[T] Apartament 9 i 3/4: Rozdział 30

sobota, 1 sierpnia 2026


W dniu przed wyjazdem Neville’a wszyscy byli w słodko-gorzkim nastroju. Cieszyli się, że Neville ma nową pracę, ale wiedzieli też, że będą za nim strasznie tęsknić. Ron i Neville spakowali połowę jego rzeczy, by wystarczyły aż do świąt, a resztę Neville miał zabrać później. Ron zmusił go, żeby poszedł z nim do parku, aby „zacieśnić więzi” przed wyjazdem. Neville nie był przekonany, ale i tak poszedł, podczas gdy pozostali dekorowali mieszkanie na imprezę. Draco zamówił pizzę i jedyne, co musieli zrobić, to czekać.

— Kiedy przyjdą? — jęknął niecierpliwie Theo.

— Spokojnie, zaraz tu będą — powiedziała Luna.

— Lepiej niech się pospieszą, bo Gandalf Zgredek nie może się doczekać — mruknęła Ginny, wiercąc się nieswojo.

— Nie zamierzasz go tak nazwać, prawda?

Blaise uśmiechnął się krzywo.

— Oczywiście! — krzyknęła.

Za nią Harry pokręcił głową i udawał, że odcina sobie głowę. Ginny nadal się wierciła i musiała odchrząknąć.

— Jesteś pewna, że wszystko dobrze? — zapytała zaniepokojona Hermiona.

— Nie to tylko skurcze Braxtona-Hicksa, nic jej nie będzie — zapewnił Harry.

— Nie masz macicy, to się nie wypowiadaj — warknęła Ginny.

— Przestań cytować Przyjaciół! — krzyknął Draco, rozśmieszając resztę.

— Ale to prawda — dodała. — Jakbyś się czuł, gdybym kopała cię w brzuch dwadzieścia cztery godziny na dobę!

— Zapewne by to mi się nie podobało — odparł sarkastycznie.

Ginny odpowiedziała mu niegrzecznym gestem. Po chwili usłyszeli kroki na zewnątrz i dwa głosy.

— Szybko! — wyszeptała Luna i wszyscy schowali się pod stołem.

— Gin, chodź! — mruknął Theo.

— Naprawdę prosisz ciężarną kobietę, żeby weszła pod stół? — syknęła, idąc do kuchni, by się schować.

Drzwi się otworzyły i weszły dwie osoby. Ron zapalił światło i wszyscy wyskoczyli.

— NIESPODZIANKA! — krzyknęli, sprawiając, że Neville podskoczył.

Uśmiechnął się do przyjaciół i odwiesił kurtkę na wieszak.

— Nie musieliście tego robić — powiedział z przejęciem. — Ale dziękuję!

Wszyscy z wyjątkiem Draco, Theo i Blaise’a przytulili się do Neville’a w grupowym uścisku. Następnie usiedli przy stole w kuchni i rozmawiali, jedząc pizzę.

— Denerwujesz się? — zapytała Hermiona.

— Denerwuję? — Neville prychnął. — Jestem cholernie przerażony.

— Och, świetnie ci pójdzie — zapewniła go Ginny.

— Co powiedziała twoja babcia, gdy się dowiedziała o twojej nowej pracy? — dopytywał Harry.

— Cóż, ona… eee… nic nie powiedziała, bo ja… eee… jej nie powiedziałem — wyznał.

— Dlaczego? — Luna załkała. — Musisz jej powiedzieć, przeprowadzasz się i to świetna okazja dla ciebie! Na pewno będzie niesamowicie dumna.

Neville spojrzał na nią, a potem z powrotem na stół, wzruszając ramionami.

— Jej nigdy nie cieszą moje sukcesy. Mógłbym zostać cholernym Ministrem Magii, a ona i tak znalazłaby sposób, żeby się czepiać. Pewnie powie coś w stylu No wiesz, jak to mówią, ci, którzy nie umieją grać, nauczają.

Westchnął.

— Nie bądź głupi, będzie zachwycona. Tak ciężko na to pracowałeś, zasługujesz na to, bez względu na to, co ona sądzi — odparła Pansy.

— I wszyscy jesteśmy z ciebie dumni — dodał Harry.

— Dzięki — powiedział.

Po zjedzeniu pizzy wszyscy przenieśli się do salonu.

— Dobra, pytanie od czapy — mruknął Blaise. — Kto z was całował się z kimś z naszej paczki?

— Rzeczywiście od czapy.

Hermiona skrzywiła się.

— Całowałam Blaise’a i Draco — powiedziała Pansy.

— Ach tak, zawsze zapominam, że spotykaliście się na piątym roku — wymamrotał Theo. — Całowałem tylko Lunę.

— Całowałam Harry’ego, mamy gdzieś nagranie, jak całowałam Rona za dzieciaka, ale nie sądzę, żeby to się liczyło. — Ginny się uśmiechnęła. — I Lunę.

— Chwila, chwila, chwila, wróć. Całowałyście się?! — wykrzyknęła Pansy.

— O tak! Pewnego wieczoru wszyscy weszliśmy pod pelerynę-niewidkę, wypiliśmy kilka drinków i Harry rzucił nam wyzwanie, żebyśmy się pocałowały. W zamian zmusiłyśmy jego i Rona do tego samego — odpowiedziała Luna.

Obaj chłopaki poczerwienieli na twarzach i skulili się, gdy reszta zgromadzonych wybuchła śmiechem.

— Nienawidzę cię — mruknął Ron.

— Też cię kocham!

Ginny spojrzała na niego uroczo.

— Ginny, Hermionę, Rona i Pansy — wyznał Harry. — Ożeniłem się z Gin, odważyłem się pocałować Rona, szukałem horkruksy z Mioną i w zeszłym miesiącu podczas Prawdy i wyzwania pocałowałem Pansy.

— O tak, zapomniałam o tym — zauważyła Pansy.

— Chyba Harry prowadzi. — Neville się zaśmiał. — Przegrałem, bo całowałem się tylko z Luną, ale nie mam nic przeciwko.

— Harry’ego i Hermionę — powiedział Ron.

— Draco, Harry’ego i Rona — dodała Hermiona.

— Hermionę, Pansy i eee.

Draco odchrząknął.

— Nie rób tego. Nie rób tego, stary — syknął Blaise.

— Blaise’a, ale to była chwila, o której NIGDY nie będziemy rozmawiać, jasne?

Draco się skrzywił, a wszyscy się roześmiali i zaczęli z nich szydzić.

— Dobra muszę dowiedzieć się, jak do tego doszło, bo nigdy o tym nie mówiliście — rzekła Luna, wskazując na Harry’ego i Hermionę.

— To nic spektakularnego, Hermiona była zła, bo Ron zachował się jak cham i odszedł, więc próbowałem ją pocieszyć i tańczyliśmy. Trwało to jakąś sekundę i już nigdy o tym nie wspomnieliśmy — wyjaśnił Harry.

— Wow, Harry, musisz być naprawdę kiepski w całowaniu, skoro Pansy zapomniała, Hermiona nigdy o tym nie wspomniała, a Ron się krzywi.

Draco uśmiechnął się sugestywnie.

— A jak było z Blaise’em? — Harry rzucił mu wyzwanie.

Wszyscy zaczęli się śmiać, a Draco zmarszczył brwi. Rozmawiali między sobą i Luna wykorzystała swoją szansę. Podeszła do Neville’a i poklepała go po ramieniu.

— Mogę z tobą chwilę porozmawiać? Na osobności? — zapytała.

— Eee, jasne — mruknął niezręcznie i wstał.

— Powodzenia! — zawołali jednocześnie Theo i Draco.

— Odwalcie się! — warknęła.

Przyjaciele wrócili do rozmów, a Neville zaprowadził Lunę do swojego pokoju. Wszystkie jego rzeczy znajdowały się w pudłach i dziwnie to wyglądało. Luna zamknęła drzwi i wzięła głęboki oddech. Odwróciła się do niego, widząc, że niezręcznie wpatruje się w podłogę i drapie po karku.

— Więc… o czym chciałaś porozmawiać? — zapytał.

— Cóż, o tamtym wieczorze — odpowiedziała cicho.

— Racja. O co chodzi?

— Ja po prostu… — Westchnęła głęboko. — Nie miałam pojęcia, że tak się czujesz i.. I to, co zrobił Ron, było złe i głupie, i wiem, że się wstydzisz, ja też się wstydzę, ale… Nie chcę, żeby między nami było niezręcznie. Wyjeżdżasz i będę za tobą bardzo tęsknić i…

Wypowiedź Luny została przerwana przez Neville’a, który przycisnął swoje usta do jej ust. Była zszokowana jego zachowaniem, ale odwzajemniła pocałunek i objęła ramionami jego szyję. Po chwili oderwali się od siebie i Neville włożył ręce do kieszeni, wyglądając jeszcze bardziej niezręcznie niż wcześniej.

— Przepraszam. Nie powinienem był tego robić… Nie wiem dlaczego.. Przepraszam — powiedział szybko.

— Nie, nie, nic się nie stało, jest dobrze… Tak.

Cicho jęknęła. Może to nie był dobry pomysł. Sytuacja robiła się coraz bardziej niezręczna i zaczęła żałować, gdy Neville zaskoczył ją po raz drugi tego wieczoru.

— Kocham cię, Lu. Jesteś jedną z moich najlepszych przyjaciółek i zawsze nią będziesz — powiedział.

Uśmiechnęła się do niego i mocno przytuliła, opierając głowę na jego piersi i słuchając bicia serca.

Ale jutro wyjeżdżasz, pomyślała ze smutnym uśmiechem. Oderwali się od siebie i wrócili do salonu, chcąc spędzić czas z pozostałymi.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Następnego dnia Luna obudziła Theo, Hermionę i Draco wczesnym rankiem, żeby mogli pożegnać Neville’a. Narzekając, poszli na górę. Zastali Rona i Neville’a jedzących śniadanie.

— Hej, przyszliśmy się pożegnać — oznajmiła Luna.

— Dzięki, ale wyjeżdżam dopiero za dwie godziny — powiedział Neville z uśmieszkiem.

Wszyscy jęknęli, Hermiona, Draco i Theo poszli jeszcze pospać, ale Luna została z nimi i ukradła Ronowi jednego tosta.

— Hej! — warknął.

— Przeżyjesz, jesz jakieś pięć razy dziennie — mruknęła, rozśmieszając Neville’a, a Ron wzruszył ramionami, nie mogąc temu zaprzeczyć.

Godzinę później wszyscy zebrali się w ich mieszkaniu. Rozmawiali chwilę, a Hermiona pomogła Neville’owi rzucić na jego rzeczy zaklęcie zmniejszająco-zwiększające, tak jak to robiła podczas szukania horkruksów. O dziesiątej trzydzieści nadszedł czas, gdy Neville miał się teleportować na dworzec.

— Cóż, było fajnie — powiedział. — Wszyscy mnie wkurzaliście na swój sposób i będzie mi brakowało krzyków Ginny, żenujących historii Rona i sarkastycznych komentarzy Draco, ale z drugiej strony cieszę się, że nie będę już w tym uczestniczył.

Wszyscy się roześmiali, a Ginny wystawiła język.

— Zaraz na was nakrzyczę — rzekła ostrym tonem.

— Nie, serio, naprawdę będzie mi was brakowało. Więc do zobaczenia w święta! — Przytulił wszystkich, Lunę nieco dłużej niż resztę, po czym chwycił swoją torbę. — Do zobaczenia.

— Na razie! Trzymaj się! — krzyknęli chórem i w mgnieniu oka zniknął.

Potem wszyscy oprócz Luny usiedli. Theo podszedł do niej i ją objął.

— Nie martw się — wyszeptał. — Wkrótce wróci.

— Tak. — Uśmiechnęła się. — Zawsze wraca.

Brak komentarzy