[T] To, co jest między nami: To nic nie znaczy
Witajcie :) we wtorkowy wieczór zapraszam na nowy rozdział tłumaczenia. Wiem, że zazwyczaj publikuję w weekend, ale niestety nie doczekałam się odpowiedzi od bety i stwierdziłam, że rozdział sprawdzę sama i opublikuję go dzisiaj. Więc jeśli znajdziecie jakieś błędy, to wybaczcie. Wydaje mi się, że wszystko wyłapałam, ale nikt nie jest nieomylny.
U mnie trochę się dzieje mimo braku publikacji przez dłuższą chwilę.
Aktualnie kończę tłumaczenie, które wydam w grudniu i planuję publikacje
rozdziałów „Twojego idealnego dopasowania”. Postanowiłam, że właśnie to
skończę w najbliższym czasie i być może jeszcze w październiku uda się
opublikować rozdziały. Trzymajcie za to kciuki!
„To,
co jest między nami” wraca
do pierwotnego planu publikacji — co druga sobota. Być może w przyszłości
trochę przyspieszę, jeszcze nie wiem jak będzie, ale regularność to podstawa.
Jeśli ktoś chciałby pomóc z tym tekstem, to śmiało piszcie, będzie mi bardzo
miło.
Także na kolejny rozdział zapraszam 31 października. Miłej
lektury!
_______________
Rozdział 38: To nic nie znaczy
Listopad 2004
To nic
nie znaczy.
Kaczka w płomieniach niemal rozpływała się w ustach,
a wino, które sommelier dobrał do dania, było niebiańskie. Mimo to, pomyślała Hermiona, to
nic nie znaczyło. Draco po prostu
fundował jej wykwintną kolację, i tyle.
Na szczęście miała na sobie jedną ze swoich
niewielu ołówkowych sukienek. Wiedząc, że wychodzi po pracy, włożyła trochę
wysiłku w wybór stroju — choć gdyby wiedziała, że skończy w absurdalnie
eleganckiej restauracji w Paryżu,
zrobiłaby coś z włosami.
Draco patrzył na nią żarłocznym wzrokiem, takim,
który sprawiał, że drżały jej kolana, a cipka pulsowała, wciąż niezaspokojona
po jego nieustannym kuszeniu. Owszem, nadal była na niego zła — był głupio
upartym człowiekiem i czasami nienawidziła jego surowości i autorytatywności —
ale nie na tyle, żeby go odtrącić, gdyby znów chciał ją wylizać. Nic z tych
rzeczy. Powinna chyba tego od niego żądać, w ramach pokuty.
Jak można było przewidzieć, po prostu wszedł do
restauracji i podał swoje nazwisko. Nie potrzebował rezerwacji, obsługa
traktowała go po królewsku, gdy zaprowadzono ich do jednego z najlepszych
stolików. Sprawił nawet, że wysunięcie dla niej krzesła wydawało się
uwodzicielskie. Kiedy Hermiona martwiła się, kto nakarmi Krzywołapa, obiecał
jej, że się tym zajmie i zaufała mu. W końcu jakiś czas temu wstał wcześnie,
gdy ona smacznie wstała i udał się do jej mieszkania, by nakarmić kota, więc
nie miała powodu wątpić, że teraz się nim nie zajmie.
Decyzja o zaufaniu mu pozwoliła jej się
zrelaksować w dość osobliwy sposób. Draco przejął kontrolę. Miał stery w
rękach, rządził, wydawał rozkazy. Dowodził i Hermiona była mu za to wdzięczna.
Nigdy nikt jej tak nie rozpieszczał. Nikt nigdy nie zadbał o wszystko i nie
pozwalał jej, cóż, być sobą. Już jako
dziecko zawsze planowała rodzinne wakacje, aby upewnić się, że ona i jej
rodzice zobaczą wszystko, co chcieli zobaczyć. Jej dzieciństwo, szkolne lata,
wojna, praca — zawsze panowała nad wszystkim, zawsze o wszystko dbała, bo
inaczej wszystko by się posypało. Z Draco nie musiała, a nawet nie miała prawa.
To było dziwne i obce, ale nie niemile widziane. Prawdę mówiąc, nie wiedziała,
co zrobić z tymi wszystkimi emocjami.
Jedzenie było przepyszne i chociaż żadne z nich
nie mogło prowadzić normalnej rozmowy, bo oboje byli tak spragnieni siebie
nawzajem, nie czuła się niezręcznie. Sprawił, że było jej po prostu, cóż, dobrze. Kilka razy w ciągu wieczoru
musiała sobie przypominać, że jest Hermioną Granger, a on Draco Malfoyem; nie
powinni tak siedzieć i rozmawiać, jakby byli bratnimi duszami. Może mu to nie
przeszkadzało, a może to wszystko stanowiło część jego rytuału. Może nawet
inaczej postrzegał ich oboje. Dla Hermiony to było wszystko, o co mogła prosić,
wszystko, czego kiedykolwiek pragnęła.
Czekoladowy fondant, który zjedli na deser, był
sycący i dekadencki, tak bardzo, że przy pierwszym kęsie Hermiona mimowolnie
jęknęła, delektując się smakiem, a Draco zaśmiał się pod nosem.
— Jedz dalej, kochanie — zamruczał.
Hermiona poczuła, jak pieką ją policzki, ale dla
zachowania godności, powstrzymała się od odpowiedzi. Właśnie miała wziąć
kolejny kęs, gdy jej uwagę przykuł stukot szpilek.
— Draco?
Francuski akcent był zdecydowanie kobiecy.
Hermiona spojrzała w górę i zobaczyła wysoką, opaloną kobietę z
najcudowniejszymi, karmelowymi lokami opadającymi na ramiona w szykownym bobie,
z oczami niczym lśniące szmaragdy. Pełne, pulchne usta rozciągnięte miała na
boki w zachwycającym uśmiechu, odsłaniającym perłowe, idealne zęby, a chichot,
który jej się wyrwał, sprawił, że Hermiona o mało nie upuściła widelca.
— Cosette!
Draco wstał elegancko i powitał kobietę
pocałunkami w policzki. Wymienili kilka słów po francusku, zbyt szybko i
intymnie, by Hermiona mogła je w ogóle zrozumieć, dłoń kobiety nonszalancko
musnęła biceps Draco.
Coś w Hermionie zwiędło. Nie musiała wiedzieć, o
czym rozmawiają, by zrozumieć ich historię — wszystko było zapisane w jej
oczach, tak ciepłych, pełnych podziwu i zachwytu, że niemal błyszczały.
Zaśmiała się z czegoś, co powiedział, uderzyła go w pierś i odrzuciła głowę do
tyłu — oczywiście z elegancją. To nie
był prawdziwy śmiech; nie, to był czarujący chichot, taki, który Hermiona
słyszała aż nazbyt wiele razy od dziewczyn z jej otoczenia, które próbowały
zaimponować chłopakom. Patrząc na tę kobietę — tę błyszczącą, promienną kobietę
— Hermiona boleśnie przypomniała sobie, jakie kobiety Draco był przyzwyczajony
widywać.
Fondant na talerzu nie wydawał się już taki
apetyczny.
— Cosette, to jest Hermiona Granger.
Jego przejście na angielski sprawiło, że
spojrzała w górę, choć pragnęła, żeby ziemia ją pochłonęła. Cholerna Cosette.
— Och! — zaświergotała kobieta i wyciągnęła rękę
do Hermiony. — Wiele o tobie słyszałam. — Choć jej angielski był całkiem niezły
(właściwie tak dobry, że Hermiona nawet nie potrafiła tego wykrzyczeć w
myślach), w jej słowach wciąż dźwięczał ten przeraźliwie uroczy, kontynentalny
akcent. — Złota Dziewczyna, Najbystrzejsza Czarownica Swojego Pokolenia,
prawda?
Przełknęła ślinę, otarła spocone dłonie o uda i
ujęła wyciągniętą dłoń.
— Miło poznać.
— Och, cała przyjemność po mojej stronie —
powiedziała Cosette z o wiele zbyt uprzejmym uśmiechem. Westchnęła i odwróciła
się do Draco. — Długo tu jesteś? Nie widziałam cię prawie od roku. Miło by
było… — Pozwoliła, by jej wzrok pobłażliwie, niemal bezceremonialnie, wodził po
jego ciele. — Nadrobić zaległości.
— Jesteśmy tu tylko na weekend — rzekł i powoli
zamrugał. — Byłem dość zajęty.
Cosette skinęła głową z porozumiewawczym
uśmieszkiem i spojrzała na Hermionę.
— Rozumiem. Cóż, nie wszyscy możemy się dobrze bawić. — Przenosząc wzrok na Draco,
dodała: — A może jednak, mon maître?
— Nie — wyrzuciła nagle Hermiona, a jej puls
przyspieszył. Wiedziała, co miała na myśli, mówiąc maître. Nie była głupia. Panie.
Oboje spojrzeli na nią, niemal zszokowani, a Hermiona poczuła, że jej ciało
płonie. Czy jeszcze przed chwilą było tak samo? Na pewno nie. Ale uniosła
brodę. — Nie możemy.
Cisza trwała trochę za długo, jak na gust Hermiony, a ona nerwowo wygładziła swoją
bardzo obcisłą sukienkę.
— No cóż — wycedził Draco z uśmieszkiem i uniósł
brew, kręcąc głową i patrząc na Cosette. — Obawiam się, że nie.
Cosette prychnęła i nawet to było eleganckie.
Co za
zdzira.
Nie… nie, to było nieuprzejme. Nie była Ginevrą Potter. Hermiona
ugryzła się w język, żeby uspokoić myśli.
— Zasadniczy jak zawsze. — Zaśmiała się Cosette i
wzruszyła tylko jednym ramieniem; co za pretensjonalny gest. Westchnęła i
delikatnie poklepała Draco po piersi kopertówką. — Dobrze, mon ami. Nie bądź nieznajomym.
Draco pochylił się i ponownie pocałował kobietę w
policzek.
— À bientôt,
Cosette.
— À bientôt
— odpowiedziała i uśmiechnęła się tym swoim cudownym uśmiechem. Zwracając się
do Hermiony, pomachała i dodała: — Miło było cię poznać.
Hermiona wymusiła uśmiech, mówiąc:
— Ciebie też.
Cosette odeszła, a Draco zaśmiał się cicho,
siadając z powrotem, a jego oczy błyszczały. Nie wydawał się uważać tego za
niezręczne, ale Hermiona czuła się tak, jakby balansowała na krawędzi.
Nie bądź
zazdrosna. Nie bądź zazdrosna. Nie bądź zazdrosna.
— Więc, Cosette?
Cholera!
— Tak.
Zaśmiał się i spojrzał na nią spod rzęs, wracając
do swojego czekoladowego fondantu.
Hermiona starała się wyglądać na niewzruszoną,
dłubiąc widelcem w deserze.
— Stara przyjaciółka, jak sądzę.
— Co ją zdradziło? — zapytał żartobliwie.
— Och, nie wiem — powiedziała melodyjnym głosem,
czując, jak narasta w niej oburzenie, gdy nakłuwała ciasto. — Pocałunki w
policzki, oczekiwanie w jej oczach, a może zupełnie nieproszona propozycja trójkąta.
Draco się roześmiał.
— Jesteś zazdrosna, Granger?
Sposób, w jaki to powiedział, był absolutnie
niesprawiedliwy, jakby ją prowokował. W odpowiedzi po prostu ponownie nakłuła
deser.
— Oczywiście, że nie zaprosiłbym jej do nas —
powiedział, splatając palce pod brodą i opierając łokcie na stole.
— Więc jest jedną z twoich… uległych? — zapytała
i upiła łyk wina, starając się brzmieć obojętnie.
— Mieliśmy układ, tak.
Skinął głową, przeszywając ją wzrokiem.
Układ. Hermiona zaczynała nienawidzić tego słowa. Czy ją też zabrał do tej restauracji? Czy
ufundował pyszny posiłek i patrzył na nią kuszącym wzrokiem? Czy mówił jej,
jaka jest piękna i idealna? Czy mówił jej, jakim ślicznym zwierzątkiem jest?
Hermiona opróżniła cały kieliszek.
— Przeszkadza ci to? — zapytał, marszcząc brwi.
— Nie — odparła szorstko, nieco zbyt wysokim
tonem głosu. — Nie, oczywiście, że nie. Dlaczego miałoby mi to przeszkadzać?
Jesteś wolnym człowiekiem, rób, co chcesz.
Zmarszczka na jego czole pogłębiła się, a oczy
przenikliwie badały.
— Nie masz się czym martwić, Hermiono.
— Dobrze — odparła szybko — bo się nie martwię. —
Cóż, jej rumiane policzki nie
zdradzały jej małego kłamstewka — ale udawała, że w ogóle nie ma policzków. — Co jeszcze zaplanowałeś dla nas na dzisiejszy
wieczór?
Genialne. Skoro nie potrafiła ukryć zazdrości, to
może uda jej się odwrócić jego uwagę, będąc uwodzicielską.
W końcu Draco Malfoy był mężczyzną — i dał się na
to nabrać jak każdy inny. Jego usta wykrzywiły się w charakterystycznym dla
niego uśmieszku, gdy uniósł kieliszek do ust.
— To niespodzianka, kochanie.
Potem zabrał ją do pięknego hotelu. Powiedział,
że to „mały” hotelik, ale budynek wyglądał niemal jak pałac. Marmurowe posadzki
pokrywały podłogę w holu, a potężne, marmurowe kolumny podtrzymywały balustradę
nad głównymi schodami. Aksamitne meble i wspaniała zieleń nadawały hotelowi
romantyczny, niemal barokowy charakter, a całe miejsce emanowało elegancją i
wyniosłością. Dało się dostrzec, że zainwestowano w to miejsce i nowe pokolenia
kultywowały tradycje.
Nie miał rezerwacji. Oczywiście, że nie. Znów
wystarczyło, że wypowiedział swoje nazwisko i obsługa już się nim zajmowała.
Słysząc, jak płynnie mówił po francusku mrocznym tonem, zmoczyła majtki,
czekając, aż biedny recepcjonista się ogarnie i pobiegnie po klucz do jednego z
apartamentów, cały czas nerwowo przepraszając.
To nic
nie znaczyło, pomyślała,
wchodząc do pokoju, który im przydzielono. Był większy niż całe jej mieszkanie,
z ogromnym łóżkiem z tyłu i eleganckimi meblami przed kominkiem. Łazienka była
przestronna, z dużą, wpuszczoną w podłogę wanną i deszczownicą. Pojawił się
skrzat domowy z wiadrem lodu i szampanem w środku oraz dwoma kieliszkami, a
jego długie uszy opadły na podłogę, gdy nisko się ukłonił. Pokój miał nawet
balkon z widokiem na czarodziejski Paryż.
Hermiona oniemiała, idąc przez apartament,
podczas gdy Draco tylko zaśmiał się cicho i zdjął marynarkę. Stojąc na środku
salonu, Hermiona zastanawiała się, ile razy zabrał Cosette do tego hotelu. Skrzyżowała ręce na piersi i powiedziała:
— Naprawdę, Draco. Jak drogi jest ten apartament?
Uniósł brew, rozpinając mankiety.
— Raczej nigdy nie będzie cię na to stać.
Prychnęła.
— Chcesz zrobić na mnie wrażenie?
— Chcę
— wycedził i spiorunował ją wzrokiem — żebyś się rozebrała. Natychmiast.
Jej klatka piersiowa nagle się ścisnęła.
Oczywiście wiedziała, że to nadchodzi, ale nie mogła powstrzymać reakcji
swojego ciała na jego rozkazujący ton. Przełknęła ślinę i poczuła się dziwnie
nieśmiało. Ile razy kazał kobietom takim jak Cosette rozebrać się w tym właśnie pokoju? Czy jej ciało podobało
mu się bardziej niż Hermiony? Szczupła, z umięśnionymi ramionami i nogami,
istna modelka; Hermiona wcale taka nie była.
Pod jego palącym spojrzeniem powoli zdjęła
płaszcz i sięgnęła do zamka z boku sukienki. Zsunęła ją, czując żar pulsujący
na twarzy, a szare oczy Draco zostały pochłonięte przez czerń źrenic.
Podwinął rękawy, a żyły na jego muskularnych
ramionach już nabrzmiewały. Nadal miał na sobie kaburę z różdżką i Hermionie
wydawało się to niesprawiedliwie atrakcyjne. Do tego stopnia, że poczuła ucisk
w brzuchu z przeklętego pragnienia.
Stała przed nim w samej bieliźnie, doskonale
wiedząc, że kiedy kazał jej się rozebrać, miał na myśli całkowicie. Ale miała w
tym też pewną władzę. Skoro zamierzał obnosić się przed nią z Cosette, to ona
równie dobrze mogła go drażnić. Mogła mu się przeciwstawić, kusić go; nawet
założyłaby dla niego bardziej wycięte czarne, koronkowe majtki. Jednak myśląc o
cholernej Cosette, czuła się trochę
śmiesznie.
Draco przygryzł dolną wargę, chłonąc ją wzrokiem.
— Proszę, proszę, zachowujesz się dziś jak mały
bachor, prawda? Próbujesz mnie prowokować?
Hermiona zadrżała, ton jego głosu działał na nią
tak cudownie, że myśl o Francuzce uciekła w niepamięć; powoli przesunęła włosy
na ramię i oblizała wargi.
— Nie wiem, co masz na myśli, panie.
Jego uśmiech był niebezpieczny. Podszedł do niej
drapieżnie, okrążył ją i stanął za nią. Sapnęła, czując ciepło jego ciała na
plecach, a jego ramiona owinęły się wokół niej.
— Jesteś dziś bardzo kusząca — mruknął jej do
ucha i wsunął dłoń między jej nogi, mocno i stanowczo. Jęknęła zaskoczona, gdy
ścisnął cipkę, dłonią wystarczająco dużą, by ją objąć, a druga spoczęła na
jednej z jej piersi. Zaśmiał się tylko i powoli pocierał jej nabrzmiałe wargi,
jednocześnie odnajdując sterczący sutek pod koronką stanika. — A teraz,
kochanie, powiedz mi jeszcze raz, dlaczego jesteś na mnie zła.
Jej oddech zamarł, gdy ciało ugięło się pod jego
dotykiem.
— Ty… traktujesz mnie tak, jakbym nie mogła się
bronić.
On tylko zanucił i wsunął dłoń pod jej majtki.
Jęknęła cicho, a jej nogi zadrżały, gdy poczuła jego palce w swojej cipce.
— Co jeszcze? — zapytał i pocałował ją w szyję.
To nie było sprawiedliwe. Wiedział, że jego dotyk
wkrótce wprawi ją w błogi stan umysłu, w którym nie będzie mogła myśleć o tym,
jak bardzo czuła się przez niego skrzywdzona. Dłoń pieszcząca pierś szybko
przeniosła się na drugą, a palce masujące cipkę, wysysały z niej wilgoć, jakby
sam jej żądał. Zadrżała, pragnąc poddać się jego łasce, nie myśląc o tym,
dlaczego w ogóle była na niego zła.
— Co jeszcze? — powtórzył i przesunął dłonią od
jej łona do brzucha, zostawiając za sobą wilgotny ślad.
— Chcesz mi odebrać niezależność — wyszeptała.
Znów zanucił, muskając językiem skórę jej szyi. Z
westchnieniem przesunął dłonie wzdłuż jej boków i wsunął kciuki pod gumkę
majtek, ale ich nie ściągnął. Ugniatał jej ciało, a wybrzuszenie uciskające
dolną część pleców dało jej do zrozumienia, że jest równie podniecony jak ona.
— Uważasz, że traktuję cię tak, jakbyś nie
potrafiła się bronić — powiedział, powoli obejmując jej gardło. Ściskając bok
ciała, przyciągnął ją bliżej. — Wiem, że potrafisz się bronić, kochanie. Jesteś
zaciekłą czarownicą, wojowniczką i byłabyś cholernie dobrą Aurorką. Może nawet
lepszą ode mnie. Ale to nie ma znaczenia. — Zacisnął mocniej dłoń, opuszki jego
palców boleśnie wbijały się w jej skórę i zaczynała czuć lekkie zawroty głowy.
— Dopóki jesteś moja, będę cię tak
traktował. Zawsze bronię tego, co należy do mnie, pazurami, zębami i pieprzonym
ogniem. Mogłabyś być najlepszą czarownicą w kraju, a i tak zamknąłbym cię w
wieży jak ziejącego ogniem smoka.
Brzuch Hermiony napiął się, zatrzepotał, coś
potężnego zacisnęło się w jej piersi. Chciała mu wierzyć. Chciała wierzyć, że
myśli o niej jak o swojej równie mocno jak ona, że to nie było tylko coś, co
powiedziałby w przypływie emocji, że nie powiedziałby tego do cholernej Cosette. Chciała wierzyć.
Westchnął i odsunął się, pozostawiając ją niemal
bezwładną, gdy jego kotwica zniknęła.
— Co do twojej niezależności — mruknął, wywołując
gęsią skórkę na całym jej ciele — wątpię, żeby ktokolwiek mógł ci ją odebrać wbrew twojej woli. — Okrążył ją, a
wybrzuszenie w jego spodniach było tak oczywiste i kuszące. Stojąc przed nią, w
asertywnej postawie, z rękami założonymi za plecy, wycedził: — Uklęknij.
Przełknęła ślinę i spojrzała na niego. Och, mówił
poważnie. Załamując dłonie, powoli opadła na kolana. Tym razem nie czekało na
nią żadne zaklęcie amortyzujące, a kiedy wpatrywała się w naprężenie jego
spodni, w ustach zaczęła jej się zbierać ślina.
— No dalej — mruknął. — Pokaż swoją niezależność.
Ssij mojego kutasa jak grzeczna, niezależna
dziewczynka.
Wpatrywała się w niego, niepewna, co to znaczy.
Uniósł brwi i przechylił głowę.
— Mam czekać cały wieczór? No dalej, pieprz mnie
swoimi ślicznymi ustami i pokaż, jak dobrze sobie radzisz sama.
Zaciskając szczękę, ostrożnie sięgnęła, by
rozpiąć mu spodnie. Nabrzmiały kutas wbijał się w materiał, napinając szwy i
pomyślała, że to musi być niekomfortowe. Przygryzając wargę, objęła go dłońmi
nad czarnym materiałem, poczuła jego twardość, rozmiar i ciepło; Draco wypuścił
długi, dudniący oddech.
— Och, i wystawię ci ocenę, Granger — rzekł, a
jej całe ciało zacisnęło się w oczekiwaniu. — Oczekuję od ciebie najwyższych
ocen.
Oblizała wargi, rozpinając guzik jego spodni i
powoli rozsuwając zamek. Jego kutas wypełnił czarne bokserki i podskoczył,
uderzając o brzuch, gdy je ściągała. Draco stęknął, ale się nie poruszył, z
rękami mocno za plecami i badawczym, palącym spojrzeniem.
Spojrzała na niego tak ponętnie, na ile potrafiła
się zdobyć, i objęła go palcami. Szczęka mu lekko drgnęła, ale to był jedyny
znak, że jest podniecony. Hermiona oblizała wargi, zanim pozwoliła językowi
przesunąć się po miękkiej skórze spodu, od nasady aż po czubek, i obwąchać
spuchniętą główkę. Preejakulat, który z niej spływał, oblepiał jej język,
smakując jak ocean. Spojrzała mu w oczy, biorąc do ust i wsuwając głęboko.
Jeśli miał ją oceniać, musiała być najlepsza.
Lepsza niż Cosette.
Wciągając policzki, zabrała się do pracy. Kutas
wkrótce ociekał śliną, gdy poruszała głową w górę i w dół, a jej dłonie
pracowały nad tym, czego nie mogła przełknąć. Czuła, jak pulsuje i drga, i
nawet jeśli jego twarz była nieruchoma, jego ciało takie nie było.
Upewniając się, że jęczy, zdawało jej się, że
słyszy, jak gwałtownie wciąga powietrze; chciała, żeby złapał ją za włosy i
wziął, czego zapragnie, pieprzył ją tak, że nie będzie mogła oddychać, ale on
trzymał ręce za plecami. Nadal go ssała, wciąż oplatała go językiem, ale jej
szczęka robiła się zmęczona, a podłoga pod kolanami twarda.
Gdyby tylko przejął stery, kontrolę, mogłaby się
poddać. Teraz czuła się tak, jakby goniła za czymś, czego nie mogła zdobyć —
jego aprobatą, uznaniem, nagrodą — robiąc wszystko, co w jej mocy. To by mu nie
wystarczyło. Ona by mu nie wystarczyła.
Nagła panika ścisnęła jej pierś, gdy wcisnęła
głowę tak nisko, że omal nie zachrypiała. Draco stał niewzruszenie, obserwując
ją niemal bezinteresownie, a kiedy jej oczy napełniły się łzami, odsunęła się,
by zaczerpnąć powietrza.
— Proszę, panie — zachrypiała, ocierając ślinę z
ust. — Proszę, wykorzystaj mnie.
Przechylił głowę, jego oczy pociemniały, ale
twarz była zimna i surowa.
— Wykorzystać cię? Ale co z twoją niezależnością?
Przełknęła ślinę i zamknęła oczy.
— Proszę.
Westchnął, a kiedy poczuła jego dłoń głaszczącą
jej włosy, jęknęła.
— Och, kochanie. Tak dobrze ci szło.
Spojrzała na niego, a jej dłoń zatrzymała się w
chwili, gdy sięgała po jego kutasa.
— Co?
Jego palce masowały jej skórę głowy, a oczy się
zamgliły.
— No dalej, kochanie. Spraw, żebym doszedł w
twoich ustach. Poprowadzę cię.
Hermiona przygryzła wargę i ponownie zaczęła
przesuwać dłoń po jego kutasie. Teraz Draco okazywał więcej emocji, jego twarz
się rozluźniała i napinała w rytm jej ruchów. Oblizując usta, zapytała:
— Dobrze, panie?
Zanucił, ściskając jej włosy.
— Taka grzeczna dziewczynka.
Słowa uznania i pochwały spływały na nią niczym
złoty miód, sprawiając, że jej cipka pulsowała, a majki przesiąkały. Poruszała
głową w górę i w dół jego kutasa, czując łzy w oczach. Wkrótce Draco oddychał
ciężko, dłoń wzmocniła uścisk na jej włosach, gdy ją prowadził. Jęknęła, a jej
ciało radowało się bólem, który jej zadawał. Przysunęła się bliżej, niemal
zapominając o bólu w kolanach, gdy poczuła, jak napiera na nią, uderzając w tył
jej gardła. Prawie się zakrztusiła, ale parła dalej. Był blisko, czuła to.
— Kurwa — mruknął cicho, jego kutas spuchł, zanim
Draco przycisnął jej głowę głęboko do siebie na sekundę przed tym, jak ogarnęła
go rozkosz.
Przełknęła wszystko, a jej ciało drżało w
upojeniu zaspokajania go. Jej Pan.
Zagłębiła policzki jeszcze kilka razy, omywając go dla pewności, zanim
delikatnie odchyliła głowę. Jego dłoń nie stawiała oporu, a kiedy uwolniła
usta, odetchnęła ciężko i mrugnęła do niego przez łzy, a jej płuca paliły się
od powietrza.
Spojrzał na nią z góry, nauczyła się odczytywać
to spojrzenie na jego twarzy; to był mistrzowski odpowiednik jej
przytłaczającej przyjemności poddania się. Czuł euforię z posiadania kontroli i
to był piękny widok.
Delikatnie przesunął kciukiem po jej spuchniętych
ustach, ocierając nadmiar spermy z jej brody. Przygryzając uwodzicielsko wargę,
wsunął palec do jej ust.
— Nie marnuj niczego, kochanie.
Objęła go ustami, ssąc jego słoną skórę,
oczyszczając ją ze spermy. Też nie chciała niczego marnować. Spojrzała na
niego, gdy ocierała językiem jego kciuk, a on trzymał go tam, wpychając w jej
usta, aż poczuł się nasycony. Z cichym pyknięciem opuścił jej usta i uśmiechnął
się krzywo.
— Jaka jest moja ocena, mój panie? — zapytała
słodko drżącym głosem.
Zmarszczył brwi i pozwolił, by jego wzrok musnął
jej rysy, aż do stanika.
— Dopuszczalna.
Boląca szczęka Hermiony opadła.
— Co?
Uniósł brew z rozbawieniem.
— Cóż, zawsze możesz się postarać o poprawę
oceny.
Tylko prychnęła.
Uśmiech Draco był złowieszczy i niepokojący.
— Spokojnie, kochanie. Zadanie polegało na tym,
żebyś wykonała je sama, ale nie zrobiłaś tego. Nie do końca. — Schował kutasa i
zapiął spodnie, starannie wsuwając koszulę w spodnie. — Ale ocena dopuszczalna
to ocena zaliczająca.
Skrzywiła się, ale on tylko gestem nakazał jej
wstać. Nie musiał nawet wydawać polecenia. Poczuła ulgę, że jej kolana nie
uciskają, ale kręciło się jej w głowie i musiała się uspokoić, żeby nie upaść.
Draco przechadzał się po apartamencie, wyglądając
na równie spokojnego jak zawsze.
— Chcę, żebyś wzięła relaksującą, ciepłą kąpiel,
zanim naprawdę zaczniemy — powiedział. — Rozgrzej się trochę. W tym czasie ja
zajmę się resztą.
— Wychodzisz?
Nie wyczuła przerażenia w jej głosie, dopóki nie
skończyła mówić.
Uśmiechnął się.
— Nie, kochanie, ale muszę się trochę
przygotować. Idź i zanurz się w ciepłej kąpieli. Rozluźnij ciało i umysł.
Przygryzła wargę.
— Jak długo chcesz, żebym się kąpała, panie?
Miał zamglone oczy, niczym nieskrępowane, ramiona
napięte, a usta wykrzywione w uśmiechu.
— Przyjdę po ciebie, kochanie, ale to bardzo
grzeczne z twojej strony, że o to pytasz.
Uśmiechnęła się do niego słodko, zanim skierowała
się do dużej łazienki. Gdy tylko weszła, pomieszczenie zdawało się rozumieć jej
potrzeby, zupełnie jak Pokój Życzeń, i wypełniło wannę idealnie podgrzaną wodą.
Hermiona zsunęła majtki i stanik, weszła do wanny i zanurzyła się w ciepłej
wodzie. Twarda krawędź wanny zmieniła się, gdy odchyliła głowę do tyłu,
nadmuchując się w pluszową poduszkę, która obejmowała jej szyję, gdy jej
dotknęła.
To jest
życie, pomyślała, biorąc kilka
głębokich oddechów, wciągając unoszącą się parę z wanny. Naprawdę nie chciała
wiedzieć, ile będzie kosztował taki luksus ani kto jeszcze korzystał z niego w
przeszłości, ale nie wątpiła, że Draco będzie mógł sobie na niego pozwolić.
Choć nie chciała, żeby szastał pieniędzmi, nie czuła się winna z powodu takiej
rozpusty; w końcu nie wiedziała, ile czasu ma, zanim znów będzie musiała liczyć
każdy knut, zupełnie sama.
Zamknęła oczy i pozwoliła sobie na relaks, mimo
że w środku kipiało w niej oczekiwanie. Jeśli chciał, żeby się zrelaksowała i zanurzyła w wodzie przed
sesją, nie mogła się doczekać, by się dowiedzieć, co dla nich zaplanował. Ale
wciąż była na niego zła, wciąż zirytowana, że tak otwarcie odmówił jej udziału
w polowaniu na Greybacka, mimo że wiedziała, iż miał rację. Oczywiście, to
jeszcze bardziej ją frustrowało.
To nie
Hogwart; nie dostaniesz punktów za łamanie zasad.
To nie było sprawiedliwe, ale przypuszczała, że
tak by to wyglądało dla kogoś takiego jak Draco. Wtedy był tylko uczniem, a
jego świat kręcił się wokół szkoły, przyjaciół i rodziny, aż do powrotu
Voldemorta. Ale dla Hermiony Voldemort zawsze był częścią jej magicznego życia.
Nie łamała zasad, żeby zdobyć punkty dla Domu, ale żeby zapewnić przetrwanie
sobie, swoim przyjaciołom i reszcie czarodziejskiego świata. Od dwunastego roku
życia żyła w ciągłym napięciu i Greyback nie był wyjątkiem. Czy się go bała?
Tak, ale nie można być odważnym bez strachu.
Jednak nikt nie powiedział, że musi słuchać Draco
Malfoya. Nikt nie powiedział, że musi przestrzegać jego zasad, kiedy to
naprawdę miało znaczenie. Nie miał nad nią takiej władzy i nigdy nie chciałaby,
żeby ją miał. Nie nad jej moralnością i wolną wolą. Mógł ją bić, wiązać i
szarpać, ile dusza zapragnie — to i tak nie
powstrzymałoby jej przed działaniem zgodnie z silnym poczuciem sprawiedliwości.
Ta myśl sprawiała jej przyjemność, pozwalając, by ciepło wody przeniknęło jej
mięśnie.
Usłyszała głosy z drugiego pokoju i sądząc po
wysokim tonie, rozpoznała, że to skrzat domowy. Zgodnie z obietnicą, Draco się
przygotowywał.
Nie wiedziała, jak długo tak leżała, unosząc się
w rozkoszy w cudownie ciepłej wodzie, a kiedy usłyszała stukot jego butów —
powolny, bo jego kroki świadczyły o spokoju, a nie pośpiechu — uśmiechnęła się.
Miała zamknięte oczy, ale czuła jego obecność i słyszała szelest jego
wspaniałych ubrań.
— Jak się czujesz, kochanie? — zapytał.
Zanuciła pod nosem i nawet nie otwierała oczu.
— Czuję się wspaniale.
Zaśmiał się, a ten rozkoszny dźwięk sprawił, że
otworzyła jedno oko. Patrzył na nią z góry, trzymając ręce w kieszeniach, z
uniesioną brwią nad ciemnymi oczami.
— Ślicznie wyglądasz.
— Jestem naga.
— Wiem.
Policzki Hermiony były już zarumienione od
ciepła, ale jego komentarz z pewnością wzmocnił rumieniec. Westchnęła,
otworzyła oczy i wyprostowała się. Woda nie ostygła ani trochę i choć wiedziała,
że czeka ją przyjemność, nie miała ochoty wychodzić z wanny. Zamrugała,
zastanawiając się, czy nie zapytać, czy może zostać jeszcze chwilę, ale w
myślach zganiła się; skoro wystarczyło jedno władcze spojrzenie Draco Malfoya,
jak miała mu się sprzeciwić? Mogła zostać, jeśli chciała. Co najgorszego mogło
się stać?
Na jego ustach pojawił się ironiczny uśmieszek —
wręcz drapieżny — gdy wyciągnął do niej rękę.
— Chodź, kochanie. Bo będziesz pomarszczona jak
suszona śliwka.
Przewróciła oczami i wyciągnęła rękę, by przyjąć
jego dłoń, nie dlatego, że jej kazał, ale z ciekawości. Tak, o to chodziło.
Powietrze było zimne i jej sutki napięły się, gdy wynurzyła się z wody. Draco
zdawał się tym nie przejmować, gdy jego wzrok powędrował ku jej piersi, a ręka
podążyła za nim.
Delikatne opuszki palców musnęły wypukłość jej
piersi, pieszcząc delikatną skórę pod biustem, zanim wziął ją na ręce. Kciuk
delikatnie, lecz stanowczo musnął jej sutek, zanurzając brodę.
— Lubisz liny, prawda? — zapytał, wpatrując się w
jej wystający sutek.
Przełknęła ślinę, czując ciepło narastające w
brzuchu.
— Tak.
Skinął głową.
— Dobrze — powiedział tylko, po czym stuknął
różdżką w jej ramię, mrucząc pod nosem zaklęcie osuszające, i poprowadził ją z
powrotem do salonu.
Światło się zmieniło, przygasło i zauważyła
zwitek czarnej liny leżący na stoliku kawowym. Jej puls przyspieszył, serce się
ścisnęło i przygryzła wargę, czując nieokiełznane podniecenie.
Draco okrążył ją, jego twarz była tak sam
obojętna jak zawsze.
— Aby cię uspokoić, poleciłem Poppy nakarmić dziś
wieczorem twojego kota. Lubi koty, więc się nie martw. I, jak już mówiłem,
powinnaś wyczyścić swój grafik na jutro, bo nie będę niczego poganiał.
Poczuła ucisk żołądka. Nie chciała, żeby
cokolwiek poganiał. Mogłaby zostać z nim w tym pokoju na zawsze. Ale gdzieś z
tyłu głowy czaił się niepokój. Jutro miała coś w planach, coś ważnego.
Głośno sapnęła, a jej oczy rozszerzyły się z
przerażenia. Narcyza Malfoy. Jutro miała się spotkać z jego cholerną matką na herbatę! Załamując ręce,
powiedziała:
— Draco, jutro mam bardzo, bardzo ważne
spotkanie, którego nie mogę przegapić.
— Przełóż — powiedział tonem nieznoszącym
sprzeciwu.
Serce Hermiony zamarło.
— Nie… nie mogę.
Spojrzenie, którym ją obdarzył, skłoniłoby ją do
przeprosin i odwołania wszelkich planów, które nie były związane z nim — gdyby
nie dotyczyły jego matki.
Czuła, jak kuli się pod jego wzrokiem. Był bardzo
niezadowolony i z jakiegoś powody aż ją mdliło. To było dziwne; kilka miesięcy
temu uśmiechnęłaby się zwycięsko, gdyby go rozczarowała. Wciąż się na niego
złościła, więc powinna się cieszyć, że go rozczarowała. Jeszcze chwilę
wcześniej zastanawiała się, jak wielką władzę tak naprawdę posiada i jak
niewiele on może decydować o jej życiu. A jednak spojrzenie, którym ją
obdarzył, sprawiło, że zapragnęła go gorąco przeprosić.
Zacisnął szczękę i opuścił brodę.
— Co takiego ważnego masz zaplanowane na sobotę, że nie możesz tego przełożyć?
— Proszę, Draco. — Westchnęła. — Po prostu… mój
znajomy przyjeżdża do miasta po raz pierwszy od lat i obiecałam się z nim
spotkać. Proszę.
— Przecież podróżowanie nie jest problematyczne —
mruknął i zmrużył oczy.
— Draco — błagała.
Westchnął głęboko, a zmarszczka między brwiami
świadczyła o tym, że wciąż jest dość poirytowany.
— Dobrze. O której?
— O piętnastej.
Stęknął i wsunął ręce do kieszeni, powoli
podchodząc.
— Jeden warunek — powiedział i przechylił głowę,
badając wzrokiem jej nagość. Kiedy jego szare spojrzenie spoczęło na niej,
dodał: — Baw się dobrze.
Jej serce zabiło mocniej, a żołądek podskoczył;
myślała, że ją zbeszta — zamiast tego poprosił, żeby się dobrze bawiła. Czy mógł być jeszcze bardziej idealny? Uśmiechnęła
się z ulgą.
— Dziękuję.
Kącik jego ust uniósł się, gdy sięgnął do jej
twarzy. Ujął policzek w dłonie, pochylił się i delikatnie pocałował.
— Chyba będziemy musieli zacząć natychmiast.
Wyciągnął z kieszeni skórzany pasek, a Hermiona
aż sapnęła, widząc, że to obroża.
Natychmiast wypełniło ją coś ciepłego; oczekiwanie stało się niemal nie do
zniesienia. Drżała, gdy stanął za nią, a jego dłonie zawisły na jej ramionach.
Chciała odgarnąć włosy z karku, ale gdy tylko zimna skóra dotknęła jej szyi,
dreszcze ją zaatakowały, a w głowie zawirowało. Sutki napięły się jeszcze
bardziej, lędźwie płonęły nieokiełznanym pożądaniem i cicho jęknęła, gdy wsunął
dłonie pod jej włosy, by mocno zacisnąć obrożę. Natychmiast poczuła się do
niego przywiązana, miała do niego prawo.
— Jesteś moja — wyszeptał, jego gorący oddech
omiótł jej ucho. — Moja mała Szlamo.
Jego głos sprawił, że dostała gęsiej skórki i
choć wiedziała, że słowa, które wyszły z jego ust, były zaborcze i bardzo
ulotne, pozwoliła sobie mu uwierzyć, choćby tylko na tę noc.
To nic
nie znaczy.
Jego oddech był ciężki na jej policzku, dłonie
zsunęły się w dół, obejmując jej piersi. Ugniatając ją powoli, z czułością,
zanim jednak dłoń powędrowała do jej gardła, a kciuk wsunął się w metalowe
kółko na obroży. Pociągnął ją do góry, zmuszając, by spojrzała mu w oczy. Były
ciemne, pełne niewypowiedzialnych pragnień, gdy trzymał ją mocno.
Czekała z niecierpliwością, czekając, aż podejmie
decyzję, przesunie ją i ułoży. Weźmie ją. Wykorzysta. Patrząc na niego w ten
sposób, zobaczyła, jak jest potężny, jaki piękny. Draco Malfoy. Kto by
pomyślał, że znajdzie się na jego łasce i że jej się to spodoba?
Coś nikczemnego zaiskrzyło w jego szarych oczach,
zanim wyciągnął rękę i przywołał linę ze stołu. Zawirowała w powietrzu i
wylądowała w jego dłoni. Z gracją i kusząco powolnym uniesieniem chwycił jej
dłonie za klatkę piersiową i owinął czarną liną. Zawiązał pętlę, po czym powoli
kontynuował owijanie liny wokół jej tułowia. Skrupulatnie oplatał liną jej
piersi, talię i krocze. Kiedy już miał ją w uprzęży, boleśnie ciasnej,
pociągnął ją do łóżka, a Hermiona nie miała innego wyboru, tylko posłusznie za
nim podążyć. Nie żeby jej to przeszkadzało.
— Na kolana — mruknął i wskazał na łóżko.
Przyjrzała się materacowi i przygryzła wargę. Był
wysoki i nie była pewna, czy da radę się na niego wspiąć bez użycia rąk.
Przełknęła ślinę.
— Proszę, panie, pomożesz mi?
Draco stanął za nią, obracając ją twarzą do
siebie. Zacisnął szczękę, wyglądał na spiętego i chyba trochę zjeżonego, gdy
objął ją w talii i uniósł na łóżko. Potem musiała sobie radzić sama.
To był bardzo nieelegancki gest, przewrócenie się
na brzuch, a potem uniesienie na kolana. Usłyszała tylko jego chichot —
złowieszczy, mroczny chichot, który znała ze szkoły i skłamałaby, gdyby
powiedziała, że nie sprawił, że jej cipka zacisnęła się w potrzebie — zanim
silne pchnięcie w plecy powaliło ją na materac. Wrzasnęła, a związane ręce
przycisnęły się do jej piersi, gdy wylądowała twarzą w dół. Nadal jednak
klęczała, z tyłkiem w górze, a kiedy poczuła jego dłonie na swoich pośladkach,
zdała sobie sprawę, że właśnie takiej jej chciał; otwartej i wypinającej się
dla niego.
— Co za piękny widok — syknął za nią, chciwie
obejmując jej policzki dłońmi. — Ty, rozłożona w ten sposób, tylko dla mnie.
O mało nie jęknęła wtulona w materac, jej ciało
spragnione było dotyku jej cieknącej cipki. Ale nie zrobił tego. Zamiast tego
owinął linę wokół jej nóg, unieruchamiając ją w dowolnej pozycji, aż nie mogła
ani upaść, ani wstać z rozstawionych kolan, z uniesionym tyłkiem i wygiętym
kręgosłupem. Proces był powolny, męczący, a ona po prostu pragnęła, żeby jej
dotknął.
Gwałtownie wciągnęła powietrze, czując jego
gorący oddech na swojej cipce, otwierając usta na kołdrze. Jego język był
powolny i drażniący, gdy smakował ją, chwytając zębami jedną z jej warg. Zawyła
z rozkoszy i bez względu na to, jak bardzo wiła się w więzach, nie mogła się
ruszyć. Mogła tylko oddychać, jej mięśnie zaciskały się i rozluźniały w rytm
jego języka. To była tortura, każde z jej zakończeń nerwowych pulsowało,
czekając na start.
— O Boże
— zawyła, rozkoszując się jego dotykiem.
Odsunął się zbyt szybko, jego oddech był ciężki.
— Jesteś cholernie pyszna, kochanie.
Hermiona dyszała pod kołdrą, pragnąc wyzwolenia.
— Proszę, Draco… kurwa!
Znów ją zaatakował, celowo wbijając język w jej
odbyt. Dłonie ściskały ją, gwałtownie rozchylając, gdy ją pożerał, a ona drżała
i jęczała. Lecz znów się odsunął. Tym razem mamrotał i syczał, niezadowolenie
przesiąknięte było każdym dźwiękiem, który z niego wychodził.
— Bez jaj, kurwa — mruknął, bardziej do siebie
niż do niej, jak się zdawało.
— Co się stało? — wyszeptała.
Nie mogła się do niego odwrócić, ale czuła, że
coś jest nie tak.
— Przepraszam, kochanie, ale obowiązki wzywają —
rzekł, głaszcząc ją po tyłku.
— Że co?!
Próbowała się odwrócić, ale ponieważ ręce miała
przywiązane do obroży, mogła obrócić głowę tylko w pewnym zakresie.
— Po prostu poczekaj tutaj — powiedział. — Zaraz
wrócę.
— Nie, czekaj… Draco! — Poczuła ogarniającą
panikę; nie mógł przecież zostawić jej w takim
stanie! — Nie możesz!
— Nie martw się, kochanie — odparł, ale w jego
głosie pobrzmiewał jakiś psotny akcent. Jęknęła, gdy jego dłoń uderzyła ją w
pośladek, a on zachichotał. — Wiem, że nie lubisz czekać, ale bądź grzeczna, a
wynagrodzę cię, kiedy wrócę.
— A-ale nie możesz mnie tak zostawić!
Westchnął, jego ubrania zaszeleściły, gdy okrążał
łóżko. Materac ugiął się tuż przy jej głowie i usłyszała jego szept.
— Jeśli spanikujesz i będziesz chciała się
uwolnić, szepnij Liberum Ligatura, a
liny spadną.
— Nie jestem dobra w magii bezróżdżkowej! —
jęknęła. — Proszę!
— Nie musisz, obiecuję — powiedział. — Ufasz mi?
Przełknęła ślinę, pożądanie i pragnienie w jej
ciele zmieszały się z paniką i strachem przed tym, że zostanie sama, uwiązana w
tak niepewnej pozycji. Co innego w jego mieszkaniu, ale w pokoju hotelowym w
Paryżu?
— Proszę — wyszeptała. — Nie zostawiaj mnie.
— Wszystko jest dobrze, kochanie — rzekł. — Muszę
iść, ale obiecuję, że wrócę najszybciej, jak to możliwe. Wiesz, jak się
uwolnić, jeśli będzie trzeba, ale niedługo wrócę, a jeśli będziesz grzeczna i
zostaniesz w takiej pozycji przez cały czas, wynagrodzę ci to.
— A jeśli nie? — mruknęła.
— Cóż — wycedził. — Jeśli nie będziesz grzeczną
dziewczynką, to będziesz niegrzeczną dziewczynką, a ja karzę niegrzeczne
dziewczynki.
— Czy czekanie nie jest wystarczającą karą?
— Nie, kochanie. To oczekiwanie.
Prawie słyszała uśmieszek w jego głosie, zanim
odsunął się od niej i zniknął z ogłuszającym trzaskiem.
~*~*~*~*~*~*~*~
Jeśli istniało coś, co zabijało erekcję, to była
to myśl o morderstwie. Dla niektórych chorych ludzi byłby to impuls, a dla
jeszcze mniejszej liczby — to właśnie by ich prowokowało; dla Draco zabijanie
było złem koniecznym. Oczywiście, myśl o Hermionie związanej w tak
uwodzicielskiej pozycji na łóżku, czekającej na niego z ociekającą cipką i
szalejącą potrzebą organizmu, wystarczyła, by mu stanął — ale niweczył to fakt,
że przekraczał próg zrujnowanego mieszkania w Edynburgu, dzierżąc w dłoni
cisową różdżkę i czując pulsujący Mroczny Znak.
— Expelliarmus!
— syknął i wycelował różdżką w mroczną postać na drugim końcu pokoju.
— Avada
Kedavra!
Kobieta wrzasnęła i rzuciła się w bok. Jej klątwa
chybiła go równie nieznacznie, jak jego zaklęcie.
Schował się za sofą, warcząc pod nosem. Mroczny
Znak mrowił, namawiając go do uwolnienia wszystkich klątw, jakie tylko chciał,
ale nie mógł jej unicestwić. Nie zdążył jeszcze splądrować jej umysłu. Strzelił
z karku, zerwał się na równe nogi i krzyknął:
— Incacerous!
Zaklęcie uderzyło tuż nad jej głową, gdy się
schylała i krzyknęła, rzucając się na podłogę. Przekręciła różdżkę, wrzeszcząc:
— Impedimenta!
Odbił cios warknięciem i spróbował chwytu na
nogę, ale udało jej się rzucić tarczę. To go rozczarowało; czekała na niego
kobieta, mokra i spragniona, i nie pozwoli, by ta stara wiedźma zajęła mu dużo
czasu. Kręcąc ramionami, obliczył trajektorię jej ruchu i syknął:
— Crucio!
Znak brzęczał, krew pulsowała w żyłach, a kobieta
upadła na podłogę, krzycząc, bo czerwone światło było tak silne, że prawie
stało się białe. Jej różdżka zawirowała w powietrzu, gdy mimowolnie wyrzuciła
ją z ręki w konwulsjach, i potoczyła się w stronę Draco. Powoli postawił na
niej stopę.
Kiedy przerwał zaklęcie, kobieta jęknęła i
złapała oddech, leżąc na podłodze, a krew kapała z każdego otworu jej twarzy.
Spojrzała w górę, a jej oczy były szeroko otwarte, zakrwawione i pełne
wściekłości.
— Ty?
Draco wyprostował się, a na jego ustach pojawił
się mściwy uśmieszek.
— Witaj, Alecto.
— Dla ciebie panna
Carrow, ty mały gnojku — syknęła, szczerząc zaczerwienione zęby jak dziki
kot, próbując wstać.
— Panno Carrow — wycedził i zmarszczył brwi,
wchodząc głębiej do pokoju i kopiąc jej różdżkę w ciemny kąt. Stała spięta, ale
przestraszona i prawdopodobnie cierpiała. Czuł to w powietrzu. — Pewnie już
wiesz, że to ja zabiłem twojego brata i chcę, byś była świadoma, że cierpiał do
samego końca. Dopilnowałem tego.
— Zawsze miałeś problemy ze sobą, prawda? —
zadrwiła. — Słaby charakter, słaby umysł, zupełnie jak twój ojciec. Zawsze
wiedziałam.
Prychnął i uśmiechnął się, kręcąc głową.
— Wiesz, jestem dumny z tego, że pod wieloma
względami jestem podobny do ojca, ale to? Nie, Alecto, to ty mnie w to
zmieniłaś. Ty, twój brat, moja ciotka i wuj. Czarny Pan…
Kobieta zachichotała, a ten dźwięk niepokojąco
przypominał głos jego ciotki.
— Nie zwalaj winy na nas za bycie psychopatą,
Malfoy. Daliśmy ci szansę na zahartowanie się, na wzmocnienie charakteru.
— Zmuszając mnie do torturowania kolegów z klasy?
— mruknął.
— Każąc ci karać
winowajców — prychnęła, a białka jej oczu wystrzeliły w górę. Potem
uśmiechnęła się szyderczo. — Ale musiałeś się sprzedać tym dobrym, porzucić
rodzinne wartości i zabić swoich bliskich, i po co? Dla wolności? Ty oślizgły bachorze! Nigdy nie zasłużyłeś na
zaufanie Czarnego Pana! Nigdy nie zasłużyłeś na Mroczny Znak!
Zaśmiał się, a na jego ustach pojawił się smutny
uśmiech. Ta kobieta była szalona. Najwyraźniej. Westchnął i machnął różdżką;
czarne pnącza przebiły się przez czubek cisu, oplatając jej ciało, sprawiając,
że krzyczała. Jej ciało runęło na podłogę, a pnącza pełzły po niej i krzyk
ucichł, gdy jedno otoczyło jej usta, kneblując.
— Wiesz — powiedział — przypomniałem sobie, jaki
irytujący jest twój głos. Nosowy, piskliwy. Kurwa, miałem ochotę cię uderzyć w
twarz za każdym razem, gdy otwierałaś te swoje cholerne usta.
Krzyczała, próbując uwolnić się z knebla, jej
ciało miotało się dziko.
Draco podszedł powoli, miarowo, lekko obracając
różdżką, by pnącza zakręciły się w ten sam sposób, zaciskając się wokół niej.
Jej oczy się rozszerzyły, a on uśmiechnął się szeroko.
— Rzuciłem Cruciatusa na twojego brata — wycedził
i uniósł brew. — Czterdzieści siedem razy. Po jednym za każdego ucznia, którego
kazaliście mi torturować. Naprawdę nie wiem, co go zabiło. Mogło to być serce,
które odmówiło posłuszeństwa z bólu, albo pęknięty kręgosłup, przebijający
płuca. Mogły to spowodować pękające naczynia krwionośne w mózgu. Naprawdę nie wiem.
Wiem tylko, że delektowałem się każdą
sekundą.
Panika. Tak, teraz w jej oczach malowała się
panika. Dobrze.
Uśmiechnął się szyderczo, uklęknął obok niej i
wyciągnął lewe ramię. Mroczny Znak był żywy,
czarny jak smoła na tle jego bladej skóry, wirując z zadowolenia.
— Kiedyś myślałem, że to klątwa. Czasami nadal
tak myślę, ale wydaje mi się, że Czarny Pan nie do końca rozumiał, jaka moc
kryje się w magii, której użył do stworzenia tego. Używał jej do własnych
celów, by nas kontrolować, ale teraz, kiedy go nie ma? Cóż, nie wiem jak ty,
ale ja czuję moc, która w tym
drzemie.
Spojrzał na nią, w jej przerażone oczy. Przyłożył
różdżkę do jej lewego przedramienia i sprawił, że materiał się rozpłynął,
odsłaniając jej Mroczny Znak. Nie był całkowicie wyblakły, ale nie tak dumny i
czarny jak jego. Zaśmiał się.
— Myślałaś, że to tylko jego, prawda? — zapytał. — Jego moc. Jego magia. Nigdy nie
rozpoznałaś jego znaczenia, prawda? Po prostu czułaś jego nieobecność, prawda? — Westchnął i uniósł rękę na wysokość
oczu. Wiele o tym myślał przez lata, o tym, jak mrok w nim zdawał się śpiewać
głośniej przez Znak i o tym, jak jego mroczna magia zawsze wydawała się
silniejsza od jego zwykłej magii. Zacisnął szczęki. — Przez pierwsze kilka lat
nie mogłem patrzeć na to coś, nie widząc go. A potem… — przesunął spojrzenie w
jej stronę — wpuściłem ciemność do mojego serca. Kiedy pierwszy raz zabiłem
człowieka, poczułem, jak łączy się ze mną. Niektórzy mówią, że zabijanie
niszczy duszę, roztrzaskuje ją, ale ja poczułem się kompletny. On mi to zrobił,
to prawda, ale to wciąż tam jest, mimo że go nie ma. Nigdy nie byłem wobec niego całkowicie lojalny, wiesz. Nigdy
nie byłem podatny na jego pranie mózgu. Nie tak jak wy. Zawsze byłem lojalny
wobec siebie i mojej rodziny, a teraz mogę wykorzystać ten mrok, tę moc, by
podążać za własnymi ideałami. By szukać własnego szczęścia, własnej zemsty i
chronić tych, których uważam za godnych ochrony.
Alecto Carrow wiła się w pnączach i krzyczała,
próbując pozbyć się knebla, a jej oczy o mało nie wyskoczyły z czaszki.
— Są w życiu okoliczności, na które nic nie mogę
poradzić — mruknął kwaśno. — Jak zabicie ciebie, twojego brata czy innego
Śmierciożercy. Nie mam wyboru, ale tak naprawdę nigdy go nie miałem. Prędzej
czy później ten mrok pulsujący w mojej krwi, ten, który sam Czarny Pan pomógł
mi okiełznać, zawsze doprowadzi mnie tutaj. Bez tych okoliczności, kto wie, kim
bym był? Gdyby nikt mnie nie trzymał w ryzach? To przerażająca myśl, prawda? A
teraz twoja kolej na śmierć, panno Carrow.
Przesunął czubkiem różdżki po jej czole i
drgnęła. Rzucił Legilimens i zagłębił
się w jej umysł. Alecto Carrow była utalentowaną Oklumentką, ale mimo to była
wstrząśnięta i zrozpaczona. Draco wciąż napotykał stalową ścianę i musiał ją
rozwalić ze wszystkich sił. Pozwolił, by pięści wykonały robotę, wgniatając
stal każdym ciosem. Z każdym uderzeniem wywoływał obrazy jej torturowanego
brata; jego krzyki, krew sączącą się z uszu, pękające naczynia krwionośne w
oczach, odgłos łamanych kości — zapadała się, czuł to, i wkrótce stal pękła, a
on wszedł do środka.
Jej umysł był fortecą, ale teraz opuszczoną.
Prawie się poddała. Wpadał do pokoi, zbierając wspomnienia, które kiedyś
próbowała chronić; Yaxley i Avery zbierali pozostałych Śmierciożerców, by
kontynuować dzieło Czarnego Pana; Richard Matthews pracował nad Eliksirem Woli
Umysłu, torturując mugoli, próbujących jego mikstury; wypłaty z pieniędzy,
które dostarczył im Lord Selwyn; kryjówki założone przez Atticusa Crawleya;
krzyk Alecto, gdy znalazła wiadomość, którą zostawił Draco — odciętą głowę
Amycusa. Brutalny, ale konieczny szczegół. Szukał wskazówek, gdzie można
znaleźć Yaxleya i Avery’ego, ale były niezrozumiałe. Wspomnienia mieszały się.
Alecto niedawno spotkała ich w kryjówce gdzieś w Highland, ale wyglądało to
tylko na miejsce spotkania, a nie na stałą kryjówkę; byli ostrożni na wypadek,
gdyby któreś z nich zostało schwytane.
A potem zobaczył niedawne wspomnienie, z tego
samego mieszkania. Alecto czekała, planując zemstę, wiedząc, że zabójca
powróci. Mógł to być liścik, który Draco zostawił w ustach Amycusa, głoszący Do zobaczenia, a może jej nieugięty
idealizm, wiara, że wróci, bo pragnie sprawiedliwości. Ale był tam też ktoś
inny. Mężczyzna, mały i myszowaty, skulony w kącie.
— Jesteś
pewna, że przyjdzie?
— Tak.
Jestem pewna. Nie zostawił głowy mojego brata na darmo.
— Jesteś
pewna, że przyjdzie dziś wieczorem?
— Jeśli
nie dziś, to poczekam, aż to zrobi.
— Czego
twoim zdaniem on chce?
— Zrobić
to samo, co zrobił pozostałym, idioto.
— A co
zrobisz, jak już tu dotrze?
— Zabiję
go, zanim on zabije mnie.
— A
dlaczego ja tu jestem?
—
Wygląda na to, że mam nieszczęście bycia twoją niańką.
— Umiem
o siebie zadbać.
—
Oczywiście, Yaxley i Avery myślą inaczej. A teraz idź się schowaj.
— A co,
jeśli on zyska przewagę?
— Nie
zyska.
— Jak
myślisz, kto to jest? Któryś z tych gnojów z Zakonu?
— Nie
mają jaj, żeby coś takiego zrobić.
— Więc
kto?
— To
ktoś, kogo znamy. Czuję to. To Czarna Magia, mówię ci.
— Może
jest po naszej stronie.
— To
głowa mojego brata, imbecylu! Jesteś tak głupi, żeby myśleć, że ktoś od nich
mógłby ściąć komuś głowę? Pomyśl jeszcze raz, Walters, jeśli w ogóle jesteś do
tego zdolny.
Draco natychmiast się wycofał, a serce mu
zamarło. Pieprzony Anthony Walters. Ten mały robak wystarczająco długo mu
umykał, a on już gdzieś tu był. Ignorując opłakany stan panny Carrow po jego
gwałtownym wtargnięciu do jej mózgu, obrócił się i rozejrzał. Bezsłowne
zaklęcie ujawniające dało mu znać, że ktoś ukrywa się w szafie. Zaciskając
szczękę, podszedł bliżej.
Alecto Carrow krzyczała pod kneblem, ale nie
zabrzmiało to głośniej niż cokolwiek wcześniej, a Draco przybliżył się do
szafy. Wycelował różdżką przed siebie i ostrożnie sięgnął do klamki. Objął ją
dłonią, wziął głęboki oddech i szarpnął.
— Avada
Kedavra!
Zdołał zejść z drogi w ostatniej chwili, zanim z
szafy wystrzelił zielony strumień, a kiedy się odwrócił, by rzucić zaklęcie,
jego wzrok spotkał się z przerażonym spojrzeniem Waltersa na pół sekundy przed
tym, jak mężczyzna zniknął w miejscu, a Drętwota Draco uderzyła w tylną ścianę
szafy.
Rzucił klątwy w pustkę, a furia buchnęła z jego
duszy; przez kilka lat nie ujawniał się, a pomyśleć, że to cholerny Anthony Walters go zdemaskuje? Ten drań powinien umrzeć.
Wszedł z powrotem do pokoju, gdzie Alecto Carrow
wciąż walczyła z czarnymi pnączami, i wycelował w nią różdżką. Miał plany wobec
niej, chciał sprawić, by cierpiała tak jak jej brat, ale nie miał czasu.
Najlepiej byłoby, gdyby poszedł za Waltersem, ale nie miał pojęcia, dokąd ten
kretyn się udał. Ponownie wnikając do umysłu Alecto Carrow, szukał odpowiedzi.
Jej umysł rozpadał się na kawałki, ledwo się
trzymając. Ilekroć odnajdywał wspomnienie o Waltersie, zawsze gasło, zanim
ujawniło jakiekolwiek istotne informacje, jakby chroniła je magia. Gdy się
wycofał, kobieta uderzyła głową o podłogę i jęknęła słabo.
Rozczarowany Draco wykręcił szczękę. To było
bezużyteczne. Nic nie wyciągnie z tej jędzy, a w Paryżu czekało na niego coś o
wiele bardziej ekscytującego.
— Masz szczęście, że jestem prostym człowiekiem o prostych pragnieniach — mruknął i przechylił głowę. — Czeka na mnie piękna kobieta, naga i ociekająca, i ona też będzie krzyczeć, ale z innych powodów. — Uśmiechnął się ironicznie. — Dziękuję za współpracę, Alecto, i za cenne lekcje. Muszę przyznać, że wyszły mi na dobre. Avada Kedavra.
Brak komentarzy