niedziela, 30 marca 2025

[T] To, co jest między nami: Zgłoś mnie

 

CZĘŚĆ PIERWSZA: WYZWANIE

 

Rozdział 1: Zgłoś mnie

 

Lipiec 2004

 

W małym barze Taczka na Ulicy Pokątnej gościom dopisywały nastroje. Piątkowe wieczory z drinkami były dla pracowników Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów sposobem na odreagowanie i tradycji tej żal było nie przestrzegać.

Hermiona i Harry siedzieli obok siebie przy stoliku z trzema innymi aurorami. Pracowali razem w zespole, i chociaż Hermiona dobrze ich znała, zawsze czuła się przy nich trochę nie na miejscu.

Nie chodziło o to, że nie lubiła pić z chłopakami — po prostu nigdy tak naprawdę nie rozumiała ich żargonu, ponieważ nie była aurorem.

Nie, Hermiona Granger była asystentką. Cóż, tak naprawdę była analitykiem miejsc zbrodni, ale w jej zespole na szczęście (lub niestety) rzadko była potrzebna. Zamiast tego zajmowała się administracją i dbała o to, by aurorzy wykonywali swoją papierkową robotę. Przynosiła akta, porządkowała archiwa i starała się, by każdy miał przydatne informacje na biurku. Przynajmniej dostała własne biuro, podczas gdy innym przydzielono boksy. Nie wszystko było złe.

— Powinnaś była to zobaczyć, Granger — powiedział Gallagher i opróżnił kufel piwa. — Upadek tego czarnoksiężnika był idealny.

Hermiona uśmiechnęła się lekko.

— Założę się, że tak.

David Gallagher westchnął z rozmarzeniem i odchylił się na krześle.

— Uwielbiam, jak uświadamiają sobie, że ponieśli porażkę.

— Tak, cóż — mruknął Harry — zwycięstwo byłoby trzy razy bardziej imponujące, gdybyś nie poniósł porażki trzy razy wcześniej.

Gdy inni przy stole wybuchnęli śmiechem, Gallagher rzucił Harry’emu groźne spojrzenie.

Hermiona parsknęła do kufla z kremowym piwem i podziękowała Harry’emu spojrzeniem. Wiedział, że nie zawsze czuła się komfortowo, słuchając opowieści innych aurorów o tym, jak dbali o bezpieczeństwo czarodziejskiej Anglii, podczas gdy ona musiała siedzieć w biurze i zajmować się papierkową robotą. Nie to, żeby lubiła pracować w terenie. Nigdy nie fascynowało jej bycie w samym środku akcji. Nie, wolała rozwiązywać zagadki i łamigłówki, żeby zrozumieć motywy i bieg wydarzeń. Ale czasami – tylko czasami – chciała być doceniana za to, po co tam była.

Oczywiście, częściowo to była jej wina. Kiedy Harry przez trzy lata uczęszczał na szkolenie aurorskie, Hermiona kontynuowała naukę. Pomimo tego, że nigdy nie zdawała owutemów, udało jej się dostać na uniwersytet. Najwyraźniej bycie Najbystrzejszą Czarownicą Swojego Pokolenia wiązało się z pewnymi przywilejami.

Spędziła zaledwie trzy lata na Uniwersytecie Cambridge, zdobywając jednocześnie magiczny i mugolski tytuł kryminologa. Nigdy wcześniej nie pragnęła odzyskać swojego Zmieniacza Czasu tak bardzo, jak w tamtych latach, jednak udało jej się ukończyć studia – głównie dzięki niezliczonym eliksirom pobudzającym i bardzo małej ilości snu. Ale zdobyła podwójny dyplom – wraz z lekką bezsennością i ogólnym zmęczeniem spowodowanym stresem – i miała nawet zbyt duże kwalifikacje do pracy w DPPC. Shacklebolt próbował namówić ją do objęcia stanowiska w innym dziale, proponując na przykład prawdziwego analityka miejsca zbrodni, wierząc, że to byłoby dla niej odpowiedniejsze, ale ona chciała walczyć z czarnoksiężnikami – a raczej musiała z nimi walczyć. Poza tym Shacklebolt nie mógł oprzeć się pokusie ponownego posiadania Harry’ego Pottera i Hermiony Granger w jednej drużynie.

Okazało się jednak, że powinna być ostrożniejsza przy wyborze kariery. Biuro Aurorów rzadko spotykało się z przypadkami, w których musieli wzywać specjalistów na miejsce zbrodni, ponieważ zazwyczaj podlegało to jurysdykcji Patroli ds. Przestrzegania Prawa Czarodziejów lub Departamentu Śledczego. Dlatego też zadania Hermiony skupiały się głównie na gromadzeniu dokumentów i tworzeniu akt spraw oraz raportów, które miałyby przedstawiać poprawne i uproszczone harmonogramy, odnoszące się do miejsc przebywania czarnoksiężników, których ścigali aurorzy.

Hermiona nie chciała sławy i uznania. Nie przeszkadzała jej praca za kulisami, podczas gdy to Harry nadal był bohaterem narodowym, którego wszyscy kochali. Nie miała nic przeciwko temu, ale czasami – tylko czasami – chciałaby, żeby doceniono ją za to, co naprawdę wniosła do zespołu, a nie traktowano ją jak dziewczynę, która przynosi dokumenty i rozwiązuje wszystkie zagadki.

Choć raz chciałaby móc popełnić błąd i sprawić, by wszyscy spojrzeli na nią ze współczuciem i zrozumieniem, tak jak na każdą inną osobę, zamiast z niedowierzaniem i oburzeniem. Chciała, by pytano ją o zdanie, zamiast nieustannie musieć podnosić głos, by w ogóle ktokolwiek ją usłyszał. Bycie nazywaną Najbystrzejszą Czarownicą Swojego Pokolenia mogłoby wydawać się błogosławieństwem, ale w większości przypadków oznaczało po prostu nierealne oczekiwania, stawiane zarówno przez nią samą, jak i wszystkich innych. Gdyby Hermiona Granger kiedykolwiek się pomyliła, nie doświadczyłaby wyrozumiałości ze strony społeczeństwa.

Więc postanowiła, że sprawi, aby wszystko szło idealnie. Raz czy dwa nazwano ją maniaczką kontroli, sztywną i pruderyjną, ale to dlatego, iż wiedziała, że inni nie podejmą się powierzonych przez nią zadań z taką skrupulatnością, jak ona. Dlatego, aby zaoszczędzić sobie czasu, upewniła się, że zrobi wszystko dobrze za pierwszym razem. Ludzie szybko się tego nauczyli. Naturalnie oznaczało to, że wszyscy przyzwyczaili się, że to ona wykonuje całą pracę, zna wszystkie fakty, utrzymuje wszystkich na powierzchni.

Nikt nie wydawał się zauważać, że w tym samym momencie Hermiona tonęła.

Pracowała w DPPC od nieco ponad dwóch lat, a mimo to nie miała nawet tytułu. Nie była aurorką, detektywem ani inspektorem. Po prostu… Granger. Mugole nazywaliby to CSI, ale w świecie czarodziejów nie było odpowiednika dla tego tytułu; musiałaby przejść do Patrolu czarodziejskiej policji, by go uzyskać.

Dwudzieste piąte urodziny zbliżały się nieubłagalnie i wciąż nie znalazła pracy, która by ją stymulowała, nie miała męża, a dzieci nie planowała. Na Merlina, przez ostatnie cztery lata posiadanie rodziny wydawało się czymś niemożliwym.

Harry i Ginny pobrali się w tamtym roku i Ginny była teraz w zaawansowanej ciąży. Dziecko, jak mówiła, było dla niej „jak tłuczek w brzuchu” i nie zachęcało to Hermiony do zajścia w ciążę. Przynajmniej nie teraz.

Ron miał wiele dziewczyn po ich rozstaniu, ale taką na stałe od co najmniej sześciu miesięcy. Hermiona i on próbowali jakoś pielęgnować swój związek po wojnie, ale wokół nich było zbyt wiele smutku, żeby się udało. On cierpiał, a ona to tłumiła. Nie byli kompatybilni i lepiej było, by pozostali przyjaciółmi.

Rozstanie rozdarło Hermionę; nie dlatego, że żywiła szczególnie silne romantyczne uczucia do Rona, ale dlatego, że zawsze wyobrażała sobie siebie z nim. Chciała wyjść za niego za mąż i mieć z nim dzieci. Dwoje, zawsze sobie wyobrażała — dziewczynkę i chłopca. Rose od kwiatu pierwiosnka i Hugo od Victor Hugo. Fantazjowała, że mieszkają gdzieś w ładnym domku, może na wzgórzu, otoczonym liściastymi drzewami i żelaznymi płotami, gdzieś, gdzie mogliby mieć szklarnię. Planowała zestarzeć się z Ronem jako mężem, a Harrym i Ginny jako rodziną. Kiedy to po prostu nie miało nastąpić, zaczęła kwestionować siebie i swoją przyszłość. Kim była? Większość dzieciństwa spędziła na wyciąganiu Harry’ego i Rona z sytuacji zagrażających życiu, więc kiedy to nie było już konieczne, kim tak naprawdę była?

Wydawało się, że uwielbianą asystentką, siedzącą stłoczoną razem z czterema innymi aurorami, chwalącymi się aresztowaniami w każdy piątek w barze Taczka. Być może dlatego jej serce nagle zaczęło bić szybciej, gdy dobrze znana postać zbliżała się do stołu; wysoki blondyn o wyrazistych, szarych oczach.

Draco Malfoy był utrapieniem. Podły, małostkowy, złośliwy i prawdopodobnie najprzystojniejszy, jakiego kiedykolwiek znała. Nikt w departamencie go nie uwielbiał, ale wszyscy wydawali się mieć dla niego przynajmniej jakiś szacunek zawodowy — niektórzy go podziwiali, a inni nawet się go bali — ponieważ niestety był jednym z ich najlepszych aurorów. Szybki i sprawny, rzadko zostawiał niedomówienia, zyskując reputację energicznego i surowego, a także zabójczego z różdżką.

Został skazany na dożywocie w Azkabanie za zbrodnie popełnione podczas wojny, ale spędził w tym okropnym więzieniu tylko dwa lata. Warunkiem jego zwolnienia przed terminem było to, że będzie pracował w DPPC, aby wykorzystać swoją wewnętrzną inteligencję do polowania na śmierciożerców, i był w tym niesamowity. Co irytujące, nie potrzebował nawet trzech lat szkolenia, które musieli odbyć inni. Nie, będąc sam czarnoksiężnikiem, znał biegle czarną magię (i co najważniejsze sposób na przeciwdziałanie jej) i ukończył szkolenie w ciągu zaledwie osiemnastu miesięcy, ukryty we Francji ze wszystkich miejsc. Szczęściarz.

Ale, jak argumentował Declan Montague, szef departamentu, kto najlepiej nadawałby się do polowania na czarnoksiężników jak nie jeden z nich? Nawet Harry chwalił go za jego pracę i zdawał się być z nim w przyjaznych stosunkach. Wyglądało to tak, jakby zapomniał, że to Malfoy.

Hermiona z kolei nie dała się tak łatwo oszukać. Niekoniecznie uważała go za „mrocznego”, ale raczej widziała w nim irytującego i wyniosłego głupka, którym zawsze był. To był Malfoy, na Merlina! Tak, odmówił zidentyfikowania Harry’ego we Dworze Malfoyów podczas wojny, ale nie był tak niechętny do zidentyfikowania Hermiony.

 

— Słuchaj, Draco, czy to nie jest ta dziewczyna Granger?

— Ja… może… tak.

 

I tak, on i jego rodzina odłączyli się od śmierciożerców podczas Bitwy o Hogwart, ale wcześniej torturował kilku swoich kolegów z klasy na ostatnim roku i próbował ich dopaść w Pokoju Życzeń. Był i zawsze będzie tchórzliwym palantem. Nawet przebywanie w Azkabanie go nie zmieniło. Zawsze był zimnym i przystojnym dupkiem, tym, na którego Hermiona po prostu nie mogła przestać patrzeć, mimo że chciała go udusić przynajmniej dwa razy dziennie.

Jej wrogość do niego była powszechnie znana i inni postrzegali ją jako dość zabawną. Oczywiście, wychwalana asystentka zawsze była obiektem żartów. Lubili widzieć ją wkurzoną, śmiali się z niej, gdy się wściekała i dopingowali Malfoyowi — ponieważ nosił odznakę aurora, a ona nie. Dla niej jednak, bez względu na to, jak wkurzający był ten mężczyzna, potyczka na słowa z Malfoyem była tak bliska intelektualnej rozmowie, jaką kiedykolwiek odbyła z którymkolwiek ze swoich kolegów, włączając w to Harry’ego.

— Malfoy! — krzyknął Gallagher i ruszył, by zrobić miejsce wysokiemu mężczyźnie.

Elegancki jak zwykle Malfoy wślizgnął się na ławę. To było niesprawiedliwe, naprawdę, jak jakikolwiek mężczyzna mógł się poruszać tak płynnie, ale przede wszystkim on. Wyższy od większości, mniej więcej wzrostu Rona i ze zbyt umięśnionej budowy ciała jak na szukającego, wyrósł na dość wyniosłego mężczyznę. Te ostre rysy, które sprawiały, że wyglądał dość dziwnie jako dziecko i rozdzierająco ładnie jako nastolatek, sprawiały, że jako dorosły był przystojny i wyrafinowany z mocną i wyrzeźbioną linią szczęki i pięknie prostym nosem.

Jego charakterystyczne biało-blond włosy byłyby dla wielu dziwactwem, ale dla brytyjskich czarodziejów stanowiły znak rozpoznawczy jego rodowodu. Na nim chłodny, platynowy kolor wyglądał wyrafinowanie i arystokratycznie, idealnie uzupełniając bladą skórę. To, że utrzymywał je schludnie przycięte i uczesane, wyglądały też elegancko trochę potargane, ale z boskim blaskiem w subtelnych falach, które sprawiały, że Hermiona po prostu chciała je dotknąć.

Ale to oczy mogły zmiażdżyć nawet najmocniejsze serca. Zawsze były wyraziste; za dzieciaka, Hermiona była wobec nich nieco ostrożna. Wyglądały upiornie, myślała wtedy, że są bladoszare i zdawały się błyszczeć jak srebrne księżyce częściej niż rzadziej, ale Hermiona widziała w nich również odcień granitu, gdy się złościł. Miał również nawiedzającą zdolność wypalania dziur w czaszkach i pamiętała niezliczone razy, kiedy czuła na sobie jego spojrzenie podczas zajęć i na przerwach. Nigdy wcześniej ani później nie spotkała nikogo innego z takimi oczami, może z wyjątkiem jego ojca.

Tak, Hermiona obserwowała. Jeśli musiała pracować ze swoim prześladowcą z dzieciństwa, to przynajmniej wyciągnie z tego tyle, ile będzie mogła. To była jego jedyna zaleta w szkole, powód, dla którego nie oszpeciła go na stałe paskudnym urokiem. Uważała go za przystojnego, mimo że nim gardziła. Te rzeczy nie wykluczały się wzajemnie — nawet jeśli były wkurzające.

Jego twarz pozostała niewzruszona, gdy długimi palcami rozpinał guzik swojego czarnego płaszcza.

— Nigdy nie zawodzicie.

— Nie bądź palantem. — Gallagher roześmiał się i poklepał go po ramieniu. — Napij się!

Jedno oko Malfoya drgnęło na ten kontakt, a mięsień w szczęce zadrżał.

— Na co masz ochotę? — zapytał Gallagher. — To, co zwykle? Granger, siedzisz na rogu. Będziesz tak kochana i przyniesiesz mu Ognistą Whisky?

Hermiona zmarszczyła brwi.

— On też siedzi na rogu, mógłby sam zamówić sobie cholernego drinka.

— Cóż — zakpił Malfoy i uniósł brew. — Jak zwykle milutka, Granger.

— Wcale nie — prychnęła i nonszalancko popijała swoje piwo kremowe.

— Nie bądź taka nadęta — zaśmiał się Gallgher. — Dopiero usiadł, na Merlina!

— Och, dobrze, że jeszcze się nie rozsiadł — prychnęła.

— Mogę ci coś zamówić, jeśli chcesz? — Malfoy uśmiechnął się złośliwie, jego srebrne spojrzenie było odrobinę zbyt intymne. Trudno jej było powstrzymać się od gapienia się, gdy tak patrzył. — Kolejne piwo kremowe? Ognistą Whisky? A może atrakcyjną osobowość?

Gallghaer wybuchnął śmiechem, a McLeod mu wtórował. Perkins parsknął śmiechem, a Harry tylko zmarszczył brwi, a na jego ustach pojawił się nerwowy uśmiech. Hermiona wrzała.

— Och, oczywiście — powiedziała piskliwie — a skoro już o tym mowa, postaraj się o odrobinę sympatii, bo trochę ci tego brakuje.

Malfoy zmrużył oczy i wykrzywił usta.

McLeod, który siedział najdalej, spojrzał na blondyna i podniósł kieliszek.

— Cóż, reszta z nas uważa, że to świetnie, iż do nas dołączyłeś.

Malfoy uśmiechnął się bezdusznie.

— Tak naprawdę do was nie dołączyłem — powiedział. — Chciałem tylko się przywitać.

— Och, dobrze. — Hermiona uśmiechnęła się słodko. — To znaczy, że nie musimy słuchać twojego pseudointelektualnego bełkotu przez cały wieczór. Wznieśmy za to toast!

Malfoy uniósł brodę i obrzucił ją wyniosłym spojrzeniem.

— Nie, jestem pewien, że rozmowa przy tym stole będzie wystarczająco stymulująca, by cię zadowolić, Granger.

Jej uśmiech zamienił się w grymas. Och, wiedział, że czuła się niedostatecznie zaspokojona, i wiedział też, że ona wiedziała, że on wie.

— Wiesz — zaczęła i przesunęła się na siedzeniu, wypinając pierś, próbując przybrać nonszalancką i pewną siebie postawę. Malfoy skupił na niej wzrok, intensywny i chłodny, i splótł palce na stole, pochylając się, udając zaciekawienie i unosząc brew, jakby zachęcał Och, powiedz mi. Hermiona nie pozwoliła, by ją to zniechęciło, ponieważ ona również pochyliła się do przodu, jakby zdradzała tajemnicę. — Nie wiem, czy jesteś tego świadomy, ale rozmowa zwykle jest dobra, gdy odbywasz ją z ludźmi, którzy cię naprawdę lubią.

Kącik ust Malfoya drgnął, a blade oczy wbiły się w jej. Hermiona odchyliła się do tyłu w geście zwycięstwa, starając się ze wszystkich sił nie pozwolić, by jej wzrok wodził po jego rysach twarzy i niesprawiedliwie atrakcyjnych dłoniach.

— Cóż — powiedział cicho, tonem, który sprawił, że stół zawibrował pod jej palcami — jeśli kiedykolwiek dowiesz się, jak to jest, proszę, przyjdź do mnie.

Nóż, prosto w serce. Jej szczęka opadła, poczuła, jak jej płuca wypełniają się rozpaczliwą złością, ale Harry ją uprzedził.

— No więc! — wybuchnął, wyraźnie próbując rozładować napięcie. — Jak idzie sprawa Waltersa?

— Wyśmienicie — oświadczył Malfoy i poprawił mankiety. — Złapaliśmy jednego z jego ludzi i jesteśmy blisko. Bardzo blisko.

— Najwyraźniej nie dość blisko — prychnęła Hermiona. — W czym problem, Malfoy? Tracisz swoje kontakty, czy próbujesz grać na zwłokę dla przyjaciela?

— Cóż — powiedział chłodno — czasami to gra na czas, Granger. Każdy pracujący w terenie wie, że… och, przepraszam, jakie to nietaktowne z mojej strony. Oczywiście, że ty tego nie wiesz.

Hermiona zmrużyła oczy.

Wiem, że ścigasz Waltersa od miesięcy. Pomimo wszystkich pochwał, jakie otrzymujesz, jesteś zaskakująco kiepski w łapaniu przestępców niższego szczebla. Nie mogę przestać się zastanawiać, dlaczego.

Uśmiechnęła się słodko i zatrzepotała rzęsami.

Gallagher zaśmiał się.

— Niektóre rzeczy są po prostu zbyt trudne do zrozumienia dla osób, które nie są aurorami — zadrwił i puścił do niej oko. — Prawda, Malfoy?

Blondyn spojrzał na Hermionę zimnym wzrokiem, jego spojrzenie było przenikliwe, a Gallagher nie zwrócił na to uwagi.

— Może i jest podrzędny — powiedział. — Ale wie, że to ja go ścigam. Jest ostrożny, jednak ze mnie kpi.

— Och, biedactwo — wymamrotała sarkastycznie i zobaczyła błysk furii w jego oczach. Uwielbiała to spojrzenie. — Jakie to okropne. Wielki, zły czarnoksiężnik z ciebie kpi!

— Powinnaś dobrze wiedzieć, co to znaczy, że ludzie z ciebie szydzą, prawda? — rzucił cicho, wywołując dźwięczne auć wokół stołu, co oznaczało jego zwycięstwo.

— No dobra — wtrącił Harry, zanim Hermiona zdążyła sięgnąć po różdżkę. — Myślę, że wam już wystarczy.

— Przestań pieprzyć, Potter. — Gallagher uśmiechnął się. — Chcę to zobaczyć – jak nic się bzykną zanim skończy się wieczór!

I to sprawiło, że Malfoy roześmiał się głośno, a pozostali poszli w jego sprawy, mimo nerwowości. Ale nie Hermiona. Ona nie uważała tego za zabawne. Jeśli już, to było poniżające i upokarzające, a ona wiedziała, że jeśli zareaguje w jakikolwiek sposób, zostanie nazwana pruderyjną, jędzą lub zrzędliwą.

Harry jednak delikatnie położył swoją dłoń na jej dłoni pod stołem — albo żeby ją udobruchać, albo żeby powstrzymać ją przed sięgnięciem po różdżkę.

— Gallagher — Malfoy zaśmiał się złowieszczo — jesteś zabawnym człowieczkiem, prawda? — Wyraz czystej pogardy i wyższości, który emanował z twarzy Malfoya, sprawił, że wszyscy zamilkli. — Tak bardzo pragniesz przynależności, że mówisz o najbardziej… prowokujących do myślenia sprawach.

Nikt nie powiedział ani słowa. Co mogliby powiedzieć? Czy Malfoy się mylił? Raczej nie. Czy jego słowa były okrutne? Nie, niezupełnie. Z drugiej strony ten ton głosu. Hermiona wiedziała, że zajęło mu lata, by go dopracować, swobodna obelga zamaskowana jako uprzejmość, ale nieomylna w swojej kwasowości, i słyszała go już kilka razy. Nadal przyprawiało ją to o dreszcze.

Malfoy poruszał szczęką i wstał, zapinając guzik płaszcza.

— Jak powiedziałem, wpadłem tylko się przywitać — mruknął. — Bawcie się dobrze. Dobranoc.

Jego zimne oczy przesunęły się po towarzystwie, ale zatrzymały na Hermionie, zanim odwrócił się i odszedł do baru.

Hermiona przełknęła ślinę. Nie była zbyt dumna, by przyznać, że jego spojrzenie działało na nią w różny sposób, nawet jeśli go nienawidziła.

— Dobrze ci poszło, Gallagher — mruknął McLeod z drugiego końca stołu. — Zapłaciłby za drinki, gdyby został.

— Tak, Gallagher — powiedział Harry stanowczo. — Następnym razem, po prostu się zamknij, dobra?

— To był żart! — krzyknął Gallagher. — Na Merlina, zachowujecie się jak dzieci! Granger się nie obraziła – prawda, Granger?

Hermiona uniosła brew.

— A co miałoby mnie nie obrazić? Zakładanie, że będę się bzykać z facetem, którego nienawidzę, czy zakładanie, że będę się bzykać z facetem tylko dlatego, że dostrzegł mnie przy stole? To dość seksistowskie, wiesz.

— Och, nie dodawaj do tego feministycznych gadek! — jęknął Gallagher.

— Nie zrobiłam tego — mruknęła Hermiona do kufla piwa kremowego. — Chodzi o zwykłą, cholerną przyzwoitość.

Gallagher przewrócił oczami.

— Robisz problem jak typowa kobieta!

Hermiona zmrużyła oczy i zanuciła.

— Gratuluję wyjątkowej spostrzegawczości.

Gallagher jęknął, podczas gdy inni całkowicie go zignorowali, rozmawiając o czymś innym, a noc trwała dalej. Inni szybko zapomnieli o tej sytuacji, ale nie Hermiona. Nie. Wciąż kipiała ze złości. Gallagher był idiotą, ale potrafiła sobie z nim poradzić. Natomiast Malfoy… Zawsze miała sprzeczne uczucia, jeśli chodzi o spotkania z nim, ponieważ potrafił jej zajść za skórę w wyjątkowy sposób. Zdawało się, że wiedział dokładnie, jakie przyciski nacisnąć i za jakie sznurki pociągnąć, nie wspominając o wywołanym gniewem zażenowaniu, które czuła, gdy Gallagher zasugerował, że mogłaby przelecieć blondyna!

Był wysoki, wysportowany i przystojny, wiedziała, że dobrze pachniał — zawsze wiedziała, że to on przechodzi przez korytarz, gdy czuła zapach cytrusów i cedru — ale był wężem i okropnym człowiekiem. Nie była nawet pewna, czy mogłaby go przelecieć, gdyby byli ostatnimi żyjącymi ludźmi. Może gdyby naprawdę byli ostatnimi, którzy przeżyli — ale na pewno nie w innym wypadku. Cóż, gdyby miała być szczera, wolałaby przelecieć Malfoya niż Gallaghera, ale jeśli na świecie nie byłoby nikogo innego oprócz niej, Malfoya i Gallaghera, nigdy by tego nie zrobiła. Z drugiej strony było wiele osób, których zdecydowanie nie chciała przelecieć, a umysł Hermiony wariował, próbując dowiedzieć się, czy Malfoy jest na tej liście.

Zjeżyła się na myśl o tym, nieustępliwie próbując zatrzymać potok myśli. To nie było ważne, tylko fakt, że nie chce uprawiać seksu z Draco Malfoyem.

Przerażona tą męką, przeszła od piwa kremowego do ginu. Minęło sporo czasu, odkąd się upiła, i nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo jest pijana, dopóki nie wstała, by zamówić drugi gin.

— Miona, wszystko w porządku?

Harry parsknął śmiechem i niezgrabnie złapał ją za łokieć, gdy się zachwiała. Był zarumieniony, miał zamglone oczy, a okulary przekrzywione na twarzy. Nawet jego włosy były bardziej rozwichrzone niż przed przyjściem tutaj.

Uśmiechnęła się.

— Wszystko w porządku, Harry. — I tak było. Wszystko wydawało się być idealne. Świat był przyjazny, była najlepszą wersją siebie i nawet irytujące rozmyślania o Malfoyu nie mogły jej zdołować. — Idę do baru. Chcesz coś?

— Kolejną rundę parującego Simisonsa, Granger!

Hermiona wystawiła język.

— Nie pytałam ciebie, McLeod!

Harry parsknął śmiechem i pokręcił głową.

— Nie, nie trzeba. Ginny mnie zabije, jeśli wrócę do domu bardziej wstawiony niż jestem.

Hermiona skinęła głową.

— Zanotowałam. No cóż, zaraz wrócę.

Pewna siebie szła w stronę baru. Pub był zatłoczony, wszyscy czekali aż Dwóch Przerażających wejdzie na scenę. Duet grał co piątek, wykonując rovery piosenek Fatalnych Jędz, Straszydeł i Oczarowanych — same klasyki.

Przepchnęła się do baru, wciskając się między rozbrykanych bywalców pubu, którzy czekali z niecierpliwością, aż zespół zacznie grać. Machnęła ręką i zawołała:

— Poproszę Gin Nigh Tide!

Barman najwyraźniej jej nie zauważył, więc stanęła na palcach i pochyliła się nad kontuarem.

Poproszę Gin Nigh Tide!

Barman nawet się nie odwrócił, żeby na nią spojrzeć, a ona zmarszczyła brwi. Miała właśnie zawołać go ponownie, gdy pstryknięcie palcami tuż obok niej sprawiło, że podskoczyła. Barman natychmiast się odwrócił, a jego spojrzenie spotkało się z powietrzem nad głową Hermiony. Z ulgą odwróciła się, żeby podziękować nieznajomemu, ale gdy odkryła, że wcale nie był nieznajomy, zgorzkniała.

To był Malfoy, oczywiście że tak. Stał tam, w swoim drogim, czarnym garniturze i idealnie ułożonych blond włosach na przystojnej głowie. Stał blisko, ale na nią nie patrzył. Nie, jego stoicka — i obraźliwie ładna — twarz była skupiona na barmanie. Jego głos był głęboki i gładki, gdy powiedział:

— Ognistą. Już.

Kiedy barman od razu wziął się za przygotowanie zamówienia, Hermiona złapała oddech i niemal wyskoczyła przez ladę.

— Nie! Nie! Ja byłam pierwsza!

Barman zatrzymał się i spojrzał na nią, a ona również poczuła na sobie wzrok Malfoya. Odwzajemniła spojrzenie, nie pozwalając, by rozpraszały ją te szare oczy.

— Ja byłam pierwsza — warknęła.

Powstrzymała chęć stanięcia na palcach, by wyglądać na wyższą, ponieważ wyglądałoby to tylko głupio. Mogła dosięgnąć najwyżej do jego ramion. Na Godryka, czy on zawsze był taki wysoki? Nie patrząc na barmana, warknęła:

— Poproszę Gin Nigh Tide.

Wypowiedziała każde słowo tak ostro, jak tylko potrafiła.

Malfoy patrzył jej w oczy, lekko je mrużąc. Mrugnął powoli, przesunął wzrok na barmana i skinął głową.

— Dopisz do mojego rachunku.

Szczęka Hermiony opadła.

— Ja… nie prosiłam cię o to!

Uniósł brwi, a Hermiona zdecydowanie nie była zdziwiona, jakie miał szczęście, że jego brwi były o kilka odcieni ciemniejsze od platynowych włosów, co nadawało jego twarzy tak wyraziste rysy.

— Możesz zamówić jeszcze jednego, jeśli chcesz.

Wściekła, zwróciła się do barmana.

— Nalej mi jeszcze jednego — zażądała. — Nie chcę tego.

Barman w odpowiedzi zmarszczył brwi.

— Masz swojego drinka, panienko. — Nalewając Ognistą Whisky, dodał: — Mam innych klientów.

— Cóż — zmarszczyła brwi — przynajmniej pozwól mi zapłacić.

— Zapłacone — powiedział po prostu, zanim przeszedł do następnego, proszącego o jego uwagę.

Hermiona prychnęła i odwróciła się do Malfoya, który teraz popijał swoją Ognistą Whisky. Cholera, wyglądał przystojnie, nawet robiąc to.

— Dlaczego to zrobiłeś?

— To tylko drink, Granger — wycedził, jego oczy błyszczały. — Może to krok ku twojej lepszej osobowości. — Kiedy spojrzała na niego niewzruszona, pokręcił szczęką i przysunął gin bliżej niej. — No dalej. To tylko drink. Bądź grzeczną dziewczynką i go weź.

To był rozkaz pochodzący z jego głębi, przepełniony czymś mrocznym i aksamitnym otaczającym jego słowa. Hermiona zwalczyła dreszcz, który zaczął się w dolnej części jej pleców i rozprzestrzeniał się na włosy, a serce biło coraz szybciej i mocniej. Nie powinien tak do niej mówić, używać takiego tonu, ale gdyby go zrugała, spojrzałby na nią jak na beznadziejną świętoszkę. Odmówiła grania w tę grę. Spodziewała się, że się ruszy, wróci do swojego towarzystwa, ale został, z oczami intensywnie wpatrzonymi w nią. Ona z kolei wyprostowała ramiona i skrzyżowała ręce na piersi.

— Chciałeś czegoś? — rzuciła wyzwanie. — Dlaczego wciąż tu jesteś?

— To bar — powiedział chłodno, a jego oczy powoli i pobłażliwie przesunęły się po jej ciele.

Przyglądał jej się, oceniał ją, co sprawiło, że poczuła się dość zakłopotana. Draco Malfoy nie będzie patrzył na nią w ten sposób. Po prostu nie.

Hermiona prychnęła i zacisnęła ramiona, starając się ignorować swoje zawstydzone policzki, a jego oczy przesunęły się od rąbka jej spódnicy do twarzy.

— Jesteś dupkiem, Malfoy.

— Auć. — Uśmiechnął się do szklanki, uśmiechem zbyt uroczym, by czuć się komfortowo. — To rzeczywiście ostre słowa od Złotej Dziewczyny.

Mrugnęła z zaskoczenia. Potykając się o własne słowa, wydusiła:

— Ja… znam gorsze słowa. Mogłabym nazwać cię gorzej.

— Śmiało — rzucił jej wyzwanie i oparł się o bar bliżej niej. Rozbawienie na jego twarzy było zbyt zrozumiałe, spojrzenia, które leniwie rzucał jej ustom zbyt uwodzicielskie, a jego głos zbyt zachęcający, gdy zamruczał: — Nazwij mnie gorzej.

Zmarszczyła brwi.

— Skurwysyn.

— Tak, to zdecydowanie gorsze — wycedził, jego głos ociekał sarkazmem. — Pamiętam, jak nazwałaś mnie jednocześnie podłym i złym. Gdzie tamta Granger?

Hermiona prychnęła.

— Cóż, to może wąż?

Zaśmiał się do swojej szklanki.

— To kreatywne, ale dla Ślizgona już mniej. Dobra robota, Granger.

Wściekle wzięła łyk ginu.

— Cóż… ty skończony dupku!

— Wreszcie do czegoś zmierzamy! — Uśmiechnął się szeroko. Pochylił się ku niej, jego zapach ją ogarnął, wypełnił tył jej gardła i natychmiast się napięła. Co to było? — Ale wiem, że stać cię na więcej — mruknął cicho, jego oddech muskał małżowinę jej ucha, wysyłając dreszcze wzdłuż kręgosłupa. — Jesteś taka ambitna.

Hermiona zachwiała się, jej puls przyspieszył. Boże, pachniał tak dobrze i z jakiegoś cholernego powodu świat wokół niej zdawał się uspokajać, przytłumiać, jakby byli jedynymi osobami w tym barze. Gorąco pulsowało jej na twarzy, klatka piersiowa się zacisnęła, a brzuch zawirował. Jej ręka drgnęła, chętna, by go dotknąć, ale powstrzymała się, starając się opanować. To tylko alkohol.

— Tak?

To słowo należało do niej, ale wyrwało się z jej gardła w niemal chrapliwym błaganiu, przemykając przez jej defensywę, gdy próbowała uspokoić oddech. Kurwa, brzmiała żałośnie, jakby była jakąś świętoszkowatą dziewicą zwabioną przez prawdziwe ciacho. Nie-nie! Nie tam jej myśli powinny zmierzać.

Wyrwał mu się głęboki chichot.

— Potrzebujesz zachęty? — Malfoy podszedł bliżej, jego ciało niemal ją otuliło, gdy zanucił: — No dalej, szlamo, mów do mnie tak, jak naprawdę chcesz. To, co o mnie myślałaś przez wszystkie lata. No dalej.

Hermiona poczuła bicie serca w uszach i pulsującą krew w żyłach. Powietrze stało się ciężkie. Świat zdawał się upadać, gdy wściekłość ogarnęła ją, jej skórę i kości. Nie użył tego słowa od czasów szkolnych. Nikt nie nazwał jej tym okropnym wyzwiskiem od wojny. Głuche dudnienie brzydkiej blizny pod urokiem na jej ramieniu stawało się coraz silniejsze z każdym pulsem serca, a jej usta zrobiły się suche. Ale było tam coś jeszcze, uczucie zamaskowane jako gniew, lecz tak naprawdę coś innego. Nie potrafiła tego określić, ale sprawiło, że jej brzuch wirował.

Nie powinna dać się sprowokować. Wiedziała o tym. Próbował ją podburzyć, być może dla własnej rozrywki, a ona nie powinna mu na to pozwolić — zwłaszcza, że jego obecność, w jej obecnym stanie umysłu, robiła z nią inne rzeczy, które zdecydowanie by ją obrzydziły, gdyby była trzeźwa.

Przenosząc wzrok na jego oczy, zobaczyła, że były wypełnione czymś, czego wcześniej nie widziała, czymś, czego nie potrafiła nazwać. Jedyną rzeczą, którą potrafiła rozpoznać, było oczekiwanie. Och, chciał wiedzieć, prawda? Chciał wiedzieć, co ona o nim myśli? A potem ogarnął ją spokój. Odwaga. Determinacja.

Pozwoliła twarzy się rozluźnić, powoli zamrugała, rozchylając usta. Przybrała najbardziej ponętny wyraz twarzy, na jaki była w stanie się zdobyć, pomimo łomoczącego serca i powoli zamknęła lukę między nimi. Na twarzy Malfoya pojawiło się zakłopotanie, jego spojrzenie przesunęło się na jej usta. Usłyszała, jak bierze gwałtowny wdech, gdy delikatnie położyła dłoń na jego piersi, a jego źrenice się rozszerzyły. Był ciepły i stanowczy w kontakcie z jej dłonią, a czarna bawełna koszuli po marynarką była jedwabiście gładka pod jej palcami. Nie chciała nawet sobie wyobrażać, ile to musiało kosztować.

Poczuła, jak pod jej dłonią wznosi się i opada coraz częściej, a cichy głosik z tyłu głowy kazał jej się odsunąć, zdystansować od tej sytuacji. Bycie tak blisko niego stanowiło niebezpieczeństwo, z którym zupełnie nie była zaznajomiona. Przywoływało ją, by zrobiła coś… głupiego. Być może miedzy nimi było jakieś wściekłe przyciąganie, ponieważ pochylił się i na moment zapomniała, co robi. Zamierzał ją pocałować? Czy chciała, żeby to zrobił? Tak… nie? Tak… nie!

Oblizała usta, jego oddech musnął jej twarz. Wciągnęła go, whisky i pożądanie, jej ciało drżało tak samo jak powietrze. Zapach cytrusów i cedru niemal ją przytłoczył, sprawił, że zakręciło jej się w głowie, ale zanim całkowicie się w tym zatraciła, udało jej się odepchnąć wszelką niepewność, napędzaną zauważalną zmianą w jego oddechu.

Stanęła na palcach, muskając swoimi ustami jego usta — alkohol naprawdę był płynną odwagą — i zbliżyła się do jego ucha.

— Chcesz wiedzieć, jak cię nazywam, gdy nikt nie słyszy? — wyszeptała tak zmysłowo, jak tylko możliwe, i zobaczyła, że jego dłoń drgnęła i napięła się na ladzie tuż obok niej, a jego rodzinny sygnet błyszczał w ciepłym świetle pubu.

Zanucił cicho, dźwiękiem, który sprawił, że jej kości zadrżały, i pochylił głowę odrobinę bliżej.

— Powiedz mi. Jak tak zorganizowana, świętoszkowata Granger mnie nazywa, kiedy jest sama w ciemności?

Jej usta zadrżały w geście zwycięstwa, gdy stanęła jeszcze bliżej i przesunęła jedną ręką po jego silnym ramieniu. Merlinie, jej wyobraźnia szybko namalowała obraz tego, co kryło się pod tym garniturem, ponieważ dotykanie jego było po prostu… Nie. To nie było to, co chciała. Grała w tę grę i wygrywała.

Jej usta niemal musnęły ciepłą skórę jego ucha i poczuła, jak nabiera powietrza, zanim wyszeptała:

— Nazywam cię zdradzieckim…. tchórzliwym… pieprzonym… śmierciożercą.

Po czym odepchnęła go, jej dłonie zdecydowanie wcisnęły się w twardą klatkę piersiową.

Zatoczył się i po raz pierwszy od dłuższego czasu zobaczyła, że jest wstrząśnięty. Oszołomiony. Wpatrywał się w nią, jego blade oczy wypełniły się szokiem.

Hermiona zadarła nos i jednym haustem opróżniła gin, zanim odsunęła się od baru i od Malfoya. Och, to było przyjemne! Ekscytujące, bo wskazała mu jego miejsce. Wiedziała, że go to bolało, miała świadomość, że przeszkadza mu fakt, że ludzie wciąż wypominają mu jego przeszłość; wiedziała, że nie lubi pokazywać lewego przedramienia i wiedziała, że czuje się osobiście urażony, gdy śmierciożerca wyślizguje się z rąk aurorów.

Być może to nie było miłe z jej strony, że powiedziała to, co powiedziała, ponieważ tak naprawdę nie uważała go za śmierciożercę — nigdy tak nie myślała. Ale z drugiej strony, nazwał ją szlamą. Chciał ją sprowokować, więc dlaczego on może to robić, a ona nie?

Nie, postanowiła, przeciskając się przez tłum, nie zamierzała czuć się winna z tego powodu. Właściwie, czuła się zwycięzcą. A wyraz jego twarzy! Wyglądał, jakby myślał, że ona może go pocałować — i że on mógł tego chcieć. Sama ta myśl sprawiła, że zakręciło jej się w głowie. Nie żeby kiedykolwiek myślała o pocałowaniu Malfoya; nie, nigdy nie zastanawiała się, czy jest w tym dobry, czy nie, czy jego usta są tak miękkie, jak idealne. Nie, Hermiona nigdy nie zastanawiała się, jak to jest całować Draco Malfoya.

No cóż, może raz. Albo dwa.

Tak, dobra, myślała o tym kilka razy przez lata — ale to sprawiło, że zwycięstwo smakowało o wiele lepiej.

Dwaj Przerażający właśnie weszli na scenę, a tłum wiwatował. Hermiona spojrzała na zespół, zmierzając do Harry’ego i ich kolegów, i nie była przygotowana, gdy została gwałtownie pociągnięta za ramię. Próbowała znaleźć oparcie wśród tłumu, gdy była przez niego ciągnięta, i zanim się zorientowała, stała z powrotem obok Malfoya.

Jego dłoń boleśnie owijała jej ramię, a szczęka zacisnęła się, gdy wyciągał ją na opuszczone zaplecze pubu.

— Co ty robisz? — warknęła i próbowała się od niego uwolnić, ale jego ucisk był zbyt silny. — Puść mnie!

— Czy to sprawiło, że poczułaś się potężna? — wycedził chłodno i wepchnął ją w ceglaną ścianę.

Hermiona jęknęła, gdy jej głowa uderzyła o twardą powierzchnię. Muzyka i tłum wibrowały na podłodze, a ona zamrugała, patrząc na niego zszokowana i zaskoczona. Gdyby nie była lekko odurzona, prawdopodobnie byłaby przerażona, ponieważ nigdy nie widziała Draco Malfoya tak wściekłego i zastraszającego. Szeroki i wysoki, otaczał ją swoją groźną postawą.

— Czy poczułaś się jak dobra dziewczynka wyzywając wielkiego, złego śmierciożercę? — zanucił i pochylił się, jego twarz znajdowała się zaledwie kilka cali od jej twarzy.

— Zejdź ze mnie — zdołała powiedzieć, ale nie było to tak stanowcze i agresywne, jak brzmiało w jej głowie, więc Malfoy uśmiechnął się ponuro.

— Już nie jesteś taka pewna siebie, Granger?

— Nazwałeś mnie szlamą! — krzyknęła i próbowała go odepchnąć, ale był nieugięty. — Sam się o to prosiłeś!

— Prosiłem się o to, czyżby? — niemal wymruczał, gdy jego duża dłoń wylądowała na jej mostku, ciepła i ciężka, przyciskając ją do ściany.

Hermiona przełknęła ślinę, serce zabiło szybciej. Coś działo się w jej wnętrzu, a strach szybko zamienił się w gorąco, gdy bliskość Malfoya ją zdezorientowała.

Mięsień na jego szczęce zadrżał, gdy wzrok opadł na jej usta, zanim leniwie powrócił do niej. Wszystko zdawał się zatrzymać na chwilę; Hermiona nie widziała nic poza nim, a wkrótce muzyka ucichła i wszystko, co mogła usłyszeć, to krew dudniąca w jej uszach — wszystko, co mogła poczuć, to jego oddech na sobie i ciepło jego dłoni na jej skórze.

Jego ruchy były powolne, wyważone, gdy położył jedną rękę na ścianie tuż obok jej głowy, a drugą owinął wokół jej gardła. Hermiona jęknęła. Spodziewała się, że jego ucisk będzie siniaczący, duszący, ale chociaż nie był delikatny, nie był też bolesny. Ku jej zaskoczeniu, uznała go za raczej… kuszący. Uziemiający. Jej puls dudnił w uszach, gdy nachylił się bliżej.

— Teraz ty się o to prosisz — warknął.

— Przestań — szepnęła, czując, jak strach i dezorientacja szybko przesączają się przez opary alkoholu. — Zgłoszę cię za to!

Zanucił i powoli wsunął kolano między jej uda, rozchylając je.

— Mówisz, że mały lew nie lubi małej walki? — mruknął ponuro, jego oddech po whisky musnął jej twarz. — Śmiało, Granger. Zgłoś mnie.

Hermiona ledwo mogła oddychać. Nie dość, że zaczynała panikować, to jeszcze w jej wnętrzu kłębiło się coś jeszcze, coś podłego i niestrzeżonego. Gorąco jego ciała, tak blisko niej, jego spokojny, ale złowrogi głos i nieodparty zapach sprawiały, że jej kolana zadrżały. Nigdy wcześniej nie był tak blisko niej, nawet przy barze. Nieświadomie jej dłonie szukały drogi go jego koszuli, ściskając go mocno, przyciskając go jeszcze bliżej.

— Nie powinniśmy tego robić — wyszeptała, a gorąco pulsowało na jej twarzy. — To… to nie jest właściwe.

— Według kogo? — mruknął, z tym swoim złośliwym uśmieszkiem, który ją pociągał.

— Puść mnie — jęknęła. Próbowała go odepchnąć, choć dość żałośnie, ponieważ przyciągała go równie szybko. — Będą się zastanawiać, dokąd poszłam. Harry będzie się martwił! Będzie mnie szukał! Proszę, Malfoy! Puść… puść mnie.

— Naprawdę chcesz, żebym to zrobił? — Zaśmiał się wyzywająco, ale ona tylko mrugnęła zdezorientowana. Uniósł brew. — To pytanie, na które odpowiada się tak lub nie, Granger.

Hermiona przełknęła ślinę. Uczucia, które wywoływał w niej w tej chwili, były z pewnością spowodowane jej upojeniem, ponieważ chociaż racjonalna część jej umysłu kazała jej powiedzieć mu, żeby się odpierdolił, naprawdę nie chciała tego robić. Było coś tak… intrygującego w byciu przez niego powstrzymywaną, bezradną. Poczuła suchość w ustach, serce waliło jej mocno w piersi, a co wystarczająco upokarzające, poczuła, że jej majtki robią się wilgotne.

— Odsunę się — powiedział nagle bardzo poważnym głosem, ale nie próbował się ruszyć — jeśli naprawdę tego chcesz. Obiecuję. Musisz tylko powiedzieć.

— H-Harry nas znajdzie — wyszeptała, ale jej ciało ją zdradziło, gdy sutki zesztywniały pod stanikiem.

Minęło sporo czasu, odkąd jakiś mężczyzna był tak blisko niej, zwłaszcza taki, który pachniał tak dobrze jak Malfoy.

— Niech więc przyjdzie — wyszeptał, muskając ustami delikatną skórę jej szyi, a Hermiona mimowolnie jęknęła.

Mruknął cicho i przycisnął udo do jej gorąca, niemal unosząc ją z ziemi, a ona pisnęła. Draco Malfoy ocierał się nogą o jej rdzeń, mocno i stanowczo, wywierając tylko tyle nacisku, by przebić się przez jej ciało odurzającym pożądaniem. To było coś, czego się nie spodziewała.

Prawie słyszała, że się uśmiechał, gdy szepnął jej do ucha:

— Niech zobaczy, o co się prosisz.

Tysiące myśli przemknęło przez głowę Hermiony, gdy Malfoy szybko ją obrócił, by przycisnąć jej przód do zimnej, ceglanej ściany. Czy to naprawdę się działo? Czy będzie bolało? Dlaczego czuła podniecenie? Ale wszystkie te myśli zniknęły, gdy poczuła jego dłonie powoli przesuwające się po jej bokach i jak wziął głęboki oddech, odsuwając jej włosy i przyciskając usta do jej gardła w głębokim warczeniu.

Jęknęła z trudem, zaskoczona i przytłoczona nagłym przypływem adrenaliny i pożądania, które przez nią przepłynęły. Jego ciało było twarde i wyrzeźbione za nią. Poczuła wyraźną sztywność grubszego kutasa wciskającego się w jej plecy. Powinna walczyć, żeby uciec, powinna go strofować, ale nie mogła. Nie chciała.

Jego dłonie wędrowały po jej ciele w górę do piersi. Mógł ją łatwo objąć swoimi dużymi dłońmi i ugniatać, aż zaczęła kwilić. Jej już napięte sutki zesztywniały jeszcze bardziej, niemal do bólu, dreszcze przechodziły przez ciało, a on był zdecydowany, ale opanowany, gdy rozpiął jej bluzkę, by ją odsłonić. Gdy jego dłonie znalazły drogę pod materiałem jej biustonosza, jęknął ponuro, czując spotykającą się ze sobą skórę.

Kurwa — syknął w jej włosy, jego biodra napierały na nią.

Biorąc jej sutki między palce, mocno je uszczypnął.

Hermiona ugryzła się w wargę, by stłumić jęk, odrzucając wszelkie myśli o ostrzeżeniu lub żałowaniu, jednocześnie znikając w lekkomyślnym uczuciu, jakie czuła, gdy ją dotykał. Więc tak to wyglądało, zdołała pomyśleć. Tak czuły się wszystkie dziewczyny, z którymi zastała Malfoya w ciemnych korytarzach podczas dyżurów prefektów po godzinie policyjnej, przyciśnięte do ściany, dyszące z rozwiązłej żądzy. Nie żeby kiedykolwiek się nad tym zastanawiała…

Malfoy przesunął językiem po skórze jej szyi, gryząc przy tym zębami, jednocześnie wsuwając dłoń między jej uda. Hermiona jęknęła, gdy jego palce dotknęły jej majtek i automatycznie zacisnęła nogi.

— Nie — powiedział ponuro i ponownie objął jej gardło drugą ręką. — Bądź grzeczną dziewczynką i otwórz się na mnie.

Jego rozkaz poraził ją, elektryzując jej zmysły. Jego głos był tak wymagający, miękki i stanowczy w tym samym czasie. Nikt nigdy wcześniej tak do niej nie mówiło i czuła, jakby płonęła od środka.

Hermiona jęknęła drążąco Kurwa, zanim zrobiła, co jej kazano, a jego ręka wślizgnęła się pod materiał. Wydała z siebie urywany jęk.

— Proszę, proszę — mruknął, jego palce leniwie głaskały jej aksamitne wargi. To uczucie było wręcz boskie, a jednocześnie złowrogie. — Jesteś przemoczona, Granger.

— A ty jesteś twardy — wyszeptała i odepchnęła biodra do tyłu ku niemu.

Jęknął i drażniąco uszczypnął jej łechtaczkę, sprawiając, że krzyknęła i wygięła biodra.

— Powiedz, żebym przestał, to przestanę — powiedział, ale to było bardziej ostrzeżenie niż zapewnienie.

Hermiona przycisnęła pośladki do twardości, którą czuła wciśniętą w jego udo, ciało paliło się od dotyku jego dłoni. Chciała… tak wiele. Jej umysł pracował na najwyższych obrotach po wszystkie fantazje i lęki, aż poczuła, że ociera się od nią i nie wydawał się mały.

— Nienawidzę cię.

Wydał gardłowy pomruk, zanim wsunął w nią dwa palce, a ona głośno jęknęła. Nie miała pojęcia, co się dzieje, dlaczego na to pozwala i dlaczego to było takie przyjemne, ale nie obchodziło jej to. Zacisnął palce w jej wnętrzu, podziwiała ich dotyk, rozciąganie i przyjmowanie. To było niepodobne do niczego, czego kiedykolwiek doświadczyła, tak niepodobne do żadnych innych rąk, które badały jej ciało z niepohamowaną ciekawością. To nie było z ciekawości — to było celowe. Kiedy jego kciuk musnął jej łechtaczkę, zakwiczała i odrzuciła głowę do tyłu, na jego ramię. Tak dobrze… to było takie przyjemne!

— Jesteś cholernie ciasna, Granger — mruknął i polizał jej dolną część szczęki, a jego ręka przechyliła jej głowę w jego stronę. — Tak cholernie ciasna.

Hermiona tylko mruczała, poruszając biodrami w rytm jego palców.

— Czy to przyjemne? — zadrwił do jej ucha, przesuwając dłoń z jej gardła z powrotem na piesi. — Podoba ci się, że śmierciożerca robi ci palcówkę?

— Zamknij się — jęknęła i oparła się o ścianę.

— Och, nie — warknął Malfoy i złapał ją za włosy, by odwrócić jej głowę do siebie, jego palce zacisnęły się mocniej w środku, sprawiając, że krzyknęła. — Odpowiesz mi. Czy to jest przyjemne?

Skrzywiła się z bólu, ale to tylko spotęgowało uczucie jego palców wsuwających się i wysuwających z jej mokrej, tęskniącej cipki.

— Tak — dyszała. — Tak!

O, Boże, tak!

— Grzeczna dziewczynka — szepnął i popchnął ją do przodu, aby znów zgięła się pod ścianą.

Hermiona się chwiała, te dwa słowa spadały na nią jak gładki deszcz, gdy poczuła, jak chwyta ją za biodra i unosi jej spódnicę nad krągłości jej tyłka. Wtedy sobie uświadomiła; byli schowani tylko w ciemnym korytarzu i każdy mógł ich nakryć w tej sytuacji. Muzyka zagłuszała wszelkie dźwięki, ale gdyby ktoś ich zobaczył, nie dałoby się ukryć tego, co robili.

Nie zastanowiła się ani chwili, gdy poczuła, jak ściąga jej majtki, niemal je rozrywając, a coś ciepłego, twardego i tak, dużego, szturchnęło jej wejście, ślizgając się po jej mokrych wargach. Nawet nie usłyszała, jak odpina pasek.

— Ostatnia szansa, Granger — syknął. — Powiedz mi, żebym przestał.

Ale Hermionie zabrakło słów. Chciała mu powiedzieć, żeby poczekał, żeby przynajmniej przenieśli się do toalety, ale jej umysł nie potrafił stworzyć pełnych zdań. Wszystko, co mogła zrobić, to stać tam, z gęstą dawką oczekiwania w powietrzu; gdyby po prostu to zrobił, gdyby po prostu ją przeleciał, nie musiałaby podejmować decyzji sama. Nie musiałaby rozważać za i przeciw, myśleć o możliwych konsekwencjach każdego wyboru. Mógł jej to odebrać, ale z jakiegoś powodu mogła myśleć tylko o tym.

— To jak będzie, Granger? — mruknął ponuro, a ciepła główka jego kutasa leniwie głaskała jej wilgoć.

— T-tchórz — to wszystko, co zdołała powiedzieć.

Chciała dodać coś więcej, nazwać go mocnym w gębie, ale każde słowo rozproszyło się, gdy wszedł w nią i jej cipka ustępowała miejsca jego obwodowi, a Hermionie zabrakło tchu.

Draco Malfoy nie był tylko niesprawiedliwie przystojny, ale również niesprawiedliwie dobrze wyposażony — bo oczywiście, że tak. Czy ten facet kiedykolwiek przegrał na loterii genetycznej?

Kurwa! — wrzasnęła, gdy pieczenie od rozciągania ją otrzeźwiło, popychając ją na palce.

Nie miała w sobie niczego tak dużego od… cóż, nigdy.

Zatrzymał się, ciężkie oddechy przemknęły jej nad głową.

— Zrelaksuj się, Granger — wymamrotał tak ponuro, że wydawało się to rozkazem. — Musisz się zrelaksować.

Hermiona była spięta, miała tego świadomość; uczucie jego w jej wnętrzu było drażniące, przytłaczające, ale poruszyło coś głębszego w niej, coś podstępnego. Jęcząc, po prostu… poddała się. W chwili, gdy to zrobiła, coś się poluzowało w jej piersi, coś, o czym nie wiedziała, że jest uwięzione, i poczuła, jak Malfoy kontynuuje, powoli, ale zdecydowanie, aż była pełniejsza niż kiedykolwiek w życiu. Krzyknęła, starała się uspokoić drążące mięśnie, a Malfoy głęboko jęknął za nią.

— Zadowolona? — warknął, uderzając biodrami o nią, co spowodowało nagłe łzy w jej oczach. — Porządnie wydymana przez śmierciożercę?

Hermiona skrzywiła się i mocno zamknęła oczy. Była wystarczająco mokra, jasne, ale na Merlina! Przy każdym trzaśnięciu jego bioder wbijał ją w ścianę, a jej wnętrzności walczyły, by zrobić miejsce dla jego rozmiaru. Czuła to wszystko, każde wybrzuszenie i żyłę, i jęczała z bólu, który w jakiś sposób przerodził się w niewyobrażalną przyjemność. To było złe, zdołała pomyśleć, tak cholernie złe, a jednak coś w niej się obudziło, coś pierwotnego.

Jego ręka znów owinęła się wokół jej gardła, przyciągając ją do siebie, gdy wepchnął się do środka i warknął:

— Odpowiedz mi, szlamo! Zadowolona?

Tak — jęknęła, łzy paliły ją w oczach. — T-tak!

Przy każdym pchnięciu Malfoy wbijał palce głębiej w jej ciało, siniacząc ją, mamrocząc niezrozumiałe ciągi słów — mieszankę obelg i pochwał — i zakopywał twarz w jej ramieniu. Wkrótce jego tempo stało się karzące, przy każdym pchnięciu popychając ją w ścianę, a Hermiona nie mogła kontrolować dźwięków, które się z niej wydobywały. Stała bezradnie na palcach, gdy ją taranował, nie wiedząc, czy ona się podtrzymuje, czy on, a dźwięki, które wydawał, miały pozostać w jej fantazjach na długi, długi czas.

Wszystko w niej płonęło, rdzeń kręgowy napinał się. Miażdżył ją na wszystkie najgorsze i najlepsze sposoby, jego kutas wypełniał ją o wiele bardziej niż myślała, że może wytrzymać poczuła, jak go połyka, gdy wchodził, i chwyta, gdy się wycofywał, podczas gdy jego miednica bezlitośnie uderzała w nią. Całe ciało Hermiony pracowało, by utrzymać się w pozycji pionowej, każdy mięsień walczył o wzmocnienie. Pot zbierał się na jej skórze i spływał po plecach, jej kończyny drżały, a ciepło między nimi sprawiało, że prawie zapominała, gdzie są — i kim są.

Ciśnienie rosło, kręgosłup się rozciągał, przyjemność rozprzestrzeniała. Och, to było tak cholernie przyjemne, a ona wspinała się rękami po cegłach, by znaleźć coś, czego mogłaby się przytrzymać. Pracował nad nią jak bestia, utrzymując swój bezkompromisowy rytm i karzącą siłę, przybijając ją do ściany w ciemności.

Ledwo stała, balansując na krawędzi, chcąc skończyć. Hermiona nigdy nie była w stanie osiągnąć orgazmu przez samą penetrację, w jej miażdżącej pozycji nie mogła puścić ściany, by sięgnąć do łechtaczki. Nie mogła uwolnić całego napięcia, jakie budowały jego ruchu, i bezradnie zawodziła.

— Proszę — wyszeptała, ale nie była pewna, czy ją słyszy. — P-proszę, dotknij… ACH!

Malfoy znalazł nową siłę, kolana zgięły się jeszcze niżej, by uzyskać więcej mocy, pchając ją dalej, a gdy czubek jego kutasa sięgnął jej szyjki macicy, Hermiona niemal wbiła paznokcie w kamień. To było uczucie, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyła, napełniające ją roztopioną przyjemnością spływającą z każdej komórki, a on potrzebował tylko trzech lub czterech pchnięć, zanim nadeszło spełnienie.

Orgazm całkowicie ją zaskoczył. Chociaż czuła, że nadchodzi, była zaskoczona jego ogromem. Rozdarło jej ciało jak mroczna klątwa, falowało i dudniło z głębi; Hermiona zniknęła ze świata i wpadła w płaszczyznę istnienia, która była niczym innym jak bolesną przyjemnością i przyjemnym bólem. Jej ciało kurczyło się i zaciskało, podczas gdy orgazm ją przytłaczał. Nigdy czegoś takiego nie czuła, nigdy jej ciało nie unosiło się w takiej harmonii i ekstazie razem z bólem i strachem, gdy przyjemność zalewała ją w olśniewającym przerażeniu. Zacisnęła się wokół niego, całe jej ciało napinało się, by utrzymać w miejscu atakującego kutasa. Krzyczała w ciemności, ale dłoń Malfoya zakryła jej usta, a stłumiony krzyk zniknął wśród zawodzących tonów gitar elektrycznych i grzmiących bębnów.

Malfoy pchał dalej, jego siła nie osłabła, zanim oddech ustał, a ciało napięło się, głęboko zakopane w niej. Wydał z siebie bolesne jęknięcie, ranił palcami jej biodro, gdy uwolnił swój ładunek, jego oddech był szybszy przy jej szyi.

A potem wszystko zamarło, gdy zespół dokończył piosenkę, a tłum ryknął.

Powoli opadli razem. Jego oddech był głęboki i gorący przy jej szyi, a ciało przyciśnięte do niej. Hermiona poczuła słabość w udach i kolanach, gdy Malfoy delikatnie się wycofał, a sperma spłynęła po jej nogach.

— Bierzesz eliksir? — dyszał nad nią i puścił jej usta.

— Tak.

Przełknęła ślinę, jej głos był ledwo słyszalny. Nie usłyszałby tego, gdyby nie stał tak blisko.

Mruknął pod nosem i uderzył dłonią o ścianę tuż obok jej głowy, jednocześnie wsuwając się z powrotem w spodnie drugą ręką. Jego twarz była blisko jej twarzy, czuła ciepły oddech na szyi, stał tak jeszcze przez chwilę, być może dochodząc do siebie, być może żałując.

Hermiona poczuła dreszcz, gdy zaczęła zdawać sobie sprawę z tego, co właśnie zrobili. Uprawiała seks z Draco Malfoyem, brutalnie przy ścianie w obskurnym pubie. To nie było coś, co kiedykolwiek zrobili. To wykraczało o wiele poza to, co kiedykolwiek zrobili. Bolało ją ciało, każdy mięsień był słaby — nie wspominając o jej biednej cipce. Poczuła ukłucie jego szorstkości, pulsujące jak obcy ból i najprawdopodobniej będzie to czuć przez kilka następnych dni. Ale gdy tam stał za nią, jego ciało osłaniało ją przez światem wokół nich, poczuła przytłaczającą potrzebę, by po prostu skulić się przy nim, szukać pocieszenia i ciepła. Nie zrobiła tego.

— Kurwa, Granger — wychrypiał w jej włosy, kładąc rękę na jej ramieniu.

Było to szokująco delikatne, pocieszające.

— Zabrałeś swoją różdżkę? — zapytała potulnie, zdając sobie sprawę, że jej własna wciąż była w torbie przy Harrym i innymi.

Nie odpowiedział, ale poczuła, jak zimny czubek różdżki musnął jej udo, a śliska ciecz spływająca po nogach zniknęła. Magia bezsłowna. Imponujące, gdyby to nie był on.

Zagryzła dolną wargę i powoli się wyprostowała. Zdała sobie sprawę, że się trzęsie, a jej kolana są słabe, ale nie mogła się teraz załamać. Nie mogła mieć kryzysu egzystencjalnego i zastanawiać się, co do cholery robi ze swoim życiem. Nie, musiała iść dalej, założyć maskę i wrócić o Harry’ego i pozostałych.

Naciągnęła majtki, opuściła spódnicę na biodra i poprawiła bluzkę, zanim odwróciła się do niego, czując, jak ogarnia ją zażenowanie. On jej nienawidził, a ona jego; jednak dźwięki, które oboje wydawali, gdy… przełknęła ślinę. Nie pozwoli, by to ją złamało.

Pomimo ciemności widziała róż na jego policzkach. Patrzył na nią dzikimi oczami, bladymi jak srebro, i gdy się lepiej przyjrzała, zdawało jej się, ze widzi w nich niewypowiedziane słowa. Może żal. Ale szybko zmieniły się ze srebrnego na stalowy, a on po prostu przeczesał włosy dłonią, sprawiając, że wyglądały na tak samo idealnie uczesane jak wcześniej. Potem się wyprostował i wydawał się równie niewzruszony i opanowany jak zawsze, jakby jej nie wydymał przed chwilą pod ścianą pubu.

Czekała, aż się wytłumaczy, może przeprosi, ale nic nie powiedział. Spojrzał na nią wyniośle i z wyższością, jak zawsze, poprawiając mankiety swojej drogiej, czarnej koszuli. Hermiona prychnęła i odwróciła się, by odejść, ale jego ręka pojawiła się przed nią, ponownie przytrzymując ją przy ścianie.

— Wszystko w porządku? — wymamrotał, jego twarz była napięta i surowa.

— Jakby cię to obchodziło — odmruknęła.

Nie poruszył się.

— Po prostu odpowiedz na pytanie. Proszę.

Przełknęła ślinę, a prośba sprawiła, że jej brzuch zawirował. Malfoy nigdy grzecznie o nic nie prosił, a teraz w jego głosie słychać było desperację.

— Tak — powiedziała i przełknęła ślinę. — Nic mi nie jest.

Skinął głową, zaciskając szczękę. Potem pochylił się ku niej, a ona poczuła, jak czubek jego różdżki musnął spodnią część jej brody i zamarła. Zamierzał rzucić na nią Obliviate? Oczywiście, nie chciał, żeby to pamiętała. Z pewnością sam rzuciłby na siebie to zaklęcie, gdyby mógł. Ale wymamrotał zaklęcie upiększające, delikatnie przesuwając czubek różdżki po jej gardle.

Hermiona wzięła oddech, jej serce biło szaleńczo w piersi.

— Nie chciałem cię skrzywdzić — wyszeptał do jej ucha.

Chciała z niego drwić, ale nie mogła. Nie w momencie, gdy musiała zmierzyć się z nagłym rozczarowaniem w piesi — i dlaczego, do cholery, to ją rozczarowało? Jej głos był słabszy, niż planowała, gdy syknęła:

— Twoje postępowanie świadczy o czymś innym.

Kątem oka zobaczyła, jak jego nozdrza rozszerzają się, gdy wchłonął jej słowa. Odchylił się do tyłu, a zimne oczy spoczęły na niej.

— Racja. Pamiętaj, kto sprawił, że tak doszłaś, Granger. I pomyśl o tym następnym razem, gdy będziesz chciała nazwać mnie śmierciożercą.

Hermiona powoli pochyliła się w jego stronę, chcąc zostać połkniętą przez jego gorąco, ale otrząsnęła się i odepchnęła go.

— Nienawidzę cię, Malfoy.

Spojrzał na nią beznamiętnie.

— Och, wiem.

Hermiona tylko rzuciła mu mroczne spojrzenie, zanim oderwała się od ściany i pospieszyła do nieświadomego tłumu, nie przejmując się tym, że ledwo utrzymuje się na nogach.

____________________________

Witajcie :) w niedzielne popołudnie pojawiam się w dawno wyczekiwanym tłumaczeniem. To coś zupełnie innego, ale myślę, że dam radę sprostać mimo trudności i zawiłości historii. Jestem ciekawa Waszych odczuć, więc dajcie znać w komentarzach. Byłoby mi bardzo miło. :)

Tłumaczenie zgodnie z wolą autorki oryginału będzie publikowane tylko na blogu oraz na ao3. Ale na obu platformach macie możliwość dodawania komentarzy czy kudosów.

Rozdziały planuję publikować co dwa-trzy tygodnie w zależności od długości i oczywiście mojego wolnego czasu. Czasem może się zdarzyć, że pojawią się raz w miesiącu, ale myślę, że warto czekać. Historia jest bardzo długa — 70 rozdziałów i ponad 600k słów w oryginale. Także mega wyzwanie, ale ambicja to podstawa, także powinno jakoś pójść.

Jeśli chodzi o inne tłumaczenia w przyszłym tygodniu planuję dodać rozdziały Oceanu między nami. Jeszcze nie wiem ile dokładnie, ale myślę, że więcej niż jeden. Pozostałe zaplanowane będą się pojawiać sukcesywnie, w tym trylogia z tajemniczym motywem, ale o tym w okolicach wakacji.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia! Enjoy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Obserwatorzy