[T] Apartament 9 i 3/4: Rozdział 30
W
dniu przed wyjazdem Neville’a wszyscy byli w słodko-gorzkim nastroju. Cieszyli
się, że Neville ma nową pracę, ale wiedzieli też, że będą za nim strasznie tęsknić.
Ron i Neville spakowali połowę jego rzeczy, by wystarczyły aż do świąt, a
resztę Neville miał zabrać później. Ron zmusił go, żeby poszedł z nim do parku,
aby „zacieśnić więzi” przed wyjazdem. Neville nie był przekonany, ale i tak
poszedł, podczas gdy pozostali dekorowali mieszkanie na imprezę. Draco zamówił
pizzę i jedyne, co musieli zrobić, to czekać.
—
Kiedy przyjdą? — jęknął niecierpliwie Theo.
—
Spokojnie, zaraz tu będą — powiedziała Luna.
—
Lepiej niech się pospieszą, bo Gandalf Zgredek nie może się doczekać — mruknęła
Ginny, wiercąc się nieswojo.
—
Nie zamierzasz go tak nazwać, prawda?
Blaise
uśmiechnął się krzywo.
—
Oczywiście! — krzyknęła.
Za
nią Harry pokręcił głową i udawał, że odcina sobie głowę. Ginny nadal się
wierciła i musiała odchrząknąć.
—
Jesteś pewna, że wszystko dobrze? — zapytała zaniepokojona Hermiona.
—
Nie to tylko skurcze Braxtona-Hicksa, nic jej nie będzie — zapewnił Harry.
—
Nie masz macicy, to się nie wypowiadaj — warknęła Ginny.
—
Przestań cytować Przyjaciół! — krzyknął
Draco, rozśmieszając resztę.
—
Ale to prawda — dodała. — Jakbyś się czuł, gdybym kopała cię w brzuch
dwadzieścia cztery godziny na dobę!
—
Zapewne by to mi się nie podobało — odparł sarkastycznie.
Ginny
odpowiedziała mu niegrzecznym gestem. Po chwili usłyszeli kroki na zewnątrz i
dwa głosy.
—
Szybko! — wyszeptała Luna i wszyscy schowali się pod stołem.
—
Gin, chodź! — mruknął Theo.
—
Naprawdę prosisz ciężarną kobietę, żeby weszła pod stół? — syknęła, idąc do
kuchni, by się schować.
Drzwi
się otworzyły i weszły dwie osoby. Ron zapalił światło i wszyscy wyskoczyli.
—
NIESPODZIANKA! — krzyknęli, sprawiając, że Neville podskoczył.
Uśmiechnął
się do przyjaciół i odwiesił kurtkę na wieszak.
—
Nie musieliście tego robić — powiedział z przejęciem. — Ale dziękuję!
Wszyscy
z wyjątkiem Draco, Theo i Blaise’a przytulili się do Neville’a w grupowym
uścisku. Następnie usiedli przy stole w kuchni i rozmawiali, jedząc pizzę.
—
Denerwujesz się? — zapytała Hermiona.
—
Denerwuję? — Neville prychnął. — Jestem cholernie przerażony.
—
Och, świetnie ci pójdzie — zapewniła go Ginny.
—
Co powiedziała twoja babcia, gdy się dowiedziała o twojej nowej pracy? —
dopytywał Harry.
—
Cóż, ona… eee… nic nie powiedziała, bo ja… eee… jej nie powiedziałem — wyznał.
—
Dlaczego? — Luna załkała. — Musisz jej powiedzieć, przeprowadzasz się i to
świetna okazja dla ciebie! Na pewno będzie niesamowicie dumna.
Neville
spojrzał na nią, a potem z powrotem na stół, wzruszając ramionami.
—
Jej nigdy nie cieszą moje sukcesy. Mógłbym zostać cholernym Ministrem Magii, a
ona i tak znalazłaby sposób, żeby się czepiać. Pewnie powie coś w stylu No wiesz, jak to mówią, ci, którzy nie
umieją grać, nauczają.
Westchnął.
—
Nie bądź głupi, będzie zachwycona. Tak ciężko na to pracowałeś, zasługujesz na
to, bez względu na to, co ona sądzi — odparła Pansy.
—
I wszyscy jesteśmy z ciebie dumni — dodał Harry.
—
Dzięki — powiedział.
Po
zjedzeniu pizzy wszyscy przenieśli się do salonu.
—
Dobra, pytanie od czapy — mruknął Blaise. — Kto z was całował się z kimś z
naszej paczki?
—
Rzeczywiście od czapy.
Hermiona
skrzywiła się.
—
Całowałam Blaise’a i Draco — powiedziała Pansy.
—
Ach tak, zawsze zapominam, że spotykaliście się na piątym roku — wymamrotał
Theo. — Całowałem tylko Lunę.
—
Całowałam Harry’ego, mamy gdzieś nagranie, jak całowałam Rona za dzieciaka, ale
nie sądzę, żeby to się liczyło. — Ginny się uśmiechnęła. — I Lunę.
—
Chwila, chwila, chwila, wróć. Całowałyście się?! — wykrzyknęła Pansy.
—
O tak! Pewnego wieczoru wszyscy weszliśmy pod pelerynę-niewidkę, wypiliśmy
kilka drinków i Harry rzucił nam wyzwanie, żebyśmy się pocałowały. W zamian
zmusiłyśmy jego i Rona do tego samego — odpowiedziała Luna.
Obaj
chłopaki poczerwienieli na twarzach i skulili się, gdy reszta zgromadzonych
wybuchła śmiechem.
—
Nienawidzę cię — mruknął Ron.
—
Też cię kocham!
Ginny
spojrzała na niego uroczo.
—
Ginny, Hermionę, Rona i Pansy — wyznał Harry. — Ożeniłem się z Gin, odważyłem
się pocałować Rona, szukałem horkruksy z Mioną i w zeszłym miesiącu podczas Prawdy i wyzwania pocałowałem Pansy.
—
O tak, zapomniałam o tym — zauważyła Pansy.
—
Chyba Harry prowadzi. — Neville się zaśmiał. — Przegrałem, bo całowałem się
tylko z Luną, ale nie mam nic przeciwko.
—
Harry’ego i Hermionę — powiedział Ron.
—
Draco, Harry’ego i Rona — dodała Hermiona.
—
Hermionę, Pansy i eee.
Draco
odchrząknął.
—
Nie rób tego. Nie rób tego, stary — syknął Blaise.
—
Blaise’a, ale to była chwila, o której NIGDY nie będziemy rozmawiać, jasne?
Draco
się skrzywił, a wszyscy się roześmiali i zaczęli z nich szydzić.
—
Dobra muszę dowiedzieć się, jak do tego doszło, bo nigdy o tym nie mówiliście —
rzekła Luna, wskazując na Harry’ego i Hermionę.
—
To nic spektakularnego, Hermiona była zła, bo Ron zachował się jak cham i
odszedł, więc próbowałem ją pocieszyć i tańczyliśmy. Trwało to jakąś sekundę i już
nigdy o tym nie wspomnieliśmy — wyjaśnił Harry.
—
Wow, Harry, musisz być naprawdę kiepski w całowaniu, skoro Pansy zapomniała,
Hermiona nigdy o tym nie wspomniała, a Ron się krzywi.
Draco
uśmiechnął się sugestywnie.
—
A jak było z Blaise’em? — Harry rzucił mu wyzwanie.
Wszyscy
zaczęli się śmiać, a Draco zmarszczył brwi. Rozmawiali między sobą i Luna
wykorzystała swoją szansę. Podeszła do Neville’a i poklepała go po ramieniu.
—
Mogę z tobą chwilę porozmawiać? Na osobności? — zapytała.
—
Eee, jasne — mruknął niezręcznie i wstał.
—
Powodzenia! — zawołali jednocześnie Theo i Draco.
—
Odwalcie się! — warknęła.
Przyjaciele
wrócili do rozmów, a Neville zaprowadził Lunę do swojego pokoju. Wszystkie jego
rzeczy znajdowały się w pudłach i dziwnie to wyglądało. Luna zamknęła drzwi i
wzięła głęboki oddech. Odwróciła się do niego, widząc, że niezręcznie wpatruje
się w podłogę i drapie po karku.
—
Więc… o czym chciałaś porozmawiać? — zapytał.
—
Cóż, o tamtym wieczorze — odpowiedziała cicho.
—
Racja. O co chodzi?
—
Ja po prostu… — Westchnęła głęboko. — Nie miałam pojęcia, że tak się czujesz
i.. I to, co zrobił Ron, było złe i głupie, i wiem, że się wstydzisz, ja też
się wstydzę, ale… Nie chcę, żeby między nami było niezręcznie. Wyjeżdżasz i
będę za tobą bardzo tęsknić i…
Wypowiedź
Luny została przerwana przez Neville’a, który przycisnął swoje usta do jej ust.
Była zszokowana jego zachowaniem, ale odwzajemniła pocałunek i objęła ramionami
jego szyję. Po chwili oderwali się od siebie i Neville włożył ręce do kieszeni,
wyglądając jeszcze bardziej niezręcznie niż wcześniej.
—
Przepraszam. Nie powinienem był tego robić… Nie wiem dlaczego.. Przepraszam —
powiedział szybko.
—
Nie, nie, nic się nie stało, jest dobrze… Tak.
Cicho
jęknęła. Może to nie był dobry pomysł. Sytuacja robiła się coraz bardziej
niezręczna i zaczęła żałować, gdy Neville zaskoczył ją po raz drugi tego
wieczoru.
—
Kocham cię, Lu. Jesteś jedną z moich najlepszych przyjaciółek i zawsze nią
będziesz — powiedział.
Uśmiechnęła
się do niego i mocno przytuliła, opierając głowę na jego piersi i słuchając
bicia serca.
Ale jutro wyjeżdżasz, pomyślała ze smutnym uśmiechem. Oderwali się od
siebie i wrócili do salonu, chcąc spędzić czas z pozostałymi.
~*~*~*~*~*~*~*~
Następnego
dnia Luna obudziła Theo, Hermionę i Draco wczesnym rankiem, żeby mogli pożegnać
Neville’a. Narzekając, poszli na górę. Zastali Rona i Neville’a jedzących
śniadanie.
—
Hej, przyszliśmy się pożegnać — oznajmiła Luna.
—
Dzięki, ale wyjeżdżam dopiero za dwie godziny — powiedział Neville z
uśmieszkiem.
Wszyscy
jęknęli, Hermiona, Draco i Theo poszli jeszcze pospać, ale Luna została z nimi
i ukradła Ronowi jednego tosta.
—
Hej! — warknął.
—
Przeżyjesz, jesz jakieś pięć razy dziennie — mruknęła, rozśmieszając Neville’a,
a Ron wzruszył ramionami, nie mogąc temu zaprzeczyć.
Godzinę
później wszyscy zebrali się w ich mieszkaniu. Rozmawiali chwilę, a Hermiona
pomogła Neville’owi rzucić na jego rzeczy zaklęcie zmniejszająco-zwiększające,
tak jak to robiła podczas szukania horkruksów. O dziesiątej trzydzieści nadszedł
czas, gdy Neville miał się teleportować na dworzec.
—
Cóż, było fajnie — powiedział. — Wszyscy mnie wkurzaliście na swój sposób i
będzie mi brakowało krzyków Ginny, żenujących historii Rona i sarkastycznych
komentarzy Draco, ale z drugiej strony cieszę się, że nie będę już w tym
uczestniczył.
Wszyscy
się roześmiali, a Ginny wystawiła język.
—
Zaraz na was nakrzyczę — rzekła ostrym tonem.
—
Nie, serio, naprawdę będzie mi was brakowało. Więc do zobaczenia w święta! —
Przytulił wszystkich, Lunę nieco dłużej niż resztę, po czym chwycił swoją
torbę. — Do zobaczenia.
—
Na razie! Trzymaj się! — krzyknęli chórem i w mgnieniu oka zniknął.
Potem
wszyscy oprócz Luny usiedli. Theo podszedł do niej i ją objął.
—
Nie martw się — wyszeptał. — Wkrótce wróci.
— Tak. — Uśmiechnęła się. — Zawsze wraca.
Brak komentarzy