I tak, około pięć minut później, trio
było gotowe do drogi. Harry trzymał mocno Hermionę, obejmując ją jedną ręką
wokół tali, druga służyła jej za poduszkę, a dodatkowo trzymał nią miotłę.
Wystartowali przez okno w ciemną noc.
Mimo że Draco nie czuł chłodnego powietrza wokół niego, po smaku i zapachu
wiedział, iż to kolejna typowo zimowa marcowa noc. Księżyc w pełni świecił
jasno, a wiejący wiatr szczypał ich w twarze. Na fioletowo-czarnym niebie
migotały gwiazdy. To była idealna noc. Teraz, gdy byli poza rezydencją,
wszystko wydawało się bezpieczne. Draco zabrał Malus Orbis, mieli żywą Hermionę
i wracają do zamku.
Ron i Harry lecieli razem, by móc
porozmawiać i jednocześnie przypilnować Hermiony. Draco leciał trochę dalej,
ale mógł usłyszeć strzępki ich rozmów.
— Wiesz, porwali ją, aby mnie dorwać.
To moja wina, że jest ranna.
— Oczywiście, że nie. Nie mogliśmy
pomóc, bo oni nagle wymyślili ten zły plan i porwali ją. I nawet nie wiemy,
dlaczego to zrobili.
— Jestem pewien, że zajęło im trochę
czasu i wysiłku, dostanie się do Hogwartu, aby porwać jedną dziewczynę
mugolskiego pochodzenia.
— Ale jeśli poświęci czas i wysiłek na
dostanie się do Hogwartu, i chcieli ciebie, nie byłoby o wiele prościej,
przyjść i porwać ciebie?
Harry westchnął z ulgą po tej myśli,
dopóki Draco nie przemówił.
— W twoim dormitorium są okręgi. Nikt
z Mrocznym Znakiem nie może tam wejść. — Harry był zaskoczony.
— Okręgi w moim dormitorium?
— Skąd wiesz?
— Mój ojciec jest śmierciożercą. Podsłuchałem
to. — powiedział, obserwując ich miny. Jakby dotąd nie wiedzieli…
Harry zadrżał i zmienił temat:
— Jest zimno.
— Zamarzniemy — zauważył Ron.
Draco nie powiedział nic. Zawsze
zamarzał i nie mógł powiedzieć, jak zimno było.
Lecieli w milczeniu, każdy zamyślony. Blondyn
zastanawiał się, czy szybko się obudzi i okaże się, że to był sen. Nie
wiedział, czy tego chciał, czy nie. Z jednej strony, miał Malus Orbis i żywą
partnerkę na runy. Z drugiej strony, jego ojciec prawdopodobnie chciałby go
zamordować najszybciej jak to możliwe. Dzisiejsza noc była inna, niezwykła i przerażająca,
ale czuł radosne podniecenie z mieszanką szaleństwa i rozsądku w jednym. To
zmieniło jego życie.
I miało zmienić się jeszcze bardziej.
Harry i Ron rozmawiali z ożywieniem,
nawet się kłócili. Draco nie słuchał. Trzymał się mocno, zerkając przez ramię,
bojąc się, że są śledzeni. Co, jeśli jeden ze śmierciożerców wyjrzał przez
okno? Co, jeśli ich gonią? Co mogą zrobić, jeśli tamci mieliby szybsze miotły i
znają klątwy ciemności? Mogą ich złapać i zabić jednego po drugim…
Był tak bardzo zamyślony, że nie
wiedział dokładnie, jak Hermiona spadła.
— HERMIONA!
Głowa Draco odwróciła się w kierunku
krzyku. Hermiona spadała, głową w dół. Jego serce zabiło mocniej.
Bez namysłu, zaczął nurkować.
Szybciej, szybciej, prosił miotłę. Drzewa pędziły w górę, aby się z nim
spotkać, jak śmiercionośne czarno-zielone kolce. Niewyraźnie widział, że Harry
leci tuż za nim i nawiedziło go wspomnienie czasów, kiedy grali ze sobą w
Quidditcha. Ale był skupiony wyłącznie na dziewczynie przed sobą, jej włosy
rozwiewał wiatr, spadała ku śmierci.
Wyciągnął rękę najdalej jak mógł i
chwycił ją za nadgarstek. Szarpnęło i zatrzymała się, a jej cały ciężar był
zawieszony na ramieniu chłopaka. Doleciał drugi. I wtedy…
Fala czegoś rozprzestrzeniła się w
jego ramieniu, zaczynając od nadgarstka, którym ją trzymał w śmiertelnym
uścisku, pęczniała i rosła aż wypełniła go całkowicie. Zajęło mu chwilę, aby to
rozpoznać. Ciepło. Znów był ciepły.
Jakoś, klątwa Glacios została
zniszczona.
Harry zepsuł tę chwilę, zatrzymując
się obok Draco, biały na twarzy.
— Czy z nią w porządku? — zapytał, z
paniką w głosie.
— Nic jej nie jest, Potter, oprócz
zrzucenia przez niekompetentnego głupca. — Draco wycedził automatycznie.
Ostrożnie wciągnął Hermionę. Popatrzył z irytacją na twarz Pottera. Wyglądał
jak winny.
Instynktownie wciągnął Hermionę na
kolana, patrząc na Harry’ego i Rona, który podleciał w międzyczasie.
— Nie powierzyłbym wam nawet opieki nad
gumochłonem — powiedział do nich, a potem usadził Hermionę wygodniej. —
Zajmę się nią. — Odleciał, zanim zaczęliby się spierać.
Nie dyskutowali, ale Draco wyczuwał,
że są oburzeni. Zignorował to i wrócił do swoich myśli. Jak klątwa została
zniesiona? Co to spowodowało? Było tak wiele możliwych odpowiedzi, które
spełniały kryteria. Ale to koniec. To niesamowite uczucie.
Zapomniał, jak ostre może być nocne
powietrze, jak to jest czuć ciepło innej osoby. Spojrzał na Hermionę,
nieprzytomną w jego ramionach. Musiał przyznać, że trudno było ją utrzymać, ale
właśnie w tym momencie nie podda się, nawet gdyby dawali mu tysiąc
galeonów. Część niego wiedziała, tak samo jak wiesz, że ogień się pali, a lód
zamarza, że jego wyleczenie ma coś wspólnego z Hermioną. Ta noc zmieniła go
całkowicie. Wcześniej był… zimny. Przyczyniła się do tego klątwa Glacios. Gdy
patrzył na nieprzytomną dziewczynę w swoich ramionach, czuł wewnętrzne ciepło.
I był za to wdzięczny.
Głos Rona przerwał jego myśli.
— Nienawidzę siebie za to, że muszę to
powiedzieć, ale spójrz za siebie.
Draco odwrócił się i zobaczył to,
czego się obawiał. Kilkunastu śmierciożerców leciało za nimi.
Zaklęcia śmigały obok nich, znikając z
ciemności nocy. Draco wyciągnął różdżkę. Pora walczyć.
Ale najpierw wskazał różdżką na siebie:
— Funis.
— Liny wyleciały z różdżki, okręcając się wokół niego i Hermiony w kilka pętli,
zabezpieczających ich na miotle. Zawiązał mocniej przy kieszeni, w której miał
Malus Orbis, chcąc mieć je przy sobie. Miał doświadczenie w klątwach ciemności
i nie chciał ryzykować.
Lecieli w napiętej ciszy.
Śmierciożercy byli zbyt daleko, aby atakować, ale zbliżali się
w zastraszającym tempie. Gdy tylko się zbliżyli, zaczęli rzucać zaklęciami.
Harry i Ron nie mogli zrobić więcej niż tylko blokować klątwy lub uchylać się
od nich. Rzucali głównie Impedimenta
i jemu podobne, które powodowały spowolnienie wroga na długo. Draco miał inne
zmartwienia.
— Malfoy, używasz klątw ciemności? —
Draco uśmiechnął się swoim najbardziej złośliwym uśmiechem, co wywołało
oburzenie Harry’ego. — Nie ciemności. Mroczne, co najwyżej. — Zatrzymał się,
aby to przetrawić. — Czy nigdy nie słyszałeś o walce ognia z ogniem?
Harry spojrzał wątpliwie, ale odwrócił
się, robiąc unik od zaklęcia. Nagle, jak Święty Graal, zauważyli nikły kształt
Hogwartu na horyzoncie. Draco oszacował, że jeszcze około pięciu minut i będą
na miejscu i…
— AVADA
KEDAVRA!
Usłyszał znajomy głos, krzyczący
zaklęcie uśmiercające. Draco ledwie zdążył spojrzeć przez ramię i już
wiedział, że zaklęcie zmierza wprost na niego.
Odruchowo szarpnął miotłą, szybując
tak szybko, jak tylko mógł, aby uniknąć śmierci. Wyczuł nieszkodliwy świst obok
siebie. Ledwie usłyszał głos — Harry albo Ron, nie mógł powiedzieć — klął ze
zdziwieniem. Jego serce waliło gwałtownie. Ten głos…
Nie miał czasu, żeby się zatrzymać, bo
głos znowu przemówił, tym razem inaczej.
— Crucio!
Draco uniknął znajomego zaklęcia.
Mocniej objął nieprzytomną dziewczynę, którą się opiekował, z nadzieją, że
liny nie zostaną przecięte.
Nie zdążył zrobić szybkiego uniku, a
śmierciożercy rzucili kolejnego Cruciatusa. Poczuł ból i mimowolnie
krzyknął, zagryzając wargę, aby się powstrzymać. Nie chciał krzyczeć… nie musi
krzyczeć… nie może okazać słabości…
Z dziwną zmianą perspektywy, poczuł, że świat
obrócił się do góry nogami. Pomijając fakt, że był do góry nogami przywiązany
linami do miotły. Upuścił różdżkę, czując, ze spada bardzo szybko. Poczuł piekący
ból i zdał sobie sprawę, że jego ramiona troskliwie trzymają Hermionę. Nie
chciał żeby cierpiała…
A potem ból zniknął.
— Dobrze się czujesz? — zapytał głos.
Otworzył oczy i zobaczył Harry’ego.
— W porządku — odparł, kładąc ręce z
powrotem na miotle i ustawiając się do pozycji pionowej. Dotknął wargę, w którą
się ugryzł i poczuł ciepłą krew.
— Jesteśmy prawie na miejscu, nie
poddawaj się — powiedział Ron, zerkając na nadal lecących śmierciożerców.
Wkrótce, wieże Hogwartu
zmaterializowały się przed nimi. I kiedy stało się jasne, że chłopcy dotarli do
Hogwartu przed śmierciożercami, słudzy Voldemorta wycofali się.
Harry i Ron krzyczeli i wiwatowali.
Draco tylko się uśmiechnął. Byli bezpieczni. I jeśli jakiekolwiek szaleństwo
będzie dziać się jutro, teraz jest bezpieczny.
Wlecieli przez okno w skrzydle
szpitalnym, strasząc panią Pomfrey. Potem miały miejsce wszystkie zwykłe rzeczy
po takich przygodach. Hermionę ułożono na łóżku, Dumbledore przyszedł, aby
posłuchać opowieści. Draco usiadł wygodnie na krześle i słuchał, jak Harry i
Ron opowiadają dyrektorowi, co się stało. Dyrektor wydawał się być rozbawiony
ich przygodą i patrzył na Dracona porozumiewawczo. Osobiście, Draco myślał, że
ktoś, kto rzuca porozumiewawczymi spojrzeniami, powinien albo podejść
i powiedzieć co go tak interesuje, albo wyjść i wydłubać sobie oczy. Nie
wiedział, którą opcję wolał.
Chłopcy zmierzali do końca opowieści.
— I jeden ze śmierciożerców próbował
zabić Malfoya, ale na szczęście zdążył skręcić.
— Było bardzo blisko. A potem śmierciożerca
rzucał w niego Cruciatusem.
Słysząc to, pani Pomfrey prawie
zemdlała.
— Dyrektorze, nalegam! Cruciatus jest
niezwykle bolesny, powinnam się o tym dowiedzieć natychmiast! On potrzebuje
odpoczynku, potrzebuje snu…
Dumbledore przerwał jej w pół zdania.
— Oczywiście, Poppy. Możesz się nim
teraz zająć.
W ciągu pięciu minut Draco leżał na
miękkim łóżku, jego przecięta warga została oczyszczona i uzdrowiona. W
ręce trzymał dużą tabliczkę czekolady, którą miał zjeść. Jego płaszcz wisiał na
oparciu krzesła, a Malus Orbis ukradkiem wyjął z kieszeni i schował pod
poduszkę. Niechętnie ugryzł kawałek. Niezbyt lubił różnorodne rodzaje mleka
dodawane do czekolad, preferował gorzką i ciemną.
Ale ta nie była zła, więc zjadł ją,
słuchając paplaniny dwóch Gryfonów, kończących swoją opowieść. Wyszli szybko i
pani Pomfrey zgasiła światło, mrucząc coś o lekkomyślnych chłopcach i
śmierciożercach.
Draco leżał w ciemności. Spojrzał na
łóżko obok niego, na którym leżała Hermiona. Wyglądała tak krucho, ale
spokojnie. Miał nadzieję, że z nią wszystko w porządku.
Zapadł w spokojny sen. Ale po raz
pierwszy od dawna, jego sny były pełne ciepła.
_____________
Kolejny rozdział za nami :)
Rzeczywiście w powietrzu wydarzył się cud.... kto by się go spodziewał? :D Jak Wam się podoba? Mnie osobiście Draco zaczyna się coraz bardziej podobać ;)
Zapraszam do komentowania. Przy okazji dziękuję za tak miłe komentarze pod poprzednim rozdziałem :)
Enjoy!
Świetne :)
OdpowiedzUsuńDziękuję za komentarz :)
UsuńZaintrygowałaś mnie ;)
OdpowiedzUsuńPiszesz bardzo ciekawie i co najważniejsze, mało błędów ( jeśli takowe są).
Zapisuje sobie twój blog. Będę odwiedzać :)
Smile
Dziękuję :) cieszę się, że Ci się podoba.
UsuńRozpływam się, to jak klątwa została zdjęta, chyba wszyscy wiemy dlaczego ;-) Cieszę się, że Ron i Harry w tej akcji dogadali się z Malfoyem. Czekam na następny roździał!
OdpowiedzUsuńTen moment był po prostu cudowny ;)
UsuńW końcu chodziło o Hermionę więc musieli się zjednoczyć :)
Kiedy następny? Piszesz naprawdę zajebiście.
OdpowiedzUsuńDziękuję ;) Miło, że się podoba.
UsuńNastępny rozdział hmm możliwe, że pod koniec tygodnia nie wiem ile zejdzie z tłumaczeniem
Cześć! Tu Mia z land-of-grafic. Zapraszam po odbiór zamówionego szablonu, który znajdziesz w notce nr 1693-1698, pozdrawiam gorąco!
OdpowiedzUsuńPiękny szablon! Dużo lepszy niż tamten :-)
OdpowiedzUsuńMnie też się bardzo podoba :)
Usuńpieknie opisujesz każdą sytuację, tak naturalnie i czytelnie, że wgłębianie sie w tekst nie stanowi żadnego problemu :) Draco ratujący Hermionę- SUPER. no i Twój opis tego ciepła, gdy się z nią unosił na miotle, bezcenny :)
OdpowiedzUsuńDraco jest cudowny uwielbiam go takiego ;)
UsuńWreszcie zaczęłyśmy nadrabiać zaległości.
OdpowiedzUsuńPo pierwsze: wiedziałyśmy, ze Hermiona zleci. Pomysły Harry'ego takie już są ;)
Po drugie: ciekawy efekt zapisania formuł zaklęć.
Zdarzają się w tekście momenty rażące, ale rozumieny, że to jest tylko tłumaczenie i na fabułę nie masz juz wpływu. Poza tym język polski już taki jest, że nie wszystko da się uchwycić tak, aby być wiernym oryginalnemu tekstowi w 100% i jednocześnie żeby tekst brzmiał płynnie i naturalnie.
I najważniejsze, coś z czego śmiejemy się do tej pory: Dumbledore. Porywają uczennicę? Trójka innych wymyka się z zamku na akcję ratunkową do siedziby śmierciożerców, którzy ścigają ich aż do zamku i ciskają w nich śmiercionośnymi zaklęciami? "Jestem rozbawiony waszą przygodą". XD
Witam po przerwie ;)
UsuńTakie efekty wprowadziła osoba, która robiła szablon :)
Miałam problem momentami z tłumaczeniem, żeby to jakoś brzmiało i kombinowałam (może trochę nieudolnie, no ale starałam się)
Cóż Harry i te jego pomysły to się zawsze źle kończy.
Dumbledore ma dziwne podejście do ich "przygód"
No i klątwa opuściła Draco, podejrzewam, że troska o Hermionę to spowodowała. Musze się przekonać czy mam rację - czytam dalej :)
OdpowiedzUsuńBędziesz zaskoczona ;)
UsuńDraco jest dzielny, brawo, porządny chłopak! Takiego go lubię :)! I jak zwykle ujmuje mnie zakończenie :'). Bardzo mi się podoba, będę czytać dalej :).
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Eleonora.
http://corkimerlina-dramione.blogspot.com/
Dziękuję za komentarz ;)
UsuńDraco jest boski ! <3 Mam nadzieję, że teraz zaczną już do siebie coś czuć :3
OdpowiedzUsuń~Pozdrawiam J.W.
http://fremionenazwszerazem.blogspot.com/
Dziękuję za komentarz ;)
UsuńO proszę! Kto by pomyślał, że przerwanie klątwy stanie się tak nagle i niespodziewanie! Myślalam, że jakieś buziaczki do tego będą potrzebne,a tu nie :)
OdpowiedzUsuńTo opowiadanie nie jest standardowe zawsze jest ten moment zaskoczenia :)
UsuńWiedziałam, że Potter coś sknoci i Draco uratuje Hermionę! To było takie urocze, gdy klątwa zniknęła... jestem pewna, że ma to związek z tym, że uratował Hermionę ;)
OdpowiedzUsuńGorąco pozdrawiam i życzę weny! Johanna Malfoy
Niedługo się wszystko wyjaśni :)
UsuńCudownie <3 Rozpływam się nad tym rozdziałem, Draco jest taki troskliwy w stosunku do Hermiony!
OdpowiedzUsuńDziękuję :) Ja też uwielbiam takiego Draco ;)
UsuńZastanawiam się co sprawiło, że klątwa została zdjęta, czyżby Hermi miała coś z tym wspólnego? :P
OdpowiedzUsuń