Hermiona
uśmiechnęła się z zadowoleniem, łapiąc oddech. Głaskali się nawzajem po skórze
i zamienili to w komfortową ciszę, przeplataną słodkimi westchnieniami i
uśmiechami.
Draco
się uśmiechnął, patrząc na rozczochraną Hermionę na tle głębokiego szmaragdu
swojej pościeli.
—
Dobrze ci w zielonym.
Przewróciła
oczami.
—
To ma być jakaś ślizgońska aluzja?
—
Po co miałbym używać aluzji, po tym,
co właśnie zrobiliśmy?
—
Bo jesteś palantem.
—
Bądź miła, albo cofnę moje wyznanie miłości.
Zmrużyła
oczy.
—
Nie, nie zrobisz tego.
Zaśmiał
się.
—
Nie zrobię. — Pochylił się, żeby ją pocałować. — Więc rozumiem, że dostałaś mu
list? — zapytał, dotykając jej ust z każdym wypowiedzianym słowem.
Zachichotała.
—
Dostałam. Bardzo subtelne, panie Malfoy.
Zanucił,
całując ją w szyję.
—
Zamierzałem wysłać kolejny bukiet kwiatów, ale to już było nagminne. Kobieta
taka jak ty zasługuje na bukiet orgazmów.
Hermiona
zaśmiała się głośno, słysząc jego słowa.
—
To o dziwo jedna z najsłodszych rzeczy, jakie mi powiedziałeś.
—
Więc chyba lepiej będzie, jeśli je dostarczę — powiedział z seksownym
uśmieszkiem. — Chociaż będę cię potrzebował, żebyś podtrzymała energię. Jadłaś
już? — Pokręciła głową. — Skoczę do kuchni i coś nam przyniosę. Zawołałbym
skrzaty, żeby same nam przyniosły, ale wiem, jak bardzo nie podoba ci się, gdy
moja służba widzi cię nagą — zadrwił.
Zaśmiała
się.
—
Tak, pamiętam tamten incydent.
Uśmiechnął
się.
—
Zaraz wracam. — Pocałował ją lekko i wstał, żeby włożyć szlafrok i bokserki. —
Tylko… — wykonał w jej stronę gest dłoni, zataczając koło — zostań tu. Nie
ruszaj się.
Uniosła
brew.
—
Pospiesz się, bo zacznę bez ciebie.
Zaśmiał
się, otwierając drzwi i głośno do niej zawołał z korytarza za swoim pokojem.
—
Gdy wrócę, będę musiał cię ukarać za samo zasugerowanie tego!
Z
uśmiechem na twarzy i sprężystym krokiem zszedł po schodach, przeszedł przez
salon i wszedł do jadalni, gdzie o mało nie dostał zawału na widok syna
siedzącego przy stole i wpatrującego się w przestrzeń, jakby zobaczył ducha.
—
Scorp?
—
Tato — odpowiedział.
—
Eee… — Cholera! Miał być u Potterów!
Draco miał nadzieję, że to oznacza, że Scorpius mu wybaczył, ale mimowolnie
rozmyślał nad fatalnym wyczuciem czasu. Miał nadzieję, że nie będzie złym
rodzicem, jeśli trochę pożałuje, że jego syn pojawił się akurat w chwili, gdy w
jego łóżku czekała naga i bardzo napalona wiedźma. — Daj mi tylko… dwie minuty.
Nie spodziewałem się…
—
Tato, jesteś dobry w magii, prawda?
Draco
uniósł brew.
—
Co?
—
Zaklęcia. Potrafisz je rzucać?
—
Tak? Nawet bardzo dobrze.
—
To dlaczego nie mogłeś rzucić Zaklęcia
Wyciszającego na swój pokój? Naprawdę,
skrzaty domowe nie muszą słyszeć, jak się zabawiacie.
Draco
na chwilę wstrzymał oddech. To był żart. To musiał być cholerny żart. Bo
inaczej oznaczałoby to, że jego syn słyszał…
—
Żartujesz sobie ze mnie? — zapytał, wiedząc, że nie.
—
Nie.
—
Proszę, powiedz, że to żart.
—
Nie żartuję.
Draco
westchnął.
—
Ile słyszałeś?
Scorpius
wzruszył ramionami.
—
Wystarczająco, żeby wiedzieć, że profesor Granger to krzykaczka.
Draco
zamknął oczy.
—
Na rózgę Salazara — jęknął.
—
A i mówiłeś coś o „ukaraniu jej”?
Oczy
Draco gwałtownie się otworzyły.
—
Słyszałeś to?
Scorpius
skinął głową.
Nagle
drzwi do jadalni się otworzyły.
—
Draco, mam pomysł na… o, Jezu!
Hermiona
właśnie weszła do pomieszczenia, ubrana jedynie w jedną z koszul Draco. Oczy
Scorpiusa się rozszerzyły, gdy ujrzał jej sylwetkę na opinającym uda stroju.
—
Profesor Granger. Miło panią widzieć — powiedział chłopiec, odwracając wzrok.
—
Scorpius! — Ściągnęła kołnierzyk
koszuli bliżej klatki piersiowej, żeby lepiej się ukryć. — Ja tylko… eee… —
Spojrzała na Draco. — Pójdę… pokrzyczeć w poduszkę.
Szybko
zostawiła dwóch Malfoyów samych i zniknęła im z oczu.
Draco
odetchnął kilka razy i założył ręce za głowę.
—
Cóż, Hermiona i ja się pogodziliśmy.
Scorpius
uśmiechnął się krzywo.
—
Naprawdę?
Draco
zaśmiał się.
—
Tak, a z zupełnie innej beczki, co powiesz na rozmowę z uzdrowicielem umysłów
przez powrotem do Hogwartu?
Scorpius
uniósł palec do ust, zastanawiając się.
—
Chyba zadowolę się staromodnym Obliviate.
Draco
pokręcił głową.
—
Bardzo, bardzo mi przykro, że to wszystko usłyszałeś.
Scorpius
wzruszył ramionami.
—
To było pouczające.
Draco
podrapał się po karku.
—
Czy to dobry moment, żeby ci powiedzieć, że profesor Granger jest moją
dziewczyną i że traktuję ją poważnie?
Scorpius
zachichotał.
—
Dzięki, że mi powiedziałeś.
—
Powinienem był to zrobić dużo wcześniej.
Scorpius
uśmiechnął się szeroko.
—
Ciekawie jest cię widzieć w takim stanie.
Draco
uniósł brew.
—
Jakim?
—
Nie wiem… szczęśliwego? Znaczy wiem, że nie jesteś nieszczęśliwym człowiekiem.
Ale po prostu wyglądasz na takiego… rozbrykanego.
Draco
się uśmiechnął.
—
Chyba tak. — Lekko spoważniał. — Czy to jest dla ciebie dziwne? Zrozumiałbym,
gdyby tak było.
Scorpius
wzruszył ramionami.
—
Myślałem, że będzie, ale chyba już się do tego przyzwyczaiłem. Właściwie
jedyne, co jest dziwne, to fakt, że teraz wiem, jak brzmi, kiedy…
—
Dobra, ty mały zboczeńcu, rozumiem. Od teraz będę się upewniał, że będę robił
przerwy i rzucał odpowiednie zaklęcia, by zapewnić prywatność, zanim… no wiesz.
Scorpius
uśmiechnął się ironicznie.
—
Tak. Zdecydowanie tak.
Draco
przewrócił oczami.
—
Chyba nie mam ci za złe, że trochę sobie z tego żartujesz.
—
Po prostu mówię, tato. To bardzo duża
posiadłość. Zdajesz sobie sprawę, że krzyczeliście tak głośno, że Quincy i ja
słyszeliśmy was stąd?
Draco
zacisnął usta.
—
Dam ci pięćdziesiąt galeonów, żebyś przestał drążyć.
~*~*~*~*~*~*~*~
Następnego lata…
—
Taaatoo! Musimy iść! — Scorpius walił w drzwi do pokoju ojca. — Powiedziałem Rose,
że spotkam się z nią dokładnie o wpół
do jedenastej.
Draco
wyszedł z pokoju z szerokim uśmiechem na twarzy.
—
Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, jakie macie szczęście, że się odnaleźliście,
bo nikt inny na świecie nie
przywiązuje aż tak dużej wagi do punktualności. — Draco przyjrzał się wyglądowi
syna. Znacznie urósł w ciągu ostatnich kilku miesięcy, a jego szczęka zaczęła się
zaostrzać, zupełnie jak u Draco. — Wiem, że nie możesz się doczekać powrotu do
swojej dziewczyny, ale skoro stajesz się prawdziwym Malfoyem… muszę ci coś
powiedzieć. Z wielką władzą wiąże się wielka odpowiedzialność.
Scorpius
przewrócił oczami, zanim ocenił nieskazitelny wygląd ojca. Miał na sobie ten mugolski
garnitur, w którym Hermiona lubiła go oglądać, a jego fryzura idealnie do niego pasowała.
—
Dobrze wyglądasz. Masz randkę z profesor Granger dziś wieczorem?
Draco
uniósł brew.
—
Więc wracamy do profesor Granger,
tak? Myślałem, że w końcu przyzwyczaiłeś się do nazywania jej „Hermioną”.
—
Tylko wtedy, gdy nie naucza. Wracam
dziś do Hogwartu. To znaczy, że oficjalnie
znów będę nazywał ją profesor Granger.
Draco
uśmiechnął się ironicznie.
—
Cóż, dopiero w poniedziałek, gdy zaczną się zajęcia. Dostała pozwolenie od
McGonagall na opuszczenie Uczty Powitalnej i Spotkania Orientacyjnego. Zabieram
ją na weekend.
Scorpius
uniósł brwi.
—
Chcecie się trochę pobrykać, gdy w końcu będziecie sami? Zawsze mogę wcześniej
wyjść. Tylko daj mi znak.
Draco
przewrócił oczami.
—
Czujesz się zbyt swobodnie, rozmawiając
o moim życiu seksualnym.
Scorpius
uśmiechnął się ironicznie.
—
Kochasz ją. Chcesz mieć z nią dzieci
— zażartował.
Draco
prychnął.
—
Może wtedy miałbym takie, które nie byłoby bezczelne.
Scorpius
zignorował go i kontynuował żartobliwym tonem.
—
Chcesz powiedzieć: „Och, Hermiono. Proszę, nie wracaj do Hogwartu! Będę za tobą
strasznie tęsknił!”.
Scorpius
posłał ojcu buziaka.
Draco
zmrużył oczy.
—
Wiesz co?
Po
czym potargał włosy syna.
—
Ała! Taaato! Przestań! Wiesz, że wieki mi zajęło, żeby tak wyglądały!
Draco
uśmiechnął się ironicznie.
—
Było idealnie.
Scorpius
spiorunował go wzrokiem.
—
Oficjalnie nie jesteś już fajnym tatą.
Draco
wzruszył ramionami.
—
Tak trzymaj, synu, a znowu wyślę cię do Edwarda i Jean.
Oczy
Scorpiusa się rozszerzyły.
—
Nie zrobiłbyś tego!
—
Rodzice Hermiony cię uwielbiają. Nie chciałbym pozbawiać ich okazji do
nawiązania więzi.
Scorpius
zmrużył oczy.
—
Jean nazywa mnie „Scorpy”. Scorpy,
tato.
Draco
przewrócił oczami.
—
Wiem.
—
To niedorzeczne.
Draco
prychnął.
—
Uwierz mi, wiem. I mówi to ktoś, kto
od dawna jest nazywany „Drakusiem”. Mogła wymyślić coś gorszego, więc po prostu
się temu poddaj.
Scorpius
skrzywił się.
—
Czyli będę musiał się z tym męczyć do końca życia?
—
Mam nadzieję.
Draco
dotknął palcem małego, aksamitnego pudełeczka w kieszeni spodni, w którym
znajdował się pięciokaratowy, wyszlifowany pierścionek z diamentem.
—
Masz zamiar zrobić to w ten weekend?
Draco
przygryzł wargę i skinął głową.
Scorpius
uśmiechnął się do ojca.
—
Nie musisz się denerwować. Powie „Tak”.
Draco
przytaknął.
—
Wiesz, że nie musisz do niej mówić „,mamo”.
Scorpius
przewrócił oczami.
—
Jakby w ogóle istniała szansa, żebym to zrobił.
Draco
zachichotał.
—
Cieszę się, że to dogadane. — Westchnął. — Chciałbym, żebyś był moim drużbą.
Scorpius
uśmiechnął się.
—
Spodziewałem się tego.
Dwaj
Malfoyowie wpadli sobie w ramiona. Gdy tylko się od siebie oderwali, Scorpius
poklepał ojca po ramieniu.
—
Skoro już minęła ta ckliwa część dnia, możemy udać się na stację?
~*~*~*~*~*~*~*~
Gdy
tylko przeszli przez kominek, Scorpius ruszył przed siebie.
—
Hej! — krzyknął Draco, gdy Scorpius
przypadkiem na niego wpadł, dostrzegając Rose. — Naprawdę miło. Wcale nie czuję się urażony — wrzasnął za nim.
Draco
szybko się otrząsnął i powstrzymał uśmieszek, widząc bolesną minę Weasleya, gdy
zauważył, jak jego jedyna córka wita Scorpiusa pocałunkiem. Draco bardzo
chętnie by się z nim podroczył, ale Hermiona poprosiła go, żeby za bardzo nie
drażnił Weasleya. I bez względu na to, co mówi Blaise, to zupełnie normalne, że chłopaki chcą robić miłe rzeczy dla swoich
dziewczyn. Nie żeby był totalnie sfrustrowany. Poczuł klepnięcie w ramię i
odwrócił się, by zobaczyć śliczną, uśmiechniętą wiedźmę o kręconych włosach.
Westchnął
w duchu. Jestem tak sfrustrowany.
—
Przyszłaś — powiedział, obejmując ją w talii.
—
Tak, cóż, chociaż zobaczę ich wszystkich w poniedziałek rano na zajęciach, nie
mogłam przegapić okazji, żeby widzieć, jak Ron i Harry przeżywają odesłanie
córek do szkoły.
Oboje
spojrzeli w stronę peronu i rzeczywiście był tam Bliznowaty i Łasic, obaj
trzymający swoje córki w żelaznych uściskach, z podobnymi minami wyrażającymi
zaprzeczenie i uparta odmowę ich puszczenia.
Draco
zaśmiał się.
—
Jeśli kiedykolwiek będziemy mieć córkę, nie
będę tak się zachowywał.
Oczy
Hermiony się rozszerzyły.
—
Będziemy?
—
Co?
—
Powiedziałeś… „Jeśli kiedykolwiek będziemy mieć córkę”.
Kurwa, kurwa, kurwa, kurwa!
—
Eee… — Poczuł, jak jego twarz oblewa się rumieńcem, gdy drapał się po karku. —
Cóż.. to chyba całkiem oczywiste, że nie jestem przeciwny dzieciom.
Uśmiechnęła
się z politowaniem.
—
Czyżby?
Wyprostował
się i przybrał wyniosłą minę.
—
Oj cicho.
Zachichotała.
—
Może na razie odłożymy tę rozmowę?
—
Nie mam nic przeciwko — powiedział z uśmieszkiem.
—
Hej, tato! — Draco podniósł wzrok i zobaczył Scorpiusa machającego do niego. —
Pan Potter chce nam zrobić zdjęcie.
—
To moja nowa pasja — oznajmił Harry. — Ginny kupiła mi ten aparat na urodziny.
Jest naprawdę piękny, prawda? Patrzcie.
Idealna ostrość obiektywu, precyzyjny autofokus, brak efektu przyciemnienia…
—
Hej, tato — przerwał mu Albus.
—
Tak?
Albus
poklepał ojca po ramieniu.
—
Uwierz osobie, która ma mnóstwo dziwnych hobby i zainteresowań. Absolutnie nikogo to nie obchodzi.
—
Dobrze, przepraszam. Chyba znowu to robiłem.
Malfoy
rzucił Albusowi wdzięczne spojrzenie i objął swojego syna ramieniem. Podczas
gdy Harry bawił się różnymi przyciskami aparatu (wyraźnie nie miał pojęcia, do
czego służą), Draco zdał sobie sprawę, że coś jest nie tak. Na chwilę wyszedł z
kadru, żeby złapać Hermionę.
—
Nie, nie mogę. Na zdjęciu powinieneś być ty i Scorpius — zaprotestowała.
Draco
przewrócił oczami.
—
Po prostu obejmij mnie ramieniem i uśmiechnij się do zdjęcia, babo —
zażartował.
Hermiona
zarumieniła się, stając po prawej stronie Draco. Po kilku chwilach, podczas
których Harry majstrował przy ustawieniach aparatu (Ginny w końcu zlitowała się
nad nim i pomogła mu, bo był, jak to ujęła „wstydem dla swojej rodziny”), spojrzał
na trójkę.
—
No dobra. Gotowi?
—
Jesteśmy gotowi, Potter. Czekamy
tylko, aż nauczysz się obsługiwać tę cholerną maszynę — warknął Draco.
—
Tylko się upewniam, że jesteście gotowi.
—
Och, zrób zdjęcie mojej rodziny,
zanim wepchnę ci ten aparat do gardła.
Żołądek
Hermiony ścisnął się na jego słowa. Rodzina.
Powiedział Moja rodzina. Uśmiechnęła
się promiennie do kamery.
Wszyscy
to usłyszeli. W tym samym momencie na twarzach ich przyjaciół pojawiły się
uśmieszki.
Oczy
Scorpiusa na chwilę się zaokrągliły, zanim uśmiechnął się z zadowoleniem. Rodzina. Podobało mu się to.
Draco
nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, co powiedział. Stojąc między dwiema
najważniejszymi osobami w jego życiu, z bardzo drogim pierścionkiem w kieszeni,
który planował podarować dziś wieczorem kobiecie stojącej po prawej jego
stronie, był tak pochłonięty słusznością
tego wszystkiego.
To moja rodzina, pomyślał, nie zdając sobie sprawy, że
wypowiedział te słowa. Uśmiechnął się, trzymając w ramionach wszystko, co
kochał najbardziej na świecie.
To było wszystko.
KONIEC
________________
Witajcie :) w taki oto sposób kończy się to opowiadanie. Fajnie i przyjemnie się je tłumaczyło, mimo moich osobistych zawirowań. Cieszę się, że udało mi się wyrobić przed wrześniem.
Dziękuję wszystkim za obecność, oceny, komentarze. Jak zwykle jesteście nieocenieni. :)
We wrześniu planuję nadrobić tłumaczenie „To, co jest między nami”, a przynajmniej skończyć pierwszą z trzech części. Planuję także coś ekstra, jednak o tym na razie nie będę nic mówić, by nie zepsuć niespodzianki.
„Hot for Teacher” ma jeszcze drugą część, ale nie wiem, kiedy będę miała czas, by ją przetłumaczyć. Chciałabym w 2026 roku, jednak może być z tym różnie. Zobaczymy jak się potoczą moje plany.
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia. Enjoy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)