[T] To, co jest między nami: To nie są słowa Austen
Witajcie :) w poniedziałkowy wieczór zapraszam na nowy rozdział tłumaczenia. Będzie gorąco i trochę bardziej poważniej, ale oboje potrzebowali tej rozmowy. Miłej lektury! :)
______________
Rozdział 28: To nie są słowa Austen
Październik 2004
— A potem mnie przytuliła!
Harry odpowiedział jej zgodnie z prawdą,
popijając piwo, a jego brwi poszybowały w górę.
— To musiało być niezręczne.
— Było okropne!
— jęknęła Hermiona. — A co najgorsze, było mi jej naprawdę żal.
Harry pokręcił głową i uniósł rękę.
— Słuchaj, Miona, choć uwielbiam rozmawiać o życiu seksualnym moich najlepszych
przyjaciół, problemy Rona i Vanessy nie są twoimi
problemami, jasne? Nie jesteś im w żaden sposób dłużna. Ron z tobą zerwał i
teraz dobrze się bawisz. Nie ma w tym nic złego.
Oczy Hermiony się rozszerzyły.
— Chwila, wiesz o…
Harry uniósł brew.
— Tajemniczym Mężczyźnie? — Parsknął śmiechem. —
Vanessa powiedziała Ronowi, który powiedział mnie. Szczerze mówiąc, był tym
mocno zdenerwowany. Ale znasz go, jak zwykle jest zazdrosny.
Westchnął i odchylił się na oparcie kanapy.
W ten piątek siedzieli sami przy stole, jak w
większość piątków po zawieszeniu Gallaghera. McLeod nie czuł się dobrze,
wychodząc do pubu bez niego; Perkins czasami do nich dołączał, ale uznał, że
skoro nie będzie całego zespołu, lepiej będzie spędzić trochę czasu z żoną i
dziećmi.
Hermionie to nie przeszkadzało. Wolała pójść na
drinka tylko z Potterem.
— Więc — zaczął, a jego zielone oczy zabłysły —
znam go? Wiem, że Ginny wie. Nic mi nie powiedziała, bez obaw, ale widzę to w
jej twarzy. Ona wie. Więc znam go? Nie musisz mi oczywiście podawać jego
danych, jeśli nie chcesz, ale czy ja go znam?
Hermiona poczuła, jak pieką ją policzki, upijając
łyk ginu.
— Ja… i tak, i nie. Nie jest to przypadkowy
nieznajomy, ale też nie jest… cóż, nie jest jednym z naszych przyjaciół.
— Dobrze. — Harry zaśmiał się do kufla. — Nie
musisz mi mówić, jeśli nie chcesz. Tylko uważaj.
Teraz to Hermiona uniosła brew.
— Myślisz, że nie potrafię o siebie zadbać?
— Wiem, że potrafisz. — Upił kolejny łyk piwa, po
czym odstawił kufel na stół, westchnął i pochylił się do przodu. — Pogodziłaś
się z tym wszystkim? Wiem, że ty i Ron mieliście plany, że… — Zacisnął szczękę,
wzdychając z frustracją. — Wszyscy myśleliśmy, że będziecie razem.
Hermiona uśmiechnęła się pocieszająco i pokręciła
głową.
— W porządku, Harry. Naprawdę, nie mam nic
przeciwko.
Nie
zgadzała się na to, ale nie
chciała otwierać puszki Pandory przed Harrym, bo wtedy musiałaby mu
wytłumaczyć, że nie chodzi wcale o Rona, tylko o nią. Jej marzenia, jej
oczekiwania, jej plany na przyszłość — nie wiedziała, jak to ubrać w słowa,
więc nie było sensu rozdrapywać ran. Uznała, że lepiej porozmawiać o tym z
Uzdrowicielką Ericson.
Spojrzenie Harry’ego nagle powędrowało ponad jej
głowę i zbladł.
— O, cholera jasna. — Skrzywił się i spojrzał na
nią przepraszająco. — Wybacz, Miona, zapomniałem, że powiedziałem Malfoyowi i
Collinsowi o naszym dzisiejszym wypadzie do pubu. Pewnie myśleli, że wszyscy
będą. Och, świetnie, idą tu. Przepraszam, Hermiono!
— Potter! — ożywiony ton głosu Collinsa niósł się
po pomieszczeniu. Zbliżając się do stolika, spojrzał na Hermionę i skinął
głową. — Granger.
Uśmiechnęła się do niego blado.
— Witaj.
Za nim pojawił się Draco. Wyglądał na równie
znudzonego i obojętnego jak zawsze, z nutą pogardy na twarzy, gdy rozglądał się
po małym pubie. Miał na sobie cudownie skrojony, szary, wełniany płaszcz, a
jego duże dłonie okrywało coś, co wyglądało na najdelikatniejsze, czarne
rękawiczki z jeleniej skóry.
Przed oczami Hermiony pojawił się obraz z
powracającego koszmaru — dłonie w rękawiczkach między jej nogami — i
natychmiast próbowała skupić się na czymś innym, by nie zarumienić się niestosownie.
Kiedy jego szare spojrzenie powędrowało na
Harry’ego i Hermionę, uśmiech sam się pojawił.
— Proszę, proszę — wycedził — kogo moje oczy
widzą; dwoje najmniej irytujących członków Drużyny Pottera? To chyba mój
szczęśliwy dzień.
Harry się roześmiał i wskazał na Hermionę.
— Nazywasz ją nieirytującą?
— Mówię, że jest mniej irytująca — powiedział Draco i wślizgnął się na miejsce obok
niej, zdejmując płaszcz.
Serce Hermiony zabiło mocniej i wciąż modliła się
do wszystkich bogów, żeby nie zdradzić się rumieńcem. Przynajmniej nie
siedzieli zbyt blisko siebie; no dobra, faktycznie, Draco wsunął się odrobinę
bliżej niż to było konieczne, ale nie musieli siedzieć ściśnięci z powodu braku
miejsca. Hermiona poprawiła się i przysunęła trochę bliżej ściany, a Harry zrobił
to samo po swojej stronie, żeby cała czwórka mogła wygodnie usiąść.
— Nie ma Eppingera i Langdona? — zapytał Potter,
biorąc łyk piwa.
— Nie — odpowiedział Collins. — Żona Eppingera
niedługo rodzi, a Langdon nie jest zbyt towarzyski.
— Zanotowałem.
Harry skinął głową.
— A gdzie są wasi dwaj klauni? — zadrwił Draco, odchylając się do tyłu.
— McLeod protestuje z powodu Gallaghera —
oświadczył Harry, unosząc brew.
— A Perkins wykorzystuje tę okazję, by spędzić
czas z rodziną — dodała Hermiona i spojrzała na Draco.
Zerknął na nią z wyrazem twarzy raczej neutralnym
niż złośliwym i skinął głową.
— Cóż, to smutne, że jedno z was musi zostać
zawieszone, żeby drugie mogło pomyśleć o rodzinie.
— Hej! — Harry prychnął i wyprostował się. — To
przytyk do mnie, palancie?
Uśmiech Draco poszerzył się.
— Nic z tych rzeczy. Ale skoro już o tym
wspomniałeś, co robi Łasica, gdy ty
tu hulasz? Została sama w domu z niemowlakiem, podczas gdy ty się upijasz? —
Cmoknął. — Niezbyt postępowe z twojej strony, Potter.
— Też pije, z Harpiami, bardzo dziękuję —
prychnął Harry i upił łyk ze swojego kufla.
— No tak
— jęknął Collins i odwrócił się do Harry’ego, szeroko otwierając oczy. — Twoja
żona jest międzynarodową gwiazdą Quidditcha! Cholera, chyba mi to umknęło!
Jak podczas wielu poprzednich wieczorów, rozmowa
zeszła na Quidditcha. Kiedy Draco wrócił z baru, gdzie poszedł zamówić kolejną
kolejkę, usiadł znacznie bliżej
Hermiony, niż to było konieczne, ale ani Harry, ani Collins zdawali się tego
nie zauważać. Byli pogrążeni w dyskusji o najlepszych taktykach gry, kiedy
zdali sobie sprawę, że wszyscy trzej grali na pozycji szukającego.
Draco odchylił się do tyłu, nie angażując się
zbytnio w rozmowę, chyba że ktoś bezpośrednio się do niego zwrócił. Jego dłoń
znajdująca się pod stołem powędrowała do na udo Hermiony i pomimo
przyspieszonego bicia serca, czuła tam przyjemny ciężar. Jego kciuk delikatnie
przesunął się po zewnętrznej stronie, po jej spodniach. Ciężki, solidny i
bezpieczny.
Hermiona oparła się pokusie, by się do niego
przytulić, lecz to byłoby zbyt łatwe. Cichy szum pubu, ciepło po drugim ginie i
przyjemny zapach cytrusów i cedru napełniły ją spokojem. Oparła brodę na jednej
dłoni, a druga wślizgnęła się pod stół i wylądowała na jego dłoni. Kciuk szybko
owinął się wokół jej palców, przyprawiając o dreszcze całe jej ciało.
Było wygodnie, przyjemnie i po raz pierwszy od
dawna dobrze się bawiła. Gdyby tylko mogli porozmawiać o czymś ciekawszym niż
Quidditch. Westchnęła i wsunęła policzek w dłoń.
Poczuła, jak Draco lekko ją ściska, zanim włączył
się do rozmowy i skierował ją na inny temat. Hermiona była oszołomiona i
zafascynowana. Za pomocą zaledwie kilku prostych zdań, całkowicie naturalnych w
trakcie rozmowy, poprowadził ich od technicznych terminów z dziedziny
Quidditcha do wspomnień o latach spędzonych w Hogwarcie.
— Chciałem cię zamordować, gdy dostałeś tę
Błyskawicę, Potter.
Zaśmiał się Draco, upijając łyk Ognistej Whisky
ze swojego kieliszka.
— Kiedy
dostałem Błyskawicę? — wychrypiał Harry. — A co z tym, że twój ojciec kupił Nimbusy 2001 dla całej
drużyny Slytherinu? — Gdy Draco się śmiał, Harry pochylił się nad stołem,
wyraźnie podchmielony. — Dobra, dobra, zawsze chciałem wiedzieć. Czy twój
ojciec kupił ci miejsce w drużynie? Tylko szczerze! — Uniósł dłonie. — To już
przeszłość, Malfoy. Po prostu jestem ciekaw.
Draco prychnął.
— Naprawdę chcesz wiedzieć, Potter? Tak i nie.
— Co masz na myśli,
mówiąc „tak i nie”? — krzyknął Harry. — Albo to zrobił, albo nie!
Hermiona czuła chichot Draco, gdy pochylił się
nad nią, żeby móc się do niego zbliżyć.
— Flint nie pozwalał uczniom z pierwszego i
drugiego roku brać udziału w kwalifikacjach do zespołu. Mój ojciec próbował
rozmawiać o tym ze Snape’em, ale ten powiedział, że wierzy we Flinta jako
zarządcę drużyny.
Harry skinął głową i zmrużył oczy.
— Więc twój ojciec kupił ci miejsce.
— Nie — odparł cierpliwie Draco — zafundował mi
kwalifikacje. Naprawdę myślisz, że ojciec pozwoliłby mi zbezcześcić nazwisko
Malfoy, będąc beznadziejnym graczem? Musiałem konkurować z trzema innymi
kandydatami, jednym z czwartego roku i dwoma z szóstego. Poza tym, nie chodziło
tylko o mnie; powiedział, że drużyna
może dostać najlepsze miotły, jeśli pozwolą każdemu z chętnych uczniów
przystąpić do kwalifikacji.
— Och, to zwykłe pierdolenie. — Harry uśmiechnął
się szeroko i odchylił do tyłu. Upił łyk piwa. — Zafundował ci miejsce w
drużynie, a teraz chcesz go przedstawić jako jakiegoś bohatera.
Draco zachichotał i pokręcił głową.
— Wierz, w co chcesz, Potter.
— I tak mnie nie mogłeś pokonać, nawet na swojej
wypasionej miotle — prychnął Harry do kufla.
— No cóż, z tą cholerną Błyskawicą nikt by cię
nie pokonał — powiedział Draco. — Pokonałem cię w innych dziedzinach, bez
żadnego wypasionego sprzętu. Mogłem cię ograć na każdej lekcji. Twoja gryfońska
brawura nie przebije ślizgońskiego dowcipu.
Harry uśmiechnął się szeroko.
— Tak, ale jej
nie pokonałeś.
Skinął głową w stronę Hermiony, a ona szybko się
wyprostowała i zarumieniła.
— Nie — mruknął Draco, patrząc na nią. — Masz
rację, nie.
W tym momencie pragnęła, żeby przestał patrzeć na nią tak cholernie
intymnie, kiedy byli wśród ludzi! Harry był spostrzegawczy i na pewno to mógł
to dostrzec.
Ale wtedy Draco uśmiechnął się złośliwie.
— Miałem lepsze rzeczy do roboty, niż uczenie się
całymi dniami.
Hermiona zjeżyła się.
— Nie uczyłam się całymi dniami!
Draco uniósł brew.
— Nie?
— Nie! — żachnęła się. — Gdybyś nie pamiętał, my…
— wskazała na siebie i Harry’ego — byliśmy zajęci walką z Voldemortem od
pierwszego roku w szkole.
— Tak — powiedział Draco tym samym, cierpliwym
tonem, którym zwracał się do Harry’ego — a do tego nauka przez cały dzień. Nie
próbuj zaprzeczać, Granger; za każdym razem, gdy byłem w bibliotece, ty też tam
byłaś. A może mnie śledziłaś? Miałem w szkole gryfońską wielbicielkę?
Prychnęła zgryźliwie i skrzyżowała ramiona na
piersi, ale gdy tylko jej dłoń puściła jego, ścisnął mocniej jej udo.
— Nie schlebiaj sobie, Malfoy. Owszem, lubiłam
przebywać w bibliotece, ale nie mogłam mieć czasu na naukę przez cały dzień i pomaganie Harry’emu.
— No cóż — mruknął Harry, unosząc brwi — używałaś
zmieniacza czasu, żeby przebrnąć przez wszystkie możliwe zajęcia na trzecim
roku.
Draco i Collins spojrzeli na nią z oszołomieniem
i konsternacją.
— Harry! — sapnęła Hermiona. — To tajemnica!
— Ups!
Harry zaśmiał się i wziął kolejny łyk.
— Czekaj, czekaj — zaczął Collins i pochylił się
nad stołem. — Używałaś zmieniacza czasu,
gdy miałaś trzynaście lat? By mieć więcej zajęć?
— Miałam czternaście lat, dziękuję bardzo —
mruknęła — i tak. Wybrałam więcej zajęć, niż pozwalał czas, więc dostałam
pozwolenie na użycie zmieniacza czasu. Reguły były bardzo surowe! Musiałam się
dogłębnie zapoznać z konsekwencjami każdego nadużycia.
Draco zaśmiał się serdecznie obok niej.
— To najbardziej grangerowska rzecz, jaką
kiedykolwiek słyszałem! Co za kujonka!
— Czekaj, więc jesteś zimowym dzieckiem? Kiedy
masz urodziny? — zapytał Collins. — Żebym wiedział, kiedy ci kupić prezent.
Poruszył brwiami i uśmiechnął się szeroko, a
Hermiona poczuła, jak dłoń Draco zaciska się jeszcze mocniej, a palce szeroko
rozpostarły się na jej udzie.
Przełknęła ślinę, ponownie starając się do niego nie przytulić.
— Eee, dziewiętnastego września.
Poczuła na sobie wzrok Draco, ale nie odważyła
się na niego spojrzeć. Jego dłoń lekko drgnęła, a potem zacisnęła, zostawiając
siniaka. Przygryzła wargę, serce waliło jej jak młotem. Nie chciała, żeby czuł,
że musi jej kupić prezent, zwłaszcza że minął już prawie miesiąc.
— No to spóźnione wszystkiego najlepszego z
okazji urodzin — oznajmił Collins, unosząc szklankę w jej stronę. — Dwadzieścia
pięć lat, ćwierć ze stu; obyś żyła długo i szczęśliwie!
Draco uniósł swoją.
— Wszystkiego najlepszego, Granger.
Harry zaśmiał się i uniósł kufel, mrugając.
Wszyscy wypili za jej zdrowie, wznosząc spóźniony
o miesiąc toast.
~*~*~*~*~*~*~*~
Draco nie miał zamiaru skończyć tego wieczoru w
mieszkaniu Hermiony, ale kiedy stali w punkcie aportacyjnym wraz z pijanymi i
rozbawionymi kolegami, nie mógł się powstrzymać, by się do niej nie przysunąć i
nie szepnąć:
— Do ciebie?
Skinęła lekko głową, po czym chwyciła Pottera za
ramię.
— Chodź, zabiorę cię do domu.
Spojrzała błagalnie na Draco i aportowała się z
chwiejącym się przyjacielem.
Draco westchnął i wyprostował się, odwracając się
do Collinsa, który ledwo był w stanie włożyć rękę do kieszeni swojego własnego,
cholernego płaszcza.
— Chodź, stary — mruknął i chwycił go za ramię. —
Nie pozwolę ci się dziś rozszczepić.
Draco usłyszał prychnięcie, zanim poczuł znajomy
ucisk w żołądku, gdy dematerializował się i zmaterializował w przedpokoju
mieszkania Collinsa. Pomógł mu zdjąć buty i płaszcz, po czym zaprowadził go do
sypialni. Było brudno i podejrzanie cuchnęło, ale gdy tylko mężczyzna położył
się na boku, by nie udławić się własnymi wymiocinami, Draco się deportował.
Mieszkanie Hermiony znajdowało się w północno-wschodniej
części Londynu. Jako sprytna, mała czarownica, rzuciła wokół mieszkania
zaklęcia antyaportacyjne, co oznaczało, że każdy gość, który nie korzystał z
Sieci Fiuu, musiał przejść przez mugolską dzielnicę. Była dość zaniedbana i
zdewastowana, a wiele czarnych worków ze śmieciami na ulicy zostało
rozszarpanych przez ptaki. Fasady były nieco zniszczone — z ceglanych domów
opadała zaprawa murarska i tynk, i dostrzegł brak farby na ramach okiennych i
drzwiach.
Draco zmarszczył nos, stając przed drzwiami bloku
Hermiony. Spróbował otworzyć, ale okazało się, że są zamknięte. Zapukał, lecz
nikt nie odpowiedział. Wzdychając głęboko, rzucił bezróżdżkowe Alohomora i zamek kliknął.
Mieszkała na samej górze, na trzecim piętrze. Jej
drzwi, położone najdalej w wąskim i dusznym korytarzu, były ozdobione radosnym,
zachęcającym wieńcem, który wywołał uśmiech na jego twarzy. Nawet w tak
okropnym bloku potrafiła stworzyć przytulną atmosferę.
Zapukał trzy razy, mając nadzieję, że jest w
domu, i po kilku sekundach usłyszał szczęk zamka. Wciąż miała na ubraniu trochę
sadzy, gdy patrzyła na niego swoimi wielkimi, kuszącymi oczami i Draco poczuł,
jak jego kutas porusza się w spodniach. Cholera, ta kobieta działała na niego
jak żadna inna.
Oparł się o framugę drzwi i powoli się jej
przyglądał, podziwiając jej śliczną, białą bluzkę i dopasowane spodnie z
wysokim stanem.
— Wpuścisz mnie, kochanie?
Hermiona przygryzła pulchną wargę, jej policzki
pokryły się najpiękniejszym różem i odsunęła się na bok.
Draco uśmiechnął się złośliwie, wchodząc do
mieszkania, jakby było jego własnością. Naprawdę czuł się tam komfortowo, a
wiedząc, jak zaniedbana jest okolica, był jeszcze bardziej pod wrażeniem jej
zaradności. Usłyszał, jak zamyka drzwi i przekręca zamek, i zerknął przez
ramię, by zobaczyć, jak załamuje ręce. Była zdenerwowana. Dobrze.
Powoli zdjął płaszcz i powiesił go na wieszaku.
— Bądź grzeczną dziewczynką i rozbierz się.
Usłyszał ciche westchnienie, a kiedy na nią
spojrzał, zobaczył rozszerzone źrenice na zarumienionej twarzy. Jego puls
przyspieszył, gdy rozkoszował się tą decydującą chwilą: czy będzie posłuszna,
czy też pragnie czegoś innego tej nocy?
Dostrzegł psotną iskrę w jej spojrzeniu i poczuł
nieodpartą potrzebę, by natychmiast ją skarcić, sprawdzić, jak daleko jest
gotowa się posunąć w swoim oporze i zobaczyć, na jaki wieczór się godzą.
Oczywiście, Hermiona trochę dziś wypiła, więc
musiał być ostrożny i szukać właściwej komunikacji. Do tej pory był dla niej
dość delikatny, oprócz klapsów podczas ich pierwszego razu, i nie chciał, mącić
jej w głowie i wyciągać pręgierza oraz swojego zestawu pejczów. Chociaż nie był
pewien, czy to mógłby być najlepszy sposób, by ją ukarać. Okazało się, że
bardzo lubi zabawy z użyciem siły, co oczywiście osłabiłoby efekt kary.
Znając Hermionę, wiedział, że najlepszym sposobem
na jej ukaranie było pozbawienie jej czegoś, co lubiła, na przykład czytania.
Może sprytne zaklęcie, które spowoduje zawroty głowy za każdym razem, gdy
spróbuje usiąść i poczytać dla przyjemności? Z pewnością będzie musiał to rozważyć.
Lekko zachwiała się na nogach, przechylając głowę
na bok i mówiąc:
— A co, jeśli tego nie zrobię?
Draco uniósł brodę i spojrzał na nią z góry. Więc
to miała być tego typu noc, tak? Poczuł w sobie coś niebezpiecznego. Wsunął
ręce do kieszeni i wycedził:
— Wtedy sobie pójdę.
Jej oczy błysnęły w strachu. Tak, nienawidziła
odmowy.
— Co? Nie… nie zamierzasz mnie uderzyć ani… nic?
Uniósł brwi, przybierając najbardziej obojętny
wyraz twarzy.
— Sposób, w jaki to mówisz, sugeruje, że tego chcesz, a jeśli tego chcesz, Granger, musisz być grzeczną
dziewczynką i na to zasłużyć.
Prychnęła, ale rumieniec na jej policzkach
dowodził, że jego słowa ją poruszyły.
— Dlaczego miałabym chcieć dostać klapsa?
Zacisnął szczękę i podszedł bliżej, wywołując
ciche westchnienie. Cholera, uwielbiał ten dźwięk.
— Bo lubisz, jak moja ręka piecze cię na tyłku,
Granger. Robi ci się mokro, masz ochotę na więcej i chcesz, żebym cię pieprzył
mocno i bezlitośnie. Czyż nie?
Uniósł dłoń do jej policzka i powoli go
pogłaskał. Dotyk jej skóry pod opuszkami palców wystarczył, by oszalał; jak, u
licha, Łasic mógł ją zostawić? Ale nie mógł pozwolić, by myśli go teraz
rozproszyły. Miał cel, a spojrzenie Hermiony, pełne zarówno zmieszania, jak i
desperacji, podpowiadało mu, że może potrzebować trochę więcej wskazówek w tym
ich diabelnie kuszącym tańcu.
Delikatnie przesunął dłoń w dół jej gardła i
zacisnął ją na smukłej szyi. Czuł jej przyspieszony puls i to było smakowite.
Pochylił się, zatrzymując się zaledwie kilka centymetrów od jej twarzy, mówiąc:
— A może wcale ci się to nie podoba. Może
przeraża cię, kiedy przerzucam cię przez kolano i sprawiam ci ból. O to chodzi?
Znów przygryzła wargę. I, kurwa, wyglądała przez to tak seksownie. Miała oczy czarne z
pożądania, rumieniec sięgał uszu. Skinęła potulnie głową, a jej usta rozchyliły
się, gdy powiedziała:
— Tak… Absolutnie tego nienawidzę. To byłaby
straszna kara.
Och,
Granger. Bachor i grzeczna dziewczynka?
Oczywiście, że mogła być taka i taka.
— No to — mruknął i lekko zacisnął uścisk. Czuł,
jak przełyka ślinę, przyspieszenie pulsu i dostrzegł czyste pożądanie w oczach.
Aż przeszedł go dreszcz. — Rozbierzesz się dla mnie, szlamo?
— Zmuś mnie — wyszeptała.
Kurwa. Draco był twardy, boleśnie twardy, i nie wahał
się ani chwili, zanim wyciągnął różdżkę i jednym stuknięciem pozbył się jej
ubrań. Hermiona jęknęła, a jej oczy rozszerzyły się, ale Draco tylko
przyciągnął ją bliżej, wciąż zaciskając dłoń na jej gardle; nie za mocno —
musiał być ostrożny, z jej szczupłą szyją i wszystkim. Ostrożny. Szybkim machnięciem
różdżki jej ubrania pojawiły się ponownie, złożone w schludny stosik na jej
fotelu.
Omiótł ją wzrokiem; jej śliczne, różowe sutki
sterczały na jej pulchnych piersiach — i cholera,
naprawdę były niesamowite. Objął jedną drugą dłonią, poczuł ciężar i miękkość.
Nie miała największych piersi, ale były kształtne i cholernie piękne.
Jej zdyszany jęk przypomniał mu, co chciał
osiągnąć, i powoli poprowadził ją na sofę. Popchnął ją, by usiadła, stając
między jej nogami, podczas gdy powoli zdejmował kamizelkę i podwijał rękawy.
Stał tam przez chwilę, patrząc na nią z góry, prężąc się; patrzyła na niego
kuszącym wzrokiem, z lekko rozchylonymi ustami; jej pierś falowała, źrenice
były rozszerzone — była przerażona, widział to, ale też podniecona. Cholernie piękna.
Usiadł obok niej i szybko przerzucił ją sobie na
kolana. Jęknęła, próbując utrzymać równowagę, jej piersi ocierały się o jego
udo. Była o wiele mniejsza, niż mu się zawsze wydawało. Nie do końca drobna, z
cudownie pięknymi i miękkimi w dotyku krągłościami, ale zdecydowanie mniejsza,
niż wskazywałaby na to jej osobowość z czasów szkolnych, i prawdopodobnie nigdy
się do tego nie przyzwyczai.
Ujrzawszy jej gładkie plecy i kremowy tyłek,
wsunął jedną dłoń między jej łopatki, a drugą powoli przesunął po jej ślicznych
pośladkach. Takie pełne, ciepłe i gładkie…
Hermiona drgnęła pod jego dotykiem, jęknęła, a on
poczuł, jak drży na jego kolanie. Jakiż cudowny obraz tworzyła, naga na jego
kolanach. Kiedy był młodszy, mógł o tym tylko pomarzyć. Ugniatał jej ciało,
masował uda, powstrzymując się przed muśnięciem jej cipki palcami. Jej miękkość
i wilgotność, potrafiła zmotywować go nawet w najcięższe dni.
— Dam ci klapsy za nieposłuszeństwo, kochanie —
mruknął, wbijając palce w jej krągły tyłek. — Myślę, że dwanaście wystarczy.
Policzysz każdy i mi podziękujesz. Rozumiesz?
— T-tak — jęknęła.
Ten dźwięk był cholernie kuszący.
Przesuwając dłonią po jej włosach, chwycił garść
i sprawił, że syknęła.
— Tak, co?
— Tak, mój panie — wysapała.
Zanucił i delikatnie ją puścił, głaszcząc skórę
głowy. Przesunął dłońmi po jej pośladkach, po czym uderzył dłonią w jeden z
nich. Złota Dziewczyna krzyknęła głośno i zadrżała, a jej oddech urwał się w
cichym jęku. Draco omal nie oszalał na ten dźwięk, gdy krew zaszumiała z
zadowolenia.
— Licz.
— J-jeden. Dziękuję, mój panie.
Jęknął. Dźwięk jej głosu, tak miękki i słodki
pomimo cierpienia, sprawił, że poczuł palące żądze. Drugie uderzenie wibrowało
w jego ramieniu, sprawiając, że poczuł Mroczny Znak.
Dziewczyna zaskomlała ze zdziwienia.
— Dwa. D-dziękuję, mój panie.
Skóra jej pośladków była coraz cieplejsza,
czerwone ślady w kształcie jego dłoni stopniowo rozkwitały. Uderzył ją
ponownie, co wypełniło go niezrównanym poczuciem mocy i jego kutas zapulsował.
Ten klaps był bolesny. Poznał to po jej jęku i
sposobie, w jaki się napięła, zanim zaczęła się rozpływać. Dobrze.
— Trzy. Dziękuję, mój panie.
Pozwolił im następować szybko, jeden po drugim. Cztery, pięć, sześć. Jej głos załamał
się, ustępując miejsca szlochom. Prawie zrobiło mu się jej żal. Prawie. Siedem. Osiem. Dziewięć. Ledwo
mogła mówić, drżała na jego kolanach, a kiedy delikatnie głaskał jej lekko
zaczerwienioną skórę, w jego piersi rozkwitł niepokój.
— Potrzebujesz przerwy? — zapytał łagodnie,
głaszcząc ją po plecach.
Pociła się.
Pokręciła głową, ale wciąż pochlipywała.
— Nie.
Zanucił, czując dumę. Taka dzielna, mała lwica.
Kolejny klaps był nieco delikatniejszy. Nadal bolało i wiedział, że
odrętwienie, które czuła, nie złagodzi bólu uderzenia.
Pociągnęła nosem, szlochała i jęknęła:
— D-dziesięć. Dziękuję, m-mój panie.
Zacisnął szczękę, bijąc się z myślami, czy po
prostu podnieść ją i pocałować, czy dokończyć karcenie. Szybkie dotknięcie
między jej nogami, rozwiało jego wątpliwości; była przemoczona, ociekająca i pięknie spuchnięta. Przyjęła
go tak dobrze, że wsunął w nią dwa palce, potem trzy, i nabrał powietrza,
czując, jak zaciska się wokół niego. Wszedł w nią powoli, rozkoszując się
wilgocią.
Skorzystał z okazji, by musnąć pulsującą
łechtaczkę, a dźwięki, które wydawała, niemal sprawiły, że doszedł w spodniach.
Wiła się, gdy ją okrążał, pieścił i czuł, jak zaciska się wokół niego; orgazm
był bardzo blisko. Słuchał jej oddechu, cichych jęków, które się wyrywały,
widział jak poruszały się jej biodra, i gdy tylko zrozumiał, że jest na granicy,
wysunął z niej dłoń, wywołując kolejny szloch.
— Żadnego orgazmu, ty mały bachorze — wycedził,
po czym ponownie przesunął palcami po jej cipce, nie mogąc się oprzeć pokusie
szybkiego włożenia w nią swoich ust.
Mógł zatracić się w smaku i dotyku tej kobiety.
Kolejny klaps, być może okrutnie brutalny,
wywołał u niej urywany jęk i lament.
— Jedenaście!
Dziękuję, mój panie!
Nie spieszył się, ugniatając i masując, zanim
uderzył ją po raz ostatni, mocno i stanowczo.
Hermiona drgnęła na jego kolanach, jej krzyk był
ostry i bolesny. Drżała, a jej oddech był nierówny.
— Dwanaście — wyszeptała. — Dziękuję… mój panie.
Draco przesunął dłonią po jej plecach, poczuł
gęsią skórkę na skórze i pogłaskał ją po włosach, zanim czule pomógł jej
usiąść. Twarz miała zalaną łzami, policzki rumiane, a oczy zamglone. Draco
odgarnął jej włosy z twarzy i delikatnie usadził na swoich kolanach. Och, ta
odważna kobieta, taka bezbronna wobec niego; serce bolało go w sposób, jakiego
nigdy by się nie spodziewał.
— Wszystko w porządku, kochanie? — wyszeptał w
jej włosy, a Hermiona skinęła głową.
— Tak — powiedziała.
Już nie szlochała, ale wciąż drżała, otrząsając
się z męki.
— Byłaś taka dzielna — mruknął, głaszcząc dłonią
jej delikatną skórę. — Idealna. Najlepsza w klasie, kochanie.
Wszystko to było prawdą, każde słowo.
— Dziękuję — odparła, opierając się o niego.
Jej oddech był gorący na jego piersi, a skóra
cieplejsza niż zwykle — ale po takiej scenie temperatura ciała mogła
drastycznie spaść, więc szybko złapał koc wiszący na oparciu sofy i otulił ją
nim.
— Jak ci było?
— Bolało — jęknęła cicho, zwijając palcami
materiał jego koszuli. — I naprawdę, naprawdę chcę dojść.
— Więc następnym razem powinnaś zrobić, co mówię
— rzekł.
Hermiona spojrzała na niego, zagryzając dolną
wargę i błyskając błagalnym wzrokiem.
— Możesz mnie przelecieć, jeśli chcesz.
Kurwa.
— I pozwolić ci dostać to, czego chcesz? — Uniósł
brew. Powściągliwość to jego drugie imię. — Nieposłuszeństwo to zachowanie,
którego nie popieram.
Złapała go za koszulę i sięgnęła do jego ust,
mając urywany oddech.
— Ja… ja naprawdę muszę dojść, Draco. Proszę!
Zobaczył czystą desperację na jej twarzy i
uśmiechnął się ironicznie.
— Naprawdę tak bardzo chcesz dojść?
— Tak!
— Cóż, musisz na to zasłużyć.
— Klapsy nie wystarczyły? — wychrypiała.
Draco zmarszczył brwi i uniósł jej podbródek.
— Kochanie, to była kara za twoje rozwydrzenie.
Na orgazm trzeba zasłużyć.
— Czego więc ode mnie chcesz, panie? —
wyszeptała.
Draco powoli zamrugał, muskając kciukiem jej
usta. Och, było tak wiele rzeczy, których mógł od niej zażądać, tak wiele
opcji. Każda z nich drażniła mrok w jego wnętrzu, tak bardzo pragnął zobaczyć,
jak się stara, by otrzymać nagrodę. Ale pragnął czegoś, co ją przerazi.
Co za nikczemna myśl. Uśmiechnął się szyderczo.
— Może przeczytasz mi swój ulubiony rozdział Dumy i uprzedzenia? — Szok i zażenowanie
w jej oczach podpowiedział mu, że to idealny sposób, by ją dręczyć. — Może
przeczytasz mi oświadczyny pana Darcy’ego dla Elizabeth?
Na jej twarzy malowało się rozkoszne przerażenie
i to mu się podobało.
~*~*~*~*~*~*~*~
Ciało Hermiony płonęło. Brzuch miała ściśnięty,
pośladki piekły, a dłonie drżały, gdy trzymała w nich postrzępioną książkę.
Zalała ją fala wstydu, aż zrobiło jej się niedobrze i zacisnęła się pierś.
Oświadczyny pana Darcy’ego były jej absolutnie ulubionym fragmentem. Czytanie
ich Draco w takich okolicznościach było dla niej torturą. Mogło zniszczyć
wrażenia po jej ulubionej książce, najbardziej romantyczny moment, jakiego
kiedykolwiek doświadczyła; pomimo wad pana Darcy’ego, Hermiona zawsze marzyła o
tym, by potencjalny mężczyzna wyznał jej miłość w taki sposób, a teraz cholerny Draco Malfoy zamierzał to
zepsuć, sprawiając, że ten fragment skojarzy jej się z tak wielką deprawacją.
Nienawidziła go za to, ale rozpłakałaby się,
gdyby teraz przestał.
Głos jej drżał, gdy czytała, i nie śmiała
podnieść wzroku, by zobaczyć zadowoloną minę Draco. Czuła na sobie jego palące
spojrzenie, i wiedziała, że on zdaje sobie sprawę, jak bardzo ją to upokarza.
Jak daleko była gotowa się posunąć dla głupiego orgazmu? Cóż, cholernie daleko,
jak się zdawało.
Miała sucho w ustach, a nieustannie pragnienie w
jej ciele sprawiało, że niecierpliwiła się i wiła niespokojnie. Sama myśl o
jego dotyku sprawiała, że myliła słowa, szybko czytając.
— Zwolnij, kochanie — mruknął, a jego dłoń objęła
jej kolano.
Sapnęła i drgnęła pod wpływem dotyku, próbując
zebrać siły, zanim kontynuowała w wolniejszym tempie.
— Czytaj dalej — zachęcił, przesuwając się na
sofie i podciągając jej nogi.
Hermiona wpatrywała się w niego z zachwytem, a
jej ciało drżało z niecierpliwości. Ledwo doczytała pierwszy akapit, a on już
miał ją za to wynagrodzić? Wydawało się, że tak, gdy zarzucił jej nogi na
ramiona i wsunął głowę między jej uda.
— Mówiłem, czytaj dalej — mruknął, tym razem
surowo, zanim pocałował wilgoć na wewnętrznej stronie jej uda.
Hermiona gwałtownie wciągnęła powietrze i omal
nie opuściła książki. Jak, u licha, miała teraz czytać?
— Jeśli ty przestaniesz, ja też przestanę —
powiedział, zawisając ustami nad jej lśniącą cipką.
Cholera
jasna. No dobrze. Mocno ścisnęła
książkę i czytała dalej. Pocałunek Draco sprawił, że głos jej się załamał,
lizanie wprawiło ją w osłupienie i z trudem wypowiadała nawet najprostsze
słowa, nie mówiąc już o pełnych zdaniach.
Dręczył ją powoli, język pieścił i głaskał z
wdziękiem, na jaki pozwalał sobie ten arogancki mężczyzna. Rozpalał w niej
wszystko, ciągnął ją coraz bliżej przepaści z każdym pociągnięciem języka, a
kiedy poczuła, że wszystko się zaciska, odrzuciła głowę do tyłu.
— K-kurwa, Draco — szepnęła.
— Tego nie ma w książce — zbeształ ją i ugryzł w
udo.
Pisnęła, szybko wracając do czytania. Pan Darcy
właśnie wszedł, a Draco przyspieszył w rozkosznym rytmie.
— Na próżno
walczyłem… — Jęk przerwał czytanie, gdy jej biodra mimowolnie zadrżały. — To się nie uda. Moje uczucia nie zostaną stłumione! — wykrzyknęła ostatnie słowo,
rozkosz szarpnęła jej palącą potrzebę orgazmu.
Dyszała, wsuwając dłoń we włosy Draco i jęknęła.
— Dalej — warknął, sprawiając, że poczuła
napięcie i zaciśnięcie mięśni.
— Musisz…
Musisz pozwolić mi… O, kurwa!
— To nie są słowa Austen, Granger — mruknął w jej
łechtaczkę i mocno ją uderzył.
Hermiona krzyknęła i wygięła biodra, omal
upuszczając książkę.
— Czytaj dalej — zażądał.
— Musisz
pozwolić mi powiedzieć, jak… — zająknęła się, jej biodra ocierały się o
jego twarz, gdy objął ustami jej pulsującą łechtaczkę — jak żarliwie cię podziwiam — o, cholera — i kocham.
No i proszę. Przeczytała te cholerne oświadczyny.
A przynajmniej wyznanie. Odrzuciła książkę na bok i chwyciła Draco za włosy
obiema rękami, gubiąc się w gwałtownie narastającym podnieceniu, a on nie
przestawał. Nie, znalazł idealne tempo, sprawiając, że krzyczała jeszcze przed
samym dojściem.
I w końcu to się stało.
Nie miała kontroli nad swoim ciałem, wijąc się w
jego uścisku; jej krzyki rozbrzmiewały echem po pokoju, napięte mięśnie
zaciskały się wokół głowy Draco, a jej cipka kurczowo łapała się czegoś, czego
tam nie było. Z każdym gwałtownym wydechem szeptała kurwa, a Draco nie spieszył się, by wziąć to, czego pragnął z jej
oślepiającego wytrysku.
Kiedy spojrzał w górę, a dolna część jego twarzy
lśniła od jej soków, uśmiechnął się łobuzersko.
— Nie wiedziałem, że darzysz mnie takimi
uczuciami, Granger — zadrwił i wyciągnął się, by pocałować ją w usta. — Jak żarliwie
mnie podziwiasz i kochasz?
— Odwal się.
Hermiona zachichotała bez tchu i klepnęła go w
ramię.
— Zrujnowałem ci Austen? — zapytał, całując ją w
szyję.
Hermiona przygryzła wargę i rozkoszowała się
chwilą.
— Nie.
Przysunął usta do jej ucha.
— Czy kiedykolwiek będziesz w stanie przeczytać
ten fragment bez zmoczenia majtek?
Prawdopodobnie
nie.
— Dam radę.
Zanucił i pociągnął ją na swoje kolana,
delikatnie całując w czoło. Ponownie owinął ją kocem, położył na swojej piersi
i objął ramionami. Mogłaby tam zostać na zawsze. To była niebezpieczna myśl,
ale nie mogła się powstrzymać.
— Wiesz — zaczął, a jego głos rozbrzmiał w jej
wnętrzu — zaczynam podejrzewać, że masz skłonność do dostawania klapsów. Mam
rację?
Zaśmiała się cicho zbyt wyczerpana, by poczuć się
zawstydzona.
— Być może.
— Nie, nie — odparł i odsunął się, by na nią
spojrzeć. — Nie być może. Potrzebuję odpowiedzi. Podoba ci się to, czy nie?
Muszę wiedzieć, by nie zachęcać się do niewłaściwego zachowania. — Zmarszczył
brwi i ujął jej podbródek w dłoń. — Nie mam nic przeciwko zabawy w klapsy, ale
muszę wiedzieć, czy to ma być kara, czy nagroda.
Hermiona przygryzła wargę. Było w tym tyle
rzeczy, których nie do końca rozumiała; niektóre, które robił, przypominały
tortury — czekanie przez całą godzinę, bycie zawieszoną przed nim, dręczoną
prądem, bycie przywiązaną do ławki i zmuszaną do orgazmu. To była przyjemna
tortura, nie ma co do tego żadnych wątpliwości, ale jednak tortura. Nie była
czymś, o co by błagała, ale wiedząc, co ją czeka, nie mogła tego powstrzymać.
Klapsy natomiast — ciężko jej było uwierzyć, że w
ogóle tak myśli — były zupełnie czymś innym. Ból, narastające ciepło, samo
uderzenie; to wszystko budziło w niej coś, czego, jak wiedziała, nie powinna
czuć. Myśl o kimś innym, kto by jej to robił, tylko przyprawiała ją o dreszcze,
ale Draco? To sprawiało, że pragnęła. Ale przypominając sobie zeszły tydzień, w
jego mieszkaniu, kiedy trzymał ją związaną i z zawiązanymi oczami, a
jednocześnie używał na niej różnych sprzętów, czuła się inaczej. Sytuacja była
inna. To było zabawne. Tamto nie. Tamto
wydawało się karą, a to bezczelnym dodatkiem. Wiedziała, że Draco potrafi być
surowy i bezwzględny, a momentami nawet onieśmielający, ale dziś taki nie był.
Było lekko, słodko i zabawnie. Podobały jej się obie jego wersje, ale z
zupełnie innych powodów.
— Podobają mi się — powiedziała w końcu ciszej,
niż zdawała sobie sprawę — ale tym razem było inaczej niż ostatnio.
Draco mruknął coś pod nosem.
— A co było inaczej ostatnim razem?
— Byłam związana — powiedziała, porzucając
wszelką godność i patrząc mu w oczy. Prawdopodobnie mocno się rumieniła, ale
właśnie tego chciał. — Byłam związana i miałam zawiązane oczy.
Skinął głową.
— Co jeszcze?
— Cóż, ja… — Przygryzła wargę. — Chodziło o twoje
zachowanie — przyznała. — Było, cóż, przerażające. Byłeś przerażający.
Zmarszczył brwi.
— A tobie się to nie podobało?
— Nie, podobało! — Skrzywiła się i westchnęła
głęboko. — Draco, ja… kurwa… — Pokręciła głową. — Chyba jestem w jakiś sposób
zepsuta.
— Dlaczego tak myślisz?
Wzruszyła ramionami, wpatrując się w jego
zatroskaną twarz. Była załamana — skalana tym, że lubiła ból, strach, jak jej
ciało mrowiło, gdy czuła się bezradna przy nim. Westchnęła i ponownie pokręciła
głową, odwracając wzrok.
— Nie potrafię tego wytłumaczyć. Po prostu…
czuję… — Zmarszczyła brwi i ostrożnie zsunęła się z jego kolan. — To takie
niesprawiedliwe wobec ciebie. Nie powinieneś być łącznikiem w moich osobistych
problemach. — Owinęła się szczelnie kocem i oparła plecy o podłokietnik. — Ja…
muszę ci coś powiedzieć i… — Serce waliło jej jak młotem, żołądek się ściskał.
Czuła mdłości i może to nie był odpowiedni moment na tę rozmowę, ale wypływali
na głęboką wodę, a ona była pełna odwagi i determinacji. I może odrobiny
alkoholu. — I rozumiem, jeśli zechcesz zakończyć naszą relację, gdy to zrobię.
Draco zmarszczył brwi i odwrócił się do niej,
skupiony i bezpośredni. Przewidując.
Hermiona wzięła głęboki oddech, zbierając się w
sobie. Gin wciąż dodawał jej odwagi, była pewna, że miała przytomny umysł.
Potrzebowała tego.
— Moja Uzdrowicielka Umysłu uważa, że pociąga
mnie twoja mroczność — zaczęła. — Ale też dlatego, że w głębi duszy wiem, że
mogę czuć się przy tobie bezpiecznie, że tak naprawdę nie jesteś Śmierciożercą. Ona… — Spuściła wzrok, próbując
uporządkować myśli. — Mówi, że poszukuję niebezpieczeństwa, ale bezpiecznego. A ty… — Odważyła się na
niego spojrzeć. — Jesteś niebezpieczny. Ale jednocześnie bezpieczny. Ja… ci
ufam. I niesprawiedliwie z mojej strony jest myśleć o tobie w ten sposób, bo
sprawia to wrażenie, jakbym cię uprzedmiotawiała — ale nie robię tego!
Naprawdę. Ja… — Westchnęła głęboko, przecierając twarz dłońmi. — Oczywiście, to
nie jedyny powód, dla którego lubię być z tobą, i wiem, że nie lubisz, gdy
ludzie wypominają ci przeszłość i…
— Pozwól, że ci tu przerwę — powiedział twardym i
szorstkim głosem. Jego spojrzenie było jeszcze bardziej przenikliwe, co
sprawiało, że jej serce zabiło mocniej z przerażenia. — Pamiętasz, jak ci
powiedziałem, że nie czuję się urażony przez twoje słowa?
Przełknęła ślinę i skinęła głową.
Pochylił brodę, a jego wzrok się wyostrzył.
— Ty i ja mamy wspólną historię, Hermiono. Lata,
których nie da się wymazać, bez względu na to, jak bardzo się zmienimy. Byliśmy
wrogami w szkole, walczyliśmy po przeciwnych stronach na wojnie,
reprezentowaliśmy dwa skrajne stanowiska, mieliśmy nadzieję na odmienną
przyszłość. I nie zapominajmy, kim
jesteśmy, pochodzimy z dwóch różnych światów. — Przełknął ślinę, gardło ciężko
podskoczyło. — Przyszłość, którą obiecali mi szaleńcy, Znak na moim ramieniu —
moc, którą miałem posiąść — uwodziły mnie bardziej, niż jestem gotów przyznać w
większość dni. W pewnym stopniu nadal to robi podczas trudnych momentów. Nie
dlatego, że wierzę w czystość krwi czy status, ale dlatego, że obiecano mi
pewne rzeczy.
Zmarszczył brwi, jego wyrzeźbiona szczęka
drgnęła, a Hermionie zdawało się, że widzi w jego oczach sprzeczne myśli, jakby
chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział jak. Znała to uczucie aż za dobrze.
— Wleczono mnie przez piekło z obietnicą czegoś
wspaniałego na końcu tunelu — mruknął. — Myślałem, że dodają mi sił do roli,
którą miałem odegrać, gdy Czarny Pan wygra wojnę.
Hermiona wstrzymała oddech, walcząc z chęcią
ujęcia jego twarzy w dłonie; burza w jego oczach mówiła o niewypowiedzianych
koszmarach, być może nawet gorszych, niż sobie wyobrażała. Przed oczami
przemknęło jej wspomnienie jego szarej, pozbawionej życia twarzy z szóstego
roku i zastanawiała się, o jakim piekle mówi. Czy w ogóle chciała wiedzieć?
— Wszystko zostało mi odebrane w chwili, gdy
uświadomiłem sobie, że to tylko szalona iluzja. Nie było dla mnie nagrody na
końcu tego cholernego tunelu i nie
byłem uprzywilejowany. Musiałem znaleźć sposób, żeby się pozbierać, wymyślić
plan, kiedy jedyne, czego pragnąłem, to dostać to, co mi, kurwa, obiecano, ale
to moja brzydka strona, której bardzo się wstydzę — powiedział.
Oblizał wargi i przysunął się odrobinę bliżej, a
serce Hermiony zabiło mocniej. Ona też chciała do niego sięgnąć, ale bała się,
że go spłoszy.
— Nie lubię, kiedy ludzie wypominają mi moją
przeszłość, bo czuję się wtedy, jakbym wciąż był tym rozpieszczonym bachorem,
który myśli, że może mieć wszystko, że przygotuje mnie to do czegoś wielkiego,
i mam wrażenie, że inni też tak o mnie myślą. — Wyciągnął rękę, delikatnie
muskając kostkami jej kolano. — Ale z tobą jest inaczej — mogę mieć tę moc,
wszystko, co mi obiecano, wiedząc, że to tylko tymczasowe; to gra z zasadami,
bezpieczna, tak jak powiedziałaś, i nie muszę się tego wstydzić. Kiedy kończymy
grać, kiedy mogę cię przytulić i pocieszyć, udowadniam sobie, że nie jestem tą osobą. Nie jestem osobą,
którą chcieli, żebym się stał. To pomaga mi zrozumieć i wypełnić tę czarną
pustkę we mnie, wiedząc, że mogę się jej pozbyć jednym słowem. Twoim słowem.
Hermiona zamrugała, a jej serce biło
niebezpiecznie szybko. Spojrzenie w jego oczach przyprawiało ją o dreszcze, a w
piersi czuła ucisk; nigdy aż tak nie otworzył się przed nią, nigdy nie był tak
wrażliwy. To, co mówił, do czego się przyznawał, było głębokie, mroczne i
pokrętne, i z pewnością mogłoby zostać źle zrozumiane przez innych — ale nie
przez nią. Nie, nie chciała go źle zrozumieć. Patrząc mu w oczy, wiedziała, że
nie jest złym człowiekiem. Nie chciał ranić, upokarzać ani dominować bez jej
zgody; w jego spojrzeniu dostrzegła wstyd, ale też tęsknotę, wszystko
przeplatane żalem. To rozdzierało serce.
Chciała znów usiąść na jego kolanach i wtulić się
w niego, ale nie odważyła się poruszyć, bo bała się, że przerwie zaklęcie,
które powodowało u niego taką uczciwość.
Jego dłoń zacisnęła się na jej kolanie, a wzrok
niemal prześwietlał.
— Proszę, Hermiono, chcę być twoim łącznikiem, bo
ty jesteś moim.
Oddech Hermiony zamarł, jej ciało przeszył
lodowaty dreszcz; ciężar jego wyznania był ogromny, ale poczuła w powietrzu
jakąś lekkość. Jakby nosił to w sobie, jakby go to przytłaczało. Bohater i złoczyńca. Rozumiała; chciał
być jednym i drugim. Może nawet tego potrzebował.
Delikatnie wzięła go za rękę.
— Mam koszmar, który prześladował mnie od czasów
wojny. Biegnę przez las, ścigana przez Śmierciożercę w srebrnej masce. Nie mogę
biec szybciej, nie mogę go wyprzedzić, ale zawsze budzę się dokładnie w chwili,
gdy wyciąga rękę, żeby mnie złapać. — Przełknęła ślinę, a jej dłonie drżały. —
Odkąd ty i ja... cóż, odkąd jesteśmy razem, sen się zmienił. Nadal jest…
koszmarny. Po prostu kończy się inaczej. Seksualnie. Jakbym nie chciała się z
niego obudzić, ale wstydzę się, kiedy to robię. — Poczuła, jak jej policzki
płoną. — To ty jesteś w tym śnie. Z maską. Nie wiem, czy też byłeś wcześniej,
ale teraz jesteś.
Jego oczy się rozszerzyły, a szczęka zacisnęła.
Hermiona spuściła wzrok na ich splecione dłonie.
— Przepraszam.
— Nie — wyszeptał i przyciągnął ją do siebie.
Objął jej twarz dłońmi, zmuszając, by na niego spojrzała. — Nie przepraszaj,
Hermiono. Nie możesz kontrolować swoich snów. — Jego usta wykrzywiły się w
lekkim uśmiechu. — Cieszę się jednak, że sen się zmienił. — Przyglądał jej się
przez chwile, analizując wzrokiem jej oczy i usta. — Pytanie brzmi: podoba ci
się?
Hermiona oblizała wargi i skinęła głową.
— Teraz tak. Odkąd… odkąd jesteś nim ty.
Szarość, stal — szarość, stal; jego oczy drgały,
jakby wirowały w nim myśli. Może to było niewłaściwe.
— Ale to niesprawiedliwe — wyszeptała. — Nie
jesteś Śmierciożercą i nie powinnam sobie tego wyobrażać!
— Mógłbym być — wyszeptał i pochylił się bliżej,
sprawiając, że zamarła. — W magicznym kręgu mógłbym być, jeśli chcesz.
Moglibyśmy udawać. Bardziej niż do tej pory. Więcej niż słowami.
Przełknęła ślinę, czując, jak skóra napina się na
samą myśl.
— Jak?
— Maska wciąż jest we dworze — wyszeptał w jej
usta. — Zamknięta, by zostać zapomnianą. Jeśli chcesz, i tylko jeśli chcesz,
mogę ją wyciągnąć. Założyć. Tylko dla ciebie.
Dreszcz przeszedł po jej ciele, sprawiając, że
sutki boleśnie zesztywniały.
— M-mógłbyś?
Pocałował kącik jej ust.
— Jeśli chcesz.
Wzięła głęboki oddech i mocniej ścisnęła jego
dłoń.
— Ale Draco, nie chcę tego, jeśli czujesz się z
tym niekomfortowo. Nie mogłabym… to twoja bestia, twój demon.
— Twój też — powiedział, a jego oczy błyszczały.
— Może w ten sposób moglibyśmy stawić temu czoła razem.
Przełknęła ślinę. Sama myśl była szalona, ale nie
mogła oprzeć się jej urokowi i pokusie. Pomyślała o swoim śnie, o szarych
oczach — szarych oczach Draco — i
jego dużych dłoniach w rękawiczkach, spływających po jej ciele, między nogi.
Bądź
grzeczną Szlamą i rozsuń dla mnie nogi.
Zadrżała i przygryzła dolną wargę.
— Więc… jeśli zamierzasz się dla mnie przebrać,
za co chciałbyś, żebym ja się przebrała?
Draco odchylił się do tyłu, jego oczy były
nieufne, ale rozbawione.
— Ty?
Hermiona skinęła głową.
— To sprawiedliwe.
Jego oczy przeskakiwały między jej oczami, a
myśli błądziły. Zastanawiał się nad tym, mrużąc oczy, zanim powiedział:
— No dobrze. Chciałbym cię zobaczyć w szkolnym
mundurku.
Hermiona poczuła pieczenie uszu.
— Co? Dlaczego?
Uśmiechnął się ironicznie.
— Nie zrozumiesz — mruknął i spojrzał na nią
powoli, zachłannie.
Hermiona parsknęła śmiechem i wyciągnęła do niego
ręce, całując go delikatnie w usta. Draco szybko zareagował, obejmując ją i
ciągając na swoje kolana. Całowali się delikatnie, delektując się sobą, jakby
to była rzadka i cenna przyjemność.
Kiedy się od siebie oderwali, Hermiona dotknęła
jego twarzy i wyszeptała:
— Nie jesteś tą osobą, Draco. Jesteś miły,
troskliwy, spostrzegawczy, cierpliwy, kompetentny… — Przełknęła ślinę, ledwo
wierząc, że mówi to wszystko Draco Malfoyowi i naprawdę tak myśli. — Śmiało
mogę powiedzieć, że ze wszystkich osób, z którymi chodziliśmy do szkoły, to ty
najbardziej mnie zaskoczyłeś.
Oczy Draco zabłysły, zapadnięte policzki
podróżowały, a on zmarszczył brwi.
— Naprawdę tak myślisz?
Hermiona uśmiechnęła się i skinęła głową.
— Nie byłoby cię tu, gdybym tak nie myślała.
Mrugnął powoli, a jego spojrzenie stało się
ciepłe.
— To wiele znaczy z twoich ust. Dziękuję.
Zachichotała i objęła go za szyję.
— Nie, to ja dziękuję. — Pocałowała go i przez chwilę pozwoliła sobie udawać, że to znaczy dla niego tyle samo, co dla niej. Przełknęła ślinę i pogłaskała dłonią wybrzuszenie między jego nogami, powodując westchnięcie. — A teraz — wyszeptała — pozwól, że się tobą zajmę.
Brak komentarzy