Było
już ciemno, kiedy z pomocą świstoklika Hermiona i Malfoy wrócili do jego
mieszkania. Po uchwyceniu wyblakłych malowideł na ścianach jaskini i zabraniu
pergaminu, bez trudu znaleźli w komnacie małą szczelinę, umożliwiającą im
ucieczkę. Dymitr był dość zaskoczony, widząc ich, gdy przybył wieczorem na
umówione miejsce, wielokrotnie wyrażając swoje całkowite niedowierzanie podczas
długiej podróży powrotnej do cywilizacji.
—
Ja, eee, chyba powinnam wracać do domu. Jutro wszystko omówimy, dobrze? —
mruknęła Hermiona, wyjmując różdżkę z kabury i przygotowując się do aportacji.
Zadania
wyczerpały ją, a wyznania między nią a Malfoyem były dość krępujące.
—
Czekaj, Granger — złapał ją za ramię, a na jego twarzy malowała się niepewność
i zakłopotanie — jeśli chodzi o to, co powiedziałem…
—
W porządku — przerwała mu, czując, jak znajomy odruch walki lub ucieczki bierze
górę, a głęboko zakorzenione niepewności wypływają na powierzchnię. — To nie
tak… nie musimy…
—
Mówiłem poważnie — powiedział po prostu, a jego twarz przybrała maskę
determinacji. — Nie wiem, kiedy to się stało, ale w pewnym momencie, gdy
pracowaliśmy razem, dotarło to do mnie.
To
było niezręczne i bolesne, a gdy cisza po tym wyznaniu się przeciągała, umysł
Hermiony walczył z narastającym w jej żołądku ciepłem. Przesunął palcami po jej
ramieniu, ujmując jej dłoń w swoją. Nie poruszyła się, po prostu stała, walcz albo uciekaj, myślała, a jej wzrok
błądził po raczej nijakim mieszkaniu.
Wtedy
zdała sobie sprawę, że postanowił walczyć — że Malfoy, którego demony pod wieloma względami przyćmiewały jej
własne, podejmuje ryzyko. I ta myśl wywołała w niej nową falę przerażenia.
Lubiła flirtować, nawet całować się, a potencjalnie od czasu do czasu uprawiać
seks, ale myśl o tym, żeby się otworzyć… potencjalnie zrezygnować z
niezależności, o którą tak ciężko walczyła…
Ale
taka była prawda; niezależnie od tego, czy chciała to świadomie przyznać, była samotna. Ron i Harry mieli własne życie
i związki, na których musieli się skupić. Zbyt często się przeprowadzała, by
znaleźć wielu przyjaciół, a jednak w tak krótkim czasie poczuła nieodwracalną
więź z Draco Malfoyem. A skoro on walczył, dlaczego ona nie miałaby tego
zrobić?
—
Ja — zaczęła, próbując znaleźć sposób na opisanie tego, co krążyło jej po
głowie.
Ale
po raz pierwszy w życiu zabrakło jej słów i stała tam z otwartymi ustami, a
cisza między nimi gęstniała. Zamiast dalej szukać jakiegoś sensownego
sformułowania, stanęła na palcach i pocałowała go.
Nagle
poczuła przypływ energii, dotyk jego dłoni na jej dłoniach i szorstkie, suche
usta na jej własnych zmył wszechogarniające zmęczenie. Byli pokryci brudem i
potem, resztki ich przygody wciąż znajdowały się na ich skórze. Ale nie
potrafiła się tym przejąć — delektowała się jego smakiem, dziwnie obcym bez
typowej nuty kawy.
W
ruchach Malfoya nie było ani cienia ostrożności, ani wahania; przyciskał język
do jej ust, ciągnąc za ramiona, by przysunąć ją do siebie. Czuła w tym
niewypowiedziane wyznanie, jej dłonie podciągały jego koszulę, muskały brzuch i
bliznę pozostałą po Sectumsemprze,
którą Harry zaatakował go na szóstym roku. Malfoy przeczesał jej włosy dłońmi,
splątany bałagan, który w połowie wysunął się spod gumki, i przycisnął język do
jej szyi, gdy musnęła palcami jego plecy, wywołując ostry dreszcz.
Odsunął
się, by zdjąć koszulę. Jego twarz była bezbronna, a oczy pełne pożądania.
Hermiona nieświadomie oblizała wargi, po czym, naśladując jego ruch, pchnęła go
na tandetną, skórzaną sofę. Potknął się i podniósł, a ona o mało go nie
przewróciła w pośpiechu, gdy na niego wskoczyła.
Było
chaotycznie i niedbale, zęby dzwoniły, głowy się zderzały. Przywarła do niego
biodrami, desperacko pragnąc tarcia, jakby tygodnie napięcia seksualnego narastały
do tej jednej chwili. Złapał ją za pośladek, przyciągając bliżej, wciągając jej
ciche jęki i chaotyczny oddech. Hermiona nie była pewna, czy to trudy dnia, czy
niespodziewane wyznania, ale całe jej ciało wibrowało z każdym dotykiem i
pocałunkiem.
Musnęła
ustami jego szyję, rozkoszując się jego cichymi pomrukami i szorstką miękkością
oddechu muskającego jej policzek.
—
Draco — wyszeptała niemal nieświadomie, gdy wsunął dłoń pod pasek jej legginsów
i zamknęła oczy, przyciągając do niego biodra.
—
Hermiono — jęknął w odpowiedzi, a jego palce nabierały pewności w swojej pracy,
naciskając na jej krocze w rytm jej bioder.
W
końcu sięgnął pod jej majtki, wkładając palec do środka, a jego kciuk wirował.
Serce waliło jej jak młotem, a ona czuła jednocześnie przyjemność i cierpienie.
—
Pragnę cię — powiedziała mu.
Nerwowo
skinął głową i niezręcznie się od siebie odsunęli, gdy szybko zdjęli ubrania.
Hermiona podskakiwała na jednej nodze, ściągając legginsy ze spoconych nóg. Nie
potrafiła się krępować — w pewnym sensie te chwile w Jaskini były o wiele
bardziej intymne.
—
Eee — zaczął, gdy ponownie do niego podeszła — minęło trochę czasu… tylko cię
ostrzegam.
Skinęła
głową, popychając go na kanapę i siadając na nim okrakiem. Był już twardy,
potrzebował tylko kilku szybkich szarpnięć, zanim wtuliła się w niego, instynktownie
wypuszczając powietrze w jego szyję, gdy ją wypełniał.
Było
chaotycznie, gdy z trudem próbowali znaleźć rytm; ramiona uderzały się o
siebie, a pot i brud przyklejały się do nich, kiedy napierali na siebie. Jego
jęki stawały się coraz krótsze, twarz wykrzywiała się w skupieniu, a ona zdała
sobie sprawę, że robi wszystko, co w jego mocy, by dać radę.
Rozległa
się kakofonia dźwięków, kanapa skrzypiała od potu, a ich oddechy stawały się
coraz bardziej nierówne. Czuła jego narastający w niej orgazm, miał napiętą
twarz, gdy ją trzymał, ruszając się chaotycznie. Doszedł szybko i oparł twarz o
jej ramię, cicho chichocząc. W końcu ją ostrzegł — minęło trochę czasu.
—
To było… — mruknął, a jego uśmiech narastał.
Nie
mogła się powstrzymać, żeby do niego nie dołączyć; delikatnie odsunęła się od
niego i usiadła po prawej stronie. Objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie.
—
Szybkie? — odpowiedziała, a jej śmiech stawał się coraz bardziej hałaśliwy.
—
Przepraszam — bąknął nieswojo.
—
Nie przepraszaj — powiedziała, chwytając go za rękę i kierując ją w stronę
swojej cipki — po prostu, wiesz.
Uniosła
jedną brew.
Skinął
głową, wciąż zdyszany, a w jego oczach widać było zdenerwowanie. Przypomniała
sobie jego wyznanie, że boi się szczęścia, i zastanawiała się, ile czasu
minęło, odkąd pozwolił sobie na proste przyjemności. Jego dłonie ją dotykały, a
ona po prostu go obserwowała, jego ruchy były pilne, celowe, zdecydowane.
Zaczęła się wić, domagając się więcej.
—
Draco, właśnie tam, tak — jęknęła, w głębi duszy uświadamiając sobie, że to
pierwszy raz, kiedy zwracali się do siebie po imieniu.
Przycisnął
usta do jej szyi, a ona odchyliła się do tyłu, zamykając oczy, czując
narastające napięcie. Poczuła jego ciało, wciąż śliskie od brudu oblepiającego
stawy, napierające na jej bok, jego ciepło ją ogarnęło. Suche usta ssały
szczególnie wrażliwy punkt w rytm zgięcia palców, wywołując cichy krzyk.
Chwyciła go za ramię, zmuszając go do szybszej pieszczoty, przytulając swoje
ciało do jego. Kiedy w końcu poczuła rozkosz rozlewającą się po jej skórze, poczuła,
jak cała jej energia się rozprasza.
Siedzieli
tam, a ona czuła trudy całego dnia — zadania i długą podróż. Czuła się
kompletnie wyczerpana i zanim zdążyli porozmawiać, omówić ich sytuację lub
odkrycia tego dnia, zasnęła na ramieniu Draco, wtulona w jego ramiona.
~*~*~*~*~*~*~*~
Następnego
ranka Draco potrzebował minuty, żeby się szybko rozeznać; budzik zadzwonił,
zanim wzeszło słońce, a Hermiona leżała wtulona w niego. Udało mu się przenieść
ich do łóżka, gdy zasnęła, ale kompletnie zapomniał o wyłączeniu budzika.
Patrzył, jak Hermiona powoli otwiera oczy, a kilka kropel śliny spływa z jej
ust na jego szarą pościel. Hipnotyzowało go obserwowanie jej w tym stanie, z
twarzą jak otwartą księgą.
—
Dzień dobry — mruknęła, uśmiechając się do niego.
Pocałował
ją, jakby budzili się obok siebie każdego dnia.
—
Dopiero szósta, możesz iść spać, jeśli chcesz.
Przysunął
się do niej i musnął palcami jej bok, jakby bał się, że jeśli przestanie jej
dotykać, to wszystko zamieni się w sen.
Otworzyła
szeroko oczy, wyciągając szyję.
—
Nie, muszę przetłumaczyć ten tekst ze ścian Jaskini. Mam nadzieję, że w końcu
to nam pomoże rozwiązać sprawę.
Draco
niechętnie skinął głową.
—
Hmm, chyba powinienem porozmawiać z Potterem. Dać mu znać, że żyjemy.
Nie
poruszył się jednak, tylko dalej muskał ją opuszkami palców, przyciskając ciało
do jej boków.
Minęły
dwie godziny, zanim w końcu pozwolił jej wyjść.
Gdyby
wiedział, co wydarzy się później tego dnia, przytrzymałby ją jeszcze przez chwilę.
~*~*~*~*~*~*~*~
Hermionie
zajęło ponad godzinę uporządkowanie, przestawienie i ustawienie wszystkich
zrobionych zdjęć. Nawet gdy już je ułożyła, magicznie powiększając, jakby
otaczały ją niczym w Jaskini, miała problem z ustaleniem, od czego zacząć.
Zaczęła
tłumaczyć na chybił trafił, mając nadzieję znaleźć jakieś sensowne słowa, coś,
co pomoże jej zrozumieć, co w ogóle znajduje się w tej Jaskini albo jaki jest
cel Omnia Scienti. Większość z tego wydawała się bezsensowna. Skończyło się na
tym, że wypaliła trzy papierosy jednego po drugim, próbując rozszyfrować
szczególnie niewyraźny zestaw symboli, zdegradowany przez tyle lat.
Kontynuowała, aż natrafiła na zwrot „magia mentalna” i zamarła, z papierosem
niebezpiecznie zwisającym z jej ust.
Wstrząsnęło
nią to, niczym déjà vu, kiedy wiedziała, że wspomnienie istnieje, ale jest poza
jej zasięgiem. Przeszukała swoje półki z książkami, bezskutecznie próbując
znaleźć jakieś odniesienie do magii „mentalnej”, zakładając, że to coś
odrębnego i oddzielonego od „magii umysłu”.
Miała
się właśnie poddać i zacząć tłumaczyć kolejny fragment, gdy usłyszała stukanie
w okno kuchenne. Otworzyła je, dając czekającej sowie smakołyk i uwalniając
małą paczkę.
Notatka
na paczce była co najmniej niepokojąca.
Hermiono,
Jeśli to otrzymałaś, to dlatego, że
nie żyję. Nie mogę być jedyną osobą znającą ten sekret. Dołączyłem klucz.
Możesz go użyć, by odkryć przerażającą prawdę.
Kingsley
Zmarszczyła
brwi, otwierając brązowe opakowanie, w którym znajdował się mosiężny, antyczny
klucz. Spodziewała się czegoś innego — może jakiejś wskazówki, co robić, a może
że nagle się przekręci albo stanie się świstoklikiem. Ale on po prostu uparcie
tam leżał, unikając wszelkich zaklęć i diagnoz.
Ale
ta dywersja oczyściła jej głowę z myśli i przypomniała sobie, skąd słyszała o „magii
mentalnej” — to było w czasach, gdy pracowała w aptekach Munro. Przeszukała
szafę, chwytając stos pergaminów i papierów z czasów, gdy zatwierdzała wnioski
i zarządzała spotkaniami.
Znalazła
to, czego szukała — raport wyjaśniający, dlaczego „magia mentalna” była zbyt
niebezpieczna dla firmy do analizy.
Magia mentalna była prekursorem
magii umysłu i była zazwyczaj używana przez alchemików do ósmego wieku naszej
ery. Wyszła z użycia ze względu na wymaganą moc. Jednak wpływ magii mentalnej
jest znacznie silniejszy niż magii współczesnej.
Chociaż dowody na istnienie magii
mentalnej są trudne do znalezienia, w historii istnieją relacje z pierwszej i
drugiej ręki. Najczęściej magia mentalna była używana do wymuszania informacji
od niechętnego uczestnika, podobnie jak Legilimencja działa z magią umysłu, z
tą różnicą, że uczestnik nie ma możliwości obrony.
W kręgach alchemicznych krążą
plotki o użyciu magii mentalnej do przepisywania wspomnień, usuwania wspomnień
lub zastępowania osobowości. W przeciwieństwie do Obliviate czy innych funkcji
magii mentalnej, magia ta sprawia, że te zmiany są trwałe, co podważa etykę jej
stosowania.
Jednym ze stałych, znanych efektów
ubocznych magii mentalnej jest krwawienie z oczu. Wynika to prawdopodobnie z
niestabilnej natury magii mentalnej i wymaganej siły rzucanego zaklęcia.
Zważywszy na jej niestabilność i
względy etyczne, na razie nie zalecamy zgłębiania magii mentalnej w Munro.
Hermiona
zamrugała, ponownie czytając krótki fragment, próbując pogodzić te informacje
ze sprawą. Krwawienie z oczu było oczywiście znajome — ale raporty analityczne
wskazywały, że to trucizna spowodowała to zjawisko.
Oczywiście
mieli również solidne dowody na to, że ktoś w Ministerstwie ingerował w ich
śledztwo i potencjalnie sam był odpowiedzialny za popełnienie zbrodni.
Wysłała
szybką sowę do Draco, pytając, czy kiedykolwiek otrzymali ostateczne raporty z
sekcji zwłok, choć wiedziała, że i one będą podejrzane. W międzyczasie sięgnęła
po kopię akt sprawy i odnalazła wstępne raporty, szukając sekcji dotyczącej
domniemanej trucizny.
Sama
trucizna nie została nazwana, ale jej charakter ustalono na podstawie składników
krwi każdej ofiary: proszku z pazura gryfa, rdestu ptasiego, korzenia mniszka
lekarskiego, ślazu i proszku z rdestu ptasiego. Zgadzała się z analityczką, że
pięć składników faktycznie zatrułoby
ofiarę, a biorąc pod uwagę stężenie rdestu ptasiego, prawdopodobnie
spowodowałoby krwawienie z oczu.
Była
w kropce; jeśli użyto magii mentalnej, potrzebowała dowodu, że ofiary nie
zostały otrute. Przekopała się przez akta ofiar, aż znalazła to, czego szukała
— notatkę w raporcie Carrowa.
Był
poważnie uczulony na rdest ptasi, co oznaczało, że dostałby wstrząsu
anafilaktycznego na długo przed tym, zanim zaczęłyby krwawić jego oczy.
Oznaczało to, że nie umarł od trucizny.
Jeśli
nie zostali otruci, ich linie czasowe dla każdej ofiary były całkowicie
rozbieżne. I nagle pojawił się jeden wyraźnie podejrzany — ktoś, kto był obecny
przy każdej zbrodni i mógł ingerować w ich sprawę.
Złapała
swoje papiery i aportowała się do Ministerstwa.
~*~*~*~*~*~*~*~
Trzydzieści minut wcześniej
—
Jeszcze coś? — zapytał Potter, pocierając dłonią szyję.
Draco
otworzył usta, po czym je zamknął, zastanawiając się, ile powiedzieć.
—
Nie, proszę pana. Tylko to, że znaleźliśmy Jaskinię i są przesłanki, że Omnia
Scienti tam był.
—
W porządku.
Potter
patrzył sceptycznie, ale nie drążył, machając ręką, by Draco wyszedł z
gabinetu.
Gdy
Malfoy dotarł do biurka, czekało na niego kilka notatek, w tym jedna od
administratora poczty, którą szczególnie chciał przeczytać. Już miał otworzyć
list, gdy jego uwagę przykuło zamieszanie po drugiej stronie.
—
Flint, usiądź sobie.
Draco
usłyszał stęknięcie Rogera Daviesa. Podszedł do jego boksu i zobaczył, jak ten
szarpie nikogo innego, tylko Marcusa Flinta.
—
Wszystko w porządku? — zapytał Draco.
—
Szlag. Zajmij się swoimi sprawami, Malfoy — wycedził Davies.
Draco
zignorował drugiego Aurora, marszcząc brwi na widok dziwnie radosnego uśmiechu
Flinta.
—
Wszystko z nim w porządku? — zapytał Draco, zauważając przekrwione oczy Flinta.
— Jest naćpany?
Davies
westchnął i prychnął.
—
Tak myśleliśmy, ale nie ma śladu narkotyków. Jego żona dzwoniła, żeby
powiedzieć, że wrócił wczoraj wieczorem do domu i zachowywał się jak zupełnie
inna osoba. O, cholera — jęknął Davies, gdy z oczu Flinta zaczęła cieknąć krew.
Oczy
Draco rozszerzyły się.
—
Krwawi z oczu?
—
Tak.
Davies
podał Flintowi chusteczkę, nakazując mu się wytrzeć.
—
Dlaczego się ze mną nie skontaktowałeś? — zapytał Draco.
—
To nie trucizna, idioto.
Draco
nie usłyszał niczego poza „To nie trucizna”. Nagle dostrzegł wspólny wątek
między wymazywaniem pamięci, zabójstwami i Flintem — zawsze chodziło o pamięć,
o zmianę. Bądź zmianą, przypomniał sobie.
—
Davies — Draco przerwał nic nieznaczący wywód mężczyzny — jakie różnice
osobowości zgłosiła jego żona?
Davies
wzruszył ramionami.
—
Najwyraźniej zmiękł. Kocha mugoli i mugolaków, odmówił zabicia pająka.
W
głowie Draco huczało, gdy próbował poskładać wszystko w całość, zrozumieć, co
to wszystko znaczyło. Odszedł od boksu Daviesa i zbliżył się do swojego biurka
jak we mgle. Czekała na niego kolejna notatka, napisana niechlujnym pismem
Hermiony.
Czy kiedykolwiek otrzymaliśmy
ostateczny raport koronera potwierdzający zatrucie?
—
Malfoy. — Odwrócił się i zobaczył Percy’ego Weasleya wołającego go do swojego
gabinetu. — Mógłbyś tu przyjść na chwilę?
Draco
otrząsnął się i skinął głową, wciąż ściskając notatkę administratora biura.
—
Proszę, usiądź. — Weasley gestem wskazał krzesło. Draco próbował się skupić,
ale jego umysł wciąż chciał dopasować stan Flinta do reszty sprawy. — Chciałem
się dowiedzieć u źródła o postępy w śledztwie.
Draco
ponownie skupił się na Weasleyu i zmarszczył brwi.
—
Właśnie przedstawiłem postępy Potterowi, proszę pana.
—
Oczywiście. — Twarz Weasleya była bierna. — Pomyślałem, że łatwiej będzie
usłyszeć to z twoich ust, że tak powiem.
—
Dobrze. — Draco poruszył się niespokojnie. — Granger i ja pojechaliśmy do
Grecji zbadać jaskinię.
Zamilkł,
nagle przypominając sobie pytanie Hermiony o truciznę. Czy znalazła powód, by
podejrzewać, że ofiary nie zostały otrute? I czy to oznaczało, że trucizna nie
istniała?
To
by znaczyło, że marnowali czas.
Ignorując
Weasleya, otworzył zmiętą notatkę.
Na prośbę administratora DPPC Percy’ego
Weasleya, wszelka korespondencja dotycząca działań Ministerstwa w czasie
morderstw przechodziła przez jego biuro. Mogę potwierdzić, że Partridge
przesłała notatkę…
Draco
poczuł, jak serce wali mu jak młotem i spojrzał na Administratora.
Percy
Weasley był w Puraclavie.
Percy
Weasley miał dostęp do akt osób zwolnionych warunkowo.
Percy
Weasley był tymczasowym kierownikiem departamentu i mógł modyfikować akta służb
bezpieczeństwa.
Weasley
coś mówił, ale Draco był otumaniony.
—
To ty — powiedział Draco bez namysłu, wyciągając różdżkę sekundę za późno.
Weasley
natychmiast go rozbroił i związał go z przepraszającym wyrazem twarzy.
Mężczyzna
westchnął.
—
Obawiałem się, że tak się stanie.
___________
Witajcie :) w sobotni wieczór zapraszam na dwa końcowe rozdziały pierwszego tomu Trylogii Odkupienia. Wiele się tu podziało, ale myślę, że Wam się spodoba. Od razu zapraszam na ostatni rozdział. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)