niedziela, 22 marca 2026

[T] Złączeni: Rozdział 2

 Zasada Przyjaźni numer 9: Doktor Who to najlepszy telewizyjny serial

(Propozycja: HG | Niechętnie przyjęta: DM)

 

Członkowie Oddziału Łamania Klątw w niedawno powiększonym składzie aportowali się na skraju smaganego wiatrem nadmorskiego klifu. W dole morze wzburzyło się gniewnie, ciemne fale rozbijały się o ostre skały. Nad głowami majaczyły burzowe chmury, zwiastując deszcz.

Ale mimo to, w jaskrawym kontraście do złowieszczego otoczenia, domek przed nimi wyglądał jak z dziecięcej bajki. Biały płot otaczał uroczy, kamienny dom ze strzechą i kominem, z którego wydobywały się delikatne strużki dymu. Róże i lawenda rosły wzdłuż brukowanej ścieżki prowadzącej do drzwi wejściowych, a ich zapach był dziwnie kojący na tle szumu morza.

Hermiona i Draco zatrzymali się tuż za bramą. Draco przysunął się bliżej Nory.

— Jeśli mnie pamięć nie myli, na pierwszym roku Mistrzostwa w Łamaniu Klątw uczycie się głównie teorii — powiedział. — Więc skupisz się na tym podczas zajęć z profesorem Higgensem, a podczas akcji z nami będziesz obserwować technikę i procedury. Zrozumiano?

Nora skinęła głową.

— Jeśli poczujesz oznaki kłopotów — dodała Hermiona — rzuć Protego i ustaw się za nami.

— Włosy Granger to zaklęcie tarczy trzeciego stopnia zaawansowania — mruknął Draco pod nosem.

Syknął, gdy bezróżdżkowe zaklęcie żądlące uderzyło go w przedramię.

— Druga Zasada Przyjaźni, Malfoy — rzuciła chłodno Hermiona.

Tłumiąc uśmiech, Nora otworzyła teczkę, którą miała przy sobie i przejrzała informacje, ruszając w stronę domku.

— Pierwszy zespół Aurorów zlokalizował przedmiot w gabinecie. Nie został ruszony…

Dwie ręce zacisnęły się na jej ramionach i szarpnęły do tyłu.

Draco i Hermiona zatrzymali się w idealnej synchronizacji.

Zawsze zaczynamy od przeszukania terenu — wyjaśniła Hermiona, wyciągając różdżkę. — Dokładna wiedza o tym, co możemy zastać w środku, daje nam największą szansę na skuteczne usunięcie.

— Posiadłości z jednym przeklętym przedmiotem często mają ich więcej — dodał Draco. — Przeszukanie ujawnia również zaklęcia ochronne i pułapki, zanim staną się naszym problemem.

— Robimy dwa pełne okrążenia wokół posesji — kontynuowała Hermiona. — Mniejsze posesje — chodzimy. Większe — latamy.

Zadrżała i ujawnił się niesmak na jej twarzy.

Nagle odwróciła się do Nory, a w jej oczach pojawiła się nadzieja.

— Lubisz latać?

— Tak — odpowiedziała Nora. — Byłam pałkarzem Krukonów.

Hermiona podskoczyła z zachwytem.

— Wspaniale! Teraz ty i Malfoy się tym zajmiecie, a ja już nigdy nie będę musiała siadać na miotle.

Uśmiech Draco zniknął na pół sekundy, coś nieodgadnionego przemknęło przez jego twarz, zanim zamaskował to kolejnym żartem.

Cóż, dlatego jesteś taka słaba w lataniu, Granger. Nie stoi się na miotle.

Kolejne żądło sprawiło, że krzyknął, a Nora stłumiła śmiech.

Zabrali się do pracy. Hermiona i Draco poruszali się w idealnym tandemie, rzucając zaklęcia wykrywające po domku. Nora podążała za nimi uważnie, przyglądając się zaklęciom.

W miarę jak pracowali, rozmowa schodziła na luźniejsze tematy.

— Na Merlina, proszę, dopilnuj, żeby Potter przyszedł dziś wieczorem — powiedział Draco, machając różdżką, by zebrać informacje. — Theo codziennie mnie nęka.

— Przyjdzie — potwierdziła Hermiona, poruszając różdżką tak samo jak Draco. — Tori będzie?

Draco prychnął.

— Nie sądzę, żeby Tori kiedykolwiek postawiła stopę w pubie. Zwłaszcza w Dziurawym Kotle.

Zdezorientowana Nora przenosiła spojrzenie z jednego na drugie.

Hermiona to dostrzegła i uśmiechnęła się szeroko.

— Dobra, szybkie podsumowanie. Jestem szczęśliwą singielką i absolutnie nie szukam stałego związku.

Draco przerwał.

— Tłumaczenie: nie zdradzi nam z kim romansuje, bez względu na to, jak bardzo będziemy błagać. Nigdy nie widziałem, by wspominała o jakiejkolwiek randce. Większość nocy spędza zakopana w książce albo oglądając swojego ukochanego Doktora…

— Dziewiąta Zasada Przyjaźni, Draco — wtrąciła się płynnie Hermiona.

— Tak, tak, żadnych oszczerstw dotyczących Doktora Who.

Nora skinęła głową, ale nie mogła pozbyć się wrażenia, że zachowują się jak para. Zanim zdążyła zapytać, Hermiona wskazała na Draco.

— Draco jest przeznaczony, a właściwie zaręczony z uroczą i cudowną Astorią Greengrass. Wkrótce ją poznasz. Prawie codziennie przynosi Draco urocze lunchboxy.

Draco skinął głową w geście uznania, po czym dodał:

— A żeby cię w pełni wprowadzić, mój dobry przyjaciel Theodore Nott, rozpaczliwie pożąda Pottera, bliskiego przyjaciela Granger, i im szybciej się spotkają, tym mniej będziemy z tego powodu nękani, miejmy nadzieję stanie się to na dzisiejszym przyjęciu urodzinowym Theo.

— Nadążasz? — zapytała Hermiona.

Nora, wciąż analizując, skinęła głową.

— Dobrze — powiedziała Hermiona radośnie. — Możesz narzekać na kogokolwiek chcesz i kiedykolwiek chcesz. Nie to żebyśmy narzekali na Tori — dodała szybko. — Jest idealna. Widziałaś Żony ze Stepford? — Na skinienie głowy kontynuowała: — Jest dokładnie taka, z tą różnicą, że ewidentnie nie jest robotem. Absolutnie bezbłędna. Któregoś dnia pracowaliśmy całą noc i o siódmej rano pojawiła się w idealnym stanie, ze śniadaniem dla Draco. Tymczasem ja miałam prawdziwą sowę we włosach.

Roztargnionym ruchem dotknęła swoich loków.

Draco uśmiechnął się krzywo.

— Cóż, byłem trochę zły; nie przyniosła nam obojgu śniadania. I bądźmy szczerzy… — Lekko poklepał ją po lokach. — Świstoświnka to najgłupsza sowa na świecie, podobnie jak jej właściciel; prawdopodobnie sama się tam uwięziła.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Nora pomyślała, że przeklęty przedmiot wygląda zupełnie rozczarowująco.

Pomimo wszelkich środków ostrożności podjętych przez Aurorów, spodziewała się czegoś złowieszczego — sztyletu brzęczącego magią, księgi szepczącej zakazane treści. Zamiast tego zobaczyła tylko dwie metalowe pętle, nie większe od pomarańczy, połączone czerwoną wstążką, splecioną z czymś, co wyglądało jak ciernista winorośl. Srebrne opaski były nakrapiane delikatnymi znakami, bladymi od starości, ale wciąż czytelnymi w sferze światła wyczarowanej przez Hermionę, która wyciągnęła telefon i zrobiła serię zdjęć obiektu. Nora, stojąca kilka kroków z tyłu, również wyjęła telefon i pstryknęła kilka zdjęć.

Draco rozproszył już zaklęcia ochronne rzucone przez Aurorów i zespól rozpoczął wstępną diagnostykę. Słabo świecący, magiczny napis uniósł się w powietrzu nad obiektem, wyświetlając wyniki analizy Draco.

— Klątwa drugiego stopnia — powiedział Draco, analizując odczyty. — Żadnej czarnej magii, żadnego zamiaru zabójstwa.

Nora skinęła głową, przypominając sobie z zajęć, że przedmioty drugiego stopnia nie były z natury niebezpieczne, raczej uciążliwe niż stanowiące zagrożenie. Mogły wyrządzić krzywdę, wywołać niezamierzone konsekwencje lub magicznie splątać, ale nie zostały zaprojektowane, by okaleczać ani zabijać.

Hermiona, nie odrywając wzroku od unoszących się obręcz, gestem nakazała Norze podejść.

— Wyglądają jak kajdanki — zauważyła Hermiona.

— Masz podobną parę w domu? — zażartował Draco.

Słowa wyszły z ust Hermiony, zanim zdążyła je powstrzymać.

Moje są futrzaste.

Zapadła chwila ciszy.

Potem Draco uśmiechnął się szeroko, a na jego twarzy powoli namalowało się zachwycenie.

— Och, proszę, rozwiń temat, Granger.

Uszy Hermiony zapiekły, gdy odchrząknęła.

— Jesteśmy profesjonalnymi Łamaczami Klątw, Malfoy. Na akcji. Ze stażystką.

— Oczywiście — mruknął Draco gładko, tonem szyderczo poważnym. — To nie ja zaczynam sprośne tematy w pracy.

Nora, na wpół roześmiana, na wpół zirytowana, ponownie skupiła się na przedmiocie.

— To greka, prawda?

Wskazała na napisy.

Hermiona i Draco pochylili się, niemal stykając się głowami, badając delikatne grawerunki.

— Hmm. Dialekt eolski? — wyszeptała Hermiona.

Draco skinął głową, obrysowując różdżką fragment.

— Chyba tak. Philími?

Hermiona zmarszczyła brwi.

Kochankowie — przetłumaczyła.

Draco wyprostował się, wzdychając.

— Cóż, chciałbym powiedzieć, że to pierwszy raz. — Odwrócił się do Nory, wzruszając ramionami. — Ale szczerze mówiąc, widujemy wiele takich przeklętych obiektów.

Hermiona wciąż wpatrywała się w tekst.

— Harmonia, wspólnota… może jedność — zamyśliła się na głos.

— No dobra — powiedział Draco, unosząc różdżkę. — Standardowe przeciwzaklęcie dla klątw wiążących miłość jest dwuetapowe.

Rozpoczął inkantację.

I wtedy strach uderzył Norę w brzuch.

Czekaj

Jej myśli pędziły, inskrypcje wskakiwały na swoje miejsce o sekundę za późno. To nie było Philími. To nie byli kochankowie.

To było Phratēr.

Rodzeństwo.

STÓJ! — krzyknęła, a serce waliło jej jak młotem. — To nie Kochankowie, tylko Rodzeństwo!

Oczy Hermiony się rozszerzyły, gdy zdała sobie sprawę z błędu, akurat w momencie gdy Draco skończył inkantację.

Z kajdanek wystrzeliło żółte światło.

Protego! — krzyknęli Hermiona i Draco chórem, a tarcze rozbłysły.

To nie podziałało.

Magia przedarła się przez ich obronę, jakby byli z pergaminu. Wybuch energii wystrzelił, owijając ich wiciami złotego światła. Instynktownie, wolne dłonie Draco i Hermiony zacisnęły się w zbielałym uścisku, gdy magia w nich wchłonęła.

Przez chwilę wszystko zamarło.

A potem świat eksplodował.

___________

Witajcie :) No i zaczyna się zabawa. Wiem, że pewnie większość z Was zastanawia się, jak bardzo dziwne może być to opowiadanie. Cóż, bardzo. Ale mimo wszystko bawmy się! :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

✪ Dziękuję, że tu jesteś ;)
✪ Jeśli możesz, zostaw po sobie ślad. Komentarze są dla mnie napędem do dalszej pracy ;)
✪ Nie spamuj od tego jest odpowiednia zakładka (SPAM)

Obserwatorzy