[T] Złączeni: Rozdział 7

niedziela, 19 kwietnia 2026

Zasada Przyjaźni numer 9a: David Tennant jest najlepszym aktorem.

(Propozycja: HG | Zatwierdzone: DM; DM chciałby oficjalnie zaznaczyć, że to tylko zasługa jego nieskazitelnych włosów)

 

Najwyraźniej dopasowane spodnie i prosta bluzka Hermiony zostały uznane za całkowicie nieodpowiednie na rodzinną kolację w gronie dwóch rodzin ze Świętej Dwudziestki Ósemki.

Nic nie mogła na to poradzić. Nie posiadała zbyt wielu szat wyjściowych. Większość jej garderoby składała się z mundurów Aurora, wygodnych, mugolskich ubrań na co dzień oraz sukienek w mugolskim stylu na gale i uroczystości ministerialne. Miała co prawda gdzieś schowane kilka szat wyjściowych, ale kiedy zasugerowała, żeby udać się do mieszkania i je zabrać, Narcyza Malfoy zadrżała.

Wyraźnie zadrżała.

Chwilę później wślizgnęła się z powrotem do sypialni, niosąc komplet szat i ostrożnie układając je na łóżku.

Szaty były przepiękne — w odcieniu ciemnej śliwki, z luksusowego materiału, z delikatną, srebrną nicią wzdłuż brzegów. Jeden z ulubionych odcieni Hermiony.

— Och, Narcyzo, są oszałamiające — wyszeptała Hermiona, wyciągając palce, by musnąć tkaninę.

— Po prostu miałam je pod ręką — powiedziała lekko Narcyza, machając lekceważąco ręką, gdy Mipsy pojawiła się, by pomóc jej magicznie nałożyć ubranie.

Szaty leżały idealnie.

Hermiona złapała spojrzenie Draco. Uniósł jedną brew. Po prostu miała pod ręką, co?

Po wylewnym podziękowaniu Narcyzie, Hermiona zebrała się w sobie na kolejną część przedkolacyjnego rytuału.

— Mipsy — zawołała Hermiona.

Z cichym trzaskiem pojawiła się radosna, mała skrzatka domowa.

— Tak, panno Hermiono? Jak Mipsy może pomóc?

Załamała ręce z ekscytacji.

Mipsy uwielbiała Hermionę. Połączyło je uwielbienie do truflowego brie i kpina z horoskopów w Tygodniku Czarownica.

Hermiona uśmiechnęła się do niej.

— Będę potrzebowała trochę płynnej odwagi, by przetrwać ten wieczór.

Skinęła niepewnie na Draco, który już układał na blacie imponujący zestaw eliksirów do pielęgnacji włosów.

W ciągu kilku sekund Mipsy pojawiła się ponownie, trzymając na małej, srebrnej tacy dwie, wysokie szklanki klarownego, musującego płynu.

Hermiona wzięła szklankę i ostrożnie powąchała. Pachniało delikatnie cytryną i rozmarynem.

Zanim zdążyła zapytać, Draco z uśmiechem sięgnął po swoją szklankę.

— To klasyczny drink Mipsy — powiedział, wznosząc niemy toast. — Stworzony specjalnie na rodzinne kolacje. Przyjemnie można się nim upić, nie śmierdząc jak destylarnia.

Mipsy energicznie skinęła głową.

— Tak, panie Draco. Czysty alkohol tylko przed rodzinnymi kolacjami.

Hermiona wzięła nieśmiały łyk. Bąbelki musowały ciepło na jej języku, rozlewając się z wyraźną cytrynową nutą. Nie czuła smaku alkoholu.

— Och, to niebezpieczne — powiedziała, biorąc kolejny łyk. — Dziękuję, Mipsy.

— Proszę, nie przestawaj, Mipsy — poprosił Draco, wkraczając już w drugi etap swojej rozbudowanej pielęgnacji włosów.

Hermiona roześmiała się i usiadła obok niego na szafce, machając nogami i popijając drinka.

Będzie jej potrzebna każda kropla płynnej odwagi, jaką tylko uda im się zdobyć.

Gdy zegar wybił siódmą, siedzieli na dwóch, małych, szałwiowo-zielonych, aksamitnych kanapach, naprzeciwko siebie po drugiej stronie przedpokoju, przylegającego do salonu z kominkiem podłączonym do Sieci Fiuu.

Lucjusz i Narcyza wyglądali jak arystokraci, od idealnie ułożonych włosów po wypielęgnowane paznokcie.

Draco, ubrany w skrojone na miarę ciemne szaty i nieskazitelny od stóp do głów, dopełniał obrazu idealnego dziedzica Malfoyów. Hermiona musiała przyznać, że była pod wrażeniem. By tak się prezentować, potrzebował czterdziestu pięciu minut, trzech dodatkowych drinków Mipsy i niezwykłej zręczności jednej ręki, ale dał radę.

Hermiona cicho prychnęła, patrząc na siebie. W porównaniu z nimi wyglądała… trochę zbyt swobodnie. Być może cztery drinki przed formalną, rodzinną kolacją nie były najlepszym pomysłem. Ale Draco wypił tyle samo i chyba dobrze się trzymał.

Cóż, uśmiechał się do niej szeroko. To mogło być wskazówką co do jego stopnia upojenia alkoholowego.

— Jeszcze raz dziękuję, Hermiono — powiedziała ciepło Narcyza, wygładzając poły szaty. — Wiem, że wolałabyś być gdziekolwiek indziej.

Hermiona uniosła ich złączone dłonie ze smutnym uśmiechem.

— Nie miałam wyboru.

Mipsy pojawiła się z kolejną tacą drinków. Draco i Hermiona wypili swoje z zatrważającą szybkością.

— Tak, matko — rzekł Draco radośnie. — Jestem pewien, że Hermiona wolałaby być w swoim domu, leżeć w łóżku, oglądając swojego ulubionego Doktora, trzymając rękę w majtkach.

Hermiona jęknęła z szoku, a jej twarz płonęła.

— Malfoy! — krzyknęła.

Draco, zupełnie niewzruszony, z językiem rozwiązanym przez alkohol, kontynuował rozmowę z rodzicami, jakby nie próbowała desperacko go uciszyć.

— Raz wszedłem do jej sypialni. Telewizor miała włączony na cały regulator. Złapałem ją na gorącym uczynku.

Zawstydzona Hermiona zepchnęła go z kanapy. Draco upadł z krzykiem, rozciągając się na podłodze. Hermiona usiadła okrakiem na jego biodrach i przyciągnęła przedramię ich złączonych dłoni do jego gardła, przygniatając do podłogi.

— Zamknij się — syknęła przez zaciśnięte zęby, naciskając mocniej.

Twarz Draco spektakularnie poczerwieniała.

— Tak, Draco — powiedziała spokojnie Narcyza, bez cienia zaskoczenia. — To zupełnie nieeleganckie wpadać do kobiecej sypialni bez zaproszenia.

Lucjusz skinął głową na zgodę, jakby to była najnaturalniejsza rozmowa na świecie.

— Hermiono, droga Hermiono, myślę, że mózg może przetrwać do sześćdziesięciu sekund bez tlenu, zanim nastąpią trwałe uszkodzenia — dodała Narcyza, zerkając na swój delikatny, złoty zegarek. — Za jego haniebny braku kultury, możesz go dusić, dopóki nie dam znać.

— Że co, matko? — wychrypiał Draco spod ramienia Hermiony.

Ignorując go, Lucjusz lekko pochylił się do przodu.

— Hermiono, czy to ten wysoki, chudy, czy ten w eleganckich garniturach i z ładnymi włosami?

Hermiona spojrzała w górę, wciąż przyciskając Draco do ziemi.

— Ten drugi. David Tennant. To najlepszy Doktor.

— Zgadza się — powiedział Lucjusz z aprobatą. — Przypomina mi tego uroczego faceta, którego zaprosiliśmy do naszych komnat podczas ostatniej podróży do Krainy Jezior, tego, który wyglądał jak syn Barty’ego.

— Nie, kochanie — poprawiła go Narcyza, wciąż obserwując tykanie wskazówek zegarka. — To była nasza podróż do szkockiego Highlands. W Krainie Jezior poznaliśmy rudowłosą dziewczynę.

Hermiona i Draco odwrócili głowy dokładnie w tym samym momencie, uświadamiając sobie, o czym rozmawiali Malfoyowie i mając na twarzach ten sam wyraz przerażenia.

— Granger — wychrypiał Draco. — Proszę. Zabij mnie.

Z progu dobiegło uprzejme chrząknięcie.

— Przybyła rodzina Greengrassów — oznajmiła Mipsy.

I właśnie w tym momencie, gdy Draco leżał na podłodze, pragnąc śmierci, Hermiona siedziała na nim okrakiem i go dusiła, a Lucjusz i Narcyza spokojnie omawiali swoje sypialniane przygody, państwo Greengrass wyszli z salonu.

Tuż za nim podążała kompletnie przerażona Astoria.

W mgnieniu oka Lucjusz i Narcyza ruszyli, by powitać gości, sunąc po podłodze z niewymuszoną gracją urodzonych arystokratów.

Malcolm Greengrass stał z przodu, niosąc za sobą mroczną, burzową aurę. Ciemnowłosy, ciemnooki, wysoki i szczupły, był jeszcze wyższy niż Lucjusz i Draco. Jego żona, Helena, podążała kilka kroków za nim. Była równie wysoka i szczupła, co wydawało się być warunkiem koniecznym dla kobiet czystej krwi. Miała jasną cerę i włosy, blade oczy i emanowała kruchą elegancją.

Hermiona zauważyła, nie po raz pierwszy, że w rodzie Heleny prawdopodobnie kryje się krew Malfoyów. Poza tym, biorąc pod uwagę, jak obsesyjnie Święta Dwudziestka Ósemka strzegła swoich więzów krwi, zaskakujące było, że nie odnotowano więcej chorób dziedzicznych związanych z chowem wsobnym.

Podczas gdy Lucjusz i Narcyza zajmowali się formalnymi powitaniami, Hermiona i Draco podnieśli się z podłogi, otrzepując się z kurzu.

Ogarnęła ich lekka, chłodna fala magii o zapachu kwiatów. Hermiona rozpoznała w tym dzieło Narcyzy. Nawet odgrywając gospodynię, bezbłędnie poprawiła im ubrania i włosy werbalnymi zaklęciami.

Po chwili Draco zrobił krok naprzód, ściskając dłoń Malcolma z grzecznym, mocnym uściskiem, po czym nachylił się, by pocałować Helenę w policzek na powitanie.

Malcolm przeszedł obok Hermiony, nawet na nią nie spojrzawszy. Helena podążyła za nim, mamrocząc ledwo słyszalne Witaj, Melanie, po czym odeszła.

Hermiona zachowała neutralny wyraz twarzy. To nie wydarzyło się pierwszy raz. Widywała państwa Greengrass na przyjęciu zaręczynowym i na kilku oficjalnych spotkaniach od tamtej pory. Ich nieustanna pogarda wobec jej osoby już nie bolała, po prostu ją irytowała.

— Drakusiu! — zagruchała Astoria, gdy pojawiła się za nimi, a jej głos był słodki jak syrop.

Wyglądała jak idealna panna młoda czystej krwi, z promiennym uśmiechem i nieskazitelnymi szatami.

Ujęła twarz Draco w dłonie i pocałowała go, nieco zbyt przeciągle, jak na przyzwoitość przystało. Z drugiej strony, Draco spędził ostatnią godzinę, opowiadając o nawykach Hermiony przed całą rodziną, więc być może Astoria również dodała sobie odwagi kilkoma drinkami.

— Pięknie wyglądasz, Astorio — powiedziała szczerze Hermiona, starając się nadać wieczorowi serdeczny ton.

Noc zdawała się już wystarczająco niepewna, bez dodawania dodatkowego napięcia.

Astoria obrzuciła Hermionę powolnym, oceniającym spojrzeniem, a jej oczy lekko się rozszerzyły na widok szaty w odcieniu ciemnej śliwki, której krój i jakość były niewątpliwie wysokie. Wzrok zatrzymał się na chwilę na włosach Hermiony, rozpuszczonych w długie, kasztanowe fale, sięgających niemal do pasa.

Astoria uśmiechnęła się, a jej wyraz twarzy był elegancki, lecz lekko ostry.

— Jestem pewna, że mama i tata wybaczą ci, że nie rozumiesz, jak ważna jest odpowiednia fryzura na takie okazje, Hermiono.

Po tych słowach zgrabnie wsunęła rękę w wolną dłoń Draco i skinęła na niego, by odprowadził ją na kolację.

Draco westchnął cicho, ściskając dłoń Hermiony w krótkim, przepraszającym geście, zanim pozwolił Astorii się wyprowadzić. Hermiona szła krok za nimi.

Przeszli do głównej jadalni, pomieszczenia, o którym Hermiona słyszała, ale rzadko tam zaglądała.

Po wojnie Lucjusz i Narcyza nakazali całkowitą rozbiórkę oryginalnych jadalni i salonów. Pomieszczenia te były przesiąknięte mroczną magią, zbyt zatrute przez koszmary pozostawione po Voldemorcie. Razem z Draco pracowali nad oczyszczeniem Dworu z wszelkich trwałych skaz, dosłownych, magicznych i symbolicznych.

Hermiona pamiętała, jak kiedyś odwiedziła ich podczas remontu. Bill Weasley przewodził projektowi, łamiąc klątwy i niszcząc bariery czystości krwi. Ona też tam była — tuż po Hogwarcie, jako praktykantka w zespole łamania klątw.

Jej włosy były wtedy jeszcze bardziej rozwichrzone, a głos dość niepewny, gdy nie cytowała zaklęć i teorii klątw. Ale jej magia była stabilna, pewna, niezachwiana.

Nie rozmawiali wiele.

Wtedy, wciąż obciążeni przeszłością, zachowywali wobec siebie dystans. Oddzielne światy, kursujące wokół tego samego wraku, ale nigdy się nie zderzające.

Draco niewiele o niej myślał. A przynajmniej tak mu się zdawało.

Teraz, wchodząc do nowych pomieszczeń Dworu, zdał sobie sprawę, że nawet wtedy, nieświadomie, Granger była jednym z powodów, dla których poszedł inną drogą. Dowodem, że wciąż istnieje zielone światło. Innym rodzajem geniuszu, do którego mógł dążyć, nawet jeśli przyznanie się do tego zajęło mu lata.

Widząc jej pracę, zaczął rozważać opcje. To był pierwszy raz, kiedy Draco poważnie wziął pod uwagę pracę jako łamacz klątw.

Nowa, rzadko używana, formalna jadalnia była arcydziełem dyskretnego luksusu.

Na środku dominował zaczarowany, orzechowy stół, którego blat mógł zmieniać rozmiar w zależności od liczby gości. Dziś wieczorem został ukształtowany w okrągły stół, aby wygodnie pomieścić siedem osób.

Hermiona usiadła między Draco i, oczywiście, Lucjuszem. Astoria usiadła po drugiej stronie Draco, podczas gdy Helena, Malcolm i Narcyza wypełnili resztę kręgu.

Stół był pięknie nakryty porcelanową zastawą i antycznym zestawem sztućców.

Kieliszki napełniały się same, a pierwsze danie pojawiło się przed nimi, przywodząc Hermionie na myśl czasy Hogwartu. Zazwyczaj we Dworze Malfoyów pojawiały się skrzaty domowe i serwowały posiłku bezpośrednio.

Hermiona często nie mogła się powstrzymać od wypytywania ich o potrawy, czasem nawet sama trafiając do kuchni. Plim, główna kucharka, pokazała jej, jak odtworzyć kilka ulubionych dań, choć jej próby w domu spotkały się z mieszanym sukcesem.

Oprócz Mipsy i Plim, cztery inne skrzaty domowe postanowiły pozostać po zarządzonej przez Ministerstwo emancypacji. Flemm i Lagour głównie pomagali Narcyzie i Lucjuszowi. Flemm często towarzyszył Lucjuszowi w wyprawach poza Dwór, ponieważ Lucjuszowi zakazano używania różdżki do zakończenia okresu próbnego.

Pozostałe skrzaty, Vintor i Topher, tworzące zżytą parę, zajmowały się wyłącznie pielęgnacją rozległych ogrodów i mieszkały w małym, kamiennym domku schowanym w pobliżu szklarni.

Dziś jednak skrzaty pozostały niewidoczne.

Pierwszym daniem były delikatne przystawki ułożone w precyzyjne kółeczka. Hermiona nie miała pojęcia, z czego są, ale wyglądały przepięknie.

Zauważyła, że jeden z jej kieliszków wyglądał inaczej niż pozostałe. Podczas gdy wszyscy inni mieli na talerzach coś, co wyglądało jak kawior, ona dostała coś zupełnie innego. Uśmiechnęła się lekko. Nienawidziła owoców morza. Prawdopodobnie Plim interweniowała, by oszczędzić jej krztuszenia się przy stole, co zapewne nie byłoby wyrafinowanym zachowaniem, do którego dążyli dziś Malfoyowie.

Sięgnęła palcami po jeden z delikatnych kawałków i Draco lekko ścisnął jej dłoń. Kiedy spojrzała w jego stronę, zobaczyła, że celowo sięgnął po jeden z licznych widelców.

Hermiona zamrugała na widok ogromnej liczby sztućców przed sobą. Nawet najwspanialsze gale Ministerstwa nie wymagały aż tylu.

Rozmowa przy stole była początkowo przyjemnie nudna. Lucjusz mówił o interesach, jego nowa praca otworzyła mu oczy na lukratywne rynki mugoli. Od tego czasu posiadłości Malfoyów rozkwitły, rozszerzając się na bardziej zintegrowane przedsięwzięcia czarodziejsko-mugolskie.

Inne rodziny czystej krwi ostrożnie próbowały teraz podobnych rozwiązań. Najwyraźniej pieniądze okazały się ważniejsze niż utrzymanie czystości.

Podczas posiłku Malcolm Greengrass zwrócił się do Lucjusza, przerywając rozmowę.

— Ta sytuacja — powiedział, wskazując na Draco i Hermionę — przysparza Astorii kłopotów. Załatwiłem przyjazd naszego rodzinnego Uzdrowiciela z Zurychu. Jest przekonany, że może wykształcić rękę mugolaczki z minimalnymi problemami.

Przy stole zapadła cisza.

— Chcesz mi odciąć rękę? — zapytała Hermiona spokojnym głosem, ale każde słowo było wypowiedziane z rozwagą.

Malcolm ledwo na nią spojrzał.

— Powinna odzyskać większość sprawności, co będzie wystarczające do jej potrzeb.

Helena i Astoria skinęły głowami, jakby odcięcie całkowicie zdrowej kończyny było najbardziej logicznym rozwiązaniem.

Hermiona usłyszała, jak Draco z brzękiem upuszcza widelec na talerz. Wziął głęboki oddech, próbując się uspokoić. Ale to Lucjusz odezwał się pierwszy.

— Jestem pewien, Malcolmie, że wiesz, podobnie jak ja, że precyzja ruchów to uporczywy problem przy odrastaniu kończyn — powiedział Lucjusz gładkim i zimnym głosem.

Jego wyraz twarzy niczego nie zdradzał.

— Uzdrowiciel zapewnił mnie, że wszystko przebiegnie znakomicie — odparł energicznie Malcolm, ponownie gestykulując, jakby Hermiona była przedmiotem.

— Cóż — mruknął Lucjusz — jestem pewien, że mój syn z chęcią się zgłosi, skoro to jego błąd doprowadził do tej… niedogodności.

Draco delikatnie ścisnął dłoń Hermiony.

— Oczywiście, ojcze — powiedział, odwracając się twarzą do Malcolma. — Jeśli metody twojego Uzdrowiciela są tek skuteczne, jak twierdzisz, z przyjemnością podejmę się tego zabiegu.

Natychmiast zrozumiał tok myślenia ojca.

Malcolm zawahał się.

Hermiona nie była zaskoczona. Po tym, jak Theo odesłał ich ze szpitala do domu, ona i Draco rozważali każdą dostępną opcję. Szybko wykluczyli możliwość odrośnięcia dłoni. Theo natychmiast ją odrzucił; ryzyko dla sprawności motorycznej byłoby niedopuszczalne dla Aurora lub łamacza klątw.

— Jako spadkobierca rodów Malfoyów, Blacków, a wkrótce Greengrassów — rzekł sztywno Malcolm — nierozsądnie byłoby ryzykować zdrowie Draco bez potrzeby.

— Czyli dopuszczalne jest ryzykowanie mojego? — zapytała Hermiona lodowatym głosem.

Trójka Greengrassów spojrzała na nią, jakby odpowiedź była oczywista.

Narcyza, która w milczeniu obserwowała wymianę zdań, w końcu się odezwała.

— Muszę nalegać — powiedziała z przerażającą precyzją — że to będzie Draco. Panna Granger jest niewinną stroną tego wypadku.

Malcolm zacisnął usta. Najwyraźniej nie takiej odpowiedzi się spodziewał.

— Być może — mruknął, wygładzając mankiety — skonsultuję się jeszcze z moim Uzdrowicielem, zanim podejmę dalsze kroki.

Lucjusz skinął głową, powoli i bezgłośnie.

Hermiona poczuła, jak uścisk Draco na jej palcach lekko słabnie. Ich blef zadziałał.

Na razie.

Następne dwa dania minęły w przeciągłym rozmyciu: zupa, a potem delikatna przystawka.

Hermiona niemal sięgnęła po niewłaściwą łyżkę, ale poczuła pod stołem delikatne stuknięcie w nogę od Lucjusza. Merlinie, później zruga mnie za brak manier przy stole, pomyślała.

Rozmowa toczyła się niezręcznie, aż Malcolm, nieuchronnie, skierował ich ku prawdziwemu celowi wieczoru.

— Po rozmowie z Astorią i Heleną — powiedział rozważnym głosem — postanowiliśmy zachować klauzulę trzynastą w kontrakcie małżeńskim.

Hermiona poczuła sztywniejącego obok niej Draco. Uścisk na jej dłoni lekko osłabł, zanim się otrząsnął.

— Wolałbym zachować obecną posadę, panie Greengrass — rzekł ostrożnie Draco. — Prowadziłem dyskusje na ten temat z Astorią, utrzymanie stanowiska w Ministerstwie nie tylko wzmacnia nazwisko Malfoyów, ale także cenną pracę, jaką wykonujemy w dziedzinie łamania klątw.

Hermiona drgnęła.

Rezygnacja?

Był zmuszany do odejścia z pracy?

Draco chciał coś dodać, ale Malcolm zignorował go z obojętną, opanowaną pewnością siebie kogoś, kto przywykł do bycia posłusznym.

— Draco, Astoria i ja zgadzamy się, że powinieneś się skupić na rodzinie. Minie wiele lat, zanim w pełni zrozumiesz, jak zarządzać moim majątkiem, a także swoje obowiązki wobec Malfoyów i Blacków. Nie będzie czasu na… błahostki. — Draco otworzył usta, ale Malcolm kontynuował bez wahania: — Nasza decyzja jest ostateczna. Poinformuj swoich przełożonych. — Kiedy Draco zacisnął szczękę w geście protestu, głos Malcolma lekko się zaostrzył. — Czy muszę ci przypominać, Draco? Nie masz prawa sprzeciwiać się żadnym klauzulom. Twoim zadaniem jest ich przestrzegać.

Po drugiej stronie stołu Hermiona zobaczyła, jak Lucjusz lekko sztywnieje, a jego dłonie mocniej obejmują kieliszek z winem.

Znała historię.

Lucjusz i Malcolm zaaranżowali to małżeństwo niedługo po narodzinach Astorii, w czasach, gdy majątek Greengrassów dorównywał nawet majątkowi Malfoyów. Wydawało się to idealnym połączeniem, do tego stopnia, że Lucjusz, w swoim nieustannym dążeniu do władzy i bogactwa, pozwolił Malcolmowi dyktować warunki. Tylko ród Greengrassów miał możliwość zerwania kontraktu i zadbał o to, by był on dla nich korzystny pod każdym względem.

Malcolm parł dalej, jakby żadne z nich nie miało prawa mu przeszkadzać.

— Astoria wybrała również naszą rezydencję w Zurychu na wasz dom po ślubie — powiedział gładko. — Helena i ja chętnie się tam przeprowadzimy. Możemy natychmiast rozpocząć szkolenie dotyczące zarządzania majątkiem.

Hermiona zamrugała.

Zurych?

Draco miał się przenieść do Zurychu?

Głos Lucjusza, kiedy się odezwał, by zwodniczo łagodny.

— Będę potrzebował pomocy Draco. Jego wkład w nasze sprawy spadkowe pozostaje niezbędny.

Malcolm zbył to machnięciem ręki, uśmiechając się lekko.

— Nie ma takiej potrzeby, Lucjuszu. Jesteś w stanie zajmować się codziennymi sprawami przez wiele lat. W ten sposób Draco może skupić się na tym, co naprawdę ważne, z dala od… rozpraszaczy.

Kiedy to powiedział, Helena i Astoria spojrzały na Hermionę.

Poczuła, jak niepokój Draco faluje przez ich złączone dłonie; ostry i naelektryzowany, i wiedziała, że jej niepokój musi mu się udzielać.

Hermiona zerknęła ukradkiem i napotkała wzrok Lucjusza Malfoya.

Jego wyraz twarzy był spokojny.

Za spokojny.

Co oznaczało, pomyślała ponuro Hermiona, że Lucjusz jest wściekły.

A ten wieczór był jeszcze daleki od końca.

Podczas czwartego i piątego dania Hermiona przyłapała się na tym, że uważniej obserwuje pozostałych gości.

Podczas każdego dania Helena i Astoria przestały jeść po dokładnie czterech kęsach, a widelce starannie odkładały na stół, jakby na mocy niepisanej zasady.

Narcyza jadła podobnie, choć z nieco większą różnorodnością — brała dodatkowe kęsy potraw, które lubiła, a mniej tych, których nie lubiła.

Tymczasem Hermiona ledwo tknęła sałatki. Miała wyraźne przeczucie, że ta kolacja wystarczy na kilkanaście kolejnych dań i nie chciała się za szybko nasycić.

Kiedy podano danie rybne, Hermiona stłumiła śmiech.

Podczas gdy inni otrzymali elegancko wyglądającą, delikatną rybę, na jej talerzu znajdowało się coś, co podejrzanie przypominało wykwintną wersję nuggetsów z kurczaka z frytkami.

Draco pochylił się, jego oddech owiał jej ucho ciepłym tchnieniem.

— Nawet Plim wie, że jesteś tylko przerośniętym dzieckiem — wyszeptał, kradnąc frytkę z jej talerza.

Hermiona mocno nadepnęła mu na nogę pod stołem. Draco cicho jęknął, rozchlapując wino, które pospiesznie usunął machnięciem różdżki.

Siedząca po drugiej stronie stołu Narcyza rzuciła im ostre spojrzenie, dając jasny sygnał: Zachowujcie się.

Wciąż tłumiąc śmiech, wyprostowali się, ale ta chwila beztroski nie pozostała niezauważona.

Głos Astorii przeciął pomieszczenie.

— Zdecydowałam — powiedziała radośnie, wpatrując się w Draco — że natychmiast po ślubie zaczniemy się starać o poczęcie dziedzica Malfoyów.

Hermiona zamarła.

— Tak, oczywiście — zgodził się Malcolm, kiwając głową z aprobatą. — Zapewnienie kontynuacji rodu jest najważniejsze.

Hermiona poczuła ścisk żołądka.

Czy Draco w ogóle miał coś do powiedzenia? Czy w ogóle mógł decydować o swojej przyszłości?

Przez ich złączone dłonie poczuła niepokój Draco; ostry, narastający, burzący spokój.

Kiedy uczucie stało się przytłaczające, Draco odsunął się od stołu i wstał.

— Przepraszam na chwilę — powiedział sztywno, lekko pociągając Hermionę za rękę.

Założyła, że idą do toalety i skręciła w korytarz. Ale w połowie drogi Draco się zatrzymał.

Oparł się plecami o ścianę, zamknął oczy i spuścił głowę, ciężko oddychając.

— Nie — mruknął, gdy na niego spojrzała. — Potrzebuję tylko kilku minut.

Hermiona bez słowa podeszła bliżej. Oparła czoło o jego klatkę piersiową, a wolną dłonią poruszała po jego plecach powolnymi, kojącymi ruchami.

Jego oddech stopniowo się uspokajał.

— Dam sobie radę — powiedział cicho po dłuższej chwili. — Czasami to po prostu… przytłaczające.

Zaśmiał się cicho, bez humoru.

— Czuję się jak ogier wystawiony na aukcji.

Odchylił głowę do tyłu, a jego głos odbił się echem od marmurowego korytarza.

— Zerwaliby go, gdyby mogli — wymamrotał bardziej do siebie niż do niej. — Tak bardzo tego żałują.

Hermiona natychmiast zrozumiała.

Mówił o swoich rodzicach.

Ich błędach. Ich poczuciu winy. Ich desperackich próbach naprawienia tego wszystkiego, które jeszcze bardziej wiązały go z przyszłością, przed którą nie było ucieczki.

Cichym głosem zapytała:

— Mogę zobaczyć kontrakt?

Draco otworzył oczy. Przez chwilę myślała, że odmówi. Ale skinął głową.

Po kilku minutach Draco wyprostował się, przeczesując włosy dłonią. Pociągnął figlarnie za jeden z jej niesfornych loków.

Razem odwrócili się i ruszyli w stronę pola bitwy, które czekało na nich w jadalni.

Następnym daniem był duszony policzek wołowy, delikatny i treściwy.

Hermionie bardzo smakowało i zjadła wszystko, co miała na talerzu. Nie mogła nie zauważyć, że po dokładnie czterech, małych kęsach Helena i Astoria odłożyły sztućce.

Następne danie sprawiło, że Hermiona zamrugała.

To był pojedynczy kawałek cytrusa.

Rozejrzała się po stole. Każdy delikatnie wziął swój kawałek, ssąc go przez chwilę, zanim odłożył. Obok talerzy stały małe, porcelanowe miseczki z wodą do płukania palców.

— Więc teraz można używać palców? — mruknęła Hermiona pod nosem, rzucając Draco spojrzenie, unosząc owoc do ust.

Ssała kawałek. Ostry, gorzki smak sprawił, że się skrzywiła.

— Naturalny oczyszczacz podniebienia, Granger — wyszeptał Draco, ledwo skrywając uśmiech.

— Oczywiście — powiedziała wyniośle, unosząc kawałek cytrusa między kciuk a palec wskazujący, z wysuniętym małym palcem jak księżna popijająca herbatę.

Wytrzymała wzrok Lucjusza, zauważając z pewną satysfakcją subtelny błysk rozbawienia w jego oczach.

Ale to kolejne danie naprawdę rozpaliło Hermionę.

Na stole pojawiły się osobne deski serów, krakersów, owoców i konserw mięsnych. Hermiona promieniała, widząc hojny kawałek truflowego sera brie położonego na jej talerzu.

Kocham cię, Mipsy, pomyślała żartobliwie.

Nie miała pojęcia, ile kieliszków wina już wypiła. Do każdego dania podano inne i choć porcje były niewielkie, to i tak się sumowały.

Jej myśli zaczęły odpływać od niekończącego się, monotonnego monologu Malcolma Greengrassa, który najwyraźniej nie kochał niczego bardziej niż dźwięku własnego głosu.

Omawiano kolejne punkty, choć było zupełnie jasne, że decyzje zostały już podjęte. Ta kolacja była jedynie formalnością — uprzejmym ogłoszeniem dekretów rodziny Greengrassów.

Hermiona o mało nie parsknęła śmiechem, gdy Astoria z wielką powagą poinformowała Draco, że ich pierworodny syn otrzyma imię Scorpius.

Scorpius.

Ledwo mogła zachować powagę.

Po drugiej stronie stołu zobaczyła Narcyzę upijającą nietypowo duży łyk wina.

Zanim zdążyła się zastanowić, Hermiona wyrzuciła z siebie:

— A co, jeśli to będzie dziewczynka?

Wszyscy przy stole lekko zesztywnieli.

— Dziedzic Malfoyów nigdy nie był kobietą, panno Granger — odparł gładko Lucjusz.

— Nigdy? — dopytywała, unosząc brwi. — Wasi przodkowie odprawiali jakiś rytuał voodoo czystokrwistych, żeby to zagwarantować?

Poruszyła drwiąco palcami na słowo voodoo, co wywołało widoczne drgnięcie ust Lucjusza.

— Nie zdziwiłbym się — rzekł idealnie równym głosem — gdyby odpowiadała za to jakaś moralnie naganna i czarna magia.

— Tak to bywa u Malfoyów — wtrącił Draco lekko bełkotliwie, unosząc kieliszek w półtoaście.

Sądząc po błysku w jego oku i lekkim braku równowagi, stopień upojenia Draco w końcu dorównał Hermionie.

Malfoyowie zostali poinformowani, że wkrótce otrzymają sowę z zaktualizowanym kontraktem małżeńskim.

W końcu podano deser — szarlotkę.

Ulubione ciasto Draco.

Hermiona dostrzegła delikatny, wdzięczny uśmiech, który posłał Narcyzie, milczące podziękowanie.

Hermiona bez wahania rzuciła się po wino deserowe i pchnęła swoją miskę z ciastem w stronę Draco. Nie to, żeby nie lubiła ciasta, ale dziś to on potrzebował go bardziej niż ona.

Kiedy szarlotka z talerza Draco zniknęła w niepokojącym tempie, Astoria wdała się w bezpardonową dyskusję o orszaku weselnym i swoich planach posiadania jednorożców.

Hermiona zastanawiała się, czy wbicie widelczyka w swoje oko można uznać za incydent dyplomatyczny, gdy Narcyza wstała i oznajmiła stanowczym tonem, że panie udają się teraz do salonu.

Hermiona i Draco wymienili spojrzenia, w milczeniu próbując opracować plan ucieczki.

Ale zanim cokolwiek zrobili, Astoria podeszła i wzięła Draco za rękę.

— Musimy zamienić słowo na osobności — powiedziała słodko.

Nie było innego wyjścia, jak pójść za nim.

W milczeniu szli do biblioteki, napięcie między Astorią a Draco było tak gęste, że aż czuło się je w ustach.

Hermiona czuła się niezręcznie, niczym piąte koło u wozu pędzącego w stronę urwiska.

Ciężką ciszę przerwał dopiero, gdy weszli do biblioteki i dostrzegli porzucone biurko, zawalone notatkami z badań, ewidentnie będących dziełem Lucjusza. Hermiona prychnęła cicho, Draco zachichotał obok niej, a krótka iskierka humoru była przejawem buntu.

Usiedli na kanapie przy kominku.

Hermiona, próbując zapewnić im trochę prywatności, wzięła książkę i lekko się odwróciła.

— Wiem, że jesteś na mnie zły, Draco — powiedziała Astoria, patrząc mu w oczy i biorąc wolną dłoń Draco w swoje. — Ale ostatnio nie podejmujesz najlepszych decyzji. Potrzebujesz kogoś, kto cię poprowadzi. Ojciec i ja pomożemy ci wrócić na lepszą ścieżkę.

Twarz Draco się napięła.

Przełknął ślinę zanim się odezwał.

— Tori — zaczął cicho — po raz pierwszy w życiu mogę sam podejmować decyzje. Moja kariera, moi przyjaciele… Zawsze mówiłem, że nie będę się sprzeciwiał warunkom kontraktu małżeńskiego, ale… proszę. Pozwól mi zachować pracę. Mój dom. Moich przyjaciół.

Ostatnie słowa wypowiedział drżącym głosem.

Hermiona na chwilę zamknęła oczy, ból w jego głosie zapadł jej głęboko w pierś.

Astoria tylko pokręciła głową, a smutek malował się na jej twarzy niczym maska.

— Musisz mi zaufać — mruknęła. — Może za kilka lat, kiedy opanujesz majątek ojca, będziesz mógł pracować dla szwajcarskiego Ministerstwa Magii. Z pewnością potrzebują tam łamacza klątw.

Uśmiechnęła się, jakby to był prezent, ustępstwo.

— I możemy zaprosić twoich przyjaciół, takich jak Pansy i Blaise.

Draco wychwycił imiona, których nie wymieniła.

— A co z Theo? — zapytał ostrym tonem. — To mój najlepszy przyjaciel. A Granger… Hermiona… to moja najlepsza przyjaciółka.

Uśmiech Astorii zbladł. Wzięła głęboki oddech, zanim odpowiedziała.

— Zabezpieczenia nie pozwalają na przebywanie mugolaków na naszych posesjach. A Theo… — zawahała się, jej głos się zaostrzył. — Theo nie jest osobą, z którą będziemy się w przyszłości utożsamiać.

Coś w twarzy Draco musiało się zmienić, bo Astoria szybko się do niego przysunęła, ściskając mocniej jego dłoń.

— Ale pamiętaj, Draco — wyszeptała. — Będę twoją najlepszą przyjaciółką po ślubie. Spędzimy razem sto lat, ramię w ramię.

Po czym pochyliła się i pocałowała go w usta.

Hermiona siedziała zamrożona zaledwie kilka stóp dalej, słuchając powolnego, metodycznego wymazywania mężczyzny, którego znała.

Nastrój był ponury, gdy Hermiona i Draco przygotowywali się do snu.

Położyli się pod ciepłą kołdrą, zapominając o chłodzie starożytnych, kamiennych murów Dworu.

Bez wahania Hermiona wyciągnęła do niego ręce.

Przyciągnęła Draco do siebie, tuląc jego głowę do swojej piersi, ich złączone dłonie wcisnęły się między nich. Owinęła rękę i nogę wokół jego torsu, mocno go przyciskając do siebie.

Draco nie powiedział ani słowa.

Ale czuła ciche szlochy, które wstrząsały jego ciałem. Wilgoć na jej bluzce, gdy jego łzy w nią wsiąkały. Te same łzy spływały cicho po jej policzkach.

Hermiona nic nie powiedziała.

Po prostu przytuliła go mocniej, wodząc po jego plecach powolnymi, miarowymi ruchami, próbując ukoić ból, którego żadne z nich nie mogło wypowiedzieć.

W końcu oddech Draco się wyrównał.

Zasnął, wciąż tuląc się do niej.

Hermiona nie spała, wodząc wzrokiem po rozproszonych gwiazdach, które widziała przez okno.

Jej myśli krążyły niespokojnie, mimo że jej ramiona wciąż jasno obejmowały mężczyznę, który nigdy nie mógł dokonać prawdziwego wyboru.

 

Zasada Przyjaźni numer 17: Zawsze możemy na siebie liczyć.

(Propozycja: HG | Zatwierdzone: DM)

_____________

Witajcie! w niedzielny wieczór publikuję dwa rozdziały tłumaczenia. Początkowo planowałam więcej, ale niestety nie wypaliło. Ale mimo wszystko powinniście być usatysfakcjonowani, bo ten jest długi, a kolejny dość śmieszny. Także wszystko to, co lubimy. :)

Brak komentarzy