[T] Złączeni: Rozdział 8

niedziela, 19 kwietnia 2026

 

Zasada Przyjaźni numer 30: Zakaz pornografii w miejscu pracy. Dział Kadr nie pokrywa kosztów szkód emocjonalnych wyrządzonych stażystom.

(Propozycja: HG | Zatwierdzone: DM z formalnymi przeprosinami dla Nory i obietnicą korzystania ze słuchawek)

 

W ciągu weekendu do biura napływał nieprzerwany strumień przeklętych artefaktów — małych, złośliwych przedmiotów zaczarowanych złością i starymi uprzedzeniami. Podczas gdy Draco prowadził Norę przez kontrzaklęcia, Hermiona siedziała po turecku na krześle przy biurku, splecione dłonie spoczywały na drewnianym blacie i marszczyła brwi, przeglądając kontrakt małżeński pomiędzy Greengrassami a Malfoyami.

Nie minęło dużo czasu, zanim dostrzegła problem.

Właściwie chodziło o całą sprawę.

Gdyby Malfoyowie postanowili zerwać kontrakt przed ślubem, konsekwencje byłyby zawrotne: każda firma należąca do Malfoyów, każda nieruchomość (poza Dworem) i każdy galeon w ich skarbcach zostałyby przekazane rodzinie Greengrassów.

W zamian Malfoyowie otrzymaliby kilka antycznych pamiątek, rodowy majątek i całą dumę, którą zdołaliby później poskładać.

Potarła skroń i czytała dalej.

Astoria, po ślubie, miała dziesięć lat na spłodzenie dziedzica Malfoyów. Jeśli jej się nie uda, małżeństwo może zostać rozwiązane, a ona odejdzie z niczym. Okrutne, owszem, ale po spłodzeniu dziedzica, każda późniejsza separacja pociągnie za sobą gigantyczną wypłatę odszkodowania. Liczba zer wymienionych pod klauzulą ugody sprawiła, że Hermiona szeroko otworzyła oczy. Nic dziwnego, że Astoria wydawała się zadowolona z siebie, w końcu wyszła za mąż za kogoś, kto zdobył astronomiczny majątek.

Co gorsza, umowa dawała rodzinie Greengrassów prawo do zmiany lub dodania ponad trzydziestu klauzuli, aż do ostatecznego podpisania w dniu ślubu. Trzydziestu.

Każda z nich była w stanie kontrolować inny fragment przyszłości Draco.

Hermiona cicho zamknęła teczkę, kręcąc głową z niedowierzaniem. Arogancja, którą musiał posiadać Lucjusz, by się na to zgodzić, była… zdumiewający. Nawet jak na standardy Lucjusza. O czym on w ogóle myślał?

Jej wzrok co chwila powracał do nazwiska Malfoy wydrukowanego na górze dokumentu.

Miała pytania do Lucjusza. Właściwie kilka.

Zerknęła w bok, obserwując Draco pracującego obok niej, ich złączone dłonie spoczywały na krawędzi blatu biurka. Wolną ręką wskazał serię run wyrytych w paskudnym, małym, srebrnym medalionie, którego powierzchnia pulsowała czarną magią.

— Ten jest zaczarowany tak, by spalić mugolaków przy kontakcie — powiedział klinicznym tonem. — Ale wzór przeciwzaklęcia jest niemal identyczny jak poprzednio. Śmiało, Noro.

Nora skinęła głową, skupiona, z różdżką w dłoni, rozpoczynając ostrożną pracę.

Hermiona milczała, uspokajając myśli. Nie mogła dotknąć tego artefaktu, nie dlatego, że nie wiedziała, jak się z nim obchodzić, ale dlatego, że jej krew czyniła z niej cel. Były dziesiątki takich. Artefaktów tak odrażających, że reagowały gwałtownie na dotyk kogoś urodzonego w niemagicznych rodzinach. Żadna biegłość ani umiejętność nie były w stanie przełamać tego, co te zaklęcia uznawały za niegodne.

To było irytujące. Ale nie nowe.

Jej wzrok zatrzymał się na Norze, kompetentnej, ostrożnej Norze, a potem przeniósł się na Draco, którego twarz wyrażała spokój i cierpliwość. Nie odezwał się, jeszcze nie. Ale Hermiona miała niejasne przeczucie, że nagłe przeniesienie Nory tutaj nie było przypadkowe. Moment był zbyt idealny.

Zapyta go później, ale już wiedziała. Przygotowywał się.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Nocne powietrze Londynu było rześkie, gdy Hermiona i Draco szli, trzymając się za ręce w stronę kina, wtapiając się w tłum niczym para na randce.

Zanim zaprzyjaźnił się z Hermioną, Draco ledwo stawiał stopę w mugolskim świecie. Nie zdawał sobie sprawy, co tracił. Teraz naprawdę się nim cieszył — od spokojnych korytarzy galerii sztuki, przez niepohamowaną miłość Theo do karaoke, po tłuste, nocne curry po zbyt wielu kuflach piwa. Miał „mugolski portfel” z kartą kredytową, a nawet wolał mugolskie banknoty od strunowych worków z monetami.

Szczerze mówiąc, on i jego ojciec spędzali teraz w mugolskim Londynie więcej czasu, niż kiedykolwiek uważał za możliwe. Lucjusz nadal odmawiał jazdy metrem, oczywiście podróżując tylko samochodami z szoferem, ale Draco widział mężczyznę w kolejce po kawę. Obserwował go, jak przymierzał marynarki w Harrodsie, wdając się w wesołe pogawędki ze sprzedawcami, których kiedyś uznałby za niegodnych. To było głęboko dziwaczne. Ale nie niemile widziane.

Zbliżając się do kina, Draco dostrzegł znajome twarze zebrane przy wejściu. Seamus podskakiwał z podniecenia obok Deana, który spojrzał na ich złączone dłonie, ale nic nie powiedział.

— Miona! — zawołał Ron, gdy wraz z Lavender pojawili się u jej boku.

Lavender objęła Hermionę szybkim, ciepłym uściskiem, a Ron ramieniem w czymś, co można by określić jedynie jako braterski uścisk, i pocałował ją czule w czubek głowy.

— Fretko — powiedział Ron, skinieniem głowy wskazując na Draco.

— Łasicu — odparł sucho Draco.

Wzrokiem omiótł tłum.

— Jak na Noc Filmową Mugolaków — mruknął do Hermiony — jest zaskakująco niewielu mugolaków.

Hermiona uśmiechnęła się szeroko.

— Zaczęło się od Deana, Harry’ego i mnie. Potem dołączyli Padma i Seamus. Teraz przychodzi każdy, kto lubi filmy.

— Zwłaszcza te sprośne — dodał Seamus, poruszając brwiami i podskakując na palcach.

— Przepraszam za spóźnienie! — Harry podbiegł do nich, a jego włosy wyglądały na jeszcze bardziej rozczochrane niż zwykle. — Straciłem poczucie czasu.

— Doprawdy? — zapytała Hermiona, uśmiechając się znacząco.

Harry zarumienił się i szturchnął ramieniem.

— Zamknij się.

Gdy weszli do holu, Dean z wojskową precyzją rozdawał bilety, podczas gdy Seamus paplał o pościgach samochodowych, eksplozjach i czymś związanym ze skórzanymi spodniami. Draco nie był do końca pewien, na co się pisze, ale ku jego zaskoczeniu nie miał z tym problemu.

Draco szczególnie dobrze poradził sobie z przekąskami.

On i Hermiona udali się do baru, kupując absurdalną ilość jedzenia. Sprzedawca komicznie spojrzał na ich złączone dłonie, gdy niezręcznie próbowali podnieść napoje, popcorn i słodycze.

Draco szybko doszedł do wniosku, że bardzo lubi mugolskie kino.

Główny bohater, Bond, James Bond, był po prostu niesamowity. Pościgi samochodowe, bójki, eleganckie garnitury i sypialnie z pięknymi kobietami najwyraźniej stanowiły kluczową formułę. Draco doceniał styl tego mężczyzny i nie mógł powstrzymać się od stwierdzenia, że choć Bond również był blondynem, pocieszał się, że jego własne włosy i tak były zdecydowanie ładniejsze niż kogokolwiek, kogo kiedykolwiek widział. (No, może poza Doktorem, mruknął jego wewnętrzny głos… zdrajca).

Okrzyki Seamusa z pierwszego rzędu sugerowały, że cała grupa podzielała to uczucie. Nawet Hermiona wyglądała, jakby dobrze się bawiła, mimo że film był o wiele bardziej brutalny niż zazwyczaj. Później wyjaśniła, że kiedyś oglądała z tatą filmy o Bondzie w niedzielne wieczory.

— Jest ich więcej? — zapytał Draco z zapałem.

Hermiona skinęła głową.

— Mam płyty DVD w domu. Możemy obejrzeć.

— Granger — powiedział Draco, dołączając do reszty grupy rozmawiającej przez kinem — czy oni naprawdę… no wiesz, robią to?

Hermiona zamrugała.

— Co robią?

— No wiesz. — Zniżył głos. — To.

Hermiona zmarszczyła na chwilę brwi, a potem wybuchła śmiechem.

— Nie, oni tylko udają!

— Wyglądało to całkiem realistycznie — odpowiedział Draco, wciąż pełen wątpliwości.

Seamus, kończąc zapierającą dech w piersiach inscenizację pościgu samochodowego, który właśnie widzieli, podsłuchał ich rozmowę i wtrącił się.

— Co jest takie śmieszne?

— Malfoy myśli, że naprawdę uprawiają seks na ekranie — mruknęła Hermiona z rozbawieniem.

Wszyscy się zaśmiali.

— Nie, Malfoy — rzekł Seamus z uśmiechem — jeśli chcesz naprawdę to zobaczyć, potrzebujesz porno.

Hermiona natychmiast zesztywniała u boku Draco, kręcąc głową z furią w stronę Seamusa. Ale było za późno.

— Porno? — powtórzył Draco. — Jak antologie Madam Boucher?

Miał oczywiście na myśli skandaliczny magazyn czarodziejski, który każdy chłopiec czystej krwi w pewnym momencie podkradał z szuflady ojca.

— Nie. — Seamus zaśmiał się. — Nie dama w majtkach na leżance. Prawdziwe porno.

Brwi Draco zmarszczyły się. Hermiona odgrywała teraz milczącą, lecz gorączkową pantomimę, żeby Seamus natychmiast przestał mówić.

Seamus, nieświadomy niczego, wyciągnął swoją mugolską komórkę. Draco obserwował go zaintrygowany. Nie miał telefonu, nie widział takiej potrzeby, choć wiedział, że wielu w świecie czarodziejów z nich korzysta, teraz, gdy urządzenia były odporne na zaklęcia. Nawet Lucjusz miał telefon.

— W każdym razie, jest późno — powiedziała szybko Hermiona, chwytając Draco za ramię. — Powinniśmy iść…

Ale Draco nie słuchał. Pochylił się bliżej Seamusa, obserwując, jak ten coś pisze na ekranie.

Potem Seamus przekręcił telefon ku niemu.

Draco wpatrywał się.

Mrugnął raz. Potem drugi. Lekko rozchylił usta.

— Merlinie — wyszeptał. — To jest prawdziwe? — zapytał Hermionę, nie odwracając wzroku.

Zerknęła na ekran, jęknęła i mruknęła:

— Tak.

— Granger, daj mi swój telefon — powiedział, sięgając już po jej torebkę.

— Nie, Malfoy, nie będziesz używał mojego telefonu do oglądania porno! — warknęła, odtrącając jego dłoń i wpatrując się w Seamusa z wściekłością, która stopiłaby stal.

Harry i Ron stali kilka kroków dalej, obserwując całą wymianę zdań z cichym, radosnym rozbawieniem.

Draco, przeczuwając przegraną walkę, zmienił taktykę.

— Seamus, dam ci tysiąc galeonów, jeśli załatwisz mi jeden z tych telefonów i przyniesiesz go jutro do biura.

— Proszę, nie — błagała Hermiona. — I przestań próbować przekupywać ludzi tysiącem galeonów.

— Załatwione. — Seamus uśmiechnął się szeroko. — Załaduję nawet fajne strony.

Hermiona jęknęła. Jakby kolejne kilka tygodni nie miało być wystarczająco trudne.

Tej nocy, gdy Hermiona była już bezpiecznie otoczona zmodyfikowanym Zaklęciem Bąblogłowego, a Draco miał chwilę prywatności, spróbował użyć Accio, by przywołać jej telefon, ale jak zawsze wyprzedzała go o trzy kroki, a jej telefonu nigdzie nie było.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Sanguis! Sanguis!

Lucjusz podniósł wzrok znad planszy Scrabble z wyrazem całkowitej pogardy.

— Panno Granger, czy nie zdaje sobie panna sprawy, co to znaczy martwy język? — warknął.

Scrabble z użyciem martwych języków stało się ich ulubioną rozrywką. Hermiona była szczególnie zachwycona, gdy tydzień wcześniej przyłapała Lucjusza na odświeżaniu starożytnego elamickiego.

Uśmiechnęła się z wyższością i odchyliła na małej kanapie, w którą ona i Draco się wcisnęli. Jej ruch przyniósł potrójne punkty za słowo, a Lucjusz był wyraźnie wściekły, co było widoczne po powrocie do używania jej nazwiska.

— Ostatnim razem, kiedy sprawdzałam, panie Malfoy, łacina była używana za martwy język — odpowiedziała słodko.

Zawsze lubiła nutę oburzenia, która pojawiała się, gdy zwracali się do siebie tak formalnie. Używali nazwisk podczas kłótni, a szczerze mówiąc, zdarzało się to przez większość czasu. Można by to nawet uznać za ich wersję języka miłości, pomyślała z cichym rozbawieniem.

— W świecie mugoli może, ale w naszym? Rzadko mija dzień, żeby nie używano łaciny — odparł Lucjusz ostrym tonem.

Czując chęć, by jeszcze bardziej go rozzłościć, Hermiona pochyliła się ku niemu.

— Wciąż tkwimy w tym czarodziejskim kompleksie wyższości, co? Nieładnie.

Nozdrza Lucjusza rozszerzyły się z irytacji, co tylko poszerzyło jej uśmiech.

— Dobrze — powiedziała w końcu. — Przeprowadzimy głosowanie.

Odwróciła się do Draco, zamierzając pozyskać jego poparcie, ale on był całkowicie pochłonięty święcącym ekranem swojego nowego telefonu. Seamus zostawił go w biurze z samego rana, ku uciesze Draco.

Już wcześniej, podczas dyskusji z Norą o kontrzaklęciach, doszło do bolesnego, niezręcznego momentu, gdy w tle zaczęła grać jakaś bardzo niestosowna treść. Ten incydent doprowadził do tego, że Hermiona ustaliła pewne, sztywne granice w miejscu pracy, między innymi lekcję korzystania ze słuchawek i wyciszania telefonu. Oczywiście, zaraz po powrocie z pracy Draco poprosił o chwilę prywatności i Hermiona spędziła ponad trzydzieści minut znudzona i głodna, otulona Zaklęciem Bąblogłowego, podczas gdy Draco zajmował się swoimi sprawami. Kilka razy…

Spojrzała teraz na ekran i, sądząc po skupionym wyrazie twarzy Draco i jego lekkim rumieńcu, wyglądało na to, że nadal jest całkowicie oczarowany swoim nowym hobby. Hermiona wyciągnęła rękę, żeby odpiąć mu jedną ze słuchawek, ale zmieniła zdanie.

Zamiast tego odwróciła się ku Narcyzie, która siedziała przy kominku z książką, na szczęście nieświadoma zbereźności, która znajdowała się na ekranie Draco.

Zanim Hermiona zdążyła zadać pytanie, drzwi salonu otworzyły się gwałtownie i w przestrzeń wdarł się wir czarnych szat.

Jej oczy rozszerzyły się z niedowierzania.

— Profesor Snape?

— Spostrzegawcza jak zwykle, panno Granger — powiedział gładko, a w jego głosie słychać było ten sam znajomy akcent.

Lucjusz i Narcyza natychmiast ruszyli w jego stronę. Mocny uścisk dłoni między dwoma mężczyznami zakończył się, ku zaskoczeniu wszystkich, krótkim, ale szczerym uściskiem. Narcyza powitała go pocałunkiem w oba policzki. Cała wymiana zdań była… niepokojąca.

Nagłe poruszenie w końcu wystarczyło, by odwrócić uwagę Draco od jego najnowszej obsesji. Hermiona, która w myślach kalkulowała, kiedy nauczyć go zaklęcia przeciw odparzeniom, patrzyła, jak pospiesznie chowa telefon do kieszeni, zrywając się z kanapy i ciągnąc ją za sobą za ich złączone dłonie.

— Ojcze chrzestny — przywitał się ciepło Draco, sięgając wolną dłonią do dłoni Snape’a.

Hermiona zamrugała.

Ojcze chrzestny?

Draco spojrzał na nią, jakby pytała, czy różdżki wymagają baterii.

— Tak, Hermiono. Severus był bliskim przyjacielem rodziny od lat. Przebywał tutaj, we Dworze, żeby pomagać matce, kiedy ojciec był w Azkabanie.

Lucjusz skinął głową i nalał Snape’owi hojnie Ognistej Whisky, klepiąc go po ramieniu.

— Greengrassowie nalegali na jego wizytę, żeby sprawdzić, czy eliksir mógłby zdjąć klątwę. To tylko formalność, nie ma się czym martwić.

Rozsiedli się wokół kominka. Lucjusz zajął swój ulubiony fotel, Snape usiadł obok Narcyzy, a Hermiona i Draco wrócili na kanapę naprzeciwko.

— Zgadza się, Lucjuszu — powiedział Snape, upijając łyk drinka. — Nic poza czasem nie zdejmie klątwy. Mimo to, możemy udawać, że spędziliśmy wieczór na eksperymentach, jeśli to pozwoli zachować pozory.

— Mogę ci podać późną kolację, Severusie? — zapytała Narcyza ciepłym i lekkim głosem.

Hermiona lekko się zakrztusiła, patrząc, jak dłoń Narcyzy spoczywa na udzie Snape’a. Trąciła Draco łokciem, ale on zdawał się tego nie zauważać.

— Nie, dziękuję, Cyziu. Nie zostanę długo.

— Bzdura — odparł Lucjusz, wyraźnie zachwycony. — Zostaniesz na noc. Tak rzadko opuszczasz Bulnes.

— Wolę samotność — odparł Snape, choć pozwolił Lucjuszowi dodać sobie alkoholu, a jego wzrok powędrował ku Narcyzie. — Ale przyjmuję twoją ofertę.

Jego wzrok powędrował w stronę Draco i Hermiony; ostry i precyzyjny.

— O waszej dwójce zawsze musi być głośno.

Hermiona natychmiast poczuła się jak dwunastolatka, czekająca na reprymendę za użycie niewłaściwej techniki mieszania.

— Mam nadzieję, że w dobrym znaczeniu, Ojcze Chrzestny — powiedział Draco radośnie, wyraźnie zadowolony z wizyty.

— Głównie — odparł Snape ostrym tonem. — Poza tym incydentem. Kłopoty z runami, panno Granger?

Zanim Hermiona zdążyła się bronić, Lucjusz zaśmiał się.

— O nie, Sev. Hermiona nigdy nie popełniłaby tak prostego błędu.

Hermiona rozpromieniła się, a Draco westchnął z bólem.

— Dziękuję, ojcze — mruknął pod nosem.

Hermiona wiedziała, że Snape nigdy nie wrócił do Hogwartu po wojnie, co, biorąc wszystko po uwagę, prawdopodobnie było najlepszym rozwiązaniem. To, że przeżył było najwyraźniej cudem dalekowzroczności i uporu; wyzdrowienie po jadowitych ukąszeniach Nagini zawdzięczał wyłącznie mikrodawkom surowicy, którą aplikował sobie od lat. Mimo to, nawet gdy przeżył, dla wszystkich było jasne, że nauczanie nigdy nie było jego prawdziwym powołaniem.

Ale Bulnes? Znajdowało się bardzo daleko.

— Dlaczego Bulnes, profesorze? — zapytała Hermiona, nie mogąc się powstrzymać.

— Nie jestem już twoim profesorem, panno Granger — powiedział Snape, pociągając nosem. Powoli wciągnął powietrze, jakby kolejne zdanie sprawiło mu prawdziwy ból. — Możesz mówić do mnie Severus.

Dreszcz przerażenia przebiegł Hermionie po kręgosłupie.

— Wolałabym nie, dziękuję. Chyba zostanę przy proszę pana — odpowiedziała szybko.

Snape skinął krótko głową w geście podziękowania. Narcyza, siedząca nieopodal, pozwoliła sobie na cień uśmiechu na ustach.

— Odpowiadając na pytanie — kontynuował Snape. — Bulnes jest zdystansowane, ciche i błogo wolne od wścibskich osób. Dotyczy to również twojego przyjaciela, pana Pottera, i jego nieustannych prób… czynienia dobra.

Hermiona skinęła głową ze zrozumieniem. Kiedy wszystko wyszło na jaw po wojnie, Harry próbował skontaktować się ze Snape’em, licząc na rozmowę, być może na jakieś ukojenie. Chciał porozmawiać o swoich rodzicach, zrozumieć człowieka, który go chronił. Ale Snape, jak można było się spodziewać, unikał wszelkich, przyjacielskich pogawędek, jak Harry optymistycznie je nazywał.

Przyglądała się teraz Snape’owi, wciąż tak samo drażliwemu i uciążliwemu jak zawsze. A jednak w pokoju panowała ciepła atmosfera. Niewątpliwa radość emanująca od trójki Malfoyów na jego widok sprawiła, że czuła się, jakby zawędrowała do równoległego wszechświata.

Draco nachylił się i szepnął jej do ucha, naśladując zdyszany głos uczennicy.

— Och, proszę pana. Wybierz mnie, proszę pana.

Szturchnęła go łokciem w brzuch i odszepnęła:

— Zazwyczaj mówię Panie tylko w sypialni.

Draco z trudem stłumił parsknięcie, maskując je przesadnym kaszlem.

Podczas gdy Draco i Narcyza słuchali opowieści Snape’a o odkryciu rzadkiego składnika eliksiru rosnącego w górach niedaleko jego domu, Hermiona odwróciła się do Lucjusza i cicho zagadała:

— W kontrakcie jest zapis, że wszystkie posiadłości Malfoyów zostaną utracone, jeśli zaręczyny zostaną zerwane. Zakładam, że nie dotyczy to firm rodziny Blacków?

Lucjusz zastanowił się nad zmianą tematu i jej cichym tonem, zanim odpowiedział:

— Mogłoby, gdyby jeszcze istniały. Ale wszystkie aktywa Blacków zostały przejęte przez Malfoyów, kiedy Narcyza i ja się pobraliśmy. A żeby być zwolnionym z tego obowiązku, firma musiałaby zostać założona przed naszym ślubem.

W jego głosie słychać było żal i szybko, pocieszająco uścisnął jej dłoń.

Hermiona skinęła głową, niezaskoczona. Była pewna, że prawnicy Malfoyów przejrzeli każdy punkt kontraktu. Mimo to nie zamierzała tak łatwo się poddać.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Następnego ranka, idąc w stronę jadalni, Hermiona zauważyła Snape’a wychodzącego z korytarza prowadzącego do skrzydła rodziców.

— Nie sądziłam, że w skrzydle twoich rodziców znajdują się pokoje gościnne? — zapytała, zerkając ukradkiem na Draco, którego całkowicie rozproszyła nowa gra na telefonie.

Polegała ona na rzucaniu ptakami po ekranie za pomocą katapulty i obecnie był nią bardzo pochłonięty.

Pokręcił głową, wciąż wpatrując się w ekran.

— Nie, wyremontowali go lata temu. Teraz to jeden duży apartament z osobną garderobą.

Gdy kolejny ptak dramatycznie przeleciał po jego ekranie, Hermiona pociągnęła ich złączone dłonie, prowadząc go wokół majaczącej zbroi.

— Kto w ogóle ozdabia korytarz przypadkowymi zbrojami? — wymamrotała.

Draco nie odpowiedział, zbyt zajęty kolejnym wyrzutem.

Zerknęła w głąb korytarza, a potem nachyliła się bliżej, zniżając głos.

— Więc… dlaczego Snape stamtąd wychodził?

Draco zamilkł, trzymając kciuk nad ekranem, i spojrzał na nią. Minęła chwila, zanim dotarła to niego ta sugestia.

Kiedy w końcu do niego dotarła, cofnął się gwałtownie.

— Fuj, Granger. Wyrzuć to z głowy.

Wzdrygnął się całym ciałem i pokręcił głową z udawanym przerażeniem.

Hermiona uśmiechnęła się krzywo i uniosła brew.

Nic nie powiedziałam.

____________

Witajcie :) nie wiem jak Wam, ale to opowiadanie coraz bardziej mi się podoba. Mimo zawiłości i pokręcenia niektórych scen. Swoją drogą czy spodziewaliście się Snape'a? Dajcie znać jak wrażenia.

Na kolejne rozdziały będzie trzeba trochę poczekać, bo mam inne opowiadania do ogarnięcia. Muszę też trochę zwolnić, bo niestety coraz częściej odczuwam skutki pracy i zmęczenia. Zatem proszę o cierpliwość.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia! Enjoy! 

Brak komentarzy