[T] Apartament 9 i 3/4: Rozdział 24
Hermiona,
Harry i Ginny wylądowali w mieszkaniu Hermiony i zastali Lunę, Theo, Pansy i
Blaise’a siedzących w salonie.
—
Hej, jak poszło? — zapytał Blaise, kiedy usiedli.
—
Dobrze, z dzieckiem jest wszystko w porządku — odpowiedziała Ginny.
—
Draco musiał wykonać badanie.
Hermiona
zaśmiała się.
—
Co? — Theo prychnął. — Zaskakujące.
—
Znacie płeć? — dopytywała podekscytowana Pansy.
—
Nie. Harry na to nie pozwolił.
Ginny
zmarszczyła brwi.
—
Przepraszam, że jestem tradycjonalistą — bronił się.
—
Tak, ale chciałam coś kupić dziecku! Teraz nie wiem, czy to ma być różowe, czy
niebieskie — załkała Luna.
—
Dobra, po pierwsze: to seksizm. Po drugie: tak, Harry, chcielibyśmy wiedzieć! —
powiedziała Hermiona.
—
Stary, masz przechlapane.
Blaise
się zaśmiał.
—
Więc Draco wie? — rzekła Pansy konspiracyjnym tonem.
—
Niestety — mruknęła Ginny.
—
Nie możemy go po prostu zapytać? — zaproponowała Luna.
—
Hej! Nie możecie! — warknęła Ginny.
—
Dobra, dobra, nie będę pytać — odparła Luna i przyjaciele rozmawiali jeszcze
przez chwilę.
Później
tego wieczoru, kiedy Ginny i Harry poszli do domu, a Draco wrócił z pracy,
pozostali poszli do sąsiada.
—
Mówiłem, że wam nie powiem. To poufna informacja i mogę za to wylecieć —
powiedział Draco.
—
Naprawdę?
—
Nie, ale Harry by mnie załatwił.
—
Proszę! Chcemy im kupić prezenty, ale musimy znać płeć! — błagała Pansy.
—
Mówiłem, że nie powiem — powtórzył.
—
Jeśli nam powiesz, Hermiona zrobi wszystko, co zechcesz — zaproponowała Luna.
—
Luna! — zbeształa ją Hermiona, uderzając blondynkę w ramię.
—
Wszystko? — Draco uniósł brew. — To może… dacie mi spokój?
Blaise
prychnął, a Theo przewrócił oczami.
—
Ha, ha. Proszę! — jęknęła Luna.
—
Tak mówisz do Theo?
Blaise
uśmiechnął się sugestywnie, przez co reszta wybuchła śmiechem, a Theo uderzył
go w głowę.
—
Pieprz się, Raptusie — mruknął.
—
Dobra, skoro rozmowa zeszła na inny temat, pójdę sobie, zanim zaczniecie
wypytywać mnie o dziecko Potterów — wymamrotał Draco i wszedł do swojego
pokoju.
~*~*~*~*~*~*~*~
Hermiona
spędziła tydzień, oglądając z Draco różne tatuaże i zastanawiając się, który
wybrać. Próbowała też namówić Draco do rzucenia Patronusa, ale zawsze znajdował
wymówkę albo ją zbywał. Siedziała w swoim pokoju, przeglądając jakieś papiery i
słuchając muzyki, kiedy wszedł Draco.
—
Hej — mruknęła, nie podnosząc wzroku.
—
Witaj, śliczna.
Uniósł
jej podbródek i mocno ją pocałował. Uśmiechnęła się do jego ust i objęła go za
szyję, po czym pociągnęła na łóżko obok siebie. Usiadł i objął ją w talii.
—
Za co to było? — zapytała, opierając się o niego, gdy skończyła przeglądać wzory.
—
Nie mogę po prostu przyjść i dać buziaka mojej dziewczynie?
Uśmiechnął
się lekko.
—
Cóż, nie narzekam — rzekła i odłożyła książkę.
Wtuliła
się w jego kolana i objęła jego twarz dłońmi, całując go namiętnie. Draco
przekręcił ją, kładąc na łóżku. Przeczesała mu włosy dłońmi, a on pociągnął za
rąbek jej spódnicy. Rozległo się pukanie do drzwi i weszła Luna. Hermiona
szybko usiadła, a Draco podniósł się na łokciach. Luna nie zauważyła ich
intymności, bo zaczęła chodzić tam i z powrotem.
—
Przyszłaś tu z jakiegoś powodu, czy jak? — zapytała Hermiona.
—
Myślicie, że Theo ostatnio się dziwnie zachowuje?
—
Nie, wszystko z nim dobrze — rzekł Draco.
—
Naprawdę? Ciągle zachowuje się dziwnie, nie wiem, co na to poradzić —
powiedziała Luna.
—
Po prostu z nim porozmawiaj — poradziła Hermiona, lekko zirytowana.
—
Próbowałam, ale mnie zbywa albo odpowiada wymijająco.
—
Słuchaj, Pomyluna, Theo to prosty facet. Nie lubi rozmawiać o uczuciach ani o
poważnych sprawach, po prostu chce łatwego życia. Jeśli zachowuje się dziwnie,
musisz go nakłonić do rozmowy, nadepnąć mu na odcisk i wtedy powie w czym rzecz
— powiedział Draco.
—
Dobra, dobra, jasne. Dzięki — mruknęła i wyszła.
—
Na czym skończyliśmy?
Hermiona
złapała Draco za koszulę i przyciągnęła go do siebie w namiętnym pocałunku.
Jednak drzwi znowu się otworzyły.
—
Salazarze, daj mi siły — mruknął Draco pod nosem.
Ron
wychylił głowę zza drzwi.
—
Hej, wpadnijcie do mnie za pięć minut — powiedział i szybko się ulotnił, mając
wrażenie, że Draco zaraz w niego czymś rzuci.
—
Pięć minut… chyba wystarczy.
Draco
uśmiechnął się sugestywnie i pociągnął Hermionę z powrotem na łóżko.
~*~*~*~*~*~*~*~
Na
górze Ron próbował wymyślić sposób, żeby pozbyć się Neville’a. Luna, Harry i
Ginny już tam byli, i wiedzieli, że coś zaplanował. Był sierpień, co oznaczało,
ze Neville miał wyjechać za kilka tygodni. Chciał coś dla niego zrobić —
chociaż był smutny z powodu wyjazdu przyjaciela, wiedział, że Neville będzie
szczęśliwy. Harry najwyraźniej wpadł na jakiś pomysł i szepnął coś Ginny do ucha.
—
Hej, Nev — powiedziała. — Macie może… — Pomyślała o jedzeniu, którego
wiedziała, że na pewno nie będą mieli. — Papryczki chili?
—
Papryczki chili? — zapytał Neville z uśmieszkiem. — Nie, nie mamy.
—
Cóż, mam na nie ochotę i za każdym razem, gdy proszę Harry’ego, żeby mi je
kupił, on wybiera nie te, co trzeba. Kupiłabym je sama, ale wieczorami mam
mdłości — mruknęła słodkim głosem.
—
Dobrze. — Neville westchnął. — Zaraz wracam.
—
Dziękuję! — zawołała za nim.
—
Dobra robota.
Luna
się uśmiechnęła.
—
Cóż, mam swoje sposoby. — Ginny wyglądała na zadowoloną z siebie. — Znaczy my.
—
Dzięki — rzucił Harry sarkastycznie.
Kilka
minut później dołączyli do nich Pansy, Blaise i Theo. Czekali tylko na Hermionę
i Draco.
—
Kiedy u nich byłeś? — zapytał Blaise.
—
Jakieś siedem minut temu. A co? — odpowiedział Ron.
—
Będą tu za jakieś pięć minut.
Blaise
uśmiechnął się sugestywnie.
—
Fuuuj.
Harry
się zakrztusił.
—
Tak, fuj. W każdym razie, Neville niedługo wyjeżdża i pomyślałem, że moglibyśmy
urządzić imprezę pożegnalną — powiedział Ron.
—
Brzmi super.
Luna
uśmiechnęła się.
—
Gratulacje, Ron, raz w życiu wpadłeś na dobry pomysł — mruknęła Ginny.
—
Ha, ha. Bardzo zabawne. Po prostu chciałem coś dla niego zrobić. Może Harry i
ja moglibyśmy go na cały dzień czymś zająć, ale impreza nie musi być bardzo
huczna. Można powiesić baner i zamówić pizzę — zaproponował.
—
Myślę, że da się to zrobić — rzekła Pansy, podwijając rękawy.
—
To kiedy impreza? — dopytywał Theo.
—
Wieczorem przed jego…
—
Przepraszamy za spóźnienie!
Do
mieszkania weszli Draco z Hermioną i szybko usiedli. Hermiona bawiła się swoimi
włosami i była czerwona na twarzy.
—
Zaliczona — mruknął Harry martwym tonem.
Hermiona
kopnęła go w goleń.
—
Urządzamy imprezę pożegnalną dla Neville’a w wieczór przed jego wyjazdem. Ja i
Harry czymś go zajmiemy, a wy możecie wszystko przygotować… Hermiona słynie z
organizowania imprez, więc dacie radę — wyjaśnił im szybko Ron.
—
Świetnie, może…
Hermiona
przerwała wypowiedź, gdy drzwi się otworzyły i wszedł Neville.
—
Jedna paczka papryczek chili.
Uśmiechnął
się i podał ją Ginny.
—
Dzięki, Nev, jesteś najlepszy.
—
Dlaczego ty… Och.
Pansy
zrozumiała co się dzieje.
—
Cholera, muszę to zjeść — mruknęła pod nosem Ginny, przez co Harry parsknął
śmiechem.
Dziś
wieczorem mu się za to dostanie.
—
Nigdy więcej — wymamrotał. Kolejne uderzenie. — O co ci chodzi, na Godryka?
—
Wkurzasz mnie.
Ginny
zmarszczyła brwi. Harry przewrócił oczami i osunął się na fotel, przez co
pozostali musieli ugryźć się w język, żeby powstrzymać śmiech.
—
Wiesz, co by cię pocieszyło, Gin? — zapytała Luna.
—
Co?
Westchnęła
przeciągle.
—
Poznanie płci dziecka! — krzyknęła Luna, klaszcząc w dłonie i odwracając się do
Draco.
—
O nie, znowu! Mówiłem ci, że jeśli nie chcą wiedzieć, to ci nie powiem!
—
Pytałaś go?! — warknęła Ginny.
—
Chodu, chodu, CHODU! — krzyknęła Pansy i ona, Blaise, Theo oraz Luna wstali i
wybiegli na korytarz. Theo zatrzymał się tuż przed wejściem.
—
Chwila, dlaczego biegniemy? Nie możesz biec, prawda Gin?
Wyszczerzył się radośnie i Ginny spiorunowała go wzrokiem, po czym chwyciła różdżkę. Zmarszczył brwi i szybko wybiegł za resztą przyjaciół.
Brak komentarzy