[T] Ciężar mojego uczucia: Gdziekolwiek pójdziesz
Hermionie
było zimno. Nie miało znaczenia, ile czarów grzewczych rzuciła, ani ile drewna
dorzuciła do swojego przytulnego kominka, chłód zdawał się przenikać ją do
szpiku kości. To było absurdalne, że jej nowoczesny, nowatorski dom w Fulham
był mniej przyjazny do życia niż przytulny domek Luny w Szkocji.
Ale
musiała tu być.
Wiedziała,
że to nie miało nic wspólnego z ogrzewaniem. Czuła w sobie pustkę, której po
prostu nie potrafiła zapełnić. Pustkę. Minął zaledwie tydzień, a ona bardzo
tęskniła za Draco i najwyraźniej nic nie mogła na to poradzić.
Pomyślała
o wysłaniu do niego listu, ale każda wersja leżała teraz zwinięta w kulkę w
koszu na śmieci obok jej biurka. Prawie każda zaczynała się tak samo.
Drogi Draco,
tęsknię za Tobą…
W
tym momencie zawsze się rozpadała. To właśnie czuła. Pragnęła zobaczyć jego
delikatny poranny uśmiech i usłyszeć niski baryton. Problem polegał na tym, że
to było uczucie, jakie wyraża się bliskiemu przyjacielowi lub ukochanej osobie,
a ona tak naprawdę nie wiedziała, co było między nimi. Nie był jej zwierzęciem,
ale nie była pewna, czy uzna ich okres przymusowego zamieszkania razem za
przyjaźń. Było wysoce prawdopodobne, że potraktował to jak szantaż. Jego
towarzystwo w zamian za jej milczenie na temat jego miejsca pobytu. Oczywiście,
miała nadzieję, że się myli, ale wątpliwości dręczyły ją jak muchy.
Zamiast
tego zwinęła się w kłębek na kanapie i drżąc, próbowała oglądać telewizję.
Krzywołap próbował jej pomóc, ale nawet jego ciężkie ciało nie pomagało. W
końcu mógł jedynie złagodzić chłód, który ją dręczył, powierzchowny. Niewiele
mógł zrobić, by zaradzić samotności, która zżerała ją od środka.
Była
tak pochłonięta swoim cierpieniem, że prawie nie słyszała stukania w okno. Dopiero
gdy Krzywołap zeskoczył z jej kolan, by zamiauczeć do szyby, zdała sobie
sprawę, że coś tam może być.
Albo
ktoś…
Hermiona
początkowo widziała tylko cień, zaparowany na szybie i oślepiający blask
ulicznych świateł. Dopiero gdy Draco zatrzepotał skrzydłami, drapiąc pazurami
po szybie, przyspieszyła kroku. Poczuła drżące podniecenie, gdy biegła do okna.
Wpadł
przez szczelinę z rozbryzgiem wody i omal nie zderzył się z Krzywołapem, zanim
znów zatrzepotał skrzydłami i wylądował na oparciu kanapy. Krzywołap
natychmiast skoczył za nim, co sprawiło, że Draco skrzeczał z niezadowolenia i
kłapnął dziobem. Niezrażony kot przysiadł na tylnych łapach i owinął ogon wokół
siebie, nie dając znaku, że zamierza się ruszyć.
—
Krzywołap — zbeształa go Hermiona, zamykając okno. — Zostaw go w spokoju.
Krzywołap
rzucił jej paskudne spojrzenie, po czym zeskoczył i ruszył na drapak w rogu.
—
Wybacz — przeprosiła. — On naprawdę cię kocha.
Draco
wpatrywał się w nią z tym samym, pustym wyrazem twarzy, który miał, kiedy
wychodziła. Tym, który sprawiał, że kwestionowała wszystko, co się wydarzyło.
—
Zamierzasz coś powiedzieć? — zapytała w ogłuszającej ciszy między nimi.
Myślałem, że nie podoba ci się, że
siedzę w twojej głowie?
Nogi
prawie się pod nią ugięły. Brzmiał dokładnie tak samo. Ten głęboki głos, który
sprawiał, że jej głowa wibrowała, z nutą rozbawienia. O Boże, nie myśl o tym, jak się przez niego czujesz. Mógłby w tej
chwili czytać w twoich myślach.
Zakryła
oczy dłońmi, a jej twarz znów zapłonęła.
—
Nie podoba mi się — zgodziła się z nutą paniki w głosie. — Oboje doskonale
wiemy, że znasz inne sposoby komunikacji.
—
Hermiono.
Mówił
jej prosto do ucha, przyprawiając o dreszcze, a jej ramiona pokryły się gęsią
skórką. Jego ucisk na nadgarstku był tak znajomy, że aż bolał. To delikatne
pociągnięcie w dół, odsłaniające jego zatroskaną twarz. Sposób, w jaki jego
wzrok zdawał się pochłaniać ją całą.
—
Tęskniłam za tobą.
Słowa
opuściły ją bez pozwolenia, jakby czekały pod powierzchnią na tę właśnie
chwilę.
—
Ja… — Przełknął ślinę, a gardło uniosło się i opadło. — Nie byłem pewien, czy
chcesz mnie widzieć. Tak szybko zniknęłaś. Myślałem…
—
Właściwie nie miałam wyboru — przerwała Hermiona. — Co miałam powiedzieć? Że
całe moje życie to jeden, wielki bałagan, a to miejsce to jedyne, co ma sens?
To jej dom i jej sklep!
—
Chciałaś zostać? — zapytał szybko.
Jej
odpowiedź była absurdalnie chrapliwa.
—
Oczywiście, że tak.
—
Dlaczego?
Jego
uścisk na jej nadgarstkach sięgnął aż do czubków łokci.
Zaśmiała
się wysokim, nerwowym głosem.
—
Podobała mi się przytulność tego domku i ptaki były takie słodkie.
Odpowiedział
warknięciem, które czuła aż do palców u stóp.
—
Nie kłam.
—
Chodziło o ciebie — wyznała, a słowa same wypłynęły z jej ust. — Pragnęłam cię
i nie wiedziałam, jak to możliwe bez tego miejsca. Nawet nie lubię handlu…
Kilka
rzeczy wydarzyło się naraz. Zmniejszył dystans między nimi, obejmując ją jedną
ręką w talii, a drugą jej szczękę, i uniósł podbródek tak, by jej usta spotkały
się z jego. Pocałunek był stanowczy. Jego usta musnęły jej wargi, gdy skradł
jej oddech.
Dłońmi
drapała jego koszulę i klatkę piersiową. Nie wiedziała, gdzie je położyć,
wiedziała tylko, że chce, by był bliżej. Było między nimi za dużo miejsca.
Minęło za dużo czasu. Jedynym lekarstwem było ciepło jego ciała na niej.
—
Wiedziałem — mruknął, przysuwając usta do jej ust. — Luna ma cholernie kiepskie
wyczucie czasu.
Hermiona
nie odpowiedziała. Nie mogła. Teraz, kiedy to się działo, kompletnie oniemiała.
Poruszał się leniwie, jakby mieli mnóstwo czasu. Jego palce przesunęły się w
górę jej szczęki, we włosy, a kiedy dłoń zanurzyła się w ich ciężarze, jęknął.
Był to cichy, urywany dźwięk, jakby trzymał go w sobie o wiele za długo.
Hermiona
czuła, że płonęła. Nagle uświadomiła sobie, jak materiał koszuli ociera się o
nią, w miejscu, gdzie jego ramię obejmowało ją niczym imadło. Jej sutki
wciskały się w niego, gdy je trzymał. A niżej, coś twardego i natarczywego
leżało na jej brzuchu.
Wyobrażała
sobie, że ogień wypalał drogę od czubków palców u stóp, kiedy wyciągnęła szyję,
by się z nim spotkać. Miejsce, w którym ocierali się o siebie, bolało jak
poparzone. Na szczycie jej ud biło ciepło jak z pieca.
—
To właśnie chciałeś zrobić tamtego dnia? — zapytała, a jej głos brzmiał niemal
jak jęk.
Wygięła
szyję do tyłu, a on odebrał to jako zaproszenie do posmakowania jej skóry.
Hermiona westchnęła, gdy zaczął ssać skórę. Delikatne, szybkie pocałunki, łaskotały
w sposób, który ją parzył. Dłoń w jej włosach zacisnęła się, a pieczenie w jego
uścisku sprawiło, że zamarła.
—
Tego chciałaś? — odpowiedział, wciąż z ustami zajętymi jej szyją.
—
Tak — wyznała. — Myślę, że… od tamtej pierwszej nocy. Stałeś w ciemności i wzdychałeś,
kiedy jadłeś moją pieczeń.
Zatrzymał
się, opierając czoło o jej ramię, gdy jego gorący oddech musnął wciąż wilgotną
skórę szyi.
—
Hermiono, minęły lata. Ledwo pamiętam, kiedy ostatni raz całowałem kobietę.
—
Och — jęknęła, starając się nie czuć rozczarowania.
To
miało sens. Przez lata ukrywał się jako ptak.
Jego
głos był cichym dudnieniem na jej skórze.
—
Nie… chcę tego. Nawet nie wiesz, jak bardzo. Po prostu… potrzebuję, żebyś ze
mną rozmawiała. Powiedz mi, jeśli zrobię coś, czego nie lubisz. — Przechylił
głowę, żeby móc mówić jej prosto do ucha. — Ale krzycz moje imię, gdy zrobię
wszystko poprawnie.
—
O, bogowie — zaklęła, gdy jego dłoń sięgnęła jej piersi, a jej wrażliwe sutki
stanęły, gdy je otarł.
—
Gdzie jest twoja sypialnia? — zapytał, przesuwając drugą dłoń w dół, by objąć
jej pośladki.
—
Drzwi po prawej. Te… — jęknęła, gdy ugryzł ją w ramię. — Te obok regału z
książkami.
—
Dobrze.
Pociągnął
ją przez salon i przez drzwi do jej pokoju. Serce waliło jej jak młotem, gdy
szedł obok mebli, które wzięła z domu rodzinnego, i podwójnego łóżka, które w
porównaniu z nimi wyglądało na jaskrawo nowe i nie na miejscu.
Znów
była w jego ramionach i nie obchodziło jej, jak impulsywne to było. Pomimo
wszystkich swoich wad, ta wersja Draco Malfoya, ta cicha i powściągliwa,
sprawiała, że czuła się bezpieczniej i swobodniej niż z którymkolwiek z
mężczyzn, z którymi wcześniej się spotykała. Patrzył na nią jak na coś cennego.
Skarb, który tylko on mógł dostrzec.
Zdjął
jej bluzkę z ciała i wciągnął głęboko powietrze. Jego dłonie przyciągnęły ją do
siebie, gdy usiadł na łóżku i musnął ustami sutki pod jej stanikiem. Kiedy go
zdjęła, zatrzymał się, otwierając szeroko oczy z nabożnym szacunkiem, zanim
ponownie wziął je do ust.
Jej
dżinsy to była zupełnie inna sprawa. Nie znał zapięć i nie wiedział, jak trudno
będzie je zdjąć. Kiedy w końcu je rozpiął i ściągnął w dół jej pośladków, była
gotowa się rozpaść. Potrzebowała jego
rąk na sobie.
Hermiona
wdrapała się na jego kolana i pocałowała go namiętnie. Jęknął, gdy oparła się o
niego.
—
Hermiono, proszę.
—
Muszę cię widzieć — błagała.
Świat
zakręcił się wokół niej i wylądowała płasko na plecach, zanim się zorientowała,
co się dzieje. Patrzyła, jak Draco ściąga koszulę przez głowę i zdejmuje spodnie.
Był piękny. Ich wspólne posiłki przywróciły jędrność jego ciała. Klatka
piersiowa była mocno wyrzeźbiona. Kiedy w końcu ściągnął spodnie, jej usta
otworzyły się szeroko.
A
potem był na niej. Jego usta były gorące, zostawiając na jej wargach palące pocałunki.
Długimi, zwinnymi palcami badał jej ciało, sprawdzając, co sprawia, że jęczy i
krzyczy. Kiedy odnalazł strefę erogenną, krzyknęła jego imię.
Czuła
jego ciężar na swoim udzie, ale on się nie spieszył. Palce masowały ją, gdy
obserwował jej reakcję. Jedyne, co mogła zrobić, to chwycić go za ramiona, gdy
doprowadzał ją do orgazmu.
Kiedy
leżała, dysząc w błogiej mgle, która ją ogarnęła, jego kutas szturchnął jej
cipkę. Z bolesną powolnością wchodził z nią, rozciągając, cal po calu,
boleśnie. Dyszał jej do ucha, gdy już całkowicie w nią wszedł. Jej ciało
powitało to z bólem, który, jak wiedziała, doprowadzi do czegoś więcej.
Potem
się poruszył. Jakby byli sobie przeznaczeni, połączeni na zawsze. Jego oczy
płonęły niczym księżyc w bezchmurną noc, skupione całkowicie i intensywnie na
niej. Każde jej westchnienie i każdy jęk nagradzane były pocałunkiem. Słowa
uwielbienia wylewały się z jego ust z każdym wygięciem pleców.
—
Jesteś idealna.
—
Nigdy bym nie pomyślała, że…
—
Właśnie tak. Kurwa, tak. Powiedz moje imię.
Krzyknęła
Draco, gdy doszła drugi raz. Była tak
pełna, że skurcze tylko pogłębiły ich połączenie, rozciągając je jak smyczek na
strunie. Jedna melodyjna nuta, która wypełniła jej uszy dzwonieniem.
Nie
wytrzymał długo. Zamknął oczy, uniósł głowę, nasłuchując dźwięku, którego ona
nie słyszała. Zadrżał, otwierając usta w ekstazie. Kiedy opadł na nią, jego
kutas miękł w środku, poczuła potrzebę, by go trzymać i nigdy nie puścić.
—
Było ci dobrze? — zapytał.
Widziała,
że ukrywa nerwowość w swoich słowach.
—
Draco — zażartowała Hermiona. — Zatrzęsłeś moim światem.
Spojrzał
na nią gniewnie, co sprawiło, że wybuchła śmiechem. Wysunął się z niej i
poczuła, jakby traciła część siebie. Natychmiast ogarnął ją strach, że
odejdzie. Czy to wszystko, czego pragnął?
Chwila ekstazy, podczas gdy ona liczyła na o wiele więcej.
Położył
się obok niej z pustym wyrazem twarzy, bawiąc się kosmykiem jej włosów.
—
Jesteś moim światem — wymamrotał w ciszy.
—
Draco…
—
Mówię poważnie — przerwał jej. — Zrezygnowałem ze wszystkiego. Byłem
zadowolony, że mogę się ukrywać do końca życia w tym malutkim sklepiku, bojąc
się spróbować zrobić cokolwiek innego. — Przysunął się do niej, przytulając ją.
Jego usta delikatnie musnęły jej policzek. — Teraz czuję, że jestem pełen
pragnienia. Chcę wszystkiego, ale najbardziej ciebie.
—
Jesteś gotowy przestać się ukrywać? — zapytała z zapartym tchem.
Przewrócił
się na plecy, a ona patrzyła, jak jego klatka piersiowa się unosi i opada.
Wpatrywała się w sufit, ale widziała, że patrzy w przyszłość.
—
Chcę spróbować.
—
Nie mogę się doczekać.
Hermiona
nie mogła powstrzymać uśmiechu.
Zawahał
się, a jego wzrok znów powędrował w je stronę.
—
Mogę u ciebie zostać? Tylko do czasu, aż się ogarnę. Nie mogę wrócić do domu.
Zaśmiała
się.
—
Mieszkamy razem praktycznie od kilku miesięcy. Nie zapowiada się, cokolwiek się
zmieni.
—
Na pewno nie masz nic przeciwko?
Był
spięty, miał szeroko otwarte oczy.
Wyciągnęła
rękę, by objąć jego twarz dłońmi, głaszcząc kciukiem jego kości policzkowe.
Zamknął powieki, gdy pochylił się ku jej dotykowi.
—
To będzie dla mnie przyjemność.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hermiona
nie była pewna, kiedy zasnęła, ale obudził ją Krzywołap, który irytująco
miauczał pod drzwiami. Słońce wschodziło już za ramę okna, zalewając pokój
ciepłym światłem. Draco leżał obok niej, wciąż pogrążony w głębokim śnie.
Był
uroczy, gdy spał. Zachował wszystkie swoje sowie nawyki. Zmarszczył brwi, jakby
próbował wymyślić, jak naprawić wszystko, co złe na świecie. Mamrotał półsłowa
i dźwięki. Światło sprawiało, że jego blond włosy lśniły, gdy opadały na twarz.
Kiedy
ruszyła, by nakarmić kota, poruszył się i westchnął:
—
Hermiono.
Jej
serce stopniało.
Wymknęła
się z pokoju i poszła do kuchni, żeby nakarmić irytujące zwierzę. Krzywołap nie
dawał jej chwili spokoju, uderzając głową o kostki, gdy szła. Zawył z rozpaczą,
słysząc jej lakoniczne tempo.
—
Nie umierasz — odparła Hermiona.
Krzywołap
wskoczył na blat i uniósł dumnie głowę.
Hermiona
westchnęła.
—
Nie umierasz.
Nie
przestawał być utrapieniem, dopóki nie udało jej się nałożyć jedzenia na jego
miskę, po czym zniknęła. Utrapienie przykucnęło tyłem do niej. Delektował się
jedzeniem.
Hermiona
roześmiała się i zabrała do przygotowywania śniadania. Nie mogła przestać się
zastanawiać, co będzie dalej. Jej życie i tak było w rozsypce. Teraz dodała
bezrobotnego potomka jednej z najstarszych rodzin w świecie czarodziejów. Może
znajdzie pracę w branży dostawczej. W końcu miał już jakieś doświadczenie.
Kiedy
Draco wszedł przez drzwi, z włosami potarganymi od snu i dłonią pocierającą
oko, uznała, że to jej nie obchodzi. Jego uśmiech był krzywy, gdy okrążał ladę
i objął ją ramionami.
—
Co gotujemy?
—
Jajecznicę — odpowiedziała, ubijając jajka.
—
Mogę pomóc?
Jego
głowa spoczywała na jej ramieniu, a oddech łaskotał w ucho.
Odwróciła
się w jego ramionach, stając twarzą do niego. Nie zadał sobie trudu, by założyć
koszulę, co uznała za mądrą decyzję. Jego skóra była ciepła, gdy przesunęła
dłonie po jego piersi, wplatając je w jego włosy. Kiedy pochylił się, by ją
pocałować, poczuła się jak w domu.
—
Myślałem, że gotujemy? — zapytał ironicznie.
—
Rozproszyłeś mnie — zbeształa go.
Przysunął
się, żeby polizać jej ucho.
—
Mogę zrobić coś o wiele gorszego.
Jego
dłonie spoczywały na jej biodrach, gdy przyciągnął ją do siebie. Znów był
twardy, a ona była tak bardzo kusząca.
—
Draco — westchnęła, gdy ocierał się o nią, ssąc podbródek. — Musimy coś zjeść.
—
Dlaczego? — dopytywał żartobliwym i irytującym głosem.
—
Draco — jęknęła, kiedy objął jej piersi dłońmi.
—
Hermiono — ostrzegł — jeśli będziesz tak dalej jęczeć, naprawdę zjem cię na
śniadanie.
—
Obiecanki cacanki — odgryzła się.
—
Ty…
W
tym momencie srebrzysty zając wskoczył przez okno i zaczął chaotycznie hasać
wokół nich. Kiedy otworzył pysk, rozległ się głos Luny.
—
Hermiono. Draco. Mam nadzieję, że już się
obudziliście. Mam dla was propozycję, jeśli moglibyście wpaść.
Draco
oparł głowę na ramieniu Hermiony.
—
Luna i jej cholerne wyczucie czasu — zaklął.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Luna
siedziała przy małym stoliku, gdzie jadali każdego ranka. Na środku stał
dzbanek herbaty i trzy, delikatne filiżanki. Hermiona aportowała ich oboje,
żeby Draco mógł przybyć w swojej sowiej postaci. Żadne z nich nie miało
pojęcia, czego Luna może chcieć, a Draco nie był jeszcze gotowy, by ujawnić
światu swoją tożsamość.
Kiedy
z trzaskiem wpadli do salonu, Luna cmoknęła językiem.
—
Draco, proszę, rozgość się. Nie musisz się ukrywać, jestem tu tylko ja.
Draco
przemienił się i podszedł do stołu.
—
Co robisz?
—
Herbatę — odpowiedziała niewinnie. — Twoja ulubiona. Chcesz trochę?
Skrzyżował
ramiona przed sobą, westchnął i usiadł na krześle. Po chwili nalał sobie pełną
filiżankę i zanurzał w niej ciasteczko.
—
O co ci właściwie chodzi?
Luna
gestem nakazała Hermionie usiąść, zanim kontynuowała. Cała sytuacja była dla
niej bardzo dziwna. Wiedziała, że Luna i Draco mieszkają razem od ponad pięciu
lat, ale obserwowanie ich interakcji na własne oczy było nieco dziwne.
—
Hermiono, chciałabym ci podziękować za wyciągnięcie Draco z jego skorupy —
powiedziała drobna blondynka lekkim i uroczym głosem. — Koszmarem było
znoszenie go przez ostatni tydzień przez dąsanie się i pytania.
Draco
spojrzał na nią z niedowierzaniem.
—
Nie dąsałem się.
Luna
się roześmiała.
—
Oczywiście, że tak. — Zmarszczyła brwi i ściszyła głos. — Chodziłeś za mną i
pytałeś prawie sto razy, czy wiem, o co chodzi Hermionie.
Hermiona
roześmiała się z komicznego, choć bardzo trafnego opisu mężczyzny, który w tej
chwili robił dokładnie taką samą minę.
—
To była dla mnie przyjemność? — odpowiedziała, unosząc brew ku Draco.
—
Luna, przejdźmy do rzeczy — mruknął.
—
Draco, nie musisz być taki opryskliwy — zganiła go Luna.
Draco
wydał z siebie zduszony dźwięk frustracji i schował dłonie we włosach. Luna
roześmiała się i konspiracyjnie zwróciła do Hermiony.
—
Uwielbiam go drażnić.
—
Wyobrażam sobie, że to całkiem zabawne — zgodziła się Hermiona, gdy Draco
spiorunował ją wzrokiem.
—
No tak — powiedziała Luna nagle poważnym tonem. — Od dawna przygotowywałam się
do tego dnia.
Wyraz
twarzy Draco zmienił się na poważny.
—
Luno…
Wyciągnęła
rękę, by uścisnąć jego dłoń.
—
Draco, kocham cię. Jesteś dla mnie jak rodzina, ale zawsze wiedziałam, że nie
zostaniesz ze mną. — Wskazała gestem dom i sklep za nim. — Wspólnie
stworzyliśmy to miejsce, ale nigdy nie byłam do niego przywiązana. Jeśli ta
ostatnia podróż czegoś mnie nauczyła, to tego, że moje miejsce jest tam.
Draco
zmarszczył brwi i zakrył dłoń Luny swoją.
—
Nigdy nie chciałem cię ograniczać. Dałbym sobie radę. Znalazłbym sposób, żeby
dać sobie szansę.
Luna
zmrużyła oczy, patrząc na niego z litością.
—
Nie zrobiłbyś tego. Draco, wiele dla mnie znaczysz i nigdy nie byłeś ciężarem,
ale teraz jesteś gotowy i chcę ci podarować to miejsce.
—
Luno.
Po
tym jednym słowie Draco zaniemówił.
To
był monumentalny dar. Taki, który mógł być wszystkim, czego Draco potrzebował.
Domem. Miejscem, w którym nie musiałby polegać na rodzinie.
—
Nie mogę… tego przyjąć. To za dużo.
Uśmiechnęła
się do niego z taką czułością, że Hermionę zabolało serce.
—
Draco, spędziłam trzy miesiące w tym lochu. Trzy miesiące, nie wiedząc, czy
przeżyję, czy umrę w każdej chwili. Za cenę ogromnego poświęcenia okazałeś mi
dobroć. Te chwile, kiedy skradałeś się w środku nocy, żeby rzucić zaklęcie
poduszkowe i dać mi dodatkowe koce. To wiele dla mnie znaczyło. Jestem tu dziś
tylko dzięki tobie. To najmniej, co mogłabym zrobić.
—
Nie wiem, czy jestem gotowy na to wszystko — wyznał. — Z czasem, tak, mogę…
Luna
mu przerwała:
—
Hermiona może ci pomóc. Sama jest na rozdrożu. To może być stopniowa zmiana, a
potem, kiedy będziesz gotowy to przejąć, ona może już rozgryzie, co chce robić.
Hermiona
zesztywniała. Czasami rozmowa z Luną była głęboko niepokojąca. Nie trzeba było
jej zdradzać najskrytszych myśli. Luna już wiedziała i po prostu pytała o nie,
jakby to była codzienna rozmowa.
—
Jasne.
Hermiona
skrzywiła się.
—
Doskonale — oznajmiła Luna, klaszcząc w dłonie. — Porozmawiamy o tym później.
Wyobrażam sobie, że macie mnóstwo tematów do rozmowy.
Po
tym zniknęła, a trzask zjawy i pusta filiżanka były jedynym znakiem, że
kiedykolwiek tu była.
Draco
jęknął.
—
Nienawidzę, kiedy tak robi.
—
Znika czy wie, co myślisz, zanim o tym pomyślisz? — zapytała Hermiona, a jej
ręka drżała, gdy sięgała po herbatę.
Draco
parsknął śmiechem.
—
Obydwa. — Wyciągnął do niej rękę w tym samym momencie, w którym ona. — Nie
musisz tego robić. Luna ciągle ma szalone pomysły.
—
Nie, ja — zarumieniła się — myślę, że to świetny pomysł. Uwielbiam to miejsce.
Nie czułam się swobodnie w domu od ponad roku, ale tutaj w końcu mogę
odetchnąć. — Wzięła drżący oddech. — I choć niechętnie się do tego przyznaję,
potrzebuję czegoś, czym mogłabym się zająć, próbując wszystko ogarnąć. Byłam
taka zagubiona i nienawidzę tego.
Uśmiechnął
się do niej krzywo.
—
Więc… partnerzy?
Uśmiech
boleśnie rozciągnął jej usta.
—
Partnerzy.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Draco
potrzebował prawie roku, by w pełni się dostosować. Nie było to łatwe. Ponowna
integracja ze społeczeństwem nigdy nie jest. Przetrwali procesy karne,
interwencje, nowych i starych przyjaciół, a jednocześnie musieli radzić sobie z
wymaganiami klientów i świętami w sklepie. Draco nadal lubił przemieniać się w
Silvera i przerażać nastolatków, ale odkrył, że w ludzkiej postaci może to być
równie zabawne.
Władał
sowiarnią niczym jakiś król. Ptaki postrzegały go jako jednego ze swoich i
szanowały jego życzenia, zwłaszcza jeśli chodziło o psoty i chaos — aspekt jego
natury, z którego nigdy tak naprawdę nie wyrósł.
Draco
pogodził się z rodzicami, dając im jasno do zrozumienia, że nie chce być
częścią ich świata. Mogli go odwiedzać w jego świecie albo wcale. Hermiona od
czasu do czasu widywała jego matkę pijącą herbatę w małej kuchni, podczas gdy
jego ojciec stał pod ścianą.
Hermiona
zajęła się nauczaniem. Droga z Hogsmeade do Hogwartu nie była długa i pokonywała
ją tam i z powrotem każdego dnia. W końcu poczuła, że coś znaczy i pomaga
zmieniać świat, raz za razem. Jej uczniowie często pytali o sposób na
złagodzenie pogardy przerażającego naczelnika Poczty w Hogsmeade, ale ona tylko
się uśmiechała.
To nie było idealne życie, ale życie spędzone na wspieraniu się nawzajem.
______________
Witajcie :) we wtorkowy wieczór zapraszam na ostatni rozdział tej historii. Wszystko skończyło się dobrze i o to chodziło. Takie opowiadania są moimi ulubionymi, a Luna okazała się niezłą swatką, prawda?
Dziękuję, że śledziliście tę historię i czytaliście. Wasza obecność i wsparcie wiele dla mnie znaczą.
Tyle ode mnie. Miłego tygodnia! Enjoy!
Brak komentarzy