Sierpień 2002
— Słyszałaś wieści? Widziałam Draco Malfoya dziś
rano w Atrium; okazuje się, że to jego pierwszy dzień w Biurze Aurorów!
— Co? Wrócił z Francji? Żartujesz sobie ze mnie,
Charlotte.
— Nie, mówię śmiertelnie poważnie. Merlinie,
myślałam, że serce mi stanie, jak go zobaczyłam! Co on robił w tej Francji? Jest w formie!
— Wiem! W tym roku znowu został wybrany Kawalerem
Roku w plebiscycie Czarownicy.
— Znasz moją kuzynkę, Monique, która pracuje we
francuskim ośrodku szkoleniowym? Mówiła, że on ma tam ciekawą reputację wśród dziewczyn.
— Nie! Mówisz serio? Jaką reputację?
— Mogę powiedzieć, że niegrzecznego.
— Skoro Francuzki
nazywają go niegrzecznym…
— Dziwi cię to, Mary? Widziałaś jego oczy? Cudne!
— I ta linia szczęki, Charlotte…
— Nie wspominając o jego dłoniach. Wyobraź je
sobie na całym twoim…
Hermiona poderwała się z krzesła w pokoju
socjalnym tak gwałtownie, że zaszurało o podłogę. Mary i Charlotte odwróciły
się i spojrzały na nią szeroko otwartymi oczami, ale udawała, że jej to nie
obchodzi. Chwyciła serwetkę i pusty kubek po kawie, wyrzuciła je do kosza i
poprawiając marynarkę, wyszła z pomieszczenia bez słowa. Nie martwiła się tym,
co te dwie kobiety będą o niej szeptać — po prostu nie mogła znieść dłużej
słuchania ich przerażającego zachwytu nad cholernym Draco Malfoyem.
Nikt na drugim piętrze nie wiedział, że do nich
dołączy. Harry i Hermiona próbowali powstrzymać jego rekrutację przez dwa
miesiące, ale ich wysiłki spełzły na niczym. Dziś nadszedł ten dzień.
Hermiona starała się jak najlepiej przygotować na
tę katastrofę, ale większość jej przygotowań polegała na uspokojeniu Harry’ego
i powstrzymaniu go przed atakiem. Na szczęście Robards był na tyle sprytny, że
umieścił Malfoya po drugiej stronie korytarza w drużynie Hendersona —
przynajmniej tyle.
Hermiona nie widziała blondyna przez cały ranek,
a lunch z Harrym polegał głównie na próbach odciągnięcia go od konfrontacji i
zaznaczenia swojego terytorium. Oboje byli spięci po południu, ale mimo to nie
dostrzegli wyniosłego blondyna.
Gdy w biurze rozeszła się wieść o jego
zatrudnieniu, Hermiona przesłuchiwała kolejno Robardsa, Montague’a, a nawet
Shacklebolta. Malfoy był skazanym przestępcą, skazanym na dożywocie w Azkabanie
za przyjęcie Mrocznego Znaku i torturowanie kolegów z klasy — dzieci! Kiedy
dotarły wieści o jego zwolnieniu po zaledwie dwóch latach, pojawiły się plotki.
Gdy Robards powiedział Aurorom, że Malfoy do nich dołącza i ujawnił, że były
Śmierciożerca odbywał potajemne szkolenie we Francji, Aurorzy zrozumieli, że to
była umowa. Fakt, że uzyskał tytuł Aurora w połowie programu szkoleniowego,
podsycił ducha walki zarówno Harry’ego, jak i Hermiony, by go powstrzymać.
Ich skargi jednak nie zostały wysłuchane. Draco
Malfoy został przyjęty do Biura Aurorów jako pełnoprawny ekspert w dziedzinie
Aurorów i Śmierciożerców. Był nawet szanowany za swoje francuskie wykształcenie
— prześcignęli Brytyjczyków po drugiej stronie kanału La Manche, jeśli chodzi o
szkolenie Aurorów; szkolenie we francuskim stylu uważano za zaszczyt, jednak
otaczająca je tajemnica sprawiała, że było to przedmiotem wielu dyskusji.
Minęło ponad piętnaście lat, odkąd ktokolwiek w Brytyjskim Biurze Aurorów
szkolił się z Francuzami — a jeszcze dłużej, odkąd ktokolwiek przeszedł tam
pełne szkolenie. Nikt w biurze nie wiedział, jak to jest, nie znał sekretów.
Tylko Shacklebolt, będąc Francuzem, wiedział o tym. To, że Malfoy jako następny dostąpił tego zaszczytu, było dla nich
wszystkich policzkiem. Świat naprawdę stanął na głowie.
Mimo to Hermiona czuła spokój, idąc rano do
pracy, pewna, że zdoła odłożyć na bok wszelką wrogość, jaką żywiła do Malfoya.
Jej wysiłki poszły na marne i musiała pogodzić się z tym, że będzie jej
współpracownikiem. Nie musiała go za to lubić. Ale w miarę upływu dnia, gdy
ryzyko spotkania z nim rosło z minuty na minutę, odwaga ją opuściła.
Nigdy nie bała się Draco Malfoya. Nie do końca.
Dręczył ją latami, owszem, i chociaż był okrutny również dla innych uczniów, to
ją traktował o wiele gorzej. Jego zarzuty karne obejmowały użycie dwóch z
trzech Zaklęć Niewybaczalnych, a wielu świadków zeznawało, że to on na
polecenie Carrowów dyscyplinował uczniów podczas siódmego roku nauki w
Hogwarcie.
Torturował Ginny i Neville’a, a Ginny twierdziła,
że nigdy nie doświadczyła czegoś tak bolesnego jak jego gniewna magia.
Ale Hermiona nigdy tak naprawdę się go nie bała.
Było w nim jednak coś, co sprawiało, że czuła się
bardzo nieswojo. To spojrzenie w jego oczach, cień czegoś na jego twarzy.
Wyobrażała go sobie teraz jako wychudzonego po latach spędzonych w Azkabanie,
prześladowanego przez przegraną wojnę i upadek nazwiska. W szkole zawsze był
wysoki, dumny i irytująco przystojny, ale sądziła, że postarzał się o dekady w
ciągu zaledwie kilku lat i stracił swój blask. Pamiętała, jak zmizerniał na
szóstym roku i wątpiła, by kilka lat w Azkabanie było dla niego łaskawszych. Ta
myśl ją trochę uspokajała, dlatego właśnie nie mogła znieść słuchania, jak Mary
i Charlotte go komplementują.
Gdyby wrócił taki sam, niczym duch z przeszłości,
nie była przekonana, czy udałoby się jej zachować profesjonalizm. Być może
poświęciła zbyt wiele czasu na upewnienie się, że Harry nie zaatakuje Malfoya z
miejsca, a za mało na upewnienie się, że ona tego nie zrobi.
Ale tego pierwszego dnia Hermiona ani razu nie
zobaczyła Malfoya i, zbierając papiery z biurka, pomyślała, że jednak uda jej
się to zrobić. Może mogłaby go całkowicie unikać, a w razie potrzeby widywać go
tylko od czasu do czasu? W końcu była dorosła i nie mogła pozwolić, by jej
szkolny dręczyciel…
— Cóż, śmiem twierdzić — dobiegł od drzwi
mroczny, lecz znajomy głos — że Minister zdecydowanie ma swoich ulubieńców.
Serce Hermiony podskoczyło do gardła, gdy
gwałtownie spojrzała w stronę drzwi. Tam, oparty o framugę, z rękami w
kieszeniach spodni, stał nie kto inny jak sam Draco Malfoy.
Nie wyglądał tak jak w jej dystopijnych
fantazjach.
Wszystko, co pozostało z młodzieńczego wyglądu
sprzed czterech lat, zniknęło. Przed nią stał mężczyzna w kwiecie wieku. Z
pewnością przybrał przyzwoitą, choć nie odstraszającą sylwetkę. Ubrany w
absurdalny, dopasowany, czarny, trzyczęściowy garnitur, miał twarz równie
przejmującą, co spojrzenie.
Wysoki jak Ron, górował nad jej małym gabinetem,
a jego obecność wypełniała całe pomieszczenie. Reszta pracowników prawdopodobnie
poszła już do domów i być może właśnie dlatego odważył się przemknąć przez
korytarz; bez świadków. Człowiek pokroju Malfoya mógł powiedzieć komuś takiemu
jak ona, co tylko chciał. Nigdy nie bała się Draco, ale musiała przyznać, że w
tamtej chwili te uczucie było bardzo blisko.
Przełknęła ślinę.
— Co ty tutaj robisz? Wynoś się!
Uniósł brew, a na jego ustach pojawił się ten sam
wyniosły uśmieszek, który widziała setki razy.
— Nie denerwuj się, Granger. Przyszedłem się
tylko przywitać.
— Cóż, zrobiłeś to, więc możesz iść — mruknęła i
nagle bardzo zainteresowała się raportem, który przeczytała już dwa razy tego
popołudnia. Ale Malfoy się nie poruszył i Hermiona była zmuszona ponownie na
niego spojrzeć. — Co?
W jego szarych oczach błysnęła złośliwość.
— Widzę, że się nie zmieniłaś.
— A ja widzę, że nadal jesteś tym samym
aroganckim dupkiem, co zawsze — zadrwiła.
Zmrużył oczy i przygryzł dolną wargę, co
sprawiło, że włosy na karku stanęły jej dęba.
— Byłoby łatwiej, gdybyś nauczyła się zachowywać,
Granger.
Prychnęła z politowaniem, skrzyżowała ręce na
piersi i wyprostowała się.
— Byłoby łatwiej, gdyby cię tu nie było, Malfoy.
Coś błysnęło w jego oczach, na co serce Hermiony
zabiło dwa razy mocniej. Musiała sobie przypomnieć, że był skazanym przestępcą,
a Shacklebolt z jakiegoś powodu miał pomroczność jasną i oddał mu różdżkę oraz
zorganizował szkolenie bojowe.
Jego wyrzeźbiona szczęka drgnęła i oderwał się od
framugi drzwi.
— Cóż, wy, Gryfoni, na pewno wiecie, jak ciepło
powitać dawnego kolegę.
Rzucił jej ostatnie, ponure spojrzenie, zanim
odwrócił się, by odejść.
— Nie
jesteś mile widziany! — warknęła Hermiona.
Malfoy zatrzymał się.
Minęła zaledwie chwila, zanim odwrócił się na
pięcie i wyszedł.
Hermiona osunęła się na krzesło, a serce waliło
jej w gardle. Nawet nie zdawała sobie sprawy, że ściska różdżkę tak mocno, że
jej kostki zbielały. Zamknęła oczy i mruknęła do siebie:
— Nie boję się Draco Malfoya. Nie boję się.
~*~*~*~*~*~*~*~
Październik 2004
Był piątek i minął ponad tydzień, odkąd Hermiona
ostatni raz miała kontakt z Draco. Starała się słuchać rady Uzdrowicielki
Ericson i poświęcić czas na przemyślenie tego, czego chce — ale chciała odbyć z
Draco dojrzałą rozmowę o ich kłótni, bo uważała, że to była tylko kłótnia. Musieli mieć przynajmniej kilka
takich. Nawet Ron potrafiłby się
pokłócić, na litość boską!
Wiedziała oczywiście, że Ericson nie to miała na
myśli. Wiedziała, że powinna zastanowić się, czy chce związku z nim, i jak
powiedziała Ginny na ich spotkaniu po sesji terapeutycznej: „Seks może i jest
wspaniały, ale jeśli nie jest tego wart, to nie jest tego wart”.
Miała oczywiście rację, ale jeśli seks był
naprawdę świetny? Co wtedy? Czy nie warto byłoby się trochę pomęczyć?
Wiedziała, że powiedziała słowa, które nie były prawdą, niepotrzebne, i być
może wstała lewą nogą, ale on był nierozsądny. Martwiła się, że Greyback
zaatakuje dzieci, i chyba nie było to aż tak irracjonalne, żeby się tym
martwić, prawda? Powiedziała jednak rzeczy, których żałowała i musiała z nim o
tym porozmawiać. Nie chciała jednak zniżać się do błagania. Już prosiła, ale on
nie odpowiedział, a cierpliwość Hermiony się kończyła. Przeszła przez
wątpliwości, druzgocący lęk przed porzuceniem i bolesny żal z powodu
powiedzenia czegoś niewłaściwego. Czuła oburzenie, bo choć brakowało jej trochę
poczucia własnej wartości, była wystarczająco świadoma siebie, by wiedzieć, że
to nie ona teraz unika sytuacji.
Po obiedzie, gdy zebrała się na odwagę, by stawić
mu czoła, poszła do jego boksu, ale nie zastała go. Skubiąc usta, zwróciła się
do Collinsa:
— Widziałeś Malfoya?
— Nie — powiedział. — Dzisiaj go nie ma. Zajmuje
się sprawą.
Hermiona zmarszczyła brwi.
— No dobrze. Nie było go cały dzień?
— Nie. — Mężczyzna wzruszył ramionami. Uśmiechnął
się do niej. — Dlaczego pytasz?
Hermiona spojrzała na niego z niedowierzaniem.
— Chciałam omówić kilka szczegółów dotyczących
sprawy Greybacka.
— Cóż — rzucił Collins i uśmiechnął się
czarująco, odchylając się na krześle — zawsze możesz ze mną porozmawiać.
Zamrugała, niewzruszona.
— Wybacz, Collins, ale muszę porozmawiać z
Malfoyem.
Wzruszył ramionami.
— Jak sobie chcesz. Nie było go cały tydzień.
Zrozpaczona znów zmarszczyła brwi.
— Jaką sprawą się zajmuje?
— Nie wiem.
— Myślałam, że jesteście partnerami.
Collins uniósł brew.
— Co, myślisz, że jesteśmy z tego powodu
nierozłączni?
Poczuła, że pieką ją policzki.
— Nie, oczywiście, że nie. — Westchnęła i
opuściła ramiona. — Jeśli zobaczysz go dziś po południu, możesz mu powiedzieć,
że muszę z nim porozmawiać?
— Jasne, kochanie.
— Nie mów do mnie kochanie.
— Przepraszam.
Zacisnęła zęby, odwróciła się na pięcie i wróciła
do swojego gabinetu. Harry wspomniał jej, że Malfoy otrzymuje specjalne
zadania, ale przecież te zadania nie powinny powstrzymać go przed
skontaktowaniem się z nią! Mamrocząc pod nosem, wyjęła telefon komórkowy z
torebki z koralikami i przygotowała się do napisania mu kolejnej wiadomości. To
będzie ostatnia. Starała się być delikatna i cierpliwa, ale będzie musiała go
naciskać.
Draco,
musimy porozmawiać. Jeśli odmówisz, uznam, że nasz układ dobiegł końca.
Spojrzała na krótką, ale konkretną wiadomość i
przygryzła wargę. Może była zbyt agresywna, a wręcz zniechęcająca do
odpowiedzi. Marszcząc brwi, zawahała się. To podziałałoby na Harry’ego i Rona;
daliby sobie spokój, gdyby ich zbeształa i naciskała, ale Draco nie był Harrym
ani Ronem. Wiedziała, co konkretnie do niego przemówi.
Unosząc brew, uświadomiła sobie, że to mężczyzna,
który lubi komplementy. Mogła napisać, że za nim tęskni, ale to byłoby zbyt
sentymentalne. Mogła napisać, że chce się pieprzyć — bo, na słodką Kirke,
potrzebowała seksu. A dokładniej, chciała, żeby on ją porządnie przeleciał.
Oblizując wargi, dodała Proszę, mój lordzie i swoje inicjały, po czym kliknęła „Wyślij”.
Rzuciła telefon na biurko, puls dudnił jej w uszach.
Nie powinna była tego wysyłać. Boże, nie powinna
była tego robić. Była zdesperowana?
— Kurwa — westchnęła i ukryła twarz w dłoniach.
W całej tej sytuacji było coś nie tak. Po
pierwsze i najważniejsze, nie powinna się tak przejmować tym, że Draco Malfoy
ją ignorował. Po drugie, latami nie uprawiała seksu, więc dlaczego, u licha,
czuła się, jakby wariowała po tygodniu bez jego dotyku? To nielogiczne i z
pewnością niesprawiedliwe.
Jeśli ten cholerny palant nie naładował telefonu
i dlatego jej nie odpisał, upokarzając ją w ten sposób bez powodu, to
zamierzała go udusić.
Aby się czymś zająć, spędziła popołudnie w
archiwach. Szukała schematów dawnych ataków wilkołaków na mugoli, próbując być
może przewidzieć kolejny ruch Greybacka. Przed Pierwszą i Drugą Wojną Czarodziejów
doszło do kilku napaści na różne wioski w Wielkiej Brytanii, ale nie było
żadnych zapisów o kryjówkach w samym sercu mugolskiej społeczności. Nie, ataki
były raczej przypadkowe i pospieszne, a nie skoncentrowane w jednym miejscu. W
ciągu ostatnich sześciu miesięcy w samym Wielkim Londynie odnotowano osiem
niewyjaśnionych zaginięć. To nie pasowało do żadnego schematu, a Hermiona czuła
się jeszcze bardziej sfrustrowana.
Wróciła do gabinetu około piątej po południu.
Harry kończył pracę przy biurku, a Hermiona poszła po torebkę. Chwytając
telefon komórkowy z biurka, zobaczyła, że ma jedną nieprzeczytaną wiadomość.
Żołądek podskoczył jej do gardła.
ODPUŚĆ
WIECZÓR DRINKÓW. PRZYJDŹ DO MNIE. — DM
Twarz zarumieniła się, oddech stał się ciężki, a
serce waliło jak młotem, gdy wpatrywała się w tekst na ekranie. Musiała go
nauczyć niepisania drukowanymi literami, ale on chciał, żeby do niego przyszła,
a to sprawiło, że zadrżała z niecierpliwości.
— Idziesz, Miona? — Harry wsunął głowę przez
drzwi, zmuszając ją do krzyku, gdy podskoczyła. — Rany! Nie chciałem cię
przestraszyć.
— Nie, nie, wszystko w porządku. — Hermiona
uśmiechnęła się i uniosła rękę. Idziesz,
Miona? To była podwójna aluzja. Gdyby tylko wiedział. Zamykając telefon i
wrzucając go do torby, powiedziała: — Wiesz, chyba pójdę do domu. Jestem trochę
wykończona. Jak wiesz, w środę wróciłam do pracy.
Harry zmarszczył brwi i skinął głową.
— Tak, oczywiście. Powinnaś odpocząć.
Hermiona się uśmiechnęła.
— Dzięki, Harry. Miłego wieczoru.
Harry pomachał jej, wychodząc.
— I wzajemnie.
Uśmiechnęła się sama do siebie. Och, taki miała
zamiar.
~*~*~*~*~*~*~*~
Jej nerwy nie ustąpiły, gdy wyszła z kominka w
jego eleganckim mieszkaniu.
Siedział na sofie, z rękami rozłożonymi na
oparciu i skrzyżowanymi nogami. Pił Ognistą Whisky i był ubrany swobodnie w
czarne spodnie i czarną koszulę, z rozpiętymi górnymi guzikami i rękawami
podwiniętymi do łokci.
Nikt, kto poznał Draco Malfoya, nie mógł zarzucić
mu braku stylu czy autorytetu. Wręcz przeciwnie, można by się było poczuć
onieśmielonym jego nienaganną prezencją i arogancką aurą. Spojrzał na nią z
taką intensywnością, że Hermiona myślała, że rozpłynie się w miejscu; z
pewnością nie używał oklumencji.
Zaschło jej w ustach.
— Cześć — powiedziała cicho.
Draco powoli zmierzył ją wzrokiem. Przypomniała
sobie to konkretne spojrzenie z tamtej nocy w Taczce, kiedy zaciągnął ją na
zaplecze i bez opamiętania pieprzył ją przy ścianie. Jego twarz była
zadziwiająco obojętna, gdy wycedził:
— Rozbierz się.
Hermiona otworzyła usta, żeby odpowiedzieć, ale
jej gardło zacisnęło się. Właśnie wtedy zobaczyła przedmioty na stoliku
kawowym: zwitek czarnego sznura, coś, co wyglądało na wiosło albo kwadrat z
rączką, i pejcz.
Przełknęła ślinę i przestąpiła z nogi na nogę.
— Myślałam… myślałam, że najpierw porozmawiamy.
Jego oczy pociemniały, gdy zatrzymał szklankę
zaledwie kilka centymetrów od ust.
— Później porozmawiamy. Powiedziałem, rozbierz
się.
Serce waliło jej boleśnie w piersi, klatka
piersiowa się zaciskała, a ona z trudem łapała oddech.
— Proszę, Draco, myślę, że powinniśmy
przynajmniej porozmawiać…
— Granger — wycedził, a jego spojrzenie stało się
zimne. — Możesz wyjść, jeśli chcesz. Sieć Fiuu jest dla ciebie otwarta. Idź do
domu, jeśli nie jesteś na to gotowa. Ale jeśli chcesz zostać, zrobisz, co ci
każę.
Zachwiała się lekko, a ucisk w płucach narastał.
Czuła zawroty głowy, wewnętrzny strach kazał jej się wycofać, ale nie chciała,
nie mogła. Nie teraz, nie wtedy, gdy była tak blisko.
— Proszę, Draco. Czy możemy porozmawiać, zanim
zrobimy cokolwiek innego?
Mięsień drgnął w jego szczęce.
— Napięcie jest zbyt duże, kochanie. Dla nas
obojga. A teraz bądź grzeczną dziewczynką i zrób, co ci każę. Rozbierz się. Nie
będę się więcej powtarzał.
Pokonana i absurdalnie podniecona, zaczęła się
rozbierać, podczas gdy on odchylił się do tyłu, by patrzeć.
Była już kilka razy naga przed Draco, ale dziś
czuła się inaczej. Napięta. Patrzył na nią drapieżnym, wyniosłym wzrokiem i
choć to sprawiło, że zaciskała uda, to jednocześnie każdy nerw w jej ciele dawał
sygnał alarmowy.
Kiedy stanęła przed nim w samych białych,
bawełnianych majtkach, przełknęła ślinę.
— Co ze mną zrobisz?
Przechylił głowę, wyglądając na irytująco
spokojnego.
— Boisz się, Granger?
— Nie — odpowiedziała trochę za szybko. Ale nie
cofnęła tego. — Nigdy się ciebie nie bałam.
Na jego twarzy pojawił się nikczemny uśmieszek.
Powoli wstał z sofy. Hermiona instynktownie cofnęła się o krok, a jego uśmiech
się poszerzył.
— Nie? Jesteś tego pewna?
Podszedł bliżej, a Hermiona znów się cofnęła.
Próbowała się zatrzymać, ale jej ciało poruszało się samo. Był taki ogromny, a
spojrzenie w jego oczach… cóż, przerażało. Wyciągnęła rękę, lecz zdążył złapać
jej ramię i przyciągnąć ją do siebie.
Uniósł jej brodę.
— Kłamczucha z ciebie, Granger.
— Co? — wyszeptała drżącym głosem. — Chcesz, żebym się ciebie bała?
— Myślę, że umiarkowana dawka strachu przed
niebezpiecznymi ludźmi jest zdrowa — powiedział i delikatnie pogłaskał
knykciami jej stwardniałe sutki. — Strach i podniecenie pochodzą z tego samego
źródła, uwalniają te same hormony. — Powoli przechylił głowę. — Myślę, że
lubisz trochę strachu i nie mam żadnych oporów, żeby ci go dać. Ale kochanie,
nie zrobię ci krzywdy. To obietnica.
Owinął dłoń wokół jej gardła i ścisnął na tyle,
by powstrzymać krążenie krwi, ale umożliwić jej oddychanie. Hermiona szybko
chwyciła go za ramię, a jej oczy rozszerzyły się.
— Przeraża cię to? — zapytał cicho.
Jego oczy były ciemniejsze niż cienie w pokoju.
Pokręciła głową, głównie instynktownie. Nawet
jeśli się bała — a nie bała! Ani trochę! — nie dałaby tego po sobie poznać.
Spokój na jego twarzy prowokował. Zamrugał
powoli.
— Trochę ci się od tego kręci w głowie, prawda?
Z trudem przełknęła ślinę. Miał rację.
— Wystarczająca siła sprawi, że będziesz uległa
Odpowiedni nacisk może cię uśpić na kilka sekund — powiedział aksamitnym
głosem. — Możesz przez chwilę poczuć się, jakbyś unosiła się w powietrzu, ale
twój umysł podniesie alarm, strach wzrośnie, tak jak, adrenalina, podniecenie…
— Lekko zmarszczył brwi, jego wzrok musnął jej twarz, a jego uścisk nieznacznie
osłabł. — Zrobiłem ci to kilka razy. Czy kiedykolwiek cię skrzywdziłem? Czy
kiedykolwiek posunąłem się za daleko?
— Nie — wyszeptała.
Jego oczy złagodniały.
— Nie. I nigdy tego nie zrobię. Nie masz się
czego bać, Hermiono. Zrób to, co mówię, a cię wynagrodzę.
Serce waliło jej jak młotem. Przeklęty strach
rozkwitał niczym ogień, ale jej nieszczęsne wnętrze rozpaliła obietnica
rozkoszy. Z jego dłoni na szyi biło ciepło, przenikając przez mięśnie i kości,
czyniąc ją giętką i elastyczną.
Pochylił się, jego szare oczy były twarde jak
kamień, gdy powiedział surowo:
— Kiedy każę ci zdjąć ubranie, nie mam na myśli,
że możesz zostawić majtki. Rozumiesz?
Hermiona szybko skinęła głową, korzystając z
chwili wytchnienia, jaką dał jej jego uścisk, a kiedy ją puścił, stłumiła
szloch i szybko zsunęła z siebie majtki.
— Grzeczna dziewczynka — mruknął i wrócił do
głaskania jej ramion.
Gwałtowne zmiany między łagodnością i agresją
sprawiły, że poczuła się nieswojo — to było coś nowego i tak odmiennego od
poprzednich chwil, kiedy byli razem. Roztopiony żar w podbrzuszu zmusił ją do
pogoni za tym. Mogło to być uzależniające.
Przywołał zwitek liny magią niewerbalną, a ten
poleciał w jego dłoń. Złączył jej nadgarstki i mocno je związał.
— Jak się czujesz? — zapytał cicho.
Hermiona przełknęła ślinę, czując tępy ból
pulsujący w opuszkach palców.
— Dobrze.
Zanucił i jednym ruchem nadgarstka reszta liny
uniosła się do sufitu, unosząc jej ramiona nad głowę. Hermiona jęknęła i
spróbowała cofnąć ramiona — ale sznur trzymał mocno. Musiała stanąć na palcach,
żeby nie zwisać, i patrzyła na niego z szeroko otwartymi ze zdumienia oczami.
— C-co? — wyszeptała, czując, jak rumieniec pali
jej skórę.
Draco uśmiechnął się złośliwie i zmierzył jej
ciało wzrokiem. Objął jedną z jej piersi dłonią, leniwie ją ugniatał i
delikatnie uszczypnął sutek, wywołując jęk.
— Jakie to uczucie być zawieszoną?
— Nie podoba mi się to — wyszeptała, czując ucisk
w gardle. — Proszę, Draco…
Spojrzał na nią z ukosa, po czym znów machnął nadgarstkiem,
a lina rozluźniła się na tyle, by pozwolić jej stanąć na piętach.
— Lepiej?
Wciągnęła ciężko powietrze i zamrugała. W jej
oczach dostrzegła dziwny chłód, który ją przerażał. Wiedziała, że dziś
wieczorem nie będzie delikatny. Przełknęła ślinę i skinęła głową.
— Grzeczna dziewczynka — mruknął. — Muszę
skończyć robotę, zanim będziemy mogli kontynuować — powiedział i odwrócił się
od niej.
Brzuch Hermiony ścisnął się.
— N-nie zostawisz mnie tak, prawda?
Zerknął przez ramię.
— Och, mam taki zamiar.
— Draco!
— I postaraj się być cicho, kiedy pracuję,
Granger — rozkazał i usiadł z powrotem na sofie.
Stamtąd miał na nią doskonały widok i wpatrywał
się w nią z nieukrywaną satysfakcją. Przywołał z gabinetu teczkę wraz z piórem
i oderwał od niej wzrok, by zrobić dokładnie to, co powiedział — pracować.
Hermiona czuła się okrutnie obnażona. Była
zawieszona pod sufitem, naga i obolała, a on tam był i pracował. I dlaczego, na Merlina, to było takie zmysłowe?
Przeklinała siebie i własną słabość, bo pomimo długotrwałej nienawiści do tego
mężczyzny, nie mogła zaprzeczyć, że był niezwykle kompetentny. A to czyniło go
jeszcze bardziej atrakcyjnym.
Siedział tam, ociekając władzą i opanowaniem,
zupełnie niewzruszonym nagą kobietą zwisającą z sufitu; zmarszczka między brwiami
świadczyła o jego skupieniu, a powolne tempo czytania o jego arogancji.
Wijąc się, wydała z siebie przeciągły jęk,
przyciągając jego uwagę. Przygryzła wargę.
— Proszę, Draco.
Uniósł brew.
— Czegoś chcesz, Granger, czy przerywasz mi bez
powodu?
Tak, wolałaby, żeby nazywał ją Hermioną. Ale
posłała mu najsłodsze, najbardziej figlarne spojrzenie, jakie potrafiła, i
powiedziała:
— Pragnę cię.
Wzrok Draco pociemniał. Uśmiechnął się
ironicznie. Nie chciała widzieć tego uśmieszku, bo wiedziała, że oznacza on jej
przegraną.
— No cóż, kochanie — mruknął ponuro — będziesz
musiała po prostu poczekać. Ale nie jestem aż tak okrutny, żeby zostawić cię zupełnie bez opieki.
Machnął nadgarstkiem, posyłając w jej stronę
kolejne bezsłowne zaklęcie. Tym razem uderzyło ją w skórę niczym delikatne
elektryczne prądy, na co pisnęła głośno. Prąd niczym dłoń, a może palec,
przemknął po jej skórze, po całym ciele sprawiając, że nagle sapnęła z
rozkoszy. Każdy nerw był łaskotany, każdy zmysł wyostrzony, ale nienawidziła
faktu, że nie trafiał w to jedyne miejsce, w którym go potrzebowała
wystarczająco często, a kiedy już to robił, kończyło się to w mgnieniu oka.
Zaklęcie torturowało ją, podczas gdy Draco wrócił
do przeglądania teczki, niedbale popijając Ognistą Whisky. Wydawał się zupełnie
niewzruszony, gdy wiła się i skomlała. Chciała krzyknąć, żeby po prostu
podszedł i ją zerżnął, ale była
wystarczająco przytomna, by zrozumieć, że to niczego nie zmieni. Takie były
jego zasady i jeśli chciała, żeby ją przeleciał, musiała ich przestrzegać.
Ale im dłużej zaklęcie pełzało po jej ciele, tym
bliżej orgazmu była. Pulsowanie rozpalało całe jej krocze, a ucisk w brzuchu i
drżenie kończyn sprawiały, że pociła się. Stawała się coraz bardziej wrażliwa i
delikatna pieszczota zaklęcia stawała się coraz bardziej bolesna, im dłużej jej podlegała, a jej ciało domagało się
spełnienia.
Zachowywał się, jakby miał rację, jakby jego
reakcja na ich kłótnię była rozsądna i racjonalna. Zostawił ją w niepewności przez ponad tydzień, a teraz ośmielił się być zarozumiałym, sadystycznym
draniem, który czerpał przyjemność z patrzenia na jej cierpienie.
— P-proszę — szlochała, gdy po prostu nie mogła
już tego znieść. — Proszę, przestań.
Nie spojrzał na nią, mówiąc:
— Znasz swoje słowo bezpieczeństwa. Użyj go, a to
się skończy i wrócisz do domu.
Prowokował ją.
Wiedziała, że to robi. Nie chciała wracać do domu
— nie chciała wracać, zanim nie porozmawiają. Gdyby tylko to wytrzymała, była
pewna, że w końcu do tego dojdą. Dlatego nie użyła tego słowa. Potrafiła być
równie uparta i nieugięta jak on.
Drżała niemal niekontrolowanie, gdy impuls pełzł
wzdłuż jej ciała, rozpalając ją do czerwoności. Za każdym razem, gdy przebiegał
wzdłuż jej cipki, krzyczała, popychając ją coraz bliżej i bliżej orgazmu, ale
to nigdy nie wystarczyło, by go osiągnąć. Wystarczyło, by okrutnie ją
podrażnić.
To było za dużo. Pauza, pomyślała. Mogła wypowiedzieć to słowo bezgłośnie, ale
wiedziała, że nie przejdzie jej to przez gardło. Nie mogła, jej cholerna duma
jej na to nie pozwalała. Zamiast tego wisiała na krawędzi szaleństwa,
balansując na granicy łez.
Początkowo nawet nie poczuła, jak zaklęcie
ustaje. Mrowienie w jej ciele utrzymywało się zbyt długo. Dopiero gdy Draco
wstał i podszedł do niej, zdała sobie sprawę, że prąd wyciszył się. Spojrzała na
niego ze łzami w oczach i szlochała.
Jego żar przyprawiał ją o gęsią skórkę, a kiedy
jego palce musnęły spód jej piersi delikatnym jak piórko dotykiem, jęknęła.
— Taka wrażliwa — powiedział cicho. — I taka
niecierpliwa.
— Proszę — wyszeptała. — Proszę, mój panie.
Zamruczał, obejmując ją w talii. Szybkie
spojrzenie na jego krocze pokazało, że nie był tak niewzruszony, jak się
wydawało. Wybrzuszenie było duże i wyraźne, a Hermiona zadrżała. Chciała
wszystkiego.
— Muszę cię zdyscyplinować za kilka rzeczy, kochanie,
zanim porozmawiamy — rzekł, zataczając kciukami małe kółka na jej brzuchu. —
Wiesz, co mam na myśli?
Hermiona przełknęła ślinę.
— Ja… ja byłam pyskata.
— Owszem. — Skinął głową. — Ale to nie wszystko.
Świadomie naraziłaś się na niebezpieczeństwo, wyczerpując się, a potem
teleportując, mimo że wiedziałaś, jakie to ryzyko.
— Ale…
— Nie. — Jego głos był stanowczy, ale wciąż
spokojny. Był bardziej skuteczny niż powinien. — Nie chcę żadnych wymówek.
Naraziłaś się na niebezpieczeństwo, doskonale wiedząc, jakie mogą być
konsekwencje, a potem odmówiłaś wykonania poleceń swojego Uzdrowiciela.
Odmówiłaś wykonania moich poleceń.
Robiąc to, zaniedbałaś siebie, a na to nie mogę pozwolić. Rozumiesz?
Przełknęła ripostę i skinęła głową.
— Teraz — mruknął, mocniej ściskając ją w talii.
— Nie mogę zignorować tej osobistej zniewagi. Niesłusznie oskarżyłaś mnie o to,
że mi na tobie nie zależy. Bardzo zależy mi na kobietach w moim życiu i nie
zaakceptuję żadnej autodestrukcji.
Serce Hermiony zabiło mocniej; była… kobietą w jego życiu? No cóż, była, ale nie wiedziała, że uważał ją za
kobietę, o którą warto się troszczyć.
— Bachory takie jak ty — kontynuował, a jego głos
stawał się coraz bardziej szorstki — reagują tylko na jeden rodzaj reprymendy.
Delikatnie opuścił jej ręce, a lina spadła z
sufitu. Hermiona omal nie sapnęła, czując krew w dłoniach. Malfoy delikatnie
pogłaskał jej mięśnie, żeby wspomóc przepływ. Po rozwiązaniu węzłów stanął za
nią. Zanim zdążyła zapytać, co stanie się dalej, przeniósł ręce za jej plecy i
ponownie ją związał, od nadgarstka do łokcia.
Skrupulatnie tworzył węzły, a Hermiona była zbyt
zmęczona, zbyt wyczerpana, by protestować. Kiedy skończył, była tak mocno
związana, że ledwo mogła ruszać palcami, a mimo to nie odciął jej dopływu krwi.
Zrobił to z wprawą, jak wszystko, co robił, co było dość irytujące.
— A teraz — powiedział jej cicho do ucha — bardzo
ważne jest, żebyś w razie potrzeby użyła swojego słowa bezpieczeństwa,
Hermiono, bo wypróbujemy kilka nowych rzeczy z listy, a ja nie zamierzam być dziś
delikatny. Jeśli w którymś momencie stanie się to dla ciebie zbyt trudne,
musisz mi powiedzieć, a ja zrobię przerwę lub przestanę. Chcę cię
zdyscyplinować, a nie traumatyzować. Zrozumiano?
Z trudem wypuściła powietrze. Nic dziwnego, że
nie zamierzał dać jej wiele wytchnienia. Gęste powietrze zdradzało jego
intencje. Ale uważał ją za kruchą laleczkę. Nie była nią i zamierzała mu to
udowodnić. Nie musiał się nią przejmować, nie musiał jej kontrolować dla „jej
własnego dobra”. Nigdy wcześniej nie przejmował się jej kruchością i z
pewnością nie chciała, żeby zaczął.
Skinąwszy głową, powiedziała:
— Rozumiem.
Zamruczał z uznaniem, zanim jej świat pociemniał.
Podejrzewała, że opaska na oczy jest magiczna, bo ciemność nie była naturalna.
Była gruba i nieprzenikająca, jakby światło w ogóle nie istniało. Będąc
związaną i mając zakryte oczy, poczuła ucisk w piersi, krew w żyłach zastygła.
Z trudem przełknęła ślinę.
Nie bała się Draco Malfoya, musiała sobie to
uświadomić. Nie zrobiłby jej krzywdy, musiała mu zaufać, ale nie podobała jej
się myśl, że robił to, bo uważał się za osobę o wyższej moralności.
Dotknął ją, żeby się poruszyła, a ona pozwoliła,
by dłoń na jej plecach poprowadziła ją przez pokój. Podłoga była zimna pod jej
stopami. Ufała, że Malfoy nie pozwoli jej na nic wpaść. Zatrzymał ją delikatnym
pociągnięciem za liny i kazał jej się pochylić.
Wahała się, ale wykonała jego rozkaz. Poczuła
chłodny materiał obicia sofy na wrażliwej skórze, gdy jej głowa opadła na
poduszkę. Zapach jego mieszkania i jego wody kolońskiej otuliły ją. Nie
wiedziała, czy pochylała się na oparciu, czy na podłokietniku. Liczyło się
tylko to, że była przed nim obnażona i wiedziała, że widzi lśniącą wilgoć
między jej udami.
Stał za nią, jego obecność niczym gorący cień, a
kiedy jego dłoń wylądowały na jej łechtaczce, jęknęła ciężko w poduszkę.
— Mam kilka narzędzi, których użyję dziś
wieczorem — powiedział spokojnie. — To będzie twoja kara. Przypominam, że ważne
jest, żebyś używała słów bezpieczeństwa, jeśli to dla ciebie za dużo. Rozumiesz?
— Tak — wyszeptała.
— Wiesz — mruknął — czerwony kolor Gryffindoru
jest akceptowalny tylko w jednej formie. — Gwałtowne uderzenie rozniosło się po
pokoju, gdy jego dłoń trafiła w jej tyłek, a ona krzyknęła przenikliwie. — Na
świeżo wychłostanym tyłku. Najlepiej twoim.
Hermiona zachwiała się po uderzeniu. Było mocne i
bezlitosne, o wiele mocniejsze niż za pierwszym razem.
— Masz taki atrakcyjny kolor na skórze — syknął i
uderzył ją w drugi policzek, równie mocno, a Hermiona zapłakała jeszcze
głośniej. Zaśmiał się ponuro. — Och, biedna, mała szlama.
Uderzał ją raz po raz, jego wielka dłoń
maltretowała jej krocze z precyzją i zaciekłością, a ból sprawił, że do jej
oczu napłynęły kolejne łzy. Skóra mrowiła i piekła; upokorzenie sprawiło, że
jej klatka piersiowa się zacisnęła. Krople wilgoci popłynęły po jej udach.
Uderzał ją nieprzerwanie, a każdy kolejny raz palił mocniej niż poprzedni.
Kiedy ostatnie uderzenie spadło prosto na jej śliskie wargi, krzyknęła i mocno
szarpnęła biodrami, a doznanie eksplodowało w jej ciele. Wszystko w jej wnętrzu
goniło za tym wyzwoleniem, a jego uderzenia ani trochę nie złagodziły tortury.
— Tak cholernie mokra dla mnie — mruknął za nią,
a ona jęknęła bezsilnie, gdy jego palce przesunęły się po jej cipce.
Wystarczyło krótkie muśnięcie, zanim jego ciepło
opuściło jej pośladki i usłyszała stukot jego butów o podłogę. Puls dudnił jej
w uszach, drżenie mięśni sprawiało, że wrażliwa skóra ocierała się o materiał
sofy, a ból uderzeń rozpalał jej pośladki. Pulsowała, a w jej wnętrzu bulgotały
szloch frustracji, oczekiwania i długo skrywanego strachu.
Nie, nie
bała się Draco Malfoya. Ani trochę. Nie.
Nie pozwoli mu wygrać w ten sposób; ich kłótnia wykraczała poza sferę seksualną
i nie powinna pozwolić im rozstrzygnąć jej w ten sposób. Nie pozwoli mu tak
siebie poniżać. To nie było w porządku.
A jednak krzyknęła z potrzeby, gdy dotknął jej
ponownie, i wybuchnęła szlochem. Pieścił ją, uciszał, sprawiał, że czuła się
bezpiecznie, zanim poczuła twardą, gładką i płaską powierzchnię ocierającą się
o dolną część pleców.
— Co to jest? — wyszeptała załzawionym głosem.
— Nie martw się, kochanie — powiedział. — Trochę
poboli, ale dasz radę.
— Proszę — szlochała, nie do końca wiedząc, o co
błaga.
— Jeśli to zbyt wiele, użyj słów bezpieczeństwa —
przypomniał, zanim uderzył płaską częścią wiosła w jej i tak już piekące ciało.
Hermiona wydała z siebie urywany krzyk, ból
niemal ją sparaliżował. Nie uderzył jej z dużą siłą. Nie musiał. Nastąpiło
kilka lżejszych klapsów, a Hermiona zataczała się w oszołomieniu; jej umysł
podpowiadał, by użyć tego cholernego słowa i nie znosić więcej jego
sadystycznych „kar”, podczas gdy ciało radowało się z jego zabiegów,
rozpaczliwie pragnąć, by wysłał ją w to cudowne miejsce nicości i rozkoszy, i
doprowadził do orgazmu. Mieszanka uczuć uniemożliwiała jej rozróżnienie, co
jest dobre, a co złe, a kiedy wiosło zamieniło się z ugniatającymi dłońmi,
zawyła.
— Gdybyś tylko mogła teraz zobaczyć swój tyłek,
szlamo — syknął za nią, wbijając palce w jej delikatną skórę. — Cholernie piękny.
Gdy odsunął się od niej po raz drugi, zimny
powiew na jej rozpalonych pośladkach dał jej chwilę wytchnienia. Ale nie trwało
to długo, a kiedy wrócił, naciągnął na jej przemoczone wargi cienki i twardy
materiał, a ona zakwiliła. Pejcz.
Nie użył wiele siły, ale nie było potrzeby.
Skórzany pasek na końcu bata smagał jej skórę z wystarczającą siłą, by wywołać
drobne, ale ostre drgania bólu. Przeszył jej pośladki, łechtaczkę, a nawet
miejsce, gdzie pośladki stykały się z udami, tymi małymi uderzeniami, a ona
zawyła w poduszkę, wijąc się z bólu.
Kiedy uderzył ją batem po cipce, kilka razy w
szybkim geście ustępstwa, to prawie wystarczyło, by doszła.
— Kurwa!
— wyjęczała przez szloch i z trudem łapała powietrze.
— Wiesz, co robić, jeśli to dla ciebie za dużo —
zbeształ ją, ocierając skórę o jej ociekające wilgocią wargi.
— Pieprz się! — krzyknęła gniewnie, zmęczona jego
prowokacjami.
Głęboki warkot wyrwał mu się z gardła, gdy
odrzucił pejcz na bok i chwycił ją za włosy i gardło, stawiając z powrotem na
nogi. Hermiona jęknęła, czując w głębi duszy obezwładniający strach. Jego
uścisk na jej włosach palił jej skórę głowy, a serce o mało nie stanęło jej na
widok zmiany w jego zachowaniu.
No dobrze, bała się Draco Malfoya. Właściwie to
była przerażona i nigdy bardziej nie pragnęła, żeby ją przeleciał niż teraz.
— Ty niewdzięczna szlamo — warknął jej do ucha. —
Planowałem wylizać twoją pyszną cipkę w nagrodę za to, że tak dobrze zniosłaś
karę, ale chyba odpuszczę sobie ten temat. Nie zasługujesz na taką przyjemność.
Mogła tylko szlochać, gdy popchnął ją z powrotem
w dół, i usłyszała brzęk paska. Wkrótce poczuła ciepłą i szeroką główkę jego
kutasa wciskającą się w jej wejście. Oparł się na niej całym ciężarem,
początkowo ostrożnie, zanim wsunął się do środka bez większego wysiłku.
Hermiona krzyknęła z bólu i jednocześnie z
przytłaczającej ulgi, a jej rozciągnięcie wystarczyło, by jej i tak już tlący
się orgazm wykipiał. Doszła z krzykiem, jej ciało drgnęło, ocierając się o
niego i o kanapę. Tego właśnie pragnęła i pomimo walki z jego rozmiarem, łzy,
które płynęły, były łzami irracjonalnej radości — ulgi, że w końcu znów jej
zapragnął. Wsunął się głęboko w nią, przez jej ciasne wejście, zanim pchnął
ponownie, a ona zakwiliła. Używając lin owiniętych wokół jej ramiona jak uchwytu,
narzucił głębokie i nieubłagalne tempo; Hermiona czuła, jak jej ciało pulsuje
ku eksplozji, a jej orgazm przedłuża się lub odnawia dzięki jego pchnięciom
(nie wiedziała). Nie miała pojęcia, gdzie kończy się ból, a zaczyna
przyjemność, o ile w ogóle były rozdzielone, podczas gdy z niej wydobywał się
ciąg niezrozumiałych dźwięków.
Czuła, jak każdy centymetr jego ciała ją
rozciąga, wypełnia, a materiał jego spodni był szorstki w kontakcie z palącą
skórą jej pośladków. Dźwięki były mokre i lubieżne, jego skóra uderzała o nią,
a jęki i warczenia wypełniały pustą przestrzeń pokoju.
Hermiona ledwo mogła oddychać, a dźwięki wydawane
przez Draco potęgowały wszystko, rozkosznie rozbrzmiewając w jej ciele. Choć
ledwo otrząsnęła się po ostatnim orgazmie, poczuła, jak sznur znów się zaciska,
i pędziła ku kolejnemu. Wchodził w nią z taką siłą, że prawdopodobnie rano nie
będzie mogła siedzieć, ale jej to nie przeszkadzało. Nie, bo za każdym razem,
gdy trafiał w to miejsce, zalewało ją gorąco, sprawiając, że widziała gwiazdy.
Za każdym razem, gdy trafiał w ten punkt, była
wpychana coraz głębiej w tę rozkoszną pustkę, gdzie świat znikał, pozostawiając
ją zawieszoną w nicości, podczas gdy jej ciało po prostu przejmowało kontrolę.
Kiedy sznur w końcu pękł, orgazm wybuchł w jej wnętrzu, odrzucając ją jak
najdalej od rzeczywistości.
Pierwszy orgazm wydawał się jedynie zapowiedzią
tego, bo ten zaparł jej dech w piersiach. Biel eksplodowała jej przed oczami,
mięśnie skurczyły się w szczytowej fazie rozkoszy, a cipka zacisnęła się wokół
jego kutasa tak gwałtownie, że i jego zepchnęła poza krawędź. Podczas gdy on w
nią wchodził, wypinała się, plecy wyginały się w łuk, a krzyk, który rozdzierał
jej gardło, był bezlitosny, oddając wszystkie emocje, które wirowały i
narastały w niej przez ostatni tydzień.
A kiedy gwałtowny, przeszywający impuls jej
orgazmu powoli osłabł, nadeszły prawdziwe łzy.
Płakała, gdy fala emocji szalała w niej; czuła
się przez niego porzucona, pozostawiona w stanie bezbronności. Nie był jej
chłopakiem, nie, ale znał ją bardziej niż którakolwiek z jej przyjaciółek.
Nawet Ginny. Jak miała mu to
wytłumaczyć? Był cholernym Draco Malfoyem, a nazywanie jej szlamą wydawało mu się seksowne.
Liny opadły z jej ramion, a opaska zniknęła, ale
Hermiona pozostała na swoim miejscu, szlochając. Leżała skulona na
podłokietniku sofy i zamiast wstać, wciągnęła się na niego i skuliła.
Ręce Draco wkrótce ją objęły, pociągnął ją na
swoje kolana, otulając je kokonem. Oddychał ciężko, ramiona lekko drżały, a on
trzymał ją mocno przy sobie, podczas gdy ona płakała.
— Wszystko w porządku, Hermiono — wyszeptał w jej
włosy. — Nic ci nie jest. Jesteś bezpieczna. Świetnie sobie poradziłaś,
kochanie.
Owinęła palce wokół jego koszuli i mocząc ją
łzami, i ciężko oddychając. To był okropny płacz, taki, że nie mogła
kontrolować nawet własnego ciała.
— T-ty mnie zostawiłeś — wychrypiała.
— Wiem — mruknął, całując ją w czubek głowy. —
Wiem, że to zrobiłem i tak bardzo, bardzo przepraszam. To się nigdy więcej nie
powtórzy.
Wtuliła się mocniej w jego ciepło, a szloch
podrażnił jej gardło. Nie wiedziała, czym ją otulił, ale coś ciepłego ją
ogarnęło, gdy przycisnął ją jeszcze mocniej do siebie.
Pozwolił jej płakać. Również sobie na to
pozwoliła. Dobrze było wyrzucić z siebie emocje i robić to w jego ramionach.
Gdyby nie była tak zajęta szlochem, mogłaby się roześmiać na samą myśl o wyciu
w pierś Draco Malfoya, ale tak zrobiła i było jej dobrze.
Wdychała jego zapach, rozkoszowała się jego
ciepłem, a gdy szloch ustał i powoli wróciła do rzeczywistości, odwróciła
głowę, by przyłożyć policzek do jego silnej piersi. Jego serce wciąż dudniło w
piersi. Położyła na nim dłoń, czując miarowe bicie pod opuszkami palców.
— Wszystko w porządku? Boli cię?
Jego głos brzmiał łagodnie w ciszy, a Hermiona
przełknęła ślinę, zanim skinęła głową.
— Trochę — powiedziała. — Ale to nie powinno cię
dziwić.
Zaśmiał się cicho.
— Potrzebujesz kojącego balsamu?
— Nie. Może jutro, nie wiem.
Powoli opuścił ręce, by zdjąć ją z kolan, ale ona
kurczowo trzymała się jego koszuli. Nie była jeszcze gotowa opuścić
bezpiecznego kokonu, a on dostrzegł jej drobny gest. Ponownie ją obejmując,
westchnął i oparł brodę na jej głowie.
— Naprawdę ci na mnie zależy? — zapytała słabszym
głosem, niż by sobie tego życzyła.
Westchnął głęboko.
— Tak. Oczywiście. Tak trudno w to uwierzyć?
To sprawiło, że odsunęła się, by spojrzeć na
niego. Jego szare oczy emanowały szczerością, ale również ostrożnością.
Zmarszczyła brwi.
— Zaskakuje cię, że trudno mi w to uwierzyć?
Zacisnął szczękę i odwrócił wzrok.
— Zależy mi na tobie, Hermiono i… — Zacisnął usta
w cienką linię. Westchnął, spoglądając na nią, a jego wzrok był przesłonięty
czymś niemożliwym do zinterpretowania. — Zależy mi na tobie, ale rozumiem, że
wciąż masz wątpliwości z powodu naszej przeszłości — mojej przeszłości — i może to się nigdy nie zmieni. Ale zależy mi
na tobie.
Hermiona przełknęła ślinę i zmarszczyła brwi. Ból
w sercu podpowiadał jej, że naprawdę potrzebuje tej rozmowy, którą zaleciła jej
Uzdrowicielka Ericson, mimo że bała się odpowiedzi. Cholera, nawet nie
wiedziała, jakie będą jej własne odpowiedzi na pytania, ale siedząc tam z nim,
wiedziała, że przynajmniej dobrze się czuje w jego obecności. Nawet jeśli
bolało, to był przyjemny rodzaj bólu. Musiała jednak panować nad swoimi
oczekiwaniami, bo była pewna, że w końcu złamie jej serce.
— Dlaczego mi nie odpisałeś? — zapytała.
Draco westchnął ciężko.
— Jestem tchórzem. I palantem. W tym tygodniu
często używałem oklumencji.
Przełknęła ślinę.
— Z powodu tego, co się stało?
— Po części — mruknął. — Ale głównie z powodu
pracy. Byłem bardzo zajęty, Hermiono, i przepraszam za to. Powinienem był ci
powiedzieć, ale ja… — Zacisnął szczękę i jęknął, odwracając wzrok. —
Przepraszam.
Poczuła ucisk w piersi. To wszystko było takie
skomplikowane, wiedziała o tym; doskonale wiedziała, jak trudno jej to ogarnąć,
i byłoby głupotą i arogancją z jej strony sądzić, że jemu też to nie sprawia
trudności.
— Możesz mnie pocałować? — zapytała niepewnie.
Draco zmarszczył brwi, delikatnie obejmując jej
twarz dłonią i pochylił się. Jego usta były delikatne, podobnie jak pocałunek,
jakby całe jego dotychczasowe okrucieństwo zniknęło. To sprawiło, że poczuła
się bezpieczna i kochana, a kiedy oderwali się od siebie, spojrzał na nią z
takim ciepłem, że niemal poczuła się nim zauroczona.
— Przygotuję ci kąpiel i zrobię coś do jedzenia,
a potem porozmawiamy, dobrze? — zaproponował.
Hermiona przygryzła wargę i skinęła głową.
— Dobrze.
___________
Witajcie :) w niedzielny wieczór zapraszam na kolejny rozdział tłumaczenia. Dzisiaj pora na trochę pikanterii rodem ze Spider-Mana, także nastawcie się na ogień.
Na kolejny rozdział zapraszam za dwa tygodnie. Miłej lektury!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)