[T] Apartament 9 i 3/4: Rozdział 24

sobota, 1 sierpnia 2026

Hermiona, Harry i Ginny wylądowali w mieszkaniu Hermiony i zastali Lunę, Theo, Pansy i Blaise’a siedzących w salonie.

— Hej, jak poszło? — zapytał Blaise, kiedy usiedli.

— Dobrze, z dzieckiem jest wszystko w porządku — odpowiedziała Ginny.

— Draco musiał wykonać badanie.

Hermiona zaśmiała się.

— Co? — Theo prychnął. — Zaskakujące.

— Znacie płeć? — dopytywała podekscytowana Pansy.

— Nie. Harry na to nie pozwolił.

Ginny zmarszczyła brwi.

— Przepraszam, że jestem tradycjonalistą — bronił się.

— Tak, ale chciałam coś kupić dziecku! Teraz nie wiem, czy to ma być różowe, czy niebieskie — załkała Luna.

— Dobra, po pierwsze: to seksizm. Po drugie: tak, Harry, chcielibyśmy wiedzieć! — powiedziała Hermiona.

— Stary, masz przechlapane.

Blaise się zaśmiał.

— Więc Draco wie? — rzekła Pansy konspiracyjnym tonem.

— Niestety — mruknęła Ginny.

— Nie możemy go po prostu zapytać? — zaproponowała Luna.

— Hej! Nie możecie! — warknęła Ginny.

— Dobra, dobra, nie będę pytać — odparła Luna i przyjaciele rozmawiali jeszcze przez chwilę.

Później tego wieczoru, kiedy Ginny i Harry poszli do domu, a Draco wrócił z pracy, pozostali poszli do sąsiada.

— Mówiłem, że wam nie powiem. To poufna informacja i mogę za to wylecieć — powiedział Draco.

— Naprawdę?

— Nie, ale Harry by mnie załatwił.

— Proszę! Chcemy im kupić prezenty, ale musimy znać płeć! — błagała Pansy.

— Mówiłem, że nie powiem — powtórzył.

— Jeśli nam powiesz, Hermiona zrobi wszystko, co zechcesz — zaproponowała Luna.

— Luna! — zbeształa ją Hermiona, uderzając blondynkę w ramię.

— Wszystko? — Draco uniósł brew. — To może… dacie mi spokój?

Blaise prychnął, a Theo przewrócił oczami.

— Ha, ha. Proszę! — jęknęła Luna.

— Tak mówisz do Theo?

Blaise uśmiechnął się sugestywnie, przez co reszta wybuchła śmiechem, a Theo uderzył go w głowę.

— Pieprz się, Raptusie — mruknął.

— Dobra, skoro rozmowa zeszła na inny temat, pójdę sobie, zanim zaczniecie wypytywać mnie o dziecko Potterów — wymamrotał Draco i wszedł do swojego pokoju.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona spędziła tydzień, oglądając z Draco różne tatuaże i zastanawiając się, który wybrać. Próbowała też namówić Draco do rzucenia Patronusa, ale zawsze znajdował wymówkę albo ją zbywał. Siedziała w swoim pokoju, przeglądając jakieś papiery i słuchając muzyki, kiedy wszedł Draco.

— Hej — mruknęła, nie podnosząc wzroku.

— Witaj, śliczna.

Uniósł jej podbródek i mocno ją pocałował. Uśmiechnęła się do jego ust i objęła go za szyję, po czym pociągnęła na łóżko obok siebie. Usiadł i objął ją w talii.

— Za co to było? — zapytała, opierając się o niego, gdy skończyła przeglądać wzory.

— Nie mogę po prostu przyjść i dać buziaka mojej dziewczynie?

Uśmiechnął się lekko.

— Cóż, nie narzekam — rzekła i odłożyła książkę.

Wtuliła się w jego kolana i objęła jego twarz dłońmi, całując go namiętnie. Draco przekręcił ją, kładąc na łóżku. Przeczesała mu włosy dłońmi, a on pociągnął za rąbek jej spódnicy. Rozległo się pukanie do drzwi i weszła Luna. Hermiona szybko usiadła, a Draco podniósł się na łokciach. Luna nie zauważyła ich intymności, bo zaczęła chodzić tam i z powrotem.

— Przyszłaś tu z jakiegoś powodu, czy jak? — zapytała Hermiona.

— Myślicie, że Theo ostatnio się dziwnie zachowuje?

— Nie, wszystko z nim dobrze — rzekł Draco.

— Naprawdę? Ciągle zachowuje się dziwnie, nie wiem, co na to poradzić — powiedziała Luna.

— Po prostu z nim porozmawiaj — poradziła Hermiona, lekko zirytowana.

— Próbowałam, ale mnie zbywa albo odpowiada wymijająco.

— Słuchaj, Pomyluna, Theo to prosty facet. Nie lubi rozmawiać o uczuciach ani o poważnych sprawach, po prostu chce łatwego życia. Jeśli zachowuje się dziwnie, musisz go nakłonić do rozmowy, nadepnąć mu na odcisk i wtedy powie w czym rzecz — powiedział Draco.

— Dobra, dobra, jasne. Dzięki — mruknęła i wyszła.

— Na czym skończyliśmy?

Hermiona złapała Draco za koszulę i przyciągnęła go do siebie w namiętnym pocałunku. Jednak drzwi znowu się otworzyły.

— Salazarze, daj mi siły — mruknął Draco pod nosem.

Ron wychylił głowę zza drzwi.

— Hej, wpadnijcie do mnie za pięć minut — powiedział i szybko się ulotnił, mając wrażenie, że Draco zaraz w niego czymś rzuci.

— Pięć minut… chyba wystarczy.

Draco uśmiechnął się sugestywnie i pociągnął Hermionę z powrotem na łóżko.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Na górze Ron próbował wymyślić sposób, żeby pozbyć się Neville’a. Luna, Harry i Ginny już tam byli, i wiedzieli, że coś zaplanował. Był sierpień, co oznaczało, ze Neville miał wyjechać za kilka tygodni. Chciał coś dla niego zrobić — chociaż był smutny z powodu wyjazdu przyjaciela, wiedział, że Neville będzie szczęśliwy. Harry najwyraźniej wpadł na jakiś pomysł i szepnął coś Ginny do ucha.

— Hej, Nev — powiedziała. — Macie może… — Pomyślała o jedzeniu, którego wiedziała, że na pewno nie będą mieli. — Papryczki chili?

— Papryczki chili? — zapytał Neville z uśmieszkiem. — Nie, nie mamy.

— Cóż, mam na nie ochotę i za każdym razem, gdy proszę Harry’ego, żeby mi je kupił, on wybiera nie te, co trzeba. Kupiłabym je sama, ale wieczorami mam mdłości — mruknęła słodkim głosem.

— Dobrze. — Neville westchnął. — Zaraz wracam.

— Dziękuję! — zawołała za nim.

— Dobra robota.

Luna się uśmiechnęła.

— Cóż, mam swoje sposoby. — Ginny wyglądała na zadowoloną z siebie. — Znaczy my.

— Dzięki — rzucił Harry sarkastycznie.

Kilka minut później dołączyli do nich Pansy, Blaise i Theo. Czekali tylko na Hermionę i Draco.

— Kiedy u nich byłeś? — zapytał Blaise.

— Jakieś siedem minut temu. A co? — odpowiedział Ron.

— Będą tu za jakieś pięć minut.

Blaise uśmiechnął się sugestywnie.

— Fuuuj.

Harry się zakrztusił.

— Tak, fuj. W każdym razie, Neville niedługo wyjeżdża i pomyślałem, że moglibyśmy urządzić imprezę pożegnalną — powiedział Ron.

— Brzmi super.

Luna uśmiechnęła się.

— Gratulacje, Ron, raz w życiu wpadłeś na dobry pomysł — mruknęła Ginny.

— Ha, ha. Bardzo zabawne. Po prostu chciałem coś dla niego zrobić. Może Harry i ja moglibyśmy go na cały dzień czymś zająć, ale impreza nie musi być bardzo huczna. Można powiesić baner i zamówić pizzę — zaproponował.

— Myślę, że da się to zrobić — rzekła Pansy, podwijając rękawy.

— To kiedy impreza? — dopytywał Theo.

— Wieczorem przed jego…

— Przepraszamy za spóźnienie!

Do mieszkania weszli Draco z Hermioną i szybko usiedli. Hermiona bawiła się swoimi włosami i była czerwona na twarzy.

— Zaliczona — mruknął Harry martwym tonem.

Hermiona kopnęła go w goleń.

— Urządzamy imprezę pożegnalną dla Neville’a w wieczór przed jego wyjazdem. Ja i Harry czymś go zajmiemy, a wy możecie wszystko przygotować… Hermiona słynie z organizowania imprez, więc dacie radę — wyjaśnił im szybko Ron.

— Świetnie, może…

Hermiona przerwała wypowiedź, gdy drzwi się otworzyły i wszedł Neville.

— Jedna paczka papryczek chili.

Uśmiechnął się i podał ją Ginny.

— Dzięki, Nev, jesteś najlepszy.

— Dlaczego ty… Och.

Pansy zrozumiała co się dzieje.

— Cholera, muszę to zjeść — mruknęła pod nosem Ginny, przez co Harry parsknął śmiechem.

Dziś wieczorem mu się za to dostanie.

— Nigdy więcej — wymamrotał. Kolejne uderzenie. — O co ci chodzi, na Godryka?

— Wkurzasz mnie.

Ginny zmarszczyła brwi. Harry przewrócił oczami i osunął się na fotel, przez co pozostali musieli ugryźć się w język, żeby powstrzymać śmiech.

— Wiesz, co by cię pocieszyło, Gin? — zapytała Luna.

— Co?

Westchnęła przeciągle.

— Poznanie płci dziecka! — krzyknęła Luna, klaszcząc w dłonie i odwracając się do Draco.

— O nie, znowu! Mówiłem ci, że jeśli nie chcą wiedzieć, to ci nie powiem!

— Pytałaś go?! — warknęła Ginny.

— Chodu, chodu, CHODU! — krzyknęła Pansy i ona, Blaise, Theo oraz Luna wstali i wybiegli na korytarz. Theo zatrzymał się tuż przed wejściem.

— Chwila, dlaczego biegniemy? Nie możesz biec, prawda Gin?

Wyszczerzył się radośnie i Ginny spiorunowała go wzrokiem, po czym chwyciła różdżkę. Zmarszczył brwi i szybko wybiegł za resztą przyjaciół.

Brak komentarzy