[T] Złączeni: Rozdział 7
Zasada Przyjaźni numer 9a: David Tennant jest najlepszym aktorem.
(Propozycja: HG | Zatwierdzone: DM; DM chciałby
oficjalnie zaznaczyć, że to tylko zasługa jego nieskazitelnych włosów)
Najwyraźniej
dopasowane spodnie i prosta bluzka Hermiony zostały uznane za całkowicie
nieodpowiednie na rodzinną kolację w gronie dwóch rodzin ze Świętej Dwudziestki
Ósemki.
Nic
nie mogła na to poradzić. Nie posiadała zbyt wielu szat wyjściowych. Większość
jej garderoby składała się z mundurów Aurora, wygodnych, mugolskich ubrań na co
dzień oraz sukienek w mugolskim stylu na gale i uroczystości ministerialne.
Miała co prawda gdzieś schowane kilka szat wyjściowych, ale kiedy zasugerowała,
żeby udać się do mieszkania i je zabrać, Narcyza Malfoy zadrżała.
Wyraźnie zadrżała.
Chwilę
później wślizgnęła się z powrotem do sypialni, niosąc komplet szat i ostrożnie
układając je na łóżku.
Szaty
były przepiękne — w odcieniu ciemnej śliwki, z luksusowego materiału, z
delikatną, srebrną nicią wzdłuż brzegów. Jeden z ulubionych odcieni Hermiony.
—
Och, Narcyzo, są oszałamiające — wyszeptała Hermiona, wyciągając palce, by
musnąć tkaninę.
—
Po prostu miałam je pod ręką — powiedziała lekko Narcyza, machając lekceważąco
ręką, gdy Mipsy pojawiła się, by pomóc jej magicznie nałożyć ubranie.
Szaty
leżały idealnie.
Hermiona
złapała spojrzenie Draco. Uniósł jedną brew. Po prostu miała pod ręką, co?
Po
wylewnym podziękowaniu Narcyzie, Hermiona zebrała się w sobie na kolejną część
przedkolacyjnego rytuału.
—
Mipsy — zawołała Hermiona.
Z
cichym trzaskiem pojawiła się radosna, mała skrzatka domowa.
—
Tak, panno Hermiono? Jak Mipsy może pomóc?
Załamała
ręce z ekscytacji.
Mipsy
uwielbiała Hermionę. Połączyło je uwielbienie do truflowego brie i kpina z
horoskopów w Tygodniku Czarownica.
Hermiona
uśmiechnęła się do niej.
—
Będę potrzebowała trochę płynnej odwagi, by przetrwać ten wieczór.
Skinęła
niepewnie na Draco, który już układał na blacie imponujący zestaw eliksirów do
pielęgnacji włosów.
W
ciągu kilku sekund Mipsy pojawiła się ponownie, trzymając na małej, srebrnej
tacy dwie, wysokie szklanki klarownego, musującego płynu.
Hermiona
wzięła szklankę i ostrożnie powąchała. Pachniało delikatnie cytryną i
rozmarynem.
Zanim
zdążyła zapytać, Draco z uśmiechem sięgnął po swoją szklankę.
—
To klasyczny drink Mipsy — powiedział, wznosząc niemy toast. — Stworzony
specjalnie na rodzinne kolacje. Przyjemnie można się nim upić, nie śmierdząc
jak destylarnia.
Mipsy
energicznie skinęła głową.
—
Tak, panie Draco. Czysty alkohol tylko przed rodzinnymi kolacjami.
Hermiona
wzięła nieśmiały łyk. Bąbelki musowały ciepło na jej języku, rozlewając się z
wyraźną cytrynową nutą. Nie czuła smaku alkoholu.
—
Och, to niebezpieczne — powiedziała, biorąc kolejny łyk. — Dziękuję, Mipsy.
—
Proszę, nie przestawaj, Mipsy — poprosił Draco, wkraczając już w drugi etap
swojej rozbudowanej pielęgnacji włosów.
Hermiona
roześmiała się i usiadła obok niego na szafce, machając nogami i popijając
drinka.
Będzie
jej potrzebna każda kropla płynnej odwagi, jaką tylko uda im się zdobyć.
Gdy
zegar wybił siódmą, siedzieli na dwóch, małych, szałwiowo-zielonych,
aksamitnych kanapach, naprzeciwko siebie po drugiej stronie przedpokoju,
przylegającego do salonu z kominkiem podłączonym do Sieci Fiuu.
Lucjusz
i Narcyza wyglądali jak arystokraci, od idealnie ułożonych włosów po
wypielęgnowane paznokcie.
Draco,
ubrany w skrojone na miarę ciemne szaty i nieskazitelny od stóp do głów,
dopełniał obrazu idealnego dziedzica Malfoyów. Hermiona musiała przyznać, że
była pod wrażeniem. By tak się prezentować, potrzebował czterdziestu pięciu
minut, trzech dodatkowych drinków Mipsy i niezwykłej zręczności jednej ręki,
ale dał radę.
Hermiona
cicho prychnęła, patrząc na siebie. W porównaniu z nimi wyglądała… trochę zbyt
swobodnie. Być może cztery drinki przed formalną, rodzinną kolacją nie były
najlepszym pomysłem. Ale Draco wypił tyle samo i chyba dobrze się trzymał.
Cóż,
uśmiechał się do niej szeroko. To mogło być wskazówką co do jego stopnia
upojenia alkoholowego.
—
Jeszcze raz dziękuję, Hermiono — powiedziała ciepło Narcyza, wygładzając poły
szaty. — Wiem, że wolałabyś być gdziekolwiek indziej.
Hermiona
uniosła ich złączone dłonie ze smutnym uśmiechem.
—
Nie miałam wyboru.
Mipsy
pojawiła się z kolejną tacą drinków. Draco i Hermiona wypili swoje z
zatrważającą szybkością.
—
Tak, matko — rzekł Draco radośnie. — Jestem pewien, że Hermiona wolałaby być w
swoim domu, leżeć w łóżku, oglądając swojego ulubionego Doktora, trzymając rękę w majtkach.
Hermiona
jęknęła z szoku, a jej twarz płonęła.
—
Malfoy! — krzyknęła.
Draco,
zupełnie niewzruszony, z językiem rozwiązanym przez alkohol, kontynuował
rozmowę z rodzicami, jakby nie próbowała desperacko go uciszyć.
—
Raz wszedłem do jej sypialni. Telewizor miała włączony na cały regulator.
Złapałem ją na gorącym uczynku.
Zawstydzona
Hermiona zepchnęła go z kanapy. Draco upadł z krzykiem, rozciągając się na
podłodze. Hermiona usiadła okrakiem na jego biodrach i przyciągnęła przedramię
ich złączonych dłoni do jego gardła, przygniatając do podłogi.
—
Zamknij się — syknęła przez zaciśnięte zęby, naciskając mocniej.
Twarz
Draco spektakularnie poczerwieniała.
—
Tak, Draco — powiedziała spokojnie Narcyza, bez cienia zaskoczenia. — To
zupełnie nieeleganckie wpadać do kobiecej sypialni bez zaproszenia.
Lucjusz
skinął głową na zgodę, jakby to była najnaturalniejsza rozmowa na świecie.
—
Hermiono, droga Hermiono, myślę, że mózg może przetrwać do sześćdziesięciu
sekund bez tlenu, zanim nastąpią trwałe uszkodzenia — dodała Narcyza, zerkając
na swój delikatny, złoty zegarek. — Za jego haniebny braku kultury, możesz go
dusić, dopóki nie dam znać.
—
Że co, matko? — wychrypiał Draco spod ramienia Hermiony.
Ignorując
go, Lucjusz lekko pochylił się do przodu.
—
Hermiono, czy to ten wysoki, chudy, czy ten w eleganckich garniturach i z
ładnymi włosami?
Hermiona
spojrzała w górę, wciąż przyciskając Draco do ziemi.
—
Ten drugi. David Tennant. To najlepszy Doktor.
—
Zgadza się — powiedział Lucjusz z aprobatą. — Przypomina mi tego uroczego
faceta, którego zaprosiliśmy do naszych komnat podczas ostatniej podróży do
Krainy Jezior, tego, który wyglądał jak syn Barty’ego.
—
Nie, kochanie — poprawiła go Narcyza, wciąż obserwując tykanie wskazówek
zegarka. — To była nasza podróż do szkockiego Highlands. W Krainie Jezior
poznaliśmy rudowłosą dziewczynę.
Hermiona
i Draco odwrócili głowy dokładnie w tym samym momencie, uświadamiając sobie, o
czym rozmawiali Malfoyowie i mając na twarzach ten sam wyraz przerażenia.
—
Granger — wychrypiał Draco. — Proszę. Zabij mnie.
Z
progu dobiegło uprzejme chrząknięcie.
—
Przybyła rodzina Greengrassów — oznajmiła Mipsy.
I
właśnie w tym momencie, gdy Draco leżał na podłodze, pragnąc śmierci, Hermiona
siedziała na nim okrakiem i go dusiła, a Lucjusz i Narcyza spokojnie omawiali
swoje sypialniane przygody, państwo Greengrass wyszli z salonu.
Tuż
za nim podążała kompletnie przerażona Astoria.
W
mgnieniu oka Lucjusz i Narcyza ruszyli, by powitać gości, sunąc po podłodze z
niewymuszoną gracją urodzonych arystokratów.
Malcolm
Greengrass stał z przodu, niosąc za sobą mroczną, burzową aurę. Ciemnowłosy,
ciemnooki, wysoki i szczupły, był jeszcze wyższy niż Lucjusz i Draco. Jego
żona, Helena, podążała kilka kroków za nim. Była równie wysoka i szczupła, co
wydawało się być warunkiem koniecznym dla kobiet czystej krwi. Miała jasną cerę
i włosy, blade oczy i emanowała kruchą elegancją.
Hermiona
zauważyła, nie po raz pierwszy, że w rodzie Heleny prawdopodobnie kryje się
krew Malfoyów. Poza tym, biorąc pod uwagę, jak obsesyjnie Święta Dwudziestka
Ósemka strzegła swoich więzów krwi, zaskakujące było, że nie odnotowano więcej
chorób dziedzicznych związanych z chowem wsobnym.
Podczas
gdy Lucjusz i Narcyza zajmowali się formalnymi powitaniami, Hermiona i Draco
podnieśli się z podłogi, otrzepując się z kurzu.
Ogarnęła
ich lekka, chłodna fala magii o zapachu kwiatów. Hermiona rozpoznała w tym
dzieło Narcyzy. Nawet odgrywając gospodynię, bezbłędnie poprawiła im ubrania i
włosy werbalnymi zaklęciami.
Po
chwili Draco zrobił krok naprzód, ściskając dłoń Malcolma z grzecznym, mocnym
uściskiem, po czym nachylił się, by pocałować Helenę w policzek na powitanie.
Malcolm
przeszedł obok Hermiony, nawet na nią nie spojrzawszy. Helena podążyła za nim,
mamrocząc ledwo słyszalne Witaj, Melanie,
po czym odeszła.
Hermiona
zachowała neutralny wyraz twarzy. To nie wydarzyło się pierwszy raz. Widywała
państwa Greengrass na przyjęciu zaręczynowym i na kilku oficjalnych spotkaniach
od tamtej pory. Ich nieustanna pogarda wobec jej osoby już nie bolała, po
prostu ją irytowała.
—
Drakusiu! — zagruchała Astoria, gdy pojawiła się za nimi, a jej głos był słodki
jak syrop.
Wyglądała
jak idealna panna młoda czystej krwi, z promiennym uśmiechem i nieskazitelnymi
szatami.
Ujęła
twarz Draco w dłonie i pocałowała go, nieco zbyt przeciągle, jak na przyzwoitość
przystało. Z drugiej strony, Draco spędził ostatnią godzinę, opowiadając o
nawykach Hermiony przed całą rodziną, więc być może Astoria również dodała
sobie odwagi kilkoma drinkami.
—
Pięknie wyglądasz, Astorio — powiedziała szczerze Hermiona, starając się nadać
wieczorowi serdeczny ton.
Noc
zdawała się już wystarczająco niepewna, bez dodawania dodatkowego napięcia.
Astoria
obrzuciła Hermionę powolnym, oceniającym spojrzeniem, a jej oczy lekko się
rozszerzyły na widok szaty w odcieniu ciemnej śliwki, której krój i jakość były
niewątpliwie wysokie. Wzrok zatrzymał się na chwilę na włosach Hermiony,
rozpuszczonych w długie, kasztanowe fale, sięgających niemal do pasa.
Astoria
uśmiechnęła się, a jej wyraz twarzy był elegancki, lecz lekko ostry.
—
Jestem pewna, że mama i tata wybaczą ci, że nie rozumiesz, jak ważna jest
odpowiednia fryzura na takie okazje, Hermiono.
Po
tych słowach zgrabnie wsunęła rękę w wolną dłoń Draco i skinęła na niego, by
odprowadził ją na kolację.
Draco
westchnął cicho, ściskając dłoń Hermiony w krótkim, przepraszającym geście,
zanim pozwolił Astorii się wyprowadzić. Hermiona szła krok za nimi.
Przeszli
do głównej jadalni, pomieszczenia, o którym Hermiona słyszała, ale rzadko tam
zaglądała.
Po
wojnie Lucjusz i Narcyza nakazali całkowitą rozbiórkę oryginalnych jadalni i
salonów. Pomieszczenia te były przesiąknięte mroczną magią, zbyt zatrute przez
koszmary pozostawione po Voldemorcie. Razem z Draco pracowali nad oczyszczeniem
Dworu z wszelkich trwałych skaz, dosłownych, magicznych i symbolicznych.
Hermiona
pamiętała, jak kiedyś odwiedziła ich podczas remontu. Bill Weasley przewodził
projektowi, łamiąc klątwy i niszcząc bariery czystości krwi. Ona też tam była —
tuż po Hogwarcie, jako praktykantka w zespole łamania klątw.
Jej
włosy były wtedy jeszcze bardziej rozwichrzone, a głos dość niepewny, gdy nie
cytowała zaklęć i teorii klątw. Ale jej magia była stabilna, pewna,
niezachwiana.
Nie
rozmawiali wiele.
Wtedy,
wciąż obciążeni przeszłością, zachowywali wobec siebie dystans. Oddzielne
światy, kursujące wokół tego samego wraku, ale nigdy się nie zderzające.
Draco
niewiele o niej myślał. A przynajmniej tak mu się zdawało.
Teraz,
wchodząc do nowych pomieszczeń Dworu, zdał sobie sprawę, że nawet wtedy,
nieświadomie, Granger była jednym z powodów, dla których poszedł inną drogą.
Dowodem, że wciąż istnieje zielone światło. Innym rodzajem geniuszu, do którego
mógł dążyć, nawet jeśli przyznanie się do tego zajęło mu lata.
Widząc
jej pracę, zaczął rozważać opcje. To był pierwszy raz, kiedy Draco poważnie
wziął pod uwagę pracę jako łamacz klątw.
Nowa,
rzadko używana, formalna jadalnia była arcydziełem dyskretnego luksusu.
Na
środku dominował zaczarowany, orzechowy stół, którego blat mógł zmieniać
rozmiar w zależności od liczby gości. Dziś wieczorem został ukształtowany w
okrągły stół, aby wygodnie pomieścić siedem osób.
Hermiona
usiadła między Draco i, oczywiście, Lucjuszem. Astoria usiadła po drugiej
stronie Draco, podczas gdy Helena, Malcolm i Narcyza wypełnili resztę kręgu.
Stół
był pięknie nakryty porcelanową zastawą i antycznym zestawem sztućców.
Kieliszki
napełniały się same, a pierwsze danie pojawiło się przed nimi, przywodząc
Hermionie na myśl czasy Hogwartu. Zazwyczaj we Dworze Malfoyów pojawiały się
skrzaty domowe i serwowały posiłku bezpośrednio.
Hermiona
często nie mogła się powstrzymać od wypytywania ich o potrawy, czasem nawet
sama trafiając do kuchni. Plim, główna kucharka, pokazała jej, jak odtworzyć
kilka ulubionych dań, choć jej próby w domu spotkały się z mieszanym sukcesem.
Oprócz
Mipsy i Plim, cztery inne skrzaty domowe postanowiły pozostać po zarządzonej
przez Ministerstwo emancypacji. Flemm i Lagour głównie pomagali Narcyzie i
Lucjuszowi. Flemm często towarzyszył Lucjuszowi w wyprawach poza Dwór, ponieważ
Lucjuszowi zakazano używania różdżki do zakończenia okresu próbnego.
Pozostałe
skrzaty, Vintor i Topher, tworzące zżytą parę, zajmowały się wyłącznie
pielęgnacją rozległych ogrodów i mieszkały w małym, kamiennym domku schowanym w
pobliżu szklarni.
Dziś
jednak skrzaty pozostały niewidoczne.
Pierwszym
daniem były delikatne przystawki ułożone w precyzyjne kółeczka. Hermiona nie
miała pojęcia, z czego są, ale wyglądały przepięknie.
Zauważyła,
że jeden z jej kieliszków wyglądał inaczej niż pozostałe. Podczas gdy wszyscy
inni mieli na talerzach coś, co wyglądało jak kawior, ona dostała coś zupełnie
innego. Uśmiechnęła się lekko. Nienawidziła owoców morza. Prawdopodobnie Plim
interweniowała, by oszczędzić jej krztuszenia się przy stole, co zapewne nie
byłoby wyrafinowanym zachowaniem, do którego dążyli dziś Malfoyowie.
Sięgnęła
palcami po jeden z delikatnych kawałków i Draco lekko ścisnął jej dłoń. Kiedy
spojrzała w jego stronę, zobaczyła, że celowo sięgnął po jeden z licznych
widelców.
Hermiona
zamrugała na widok ogromnej liczby sztućców przed sobą. Nawet najwspanialsze
gale Ministerstwa nie wymagały aż tylu.
Rozmowa
przy stole była początkowo przyjemnie nudna. Lucjusz mówił o interesach, jego nowa
praca otworzyła mu oczy na lukratywne rynki mugoli. Od tego czasu posiadłości
Malfoyów rozkwitły, rozszerzając się na bardziej zintegrowane przedsięwzięcia
czarodziejsko-mugolskie.
Inne
rodziny czystej krwi ostrożnie próbowały teraz podobnych rozwiązań.
Najwyraźniej pieniądze okazały się ważniejsze niż utrzymanie czystości.
Podczas
posiłku Malcolm Greengrass zwrócił się do Lucjusza, przerywając rozmowę.
—
Ta sytuacja — powiedział, wskazując na Draco i Hermionę — przysparza Astorii
kłopotów. Załatwiłem przyjazd naszego rodzinnego Uzdrowiciela z Zurychu. Jest
przekonany, że może wykształcić rękę mugolaczki z minimalnymi problemami.
Przy
stole zapadła cisza.
—
Chcesz mi odciąć rękę? — zapytała Hermiona spokojnym głosem, ale każde słowo
było wypowiedziane z rozwagą.
Malcolm
ledwo na nią spojrzał.
—
Powinna odzyskać większość sprawności, co będzie wystarczające do jej potrzeb.
Helena
i Astoria skinęły głowami, jakby odcięcie całkowicie zdrowej kończyny było
najbardziej logicznym rozwiązaniem.
Hermiona
usłyszała, jak Draco z brzękiem upuszcza widelec na talerz. Wziął głęboki
oddech, próbując się uspokoić. Ale to Lucjusz odezwał się pierwszy.
—
Jestem pewien, Malcolmie, że wiesz, podobnie jak ja, że precyzja ruchów to
uporczywy problem przy odrastaniu kończyn — powiedział Lucjusz gładkim i zimnym
głosem.
Jego
wyraz twarzy niczego nie zdradzał.
—
Uzdrowiciel zapewnił mnie, że wszystko przebiegnie znakomicie — odparł
energicznie Malcolm, ponownie gestykulując, jakby Hermiona była przedmiotem.
—
Cóż — mruknął Lucjusz — jestem pewien, że mój syn z chęcią się zgłosi, skoro to
jego błąd doprowadził do tej… niedogodności.
Draco
delikatnie ścisnął dłoń Hermiony.
—
Oczywiście, ojcze — powiedział, odwracając się twarzą do Malcolma. — Jeśli
metody twojego Uzdrowiciela są tek skuteczne, jak twierdzisz, z przyjemnością
podejmę się tego zabiegu.
Natychmiast
zrozumiał tok myślenia ojca.
Malcolm
zawahał się.
Hermiona
nie była zaskoczona. Po tym, jak Theo odesłał ich ze szpitala do domu, ona i
Draco rozważali każdą dostępną opcję. Szybko wykluczyli możliwość odrośnięcia
dłoni. Theo natychmiast ją odrzucił; ryzyko dla sprawności motorycznej byłoby
niedopuszczalne dla Aurora lub łamacza klątw.
—
Jako spadkobierca rodów Malfoyów, Blacków, a wkrótce Greengrassów — rzekł
sztywno Malcolm — nierozsądnie byłoby ryzykować zdrowie Draco bez potrzeby.
—
Czyli dopuszczalne jest ryzykowanie mojego? — zapytała Hermiona lodowatym
głosem.
Trójka
Greengrassów spojrzała na nią, jakby odpowiedź była oczywista.
Narcyza,
która w milczeniu obserwowała wymianę zdań, w końcu się odezwała.
—
Muszę nalegać — powiedziała z przerażającą precyzją — że to będzie Draco. Panna
Granger jest niewinną stroną tego wypadku.
Malcolm
zacisnął usta. Najwyraźniej nie takiej odpowiedzi się spodziewał.
—
Być może — mruknął, wygładzając mankiety — skonsultuję się jeszcze z moim Uzdrowicielem,
zanim podejmę dalsze kroki.
Lucjusz
skinął głową, powoli i bezgłośnie.
Hermiona
poczuła, jak uścisk Draco na jej palcach lekko słabnie. Ich blef zadziałał.
Na
razie.
Następne
dwa dania minęły w przeciągłym rozmyciu: zupa, a potem delikatna przystawka.
Hermiona
niemal sięgnęła po niewłaściwą łyżkę, ale poczuła pod stołem delikatne
stuknięcie w nogę od Lucjusza. Merlinie,
później zruga mnie za brak manier przy stole, pomyślała.
Rozmowa
toczyła się niezręcznie, aż Malcolm, nieuchronnie, skierował ich ku prawdziwemu
celowi wieczoru.
—
Po rozmowie z Astorią i Heleną — powiedział rozważnym głosem — postanowiliśmy
zachować klauzulę trzynastą w kontrakcie małżeńskim.
Hermiona
poczuła sztywniejącego obok niej Draco. Uścisk na jej dłoni lekko osłabł, zanim
się otrząsnął.
—
Wolałbym zachować obecną posadę, panie Greengrass — rzekł ostrożnie Draco. —
Prowadziłem dyskusje na ten temat z Astorią, utrzymanie stanowiska w
Ministerstwie nie tylko wzmacnia nazwisko Malfoyów, ale także cenną pracę, jaką
wykonujemy w dziedzinie łamania klątw.
Hermiona
drgnęła.
Rezygnacja?
Był zmuszany do odejścia z pracy?
Draco
chciał coś dodać, ale Malcolm zignorował go z obojętną, opanowaną pewnością
siebie kogoś, kto przywykł do bycia posłusznym.
—
Draco, Astoria i ja zgadzamy się, że powinieneś się skupić na rodzinie. Minie
wiele lat, zanim w pełni zrozumiesz, jak zarządzać moim majątkiem, a także
swoje obowiązki wobec Malfoyów i Blacków. Nie będzie czasu na… błahostki. — Draco otworzył usta, ale
Malcolm kontynuował bez wahania: — Nasza decyzja jest ostateczna. Poinformuj swoich
przełożonych. — Kiedy Draco zacisnął szczękę w geście protestu, głos Malcolma
lekko się zaostrzył. — Czy muszę ci przypominać, Draco? Nie masz prawa
sprzeciwiać się żadnym klauzulom. Twoim zadaniem jest ich przestrzegać.
Po
drugiej stronie stołu Hermiona zobaczyła, jak Lucjusz lekko sztywnieje, a jego
dłonie mocniej obejmują kieliszek z winem.
Znała
historię.
Lucjusz
i Malcolm zaaranżowali to małżeństwo niedługo po narodzinach Astorii, w
czasach, gdy majątek Greengrassów dorównywał nawet majątkowi Malfoyów. Wydawało
się to idealnym połączeniem, do tego stopnia, że Lucjusz, w swoim nieustannym
dążeniu do władzy i bogactwa, pozwolił Malcolmowi dyktować warunki. Tylko ród
Greengrassów miał możliwość zerwania kontraktu i zadbał o to, by był on dla
nich korzystny pod każdym względem.
Malcolm
parł dalej, jakby żadne z nich nie miało prawa mu przeszkadzać.
—
Astoria wybrała również naszą rezydencję w Zurychu na wasz dom po ślubie —
powiedział gładko. — Helena i ja chętnie się tam przeprowadzimy. Możemy natychmiast
rozpocząć szkolenie dotyczące zarządzania majątkiem.
Hermiona
zamrugała.
Zurych?
Draco miał się przenieść do
Zurychu?
Głos
Lucjusza, kiedy się odezwał, by zwodniczo łagodny.
—
Będę potrzebował pomocy Draco. Jego wkład w nasze sprawy spadkowe pozostaje
niezbędny.
Malcolm
zbył to machnięciem ręki, uśmiechając się lekko.
—
Nie ma takiej potrzeby, Lucjuszu. Jesteś w stanie zajmować się codziennymi
sprawami przez wiele lat. W ten sposób Draco może skupić się na tym, co
naprawdę ważne, z dala od… rozpraszaczy.
Kiedy
to powiedział, Helena i Astoria spojrzały na Hermionę.
Poczuła,
jak niepokój Draco faluje przez ich złączone dłonie; ostry i naelektryzowany, i
wiedziała, że jej niepokój musi mu się udzielać.
Hermiona
zerknęła ukradkiem i napotkała wzrok Lucjusza Malfoya.
Jego
wyraz twarzy był spokojny.
Za
spokojny.
Co oznaczało, pomyślała ponuro Hermiona, że Lucjusz jest wściekły.
A
ten wieczór był jeszcze daleki od końca.
Podczas
czwartego i piątego dania Hermiona przyłapała się na tym, że uważniej obserwuje
pozostałych gości.
Podczas
każdego dania Helena i Astoria przestały jeść po dokładnie czterech kęsach, a
widelce starannie odkładały na stół, jakby na mocy niepisanej zasady.
Narcyza
jadła podobnie, choć z nieco większą różnorodnością — brała dodatkowe kęsy potraw,
które lubiła, a mniej tych, których nie lubiła.
Tymczasem
Hermiona ledwo tknęła sałatki. Miała wyraźne przeczucie, że ta kolacja
wystarczy na kilkanaście kolejnych dań i nie chciała się za szybko nasycić.
Kiedy
podano danie rybne, Hermiona stłumiła śmiech.
Podczas
gdy inni otrzymali elegancko wyglądającą, delikatną rybę, na jej talerzu
znajdowało się coś, co podejrzanie przypominało wykwintną wersję nuggetsów z
kurczaka z frytkami.
Draco
pochylił się, jego oddech owiał jej ucho ciepłym tchnieniem.
—
Nawet Plim wie, że jesteś tylko przerośniętym dzieckiem — wyszeptał, kradnąc
frytkę z jej talerza.
Hermiona
mocno nadepnęła mu na nogę pod stołem. Draco cicho jęknął, rozchlapując wino,
które pospiesznie usunął machnięciem różdżki.
Siedząca
po drugiej stronie stołu Narcyza rzuciła im ostre spojrzenie, dając jasny
sygnał: Zachowujcie się.
Wciąż
tłumiąc śmiech, wyprostowali się, ale ta chwila beztroski nie pozostała
niezauważona.
Głos
Astorii przeciął pomieszczenie.
—
Zdecydowałam — powiedziała radośnie, wpatrując się w Draco — że natychmiast po
ślubie zaczniemy się starać o poczęcie dziedzica Malfoyów.
Hermiona
zamarła.
—
Tak, oczywiście — zgodził się Malcolm, kiwając głową z aprobatą. — Zapewnienie
kontynuacji rodu jest najważniejsze.
Hermiona
poczuła ścisk żołądka.
Czy Draco w ogóle miał coś do
powiedzenia? Czy w ogóle mógł decydować o swojej przyszłości?
Przez
ich złączone dłonie poczuła niepokój Draco; ostry, narastający, burzący spokój.
Kiedy
uczucie stało się przytłaczające, Draco odsunął się od stołu i wstał.
—
Przepraszam na chwilę — powiedział sztywno, lekko pociągając Hermionę za rękę.
Założyła,
że idą do toalety i skręciła w korytarz. Ale w połowie drogi Draco się
zatrzymał.
Oparł
się plecami o ścianę, zamknął oczy i spuścił głowę, ciężko oddychając.
—
Nie — mruknął, gdy na niego spojrzała. — Potrzebuję tylko kilku minut.
Hermiona
bez słowa podeszła bliżej. Oparła czoło o jego klatkę piersiową, a wolną dłonią
poruszała po jego plecach powolnymi, kojącymi ruchami.
Jego
oddech stopniowo się uspokajał.
—
Dam sobie radę — powiedział cicho po dłuższej chwili. — Czasami to po prostu… przytłaczające.
Zaśmiał
się cicho, bez humoru.
—
Czuję się jak ogier wystawiony na aukcji.
Odchylił
głowę do tyłu, a jego głos odbił się echem od marmurowego korytarza.
—
Zerwaliby go, gdyby mogli — wymamrotał bardziej do siebie niż do niej. — Tak
bardzo tego żałują.
Hermiona
natychmiast zrozumiała.
Mówił
o swoich rodzicach.
Ich
błędach. Ich poczuciu winy. Ich desperackich próbach naprawienia tego
wszystkiego, które jeszcze bardziej wiązały go z przyszłością, przed którą nie
było ucieczki.
Cichym
głosem zapytała:
—
Mogę zobaczyć kontrakt?
Draco
otworzył oczy. Przez chwilę myślała, że odmówi. Ale skinął głową.
Po
kilku minutach Draco wyprostował się, przeczesując włosy dłonią. Pociągnął
figlarnie za jeden z jej niesfornych loków.
Razem
odwrócili się i ruszyli w stronę pola bitwy, które czekało na nich w jadalni.
Następnym
daniem był duszony policzek wołowy, delikatny i treściwy.
Hermionie
bardzo smakowało i zjadła wszystko, co miała na talerzu. Nie mogła nie
zauważyć, że po dokładnie czterech, małych kęsach Helena i Astoria odłożyły
sztućce.
Następne
danie sprawiło, że Hermiona zamrugała.
To
był pojedynczy kawałek cytrusa.
Rozejrzała
się po stole. Każdy delikatnie wziął swój kawałek, ssąc go przez chwilę, zanim
odłożył. Obok talerzy stały małe, porcelanowe miseczki z wodą do płukania
palców.
—
Więc teraz można używać palców? — mruknęła Hermiona pod nosem, rzucając Draco
spojrzenie, unosząc owoc do ust.
Ssała
kawałek. Ostry, gorzki smak sprawił, że się skrzywiła.
—
Naturalny oczyszczacz podniebienia, Granger — wyszeptał Draco, ledwo skrywając
uśmiech.
—
Oczywiście — powiedziała wyniośle, unosząc kawałek cytrusa między kciuk a palec
wskazujący, z wysuniętym małym palcem jak księżna popijająca herbatę.
Wytrzymała
wzrok Lucjusza, zauważając z pewną satysfakcją subtelny błysk rozbawienia w
jego oczach.
Ale
to kolejne danie naprawdę rozpaliło Hermionę.
Na
stole pojawiły się osobne deski serów, krakersów, owoców i konserw mięsnych.
Hermiona promieniała, widząc hojny kawałek truflowego sera brie położonego na
jej talerzu.
Kocham cię, Mipsy, pomyślała żartobliwie.
Nie
miała pojęcia, ile kieliszków wina już wypiła. Do każdego dania podano inne i
choć porcje były niewielkie, to i tak się sumowały.
Jej
myśli zaczęły odpływać od niekończącego się, monotonnego monologu Malcolma
Greengrassa, który najwyraźniej nie kochał niczego bardziej niż dźwięku
własnego głosu.
Omawiano
kolejne punkty, choć było zupełnie jasne, że decyzje zostały już podjęte. Ta kolacja
była jedynie formalnością — uprzejmym ogłoszeniem dekretów rodziny
Greengrassów.
Hermiona
o mało nie parsknęła śmiechem, gdy Astoria z wielką powagą poinformowała Draco,
że ich pierworodny syn otrzyma imię Scorpius.
Scorpius.
Ledwo
mogła zachować powagę.
Po
drugiej stronie stołu zobaczyła Narcyzę upijającą nietypowo duży łyk wina.
Zanim
zdążyła się zastanowić, Hermiona wyrzuciła z siebie:
—
A co, jeśli to będzie dziewczynka?
Wszyscy
przy stole lekko zesztywnieli.
—
Dziedzic Malfoyów nigdy nie był kobietą, panno Granger — odparł gładko Lucjusz.
—
Nigdy? — dopytywała, unosząc brwi. — Wasi przodkowie odprawiali jakiś rytuał
voodoo czystokrwistych, żeby to zagwarantować?
Poruszyła
drwiąco palcami na słowo voodoo, co
wywołało widoczne drgnięcie ust Lucjusza.
—
Nie zdziwiłbym się — rzekł idealnie równym głosem — gdyby odpowiadała za to
jakaś moralnie naganna i czarna magia.
—
Tak to bywa u Malfoyów — wtrącił Draco lekko bełkotliwie, unosząc kieliszek w
półtoaście.
Sądząc
po błysku w jego oku i lekkim braku równowagi, stopień upojenia Draco w końcu
dorównał Hermionie.
Malfoyowie
zostali poinformowani, że wkrótce otrzymają sowę z zaktualizowanym kontraktem
małżeńskim.
W
końcu podano deser — szarlotkę.
Ulubione
ciasto Draco.
Hermiona
dostrzegła delikatny, wdzięczny uśmiech, który posłał Narcyzie, milczące
podziękowanie.
Hermiona
bez wahania rzuciła się po wino deserowe i pchnęła swoją miskę z ciastem w
stronę Draco. Nie to, żeby nie lubiła ciasta, ale dziś to on potrzebował go
bardziej niż ona.
Kiedy
szarlotka z talerza Draco zniknęła w niepokojącym tempie, Astoria wdała się w
bezpardonową dyskusję o orszaku weselnym i swoich planach posiadania
jednorożców.
Hermiona
zastanawiała się, czy wbicie widelczyka w swoje oko można uznać za incydent
dyplomatyczny, gdy Narcyza wstała i oznajmiła stanowczym tonem, że panie udają
się teraz do salonu.
Hermiona
i Draco wymienili spojrzenia, w milczeniu próbując opracować plan ucieczki.
Ale
zanim cokolwiek zrobili, Astoria podeszła i wzięła Draco za rękę.
—
Musimy zamienić słowo na osobności — powiedziała słodko.
Nie
było innego wyjścia, jak pójść za nim.
W
milczeniu szli do biblioteki, napięcie między Astorią a Draco było tak gęste,
że aż czuło się je w ustach.
Hermiona
czuła się niezręcznie, niczym piąte koło u wozu pędzącego w stronę urwiska.
Ciężką
ciszę przerwał dopiero, gdy weszli do biblioteki i dostrzegli porzucone biurko,
zawalone notatkami z badań, ewidentnie będących dziełem Lucjusza. Hermiona
prychnęła cicho, Draco zachichotał obok niej, a krótka iskierka humoru była przejawem
buntu.
Usiedli
na kanapie przy kominku.
Hermiona,
próbując zapewnić im trochę prywatności, wzięła książkę i lekko się odwróciła.
—
Wiem, że jesteś na mnie zły, Draco — powiedziała Astoria, patrząc mu w oczy i
biorąc wolną dłoń Draco w swoje. — Ale ostatnio nie podejmujesz najlepszych
decyzji. Potrzebujesz kogoś, kto cię poprowadzi. Ojciec i ja pomożemy ci wrócić
na lepszą ścieżkę.
Twarz
Draco się napięła.
Przełknął
ślinę zanim się odezwał.
—
Tori — zaczął cicho — po raz pierwszy w życiu mogę sam podejmować decyzje. Moja
kariera, moi przyjaciele… Zawsze mówiłem, że nie będę się sprzeciwiał warunkom
kontraktu małżeńskiego, ale… proszę. Pozwól mi zachować pracę. Mój dom. Moich
przyjaciół.
Ostatnie
słowa wypowiedział drżącym głosem.
Hermiona
na chwilę zamknęła oczy, ból w jego głosie zapadł jej głęboko w pierś.
Astoria
tylko pokręciła głową, a smutek malował się na jej twarzy niczym maska.
—
Musisz mi zaufać — mruknęła. — Może za kilka lat, kiedy opanujesz majątek ojca,
będziesz mógł pracować dla szwajcarskiego Ministerstwa Magii. Z pewnością
potrzebują tam łamacza klątw.
Uśmiechnęła
się, jakby to był prezent, ustępstwo.
—
I możemy zaprosić twoich przyjaciół, takich jak Pansy i Blaise.
Draco
wychwycił imiona, których nie wymieniła.
—
A co z Theo? — zapytał ostrym tonem. — To mój najlepszy przyjaciel. A Granger…
Hermiona… to moja najlepsza przyjaciółka.
Uśmiech
Astorii zbladł. Wzięła głęboki oddech, zanim odpowiedziała.
—
Zabezpieczenia nie pozwalają na przebywanie mugolaków na naszych posesjach. A
Theo… — zawahała się, jej głos się zaostrzył. — Theo nie jest osobą, z którą
będziemy się w przyszłości utożsamiać.
Coś
w twarzy Draco musiało się zmienić, bo Astoria szybko się do niego przysunęła,
ściskając mocniej jego dłoń.
—
Ale pamiętaj, Draco — wyszeptała. — Będę twoją najlepszą przyjaciółką po
ślubie. Spędzimy razem sto lat, ramię w ramię.
Po
czym pochyliła się i pocałowała go w usta.
Hermiona
siedziała zamrożona zaledwie kilka stóp dalej, słuchając powolnego,
metodycznego wymazywania mężczyzny, którego znała.
Nastrój
był ponury, gdy Hermiona i Draco przygotowywali się do snu.
Położyli
się pod ciepłą kołdrą, zapominając o chłodzie starożytnych, kamiennych murów
Dworu.
Bez
wahania Hermiona wyciągnęła do niego ręce.
Przyciągnęła
Draco do siebie, tuląc jego głowę do swojej piersi, ich złączone dłonie
wcisnęły się między nich. Owinęła rękę i nogę wokół jego torsu, mocno go
przyciskając do siebie.
Draco
nie powiedział ani słowa.
Ale
czuła ciche szlochy, które wstrząsały jego ciałem. Wilgoć na jej bluzce, gdy
jego łzy w nią wsiąkały. Te same łzy spływały cicho po jej policzkach.
Hermiona
nic nie powiedziała.
Po
prostu przytuliła go mocniej, wodząc po jego plecach powolnymi, miarowymi
ruchami, próbując ukoić ból, którego żadne z nich nie mogło wypowiedzieć.
W
końcu oddech Draco się wyrównał.
Zasnął,
wciąż tuląc się do niej.
Hermiona
nie spała, wodząc wzrokiem po rozproszonych gwiazdach, które widziała przez
okno.
Jej
myśli krążyły niespokojnie, mimo że jej ramiona wciąż jasno obejmowały
mężczyznę, który nigdy nie mógł dokonać prawdziwego wyboru.
Zasada Przyjaźni numer 17: Zawsze możemy na siebie liczyć.
(Propozycja: HG | Zatwierdzone: DM)
_____________
Witajcie! w niedzielny wieczór publikuję dwa rozdziały tłumaczenia. Początkowo planowałam więcej, ale niestety nie wypaliło. Ale mimo wszystko powinniście być usatysfakcjonowani, bo ten jest długi, a kolejny dość śmieszny. Także wszystko to, co lubimy. :)
Brak komentarzy