[T] Apartament 9 i 3/4: Rozdział 23
Witajcie :) w sobotnie popołudnie zapraszam na 8 nowych rozdziałów tłumaczenia. Uprzedzając pytania, chcę w sierpniu skończyć publikację tej historii i mam wielką nadzieję, że to się uda. Jednocześnie przypominam, że to opowiadanie należy potraktować z przymrużeniem oka, ma sporo niedociągnięć, ale robię wszystko co się da, by to miało ręce i nogi.
Na kolejną partię
zapraszam w przyszły weekend. Miłej lektury!
_________
Rozdział 23
Hermiona
i Draco usiedli na ławce w parku i rozmawiali. Oparła głowę na jego ramieniu,
wodząc palcami po tatuażu.
—
Naprawdę mi się podoba — powiedziała.
—
Cieszę się. Na początku nie byłem przekonany — odpowiedział.
Rozmawiali
jeszcze chwilę, po czym wstali i podeszli do samochodu, trzymając się za ręce.
Zanim wsiedli, zatrzymała go.
—
Czekaj. Chyba… chciałabym zakryć bliznę. Tak jak ty ukryłeś swój znak —
mruknęła.
—
Tak? Jesteś pewna? — zapytał.
—
Tak. Muszę tylko przemyśleć projekt, ale chętnie.
—
Brzmi naprawdę obiecująco. Może dziś wieczorem wspólnie pomyślimy? —
zaproponował.
—
Miałam nadzieję na inne rzeczy dziś wieczorem.
Uśmiechnęła
się sugestywnie, przesuwając dłonią po jego piersi.
—
Och, mieli rację. Mam na ciebie zły wpływ.
Draco
zaśmiał się, obejmując ją w talii.
—
Cóż, myślę, że sobie poradzę — rzekła, stając na palcach i namiętnie go
całując.
Oderwali
się po chwili od siebie, po czym wsiedli do samochodu i pojechali do domu.
Weszli do mieszkania Hermiony, gdzie w salonie siedzieli Luna, Theo i Pansy.
—
Och, wróciłaś. Udało ci się wymknąć, zanim się obudziłam.
Luna
uśmiechnęła się lekko.
—
Gdzie byliście? — zapytała Pansy.
Draco
podwinął rękaw i pokazał im tatuaż.
—
Na brodę Merlina! Od jak dawna to planowałeś? — wykrzyknęła Luna.
—
Od miesiąca — odpowiedział.
—
Wygląda super!
—
Dobra, nie chwalcie go tak, bo jego ego poszybuje ponad skalę — rzuciła przez
ramię Hermiona, siadając na fotelu.
—
Hej!
Draco
się nadąsał.
—
Och, zasmuciłam cię? — zadrwiła, szturchając go w policzek.
Wystawił
język i usiadł obok niej na podłodze. Rozmawiali jeszcze chwilę, aż Pansy
musiała iść do pracy, a Draco skończyć papierkową robotę. Hermiona poszła do
swojego pokoju, by trochę poczytać. O siedemnastej znów przyszedł Draco.
—
Hej, Blaise zrobił spaghetti po bolońsku i zaprasza wszystkich na cierpienie.
Idziesz? — zapytał, uśmiechając się.
Hermiona
roześmiała się i wstała. Poszli do sąsiedniego mieszkania, gdzie już siedzieli
Ron, Neville, Blaise i Pansy.
—
Luna i Theo nie chcieli się zatruć i poszli na randkę.
—
Och, ha, ha, bardzo śmieszne — rzekł Blaise sarkastycznym tonem. — Nie zmuszam
was do jedzenia.
—
To jedzenie, nic innego mnie nie obchodzi — wymamrotał Ron, obracając się na
barowym krześle.
Blaise
nałożył makaron na talerze.
—
O mój Boże! — jęknęła Pansy.
—
Co? — zapytała Hermiona.
—
Blaise naprawdę ugotował coś pysznego! — krzyknęła, rozśmieszając wszystkich.
Blaise
szturchnął ją łokciem w bok i przewrócił oczami.
—
To nic wielkiego, przynajmniej w ogóle cokolwiek gotuję — mruknął Blaise,
uśmiechając się sugestywnie do Draco.
—
Wiem, że nie umiem gotować, więc nie chcę, żebyście to jedli. Ale przyznaję, to
nie jest takie złe — odparł.
—
Cóż, kilka tygodni temu zrobiłeś bardzo dobre kanapki — przypomniała Hermiona.
Wszyscy
skończyli posiłek, rozmawiając i śmiejąc się, po czym poszli spać.
~*~*~*~*~*~*~*~
Następnego
dnia Hermiona obudziła się, a słońce świeciło jej w oczy. Draco uśmiechnął się
do niej i odgarnął jej włosy z twarzy. Odwzajemniła uśmiech i oparła głowę na
jego nagiej piersi. Miała na sobie luźny T-shirt sięgający do kolan.
—
Na co tak się gapisz, Malfoy?
Ziewnęła,
pocierając oczy.
—
Na ciebie. Wyglądasz przepięknie, kiedy śpisz — powiedział.
—
Och, to było żenujące.
Zaśmiała
się.
—
Wybacz, że komplementuję moją dziewczynę — mruknął.
—
A ty wyglądasz olśniewająco w słońcu — rzekła sarkastycznie.
—
Dobra, to brzmiało żenująco.
Uśmiechnął
się i delikatnie ją pocałował. Właśnie wtedy drzwi się otworzyły i wpadł Theo.
Szybko się od siebie oderwali i spojrzeli na niego.
—
Co jest z tobą nie tak?! — warknął Draco. — Nie możesz tu tak po prostu wpadać!
—
Myślicie, że Luna mówiła poważnie wcześniej? — zapytał Theo, ignorując Draco.
—
O czym?
Hermiona
westchnęła, wciągając spodnie od piżamy pod kołdrę.
—
Kiedy rozmawialiśmy o dziecku Harry’ego i Ginny, myślicie, że ona naprawdę tego
chce? — kontynuował, chodząc tam i z powrotem.
—
Skąd mam wiedzieć? — prychnął Draco.
—
Nie wiem! — krzyknął Theo.
—
Theo, słuchaj, Luna przez połowę czasu jest pogrążona w swoim świecie i jej
myśli błądzą, więc tak, pewnie o tym myślała. Nie ma powodu do paniki —
powiedziała Hermiona.
—
Tak… tak, chyba tak — mruknął.
Drzwi
ponownie się otworzyły i weszła Pansy. Draco jęknął, przewracając oczami.
—
Możemy o tym pogadać za dwadzieścia minut?
Zmarszczył
brwi, chwytając koszulkę i zakładając ją przez głowę.
—
Eee, przyszłam tu tylko po to, żeby dać wam znać, że Ginny przyszła po
Hermionę.
Uśmiechnęła
się. A potem dołączył do nich Blaise.
—
Hej, co to za zebranie? — zapytał.
—
Nie wiem, najwyraźniej mój pokój stał się salonem — wycedził Draco.
—
Dobra. — Blaise się zaśmiał. — Zabawię się w sowę — Theo, Pomyluna jest w
salonie i chce wiedzieć, dlaczego nagle wstałeś i tu przyszedłeś. Pansy, musimy
iść, Hermiono — Potterowa na ciebie czeka.
—
Dzięki, Blaise. Możecie wyjść?
Draco
westchnął.
—
Tak, możemy — odpowiedziała Pansy i wszyscy nieproszeni goście wyszli.
Draco
objął Hermionę w talii i pocałował w skroń. Uśmiechnęła się i cmoknęła go w
usta, po czym wstała, by się ubrać.
—
Do zobaczenia po pracy — pożegnał się.
—
Kocham cię.
Uśmiechnęła
się na odchodne i poszła do swojego mieszkania. W salonie siedzieli Harry i
Ginny, która była w czwartym miesiącu ciąży. Zaprosili Hermionę, by
towarzyszyła im przy USG.
—
Hej, Miona — przywitał się Harry.
—
Hej. Przepraszam, że tak długo, jesteście gotowi? — zapytała.
—
Tak, ale najpierw chcieliśmy cię o coś zapytać — powiedziała Ginny.
—
O co chodzi?
—
Cóż, pytaliśmy już Rona i pomyśleliśmy, że skoro jesteś naszą najlepszą
przyjaciółką, może zechciałabyś zostać matką chrzestną naszego dziecka? — zapytał
Harry.
—
Co? Tak, oczywiście! — krzyknęła i przytuliła ich oboje.
Ginny
będąca rozchwianą przez hormony, zaczęła płakać.
—
Nie płacz!
Harry
się zaśmiał.
—
To wszystko przez ciebie — warknęła.
—
Mam odwołać propozycję? — zażartował.
Ginny
skrzywiła się, a Hermiona walnęła go w głowę.
—
Życie ci niemiłe? — syknęła.
—
Harry, powinieneś dać jej lody, wymasować stopy i powiedzieć, że nadal pięknie
wygląda.
Luna
uśmiechnęła się sugestywnie, wychodząc z pokoju.
—
Hej, kupiłem jej lody — bronił się.
—
Dobry człowiek. Gotowi?
—
Tak — odpowiedziała Ginny i wzięli się za ręce, by aportować się do Świętego
Munga.
Podeszli
do recepcji, by potwierdzić przybycie, po czym usiedli i czekali na swoją
kolej. Dziesięć minut później, młoda kobieta zaprowadziła ich do gabinetu.
Ginny przebrała się w szpitalną koszulę i czekali dalej. Minutę później wszedł
uzdrowiciel.
—
Draco?! — krzyknęła Ginny.
—
Co wy tu robicie? — zapytał, wyraźnie zaskoczony.
—
Przyszliśmy na USG, które ma zrobić uzdrowiciel, ale… nie przypuszczaliśmy, że
to możesz być ty — powiedział Harry.
—
Będzie zabawnie — mruknęła Hermiona.
—
Cóż, dla jasności, nie chciałbym, ci tam zaglądać i jestem pewny, że Harry z
pewnością by tego nie chciał, więc pójdę zapytać, czy ktoś inny mógłby to
zrobić — rzekł Draco i wyszedł.
Wrócił
chwilę później.
—
Dobra, wszyscy uzdrowiciele są zajęci, więc przepraszam — westchnął. Po bardzo
niezręcznym przygotowaniu i unikaniu kontaktu wzrokowego, na ekranie pojawił
się obraz. — To wasze dziecko.
Zauważyli
niewyraźny kształt dziecka.
—
To… to nasze dziecko — wyszeptała Ginny, mocno trzymając Harry’ego za rękę.
—
Tak. To nasze dziecko.
Harry
rozpromienił się, obejmując żonę ramieniem.
—
Cóż, martwiłbym się, gdyby nie było. — Draco uśmiechnął się, pisząc coś na
pergaminie. — Chcecie znać płeć?
—
Tak — rzekła Ginny.
—
Nie — odpowiedział Harry równocześnie.
Ginny
i Hermiona spojrzały na niego z zaskoczeniem.
—
Dlaczego nie?
—
Bo to powinna być niespodzianka! Powinniśmy móc poczekać i dowiedzieć się,
kiedy dziecko się urodzi.
—
Nie wiedziałem, że jesteś taki staroświecki, Potter.
Draco
zaśmiał się.
—
Ech, dobra. W takim razie ja wybiorę imię — powiedziała Ginny.
—
Czekaj, nie, to niesprawiedliwe! — krzyknął Harry.
—
Więc się dowiedzmy.
—
A może inaczej, jeśli to chłopiec, ty wybierzesz imię, a jeśli dziewczynka, to
ja — zaproponował.
—
Dobrze, zgoda. — Potterowie uścisnęli sobie dłonie. — Czyli Draco wie?
—
No tak — odpowiedział.
—
A ja mogę się dowiedzieć? — zapytała Hermiona.
—
Nie! Skoro ja nie wiem, to ty tym bardziej! — krzyknęła Ginny.
—
Dobra, dobra.
Po omówieniu kilku rzeczy, cała trójka pożegnała się z Draco i wróciła do mieszkania Hermiony.
Brak komentarzy