Wrzesień 2004
BOHATERKA
WOJENNA I ŚMIERCIOŻERCA:
NIESZCZĘŚLIWIE
ZAKOCHANI CZY ŚMIERTELNI WROGOWIE?
Autorstwa:
Rity Skeeter
Bal
Dobroczynny w Bentworth odbył się wieczorem 25 września w eleganckiej
posiadłości Abbott Hall, a tłum rozświetliła jeszcze piękniejsza para: Hermiona
Granger, bohaterka wojenna i najlepsza przyjaciółka naszego skarbu narodowego
Harry’ego Pottera, oraz Draco Malfoy, dziedzic ogromnej fortuny Malfoyów i
jeszcze większego majątku Lestrange’ów, a zarazem skazany Śmierciożerca.
Iskrzyło, gdy ta dwójka wirowała po sali balowej.
Mająca
skromne korzenie Hermiona Granger jest obecnie jedną z najbardziej wpływowych
czarownic mugolskiego pochodzenia w Wielkiej Brytanii. Z łatką Najbystrzejszej
Czarownicy Swojego Pokolenia, studiowała Taktyki Śledzenia na Uniwersytecie
Magii w Cambridge i mogła podjąć się każdego zawodu na świecie, ale postanowiła
lojalnie pozostać u boku Harry’ego Pottera. Zajmując się administracyjnymi
sprawami w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów, panna Hermiona
Granger pod wieloma względami zniknęła z pola widzenia.
Tego
samego nie można powiedzieć o charyzmatycznym dziedzicu Malfoyów, którego
romantyczne eskapady od kilku lat od zwolnienia z Azkabanu nawiedzają Proroka
Codziennego. Czy w końcu widzi przed sobą metę i czy zainteresował się naszą
ulubioną wśród mugolsko urodzonych? Pozbawiony rodzinnej chwały, Draco Malfoy
zmuszony jest płaszczyć się przed czarodziejami i czarownicami w całej Europie,
by znów zyskać ich uznanie. Niegdyś protegowany samego Czarnego Pana, odniósł
druzgocący upadek, ale powrót okazał się wręcz spektakularny. Z ponad
trzydziestoma aresztowaniami czarnoksiężników na koncie, można śmiało
powiedzieć, że młody Malfoy stał się jednym z najlepszych Aurorów w kraju.
Anonimowe
źródła potwierdzają, że Hermiona Granger i Draco Malfoy od zawsze byli
śmiertelnymi wrogami ze względu na status krwi. Młody Malfoy był również
najmłodszym Śmierciożercą w wewnętrznym kręgu Czarnego Pana, któremu powierzono
zadanie zamordowania samego Albusa Dumbledore’a. Jego zarzuty obejmują
wielokrotne użycie zaklęć Cruciatus i Imperius, a na dodatek niegdyś żywił
niesławną nienawiść do mugolaków.
Pomimo
skłonności do zdrady, w jego olśniewającym uśmiechu wciąż może kryć się
odrobina mroku. Czy to możliwe, że błysk w oczach Hermiony Granger został
wywołany nieetycznymi środkami, czy też jest prawdopodobne, że ma słabość do
ulubionego czarodzieja czystej krwi? Czy ich spotkanie było jedynie zbiegiem
okoliczności, czy też podstępnym planem zdobycia szacunku czarodziejskiej
Brytanii, a może było to zapisane w gwiazdach? Prorok Codzienny będzie Was
informował na bieżąco o tym, co może przerodzić się w historię miłosną dekady.
Narcyza cierpliwie czekała, aż Draco przeczyta
artykuł, a on zacisnął pięść tak mocno, że gazeta się rozdarła. Podniósł wzrok
na matkę i wykręcił szczękę.
Spojrzała na niego chłodnymi, niebieskimi oczami,
zaciskając usta w cienką linię.
— To mogłoby być nic — powiedziała, a jej głos
był zbyt miękki, by mógł brzmieć kojąco. — Skeeter to karaluch i nikt nie
wierzy w ani jedno jej słowo. Ale te zdjęcia nie kłamią, Draco. Patrzysz na
nią, jakbyś umierał z głodu.
— Tylko tańczyliśmy, matko! — wykrzyknął.
Mrugnęła do niego i zanuciła.
— Tak. Tańczyliście. Dokładnie. Czy to samo
robiliście dziś rano? Nago. W twoim salonie. I nie mów mi, że to nic nie znaczy
— nie urodziłam się wczoraj.
Pogłębił pustkę umysłu, by uspokoić emocje.
— No i co z tego?
— Co z tego? Draco! — warknęła. — To Hermiona Granger, najważniejsza
czarownica mugolskiego pochodzenia w Wielkiej Brytanii! Jeszcze wczoraj
wieczorem mówiłeś, że powinniśmy zasłużyć na jej szacunek, a teraz bawisz się, bezczeszcząc ją? Wstydź się!
Draco prychnął i zmarszczył brwi.
— Zbezcześciłem
ją? Na Merlina, mamy dwudziesty pierwszy wiek! Matko, oboje jesteśmy dorośli.
Nie byłaby tam, gdyby nie chciała.
Narcyza bełkotała, szukając odpowiednich słów.
— Ale nie rozumiem! — krzyknęła. — Od jak dawna
to trwa? Czy to jeszcze świeże? Tygodnie? Miesiące? A może lata?
Draco westchnął głęboko i ścisnął nasadę nosa.
— Czy miałeś sekretny romans z Hermioną Granger,
podczas gdy ja próbowałam oczarować każdą szanowaną czarownicę półkrwi w kraju?
— Matko…
— Czy pozwoliłeś wszystkim uwierzyć, że ona
nienawidzi nas za to, jak ją traktowałeś, gdy byłeś młodszy, podczas gdy przez
cały ten czas byliście kochankami?
— Matko! — warknął i spiorunował ją wzrokiem.
Narcyza zamilkła, szeroko otwierając oczy. Draco westchnął głęboko i
rozprostował nogi, pocierając uda. — To jest… nowe. — Zacisnął szczękę. — To
było… — Ich trzecie spotkanie na seks, ale nie chciał o tym mówić matce. — To był pierwszy raz, kiedy
byliśmy blisko.
Narcyza westchnęła, ale wciąż była spięta.
— Jak to się stało? Dwoje wrogów nie spotyka się
po prostu na parkiecie i nie postanawia spędzić razem nocy pełnej namiętności.
Draco skrzywił się.
— Nie. Nie, my jesteśmy… cóż, przyjaźnimy się już
od jakiegoś czasu. Pracujemy razem nad sprawami. — Nie mógł uwierzyć, że
rozmawia o tym z matką. — Wczoraj na
balu chyba zaiskrzyło.
Narcyza zacisnęła usta i przybrała bardzo
wyniosły wyraz twarzy.
— Cóż, nie mogę powiedzieć, żebym była strasznie
zaskoczona. Zawsze o niej mówiłeś. Zawsze Granger to, Granger tamto.
— Wątpię — mruknął, ale serce zabiło mu dwa razy
mocniej.
— Wiesz — powiedziała, unosząc brodę — możesz
myśleć, że zawsze byłeś ekspertem w ukrywaniu emocji, ale się mylisz. Lata temu
podejrzewałam, że twoje uczucia do panny Granger mogą kryć w sobie coś więcej
niż pogardę. Ale, choć bardzo cię kocham, nigdy nie spodziewałam się, że panna
Granger odwzajemni te uczucia po tym, jak ją traktowałeś.
Draco zacisnął pięści i spróbował uspokoić
oddech.
— No cóż, mam szczęście.
— Zdecydowanie. — Sztywno podniosła filiżankę. —
Spotkasz się z nią jeszcze raz?
— Pracujemy razem.
— Nie bądź głupi, Draco. Wiesz, co mam na myśli.
Przesunął językiem po zębach i westchnął.
— Nie wiem. Może. Tak.
Jej oczy błysnęły.
— Więc to nie był jednorazowy wybryk?
Draco spuścił wzrok. Opadł na krzesło i westchnął
głęboko.
— Nie wiem — mruknął. — Jeśli będzie chciała się
ze mną spotkać, to zrobimy to. Ale nie wiem, może ten cholerny artykuł ją
odstraszy.
Narcyza wyprostowała się, a w jej oczach płonął
ogień.
— Skup się na pannie Granger, a Skeeter zostaw
mnie.
Draco wpatrywał się w matkę, a potem zmrużył
oczy.
— Co?
Strzepała niewidoczne zagniecenia na spódnicy i
powiedziała:
— Nie zmarnujemy tej szansy, Draco. Możemy nie
mieć kolejnej.
Pustka zatrzeszczała, a on się wyprostował.
— Matko — warknął — nie będziesz jej włączać w
swoje małżeńskie plany. Rozumiesz?
— Przeczytałeś artykuł! — syknęła Narcyza. —
Przedstawiono cię jako nikczemnika! Nazwisko Malfoyów nigdy więcej nie będzie
kojarzone z czymś dobrym, jeśli nie zostaniemy przyjęci w odpowiednie kręgi, a
panna Granger będzie naszą przepustką.
— Przepustką? — powtórzył Draco. — Nie będę
traktował kobiet w moim życiu jako przepustek do czegokolwiek!
— Twój ojciec ma być poddany kontroli do końca
tego roku! — krzyknęła Narcyza, a jej ręce drżały. — Jeśli nie przekonamy
Wizengamotu, że rodzina Malfoyów jest zdolna do prawdziwych zmian, będziemy musieli
czekać kolejne cztery lata!
Łzy napłynęły jej do oczu, ale wzięła głęboki
oddech, zbierając się w sobie.
Draco przełknął ripostę i opadł na oparcie
fotela. Przyjrzał się matce, jej rumianym policzkom i zaciśniętej szczęce, i
westchnął głęboko.
— Wiele się wydarzyło od ostatniego razu, matko.
To będzie jego pierwsza kontrola, odkąd mnie zwolniono. Teraz jestem Aurorem i
ojciec jest z tego dumny.
— Zostałeś do tego zmuszony — mruknęła Narcyza. —
Wizengamot przejrzy cię na wylot, Draco. Gdybyś nigdy nie trafił do Azkabanu,
nie pracowałbyś teraz jako Auror.
— Co za różnica? — prychnął. — Jestem jednym z
najlepszych, niezależnie od tego, czy w dzieciństwie marzyłem o byciu Aurorem,
czy też nie.
— To umiejętność
— syknęła Narcyza — a nie zmiana.
— A jak moja przyszła żona miałaby wskazać mi tę
konieczną zmianę? — westchnął ciężko i potarł skronie.
— Bo kobieta taka jak Hermiona Granger,
mugolaczka, bohaterka wojenna i Najbystrzejsza Czarownica Swojego Pokolenia,
nigdy nie wybrałaby mężczyzny, którego nie uznałaby za godnego — a już na pewno
nie byłego Śmierciożercy — powiedziała. — Ale może mógłbyś być jej godny,
gdybyś się trochę postarał.
Draco prychnął, a jego szczęka drgnęła.
— A wmanipulowanie jej w kontrakt małżeński dla
własnej korzyści nie czyni mnie godnym, prawda?
— Cóż, nie zaszkodzi spróbować! — Filiżanka zadrżała, gdy Narcyza warknęła, a jej oczy
zapłonęły. Słyszał ten ton jedynie w jej rozmowach z ojcem. — Zamiast dzikiej
rozpusty poprzez zaciągnięcie jej do łóżka jak jakąś prostytutkę, mógłbyś się
postarać, być dżentelmenem i zachowywać się jak twoi przodkowie, którzy…
— Dość!
— wrzasnął i uderzył dłonią w stół. Pustka rozpadła się na kawałki, rozpływając
się w gniewie i niepokoju. Narcyza zamrugała, zszokowana, a on próbował stłumić
wściekłość, szybko odbudować pokoje w głowie i skupić się na spokojnej
ciemności. Przełknął ślinę i powiedział: — Wystarczy. Nie będziesz angażować
Granger w żadne małżeńskie plany, matko, bo ja nie… — Westchnął głęboko i
spuścił głowę. — Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuję, to ją spłoszyć.
Przez chwilę oboje milczeli. Narcyza wzięła kilka
oddechów, jakby chciała przemówić, ale powstrzymała się. W końcu zapytała:
— Od jak dawna ci się podoba, kochanie?
Draco zamknął oczy i zacisnął szczękę. Nie
chciał, żeby to wyszło na jaw.
— Zdecydowanie za długo.
— Od Hogwartu?
Przytaknął, kiwając głową, a Narcyza znów
zamilkła. Westchnął głęboko i odchylił głowę na oparcie.
— Będę trzymał to, co nas łączy, między zębami i
pazurami, ale nie chcę jej zastraszać tradycjami czystokrwistych i zasadami
społecznymi. — Spojrzał na matkę. Wbiła wzrok w kolana, a on pokręcił głową. —
Jest mugolaczką i nisko urodzoną. — Przełknął ślinę. — Gdy my wciąż brniemy
naprzód, próbując wskrzesić Złoty Wiek czarodziejskiej arystokracji, ona
wkroczyła w dwudziesty pierwszy wiek ze sztuczną inteligencją i kodami
binarnymi.
Narcyza zmarszczyła nos i spojrzała na niego.
— O czym ty mówisz, Draco?
Powiedział z prychnięciem.
— Nieważne. Ona po prostu nie jest częścią
naszego świata i wątpię, żeby w ogóle chciała być.
Narcyza złożyła dłonie na kolanach i westchnęła.
— Dobrze, nie zaproszę jej na kolację, ale Draco,
wiesz, że prędzej czy później będziesz musiał się ożenić. Jeśli panna Granger
jest tą jedyną, nie wiem, jak mógłbyś kontynuować związek bez zastanowienia się
nad tym, jak wprowadzić ją do tego świata.
Zacisnął szczękę.
— Jeśli Granger jest tą jedyną dla mnie, to tak —
mruknął i skinął głową. — Ale co, jeśli ja nie jestem tym jedynym dla niej?
Narcyza westchnęła głęboko.
— Och, kochanie.
~*~*~*~*~*~*~*~
Hermiona jęknęła w poduszkę, podczas gdy Ginny
czytała na głos artykuł, śmiejąc się i krzycząc na przemian.
— Za kogo Skeeter cię uważa? Za skromną? — Rudowłosa uniosła ręce. —
Nigdy w życiu nie byłaś skromna!
Podpalałaś nauczycieli, podrabiałaś naszej podpisy w Gwardii Dumbledore’a i
trzymałaś Skeeter w słoiku! Ta baba
ma urojenia! I Taktyki Śledzenia?
Jednak to nie było w głowie Hermiony najbardziej
upokarzające. Nie, to był ten bezczelny wyraz pragnienia i pożądania w jej
oczach na wszystkich zdjęciach. Patrzyła na niego jak zakochany szczeniak,
jakby łasiła się u jego stóp, a jej oczy błyszczały tak, jak opisała je
Skeeter. To, w połączeniu z tym, że Poppy znalazła ją nagą w salonie Malfoya —
co pomyślałaby jego matka?
— No cóż — kontynuowała Ginny — wyglądasz na zainteresowaną na tych zdjęciach, ale
kto by nie był? To bardzo atrakcyjny mężczyzna, myślę, że wszyscy by się z tym
zgodzili — a ty wyglądasz bajecznie w tej sukience, więc dlaczego miałby na
ciebie tak nie patrzeć?
— Jego skrzatka mnie zobaczyła! — krzyknęła
Hermiona i rzuciła przyjaciółce spojrzenie. — Straumatyzowałam to biedne
stworzenie, a teraz matka Malfoya wie, że jestem tylko… tylko… ladacznicą, która podąża za…
— Hermiono — powiedziała surowo Ginny i spojrzała
na nią. — Przestań. — Westchnęła głęboko, rzuciła gazetę na kredens i oparła
ręce na biodrach. — Jesteś dorosła i robisz fajne rzeczy z inną dorosłą osobą.
Jeśli Narcyza Malfoy jest zbyt sztywna, żeby to zauważyć, to jej wina i bardzo
jej współczuję.
Hermiona ponownie położyła poduszkę na twarzy.
Wszystko było takie idealne. Pomimo jej jęków, wątpliwości i lekkiej paniki,
wszystko było po prostu cholernie idealne. Zbyt idealne. Powinna była wiedzieć,
że długo to nie potrwa.
— Czy powiedział, że to koniec? — zapytała Ginny
i usiadła na sofie u stóp Hermiony. — Jest maminsynkiem? Boi się zbuntować?
Hermiona prychnęła i upuściła poduszkę na
podłogę. Krzywołap szybko się na nią położył.
— Nie powiedział, że to koniec, ale wyglądał na
dość poirytowanego. Miałam na sobie ręcznik, zanim kazał mi go zdjąć!
Ginny zachichotała okrutnie.
— Wiesz, im więcej słyszę o twoich eskapadach z
Malfoyem, tym bardziej mi się to podoba.
— O, Boże! — Hermiona jęknęła i zakryła twarz
dłońmi. — Co Harry powiedział o tym artykule?
— Był zaskoczony — powiedziała Ginny i wzruszyła
ramionami — ale tak naprawdę nie zastanawiał się nad tym zbytnio. Powiedział
tylko „Przynajmniej się nie zabijają”.
To wywołało śmiech Hermiony.
— Więc nawet nie uważa, że to dziwne?
Ginny wzruszyła ramionami.
— Mówiłam mu, że obawiasz się tam iść, bo nikogo
tam nie znasz, ale pracujesz z Malfoyem. Myślę, że Harry byłby na niego zły,
gdyby nie stanął po twojej stronie.
Hermiona westchnęła głęboko i usiadła.
— Po prostu… cóż, po prostu to takie prywatne.
Co, jeśli Narcyza Malfoy postanowi oczernić mnie w gazetach, nazywając
łowczynią złota, fortun i tak dalej? Jestem mugolaczką, na litość boską!
— Czy Bal Dobroczynny w Bentworth nie był imprezą
charytatywną dla mugolaków? — zapytała Ginny, unosząc brew. — Czy byłaby tam,
gdyby nienawidziła mugolaków?
— Skąd mam wiedzieć? — prychnęła. — Może po
prostu dba o swój wizerunek?
— Możliwe — nadąsała się Ginny i oparła łokieć o
kanapę. — Ale naprawdę nie masz się czego wstydzić. Na litość boską, masz chęć
na jego gigantyczną fortunę? Mamy dwa tysiące czwarty rok, a nie tysiąc
osiemset czwarty! Jeśli chodzi ci o coś gigantycznego,
to z pewnością o jego kutasa!
Hermiona skrzywiła się, ale nie mogła powstrzymać
śmiechu. Dobrze było się z tego śmiać. Ginny miała rację — byli dorośli, mogli
sami podejmować decyzje, a Hermiona nie powinna pozwolić, by zawstydziła ją
kobieta, której nawet nie znała.
— Więc — zaczęła Ginny, gdy ich śmiech ucichł. —
Spędziłaś noc z Draco Malfoyem. Jak było?
Hermiona się zarumieniła, podciągając kolana pod
brodę. Jej usta wykrzywiły się w uśmiechu, którego nie mogła powstrzymać.
— Było… magicznie.
Brwi Ginny poszybowały w górę.
— Magicznie? W jakim sensie?
Rumieniec sięgnął jej uszu.
— No wiesz… po prostu magicznie.
— Ćwiczyliście rzucanie zaklęć? — spytała
beznamiętnie. — Naprawdę, Hermiono, zdradź mi wszystkie sprośne szczegóły!
— Nie! — krzyknęła. — To prywatna sprawa.
— Opowiedziałaś mi, jak wyglądał ostatni raz
panno moja definicja perwersyjnego seksu to lekkie zniewolenie.
Hermiona bełkotała, walcząc z chęcią opowiedzenia
Ginny, jak Malfoy przywiązał ją do ławki i wymusił na niej dwa oszałamiające
orgazmy, zanim zaniósł do łóżka, żeby ofiarować jej kolejne dwa, ale
powstrzymała się. Miała w sobie więcej godności.
— Ginevro, kocham cię, ale to prywatna sprawa.
Powiem ci tylko, że Draco Malfoy jest niesamowity w łóżku i z pewnością wie,
jak zadowolić kobietę.
— Jakaś część mnie pragnęła, żeby plotki o nim w
szkole były tylko ściemą — mruknęła.
— Były plotki? — wydyszała Hermiona.
— Nigdy o nich nie słyszałaś?
— Nie!
Ginny uśmiechnęła się krzywo.
— To dlatego, że nigdy nie dołączałaś do nas na
babskie pogaduszki. Byłaś zbyt zajęta ratowaniem świata i tak dalej. —
Poprawiła się na krześle. — Na piątym roku słyszałam plotkę, że po godzinach
robił dobrze dziewczynie w sali eliksirów, a inna głosiła, że robił minetkę
dziewczynie na Wieży Astronomicznej.
Hermiona przełknęła ślinę, a jej policzki
zapłonęły.
— Ni… nigdy o tym nie słyszałam.
— Zawsze myślałam, że sam je wymyślił, by
podbudować swoją reputację. Wszyscy chłopcy, a zwłaszcza Ślizgoni, czerpią z
tego rodzaju renomy. — Odrzuciła włosy za ramię. — Oczywiście, to wciąż mogły
być kłamstwa. Próbowałam ze Ślizgonem z mojego roku — i wielki zawód. Malfoy
mógł się nauczyć swoich umiejętności po Hogwarcie. Nie wiem.
Hermiona przygryzła wargę. Wiedziała, że w szkole
był, cóż, aktywny seksualnie, ale nie
zamierzała o tym mówić Ginny.
— Nie widziałam w szkole żadnych oznak, że taki
jest, ale teraz z pewnością tak.
Ginny jęknęła.
— Proszę, Hermiono! Muszę teraz żyć twoim życiem!
Powiedz mi tylko, czy sprawił, że doszłaś?
Hermiona odrzuciła głowę do tyłu i się
roześmiała. Och, gdyby tylko wiedziała.
— Czy to oznacza „tak”? — wydyszała Ginny, a
Hermiona zaszczyciła ją skinieniem głowy i uśmieszkiem. Weasley zmrużyła oczy.
— Więcej niż raz? — Hermiona ponownie skinęła tajemniczo głową, na co oczy jej
przyjaciółki się rozszerzyły. — Nie mów mi, że… więcej niż dwa?
Hermiona zachichotała i ukryła twarz w dłoniach.
— Hermiono Granger! — Ginny jęknęła i objęła
kolana, opierając się o nie. — Mówisz mi, że cholerny Draco Malfoy doprowadził
cię do orgazmu trzy razy?
Zagryzając wargę, rumieniąc się aż do linii
włosów, Hermiona uniosła cztery palce.
Ginny opadła szczęka, brwi wślizgnęły się w jej
włosy, a oczy nieomal wyszły z orbit. Potem się skrzywiła i opadła z powrotem,
zakładając ramiona na piersi.
— Dobra. Teraz go nienawidzę. Naprawdę. Ciebie
też nienawidzę. Kocham cię i cieszę się twoim szczęściem, ale na Merlina,
nienawidzę cię. — Nadąsała się przez całe trzy sekundy, zanim krzyknęła: — Cztery razy?
Hermiona roześmiała się głośno i jęknęła, kręcąc
głową.
— Wiem!
To było… cóż, wyczerpujące, ale… — Westchnęła, a na jej zarumienionej twarzy
pojawił się głupkowaty uśmiech. — Nie przepadam za schlebianiem Malfoyowi, ale chwała mu za to — jest po
prostu mistrzem.
— Używa języka?
Ginny uśmiechnęła się szeroko i poruszyła
brwiami.
Hermiona zmarszczyła brwi, a z jej ust wydobyło
się „O, Boże”, a potem szaleńczy śmiech.
Rudowłosa zachichotała, pokręciła głową i
powiedziała:
— Założę się, że tak. Harry’emu idzie to całkiem
nieźle. Przynajmniej nikt nie może mu zarzucić, że się nie stara, biedactwo… oj
weź, Hermiono, nie patrz tak na mnie!
Ale Hermionie nie udało się ukryć grymasu, który
wykrzywił jej twarz.
— Przepraszam, ale naprawdę nie chcę słuchać o
łóżkowych umiejętnościach Harry’ego.
Jest dla mnie jak brat!
Ginny parsknęła śmiechem i pokręciła głową.
— W porządku. Dobra, wracając do naszego
ulubionego blondyna — kiedy się z nim kolejny raz spotkasz?
Mina Hermiony zrzedła, a wargi się zarumieniły.
— Ja… naprawdę nie jestem pewna. Powiedział, że
chce to powtórzyć i… — Ugryzła się w język, zastanawiając się, czy powiedzieć
Ginny o ich umowie. Wyłączność, szczerość i zaufanie. Żadnych randek. Nie żeby
to było wyraźnie zaznaczone w umowie, ale Hermiona całkiem dobrze czytała
między wierszami. A potem była jeszcze lista, którą chciał, żeby stworzyła, ta
z jej granicami. Granicami seksualnymi.
Przełknęła ślinę. — Nie randkujemy — powiedziała i spojrzała na Ginny. —
Naprawdę. To bardziej… luźna znajomość, jak sądzę.
I na
wyłączność.
Ginny zacisnęła usta.
— W porządku. To dobrze, ale Hermiono, obie
wiemy, że to skończony drań, więc lepiej nie zakochuj się w nim, skoro wiesz,
że to bez wzajemności.
Hermiona przełknęła ślinę i spuściła wzrok,
kiwając głową.
— Nie, wiem. — Zaśmiała się beznamiętnie. — Nie
jestem pewna, czy chciałby się ze mną umawiać. Jestem szlamą, pamiętasz?
— Nie nazywaj się tak — mruknęła.
Hermiona machnęła lekceważąco ręką.
— Wiesz, o co mi chodzi.
— Sytuacja się zmienia — powiedziała Ginny. —
Status krwi staje się mniej ważny, a osoby, które nadal go przestrzegają, są
otwarcie krytykowane za swój fanatyzm. W zeszłym tygodniu czytałam artykuł w Czarownicy o nadchodzących, nowych
przepisach antydyskryminacyjnych!
Hermiona uniosła brew.
— W Czarownicy?
— Wiesz, mają tam kilka ciekawych artykułów. —
Westchnęła Ginny. — Słuchaj, chodzi mi o to, że cała ta sprawa z czystością
krwi to już przeszłość i jeśli Malfoyowie chcą iść naprzód i poprawić swój
wizerunek, będą musieli zmienić sporo swoich przekonań.
— Na zewnątrz, tak — mruknęła Hermiona. — Założę
się, że jego matka chciałaby, aby poślubił śliczną czarownicę czystej krwi,
która da jej śliczne, czystokrwiste wnuki.
— I co z tego? — Ginny wzruszyła ramionami. —
Sama powiedziałaś — to niezobowiązujące. Więc nie powinno mieć znaczenia, kogo
w przyszłości poślubi, prawda?
— Nie — mruknęła Hermiona. — Nieważne. Nie
obchodzi mnie to.
Ginny uniosła brew i powoli pokręciła głową.
— Dobrze. Słuchaj, Miona, będę tu, żeby tobą
potrząsnąć, gdy zacznę podejrzewać, że to, co się dzieje między wami, to więcej
niż przelotna znajomość, jasne?
— Ginny, nie musisz się martwić, nie zakocham się
w nim.
— Jesteś tego pewna?
Hermiona zagryzła wargi, marszcząc brwi.
— Tak. Tak, jestem pewna.
— Dobrze — powiedziała i uniosła dłonie. — Bo
jeśli się w nim zakochasz, to w porządku, ale nie narażaj się na złamane serce.
Hermiona spojrzała na nią gniewnie.
— Nie jestem głupia.
Brwi Ginny poszybowały w górę.
— No cóż, bzykasz się z Malfoyem i pozwalasz mu
zmienić twój świat, więc nie jestem co do tego pewna.
— Tak, no cóż, nie zakocham się w nim — zjeżyła się Hermiona i skrzyżowała ręce na
piersi.
— Dobrze — powtórzyła i uniosła dłonie jeszcze
wyżej. — Zanotowane.
~*~*~*~*~*~*~*~
— Zakochałem się w niej, Theo — mruknął Draco do
szklanki.
— Co? Chyba żartujesz. Jak mogłeś mi to zrobić?
To jakaś kpina. Twoje czystokrwiste pochodzenie jest zrujnowane. — Głos Theo, z
którego Draco nic sobie nie robił, sprawił, że jego słowa błyszczały
obojętnością. Westchnął i skrzyżował nogi. — Jesteś taki od lat, stary. A te
zdjęcia mówią więcej niż tysiąc słów. Ale wkrótce się opamiętasz, zanim
obudzisz się jutro i będziesz to wszystko przeżywał od nowa. Będę odliczał
minuty, aż powiesz coś obraźliwego i poniżającego na jej temat.
— Nie — mruknął Draco i spiorunował go wzrokiem.
— Nie rozumiesz. — Odstawił szklankę na stół i przesunął dłońmi po twarzy. —
Byłem… — Przygryzł wewnętrzną stronę policzka, zastanawiając się, jak to ująć.
— Ostatnio spędzam trochę czasu z Granger. Sam na sam.
Theo spiął się na krześle, wpatrując się w niego
swoimi błękitnymi, jastrzębimi oczami.
— Spędzacie czas na kolacjach, drinkach i
rozmowach, czy jak…
Uniósł brwi.
Draco wykręcił szczękę i skinął głową.
Theo gapił się, opadając na krzesło.
— Czekaj… więc ty… — Upił porządny łyk Ognistej
Whisky. — Więc, pieprzyłeś Granger?
Draco westchnął i spuścił głowę.
Theo cicho gwizdnął.
— Cóż, kurwa.
Powiem ci szczerze — nie spodziewałem
się tego. To znaczy, wiedziałem, że tego chcesz,
ale ona? Nigdy.
Draco prychnął, ale nic nie powiedział, bo Theo
miał rację. Hermiona Granger nie była osobą, która chciałaby wieść życie z
Draco. Bardziej pasowałoby do niej gardzenie nim albo po prostu ignorowanie go.
Zdecydowanie ktoś musiał mu podać Płynne Szczęście tamtej nocy w Taczce. A
potem… cóż, jakieś bóstwo musiało go polubić.
— Więc — zaczął Theo i odchrząknął. — W końcu
dorwałeś się do jej majtek. Było tak, jak sobie wymarzyłeś?
— Lepiej — mruknął. — Jest cholernie idealna. —
Westchnął i odchylił się w siedzeniu. — A przy okazji, myliłeś się. Jej wersja,
którą mam w głowie, nie jest nawet w połowie tak genialna jak prawdziwa
Granger, z jej wadami i zaletami. Jest wszystkim, czego kiedykolwiek pragnąłem
i wszystkim, czego kiedykolwiek będę pragnął. Kurwa, jak ja mam teraz iść
naprzód?
— No cóż — jego przyjaciel wzruszył ramionami i
upił łyk alkoholu — w czym problem? Jeśli jej pragniesz, a ona ciebie — to
śmiało, przypieczętuj umowę.
— Ona nie chce być ze mną widziana — prychnął
Draco. — Od kiedy w ogóle Granger zechciała być nawet moją znajomą? Cholernie mało prawdopodobne, żeby chciała, by ludzie
wiedzieli, że sprzedała się „drugiej stronie”. I dlaczego miałaby? Nie
czytałeś, co napisała Skeeter? Wypisała moją przeszłość i przestępstwa jak
cholerne ogłoszenie kontraktowe.
Theo ponownie wzruszył ramionami.
— Odniosłem wrażenie, że przedstawiła cię jako
seksownego i nieuchwytnego — założę się o sto galeonów, że Skeeter w mgnieniu
oka zrzuciłaby majtki, gdybyś choć obdarzył ją sugestywnym uśmieszkiem.
Draco skrzywił się.
— Błagam, bo się porzygam.
— Co? — krzyknął Theo. — To urodziwa staruszka!
— I jedna z najgorszych osób na świecie.
Theo zachichotał.
— Dobra, dobra. — Poruszył się na krześle,
przesuwając się w stronę krawędzi. Jego twarz spoważniała, gdy spojrzał na
Draco. — Jesteś pewny, że ona nie chce być z tobą widziana? Przecież pracujesz
jako Auror. W pewnym sensie jesteś pseudoprzyjacielem Pottera, sam Minister
wyciągnął cię z Azkabanu… nie zaniżaj swojej wartości, kolego.
Draco zmarszczył brwi, gdy prychnął.
— Nie robię tego. Jestem realistą. Nie będę się
łudził, że mi wybaczyła, a nawet jeśli tak, to nie znaczy, że zapomniała. —
Jęknął i potarł twarz dłońmi. — Nigdy nie byłem dla niej miły, Theo. Żaden z
nas nie był.
— Nie celuj we mnie! — bąknął Theo. — Ledwo z nią
gadałem.
— Dobra, reszta z nas nie była dla niej miła, a
zwłaszcza ja — kontynuował. — Nigdy nie sądziłem, że dojdę do takiego punktu…
nie sądziłem, że to ma znaczenie! No cóż, oberwę za to rykoszetem.
— Rozmawiałeś z nią o tym? — zapytał. — Czy coś o
tym mówiła? Kto wie, może jest o wiele bardziej wyrozumiała, niż ci się wydaje.
A co ważniejsze, czy jesteś gotowy na prawdziwy związek z nią i wszystko, co
się z tym wiąże?
Draco splótł palce i zmarszczył brwi. Mógłby?
Myślał o uczuciu, jakie mu towarzyszyło, gdy budził się obok niej, o żarze jej
ciała roztapiającym się w jego wnętrzu. Myślał o zapachu jej włosów, smaku
skóry i brzmieniu głosu; o jej śmiechu, błysku w oczach i cierpliwości w
głosie, gdy wyjaśniała mu, jak działają mugolskie gadżety. Myślał o mgle
pożądania z poprzedniej nocy, o tym, jak jego ciało mrowiło z euforii, gdy jej
dotykał i sprawiał jej przyjemność, i o zimnym lęku, który go przepełniał, gdy
widział jej wahanie tego ranka.
Bała się, może żałowała; myślała, że nadużyła
gościnności, że Draco jej tam nie chce,
a w jej oczach nie było cienia zrozumienia. Ale jak mogła to zrozumieć? Nie
było logiki w jej rozumieniu jego uczuć do niej ani w tym, jak waliło mu serce.
Wyłączność, uczciwość i zaufanie. To powinno
dotyczyć również jego. Wyłączność byłaby dziecinnie prosta; nie chciał być z
nikim innym, więc byłby jej tak długo, jak długo by go pragnęła. Uczciwość i
zaufanie — cóż, to zupełnie coś innego.
Oczywiście, w sensie seksualnym mógł praktykować
obie te rzeczy, ale osobiście? Czy odważyłby się być na tyle szczery, by
powiedzieć jej, jak długo i jak bardzo jej pragnął, i jaki mrok w nim tkwił, i
o myślach na jej temat, których nie chciał i nie mógł się pozbyć? Nie, to by ją
przeraziło, odstraszyło i słusznie.
Poza tym, czy mógł zaufać, że nie złamie mu
serca? Czy mógł ufać, że go przytuli, gdy się przed nią otworzy, pokaże jej
swoje serce, jakkolwiek czarne by ono nie było? Nie, i to go przerażało. W tej
kwestii był tchórzem. Wiedział o tym i nawet nie próbował temu zaprzeczać.
Na dodatek był problem z jego cholernym dziedzictwem. Bycie dziedzicem Malfoyów
i tak dalej… było cholernie wyczerpujące i choć mógł szydzić z matki, mówiąc
jej, że nie chce się żenić z łowczyniami złota, wiedział, że pewnego dnia
będzie musiał się ustatkować. Myślenie, że będzie to z Granger, było jedynie
pobożnym życzeniem, uszczerbkiem na jego zdrowiu psychicznym, bo to nigdy by
się nie zdarzyło. Choć jego matka może nie była tak przeciwna temu pomysłowi
jak wcześniej, jego ojciec nigdy by na to nie pozwolił — nie żeby Lucjusz miał
w tej sprawie cokolwiek do powiedzenia, ale jednak. Zawsze będzie w Draco jakaś
część, która nie będzie chciała zawieść, a staranie się o Hermionę Granger,
jako o przyszłą żonę, z pewnością będzie dla ojca ogromnym rozczarowaniem.
Nazwisko Malfoyów zostanie splamione, zbrukane, jeśli dziedzic Malfoyów poślubi
szlamę. Nie żeby Draco się tym przejmował — ale jego ojciec tak.
Z drugiej strony, bezczelnym z jego strony było
nawet wybieganie tak daleko myślami w przyszłość, co jego strona pomyśli o tym
dopasowaniu — jej nigdy by na to nie pozwoliła. Jej tak zwani przyjaciele przekonaliby ją, że to błąd,
gdyby tylko to rozważała. Był o tym przekonany.
Ale mógł dążyć do tego, by być tym, kim ona
chciała, nawet jeśli oznaczało to jedynie spędzanie czasu w sypialni. Mógł to
zrobić, a ona obiecała mu wyłączność, co było cholerną ulgą, bo gotów był
udusić każdego, kto tknąłby palcem jego
wiedźmę. Mógł pozwolić jej się z nim zrelaksować, jeśli zajdzie taka potrzeba,
odpuścić sobie kontrolę na kilka godzin i po prostu czuć. Jeśli to był jedyny
związek, na jaki kiedykolwiek by sobie pozwoliła, to by go przyjął. Wolał to
niż nic.
Wzruszył ramionami i skrzyżował nogi.
— Oczywiście będzie musiała pozbyć się swoich
tępych przyjaciół. Kiedy patrzę na ludzi, którymi się otacza, zastanawiam się
czasem, czy naprawdę jest taka mądra, jak wszyscy mówią.
— No i proszę, pierwsza obelga — zachichotał
Theo. — Serio, stary. Jesteś gotowy na taką zmianę? Bo wiesz, że to nie tylko Granger, ale także Potter i klan Weasleyów.
Spoglądając na swoje paznokcie i zaciskając
szczękę, Draco mruknął:
— Biorę, co mogę.
Theo zmarszczył brwi i pokręcił głową.
— Draco Malfoy, wychłostany przez mugolaczkę. —
Potem zachichotał i uniósł dłoń. — Czekaj, poprawka — tę mugolaczkę.
~*~*~*~*~*~*~*~
Wychodząc z kominka i wchodząc do salonu, Draco
głęboko odetchnął. Było coś ponurego w patrzeniu na zimne mieszkanie, które
poprzedniej nocy było tak ciepłe, tętniące namiętnością i jękami Granger. Teraz
było puste, nieruchome i pozbawione życia.
Wsunął ręce do kieszeni i przeszedł przez pokój
do kuchni. Włączając czajnik elektryczny, zauważył telefon komórkowy wciąż
podłączony do kabla, który wpięła Granger. Zmarszczył brwi, podniósł go i
odłączył kabel.
Zaświecił się mały kwadracik, na którym
wyświetlały się cyfry pokazujące godzinę: 21:17.
1 nieprzeczytana wiadomość. Unosząc
brew, otworzył urządzenie. Granger była szybka i zręczna, poruszając się po
klawiaturze, ale Draco nie był tak szybki — przyciski były małe, a on naciskał
kilka naraz — ale w końcu udało mu się znaleźć miejsce, gdzie mógł odczytać tę
cholerną wiadomość, a jego brzuch lekko się ścisnął.
Cześć,
Malfoy. Naciśnij „Opcje” i „Dodaj nowy kontakt”, aby zapisać mój numer. — HG
Draco sumiennie wykonał instrukcje i po kilku
szokach, i „Usuń wiadomość”, w końcu dotarł do momentu, w którym urządzenie
poprosiło go o wpisanie nazwy kontaktu. Wpisanie HERMIONA GRANGER zajęło mu całą wieczność, a kiedy kliknął
„Zapisz”, poczuł się dumny z siebie.
Wracając do jej wiadomości, nacisnął „Odpowiedz”
i stanął przed trudnym zadaniem napisania do niej pełnej wiadomości — ale nie
dał się zniechęcić i po kilku minutach kombinowania i myślenia w końcu
dokończył swoją wiadomość.
JESTEM
BARDZO ZOBOWIĄZANY. JAK MIJA WIECZÓR? — DM
Zawahał się, nie wiedząc, czy wysłać wiadomość.
Czy byłoby dziwne, gdyby zapytał ją, jak mija jej wieczór? Czy nie zabrzmiałoby
to zbyt entuzjastycznie? Nie wiedział też, dlaczego jego wiadomości wciąż są
pisane wielkimi literami, ale przypuszczał, że ma to coś wspólnego z jego
urządzeniem.
Zacisnął szczękę, usunął ostatnie zdanie i
nacisnął „Wyślij”. Kiedy wyświetlacz potwierdził, że wiadomość rzeczywiście
została wysłana, rozejrzał się, sprawdzając, czy uda mu się dostrzec kod, który
przelatuje przez powietrze. Poczuł się oszołomiony, przypominając sobie, co
Granger mówiła o falach radiowych. Wiedział, że nie widzi żadnych fal.
Niemal natychmiast telefon w jego dłoni
zawibrował i o mało go nie upuścił, ale na wyświetlaczu pojawił się komunikat o
kolejnej nieprzeczytanej wiadomości. Niemożliwe, żeby to było tak szybko,
prawda? A może po prostu traciła cierpliwość?
Ile ci
zajęło napisanie tego?
Usta Draco wykrzywiły się w uśmiechu. Prawie
widział jej zadowoloną minę, jakby stała tuż przed nim. Stękając, ponownie
nacisnął „Odpowiedz”.
ZBYT
DŁUGO. ZA MAŁE PRZYCISKI.
Czekał z zapartym tchem, wpatrując się w telefon
komórkowy. Serce waliło mu w uszach. Wkrótce. Wkrótce. Serce podskoczyło mu w
piersi, gdy znów poczuł wibracje, i otworzył wiadomość.
Przynieś
telefon jutro do mojego gabinetu, pokażę ci, jak nie pisać wielkimi literami.
Brwi miał prawie na linii włosów. Więc Granger go
zapraszała, prawda? Bezczelna dziewczyna.
A MOŻE
TERAZ?
Może to było zbyt nachalne z jego strony, ale po
jej wyraźnym zaproszeniu nie mógł się oprzeć. Chwilę później telefon znów
zawibrował.
Dobre
rzeczy przychodzą do tych, którzy czekają, Malfoy.
Draco uśmiechnął się, zanim usłyszał
charakterystyczne pukanie w okno. Odwracając się w stronę, skąd dochodził
dźwięk, zobaczył brązową sowę siedzącą na parapecie, trzymającą w dziobie
kopertę zapieczętowaną pieczęcią Ministerstwa. Odłożył komórkę i westchnął
głęboko.
____________________
Witajcie :) w niedzielne popołudnie zapraszam na nowy rozdział tłumaczenia. Trochę przejściowy, ale wybrzmiało pierwsze wyznanie, zatem ja jestem wniebowzięta jak zwykle. Nic na to nie poradzę, że uwielbiam klimat tego opowiadania. Mam nadzieję, że Wy też.
Na kolejny rozdział zapraszam za dwa tygodnie. Jeśli chodzi o to, co obecnie się u mnie dzieje to nadrabianie tłumaczenia idzie pełną parą i z pewnością uda mi się przetłumaczyć pierwszą część historii w tym roku kalendarzowym. Jeśli chodzi o inne opowiadania, to zaczynam planować nowości na rok 2026. Prawdopodobnie w tym roku nic nowego już nie wpadnie, ewentualnie jakaś świąteczna miniaturka, ale na to jeszcze przyjdzie czas.
Tyle ode mnie. Miłej lektury i miłego tygodnia! Enjoy! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)