—
Muszę iść?
Draco
krążył po salonie Hermiony, szeroko otwierając oczy i błagalnie na nią patrząc.
—
Nie zachowuj się jak dziecko. Theo tam będzie. — Hermiona przewróciła oczami i
szturchnęła go w ramię. — Chodź. Spóźnimy się.
Minęły
dwa miesiące, odkąd odkryli, że Percy Weasley był odpowiedzialny za wymazanie
pamięci i zabójstwa. Media zaczęły go nazywać Runicznym Zabójcą, co Hermionie
wydawało się dość zabawne, zważywszy na to, że Runy ostatecznie były jedynie dywersją.
Oczywiście,
podczas gdy media wierzyły, że morderca został odnaleziony, a sprawiedliwość
zwyciężyła, Hermiona i Draco wiedzieli, że zaledwie liznęli tematu. Znalezienie
i udaremnienie działań tak zwanego Omnia Scienti, który wydawał się prawdziwym
mózgiem działań Percy’ego, okazało się trudniejszym zadaniem.
Ona
i Draco próbowali, z ograniczonym powodzeniem, przetłumaczyć starogrecki tekst
ze ścian jaskini, mając nadzieję, że więcej informacji o Mechanizmie pomoże im
odkryć tożsamość Omnia Scienti. Niestety, wszystko, co dotyczyło samego
Mechanizmu, pojawiało się w jakimś kodzie. Starali się znaleźć lingwistów i
innych ekspertów, którzy mogliby im pomóc, ale jak dotąd bezskutecznie.
Omnia
Scienti milczał od dnia śmierci Percy’ego; nie było żadnych dziwnych zabójstw
ani innych obrażeń, a plotki w społecznościach runicznej i alchemicznej
ucichły. Hermiona była wdzięczna, że zabójstwa ustały, ale to ją… denerwowało.
Drugi
dowód, jaki posiadali, kartka z Runą pozostawionymi w jaskini przez Omnia
Scienti, okazała się bezużyteczna; krew użyta do stworzenia Runy nie była
ludzka i nie było sposobu, by ją zidentyfikować.
—
Poza tym — kontynuowała Hermiona, próbując go przekonać — przyjaźnisz się z
Harrym, prawda?
—
W sumie „przyjaciel” to skomplikowane słowo — mruknął Draco beznamiętnie, choć
wstał już z kanapy i teraz szedł do niej ze smutnym wyrazem twarzy, co
stanowiło dobry znak.
—
Obiecuję, że będzie dobrze.
Uśmiechnęła
się do niego uspokajająco.
Złapał
ją w talii i pocałował, przesuwając palcami po dole jej koszuli i wciskając się
w nią biodrami.
—
Nie. — Odepchnęła go, z opuchniętymi ustami i potarganymi włosami. — Nie
będziesz mnie rozpraszać. Idziemy tam.
Uśmiechnął
się do niej, ale oprócz tego wydawał się gotowy do działania. Ujął ją za rękę i
pozwolił jej teleportować się z nim na Grimmauld Place.
To
był pierwszy raz, kiedy Draco został zaciągnięty na comiesięczną kolację
Złotego Trio, choć, szczerze mówiąc, był to również pierwszy raz, kiedy
Hermiona przyszła tam z kimś. To była dziwnie doniosła okazja — ona
przyprowadziła Draco, a Harry Theo. Hermiona czuła, że ona i Harry zbliżają się
do siebie, odnawiając swoją przyjaźń, po tym, jak pracowali razem podczas
śledztwa w sprawie Runicznego Zabójcy.
Hermiona
i Draco przybyli ostatni, reszta śmiała się z czegoś, co Ron powiedział w
ogrodzie. Przyszedł maj i było wystarczająco ciepło, by mogli cieszyć się
świeżym powietrzem.
—
Hermiono! — krzyknął Ron, zanim na jego twarzy pojawiła się lekka panika. —
Eee, Malfoy.
Przewróciła
oczami na jego błazenadę; Ron doskonale wiedział, że Draco przyjdzie i miał
mnóstwo czasu, żeby mentalnie przygotować się do spotkania.
Zbrodnie
i śmierć Percy’ego były ciężkim doświadczeniem dla wszystkich Weasleyów, a Ron
nie stanowił wyjątku. Hermiona robiła, co mogła, żeby go wspierać, ale w pewnym
sensie była zbyt blisko śledztwa, by móc mu pomóc osobiście. Na szczęście Hanna
i jej ciąża były mile widzianym odprężeniem w najtrudniejszych chwilach. Ron
zaczynał się godzić z wydarzeniami sprzed dwóch miesięcy, choć szczególnie
zależało mu na tym, by Hermiona i Draco dopadli Omnia Scienti, wierząc, że to
on jest odpowiedzialny za przestępcze zachowanie Percy’ego.
—
Weasley.
Draco
niezręcznie skinął głową w odpowiedzi.
Reszta
powitań była mniej dramatyczna; Draco podszedł do Theo, a para wyraźnie
odetchnęła z ulgą, że nie jest zupełnie sama.
—
Hanna — zapytała Hermiona, gdy już wszyscy usiedli, by przetrwać niezręczną
ciszę — w którym miesiącu jesteś?
—
Och — Hanna lekko się zaczerwieniła, instynktownie dotykając brzucha — to
szósty miesiąc, więc na szczęście zostały tylko trzy.
—
Dowiedzieliście się już, czy to chłopiec, czy dziewczynka? — kontynuowała
Hermiona.
Hanna
spojrzała na Rona i zdawali się prowadzić milczącą rozmowę, zanim spojrzała na
wszystkich oczekujących.
—
To dziewczynka.
Uśmiechnęła
się nerwowo do grupy.
—
To wspaniale, gratulacje.
Hermiona
rozpromieniła się, a pozostali odpowiedzieli podobnymi deklaracjami wsparcia.
Ron patrzył na Harry’ego dość zamyślonym wzrokiem, a Hermiona zmarszczyła brwi,
próbując zrozumieć, co się dokładnie dzieje.
—
My, eee — zaczął Ron, odrywając wzrok od Harry’ego i zwracając się do Hanny —
nazwiemy ją Ginny.
Wokół
nich zapadła niezręczna cisza. Harry spiął się, a Theo powiódł wzrokiem po
zgromadzonych, jakby nagle nie wiedział, po co tu jest.
—
To cudownie — powiedziała w końcu Hermiona, żeby przełamać niezręczność.
Harry’emu
udało się otrząsnąć z zamyślenia i uśmiechnął się niepewnie.
—
Tak, to wspaniale, Ron.
Po
czym złapał Theo za rękę i ścisnął ją uspokajająco.
—
Dobra — zaczęła Hanna — dość o mnie. Słyszałam, że miało coś zostać ogłoszone.
Odwróciła
się do Harry’ego, a Hermiona szeroko otworzyła oczy.
—
Co? — zapytała.
—
Tak — powiedział Harry, a na jego twarzy pojawił się nerwowy uśmiech. —
Zgodziłem się, eee, tymczasowo objąć stanowisko Ministra Magii.
Hermiona
stała oszołomiona i milczała, z szeroko otwartymi z niedowierzania oczami.
Reszta grupy nie wydawała się tak zaniepokojona, składając gratulacje i życząc
powodzenia. Wiedziała, że w pewnym sensie powinna trzymać język za zębami, ale
nie mogła się powstrzymać.
—
Co się zmieniło?
Krótko
po śmierci Ministra Shacklebolta, Wizengamot zwrócił się do Harry;ego z
propozycją objęcia tej funkcji, rzekomo w celu pocieszenia i uspokojenia opinii
publicznej. Wtedy Harry twierdził, że nie jest zainteresowany.
—
Wszystko się zmieniło — mruknął, głośno przełykając ślinę — teraz, po śmieci
Percy’ego. — Wypowiedział to imię niemal szeptem, jakby jego przewinienia nie
brzmiały aż tak prawdziwie, gdyby nie wypowiedzenie tego na głos. — Ludzie się
boją, chcą kogoś, komu ufają i kto będzie ich prowadził. Powiedziałem im, że
mogę być zastępcą, do czasu aż znajdą kogoś bardziej odpowiedniego.
Wzruszył
ramionami.
Media
wciąż szalały z tego powodu, choć mania ta z czasem zaczęła przygasać. Harry
miał rację; narastała nieufność do rządu, przekonanie, że samo Ministerstwo
musi być skorumpowane, bo inaczej jak ktoś taki jak Percy Weasley mógł dokonać
tego, co zrobił? I Hermiona przyznała w duchu, że do pewnego stopnia mieli
rację.
Hermiona
nie uważała, że samo ustawienie figuranta na stanowisku Ministra wystarczy. Nie
wierzyła, że Ministerstwo jest w stanie powstrzymać kogoś takiego jak Percy; w
trakcie śledztwa odkryli mnóstwo luk w zabezpieczeniach i sposobów na obejście
prawa przez wysokich rangą urzędników. Potrzebna była prawdziwa reforma, a nie
tylko plaster w postaci Harry’ego Pottera.
—
Kto przejmie DPPC? — spytał Draco.
Harry
tymczasowo zastępował Percy’ego Weasleya na stanowisku administratora DPPC, a
Angelina pełniła funkcję Głównego Aurora.
—
W przyszłym tygodniu zostanie to oficjalnie ogłoszone, ale Angelina pozostanie
na stanowisku Głównego Aurora. Travis Diggle zostanie nowym Administratorem —
przeniesiony z Departamentu Magicznych Gier i Sportów — odpowiedział Harry.
—
Mamy pewność, że nie jest seryjnym mordercą? — zapytał beznamiętnie.
Hermiona
delikatnie szturchnęła go łokciem w żebra i starała się nie wybuchnąć śmiechem.
Harry
wyglądał na lekko rozbawionego, ale uspokoił się dla dobra Rona.
—
Jesteśmy dość pewni.
Wzruszył
ramionami.
—
Kiedy zostaniesz zaprzysiężony? — spytała Hermiona.
Draco
gwałtownie odwrócił głowę w jej stronę; założyła, że myśli podobnie jak ona, że
kiedy Harry zostanie Ministrem, w końcu będą mogli dostać się do tajnych
raportów z Czarnym Kodem dotyczących martwych więźniów Azkabanu, które łączyły
trzy ofiary Percy’ego. Mieliśmy nadzieję, że te informacje pomogą w ustaleniu
tożsamości lub motywu Omnia Scienti.
—
Za trzy tygodnie — powiedział Harry. — Muszą zostać dopełnione pewne
formalności, zanim to będzie oficjalne.
Hermiona
jęknęła, ale skinęła głową. Biurokracja zawsze będzie biurokracją, bez względu
na szalejącego seryjnego mordercę na wolności.
—
Więc — zaczął Harry, odchrząkując — co jest między wami?
Odwrócił
się do Hermiony i Draco.
Jej
widelec zamarł w połowie drogi do ust, a ona odwróciła się do Draco, jakby
chciała, żeby odpowiedział na pytanie. Między nimi było… dobrze. Pomyślała. Nadal razem pracowali; nadal miała kontrakt z
DPPC, by pracować z Draco nad znalezieniem Omnia Scienti. Po stosunkowo
epickich czterdziestu ośmiu godzinach, podczas których musieli stawić czoła
wyzwaniom Jaskini Daveliego i mieli bliskie spotkanie z Percym Weasleyem,
postanowili dać szansę swojej relacji.
Przez
większość czasu szło dobrze. Nadal się kłócili, on wciąż ją ganił za palenie, a
ona nigdy nie omieszkała z niego drwić z jakiegokolwiek powodu danego dnia.
Wciąż
dręczyło ją dziwne uczucie; strach, który będzie jej towarzyszył, gdy pocałuje
ją na pożegnanie — że oddaje część siebie. Choć nigdy nie prosił o więcej, niż
była gotowa dać, to uczucie wciąż tam tkwiło, sprawiając, że w środku nocy
wierciła się i uciekała na balkon, by wypalić więcej, niż powinna.
Ale
radziła sobie z tym, mając świadomość, że on zmaga się z wieloma własnymi
problemami.
Złapała
go za rękę pod stołem i westchnęła, czując, jak uspokajająco ściska jej dłoń.
—
Dobrze — odpowiedziała Harry’emu, mając nadzieję, że to kończy rozmowę na ten
temat.
—
No weź — wtrącił Theo, uśmiechając się łobuzersko. — Musicie nam powiedzieć coś
więcej.
Jej
powieka drgnęła, a Draco ścisnął mocniej jej dłoń.
—
Nie.
Draco
spojrzał na swojego najlepszego przyjaciela.
—
Skupiamy się na śledztwie — przyznała w końcu Hermiona.
W
tej chwili Omnia Scienti stanowił egzystencjalne zagrożenie dla świata
czarodziejów, a im dłużej nic się nie działo, tym bardziej się martwili.
Nie
pomagał ten fakt, że chodzenie na randki było nieco onieśmielające. Chociaż
wojna skończyła się dziesięć lat temu i media w większości nie poświęcały im
zbyt wiele uwagi, ludzie mieli tendencję do gapienia się i szeptania. Biorąc to
wszystko pod uwagę, sensowne było skupienie się na razie na sprawie, a na nich
później.
—
To dobrze — powiedział Ron z ostrożnym uśmiechem.
Hermiona
pomyślała, że przyjście tu razem nie było najlepszą decyzją, jaką kiedykolwiek
podjęli.
~*~*~*~*~*~*~*~
—
Dobra, spójrzmy na to jeszcze raz — powiedziała Hermiona, trzaskając szyją.
Minął
tydzień od kolacji, a odpowiedź na pytanie, jak przetłumaczyć tekst ze ścian
jaskini, wciąż im umykała.
—
Udało nam się przetłumaczyć wszystko, co dotyczyło magii mentalnej, i kilka
niegroźnych informacji związanych z Mechanizmem — zaczął Draco, krzyżując
ramiona i patrząc na wirtualną tablicę — na przykład podstawowe ostrzeżenia o
jego niebezpieczeństwie. Musimy założyć, na podstawie pozostawionego pergaminu
z Runami, że Omnia Scienti zdołał zdobyć „sekret” Mechanizmu, który tam
pozostał, a który, jak podejrzewamy, był albo mapą do samego Mechanizmu, albo
szyfrem.
Hermiona
podeszła i kontynuowała:
—
Po prostu nie mogę wymyślić niczego innego, co moglibyśmy zrobić. Skontaktowaliśmy
się z każdym lingwistą i łamaczem kodów w języku starogreckim. Jak dotąd nikt
nie był w stanie nam pomóc. Musi być coś, co nam umyka.
Pokręciła
głową i zapaliła papierosa, wydmuchując dym z frustracją.
Codziennym
rytuałem stało się przeglądanie każdej posiadanej informacji i zmuszanie się do
wypowiadania na głos wszystkiego, co założyli. Po tym, jak nie dostrzegli
alergii Carrowa podczas śledztwa w sprawie morderstw, postanowili być bardziej
skrupulatni.
Draco
mruknął coś i zmarszczył brwi, jakby z rytualną, karcącą miną.
—
Dobra. No to…
Oboje
zamarli i spojrzeli na siebie z zaskoczeniem, słysząc pukanie do drzwi.
Hermiona zgasiła papierosa i poszła otworzyć.
—
Dzień dobry?
—
Dzień dobry. Jestem Ruben Pemberton. Wysłaliście do mnie sowę?
Wszedł
bez zaproszenia, strząsając wodę z szaty na salon Hermiony. Wyjrzała na
zewnątrz i upewniła się, że nie
padało, bo zdecydowanie świeciło słońce.
—
Przepraszam, może nam pan przypomnieć kim jest? — zapytał Draco, stając kilka
centymetrów przed Hermioną.
Starała
się nie przewracać oczami na jego miny.
—
Ruben Pemberton. Łamacz kodów arytmetycznych. Z Liverpoolu. — Spojrzał na nich
jak na wariatów. — Jesteście Hermiona Granger i Draco Malfoy, prawda? Proszę.
Podał
im pergamin.
Hermiona
zmrużyła oczy.
—
To zostało wysłane go Briony Black.
Spojrzała
na Draco, który najwyraźniej nad czymś się zastanawiał.
—
Tak, to moja bliska znajoma. Wyjechała z kraju, więc pomyślałem, że ja tu
przyjadę. — Położył płaszcz przeciwdeszczowy na jej sofie i najwyraźniej
wycierał wodę z teczki. Hermiona szybko osuszyła dywan, żeby uniknąć dalszych
uszkodzeń. — Och! Powinienem był o tym pomyśleć, dziękuję!
Uśmiechnął
się do niej promiennie.
—
Dasz nam chwilę?
Hermiona
uśmiechnęła się lekko i zaciągnęła Draco do kuchni, szybko rzucając Finite, by usunąć wirtualną tablicę i
akta z salonu.
Po
Muffiato zwróciła się do Draco.
—
Słyszałeś kiedyś o tym facecie? — wyszeptała niepotrzebnie.
Draco
pokręcił głową.
—
Nie. Wysłałem list do Briony Black. To nie było otwarte zaproszenie.
—
Co robimy?
Wzruszył
ramionami.
—
Szczerze mówiąc, myślę, że powinniśmy sprawdzić, co wie.
—
Draco — upomniała go — czy to nie jest trochę podejrzane: nie znamy go,
przypadkiem dostał kopię jednego z listów, które wysłaliśmy, i zamiast wysłać
do nas sowę, jak reszta, po prostu się tu pojawia?
—
No cóż, gdy tak o tym mówisz, to tak. — Przewrócił oczami. — Ale potrzebujemy pomocy i nie sądzę, żebyśmy
mogli go po prostu odprawić. Może jest trochę dziwakiem? Poza tym, możemy
zweryfikować jego autentyczność — mogę skontaktować się z Briony Black i
sprawdzić, czy może potwierdzić jego historię — i go wypytać. Zadać mu
konkretne pytania…
Hermiona
dramatycznie wciągnęła powietrze.
—
Prawdopodobnie masz rację. Ale jeśli będzie wyglądało na to, że chce tylko
dostępu do malowideł z jaskini, to odpada.
—
Dobrze. — Draco skinął głową. — Wyślę sowę do Briony. Może zaczniesz go
przesłuchiwać… jak on się nazywa?
—
Ruben Pemberton — odparła Hermiona beznamiętnie.
—
No właśnie.
Zachichotał
i pocałował ją niewinnie, zanim się aportował.
Po
raz kolejny strzeliła karkiem, mamrocząc cichą prośbę do bóstw, żeby ten
mężczyzna nie przybył tu, by ich zabić, po czym weszła do salonu.
—
Więc, panie Pemberton. Muszę przyznać, że nigdy o panu nie słyszeliśmy.
—
Och, nie jestem zaskoczony. Nie studiowałem w Wielkiej Brytanii — wyjaśnił.
—
Zdawało mi się, że pracuje pan dla Briony Black?
Zmarszczyła
brwi.
—
Teraz tak, ale studiowałem na Wschodzie, konkretnie w Chinach, choć ukończyłem
też studia w Indiach. Dzięki temu udało mi się rozpoznać szyfr w próbce, którą
mi wysłaliście — powiedział gładko, jakby to była prawda lub doskonale
wyćwiczone kłamstwo.
—
W porządku. — Skinęła głową, zastanawiając się, o co mogłaby zapytać, aby
potwierdzić tę historię. Niestety, nie znała żadnych chińskich instytucji
zajmujących się łamaniem kodów. Był tylko jeden sposób, żeby to sprawdzić. —
Może nam pan powiedzieć, co oznacza ta próbka, którą wysłaliśmy?
Energicznie
skinął głową i podszedł do stolika kawowego, żeby otworzyć teczkę. Panował w
niej bałagan, papiery i pergaminy latały wszędzie, coś, co wyglądało jak cenna,
kamienna tablica rzucone było byle jak. Podczas gdy przerzucał papiery,
mamrocząc coś do siebie, Draco aportował się z powrotem.
—
Szybko poszło — zauważyła.
Wzruszył
ramionami.
—
Coś nowego?
—
Ruben studiował w Azji. Właśnie dlatego o nim nie słyszeliśmy — powtórzyła
wystarczająco cicho, by mieć nadzieję, że mężczyzna nie podsłuchuje.
—
Znalazłem! — krzyknął, prostując się i szybko mrugając. Hermiona uniosła brwi,
odwracając się i widząc podobny sceptycyzm na twarzy Draco. — Dobrze, więc
fragment, który mi wysłaliście, był niekompletny, ale to, co udało mi się
odczytać, odnosi się do… — mężczyzna wyciągnął z powietrza okulary do czytania
— potężnego mechanizmu naginającego rzeczywistość.
Dokończył
i spojrzał na nich, jakby pytając, czy zdał.
Hermiona
nagle zdała sobie sprawę, że proszenie go o tłumaczenie tak naprawdę niczego
nie potwierdza. Możliwe, że tłumaczył, albo że wiedział o Mechanizmie i Jaskini
i to wszystko zmyślił. Spojrzała na Draco, który miał wyjątkowo wyrachowane
spojrzenie.
—
Było tam coś o zakrzywianiu rzeczywistości? — zapytał Draco.
—
Tak. — Ruben energicznie skinął głową. — Patrzcie, widzicie ten fragment,
regularne występowanie Alfy? To starożytny szyfr. Kiedy wiecie, czego szukacie,
tłumaczenie nie jest trudne. Ale ludziom z Zachodu, zwłaszcza odkąd znaleziono
go w Grecji, nigdy nie przyszłoby do głowy szukać odpowiedzi na Wschodzie.
—
Ale dlaczego grecki alchemik miałby używać wschodniego szyfru? — zapytała
Hermiona.
—
Ach, źle interpretujecie przyczynę i skutek. Początkowo był to grecki szyfr.
Ale dzięki handlowi informacja przedostała
się na Wschód. A teraz ludzie z Zachodu używają nowych i innych metod
szyfrowania — wyjaśnił z radosnym uśmiechem.
Hermiona
musiała przyznać, że to rzeczywiście miało sens i wyjaśniało również, dlaczego
żaden z innych lingwistów i łamaczy kodów nie był w stanie im pomóc.
—
No dobrze — zaczęła — więc dlaczego pan do nas przyjechał? Czemu pan nie
napisał?
Jego
oczy się rozszerzyły i pojawiło się w nich niedowierzanie.
—
Pisaliście, że pochodzą z Jaskini Daveliego! To… — pokręcił głową — nikt nie wyszedł z Jaskini Daveliego!
Musiałem tu przybyć!
Hermiona
uznała jego podekscytowanie za alarmujące.
—
Dlaczego więc ci, z którymi się skontaktowaliśmy, się tu nie pojawili?
Mężczyzna
wzruszył ramionami, sprawiając wrażenie obojętnego.
—
Prawdopodobnie dlatego, że nie mogli pomóc, albo było im wszystko jedno?
Większość ludzi tak naprawdę nie wierzy w legendę o Jaskini Daveliego. Szczerze
mówiąc, mogli pomyśleć, że po prostu z nich żartujecie.
Spojrzała
na Draco, który niemal niedostrzegalnie skinął głową.
—
Dobrze. Więc chce nam pan pomóc to przetłumaczyć?
Ruben
uśmiechnął się.
—
Tak.
—
No cóż, jeśli panu to nie przeszkadza, damy panu małe kawałki i zajmiemy się
resztą — zasugerowała Hermiona, czekając na jego odpowiedź.
Gwałtownie
skinął głową.
—
W porządku. Powiedzcie mi, czy któreś z was ma jakiś wolny pokój, w którym
mógłbym się zatrzymać?
Hermiona
zamknęła oczy, przykładając palce do skroni. Zapowiadało się długie popołudnie.
______________
Witajcie :) Wiem, że miałam mieć przerwę, ale udało mi się przetłumaczyć cztery rozdziały drugiego tomu Trylogii Odkupienia i postanowiłam je dzisiaj opublikować. Mam wrażenie, że zainteresują Was tak samo, jak poprzedni tom, bo sporo się dzieje.
Od razu zapraszam na kolejny rozdział. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)