—
Czy może pan siedzieć spokojnie? — wycedził Draco, zamykając oczy.
Wziął
głęboki oddech, starając się nie krzyczeć na mężczyznę.
Ruben
Pemberton przybył trzy dni temu i jak dotąd nie zrobił nic poza irytowaniem
Hermiony i Draco. Ciągle wypytywał ich o zadania, które musieli wykonać w
jaskini, komentował różne aspekty ich życia i po prostu… nie przestawał mówić.
Hermiona
zaczęła palić więcej, aby stłumić
niepokój, jaki wywołał mężczyzna, co z kolei jeszcze bardziej zirytowało Draco. To był niekończący się cykl.
Otrzymali
wiadomość od Briony Black, w której napisała, że rzeczywiście Ruben jest tym,
za kogo się podaje. Podziękowała im
za zabranie tego ciężaru z jej barków, co mniej więcej przesądziło o tym, że to
prawdziwy Ruben Pemberton. Mimo to, starali się obchodzić z tym mężczyzną z
największą ostrożnością, przekazując mu jedynie strzępki informacji ze ścian.
—
Ale wy nic nie rozumiecie! Zrozumiałem drugorzędną funkcję Mechanizmu i dzięki
temu doszedłem do wniosku, czego dokładnie szukacie!
Nadal
podskakiwał, jak małe dziecko w dniu urodzin.
Oko
Draco drgnęło; nigdy tak naprawdę nie
powiedzieli mężczyźnie, czego szukają.
—
Co sprawia, że sądzisz, iż szukamy Mechanizmu?
Ruben
przewrócił oczami.
—
Co innego mielibyście robić?
Draco
postanowił na razie odpuścić.
—
Hermiono! — krzyknął w stronę balkonu, gdzie paliła jednego za drugim, by
unikać Rubena.
Weszła
do środka, patrząc sceptycznie.
—
Dobrze — zaczął Ruben, wyciągając różdżkę i wyczarowując kilka obrazów. —
Przetłumaczyłem coś, co wygląda na całą ścianę jaskini. Wyjaśnia to, że
Mechanizm ma dwa cele: naginać rzeczywistość i, bardziej praktycznie, nawigować
po gwiazdach. Wierzę, że są one połączone, co sprawiło, że zacząłem się
zastanawiać, czy Mechanizm, którego szukacie, to nic innego, jak Mechanizm z
Antykithiry.
Cofnął
się, wyglądając na pewnego swoich słów.
—
Przepraszam, co? — zapytała Hermiona.
—
Mechanizm z Antykithiry. Nie słyszeliście o nim? — Ruben wyglądał na szczerze
zdezorientowanego, zerkając to na Draco, to na Hermionę i z powrotem, gdy
kręcili głowami. Prychnął. — No dobrze. Gdzieś w szesnastym wieku u wybrzeży
Antykithiry rozbił się statek. Jednym z odkrytych tam przedmiotów był
Mechanizm. Mugole uważali go za cud techniki. A precyzując, za cud techniki
drugiego wieku naszej ery, jak datowano go metodą radiowęglową. Mimo to
wiedzieli, że jest znaczący. Wrak statku odkryto w dwudziestym wieku, ale nikt
nie rozumiał, dlaczego statek zatonął. Nic nie wskazywało na uszkodzenie samego
statku, wydawał się dość tajemniczy. Biorąc pod uwagę plotki i intrygi
otaczające Mechanizm, sądzę, że został celowo zatopiony, aby Mechanizm nie
dostał się w niepowołane ręce.
Zakończył
dramatycznym akcentem.
—
Dlaczego uważasz, że to ten sam Mechanizm?
Draco
zmarszczył brwi.
Ruben
uśmiechnął się, najwyraźniej podekscytowany pozwoleniem na kontynuowanie
rozmowy.
—
Mówiono, że Mechanizm z Antykithiry służył do nawigacji po gwiazdach. Sądzę, że
mugole byli w stanie zrozumieć jego astrologiczny aspekt, nawet jeśli nie potrafili
w pełni pojąć działania tego urządzenia.
—
To trochę naciągane — zauważyła Hermiona.
Ruben
roześmiał się.
—
Właśnie dlatego cała ta sprawa jest tak interesująca! Mechanizm z Antykitkiry
owiany jest mitem od momentu jego odkrycia.
Zapadła
dziwna cisza, podczas której Draco czekał, aż Ruben powie im więcej, ale ten
tylko patrzył na niego wyczekująco.
—
I co jeszcze? — zapytał Draco.
—
Co jeszcze?
Ruben
wyglądał na zrozpaczonego, jakby oczekiwał, że będą równie podekscytowani jak
on.
—
Tak, co jeszcze wiadomo o Mechanizmie, a może nam pan powiedzieć, gdzie on
jest?
Hermiona
przewróciła oczami.
Ruben
zamrugał kilka razy.
—
Och. Nie jestem pewien. O ile mi wiadomo, mają go mugole.
Draco
pokręcił głową.
—
Nie rozumiem; to mugolskiej czy magiczne urządzenie?
Ruben
prychnął i w końcu wyjaśnił:
—
Osobiście nie jestem ekspertem od Mechanizmu. I niewiele o nim wiadomo poza mitami i legendami. O ile
wiem, analizowali go tylko mugole. Ale zarówno Mechanizm, o którym mowa w
Jaskini Daveliego, jak i Mechanizm z Antykithiry powstały mniej więcej w tym
samym czasie i oba są owiane mitem. Teoretyzuję, opierając się na tych
zapisach, że Alchemik, który zbudował jaskinię, umieścił w niej swego rodzaju
klucz do korzystania z Mechanizmu. A
może wskazówki dotyczące tego, jak go używać. Być może dlatego, że Mechanizm
był bezużyteczny bez takiego klucza, zaginął w mrokach historii. Chociaż,
biorąc pod uwagę, że Mechanizm mógł zostać celowo rozbity, istnieje możliwość,
że ktoś odnalazł go w szesnastym
wieku i obawiał się jego mocy. Chodzi o to, że zaginął aż do dwudziestego
wieku, kiedy odnaleziono wrak. W tamtych czasach Mechanizm był jedynie legendą,
a mugole poszukiwali go ze względu na jego wartość kulturową i archeologiczną,
a nie ze względu na jakiekolwiek cele użytkowe — dokończył.
Draco
zwrócił się do Hermiony, unosząc jedną brew. Wzruszyła ramionami.
—
Chyba powinniśmy skupić się na analizie Mechanizmu z Antykithiry.
~*~*~*~*~*~*~*~
Znalezienie
informacji na temat Mechanizmu z Antykithiry było zaskakująco łatwe; Internet
był pełen mitów i plotek na temat tego urządzenia, wiele z nich dotyczyło
kosmitów lub innych fantastycznych idei. Kilka dni później przygotowywali się
do wycieczki do muzeum w Atenach, gdzie miał się znajdować Mechanizm, gdy nagle
pojawił się niespodziewany gość.
—
Angelina?
Hermiona
zmarszczyła brwi, patrząc na Główną Aurorkę.
—
Hermiono — mruknęła nieswojo w odpowiedzi.
—
Wszystko w porządku? — zapytała Hermiona.
Z
tego, co wiedziała, biorąc pod uwagę to, co się stało z Percym Weasleyem, DPPC
dawało jej i Draco znaczną swobodę w prowadzeniu całego śledztwa poza
Ministerstwem.
—
Tak — bąknęła Angelina. — Gdzie jest Malfoy?
—
Angie? — Podbiegł, marszcząc brwi. — Co ty tu robisz?
Hermiona
dostrzegła zmieszanie na jego twarzy.
—
Może usiądziemy? — zasugerowała ostrożnie Angelina i wszyscy niezręcznie
podeszli do sofy, wymieniając krótkie uprzejmości.
—
Dlaczego tu jesteś? — powtórzył Draco po chwili milczenia.
Hermionę
zaskoczył poważny ton jego głosu, bo myślała, że on i Angelina są sobie bliscy.
Angelina
westchnęła.
—
To przez nowego Administratora, Travisa Diggle’a. Nie podoba mu się, że
mieliście wolną rękę w tym śledztwie.
—
Czy Harry się pod tym nie podpisał? Skoro jest tymczasowym Ministrem, to z
pewnością do niego powinna należeć ostateczna decyzja — zauważyła Hermiona.
—
To nie takie proste. Harry ma teraz mniejszą władzę nad DPPC niż wtedy, gdy był
Administratorem — wyjaśniła Angelina.
—
Dobrze — zaczął Draco, poruszając się niespokojnie na sofie — czego on chce?
—
Chce być regularnie informowany — powiedziała, wzruszając ramionami.
—
Nie. — Hermiona uśmiechnęła się fałszywie. — Właśnie dlatego przenieśliśmy
nasze śledztwo poza teren Ministerstwa. Oni kompletnie wszystko schrzanili
ostatnim razem; raporty z sekcji zwłok zostały zmanipulowane, tak samo krótkie
wiadomości. Szczerz mówiąc, to cud, że go złapaliśmy.
Angelina
westchnęła, kręcąc głową.
—
Słuchajcie, problem leży w odpowiedzialności; minęły dwa miesiące. Nie
twierdzę, że koniecznie się z nim zgadzam, ale z perspektywy osoby z zewnątrz
nie wygląda to najlepiej, że można po prostu robić, co się chce, bez nadzoru.
Hermiona
przyznała w duchu, że to rozsądny argument. Choć była pewna słuszności ich
pracy i wiedziała, że zarówno ona, jak i Draco pracują po godzinach, żeby
znaleźć Omnia Scienti, to jednak w grę wchodziła ślepa wiara. Odwróciła się do
Draco, który wzruszył ramionami, nie okazując wsparcia.
—
Musimy gdzieś pojechać — wyjaśnił Draco. — Może damy ci znać po powrocie? Ale
nie możemy podać szczegółów, tylko ogólny zarys tego, co robimy i gdzie
jesteśmy. Czy to dopuszczalne? — dodał z drwiną w głosie.
Hermiona
z rozbawieniem obserwowała, jak wyraz twarzy Angeliny zmienia się z nieco
nieustraszonego na ponury.
—
Malfoy, nie bądź dupkiem — zbeształa go Angelina.
—
Przepraszam — mruknął.
Hermionie
ta dynamika rodzeństwa wydała się dość zabawna.
—
Dokąd jedziecie? — zapytała Angelina.
Draco
zmarszczył brwi na chwilę, zanim odpowiedział:
—
Do Grecji.
W
chwili, gdy oni, a dokładniej ich różdżki, postawią stopę w Grecji,
Ministerstwo się o tym dowie, więc nie było sensu ukrywać kraju, w którym będą
się znajdować.
—
Nie zdradzicie mi niczego bardziej konkretnego?
Uniosła
brew.
—
Nie chodzi o to, że ci nie ufamy. — Draco uśmiechnął się niepewnie. — Po prostu
nie chcemy ryzykować.
Nastąpiła
niezręczna chwila, w której Angelina zdawała się zastanawiać, czy powinna
drążyć temat, czy po prostu odpuścić. Hermiona nie zazdrościła kobiecie; była
Główną Aurorką dopiero od dwóch miesięcy, a już musiała radzić sobie nie tylko
z konsekwencjami działań Percy’ego Weasleya, ale i z realnym zagrożeniem ze
strony znacznie gorszego przeciwnika. To, oprócz bardziej przyziemnych spraw,
które z pewnością pojawiały się na porządku dziennym.
—
Dobrze. — Angelina prychnęła, wstając. — Tylko uważajcie na siebie. I proszę,
szybko to rozwiążcie. Malfoy — stanęła do niego twarzą — uważaj na siebie,
dobrze?
—
Tak, mamo.
Przewrócił
oczami, choć Hermiona zauważyła, że na jego twarzy pojawił się figlarny
uśmieszek.
~*~*~*~*~*~*~*~
—
Dobra, Draco, nie zapomnij, że tym razem będziemy w mugolskich Atenach —
przypomniała mu Hermiona po raz kolejny.
Zrobił
wszystko, co w jego mocy, żeby nie przewrócić oczami.
—
Wiesz, nie jestem całkowicie bezwartościowy.
Prychnęła.
—
Wiem, po prostu… chciałam pomóc.
Była
zdenerwowana, wręcz niespokojna. Draco założył, że ma to związek z jaskinią;
ostatnim razem, gdy byli w Atenach, zmuszono ich do ujawnienia swoich
wewnętrznych prawd, ryzykując w przeciwnym razie utratę życia w jaskini. Ta
wyprawa jednak zapowiadała się dość prozaicznie: krótka wizyta w Narodowym
Muzeum Archeologicznym w Atenach, żeby sprawdzić, czy Mechanizm wciąż tam jest.
Zakładając, że tak, to albo Mechanizm, którego szukali, nie był w rzeczywistości Mechanizmem z Antykithiry, albo być może
Omnia Scienti nie poskładał jeszcze wszystkiego do kupy.
Nie
był to zbyt solidny plan i istniało duże prawdopodobieństwo, że wrócą do domu z
pustymi rękami, ale biorąc pod uwagę ponad dwa miesiące milczenia, z pewnością
skorzystają z okazji.
W
międzyczasie zostawili Rubena w mieszkaniu Draco, z ograniczoną liczbą
malowideł z jaskini do analizy. Narzekał, chcąc do nich dołączyć, ale Hermiona
i Draco byli nieugięci i w końcu ustąpił.
—
Gotowa? — zapytał Draco, wyciągając ten sam patyk, którego używali jako
świstoklika wcześniej w tym roku.
Uśmiechnęła
się, jak przypuszczał, uspokajająco i chwyciła go.
Wylądowali
w tej samej alejce w Ateńskiej Enklawie Czarodziejów, choć tym razem ubrani
byli na wzór mugolskich turystów. Było słonecznie i ciepło, a główna droga była
dość zatłoczona.
Szybkie
zaklęcie Pokaż mi doprowadziło ich do
małej bramy, która miała ich zaprowadzić do mugolskich Aten. Różnica była
alarmująca — kakofonia samochodów i ludzi krzątających się po mieście. Hermiona
szybko wymieniła funty brytyjskie na euro i pokazała Draco, jak zatrzymać
taksówkę.
Przez
całą podróż była wyraźnie zdenerwowana; Draco położył dłoń na jej kolanie, żeby
powstrzymać drżenie. Odwróciła się do niego z szeroko otwartymi,
zaniepokojonymi oczami.
—
Wszystko będzie dobrze — próbował ją uspokoić, ściskając dłoń.
Rzuciła
mu jedno ze swoich nieprzeniknionych spojrzeń, pozostawiając go z pytaniem,
czego właściwie się boi w tej chwili.
Dostrzegł,
że oddalała się od niego przez ostatnie dwa miesiące; za jej zmartwieniem lub
paniką, które pojawiały się na jej twarzy, gdy próbował o nich rozmawiać lub
wygłaszał szczególnie bezpośrednie oświadczenie. Dotarli do tego dziwnego
impasu; on chciał więcej, podczas gdy ona czuła się przytłoczona tą
perspektywą. Początkowo sądził, że skoro śledztwo wciąż stanowi priorytet, to
prawdopodobnie dobrym pomysłem będzie zwolnienie tempa, ale zaczynało wyglądać
na to, że mogliby pracować nad znalezieniem Omnia Scienti przez dłuższy czas.
I
nie był do końca pewien, czy akceptuje obecny stan rzeczy — nie wiedział, czego
ona chce, albo czuł, że nie potrafi jej dokładnie powiedzieć, co czuje.
Hermiona Granger niewątpliwie doprowadzała go do szału.
—
Mam nadzieję — odpowiedziała w końcu, uśmiechając się niepewnie i ściskając
jego dłoń. Taksówka zatrzymała się. — Jesteśmy na miejscu.
Zapłaciła
kierowcy i podeszli do Muzeum; budynek wyglądał zupełnie zwyczajnie, bez
widocznych śladów wizyty Omnia Scienti.
Z
łatwością znaleźli wystawę wraku statku z Antykithi na drugim piętrze,
Mechanizm był wyraźnie wystawiony na widok publiczny. W Muzeum znajdowało się
bardzo mało ludzi, ciepła, majowa pogoda przyciągała turystów i mieszkańców na
zewnątrz.
—
Więc to tutaj? — spytała Hermiona, podchodząc do czerwonego, aksamitnego
sznura.
Draco
dołączył do niej, czując na sobie złowieszcze przeczucie.
Nie
wyglądało to na nic wielkiego — kawałek kamienia z misternymi znakami. Wystawę
oglądała tylko jedna para, chociaż rozmawiali szybko po hiszpańsku i wydawali
się zupełnie nieświadomi obecności Hermiony i Draco.
—
Czy to naprawdę Mechanizm?
Draco
przechylił głowę, jakby po lekkiej zmianie kąta to urządzenie miało nagle stać
się narzędziem do naginania rzeczywistości.
Obserwował,
jak Hermiona ukradkiem wyciąga różdżkę, mamrocząc zaklęcie.
—
Cóż, to podróbka — szepnęła do Draco, unosząc brwi.
Zmarszczył
brwi.
—
Skąd wiesz?
—
Użyłam zaklęcia, które identyfikuje wiek magicznego przedmiotu. Ten… — wskazała
na fałszywy Mechanizm — ma około sześciu miesięcy.
Oczy
Draco wyszły z orbit.
—
Więc mówisz mi, że ktoś przybył tu sześć miesięcy temu, zabrał prawdziwy
Mechanizm i podmienił go na to?
Gwałtownie
skinęła głową, a jej oczy rozbłysły.
—
Przypuszczam, że możliwe, iż to była podróbka, albo że nigdy nie istniał, ale…
to musi być magiczny falsyfikat, bo inaczej mugole by się domyślili.
To
było więcej, niż mogli się spodziewać po dotarciu na miejsce. Hermiona zaczęła mrugać,
używając soczewek okularowych, by uchwycić eksponaty i fałszywy Mechanizm.
Kiedy dała znak, że ma wszystko, opuścili Muzeum, wychodząc z powrotem na
zatłoczony chodnik.
—
Więc mamy już oś czasu? — zapytał Draco, rozważając konsekwencje tego, co właśnie
odkryli.
—
Tak, i myślę, że Ruben musi mieć rację, inaczej zbieg okoliczności byłby zbyt
przypadkowy. Och — jej twarz przygasła — chyba ulżyło mi, potwierdzając
hipotezę, że nie do końca doceniłam fakt, że teraz wiemy, iż Omnia Scienti
rzeczywiście ma Mechanizm.
—
W pewnym sensie już to założyliśmy, prawda? — zauważył Draco. — Ale teraz kiedy
wiemy, czym to jest, możemy to zbadać dokładniej i miejmy nadzieję, że
znajdziemy sposób na powstrzymanie tego.
Położył
dłoń na jej policzku; zamierzał okazać wsparcie, ale odsunął się, gdy wyczuł
napięcie.
—
Wracajmy do Londynu. Omówimy to jutro.
Zaczęła
grzebać w torebce.
—
Hermiono. — Draco złapał ją za nadgarstek, by zwrócić na siebie uwagę.
Spojrzała na niego, wyraźnie zirytowana. — Może po prostu zostaniemy tu na noc?
Nigdy tak naprawdę nie widziałem Aten… po prostu… miło byłoby chwilę odpocząć.
—
Ale nie mamy czasu! — argumentowała.
—
Nigdy nie będziemy mieli czasu — zauważył. — Kto wie, jak długo będziemy szukać
Omnia Scienti? Wiem, że to ważne, ale nic, czego się dziś dowiedzieliśmy, nie
było szczególnie pilne, więc równie
dobrze możemy znaleźć trochę czasu dla siebie.
Przyglądał
się jej uważnie, maska pewności siebie opadła, zanim wróciła z pełną siłą.
—
Nie sądzę, żeby to było odpowiedzialne…
—
Czy to nie ty ciągle powtarzasz, że powinienem wyjechać z Londynu? Więcej
zwiedzać? — przerwał jej tyradę.
Prychnęła.
—
Po tym, jak rozwiążemy sprawę.
Pokręcił
głową.
—
Nie chcę czekać, żeby być z tobą, aż do tego czasu. — Niekoniecznie chciał być
aż tak bezpośredni, ale uznał, ze równie dobrze może postawić wszystko na jedną
kartę. — Mam wrażenie, że ustaliliśmy jakąś niepisaną zasadę, że nie możemy iść
naprzód, albo po prostu, no wiesz.
Przygryzł
dolną wargę i spojrzał w niebo, zirytowany.
Kiedy
z powrotem zerknął na nią, Hermiona zmarszczyła brwi.
—
Co jest nie tak z tym, kim teraz dla siebie jesteśmy?
Niekoniecznie
wyglądała na zranioną, po prostu zdezorientowaną.
—
Nic. — Uśmiechnął się do niej. To była dziwna rozmowa w środku tętniącego
życiem miasta, z przepychającymi się turystami, od czasu do czasu rzucającymi w
ich stronę gniewnymi, greckimi słówkami. — Po prostu pomyślałem, że miło byłoby
spędzić trochę czasu, nie myśląc o śledztwie, to wszystko.
Jej
twarz lekko złagodniała, choć brwi nadal były zmarszczone.
—
W porządku — powiedziała w końcu.
Draco
nie mógł się powstrzymać, by nie przyciągnąć jej do siebie i nie pocałować jej
na samym środku zatłoczonego chodnika. Poczuł, jak śmieje się z pocałunku,
obejmując go ramionami za szyję i przez chwilę wszystko wydawało się być w
porządku.
Przycisnęła
czoło do jego czoła.
—
Kto by pomyślał, że doczekamy dnia, w którym namawiasz mnie do podróżowania?
~*~*~*~*~*~*~*~
Zostali
w mugolskich Atenach, gdzie Hermiona wyjaśniła mugolskie mity związane z
Akropolem, Partenonem i Świątynią Zeusa, a Draco przedstawiał magiczne
alternatywy. Szli wzdłuż Polygnotou tuż po zachodzie słońca, trzymając się za
ręce, jakby byli po prostu turystami w Grecji, debatującymi nad przyczynami
rozbieżności między mitami magicznymi a mugolskimi.
—
Chyba powinniśmy już wracać.
Hermiona
ścisnęła jego dłoń z lekkim żalem w oczach.
—
A może zostaniemy? Przecież dziś nic nie zdziałamy, a świstoklik możemy mieć
rano.
Wzruszył
nonszalancko ramionami, choć zdradził go figlarny uśmieszek.
—
Draco Malfoyu — zażartowała — czy ty próbujesz mnie uwieść?
—
Zawsze — wyszeptał, zakładając jej luźny loczek za ucho i całując w czoło.
Czuł, jak jej oddech przyspiesza, a palce wibrują, gdy ocierają się o jego
biodro. — Pięknie tu. Zostawmy śledztwo na tę jedną noc.
—
W porządku.
Przełknęła
ślinę, a w jej oczach malowało się połączenie oczekiwania i strachu. Przyjmie
wszystko, co mu się trafi, wiedząc, że dla niej bycie tak blisko, chodzenie za
rękę i samo mówienie o nich było trudne.
Znaleźli
kawiarnię z małym patio, żeby zjeść kolację, dzieląc się souvlaki i gyrosem.
—
Wiesz — zaczął Draco, marszcząc brwi i upijając łyk greckiej kawy. — Nigdy cię
nie przeprosiłem, prawda?
Wyglądała
na wyraźnie zdezorientowaną, zanim odpowiedziała:
—
Za co?
—
Byłem dla ciebie tyranem przez cały Hogwart. Po wytrzeźwieniu nabrałem nawyku
naprawiania błędów. Nie wiem dlaczego, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby
ci cokolwiek powiedzieć.
Uświadomienie
sobie tego faktu zaniepokoiło go.
—
Prawdę mówiąc, nie widzę nas jako tych samych ludzi, którymi byliśmy w
Hogwarcie. Odkąd wpadliśmy na siebie w Puraclavie, chyba widzę cię wyłącznie
takim, jakim jesteś teraz.
Wzruszyła
ramionami.
Draco
pokręcił głową.
—
Nie o to jednak chodzi. Nadal ponoszę odpowiedzialność za czyny, za to, kim
byłem…
—
Czyżby? — Hermiona wzięła kęs jagnięciny z jego talerza i kontynuowała: —
Spędziliśmy dużo czasu, rozmawiając o tożsamości; osoba, którą byłeś w
dzieciństwie, zasadniczo różni się od tego, kim jesteś dzisiaj, prawda?
Jesteśmy kombinacją każdego podjętego przez nas działania.
—
Dokładnie. Więc choć nie wyglądam jak ten chłopak ze szkoły, to wciąż jest
częścią mnie. Jego czyny wciąż świadczą o tym, kim jestem. — Uniósł brwi,
patrząc na nią. — Więc, mając to na uwadze, przepraszam. Za wszystkie okropne
rzeczy, które zrobiłem, wyzwiska, naśmiewanie się z twoich włosów, wyśmiewanie
cię za twoimi plecami i prosto w twarz, rzucanie przedmiotami…
Zakryła
mu usta dłonią, a rozbawiony uśmiech zdradzał jej emocje.
—
Rozumiem, Draco. Wszystko jest ci wybaczone. Tylko nie rób tego więcej.
Włożył
sobie do ust souvlaki i dramatycznie położył dłoń na sercu.
—
Czy picie greckiej kawy to dobry pomysł? — zapytała, gdy zamówił drugą.
—
Mówiłem ci, że kofeina z kawy na mnie nie działa. Nic mi nie daje, poza tym, że
powstrzymuje objawy odstawienia.
Wzruszył
ramionami i upił łyk wspomnianego napoju.
—
Wiesz, grecka kawa jest mocniejsza niż inne kawy — zauważyła, sięgając po
kawałek baklawy.
—
Nieważne. Cała kawa świata nie sprawi, że nie zasnę w nocy.
—
Czy to twoja supermoc? — Pochyliła się, a na jej twarzy malowało się wyraźne
rozbawienie. — Jeśli tak, to okropna
supermoc.
—
No cóż, przynajmniej jakąś mam, a ty?
Uniósł
brwi.
Odchyliła
się do tyłu i oblizała wargi, zapalając papierosa.
—
Hmm — wpatrywała się w niego figlarnie — barmanka.
Parsknął.
—
Nie jesteś aż tak dobrą barmanką.
Wzruszyła
ramionami.
—
Jestem bardzo dobrą barmanką. Tak
dobrą, że zrezygnowali ze sprawdzenia przeszłości, żeby zatrudnić mnie w klubie
dla dżentelmenów czystej krwi.
—
Więc powiedz mi. Skąd wzięłaś tę supermoc?
Poruszył
brwiami.
—
Mówiłam, że nigdy ci nie powiem.
Wyglądała
na upartą.
—
Założę się, że to strasznie nudna historia — kupiłaś książkę, prawda? —
zasugerował. — Wiesz co? Nieważne. Już mnie to nie obchodzi.
—
Nie kupuję tego, Malfoy.
Zmrużyła
oczy, a jej usta wygięły się w figlarnym uśmiechu.
Wciąż
sceptycznie na nią zerkał, od czasu do czasu popijając kawę i po prostu ciesząc
się możliwością rozmowy bez Omnia Scienti, która majaczył się za nimi.
__________
Witajcie :) w tym rozdziale wiele się działo, ale osobiście najbardziej lubię interakcje Angeliny z Draco, zawsze mnie to bawi. Dajcie znać jak wrażenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)