Rozdział
betowała:
Patronuska
Bal, który odbył się poprzedniego
wieczora, był najlepszym jaki kiedykolwiek mieli. Dyskutowano o nim następnego
dnia, wspominając romantyczne i zabawne momenty. Wydaje mi się nieuczciwe
ukazanie balu jedynie z perspektywy Draco i Hermiony. Pozbierałam wszystko, co
wydarzyło się przez całą noc i teraz masz okazję zapoznać się z opowieściami
innych bohaterów. Zacznijmy od słynnego Harry’ego Pottera.
Narracja
pierwszoosobowa z perspektywy Harry’ego
Lewa,
prawa… kurde, nie, lewa, lewa, prawa, yyy, lewa? Uggh. Okej,
Harry, poradzisz sobie. Tylko nie zrób sobie wstydu przed Ginny. Taa, zrobisz
to.
— Harry! Ubierz się wreszcie! Nie mogę
już patrzeć na twoje bokserki, kiedy tańczysz jak dławiący się kurczak! —
wrzasnął Ron, zakładając swoją szatę wyjściową.
Zamknij się, Ron. Nie masz pojęcia jak
stresujące jest tańczenie z kimś kogo lubisz. Cóż, oczywiście, że tego nie
wiesz, bo idziesz na tańce z kurczakiem! Serio, dlaczego ja w ogóle się z tobą
przyjaźnię?
Później
—
Dlaczego-nie-chcecie-się-przygładzić! — Panie i panowie, oto moje włosy. Ach,
sprostowanie, włosy Pottera. Cholerna szczotka na mojej głowie. Tato, naprawdę
jestem zawiedziony tym, że akurat po tobie odziedziczyłem włosy. Wolałbym inne.
Przysięgam, że słyszę jak tata
przewraca oczami gdzieś tam na górze.
Cóż,
synu, miałeś do wyboru moje włosy albo Snape’a.
Tato,
kocham twoje włosy.
— Harry? Jesteś gotowy? — zawołał Ron
z dołu.
Obejrzałem się ponownie w lustrze i
uśmiechnąłem się. Koleś, czy dobrze wyglądam?
— Wiesz, gdyby Draco usłyszał, to co
mówisz, prawdopodobnie by się zadławił i umarł. — Ron zachichotał.
Czy
powiedziałem to na głos?
— O tak — odpowiedział za mnie.
Zarumieniony, przewróciłem oczami i
zszedłem na dół. Popatrzyłem na Rona, który śmiał się z mojej zaczerwienionej
twarzy i pacnąłem go w głowę. Zerknął na mnie i odwrócił wzrok.
— Chodź, zakochany chłopcze. Pora iść
po nasze partnerki.
Później
Zabij…
Musisz go zabić… Zabić Weasleya… Zabij go, Harry…
— Zasada numer 35: Nie podawaj jej
żadnych eliksirów miłosnych. Jeśli to zrobisz, wykastruję cię bezlitośnie.
— …
— Zasada numer 36: Nie prowadzaj jej w
jakiekolwiek odosobnione miejsce np. schowek na miotły czy opuszczona klasa.
Jeśli zauważę, że któreś z was wychodzi z Wielkiej Sali, bez mojej zgody,
będziesz spał w lochach.
— …
— Zasada numer 37: Możesz dotknąć
jedynie jej dłoni i talii. Inne części ciała są zakazane.
— …
— Zasada numer 38: Auć… przestań
uderzać moją głową o ścianę… co ty… Harry… dlaczego mnie dusisz?!
Nienawidzę Rona Weasleya.
Zasady
Ronalda spisane przez Ronalda Billusa Weasleya
przeznaczone
dla pana Harry’ego Jamesa Pottera,
który
umówił się z jego siostrą Ginny.
1) Nie możesz
jej pocałować.
2) Lub jej
obwąchiwać.
3) Lub
wchodzić z nią w intymne relacje.
4) Nie możesz
dotykać jej włosów.
5) Kiedy
idziesz obok niej, zachowaj dystans.
6) Żadnych
tajemniczych spojrzeń.
7) Żadnych
uwodzicielskich uśmiechów.
8) Nie napalaj
się na nią.
9) Nie patrz w
niedozwolone miejsca.
10) Bądź dla
niej miły.
11) Zrób
wszystko, żeby nie płakała.
12) Nie
zmiażdż jej stóp.
13)
Komplementuj jej brata, podkreślając, że jest przystojny.
14) Że jest
inteligentny.
15)
Elegancki.
16) I
niesamowity.
17) I… Och,
nie duś go.
18) Bądź miły
dla niego i nie bij go.
19) Nie zerkaj
na niego.
20) Nie groź
okropnymi pająkami.
21) Nie mów,
że jest głupi.
22) Nie
wysyłaj go do Azkabanu.
23) Nie
udawaj, że musisz go zabić, bo jesteś opętany przez Voldemorta.
Jest jedna rzecz, o której Ron
zapomniał. Jestem synem Huncwota. Huncwoci nie przestrzegają zasad. *złowrogi
śmiech*
Później
Wdech, wydech.
Wdech, wydech.
Wdech…
Słodka Ginny Weasley.
— Harry, oddychaj! — Ginny
zachichotała, a ja wypuściłem powietrze, które nieświadomie trzymałem w
płucach. Cóż, też byś nie był tego świadomy, gdybyś ją zobaczył. Jej wspaniałe
włosy błyszczały w świetle lamp, a czerwone loki opadały na ramiona. Wyglądała
pięknie w ciemnych szmaragdowych szatach i po prostu nie mogłem się powstrzymać
przed szerokim uśmiechem. Zarumieniła się, a jej uśmiech się poszerzył.
— Dobrze wyglądasz, Potter —
powiedziała rozbawionym tonem.
Parsknąłem śmiechem.
— Ty także nie wyglądasz źle, Weasley.
Kłamałem,
wyglądała pięknie.
Rozpromieniła się, złapała mnie za ramię i wciągnęła do Wielkiej Sali.
W Wielkiej
Sali
Draco Malfoy ty niesamowity draniu.
Sala wyglądała niesamowicie. Najlepiej. Postarałeś się, Malfoy. Hermiona także.
Potajemnie zerknąłem na Ginny i zobaczyłem, że myśli o tym samym.
Ha, złamałem zasadę numer 6… i właśnie
patrzy na mnie Ron. Ech.
Przewróciłem oczami i usiadłem z Ginny
przy pobliskim stole. Kiedy siadaliśmy, uśmiechnąłem się, bo lampa świecąca na
nią migotała jak gwiazda. Nagle drzwi się otworzyły, zobaczyłem Hermionę i
Draco. Przez chwilę byłem zaskoczony, bo pomyślałem, że wrócili do siebie, ale
potem uświadomiłem sobie, że Prefekci Naczelni muszą zatańczyć pierwszy taniec.
Widząc ich twarze, zauważyłem, że są zdenerwowani.
Zerknąłem niespokojnie na tłum, który się
w nich wpatrywał. Cóż, Malfoy tańczący z Hermioną to niecodzienny widok.
Wszyscy po prostu się gapili, czekając na to, co się wydarzy. Gdy zobaczyłem
uśmiechnięte twarze Hermiony i Draco, wiedziałem, że są szczęśliwi. Muzyka
skończyła się zbyt szybko i oboje pobiegli w przeciwnych kierunkach. Hermiona
podeszła do nas, rumieniąc się.
— H-hej — powiedziała trzęsącym się
głosem, oboje odpowiedzieliśmy uśmiechami. — Podoba się wam wystrój?
— Jest wspaniale, Hermiono — mruknęła
Ginny, przytulając ją.
Też ją objąłem i powiedziałem:
— Sala wygląda pięknie, tak samo jak
ty. Zarezerwuj dla mnie ostatni taniec, dobrze?
Na jej twarzy pojawiła się
przestraszona mina, dlatego spojrzałem na nią uspakajająco. Poważnie, przestań wspominać moje żałosne, a
raczej nieistniejące umiejętności taneczne. To do ciebie, autorze tej
opowieści.
Myślałem, że moi rodzice byli
świetnymi tancerzami. Byli, prawda? Tato?
Gdzieś
— Syriuszu, opowiedziałeś mu o naszym
ostatnim balu?
— Tym, podczas którego narobiłeś sobie
wstydu przed wszystkimi, pokazując swoje nieistniejące umiejętności taneczne?
Albo innym, kiedy zrobiłeś to samo?
— Zabiłbym cię, gdybym tylko mógł.
Po tańcach
Złe wieści: Czuję, że mój tata był
okropnym tancerzem. Co oznacza, że po nim odziedziczyłem te pseudo
umiejętności. Dzięki tato. Nawet Snape umie tańczyć sambę.
Dobre wieści: przetrwałem. Świetnie bawiłem się z Ginny. I tylko trzy razy nadepnąłem jej na nogę. Pora świętować, ludzie!
Kolejna zła wiadomość: Widziałem
Hermionę wybiegającą z Wielkiej Sali. Draco poszedł za nią, wołając po imieniu.
Kolejna dobra wiadomość: Wiem z kim
przyszedł Blaise! Z Luną! Czy możesz w to uwierzyć?
Do godziny dwunastej wszyscy
wróciliśmy do dormitoriów i zakończyliśmy ten dzień.
Do pokoju wspólnego wszedłem razem z
Ginny i zatrzymałem się koło schodów dla dziewcząt.
— Dziękuję, Harry — mruknęła, a ja
zachichotałem.
— Ja też dziękuję, świetnie się
bawiłem.
Znowu się zarumieniła. Stanęła na
palcach i wychyliła się, żeby mnie pocałować w policzek. Dużo czasu minęło,
zanim się odsunęła. Jej twarz była bardziej czerwona niż włosy.
— J-ja… Och, przepraszam. Um… ach —
wykrztusiła.
Uśmiechnąłem się szeroko i chwyciłem
za talię.
I zakończyłem ten dzień, łamiąc zasadę
numer jeden na liście Rona.
Narracja
pierwszoosobowa z perspektywy Rona
Jeśli troszczysz się o swój zdrowy
rozsądek, nigdy nie wchodź do dormitorium chłopaków kilka godzin przed balem.
Seamus mdlał co pięć minut. Dean zamykał się w łazience. Neville zaczął
rozmawiać o Historii Magii i swojej roślinie, a Harry próbował tańczyć. Och, co
za horror.
Czy jestem jedynym zdrowym gościem?
Rany. Och, czas ucieka nieubłaganie, muszę się przygotować. Moja partnerka
czeka na mnie w kuchni.
Później
Była tam, wyglądała tak pysznie jak
zawsze. Po prostu jej chciałem, tu i teraz.
Mój kurczak. Smażony, chrupiący i
przepyszny. Trzymałem ją za podudzie i skierowałem się do Wielkiej Sali. Kiedy
wszedłem do środka, wszyscy dziwnie na mnie patrzyli.
— Co to do diabła jest, Weasley?
— Moja partnerka.
— …
— …
— Zdajesz sobie sprawę, że to udko?
— Tak.
— I to jest twoja partnerka.
— Jestem tego świadomy.
— Syyyri…? — przeciągnął.
— Nie, jestem Ron.
Harry złapał gościa za ramię i
pociągnął w ustronne miejsce, próbując wszystko wyjaśnić tak, żeby inni nic nie
słyszeli.
Patrzyłem na moją partnerkę i
westchnąłem.
— Oni po prostu nie rozumieją
prawdziwej miłości, prawda, Jenny?
Później
To był zdecydowanie najfajniejszy bal
w historii. Świetnie się bawiłem ze wszystkimi, chociaż uciekali, kiedy
przedstawiałem im moją partnerkę. Może ktoś ich zastraszył. Ale, kogo to obchodzi,
Jenny i ja świetnie się bawiliśmy.
Gdy zbliżyłem się do schodów dla
chłopców, spojrzałem z miłością na Jenny, sprawiając, że inni obecni w Pokoju
Wspólnym poczuli się nieswojo.
— Dobranoc Jenny, świetnie się
bawiłem.
— …
— Cieszę się, że ty też.
— …
A potem ją zjadłem. I tak zakończył
się mój wieczór.
Narracja
pierwszoosobowa z perspektywy Blaise’a
—
Luna, kocham cię!
— Blaise?
—
Luna, o taaaak!
— Co robisz w mojej łazience o piątej
rano?
—
Kiedy jesteśmy razem, moje serce bije tylko dla cieeebieeee!
—
Blaisie Zabini!
Później
Taa, Draco jest taki niegrzeczny.
Wyobraź sobie, że wyrzucił mnie z łazienki, a ja nadal mam bąbelki we włosach.
Wykrzykiwał różne rzeczy.
—
Piąta nad ranem…
— …
—
Koniec śpiewów…
— …
—
Luna Lovegood jest twoją partnerką?
— …
—
Moja odżywka!
Poważnie Draco, czasami jesteś
prawdziwą królową dramatu.
Później
Okej, jestem gotowy! Taa! Pora iść po Lunę! No dalej Blaise,
przecież jesteś odważny, prawda? Nigdy się nie denerwujesz! Okej, kolego, rusz
tyłek… ręce… i całe ciało. No dalej, krok za krokiem.
Luna. Luna. Luna. Luna. Luna. Luna.
Luna. Luna. Luna. Luna. Luna. Luna.
Mówiłem ci, jak bardzo ją podziwiam,
odkąd ją zobaczyłem? To długa historia, ale zapewniam cię, lubię Lunę Lovegood.
Uważam, że jest fascynująca i bardzo interesująca. Może jest pomyluna, ale to
moja Pomyluna.
— Blaise, to obciachowe.
— Draco, mógłbym Cię ucałować.
— Te słowa nie pasują do ciebie,
Blaise.
— To tylko głupie gadanie, nadęty
głupku.
— Nieważne, idź do niej i zostaw mnie
samego, dławiącego się łzami. Jestem tak przygnębiony, że mam ochotę się zabić,
tylko dlatego, że Hermiona nie chce…
— Okej, pa.
— Palant.
Później
— C-c-cześć, Luno. — Uśmiechnąłem się
nerwowo, a ona posłała mi jeden ze swoich rozmarzonych uśmiechów.
— Witaj, Blaise. — Jej cudowny
melodyjny głos sprawił, że mój uśmiech się poszerzył.
— Wejdziemy do środka?
Dotknęła mojego ramienia i zamarłem. Okej koleś, pamiętaj, że jeśli nie będziesz
oddychał, umrzesz. Więc, wdech, wydech, wdech, wydech.
W Wielkiej
Sali
Draco będzie triumfował przez cały
miesiąc. Super wspaniały i kreatywny gość. Sala wyglądała świetnie, spojrzałem
na Lunę, która uśmiechała się do konstelacji gwiazd na suficie. Udało mi się ją
powstrzymać, zanim zdążyła położyć się na podłodze, podziwiając gwiazdy. Rozejrzałem
się po pomieszczeniu i uświadomiłem sobie, że tylko Luna założyła coś jasnego.
Wszyscy mieli ciemne szaty, a Luna promieniała jak słońce.
Ale to dobrze, naprawdę. Jest słońcem
w tym wszechświecie.
Znowu przyjrzałem się ludziom i
zobaczyłem, że kilku rozmawiało z Ronem, który przyszedł ze swoim kurczakiem, i
Harry’ego uśmiechającego się do Ginny przy stoliku stojącym trochę dalej od
naszego.
Chwilę później Luna uśmiechnęła się
wskazując drzwi. Kiedy przestraszeni do szpiku kości Draco i Hermiona weszli do
pomieszczenia, zaczęto bić brawo. Wszyscy patrzyli na nich, na każdy ich ruch,
kiedy rozpoczęli taniec.
Gdy muzyka przycichła, zobaczyłem
Draco, który zmierzał do miski z ponczem. Przeprosiłem Lunę i poszedłem z nim
porozmawiać.
— Wiesz, McGonagall była jedną z tych,
którzy przygotowywali napoje, więc praktycznie w ogóle nie ma w nich alkoholu.
Parsknął śmiechem i wypił szklankę.
Przez chwilę był cicho.
— Wszystko w porządku, stary?
Zajęło chwilę zanim odpowiedział.
— Taa. — Odwrócił się do mnie. — Idź
do Lovegood i dobrze się baw. Nie przejmuj się mną, wszystko okej.
Uśmiechnąłem się do niego i ruszyłem w
kierunku Luny. Kiedy tylko podszedłem bliżej, wstała z krzesła, zaciągnęła mnie
do kąta i zaczęliśmy tańczyć walca. To było szybkie. Podobało mi się. Musiałem
przyznać, że pachniała intrygująco, jestem pewien, że nigdy nie zapomnę tego
zapachu.
Obserwowałem ją uważnie i odkryłem, że
ma najbardziej niebieskie oczy jakie kiedykolwiek widziałem. I teraz, niebieski
jest moim ulubionym kolorem.
Gdy przemierzaliśmy parkiet,
otaczające nas pary przyglądały się nam z zaciekawieniem. Ale mnie to nie
obchodziło, tym bardziej Lunę. Nigdy nie przejmowała się tym, co mówili inni.
To jedna z rzeczy, które najbardziej w niej podziwiam.
Bal zakończył się i odprowadziłem ją
do pokoju wspólnego Krukonów. Kiedy zatrzymałem się przy wejściu, zbliżyłem się
do niej i pocałowałem w rękę. Zarumieniła się i także stanęła odrobinę bliżej.
Uśmiechnąłem się złośliwie, patrząc w
górę. Również zerknęła w tą stronę i zachichotała, gdy zauważyła jemiołę
wiszącą nad nami.
— Jeszcze nie ma Bożego Narodzenia —
powiedziała, a na jej twarzy pojawiło się rozbawienie.
Przyciągnąłem ją do siebie i
szepnąłem:
— Wiem, chciałem ci dać wcześniejszy
prezent.
Roześmiała się.
— Cóż, pierwsza sprawa, sprawdzałeś
czy są tam nargle?
Uśmiechnąłem się do niej.
— Trzy razy. Nie martw się, nie ma ich
tam.
Rozpromieniła się.
— To dobra wiadomość.
Nachyliłem się. Pewnie domyślasz się,
co stało się później.
Okej, wysłuchaliście historii
pozostałych, usatysfakcjonowani? Dobrze. Wróćmy do głównych bohaterów
opowieści.
Narracja
pierwszoosobowa z perspektywy Hermiony
Wiesz o czym teraz myślę?
O niczym.
Tak, to nic. Gdy tylko jego usta
dotknęły moich, zapomniałam o wszystkim. Tak, pocałował mnie. Pocałował mnie. Pocałował mnie. Draco
Lucjusz Malfoy pocałował mnie.
Okej, zanim zaczniesz nam kibicować,
musisz wiedzieć, że w ogóle nie jestem szczęśliwa. Zastanawiasz się, dlaczego?
Och, to nic. Problem polega na tym, że
po tym jak mnie pocałował, krzyknął mi prosto w twarz i uciekł. Taa, to nie
jest sytuacja, z której można się cieszyć. Proszę, zwróć uwagę na sarkazm.
Jeśli zobaczę tego idiotę, rozerwę go
na strzępy. Nie można tak po prostu pocałować kogoś, krzyknąć mu w twarz i
uciec. I zobacz co zrobił, stoję tu, patrząc w mur. Ściana cię nie pocałuje,
nie krzyknie w twarz i nie ucieknie. Ale w gruncie rzeczy ściany nic nie robią,
bo jak wiesz, są ścianami.
Okej, wdech i wydech, zapomnij o nim,
och tak, po prostu wymaż wszystkie wspomnienia związane z tym dupkiem.
Och, patrz, udało mi się, zapominam o
nim, nawet nie wiem o kim powinnam zapomnieć.
— Co się stało między tobą a Draco
Malfoyem ostatniej nocy?
Świetnie. Po prostu świetnie. Dzięki,
Gin. Tak bardzo cię kocham, że chciałabym cię utopić w toalecie. Zerknęłam na najlepszą
przyjaciółkę i pacnęłam ją w ramię.
— Auć! — krzyknęła, masując ramię. —
Dlaczego jesteś taka brutalna?
Przewróciłam oczami.
— Ponieważ próbowałam go zapomnieć, a
ty właśnie wspomniałaś o nim w ostatnim zdaniu. Szczerze mówiąc, Ginny, czasem
jesteś bezmyślna.
Zerknęła na mnie.
— Cóż, przepraszam. Nie wiedziałam, że
jesteś tak głupia, żeby o nim zapomnieć i w ogóle. Zdajesz sobie sprawę z tego,
że zanim ci się to uda minie tysiące lat?
Kiedy to mówiła, skandowałam:
— Zapomnij go. Zapomnij go. Zapomnij
go. Zapomnij go. Zapomnij go. Zapomnij go. Zapomnij go. Zapomnij go. Zapomnij
go. Zapomnij go. Zapomnij go. Zapomnij go… czekaj, o kim mówiłaś, Gin?
— Draco Malfoy.
— Cholera.
Później
— Powiedz mi.
— Nie.
— Proszę.
— Nie i to ostateczne! — zawołałam,
znowu uderzając ją w ramię. Krzyknęła i spojrzała na mnie.
— Znowu przemoc! Co do cholery się
stało?
— Pocałowałmnieiuciekł.
— …
— …
— Nie zrozumiałam ani słowa z tego, co
powiedziałaś — mruknęła, siadając na kanapie w dormitorium Prefektów
Naczelnych.
Usiadłam obok niej z głową w dłoniach.
Po paru minutach westchnęłam i spojrzałam jej prosto w oczy.
— O-on…
— Tak?
— Pocałował mnie.
— …
— Potem krzyknął mi prosto w twarz.
— …
— I na koniec, uciekł.
Długa cisza.
— Wow, to było głupie.
— Powiedz mi coś, czego nie wiem.
Położyłam nogi na stole i odchyliłam
się do tyłu. Byłam zmęczona tym wszystkim. Nie chciałam myśleć, myśleć o nim.
Dziewczyny też się męczą, prawda? Ginny patrzyła na mnie współczującym wzrokiem
i przytuliła mnie.
— W końcu zda sobie sprawę z błędu i
zapewniam cię, że postara się to naprawić.
— Nie wiem…
— Zaufaj mi. — Uśmiechnęła się, a ja
odpowiedziałam tym samym i przytaknęłam.
Po kilku minutach, odwróciłam się do
Ginny i próbowałam udawać zadowoloną.
— Jestem taką egoistką. Rozmawiamy
tylko o tym jak mi minął wieczór. Więc, Ginny, jak minął twój wieczór z
Chłopcem-Który-Przeżył?
Zarumieniła się i zachichotała.
— Powiedzmy, że ciągle łamał zasady
Rona, a zwłaszcza zasadę numer jeden.
Narracja
pierwszoosobowa z perspektywy Draco
Wiesz ile godzin spałem ostatniej
nocy?
Policzmy.
Zero. Nie mogłem w ogóle zasnąć.
Merlin każe idiotów, którzy całują dziewczynę i zostawiają ją bez słowa.
Nienawidzę cię, Merlinie. Jestem naprawdę bardzo zmęczony i roztrzęsiony.
Hogwart nie chce widzieć roztrzęsionego Draco Malfoya.
Usłyszałem otwieranie drzwi i
odwróciłem się, żeby zobaczyć Blaise’a. Spojrzałem na niego unosząc brew.
—
Zamknij się.
Zamrugał.
— Czy mówiłem coś, kiedy wszedłem?
Warknąłem.
— Idź sobie, Zabini.
Wiedziałem, że Blaise tego nie zrobi,
ale czułem, że irytuję wszystkich dookoła i spowoduję, że będą tak samo
nieszczęśliwi jak ja.
— Okej, Draco, w czym masz problem? Co
się wydarzyło ostatniej nocy?
Cholera, Blaise za dobrze mnie zna.
Wie, że jestem roztrzęsiony, kiedy coś mnie niepokoi albo mam jakiś problem.
— Nic.
Uniósł brew.
— Naprawdę myślisz, że ci uwierzę,
jeśli powiesz, że nic się nie stało? Niczego się nie nauczyłeś w ciągu kilku
ostatnich lat? Pamiętasz kiedy:
Urwałeś głowę mojemu misiowi:
Blaise:
Hej, Draco, co ukrywasz za plecami?
Draco:
Nic.
Blaise:
Czy to głowa Bena?
Zaczarowałeś moją skórę na różowo:
Blaise:
Dlaczego oni się na mnie gapią? Co jest nie tak?
Draco:
Nic.
Blaise:
O
mój Boże, dlaczego moja skóra jest różowa?
Powiedziałeś wszystkim, że jestem
Bazyliszkiem w ludzkiej skórze:
Blaise:
Dlaczego wszyscy mnie unikają i krzyczą, gdy się do nich zbliżam? Dlaczego
Potter chciał mnie pociąć mieczem Gryffindora?
Draco:
Nie wiem.
Blaise:
Draco, co zrobiłeś?
Draco:
Nic.
Wszyscy:
Potter, zabij go!
Dałeś Millicencie Bulstrode eliksir
miłosny:
Blaise:
Draco,
co do cholery zrobiłeś?
Draco:
Nic.
Blaise:
Millicenta
Bulstrode weszła do mojego pokoju, mówiąc: „Moje ciało jest gotowe”.
Powiedziałeś Filchowi, że się w nim
podkochuję:
Blaise: Co zrobiłeś?
Draco: Nic!
Blaise: Nic… Filch do
mnie mruga…
Filch:
Och, paniczu Zabiniiiiii!
Powiedziałeś centaurom, że
stwierdziłem, iż wyglądają jak małe kucyki:
Centaury:
Ty, ludzka istoto, jak śmiesz obrażać nas w tak okrutny sposób…
Blaise: Draco!
Draco: Nic nie
zrobiłem!
Blaise: Mam strzałę w
tyłku!
Roześmiałem się na te wspomnienia, a
Blaise potrząsnął głową i powiedział:
— Serio stary, nie mam pojęcia, jak to
się stało, że nadal żyjesz. W chwili kiedy urwałeś głowę mojemu misiowi,
powinienem ściąć ci twoją.
Przewróciłem oczami.
— Straciłbyś najlepszą rzecz jaką
kiedykolwiek miałeś w Hogwarcie.
Blaise parsknął.
— Um, babeczki?
Zerknąłem na niego i się uśmiechnąłem.
— Mnie idioto. Nie potrafisz rozpoznać
daru jaki zesłał ci Merlin, nawet gdyby cię kopnął.
Zaśmiał się więc rzuciłem w niego poduszką.
Usiadł na moim łóżku i uderzył mnie w głowę.
— Zapytam cię jeszcze raz, Draco, ale
tym razem nie mów, że nic się nie stało, bo jeśli to zrobisz, uczynię to, co
powinienem kilka lat temu. Co się stało ostatniej nocy?
Westchnąłem i położyłem się twarzą do
poduszki. Wymamrotałem niezrozumiale odpowiedź i Blaise parsknął:
— Och tak, kontynuuj mamrotanie w
poduszkę.
Zerknąłem na niego zirytowany i
westchnąłem ciężko.
— Nie mogę i nie chcę ci powiedzieć.
— Och, naprawdę?
— Tak.
— Jesteś pewny?
— Tak, jestem pewny, że nigdy nie
powiem ci, co się wydarzyło.
Później
—
Pooooooommmmmocyyyyyyyy!
— Powiesz mi teraz?
— Nie… Aaaaaaaaaccccccchhhhhhh oooooookkkkkkkeeeeejjjjjjjjj! Tylko postaw mnie
na ziemię, idioto!
Blaise Zabini, mój cudowny, najlepszy
przyjaciel, lewitował mnie, stojąc na Wieży Astronomicznej i zagroził, że
pozwoli mi spaść i umrzeć. Jak wspaniale jest mieć przyjaciela, który próbuje
cię zabić.
Kiedy dotknąłem ziemi, uderzyłem go w
głowę.
— Dlaczego to zrobiłeś?
Wzruszył ramionami.
— Nie chciałeś mi powiedzieć. Ale
teraz, obiecałeś. Okej, powiedz mi, co się stało.
Wiesz kim jestem, prawda? Draco
Malfoyem, pamiętasz? Taa, mój najlepszy przyjaciel pyta mnie o coś, co
obiecałem, że nikomu nie powiem. W zasadzie zrobiłem najlepszą i najgłupszą
rzecz, którą mogłem zrobić.
Uciekłem.
Wydaje mi się, że ostatnio za dużo
uciekam. Czy to znaczy, że kwalifikuję się do Igrzysk Olimpijskich? Potter
opowiadał mi o nich, chodzi o to, że… o cholera, Blaise mnie dogania. Muszę się
schować!
Później gdzieś
w ukryciu
Tak, ukrywam się przed Blaise’em. Nie
mogę mu powiedzieć, że ją pocałowałem. On… on, cóż właściwie nie wiem, jakby na
to zareagował, ale prawdopodobnie byłoby strasznie. Nie mogę powiedzieć nikomu,
Potterowi, Weasleyowi, nawet portretowi profesora Dumbledore’a. Ech.
Co by się stało, gdybym powiedział
Blaise’owi?
Witam w wyobraźni Draco.
Mówiącego
Blaise’owi:
—
Blaise, pocałowałem Hermionę.
— Co? Poważnie?
—
Czemu miałbym kłamać w takiej sprawie?
— Wcześniej mówiłeś, że nic się nie
stało! A teraz mówisz to!
—
Cóż, kłamałem, kiedy mówiłem, że nic się nie stało. Ale teraz mówię prawdę.
Naprawdę ją pocałowałem.
— Co?
Mówiącego
Potterowi:
—
Potter…
—
Tak?
—
Ummm, naparłem na czyjeś usta ubiegłego wieczoru.
—
Naprawdę? Kim ona jest? To nie Hermiona, prawda?
—
To nie Hermiona.
—
… uff, przez chwilę myślałem…
— Kłamałem! Pocałowałem Hermionę
Granger.
— …
—
Potter?
—
… Nie jestem Harrym Potterem tylko Lordem Voldemortem i zamierzam cię zabić.
— Poważnie, Potter… Auć, mój nos!
— …
— Aaaaaaaaaa…. Aaaaałaaaaa!...
Pomocyyyyy!
Mówiącego
Weasleyowi:
Powiedz
mu to krótko i uciekaj, nie odwracając się za siebie.
—
Umm, hej Weasley.
— Co zrobiłeś, Malfoy?
—
Jeny przestań krzyczeć… Po prostu ostatniej nocy pocałowałem twoją najlepszą
przyjaciółkę, Hermionę Granger.
— …
— …
— …
—
Weasley, dla dobra nas wszystkich, proszę cię, odłóż ten młotek.
Ta-da! Tak to sobie wyobrażam. Wniosek
nasuwa się sam: nigdy im tego nie powiem.
Później
—
Powiedz nam… albo innym.
Cudownie. Potter i Weasley usłyszeli,
że coś ukrywam. Nienawidzę Blaise’a, Pottera i Weasleya, nienawidzę gromady
karaluchów i Hermiony Granger.
Właściwie nie.
Gromady karaluchów są dość znośne.
(Ha! Pewnie myślałeś, że mówię o Granger?)
Cóż, nienawidzę jej.
— Co u licha dzieje się w twoim małym
rozumie, Draco Malfoyu? — wypalili.
Cholera, powiedziałem to głośno.
Zarumieniłem się, widząc ich podejrzliwe twarze.
— Więc tajemnica dotyczy Hermiony.
Przełknąłem głośno.
Potem oczy Pottera rozszerzyły się i
zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, poderwałem się i uciekłem, pozostawiając ich
bez słowa. Wpadłem na Blaise’a (co także było straszne) i przez minutę wisiałem
głową w dół, dopóki moja twarz nie zrobiła się fioletowa.
Mój najlepszy przyjaciel jest tak samo
obłąkany jak ja. I myślę, że bezpieczniej jest mu po prostu powiedzieć. Zauważ,
że parsknąłem, wypowiadając to zdanie.
— Blaise, ja…
— Pocałowałeś Hermionę.
— …
— Krzyknąłeś na nią.
— …
— I uciekłeś. Bardzo męskie, stary.
—
Skąd u licha o tym wiesz?
— Uch, widziałem to. Właściwie Luna i
ja.
—
Więc dlaczego mnie dręczyłeś, żebym ci to powiedział?
— Czy jest jakiś powód, dla którego
nie powinienem cię dręczyć?
— …
— Woah, stary, odłóż ten młotek.
Później
Po cichu wspiąłem się po schodach
Krukonów i razem z Blaise’em i toną swędzącego proszku wślizgnęliśmy się do dormitoriów
chłopców. Wszyscy spędzali czas nad jeziorem, a żeby rozwiązać zagadkę użyłem
veritaserum.
Siedzieliśmy na łóżku Goldsteina i
posypywaliśmy jego bokserki proszkiem. Zemsta jest bardzo swędząca.
Odpowiedziałem Blaise’owi wszystko co wydarzyło się ubiegłego wieczoru a on
śmiał się z mojego cierpienia. W odpowiedzi kilka razy pacnąłem go w głowę.
— Blaise, powinieneś mi pomóc —
powiedziałem, gdy spokojnie wyszliśmy z wieży Ravenclawu.
Parsknął.
— Zrobię to, ale najpierw trochę się
pośmieję z twojej głupoty.
Westchnąłem z irytacją, gdy nadal mnie
dręczył. Może powinienem obsypać tym proszkiem także jego bokserki? O tak…
zrobię to… buhahahah.
— Dlaczego się maniakalnie uśmiechasz?
— Bez powodu.
Później
— Goldstein.
— Zrobione.
— Ten gość z Hufflepuffu ze stojącymi
włosami.
— Zrobione.
Dwudziestu kolejnych kolesi miało
bokserki posypane swędzącym proszkiem.
— Okej, zostali Potter, Weasley, Thomas, Finnigan i Longbottom.
— Na wieżę Gryffindoru!
W wieży
Gryffindoru
— Tu jest łóżko Pottera. Upewnij się,
że nasypałeś więcej w Logbottoma, wczoraj próbował ją pocałować —
poinstruowałem Blaise’a, a sam zająłem się Thomasem i Finniganem.
Blaise parsknął i wrzucił wiele
proszku do szuflady Neville’a. A masz Shlongbottom.
Kiedy skończyliśmy, uciekliśmy stamtąd
najszybciej jak się dało i poszliśmy do kuchni. Poprosiliśmy o sok z dyni i
tartę melasową, żeby się posilić. Wrzucanie proszku do bokserek jest bardzo
męczące.
Odłożyłem puchar i zerknąłem na
Blaise’a.
— Jak myślisz, co powinienem zrobić?
Milczał i popatrzył poważnym wzrokiem.
— Jedyną rzecz, którą powinieneś
zrobić dawno, dawno temu.
Później
— G 27.
— …
— B 12…
—
Taaaak! Bingo! A masz, Blaise! Pokonałem cię w bingo! O taaaaak! Chodź,
Blaise, znajdźmy Hermionę. Muszę jej powiedzieć, że ją kocham.
_________
Witajcie :) zapewne większość z Was się tego nie spodziewała. Cóż mogę rzec? Niespodzianka! :D A tak na poważnie, to mam wielką nadzieję, że chociaż odrobinę się z tego cieszycie.
Treść rozdziału jest dość szalona, momentami umieramy ze śmiechu, czasem pukamy się w głowę nad bezmyślnością bohaterów, ale przynajmniej jest zabawnie, prawda? Piszcie, co myślicie i komentujcie! Nawet nie wiecie ile dają komentarze pod rozdziałami. A chęci i wena do dalszej walki z tym opowiadaniem mnie i Patronusce się przydadzą. Może jakaś motywacja, czy coś? Liczymy na Was!
Kolejna część pojawi się pewnie za jakiś czas. Nie wiem kiedy, dlatego już nic nie obiecuję, bo mnie znienawidzicie jeszcze bardziej :D (to jest ten moment, gdy mówicie, że mnie kochacie i w ogóle). Po prostu czekajcie. Już bliżej niż dalej!
Tyle ode mnie. Lecę pisać rozdział LML, bo właśnie zaczęłam (po tygodniu zwłoki, ach ta moja motywacja). Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!
Co tu się stało? :D
OdpowiedzUsuńRozdział bardzo chaotyczny, bardzo zabawny, ale niekiedy zachowania bohaterów sprowadzały na mnie zgon XD
Ron, słonko. Zjadanie swojej partnerki zakrawa na kanibalizm. Ale że był to kurczak ... wybaczam.
Harry -o włosach- suszonych- suszarką- o - rozwalonej- jonizacji. Brakuje tylko, żeby były jeszcze tłuste.
Malfoy... nienawidzę się.
Zabini. Jesteś cudowny.
Mam za sobą wyjątkowo beznadziejny dzień. Dlatego mój komentarz też wygląda tak A nie inaczej. Dziękuję , że tlumaczysz to opowiadanie ♡
Pozdrawiam serdecznie,
A. Czuczejko
Jak to się stało, że nie odpisałam na komentarze? Nie mam pojęcia ech...
UsuńTo opowiadanie to istny chaos, więc gratuluję, jeśli odnaleźliście sens tych fragmentów.
Mam nadzieję, że ten rozdział poprawił Ci humor!
Uwielbiam to opowiadanie, każdy rozdział poprawia mi humor :) Ale muszę przyznać że Malfoy to kompletny tchórz! :D No cóż pozostaje mi czekać na jego z pewnością spektakularnie wyznanie miłości:D
OdpowiedzUsuńAsia
Malfoy jest tutaj straszna ciapa, no ale jednocześnie super uroczy. Wyznanie miłości będzie spektakularne i nie powinno was to dziwić
UsuńGenialny rozdział! Myślałam, że się popłaczę ze śmiechu. Nie wiem właściwie co mogłabym napisać poza tym że jestem zakochana w tym opowiadaniu i mam nadzieję, ze Draco szybko znajdzie Herm i powie jej to co tak bardzo chce ;)))
OdpowiedzUsuńCharlotte
wschod-slonca-dramione.blogspot.com
Fajnie, że się podobało :) Draco musi obmyślić dobry plan na to wyznanie, a z tym jak można się domyślić nie będzie łatwo :D
Usuń