piątek, 24 lutego 2017

[M] Szef(owa)

Autor: Arcanum Felis
Fandom: Harry Potter
Para: Dramione
Status: Miniaturka (liczba słów: 4 707)
Gatunek: humor
Klasyfikacja: T
Opis: Wyobrażacie sobie bezrobotnego Dracona Malfoya? Cóż, ja nigdy nie myślałem, że będę musiał się z tym zmierzyć. Szukanie pracy to koszmar i chyba dzięki Merlinowi w moje ręce wpadło TO ogłoszenie. Gdybym wiedział, w co się pakuję, najprawdopodobniej zastanowiłbym się dwa razy… Chociaż nie, może nie było tak źle. W sumie nawet mi się podobało…
N/A: Miniaturka powstała z myślą o konkursie, który niestety się nie odbył. To dramione pisane z perspektywy Draco, więc szykujcie się na porządną dawkę męskich przemyśleń o życiu i nie tylko ;) W miniaturce występuje mieszanka czasów teraźniejszego i przeszłego, ale to zamierzony zabieg. Chciałam przedstawić wspomnienia i teraźniejsze emocje Dracona.

„Przykro mi, ale nie mam wyboru. Muszę cię zwolnić.” Te słowa odbijały się echem w mojej głowie, kiedy wychodziłem z gabinetu dyrektora, nie mogąc uwierzyć w to, co się dzieje. Ta sytuacja była wręcz absurdalna, bo przez ostatni rok byłem najlepszym pracownikiem i  dzięki mnie pozyskaliśmy sporo nowych klientów. Jednak teraz nie ma to żadnego znaczenia, bo nasza kancelaria upadła. Dlaczego Stevens nie poinformował nas o tym wcześniej, tylko postawił przed faktem dokonanym? Przecież może udałoby się nam znaleźć jakieś rozwiązanie? Nie potrafię i nie chcę zrozumieć tego, z jaką łatwością ukrywał to przed nami! Mnie tak się nie traktuje. Draco Malfoy oczekuje szacunku! Zobaczysz, Stevens, jeszcze nie raz o mnie usłyszysz! Znajdę pracę w innej kancelarii i jeszcze będziesz błagał, żebym u ciebie pracował!

Bezrobocie to coś strasznego. Siedzę w domu i nie mam co robić. Nie widzę nic ekscytującego w czytaniu bzdur, które drukuje Prorok Codzienny albo w podglądaniu sąsiadów, co tak bardzo lubi Blaise Zabini, mój nieprzewidywalny przyjaciel. Zaczynam podejrzewać, że z jego psychiką jest coś nie tak, ale na razie zachowam to dla siebie. Może mu coś kiedyś wypomnę, będzie to dobry materiał do wykorzystania, gdybym czegoś od niego potrzebował. Szwędam się po mieszkaniu i nawet kieliszek czegoś mocniejszego nie poprawia mojego nastroju. Kiedy spoglądam na kalendarz, aż jęczę z przerażenia. Minął dopiero jeden dzień, a ja już wariuję. Merlinie, daj mi siłę!

Dwa czy trzy dni później ktoś puka do moich drzwi. W progu mieszkania stoją Blaise i Teodor Nott. Moi kumple postanowili mnie odwiedzić. Jakie to rozczulające… Rozmowa z nimi ani trochę nie poprawiła mojego nastroju. Oczywiście próbowali podnieść mnie na duchu, ale z marnym skutkiem. Nott podsunął mi pomysł, żebym przejrzał ogłoszenia o pracę zamieszczone w Proroku, jednak wątpię, że znajdę tam coś godnego uwagi. Chociaż może warto spróbować? Zajmę się tym jutro. Dzisiaj nie mam do tego cierpliwości.

Kiedy następnego dnia korzystam z rady Notta, zalewa mnie krew. Dlaczego mam wrażenie, że wszyscy pracodawcy, którzy zamieszczają ogłoszenia w gazetach, mają wygórowane wymagania? Z tej pozbawionej sensu paplaniny wynika, że idealny pracownik powinien:
a) być młody (mam jedynie dwadzieścia pięć lat, więc może się załapię);
b) mieć przynajmniej pięć lat doświadczenia (co za dyskryminacja! Ja pracowałem trzy lata i mam tyle nagród, że przebijam pod tym względem wszystkich);
c) znać wszystkie języki świata (po jaką cholerę mam znać mowę olbrzymów?);
d) wykonywać pracę niewolniczą (jeżeli myślą, że będę godzinami przerzucał dokumenty, to grubo się mylą!);
e) być dobrze wychowanym (tak i najlepiej nie odpowiadać na zaczepki pozbawionych kultury klientów!).
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że każde ogłoszenie jest takie samo i dodatkowo, żadne nie zdradza zbyt wielu szczegółów! A ja szukam czegoś wyjątkowego, oryginalnego, czegoś… oszałamiającego! Szukam pracy, do której będę chodził z radością. Idealna praco, czekam na ciebie!
Merlinie, dopomóż!

Ciskam gazetą i warczę z irytacją. Kolejne ogłoszenie wyprowadziło mnie z równowagi i mam ochotę dać sobie z tym spokój. Muszę coś ze sobą zrobić. Idę się przejść. Może dzięki temu, znajdę jakieś rozwiązanie tej chorej sytuacji?

Uważasz, że jesteś ambitnym i dobrym prawnikiem? Szukasz nowych wyzwań i możliwości? Jesteś nastawiony na ciężką pracę, która przynosi satysfakcję? Jeżeli chociaż raz odpowiedziałeś/aś TAK na te pytania, zgłoś się do nas! Być może czekamy właśnie na Ciebie.
Przecieram oczy ze zdumienia, czytając ogłoszenie w Żonglerze. Czy to, że ta mała dziewczynka dała mi tę gazetę do ręki, kiedy przechodziłem tuż obok niej, było przypadkiem, czy może Merlin w końcu mnie wysłuchał? Chyba znalazłem to, o co mi chodziło! Nie piszą nic o wymaganiach, więc zawsze będzie można dodać coś od siebie. Jak to mówią, dobry bajer nie jest zły, byle był skuteczny.
Wystarczy, że zadzwonię i umówię się na spotkanie. Tylko tyle albo aż tyle... Nie ma co siać paniki. Muszę spróbować. W sumie mogę to zrobić od razu, tylko gdzie jest najbliższa budka telefoniczna?

Ha! Zaprosili mnie na spotkanie! Okazało się, że rozmowa zajęła nam dłużej, niż się spodziewałem, ponieważ był to pierwszy etap! Prawie skończyły mi się drobne. Od razu robią przesiew potencjalnych pracowników. Za dwa dni jestem umówiony z działem rekrutacji i być może już za tydzień będę u nich pracował. Nie wiem za dużo na temat tej pracy, bo z tych nerwów zapomniałem o to zapytać, ale to nic. Dowiem się wszystkiego na miejscu. Teraz muszę zadbać o siebie, bo pierwsze wrażenie jest najistotniejsze. Te poradniki o tym, że liczy się to, co w głowie, są zwykłymi farmazonami. Owszem inteligentni ludzie zyskują tak dodatkowe punkty, ale przede wszystkim trzeba się dobrze prezentować.
Przeglądam się w witrynie jednego ze sklepów na ulicy Pokątnej. Muszę zrobić coś ze swoimi włosami i kupić nowy garnitur, bo ten nie wygląda najlepiej. Biorę głęboki oddech i kieruję się do fryzjera. Nowy etap w życiu czas zacząć!

Uwielbiam ten moment, kiedy wchodzę do domu po wizycie u fryzjera, trzymając w rękach torby z nowymi ubraniami. Dbanie o wygląd to priorytet, bo dzięki temu można wiele osiągnąć. Mój były szef często zastanawiał się, dlaczego do naszej kancelarii przychodzi mnóstwo kobiet. Odpowiedź na to pytanie była banalna — ja i Tom potrafiliśmy je oczarować i zawsze robiliśmy wszystko, żeby były zadowolone z naszej pracy. Oczywiście mam na myśli czysto zawodowe relacje. Kiedyś zdarzyło mi się flirtować z jedną klientką, ale szybko to zakończyłem, bo chciała czegoś poważnego, a ja nie miałem czasu na związki.
Przymierzam ponownie nowy garnitur i przeglądam się w lustrze. Wyglądam całkiem nieźle. Oby to wystarczyło. Za dwa dni wszystko się okaże.

Dlaczego te dwa dni tak się dłużą? Kręcę się po mieszkaniu, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Serce o mało nie wyskoczy mi z piersi, gdy tylko pomyślę o spotkaniu, a w głowie mam tysiące pytań bez odpowiedzi. To chyba atak paniki, bo na pewno nie histerii! Spokojnie, Draco, wszystko będzie dobrze. Pójdziesz tam, pokażesz się z jak najlepszej strony i dostaniesz tę pracę.
Merlinie, ręce mi się trzęsą! To nie był dobry pomysł. Zadzwonię do nich i odwołam spotkanie. Tak, to powinienem zrobić!
Nie! Nie mogę odwołać tej rozmowy. Potrzebuję pracy i pieniędzy. Dużo pieniędzy. Dobra, spokojnie. Wdech i wydech. Wdech i wydech.
Wszystko będzie dobrze. Musi być dobrze.

Nadszedł dzień prawdy. Siedzę na fotelu w korytarzu obok kancelaryjnej recepcji. Muszę przyznać, że całe wnętrze prezentuje się nieźle. Jasne ściany kontrastują z ciemną podłogą, a fioletowe dodatki nadają całości charakteru. Recepcjonistka uśmiecha się do każdego, kto przechodzi przez próg i wydaje mi się, że profesjonalnie wykonuje swoje obowiązki. Widać, że panuje tu ciepła atmosfera. Obym tylko umiał się dostosować.
Mam wrażenie, że tylko ja zostałem dzisiaj zaproszony na rozmowę. Próbowałem wypytać Annę — recepcjonistkę, czy oprócz mnie są jacyś inni kandydaci, ale była bardzo tajemnicza. Zaczęła mrugać jednym okiem i wyglądała tak, jakby miała jakiś tik nerwowy. Dopiero parę sekund później załapałem, że mruga do mnie. Nie do końca zrozumiałem to mruganie, ale wygląda na to, że mam większe szanse, niż myślałem.
Próbuję nie patrzeć w stronę drzwi do gabinetu, w którym podobno odbywają się rozmowy kwalifikacyjne, jednak jest to silniejsze ode mnie. Tłumaczę to swojej podświadomości tym, że po prostu podziwiam drewno, z którego wykonano te drzwi i tę złotą klamkę, która błaga o to, żeby ją otworzyć.
Merlinie, zaczynam świrować i plotę głupoty. Chciałbym wreszcie tam wejść i mieć to wszystko za sobą. Chcę pokazać, jak bardzo zależy mi na tej pracy.
No dalej, otwórz te cholerne drzwi!
Jak na zawołanie słyszę skrzypienie i z gabinetu wychodzi wysoki mężczyzna. Pozdrawia recepcjonistkę skinieniem głowy i kieruje się w stronę wyjścia, ignorując moją obecność. Po chwili Anna informuje rekrutera o moim przybyciu. Moment ze sobą rozmawiają, a ja cierpliwie czekam na rozwój wydarzeń.
Nagle kobieta wychodzi na zewnątrz, patrzy na mnie i gestem ręki zaprasza do środka. Wstaję z fotela, poprawiam ubranie i wolnym krokiem idę we wskazanym kierunku. Kątem oka zerkam na Annę, która mówi cicho „Powodzenia”. Przytakuję i wchodzę do pokoju, zamykając za sobą drzwi. Najpierw widzę duże, wydaje mi się, że ręcznie robione biurko i stos papierów po jego lewej stronie. Podnoszę wzrok i widzę osobę, z którą będę rozmawiał. Długie, brązowe włosy kręcą się nieznacznie, a ciemne oczy patrzą na mnie z zainteresowaniem. Lekko się uśmiecha, ale jej twarz jest pozbawiona zbędnych emocji. Mam wrażenie, że skądś ją znam. Te włosy i wyraz twarzy są takie same jak u…
— Granger?
Kobieta spogląda na mnie, a jej uśmiech się poszerza.
— Witaj, Malfoy. Kto by pomyślał, że spotkamy się w takich okolicznościach.
Przełykam głośno ślinę i powoli siadam na wskazanym gestem dłoni krześle. Mam nogi jak z waty i mało brakuje, żebym zemdlał.
Patrzę na nią przelotnie, zaciskając szczękę. To nie może być prawda! Jak to możliwe, że o mojej pracy marzeń będzie decydowała rozmowa z cholerną Hermioną Granger? Merlinie, co ja ci zrobiłem? Dlaczego mnie tak karzesz? Czy moje życie zawsze musi być takie popieprzone?
Nagle słyszę cichy śmiech. Patrzę w tamtym kierunku i widzę iskierki rozbawienia w jej oczach. Prycham pod nosem i się prostuję. Przez chwilę mierzymy się spojrzeniami.
Otwiera gruby notatnik, biorąc jednocześnie pióro do ręki.
— Dobrze, przejdźmy do konkretów. Co wyróżnia cię spośród wszystkich kandydatów? Dlaczego to właśnie ciebie, mielibyśmy zatrudnić?
Posyłam jej nerwowy uśmiech i odpowiadam na pytania. Z każdym wypowiedzianym przeze mnie słowem na jej twarzy pojawia się coraz większe zdziwienie, a ja czuję się odrobinę pewniej.

Kilka pytań i odpowiedzi później moja sytuacja wydaje się bardziej klarowna. Granger jest chyba pod wrażeniem moich dotychczasowych osiągnięć. Skąd to wiem? Patrzy na mnie z niedowierzaniem i już nawet przestała wymyślać trudne pytania. Wie, że i tak mnie zatrudnią. W sumie nie mają innego wyboru, bo drugiego takiego kandydata nie znajdą. Wprawdzie nadal zgrabnie omija kluczową dla mnie sprawę, a mianowicie stanowisko, o które się staram, ale myślę, że za chwilę lub dwie dowiem się wszystkiego.
Zerkam na nią z ukosa i czekam na dalszy rozwój sytuacji. Przerzuca długopis w dłoni i zastanawia się, co dalej. Zapisuje coś w swoim grubym notatniku, po czym wzdycha z rezygnacją.
— Dobrze, Malfoy. Masz tę pracę. Zostaniesz moim asystentem.
Mrugam dwa razy.
— Słucham? — dopytuję, mając nadzieję, że się przesłyszałem, na co ta uśmiecha się kpiąco. Nie wiedziałem, że to potrafi.
— Szukaliśmy osoby na stanowisko asystenta…
— Asystenta rekruterki?
— Nie, Malfoy, asystenta prezesa. Szefowej.
Mrugam dwa razy. Nie, to nie może być prawda.
— Że co?
— Jestem właścicielką tej kancelarii.
— Będziesz moją szefową? — Ciągle nie może to do mnie dotrzeć.
Hermiona wzrusza ramionami.
— No, tak.
— Myślałem, że szukacie prawników! — krztuszę się wypowiadanymi słowami.
Posyła mi zagadkowe spojrzenie.
— Na razie nie szukam nowych prawników, bo jestem bardzo zadowolona z pracy moich podwładnych. Poszukiwałam asystentki albo asystenta, bo Rose, która dotychczas pracowała na tym stanowisku, wyjechała za granicę. Oczywiście nie musisz przyjmować tej pracy, jeśli nie jesteś w stanie pracować pode mną, ale sądzę, że ta praca jest ci potrzebna, więc dobrze się zastanów. Przejrzałam twoje referencje i dokumenty, które mi przysłałeś i muszę stwierdzić, że jesteś bardzo dobrym prawnikiem. Zapewne myślisz, że praca asystenta nie jest dla ciebie, ale nie będzie ona polegała na przekładaniu dokumentów.
Prycham z irytacją.
— Tak, jasne. Oprócz przekładania papierów będę robił ci kawę.
Przewraca oczami.
— Nie, kawę robi Anna. Ty będziesz pomagać mi przy sprawach, przeze mnie prowadzonych.
— W sensie?
Granger uśmiecha się pod nosem i spogląda na mnie z wyższością.
— Mój asystent towarzyszy mi podczas rozmów z klientami i w sądzie. Często dzielę się z nim swoimi przemyśleniami dotyczącymi spraw i słucham jego sugestii.
— Czyli mam ci podpowiadać? — dopytuję.
Wzrusza ramionami.
— Zwał jak zwał, Malfoy, masz mówić, co byś zrobił w danej sytuacji. Przy odrobinie szczęścia może wykorzystam twój błyskotliwy pomysł. Jeśli przekonasz mnie, że zależy ci na tej pracy, szybko awansujesz.
Unoszę brwi ze zdziwieniem. Wszystko, co mówi, wydaje się sensowne, ale to nie może być takie proste.
— Dobra, gdzie jest haczyk?
— Nie ma żadnego haczyka. Proponuję ci pracę na dobrych warunkach z odpowiednim wynagrodzeniem. Wierz mi, nie będziesz żałował tego, że ją przyjąłeś. Gdybym była na twoim miejscu, nie wahałabym się ani chwili dłużej.
Zastanawiam się przez chwilę, bo naprawdę nie wiem, co robić. Mógłbym odwrócić się na pięcie i poszukać czegoś innego, ale te wszystkie ogłoszenia, które przejrzałem, nie sprostały moim oczekiwaniom. Oferta Granger wydaje się dobra. Cóż, muszę przyznać, że bardzo dobra. Ale to stanowisko… Nigdy nie byłem asystentem. Zawsze to ja kimś rządziłem. Może mogłaby mi dać chwilę na zastanowienie? Ale znowu, gdyby się rozmyśliła?
Zerkam na Hermionę, która cały czas mnie obserwuje i czeka na moją odpowiedź. Na jej twarzy nie widzę żadnych emocji. Nie sądzę, żeby próbowała mnie oszukiwać, to nie ten typ człowieka. Nigdy nie umiała kłamać, przynajmniej ja tego nie zauważyłem.
Wzdycham z rezygnacją.
— Dobrze, będę twoim asystentem.
Kobieta uśmiecha się i wyciąga dłoń w moim kierunku. Przez chwilę patrzę na nią jak na wariatkę, ale sekundę później odwzajemniam jej gest.
— Witam na pokładzie — mówi oficjalnym tonem.
Przytakuję i kieruję się w stronę drzwi. Mam przeczucie, że jeszcze nie raz będę żałował tej decyzji.

Dwa dni później rozpoczynam pracę w kancelarii. Tak jak przypuszczałem mam wiele dokumentów do posegregowania, ale Granger nie nazywa tego niewolniczą pracą. Według niej dzięki temu „zapoznam się z prowadzonymi sprawami i sposobem działania firmy”. Tak, jasne. Takie kity może wciskać niedoświadczonym pracownikom administracji publicznej, którzy nie mają zielonego pojęcia o prawie. Ja zajmowałem się tym trzy lata i nie jestem żółtodziobem! Ale nie będę robił afery, tylko bez gadania wykonam swoje obowiązki. Niech widzi, że zależy mi na tej cholernej pracy. Im szybciej ją do tego przekonam, tym szybciej dostanę upragnione stanowisko.

Jeżeli myślicie, że zakres obowiązków asystenta jest łatwy i przyjemny, to grubo się mylicie. Siedzę przykurzony, pośród sterty papierów i mam wrażenie, że to nigdy się nie skończy, bo Anna co godzinę przynosi kolejne segregatory. Nie miałem pojęcia, że Granger jest taka obrotna. Założyła tę kancelarię dwa lata temu, a przeprowadziła więcej spraw, niż wszyscy pracownicy Stevensa razem wzięci! Jak ona to robi? Być może obezwładnia przeciwników czarami, ale to byłoby zbyt proste. Na pewno się tego dowiem. Zrobię wszystko, żeby poznać jej sekret.
Anna podchodzi do mnie z kolejną partią dokumentów, uśmiechając się przepraszająco, a moja szefowa stoi w drzwiach swojego gabinetu i patrzy na mnie rozbawionym wzrokiem. Granger, jak ja ciebie nienawidzę!

Kolejne dni nie różnią się niczym od pierwszego. Nadal tonę w dokumentach i mam ochotę ze sobą skończyć. Ewentualnie mógłbym rzucić tę przeklętą pracę, ale potrzebuję pieniędzy, a tu zaoferowali mi wysoką stawkę. Tylko to mnie trzyma przy biurku.

Na początku trzeciego tygodnia do Granger przyszedł Potter. Był wyraźnie zaskoczony moją obecnością w kancelarii swojej przyjaciółki. Widocznie nie podobało mu się to, że mnie zatrudniła. Cóż, o ile wiem, nie jest od niego zależna i może robić, co tylko chce. Chyba nie przyjął tego zbyt dobrze, bo przez drzwi jej gabinetu słychać było głośną rozmowę. Nie mam pojęcia, dlaczego ona się z nim jeszcze zadaje. Wszyscy dobrze wiedzą, że to dzięki niej przeżył wojnę i pokonał Czarnego Pana. To ona wymyśliła cały plan. On był tylko pionkiem w grze. Cała ta aura Wybrańca to bujda wyssana z palca.
Nagle drzwi do gabinetu otworzyły się szeroko i stanął w nich Potter. Wyglądał na zdenerwowanego i szybko skierował się do wyjścia. Granger podbiegła do niego i poprosiła o jeszcze chwilę rozmowy, jednak on ją odtrącił. Wyszedł, nie odwracając się za siebie, a ona patrzyła na to wszystko z przerażeniem. Zawsze widząc ją w takim stanie, czuję coś na kształt współczucia. Może to dziwne, a jednak jej współczuję. Dalej nie rozumiem, dlaczego tak bardzo zależy jej na zdaniu Pottera. Przecież wszyscy dobrze wiedzą, że jest cholernie inteligentną osobą. Nawet ja jestem tego świadomy, ale nie zamierzam mówić o tym na głos. Sam fakt, że założyła tę kancelarię i wszystko zorganizowała, o tym świadczy. Nie powinna przejmować się Potterem.
Mam ochotę podejść teraz do niej i zapytać, o co chodziło, ale nie będę tego robił. W końcu uważa mnie za ignoranta bez serca. Niech tak pozostanie. Tak jest lepiej.

Kilka dni później Granger zaprasza mnie do swojego gabinetu i oświadcza, że będę brał udział w spotkaniu z ważnym klientem. Oczywiście staram się nie okazywać przesadnej radości. Profesjonalizm przede wszystkim!
Dotychczas pokazałem się z jak najlepszej strony i ani razu nie usłyszałem złego słowa. Szczerze mówiąc, myślałem, że Granger będzie patrzeć na mnie z góry i się wywyższać. Tymczasem jest zupełnie inaczej. Pracujemy jak równy z równym i słowem nie wspomni o tym, co było. Nawet wtedy, gdy przez przypadek zalałem akta Weasleya. Zdziwiło mnie, że nie krzyknęła, tylko podeszła do biurka i wysuszyła wszystko zaklęciem. Oczywiście zrobiłem to specjalnie, bo chciałem zobaczyć, czy tylko udaje taką spokojną. Miałem nadzieję, że wyjdzie z niej dawna, wojownicza Hermiona Granger, jednak nic takiego nie miało miejsca. Podejrzewam, że przeszła jakąś terapię wyciszającą czy coś w tym rodzaju, bo jest nazbyt spokojna. Nie to, żebym się o nią martwił, to tylko moje obserwacje.
Granger pokrótce przedstawia mi sprawę, którą będziemy się zajmowali. Oszustwa finansowe to z reguły banalne sprawy, ale zapewne to tylko pozory. Dlaczego tak myślę? To z tego względu, że Hermiona Granger nigdy nie prowadzi błahych spraw. Zawsze kryje się w nich coś podchwytliwego i tajemniczego. Ta kobieta momentami zachowuje się jak auror. Uwielbia adrenalinę i w takich momentach czuje się najlepiej. Cóż, w tej kwestii jesteśmy bardzo podobni. Może dzięki temu będziemy mogli chociaż trochę się dogadać?

Następnego dnia do kancelarii przychodzi wysoki mężczyzna z żoną i od razu kierują się do gabinetu Granger. Ja podążam za nimi i siadam obok mojej szefowej. Wczoraj dokładnie omówiliśmy strategię działania i pytania, które zadamy, dlatego nie okazujemy zdenerwowania. Przynajmniej ja staram się go nie okazywać, bo Granger ma to we krwi. Siedzi prosto i utrzymuje kontakt wzrokowy z klientem. Od czasu do czasu notuje coś w swoim grubym notatniku. Mężczyzna odpowiada bardzo szczegółowo, ale jego żona wzbudza moje podejrzenia. Rozgląda się po gabinecie i wygląda tak, jakby chciała stąd uciec. Mam wrażenie, że coś ukrywa i ukradkiem zerkam na Granger, która w tym samym momencie rzuca mi przelotne spojrzenie mówiące „Nie teraz, obgadamy to potem”. Nieznacznie przytakuję i słucham dalszego wywodu mężczyzny.
Godzinę później wychodzą z kancelarii, a my omawiamy swoje spostrzeżenia. Okazuje się, że mamy podobne odczucia, co do szczerości kobiety, który przyszła. Granger myśli, że ma coś na sumieniu. Cóż, może i tak jest, ale jak na razie nie mamy co do tego stuprocentowej pewności. Trzeba to wszystko przemyśleć.
Przez następne trzy godziny dyskutujemy o naszych kolejnych działania przy aromatycznej kawie, którą niedawno przyniosła Anna. Ciekawe skąd wiedziała jaką kawę lubię?
— Ja jej powiedziałam — mówi cicho Granger.
Patrzę na nią ze zdziwieniem, nic nie rozumiejąc. Chwilę później uświadamiam sobie, że Granger mówi o kawie. Czyżby uczyła się legilimencji i oklumencji?
— To też, Malfoy. Po prostu mówisz na głos.
Mrugam dwa razy.
— Kiedy? — pytam sam nie do końca wiedząc, czy o pierwszą część jej wypowiedzi czy drugą. Dla pewności udam, że jednak chodzi o naukę — w końcu nam, Malfoyom, nigdy nic się nie wymyka, gdy tego nie chcemy. Granger musiało się to przesłyszeć. Zgadła po prostu o czym myślałem i tyle.
— Po wojnie. Sam dobrze wiesz, że nie można było nikomu ufać. Każdy z nas musiał sobie radzić na własną rękę.
— Nie trzymałaś się z Potterem?
Przytakuje i zamyka notatnik.
— Zawsze był w pobliżu mnie, ale chciałam wreszcie zrobić coś dla siebie. W tajemnicy przed wszystkimi uczyłam się oklumencji, a we wrześniu jako jedyna z naszej trójki wróciłam do Hogwartu. Zresztą dobrze o tym wiesz, bo ty także wróciłeś do szkoły.
— Musiałem wrócić.
— Wiem i bardzo się cieszę, że to zrobiłeś, bo dzięki temu zdałeś Owutemy i poszedłeś na studia prawnicze, a teraz pracujesz w mojej kancelarii — mówi, uśmiechając się szeroko. — Nawet nie zapytałam, czy ci się tu podoba. Mam nadzieję, że nie czujesz się wykorzystywany.
Nie wiem, co mógłbym jej odpowiedzieć. Dawny ja zapewne powiedziałby, że czuje się jak niewolnik, ale tak naprawdę jest mi tu bardzo dobrze. Mimo nawału pracy nie jestem zmęczony i zirytowany. Podoba mi się tu, ale czy powinienem jej to powiedzieć?
Biorę głęboki wdech i posyłam jej swój uśmiech.
— Cóż, nie jest źle. Zawsze jednak mogłoby być lepiej.
Opiera się wygodnie na krześle i wkłada ręce pod boki.
— Uznam to za tak.

W słoneczne październikowe popołudnie wychodzę z pracy w świetnym nastroju. Razem z Granger jesteśmy na dobrej drodze do rozwiązania sprawy oszustwa. Zebraliśmy wiele dowodów, jednak nadal nie wiemy, kto był wtyką. Chciałbym wreszcie dowiedzieć się prawdy i zobaczyć minę prokuratora, kiedy Granger przedstawi w sądzie wszystko, co mamy. Zapewne nie będzie taki wesolutki jak ostatnio, gdy wparował do kancelarii, żeby obwieścić nam dobrą nowinę. On i jego świta obsmarowali naszego klienta tak, że ten długo się z tego nie wygrzebie. Merlinie, chciałbym, żeby było już po wszystkim.
Od tygodnia nie mogę przestać myśleć o żonie klienta. Czuję, że ona coś kombinuje, ale nie mam pojęcia jak to udowodnić. Granger przestała być taka spokojna. Chodzi po gabinecie w tę i z powrotem, i myśli tak intensywnie, że włosy na jej głowie puszą się niemiłosiernie. Wolę nie wspominać o tym przy niej, bo ostatnio, kiedy powiedziałem, że za dużo słodzi, rzuciła we mnie zajadłym wzrokiem, że do dziś czuję fantomowy ból w kościach.
Przemierzam ulicę Londynu i nagle zauważam znajomą postać. Po drugiej stronie ulicy po chodniku idzie żona naszego klienta. Rozgląda się dookoła siebie, ale chyba mnie nie rozpoznaje. Wygląda na zdenerwowaną. Kieruje się ku małej kawiarenki, która znajduje się tuż za rogiem. Postanawiam iść za nią. Jestem kilka metrów w tyle, ale cały czas mam ją w zasięgu wzroku. Wchodzi do kawiarni i się rozgląda. Nagle przechodzi przez pomieszczenie i siada przy stoliku w rogu, przy którym siedzi jakiś mężczyzna. Ukradkiem również wchodzę do środka i zajmuję miejsce za filarem, tak że mnie nie widzą. Obserwuję ich. Ten mężczyzna wydaje mi się znajomy. Sięgam do torby po gazetę i rozglądam się dookoła siebie, ale nikt nie zwraca na mnie uwagi, więc dyskretnie podsłuchuję ich rozmowę.
— Jak wygląda sytuacja? — pyta mężczyzna.
— Niezbyt dobrze, John. Wydaje mi się, że ta… że ta adwokatka coś podejrzewa. Kiedy ostatni raz byłam u niej z Markiem, ona i jej asystent prześwietlali mnie wzrokiem. Boję się, że dowiedzą się prawdy. To nie może wyjść na światło dzienne. Nikt nie może się dowiedzieć, że to dzięki mnie zdobyłeś te informacje o firmie. On by tego nie zrozumiał. Nikt by tego nie zrozumiał.
— Spokojnie, Mary, nikt się niczego nie dowie. Ale nawet gdyby to wyszło na jaw, to nie masz się o co martwić. Ja się tobą zaopiekuję.
— Naprawdę?
— Oczywiście. Dowiedziałaś się czegoś jeszcze? Jaki mają plan jego adwokaci?
Kobieta zaczyna opowiadać o naszej strategii, a ja nie mogę uwierzyć w to, że jest taka głupia. Ten facet perfidnie ją wykorzystuje, a ona tańczy tak, jak on jej zagra. Jest taka ślepa, że nie widzi tego, jak facet nią pomiata. Obiecuje jej szczęśliwe życie, ale podejrzewam, że kiedy ta sprawa się skończy, będzie miał ją gdzieś.
Muszę o tym powiedzieć Granger. Wiedziałem, że to Mary jest wtyką! To ona za tym wszystkim stoi. Ciekawe czy moja szefowa mi uwierzy.
Szybko wychodzę z kawiarni i wchodzę w boczną uliczkę. Wyciągam różdżkę i przenoszę moje wspomnienia do małej fiolki. Dobrze, że mamy w kancelarii myślodsiewnię. Pokażę jej swoje wspomnienia i wygramy tę sprawę!

Następnego dnia razem z Granger oglądamy moje wspomnienia. Kiedy wracamy do gabinetu, siada na fotelu i patrzy na mnie przenikliwym wzrokiem. Nie podoba mi się to. Nawet bardzo mi się to nie podoba. Nie wiem, czy jest zaskoczona, czy bardziej wkurzona, że to nie ona to odkryła. Powoli podchodzę do krzesła i siadam na nie, nic nie mówiąc. Przez chwilę siedzimy w milczeniu. Sekundy upływają bardzo szybko, a ja mam ochotę uciec stąd, jak najdalej się da.
Nagle tę niezręczną ciszę przerywa jej zirytowane warknięcie. Chyba nauczyła się tego ode mnie, bo dźwięk brzmi identycznie.
— Malfoy, wytłumacz mi, jak to jest możliwe, że przez te kilka tygodni nie potrafiliśmy tego udowodnić?
Wzruszam ramionami.
— Widocznie dobrze się z tym kryła.
— Ale przecież to było oczywiste! Każdy prawnik, którego znam od razu po tamtej rozmowie, w której uczestniczyłeś, zacząłby bacznie ją obserwować, a my kręciliśmy się w kółko, nie mając żadnego punktu zaczepienia. Merlinie! — woła, chowając twarz w dłoniach.
— Granger, to nie twoja wina. Chciałaś tę sprawę rozpracować i bardzo dobrze ci się to udało. Znalazłaś wiele powiązań i dzięki tobie prokurator będzie miał do przesłuchania dodatkowe osoby, które są po naszej stronie. Nie obwiniaj się, a ciesz, że jesteśmy na dobrej drodze do zakończenia tej sprawy. Podejrzewam, że prędzej czy później, rozwiązalibyśmy tę zagadkę — mówię, próbując podnieść ją na duchu.
Kobieta uśmiecha się lekko.
— Nie wiem, może i tak, ale dziękuję, że mi to pokazałeś pokazałeś. Teraz musimy coś wymyślić, żeby zaczęła mówić prawdę.
— Będzie ciężko, bo ona jest wpatrzona w tego Johna jak w obrazek — dodaję.
Zerka na mnie z zainteresowaniem, a chwilę później otwiera akta z zebranymi dowodami i zaczynamy dyskutować. Mam przeczucie, że to będzie długi dzień. Napiłbym się kawy. Jak na zawołanie, do gabinetu wchodzi Anna z dwiema filiżankami na tacy. Patrzę na Granger, która próbuje stłumić chytry uśmieszek.

Dwa tygodnie później odbywa się rozprawa sądowa. Siedzę na sali i obserwuję Granger w akcji. Zgrabnie przechodzi z jednego wątku do drugiego, doprowadzając prokuratora do załamania nerwowego.
Właśnie przesłuchuje jednego z pracowników konkurencyjnej firmy, który zapiera się, że o niczym nie wiedział i on generalnie nie ma pojęcia, po co został tu wezwany. Na szczęście taka paplanina nie jest straszna Granger, która od razu przechodzi do ataku. W toku naszego prywatnego śledztwa doszliśmy do wniosku, że ten mężczyzna był łącznikiem pomiędzy Mary i Johnem. Przypadkiem trafiliśmy na nagranie, na którym zarejestrowano jego rozmowę z kobietą.  Kiedy Granger poprosiła o puszczenie tego nagrania twarz prokuratora zaczęła przybierać różne barwy — od zielonej po czerwoną, a nasz świadek nie mogąc dłużej wytrzymać, wskazuje ręką Mary i mówi, że ona to wymyśliła.
Publiczność zebrana na sali zaczyna szemrać, a ja uśmiecham się z satysfakcją, widząc przerażoną twarz żony naszego klienta. Nie spodziewałem się, że prawda wyjdzie tak szybko, ale najwidoczniej Granger po prostu nie mogła się powstrzymać.
Nasze spojrzenia się spotykają i szybko przytakuję. Uśmiecha się nieznacznie, po czym odwraca głowę w stronę sędziego i prosi o przesłuchanie Mary. Kobieta podchodzi do barierki całkowicie oszołomiona. Oczywiście sędzia informuje ją, że jako członek rodziny jednej ze stron nie musi składać zeznań, ale kobieta ignoruje jego słowa i spogląda na Granger, która szybko podchodzi do niej i zaczyna przesłuchanie. Zadaje niewygodne pytania, które doprowadzają Mary do łez. Jednak Hermiona nie poprzestaje na tym i zaczyna opowiadać o jej rozmowie z Johnem w kawiarni. Oczywiście nie ujawnia skąd to wie. Nazywa mnie tajnym informatorem. Podoba mi się ta ksywka i nawet do mnie pasuje.
Nagle Mark wstaje ze swojego miejsca i zaczyna wyzywać swoją żonę od najgorszych, co doprowadza ją do coraz większej histerii. Spanikowana mówi prawdę o oszustwach i o swoich kontaktach z Johnem. Kiedy kończy mówić, sędzia kręci głową z politowaniem, a Hermiona Granger cała w skowronkach wraca na swoje miejsce. Uśmiecham się pod nosem, widząc jej reakcję i nagle zerka w moją stronę. W jej oczach tańczą tajemnicze iskierki.

Pół godziny później sprawa dobiega końca. Mark został uniewinniony, a jego konkurent będzie musiał wypłacić mu ogromne odszkodowanie. Sprawa Mary rozstrzygnie się w odrębnym postępowaniu, ale my nie będziemy się w to już mieszać.
Stoimy na korytarzu i żegnamy się z naszym klientem, który wylewnie dziękuje nam za współpracę i gratuluje.
— Ja nigdy nie odważyłbym się tak zaryzykować — mówi.
Granger patrzy na mnie, a potem na niego.
— Wie pan, kto nie ryzykuje, ten nie zyskuje.
Mark uśmiecha się do nas i odchodzi. Oboje śledzimy go wzrokiem, ale nagle słyszę jej głos:
— Dobra robota, Malfoy.
Mrugam dwa razy i patrzę na nią z zaskoczeniem.
— Czy ty mnie właśnie pochwaliłaś? — pytam.
Przewraca oczami.
— O tak, ale nie licz na to, że powtórzę to publicznie.
Uśmiecham się pod nosem. Chyba spędzamy ze sobą za dużo czasu, bo Hermiona zaczyna mnie naśladować, a ja uczę się od niej opanowania.
— Nie musisz tego robić, chociaż miło byłoby usłyszeć to na forum publicznym.
Prycha.
— W twoich snach — dodaje poważnym tonem, ale to tylko pozory, bo w jej oczach nadal tańczą tajemnicze iskierki rozbawienia.
Zerkamy na siebie, nic nie mówiąc. Nagle Granger odwraca się na pięcie i idzie w kierunku sędziego, a ja śledzę ją wzrokiem jak zahipnotyzowany. Przez te kilka tygodni poznałem ją z zupełnie innej strony. Owszem nadal uważa, że jest najmądrzejszą osobą na świecie, ale widzę, że jest też człowiekiem. Nie przejmowała się przeszłością i zatrudniła mnie, chociaż nie musiała tego robić. Dała mi drugą szansę i chyba powinienem jej za to podziękować. Wiem, Draco Malfoy nigdy nikomu nie dziękuje, ale kiedyś musi być ten pierwszy raz, prawda?
____________

Witajcie :) W to piątkowe popołudnie publikuję miniaturkę. Jestem ciekawa Waszych reakcji. Chciałam przedstawić dramione w trochę innej wersji niż zazwyczaj ;) Piszcie, co sądzicie. Każdy komentarz mnie ucieszy :)
Wiem, że obiecałam Wam kolejny rozdział Fretki, ale niestety nie wyrobiłam się. Zajęłam się rozdziałem Muzycznej misji i całkowicie zapomniałam o tłumaczeniach. Być może będą w przyszłym tygodniu, ale nie będę obiecywać.
To tyle. Komentujcie i oceniajcie. Miłego weekendu. Enjoy! 




6 komentarzy:

  1. To aż się prosi o c.d.n. Zostawiłaś tak otwarte zakończenie, że chętnie bym widziała z tej miniaturki jakiś nieco dłuższy tekst. Tym bardziej, że są w nim dorośli bohaterowie, brak ciągłych, nienawistnych przepychanek i jest to po prostu kawałek naprawdę przyjemnego do czytania opowiadanka. Zabawne, ile bym nie czytała opowieści, w których Hermiona, Draco lub obydwoje są prawnikami - zawsze mają dla mnie swój urok. Może dlatego, że ta profesja wyjątkowo do każdego z nich pasuje, że mają tu całkiem spore pole do popisu i dość często, zmuszeni lub nie, po prostu ze sobą współpracują. A to na ogół się fajnie czyta.

    Pozdrawiam :)
    Margot

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, kiedy pisałam tę miniaturkę nie myślałam o dalszym ciągu, ale może kiedyś na podstawie tego powstanie coś dłuższego z perspektywy Draco? Nie lubię historii, w których na siłę się kłócą i przepychają. Wolę takie, w których oboje są dojrzali, a zawód prawnika pasuje do nich idealnie ;)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Hejo hejooo ;D
    Bezrobotny Draco to niemal oksymoron! W sumie jakby się nad tym głębiej zastanowić, to to samo odnosi się do biednego Dracona albo takiego, który pracuje DLA Granger. Czyli mówiąc krótko: doskonały pomysł na miniaturkę!
    I faktycznie nie kończy się jakimś wielkim uczuciem, ale akceptacją, zrozumieniem i pogodzeniem się z daną rzeczywistością, a o to chyba w tym najbardziej chodziło. I masz za to ogromny plus ode mnie :D
    Pozdrawiam, Iva Nerda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah to prawda, bezrobotny Draco to totalna abstrakcja, ale potrzebowałam jakiegoś "punktu zwrotnego" w jego życiu, alby napisać tę miniaturkę (zasady konkursu i takie tam). Nie chciałam wywoływać wielkiego big love. Ta miniaturka od początku do końca miała opierać się na czysto zawodowej relacji. A fakt, że przy okazji Draco poznał Hermionę z zupełnie innej strony, to efekt uboczny :D
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Bardzo fajna miniaturka, a przemyślenia Draco jak najbardziej w moim guście :D!
    Ogólnie fajnie, że mamy tutaj otwarte zakończenie i każdy może dopowiedzieć sobie coś od siebie... Co prawda zazwyczaj wole zakończenia, gdzie wszystko jest podane wprost, ale akurat tutaj bardzo ten zabieg mi się podoba :D
    Jeszce raz: świetna miniatura!
    Pozdrawiam,
    Charlotte

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Super, że się podobało. Nie chciałam na siłę wplatać romansowego wątku, więc pozostali na stopie czysto zawodowej :) Otwarte zakończenie daje możliwość wielu interpretacji :D
      Pozdrawiam

      Usuń

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Mia Land of Grafic