sobota, 7 lutego 2026

[T] Rozgrzeszenie: Rozdział 10

Obawiałem się, że tak się stanie.

Draco nie mógł zrobić nic poza stęknięciem, zastygnięty w bezruchu.

— Wolałbym, żebyś się tego nie domyślił. W końcu ewoluowałeś dość dobrze i nie mam ochoty cię zmieniać. Ale wygląda na to, że nie będę miał wyboru.

Weasley brzmiał na szczerze skruszonego, zdejmując okulary i wycierając szkła o koszulę.

Draco miał w głowie tysiące pytań, a pierwsze brzmiało: dlaczego, do cholery, Percy Weasley zabijał czarodziejów czystej krwi!

— Pewnie zastanawiasz się, dlaczego to robię. — Weasley obszedł biurko i usiadł na nim z okularami na nosie. — Problem w tym, Malfoy, że większość czarodziejów czystej krwi nie jest taka jak ty. Większość z nich się nie zmieniła. Trzymają się swoich dawnych przekonań, knują za zamkniętymi drzwiami… Widzisz, podczas wojny nie zawsze byłem po właściwej stronie. Tak bardzo zależało mi na osobistym sukcesie, że ignorowałem rodzinę i ją zawiodłem. Żyłem w żalu; ale w końcu dostałem szansę, by odpokutować za swoje grzechy.

Weasley wziął głęboki oddech.

Draco próbował krzyknąć, poruszyć się w jakiś sposób. Myślał o rzuceniu Finite tak mocno, jak tylko mógł, lecz nic się nie stało. Weasley chwycił z biurka coś, co wyglądało na rękopis, i kontynuował monolog:

— Istnieją magie tak stare, że główny nurt o nich zapomniał. Teraz mamy magię umysłu: zdolność do rzucania zaklęcia Obliviate, do uprawiania Legilimencji. Ale przed magią umysłu istniała magia mentalna, siła tak potężna, że może zmienić człowieka.

Draco rozumiał, do czego to zmierza, ale większość ofiar, o ile mu wiadomo, nie była fanatykami. Czyżby Weasley miał urojenia?

— Zajęło mi trochę czasu opanowanie tej magii, ale w końcu mi się udało, wiesz. — Weasley zaśmiał się. — Możesz mi nawet podziękować za to, co zaraz zrobię. Mogę pozbyć się tego uporczywego uzależnienia. Sprawić, że znów będziesz cały. A wszystko to w zamian za kilka wspomnień i kilka wciąż obecnych negatywnych cech charakteru.

Weasley uśmiechnął się i zaczął mamrotać pod nosem.

Draco wpadł w panikę i przypomniał sobie wcześniejszą tyradę Hermiony na temat tożsamości. Wydawało się to czymś o wiele więcej niż kilkoma rodzącymi się wspomnieniami i dziwactwami. W jaki sposób Weasley zmieniał ludzi? Czy zmieniał ich wspomnienia, w jakiś sposób czyniąc z nich coś, czego pragnął?

Problem polegał na tym, że Draco był alkoholikiem. To była choroba, ale nie stanowiła części jego tożsamości. I w rezultacie stał się tym, kim jest dzisiaj. Miał tylko Theo jako najlepszego przyjaciela ze względu na wszystko, co się wydarzyło; bez niego, bez bólu, kim by byli? Choć bardzo chciałby żyć w świecie, w którym nie bałby się za każdym razem, gdy ktoś proponowałby mu drinka, to właśnie taki był.

A co z Hermioną? Czy kiedykolwiek miałby szansę z nią pracować, uświadomić sobie, że to ktoś, przy kim chciałby się budzić rano, gdyby nie ten mrok w nim samym? I w tej chwili zdał sobie sprawę, że zrobiłby to wszystko jeszcze raz; przeszedłby przez nawroty i ból, gdyby tylko miał okazję znów trzymać ją w ramionach.

Poczuł nadchodzący ból głowy i Draco zrobił wszystko, co w jego mocy, by zwalczyć inwazję, która wdzierała się do jego umysłu.

— Nie ma sensu walczyć. Nic nie możesz zrobić, żeby to powstrzymać. — Weasley na chwilę przerwał mamrotanie. — Omnia Scienti to potężniejszy wizjoner, niż możesz sobie wyobrazić. Widzi świat takim, jaki jest i jaki może być. Powinieneś czuć się zaszczycony, będąc częścią tych podróży, krokiem na jego drodze do wielkości.

Draco westchnąłby z ulgą, gdyby tylko jego struny głosowe działały. W tej chwili jego umysł kręcił się w kółko, próbując zrozumieć słowa Weasleya. Czyż nie był Omnia Scienti? Jeśli nie, to co to wszystko znaczyło? Do jakiego „jego” odnosił się Weasley?

Mężczyzna właśnie miał kontynuować swój wywód, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Przechylił głowę i spojrzał na Draco w zamyśleniu.

— Och, kto to może być?

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona dotarła do Ministerstwa spanikowana i zdyszana. Pobiegła do boksu Draco, ale znalazła tylko swoją wiadomość i niedopita kawę; dowód na jego obecność, ale nic poza tym. Gorączkowo przeszukała boksy — szukając jakiegokolwiek śladu po nim, desperacko próbując się dowiedzieć, gdzie jest.

— Zgubiłaś się, Granger?

Roger Davies stał nad nią z protekcjonalnym spojrzeniem.

Przewróciła oczami i prychnęła.

— Szukam Draco. Widziałeś go?

Davies wzruszył ramionami.

— Weasley wezwał go do swojego biura dziesięć minut temu, od tamtej pory go nie widziałam.

— Kurwa — krzyknęła Hermiona, ignorując Aurora i biegnąc do gabinetu Percy’ego.

Po drodze zatrzymała się ponownie przy biurku Draco i wysłała wewnętrzną wiadomość do Harry’ego. Miała nadzieję, że Percy niczego nie podejrzewa i że uda im się spokojnie aresztować mężczyznę. Oby tak było.

Zapukała do drzwi i weszła, gdy tylko usłyszała spokojne Proszę.

Przełknęła ślinę, mocno ściskając różdżkę. W chwili, gdy weszła, drzwi zatrzasnęły się za nią, a trzask sprawił, że podskoczyła, dając Percy’emu możliwość jej rozbrojenia.

— Hermiona Granger, nie powinienem być zaskoczony, że się domyśliłaś. W końcu jesteś Najbystrzejszą Czarownicą Swojego Pokolenia.

Percy uśmiechnął się do niej pobłażliwie.

Zajęło jej chwilę, żeby ocenić aktualny stan Draco. Był pod wpływem zaklęcia wiążącego ciało, co prawdopodobnie było powodem, dlaczego nie krzyknął ostrzegawczo. Poza tym wydawał się praktycznie nietknięty.

— Powinniśmy byli się domyślić wcześniej, byłeś wszędzie, prawda? — powiedziała Hermiona.

Percy uśmiechnął się szeroko, wskazując jej gestem, by usiadła obok Draco.

— Przyznam, że na początku się martwiłem, kiedy dowiedziałem się, że pracujesz w Puraclavie pod przykrywką.

— Dlatego zacząłeś brać na celownik czarodziejów w Ministerstwie? — zapytała Hermiona.

Czuła, jak Draco wyrywa się w prawo, ale nie spuszcza wzroku z mężczyzny przed sobą.

Skinęła głową.

— Tak. Puraclava była dobrym sposobem na znalezienie fanatyków czystej krwi.

— A ty nauczyłeś się posługiwać magią mentalną — przewidziała.

Uśmiechnął się.

— Bardzo dobrze.

— Próbowałeś ich zmienić. Dlatego ciągle powtarzali esse mutationem — stwierdziła Hermiona, składając ostatnie elementy w całość. — A morderstwa… były wypadkami, prawda?

Twarz Percy’ego stężała.

— To były próby i błędy. Przekształcenie naszego świata jest warte kilku rasistowskich fanatyków, nie sądzisz?

Hermiona zmarszczyła brwi.

— Ale nie były — przynajmniej o ile wiem. Czy to ma coś wspólnego z trójką skazanych członków rodzin przebywających w Azkabanie? — zapytała.

Percy drgnął, a jego twarz się ściągnęła.

— Niestety, nie mogę pozwolić ci stąd wyjść z tą wiedzą, Hermiono. Kiedy skończę z Draco, usunę twoje wspomnienia, może sprawię, że będziesz odrobinę mniej dociekliwa, a bardziej konformistyczna.

Hermiona poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy. Jeszcze jej nie powstrzymał, ale to była kwestia czasu. Teoretycznie musiała go obezwładnić, zanim dobierze się do Draco.

Widziała nóż do otwierania listów na jego biurku, ale nie miała szans, żeby go dosięgnąć, skoro siedział tak blisko.

Zdecydowała się na nową strategię.

— Chyba rozumiem — zaczęła, obdarzając Percy’ego najbardziej maniakalnym uśmiechem, na jaki było ją stać. — Czarodziejska społeczność zawsze będzie pełna uprzedzeń. To jedyne wyjście.

Posłał jej protekcjonalne spojrzenie.

— Hermiono, nie jestem idiotą. Czemu miałbym ci wierzyć?

Zrobiła wszystko, co w jej mocy, żeby uspokoić oddech.

— Jesteśmy tacy sami, prawda? Ludzie naśmiewają się z nas z powodu naszej inteligencji, z potrzeby porządku. Rozumiem, co robisz — próbujesz uczynić świat bezpieczniejszym dla ludzi takich jak ja.

Nie potrzebowała dużo czasu; miała nadzieję, że Harry dostanie jej wiadomość i wkrótce przyjdzie.

Percy wyglądał na zamyślonego.

— Udowodnij to.

Jej oczy się rozszerzyły.

— Jak?

Wstał.

— Możesz rzucić na Malfoya magię mentalną.

Miał zmrużone oczy, kalkulujące i dopiero wtedy ujrzała pergamin w jego dłoniach.

Przełknęła ślinę.

— Oczywiście, co mam zrobić?

Uśmiechnął się sceptycznie i powielił pergamin, podając jej kopię.

— Musisz to powtarzać — wielokrotnie — aż zmiana wejdzie w życie. Utrzymując kontakt wzrokowy.

Mrugnęła, dostrzegając swoją szansę. Powoli wstała i usiadła na biurku obok Percy’ego.

— I Hermiono? Lepiej, żebyś mówiła poważnie. Jeśli nie… cóż, widziałaś, co się stało z moimi początkowymi próbami.

Uśmiechnął się niemal diabolicznie.

Skinęła głową i spojrzała na papiery, kątem oka obserwując nóż do otwierania listów i Percy’ego Weasleya. Przez chwilę patrzyła na Draco, próbując dać mu znać, że ma plan, że Harry nadchodzi i wszystko będzie dobrze.

Esse mutationem — zaczęła intonować.

Powoli przesuwała dłoń za siebie, by chwycić nóż do otwierania listów. Modliła się, by zrobiła to dobrze, by nie wyrządzić Draco nieodwracającej krzywdy. Powstrzymała westchnienie ulgi, gdy tylko jej dłoń dotknęła chłodnego metalu, kontynuując powolne intonowanie i krzywiąc się, gdy Draco zawibrował na krześle.

W końcu, z nożem w ręku, czego Percy nie zauważył, odwróciła się gwałtownie i dźgnęła go w brzuch.

Upuścił różdżkę, a Hermiona chwyciła ją i wycelowała w Percy’ego, a jej ręka drżała.

Zaśmiał się i wyprostował.

— Wiedziałem, że nie rozumiesz celu Omnia Scienti.

Hermiona próbowała go ogłuszyć, ale różdżka zdawała się rozpoznawać Percy’ego i odmawiała współpracy. Nigdzie nie dostrzegła swojej różdżki ani Draco, prawdopodobnie zostały ukryte w szafce, za sprawą samego Percy’ego.

— Cholera — zaklęła, nie mogąc magicznie skrzywdzić mężczyzny.

Posłała Finite ku Draco, wypuszczając długo wstrzymywany oddech, gdy usłyszała, jak zaczyna sapać.

W międzyczasie Percy przesunął się za biurko, wyciągając szuflady i chaotycznie przekładając papiery. Hermiona była rozdarta między próbą obezwładnienia Percy’ego a pomocą Draco, który najwyraźniej miał atak paniki.

— Nic mi nie będzie — wydyszał Draco, gestem nakazując jej, by powstrzymała Weasleya.

Skinęła głową i ostrożnie obeszła biurko. Percy klękał teraz na podłodze i bełkotał. Przygotowywała się do kopnięcia go w głowę, gdy się odwrócił, dźgając ją nożem w goleń.

— Kurwa! — krzyknęła, kiedy ugięły się pod nią kolana.

Z trudem utrzymywała się w pionie, ale udało jej się kopnąć Percy’ego, czując chwilę satysfakcji, gdy usłyszała uderzenie jego głowy o ścianę.

Odwróciła się, gdy drzwi zaskrzypiały, a Harry wszedł do pokoju z szeroko otwartymi oczami.

— ZATRZYMAJ GO! — wrzasnął Draco, a Hermiona odwróciła się gwałtownie i zobaczyła Percy’ego z pianą na ustach oraz pustą fiolkę zsuwającą się na podłogę obok niego.

— Czy zostałem rozgrzeszony, Omnia Scienti? Czy ona mi teraz wybaczy? — wymamrotał Percy bez ładu i składu.

Chwilę później zamarzł na kość — martwy.

Hermiona czuła wciąż krążącą w jej żyłach adrenalinę. Serce biło jej nierówno, a dłoń z różdżką dosłownie drżała. Nie mogła się odwrócić i po prostu patrzyła na mężczyznę, który nie był do końca przyjacielem, ale którego, w pewnym sensie, uważała za członka rodziny.

— Co tu się, kurwa, dzieje?

Harry wyciągnął różdżkę, wpatrując się w martwe ciało Percy’ego.

Draco wciąż łapał oddech, a Hermiona nagle poczuła cieknącą ranę na goleni. W końcu oderwała wzrok od Percy’ego i podeszła do Draco, ignorując na razie Harry’ego.

— Wszystko w porządku? — zapytała Draco, czując nową falę strachu i paniki, martwiąc się, że w jakiś sposób wyrządziła mężczyźnie nieodwracalną krzywdę.

Draco w końcu skinął głową.

— To… nic mi nie będzie. Powstrzymałaś go.

Złapał ją za rękę i jego oddech się uspokoił. Zdała sobie sprawę, jak przerażająca była myśl, że prawie go straciła. Jeszcze kilka godzin temu zachowywali się tak swobodnie, tuląc się w łóżku, jakby mieli mnóstwo czasu, żeby dowiedzieć się, czego od siebie chcą.

Harry podszedł do nich, wyglądając na ostrożnego, ale nie zdenerwowanego.

— Czy możecie mi powiedzieć, co się stało? — zapytał tonem „Głównego Aurora” nie budzącym sprzeciwu.

— To Percy Weasley stał za wymazywaniem pamięci i zabójstwami — zaczęła wyjaśniać Hermiona, zanim Draco się wtrącił.

— Powiedział mi, że szuka rozgrzeszenia za swoje błędy popełnione podczas wojny. Chciał, jak sądzę, przemienić czarodziejów czystej krwi. Widziałem Marcusa Flinta, jak tu wchodziłem; zdaje się, że to on był ostatnią ofiarą. Weasleyowi udało się go całkowicie przemienić, wybielić i pozbawić wszelkiej sympatii do fanatyzmu czystej krwi.

Draco przełknął ślinę, przenosząc wzrok z Harry’ego na Hermionę.

— Więc on jest odpowiedzialny za wszystko?

Harry zamrugał, a Draco pokręcił głową.

— Nie wiem. Uważam, że był odpowiedzialny za wymazywanie pamięci i zabójstwa, ale — przełknął ślinę, jego twarz miała zagadkowy wyraz — nie sądzę, żeby był Omnia Scienti. Myślę, że był po prostu pomocnikiem.

Hermiona zmarszczyła brwi, biorąc kilka oddechów.

— Myślisz, że dlatego w ostatnich swoich słowach błagał o rozgrzeszenie?

Draco wzruszył ramionami.

— Wcześniej wygłaszał monolog; wspomniał o Omnia Scientti w trzeciej osobie. Zamarł też, gdy zapytałaś o związek z Azkabanem. — Pokręcił głową. — Nie sądzę, żeby to był koniec.

— Dobra — przerwał Harry — wynośmy się stąd. Muszą was zbadać. Później nam wszystko opowiecie. Och — uśmiechnął się niepewnie — i dobra robota.

Odwróciła się do Draco, zastanawiając się, czy on również odczuwał to pozorne zwycięstwo.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Minął ponad dzień zanim w końcu zostali uwolnieni od Uzdrowicieli i DPPC. Media oszalały — na światło dzienne wychodziły najróżniejsze, szalone historie, sugerujące głębszy spisek Ministerstwa. Harry pracował po godzinach, by uspokoić opinię publiczną i Wizengamot, jednocześnie próbując zarządzać całym DPPC.

Hermiona zaciągnęła się papierosem, rozkoszując się uczuciem nikotyny i tytoniu wlewającym się do płuc, po czym delikatnie go wypuściła, a jej powieki drgnęły w ekstazie.

— Mam was zostawić samych? — zapytał Draco, unosząc lewy kącik ust w półuśmiechu.

Był gotów do rozmowy, popijając kawę dużymi łykami, ciężko wzdychając.

Wrócili do Dziurawego Kotła, nie do końca gotowi na rozstanie po trudach ostatnich dni, i panowała między nimi spokojna cisza. Po godzinach przesłuchań w DPPC i składania faktów w całość, miło było po prostu… posiedzieć.

Byli przekonani, że Percy jest odpowiedzialny za wszystkie trzy ofiary wymazywania pamięci, stan Marcusa Flinta, a także za trzy morderstwa. Jednak morderstwo Kingsleya Shacklebolta, tak odmienne od pozostałych, wciąż ich zaskakiwało. Kiedy po morderstwie wszczęto śledztwo w sprawie szefów departamentów, Percy miał niepodważalne alibi: przebywał w tym czasie w mugolskiej kawiarni i był widoczny na monitoringu.

Z punktu widzenia mediów i opinii publicznej było już po wszystkim. Złoczyńca został złapany.

Ale Hermiona i Draco wiedzieli, że Omnia Scienti wciąż gdzieś tam jest — i, sądząc po złowieszczym wywodzie Percy’ego, będzie on groźnym przeciwnikiem.

— Byliśmy rozdzieleni przez jeden dzień, mój tytoń i ja — Hermiona tęsknie spojrzała na mały patyczek — słodki żal.

Uśmiechnęła się do Draco, zaciągając się ponownie.

Zamyśliła się, wciąż czując resztkę strachu z tamtej chwili w gabinecie Percy’ego, kiedy co chwila myślała, że to ona mogła być odpowiedzialna za zranienie Draco.

— O czym myślisz? — zapytał, marszcząc brwi.

Zaciągnęła się ostatni raz i zgasiła papierosa.

— To było po prostu straszne, Draco.

Uśmiechnął się ironicznie.

— Więc teraz mówisz do mnie Draco?

Przewróciła oczami.

— Tak, nadążaj.

— Chyba zacznę mówić do ciebie Hermiono.

Wzruszył ramionami.

Hermiona czuła, że w tych dwóch zdaniach powiedzieli więcej niż w tamtej jaskini — przekraczając jakiś wyimaginowany próg. Czuła niewypowiedziane słowa, że pozwolą sobie być Hermioną i Draco, nawet jeśli oznaczało to dla niej rezygnację z części swojej niezależności, a dla Draco podjęcie ryzyka.

Jego rozbawiony uśmiech zmienił się w poważny grymas.

— Wiesz, powiedział mi, że może odebrać moje uzależnienie.

Hermiona przygryzła wnętrze policzka.

— Czułeś się skuszony?

— Szczerze? Myślę, że gdyby ktoś podszedł do mnie na ulicy i zaproponował lekarstwo na uzależnienie, przyjąłbym je bez wahania. Ale w tamtej chwili, kiedy zagrażał moim wspomnieniom i osobowości, zdałem sobie sprawę, że bycie uzależnionym jest częścią mnie i niezależnie od tego, czy jest to ciężar, czy choroba, stanowi część mnie. — Przygryzł na chwilę dolną wargę, po czym kontynuował: — Chyba chodzi mniej o uzależnienie, a bardziej o to, że zdałem sobie sprawę, iż jestem zadowolony z tego, gdzie jestem teraz, i szczerze mówiąc, była to zaskakująca myśl.

Spojrzał na nią, wyglądając na wyjątkowo bezbronnego.

— To twoja tożsamość — przypomniała mu. — Jesteśmy komplikacją wszystkich chwil, które prowadziły do teraz. Usunięcie jednego elementu, dobrego czy złego, fundamentalnie cię zmienia. Myślę, że to była największa wada Percy’ego Weasleya — dążył do usunięcia części siebie. Żył w poczuciu winy i był podatny na zranienie, gdy ktoś wykorzystywał to poczucie winy i obiecywał rozgrzeszenie.

Oboje przez chwilę kasłali, a nad nią unosił się stęchły dym. Było już późno; Hanna była z Ronem, który kompletnie się załamał. Trzy lata wcześniej stracił siostrę, a teraz także brata. Hermiona była wdzięczna, że Hanna mogła przy nim być, zwłaszcza że wiedziała, że ona nie dałaby rady.

— Myślisz, że uda nam się go znaleźć? — zapytał Draco.

— Omnię Scienti? — dopytywała, skinął głową, więc kontynuowała: — Nie sądzę, żebyśmy mieli inny wybór.

— To nie była odpowiedź na pytanie — wycedził.

— Chodzi mi tylko o to, że wygląda na to, że albo go znajdziemy i powstrzymamy, albo zrobi wszystko, co w jego mocy, żeby zmienić rzeczywistość — zauważyła.

— Nie sądzisz, że będzie kontynuował pozbywanie się czarodziejów czystej krwi jednego po drugim?

Pokręciła głową, już to przemyślawszy.

— Do tej pory widzieliśmy tylko, jak Percy używał odrobiny magii mentalnej. Wyobrażam sobie, że Mechanizm jest o wiele potężniejszy.

Zmarszczył brwi.

— To po co Percy się tym przejmował?

Wzruszyła ramionami.

— Nie jestem pewna. Może po to, żeby nas rozproszyć? A może Omnia Scienti wciąż nie wie, jak używać Mechanizmu? Czy my w ogóle jesteśmy pewni, że to on? Może to brzmi seksistowsko.

Draco przewrócił oczami.

— Tak, to on. Weasley ciągle powtarzał „on”. Więc przynajmniej możemy usunąć połowę populacji z naszej listy podejrzanych.

— Tak, co za ulga — odparła Hermiona beznamiętnie, wyciągając kolejnego papierosa.

Zmarszczył nos.

— Serio? Kolejny?

Powoli opuściła rękę, patrząc na niego bez cienia humoru.

— Serio? Kolejna kawa?

— Czyli mówisz, że jeśli zrezygnuję z kawy, ty zrezygnujesz z papierosów?

Uśmiechnął się do niej łobuzersko.

Prychnęła.

— Nigdy nie zrezygnujesz z kawy.

— Nie o to chodzi — argumentował.

— O tak, właśnie o to chodzi.

— Wiesz, są plastry i gumy do żucia…

— Tak i zielona herbata na poranne zapotrzebowanie na kofeinę.

— To coś innego — powiedział w końcu, a jego ton nagle stał się poważniejszy.

— Wiesz, dlaczego zaczęłam palić? — zapytała. — Po śmierci Ginny cały czas czułam się strasznie. Myślę, że to przez wypadek z eliksirami, to było dla mnie jeszcze bardziej przerażające. Dajcie mi Voldemorta albo Omnia Scienti, coś namacalnego, gdzie wiem, że istnieje realna możliwość, że coś pójdzie nie tak. Na przykład, kiedy wczoraj weszłam do gabinetu Percy’ego Weasleya, wiedziałam, ze istnieje realna szansa, że nie ujdę z życiem. Ale możliwość, że eliksir może po prostu wybuchnąć w twarz? To mnie dobiło — myśl, że mogłabym niewinnie cieszyć się życiem, a potem wszystko by zniknęło. — Zadrżała. — Zaczęłam mieć silne napady lęku i sama się leczyć.

— I palenie pomogło?

Ton jego głosu był pełen niedowierzania.

Hermiona wzruszyła ramionami.

— Zmusiło mnie to do zatrzymania się na chwilę i, jak na ironię, odetchnęłam. Wierz mi, mam świadomość, że to okropny nawyk.

— Cóż, żebyśmy byli po tej samej stronie, zrezygnuję z prawie wszystkiego, zanim zrezygnuję z kawy — zauważył.

— Nawet ze mnie?

Uśmiechnęła się do niego, żartobliwie puszczając kłąb dymu w jego twarz.

— W mgnieniu oka.

__________

Witajcie :) tak oto kończy się pierwszy tom tej historii. Draco i Hermiona rozwiązali część zagadki, ale to dopiero początek dobrej zabawy. Jestem ciekawa, czy podejrzewaliście naszego Złoczyńcę? Dajcie znać jak wrażenia.

Tak jak wspomniałam wczoraj, teraz czeka nas dwutygodniowa przerwa od tłumaczeń. Potrzebuję czasu na nadrobienie tłumaczenia i złapanie oddechu. Ale nie martwcie się, to da mi szansę na publikowanie więcej niż jednego rozdziału, a chyba lubicie, gdy pojawia się kilka za jednym razem?

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego weekendu! Enjoy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Obserwatorzy