[T] Złączeni: Rozdział 16
Witajcie :) dość późnym wieczorem zapraszam na dwa nowe rozdziały tłumaczenia. Trochę dobrego się tu podzieje. Miłej lektury! :)
___________
Następne
kilka dni zacierało się Hermionie. Nie była pewna, co ją opętało, by przyznać,
że żywi uczucia do Draco, zwłaszcza że sama przed sobą się do nich nie
przyznawała. Tej nocy przewracała się z boku na bok, martwiąc się, że wszystko
zepsuła, aż Draco przyciągnął ją do siebie i wyszeptał Przestań tak intensywnie myśleć. I jakimś cudem udało jej się to.
Od
tamtej pory o tym nie rozmawiali, a ich relacja pozostała taka sama jak zawsze…
tyle że teraz patrzyli na siebie odrobinę za długo, a nocami przytulał ją do
piersi, jakby od zawsze zamierzał ją przy sobie mieć.
A
jednak rozmowa z Neville’em o orchidei wciąż nie dawała jej spokoju. Pewnej
nocy, gdy cichy, równy oddech Draco podpowiedział jej, że spał, odtwarzała sobie
powoli wspomnienie zakupu, tak szczegółowo, jak tylko potrafiła.
~*~*~*~*~*~*~*~*~
Co najmniej dziesięć lat wcześniej
Tego ranka po raz pierwszy
zobaczyła ogłoszenie w Proroku Codziennym: charytatywna wyprzedaż rzadkich
orchidei, zorganizowana w szklarni na wsi. Właśnie rozpoczęła szkolenie z
łamania klątw i z powodu opóźnień w dokumentach Goblinów, dotyczących
przydzielonego jej skarbca, niespodziewanie miała wolne popołudnie. Wydawało
się, że to przeznaczenie.
Ale w chwili, gdy weszła do
oranżerii, zdała sobie sprawę ze swojego błędu.
W Proroku nie wspomniano, że to
wydarzenie dla arystokracji, jedno z tych dyskretnie ekskluzywnych, gdzie
wszyscy „po prostu znają” niepisane zasady. Powietrze było ciepłe i wilgotne,
przesycone zapachem orchidei, światło wpadło przez łukowane tafle szkła, a
wszędzie, gdzie spojrzała, stały nienagannie ubrane czarownice w eleganckich
szatach, których obcasy cicho stukały o kafelkową podłogę. Hermiona, w
ciężkich, roboczych butach i mugolskich dżinsach, wyglądała, jakby
przywędrowała z niewłaściwego stulecia.
Dostrzegła nie jedno oceniające
oraz lekceważące spojrzenie i poczuła ciepło wpełzające na kark. Już miała się
odwrócić, gdy ciepła dłoń chwyciła ją za ramię.
— Hermiono! Nie wiedziałam, że
jesteś miłośniczką storczyków!
Andromeda Tonks stała tam,
uśmiechając się, jakby nic w stroju ani w pochodzeniu Hermiony nie mogło tu nie
pasować.
Zaskoczona Hermiona przyznała:
— Po prostu… chciałam coś znaleźć
dla Neville’a Longbottoma, by uczcić otwarcie jego nowej apteki.
Uśmiech Andromedy poszerzył się
jeszcze bardziej.
— Z pewnością znajdziemy coś
idealnego.
Po czym bez wahania objęła Hermionę
ramieniem i poprowadziła ją w głąb szklarni, jakby była honorowym gościem.
Ekspozycja była niezwykła:
miniaturowe storczyki nie większe od paznokcia, ogromne kaskady z dziesiątkami
pojedynczych kwiatów większych od jej dłoni o kolorach tak żywych, że niemal
świeciły. Andromeda swobodnie rozmawiała, pytając, co mogłoby się spodobać
Neville’owi, i słuchała opowieści Hermiony z autentycznym zainteresowaniem.
Mimo to szepty nie ustawały.
Hermiona czuła je jak komary na karku, oceniające jej roboczy strój, jej status
krwi, a może jedno i drugie.
Podchodząc bliżej, Andromeda
mruknęła:
— Moja siostra jest gospodynią. Idzie
się przywitać. Mogę… ją od tego odwieść, jeśli to dla ciebie niezręczne.
Hermiona pokręciła głową. Po wojnie
i po tym, jak Narcyza uratowała życie Harry’emu, nie miała problemu z
rozmawianiem z nią, choć zdała sobie sprawę, że nigdy tak naprawdę nie
rozmawiała z nią bezpośrednio.
Andromeda skinęła lekko głową i
Narcyza podeszła. Była pełna elegancji i opanowania, każdy gest był idealnie
wyważony… a jednak jej powitanie emanowało ciepłem. Zapytała o pracę i
przyjaciół Hermiony, a kiedy się uśmiechnęła, poczuła szczere zainteresowanie,
a nie uprzejmy chłód, na który Hermiona się przygotowywała.
Siostry wspólnie pomogły jej wybrać
idealną orchideę dla Neville’a: rzadką odmianę nietopezią. Po zakupie
zaprowadzono Hermionę do stołu zastawionego delikatną porcelaną i ciastami.
Próbowała protestować, Narcyza z pewnością miała swoje obowiązki jako
gospodyni, ale kobieta machnęła ręką, beztrosko rozmawiając z Andromedą, jakby
nic innego się nie liczyło.
Między kęsami najwspanialszego,
cytrynowego ciasta, jakie kiedykolwiek jadła, Hermiona zapytała:
— To sprzedaż na cele charytatywne?
Andromeda wygięła usta, wymieniając
spojrzenia z siostrą.
— Tak i nie.
Narcyza wyjaśniła:
— Zaczęło się od naszej matki.
Orchidee były jej pasją — podróżowała po świecie, znajdując i rozmnażając
rzadkie gatunki. Dojrzewanie ich zajmuje dekadę, więc mniej więcej co dziesięć
lat sprzedawała niewielką partię innym pasjonatom.
Andromeda kontynuowała
łagodniejszym tonem:
— Zmarła, kiedy jeszcze byłyśmy w
Hogwarcie. Bella nigdy nie przepadała za ogrodnictwem, więc interes trafił do
Cyzi i mnie. Prowadziłyśmy go, bardziej z miłości do jej pamięci niż z
jakiegokolwiek powodu, a zyski przekazywałyśmy na cele charytatywne. Kilka osób
w tajemnicy przed wszystkimi, dba o tej biznes między sprzedażami.
Narcyza uśmiechnęła się niemal ze
smutkiem.
— Zwykle zapominamy o nim, dopóki
nie przyleci sowa z wiadomością, że storczyki są gotowe na sprzedaż.
~*~*~*~*~*~*~*~*~
Wspomnienie
śmiechu Narcyzy, lekkiego, szczerego, tak odmiennego od wyuczonego,
towarzyskiego chichotu, który nosiła niczym zbroję, nie opuszczało Hermiony,
gdy leżała w łóżku jeszcze tej nocy. Oddech Draco był wolny i równomierny, jego
palce luźno obejmowały ich złączone dłonie, a ciężar jego dłoni ogrzewał jej
dłoń.
To
było takie małe, mało znane przedsięwzięcie, nie można go było nawet nazwać
biznesem w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Czy zostało pominięte, gdy reszta
majątku Blacków trafiła do Malfoyów po ślubie Narcyzy z Lucjuszem? Możliwe. A jeśli tak…
Umysł
Hermiony zaczął wszystko łączyć w całość, trybiki wskakiwały na swoje miejsce.
Firma wciąż należąca do Narcyzy, nieodebrany interes Blacków, stanowiłby lukę
prawną, mogliby legalnie przenieść pod jej skrzydła inne przedsięwzięcia
Malfoyów, chroniąc je przed roszczeniami Greengrassów. W ramach kontaktu nie
pozostałoby już nic, w co mogliby wbić swoje pazury, poza złotem w ich
skarbcach i nieruchomościami.
Żadnego
zajęcia aktywów. Żadnego upadku rodzinnych firm. A Draco mógłby zrezygnować,
bez konsekwencji roszczeń Greengrassów do ani jednej firmy, ich działalność
charytatywna byłaby bezpieczna, choć złoto i nieruchomości to zupełnie inna
bitwa do rozegrania.
Nie
odważyła się wspomnieć o tym wprost, jeszcze nie. Ale może uda jej się to
podrzucić. Delikatnie nawiązać do wspomnienia.
To
był strzał w ciemno. Ale warto było spróbować.
~*~*~*~*~*~*~*~*~
Poranne
słońce wpadało przez wysokie okna, odbijając się w srebrnych sztućcach, podczas
gdy przy stole śniadaniowym Malfoyów toczyła się zwykła mieszanka eleganckiej i
ledwie skrywanej dyskusji. Lucjusz i Hermiona w końcu zawarli tymczasowy rozejm
w związku z ich ciągłą kłótnią o pochodzenie wampirów, rozmową, która krążyła
wokół nich niczym sęp od trzech dni. Mimo to Hermiona podkreśliła zawieszenie
broni, wbijając widelec w jajka z nieco większą siłą, niż to było konieczne. W
końcu miała całkowitą rację, a on wciąż się mylił.
Gdy
talerze zostały sprzątnięte, a herbata nalana, Lucjusz i Draco pochylili się ku
sobie, rozmawiając cicho o jakieś sprawie biznesowej i ich słowa brzmiały jak
jednostajny szum w tle. Hermiona, wykorzystując okazję, odblokowała telefon i
skierowała ekran w stronę Narcyzy.
—
To orchidea Neville’a — powiedziała szybko. — W końcu zakwitła. Kupiłam ją
jakieś dziesięć czy jedenaście lat temu?
Usta
Narcyzy wygięły się, gdy podziwiała dziwne, nietopezie kwiaty, w jej oczach
pojawiło się rozpoznanie.
—
Oszałamiająca — rzekła. — Pan Longbottom najwyraźniej ma talent. Wiem, ile
trzeba się natrudzić, żeby zakwitła.
Hermiona
pozwoliła, by na jej ustach pojawił się lekki uśmiech.
—
Myślę, że tego dnia po raz pierwszy szczerze porozmawiałyśmy.
Spojrzenie
Narcyzy złagodniało.
—
Bardzo się cieszę, że przyszłaś tamtego dnia. To był początek pięknej
przyjaźni.
Wyciągnęła
rękę i delikatnie uścisnęła wolną dłoń Hermiony.
Hermiona
odwzajemniła gest.
—
Zobaczenie jej ponownie przypomniało mi historię, którą opowiadałyście mi
tamtego dnia z Andromedą, o storczykach waszej matki.
Odczekała
chwilę, aż zdanie zawiśnie w powietrzu, patrząc Narcyzie w oczy w sposób, który
miał o wiele większe znaczenie, niż sugerował swobodny ton.
Narcyza
przez chwilę siedziała nieruchomo. Potem jej wzrok się przesunął, oczy lekko
zmrużyły, gdy jej myśli przeniosły się gdzie indziej. Hermiona widziała, jak
wspomnienie migocze, szczegóły są analizowane, ważone. Narcyza powoli zacisnęła
dłoń na jej dłoni, zaciskając się w celowym uścisku.
Wstała
z krzesła z opanowaną gracją.
—
Proszę mi wybaczyć — powiedziała lekko, choć jej wzrok na chwilę znów
powędrował w stronę Hermiony, zanim przeniósł się na Lucjusza i Draco. — Mam
sprawę do załatwienia.
Brwi
Draco uniosły się z lekką ciekawością, ale Narcyza już wychodziła z pokoju,
równie pospiesznym, co celowym tempem.
Hermiona
odchyliła się do tyłu, a cień uśmiechu zagościł na jej ustach. Narcyza sobie
przypomniała. A jeśli Hermiona się nie myliła… to mogła być właśnie ta nić, za
którą mogliby pociągnąć, by zerwać kontrakt.
Nie
minęło dużo czasu, gdy rozległ się głośny trzask
i Mipsy pojawiła się w jadalni, trzepocząc uszami z podniecenia, gdy szybko
podbiegła do Lucjusza.
—
Panie, pani prosi, aby natychmiast pan się udał do gabinetu — powiedziała
skrzatka energicznym, ale… dziwnie pogodnym tonem.
Lucjusz
zmarszczył brwi.
—
Coś się stało, Mipsy?
Zamiast
spodziewanego zaniepokojenia, usta Mipsy rozciągnęły się w szerokim, niemal
konspiracyjnym uśmiechu.
—
Nie, Panie. Ale proszę natychmiast udać się do gabinetu.
To
wzbudziło iskierkę ciekawości u Draco, ale Lucjusz już wstał, trzymając laskę w
dłoni, i pewnym krokiem podążył za skrzatem korytarzem.
—
Jak myślisz, o co chodzi? — zapytał Draco, nonszalancko napełniając filiżankę.
Hermiona
celowo starała się zachować łagodny ton.
—
Nie mam pojęcia.
Nie
chciała go drażnić, jeśli jej przeczucia co do Narcyzy były błędne.
Zamiast
tego, podniosła się z krzesła, unosząc go przez ich złączone ręce i ignorując
przesadnie zmarszczone brwi, gdy filiżanka niebezpiecznie zadrżała mu przy
ustach.
—
Chodź — powiedziała, ciągnąc go w stronę drzwi. — Spóźnimy się do pracy.
Draco
wziął długi, prowokujący łyk, zanim poszedł za nią, machając ich złączonymi
dłońmi. Cokolwiek działo się w gabinecie Narcyzy, Hermiona przeczuwała, że
wkrótce się o tym dowiedzą.
~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hermiona
i Draco przez następne kilka dni tylko przelotnie widzieli Narcyzę i Lucjusza.
Pierwszego
wieczoru, gdy wrócili z pracy, Narcyza minęła ich na korytarzu, trzymając w
rękach coś, co wyglądało na stary pergamin. Zatrzymała się na ich widok,
przyciskając papiery do piersi i przytulając mocno Hermionę. Bez wyjaśnień. Bez
czczej paplaniny. Rzucając tylko ten nikły, sugestywny uśmiech, zanim odeszła.
Hermiona poczuła iskierkę nadziei płonącą nieco jaśniej.
Następnego
wieczoru zjedli kolację we dwójkę, a potem udali się do biblioteki, gdzie
usadowili się na kanapie przed kominkiem, z książkami w dłoniach. We dworze
panowała upiorna cisza, a trzask ognia wypełniał pokój.
Lucjusz
wszedł bez zapowiedzi, stukając laską o wypolerowaną podłogę. Podszedł prosto
do barku i nalał sobie dużą porcję Ognistej Whisky. Jego wyraz twarzy był
nieprzenikniony… ale wzrok zatrzymał się na Hermionie i Draco dłużej niż to
konieczne, niemal coś sugerując.
—
Matka mówiła, że cały dzień mieliście spotkania z prawnikami — zaczął
nonszalancko Draco, podnosząc wzrok.
Lucjusz
powoli skinął głową. Wyglądał na zmęczonego, ale na jego ustach malował się
delikatny grymas, skryta satysfakcja, którą szybko zamaskował, gdy napełniał
szklankę. Hermiona rozpoznała ten wyraz twarzy; widziała go w lustrze, kiedy
myślała, że w końcu wymyśliła skomplikowane przeciwzaklęcie.
Wychodząc,
zatrzymał się za kanapą. Bez słowa pochylił się i pocałował Hermionę w czubek
głowy — to był gest tak niespodziewanie delikatny, że aż zamrugała. Potem
zniknął, stukając lekko laską, gdy znikał w korytarzu.
Draco
patrzył za nim, po czym ze zdumieniem zwrócił się do Hermiony.
—
Za co to było?
Hermiona
wzruszyła ramionami.
—
Mamy namiętny romans. Właśnie dowiedział się, że jestem w ciąży i będziemy
mieli trojaczki.
Draco
skinął głową z powagą.
—
Jasne. Więc zostaniesz moją nową mamusią?
—
Oczywiście.
—
Wiesz, Granger, jeśli aż tak bardzo pragniesz KCCK…
Wskazał
na swoje krocze, poruszając brwiami. Przerwał z sykiem, gdy jej klątwa użądliła
go w ramię i oboje wybuchli śmiechem, a blask ognia oświetlał pokój.
Brak komentarzy