—
To nie może być Theo! — krzyknął Draco, gdy godzinę później byli już bezpiecznie
ulokowani w salonie Hermiony.
—
Jesteś tego całkowicie pewien? —
zapytała Hermiona. — Ja też nie chce, żeby to był on, ale przyjrzyjmy się
faktom. To on doradzał nam w kwestii Runów, opowiedział nam o Omnia Scienti i
nakierował nas na Jaskinię Daveliego.
—
Dokładnie — prychnął Draco — po co miałby to robić, gdyby był Omnia Scienti?
—
Z różnych powodów — zaczęła Hermiona. — Po pierwsze, może chciał się upewnić,
że stworzone przez niego alter ego się utrzyma. A może nas podpuszczał. I
wskazał nam jaskinię, w której mieliśmy realne szanse na śmierć…
—
Przed czym nas ostrzegał.
Jego
twarz poczerwieniała.
—
Słuchaj! Nie twierdzę, że to on, ale
spójrzmy na to logicznie. Ma wiedzę i doświadczenie, by to zrobić — dokończyła.
—
Dobra, to powiedz mi, jak zabił Ministra?
Draco
skrzyżował ramiona na piersi.
—
Nie wiem dokładnie, ale może użył różdżki Harry’ego, by dostać się do
Ministerstwa albo… coś w tym stylu — argumentowała Hermiona.
—
Może najpierw przyjrzymy się wszystkim innym z tej listy, a potem Theo? — próbował się spierać.
Pokręciła
głową.
—
Ale żadne z nich nie pasuje do profilu! Randal Parker i Rosanna Marshall
pracują w ambasadzie brytyjskiej w Atenach i są tam od listopada. Evie-May nie
wróciła do Wielkiej Brytanii, cały czas przebywała w Rosji. I żadne z nich nie
ma wystarczającej wiedzy, żeby to wszystko poskładać w całość.
Sapnęła,
odgarniając niesforny loczek z oka.
Draco
był wściekły. Miał pewność, że Theo
nie mógł być odpowiedzialny, ale Hermiona nadmiernie przywiązała się do swojej
potrzeby logicznego myślenia.
—
Słuchaj, na pewno jest jakieś wytłumaczenie — odgryzł się.
—
Dobrze! Więc zapytajmy go.
Hermiona
uniosła ręce z irytacją.
—
Dobrze.
Zawrzał
i na chwilę odsunęli się od siebie.
Zapadła
niezręczna cisza, zanim Hermiona prychnęła.
—
To co, idziemy?
Mrugnął,
czując ustępujący gniew.
—
Tak.
~*~*~*~*~*~*~*~
Z
uwagi na „oficjalny” charakter wizyty, Hermiona i Draco skorzystali z drzwi
wejściowych, zamiast udać się przez Sieć Fiuu do kamienicy Theo w starej,
londyńskiej posiadłości rodziny Nottów. Draco czuł się nieswojo, przesuwając
się z lewej na prawą, pukając do drzwi swojego najlepszego przyjaciela.
—
Draco? Hermiono?
Theo
zmarszczył brwi, patrząc na parę, która stała przed nim z równie niezręcznymi
minami.
—
Hej, Theo — Draco uśmiechnął się krzywo — możemy z tobą chwilę porozmawiać?
Theo
powoli skinął głową, otwierając im drzwi. Zaprowadził ich do salonu, proponując
herbatę, zanim w końcu do nich dołączył.
—
O co chodzi?
Draco
spojrzał na Hermionę, kiwając głową na znak, by zaczęła. Rzuciła mu gniewne
spojrzenie, ale mimo to posłuchała.
—
Theo, w trakcie naszego śledztwa wypłynęło twoje nazwisko.
Ten
zamrugał, wzrok błądził między nimi, zanim zerknął na Hermionę z neutralnym
wyrazem twarzy.
—
Jak to?
—
Uważamy, że Omnia Scienti był w Grecji w grudniu lub w styczniu. Jesteś na
liście czarodziejów przebywających wtedy w Grecji — powiedziała.
Draco
w milczeniu obserwował wymianę zdań, zauważając zaskoczenie na twarzy Theo i
ciągły dyskomfort Hermiony. W pokoju panowała upiorna cisza; dźwięk tykającego
zegara stojącego na szafce brzmiał w uszach jak gong.
—
Więc — Hermiona przełknęła ślinę — możesz nam powiedzieć, dlaczego byłeś w
Grecji?
Theo
westchnął.
—
Byłem tam na wakacjach.
Hermiona
nadal się wierciła, jej lewe oko lekko drgnęło. Draco poczuł, jak na jego
ustach maluje się uśmiech, czując dziwną satysfakcję, że to ona musi go o to
pytać.
—
Możesz nam powiedzieć, dlaczego
pojechałeś na wakacje do Grecji? — zapytała.
Theo
podrapał się po szyi i wzruszył ramionami.
—
To Grecja. Pogoda jest tam o wiele lepsza niż tutaj w grudniu. Mam dom w Mykonos.
Oczy
Draco rozbłysły na te słowa i odwrócił się do Hermiony ze zwycięskim wyrazem
twarzy. Ona nadal marszczyła brwi.
—
Możesz nam coś jeszcze powiedzieć o tym, dlaczego tam byłeś? Albo co tam
robiłeś?
Na
twarzy Draco na moment pojawił się grymas bólu, jakby próbował sobie coś
przypomnieć, zanim pokręcił głową.
—
Szczerze mówiąc, to były po prostu relaksujące wakacje. Sporo czytałem. Tak
naprawdę nie pamiętam niczego ważnego.
Hermiona
uśmiechnęła się do Theo półgębkiem.
—
Czy zechciałbyś potwierdzić te słowa pod wpływem Veritaserum?
Uparcie
patrzyła prosto w oczy Theo, nie zwracając uwagi na gniewne spojrzenie Draco.
—
Granger — mruknął Draco, rzucając mordercze spojrzenie.
Nie
dość, że nie mieli pozwolenia na faszerowanie podejrzanych Veritaserum, to był
to kolejny absurdalny krok. Najwyraźniej Theo był na wakacjach w Grecji. Nie
mieli powodu, by podejrzewać inaczej.
Theo
zmarszczył na chwilę brwi, po czym skinął głową.
—
Nie widzę przeciwwskazań.
—
Hermiono — powtórzył Draco głośniej, w końcu zwracając na siebie jej uwagę. —
Mogę z tobą porozmawiać? — Spojrzała na niego sugestywnie, ale poszła za nim do
kuchni. Wziął głęboki oddech, zanim zaczął: — Nie mamy wystarczająco
uzasadnionych powodów, żeby podać mu Veritaserum.
—
Próbuję pomóc! Nie chcesz oczyścić jego nazwiska? — argumentowała Hermiona.
Przewrócił
oczami.
—
To jedynie poszlaki. Nie ma powodu, by uważać go za podejrzanego.
—
Przestań bredzić! To może i poszlaka, ale jest wiele powodów, by go podejrzewać…
—
Ma dom na Mykonos! To wyjaśnienie ma sens
— zauważył Draco.
—
Bez względu na to, jak dobrą wymówkę ma, są powody, by go podejrzewać. Osobiście wolałabym wykluczyć go z
rozważań, ale żeby to zrobić, potrzebowałabym czegoś więcej niż jego słów —
rzuciła Hermiona. — Co masz przeciwko użyciu Veritaserum?
Pokręcił
głową.
—
Nie podoba mi się to, że mój najlepszy przyjaciel jest traktowany jak
przestępca. Poza tym to nie jest
procedura Aurorów.
—
Cóż, nasze działania nie do końca są zgodne ze sposobem działania Aurorów, więc
nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy traktować go inaczej.
Skrzyżowała
ramiona. Patrzyli na siebie przez chwilę, wciąż czując napięcie, zanim w końcu
skinął głową.
—
Dobrze. Zakładam, że masz Veritaserum.
Wypuścił
powietrze.
Skinęła
głową z lekkim uśmiechem.
—
Nigdy nie wychodzę bez niego z domu.
Kiedy
wrócili do salonu, Theo ani drgnął; siedział z głową w dłoniach, wystukując
rytm stopą. Draco czuł irracjonalną irytację względem Hermiony, jakby to była
jej wina, że Theo w ogóle stał się podejrzanym.
—
Dobrze, Theo. — Hermiona uśmiechnęła się, podając mu małą fiolkę. — Jeśli
możesz to połknąć, nagram przesłuchanie.
Wyciągnęła
różdżkę, mamrocząc pod nosem, a między nimi pojawiła się mała, czerwona kropka.
Theo
skinął głową, nerwowo się poruszając — Draco zauważył, że jest to całkowicie
normalne zachowanie osoby przesłuchiwanej, będącej pod wpływem Veritaserum,
niezależnie od jej niewinności.
Połknął
eliksir, a Hermiona zaczęła:
—
Czy może pan potwierdzić, kiedy przebywał pan w Grecji zeszłej zimy?
—
Od czwartego do osiemnastego grudnia.
—
Czy może nam pan powiedzieć, dlaczego był pan w Grecji?
—
Pojechałem na wakacje.
Zmarszczyła
brwi.
—
Czy może nam pan wyjaśnić, dlaczego konkretnie był pan w Grecji?
—
Tam jest ciepło. Mam tam rodzinną posiadłość.
—
Przebywał pan w Atenach, gdy udał się pan do Grecji? — zapytała.
—
Nie.
—
Myślę, że to wystarczy — przerwał Draco. Hermiona spiorunowała go wzrokiem, ale
skinęła głową, zadowolona z odpowiedzi. — Dziękuję — zwrócił się szczerze do
Theo.
Ten
wzruszył ramionami, wciąż wyglądając na zmartwionego.
—
W porządku. Rozumiem.
Uśmiechnął
się do niej słabo, choć Draco dostrzegł na jego twarzy cień urazy. Potem Draco
spojrzał na Hermionę, unosząc brwi, jakby chciał powiedzieć A nie mówiłem?, i wyszli, usuwając Theo
z listy podejrzanych.
—
Więc wracamy do punktu wyjścia.
Hermiona
przygryzła wargę, wpatrując się w tablicę, gdy wrócili do jej mieszkania.
—
Cóż — zauważył Draco — zawsze istniała możliwość, że Omnia Scienti albo usunął
się z rejestrów, albo nie jest brytyjskim czarodziejem.
Lecz
niezależnie od tego, miała rację; to, co wydawało się sensownym tropem jeszcze
dzień wcześniej, okazało się bezowocne.
~*~*~*~*~*~*~*~
—
Wiecie, jestem bardzo dobrym badaczem. Z przyjemnością pomogę wam rozszyfować
Mechanizm! — zawołał Ruben z pokoju gościnnego Hermiony, gdzie ustawili mu
stanowisko do pracy.
—
Nie, Ruben — krzyknęła Hermiona, przewracając oczami i rzucając zaklęcie
wyciszające na próg.
—
Dobra, na czym skończyliśmy? — Draco mruknął z rozbawieniem.
Po
tym, jak nie udało im się uzyskać jakiegokolwiek dostępu do oficjalnych
dokumentów dotyczących delegacji z Ministerstwa, rozpoczęli intensywne analizy
Mechanizmu z Antykithiry, zarówno w kontekście mugolskich, jak i magicznych
historii. Minął tydzień i analizy postępowały powoli, ale przynajmniej robili
postępy.
Drugą
dobrą wiadomością było to, że Harry miał zostać zaprzysiężony na Ministra za
kilka dni, co oznaczało, że będzie mógł odtajnić dokumenty z Czarnym Kodem
dotyczące więźniów Azkabanu, które łączyły kilka ofiar Percy’ego Weasleya.
Chociaż nie było pewności, czy ujawni to zabójcę, byli ostrożnie optymistyczni,
że przyniesie to jakieś nowe informacje.
—
Mugole uważali Mechanizm za coś w rodzaju komputera, którego używali do
przewidywania różnych zjawisk astronomicznych. Jak na tamte czasy, był
wyjątkowo zaawansowany. Sądząc po użytych materiałach i innych elementach
konstrukcji, uważają, że powstał w drugim lub trzecim wieku przed naszą erą w
Grecji — wyjaśniła Hermiona. — Chociaż przez lata krążyły pogłoski o ruchu
Mechanizmu, zazwyczaj widywano go w całym regionie Morza Śródziemnego. Jednak
ostatni raz widziano go we Włoszech, zanim zniknął, a następnie odnaleziono we
wraku statku u wybrzeży Antykithiry na początku dwudziestego wieku. Nie ma
żadnych konkretnych wskazówek, dlaczego statek zatonął, co prowadzi wielu do
spekulacji, że stało się to w wyniku nienaturalnych zdarzeń, prawdopodobnie
sabotażu. Warto jednak zauważyć, że mugole opracowali kilka dość niezwykłych teorii
— zakończyła, odwracając się do Draco, który analizował Mechanizm z magicznej
perspektywy.
Ona
i Draco powrócili do swego rodzaju przedgreckiej wersji siebie, co Hermionie
bardzo odpowiadało, ale wciąż trzymało ją w napięciu, nieustannie zastanawiając
się, kiedy Draco poruszy temat ich związku.
Tymczasem jednak cieszyła się powrotem do swobodnej, koleżeńskiej relacji,
nawet jeśli wiedziała, że obecny stan rzeczy nie będzie trwał wiecznie.
—
Magicznie, Mechanizm również jest owiany mitem. Legenda głosi, że alchemik
Plotonus zaprojektował lub stworzył Mechanizm, aby ulepszyć świat. Jednak po
jego stworzeniu zdał sobie sprawę, z etycznych konsekwencji, gdyby taki
przedmiot wpadł w niepowołane ręce. Ukrył więc instrukcje, a raczej sekrety
Mechanizmu, w Jaskini Daveliego, wraz z zadaniami, zakładając, że tylko godni
będą mogli uzyskać do nich dostęp. Sam Mechanizm, podobnie jak w mitach mugoli,
podobno przemieszczał się po regionie. Znalazłem jednak dwa niezależne źródła,
które wskazują, że Leonardo da Vinci był ostatnią osobą, która posiadała
Mechanizm — dokończył.
—
Da Vinci? Naprawdę?
Hermiona
zmarszczyła brwi.
Draco
skinął głową.
—
Istnieje teoria, że Da Vinci dopilnował, by Mechanizm wylądował na dnie morza.
Uważają, że w rzeczywistości potrafił on dowiedzieć się, jak go używać, bez korzystania z notatek Plotona, i
doszedł do podobnego wniosku co alchemik, że Mechanizm jest zbyt niebezpieczny.
—
Wiesz, to by miało sens. Krążyły plotki, że Da Vinci był kimś w rodzaju
jasnowidza. Możliwe, że te zdolności pozwoliły mu zrozumieć Mechanizm w sposób,
w jaki inni nie byli w stanie. Czy zostawił jakieś zapiski? — zapytała.
Jednym
z ich problemów było to, że bez „sekretów” czy jakichkolwiek informacji
znajdujących się w jaskini, nie wiedzieli, jak Omnia Scienti planuje
wykorzystać Mechanizm. Stawiało ich to w bardzo niekorzystnej sytuacji.
Draco
przerzucił głowę z lewa na prawo.
—
Są wzmianki o nieczytelnym Manuskrypcie, ale nie mogę znaleźć niczego
konkretnego.
—
Manuskrypcie? — Hermiona ponownie zmarszczyła brwi, grzebiąc w stosie książek,
aż znalazła to, czego szukała. — Czyżby to był Manuskrypt Wojnicza?
Wzruszył
ramionami.
—
Źródło wskazuje jedynie na nieczytelny Manuskrypt, nic więcej. Dlaczego?
Usta
Hermiony wykrzywiły się w szerokim uśmiechu.
—
Dowiedziałam się, że odkryto kolejny przedmiot mniej więcej w czasie zaginięcia
Mechanizmu. Jest on godny uwagi tylko dlatego, że, podobnie jak Mechanizm, jest
owiany tajemnicą. Nazywany jest Manuskryptem Wojnicza; napisano go w zupełnie
nieznanym języku i od wieków krzyżuje plany językoznawców i historyków.
Pokazała
mu stronę z książki, obserwując, jak jego oczy się rozświetlają.
—
Myślisz, że Da Vinci napisał ten Manuskrypt i jeśli uda nam się odkryć, co w
nim jest, zrozumiemy plany Omnia Scienti? — spytał Draco.
Wzruszyła
ramionami.
—
Może, nie jestem pewna, ale krążył głównie między mugolami. Możliwe, że tylko
dla nich jest nieczytelny. Albo, jak w przypadku jaskini, trzeba wykonać pewne
zadania, żeby go przeczytać.
—
Gdzie on jest? — dopytywał.
Hermiona
chwyciła książkę, przewróciła kilka stron, po czym zmarszczyła brwi.
—
Wygląda na to, że znajduje się w bibliotece Uniwersytetu Yale w Stanach
Zjednoczonych.
—
Więc co teraz? Włamiemy się tam i go zabierzemy?
Wzruszyła
ramionami.
—
Może po prostu się tam udamy, sprawdzimy to… I zabierzemy to stamtąd.
—
Dobrze — zgodził się.
Poczuł
wyraźną ulgę, mając już plan działania.
—
Nie podoba mi się, że mnie wyciszacie.
Oboje
podskoczyli na wtrącenie się Rubena.
—
Cóż, gdybyś nie paplał bez przerwy, nie musielibyśmy tego robić — zauważyła
Hermiona, unosząc brwi.
Ruben
prychnął, niewzruszony.
—
Cóż, chciałem wam powiedzieć, że przetłumaczyłem kolejny fragment tekstu z
jaskini.
—
I co?
—
W sumie to samo, choć nieco bardziej szczegółowe. Jest tam wskazówka, że
Mechanizm rzeczywiście ma moc zmienić cały świat. Ostrzeżenia były całkiem
jasne: użycie Mechanizmu oznacza zniszczenie wolnej woli — powiedział im Ruben.
—
Zniszczenie wolnej woli?
Draco
zmarszczył brwi.
Hermiona
skinęła głową.
—
To ma sens. Pomyśl o tym — Mechanizm nagina rzeczywistość do woli użytkowników.
Zakładając więc, że on i Percy mieliby podobne cele, Omnia Scienti chciałby
świata, w którym nie ma uprzedzeń odnośnie statusu krwi, ale żeby taki świat
stworzyć, trzeba manipulować uczuciami i decyzjami ludzi. W ten sposób eliminuje
się wolną wolę.
Draco
skinął głową.
—
Dobrze, więc czy było tam coś potencjalnie pomocnego, czy tylko więcej
ostrzeżeń?
Ruben
wyglądał na lekko zmartwionego.
—
Naprawdę, tylko więcej ostrzeżeń. Zakładam, że coś istotnego było w tajemnicy,
którą ukradł twój złoczyńca. Jeśli to pomoże, prawie skończyłam, choć wątpię,
żeby pojawiło się coś bardziej znaczącego.
—
Dobra, kontynuujmy analizę Manuskryptu. Możemy udać się do Yale po
zaprzysiężeniu Harry’ego.
—
Skoro o tym mowa — zaczął cicho Draco, nie chcąc być podsłuchiwanym przez
Rubena — pomyślałem sobie, że może moglibyśmy pójść razem?
Zaprzysiężenie
Harry’ego na Ministra Magii przeradzała się w dość skomplikowaną akcję, rzekomo
mającą na celu odwrócenie uwagi opinii publicznej od pierwotnego powodu objęcia
przez niego stanowiska. Choć Hermiona uważała, że zorganizowanie balu to
wyjątkowo marne wykorzystanie pieniędzy z podatków obywateli, nawet ona musiała
przyznać, że media całkiem nieźle to odebrały.
Na
dobre i na złe, ludzie czuli się lepiej, wiedząc, że Harry zostanie nowym
Ministrem Magii; jego dziedzictwo po pokonaniu Voldemorta pozostało
nienaruszone, a ludzie czuli się pewniej.
—
Ja — zaczęła odpowiadać na pytanie Draco, ale nie zrobiła tego.
Nie
chodziło o to, że nie chciała z nim iść, po prostu było to dość publiczne
wydarzenie, które prawdopodobnie przyciągnie uwagę prasy. Nie spędzili jeszcze
zbyt wiele czasu w świecie magii poza pracą i leniwymi wieczorami w Dziurawym
Kotle; to byłby krok w kierunku, którego wciąż nie była pewna.
Złapał
ją za rękę, jego oczy były okrągłe i smutne.
—
Pragnę cię, Hermiono — kontynuował cicho, rysując delikatne kółka na jej dłoni.
— Nie chcę patrzeć na ciebie z drugiego końca pomieszczenia ani powstrzymywać się
od całowania cię, gdy tańczymy. Chcę tam z tobą pójść.
Poczuła,
jak jej serce przyspiesza po jego słowach; nie patrzyła na to tak samo,
widziała tyko medialny cyrk, a nie ich. I pomimo całego niepokoju, nie chciała
się ukrywać.
—
Dobrze — zgodziła się w końcu.
Na
chwilę zamarł, po czym uśmiechnął się promiennie, przyciągnął ją do siebie i
pocałował. Jej oczy rozszerzyły się na chwilę, zanim odpowiedziała, a jej
uśmiech kontrastował z jego. W głębi duszy wiedziała, że powinna go zbesztać za
pocałunek w środku dnia pracy, ale jego podniecenie było zaraźliwe. Przysunęła
biodra do niego, obejmując go w talii.
—
Halo?
Odskoczyli
od siebie na nagłe przypomnienie o obecności Rubena. Hermiona poczuła, jak jej
twarz natychmiast czerwienieje, a śmiech Draco wibruje w jej ciele.
_________
Witajcie :) wiele się dzieje w tym opowiadaniu i mam szczerą nadzieję, że Wam się to podoba. Jesteśmy w połowie drugiego tomu i mogę jedynie zdradzić, że to, co się wydarzy, totalnie Was zaskoczy. Ale nie będę spojlerować.
Na resztę rozdziałów zapraszam za tydzień w piątek lub w sobotę. Naprawdę warto czekać. W przyszły weekend pojawi się także nowy rozdział „Tego, jest między nami”. Moja beta walczy z sesją, ale w przyszły weekend jest szansa, że znajdzie trochę czasu na sprawdzenie rozdziału. Zatem czekajcie.
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia! Enjoy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)