
nie mogła powstrzymać kolejnego wybuchu śmiechu.
—
Żartujecie, prawda? Nikt w to nie uwierzy! Nie możesz po prostu wziąć na siebie
winy! Co… wylądujesz w Azkabanie? Uciekniesz?
Oczy
Draco uważnie ją obserwowały i na jego twarzy pojawił się grymas.
—
Hermiono… uwierzą, że to ja.
Przestała
się śmiać, szeroko otwierając oczy. Nagle przypomniała sobie, jak pierwszy raz
zobaczyła go w Puraclavie i jak szybko była gotowa uwierzyć, że jest tylko kolejnym
czarodziejem czystej krwi.
—
Nie, Draco. Nie możesz…
—
Ucieknę. — Odwrócił się do Angeliny. — Możesz mówić, co chcesz. Wyjadę z kraju.
—
Nie — krzyknęła Hermiona, zmniejszając dystans między nią a Draco. — Nie możesz
tego zrobić! Świat pomyśli, że jesteś potworem.
Położył
dłoń na jej policzku, a jego wzrok błądził po jej rysach, jakby próbował ją
zapamiętać. I to było niczym cios w brzuch, gdy uświadomiła sobie, że właśnie
to robi.
—
Spędziłem ostatnie osiem lat mojego życia, starając się czynić dobro. Starając
się, by moje życie było czymś więcej niż tylko najgorszymi decyzjami, jakie
kiedykolwiek podjąłem.
—
To się nie uda! To będzie twoje dziedzictwo…
—
Nie chodzi o moje dziedzictwo. Chodzi o to, by móc zrobić to, co ważne. To coś,
co tak naprawdę tylko ja mogę zrobić.
To drobiazg, poświęcenie życia, by Świat Czarodziejów mógł żyć w pokoju. To… —
przeczesał włosy dłońmi i przycisnął czoło do jej czoła — moje odkupienie.
—
Myślałam, że mówiłeś, iż nie szukasz odkupienia — przypomniała mu, a jej
powieki stały się ciężkie.
Wbiła
dłonie w jego boki, jakby chciała, żeby po prostu tam został.
—
Nie szukałem odkupienia, ale to nie znaczy, że nie chcę zostać odkupiony. —
Zwilżył usta, palcem muskając jej policzek. — W ten… w ten sposób udowodnię
sobie, że jestem kimś więcej niż tym tchórzliwym dzieciakiem z Hogwartu albo
pijakiem, którym stałem się później. To coś znaczy, bo świat się nie dowie. Dam
radę, mogę być złoczyńcą, którego potrzebujemy, żeby Harry nadal mógł być
bohaterem. Hermiono — przełknął ślinę — chcę, żebyś żyła w najlepszym świecie, jaki istnieje, bo cię kocham, a teraz to
oznacza, że muszę odejść.
—
To nie w porządku! Nie musisz niczego udowadniać!
Pokręciła
głową i przycisnęła policzek do jego piersi.
Westchnął
z rezygnacją, jego oddech zawisł na jej czole.
Odchyliła
głowę do tyłu.
—
A co ze mną? Po prostu chcesz, żebym się przed tobą otworzyła? Mówisz mi, że
mnie kochasz i co? Tak po prostu… odejdziesz?
—
Nie chcę cię zostawiać, Hermiono.
Musisz mi uwierzyć.
Przełknął
ślinę.
—
Nie ma innego sposobu? — zapytała, odsuwając się od Draco i zwracając się do
Angeliny.
—
Ja — Angelina wyglądała na rozdartą — nie musisz tego robić, Draco. Znajdziemy
inny sposób.
Draco
pokręcił głową.
—
Nie mamy czasu. — Obrócił się, by spojrzeć z żalem na ciało Harry’ego. — Poza
tym, to moja różdżka go zabiła. Łatwo będzie to sprzedać.
Hermiona
stłumiła szloch.
—
Kurwa — zaklęła, kręcąc głową.
—
To nie twoja wina. — Draco zamknął oczy. — Chodziło mi tylko o to, że jeśli ktoś
musi to zrobić, to ja, jasne?
—
Więc pójdę z tobą… my… uciekniemy razem! — argumentowała Hermiona z szeroko
otwartymi oczami.
—
Nie możesz. — Ron podszedł do nich. — Jeśli to zrobisz, wszystko pójdzie na
marne.
—
Co masz na myśli? — broniła się Hermiona.
—
To znaczy — odpowiedział Draco — że musisz zostać, by sprzedać tę wersję
wydarzeń, jako skrzywdzonej najlepszej przyjaciółki.
—
Więc o to chodzi? — wyszeptała Hermiona.
—
Właśnie tak.
Przyciągnął
ją do siebie, a ona mu na to pozwoliła, wbijając mu pięści w plecy.
Była
rozdarta między gniewem a smutkiem. Zaledwie kilka dni temu tańczyli w
Ministerstwie, jak to możliwe, że to się
działo?
—
Może — zaczęła — kiedyś cię znajdę.
Głos
jej się łamał, słowa się plątały. Widziała, jak próbuje się uśmiechnąć, ale na
jego twarzy maluje się rozpacz.
—
Może.
Pochylił
się i ją pocałował.
Chwyciła
go za szyję, przyciskając usta do jego ust, byle tylko przeżyć. Poczuła swoje
łzy mieszające się z jego łzami, i zanurzyła dłonie w jego włosach. Pocałunek
był karzący i pełen cierpienia. Czuła, jak jego usta desperacko próbują go
zatrzymać, uczepić się tej chwili.
—
Przepraszam — przerwała im w końcu Angelina — ale musimy ruszać. Nie możemy…
już za długo z tym zwlekaliśmy.
—
Muszę iść — wyszeptał Draco do Hermiony.
Ta
pokręciła głową, ale rozluźniła uścisk. Otworzyła usta, nie mogąc znaleźć
odpowiednich słów.
—
Wiem — powiedział, uśmiechając się smutno, zanim się aportował.
Poczuła,
jak Ron objął ją ramieniem i przycisnął jej twarz do swojej piersi,
rozpaczliwie pragnąć ciepła i ludzkiego dotyku.
—
Wszystko będzie dobrze. — Hanna chwyciła ją z drugiej strony. — Będzie dobrze.
Gdy
Aurorzy i technicy tłoczyli się na dachu, dźwięki zlewały się w dziwny
dysonans. Przytuliła się do przyjaciół, egoistycznie kurczowo trzymając się ich
ciepła.
I
to przypomniało jej, że nie jest sama.
~*~*~*~*~*~*~*~
Pięć lat później
Siedział
na plaży, niewzruszony chłodną bryzą, rozkoszując się dotykiem piasku między
palcami stóp. Sezon turystyczny dobiegł końca, a plaża przed jego małym domkiem
letniskowym na szczęście pozostała pusta.
Odgłos
kroków przykuł jego uwagę i odwrócił się, pewien przez chwilę, że śni, kiedy ją
zobaczył.
—
Hermiona?
Zmarszczył
brwi, a serce waliło mu jak młotem. Wątpliwości narastały, gdy zobaczył jej
ściągniętą twarz i brak ciepła w oczach.
—
Malfoy. — Skinęła głową, mówiąc chłodnym tonem. — Czas wracać do domu.
_____________
Witajcie :) tak oto kończy się drugi tom Trylogii Odkupienia. Stała się tragedia, ale jak zwykle najbardziej cierpią Hermiona i Draco. Wam też zrobiło się mega smutno?
Na szczęście została jeszcze jedna część. Myślę, że opublikuję ją na początku marca, ale nie wiem dokładnie kiedy. Muszę chwilę odpocząć. W nadchodzącym tygodniu może być z tym ciężko, bo mam sajgon w pracy, ale może w weekend znajdę czas na nadrobienie tłumaczenia. Także czekajcie, bo warto. Poza tym napisałam kiedyś, że jeszcze jedna osoba z sagi zostanie w tej trylogii pokazana zupełnie inaczej niż w książkach. Możecie jedynie się domyślać, o kogo chodzi. :)
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)