—
Mówię ci, Granger. — Theo wypuścił powietrze. — To był najdziwniejszy seks,
jaki kiedykolwiek uprawiałem. Minęły trzy dni, a ja nadal mam erekcję.
Stłumiłam
chichot, gdy siedział obok mnie na ławce, marząc na jawie.
—
Zmieniający życie. Trzy kobiety. Nigdy się z tego nie otrząsnę.
—
Twoje zboczone seksualne zachowania nie znają granic, Theo.
Mrugnął
do mnie, a ja w odpowiedzi przewróciłam oczami. Gdybyś trzy lata temu
powiedział mi, że Theodor Nott zostanie moim najlepszym przyjacielem, nie
uwierzyłabym ci. Ale siedziałam tu, chłonąc każde słowo na temat jego
sprośnych, seksualnych doświadczeń.
—
Zawsze mogę ci podarować gościnną wejściówkę.
Poruszył
brwiami.
—
Theo.
Westchnęłam,
ignorując sugestywny ruch jego brwi.
To
była nasza normalność. Opowiadał mi o każdej egzotycznej, zboczonej, sprośnej
przygodzie, a potem oferował mi miejsce w pierwszym rzędzie. Nox, podziemny
klub erotyczny, znajdował się w centrum wszystkich opowieści Theo. Od ponad
dwóch lat grzecznie odrzucałam jego zaproszenie. To była puszka Pandory, której
nie chciałam otwierać. Byłam mężatką. I wiedziałam, że Theo nie zaprosi Rona.
Nie żebym miała pojęcie, jak w ogóle poruszyć ten temat. Nie rozmawialiśmy o
takich rzeczach. Właściwie jedyną osobą, z którą w ogóle rozmawiałam o seksie,
był Theo.
—
Powiedz mi, kiedy ostatnio Weasley sprawił, że doszłaś tak mocno, że myślałaś o
tym tygodniami.
Nie
mogłam.
—
Opowiedz mi o doświadczeniu, które sprawiło, że byłaś w pełni nasycona.
Nie
mogłam.
—
Przyjdź do Nox, Hermiono. Zasłużyłaś na to, kurwa.
Nie
mogłam.
Narzekanie
Theo wypełniało mi głowę przez resztę popołudnia. To było śmieszne, że tak
bardzo pochłaniały mnie myśli o dzikim i szalonym seksie. To nie było prawdziwe
życie. Byłam mężatką. Mój mąż kochał mnie i szanował. Po prostu mieliśmy trochę
problemów. Wzięliśmy ślub pięć lat temu i przyjaźniliśmy się na długo przedtem.
To naturalne, że po tak długim czasie żar między nami zanikał. Ron bardzo dużo
podróżował służbowo jako Auror. Rzadko bywał w domu. Nie wiem, jak to się
stało, że zawsze trafiał do drużyny podróżującej, ale to było wyczerpujące.
Stałam
w windzie, a Theo paplał o otwarciu w przyszłym tygodniu jakiegoś nowego sklepu
z markową odzieżą damską. Otworzyła go Pansy Parkinson ze szkoły. Nigdy nie
byłam fanką, a moja wiedza o modzie i trendach była zerowa.
—
Powinnaś przyjść na otwarcie. — Theo szturchnął mnie. — Przyjaźnię się z Pansy.
Mógłbym zagadać, żebyś pierwsza miała tam przymiarki.
—
Przyjaźnisz się ze wszystkimi — powiedziałam dobitnie.
Drzwi
się otworzyły i do windy weszło trzech kolejnych czarodziejów. Jednym z nich
był Draco Malfoy. Został mianowany Głównym Aurorem w wieku zaledwie dwudziestu
pięciu lat. Nigdy wcześniej się to nie zdarzyło. I chociaż jego ojciec siedział
w Azkabanie za swoje zbrodnie, Draco awansował w szeregach Ministerstwa. Był
tematem rozmów przy stole więcej razy, niż mogłam zliczyć. Ron bez przerwy się
irytował, że były Śmierciożerca teraz nimi dowodzi.
Nie
nienawidziłam byłych Śmierciożerców tak jak wielu innych z magicznego świata.
Nie pałałam szczególną sympatią do Draco Malfoya z wielu innych powodów, ale
nie z powodu jego wyborów podczas wojny. Byliśmy dziećmi. I znaleźliśmy się w
beznadziejnej sytuacji. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, pod jaką presją Draco
był z powodu tego, kim był jego ojciec. Poza tym matka Draco uratowała
Harry’emu życie. I Draco uratował nasze.
Mówiłam
Ronowi i Harry’emu milion razy, że Draco zapobiegł zabiciu mnie przez
Bellatrix. Widziałam wyraz jego twarzy, gdy przygwoździła mnie do podłogi w ich
wielkim salonie. I to spojrzenie nie było wyrazem złośliwości. Tylko mdłego
żalu. Harry i ja zeznawaliśmy na jego korzyść, czego Ron odmówił.
—
Cześć, stary.
Theo
i Draco przybili piątkę.
Draco
zajął miejsce obok mnie, a ja chciałam się cofnąć. Wierzyłam, że nie jest zły
jak jego ojciec. Wierzyłam, że nie chce brać udziału w rządach terroru
Voldemorta. Ale to nie powstrzymało mojego umysłu przed uświadomieniem sobie,
jak potężną i mroczną postacią wciąż był. Może i uratował mi życie, ale jego
chłodna, powściągliwa postawa nie sprawiła, że poczułam ciepło w całym ciele.
Szczerze mówiąc, Draco mnie onieśmielał. A może nawet mnie przerażał, jeśli mam
być szczera wobec siebie. I miałam nieodparte wrażenie, że mnie nienawidzi.
—
Granger — przywitał się.
—
Malfoy.
Skinęłam
głową w odpowiedzi.
Winda
szarpnęła do przodu, a ja tak bardzo starałam się wczołgać w stronę Theo, że
całkowicie straciłam równowagę. Draco zareagował błyskawicznie. Jego dłoń
owinęła się wokół mojego karku i przyciągnęła mnie do niego.
Akt
był tak dominujący i silny, że prawie mnie przewrócił. Żadna część jego mocnego
uścisku mnie nie zraniła. Po prostu mnie ustabilizowała. Utrzymał uścisk,
odsuwając mnie od Notta i stając tuż za mną. Wolną ręką chwycił mój lewy
nadgarstek i zaczął prowadzić go w stronę wiszących pętli, których inni mogliby
się chwycić, żeby się ustabilizować.
—
Nie mogę sięgnąć — powiedziałam, zanim jego ręka poniosła moją dalej. — Mogę
sięgnąć tylko, gdy mam na sobie szpilki.
—
Więc powinnaś je nosić codziennie — odpowiedział, pozwalając mojej ręce opaść.
Nadal
trzymał mnie za szyję. Prawie zanuciłam z dyskomfortu, czując ten dotyk. Nikt
nigdy mnie tak nie chwycił. A najgorsze było to, że dziś moje loki były bardzo
niesforne, co bardzo mnie irytowało, i po prostu upięłam całą ich masę na
czubku głowy gumką. A moja sukienka bez rękawów i dekolt sprawiały, że materiał
nie tworzył bariery. Byłam kompletnie naga pod jego dotykiem. Twarz mnie
piekła, a ramiona i kręgosłup pokrywała gęsia skórka.
Gdy
winda się zatrzymywała i ruszała, Draco nonszalancko kierował moje ciało z dala
od mijających mnie czarownic i czarodziejów, jednocześnie kontynuując rozmowę z
Theodorem. Chłodne wgłębienie jego sygnetu na małym palcu wbijało się w
pulsujący punkt na mojej szyi. Jestem pewna, że czuł, jak krew huczy pod jego
uściskiem. Cholera, jestem pewna, że Draco miał dość mocy i autorytetu, by
rozkazać mojej krwi przestać tak głośno pulsować, gdyby tylko chciał. Nie
byliśmy już dziećmi. A ja nie byłam tą samą osobą, co kiedyś. Nigdy nie
wyobrażałam sobie, że mogłabym uderzyć go w twarz, tak jak to zrobiłam na
trzecim roku.
—
Więc wpadniesz jutro do Pansy? — zapytał mnie Theo. — Na wielkie otwarcie?
—
Nie wiem — odpowiedziałam, próbując znaleźć wystarczająco dobry powód, żeby
unikać tego miejsca.
—
Weasley wyjeżdża na cały weekend — rzucił Draco. — Właśnie dostał nową sprawę z
Potterem w Albanii.
Moja
frustracja narastała z powodu coraz bardziej niemożliwych do ogarnięcia planów
wyjazdowych Rona. Znów wyjeżdża? On i Harry wiecznie gdzieś wyjeżdżali. Rozumiem,
że obaj byli twarzą Aurorów, ale to było absurdalne. Jeszcze bardziej
frustrujące było to, jak bardzo cieszyli się z tych wyjazdów. Chwytali się
każdej okazji, by powrócić do swoich „dni chwały” jak je nazywali.
—
Idealnie. — Theo klasnął w dłonie. — Przyjadę po ciebie koło siódmej, Granger.
Załóż coś seksownego.
—
Theo.
Przewróciłam
oczami.
Starałam
się ignorować rumieniec zażenowania, jakim się oblałam, gdy użył słowa seksownego przy cholernym Draco Malfoyu.
Dotarliśmy na parter, ale Draco wciąż trzymał rękę na mojej szyi, wyprowadzając
mnie z windy do zatłoczonego holu.
—
Do zobaczenia jutro — pożegnał się Theo, niemal podskakując w stronę kominka.
Pomachałam
do niego niepewnie i westchnęłam drążąco, gdy Draco w końcu puścił moją szyję.
—
Ups, przepraszam — wymamrotałam, gdy ktoś przechodzący obok szturcha mnie w
ramię.
Omijam
kolejną osobę i patrzę na Draco, który obserwuje mnie z góry. Prawie drgam,
unikając jego intensywnego spojrzenia.
—
Zdajesz sobie sprawę z tego, że jesteś cholernie ważną osobą i jakiś podrzędny
dupek z archiwów nie może cię dotykać, kiedy przechodzi obok? — warknął.
—
Eee, co?
Jestem
kompletnie zagubiona, a on wygląda na wściekłego.
Jego
ręka drży z irytacji.
Ktoś
inny wpadł na mnie, spiesząc się do wind. Stałam tuż za nimi, ale tak mnie
przeraziła zmiana zachowania Draco, że zamarłam w miejscu.
—
Do cholery, Granger.
Kręcąc
głową, znów sięgnął po moją szyję, obracając mnie. Prowadził mnie przez tłum, a
ja ze zdumieniem patrzyłam, jak ludzie praktycznie schodzą nam z drogi. Nie
musiał nic mówić ani nawet na nich patrzeć. Jego wzrok był utkwiony w kierunku,
w który zmierzał, a wszyscy wokół wydawali się tak zestrojeni z jego energią,
że zrobiliby wszystko, żeby uciec mu z drogi.
Dotarliśmy
do rzędów kominków, nikt nie zbliżył się do mnie na odległość kilku metrów.
Postawił mnie przed kominkiem i puścił moją szyję.
—
Eee — miotałam się, nie wiedząc, co powiedzieć.
Wyglądał
na kompletnie wściekłego. Jego nozdrza się rozszerzały, a oczy błyszczały jak
stal uderzająca o stal. Spuściłam wzrok. Nienawidzę konfrontacji. Nienawidzę
napięcia. Fala niepokoju, która narastała w mojej piersi, uruchomiła znajomy
ślad paniki.
—
Przepraszam — szepnęłam i weszłam do kominka.
Odetchnęłam
z ulgą, gdy znów byłam w swoim znajomym domu. Zamknęłam oczy i rozkoszowałam
się samotnością. Ron wróci dopiero za godzinę. On i Harry powinni wieczorem
mieć trening Quidditcha. Położyłam torbę na kuchennym stole. Weszłam po
schodach do sypialni, żeby się przebrać. Ta sukienka była za ciasna i uciskała.
Pragnęłam założyć legginsy i za duży sweter. Bez stanika. Salazarze, musiałam
zdjąć ten stanik.
Weszłam
do sypialni i stanęłam jak wryta. Ron leżał na łóżku, kompletnie nagi, a w
telewizorze leciało porno, na którym jakaś związana kobieta była ruchana przez
dwóch mężczyzn.
—
Hermiono!
Byłam
zbyt oszołomiona, żeby się ruszyć. Po prostu stałam tam z otwartą buzią,
podczas gdy mój mąż masturbował się do sceny, którą miał przed sobą. Patrzył na
mnie. Ja patrzyłam na niego. Porno głośno grało obok mnie. I tak zastygaliśmy w
bezruchu.
Mózg
w końcu mnie dogonił, odwróciłam się i trzasnęłam drzwiami. Z trudem zeszłam po
schodach i przemierzyłam salon.
Próbowałam
oswoić się z tym, czego właśnie byłam świadkiem. Ron nigdy… cóż… przynajmniej
dopóki byłam w pobliżu. I wtedy to do mnie dotarło. Zebrania mojego wydziału
odbywały się w każdy piątek od trzeciej do piątej. Dzisiaj odwołano je w
ostatniej chwili. Nie pomyślałam, żeby powiedzieć Ronowi, bo i tak miał po
pracy grać w Quidditcha. A przynajmniej tak mi się wydawało.
Porno
mnie nie szokowało. Nie obchodzi mnie zbytnio, co ogląda. Ale to kontekst filmu
mnie dezorientował. Ron i ja nie uprawialiśmy seksu w ten sposób. Nigdy nie było
brutalnie, dominująco ani ograniczająco. Nasza intymność oscylowała między
dwiema pozycjami: mnie oferującej mu seks oralny i Ronem na górze w prostej
pozycji misjonarskiej. Nie odstąpiliśmy od tego. Dlatego fakt, że kobieta
leżała na brzuchu, był szokujący. Tym bardziej to, że była skrępowana, gdy
obsługiwało ją dwóch mężczyzn.
Zagmatwane
było to, że już wcześniej próbowałam. Próbowałam być na górze. Próbowałam być
na czworakach. Próbowałam mnóstwa różnych pozycji i alternatyw, ale Ron zawsze
wracał do tej samej. To nie miało sensu. Skoro masturbował się do tego, to czy
to nie znaczy, że to go kusi? Że tego chce?
—
Miona.
Podniosłam
wzrok i zauważyłam Rona zakładającego sweter do dżinsów, schodząc po schodach. Prawdopodobnie
powinnam była wyjść. Przebywanie tu teraz wydawało mi się… niezręczne. Nie
wiem, czy jestem gotowa na rozmowę, którą zaraz rozpoczniemy.
—
Cześć.
To
wszystko, co byłam w stanie wykrztusić, jeśli chodzi o spójne myśli. Co innego
miałam mu powiedzieć?
—
Co z twoim zebraniem?
Otworzyłam
usta, ale szybko je zamknęłam. Czekaj. Co? Żadnych przeprosin za żenujący
pokaz, który przerwałam? Żadnego usprawiedliwienia? Nic?
—
Czemu nie poszedłeś na Quidditch?
—
Nie odwracaj kota ogonem — bronił się. — Nie powinnaś być w domu.
—
Przepraszam — powiedziałam.
To
mój naturalny instynkt. Nienawidziłam konfliktów. Nienawidziłam patrzeć, jak
narasta w nim złość. Zawsze chciałam to jak najszybciej rozładować. Udawać, że
nic takiego się nie wydarzyło. Wierzyć, że to nie istnieje.
—
Nigdy nie chciałem, żebyś to widziała — mamrotał. — Powinnaś była mi
powiedzieć, że wrócisz wcześniej do domu.
Więc
często tak robi. To nie jest pierwszy raz. Serce mi się krajało, gdy to sobie uświadomiłam.
Czułam się taka głupia. Taka żałosna.
—
Więc tego chcesz? — zapytałam, a mój głos był cichy i delikatny. — Jak na
filmie. To ci się podoba?
Westchnął
i przetarł twarz dłonią, siadając na kanapie.
—
Bo jeśli tak — kontynuowałam nerwowo. — Jestem gotowa spróbować czegoś nowego i
zrobić to z tobą. Po prostu… nie wiedziałam.
—
Hermiono, nie — jęknął. — Merlinie, to szaleństwo. Nigdy bym tego z tobą nie
zrobił.
Odruchowo
odchyliłam głowę do tyłu.
—
Dlaczego nie?
Wyrwał
mu się cichy, niedowierzający śmiech.
—
Hermiono — powiedział, jakby to wystarczyło na wyjaśnienie.
Czekałam,
aż przedstawi swoje argumenty, ale on tego nie zrobił. Tylko się uśmiechnął i pokręcił
głową.
—
Co? Potrafię być seksowna. Mogę robić więcej takich rzeczy.
Ron
wybuchnął śmiechem. Odchylił się na kanapie i chichotał.
—
Nie, nie będę się nad tym rozwodził — powiedział, cały czas się śmiejąc i
wstając. — Muszę pomóc George’owi w sklepie. — Pocałował mnie w głowę. — Wrócę
po zamknięciu.
—
Ron — powiedziałam, ale on już wyszedł.
I
w geście żałosnej słabości pozwoliłam łzom wstydu i zażenowania spłynąć po
moich policzkach.
__________
Witajcie :) w niedzielne popołudnie rozpoczynamy przygodę z kolejnym, długim dramione, ale jestem przekonana, że Wam się spodoba. Od razu zaznaczam, że ma zabarwienie erotyczne, więc czytacie na własną odpowiedzialność. Dziś postanowiłam opublikować 4 rodziały. Prawdopodobnie to opowiadanie będzie publikowane co dwa tygodnie. Może częściej, czas pokaże. Zapraszam na kolejne rozdziały. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)