[T] Twoje idealne dopasowanie: Spotkania i niespodzianki
Witajcie :) wiem, że rozdział miał być publikowany w weekend, ale oczywiście nie mogłam się powstrzymać. Dziś będzie kilka niespodziewanych spotkań i mam przeczucie, że nawet Wy będziecie zaskoczeni rozwojem wydarzeń.
Kolejny rozdział
zostanie opublikowany pod koniec tygodnia. Miłej lektury!
_________________
Rozdział 9: Spotkania i niespodzianki
Hermiona
Hermiona
nigdy nie potrafiła usiedzieć bezczynnie. A jednak przez ostatni tydzień
właśnie to robiła — snuła się z pokoju do pokoju w ich rezydencji w Mayfair
niczym zjawa, podczas gdy Krzywołap i Petra wiernie podążali za nią krok w
krok.
Nie
była zła z powodu zwolnienia — kipiała wściekłością.
Nie
tylko na Cecylię Bottlebrush, swoją szefową w DKNMS, ale na cały system.
Czarodziejska społeczność — a zwłaszcza Ministerstwo Magii — nigdy nie
postrzegali jej inaczej niż jako Złotą Dziewczynę: idealną postać, którą można
było wystawić na pokaz, bo było to wygodne, a poza tym uciszać i grzebać pod
stertą biurokratycznych procedur.
Była
zbyt rozgniewana, by pokazać się na Ulicy Pokątnej czy w Hogsmeade — zbyt bała
się, że wybuchnie gniewem na jakiegoś dziennikarza albo przypadkowego przechodnia,
który zada niewłaściwe pytanie w niewłaściwym momencie. Raz czy dwa wybrała się
z Draco na kolację do mugolskiego Londynu, ale na tym się skończyło.
Przed
południem Hermiona wróciła do saloniku, który przekształciła w prywatną
bibliotekę i gabinet. Odstawiła herbatę i książkę, po czym podeszła do dużego
biurka, które kupił jej mąż. Przyciągnęła do siebie stos pergaminów i sięgnęła
po wieczne pióro, które przed laty podarował jej Draco; stukając nim lekko w
wargi przeglądała swoje wcześniejsze notatki.
Od
wielu dni rozważała różne ścieżki działań na rzecz polepszenia sytuacji
magicznych stworzeń. Możliwości — podobnie jak fundusze na ich realizację —
miała nieograniczone. Teraz musiała tylko zdecydować, od czego zacząć.
Krzywołap
wylegiwał się na oparciu kanapy, podczas gdy Petra siedziała sztywno przy
drzwiach, obserwując Hermionę, jakby czekała na rozkaz.
Skoro
Ministerstwo jej nie chciało — trudno. Były inne miejsca i inni ludzie, którzy
chętnie ją przyjmą. A w tej chwili potrzebowała towarzystwa kogoś, kto nie
będzie patrzył na nią jak na skandal owinięty w jedwab.
Draco
bywał w swoim gabinecie we Dworze w ciągu dnia, ale nie postawiła tam stopy od
czasu ich podróży poślubnej. Odpowiadał na każde jej pytanie w minionym
tygodniu, dzięki czemu powoli zaczynała rozumieć, jak funkcjonowała ta część
jego życia. Mimo to wiedziała, że istniały zakamarki, których jeszcze nie był
gotów jej pokazać — a przynajmniej nie teraz.
Hermiona
wypuściła powietrze powoli i świadomie. Dość
tego. Obróciła pióro w palcach, po czym odłożyła je z wyraźnym kliknięciem.
Jeśli
chciała ruszyć naprzód, musiała przestać krążyć na obrzeżach świata Draco i
wkroczyć prosto w jego centrum. Dwór nie był obcym terytorium — jakąś twierdzą,
do której bała się wtargnąć — lecz domeną jej męża, a co za tym idzie, również
jej własną.
Nie
była naiwna; wiedziała, że w chwili, gdy przekroczy próg, będzie pod ostrzałem
spojrzeń oceniających każdy jej ruch — zwłaszcza teściowej. Nie unikała Dworu z
obawy przez Narcyzą.
Unikała
go, bo Draco był wystarczająco niezrównoważony, by spełnić groźbę spalenia
Dworu — a ona była wystarczająco niezrównoważona, by stać i się temu
przyglądać.
Podjąwszy
decyzję, udała się do garderoby przy sypialni; wskoczyła z dopasowaną sukienkę
i szpilki, po czym ujarzmiła swoje loki, nadając im nieco bardziej posłuszną
formę.
Gdy
wróciła do sypialni, Krzywołap wylegiwał się na środku łóżka, lustrując
otoczenie niczym futrzany król na tronie.
—
Wkrótce wrócę, kochanie — powiedziała czule, drapiąc go pod brodą. — Popilnuj
tu wszystkiego.
Petra
cierpliwie czekała w pomieszczeniu z kominkiem. Od czasu ich powrotu do Anglii,
suczka — w dość niewytłumaczalny sposób — sama mianowała siebie osobistym
ochroniarzem Hermiony, ale ta nie miała nic przeciwko temu.
—
No to chodźmy — powiedziała, wskazując na palenisko.
Petra
szła tuż obok niej, będąc cichym uosobieniem siły i lojalności. Razem weszły w
szmaragdowe płomienie i zniknęły, przenosząc się do Dworu Malfoyów.
~*~*~*~*~*~*~*~
Korytarze
Dworu były ciche i słabo oświetlone, gdy Hermiona zmierzała w stronę gabinetu
Draco, a Petra wciąż szła tuż przy nodze, idealnie dotrzymując jej kroku. Uszy
dobermana reagowały na każde ciche skrzypnięcie wiekowego domostwa, lecz suka
nie zmieniła tempa, poruszając się w pełnej synchronizacji z Hermioną.
Po
drodze nie spotkała nikogo. Nawet portrety — bez wątpienia pamiętające ramę
zniszczoną przez Draco — milczały, a ich namalowane oczy śledziły każdy jej
ruch w całkowitej ciszy. Miała wrażenie, jakby Dwór ją obserwował… jakby
wstrzymywał oddech, czekając na to, co zrobi.
Petra
spojrzała na nią — jej bursztynowe oczy były bystre i badawcze, jakby upewniały
się, że Hermiona rzeczywiście chce kontynuować misję. Usatysfakcjonowana,
dostosowała tempo marszu do kroku swojej pani z wojskową precyzją; jedynie
delikatne machanie kikutem ogona zdradzało, że była zadowolona z towarzyszenia
Hermionie.
Hermiona
zatrzymała się przed drzwiami do gabinetu Draco i lekko się uśmiechnęła,
widząc, jak Petra zajęła pozycję za jej plecami, by pełnić wartę.
—
Draco może mi wmawiać, ile tylko zechce, że nie wydał ci żadnego tajnego
rozkazu, byś została moim psem stróżującym. — Zaśmiała się. — Ale i tak nigdy
mu w to nie uwierzę.
Drzwi
się otworzyły i z zaskoczeniem stwierdziła, że gabinet jej całkowicie pusty —
nie było nawet Theo. Zerknęła na tablicę nad jego biurkiem, która teraz
informowała, że Minęło dziewięćdziesiąt
dni, odkąd Theo musiał zajmować się zwłokami.
—
Skoro obu nie ma, nie wróży to dobrze tej tablicy — mruknęła pod nosem.
Przez
chwilę siedziała przy biurku Draco, przeglądając swoje notatki z pomysłami.
Zaczynała skłaniać się ku założeniu w Wielkiej Brytanii rezerwatu dla smoków,
zwłaszcza że od zawsze pasjonowała się tymi magicznymi stworzeniami.
Po
upływie pół godziny Hermiona wstała i pstryknęła palcami, dając znak Petrze, by
poszła za nią.
—
Chodź, kochana, przejdziemy się po ogrodzie. Jeśli Draco nie wróci do naszego
powrotu, po prostu pójdziemy do domu.
Prowadziła
psa przez ogrody posiadłości, zatrzymując się co jakiś czas, by podziwiać
rozmaite róże, fontanny i krzewy formowane w wymyślne kształty. W pewnym
momencie Petra wybiegła do przodu — co było nietypowym zachowaniem u tak
czujnego psa. Gdy Hermiona wyszła zza zakrętu, zrozumiała dlaczego.
Lucjusz
Malfoy siedział na ławce w ogrodowej altanie, cicho przemawiając do Petry i
drapiąc ją za uszami.
—
Nie wiedziałem, że Draco zabrał cię dzisiaj ze sobą. To u niego raczej
nietypowe.
—
To dlatego, że to nie on ją przyprowadził — odezwała się Hermiona, podchodząc
bliżej. — Ja to zrobiłam.
Jego
szare oczy — tak bardzo przypominające oczy jej męża — błyskawicznie skierowały
się na nią. Lucjusz natychmiast wstał, lekko pochylając głowę z wyuczonym,
arystokratycznym wdziękiem.
—
To prawdziwa przyjemność, panią widzieć, panno Granger — powitał ją. — Wybacz,
chodziło mi o panią Malfoy.
—
Hermiona wystarczy.
—
Jak sobie życzysz, Hermiono.
Kiwnął
głową, gestem zapraszając ją, by zajęła miejsce, które właśnie zwolnił. Petra
przez chwilę pozostała u boku Hermiony, powoli i z aprobatą machając kikutem
ogona, po czym położyła się na trawie między nimi, jakby uznała, że taki układ
jej odpowiada.
Wzrok
Lucjusza na moment przeniósł się na psa, a na jego ustach błąkał się cień
uśmiechu, zanim znów w pełni skupił uwagę na Hermionie.
—
Wygląda na to, że przeszedłem jakiś test.
Hermiona
usiadła, przysiadając na skraju ławki.
—
Jest dość opiekuńcza.
—
I słusznie — rzekł spokojnie, choć lekko zmrużył oczy, przyglądając się jej jak
ktoś, kto zastanawia się, czy odsłonić karty. Po chwili dodał, jakby od
niechcenia: — Słyszałem, że rozważasz dość… ambitną serię charytatywnych
przedsięwzięć.
Na
te słowa wydała z siebie ciche, zamyślone mruknięcie.
—
Nie wiedziałam, że ty i Draco rozmawiacie na takie tematy.
Jej
teść parsknął krótko i sucho.
—
Nie rozmawiamy. Ale Draco i Theo nie zachowują się zbyt cicho, przechadzając
się po Dworze.
—
Oczywiście, że nie. — Zaśmiała się mimowolnie. — Zawężam właśnie listę
pomysłów, więc mam nadzieję, że wkrótce będę mogła coś rozpocząć.
Dziwił
ją absurd tej sytuacji — Hermiona Granger prowadziła kulturalną rozmowę z Lucjuszem
Malfoyem. To wydawało się wręcz nierealne.
Lucjusz
odchrząknął, a jego wzrok powędrował ku rozciągającym się za oknem ogrodom.
—
Tak, cóż… kiedy już podejmiesz decyzję, wiedz, że jeden ze skarbców Malfoyów
został zapisany na twoje imię i nazwisko. Należy wyłącznie do ciebie — bez
pytań i bez żadnych warunków. Wykorzystaj galeony na cel, który uznasz za
słuszny.
Hermiona
zamrugała, na chwilę zbita z tropu zarówno rozmiarem tej propozycji, jak i
cichą stanowczością w jego głosie.
—
To… niezwykle hojne — odparła w końcu; jej głos był niepewny, choć łagodniejszy
niż wcześniej. — Dopilnuję, by te środki zostały dobrze wykorzystane.
Starała
się — naprawdę się starała — nie pozwolić, by pytanie kłębiące się w jej
myślach wymknęło się z jej ust, a jednak to zrobiło.
—
Nie mogę oprzeć się ciekawości: dlaczego akurat ty chcesz pomóc swojej synowej
— mugolaczce — finansować działania charytatywne na rzecz magicznych stworzeń i
innych marginalizowanych grup?
Cisza
między nimi stała się ciężka i przeciągała się przez długie minuty — przerywał
ją jedynie ciepły powiem wiatru szumiący w liściach oraz cichy odgłos
układającej się u jej stóp Petry.
—
Nie będę szukał wymówek ani próbował zmienić historii — rzekł powoli Lucjusz,
zachowując opanowany ton. — Powiedziałem to, co powiedziałem, i zrobiłem to, co
zrobiłem. Jednak… nawet wtedy byłem zszokowany tym, jak nisko mogłem upaść dla
dobra nazwiska. Bez względu na to, w co wierzyłem — i jak żarliwie w to wówczas
wierzyłem — żadne dziecko, moje czy cudze, nie powinno było zostać w to
wciągnięte.
Hermiona
milczała, wstrzymując oddech i czekając, aż mężczyzna będzie kontynuował.
—
Jeśli chodzi o powody mojej decyzji — kontynuował — mógłbym sypać kwiecistymi
przeprosinami, w które słusznie być wątpiła… albo mogę dać ci środki, byś wcieliła
w życie swoje przekonania, wolna od więzów, którymi Ministerstwo próbowało cię
skrępować.
Napotkała
jego wzrok, szukając choćby cienia nieszczerości, lecz niczego takiego nie
dostrzegła.
—
Naprawdę cenię czyny bardziej niż słowa.
—
Spodziewałem się tego. — Jego wargi musnął cień uśmiechu. — Twój mąż jest
bardzo podobny. Pisałem do niego, gdy przebywałem w Azkabanie, podczas waszego
ósmego roku nauki — traktując to jako próbę przeprosin. Wiedziałem, że nic, co
powiem, nie zmieni tego, co się stało, więc najmniejszym gestem, na jaki mogłem
się zdobyć, było przywrócenie mu choć części wolności poprzez rozwiązanie
kontraktu małżeńskiego, na którego zawarcie nie miał żadnego wpływu. Choć
czasem chciałbym, by świat, w którym się urodził, wyglądał inaczej — wskazał
nieokreślonym gestem przestrzeń wokół nich — mogę przynajmniej dać mu swobodę
kierowania nim według własnego uznania, nie wchodząc mu przy tym w drogę.
Hermiona
pozwoliła, by jego niespodziewane słowa wybrzmiały w ciszy między nimi. Mimo
wszelkich wątpliwości i zastrzeżeń nie mogła zaprzeczyć, że wydawał się
szczery.
—
Dziękuję za propozycję, Lucjuszu — rzekła dyplomatycznie. — Z pewnością będę
pamiętać o wszystkim, co omówiliśmy, planując dalsze kroki.
Lucjusz
kiwnął głową, jakby spodziewał się takiej odpowiedzi.
—
Dobrze. W takim razie pozwolę ci wrócić do zajęć, którym się oddawałaś, zanim
Petra cię do mnie przyprowadziła.
Wstała
i delikatnie poklepała psa, po czym odwróciła się do głównej ścieżki.
—
To była… dość niespodziewana rozmowa — przyznała, a kąciki jej ust lekko
uniosły się w uśmiechu.
—
Przypuszczam, że większość naszych taka właśnie będzie — odpowiedział, po czym
zostawiła go samego pośród róż.
Petra
znów szła równym krokiem u jej boku; stukot obcasów i pazurów cicho odbijał się
echem, gdy wrócili do pogrążonych w półmroku korytarzy Dworu. Droga powrotna do
gabinetu Draco wydawała się teraz nieco inna — wciąż panowała cisza, lecz
przesycona była ciężarem wypowiedzianych przed chwilą słów.
Gdy
dotarła do gabinetu, zamknęła za sobą drzwi i ponownie opadła na jego fotel,
bębniąc palcami po blacie w zamyśleniu. W jej głowie wciąż brzmiał głos teścia
— wyważony, pozbawiony skruchy, a jednak… oferujący coś, czego nie potrafiła
tak po prostu zignorować.
Wciąż
to rozważała, gdy z korytarza dobiegły odgłosy kroków — pewne, zdecydowane,
pozbawione swobodnego rytmu zwykłego spaceru. Instynktownie się wyprostowała.
Drzwi
się otworzyły i do środka wszedł Draco, a tuż za nim Theo. Jej mąż wyglądał na
zrezygnowanego, podczas gdy jego najlepszy przyjaciel wydawał się
podenerwowany. Wzrok Draco najpierw padł na nią, potem na Petrę, a następnie
wrócił do niej — oceniając, jakby próbował zrozumieć, dlaczego tu była.
—
Wszystko w porządku?
Hermiona
kiwnęła głową i uniosła twarz do pocałunku, gdy stanął obok niej. Napięcie w
jego ramionach nieco opadło, gdy mężczyzna się pochylił i złożył pocałunek na
jej ustach.
—
Wszystko gra — zapewniła go. — Po prostu musiałam na chwilę wyjść z domu i
pomyślałam, że wpadnę tu, by omówić z tobą i Theo listę opcji, ale was nie
było.
Draco
otworzył usta, by odpowiedzieć, ale nie zdążył, bo Theo zrobił krok do przodu,
wzdychając z rezygnacją, i opadając na krzesło przy swoim biurku.
—
Dobrze, przynajmniej pomyślę o czymś innym — mruknął, wyciągając już różdżkę z
kieszeni. — Tylko najpierw zresetuję ten cholerny licznik.
Hermiona
zamrugała zaskoczona.
—
Co się stało?
Theo
wskazał niedbale na Draco.
—
Twój mąż się stał. Powiedzmy, że nasze spokojne, poranne spotkanie przerodziło
się w spontaniczną lekcję o tym, dlaczego warto myśleć błyskawicznie.
Draco
rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie, ale Theo już machał różdżką, zmieniając
starannie wypisaną liczbę na tablicy wiszącej nad nim z dziewięćdziesięciu z powrotem na zero.
—
Tak czy inaczej — powiedział Theo śpiewnym tonem — jakie opcje chciałaś omówić?
Mam już dość myślenia o wypływających wnętrznościach Rosiera.
Draco
przewrócił oczami i usiadł na krawędzi biurka. Sięgnął do kieszeni, wyciągnął
papierośnicę i odpalił papierosa, zanim kontynuował:
—
Nie zwracaj na niego uwagi. O czym chciałaś porozmawiać?
Wygładziła
przyniesiony plik notatek, zerkając przy tym na Theo.
—
Czy któryś z was jest w stanie się teraz na tym skupić, czy może powinnam
poczekać, aż ochłoniecie?
Theo
odchylił się do tyłu i westchnął.
—
Słucham cię. Przydałoby mi się jakieś zajęcie, żeby oderwać myśli od widoku,
który właśnie wypalił się w mojej siatkówce.
—
No dobrze. — Przewróciła stronę, obserwując, jak Petra wstała i oparła się o
Draco, a ten błyskawicznie ją pogłaskał. — Miałam już pewne, konkretne plany,
ale po rozmowie z Lucjuszem chyba zdecyduję się na założenie w Wielkiej
Brytanii rezerwatu dla smoków.
Uniosła
brew, gdy Theo wyprostował się z zaskoczenia, a Draco zakrztusił powietrzem; z
jego ust buchał dym, gdy próbował dojść do siebie.
—
Czy ty właśnie powiedziałaś rezerwat dla
smoków?!
—
Rozmawiałaś z moim ojcem?
Theo
posłał jej szelmowski uśmiech, a w jego oczach błyszczały wesołe iskierki.
—
Cóż, nie wiedziałem, że interesujesz się smokami. — Zrobił pauzę, zerkając na
Draco. — Znaczy, poza tym jednym.
Pożałował
tego uszczypliwego komentarza, gdy Hermiona zaczęła wygłaszać ten sam wykład o
dobrostanie smoków, jaki zaserwowała Draco podczas ósmego roku — tyle że tym
razem był dłuższy, bardziej emocjonalny i poparty latami badań.
Petra
z zadowoleniem opierała się o nogę Draco — bez wątpienia wyczuwając, że miał
trudny poranek — podczas gdy on gładził jej futro, patrząc nieobecnym wzrokiem.
Jego spojrzenie wędrowało między Theo a Hermioną, a na twarzy malował się wyraz
obojętności — maska, którą przybierał, gdy zastanawiał się, czy powinien
interweniować.
Gdy
skończyła swoją tyradę, Theo siedział wygodnie oparty o oparcie fotela,
wyraźnie żałując, że w ogóle się odezwał. Draco powoli zaciągnął się
papierosem, posyłając Theo spojrzenie, które zdało się mówić Sam sobie zgotowałeś ten los. Petra
zmieniła pozycję i znów się ułożyła, podczas gdy głos Hermiony wypełniał
pomieszczenie.
Nagle
zadzwonił telefon Theo. Mężczyzna wstał, by odebrać, a Draco odwrócił się do
niej.
—
A więc — przeciągnął słowa — czy muszę dopisać mojego ojca do listy spraw,
które Theo musi dzisiaj posprzątać?
Hermiona
przewróciła oczami.
—
Właściwie to nie — powiedziała, zerkając na przyniesioną ze sobą listę notatek.
— Był całkiem miły. Co więcej, otrzymałam przeprosiny w stylu Lucjusza Malfoya
— w postaci skarbca w Banku Gringotta, przekazanego na potrzeby mojej
działalności.
Draco
mruknął coś w zamyśleniu, wydmuchując dym w stronę przeciwną do niej, po czym
jednym ruchem ręki sprawił, że papieros zniknął.
—
Wiesz, że nie ma ograniczeń co do tego, ile możesz wydać — na to czy na
cokolwiek innego.
—
Wiem — przyznała. — Ale to, że to zrobił, wiele o nim mówi.
—
Słuszna uwaga.
Hermiona
przez kilka minut obserwowała męża, który kończył rozmowę z Theo. To, co
wydarzyło się tego ranka, wyraźnie dało mu się we znaki. Jego oczy były
podkrążone i zmęczone, na szczęce uwydatniał się mięsień, gdy zaciskał zęby, a
ramionami wykonywał ruchy, jakby próbował z siebie coś zrzucić.
—
Draco? — zapytała cicho. — Wracajmy do domu.
Wyprostował
się, podając jej rękę, by pomóc wstać z fotela przy biurku.
—
Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, żono.
Gdy
przechodzili przez kominek do domu, szmaragdowe płomienie przygasły, a znajoma
cisza domowego zacisza otuliła ich niczym koc. Petra biegła przodem — słychać
było stukot jej pazurów o wypolerowaną podłogę, zanim zniknęła w kuchni w
poszukiwaniu wody.
Draco
milczał, kiedy wchodzili na piętro; Hermiona również. Obserwowała, jak
zdejmował marynarkę, poluzował krawat i zniknął w łazience. Chwilę później
powietrze wypełnił odgłos wody uderzającej o marmur. Draco pojawił się w
drzwiach — z rozpiętą koszulą, która luźno zwisała mu z ramion.
—
Dołączysz do mnie?
Hermiona
wypuściła cicho powietrze, a przez jej pierś przepłynęła fala ulgi. Nawet tak
prosta prośba była wyrazem jego otwartości — sposobem na dopuszczenie jej do
siebie w chwilach, gdy przychodziło mu to z trudem.
Kilka
minut później po rzuceniu na swoje loki zaklęć Impervious i Statis oraz
upięciu ich w kok na czubku głowy, weszła do przestronnej kabiny prysznicowej.
W
powietrzu kłębiła się para, łagodząc ostre linie marmuru i szkła, aż świat
wydawał się mniejszy i cichszy. Ciepła woda spływała po jej ramionach,
rozluźniając mięśnie, których napięcia wcześniej nie była świadoma. Draco stał
pod strumieniem wody z odchyloną do tyłu głową; woda spływała po jego włosach i
klatce piersiowej.
Przez
chwilę żadne z nich się nie odzywało. Hermiona pozwoliła trwać ciszy,
odczytując z jego postawy rodzaj wyczerpania, którego nie mógł uleczyć sam sen.
Kiedy jego dłoń spoczęła na jej biodrze, nie było to żądaniem, a raczej punktem
oparcia, czymś, co dawało stabilność i poczucie bezpieczeństwa.
Podeszła
bliżej, przykładając dłonie do gładkiej i mokrej powierzchni jego klatki
piersiowej. Nie potrafiła powstrzymać delikatnego uśmiechu, gdy róże — te,
które wytatuował dla niej na sercu — zdawały się otwierać i zamykać pod wpływem
dotyku jej palców.
—
Ciężki dzień?
Kąciki
jego ust drgnęły w geście, który nie do końca można było uznać za uśmiech.
—
Można tak powiedzieć.
Hermiona
milczała, cierpliwie czekając, aż Draco zbierze myśli.
—
Wbrew temu, co pewnie myśli większość ludzi — szepnął cicho — nie chcę, żeby
dochodziło do takich sytuacji jak ta z dzisiejszego ranka, ale czasem nie ma
innego wyjścia.
Wydała
z siebie cichy, zamyślony pomruk, sięgając po myjkę i jego żel pod prysznic.
Powoli i ostrożnie przesunęła miękkim materiałem po jego ciele, wodząc wzdłuż
linii tatuaży i zarysów mięśni. Wciąż nic nie mówiła, dając mu przestrzeń, by
mógł kontynuować.
—
Nie chcę, żebyś uważała mnie za potwora — przyznał w końcu. — Z pewnością nie
jestem bez winy, ale nie robię takich rzeczy dla zabawy.
Hermiona
przerwała swoje zabiegi; w jej oczach płonęło wewnętrzne przekonanie, gdy
chwyciła go za podbródek i zmusiła, by spojrzał jej prosto w oczy.
—
Nigdy nie będę cię tak postrzegać. Wierzę, że masz swoje powody i że kiedy
będziesz gotowy, by mi o wszystkim opowiedzieć, po prostu to zrobisz.
Zauważyłeś, że nie pytałam o dzisiejsze wydarzenia? Bo nie muszę o nich
wiedzieć. Coś się stało — coś niespodziewanego — a ty zareagowałeś tak, jak
tylko mogłeś.
Draco
kiwnął głową, podczas gdy ona wróciła do swoich spokojnych czynności, zmywając
z jego skóry ślady minionego dnia.
—
Rosier od pewnego czasu sprawiał kłopoty. Dzisiaj posunął się za daleko…
próbował zaatakować mnie i Theo, gdy jasno dałem mu do zrozumienia, że nie
pozwolę mu sfinansować transakcji, w której ludzie mieliby być traktowani jak
towar.
Jej
dłoń znieruchomiała na jego piersi; ciepło wody kontrastowało z nagłym
dreszczem, który przebiegał jej po plecach.
—
Zrobiłeś więc dokładnie to, co musiałeś — rzekła stanowczo. — I cieszę się, ze
tam byłeś i do tego nie dopuściłeś.
—
Chcę, żeby jedna rzeczy była całkowicie jasna — dodała, niemal prześwietlając
go wzrokiem. — Nigdy nie uznam cię za
potwora — nie wtedy, gdy chronisz niewinnych ludzi, a już na pewno nie wtedy,
gdy się bronisz.
—
Ale…
—
Ani słowa więcej, Draco. — Hermiona ujęła jego twarz w dłonie; jej głos był
cichy, lecz stanowczy. — Nie obchodzi mnie, kogo zgładzisz ani jak to zrobisz,
bylebyś tylko do mnie wrócił. Rozumiesz?
Kąciki
jego ust uniosły się w lekkim uśmiechu, rozładowując napięcie.
—
Tak, proszę pani.
Gdy
te słowa wciąż wisiały w powietrzu, Draco pochylił głowę i chwycił jej wargi w
namiętnym pocałunku. Język wniknął do jej ust, badając każdy ich zakamarek z
zaborczą pasją, od której aż podwinęły jej się palce u stóp.
Przerywając
pocałunek, odsunął się na tyle, by szepnąć prosto w jej usta:
—
Potrzebuję cię.
—
Jestem tutaj.
Uśmiechnęła
się łagodnie, zamykając powieki, gdy wtuliła się w niego.
Woda
spływała po nich kaskadami — ciepła i kojąca, zmywając resztki minionego dnia.
Wokół nich unosiła się para, tworząc aurę intymności, która dawała poczucie
bezpieczeństwa i ukojenia.
Dłonie
Draco powoli przesunęły się po jej plecach, a palce delikatnie śledziły linię
kręgosłupa. Dotyk był świadomy i celowy; każde muśnięcie stanowiło obietnicę
niezachwianego oddania. Lekko zadrżała — nie z zimna, lecz pod wpływem
głębokiej więzi, którą budził każdym swoim ruchem.
—
To takie przyjemne — wyszeptała ledwo słyszalnie. — Tak prawdziwie.
Kiwnął
głową, rozumiejąc wagę jej słów. Więź między nimi była namacalna — była liną
ratunkową, której trzymali się z całych sił.
Usta
Draco odnalazły wrażliwe miejsce tuż pod jej uchem; lekko je przygryzł, po czym
szepnął:
—
Zawsze będę robił wszystko, by do ciebie wrócić.
Na
te słowa zaparło jej dech w piersiach; szczerość i odsłonięcie emocji w jego
głosie głęboko w niej rezonowały. Odwróciła lekko głowę i chwyciła jego usta w
miękkim, długim pocałunku. Był przepełniony uczuciami, których nie potrafili w
pełni wyrazić słowami — niemym potwierdzeniem ich miłości.
Gdy
stał się głębszy, dłonie Draco zsunęły się niżej, by objąć jej pośladki i
unieść ją tak, by mogła owinąć nogi wokół jego bioder. Dotyk ich wilgotnych,
śliskich ciał wywołał w niej dreszcz elektryzującego napięcia. Czuła jego
erekcję napierającą na swój brzuch — przypominając o pożądaniu kryjącym się pod
jego spokojną powierzchownością.
Przerywając
pocałunek, spojrzała na niego, w jej miodowo-brązowych oczach lśniło
pragnienie.
—
Dotknij mnie — wyszeptała, a jej głos drżał z oczekiwania. — Proszę.
Jego
oczy pociemniały z pożądania, a dłoń zręcznie przesunęła się między nimi, by
pieścić jej najbardziej wrażliwe miejsce. Znalazł wejście i z łatwością wsunął
się do środka. Westchnęła gwałtownie i wygięła plecy, gdy fale rozkoszy
zalewały jej zmysły. Jego dotyk był mistrzowski; każdy ruch obliczony był tak,
by wywołać w niej dreszcze ekstazy.
—
Jesteś taka mokra, maleńka — zamruczał głosem przesyconym pożądaniem. — Tak
bardzo na mnie gotowa.
Przytaknęła,
niezdolna do wypowiedzenia słowa, podczas gdy on kontynuował pieszczoty,
kreśląc palcami powolne, celowe kręgi wokół jej łechtaczki. Strumień wody
bębnił o ich ciała, mieszając się z jękami rozkoszy. Czuła się lekka, jakby
unosiła się na morzu doznań, a jedynym punktem oparcia pozostawał jego
nieustępliwy dotyk.
—
Piękna — mruknął, a jego kciuk starł kroplę wody, która pozostała na jej
skórze. — Absolutnie piękna.
—
Kocham cię — wyszeptała.
—
Ja ciebie też — odpowiedział stanowczo. — Ponad wszystko.
Podtrzymywał
ją pewnie w swoich ramionach, a świat poza ich wypełnionym parą azylem tracił
na znaczeniu. W tej chwili liczyli się tylko oni — dwie dusze szukające
ukojenia i bliskości w najbardziej pierwotny sposób.
Draco
lekko zmienił pozycję; jego dłoń przesunęła się niżej, kierując się ku jej
wnętrzu. Hermiona uśmiechnęła się łagodnie, czując całkowite rozluźnienie, gdy
on zbierał się do wejścia w nią.
—
Wciąż nie mogę uwierzyć, że tu jesteś — powiedział, opierając czoło o jej
czoło.
Powolnym,
zdecydowanym ruchem wniknął w nią, cal po calu, w tempie, które niemal
odbierało zmysły. Westchnęła gwałtownie; to uczucie było obezwładniające —
rozkosz tak cudowna, że zaparło jej dech w piersiach.
—
Draco… — jęknęła, a jej głos dławił się od emocji.
—
Cii… — uspokoił ją, muskając wargami jej policzek. — Wiem, kotku.
Zatrzymał
się na chwilę, dając jej czas na przyzwyczajenie się; dłonie wędrowały po jej
plecach i biodrach, wykonując rytmiczne ruchy, które pomagały jej odzyskać
równowagę.
—
Dobrze? — zapytał głosem napiętym od wysiłku, gdy się zatrzymał.
Przytaknęła
i zamknęła oczy, chłonąc uczucie wypełniania.
—
Tak — szepnęła, a jej głos brzmiał pewniej. — Nie przestawaj.
Z
cichym warknięciem Draco zaczął się poruszać; jego pchnięcia były powolne i
przemyślane. Każdy ruch był dowodem jego cierpliwości i umiejętności panowania
nad sobą, mimo nagłego pożądania pulsującego w jego żyłach. Narzucił
jednostajne tempo, wykonując głębokie, celowe ruchy i z niezwykłą starannością
celebrując każdą chwilę rozkoszy.
Dostosowała
się do jego rytmu, unosząc biodra na każde pchnięcie. Dźwięk wody chlupoczącej
o marmur i ich zmieszane oddechy wypełniały niewielką przestrzeń, tworząc
swoistą symfonię. Przesuwała dłonie po jego klatce piersiowej, wyczuwając
napięcie mięśni — będącego dowodem wysiłku, jaki wkładał w zachowanie kontroli.
—
Szybciej — jęknęła, a jej głos drżał z pożądania. — Proszę, Draco, szybciej.
Spełnił
jej prośbę, nieznacznie przyspieszając tempo ruchów. Zmiana rytmu wywołała w
niej nową falę doznań; łapała gwałtownie powietrze i mocniej się go chwyciła.
Zacisnął dłonie na jej biodrach, prowadząc jej ciało i dbając o to, by każde
pchnięcie precyzyjnie trafiało w jej najbardziej czuły punkt.
—
Bogowie, jesteś cudowna — mruknął, a jego głos był szorstki od wysiłku.
Odpowiedziała
zduszonym jękiem; jej ciało wygięło się w łuk i napierało na niego, gdy
narastała kolejna fala rozkoszy. Całkowicie skupiony Draco wpatrywał się prosto
w jej oczy. Koncentrował się wyłącznie na jej przyjemności — tak intensywnie,
że aż zaparło jej dech w piersiach.
—
Dojdź dla mnie, skarbie — ponaglił, a jego głos brzmiał jak chrapliwy rozkaz. —
Po prostu puść.
Zrobiła
to z ostatnim, rozpaczliwym okrzykiem. Jej ciało oderwało się od ściany, gdy
osiągnęła orgazm. Intensywność tego doznania sprawiła, że zadrżała, a obraz
przed oczami rozmywał się w łzach szczęścia i ulgi.
Draco
podążył za nią w otchłań rozkoszy; jego władny orgazm uderzył w niego z siłą
pędzącego pociągu. Wtulił twarz w jej szyję, lekko ją kąsając, gdy się w nią
spuścił. To uczucie było obezwładniające — fala endorfin i miłości sprawiła, że
nogi odmówiły jej posłuszeństwa.
Przez
dłuższą chwilę pozostali złączeni, drążąc pod wpływem wciąż falującej rozkoszy.
Woda nieustannie na nich spływała, oczyszczając ich i przynosząc poczucie
odnowy.
W
końcu Draco się odsunął, a jego dłonie natychmiast chwyciły ją za biodra, by
zapewnić jej oparcie. Hermiona opadła na niego, jej nogi nadal drżały, więc nie
wahał się ani chwili — objął ją ramieniem w talii, druga ręką podtrzymał pod
kolanami i bez trudu podniósł, wynosząc ją spod prysznica.
Milczeli,
wciąż otuleni aurą minionych chwil, podczas gdy on ją osuszał i nakładał jej
przez głowę jeden ze swoich T-shirtów. Gdy leżeli przytuleni do siebie,
Hermiona oparła głowę na jego piersi, pozwalając, by miarowe bicie serca ją
uspokoiło.
Gdy
poczuła senność, w jej umyśle pozostała tylko jedna, niezwykle silna i
niezachwiana myśl; spaliłaby świat, nim pozwoliłaby komukolwiek jej to odebrać.
~*~*~*~*~*~*~*~
Draco
—
Wiesz, Petro — mruknął Draco, zapinając koszulę — spośród wszystkich rzeczy,
które planowałem robić w piątkowy wieczór, szykowanie się na Wieczór Picia Dla
Gryfonów do nich nie należało.
Jeśli
suka miała na to jakąś odpowiedź, zachowała ją dla siebie; jedynie cicho parsknęła,
po czym odeszła, by dołączyć do Hermiony.
Mimo
nieco surrealistycznego wieczoru, który go czekał, stał tu i zastanawiał się,
czy przypięcie do koszuli herbu Slytherinu byłoby małostkowe, czy prowokacyjne.
Pewnie jedno i drugie.
Z
sąsiedniego pokoju dobiegły go odgłosy Hermiony grzebiącej w szafie i
mamroczącej coś pod nosem, gdy rozważała, co założyć. Sądząc po piskach i
miauczeniu Krzywołapa, kot miał na ten temat znacznie więcej do powiedzenia niż
Petra.
Draco
wygładził rękaw, usuwając nieistniejące zagniecenia, i zerknął na swoje odbicie
w lustrze. To nie pub go niepokoił — lecz pole minowe w postaci przyjaciół jego
żony, na które miał się natknąć.
Minął
nieco ponad tydzień, odkąd Ministerstwo odprawiło Hermionę, traktując ją jak
jakąś niewygodną stażystkę, a nie jak najbystrzejszy umysł, jaki kiedykolwiek
stąpał po tamtejszych korytarzach. Była wściekła, ale tę złość przekuła w
tworzenie — w niemal niepokojącej liczbie — list zadań do wykonania. Jednak
dziś wieczorem chodziło o jej wizerunek — o pokazanie, że nie miała powodu się
ukrywać, a już na pewno nie było powodu przepraszać za to, że kocha Draco.
I
nie było mowy, żeby to on okazał się słabym ogniwem tego przekazu.
Usłyszał
głośny stukot jej obcasów o drewnianą podłogę i odwrócił się w samą porę, by
zobaczyć, jak pojawia się w drzwiach. I —
niech Merlin ma go w opiece — jeśli nadal będzie tak na niego patrzyła, zepsuje
ten wieczór, zanim ten w ogóle się zacznie.
Jego
wzrok wędrował po niej — od kaskady loków aż po zabójcze szpilki, w których jej
nogi wyglądały zdecydowanie zbyt kusząco jak na wyjście do pubu. Sukienka w
odcieniu głębokiego różu opinała jej ciało we właściwych miejscach, a jedwab
lśnił w świetle, gdy przeniosła ciężar ciała.
—
Kotku — ostrzegł niskim tonem — jeśli zamierzasz iść w tym do pubu, cały
wieczór spędzę na obmyślaniu, jak najszybciej zabrać cię do domu.
Na
jej twarzy pojawił się powolny, figlarny uśmiech.
—
Zachowuj się, Draco.
Podszedł
bliżej i musnął dłonią jej biodro, tylko po to, by zobaczyć, jak przechodzi ją
dreszcz.
—
Nic nie obiecuję, żono.
Uśmiechnęła
się sugestywnie, chwyciła kopertówkę i minęła go pewnym krokiem, kierując się
ku schodom; wokół niego unosiła się delikatna woń jej perfum, gdy Petra
podążała tuż za nią.
Gdy
spotkał się z Hermioną przy kominku podpiętym do Sieci Fiuu, akurat wymieniała
obrożę Petry na najbardziej ostentacyjną, jaką posiadała; z wielkimi,
platynowymi kolcami osadzonymi między podwójnymi rzędami równie wielkich
diamentów.
—
Chwila… zabierasz Petrę? — Mrugnął zaskoczony. — Czy w ogóle wolno wprowadzać
psy do Dziurawego Kotła?
Wzruszyła
ramionami, nie czując się wcale winną.
—
A dlaczego miałabym jej nie zabrać? Zresztą, w ich oczach ona jest tak samo
moim Chowańcem jak Krzywołap.
—
Cóż, chyba masz rację — powiedział z rozbawieniem. — Ale w takim razie nasuwa
się pytanie: dlaczego jego nie zabierasz?
—
Bo nienawidzi wychodzić z domu… i ludzi — odpowiedziała, drapiąc Petrę za
uszami. — Za to Petra lubi puby i świetnie odstrasza niepożądane towarzystwo.
Draco
przechylił głowę.
—
To był twój dyplomatyczny sposób na powiedzenie, że będzie trzymać z dala
wszelką hołotę?
—
Oczywiście — zadrwiła jego żona.
Kikut
ogona Petry poruszył się raz, jakby przyznawał jej rację.
Draco
tylko się zaśmiał i wszedł pierwszy w płomienie.
—
Niech bogowie mają nas w opiece, jeśli postanowi pogonić któregoś z twoich
przyjaciół.
~*~*~*~*~*~*~*~
Gdy
weszli do Dziurawego Kotła, powitał ich ciepły gwar rozmów i odgłos stukających
o siebie szklanek. Petra wyszła z zielonych płomieni z pewnością siebie jak
właścicielki lokalu; była wyprostowana, omiatała wzrokiem pomieszczenie, jakby
szukała zagrożeń. Siedząca najbliżej grupa czarodziejów nagle zamilkła i obracała
się na krzesłach, gdy przechodziła obok.
Hermiona
lekko się uśmiechnęła.
—
Widzisz? Odstrasza.
Draco
przewrócił oczami, ale nie potrafił ukryć rozbawienia.
—
Zaczynam myśleć, że po prostu lubisz robić dramatyczne wejścia.
—
Dlaczego miałabym się ograniczać? — mruknęła, splatając z nim palce, podczas
gdy Petra torowała im drogę do sali na tyłach, zarezerwowanej na Wieczór Picia Dla
Gryfonów.
Gdy
weszli do środka, pomieszczenie było już pełne ludzi, a rozmowy ucichły na
widok męża Hermiony. Harry radośnie do niej pomachał, podczas gdy twarz Rona
oblała się czerwienią i kipiał wściekłością. Dean z Seamusem wymienili
sugestywne spojrzenia, szeroko otwierając oczy, ale milczeli.
Neville
zakrztusił się piwem na widok Draco i zaczął kaszleć, a Luna poklepała go po
plecach.
—
Cześć, Hermiono — powitała ciepło Luna, po czym przeniosła swój łagodny wzrok
na Draco. — I Draco… miło was widzieć. Choć mam wrażenie, że nie minęło wiele
czasu, odkąd ostatnio na siebie wpadliśmy.
Neville
znów się zakrztusił i żona ponownie delikatnie poklepała go po plecach. Draco
powstrzymał się przed uśmiechem. Mimo że ludzie uważali Lunę za osobę trudną do
zrozumienia, była jedną z najbardziej rozbrajająco szczerych osób, jakie
kiedykolwiek spotkał.
Hermiona
się uśmiechnęła i pomachała do nich, zdając się nie zwracać uwagi na sugestie
Luny.
Neville
kasłał do swojego kufla, wciąż dochodząc do siebie, podczas gdy Petra podeszła
bliżej z cichą pewnością siebie stworzenia, które dokładnie wie, gdzie jest jej
miejsce. Ułożyła się zgrabnie u stóp Hermiony, a jej wzrok omiatał
pomieszczenie, jakby wyszukiwał potencjalnych zagrożeń. Gdy jej oczy trafiły na
Weasleya, przechyliła głowę — na tyle, by zmusić go do niespokojnego wiercenia
się na stołku.
—
Co on tu robi? — wypalił, a jego głos złamał się w połowie, gdy zerwał się na
równe nogi.
Petra
ani drgnęła, ale jej uszy lekko strzeliły, jakby rozważała kolejny ruch.
—
Ron — ostrzegł Harry półgłosem, zaciskając dłoń na ramieniu przyjaciela. — Nie
zaczynaj.
—
Nie będę tu siedział ze Śmierciożercą — warknął, jednocześnie robiąc krok w
stronę Hermiony.
Zanim
Draco zdążył zareagować, Petra zerwała się na równe nogi — szczerzyła kły, a w
jej piersi dudniło niskie warknięcie, gdy ustawiła się między jego żoną a jej
byłym chłopakiem.
Szare
oczy Draco stały się lodowate, a dłoń zacisnęła się na różdżce.
—
Jeśli jeszcze raz zbliżysz się do mojej żony, Weasley, będzie to ostatnia
rzeczy, jaką zrobisz.
—
Petra — powiedziała cicho Hermiona, muskając palcami łopatkę psa.
Dobermanka
nie ustąpiła od razu; warczała nisko i miarowo, nie spuszczając wzroku z Rona.
Dopiero gdy Hermiona wyszeptała Wystarczy,
Petra usiadła — choć wciąż pozostawała w gotowości, by bronić swojej pani.
Hermiona
się wyprostowała, jej głos był opanowany, lecz brzmiała w nim stalowa nuta.
—
Jeśli nie potrafisz zachować się kulturalnie, Ron, możesz wyjść. Ale nie
będziesz w ten sposób mówił o moim mężu.
Ron
otworzył usta, ale uścisk Harry’ego na jego ramieniu stężał.
—
Nie rób tego — ostrzegł niskim tonem, mrużąc oczy w sposób, który nie znosił
sprzeciwu.
Nie
spuszczając wzroku z Rona, Draco lekko się uśmiechnął, po czym podążył za
Hermioną w głąb sali; Petra deptała im po piętach, niczym uosobienie cichego
wyzwania.
Z
drinkami w dłoniach zajęli miejsce przy stoliku w kącie, obok Harry’ego. Draco
usiadł tyłem do ściany, a Hermiona przysunęła się do niego.
—
Cóż — mruknął Harry, krótko się śmiejąc, gdy już wszyscy usiedli. — Nieźle
poszło.
Hermiona
przewróciła oczami, biorąc łyk wina.
—
Tak, cóż, Ron nadal ma emocjonalny lont długości łyżeczki do herbaty. Gdzie
jest Ginny? — zapytała, wyciągając szyję, by rozejrzeć się po sali.
Harry
przetarł okulary o koszulę i założył je z powrotem, zanim odpowiedział.
—
Na meczu wyjazdowym.
Podczas
gdy jego żona kontynuowała rozmowę ze swoim najlepszym przyjacielem, Draco
dzielił uwagę między nich a resztę osób. Dean i Seamus nie próbowali nawet
przywitać się z Hermioną — prawdopodobnie dlatego, że obok niej siedział on i
pies, który prędzej odgryzłby im ręce, niż pozwolił skrzywić swoją nową panią —
ale poza tym zdawali się zadowoleni, mogąc ignorować jego obecność.
Co
oczywiście bardzo mu odpowiadało.
Weasley
wciąż kipiał ze złości, ale reszcie grupy udało się go powstrzymać. Neville
natomiast nie mógł uwierzyć własnym oczom — sądząc po tym, jak często zerkał na
Draco — podczas gdy Luna uśmiechała się łagodnie.
—
Więc… — zaczęła Hermiona, przyciągając uwagę Draco z powrotem do swojej rozmowy
z Harrym, gdy oparła się o niego. — Jak tam w pracy?
—
Kompletny koszmar — zapewnił ją Harry. — Mnóstwo ludzi było oburzonych tym, jak
cię potraktowano. — Zrobił pauzę, biorąc kolejny łyk piwa. — Nawet ci, którzy
nie byli twoimi przyjaciółmi, byli wściekli, że cię zwolnili, mimo że zrobiłaś
dokładnie to, o co prosiło Ministerstwo.
Draco
uniósł brew, mieszając bursztynowy płyn w szklance.
—
Zabawne, że wcześniej nikogo nie oburzało, iż Ministerstwo przekracza swoje
uprawnienia.
—
Dokładnie — wtrąciła Hermiona, opierając głowę na ramieniu Draco. — Przejmują
się dopiero teraz, gdy to samo może spotkać ich.
Harry
przyznał im rację.
—
W Ministerstwie panuje bałagan. Oboje o tym wiecie.
—
Właśnie dlatego — ucięła stanowczo Hermiona — nie wróciłabym tam, nawet gdyby
błagali.
Harry
pochylił się ku nim, opierając przedramiona na stole.
—
To co dalej?
Hermiona
odwróciła głowę i napotkała wzrok Draco, jednocześnie zwracając się do drugiego
mężczyzny.
—
Wkrótce się dowiesz.
Draco
czuł ciężar jej dłoni spoczywającej lekko na jego udzie pod stołem — pewnie i
kojąco. Splótł ich palce i złożył pocałunek na jej skroni, ignorując to, jak
mocno zacisnęła się szczęka Weasleya po drugiej stronie pomieszczenia.
Zostali
jeszcze chwilę, sącząc drinki i wymieniając się wieściami, choć emocje wieczoru
już nieco opadły. Wokół nich znów rozbrzmiewały rozmowy — początkowo ostrożnie,
lecz atmosfera szybko się rozluźniła; jedynie Weasley wciąż pozostał nieco na
uboczu.
W
końcu Petra cicho westchnęła i oparła głowę na bucie Draco. Hermiona stłumiła
ziewnięcie za kieliszkiem wina.
Draco
pochylił się w jej stronę.
—
Gotowa, by się zbierać do domu, kotku?
—
O tak — mruknęła. — Zasłużyliśmy na noc bez żadnych dramatów.
Harry
wstał razem z nimi.
—
Cieszę się, że przyszłaś — rzekł do Hermiony, przyciągając ją do uścisku, po
czym rzucił ukradkowe spojrzenie Draco. — Nawet jeśli przyprowadziłaś ze sobą
dwa psy obronne.
Draco
uśmiechnął się ironicznie.
—
Najgorsze jest to, że nigdy nie wiadomo, który z nas ugryzie.
Petra
raz uderzyła kikutem ogona o podłogę, jakby na znak zgody, i płynnie wstała,
podczas gdy Hermiona chwyciła swoją torebkę i ruszyła, by się pożegnać z resztą
towarzystwa.
Tym
razem wyszli z Dziurawego Kotła bez większego rozgłosu; tłum rozstąpił się
przed nimi, a atmosfera była znacznie mniej napięta niż wcześniej. Mimo to
Draco nie czuł się w pełni swobodnie, dopóki nie otoczyły ich szmaragdowe
płomienie, przenosząc ich do domu.
~*~*~*~*~*~*~*~
Później,
gdy Draco był już niemal pogrążony we śnie, Hermiona odwróciła się w jego
ramionach i złożyła pocałunek na jego szczęce.
—
Wiesz co? — ziewnęła. — Mówiłam poważnie o tym, żebyś mnie w to wciągnął. Chcę
zacząć poznawać zasady tego świata… przynajmniej w takim zakresie, w jakim
czujesz się komfortowo, by mi go pokazać.
Draco
przez chwilę rozważał różne opcje, zastanawiając się, jak najlepiej wprowadzić
ją w swoją rzeczywistość.
—
Właściwie jutro mam spotkanie z zielarzem, który dostarcza nam większość
składników do eliksirów. Jeśli chcesz, możesz pójść ze mną.
—
Brzmi idealnie — mruknęła, a jej powieki opadły, gdy ogarnęła ją senność.
Przyciągnął
ją bliżej, tuląc w ramionach i całując w czoło. Zasypiał teraz łatwiej niż
przez ostatnie lata — ale nigdy nie robił tego, zanim nie nacieszył się
widokiem śpiącej ukochanej.
~*~*~*~*~*~*~*~
Następnego
ranka Draco i Hermiona pozwolili sobie na dłuższy sen i niespieszne śniadanie,
zanim zaczęli się szykować do wyjścia na spotkanie. Czekając, aż ona się
pojawi, Draco oparł się o kuchenny blat, popijając kawę i obserwując, jak Petra
i Krzywołap pożerając resztę swojego jedzenia.
Gdy
weszła Hermiona, Draco nie mógł powstrzymać uśmiechu. Wyglądało na to, że
szykując się na swoje pierwsze prawdziwe wejście do jego świata, żona
zainspirowała się jego własnym, typowym strojem w kolorze czerni. Czarną
sukienkę znalazła w butiku w Kopenhadze; tak bardzo jej się spodobała, że kupił
ją we wszystkich dostępnych kolorach. W połączeniu z peleryną i butami na
obcasie wyglądała dokładnie tak, jak trzeba.
Obróciła
się przed nim, prezentując kreację, po czym jej wyraz twarzy spoważniał.
—
Co sądzisz? Czy to będzie odpowiedni strój? Mogę się przebrać, jeśli…
Stuknął
palcem w krwistoczerwoną torebkę Diora, zwisającą z jej ramienia.
—
Poza tym możesz się zdziwić, jak dużo tego koloru dzisiaj zobaczysz.
Przechyliła
głowę z ciekawością, ale nie zdążyła o nic zapytać, bo ją objął i teleportował
ich oboje.
Kilka
sekund później wylądowali na cichej, wiejskiej drodze; ptaki wzbiły się w
powietrze na odgłos głośnego trzasku towarzyszącego aportacji.
Hermiona
obróciła się wokół własnej osi, podziwiając sielski krajobraz.
—
Gdzie jesteśmy?
—
W Yorkshire — odpowiedział, chwytając ją za rękę, gdy ruszyli przed siebie.
Na
końcu ścieżki wstrzymała oddech na widok porośniętego bluszczem domku.
—
Jest przepiękny! — zawołała, śmiejąc się, gdy na jego ramieniu usiadł motyl.
Zamruczał
w zamyśleniu, prowadząc ją obok domku w stronę ogromnej szklarni znajdującej
się na tyłach.
—
To prawda, ale poczekaj, aż zobaczysz szklarnię.
Budynek
był ogromny, nawet jak na standardy mugoli. Dzięki zaklęciom powiększającym
przestrzeń wystarczyło, by dostawca mógł uprawiać niemal każdą roślinę na
świecie.
Draco
i Hermiona weszli do środka; gdy przekroczyli próg, powietrze wokół nich
zamigotało od magii ochronnej. Złożone zaklęcia utrzymywały temperaturę idealną
dla roślin, nie czyniąc jej jednak nieznośnej dla odwiedzających.
Zdążyli
zrobić zaledwie kilka kroków, gdy z głębi pomieszczenia dobiegł ich czyjś głos.
—
To ty, Malfoy? Udało ci się znaleźć tę
roślinę, o którą pytałem?
Odgłos
kroków niósł się echem po ceglanej ścieżce, aż w końcu zza zakrętu wyłonił się
dostawca, trzymając w dłoni niewielką roślinę doniczkową.
Hermiona
wydała z siebie zduszony okrzyk, a jej oczy zrobiły się wielkie jak spodki.
— NEVILLE?!
Brak komentarzy