niedziela, 15 lutego 2026

[T] Odkupienie: Rozdział 2

— Czy może pan siedzieć spokojnie? — wycedził Draco, zamykając oczy.

Wziął głęboki oddech, starając się nie krzyczeć na mężczyznę.

Ruben Pemberton przybył trzy dni temu i jak dotąd nie zrobił nic poza irytowaniem Hermiony i Draco. Ciągle wypytywał ich o zadania, które musieli wykonać w jaskini, komentował różne aspekty ich życia i po prostu… nie przestawał mówić.

Hermiona zaczęła palić więcej, aby stłumić niepokój, jaki wywołał mężczyzna, co z kolei jeszcze bardziej zirytowało Draco. To był niekończący się cykl.

Otrzymali wiadomość od Briony Black, w której napisała, że rzeczywiście Ruben jest tym, za kogo się podaje. Podziękowała im za zabranie tego ciężaru z jej barków, co mniej więcej przesądziło o tym, że to prawdziwy Ruben Pemberton. Mimo to, starali się obchodzić z tym mężczyzną z największą ostrożnością, przekazując mu jedynie strzępki informacji ze ścian.

— Ale wy nic nie rozumiecie! Zrozumiałem drugorzędną funkcję Mechanizmu i dzięki temu doszedłem do wniosku, czego dokładnie szukacie!

Nadal podskakiwał, jak małe dziecko w dniu urodzin.

Oko Draco drgnęło; nigdy tak naprawdę nie powiedzieli mężczyźnie, czego szukają.

— Co sprawia, że sądzisz, iż szukamy Mechanizmu?

Ruben przewrócił oczami.

— Co innego mielibyście robić?

Draco postanowił na razie odpuścić.

— Hermiono! — krzyknął w stronę balkonu, gdzie paliła jednego za drugim, by unikać Rubena.

Weszła do środka, patrząc sceptycznie.

— Dobrze — zaczął Ruben, wyciągając różdżkę i wyczarowując kilka obrazów. — Przetłumaczyłem coś, co wygląda na całą ścianę jaskini. Wyjaśnia to, że Mechanizm ma dwa cele: naginać rzeczywistość i, bardziej praktycznie, nawigować po gwiazdach. Wierzę, że są one połączone, co sprawiło, że zacząłem się zastanawiać, czy Mechanizm, którego szukacie, to nic innego, jak Mechanizm z Antykithiry.

Cofnął się, wyglądając na pewnego swoich słów.

— Przepraszam, co? — zapytała Hermiona.

— Mechanizm z Antykithiry. Nie słyszeliście o nim? — Ruben wyglądał na szczerze zdezorientowanego, zerkając to na Draco, to na Hermionę i z powrotem, gdy kręcili głowami. Prychnął. — No dobrze. Gdzieś w szesnastym wieku u wybrzeży Antykithiry rozbił się statek. Jednym z odkrytych tam przedmiotów był Mechanizm. Mugole uważali go za cud techniki. A precyzując, za cud techniki drugiego wieku naszej ery, jak datowano go metodą radiowęglową. Mimo to wiedzieli, że jest znaczący. Wrak statku odkryto w dwudziestym wieku, ale nikt nie rozumiał, dlaczego statek zatonął. Nic nie wskazywało na uszkodzenie samego statku, wydawał się dość tajemniczy. Biorąc pod uwagę plotki i intrygi otaczające Mechanizm, sądzę, że został celowo zatopiony, aby Mechanizm nie dostał się w niepowołane ręce.

Zakończył dramatycznym akcentem.

— Dlaczego uważasz, że to ten sam Mechanizm?

Draco zmarszczył brwi.

Ruben uśmiechnął się, najwyraźniej podekscytowany pozwoleniem na kontynuowanie rozmowy.

— Mówiono, że Mechanizm z Antykithiry służył do nawigacji po gwiazdach. Sądzę, że mugole byli w stanie zrozumieć jego astrologiczny aspekt, nawet jeśli nie potrafili w pełni pojąć działania tego urządzenia.

— To trochę naciągane — zauważyła Hermiona.

Ruben roześmiał się.

— Właśnie dlatego cała ta sprawa jest tak interesująca! Mechanizm z Antykitkiry owiany jest mitem od momentu jego odkrycia.

Zapadła dziwna cisza, podczas której Draco czekał, aż Ruben powie im więcej, ale ten tylko patrzył na niego wyczekująco.

— I co jeszcze? — zapytał Draco.

— Co jeszcze?

Ruben wyglądał na zrozpaczonego, jakby oczekiwał, że będą równie podekscytowani jak on.

— Tak, co jeszcze wiadomo o Mechanizmie, a może nam pan powiedzieć, gdzie on jest?

Hermiona przewróciła oczami.

Ruben zamrugał kilka razy.

— Och. Nie jestem pewien. O ile mi wiadomo, mają go mugole.

Draco pokręcił głową.

— Nie rozumiem; to mugolskiej czy magiczne urządzenie?

Ruben prychnął i w końcu wyjaśnił:

— Osobiście nie jestem ekspertem od Mechanizmu. I niewiele o nim wiadomo poza mitami i legendami. O ile wiem, analizowali go tylko mugole. Ale zarówno Mechanizm, o którym mowa w Jaskini Daveliego, jak i Mechanizm z Antykithiry powstały mniej więcej w tym samym czasie i oba są owiane mitem. Teoretyzuję, opierając się na tych zapisach, że Alchemik, który zbudował jaskinię, umieścił w niej swego rodzaju klucz do korzystania z Mechanizmu. A może wskazówki dotyczące tego, jak go używać. Być może dlatego, że Mechanizm był bezużyteczny bez takiego klucza, zaginął w mrokach historii. Chociaż, biorąc pod uwagę, że Mechanizm mógł zostać celowo rozbity, istnieje możliwość, że ktoś odnalazł go w szesnastym wieku i obawiał się jego mocy. Chodzi o to, że zaginął aż do dwudziestego wieku, kiedy odnaleziono wrak. W tamtych czasach Mechanizm był jedynie legendą, a mugole poszukiwali go ze względu na jego wartość kulturową i archeologiczną, a nie ze względu na jakiekolwiek cele użytkowe — dokończył.

Draco zwrócił się do Hermiony, unosząc jedną brew. Wzruszyła ramionami.

— Chyba powinniśmy skupić się na analizie Mechanizmu z Antykithiry.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Znalezienie informacji na temat Mechanizmu z Antykithiry było zaskakująco łatwe; Internet był pełen mitów i plotek na temat tego urządzenia, wiele z nich dotyczyło kosmitów lub innych fantastycznych idei. Kilka dni później przygotowywali się do wycieczki do muzeum w Atenach, gdzie miał się znajdować Mechanizm, gdy nagle pojawił się niespodziewany gość.

— Angelina?

Hermiona zmarszczyła brwi, patrząc na Główną Aurorkę.

— Hermiono — mruknęła nieswojo w odpowiedzi.

— Wszystko w porządku? — zapytała Hermiona.

Z tego, co wiedziała, biorąc pod uwagę to, co się stało z Percym Weasleyem, DPPC dawało jej i Draco znaczną swobodę w prowadzeniu całego śledztwa poza Ministerstwem.

— Tak — bąknęła Angelina. — Gdzie jest Malfoy?

— Angie? — Podbiegł, marszcząc brwi. — Co ty tu robisz?

Hermiona dostrzegła zmieszanie na jego twarzy.

— Może usiądziemy? — zasugerowała ostrożnie Angelina i wszyscy niezręcznie podeszli do sofy, wymieniając krótkie uprzejmości.

— Dlaczego tu jesteś? — powtórzył Draco po chwili milczenia.

Hermionę zaskoczył poważny ton jego głosu, bo myślała, że on i Angelina są sobie bliscy.

Angelina westchnęła.

— To przez nowego Administratora, Travisa Diggle’a. Nie podoba mu się, że mieliście wolną rękę w tym śledztwie.

— Czy Harry się pod tym nie podpisał? Skoro jest tymczasowym Ministrem, to z pewnością do niego powinna należeć ostateczna decyzja — zauważyła Hermiona.

— To nie takie proste. Harry ma teraz mniejszą władzę nad DPPC niż wtedy, gdy był Administratorem — wyjaśniła Angelina.

— Dobrze — zaczął Draco, poruszając się niespokojnie na sofie — czego on chce?

— Chce być regularnie informowany — powiedziała, wzruszając ramionami.

— Nie. — Hermiona uśmiechnęła się fałszywie. — Właśnie dlatego przenieśliśmy nasze śledztwo poza teren Ministerstwa. Oni kompletnie wszystko schrzanili ostatnim razem; raporty z sekcji zwłok zostały zmanipulowane, tak samo krótkie wiadomości. Szczerz mówiąc, to cud, że go złapaliśmy.

Angelina westchnęła, kręcąc głową.

— Słuchajcie, problem leży w odpowiedzialności; minęły dwa miesiące. Nie twierdzę, że koniecznie się z nim zgadzam, ale z perspektywy osoby z zewnątrz nie wygląda to najlepiej, że można po prostu robić, co się chce, bez nadzoru.

Hermiona przyznała w duchu, że to rozsądny argument. Choć była pewna słuszności ich pracy i wiedziała, że zarówno ona, jak i Draco pracują po godzinach, żeby znaleźć Omnia Scienti, to jednak w grę wchodziła ślepa wiara. Odwróciła się do Draco, który wzruszył ramionami, nie okazując wsparcia.

— Musimy gdzieś pojechać — wyjaśnił Draco. — Może damy ci znać po powrocie? Ale nie możemy podać szczegółów, tylko ogólny zarys tego, co robimy i gdzie jesteśmy. Czy to dopuszczalne? — dodał z drwiną w głosie.

Hermiona z rozbawieniem obserwowała, jak wyraz twarzy Angeliny zmienia się z nieco nieustraszonego na ponury.

— Malfoy, nie bądź dupkiem — zbeształa go Angelina.

— Przepraszam — mruknął.

Hermionie ta dynamika rodzeństwa wydała się dość zabawna.

— Dokąd jedziecie? — zapytała Angelina.

Draco zmarszczył brwi na chwilę, zanim odpowiedział:

— Do Grecji.

W chwili, gdy oni, a dokładniej ich różdżki, postawią stopę w Grecji, Ministerstwo się o tym dowie, więc nie było sensu ukrywać kraju, w którym będą się znajdować.

— Nie zdradzicie mi niczego bardziej konkretnego?

Uniosła brew.

— Nie chodzi o to, że ci nie ufamy. — Draco uśmiechnął się niepewnie. — Po prostu nie chcemy ryzykować.

Nastąpiła niezręczna chwila, w której Angelina zdawała się zastanawiać, czy powinna drążyć temat, czy po prostu odpuścić. Hermiona nie zazdrościła kobiecie; była Główną Aurorką dopiero od dwóch miesięcy, a już musiała radzić sobie nie tylko z konsekwencjami działań Percy’ego Weasleya, ale i z realnym zagrożeniem ze strony znacznie gorszego przeciwnika. To, oprócz bardziej przyziemnych spraw, które z pewnością pojawiały się na porządku dziennym.

— Dobrze. — Angelina prychnęła, wstając. — Tylko uważajcie na siebie. I proszę, szybko to rozwiążcie. Malfoy — stanęła do niego twarzą — uważaj na siebie, dobrze?

— Tak, mamo.

Przewrócił oczami, choć Hermiona zauważyła, że na jego twarzy pojawił się figlarny uśmieszek.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Dobra, Draco, nie zapomnij, że tym razem będziemy w mugolskich Atenach — przypomniała mu Hermiona po raz kolejny.

Zrobił wszystko, co w jego mocy, żeby nie przewrócić oczami.

— Wiesz, nie jestem całkowicie bezwartościowy.

Prychnęła.

— Wiem, po prostu… chciałam pomóc.

Była zdenerwowana, wręcz niespokojna. Draco założył, że ma to związek z jaskinią; ostatnim razem, gdy byli w Atenach, zmuszono ich do ujawnienia swoich wewnętrznych prawd, ryzykując w przeciwnym razie utratę życia w jaskini. Ta wyprawa jednak zapowiadała się dość prozaicznie: krótka wizyta w Narodowym Muzeum Archeologicznym w Atenach, żeby sprawdzić, czy Mechanizm wciąż tam jest. Zakładając, że tak, to albo Mechanizm, którego szukali, nie był w rzeczywistości Mechanizmem z Antykithiry, albo być może Omnia Scienti nie poskładał jeszcze wszystkiego do kupy.

Nie był to zbyt solidny plan i istniało duże prawdopodobieństwo, że wrócą do domu z pustymi rękami, ale biorąc pod uwagę ponad dwa miesiące milczenia, z pewnością skorzystają z okazji.

W międzyczasie zostawili Rubena w mieszkaniu Draco, z ograniczoną liczbą malowideł z jaskini do analizy. Narzekał, chcąc do nich dołączyć, ale Hermiona i Draco byli nieugięci i w końcu ustąpił.

— Gotowa? — zapytał Draco, wyciągając ten sam patyk, którego używali jako świstoklika wcześniej w tym roku.

Uśmiechnęła się, jak przypuszczał, uspokajająco i chwyciła go.

Wylądowali w tej samej alejce w Ateńskiej Enklawie Czarodziejów, choć tym razem ubrani byli na wzór mugolskich turystów. Było słonecznie i ciepło, a główna droga była dość zatłoczona.

Szybkie zaklęcie Pokaż mi doprowadziło ich do małej bramy, która miała ich zaprowadzić do mugolskich Aten. Różnica była alarmująca — kakofonia samochodów i ludzi krzątających się po mieście. Hermiona szybko wymieniła funty brytyjskie na euro i pokazała Draco, jak zatrzymać taksówkę.

Przez całą podróż była wyraźnie zdenerwowana; Draco położył dłoń na jej kolanie, żeby powstrzymać drżenie. Odwróciła się do niego z szeroko otwartymi, zaniepokojonymi oczami.

— Wszystko będzie dobrze — próbował ją uspokoić, ściskając dłoń.

Rzuciła mu jedno ze swoich nieprzeniknionych spojrzeń, pozostawiając go z pytaniem, czego właściwie się boi w tej chwili.

Dostrzegł, że oddalała się od niego przez ostatnie dwa miesiące; za jej zmartwieniem lub paniką, które pojawiały się na jej twarzy, gdy próbował o nich rozmawiać lub wygłaszał szczególnie bezpośrednie oświadczenie. Dotarli do tego dziwnego impasu; on chciał więcej, podczas gdy ona czuła się przytłoczona tą perspektywą. Początkowo sądził, że skoro śledztwo wciąż stanowi priorytet, to prawdopodobnie dobrym pomysłem będzie zwolnienie tempa, ale zaczynało wyglądać na to, że mogliby pracować nad znalezieniem Omnia Scienti przez dłuższy czas.

I nie był do końca pewien, czy akceptuje obecny stan rzeczy — nie wiedział, czego ona chce, albo czuł, że nie potrafi jej dokładnie powiedzieć, co czuje. Hermiona Granger niewątpliwie doprowadzała go do szału.

— Mam nadzieję — odpowiedziała w końcu, uśmiechając się niepewnie i ściskając jego dłoń. Taksówka zatrzymała się. — Jesteśmy na miejscu.

Zapłaciła kierowcy i podeszli do Muzeum; budynek wyglądał zupełnie zwyczajnie, bez widocznych śladów wizyty Omnia Scienti.

Z łatwością znaleźli wystawę wraku statku z Antykithi na drugim piętrze, Mechanizm był wyraźnie wystawiony na widok publiczny. W Muzeum znajdowało się bardzo mało ludzi, ciepła, majowa pogoda przyciągała turystów i mieszkańców na zewnątrz.

— Więc to tutaj? — spytała Hermiona, podchodząc do czerwonego, aksamitnego sznura.

Draco dołączył do niej, czując na sobie złowieszcze przeczucie.

Nie wyglądało to na nic wielkiego — kawałek kamienia z misternymi znakami. Wystawę oglądała tylko jedna para, chociaż rozmawiali szybko po hiszpańsku i wydawali się zupełnie nieświadomi obecności Hermiony i Draco.

— Czy to naprawdę Mechanizm?

Draco przechylił głowę, jakby po lekkiej zmianie kąta to urządzenie miało nagle stać się narzędziem do naginania rzeczywistości.

Obserwował, jak Hermiona ukradkiem wyciąga różdżkę, mamrocząc zaklęcie.

— Cóż, to podróbka — szepnęła do Draco, unosząc brwi.

Zmarszczył brwi.

— Skąd wiesz?

— Użyłam zaklęcia, które identyfikuje wiek magicznego przedmiotu. Ten… — wskazała na fałszywy Mechanizm — ma około sześciu miesięcy.

Oczy Draco wyszły z orbit.

— Więc mówisz mi, że ktoś przybył tu sześć miesięcy temu, zabrał prawdziwy Mechanizm i podmienił go na to?

Gwałtownie skinęła głową, a jej oczy rozbłysły.

— Przypuszczam, że możliwe, iż to była podróbka, albo że nigdy nie istniał, ale… to musi być magiczny falsyfikat, bo inaczej mugole by się domyślili.

To było więcej, niż mogli się spodziewać po dotarciu na miejsce. Hermiona zaczęła mrugać, używając soczewek okularowych, by uchwycić eksponaty i fałszywy Mechanizm. Kiedy dała znak, że ma wszystko, opuścili Muzeum, wychodząc z powrotem na zatłoczony chodnik.

— Więc mamy już oś czasu? — zapytał Draco, rozważając konsekwencje tego, co właśnie odkryli.

— Tak, i myślę, że Ruben musi mieć rację, inaczej zbieg okoliczności byłby zbyt przypadkowy. Och — jej twarz przygasła — chyba ulżyło mi, potwierdzając hipotezę, że nie do końca doceniłam fakt, że teraz wiemy, iż Omnia Scienti rzeczywiście ma Mechanizm.

— W pewnym sensie już to założyliśmy, prawda? — zauważył Draco. — Ale teraz kiedy wiemy, czym to jest, możemy to zbadać dokładniej i miejmy nadzieję, że znajdziemy sposób na powstrzymanie tego.

Położył dłoń na jej policzku; zamierzał okazać wsparcie, ale odsunął się, gdy wyczuł napięcie.

— Wracajmy do Londynu. Omówimy to jutro.

Zaczęła grzebać w torebce.

— Hermiono. — Draco złapał ją za nadgarstek, by zwrócić na siebie uwagę. Spojrzała na niego, wyraźnie zirytowana. — Może po prostu zostaniemy tu na noc? Nigdy tak naprawdę nie widziałem Aten… po prostu… miło byłoby chwilę odpocząć.

— Ale nie mamy czasu! — argumentowała.

— Nigdy nie będziemy mieli czasu — zauważył. — Kto wie, jak długo będziemy szukać Omnia Scienti? Wiem, że to ważne, ale nic, czego się dziś dowiedzieliśmy, nie było szczególnie pilne, więc równie dobrze możemy znaleźć trochę czasu dla siebie.

Przyglądał się jej uważnie, maska pewności siebie opadła, zanim wróciła z pełną siłą.

— Nie sądzę, żeby to było odpowiedzialne…

— Czy to nie ty ciągle powtarzasz, że powinienem wyjechać z Londynu? Więcej zwiedzać? — przerwał jej tyradę.

Prychnęła.

Po tym, jak rozwiążemy sprawę.

Pokręcił głową.

— Nie chcę czekać, żeby być z tobą, aż do tego czasu. — Niekoniecznie chciał być aż tak bezpośredni, ale uznał, ze równie dobrze może postawić wszystko na jedną kartę. — Mam wrażenie, że ustaliliśmy jakąś niepisaną zasadę, że nie możemy iść naprzód, albo po prostu, no wiesz.

Przygryzł dolną wargę i spojrzał w niebo, zirytowany.

Kiedy z powrotem zerknął na nią, Hermiona zmarszczyła brwi.

— Co jest nie tak z tym, kim teraz dla siebie jesteśmy?

Niekoniecznie wyglądała na zranioną, po prostu zdezorientowaną.

— Nic. — Uśmiechnął się do niej. To była dziwna rozmowa w środku tętniącego życiem miasta, z przepychającymi się turystami, od czasu do czasu rzucającymi w ich stronę gniewnymi, greckimi słówkami. — Po prostu pomyślałem, że miło byłoby spędzić trochę czasu, nie myśląc o śledztwie, to wszystko.

Jej twarz lekko złagodniała, choć brwi nadal były zmarszczone.

— W porządku — powiedziała w końcu.

Draco nie mógł się powstrzymać, by nie przyciągnąć jej do siebie i nie pocałować jej na samym środku zatłoczonego chodnika. Poczuł, jak śmieje się z pocałunku, obejmując go ramionami za szyję i przez chwilę wszystko wydawało się być w porządku.

Przycisnęła czoło do jego czoła.

— Kto by pomyślał, że doczekamy dnia, w którym namawiasz mnie do podróżowania?

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Zostali w mugolskich Atenach, gdzie Hermiona wyjaśniła mugolskie mity związane z Akropolem, Partenonem i Świątynią Zeusa, a Draco przedstawiał magiczne alternatywy. Szli wzdłuż Polygnotou tuż po zachodzie słońca, trzymając się za ręce, jakby byli po prostu turystami w Grecji, debatującymi nad przyczynami rozbieżności między mitami magicznymi a mugolskimi.

— Chyba powinniśmy już wracać.

Hermiona ścisnęła jego dłoń z lekkim żalem w oczach.

— A może zostaniemy? Przecież dziś nic nie zdziałamy, a świstoklik możemy mieć rano.

Wzruszył nonszalancko ramionami, choć zdradził go figlarny uśmieszek.

— Draco Malfoyu — zażartowała — czy ty próbujesz mnie uwieść?

— Zawsze — wyszeptał, zakładając jej luźny loczek za ucho i całując w czoło. Czuł, jak jej oddech przyspiesza, a palce wibrują, gdy ocierają się o jego biodro. — Pięknie tu. Zostawmy śledztwo na tę jedną noc.

— W porządku.

Przełknęła ślinę, a w jej oczach malowało się połączenie oczekiwania i strachu. Przyjmie wszystko, co mu się trafi, wiedząc, że dla niej bycie tak blisko, chodzenie za rękę i samo mówienie o nich było trudne.

Znaleźli kawiarnię z małym patio, żeby zjeść kolację, dzieląc się souvlaki i gyrosem.

— Wiesz — zaczął Draco, marszcząc brwi i upijając łyk greckiej kawy. — Nigdy cię nie przeprosiłem, prawda?

Wyglądała na wyraźnie zdezorientowaną, zanim odpowiedziała:

— Za co?

— Byłem dla ciebie tyranem przez cały Hogwart. Po wytrzeźwieniu nabrałem nawyku naprawiania błędów. Nie wiem dlaczego, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby ci cokolwiek powiedzieć.

Uświadomienie sobie tego faktu zaniepokoiło go.

— Prawdę mówiąc, nie widzę nas jako tych samych ludzi, którymi byliśmy w Hogwarcie. Odkąd wpadliśmy na siebie w Puraclavie, chyba widzę cię wyłącznie takim, jakim jesteś teraz.

Wzruszyła ramionami.

Draco pokręcił głową.

— Nie o to jednak chodzi. Nadal ponoszę odpowiedzialność za czyny, za to, kim byłem…

— Czyżby? — Hermiona wzięła kęs jagnięciny z jego talerza i kontynuowała: — Spędziliśmy dużo czasu, rozmawiając o tożsamości; osoba, którą byłeś w dzieciństwie, zasadniczo różni się od tego, kim jesteś dzisiaj, prawda? Jesteśmy kombinacją każdego podjętego przez nas działania.

— Dokładnie. Więc choć nie wyglądam jak ten chłopak ze szkoły, to wciąż jest częścią mnie. Jego czyny wciąż świadczą o tym, kim jestem. — Uniósł brwi, patrząc na nią. — Więc, mając to na uwadze, przepraszam. Za wszystkie okropne rzeczy, które zrobiłem, wyzwiska, naśmiewanie się z twoich włosów, wyśmiewanie cię za twoimi plecami i prosto w twarz, rzucanie przedmiotami…

Zakryła mu usta dłonią, a rozbawiony uśmiech zdradzał jej emocje.

— Rozumiem, Draco. Wszystko jest ci wybaczone. Tylko nie rób tego więcej.

Włożył sobie do ust souvlaki i dramatycznie położył dłoń na sercu.

— Czy picie greckiej kawy to dobry pomysł? — zapytała, gdy zamówił drugą.

— Mówiłem ci, że kofeina z kawy na mnie nie działa. Nic mi nie daje, poza tym, że powstrzymuje objawy odstawienia.

Wzruszył ramionami i upił łyk wspomnianego napoju.

— Wiesz, grecka kawa jest mocniejsza niż inne kawy — zauważyła, sięgając po kawałek baklawy.

— Nieważne. Cała kawa świata nie sprawi, że nie zasnę w nocy.

— Czy to twoja supermoc? — Pochyliła się, a na jej twarzy malowało się wyraźne rozbawienie. — Jeśli tak, to okropna supermoc.

— No cóż, przynajmniej jakąś mam, a ty?

Uniósł brwi.

Odchyliła się do tyłu i oblizała wargi, zapalając papierosa.

— Hmm — wpatrywała się w niego figlarnie — barmanka.

Parsknął.

— Nie jesteś tak dobrą barmanką.

Wzruszyła ramionami.

— Jestem bardzo dobrą barmanką. Tak dobrą, że zrezygnowali ze sprawdzenia przeszłości, żeby zatrudnić mnie w klubie dla dżentelmenów czystej krwi.

— Więc powiedz mi. Skąd wzięłaś tę supermoc?

Poruszył brwiami.

— Mówiłam, że nigdy ci nie powiem.

Wyglądała na upartą.

— Założę się, że to strasznie nudna historia — kupiłaś książkę, prawda? — zasugerował. — Wiesz co? Nieważne. Już mnie to nie obchodzi.

— Nie kupuję tego, Malfoy.

Zmrużyła oczy, a jej usta wygięły się w figlarnym uśmiechu.

Wciąż sceptycznie na nią zerkał, od czasu do czasu popijając kawę i po prostu ciesząc się możliwością rozmowy bez Omnia Scienti, która majaczył się za nimi.

__________

Witajcie :) w tym rozdziale wiele się działo, ale osobiście najbardziej lubię interakcje Angeliny z Draco, zawsze mnie to bawi. Dajcie znać jak wrażenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Obserwatorzy