[T] Apartament 9 i 3/4: Rozdział 29

sobota, 1 sierpnia 2026

  

Ron siedział z Hermioną na kanapie, czując się winnym. Neville nie chciał z nim rozmawiać od piżama party i nie potrafił sobie z tym poradzić. Luna zdawała się unikać spędzania czasu z całą grupą, a widok ich razem był bolesny.

— Opamięta się — zapewniła go Hermiona.

— On mnie nienawidzi, Hermiono. Zniszczyłem jego przyjaźń z Luną! — krzyknął.

Hermiona przytuliła go, nie wiedząc, co mogłaby powiedzieć.

— Próbowałeś z nim pogadać? — zapytała.

— A niby skąd mam tego siniaka? — Uśmiechnął się ironicznie. — Nie, on mnie po prostu ignoruje albo każe się odczepić. Nie widziałem go tak wściekłego, odkąd zabiłem jego kaktusa na czwartym roku.

— Jak ty w ogóle… wiesz co, nie, nie chcę wiedzieć. Musisz po prostu próbować, albo ja z nim porozmawiam — zaproponowała.

— Źle się czuję z tym, że ich poróżniłem — mruknął.

Nagle otworzyły się drzwi do mieszkania i weszła Luna.

— Hej wam — przywitała się i skierowała się do aneksu kuchennego.

— Cześć, Lu — rzekła Hermiona. — Miałaś dobry dzień?

— Och, było super, dopóki nie wpadłam na Neville’a na schodach i miałam ochotę umrzeć — westchnęła, siadając.

— Bardzo mi przykro, Luno — mruknął Ron.

— Nic nie szkodzi. Ja po prostu… Neville? On… mnie lubi? — zastanawiała się.

— Czy to nie oczywiste?

Hermiona uśmiechnęła się sugestywnie, ale ugryzła się w język, widząc spojrzenie przyjaciółki.

— Wiecie… jak długo?

— Od szóstego lub siódmego roku.

— Tak długo?! — krzyknęła Luna. — Myślałam, że to od kilku miesięcy!

— Lu, z tobą przeżył swój pierwszy pocałunek i pierwszy raz. Byłaś jedną z jego pierwszych przyjaciółek, musiał coś do ciebie czuć — powiedziała Hermiona.

— Mama mówiła, że z przyczyn fizjologicznych, dziewczyny i chłopaki nie mogą się przyjaźnić, jeśli jedno z nich żywi romantyczne uczucia do drugiego. Nawet jeśli tylko uważają się za ładnych — dodał Ron.

— Naprawdę?

Hermiona prychnęła.

— Niby dlaczego dziennikarze w Proroku Codziennym myśleli, że ty i Harry jesteście razem? O nas też krążyły plotki. Ginny strasznie się podkochiwała w Harrym, a większość naszych przyjaciół miała przyjacielską relację, zanim się ze sobą zeszli — odpowiedział.

— Hmm. Nigdy o tym tak nie myślałam. W każdym razie, wracając do Luny i Neville’a…

Drzwi się otworzyły i weszli Harry z Ginny.

— Hej. — Ginny się uśmiechnęła. — O czym gadacie?

— O głupocie Rona.

Hermiona przewróciła oczami.

— Och, cóż, podobasz się Neville’owi od kilku dobrych lat.

Harry zaśmiał się pod nosem, gdy oboje usiedli.

— Odwalcie się.

Luna zmarszczyła brwi i poszła do swojego pokoju. Pozostali kontynuowali rozmowę, a wkrótce dołączyli do nich Pansy, Blaise i Draco. Luna wróciła do salony, wyglądając tak, jakby doznała olśnienia.

— Wszystko dobrze, Pomyluna? — zapytał Blaise.

— Tak! Wiem, jak mogę… chociaż wiecie co? Nieważne.

Próbowała mówić swobodnym tonem, ale wyglądała na bardzo zadowoloną z siebie.

— Czy to ma jakiś związek z tym, że Nev zachowuje się jak niezdarny palant? — dopytywał Harry.

— Może — wymamrotała.

— Powodzenia, oczywiście będzie ci potrzebne. — Draco uśmiechnął się sarkastycznie. — Więc, pa.

Pocałował Hermionę w policzek i ruszył do drzwi.

— To ma być pożegnanie?

Pansy rzuciła mu ironiczne spojrzenie.

— Och, wybaczcie, na razie Harry Potterze, na razie Ginevro We-Poter, na razie Ronaldzie Weasley, na razie Hermiono Granger, na razie Luno Lovegood, na razie Pansy Parkinson, na razie Blaisie Zabini i na razie nienarodzony synu Potterów — oznajmił dramatycznym tonem, po czym szybko podszedł do drzwi. Gdy dotarło do niego, co powiedział, odwrócił się. — Cholera.

— C-czy ty właśnie powiedziałeś to, co myślę? — zapytała podekscytowana Ginny. — Będę miała chłopca?

— Nieeee — mruknął Draco mało przekonująco.

— Więc będziemy mieli dziewczynkę? — dopytywał Harry.

— Eee… Też nie, więc… Tak, będziecie mieli chłopca — mruknął Draco.

Harry i Ginny przytulili się z radości, a Ron dał Blaise’owi pięć sykli.

— Zakładaliście się?

Pansy się zaśmiała.

— Tak. Ron myślał, że to będzie dziewczynka, bo najwyższy czas, a ja obstawiałem chłopca, bo w waszej rodzinie był tylko jeden wyjątek od reguły.

Blaise się uśmiechnął.

— Nie wiem, czy mam się śmiać, czy cię uderzyć — wahała się Ginny. — Ale to niesamowite! Będziemy mieli chłopca!

— Chcesz mnie zamordować, Potter, czy jestem bezpieczny? — zapytał Draco z uśmieszkiem.

— Na razie cię oszczędzę — obiecał Harry.

— Ha! I ja wybieram imię! — wykrzyknęła Ginny, wyglądając na zadowoloną. — Zgodnie z naszą umową!

— Mam tylko nadzieję, że nie wymyślisz czegoś dziwnego.

— Ależ skąd. — Ginny spojrzała na niego z ukosa. — Będzie się nazywał Gandalf Zgredek Potter!

Harry przewrócił oczami, a reszta przyjaciół się roześmiała.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Ron wrócił wieczorem do mieszkania i uznał, że najwyższy czas porozmawiać z Neville’em. Znalazł go w kuchni, czytającego książkę.

— Cześć, Nev — powiedział niezręcznie.

— Hej.

— Słuchaj, naprawdę przepraszam za to, co powiedziałem. Nie chciałem wyznać Lunie, że ci się podoba i wiem, że namieszałem, ale byłem pijany i naprawdę, naprawdę przepraszam. Nienawidzę się z tobą kłócić i wyjeżdżasz za tydzień — bełkotał.

— Dobra. Dobra, wybaczam ci. — Neville westchnął. — Po prostu… Luna była moją najlepszą przyjaciółką od piątego roku w Hogwarcie, a teraz wszystko się posypało.

— Pogadaj z nią — poradził. — Może to sprawi, że będzie mniej niezręcznie.

— Spróbuję — zgodził się.

Resztę wieczoru spędzili, porządkując rzeczy Neville’a przed wyjazdem.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Następnego dnia chłopaki siedzieli na kanapie i oglądali telewizję, gdy drzwi się otworzyły i weszła Ginny.

— Hej, Gin — przywitał się Neville, nie podnosząc wzroku. — Wszystko w porządku?

— Cóż, wszyscy inni zdają się mieć życie. Ja też miałam. Ale potem Harry mnie zapłodnił i dziecko zabrało mi wszystko, co zabawne i interesujące. Skoro wy dwaj też nie macie życia, a ja się nudzę, pomyślałam, że moglibyśmy razem spędzić czas — odpowiedziała i zajęła miejsce obok nich.

— Dobra, po pierwsze fuj, a po drugie mamy życie! Naprawdę ekscytujące! — wykrzyknął Ron.

— Naprawdę?

Ginny uśmiechnęła się ironicznie.

— Nie, w sumie to nie — wymamrotał Neville.

— Ha, ha. No cóż, niedługo zaczynasz nową pracę i będziesz spędzał czas ze swoją dziewczyną, ale mnie porzucasz — powiedział Ron z udawaną złością.

— Powtarzam po raz ostatni, Hanna nie jest moją dziewczyną — rzekł Neville z irytacją w głosie.

— Och, no weź! — krzyknęła Ginny. — Cały czas z nią rozmawiasz, a teraz się do niej zbliżysz. Jesteście sobą zauroczeni i na pewno coś z tego będzie.

— Nie wydaje mi się — wymamrotał.

— Jestem głodny — powiedział Ron ot tak.

— Oczywiście, że tak — odparli oboje jednocześnie.

— No cóż, skoro jesteście wredni, to będę musiał sam zjeść pizzę.

Ron uśmiechnął się sugestywnie i wstał.

— Czekaj, nie, będę miła, jeśli dasz mi pizzę — powiedziała szybko Ginny.

— Dobrze. — Ron się zaśmiał. — Jaką chcesz?

— Eee… z kukurydzą i ogórkiem kiszonym! — wykrzyknęła.

— Chcesz ogórki kiszone na pizzy?

Neville się zakrztusił, odkładając książkę i siadając bliżej niej.

— Dziwne zachcianki. Nie pytaj — odpowiedziała.

— Dobra, pizza z kukurydzą i ogórkami kiszonymi, już się robi.

Ron westchnął i poszedł do kuchni.

— Jakie jeszcze dziwne rzeczy jadłaś? — dopytywał Neville.

— Eee, Harry myśli, że zrujnowałam całe opakowanie lodów czekoladowych, nakładając na nie majonez, a do tego zaczęłam jeść limonki, których zawsze nienawidziłam, bo… och!

Ginny skrzywiła się i złapała za brzuch. Neville zerwał się na równe nogi, patrząc na nią z niepokojem.

— Co jest? Co się dzieje? — bełkotał.

Ginny złapała go za ramię i położyła dłoń na swoim brzuchu. Dziecko delikatnie kopnęło w jego dłoń i Ginny uśmiechnęła się z ekscytacją.

— Chwila. Pierwszy raz to robi? — zapytał.

— Tak! Merlinie, Ron, chodź tutaj! — zawołała brata.

— Co się dzieje?

— Chodź tutaj — nakazała i usiadł koło niej.

Położyła jego dłoń na swoim brzuchu, obok dłoni Neville’a, a jego twarz się rozpromieniła.

— W tobie jest człowiek! — krzyknął, rozśmieszając ją.

Ułożyła się wygodniej, gdy dziecko nadal ją kopało, a chłopaki wstali.

— Cholera, to dziwne uczucie.

Zaśmiała się, spoglądając na swój brzuch z uśmiechem na twarzy i łzami w oczach.

— Mama zacznie płakać, jak jej powiesz.

Ron uśmiechnął się lekko, a Ginny się zaśmiała i otarła oczy.

— Nie mogę uwierzyć, że będę miała dziecko. Ach, wszyscy dorastamy! — wykrzyknęła.

— I to jak szybko — mruknął Neville.

— To szaleństwo. Niedawno skończyliśmy szkołę, a teraz ja i Harry będziemy rodzicami. Neville zostanie profesorem, a Hermiona i Draco jakimś cudem są parą! — powiedziała.

— Przerażające, prawda? Cóż, z drugiej strony, ja w ogóle nie czuję się dorosły.

Ron parsknął śmiechem.

— Nie, może i jestem najmłodszą z Weasleyów, ale ty i George zawsze będziecie najmłodszymi w rodzinie — mruknęła.

— W sumie już nie jesteś Weasley.

— A no tak, zapomniałam — rzekła ironicznie.

Brak komentarzy