Zasada Przyjaźni numer 9: Doktor Who to najlepszy telewizyjny serial
(Propozycja: HG | Niechętnie przyjęta: DM)
Członkowie
Oddziału Łamania Klątw w niedawno powiększonym składzie aportowali się na
skraju smaganego wiatrem nadmorskiego klifu. W dole morze wzburzyło się
gniewnie, ciemne fale rozbijały się o ostre skały. Nad głowami majaczyły
burzowe chmury, zwiastując deszcz.
Ale
mimo to, w jaskrawym kontraście do złowieszczego otoczenia, domek przed nimi wyglądał
jak z dziecięcej bajki. Biały płot otaczał uroczy, kamienny dom ze strzechą i
kominem, z którego wydobywały się delikatne strużki dymu. Róże i lawenda rosły
wzdłuż brukowanej ścieżki prowadzącej do drzwi wejściowych, a ich zapach był
dziwnie kojący na tle szumu morza.
Hermiona
i Draco zatrzymali się tuż za bramą. Draco przysunął się bliżej Nory.
—
Jeśli mnie pamięć nie myli, na pierwszym roku Mistrzostwa w Łamaniu Klątw
uczycie się głównie teorii — powiedział. — Więc skupisz się na tym podczas
zajęć z profesorem Higgensem, a podczas akcji z nami będziesz obserwować
technikę i procedury. Zrozumiano?
Nora
skinęła głową.
—
Jeśli poczujesz oznaki kłopotów — dodała Hermiona — rzuć Protego i ustaw się za nami.
—
Włosy Granger to zaklęcie tarczy trzeciego stopnia zaawansowania — mruknął
Draco pod nosem.
Syknął,
gdy bezróżdżkowe zaklęcie żądlące uderzyło go w przedramię.
—
Druga Zasada Przyjaźni, Malfoy — rzuciła chłodno Hermiona.
Tłumiąc
uśmiech, Nora otworzyła teczkę, którą miała przy sobie i przejrzała informacje,
ruszając w stronę domku.
—
Pierwszy zespół Aurorów zlokalizował przedmiot w gabinecie. Nie został ruszony…
Dwie
ręce zacisnęły się na jej ramionach i szarpnęły do tyłu.
Draco
i Hermiona zatrzymali się w idealnej synchronizacji.
—
Zawsze zaczynamy od przeszukania
terenu — wyjaśniła Hermiona, wyciągając różdżkę. — Dokładna wiedza o tym, co
możemy zastać w środku, daje nam największą szansę na skuteczne usunięcie.
—
Posiadłości z jednym przeklętym przedmiotem często mają ich więcej — dodał
Draco. — Przeszukanie ujawnia również zaklęcia ochronne i pułapki, zanim staną
się naszym problemem.
—
Robimy dwa pełne okrążenia wokół posesji — kontynuowała Hermiona. — Mniejsze
posesje — chodzimy. Większe — latamy.
Zadrżała
i ujawnił się niesmak na jej twarzy.
Nagle
odwróciła się do Nory, a w jej oczach pojawiła się nadzieja.
—
Lubisz latać?
—
Tak — odpowiedziała Nora. — Byłam pałkarzem Krukonów.
Hermiona
podskoczyła z zachwytem.
—
Wspaniale! Teraz ty i Malfoy się tym
zajmiecie, a ja już nigdy nie będę musiała siadać na miotle.
Uśmiech
Draco zniknął na pół sekundy, coś nieodgadnionego przemknęło przez jego twarz,
zanim zamaskował to kolejnym żartem.
—
Cóż, dlatego jesteś taka słaba w
lataniu, Granger. Nie stoi się na
miotle.
Kolejne
żądło sprawiło, że krzyknął, a Nora stłumiła śmiech.
Zabrali
się do pracy. Hermiona i Draco poruszali się w idealnym tandemie, rzucając
zaklęcia wykrywające po domku. Nora podążała za nimi uważnie, przyglądając się
zaklęciom.
W
miarę jak pracowali, rozmowa schodziła na luźniejsze tematy.
—
Na Merlina, proszę, dopilnuj, żeby
Potter przyszedł dziś wieczorem — powiedział Draco, machając różdżką, by zebrać
informacje. — Theo codziennie mnie nęka.
—
Przyjdzie — potwierdziła Hermiona, poruszając różdżką tak samo jak Draco. —
Tori będzie?
Draco
prychnął.
—
Nie sądzę, żeby Tori kiedykolwiek
postawiła stopę w pubie. Zwłaszcza w
Dziurawym Kotle.
Zdezorientowana
Nora przenosiła spojrzenie z jednego na drugie.
Hermiona
to dostrzegła i uśmiechnęła się szeroko.
—
Dobra, szybkie podsumowanie. Jestem
szczęśliwą singielką i absolutnie nie
szukam stałego związku.
Draco
przerwał.
—
Tłumaczenie: nie zdradzi nam z kim
romansuje, bez względu na to, jak bardzo będziemy błagać. Nigdy nie widziałem,
by wspominała o jakiejkolwiek randce. Większość nocy spędza zakopana w książce
albo oglądając swojego ukochanego Doktora…
—
Dziewiąta Zasada Przyjaźni, Draco — wtrąciła się płynnie Hermiona.
—
Tak, tak, żadnych oszczerstw dotyczących
Doktora Who.
Nora
skinęła głową, ale nie mogła pozbyć się wrażenia, że zachowują się jak para.
Zanim zdążyła zapytać, Hermiona wskazała na Draco.
—
Draco jest przeznaczony, a właściwie zaręczony
z uroczą i cudowną Astorią Greengrass. Wkrótce ją poznasz. Prawie codziennie
przynosi Draco urocze lunchboxy.
Draco
skinął głową w geście uznania, po czym dodał:
—
A żeby cię w pełni wprowadzić, mój dobry przyjaciel Theodore Nott, rozpaczliwie pożąda Pottera, bliskiego
przyjaciela Granger, i im szybciej się spotkają, tym mniej będziemy z tego powodu
nękani, miejmy nadzieję stanie się to na dzisiejszym przyjęciu urodzinowym Theo.
—
Nadążasz? — zapytała Hermiona.
Nora,
wciąż analizując, skinęła głową.
—
Dobrze — powiedziała Hermiona radośnie. — Możesz narzekać na kogokolwiek chcesz i kiedykolwiek chcesz. Nie to żebyśmy narzekali na Tori — dodała szybko. —
Jest idealna. Widziałaś Żony ze Stepford?
— Na skinienie głowy kontynuowała: — Jest
dokładnie taka, z tą różnicą, że ewidentnie nie jest robotem. Absolutnie
bezbłędna. Któregoś dnia pracowaliśmy całą noc i o siódmej rano pojawiła się w idealnym stanie, ze śniadaniem dla
Draco. Tymczasem ja miałam prawdziwą sowę
we włosach.
Roztargnionym
ruchem dotknęła swoich loków.
Draco
uśmiechnął się krzywo.
—
Cóż, byłem trochę zły; nie przyniosła nam obojgu śniadania. I bądźmy szczerzy…
— Lekko poklepał ją po lokach. — Świstoświnka to najgłupsza sowa na świecie,
podobnie jak jej właściciel; prawdopodobnie sama się tam uwięziła.
~*~*~*~*~*~*~*~*~
Nora
pomyślała, że przeklęty przedmiot wygląda zupełnie rozczarowująco.
Pomimo
wszelkich środków ostrożności podjętych przez Aurorów, spodziewała się czegoś złowieszczego — sztyletu brzęczącego
magią, księgi szepczącej zakazane treści. Zamiast tego zobaczyła tylko dwie
metalowe pętle, nie większe od pomarańczy, połączone czerwoną wstążką,
splecioną z czymś, co wyglądało jak ciernista winorośl. Srebrne opaski były
nakrapiane delikatnymi znakami, bladymi od starości, ale wciąż czytelnymi w sferze
światła wyczarowanej przez Hermionę, która wyciągnęła telefon i zrobiła serię
zdjęć obiektu. Nora, stojąca kilka kroków z tyłu, również wyjęła telefon i
pstryknęła kilka zdjęć.
Draco
rozproszył już zaklęcia ochronne rzucone przez Aurorów i zespól rozpoczął
wstępną diagnostykę. Słabo świecący, magiczny napis uniósł się w powietrzu nad
obiektem, wyświetlając wyniki analizy Draco.
—
Klątwa drugiego stopnia — powiedział Draco, analizując odczyty. — Żadnej
czarnej magii, żadnego zamiaru zabójstwa.
Nora
skinęła głową, przypominając sobie z zajęć, że przedmioty drugiego stopnia nie
były z natury niebezpieczne, raczej uciążliwe niż stanowiące zagrożenie. Mogły
wyrządzić krzywdę, wywołać niezamierzone konsekwencje lub magicznie splątać,
ale nie zostały zaprojektowane, by
okaleczać ani zabijać.
Hermiona,
nie odrywając wzroku od unoszących się obręcz, gestem nakazała Norze podejść.
—
Wyglądają jak kajdanki — zauważyła Hermiona.
—
Masz podobną parę w domu? — zażartował Draco.
Słowa
wyszły z ust Hermiony, zanim zdążyła je powstrzymać.
—
Moje są futrzaste.
Zapadła
chwila ciszy.
Potem
Draco uśmiechnął się szeroko, a na
jego twarzy powoli namalowało się zachwycenie.
—
Och, proszę, rozwiń temat, Granger.
Uszy
Hermiony zapiekły, gdy odchrząknęła.
—
Jesteśmy profesjonalnymi Łamaczami Klątw, Malfoy. Na akcji. Ze stażystką.
—
Oczywiście — mruknął Draco gładko, tonem szyderczo poważnym. — To nie ja
zaczynam sprośne tematy w pracy.
Nora,
na wpół roześmiana, na wpół zirytowana, ponownie skupiła się na przedmiocie.
—
To greka, prawda?
Wskazała
na napisy.
Hermiona
i Draco pochylili się, niemal stykając się głowami, badając delikatne
grawerunki.
—
Hmm. Dialekt eolski? — wyszeptała Hermiona.
Draco
skinął głową, obrysowując różdżką fragment.
—
Chyba tak. Philími?
Hermiona
zmarszczyła brwi.
—
Kochankowie — przetłumaczyła.
Draco
wyprostował się, wzdychając.
—
Cóż, chciałbym powiedzieć, że to
pierwszy raz. — Odwrócił się do Nory, wzruszając ramionami. — Ale szczerze
mówiąc, widujemy wiele takich przeklętych obiektów.
Hermiona
wciąż wpatrywała się w tekst.
—
Harmonia, wspólnota… może jedność — zamyśliła się na głos.
—
No dobra — powiedział Draco, unosząc różdżkę. — Standardowe przeciwzaklęcie dla
klątw wiążących miłość jest dwuetapowe.
Rozpoczął
inkantację.
I
wtedy strach uderzył Norę w brzuch.
—
Czekaj…
Jej
myśli pędziły, inskrypcje wskakiwały na swoje miejsce o sekundę za późno. To
nie było Philími. To nie byli
kochankowie.
To
było Phratēr.
Rodzeństwo.
—
STÓJ! — krzyknęła, a serce waliło jej
jak młotem. — To nie Kochankowie,
tylko Rodzeństwo!
Oczy
Hermiony się rozszerzyły, gdy zdała sobie sprawę z błędu, akurat w momencie gdy Draco skończył
inkantację.
Z
kajdanek wystrzeliło żółte światło.
—
Protego! — krzyknęli Hermiona i Draco
chórem, a tarcze rozbłysły.
To
nie podziałało.
Magia
przedarła się przez ich obronę, jakby
byli z pergaminu. Wybuch energii wystrzelił, owijając ich wiciami złotego
światła. Instynktownie, wolne dłonie Draco i Hermiony zacisnęły się w zbielałym
uścisku, gdy magia w nich wchłonęła.
Przez
chwilę wszystko zamarło.
A
potem świat eksplodował.
___________
Witajcie :) No i zaczyna się zabawa. Wiem, że pewnie większość z Was zastanawia się, jak bardzo dziwne może być to opowiadanie. Cóż, bardzo. Ale mimo wszystko bawmy się! :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)