[T] To, co jest między nami: To nie są słowa Austen

poniedziałek, 18 maja 2026

Witajcie :) w poniedziałkowy wieczór zapraszam na nowy rozdział tłumaczenia. Będzie gorąco i trochę bardziej poważniej, ale oboje potrzebowali tej rozmowy. Miłej lektury! :)   

______________

Rozdział 28: To nie są słowa Austen

    

Październik 2004

 

— A potem mnie przytuliła!

Harry odpowiedział jej zgodnie z prawdą, popijając piwo, a jego brwi poszybowały w górę.

— To musiało być niezręczne.

— Było okropne! — jęknęła Hermiona. — A co najgorsze, było mi jej naprawdę żal.

Harry pokręcił głową i uniósł rękę.

— Słuchaj, Miona, choć uwielbiam rozmawiać o życiu seksualnym moich najlepszych przyjaciół, problemy Rona i Vanessy nie są twoimi problemami, jasne? Nie jesteś im w żaden sposób dłużna. Ron z tobą zerwał i teraz dobrze się bawisz. Nie ma w tym nic złego.

Oczy Hermiony się rozszerzyły.

— Chwila, wiesz o…

Harry uniósł brew.

— Tajemniczym Mężczyźnie? — Parsknął śmiechem. — Vanessa powiedziała Ronowi, który powiedział mnie. Szczerze mówiąc, był tym mocno zdenerwowany. Ale znasz go, jak zwykle jest zazdrosny.

Westchnął i odchylił się na oparcie kanapy.

W ten piątek siedzieli sami przy stole, jak w większość piątków po zawieszeniu Gallaghera. McLeod nie czuł się dobrze, wychodząc do pubu bez niego; Perkins czasami do nich dołączał, ale uznał, że skoro nie będzie całego zespołu, lepiej będzie spędzić trochę czasu z żoną i dziećmi.

Hermionie to nie przeszkadzało. Wolała pójść na drinka tylko z Potterem.

— Więc — zaczął, a jego zielone oczy zabłysły — znam go? Wiem, że Ginny wie. Nic mi nie powiedziała, bez obaw, ale widzę to w jej twarzy. Ona wie. Więc znam go? Nie musisz mi oczywiście podawać jego danych, jeśli nie chcesz, ale czy ja go znam?

Hermiona poczuła, jak pieką ją policzki, upijając łyk ginu.

— Ja… i tak, i nie. Nie jest to przypadkowy nieznajomy, ale też nie jest… cóż, nie jest jednym z naszych przyjaciół.

— Dobrze. — Harry zaśmiał się do kufla. — Nie musisz mi mówić, jeśli nie chcesz. Tylko uważaj.

Teraz to Hermiona uniosła brew.

— Myślisz, że nie potrafię o siebie zadbać?

— Wiem, że potrafisz. — Upił kolejny łyk piwa, po czym odstawił kufel na stół, westchnął i pochylił się do przodu. — Pogodziłaś się z tym wszystkim? Wiem, że ty i Ron mieliście plany, że… — Zacisnął szczękę, wzdychając z frustracją. — Wszyscy myśleliśmy, że będziecie razem.

Hermiona uśmiechnęła się pocieszająco i pokręciła głową.

— W porządku, Harry. Naprawdę, nie mam nic przeciwko.

Nie zgadzała się na to, ale nie chciała otwierać puszki Pandory przed Harrym, bo wtedy musiałaby mu wytłumaczyć, że nie chodzi wcale o Rona, tylko o nią. Jej marzenia, jej oczekiwania, jej plany na przyszłość — nie wiedziała, jak to ubrać w słowa, więc nie było sensu rozdrapywać ran. Uznała, że lepiej porozmawiać o tym z Uzdrowicielką Ericson.

Spojrzenie Harry’ego nagle powędrowało ponad jej głowę i zbladł.

— O, cholera jasna. — Skrzywił się i spojrzał na nią przepraszająco. — Wybacz, Miona, zapomniałem, że powiedziałem Malfoyowi i Collinsowi o naszym dzisiejszym wypadzie do pubu. Pewnie myśleli, że wszyscy będą. Och, świetnie, idą tu. Przepraszam, Hermiono!

— Potter! — ożywiony ton głosu Collinsa niósł się po pomieszczeniu. Zbliżając się do stolika, spojrzał na Hermionę i skinął głową. — Granger.

Uśmiechnęła się do niego blado.

— Witaj.

Za nim pojawił się Draco. Wyglądał na równie znudzonego i obojętnego jak zawsze, z nutą pogardy na twarzy, gdy rozglądał się po małym pubie. Miał na sobie cudownie skrojony, szary, wełniany płaszcz, a jego duże dłonie okrywało coś, co wyglądało na najdelikatniejsze, czarne rękawiczki z jeleniej skóry.

Przed oczami Hermiony pojawił się obraz z powracającego koszmaru — dłonie w rękawiczkach między jej nogami — i natychmiast próbowała skupić się na czymś innym, by nie zarumienić się niestosownie.

Kiedy jego szare spojrzenie powędrowało na Harry’ego i Hermionę, uśmiech sam się pojawił.

— Proszę, proszę — wycedził — kogo moje oczy widzą; dwoje najmniej irytujących członków Drużyny Pottera? To chyba mój szczęśliwy dzień.

Harry się roześmiał i wskazał na Hermionę.

— Nazywasz ją nieirytującą?

— Mówię, że jest mniej irytująca — powiedział Draco i wślizgnął się na miejsce obok niej, zdejmując płaszcz.

Serce Hermiony zabiło mocniej i wciąż modliła się do wszystkich bogów, żeby nie zdradzić się rumieńcem. Przynajmniej nie siedzieli zbyt blisko siebie; no dobra, faktycznie, Draco wsunął się odrobinę bliżej niż to było konieczne, ale nie musieli siedzieć ściśnięci z powodu braku miejsca. Hermiona poprawiła się i przysunęła trochę bliżej ściany, a Harry zrobił to samo po swojej stronie, żeby cała czwórka mogła wygodnie usiąść.

— Nie ma Eppingera i Langdona? — zapytał Potter, biorąc łyk piwa.

— Nie — odpowiedział Collins. — Żona Eppingera niedługo rodzi, a Langdon nie jest zbyt towarzyski.

— Zanotowałem.

Harry skinął głową.

— A gdzie są wasi dwaj klauni? — zadrwił Draco, odchylając się do tyłu.

— McLeod protestuje z powodu Gallaghera — oświadczył Harry, unosząc brew.

— A Perkins wykorzystuje tę okazję, by spędzić czas z rodziną — dodała Hermiona i spojrzała na Draco.

Zerknął na nią z wyrazem twarzy raczej neutralnym niż złośliwym i skinął głową.

— Cóż, to smutne, że jedno z was musi zostać zawieszone, żeby drugie mogło pomyśleć o rodzinie.

— Hej! — Harry prychnął i wyprostował się. — To przytyk do mnie, palancie?

Uśmiech Draco poszerzył się.

— Nic z tych rzeczy. Ale skoro już o tym wspomniałeś, co robi Łasica, gdy ty tu hulasz? Została sama w domu z niemowlakiem, podczas gdy ty się upijasz? — Cmoknął. — Niezbyt postępowe z twojej strony, Potter.

— Też pije, z Harpiami, bardzo dziękuję — prychnął Harry i upił łyk ze swojego kufla.

No tak — jęknął Collins i odwrócił się do Harry’ego, szeroko otwierając oczy. — Twoja żona jest międzynarodową gwiazdą Quidditcha! Cholera, chyba mi to umknęło!

Jak podczas wielu poprzednich wieczorów, rozmowa zeszła na Quidditcha. Kiedy Draco wrócił z baru, gdzie poszedł zamówić kolejną kolejkę, usiadł znacznie bliżej Hermiony, niż to było konieczne, ale ani Harry, ani Collins zdawali się tego nie zauważać. Byli pogrążeni w dyskusji o najlepszych taktykach gry, kiedy zdali sobie sprawę, że wszyscy trzej grali na pozycji szukającego.

Draco odchylił się do tyłu, nie angażując się zbytnio w rozmowę, chyba że ktoś bezpośrednio się do niego zwrócił. Jego dłoń znajdująca się pod stołem powędrowała do na udo Hermiony i pomimo przyspieszonego bicia serca, czuła tam przyjemny ciężar. Jego kciuk delikatnie przesunął się po zewnętrznej stronie, po jej spodniach. Ciężki, solidny i bezpieczny.

Hermiona oparła się pokusie, by się do niego przytulić, lecz to byłoby zbyt łatwe. Cichy szum pubu, ciepło po drugim ginie i przyjemny zapach cytrusów i cedru napełniły ją spokojem. Oparła brodę na jednej dłoni, a druga wślizgnęła się pod stół i wylądowała na jego dłoni. Kciuk szybko owinął się wokół jej palców, przyprawiając o dreszcze całe jej ciało.

Było wygodnie, przyjemnie i po raz pierwszy od dawna dobrze się bawiła. Gdyby tylko mogli porozmawiać o czymś ciekawszym niż Quidditch. Westchnęła i wsunęła policzek w dłoń.

Poczuła, jak Draco lekko ją ściska, zanim włączył się do rozmowy i skierował ją na inny temat. Hermiona była oszołomiona i zafascynowana. Za pomocą zaledwie kilku prostych zdań, całkowicie naturalnych w trakcie rozmowy, poprowadził ich od technicznych terminów z dziedziny Quidditcha do wspomnień o latach spędzonych w Hogwarcie.

— Chciałem cię zamordować, gdy dostałeś tę Błyskawicę, Potter.

Zaśmiał się Draco, upijając łyk Ognistej Whisky ze swojego kieliszka.

Kiedy dostałem Błyskawicę? — wychrypiał Harry. — A co z tym, że twój ojciec kupił Nimbusy 2001 dla całej drużyny Slytherinu? — Gdy Draco się śmiał, Harry pochylił się nad stołem, wyraźnie podchmielony. — Dobra, dobra, zawsze chciałem wiedzieć. Czy twój ojciec kupił ci miejsce w drużynie? Tylko szczerze! — Uniósł dłonie. — To już przeszłość, Malfoy. Po prostu jestem ciekaw.

Draco prychnął.

— Naprawdę chcesz wiedzieć, Potter? Tak i nie.

— Co masz na myśli, mówiąc „tak i nie”? — krzyknął Harry. — Albo to zrobił, albo nie!

Hermiona czuła chichot Draco, gdy pochylił się nad nią, żeby móc się do niego zbliżyć.

— Flint nie pozwalał uczniom z pierwszego i drugiego roku brać udziału w kwalifikacjach do zespołu. Mój ojciec próbował rozmawiać o tym ze Snape’em, ale ten powiedział, że wierzy we Flinta jako zarządcę drużyny.

Harry skinął głową i zmrużył oczy.

— Więc twój ojciec kupił ci miejsce.

— Nie — odparł cierpliwie Draco — zafundował mi kwalifikacje. Naprawdę myślisz, że ojciec pozwoliłby mi zbezcześcić nazwisko Malfoy, będąc beznadziejnym graczem? Musiałem konkurować z trzema innymi kandydatami, jednym z czwartego roku i dwoma z szóstego. Poza tym, nie chodziło tylko o mnie; powiedział, że drużyna może dostać najlepsze miotły, jeśli pozwolą każdemu z chętnych uczniów przystąpić do kwalifikacji.

— Och, to zwykłe pierdolenie. — Harry uśmiechnął się szeroko i odchylił do tyłu. Upił łyk piwa. — Zafundował ci miejsce w drużynie, a teraz chcesz go przedstawić jako jakiegoś bohatera.

Draco zachichotał i pokręcił głową.

— Wierz, w co chcesz, Potter.

— I tak mnie nie mogłeś pokonać, nawet na swojej wypasionej miotle — prychnął Harry do kufla.

— No cóż, z tą cholerną Błyskawicą nikt by cię nie pokonał — powiedział Draco. — Pokonałem cię w innych dziedzinach, bez żadnego wypasionego sprzętu. Mogłem cię ograć na każdej lekcji. Twoja gryfońska brawura nie przebije ślizgońskiego dowcipu.

Harry uśmiechnął się szeroko.

— Tak, ale jej nie pokonałeś.

Skinął głową w stronę Hermiony, a ona szybko się wyprostowała i zarumieniła.

— Nie — mruknął Draco, patrząc na nią. — Masz rację, nie.

W tym momencie pragnęła, żeby przestał patrzeć na nią tak cholernie intymnie, kiedy byli wśród ludzi! Harry był spostrzegawczy i na pewno to mógł to dostrzec.

Ale wtedy Draco uśmiechnął się złośliwie.

— Miałem lepsze rzeczy do roboty, niż uczenie się całymi dniami.

Hermiona zjeżyła się.

— Nie uczyłam się całymi dniami!

Draco uniósł brew.

— Nie?

— Nie! — żachnęła się. — Gdybyś nie pamiętał, my… — wskazała na siebie i Harry’ego — byliśmy zajęci walką z Voldemortem od pierwszego roku w szkole.

— Tak — powiedział Draco tym samym, cierpliwym tonem, którym zwracał się do Harry’ego — a do tego nauka przez cały dzień. Nie próbuj zaprzeczać, Granger; za każdym razem, gdy byłem w bibliotece, ty też tam byłaś. A może mnie śledziłaś? Miałem w szkole gryfońską wielbicielkę?

Prychnęła zgryźliwie i skrzyżowała ramiona na piersi, ale gdy tylko jej dłoń puściła jego, ścisnął mocniej jej udo.

— Nie schlebiaj sobie, Malfoy. Owszem, lubiłam przebywać w bibliotece, ale nie mogłam mieć czasu na naukę przez cały dzień i pomaganie Harry’emu.

— No cóż — mruknął Harry, unosząc brwi — używałaś zmieniacza czasu, żeby przebrnąć przez wszystkie możliwe zajęcia na trzecim roku.

Draco i Collins spojrzeli na nią z oszołomieniem i konsternacją.

— Harry! — sapnęła Hermiona. — To tajemnica!

— Ups!

Harry zaśmiał się i wziął kolejny łyk.

— Czekaj, czekaj — zaczął Collins i pochylił się nad stołem. — Używałaś zmieniacza czasu, gdy miałaś trzynaście lat? By mieć więcej zajęć?

— Miałam czternaście lat, dziękuję bardzo — mruknęła — i tak. Wybrałam więcej zajęć, niż pozwalał czas, więc dostałam pozwolenie na użycie zmieniacza czasu. Reguły były bardzo surowe! Musiałam się dogłębnie zapoznać z konsekwencjami każdego nadużycia.

Draco zaśmiał się serdecznie obok niej.

— To najbardziej grangerowska rzecz, jaką kiedykolwiek słyszałem! Co za kujonka!

— Czekaj, więc jesteś zimowym dzieckiem? Kiedy masz urodziny? — zapytał Collins. — Żebym wiedział, kiedy ci kupić prezent.

Poruszył brwiami i uśmiechnął się szeroko, a Hermiona poczuła, jak dłoń Draco zaciska się jeszcze mocniej, a palce szeroko rozpostarły się na jej udzie.

Przełknęła ślinę, ponownie starając się do niego nie przytulić.

— Eee, dziewiętnastego września.

Poczuła na sobie wzrok Draco, ale nie odważyła się na niego spojrzeć. Jego dłoń lekko drgnęła, a potem zacisnęła, zostawiając siniaka. Przygryzła wargę, serce waliło jej jak młotem. Nie chciała, żeby czuł, że musi jej kupić prezent, zwłaszcza że minął już prawie miesiąc.

— No to spóźnione wszystkiego najlepszego z okazji urodzin — oznajmił Collins, unosząc szklankę w jej stronę. — Dwadzieścia pięć lat, ćwierć ze stu; obyś żyła długo i szczęśliwie!

Draco uniósł swoją.

— Wszystkiego najlepszego, Granger.

Harry zaśmiał się i uniósł kufel, mrugając.

Wszyscy wypili za jej zdrowie, wznosząc spóźniony o miesiąc toast.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Draco nie miał zamiaru skończyć tego wieczoru w mieszkaniu Hermiony, ale kiedy stali w punkcie aportacyjnym wraz z pijanymi i rozbawionymi kolegami, nie mógł się powstrzymać, by się do niej nie przysunąć i nie szepnąć:

— Do ciebie?

Skinęła lekko głową, po czym chwyciła Pottera za ramię.

— Chodź, zabiorę cię do domu.

Spojrzała błagalnie na Draco i aportowała się z chwiejącym się przyjacielem.

Draco westchnął i wyprostował się, odwracając się do Collinsa, który ledwo był w stanie włożyć rękę do kieszeni swojego własnego, cholernego płaszcza.

— Chodź, stary — mruknął i chwycił go za ramię. — Nie pozwolę ci się dziś rozszczepić.

Draco usłyszał prychnięcie, zanim poczuł znajomy ucisk w żołądku, gdy dematerializował się i zmaterializował w przedpokoju mieszkania Collinsa. Pomógł mu zdjąć buty i płaszcz, po czym zaprowadził go do sypialni. Było brudno i podejrzanie cuchnęło, ale gdy tylko mężczyzna położył się na boku, by nie udławić się własnymi wymiocinami, Draco się deportował.

Mieszkanie Hermiony znajdowało się w północno-wschodniej części Londynu. Jako sprytna, mała czarownica, rzuciła wokół mieszkania zaklęcia antyaportacyjne, co oznaczało, że każdy gość, który nie korzystał z Sieci Fiuu, musiał przejść przez mugolską dzielnicę. Była dość zaniedbana i zdewastowana, a wiele czarnych worków ze śmieciami na ulicy zostało rozszarpanych przez ptaki. Fasady były nieco zniszczone — z ceglanych domów opadała zaprawa murarska i tynk, i dostrzegł brak farby na ramach okiennych i drzwiach.

Draco zmarszczył nos, stając przed drzwiami bloku Hermiony. Spróbował otworzyć, ale okazało się, że są zamknięte. Zapukał, lecz nikt nie odpowiedział. Wzdychając głęboko, rzucił bezróżdżkowe Alohomora i zamek kliknął.

Mieszkała na samej górze, na trzecim piętrze. Jej drzwi, położone najdalej w wąskim i dusznym korytarzu, były ozdobione radosnym, zachęcającym wieńcem, który wywołał uśmiech na jego twarzy. Nawet w tak okropnym bloku potrafiła stworzyć przytulną atmosferę.

Zapukał trzy razy, mając nadzieję, że jest w domu, i po kilku sekundach usłyszał szczęk zamka. Wciąż miała na ubraniu trochę sadzy, gdy patrzyła na niego swoimi wielkimi, kuszącymi oczami i Draco poczuł, jak jego kutas porusza się w spodniach. Cholera, ta kobieta działała na niego jak żadna inna.

Oparł się o framugę drzwi i powoli się jej przyglądał, podziwiając jej śliczną, białą bluzkę i dopasowane spodnie z wysokim stanem.

— Wpuścisz mnie, kochanie?

Hermiona przygryzła pulchną wargę, jej policzki pokryły się najpiękniejszym różem i odsunęła się na bok.

Draco uśmiechnął się złośliwie, wchodząc do mieszkania, jakby było jego własnością. Naprawdę czuł się tam komfortowo, a wiedząc, jak zaniedbana jest okolica, był jeszcze bardziej pod wrażeniem jej zaradności. Usłyszał, jak zamyka drzwi i przekręca zamek, i zerknął przez ramię, by zobaczyć, jak załamuje ręce. Była zdenerwowana. Dobrze.

Powoli zdjął płaszcz i powiesił go na wieszaku.

— Bądź grzeczną dziewczynką i rozbierz się.

Usłyszał ciche westchnienie, a kiedy na nią spojrzał, zobaczył rozszerzone źrenice na zarumienionej twarzy. Jego puls przyspieszył, gdy rozkoszował się tą decydującą chwilą: czy będzie posłuszna, czy też pragnie czegoś innego tej nocy?

Dostrzegł psotną iskrę w jej spojrzeniu i poczuł nieodpartą potrzebę, by natychmiast ją skarcić, sprawdzić, jak daleko jest gotowa się posunąć w swoim oporze i zobaczyć, na jaki wieczór się godzą.

Oczywiście, Hermiona trochę dziś wypiła, więc musiał być ostrożny i szukać właściwej komunikacji. Do tej pory był dla niej dość delikatny, oprócz klapsów podczas ich pierwszego razu, i nie chciał, mącić jej w głowie i wyciągać pręgierza oraz swojego zestawu pejczów. Chociaż nie był pewien, czy to mógłby być najlepszy sposób, by ją ukarać. Okazało się, że bardzo lubi zabawy z użyciem siły, co oczywiście osłabiłoby efekt kary.

Znając Hermionę, wiedział, że najlepszym sposobem na jej ukaranie było pozbawienie jej czegoś, co lubiła, na przykład czytania. Może sprytne zaklęcie, które spowoduje zawroty głowy za każdym razem, gdy spróbuje usiąść i poczytać dla przyjemności? Z pewnością będzie musiał to rozważyć.

Lekko zachwiała się na nogach, przechylając głowę na bok i mówiąc:

— A co, jeśli tego nie zrobię?

Draco uniósł brodę i spojrzał na nią z góry. Więc to miała być tego typu noc, tak? Poczuł w sobie coś niebezpiecznego. Wsunął ręce do kieszeni i wycedził:

— Wtedy sobie pójdę.

Jej oczy błysnęły w strachu. Tak, nienawidziła odmowy.

— Co? Nie… nie zamierzasz mnie uderzyć ani… nic?

Uniósł brwi, przybierając najbardziej obojętny wyraz twarzy.

— Sposób, w jaki to mówisz, sugeruje, że tego chcesz, a jeśli tego chcesz, Granger, musisz być grzeczną dziewczynką i na to zasłużyć.

Prychnęła, ale rumieniec na jej policzkach dowodził, że jego słowa ją poruszyły.

— Dlaczego miałabym chcieć dostać klapsa?

Zacisnął szczękę i podszedł bliżej, wywołując ciche westchnienie. Cholera, uwielbiał ten dźwięk.

— Bo lubisz, jak moja ręka piecze cię na tyłku, Granger. Robi ci się mokro, masz ochotę na więcej i chcesz, żebym cię pieprzył mocno i bezlitośnie. Czyż nie?

Uniósł dłoń do jej policzka i powoli go pogłaskał. Dotyk jej skóry pod opuszkami palców wystarczył, by oszalał; jak, u licha, Łasic mógł ją zostawić? Ale nie mógł pozwolić, by myśli go teraz rozproszyły. Miał cel, a spojrzenie Hermiony, pełne zarówno zmieszania, jak i desperacji, podpowiadało mu, że może potrzebować trochę więcej wskazówek w tym ich diabelnie kuszącym tańcu.

Delikatnie przesunął dłoń w dół jej gardła i zacisnął ją na smukłej szyi. Czuł jej przyspieszony puls i to było smakowite. Pochylił się, zatrzymując się zaledwie kilka centymetrów od jej twarzy, mówiąc:

— A może wcale ci się to nie podoba. Może przeraża cię, kiedy przerzucam cię przez kolano i sprawiam ci ból. O to chodzi?

Znów przygryzła wargę. I, kurwa, wyglądała przez to tak seksownie. Miała oczy czarne z pożądania, rumieniec sięgał uszu. Skinęła potulnie głową, a jej usta rozchyliły się, gdy powiedziała:

— Tak… Absolutnie tego nienawidzę. To byłaby straszna kara.

Och, Granger. Bachor i grzeczna dziewczynka? Oczywiście, że mogła być taka i taka.

— No to — mruknął i lekko zacisnął uścisk. Czuł, jak przełyka ślinę, przyspieszenie pulsu i dostrzegł czyste pożądanie w oczach. Aż przeszedł go dreszcz. — Rozbierzesz się dla mnie, szlamo?

— Zmuś mnie — wyszeptała.

Kurwa. Draco był twardy, boleśnie twardy, i nie wahał się ani chwili, zanim wyciągnął różdżkę i jednym stuknięciem pozbył się jej ubrań. Hermiona jęknęła, a jej oczy rozszerzyły się, ale Draco tylko przyciągnął ją bliżej, wciąż zaciskając dłoń na jej gardle; nie za mocno — musiał być ostrożny, z jej szczupłą szyją i wszystkim. Ostrożny. Szybkim machnięciem różdżki jej ubrania pojawiły się ponownie, złożone w schludny stosik na jej fotelu.

Omiótł ją wzrokiem; jej śliczne, różowe sutki sterczały na jej pulchnych piersiach — i cholera, naprawdę były niesamowite. Objął jedną drugą dłonią, poczuł ciężar i miękkość. Nie miała największych piersi, ale były kształtne i cholernie piękne.

Jej zdyszany jęk przypomniał mu, co chciał osiągnąć, i powoli poprowadził ją na sofę. Popchnął ją, by usiadła, stając między jej nogami, podczas gdy powoli zdejmował kamizelkę i podwijał rękawy. Stał tam przez chwilę, patrząc na nią z góry, prężąc się; patrzyła na niego kuszącym wzrokiem, z lekko rozchylonymi ustami; jej pierś falowała, źrenice były rozszerzone — była przerażona, widział to, ale też podniecona. Cholernie piękna.

Usiadł obok niej i szybko przerzucił ją sobie na kolana. Jęknęła, próbując utrzymać równowagę, jej piersi ocierały się o jego udo. Była o wiele mniejsza, niż mu się zawsze wydawało. Nie do końca drobna, z cudownie pięknymi i miękkimi w dotyku krągłościami, ale zdecydowanie mniejsza, niż wskazywałaby na to jej osobowość z czasów szkolnych, i prawdopodobnie nigdy się do tego nie przyzwyczai.

Ujrzawszy jej gładkie plecy i kremowy tyłek, wsunął jedną dłoń między jej łopatki, a drugą powoli przesunął po jej ślicznych pośladkach. Takie pełne, ciepłe i gładkie…

Hermiona drgnęła pod jego dotykiem, jęknęła, a on poczuł, jak drży na jego kolanie. Jakiż cudowny obraz tworzyła, naga na jego kolanach. Kiedy był młodszy, mógł o tym tylko pomarzyć. Ugniatał jej ciało, masował uda, powstrzymując się przed muśnięciem jej cipki palcami. Jej miękkość i wilgotność, potrafiła zmotywować go nawet w najcięższe dni.

— Dam ci klapsy za nieposłuszeństwo, kochanie — mruknął, wbijając palce w jej krągły tyłek. — Myślę, że dwanaście wystarczy. Policzysz każdy i mi podziękujesz. Rozumiesz?

— T-tak — jęknęła.

Ten dźwięk był cholernie kuszący.

Przesuwając dłonią po jej włosach, chwycił garść i sprawił, że syknęła.

— Tak, co?

— Tak, mój panie — wysapała.

Zanucił i delikatnie ją puścił, głaszcząc skórę głowy. Przesunął dłońmi po jej pośladkach, po czym uderzył dłonią w jeden z nich. Złota Dziewczyna krzyknęła głośno i zadrżała, a jej oddech urwał się w cichym jęku. Draco omal nie oszalał na ten dźwięk, gdy krew zaszumiała z zadowolenia.

— Licz.

— J-jeden. Dziękuję, mój panie.

Jęknął. Dźwięk jej głosu, tak miękki i słodki pomimo cierpienia, sprawił, że poczuł palące żądze. Drugie uderzenie wibrowało w jego ramieniu, sprawiając, że poczuł Mroczny Znak.

Dziewczyna zaskomlała ze zdziwienia.

— Dwa. D-dziękuję, mój panie.

Skóra jej pośladków była coraz cieplejsza, czerwone ślady w kształcie jego dłoni stopniowo rozkwitały. Uderzył ją ponownie, co wypełniło go niezrównanym poczuciem mocy i jego kutas zapulsował.

Ten klaps był bolesny. Poznał to po jej jęku i sposobie, w jaki się napięła, zanim zaczęła się rozpływać. Dobrze.

— Trzy. Dziękuję, mój panie.

Pozwolił im następować szybko, jeden po drugim. Cztery, pięć, sześć. Jej głos załamał się, ustępując miejsca szlochom. Prawie zrobiło mu się jej żal. Prawie. Siedem. Osiem. Dziewięć. Ledwo mogła mówić, drżała na jego kolanach, a kiedy delikatnie głaskał jej lekko zaczerwienioną skórę, w jego piersi rozkwitł niepokój.

— Potrzebujesz przerwy? — zapytał łagodnie, głaszcząc ją po plecach.

Pociła się.

Pokręciła głową, ale wciąż pochlipywała.

— Nie.

Zanucił, czując dumę. Taka dzielna, mała lwica. Kolejny klaps był nieco delikatniejszy. Nadal bolało i wiedział, że odrętwienie, które czuła, nie złagodzi bólu uderzenia.

Pociągnęła nosem, szlochała i jęknęła:

— D-dziesięć. Dziękuję, m-mój panie.

Zacisnął szczękę, bijąc się z myślami, czy po prostu podnieść ją i pocałować, czy dokończyć karcenie. Szybkie dotknięcie między jej nogami, rozwiało jego wątpliwości; była przemoczona, ociekająca i pięknie spuchnięta. Przyjęła go tak dobrze, że wsunął w nią dwa palce, potem trzy, i nabrał powietrza, czując, jak zaciska się wokół niego. Wszedł w nią powoli, rozkoszując się wilgocią.

Skorzystał z okazji, by musnąć pulsującą łechtaczkę, a dźwięki, które wydawała, niemal sprawiły, że doszedł w spodniach. Wiła się, gdy ją okrążał, pieścił i czuł, jak zaciska się wokół niego; orgazm był bardzo blisko. Słuchał jej oddechu, cichych jęków, które się wyrywały, widział jak poruszały się jej biodra, i gdy tylko zrozumiał, że jest na granicy, wysunął z niej dłoń, wywołując kolejny szloch.

— Żadnego orgazmu, ty mały bachorze — wycedził, po czym ponownie przesunął palcami po jej cipce, nie mogąc się oprzeć pokusie szybkiego włożenia w nią swoich ust.

Mógł zatracić się w smaku i dotyku tej kobiety.

Kolejny klaps, być może okrutnie brutalny, wywołał u niej urywany jęk i lament.

Jedenaście! Dziękuję, mój panie!

Nie spieszył się, ugniatając i masując, zanim uderzył ją po raz ostatni, mocno i stanowczo.

Hermiona drgnęła na jego kolanach, jej krzyk był ostry i bolesny. Drżała, a jej oddech był nierówny.

— Dwanaście — wyszeptała. — Dziękuję… mój panie.

Draco przesunął dłonią po jej plecach, poczuł gęsią skórkę na skórze i pogłaskał ją po włosach, zanim czule pomógł jej usiąść. Twarz miała zalaną łzami, policzki rumiane, a oczy zamglone. Draco odgarnął jej włosy z twarzy i delikatnie usadził na swoich kolanach. Och, ta odważna kobieta, taka bezbronna wobec niego; serce bolało go w sposób, jakiego nigdy by się nie spodziewał.

— Wszystko w porządku, kochanie? — wyszeptał w jej włosy, a Hermiona skinęła głową.

— Tak — powiedziała.

Już nie szlochała, ale wciąż drżała, otrząsając się z męki.

— Byłaś taka dzielna — mruknął, głaszcząc dłonią jej delikatną skórę. — Idealna. Najlepsza w klasie, kochanie.

Wszystko to było prawdą, każde słowo.

— Dziękuję — odparła, opierając się o niego.

Jej oddech był gorący na jego piersi, a skóra cieplejsza niż zwykle — ale po takiej scenie temperatura ciała mogła drastycznie spaść, więc szybko złapał koc wiszący na oparciu sofy i otulił ją nim.

— Jak ci było?

— Bolało — jęknęła cicho, zwijając palcami materiał jego koszuli. — I naprawdę, naprawdę chcę dojść.

— Więc następnym razem powinnaś zrobić, co mówię — rzekł.

Hermiona spojrzała na niego, zagryzając dolną wargę i błyskając błagalnym wzrokiem.

— Możesz mnie przelecieć, jeśli chcesz.

Kurwa.

— I pozwolić ci dostać to, czego chcesz? — Uniósł brew. Powściągliwość to jego drugie imię. — Nieposłuszeństwo to zachowanie, którego nie popieram.

Złapała go za koszulę i sięgnęła do jego ust, mając urywany oddech.

— Ja… ja naprawdę muszę dojść, Draco. Proszę!

Zobaczył czystą desperację na jej twarzy i uśmiechnął się ironicznie.

— Naprawdę tak bardzo chcesz dojść?

— Tak!

— Cóż, musisz na to zasłużyć.

— Klapsy nie wystarczyły? — wychrypiała.

Draco zmarszczył brwi i uniósł jej podbródek.

— Kochanie, to była kara za twoje rozwydrzenie. Na orgazm trzeba zasłużyć.

— Czego więc ode mnie chcesz, panie? — wyszeptała.

Draco powoli zamrugał, muskając kciukiem jej usta. Och, było tak wiele rzeczy, których mógł od niej zażądać, tak wiele opcji. Każda z nich drażniła mrok w jego wnętrzu, tak bardzo pragnął zobaczyć, jak się stara, by otrzymać nagrodę. Ale pragnął czegoś, co ją przerazi.

Co za nikczemna myśl. Uśmiechnął się szyderczo.

— Może przeczytasz mi swój ulubiony rozdział Dumy i uprzedzenia? — Szok i zażenowanie w jej oczach podpowiedział mu, że to idealny sposób, by ją dręczyć. — Może przeczytasz mi oświadczyny pana Darcy’ego dla Elizabeth?

Na jej twarzy malowało się rozkoszne przerażenie i to mu się podobało.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Ciało Hermiony płonęło. Brzuch miała ściśnięty, pośladki piekły, a dłonie drżały, gdy trzymała w nich postrzępioną książkę. Zalała ją fala wstydu, aż zrobiło jej się niedobrze i zacisnęła się pierś. Oświadczyny pana Darcy’ego były jej absolutnie ulubionym fragmentem. Czytanie ich Draco w takich okolicznościach było dla niej torturą. Mogło zniszczyć wrażenia po jej ulubionej książce, najbardziej romantyczny moment, jakiego kiedykolwiek doświadczyła; pomimo wad pana Darcy’ego, Hermiona zawsze marzyła o tym, by potencjalny mężczyzna wyznał jej miłość w taki sposób, a teraz cholerny Draco Malfoy zamierzał to zepsuć, sprawiając, że ten fragment skojarzy jej się z tak wielką deprawacją.

Nienawidziła go za to, ale rozpłakałaby się, gdyby teraz przestał.

Głos jej drżał, gdy czytała, i nie śmiała podnieść wzroku, by zobaczyć zadowoloną minę Draco. Czuła na sobie jego palące spojrzenie, i wiedziała, że on zdaje sobie sprawę, jak bardzo ją to upokarza. Jak daleko była gotowa się posunąć dla głupiego orgazmu? Cóż, cholernie daleko, jak się zdawało.

Miała sucho w ustach, a nieustannie pragnienie w jej ciele sprawiało, że niecierpliwiła się i wiła niespokojnie. Sama myśl o jego dotyku sprawiała, że myliła słowa, szybko czytając.

— Zwolnij, kochanie — mruknął, a jego dłoń objęła jej kolano.

Sapnęła i drgnęła pod wpływem dotyku, próbując zebrać siły, zanim kontynuowała w wolniejszym tempie.

— Czytaj dalej — zachęcił, przesuwając się na sofie i podciągając jej nogi.

Hermiona wpatrywała się w niego z zachwytem, a jej ciało drżało z niecierpliwości. Ledwo doczytała pierwszy akapit, a on już miał ją za to wynagrodzić? Wydawało się, że tak, gdy zarzucił jej nogi na ramiona i wsunął głowę między jej uda.

— Mówiłem, czytaj dalej — mruknął, tym razem surowo, zanim pocałował wilgoć na wewnętrznej stronie jej uda.

Hermiona gwałtownie wciągnęła powietrze i omal nie opuściła książki. Jak, u licha, miała teraz czytać?

— Jeśli ty przestaniesz, ja też przestanę — powiedział, zawisając ustami nad jej lśniącą cipką.

Cholera jasna. No dobrze. Mocno ścisnęła książkę i czytała dalej. Pocałunek Draco sprawił, że głos jej się załamał, lizanie wprawiło ją w osłupienie i z trudem wypowiadała nawet najprostsze słowa, nie mówiąc już o pełnych zdaniach.

Dręczył ją powoli, język pieścił i głaskał z wdziękiem, na jaki pozwalał sobie ten arogancki mężczyzna. Rozpalał w niej wszystko, ciągnął ją coraz bliżej przepaści z każdym pociągnięciem języka, a kiedy poczuła, że wszystko się zaciska, odrzuciła głowę do tyłu.

— K-kurwa, Draco — szepnęła.

— Tego nie ma w książce — zbeształ ją i ugryzł w udo.

Pisnęła, szybko wracając do czytania. Pan Darcy właśnie wszedł, a Draco przyspieszył w rozkosznym rytmie.

Na próżno walczyłem… — Jęk przerwał czytanie, gdy jej biodra mimowolnie zadrżały. — To się nie uda. Moje uczucia nie zostaną stłumione! — wykrzyknęła ostatnie słowo, rozkosz szarpnęła jej palącą potrzebę orgazmu.

Dyszała, wsuwając dłoń we włosy Draco i jęknęła.

— Dalej — warknął, sprawiając, że poczuła napięcie i zaciśnięcie mięśni.

Musisz… Musisz pozwolić mi… O, kurwa!

— To nie są słowa Austen, Granger — mruknął w jej łechtaczkę i mocno ją uderzył.

Hermiona krzyknęła i wygięła biodra, omal upuszczając książkę.

— Czytaj dalej — zażądał.

Musisz pozwolić mi powiedzieć, jak… — zająknęła się, jej biodra ocierały się o jego twarz, gdy objął ustami jej pulsującą łechtaczkę — jak żarliwie cię podziwiam — o, cholera — i kocham.

No i proszę. Przeczytała te cholerne oświadczyny. A przynajmniej wyznanie. Odrzuciła książkę na bok i chwyciła Draco za włosy obiema rękami, gubiąc się w gwałtownie narastającym podnieceniu, a on nie przestawał. Nie, znalazł idealne tempo, sprawiając, że krzyczała jeszcze przed samym dojściem.

I w końcu to się stało.

Nie miała kontroli nad swoim ciałem, wijąc się w jego uścisku; jej krzyki rozbrzmiewały echem po pokoju, napięte mięśnie zaciskały się wokół głowy Draco, a jej cipka kurczowo łapała się czegoś, czego tam nie było. Z każdym gwałtownym wydechem szeptała kurwa, a Draco nie spieszył się, by wziąć to, czego pragnął z jej oślepiającego wytrysku.

Kiedy spojrzał w górę, a dolna część jego twarzy lśniła od jej soków, uśmiechnął się łobuzersko.

— Nie wiedziałem, że darzysz mnie takimi uczuciami, Granger — zadrwił i wyciągnął się, by pocałować ją w usta. — Jak żarliwie mnie podziwiasz i kochasz?

— Odwal się.

Hermiona zachichotała bez tchu i klepnęła go w ramię.

— Zrujnowałem ci Austen? — zapytał, całując ją w szyję.

Hermiona przygryzła wargę i rozkoszowała się chwilą.

— Nie.

Przysunął usta do jej ucha.

— Czy kiedykolwiek będziesz w stanie przeczytać ten fragment bez zmoczenia majtek?

Prawdopodobnie nie.

— Dam radę.

Zanucił i pociągnął ją na swoje kolana, delikatnie całując w czoło. Ponownie owinął ją kocem, położył na swojej piersi i objął ramionami. Mogłaby tam zostać na zawsze. To była niebezpieczna myśl, ale nie mogła się powstrzymać.

— Wiesz — zaczął, a jego głos rozbrzmiał w jej wnętrzu — zaczynam podejrzewać, że masz skłonność do dostawania klapsów. Mam rację?

Zaśmiała się cicho zbyt wyczerpana, by poczuć się zawstydzona.

— Być może.

— Nie, nie — odparł i odsunął się, by na nią spojrzeć. — Nie być może. Potrzebuję odpowiedzi. Podoba ci się to, czy nie? Muszę wiedzieć, by nie zachęcać się do niewłaściwego zachowania. — Zmarszczył brwi i ujął jej podbródek w dłoń. — Nie mam nic przeciwko zabawy w klapsy, ale muszę wiedzieć, czy to ma być kara, czy nagroda.

Hermiona przygryzła wargę. Było w tym tyle rzeczy, których nie do końca rozumiała; niektóre, które robił, przypominały tortury — czekanie przez całą godzinę, bycie zawieszoną przed nim, dręczoną prądem, bycie przywiązaną do ławki i zmuszaną do orgazmu. To była przyjemna tortura, nie ma co do tego żadnych wątpliwości, ale jednak tortura. Nie była czymś, o co by błagała, ale wiedząc, co ją czeka, nie mogła tego powstrzymać.

Klapsy natomiast — ciężko jej było uwierzyć, że w ogóle tak myśli — były zupełnie czymś innym. Ból, narastające ciepło, samo uderzenie; to wszystko budziło w niej coś, czego, jak wiedziała, nie powinna czuć. Myśl o kimś innym, kto by jej to robił, tylko przyprawiała ją o dreszcze, ale Draco? To sprawiało, że pragnęła. Ale przypominając sobie zeszły tydzień, w jego mieszkaniu, kiedy trzymał ją związaną i z zawiązanymi oczami, a jednocześnie używał na niej różnych sprzętów, czuła się inaczej. Sytuacja była inna. To było zabawne. Tamto nie. Tamto wydawało się karą, a to bezczelnym dodatkiem. Wiedziała, że Draco potrafi być surowy i bezwzględny, a momentami nawet onieśmielający, ale dziś taki nie był. Było lekko, słodko i zabawnie. Podobały jej się obie jego wersje, ale z zupełnie innych powodów.

— Podobają mi się — powiedziała w końcu ciszej, niż zdawała sobie sprawę — ale tym razem było inaczej niż ostatnio.

Draco mruknął coś pod nosem.

— A co było inaczej ostatnim razem?

— Byłam związana — powiedziała, porzucając wszelką godność i patrząc mu w oczy. Prawdopodobnie mocno się rumieniła, ale właśnie tego chciał. — Byłam związana i miałam zawiązane oczy.

Skinął głową.

— Co jeszcze?

— Cóż, ja… — Przygryzła wargę. — Chodziło o twoje zachowanie — przyznała. — Było, cóż, przerażające. Byłeś przerażający.

Zmarszczył brwi.

— A tobie się to nie podobało?

— Nie, podobało! — Skrzywiła się i westchnęła głęboko. — Draco, ja… kurwa… — Pokręciła głową. — Chyba jestem w jakiś sposób zepsuta.

— Dlaczego tak myślisz?

Wzruszyła ramionami, wpatrując się w jego zatroskaną twarz. Była załamana — skalana tym, że lubiła ból, strach, jak jej ciało mrowiło, gdy czuła się bezradna przy nim. Westchnęła i ponownie pokręciła głową, odwracając wzrok.

— Nie potrafię tego wytłumaczyć. Po prostu… czuję… — Zmarszczyła brwi i ostrożnie zsunęła się z jego kolan. — To takie niesprawiedliwe wobec ciebie. Nie powinieneś być łącznikiem w moich osobistych problemach. — Owinęła się szczelnie kocem i oparła plecy o podłokietnik. — Ja… muszę ci coś powiedzieć i… — Serce waliło jej jak młotem, żołądek się ściskał. Czuła mdłości i może to nie był odpowiedni moment na tę rozmowę, ale wypływali na głęboką wodę, a ona była pełna odwagi i determinacji. I może odrobiny alkoholu. — I rozumiem, jeśli zechcesz zakończyć naszą relację, gdy to zrobię.

Draco zmarszczył brwi i odwrócił się do niej, skupiony i bezpośredni. Przewidując.

Hermiona wzięła głęboki oddech, zbierając się w sobie. Gin wciąż dodawał jej odwagi, była pewna, że miała przytomny umysł. Potrzebowała tego.

— Moja Uzdrowicielka Umysłu uważa, że pociąga mnie twoja mroczność — zaczęła. — Ale też dlatego, że w głębi duszy wiem, że mogę czuć się przy tobie bezpiecznie, że tak naprawdę nie jesteś Śmierciożercą. Ona… — Spuściła wzrok, próbując uporządkować myśli. — Mówi, że poszukuję niebezpieczeństwa, ale bezpiecznego. A ty… — Odważyła się na niego spojrzeć. — Jesteś niebezpieczny. Ale jednocześnie bezpieczny. Ja… ci ufam. I niesprawiedliwie z mojej strony jest myśleć o tobie w ten sposób, bo sprawia to wrażenie, jakbym cię uprzedmiotawiała — ale nie robię tego! Naprawdę. Ja… — Westchnęła głęboko, przecierając twarz dłońmi. — Oczywiście, to nie jedyny powód, dla którego lubię być z tobą, i wiem, że nie lubisz, gdy ludzie wypominają ci przeszłość i…

— Pozwól, że ci tu przerwę — powiedział twardym i szorstkim głosem. Jego spojrzenie było jeszcze bardziej przenikliwe, co sprawiało, że jej serce zabiło mocniej z przerażenia. — Pamiętasz, jak ci powiedziałem, że nie czuję się urażony przez twoje słowa?

Przełknęła ślinę i skinęła głową.

Pochylił brodę, a jego wzrok się wyostrzył.

— Ty i ja mamy wspólną historię, Hermiono. Lata, których nie da się wymazać, bez względu na to, jak bardzo się zmienimy. Byliśmy wrogami w szkole, walczyliśmy po przeciwnych stronach na wojnie, reprezentowaliśmy dwa skrajne stanowiska, mieliśmy nadzieję na odmienną przyszłość. I nie zapominajmy, kim jesteśmy, pochodzimy z dwóch różnych światów. — Przełknął ślinę, gardło ciężko podskoczyło. — Przyszłość, którą obiecali mi szaleńcy, Znak na moim ramieniu — moc, którą miałem posiąść — uwodziły mnie bardziej, niż jestem gotów przyznać w większość dni. W pewnym stopniu nadal to robi podczas trudnych momentów. Nie dlatego, że wierzę w czystość krwi czy status, ale dlatego, że obiecano mi pewne rzeczy.

Zmarszczył brwi, jego wyrzeźbiona szczęka drgnęła, a Hermionie zdawało się, że widzi w jego oczach sprzeczne myśli, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział jak. Znała to uczucie aż za dobrze.

— Wleczono mnie przez piekło z obietnicą czegoś wspaniałego na końcu tunelu — mruknął. — Myślałem, że dodają mi sił do roli, którą miałem odegrać, gdy Czarny Pan wygra wojnę.

Hermiona wstrzymała oddech, walcząc z chęcią ujęcia jego twarzy w dłonie; burza w jego oczach mówiła o niewypowiedzianych koszmarach, być może nawet gorszych, niż sobie wyobrażała. Przed oczami przemknęło jej wspomnienie jego szarej, pozbawionej życia twarzy z szóstego roku i zastanawiała się, o jakim piekle mówi. Czy w ogóle chciała wiedzieć?

— Wszystko zostało mi odebrane w chwili, gdy uświadomiłem sobie, że to tylko szalona iluzja. Nie było dla mnie nagrody na końcu tego cholernego tunelu i nie byłem uprzywilejowany. Musiałem znaleźć sposób, żeby się pozbierać, wymyślić plan, kiedy jedyne, czego pragnąłem, to dostać to, co mi, kurwa, obiecano, ale to moja brzydka strona, której bardzo się wstydzę — powiedział.

Oblizał wargi i przysunął się odrobinę bliżej, a serce Hermiony zabiło mocniej. Ona też chciała do niego sięgnąć, ale bała się, że go spłoszy.

— Nie lubię, kiedy ludzie wypominają mi moją przeszłość, bo czuję się wtedy, jakbym wciąż był tym rozpieszczonym bachorem, który myśli, że może mieć wszystko, że przygotuje mnie to do czegoś wielkiego, i mam wrażenie, że inni też tak o mnie myślą. — Wyciągnął rękę, delikatnie muskając kostkami jej kolano. — Ale z tobą jest inaczej — mogę mieć tę moc, wszystko, co mi obiecano, wiedząc, że to tylko tymczasowe; to gra z zasadami, bezpieczna, tak jak powiedziałaś, i nie muszę się tego wstydzić. Kiedy kończymy grać, kiedy mogę cię przytulić i pocieszyć, udowadniam sobie, że nie jestem tą osobą. Nie jestem osobą, którą chcieli, żebym się stał. To pomaga mi zrozumieć i wypełnić tę czarną pustkę we mnie, wiedząc, że mogę się jej pozbyć jednym słowem. Twoim słowem.

Hermiona zamrugała, a jej serce biło niebezpiecznie szybko. Spojrzenie w jego oczach przyprawiało ją o dreszcze, a w piersi czuła ucisk; nigdy aż tak nie otworzył się przed nią, nigdy nie był tak wrażliwy. To, co mówił, do czego się przyznawał, było głębokie, mroczne i pokrętne, i z pewnością mogłoby zostać źle zrozumiane przez innych — ale nie przez nią. Nie, nie chciała go źle zrozumieć. Patrząc mu w oczy, wiedziała, że nie jest złym człowiekiem. Nie chciał ranić, upokarzać ani dominować bez jej zgody; w jego spojrzeniu dostrzegła wstyd, ale też tęsknotę, wszystko przeplatane żalem. To rozdzierało serce.

Chciała znów usiąść na jego kolanach i wtulić się w niego, ale nie odważyła się poruszyć, bo bała się, że przerwie zaklęcie, które powodowało u niego taką uczciwość.

Jego dłoń zacisnęła się na jej kolanie, a wzrok niemal prześwietlał.

— Proszę, Hermiono, chcę być twoim łącznikiem, bo ty jesteś moim.

Oddech Hermiony zamarł, jej ciało przeszył lodowaty dreszcz; ciężar jego wyznania był ogromny, ale poczuła w powietrzu jakąś lekkość. Jakby nosił to w sobie, jakby go to przytłaczało. Bohater i złoczyńca. Rozumiała; chciał być jednym i drugim. Może nawet tego potrzebował.

Delikatnie wzięła go za rękę.

— Mam koszmar, który prześladował mnie od czasów wojny. Biegnę przez las, ścigana przez Śmierciożercę w srebrnej masce. Nie mogę biec szybciej, nie mogę go wyprzedzić, ale zawsze budzę się dokładnie w chwili, gdy wyciąga rękę, żeby mnie złapać. — Przełknęła ślinę, a jej dłonie drżały. — Odkąd ty i ja... cóż, odkąd jesteśmy razem, sen się zmienił. Nadal jest… koszmarny. Po prostu kończy się inaczej. Seksualnie. Jakbym nie chciała się z niego obudzić, ale wstydzę się, kiedy to robię. — Poczuła, jak jej policzki płoną. — To ty jesteś w tym śnie. Z maską. Nie wiem, czy też byłeś wcześniej, ale teraz jesteś.

Jego oczy się rozszerzyły, a szczęka zacisnęła.

Hermiona spuściła wzrok na ich splecione dłonie.

— Przepraszam.

— Nie — wyszeptał i przyciągnął ją do siebie. Objął jej twarz dłońmi, zmuszając, by na niego spojrzała. — Nie przepraszaj, Hermiono. Nie możesz kontrolować swoich snów. — Jego usta wykrzywiły się w lekkim uśmiechu. — Cieszę się jednak, że sen się zmienił. — Przyglądał jej się przez chwile, analizując wzrokiem jej oczy i usta. — Pytanie brzmi: podoba ci się?

Hermiona oblizała wargi i skinęła głową.

— Teraz tak. Odkąd… odkąd jesteś nim ty.

Szarość, stal — szarość, stal; jego oczy drgały, jakby wirowały w nim myśli. Może to było niewłaściwe.

— Ale to niesprawiedliwe — wyszeptała. — Nie jesteś Śmierciożercą i nie powinnam sobie tego wyobrażać!

— Mógłbym być — wyszeptał i pochylił się bliżej, sprawiając, że zamarła. — W magicznym kręgu mógłbym być, jeśli chcesz. Moglibyśmy udawać. Bardziej niż do tej pory. Więcej niż słowami.

Przełknęła ślinę, czując, jak skóra napina się na samą myśl.

— Jak?

— Maska wciąż jest we dworze — wyszeptał w jej usta. — Zamknięta, by zostać zapomnianą. Jeśli chcesz, i tylko jeśli chcesz, mogę ją wyciągnąć. Założyć. Tylko dla ciebie.

Dreszcz przeszedł po jej ciele, sprawiając, że sutki boleśnie zesztywniały.

— M-mógłbyś?

Pocałował kącik jej ust.

— Jeśli chcesz.

Wzięła głęboki oddech i mocniej ścisnęła jego dłoń.

— Ale Draco, nie chcę tego, jeśli czujesz się z tym niekomfortowo. Nie mogłabym… to twoja bestia, twój demon.

— Twój też — powiedział, a jego oczy błyszczały. — Może w ten sposób moglibyśmy stawić temu czoła razem.

Przełknęła ślinę. Sama myśl była szalona, ale nie mogła oprzeć się jej urokowi i pokusie. Pomyślała o swoim śnie, o szarych oczach — szarych oczach Draco — i jego dużych dłoniach w rękawiczkach, spływających po jej ciele, między nogi.

Bądź grzeczną Szlamą i rozsuń dla mnie nogi.

Zadrżała i przygryzła dolną wargę.

— Więc… jeśli zamierzasz się dla mnie przebrać, za co chciałbyś, żebym ja się przebrała?

Draco odchylił się do tyłu, jego oczy były nieufne, ale rozbawione.

Ty?

Hermiona skinęła głową.

— To sprawiedliwe.

Jego oczy przeskakiwały między jej oczami, a myśli błądziły. Zastanawiał się nad tym, mrużąc oczy, zanim powiedział:

— No dobrze. Chciałbym cię zobaczyć w szkolnym mundurku.

Hermiona poczuła pieczenie uszu.

— Co? Dlaczego?

Uśmiechnął się ironicznie.

— Nie zrozumiesz — mruknął i spojrzał na nią powoli, zachłannie.

Hermiona parsknęła śmiechem i wyciągnęła do niego ręce, całując go delikatnie w usta. Draco szybko zareagował, obejmując ją i ciągając na swoje kolana. Całowali się delikatnie, delektując się sobą, jakby to była rzadka i cenna przyjemność.

Kiedy się od siebie oderwali, Hermiona dotknęła jego twarzy i wyszeptała:

— Nie jesteś tą osobą, Draco. Jesteś miły, troskliwy, spostrzegawczy, cierpliwy, kompetentny… — Przełknęła ślinę, ledwo wierząc, że mówi to wszystko Draco Malfoyowi i naprawdę tak myśli. — Śmiało mogę powiedzieć, że ze wszystkich osób, z którymi chodziliśmy do szkoły, to ty najbardziej mnie zaskoczyłeś.

Oczy Draco zabłysły, zapadnięte policzki podróżowały, a on zmarszczył brwi.

— Naprawdę tak myślisz?

Hermiona uśmiechnęła się i skinęła głową.

— Nie byłoby cię tu, gdybym tak nie myślała.

Mrugnął powoli, a jego spojrzenie stało się ciepłe.

— To wiele znaczy z twoich ust. Dziękuję.

Zachichotała i objęła go za szyję.

— Nie, to ja dziękuję. — Pocałowała go i przez chwilę pozwoliła sobie udawać, że to znaczy dla niego tyle samo, co dla niej. Przełknęła ślinę i pogłaskała dłonią wybrzuszenie między jego nogami, powodując westchnięcie. — A teraz — wyszeptała — pozwól, że się tobą zajmę.

Brak komentarzy