Hermiona
paliła papierosa na małym balkonie ich pokoju hotelowego w mugolskich Atenach,
czując się dziwnie zamyślona. Być może to ich wcześniejsze odkrycia, a może
upór Draco w udaniu się na jednodniową wycieczkę, ale jej myśli pędziły jak szalone.
Nie
mogła przestać rozmyślać nad wcześniejszymi oskarżeniami Draco — a raczej
sugestiami — że blokuje rozwój ich związku. Nie wynikało to z braku chęci, ale
po prostu wydawało jej się głupie przyspieszanie, zwłaszcza gdy mieli do
wytropienia niebezpiecznego zabójcę.
Usłyszała
trzask przesuwanych drzwi i poczuła za sobą niepewny oddech Draco. Po prawej
stronie dostrzegała ledwo widzialny błysk magii, oznaczający wejście do
czarodziejskiej enklawy, a po lewej pozostałości starożytnej Agory.
—
Pięknie tu — zauważył cicho Draco, przysuwając się do niej.
Skinęła
głową na znak zgody, wpychając papierosa z powrotem do ust i obserwując, jak
dym unosi się na lekkim wietrze.
—
O czym myślisz? — zapytał, nie odwracając się do niej.
Hermiona
zastanawiała się, jak bardzo była w tej chwili przezroczysta, jak bardzo
widoczny był dla niego jej niepokój.
—
Och, wiesz — rzuciła lekceważącym tonem, próbując nadać swojej twarzy apatię.
—
Hermiono — w końcu zwrócił się do niej, marszcząc brwi — wiesz, że możesz ze
mną rozmawiać, prawda? To część bycia razem. Wiem, że minęło trochę czasu, ale
to się na pewno nie zmieniło.
Zacisnęła
usta, lekko wypuszczając powietrze przez nos.
—
Czyżby?
Tym
razem próbowała żartować, ale niedowierzanie na twarzy Draco wskazywało, że jej
się nie udało.
—
Na przykład, zastanawiałem się, ile mnie ominęło. Nie wyobrażałem sobie takiego
dnia. Ile rzeczy przegapiłem, bo bałem się wyjechać z Londynu? — zaczął,
chwytając ją za rękę i rysując leniwe kółka palcem na jej dłoni.
—
Więc zdecydowałeś, że będziesz podróżować? — zapytała, próbując dociec, o co mu
dokładnie chodzi.
Draco
wzruszył ramionami.
—
Chyba zdałem sobie sprawę, że pozwoliłem strachowi zbyt długo rządzić moim
życiem.
Jego
spojrzenie było wymowne.
—
Oskarżasz mnie o to, że się boję? — wyrzuciła z siebie.
—
Nie wiem. — Ton jego głosu był łagodny, twarz szczera i poczuła, że lekko się
rozluźnia. — Wiem, że ja się boję.
Ale nie chcę się bać.
—
Nie boję się.
Wzruszyła
ramionami, odwracając się w nadziei na przedwczesne zakończenie rozmowy.
—
To dlaczego nie możemy porozmawiać? Albo gdzieś pójść? Czemu jedynie, co możemy
razem zrobić, to pracować nad tą sprawą? — naciskał.
Zmarszczyła
brwi.
—
Dziś rozmawialiśmy i zwiedzaliśmy!
—
Tak, bo nalegałem. Ale nigdy byś na to nie pozwoliła, gdybyśmy byli w Londynie
— warknął.
—
Bo są ważniejsze rzeczy — upierała
się.
—
Nie, bo się boisz.
—
W czym masz problem, Draco? — Stanęła z nim twarzą w twarz, gasząc papierosa i
agresywnie go depcząc. — Jestem beznadziejną dziewczyną, czy co?
Pokręcił
głową, zamykając na chwilę oczy, zanim jego twarz złagodniała. Złapał ją za
dłonie, zacieśniając uścisk, gdy daremnie próbowała się odsunąć.
—
Nie… chyba… chcę czegoś więcej. I nie sądzę, żeby czekanie miało sens.
—
Chcesz czegoś więcej — rzuciła — czy po prostu chcesz zapewnień?
Zmarszczył
brwi.
—
Co masz na myśli?
—
To, że musisz mieć wszystko uporządkowane i zaplanowane. Musisz czuć, że
przenosimy się w jakieś miejsce, które będziesz w stanie nazwać, żebyś
wiedział, co stanie się później.
Wiedziała,
że jej słowa były ostre, ale czuła, że ją do tego zmusił.
Spodziewała
się bólu, który pojawił się w jego oczach, ale była zaskoczona, kiedy zacisnął
szczękę ze złości.
—
Naprawdę? Myślisz, że oczekuję czegoś więcej od naszego związku, żeby zaspokoić
jakąś potrzebę trzeźwości? To cios poniżej pasa.
Hermiona
przewróciła oczami.
—
Cóż, albo to, albo jestem beznadziejną dziewczyną, wybierz sam.
—
Celowo zachowujesz się głupio — oskarżył ją.
Prychnęła.
—
Oj przepraszam. Ale mówisz mi, że nie chcę spędzać z tobą czasu, gdy uważasz to
za stosowne, co odbieram jako osąd mojej zdolności do bycia w związku.
—
Nie wzięłaś pod uwagę faktu, że po prostu lubię twoje towarzystwo i chcę tego
więcej? Albo że lubię dyskutować z tobą o sprawach poza tajemniczymi, greckimi
jaskiniami? A może, że w końcu zdaję sobie sprawę z tego, że warto zaryzykować
i chcę to zrobić z tobą?
Jego
twarz znajdowała się centymetry od jej, a zjadliwym słowom towarzyszył grymas.
Na
chwilę zamarła, zaskoczona jego wybuchem.
—
Ale nie ma czasu…
—
Nigdy nie będzie czasu, jeśli nam się
nie uda, Hermiono — przerwał jej.
Parsknęła.
—
Więc dlaczego teraz naciskasz?
—
Bo to jest ważne — odpowiedział natychmiast, jakby te słowa siedziały na końcu
jego języka.
Wiedziała,
że nie jest do końca sprawiedliwa, celowo trzymając go na dystans, choć
oczywiście nadal uważała, że spora część jego frustracji wynikała z wrodzonej
potrzeby porządku.
—
Nie zmienię się — odpowiedziała w końcu.
Pokręcił
głową, wyraźnie zirytowany.
—
Nie chcę, żebyś się zmieniała! Ja…
Zacisnął
usta, pocierając dłonią kark w roztargnieniu.
—
Co? — warknęła.
—
Doprowadzasz mnie do szału, wiesz o tym? — wycedził.
Nie
mogła powstrzymać lekkiego drgnięcia warg.
—
Tak czułam.
Pokręcił
głową, obdarzając ją nieobecnym uśmiechem, tuż przed tym, jak zrobił krok
naprzód i pocałował ją, delikatnie przyciskając do szklanych, przesuwanych
drzwi. Czuła jego gniew w nacisku ust, w sposobie, w jaki mocno wciskał usta do
jej ust i chwytał za dolną część pleców, przyciągając do siebie.
Urwał,
oddalając twarz zaledwie o kilka centymetrów od jej.
—
Wciąż jestem na ciebie zły — wyszeptał, a jego oddech pachnący kawą wywołał
gęsią skórkę na jej szyi.
Uśmiechnęła
się do niego zalotnie i odsunęła się, otwierając drzwi dłonią, a następnie
wciągając ich przez próg do pokoju hotelowego.
Rzucił
ją na łóżko, zrywając z siebie koszulę i nie spuszczając z niej wzroku. Poczuła
krew napływającą do jej szyi od oczekiwania, a w jego oczach wciąż tlił się
gniew. Przybliżył się jednak do niej powoli, obejmując policzek dłonią i przytulając
się do niej, a drugą ręką głaszcząc ją po boku.
Czuła
jego urazę, gdy wcisnął swoje biodra w jej, a usta oderwały się od jej warg, by
ciągnąć pocałunki po jej piersi, a palce szarpały ją za bluzkę. W jego oczach
odbijała się gorycz, gdy szybkim ruchem ściągał jej spodnie i majtki.
Nigdy
wcześniej nie widziała go w takim stanie, tak wytrąconego z równowagi. Był
typowo poukładany, wręcz obsesyjnie, zawsze bał się stracić kontrolę. Obsypywał
pocałunkami jej brzuch, lądując na talii, i skupił się na jej wnętrzu.
Ostrożnie wsunął dwa palce w jej cipkę, a językiem delikatnie masował
łechtaczkę.
Wypięła
biodra, wyjąc się, i pomyślała, że może powinna częściej go denerwować. Jego
ruchy stały się mocniejsze, szybsze. Reagował na każdy jej jęk i ruch.
Zacisnęła dłonie na prześcieradle, zamykając oczy, gdy językiem zataczał koła,
a palce naciskały i zginały się pod idealnym kątem.
Zastanawiała
się, co próbuje jej powiedzieć oraz przekazać językiem i palcami, ale czuła
tylko przyjemność. Nieświadomie chwyciła go za włosy, ciągnąc, popychając i
mamrocząc bez sensu. Nogi zaczęły jej drżeć, ale nie zatrzymał się, skupiając
na niej całą swoją uwagę, aż w końcu doszła. Wypuściła powietrze, jakby ktoś nie
pozwolił jej oddychać. Nagle była nienaturalnie lekka, zdrętwiała, bez kości.
Wspiął
się na nią, opierając przedramiona po obu stronach jej głowy. Wpatrywał się w
nią, jakby chciał, by zrozumiała coś, co z trudem ubrał w słowa. Objęła go
ramionami za szyję, przyciągając go pocałunku, nie chcąc dźwigać ciężaru
emocji, które próbował przekazać.
Była
w nim jakaś natarczywość, ich zazwyczaj leniwe pocałunki nagle stały się
chaotyczne, a oddechy głośne, niczym języki i wargi muskające się w tandemie.
Odepchnęła go, siadając na nim. Czuła jego narastającą erekcję na swoim udzie i
chrapliwy oddech na ustach.
Zerwała
mu spodnie, szarpiąc za twardniejącego kutasa, jednocześnie podtrzymując
gwałtowny pocałunek. Odrzucił głowę na materac, gdy kontynuowała pieszczoty, a
jego oddech stawał się coraz krótszy. Przycisnął twarz do jej szyi, dmuchając
kłębami powietrza w jej ucho, jęcząc, gdy w końcu doszedł.
Leżeli
tak chwilę obok siebie, prawie rozebrani i nie chcący rozmawiać. Poruszył się
pierwszy, przyciskając usta do jej ust i wsuwając się w nią. Jęknęła cicho, gdy
delikatnie przesunął palcem z łechtaczki w jej wargi, które znów stały się
wrażliwe na jego dotyk. Łączyła ją złość i gorycz.
Zanurzył
język w jej ustach, a palce kontynuowały powolną pracę. Wiła się, wierzgając
pod jego dłonią, jęcząc w usta. Poczuła, jak znów twardnieje, ocierając się o
wewnętrzną stronę jej uda. Otworzyła usta, przerywając pocałunek, z błagalnym
spojrzeniem.
—
Tego chcesz, Granger?
Przysunął
się do jej wejścia, szepcząc do ucha.
Czuła,
jak zapiera jej dech w piersiach.
—
Tak — przyznała, oblizując wargi, jednocześnie próbując unieść biodra jeszcze
wyżej.
Złapał
ją za nogę, podnosząc jej kolano, zanim w nią wszedł.
Trzymając
ją, kontynuował wsuwanie się i wysuwanie. Objęła go za szyję, przechylając
głowę, raz po raz doświadczając jego gniewu. Poczuła, jak jej oczy wywracają
się, gdy nieznacznie zmienił kąt, napierając raz po raz na jej łechtaczkę.
Nie
minęło dużo czasu, zanim doszła, a jej ciało zadrżało od tego doznania. Chwilę
później poszedł w jej ślady, osuwając się na jej bok, z potem spływającym mu po
czole.
Nagle
w pokoju zapadła boleśnie głucha cisza. Jedynymi dźwiękami były ich stłumione
oddechy i odległy szum miasta nocą. Leżeli obok siebie, choć te kilka centymetrów
dzieliła przepaść.
—
Nie chcę się kłócić.
Odwróciła
się do niego, niepewnie muskając jego dłoń małym palcem.
—
To czego chcesz, Hermiono?
Przewrócił
się na bok, chwytając wyciągniętą dłoń.
Pomyślała,
że to było strasznie podchwytliwe pytanie i musiała przełknąć sarkastyczną
odpowiedź.
—
Po prostu chcę, żeby było jak teraz.
Wiedziała,
że to niezbyt pomocna odpowiedź, ale wydawała się prawdziwa.
Wyglądał
na pokonanego i przyciągnął jej dłoń do siebie, całując.
—
To wszystko, czego kiedykolwiek będziesz pragnąć?
Zmarszczyła
brwi, niepewna, jak odpowiedzieć.
—
Nie wiem, Draco. Nigdy wcześniej nie byłam w związku. — Wyglądał na
zaskoczonego, więc kontynuowała: — Znaczy, umawiałam się na randki. Po prostu
nigdy nie doszłam do tego punktu.
—
I boisz się, że się w tym zatracisz? — dopytywał, wciąż trzymając ją za rękę.
Czasami
zapominała o ich wyznaniach w jaskini, o tym, jak wiele wiedział.
—
Tak, ale — przerwała, przygryzając dolną wargę — też nie chcę zostać zraniona.
Uśmiechnął
się do niej melancholijnie.
—
Ale czyż nie o to chodzi?
—
O zranienie?
Pokręcił
głową.
—
Nie. Chodzi mi o gotowość do bycia zranionym. Jak można oczekiwać czegoś
dobrego, skoro się boisz?
Uznała
za kompletnie niesprawiedliwe, że Draco Malfoy zdawał się przezwyciężyć własne
demony, a ona siedziała z bijącym sercem, niezdolna do pokonania swoich.
—
A co z ryzykiem?
Wzruszył
ramionami.
—
Ryzyko nie ma znaczenia, skoro nic nie robisz. W końcu zrozumiałem, że muszę
albo się zmobilizować, albo nigdy nie oczekiwać, że cokolwiek się zmieni. I,
Hermiono — położył dłoń na jej brzuchu, kreśląc palcami koła — myślę, że jesteś
tego warta. Ryzyka.
—
Nie rób tego — powiedziała, kręcąc głową, a on natychmiast cofnął rękę. — Nie
myśl, że to, że niekoniecznie chcę czegoś więcej, oznacza, że nie jesteś tego
wart. — Ciężko było jej dobierać słowa, upewniając się, że zrozumiał, co
próbuje powiedzieć. — To trudne — wyrzuciła w końcu z siebie, kręcąc głową,
bojąc się, że nie potrafi wyrazić swoich uczuć.
—
Wiem.
Oparł
głowę na jej ramieniu, a ona znów wyczuła jego porażkę.
—
Wszystko w porządku? — zapytała, przekręcając się tak, że ich twarze dzieliło
zaledwie kilka centymetrów.
Uśmiechnął
się do niej blado.
—
Oczywiście.
Ale
nie do końca mu uwierzyła.
~*~*~*~*~*~*~*~
—
Poczyniliśmy pewne postępy w Grecji i możemy nieco bardziej zawęzić zakres
tego, jak Omnia Scienti zamierza zrealizować swoją misję — wyjaśnił Draco.
Wrócili
do Londynu i informowali Angelinę o postępach. Problem polegał na tym, że nie
czuli się komfortowo, podając jakiekolwiek szczegóły, więc Angelina po prostu siedziała,
mrużąc lewe oko, jakby chciała, żeby był bardziej transparentny.
Tego
ranka spotkali się ponownie, by omówić uzyskane informacje, dochodząc do
wniosku, że potencjalnie mogliby zidentyfikować Omnia Scienti, ustalając,
którzy brytyjscy czarodzieje byli w Grecji sześć miesięcy temu. Dodatkowa
informacja, że Mechanizm, o którym mowa, to prawdopodobnie Mechanizm z
Antykithiry, dała im bardziej szczegółowe dane do przeanalizowania. Czuli, że
są w o wiele lepszej sytuacji.
Gdyby
tylko to samo można było powiedzieć o ich tak zwanym związku.
—
Czy to naprawdę wszystko, co możecie mi powiedzieć? — odpaliła beznamiętnie
Angelina.
Zwrócił
się do Hermiony, która wyjaśniła:
—
Angelina, nie chodzi o to, że ci nie ufamy, tylko o to, że… nie możemy nikomu
ufać. Wiedz tylko, że zrobiliśmy duże postępy.
Uśmiechnęła
się krzywo do Głównej Aurorki.
—
Czyli prosicie mnie jedynie, bym wam zaufała.
Angelina
uniosła brwi.
Draco
przełknął ślinę.
—
Angie, uwierz mi, tak będzie lepiej. Kiedy w końcu to zrozumiemy, to ty
będziesz naszym pierwszym wyborem.
Zmrużyła
oczy.
—
Lepiej, żebym była.
Mieli
już wychodzić, gdy głośne pukanie ich zaskoczyło. Angelina wyglądała na
zaniepokojoną, kiedy drzwi się otworzyły i wszedł starszy mężczyzna z szerokim
uśmiechem.
—
Administratorze Diggle.
Angelina
próbowała się uśmiechnąć do mężczyzny.
—
Och, proszę się mną nie przejmować. Widziałam pana Malfoya i pannę Granger
wchodzących do twojego gabinetu i pomyślałem, że miło będzie się dowiedzieć,
jak przebiega śledztwo.
Rozpromienił
się, co wyraźnie zaniepokoiło Draco.
—
Niestety właśnie wychodziliśmy — mruknęła Hermiona, próbując wstać.
—
Naprawdę? Tak szybko? — Diggle zamrugał. Angelina próbowała dać Hermionie jakiś
sygnał wzrokiem, który prawdopodobnie zadziałał, bo natychmiast wróciła na
swoje miejsce. — Wiecie, ofiarujemy wam nasze zasoby i nie oczekujemy niczego w
zamian. Przynajmniej możecie nas informować o swoim śledztwie.
Draco
zaczął ponownie:
—
Właśnie mówiliśmy Angelinie, że prawdopodobnie wiemy, czym jest przedmiot,
którego Omnia Scienti planuje użyć.
—
A co to takiego?
Diggle
był wręcz groźny, stojąc nad nimi z czerwoną twarzą.
Draco
poruszył się na krześle.
—
My… eee…
—
Na razie nie możemy tego powiedzieć — dokończyła za niego Hermiona.
Uśmiech
Diggle’a na chwilę zgasł.
—
Macie świadomość, że podpisuję wasze paski wypłat, prawda?
Draco
powstrzymał się od riposty, że technicznie rzecz biorąc, nie potrzebuje
ministerialnych czeków, ale ostatecznie to Hermiona odpowiedziała:
—
Z całym szacunkiem, proszę pana, może je pan podpisywać, ale nasze wypłaty
pochodzą z brytyjskich podatków od czarownic i czarodziejów. I dla ich dobra
powinniśmy utrzymać śledztwo w tajemnicy. Znaleźlibyśmy Runicznego Zabójcę
znacznie szybciej, gdyby nie ingerencja Ministerstwa.
Draco
był całkiem zadowolony, że coś powiedziała, bo z pewnością nie miał pojęcia, co
powiedzieć. Choć był dość pewien, że Diggle jest tylko mocny w gębie, Draco
wyrobił sobie w dorosłym życiu pewien szacunek dla autorytetów. Choć po
odkryciu nikczemności Percy’ego Weasleya i rozprawieniu się z Diggle’em,
zaczynał myśleć, że ten szacunek zniknie…
—
Panno Granger — zaczął Administrator, marszcząc brwi — technicznie rzecz
biorąc, nie pracuje panna dla Ministerstwa, prawda?
To
brzmiało jak celowy przytyk.
—
Nie pracuję. Jestem konsultantką — wyjaśniła, ani trochę nie poruszona.
Draco
patrzył na nią krytycznie, ale jej twarz była neutralna, niczego nie zdradzająca.
—
Obawiam się, że nie mogę po prostu pozwolić wam dalej… — zrobił pauzę, jakby
znalezienie kolejnego słowa sprawiało mu prawdziwą trudność — mieć tyle swobody.
—
W porządku. — Hermiona uśmiechnęła się. — Jeśli pan chce zaangażować w śledztwo
inny zespół lub Aurora, to pańska sprawa. Ale obawiam się, że będą musieli
zacząć od początku. No i oczywiście, Malfoy jest jedynym, skutecznym śledczym z
całej grupy. Ale jestem pewna, że kiedy Omnia Scienti wykona swój ruch, wszyscy
będziecie przygotowani, by go pokonać.
Draco
musiał stłumić uśmiech, nie spuszczając wzroku z Administratora, którego twarz
zdawała się robić coraz bardziej purpurowa. Miała oczywiście rację;
Ministerstwo nie miało interesu w odsunięciu ich od sprawy. To była pusta
groźba.
—
Dobrze — warknął Diggle, nie mając już żadnych oznak dawnej dobroduszności. —
Ale pamiętaj — zwrócił się do Draco — gdy to śledztwo się skończy, nie będziesz już nietykalny.
Draco
skinął głową, patrząc, jak mężczyzna wychodzi, trzaskając mu drzwiami przed
nosem.
—
Więc — zaczęła Angelina po niezręcznej ciszy — to był Administrator Diggle.
—
Uroczy — odparła Hermiona beznamiętnie.
—
W rzeczy samej.
Angelina
rzuciła uśmiechem.
~*~*~*~*~*~*~*~
—
Ile szczegółów mamy im przekazać? — zapytała Hermiona, zbliżając się do
skrzydła badawczego.
W
przeszłości Draco zawsze wysyłał prośby na papierze, ale tym razem nie czuł się
komfortowo, zapisując cokolwiek. Musieli zdobyć listę czarownic i czarodziejów,
którzy przebywali w Grecji, kiedy prawdopodobnie skradziono Mechanizm z
Antykithiry, i nie chcieli, żeby ktokolwiek wiedział, że o to proszą.
Draco
wzruszył ramionami.
—
Nic konkretnego, tylko daty i kraje.
Zmarszczyła
brwi.
—
Nie będą żądać więcej? Chodzi mi o to, czy nie będzie problemów z prywatnością
lub nadużyciem przywilejów?
Choć
ulga, że nie będą musieli ujawniać więcej szczegółów swojego śledztwa, brak
procedur ją nieco niepokoił.
Pokręcił
głową.
—
Nie, wystarczy być wykwalifikowanym Aurorem, żeby zdobyć informacje, ale to
wszystko.
Weszli
do sali badawczej. Panował tu wir pergaminowych i papierowych samolocików
latających tam i z powrotem. Kilkoro badaczy w błękitnych szatach siedziało
przy biurkach z boku. Draco nacisnął dzwonek i jednak z nich niemal
podskoczyła, zrywając się z krzesła, żeby do nich podejść.
Kobieta
wyglądała na dość młodą, prawdopodobnie kilka lat temu ukończyła szkołę, i
głośno przełknęła ślinę, wpatrując się w odznakę Aurora Draco.
—
W czym mogę pomóc?
Próbowała
się uśmiechnąć, ale wydawała się dość zdenerwowana.
—
Tak, mieliśmy nadzieję zidentyfikować wszystkich brytyjskich magicznych
obywateli, którzy przebywali w Grecji między pierwszym grudnia dwa tysiące
siódmym roku a trzydziestym pierwszym stycznia dwa tysiące ósmego roku.
Próbował
rozbroić kobietę lekkim uśmiechem, ale ta najwyraźniej nie potrafiła się
rozluźnić.
—
Oczywiście. Możemy to sporządzić. Na kiedy to potrzebujecie?
Zamrugała.
Draco
odwrócił się do Hermiony, która skinęła głową.
—
Na teraz? — zapytała z nadzieją.
Kobieta
otworzyła usta, po czym zamknęła je i zastanowiła się.
—
Do godziny będzie gotowe.
Hermiona
odetchnęła.
—
W porządku, dziękuję.
Badaczka
odeszła, kierując się do czegoś, co wyglądało na niekończącą się szafkę na
dokumenty, i zniknęła z pola widzenia.
—
Była dość pobudzona — zauważyła Hermiona z rozbawionym wyrazem twarzy.
—
Zwykle tacy są.
Draco
wzruszył ramionami.
Spędzili
godzinę w archiwach Ministerstwa, szukając na próżno jakichkolwiek wzmianek o
Mechanizmie z Antykithiry. W końcu wrócili do pokoju badań, a kobieta
podskoczyła, gdy tylko ich zobaczyła.
—
Mam tę listę — powiedziała im, podając Draco pergamin i odchodząc.
On
i Hermiona przyjrzeli się liście, a na ich twarzach pojawiło się podwójne
zdziwienie, gdy odczytali ostatnie imię i nazwisko.
Randal Parker
Rosanna Marshall
Evie-May Frey
Theodor
Nott
___________
Witajcie :) nieźle się porobiło, prawda? Kto by się spodziewał, że Theo będzie na tej liście? Relacja Hermiony z Draco to odrębny problem, który oczywiście także zostanie rozwiązany, ale o tym później.
Zapraszam na czwarty rozdział i ostatni tego wieczoru. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)