niedziela, 22 marca 2026

[T] To, co jest między nami: Czy to jest tego warte?

Październik 2004

 

Po ciepłej kąpieli i gorącym posiłku Hermiona czuła się jak nowo narodzona. Była na tyle odważna, by zabrać z szafy jego koszulkę do Quidditcha, a wyraz prawdziwego zwycięstwa na jego twarzy, gdy zobaczył ją w ślizgońskiej zieleni, na zawsze pozostanie w jej pamięci.

Spróbowała przyjrzeć się swoim zaczerwienionym pośladkom, które rano z pewnością będą posiniaczone. Cóż, czuła tępy ból za każdym razem, gdy siadała, ale łóżko Draco było miękkie, a ona, opierając się o wezgłowie, miała za plecami ułożone poduszki.

Przebrał się w luźne spodnie dresowe i czarny T-shirt i usiadł obok niej, krzyżując nogi. Zjedli naleśniki, bo, co zaskakujące, Draco był całkiem niezły w ich przyrządzaniu. Hermiona nie sądziła, żeby w ogóle umiał gotować, ale musiała przyznać, że pokonały ją własne uprzedzenia.

Teraz jednak musieli odbyć rozmowę, co sprawiało, że Hermiona czuła się niekomfortowo. Draco, ku jej zaskoczeniu, również nie wydawał się zbyt pewny siebie.

— Jesteś pewna, że wszystko w porządku? — zapytał niemal szeptem. — Przepraszam, że cię dziś naciskałem. Po prostu… Naprawdę nie sądzę, żebyśmy powiedzieli coś konstruktywnego — cóż, żebym ja powiedział — dopóki tego nie zrobimy.

Skinęła głową i wbiła wzrok w swoje dłonie.

— Zgadzam się i tak, wszystko w porządku. — Zacisnęła zęby i spojrzała na niego. — Wypowiedziałabym słowo bezpieczeństwa, gdybym nie chciała, żebyś kontynuował. Bez obaw.

Zrobiłaby to, mimo dumy, bo nawet gdy została podwieszona, a jego magia wodziła ją na skraj szaleństwa, wciąż tego pragnęła.

Skinął głową.

— Dobrze. — Nie powiedział tego z entuzjazmem ani pewnością, lecz raczej z powagą i stanowczością. — Chcę tylko wiedzieć, czy nie przekroczyłem żadnych granic.

Przygryzła wargę, zastanawiając się przez chwilę. Początkowo wahała się, czy oddać mu kontrolę, czy nie, ale jej pragnienia zwyciężyły nad chęcią rozmowy — a ulga była oczyszczająca i terapeutyczna. Wyrzucenie z siebie całego bólu poprzez szlochanie przy nim, wtulona w jego pierś, było jak balsam dla jej duszy; ale teraz najtrudniejsza część przed nimi.

— Nie przekroczyłeś — powiedziała. — Ale dziękuję, że pytasz.

Skinął głową, a potem mruknął:

— Przepraszam, że cię przestraszyłem.

Kąciki jej ust drgnęły, gdy zmrużyła oczy.

— Nie zrobiłeś tego. Podobało mi się.

Odetchnął cicho, a jego usta wygięły się w delikatnym uśmiechu.

— Nie będę zaprzeczał. Mi też.

Zaśmiała się cicho i przygryzła wargę.

— Domyśliłam się.

— A tobie? Podobało ci się?

— Tak, podobało.

Zapadła między nimi napięta i nieco niezręczna cisza. Hermiona poczuła, jak serce bije jej mocniej w piersi, a policzki powoli płoną od wyznania. Ale oczywiście, igranie ze strachem było na jego liście. Nie było to koniecznością, ale sądząc po jego zachowaniu, domyśliła się, że mogło to być coś, co bardzo lubił — i nie miała nic przeciwko. Właściwie, biorąc pod uwagę wszystko, jej również mogłoby się to podobać.

Ale teraz nie było czasu na rozmyślanie o ich zabawie i preferencjach, nie wtedy, gdy mieli poważniejsze sprawy do omówienia — te, które miały zadecydować o tym, czy ich układ mógł dalej trwać. To było bardziej przerażające niż wszystko, co Draco jej zrobił tamtej nocy.

Przełknęła ślinę.

— Przepraszam za to, co powiedziałam tamtego poranka. Ja… — Przygryzła wargę, wodząc palcami po brzegu koszulki, którą pożyczyła od Draco. — Nie jestem przyzwyczajona do tego, żeby ludzie tak się mną opiekowali. Bardziej przywykłam do tego, że to ja się opiekuję innymi.

— Wiem — mruknął Draco. — A raczej, tak podejrzewałem.

— Po prostu… — Zacisnęła szczękę, ostrożnie dobierając słowa. Nie chciała kolejnej kłótni. — Po prostu bardzo martwiłam się sprawą związaną z wilkołakami. I szczerze mówiąc, bardziej relaksuje mnie praca niż cokolwiek innego.

Draco prychnął, ale nie odpowiedział.

Hermiona podciągnęła kolana pod brodę.

— Robię się trochę defensywna, kiedy ktoś próbuje mi przeszkodzić w pracy. Wiem, że to moja wada, nad którą muszę popracować, ale nie lubię, gdy ktoś mi mówi, co mogę, a czego nie mogę robić.

— Nie próbowałem cię kontrolować, Hermiono — rzekł. — Kiedy byłaś w szpitalu Świętego Munga, rozmawiałem z Potterem. Dyskutowaliśmy o tym, co mogło cię skłonić do takiego wysiłku, a Potter powiedział, że masz tendencję do zakopywania się w pracy. Że potrafisz zatracać się w sprawach. Byłem świadkiem tego samego na miejscu morderstwa Selwyna i nie chciałem, żeby to się powtórzyło, zwłaszcza że obudziłaś się po dwóch dniach w szpitalnym łóżku. — Westchnął i splótł dłonie na brzuchu. — Pomyślałem, że jesteś przyzwyczajona do takich mięczaków jak Potter i Łasic, więc potrzebujesz kogoś z, cóż, mocniejszą ręką.

Hermiona prychnęła, patrząc na niego gniewnie.

— Jasne, więc nie próbowałeś mnie kontrolować, powiadasz?

— Czy byłoby tak źle, gdybym próbował? — zaszydził i zmarszczył brwi. — Oczywiście, nie mogę ci zabronić pracy we własnym domu, ale na Salazara, czy zabiłoby cię, gdybyś od czasu do czasu pozwoliła komuś innemu przejąć stery? Działa to w sypialni — dlaczego nie może poza nią?

— To dwie zupełnie różne rzeczy! — oburzyła się.

— Dlaczego ufasz mi, że przestanę cię ranić, kiedy mi każesz, a nie ufasz mi, że chcę dla ciebie jak najlepiej? — wymamrotał Draco przez zaciśnięte zęby.

Serce Hermiony zabiło mocniej.

— No cóż — zaczęła, a jej głos zabrzmiał zbyt wysoko — kim jesteś, żeby wiedzieć, co dla mnie najlepsze? Kim dla mnie jesteś? Prześladowałeś mnie w szkole, próbowałeś zabić mnie i moich przyjaciół, i umniejszasz mojej pozycji w pracy! Nie jesteś moim chłopakiem, nie jesteś moim partnerem… Merlinie, czy my w ogóle się przyjaźnimy? Wiem tylko, że w sypialni mamy dynamikę dominacji i uległości, ale to wszystko!

Draco milczał, a Hermiona pragnęła, by ziemia ją pochłonęła. Nie wiedziała, skąd się bierze ta cała złość, wiedziała tylko, że czuje się osaczona. Niesprawiedliwe było tak ją wyrzucić z siebie, ale czuła się bezbronna i rozdarta, a do jej oczu, niespodziewanie, znów napłynęły łzy.

— Przepraszam — wyszeptała, chowając twarz w dłoniach. — Przepraszam, nie tak to miało wyglądać. Nie miałam takiego zamiaru. Nie wiem, co robię.

— Nie, masz rację — powiedział chropowatym głosem. — Nigdy nie dałem ci powodu, żebyś myślała, że mógłbym być kimś innym niż tym chłopakiem, którego znałaś ze szkoły. Nawet w pracy. I dla twojej informacji, nie chcę umniejszać twojej pracy. Szczerze mówiąc, uważam, że jesteś rażąco przekwalifikowana i niedoceniana za to, co robisz. — Westchnął głęboko. — Przepraszam, że cię unikałem. Nie powinienem był tego robić. To było małostkowe i okrutne, ale nie mam żadnego usprawiedliwienia. Powinienem był przełknąć dumę i zachować się lepiej, ale chyba byłem zdenerwowany.

Hermiona odważyła się zajrzeć między palce i zobaczyła, że wygląda na dość napiętego i surowego.

Zacisnął szczękę.

— Nigdy nie robiłem tego z ludźmi, których znam, a co dopiero z tymi, których dręczyłem.

Przełknęła ślinę i opuściła dłonie, ocierając przy tym łzy.

— Wiem, że się zmieniłeś, Draco. Możliwe, że odważyłeś się być sobą, nie wiem. Ale… odczuwam pewien dysonans poznawczy, kiedy myślę o tobie jako o kimś, kto mógłby się o mnie troszczyć i kto chciałby dla mnie jak najlepiej. — Wzięła głęboki oddech. — Zwłaszcza, że ty i ja… cóż, najwyraźniej mamy inne oczekiwania wobec tego, co jest między nami.

Przeczesał włosy dłonią.

— No dobrze. Czego się po tym spodziewasz?

Spojrzał na nią, a jego wzrok nie był chłodny — nie używał oklumencji — ale był wyrachowany, jakby ją studiował.

Nerwowo skubiąc usta, obróciła się ku niemu całym ciałem.

— Ja… nie jestem pewna. Czy to, no wiesz, dynamika dominacji i uległości?

To sprawiło, że uniósł brwi i przez chwilę milczał, zamyślony, po czym odparł:

— Tak, jeśli tak chcesz to nazwać.

— Nie chodzi o to, jak ja chcę to nazwać — prychnęła. — Chodzi o to, czym to naprawdę jest.

Mrugnął powoli, a jego twarz stężała.

— Co wiesz o takiej dynamice, Hermiono?

Zaskoczyło ją to pytanie. Czuła się jak kiepska uczennica, która nie odrobiła pracy domowej. Powinna była o tym poczytać po sesji z Uzdrowicielką Ericson, ale tego nie zrobiła. Prawdę mówiąc, powinna była się uzupełnić swoją wiedzę po pierwszej sesji z Draco — ale tego nie zrobiła.

— Niewiele — przyznała, a jej policzki zapłonęły rumieńcem.

Draco uniósł brew. Nie skomentował jej braku wiedzy, ale w jego oczach błyszczało jednocześnie rozbawienie i rozczarowanie.

— Cóż — zaczął — po pierwsze, to nie działa, jeśli jedna ze stron tego nie chce. — Westchnął sfrustrowany. — Może nie byłem wystarczająco cierpliwy. Nie masz w tym doświadczenia, a ja być może nie byłem wystarczająco uważny lub nie udzieliłem ci wystarczającej pomocy i to moja wina. Powiedziałem ci, że jednym z moich warunków jest to, że zaufasz mi, że zadbam o twoje potrzeby, zarówno w sytuacjach seksualnych dla przyjemności i bezpieczeństwa, jak w niezobowiązujących sytuacjach dla wytchnienia. Ale to obejmuje również to, że mówię ci, żebyś czegoś nie robiła, i oczekuję, że będziesz mnie słuchać.

Hermiona poczuła nerwowe mrowienie w ramionach, gdy powiedziała:

— Wiesz, twoje warunki… wyłączność, uczciwość i zaufanie — zaczęła nerwowo — brzmią jak… — przełknęła ślinę i spuściła wzrok — jak prawdziwy związek.

Nie odważyła się na niego spojrzeć, zwłaszcza gdy zapadła cisza. Serce waliło jej w uszach i pomyślała, że to już koniec, że właśnie wtedy powie jej, że popełnili błąd i powinna odejść. Może powinna go uprzedzić. Odejść, zanim zrobi się niezręcznie.

Jeszcze bardziej niezręcznie.

Po chwili milczenia zapytał:

— A chcesz, żeby tak było?

Oszołomiona, o mało nie straciła tchu. Teraz pojawiło się pytanie, na które sama nie znała odpowiedzi. Zawierało ono wszystkie szczegóły dotyczące emocjonalnego zaangażowania, oczekiwań i troski. Chociaż lubiła być z Draco, lubiła być blisko niego i rozmawiać z nim, nie była pewna, czy jest gotowa. Być może nie była gotowa na sam związek, ale na wszystko, co się z nim wiązało.

Wejście w prawdziwą relację Draco, oznaczałoby konieczność powiedzenia o tym Harry’emu i Ronowi, Weasleyom, wszystkim w pracy — nie wspominając o rozczarowaniu Narcyzy Malfoy. Czy seks z absurdalnie przystojnym mężczyzną, który odmienił jej życie, był tego wart? A co, jeśli ten mężczyzna byłby inteligentny, troskliwy, opiekuńczy i kompetentny? Czy musiała oczekiwać miłości od partnera, czy też samo pożądanie wystarczyło, jeśli żywiła do niego wystarczająco silne uczucia?

Przełknęła ślinę i potarła dłońmi uda.

— Nie wiem. A ty?

Jego szczęka drgnęła, a ramiona się napięły. Z jakiegoś powodu Hermiona poczuła potrzebę przygotowania się na najgorsze. Prawie nie chciała słuchać, kiedy otworzył usta, by powiedzieć:

— Nie mam nic przeciwko.

Zamarła na moment, łapiąc oddech.

— Naprawdę?

Westchnął i przesunął dłonią po twarzy.

— Słuchaj, zdaję sobie sprawę, że zaczęliśmy to od bardzo niewygodnego punktu. Powinniśmy byli zacząć od naszych oczekiwań i ograniczeń, a nie od razu rzucać się w wir wydarzeń, tak jak to zrobiliśmy. Właśnie dlatego powinniśmy byli podpisać kontrakt… — Podciągnął kolano, żeby oprzeć na nim łokieć. — Nie robię niczego na pół gwizdka. Dla mnie szczerość i zaufanie to styl życia z moją partnerką i tak, może do pewnego stopnia przypomina to prawdziwy związek, ale taki, który mógłby być całkowicie prywatny, oddzielony od naszego życia towarzyskiego.

Hermiona objęła kolana ramionami. Oddzieleni od ich życia towarzyskiego… cóż, oczywiście, że nie chciałby, żeby ktokolwiek o nich wiedział. Chciał partnerki seksualnej, a nie na całe życie. Przypuszczała, że da radę z tym żyć.

— Nie proszę o wgląd w twoje najgłębsze, najmroczniejsze sekrety, Hermiono, chyba że chcesz się nimi podzielić — kontynuował — ale w takim układzie zależy mi na tym, żebyś mi zaufała, że zawsze będę się o ciebie troszczyć. Uwierz, że panuję nad wszystkim. Chcę, żebyś czuła się na tyle bezpiecznie, by odpuścić.

Odwróciła twarz do niego, opierając policzek o kolana.

— To mnie przeraża, Draco — wyszeptała, a serce waliło jej jak młotem. — Odpuszczanie.

— Wiem — rzekł cicho i przysunął się bliżej. — Może ujmę to inaczej. Podczas naszych scen ja mam pełną kontrolę, ale to ty masz władzę, aby mnie powstrzymać, kiedy tylko zechcesz. 

Mrugnęła, czując ucisk w brzuchu i skinęła głową.

— Dobrze. — Odwzajemnił skinienie. — Aby to robić, sprawować nad tobą władzę, czasami ranić, muszę mieć prawo także do zaopiekowania się tobą. Opieka po scenach jest niezbędna dla nas obojga, żebym mógł ci pomóc bezpiecznie wyciszyć emocje. Chodzi o to, żebyś odzyskała kontrolę, a ja żebym ją oddał. Potrzebuję tyle samo potwierdzenia co ty, kochanie, żeby wiedzieć, że wykonałem swoje zadanie i nie przekroczyłem żadnych granic, tak?

Ponownie skinęła głową, a ciepło rozlało się w jej wnętrzu.

Zacisnął szczękę, skupiając wzrok.

— Dobrze. Ale opieka to nie wszystko. Wiem, jak trudne może być oddanie komuś innemu swojej cennej kontroli, niezależnie od tego, czy mu ufasz, czy nie. To ćwiczenie umysłu i woli, a dla osób o tak silnej woli jak ty i ja, może to być trudne. Czasami aż zbyt trudne. — Nie spuszczał z niej wzroku. — Przez wiele lat mojego życia nie miałem żadnej kontroli, żadnego wpływu, i zostałem sam, błądząc po omacku. Nikt się mną nie opiekował, Hermiono. Nikt nie widział, jak sobie radzę. Nikt nawet nie pytał.

Hermiona zamrugała, czując, jak jej serce ściska się boleśnie. Widziała to. Pamiętała. Tyle razy miała ochotę po prostu przytulić go w szkole, na szóstym roku, powiedzieć mu, że jeśli będzie chciał porozmawiać, znajdą się ludzie, którzy go wysłuchają…

— Nie chcę, żeby ludzie, którzy są dla mnie ważni, cierpieli tak jak ja — kontynuował. — Dlatego chcę się tobą zaopiekować również między scenami. — Szerokie ramiona opadły, gdy westchnął. — Proszę, pozwól mi na to. Nie chodzi o kontrolę — tylko o troskę i szacunek. Jeśli zauważę, że za dużo pracujesz, powiem ci, żebyś zrobiła sobie przerwę i będę oczekiwał, że mnie posłuchasz i zaufasz, że mówię to z troski, a nie ze złości, czy że próbuję cię kontrolować. Jeśli zauważę, że nie jesz, dopilnuję, żebyś zjadła i będę oczekiwał twojej uległości. Jeśli zauważę, że wpadasz w spiralę, znikając w teoriach i lęku, mogę zorganizować scenę, żeby to przerwać. — Objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie. — Będziesz miała całą władzę, Hermiono, ale jeśli mi pozwolisz, i jeśli pozwolisz sobie, poradzę sobie ze wszystkim, co cię przytłacza i tym z czym walczysz w środku.

Nie wiedziała, kiedy jej warga zaczęła drżeć. Czy stało się to wtedy, gdy powiedział jej, jak mało miał kontroli w okresie dojrzewania? Czy też wtedy, gdy z tak absolutną pewnością zapewnił ją, że ją zauważy?

— Jesteś silna i niezwykle niezależna — szeptał — ale kiedy na ciebie patrzę, widzę też w tobie potrzebę posiadania kogoś, na kim mogłabyś się oprzeć, kogoś, przy kim mogłabyś się odsłonić. Wszyscy się na tobie opierają, ale kogo ty masz? Świętego Pottera i Łasica? Byliby po dziesięć razy martwi, gdyby nie ty, i mają tego świadomość. Mimo to nie dają ci uznania, na jakie zasługujesz.

Hermiona nie mogła powstrzymać łez, bo jego słowa… uderzyły ją niczym nóż w serce. Poczuła, jak ulatuje z niej powietrze, gdy powoli się skuliła i załkała.

Draco przysunął się jeszcze bliżej. Przytulając, wyszeptał:

— Właśnie o to mi chodzi, Hermiono. Komu się wypłakujesz w pierś? Kto pozwala ci się tak otworzyć?

Nóż wbijał się coraz głębiej. Nie miała nikogo.

Owszem, była Ginny, ale nigdy nie mogła obarczyć jej tym wszystkim; musiała już dźwigać własny żal, własne demony, na dodatek do bólu Harry’ego i żałoby rodziny. Hermiona mogła się podzielić niektórymi sprawami, ale nie wszystkimi. Nie potrafiła jej powiedzieć, jak bardzo była zdruzgotana, gdy Ron zostawił ich w lesie tamtej zimy podczas wojny, ani jak ją skrzywdził w czasie ich związku. Nie potrafiła jej powiedzieć, jak bardzo dręczyły ją koszmary po schwytaniu i torturach w Dworze Malfoyów, i nie potrafiła jej powiedzieć, jak znalazła ukojenie w myśli o poddaniu się. Nie potrafiła jej powiedzieć, jakie poczucie winy ją przytłaczało za wymazanie pamięci rodziców i za to, że nie udało jej się ich odzyskać. Nie potrafiła jej powiedzieć, jak nieustannie bała się, że coś traci, jakąś informację, która ostatecznie będzie kosztować życie jej przyjaciół. Nie potrafiła się przyznać, jak bardzo zazdrościła jej związku z Harrym, stabilności, którą udało im się zbudować w ciągu zaledwie kilku lat.

I na pewno nie mogła jej powiedzieć, że udało im się zbudować tę stabilność, ponieważ Hermiona była przy niej od początku, dbając o to, by wszystko wokół Harry’ego i Ginny było uporządkowane, podczas gdy oni powoli odnajdywali się na nowo.

A to tylko część z rzeczy, które nie pozwalały jej spać w te ciężkie noce, kiedy płakała samotnie w łóżku. Ale teraz Draco był przy niej, trzymał ją i pocieszał, i to było miłe uczucie. Czuła się bezpiecznie. Był jak klif w czasie burzy, stawiający opór falom.

Trwali tak jeszcze przez chwilę, aż jej szlochy ucichły. Głaskał ją po włosach, jego oddech był spokojny i równy, a jego ciepło ją wciągało.

Zaschnięte łzy napięły się na jej policzkach. Skrzywiła się lekko, marszcząc nos, żeby trochę rozciągnąć twarz.

— Myślę, że by posłuchali, gdybym do nich przemówiła — powiedziała ostrożnie. Na jego koszuli widniała plama od jej łez, materiał lekko kleił się do skóry, gdy się poruszała. — Po prostu… nie mogę. Kocham ich i dlatego nie mogę obarczać ich tym wszystkim. Wszyscy przeżyliśmy tyle bólu. Niesprawiedliwie jest obwiniać ich za mój.

— Nie zabiłoby ich, gdyby choć trochę ci pomogli — mruknął w jej włosy.

Hermiona westchnęła z głęboką rezygnacją.

— To o wiele więcej niż tylko praca, wiesz. — Lekko się poruszyła i ostrożnie wyślizgnęła się z jego objęć. Nie chciała — nawet nie chciała — ale po prostu musiała. Nie mogła nawet na niego spojrzeć, mówiąc: — Wszyscy przeżyliśmy straszne rzeczy podczas wojny, a nawet wcześniej. Podczas gdy Harry, Ron i Ginny powoli to wszystko przetrawili, ja… no cóż, ja…

Przełknęła ślinę, z ustami suchymi od szlochu.

— Zrobiłaś podwójny, cholerny licencjat z kryminologii magicznej i mugolskiej — dokończył za nią Draco, a ona spojrzała na niego zszokowana. Jego twarz była delikatna i otwarta. Pełna zrozumienia. Zmarszczył brwi. — Jak ci się to udało? W tak krótkim czasie, po tym wszystkim.

Hermiona wzruszyła ramionami, spuszczając wzrok na prześcieradło.

— Wywary Orzeźwiające i upór. I pomogło to, że musiałam być silna dla innych. Rozpadali się, więc po prostu… nie mogłam.

— Czy w ogóle pozwolili ci się rozpaść? — zapytał.

Hermiona pokręciła głową.

— To ja sobie na to nie pozwoliłam. — Spojrzała na niego, a on mocno zmarszczył brwi. Przygryzła wargę i szybko dodała: — Ale to coś, nad czym pracuję z moim Uzdrowicielem Umysłu. Nie jestem… nie jestem… — Westchnęła, nie mogąc zapomnieć o tym, że za każdym razem, gdy była z Draco w intymnej sytuacji, płakała z powodu emocjonalnego rozbicia. Właściwie nie była pewna, czy ktokolwiek widział, jak płacze tak często jak Draco Malfoy — nawet Ron. Nie pozwalała sobie na okazywanie takich emocji. Ale nie chciała, żeby myślał, że wykorzystuje go jako swój osobisty katalizator. — Nie mówię ci tego, bo się rozpadam!

Draco spojrzał na nią z niedowierzaniem, lustrując ją przez chwilę. Westchnął i przeczesując włosy dłonią, powiedział:

— Mówiłem ci, czego szukam w tym układzie, ale czego ty chcesz? — Kiedy Hermiona przez chwilę milczała, bo naprawdę nie wiedziała, co powiedzieć, zapytał: — Czy szukasz po prostu dynamiki dominacji i uległości? Tego ode mnie oczekujesz, żeby zdominował cię w sypialni, a potem zostawił w spokoju?

— Nie, ja… — Hermiona przygryzła wargę i usiadła na kolanach. Poczuła rumieniec na policzkach i ledwo odważyła się spojrzeć mu w oczy, mówiąc: — To brzmi tak bezdusznie. Znaczy, lubię, kiedy ty… kiedy… — Przełknęła ślinę i nagle słowa wydały jej się trudne do wymówienia. — Kiedy mnie dominujesz. — To było krępujące, bo to oznaczałoby, że jest uległa, co po prostu nie wydawało się właściwie. Ze wszystkich przymiotników, których używała do opisania siebie, uległość nie była jednym z nich. — Ale też lubię to. — Spojrzała na niego błagalnie, jakby chciała, żeby po prostu udzielił jej odpowiedzi, powiedział jej, czego ona chce. — Lubię te czułe chwile z tobą, Draco, ponieważ... ponieważ… — Hermiona nie wiedziała, jak to ubrać w słowa, jak przekazać spokój, który czuła przy nim, tę ciszę. Przełknęła ślinę i delikatnie się zbliżyła. — Bo jesteś moją ostoją.

Zacisnął szczękę i zmarszczył brwi, wpatrując się w nią. Nie sięgnął do niej, nie przyciągnął do siebie, ale też się nie odsunął. Po prostu słuchał.

— Byłam na ciebie zła, bo czułam się bezradna, kiedy nie pozwolono mi wrócić do Ministerstwa — kontynuowała i spuściła wzrok na swoje dłonie. — I tak, powinnam była ci zaufać, że zrobisz wszystko, co w twojej mocy, żeby złapać Greybacka. Wiem, że jesteś wystarczająco kompetentny, i tak, czasami tkwię w martwym punkcie, martwiąc się, że jeśli nie rozwiążę sprawy wystarczająco szybko, ludzie zostaną ranni, a nawet zginą, a wtedy będą obwiniać mnie, chociaż wiem, że to nieprawda. Ale ty tak stanowczo mnie uciszyłeś, że poczułam się osaczona i… — Spojrzała na niego i zobaczyła, że jego szare oczy wwiercają się w nią. — Niesłyszana.

Spiął się.

Szybko znowu spuściła wzrok.

— Myślałam, że moglibyśmy porozmawiać wieczorem, wszystko wyjaśnić, ale nie odezwałeś się. Napisałam do ciebie, ale nie odpisałeś. — Zacisnęła dłonie. — Moim warunkiem tego układu było to, żebyś mnie nie unikał, ale unikałeś mnie od ponad tygodnia i nie wiedziałam, jak to zinterpretować inaczej niż tak, że już tego nie chcesz. — Wzięła drżący oddech. — Po prostu uznałam, że nie uważasz, że jestem tego warta, i to… bolało.

Och, znowu te przeklęte łzy, grożące wypłynięciem.

— Bo dajesz mi poczucie bezpieczeństwa i stabilności w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie czułam, i chcę móc odpuścić, ale to po prostu trudne! Jak na ironię, czuję, że przy tobie mogłabym zrzucić zbroję i być bezbronną. Nadal mnie to przeraża, ale myślałam, że może z tobą mogłabym nauczyć się odpuszczać. A potem nie miałam od ciebie wieści i… Myślałam, że może się myliłam i to… — To złamało jej serce, ale nie mogła mu tego powiedzieć. Przełknęła szloch. — To bolało.

Słowa po prostu wypływały z jej ust, jakby czekały na chwilę, by się uwolnić. Gdy już zostały wypowiedziane, odetchnęła głęboko. Ramiona bolały ją od napięcia, a gardło ściskał stłumiony szloch.

Przełknęła ślinę, szarpnęła skórki i wymamrotała:

— Ale wiem, że to nie twoja odpowiedzialność i nie powinieneś dźwigać tego ciężaru. Ja też muszę chronić siebie. Muszę chronić swoje… swoje serce. Ty najwyraźniej masz doświadczenie z tego typu układami, a ja nie, i muszę nauczyć się, jaka jest różnica między tym a prawdziwym związkiem, bo inaczej… — Jej gardło niebezpiecznie się zacisnęło, wargi zadrżały, ale musiała to przetrwać. — W przeciwnym razie to mnie złamie. — Kiedy odważyła się ponownie na niego spojrzeć, jego oczy były odległe, puste. Jej klatka piersiowa zacisnęła się, a ona zmarszczyła brwi. — Draco, używasz oklumencji.

Ponownie zacisnął szczękę i powoli wstał z łóżka. Stojąc przy oknie, powiedział cicho:

— Przepraszam, Hermiono. Byłem sfrustrowany, ale nie powinienem był wyładowywać na tobie frustracji. Przepraszam, że cię tak zraniłem. Uwierz mi, nigdy nie miałem takiego zamiaru. Dziękuję, że mi to wszystko powiedziałaś. — Zaplótł dłonie na plecach, światła miasta odbijały się w jego blond włosach. Wyglądał stoicko. Zdystansowany. Jak obraz. — Używam oklumencji i przepraszam za to, ale w tej chwili instynkt podpowiada mi, żeby cię pocałować, przytulić i wymazać ten ból, ale to nie byłoby sprawiedliwe wobec żadnego z nas. Jedynym wyjściem z tego bałaganu jest przejście przez to.

Hermiona poruszyła się na łóżku, podciągając kolana pod brodę. Nie powinien teraz stosować oklumencji, ale zdała sobie sprawę, że nie tylko ona ma problem z utrzymaniem kontroli.

— Nadal tego chcesz? — zapytała ostrożnie. — Nadal mnie pragniesz, tak? Czy to jest tego warte?

Odwrócił się, by spojrzeć na nią przez ramię. Był spięty, a w przyćmionym świetle pokoju jego sylwetka przypominała posąg.

— Dla mnie jest. A dla ciebie?

Rozchyliła usta.

— Tak. Ja… Ja chcę tego, z tobą.

Drgnął, ale oczy wciąż były zimne.

— Jeśli chcesz nauczyć się odpuszczać, zaszczytem byłoby dla mnie cię uczyć i prowadzić, ale będę wymagać posłuszeństwa i uległości.

Dreszcz przebiegł jej po kręgosłupie, uciszając krzyki, które jeszcze nie zdążyły się wydostać, a jej policzki się zarumieniły. Skinęła sztywno głową.

— Dobrze.

— Będziesz musiała wyznaczyć granice tego, co mogę, a czego nie mogę zrobić — kontynuował, jego głos był szorstki i rzeczowy. — Musisz mi powiedzieć, czego ode mnie oczekujesz jako od swojego dominującego partnera, zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. Nie chcę cię złamać, Hermiono. Chcę pomóc ci się pozbierać. Jeśli pragniesz czegoś więcej niż tylko dynamiki władzy, musisz mi to powiedzieć. Jeśli chcesz, żebym całkowicie odsunął się od twojego życia emocjonalnego i po prostu pieprzył cię do nieprzytomności, to w porządku, zaakceptuję to, o ile pozwolisz mi się o ciebie później troszczyć, ale musisz mi to powiedzieć. Jeśli chcesz, żebym robił ci rzeczy, których się wstydzisz, nie bój się pytać. Nie kłamałem, mówiąc, że mogę być złoczyńcą, jeśli tego potrzebujesz.

— Czy możesz… — Hermiona przełknęła ślinę. Nie wiedziała, o co poprosi, bo tak naprawdę nie wiedziała, czego chciała. Na pewno czuła się odrzucona i załamana, gdy nie otrzymała od niego żadnych wieści, w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie czuła. Wiedziała też, jak bardzo jest kochana, bezpieczna i chroniona, płacząc w jego pierś, gdy na jej ciele wciąż widniały siniaki i ugryzienia. Wiedziała, że pragnie tego, być może bardziej niż czegokolwiek innego. — Czy możesz być jednocześnie złoczyńcą i bohaterem?

Odwrócił się do niej, jego oczy były przenikliwe, ale wciąż zimne, a szczęka zaciśnięta.

— Kochanie, będę tym, którego potrzebujesz.

Jego serce waliło w piersi, a patrząc na wysokiego mężczyznę przy oknie, czuła, że się chwieje. Nie, nie wyznał jej miłości i nie, nadal nie rozmawiali o randkowaniu, ale jasna cholera! Właśnie w tym momencie okazał się idealnym mężczyzną.

O ile w ogóle taki istniał.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Wyglądała tak pięknie w przyciemnionym świetle, z emocjami malującymi się na jej twarzy. Ta kobieta walczyła z samym Czarnym Panem od dwunastego roku życia i mimo to zdobywała najwyższe oceny w szkole. Musiała stawiać czoła przeciwnościom losu i krytyce zewsząd z powodu swojego statusu krwi. Była torturowana i piętnowana, a mimo to nie zdradziła swoich sekretów i po prostu szła dalej. Zrobiła podwójny licencjat i opiekowała się przyjaciółmi, walcząc z traumą zupełnie sama. Do diabła, musiała nawet rzucić Obliviate na własnych rodziców, żebym zapewnić im bezpieczeństwo.

Ta kobieta, która sama tyle wycierpiała i wciąż miała siłę, by świecić jaśniej niż tysiąc słońc, zapytała go, czy jest tego warta. Co za absurdalne pytanie. Draco mógł zabić za mniej — zabijał za mniej. A ona? Była warta wszystkiego.

Starał się jak mógł, by pustka pozostała w jego głowie, ale pęknięcia powiększały się w zastraszającym tempie.

Jak mogła w ogóle go zapytać, czy nadal jej pragnie?

Jak mogła wątpić w jego namiętność, w jego pożądanie?

Nie wiedział, jak mógłby się do tego ustosunkować, nie odstraszając jej. Pragnął jej, potrzebował jej i nie widział innego sposobu, by jej to wyjaśnić, nie prosząc, by była jego na zawsze. Ale nie zamierzał się odsunąć. Nie znowu. Wciąż nie wiedziała, czego dokładnie od niego potrzebuje, ale był gotów ją tam zaprowadzić. Trzymanie jej w ramionach, gdy płakała, niemal go złamało, sprawiło, że mrok w jego wnętrzu zapragnął skrzywdzić wszystkich, którzy skrzywdzili ją, ale tym bardziej utwierdziło go w postanowieniu, by ją chronić.

W tej chwili w pustce istniało tylko jedno uczucie, jedna myśl, wlewająca się przez szczeliny — moja.

Ta myśl była zaborcza i niesprawiedliwa. Wcale go to nie obchodziło.

Kobieta siedząca na jego łóżku wyglądała surowo i bezbronnie. To była jego wina. Nie zamierzał jej znowu porzucić. Powiedziała, że musi chronić swoje serce, ale on jej pokaże, że nie musi. Będzie je chronić dla niej. Zaciekle. Hermiona Granger nie potrzebowała rycerza w lśniącej zbroi — potrzebowała bestii.

A on nią był.

Pęknięcia się rozszerzały, a zaborczość rosła. Należała do niego i tylko do niego. Rysy ciągnęły się szeroko i pośród całego bólu, cierpienia, strachu i miłości.

Cielesne pożądanie wzięło górę. Jeśli nie potrafiła racjonalnie zrozumieć, że należą do siebie, on mógłby pieprzyć ją w nieskończoność, mimo że powiedział, że tego nie zrobi, ogarnęła go fala determinacji.

Roszczeniowość.

Przechylił głowę i przyjrzał jej się badawczo.

— Połóż się na plecach i rozłóż dla mnie nogi.

Jej oczy się rozszerzyły, delikatne dłonie zacisnęły się na kolanach. Strach, dezorientacja, niepewność, podniecenie; jej twarz była jak otwarta księga, ale nauczy się, że jego rozkazy zawsze będą wiązać się z przyjemnością.

Minęła chwila, szok był wyraźny, ale w końcu ostrożnie się rozłożyła i położyła na plecach w nogach łóżka. Kolejna chwila wahania, zanim rozsunęła kolana, odsłaniając przed nim bawełniane majtki.

Draco stłumił cichy oddech, obserwując jej uległość. Dwoma powolnymi krokami przeszedł na łóżko, górując nad nią. Fala mocy go pobudziła, wypełniła, gdy się pochylił, by pogłaskać jej nogi; na miękkiej skórze pojawiła się gęsia skórka, jakby delikatne włoski wyszły mu naprzeciw, gdy przesunął dłońmi po jej kremowo opalonych nogach aż do bioder. Zaczepił palce o gumkę jej majtek i ściągnął je w dół, na kolana, a potem z jej ciała.

Na widok pięknej cipki, usta napełniły mu się śliną.

Westchnęła najsłodszym z westchnień, a Draco stęknął głęboko, przesuwając dłońmi po jej gładkich udach.

Była taka piękna, silna, odważna i mądra.

Była boginią.

Hermiona. Hermiona. Hermiona.

Jej imię wypełniło pustkę, rozpraszając ją, a jej drzwi roztrzaskały się w nicość. Dłonie Draco niemal zadrżały, gdy przesunął palcami po jej miękkich wargach, i przełknął jęk, gdy ona wypuściła powietrze. Aksamitne podniecenie pojawiło się jak na zawołanie, otulając ją gładkim, lśniącym połyskiem.

Dla niego. To wszystko było dla niego. Należała do niego.

Ostatkiem siły woli odsunął się. Musiał się przygotować. Gdy obszedł łóżko, uniósł jej ręce nad głowę, splatając jej palce ze swoimi. Spojrzała mu w oczy, a on uśmiechnął się do niej uspokajająco. Zamierzał sprawić, że będzie jej dobrze.

Bardzo dobrze.

Wymamrotał zaklęcie wiążące, ponownie łącząc jej nadgarstki na jednym końcu łóżka. Oddychała ciężko, twarde sutki unosiły się pod jego starą koszulką do Quidditcha. Sam ten widok mógł doprowadzić go do orgazmu, gdyby wpatrywał się w nią zbyt długo. Spaliłby tę cholerną koszulkę Weasleya na popiół i kazał jej spać w tej należącej do niego każdej nocy. Objął ją dłońmi, ugniatał z szacunkiem jej piersi. Naciągając materiał na jej klatkę piersiową, pozwolił sobie rozkoszować się ciepłą miękkością. Różowe sutki wyglądały tak pięknie na tle jej złocistej skóry. Uwielbiał patrzeć, jak krągłości jej piersi drżą, gdy oddychała. Mógłby ją pieścić bez końca, ale to nie był jego cel tej nocy.

Kiedy jej ramiona były mocno unieruchomione nad głową, wstał, by stanąć przy jej stopach. Pociągnął ją na brzeg łóżka, wywołując u niej zaskoczony okrzyk, i uśmiechnął się krzywo. Każdy dźwięk, który wydawała, rezonował w jego duszy niczym wołanie.

Pieścił jej uda, masując delikatną skórę, i rozsunął ją szeroko, z kolanami skierowanymi w stronę materaca. To stworzyło najcudowniejszy obraz, jaki kiedykolwiek widział, a jednym ruchem nadgarstka zaklęcie wiążące objęło jej nogi. Ciemne pnącza oplatały ją, by utrzymać ją dokładnie taką, jaką chciał.

Hermiona jęknęła urywanym oddechem. Wijąc się na łóżku, sprawdzała więzy, a Draco był usatysfakcjonowany, widząc, jak dobrze się trzymają.

— Będę cię smakował, dopóki nie zaspokoję pragnienia — mruknął. Jego kutas był twardy i obolały. — Wcześniej ci tego odmówiłem, ale byłaś taką dobrą i szczerą dziewczyną, kochanie.

Och, była jego ukochaną. Jego wyjątkową ukochaną.

— Dziękuję, panie — wyszeptała, a jego serce podskoczyło.

Słysząc, jak zwraca się do niego w ten sposób, nakarmił tę mroczną i zdeprawowaną część jego istoty, której nie powinien był ulegać, ale której nie potrafił się oprzeć.

Padł na kolana i jęknął, zanim pocałował jej łechtaczkę. Kurwa, sam jej zapach mógł go unieść. W chwili, gdy poczuł ją na języku, jego ciało zapłonęło. Bogactwem, rozkoszą, bezprecedensowym pożądaniem; mógłby utonąć w jej smaku i zrobił to z radością. Dźwięki, które wydawała, tylko rozniecały płomień; tak desperackie, pożądliwe jęki wypływały z niej, gdy wiła się pod nim.

Pieprzyć orgazm kontrolowany — chciał, żeby doszła. Chciał wydobyć z niej jak najwięcej orgazmów ustami i przyjąłby je wszystkie, delektował się nimi. Ale, niczym dziecko widzące prezenty w Boże Narodzenie, nie mógł utrzymać palców z dala. Jej cipka była śliska i otwarta, a ciasność sprawiała, że jęczał w jej skórę.

Kobiety były tak cudownymi stworzeniami. Ich anatomia pozwalała im doświadczać czystej, fizycznej przyjemności bez żadnego problemu, a Draco nigdy nie znudziłby się uczuciem kobiecej cipki pulsującej i zaciskającej się na krawędzi rozkoszy. Rozkoszował się miękkością, wilgocią, ciepłem i narastającą przyjemnością, jaką można było uzyskać, po prostu zmieniając rytm ruchów języka. To była słodka nagroda od tak mitycznego stworzenia — ale tak naprawdę, one wcale nie były mityczne. Z tego, co wiedział Draco, większość kobiet pragnęła uczucia, afirmacji, szacunku i pochwał. Pragnęły kogoś, kto by ich wysłuchał, dał im przestrzeń, zamiast zmuszać je do walki o nią, i zaufanie, na które zasługiwały. Draco mógł godzinami słuchać Hermiony opowiadającej o swoich ulubionych rzeczach, po prostu dlatego, że uwielbiał sposób, w jaki jej oczy błyszczały, gdy to robiła.

Czasami zastanawiał się, czy mężczyźni tacy jak Łasic w ogóle lubią kobiety. Mężczyzna, który nie czcił partnerki, nie zasługiwał na nią, a Draco czcił Hermionę każdym włóknem swojej istoty. Nawet mrok w nim ją czcił i wielbił. Z palcami w jej cipce, naciskając i masując, jego usta obejmowały pulsującą łechtaczkę.

Złapała oddech, jej biodra drgnęły, ciało skurczyło się, zanim doszła z krzykiem, który odbił się echem między ścianami.

Draco spijał ją, jej smak doskonałości, jak wygłodniały człowiek, i wynurzył się tylko by odetchnąć. Ponownie wepchnął w nią palce, przedłużając jej orgazm tak długo jak to możliwe.

Och, doprawdy, co za słodka nagroda.

Na chwilę spojrzał na nią. Jej twarz była niemym krzykiem, dłonie szarpały więzy, pierś drżała, a kiedy mięśnie dały jej coś na kształt odpoczynku, wzięła ostry, przerwany oddech, po czym wypuściła powietrze z kolejnym krzykiem.

Kurwa! — zawyła, a jej ciało zadrżało gwałtownie w więzach.

Draco uśmiechnął się krzywo i oblizał usta. Drgnęła, gdy oderwał od niej palce, ale nie przestał dotykać jej nabrzmiałych warg. Nie mógł.

— Dobra — mruknął, a jego głos był mroczny i ochrypły, gardło miał gęste od jej soków. — Jesteś taka dobra.

Jego imię padło z jej ust niczym zaklęcie albo modlitwa, gdy delikatnie, uspokajająco uciskał jej wciąż zaciśniętą cipkę, powoli muskając wargami skórę wewnętrznej strony uda. Kiedy nieco się uspokoiła, masował ją, zataczając delikatne kółka.

— Świetnie ci idzie, kochanie — mruknął i ponownie pocałował jej skórę. — Ale jeszcze nie skończyłem. Chcę jeszcze jednego.

Wydała z siebie bolesny okrzyk, najsłodszy szloch, a Draco znów zaczął ją pieścić. Wiedział, że jest zachłanny i może trochę niesprawiedliwy, ale zaborczość nakazywała mu brnąć dalej, domagać się tego, co do niego należało. Jej smak był jak narkotyk, wypełniał każdą komórkę jego ciała, cementując jego własność.

Była śliska i oślizgła, jej wytrysk kapał na prześcieradło. Uwielbiał ten widok. To sprawiało, że drżał z czystej rozkoszy. Kurwa, była idealna.

Nie zajęło mu dużo czasu, by ponownie doprowadzić ją do granic wytrzymałości — była taka wrażliwa i kochana — a tym razem zostawił ją szlochającą i drżącą, dokładnie tak, jak lubił. Oblizując wargi, pijany pożądaniem i nią, wstał, by uwolnić obolałego członka. Rozprowadzając hojnie jej wilgoć po sobie, przesuwał pięścią wzdłuż swojego kutasa. Chciał wcisnąć się w Hermionę, pieprzyć ją do nieprzytomności, ale wiedział, że była wyczerpana i obolała. Ofiarowała mu więcej, niż zasługiwał. Widok jej w takim stanie, związanej i bezbronnej po dwóch pięknych i obfitych wytryskach, był dla niego wystarczający.

Podziwiał jej skórę. Była wciąż wilgotna, a drobne krople potu oraz soków sunęły po jej udach. Jego sperma wytrysnęła na jej lśniącą cipkę i brzuch, gdy jęknął głęboko, a kiedy skończył, zrzucił spodnie i delikatnie rozwiązał więzy.

Hermiona opadła bezwładnie na pościel, jej ciało wciąż drżało od wstrząsu. Draco delikatnie ją podniósł, szepcząc pochwały — bo naprawdę była cudem — i zaniósł do łazienki na kolejną ciepłą i kojącą kąpiel. Zapalił świece, nalał do wody esencji jaśminu i przytulił ją mocno, pieszcząc, gdy oparła głowę na jego piersi. Siedzieli tak, a ich ciała stopiły się w jedno i oddechy mieszały się w unisonie. Minuty mijały i woda wkrótce wymagała ponownego podgrzania.

— Dlaczego ja? — zapytała cicho, kreśląc kręgi na jego piersi. — Nigdy nie odpowiedziałeś na to pytanie. Nienawidziłeś mnie tak długo, więc dlaczego teraz się tym przejmujesz? Dlaczego zaciągnąłeś mnie na zaplecze tamtej nocy w Taczce?

Draco zacisnął szczękę. Chciał jej powiedzieć prawdę, jak bardzo jej pragnął przez tyle lat, jak nie mógł znieść widoku jej z innym, ale w jej bezbronnym stanie nie chciał wyjść na drapieżnika.

Westchnął i powiedział:

— Tylko głupiec by cię nie chciał, Granger.

Spojrzała na niego z niedowierzaniem.

— To nieprawda.

— No dobra — powiedział i uniósł brwi. — Jesteś przepiękną kobietą o błyskotliwym umyśle. Owszem, potrafisz być denerwującą, irytującą i wszystko wiedzącą kujonką, ale to tylko dodaje ci uroku. Pomijając dziecięce urazy, w moim odczuciu jesteś idealna. I, śmiem twierdzić, fantastyczna z ciebie laska. — To była prosta, ale najlepsza odpowiedź, jaką mógł jej dać, nie zdradzając przy tym zbyt wiele. Zachichotała, a ten dźwięk sprawił, że zrobiło mu się gorąco w środku. Spojrzał na nią. — A co z tobą? Dlaczego pozwoliłaś mi zrobić z tobą, co chcę?

Sapnęła, ale przysunęła się bliżej. Skóra przy skórze. Jak bardzo mogli się zbliżyć? Ale Draco nie narzekał.

Westchnęła głęboko.

— Cóż… pomijając to, co mówiłam wcześniej, chyba jesteś całkiem w formie.

Chyba? — prychnął.

Hermiona uśmiechnęła się bezczelnie i uniosła głowę, żeby na niego spojrzeć.

— Tak, no wiesz, byłam z Viktorem Krumem.

Draco wiedział, że tylko się z nim drażni, ale to nie powstrzymało zazdrości, która ścisnęła go w piersi Pamiętał ich z Balu Bożonarodzeniowego i od tamtej pory go nienawidził.

Zmrużył oczy.

— Może i jest bardziej umięśniony ode mnie, ale uwierz mi, nie miałby szans.

Jej źrenice się rozszerzyły, a usta rozchyliły. Więc to jej się podobało, prawda? Jego sylwetka? Jego sprawność fizyczna?

— Wiem — powiedziała szeptem i odwróciła się, żeby usiąść na nim okrakiem. — To taki grzeczny chłopiec. Nie tak jak ty.

Kurwa, poczuł, jak krew napływa mu z powrotem do kutasa. Ujął jej twarz w dłonie, niemal odejmując ją za gardło, i przyciągnął ją do siebie.

— Nie — warknął cicho. — Nie jestem grzecznym chłopcem. Czy to sprawia, że robisz się mokra, szlamo?

Odetchnęła ciężko.

— Tak — jęknęła, wbijając dłonie w pierś Draco.

Zanucił, gdy jego wzrok powędrował na jej usta. Złoczyńca i bohater. Tak, mógł być jednym i drugim. Chciał tego.

Salazar wiedział, jak Granger łaskotała jego mrok, jak go zaspokajała. Pocałował ją, wolną ręką przesuwając w dół, na jej pośladki pod wodą. Zsunął palcami niżej. Hermiona wciąż była śliska. Znów stawał się twardy. Tak cholernie twardy. Przygryzając jej dolną wargę i odsuwając się, mruknął:

— Jak bardzo niegrzeczny chcesz żebym był?

Zaczerwieniła się, jej rzęsy zatrzepotały, usta otworzyły się.

— Bardzo — wyszeptała.

To wystarczyło Draco, by w nią wszedł i uniósł biodra, nie zważając na ból i zmęczenie. Samo odczuwanie jej było orgazmiczne, jej ciasnota go ściskała, wsysała, a on umarłby szczęśliwy, wiedząc, że doświadczył czegoś takiego. Płakała, jej twarz wykrzywiał ból i rozkosz, a Draco objął ją w talii, by utrzymać w miejscu. Kolejne pchnięcie i jej głowa opadła na jego ramię. W kolejnym zadrżała w jego ramionach.

Pieprzył ją powoli, ale głęboko, wsłuchując się w jej jęki i krzyki. Zanurzył dłoń, by dotknąć jej łechtaczki, ale doszła po zaledwie kilku pchnięciach, jej ciepło otulało go na dobre.

To był wyczerpujący orgazm, biedactwo, i osunęła się na niego, podczas gdy on kontynuował pompowanie. Nigdy nie miał jej dość, a z każdym pchnięciem i pociągnięciem w jej ciepłe i rozkosznie ciasne ciepło czuł, jak napięcie jego własnego orgazmu narasta w nim, szalejąc i paląc.

Ścisnęła go idealnie, masując do swoimi ściankami, ściskając wszystko w nim, aż doszedł z odurzającą przyjemnością i ciepłem. Pulsował w niej, jęcząc w jej włosy, rozkoszując się faktem, że właśnie tu, właśnie teraz, miał wszystko, czego kiedykolwiek pragnął.

To był raj.

I kurwa, tak bardzo ją kochał.

___________

Witajcie :) w niedzielny wieczór zapraszam na nowy rozdział tłumaczenia. Dziś dojdzie do rozmowy między naszą dwójką. Ten rozdział można nazwać przejściowym, chociaż i tak wiele się dzieje. 

Na kolejny zapraszam za dwa tygodnie. Enjoy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Obserwatorzy