sobota, 7 lutego 2026

[T] Rozgrzeszenie: Rozdział 9

Było już ciemno, kiedy z pomocą świstoklika Hermiona i Malfoy wrócili do jego mieszkania. Po uchwyceniu wyblakłych malowideł na ścianach jaskini i zabraniu pergaminu, bez trudu znaleźli w komnacie małą szczelinę, umożliwiającą im ucieczkę. Dymitr był dość zaskoczony, widząc ich, gdy przybył wieczorem na umówione miejsce, wielokrotnie wyrażając swoje całkowite niedowierzanie podczas długiej podróży powrotnej do cywilizacji.

— Ja, eee, chyba powinnam wracać do domu. Jutro wszystko omówimy, dobrze? — mruknęła Hermiona, wyjmując różdżkę z kabury i przygotowując się do aportacji.

Zadania wyczerpały ją, a wyznania między nią a Malfoyem były dość krępujące.

— Czekaj, Granger — złapał ją za ramię, a na jego twarzy malowała się niepewność i zakłopotanie — jeśli chodzi o to, co powiedziałem…

— W porządku — przerwała mu, czując, jak znajomy odruch walki lub ucieczki bierze górę, a głęboko zakorzenione niepewności wypływają na powierzchnię. — To nie tak… nie musimy…

— Mówiłem poważnie — powiedział po prostu, a jego twarz przybrała maskę determinacji. — Nie wiem, kiedy to się stało, ale w pewnym momencie, gdy pracowaliśmy razem, dotarło to do mnie.

To było niezręczne i bolesne, a gdy cisza po tym wyznaniu się przeciągała, umysł Hermiony walczył z narastającym w jej żołądku ciepłem. Przesunął palcami po jej ramieniu, ujmując jej dłoń w swoją. Nie poruszyła się, po prostu stała, walcz albo uciekaj, myślała, a jej wzrok błądził po raczej nijakim mieszkaniu.

Wtedy zdała sobie sprawę, że postanowił walczyć — że Malfoy, którego demony pod wieloma względami przyćmiewały jej własne, podejmuje ryzyko. I ta myśl wywołała w niej nową falę przerażenia. Lubiła flirtować, nawet całować się, a potencjalnie od czasu do czasu uprawiać seks, ale myśl o tym, żeby się otworzyć… potencjalnie zrezygnować z niezależności, o którą tak ciężko walczyła…

Ale taka była prawda; niezależnie od tego, czy chciała to świadomie przyznać, była samotna. Ron i Harry mieli własne życie i związki, na których musieli się skupić. Zbyt często się przeprowadzała, by znaleźć wielu przyjaciół, a jednak w tak krótkim czasie poczuła nieodwracalną więź z Draco Malfoyem. A skoro on walczył, dlaczego ona nie miałaby tego zrobić?

— Ja — zaczęła, próbując znaleźć sposób na opisanie tego, co krążyło jej po głowie.

Ale po raz pierwszy w życiu zabrakło jej słów i stała tam z otwartymi ustami, a cisza między nimi gęstniała. Zamiast dalej szukać jakiegoś sensownego sformułowania, stanęła na palcach i pocałowała go.

Nagle poczuła przypływ energii, dotyk jego dłoni na jej dłoniach i szorstkie, suche usta na jej własnych zmył wszechogarniające zmęczenie. Byli pokryci brudem i potem, resztki ich przygody wciąż znajdowały się na ich skórze. Ale nie potrafiła się tym przejąć — delektowała się jego smakiem, dziwnie obcym bez typowej nuty kawy.

W ruchach Malfoya nie było ani cienia ostrożności, ani wahania; przyciskał język do jej ust, ciągnąc za ramiona, by przysunąć ją do siebie. Czuła w tym niewypowiedziane wyznanie, jej dłonie podciągały jego koszulę, muskały brzuch i bliznę pozostałą po Sectumsemprze, którą Harry zaatakował go na szóstym roku. Malfoy przeczesał jej włosy dłońmi, splątany bałagan, który w połowie wysunął się spod gumki, i przycisnął język do jej szyi, gdy musnęła palcami jego plecy, wywołując ostry dreszcz.

Odsunął się, by zdjąć koszulę. Jego twarz była bezbronna, a oczy pełne pożądania. Hermiona nieświadomie oblizała wargi, po czym, naśladując jego ruch, pchnęła go na tandetną, skórzaną sofę. Potknął się i podniósł, a ona o mało go nie przewróciła w pośpiechu, gdy na niego wskoczyła.

Było chaotycznie i niedbale, zęby dzwoniły, głowy się zderzały. Przywarła do niego biodrami, desperacko pragnąc tarcia, jakby tygodnie napięcia seksualnego narastały do tej jednej chwili. Złapał ją za pośladek, przyciągając bliżej, wciągając jej ciche jęki i chaotyczny oddech. Hermiona nie była pewna, czy to trudy dnia, czy niespodziewane wyznania, ale całe jej ciało wibrowało z każdym dotykiem i pocałunkiem.

Musnęła ustami jego szyję, rozkoszując się jego cichymi pomrukami i szorstką miękkością oddechu muskającego jej policzek.

— Draco — wyszeptała niemal nieświadomie, gdy wsunął dłoń pod pasek jej legginsów i zamknęła oczy, przyciągając do niego biodra.

— Hermiono — jęknął w odpowiedzi, a jego palce nabierały pewności w swojej pracy, naciskając na jej krocze w rytm jej bioder.

W końcu sięgnął pod jej majtki, wkładając palec do środka, a jego kciuk wirował. Serce waliło jej jak młotem, a ona czuła jednocześnie przyjemność i cierpienie.

— Pragnę cię — powiedziała mu.

Nerwowo skinął głową i niezręcznie się od siebie odsunęli, gdy szybko zdjęli ubrania. Hermiona podskakiwała na jednej nodze, ściągając legginsy ze spoconych nóg. Nie potrafiła się krępować — w pewnym sensie te chwile w Jaskini były o wiele bardziej intymne.

— Eee — zaczął, gdy ponownie do niego podeszła — minęło trochę czasu… tylko cię ostrzegam.

Skinęła głową, popychając go na kanapę i siadając na nim okrakiem. Był już twardy, potrzebował tylko kilku szybkich szarpnięć, zanim wtuliła się w niego, instynktownie wypuszczając powietrze w jego szyję, gdy ją wypełniał.

Było chaotycznie, gdy z trudem próbowali znaleźć rytm; ramiona uderzały się o siebie, a pot i brud przyklejały się do nich, kiedy napierali na siebie. Jego jęki stawały się coraz krótsze, twarz wykrzywiała się w skupieniu, a ona zdała sobie sprawę, że robi wszystko, co w jego mocy, by dać radę.

Rozległa się kakofonia dźwięków, kanapa skrzypiała od potu, a ich oddechy stawały się coraz bardziej nierówne. Czuła jego narastający w niej orgazm, miał napiętą twarz, gdy ją trzymał, ruszając się chaotycznie. Doszedł szybko i oparł twarz o jej ramię, cicho chichocząc. W końcu ją ostrzegł — minęło trochę czasu.

— To było… — mruknął, a jego uśmiech narastał.

Nie mogła się powstrzymać, żeby do niego nie dołączyć; delikatnie odsunęła się od niego i usiadła po prawej stronie. Objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie.

— Szybkie? — odpowiedziała, a jej śmiech stawał się coraz bardziej hałaśliwy.

— Przepraszam — bąknął nieswojo.

— Nie przepraszaj — powiedziała, chwytając go za rękę i kierując ją w stronę swojej cipki — po prostu, wiesz.

Uniosła jedną brew.

Skinął głową, wciąż zdyszany, a w jego oczach widać było zdenerwowanie. Przypomniała sobie jego wyznanie, że boi się szczęścia, i zastanawiała się, ile czasu minęło, odkąd pozwolił sobie na proste przyjemności. Jego dłonie ją dotykały, a ona po prostu go obserwowała, jego ruchy były pilne, celowe, zdecydowane. Zaczęła się wić, domagając się więcej.

— Draco, właśnie tam, tak — jęknęła, w głębi duszy uświadamiając sobie, że to pierwszy raz, kiedy zwracali się do siebie po imieniu.

Przycisnął usta do jej szyi, a ona odchyliła się do tyłu, zamykając oczy, czując narastające napięcie. Poczuła jego ciało, wciąż śliskie od brudu oblepiającego stawy, napierające na jej bok, jego ciepło ją ogarnęło. Suche usta ssały szczególnie wrażliwy punkt w rytm zgięcia palców, wywołując cichy krzyk. Chwyciła go za ramię, zmuszając go do szybszej pieszczoty, przytulając swoje ciało do jego. Kiedy w końcu poczuła rozkosz rozlewającą się po jej skórze, poczuła, jak cała jej energia się rozprasza.

Siedzieli tam, a ona czuła trudy całego dnia — zadania i długą podróż. Czuła się kompletnie wyczerpana i zanim zdążyli porozmawiać, omówić ich sytuację lub odkrycia tego dnia, zasnęła na ramieniu Draco, wtulona w jego ramiona.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Następnego ranka Draco potrzebował minuty, żeby się szybko rozeznać; budzik zadzwonił, zanim wzeszło słońce, a Hermiona leżała wtulona w niego. Udało mu się przenieść ich do łóżka, gdy zasnęła, ale kompletnie zapomniał o wyłączeniu budzika. Patrzył, jak Hermiona powoli otwiera oczy, a kilka kropel śliny spływa z jej ust na jego szarą pościel. Hipnotyzowało go obserwowanie jej w tym stanie, z twarzą jak otwartą księgą.

— Dzień dobry — mruknęła, uśmiechając się do niego.

Pocałował ją, jakby budzili się obok siebie każdego dnia.

— Dopiero szósta, możesz iść spać, jeśli chcesz.

Przysunął się do niej i musnął palcami jej bok, jakby bał się, że jeśli przestanie jej dotykać, to wszystko zamieni się w sen.

Otworzyła szeroko oczy, wyciągając szyję.

— Nie, muszę przetłumaczyć ten tekst ze ścian Jaskini. Mam nadzieję, że w końcu to nam pomoże rozwiązać sprawę.

Draco niechętnie skinął głową.

— Hmm, chyba powinienem porozmawiać z Potterem. Dać mu znać, że żyjemy.

Nie poruszył się jednak, tylko dalej muskał ją opuszkami palców, przyciskając ciało do jej boków.

Minęły dwie godziny, zanim w końcu pozwolił jej wyjść.

Gdyby wiedział, co wydarzy się później tego dnia, przytrzymałby ją jeszcze przez chwilę.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermionie zajęło ponad godzinę uporządkowanie, przestawienie i ustawienie wszystkich zrobionych zdjęć. Nawet gdy już je ułożyła, magicznie powiększając, jakby otaczały ją niczym w Jaskini, miała problem z ustaleniem, od czego zacząć.

Zaczęła tłumaczyć na chybił trafił, mając nadzieję znaleźć jakieś sensowne słowa, coś, co pomoże jej zrozumieć, co w ogóle znajduje się w tej Jaskini albo jaki jest cel Omnia Scienti. Większość z tego wydawała się bezsensowna. Skończyło się na tym, że wypaliła trzy papierosy jednego po drugim, próbując rozszyfrować szczególnie niewyraźny zestaw symboli, zdegradowany przez tyle lat. Kontynuowała, aż natrafiła na zwrot „magia mentalna” i zamarła, z papierosem niebezpiecznie zwisającym z jej ust.

Wstrząsnęło nią to, niczym déjà vu, kiedy wiedziała, że wspomnienie istnieje, ale jest poza jej zasięgiem. Przeszukała swoje półki z książkami, bezskutecznie próbując znaleźć jakieś odniesienie do magii „mentalnej”, zakładając, że to coś odrębnego i oddzielonego od „magii umysłu”.

Miała się właśnie poddać i zacząć tłumaczyć kolejny fragment, gdy usłyszała stukanie w okno kuchenne. Otworzyła je, dając czekającej sowie smakołyk i uwalniając małą paczkę.

Notatka na paczce była co najmniej niepokojąca.

 

Hermiono,

Jeśli to otrzymałaś, to dlatego, że nie żyję. Nie mogę być jedyną osobą znającą ten sekret. Dołączyłem klucz. Możesz go użyć, by odkryć przerażającą prawdę.

Kingsley

 

Zmarszczyła brwi, otwierając brązowe opakowanie, w którym znajdował się mosiężny, antyczny klucz. Spodziewała się czegoś innego — może jakiejś wskazówki, co robić, a może że nagle się przekręci albo stanie się świstoklikiem. Ale on po prostu uparcie tam leżał, unikając wszelkich zaklęć i diagnoz.

Ale ta dywersja oczyściła jej głowę z myśli i przypomniała sobie, skąd słyszała o „magii mentalnej” — to było w czasach, gdy pracowała w aptekach Munro. Przeszukała szafę, chwytając stos pergaminów i papierów z czasów, gdy zatwierdzała wnioski i zarządzała spotkaniami.

Znalazła to, czego szukała — raport wyjaśniający, dlaczego „magia mentalna” była zbyt niebezpieczna dla firmy do analizy.

 

Magia mentalna była prekursorem magii umysłu i była zazwyczaj używana przez alchemików do ósmego wieku naszej ery. Wyszła z użycia ze względu na wymaganą moc. Jednak wpływ magii mentalnej jest znacznie silniejszy niż magii współczesnej.

Chociaż dowody na istnienie magii mentalnej są trudne do znalezienia, w historii istnieją relacje z pierwszej i drugiej ręki. Najczęściej magia mentalna była używana do wymuszania informacji od niechętnego uczestnika, podobnie jak Legilimencja działa z magią umysłu, z tą różnicą, że uczestnik nie ma możliwości obrony.

W kręgach alchemicznych krążą plotki o użyciu magii mentalnej do przepisywania wspomnień, usuwania wspomnień lub zastępowania osobowości. W przeciwieństwie do Obliviate czy innych funkcji magii mentalnej, magia ta sprawia, że te zmiany są trwałe, co podważa etykę jej stosowania.

Jednym ze stałych, znanych efektów ubocznych magii mentalnej jest krwawienie z oczu. Wynika to prawdopodobnie z niestabilnej natury magii mentalnej i wymaganej siły rzucanego zaklęcia.

Zważywszy na jej niestabilność i względy etyczne, na razie nie zalecamy zgłębiania magii mentalnej w Munro.

 

Hermiona zamrugała, ponownie czytając krótki fragment, próbując pogodzić te informacje ze sprawą. Krwawienie z oczu było oczywiście znajome — ale raporty analityczne wskazywały, że to trucizna spowodowała to zjawisko.

Oczywiście mieli również solidne dowody na to, że ktoś w Ministerstwie ingerował w ich śledztwo i potencjalnie sam był odpowiedzialny za popełnienie zbrodni.

Wysłała szybką sowę do Draco, pytając, czy kiedykolwiek otrzymali ostateczne raporty z sekcji zwłok, choć wiedziała, że i one będą podejrzane. W międzyczasie sięgnęła po kopię akt sprawy i odnalazła wstępne raporty, szukając sekcji dotyczącej domniemanej trucizny.

Sama trucizna nie została nazwana, ale jej charakter ustalono na podstawie składników krwi każdej ofiary: proszku z pazura gryfa, rdestu ptasiego, korzenia mniszka lekarskiego, ślazu i proszku z rdestu ptasiego. Zgadzała się z analityczką, że pięć składników faktycznie zatrułoby ofiarę, a biorąc pod uwagę stężenie rdestu ptasiego, prawdopodobnie spowodowałoby krwawienie z oczu.

Była w kropce; jeśli użyto magii mentalnej, potrzebowała dowodu, że ofiary nie zostały otrute. Przekopała się przez akta ofiar, aż znalazła to, czego szukała — notatkę w raporcie Carrowa.

Był poważnie uczulony na rdest ptasi, co oznaczało, że dostałby wstrząsu anafilaktycznego na długo przed tym, zanim zaczęłyby krwawić jego oczy. Oznaczało to, że nie umarł od trucizny.

Jeśli nie zostali otruci, ich linie czasowe dla każdej ofiary były całkowicie rozbieżne. I nagle pojawił się jeden wyraźnie podejrzany — ktoś, kto był obecny przy każdej zbrodni i mógł ingerować w ich sprawę.

Złapała swoje papiery i aportowała się do Ministerstwa.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Trzydzieści minut wcześniej

 

— Jeszcze coś? — zapytał Potter, pocierając dłonią szyję.

Draco otworzył usta, po czym je zamknął, zastanawiając się, ile powiedzieć.

— Nie, proszę pana. Tylko to, że znaleźliśmy Jaskinię i są przesłanki, że Omnia Scienti tam był.

— W porządku.

Potter patrzył sceptycznie, ale nie drążył, machając ręką, by Draco wyszedł z gabinetu.

Gdy Malfoy dotarł do biurka, czekało na niego kilka notatek, w tym jedna od administratora poczty, którą szczególnie chciał przeczytać. Już miał otworzyć list, gdy jego uwagę przykuło zamieszanie po drugiej stronie.

— Flint, usiądź sobie.

Draco usłyszał stęknięcie Rogera Daviesa. Podszedł do jego boksu i zobaczył, jak ten szarpie nikogo innego, tylko Marcusa Flinta.

— Wszystko w porządku? — zapytał Draco.

— Szlag. Zajmij się swoimi sprawami, Malfoy — wycedził Davies.

Draco zignorował drugiego Aurora, marszcząc brwi na widok dziwnie radosnego uśmiechu Flinta.

— Wszystko z nim w porządku? — zapytał Draco, zauważając przekrwione oczy Flinta. — Jest naćpany?

Davies westchnął i prychnął.

— Tak myśleliśmy, ale nie ma śladu narkotyków. Jego żona dzwoniła, żeby powiedzieć, że wrócił wczoraj wieczorem do domu i zachowywał się jak zupełnie inna osoba. O, cholera — jęknął Davies, gdy z oczu Flinta zaczęła cieknąć krew.

Oczy Draco rozszerzyły się.

Krwawi z oczu?

— Tak.

Davies podał Flintowi chusteczkę, nakazując mu się wytrzeć.

— Dlaczego się ze mną nie skontaktowałeś? — zapytał Draco.

— To nie trucizna, idioto.

Draco nie usłyszał niczego poza „To nie trucizna”. Nagle dostrzegł wspólny wątek między wymazywaniem pamięci, zabójstwami i Flintem — zawsze chodziło o pamięć, o zmianę. Bądź zmianą, przypomniał sobie.

— Davies — Draco przerwał nic nieznaczący wywód mężczyzny — jakie różnice osobowości zgłosiła jego żona?

Davies wzruszył ramionami.

— Najwyraźniej zmiękł. Kocha mugoli i mugolaków, odmówił zabicia pająka.

W głowie Draco huczało, gdy próbował poskładać wszystko w całość, zrozumieć, co to wszystko znaczyło. Odszedł od boksu Daviesa i zbliżył się do swojego biurka jak we mgle. Czekała na niego kolejna notatka, napisana niechlujnym pismem Hermiony.

 

Czy kiedykolwiek otrzymaliśmy ostateczny raport koronera potwierdzający zatrucie?

 

— Malfoy. — Odwrócił się i zobaczył Percy’ego Weasleya wołającego go do swojego gabinetu. — Mógłbyś tu przyjść na chwilę?

Draco otrząsnął się i skinął głową, wciąż ściskając notatkę administratora biura.

— Proszę, usiądź. — Weasley gestem wskazał krzesło. Draco próbował się skupić, ale jego umysł wciąż chciał dopasować stan Flinta do reszty sprawy. — Chciałem się dowiedzieć u źródła o postępy w śledztwie.

Draco ponownie skupił się na Weasleyu i zmarszczył brwi.

— Właśnie przedstawiłem postępy Potterowi, proszę pana.

— Oczywiście. — Twarz Weasleya była bierna. — Pomyślałem, że łatwiej będzie usłyszeć to z twoich ust, że tak powiem.

— Dobrze. — Draco poruszył się niespokojnie. — Granger i ja pojechaliśmy do Grecji zbadać jaskinię.

Zamilkł, nagle przypominając sobie pytanie Hermiony o truciznę. Czy znalazła powód, by podejrzewać, że ofiary nie zostały otrute? I czy to oznaczało, że trucizna nie istniała?

To by znaczyło, że marnowali czas.

Ignorując Weasleya, otworzył zmiętą notatkę.

 

Na prośbę administratora DPPC Percy’ego Weasleya, wszelka korespondencja dotycząca działań Ministerstwa w czasie morderstw przechodziła przez jego biuro. Mogę potwierdzić, że Partridge przesłała notatkę…

 

Draco poczuł, jak serce wali mu jak młotem i spojrzał na Administratora.

Percy Weasley był w Puraclavie.

Percy Weasley miał dostęp do akt osób zwolnionych warunkowo.

Percy Weasley był tymczasowym kierownikiem departamentu i mógł modyfikować akta służb bezpieczeństwa.

Weasley coś mówił, ale Draco był otumaniony.

— To ty — powiedział Draco bez namysłu, wyciągając różdżkę sekundę za późno.

Weasley natychmiast go rozbroił i związał go z przepraszającym wyrazem twarzy.

Mężczyzna westchnął.

— Obawiałem się, że tak się stanie.

___________

Witajcie :) w sobotni wieczór zapraszam na dwa końcowe rozdziały pierwszego tomu Trylogii Odkupienia. Wiele się tu podziało, ale myślę, że Wam się spodoba. Od razu zapraszam na ostatni rozdział. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Obserwatorzy