[T] Apartament 9 i 3/4: Rozdział 30

sobota, 1 sierpnia 2026


W dniu przed wyjazdem Neville’a wszyscy byli w słodko-gorzkim nastroju. Cieszyli się, że Neville ma nową pracę, ale wiedzieli też, że będą za nim strasznie tęsknić. Ron i Neville spakowali połowę jego rzeczy, by wystarczyły aż do świąt, a resztę Neville miał zabrać później. Ron zmusił go, żeby poszedł z nim do parku, aby „zacieśnić więzi” przed wyjazdem. Neville nie był przekonany, ale i tak poszedł, podczas gdy pozostali dekorowali mieszkanie na imprezę. Draco zamówił pizzę i jedyne, co musieli zrobić, to czekać.

— Kiedy przyjdą? — jęknął niecierpliwie Theo.

— Spokojnie, zaraz tu będą — powiedziała Luna.

— Lepiej niech się pospieszą, bo Gandalf Zgredek nie może się doczekać — mruknęła Ginny, wiercąc się nieswojo.

— Nie zamierzasz go tak nazwać, prawda?

Blaise uśmiechnął się krzywo.

— Oczywiście! — krzyknęła.

Za nią Harry pokręcił głową i udawał, że odcina sobie głowę. Ginny nadal się wierciła i musiała odchrząknąć.

— Jesteś pewna, że wszystko dobrze? — zapytała zaniepokojona Hermiona.

— Nie to tylko skurcze Braxtona-Hicksa, nic jej nie będzie — zapewnił Harry.

— Nie masz macicy, to się nie wypowiadaj — warknęła Ginny.

— Przestań cytować Przyjaciół! — krzyknął Draco, rozśmieszając resztę.

— Ale to prawda — dodała. — Jakbyś się czuł, gdybym kopała cię w brzuch dwadzieścia cztery godziny na dobę!

— Zapewne by to mi się nie podobało — odparł sarkastycznie.

Ginny odpowiedziała mu niegrzecznym gestem. Po chwili usłyszeli kroki na zewnątrz i dwa głosy.

— Szybko! — wyszeptała Luna i wszyscy schowali się pod stołem.

— Gin, chodź! — mruknął Theo.

— Naprawdę prosisz ciężarną kobietę, żeby weszła pod stół? — syknęła, idąc do kuchni, by się schować.

Drzwi się otworzyły i weszły dwie osoby. Ron zapalił światło i wszyscy wyskoczyli.

— NIESPODZIANKA! — krzyknęli, sprawiając, że Neville podskoczył.

Uśmiechnął się do przyjaciół i odwiesił kurtkę na wieszak.

— Nie musieliście tego robić — powiedział z przejęciem. — Ale dziękuję!

Wszyscy z wyjątkiem Draco, Theo i Blaise’a przytulili się do Neville’a w grupowym uścisku. Następnie usiedli przy stole w kuchni i rozmawiali, jedząc pizzę.

— Denerwujesz się? — zapytała Hermiona.

— Denerwuję? — Neville prychnął. — Jestem cholernie przerażony.

— Och, świetnie ci pójdzie — zapewniła go Ginny.

— Co powiedziała twoja babcia, gdy się dowiedziała o twojej nowej pracy? — dopytywał Harry.

— Cóż, ona… eee… nic nie powiedziała, bo ja… eee… jej nie powiedziałem — wyznał.

— Dlaczego? — Luna załkała. — Musisz jej powiedzieć, przeprowadzasz się i to świetna okazja dla ciebie! Na pewno będzie niesamowicie dumna.

Neville spojrzał na nią, a potem z powrotem na stół, wzruszając ramionami.

— Jej nigdy nie cieszą moje sukcesy. Mógłbym zostać cholernym Ministrem Magii, a ona i tak znalazłaby sposób, żeby się czepiać. Pewnie powie coś w stylu No wiesz, jak to mówią, ci, którzy nie umieją grać, nauczają.

Westchnął.

— Nie bądź głupi, będzie zachwycona. Tak ciężko na to pracowałeś, zasługujesz na to, bez względu na to, co ona sądzi — odparła Pansy.

— I wszyscy jesteśmy z ciebie dumni — dodał Harry.

— Dzięki — powiedział.

Po zjedzeniu pizzy wszyscy przenieśli się do salonu.

— Dobra, pytanie od czapy — mruknął Blaise. — Kto z was całował się z kimś z naszej paczki?

— Rzeczywiście od czapy.

Hermiona skrzywiła się.

— Całowałam Blaise’a i Draco — powiedziała Pansy.

— Ach tak, zawsze zapominam, że spotykaliście się na piątym roku — wymamrotał Theo. — Całowałem tylko Lunę.

— Całowałam Harry’ego, mamy gdzieś nagranie, jak całowałam Rona za dzieciaka, ale nie sądzę, żeby to się liczyło. — Ginny się uśmiechnęła. — I Lunę.

— Chwila, chwila, chwila, wróć. Całowałyście się?! — wykrzyknęła Pansy.

— O tak! Pewnego wieczoru wszyscy weszliśmy pod pelerynę-niewidkę, wypiliśmy kilka drinków i Harry rzucił nam wyzwanie, żebyśmy się pocałowały. W zamian zmusiłyśmy jego i Rona do tego samego — odpowiedziała Luna.

Obaj chłopaki poczerwienieli na twarzach i skulili się, gdy reszta zgromadzonych wybuchła śmiechem.

— Nienawidzę cię — mruknął Ron.

— Też cię kocham!

Ginny spojrzała na niego uroczo.

— Ginny, Hermionę, Rona i Pansy — wyznał Harry. — Ożeniłem się z Gin, odważyłem się pocałować Rona, szukałem horkruksy z Mioną i w zeszłym miesiącu podczas Prawdy i wyzwania pocałowałem Pansy.

— O tak, zapomniałam o tym — zauważyła Pansy.

— Chyba Harry prowadzi. — Neville się zaśmiał. — Przegrałem, bo całowałem się tylko z Luną, ale nie mam nic przeciwko.

— Harry’ego i Hermionę — powiedział Ron.

— Draco, Harry’ego i Rona — dodała Hermiona.

— Hermionę, Pansy i eee.

Draco odchrząknął.

— Nie rób tego. Nie rób tego, stary — syknął Blaise.

— Blaise’a, ale to była chwila, o której NIGDY nie będziemy rozmawiać, jasne?

Draco się skrzywił, a wszyscy się roześmiali i zaczęli z nich szydzić.

— Dobra muszę dowiedzieć się, jak do tego doszło, bo nigdy o tym nie mówiliście — rzekła Luna, wskazując na Harry’ego i Hermionę.

— To nic spektakularnego, Hermiona była zła, bo Ron zachował się jak cham i odszedł, więc próbowałem ją pocieszyć i tańczyliśmy. Trwało to jakąś sekundę i już nigdy o tym nie wspomnieliśmy — wyjaśnił Harry.

— Wow, Harry, musisz być naprawdę kiepski w całowaniu, skoro Pansy zapomniała, Hermiona nigdy o tym nie wspomniała, a Ron się krzywi.

Draco uśmiechnął się sugestywnie.

— A jak było z Blaise’em? — Harry rzucił mu wyzwanie.

Wszyscy zaczęli się śmiać, a Draco zmarszczył brwi. Rozmawiali między sobą i Luna wykorzystała swoją szansę. Podeszła do Neville’a i poklepała go po ramieniu.

— Mogę z tobą chwilę porozmawiać? Na osobności? — zapytała.

— Eee, jasne — mruknął niezręcznie i wstał.

— Powodzenia! — zawołali jednocześnie Theo i Draco.

— Odwalcie się! — warknęła.

Przyjaciele wrócili do rozmów, a Neville zaprowadził Lunę do swojego pokoju. Wszystkie jego rzeczy znajdowały się w pudłach i dziwnie to wyglądało. Luna zamknęła drzwi i wzięła głęboki oddech. Odwróciła się do niego, widząc, że niezręcznie wpatruje się w podłogę i drapie po karku.

— Więc… o czym chciałaś porozmawiać? — zapytał.

— Cóż, o tamtym wieczorze — odpowiedziała cicho.

— Racja. O co chodzi?

— Ja po prostu… — Westchnęła głęboko. — Nie miałam pojęcia, że tak się czujesz i.. I to, co zrobił Ron, było złe i głupie, i wiem, że się wstydzisz, ja też się wstydzę, ale… Nie chcę, żeby między nami było niezręcznie. Wyjeżdżasz i będę za tobą bardzo tęsknić i…

Wypowiedź Luny została przerwana przez Neville’a, który przycisnął swoje usta do jej ust. Była zszokowana jego zachowaniem, ale odwzajemniła pocałunek i objęła ramionami jego szyję. Po chwili oderwali się od siebie i Neville włożył ręce do kieszeni, wyglądając jeszcze bardziej niezręcznie niż wcześniej.

— Przepraszam. Nie powinienem był tego robić… Nie wiem dlaczego.. Przepraszam — powiedział szybko.

— Nie, nie, nic się nie stało, jest dobrze… Tak.

Cicho jęknęła. Może to nie był dobry pomysł. Sytuacja robiła się coraz bardziej niezręczna i zaczęła żałować, gdy Neville zaskoczył ją po raz drugi tego wieczoru.

— Kocham cię, Lu. Jesteś jedną z moich najlepszych przyjaciółek i zawsze nią będziesz — powiedział.

Uśmiechnęła się do niego i mocno przytuliła, opierając głowę na jego piersi i słuchając bicia serca.

Ale jutro wyjeżdżasz, pomyślała ze smutnym uśmiechem. Oderwali się od siebie i wrócili do salonu, chcąc spędzić czas z pozostałymi.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Następnego dnia Luna obudziła Theo, Hermionę i Draco wczesnym rankiem, żeby mogli pożegnać Neville’a. Narzekając, poszli na górę. Zastali Rona i Neville’a jedzących śniadanie.

— Hej, przyszliśmy się pożegnać — oznajmiła Luna.

— Dzięki, ale wyjeżdżam dopiero za dwie godziny — powiedział Neville z uśmieszkiem.

Wszyscy jęknęli, Hermiona, Draco i Theo poszli jeszcze pospać, ale Luna została z nimi i ukradła Ronowi jednego tosta.

— Hej! — warknął.

— Przeżyjesz, jesz jakieś pięć razy dziennie — mruknęła, rozśmieszając Neville’a, a Ron wzruszył ramionami, nie mogąc temu zaprzeczyć.

Godzinę później wszyscy zebrali się w ich mieszkaniu. Rozmawiali chwilę, a Hermiona pomogła Neville’owi rzucić na jego rzeczy zaklęcie zmniejszająco-zwiększające, tak jak to robiła podczas szukania horkruksów. O dziesiątej trzydzieści nadszedł czas, gdy Neville miał się teleportować na dworzec.

— Cóż, było fajnie — powiedział. — Wszyscy mnie wkurzaliście na swój sposób i będzie mi brakowało krzyków Ginny, żenujących historii Rona i sarkastycznych komentarzy Draco, ale z drugiej strony cieszę się, że nie będę już w tym uczestniczył.

Wszyscy się roześmiali, a Ginny wystawiła język.

— Zaraz na was nakrzyczę — rzekła ostrym tonem.

— Nie, serio, naprawdę będzie mi was brakowało. Więc do zobaczenia w święta! — Przytulił wszystkich, Lunę nieco dłużej niż resztę, po czym chwycił swoją torbę. — Do zobaczenia.

— Na razie! Trzymaj się! — krzyknęli chórem i w mgnieniu oka zniknął.

Potem wszyscy oprócz Luny usiedli. Theo podszedł do niej i ją objął.

— Nie martw się — wyszeptał. — Wkrótce wróci.

— Tak. — Uśmiechnęła się. — Zawsze wraca.

[T] Apartament 9 i 3/4: Rozdział 29

sobota, 1 sierpnia 2026

  

Ron siedział z Hermioną na kanapie, czując się winnym. Neville nie chciał z nim rozmawiać od piżama party i nie potrafił sobie z tym poradzić. Luna zdawała się unikać spędzania czasu z całą grupą, a widok ich razem był bolesny.

— Opamięta się — zapewniła go Hermiona.

— On mnie nienawidzi, Hermiono. Zniszczyłem jego przyjaźń z Luną! — krzyknął.

Hermiona przytuliła go, nie wiedząc, co mogłaby powiedzieć.

— Próbowałeś z nim pogadać? — zapytała.

— A niby skąd mam tego siniaka? — Uśmiechnął się ironicznie. — Nie, on mnie po prostu ignoruje albo każe się odczepić. Nie widziałem go tak wściekłego, odkąd zabiłem jego kaktusa na czwartym roku.

— Jak ty w ogóle… wiesz co, nie, nie chcę wiedzieć. Musisz po prostu próbować, albo ja z nim porozmawiam — zaproponowała.

— Źle się czuję z tym, że ich poróżniłem — mruknął.

Nagle otworzyły się drzwi do mieszkania i weszła Luna.

— Hej wam — przywitała się i skierowała się do aneksu kuchennego.

— Cześć, Lu — rzekła Hermiona. — Miałaś dobry dzień?

— Och, było super, dopóki nie wpadłam na Neville’a na schodach i miałam ochotę umrzeć — westchnęła, siadając.

— Bardzo mi przykro, Luno — mruknął Ron.

— Nic nie szkodzi. Ja po prostu… Neville? On… mnie lubi? — zastanawiała się.

— Czy to nie oczywiste?

Hermiona uśmiechnęła się sugestywnie, ale ugryzła się w język, widząc spojrzenie przyjaciółki.

— Wiecie… jak długo?

— Od szóstego lub siódmego roku.

— Tak długo?! — krzyknęła Luna. — Myślałam, że to od kilku miesięcy!

— Lu, z tobą przeżył swój pierwszy pocałunek i pierwszy raz. Byłaś jedną z jego pierwszych przyjaciółek, musiał coś do ciebie czuć — powiedziała Hermiona.

— Mama mówiła, że z przyczyn fizjologicznych, dziewczyny i chłopaki nie mogą się przyjaźnić, jeśli jedno z nich żywi romantyczne uczucia do drugiego. Nawet jeśli tylko uważają się za ładnych — dodał Ron.

— Naprawdę?

Hermiona prychnęła.

— Niby dlaczego dziennikarze w Proroku Codziennym myśleli, że ty i Harry jesteście razem? O nas też krążyły plotki. Ginny strasznie się podkochiwała w Harrym, a większość naszych przyjaciół miała przyjacielską relację, zanim się ze sobą zeszli — odpowiedział.

— Hmm. Nigdy o tym tak nie myślałam. W każdym razie, wracając do Luny i Neville’a…

Drzwi się otworzyły i weszli Harry z Ginny.

— Hej. — Ginny się uśmiechnęła. — O czym gadacie?

— O głupocie Rona.

Hermiona przewróciła oczami.

— Och, cóż, podobasz się Neville’owi od kilku dobrych lat.

Harry zaśmiał się pod nosem, gdy oboje usiedli.

— Odwalcie się.

Luna zmarszczyła brwi i poszła do swojego pokoju. Pozostali kontynuowali rozmowę, a wkrótce dołączyli do nich Pansy, Blaise i Draco. Luna wróciła do salony, wyglądając tak, jakby doznała olśnienia.

— Wszystko dobrze, Pomyluna? — zapytał Blaise.

— Tak! Wiem, jak mogę… chociaż wiecie co? Nieważne.

Próbowała mówić swobodnym tonem, ale wyglądała na bardzo zadowoloną z siebie.

— Czy to ma jakiś związek z tym, że Nev zachowuje się jak niezdarny palant? — dopytywał Harry.

— Może — wymamrotała.

— Powodzenia, oczywiście będzie ci potrzebne. — Draco uśmiechnął się sarkastycznie. — Więc, pa.

Pocałował Hermionę w policzek i ruszył do drzwi.

— To ma być pożegnanie?

Pansy rzuciła mu ironiczne spojrzenie.

— Och, wybaczcie, na razie Harry Potterze, na razie Ginevro We-Poter, na razie Ronaldzie Weasley, na razie Hermiono Granger, na razie Luno Lovegood, na razie Pansy Parkinson, na razie Blaisie Zabini i na razie nienarodzony synu Potterów — oznajmił dramatycznym tonem, po czym szybko podszedł do drzwi. Gdy dotarło do niego, co powiedział, odwrócił się. — Cholera.

— C-czy ty właśnie powiedziałeś to, co myślę? — zapytała podekscytowana Ginny. — Będę miała chłopca?

— Nieeee — mruknął Draco mało przekonująco.

— Więc będziemy mieli dziewczynkę? — dopytywał Harry.

— Eee… Też nie, więc… Tak, będziecie mieli chłopca — mruknął Draco.

Harry i Ginny przytulili się z radości, a Ron dał Blaise’owi pięć sykli.

— Zakładaliście się?

Pansy się zaśmiała.

— Tak. Ron myślał, że to będzie dziewczynka, bo najwyższy czas, a ja obstawiałem chłopca, bo w waszej rodzinie był tylko jeden wyjątek od reguły.

Blaise się uśmiechnął.

— Nie wiem, czy mam się śmiać, czy cię uderzyć — wahała się Ginny. — Ale to niesamowite! Będziemy mieli chłopca!

— Chcesz mnie zamordować, Potter, czy jestem bezpieczny? — zapytał Draco z uśmieszkiem.

— Na razie cię oszczędzę — obiecał Harry.

— Ha! I ja wybieram imię! — wykrzyknęła Ginny, wyglądając na zadowoloną. — Zgodnie z naszą umową!

— Mam tylko nadzieję, że nie wymyślisz czegoś dziwnego.

— Ależ skąd. — Ginny spojrzała na niego z ukosa. — Będzie się nazywał Gandalf Zgredek Potter!

Harry przewrócił oczami, a reszta przyjaciół się roześmiała.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Ron wrócił wieczorem do mieszkania i uznał, że najwyższy czas porozmawiać z Neville’em. Znalazł go w kuchni, czytającego książkę.

— Cześć, Nev — powiedział niezręcznie.

— Hej.

— Słuchaj, naprawdę przepraszam za to, co powiedziałem. Nie chciałem wyznać Lunie, że ci się podoba i wiem, że namieszałem, ale byłem pijany i naprawdę, naprawdę przepraszam. Nienawidzę się z tobą kłócić i wyjeżdżasz za tydzień — bełkotał.

— Dobra. Dobra, wybaczam ci. — Neville westchnął. — Po prostu… Luna była moją najlepszą przyjaciółką od piątego roku w Hogwarcie, a teraz wszystko się posypało.

— Pogadaj z nią — poradził. — Może to sprawi, że będzie mniej niezręcznie.

— Spróbuję — zgodził się.

Resztę wieczoru spędzili, porządkując rzeczy Neville’a przed wyjazdem.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Następnego dnia chłopaki siedzieli na kanapie i oglądali telewizję, gdy drzwi się otworzyły i weszła Ginny.

— Hej, Gin — przywitał się Neville, nie podnosząc wzroku. — Wszystko w porządku?

— Cóż, wszyscy inni zdają się mieć życie. Ja też miałam. Ale potem Harry mnie zapłodnił i dziecko zabrało mi wszystko, co zabawne i interesujące. Skoro wy dwaj też nie macie życia, a ja się nudzę, pomyślałam, że moglibyśmy razem spędzić czas — odpowiedziała i zajęła miejsce obok nich.

— Dobra, po pierwsze fuj, a po drugie mamy życie! Naprawdę ekscytujące! — wykrzyknął Ron.

— Naprawdę?

Ginny uśmiechnęła się ironicznie.

— Nie, w sumie to nie — wymamrotał Neville.

— Ha, ha. No cóż, niedługo zaczynasz nową pracę i będziesz spędzał czas ze swoją dziewczyną, ale mnie porzucasz — powiedział Ron z udawaną złością.

— Powtarzam po raz ostatni, Hanna nie jest moją dziewczyną — rzekł Neville z irytacją w głosie.

— Och, no weź! — krzyknęła Ginny. — Cały czas z nią rozmawiasz, a teraz się do niej zbliżysz. Jesteście sobą zauroczeni i na pewno coś z tego będzie.

— Nie wydaje mi się — wymamrotał.

— Jestem głodny — powiedział Ron ot tak.

— Oczywiście, że tak — odparli oboje jednocześnie.

— No cóż, skoro jesteście wredni, to będę musiał sam zjeść pizzę.

Ron uśmiechnął się sugestywnie i wstał.

— Czekaj, nie, będę miła, jeśli dasz mi pizzę — powiedziała szybko Ginny.

— Dobrze. — Ron się zaśmiał. — Jaką chcesz?

— Eee… z kukurydzą i ogórkiem kiszonym! — wykrzyknęła.

— Chcesz ogórki kiszone na pizzy?

Neville się zakrztusił, odkładając książkę i siadając bliżej niej.

— Dziwne zachcianki. Nie pytaj — odpowiedziała.

— Dobra, pizza z kukurydzą i ogórkami kiszonymi, już się robi.

Ron westchnął i poszedł do kuchni.

— Jakie jeszcze dziwne rzeczy jadłaś? — dopytywał Neville.

— Eee, Harry myśli, że zrujnowałam całe opakowanie lodów czekoladowych, nakładając na nie majonez, a do tego zaczęłam jeść limonki, których zawsze nienawidziłam, bo… och!

Ginny skrzywiła się i złapała za brzuch. Neville zerwał się na równe nogi, patrząc na nią z niepokojem.

— Co jest? Co się dzieje? — bełkotał.

Ginny złapała go za ramię i położyła dłoń na swoim brzuchu. Dziecko delikatnie kopnęło w jego dłoń i Ginny uśmiechnęła się z ekscytacją.

— Chwila. Pierwszy raz to robi? — zapytał.

— Tak! Merlinie, Ron, chodź tutaj! — zawołała brata.

— Co się dzieje?

— Chodź tutaj — nakazała i usiadł koło niej.

Położyła jego dłoń na swoim brzuchu, obok dłoni Neville’a, a jego twarz się rozpromieniła.

— W tobie jest człowiek! — krzyknął, rozśmieszając ją.

Ułożyła się wygodniej, gdy dziecko nadal ją kopało, a chłopaki wstali.

— Cholera, to dziwne uczucie.

Zaśmiała się, spoglądając na swój brzuch z uśmiechem na twarzy i łzami w oczach.

— Mama zacznie płakać, jak jej powiesz.

Ron uśmiechnął się lekko, a Ginny się zaśmiała i otarła oczy.

— Nie mogę uwierzyć, że będę miała dziecko. Ach, wszyscy dorastamy! — wykrzyknęła.

— I to jak szybko — mruknął Neville.

— To szaleństwo. Niedawno skończyliśmy szkołę, a teraz ja i Harry będziemy rodzicami. Neville zostanie profesorem, a Hermiona i Draco jakimś cudem są parą! — powiedziała.

— Przerażające, prawda? Cóż, z drugiej strony, ja w ogóle nie czuję się dorosły.

Ron parsknął śmiechem.

— Nie, może i jestem najmłodszą z Weasleyów, ale ty i George zawsze będziecie najmłodszymi w rodzinie — mruknęła.

— W sumie już nie jesteś Weasley.

— A no tak, zapomniałam — rzekła ironicznie.

[T] Apartament 9 i 3/4: Rozdział 28

sobota, 1 sierpnia 2026

  

Na tydzień przed wyjazdem Neville’a, chociaż mieli zaplanowaną jego imprezę pożegnalną, pomyśleli o ostatnim wspólnym piżama party. Grupa przyjaciół siedziała na kanapie, jedząc pizzę i oglądając Billy’ego Maddisona.

— Nie rozumiem, dlaczego powtarzanie szkoły ma dowodzić jego inteligencji. To tylko dowodzi, że jest głupi i dlatego wraca do szkoły! — krzyknął Theo.

— No proszę, Theo. — Harry się uśmiechnął. — To najmądrzejsza rzecz, jaką kiedykolwiek powiedziałeś.

— Po prostu nie rozumiem, czego oni się uczą. Wiem, że to nie jest szkoła magii, ale serio?

Ginny prychnęła.

— Zróbmy coś! — wykrzyknęła nagle Luna.

— Cóż, to nieoczekiwane — rzekł Blaise. — Co masz na myśli?

— Hm… Zagrajmy w grę! To zawsze fajna zabawa — zaproponowała.

— Dobra, ale nie w Prawdę czy wyzwanie.

— Dlaczego nie? — zapytał Ron.

— Bo ostatnim razem Harry zadał Draco głupie pytanie i Hermionę to zdenerwowało — odpowiedziała Ginny.

— Niby jakie? — dopytywał Harry.

— Nie wiem, nie pamiętam, ale wkurzyła się — powiedział Draco. — I nie bawimy się z balonami. To też ją denerwuje.

— Merlinie, robicie ze mnie ponuraka — mruknęła Hermiona.

— Nie, to wędruje do Ginny.

Ron uśmiechnął się ironicznie. Dostał solidnego liścia w głowę.

— Więc w co gramy? — zapytał Theo.

— Och, moja przyjaciółka mówiła mi… — zaczęła Pansy.

— Czekaj, masz innych przyjaciół?

Wszyscy westchnęli wymownie, a chłopcy udawali omdlenie. Pansy przewróciła oczami i szturchnęła Blaise’a łokciem w żebra.

— Ta gra nazywa się Pierwszy, Drugi, Trzeci. Używamy butelki jak w grze Prawda czy wyzwanie i osoba, na którą wskaże, wybierze jedno z trzech. Osoba, która nią zakręciła, może wybrać dowolną opcję — wyjaśniła Pansy.

Wszyscy się zgodzili i usiedli w kręgu na podłodze. Poza Ginny, która musiała zostać na kanapie. Pierwsza butelką zakręciła Pansy. Wskazała Rona.

— Dobra, pierwszy — powiedział.

— No dobra, pierwszy spacer, który pamiętasz — zdecydowała Pansy.

— Eee… byłem na zewnątrz z bliźniakami i mama chyba była w ciąży z Gin, więc znajdowała się w domu. Tata siedział z nami, kiedy mama go zawołała, a ja zobaczyłem, że odchodzi, więc zacząłem płakać. Bliźniaki, będąc bliźniakami, spanikowali i zaczęli krzyczeć IDŹ. Mój roczny mózg się ogarnął, podciągnąłem się przy płocie, zrobiłem dwa kroki i wpadłem twarzą w trawę.

Wszyscy się śmiali, wyobrażając to sobie. Ron obrócił butelką, wskazując Theo.

— Eee… Druga — powiedział Theo.

— No dobra, druga lekcja pierwszego dnia w Hogwarcie.

— To chyba były zaklęcia, bo pamiętam, że pomyliłem Flitwicka z uczniem — odpowiedział.

— Co zrobiłeś?! — krzyknęła Luna. — Ty głupku, wpadłeś w kłopoty?

— Nie, właściwie to uznał to za całkiem zabawne.

Wszyscy się roześmiali, a Theo chwycił butelkę i wskazała Hermionę.

— Wybieram trzeci — rzekła.

— Dobra, trzeci chłopak, z którym się całowałaś — mruknął Theo.

Hermiona spojrzała w podłogę i cmoknęła językiem.

— Cóż… nigdy tak naprawdę nie całowałam się z trzecim chłopakiem — mruknęła.

— Naprawdę? A co z… Nie, bo ty… Dobra, wyjaśnij — poprosił Harry.

— Cóż, Ron był moim pierwszym… chociaż po pijaku, a teraz jestem z Draco. To już dwa.

— Nie całowałaś się z Victorem? — zapytała Ginny.

— Nie, to wy myśleliście, że tak. Po tym, jak Ron okazał się kompletnym dupkiem, a ja na niego i Harry’ego nakrzyczałam, poszłam do dormitorium. Potem rozmawialiśmy i spędziliśmy trochę czasu w bibliotece, ale się nie całowaliśmy — odpowiedziała Hermiona.

Wzruszyła ramionami i obróciła butelkę. Gra toczyła się dalej, a wszyscy się śmiali, opowiadając zabawne i żenujące historie. Ron był kompletnie nawalony. Po dłuższym czasie wyczerpały im się pomysły. Nadeszła kolej Blaise’a na zakręcenie butelką i wskazała Neville’a.

— Drugi — powiedział.

— Dobra… eee… Dobra — Blaise cicho zagwizdał. — Pytam o to tylko dlatego, że skończyły mi się pomysły. Drugi raz.

— Raz? Och, masz na myśli to.

— Tak, przepraszam, nie mam więcej pomysłów. Z kim to zrobiłeś?

Wszyscy chichotali, gdy Neville drapał się po karku i wiercił. Otworzył usta i zamknął je, wykonując dziwne gesty.

— Cóż, w sumie to z nikim — mruknął.

— Naprawdę?

Wszyscy spojrzeli sugestywnie na Lunę.

— Co?

Wzruszyła ramionami, rozglądając się niezręcznie i wyraźnie chcąc odwrócić od siebie uwagę. Ich wzrok przeniósł się na Neville’a, który klasnął w dłonie i wstał.

— Kto chce piwa? Gin? Nie, Gin, nie możesz pić piwa, jesteś w ciąży — to byłby zły pomysł. Harry, zostaniesz ojcem, chcesz piwa? Nie wiem, dlaczego miałbyś chcieć piwa… Telefon dzwoni? — wybełkotał i szybko wszedł do łazienki.

Reszta, poza Luną, która wpatrywała się w okno jak w transie, zaczęła się histerycznie śmiać. Neville wrócił minutę później, wyglądając na zawstydzonego.

— Dlatego nie wolno się pieprzyć ze swoim najlepszym przyjacielem — oznajmił Ron.

Luna spojrzała na niego zszokowana.

— Chwila, o kim ty mówisz? Kto niby… nie. Nie rozmawiajmy o tym — poprosiła.

— Trudno się powstrzymać, skoro Nev jest zakochany w Lunie — powiedział Ron, bełkocząc. Wszyscy zgromadzeni przestali się śmiać i spojrzeli na niego. — Co?

Luna o mało nie udławiła się własną śliną, a reszta patrzyła na Neville’a, Rona, Lunę i Theo.

— Chyba za dużo wypiłeś, Ron. — Neville zaśmiał się nerwowo. — Skąd to wziąłeś?

— No przecież ty… o nie. Nie. Nie. Jasny gwint. — Ron zdał sobie sprawę z tego, co powiedział i zbladł. — Dobra, pójdę trochę zwymiotować, zdecydowanie nie dlatego, że boję się, że Neville rzuci na mnie urok, ale dlatego, że za dużo wypiłem i na sto procent zmyślam.

Neville zakrył twarz rękami, a Ron wstał w pośpiechu.

— Tak, jeśli masz zwymiotować, proszę, nie rób tego w mojej łazience — poprosiła Hermiona.

— Och, w porządku, schowam się tam, aż minie ta niezręczna chwila i będzie mniej prawdopodobne, że zostanę zamordowany przez trójkę przyjaciół — odpowiedział Ron i wyszedł.

Miał rację — zapadła niezręczna cisza.

— Obejrzyjmy Glee! — wyrzuciła z siebie po chwili Hermiona.

— Tak! — krzyknęła Ginny, a reszta skinęła głowami i się zgodziła.

Wszyscy usiedli i oglądali serial, ani razu nie wspominając wcześniejszej rozmowy.

— Serio, Miona, musiałaś wybrać taki okropny serial? — syknął Theo.

— Odwal się — mruknęła.

Resztę wieczoru spędzili na rozmowach i oglądaniu telewizji, nie wspominając o wpadce Rona.

[T] Apartament 9 i 3/4: Rozdział 27

sobota, 1 sierpnia 2026

  

Ron, Harry, Ginny, Hermiona i Pansy stali w salonie, rozmawiając półgłosem o sytuacji Luny. Słyszeli, jak płacze w swoim pokoju, ale zamknęła drzwi i nie chciała z nimi rozmawiać. Właśnie wtedy do mieszkania wszedł Neville.

— Hej wszystkim — przywitał się.

— Cicho! — syknęli.

— Przepraszam, hej wszystkim — wyszeptał. — Co się dzieje?

— Luna płacze w swoim pokoju. Nie chce z nami rozmawiać — powiedziała cicho Ginny.

— Dlaczego płacze? — dopytywał.

— Bo zerwała z Theo — odpowiedziała Hermiona.

— Co?! Zerwali?! — krzyknął.

Harry uderzył go w głowę i próbował uciszyć.

— Też właśnie się dowiedzieliśmy — mruknął.

Wszyscy usiedli, rozmawiając i mając nadzieję, że Luna wkrótce wyjdzie. Nie zrobiła tego.

— Może ja spróbuję — zaproponował Neville po chwili. — Pogadam z nią.

— Posłucha cię? — zapytał Ron.

— Może. — Neville wzruszył ramionami, wstał, podszedł do drzwi pokoju Luny i zapukał. — Lu? To ja, mogę wejść?

Rozległo się szuranie i zamek otworzył się z kliknięciem. Neville wszedł i zobaczył zapłakaną Lunę siedzącą na podłodze przy drzwiach. Usiadł na łóżku i pogłaskał ją po ramieniu.

— Dlaczego tu jesteś? — wyszeptała.

— Chciałem sprawdzić, czy wszystko w porządku — odpowiedział. — Nie powinnaś się zamykać.

Pociągnęła nosem i odwróciła wzrok.

— Dziewczyny?

Westchnęła.

— Tak. — Skinął głową. — Mogę w czymś ci pomóc?

— Po prostu… Zostań ze mną przez chwilę — wyszeptała.

Uśmiechnął się do niej lekko i odgarnął jej włosy z oczu. Potem zsunął się z łóżka i usiadł obok niej. Objęła jego ramiona i wtuliła twarz w jego ramię. Ścisnął jej dłoń i przez chwilę siedzieli w milczeniu.

— Dlaczego się rozstaliście? — zapytał cicho.

— Po prostu chcieliśmy różnych rzeczy. Zaczęliśmy rozmawiać o przyszłości i powiedziałam, że chcę dzieci, ale on nie chce. Nie chciałam tkwić w związku, który nie ma przyszłości — wyjaśniła stłumionym głosem.

Odwrócił głowę, by na nią spojrzeć.

— Lu, jesteśmy jeszcze młodzi. Mamy trochę powyżej dwudziestu lat i wiem, że chcesz mieć dzieci, ale kiedy będziesz je mieć? Pewnie za kilka lat. Tak bardzo się kochacie i może zmieni zdanie. Możliwe, że za jakiś czas stwierdzisz, że nie chcesz dzieci, a Theo będzie chciał. Możesz po prostu dobrze się bawić z Theo, nawet jeśli to nic poważnego — powiedział.

Luna wpatrywała się w podłogę i przygryzła wargę, głęboko się zastanawiając.

— Masz rację. Masz rację, Nev. Dziękuję — mruknęła, podnosząc wzrok z uśmiechem.

Mocno go przytuliła.

— Nie ma za co — odpowiedział, gdy się od siebie oderwali.

— Ja… muszę porozmawiać z Theo, i to natychmiast — rzekła. — Dziękuję, Nev, jesteś niesamowity.

Pocałowała go w policzek i wyprostowała się.

— W przypadku. Od czego są przyjaciele?

Przytulił ją jeszcze raz, po czym wrócił do salonu. Ron siedział w fotelu, Harry na sofie, a reszta przyjaciół przy kuchennym blacie.

— Jak poszło? — zapytała Hermiona.

— Porozmawia z nim — odpowiedział Neville z uśmiechem, który nie sięgał jego oczu.

— Dobra robota, stary — mruknął Ron smutno, klepiąc go po plecach.

Neville westchnął i zajął miejsce obok Harry’ego.

Ron był jedynym, który wiedział. Neville planował, żeby tak zostało. Wiedział, że Luna kocha Theo, a Theo kocha Lunę. Oczywiście cieszył się ich szczęściem. Ale jedno nigdy się nie zmieni. Luna Lovegood była jedną z jego najlepszych przyjaciółek, jedną z pierwszych osób w Hogwarcie, które zaakceptowały go takim, jakim był. Z nią przeżył swój pierwszy pocałunek i pierwszy raz. Jednak obecnie nie miało to znaczenia, bo Luna była z Theo. Zapewne do niego wróci, a ich relacja ze szkoły była przelotnym romansem. Ron był jedynym, który wiedział, że Neville Longbottom kocha Lunę Lovegood.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

W mieszkaniu obok Theo siedział na sofie, wpatrując się w przestrzeń. Weszli Draco i Blaise i Draco postanowił zrobić jedną jedyną rzecz — walnąć go w głowę, co wywołało zmarszczenie brwi i wbić mu trochę rozumu do głowy.

— Hej! Za co to było? — warknął.

— Dobra, najpierw odstaw piwo. Ogarnij się i przebierz, bo śmierdzisz jak gorzelnia — powiedział Blaise, zabierając Theo butelkę z rąk.

— Wyglądam dobrze — mruknął, przeczesując włosy dłonią.

— Wyglądasz jak żul. Ale tak czy inaczej, to teraz nieważne. Musisz pogadać z Luną — rzekł Draco.

— Słuchajcie, doceniam troskę, ale nie potrzebuję waszych rad.

Theo zmarszczył brwi, odbierając piwo.

— Theo, pomyśl o tym! Ty i Pomyluna rozstaliście się, bo chcecie od życia innych rzeczy. Masz trochę powyżej dwudziestu lat, nie musisz jeszcze podejmować ważnych decyzji! Rozumiem, że na tę chwilę nie chcesz dzieci, ona myśli, że chce, ale realistycznie rzecz biorąc, nie dojdzie do tego przez kilka następnych lat. Tak, Potterowie wcześnie się pobrali i będą mieli dziecko, ale wy nie jesteście nimi. Jesteście inni i jesteście dla siebie stworzeni — poradził mu Draco.

Theo bawił się rękawem i z zainteresowaniem wpatrywał się w swoje stopy.

— Granger cię zmiękczyła? — Uśmiechnął się, odwracają wzrok. Draco przewrócił oczami i zaśmiał się, gdy Theo odstawił butelkę i wstał. — Masz rację. Muszę ją znaleźć.

— Dobrze gadasz.

Blaise poklepał go po plecach. Theo podziękował przyjaciołom, po czym wyszedł na korytarz. Ruszył do drzwi mieszkania Luny, kiedy się otworzyły i zobaczył ją stojącą w drzwiach.

— Theo… — powiedziała. — Hej.

— Cześć — przywitał się, drapiąc się po karku. — Słuchaj, Lu, kocham cię. Bardzo cię kocham i chcę, żebyś była szczęśliwa. Chcę spędzić z tobą całe życie, a jeśli małżeństwo i dzieci cię uszczęśliwią, to nie mam nic przeciwko.

— Och, Theo. Nie potrzebuję tego teraz, nigdy nie potrzebowałam. Po prostu nie chciałam być w związku, który nie ma przyszłości — rzekła.

— Kocham cię.

Theo się uśmiechnął.

— Też cię kocham — odparła, obejmując go za szyję i całując namiętnie.

Mocno do siebie przywarli, przysięgając, że będą razem na wieki. Kiedy się od siebie odsunęli, Theo zaczął grzebać w kieszeniach. Wyciągnął srebrny pierścionek.

— Miałem zaplanowaną całą mowę. Nic z niej nie pamiętam. — Zaśmiał się. — Ale kocham cię, Luno Lovegood, i chcę spędzić z tobą całe życie. To nie są oświadczyny, ale obietnica, że będziemy razem.

Luna uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę. Theo wsunął pierścionek na jej palec i musnął ustami jej usta. Oderwali się od siebie i zetknęli czołami.

— A tak w ogóle, wyglądasz fatalnie.

Luna uśmiechnęła się złośliwie i oboje się roześmiali. Może i zerwali, ale znowu byli razem, silniejsi niż kiedykolwiek.

[T] Apartament 9 i 3/4: Rozdział 26

sobota, 1 sierpnia 2026

Hermiona i Draco przyszli do mieszkania naprzeciwko około północy. Hermiona zobaczyła obcasy Luny na podłodze i kurtkę na kanapie, więc założyła, że jest w domu. Nie słyszała żadnych głosów, tylko stłumiony szloch dochodzący z pokoju współlokatorki. Wskazała głową na drzwi, a Draco skinął głową. Hermiona otworzyła drzwi i zobaczyła Lunę siedzącą w swoim pokoju w ciemności, ze łzami spływającymi po twarzy i pustą butelkę wina obok.

— Hej, co się stało? — zapytała zaniepokojona.

— Theo i ja z-zerwaliśmy — zaszlochała Luna.

— Och, Lu. — Hermiona usiadła obok przyjaciółki i mocno ją przytuliła. — Co się stało?

— Zerwałam z nim, bo… chcemy różnych rzeczy. A nie chcę być w związku, który nie ma przyszłości — wyjaśniła.

— Wygląda na to, że podjęłaś właściwą decyzję — powiedziała Hermiona, próbując ją pocieszyć, choć nie do końca wiedziała jak.

— Ale ja go kocham, Miona! Kocham go! — krzyknęła Luna, a łzy wciąż wpływały jej po twarzy.

Draco wychylił głowę zza drzwi i zobaczył dwie dziewczyny siedzące na podłodze.

— Wszystko w porządku? — zapytał trochę zdenerwowany.

Mówił to już wcześniej — nie radził sobie z płaczącymi kobietami.

— Theo i Luna zerwali — powiedziała cicho Hermiona. Luna ukryła twarz w dłoniach, a Hermiona objęła ją ramieniem. — Nie martw się.

— Wiesz, gdzie poszedł Theo? Sprawdzę, czy wszystko z nim w porządku.

— N-nie wiem. On po prostu wyszedł — mruknęła Luna.

Draco skinął głową i wyszedł, szukając przyjaciela. Hermiona siedziała z Luną, która płakała i próbowała ją pocieszyć na wszelkie możliwe sposoby. Po chwili Luna się uspokoiła i powoli wstała.

— Idę do łazienki — wyszeptała.

Hermiona skinęła głową i Luna wyszła. Hermiona podniosła butelkę z podłogi i zaniosła ją do kuchni. Potem zapaliła świecie w pokoju Luny i spróbowała posprzątać jej łóżko. Luna weszła i przytuliła Hermionę, mamrocząc „dziękuję”.

— Nie ma problemu. Do zobaczenia rano.

Uśmiechnęła się do niej pocieszająco, po czym poszła do swojego pokoju. Przebrała się i położyła do łóżka.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Następnego ranka Hermiona wstała wcześnie i postanowiła umilić dzień Lunie. Wezwała Ginny i Pansy, żeby wspólnie zjeść ciasto, obejrzeć tandetne filmy i ją rozweselić. Przetarła oczy i spróbowała wstać, ale poczuła ciężar, który ją przygniatał. Odwróciła się i zobaczyła Draco śpiącego obok niej, z rękami owiniętymi wokół jej talii. Delikatnie przeczesała mu włosy, aż się poruszył i obudził.

— Dzień dobry — powiedział ospale.

— Dzień dobry. Znalazłeś Theo? — zapytała.

— Tak. W Świńskim Łbie, był wściekły.

Draco ziewnął.

— Och, nie na to liczyłam.

Hermiona westchnęła.

— Zabrałem go do mieszkania i zasnął na kanapie. Zaraz do niego zajrzę — mruknął, przyciągając ją bliżej.

Oparła głowę na jego piersi i wsłuchiwała się w bicie jego serca.

— Idę do Luny — mruknęła po chwili i podniosła się.

Draco złapał ją za ramię i pociągnął z powrotem do siebie.

— Nie. Zostań — poprosił wciąż ochrypłym głosem.

Przewróciła oczami i pocałowała go w policzek.

— Zaraz wracam.

Wstała i poszła do pokoju blondynki, żeby zobaczyć, jak się czuje. Znalazła ją siedzącą na łóżku, tulącą poduszkę do piersi i ze słuchawkami na uszach. Podniosła wzrok i zdjęła je, uśmiechając się słabo do Hermiony.

— Hej, wszystko w porządku? — zapytała Hermiona.

— Będzie dobrze.

Luna westchnęła.

— Cóż, zaplanowałam dzień pełen zabawy. Muzyka, ciasto, lody i twoje trzy najlepsze przyjaciółki. Jak tylko przywiozą jedzenie, wezwę dziewczyny i odnowię konto na Spotify.

Hermiona cicho się zaśmiała.

— Dziękuję, Miona, jesteś najlepszą przyjaciółką na świecie. — Luna mocno ją przytuliła. — Idę pod prysznic.

Hermiona skinęła głową i wróciła do swojego pokoju. Znów położyła się obok Draco i przytuliła się do niego.

— Wyrzucam cię stąd na cały dzień, musisz dać Theo eliksir na kaca i powiedzieć mu, żeby nie robił niczego głupiego, bo Godryk wie, że mógłby — mruknęła.

— Dobrze, zaraz pójdę — odpowiedział, całując ją w skroń.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Później tego samego dnia Pansy, Luna, Hermiona i Ginny siedziały w pokoju Hermiony. Luna zajęła podłogę, Ginny wraz z Pansy przeglądały książkę o ciąży, a Hermiona próbowała włączyć telewizor. Był stary i mały, który kiedyś dostała, zanim miała normalną pracę i mogła sobie pozwolić na taki, który nie psuł się co chwila.

— Jak się czujesz, Lu? — zapytała Hermiona.

— Dobrze. — Westchnęła. — Po prostu nie wiem, czy słusznie postąpiłam.

— Oboje chcieliście czegoś innego w przyszłości, więc myślę, że tak — powiedziała Ginny.

— Ale… Ech, tak dobrze nam było razem. Nie moglibyśmy być ze sobą trochę dłużej? — jęknęła.

— To tylko utrudni sprawę, Lu — odpowiedziała Pansy.

— Tak! Udało mi się! — wykrzyknęła Hermiona, gdy telewizor się włączył. — Jesteście ze mnie dumne?

— Eee, nie, skoro pilot był cały czas pod łóżkiem.

Luna uśmiechnęła się złośliwie i wyciągnęła go. Hermiona odchyliła głowę z irytacją, gdy dziewczyny się roześmiały.

— Mam ochotę na chipsy — powiedziała Ginny bez ładu i składu. — Zaraz wrócę.

Próbowała wstać, ale z trudem jej się to udało, bo brzuch z dnia na dzień robił się większy.

— Ja pójdę — zaproponowała Luna i wstała.

Weszła do kuchni, związując po drodze włosy. Sięgnęła do szafki po kilka paczek chipsów.

— Eee… Hej — powiedział cicho głos.

Odwróciła się i zobaczyła Theo stojącego w drzwiach z niezręczną miną. Miał worki pod oczami i sterczące włosy. Wyglądał… słabo.

— Zostawiłem tu trochę rzeczy i pomyślałem, że po nie przyjdę — wymamrotał, drapiąc się po karku.

— Tak, pójdę po nie — mruknęła i poszła do swojego pokoju.

Westchnęła i przygryzła wargę, żeby powstrzymać łzy spływające jej po twarzy, gdy chwyciła kilka jego rzeczy. Miała tam bluzę z kapturem, butelkę wody po goleniu i koszulkę. Wtuliła twarz w bluzę i po raz ostatni wciągnęła znajomy zapach, zanim zaniosła jego rzeczy do salonu.

— Proszę bardzo — rzuciła mu je i szybko wszystko złapał.

— Dzięki, Luno — powiedział. Wzdrygnęła się, gdy wypowiedział jej imię. — Do zobaczenia później.

Po czym wyszedł. Luna przeczesała włosy dłonią, a łzy, które próbowała powstrzymać, w końcu popłynęły. Szybko je otarła i zgarnęła chipsy z blatu. Weszła do pokoju Hermiony i przykleiła sobie na twarz sztuczny uśmiech.

— Wasze chipsy, proszę! — krzyknęła i rozdała wszystkim po paczce.

— Wszystko w porządku? — zapytała Hermiona.

— Hm? Dobrze — odpowiedziała Luna.

Dziewczyny usiadły i oglądały staromodny film, rozmawiając o różnych rzeczach. Luna położyła głowę na poduszce i pomyślała o Theo. Po chwili nie mogła już wytrzymać i czuła, że zaraz oszaleje. Wstała, poprawiając włosy.

— Zaraz wracam.

— Dokąd idziesz? — zapytała Ginny.

— Nie martwcie się — zapewniła ich Luna.

Wstała, i nie myśląc jasno, pospiesznie wyszła z mieszkania i stanęła przed drzwiami mieszkania naprzeciwko. Zapukała do drzwi i Theo jej otworzył, zanim zdążyła się zastanowić nad swoimi czynami.

— Cześć — powiedział. — Co się stało?

— Cześć, ja… eee… Nie wiem. Chciałabym… Popełniłam błąd? Znaczy, nie chciałabym, żebyśmy… Przepraszam, ja…

— Ty mi powiedz — warknął. — To ty zerwałaś.

Oparł się o framugę drzwi i skrzyżował ramiona na piersi.

— Theo, proszę… — błagała.

— Co? Co chcesz, żebym zrobił? Przyjaźnił się z tobą? Żeby nie było między nami niezręcznie? To nie takie proste, prawda, Lu?

Zmarszczył brwi.

— Wiesz co? Nie wiem, po co w ogóle próbuję! — warknęła i odeszła.

Poszła do swojego mieszkania i pokoju, i rzuciła się na łóżko, a łzy spływały jej po twarzy.

— Lu? Co się dzieje? — zawołała zaniepokojona Ginny, stojąc w drzwiach.

— Odejdź, Ginny. Nic mi nie będzie — odpowiedziała Luna, powstrzymując szloch. 

Wtuliła twarz w poduszkę i objęła kolana, czując się całkowicie rozbita.