Dwudziesty
czerwca zawsze uderzał w nią jak worek cegieł. Świat czarodziejów obchodził
Dzień Harry’ego Pottera ku pamięci swojego bohatera, aby jego poświęcenie nigdy
nie zostało zapomniane.
Hermiona
i Theo zamknęli sklep na ten dzień pod pretekstem żałoby po przyjacielu. Choć
było w tym ziarno prawdy — Hermiona rzeczywiście opłakiwała chłopca, którym
kiedyś był — tak naprawdę nie potrafiła stawić czoła światu tego dnia.
Wszyscy
znali tę historię; Harry Potter zginął z rąk mściwego Draco Malfoya. Draco miał
oczywiście rację — świat bez problemu przedstawiał go jako złoczyńcę. Historie,
które się pojawiły, były niesamowite — opowieści o mściwym chłopaku, który nie
pogodził się z porażką Czarnego Pana. Uzdrowiciele umysłu wyszli z cienia,
twierdząc, że człowiek, który zabił Harry’ego Pottera miał nerwicę.
—
Hej. — Ron objął ją, gdy tylko otworzył jej drzwi. — Cieszę się, że mogłaś
przyjść.
Uśmiechnął
się, ściskając jej ramię.
—
Oczywiście — szepnęła Hermiona, idąc za Ronem do ogrodu.
Był
wyjątkowo upalny, czerwcowy dzień, a córka Rona, Ginny, biegała pod zraszaczem
i wrzeszczała.
—
Hermiono!
Hanna
podeszła do niej i objęła ją. Zdała sobie sprawę, że to był jeden z tych dni,
kiedy wszyscy musieli się przytulać.
—
Theo już przyszedł? — zapytała Hermiona, upewniając się, że mała Ginny zniknęła
z pola widzenia, więc zapaliła papierosa.
Hanna
rzuciła jej karcące spojrzenie, ale nie skomentowała.
—
Jeszcze nie. Jak życie?
—
Wiele pracy. — Hermiona lekko się uśmiechnęła. — Ja i Theo niedawno
podpisaliśmy kontrakt z moją dawną firmą, Munro, więc nie ma przerwy.
Hanna
zmarszczyła brwi.
—
Ale jak ty się miewasz?
Hermiona
starała się zachować kamienną twarz.
—
Co masz na myśli?
Spojrzała
na swoje palce, zahipnotyzowana odsłoniętymi skórkami.
—
Chodzi mi o to — Hanna nie ustępowała — czy robisz coś poza pracą?
—
Jestem tutaj, prawda? — zauważyła Hermiona.
Hanna
przewróciła oczami.
—
Pamiętaj tylko, że cię kochamy, nigdy o tym nie zapominaj, dobrze?
Hermiona
poczuła, jak jej twarz łagodnieje.
—
Wiem. Dziękuję.
Minęło
pięć lat.
Najtrudniej
było chyba Theo, który musiał zmierzyć się z faktem, że cała jego relacja z
Harrym była kłamstwem. Długo walczył o zaufanie samemu sobie, bojąc się
własnych wspomnień i doświadczeń, nawet po tym, jak uzdrowiciele umysłu
zapewnili go, że wszelkie ślady magii umysłu zostały usunięte. To, w połączeniu
z faktem, że jego najlepszy przyjaciel został oskarżony o zabicie Harry’ego,
sprawiło, że cudem było to, że wyszedł z tego cało.
Ona
i Theo zbliżyli się co siebie na przestrzeni lat, ostatecznie zakładając firmę
konsultingową, w której wykorzystywali swoje dziwaczne i różnorodne umiejętności.
Wiedziała jednak, że akurat ten dzień był dla niego trudny. Przypomniała sobie,
jak trzy lata temu, dwudziestego czerwca, znalazła go z małą torebką mugolskiej
kokainy.
— Theo, co robisz?
Hermiona podeszła do niego powoli,
obserwując, jak ostrożnie przesuwa proszek ostrzem.
— Jaki jest sens tego wszystkiego?
— mruknął, ubijając proszek, jakby jej tam nie było.
— Otrząśnij się, Theo. Przestań.
Niewiele
brakowało, ale tak naprawdę nie wierzyła, że Theo chciałby wziąć narkotyki; w
końcu i tak ją posłuchał.
Ron
ogarnął zarówno horror utraty Harry’ego, jak i traumę bycia uwięzionym przez
swojego najlepszego przyjaciela.
Nic
dziwnego, że cała czwórka nawiązała więź pełną wspólnych sekretów i bólu.
Hermiona
robiła to, co potrafiła najlepiej — skupiła się na pracy. Robiła wszystko, co w
jej mocy, by nie myśleć o Draco. W końcu byli razem tylko kilka miesięcy, więc
co on znaczył w tym wszystkim?
Problem
polegał na tym, że każdego poznanego mężczyznę porównywała do niego. Wszyscy
byli zbyt głupi, zbyt nudni albo w jakiś inny sposób pozostawiali ją z
niedosytem. To było irracjonalne;
oczywiście nie wyszłoby jej z Draco. Zaryzykowała związkiem z nim, wiedziała,
że to był zły pomysł i się na tym sparzyła.
Minęło
jednak pięć lat. Nie kontaktował się z nią — nie żeby koniecznie się tego spodziewała, raczej jakaś jej część po
prostu myślała, że i tak się odezwie. W końcu w tak dramatyczny sposób jej
powiedział, że ją kocha, a potem postanowił po prostu odejść.
Cóż,
to nie było zbyt sprawiedliwe z jej
strony. Oddawał życie, żeby utrzymać czarodziejski świat w nienaruszonym
stanie.
—
A ty jak sobie radzisz?
Hermiona
zgasiła papierosa i podeszła z Hanną do Ginny.
Hanna
ogarnęła włosy córki, magicznie poprawiając warkocz i zawiązując różową
wstążkę.
—
Ta pora roku jest trudna — przyznała. Ginny miała prawie pięć lat. Urodziła się
miesiąc przed terminem, co zdaniem Uzdrowicieli wynikało z traumy, jaką
przeżyła Hanna. — Ale przypominam sobie, że wszyscy jesteśmy zdrowi.
Uśmiechnęła
się do córki, patrząc, jak beztrosko biegnie do zraszacza.
—
Ej! Widziałyście Ginny? — Theo wpadł do ogrodu, przyciskając dłoń do czoła,
jakby kogoś szukał. — Hermionio, Hanno, widziałyście ją?
—
Jest tuż obok, Theo.
Hermiona
uśmiechnęła się, żartobliwie karcąc.
Prychnął.
—
Cóż, to niemożliwe, ta dziewczynka musi mieć co najmniej sześć lat.
—
Wujku Theo! — krzyknęła Ginny, opierając ręce na biodrach. — To ja! Ginny!
—
Och, przepraszam! Nie poznałem cię!
Podbiegł
i podniósł dziewczynkę, obracając ją dookoła i wywołując kilka pisków.
—
Ma dryg do dzieci — zauważyła Hermiona, nie po raz pierwszy.
Zawsze
czuła, że interakcje z Ginny wymagają wysiłku. Często szukała informacji albo
zadawała Ronowi dociekliwe pytania, zanim przychodziła, upewniając się, że
prezenty, które przynosiła trafiają w gusta dziecka i że mówi właściwe rzeczy.
Hanna
wzruszyła ramionami.
—
Chyba niektórzy po prostu dobrze sobie radzą z dziećmi. Wiem, że ja nie
potrafiłam, dopóki nie urodziłam. Chociaż nie potrafię się opiekować dziećmi
innych…
—
Czy Ginny ma jakieś pojęcie? Na temat tego dnia i w ogóle? — zapytała Hermiona.
Hanna
pokręciła głową.
—
Dzięki Merlinowi nie. Jestem pewna, że kiedyś jej powiem… ale teraz chce
rozmawiać tylko o jakimś nadchodzącym zaćmieniu słońca, o którym uczyli się w
przedszkolu.
—
To musi być fajne.
Hermiona
uśmiechnęła się krzywo, myśląc o niewinności dziecka.
—
Drogie panie.
Theo
zostawił Ginny przy zraszaczu i podszedł do nich, obdarowując je obie rytualnym
uściskiem, jakby chciał powiedzieć przetrwaliśmy kolejny rok.
—
Nott.
Hanna
wykrzywiła usta.
—
Więc kolejny rok, co?
Theo
przeczesał włosy dłonią, unikając ich badawczych spojrzeń.
—
Kolejny rok — mruknęła Hermiona.
~*~*~*~*~*~*~*~
Tydzień
później znów wszystko wywróciło się do góry nogami.
Luna
Lovegood pojawiła się w biurze Hermiony i Theo, wyglądając na niewzruszoną i
szybko wyjaśniła, że z anonimowego źródła wie, że Draco tak naprawdę nie jest
Omnia Scienti, tylko Harry Potter
jest prawdziwym złoczyńcą w tej historii.
—
Co?
Hermiona
zamrugała, patrząc na kobietę, próbując opanować przyspieszony oddech. Czuła
zamglenie myśli, próbując zrozumieć, co się dzieje, lecz wciąż nie potrafiła
ocenić sytuacji.
—
Tak. — Luna uśmiechnęła się, a jej oczy się zaszkliły. — Napisano do mnie, że
to zawsze był Harry. Bo fanatycy czystej krwi zabili jego żonę.
Powiedziała
te słowa tonem, jakby po prostu komentowała pogodę albo mówiła o czymś równie
banalnym.
Hermiona
mogła tylko patrzeć, zamrożona. Czuła Theo u swojego boku, a jego gwałtowne
wdechy dorównywały jej własnym.
—
Ale to nie ma sensu.
Hermiona
próbowała się uśmiechnąć, by ją rozbroić.
—
Och. — Oczy Luny rozszerzyły się. — Zapomniałam wspomnieć, że otrzymałam
dokumenty z Ministerstwa opatrzone Czarnym Kodem dotyczące śmierci Ginny
Potter.
Śmierć
Ginny była przez opinię publiczną uznawana za tragiczny wypadek, ale w
rzeczywistości przyczynili się do niej trzej, rasistowscy fanatycy. Prawda o
jej śmierci i prawdopodobna przyczyna, dla której Harry był Omnia Scienti,
zostały uznane za zaginione.
Usta
Hermiony zadrżały.
—
Co?
—
Hmm — Luna zmarszczyła brwi, grzebiąc w torbie — proszę!
Podała
Hermionie i Theo wspomniane dokumenty, zawierające makabryczne zdjęcia przedstawiające
tragiczną śmierć Ginny Potter, a także oświadczenia Kingsleya, Harry’ego i
Percy’ego.
—
Nie wiem, co powiedzieć — mruknęła Hermiona, ogarnięta paniką.
Ona
i Draco zrobili wszystko, co w ich mocy, by zdobyć te akta. Założyła, że
ostatecznie Harry je zniszczył. Jak więc
to było możliwe, że ma je teraz w rękach?
—
Luna — Hermiona poczuła, że jej głos nieco się uspokaja — nie sądzę, żeby
publikowanie takiego artykułu było odpowiedzialne. Wybuchnie panika, a tego nie
chcemy, prawda?
Luna
przechyliła głowę na bok.
—
To twój oficjalny komentarz?
—
Słucham?
Hermiona
cofnęła się o krok.
—
Przyszłam tu, żeby uzyskać komentarz od ciebie i Theodora Notta. Czy to wasz
oficjalny komentarz?
Uśmiechnęła
się do nich.
—
Bez komentarza — mruknęła Hermiona.
Theo
powiedział to samo.
—
Dobrze, cóż, artykuł ukaże się za kilka dni. Miłego popołudnia!
Luna
pomachała do ich żartobliwie i wyszła, zostawiając oszołomionych Hermionę i
Theo.
—
Czy ona… — zaczął Theo, zdejmując okulary i energicznie czyszcząc szkła
swetrem.
—
Tak. — Hermiona poczuła drżenie powieki, jej mózg wciąż próbował ogarnąć to, co
się właśnie stało. — Cholera, musimy ostrzec Angelinę.
—
Myślisz, że ludzie w to uwierzą?
Twarz
Theo zdradzała strach, a jego słoń z całych sił ściskała ramię Hermiony.
Hermiona
nie była pewna, co odpowiedzieć. W pewnym sensie naprawdę chciała, żeby ludzie
w to uwierzyli — ta jej część, która pragnęła uniewinnienia Draco, by świat
poznał prawdę. Ale gdyby tak się stało, poświęcenie Draco poszłoby na marne.
—
Trudno sobie wyobrazić, żeby ludzie uwierzyli w Harry’ego jako złoczyńcę —
zauważyła Hermiona. — Skąd, u licha, wzięła
te akta?
Theo
skrzywił się.
—
Nie wiem, Hermiono.
Wciąż
zmagał się z tym, co się stało, z zaufaniem własnym myślom i wspomnieniom.
Wspominanie o Harrym często go drażniło.
Uśmiechnęła
się do niego przepraszająco.
—
Przepraszam, Theo.
Posłała
Angelinie Patronusa; była jedyną osobą decyzyjną w Ministerstwie, która
wiedziała, co naprawdę wydarzyło się tamtej nocy pięć lat temu. Być może
zdołałaby skutecznie przekonać Lunę, że publikacja to nie najlepszy pomysł,
choć Hermiona nie miała zielonego pojęcia, w jaki sposób mogłaby to zrobić. Znając
blondynkę, mało prawdopodobne było, że cokolwiek mogłoby ją odwieść od obranej
ścieżki postępowania.
—
Co się stało?
Angelina
pominęła uprzejmości, siadając przed biurkiem Hermiony. Theo spojrzał na nich
nieufnie, w końcu prychnął i usiadł na swoim krześle.
Gabinet
był mały, ale Hermiona lubiła myśleć o nim jako o przytulnym. Każde z nich miało biurko z rzędem regałów na książki
za sobą. Było to raczej bezosobowe pomieszczenie; żadne z nich nie miało zdjęć,
a obrazy na ścianach pochodziły z różnych posiadłości Nottów. Hermiona zazwyczaj
nie spędzała dużo czasu w biurze, woląc pracować w terenie.
—
Luna Lovegood przyszła do nas — zaczęła Hermiona. — Jej źródło wie, że Harry
był Omnia Scienti.
Angelina
zamrugała.
—
Ma jakieś dowody?
—
Ma akta opatrzone Czarnym Kodem dotyczące morderstwa Ginny — odpowiedziała
Hermiona z lekkim uśmiechem.
—
Kurwa — wykrzyknęła Angelina, zamykając oczy.
—
Tak — Hermiona zgodziła się.
—
Gdyby to był ktokolwiek inny niż Luna Lovegood… — Angelina urwała, kręcąc
głową.
—
Czy Ministerstwo może cokolwiek zrobić? — zapytała Hermiona.
Angelina
zmarszczyła brwi, zastanawiając się przez chwilę.
—
Nie sądzę. Nikt poza mną tak naprawdę
nie wie, co się stało.
—
Może czas komuś powiedzieć — zasugerował cicho Theo.
—
Komu powinniśmy powiedzieć? — spytała Angelina, unosząc brwi. — Jedyną osobą,
która mogłaby mieć wystarczającą władzę, by cokolwiek zrobić, jest Minister, a
młodemu Fudge’owi nie ufam tak samo jak jego wujowi.
—
Cóż, i tak się dowie — powiedziała Hermiona.
Gdy
tylko artykuł się ukaże, Ministerstwo zacznie zadawać pytania.
—
Diggle mnie zabije — mruknęła pod nosem Angelina.
—
Wygląda na to, że masz to pod kontrolą.
Hermiona
uśmiechnęła się, zaciskając dłonie i kładąc je na biurku. Miała nadzieję, że
uniknie konieczności spotkania z Digglem i Fudgem, bo żaden z nich jej nie
kibicował, gdyż aktywnie działała na rzecz reformy Ministerstwa przez ostatnie
pięć lat.
Angelina
zaśmiała się sarkastycznie.
—
Bardzo zabawne. Nie. Idziecie ze mną, oboje.
—
Weasleyowie też przyjdą? — jęknął Theo.
Angelina
spiorunowała go wzrokiem, a Theo poruszył się, kiwając głową na znak zgody.
~*~*~*~*~*~*~*~
—
Więc, jeśli dobrze rozumiem, okłamała pani swojego przełożonego, Wizengamot i
cały czarodziejski świat, pani Weasley — wycedził Antonius Fudge.
Siedział
w swoim czerwonym, skórzanym fotelu, a Angelina, Hermiona i Theo drżeli na
swoich miejscach po drugiej stronie biurka. Administrator DPPC Diggle stał za
Fudgem, rzucając całej trójce groźne spojrzenia.
—
Proszę pana — Angelina lekko uśmiechnęła się do Ministra — my… ja… podjęliśmy decyzję w danej chwili.
Biorąc pod uwagę sytuację Harry’ego, nie sądziliśmy, że czarodziejski świat
przetrwa prawdę.
—
Być może, moja droga, ale ta decyzja nie leżała wyłącznie w twoich
kompetencjach.
Fudge
uniósł brwi, odchylając się na krześle.
Hermiona
uważnie obserwowała szepczących między sobą Fudge’a i Diggle’a.
—
Proszę pana? — zaczęła, mając już dość i w końcu się odzywając.
—
O co chodzi, panno Granger?
Fudge
westchnął z irytacją.
Hermiona
wzięła uspokajający oddech.
—
Jest jeszcze jedna sprawa — oprócz tego, że Luna upubliczni prawdę o tym, co
się wydarzyło pięć lat temu. — Poczuła Theo spinającego się obok niej. —
Pojawia się pytanie, skąd Luna wzięła te informacje. Ktoś oprócz nas zna
prawdę. Możliwe, że to kolejny akolita.
—
Albo to ktoś, kto chce namieszać — warknął Diggle.
Hermiona
pokręciła głową.
—
Nie sądzę. Te akta były dostępne tylko dla Ministra. Teoretycznie możliwe jest,
że Shacklebolt komuś je przekazał, ale bardziej prawdopodobne jest to, że Harry
zrobił to podczas swojej krótkiej kadencji jako Minister Magii. Być może jako
zabezpieczenie przed niepowodzeniem albo w jakimś bardziej nikczemnym celu.
—
Do czego zmierzasz?
Diggle
wbił w nią wzrok.
—
Do czego zmierzam? — Hermiona potarła oczy. — Chodzi mi o to, że Omnia Scienti
chciał zmienić rzeczywistość według własnego uznania. Nie miał żadnych
etycznych skrupułów przed usuwaniem ludziom wspomnień ani ich zabijaniem. Jeśli
gdzieś tam jest akolita, może stanowić bardzo realne zagrożenie.
—
Cóż, co złego mogą zrobić bez Mechanizmu? Zakładam, że go zniszczyliście, tak
jak mówiliście, prawda?
Głos
Diggle’a emanował protekcjonalnością.
Hermiona
rzuciła Angelinie nerwowe spojrzenie, która niemal niedostrzegalnie skinęła
głową.
—
Nie zniszczyliśmy go — poinformowała go niechętnie Hermiona.
—
Co? — warknął Diggle. — Mówisz mi, że Mechanizm wciąż tam jest?
—
Był zbyt niebezpieczny, by go zniszczyć! — argumentowała Hermiona. — Nie
rozumiemy Mechanizmu; jak działa, jak potrafi manipulować rzeczywistością. A
co, jeśli niszcząc Mechanizm, my, nie wiem, zniszczymy całą teraźniejszość? Nie
mogliśmy podjąć takiego ryzyka!
—
To gdzie to jest? — wycedził Fudge.
Hermiona
wzięła głęboki oddech.
—
Jest ukryte — bezpieczne.
Diggle
zaśmiał się ironicznie.
—
Jakim prawem sądziliście, że możecie o tym decydować? Przecież wszystko
zepsuliście!
—
Zrobiliśmy to, co musieliśmy. — Hermiona pokręciła głową. — Słusznie czy nie,
Ministerstwo przetrwało ostatnie pięć
lat, a wy wszyscy z pewnością skorzystaliście na kłamstwie, które
powiedzieliśmy o Harrym Potterze. Mechanizm jest
bezpieczny i odmawiam komukolwiek powiedzenia, gdzie się znajduje.
—
Pani Weasley. — Diggle przeniósł wzrok na Angelinę. — Może pani ma większą
motywację do współpracy. W końcu jest pani pracownikiem Ministerstwa.
Angelina
otworzyła usta, ale Hermiona ją uprzedziła.
—
Ona nie wie — powiedziała.
Tylko Hermiona wiedziała; niekoniecznie przewidziała
ten moment, ale przewidywała możliwość, że ktoś w pewnym momencie spróbuje
odzyskać Mechanizm. Im mniej osób znało jego lokalizację, tym lepiej.
—
Możemy pannę zmusić do powiedzenia nam.
Fudge
pochylił się, opierając przedramiona na biurku.
Hermiona
stłumiła drwinę.
—
Doprawdy? Jak?
—
Możemy zmusić Wizengamot do…
—
Nie sądzę — Hermiona pokręciła głową — nawet jeśli uważa pan, że to dobry pomysł, by mówić Wizengamotowi o Mechanizmie.
Bądźmy poważni.
Nozdrza
Fudge’a wyraźnie się rozszerzyły, a usta zacisnęły w wąską kreskę. Hermiona
poczuła swój drgający kącik ust; niezależnie od tego, czy przyznał to, czy nie,
wiedział, że miała rację.
—
Możecie powstrzymać Lunę? — odezwał się Theo.
Hermiona
spojrzała na niego, nie mogąc powstrzymać zaniepokojenia przemykającego przez
jej twarz.
Diggle
zmienił pozycję, zwracając się do Fudge’a, który odpowiedział:
—
Mamy ograniczone możliwości ingerowania w prasę dzięki pewnym reformom przeforsowanym w Ministerstwie w ciągu ostatnich
kilku lat.
Spojrzał
gniewnie na Hermionę, która nie zamierzała ustąpić.
W
końcu ciężko pracowała nad wprowadzeniem mechanizmów kontroli i równowagi w
Ministerstwie, a jednym z najważniejszych było zapewnienie, że Ministerstwo nie
będzie mogło ingerować w wolność prasy. W tym przypadku być może było to nie na
rękę, ale z drugiej strony, być może to właśnie był powód istnienia takich
mechanizmów kontroli i równowagi.
—
Cóż, chyba prawda wyjdzie na jaw.
Hermiona
spojrzała Fudge’owi prosto w oczy.
~*~*~*~*~*~*~*~
Zanim
opuścili Ministerstwo, Angelina zaciągnęła Hermionę do swojego gabinetu.
—
Zamierzasz się tym zająć, prawda?
Chwilę
zajęło jej zrozumienie, że Główna Aurorka chciała,
by Hermiona samodzielnie przeprowadziła śledztwo.
Hermiona
skinęła głową.
—
Oczywiście.
Angelina
zmarszczyła brwi i westchnęła.
—
Powinnaś go tu ściągnąć; nie ma sensu, by dłużej przebywał na wygnaniu. Poza
tym, wydaje mi się, że możesz potrzebować jego pomocy.
Nikt
nie musiał mówić, kogo ma na myśli Angelina.
Hermiona
zamrugała. Angelinie udało się zawrzeć sporo informacji w zaledwie kilku
słowach. Hermiona w pewnym momencie rozważała, czy nie udać się po Draco, ale
zawsze coś ją powstrzymywało. W końcu, co jeśli ktoś by ją śledził i go
znalazł? Z punktu widzenia czarodziejskiego świata, Draco Malfoy się ukrywał,
poza krajem. Jeśli zostanie odnaleziony, trafi do więzienia, prawdopodobnie
otrzymując pocałunek dementora.
Oczywiście,
jeśli Hermiona miała być wobec siebie szczera, przyznałaby, że to coś więcej
niż tylko troska o jego dobro powstrzymywało ją przed sprowadzeniem go do domu.
Krótko byli parą, mógł ruszyć dalej, a ona nie miała pojęcia, jak sobie z tym
poradzi.
Była
bezpieczna w Anglii — sama.
—
W sumie dowie się, gdy artykuł ukaże się w prasie i sam dokona wyboru.
Hermiona
wzruszyła ramionami, odwracając się, jakby chciała odejść.
—
Hermiono — skarciła ją Angelina. — Wiem, że to, co zrobił, było niesprawiedliwe
wobec ciebie, ale zrobił to, co było konieczne.
Po prostu… Myślę, że byłoby miło, gdybyś go ostrzegła. Poza tym, jeśli
ktokolwiek może go znaleźć, to tylko ty.
Wzrok
Hermiony opadł na podłogę, a jej stopy przestępowały z nogi na nogę, gdy
próbowała sformułować odpowiedź.
—
Ty wiesz! — rzuciła Angelina, otwierając szeroko oczy. — Wiesz, gdzie on jest!
Hermiona
przygryzła dolną wargę i wzruszyła ramionami.
—
To w sumie nie było takie trudne do odgadnięcia.
—
Więc? — zapytała Angelina, opierając ręce na biodrach.
Hermiona
westchnęła.
—
Sprowadzę go.
_____________
Witajcie :) w niedzielny wieczór zapraszam także na dwa rozdziały trzeciego tomu Trylogii Odkupienia. Kto by pomyślał, że Luna tak namiesza, prawda? Dajcie znać jak wrażenia. I od razu zapraszam na drugi rozdział. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)