[T] Złączeni: Rozdział 17

sobota, 16 maja 2026


Zasada Przyjaźni numer 34: Mipsy jest drugą najlepszą przyjaciółką na świecie DM i HG.

(Propozycja: HG | Zaakceptowane: DM | Zakwestionowane przez: TN | Odrzucone przez: DM i HG)

 

Draco zdecydował, że najlepszym rozwiązaniem będzie po prostu całkowite unikanie Astorii.

Jej ostatni list był arcydziełem pełnym oburzenia, długim na metr i pełnym dramatycznych pociągnięć piórem. Wyznała w nim, że jest głęboko rozczarowana, że Draco zdradzał ją z masażystkami.

To, naturalnie, wywołało ostrą debatę między nim a Hermioną (obie strony w odwecie rzuciły klątwy żądlące) na temat tego, czy technicznie rzecz biorąc, jest to zdrada, skoro:

 

1.     To Astoria umówiła masaże.

2.    Draco nie zdawał sobie sprawy, że masaże zazwyczaj nie są tak… interaktywne.

 

Ostatecznie zgodzili się, że to nie jest zdrada. Poza tym w liście Astoria zaznaczyła, że odwołała pozostałe masaże, spieranie się w tym temacie, było bezprzedmiotowe. Zakończyła tyradę żądaniem, by Draco natychmiast stawił się we Dworze Greengrassów i przeprosił.

Draco, oczywiście, stanowczo twierdził, że nie ma za co przepraszać. Zamiast tego po prostu przestał odpisywać na jej sowy i zaczął unikać jej w coraz bardziej absurdalny sposób.

Wszystko osiągnęło punkt kulminacyjny tydzień później, gdy pewnego popołudnia Astoria pojawiła się w ich gabinecie bez zapowiedzi.

Draco zareagował natychmiast, nurkując pod biurkiem niczym ścigany zbieg i ciągnąc Hermionę za sobą dzięki ich nieustannie złączonym dłoniom.

Zejdź ze mnie, Malfoy — syknęła, a jej kolana boleśnie uderzyły o krawędź biurka.

Ratuję nas — wyszeptał Draco, zasłaniając ich pudełkiem na dokumenty. — Powinnaś mi dziękować.

— Chowasz się przed narzeczoną pod własnym biurkiem.

— Tak — rzekł z godnością. — Wspaniały pomysł, prawda?

Niestety, Astoria postanowiła nie wchodzić i wychodzić jak burza, jak się spodziewał. Zamiast tego, usiadła na krześle dla interesantów po drugiej stronie biurka, zgrabnie skrzyżowała nogi w kostkach i oznajmiła Norze, że poczeka.

Hermiona jęknęła, ściskając nasadę nosa.

— Nie mogę uwierzyć, że mnie to spotyka.

— Cicho — wyszeptał Draco. — Ona ma słuch jak jastrząb.

— Jastrzębie nie mają…

— Granger, nie teraz!

Sytuacja stawała się coraz bardziej absurdalna z upływem minut. Astoria nuciła pod nosem. Stukała paznokciami o biurko. W pewnym momencie wyciągnęła lusterko i zaczęła nakładać szminkę tuż nad głową Draco.

— Jeśli upuści tę szminkę i ona stoczy się tutaj, to cię ogłuszę i będę twierdzić, że to nie ja — mruknęła Hermiona.

— Ależ to dramatyczne — powiedział sucho Draco.

Po pół godzinie Hermionie zdrętwiały nogi, chciało jej się siku, a włosy Draco sterczały w różnych kierunkach od ocierania się od spód biurka. Atmosfera była tak napięta, że aż piekło.

Wtedy Nora, prawdziwa bohaterka dnia, wpadła z szeroko otwartymi oczami i westchnieniem.

— Och! Astorio! Minęłaś się z nimi, byli w Atrium niecałe pięć minut temu.

Astoria natychmiast zerwała się na równe nogi, domagając się wskazówek i wybiegła z szelestem szat.

W chwili, gdy drzwi się zamknęły, Draco osunął się bokiem do Hermiony z dramatycznym westchnieniem ulgi.

— Widzisz? Genialny plan. Ani jednego zadrapania.

Hermiona popchnęła go na podłogę.

— Jeśli znów będę musiała wchodzić pod to biurko przez ciebie, Malfoy, przysięgam, że wyleję twoje eliksiry do włosów do umywalki.

Wyglądał na przerażonego.

— Granger, proszę, nie bądź taka okrutna, wiesz, z czym aktualnie się zmagam.

Rozciągnął się jak człowiek, który właśnie przeżył wielką bitwę.

Później tego samego dnia on i Hermiona zgłosili nominację do tytułu Pracownika Miesiąca za błyskotliwe myślenie Nory. Uprzejmie poinformowano ich, że nagroda nie istnieje — bo inaczej Granger wygrywałaby ją co miesiąc.

Draco był zgorszony.

Hermiona tylko się uśmiechnęła.

Zabrali więc Norę i jej dziewczynę Mary na drinka.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Lucjusz i Narcyza zaprosili ich, by dołączyli do nich w gabinecie po kolacji tego wieczoru.

Minęło prawie dziesięć dni, odkąd Hermiona przypomniała Narcyzie o wyprzedaży orchidei przy śniadaniu, a przez ten czas ona i Draco widzieli jego rodziców jedynie przelotnie. Ukrywali coś, to było oczywiste.

Hermiona zapytała Draco, o co może chodzić, ale on tylko wzruszył ramionami. Mimo to w obojgu płonęła cicha nadzieja, silniejsza u Hermiony, oparta na tym, co, jak podejrzewała, Narcyza poskładała w całość.

Kiedy weszli, Narcyza siedziała dostojnie na krześle, a Lucjusz stał za nią, oboje pochyleni nad dokumentem rozłożonym na dużym, ostentacyjnym biurku Lucjusza.

Podnieśli wzrok, gdy Draco i Hermiona zajęli miejsca naprzeciwko.

Narcyza bez słowa przesunęła pergamin po biurku.

Hermiona i Draco pochylili się razem, a ich wzrok padł na nagłówek.

 

Zawiadomienie o rozwiązaniu kontraktu małżeńskiego

między Draco Lucjuszem Malfoyem a Astorią Aquilą Greengrass

 

Pod spodem widniały eleganckie podpisy Lucjusza i Narcyzy.

Poniżej nich widniało imię Draco i puste miejsce na jego podpis.

Hermiona poczuła, jak Draco ściska ich złączone dłonie. Jego gardło drgnęło, a kiedy udało mu się wykrztusić słowa, wydobyły się z niego stłumione.

— Nie możemy — powiedział ochryple, odsuwając pergamin w ich stronę. — Stracimy wszystko — firmy, organizacje charytatywne, nieruchomości, złoto.

Narcyza wyciągnęła rękę przez biurko i złapała jego dłoń, zanim zdążyła się cofnąć. Jej uśmiech był delikatny, a oczy błyszczały od niewylanych łez.

— Nie, kochanie — rzekła spokojny, ale pełnym emocji głosem. — Nie stracimy.

Lucjusz ścisnął jej ramię i przemówił z cichym triumfem.

— Twoja matka ma rację, synu. Biznesy są zabezpieczone. Organizacje charytatywne mają zapewnione finansowanie na wiele lat. Nieruchomości… sprzedane. A złoto… — jego usta wygięły się w chytrym, znajomym uśmieszku, przepełnionym starą, malfoyowską arogancją — Cóż, technicznie rzecz biorąc, przepadło. Ale mniejsza z tym. Ledwie galeon wpadnie w ręce Greengrassów.

— Jak? — zapytał Draco, a jego głos brzmiał niewiele głośniej niż zduszony szept.

Uśmiech Narcyzy złagodniał, gdy zwróciła się Hermiona.

— To wszystko dzięki naszej wspaniałej i najbystrzejszej Hermionie.

Jej słowa emanowały szczerością, a wyraz twarzy Lucjusza odzwierciedlał jej, z dumą unoszącą kąciki ust.

Draco gwałtownie odwrócił głowę w stronę Hermiony, oszołomiony. Odruchowo pokręciła głową.

— Nie… ja tylko przypomniałam twojej matce o czymś. Przy odrobinie szczęścia to mogło dawać nadzieję…

— Proszę — przerwał jej Draco, patrząc na nich wszystkich z desperacją w oczach. — Niech mi ktoś powie, co się dzieje.

Narcyza odchyliła się lekko do tyłu, elegancko łącząc dłonie.

— Hermiona przypomniała mi małą firmę storczykową, którą Andromeda i ja odziedziczyłyśmy po matce wiele lat temu. To tak maleńka, mało znana firma, że Hermiona podejrzewała, że mogła zostać pominięta, gdy po moim ślubie Malfoyowie przejmowali majątek Blacków. — Zatrzymała się, pozwalając, by ciężar myśli opadł, po czym kontynuowała z błyszczącymi oczami. — Po przeszukaniu bardzo starych dokumentów rodziny Blacków odkryliśmy, że miała rację. Firma była zarejestrowana wyłącznie na rodzinę Blacków — mnie i Andromedę. I tak pozostało do dziś. Ponieważ Andromeda jest moją starszą siostrą, posiada pięćdziesiąt jeden procent udziałów. W chwili mojego ślubu nie miałyśmy ze sobą kontaktu, dlatego firmy nie ujawniono podczas konsolidacji prawnej. Po prostu… przeoczyliśmy ją. — Jej uśmiech stał się ciepły i triumfalny. — Skoro Andromeda nadal jest głównym udziałowcem, nasi prawnicy są pewni, że firma jest bezpieczna. Na tyle bezpieczna, by sprawować pieczę nad wszystkimi innymi interesami Blacków i Malfoyów, i by chronić je przed wszelkimi roszczeniami ze strony rodziny Greengrassów.

Hermiona siedziała oszołomiona, z lekko otwartymi ustami. Spojrzała na Draco, który wyglądał na równie zszokowanego, co ona.

— A nieruchomości? — wydusił z siebie Draco.

Lucjusz płynnie przejął pałeczkę, wpadając w stary, znany Hermionie rytm opowieści.

— Niestety, wszystkie oprócz Dworu zostały sprzedane, ale przyjaciołom. Takim, który za rok lub dwa mogą być całkowicie… zmęczeni ich utrzymywaniem. Wtedy mogą poczuć się skłonni je odsprzedać.

Mrugnął porozumiewawczo do syna i przez ułamek sekundy Hermiona dostrzegła w nim intryganta, którym kiedyś był.

— Organizacje charytatywne. Złoto — naciskał Draco, a jego głos zmienił się z szoku w coś niebezpiecznie bliskiego nadziei.

Lucjusz lekko wykrzywił usta.

— Miniony tydzień był… pracowity. Prawie każdy skarbiec opustoszał. Galeony szły na cele charytatywne, zarówno magiczne, jak i mugolskie. Zasoby ze skarbców Gringotta przeznaczono dla nowych uczniów mugolskiego pochodzenia, na co najmniej dziesięć lat do przodu. I, jak to bywa w życiu, kilku naszych drogich przyjaciół desperacko potrzebowało pożyczek. — Jego oczy błyszczały. — Zwłaszcza pan Nott i pan Zabini.

Hermiona parsknęła zaskoczonym śmiechem, nie mogąc się powstrzymać. Ani Theo, ani Blaise nigdy w życiu nie byli w rozpaczliwej potrzebie.

W głosie Draco znów zagościła pewność siebie, gdy zapytał:

— Jak będziemy żyć bez pieniędzy? Jak mamy utrzymać siebie i skrzaty? Moja pensja nie wystarczy na utrzymanie nas wszystkich.

Hermiona o mało nie wybuchła śmiechem. Wątpiła, czy Draco w ogóle wie, ile zarabia. Przez wszystkie lata wspólnej pracy ani razu nie prosił o podwyżkę, ani razu nie zerknął na pasek wypłaty.

Narcyza odpowiedziała łagodnie:

— Wszystkim firmom, z których regularnie korzystamy, zapłaciliśmy już z góry, więc nasze codzienne potrzeby będą zaspokojone przez co najmniej rok. Wszyscy nasi pracownicy, w tym skrzaty, również otrzymali zaliczki. Pan Nott uprzejmie zaoferował pokrycie ewentualnych braków.

Lucjusz wtrącił się energicznie, ale uspokajająco.

— Nasi prawnicy zalecają, aby przez rok i jeden dzień po rozwiązaniu kontraktu nie przyjmować płatności w formie dywidend, darowizn i pożyczek. Dlatego podjęliśmy stosowne kroki. W tym czasie wszystko będzie działało, a firmy pozostaną pod parasolem Blacków i Andromeda będzie je tymczasowo nadzorować.

Draco powoli skinął głową, próbując to wszystko ogarnąć.

— Więc… wszystko przepadło?

Narcyza i Lucjusz wymienili spojrzenia, uśmiechnęli się cicho, ale szczerze. Lucjusz mówił z pewnością siebie, która miała o wiele większą wagę niż złoto.

— Od dzisiejszego popołudnia jesteśmy jedną z najbiedniejszych czarodziejskich rodzin, przynajmniej w kwestii ilości posiadanych galeonów. Ale, mój synu, pieniądze przychodzą i odchodzą. To niewielka cena za moje liczne błędy z przeszłości. Odbudujemy wszystko. A co ważniejsze, twoja przyszłość, twoje życie, należy do ciebie.

Słowa zapadły w serce Draco niczym kamień wrzucony do stojącej wody, rozchodząc się falami. Spojrzał na rodziców, potem na Hermionę i na dokument przed sobą.

Uśmiech, który pojawił się na jego twarzy, był jednym z najpiękniejszych, jakie Hermiona kiedykolwiek widziała. Uścisnęła jego dłoń, a on odwzajemnił uścisk, niemal boleśnie mocno i jego szczęście rozlało się na nią, aż ona też nie mogła powstrzymać uśmiechu.

Draco sięgnął po pióro, gotowy do podpisania, ale głos Lucjusza go powstrzymał.

— Jest jeszcze jedna drobna sprawa do załatwienia, zanim to oficjalnie ogłosimy. — Przesunął kolejny pergamin po biurku. — Twój skarbiec, Draco, również jest częścią kontaktu. Po podpisaniu zawiadomienia, całe złoto w nim zawarte przejdzie na konto Greengrassów. — Odczekał chwilę, zanim dodał, lekko unosząc brwi z zadowoleniem: — Lub… przekażesz zawartość na fundusz stypendialny Hogwartu. Jeśli zdecydujesz się to podpisać, darowizna zostanie przeniesiona na wczoraj. — Jego wzrok sugestywnie przeskakiwał z Draco na Hermionę. — Ponieważ formalnie oboje jesteście Aurorami, a to kwalifikuje się jako nieco wątpliwa magia, muszę prosić, żebyście przymknęli na to oko.

Nieco wątpliwa, pomyślała Hermiona z ironią, doskonale wiedząc, że to absurdalnie nielegalne.

Lucjusz kontynuował płynnie:

— Po podpisaniu Gringott zostanie natychmiast powiadomiony. Galeony zostaną przelane, zanim kontrakt małżeński zostanie rozwiązany.

Draco nawet się nie zawahał. Podpisał pergamin, a jego imię zabłysło złotym pismem, zanim magia go zapieczętowała. W ten sposób zawartość jego skarbca zmniejszyła się do jednego galeona, a mimo to bardzo mu ulżyło.

Lucjusz zabrał kontrakt Draco dotyczący osobistego skarbca, zostawiając przed nim jedynie ten dotyczący zerwania zaręczyn. Tym razem Draco zawahał się, patrząc na rodziców.

— Poradzicie sobie? — zapytał cicho.

Miłość na twarzach Lucjusza i Narcyzy niemal powaliła Hermionę. Oczy Narcyzy błyszczały, gdy szepnęła:

— Oczywiście, że tak, kochanie.

Lucjusz delikatnie ścisnął jej ramię, przytakując stanowczo.

Draco spojrzał na Hermionę, niemal szukając jej wzrokiem. Zaśmiała się przez łzy, ocierając je wolną ręką.

— Na co czekasz?

Skinął głową i wziął głęboki oddech, po czym pochylił się nad pergaminem i złożył podpis. Świecąca pieczęć rozbłysła raz i zniknęła. W ten sposób kontrakt został zerwany.

Draco Malfoy był wolny, jego życie w końcu należało do niego.

— Kiedy Greengrassowie się dowiedzą? — zapytała cicho Hermiona.

Lucjusz odchylił się na krześle, wyglądając na zadowolonego z siebie.

— Ich prawnicy zostali natychmiast powiadomieni. Skontaktują się z nimi bezpośrednio. Podejrzewam, że jutro będzie wiele do zrobienia przez.. to wszystko. — Machnął ręką nad podpisanym pergaminem. — Będziesz potrzebny, Draco.

Hermiona skinęła głową, wyciągając telefon z kieszeni.

— Wyślę wiadomość do Robardsa, by dać mu znać, że jutro nas nie będzie.

Lucjusz skinął głową w podziękowaniu.

Głośny trzask oznajmił przybycie Mipsy. Rzuciła się na Draco, mocno obejmując do małymi rączkami.

— Mipsy tak się cieszy, panie Draco! Mipsy nigdy nie przepadała za panną Greengrass — szlochała między napadami radości. — Mipsy przygotowała szampana w salonie!

— Doskonały pomysł, Mipsy — powiedział Lucjusz lekko, wstając i podając Narcyzie rękę.

Hermiona również zaczęła się podnosić, ale Draco delikatnie pociągnął ją z powrotem.

— Zaraz przyjdziemy. Potrzebuję chwili.

Rodzice skinęli głowami ze zrozumieniem i wyszli, a drzwi gabinetu zamknęły się z cichym kliknięciem.

Hermiona odwróciła się do niego, wstała, weszła między jego kolana i objęła go mocno. Jego głowa spoczywała na jej piersi, a ona czuła jego oddech, drżący, ale lekki.

— Jesteś wolny — wyszeptała, a słowa smakowały jak coś świętego.

Uniósł twarz w jej stronę i zobaczyła chłopięcy i nieskrępowany uśmiech.

— Wiesz, co zrobię jako pierwsze?

Udała, że się zastanawia, a jej usta zadrżały.

— Wyślesz sowę do Madam Blanchard i przywrócisz cotygodniowe masaże?

Draco zaśmiał się ciepło, śmiejąc się przy jej obojczyku, ale pokręcił głową. Wstał i pociągnął ją za sobą, ich złączone dłonie przycisnęły się do jego serca.

— Nie. Zrobię to, czego pragnę bardziej niż cokolwiek innego.

Ujął jej policzek, musnął kciukiem kość policzkową i uniósł jej podbródek. Potem bez wahania ją pocałował.

Jego usta pochwyciły jej z intensywnością, która zaparła Hermionie dech w piersiach. Przesunął językiem po jej dolnej wardze, a następnie wsunął się głęboko w jej usta, natychmiast pogłębiając pocałunek. Wzdychając, przesunęła wolną dłoń na jego kark, przyciągając go jeszcze bliżej. Poruszali się jak zsynchronizowani, smakowali i badali, aż Hermionie zakręciło się w głowie.

Poczuł jej uśmiech na swoich ustach i lekko się odsunął. Chwyciła zębami jego dolną wargę.

— Tego pragnąłeś bardziej niż czegokolwiek innego? — zapytała, wciąż muskając jego usta.

— Tego i dużo więcej — mruknął w odpowiedzi, obsypując ją pocałunkami, przesuwając usta do jej ucha. — Ale moi rodzice na nas czekają.

Przyciągnął ją jeszcze bliżej, ich ciała przywarły do siebie, by mogła poczuć, jak bardzo pragnął czegoś więcej. Jęknęła, czując jego erekcję mocno wciśniętą w jej biodro. Chwyciła go za szyję, by znów przyciągnąć jego usta do swoich, gdy usłyszeli piskliwy głos i szybki stukot obcasów.

— Gdzie jest mój narzeczony?

— Nie znajdzie nas tutaj — wyszeptał Draco, muskając ustami skórę Hermiony, składając na jej szyi wilgotne pocałunki, zatrzymując się w zagłębieniu, co sprawiało, że rozpływała się w jego objęciach.

Zamierzał spędzić niezliczone godziny na szukaniu każdego miejsca na jej ciele, które sprawiało, że jęczała i drżała.

Drzwi gabinetu otworzyły się z trzaskiem. Astoria stała w progu, z nierównym oddechem, rozczochranymi włosami i oczami płonącymi furią. Lucjusz i Narcyza podążali kilka kroków za nią, oboje obserwując nadciągającą burzę z wyraźnie różnymi wyrazami twarzy.

Krzyk wyrwał się z gardła Astorii, gdy ich zobaczyła. Zarumieniony Draco przywarł do Hermiony, jej dłoń wplątała się w jego włosy, a on zaciskał dłoń na jej talii. Oboje mieli spuchnięte i zaczerwienione usta. Nie było wątpliwości, co robili.

Draco spojrzał ponad ramieniem Astorii, dostrzegając Lucjusza. Na ułamek sekundy na twarzy ojca pojawiło się zaskoczenie, które po chwili przerodziło się w coś nie do pomyślenia — dumę. Znajomy, malfoyowski uśmieszek błąkał się po jego ustach. Wyraźnie był dumny, że pierwszym, co Draco wybrał, prawdziwie wybrał dla siebie, była Hermiona.

Narcyza, jak zawsze dyplomatycznie, ruszyła naprzód. Z łagodną, lecz żelazną determinacją odwróciła Astorię od sceny, kierując ją do salonu cichymi, spokojnymi słowami, które nie do końca maskowały stal, jaka kryła się pod nimi.

Lucjusz został chwilę dłużej, by gestem nakazać Draco i Hermionie się ogarnąć i iść za nimi. Gdy Draco go minął, Lucjusz nachylił się bliżej, a jego głos brzmiał sucho jak szmer w uchu syna.

— Nie mogłeś poczekać nawet pięciu minut.

Draco bez wahania spotkał się ze wzrokiem ojca, odpowiadając cicho i stanowczo:

— Nie zamierzam tracić ani minuty dłużej.

Ojciec poklepał go po ramieniu.

— Moja szkoła.

Atmosfera świętowania w salonie była lekko ostudzona. Rozlano szampana, kredens lśnił kryształowymi kieliszkami, a skrzaty domowe wiwatowały, gdy weszli Draco i Hermiona, wznosząc toast małymi kieliszkami.

Astoria na ten widok znów zaszlochała.

Niewzruszony Lucjusz wcisnął kieliszek w wolną dłoń Draco, a potem drugi w dłoń Hermiony, a wyraz jego twarzy sprawiał, że nikt nie protestował. Następnie spojrzał na Astorię, unosząc kieliszek z uprzejmym uniesieniem brwi, tylko po to, by opuścić go ponownie na wymowne spojrzenie Narcyzy, gdy Astoria odpowiedziała mu jeszcze głośniejszym szlochem.

Postanawiając, że nie pozwoli jej zepsuć tej chwili, Lucjusz odwrócił się od niej całkowicie i uniósł kieliszek.

— Za Draco — oznajmił, a jego głos niósł dawną, władczą nutę — za przyszłość wolną od błędów rodziców, bez oczekiwań, bez kajdan, bez obciążeń poza tymi, które samodzielnie wybierze.

Wszystkie skrzaty w pokoju, Narcyza i Lucjusz unieśli wysoko swoje kieliszki. Nawet Hermiona, z błyszczącymi oczami, delikatnie stuknęła się kieliszkami z Draco.

Tylko Astoria pozostała nieruchoma, pomarszczona i pokryta plamami tuszu do rzęs, patrząca przez łzy.

Draco uśmiechnął się, uniósł kieliszek do ust, a potem pochylił się, by pocałować Hermionę w loki.

To najwyraźniej przelało czarę goryczy.

— Jesteś mój, Draco Lucjuszu Malfoyu! — powiedziała Astoria powoli, ale stanowczo.

Draco pokręcił głową.

— Nie, Astorio, kontrakt został zerwany, nie jesteśmy i nigdy nie będziemy razem.

Szloch Astorii przeszedł w krzyk.

— Nie rozumiesz? — wrzasnęła, a jej głos się załamał i pierś uniosła gwałtownie. — Wszystko straciliście! Wasze pieniądze, interesy — wszystko teraz należy do mojego ojca. Oszalałeś?

Rozpaczliwie rozglądała się po pokoju, szukając kogoś, kogokolwiek, kto by ją poparł.

Ale Malfoyowie obserwowali ją tylko z niepokojącym spokojem, a ich milczenie przeszyło ją głębiej niż jakakolwiek kłótnia. Skrzaty, które zamarły w połowie toastu, wpatrywały się w nią szeroko otwartymi oczami.

Nie wiedziała. Jeszcze nie. Greengrassowie mieli się dowiedzieć dopiero jutro, że gra skończona, że Lucjusz i Narcyza wymknęli się z uścisku z chirurgiczną precyzją.

Kiedy nikt się nie ruszył, by ją poprzeć, opanowanie Astorii prysło.

To wszystko twoja wina! — wrzasnęła, a jej głos podniósł się do tak wysokiego tonu, że kieliszki zadrżały na kredensie, gdy zwróciła się do Hermiony.

Ta, wyczuwając, że atmosfera się zmienia, mówiła cicho, spokojnie, niemal kojąco:

— Nie, Astorio. Powodem było to, jak ty i twoja rodzina traktowaliście Draco.

Zamknij się! — kontynuowała Astoria, krzywiąc się. — Przez to złączenie, wplotłaś w jego żyły swoją szlamowatą, brudną magię, ty…

Tego było za wiele.

Draco zrobił krok naprzód, wyprostował ramiona, a jego głos był ostry jak bicz.

Dosyć tego, Astorio. Musisz stąd wyjść. TERAZ.

A potem wszystko wydarzyło się naraz, a jednak z ckliwą powolnością katastrofy.

Dłoń Astorii błysnęła, jej różdżka gwałtownie się uniosła. Usta zaczęły wymawiać pierwsze sylaby zaklęcia Niewybaczalnego. Powietrze zdawało się gęstnieć, wibrując od niesprawiedliwości klątwy, której nie dało się powstrzymać.

Draco nie myślał. Ich związane ręce dały mu przewagę — szarpnął Hermionę za siebie, osłaniając ją własnym ciałem, unosząc instynktownie rękę z różdżką, choć wiedział, że jest zbyt wolny.

Klątwa nie została wypowiedziana.

Zamiast tego rozległ się głuchy, mdły trzask i Astoria bezwładnie osunęła się na ziemię, a jej różdżka potoczyła się po wypolerowanej podłodze.

Za nią stała Narcyza, elegancka jak zawsze, trzymająca za szyjkę ociekającą butelkę szampana. Nawet nie wyglądała na zdyszaną. Jedynie lekkie drżenie szczęki zdradzało adrenalinę wywołaną uderzeniem.

W pokoju zapadła całkowita cisza, zakłócana jedynie sykiem pieniącego się szampana na dywanie.

Mipsy, wciąż trzymając kieliszek do szampana w jednej ręce, jakby był do niej przyklejony, podeszła do leżącej Astorii z powagą sanitariuszki z pola bitwy. Kopnęła Astorię zaskakująco mocno w żebra.

— O nie! — pisnęła, poruszając uszami. — Mipsy tylko sprawdza, czy panna Greengrass oddycha, po tym jak… tragicznie poślizgnęła się na wypolerowanej podłodze.

Astoria jęknęła cicho. Pokrzepiona Mipsy chwyciła garść włosów blondynki, uniosła głowę, wpatrywała się w jej puste oczy, jakby oglądała warzywa, po czym z głuchym odgłosem upuściła na parkiet.

— Tak, panna Greengrass żyje — oznajmiła energicznie skrzatka. — Prawdopodobnie. Mipsy zabierze ją do domu, zanim zrobi sobie krzywdę.

Pozostałe skrzaty klasnęły w dłonie z uroczystą aprobatą, a Plim wtrąciła:

— Czy Mipsy potrzebuje tacę, by ją zaciągnąć?

— Nie, nie — skrzatka pociągnęła nosem, wypinając drobną pierś — Mipsy ma silne ramiona. Sama wyniesie śmieci — znaczy, gościa.

Wsunęła ręce pod pachy Astorii, wciąż trzymając w dłoni kieliszek szampana, i zaczęła ciągnąć ją przez pokój z godnością worka ziemniaków. Zostawiła za sobą ledwo widoczny ślad śliny i szampana.

W międzyczasie Lucjusz podbiegł do Narcyzy, zręcznie wyrwał jej butelkę z rąk i odstawił na bok. Odetchnął z ulgą, jego głos był przepełniony podziwem, gdy mamrotał pochwały i składał namiętne pocałunki na skroni żony, zupełnie nie przejmując się faktem, że prawie zabiła dziedziczkę Greengrassów Dom Pérignonem.

Draco był znacznie mniej opanowany. Chwycił Hermionę za ich złączone dłonie, wolną przesuwając w górę jej ramienia, badając ją z gorączkową dokładnością.

— Jesteś ranna? Czy ona…

Hermiona mocno położyła dłoń na jego sercu, uspokajając go lekkim i pewnym siebie uśmiechem.

— Nic mi nie jest, naprawdę. Ale — jej ton stał się poważny — sugeruję, żebyśmy poprosili Harry’ego o załatwienie zakazu zbliżania.

Draco przyciągnął ją do siebie, wciąż osłaniając ją na wpół, jakby Astoria mogła w każdej chwili odzyskać przytomność. Razem obserwowali, jak Mipsy, nucąc radośnie pod nosem, ciągnie Astorię, po drodze bezceremonialnie uderzając jej głową o framugę drzwi.

 ______________

Witajcie :) no i pozbyliśmy się Astorii, teraz zostały tylko przyjemne rozdziały pełne pikantnych i zabawnych scen. Swoją drogą, Mipsy wykazała się niezwykłą empatią, prawda? :) Dajcie znać jak wrażenia po rozdziale.

Kolejne rozdziały planuję opublikować w najbliższym tygodniu. Miałam chwilowy kryzys spowodowany nawałem pracy i kompletną niechęcią do niczego. Ale powoli wracam, więc inne opowiadania również na dniach powinnam ruszyć.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Enjoy!

Brak komentarzy