środa, 23 sierpnia 2017

Rozdział 14: Irytacja, boks, bal — głupi bal!

Rozdział betowały: lavaluvie, SongRainie, Acrimonia

Narracja pierwszoosobowa z perspektywy Draco

Niczego się nie boję. Pomijając pająki, ale to wyjątek. Robię, co chcę i nawet nie muszę się wysilać. Imponujące, nieprawdaż? Cóż, oczywiście, że to imponujące, bo to ja.
Tak, jestem odważny. I tak, zdecydowanie kłamię. Właśnie teraz jestem śmiertelnie przerażony. Absolutnie, bardzo przerażony.
— Em, Granger?
— Taaaaaaaaaakkkk?
— Um, taa. Więc jest bal, prawda?
— Och, bal? Masz na myśli ten, nad którym pracowaliśmy miesiącami…
— Zamknij się…
— Hej, tak się nie mówi do tak wspaniałej damy jak ja!
— Wspaniały to jest mój tyłek.
— Zignoruję to, bo jestem naprawdę miła, a ty wredny. Więc o co chciałeś mnie zapytać?
— Co do diabła… Pójdziesz ze mną na ten cholerny bal?
— Och! O mój Boże, jestem zaskoczona! Ale nie wiem, Draco. Wydaje mi się, że Blaise wygląda o wiele lepiej od ciebie.
— Boże… Blaise, właśnie ćwiczę zapraszanie Hermiony na bal. Czy mógłbyś współpracować?
— Nie.
Dlatego właśnie obecnie duszę Blaise’a. Nikomu nie wolno się wygłupiać, gdy sprawa dotyczy randki, zwłaszcza jeśli jest się tak niespokojnym typem człowieka jak ja. I właśnie teraz nie jestem jedynym, który ma z tym problem.
— Cóż, emm, Ginewro…
— Boże… Harry! Nie nazywaj jej tak!
— Cóż, przepraszam panie moim-partnerem-będzie-kurczak! To dość nerwowa sytuacja zapraszać kogoś na bal! — jęknął głośno Potter z frustracją wypisaną na twarzy.
— Proszę, proszę! — wykrzyknąłem z drugiej części dormitorium Prefektów Naczelnych.
Zostały dwa dni do balu, a my nadal nikogo nie zaprosiliśmy. A odkąd jesteśmy (wstaw tutaj sarkazm) tak bardzo pewni siebie w umawianiu się z kimś, teraz ćwiczymy z Blaise’em jako... emm... atrapą mojej Hermiony i Weasleyem jako atrapą Wiewióry dla Pottera. Prawdziwe dziewczyny poszły Merlin wie gdzie i pozwoliły nam pogadać o tym, w jaki sposób je zaprosimy.
Och, i przy okazji, Potter i Weasley wiedzą o moich... emm... uczuciach do ich przyjaciółki i... umm... nie skończyło się to zbyt dobrze. Moje włosy stanęły w płomieniach, straciłem brwi i przez tydzień miałem piersi na plecach. Są okropnymi, strasznymi osobami.
Uspokoili się po kilku groźbach: „Potniemy cię na kawałki”, „Wydłubiemy ci gałki oczne” i moje ulubione „Jeśli chociaż tkniesz ją palcem, zjemy twoje wnętrzności, zwymiotujemy i znowu zjemy”.
W wyobraźni wyglądało to strasznie, ale to w końcu Potter i Weasley. To chore, naprawdę chore osoby. Piersi na plecach, pamiętasz?
„Jeśli tkniesz ją palcem”, jak więc mam ją całować? Och, emm… przejdźmy dalej.
Kiedy tak rozmyślałem o niezwykłym i niesamowitym sposobie zapytania jej, pomyślałem o czymś i zacząłem się uśmiechać jak głupek. Po kilku sekundach otrząsnąłem się i zauważyłem, że chłopaki gapili się na mnie, kiedy zaśmiałem się sam do siebie.
Co ja wyprawiam? Naprawdę próbuję się z kimś umówić? To szaleństwo! Nigdy tego nie robiłem. Ja nie umawiam się z ludźmi, ja pozwalam im się ze mną umówić. To zasada, którą kierowałem się przez całe życie.
Moja własna reguła, którą łamię dla niej i tylko dla niej… Co Hermiona Granger ze mną zrobiła?
— … I Harry, Ron i Blaise zabili Draco za uśmiechanie się i bycie cholernie dziwnym. — zawołał Blaise i otrząsnąłem się ze swoich myśli, a oni zachichotali.
Potter uśmiechnął się.
— Niech zgadnę, myślałeś o Hermionie? — Odwróciłem wzrok. — Boisz się ją zaprosić?
— Powiedz mi, kiedy zaprosisz Ginewrę, okej Potter? — zadrwiłem.
— Och…
— Kto właśnie nazwał mnie Ginewrą? — Wiewióra wpadła do pokoju, jej rude włosy były wszędzie, a twarz czerwona jak wiśnie. Przełknęliśmy ślinę i wpatrywaliśmy się w siebie. Kilka sekund później skinęliśmy głowami.
— To Weasley…
— Hej!
— Zabiję cię, Ronaldzie!
Uciekliśmy, bojąc się o nasze życie, prosto do kuchni, obok Hermiony, która prawdopodobnie będzie świadkiem wielkiego morderstwa Ronalda Billiusa Weasleya.

***

Przestań.
Panikować.
Idioto.
— Jeśli nie przestaniesz panikować, kopnę cię tak mocno w miejsce, którego prawdopodobnie będziesz potrzebować, jeżeli chcesz stworzyć więcej kopii siebie i Wiewióry. Więc, jeśli nie chcesz stracić swojej męskości, usiądź — oświadczyłem i oczywiście nie posłuchał. To Harry Potter, czego oczekiwałeś?
Westchnąłem z irytacją.
— Naprawdę, Potter, nie powinieneś się denerwować. Wiewióra na pewno się zgodzi. Zapewniam cię. Uspokój się — powiedziałem mu i dzięki wszystkim bogom na świecie i twórcom tarty melasowej przestał panikować i usiadł z rozbawionym uśmiechem na twarzy.
— Czyżby Draco Malfoy próbował mnie pocieszyć?
Skrzywiłem się.
— Nigdy więcej tego nie zrobię.
On i Blaise wybuchli śmiechem, a ja przewróciłem oczami. Potter znowu się uśmiechnął.
— Masz rację, Malfoy…
— Zawsze mam…
— … zamknij się… jednakże mam wrażenie, że to ty potrzebujesz rad. Postaraj się nie stchórzyć i zaprosić Hermionę. Słyszałem, że wielu facetów chciałoby ją zaprosić. Więc powinieneś się pospieszyć, prawda? — powiedział, widząc moją nonszalancką minę. Na zewnątrz byłem „taa i powinienem się tym przejmować, bo…?”, ale wewnątrz... emm „Cholera jasna. Cholera. Cholera. Cholera.”
Jęknąłem cicho.
— Och, to…
— Przerażające?
— Stresujące?
— To znak, że powinieneś ją zaprosić, może teraz?
— Tak, Blaise, dziękuję ci bardzo.

***

Okej, zgodnie z listą, którą stworzyłem przez kilka godzin prześladowania, szantażu i tym podobne…
To idioci, którzy wręcz proszą się o śmierć, sądząc, że powinni zaprosić Hermionę na bal:
Uwaga: Pierwotna liczba wynosiła 25, ale usunąłem tych, którzy nie będą mieć szans z niesamowitym Draco Malfoyem. Tak, mną. Okej, to goście, którzy prawdopodobnie są zagrożeniem lub zapomniałem ich wymazać, lub zostawiłem bez obaw, ponieważ ta żałosna próba zaproszenia jej po prostu mnie bawi. Zaczynamy.
Neville Longbottom — (To bardzo mnie rozbawiło, śmiałem się tak głośno, że aż płakałem). Okej, Longbottom z Hermioną? Nie, po prostu nie. Gdyby przyszli razem, zepsuliby swój wieczór, a także wszystkich innych (a ja nie chcę umrzeć ze śmiechu). Longbottom z pewnością nie może jej zaprosić. Buhahahah.
Anthony Goldstein — Krukon. Niezwykle inteligentny (ale ja jestem mądrzejszy), przystojny (ale ja wyglądam lepiej) i mól książkowy. Jest dobrym przyjacielem Hermiony, więc po prostu musi umrzeć. (Tak, niestety jest zagrożeniem… ale ja się go nie boję. Ekhem).
Cormac McLaggen — (niestety, zapomniałem to wymazać) hmm, McLaggen, cóż, to kretyn, wszyscy o tym wiedzą. Hermiona nienawidzi kretynów, z wyjątkiem mnie, ale ja jestem wyjątkowym kretynem. Więc taa, McLaggen jest kretynem, a Hermiona ich nienawidzi… dlatego nigdy nie będzie miał szansy. Świat zostanie uratowany przed całkowitym zniszczeniem, a on będzie żył dłużej, ponieważ go nie zabiję.
Draco Malfoy — Jest najlepszy z całej listy. Tylko spójrz na imię — bardzo męskie. Draco, smok. Widzisz? Idealnie! To tylko jego imię. Hermiona będzie szczęśliwa, mając go za partnera. Jest zabawny, niesamowity, mądry, przystojny i po prostu niewiarygodny. Widzisz, idealny dla niej! Hermiona jest wspaniała, a on cholernie doskonały, tak jak to sobie wyobrażam. Boże, Draco jest niesamowity.
Jesteś bardzo, bardzo stronniczy, Draco. BZ
Nieprawda, odejdź. DM.
Opis Draco Malfoya w całości jest błędny, naprawmy to:
Draco Malfoy (jest głupi) — Jest najlepszy z całej listy (najbrzydszych pawianów na naszej planecie). Tylko spójrz na imię (obrzydliwe, nieprawdaż?) — bardzo męskie (jak męska dziewczyna). Draco (chłopak ze smoczym oddechem). Widzisz? Idealnie (przerażające)! To tylko jego imię. Hermiona będzie (nie)szczęśliwa, mając go za partnera. Jest zabawny (jak nikt), (nie)niesamowity, mądry (jak troll), przystojny (jak plecy pawiana) i po prostu (nie)niewiarygodny. Widzisz, (nie)idealny dla niej! Hermiona jest wspaniała (bardzo prawdziwe), a on cholernie doskonały (wielki błąd), tak jak to sobie wyobrażam (nikt nie pytał ciebie o opinię). Boże, Draco (nigdy nie będzie) niesamowity. — HP i RW.
Jesteście kretynami. Wszyscy. — DM.
Oooo, my też ciebie kochamy — POZOSTALI.

***

— Powiedziałem to raz, ale powtórzę ponownie. Nie stresuj się zaproszeniem Hermiony, Malfoy. Zgodzi się — wymamrotał Potter, przewracając oczami, kiedy chodziłem po pokoju.
Zatrzymałem się i popatrzyłem na niego.
— Ja też już mówiłem i powtórzę jeszcze raz. Powiedz mi to, kiedy zaprosisz Wiewiórę…
— Taa, dlatego ci to mówię. Już ją zapytałem, oczywiście z sukcesem. — Uśmiechnął się z roztargnieniem, a ja otworzyłem szeroko oczy.
— I nie jesteś martwy?
Rozpromienił się.
— Nie. Ale czuję się, jakbym był w niebie, bo idę z Ginny! Powiedziała tak!
Skrzywiłem się.
— Taa, brawo ty! Teraz możemy się skoncentrować na najważniejszej sprawie: w jaki sposób mam zaprosić Granger na bal?
Wzruszyli ramionami. Blaise przewrócił oczami.
— Po prostu ją zapytaj. To tyle. Podejdź do niej i powiedz: „Hermiono, czy pójdziesz ze mną na bal?” Tylko tyle, nic poza tym.

***

Hermiono, chodź tutaj szybko!
— Czekaj, dlaczego?
— Chodzi o Draco, jest w skrzydle szpitalnym!
Co? Draco? Co się stało?
— Powiem ci, kiedy tam dotrzemy. Chodź, nie ma czasu!
Harry i Ron zaciągnęli zdenerwowaną Hermionę do skrzydła szpitalnego. Zanim tam dotarli, była zdenerwowana jak diabli i łzy napłynęły jej do oczu. Pani Pomfrey otworzyła drzwi i, nie zastanawiając się ani chwili, dziewczyna wpadła do środka, szukając platynowych włosów. Znalazła je na łóżku w głębi sali.
Ciężko oddychając, zwróciła się do przyjaciół i zapytała:
— Co się stało?
Chłopcy opuścili wzrok i odpowiedzieli:
— Spadł z Wieży Astronomicznej, gdy tam byliśmy, ale zanim zdążyliśmy go złapać, już leciał.
Łzy popłynęły jej po twarzy, podczas słuchania tej straszliwej opowieści. Podeszła do łóżka rannego chłopaka, gdzie był jego najlepszy przyjaciel, ale nawet na niego nie zerkał. Podeszła bliżej i usiadła na łóżku. Wzięła jego dłoń i ścisnęła. Trzęsącym się głosem wypowiedziała jego imię:
— Draco.
Nie poruszył się, oczy miał mocno zamknięte, a twarz pozbawioną emocji.
— Draco, jestem tutaj, proszę powiedz mi, że nic ci nie jest…
Wreszcie otworzył oczy i szarość spotkała się z brązem. Przez chwilę wszystko ucichło i wszyscy wstrzymali oddech, obserwując to, co się wydarzy.
— Och, cześć Granger. Czy, um, czy pójdziesz ze mną na bal?
Hermiona milczała, gdy słuchała jego słów. Wreszcie odezwała się:
— Nie jesteś ranny?
Draco zaczerwienił się.
— Nie, to była część mojego planu… ałć, słodka matko Merlina…
Ty głupi…
Moje oko…
arogancki…
Aaaachhhh, moje ramiona!
kłamliwy głupcze…
Uważaj na moją szyję!
myślałam…
Och, mój nos!
że umrzesz…
Gaaaahhh, moje uda!
a ty tylko udawałeś…
Moje… moje... Moje… ooomfff… aaaachhh!
żeby się ze mną umówić!
Pani Pomfrey rzuciła się w ich kierunku i znalazła wściekłą Hermionę oraz poszkodowanego Draco. Chłopak skrzywił się.
— Um, Poppy, teraz naprawdę mnie boli. Granger złamała mi kręgosłup i wszystko inne w moim ciele, czego potrzebuję, aby żyć — krzyknął, kuląc się z bólu.
Hermiona znowu go uderzyła i powiedziała śmiercionośnym głosem:
— Nie waż się więcej tak żartować, Malfoy. Nie wiem, co by się ze mną stało, gdybym cię straciła.
Odwróciła się na pięcie i wyszła, zostawiając wszystkich w ciszy. Draco zamarł bez ruchu z szokiem wypisanym na twarzy. Zanim Hermiona zamknęła drzwi, wykrzyknęła:
— Lepiej, żebyś szybko wydobrzał, bo mogę cię kimś zamienić. Nie mogę iść z rannym partnerem, prawda? Myślę, że Neville będzie idealnym kandydatem, nie sądzisz?
Po czym zamknęła drzwi, pozostawiając Draco śmiertelnie wystraszonego.
— Cholera, nie. Wylecz mnie, kobieto! I pośpiesz się! — krzyknął do pani Pomfrey, która wpatrywała się w niego. — Emm, przepraszam, psze pani. Emm, proszę pani Pomfrey, proszę. Dziękuję, jest pani cudowna.
I kiedy reszta chłopaków chichotała jak wariaci, Draco gorączkowo próbował szybko wyzdrowieć, bo inaczej Hermiona pójdzie z Longbottomem. A Draco nie może na to pozwolić, pamiętasz listę?

***

Narracja pierwszoosobowa z perspektywy Draco

Minęły trzy godziny i wreszcie pielęgniarka pozwoliła mi wyjść. Kręgosłup i organy doskonale się wyleczyły. Granger to cholerna wiedźma. Ale oczywiście, nie zamierzam jej zranić. Zgodziła się. Jestem z siebie taki dumny.
— To był zdecydowanie najgłupszy plan, w jaki kiedykolwiek byłem zaangażowany. Wiesz, że mogłeś po prostu ją zapytać, tak jak ci mówiłem. Ale nie, musiałeś zaszaleć i ucierpieć. I zobacz, co się stało, teraz naprawdę jesteś ranny. Czasem się zastanawiam, dlaczego ja się z tobą przyjaźnię? — Blaise skrzywił się. Rzuciłem karcące spojrzenie w jego stronę. Dzięki kolego, właśnie zrujnowałeś mój dobry humor.
— Blaise ma rację, Malfoy — Potter i Weasley droczyli się, podśmiechiwali się z zaistniałej sytuacji. Dlaczego po prostu nie odejdziecie, ukryjecie się między skałami i zginiecie?
— Okej, więc mamy jeden problem rozwiązany. Wszyscy mają partnerki, prawda? — Usłyszałem pomruki, a Weasley uśmiechnął się.
— Dobrze, ale pozostaje tylko jeden problem. My, emm, mynieumiemytańczyć. Mam na myśli Harry’ego i mnie.
Uniosłem brwi.
— Czekaj. Możesz to powiedzieć trochę wolniej, żebyśmy zrozumieli? — zapytałem jakbym rozmawiał z dzieckiem.
Blaise parsknął i spojrzał na niego. Weasley westchnął.
— Harry i ja, cóż, my nie umiemy tańczyć.

Po kilku minutach…

— O mój Boże! Ooochhh, hahahhahah!
— To nie jest zabawne.
O tak.
— Zamknij się, Blaise.
O Boże, Blaise ma rację…
— Dajcie spokój, to nie jest aż tak śmieszne… hej, przestańcie tarzać się po podłodze… uspokoicie się wreszcie?
Zrobiliśmy to po kolejnych atakach śmiechu połączonych z płaczem. Potter i Weasley skrzywili się.
— Jesteście straszni. Po prostu cholernie okropni.
— Wręcz przeciwnie, jesteśmy wspaniali.
— Nie… nie…
— Skończ… okej. Więc wy, emm, nie umiecie tańczyć i co my mamy z tym zrobić? — zapytałem, a oni unieśli brwi.
— Czy to nie jest oczywiste?
Pomyślałem o tym i skrzywiłem się. Cholera.

***

— Nie dotknę cię.
— Więc, w jaki sposób masz zamiar nauczyć nas tańczyć?
— Możecie to zrobić bez partnerów!
— Próbowaliśmy tego podczas ostatniego balu i oczywiście nie zadziałało. No dalej, Malfoy!
O nie, nigdy, odejdź!        
— Jeśli nas nie nauczysz, spowodujemy, że bal i twoja noc z Hermioną będą katastrofą. Chcesz tego?
Czy wspomniałem o tym, że nienawidzę Pottera i Weasleya?

***

Nienawidzę Pottera i Weasleya.
— Panowie, jesteście gotowi? — krzyknąłem z dołu schodów.
Obecnie byli w łazience i, emm, przygotowywali się. Jestem geniuszem. Dziękuję ci! Dziękuję, ale zachowaj oklaski na później.
Po kilku minutach usłyszałem stukanie obcasów i odwróciłem się, żeby zobaczyć dwie damy przede mną. Różowe sukienki z frędzlami, które zapewne ubrałaby Umbridge, sprawiały, że stały przede mną panna Potter i Weasley. Blaise i ja próbowaliśmy zachować spokój, gdy patrzyliśmy na ich radosne twarze, na których było za dużo makijażu.
Uśmiechali się, a my zerkaliśmy na nich w ciszy. Obaj wstaliśmy i weszliśmy do łazienki w dormitorium Prefektów Naczelnych.
Och, dobry Boże.
O Boże, zsikałem się.

***

— Okej, dobrze. Raz, dwa, trzy. Raz, dwa, trzy i obrót.
Muzyka się skończyła i wszyscy byliśmy wyczerpani. Ćwiczyliśmy od pięciu godzin i szczerze mogę powiedzieć, że:
1) Trudno utrzymać kamienną twarz, kiedy tańczysz z Harrym Potterem, mającym na sobie sukienkę i szminkę.
2) To samo dotyczy Weasleya, według Blaise’a.
3) Weasley nie jest takim złym tancerzem.
4) Potter jest OKROPNY. Jestem pewien, że ma trzy lewe nogi. Czyste zło. Och, moja biedna cudowna i niesamowita tańcząca stopa.
5) Jestem genialnym instruktorem. To fakt.  
Opadliśmy na kanapy, kiedy zdałem sobie z czegoś sprawę.
— Ej, Blaise, z kim idziesz na bal?
Blaise podniósł wzrok i zaczerwienił się.
— Jeszcze jej nie zaprosiłem. — Popatrzyłem na niego zdumiony i powiedział: — Co?
Wszyscy westchnęliśmy.
— Więc kim ona jest?
Blaise wstał i uśmiechnął się.
— Zobaczycie.
I po tych słowach zostawił nas, zastanawiających się, kim u licha jest dziewczyna, którą zaprosi.
— To zdecydowanie Bullstrode.
Och, jak zabawnie jest zgadywać, kto zostanie jego partnerką.

***

— Och, Lauro, sukienka, którą znalazłam w Hogsmeade była cudowna. Błyszczała jak poranne słońce. Dodałabym do niej trochę rzodkiewek, ale ta żółta przyciągnęła mój wzrok…
Luna przestała rozmawiać z pająkiem i zamarła, gdy drugi pojawił się na sieci Laury. Wtedy odezwał się głos za nią:
— To Robert. Myślę, że Laura jest dla niego idealna. — Luna uśmiechnęła się szeroko, wciąż patrząc na pająki. — Myślę, że ona go lubi.
Głos drżał i prosił ją o coś. Przez chwilę dziewczyna milczała, ale potem na jej twarzy pojawił się radosny uśmiech. Melodyjnym, wesołym tonem powiedziała:
— Z chęcią z tobą pójdę, Blaisie Zabini.


 ________

Witajcie :) dzisiaj pora na publikację kolejnego rozdziału opowiadania. Zapewne spodziewaliście się go w weekend, jak to zazwyczaj miało miejsce, ale postanowiłam zrobić Wam małą niespodziankę ;) Ten rozdział to wstęp do tego, co będzie się działo na balu i po nim. Jednak nic nie zdradzę, bo nie chcę Wam psuć zabawy.
Piszcie, co sądzicie o rozdziale. Będę wdzięczna za każdy komentarz, a w międzyczasie postaram się na wszystkie odpowiedzieć, bo trochę mam zaległości.
To tyle. Komentujcie i oceniajcie. Enjoy!




4 komentarze:

  1. Hejo hejooo 😉
    Rozłożyłaś mnie na łopatki tym rozdziałem! Non stop się śmiałam,chociaż katusze jakie przeżywał Draco w związku z zaproszeniem Hermiony na bal powinny wywołać u mnie raczej współczucie.
    W końcu osiągnął to czego chciał, a mi pozostało po raz kolejny przeczytać rozdział i zabić śmiechem wszystkich, którzy odważyli się przy tym być.
    Chylę czoła i pozdrawiam 😉
    Iva Nerda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To opowiadanie chyba kojarzy się głównie ze śmiechem. Ale oczywiście cieszę się, że Ciebie także rozśmieszył.
      Jak to mówią śmiech to zdrowie, więc enjoy! :D
      Pozdrawiam

      Usuń

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Obserwatorzy