niedziela, 15 lutego 2026

[T] Odkupienie: Rozdział 3

Hermiona paliła papierosa na małym balkonie ich pokoju hotelowego w mugolskich Atenach, czując się dziwnie zamyślona. Być może to ich wcześniejsze odkrycia, a może upór Draco w udaniu się na jednodniową wycieczkę, ale jej myśli pędziły jak szalone.

Nie mogła przestać rozmyślać nad wcześniejszymi oskarżeniami Draco — a raczej sugestiami — że blokuje rozwój ich związku. Nie wynikało to z braku chęci, ale po prostu wydawało jej się głupie przyspieszanie, zwłaszcza gdy mieli do wytropienia niebezpiecznego zabójcę.

Usłyszała trzask przesuwanych drzwi i poczuła za sobą niepewny oddech Draco. Po prawej stronie dostrzegała ledwo widzialny błysk magii, oznaczający wejście do czarodziejskiej enklawy, a po lewej pozostałości starożytnej Agory.

— Pięknie tu — zauważył cicho Draco, przysuwając się do niej.

Skinęła głową na znak zgody, wpychając papierosa z powrotem do ust i obserwując, jak dym unosi się na lekkim wietrze.

— O czym myślisz? — zapytał, nie odwracając się do niej.

Hermiona zastanawiała się, jak bardzo była w tej chwili przezroczysta, jak bardzo widoczny był dla niego jej niepokój.

— Och, wiesz — rzuciła lekceważącym tonem, próbując nadać swojej twarzy apatię.

— Hermiono — w końcu zwrócił się do niej, marszcząc brwi — wiesz, że możesz ze mną rozmawiać, prawda? To część bycia razem. Wiem, że minęło trochę czasu, ale to się na pewno nie zmieniło.

Zacisnęła usta, lekko wypuszczając powietrze przez nos.

— Czyżby?

Tym razem próbowała żartować, ale niedowierzanie na twarzy Draco wskazywało, że jej się nie udało.

— Na przykład, zastanawiałem się, ile mnie ominęło. Nie wyobrażałem sobie takiego dnia. Ile rzeczy przegapiłem, bo bałem się wyjechać z Londynu? — zaczął, chwytając ją za rękę i rysując leniwe kółka palcem na jej dłoni.

— Więc zdecydowałeś, że będziesz podróżować? — zapytała, próbując dociec, o co mu dokładnie chodzi.

Draco wzruszył ramionami.

— Chyba zdałem sobie sprawę, że pozwoliłem strachowi zbyt długo rządzić moim życiem.

Jego spojrzenie było wymowne.

— Oskarżasz mnie o to, że się boję? — wyrzuciła z siebie.

— Nie wiem. — Ton jego głosu był łagodny, twarz szczera i poczuła, że lekko się rozluźnia. — Wiem, że ja się boję. Ale nie chcę się bać.

— Nie boję się.

Wzruszyła ramionami, odwracając się w nadziei na przedwczesne zakończenie rozmowy.

— To dlaczego nie możemy porozmawiać? Albo gdzieś pójść? Czemu jedynie, co możemy razem zrobić, to pracować nad tą sprawą? — naciskał.

Zmarszczyła brwi.

— Dziś rozmawialiśmy i zwiedzaliśmy!

— Tak, bo nalegałem. Ale nigdy byś na to nie pozwoliła, gdybyśmy byli w Londynie — warknął.

— Bo są ważniejsze rzeczy — upierała się.

— Nie, bo się boisz.

— W czym masz problem, Draco? — Stanęła z nim twarzą w twarz, gasząc papierosa i agresywnie go depcząc. — Jestem beznadziejną dziewczyną, czy co?

Pokręcił głową, zamykając na chwilę oczy, zanim jego twarz złagodniała. Złapał ją za dłonie, zacieśniając uścisk, gdy daremnie próbowała się odsunąć.

— Nie… chyba… chcę czegoś więcej. I nie sądzę, żeby czekanie miało sens.

— Chcesz czegoś więcej — rzuciła — czy po prostu chcesz zapewnień?

Zmarszczył brwi.

— Co masz na myśli?

— To, że musisz mieć wszystko uporządkowane i zaplanowane. Musisz czuć, że przenosimy się w jakieś miejsce, które będziesz w stanie nazwać, żebyś wiedział, co stanie się później.

Wiedziała, że jej słowa były ostre, ale czuła, że ją do tego zmusił.

Spodziewała się bólu, który pojawił się w jego oczach, ale była zaskoczona, kiedy zacisnął szczękę ze złości.

— Naprawdę? Myślisz, że oczekuję czegoś więcej od naszego związku, żeby zaspokoić jakąś potrzebę trzeźwości? To cios poniżej pasa.

Hermiona przewróciła oczami.

— Cóż, albo to, albo jestem beznadziejną dziewczyną, wybierz sam.

— Celowo zachowujesz się głupio — oskarżył ją.

Prychnęła.

— Oj przepraszam. Ale mówisz mi, że nie chcę spędzać z tobą czasu, gdy uważasz to za stosowne, co odbieram jako osąd mojej zdolności do bycia w związku.

— Nie wzięłaś pod uwagę faktu, że po prostu lubię twoje towarzystwo i chcę tego więcej? Albo że lubię dyskutować z tobą o sprawach poza tajemniczymi, greckimi jaskiniami? A może, że w końcu zdaję sobie sprawę z tego, że warto zaryzykować i chcę to zrobić z tobą?

Jego twarz znajdowała się centymetry od jej, a zjadliwym słowom towarzyszył grymas.

Na chwilę zamarła, zaskoczona jego wybuchem.

— Ale nie ma czasu…

Nigdy nie będzie czasu, jeśli nam się nie uda, Hermiono — przerwał jej.

Parsknęła.

— Więc dlaczego teraz naciskasz?

— Bo to jest ważne — odpowiedział natychmiast, jakby te słowa siedziały na końcu jego języka.

Wiedziała, że nie jest do końca sprawiedliwa, celowo trzymając go na dystans, choć oczywiście nadal uważała, że spora część jego frustracji wynikała z wrodzonej potrzeby porządku.

— Nie zmienię się — odpowiedziała w końcu.

Pokręcił głową, wyraźnie zirytowany.

Nie chcę, żebyś się zmieniała! Ja…

Zacisnął usta, pocierając dłonią kark w roztargnieniu.

— Co? — warknęła.

— Doprowadzasz mnie do szału, wiesz o tym? — wycedził.

Nie mogła powstrzymać lekkiego drgnięcia warg.

— Tak czułam.

Pokręcił głową, obdarzając ją nieobecnym uśmiechem, tuż przed tym, jak zrobił krok naprzód i pocałował ją, delikatnie przyciskając do szklanych, przesuwanych drzwi. Czuła jego gniew w nacisku ust, w sposobie, w jaki mocno wciskał usta do jej ust i chwytał za dolną część pleców, przyciągając do siebie.

Urwał, oddalając twarz zaledwie o kilka centymetrów od jej.

— Wciąż jestem na ciebie zły — wyszeptał, a jego oddech pachnący kawą wywołał gęsią skórkę na jej szyi.

Uśmiechnęła się do niego zalotnie i odsunęła się, otwierając drzwi dłonią, a następnie wciągając ich przez próg do pokoju hotelowego.

Rzucił ją na łóżko, zrywając z siebie koszulę i nie spuszczając z niej wzroku. Poczuła krew napływającą do jej szyi od oczekiwania, a w jego oczach wciąż tlił się gniew. Przybliżył się jednak do niej powoli, obejmując policzek dłonią i przytulając się do niej, a drugą ręką głaszcząc ją po boku.

Czuła jego urazę, gdy wcisnął swoje biodra w jej, a usta oderwały się od jej warg, by ciągnąć pocałunki po jej piersi, a palce szarpały ją za bluzkę. W jego oczach odbijała się gorycz, gdy szybkim ruchem ściągał jej spodnie i majtki.

Nigdy wcześniej nie widziała go w takim stanie, tak wytrąconego z równowagi. Był typowo poukładany, wręcz obsesyjnie, zawsze bał się stracić kontrolę. Obsypywał pocałunkami jej brzuch, lądując na talii, i skupił się na jej wnętrzu. Ostrożnie wsunął dwa palce w jej cipkę, a językiem delikatnie masował łechtaczkę.

Wypięła biodra, wyjąc się, i pomyślała, że może powinna częściej go denerwować. Jego ruchy stały się mocniejsze, szybsze. Reagował na każdy jej jęk i ruch. Zacisnęła dłonie na prześcieradle, zamykając oczy, gdy językiem zataczał koła, a palce naciskały i zginały się pod idealnym kątem.

Zastanawiała się, co próbuje jej powiedzieć oraz przekazać językiem i palcami, ale czuła tylko przyjemność. Nieświadomie chwyciła go za włosy, ciągnąc, popychając i mamrocząc bez sensu. Nogi zaczęły jej drżeć, ale nie zatrzymał się, skupiając na niej całą swoją uwagę, aż w końcu doszła. Wypuściła powietrze, jakby ktoś nie pozwolił jej oddychać. Nagle była nienaturalnie lekka, zdrętwiała, bez kości.

Wspiął się na nią, opierając przedramiona po obu stronach jej głowy. Wpatrywał się w nią, jakby chciał, by zrozumiała coś, co z trudem ubrał w słowa. Objęła go ramionami za szyję, przyciągając go pocałunku, nie chcąc dźwigać ciężaru emocji, które próbował przekazać.

Była w nim jakaś natarczywość, ich zazwyczaj leniwe pocałunki nagle stały się chaotyczne, a oddechy głośne, niczym języki i wargi muskające się w tandemie. Odepchnęła go, siadając na nim. Czuła jego narastającą erekcję na swoim udzie i chrapliwy oddech na ustach.

Zerwała mu spodnie, szarpiąc za twardniejącego kutasa, jednocześnie podtrzymując gwałtowny pocałunek. Odrzucił głowę na materac, gdy kontynuowała pieszczoty, a jego oddech stawał się coraz krótszy. Przycisnął twarz do jej szyi, dmuchając kłębami powietrza w jej ucho, jęcząc, gdy w końcu doszedł.

Leżeli tak chwilę obok siebie, prawie rozebrani i nie chcący rozmawiać. Poruszył się pierwszy, przyciskając usta do jej ust i wsuwając się w nią. Jęknęła cicho, gdy delikatnie przesunął palcem z łechtaczki w jej wargi, które znów stały się wrażliwe na jego dotyk. Łączyła ją złość i gorycz.

Zanurzył język w jej ustach, a palce kontynuowały powolną pracę. Wiła się, wierzgając pod jego dłonią, jęcząc w usta. Poczuła, jak znów twardnieje, ocierając się o wewnętrzną stronę jej uda. Otworzyła usta, przerywając pocałunek, z błagalnym spojrzeniem.

— Tego chcesz, Granger?

Przysunął się do jej wejścia, szepcząc do ucha.

Czuła, jak zapiera jej dech w piersiach.

— Tak — przyznała, oblizując wargi, jednocześnie próbując unieść biodra jeszcze wyżej.

Złapał ją za nogę, podnosząc jej kolano, zanim w nią wszedł.

Trzymając ją, kontynuował wsuwanie się i wysuwanie. Objęła go za szyję, przechylając głowę, raz po raz doświadczając jego gniewu. Poczuła, jak jej oczy wywracają się, gdy nieznacznie zmienił kąt, napierając raz po raz na jej łechtaczkę.

Nie minęło dużo czasu, zanim doszła, a jej ciało zadrżało od tego doznania. Chwilę później poszedł w jej ślady, osuwając się na jej bok, z potem spływającym mu po czole.

Nagle w pokoju zapadła boleśnie głucha cisza. Jedynymi dźwiękami były ich stłumione oddechy i odległy szum miasta nocą. Leżeli obok siebie, choć te kilka centymetrów dzieliła przepaść.

— Nie chcę się kłócić.

Odwróciła się do niego, niepewnie muskając jego dłoń małym palcem.

— To czego chcesz, Hermiono?

Przewrócił się na bok, chwytając wyciągniętą dłoń.

Pomyślała, że to było strasznie podchwytliwe pytanie i musiała przełknąć sarkastyczną odpowiedź.

— Po prostu chcę, żeby było jak teraz.

Wiedziała, że to niezbyt pomocna odpowiedź, ale wydawała się prawdziwa.

Wyglądał na pokonanego i przyciągnął jej dłoń do siebie, całując.

— To wszystko, czego kiedykolwiek będziesz pragnąć?

Zmarszczyła brwi, niepewna, jak odpowiedzieć.

— Nie wiem, Draco. Nigdy wcześniej nie byłam w związku. — Wyglądał na zaskoczonego, więc kontynuowała: — Znaczy, umawiałam się na randki. Po prostu nigdy nie doszłam do tego punktu.

— I boisz się, że się w tym zatracisz? — dopytywał, wciąż trzymając ją za rękę.

Czasami zapominała o ich wyznaniach w jaskini, o tym, jak wiele wiedział.

— Tak, ale — przerwała, przygryzając dolną wargę — też nie chcę zostać zraniona.

Uśmiechnął się do niej melancholijnie.

— Ale czyż nie o to chodzi?

— O zranienie?

Pokręcił głową.

— Nie. Chodzi mi o gotowość do bycia zranionym. Jak można oczekiwać czegoś dobrego, skoro się boisz?

Uznała za kompletnie niesprawiedliwe, że Draco Malfoy zdawał się przezwyciężyć własne demony, a ona siedziała z bijącym sercem, niezdolna do pokonania swoich.

— A co z ryzykiem?

Wzruszył ramionami.

— Ryzyko nie ma znaczenia, skoro nic nie robisz. W końcu zrozumiałem, że muszę albo się zmobilizować, albo nigdy nie oczekiwać, że cokolwiek się zmieni. I, Hermiono — położył dłoń na jej brzuchu, kreśląc palcami koła — myślę, że jesteś tego warta. Ryzyka.

— Nie rób tego — powiedziała, kręcąc głową, a on natychmiast cofnął rękę. — Nie myśl, że to, że niekoniecznie chcę czegoś więcej, oznacza, że nie jesteś tego wart. — Ciężko było jej dobierać słowa, upewniając się, że zrozumiał, co próbuje powiedzieć. — To trudne — wyrzuciła w końcu z siebie, kręcąc głową, bojąc się, że nie potrafi wyrazić swoich uczuć.

— Wiem.

Oparł głowę na jej ramieniu, a ona znów wyczuła jego porażkę.

— Wszystko w porządku? — zapytała, przekręcając się tak, że ich twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów.

Uśmiechnął się do niej blado.

— Oczywiście.

Ale nie do końca mu uwierzyła.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Poczyniliśmy pewne postępy w Grecji i możemy nieco bardziej zawęzić zakres tego, jak Omnia Scienti zamierza zrealizować swoją misję — wyjaśnił Draco.

Wrócili do Londynu i informowali Angelinę o postępach. Problem polegał na tym, że nie czuli się komfortowo, podając jakiekolwiek szczegóły, więc Angelina po prostu siedziała, mrużąc lewe oko, jakby chciała, żeby był bardziej transparentny.

Tego ranka spotkali się ponownie, by omówić uzyskane informacje, dochodząc do wniosku, że potencjalnie mogliby zidentyfikować Omnia Scienti, ustalając, którzy brytyjscy czarodzieje byli w Grecji sześć miesięcy temu. Dodatkowa informacja, że Mechanizm, o którym mowa, to prawdopodobnie Mechanizm z Antykithiry, dała im bardziej szczegółowe dane do przeanalizowania. Czuli, że są w o wiele lepszej sytuacji.

Gdyby tylko to samo można było powiedzieć o ich tak zwanym związku.

— Czy to naprawdę wszystko, co możecie mi powiedzieć? — odpaliła beznamiętnie Angelina.

Zwrócił się do Hermiony, która wyjaśniła:

— Angelina, nie chodzi o to, że ci nie ufamy, tylko o to, że… nie możemy nikomu ufać. Wiedz tylko, że zrobiliśmy duże postępy.

Uśmiechnęła się krzywo do Głównej Aurorki.

— Czyli prosicie mnie jedynie, bym wam zaufała.

Angelina uniosła brwi.

Draco przełknął ślinę.

— Angie, uwierz mi, tak będzie lepiej. Kiedy w końcu to zrozumiemy, to ty będziesz naszym pierwszym wyborem.

Zmrużyła oczy.

— Lepiej, żebym była.

Mieli już wychodzić, gdy głośne pukanie ich zaskoczyło. Angelina wyglądała na zaniepokojoną, kiedy drzwi się otworzyły i wszedł starszy mężczyzna z szerokim uśmiechem.

— Administratorze Diggle.

Angelina próbowała się uśmiechnąć do mężczyzny.

— Och, proszę się mną nie przejmować. Widziałam pana Malfoya i pannę Granger wchodzących do twojego gabinetu i pomyślałem, że miło będzie się dowiedzieć, jak przebiega śledztwo.

Rozpromienił się, co wyraźnie zaniepokoiło Draco.

— Niestety właśnie wychodziliśmy — mruknęła Hermiona, próbując wstać.

— Naprawdę? Tak szybko? — Diggle zamrugał. Angelina próbowała dać Hermionie jakiś sygnał wzrokiem, który prawdopodobnie zadziałał, bo natychmiast wróciła na swoje miejsce. — Wiecie, ofiarujemy wam nasze zasoby i nie oczekujemy niczego w zamian. Przynajmniej możecie nas informować o swoim śledztwie.

Draco zaczął ponownie:

— Właśnie mówiliśmy Angelinie, że prawdopodobnie wiemy, czym jest przedmiot, którego Omnia Scienti planuje użyć.

— A co to takiego?

Diggle był wręcz groźny, stojąc nad nimi z czerwoną twarzą.

Draco poruszył się na krześle.

— My… eee…

— Na razie nie możemy tego powiedzieć — dokończyła za niego Hermiona.

Uśmiech Diggle’a na chwilę zgasł.

— Macie świadomość, że podpisuję wasze paski wypłat, prawda?

Draco powstrzymał się od riposty, że technicznie rzecz biorąc, nie potrzebuje ministerialnych czeków, ale ostatecznie to Hermiona odpowiedziała:

— Z całym szacunkiem, proszę pana, może je pan podpisywać, ale nasze wypłaty pochodzą z brytyjskich podatków od czarownic i czarodziejów. I dla ich dobra powinniśmy utrzymać śledztwo w tajemnicy. Znaleźlibyśmy Runicznego Zabójcę znacznie szybciej, gdyby nie ingerencja Ministerstwa.

Draco był całkiem zadowolony, że coś powiedziała, bo z pewnością nie miał pojęcia, co powiedzieć. Choć był dość pewien, że Diggle jest tylko mocny w gębie, Draco wyrobił sobie w dorosłym życiu pewien szacunek dla autorytetów. Choć po odkryciu nikczemności Percy’ego Weasleya i rozprawieniu się z Diggle’em, zaczynał myśleć, że ten szacunek zniknie…

— Panno Granger — zaczął Administrator, marszcząc brwi — technicznie rzecz biorąc, nie pracuje panna dla Ministerstwa, prawda?

To brzmiało jak celowy przytyk.

— Nie pracuję. Jestem konsultantką — wyjaśniła, ani trochę nie poruszona.

Draco patrzył na nią krytycznie, ale jej twarz była neutralna, niczego nie zdradzająca.

— Obawiam się, że nie mogę po prostu pozwolić wam dalej… — zrobił pauzę, jakby znalezienie kolejnego słowa sprawiało mu prawdziwą trudność — mieć tyle swobody.

— W porządku. — Hermiona uśmiechnęła się. — Jeśli pan chce zaangażować w śledztwo inny zespół lub Aurora, to pańska sprawa. Ale obawiam się, że będą musieli zacząć od początku. No i oczywiście, Malfoy jest jedynym, skutecznym śledczym z całej grupy. Ale jestem pewna, że kiedy Omnia Scienti wykona swój ruch, wszyscy będziecie przygotowani, by go pokonać.

Draco musiał stłumić uśmiech, nie spuszczając wzroku z Administratora, którego twarz zdawała się robić coraz bardziej purpurowa. Miała oczywiście rację; Ministerstwo nie miało interesu w odsunięciu ich od sprawy. To była pusta groźba.

— Dobrze — warknął Diggle, nie mając już żadnych oznak dawnej dobroduszności. — Ale pamiętaj — zwrócił się do Draco — gdy to śledztwo się skończy, nie będziesz już nietykalny.

Draco skinął głową, patrząc, jak mężczyzna wychodzi, trzaskając mu drzwiami przed nosem.

— Więc — zaczęła Angelina po niezręcznej ciszy — to był Administrator Diggle.

— Uroczy — odparła Hermiona beznamiętnie.

— W rzeczy samej.

Angelina rzuciła uśmiechem.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Ile szczegółów mamy im przekazać? — zapytała Hermiona, zbliżając się do skrzydła badawczego.

W przeszłości Draco zawsze wysyłał prośby na papierze, ale tym razem nie czuł się komfortowo, zapisując cokolwiek. Musieli zdobyć listę czarownic i czarodziejów, którzy przebywali w Grecji, kiedy prawdopodobnie skradziono Mechanizm z Antykithiry, i nie chcieli, żeby ktokolwiek wiedział, że o to proszą.

Draco wzruszył ramionami.

— Nic konkretnego, tylko daty i kraje.

Zmarszczyła brwi.

— Nie będą żądać więcej? Chodzi mi o to, czy nie będzie problemów z prywatnością lub nadużyciem przywilejów?

Choć ulga, że nie będą musieli ujawniać więcej szczegółów swojego śledztwa, brak procedur ją nieco niepokoił.

Pokręcił głową.

— Nie, wystarczy być wykwalifikowanym Aurorem, żeby zdobyć informacje, ale to wszystko.

Weszli do sali badawczej. Panował tu wir pergaminowych i papierowych samolocików latających tam i z powrotem. Kilkoro badaczy w błękitnych szatach siedziało przy biurkach z boku. Draco nacisnął dzwonek i jednak z nich niemal podskoczyła, zrywając się z krzesła, żeby do nich podejść.

Kobieta wyglądała na dość młodą, prawdopodobnie kilka lat temu ukończyła szkołę, i głośno przełknęła ślinę, wpatrując się w odznakę Aurora Draco.

— W czym mogę pomóc?

Próbowała się uśmiechnąć, ale wydawała się dość zdenerwowana.

— Tak, mieliśmy nadzieję zidentyfikować wszystkich brytyjskich magicznych obywateli, którzy przebywali w Grecji między pierwszym grudnia dwa tysiące siódmym roku a trzydziestym pierwszym stycznia dwa tysiące ósmego roku.

Próbował rozbroić kobietę lekkim uśmiechem, ale ta najwyraźniej nie potrafiła się rozluźnić.

— Oczywiście. Możemy to sporządzić. Na kiedy to potrzebujecie?

Zamrugała.

Draco odwrócił się do Hermiony, która skinęła głową.

— Na teraz? — zapytała z nadzieją.

Kobieta otworzyła usta, po czym zamknęła je i zastanowiła się.

— Do godziny będzie gotowe.

Hermiona odetchnęła.

— W porządku, dziękuję.

Badaczka odeszła, kierując się do czegoś, co wyglądało na niekończącą się szafkę na dokumenty, i zniknęła z pola widzenia.

— Była dość pobudzona — zauważyła Hermiona z rozbawionym wyrazem twarzy.

— Zwykle tacy są.

Draco wzruszył ramionami.

Spędzili godzinę w archiwach Ministerstwa, szukając na próżno jakichkolwiek wzmianek o Mechanizmie z Antykithiry. W końcu wrócili do pokoju badań, a kobieta podskoczyła, gdy tylko ich zobaczyła.

— Mam tę listę — powiedziała im, podając Draco pergamin i odchodząc.

On i Hermiona przyjrzeli się liście, a na ich twarzach pojawiło się podwójne zdziwienie, gdy odczytali ostatnie imię i nazwisko.

 

Randal Parker

Rosanna Marshall

Evie-May Frey

Theodor Nott


___________

Witajcie :) nieźle się porobiło, prawda? Kto by się spodziewał, że Theo będzie na tej liście? Relacja Hermiony z Draco to odrębny problem, który oczywiście także zostanie rozwiązany, ale o tym później. 

Zapraszam na czwarty rozdział i ostatni tego wieczoru. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Obserwatorzy