niedziela, 8 marca 2026

[T] Uchwalenie: Rozdział 2

Hermiona poleciała świstoklikiem do Kapsztadu, dając sobie chwilę na rozkoszowanie się znajomą morską bryzą. Szybko rzuciła zaklęcie Pokaż mi i odnalazła Malfoya na plaży.

Widziała go z daleka, siedzącego na leżaku przed małą willą, po prostu leżącego beztrosko. To ją irracjonalnie rozgniewało. Nie chodziło o to, że nie chciała, by był szczęśliwy, raczej o to, że jakaś część jej chciała, by siedział tu i za nią tęsknił. Nie żeby robiła to przez ostatnie pięć lat…

Podeszła do niego, zaciskając usta w wąską linię i mentalnie przygotowując się na interakcję.

Odwrócił się do niej, marszcząc brwi.

— Hermiono? — zapytał, wyglądając, jakby zobaczył ducha.

— Malfoy — przełknęła ślinę, by uspokoić oddech — czas wracać do domu.

— Co? — zapytał. — Ty… co? — Zanim zdążyła go powstrzymać, pokonał niewielką odległość między nimi i przytulił ją. — Tęskniłem za tobą — wyszeptał w jej włosy.

Jej oddech spłycił się, a powieki stały się ciężkie. Nieświadomie rozluźniła się w jego objęciach, wdychając znajomy zapach kawy zmieszany z wyrazistym aromatem oceanu. Jego słowa rozbrzmiały jej w głowie — tęsknił za nią — cokolwiek to znaczyło.

Potrząsnęła głową, wyrywając się z jego objęć i zmuszając twarz do neutralnego wyrazu. Otworzyła usta, żeby odpowiedzieć, ale jej uwagę przykuł wiatr rozwiewający jego włosy na bok i promienie słońca odbijające się w szarych oczach. Niepokojące było to, że po pięciu latach wciąż mógł na nią tak oddziaływać.

Zmarszczył brwi.

— Czekaj, co ty tu robisz? Jak mnie znalazłaś?

Nie mogła powstrzymać uśmieszku, który wpełzł na jej usta.

— Miałam krótką listę miejsc, które miałam ci pokazać. To znajdowało się na jej szczycie.

Przypomniała sobie ich rozmowę dawno temu w Atenach.

 

— Wiesz — powiedział nagle — chyba chciałbym gdzieś pojechać.

— Dobrze, Malfoy. Dokąd?

Spojrzał na nią zamyślony.

— Nie wiem. Ty mi powiedz.

Odwzajemniła jego spojrzenie, figlarnie przygryzając wargę.

— Byłeś w Kapsztadzie? — Kiedy obrzucił ją protekcjonalnym spojrzeniem, kontynuowała: — No tak, oczywiście, nigdzie nie byłeś. Kapsztad to jedno z moich ulubionych miejsc. Są tam plaże i góry. I jest takie miejsce, gdzie Atlantyk spotyka się z Pacyfikiem. Zapiera dech w piersiach.

Uśmiechnęła się na wspomnienie, czując widmo bryzy na czole.

— To chyba daleko — mruknął, marszcząc brwi.

Wzruszyła ramionami, prowadząc go do sklepu dla turystów.

— Niektóre rzeczy są tego warte.

 

Skinął głową, unosząc kąciki ust.

— Powinienem się domyślić. Więc — zaczął, obserwując ją uważnie — co tu robisz?

Westchnęła.

— To znów się dzieje.

— Słucham?

— Zgłosiła się do nas Luna Lovegood. — Westchnęła. — Otrzymała, oczywiście z anonimowego źródła, akta opatrzone Czarnym Kodem dotyczące śmierci Ginny. Myślimy, że jest jeszcze jeden akolita — podobny do Percy’ego. W każdym razie, Luna planuje opublikować artykuł, w którym doniesie światu, że Harry Potter był Omnia Scienti, a ty wziąłeś winę na siebie.

Mrugnął kilka razy, marszcząc brwi.

— I co w związku z tym?

— Co w związku z tym?

— Więc po co tu przybyłaś? Dlaczego powiedziałaś dramatycznym tonem Czas wracać do domu? — wycedził.

— Bo świat pozna prawdę i nie ma powodu, byś dłużej tu się ukrywał. Chyba że ty tego chcesz.

Przygryzła wnętrze policzka, starając się nie myśleć o nagłej guli w gardle.

Pokręcił głową.

— Nie chcę tu zostawać, ale po prostu… wątpię, żeby ktokolwiek jej uwierzył, minęło pięć lat.

Zaśmiała się sarkastycznie.

— Tak, taka była moja reakcja. Ale kiedy zobaczyłam akta — pokręciła głową — wszystko wróciło. Trudno się z tym nie zgodzić.

Ona i Draco byli świadkami tego makabrycznego incydentu dzięki wspomnieniom zmarłego Kingsleya Shacklebolta.

— Chcesz, żebym wrócił do domu? — zapytał bez ogródek.

Jego wzrok wwiercał się w nią; był przytłaczający.

— Nieważne, czego chcę. — Jej głowa zabrzmiały nieco ostrzej, niż zamierzała. Ale nie radziła sobie z presją. — Nie chodzi o mnie, tylko o ciebie.

— Chcę wiedzieć — przewrócił oczami — dlaczego przyjechałaś?

— Bo wiedziałam, gdzie jesteś.

Wzruszyła ramionami, jakby przybyła tu tylko po to, by przekazać mu wiadomość.

— Więc nie masz nic przeciwko temu, bym tu został?

Zmrużył oczy.

Prychnęła, wyciągając papierosa i zapalając go pstryknięciem palców.

— Skoro tego chcesz. Tylko się nie zdziw, jeśli świat czarodziejów cię znajdzie.

Zmarszczył brwi.

— Myślałem, że rzuciłaś.

Dmuchnęła mu dymem w twarz.

— Cóż, tak, rzuciłam. Potem mój najlepszy przyjaciel z dzieciństwa okazał się seryjnym mordercą, który za wszelką cenę chciał zmienić świat, a mój chłopak został za to obwiniony i zniknął. Więc tak, znów zaczęłam palić.

Nieco opadł z sił po jej wyznaniu.

— Wiesz, dla mnie to też nie był spacerek.

— Doprawdy? — Poczuła narastającą złość. — Dosłownie znalazłam cię siedzącego na plaży. Jakież to trudności cię spotkały?

— Minęło pięć lat, Hermiono. Nie zawsze po prostu relaksowałem się na plaży — wyjaśnił.

— Skoro tak mówisz.

— Dobra.

— Więc jak? — zapytała.

— Tak, idę — powiedział jej. — Nie mogę pozwolić, byś sama stawiała czoła temu akolicie.

Para stała w odległości stopy od siebie, a słońce powoli zachodziło tuż obok nich. Ale mimo że byli blisko, Hermiona wciąż czuła się jak w innym świecie.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Dwa dni później ukazał się artykuł.

Pomimo notorycznie niskiego nakładu Żonglera wydawało się, że każda czarownica i czarodziej zdołała zdobyć gazetę w ciągu dnia od publikacji.

— To jest… — Hermiona pokręciła głową, krążąc po salonie w domu Theo, gdzie ona, Theo i Draco się ukrywali, unikając medialnego szaleństwa, które wybuchło. — Skąd, u licha, Luna Lovegood zdobyła te szczegóły?

Postanowiono, że Draco zostanie na krótko w londyńskim domu Theo, dopóki nie ogarnie wszystkiego. Nawet Hermiona musiała przyznać, że spotkanie dwóch najlepszych przyjaciół było bardzo wzruszające.

 

— Malfoy.

Theo skinął głową, wkładając ręce do kieszeni.

— Nott.

Draco podszedł i zmusił mężczyznę do uścisku.

— Nie waż się, kurwa, nigdy więcej brać na siebie winy za kolejnego, seryjnego mordercę! — krzyknął Theo, nie puszczając drugiego mężczyzny.

Hermiona widziała, że na chwilę na twarzy Draco pojawił się uśmieszek.

— Zrobię, co w mojej mocy.

 

Hermiona Granger, Theo Nott, Ron Weasley i Hanna Abbott-Weasley byli więzieni przez Omnia Scienti, którym, jak ujawniono, tak naprawdę jest Harry Potter. Tylko przybycie Draco Malfoya w odpowiednim momencie uratowało im życie. — Hermiona przeczytała na głos. — Skąd ona to wzięła?

— Cóż, nie sądzę, żeby wiedziała wszystko; nie jest tam napisane, że go zabiłaś. To pozostawia ten drobny szczegół sekretem — zauważył Draco, upijając łyk kawy ze swojej obecnej filiżanki.

Hermiona uznała to za dziwnie pocieszające — minęło może pięć lat, ale Draco wciąż nie rozstawał się z kawą.

— Wygląda na to, że jej anonimowe źródło po prostu wydedukowało, co naprawdę się wydarzyło, na podstawie oficjalnych zapisów — zasugerował Theo.

Hermiona prychnęła.

— To po prostu… zbyt wiele. Chyba się nie spodziewałam, że będzie aż tak źle.

Artykuł Luny dość jasno wyjaśnił motywy Harry’ego, jego powiązania z Runami i powód, dla którego zabił Shacklebolta. Był… całkiem zrozumiały jak na blondynkę. I obciążający. Logiczne dowody, a także drastyczne obrazy przerażającej śmierci Ginny Potter, przesądziły o sprawie.

Ludzie byli oburzeni, choć nie do końca wiedzieli, na kogo się złościć. Ministerstwo bez wahania obarczyło tym Hermionę i Draco, tłumacząc, że oni również dopiero co poznali przerażającą prawdę.

Ogólnie rzecz biorąc, panowało niezadowolenie.

Hermiona zdała sobie sprawę, że jedynym ratunkiem jest czas. Choć mogła mieć żal do Draco za odejście, gdyby prawda wyszła na jaw pięć lat temu, byłoby o wiele gorzej.

Jedną dobrą wiadomością było to, że nakaz aresztowania Draco został oficjalnie wycofany. Chociaż Ministerstwo wciąż niejasno przedstawiało sprawę, przyznało, że Draco nie ponosi osobistej odpowiedzialności za morderstwo Harry’ego Pottera.

— Zakładamy więc, że musiał być inny akolita, prawda? I musiał poskładać wszystko w całość, wiedząc, że Harry jest Omnia Scienti? — dopytywał Draco.

Od czasu jego powrotu do Anglii stosunki między Draco a Hermioną były napięte. Jak to zwykle bywa w ich związku, stale chciał rozmawiać z nią o „uczuciach”, podczas gdy ona robiła wszystko, co w jej mocy, żeby go unikać. W końcu wrócili do dawnej rutyny skupiania się na bieżącym śledztwie, pozwalając, by sprawy osobiste zostały zepchnięte na dalszy plan.

Hermiona absolutnie nie miała nic przeciwko temu.

— To moje najlepsze założenie. Chyba alternatywą byłoby to, że komuś udało się odkryć prawdę? Ale to wydaje się wątpliwe. — Hermiona przygryzła wargę. — Ale druga rzecz, która mnie dręczy, to dlaczego teraz? W sensie gdyby po prostu chciał, by prawda wyszła na jaw, czy nie powiedziałby czegoś wcześniej?

Theo milczał, siedząc na sofie, najwyraźniej zaczytany w swoim dzienniku eliksirów. Hermiona rozpoznała to; po pięciu latach bliskiej współpracy z tym mężczyzną, po zmarszczkach na jego czole i lekkim drżeniu ręki wywnioskowała, że coś jest nie tak.

— O co chodzi, Theo?

Hermiona zmarszczyła brwi.

Theo oderwał wzrok od lektury, zerknął między Draco i Hermioną.

— Tak, jak powiedziałaś Fudge’owi i Diggle’owi — coś planuje, prawda?

— Tak, ale co? Rytuał Harry’ego miał się odbyć w Letnie Przesilenie, ktokolwiek to jest, nie ma Mechanizmu ani instrukcji, jak go użyć…

— A magia mentalna, której używał Percy? — przerwał Draco. — Kto wie, co jeszcze wymyślił lub odkrył?

Hermiona zamyśliła się.

— Ale milczał przez pięć lat! Dlaczego teraz?

Rozmowa zataczała koło, niczym niekończąca się karuzela, która nic nie dała.

— Musimy porozmawiać z Luną — powiedziała w końcu Hermiona. — Może uda się nam ją przekonać, żeby zdradziła swoje źródło.

— Jesteś pewna, że to dobry pomysł? — zapytał Draco, unosząc brwi.

Hermiona uważnie mu się przyglądała, próbując zrozumieć, o co mu chodzi.

— Cóż, na razie to nasz jedyny trop, więc tak.

Widziała, jak Draco prycha z dezaprobatą.

— Nie ma bardziej logicznego rozwiązania?

— Co?

— To, że Luna Lovegood jest akolitą — zasugerował Draco.

Hermiona nie mogła powstrzymać śmiechu, który wyrwał się z jej gardła.

— Żartujesz? Luna Lovegood? Wróciła do Anglii zaledwie dwa lata temu. Wcześniej, po skończeniu szkoły, podróżowała po świecie. To niedorzeczne.

— Jesteś pewna? Wydawało mi się, że była kiedyś blisko z Harrym i Ginny? — zapytał Draco, unosząc brwi.

Hermiona zmarszczyła brwi, zastanawiając się przez chwilę, po czym pokręciła głową.

— Nie bardziej niż z resztą z nas. Poza tym nie wyobrażam sobie, żeby Luna była tak nachalna. Zawsze była bardzo bezpośrednia.

— Zakładam, że ty też nigdy nie wyobrażałaś sobie Harry’ego Pottera jako Omnia Scienti — zauważył Draco.

— No tak, ale nawet jako Omnia Scienti, do pewnego stopnia, podążał utartymi schematami. A to zupełnie nie w stylu Luny.

Hermiona prychnęła.

— Dobrze. — Draco patrzył sceptycznie, ale mimo to skinął głową. — Porozmawiajmy z nią.

— Naprawdę miło widzieć, że nawet po pięciu latach żadne z was nie dorosło.

Theo uśmiechnął się do nich z wyższością, co zaowocowało dwoma identycznymi przewróceniami oczami.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Lunie udało się ich „wcisnąć” na spotkanie kilka dni później. Najwyraźniej jej ostatni artykuł doprowadził do wzrostu sprzedaży i zainteresowania Żonglerem.

— Hermiono i Draco. Jak miło was widzieć.

Luna dygnęła im dziwnie, prowadząc do sofy.

— Dziękujemy za spotkanie, Luno.

Hermiona uśmiechnęła się ciepło do czarownicy.

— Oczywiście! Przepraszam, że tak długo to zajęło. Czego potrzebujecie? — zapytała Luna.

— Mieliśmy nadzieję, że powiesz nam, kto dokładnie powiedział ci, że Harry jest Omnia Scienti i dał ci te akta.

Hermiona starała się sprawiać wrażenie zrelaksowanej, jakby rozmawiała z przyjaciółką, nadrabiając zaległości. Po swojej prawej stronie wyczuła, że Draco sztywnieje, i skarciła go, żeby przestał.

— Och, wybacz, Hermiono, ale zawsze chronię swoje źródło. Gdybym tego nie robiła, ludzie nie zgłaszaliby się do mnie.

Zamrugała, wciąż uśmiechając się z oszołomieniem.

— Luna, całkowicie to szanuję. Właściwie byłam wielką orędowniczką wielu nowych przepisów zapewniających dalszą niezależność prasy — zapewniła ją Hermiona. — Ten przypadek jest jednak wyjątkiem. Mamy powody, by sądzić, że ktokolwiek jest twoim źródłem, prawdopodobnie pracował dla lub z Omnia Scienti. Istnieje uzasadnione prawdopodobieństwo, że coś knują.

Uśmiech Luny się zmienił, a jej brwi zmarszczyły. Przyłożyła palec wskazujący i kciuk do brody, jakby pogrążona w myślach.

— Ojej, to dość przerażające. — Pokręciła głową. — Naprawdę chciałabym wam pomóc, ale nigdy nie spotkałam się ze źródłem osobiście. A nawet gdybym spotkała, cóż, nie masz żadnych dowodów. Tylko odrobinę wiary.

— Nigdy nie spotkałaś źródła? — odezwał się Draco, pochylając się do przodu.

Hermiona patrzyła, jak mruży oczy, zastanawiając się, co myśli.

Luna ponownie pokręciła głową.

— Przesłał mi akta wraz z opisem. Wysłałam sowę z prośbą o wywiad z nimi, ale odpisał, że przebywa poza granicami kraju.

— Więc nawet nie masz nazwiska? — dopytywał Draco.

Luna wzruszyła ramionami.

— Nie. Nie potrzebowałam tego. Akta opatrzone Czarnym Kodem były wystarczającym dowodem, a ich autentyczność była łatwa do zweryfikowania.

Draco odwrócił się do Hermiony, kiwając głową w stronę drzwi. Hermiona przewróciła oczami i odezwała się:

— Dziękujemy za poświęcony czas, Luno.

— Oczywiście! A jeśli zdecydujecie się opowiedzieć światu prawdziwą historię na temat tego, co się stało, z przyjemnością przeprowadzę z wami wywiad!

Luna wstała i odprowadziła ich do drzwi.

— Będziemy o tym pamiętać.

Hermiona uśmiechnęła się do niej niepewnie, machając na pożegnanie.

— Cóż, to była strata czasu — jęknął Draco, gdy drzwi się zamknęły.

Chwyciła go za ramię i szybko teleportowała ich do swojego mieszkania, zanim ktokolwiek ich zauważył i potencjalnie zasypał absurdalnymi pytaniami.

— Przynajmniej dowiedzieliśmy się, że to anonimowe źródło. — Hermiona wzruszyła ramionami. Odłożyła notes i odwróciła się do Draco, gdy zdała sobie sprawę, że był wyjątkowo cichy. — Wszystko w porządku?

Zobaczyła, że z zamyśleniem wpatruje się w sofę.

— Przepraszam, ale… mam tu mnóstwo wspomnień — powiedział z lekkim uśmiechem.

Rozpaczliwie starała się nie przewrócić oczami.

— Serio, Draco?

— Co?

Jego oczy były szeroko otwarte, jakby udawał niewinność.

— To twój sposób na nostalgię, żebyśmy mogli „pogadać” o tym, co robiliśmy przez ostatnie pięć lat? Bo szczerze mówiąc, to tylko cholerna kanapa — warknęła.

Pokręcił głową.

— Zrobiłaś się bardziej oschła, wiesz o tym, prawda?

Wciągnęła głęboko powietrze, a ten żart uderzył ją jak policzek. Zobaczyła, jak jego twarz również zastyga w bezruchu.

— A dlaczego myślisz, że jestem taka zimna, Malfoy?

Postanowiła użyć jego nazwiska, żeby przypomnieć mu o dystansie, który wciąż ich dzielił.

— Postąpiłem słusznie — upierał się, podchodząc do niej.

Stanęła na progu kuchni i cofnęła się, aż poczuła, jak jej plecy uderzają o blat.

— Zachowałeś się jak bohater. Chciałeś odkupienia. Myślałeś o mnie w ogóle?

Nie chciała tego mówić, nie chciała mu tego powiedzieć, ale nie mogła się powstrzymać. Jego oczy były tak szeroko otwarte i pełne smutku; chciała powiedzieć, że to mdłe, ale poczuła, jak jej serce lekko topnieje.

Pokręcił głową.

— Przepraszam — mruknął, chwytając ją za policzek.

— Przepraszam to za mało — burknęła, czując jak jej policzek zdradziecko wciska się w jego dłoń.

Nigdy nie uważała się za samotną przez ostatnie pięć lat; w końcu miała Theo, Rona i Hannę. Ale dotyk jego dłoni na policzku był instynktowny, rozpalił ciepło na skórze i przeszył ją aż do żołądka.

Obserwował ją ze smutkiem i po prostu stali tak przez chwilę, w jakimś niemożliwym impasie. Przytrzymała swoją dłoń na jego dłoni, koncentrując się na tym, jak jego kciuk zataczał kółka na jej policzku. Wyraźnie przypomniała sobie ich ostatni pocałunek sprzed pięciu lat, absolutną panikę i strach w ostatnich chwilach, zanim odszedł.

Chwyciła go za koszulę i przyciągnęła do siebie, przysuwając jego usta do swoich. Nie miała słów, by opisać burzę emocji, która ją ogarnęła, więc wbiła palce w jego boki i mocno przycisnęła usta do jego w karzącym pocałunku.

Jego palce znalazły oparcie w jej włosach, a jego usta poruszały się w rytm jej. Napierała na niego, usiłując poczuć coś więcej, gdy wsuwała mu język do ust.

Zamilkł, mrugając oczami.

— Hermiono… — zaczął.

— Zamknij się.

Uciszyła go pocałunkiem.

Musnęła dłońmi jego talię, rozkoszując się cichym jękiem, który wydał, gdy jej dłoń wsunęła się za pasek, drażniąc ciało. Poczuła dłonie przesuwające się z jej włosów na boki, powoli, aż dotarł do dołu jej koszuli. Kontynuowała pieszczoty, unosząc i opuszczając jego kutasa, rozkoszując się każdym drgnięciem lub uniesieniem jego bioder i przyspieszeniem oddechu.

Złapał ją w talii i szybko podniósł, kładąc na blacie, tak że ich biodra były na tym samym poziomie. Jęknęła przy dotyku, czując, jak jego dłonie przesuwają się od jej pośladków w górę koszuli, gdy kontynuowała pieszczenie jego ciała.

— Tęskniłem za tobą — wyszeptał w jej usta drżącym głosem, dochodząc. — Kurwa — krzyknął, chciwie wpychając język do jej ust.

Owinęła stopy wokół jego kolan, przyciągając go bliżej i zaciskając dłonie na jego szyi. Starała się nie myśleć, skupić się tylko na uczuciu jego palców przesuwających się niżej, drażniących górę jej majtek. Przesunął palcem po jej bliźnie, okrążając łechtaczkę, a drugą rękę wcisnął pod stanik.

Jęknęła, wykorzystując resztki racjonalnego myślenia, by uniknąć błagania lub używania jego imienia.

— Malfoy — wyszeptała w końcu.

— O co chodzi? Czego chcesz? — wyszeptał jej do ucha, wywołując dreszcze na szyi.

Przyłożył usta do miejsca za jej uchem, które, jak wiedział, doprowadzało ją do szału, nadal drażniąc ją palcem. Przysunęła biodra do niego, domagając się większego tarcia i nacisku, ale opierał się, chichocząc w jej szyję.

— Powiedz mi — zadrwił — czego chcesz?

Nie mogła tego znieść. Czuła, jakby stała na skraju przepaści, pieszczoty łechtaczki doprowadzały ją do szału, a chęć czegoś więcej sprawiała, że wiła się i jęczała.

— Pragnę cię — powiedziała mu w końcu.

Te słowa pospiesznie wydobyły się z niej, niemal szeptem.

Zdarł jej majtki i natychmiast wsunął w nią dwa palce. Odrzuciła głowę do tyłu, czując natychmiastową ulgę, a on obsypywał pocałunkami jej szyję, pompując palcami. Czuła jego znów twardego kutasa na swoim udzie. Chwyciła go, kierując ku swojej cipce, patrząc na niego pytająco.

Gwałtownie skinął głową, zrywając spodnie i puszczając kutasa, unosząc ich biodra, zanim gwałtownie w nią wszedł. Pocałowała go jeszcze raz, położyła dłonie na jego biodrach, gdy się poruszał. Poczuła, jak jej pośladki rozłożyły się na kuchennym blacie, a chłodna powierzchnia ocierała się o jej skórę, gdy Draco kontynuował wsuwanie się w nią.

Jego dłoń chwyciła ją za plecy, próbując przyciągnąć ich do siebie, przyspieszając ruchy. Czuła pot spływający z jego włosów i lądujący na jej szyi. Pocałunki stały się brutalne, na co odpowiedziała, przygryzając jego wargę i rozkoszując się jego jękiem z przyjemności. Udało mu się wcisnąć palec między ich ocierając się ciała, zataczając kółka na jej łechtaczce, nie przestając w nią wchodzić.

Poczuła, jak drżą jej nogi i była mu bardzo wdzięczna, że posadził ją na blacie. Krzyknęła, przyciskając nogi do jego kolan i doszła. Rozluźniła się, a on wszedł w nią jeszcze kilka razy, osiągając orgazm i chwytając blat, z twarzą przyciśniętą do jej szyi.

— Ja — zaczął mamrotać Draco, przesuwając dłonie po jej talii. — Hermiono.

Wstał, uważnie ją obserwując.

— Eee… — Hermiona poczuła swój wyostrzający się umysł i że odzyskuje jasność umysłu. — Powinniśmy skupić się na śledztwie.

Próbowała go odepchnąć.

— Hermiono — zganił ją, mocno trzymając ją w talii. — Proszę, porozmawiaj ze mną.

Zdjęła jego ręce z siebie, dostrzegając błysk w jego oczach, gdy się cofnął i podciągnął spodnie.

— Minęło pięć lat — powiedziała, jakby to była wystarczająca odpowiedź.

Ubrała się, sięgnęła po papierosa i zamknęła oczy, zaciskając się znajomym tytoniem.

— I co z tego?

Zmarszczył brwi, uważnie się jej przyglądając.

— To znaczy, że minęło pięć lat. Potrzebuję więcej niż kilku dni, zanim będziemy mogli szczerze porozmawiać.

Rzuciła szybkie Chłoszczyć na kuchenny blat.

— Ale zrobimy to? — zapytał z nutą nadziei w głosie.

— Zobaczymy.

___________

Witajcie :) w drugim rozdziale trochę się podziało, miejmy nadzieję, że relacja Draco i Hermiony wyjdzie na prostą, bo jednak wiele jest między nimi niedomówień. Poza tym tożsamość nowego akolity wydaje się dość zagadkowa, a ja lubię zagadki. Wy z pewnością też. :)

Zostały cztery rozdziały tego tomu, chciałabym je opublikować jakoś w najbliżyszm tygodniu, ale jeszcze nie wiem kiedy. Mam ostatnio wiele na głowie, ale mimo to postaram się jakoś znaleźć czas na tygodniu.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego tygodnia! Enjoy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Obserwatorzy