[T] Związek na pokaz: Propozycja

sobota, 18 lipca 2026

 

Sowa przyleciała pięć dni po tym, jak Hermiona wysłała swoją aplikację na nowe stanowisko.

 

Szanowna Pani Granger,

z wielkim zainteresowaniem zapoznaliśmy się z Pani aplikacją na stanowisko starszego specjalisty ds. eliksirów i chcielibyśmy zaprosić Panią do siedziby Malfoy Holdings przy Upper Bank Street 45-2/3 na rozmowę kwalifikacyjną w poniedziałek, 15 marca, o godzinie dziesiątej. Prosimy o przesłanie odpowiedzi sowią pocztą.

Z poważaniem,

Thaddeus Picklebrick

Starszy Wiceprezes ds. Zasobów Ludzkich

 

W związku z tym, w następny poniedziałek rano, po wzięciu dnia wolnego w obecnej pracy, Hermiona przybyła do Malfoy Holdings o dziewiątej czterdzieści pięć i przedstawiła się recepcjonistce w holu. Budynek, położony w samym sercu mugolskiej, londyńskiej dzielnicy finansowej w Canary Wharf, z zewnątrz wyglądał jak magazyn, ale w środku był ewidentnie wielopiętrowym, bardzo nowoczesnym i imponującym budynkiem korporacyjnym, który zdawał się być zbudowany ze szkła, stali i marmuru. W holu było dość pusto, a obcasy Hermiony stukały nieprzyzwoicie głośno o lśniąco wypolerowane podłogi, gdy przechodziła przez hol od wejścia do recepcji.

— Granger — powtórzyła wiedźma, sprawdzając pergamin. — Ach, tak. Oczekują pani. Czterdzieste piąte piętro. Proszę skręcić w praco, a kiedy wyjdzie pani z windy, ktoś będzie czekał, by przyjąć panią na rozmowę kwalifikacyjną.

— Dziękuję — powiedziała Hermiona, a stukot jej obcasów rozbrzmiewał niczym odgłos strzałów z pistoletu, gdy szła w stronę wind.

Przyrzekła sobie, że jeśli kiedykolwiek dostanie tę pracę, będzie chodzić w tym budynku tylko w trampkach. Hałas, jaki wydawały jej buty, był nie do zniesienia.

Jednak gdy Hermiona wyszła z windy na czterdziestym piątym piętrze, stanęła na grubym, pluszowym dywanie i ujrzała rzędy dużych boksów z lśniącego, jasnego drewna i szkła, gdzie dobrze ubrani czarodzieje i czarownice pracowali przy biurkach.

Przywitała ją schludnie wyglądająca kobieta w średnim wieku w ciemnoczerwonych szatach, które, jak Hermiona przypuszczała, kosztowały więcej niż cała jej garderoba razem wzięta.

— Panna Granger?

Hermiona skinęła głową.

— Tak. Dzień dobry.

— Jestem asystentką pana Malfoya, Desiree Avery. Przyszłam zabrać panią na rozmowę kwalifikacyjną z panem Malfoyem.

— Rozmowa kwalifikacyjna z panem Malfoyem? — powtórzyła Hermiona z nagłym uczuciem przerażenia. — Ale… ubiegałam się o posadę starszego specjalisty ds. eliksirów. Przecież pan Malfoy… chyba nie przeprowadza rozmów z każdym, kto tu aplikuje?

— Jeśli wszystko pójdzie dobrze, pan Malfoy umówi panią na lunch z Mistrzem Eliksirów panem Bergenem, ale pan Malfoy wyraźnie prosił o wcześniejsze spotkanie z panią — wyjaśniła Desiree, prowadząc Hermionę przez szklane drzwi zewnętrzne do biura prezesa, na których widniał napis Draco L. Malfoy, prezes Malfoy Holdings, a następnie zatrzymała się przed imponującymi, podwójnymi, mahoniowymi drzwiami gabinetu prezesa. Zapukała dwa razy, a potem otworzyła drzwi. — Panie Malfoy, kandydatka z dziesiątej już przyszła.

Draco siedział przy biurku, przeglądając jakieś pergaminy. Spojrzał na nią przelotnie, a jego szare oczy błysnęły, gdy spotkały się z jej wzrokiem.

— Proszę usiąść. Zaraz z panią porozmawiam. Pani Avery, herbata, już.

— Oczywiście, panie Malfoy — rzekła Desiree.

Wskazała Hermionie krzesło przed biurkiem Draco, po czym wyszła z gabinetu.

Z suchym gardłem Hermiona przeszła przez pokój i usiadła na krześle, powoli opadając na nie. Czarna skóra siedzenia była miękka jak masło, co ją zaskoczyło. Irytacja z powodu nieuprzejmości Draco walczyła z niepokojem, jaki odczuwała w jego obecności. Czy był taki wobec wszystkich, którzy przychodzili na rozmowy kwalifikacyjne, czy też dlatego, że była mugolaczką? Przypomniała sobie, że potrzebuje tej pracy i znalazła w sobie pokłady cierpliwości. Podczas gdy Draco był zajęty papierami, ona szybko rozejrzała się po pokoju.

Gabinet był ogromny, z wielkimi oknami od podłogi do sufitu, z których roztaczał się rozległy widok na Londyn i Tamizę. Sam gabinet był urządzony w zaskakująco nowoczesnym stylu. Biurko Draco było ogromne, eleganckie i wypolerowane, zastawione schludnymi stosami pergaminów, pięknym piórnikiem i wieloma pojemnikami z atramentem, ale bez żadnych bibelotów. Nad biurkiem unosiły się magiczne światła, oświetlając pergamin, który czytał, i rozświetlając jego jasne, blond włosy. Wzdłuż jednej ściany ciągnęły się rzędy regałów z książkami, niektóre wypełnione tomami, a inne ozdobione pięknymi rzeźbami i dziełami sztuki. Ściany zdobiły — co podwójnie zaskoczyło Hermionę — nowoczesne, mugolskie dzieła sztuki. Mogłaby przysiąc, że jeden z nich to dzieło Jacksona Pollocka, i nie sądziła, żeby to była replika. Sekcja najbliżej okien była wyposażona w wygodne kanapy, fotele i stoliki kawowe, najwyraźniej przeznaczone do przyjmowania gości w bardziej swobodnej atmosferze. Z gabinetu wychodziło dwoje innych drzwi. Hermiona domyśliła się, że jedne prowadziły do prywatnej toalety, a drugie prawdopodobnie do prywatnego salonu z kominkiem podpiętym do Sieci Fiuu.

Desiree wróciła z serwisem do herbaty i w końcu Draco podniósł wzrok znad papierów. Nalała im herbaty, dodając dwie łyżeczki cukru i odrobinę śmietanki do herbaty Hermiony, co było jej ulubionym sposobem. Zmrużyła oczy, zastanawiając się, skąd Desiree wiedziała. Gdy herbata została podana, Draco powiedział:

— Dziękuję, pani Avery. To wszystko.

— Oczywiście, panie Malfoy — odparła i wyszła z gabinetu, zamykając za sobą drzwi.

Draco skupił teraz całą uwagę na Hermionie, a ona mogła tylko patrzeć w jego stronę, niepewna, co zrobić.

— Dobrze wyglądasz, Granger — rzekł w końcu.

Obserwując go, Hermiona zmuszona była stwierdzić, że sam Draco wyglądał bardzo dobrze. A nawet więcej niż dobrze. Ostatnim razem, gdy go widziała, był jeszcze chłopcem, ale mężczyzna przed nią nie miał w sobie nic chłopięcego. Mimo że siedział, czuła, że urósł od ukończenia szkoły i nabrał objętości. Miał sylwetkę sportowca, szczupłą i szeroką w ramionach, a kiedy się odchylił, by napić się herbaty, widziała napięte mięśnie poruszające się pod materiałem koszuli. Jego twarz zmieniła się w ostrej na kanciastą, a rysy twarzy były patrycjuszowskie, z wysokimi kośćmi policzkowymi i prostym nosem, który był odrobinę za długi, ale idealnie podkreślał rysy twarzy. Oczy miały uderzająco szary kolor, a jego najbardziej charakterystyczna cecha, jasne, blond włosy, były teraz krótsze niż w szkole, ale opadały kunsztownie gładkimi falami, otaczając twarz. Nawet w Hogwarcie Hermiona pamiętała, jak dziewczyny podziwiały jego urodę, ale teraz zapierał jej dech w piersiach jeszcze bardziej i poczuła falę pociągu oraz gniewu. To było tak niesprawiedliwe, że stał się jeszcze piękniejszy, a co gorsza, było oczywiste, że on o tym wiedział.

— Dziękuję, Mal… panie Malfoy — zmusiła się do dodania tytułu.

Draco uśmiechnął się ironicznie. Najwyraźniej wyłapał to przejęzyczenie. Sięgnął po teczkę, którą Hermiona uznała za jej i przekartkował dokumenty.

— Więc co cię sprowadza do Malfoy Holdingss?

— Jestem pewna, że wiesz, że ubiegam się o stanowisko starszego specjalisty ds. eliksirów — powiedziała Hermiona, starając się brzmieć spokojnie.

— Tak, co sądząc po twoim podaniu i CV, wydaje się całkowitą zmianą zawodu. Obecnie zajmujesz stanowisko starszego asystenta kierownika Departamentu Regulacji i Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. Co, o ile wiem, nie ma nic wspólnego z eliksirami. Skąd ta zmiana?

Hermiona zacisnęła zęby. Była gotowa porozmawiać z kimś z wydziału eliksirów i odpowiedzieć na pytania dotyczące ich warzenia. Zawsze dobrze sobie radziła z eliksirami, a nawet zdobyła mistrzostwo, równolegle pracując na pełen etat w Ministerstwie. Udoskonalała swoje umiejętności w warzeniu eliksirów w swoim małym, domowym laboratorium i zawsze była na bieżąco z najnowszymi artykułami naukowymi na ten temat. Zadbała o to, by odświeżyć sobie wszystkie przepisy dotyczące bezpieczeństwa kotłów, przechowywania składników i obsługi formuł czasowych. Ostatnie kilka dni spędziła, przygotowując się do odpowiedzi na tego typu pytania. Nie spodziewała się, że ktoś ją zapyta, dlaczego chce odejść z obecnej pracy. Nie chciała mówić Draco Malfoyowi o rozpaczy, jaką poczuła, gdy uświadomiła sobie, że praca w Departamencie Regulacji i Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami to duszący ślepy zaułek i że jeśli zostanie w Ministerstwie, będzie wiecznie gonić za przepisami i drobiazgami. Nie chciała mówić Draco o swoich problemach finansowych ani o rodzicach. Nie chciała mu nic mówić. Zmusiła się do bezpiecznej odpowiedzi.

— Pomyślałam, że to dobry moment na zmianę.

— To bzdura — powiedział Draco, patrząc jej prosto w oczy.

— Słucham?

Oczy Hermiony błysnęły. Wyprostowała się i odstawiła filiżankę na brzeg biurka Draco.

— Ludzie prawie nigdy nie zmieniają pracy z kaprysu, a ty, Granger, nigdy nie robisz niczego bez powodu. Spróbuj jeszcze raz.

Hermiona zagotowała się w duchu. Oczywiście, że Malfoy jej tego nie ułatwi. Zastanawiała się, czy nie bawi się jej kosztem. Kolejne walczenie o władzę, jak wtedy, gdy nie zwrócił na nią uwagi, gdy po raz pierwszy weszła do gabinetu. Przypomniała sobie o pensji w wysokości pięciu tysięcy galeonów i zmusiła się do zachowania spokoju. Wzięła głęboki oddech.

— Chciałam zmienić świat, ale prawie nikogo w Ministerstwie to nie obchodziło. Zawsze były przepisy, papierkowa robota, przepychanki z Wizengamotem i gierki polityczne, żeby załatwić choćby najdrobniejszą sprawę. Ja… to było po prostu bardzo wyczerpujące. Nie chcę tego robić przez następne pięćdziesiąt lat.

Draco zmrużył oczy, słysząc jej odpowiedź, jakby przyswajał jej słowa i syntezował je w myślach. W końcu powiedział:

— Ale wyobrażasz sobie, że będziesz warzyć eliksiry przez następne pięćdziesiąt lat?

— Jestem Mistrzynią Eliksirów. I jestem dobra w warzeniu ich. Wiesz… chodziliśmy razem na lekcje. Wiesz, że potrafię to robić dobrze…

— Nie wątpię, że znakomicie byś sobie poradziła — rzekł, przerywając jej. — Wiem, jakie masz kwalifikacje. Wiem, że jesteś genialna. Nie o to pytałem. Pytałem, czy widzisz siebie robiącą to przez następne pięćdziesiąt lat.

Urażona Hermiona wskazała gestem biurko Draco i jego papiery.

— Wyobrażasz sobie siebie robiącego to przez następne pięćdziesiąt lat?

Znów się uśmiechnął.

— Prawdę mówiąc, Granger, tak, wyobrażam sobie. Przyznaję, że nie chciałem tego robić, gdy byłem młodszy — przygotowywano mnie do podążania za ojcem i spędzania czasu na wkupywaniu się i manipulowaniu politykami. Ta firma, Malfoy Holdings, miała być powierzona podwładnym i księgowym. Ale potem, wraz z wojną, Czarny Pan zagarnął dla siebie z naszych skarbców blisko sto milionów galeonów — Hermiona jęknęła, słysząc sumę, ale Draco kontynuował: — Plus reparacje wojenne, które mój ojciec musiał zapłacić, dlatego interweniowałem, aby odbudować rodzinny majątek. Odkryłem, że to mi się podoba. Lubię robić interesy. Podoba mi się to, że firma tworzy rzeczy, które ludzie uważają za użyteczne. Lubię, kiedy opracowujemy nowe produkty. I lubię rywalizować z konkurencją. Więc tak, Granger, widzę siebie robiącego to przez następne pięćdziesiąt lat. Więc teraz, zamiast owijać w bawełnę, powiedz mi: czy warzenie eliksirów jest tym, co chcesz robić przez następne pięćdziesiąt lat?

Szczerze mówiąc, Hermiona ledwo widziała przyszłość. Tak bardzo martwiła się o rodziców i o to, żeby utrzymać się na powierzchni, zwłaszcza w kwestii finansów. Była po prostu zmęczona. Zmęczona toczeniem syzyfowych bitew w Ministerstwie. Zmęczona słuchaniem kolejnego eksperta medycznego, który mówi jej, że nic się nie da zrobić dla jej rodziców. Zmęczona obserwowaniem, jak jej konto bankowe się kurczy pomimo wszystkich oszczędności, jakie podjęła, żeby zaoszczędzić pieniądze na leczenie rodziców. Chciała po prostu mieć trochę luzu. Mogła później opracować swój plan na pięćdziesiąt lat. Ale nie chciała o tym rozmawiać z Draco Malfoyem.

— Tak — powiedziała, starając się, żeby to słowo nie brzmiało jak kłamstwo. Przynajmniej teraz mogła wrócić do dyskusji o eliksirach. — Wyobrażam sobie, że będę to robić przez następne pięćdziesiąt lat. Chciałabym mieć ten luksus, laboratorium i materiały, żeby móc tworzyć nowe eliksiry lub ulepszać istniejące. Mam przy sobie spis eliksirów, nad którymi pracowałam, jeśli jesteś zainteresowany zapoznaniem się z tym.

— Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, umówię cię na lunch z Mistrzem Eliksirów panem Bergenem. Wtedy będziesz mogła pokazać swój spis.

— Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem? — powtórzyła Hermiona.

Co, u licha, pozostało do omówienia, skoro nie chciał rozmawiać o jej kwalifikacjach dotyczących eliksirów?

Ale Draco wstał i wyglądał na nieco zaniepokojonego. Trzymał teczkę z dokumentami Hermiony i przeszedł się trochę po gabinecie, zerknął przez okno, a potem podszedł z powrotem do Hermiony. Przesunął się tuż przed nią, tak że stanął między nią a biurkiem. Jego nagła, fizyczna bliskość była nieco przytłaczająca i Hermiona z trudem powstrzymała się przed odsunięciem się od niego na swoim krześle.

Draco otworzył folder. Przejrzał go jeszcze raz, a potem odwrócił wzrok od Hermiony. Wyglądało na to, że podejmuje jakąś decyzję. W końcu, po kilku długich i niezręcznych chwilach, powiedział:

— Mam kilka eliksirów w fazie rozwoju, w których twój wkład byłby nieoceniony. Chciałbym zaproponować ci stanowisko starszego specjalisty ds. eliksirów, ale tylko jeśli będziesz gotowa podjąć się innej pracy, którą dla ciebie mam.

— Innej pracy? — powtórzyła jego słowa. Nie potrafiła sobie wyobrazić, czego od niej oczekiwał, ale sądząc po jego zachowaniu, była pewna, że powie nie. — Jakiej innej pracy?

Draco roześmiał się bez cienia radości.

— Moja… eee… propozycja jest dość wyjątkowa. Przejąłem tę firmę i zostałem głową rodziny o wiele wcześniej niż zakładałem. W normalnych okolicznościach prawdopodobnie pracowałbym dla ojca jeszcze co najmniej trzydzieści lat. Musiałem więc postępować trochę inaczej niż ode mnie oczekiwano.

Hermiona milczała, wciąż nieufnie go obserwując. Nie miała pojęcia, dokąd zmierza ta rozmowa.

— Więc… często, z powodów zawodowych, musze uczestniczyć w różnych imprezach: kolacjach, konferencjach i galach. Wszystko to służy nawiązywaniu kontaktów. Ale ze względu na to, kim jestem, nie mogę chodzić na nie samotnie. To… to komplikuje sprawy, kiedy chodzę sam. I niestety dla mnie, komplikuje sprawy, gdy chodzę tam z kimś.

Hermiona nadal nic nie mówiła, choć w jej głowie rodziło się niepokojące podejrzenie. O co właściwie miał ją poprosić?

— Krótko mówiąc, nie mam czasu na zaloty, ale potrzebuję kogoś na te towarzyskie spotkania biznesowe. Proponuję, żebyś została moją partnerką na te spotkania.

— Chcesz… chcesz ze mną chodzić? — zapytała Hermiona, szczypiąc się, żeby upewnić się, że to nie sen.

— Właściwie nie. Chcę, żebyś udawała, że ze mną chodzisz.

— Co? Co to w ogóle znaczy?

Hermiona czuła, że próbuje wypłynąć z mgły dezorientacji.

— Granger, właśnie powiedziałem, że nie mam czasu na zaloty. Jestem zbyt zajęty, żeby pić szampana, kupować kwiaty i rozpieszczać potrzebującą wiedźmę. Potrzebuję tylko kogoś, kto będzie mi towarzyszył podczas kolacji biznesowych, balów i przyjęć koktajlowych, bez komplikacji i oczekiwań, jakie niesie ze sobą obecność dziewczyny.

— I chcesz, żebym była twoją fałszywą dziewczyną i chodziła z tobą na te imprezy? — Hermiona zaczynała rozumieć, a jasność umysłu sprawiła, że poczuła złość. — Chcesz, żebym była twoją dziwką?

— Nie, nic z tych rzeczy! — powiedział nieco obrażony. — Nie oczekuję, że będziesz ze mną uprawiać seks. Chcę tylko, żebyś udawała. Udawała moją partnerkę.

— Nie wiem, czym to się różni od…

— Słuchaj, Granger, zatrudniam kobiety do pracy jako księgowe, asystentki, specjalistki ds. eliksirów, ekspedientki, a nawet pracownice w fabryce. Płacę im za wykonanie pracy i one to robią. Niczym się to nie różni. Zatrudniłbym cię do wykonania tej pracy.

— I dlaczego myślisz, że zniżyłabym się do czegoś takiego?

Hermiona wstała z krzesła. Nadal była o kilka centymetrów niższa od Draco, ale stojąc, czuła się mniej bezbronna.

— Potrzebujesz pieniędzy — powiedział.

Hermionie opadła szczęka. Nie mógł wiedzieć. To niemożliwe. Nikt nie wiedział o jej problemach.

— O czym ty mówisz?

Uniósł jej teczkę.

— Mam bardzo dobry zespół weryfikacyjny — rzekł, otwierając teczkę. — Są bardzo dokładni. Nawet to umieścili w twoich aktach… — Draco wyciągnął kartę Hermiony z Czekoladowych Żab, nieśmiało próbując zażartować — chociaż, szczerze mówiąc, ludzie Agryppy byli wobec ciebie bardzo niesprawiedliwi.

Hermiona jęknęła. Niedługo po Bitwie o Hogwart, Cukiernicy Agryppy, producenci Czekoladowych Żab i kart, zwrócili się do Harry’ego, Rona i Hermiony z prośbą o pozowanie do serii zdjęć do ich nowej serii Złotych Czekoladowych Żab. Hermiona niechętnie wzięła w tym udział, ale Ron tak bardzo chciał się znaleźć na karcie, że przedstawiciele Agryppy jasno dali do zrozumienia, że albo cała trójka, albo chcą tylko Harry’ego. Dla dobra Rona Hermiona zgodziła się pozować do jej zdjęć i dopiero gdy zaczęto produkować karty, dowiedziała się, że każdy z chłopaków otrzymał piętnaście tysięcy galeonów za swoje zdjęcia, podczas gdy ona otrzymała tylko tysiąc. Od tamtej pory był to dla niej drażliwy temat. A Draco Malfoy wiedział, że została przez nich oszukana.

Ale Draco nie skończył. Przejrzał teczkę.

— Dziś rano na koncie w Gringottcie miałaś dwa tysiące siedemset dwadzieścia dwa galeony, cztery sierpy i sześć knutów. Masz tysiąc czterdzieści siedem funtów i dwanaście pensów na koncie w Banku Anglia. Twoja obecna pensja to trzy tysiące dwanaście galeonów rocznie. Twój ostatni, długotrwały związek z Ronaldem Weasleyem zakończył się trzy lata i dwa miesiące temu, i od tamtej pory sporadycznie chodzisz na randki. Z tego co mi wiadomo, byłaś na dwóch. Mieszkasz sama ze swoim geriatrycznym Chowańcem, pół-kuguarem, pod adresem Cauldron Court 27. Czynsz za twoje mieszkanie wynosi sto siedem galeonów miesięcznie, a media w przybliżeniu to sto dwadzieścia galeonów. Ale płacisz dwieście sześćdziesiąt sześć galeonów miesięcznie Instytutowi Rehabilitacyjnemu w Parkwood na leczenie twoich rodziców, którzy nigdy nie doszli do siebie po nieudanym zaklęciu przywrócenia pamięci. Według moich obliczeń, twoje fundusze wyczerpią się do końca roku.

Hermiona słuchała wypowiedzi Draco z narastającym przerażeniem, strachem i furią. Skąd wiedział o jej rodzicach? Tylko jej najbliżsi przyjaciele i Kingsley Shacklebolt wiedzieli cokolwiek o sytuacji jej rodziców. A co do reszty informacji… jak on śmiał? Jak śmiał wydobyć te informacje o niej? Nawet mugolskie dane bankowe? I jak śmiał tak rzucać jej w twarz jej problemami?

— Nie miałeś prawa… — zaczęła.

— Wręcz przeciwnie, biorąc pod uwagę charakter mojej działalności, mam pełne prawo weryfikować potencjalnych, nowych pracowników. Eliksiry przynoszą największe dochody i posiadamy najbardziej zastrzeżone receptury w branży. Wszyscy moi pracownicy są proszeni o podpisanie umów o zaufaniu poufności, ale również dokładnie weryfikuję ich przed zatrudnieniem, ponieważ muszę mieć pewność, że nie pracują dla mojej konkurencji i że nie będą kuszeni pracą dla mojej konkurencji. Pensja, którą ofiaruję na stanowisku, o które się ubiegasz, jest z pewnością wyższa niż twoje obecne zarobki, ale ledwo pokrywa twoje wydatki. Bardzo potrzebujesz tej pracy. Więc przestań pieprzyć o potrzebie zmiany, Granger.

Hermiona była bliska łez.

— Nie miałeś prawa — powtórzyła, a jej dolna warga drżała.

Nie sądziła, że będzie mogła upaść niżej niż wtedy, gdy wypełniała podanie o pracę w Malfoy Holdings, ale teraz czuła się warta mniej niż ziemia pod jej butami.

Wyglądało na to, że Draco zdał sobie sprawę, że być może posunął się za daleko, a przynajmniej obrał zły ton w swojej rozmowie z nią.

— Granger — powiedział, a jego głos był o wiele łagodniejszy niż kiedykolwiek u niego słyszała. — Nie kpię z ciebie. Nie wiem, co się stało z twoimi rodzicami, ale na pewno nie mam o tobie gorszego zdania, bo próbujesz dźwigać ciężary, których nie spowodowałaś.

Po policzku Hermiony spłynęła łza. Oczywiście, że to była jej wina. To, że umysły jej rodziców zostały tak bardzo uszkodzone, całkowicie spowodowało jej działanie. Cofnęła się o krok.

— Nie sądzę, żeby to wypaliło, Malfoy — rzekła. — Dziękuję… dziękuję za twój czas.

Odwróciła się od niego, gdy jego ręka wyciągnęła się, by chwycić ją za ramię.

— Czekaj — mruknął. — Nie przedstawiłem ci mojej propozycji.

— Powiedziałeś wystarczająco dużo — odparła Hermiona, próbując zebrać resztki godności i wyrwać się z jego uścisku.

— Zapłaciłbym ci tysiąc galeonów miesięcznie oprócz twojej obecnej pensji, jeśli to zrobisz.

Umysł Hermiony zaciął się na chwilę. Tysiąc galeonów miesięcznie?

Ale znowu sobie przypomniała. Zapłaciłby jej za bycie fałszywą dziewczyną. Nawet jeśli nie płaciłby jej za bycie dziwką, to niczym nie różniłoby się od płacenia za usługi towarzyskie.

Jednak tysiąc galeonów jako dodatek do pensji. Przez krótką chwilę pozwoliła sobie wyobrazić całkowitą wolność od finansowego umartwiania się. Przestrzeń, jaką dawałaby jej ta ekstrawagancka suma. Może nawet byłoby ją stać na zabranie rodziców na inny kontynent, by spotkali się ze specjalistami zajmującymi się zaklęciem Obliviate. Może nawet będzie mogła kupić sobie cholerną filiżankę kawy bez posmaku winy przy każdym łyku.

— Tysiąc galeonów miesięcznie — powtórzyła Hermiona. — Nie możesz być aż tak zdesperowany, dla kogoś, kto ma być twoją ozdobą.

Draco przechylił głowę na bok.

— Co ty na to, Granger?

— Jak… jak długo potrzebowałbyś mnie w tej roli… — Hermiona zakrztusiła się, wypowiadając te słowa — W roli twojej udawanej dziewczyny?

W oczach Draco pojawił się błysk, jakby wiedział, że wygrał.

— Minimum sześć miesięcy. Może nawet rok.

Hermionie zaparło dech w piersiach. To było tak bardzo kuszące.

— Czy mogłabym… czy mogłabym mieć trochę czasu, żeby to przemyśleć? — zapytała w końcu.

— Oczywiście — rzekł Draco. Udało mu się uśmiechnąć do niej bez kpiny. — Poświęć na to kilka dni… wyślij mi sowę do końca przyszłego tygodnia, ale nie później.

Hermiona spojrzała na niego jeszcze raz. Próbowała wyobrazić sobie, jak chodzi z nim na przyjęcia i kolacje, udając, że jest w nim zakochana. Zdała sobie sprawę, że jej wyobraźnia ma granice.

— Dlaczego ja?

Pytanie od dawna błąkało się w jej głowie.

Draco spojrzał na nią ironicznie.

— Bo jesteś ostatnią czarownicą, która chciałaby mnie poślubić.

____________

Witajcie :) tak oto kończy się drugi rozdział tego opowiadania. Przyznam szczerze, że od początku bardzo mi się spodobał jego vibe i ogólny zamysł historii. Być może zachowanie Draco nie było idealne i rzeczywiście przegiął, ale chyba ta propozycja nie brzmi źle, prawda? Dajcie znać jak wrażenia.

Kolejne rozdziały prawdopodobnie wpadną w najbliższym tygodniu. Wyjeżdżam na wakacje, ale będę miała dużo wolnego czasu na tłumaczenie.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego weekendu! Enjoy!

Brak komentarzy