sobota, 12 sierpnia 2017

Rozdział 13: Plan B Hermiony! Voila!


Narracja pierwszoosobowa z perspektywy Draco

Umrę. Serio. Już widzę czekającego tam na mnie Merlina, który mówi: „Chodź, stary druhu, napijemy się herbaty”. Nie Merlinie, nie chcę herbaty. Chcę jedynie zabić Hermionę Granger.
Nie spodziewałem się, że dzisiaj umrę. Nigdy nie będę miał szansy napić się herbaty z królową albo zobaczyć jednorożca wypełnionego cukierkami. Nawet nie napisałem testamentu!
To szaleństwo. To „Plan B Hermiony”. Chcesz wiedzieć, co się stało? Okej, zrelaksuj się i posłuchaj tej przerażającej opowieści.
Wszystko zaczęło się wcześnie rano. Ludzi ze snu wyrywa dźwięk budzika albo śpiew ptaków. Mnie zazwyczaj też, ale tego ranka obudziło mnie coś innego.
Melodyjny głos Pottera:
Słodka matko Merlina!
A potem się zaczęło:
Cholera jasna, Malfoy?
Ugggh, Weasley?
Co… co… Malfoy?
Aaachhh Potter!
— Możecie się zamknąć? Ja wciąż śpię.
Blaise, jesteśmy w jednym pokoju z Potterem i Weasleyem, dlaczego nic nie robisz? Czemu nie panikujesz?!
— Och.
Aaaachhhhh!
Aaaachhhhh!
Aaaachhhhh!
Aaaachhhhh!
Minęło chyba z dziesięć minut zanim się uspokoiliśmy. Cóż, w zasadzie to nie do końca był spokój. Desperacja. Tak, to dobre słowo. Wszyscy chodziliśmy po pokoju, próbując znaleźć wyjście. I wiesz co? Nie było żadnego! Och, cóż za szczęście — błagam, nie szukaj sarkazmu w każdym wypowiedzianym słowie.
Zacząłem okropnie zrzędzić, a potem mnie oświeciło. Trzeba skontaktować się z Hermioną, ale czekaj….
O cholera, to „Plan B”.

***

Hermiono! Hermiono! Hermiono! Hermiono! Hermiono! Hermiono! Hermiono! Hermiono! Hermiono! Hermiono! Hermiono! Hermiono! Hermiono! Hermiono! Granger, kurwa!
Azkaban jest okropnym, naprawdę okropnym miejscem, Draco. Po prostu uspokój się i spróbuj ich nie zabić.
Hermiono! Hermiono! Hermiono! Hermiono! Hermiono! Hermiono! Hermiono…
Czy możecie się zamknąć? Wykrzykiwanie jej imienia nie sprawi, że się tu pojawi! Wołacie ją już od godziny i moje uszy krwawią! — ryknąłem z łóżka, spoglądając na Pottera i Weasleya, którzy zadrżeli. Boże, są tacy irytujący.
Skrzywili się i opadli na swoje łóżka. Westchnąłem wdzięczny za ciszę. Wcześniej chciałem ich zabić, kiedy siedziałem tu, słuchając ich krzyków, podczas gdy Blaise zasnął, tak jakby te idiotyczne wrzaski były kołysanką.
Rozejrzałem się i pokiwałem głową. To Pokój Życzeń. Zauważyłem kominek, kilka kanap i ustawione w kręgu cztery nasze łóżka.
To wyjaśniałoby nasz wcześniejszy jazgot. To znaczy, kto nie byłby przerażony, gdyby obudził się i zauważył Pottera i Weasleya naprzeciwko siebie? A wszystko wygląda jeszcze gorzej, kiedy orientujesz się, że utknąłeś z nimi w pokoju bez wyjścia.
Westchnąłem z irytacją i zauważyłem, że nadal mam na sobie piżamę. Rozejrzałem się za różdżką i wtedy zaświtało — ona ją zabrała. Spojrzałem w górę, żeby zobaczyć skrzywione twarze jej kumpli; zapewne też poszukiwali swoich różdżek, i uświadomili sobie, że ich najlepsza przyjaciółka je zabrała. To wszystko było częścią „Planu B”.
Weasley spojrzał na mnie.
— To twoja wina. Gdybyś się z nią nie pogodził, nie zmuszałaby nas do przyjaźni z tobą.
Wpatrywałem się w niego, milcząc. Nigdy nie będę żałował przyjaźni z Hermioną. Szczerze mówiąc, to najlepsza decyzja jaką podjąłem w całym moim życiu.
Weasley zmrużył oczy.
— Nienawidzę cię, ty głupia fretko.
A potem wszystko działo się tak szybko, że aż mnie zmroziło.
— Weasley, ty płoniesz.
Wyglądał na przerażonego.
— Jezu, Malfoy. Wolę dziewczyny, na Merlina.
Zdałem sobie sprawę, o czym pomyślał i zaśmiałem się.
— Nie to miałem na myśli. Ty dosłownie płoniesz. To znaczy, twoje włosy.
Weasley odwrócił się do Pottera, który z przerażeniem patrzył na jego głowę, która naprawdę się paliła. Nie żartuję.
To, czego byłem świadkiem, można uznać za komiczne. Weasley biegał po pokoju, machając rękami jak kurczak. Potter otrząsnął się z szoku i szybko próbował ugasić ogień mokrą ściereczką, która pojawiła się znikąd. Kiedy to wszystko się skończyło, śmiałem się do momentu aż zmoczyłem spodnie, a dwaj wyczerpani Gryfoni patrzyli na mnie ze złością. O dziwo, Blaise ciągle spał.
Uspokoiłem się po kilku minutach i odetchnąłem głęboko, uśmiechając się przy tym.
— W porządku, Łasico? Nie to, żebym się przejmował. Tylko zastanawiam się, czy mamusia Potter ucałowała twoje ziazia.
Gryfoni poczerwienieli i utkwili we mnie wzrok. Potem ich oczy rozszerzyły się. Podświadomie czułem, że to coś z moją twarzą.
— Co? — zapytałem ochryple.
Ale to nie oni odpowiedzieli.
Chłodnym, nonszalanckim tonem, Blaise powiedział:
— Stary, twoje włosy płoną.
Cholera.
Zgaś to! Zgaś to! Zgaś to! Zgaś to!
Kilka minut później siedziałem wygodnie na swoim łóżku, choć moje włosy dymiły się jeszcze, po gaszeniu przez Blaise’a, który uśmiechnął się do mnie. Po drugiej stronie Gryfoni śmiali się jak osły. Mam nadzieję, że nasikali w swoje posłania.
Teraz była moja kolej na rumieniec i gniew.
— Dlaczego to się stało? — zastanawiał się Weasley.
Potter i Blaise wzruszyli ramionami.
— Obaj byliście głupi. Tak jak zawsze.
Karma czaiła się tuż za rogiem. Po tym, jak Weasley i ja zgasiliśmy ogień na głowach Pottera i Blaise’a, zażądaliśmy przeprosin, co niechętnie uczynili. Uśmiechnąłem się do zirytowanego przyjaciela.
— Więc — zacząłem, patrząc na wszystkich — co teraz? — Wzruszyli ramionami, a ja westchnąłem. — Potrzebujemy instrukcji lub listu.
Rozejrzeliśmy się w zamyśleniu, a potem Chłopiec-Który-Przeżył oznajmił:
— Hermiona musiała coś zostawić. Musimy tylko sprawić, żeby to się pojawiło albo coś w tym stylu.
Weasley wzruszył ramionami.
— Może jakieś hasło?
Skinąłem głową.
— To możliwe. Znając Hermionę, to coś rzadkiego i być może w obcym języku.
Pączki!
Wszyscy odwróciliśmy się do Blaise’a. Zamrugałem gwałtownie.
— Emm, raczej nie, kolego.
— Abracadabra?
— Bibbity Bobbity?
Co do cholery…
— Googly moogly!
— Zamknijcie się, dobrze? Rany, Hermiono masz głupich przyjaciół.
Wtedy pojawił się list. Potter i Weasley popatrzyli z odrazą, a ja zaśmiałem się. Przeczytaliśmy go wspólnie.

Dzień dobry, chłopcy. Prawdopodobnie zastanawiacie się, gdzie jesteście i co się dzieje. Cóż, mam zamiar Wam to po prostu wyjaśnić. Panowie, proszę o owację dla „Planu B”.
Jesteście zamknięci w Pokoju Życzeń. O samym sposobie wydostania się stamtąd na razie nic nie powiem — niedługo się wszystkiego dowiecie. Prawdopodobnie tylko jeden z Was, bo zapewne jesteście zajęci skakaniem sobie do gardeł. W każdym razie miłego dnia i mam nadzieję, że pod koniec będziecie przyjaciółmi. Dacie radę?
Do zobaczenia wkrótce,
Hermiona Granger.

Zakrztusiliśmy się, gdy skończyliśmy czytać. My przyjaciółmi? Jasne, to obrzydliwe. Druga para prawdopodobnie myślała o tym samym, bo zerknęli na nas z kwaśnymi minami. Blaise wzruszył ramionami i usiadł na łóżku, a reszta zrobiła to samo.
Po kilku minutach milczenia, Weasley jęknął:
— Jestem cholernie głodny.
Potter pokiwał głową, a ja przewróciłem oczami.
— Nie tylko ty, Weasley.
Jęknął.
— Merlinie, potrzebuję smażonego kurczaka.
Blaise uśmiechnął się do niego.
— Mam smażonego kurczaka.
Popatrzyliśmy na niego niepewnie.
— Serio?
Przytaknął i usiadł na łóżku Weasleya, obok swojego plecaka. Rudzielec uśmiechnął się ze szczęścia, chcąc zobaczyć jedzenie.
— Gdzie on jest?
— W moim plecaku.
Wszyscy przestali się ruszać.
Co?
— Masz kurczaka w plecaku? — zapytałem z niedowierzaniem. Blaise skinął głową i przeszukał torbę. W środku znajdowała się miska pełna pysznego smażonego kurczaka. — Co… Jak… Nieważne — mruknąłem, kręcąc głową. Blaise Zabini i wszystko jasne.
Weasley zaciągnął się zapachem kurczaka, gdy ten tylko pojawił się jego w zasięgu. Po kilku minutach wszystko zniknęło. Mogłem jedynie się na niego gapić.
— Wszystko zjadłeś, Weasley. Nic nam nie zostawiłeś.
Skrzyżował ramiona w obronie.
— Byłem głodny, okej? Byłem wygłodzony i nie chciałem umrzeć.
Zerknąłem na niego.
— Więc postanowiłeś zjeść wszystko? Genialne, Weasley! Teraz my jesteśmy zmuszeni zjeść ciebie!
Potter i Blaise zgodzili się ze mną, patrząc na Weasleya. Zmrużyłem oczy.
— Jesteśmy głodni, Łasico. Nie mamy nic do jedzenia, nie możemy zginąć.
Jego reakcja była bezcenna. Zerknąłem na moich towarzyszy, którzy podchwycili mój pomysł. Blaise oblizał usta.
— Nigdy wcześniej nie jadłem mięsa z Weasleya. Ciekawe jak smakują twoje nerki.
Potter także na niego patrzył z maniakalnym uśmiechem.
— Dzięki za zamienienie nas w kanibali, Ron. Mam nadzieje, że jesteś pyszny.
Uśmiechnąłem się przerażająco i utkwiłem wzrok w rudzielcu.
— Mam zamiar cię zjeść!
Zaczął uciekać. Ścigaliśmy go. Krzyczał ze strachu, a my staraliśmy się powstrzymać od śmiechu. Podbiegł do kominka, skakał na kolejne kanapy, rzucał w nas poduszkami i znowu pobiegał, zeskakiwał z sofy i biegał prosto do swojego łóżka, a my za nim. Kiedy dobiegł do obrazu założycieli, Potter wskoczył na posłanie i warknął na niego. Weasley krzyknął i uciekł, ale wpadł na Blaise’a i mnie. Zbladł jakby zobaczył ducha, kiedy go otoczyliśmy. Wyszeptał w panice:
— Proszę… proszę nie zjadajcie mnie!
Przybliżyliśmy się i zamknął oczy, wiedząc, że nie ma z nami szans. Gdy stanąłem dostatecznie blisko, wyszeptałem:
— Nie panikuj, Weasley. My się tylko wygłupiamy, chociaż wyglądasz całkiem smakowicie.
Wybuchnęliśmy śmiechem, Zabini poklepał mnie po plecach, a Potter przybił piątkę (co było dziwne, więc z pewnością więcej tego nie zrobimy). Weasley zaczerwienił się z gniewu, więc uciekaliśmy w popłochu.
Różne rzeczy latały w powietrzu: książki, poduszki, płonące drwa porwane z kominka, plecak Blaise’a, szczoteczka do zębów Pottera, bielizna Weasleya i moje pióro. W końcu Weasley się uspokoił, szczerząc się. Radośni usiedliśmy na kanapach.
— To było zabawne — zauważył i uśmiechnęliśmy się w odpowiedzi, po raz pierwszy przyznając mu rację.
Byliśmy spoceni i zmęczeni bieganiem oraz nieustającym śmiechem. Nie wiedziałem, że przebywanie z Potterem i Weasleyem może być takie zabawne. Prawdopodobnie Blaise pomyślał o tym samym, bo spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Dobrze się bawiliśmy ze znanym duetem. To szaleństwo.
Uśmiechnąłem się.
— Co dalej?
— Może powinniśmy się spoufalić, malować sobie paznokcie i dzielić tajemnicami — mruknął Potter żartobliwie.
Skrzywiliśmy twarze z obrzydzeniem.
— Postradałeś zmysły.
Weasley uśmiechnął się.
— Założę się, że teraz chcesz się przyjaźnić, co nie Malfoy?
— Po trupie Blaise’a — zadrwiłem.

***

Blaise, zabiję cię! — krzyknąłem, pryskając jego twarz wodą. Znaleźliśmy pistolety na wodę i postanowiliśmy się zabawić. Cóż, zapewne domyślasz się, co się wydarzyło.
Blaise krzyczał, a my się śmialiśmy. Potter wycelował na mnie, ale zrobiłem unik i pobiegłem za nim, uderzając prosto w jego mokrą głowę. Bawiliśmy się przez jakieś pięć minut, a wyglądaliśmy, jakbyśmy wyszli z morza. Zaśmiałem się, gdy Potter wylądował na tyłku i próbował wstać na mokrej podłodze. Potem ja także się poślizgnąłem, rozejrzałem się dookoła i zobaczyłem zadowoloną twarz Weasleya.
— Dopadnę cię! — warknąłem.
Zerwał się, złapał poślizg i także upadł. Wkrótce wszyscy leżeliśmy na posadzce i tarzaliśmy się ze śmiechu.
— Wiecie co? Jesteście w porządku — mruknąłem, a potem znikąd różdżki wpadły w nasze ręce.
Przez chwilę byliśmy zaskoczeni, ale za chwilę zaśmialiśmy się. Uśmiechając się radośnie, posprzątaliśmy pokój. Kiedy się wysuszyliśmy, opadliśmy na kanapy, czując ból we wszystkich mięśniach.
— Muszę coś zjeść — jęknął Weasley, a my zachichotaliśmy.
— Cóż, nie ma tu już jedzenia. Jak nam przykro.
Zaśmiał się i zwrócił się do Blaise’a.
— Masz jakieś ukryte jedzenie w swoim niesamowitym plecaku?
Zabini uśmiechnął się.
— Nie, miałem jedynie kurczaka.
— Zapomniałem o tym. A w ogóle to dzięki kolego za uratowanie życia.
Trzask. Na jego łóżku pojawił się talerz pełen babeczek. Potem wszystko zrozumieliśmy.
„— Wiecie co? Jesteście w porządku.
Trzask. Nasze różdżki.
— A w ogóle to dzięki kolego za uratowanie życia.
Trzask. Jedzenie.”
Wszyscy uśmiechnęli się.

***

Potter, kocham cię!
Pączki.
Malfoy, masz najpiękniejsze włosy na świecie!
Tarta melasowa.
Zabini, jesteś niesamowity!
Pieczeń wołowa.
Dziękuję, kolego! Ty też!
Sok z dyni.
Mieliśmy ucztę. Wreszcie dowiedzieliśmy się, na czym to polega. Kiedy mówisz dobre słowa o kimś, dostaniesz to, o czym sobie w tym momencie zamarzysz, ale kiedy kogoś obrazisz, twoje włosy staną w ogniu. Hermiona jest szalonym geniuszem.
Przez następną godzinę wykrzykiwaliśmy komplementy i mogliśmy zjeść, skorzystać z prysznica i przebrać się. Gdy ponownie napełniliśmy swoje brzuchy jedzeniem, które z pewnością wystarczyłoby dla armii, opadliśmy na kanapy, nic nie mówiąc. Nagle Blaise poderwał się.
— Więc, panowie, co chcecie jeszcze dzisiaj robić?
Potter również się ożywił.
— Wiem, co zrobimy. Jesteście ze mną?
Przewróciliśmy oczami.
— Jeśli to nie ma nic wspólnego z niemowlętami, to tak. Jesteśmy dużymi facetami. Dużymi, silnymi, niepłaczącymi facetami.

***

Dlaczego Skaza zabił Mufasę? A to gnida!
— Uspokój się, Malfoy.
— Zamknij się, Harry! Zgadzam się z Malfoyem! Obedrę ze skóry tego cholernego lwa!
— Ron!
— Ej, panowie? Czy wy płaczecie?
Nie, oczy nam się pocą!

***

— Hakuna Matata! Jak cudownie to brzmi,
— Hakuna Matata, to nie byle bziiiik,
— I już się nie maaaaartw, aż do końca twych dniiii!
— Naucz się tych dwóóóch... radosnych słóóów,
Hakuna Matata!

***

— Och, latający dywan!
Wspaniały świat!
— Blaise… zamknij się.

***

— Są filmy o chorobach?
— Ron, Kopciuszek to nie choroba.

***

Po naszym wieczorze telewizyjnym lub jakkolwiek Potter to nazwał, mogę szczerze powiedzieć, że:
1) Skaza to cholerna gnida.
2) Hakuna Matata jest całkiem spoko.
3) Chcę mieć latający dywan i latać z kimś wyjątkowym (Hermioną lub, emm, moją złotą rybką)
4) Kopciuszek nie jest chorobą.
5) My nigdy nie płaczemy. Nam się męsko pocą oczy.
Okej, może jednak nie umrę. Ale teraz będzie dopiero strasznie, bo to był naprawdę fajny dzień. Stało się coś, czego nigdy nie spodziewalibyśmy się po parze Ślizgonów i parze Gryfonów. Ale trzeba zaznaczyć, że świat jest lekko pokręcony, jak każdy z nas. Pokręcony kwartet.
Po tym, co zrobiliśmy, wszyscy byliśmy wyczerpani i chcieliśmy tylko jednego. Sposobu jak stąd wyjść. I to był idealny czas, aby kolejny list pojawił się przed nami, wyjaśniając, co powinniśmy zrobić, żeby stąd wyjść.
Och, czekaj… O samym sposobie wydostania się stamtąd na razie nic nie powiem — niedługo się wszystkiego dowiecie. Cóż, Hermiono, tak więc wiesz, że jeszcze tego nie odkryliśmy! Więc może mogłabyś pomóc naszym biednym duszom?
W jaki sposób my stąd wyjdziemy? — Westchnąłem z irytacją, a oni zrobili to samo w odpowiedzi. — Nie macie żadnych pomysłów, do cholery? Blaise?
Wzruszył ramionami.
— Hermiona chciała, żebyśmy się zaprzyjaźnili, nieprawdaż? Może, jeśli my, no wiecie, zostaniemy kumplami, to spowoduje, że wyjście się otworzy i będziemy wolni?
Przez chwilę milczeliśmy, myśląc o tym. Usiedliśmy i patrzyliśmy na siebie, nie wiedząc, co zrobić lub powiedzieć. To znaczy, świetnie się bawiłem, ale nie można przestać kogoś nienawidzić przez jeden dzień. To wymagało czasu.
Blaise był pierwszym, który przemówił.
— Taa, ja nic do was nie mam.
Obydwaj uśmiechnęli się do niego i skinęli głowami.
— Ty też jesteś w porządku, Zabini.
Weasley uśmiechnął się szeroko.
— I hej, dałeś mi kurczaka, co nie? Więc, tak, stary, praktycznie cię kocham!
Roześmialiśmy się, kiedy obaj wpadli sobie w objęcia. Potem błysnęło i pojawił się znak nad ich głowami:

Zgoda na wyjście
Ron Weasley i Blaise Zabini — kumple

Zamrugaliśmy z zaskoczenia. Blaise miał rację. Okej, więc… o mój Boże, będę musiał przytulić Pottera?
Potter zdawał się myśleć o tym samym i powiedział:
— Nie, ja ciebie nie przytulę.
Popatrzyłem na niego.
— Cóż, ja też nie. Musiałbym być całkowicie i zupełnie szalony, żeby to zrobić.

***

— Czy mówiłem ci, że byłem bezwzględnie zły? Cóż, nadal jestem.
— Taa, a wiesz co, Malfoy? Spałem w komórce pod schodami, kiedy miałem jedenaście lat. Więc, tak, miałem okropne życie!
— No cóż, moje też było do bani. Nigdy nie czułem, żeby moi rodzice mnie kochali, a moje dzieciństwo było straszne. Więc, można powiedzieć, że obaj nie mieliśmy szczęścia, Potter!
Płakaliśmy, kiedy wpadliśmy sobie w ramiona, podkreślam, w bardzo męskim uścisku. Cóż, to wiele wyjaśniło. Chyba nie zaszkodzi spróbować przyjaźni z tymi idiotami. Taa, myślę, że to ma sens.

Zgoda na wyjście
Draco Malfoy i Harry Potter — kumple

Hermiono Granger, powinnaś być mi wdzięczna. Robię to z miłości.

Czytaj dalej →
 _______

Witajcie :) Po dłuższym okresie czasu publikuję kolejny rozdział "Zakochanej Fretki". Wiem, że spodziewaliście się go wcześniej, ale mam teraz tyle tłumaczeń na głowie, że serio nie wyrabiam. Chcę skończyć ważniejsze projekty i zająć się swoimi opowiadaniami, co także pochłania mnóstwo wolnego czasu. Na szczęście Fretkę już dawno przetłumaczyłam i znalazłam bety na kolejne części, więc myślę, że rozdziały będą się ukazywały w równych odstępach czasu.
Jestem ciekawa Waszych opinii odnośnie tego rozdziału. Zacieśniła się trochę relacja między chłopcami, co może być nieco zaskakujące, ale obiecuję, że przyniesie wiele śmiechu i radości :) Będzie mi miło, jeśli skomentujecie.
To tyle od mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!




4 komentarze:

  1. Witam :D
    Wydaje mi się, że po tylu latach wzajemnej niechęci, żeby nie napisać nienawiści, czwórka naszych bohaterów nie pogodziłaby się ze sobą w JEDEN dzień. Zwłaszcza Ron, Harry i Draco przez ich charakterki, bo Zabini sprawiał wrażenie neutralnej postaci :) Ba, on ją był!
    Dobra, wracam do głównego wątku. Mimo tego, że do zakopania toporów doszło zbyt szybko, to reszta bardzo mi się podobała. Od palących się włosów zaczynając, a na dojściu do porozumienia kończąc.
    "Weasley, ty płoniesz."
    "Jezu, Malfoy. Wolę dziewczyny, na Merlina."
    TEN KRÓTKI DIALOG MNIE ZABIŁ :D Dosłownie i w przenośni. Tak samo jak niektóre komentarze naszej szanownej fretki.
    Ale jednej rzeczy nie mogę zrozumieć: skoro przez nieprzyjemne komentarze Ron i Draco prawie stracili włosy, to czemu po jakimś czasie byli obsypywani dobrym jedzeniem za komplementy, które szczerością nie grzeszyły? Znaczy chłopaki jeszcze wtedy nie uważali się za kumpli, co nie? Chyba że uznawali, lecz nie chcieli tego sami przed sobą przyznać...
    Dobrze, iż Hermiona zabrała im różdżki, bo by się na starcie pozabijali. A tak zamiast czterech trupów, mamy czwórkę zadowolonych z życia nastolatków, którzy ganiali się jak małe dzieci, odbyli wojnę na pistolety na wodę i oglądali filmy Disney'a (Kopciuszek to choroba!). Niby głupoty, ale to właśnie takie głupoty zbliżają do siebie ludzi. Z reguły :D
    Świetnie też oddałaś charaktery postaci:
    - złośliwy Draco
    - neutralni Zabini i Potter (Chociaż Potter był ciut za neutralny, ale to tylko moje osobiste odczucia)
    - gwałtowność, łakomstwo i naiwność Weasleya (Chłopie, serio myślałeś, że Potter by cię zjadł razem ze Ślizgonami? On sam by ci krzywdy nie zrobił, a co dopiero na spółkę z kimś!)
    Kurczę, nie chcę wyjść na czepialską (pewnie i tak już wyszłam), ale "Tylko Blaise Zabini." wydaje mi się być oderwane od kontekstu.
    Merlinie, ten komentarz jest średnio logiczny. Mam jednak nadzieję, że coś z niego zrozumiesz :)
    Pozdrawiam, życzę weny i przepraszam za marudzenie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autorka tej historii najwyraźniej chciała wszystko zrobić za jednym zamachem. Cóż, wyszło komicznie, ale głównie o to chodzi w tej historii. Blaise był taką neutralną postacią, ale także miał kilka oryginalnych kwestii :D
      Dialog, który przytoczyłaś, za każdym razem doprowadza mnie do śmiechu. Może dlatego, że próbuję sobie to wyobrazić i widzę minę Ruperta. Ach, ta wyobraźnia...
      Najwidoczniej Hermiona nie chciała ich za bardzo karać i postanowiła dać im trochę luzu, więc wystarczyło kilka szczeropodobnych komentarzy i ich marzenia się ziściły.
      Harry miał fajny pomysł z tymi filmami, a przy tym my turlaliśmy się ze śmiechu :D
      Marudzić zawsze można. Ja też mam wiele zażaleń jeśli chodzi o niektóre fragmenty tej historii, ale co poradzić. Ze słowami autorki nie ma co dyskutować.
      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz!

      Usuń
  2. Co tu dużo mówić. Zawiodłam się...
    Zawiodłam się, bo byłam pewna, że tym razem podejdę do rozdziału spokojnie i nie będę się śmiała. Znowu nie wyszło :D Plan B Hermiony był - krótko mówiąc- genialny. Wprawdzie nie wydaje mi się, żeby jedno spotkanie zmieniło zacięte relacje Gryfonów i Ślizgonów, ale... miało być zabawnie i uroczo? I było! :D
    Kurczaka w plecaku pominę milczeniem. Ale moment pogoni za Ronem w celu... skonsumowania go (?) mnie zabił XD I to, że Dracze był w stanie pogodzić się z wrogami dla Hermiony! ♡ Uwielbiam Cię za to tłumaczenie :)
    Pozdrawiam serdecznie, Anna Czuczejko

    OdpowiedzUsuń
  3. Hejo hejooo ;D
    Ja, jako istota do reszty oszalała na punkcie Dramione, nie jestem w stanie wyobrazić dobie choc jednego rozdziału bez ich udziału (nawet nie czuję kiedy rymuję), a tu nie dość, że w ogóle mi to nie przeszkadzało, to jeszcze całkowicie o tym zapomniałam, skupiając się na niesamowitych dialogach, które zapewniły mi zrywanie boków przez cały czas, w którym czytałam ten rozdział. I pomijając oczywiście fakt, że mijani przeze mnie ludzie wpatrywali się we mnie jak w zadziwiająco głupią istotę, nie żałuję, bo śmiech to zdrowie!
    Nie będę rozpisywać się o treści, Ty już dobrze wiesz, które fragmenty dosłownie zwaliły mnie z nóg. A dialogi... za każdym razem, gdy przytaczam ten o płonącym Ronie - miazga! Totalna!
    Jeden z najlepszych rozdziałów tej historii!
    Pozdrawiam i ściskam,
    Iva Nerda

    OdpowiedzUsuń

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Mia Land of Grafic