niedziela, 8 marca 2026

[T] Uchwalenie: Rozdział 1

Dwudziesty czerwca zawsze uderzał w nią jak worek cegieł. Świat czarodziejów obchodził Dzień Harry’ego Pottera ku pamięci swojego bohatera, aby jego poświęcenie nigdy nie zostało zapomniane.

Hermiona i Theo zamknęli sklep na ten dzień pod pretekstem żałoby po przyjacielu. Choć było w tym ziarno prawdy — Hermiona rzeczywiście opłakiwała chłopca, którym kiedyś był — tak naprawdę nie potrafiła stawić czoła światu tego dnia.

Wszyscy znali tę historię; Harry Potter zginął z rąk mściwego Draco Malfoya. Draco miał oczywiście rację — świat bez problemu przedstawiał go jako złoczyńcę. Historie, które się pojawiły, były niesamowite — opowieści o mściwym chłopaku, który nie pogodził się z porażką Czarnego Pana. Uzdrowiciele umysłu wyszli z cienia, twierdząc, że człowiek, który zabił Harry’ego Pottera miał nerwicę.

— Hej. — Ron objął ją, gdy tylko otworzył jej drzwi. — Cieszę się, że mogłaś przyjść.

Uśmiechnął się, ściskając jej ramię.

— Oczywiście — szepnęła Hermiona, idąc za Ronem do ogrodu.

Był wyjątkowo upalny, czerwcowy dzień, a córka Rona, Ginny, biegała pod zraszaczem i wrzeszczała.

— Hermiono!

Hanna podeszła do niej i objęła ją. Zdała sobie sprawę, że to był jeden z tych dni, kiedy wszyscy musieli się przytulać.

— Theo już przyszedł? — zapytała Hermiona, upewniając się, że mała Ginny zniknęła z pola widzenia, więc zapaliła papierosa.

Hanna rzuciła jej karcące spojrzenie, ale nie skomentowała.

— Jeszcze nie. Jak życie?

— Wiele pracy. — Hermiona lekko się uśmiechnęła. — Ja i Theo niedawno podpisaliśmy kontrakt z moją dawną firmą, Munro, więc nie ma przerwy.

Hanna zmarszczyła brwi.

— Ale jak ty się miewasz?

Hermiona starała się zachować kamienną twarz.

— Co masz na myśli?

Spojrzała na swoje palce, zahipnotyzowana odsłoniętymi skórkami.

— Chodzi mi o to — Hanna nie ustępowała — czy robisz coś poza pracą?

— Jestem tutaj, prawda? — zauważyła Hermiona.

Hanna przewróciła oczami.

— Pamiętaj tylko, że cię kochamy, nigdy o tym nie zapominaj, dobrze?

Hermiona poczuła, jak jej twarz łagodnieje.

— Wiem. Dziękuję.

Minęło pięć lat.

Najtrudniej było chyba Theo, który musiał zmierzyć się z faktem, że cała jego relacja z Harrym była kłamstwem. Długo walczył o zaufanie samemu sobie, bojąc się własnych wspomnień i doświadczeń, nawet po tym, jak uzdrowiciele umysłu zapewnili go, że wszelkie ślady magii umysłu zostały usunięte. To, w połączeniu z faktem, że jego najlepszy przyjaciel został oskarżony o zabicie Harry’ego, sprawiło, że cudem było to, że wyszedł z tego cało.

Ona i Theo zbliżyli się co siebie na przestrzeni lat, ostatecznie zakładając firmę konsultingową, w której wykorzystywali swoje dziwaczne i różnorodne umiejętności. Wiedziała jednak, że akurat ten dzień był dla niego trudny. Przypomniała sobie, jak trzy lata temu, dwudziestego czerwca, znalazła go z małą torebką mugolskiej kokainy.

 

— Theo, co robisz?

Hermiona podeszła do niego powoli, obserwując, jak ostrożnie przesuwa proszek ostrzem.

— Jaki jest sens tego wszystkiego? — mruknął, ubijając proszek, jakby jej tam nie było.

— Otrząśnij się, Theo. Przestań.

 

Niewiele brakowało, ale tak naprawdę nie wierzyła, że Theo chciałby wziąć narkotyki; w końcu i tak ją posłuchał.

Ron ogarnął zarówno horror utraty Harry’ego, jak i traumę bycia uwięzionym przez swojego najlepszego przyjaciela.

Nic dziwnego, że cała czwórka nawiązała więź pełną wspólnych sekretów i bólu.

Hermiona robiła to, co potrafiła najlepiej — skupiła się na pracy. Robiła wszystko, co w jej mocy, by nie myśleć o Draco. W końcu byli razem tylko kilka miesięcy, więc co on znaczył w tym wszystkim?

Problem polegał na tym, że każdego poznanego mężczyznę porównywała do niego. Wszyscy byli zbyt głupi, zbyt nudni albo w jakiś inny sposób pozostawiali ją z niedosytem. To było irracjonalne; oczywiście nie wyszłoby jej z Draco. Zaryzykowała związkiem z nim, wiedziała, że to był zły pomysł i się na tym sparzyła.

Minęło jednak pięć lat. Nie kontaktował się z nią — nie żeby koniecznie się tego spodziewała, raczej jakaś jej część po prostu myślała, że i tak się odezwie. W końcu w tak dramatyczny sposób jej powiedział, że ją kocha, a potem postanowił po prostu odejść.

Cóż, to nie było zbyt sprawiedliwe z jej strony. Oddawał życie, żeby utrzymać czarodziejski świat w nienaruszonym stanie.

— A ty jak sobie radzisz?

Hermiona zgasiła papierosa i podeszła z Hanną do Ginny.

Hanna ogarnęła włosy córki, magicznie poprawiając warkocz i zawiązując różową wstążkę.

— Ta pora roku jest trudna — przyznała. Ginny miała prawie pięć lat. Urodziła się miesiąc przed terminem, co zdaniem Uzdrowicieli wynikało z traumy, jaką przeżyła Hanna. — Ale przypominam sobie, że wszyscy jesteśmy zdrowi.

Uśmiechnęła się do córki, patrząc, jak beztrosko biegnie do zraszacza.

— Ej! Widziałyście Ginny? — Theo wpadł do ogrodu, przyciskając dłoń do czoła, jakby kogoś szukał. — Hermionio, Hanno, widziałyście ją?

— Jest tuż obok, Theo.

Hermiona uśmiechnęła się, żartobliwie karcąc.

Prychnął.

— Cóż, to niemożliwe, ta dziewczynka musi mieć co najmniej sześć lat.

— Wujku Theo! — krzyknęła Ginny, opierając ręce na biodrach. — To ja! Ginny!

— Och, przepraszam! Nie poznałem cię!

Podbiegł i podniósł dziewczynkę, obracając ją dookoła i wywołując kilka pisków.

— Ma dryg do dzieci — zauważyła Hermiona, nie po raz pierwszy.

Zawsze czuła, że interakcje z Ginny wymagają wysiłku. Często szukała informacji albo zadawała Ronowi dociekliwe pytania, zanim przychodziła, upewniając się, że prezenty, które przynosiła trafiają w gusta dziecka i że mówi właściwe rzeczy.

Hanna wzruszyła ramionami.

— Chyba niektórzy po prostu dobrze sobie radzą z dziećmi. Wiem, że ja nie potrafiłam, dopóki nie urodziłam. Chociaż nie potrafię się opiekować dziećmi innych…

— Czy Ginny ma jakieś pojęcie? Na temat tego dnia i w ogóle? — zapytała Hermiona.

Hanna pokręciła głową.

— Dzięki Merlinowi nie. Jestem pewna, że kiedyś jej powiem… ale teraz chce rozmawiać tylko o jakimś nadchodzącym zaćmieniu słońca, o którym uczyli się w przedszkolu.

— To musi być fajne.

Hermiona uśmiechnęła się krzywo, myśląc o niewinności dziecka.

— Drogie panie.

Theo zostawił Ginny przy zraszaczu i podszedł do nich, obdarowując je obie rytualnym uściskiem, jakby chciał powiedzieć przetrwaliśmy kolejny rok.

— Nott.

Hanna wykrzywiła usta.

— Więc kolejny rok, co?

Theo przeczesał włosy dłonią, unikając ich badawczych spojrzeń.

— Kolejny rok — mruknęła Hermiona.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Tydzień później znów wszystko wywróciło się do góry nogami.

Luna Lovegood pojawiła się w biurze Hermiony i Theo, wyglądając na niewzruszoną i szybko wyjaśniła, że z anonimowego źródła wie, że Draco tak naprawdę nie jest Omnia Scienti, tylko Harry Potter jest prawdziwym złoczyńcą w tej historii.

— Co?

Hermiona zamrugała, patrząc na kobietę, próbując opanować przyspieszony oddech. Czuła zamglenie myśli, próbując zrozumieć, co się dzieje, lecz wciąż nie potrafiła ocenić sytuacji.

— Tak. — Luna uśmiechnęła się, a jej oczy się zaszkliły. — Napisano do mnie, że to zawsze był Harry. Bo fanatycy czystej krwi zabili jego żonę.

Powiedziała te słowa tonem, jakby po prostu komentowała pogodę albo mówiła o czymś równie banalnym.

Hermiona mogła tylko patrzeć, zamrożona. Czuła Theo u swojego boku, a jego gwałtowne wdechy dorównywały jej własnym.

— Ale to nie ma sensu.

Hermiona próbowała się uśmiechnąć, by ją rozbroić.

— Och. — Oczy Luny rozszerzyły się. — Zapomniałam wspomnieć, że otrzymałam dokumenty z Ministerstwa opatrzone Czarnym Kodem dotyczące śmierci Ginny Potter.

Śmierć Ginny była przez opinię publiczną uznawana za tragiczny wypadek, ale w rzeczywistości przyczynili się do niej trzej, rasistowscy fanatycy. Prawda o jej śmierci i prawdopodobna przyczyna, dla której Harry był Omnia Scienti, zostały uznane za zaginione.

Usta Hermiony zadrżały.

— Co?

— Hmm — Luna zmarszczyła brwi, grzebiąc w torbie — proszę!

Podała Hermionie i Theo wspomniane dokumenty, zawierające makabryczne zdjęcia przedstawiające tragiczną śmierć Ginny Potter, a także oświadczenia Kingsleya, Harry’ego i Percy’ego.

— Nie wiem, co powiedzieć — mruknęła Hermiona, ogarnięta paniką.

Ona i Draco zrobili wszystko, co w ich mocy, by zdobyć te akta. Założyła, że ostatecznie Harry je zniszczył. Jak więc to było możliwe, że ma je teraz w rękach?

— Luna — Hermiona poczuła, że jej głos nieco się uspokaja — nie sądzę, żeby publikowanie takiego artykułu było odpowiedzialne. Wybuchnie panika, a tego nie chcemy, prawda?

Luna przechyliła głowę na bok.

— To twój oficjalny komentarz?

— Słucham?

Hermiona cofnęła się o krok.

— Przyszłam tu, żeby uzyskać komentarz od ciebie i Theodora Notta. Czy to wasz oficjalny komentarz?

Uśmiechnęła się do nich.

— Bez komentarza — mruknęła Hermiona.

Theo powiedział to samo.

— Dobrze, cóż, artykuł ukaże się za kilka dni. Miłego popołudnia!

Luna pomachała do ich żartobliwie i wyszła, zostawiając oszołomionych Hermionę i Theo.

— Czy ona… — zaczął Theo, zdejmując okulary i energicznie czyszcząc szkła swetrem.

— Tak. — Hermiona poczuła drżenie powieki, jej mózg wciąż próbował ogarnąć to, co się właśnie stało. — Cholera, musimy ostrzec Angelinę.

— Myślisz, że ludzie w to uwierzą?

Twarz Theo zdradzała strach, a jego słoń z całych sił ściskała ramię Hermiony.

Hermiona nie była pewna, co odpowiedzieć. W pewnym sensie naprawdę chciała, żeby ludzie w to uwierzyli — ta jej część, która pragnęła uniewinnienia Draco, by świat poznał prawdę. Ale gdyby tak się stało, poświęcenie Draco poszłoby na marne.

— Trudno sobie wyobrazić, żeby ludzie uwierzyli w Harry’ego jako złoczyńcę — zauważyła Hermiona. — Skąd, u licha, wzięła te akta?

Theo skrzywił się.

— Nie wiem, Hermiono.

Wciąż zmagał się z tym, co się stało, z zaufaniem własnym myślom i wspomnieniom. Wspominanie o Harrym często go drażniło.

Uśmiechnęła się do niego przepraszająco.

— Przepraszam, Theo.

Posłała Angelinie Patronusa; była jedyną osobą decyzyjną w Ministerstwie, która wiedziała, co naprawdę wydarzyło się tamtej nocy pięć lat temu. Być może zdołałaby skutecznie przekonać Lunę, że publikacja to nie najlepszy pomysł, choć Hermiona nie miała zielonego pojęcia, w jaki sposób mogłaby to zrobić. Znając blondynkę, mało prawdopodobne było, że cokolwiek mogłoby ją odwieść od obranej ścieżki postępowania.

— Co się stało?

Angelina pominęła uprzejmości, siadając przed biurkiem Hermiony. Theo spojrzał na nich nieufnie, w końcu prychnął i usiadł na swoim krześle.

Gabinet był mały, ale Hermiona lubiła myśleć o nim jako o przytulnym. Każde z nich miało biurko z rzędem regałów na książki za sobą. Było to raczej bezosobowe pomieszczenie; żadne z nich nie miało zdjęć, a obrazy na ścianach pochodziły z różnych posiadłości Nottów. Hermiona zazwyczaj nie spędzała dużo czasu w biurze, woląc pracować w terenie.

— Luna Lovegood przyszła do nas — zaczęła Hermiona. — Jej źródło wie, że Harry był Omnia Scienti.

Angelina zamrugała.

— Ma jakieś dowody?

— Ma akta opatrzone Czarnym Kodem dotyczące morderstwa Ginny — odpowiedziała Hermiona z lekkim uśmiechem.

— Kurwa — wykrzyknęła Angelina, zamykając oczy.

— Tak — Hermiona zgodziła się.

— Gdyby to był ktokolwiek inny niż Luna Lovegood… — Angelina urwała, kręcąc głową.

— Czy Ministerstwo może cokolwiek zrobić? — zapytała Hermiona.

Angelina zmarszczyła brwi, zastanawiając się przez chwilę.

— Nie sądzę. Nikt poza mną tak naprawdę nie wie, co się stało.

— Może czas komuś powiedzieć — zasugerował cicho Theo.

— Komu powinniśmy powiedzieć? — spytała Angelina, unosząc brwi. — Jedyną osobą, która mogłaby mieć wystarczającą władzę, by cokolwiek zrobić, jest Minister, a młodemu Fudge’owi nie ufam tak samo jak jego wujowi.

— Cóż, i tak się dowie — powiedziała Hermiona.

Gdy tylko artykuł się ukaże, Ministerstwo zacznie zadawać pytania.

— Diggle mnie zabije — mruknęła pod nosem Angelina.

— Wygląda na to, że masz to pod kontrolą.

Hermiona uśmiechnęła się, zaciskając dłonie i kładąc je na biurku. Miała nadzieję, że uniknie konieczności spotkania z Digglem i Fudgem, bo żaden z nich jej nie kibicował, gdyż aktywnie działała na rzecz reformy Ministerstwa przez ostatnie pięć lat.

Angelina zaśmiała się sarkastycznie.

— Bardzo zabawne. Nie. Idziecie ze mną, oboje.

— Weasleyowie też przyjdą? — jęknął Theo.

Angelina spiorunowała go wzrokiem, a Theo poruszył się, kiwając głową na znak zgody.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

— Więc, jeśli dobrze rozumiem, okłamała pani swojego przełożonego, Wizengamot i cały czarodziejski świat, pani Weasley — wycedził Antonius Fudge.

Siedział w swoim czerwonym, skórzanym fotelu, a Angelina, Hermiona i Theo drżeli na swoich miejscach po drugiej stronie biurka. Administrator DPPC Diggle stał za Fudgem, rzucając całej trójce groźne spojrzenia.

— Proszę pana — Angelina lekko uśmiechnęła się do Ministra — my… ja… podjęliśmy decyzję w danej chwili. Biorąc pod uwagę sytuację Harry’ego, nie sądziliśmy, że czarodziejski świat przetrwa prawdę.

— Być może, moja droga, ale ta decyzja nie leżała wyłącznie w twoich kompetencjach.

Fudge uniósł brwi, odchylając się na krześle.

Hermiona uważnie obserwowała szepczących między sobą Fudge’a i Diggle’a.

— Proszę pana? — zaczęła, mając już dość i w końcu się odzywając.

— O co chodzi, panno Granger?

Fudge westchnął z irytacją.

Hermiona wzięła uspokajający oddech.

— Jest jeszcze jedna sprawa — oprócz tego, że Luna upubliczni prawdę o tym, co się wydarzyło pięć lat temu. — Poczuła Theo spinającego się obok niej. — Pojawia się pytanie, skąd Luna wzięła te informacje. Ktoś oprócz nas zna prawdę. Możliwe, że to kolejny akolita.

— Albo to ktoś, kto chce namieszać — warknął Diggle.

Hermiona pokręciła głową.

— Nie sądzę. Te akta były dostępne tylko dla Ministra. Teoretycznie możliwe jest, że Shacklebolt komuś je przekazał, ale bardziej prawdopodobne jest to, że Harry zrobił to podczas swojej krótkiej kadencji jako Minister Magii. Być może jako zabezpieczenie przed niepowodzeniem albo w jakimś bardziej nikczemnym celu.

— Do czego zmierzasz?

Diggle wbił w nią wzrok.

— Do czego zmierzam? — Hermiona potarła oczy. — Chodzi mi o to, że Omnia Scienti chciał zmienić rzeczywistość według własnego uznania. Nie miał żadnych etycznych skrupułów przed usuwaniem ludziom wspomnień ani ich zabijaniem. Jeśli gdzieś tam jest akolita, może stanowić bardzo realne zagrożenie.

— Cóż, co złego mogą zrobić bez Mechanizmu? Zakładam, że go zniszczyliście, tak jak mówiliście, prawda?

Głos Diggle’a emanował protekcjonalnością.

Hermiona rzuciła Angelinie nerwowe spojrzenie, która niemal niedostrzegalnie skinęła głową.

— Nie zniszczyliśmy go — poinformowała go niechętnie Hermiona.

— Co? — warknął Diggle. — Mówisz mi, że Mechanizm wciąż tam jest?

— Był zbyt niebezpieczny, by go zniszczyć! — argumentowała Hermiona. — Nie rozumiemy Mechanizmu; jak działa, jak potrafi manipulować rzeczywistością. A co, jeśli niszcząc Mechanizm, my, nie wiem, zniszczymy całą teraźniejszość? Nie mogliśmy podjąć takiego ryzyka!

— To gdzie to jest? — wycedził Fudge.

Hermiona wzięła głęboki oddech.

— Jest ukryte — bezpieczne.

Diggle zaśmiał się ironicznie.

— Jakim prawem sądziliście, że możecie o tym decydować? Przecież wszystko zepsuliście!

— Zrobiliśmy to, co musieliśmy. — Hermiona pokręciła głową. — Słusznie czy nie, Ministerstwo przetrwało ostatnie pięć lat, a wy wszyscy z pewnością skorzystaliście na kłamstwie, które powiedzieliśmy o Harrym Potterze. Mechanizm jest bezpieczny i odmawiam komukolwiek powiedzenia, gdzie się znajduje.

— Pani Weasley. — Diggle przeniósł wzrok na Angelinę. — Może pani ma większą motywację do współpracy. W końcu jest pani pracownikiem Ministerstwa.

Angelina otworzyła usta, ale Hermiona ją uprzedziła.

— Ona nie wie — powiedziała.

Tylko Hermiona wiedziała; niekoniecznie przewidziała ten moment, ale przewidywała możliwość, że ktoś w pewnym momencie spróbuje odzyskać Mechanizm. Im mniej osób znało jego lokalizację, tym lepiej.

— Możemy pannę zmusić do powiedzenia nam.

Fudge pochylił się, opierając przedramiona na biurku.

Hermiona stłumiła drwinę.

— Doprawdy? Jak?

— Możemy zmusić Wizengamot do…

— Nie sądzę — Hermiona pokręciła głową — nawet jeśli uważa pan, że to dobry pomysł, by mówić Wizengamotowi o Mechanizmie. Bądźmy poważni.

Nozdrza Fudge’a wyraźnie się rozszerzyły, a usta zacisnęły w wąską kreskę. Hermiona poczuła swój drgający kącik ust; niezależnie od tego, czy przyznał to, czy nie, wiedział, że miała rację.

— Możecie powstrzymać Lunę? — odezwał się Theo.

Hermiona spojrzała na niego, nie mogąc powstrzymać zaniepokojenia przemykającego przez jej twarz.

Diggle zmienił pozycję, zwracając się do Fudge’a, który odpowiedział:

— Mamy ograniczone możliwości ingerowania w prasę dzięki pewnym reformom przeforsowanym w Ministerstwie w ciągu ostatnich kilku lat.

Spojrzał gniewnie na Hermionę, która nie zamierzała ustąpić.

W końcu ciężko pracowała nad wprowadzeniem mechanizmów kontroli i równowagi w Ministerstwie, a jednym z najważniejszych było zapewnienie, że Ministerstwo nie będzie mogło ingerować w wolność prasy. W tym przypadku być może było to nie na rękę, ale z drugiej strony, być może to właśnie był powód istnienia takich mechanizmów kontroli i równowagi.

— Cóż, chyba prawda wyjdzie na jaw.

Hermiona spojrzała Fudge’owi prosto w oczy.

 

~*~*~*~*~*~*~*~

 

Zanim opuścili Ministerstwo, Angelina zaciągnęła Hermionę do swojego gabinetu.

— Zamierzasz się tym zająć, prawda?

Chwilę zajęło jej zrozumienie, że Główna Aurorka chciała, by Hermiona samodzielnie przeprowadziła śledztwo.

Hermiona skinęła głową.

— Oczywiście.

Angelina zmarszczyła brwi i westchnęła.

— Powinnaś go tu ściągnąć; nie ma sensu, by dłużej przebywał na wygnaniu. Poza tym, wydaje mi się, że możesz potrzebować jego pomocy.

Nikt nie musiał mówić, kogo ma na myśli Angelina.

Hermiona zamrugała. Angelinie udało się zawrzeć sporo informacji w zaledwie kilku słowach. Hermiona w pewnym momencie rozważała, czy nie udać się po Draco, ale zawsze coś ją powstrzymywało. W końcu, co jeśli ktoś by ją śledził i go znalazł? Z punktu widzenia czarodziejskiego świata, Draco Malfoy się ukrywał, poza krajem. Jeśli zostanie odnaleziony, trafi do więzienia, prawdopodobnie otrzymując pocałunek dementora.

Oczywiście, jeśli Hermiona miała być wobec siebie szczera, przyznałaby, że to coś więcej niż tylko troska o jego dobro powstrzymywało ją przed sprowadzeniem go do domu. Krótko byli parą, mógł ruszyć dalej, a ona nie miała pojęcia, jak sobie z tym poradzi.

Była bezpieczna w Anglii — sama.

— W sumie dowie się, gdy artykuł ukaże się w prasie i sam dokona wyboru.

Hermiona wzruszyła ramionami, odwracając się, jakby chciała odejść.

— Hermiono — skarciła ją Angelina. — Wiem, że to, co zrobił, było niesprawiedliwe wobec ciebie, ale zrobił to, co było konieczne. Po prostu… Myślę, że byłoby miło, gdybyś go ostrzegła. Poza tym, jeśli ktokolwiek może go znaleźć, to tylko ty.

Wzrok Hermiony opadł na podłogę, a jej stopy przestępowały z nogi na nogę, gdy próbowała sformułować odpowiedź.

— Ty wiesz! — rzuciła Angelina, otwierając szeroko oczy. — Wiesz, gdzie on jest!

Hermiona przygryzła dolną wargę i wzruszyła ramionami.

— To w sumie nie było takie trudne do odgadnięcia.

— Więc? — zapytała Angelina, opierając ręce na biodrach.

Hermiona westchnęła.

— Sprowadzę go.

_____________

Witajcie :) w niedzielny wieczór zapraszam także na dwa rozdziały trzeciego tomu Trylogii Odkupienia. Kto by pomyślał, że Luna tak namiesza, prawda? Dajcie znać jak wrażenia. I od razu zapraszam na drugi rozdział. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Obserwatorzy