[T] Związek na pokaz: Możliwości zatrudnienia
Witajcie :) w
sobotnie popołudnie zapraszam na dwa rozdziały nowego tłumaczenia. Będzie
intrygująco, zabawnie i oczywiście gorąco. A to lubimy najbardziej, prawda?
Miłej lektury!
___________
Rozdział 1: Możliwości zatrudnienia
W
sprawiedliwym świecie upadek Lorda Voldemorta w Bitwie o Hogwart
zapoczątkowałby erę oświecenia i równości w społeczności czarodziejów, erę, w
której mugolaki, czarodzieje czystej krwi i półkrwi nauczyliby się harmonijnie
współistnieć i wspólnie dążyliby do lepszej przyszłości. Przez pewien czas, po
niezwykłych wydarzeniach z drugiego maja tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego
ósmego roku, brytyjska społeczność magiczna przez około sześć miesięcy starała
się naprawić krzywdy i oddać hołd tym, którzy poświęcili życie zarówno w
Pierwszej, jak i w Drugiej Wojnie Czarodziejów.
Śmierciożercy
zostali złapani i postawieni przez Wizengamotem, a młot sprawiedliwości spadł
na wielu z nich z całą siłą. Lucjusz Malfoy, który zdołał wywinąć się pod
sprawiedliwości po Pierwszej Wojnie, został skazany na czterdzieści pięć lat
więzienia w Azkabanie, stracił tytuł i prawa głowy rodu Malfoyów oraz na
grzywnę w wysokości dziesięciu milionów galeonów ze skarbców Malfoyów. Wielu
innych Śmierciożerców, takich jak Corban Yaxley, Antonin Dołohov i Theodore
Nott senior, otrzymało równie długie wyroki i rozmaite inne kary. Niektórzy,
jak Walden McNair, Rabastan LeStrange i Augustus Rookwood, zdołali wynegocjować
łagodniejsze wyroki lub w ogóle uniknąć kary.
Dwie
głośne sprawy przyciągnęły ogromną uwagę świata czarodziejów: procesy Narcyzy
Malfoy i jej syna Draco. W obu sprawach słynny Chłopiec, Który Przeżył, Harry
Potter, i Złota Dziewczyna, Hermiona Granger, zeznawali w imieniu oskarżonych,
przez co oboje oskarżeni otrzymali łagodniejsze wyroki niż te, o które
zabiegali prokuratorzy Ministerstwa. Narcyza została skazana na rok w
zawieszeniu bez możliwości używania różdżki i areszt domowy w Dworze Malfoyów,
a Draco otrzymał wyrok w zawieszeniu na rok z zastrzeżeniem, że w tym roku musi
ukończyć naukę w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie oraz zdać co
najmniej pięć owutemów na co najmniej powyżej oczekiwań, w tym z obowiązkowych
zajęć z mugoloznawstwa.
Złota
Trójka: Harry Potter, Hermiona Granger i Ronald Weasley, otrzymała Order
Merlina Pierwszej Klasy oraz reparacje wojenne w wysokości dwudziestu tysięcy
galeonów każdy. Mogli również wybrać powrót do Hogwartu lub ofertę pracy na
stanowisku początkującym lub stażysty na dowolnym stanowisku oferowanym przez
Ministerstwo Magii. Harry i Ron zdecydowali się na szkolenie na Aurorów, a
Hermiona wybrała ukończenie nauki w Hogwarcie jako uczennica ósmego roku.
W
samym Ministerstwie Magii, były członek Zakonu Feniksa, Kingsley Shacklebolt,
został wybrany na nowego Ministra Magii. Wraz z objęciem przez wielu członków
Zakonu stanowisk kierowniczych w departamentach Ministerstwa, Shacklebolt
podjął próbę wprowadzenia gruntownych reform: zwiększenia ochrony mugolaków,
wprowadzenia obowiązkowego nauczania mugoloznawstwa dla wszystkich uczniów
Hogwartu, a nawet zmniejszenia liczby dziedzicznych miejsc w Wizengamocie,
zmniejszając tym samym liczbę dziedzicznych miejsc w izbie z trzech czwartych
do dwóch trzecich, z zamiarem dalszego obniżenia tego odsetka w przyszłości.
Dementorzy zostali usunięci z Azkabanu, a w Departamencie Przestrzegania Prawa
Czarodziejów utworzono nową grupę zadaniową, której celem było schwytanie zbiegłych
Śmierciożerców i ich sympatyków.
Przez
jakiś czas wydawało się, że nadchodzą kolejne reformy, ale zachowawcze
instytucje, takie jak Ministerstwo Magii, były bardzo odporne na jakiekolwiek
realne zmiany, a do Bożego Narodzenia nowsze inicjatywy Ministerstwa, takie jak
większa ochrona magicznych stworzeń i lepsze środki łączności z mugolami,
powoli schodziły na dalszy plan pod naporem biurokratycznej machiny. W ciągu
dwóch lat w Ministerstwie Magii wszystko wróciło do normy, a ci, którzy zawsze
byli na szczycie, powoli, nieubłagalnie, w większości wracali na szczyt. Jedyną
zauważalną zmianą było utrzymujące się społeczne tabu zakazujące afiszowania
się ideologią czystej krwi, która napędzała wzrost władzy Voldemorta.
Sześć
lat po zakończeniu Bitwy o Hogwart Hermiona Granger całkowicie rozczarowała się
swoimi wcześniejszymi marzeniami o reformie i postępie. Była singielką, bliska
bankructwa i gotowa rzucić beznadziejną pracę w Departamencie Regulacji i
Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami.
I
tak pewnego sobotniego poranka na początku marca Hermiona siedziała przy
kuchennym stole, przeglądając wniosek o nową pracę, który właśnie wypełniła,
podczas gdy Krzywołap kręcił się wokół jej kostek. Sześć lat temu, a może nawet
dwa lata temu, nigdy nie pomyślałaby o ubieganiu się o to stanowisko, ale teraz
była zdesperowana. Podpisała się na dole formularza, dodała CV, przewiązała
zwoje wstążką i udała się do najbliższej sowiarni, by wysłać swoje podanie.
Wracając
Ulicą Pokątną, postanowiła wstąpić do lodziarni Floriana Fortescue. Chciała
spróbować czegoś innego niż zwykły, truskawkowy lód o smaku balsamicznym i
wybrała ten, którego nigdy wcześniej nie jadła.
—
Poproszę gałkę szafranu z kardamonem — powiedziała do dziewczyny za ladą.
—
Hermiono!
Hermiona
odwróciła się w stronę głosu za sobą i uśmiechnęła się.
—
Ginny!
Wyciągnęła
rękę ku Ginny Potter, żeby ją przytulić. Kasztanowe włosy były związane w
zawadiacki kucyk, a brązowe oczy błyszczały z radości na widok Hermiony. Była w
ciąży i niosła pół tuzina toreb na zakupy, które z wdzięcznością upuściła na
ziemię, by odwzajemnić uścisk.
—
Tak się cieszę, że cię widzę! Pozwól, że postawię ci lody! — zaproponowała
Hermiona.
—
Ratujesz mi życie, Hermiono — powiedziała Ginny, zwracając się do dziewczyny za
ladą. — Poproszę gałkę lodów miętowych z podwójną czekoladą i ogórkami
kiszonymi.
—
To dziwne połączenie.
Hermiona
zaśmiała się, wyciągając galeona z torebki, żeby zapłacić.
Ginny
wzruszyła ramionami.
—
Dziecko ma zachcianki. A ja wyglądam jak przerośnięty kafel.
—
Ile jeszcze tygodni zostało? — zapytała Hermiona, biorąc swoje lody i resztę.
—
Dziewięć — odpowiedziała Ginny, sięgając po swoje lody. — Ten ostatni trymestr
zaczyna być denerwujący. Kiedy się kładę, czuję, jakby dziecko ściskało mi
płuca do połowy i trudno mi zasnąć, kiedy ledwo mogę oddychać. Wczoraj w nocy
leżałam godzinami, próbując znaleźć wygodną pozycję, a Harry chrapał i z całej
siły powstrzymywałam się przed rzuceniem na niego klątwy.
Hermiona
się roześmiała, gdy znalazły stolik, przy którym mogły usiąść.
—
Trzy czwarte drogi za tobą — powiedziała, próbując dodać otuchy przyjaciółce. —
A jak się miewa Harry? Nie widywałam go zbyt często przez ostatnie kilka
tygodni.
—
Był w terenie, żeby zbadać szereg spraw, które, jak twierdzi, mają coś
wspólnego z mugolami… Nie znam szczegółów, ale uważają, że magia wchodzi w grę.
Był w Walii, potem w Cotswolds, a finalnie na Hebrydach. Zasadniczo co kilka
dni w innym miejscu. Więc pewnie dlatego go nie widziałaś.
—
To ma sens — zgodziła się Hermiona. — Mam nadzieję, że wkrótce znajdą winnego
tego wszystkiego. A tak w ogóle… — Wskazała na torby Ginny. — Kupowałaś coś dla
dziecka? Dziwię się, że twoja mama nie poszła z tobą.
Ginny
wzruszyła ramionami z lekkim zażenowaniem.
—
Miała iść ze mną na zakupy, ale skończyło się na tym, że została wezwana do
opieki nad bliźniakami.
—
Ach.
Hermiona
wiedziała, że lepiej nie pytać. Ten temat był jak Nundu, którego nie chciała
drażnić.
Trzy
lata temu Hermiona odniosła swój jedyny sukces legislacyjny podczas pracy w
Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. Z całych sił walczyła o to,
by Wizengamot zaakceptował zmodyfikowaną wersję Ustawy o Prawach Skrzatów
Domowych i Zaklęciach Ochronnych, która dawała skrzatom domowym prawo do
wolności i prawo do wynagrodzenia za pracę (Hermiona chciała, aby skrzaty
domowe otrzymywały wynagrodzenie porównywalne z wynagrodzeniem ludzi, ale organ
ustawodawczy sprzeciwił się temu przepisowi i wprowadził znacznie niższe
wymagania, ale Hermiona pocieszała się tym, że ustawa stanowi początek zmian).
Wróciła do domu pełna ekscytacji i z butelką szampana, by świętować, ale
zamiast tego zastała Rona i Lavender Brown na kanapie w ich mieszkaniu,
świętujących coś zupełnie innego.
Hermiona
się wyprowadziła, a sześć miesięcy później Ron i Lavender wzięli ślub.
Bliźniaki urodziły się rok później.
Harry
i Ginny wspierali Hermionę; Harry odmówił nawet pójścia na ślub Rona. Ginny
poszła tylko dlatego, że Molly Weasley jej nakazała, ale Ginny jasno dała do
zrozumienia, że w żaden sposób nie popiera tego związku. Hermiona nie mogła
znieść faktu, że przyczyniła się do rozłamu w rodzinie Weasleyów i choć
doceniała to wsparcie, starała się jak najbardziej ułatwić życie Harry’emu i
Ginny. Przez ostatnie trzy święta Bożego Narodzenia powtarzała im, że świętuje
z mugolskim kuzynami — kłamstwo, które nikogo nie krzywdziło, ale zostało
przyjęte, żeby zachować pozory.
—
A tak w ogóle, co cię tu dziś sprowadziło? — zapytała Ginny, oblizując
łyżeczkę.
Hermiona
wahała się, czy powiedzieć Ginny, że chce rzucić pracę, ale ostatecznie uznała,
że to i tak nie pozostanie tajemnicą, jeśli w końcu dostanie nową pracę, więc
wyznała prawdę.
—
Myślę o odejściu z Ministerstwa. Właśnie wysłałam aplikację do nowej pracy.
Ginny
odłożyła łyżeczkę.
—
Naprawdę? Ale myślałam, że masz tyle planów!
Hermiona
westchnęła, ponownie biorąc trochę lodów do ust.
—
Rzeczywiście, miałam wiele planów. Ale one zdają się nie mieć sensu. Ciągle
piszę wnioski i lądują w koszu. Biurokracja jest po prostu zbyt powolna, by
cokolwiek zrobić.
—
Ale została uchwalona ustawa o skrzatach domowych! — zaprotestowała Ginny.
—
Tak. Trzy lata temu. I od tamtej pory praktycznie nic. Udało mi się
przeforsować tę ustawę tylko dlatego, że sprzyjały mi układy polityczne.
Właściwi ludzie w Wizengamocie byli po mojej stronie w tej jednej sprawie i
nawet nie dlatego, że zależało im na skrzatach domowych. Chodziło o to, żeby
się zemścić na innych członkach rady. Tego rodzaju polityka wbijania noża w
plecy to po prostu… — Hermiona zadrżała. — Nie chcę tego robić do końca życia.
Jednak
Ginny znała przyjaciółkę bardzo dobrze. Z zamyśleniem na nią spojrzała.
—
Chodzi o coś więcej — powiedziała.
Hermiona
nie odpowiedziała, choć Ginny miała rację. Chodziło o coś więcej niż frustrację
związaną z pracą. Potrzebowała pieniędzy. Tuż przed wyruszeniem z Harrym i
Ronem na poszukiwanie horkruksów, Hermiona rzuciła na rodziców Obliviate, żeby zapomnieli o niej i ich
wspólnym życiu, i wysłała ich do Australii dla ich bezpieczeństwa. Latem po Bitwie
o Hogwart udała się z Ginny do Australii, by odnaleźć rodziców. Zastały ich
prowadzących bardzo dobrze prosperującą klinikę stomatologiczną w Melbourne. Z
całą młodzieńczą pychą i pewnością siebie po wygranej wojnie, Hermiona
próbowała odwrócić zaklęcie Obliviate,
które rzuciła na rodziców, ale efekt był straszliwy. Pamięć rodziców uległa
dalszemu zatarciu, przez co stali się zdezorientowani i niestabilni. Nie do
końca pamiętali swoje życie w Wielkiej Brytanii, ale równocześnie przez obecny
stan nie mogli kontynuować życia w Australii. Żaden z uzdrowicieli, których
Hermiona znalazła w Australii, nie był w stanie jej pomóc i w końcu Hermiona
sprowadziła rodziców z powrotem do Anglii, gdzie przebywali teraz w prywatnym
ośrodku.
Prywatna
opieka medyczna nie była tania. Dwadzieścia tysięcy galeonów, które Hermiona
otrzymała w ramach reparacji wojennych, początkowo wydawało się bogactwem.
Przeliczone na mugolskie pieniądze, stanowiło równowartość pół miliona funtów.
Koszty opieki nad rodzicami były jednak tak horrendalnie wysokie, że wkrótce
pieniądze miały się skończyć. Pensja Hermiony w Ministerstwie magii wynosiła
trzy tysiące galeonów rocznie (około siedemdziesiąt pięć tysięcy funtów) i była
uważana za dobrą dla bezdzietnej osoby samotnej, ale nie pokryłaby kosztów
opieki nad rodzicami w przyszłości. Nowa praca, o którą się ubiegała, wiązała
się z pensją pięciu tysięcy galeonów rocznie i pomyślała, że jeśli rozciągnie
wydatki na utrzymanie, będzie w stanie opłacić opiekę nad rodzicami z wyższej
pensji.
Ale
Hermiona nie chciała mówić Ginny o swoich problemach finansowych. Wiedziała, że
Ginny i Harry, którym bardzo dobrze się powodziło dzięki odziedziczeniu przez
Harry’ego spadku po rodzicach, prawdopodobnie zaoferowaliby jej wsparcie
finansowe, ale nie chciała być zależna od przyjaciół. Dlatego powiedziała:
—
Po prostu poczułam, że potrzebuję zmiany kariery. Wiesz, że zrobiłam mistrzostwo
z eliksirów po skończeniu szkoły. To praca w laboratorium eliksirów i myślę, że
mogłabym poeksperymentować z nowymi rzeczami.
—
Więc gdzie byś pracowała? — zapytała Ginny.
Hermiona
przygryzła wargę. To była najtrudniejsza część wyznania.
—
Malfoy Holdings ma laboratorium eliksirów i właśnie ogłosili nabór na nowe
stanowisko.
—
Malfoy Holdings! — wykrzyknęła Ginny.
Kilka
rozmów wokół nich ucichło.
Hermiona
poczerwieniała jak burak.
—
Dzięki, Ginny — mruknęła, zastanawiając się, czy wkrótce znów zobaczy siebie na
pierwszej stronie Proroka Codziennego,
przez wybuch Ginny.
—
Przepraszam — rzekła, ściszając głos o dwadzieścia decybeli. — Ale serio?
Malfoy? Dałabyś radę pracować dla niego, biorąc pod uwagę… całą waszą wspólną
przeszłość?
Hermiona
nie była gotowa na tę część.
—
Cóż, tak naprawdę nie pracowałabym z nim bezpośrednio. Wątpię, żebym go w ogóle
zobaczyła. Jego firma jest drugim co do wielkości pracodawcą w branży magicznej
w Wielkiej Brytanii po Ministerstwie Magii i ma mnóstwo działów. Eliksiry to
jeden z nich. Byłabym po prostu kolejnym pracownikiem laboratorium, całkowicie
poza zasięgiem wzroku.
—
To znaczy?
Usta
Hermiony drgnęły.
—
To mugolskie powiedzenie. To tak, jakbym pracowała pod peleryną-niewidką, Nigdy
by mnie nie zobaczył.
—
Prawdopodobnie tak. W sumie Harry mówił, że Malfoy jest mniejszym palantem niż
w dzieciństwie.
—
Dlaczego Harry miałby ta mówić? Widują się?
—
Kiedy Narcyza Malfoy była w areszcie domowym, odnowiła kontakt ze swoją siostrą
Andromedą. Malfoy jest kuzynem Teddy’ego Lupina… niech pomyślę… jest kuzynem
pierwszego stopnia. A Harry jest ojcem chrzestnym Teddy’ego. Czasami spotykają
się w domu Andromedy i spędzają czas z Teddym. Wygląda na to, że naprawdę się
dogadują. A właśnie! Malfoy złożył petycję do Wizengamotu o przywrócenie
Andromedy na drzewo genealogiczne Blacków, żeby Teddy dostał swoją część spadku
po Blackach. Gobelin na Grimmauld Place został potem zaktualizowany.
—
Kiedy to się stało i dlaczego o tym nie wiedziałam?
Ginny
zastanowiła się przez chwilę, a potem poczerwieniała.
—
Myślę, że to się stało mniej więcej wtedy, gdy rozstaliście się z Ronem… biorąc
pod uwagę wszystko, co się z tobą działo, Harry chyba zapomniał ci o tym
wspomnieć.
—
Cóż, miło usłyszeć coś dobrego o Malfoyu, nawet jeśli nigdy go nie zobaczę. A
uwierz mi, ta firma jest tak duża, że wątpię, żebyśmy się kiedykolwiek
spotkali.
—
Ale to ogromna zmiana — przejść z pracy w Ministerstwie do tego.
—
Naprawdę czas na zmianę — upierała się Hermiona.
Ginny
pokręciła głową.
—
Myślę, że kryje się w tym coś, o czym mi nie mówisz.
—
Ginny, zaufaj mi. Wiem, co robię — powiedziała Hermiona. — I myślę, że ta
zmiana może mi wyjść na dobre. Możemy pogadać o czymś innym?
Ginny
dokończyła jeść lody.
—
Dobrze, nie będę cię przesłuchiwać. Daj mi znać, jeśli coś będzie nie tak i będę
mogła pomóc, dobrze?
Hermiona
uśmiechnęła się czule do przyjaciółki.
—
Dobrze, dam znać. Więc powiedz mi, czy masz już przygotowany spis prezentów na
bociankowe?
~*~*~*~*~*~*~*~
Draco
Malfoy, prezes Malfoy Holdings, odchylił się na krześle i zdjął z biurka
kolejną teczkę, żeby ją przejrzeć. Jego asystentka właśnie poszła do domu, ale
Draco był przyzwyczajony do pracy do późna w nocy. Odkrył, że naprawdę lubi te
godziny, które spędzał samotnie w biurze po tym, jak wszyscy wyszli. Było cicho
i spokojnie. Mógł przemyśleć problemy z poprzedniego dnia albo przeanalizować
nowe pomysły dla firmy, bez zgiełku spotkań i zakłóceń ze strony sów, połączeń
przez Sieć Fiuu i ciągłych wiadomości, które zakłócały jego tok myślenia.
Podniósł
szklankę Ognistej Whisky, którą właśnie sobie nalał, i położył teczkę na
kolanach. To było podanie o pracę i sprawdzenie przeszłości. Zazwyczaj Draco
nie przeglądał wszystkich podań które wpływały do Malfoy Holdingss, konglomeratu
wielu podmiotów gospodarczych produkujących i sprzedających wszelkiego rodzaju
eliksiry, zaklęcia i magiczne przedmioty do użytku domowego i przemysłowego.
Było po prostu zbyt wielu pracowników i aplikacji, aby mógł osobiście przejrzeć
każdą, która napływała do firmy. Jednak dział eliksirów był dla niego ważny;
Draco uzyskał mistrzostwo w eliksirach po opuszczeniu Hogwartu i ze szczególną
starannością rozwijał linie produktów, które stworzył jego dział eliksirów.
Jeden ze starszych Mistrzów Eliksirów odchodził na emeryturę i pojawił się
wakat do obsadzenia. Draco rozważał awans młodszego specjalisty od eliksirów na
stanowisko starszego albo zatrudnienie kogoś z zewnątrz. Ogłoszenie o pracę opublikowano
w Proroku Codziennym zaledwie tydzień
temu i jak dotąd wpłynęło pięć zgłoszeń. Draco nie był pod wrażeniem pierwszych
czterech, a piąte nie budziło w nim wielkich nadziei.
A
potem otworzył teczkę i zamrugał.
Zdjęcie
cholernej Hermiony Granger wisiało przypięte do okładki. Nie widział jej od
ósmego roku w Hogwarcie, roku, o którym Draco wolał zapomnieć. Trzymał wtedy
głowę nisko, sporadycznie odzywał się i wchodził w interakcje z ludźmi spoza
Slytherinu, i spędzał czas, uparcie ucząc się na owutemy (zdał siedem, ale
oczywiście tak kujonka Granger musiała go przebić, zdając osiem). Prawie się z
nią nie kontaktował przez cały rok, chociaż wysłał jej list z przeprosinami za
to, jak ją traktował przez wszystkie poprzednie lata, i za wydarzenia we Dworze
Malfoyów wcześniej tej wiosny, kiedy jego szalona ciotka ją zaatakowała i
wyryła jej na ramieniu bliznę „Szlama”. Hermiona nigdy nie odpowiedziała na ten
list, więc założył, że nie chce mieć z nim nic wspólnego i starał się jak mógł,
żeby nie wchodzić jej w drogę.
Przyjrzał
się teraz uważniej jej zdjęciu, które było typowym zdjęciem reklamowym. Granger
nie przysłała zdjęcia osobiście; jedyne, co przesłała, to jej podanie o pracę i
CV, ale Draco miał bardzo wyrafinowany zespół weryfikacyjny, który dokładnie
badał przeszłość wszystkich, potencjalnych pracowników aplikujących na
stanowiska uważane za wysoce wrażliwe lub związane z poufnymi informacjami).
Granger na zdjęciu miała na sobie formalną, barwinkowo-niebieską szatę, a jej
niegdyś bujne, brązowe włosy zostały ułożone w kuszące loki. Draco ze
zdziwieniem zauważył, jak ładnie wyglądała jej twarz w kształcie serca i
ciemne, bursztynowe oczy. Na nosie miała delikatne piegi i usta w uroczym
kształcie. Właśnie gdy Draco o tym pomyślał, Granger z fotografii mrugnęła raz,
przewróciła oczami, skrzyżowała ramiona i zmarszczyła brwi, patrząc na Draco,
jakby ją obraził.
Typowe.
Ale
to było ciekawe. Dlaczego akurat Granger miałaby ubiegać się o stanowisko w
jego firmie? Czyż nie była cudownym dzieckiem Ministerstwa ze swoją krucjatą na
rzecz uwolnienia skrzatów domowych i wspierania innych, magicznych stworzeń? Co
skłoniło ją do pracy właśnie u niego?
Draco
właśnie zaczął przeglądać informacje w pliku, gdy sowa zastukała w jego okno.
To był Hermes, puchacz rodziny Malfoyów, co oznaczało, że jego matka wysłała mu
wiadomość. Przeklinając, Draco wstał, żeby otworzyć okno. Wziął zwój od Hermesa
i pogłaskał sowę po głowie z czułym uśmiechem. Dał Hermesowi garść smakołyków,
a potem usiadł, żeby przeczytać wiadomość od matki. Hermes skończył jeść i
odleciał, więc Draco wiedział, że matka nie potrzebuje odpowiedzi
Draco,
Zaprosiłam na piątkową herbatę
Madame Beaulieu i jej córkę Veronique we Dworze, i bardzo bym chciała, żebyś
przyszedł. Obiecałeś spędzić ze mną popołudnie w tym miesiącu. Nie zawiedź
mnie, synu.
Z miłością,
Matka
Draco
skrzywił się. Kolejna herbatka z inną, wysoko postawioną, czystej krwi
czarownicą. Wiedział, że jego matka pragnęła, by się ustatkował, poślubił
odpowiednią kobietę i miał dzieci, ale Draco naprawdę nie miał czasu ani
energii na formalne zaloty. Nie miał nic przeciwko okazjonalnym romansom, ale
zbyt często wiązały się one z pewnymi ograniczeniami. Kobiety, które go
uwodziły, chciałby być Panią Malfoy i mieć dostęp do skarbców oraz biżuterii.
Chciały być adorowane kwiatami, wykwintnymi restauracjami i drogimi prezentami.
Spodziewały się egzotycznych wakacji i rejsów jachtem. To było wyczerpujące.
Absolutnie nie chciał zajmować się tymi bzdurami, mając tak wiele spraw do
załatwienia w pracy.
Draco
wsunął notatkę matki do szuflady akurat w chwili, gdy jego kominek ożył i do
gabinetu weszły trzy osoby: Theo Nott, Blaise Zabini i Pansy Parkinson.
Draco
spojrzał na nich gniewnie, ale jego groźny wyraz twarzy nikogo nie zmylił. Ta
trójka była jego najbliższymi przyjaciółmi i znała go od wczesnego dzieciństwa.
Theo podbiegł do jego biurka z właściwym sobie entuzjazmem.
—
Draco! Co jest grane? Myślałem, że godzinę temu miałeś się z nami spotkać na
drinka!
Draco
zmierzył przyjaciela surowym spojrzeniem.
—
W przeciwieństwie do ciebie, leniuchu, ja naprawdę pracuję.
—
Ciągłe pracowanie i brak zabawy czynią Draco nudnym chłopcem — odparł Theo. —
Chodź, zjedzmy coś pysznego, napijmy się dobrego alkoholu i obiecajmy sobie, że
dziś wieczorem nie wrócimy sami do domu.
Draco
jęknął.
—
Nie tym razem, Nott.
—
Co masz na myśli?
Draco
wyciągnął list od matki i pokazał go przyjaciołom.
—
Cóż, czego się spodziewałeś? — zapytała Pansy, przeczytawszy treść. — Masz
prawie dwadzieścia cztery lata i według jej obliczeń powinieneś był się ożenić
lata temu.
—
I to Veronique Beaulieu. Pamiętam, że widywałem ją kilka lat temu, kiedy byłem
w Monte Carlo. Jest prześliczna — wtrącił Blaise. — Twoja matka mogła wybrać
gorzej, nawet jeśli Veronique jest trochę…
—
Jest prawdziwym koszmarem — rzekła Pansy beznamiętnie. — Zjadliwa, mała
dziewucha. Jest tak wymagająca, że twoje skrzaty domowe będą miały koszmary. A poza
tym wzięła podarunki od co najmniej sześciu innych czarodziejów i zostawiła ich
bez grosza przy duszy.
—
Nie mam na to czasu — warknął Draco, przewracając oczami. — Mam teraz wiele na
głowie, prowadząc firmę. A żeby było zabawniej, dochodzą mnie słuchy, że jeden
lub kilku uroczych kuzynów mojego ojca może próbować przejąć moją firmę.
—
Jacy kuzyni? Twój dziadek Abraxas i twój ojciec byli jedynakami — powiedział
Blaise.
Draco
przewrócił oczami.
—
Malfoyowie z Francji.
—
Merlinie i Morgano, ci kuzyni są tak słabo z tobą spokrewnieni… prawdopodobnie
masz bliższe pokrewieństwo z Weasleyami niż z nimi — wykrzyknęła Pansy.
—
Dokładnie — rzekł Draco. — Ale w statusie firmy są pewne zapisy, które dają im
pewną, niewielką szansę. Muszę się bronić przed tymi idiotami, a do tego
pojawiły się problemy z łańcuchem dostaw…
W
tym momencie Draco powstrzymał się od zdradzania dalszych szczegółów. Byli jego
najlepszymi przyjaciółmi, ale Draco wiedział, że nawet pomimo dobrych intencji,
zbyt wiele informacji może trafić w niepowołane ręce.
Poza
irytacją związaną z plotkami o próbie przejęcia firmy przez jego dalekich
krewnych, Draco miał również problemy z kilkoma dostawcami i był zaniepokojony.
Surowce, były zbyt specyficzne, by je zignorować, a Draco sprawdzał, czy jego
problemy z łańcuchem dostaw nie są związane z legalną konkurencją lub
działalnością na czarnym rynku. Wszystko to stanowiło dodatek do jego
zwyczajowych problemów z prezesem jednej z największych korporacji czarodziejów
w Europie; Draco nie potrzebował rozpraszaczy, nawet jeśli były przyjemne.
—
W każdym razie nie mam czasu na zaloty, adorowanie i martwienie się o wrażliwość
napiętych debiutantek — poskarżył się Draco. — Potrzebuję tylko
nieskomplikowanej ozdoby do ramion, którą mógłbym zabrać na gale i kolacje
biznesowe, ale nawet niezobowiązujące randki z kobietami kończą się tym, że
unikam ich tygodniami.
—
Potrzebujesz udawanej dziewczyny, kolego — powiedział Theo z uśmiechem.
—
Co takiego?
—
Udawaną dziewczynę. Zatrudnij kogoś, kto będzie twoją dziewczyną przez jakiś
czas, aż trochę ogarniesz swoje sprawy, a potem możesz dać tej udawanej dziewczynie
spokój i zająć się prawdziwymi zalotami.
—
Zwariowałeś? — zapytał Draco.
Blaise
zachichotał.
—
Byłoby zabawnie patrzeć, jak płacisz za to, żeby ktoś z tobą chodził.
—
To nie jest zły pomysł. — Pansy zamyśliła się. — Znajdź kogoś, kto będzie udawał
przez kilka miesięcy. Tylko upewnij się, że twoje zdjęcie pojawi się na łamach Proroka w dziale towarzyskim, a może uda
ci się na jakiś czas zmusić Narcyzę do ustępstw. Tylko zmuś potencjalną
dziewczymę do podpisania umowy o zachowaniu poufności, zapłać hojnie i kup jej
kilka ładnych drobiazgów. Przecież możesz sobie na to pozwolić.
Draco
zamilkł. Brzmiało to bardzo kusząco. Zatrudnić dziewczynę będącą na każde
skinienie, niczym sekretarka. Z pewnością nie przejmował się wrażliwością
swoich sekretarek. Robiły po prostu to, co im kazano, a on dopilnował, żeby co
roku dostawały hojne premie świąteczne, by sprostać jego wymaganiom. Problemem
było oczywiście znalezienie dziewczyny, która spełniałaby jego oczekiwania.
Musiała być atrakcyjna, bo nikt by nie uwierzył, że Draco poważnie traktuje
zwyczajną dziewczynę. Powinna być też inteligentna, dyskretna i trzymać się
ustalonego scenariusza. A także kulturalna i nie wprawiać go w zakłopotanie
przed współpracownikami ani na imprezach towarzyskich. A jednocześnie musiałaby
być kimś, kto nie marzyłby o zostaniu następną Panią Malfoy i nie zacząłby
mierzyć zasłon we Dworze. Gdzie, na Salazara, miałby znaleźć taką dziewczynę?
—
Problemem w tym planie jest znalezienie dziewczyny — powiedział Blaise, jakby
czytając w myślach Draco.
Theo
kazał wszystkim opuścić gabinet Draco i udać się do Szmaragdowego Globu —
ekskluzywnego klubu, który obsługiwał najbogatszą, starą gwardię
czarodziejskiej społeczności — gdzie zamówili kolację. Theo spędził resztę
wieczoru radośnie wyciągając nazwiska odpowiednich, samotnych czarownic czystej
krwi i półkrwi, które kolejno odrzucali Draco, Pansy lub Blaise. Zbyt
wymagające, zbyt pospolite, zbyt irytujące, zbyt wymagające, zbyt nudne lub było
zbyt mało prawdopodobne, by zgodziły się na ten plan.
—
Przepraszam, stary — rzekł w końcu Theo, nieco bełkocząc. — Uważałem, że to
dobry plan. Chyba będziesz musiał po prostu unikać matki-swatki.
Draco zasalutował dwoma palcami, po czym pokręcił głową z uśmiechem, który był na wpół rozbawiony, na współ zirytowany. Mimo braku odpowiednich kandydatek do tego schematu podrywu, pomysł zakorzenił się w jego umyśle i czuł, że warto w to brnąć. Czuł, że rozwiązanie jest na wyciągnięcie ręki, ale teraz, po kilku drinkach Ognistej Whisky, nie był w stanie szukać rozwiązania tego dylematu. Rozsiadł się wygodnie i słuchał rozmów przyjaciół, czując wdzięczność za to, że ma takich przyjaciół, którzy zawsze go wspierają, i pragnąc, aby wszystko w życiu było tak proste, jak jego uczucia do nich.
Brak komentarzy