[T] Związek na pokaz: Możliwości zatrudnienia

sobota, 18 lipca 2026

  

Witajcie :) w sobotnie popołudnie zapraszam na dwa rozdziały nowego tłumaczenia. Będzie intrygująco, zabawnie i oczywiście gorąco. A to lubimy najbardziej, prawda? Miłej lektury!


___________

 

Rozdział 1: Możliwości zatrudnienia

 

W sprawiedliwym świecie upadek Lorda Voldemorta w Bitwie o Hogwart zapoczątkowałby erę oświecenia i równości w społeczności czarodziejów, erę, w której mugolaki, czarodzieje czystej krwi i półkrwi nauczyliby się harmonijnie współistnieć i wspólnie dążyliby do lepszej przyszłości. Przez pewien czas, po niezwykłych wydarzeniach z drugiego maja tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego ósmego roku, brytyjska społeczność magiczna przez około sześć miesięcy starała się naprawić krzywdy i oddać hołd tym, którzy poświęcili życie zarówno w Pierwszej, jak i w Drugiej Wojnie Czarodziejów.

Śmierciożercy zostali złapani i postawieni przez Wizengamotem, a młot sprawiedliwości spadł na wielu z nich z całą siłą. Lucjusz Malfoy, który zdołał wywinąć się pod sprawiedliwości po Pierwszej Wojnie, został skazany na czterdzieści pięć lat więzienia w Azkabanie, stracił tytuł i prawa głowy rodu Malfoyów oraz na grzywnę w wysokości dziesięciu milionów galeonów ze skarbców Malfoyów. Wielu innych Śmierciożerców, takich jak Corban Yaxley, Antonin Dołohov i Theodore Nott senior, otrzymało równie długie wyroki i rozmaite inne kary. Niektórzy, jak Walden McNair, Rabastan LeStrange i Augustus Rookwood, zdołali wynegocjować łagodniejsze wyroki lub w ogóle uniknąć kary.

Dwie głośne sprawy przyciągnęły ogromną uwagę świata czarodziejów: procesy Narcyzy Malfoy i jej syna Draco. W obu sprawach słynny Chłopiec, Który Przeżył, Harry Potter, i Złota Dziewczyna, Hermiona Granger, zeznawali w imieniu oskarżonych, przez co oboje oskarżeni otrzymali łagodniejsze wyroki niż te, o które zabiegali prokuratorzy Ministerstwa. Narcyza została skazana na rok w zawieszeniu bez możliwości używania różdżki i areszt domowy w Dworze Malfoyów, a Draco otrzymał wyrok w zawieszeniu na rok z zastrzeżeniem, że w tym roku musi ukończyć naukę w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie oraz zdać co najmniej pięć owutemów na co najmniej powyżej oczekiwań, w tym z obowiązkowych zajęć z mugoloznawstwa.

Złota Trójka: Harry Potter, Hermiona Granger i Ronald Weasley, otrzymała Order Merlina Pierwszej Klasy oraz reparacje wojenne w wysokości dwudziestu tysięcy galeonów każdy. Mogli również wybrać powrót do Hogwartu lub ofertę pracy na stanowisku początkującym lub stażysty na dowolnym stanowisku oferowanym przez Ministerstwo Magii. Harry i Ron zdecydowali się na szkolenie na Aurorów, a Hermiona wybrała ukończenie nauki w Hogwarcie jako uczennica ósmego roku.

W samym Ministerstwie Magii, były członek Zakonu Feniksa, Kingsley Shacklebolt, został wybrany na nowego Ministra Magii. Wraz z objęciem przez wielu członków Zakonu stanowisk kierowniczych w departamentach Ministerstwa, Shacklebolt podjął próbę wprowadzenia gruntownych reform: zwiększenia ochrony mugolaków, wprowadzenia obowiązkowego nauczania mugoloznawstwa dla wszystkich uczniów Hogwartu, a nawet zmniejszenia liczby dziedzicznych miejsc w Wizengamocie, zmniejszając tym samym liczbę dziedzicznych miejsc w izbie z trzech czwartych do dwóch trzecich, z zamiarem dalszego obniżenia tego odsetka w przyszłości. Dementorzy zostali usunięci z Azkabanu, a w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów utworzono nową grupę zadaniową, której celem było schwytanie zbiegłych Śmierciożerców i ich sympatyków.

Przez jakiś czas wydawało się, że nadchodzą kolejne reformy, ale zachowawcze instytucje, takie jak Ministerstwo Magii, były bardzo odporne na jakiekolwiek realne zmiany, a do Bożego Narodzenia nowsze inicjatywy Ministerstwa, takie jak większa ochrona magicznych stworzeń i lepsze środki łączności z mugolami, powoli schodziły na dalszy plan pod naporem biurokratycznej machiny. W ciągu dwóch lat w Ministerstwie Magii wszystko wróciło do normy, a ci, którzy zawsze byli na szczycie, powoli, nieubłagalnie, w większości wracali na szczyt. Jedyną zauważalną zmianą było utrzymujące się społeczne tabu zakazujące afiszowania się ideologią czystej krwi, która napędzała wzrost władzy Voldemorta.

Sześć lat po zakończeniu Bitwy o Hogwart Hermiona Granger całkowicie rozczarowała się swoimi wcześniejszymi marzeniami o reformie i postępie. Była singielką, bliska bankructwa i gotowa rzucić beznadziejną pracę w Departamencie Regulacji i Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami.

I tak pewnego sobotniego poranka na początku marca Hermiona siedziała przy kuchennym stole, przeglądając wniosek o nową pracę, który właśnie wypełniła, podczas gdy Krzywołap kręcił się wokół jej kostek. Sześć lat temu, a może nawet dwa lata temu, nigdy nie pomyślałaby o ubieganiu się o to stanowisko, ale teraz była zdesperowana. Podpisała się na dole formularza, dodała CV, przewiązała zwoje wstążką i udała się do najbliższej sowiarni, by wysłać swoje podanie.

Wracając Ulicą Pokątną, postanowiła wstąpić do lodziarni Floriana Fortescue. Chciała spróbować czegoś innego niż zwykły, truskawkowy lód o smaku balsamicznym i wybrała ten, którego nigdy wcześniej nie jadła.

— Poproszę gałkę szafranu z kardamonem — powiedziała do dziewczyny za ladą.

— Hermiono!

Hermiona odwróciła się w stronę głosu za sobą i uśmiechnęła się.

— Ginny!

Wyciągnęła rękę ku Ginny Potter, żeby ją przytulić. Kasztanowe włosy były związane w zawadiacki kucyk, a brązowe oczy błyszczały z radości na widok Hermiony. Była w ciąży i niosła pół tuzina toreb na zakupy, które z wdzięcznością upuściła na ziemię, by odwzajemnić uścisk.

— Tak się cieszę, że cię widzę! Pozwól, że postawię ci lody! — zaproponowała Hermiona.

— Ratujesz mi życie, Hermiono — powiedziała Ginny, zwracając się do dziewczyny za ladą. — Poproszę gałkę lodów miętowych z podwójną czekoladą i ogórkami kiszonymi.

— To dziwne połączenie.

Hermiona zaśmiała się, wyciągając galeona z torebki, żeby zapłacić.

Ginny wzruszyła ramionami.

— Dziecko ma zachcianki. A ja wyglądam jak przerośnięty kafel.

— Ile jeszcze tygodni zostało? — zapytała Hermiona, biorąc swoje lody i resztę.

— Dziewięć — odpowiedziała Ginny, sięgając po swoje lody. — Ten ostatni trymestr zaczyna być denerwujący. Kiedy się kładę, czuję, jakby dziecko ściskało mi płuca do połowy i trudno mi zasnąć, kiedy ledwo mogę oddychać. Wczoraj w nocy leżałam godzinami, próbując znaleźć wygodną pozycję, a Harry chrapał i z całej siły powstrzymywałam się przed rzuceniem na niego klątwy.

Hermiona się roześmiała, gdy znalazły stolik, przy którym mogły usiąść.

— Trzy czwarte drogi za tobą — powiedziała, próbując dodać otuchy przyjaciółce. — A jak się miewa Harry? Nie widywałam go zbyt często przez ostatnie kilka tygodni.

— Był w terenie, żeby zbadać szereg spraw, które, jak twierdzi, mają coś wspólnego z mugolami… Nie znam szczegółów, ale uważają, że magia wchodzi w grę. Był w Walii, potem w Cotswolds, a finalnie na Hebrydach. Zasadniczo co kilka dni w innym miejscu. Więc pewnie dlatego go nie widziałaś.

— To ma sens — zgodziła się Hermiona. — Mam nadzieję, że wkrótce znajdą winnego tego wszystkiego. A tak w ogóle… — Wskazała na torby Ginny. — Kupowałaś coś dla dziecka? Dziwię się, że twoja mama nie poszła z tobą.

Ginny wzruszyła ramionami z lekkim zażenowaniem.

— Miała iść ze mną na zakupy, ale skończyło się na tym, że została wezwana do opieki nad bliźniakami.

— Ach.

Hermiona wiedziała, że lepiej nie pytać. Ten temat był jak Nundu, którego nie chciała drażnić.

Trzy lata temu Hermiona odniosła swój jedyny sukces legislacyjny podczas pracy w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. Z całych sił walczyła o to, by Wizengamot zaakceptował zmodyfikowaną wersję Ustawy o Prawach Skrzatów Domowych i Zaklęciach Ochronnych, która dawała skrzatom domowym prawo do wolności i prawo do wynagrodzenia za pracę (Hermiona chciała, aby skrzaty domowe otrzymywały wynagrodzenie porównywalne z wynagrodzeniem ludzi, ale organ ustawodawczy sprzeciwił się temu przepisowi i wprowadził znacznie niższe wymagania, ale Hermiona pocieszała się tym, że ustawa stanowi początek zmian). Wróciła do domu pełna ekscytacji i z butelką szampana, by świętować, ale zamiast tego zastała Rona i Lavender Brown na kanapie w ich mieszkaniu, świętujących coś zupełnie innego.

Hermiona się wyprowadziła, a sześć miesięcy później Ron i Lavender wzięli ślub. Bliźniaki urodziły się rok później.

Harry i Ginny wspierali Hermionę; Harry odmówił nawet pójścia na ślub Rona. Ginny poszła tylko dlatego, że Molly Weasley jej nakazała, ale Ginny jasno dała do zrozumienia, że w żaden sposób nie popiera tego związku. Hermiona nie mogła znieść faktu, że przyczyniła się do rozłamu w rodzinie Weasleyów i choć doceniała to wsparcie, starała się jak najbardziej ułatwić życie Harry’emu i Ginny. Przez ostatnie trzy święta Bożego Narodzenia powtarzała im, że świętuje z mugolskim kuzynami — kłamstwo, które nikogo nie krzywdziło, ale zostało przyjęte, żeby zachować pozory.

— A tak w ogóle, co cię tu dziś sprowadziło? — zapytała Ginny, oblizując łyżeczkę.

Hermiona wahała się, czy powiedzieć Ginny, że chce rzucić pracę, ale ostatecznie uznała, że to i tak nie pozostanie tajemnicą, jeśli w końcu dostanie nową pracę, więc wyznała prawdę.

— Myślę o odejściu z Ministerstwa. Właśnie wysłałam aplikację do nowej pracy.

Ginny odłożyła łyżeczkę.

— Naprawdę? Ale myślałam, że masz tyle planów!

Hermiona westchnęła, ponownie biorąc trochę lodów do ust.

— Rzeczywiście, miałam wiele planów. Ale one zdają się nie mieć sensu. Ciągle piszę wnioski i lądują w koszu. Biurokracja jest po prostu zbyt powolna, by cokolwiek zrobić.

— Ale została uchwalona ustawa o skrzatach domowych! — zaprotestowała Ginny.

— Tak. Trzy lata temu. I od tamtej pory praktycznie nic. Udało mi się przeforsować tę ustawę tylko dlatego, że sprzyjały mi układy polityczne. Właściwi ludzie w Wizengamocie byli po mojej stronie w tej jednej sprawie i nawet nie dlatego, że zależało im na skrzatach domowych. Chodziło o to, żeby się zemścić na innych członkach rady. Tego rodzaju polityka wbijania noża w plecy to po prostu… — Hermiona zadrżała. — Nie chcę tego robić do końca życia.

Jednak Ginny znała przyjaciółkę bardzo dobrze. Z zamyśleniem na nią spojrzała.

— Chodzi o coś więcej — powiedziała.

Hermiona nie odpowiedziała, choć Ginny miała rację. Chodziło o coś więcej niż frustrację związaną z pracą. Potrzebowała pieniędzy. Tuż przed wyruszeniem z Harrym i Ronem na poszukiwanie horkruksów, Hermiona rzuciła na rodziców Obliviate, żeby zapomnieli o niej i ich wspólnym życiu, i wysłała ich do Australii dla ich bezpieczeństwa. Latem po Bitwie o Hogwart udała się z Ginny do Australii, by odnaleźć rodziców. Zastały ich prowadzących bardzo dobrze prosperującą klinikę stomatologiczną w Melbourne. Z całą młodzieńczą pychą i pewnością siebie po wygranej wojnie, Hermiona próbowała odwrócić zaklęcie Obliviate, które rzuciła na rodziców, ale efekt był straszliwy. Pamięć rodziców uległa dalszemu zatarciu, przez co stali się zdezorientowani i niestabilni. Nie do końca pamiętali swoje życie w Wielkiej Brytanii, ale równocześnie przez obecny stan nie mogli kontynuować życia w Australii. Żaden z uzdrowicieli, których Hermiona znalazła w Australii, nie był w stanie jej pomóc i w końcu Hermiona sprowadziła rodziców z powrotem do Anglii, gdzie przebywali teraz w prywatnym ośrodku.

Prywatna opieka medyczna nie była tania. Dwadzieścia tysięcy galeonów, które Hermiona otrzymała w ramach reparacji wojennych, początkowo wydawało się bogactwem. Przeliczone na mugolskie pieniądze, stanowiło równowartość pół miliona funtów. Koszty opieki nad rodzicami były jednak tak horrendalnie wysokie, że wkrótce pieniądze miały się skończyć. Pensja Hermiony w Ministerstwie magii wynosiła trzy tysiące galeonów rocznie (około siedemdziesiąt pięć tysięcy funtów) i była uważana za dobrą dla bezdzietnej osoby samotnej, ale nie pokryłaby kosztów opieki nad rodzicami w przyszłości. Nowa praca, o którą się ubiegała, wiązała się z pensją pięciu tysięcy galeonów rocznie i pomyślała, że jeśli rozciągnie wydatki na utrzymanie, będzie w stanie opłacić opiekę nad rodzicami z wyższej pensji.

Ale Hermiona nie chciała mówić Ginny o swoich problemach finansowych. Wiedziała, że Ginny i Harry, którym bardzo dobrze się powodziło dzięki odziedziczeniu przez Harry’ego spadku po rodzicach, prawdopodobnie zaoferowaliby jej wsparcie finansowe, ale nie chciała być zależna od przyjaciół. Dlatego powiedziała:

— Po prostu poczułam, że potrzebuję zmiany kariery. Wiesz, że zrobiłam mistrzostwo z eliksirów po skończeniu szkoły. To praca w laboratorium eliksirów i myślę, że mogłabym poeksperymentować z nowymi rzeczami.

— Więc gdzie byś pracowała? — zapytała Ginny.

Hermiona przygryzła wargę. To była najtrudniejsza część wyznania.

— Malfoy Holdings ma laboratorium eliksirów i właśnie ogłosili nabór na nowe stanowisko.

— Malfoy Holdings! — wykrzyknęła Ginny.

Kilka rozmów wokół nich ucichło.

Hermiona poczerwieniała jak burak.

— Dzięki, Ginny — mruknęła, zastanawiając się, czy wkrótce znów zobaczy siebie na pierwszej stronie Proroka Codziennego, przez wybuch Ginny.

— Przepraszam — rzekła, ściszając głos o dwadzieścia decybeli. — Ale serio? Malfoy? Dałabyś radę pracować dla niego, biorąc pod uwagę… całą waszą wspólną przeszłość?

Hermiona nie była gotowa na tę część.

— Cóż, tak naprawdę nie pracowałabym z nim bezpośrednio. Wątpię, żebym go w ogóle zobaczyła. Jego firma jest drugim co do wielkości pracodawcą w branży magicznej w Wielkiej Brytanii po Ministerstwie Magii i ma mnóstwo działów. Eliksiry to jeden z nich. Byłabym po prostu kolejnym pracownikiem laboratorium, całkowicie poza zasięgiem wzroku.

— To znaczy?

Usta Hermiony drgnęły.

— To mugolskie powiedzenie. To tak, jakbym pracowała pod peleryną-niewidką, Nigdy by mnie nie zobaczył.

— Prawdopodobnie tak. W sumie Harry mówił, że Malfoy jest mniejszym palantem niż w dzieciństwie.

— Dlaczego Harry miałby ta mówić? Widują się?

— Kiedy Narcyza Malfoy była w areszcie domowym, odnowiła kontakt ze swoją siostrą Andromedą. Malfoy jest kuzynem Teddy’ego Lupina… niech pomyślę… jest kuzynem pierwszego stopnia. A Harry jest ojcem chrzestnym Teddy’ego. Czasami spotykają się w domu Andromedy i spędzają czas z Teddym. Wygląda na to, że naprawdę się dogadują. A właśnie! Malfoy złożył petycję do Wizengamotu o przywrócenie Andromedy na drzewo genealogiczne Blacków, żeby Teddy dostał swoją część spadku po Blackach. Gobelin na Grimmauld Place został potem zaktualizowany.

— Kiedy to się stało i dlaczego o tym nie wiedziałam?

Ginny zastanowiła się przez chwilę, a potem poczerwieniała.

— Myślę, że to się stało mniej więcej wtedy, gdy rozstaliście się z Ronem… biorąc pod uwagę wszystko, co się z tobą działo, Harry chyba zapomniał ci o tym wspomnieć.

— Cóż, miło usłyszeć coś dobrego o Malfoyu, nawet jeśli nigdy go nie zobaczę. A uwierz mi, ta firma jest tak duża, że wątpię, żebyśmy się kiedykolwiek spotkali.

— Ale to ogromna zmiana — przejść z pracy w Ministerstwie do tego.

— Naprawdę czas na zmianę — upierała się Hermiona.

Ginny pokręciła głową.

— Myślę, że kryje się w tym coś, o czym mi nie mówisz.

— Ginny, zaufaj mi. Wiem, co robię — powiedziała Hermiona. — I myślę, że ta zmiana może mi wyjść na dobre. Możemy pogadać o czymś innym?

Ginny dokończyła jeść lody.

— Dobrze, nie będę cię przesłuchiwać. Daj mi znać, jeśli coś będzie nie tak i będę mogła pomóc, dobrze?

Hermiona uśmiechnęła się czule do przyjaciółki.

— Dobrze, dam znać. Więc powiedz mi, czy masz już przygotowany spis prezentów na bociankowe?

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Draco Malfoy, prezes Malfoy Holdings, odchylił się na krześle i zdjął z biurka kolejną teczkę, żeby ją przejrzeć. Jego asystentka właśnie poszła do domu, ale Draco był przyzwyczajony do pracy do późna w nocy. Odkrył, że naprawdę lubi te godziny, które spędzał samotnie w biurze po tym, jak wszyscy wyszli. Było cicho i spokojnie. Mógł przemyśleć problemy z poprzedniego dnia albo przeanalizować nowe pomysły dla firmy, bez zgiełku spotkań i zakłóceń ze strony sów, połączeń przez Sieć Fiuu i ciągłych wiadomości, które zakłócały jego tok myślenia.

Podniósł szklankę Ognistej Whisky, którą właśnie sobie nalał, i położył teczkę na kolanach. To było podanie o pracę i sprawdzenie przeszłości. Zazwyczaj Draco nie przeglądał wszystkich podań które wpływały do Malfoy Holdingss, konglomeratu wielu podmiotów gospodarczych produkujących i sprzedających wszelkiego rodzaju eliksiry, zaklęcia i magiczne przedmioty do użytku domowego i przemysłowego. Było po prostu zbyt wielu pracowników i aplikacji, aby mógł osobiście przejrzeć każdą, która napływała do firmy. Jednak dział eliksirów był dla niego ważny; Draco uzyskał mistrzostwo w eliksirach po opuszczeniu Hogwartu i ze szczególną starannością rozwijał linie produktów, które stworzył jego dział eliksirów. Jeden ze starszych Mistrzów Eliksirów odchodził na emeryturę i pojawił się wakat do obsadzenia. Draco rozważał awans młodszego specjalisty od eliksirów na stanowisko starszego albo zatrudnienie kogoś z zewnątrz. Ogłoszenie o pracę opublikowano w Proroku Codziennym zaledwie tydzień temu i jak dotąd wpłynęło pięć zgłoszeń. Draco nie był pod wrażeniem pierwszych czterech, a piąte nie budziło w nim wielkich nadziei.

A potem otworzył teczkę i zamrugał.

Zdjęcie cholernej Hermiony Granger wisiało przypięte do okładki. Nie widział jej od ósmego roku w Hogwarcie, roku, o którym Draco wolał zapomnieć. Trzymał wtedy głowę nisko, sporadycznie odzywał się i wchodził w interakcje z ludźmi spoza Slytherinu, i spędzał czas, uparcie ucząc się na owutemy (zdał siedem, ale oczywiście tak kujonka Granger musiała go przebić, zdając osiem). Prawie się z nią nie kontaktował przez cały rok, chociaż wysłał jej list z przeprosinami za to, jak ją traktował przez wszystkie poprzednie lata, i za wydarzenia we Dworze Malfoyów wcześniej tej wiosny, kiedy jego szalona ciotka ją zaatakowała i wyryła jej na ramieniu bliznę „Szlama”. Hermiona nigdy nie odpowiedziała na ten list, więc założył, że nie chce mieć z nim nic wspólnego i starał się jak mógł, żeby nie wchodzić jej w drogę.

Przyjrzał się teraz uważniej jej zdjęciu, które było typowym zdjęciem reklamowym. Granger nie przysłała zdjęcia osobiście; jedyne, co przesłała, to jej podanie o pracę i CV, ale Draco miał bardzo wyrafinowany zespół weryfikacyjny, który dokładnie badał przeszłość wszystkich, potencjalnych pracowników aplikujących na stanowiska uważane za wysoce wrażliwe lub związane z poufnymi informacjami). Granger na zdjęciu miała na sobie formalną, barwinkowo-niebieską szatę, a jej niegdyś bujne, brązowe włosy zostały ułożone w kuszące loki. Draco ze zdziwieniem zauważył, jak ładnie wyglądała jej twarz w kształcie serca i ciemne, bursztynowe oczy. Na nosie miała delikatne piegi i usta w uroczym kształcie. Właśnie gdy Draco o tym pomyślał, Granger z fotografii mrugnęła raz, przewróciła oczami, skrzyżowała ramiona i zmarszczyła brwi, patrząc na Draco, jakby ją obraził.

Typowe.

Ale to było ciekawe. Dlaczego akurat Granger miałaby ubiegać się o stanowisko w jego firmie? Czyż nie była cudownym dzieckiem Ministerstwa ze swoją krucjatą na rzecz uwolnienia skrzatów domowych i wspierania innych, magicznych stworzeń? Co skłoniło ją do pracy właśnie u niego?

Draco właśnie zaczął przeglądać informacje w pliku, gdy sowa zastukała w jego okno. To był Hermes, puchacz rodziny Malfoyów, co oznaczało, że jego matka wysłała mu wiadomość. Przeklinając, Draco wstał, żeby otworzyć okno. Wziął zwój od Hermesa i pogłaskał sowę po głowie z czułym uśmiechem. Dał Hermesowi garść smakołyków, a potem usiadł, żeby przeczytać wiadomość od matki. Hermes skończył jeść i odleciał, więc Draco wiedział, że matka nie potrzebuje odpowiedzi

 

Draco,

Zaprosiłam na piątkową herbatę Madame Beaulieu i jej córkę Veronique we Dworze, i bardzo bym chciała, żebyś przyszedł. Obiecałeś spędzić ze mną popołudnie w tym miesiącu. Nie zawiedź mnie, synu.

Z miłością,

Matka

 

Draco skrzywił się. Kolejna herbatka z inną, wysoko postawioną, czystej krwi czarownicą. Wiedział, że jego matka pragnęła, by się ustatkował, poślubił odpowiednią kobietę i miał dzieci, ale Draco naprawdę nie miał czasu ani energii na formalne zaloty. Nie miał nic przeciwko okazjonalnym romansom, ale zbyt często wiązały się one z pewnymi ograniczeniami. Kobiety, które go uwodziły, chciałby być Panią Malfoy i mieć dostęp do skarbców oraz biżuterii. Chciały być adorowane kwiatami, wykwintnymi restauracjami i drogimi prezentami. Spodziewały się egzotycznych wakacji i rejsów jachtem. To było wyczerpujące. Absolutnie nie chciał zajmować się tymi bzdurami, mając tak wiele spraw do załatwienia w pracy.

Draco wsunął notatkę matki do szuflady akurat w chwili, gdy jego kominek ożył i do gabinetu weszły trzy osoby: Theo Nott, Blaise Zabini i Pansy Parkinson.

Draco spojrzał na nich gniewnie, ale jego groźny wyraz twarzy nikogo nie zmylił. Ta trójka była jego najbliższymi przyjaciółmi i znała go od wczesnego dzieciństwa. Theo podbiegł do jego biurka z właściwym sobie entuzjazmem.

— Draco! Co jest grane? Myślałem, że godzinę temu miałeś się z nami spotkać na drinka!

Draco zmierzył przyjaciela surowym spojrzeniem.

— W przeciwieństwie do ciebie, leniuchu, ja naprawdę pracuję.

— Ciągłe pracowanie i brak zabawy czynią Draco nudnym chłopcem — odparł Theo. — Chodź, zjedzmy coś pysznego, napijmy się dobrego alkoholu i obiecajmy sobie, że dziś wieczorem nie wrócimy sami do domu.

Draco jęknął.

— Nie tym razem, Nott.

— Co masz na myśli?

Draco wyciągnął list od matki i pokazał go przyjaciołom.

— Cóż, czego się spodziewałeś? — zapytała Pansy, przeczytawszy treść. — Masz prawie dwadzieścia cztery lata i według jej obliczeń powinieneś był się ożenić lata temu.

— I to Veronique Beaulieu. Pamiętam, że widywałem ją kilka lat temu, kiedy byłem w Monte Carlo. Jest prześliczna — wtrącił Blaise. — Twoja matka mogła wybrać gorzej, nawet jeśli Veronique jest trochę…

— Jest prawdziwym koszmarem — rzekła Pansy beznamiętnie. — Zjadliwa, mała dziewucha. Jest tak wymagająca, że twoje skrzaty domowe będą miały koszmary. A poza tym wzięła podarunki od co najmniej sześciu innych czarodziejów i zostawiła ich bez grosza przy duszy.

— Nie mam na to czasu — warknął Draco, przewracając oczami. — Mam teraz wiele na głowie, prowadząc firmę. A żeby było zabawniej, dochodzą mnie słuchy, że jeden lub kilku uroczych kuzynów mojego ojca może próbować przejąć moją firmę.

— Jacy kuzyni? Twój dziadek Abraxas i twój ojciec byli jedynakami — powiedział Blaise.

Draco przewrócił oczami.

— Malfoyowie z Francji.

— Merlinie i Morgano, ci kuzyni są tak słabo z tobą spokrewnieni… prawdopodobnie masz bliższe pokrewieństwo z Weasleyami niż z nimi — wykrzyknęła Pansy.

— Dokładnie — rzekł Draco. — Ale w statusie firmy są pewne zapisy, które dają im pewną, niewielką szansę. Muszę się bronić przed tymi idiotami, a do tego pojawiły się problemy z łańcuchem dostaw…

W tym momencie Draco powstrzymał się od zdradzania dalszych szczegółów. Byli jego najlepszymi przyjaciółmi, ale Draco wiedział, że nawet pomimo dobrych intencji, zbyt wiele informacji może trafić w niepowołane ręce.

Poza irytacją związaną z plotkami o próbie przejęcia firmy przez jego dalekich krewnych, Draco miał również problemy z kilkoma dostawcami i był zaniepokojony. Surowce, były zbyt specyficzne, by je zignorować, a Draco sprawdzał, czy jego problemy z łańcuchem dostaw nie są związane z legalną konkurencją lub działalnością na czarnym rynku. Wszystko to stanowiło dodatek do jego zwyczajowych problemów z prezesem jednej z największych korporacji czarodziejów w Europie; Draco nie potrzebował rozpraszaczy, nawet jeśli były przyjemne.

— W każdym razie nie mam czasu na zaloty, adorowanie i martwienie się o wrażliwość napiętych debiutantek — poskarżył się Draco. — Potrzebuję tylko nieskomplikowanej ozdoby do ramion, którą mógłbym zabrać na gale i kolacje biznesowe, ale nawet niezobowiązujące randki z kobietami kończą się tym, że unikam ich tygodniami.

— Potrzebujesz udawanej dziewczyny, kolego — powiedział Theo z uśmiechem.

— Co takiego?

— Udawaną dziewczynę. Zatrudnij kogoś, kto będzie twoją dziewczyną przez jakiś czas, aż trochę ogarniesz swoje sprawy, a potem możesz dać tej udawanej dziewczynie spokój i zająć się prawdziwymi zalotami.

— Zwariowałeś? — zapytał Draco.

Blaise zachichotał.

— Byłoby zabawnie patrzeć, jak płacisz za to, żeby ktoś z tobą chodził.

— To nie jest zły pomysł. — Pansy zamyśliła się. — Znajdź kogoś, kto będzie udawał przez kilka miesięcy. Tylko upewnij się, że twoje zdjęcie pojawi się na łamach Proroka w dziale towarzyskim, a może uda ci się na jakiś czas zmusić Narcyzę do ustępstw. Tylko zmuś potencjalną dziewczymę do podpisania umowy o zachowaniu poufności, zapłać hojnie i kup jej kilka ładnych drobiazgów. Przecież możesz sobie na to pozwolić.

Draco zamilkł. Brzmiało to bardzo kusząco. Zatrudnić dziewczynę będącą na każde skinienie, niczym sekretarka. Z pewnością nie przejmował się wrażliwością swoich sekretarek. Robiły po prostu to, co im kazano, a on dopilnował, żeby co roku dostawały hojne premie świąteczne, by sprostać jego wymaganiom. Problemem było oczywiście znalezienie dziewczyny, która spełniałaby jego oczekiwania. Musiała być atrakcyjna, bo nikt by nie uwierzył, że Draco poważnie traktuje zwyczajną dziewczynę. Powinna być też inteligentna, dyskretna i trzymać się ustalonego scenariusza. A także kulturalna i nie wprawiać go w zakłopotanie przed współpracownikami ani na imprezach towarzyskich. A jednocześnie musiałaby być kimś, kto nie marzyłby o zostaniu następną Panią Malfoy i nie zacząłby mierzyć zasłon we Dworze. Gdzie, na Salazara, miałby znaleźć taką dziewczynę?

— Problemem w tym planie jest znalezienie dziewczyny — powiedział Blaise, jakby czytając w myślach Draco.

Theo kazał wszystkim opuścić gabinet Draco i udać się do Szmaragdowego Globu — ekskluzywnego klubu, który obsługiwał najbogatszą, starą gwardię czarodziejskiej społeczności — gdzie zamówili kolację. Theo spędził resztę wieczoru radośnie wyciągając nazwiska odpowiednich, samotnych czarownic czystej krwi i półkrwi, które kolejno odrzucali Draco, Pansy lub Blaise. Zbyt wymagające, zbyt pospolite, zbyt irytujące, zbyt wymagające, zbyt nudne lub było zbyt mało prawdopodobne, by zgodziły się na ten plan.

— Przepraszam, stary — rzekł w końcu Theo, nieco bełkocząc. — Uważałem, że to dobry plan. Chyba będziesz musiał po prostu unikać matki-swatki.

Draco zasalutował dwoma palcami, po czym pokręcił głową z uśmiechem, który był na wpół rozbawiony, na współ zirytowany. Mimo braku odpowiednich kandydatek do tego schematu podrywu, pomysł zakorzenił się w jego umyśle i czuł, że warto w to brnąć. Czuł, że rozwiązanie jest na wyciągnięcie ręki, ale teraz, po kilku drinkach Ognistej Whisky, nie był w stanie szukać rozwiązania tego dylematu. Rozsiadł się wygodnie i słuchał rozmów przyjaciół, czując wdzięczność za to, że ma takich przyjaciół, którzy zawsze go wspierają, i pragnąc, aby wszystko w życiu było tak proste, jak jego uczucia do nich.

Brak komentarzy