[T] Złączeni: Rozdział 17
Zasada Przyjaźni numer 34: Mipsy jest drugą najlepszą przyjaciółką na
świecie DM i HG.
(Propozycja: HG | Zaakceptowane: DM |
Zakwestionowane przez: TN | Odrzucone przez: DM i HG)
Draco
zdecydował, że najlepszym rozwiązaniem będzie po prostu całkowite unikanie
Astorii.
Jej
ostatni list był arcydziełem pełnym oburzenia, długim na metr i pełnym
dramatycznych pociągnięć piórem. Wyznała w nim, że jest głęboko rozczarowana,
że Draco zdradzał ją z masażystkami.
To,
naturalnie, wywołało ostrą debatę między nim a Hermioną (obie strony w odwecie
rzuciły klątwy żądlące) na temat tego, czy technicznie rzecz biorąc, jest to
zdrada, skoro:
1.
To Astoria
umówiła masaże.
2.
Draco nie
zdawał sobie sprawy, że masaże zazwyczaj nie są tak… interaktywne.
Ostatecznie
zgodzili się, że to nie jest zdrada. Poza tym w liście Astoria zaznaczyła, że
odwołała pozostałe masaże, spieranie się w tym temacie, było bezprzedmiotowe.
Zakończyła tyradę żądaniem, by Draco natychmiast stawił się we Dworze
Greengrassów i przeprosił.
Draco,
oczywiście, stanowczo twierdził, że nie ma za co przepraszać. Zamiast tego po
prostu przestał odpisywać na jej sowy i zaczął unikać jej w coraz bardziej
absurdalny sposób.
Wszystko
osiągnęło punkt kulminacyjny tydzień później, gdy pewnego popołudnia Astoria
pojawiła się w ich gabinecie bez zapowiedzi.
Draco
zareagował natychmiast, nurkując pod biurkiem niczym ścigany zbieg i ciągnąc
Hermionę za sobą dzięki ich nieustannie złączonym dłoniom.
—
Zejdź ze mnie, Malfoy — syknęła, a
jej kolana boleśnie uderzyły o krawędź biurka.
—
Ratuję nas — wyszeptał Draco,
zasłaniając ich pudełkiem na dokumenty. — Powinnaś mi dziękować.
—
Chowasz się przed narzeczoną pod własnym biurkiem.
—
Tak — rzekł z godnością. — Wspaniały pomysł, prawda?
Niestety,
Astoria postanowiła nie wchodzić i wychodzić jak burza, jak się spodziewał.
Zamiast tego, usiadła na krześle dla interesantów po drugiej stronie biurka,
zgrabnie skrzyżowała nogi w kostkach i oznajmiła Norze, że poczeka.
Hermiona
jęknęła, ściskając nasadę nosa.
—
Nie mogę uwierzyć, że mnie to spotyka.
—
Cicho — wyszeptał Draco. — Ona ma słuch jak jastrząb.
—
Jastrzębie nie mają…
—
Granger, nie teraz!
Sytuacja
stawała się coraz bardziej absurdalna z upływem minut. Astoria nuciła pod
nosem. Stukała paznokciami o biurko. W pewnym momencie wyciągnęła lusterko i
zaczęła nakładać szminkę tuż nad głową Draco.
—
Jeśli upuści tę szminkę i ona stoczy się tutaj, to cię ogłuszę i będę twierdzić, że to nie ja — mruknęła Hermiona.
—
Ależ to dramatyczne — powiedział sucho Draco.
Po
pół godzinie Hermionie zdrętwiały nogi, chciało jej się siku, a włosy Draco
sterczały w różnych kierunkach od ocierania się od spód biurka. Atmosfera była
tak napięta, że aż piekło.
Wtedy
Nora, prawdziwa bohaterka dnia, wpadła z szeroko otwartymi oczami i
westchnieniem.
—
Och! Astorio! Minęłaś się z nimi, byli w Atrium niecałe pięć minut temu.
Astoria
natychmiast zerwała się na równe nogi, domagając się wskazówek i wybiegła z
szelestem szat.
W
chwili, gdy drzwi się zamknęły, Draco osunął się bokiem do Hermiony z
dramatycznym westchnieniem ulgi.
—
Widzisz? Genialny plan. Ani jednego zadrapania.
Hermiona
popchnęła go na podłogę.
—
Jeśli znów będę musiała wchodzić pod to biurko przez ciebie, Malfoy,
przysięgam, że wyleję twoje eliksiry do włosów do umywalki.
Wyglądał
na przerażonego.
—
Granger, proszę, nie bądź taka okrutna, wiesz, z czym aktualnie się zmagam.
Rozciągnął
się jak człowiek, który właśnie przeżył wielką bitwę.
Później
tego samego dnia on i Hermiona zgłosili nominację do tytułu Pracownika Miesiąca za błyskotliwe
myślenie Nory. Uprzejmie poinformowano ich, że nagroda nie istnieje — bo
inaczej Granger wygrywałaby ją co miesiąc.
Draco
był zgorszony.
Hermiona
tylko się uśmiechnęła.
Zabrali
więc Norę i jej dziewczynę Mary na drinka.
~*~*~*~*~*~*~*~*~
Lucjusz
i Narcyza zaprosili ich, by dołączyli do nich w gabinecie po kolacji tego
wieczoru.
Minęło
prawie dziesięć dni, odkąd Hermiona przypomniała Narcyzie o wyprzedaży orchidei
przy śniadaniu, a przez ten czas ona i Draco widzieli jego rodziców jedynie
przelotnie. Ukrywali coś, to było oczywiste.
Hermiona
zapytała Draco, o co może chodzić, ale on tylko wzruszył ramionami. Mimo to w obojgu
płonęła cicha nadzieja, silniejsza u Hermiony, oparta na tym, co, jak
podejrzewała, Narcyza poskładała w całość.
Kiedy
weszli, Narcyza siedziała dostojnie na krześle, a Lucjusz stał za nią, oboje
pochyleni nad dokumentem rozłożonym na dużym, ostentacyjnym biurku Lucjusza.
Podnieśli
wzrok, gdy Draco i Hermiona zajęli miejsca naprzeciwko.
Narcyza
bez słowa przesunęła pergamin po biurku.
Hermiona
i Draco pochylili się razem, a ich wzrok padł na nagłówek.
Zawiadomienie o rozwiązaniu kontraktu małżeńskiego
między Draco Lucjuszem Malfoyem a Astorią Aquilą
Greengrass
Pod
spodem widniały eleganckie podpisy Lucjusza i Narcyzy.
Poniżej
nich widniało imię Draco i puste miejsce na jego podpis.
Hermiona
poczuła, jak Draco ściska ich złączone dłonie. Jego gardło drgnęło, a kiedy
udało mu się wykrztusić słowa, wydobyły się z niego stłumione.
—
Nie możemy — powiedział ochryple, odsuwając pergamin w ich stronę. — Stracimy
wszystko — firmy, organizacje charytatywne, nieruchomości, złoto.
Narcyza
wyciągnęła rękę przez biurko i złapała jego dłoń, zanim zdążyła się cofnąć. Jej
uśmiech był delikatny, a oczy błyszczały od niewylanych łez.
—
Nie, kochanie — rzekła spokojny, ale pełnym emocji głosem. — Nie stracimy.
Lucjusz
ścisnął jej ramię i przemówił z cichym triumfem.
—
Twoja matka ma rację, synu. Biznesy są zabezpieczone. Organizacje charytatywne
mają zapewnione finansowanie na wiele lat. Nieruchomości… sprzedane. A złoto… —
jego usta wygięły się w chytrym, znajomym uśmieszku, przepełnionym starą,
malfoyowską arogancją — Cóż, technicznie rzecz biorąc, przepadło. Ale mniejsza
z tym. Ledwie galeon wpadnie w ręce Greengrassów.
—
Jak? — zapytał Draco, a jego głos brzmiał niewiele głośniej niż zduszony szept.
Uśmiech
Narcyzy złagodniał, gdy zwróciła się Hermiona.
—
To wszystko dzięki naszej wspaniałej i najbystrzejszej Hermionie.
Jej
słowa emanowały szczerością, a wyraz twarzy Lucjusza odzwierciedlał jej, z dumą
unoszącą kąciki ust.
Draco
gwałtownie odwrócił głowę w stronę Hermiony, oszołomiony. Odruchowo pokręciła
głową.
—
Nie… ja tylko przypomniałam twojej matce o czymś. Przy odrobinie szczęścia to
mogło dawać nadzieję…
—
Proszę — przerwał jej Draco, patrząc na nich wszystkich z desperacją w oczach.
— Niech mi ktoś powie, co się dzieje.
Narcyza
odchyliła się lekko do tyłu, elegancko łącząc dłonie.
—
Hermiona przypomniała mi małą firmę storczykową, którą Andromeda i ja
odziedziczyłyśmy po matce wiele lat temu. To tak maleńka, mało znana firma, że
Hermiona podejrzewała, że mogła zostać pominięta, gdy po moim ślubie Malfoyowie
przejmowali majątek Blacków. — Zatrzymała się, pozwalając, by ciężar myśli
opadł, po czym kontynuowała z błyszczącymi oczami. — Po przeszukaniu bardzo
starych dokumentów rodziny Blacków odkryliśmy, że miała rację. Firma była
zarejestrowana wyłącznie na rodzinę Blacków — mnie i Andromedę. I tak pozostało
do dziś. Ponieważ Andromeda jest moją starszą siostrą, posiada pięćdziesiąt
jeden procent udziałów. W chwili mojego ślubu nie miałyśmy ze sobą kontaktu,
dlatego firmy nie ujawniono podczas konsolidacji prawnej. Po prostu…
przeoczyliśmy ją. — Jej uśmiech stał się ciepły i triumfalny. — Skoro Andromeda
nadal jest głównym udziałowcem, nasi prawnicy są pewni, że firma jest
bezpieczna. Na tyle bezpieczna, by sprawować pieczę nad wszystkimi innymi
interesami Blacków i Malfoyów, i by chronić je przed wszelkimi roszczeniami ze
strony rodziny Greengrassów.
Hermiona
siedziała oszołomiona, z lekko otwartymi ustami. Spojrzała na Draco, który
wyglądał na równie zszokowanego, co ona.
—
A nieruchomości? — wydusił z siebie Draco.
Lucjusz
płynnie przejął pałeczkę, wpadając w stary, znany Hermionie rytm opowieści.
—
Niestety, wszystkie oprócz Dworu zostały sprzedane, ale przyjaciołom. Takim,
który za rok lub dwa mogą być całkowicie… zmęczeni ich utrzymywaniem. Wtedy
mogą poczuć się skłonni je odsprzedać.
Mrugnął
porozumiewawczo do syna i przez ułamek sekundy Hermiona dostrzegła w nim
intryganta, którym kiedyś był.
—
Organizacje charytatywne. Złoto — naciskał Draco, a jego głos zmienił się z
szoku w coś niebezpiecznie bliskiego nadziei.
Lucjusz
lekko wykrzywił usta.
—
Miniony tydzień był… pracowity. Prawie każdy skarbiec opustoszał. Galeony szły
na cele charytatywne, zarówno magiczne, jak i mugolskie. Zasoby ze skarbców
Gringotta przeznaczono dla nowych uczniów mugolskiego pochodzenia, na co
najmniej dziesięć lat do przodu. I, jak to bywa w życiu, kilku naszych drogich
przyjaciół desperacko potrzebowało pożyczek. — Jego oczy błyszczały. —
Zwłaszcza pan Nott i pan Zabini.
Hermiona
parsknęła zaskoczonym śmiechem, nie mogąc się powstrzymać. Ani Theo, ani Blaise
nigdy w życiu nie byli w rozpaczliwej
potrzebie.
W
głosie Draco znów zagościła pewność siebie, gdy zapytał:
—
Jak będziemy żyć bez pieniędzy? Jak mamy utrzymać siebie i skrzaty? Moja pensja
nie wystarczy na utrzymanie nas wszystkich.
Hermiona
o mało nie wybuchła śmiechem. Wątpiła, czy Draco w ogóle wie, ile zarabia.
Przez wszystkie lata wspólnej pracy ani razu nie prosił o podwyżkę, ani razu
nie zerknął na pasek wypłaty.
Narcyza
odpowiedziała łagodnie:
—
Wszystkim firmom, z których regularnie korzystamy, zapłaciliśmy już z góry,
więc nasze codzienne potrzeby będą zaspokojone przez co najmniej rok. Wszyscy
nasi pracownicy, w tym skrzaty, również otrzymali zaliczki. Pan Nott uprzejmie
zaoferował pokrycie ewentualnych braków.
Lucjusz
wtrącił się energicznie, ale uspokajająco.
—
Nasi prawnicy zalecają, aby przez rok i jeden dzień po rozwiązaniu kontraktu
nie przyjmować płatności w formie dywidend, darowizn i pożyczek. Dlatego
podjęliśmy stosowne kroki. W tym czasie wszystko będzie działało, a firmy
pozostaną pod parasolem Blacków i Andromeda będzie je tymczasowo nadzorować.
Draco
powoli skinął głową, próbując to wszystko ogarnąć.
—
Więc… wszystko przepadło?
Narcyza
i Lucjusz wymienili spojrzenia, uśmiechnęli się cicho, ale szczerze. Lucjusz
mówił z pewnością siebie, która miała o wiele większą wagę niż złoto.
—
Od dzisiejszego popołudnia jesteśmy jedną z najbiedniejszych czarodziejskich
rodzin, przynajmniej w kwestii ilości posiadanych galeonów. Ale, mój synu,
pieniądze przychodzą i odchodzą. To niewielka cena za moje liczne błędy z
przeszłości. Odbudujemy wszystko. A co ważniejsze, twoja przyszłość, twoje
życie, należy do ciebie.
Słowa
zapadły w serce Draco niczym kamień wrzucony do stojącej wody, rozchodząc się
falami. Spojrzał na rodziców, potem na Hermionę i na dokument przed sobą.
Uśmiech,
który pojawił się na jego twarzy, był jednym z najpiękniejszych, jakie Hermiona
kiedykolwiek widziała. Uścisnęła jego dłoń, a on odwzajemnił uścisk, niemal
boleśnie mocno i jego szczęście rozlało się na nią, aż ona też nie mogła
powstrzymać uśmiechu.
Draco
sięgnął po pióro, gotowy do podpisania, ale głos Lucjusza go powstrzymał.
—
Jest jeszcze jedna drobna sprawa do załatwienia, zanim to oficjalnie ogłosimy.
— Przesunął kolejny pergamin po biurku. — Twój skarbiec, Draco, również jest
częścią kontaktu. Po podpisaniu zawiadomienia, całe złoto w nim zawarte
przejdzie na konto Greengrassów. — Odczekał chwilę, zanim dodał, lekko unosząc
brwi z zadowoleniem: — Lub… przekażesz zawartość na fundusz stypendialny Hogwartu.
Jeśli zdecydujesz się to podpisać, darowizna zostanie przeniesiona na wczoraj.
— Jego wzrok sugestywnie przeskakiwał z Draco na Hermionę. — Ponieważ formalnie
oboje jesteście Aurorami, a to kwalifikuje się jako nieco wątpliwa magia, muszę
prosić, żebyście przymknęli na to oko.
Nieco wątpliwa, pomyślała Hermiona z ironią, doskonale wiedząc,
że to absurdalnie nielegalne.
Lucjusz
kontynuował płynnie:
—
Po podpisaniu Gringott zostanie natychmiast powiadomiony. Galeony zostaną
przelane, zanim kontrakt małżeński zostanie rozwiązany.
Draco
nawet się nie zawahał. Podpisał pergamin, a jego imię zabłysło złotym pismem,
zanim magia go zapieczętowała. W ten sposób zawartość jego skarbca zmniejszyła
się do jednego galeona, a mimo to bardzo mu ulżyło.
Lucjusz
zabrał kontrakt Draco dotyczący osobistego skarbca, zostawiając przed nim
jedynie ten dotyczący zerwania zaręczyn. Tym razem Draco zawahał się, patrząc
na rodziców.
—
Poradzicie sobie? — zapytał cicho.
Miłość
na twarzach Lucjusza i Narcyzy niemal powaliła Hermionę. Oczy Narcyzy
błyszczały, gdy szepnęła:
—
Oczywiście, że tak, kochanie.
Lucjusz
delikatnie ścisnął jej ramię, przytakując stanowczo.
Draco
spojrzał na Hermionę, niemal szukając jej wzrokiem. Zaśmiała się przez łzy,
ocierając je wolną ręką.
—
Na co czekasz?
Skinął
głową i wziął głęboki oddech, po czym pochylił się nad pergaminem i złożył
podpis. Świecąca pieczęć rozbłysła raz i zniknęła. W ten sposób kontrakt został
zerwany.
Draco
Malfoy był wolny, jego życie w końcu należało do niego.
—
Kiedy Greengrassowie się dowiedzą? — zapytała cicho Hermiona.
Lucjusz
odchylił się na krześle, wyglądając na zadowolonego z siebie.
—
Ich prawnicy zostali natychmiast powiadomieni. Skontaktują się z nimi
bezpośrednio. Podejrzewam, że jutro będzie wiele do zrobienia przez.. to
wszystko. — Machnął ręką nad podpisanym pergaminem. — Będziesz potrzebny,
Draco.
Hermiona
skinęła głową, wyciągając telefon z kieszeni.
—
Wyślę wiadomość do Robardsa, by dać mu znać, że jutro nas nie będzie.
Lucjusz
skinął głową w podziękowaniu.
Głośny
trzask oznajmił przybycie Mipsy. Rzuciła się na Draco, mocno obejmując do
małymi rączkami.
—
Mipsy tak się cieszy, panie Draco! Mipsy nigdy nie przepadała za panną
Greengrass — szlochała między napadami radości. — Mipsy przygotowała szampana w
salonie!
—
Doskonały pomysł, Mipsy — powiedział Lucjusz lekko, wstając i podając Narcyzie
rękę.
Hermiona
również zaczęła się podnosić, ale Draco delikatnie pociągnął ją z powrotem.
—
Zaraz przyjdziemy. Potrzebuję chwili.
Rodzice
skinęli głowami ze zrozumieniem i wyszli, a drzwi gabinetu zamknęły się z
cichym kliknięciem.
Hermiona
odwróciła się do niego, wstała, weszła między jego kolana i objęła go mocno.
Jego głowa spoczywała na jej piersi, a ona czuła jego oddech, drżący, ale
lekki.
—
Jesteś wolny — wyszeptała, a słowa smakowały jak coś świętego.
Uniósł
twarz w jej stronę i zobaczyła chłopięcy i nieskrępowany uśmiech.
—
Wiesz, co zrobię jako pierwsze?
Udała,
że się zastanawia, a jej usta zadrżały.
—
Wyślesz sowę do Madam Blanchard i przywrócisz cotygodniowe masaże?
Draco
zaśmiał się ciepło, śmiejąc się przy jej obojczyku, ale pokręcił głową. Wstał i
pociągnął ją za sobą, ich złączone dłonie przycisnęły się do jego serca.
—
Nie. Zrobię to, czego pragnę bardziej niż cokolwiek innego.
Ujął
jej policzek, musnął kciukiem kość policzkową i uniósł jej podbródek. Potem bez
wahania ją pocałował.
Jego
usta pochwyciły jej z intensywnością, która zaparła Hermionie dech w piersiach.
Przesunął językiem po jej dolnej wardze, a następnie wsunął się głęboko w jej
usta, natychmiast pogłębiając pocałunek. Wzdychając, przesunęła wolną dłoń na
jego kark, przyciągając go jeszcze bliżej. Poruszali się jak zsynchronizowani,
smakowali i badali, aż Hermionie zakręciło się w głowie.
Poczuł
jej uśmiech na swoich ustach i lekko się odsunął. Chwyciła zębami jego dolną
wargę.
—
Tego pragnąłeś bardziej niż czegokolwiek innego? — zapytała, wciąż muskając
jego usta.
—
Tego i dużo więcej — mruknął w odpowiedzi, obsypując ją pocałunkami,
przesuwając usta do jej ucha. — Ale moi rodzice na nas czekają.
Przyciągnął
ją jeszcze bliżej, ich ciała przywarły do siebie, by mogła poczuć, jak bardzo
pragnął czegoś więcej. Jęknęła, czując jego erekcję mocno wciśniętą w jej
biodro. Chwyciła go za szyję, by znów przyciągnąć jego usta do swoich, gdy
usłyszeli piskliwy głos i szybki stukot obcasów.
— Gdzie jest mój narzeczony?
—
Nie znajdzie nas tutaj — wyszeptał Draco, muskając ustami skórę Hermiony,
składając na jej szyi wilgotne pocałunki, zatrzymując się w zagłębieniu, co
sprawiało, że rozpływała się w jego objęciach.
Zamierzał
spędzić niezliczone godziny na szukaniu każdego miejsca na jej ciele, które
sprawiało, że jęczała i drżała.
Drzwi
gabinetu otworzyły się z trzaskiem. Astoria stała w progu, z nierównym
oddechem, rozczochranymi włosami i oczami płonącymi furią. Lucjusz i Narcyza
podążali kilka kroków za nią, oboje obserwując nadciągającą burzę z wyraźnie
różnymi wyrazami twarzy.
Krzyk
wyrwał się z gardła Astorii, gdy ich zobaczyła. Zarumieniony Draco przywarł do
Hermiony, jej dłoń wplątała się w jego włosy, a on zaciskał dłoń na jej talii.
Oboje mieli spuchnięte i zaczerwienione usta. Nie było wątpliwości, co robili.
Draco
spojrzał ponad ramieniem Astorii, dostrzegając Lucjusza. Na ułamek sekundy na
twarzy ojca pojawiło się zaskoczenie, które po chwili przerodziło się w coś nie
do pomyślenia — dumę. Znajomy, malfoyowski uśmieszek błąkał się po jego ustach.
Wyraźnie był dumny, że pierwszym, co Draco wybrał, prawdziwie wybrał dla
siebie, była Hermiona.
Narcyza,
jak zawsze dyplomatycznie, ruszyła naprzód. Z łagodną, lecz żelazną
determinacją odwróciła Astorię od sceny, kierując ją do salonu cichymi,
spokojnymi słowami, które nie do końca maskowały stal, jaka kryła się pod nimi.
Lucjusz
został chwilę dłużej, by gestem nakazać Draco i Hermionie się ogarnąć i iść za
nimi. Gdy Draco go minął, Lucjusz nachylił się bliżej, a jego głos brzmiał
sucho jak szmer w uchu syna.
—
Nie mogłeś poczekać nawet pięciu minut.
Draco
bez wahania spotkał się ze wzrokiem ojca, odpowiadając cicho i stanowczo:
—
Nie zamierzam tracić ani minuty dłużej.
Ojciec
poklepał go po ramieniu.
—
Moja szkoła.
Atmosfera
świętowania w salonie była lekko ostudzona. Rozlano szampana, kredens lśnił
kryształowymi kieliszkami, a skrzaty domowe wiwatowały, gdy weszli Draco i
Hermiona, wznosząc toast małymi kieliszkami.
Astoria
na ten widok znów zaszlochała.
Niewzruszony
Lucjusz wcisnął kieliszek w wolną dłoń Draco, a potem drugi w dłoń Hermiony, a
wyraz jego twarzy sprawiał, że nikt nie protestował. Następnie spojrzał na
Astorię, unosząc kieliszek z uprzejmym uniesieniem brwi, tylko po to, by
opuścić go ponownie na wymowne spojrzenie Narcyzy, gdy Astoria odpowiedziała mu
jeszcze głośniejszym szlochem.
Postanawiając,
że nie pozwoli jej zepsuć tej chwili, Lucjusz odwrócił się od niej całkowicie i
uniósł kieliszek.
—
Za Draco — oznajmił, a jego głos niósł dawną, władczą nutę — za przyszłość
wolną od błędów rodziców, bez oczekiwań, bez kajdan, bez obciążeń poza tymi,
które samodzielnie wybierze.
Wszystkie
skrzaty w pokoju, Narcyza i Lucjusz unieśli wysoko swoje kieliszki. Nawet
Hermiona, z błyszczącymi oczami, delikatnie stuknęła się kieliszkami z Draco.
Tylko
Astoria pozostała nieruchoma, pomarszczona i pokryta plamami tuszu do rzęs,
patrząca przez łzy.
Draco uśmiechnął się, uniósł kieliszek do ust, a
potem pochylił się, by pocałować Hermionę w loki.
To najwyraźniej przelało czarę goryczy.
— Jesteś mój,
Draco Lucjuszu Malfoyu! — powiedziała Astoria powoli, ale stanowczo.
Draco pokręcił głową.
— Nie, Astorio, kontrakt został zerwany, nie
jesteśmy i nigdy nie będziemy razem.
Szloch Astorii przeszedł w krzyk.
— Nie rozumiesz? — wrzasnęła, a jej głos się
załamał i pierś uniosła gwałtownie. — Wszystko straciliście! Wasze pieniądze,
interesy — wszystko teraz należy do mojego ojca.
Oszalałeś?
Rozpaczliwie rozglądała się po pokoju, szukając
kogoś, kogokolwiek, kto by ją poparł.
Ale Malfoyowie obserwowali ją tylko z
niepokojącym spokojem, a ich milczenie przeszyło ją głębiej niż jakakolwiek
kłótnia. Skrzaty, które zamarły w połowie toastu, wpatrywały się w nią szeroko
otwartymi oczami.
Nie wiedziała. Jeszcze nie. Greengrassowie mieli
się dowiedzieć dopiero jutro, że gra skończona, że Lucjusz i Narcyza wymknęli
się z uścisku z chirurgiczną precyzją.
Kiedy nikt się nie ruszył, by ją poprzeć,
opanowanie Astorii prysło.
— To
wszystko twoja wina! — wrzasnęła, a jej głos podniósł się do tak wysokiego
tonu, że kieliszki zadrżały na kredensie, gdy zwróciła się do Hermiony.
Ta, wyczuwając, że atmosfera się zmienia, mówiła
cicho, spokojnie, niemal kojąco:
— Nie, Astorio. Powodem było to, jak ty i twoja
rodzina traktowaliście Draco.
— Zamknij
się! — kontynuowała Astoria, krzywiąc się. — Przez to złączenie, wplotłaś w
jego żyły swoją szlamowatą, brudną magię, ty…
Tego było za wiele.
Draco zrobił krok naprzód, wyprostował ramiona, a
jego głos był ostry jak bicz.
— Dosyć
tego, Astorio. Musisz stąd wyjść. TERAZ.
A potem wszystko wydarzyło się naraz, a jednak z
ckliwą powolnością katastrofy.
Dłoń Astorii błysnęła, jej różdżka gwałtownie się
uniosła. Usta zaczęły wymawiać pierwsze sylaby zaklęcia Niewybaczalnego.
Powietrze zdawało się gęstnieć, wibrując od niesprawiedliwości klątwy, której
nie dało się powstrzymać.
Draco nie myślał. Ich związane ręce dały mu
przewagę — szarpnął Hermionę za siebie, osłaniając ją własnym ciałem, unosząc
instynktownie rękę z różdżką, choć wiedział, że jest zbyt wolny.
Klątwa nie została wypowiedziana.
Zamiast tego rozległ się głuchy, mdły trzask i Astoria bezwładnie osunęła się
na ziemię, a jej różdżka potoczyła się po wypolerowanej podłodze.
Za nią stała Narcyza, elegancka jak zawsze,
trzymająca za szyjkę ociekającą butelkę szampana. Nawet nie wyglądała na
zdyszaną. Jedynie lekkie drżenie szczęki zdradzało adrenalinę wywołaną
uderzeniem.
W pokoju zapadła całkowita cisza, zakłócana
jedynie sykiem pieniącego się szampana na dywanie.
Mipsy, wciąż trzymając kieliszek do szampana w
jednej ręce, jakby był do niej przyklejony, podeszła do leżącej Astorii z
powagą sanitariuszki z pola bitwy. Kopnęła Astorię zaskakująco mocno w żebra.
— O nie! — pisnęła, poruszając uszami. — Mipsy
tylko sprawdza, czy panna Greengrass oddycha, po tym jak… tragicznie
poślizgnęła się na wypolerowanej podłodze.
Astoria jęknęła cicho. Pokrzepiona Mipsy chwyciła
garść włosów blondynki, uniosła głowę, wpatrywała się w jej puste oczy, jakby
oglądała warzywa, po czym z głuchym odgłosem upuściła na parkiet.
— Tak, panna Greengrass żyje — oznajmiła energicznie
skrzatka. — Prawdopodobnie. Mipsy zabierze ją do domu, zanim zrobi sobie
krzywdę.
Pozostałe skrzaty klasnęły w dłonie z uroczystą
aprobatą, a Plim wtrąciła:
— Czy Mipsy potrzebuje tacę, by ją zaciągnąć?
— Nie, nie — skrzatka pociągnęła nosem, wypinając
drobną pierś — Mipsy ma silne ramiona. Sama wyniesie śmieci — znaczy, gościa.
Wsunęła ręce pod pachy Astorii, wciąż trzymając w
dłoni kieliszek szampana, i zaczęła ciągnąć ją przez pokój z godnością worka
ziemniaków. Zostawiła za sobą ledwo widoczny ślad śliny i szampana.
W międzyczasie Lucjusz podbiegł do Narcyzy,
zręcznie wyrwał jej butelkę z rąk i odstawił na bok. Odetchnął z ulgą, jego
głos był przepełniony podziwem, gdy mamrotał pochwały i składał namiętne
pocałunki na skroni żony, zupełnie nie przejmując się faktem, że prawie zabiła
dziedziczkę Greengrassów Dom Pérignonem.
Draco był znacznie mniej opanowany. Chwycił
Hermionę za ich złączone dłonie, wolną przesuwając w górę jej ramienia, badając
ją z gorączkową dokładnością.
— Jesteś ranna? Czy ona…
Hermiona mocno położyła dłoń na jego sercu,
uspokajając go lekkim i pewnym siebie uśmiechem.
— Nic mi nie jest, naprawdę. Ale — jej ton stał
się poważny — sugeruję, żebyśmy poprosili Harry’ego o załatwienie zakazu
zbliżania.
Draco przyciągnął ją do siebie, wciąż osłaniając
ją na wpół, jakby Astoria mogła w każdej chwili odzyskać przytomność. Razem
obserwowali, jak Mipsy, nucąc radośnie pod nosem, ciągnie Astorię, po drodze bezceremonialnie
uderzając jej głową o framugę drzwi.
Brak komentarzy