[T] To, co jest między nami: Oto i on

niedziela, 4 października 2026

 

Witajcie :) w niedzielny wieczór zapraszam na nowy rozdział tłumaczenia. Będzie trochę interakcji Draco z Crossem, a także ważna rozmowa Draco z Hermioną. Jednak najlepsze dopiero przed nami. Miłej lektury!

Na kolejny rozdział zapraszam za dwa tygodnie. :)

 

_____________

 

Rozdział 37: Oto i on

 

Listopad 2004

 

— Ślady pazurów — zawołał Cross z drugiego końca łąki, na co Hermiona rzuciła zaklęcie i pospiesznie podeszła bliżej.

— Rozmiar? — zapytała.

— Dorosły — mruknął. — Mężczyzna.

Hermiona pochyliła się, by obejrzeć zagłębienia w korze, lekko oświetlonej zaklęciem Crossa. Zaschnięta krew zabarwiła drewno, tworząc ciemne plamy. Zacisnęła szczękę i rzuciła zaklęcie identyfikacyjne. Nie było wątpliwości, do kogo należą te ślady. 

Greyback.

— Potwierdzone? — dopytywał Cross.

Skinęła głową.

— A krew?

Zmieniła zaklęcie.

— Pasuje — syknęła. — Należy do chłopca.

Westchnął i wyprostował się.

— Mamy trafienie, chłopaki.

Harry i Perkins podeszli, żeby to sprawdzić i potwierdzić.

— Jak dawno temu? — zapytał Harry, marszcząc brwi. — Kim był ten zaginiony dzieciak?

— Dwa tygodnie temu — odparła Hermiona. — Alan Wight, piętnaście lat.

— Kurwa — mruknął, przeczesując palcami włosy. — Wtedy była pełnia?

Zacisnęła szczękę i spojrzała na niego. Ciężko przełknęła ślinę, po czym powiedziała:

— Pełnia była dwudziestego ósmego października.

Harry zbladł, jego gardło podskoczyło.

— To było dwa tygodnie temu. — Ponownie przeczesał palcami włosy i warknął: — Kurwa!

— Musimy go złapać — powiedziała stanowczo Hermiona. — On nie przestanie, to nie może trwać w nieskończoność. — Spięła się i spojrzała na pozostałych. Wszyscy wyglądali na zagubionych, nie mogąc nic powiedzieć ani zrobić. Dotarła do nich okropna prawda: piętnastoletni mugol został porwany przez Fenrira Greybacka. Mógł zostać ugryziony, a nawet gorzej — zabity. Za wszelką cenę musieli to powstrzymać. Hermiona zacisnęła pięści. — Gdzie jest Malfoy?

Mężczyźni spojrzeli w górę.

— Dlaczego o niego pytasz? — zapytał Cross.

— To jego śledztwo — odpowiedziała. — Powinien na własne oczy to zobaczyć.

— Dziś rano otrzymał trop do sprawdzenia w sprawie Waltersa — rzekł Perkins. — Nie sądzę, żeby był zachwycony wezwaniem tutaj.

Wpatrując się w niego, mruknęła:

— Wezwij go. Wezmę to na siebie.

Perkins spojrzał na Harry’ego, ale ten tylko wzruszył ramionami. Mamrocząc pod nosem, Perkins przeszedł na bok, by wysłać Patronusa.

Hermiona zabrała się do pracy, zbierając jak najwięcej informacji o tropie Greybacka, podczas gdy Harry zabezpieczał miejsce zdarzenia. Nie minęło dużo czasu, zanim donośny trzask aportacji rozniósł się echem po łące. Draco podszedł do nich, ubrany w mundur Aurora.

Prezentował się nieskazitelnie, a płaszcz powiewał na wietrze, tworząc niesamowitą aurę.

— Co się stało? — zapytał, rozglądając się.

— Nowa ofiara — powiedziała Hermiona i podeszła bliżej. — Piętnastoletni chłopiec. Porwany przez Greybacka podczas ostatniej pełni księżyca.

Twarz Draco stężała, gdy przyglądał się scenie.

— Wiemy, czy został zabity, czy przemieniony?

— Nie — odparła, krzyżując ramiona. Zacisnęła szczękę i spojrzała na niego. — To musi się skończyć. Musimy go złapać i chyba znam sposób, żeby go wywabić.

Spojrzał na nią z ciekawością, ale potem zmrużył oczy.

— Nie — mruknął i szybko ogarnął ją wzrokiem. — Cokolwiek sobie myślisz, Granger, odpowiedź brzmi nie.

Wyprostowała ramiona, piorunując go wzrokiem.

— To najlepszy sposób.

— Najlepszy? — warknął. — Nie pozwolę, żeby ktokolwiek był przynętą, a tym bardziej ty, więc daj spokój, Granger.

— Czekaj, co? — Harry odwrócił głowę w ich kierunku i podszedł do Hermiony. — Przynęta?

Przewróciła oczami.

— To najszybszy sposób, żeby go złapać. Ściga mnie, posunął się nawet do tego, że śledzi mnie do mojego mieszkania, więc wykorzystajmy to. Wywabmy go.

— Nie. — Draco się wyprostował i założył ręce za plecy. Spojrzał na nią z nutą dominacji, która zazwyczaj przyprawiała ją o drżenie kolan, ale teraz nie pozwoliła, by ją zniechęciła. Widząc jej bunt, spoważniał i wycedził: — Jeśli damy mu palec, weźmie całą dłoń. Nie, on ją pożre, a ja nie pozwolę ci znaleźć się w takiej sytuacji.

— Nie wahałabym się ani sekundy i zrobiłabym to, gdybyśmy mieli szansę go złapać i uratować wiele dzieci! — warknęła.

Oczy Draco zmieniły się w stalowe, twarz napięła i zamarła w furii. Miała wrażenie, że słyszy w myślach jego krzyk Pieprzyć dzieci. Ale nic nie powiedział. Zamiast tego odwrócił się do Harry’ego i mruknął:

— Musimy wstrzymać się ze wszystkim, dopóki nie złapiemy Greybacka. Robards dał mi wolną rękę w dysponowaniu wszelkimi środkami, żeby go złapać, więc zaangażujmy w tę sprawę wszystkie zespoły.

Kiedy Harry skinął głową, Hermiona prychnęła:

— Więc po prostu zignorujesz mój plan?

Draco przewrócił oczami.

— To nie jest żaden plan, Granger. To błąd.

Zmarszczyła brwi.

— To nie błąd. To najszybszy i najskuteczniejszy sposób, żeby go wywabić. Masz lepszy pomysł?

— Wszystko, co nie wiąże się z wyłożeniem się na cholerną srebrną tacę, jest lepszym planem — rzekł, piorunując ją wzrokiem. — Wiem, że jesteś mądrzejsza, Granger, więc postępuj mądrze.

— To może się udać — powiedział Cross, wyciągając papierosa z kieszeni i zapalając go. — Gdyby Greyback miał Granger na oku, mielibyśmy doskonałą okazję na schwytanie go.

— Nikt cię nie pytał, detektywie.

Warknięcie Draco było zimne, przepełnione wściekłością, a w oczach błyszczały błyskawice.

Cross nie dał się zniechęcić. Marszcząc brwi i sięgając po coś z czubka języka, trzymając papierosa między dwoma palcami, powiedział:

— Jeśli będziemy pewni, że połknie przynętę, będziemy mieli pełną władzę. Zastawimy perfekcyjną pułapkę. Nie zdąży nawet na nią chuchnąć, zanim go złapiemy.

Draco wzruszył ramionami i zwrócił się do Crossa.

— Więc jesteś gotowy narazić swoją współpracownicę na ryzyko?

Detektyw rzucił mu wyzywające spojrzenie.

— Bez wahania byś to zrobił, gdybym to ja miał być przynętą.

Draco podszedł bliżej, cedząc:

— W mgnieniu oka.

— Dość tego. — Głos Harry’ego był surowy, jakby zwracał się do nieposłusznych dzieci, i stanął między nimi. — Skończymy tu, a potem ochłoniemy w biurze. Potrzebujemy planu, niezależnie od tego, czy będzie zawierał przynętę, czy nie.

Hermiona zacisnęła zęby i pokręciła głową.

— Nie możemy sobie pozwolić na zmarnowanie tej szansy.

— To się nie wydarzy — mruknął Draco. — Ale Potter ma rację, potrzebujemy planu. — Fuknął i odwrócił się do Hermiony. — Dokończ swoją pracę, żebyśmy mogli wracać.

— Cóż, jesteś tu bezużyteczny, więc śmiało — mruknęła i odwróciła się z powrotem do śladów pazurów. — Idź.

Nie dbała o to, czy marszczy brwi, dopóki ogłuszający trzask jego deportacji jej nie zaskoczył.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona nie wiedziała, ile razy powtarzała to samo.

— Nie mamy czasu! To musi się stać teraz. Nie możemy czekać, aż zaatakuje kolejne dziecko podczas następnej pełni.

Draco również powtarzał to samo.

— To się nie wydarzy, Granger.

Żadne z nich nie zamierzało się poddać.

Pod koniec dnia Draco i pozostali Aurorzy opracowali plan wyśledzenia i, miejmy nadzieję, schwytania wilkołaka, co pozostawiło Hermionę sfrustrowaną i wściekłą. Jeszcze przed końcem spotkania wybiegła z sali konferencyjnej i zamknęła się w swoim gabinecie. Była tak wściekła, że czuła, jak jej magia trzeszczy w palcach. Wszyscy byli tacy sami, traktowali ją tak, jakby nie potrafiła sobie poradzić — i prawdę mówiąc, była bardziej zła na Harry’ego niż na Draco.

Harry widział, jak pracowała pod presją. Razem stoczyli krwawą wojnę, więc podejrzenie, że ma wątpliwości co do jej umiejętności, bolało bardziej niż okrucieństwo Draco. Tylko Samuel Cross stanął po jej stronie, ale został brutalnie przegłosowany przez pozostałych i od tamtej pory milczał.

Hermiona ciężko oddychała, zatrzymując się przed ścianą, gorączkowo wodząc wzrokiem po czerwonym sznurku. Poruszał się grupami, ale jednocześnie ją gonił. Ile razy był w jej budynku, zanim oznaczył drzwi? Ile razy obserwował ją na ulicy? Ile razy była bliska stania się jego ofiarą, nie wiedząc o tym?

Pomyślała o Lavender, o okrutnym losie, jaki ją spotkał, i zadrżała. Greyback był więcej niż przestępcą i wilkołakiem — był potworem i trzeba go było powstrzymać.

Zgrzytając zębami, chwyciła płaszcz i torebkę z koralikami, po czym wybiegła z biura w stronę wind. Zostało jej dziesięć minut do oficjalnego końca dnia, ale nie wracała do domu, żeby odpocząć. Nie, zamierzała zrozumieć ten krwawy ślad i rozszyfrować jego ruchy.

Weszła do kominka i wylądowała w salonie zaledwie pół minuty później. Mocno ściskając różdżkę, podeszła do drzwi. Korzystając z wizjera, upewniła się, że korytarz jej pusty, serce waliło jej z niepokoju, zanim wzięła głęboki oddech i wyszła na zewnątrz. Zakasawszy rękawy, zabrała się do pracy.

Rzuciła zaklęcia odstraszające mugoli — by uniemożliwić sąsiadom wychodzenie z mieszkań lub wchodzenie do budynku — podążając jednocześnie śladem Greybacka. Nowsze ślady dowodziły, że rzeczywiście tam był po tym, jak nałożono osłony. Dwa razy, jeśli jej interpretacja lekkiego blasku była prawidłowa. Potrzebowała, żeby zechciał tu wrócić; gdyby udało jej się rzucił zaklęcia antyaportacyjne wokół budynku, mogłaby go tam uwięzić, jednocześnie wzywając posiłki. Skoro była bezpieczna dzięki zaklęciom Draco, nie musiała się martwić, że Greyback włamie się do jej mieszkania. Ale on o tym nie wiedział.

Czerpiąc ze wszystkiego, co ostatnio czytała o wilkołakach, przypomniała sobie ich wyostrzony węch. Ubrania, perfumy, włosy, skóra — im silniejszy, tym lepiej. Marszcząc brwi, szybko przesunęła dłońmi po ścianach i poręczy schodów. Zebrała ślinę w ustach i splunęła na dół schodów, pocierając ramionami i palcami każdą dostępną powierzchnię i dbając o to, by korytarze pachniały nią tak mocno, jak to możliwe.

Z pewnością, pomyślała, czuł jej zapach dochodzący z mieszkania, ale jeśli sprawi, że korytarz również będzie nią pachniał, może uda jej się go oszukać, by uwierzył, że regularnie nim przechodzi. Nie wiedziała, czy to zadziała, ale na ten moment tylko to przyszło jej do głowy. Brak natychmiastowego wsparcia byłby oczywiście wyzwaniem i przez chwilę spięła się na myśl, że aktywnie wabi Fenrira Greybacka do swojego domu.

Serce podeszło jej do gardła i musiała na chwilę oprzeć się o balustradę. Kręciło jej się w głowie i słyszała w myślach głos Draco, karcący ją za głupotę — ale to nie była głupota. Tylko konieczność. Jeśli musi narażać się na niebezpieczeństwo, by uratować wiele dzieci, niech tak będzie.

Na koniec rzuciła rękawiczkę na podłogę przed drzwiami, żeby wyglądało, jakby ją przypadkiem zgubiła. Potem wróciła do mieszkania, zamknęła drzwi i dobrze je zakluczyła. Serce waliło jej w piersi, ale ufała osłonom Draco — bo on nie ufał jej zdolności do samoobrony.

Tego wieczoru poszła wcześnie spać, serce wciąż jej waliło, a adrenalina krążyła w ciele. To mógł być najlepszy plan, żeby go złapać — albo najgorszy. Gdyby Draco się o tym dowiedział, wpadłby w furię. Ale to nie miało znaczenia; Aurorzy od lat bezskutecznie ścigali Greybacka, a skoro Hermiona mogła pomóc w jego schwytaniu, jak mogłaby się powstrzymać? Miała moralny obowiązek odegrać swoją rolę w tym, nawet jeśli musiała się narażać. Ale granica była bardzo bliska i bardzo cienka. Czy Greyback stał przed jej drzwiami, węsząc ślad, który dla niego zostawiła? Czy grała w grę, w którą naprawdę nie powinna?

Kiedy jej telefon zawibrował na szafce nocnej, była tak zszokowana, że aż jęknęła i o mało nie zeskoczyła z łóżka. Wzdychając, chwyciła go. Jedna nieprzeczytana wiadomość.

 

Wcześnie dziś wyszłaś z pracy. Wszystko w porządku? — DM

 

Zaciskając zęby, pomyślała o tym, żeby napisać, że wszystko u niej w porządku — ale tak nie było. Była zła, zirytowana i, szczerze mówiąc, przestraszona. Naprawdę przerażona. Ale nie mogła mu tego powiedzieć, bo sama sobie to wyrządziła, a on by ją za to zbeształ. Nie, nie zbeształ — nakrzyczałby na nią. Przełknęła ślinę i odłożyła telefon z powrotem na szafkę, po czym odwróciła się do niego plecami i wtuliła w poduszkę.

Wiedziała, że Draco ma rację, że zwabienie Greybacka do niej to bardzo ryzykowny pomysł i do pewnego stopnia żałowała swojej lekkomyślności — ale teraz było już za późno. Poza tym robiła to dla mugolskich dzieci. Ktoś musiał być po ich stronie, a to najwyraźniej nie dotyczyło jedynie magii.

Telefon zawibrował ponownie, gdy już prawie zapomniała, że zrobił to za pierwszym razem. Kolejna, tym razem długa wiadomość.

 

Jesteś tak prawdziwa, że myśli o Tobie wystarczą,

By zmienić sny w prawdę, a baśnie w historię;

Wejdź w te ramiona, bo skoro uznałaś za stosowne,

By nie śnić całego mym snem, odegrajmy resztę w jawie.

Słodkich snów, kochanie.

 

Mrugnęła, wpatrując się w wiadomość, a w pokoju nagle zrobiło się bardzo ciepło. Jak to możliwe, że najgorszy ze wszystkich chłopaków w jej życiu okazywał się najbardziej czuły? Mimo tego że to on doprowadził do ich „układu”, był strasznie romantyczny. Jej serce ledwo to znosiło.

Przygryzając wargę, przycisnęła telefon do piersi. Trudno było się na niego złościć, kiedy robił takie rzeczy, a jedyne, czego naprawdę pragnęła, to wpaść w jego ramiona i pozwolić mu się tulić, aż zaśnie w jego bezpiecznym uścisku.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Następnego dnia nastroje w biurze nie poprawiły się za bardzo. Kiedy Hermiona dotarła na miejsce, natychmiast zaprowadzono ją do sali konferencyjnej, gdzie Draco i Robards stali w centrum. Wyjaśnili sytuację, podkreślili pilność sprawy i powiedzieli, że schwytanie Greybacka będzie ich najwyższym priorytetem. Koniec z drążeniem sprawy Selwyna, koniec z szukaniem Crawleya — cała uwaga była skupiona na jednym wilkołaku. Draco jednak utkwił w niej wzrok, mówiąc, że nikt nie powinien się z nim zmierzyć sam.

— Greyback użyje wszelkich możliwych środków — powiedział i oderwał od niej wzrok, by spojrzeć na pozostałych. — Od dawna skłania się ku wilczej formie, a nie ludzkiej, i powinien być uważany bardziej za bestię niż człowieka. Jest szybki i silny, i nie dajcie się zwieść tej brzydkiej gębie — ma rozum. — W pomieszczeniu zapadła cisza, wszystkich ogarnęła ciężka odpowiedzialność pokonania najgroźniejszego wilkołaka ich pokolenia. Draco skrzyżował ramiona na szerokiej piersi i oparł się o pulpit. — Wczoraj Granger i Cross potwierdzili, że piętnastoletni mugol został zaatakowany przez Greybacka podczas ostatniej pełni księżyca. Nie wiadomo, czy chłopiec został przemieniony, czy zabity. Mugolskie władze nie mają żadnych tropów dotyczących chłopca, ale Granger i Cross opracowują plan polowania, prawda?

Ponownie spojrzał na Hermionę, ale to Cross odpowiedział.

— Tak, zgadza się. Zawęziliśmy obszar do tych położonych najbliżej Londynu, a oni przemieszczają się grupami. Schemat poruszania się Greybacka jest trudny do określenia minuta po minucie, ponieważ się aportuje, ale jego wataha musi poruszać się stadem. Widzieliśmy wyraźną ścieżkę z dzielnicy po dzielnicy dzięki atakom i chociaż nie udało nam się zlokalizować ich siedziby, jesteśmy prawie pewni, że znajduje się ona w promieniu co najmniej stu mil.

Draco spojrzał na niego beznamiętnie, po czym ponownie przeniósł wzrok na Hermionę.

— Zgadza się, Granger?

Hermiona prychnęła i skrzyżowała ramiona.

— Tak, Malfoy, to bardzo dobre podsumowanie naszej pracy.

Skinął głową.

— Dobrze. Wszyscy nadal macie swoich dowódców zespołów, ale to ja dowodzę tą operacją, więc w razie jakichkolwiek problemów lub pytań, zwracajcie się do mnie. — Cross uniósł rękę, a mięsień w szczęce Draco drgnął. — Tak, detektywie Cross?

— Kontaktujecie się w tej sprawie ze Scotland Yardem? — zapytał.

— Jesteśmy w stałym kontakcie z mugolskim władzami, tak. — Westchnął, unosząc brew. — Coś jeszcze? — Kiedy nikt nie powiedział ani słowa, blondyn skinął głową i odepchnął się od pulpitu. — Dobrze. Możecie się rozejść.

Szuranie krzeseł i stłumione pomruki rozległy się po małej sali konferencyjnej, gdy Aurorzy wstali i wyszli. Hermiona chwyciła swoją torebkę z koralikami i szykowała się do wyjścia, gdy Draco ją zawołał.

— Granger, masz chwilę?

Odwróciła się do niego i zamrugała. Jego szare oczy były czujne, ale nie używał Oklumencji i Hermiona obawiała się, że znów ją zgani za chęć wykorzystania siebie jako przynęty. Nie miała jednak prawdziwego powodu, by go unikać, i nie byłoby to też dojrzałe. Skinęła więc głową i pozostała na swoim miejscu, podczas gdy wszyscy inni wyszli.

Kiedy zostali sami, Draco wykonał ruch nadgarstkiem, rzucając na pokój zaklęcie wyciszające. Wzdychając, usiadł obok niej.

— Nie odpisałaś wczoraj wieczorem.

— Przepraszam — powiedziała, spuszczając wzrok. — Poszłam wcześnie spać. Ale przeczytałam twoje wiadomości dziś rano. To było bardzo miłe.

Zanucił.

— Jesteś na mnie zła.

Poruszyła się.

— Wiesz dlaczego.

Znów mrugnął i obrócił różdżkę między palcami.

— Czyżby?

Spojrzała na niego z politowaniem.

— Zachowujesz się absurdalnie. Skoro wiemy, że Greyback na mnie poluje, możemy wykorzystać tę świadomość na naszą korzyść.

Zacisnął szczękę i westchnął głęboko, marszcząc brwi.

— Masz rację — powiedział i spojrzał na nią, a jego rtęciowe oczy błyszczały. — Gdyby to był jakikolwiek inny przestępca, byłby to genialny plan, ale nie chcę, żebyś przez to przechodziła. Nie chcę, żebyś stanęła mu na drodze.

Odwróciła się do niego.

— Ale Draco, musimy! — Dyskretnie położyła dłoń na jego ramieniu i poczuła, jak mięśnie napinają się pod jego koszulą. — Ufam, że zapewnisz mi bezpieczeństwo, ale musisz mi na to pozwolić.

Frustracja malowała się na jego twarzy, a Hermiona wiedziała, że chciał powiedzieć kilka rzeczy, ale tego nie zrobił. W końcu mruknął:

— Nie rozumiesz, Hermiono. On ciebie ściga. Ma na ciebie oko. Ale nie wiesz, że to trwa od czasów wojny. To, co chce tobie zrobić… — Skrzywił się, nieudolnie próbując stłumić emocje, i zacisnął pięści. — Jeśli myślisz, że pozwolę ci się tak narażać, to kompletnie oszalałaś.

Hermiona zacisnęła zęby.

— Nie planowałam dać mu tak łatwo się schwytać.

Wymusił okrutny uśmieszek.

— Pewna siebie, co?

Prychnęła.

— Zachowujesz się jak dupek, Draco.

Stęknął ponuro.

— Wygląda na to, że przeceniłaś moją hojność. — Jego głos był namiętny, ale stanowczy, oczy poruszały się w tym samym rytmie. — Przykułbym cię do cholernej ściany, gdyby to miało uchronić cię przed niebezpieczeństwem, rozumiesz?

Zmarszczyła brwi i westchnęła, a serce waliło jej jak młotem.

— Nie możemy pozwolić, by nasze osobiste sprawy wpływały na naszą pracę, Draco.

— Cóż — wycedził, unosząc brwi i odchylając się na krześle — skoro tak… nie jesteś Aurorem. Nie masz w tu żadnej władzy i mógłbym cię zgłosić za niesubordynację.

Szczęka Hermiony opadła i zjeżyła się, wstając.

— Draco Malfoyu! Zachowujesz się niedorzecznie!

Jego oczy błysnęły niebezpiecznie, ostrzegając ją, że zbliża się do granicy, ale pozostał na miejscu.

— Fenrir Greyback to niebezpieczny przestępca i mamy nakaz aresztowania z jego nazwiskiem. Jesteś specjalistką od miejsc zbrodni, a nie Aurorką. Zgadzam się, że to byłby najlepszy sposób, by go wywabić — gdybyś była wyszkoloną Aurorką. — Właśnie miała zamiar się sprzeciwić, gdy Draco uniósł rękę, żeby ją uciszyć. — I wiem, że walczyłaś na wojnie, Hermiono. Jesteś zawzięta i zaradna, ale to sprawa Ministerstwa i musi być traktowana jako taka. Nie mogę pozwalać niewyszkolonym i nieupoważnionym pracownikom na zastawianie pułapek, w których mogą okazać się przynętą, nawet jeśli są Złotą Dziewczyną. To nie Hogwart; nie zdobędziesz punktów dla Domu za łamanie zasad. Jego spojrzenie było lodowate, przenikliwe. — Każdy scenariusz, w którym któreś z nas znajdzie się w bezpośrednim niebezpieczeństwie, musi być naszą ostatecznością, a nie pierwszym pomysłem.

Poczuła łzy napływające do oczu. To niesprawiedliwe, bo Draco miał rację. Nieważne, jak bardzo chciała, żeby jej nie miał.

— Ale to dzieci, Draco — wykrztusiła, a jej ramiona opadły. — To mugolskie dzieci.

Patrzył na nią przez chwilę, jego szare oczy przeskakiwały między jej, po czym westchnął i wstał. Górując nad nią, podszedł bliżej.

— Wiem, kochanie — powiedział cicho. — I Greyback za to zapłaci. — Przez chwilę obserwował jej twarz, wyciągając rękę, by ją pogłaskać, ale powstrzymał się. — Ale nie jesteś wściekła za ten dom, prawda?

Przełknęła ślinę i cofnęła się o krok.

— Ja… tak. I nie. I… — Zamknęła oczy, masując skronie. — Draco, naprawdę nie chcę teraz o tym rozmawiać.

— Nie musimy o tym rozmawiać — rzekł — ale proszę, po prostu posłuchaj.

Spojrzała na niego i zmarszczyła brwi. W jego oczach nie było podstępu, złośliwości ani dominacji, ale malował się w nich niepokój. Niemrawo skinęła głową.

Wzruszył ramionami i westchnął.

— Rozumiem, że moja propozycja cię przytłoczyła. — Przełknął ślinę, a jego gardło podskoczyło. — Była bezpośrednia, totalnie nie w porę i nierozważna, mimo intencji. Mój majątek… To nie jest coś, o czym myślę. Naprawdę nie robi mi to różnicy. Moje skarbce nawet by tego nie odczuły. Nawet gdybym stracił dochód z majątku, uszczuplenie go zajęłoby pokolenia. Byłem szczery, kiedy powiedziałem, że w międzyczasie będę płacił za twoje mieszkanie. To nie stanowiłoby obciążenia. Moja matka wydaje co miesiąc więcej na sukienki.

Hermiona poczuła, jak jej serce powoli opada. Nie rozumiał. To prawda, przerażała ją różnica w ich postrzeganiu rzeczy, różnych perspektyw, ale nie o to chodziło. Oczywiście, on by tego nie zrozumiał — bo i dlaczego miałby? Pokręciła głową i powiedziała:

— Nie chodzi o pieniądze, Draco.

Zamrugał.

— Nie?

Westchnęła.

— Nie. Chodzi… chodzi o… — Do cholery, nie mogła mu powiedzieć, że chodziło o jej uczucia wobec niego, więc na co miała zwalić winę? Zaciskając zęby, powiedziała: — Chodzi o moją niezależność. Chodzi o to, żebym nie żyła na łasce kogoś innego. — Skrzyżowała ramiona na piersi, starając się ukryć drżenie palców. — Jeśli nasza relacja skończy się w okropny sposób, nie będę mogła zostać w tym domu i wiem, że jesteś wystarczająco bystry, by zrozumieć dlaczego.

— Koniec, koniec, koniec — niemal warknął. — Ciągle o tym gadasz! Chcesz tego?

— Nie! — jęknęła, przesuwając dłońmi po twarzy i marszcząc brwi. — Draco, nienawidziliśmy się od ponad dziesięciu lat, a spotykamy się okazjonalnie od kiedy? Od września? Staram się być realistką. Naprawdę myślisz, że jesteśmy w stanie nawiązać relację wynajmujący i najemca, jeśli mielibyśmy przez to cierpieć?

Mięsień drgnął w jego szczęce.

— Dlaczego ciągle powtarzasz, że to miałoby się skończyć? Twierdzisz, że to się stanie, jakbyśmy musieli się wzajemnie skrzywdzić.

Spojrzała na niego błagalnie. A nie zrobimy tego? To pytanie krążyło po jej głowie, ale słowa uwięzły jej w gardle. Westchnęła głęboko, zirytowana, i powiedziała:

— To był bardzo miły gest, Draco. Dom jest śliczny i wiem, że zaoferowałeś to tylko z dobrych intencji, ale muszę odmówić i… to nie przez ciebie. Przepraszam. — Przygryzając wargę, odwróciła się do drzwi. — I wiem, że zasady dotyczące Greybacka są po twojej stronie. Boli mnie tylko świadomość, że nie wierzysz w moje możliwości i że nie pozwalasz mi robić tego, co uważam za słuszne.

Zawołał ją po imieniu, ale nie odwróciła się, otwierając drzwi i idąc korytarzem do swojego gabinetu.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Chciał ją gonić, złapać za włosy i przerzucić przez biurko, zanim wbije jej trochę rozumu do głowy. Nie wierzył w jej możliwości? Była najsprytniejszą wiedźmą w kraju — oczywiście, że wierzył w jej możliwości! Tylko idiota by tego nie zrobił i tylko idiota lekceważyłby Fenrira Greybacka. Może nastraszenie jej tym, co Greyback naprawdę chciał jej zrobić, załatwiłoby sprawę, ale jednocześnie nie chciał jej na to narażać. Pragnął ją przed tym wszystkim chronić na wszystkie sposoby. Cierpienie, ból i strach powinna odczuwać tylko podczas ich scen, by po nich mógł ją ukoić pocałunkami.

Kurwa, mówiła o ich związku, jakby pędził ku zagładzie. Nienawidził tego, brzydził się tym i miał ochotę wpaść do jej gabinetu i zażądać, żeby za niego wyszła. A może po prostu powinien założyć jej obrożę; oczywistym było, że uparła się traktować ich relację w czysto fizyczny sposób, więc czemu by się do tego nie posunąć? Już zgodziła się na jego warunki i powiedziała, że podobała jej się ta obroża. Myśl o jej założeniu upajała w bardzo niebezpieczny sposób, a sam gest miał o wiele większą symbolikę, niż mogłaby przypuszczać. Będzie jego, pod każdym względem.

Ale musiał być cierpliwy. Wyznanie jej teraz swoich uczuć mogło się skończyć katastrofą; czuła się bezbronna, osaczona i nie zamierzał na tym żerować. Poza tym pragnął czegoś konkretnego, co udowodniłoby jego uczucia i oddanie, czegoś, co nie zagroziłoby jej niezależności. Chciał jej pokazać, że zależy mu na jej autonomii, że wspiera jej hobby i zainteresowania, że jej dopinguje i że nigdy nie będzie chciał, by była nikim innym niż sobą.

Kochał ją. Kochał ją i należał do niej, dopóki nie powie, że jest inaczej. Po prostu, cóż, musiała się o tym dowiedzieć. W jakiś sposób.

Westchnąwszy głęboko, wszedł do swojego boksu. Collins kręcił się na krześle w boksie obok niego, gwiżdżąc jakąś melodię, podczas gdy Draco opadał na krzesło.

— Kłopoty w raju? — zapytał i wyjrzał zza przegrody.

Draco zmarszczył brwi.

— Co?

— Ty i Granger. — Wzruszył ramionami. Zanim Draco zdążył potwierdzić lub zaprzeczyć, Collins uniósł palec. — Przysięgam na Merlina, Malfoy! Jeśli nie widzisz, że ta kobieta za tobą szaleje, to na nią, kurwa, nie zasługujesz. Ale to lepiej dla mnie. Jeśli jest wolna, to w końcu mogę działać i sprawdzić, czy jej cipka jest tak złota jak…

Draco warknął. Zerwał się z krzesła i w sekundę okrążył boks; rzucił szybkie zaklęcie wyciszające wokół biurka, chwycił Collinsa za kołnierz i wycedził:

— Jeśli ją dotkniesz, stracisz ręce. Zrozumiano?

— Oto i on — mruknął radośnie Collins. — Naprawdę myślałem, że masz tętniaka czy coś.

— Zwariowałeś?

Draco prychnął i zacisnął mocniej dłonie.

Collins próbował wyrwać dłoń ze swojej koszuli, ale uścisk Draco był jak stal. W końcu westchnął i uniósł dłonie.

— Naprawdę, Malfoy. Rozumiem. Masz do niej jakieś dziwne prawa. Dobra, rozumiem.

— Nie — warknął — nie rozumiesz. Nie chcę, żebyś o niej gadał. Nie chcę, żebyś rzucał komentarzami na jej temat. Nie chcę nawet, żebyś na nią patrzył tak, jakby była dostępna — rozumiesz? Mówię serio, Collins.

Radość na twarzy Collinsa zniknęła i z trudem przełknął ślinę.

— Dobra. Rozumiem, stary. Przepraszam.

Draco zacisnął zęby, zanim go puścił i wyprostował się. Westchnął głęboko, przeczesując dłonią włosy.

Collins odchrząknął i poprawił krawat, jego twarz była nieco bledsza niż zwykle.

— Zakładam, że nikt nie wie.

— Nie — mruknął Draco. — I trzymaj gębę na kłódkę.

Uniósł brwi i ręce.

— Tak, oczywiście. Nikomu nie powiem ani słowa.

Draco rzucił mu mroczne spojrzenie, po czym przerwał zaklęcie, wrócił do swojego boksu i opadł na krzesło, chwytając pióro i obracając je w dłoni dla rozładowania stresu, ale przewrócił oczami, gdy Collins znów wyjrzał zza przegrody.

— Więc — powiedział niewinnie — robisz to, czy co?

Draco zmarszczył brwi i spojrzał na niego gniewnie.

Collins uniósł brwi.

— W porządku. Nie moja sprawa, rozumiem. — Zniknął za przegrodą, by pojawić się zaledwie kilka sekund później. — Po prostu, cóż, możesz sprawiać wrażenie osoby, która ma sekretny romans z koleżanką z pracy, ale po niej tego nie widać. To tylko ciekawość; czy coś jest między wami, czy ona po prostu ci się podoba i przez to ją chronisz, czy…

— Collins, przysięgam na Salazara! — wycedził, a Auror ponownie zniknął za przegrodą.

Rozciągając szyję, aż strzeliła, Draco osunął się na krzesło. Jego dzień został skutecznie zrujnowany.

— Wiesz, że Krum przyjeżdża do Londynu? — Brzydka głowa Collinsa znów pojawiła się w zasięgu wzroku i Draco miał ochotę rozwalić ją na kawałki, kiedy Puchon powiedział: — Czytałem o tym wczoraj w Proroku. Granger spotykała się z nim przez jakiś czas, prawda?

Draco zamrugał. Chwilę zajęło mu zarejestrowanie słów, ich implikacja, i poczuł w środku paskudne uczucie. Jebany Viktor Krum. Błysk czerwonych, galowych szat, wir barwinku i gorąca, paląca nienawiść. Pióro, które trzymał w dłoni, pękło, a Collins zbladł.

— Przepraszam, stary, już się zamknę. — Znów zniknął z pola widzenia. — Idziesz dziś wieczorem do Taczki? — zawołał z bezpiecznej odległości.

Zaciskając szczękę, Draco ogarnął się na tyle, by móc normalnie rozmawiać, ale ten cholerny dzień stawał się coraz gorszy; gdy tylko otworzył usta, by odpowiedzieć, list śmignął w powietrzu i wylądował na jego biurku. Zmarszczył brwi, spoglądając na kopertę, która nie była zaadresowana do nikogo. Jedynie pieczęć Ministerstwa zdradzała naturę wiadomości. Zacisnął szczękę i otworzył kopertę.

 

Alecto Carrow

 

Poczuł mrowienie Mrocznego Znaku, gdy ogarnęła go żądza zemsty. Jej brata już zabił, ale ona z pewnością nie pozostawała bez winy. Shacklebolt nie dał mu Greybacka, ale podarował drugą z Carrowów.

List stanął w płomieniach w jego dłoni, a Draco prawie zapomniał o Collinsie, który zadał pytanie, wysuwając nos znad przegrody.

— Kolejny „nagły wypadek”?

Nie sposób było nie zauważyć goryczy w jego głosie ani w cudzysłowie, który zrobił w powietrzu.

Draco pogłaskał się po brodzie i skinął głową. Wyglądało na to, że używał tej wymówki zbyt wiele razy. Musiał wymyślić inną. Lepszą.

— Tak.

— Wyjeżdżasz na cały tydzień?

— Nie — wycedził. — Mam przeczucie, że to będzie szybka akcja.

— Czy kiedykolwiek będziesz mógł zdradzić, o co w tym chodzi?

— Nie.

— Tak myślałem.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Draco już się na to przygotował. Wiedząc, że rodzeństwo Carrow rzadko się rozstaje, Alecto prawdopodobnie szukała mordercy brata, a Draco chętnie się z nią spotka.

Wracając na miejsce zbrodni, rzucił zaklęcia ochronne, które miały go zaalarmować, gdyby Alecto się pojawiła. Była nostalgiczna i sentymentalna, i z pewnością wróci do kryjówki brata. Znajdowała się ona w obskurnym mieszkaniu w Edynburgu i chociaż Draco pozbył się ciała, zostawił jej wiadomość i prezent. A potem wrócił do swoich zajęć, z cisową różdżką schowaną w kaburze. Zabrzęczy, gdy Alecto przekroczy jego zaklęcia ochronne.

Dzień jednak płynął dalej, a on stał w miejscu. Doskonale zdawał sobie sprawę, że nosi przy sobie dowody swoich zbrodni, ale nie miał wielkiego wyboru i prawdę mówiąc, to było cholernie przyjemne. Jakby był kompletny. Kiedy nadszedł czas, by skończyć pracę, wszyscy rozmawiali o wyjściu do baru, ale Draco miał inne plany. Nie podobała mu się wrogość, która narodziła się między nim a Hermioną, nie podobało mu się, dokąd to zmierzało i zdecydowanie nie chciał ryzykować, że Hermiona wpadnie na Viktora Kruma na Pokątnej.

Była zła na Draco za wypomnienie jej braku uprawnień i chciał, żeby zrozumiała, że to nie dlatego, że w nią nie wierzy, ale dlatego, że chciał zrobić wszystko, co konieczne, by zapewnić jej bezpieczeństwo. Mogła być najlepszą czarownicą w kraju — i tak nie chciałby jej widzieć w pobliżu Fenrira Greybacka ani niezdarnego Bułgara.

Zapukał do drzwi jej gabinetu i zastał ją w chwili, gdy zakładała płaszcz. Zatrzymała się i spojrzała na niego z zaskoczeniem.

— Idziesz z nami do pubu? — zapytała, odzyskując rezon.

Zerknął przez ramię i oparł się o framugę drzwi.

— Zjedz ze mną kolację.

Jej ręce opadły bezwładnie.

— Co?

Wykręcił szczękę.

— Słuchaj, pieniądze nie grają roli, pozwól mi ciebie trochę porozpieszczać.

Otworzyła usta i minęła chwila, zanim prychnęła i pokręciła głową.

— Draco, nie sądzę, żeby to było…

— Wiem, że jesteś na mnie zła — powiedział — ale w restauracji też możesz być na mnie zła.

Złapała za pasek swojej torebki i przestąpiła z nogi na nogę.

Draco uśmiechnął się tak uroczo, jak tylko potrafi.

— Jesteś na mnie tak zła, że nie możesz ze mną zjeść?

— Nie — mruknęła.

— No to chodźmy, kochanie.

Skinął na nią, żeby wyszła przed nim.

Westchnęła i zacisnęła szczękę.

— Znowu Chateau du Bois?

Uniósł brew, czując, jak robi mu się gorąco w brzuchu, gdy uśmiechnął się szerzej. Och, stać go na więcej niż Chateau du Bois.

— Nie, mam inny pomysł.

Wtedy jej policzki zaróżowiły się pięknie, w ten sam kolory, który w młodości mógł sprawić, że doszedłby w sekundę. Zagryzła wargi i spojrzała na niego tymi cynamonowymi, kuszącymi oczami.

— Dokąd idziemy?

— To niespodzianka. — Ale kiedy nie wydała się przekonana, przewrócił oczami. — To nie dom, Granger. Chodź. Nie każ mi czekać.

Westchnęła głęboko i wyszła z gabinetu, akurat w momencie, gdy o mało nie zderzyła się z Potterem, gdy ten zmierzał w jej stronę.

— Tu jesteś! — powiedział z uśmiechem, który zgasł, gdy zauważył Draco. — Och. Idziecie z nami do Taczki? Inni już wyszli i pomyślałem…

— Nie idziemy — rzekł Draco, obejmując Hermionę w talii. — Jestem pewien, że możecie się dobrze bawić beze mnie płacącego rachunek. Granger i ja będziemy się dobrze bawić, tylko we dwoje.

Potter skrzywił się, a jego wzrok padł na dłoń spoczywającą na jej talii.

— Nie musiałem tego wiedzieć. — Westchnął i poprawił okulary na nosie. — Cóż, cholerni zdrajcy. — Prychnął, wsuwając ręce do kieszeni płaszcza. — Dobrze. Do zobaczenia w poniedziałek.

— Miłego weekendu! — powiedziała zbyt piskliwym tonem, z bolesnym uśmiechem przyklejonym do ust i jeszcze większym rumieńcem na policzkach.

Draco uważał to za urocze i jednocześnie wkurzające, że jest tak zawstydzona; uwielbiał ten kolor na jej policzkach, ale nienawidził faktu, że czuła się niezręcznie, idąc z nim gdziekolwiek. Może musiał jej przypomnieć, jak bardzo jej pragnie — i jak bardzo ona pragnie jego. Przesuwając językiem po zębach, chwycił ją za ramię i szybko wciągnął z powrotem do gabinetu, zamykając za sobą drzwi.

— Co ty wyprawiasz? — wydyszała, gdy przycisnął ją do siebie.

— Mam ochotę na przystawkę — powiedział ochryple i pocałował ją w usta.

Hermiona jęknęła z zaskoczenia, ale go nie odepchnęła. Zamiast tego, objęła jego szyję i rozpłynęła się w nim.

Draco był pobłażliwy, zachłanny, badając jej usta, szarpiąc je, gdy całował ją raz po raz. Ciepło spływało mu po brzuchu do kutasa, sztywniejącego z każdą sekundą, z każdym jej chwiejnym oddechem. Była jak narkotyk i niech go diabli wezmą, jeśli miałaby się na niego wiecznie gniewać.

— Draco — szepnęła, całując ją w szyję, a on tylko nucił pod nosem. — Myślałam… że idziemy na… na… kolację?

— Pójdziemy — mruknął do niej, kładąc dłonie na jej piersiach i masując je. — Ale najpierw chcę małego przedsmaku wieczoru.

Spojrzał na nią sugestywnie. Och, pewnie kazałaby mu przestać, bo to nieprzyzwoite, ale Draco się tym nie przejął. Wiedziała, że nie przestanie, dopóki ona nie wypowie słowa bezpieczeństwa.

Uklęknął i podciągnął jej sukienkę do bioder, odsłaniając jej muśnięte słońcem uda… i czarne, koronkowe majtki.

— No, no, Granger. — Zaśmiał się i zerknął na nią spod rzęs. — To dla mnie?

Ciężko oddychała, patrząc na niego wielkimi oczami, z szeroko otwartymi ustami.

Uniósł brew i uderzył ją w tył uda, aż sapnęła.

— Zadałem ci pytanie, kochanie.

— Tak, panie — mruknęła niemal bez tchu, a jej policzki zapłonęły.

Zanucił, czując krew w żyłach; jej uległość była dziś jeszcze słodsza, jakby pełnia jego duszy, podtrzymywana ciężarem cisowej różdżki w kaburze, idealnie współgrała z pulsującą w nim satysfakcją. Natchniony, pochylił się, by pocałować koronkę i przesunął językiem po ciepłej, kuszącej tkaninie.

— Grzeczna dziewczynka.

Całował, gryzł, drażnił; kiedy w końcu zdjął materiał, torturująco powoli, nawet jak na niego, jego słodka, mała ukochana ociekała, a jej kolana drżały. Och, uwielbiał, jak na nią działał. Patrzenie, jak rozpada się tak rozkosznie na jego oczach, tracąc wszelką godność, gdy jej ciało przejmuje kontrolę, radowało go. Jego ukochana nie mogła się przed nim kryć — nie musiała. Oblizując wargi, Draco przeciągnął palcem po jej wilgotnej cipce. Uśmiechnął się szeroko, słysząc jej urywany oddech i jęki; najwyraźniej nie była na niego tak bardzo zła.

Powoli masując jej wargi, czując, jak idealnie się dla niego otwiera, aż do łechtaczki. Pochylił się, by pocałować jej brzuch, wzgórek łonowy, uda, drażniąc ją, zanim zarzucił jedną z jej nóg na swoje ramię.

— Trzymaj się mocno, kochanie — wymruczał, zanim jego usta opadły na jej cipkę, rozkoszując się smakiem i cichymi, desperackimi jękami Hermiony, gdy oplatała palcami jego włosy.

Ogień palił żyły Draco, potężny, wspaniały, urzekający. Jej smak oblepiał jego język, wypełniał usta oraz duszę. Jak, do cholery, Weasley mógł opierać się temu? Czemuś tak wspaniałemu? To była czysta ekstaza, gorąca, podniecająca i uzależniająca.

I to wszystko należało do niego.

To było jak dar, który wciąż ofiarowywał, ale bez względu na to, jak bardzo pragnął zatracić się w cipce Hermiony Granger, nie miał zamiaru teraz tego robić.

Czując jej napięcie, przyspieszony oddech i zaciśnięte dłonie we włosach, wiedział, że jest blisko. Jeszcze kilka liźnięć — niektóre dla czystej przyjemności — i kiedy była na krawędzi, jęcząc rozpaczliwie, odsunął się.

— Nie! — zaszlochała.

Zaśmiał się, całując wewnętrzną stronę jej uda i delikatnie zdejmując jej nogę ze swojego ramienia. Pomagając jej włożyć koronkowe majtki, powiedział:

— Cierpliwości, kochanie.

Naprawdę nie powinien się odzywać, bo jego erekcja była nie do zniesienia. Wstając, uśmiechnął się krzywo, widząc jej lśniące policzki, ale rzuciła mu mordercze spojrzenie.

— Czy to było konieczne? — mruknęła, poprawiając sukienkę.

Draco zacisnął szczękę. Nie lubił słyszeć tego tonu.

— Widzę, że masz dziś buntowniczy nastrój, kochanie. — Chwycił ją za gardło i mocno przycisnął do drzwi, a jej twarz zrzedła, gdy jęknęła. Bunt w jej oczach zamienił się w trwogę. Dobrze. — Powinienem przemyśleć swoje plany? Może powinienem cię surowo ukarać?

— Nie, panie — powiedziała i przełknęła ślinę.

Pochylił się bliżej i zacisnął uścisk; czuł jej przyspieszający puls, w oczach malowało się przerażenie.

— Wiem, że jesteś grzeczną dziewczynką, Granger. Nie rozczaruj mnie tym bezsensownym zachowaniem.

— Nie zrobię tego, panie.

Mrucząc, pocałował ją ponownie, ale kiedy się od niej odsunął, wyglądała na kompletnie wstrząśniętą. Mało tego, wyglądała na przestraszoną. Coś go ścisnęło w żołądku, a erekcja opadła niemal natychmiast. Czy to w ogóle jej się podobało?

Zmarszczył brwi.

— Wszystko w porządku, kochanie?

Uśmiechnęła się, mimo że jej opuchnięte usta drżały.

— Tak — rzekła i skinęła głową. — Tak, nic mi nie jest.

Zmarszczył brwi jeszcze bardziej.

— Wiesz, że możesz mi kazać przestać, jeśli nie masz na to ochoty. Jeśli wolisz iść do pubu z Potterem, to…

— Nie, chcę spędzić ten wieczór i noc z tobą — przytaknęła, przygryzając wargę. — Po prostu mnie zaskoczyłeś, to wszystko.

Przyjrzał się jej i zastanowił. Może był zbyt agresywny. Może wciąż się na niego złościła.

— Chcę tego — powtórzyła, jakby zauważyła jego wahanie, i zrobiła krok w jego stronę, sięgając dłońmi do klap jego płaszcza. — Proszę, mój panie. Będę grzeczna.

Powoli przesunął dłonie po jej ramionach, przyciągając ją do siebie.

— Na pewno wszystko dobrze? Kochanie, wystarczy, że powiesz słowo, a będę delikatny. Obiecuję.

Pokręciła głową, uśmiechając się ciepło.

— Wiesz, że nie chcę delikatności. — Kurwa, jej oczy pociemniały. — Nie od razu.

Draco poczuł nagle suchość w ustach, jej smak na języku stał się jeszcze silniejszy, kuszący. Przełknął ślinę.

— Jesteś pewna?

Skinęła głową.

— Tak, panie. I jestem głodna.

Nastąpił zwrot akcji, poczuł ulgę i wypełniło go pożądanie. Wykrzywiając usta, powiedział:

— Dobrze, panno Granger.

Pociągając ją za sobą, otworzył drzwi i wyszedł na korytarz, po czym ruszył w stronę punktu awaryjnej aportacji.

— Zwariowałeś?

Parsknęła śmiechem i szybko obejrzała się przez ramię.

— Nie chcę tracić czasu — mruknął, zanim deportował ich oboje.

Zaułek, w którym się pojawili, był równie pusty jak zawsze. Hermiona była lekko zielonkawa na twarzy, co go nie zdziwiło — przebyli długą drogę. Przełknęła ślinę i zamrugała kilka razy, zanim spojrzała na niego.

— Gdzie jesteśmy? — zapytała cicho.

Tylko uśmiechnął się złośliwie, delikatnie wyprowadzając ją na tętniącą życiem ulicę. Rozejrzała się, obserwując mijających ich ludzi w płaszczach i kapeluszach, i niemal widział trybiki kręcące się w jej głowie.

Kiedy zrozumiała, westchnęła i odwróciła się ku niemu.

— Jesteśmy we Francji?

— W Paryżu.

Uśmiechnął się i poruszył brwiami.

Zbladła i z trudem przełknęła ślinę.

— Draco, to… — Prychnęła, kręcąc głową. — Jak nas tu aportowałeś?

Wzruszył ramionami i trącił jej ramię swoim.

— Dystans między Londynem a tym miastem jest mniejszy niż między Londynem a Edynburgiem, ale nie miałabyś nic przeciwko, gdybym aportował nas do Edynburga, prawda?

— Ale… ale aportacja międzynarodowa musi być zatwierdzona przez Ministerstwo! — Pokręciła głową. — Jesteś na zwolnieniu warunkowym!

— No cóż — wycedził — jeśli czarownica lub czarodziej posiada ziemię za granicą, może podróżować bez ograniczeń. Mamy pałacyk we Francji — właściwie kilka — i ja, jako Malfoy, mogę tu podróżować, ile dusza zapragnie. Z gośćmi, oczywiście.

Wyglądała na oniemiałą. Jej pełne usta były rozchylone, duże oczy błyszczały, a policzki miały ten cudowny, głęboki odcień różu. Zamrugała, a jej sylwetka lekko się skurczyła.

— Więc — zapytała cicho drżącym głosem — zabierasz mnie na kolację do Paryża?

Draco niemal poczuł, jak ziemia pod nim drży. Ton jej głosu był przepełniony niepokojem i czy ośmielił się w to uwierzyć — nadzieją? Cholera, ta kobieta była uosobieniem ideału. Kiedy dwadzieścia minut temu wpadł na ten pomysł, rzeczywiście myślał tylko o kolacji, zanim zabierze ją z powrotem do swojego mieszkania, żeby wyruchać jej genialny mózg, ale jego kutas drgnął, jakby chciał mu powiedzieć, żeby nie marnował tej okazji.

Uśmiechnął się ironicznie i przyciągnął ją bliżej.

— Właściwie planuję postawić ci wspaniałą kolację, zanim zabiorę cię do cudownego, małego hoteliku w mieście i zrobię z tobą, co tylko zechcę. — Powstrzymał jej westchnienie, pochylając się, by musnąć jej ustami jej usta. — Powinnaś też wyczyścić swój grafik na jutro, bo nie wiem, kiedy będę zaspokojony.

Jej drobne dłonie zacisnęły się na jego płaszczu, gdy pożądliwie jęknęła. W oczach było coś, co zdawało się ją dręczyć, coś pilnego, ale na razie zdawała się nie pamiętać, o co chodziło. Jego biedna ukochana była oszołomiona i… och, spragniona.

Cholernie mu się to podobało.

Mruknął, a jego oddech wyrównał się z jej oddechem.

— Przepracujemy wszystkie nasze problemy, bez względu na to, ile orgazmów to będzie wymagało.

— Nie możesz rozwiązywać problemów seksem — wyszeptała.

Mocno chwycił ją w talii i przyciągnął do siebie.

— No to patrz — rzekł, po czym ponownie wpił się w jej usta.

Brak komentarzy