[T] Apartament 9 i 3/4: Rozdział 23

sobota, 1 sierpnia 2026

 

Witajcie :) w sobotnie popołudnie zapraszam na 8 nowych rozdziałów tłumaczenia. Uprzedzając pytania, chcę w sierpniu skończyć publikację tej historii i mam wielką nadzieję, że to się uda. Jednocześnie przypominam, że to opowiadanie należy potraktować z przymrużeniem oka, ma sporo niedociągnięć, ale robię wszystko co się da, by to miało ręce i nogi.

Na kolejną partię zapraszam w przyszły weekend. Miłej lektury!

 

_________

 

Rozdział 23

 

Hermiona i Draco usiedli na ławce w parku i rozmawiali. Oparła głowę na jego ramieniu, wodząc palcami po tatuażu.

— Naprawdę mi się podoba — powiedziała.

— Cieszę się. Na początku nie byłem przekonany — odpowiedział.

Rozmawiali jeszcze chwilę, po czym wstali i podeszli do samochodu, trzymając się za ręce. Zanim wsiedli, zatrzymała go.

— Czekaj. Chyba… chciałabym zakryć bliznę. Tak jak ty ukryłeś swój znak — mruknęła.

— Tak? Jesteś pewna? — zapytał.

— Tak. Muszę tylko przemyśleć projekt, ale chętnie.

— Brzmi naprawdę obiecująco. Może dziś wieczorem wspólnie pomyślimy? — zaproponował.

— Miałam nadzieję na inne rzeczy dziś wieczorem.

Uśmiechnęła się sugestywnie, przesuwając dłonią po jego piersi.

— Och, mieli rację. Mam na ciebie zły wpływ.

Draco zaśmiał się, obejmując ją w talii.

— Cóż, myślę, że sobie poradzę — rzekła, stając na palcach i namiętnie go całując.

Oderwali się po chwili od siebie, po czym wsiedli do samochodu i pojechali do domu. Weszli do mieszkania Hermiony, gdzie w salonie siedzieli Luna, Theo i Pansy.

— Och, wróciłaś. Udało ci się wymknąć, zanim się obudziłam.

Luna uśmiechnęła się lekko.

— Gdzie byliście? — zapytała Pansy.

Draco podwinął rękaw i pokazał im tatuaż.

— Na brodę Merlina! Od jak dawna to planowałeś? — wykrzyknęła Luna.

— Od miesiąca — odpowiedział.

— Wygląda super!

— Dobra, nie chwalcie go tak, bo jego ego poszybuje ponad skalę — rzuciła przez ramię Hermiona, siadając na fotelu.

— Hej!

Draco się nadąsał.

— Och, zasmuciłam cię? — zadrwiła, szturchając go w policzek.

Wystawił język i usiadł obok niej na podłodze. Rozmawiali jeszcze chwilę, aż Pansy musiała iść do pracy, a Draco skończyć papierkową robotę. Hermiona poszła do swojego pokoju, by trochę poczytać. O siedemnastej znów przyszedł Draco.

— Hej, Blaise zrobił spaghetti po bolońsku i zaprasza wszystkich na cierpienie. Idziesz? — zapytał, uśmiechając się.

Hermiona roześmiała się i wstała. Poszli do sąsiedniego mieszkania, gdzie już siedzieli Ron, Neville, Blaise i Pansy.

— Luna i Theo nie chcieli się zatruć i poszli na randkę.

— Och, ha, ha, bardzo śmieszne — rzekł Blaise sarkastycznym tonem. — Nie zmuszam was do jedzenia.

— To jedzenie, nic innego mnie nie obchodzi — wymamrotał Ron, obracając się na barowym krześle.

Blaise nałożył makaron na talerze.

— O mój Boże! — jęknęła Pansy.

— Co? — zapytała Hermiona.

— Blaise naprawdę ugotował coś pysznego! — krzyknęła, rozśmieszając wszystkich.

Blaise szturchnął ją łokciem w bok i przewrócił oczami.

— To nic wielkiego, przynajmniej w ogóle cokolwiek gotuję — mruknął Blaise, uśmiechając się sugestywnie do Draco.

— Wiem, że nie umiem gotować, więc nie chcę, żebyście to jedli. Ale przyznaję, to nie jest takie złe — odparł.

— Cóż, kilka tygodni temu zrobiłeś bardzo dobre kanapki — przypomniała Hermiona.

Wszyscy skończyli posiłek, rozmawiając i śmiejąc się, po czym poszli spać.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Następnego dnia Hermiona obudziła się, a słońce świeciło jej w oczy. Draco uśmiechnął się do niej i odgarnął jej włosy z twarzy. Odwzajemniła uśmiech i oparła głowę na jego nagiej piersi. Miała na sobie luźny T-shirt sięgający do kolan.

— Na co tak się gapisz, Malfoy?

Ziewnęła, pocierając oczy.

— Na ciebie. Wyglądasz przepięknie, kiedy śpisz — powiedział.

— Och, to było żenujące.

Zaśmiała się.

— Wybacz, że komplementuję moją dziewczynę — mruknął.

— A ty wyglądasz olśniewająco w słońcu — rzekła sarkastycznie.

— Dobra, to brzmiało żenująco.

Uśmiechnął się i delikatnie ją pocałował. Właśnie wtedy drzwi się otworzyły i wpadł Theo. Szybko się od siebie oderwali i spojrzeli na niego.

— Co jest z tobą nie tak?! — warknął Draco. — Nie możesz tu tak po prostu wpadać!

— Myślicie, że Luna mówiła poważnie wcześniej? — zapytał Theo, ignorując Draco.

— O czym?

Hermiona westchnęła, wciągając spodnie od piżamy pod kołdrę.

— Kiedy rozmawialiśmy o dziecku Harry’ego i Ginny, myślicie, że ona naprawdę tego chce? — kontynuował, chodząc tam i z powrotem.

— Skąd mam wiedzieć? — prychnął Draco.

— Nie wiem! — krzyknął Theo.

— Theo, słuchaj, Luna przez połowę czasu jest pogrążona w swoim świecie i jej myśli błądzą, więc tak, pewnie o tym myślała. Nie ma powodu do paniki — powiedziała Hermiona.

— Tak… tak, chyba tak — mruknął.

Drzwi ponownie się otworzyły i weszła Pansy. Draco jęknął, przewracając oczami.

— Możemy o tym pogadać za dwadzieścia minut?

Zmarszczył brwi, chwytając koszulkę i zakładając ją przez głowę.

— Eee, przyszłam tu tylko po to, żeby dać wam znać, że Ginny przyszła po Hermionę.

Uśmiechnęła się. A potem dołączył do nich Blaise.

— Hej, co to za zebranie? — zapytał.

— Nie wiem, najwyraźniej mój pokój stał się salonem — wycedził Draco.

— Dobra. — Blaise się zaśmiał. — Zabawię się w sowę — Theo, Pomyluna jest w salonie i chce wiedzieć, dlaczego nagle wstałeś i tu przyszedłeś. Pansy, musimy iść, Hermiono — Potterowa na ciebie czeka.

— Dzięki, Blaise. Możecie wyjść?

Draco westchnął.

— Tak, możemy — odpowiedziała Pansy i wszyscy nieproszeni goście wyszli.

Draco objął Hermionę w talii i pocałował w skroń. Uśmiechnęła się i cmoknęła go w usta, po czym wstała, by się ubrać.

— Do zobaczenia po pracy — pożegnał się.

— Kocham cię.

Uśmiechnęła się na odchodne i poszła do swojego mieszkania. W salonie siedzieli Harry i Ginny, która była w czwartym miesiącu ciąży. Zaprosili Hermionę, by towarzyszyła im przy USG.

— Hej, Miona — przywitał się Harry.

— Hej. Przepraszam, że tak długo, jesteście gotowi? — zapytała.

— Tak, ale najpierw chcieliśmy cię o coś zapytać — powiedziała Ginny.

— O co chodzi?

— Cóż, pytaliśmy już Rona i pomyśleliśmy, że skoro jesteś naszą najlepszą przyjaciółką, może zechciałabyś zostać matką chrzestną naszego dziecka? — zapytał Harry.

— Co? Tak, oczywiście! — krzyknęła i przytuliła ich oboje.

Ginny będąca rozchwianą przez hormony, zaczęła płakać.

— Nie płacz!

Harry się zaśmiał.

— To wszystko przez ciebie — warknęła.

— Mam odwołać propozycję? — zażartował.

Ginny skrzywiła się, a Hermiona walnęła go w głowę.

— Życie ci niemiłe? — syknęła.

— Harry, powinieneś dać jej lody, wymasować stopy i powiedzieć, że nadal pięknie wygląda.

Luna uśmiechnęła się sugestywnie, wychodząc z pokoju.

— Hej, kupiłem jej lody — bronił się.

— Dobry człowiek. Gotowi?

— Tak — odpowiedziała Ginny i wzięli się za ręce, by aportować się do Świętego Munga.

Podeszli do recepcji, by potwierdzić przybycie, po czym usiedli i czekali na swoją kolej. Dziesięć minut później, młoda kobieta zaprowadziła ich do gabinetu. Ginny przebrała się w szpitalną koszulę i czekali dalej. Minutę później wszedł uzdrowiciel.

— Draco?! — krzyknęła Ginny.

— Co wy tu robicie? — zapytał, wyraźnie zaskoczony.

— Przyszliśmy na USG, które ma zrobić uzdrowiciel, ale… nie przypuszczaliśmy, że to możesz być ty — powiedział Harry.

— Będzie zabawnie — mruknęła Hermiona.

— Cóż, dla jasności, nie chciałbym, ci tam zaglądać i jestem pewny, że Harry z pewnością by tego nie chciał, więc pójdę zapytać, czy ktoś inny mógłby to zrobić — rzekł Draco i wyszedł.

Wrócił chwilę później.

— Dobra, wszyscy uzdrowiciele są zajęci, więc przepraszam — westchnął. Po bardzo niezręcznym przygotowaniu i unikaniu kontaktu wzrokowego, na ekranie pojawił się obraz. — To wasze dziecko.

Zauważyli niewyraźny kształt dziecka.

— To… to nasze dziecko — wyszeptała Ginny, mocno trzymając Harry’ego za rękę.

— Tak. To nasze dziecko.

Harry rozpromienił się, obejmując żonę ramieniem.

— Cóż, martwiłbym się, gdyby nie było. — Draco uśmiechnął się, pisząc coś na pergaminie. — Chcecie znać płeć?

— Tak — rzekła Ginny.

— Nie — odpowiedział Harry równocześnie.

Ginny i Hermiona spojrzały na niego z zaskoczeniem.

— Dlaczego nie?

— Bo to powinna być niespodzianka! Powinniśmy móc poczekać i dowiedzieć się, kiedy dziecko się urodzi.

— Nie wiedziałem, że jesteś taki staroświecki, Potter.

Draco zaśmiał się.

— Ech, dobra. W takim razie ja wybiorę imię — powiedziała Ginny.

— Czekaj, nie, to niesprawiedliwe! — krzyknął Harry.

— Więc się dowiedzmy.

— A może inaczej, jeśli to chłopiec, ty wybierzesz imię, a jeśli dziewczynka, to ja — zaproponował.

— Dobrze, zgoda. — Potterowie uścisnęli sobie dłonie. — Czyli Draco wie?

— No tak — odpowiedział.

— A ja mogę się dowiedzieć? — zapytała Hermiona.

— Nie! Skoro ja nie wiem, to ty tym bardziej! — krzyknęła Ginny.

— Dobra, dobra.

Po omówieniu kilku rzeczy, cała trójka pożegnała się z Draco i wróciła do mieszkania Hermiony.

Brak komentarzy