czwartek, 26 listopada 2015

Rozdział 4: Świadomość, że jestem w błędzie

Hermiona w starożytnych runach lubiła to, że lekcje te, tak jak w przypadku numerologii, odbywały się przez cztery dni w tygodniu. Tak spora liczba godzin obu przedmiotów wynikała z trudnych tematów zawartych w programie nauczania. Właśnie dlatego tylko jednego dnia nie odbywały się zajęcia z tego przedmiotu. Hermiona nie wiedziała, jak udało się ułożyć plany zajęć, ale podejrzewała, że użyto w tym celu magii. Zazwyczaj dziewczyna lubiła te lekcje, ale odkąd pracowała z Draco, zaczynały ją przerażać.
Tego dnia runy rozpoczynały się bezpośrednio po obiedzie, dlatego piętnaście minut później Gryfonka siedziała w klasie obok Ślizgona o blond włosach. Nauczycielka szybko wskazała strony do tłumaczenia w parach i wszyscy wzięli się do pracy. Hermiona i Draco milczeli, jakby wpadli w czarną dziurę otoczoną konstelacją rozmów.
Hermiona siedziała w ciszy. Zajęła się tłumaczeniem, ale jej myśli odpłynęły daleko. Myślała głównie o Draco i jego porannych przeprosinach. Co się stało? Dlaczego to zrobił?
Jednak zrozumienie toku myślenia jej obecnego partnera graniczyło z cudem, dlatego po kilku nieudanych próbach i szalonych pomysłach, po prostu machnęła ręką. To nie miało sensu. Było nielogiczne.
Podejrzewała, że równie dobrze może zapytać.
— Więc dlaczego przeprosiłeś? — wypaliła. Jeżeli Draco był zaskoczony jej pytaniem, nie pokazał tego.
— Dobre maniery — odparł, nie patrząc na nią.
— Nie wiedziałam, że wiesz, czym są maniery — spojrzała na niego z ukosa.
— Oczywiście, że wiem, czym są maniery. Zostałem dobrze wychowany —powiedział z odrobiną irytacji.
— Naprawdę? Nigdy nie widziałam, żebyś ich używał.
— Nie zostałem nauczony, aby używać ich wobec szlam.
Hermiona spiorunowała go wzrokiem, poprawiając kilka włosów, które wpadły jej do oczu. Spojrzał na nią, szare tęczówki napotkały brązowe, ale tylko na chwilę. Zaprezentował swój popisowy uśmiech.
Stwierdziła, że riposta doprowadziłaby jedynie do kłótni, więc ponownie zadała pytanie.
— Więc dlaczego przeprosiłeś dzisiaj rano?
Draco kompletnie ją zignorował i zapisał kolejne zdanie swoim nienagannym charakterem pisma.
— Odpowiesz mi?
— Może po twojej śmierci?
Gryfonka przewróciła oczami i wróciła do tłumaczenia.
— Problem z tobą — zaczął po minutowej przerwie — jest taki, że jesteś absolutnie totalnym molem książkowym. Zawsze na czas na lekcjach, kochasz wszystkie przedmioty… to takie obrzydliwie dobre.
Mimo że mówił normalnie, coś w manierach Dracona powodowało, że dziewczyna chciała się kłócić. To ją irytowało. Nie chciała dać się sprowokować, ale on dokładnie wiedział, jak denerwuje ją spieranie się o szczegóły.
— Nie kocham wszystkich przedmiotów. Nie mogę znieść wróżbiarstwa — zaznaczyła.
— Wróżbiarstwa? — zapytał, rzucając zaintrygowane spojrzenie z ukosa, które sprawiło, że natychmiast pomyślała o kocie.
— I eliksirów, oczywiście — dodała z urazą — ale to może przez Snape’a, który jest uprzedzony…
Draco przerwał jej, przechylając głowę i patrząc na nią:
— Tak, domyśliłem się tego. Ale co z wróżbiarstwem?
— Jest głupie, bardzo nieprecyzyjne i pełne domysłów.
Wyglądał na urażonego.
— Nie wszystko jest domysłami.
— Owszem, jest. Wszystko co tam robiłam zmierzało do widzenia omenów śmierci w fusach z herbaty i kryształowych kulach, i…
Znowu jej przerwał:
— Przerwałaś to?
Dziewczyna skinęła głową.
— Odeszłam w połowie roku. Profesor Trelawney powiedziała, że nie mam dobrej aury.
Nie wiedział, że Panna-Doskonała-Hermiona potrafi obrażać nauczycieli. Draco mógł przysiąc, że usłyszał, że mruczała coś o głupim starym nietoperzu.
— No cóż, niektórzy ludzie nie mają dobrej aury. Co poradzić — powiedział protekcjonalnie.
— Domyślam się, że ty masz dobrą aurę?
— Tak, oczywiście. Moja babcia była wróżką. To geny.
Hermiona przewróciła oczami i dwukrotnie sprawdziła zdania spisane przez Dracona. Irytująco dobrze. Chciała znaleźć jakiś błąd w jego tłumaczeniu, ale nie mogła się do niczego przyczepić.
Lekcja upływała bardzo wolno, wydawało się, że nigdy się nie skończy. Tłumaczyli ciekawe strony opowieści, było słychać podekscytowane szepty uczniów, omawiających losy bohaterów. Hermiona przejrzała akapit, który właśnie skończyli i przeczytała go na głos.
Nagle, ktoś chwycił Azurę za ramię. Nie mogła zaczerpnąć oddechu, gdy zaciśnięto jej usta, co tłumiło krzyki. Napastnik zaciągnął ją w boczną uliczkę i wtedy spojrzała w srebrno-szare oczy oprawcy, w których przebłyskiwała zieleń. Był jednym z plemienia Tenebrae… — Hermiona z trudem łapała powietrze. — Ale ona zginie!
— Dlaczego tak myślisz? — zapytał Draco z rozbawieniem.
— Cóż, to jeden z Tenebrae — odpowiedziała, wpatrując się w chłopaka. Przecież to oczywiste! — Wiemy, że są źli, mam na myśli to, że atakują wszystkie wsie… zabili rodziców Chandry…
— To podstawowa fabuła większości książek — powiedział Draco, przeciągając samogłoski, brzmiąc jakby był znudzony. — Osoba X jest po dobrej stronie, biegnie do osoby Z, która podobno jest po złej stronie, po czym między nimi jest namiętny romans, dzięki czemu ratują świat.
— To nie jest podstawowa fabuła większości książek. Czytałam setki książek i nic takiego w nich nie było.
Draco odpowiedział barwą głosu zarezerwowaną dla bardzo wolnych małych dzieci.
— Jakby mugolskie tak nie wyglądały ostatnimi czasy…
— Więc myślisz, że Azura będzie mieć romans z tym… Tenebrae? — zapytała Hermiona, wskazując na pergamin. Denerwowało ją to, że Draco był w tym lepszy od niej. — Nie ma mowy!
— Będą. I ocalą świat.
— Nic z tego. On jest zły. Chandra prawdopodobnie go zabije i uciekną.
Draco uśmiechnął się jak psychopata przed robieniem bardzo makabrycznych rzeczy ze swoją ofiarą.
— Chcesz się założyć? — zapytał.
— Pięć galeonów, że nie będą razem.
— Zgoda.
Pracowali dalej, Hermionę irytowało to, że Tenebrae nie został zabity i nie wydawało się, aby chciał kogoś zabić. Wyczuła zadowolenie promieniujące od Malfoya i miała ochotę wyrwać mu migdałki.
— Lubisz jakieś inne słynne historie? — zapytała, próbując zachować pozory grzecznej rozmowy.
— Tysiące.
— Opowiedz mi o jednej.
Draco patrzył na swoje pióro i myślał.
— Na przykład Wojna Trojańska. Ta część o koniu z drewna.
— Tak myślałam, że to będzie twój typ. To wszystko: „Jestem Ślizgonem, jestem przebiegły i zły, oszukam cię i doprowadzę do twojej porażki” dokładnie opisuje ciebie — droczyła się.
Draco szybko zripostował:
— Jak ty, „Jestem Gryfonką, jestem odważna, będę działać lekkomyślnie i samobójczo w niebezpieczeństwie, i zostanę rozerwana na strzępy przez siły ciemności”. Zgadza się?
Brzmiał tak samo sarkastycznie jak Hermiona. Spiorunowała go wzrokiem.
— Nie mam żadnego problemu z tym całym pomysłem konia trojańskiego — kontynuował. — To Trojanie mnie denerwują. „O spójrz, greckie wojsko odeszło i zostawili nam konia. Jest wystarczająco duży, aby pomieścić w środku kilkuset żołnierzy uzbrojonych po zęby, a mimo to jest jeszcze miejsce na urządzenia sanitarne! Jaki cudowny prezent! Wjedźmy do miasta!” Można być głupszym? Głupszym, niż wy, Gryfoni, to niezwykle trudne.
— Ok, wystarczy tej rywalizacji między domami.
— Dobra, przestane.
Nie mówił nic wystarczająco długo, aby zobaczyć jej zdziwione spojrzenie.
— Ale to oznacza, że przejdę do rywalizacji krwi.
Hermiona posłała mu gniewne spojrzenie. Momentalnie rozmowa stopniała jak śnieg, zastąpiona przez kamienną ciszę.
Po kilku minutach wymamrotała:
— Przypuszczam, że masz rację z tą wojną trojańską.
— Tak — odpowiedział i do końca lekcji nie odzywali się do siebie.


Pokój wspólny Slytherinu nie był zimny, wbrew powszechnej opinii. Pomimo umiejscowienia go w lochach, mieszanka ognia i zaklęć ogrzewała pokoje dzień i noc. Nie można powiedzieć, że panowała tutaj ciemność, ponieważ wysokie okna wystawały nad ziemię, dając dzienne światło.
Ale Dracona nie obchodziło, czy jest ciepło, czy zimno. On odczuwał wieczny chłód przez klątwę Glacios. Niewielu Ślizgonów o niej wiedziało. Nikogo to nie obchodziło. Pomimo ciepła w pokojach, wyczuwało się chłód. Źli Ślizgoni byli w mniejszości, ale nawet ci, nie będący zwolennikami Czarnego Pana, byli oddaleni i nieprzyjaźni. Takie zachowanie świadczyło o tym, kim są. Ślizgoni byli przebiegli, ambitni i często głodni władzy. Sukces w tej dziedzinie oznaczał utrzymywanie dystansu, niepozwalanie sobie na przywiązywanie się do ludzi, aby nikt nie mógł użyć tego przeciw tobie. Wyszukiwali słabości innych, mając z tego korzyść. Dlatego, gdy Ślizgoni mieli przyjaciół, większość z nich traktowali jak sojuszników. Ich pokój wspólny był miejscem bez zaufania. Ufając, osłabiasz siebie.
Draco Malfoy siedział na swoim miejscu, blisko tylnej części sali, z daleka od ognia. Hierarchia Ślizgonów cechowała się subtelnością. Większość ludzi, którzy mieli siłę przebicia, siedziała z przodu, na najlepszych miejscach w pobliżu ognia. Draco nie musiał tam siedzieć. Urodził się w jednej z najstarszych rodzin czarodziejów, zwolenników ciemnej strony od wielu tysięcy lat. Z tego powodu był szanowany przez starszych i młodszych uczniów.
Dlatego siedział w tylnej części pokoju. Wolał ciche, puste miejsca z dala od większości ludzi. Crabbe i Goyle siedzieli po jego prawej stronie i grali w szachy. Grali źle.
Draco myślał. Głównie przeklinał Hermionę każdym przekleństwem, jakie znał. To jej wina. Jego ojciec nauczył go nienawidzić szlam. Całe jego życie koncentrowało się na tej jednej prawdzie. A teraz? Hermiona — nie Granger — zniszczyła to wszystko jednym pytaniem. Bardziej irytowało go fakt, że zaczął ją za to szanować. Chciał to zignorować. Zapomnieć o tym, wrócić do swoich starych przekonań. Próbował na lekcji runów, próbował obrażać ją i szlamy… ale to niemożliwe. Na pytanie, dlaczego czysta krew jest lepsza, nie znalazł odpowiedzi. Był stworzeniem myślącym, ale kiedy coś było nielogiczne, nie mógł w to wierzyć.
Oczywiście nikt nie powinien się dowiedzieć. Musiał zachowywać się normalnie. Ale czy powinien? Czy wiedząc, że nie ma powodu dla wyższości czystej krwi, powinien nadal całym sercem obrażać i walczyć, aż wstąpi w szeregi śmierciożerców?
Nie mógł. I nienawidził siebie za to.

_____________

Hej :) dziękuję za wcześniejsze komentarze cieszę się, że moje tłumaczenie się Wam podoba. 
Czwarty rozdział nie wnosi wiele nowego, no ale takie też muszą być.
Zapraszam do komentowania :)


21 komentarzy:

  1. Mega rozdział! Te przemyślenia Draco o czystej krwi i tym, że nie jest lepsza boskie, życzę pomyślnego tłumaczenia :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz miło że się podoba :-)

      Usuń
  2. Hejooo, boskie :3
    Życzę weny
    Hasan.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawi mnie ta klątwa Draco. Czy Hermiona ja z niego zdejmie, jakoś złamie? Intryguje mnie to.
    Bawia mnie rozmowy między nimi. Są dokuczliwe, ale do zniesienia. Urocze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dowiesz się tego w kolejnych rozdziałach ;) powiem tylko, że będziesz zaskoczona :D

      Usuń
  4. piszesz bardzo dobrze, szczególnie jesli chodzi o przemyślenia Draco :) serio fajnie sie to czyta :) więc pisz, pisz, pisz :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dopiero początek mojego pisania będzie więcej :D

      Usuń
  5. Cieszę się, że zbliżają się do siebie :)
    Podejrzewam, że książkowy Draco prędzej połknąłby swój własny język niż przeprosił, ale tutaj jest to prawdopodobne. Lecę dalej :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Przeprosił i jest coraz rozsądniejszy. I tak ma być! Pięknie. :D
    Pozdrawiam, Eleonora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Naprawdę fajne Dramione :) Rozmowy pomiędzy Draco a Hermioną są po prostu genialne.
    Jestem ciekawa, jak Malfoy rozwiąże problem pytania o wyższość czystej krwi ;)
    Pozdrawiam i życzę weny! Johanna Malfoy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję super, że Ci się podoba :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. Podoba mi się skupianie sytuacji, w okół Hermiony i Draco. Pokazywanie zarówno jej perspektywy jak i jego.

    I widzę, że u Draco coś się zaczyna dziać. Myśli o Herm, niekoniecznie dobrze, ale fakt, że to myślenie zajmuje mu baaardzo długo czasu, coś znaczy!
    Podoba mi się :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że Ci się podoba bardzo mnie to cieszy :)
      Dziękuję za komentarz ;)

      Usuń
  9. Podobała mi się ta dyskusja o książkach i jednak zgadzam się Malfoyem. Większość książek dla młodzieży ma właśnie taki schemat fabularny. Potem ten fragment o wojnie trojańskiej... Kurczę, Malfoy, moja bratnia duszo! ;D
    Tak, masz rację, rozdział przejściowy, ale nadal znalazło się w nim coś ciekawego. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Lubię u Ciebie komentować, bo wiem, że to czytasz i zawsze odpiszesz. To bardzo miłe. :)

      Usuń
    2. Przynajmniej mają temat do rozmowy :)
      Lubię odpowiadać na komentarze szczególnie te szczere ;)

      Usuń
  10. Klątwa zostanie zdjęta tylko dzięki prawdziwej miłości? Haha, to by było dopiero love story :D Ciekawy rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że masz rację i będzie love story :D

      Usuń

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Obserwatorzy