niedziela, 15 lutego 2026

[T] Odkupienie: Rozdział 1

— Muszę iść?

Draco krążył po salonie Hermiony, szeroko otwierając oczy i błagalnie na nią patrząc.

— Nie zachowuj się jak dziecko. Theo tam będzie. — Hermiona przewróciła oczami i szturchnęła go w ramię. — Chodź. Spóźnimy się.

Minęły dwa miesiące, odkąd odkryli, że Percy Weasley był odpowiedzialny za wymazanie pamięci i zabójstwa. Media zaczęły go nazywać Runicznym Zabójcą, co Hermionie wydawało się dość zabawne, zważywszy na to, że Runy ostatecznie były jedynie dywersją.

Oczywiście, podczas gdy media wierzyły, że morderca został odnaleziony, a sprawiedliwość zwyciężyła, Hermiona i Draco wiedzieli, że zaledwie liznęli tematu. Znalezienie i udaremnienie działań tak zwanego Omnia Scienti, który wydawał się prawdziwym mózgiem działań Percy’ego, okazało się trudniejszym zadaniem.

Ona i Draco próbowali, z ograniczonym powodzeniem, przetłumaczyć starogrecki tekst ze ścian jaskini, mając nadzieję, że więcej informacji o Mechanizmie pomoże im odkryć tożsamość Omnia Scienti. Niestety, wszystko, co dotyczyło samego Mechanizmu, pojawiało się w jakimś kodzie. Starali się znaleźć lingwistów i innych ekspertów, którzy mogliby im pomóc, ale jak dotąd bezskutecznie.

Omnia Scienti milczał od dnia śmierci Percy’ego; nie było żadnych dziwnych zabójstw ani innych obrażeń, a plotki w społecznościach runicznej i alchemicznej ucichły. Hermiona była wdzięczna, że zabójstwa ustały, ale to ją… denerwowało.

Drugi dowód, jaki posiadali, kartka z Runą pozostawionymi w jaskini przez Omnia Scienti, okazała się bezużyteczna; krew użyta do stworzenia Runy nie była ludzka i nie było sposobu, by ją zidentyfikować.

— Poza tym — kontynuowała Hermiona, próbując go przekonać — przyjaźnisz się z Harrym, prawda?

— W sumie „przyjaciel” to skomplikowane słowo — mruknął Draco beznamiętnie, choć wstał już z kanapy i teraz szedł do niej ze smutnym wyrazem twarzy, co stanowiło dobry znak.

— Obiecuję, że będzie dobrze.

Uśmiechnęła się do niego uspokajająco.

Złapał ją w talii i pocałował, przesuwając palcami po dole jej koszuli i wciskając się w nią biodrami.

— Nie. — Odepchnęła go, z opuchniętymi ustami i potarganymi włosami. — Nie będziesz mnie rozpraszać. Idziemy tam.

Uśmiechnął się do niej, ale oprócz tego wydawał się gotowy do działania. Ujął ją za rękę i pozwolił jej teleportować się z nim na Grimmauld Place.

To był pierwszy raz, kiedy Draco został zaciągnięty na comiesięczną kolację Złotego Trio, choć, szczerze mówiąc, był to również pierwszy raz, kiedy Hermiona przyszła tam z kimś. To była dziwnie doniosła okazja — ona przyprowadziła Draco, a Harry Theo. Hermiona czuła, że ona i Harry zbliżają się do siebie, odnawiając swoją przyjaźń, po tym, jak pracowali razem podczas śledztwa w sprawie Runicznego Zabójcy.

Hermiona i Draco przybyli ostatni, reszta śmiała się z czegoś, co Ron powiedział w ogrodzie. Przyszedł maj i było wystarczająco ciepło, by mogli cieszyć się świeżym powietrzem.

— Hermiono! — krzyknął Ron, zanim na jego twarzy pojawiła się lekka panika. — Eee, Malfoy.

Przewróciła oczami na jego błazenadę; Ron doskonale wiedział, że Draco przyjdzie i miał mnóstwo czasu, żeby mentalnie przygotować się do spotkania.

Zbrodnie i śmierć Percy’ego były ciężkim doświadczeniem dla wszystkich Weasleyów, a Ron nie stanowił wyjątku. Hermiona robiła, co mogła, żeby go wspierać, ale w pewnym sensie była zbyt blisko śledztwa, by móc mu pomóc osobiście. Na szczęście Hanna i jej ciąża były mile widzianym odprężeniem w najtrudniejszych chwilach. Ron zaczynał się godzić z wydarzeniami sprzed dwóch miesięcy, choć szczególnie zależało mu na tym, by Hermiona i Draco dopadli Omnia Scienti, wierząc, że to on jest odpowiedzialny za przestępcze zachowanie Percy’ego.

— Weasley.

Draco niezręcznie skinął głową w odpowiedzi.

Reszta powitań była mniej dramatyczna; Draco podszedł do Theo, a para wyraźnie odetchnęła z ulgą, że nie jest zupełnie sama.

— Hanna — zapytała Hermiona, gdy już wszyscy usiedli, by przetrwać niezręczną ciszę — w którym miesiącu jesteś?

— Och — Hanna lekko się zaczerwieniła, instynktownie dotykając brzucha — to szósty miesiąc, więc na szczęście zostały tylko trzy.

— Dowiedzieliście się już, czy to chłopiec, czy dziewczynka? — kontynuowała Hermiona.

Hanna spojrzała na Rona i zdawali się prowadzić milczącą rozmowę, zanim spojrzała na wszystkich oczekujących.

— To dziewczynka.

Uśmiechnęła się nerwowo do grupy.

— To wspaniale, gratulacje.

Hermiona rozpromieniła się, a pozostali odpowiedzieli podobnymi deklaracjami wsparcia. Ron patrzył na Harry’ego dość zamyślonym wzrokiem, a Hermiona zmarszczyła brwi, próbując zrozumieć, co się dokładnie dzieje.

— My, eee — zaczął Ron, odrywając wzrok od Harry’ego i zwracając się do Hanny — nazwiemy ją Ginny.

Wokół nich zapadła niezręczna cisza. Harry spiął się, a Theo powiódł wzrokiem po zgromadzonych, jakby nagle nie wiedział, po co tu jest.

— To cudownie — powiedziała w końcu Hermiona, żeby przełamać niezręczność.

Harry’emu udało się otrząsnąć z zamyślenia i uśmiechnął się niepewnie.

— Tak, to wspaniale, Ron.

Po czym złapał Theo za rękę i ścisnął ją uspokajająco.

— Dobra — zaczęła Hanna — dość o mnie. Słyszałam, że miało coś zostać ogłoszone.

Odwróciła się do Harry’ego, a Hermiona szeroko otworzyła oczy.

— Co? — zapytała.

— Tak — powiedział Harry, a na jego twarzy pojawił się nerwowy uśmiech. — Zgodziłem się, eee, tymczasowo objąć stanowisko Ministra Magii.

Hermiona stała oszołomiona i milczała, z szeroko otwartymi z niedowierzania oczami. Reszta grupy nie wydawała się tak zaniepokojona, składając gratulacje i życząc powodzenia. Wiedziała, że w pewnym sensie powinna trzymać język za zębami, ale nie mogła się powstrzymać.

— Co się zmieniło?

Krótko po śmierci Ministra Shacklebolta, Wizengamot zwrócił się do Harry;ego z propozycją objęcia tej funkcji, rzekomo w celu pocieszenia i uspokojenia opinii publicznej. Wtedy Harry twierdził, że nie jest zainteresowany.

— Wszystko się zmieniło — mruknął, głośno przełykając ślinę — teraz, po śmieci Percy’ego. — Wypowiedział to imię niemal szeptem, jakby jego przewinienia nie brzmiały aż tak prawdziwie, gdyby nie wypowiedzenie tego na głos. — Ludzie się boją, chcą kogoś, komu ufają i kto będzie ich prowadził. Powiedziałem im, że mogę być zastępcą, do czasu aż znajdą kogoś bardziej odpowiedniego.

Wzruszył ramionami.

Media wciąż szalały z tego powodu, choć mania ta z czasem zaczęła przygasać. Harry miał rację; narastała nieufność do rządu, przekonanie, że samo Ministerstwo musi być skorumpowane, bo inaczej jak ktoś taki jak Percy Weasley mógł dokonać tego, co zrobił? I Hermiona przyznała w duchu, że do pewnego stopnia mieli rację.

Hermiona nie uważała, że samo ustawienie figuranta na stanowisku Ministra wystarczy. Nie wierzyła, że Ministerstwo jest w stanie powstrzymać kogoś takiego jak Percy; w trakcie śledztwa odkryli mnóstwo luk w zabezpieczeniach i sposobów na obejście prawa przez wysokich rangą urzędników. Potrzebna była prawdziwa reforma, a nie tylko plaster w postaci Harry’ego Pottera.

— Kto przejmie DPPC? — spytał Draco.

Harry tymczasowo zastępował Percy’ego Weasleya na stanowisku administratora DPPC, a Angelina pełniła funkcję Głównego Aurora.

— W przyszłym tygodniu zostanie to oficjalnie ogłoszone, ale Angelina pozostanie na stanowisku Głównego Aurora. Travis Diggle zostanie nowym Administratorem — przeniesiony z Departamentu Magicznych Gier i Sportów — odpowiedział Harry.

— Mamy pewność, że nie jest seryjnym mordercą? — zapytał beznamiętnie.

Hermiona delikatnie szturchnęła go łokciem w żebra i starała się nie wybuchnąć śmiechem.

Harry wyglądał na lekko rozbawionego, ale uspokoił się dla dobra Rona.

— Jesteśmy dość pewni.

Wzruszył ramionami.

— Kiedy zostaniesz zaprzysiężony? — spytała Hermiona.

Draco gwałtownie odwrócił głowę w jej stronę; założyła, że myśli podobnie jak ona, że kiedy Harry zostanie Ministrem, w końcu będą mogli dostać się do tajnych raportów z Czarnym Kodem dotyczących martwych więźniów Azkabanu, które łączyły trzy ofiary Percy’ego. Mieliśmy nadzieję, że te informacje pomogą w ustaleniu tożsamości lub motywu Omnia Scienti.

— Za trzy tygodnie — powiedział Harry. — Muszą zostać dopełnione pewne formalności, zanim to będzie oficjalne.

Hermiona jęknęła, ale skinęła głową. Biurokracja zawsze będzie biurokracją, bez względu na szalejącego seryjnego mordercę na wolności.

— Więc — zaczął Harry, odchrząkując — co jest między wami?

Odwrócił się do Hermiony i Draco.

Jej widelec zamarł w połowie drogi do ust, a ona odwróciła się do Draco, jakby chciała, żeby odpowiedział na pytanie. Między nimi było… dobrze. Pomyślała. Nadal razem pracowali; nadal miała kontrakt z DPPC, by pracować z Draco nad znalezieniem Omnia Scienti. Po stosunkowo epickich czterdziestu ośmiu godzinach, podczas których musieli stawić czoła wyzwaniom Jaskini Daveliego i mieli bliskie spotkanie z Percym Weasleyem, postanowili dać szansę swojej relacji.

Przez większość czasu szło dobrze. Nadal się kłócili, on wciąż ją ganił za palenie, a ona nigdy nie omieszkała z niego drwić z jakiegokolwiek powodu danego dnia.

Wciąż dręczyło ją dziwne uczucie; strach, który będzie jej towarzyszył, gdy pocałuje ją na pożegnanie — że oddaje część siebie. Choć nigdy nie prosił o więcej, niż była gotowa dać, to uczucie wciąż tam tkwiło, sprawiając, że w środku nocy wierciła się i uciekała na balkon, by wypalić więcej, niż powinna.

Ale radziła sobie z tym, mając świadomość, że on zmaga się z wieloma własnymi problemami.

Złapała go za rękę pod stołem i westchnęła, czując, jak uspokajająco ściska jej dłoń.

— Dobrze — odpowiedziała Harry’emu, mając nadzieję, że to kończy rozmowę na ten temat.

— No weź — wtrącił Theo, uśmiechając się łobuzersko. — Musicie nam powiedzieć coś więcej.

Jej powieka drgnęła, a Draco ścisnął mocniej jej dłoń.

— Nie.

Draco spojrzał na swojego najlepszego przyjaciela.

— Skupiamy się na śledztwie — przyznała w końcu Hermiona.

W tej chwili Omnia Scienti stanowił egzystencjalne zagrożenie dla świata czarodziejów, a im dłużej nic się nie działo, tym bardziej się martwili.

Nie pomagał ten fakt, że chodzenie na randki było nieco onieśmielające. Chociaż wojna skończyła się dziesięć lat temu i media w większości nie poświęcały im zbyt wiele uwagi, ludzie mieli tendencję do gapienia się i szeptania. Biorąc to wszystko pod uwagę, sensowne było skupienie się na razie na sprawie, a na nich później.

— To dobrze — powiedział Ron z ostrożnym uśmiechem.

Hermiona pomyślała, że przyjście tu razem nie było najlepszą decyzją, jaką kiedykolwiek podjęli.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Dobra, spójrzmy na to jeszcze raz — powiedziała Hermiona, trzaskając szyją.

Minął tydzień od kolacji, a odpowiedź na pytanie, jak przetłumaczyć tekst ze ścian jaskini, wciąż im umykała.

— Udało nam się przetłumaczyć wszystko, co dotyczyło magii mentalnej, i kilka niegroźnych informacji związanych z Mechanizmem — zaczął Draco, krzyżując ramiona i patrząc na wirtualną tablicę — na przykład podstawowe ostrzeżenia o jego niebezpieczeństwie. Musimy założyć, na podstawie pozostawionego pergaminu z Runami, że Omnia Scienti zdołał zdobyć „sekret” Mechanizmu, który tam pozostał, a który, jak podejrzewamy, był albo mapą do samego Mechanizmu, albo szyfrem.

Hermiona podeszła i kontynuowała:

— Po prostu nie mogę wymyślić niczego innego, co moglibyśmy zrobić. Skontaktowaliśmy się z każdym lingwistą i łamaczem kodów w języku starogreckim. Jak dotąd nikt nie był w stanie nam pomóc. Musi być coś, co nam umyka.

Pokręciła głową i zapaliła papierosa, wydmuchując dym z frustracją.

Codziennym rytuałem stało się przeglądanie każdej posiadanej informacji i zmuszanie się do wypowiadania na głos wszystkiego, co założyli. Po tym, jak nie dostrzegli alergii Carrowa podczas śledztwa w sprawie morderstw, postanowili być bardziej skrupulatni.

Draco mruknął coś i zmarszczył brwi, jakby z rytualną, karcącą miną.

— Dobra. No to…

Oboje zamarli i spojrzeli na siebie z zaskoczeniem, słysząc pukanie do drzwi. Hermiona zgasiła papierosa i poszła otworzyć.

— Dzień dobry?

— Dzień dobry. Jestem Ruben Pemberton. Wysłaliście do mnie sowę?

Wszedł bez zaproszenia, strząsając wodę z szaty na salon Hermiony. Wyjrzała na zewnątrz i upewniła się, że nie padało, bo zdecydowanie świeciło słońce.

— Przepraszam, może nam pan przypomnieć kim jest? — zapytał Draco, stając kilka centymetrów przed Hermioną.

Starała się nie przewracać oczami na jego miny.

— Ruben Pemberton. Łamacz kodów arytmetycznych. Z Liverpoolu. — Spojrzał na nich jak na wariatów. — Jesteście Hermiona Granger i Draco Malfoy, prawda? Proszę.

Podał im pergamin.

Hermiona zmrużyła oczy.

— To zostało wysłane go Briony Black.

Spojrzała na Draco, który najwyraźniej nad czymś się zastanawiał.

— Tak, to moja bliska znajoma. Wyjechała z kraju, więc pomyślałem, że ja tu przyjadę. — Położył płaszcz przeciwdeszczowy na jej sofie i najwyraźniej wycierał wodę z teczki. Hermiona szybko osuszyła dywan, żeby uniknąć dalszych uszkodzeń. — Och! Powinienem był o tym pomyśleć, dziękuję!

Uśmiechnął się do niej promiennie.

— Dasz nam chwilę?

Hermiona uśmiechnęła się lekko i zaciągnęła Draco do kuchni, szybko rzucając Finite, by usunąć wirtualną tablicę i akta z salonu.

Po Muffiato zwróciła się do Draco.

— Słyszałeś kiedyś o tym facecie? — wyszeptała niepotrzebnie.

Draco pokręcił głową.

— Nie. Wysłałem list do Briony Black. To nie było otwarte zaproszenie.

— Co robimy?

Wzruszył ramionami.

— Szczerze mówiąc, myślę, że powinniśmy sprawdzić, co wie.

— Draco — upomniała go — czy to nie jest trochę podejrzane: nie znamy go, przypadkiem dostał kopię jednego z listów, które wysłaliśmy, i zamiast wysłać do nas sowę, jak reszta, po prostu się tu pojawia?

— No cóż, gdy tak o tym mówisz, to tak. — Przewrócił oczami. — Ale potrzebujemy pomocy i nie sądzę, żebyśmy mogli go po prostu odprawić. Może jest trochę dziwakiem? Poza tym, możemy zweryfikować jego autentyczność — mogę skontaktować się z Briony Black i sprawdzić, czy może potwierdzić jego historię — i go wypytać. Zadać mu konkretne pytania…

Hermiona dramatycznie wciągnęła powietrze.

— Prawdopodobnie masz rację. Ale jeśli będzie wyglądało na to, że chce tylko dostępu do malowideł z jaskini, to odpada.

— Dobrze. — Draco skinął głową. — Wyślę sowę do Briony. Może zaczniesz go przesłuchiwać… jak on się nazywa?

— Ruben Pemberton — odparła Hermiona beznamiętnie.

— No właśnie.

Zachichotał i pocałował ją niewinnie, zanim się aportował.

Po raz kolejny strzeliła karkiem, mamrocząc cichą prośbę do bóstw, żeby ten mężczyzna nie przybył tu, by ich zabić, po czym weszła do salonu.

— Więc, panie Pemberton. Muszę przyznać, że nigdy o panu nie słyszeliśmy.

— Och, nie jestem zaskoczony. Nie studiowałem w Wielkiej Brytanii — wyjaśnił.

— Zdawało mi się, że pracuje pan dla Briony Black?

Zmarszczyła brwi.

— Teraz tak, ale studiowałem na Wschodzie, konkretnie w Chinach, choć ukończyłem też studia w Indiach. Dzięki temu udało mi się rozpoznać szyfr w próbce, którą mi wysłaliście — powiedział gładko, jakby to była prawda lub doskonale wyćwiczone kłamstwo.

— W porządku. — Skinęła głową, zastanawiając się, o co mogłaby zapytać, aby potwierdzić tę historię. Niestety, nie znała żadnych chińskich instytucji zajmujących się łamaniem kodów. Był tylko jeden sposób, żeby to sprawdzić. — Może nam pan powiedzieć, co oznacza ta próbka, którą wysłaliśmy?

Energicznie skinął głową i podszedł do stolika kawowego, żeby otworzyć teczkę. Panował w niej bałagan, papiery i pergaminy latały wszędzie, coś, co wyglądało jak cenna, kamienna tablica rzucone było byle jak. Podczas gdy przerzucał papiery, mamrocząc coś do siebie, Draco aportował się z powrotem.

— Szybko poszło — zauważyła.

Wzruszył ramionami.

— Coś nowego?

— Ruben studiował w Azji. Właśnie dlatego o nim nie słyszeliśmy — powtórzyła wystarczająco cicho, by mieć nadzieję, że mężczyzna nie podsłuchuje.

— Znalazłem! — krzyknął, prostując się i szybko mrugając. Hermiona uniosła brwi, odwracając się i widząc podobny sceptycyzm na twarzy Draco. — Dobrze, więc fragment, który mi wysłaliście, był niekompletny, ale to, co udało mi się odczytać, odnosi się do… — mężczyzna wyciągnął z powietrza okulary do czytania — potężnego mechanizmu naginającego rzeczywistość.

Dokończył i spojrzał na nich, jakby pytając, czy zdał.

Hermiona nagle zdała sobie sprawę, że proszenie go o tłumaczenie tak naprawdę niczego nie potwierdza. Możliwe, że tłumaczył, albo że wiedział o Mechanizmie i Jaskini i to wszystko zmyślił. Spojrzała na Draco, który miał wyjątkowo wyrachowane spojrzenie.

— Było tam coś o zakrzywianiu rzeczywistości? — zapytał Draco.

— Tak. — Ruben energicznie skinął głową. — Patrzcie, widzicie ten fragment, regularne występowanie Alfy? To starożytny szyfr. Kiedy wiecie, czego szukacie, tłumaczenie nie jest trudne. Ale ludziom z Zachodu, zwłaszcza odkąd znaleziono go w Grecji, nigdy nie przyszłoby do głowy szukać odpowiedzi na Wschodzie.

— Ale dlaczego grecki alchemik miałby używać wschodniego szyfru? — zapytała Hermiona.

— Ach, źle interpretujecie przyczynę i skutek. Początkowo był to grecki szyfr. Ale dzięki handlowi informacja przedostała się na Wschód. A teraz ludzie z Zachodu używają nowych i innych metod szyfrowania — wyjaśnił z radosnym uśmiechem.

Hermiona musiała przyznać, że to rzeczywiście miało sens i wyjaśniało również, dlaczego żaden z innych lingwistów i łamaczy kodów nie był w stanie im pomóc.

— No dobrze — zaczęła — więc dlaczego pan do nas przyjechał? Czemu pan nie napisał?

Jego oczy się rozszerzyły i pojawiło się w nich niedowierzanie.

— Pisaliście, że pochodzą z Jaskini Daveliego! To… — pokręcił głową — nikt nie wyszedł z Jaskini Daveliego! Musiałem tu przybyć!

Hermiona uznała jego podekscytowanie za alarmujące.

— Dlaczego więc ci, z którymi się skontaktowaliśmy, się tu nie pojawili?

Mężczyzna wzruszył ramionami, sprawiając wrażenie obojętnego.

— Prawdopodobnie dlatego, że nie mogli pomóc, albo było im wszystko jedno? Większość ludzi tak naprawdę nie wierzy w legendę o Jaskini Daveliego. Szczerze mówiąc, mogli pomyśleć, że po prostu z nich żartujecie.

Spojrzała na Draco, który niemal niedostrzegalnie skinął głową.

— Dobrze. Więc chce nam pan pomóc to przetłumaczyć?

Ruben uśmiechnął się.

— Tak.

— No cóż, jeśli panu to nie przeszkadza, damy panu małe kawałki i zajmiemy się resztą — zasugerowała Hermiona, czekając na jego odpowiedź.

Gwałtownie skinął głową.

— W porządku. Powiedzcie mi, czy któreś z was ma jakiś wolny pokój, w którym mógłbym się zatrzymać?

Hermiona zamknęła oczy, przykładając palce do skroni. Zapowiadało się długie popołudnie.

______________

Witajcie :) Wiem, że miałam mieć przerwę, ale udało mi się przetłumaczyć cztery rozdziały drugiego tomu Trylogii Odkupienia i postanowiłam je dzisiaj opublikować. Mam wrażenie, że zainteresują Was tak samo, jak poprzedni tom, bo sporo się dzieje.

Od razu zapraszam na kolejny rozdział. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Obserwatorzy